Dodaj do ulubionych

A co mi tam ten dyner.

27.05.11, 22:52
krem z dyni by chyba nie smakował mi - może na czubek łyżeczki się wzięłoby w celu spróbowania.
pieczonej piersi z perliczki - nie, bo zwierzę.
tatara z pstrąga - nie, bo zwierzę.
pralinki czekoladowe z sorbetem pomarańczowym - nie, bo kalorie.
wina o trzech różnych rocznikach: z 2009, 2005 i 2002 roku - nie, bo alkohol.
kaszanki z cebulką co to tylko prezydenci USA i RP dostali, gdy pogadywali w oczy cztery - nie, bo zwierzę.

no i bardzo dobrze, że mnie tam nie zaprosili.
phi.
taki dyner, gdy jest czas młodych ziemniaków i kapusty z koperkiem.


Obserwuj wątek
    • tojajurek Re: A co mi tam ten dyner. 27.05.11, 23:24
      Zara, zara! Kaszanka z cebulka to zwierzę? Ja sie zwierzę, że jak widzę taki specjał to we mnie się budzi zwierzę.
      A co do win, to raczej chodzi najsamprzód o winnicę pochodzenia, a rocznik nie jest sam z siebie tak ważny, jak przy uwodzeniu nieletniego dziewczęcia na przykład.
      • olga_w_ogrodzie Re: A co mi tam ten dyner. 27.05.11, 23:35
        ja też ciekawa byłam jakie wina te i skąd, ale nie wyczytałam tego.

        a kaszanka z krwi utoczona wszak.
        można w zamian se usmażyć ziemniaków z cebulką.
        a jeśli kto kalorii nie liczy i sera nasmażyć żółtego.
        albo mozzarelli co to kalorii mniej ma.

        albo taka sałatka, którą moja mama wymyśliła i zwałyśmy ją "wiosenną" :
        ziemniaki surowe pokrojone w paseczki cienkie albo plasterki podsmażyć.
        potem dodać, co na podorędziu : ogórki świeże w kostkę, rzodkiewki pokrojone, szczypior
        ale i dopakować można kiszonym ogórem i pomidorem, papryką czy pieczarkami.
        na koniec jaja wbić i z dodatkiem śmietanki rozbełtać.
        • tojajurek No, co Ty? 28.05.11, 00:28
          Krew to nie zwierzę, chyba żeby liczyć za zwierzątka te różniste ciałka białe, czerwone czy różowe, co się tam kręcą. Jak by tak kombinować ortodoksyjnie, to i mleko, masło czy ser są zwierzęcego pochodzenia, że już nie wspomnę o butach czy damskiech torebkach.
          A kaszanka jest najważniejsza, bo bez niej nie mielibyśmy rozgrywek piłkarskicj i Kraj ległby w totalnym maraźmie. No bo jaki jest hymn UEFA? KASZANKA. Barzo proszę
          • olga_w_ogrodzie Re: No, co Ty? 28.05.11, 01:05
            kaszankę, by zrobić trzeba zwierzę zabić.

            mleko, jajka, sery - się zwierza nie zabija, choć, faktem, że ten nabiał często od zwierząt trzymanych w warunkach skandalicznych.
            no ale ktoś nie chce czy nie może być wegeterianem,
            a ja weganką nie mogę.
            butów i torebek od dawna nie kupiłam ze skóry.

            a jaki ten hymn jest KASZANKA ? to ja nie wiem wcale.
            żądam wyjaśnień.
        • replique Notojacitu zasunę... 28.05.11, 15:00
          takim przepisem na sałatę, co to my ją jemy po daniu głównym;)
          Kawałek concombre, 1/4 papryki czerwonej, kilka rzodkiewek, pomidor, łyżka koperku i żąbek czosnku plus łyżka octu winnego i jeden jogurt i troszkę vegety bo ja solę vegetą...
          Concombre - w cieniutki półplasterki...
          Rzodkieweczka - w cieniutkie plasterki...
          Papryka - w cieniutkie paseczki...
          Pomidor - w cieniutkie szesnastki...
          Koperek - posiekany...
          Czosnek - zmiażdżony...
          Wszystko to jednej slaterki, posypać vegetą, wlać łyżkę octu (winnego!), wymieszać, dodać jogurt i wymieszać i ... zjeść!!!
          Można, przed zjedzeniem, wstawić na parę chwil do lodówki...
          Można również, jak kto łakomczuch, dodać ze trzy pieczarki w cieniutkie płatki pokrajane...
          Można też jeszcze, z tych samych powodów, użyć trzech kolorów papryki...
          ***
          Nie napiszę ci (zato) nic o walorach sosu kurczakowego... ;););)
          --
          Przecież TU-154 to kosiarka, zrobiona z bombowca - dlaczego nie skosił brzóz? (może we mgle nie kosi?)
          • olga_w_ogrodzie Re: Notojacitu zasunę... 28.05.11, 19:41
            a co to concombre ?
            ogóras może ?

            a ja robię sałatkę z pomidorami.
            dodać można co się ma i uzupełnić : ogórami świeżymi, kiszonymi, oliwkami, papryką, sałatą lodową, czosnkiem, bazylią i oliwą z oliwek, słonecznikiem.
            pieczarki można dodać takoż, mozzarellę, sera wędzonego starkowanego, avocado.

            /avocado, ser wędzony, pestki slonecznika i troszkę oliwy z oliwek bardzo, bardzo dobrym smak czynią sałatki tej./
            • replique Re: Notojacitu zasunę... 29.05.11, 17:40
              Concombre? - Rzeczywiście - ogóras.... taki dłuuuugi....
              Moją sałatkę (sałatę!) się je tuż po daniu głównym lub tuż przed (jak Francuzów większość)
              PeeS - nie pamiętam, czy wpisałem, że na koniec, tuż przed spożyciem, wskubuje się jeden lub dwa liście sałaty lodowej... bo krucha :)
              --
              "PiS" - dwa kłamstwa plus spójnik!!!!
              • ploniekocica Re: Notojacitu zasunę... 29.05.11, 17:47
                Nie namawiaj na ogóry, bo ogóry trują i zabijają.
                Podobno bakłażany też.
                Po prostu krwawa zemsta Hiszpańskiego Ogóra! El Gran Pepino Espagnol!
                --
                Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
                Fonię niestety też.
                • replique Re: Notojacitu zasunę... 29.05.11, 18:29
                  Trzeba po prostu... myć ... myć ... myć ... myć i jeszcze raz - myć!
                  Są zbyt dobre, zeby się ich pozbawiać... ;)
                  --
                  Przecież TU-154 to kosiarka, zrobiona z bombowca - dlaczego nie skosił brzóz? (może we mgle nie kosi?)
      • gat45 Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 05:53
        Z dawien dawna Francuzi dzielą się na dwa obozy : co lepsze - słaby rocznik wielkiego wina, czy świetny rocznik średniego. Poza tym różnią się jeszcze (a może się różnili ? kampania anty- zrobiła chyba swoje) na zwolenników brunetek i blondynek. Chodzi oczywiście o tytoń : brunetki to papierosy z ciemnego tytoniu typu Gauloises czy Gitanes, a blondynki to cała reszta. No i kiedyś jeszcze dzielili się na dreyfusardów i anty, potem na vichystów i gaulistów, a teraz na prawicę i lewicę, to ostatnie prawie po połowie. Ale temperatura sporu tylko przy aferze Dreyfusa mogła się chyba porównywać z aktualnymi podziałami w Polsce. Zdziadziały kraj ... Czy szczęśliwy kraj ?
          • replique Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 15:05
            Ja, jak czytam co się dzieje, albo jak włażę na forum, to ... nicanic nie jest w stanie mi nerwów ukoić... ani ten klimat łagodniejszy, ani ta słynna kuchnia śródziemnomorska ani też te wina dobre... ;)
            --
            Przecież TU-154 to kosiarka, zrobiona z bombowca - dlaczego nie skosił brzóz? (może we mgle nie kosi?)
    • damakier1 Re: A co mi tam ten dyner. 27.05.11, 23:27
      Ja oprócz tej paciałygi dyniowej wszystko bym zeżarła tle, że zamiast rocznikami żołądkową gorzką bym wolała, bo w winach niespecjalnie gustuję. Ale i tak do Ciebie na młode ziemniaki z kapustą, obficie koprem posypane, na dynera dużo chętniej bym wpadła.
      --
      "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
      (aut.: ToJaJurek)
      • olga_w_ogrodzie Re: A co mi tam ten dyner. 27.05.11, 23:40
        jakbyś wpadła, to bym Ci jeszcze kefiru dołożyła.
        a może nie, bo by się pewno żołądkową gorzką kiepsko piło po kefirze.
        a gdybyś wypiła żołądkowej tej nieco, to byłabyś zabawnie rozmowną ?

        a dziś to nawet sama miałam smaka na piwo.
        ale jak sobie tak bardzo intensywnie smak ów wyobraziłam piwny,
        to się mi jednak odechciało.
        no i efekt dołujący, gdy sobie wyobraziłam, to już zupełnie mi przeszło.
        • damakier1 Re: A co mi tam ten dyner. 27.05.11, 23:45
          Zabawnie rozmowna to jestem i bez żołądkowej. Po żołądkowej mogłabym stać się przezabawna, co łatwe do zniesienia by nie było...
          --
          "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
          (aut.: ToJaJurek)
    • ave.duce Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 08:23
      olga_w_ogrodzie napisała:

      > krem z dyni by chyba nie smakował mi - może na czubek łyżeczki się wzięłoby w
      > celu spróbowania.

      Mnie też nie.

      > pieczonej piersi z perliczki - nie, bo zwierzę.

      A to i owszem, czemu nie?

      > tatara z pstrąga - nie, bo zwierzę.

      Ryby jadam wyłącznie jako ryby.

      > pralinki czekoladowe z sorbetem pomarańczowym - nie, bo kalorie.

      Odpada raczej.

      > wina o trzech różnych rocznikach: z 2009, 2005 i 2002 roku - nie, bo alkohol.

      Same roczniki to za skąpe info, ale nie odmówiłabym.

      > kaszanki z cebulką co to tylko prezydenci USA i RP dostali, gdy pogadywali w oc
      > zy cztery - nie, bo zwierzę.

      O! Wreszcie coś uczciwego do żarcia :)
      Pewni Amerykanie w Warszawie też nie mogli wyjść z podziwu nad tym specjałem kuchni polskiej, zjedli trochę z pewną nieśmiałością, ale odmówili dalszej konsumpcji po info nt. składu wsadu do flaka.
      A ja wolę naszą kaszankę od obrzydliwych angielskich pajów z ohydnymi podróbkami albo innymi świństwami insajd.

      > no i bardzo dobrze, że mnie tam nie zaprosili.

      Z tym się zgadzam, bo nie trawię wszelkich pomp.

      > phi.
      > taki dyner, gdy jest czas młodych ziemniaków i kapusty z koperkiem.
      >

      Poproszę same młode ziemniaki. Bez kapusty i koperku, ale z odrobiną masła, soli i szczypioru.

      Mniam.
      --
      "szczególnie znienawidzonego prezydenta, byłego dziś, nieżyjącego, ś.p. mojego brata" >
      Prezes Jarosław K.
      Forum ze Dworum/Freedom @ nie chce mi się @
    • man_sapiens Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 13:45
      Krem z dyni - nudziarstwo. Czemu nie chłodnik z botwinki - jest już świeża i to jeden z genialnych wynalazków naszej kuchni
      Pierś z perliczki... Jak już drób, to ja bym podał coś z bażanta, albo gęś. Perliczka też nudna w smaku. Czemu nie kulebiak? Rolada śląska dla mięsożerców? Pierogi rozliczne: ruskie, z serem, z grzybami, kapustą...
      Tatar z pstrąga - znowu mdła papka. A mamy przecież karpia po żydowsku. I pieczone oscypki.
      Sorbet ok., ale pomarańczowego Obama ma dość u siebie, a polskie truskawki (spod folii już są) pachną jak żadne. Albo sorbet z jabłek!
      Wina - ok, ale czemu po deserze nie dać po kieliszeczku krupniku?

      Strasznie banalne to co podano, jak w fabrycznej kantynie.
      --
      Kulturalny człowiek zna rachunek spinorowy i co piątek chodzi do filharmonii prof.Plebański
      • olga_w_ogrodzie Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 14:08
        masz rację.
        ale co czytam o oficjalnych obiadach z gatunku niby wykwintnych i super eleganckich,
        to jadłospisy właśnie takie : jakieś kremy i zupy mielone, gdy kapuśniak w wersji kwaśnicy byłby o wiele smaczniejszym, tatary wydziwiane,
        zwierzyny dziko-dziwne etc.
        spodziewam się, że smak i zapach tego, co Ty proponujesz,
        byłby sto razy atrakcyjniejszym.
        ale o co tu idzie ?
        że te rzeczy prostsze i smaczniejsze zwykli ludzie czyli plebs jada ?
    • man_sapiens Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 14:05
      Po francusku "diner" znaczy kolacja albo jeść kolację. Nie wymawia się tego "dajner" tylko "diner". "dîner de travail" to "robocza kolacja" itd. itp.
      Językiem protokolarnym w dyplomacji jest francuski, nie niemiecki.
      --
      Kulturalny człowiek zna rachunek spinorowy i co piątek chodzi do filharmonii prof.Plebański
      • maniasza Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 14:49
        man_sapiens napisał:

        > Po francusku "diner" znaczy kolacja albo jeść kolację. Nie wymawia się tego "da
        > jner" tylko "diner".

        "Dinner" raczej nie wymawia się jako "dajner", tylko jako "diner" (w przybliżeniu).

        A to uproszczone, pewnie celowo spolszczone "diner" po to uproszczone by wymowić "dajner" :)
        Z niemieckim zdaje się to nie ma nic wspólnego.

        Natomiast francuskie "diner" wymawia się jako "dine", z akcentem na "e".
        Gwoli ścisłości.

        > Językiem protokolarnym w dyplomacji jest francuski, nie niemiecki.

        Formalnie pewnie tak. Teraz już raczej angielski na spotkaniach tego typu jak ww. oraz w rozlicznych organizacjach typu NATO, WTO itp, tam gdzie niby oficjalny jest francuski.
        Ja w każdym razie nie przypominam sobie żadnej transmisji z posiedzeń organizacji międzynarodowych, gdzie tłumaczono by z francuskiego, raczej wszędzie brzmi angielski.



        --
        "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
        (by Szymon Majewski Show).
        • replique Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 15:17
          Francuzi nigdy nie pozwolą, żeby ich język zniknął z międzynarodówki, jaka by nie była... ;)
          Był czas, w początkach unii, że obowiązywał (oficjalnie) tylko francuski i angielski :)
          I żeby nie było, to są gotowi zapaskudzić co się da francusczyzną... na przykład takim czymś: zamiast e-mail - couriel :D (couriel od courrier - list)
          --
          "PiS" - dwa kłamstwa plus spójnik!!!!
          • maniasza Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 15:27
            Zapaskudzić?!
            To najpiękniejszy język na świecie, przynajmniej dla mnie.
            Co do "couriel", itp, to też już prawie przeszłość. Może starsze pokolenie jeszcze używa czystego francuskiego, młodsze niestety zrobiło ze swojego języka papkę francusko-angielską. Nie idzie tego słuchać. Niestety. :(


            --
            "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
            (by Szymon Majewski Show).
              • maniasza Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 15:48
                Bo jesteś na co dzień z językiem i pewnie nieprzerwanie.
                Ja to obserwuję z większego dystansu. Łatwiej zauważyć zmiany wtedy.
                Poza tym mówię raczej o Francuzach rdzennych.


                --
                "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                (by Szymon Majewski Show).
                • ploniekocica Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 16:07
                  Ale to samo można powiedzieć niemal o każdym języku europejskim - pojawia się w nich mnóstwo i coraz więcej anglicyzmów .
                  Powiedziałabym, że francuski jest jednym z najmniej zangielszczonych języków.
                  --
                  "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
                  • maniasza Re: A co mi tam ten dyner. 28.05.11, 16:18
                    Pewnie tak, teraz każdy język ulega "zangielszczyznieniu".
                    Nawet takie "zamknięte", jak arabski (i wszystkie odmiany), chiński (i wszystkie odmiany), czy hinduski ze wszystkimi czterdziestoma czy ponad jego odmianami.
                    Choć nasilenie tego zjawiska jest różne, w zależności od branży pewnie.
                    Uważam, że bez sensu jednak.
                    Choć zjawisko jest ciekawe samo w sobie.





                    --
                    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                    (by Szymon Majewski Show).
          • gat45 Nie. 28.05.11, 18:49
            Bardzo Cię przepraszam, o Slavi, ale podajesz nieprawdziwe informacje. Od samego początku, czyli od szóstki tworzącej Wspólny Rynek (D, F, I + Benelux) wszystkie języki członkowskie były oficjalne i równo traktowane. Gwoli ścisłości, angielskiego wtedy w Brukseli wcale nie było, wszedł dopiero razem ze przystąpieniem UK już bodajże do Wspólnoty (nie pamietam dokładnie i nie chce mi się teraz szperać, kiedy WR przekształcił się w EWG, poprzedniczkę UE). I tak potem z szóstki zrobiła się dziewiątka, potem dwunastka, potem piętnastka no i w 2004 roku - plus 10, a co dalej, to już wszyscy wiedzą. I każdy kraj wnosił swój język jako pełno- i równoprawny. Jedynym wyjątkiem była Irlandia, która zrezygnowała z gaelickiego.

            A jakie języki przeważają w kularach i na roboczych spotkaniach, to już inna kwestia.
            • maniasza Re: Nie. 28.05.11, 19:30
              Chodziło mu pewnie o pradawne postrzeżenie francuskiego, jako języka sztuki, kultury i dyplomacji. Ale to początek końca znalazło prawie sto lat temu ostatecznie.
              A szkoda.
              Podziwiam Francuzów , ze potrafili swój język TAK wypromować na przestrzeni wieków.
              Język angielski jednak jest dosyć prymitywnym językiem.
              No ale wiadomo - teraz związany bardziej z nauką i współczesnymi technologiami, więc silą rzeczy musi być po prostu precyzyjny, bez zbędnych fajerwerków. Z szeroko pojętą kulturą i sztuką jednak niewiele wspólnego ma.



              --
              "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
              (by Szymon Majewski Show).
              • replique Re: Nie. 28.05.11, 19:39
                Oh!
                Gdyby Shakespeare to usłyszał, albo Byron, albo Sheley...
                ;)
                --
                nowa ikona S - Lechkacz... bo Jarkacz tak chce a Solidarność w grobie się przewraca
                • maniasza Re: Nie. 28.05.11, 19:45
                  replique napisał:

                  > Oh!
                  > Gdyby Shakespeare to usłyszał, albo Byron, albo Sheley...
                  > ;)

                  Kto dziś mówi z anglosasów Szekspirem czy Byronem? ;)


                  --
                  "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                  (by Szymon Majewski Show).
                  • ave.duce Re: Nie. 28.05.11, 20:05
                    Moja Ciotka.
                    --
                    @ nie chce mi się @ <<< Michaił Bułhakow >>>
                    „Prawdziwa dama pije tylko czysty spirytus i nigdy w małej ilości”
                    > Forum ze Dworum/Freedom
                  • ploniekocica Re: Nie. 28.05.11, 20:09
                    Ale my mówimy o języku jako takim, a nie o współczesnej wersji tego języka, której znajomość wystarczy do zrobienia zakupów w supermarkecie i porozmawiania na czacie.
                    --
                    "Czy chłop pańszczyźniany może zrozumieć świadomego obywatela? " made by Anwad
                  • replique Re: Nie. 29.05.11, 17:46
                    A kto z Francuzów dziś mówi Baudelairem albo Verlainem albo i Rimbaudem o Malarmem nie wspominając?
                    ;):)
                    --
                    "PiS" - dwa kłamstwa plus spójnik!!!!
              • ploniekocica Re: Nie. 28.05.11, 19:44
                No to z tym prymitywnym językiem angielskim chyba trochę pojechałaś :) I z tą kultura i sztuką trochę też.
                Też kocham francuski miłością wielką choć od lat niestety platoniczną, ale angielski jest językiem zdecydowanie trudniejszym (nie mówię o prostym języku komunikacyjnym) do opanowania ze względu na to, że jest językiem najbogatszym pod względem liczby słów i synonimów.
                --
                "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
                • maniasza Re: Nie. 28.05.11, 19:52
                  ploniekocica napisała:

                  > No to z tym prymitywnym językiem angielskim chyba trochę pojechałaś :) I z tą k
                  > ultura i sztuką trochę też.
                  > Też kocham francuski miłością wielką choć od lat niestety platoniczną, ale angi
                  > elski jest językiem zdecydowanie trudniejszym (nie mówię o prostym języku komun
                  > ikacyjnym) do opanowania ze względu na to, że jest językiem najbogatszym pod wz
                  > ględem liczby słów i synonimów.

                  Absolutnie sie nie zgadzam.
                  Opanowanie idiomów to kwestia czytania książek, przebywania w środowisku itp.
                  Angielska gramatyka natomiast nie umywa się do francuskiej.
                  Sprzed paru lat badania pamiętam, w Polsce, tylko 2 proc ze wszystkich znających (uczących się) jezyki obce zna francuski (mniejsza o stopień znajomości).

                  Ale faktem jest, że w każdym języku teraz jest tendencja w kierunku uproszczenia, wszystkiego co się da.



                  --
                  "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                  (by Szymon Majewski Show).
                • gat45 Re: Nie. 28.05.11, 19:54
                  Mam ogromną dysproporcję w znajomości tych dwóch języków, ale skłaniałabym się ku zdaniu Kocicy.

                  Przywiodło mi to na myśl wspomnienie naszego pobytu na Krecie. W skromnej knajpce obsługa i turyści operowali angielszczyzną turystyczną. Koło nas siedziała starsza, bardzo dystyngowana para Anglików. Kiedy składali zamówienie, trzech kelnerów kolejno nie dawało rady pojąć. Wzięłam więc sprawy w swoje ręce, "państwo pozwolą" powiedziałam i powtórzyłam dobitnie, z wymową zdecydowanie nadwiślanską "tu grrrik salad" i resztę ich zamówienia. Yes, yes, yes ! wykrzyknęli kelnerzy i starsi państwo mogli wreszcie coś zjeść. Przyjaźniliśmy się potem przez całe popołudnie i wieczór...
                  • ploniekocica Re: Nie. 28.05.11, 20:07
                    Otóż progres w nauce języka angielskiego osiąga się znacznie szybciej i wtedy się delikwentowi wydaje, że już angielski zna jako tako, ale wtedy dopiero zaczynają się schody właśnie tej literackości i bogactwa. Można się uczyć angielskiego całe życie i ciągle tkwić w miejscu "prawie".
                    Natomiast francuskiego nauka na początku jest dość oporna, a potem postęp następuje linearnie. Francuski jest ponadto językiem znacznie bardziej logicznym, o paradoksalnie znacznie łatwiejszej wymowie.
                    Tak twierdzą wszyscy przepytywani przeze mnie na te okoliczność ludzie uczący się obu tych języków.

                    --
                    "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
                    • replique Re: Nie. 29.05.11, 17:54
                      Francuski jest ponadto językiem znacznie bardziej logicznym, o paradoksalnie znacznie łatwiejszej wymowie
                      Z tym by się nie zgodził - żeby było jako tako, dzieciaki od trzeciego roku życia przyswajają sobie tajniki wymowy... w przedszkolu, które jest obowiązkowe :):)
                      PeeS - najlepiej wiedzą o tym imigranci, którzy cholernie często, po wypowiedzeniu jakiegoś zdania, słyszą: pardon???? lub: vous avez dit???? - a to znaczy, że tuziemiec niczego, co wyszło z ust delikwenta, nie zrozumiał ;)
                      --
                      nowa ikona S - Lechkacz... bo Jarkacz tak chce a Solidarność w grobie się przewraca
                      • ploniekocica Re: Nie. 29.05.11, 18:18
                        Nie mówię o wymowie doskonałej, bo o tę trudno innostrancom. Sama opisywałam na FzD dziką radość, którą sprawiałam "moim" Francuzom, wymawiając eu - szczególnie w słowach heure i heureuse.
                        Natomiast wymowa francuska ma reguły, których nie ma angielska. Wiadomo mniej więcej jak się wymawia dane litery i dyftongi, czego nie uświadczysz w angielszczyźnie, gdzie praktycznie trzeba się nauczyć wymowy niemal każdego słowa.
                        Każdy znający jako tako francuski jest w stanie przeczytać dowolny nawet średnio zrozumiały tekst bez drastycznych błędów w wymowie (choć szkolną francuszczyzną), natomiast po angielsku wymowę połowy nieznanych słów zapewne absolutnie "przestrzeli".

                        --
                        "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
                  • maniasza Re: Nie. 28.05.11, 20:13
                    Nnno dobrze, może przeholowałam...z tą prościzną.
                    Bo jeśli chodzi o francuski - to wychowywałam się na klasyce, jeśli chodzi o angielski - to na informatyce.
                    Pewnie stąd takie spostrzeżenia. I pewnie dlatego jest mi tak przykro, że Francuzi kaleczą swój język. Ja im mówię "telecharger", a oni mówią ", uwaga! "downloder", ja i mówię "mis a jour", a oni "updater", ja im mówię " ordinateur", a oni "PC" itd itp.
                    Na początku dla mnie to było szokiem lekkim, potem jakoś się przyzwyczaiłam, choć nie bez oporu wewnętrznego...
                    Ech...

                    Idę nach spazieren...




                    --
                    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
                    (by Szymon Majewski Show).
            • replique Re: Nie. 28.05.11, 19:37
              Masz rację...
              W momencie powstania (zalążka) Unii (Communaute Europeenne du Charbon et de l'Acier), oryginalnym i jedynym był język francuski. Następny traktat był już w czterech językach: francuskim, włoskim, niemieckim i niderlandzkim :)
              Angielski wszedł razem z Anglią...
              Par contre, Irlandia nie tak dawno, uzyskała statut oficjalnego dla irlandzkiego, ale sama płaci za tłumaczenia...
              --
              nowa ikona S - Lechkacz... bo Jarkacz tak chce a Solidarność w grobie się przewraca
    • olga_w_ogrodzie Re: A co mi tam ten dyner. 29.05.11, 01:26
      podano u premiera chyba na drugiego breakfasta albo na lunch m.in. :

      grillowany oscypek z konfiturą z jarzębiny
      smażoną polędwiczkę cielęcą ze szpinakiem i szafranowym risotto
      oraz waniliowe mille-feuille ze świeżymi truskawkami, czyli lekki deser rodem z Neapolu

      oscypek może być smaczny, ale kalorii dużo.
      cielęcina nie, bo mały cielaczek to.
      ciekawam konfitury z jarzębiny - nie jadłam nigdy.
      szafran też nie wiem jak smakuje tylko, że drogi bardzo.
      a ostatnio ktoś mi powiedział, że on antydepresyjny i, że jak ten ktoś go zjadł,
      to od razu się poczuł w stylu : I have a power !
      szpinaku to ja nie lubię raczej, choć może był jakoś ciekawie przyrządzony.
      ten deser to nie wiem na czym polega - lody i na nie ciapnięte truskawki ?
      można by truskawki zjeść i liznąć loda tego.
      • damakier1 Re: A co mi tam ten dyner. 29.05.11, 11:25
        A w moim ogrodzie jakaś krzewinka-samosiejka wyrosła, jest już sporawa i podejrzewam, że to być może właśnie jarzębina. Za jakie dziesięć lat będę sobie może mogła konfitur jarzębinowych z własnego ogródka pojeść?
        --
        "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
        (aut.: ToJaJurek)
        • ploniekocica Re: A co mi tam ten dyner. 29.05.11, 11:50
          To jest ciasto francuskie to, co się rozwarstwia, ale podane w formie przekładańca. Zresztą taki przekładaniec nie musi być wówczas koniecznie z francuskiego ciasta
          Tak wygląda waniliowy
          http://extrapain.flous.be/images/millefeuille.1236795832.jpg
          a tak jakis owocowy
          http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f2/Slide-mille-feuille.jpg/220px-Slide-mille-feuille.jpg

          Z tego, co wiem to się po francusku nazywa napoleonka, ale polska napoleonka nie jest z tak wielu warstw i zawsze jest waniliowa.

          Podobnie jest z francuską szarlotką (charlotte), która wcale nie musi być jabłkowa ( a nawet rzadko jest) i może wyglądać np tak:
          http://2.bp.blogspot.com/_Q5SpTKazer0/SfxgCCWjGuI/AAAAAAAAEYY/jAc8hrG2BEM/s400/tiramisu+charlotte+4.JPG

          Smacznego:)
          --
          "Sprzedaję kit. Wciskanie gratis."
        • etykieta-zastepcza Re: A co mi tam ten dyner. 29.05.11, 13:38
          no ale to deser lodowy był z truskawkami.
          czyli lodami go, a nie kremem czy budyniem przełożono ?
          chyba wówczas te płaty ciasta szybko przesiąkłyby i staly się flaczaste ?

          /używam chwilowo przebrania, gdyż wczoraj powrócił ze swym stalkingiem osobnik raniący./

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka