maz+depresja=problemy.... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Skoro juz gdzies napisalam, ze zastanawiam sie nad rozwodem to opisze te
    historie, sama boje sie myslec dlaczego. Przepraszam, ze tak chaotycznie.
    Otoz jestm 8 lat po slubie z mmoim mezem mam 6 latka. Chlopczyk ma problemy w
    przedszkolu w zwiazu z tym ze nikogo nie slucha i potrafi byc agresywny, caly
    czas chce zwrocic na siebie uwage doroslych i dzieci - wyglupia sie bez przerwy.
    Moj maz jakis czas temu zachorowal na depresje (jedna z przyczyn byla smierc
    tesciowej). Od roku bierze lekarstwa, ale objawy mial juz znacznie wczesniej
    (od jakis 3 lat), tylko po prostu nie skojarzylismy. Bylo mi bardzo ciezko, bo
    prawie przez rok nie byl w stanie zrobic nic (doslownie) a przez pare
    pierwszych miesiecy depresji tylko myslal o swojej bylej dziewczynie, ktora
    kiedys mu powiedziala, ze nie chce byc z nim, pisal do niej listy dzwonil.
    Wychodzac za niego za maz nie wiedzialam, ze ona mu jeszcze nie przeszla.
    Psychoterpautka stwierdzila, ze to uczucie jest wynikiem choroby a nie
    skutkiem (w duzym skrocie).Oczywiscie dziewczyna jak sie zorientowala co on
    jej wypisuje to zerwala wszelkie kontakty z nim. Teraz obydwoje
    (psychoterapeutka i maz) twierdza, ze ona juz sie dla niego nie liczy. Ja w to
    nie wierze.
    Jednoczesnie z pierwszymi objawami choroby i kontaktami z ta dziewczyna (wtedy
    jeszcze o chorobie nie wiedzialam) zaczely sie nasze klotnie. Czasem o
    drobnostki. No i konczyly sie tym, ze slyszalam, ze jestm za glupia zeby
    mumowic co ma robic, nie dorastam mu do piet, ze mam spier...c itp itd
    Generalnie niczym sie nie interesowal (oprocz komputera), wszystko mu zwisalo,
    tylko czasem cos w niego wstepowalo i niby pytal mnie o zdanie (dzis np. ze
    moze by kupic dziecku swinke morska, bo dziecko chce, ja na to, ze przeciez
    dwa dni temu ustalilismy, ze najpierw wymienimy dziecku mebelki w pokoju zeby
    bylo miejsce dla zwierzatka, no to uslyszalam, ze robie mu na zlosc, wyzywam
    sie na dziecku, ze moge sp....c) ale wlasciwie nie wiem po co bo decyzje i tak
    podejmowal juz wczesniej - oczywiscie tweirdzac, ze nie, ze jego zdanie jest
    dla mnie wazne.
    DZiecko zaczelo zachowywac sie w przedszkolu na tyle zle, ze nie mozna sobie
    dac z nim rady. Teraz sa w trakcie badania psychologiczne dziecka. Dziecko
    generalnie mnie tez nie slucha. Dzis jak uslyszalo tekst mojego meza (chodzilo
    o te swinke): Jak chcesz to ty mozesz spier...c a zadna glupia baba nie bedzie
    mi mowila czy moge wydac pieniadze i to jeszcze na prezent dla wlasnego
    dziecka" To dziecie sie ucieszylo i rzucilo do Taty "masz racje, kup mi swinke"
    Generalnie maz nie dotrzymuje zadnych umow ani obietnic, jesli zlozy je mnie
    lub dziecku. Znajomych nie ma bo sa dla niego nieistotni. Teraz jest chory
    wiec palcem nie kiwnie w domu, ale jak byl zdrowy to tez wielkiej roznicy nie
    bylo. Jedyne to czesto pomaga mi przynosic zakupy ze sklepu. Wszystko zwalil
    na mnie, nawet robienie przelewow. Raczej w niczym nie moge na niego liczyc.
    Kiedy podejrzewano, ze ma raka i szlam na badania i mowie mu to, a to bylo
    akurat po jakiejs sprzeczce, wiec stwierdzil, ze g... go to obchodzi.
    Jest programista generalnie uzdolnionym w wielu dziedzinach (opinia
    neuropsychologa byla, ze genialny w niektorych dziedzinach, a niektorych
    ponizej przecietnej), i uwaza sie za geniusza i generalnie to nikt nie dorasta
    mu nawet do piet.
    Pomiedzy klotniami, a a raczej ja mowie (bo jakos wyzywanie czy wrzaski nie sa
    w moim stylu) a on sie nakreca i zaczyna mnie wyzywac, twierdzi oczywiscie, ze
    mnie kocha ze mnie nie opusci itp itd. Ja uwazam, ze mowi to z wyrachowania.
    Klocimy sie czasem raz w miesiacu czasem rzadziej.
    Jakis czas temu, kiedy siedzial przy komputerze - cos czytal, prosilam go
    najpierw raz, zeby powiesil jedna rzecz na suszarce (nie moglam dojsc do niej
    bo ja zastawial soba) a za chwile druga. No i sie zaczelo, bo mu przeciez
    przeszkadzam. Skonczylo sie na tym, ze stwierdzil, ze ma tego dosc i chce
    rozwodu i zdania nie zmieni bo "jestem po chlopsku zaciety". Ja glupia
    zaczelam go przepraszac ale bez skutku. Na drugi dzien rano wyszlam a kiedy
    wrocilam to zastalam go na kolanach i przepraszal mnie, za to co powiedzial.
    Niedawno przez przypadek dowiedzialam sie, ze blizny ktore ma na rekach zrobil
    sobie sam - pocial sie zyletka, kiedy mial 15 czy 18 lat. Nie wiem dlaczego.
    Juz po slubie jak zobaczylam jak w zlosci potrafi traktowac swoja matke to
    bylo mi strasznie wstyd, przykro itp. A ona mu wszystko wybaczala... wszystko
    za niego robila. Z tego co wiem to byla strasznie apodyktyczna ale on w domu
    nie musial robic niczego (moj maz ojca prawie nie znal, bo dlugo byl za
    granica i wczesnie zmarl)
    Ja juz nie wiem czy moj maz to taki typ czy to ta depresja i co ja mam robic.
    Mieszkam za granica moja firme zamykaja po nowym roku, teraz o prace w moim
    zawodzie tu trudno. O powrocie do Polski tez troche strach myslec, bo tez moge
    miec problemy z praca. Generalnie trudno mi sie wziasc za cokolwiek.
    Pomiedzy sprzeczkami jest mily, sympatyczny, taki kochajacy maz. Przed choroba
    tez byl inny. Nie klocilismy sie tak.
    No i dziecko. Ojciec jest dla niego najwazniejszy. Juz ma tu kolegow no i
    pomoc psychologiczna. Jednoczesnie zastanawiam sie moze odizolowanie sie od
    ojca wyszloby mu na dobre. Bo moj maz nie lekcewazy a moj syn to widzi i chyba
    naslduje. Nie chce zeby z dziecka wyrosl jakis przestepca a jak zostanie z
    ojcem to pewnie tak sie stanie (bo ojciec robi to co dziecko chce a jak ja sie
    przeciwie to robie im po prostu na zlosc) a jak zotanie bez ojca to tez
    bedzie mu trudno i moze skonczyc tak samo.
    A ja juz ma dosc. Najpierw tego czy w ogole przezyje, potem tego czy wroci do
    pracy, no i tych jego tekstow jestes glupia, mozesz spi...c. A jesli za jakies
    10 lat dziecko mi zarzuci, ze z ojcem byloby mu lepiej, ze to przeze mnie
    ojciec popelnil samobojstwo, ze jak moglam zostawic chorego czlowieka...
    • Choroba chorobą ale to jest zwykły drań i przemocowiec. Ratuj się kobieto póki
      czas. Siebie i dziecko.
    • amb dziewczyno, nie miałabym tyle cierpliwosci co Ty, odeszłabym.
      --
      Stanikarnia
    • Twój mąż nie ma depresji. Najprawdopodobniej cierpi na chorobę afektywną
      dwubiegunową, ang. bipolar. Sama choruję i Twój mąż ma dość klasyczne objawy,
      nie powinien brać tylko antydepresantów bo go bardziej nakręcają i kwestia czasu
      kiedy rozwinie się u niego pełnoobjawowa mania. Dwubiegunowców długo się
      diagnozuje, sama leczyłam się wiele lat tylko na depresję, bo o stanach
      maniakalnych/hipomaniakalnych się lekarzowi nie mówi. Wielu pacjentów leczy się
      na początku tylko na depresję. Twój mąż powinien trafić do dobrego psychiatry,
      powinien zacząć brać stabilizatory nastroju, to leki kluczowe w tej chorobie.
      Jako że sama jestem chora i mnie też zostawił narzeczony jak dowiedział się o
      diagnozie, inaczej patrzę na pewne sprawy. Myślę że gdyby Twój mąż był właściwie
      leczony, wasz związek wyglądałby zupełnie inaczej. Chadowcy nie są
      przemocowcami, nie są groźni dla otoczenia.

      --
      This thing is slowly taking me apart.
      Grey would be the color if I had a heart.
      • Moze masz racje bo ja bym nie powiedziala, ze on jest grozny dla otoczenia czy
        cos takiego. Ja sie nie boje, ze mnie uderzy. Jak poczytalam czym charakteryzuja
        sie przemocowcy, to wydaje mi sie, ze on nie ma tych cech. Jedyne to takie, ze
        czasami z blachego powodu dochodzi do awantury (trwajacej moze z 5 min. czasem
        krocej) takiej jak opisalam. No i poza tym to on zawsze jest taki sam,
        przewidywalny, spokojny, zadowolony z zycia (!!!). Wiec stabilizatory nastroju
        brzmia troche dziwnie, ale moze masz racje.
        Podobno psychiatra mojego meza jest dobry, ale moj maz moze nie mowic mu
        wszystkiego, to prawda. On jest przekonany, ze jest idealnym mezem a nasze
        malzenstwo jest idealne. I tak wszystkim lekarzom mowi.
        • nie jestem profesjonalista, ale mysle, ze twoj maz cierpi rowniez na jakies
          zaburzenia osobowosci. moj eks ma depresje, stany lekowe, z czasem doszly
          klopoty z alkoholem, itd. nie rozumialam pewnych rzeczy i o malo mnie to nie
          zniszczylo.
          nie chce sie rozpisywac o tym tutaj na forum, ale tez mieszkalam poza polska,
          odeszlam i wrocilam do miasta, w ktorym sie wychowalam. mialam nadzieje, ze eks
          przemysli pewne sprawy, zacznie moze intensywniej sie leczyc, zawalczy o
          rodzine. 1,5 roku pozniej jego zycie jest w totalnej rozsypce. ja mam stala
          prace, powoli buduje swoje zycie na nowo. swoje i naszego synka.
          jesli mialabys ochote porozmawiac, napisz prosze do mnie na maila gazetowego.
          zauwazam miedzy nami i naszym zyciem wiele podobienstw.
          • "Skonczylo sie na tym, ze stwierdzil, ze ma tego dosc i chce
            rozwodu i zdania nie zmieni bo "jestem po chlopsku zaciety". "- i wyjątkwo
            posłuchałabym męża. Na dodatek ile chcesz czekać, by dziecko zaczęło też do
            ciebie mówić językiem męża, gdy coś mu się nie spodoba?
    • Hej amb25,

      Pamiętam twój stary wątek. Napisałaś że nie zostawisz męża póki jest chory (och,
      jak szlachetnie), a depresję powiększyłaś w chorobę psychiczną!
      Pamiętam tez twoje rady dla innych, znoś zniewagi teściowej, żeby nie psuć
      atmosfery rodzinnej itp.

      Robisz wrażenie osoby, która gdy na nią plują, to mówi że pada i jeszcze się
      przy tym uśmiecha. Dążysz do zachowania harmonii za wszelką cenę tak jakby sama
      myśl o konflikcie wywoływała w tobie paniczny lęk. Nic dziwnego że dla męża jest
      to idealne małżeństwo.

      Dlatego bardzo cieszę się, że masz już dość. Naprawdę jest to wreszcie zdrowy
      odruch.

      Jak sytuacja cię przytłacza i nie masz siły do działania, to nie działaj,
      również nie nańcz męża. Sądź w spokojnym miejscu albo zrób sobie spacer.
      Przyjrzyj się swoim lękom, swoim odruchowym sposobom działania. Po jakimś
      czasie, ale nie szybko, coś ci się wyklaruje.

      Jak mąż znowu będzie wyładowywał na tobie swoje frustracje, to możesz SAMA
      stanąć w swojej obronie np. powiedzieć nie będziesz mnie obrażał i wyjść z pokoju

      > A jesli za jakies
      > 10 lat dziecko mi zarzuci, ze z ojcem byloby mu lepiej, ze to przeze mnie
      > ojciec popelnil samobojstwo, ze jak moglam zostawic chorego czlowieka...

      Wydaje mi się że ty często sobie w głowie takie sceny wyświetlasz, a potem
      wstajesz i zasuwasz jak mały samochodzik, aby ci wyimaginowani krytycy wreszcie
      zamilkli.

      Pozdrawiam cię serdecznie i trzymam kciuki, jest tak źle, że pewnie zmienisz coś
      na lepsze

      rapu

      • Wiesz to jest tak: dla mnie depresja to choroba psychiczna. I nie
        obchodzi mnie, ze niektorzy mowia, ze to zaburzenie a nie choroba.
        Co do Tesciowych to moje zdanie podtrzymuje, ze jesli ze mna nie
        mieszka to nie rusza mnie to co na ten temat albo o mnie mowi. Jak
        jej nie znosze do do niej nie jezdze, wymowka zawsze sie znajdzie.
        Jesli mieszkam z Tesciowa u niej to musze zakceptowac jej warunki,
        jesli mi nie odpowiadaja to sie wyprowadzam.
        Ja nie niancze meza -jedzenie robi sobie sam, prasuje koszule sam,
        jak nie mam ochoty czegos robic to nie robie, o lekarstwach mu nie
        przypominam, moze chodzic gdzie chce (i wice wersa).
        Co do obrony wlasnej to ja tak wlasnie robie ja mowisz, ale wg mnie
        to jedynie zakancza klotnie i nie prowadzi do niczego wiecej.
        Masz racje nie lubie konfliktow, raczej wole sie odegrac pieknym za
        nadobne, i mam bujna wyobraznie. Moze rzeczywiscie powinnam sie
        zastanowic nad soba. Ja wiem z czego wynikaja moje klopoty z sama
        soba, ale tego juz niestety nie moge zmienic ani cofnac ani
        zakceptowac ani zapomniec.

        • Hej amb25,

          W pierwszym poście napisałaś że jak mąż wyjechał z rozwodem, to go zaczęłaś przepraszać - absolutnie nie przepraszaj za jego złe zachowanie.

          amb25 napisała:
          > Masz racje nie lubie konfliktow, raczej wole sie odegrac pieknym za
          > nadobne, i mam bujna wyobraznie.

          Chyba pomyliłaś to przysłowie z odpłacać dobrem za zło :) Rewanżowanie się pięknym za nadobne (czyli ładne, a nie szpetne) zazwyczaj jest eufemizmem dla odpłacić za świństwo większym świństwem

          Masz jakąś odskocznię od pracy i domu? Koleżanki, sport?

          Piszesz, że on nie ma znajomych, ale życie towarzyskie możesz prowadzić też sama. Choć z początku możesz czuć się dziwnie. Jak się mężowi nie podoba że zapraszasz gości, to może zamknąć się w sypialni lub iść na spacer.

          Trzymaj się mimo pory roku i złej sytuacji

          rapu
          • Tak, wiecej juz tego nie zrobie.
            Wiesz ja czasami potrafie byc wredna i niektorych rzeczy nigdy nie zapominam.
            Jesli podejmuje walke to o wszystko. Nie pomylilam przyslow, swiat jest pelen
            niesprawidliwosci i swinstw, a odplacajac dobrem za zlo najczesciej po prostu
            pozwalasz sie wykorzystywac.
            Sport juz dawno przestalam uprawiac, ale musialam bo mialam powazna kontuzje.
            Trudno bylo sie odzwyczaic od codziennych treningow, ale w koncu udalo sie na
            tyle dobrze, ze od jakis 10 lat juz mnie nie ciagnie do sportu.
            Troche znajomych mam, moj maz nie ma nic przeciwko temu ze zapraszam znajomych
            albo gdzies wychodze. Nawet jest mily i ludzie go lubia. Ale rzeczywiscie w
            wiekszym towarzystwie czuje sie po prostu dziwnie, tak jakbym tam nie pasowala
            jakby to nie byl moj swiat. Nie mam o czym rozmawiac. No i ten swiat tak na
            prawde nie wydaje mi sie prawdziwy, tylko taki ogladany we snie.
            Poza tym ciemno, mokro idzie zima a ja bede bezrobotna... A moj maz mnie wkurza
            bo sie rozczula nad soba i najchetniej wyjechalabym gdzie pieprz reosnie. A to
            on powinien zajmowac sie mna a nie zwalac mi wszystko na glowe. A teraz ja
            rozczulam sie nad soba zamiast wziasc sie do czegos.
            • amb25 napisała:

              >Ale rzeczywiscie w wiekszym towarzystwie czuje sie po prostu dziwnie, tak jakbym tam nie pasowala jakby to nie byl moj swiat. Nie mam o czym rozmawiac. No i ten swiat tak na prawde nie wydaje mi sie prawdziwy, tylko taki ogladany we snie.

              Dla mnie osobiście idealne życie towarzyskie to pogaduchy z przyjaciółką, a jedna zaproszona rodzina = duże przyjęcie :)

              > Poza tym ciemno, mokro idzie zima a ja bede bezrobotna... A moj maz
              mnie wkurza
              > bo sie rozczula nad soba i najchetniej wyjechalabym gdzie pieprz reosnie. A to
              > on powinien zajmowac sie mna a nie zwalac mi wszystko na glowe. A teraz ja
              > rozczulam sie nad soba zamiast wziasc sie do czegos.

              Hej amb, chyba cię depresja dopadła. Może odreagowujesz ten okres choroby męża,kiedy wszystko wisiało na tobie. Może zamiast nowej pracy natychmiast zrobisz sobie ze 2 miesiące przerwy na sen zimowy i przemyślenia, a nowe życie zaczniesz z wiosną. Chyba finansowo wytrzymacie?
              BTW z depresji nie należy zbyt szybko wychodzić, wszak twój mąż zalegając na kanapie, pragnął być rycerzem ratującym nieszczęśliwą kobietę z otchłani smutku ;)

              Sport to też joga albo spacer. Jakakolwiek aktywność fizyczna podnosi poziom serotoniny a więc poprawia nastrój. Spacer za dnia (+) w otoczeniu przyrody (+) dodatkowo podnosi nastrój. Z kolei kurs jogi oznacza regularne spotykanie się z tymi samymi ludźmi, co dla odludka takiego jak ja, jest mało stresowym sposobem poznawania nowych ludzi.

              rapu
    • Opis zachowania twojego męża pasuje mi do osób cierpiących na
      zaburzenia ze spektrum autyzmu, coś na kształt Zespołu Aspergera.
      Czy psychiatra nic takiego nie sugerował? Bardzo czesto powikłaniem
      są inne choroby psychiczne, a najczęściej depresja. Poczytaj sobie
      na ten temat np. forum Inny Świat. Osoby te mają zazwyczaj
      wybiórcze, wybitne zdolności w pewnych dziedzinach, najczęściej
      ścisłych typu informatyka i obsesyjne zainteresowania. Natomiast
      problem stanowi dla nich funkcjonowanie w relacjach społecznych.
      Piszesz, że mąż w okresie dorastania przejawiał już zaburzenia
      psychiczne, o czym świadczą samookaleczenia na rękach. Ciekawe jak
      zachowywał się w dzieciństwie, jaki miał kontakt z rówieśnikami itd?
      Twój mąż prawdopodobnie cierpi na depresję, która nie jest
      uwarunkowana tak do końca sytuacyjnie, ale wynika z pewnych
      deficytów neurologicznych. Może warto porozmawiać na tem temat z
      psyciatrą.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.