Dodaj do ulubionych

to bywa przerażające!...

27.10.09, 23:25
Mam 30 lat, męża i córeczkę generalnie niby ok ALE... każdy dzień wygląda
prawie tak samo jak wszystkie poprzednie:dom-praca i na odwrót. Obiadki,
sprzątanie, zakupy, aerobik dwa razy w tygodniu. Wieczorami, kiedy mała już
śpi, ja przy kompie, maż przy kompie. Między nami jest w sumie ok: kłócimy się
i kochamy, z podobną, niską częstotliwością.
Tylko czasem dokucza mi to paskudne pytanie: jak ja dam radę przeżyć w takiej
rutynie dajmy na to kolejnych 30 lat??? Wizja tych wszystkich wieczorów i dni
tak do bólu powtarzalnych i przewidywalnych bywa PRZERAŻAJĄCA.
Wiem,wiem: to zmień coś! ALE jak?? Mąż domator. dyskusje, podróże, plany,
wyzwania, to nie jego domena, twierdzi, że tak jak jest jest dobrze. Buuu! a
młodość ucieka!....
Edytor zaawansowany
  • kag73 28.10.09, 01:19
    Zacznij od siebie. Masz ochote wyjsc, zorganizuj cos z kolezanka.
    Postaraj sie czasem nie wlaczac kompa, zeby znowu Cie nie wciagnal,
    poczytaj za to dobra ksiake, wez kapiel w wannie.
    Wprowadz np. niedziele rodzinna, cos milego dla Was, np. idziecie
    razem do kina, albo na basen, do Mc Donalda. jezeli ladna pogoda na
    spacer. Trzeba sie czasami zmusic i zmotywowac. Wtedy czlowiek
    nastawi sie psychicznie i juz z gorki.
    Prawda, mlodosc ucieka, warto, zeby maz zdal sobie z tego sprawe.
    Kiedy kazdy dzien wyglada tak samo, zycie bardzo szybko mija.
    Zorganizujcie tez cos tylko we dwoje, co jakis czas wspolny wieczor
    poza domem, albo w domu, ale rzeczywiscie dla siebie. Moze wspolnie
    obejrzyjcie dobry film, albo pobawcie sie w sypialni. Ktos musi
    zaczac i wyjsc z inicjatywa. Uzmyslowij mezowi jakie to wazne. Nie
    musi ciagle, ale warto, zeby jednak od czasu do czasu skorzystal z
    Twoich propozycji. Nie wymagaj, zeby on cos "wymyslal", wystarczy
    jezeli da sie namowic na Twoje propozycje.
    Skoro maz za zadne skarby nie chce zmian i wyjazdow, zacznij
    oragnizowac takie rzeczy tylko z corka. Moze jednak zrobi mu sie zal
    i tez bedzie chcial.
  • tiana77 28.10.09, 22:32
    U mnie podobnie a właściwie tak samo. Mąż woli siedzieć w domu z
    pilotem w ręku i jak mówi nic więcej mu nie trzeba. Rzadko kiedy
    wychodzimy gdzieś na dwór wspólnie bo jemu się nie chce... Poza tym
    nie spędzamy czasu na takich wypadach typu Mcdonald, czy kino bo wg
    męża to strata pieniędzy, szkoda kasy naurlop jakiś wyjazd, wyjście
    na imprezę co go już wogóle nie bierze. Jak ja ojdę gdzieś z dziećmi
    to najpierw on nic nie mówi, zostaje w domu, a za jakiś czas
    wygarnia mi że mnie nosi, że muszę gdzieś wyjść, i że rodzina nie
    jest dla mnie najważniejsza bo wolę np. iść do mamy z dziećmi niż
    być z nim w domu. MASAKRA
  • kicia76-0 30.10.09, 00:30
    Tak wlasnie wygladaja malzenstwa
  • enith 30.10.09, 01:51
    > Tak wlasnie wygladaja malzenstwa..., które nie dobrały się pod względem zainteresowań i poglądów na sposób spędzania wspólnego czasu. Autorka wątku chce podróżować, wychodzić, robić coś poza domem. Niestety, nie myślała o tym wychodząc za mąż za domatora i ma mu teraz za złe, że on nie dzieli z nią pasji, że woli siedzieć w domu.
    Domatora powinno się zostawić w spokoju, a globtrotterka niech SAMA zorganizuje sobie czas wg własnego uznania. Innego wyjścia nie widzę. Jeśli mąż będzie się burzył, można mu uświadomić, że ZAWSZE może dołączyć do wyprawy, ale jeśli woli siedzieć przy kompie, niech przynajmniej nie robi żonie wyrzutów za to, że ona chce spędzić czas bardziej produktywnie, niż gapiąc się co wieczór w monitor lub telewizor. I tego się trzymać.
  • kicia031 30.10.09, 10:05
    Wiesz, niekoniecznie. Kiedy sie poznalismy, to moj parner
    mobilizowal mnie do dzialania, ciagle go gdzies nosilo, ciagle
    gdzies szlismy i to z jego inicjatywy.

    Teraz jakos tak przysiadl, mniej rzeczy mu sie chce. Smutno mi z
    tego powodu troche, ale jak on nnie chce isc, to ide gdzies sama z
    dziecmi i tez jest dobrze.
    --
    Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
    qrwa spróbuj".
    by tris
    Wiedzmowo
  • enith 30.10.09, 18:54
    No cóz, tak też bywa. Ty natomiast świetnie radzisz sobie z sytuacją. Może i mąż popadł w marazm, ale to nie oznacza, że ty też musisz. Wychodzisz z dziećmi nie oglądając się na małżonka i to naprawdę jest najlepsze, co możesz w tej sytuacji robić. Ja tymczasem nawiązałam w swoim poprzednim poście bezpośrednio do postu autorki wątku, która (tak wywnioskowałam z opisu) doskonale wiedziała z kim się wiąże i nagle teraz, w wieku trzydziestu lat, z mężem domatorem i dwójką dzieci u boku, jest zdumiona, że jej życie wygląda, jak wygląda. A przecież kierunek, w którym biegnie nasze życie zależy w pierwszej kolejności od naszych osobistych wyborów, a dopiero w dalszej kolejności od wyborów innych, nawet najbliższych osób. Oznacza to, że jeśli mąż nieskory jest do jakichkolwiek rozrywek poza domem, a w domu ogranicza się do tępego patrzenia w komputer, to żona dba SAMA o swoje rozrywki, bo któż inny o nie dla niej zadba? Ja miałam szczęście związać się z mężczyzną, z którym pasje dzielimy. Dzięki temu spędzamy ze sobą dużo więcej czasu, niż typowe małżeńśtwo. Niemniej jednak mam też swoje domeny (np. ogrodnictwo), które mojego męża w ogóle nie pociągają. I nie przyszło mi nigdy do głowy wyciągać męża w deszczowy dzień, by pomógł mi w ogrodzie kopać doły. To MOJA, nie jego pasja (ogrodnictwo, nie kopanie dołów w deszczowe dni).
    A wracając jeszcze do autorki wątku, to jest jeden zdecydowany plus jej sytuacji. Mąż domator zawsze może zostać z dziećmi na parę godzin, gdy żona wychodzi odsapnąć sobie od domowego kieratu. Wiele młodych mam i mężatek dałoby się za taką opcję pokroić.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka