Dodaj do ulubionych

Czwarty kot!

13.06.11, 19:39
Moja gupia córka dorola ze swym gupim mężem sprowadzają na dom czwartego kota: prawdopodobnie z traumatyczną przeszłością, z miasta Łodzi, ryży jak Donaldu, kudłaty, podrośnięty, ale jeszcze smarkaty.
Czekają na niego: dorola z mężem pełni udawanego optymizmu, mój wnuk w najwyższym stopniu ekscytacji i "niemożenia-się-doczekać", mój mąż z filozoficznym dystansem i doskonale udawaną obojętnością, Wrona, Szopek, Franio, Zima i Pan Czesio - w doskonałej nieświadomości oraz ja - miotana uczuciami sprzecznymi, pełna najgorszych przeczuć, na granicy załamania nerwowego, śniąca po nocach o fruwajacym pirzu, rozbryzganej na ścianach krwi i ogólnej masakrze teksańską piłą mechaniczną.

Przybedzie w czwartek.
Podobno będzie sie nazywał Karolek.

--
"Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
(aut.: ToJaJurek)
Edytor zaawansowany
  • ploniekocica 13.06.11, 19:54
    Gratulacje :)
    A tak we wogle to dzie jezd Czeci Kot? Też u Ciebie "w niewolę popadł" (kto pamięta z czego to cytat?), Damo?
    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • czan-dra 13.06.11, 20:02
    ploniekocica napisała:


    Też u Ciebie "w niewolę popadł" (kto pam
    > ięta z czego to cytat?)

    "Sami swoi"
    --
    www.youtube.com/watch?v=enlrC2jRg_w
  • ave.duce 13.06.11, 20:23
    2 minuty? Czatowałeś na ten post Kocicy? :)
    --
    Mam inne zdanie, a Twoje dla mnie niewiele znaczy. Uważam je za gorsze> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • czan-dra 13.06.11, 20:32
    Przypadek :)
    --
    mleczko.interia.pl/zdjecia/rysunki-kolorowe,10561
  • ave.duce 13.06.11, 20:43
    Akurat!
    Znam ja takie Czandry > czatują tylko, żeby złowić fajne posty :)
    --
    ... nie mam kompleksów na punkcie swoich zdolności rozumowania ...> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • czan-dra 13.06.11, 20:55
    Normalnie skóra zdarta ze mnie..:D
    Dziękuję, to jest świetne, jak się nauczę to wrzucę to na swoją sygnaturkę...:)
    --
    mleczko.interia.pl/zdjecia/rysunki-kolorowe,10561
  • ave.duce 13.06.11, 20:57
    Wszystkie podziękowania Kocicy się należą... :)
    --
    ... nie mam kompleksów na punkcie swoich zdolności rozumowania ...> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • ave.duce 13.06.11, 21:01
    --
    @ nie chce mi się @ <<< Michaił Bułhakow >>>
    „Prawdziwa dama pije tylko czysty spirytus i nigdy w małej ilości”
    > Forum ze Dworum/Freedom
  • ave.duce 13.06.11, 20:04
    -Wicia wierzchem jezie!
    -Nie może być! Na kocie?
    --
    ... nie mam kompleksów na punkcie swoich zdolności rozumowania ...> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • ave.duce 13.06.11, 20:29
    Znałam dwóch Karolków. Nie powiem...
    --
    @ nie chce mi się @ <<< Michaił Bułhakow >>>
    „Prawdziwa dama pije tylko czysty spirytus i nigdy w małej ilości”
    > Forum ze Dworum/Freedom
  • taziuta 13.06.11, 20:36
    damakier1 napisała:
    Re: Czwarty kot!

    > Moja gupia córka dorola ze swym gupim mężem sprowadzają na dom czwartego kota: /.../

    Po tytule wątku sądziłem, że będzie o naszym koledze Trzecim Kocie. :)
  • dorola13 13.06.11, 21:25
    hihi
    A Dama JAK ZWYKLE panikuje.
  • damakier1 13.06.11, 21:34
    Jak sie mnie ten tytuł mątka napisał, też sobie pomyślałam, że Trzeci Kot sie odezwie...
    A wewogóle to współczucia jakiego sie tu spodziewałam, wspomożenia moralnego na czas próby, ale nadaremno! Znikąd pociechy ni słów otuchy!
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 21.06.11, 18:48
    damakier1 napisała:

    > Jak sie mnie ten tytuł mątka napisał, też sobie pomyślałam, że Trzeci Kot sie o
    > dezwie...

    ja w ogóle myślałam, że to a propos zaniku Trzeciego Kota.
    znaczy - twórczości owego tu.
    a taka niespodzianka tymczasem.
    już widziałam wątek Doroli, że Karolek przyjechał,
    tylko nie wiedziała żem, iż chodzi o Kota Czwartego.
    to se zaraz polecę zobaczyć, jak tam wrażenia pierwsze.
  • maniasza 13.06.11, 23:25
    Nie bój nic.
    Moi znajomi od kilku tygodni codziennie goszczą pana Nikt. Ot, przychodzi taki dachowiec (włazi przez balkon, drzwi otwarte), posili się, przytuli i wychodzi. Oni już wiedzą, że na noc balkonu nie należy zamykać, a ten juz wie - że balkon nie jest zamykany, przychodzi o 2 w nocy, włazi do nich do łózka, prześpi się, a o piątej nad ranem wychodzi.
    Jak mi to powiedzieli, to przerażona byłam. Ale to nie jest zwykły dachowiec. Pan Nikt ma wyczajone kilka domów na tym osiedlu, raz idzie do jednych, raz do drugich. Jest czyściutki, młody kocur, chyba nawet roku nie ma, widać, że domowy (był kiedyś) i pewnie został wyrzucony. Ciężko dociec - bo niewiele mówi, a jak mówi, to po swojemu . Ale klasy to mu nie brakuje. Widziałam na własne oczy. Mimo że za kotami nie przepadam generalnie, to ten chłopak naprawdę ma jakiś urok niesamowity i charakter. Po prostu wchodzi do cudzego domu, jak do swojego i albo rozkłada się w fotelu, albo wędruje do sypialni, lub do kuchni. Coś niesamowitego.

    Więc niech Cie uczucia sprzeczne nie męczą i żadne piły teksańskie nie śnią. Ważne, że Karolek nie będzie sam :)

    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • damakier1 14.06.11, 00:09
    Po tym, jak wprowadzał się do nas Pan Czesio, to historia pana Nikta (?) całkiem naturalna mi się wydaje. Moje pełne grozy sny biorą się z problemu - jak spokojnie i bezboleśnie wprowadzić nowego kota do domu, gdzie już rządzą dwa psy i trzy koty?
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • maniasza 14.06.11, 00:39
    Jest całkiem naturalna, zapewniam :)
    Nie wiem, czy by mnie było na to stać, co robią moi znajomi.
    Ale moje opory w stosunku do kotów wynikają z czego innego. Z przypadków sprzed lat kontaktu mojego dziecka astmatycznego z kotami. Więc na koty jestem mocno wyczulona, pewnie stąd ta blokada. Choć poobserwować lubię tych mini-tygrysów. :)


    Co do wprowadzania nowego mieszkańca, to chyba zawsze jakiś kwas może być, nie?
    Nie znam się. Ale z drugiej strony, jak już jest takie "stadko", to myślę, że się jakoś dogadają z tym nowym Karolkiem i on z nimi?





    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • gat45 14.06.11, 08:40
    Zawsze miewałam koty w ilościach parzystych. A jak raz było ich nieparzyście, to jakoś dziwnie się zachowywały.

    Nic się nie bój, Damo. Domowa trzódka szybko wychowa pana Karolka i przyuczy. Za jakiś czas będziesz się dziwiła, jak w ogóle życie bez Karolka było mozliwe.
  • damakier1 17.06.11, 17:37
    Przybył o siedemnastej. Przywiózł go jakiś pan z TOZ-u c całą wyprawką: klateczka i osobista kuwetą. Niecierpliwił się bardzo, bo Dorolce niemrawo szło otwieranie drzwiczek - wystawiał łapkę chcąc jak najszybciej sie wydostac z zamknięcia. Wreszcie drzwiczki sie otwarły i wyszedł.
    No sama nie wiem, czy to kot, czy wiewiór? Przepięknie rudy, puchaty, a ogon...! Franio się chyba zapłacze, gdy zobaczy! Dotąd franiowy ogon był najpiękniejszy na ulicy i Franio puszył się nim i pysznił, a my z nim razem. Przy karolkowym ogonie ogon franiowy stał się zwykłym zakończeniem kota, o ktorym nawet wspominać nie warto.
    No więc wyszedł Karolek z klateczki, rozejrzał się dookoła i powoli, majestatycznie zaczął obchodzić pokój przystając tu i ówdzie i skrupulatnie badając wszelkie zapachy. Strachu nie przejawiał żadnego, raczej ciekawość i rozważną ostrożność.
    Pierwszy do nowego domownika przyszedł Pan Czesio. Najpierw zauważył nową kuwetę i zaczął ją badać i obwąchiwać nie spostrzegając podchodzącego powolutku Karolka. Gdy Karolek podszedł, Pana Cesio zamurowało - zamarł w bezruchu, a potem obydwa ostrożnie wyciagnęły szyje i delikatnie przytknęły nosek do noska i dłuższą chwilę tak się poznawały. W końcu Karolek cofnął łepek, a Pan Czesio wyciągnął rozcapierzoną łapkę i delikatnie położył ją na karolkowym nosku. Karolek sie odwrócił i dalej zaczął zwiedzać pokój. Teraz dopiero dotarło do Pana Czesia, że to jakis groźny intruz - wygiął się w pałąk i ni to zamiauczał, ni to zamruczał jednocześnie cofając sie na tyle, na ile mu ściana pokoju pozwoliła.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • damakier1 17.06.11, 17:59
    Przy pierwszym spotkaniu z Wroną mnie nie było. To nie na moje nerwy obwieściłam i zażądałam, żeby Wronie pokazali kota, gdy mnie nie będzie. No i wyszłam na chwilę do ogrodu, a gdy wróciłam Antek zawołał - babciu, Wrona wita Karolka! Wygladało tak: Karolek leciutko się najeżył, a Wrona spojrzała, powiedziała: o, nowy kot! podeszła i tyrpła go nosem. Znajomość została zawarta, a kot uznany za domownika.
    Teraz idziemy z Wronką na spacer, a kot będzie przedstawiany całej reszcie.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ploniekocica 17.06.11, 18:07
    Ja miałam rude koty prawie 20 lat, a teraz mieć nie mogę. Albowiem zdradziwszy ryżość i męskość wzięłam czarną z białym bliźniaczkę Twojego Czesia i ona jak na razie musi być kotem jedynym. Dopiero, gdy starsze dziecko wybierze wolność o samorządność my z młodszym się zakocimy na rudo.
    Raz miałam rudego półpersa i też miał ogon jak lis. A nazywał się tak, jak pewien rudy aktor.
    Gdybym teraz miała rudzielca nazwałabym go pewnie Ryży Thusek, a co :)
    --
    "Kocice nie grzeszą rozumem a płonące używają go bardzo rzadko." made by człowiek radziecki
  • damakier1 17.06.11, 23:20
    Karolek to juz drugi rudy kot w naszym domu. Pierwszy był Kubuś - maleńka znajdka z działek, bez jednego oczka, z dziwacznie przekrzywionym łebkiem - który wyrósł na dorodnego kota i później robił za przybranego tatusia malutkiego Zimki. Historia Kubusia jest opisana w moim wątku zwierzakowym na DDD.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • damakier1 17.06.11, 23:43
    Potem to juz poooszłłłooo!!! Przyszedł Zima i Franio, a na końcu Szopek. Zima troszkę się rudzielca wystraszył, nerwowo pojadł troszkę z miseczki i czmychnął do kącika. Franio był wyraźnie zdegustowany, ale dość obojętny. Jak to Franio, on we wszystkich sytuacjach przejawia stoicki spokój.
    Szopek, który pełni rolę naczelnego higienisty i dzień w dzień myje wszystkie koty aż się zasapał z przejęcia. Rzucił sie z entuzjazmem nowego kota myć i to nieco speszyło Karolka. Tak jak nic a nic nie przejął się wielką Wroną, tak Szopka nieco się zabał - cofnął się, wygiął grzbiet w piękny łuk i nastroszył swe wspaniałe rude futro. A Szopek od razu powiedział
    dobra, dobra - żartowałem...
    Teraz pierwszy dzień z Karolkiem dobiega końca, psy śpią u mnie na dole, a Dorolka właśnie mi pisze z góry na gg, że Lolek z Zimą w wielkiej komitywie zajadają kiełbaskę.
    Jak tak dalej pójdzie, to za jakie dwa dni, kiedy juz Karolek zwiedzi cały dom i poczuje sie u siebie - zostawimy otwarte na oścież drzwi do ogrodu.
    Coś mi sie wydaje, że Karolek będzie ostro rządził na dzielnicy.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • damakier1 20.06.11, 22:19
    Czwarty dzień Karolkwi w nowym domu już mija i mozna powiedzieć, że zasiedziałym on już jest kotem. Pełna jestem podziwu dla tego niewielkiego w końcu stworzenia, które całe swe kocie życie miało ograniczone do niewielkiego mieszkania i nagle znalazło się w zupełnie nowym dużym domu, zapchanym nieznanymi ludźmi, psami i kotami. Do wszystkich Karolek podchodził ze spokojem i ufnością. Ludzi wszystkich uważa za niegroźnych, bez problemu pozwala sie wziąć na ręce, podchodzi do wyciągniętej ręki. Nie przepada za nadmiernym głaskaniem, ale jak trzeba, to znosi cierpliwie. Widocznie poprzedni właściciel ne głaskał go zbyt często, a już na pewno nie czesał, bo piękne rude futro mcno jest skołtunione.
    Z kotami stosunki jakoś sie powoli normują. Najłatwiej idzie z Zimą, który bez problemu podstawia nosek do obwąchania, a po przywitaniu ociera się o karolkowe boki i znajomość zaczyna sie przekształcać w coś na kształt lekkiej zażyłości. Franio i Pan Czesio trochę się Karolka boją choć on wyraźnie zabiega o ich towarzystwo. Pewnie to dlatego, że Karolek podchodząc niesie nad sobą swój ogromny puchaty ogon i wywija nim niczym sztandarem bojowym.
    Przed Szopkiem Karolek nieco umyka. A właściwie nie przed Szopkiem, tylko przed szopkowym entuzjazmem. Od dawien dawna pełni Szopek w domu rolę naczelnego higienisty.
    Domowym psom, poprzednim i teraz Wronce, pieczołowicie wylizywał wszelkie skaleczenia, a koty myje w całości od wąsów po ogon, jak tylko którego dopadnie. Faktem jest, że i koty są zadowolone i chętnie się Szopkowi do mycia nadstawiają. Jak więc Szopek zobaczył tyle rudego futra do wymycia zaraz ruszył z jęzorem do roboty. Karolek nie miał pojęcia co się szykuje, przestraszony wygiął sie w lekki pałąk i czmychnął na stół. I choć z tego stołu bezpiecznie przyglądał się jak Szopek wypucował Frania, to jednak woli Szopkowi schodzić z drogi.
    W rezultacie choć Wronka jest dużo większa, pewniej się Karolek czuje przy niej, niż przy Szopku. Ale tylko na górze. Późną nocą zszedł sobie Karolek zwiedzać parter, przeszedł obok śpiącej w przedpokoju Wrony i kiedy już zbliżał się do kuchni, Wronka zerwała sie z groźnym warkotem i rzuciła w jego stronę. Krzyknęłam ostro i psica natychmiast zawróciła, ale Karolek tak się przeraził, że więcej na dół się nie zapuszcza. Może to i dobrze, bo na dole droga do ogrodu otwarta, a póki Karolek jeszcze nie przerobiony na byłego faceta, lepiej niech siedzi w domu.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • dorola13 20.06.11, 22:55
    a jak kto ma fejsbuka ( albo dziecko, co ma i da popatrzeć ;)) to zdjęcia z tych wszystkich wiekopomnych wydarzeń można obejrzeć tu :
    www.facebook.com/media/set/?set=a.1604674577105.68968.1843358876
  • olga_w_ogrodzie 21.06.11, 19:02
    już wyczytałam tchem jednym, co Dama napisała tu wszystko.
    teraz lecę w Twój wątek, a na fejsbuku to ja jestem incognito.

    /na nk kiedyś miałam profil i się bardzo radowałam z tylu znajomych starych,
    z kontaktów, gadek wieczornych, gdy siedzę sama i smutno mi.
    no i się dowiedziałam, że ktoś z foruma jednego mnie wyszpiegował i wykrył,
    a tego to nie chciałam, by niepowołana osoba oglądała fotki i poznała moj dane personalne.
    i rozżalona za to szpiegostwo w emocjach skasowałam konto i się moje gadki miłe skończyły.
    nauczona tym czymś teraz się incognituję odzywając tylko to wybranych osób, którym mogę się przyznać, iż ja, to ja i nie rozgadają/

    p.s. sorry, za ten wtręt nie na temat.
  • dorola13 21.06.11, 21:17
    No własnie, to są minusy- ja zawsze myślę- czy na bilbordzie bym to zdjęcie, albo tekst wywiesiła? podpisane? i jak mi wyjdzie, że tak, dopiero wrzucam na fb..... No, ale jak Karolek- fajny, co? teraz bidak dochodzi do siebie po kastracji, ale bidniutki taki......:(
  • olga_w_ogrodzie 21.06.11, 23:53
    urody przecudnej w istocie.
    przez tę puchatość się wydaje dużo większym od Zimy czy Pana Czesia ?
  • ave.duce 21.06.11, 19:11
    --
    Mam inne zdanie, a Twoje dla mnie niewiele znaczy. Uważam je za gorsze> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • damakier1 22.06.11, 14:55
    wyśpiewują radośnie mój mąż z Antkiem, a Karolek nie przejmuje się tym nic a nic, bo ogona mu nawet nie drasnęli i można puszyć się nim i wachlować, jakby nic się nie stało. Wczoraj przywieźli go od weta w charakterze kociej padliny. Leżał w swym kotenerku z rozchylonym pyszczkiem, z szeroko otwartymi oczami, bez najmniejszego ruchu. Dopiero jak się przypadło twarzą do podłogi można było zauważyć leciutkie unoszenie sie kociego ciałka w rytm słabiutkiego oddechu. Strasznie się denerwowałam, czy aby na pewno się wybudzi, łaziłam na górę i dopytywałam się wciąż, aż wszyscy mieli mnie dosyć i dopiero wieczorem Antek zawołał - przytomny!!! Przytomny to on może i był, ale kołowaty na pewno. Z lekka się zataczał, wzrok miał przymulony no to Dorolka wysłała go do antkowego pokoju, by sobie posiedział w spokoju i pospał dalej. Dopiero nad ranem Karolek odzyskał wigor. Gdzieś koło piątej obudził nas huk - to roztrzaskała się doniczka strącona z parapetu. Po zrobieniu nam pobudki, wtranżolił Karolek śniadanie i wszystko wróciło do normy. Jeszcze dziś i jutro pilnujemy drzwi na werandę, a w piątek pierwsze wyjście do ogrodu.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • dorola13 22.06.11, 15:12
    a bezjajkowy- bardziej pokojowy.....
  • olga_w_ogrodzie 23.06.11, 01:01
    tak wyrżnąć dzieciakowi tentegesy i jeszcze wznosić hasła o bezjajecznych i bezjajkowych...
    jaka matka, taka córka.

    dobrze, że choć pomścił swe to i owo tą donicą zbitą.
    czyli, że honor zachowany.
  • damakier1 23.06.11, 11:09
    Co znaczy jaka matka? Chyba piszę wyraźnie, kto wyśpiewuje? Ja jedna nie szydzę z nieszczęsnego byłego samca i powtarzam patrząc w jego piękne miodowe oczy, że chociaż bez jaj, jest kotem naj!
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • gat45 30.06.11, 15:31
    O.
  • damakier1 25.06.11, 23:37
    Żabą, co przed nim ucieka jest dla Lolka Franio - biedny ten kot, najstarszy i największy, świetnie sobie radzący z okolicznymi obcymi kotami, lejący bez pardonu kota sąsiadów - okropnie boi się Lolka i praktycznie wyprowadził się z domu. Co prawda to i wcześniej, gdy tylko noce zrobiły się ciepłe, Franio nocował na dworze i do domu wpadał tylko na chwilę, by się najeść. Teraz i na jedzenie nie bardzo się kwapi do przyjścia. Jak się go do kociej stołówki przyniesie, trzeba go długo uspokajać, że Lolek w pokoju Antka zamknięty i można jeść spokojnie. A jak tylko się Franio naje - zaraz z domu zmyka. Nie mamy pojęcia czemu się Franio tak Lolka boi, bo ten wcale specjalnie napastliwy nie jest, małe koty nic sobie z niego nie robią, jedzą razem bez problemów, czasem tylko jeden na drugiego fuknie albo i pazurami futro przeczesze, ale częściej Zima pogoni Lolka niż odwrotnie.
    Zającami, których się boi są dla Lolka psy. Z tym, że tylko na dole. Na górze mogą sobie psy łazić, podchodzić i tyrpać go nosami - nie jest tym Lolek zachwycony, ale znosi cierpliwie.
    Również schody uznał za bezpieczne. Złazi na najniższy stopień i stamtąd filuje na przedpokój.
    Jak mu się wydaje, że jest pusto zapuszcza sie kawałek w niebezpieczne rejony, a wtedy Wrona pędzi z entuzjazmem i Karolek zmyka na górę co sił w łapach. Wrona zwykle dopada go gdzieś w połowie schodów i choć nie robi mu niczego złego Karolek woli nie ryzykować szybkiego powrotu na dół.
    No to dzisiaj zamknęliśmy psy i wynieślismy Karolka do ogrodu. Może jak zobaczy, jak fajnie jest na świecie będzie miał większą motywację do pokonania strachu?

    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • damakier1 25.06.11, 23:41
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/va/ph/itjd/M0AdpG2F7jyRuN3PAB.jpg

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/va/ph/itjd/Gkw5JrfTFDCoQknQZB.jpg

    ----------------------------

    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 26.06.11, 10:10
    naprawdę jest pięknym Karolek ten.
    się tylko obawowywuję, by z ogrodu nie poszedł
    gdzieś zwiedzać świat i nie zagubił się.
  • damakier1 26.06.11, 23:01
    Siedzę ja sobie i po forumach różnorakich łażę, co ma mi miły relaks wieczorny zapewnić, a nad głową co i rusz tupot okropny mi się przewala, miauki i piski przeraźliwe słyszę, a zaraz po nich groźne pokrzykiwania "Panie Czesiu!" naprzemiennie z "Karolek!" dobiegają. Od dłuższego już czasu niezła jatka tam się odbywa. Niewykluczone, że jutro rano w moim domu będzie mniej kotów...
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ave.duce 27.06.11, 09:21
    Forum ze Dworum/Freedom @ nie chce mi się @
  • damakier1 27.06.11, 10:25
    Są wszystkie cztery.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • dorola13 27.06.11, 12:16
    przynajmniej mamy taką nadzieję, bo Karolek poszedł zwiedzać świat i postanowiłam zacząć go wołać conajmniej za godzinę....
  • ave.duce 27.06.11, 12:27
    Macie nerwy...
    --
    "szczególnie znienawidzonego prezydenta, byłego dziś, nieżyjącego, ś.p. mojego brata" >
    Prezes Jarosław K.
    Forum ze Dworum/Freedom @ nie chce mi się @
  • damakier1 27.06.11, 12:43
    > przynajmniej mamy taką nadzieję, bo Karolek poszedł zwiedzać świat i postanowił
    > am zacząć go wołać conajmniej za godzinę....

    O, Jezu! - nic nie wiedziałam...!
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 27.06.11, 22:54
    przyszedł ?
    jest na chacie ?
  • dorola13 27.06.11, 23:52
    jest i ładnie przychodzi na zawołanie:)
  • olga_w_ogrodzie 28.06.11, 00:12
    to dobrze.
    niech on lepiej się za daleko sam jeszcze nie zapuszcza.
    albo mu dać obrożę z namiarami ?
  • damakier1 27.06.11, 23:56
    Oh, Karolek ten ogrodowym kotkiem powoli się staje. Hasa sobie i hyca po ogrodzie, to za motylkiem pogoni, to za muszką, to za niczym - tak dla samej przyjemności wzdłuż płotu w tę i z powrotem jak szalony popędza, czyli jak to się u nas od czasów Papsiuki mówi, doznaje pierdolca.
    Najważniejsze zaś, że gdy się do ogrodu wyjdzie i "Karolek!" zawoła - zaraz rudy łeb z ogrodowych zarośli wychynie i szukać go wcale długo nie trzeba. Dzisiaj nawet Zima troszkę razem z nim po ogrodzie pohasał, a wszystko to pod czujnym okiem Wrony, która obserwowała ich leżąc na środku trawnika i wielką miała ochotę do gonitwy dołączyć, ale prosiłam ją - Wronka, nie ruszaj... - i jakoś wytrzymywała. Zresztą w ogrodzie Karoloek za bardzo się Wroną nie przejmuje. Nie ma tylko odwagi samodzielnie przejść przez werandę do ogrodu ani wrócić z powrotem. Musi go Dorolka wynosić, a potem to już pełen luz.
    Teraz całe towarzystwo śpi w domu i zbiera siły na jutro. To znaczy prawie całe, bo Franio - banita nocuje na dworze.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 28.06.11, 00:14
    niezłe Wy tam macie widowiska.
    ja też lubiłam mieć w domu parę psów, a nie jednego tylko, bo były fajne interakcje.
    ale psów i kotów naraz tom nie miała nigdy.
  • damakier1 28.06.11, 00:21
    W życiu jak wiadomo nie może być za dobrze toteż nie wszyscy przyjęli Karolka z radosnym entuzjazmem. Wcale z nowego domownika zadowolony nie jest Franio. Młodsze koty raz na karolka fuknęły, raz się pobiły, ale na raz drugi szturchnęły się kumpelsko nosami, otarły jeden o drugiego, by w końcu wspólnie do michy się przysiąść. Franio obecność Karolka z każdym dniem znosi gorzej. Początkowo przemykał sie pod ścianami prychając i fukając, potem przestał przychodzić do domu, a wniesiony na jedzenie ledwo co podskubywał z miseczki cały czas nerwowo zerkając na boki. W końcu już nic nawet nie skubnął tylko wyrywał się by jak najszybciej dać dyla na dwór. No i tak - najpierw Franio, który jest najstarszym kotem z powodu Wrony przestał przychodzić na dół i wyprowadził się z ogrodu do małego przedogródka i na placyk przed domem. Teraz przez Karolka wcale wejść nie chce do domu. No to pomyślałam sobie, że skoro Franio został wykluczony, ja zostanę jego Arłukowiczem. Karmię go więc na ganku przed domem, wygłaskuję go i zapewniam , że jest pięknym kotem i że jego pręgowane srebrzystoszare futro i gruby ogon to jest właśnie to, czym powinien szczycić się porządny kot, a ta ruda kupa kłaków zakończonych pierzastym ogonem to fanaberia nie kocia, a kokocia.
    Nie wiem, czy Franio coś sobie z tych moich pocieszeń robi, bo jest on kotem z lekka autystycznym, ale ja jako minister Arłukowicz czuję się bardzo dowartościowana.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 28.06.11, 09:43
    dobrze, że zostałaś Damą od wykluczonych o dowartościowywujesz Frania, bo żal się już mi go zrobiło, gdym czytać zaczęła, Kochana Pani Arłukowicz.
  • ave.duce 28.06.11, 14:37
    damakier1 napisała:

    > No to pomyślałam sobie, że skoro Franio został wykluczony, ja zostanę jego Arłukowiczem.

    Poleciałaś na stołek z przyległościami?!
    Ech, ci szczecinianie ;)
    --
    Mam inne zdanie, a Twoje dla mnie niewiele znaczy. Uważam je za gorsze> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • damakier1 28.06.11, 16:04
    Aktywizacja ludzi starszych, portal dla niepełnosprawnych, staże dla młodzieży opuszczającej domy dziecka oraz zatrudnianie pielęgniarek w szkołach i wspieranie wykluczonych kotów - to plany, które chce zrealizować pełnomocnik premiera ds. walki z wykluczeniem społecznym Bartosz Arłukowicz oraz damakier. Tacy właśnie są szczecinianie. Nic tu nie ma o stołkach. Twoje pytanie to niecna insynuacja.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ave.duce 28.06.11, 16:16
    No tak. Nie ma nic, bo trudno na dwóch siedzieć, choć jeden śp. próbował...

    http://republika.pl/blog_nt_3314156/3674134/tr/dwa_krzesla.jpg

    Czyżbyś porzuciła niebawem Arłukowicza dla... aha?!

    ps. ... No dobra, dobra, zaraz zawnioskuję, niech tam...o to chodzi, Pani JKOiOWoP?
    --
    "szczególnie znienawidzonego prezydenta, byłego dziś, nieżyjącego, ś.p. mojego brata" >
    Prezes Jarosław K.
    Forum ze Dworum/Freedom @ nie chce mi się @
  • damakier1 30.06.11, 11:33
    Bladym świtem obudziła mnie dzis Wronka na siku no to psy do ogrodu wypuściłam i pomyślałam, że może ten kot głodny czeka. Wzięłam pudełko z suchą karmą, miseczkę z mokrą i na murek przed drzwiami frontowymi poszłam wystawić. Ledwo pudełko z suchą zabarabaniło, Franio natychmiast przy furtce się pojawił, na mój widok pięknie ogon nad grzbietem wywinął, wszedł po schodach, ale murek ominął i przez uchylone drzwi pomaszerował do domu. No to ja za nim, drzwi wewnętrzne przed nim otworzyłam, a on tup, tup, tup po schodach na górę, prosto do kuchni, do kociej stołówki. To ja dalej, patrzeć, co się będzie działo. W stołówce Franio do miski się przysiadł, zajadał aż mu się uszy trzęsły, wcale za ryżym się nie oglądał. Za to ja czujnie patrzyłam, żeby Karol Frania znienacka nie wystraszył. No i po chwili na progu kuchni pojawił się ten małp w czerwonym. Franio wcale go nie zauważył, a ja hyc - złapałam go i w dużym pokoju zamknęłam. Tymczasem Franio sobie podjadł, wyprężył się w pokaźny kabłąk, poprzeciągał, jak to po dobrym jedzeniu i ruszył w obchód. Systematycznie obszedł całą kuchnię, skrupulatnie obwąchując wszystkie kąty, nogi od krzeseł i stołu i wszystko, co na drodze stało. Obwąchiwał, obwąchiwał, a potem o wszystko, co obwąchane starannie ocierał się nadętymi policzkami dokładnie nakładając swój zapach, a przykrywając zapach tego rudego. Potem to samo zrobił w łazience i zaczął się dobijać do zamkniętych drzwi Antka i do pokoju, gdzie siedział Lolek.
    A co tam, pomyślałam i drzwi otworzyłam. Karolek spał na kanapie, Franio nie zauważył go i całą ceremonię z obchodzeniem, obwąchiwaniem i pocieraniem policzkami teraz w pokoju zaczął powtarzać. Wzięłam Karolka na ręce, po cichutku przeniosłam do pokoju Antka i zamknęłam. Franio obchód zakończył, wskoczył na fotel, zwinął się w kłębuszek i zasnął.
    Zeszłam na dół, wpuściłam psy, powycierałam umoczone rosą łapy i dałam im coś w zgłodniałe psie mordy. Zamknęłam werandę, a kiedy wyszłam do przedpokoju, Franio siedział na najniższym stopniu schodów czekając na otwarcie drzwi na dwór. No to go wypuściłam i poszłam uwolnić ryżego z antkowego pokoju. Uchyliłam drzwi, Antek spał mocno trzymając Lolka w objęciach. Gdy zajrzałam, otworzył jedno oko i wyszeptał z przejęciem: babciu, śpię z Karolkiem!. Śpij, śpij - odpowiedziałam - jeszcze bardzo wcześnie. I poszłam na dół jeszcze sobie dospać. W sypialni, na moim miejscu leżała rozwalona Wrona. Na mój widok zamruczała, westchnęła ostentacyjnie i posunęła się tylko tyle, żebym mogła wsunąć się na malutki skrawek łóżka jaki mi pozostał.
    Kiedy się ma w domu taką czeredę, letnie poranki potrafią być bardzo interesujące.

    --------------------
    Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ploniekocica 30.06.11, 11:51
    Jejku. Twoje opowieści dzisiejsze skojarzyły mi się z uroczymi książkami Shirley Jackson. Czytałaś je zapewne Damo?
    --
    Jarosław Kaczyński to jedyny polityk, który ma wizję.
    Fonię niestety też.
  • olga_w_ogrodzie 30.06.11, 14:09
    cudnie Dama opisuje.
    William Wharton miał też taki dar niezmiernie wciągającego pisania o rzeczach zwykłych nawet.
    tylko on nie o zwierzakach pisał.
    a Dama pisze o nakarmieniu mordek i pyszczków,
    pisze o tym, że Franio się nie bojał i wszedł dom poznaczyć i to niby zwykłe,
    a zupełnie niezwykłe.
    uwiebiam Damę czytać.
  • gat45 30.06.11, 14:29
    Jak czytam opowieści Damy, to mruczę.
  • olga_w_ogrodzie 30.06.11, 15:18
    o właśnie, Gat.
    brakowalo mi slowa do opisania stanu w czasie, gdy Damy opowieści się czyta.
    a to jest stan mruczenia, nawet, gdy mruczenia nie słychać.
  • inna57 30.06.11, 15:19
    I ja też z wielką przyjemnością zaczytuję się kocimi i nie tylko opowieściami Damy. Ale jak wiadomo damy wszelkie już tak mają że jak piszą to z wielką gracją.
  • damakier1 30.06.11, 18:08
    > Jejku. Twoje opowieści dzisiejsze skojarzyły mi się z uroczymi książkami Shirle
    > y Jackson. Czytałaś je zapewne Damo?

    Wstyd przyznać, ale przeczytałam "Shirley Jackson" i zaczęłam bezradnie grzebać w pamięci. Wiem, że znam to nazwisko, ani nijak nie mogłam do niczego konkretnego przpypisać. Dopiero po dłuższej chwili klapka w mózgu mi się podniosła i skojarzyłam, że czytane dawno, dawno temu dwie fajne książki "Życie wśród dzikusów" i "Poskramianie demonów" to właśnie Shirley Jackson. Czy coś więcej jej przeczytałam, nie pamiętam.
    Ale na moje patrzenie na zwierzaki, a i zapewne na sposób opowiadania o nich niewątpliwy wpływ wywarły kochane książki o zwierzętach autorstwa Jana Grabowskiego. Zaczytywałam się nimi jako dziecko, potem czytałam je Dorolce, potem Dorolka zaczytywała się nimi sama, potem obie czytałyśmy je Antkowi, a potem Antek czytał je wszystkie sam.
    Strasznie mnie rozpieszczacie swymi komentarzami. Nie masz, Gat, pojęcia, jak ja mruczałam, kiedy Wasze posty czytałam...
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ploniekocica 30.06.11, 18:21
    Chodziło mi dokładnie o te dwie książki, bo poza tym to ona pisywała powieści grozy (chciałam napisać horrory, ale to pojęcie się zdewaluowało i jest dla pani Jackson krzywdzące). W którejś z nich nie pomne której jet opis nocnych wędrówek domowników i zwierząt ich, który to jako żywo mi się z Twoim, Damo, porankiem skojarzył.
    Tak we wogle to serdecznie polecam te książki, bo cudne są zaiste i poprawiające humor.

    --
    "Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby". Stefan Kisielewski
  • ave.duce 30.06.11, 19:09
    A ile dymu :)

    http://tibet-incense.com/blog/wp-content/uploads/2008/09/incense-burner.jpg

    ps. to dla przeciwwagi, nic poza tym.
    --
    @ nie chce mi się @ <<< Michaił Bułhakow >>>
    „Prawdziwa dama pije tylko czysty spirytus i nigdy w małej ilości”
    > Forum ze Dworum/Freedom
  • czan-dra 01.07.11, 19:25
    Poproszę o jeszcze........
  • ave.duce 01.07.11, 21:09
    Dorzuć coś konkretnego do swej prośby, Dama to Dama! :)
    --
    Mam inne zdanie, a Twoje dla mnie niewiele znaczy. Uważam je za gorsze> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • damakier1 04.07.11, 17:42
    Wróciliśmy dziś z mężem z miasta, a Dorolka przejęta niesłychanie nam mówi: no i wlazła ta sierota na dach i zleźć nie umie! I faktycznie – żałosne miauczenie z dworu słychać, a z daszku nad werandą rudy łeb wystaje, oczy ma wybałuszone, wąsy nastroszone i płacze, jak siedem nieszczęść!
    Pan Czesio i Zimka przez okienko górnej kuchni, po stromiźnie dachu na płaski daszek ganku frontowego, a z daszku na ulicę w tę i z powrotem zasuwają dzień w dzień po kilkanaście razy i pewnie się Karolek za nimi wypuścił. Jak na daszek werandy trafił nie wiadomo, w każdym razie teraz siedzi i płacze. Z werandowego daszku zbyt wysoko, żeby po prostu skoczyć, w dodatku zaraz obok są kamienne schody do piwnicy, więc strasznie się denerwowałyśmy, że się jaka tragedia stanie. Dużo łatwiej nam się wydawało, żeby Karolek po dachu wlazł przez okno do mieszkania. No to pobiegła Dorolka na górę, wychyliła się przez połaciowe okno łazienki i zawołała, a ja z ogrodu patrzyłam, co się dzieje. Jak tylko Karolek wołanie usłyszał, ufny i szczęśliwy na dach wskoczył i zaczął się wspinać do okna. Szło mu całkiem, całkiem i nagle, w połowie drogi rozpłaszczył się jak placek, rozcapierzył łapy i zaczął zjeżdżać w dół. W dodatku idąc na górę zboczył z kursu i teraz zjeżdżał wcale nie na werandowy daszek, tylko wprost na betonowy chodnik przy ogrodowej furtce. Zamarłam, ale Karolek w ostatniej chwili ucapił się łapami rynny, zawisł przez chwilę i wgramolił się na dach z powrotem.
    No to już wiadomo było, że nie tędy droga... Wrócił Karolek po rynnie nad werandę i dalej zaczął bezradnie daszek obchodzić, zaglądać na dół i żałośnie popłakiwać.
    Wlazła w końcu Dorola na murek okalający werandę, złapała się jedną ręką słupka podtrzymującego daszek, drugą wyciągniętą nad daszkiem wymachiwała, a ja już byłam pewna, że nie dość, że kot, to jeszcze i Dorolka zabita na betonie za chwilę leżeć będzie.
    Karolek do wyciągniętej ręki owszem, ochoczo podchodził, ale o złapaniu go w ten sposób mowy nie było. Wysłała mnie Dorola po jakie pudło czy coś, do czego by nieszczęsny kot mógł wleźć i zostać z dachu zniesiony. Szukałam przez dłuższą chwilę, a kiedy z pudełkiem na werandę przyszłam, Karolek i Dorola byli już na dole cali i zdrowi. Okazało się, że nadzwyczaj mądry ten kot sam wykumał, że dorocina wyciągnięta ręka jego jedyną szansą na wybawienie jest i sam wspiął się na jej dłoń tak, że ujętego pod paszki mogła pewnie i bezpiecznie z dachu zsadzić.
    Kiedyśmy ocalonego kota miziały i głaskały, przyjrzałam się poduszeczkom jego łap – są gładziutkie, a między palcami wyrastają rude kępki mięciutkich włosów. Nic dziwnego, że łapki te żadnej przyczepności nie mają i po mokrych dachówkach kocina zjeżdżała jak po ślizgawce.
    Uprzytomniłam sobie, że przecież Karolek jeszcze niecały miesiąc temu nie przekraczał progu mieszkania i trochę czasu musi upłynąć zanim mu poduszeczki łap zrobią się szorstkie i przyczepne, a on sam nauczy się wszystkiego, co wolny kot umieć powinien.
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ave.duce 04.07.11, 19:20
    Uff, takie braty mniejsze mogą ludzi o słabszych nerwach/sercach wykończyć jak amen w pacierzu....
    --
    Mam inne zdanie, a Twoje dla mnie niewiele znaczy. Uważam je za gorsze> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • olga_w_ogrodzie 04.07.11, 21:48
    a to ci dopiero dramatyczna przygoda.
    pełno nerw.
    dobrze że z Dorolki ratowniczka sprawna.
  • damakier1 09.07.11, 19:04
    Tak się nam świat cały wokół tych kotów zakręcił – a to trzeba Frania na ganku nakarmić i pilnować, żeby obce koty nie przylazły i mu nie wyżarły, a to wytłumaczyć Zimie, że Dorolka tylko na kilka dni wyjechała i nie trzeba płakać, bo wróci na pewno, a to rozdzielić kotłujących się Karolka z Panem Czesiem i co by się nie działo, zawsze o jakiegoś kota się potyka. No to i w końcu dosyć tego mieliśmy, wsadziliśmy Antka i Wronę w samochód i pojechaliśmy nad wodę sprawdzić, czy Wronka umie pływać.
    Jak wszyscy wiedzą, już dwa lata minęły, jak Wronka ze schroniska do nas trafiła, a jakie były jej losy wcześniejsze, nikt nie wie. Marudziłam memu mężowi już od dawien dawna, żeby nas nad jaką wodę zawiózł, ale jakoś tak schodziło i schodziło.
    Tym razem dał się łatwo namówić i pojechaliśmy. Jest w pobliżu takie malutkie jeziorko, wsamraśne na pierwszy nadwodny wypad. Weszliśmy na maleńką plażę. Dookoła było pusto, tylko w oddali kołysało się na wodzie kilka kaczek. Odpięłam Wronce smycz, przebiegła parę kroków po piasku, dostrzegła kaczki i z entuzjazmem pobiegła po wodzie ptactwo łapać. Pierwsze kroki były niegroźne, Wronka szła jak burza rozchlapując wodę na boki, ale już za chwilę trafiła na głębię i straciła grunt pod łapami. „O, kuuu....a!” - zaklęła szpetnie i zaraz potem rozpaczliwie zawołała: „Ratunku! Topię się, topię!”.
    Zakotłowało się niemiłosiernie, Wronka biła łapami w wodę zaciekle i chaotycznie, kręciła się bezładnie w kółko, wyskakiwała w górę i wpadała pod wodę.
    Długo się pisze, ale w rzeczywistości trwało krótko, po chwili właściwy rytm złapała,
    czarny łeb w górę wyciągnęła i pieskiem, pieskiem dopłynęła do brzegu. Wyskoczyła z wody i dalej do nas z pretensjami, że ją na pewną śmierć wysłaliśmy. Głupolu, tłumaczył jej mój mąż – po wodzie to tylko Pan Jezus chodził, a i to po palach.
    Teraz, już na spokojnie, próbowałam namówić Wronkę by delikatnie, powolutku do wody weszła i spróbowała troszkę przepłynąć. Ale spojrzała na mnie z politowaniem i powiedziała tylko „sama sobie pływaj!”. W ogóle już jej się przestało nad tą wodą podobać, otrząsnęła się i najwyraźniej miała dość wyprawy. No to wróciliśmy do samochodu i do domu.
    Przynajmniej dowiedzieliśmy się, że nasza Wronka nie tylko wcześniej nie uczyła się pływać, ale nawet nigdy żadnej wody na swe psie oczy nie widziała.

    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • ave.duce 09.07.11, 19:17
    Oby tylko nie zachciało się jej latać.

    ps.moja suczka śp. Azka siadała w Narwi przodem do rwącego nurtu i pobierała masaże wodne - godzinami potrafiła tak siedzieć bez ruchu w zasadzie,pilnując jedynie, czy nie została sama. Podobno wyrzucono ją z samochodu (tuż po urodzeniu szczeniąt, co z nimi się stało - nie mam pojęcia). Do samochodu panicznie bała się wsiadać.
    --
    ... nie mam kompleksów na punkcie swoich zdolności rozumowania ...> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • olga_w_ogrodzie 09.07.11, 20:05
    a dziś widziałam piesa bardzo do Wronki podobnego, tylko chyba wyższy.
    calutki w czarnej szacie, młodziutki i ucho lewe stało, a prawe, jak wronkowe - klapnięte.
    miłą miał buzię, ale jednak nie aż tak miłą, jak Wronka.
    no bo to jednak facet był wszak.
  • trzecikot 09.07.11, 20:45
    A ja dzisiaj znalazłem domy dla czternastu zajebistych kociąt. I nikt mi nie powie, że białe jest jakieś tam albo ojtam ojtam - było dziewięć totalnych czarnuchów i pięć trikolorów. Poszły do dobrych domów, a szefowa tego zamieszania ( kobieta upadła, delikatnie rzecz ujmując, chociaż z doktoratem) jest już umówiona na promocyjną sterylizację swoich maciorek.
    Kurwa mać, ja w zasadzie remontuję ludziom mieszkania, a nie sumienia!
    --
    Do deski deska i jest imprezka!
  • damakier1 09.07.11, 20:57
    Trzecikocie! Wielki szacun!!!
    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 09.07.11, 21:45
    Trzecikocie !
    i ja Cię też bardzo poważam oraz się kłaniam tak nisko, aż mi gacie widać.
  • ave.duce 09.07.11, 21:47
    Barchanowe?
    --
    Mam inne zdanie, a Twoje dla mnie niewiele znaczy. Uważam je za gorsze> autorka > anwad
    Freedom > Forum ze Dworum
  • olga_w_ogrodzie 09.07.11, 22:45
    ja Ci dam barchanowe, Łobuzie.
    elegansie jak sie patrzy.
    i gdy się nie patrzy, elegansie pozostają.
  • damakier1 18.07.11, 23:20
    Wakacje i, wiadomo, koty zostały na mojej głowie. No to tak: Franio jest wyprowadzony z domu z powodu Karolka. Jada na ganku przed domem, ale nie można mu po prostu wystawić jedzenia, tylko trzeba wychodzić przed dom tak długo i często, aż się Frania przed domem napotka i na murek nad schodami przywoła.
    Głównym pożywieniem naszych kotów są przywożone z Enerdowa puszki i kiełbaski i sucha karma. Ale na wygnaniu Franio odmówił spożywania enerdowskich puszek i zażyczył sobie kit-keta w saszetkach. Zjadł parę takich saszetek i też się znudził.
    Teraz jada wyłącznie suchą karmę i kiełbaski dla kotów. Nie chce jeść z miseczki i trzeba mu po troszeczku przed mordkę sypać, na przemian: garstkę karmy i troszkę pokruszonej kiełbaski.
    Zima wyprowadził się z domu z powodu, że nie ma Doroli. Stołuje się teraz razem z Franiem na ganku i trzeba stać nad nimi i pilnować, żeby wszystkiego Franiowi nie wyżerał. Usiłowałam przekonać Zimę, żeby jednak jadał w kuchni na górze i w ogóle trochę pomieszkiwał w domu, ale gdy tylko wrzucałam go do domu frontowymi drzwiami, zaraz kuchennym okienkiem wyskakiwał na dach i meldował się przy mnie na schodach zanim zdążyłam drzwi zamknąć. Odpuściłam, bo wiem, że gdy Dorolka wróci, również Zima wróci do domu. Już raz tak było, kiedy wyjechali – wcale Zima do domu nie przychodził, a gdy tylko wrócili zadomowił się natychmiast z powrotem.
    Pan Czesio za to dnie całe przesypia na górze w pokoju albo nawet na łóżku na strychu i dopiero wieczorem wypuszcza się na miasto. Nie lubi tylko jeść przy Karolku i gdy Karolek jest w domu, to Pan Czesio idzie jeść przed dom do Zimy i Frania, a gdy Karolek jest na dworze – Pan Czesio jada w kuchni na górze.
    Karolek jadłby wszystko i wszędzie, ale Franio strasznie na niego fuczy i prycha i tak się denerwuje jego obecnością, że sam przestaje jeść, a z kolei Zima Karolka przy jedzeniu leje, a Pan Czesio się boi, więc karmię Karolka osobno w domu.
    Najgorsze jest to, że właściwie każdego kota się karmi osobno, bo przyłażą kiedy chcą i jeśli otworzę puszeczkę z jedzeniem, to pojedynczy kot wszystkiego nie zeżre. Jest upał, to chowam resztkę w puszce do lodówki na górze. Potem przyłazi głodny Karolek to wyciągam puszkę z lodówki i złażę do siebie na dół podgrzać to żarcie w mikrofalówce, żeby się Karolek anginy nie nabawił. Przyłażę po schodach z ciepłym, a Karolek powącha i mówi, że wcale tego nie chce i żeby mu kite-kata z saszetki otworzyć. No to zbieram z miseczki do puszki i znowu do lodówki wkładam, żeby przy następnym kocie całą procedurę powtórzyć.
    Nakarmienie jeszcze dwa razy dziennie dwóch psów i ugotowanie jakiego obiadu dla mnie i męża to już zupełny drobiazg.

    --
    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
    (aut.: ToJaJurek)
  • olga_w_ogrodzie 18.07.11, 23:56
    no i z kotami tymi to jest, że one, gdy swoje zdanie mają, to nie przekona się ich nic, a nic.
    ma być, jak chcą i koniec kropka.
    a gdym dopiero co wzięła do się kociczkę,
    to sądzilam, iż jak z psami będzie.
    nie je podanego jedzenia, to zje później, gdy zglodnieje.
    a tak nie ma - nie chce tego, to mam dac inne.
    a teraz to w ogóle malutko je.
    nie wiem czemu.
    ale może lepiej, bo jako kociczka wewnętrzna
    mało ruchu ma dzieciak.

    tak bardzo lubię Twoje o zwierzakach opowieści, Damo.
  • ave.duce 19.07.11, 08:30
    olga_w_ogrodzie napisała:

    > tak bardzo lubię Twoje o zwierzakach opowieści, Damo

    Tyż.
    --
    "szczególnie znienawidzonego prezydenta, byłego dziś, nieżyjącego, ś.p. mojego brata" >
    Prezes Jarosław K.
    Forum ze Dworum/Freedom @ nie chce mi się @
  • czan-dra 19.07.11, 17:29
    olga_w_ogrodzie napisała:



    > tak bardzo lubię Twoje o zwierzakach opowieści, Damo.

    I ja.


    --
    Istnieje wielkie zapotrzebowanie na czcionkę do sarkazmu i ironii.
  • kanciasta 25.07.11, 08:56
    damakier1 napisała:

    > Zima wyprowadził się z domu z powodu, że nie ma Doroli.

    Damo, czy Zima wprowadził się z powrotem?

    --
    :-))
    Ba.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka