Dodaj do ulubionych

Konflikt matka-corka

28.09.09, 21:35
Witam

Wlasnie przechodze milion sto tysieczna klotnie z moja matka o
pieniadze. Zeby bylo janse mam 28 lat, wlasna prawie 2-letnia corke,
meza, niezla prace...
Problem przedstawia sie tak:
Mamy trzypokojowe mieszkanie na Warszawskim Ursynowie, jeszcze dwa
lata temu mieszkalismy tam ja z moim obecnym mezem, moja matka oraz
ojciec (rodzice 10 lat po rozwodzie mieszkali nadal razem bo nie
chcial sie wyprowadzic tata), moja siostra nie mieszkala juz w domu.
Przed rozwodem moja mama wpadla na "genialny" pomysl. Przepisali na
mnie mieszkanie notarialnie, bo wiedziala juz wtedy ze chce sie
rozwiesc i aby uniknac podzialu majatku, namowila mojego ojca na
przekazania mieszkania mnie (nieletniej corce, ktora zawsze badz co
badz bedzie przy matce). Ojciec dal sie wmanewrowac i w momencie
rozwodu nie bylo juz o czym mowic...
Akcje robila przerozne zeby sie go z tego mieszkania pozbyc, ale
ojciec byl twardy, byla policja, sady, ja niepelnoletnia skladalam
pod jej wplywem najbardziej bzdurne oskarzenia na swiecie, lacznie z
molestowaniem seksualnym, a tak prawde mowiac moj ojciec jest do
rany przyloz i wogole zawsze mialam z nim lepszy kontakt niz z mama.
Mieszkalismy z mezem w malym pokoiku, kiedy zaszlam w ciaze, mama
zaproponowala ze zamieni sie z nami pokojami, my dostaniemy
najwiekszy, a ona mniejszy (co ciekawe zazyczyla sobie pokoju ktory
zajmowal moj ojciec wiec i jego trzeba bylo przenosic), ja
wyremontowalam duzy pokoj, kupilam meble, zaplacilam jej 700 zł za
wymienione okna (bo tak chciala a ja juz nie chcialam sie klocic).
Kiedy Olwika sie urodzila zaczely sie po raz kolejny problemy
(zawsze takie same) ze jestem bez ambicji, ze moj maz jes nic nie
wat jesli nie kupil mieszkania rodzinie, ze mamy sie wyniesc, ze ma
dosc patrzenia na moja gebe, ze za malo jej place za mieszkanie itp.
W koncu doszla do wniosku ze porblemem jest moj ojciec i jak go juz
wyrzucimy z domu to ona w koncu bedzie szczesliwa.
Ja ojca kocham i ciezko bylo mi to zrobic, ale dla spokoju mojej
rodziny, a zwlaszcza 7 miesiecznej Oliwki, postanowilam
ojca "wyprowadzic". Dylemat byl o tyle prosty, ze umarla moja babcia
(mama taty) i 85 letni dziadek zostal sam (schorowany), a moj ojciec
uparcie nie chcial sie nadal do niego wyprowadzic. Mieszkanie
dziadka duze, 55 metrow, dwa pokoje, na Saskiej Kepie, wiec nic nie
tracil, na dodatek mama wylozyla na nie pieniadze (zeby wykupic) a
oni nie chcieli przepisac go na moja siostre (nawet w testamiencie)
i moja matka byla sfrustrowana.
Jednego pieknego dnia, po prostu spakowalismy jego rzeczy i
wywiezlismy taksowka bagazowa do dziadka. Wydawaloby sie ze ja to
uszczesliwi... Uszczesliwilo na krotko.
Kazala mi placic za dodkatkowy pokoj oprozniony przez ojca, miala
sie tam wprowadzic moja siostra ktora stwierdzila ze ma to w
glebokim powazaniu, i ja z placenia 400 zl miesiecznie palce obecnie
600!!! Wcale nie chcialm tej wyprowadzki ojca, matka presja i
awanturami wymogla na mnie remont tego pokoju. Polozylam wykladzine,
pomalowalam, wszytsko na wlasny koszt. Przy czym zanzaczala ciagle
ze to pokoj dla mojej siostry jesli zechce wrócic (czyli bule za
pokoj, zaplacilam za remont i i tak nie powinnam z niego korzystac).
Po roku od przeprowadzenia ojca kupilam meble dla mojej malej i
zrobilam jej tam pokoj.
Ogolnie mieszkanie notarialnie jest na mnie, zyje w terrorze bo moja
matka ciagle wrzeszczy ze kasa, ze za malo itp, wyzywa mnie i mojego
meza a dziecko kocha tylko na pokaz dla klientow jej biura
(przychodza dniem i noca - nawet o 23- do domu oddac dokumenty).
Czynsz w kwocie 650 zł dzielimy na 4!!! Czyli nie place za dwa
wykorzystywane pokoje, ale za ilosc osob wlaczajac w to moje 2
letnie dziecko!!! Prad i woda w identyczny sposob.
Mam komorke na firme matki, i place jej kwote brutto, to nic ze ona
sobie z tego odlicza VAT. Zyskuje podwojnie, ja jej place z Vatem, a
ona odpowiednio mniej odprowadza do urzedu. Jak jej to dzis w koncu
po 5 latatch wypomnialam, to sie dopiero zaczela szopka...
Moje dziecko chodzi do zlobka, jest bardzo chorowite, a moja mama
posiadajaca wlasna firme, pracujaca 5 dni w miesiacu (ksiegowA) woli
jechac na dzialke niz nam pomoc, mala zajmuja sie tesciowe pracujacy
po 8 godzin (cale szczescie tesc na zmiany wiec czasem mozemy ja
podrzucic jak ma noce i caly dzien ktos jest w domu). A przeszlosc
mojej rodziny jest taka, ze mnie wychowaly babcie, ojciec z MSW wiec
byl to czas kiedy dobrze zarabial, i moja matka robila sobie 2
miesieczne wakacje z dziecmi na jego koszt. Mieszkanie kupila nam
babcia (mama mamy) i ogolnie moja matka sobie nie radzila. Nie
gotuje, nie sprzata, nie zajmuje sie wnuczka, nie robi prezentow.
Jak ja rodzilam (7 stycznia srodek zimy) ona byla na dzialce, a
rodzilam w 41 tygodnu wiec mogla sobie jakos wykalkulowac).
Ja od 15 roku zycia, musialam gotowac obiady, sprzatac, zajmowac sie
domem.
A ja sobie calkiem niezle radze, mam prace moje dziecko jest BARDZO
zadbane, nie doklada do nas. Wszelkie srodki czystosci do domu
kupuje ja, plyn do naczyc, plyn do podlogi do mycia wanny itp. itd...
Ja jej nie rozumiem, wykosi mnie z tego domu to zostanie sama z tymi
wszystkimi rachunkami na ktore wedlug niej jej nie stac... nie
rozumiem tego calkiem, co to za matka i babcia... O co wogole chodzi
w tym wszystkim...

Poradzcie
Edytor zaawansowany
  • 28.09.09, 21:41
    Chyba o to chodzi, że masz toksyczną matkę, a jak przeczytałam słowa "pod jej
    wplywem najbardziej bzdurne oskarzenia na swiecie, lacznie z
    molestowaniem seksualnym, a tak prawde mowiac moj ojciec jest do
    rany przyloz i wogole zawsze mialam z nim lepszy kontakt niz z mama. "- to wiem,
    że na dodatek wariatkę. Jak mogłaś takie rzeczy wygadywać na ojca, które były
    kłamstwem, a tkwisz w tak toksycznym układzie z mamuśką z piekła rodem.
  • 28.09.09, 22:10
    Juz nie tylko matka narobila swinstw, T takze - wlasnemu ojcu.
    Trzeba za to także brac odpowiedzilność - nie możesz niszczyć jednej
    osoby, aby miec "świety spokoj".
    Mieszkanie jes Twoje, co uswiadomilabym w tej sytuacji matce dosyc
    brutalnie. I jako, ze jest Twoje wymienilabym je na dwa pokoje i
    kawalerke, a mamusie, podbnie jak ojca wsadzila w taksówke i
    przymusowo wywiozla do TWOJEj kawalerki, w ktorej laskawie pozwolisz
    jej mieszkać. A sama miała spokój w dwupokojowym mieszkaniu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 28.09.09, 22:15
    Czekaj, czekaj... Mieszkanie formalnie jest Twoje, a Ty płacisz matce
    jak za wynajem? No litości! Pi razy oko podział na trzy, Wy 2/3
    czynszu i innych opłat, matka 1/3 i z bani. A jak chce więcej
    pieniędzy, to niech sobie zarobi. No, jeszcze prąd i wodę ostatecznie
    rozumiem, bo przy małym dziecku to prania sporo...
    Komórkę jej daj i niech sobie wsadzi w swoją ulubioną dziurę, a Ty
    sobie możesz wziąć normalnie - na kartę czy abonament.
    Jeśli mieszkanie jest Twoje, a siostra nie jest tam zameldowana to
    jedynie od Twojej dobrej woli zależy, czy u Was zamieszka, czy też
    nie. Wrzaski matki możesz spokojnie mieć gdzieś;] Takoż i kwestia
    Waszego wyprowadzania się. Jak jej się nie podoba mieszkanie z Wami
    to niech się sama wyprowadzi. Was wyrzucić nie może.
    Gości możesz informować i wcale nie szalenie uprzejmie, ze 23.00 to
    nie jest pora na wizyty w domu, gdzie jest małe dziecko.
    Zajmować się Twoim dzieckiem i w ogóle pomagać Ci matka nie ma
    obowiązku, bo z jakiej paki? Babcie nie są od pomagania, nie ma
    takiej ustawy. Z tym się akurat musisz pogodzić.

    A co do terroru... Albo się kopnij do psychologa, żeby się
    psychicznie uwolnić, albo - jeśli masz siłę sama z siebie - poproś ją
    uprzejmie, żeby zamknęła dziób i się odpitoliła, bo to Twoje życie,
    Twój mąż, Twój cyrk i Twoje małpy. Jak się nudzi, to niech idzie na
    kurs spawacza czy coś.
    Ja w ogóle nie kumam, czemu Ty się na to godzisz od takiego czasu i
    jeszcze Ci totalnie nie odbiło... Jesteś pewna, że to wygląda tak,
    jak opisałaś?
    --
    "Nie widzę różnicy między wątkami: głosujcie na moje maleństwo, bo można wygrać lodówkę z widokiem na giewont, a głosowaniem na Mazury." by Siwa
    "napisz maila w tej sprawie na forum@agora.pl" by Dzieneusz
  • 28.09.09, 22:16
    Albo Twoja matka jest mistrzynią manipulacji, albo ty jesteś kompletnie
    bezwolna. Zastanawia mnie co na to wszystko Twój mąż, bo on tez musi mieć
    położone uszy po sobie, skoro nie piszesz nic o kłótniach na temat matki. Moim
    zdaniem powinnaś albo matkę wykopsać z domu, albo samej się wyprowadzić z
    rodziną. Tak czy siak, musisz się pozbyć tej osoby z własnego życia, bo to jest
    potwór nie matka. Idź tez do ojca i go przeproś z całego serca za to co mu
    zrobiłaś, bo mi się to w głowie nie mieści, że ten człowiek jeszcze z Tobą
    rozmawia. Jeśli mieszkanie jest na ciebie to matkę możesz spróbować wymeldować,
    chociaż nie wiem czy prawo jej nie chroni w tym wypadku (obowiązek opieki nad
    rodzicem). Ja bym z przyjemnością takiej babie wyniosła walizy za drzwi. I idź
    na terapie, bo ona ci zrobiła straszny kisiel w głowie... żeby własnego ojca
    oskarżać o molestowanie. Zgroza!

    --

    Mój kochany Oskarek ma już...
  • 28.09.09, 22:17
    po pierwsze - tak jak marzeka1 napisała - masz toksyczną matkę

    po drugie - MIESZKANIE JEST TWOJE i nic ci matka nie może zrobić (chyba że
    cofnie darowiznę, ale wątpię w to bo wtedy mieszkanie znowu by należało do niej
    i ojca). TO TY w domu rządzisz, ty ustalasz zasady. żadnego płacenia za pokoje.
    źle jej? - niech zabiera manatki i z domu ..... będzie ci wypominała, że
    przepisała na ciebie mieszkanie, co zrobiła, etc? to jest jej problem.

    pamiętam jak ojciec mojego męża przepisał mieszkanie po babci na niego. i kiedyś
    teść po wielu głębszych wypomniał,że M. powinien mu zapłacić za nie. więc mój
    mąż tak się wściekł, że mu powiedział "teraz to mi możesz na hu** naskoczyć". -
    powiedz matce to samo :))))

  • 29.09.09, 16:14
    Pozostaje miec nadzieje, ze twoj maz za lat kilka uslyszy to samo z ust waszego syna. Odpowiedz sobie na pytanie czy nie jestescie rodzina patologiczna.
  • 28.09.09, 23:22
    Psycholog. Koniecznie. My cie nie przekonamy. Napisalas na forum,
    wierze ze pojdziesz krok dalej!
  • 29.09.09, 21:35
    Jejku ale duzo wypowiedzi, a ja tak szczerze mowiac mialam ochote
    minute po napisaniu tego postu usunac go (chyba nie mam takiej
    mozliwosci) bo kolejna awantura tej samej tersci wyprowadzila mnie z
    rownowagi totalnie... Maz z dzieckiem byl u tesciow (mala chora,
    tesciowa musiala zostac po godzinach do 20 a tesc o 19 musial
    jeachac do pracy wiec maz musial zostac u rodzicow na noc - pracuje
    na 3 rano wiec powrot o 21 do domu bylby masakra). Nie mialam sie
    komu wyzalic i wogole stwierdzilam ze cos z moja matka jest nie
    tak... I ze to nie ja, jak cale zycie mi wmawiala jestem nie do
    wytrzymania, ze nikt mnie nigdy nie pokocha naprawde (chyba ze dla
    kasy jaka zarabiam), a juz napewno dlugo ze mna nie wytrzyma.
    Pochlebiam sobie, ze jestem osoba srednio inteligentna i rozne kroki
    o jakich wspominalyscie podejmowalam.
    Rok temu znalazlam mieszkanie w Piasecznie, w nowo powstajacym
    bloku, dwa pokoje 46 metrow. Akurat takie na jakie byloby mnie stac,
    biorac pod uwage prywatny zlobek za ktory musielibysmy placic (w
    Piasecznie pod Warszawa jeszcze z tymi Panstwowymi ciezko a dzieci
    jak mrowek). Bylam na takim etapie, ze zarezerwowalam mieszkanie,
    pozyczylam kase od kolezanki (5 tysiecy na kaucje), ale jeszcze jej
    nie wplacilam, zalatwialam juz kredyt w banku i.... zabralam tam
    moja mame. Chyba bez sensu wogole, potrzebowalam jej akceptacji. A
    moja mama... hmm... skomentowala to jako pomysl z kosmosu (nie samo
    kupno mieszkania ale polozenie) ze wogole jestem wariatka, ze ona by
    na takim zad...iu nie mieszkala, ze na co ja skazuje dziecko i
    wlasciwie to mam w te pedy wracac do domu i siedziec cicho
    (roztaczala mi rozowe wizje naszego szczescia po wyprowadzce ojca,
    ze ona juz bedzie szczesliwa i sie dogadamy).
    Po czym z wrodzonym sobie wdziekiem, udreczala mi zycie swoimi
    wypominkami: ze nie moze nas juz zniesc, ze nie mamy ambicji ect.
    Ja raczej z tych klotliwych, ale niestety ona tez. Obydwie mamy
    buzie od ucha do ucha, a ja czesto wiedzac ze to sie skonczy... no
    wlasnie nie wiem czego sie boje bo teoretycznie jestem na parawach.
    Tyle ze ona gra na moim sumieniu, ja sie cale zycie czuje jakas
    pomylka mimo iz mam swietna prace, szanuja mnie tam, doceniaja,
    awansuja.
    Moja matka co jakis czas mydli mi oczy tekstami typu : "wiesz nie
    chce Cie narazac na 40 lat kredytu hipotecznego, podpiszemy taka
    umowe ze ja i Ola (moja siostra) mamy w tym mieszkaniu dozywocie, a
    wy bedziecie sobie spokojnie mieszkac. Daje sie na to nabierac a
    potem wybucha wulkan.
    Jak zwracam jej uwage ze klienci przychodza troche pozno, to mowi ze
    jak mi sie nie podoba to moge sie wyniesc... (w duzo mniej oglednych
    slowach) i ze z grubsza to jej mieszkanie wiec moze tu narobic na
    srodek a ja powinnam chodzic naokolo i nie pytac dlaczego.

    U psychologa bylysmy jak mialam 15 lat, poniewaz moja mama
    stwierdzila ze jestem "trudnym dzieckiem". Jak nas tak facet
    posluchal, to zapytal czemu ona sie dziwi skoro sama zrobila ze
    mnie "glowe domu" obarczyla zakupami, gotowaniem, sprzataniem, ja
    sie po prostu wpisalam w to czego sie odemnie oczekiwalo i zarzadzam
    domem. Chyba uznala to za swoja porazke, bo wiecej do niego nie
    poszlysmy a miedzy nami nic sie nie zmienilo.
    Ja po prostu nie rozumiem co nia kieruje?

    Zaczynalam swoja kariere zawodowa u niej w biurze. To byl tez horror
    na tyle duzy ze w firmie w ktorej teraz od 4 lat pracuje bylam
    gotowa niemalze calowac po nogach moja szefowa ze na mnie nie
    wrzeszczy!!! U matki, slyszlam ze nie nadaje sie na pracownika, ze
    nikt mnie nigdy nie ztarudni bo jestem leniem, nic nie umiem itd.
    Coz.. kiedy w koncu odwazylam sie od niej odejsc i trafila mi sie ta
    posada, zaczynalam od sekretarki, dzis jestem szefem produkcji!!!
    Cenia mnie na tyle, ze jak przechodzilam depresje poporodowa
    (zawalilam doslownie wszytsko) moja szefowa przyjechala do mnie pod
    dom i plakala rozmawiajac ze mna i mowiac ze jestem jak jej corka,
    ze we mnie wierzy, ze mnie nie zwolni bo wie co jestem warta i ze mi
    pomoze!!!!
    Moja matka nawet nie widziala problemu.
    Czy ona ma jakis problem? To w koncu moja mama, i moze to ja moge
    jej jakos pomoc? Moja matka czuje sie udichowiona bo "stawia Tarota"
    (znajomym) radzi innym, czyta ksiazki De Mello i cytuje na kazdym
    kroku, po czym terroryzuje rodzine.
    Jak ja mam ja podac do sadu, kiedy to moja matka!!!
    Co do taty, to sie do mnie nie odzywa po "wywiezieniu" go z domu,
    nie odbiera telefonow, ostatnio bylam pod domem dziadka zeby
    zobaczyli wnuczke i prawnuczke, ale nikogo nie bylo.
    A jesli chodzi o oskarzenia o moelastowanie, to zglosila je moja
    matka, i oczekiwala ze ja je potwierdze, ale ja na pierwszej
    rozprawie powiedzialam ze to bzdury i wszytsko ucichlo. Tylko
    dlaczego mozna rzucac na czlowieka kalumnie bezpodstawnie i ona
    zadnej kary nie poniosla...
    Co sie z ta moja maatka dzieje? Menopauza juz za nia, a ta wariata
    struga chyba. Znalazla sobie nawet faceta o 20 (tak rowno 20 lat)
    mlodszego od niej.
    Chyba znowu zaczne szukac mieszkania do kupna.
    A jesli chodzi o meza, to on znowu pod moim pantoflem, wkurza sie
    niesamowicie, ale ja wtedy wyskakuje do niego "mamy mieszkanie, za
    darmo (nie kupilismy), mamy swoj pokoj, dziecko ma swoj, zyjesz
    wygodnie to siedz cicho. A on faktycznie zarabia mniej niz ja (a
    teraz wogole trzy miesiace nie mial pracy) i co on ma powiedziec...
    Ze porwie nas do pieknej willi z basenem??
    Ehhh
    Bardzo wam dziekuje za wypowiedzi i chyba napradwe psycholog mi sie
    przyda.
  • 29.09.09, 21:57
    A dlaczego po prostu nie odetniesz się od swojej matki raz a definitywnie??? Toż
    niszczy cię psychicznie, źle to wpływa na twoją rodzinę. Poza tym, jak ktoś ci
    już napisał: masz akt notarialny, że jesteś właścicielką tego mieszkania, więc
    matka może ci naskoczyć. Dajesz się manipulować, sobą pomiatać, odbijasz to tym,
    jak traktujesz męża. Taka matka na kopa w dupę zasługuje i tyle.
  • 29.09.09, 22:06
    Tak, daje soba pomiatac i to jest moj problem... Bo juz pal licho z
    tym papierem, niech sobie wezmie to mieszkanie i zje!!! Tylko z
    drugiej strony jak sobie mysle w co ona mnie wplatala to taka zlosc
    we mnie wzbiera ze mysle "nie, nie pal licho z mieszkaniem, ja juz
    tyle za nie wycierpialam (rozprawy sadowe w sprawie eksmisji ojca,
    potem wezwania na polcje, zmiany zamkow i roziwercanie ich,
    wyniesienie taty, zlosc ojca i dziadka, no wlos sie jezy i tak
    wewnetrznie z czym sie nikomu nie przyznaje - mysle "wykosze ja" no
    zalamie ja psychicznie jak ona zlamala mojego ojca, mnie i moja
    siostre (ona z nami nie mieszka ale u niej pracuje!!!). Tylko
    przychodzi chwila kiedy to wszytsko po porstu BOLI. Jak dlugo mozesz
    sluchac od matki ze nic Ci sie w zyciu nie udaje, ze jestes
    bluszczem ktory sie na niej wiesza itp.
  • 29.09.09, 22:10
    Spróbuj raz patrząc i słuchając jej jazgotu, spokojnie powiedzieć, by się
    odpier....tak, po prostu. Masz mega toksyczną matkę, spróbuj jednak pójść na
    jakąś terapię, by inaczej na to spojrzeć.
    Zacznij od wypięcia się na jej żądania finansowe.TY jesteś właścicielką tego
    mieszkania, nie ona.
    Zacznij też od uświadomienia sobie,że ona się nie zmieni, ty możesz zmienić
    siebie i swoje do tego podejście. Nie musisz dawać sobą pomiatać, każ jej się na
    drugi raz zamknąć, tak po prostu, drugi raz postawić się jej już przyjdzie łatwiej.
  • 30.09.09, 08:18
    Idz do psychologa , sama, potrzebujesz tak samo pomocy jak Twoja
    matka.
    To co zrobiłaś z ojcem, wybacz jako dorosła baba a nie mała
    dziewczynka jest dla mnie niewyobrażalnym kurestwem.Szczyt podłości
    z Twojej strony , i na nic argumenty bo matka chciała , nie byłaś
    nastolatką.
    Pilnuj się ,żebyś gdzieś w tym swoim chorym uzależnieniu od matki
    nie straciła męża i dziecka.Wiesz historia lubi się powtarzac.Moze
    czas przestac opisywac te toksyny, bo że masz toksyczną matkę
    wiadomo i zamiast biadolic na własny los , wziasc sprawy w swoje
    ręce.
    Pomysł z podpisaniem u notariusza o dożywotnim mieszkaniu matki w
    Twoim teraz notarialnie mieszkaniu jest szczytem głupoty.Nie stac
    Cię na własny kąt , ale podpiszesz takie papiery.
    Nie musisz miec zgody mamy na sprzedaż mieszkania.Sprzedaj i kup 2
    mniejsze, gdziekolwiek , dla niej nawet na zadupiu.
    Potrafiłas byc taka bezwzględna wobec kochającego ojca a nie
    potrafisz tego zrobic matce -sadystce.
  • 30.09.09, 09:25
    Powiem tak, doskonale Cię rozumiem. Te wszystkie rady o dawaniu matce kopa w
    dupę, wywalaniu z mieszkania itd itp są owszem bardzo słuszne, ale... no właśnie
    to jest matka i ciężko jest to wprowadzić w życie. Nie wiem jak to jest w Twoim
    przypadku, ale w moim było to na tej zasadzie, że ja bardzo chciałam żeby matka
    mnie kochała. Tzn być może ona i mnie kocha na swój sposób, i być może nawet
    chce dla mnie wedle jej mniemania jak najlepiej , jednak ja również całe życie
    uważałam się, za nic nie wartą, głupią brzydką , bo tak mówiła moja matka.
    Wiadomo że jeśli chcesz zasłużyć na miłość matki to zrobisz wszystkie, nawet
    najgorsze rzeczy które ona wymyśli. Jedynym wyjściem z sytuacji jest
    ograniczenie kontaktów. Najlepiej to jedno mieszkanie które macie zamienić na
    dwa mniejsze. Nie jest to łatwe, ale dla dobra dziecka i Twojego warto się
    przemóc. W świetle prawa mieszkanie jest Twoją własnością. Najlepiej by było
    gdybyś miała jakieś dowody na to że płacisz matce za mieszkanie. teoretycznie
    matka może cofnąć darowiznę jednak jest to trudne, a jak już jak będziesz miała
    właśnie dowody na to że jej płacisz za rachunki, za "wynajem" to wręcz
    niemożliwe. Lepiej też, żeby Twoje dziecko nie oglądało jak mamusia znęca się na
    Tobą i upokarza Cię, bo być może będzie też i dziecko nastawiać przeciwko Tobie.
    Myślę, też że powinnaś się udać po fachową pomoc, choćby po to, żeby nie
    zniszczyć życia sobie i mężowi "pantoflarzowi", żebyś za kilkanaście lat nie
    mówiła że mąż zmarnował Ci życie, bo był/ jest pantoflarzem./
    --
    Pozdrawiam
    Marta
    Weronika -09.01.2006
    _____________________________
  • 30.09.09, 22:17
    Masz racje, i ja w miare zadawania sobie sprawy z wlasnych wartosci
    i mozliwosci, w miare usamodzielniania sie zaczelam rozumiec ze tak
    w gruncie rzeczy to one mnie moze pocalowac w niewypowiedziane,
    ale...
    Nawte nie wiecie jak ja uwielbiam moja tesciowa, mame 3 synow, caly
    czas z mezem. Jak u nich jestem to ona biega cwierka, gotuje, moje
    dziecko kocha nad zycie, tak jak tesc (a nie na pokaz daje buzi a
    potem dzrzwi przed nosem zamyka).
    Zreszta tak jak napisala jedna z Pan, potrzebuje w jakism stopniu
    akceptacji mojej matki. Powoli, kiedy urodzilam Oliwie, czuje ze
    coraz mniej mnie to obchodzi, tyle ze bardzo bardzo bardzo boli!!!
    Kazdy czlowiek potrzebuje gdzies akcepatcji, a ja zawsze wszytsko
    zle.
    Jak urodzilam i mialam problem z karmieniem, to nie dosc ze byla w
    ciagu trzch dni raz w szpitalu (tesciowa co dzien po 8 godzinach
    pracy zwozila mi soczki na zaparcia - z burakow, Karmi, szyneczke)
    to jak zadzwonilam ze mam problem z karmieniem, nawrzeszczala na
    mnie ze mnie boli i sie migam, mam zamknac buzie i karmic itd.
    Splakana zadzwonilam do przyjaciolki z pracy, a ona spokojnie,
    powiedziala ze tez miala problem, ze to normalne, ze sa kapturki na
    piersi, ze to wcale nie musi byc tak proste dla dziecka jak nam sie
    wydaje itd.
    A jak przyjechalismy juz do domu, i szykowalismy pierwsza kapiel,
    to ta wchodzi i zawija rekawy do pomocy, wiec powiedzialam ze damy
    sobie rade sami (ja i maz) oburzona byla wielce, bo do mnie jak sie
    urodzilam przez miesiac przyjezdzala babcia i kapala!!!!!!
    Ja sie staram zmienic, bo wogole widzie ze jest problem i staram sie
    go zglebic. Nie rozumiem tylko podstaw dzialania, i boje sie ze bede
    powtarzac chory schemat.
    Gnebie meza, i wiem to... Tylko do tej pory uwazalam sie za super
    samodzielna feministke, a teraz widzie ze ponioslam porazke bo i ja
    robie sie nienormalna!
    AAAAA
  • 30.09.09, 17:00
    Kulma:
    Po pierwsze - idź do psychologa ze sobą. Bo inaczej jej widmo będzie
    Cię dręczyć nawet jak pójdzie do piachu.
    Po drugie - jeśli Cie stać - kup jej kawalerkę i zrób to, co z ojcem
    - wywieź, daj klucze i z bani. Potem wymelduj. Kawalerkę kup na nią.
    Żeby nie było, że coś jej jesteś dłużna.
    Po trzecie - jak już się pozbędziesz wrzoda [wybacz, ale taka prawda]
    - idź przeprosić ojca. Należy mu się to.
    Po czwarte - przestań jej wierzyć. Na świadomie wiesz, ze chrzani od
    rzeczy, prawda? Ale działa Ci na emocje i do tego Ci terapia - bez
    niej i jej wiedzy!!! - potrzebna.
    Po piąte - w ogóle poproś o wsparcie psychiczne męża. Tylko niech
    się nie wcina w awantury, bo to bez sensu.

    A w ogóle to nie wiem, czego ona chce od Piaseczna? Nie przyłączyło
    się do Warszawy, jest bogate i się rozwija... A dojazd do Warszawy
    bezpośredni, wiec nie wiem, o co biega... Chyba o kolejne
    udowodnienie Ci, ze jesteś głupia... W sensie, ze matka Ci chciała
    udowodnić...
    --
    "Nie widzę różnicy między wątkami: głosujcie na moje maleństwo, bo można wygrać lodówkę z widokiem na giewont, a głosowaniem na Mazury." by Siwa
    "napisz maila w tej sprawie na forum@agora.pl" by Dzieneusz
  • 05.11.09, 17:35
    > Rok temu znalazlam mieszkanie w Piasecznie, w nowo powstajacym
    > bloku, dwa pokoje 46 metrow. Akurat takie na jakie byloby mnie
    stac,
    > biorac pod uwage prywatny zlobek za ktory musielibysmy placic (w
    > Piasecznie pod Warszawa jeszcze z tymi Panstwowymi ciezko a dzieci
    > jak mrowek). Bylam na takim etapie, ze zarezerwowalam mieszkanie,
    > pozyczylam kase od kolezanki (5 tysiecy na kaucje), ale jeszcze
    jej
    > nie wplacilam, zalatwialam juz kredyt w banku i.... zabralam tam
    > moja mame. Chyba bez sensu wogole, potrzebowalam jej akceptacji. A
    > moja mama... hmm... skomentowala to jako pomysl z kosmosu (nie
    samo
    > kupno mieszkania ale polozenie) ze wogole jestem wariatka, ze ona
    by
    > na takim zad...iu nie mieszkala, ze na co ja skazuje dziecko i
    > wlasciwie to mam w te pedy wracac do domu i siedziec cicho
    > (roztaczala mi rozowe wizje naszego szczescia po wyprowadzce ojca,
    > ze ona juz bedzie szczesliwa i sie dogadamy).

    Klasyczny blad. Moze wroc do tego punktu i po prawidlowo
    wyciagnietych wnioskach zacznij urzadzac sobie zycie, kup
    mieszkanie. Urodzilas dziecko i pozwalasz by wychowywalo sie w tych
    chorych relacjach.

    Zamiana na dwa mniejsze mieszkania w tych warunkach jest technicznie
    prawie niewykonalna - chyba ze znowu na sile. Ja bym sie tak nie
    zachowala jakokolwie prawo i ( byc moze ) racja stoja po Twojej
    stronie. Najlepiej budowac swoja niezaleznosc i zadbac o swiety
    spokoj.

    > A jesli chodzi o meza, to on znowu pod moim pantoflem, wkurza sie
    > niesamowicie, ale ja wtedy wyskakuje do niego "mamy mieszkanie, za
    > darmo (nie kupilismy), mamy swoj pokoj, dziecko ma swoj, zyjesz
    > wygodnie to siedz cicho. A on faktycznie zarabia mniej niz ja (a
    > teraz wogole trzy miesiace nie mial pracy) i co on ma
    powiedziec...

    Fatalnie traktujesz meza. Moze warto sie nad tym zastanowic zanim
    zniszczysz swoja rodzine ?
    --
    Toksyczni rodzice ?
  • 30.09.09, 10:00
    Twoja matka jest toksyczna, ale Ty widac zaczynasz zachowywac sie jak ona.

    To,co zrobilas tacie jest niewybaczalne. Rozwod to sprawa Twoich rodzicow,
    powinnas pozostac neutralna a nie opowiadac sie po jednej stronie, bo Twoja
    matka tak chce.

    Podobnie to, co mowisz mezowi brzmi dokladnie jak to,co mowi Tobie Twoja matka.
    Maz ma byc wdzieczny i siedziec cicho.

    Jesli Ty nie odetniesz pepowiny to obawiam sie,ze maz powie Ci ktoregos dnia to,
    co wszyscy tu radza zebys powiedziala matce: 'Odp....sie'

    Naprawde, zadne upokorzenia nie sa warte mieszkania. Dziwie sie.ze jestes w
    stanie znosic toksyczna atmosfere - i dziwie sie, ze narazasz na to meza i dziecko.
  • 30.09.09, 14:48
    witam
    nie rozumiem - dlaczego placisz mamie za mieszkanie ktore jest
    twoje :-O! czemu nie wywalisz matki, zamiast do "rany przyłóż" ojca,
    i co na to twoj maz? jak w ogole funkcjonujecie w takiej atmosferze.
    w takiej sytuacji zrobilabym wszystko zeby zamieszkac osobno jak
    najdalej od matki. mieszkanie twoje wiec wolabym nawet je sprzedac i
    kupic nawet cos mniejszego byle mieszkac samemu. taka atmosfera nie
    jest obojetna mam tu szczegolnie na mysli twoja mala coreczke.
    mysle, ze ty nawet nie zauwazasz w jak chorej rodzinie zyjesz - moze
    tu dzilac fakt ze tak bylo od dawna, w takich warunkach wzrastalas,
    stad takie sytuacje sa dla ciebie normalne (oczywiscie to sa moje
    przypuszczenia), ale to nie jest normalne i na twoim miejscu jesli
    moge ci cos doradzic, to poszukalambym pomocy dla siebie u
    psychologa - dlaczego sie godzisz na takie traktowanie. a na
    poczatek polecam ksiazke "Toksyczni rodzice". koniecznie zmien
    sytuacje, ale wcale nie przez ustepowanie matce.
    pozdrawam
  • 01.10.09, 06:12
    poczulam sie jakbym czytala swoja opowiesc... prawie. chodzi mi o
    zachowanie matki,ta ozieblosc i obojetnosc...
    wobec wszystkiego i wszystkich, bo ona najwazniejsza i ...rece mi
    opadaja...
    ja bym sie wyprowadzila (tak zrobilam). kontakty moze az sie tak nie
    naprawily, moze ciut polepszyly ( po walkach i tlumaczeniu jak
    dziecku,choc wiem,ze nic nie dotarlo),ale jest tuz obok,ale jednak dalej.
    dzwonie codziennie na minute,zeby sprawdzic czy wszystko gra. az zmeczylam
    sie sama mysla o tej relacji:( dopisze pozniej, bo poworcily wspomnienia:(
    moral: mlodzi nigdy nie powinni mieszkac z tesciami,rodzicami.nawet moja
    trudna , lekcewazaca mama tak mowi
  • 04.11.09, 14:45
    nie rozumiem co ty jeszcze robisz w tym mieszkaniu - ratuj swoją
    rodzinę i wyprowadzaj się ,jeśli cię stać, do wynajętego lub
    kupionego na kredyt mieszkania.
    przecież cenniejsze jest szczęście i święty spokój
  • 18.11.09, 13:02
    Cześć-podaję mojego e-maila malaga-20@gazeta.pl
    Napisz do mnie. Mam podobny problem.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.