ja rozumiem, że podświadomość na sny się przekłada.
że to, co bardzo bolało, czego się boi, pragnie, wyłazi nocą.
wszystko wiem to i nie wierzę niby w senne czary, mary.
ale, gdyby choć odrobineczkę szansy Im dać.
maleńką kropinkę.
bo Oni owszem, zawsze są smutni i jakoś wszystko niewyraźne - niby, że odeszli, ale nie tak naprawdę.
Oni mówią, że wciąż są.
i to jest bardzo ciężkie, bo czuje się we śnie, że coś jest nie tak, ale też, że jednak są.
jest coś dziwnego w ich niby byciu, ale mają tyle miłości...
i wszystko wiedzą, rozumieją czemu jest źle.
zwykle jest motyw taki, iż to pomyłka - chcieli by świat sądził, że nie żyją, ale to nieprawda :
i ten dystyngowany, ogromnie przystojny Pan - lat 62 z twarzą gładziutką, bez zmarszczki jednej, choć było tak boleśnie kompletnie samemu na zawał umierać - chyba był ból i strach.
a obiecywał, że będzie bardzo długo żył.
miał taką pewność tego, że się to uznawało za pewnik.
na pewno tak by było, ale zbyt dumny był, by prosić o pomoc, gdy się zaczęło rano, a w południe już sobie poszedł.
i ta Krzysia - lat 25, którą tlenek węgla zabił, nim zdążyła pomyśleć, że umiera.
i Krzyś - lat 21., który sam włączył gaz, pisał do ostatniej chwili i się dziwił, że już tak długo umiera, a z umierania nici, ale nie wstał, nie zakręcił tych cholernych kurków - "przeklęty bądź zegarze w którym czas nie może być cofniony."
zawsze to samo się śni - że z jakichś powodów Go zbrzydził świat, więc uciekł On do innego miasta, ale nie w śmierć.
zawsze chcą pomóc.
nigdy nie są do końca umarli.
mają wszyscy ten sam rodzaj bolesnego uśmiechu i tkliwości.
tylko są tacy bladzi.
to jest sugestywne tak, że się budzi i rozgląda.
ale ich nie ma nigdy.
wiem, wiem - to życzeniowe, iż gdzieś są.
wiem, że, gdy się pragnie czegoś bardzo, czas upływa, a wciąż nie ma zgody na fakty, to ta życzeniowość może przyjść we śnie.
ale i tak- tak bardzo, przeogromnie sugestywnie działają te sny, w których są ONI - odlegli, spokojni, nigdy się nad sobą nie użalają, ale chcą pomóc i, choć za mgłą, ale żyją.
i się przytula do Pana tego i :
- Tato, jesteś. gdzie byłeś ?
się On zawsze tak smutno uśmiecha.
i nie wierzy się temu, co po obudzeniu - że nie ma Go i nigdy już nie będzie.
więc skoro nie jest się w stanie w to uwierzyć, to chce się wierzyć w Boga.
przychodzą do Was ?