Dodaj do ulubionych

Do sympatyków UPA którzy tych

19.03.09, 23:01

...bandytów nazywają żołnierzami.
Wymordowanie zakonników i osób świeckich w klasztorze dominikańskim jest
jednym z wielu przykładów podeptania przez członków SS "Galizien" i UPA
wartości chrześcijańskich.

Ruś od czasu przyjęcia chrztu w 988 r. jest krainą na wskroś chrześcijańską.
Dlatego też ze zdziwieniem przyjmowane są fakty okrutnego barbarzyństwa,
jakiego niektórzy Ukraińcy dopuszczali się w czasie II wojny światowej.
Niestety, część naszego pobratymczego narodu, który wydał tylu świętych i
błogosławionych, dała się na początku XX w. opętać obłąkanej ideologii Dmytro
Doncowa. Ten wykształcany na uniwersytetach w Petersburgu, Wiedniu i Lwowie
doktor prawa w swojej publikacji pt. "Nacjonalizm" zawarł tezę, że aby
powstała "samostijna" Ukraina, można stosować tzw. twórczy terror, czyli
zabijać zarówno obcoplemieńców, jak i Ukraińców, którzy nie popierają
nacjonalizmu. Początkowo przejawami tego terroru były zabójstwa urzędników.
Jednym z pierwszych zamachów było zastrzelenie w 1908 r. namiestnika Galicji,
hr. Andrzeja Potockiego. Nawiasem mówiąc, dokonał tego syn księdza
greckokatolickiego, co jest bardzo charakterystyczne, bo dzieci unickich
duchownych, niepomne na przykazania Dekalogu, stanowiły awangardę Organizacji
Ukraińskich Nacjonalistów.



Przykładów stosowania owego "twórczego" terroru są tysiące. Warto przypomnieć
np. przypadającą w tym tygodniu rocznicę zbrodni w klasztorze dominikańskim w
Podkamieniu, o której piszę szerzej w swojej najnowszej publikacji. Klasztor
ów, posiadający strzelistą wieżę i leżący na wysokim wzgórzu, doskonale
widoczny jest od strony Poczajowa i Krzemieńca. Wypisz, wymaluj Jasna Góra,
tyle że na pograniczu między Wołyniem a Podolem. Klasztor ten ze względu na
napady Tatarów miał charakter obronny. Jego perłą był przywieziony z Włoch
obraz Matki Bożej. Cieszył się on tak wielkim kultem, że już w 1727 r. został
koronowany koronami papieskimi. W zimie 1944 r. zaczęli tutaj ściągać ludzie z
różnych stron. Byli to jednak nie tyle pielgrzymi, ile uciekinierzy z Wołynia,
którzy szukali tu pociechy duchowej i schronienia przed grasującą UPA. Zza
murów klasztoru dochodziły przerażające wieści. 28 lutego tegoż roku w
pobliskiej Hucie Pieniackiej ukraińscy najemnicy z 14 Dywizji SS "Galizien"
dokonali przerażającej zbrodni. Z kolei 12 marca ci sami zbrodniarze, wsparci
przez banderowców, wymordowali 365 osób w Palikrowach, rozstrzeliwując Polaków
z karabinów maszynowych, co uchodziło za "szczęśliwą" formę śmierci.



Tego samego dnia zaatakowali też klasztor. Wobec przewagi wroga załamała się
polska samoobrona. Wrota zostały wyważone i rozpoczęła się rzeź, która trwała
przez trzy dni.



Rozpoczęło się polowanie na ukrywających się. Banderowcy, opici "horiłką",
wyciągali ich z najróżniejszych zakamarków, a po obrabowaniu z ubrania
katowali siekierami, sierpami i nożami. Kul używali rzadko, gdyż własnoręczne
"zaszlachtowanie Lacha" było nobilitacją, zwłaszcza dla nowo zaciągniętych w
szeregi UPA mołojców. Mordowali też w samym kościele, gdzie niektóre ofiary
kurczowo trzymały się ołtarza przed cudownym wizerunkiem. Poćwiartowali także
trzech braci zakonnych wraz z ks. Stanisławem Fijałkowskim, proboszczem z
Poczajowa.



Łącznie w klasztorze i wiosce wymordowano 600 Polaków. Do dziś większość ich
nazwisk nie jest znana. Jeden ze świadków (cytuję za monografią o ludobójstwie
Szczepana Siekierki i Henryka Komańskiego) tak to opisuje: "Po kilku dniach
poszliśmy do klasztoru. Pomieszczenia klasztorne były obrabowane i
zdemolowane. Korytarze przedstawiały okropny widok. Podłogi pokryte tłuczonym
szkłem, pierzem z porozrywanych poduszek i pierzyn, zbożem i wszelkiego
rodzaju przedmiotami. W najróżniejszych miejscach widniały ślady krwi. W
jednym pomieszczeniu leżało dwadzieścia, a może więcej ciał w najróżniejszych
pozycjach. Cała podłoga była zaścielona trupami. Zamordowane osoby były mi
znane z widzenia, lecz nazwisk ich nie pamiętam. Najwięcej ludzi pochodziło z
Wołynia. Niektórzy w zastygłych dłoniach trzymali różaniec. Mężczyźni
rozebrani, bez butów, koszul, jedynie w kalesonach. Głowy rozrąbane na pół
siekierą lub jakimś innym ostrym narzędziem. Jeszcze dziś po tylu latach śnią
mi się te makabryczne sceny".



Po ekspatriacji dominikanie opuścili klasztor i przewieźli obraz Matki Bożej
do swojego kościoła we Wrocławiu. Tam po jego prawej stronie wmurowali tablicę
pamiątkową ku czci pomordowanych braci zakonnych i mieszkańców
Tarnopolszczyzny. Z kolei w podkamieńskim klasztorze Rosjanie urządzili
więzienie polityczne, a następnie zakład dla chorych psychicznie.



Ostatnio władze Ukrainy sam kościół przekazały unickim zakonnikom, których
pytałem kiedyś, co wiedzą o wydarzeniach z 1944 r. Jak można było
przypuszczać, nie wiedzieli praktycznie nic, a raczej nie chcieli wiedzieć.
Tylko jeden z nich powiedział, że tutaj w czasie wojny Niemcy rozstrzelali,
jak to określił, "braci Słowian". Równocześnie użalał się, że Polacy
wyjeżdżając zabrali im "ukraińską ikonę". W Podkamieniu do dziś nie ma żadnego
epitafium ku czci pomordowanych. Jedynie w zrujnowanym kościele doskonale
zachowały się ślady po kulach. Jednak gdy nowi gospodarze położą tynki i
pokryją je swoim zwyczajem olejną farbą, to nawet te ślady po mordach tutaj
dokonanych znikną bezpowrotnie.



Na koniec zapraszam na spotkania autorskie 17 marca o g. 15.30 w ośrodku "Dom
Chemika" w Puławach, a o g. 18 w parafii w Rykach. Organizatorom
zeszłotygodniowych spotkań podziękuję w następnym felietonie.

"Gazeta Polska", 11 marca 2009
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka