Dodaj do ulubionych

konflikt - syn - ojczym - sytuacja patowa

21.04.10, 16:54
Nie wiem, jak sobie poradzić z narastającym konfliktem pomiędzy M., a synem.
Jestem mężatka drugi raz i mam syna z pierwszego małżeństwa (nastolatka). Są
tez małe dzieci z drugiego małżeństwa. Niestety im dłużej jesteśmy razem tym
relacje pomiędzy synem, a M. są gorsze.
W tej chwili sytuacja jest patowa - żadna ze stron nie chce ustąpić.
Padły obraźliwe słowa i obaj się zawzięli. Jak jeden wchodzi do pokoju, drugi
wychodzi, syn czeka z obiadem, aż zjemy i wtedy idzie jeść sam. M. udaje, ze
go nie widzi. Nawet wracają do domu dwoma stronami ulicy. Ja mogę spędzić z
synem czas sam na sam tylko w jego pokoju. Syn nie chce przeprosić, bo wie, że
to będzie początek do kolejnych pretensji i zarzutów. Poza tym uważa, że
został obrażony. (choć wiem, że chciałby się już pogodzić). M. uważa, ze młody
za bardzo się stawia i zakazał mu mówienia do siebie na Ty (kiedyś mówił mu po
imieniu) - więc nie rozmawiają wcale. Poza tym nie ukrywa, ze jeśli młody
przyjdzie przeprosić, to on miły dla niego nie będzie i pokaże mu kto tu
rządzi. Jawnie tez daje do zrozumienia, ze nigdy go nie zaakceptuje i że
uważa, że bez niego nasz związek byłby bardzo udany (od lat nie jest). Faktem
jest tez, że syn jest teraz zbuntowanym nastolatkiem, bardzo kiepsko się uczy,
bywa uparty i pyskaty. Ale jest tez wrażliwy i bardzo kocha swoje rodzeństwo.
Z biologicznym ojcem prawie nie utrzymuje kontaktów.
Mam dość stania po środku i wybierania, po której stronie jestem albo
udawania, ze wszystko jest super.
Ma ktoś jakiś konstruktywny pomysł ? Bo ja czuję się bezsilna i zastawiam się,
czy to w ogóle ma szanse na normalność.
Edytor zaawansowany
  • twojabogini 21.04.10, 17:22
    Podstawą dobrej atmosfery w domu i całej rodziny są dobre relacje
    miedzy rodzicami, czy to biologicznymi, czy też z nabytku. To
    dorośli tworzą podstawe rodziny. Oczywiscie w razie konfliktu
    łatwiej zwalic winę na czynniki zewnętrzne - takie jak kłopoty
    finansowe, tesciowie, czy własnie dzieci z poprzednich związków.
    Zeby naprawic relacje w domu najpierw postaraj się o dobre relacje z
    męzem - nie pod kątem któregokolwiek z dzieci, ale was jako pary.
    Moze parę dni odpocynku bez dzieci, tak aby opadły emocje? Moze
    terapia małżeńska?
    Druga sprawa to relacje twojego męża i syna - jak rozumiem nie ma
    szans na ciepłą emocjonalną relację ojciec-syn. w takim razie nalezy
    ustalic reguły, gdzie relacja będzie bardziej partnerska i oparta na
    wzajemnym szacunku. Nie może byc tak, ze z jednej strony twój mąż
    uzurpuje sobie władzę rodzicielską, z drugiej zas strony traktuje
    twojego syna jak obcego.
    W takiej sytuacji zadbałabym jesli to mozliwe o cieplejsze relacje
    syna z ojcem bilogicznym, lub tez jeśli to niemozliwe z dziadkiem,
    wujkiem kimkolwiek płci męskiej, kto moze udzielic chłopcu wsparcia
    i akceptacji.
  • mojskarb8 29.03.11, 13:39
    Mam dokładnie to samo w domu tyle że to moje 3 małżeństwo.Może jest tak że kobieta mająca dzieci nie powinna chcieć być kochana przez mężczyznę.A my chcemy za dużo i męża i dzieci .Chyba po raz 4 muszę dokonać wyboru albo mąż którego kocham albo synowie których kocham.Czasem myślę że żaden z ,,moich,,trzech mężczyzn nie liczy się ze mną.Wyżuć ojczyma to nam będzie fajnie wyżuć synów to mi będzie fajnie.Potrzeby emocjonalne mojego męża i moich synów są niezaspokojone dlatego prowadzą wojnę każdy walczy o coś innego dla siebie.Rozumiem to synowie chcą być akceptowani mąż czuć się przywódcą stada.Mam ochotę czasem zrobić to co oni .huknąć pięścią w stół i wrzasnąć karmię was kocham daję całą siebię zaspokajam wasze potrzeby a dla was nic się nie liczy poza walką o władzę iwłasną wygodę.Nie piszę tych słów ani jako matka ani jako żona ani nawet jako kobieta .Chciałabym być traktowana jako CZLOWIEK pobożne życzenia???????
  • verdana 21.04.10, 17:24
    czytam z rosnącym przerażeniem. Sa tu dwie strony - nastolatek,
    czasem uciążliwy i "stawiający się" jak to nastolatek, który kiepsko
    się yczy (co nie powinno mieć zadnego przełożenia na związek z
    rodziną) i dorosły człowiek, msciwy i zawzięty, ktory nie ukrywa, ze
    Twojego dziecka nie lubi i ze bylby znacznie szczęśliwszy, gdyby się
    go pozbyć. Nie tylko nie zachowuje się jak dorosły, rozsadny i
    ugodowy, ale swiadomie podsyca konflikt, stawiając dziecko na z góry
    przegranej pozycji. Bo cokolwiek Twój syn zrobi będzie źle. Nie
    przeprosi - zostaje wyłączony z życia rodziny. Przeprosi - zostanie
    źle potraktowany przez ojczyma. Bo celem ojczyma jest jedno -
    wyeliminowanie syna z Waszej rodziny.
    Twoim zadaniem jest nie "stać posrodku" ale bronic dziecka.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • marzeka1 21.04.10, 17:31
    Cóż, w sumie verdana napisała mniej więcej to, co chciałam napisać
    sama. Twój mąż nawet nie chce zażegnać konfliktu, on się nim sam
    nakręca, zachowuje się równie dziecinnie. I o ile u nastolatka
    można to zwalić na wiek, hormony itp., to na co tu zwali się winę?
    ?? Chyba tylko na wredny charakter. Przy takim nastawieniu męża,
    broniłabym jednak dziecka. Bo on jest wyłączany w rodziny,
    odrzucony. Mąż wiedział, wiążąc się z tobą, że nie jesteś sama.Tu
    dziecku, nawet gdy jest to wyrośnięty nastolatek, ale twoje
    dziecko, dzieje się krzywda.
  • attiya 21.04.10, 18:22
    tak jak dziewczyny wyżej
    poza tym brutalnie napiszę
    mężów możesz mieć jeszcze kilku
    a ten syn jest jedyny w swoim rodzaju, jest twoim pierworodnym i to, że
    pozwalasz dla męża tak go traktować jest po prostu straszne
    poza tym może zasugeruj mężowi, że zawsze można i jego ze związku wyeliminować
    sam fakt, że zastanawiasz się już jako matkę stawia cię w negatywnym obrazie
  • triss_merigold6 21.04.10, 17:32
    Nie mam czasu więc pozwolisz, że się podpiszę?
    Poza tym oczekiwanie, że dziecko/nastolatek, które do domownika
    przez wiele lat mówiło na "ty" nagle zacznie mówić
    per "pan/wujek/inne" jest ze strony dorosłego cokolwiek kuriozalne.
    Zresztą moje dziecko do aktualnego mówi po imieniu i nie zamierzam
    tego zmieniać w przyszłości.
    Matka powinna bronić dziecka. Facet chociażby z racji wieku powinien
    wykazać się wyrozumiałością i dystansem, bez traktowania
    nastoletnich zachowań tak szalenie osobiście.
  • triss_merigold6 21.04.10, 17:34
    Doczytałam. Pognałabym precz faceta nieakceptującego mojego dziecka.
    Albo trzymała z daleka i korzystała tylko do łóżka.
  • konwalka 21.04.10, 18:23
    Poza tym nie ukrywa, ze jeśli młody
    przyjdzie przeprosić, to on miły dla niego nie będzie i pokaże mu
    kto tu
    rządzi. Jawnie tez daje do zrozumienia, ze nigdy go nie zaakceptuje
    i że
    uważa, że bez niego nasz związek byłby bardzo udany




    rzadko, bardzo rzadko odpowiedz na post jawi mi sie jako tak
    oczywista oczywistosc

    nie, autorko watku- sytuacja nie jest patowa
    sytuacja jest jasna jak slonce
    pozegnanie z facetem, ktory wpedza dzieciaka w emocjonalne bagno
    slowa "lepiej zeby cie nie bylo" - wypowiedziane badz "tylko" dane
    do zrozumienia DYSKWALIFIKUJA faceta na zawsze

    nawet nie chce sobie wyobrazac, co zbuntowany czy niezbuntowany
    nastolatek przechodzi
    ktokolwiek, kto slyszy, ze lepiej zeby nie istnial ;/
    sama jestem w drugim malzenstwie i mam syna z pierwszego zwiazku
    pilnuje- moze za bardzo, jakie sa relacje miedzy synem i mezem \
    prawdopodobnie czasem jestem nieobiektywna i zbyt poblazliwa dla
    dziecka, bo .. no wlasnie, jestem mocno przewrazliwiona na punkcie
    tychze relacji
    ale przysiegam, gdybym kiedykowlwiek, przypadkiem lub nie,
    dowiedziala sie, ze moj maz uwaza, to, co twoj, to bardzo szybko
    przestalby byc moim mezem
    bylismy w pakiecie- ja i dziecko
    to byl punkt pierwszy
    uporzadkowanie wielu spraw - punkt drugi
    stworzenie rodziny, gdzie wszyscy- ja, maz, dziecko starsze i
    mlodsze, sa rownoprawnymi osobami- punkt trzeci i - jak na razie-
    ostatni

    tak nie moze byc, jak jest w twojej rodzinie\
    po prostu nie
    Kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień
  • burza4 21.04.10, 20:14
    przeżyłam różne sytuacje z własnym dzieckiem i niejednokrotnie sama miałam
    ochotę ją udusić. Tylko mi przechodzi, bo jestem matką. W stosunku do pasierba
    to tak nie działa.

    jest szansa żeby spróbować terapii rodzinnej, nawet gdybyś sama miała na nią
    pochodzić może łatwiej byłoby ci znaleźć rozwiązanie?
  • baszi 22.04.10, 01:02
    ja nie umiałabym żyć z człowiekiem, który mówi, że nigdy nie zaakceptuje mojego
    dziecka a wręcz uważa że to dziecko jest przyczyną waszych problemów czy stoi
    wam na drodze do szczęścia bo tak to rozumie twój syn. chłop zawsze się jakiś
    znajdzie a taka postawą twojego faceta zniszczysz swoje własne dziecko, które
    juz teraz zachowuje się własnie tak a nie inaczej bo nie czuje się akceptowany i
    musi w jakis sposób to wyrazić.

    znałam podobną rodzinę, babka miała syna, związała się z innym facetem z którym
    miała 3 kolejnych dzieci, najstarszy wiedział, że nie jest akceptowany, lubiany
    i do 16 roku zycia jakoś się kręciło. od 1o lat jego domem sa więzienne mury,
    zaczęło się niewinnie, kłótnie, wyprowadzki czy ucieczki z domu, podkradanie
    kasy, awantury, rozboje, "odpowiednie" towarzystwo, które wynagrodziło mu brak
    akceptacji w domu i przepis na zniszczenie dziecka masz gotowy. ja bym zaczęła
    od faceta, jednak przykład idzie z góry nie mamy prawa wymagać od dziecka
    szacunku jeśli sami go nie szanujemy itd itd
    --
    Właź na trzepak!
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usa8u69pcwpsii5.png[/img][/url]
  • rosapulchra-0 22.04.10, 01:21
    powiem na własnym przykładzie, jestem osobą, która miała ojczyma. ojczym mnie
    nie akceptował, często bił, a moja matka całą winę zwalała na mnie, twierdziła,
    że to ja doprowadzam do konfliktów, zupełnie nic złego nie widziała w tym, gdy
    znalazł mój pamiętnik (miałam wtedy 11 lat) i przy gościach (brat mojej matki i
    jego żona) zaczął go czytać i się wyśmiewać, efekt - noc spędziłam poza domem,
    schowałam się na jakiejś klatce schodowej i bardzo chciałam zniknąć. Ostatni raz
    mnie uderzył, gdy miałam 17 lat, rozbił mi głowę, oczywiście był napruty jak
    szpadel, zniknęłam na pół roku z domu, jeśli do domu wracałam spóźniona, to nie
    wpuszczał mnie do mieszkania. a to wszystko za przyzwoleniem matki.
    dziś moja matka żałuje tego, co się wtedy w naszym życiu działo, a nasze relacje
    są delikatnie mówiąc prawie poprawne.
    też chcesz do tego dopuścić?
  • od_poczatku 22.04.10, 08:32
    Dziękuję wszystkim za rady. Tak naprawdę chyba wiem, co powinnam zrobić i od
    dawna chodzi mi to po głowie, ale ciągle się waham.
    Na zmianę ze strony M. w stosunkach z synem już nie mogę liczyć tez dlatego, że
    sam syn się zawziął na dobre.
    Nie ukrywam, że syn tez ma swoje na sumieniu, bo pozwala sobie czasem na zbyt
    wiele, ma kłopoty w szkole i trudny charakterek.
    (kwestia motywacji do nauki i przystopowania wyskoków w szkole to też problem do
    rozwiązania).
    Ale tak jak piszecie - on zawsze ze mną był i M. wiążąc się ze mną wiedział, ze
    to się nigdy nie zmieni.
    Co do relacji z biologicznym ojcem tez już to przerobiliśmy przez 6 lat i
    niestety tu tez nie ma nawet chęci bliższych kontaktów ze strony ojca.
    A co do terapii małżeńskiej i rodzinnej to w rożnych formach trwa ona od kilku
    lat. Jak widać z miernym efektem. Pomijając konflikt z synem, związek jest tak
    czy inaczej bardzo trudny.
    Ja w tej chwili jestem prawie gotowa na radykalne kroki, ale waham się, bo wiem,
    że nie będzie łatwo, a moze bardzo trudno.
    Będę miała przeciwko sobie całą rodzinę M., część własnej.
    Mam jeszcze 2 małych dzieci (przedszkolak i 2 latek) i niepełnosprawną mamę pod
    opieką. Jestem jedynaczka i nie mam nikogo poza niania, kto mógłby pomóc. Byłby
    to więc skok na bardzo głęboką wodę. No i nie mam co liczyć na "ugodowe"
    rozstanie. Raczej na wojnę.
    No i mieszkać pewnie musielibyśmy nadal razem.
  • verdana 22.04.10, 09:10
    Dziecko, ktore w domu ma takie problemy, zazwyczaj ma klopoty i z
    nauka i z zachowaniem w szkole...
    Rozumiem obecny problem, nie rozumiem jednak, jak mogłaś zdecydować
    się na drugie dziecko z tym facetem, skoro od dosyć dawna się nie
    uklada.
    Problem jest, nie przeczę. I obawiam się, ze wspólne mieszkanie nie
    polepszy w niczym sytuacji Twojego syna. Nie umiem Ci poradzić, co
    robic, zapytaj dobrego psychologa i dobrego prawnika, ale wydaje mi
    się, ze Twój syn jest w takim wieku, ze może zrobic cos bardzo
    głupiego. Od narkotykow czy szukania akceptacji wśród nie zawsze
    odpowiedniej grupy rowieśniczej, do skoku z okna.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • od_poczatku 22.04.10, 10:37
    Verdano, czytam Twoje wypowiedzi w wielu watkach i bardzo sobie cenie Twoje rady
    i opinie.
    Zdaję sobie sprawę, że to co się teraz dzieje jest w dużej mierze konsekwencją
    moich decyzji życiowych. Syn prawie nie miał ciepłego, spokojnego domu.
    Rozstałam się z jego ojcem właśnie, żeby zakończyć ciągle konflikty, kłótnie itp.
    Biologiczny ojciec nie utrzymuje kontaktów bo "obraził się" na syna, ze ten miał
    czelność go krytykować i być niezadowolonym z pobytu u niego 3 razy w roku.
    Ojczym tez "się obraził i nie da sobie wejść na głowę".
    Ja uważam, że to przejaw niedojrzałości, stawianie siebie na poziomie dziecka i
    relacje jak w przedszkolu.
    Wg M. jestem bezkrytycznie zapatrzona w syna, nie traktuje M. jak męża i
    uzależniam nasze relacje od fochów dziecka. A i synowi pomyliły się role, a to
    przecież on tu rządzi.
    Co do różnych problemów, o których piszesz, to niestety już się pojawiły (na
    szczęście mimo wszystko mam jeszcze dobre relacje z synem choć niekoniecznie
    łatwe i w porę była w stanie mu pomóc) i dlatego chcę wreszcie coś zrobić, żeby
    to zakończyć.
    A dlaczego się zdecydowałam na dzieci? teraz wydaje się to irracjonalne i
    strasznie naiwne, ale naprawdę sądziłam, że tym razem będzie inaczej. Chciałam
    stworzyć normalna rodzinę i zupełnie prozaicznie marzyłam o dzieciach. Kiedyś
    konflikty były miedzy nami, dopiero z wiekiem syna zaczęły dotyczyć głownie ich
    relacji. A może po prostu zabrakło mi odwagi i zdecydowania, żeby wcześniej
    przyznać się przed sama sobą, że jest źle, czasem po prostu bałam się zbuntować.
    W dużej mierze dałam się podporządkować i właśnie terapia trochę otworzyła mi
    oczy. Wiem, ze wiele rzeczy jest za późno, ale chyba zawsze jest szansa, żeby
    coś naprawić. Choć tu nie ma chyba idealnego wyjścia, bo jednak skrzywdzę jakoś
    maluchy, które bardzo kochają ojca. No i wiele złego może się jeszcze stać z
    powodu konfliktu z M. i jego rodziną, zanim będzie normalnie.
    Faktycznie chyba wybiorę się do centrum kryzysowego po poradę prawnika i
    psychologa, bo nie wiem jak rozwiązać problem mieszkania i dalszej organizacji
    życia.
  • verdana 22.04.10, 16:03
    Wiesz, jest jeszcze jedno rozwiazanie, ale wymagajace 100%
    akceptacji syna. To znaczy internat. Z tym, ze Twój syn musi
    wiedzieć, ze nie na zasadzie "wyrzucenia z domu", a Twój mąż , ze to
    nie dlatego, ze chcesz mu syna usunąć z drogi.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • attiya 22.04.10, 09:58
    "Nie ukrywam, że syn tez ma swoje na sumieniu, bo pozwala sobie czasem na zbyt
    wiele, ma kłopoty w szkole i trudny charakterek.
    (kwestia motywacji do nauki i przystopowania wyskoków w szkole to też problem do
    rozwiązania). "

    ale to chyba nie bierze się znikąd
    jeśli w domu źle się dzieje to dziecko musi sobie to odbić - nikt nie ma na tyle
    mocnej psychiki, żeby długo wytrzymać taką sytuację domową
    a ty w takich sytuacjach jak często stajesz - i to zdecydowanie stajesz po
    stronie syna? Czy jak mąż wygaduje takie głupoty - delikatnie rzecz ujmując - że
    twój syn będzie musiał go mocno przepraszać i jak mówi, że najlepiej, żeby go
    nie było to co wtedy mówisz? Tłumaczysz syna, czy zdecydowanie stajesz po
    stronie syna?
    Nie pisz, że syna ma wyskoki w szkole, że ma trudny charakter - jakby miał
    rodzoną matkę po swojej stronie, dobrego, kochającego i szanującego go ojczyma
    to sam odpłaciłby tym samym. To dorosły musi starać się ułożyć sobie kontakty z
    pasierbem, bo to on jest starszy, mądrzejszy i to on powinien pasierba traktować
    z takim szacunkiem jaki chce otrzymać od pasierba. Ni mniej ni więcej.
  • tully.makker 22.04.10, 11:57
    Przeczytalam twoj post z wielka przykroscia, dlatego, ze w sumie zmagam sie w
    domu z podbna sytuacja, tyle ze w mniejszym natezeniu. Miedzy moim partnerem, a
    moim starszym synem nie zaiskrzylo - jak partner sie tlumaczy, dlatego, ze
    barrdzo sie od siebie roznia i to rzeczywiscie prawda. Choc czasami potrafia sie
    razem dobrze bawic, np na nartach, to jednak nie ma miedzy nimi cieplej,
    bliskiej wiezi, jaka ja mam z moja pasierbica.

    Ale... nigdy ten brak zazylosci nie przeksztalcil sie w jakiekolwiek otwarte
    konflikty i ogranicza sie do rozmow miedzy nami. Mysle ze dzieje sie tak
    dlatego, ze ja od poczatku ustalilam jasne standardy i zakomunikowalam chlopu
    jedna nader wazna rzecz - moj syn jest dla mnie najwazniejszy i jesli zalezy mu
    na zwiazku ze mna, musi to uszanowac. Do tego zaddbalam o to, by nie stac sie
    zakladniczka tego zwiazku - wiem,z e gdyby sie rozpadl, poradze sobie sama, mam
    gdzie mieszkac i do kogo sie zwrocic o pomoc,. Podtrzymuje dobnre kontakty z
    ojcem starszego syna, choc nie przepadam za nim, wlasnie po to, by miec pewnosc,
    ze syn ma oparcie w ojcu.

    Niestrty, czesto nawet biologiczni ojcowie rywalizuja z wlasnymi synami, gdy ci
    zaczynaja dorastac - w koncu na tym opiera sie polowa mitologii greckiej. Nie
    ejst to wiec niezwykle.

    Nie zgadzam sie z boginia - droga do sukcesu nie lezy we wchodzeniu mezowi z
    dupe bez wazeliny. Oczywiscie, on musi wiedziec, ze go kochasz. Ale mu tez
    wiedziec, ze jak lwica bedziesz bronic swojego dziecka. jesli jest madrym
    facetem, to bedzie cie za to jeszczebardziej kochal i szanowal - w koncu jestes
    tez matka jego dzieci.

    Wyznacz granice. Wspieraj syna, ale bez zbednej poblazliwosci - moj 17-latek
    dosc lagodnie przechodzi faze buntu, ale i tak potrafi doprowadzic wszystkich
    wokol do szalu. Nigdy nie ejst za pozno, by uczciwie mowic o tym, jakie sa twoje
    wartosci i jak bedziesz egzekwowac ich przestrzegania. zarownio wobec meza, jak
    i wobec syna.

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • wielbicielnaruto 22.04.10, 14:23
    sorki ale jak 2 mężów mówi, że ma problemy z powodu jednego
    chłopaka, to pora podnieść różowe okularki i zmierzyć się z
    problemem, że jedno z twoich dzieci rozwala twoje związki, a ty nie
    umiesz odpowiednio na to reagować.
  • od_poczatku 22.04.10, 14:39
    A kto powiedział, że pierwsze rozstanie miało jakikolwiek związek z synem.
    Rozstaliśmy się z powodów, które nie miały najmniejszego związku z dzieckiem.
    A obecnie tatuś nie utrzymuje kontaktów bo jak sam mówi "ma nowa rodzinę i nie
    ma czasu", a teraz zerwał kontakty, bo jak pisałam "obraził się" za narzekanie
    syna na zbyt rzadkie i zbyt powierzchowne kontakty. Nigdy nie pisałam, że
    pierwszy mąż miał jakiekolwiek problemy z powodu syna.

    A obecny związek jest problematyczny z wielu powodów (m.in. M. jest DDA).
    Konflikty dot. różnych płaszczyzn, choć relacje z synem są najtrudniejszym.
  • brunero 28.08.12, 14:13
    To ja powiem zupełnie odwrotnie. Dziecko ma prawo do matki i ojca. Jednej matki i jednego ojca. Jeśli już się tak stało, że jakiś obcy facet pojawia się w domu (obcy dla syna) to nie powinien się w ogóle wpieprzać w jego życie, uzurpować sobie jakichkolwiek praw wychowawczych, siedzieć cicho i trzymać się od dziecka z daleka. Dziecko też człowiek i ma pełne prawo do autonomii i niezależności od obcych sobie ludzi.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 24.04.10, 21:25
    Niestety, w obecnej sytuacji, tak jak ją Pani opisuje, szans na normalność nie
    ma. Wygląda na to, że relacja między Pani mężem a synem ma już swoją ustaloną
    dynamikę, a obecna sytuacja jest tylko jej kolejnym pewnie wynikiem. Role
    zostały rozdane i każdy z panów je realizuje.
    W tej sytuacji to jednak Pani syn zachowuje się adekwatnie i stosownie do wieku,
    nawet jak to są zachowania niegrzeczne i wymagające korekty, to w tym wieku
    naturalne. Łącznie z tym, ze nie chce przeprosić ojczyma, bo jest hardy i na tym
    zaczyna budować swoją integralność. I dlatego to jemu należy się Pani wsparcie
    i zrozumienie, co oczywiście nie jest równoznaczne z tolerancją dla zbyt
    swobodnych zachowań i przekraczania granic rozmaitych norm.
    Musi to Pani jasno powiedzieć mężowi a synowi dawać do zrozumienia swoim
    zachowaniem i decyzjami wobec niego.
    Nie próbowałabym zmierzać do idealnej zgody lub dobrych stosunków między nimi.
    To chyba nie możliwe. Wystarczy zadbać o poprawne stosunki, o wzajemny szacunek
    i przestrzeganie wzajemnych granic.
    Sytuacja nie jest łatwa również dlatego, że Pani mąż zdaje się zachowywać zbyt
    pryncypialnie i upokarzająca dla nastolatka. To natychmiast rodzi bunt i
    powoduje próbę sił.
    Mała zatem szansa na porozumienie. Można z mężem rozmawiać, dać mu może coś do
    poczytania na temat relacji z młodymi ludźmi. Może coś o młodych ludziach i ich
    zachowaniach. Może coś z beletrystyki napisanej przez młodych. W każdym razie
    powinna Pani wyjść z roli rozjemcy lub stania po środku. W konfliktowej
    sytuacji zająć pozycję matki wobec syna i partnerki wobec męża. Agnieszka
    Iwaszkiewicz
  • saraanna 29.03.11, 19:27
    Czytam i czytam i tylko ty,twoj syn i twoj maz.Chyba wszyscy zapomnieliscie,ze wasza rodzina sklada sie z 5 osob ,czyli jeszcze z 2 mlodszych dzieci, na ktorych ten konflikt rowniez wplywa.
    Oczywiscie,ze mozesz sie rozwiesc,tylko,ze wtedy zafundujesz dwojce maluchow dokladnie to samo ,co przeszedl starszy syn,jak myslisz jak beda sie zachowywac jak beda nastolatkami?Mysle,ze podobnie jak twoj starszy syn,bo jakie maja miec inne wzorce postepowania.Jest takie madre powiedzenie-chcesz zmienic otoczenie,pierw zacznij od siebie.Z jednej strony masz nastolatka,po przejsciach,ktoremu skacza hormony ,ty w stosunku do niego przymykasz oczy ,bo biedny ,bo dorasta ,a synek sie nie uczy ,pyskuje itd.Z drugiej strony twoj maz,ktory nie akceptuje zachowan twego syna,ale za duzo nie moze zrobic ,bo jest tylko ojczymem,i w pewnym momencie ma dosyc, od slowa do slowa i konflikt gotowy.Dla mnie obydwoje sa tak samo winni,bo obydwoje zapomnieli w tym konflikcie ,ze jestescie rodzina,ze jeszcze jestes ty i 2 innych dzieci.Czas zebys im to uzmyslowila ,ze tez masz uczucia i 2 innych dzieci tez.Jezeli chcesz zmienic sytuacje,to musisz obydwu panow wziasc do galopu,bez wyliczania kto bardziej winny.Zapros obu panow na powazna rozmowe,wytlumacz im ,ze ich kochasz ,ze jestescie rodzina 5 osobowa ,a rodzina jest od tego ,aby sie wspierac, a konflikty rozwiazywac pokojowo.Niech panowie napisza, co im w drugim sie nie podoba,i co by chcieli zmienic we wzajemnych relacjach i w trojke wypracujcie kompromis.Jezeli panowie nie beda chcieli usiasc z toba i porozmawiac,to potraktuj ich tak jak oni ciebie traktuja.Zajmij sie malymi dziecmi, a ich potrzeby olewaj,zero prania ,gotowania itd,niech panowie sami sobie radza.Wytlumacz im ,ze albo stanowicie rodzine,albo zyjecie obok siebie ze wszystkimi tego konsekwencjami.Nawet jak by to mialo trwac kilka miesiecy,pokaz ze ty jestes samcem alfa.Inaczej albo skrzywdzisz swojego syna,albo dwojke mniejszych dzieci.Nie chce usprawiedliwiac twojego meza,ale za duzo mam do czynienia z mamuskami,ktore patrza przez palce na poczynania swoich synow i niestety, nie konczy sie to dobrze,a rola ojczyma jest niestety rola bardzo trudna.
    Zycze ci powodzenia i nie poddawaj sie.Mysle,ze dasz rade,jezeli tylko zmienisz swoje podejscie do sprawy.Czasami terapia szokowa jest potrzebna,a rozwiesc sie zawsze zdazysz,chociaz dla mie w tej sytuacji jest to najgorsze z mozliwych rozwiazan.
    --
    ------
    Gdy czegoś bardzo pragniesz, cały Wszechświat sprzęga się by Ci to dać * Paulo Coelho *
  • tully.makker 29.03.11, 19:59
    Nastolatek nie ma obowiazku troszczyc sie o przyrodnie rodzenstwo, od tego sa rodzice

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • kwasii 29.03.11, 21:21
    to nie sa parterzy rowni
    ojczym ma przewage
    syn jest sam
    ojczym pasierba nie chce, bo jest mu obcy, bo jest nie jego, bo laczy go z przelsozscia matki itd...
    rozmwoa nie wystarczy
  • amb25 26.10.11, 15:06
    >Nie chce usprawiedliwiac twojego meza,ale za duzo
    > mam do czynienia z mamuskami,ktore patrza przez palce na poczynania swoich syn
    > ow i niestety, nie konczy sie to dobrze,a rola ojczyma jest niestety rola bardz
    > o trudna.
    Czesciowo to prawda, co napisalas.
    Ale.... ja z wlasnego doswiadczenia wiem, ze ojczymowie czy macochy sa czesto przewrazliwione na swoim punkcie i w razie jakiegokolwiek konfliktu z nastolatkiem (a to trudny wiek) zachowuja sie jak dzieci, dokladnie tak jak maz autorki watku. Wychodza z zalozeni - ja tu mam wladze, a ty mnie musisz sluchac i zero dyskusji. Zero zrozumienia i wrecz skrywana (albo jawna) nienawisc do mlodego czlowieka.
    Ciekawe, czy gbyby jego biologiczne dziecko sprawialo klopoty tez tweirdzilby, ze bez dziecka bedzie lepiej, najlepiej sie go pozbyc?
  • ja.ty.my 27.10.11, 08:58
    Właśnie biorąc to wszystko pod uwagę zadałam pytanie o namiary do poradni rodzinnej bo wiem, że w naszej sytuacji nikomu nie jest łatwo. Każdy ma swoje "za uszami" i nikt nie jest święty. Ani nastolatek ani dorosły. U mnie sytuacja nie doszła jeszcze do takiego stadium jak w przypadku autorki wątku. Ale niestety rozkręca się w złym kierunku. Mam nadzieję, uda mi się znaleść dobrego fachowca od spraw rodzinnych, który mi a właściwie nam pomoże, chociaż wiem, że taka osoba może tylko nakierować, coś podpowiedzieć a wszystko i tak zależy tylko od nas. Dobrej woli i nastawienia.
    Jeśli się uda będę szczęśliwa. Jeśli nie - będę wiedziała, że zrobiłam to co było w mojej mocy i wtedy dopiero sięgnę po środki ostateczne.


  • brunero 30.08.12, 09:15
    saraanna napisała:

    > Czytam i czytam i tylko ty,twoj syn i twoj maz.Chyba wszyscy zapomnieliscie,ze
    > wasza rodzina sklada sie z 5 osob ,czyli jeszcze z 2 mlodszych dzieci, na ktory
    > ch ten konflikt rowniez wplywa.

    A moim zdaniem to są dwie rodziny czterosobowe, gdzie matka i dwójka młodszego rodzeństwa należą do obu.
  • brak.slow 02.04.11, 12:14
    mąż zachowuje się jak dzieciak. co to w ogóle znaczy, że mąż jawnie daje do zrozumienia, że związek bez twojego starszego syna byłby udany? jak się z tobą wiązał to nie wiedział, że masz dziecko? prymityw. szkoda mi twojego syna, wyobrażam sobie jak obco i niekomfortowo musi czuć się we własnym domu.
  • teuta1 02.04.11, 22:14
    Z poprzedniego małżeństwa mam dwóch synów. Po rozwodzie poznałam pana, zaszłam w ciążę. Pan był super dla moich synów. Zamieszkał z nami. Po urodzeniu córeczki zaczął wprowadzać nowe porządki. Przerosła go sytuacja? Zaczął inaczej odnosić sie do mnie i chłopców, karał milczeniem, strzelał fochy. Często nas ignorował. W końcu stwierdził, że jest z nami tylko ze względu na małą. Spakowałam pana, gdy mała miała półtora miesiąca. Teraz ma prawie pół roku. Też chciałam stworzyć nową rodzinę. Na siłę nic sie nie da. Nie polecam mojej drogi, bo jest trudna, ale pokazuje, że można dać sobie radę. Też mieszkam z daleka od rodziców, mam tu tylko znajomych i nianię.
  • nchyb 03.04.11, 10:30
    w sumie minął rok od czasu, gdy autorka założyła wątek. Wiem, że to nie film w odcinkach, ale ciekawi mie, cyz udało się jakoś rozwiązać ten chyba nierozwiązywalny problem...
  • ja.ty.my 26.10.11, 09:49
    Witam

    Jestem w podobnej sytuacji.

    Mam dwójkę dzieci.
    Czuję jak pogrążam w domowym bagienku nastoletniego syna. Córka jest młodsza, wpełni zaakceptowała i sama jest również akceptowana przez mojego partnera - stąd moja nadzieja, że jeśli jedno z dzieci tak ma to i drugie też może. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma inny chrakter, temperament, jest też różnica wieku.

    Zgadzam się ze wszystkim co napisaliście na ten temat.

    Jedyne rozwiązanie jakie dotychczas przyszło mi do głowy to zakończyć związek, ale nie chcę tego. Tak jak odpowiedziała jedna z internautek na rozstanie zawsze przyjdzie czas.

    Chciałabym żebyśmy przetrwali bo każdy z nas jest kimś naprawdę wartościowym. Chciałabym spróbować utrzymać wszystko w jednej całości. Nie znam na to przepisu - sama wychowałam sie w rodzinie dysfunkcyjnej.

    Zwracam się z zapytaniem i prośbą. Jak rozpoczyna się terapię rodzinną? Gdzie się udać?
    Będę wdzięczna za podpowiedź.

  • sinsi 26.10.11, 10:41
    Z tego co napisałaś to twoj partner zachowuje się jak niedorosły gó...arz
  • rozmowyopolnocy 28.08.12, 01:26
    Może łatwo byłoby podziękować takiemu Panu gdyby nie fakt,że często ten człowiek,który jest ojczymem dla naszego jednego dziecka jest również ojcem dla naszego drugiego dziecka.Wchodząc w kolejny nowy związek ,nasz kolejny partner jest już ojczymem dla dwojga czy więcej dzieci ..i sytuacja powtarza się ze zdwojoną siłą ,no chyba,że dzieci w tym czasie dorosną i wyjdą z domu..
    1. Często pierwszym sygnałem kłopotów między dorosłymi jest pogorszenie relacji z pasierbem.Przecież jeśli przestaje mi zależeć na moim partnerze to tym bardziej na jego dziecku.
    2. Wymagania emocjonalne małego dziecka są mniej skomplikowane i nowemu mężczyżnie łatwiej jest im sprostać.Małe dziecko chce,żeby ten Pan był,zwłaszcza gdy relacje z własnym ojcem są niezaspokajające jego potrzeb. Kłopoty zaczynają się gdy pasierb zaczyna dojrzewać i właśnie sprawiać kłopoty.......My matki wybaczamy i rozumiemy,ojczym najchętniej by lał "w morde".
    3.A może my kobiety ,patrząc przez pryzmat naszej miłości do partnera i idealizując go ,nie widzimy,że Pan w gruncie rzeczy nie buduje od początku trwałej relacji z naszym dzieckiem i po pewnym czasie ,gdy zakochanie mija i zaczyna się zwykłe życie,okazuje się,że nie ma trwałych więzi,że Panu przeszkadza to czy tamto.Taki nagle delikatny i wrażliwy się zrobił ten nasz Pan,że może go obrażlić czternastolatek.
    UWAGA : Gdy wchodzimy w nowy związek nie opowiadajmy o kłopotach jakie mamy z naszym dzieckiem , gdy zakochanie mija ,przyjdzie czas gdy partner nam to wypomni i powie,że to twoja wina.

    Gdy jesteśmy już w długim drugim związku,mamy z facetem kolejne dzieci,no niestety nie da się cofnąć czasu,jeśli jest jakaś nadzieja,korzystajmy z pomocy specjalistów,udajmy się na terapię par,bo problem dotyczy najczęściej dorosłych,a dzieci są tylko barometrem tej sytuacji.
  • nabakier 29.08.12, 11:08
    Sytuacja przerażająca.
    Nie chcę powtarzać argumentów, które już padły, więc napiszę, że zgadzam się ze stanowiskiem Verdany. Ale coś jednak dodam. Mianowicie to, że CAŁA wina leży po stronie osób dorosłych: najpierw ojczyma, potem matki. To psim obowiązkiem ojczyma jest otworzyć się na całą delikatność takiej sytuacji. Wiem, o czym mówię, bo moje dzieci mają takiego ojczyma- który wie, na czym polega jego rola. A rola ta polega na wytrzymywaniu trudów buntu nastolatka i wszelkich innych trudności inaczej, niż rodzony ojciec- bardziej elastycznie. Co nie oznacza pozwolenia, żeby mu wejść na głowę- o co musi zadbać głównie...matka, temperując swe pociechy. Ojczym powinien maksymalnie nie wchodzić w konflikt z dziećmi i być na nie maksymalnie otwarty (bardziej, niż rodzony ojciec), a matka powinna maksymalnie chronić ojca przed zakusami pociech. Taka jest kolejność działań, a wszystko będzie działać. U nas sytuacja trwa już piąty rok, i nie było ani jednego konfliktu na linii ojczym-pasierbowie. Mój mąż jest gotów na każdą pomoc pomoc dzieciom (podwiezie, przywiezie, doradzi, kupi, objaśni itd) o każdej porze dnia i nocy, zachowuje spokój i opanowanie, jest przyjacielsko "wychylony" ku nim. Ja zaś nie pozwalam, by moje dzieci sprawiały mu przykrość-zawsze zwracam uwagę, jak się niemile odezwą do niego czy niestosownie zachowają. To ja biorę na siebie ciężar upominania moich dzieci, chronię męża przed upominaniem ich, no chyba, że już się nie da. Bardzo o to dbałam zwłaszcza na początku, bo wiedziałam, jaki to jest drażliwy obszar. Teraz jest już wypracowany kanał takiego upominania, jest bardziej naturalnie i śmielej, ale nadal dbam o to, żebym wziąć jak najwięcej na siebie w tej materii. Miedzy moim mężem a dziećmi wytworzyła się delikatna, lekko zdystansowana i pełna humoru relacja- i tak jest dobrze. Da się :-)

    Mąż autorki jest niemądrym człowiekiem. Nie rozumie subtelności sytuacji. Nie wiem, jak można edukować dorosłego człowieka, może można. Radziłabym, by mąż przeprosił pasierba i wziął na siebie ciężar naprawy. To dorośli wyznaczają standardy. Matka powinna stanąć otwarcie po stronie syna, dorosły sobie poradzi. To stanięcie po stronie syna nie powinno być agresywne, wybuchowe, związane z wyrzutami w stronę męża, ale z objaśnieniem sytuacji i wskazaniem pozytywnego rozwiązania- że poszło źle, mąż się mylił, ale teraz chcecie inaczej. Dobrocią można wiele osiągnąć.
  • nabakier 29.08.12, 11:10
    errata:
    Ojczym powinien maksymalnie nie wchodzić w konflikt z dziećmi i być na nie maksymalnie otwarty (bardziej, niż rodzony ojciec), a matka powinna maksymalnie chronić OJCZYMA (nie- ojca) przed zakusami pociech.
  • iza38bp 29.08.12, 12:33
    nabakier napisała:

    > errata:
    > Ojczym powinien maksymalnie nie wchodzić w konflikt z dziećmi i być na nie mak
    > symalnie otwarty (bardziej, niż rodzony ojciec), a matka powinna maksymalnie ch
    > ronić OJCZYMA (nie- ojca) przed zakusami pociech.


    witam! mam prosbe ,czy moglabym do Ciebie napisac na meila lub meila gazetowego,jestem a raczej bylam w bardzo podobnej sytuacji, z tym,ze nie umiem sobie do konca poradzic z przekonaniem,ze nie ja zawinilam i moje dzieci.Pozdrawiam
  • nabakier 29.08.12, 16:01
    Jasne. Na adres: nabakier@gazeta.pl
  • terrible_migraine 29.08.12, 15:21
    Miałam się już nie odzywać, bo i mądrości i głupoty już się w odpowiedzi na Twój post pojawiły. Skoro jednak mam podobne do Twojego doświadczenie (kolejne małżeństwo i wspólne wychowywanie mojego dziecka) postanowiłam jednak wcisnąć swoje trzy grosze.
    Z pełną świadomością i odpowiedzialnością twierdzę ( a zatem będę do śmierci bronić swojego stanowiska) że dzieci zachowują się w rodzinie tak, jak dorośli tę rodzinę zorganizują.
    Skoro rodzina jest dysfunkcyjna, trudno wymagać od młodego człowieka, aby samo odkrywało prawidłowe ścieżki. Jeśli zabraknie, miłości, tolerancji i szacunku, dla uczuć dziecka - nie możesz liczyć na to, że ono ten szacunek okaże Tobie i Twojemu mężowi.
    Ty po pierwszym nieudanym związku, rozstałaś się ze swoim mężem i nawiązałaś nowy związek. Syna stawiając niejako w roli "sprzętu", przestawionego w inną konfigurację rodzinną. Jak dużo czasu i uwagi poświęciłaś jego adaptacji w nowych warunkach?
    Wyobrażasz sobie taką sytuację, że to dziecko decyduje, że Twój mąż ma odejść, po czym przyprowadza Ci drugiego i mówi : masz go kochać, szanować. Nie. A Ty zrobiłaś tak, przyprowadzając kogoś zamiast ojca. Na miłość i szacunek trzeba sobie zasłużyć. Tego się nie dostaje, tylko dlatego, że jest się matką, ojcem czy też ojczymem.
    Dla naszych dzieci nasze "zmiany partnerów" są dramatami, burzymy ich świat (może i nie najlepszy) i wrzucamy na głęboką wodę, każemy funkcjonować w rodzinie, która jeszcze nie jest ich rodziną, dopiero może się nią stać - przy ogromnym nakładzie pracy i zaangażowania obu stron. to dorośli (czasami nawet w wieloletnim znoju) muszą przekonywać dziecko, że dokonali słusznego wyboru, wiążąc się z tą a nie inną osobą. Musimy rozmawiać. Kilkunastoletnie dziecko wie, że samotność nie jest niczym dobrym. trzeba je delikatnie wprowadzać w świat naszych przeżyć. Wytłumaczyć. Prosić o zrozumienie i próbę akceptacji. Tak samo powinnaś traktować swojego nowego partnera. Dla niego to też nie jest łatwa sytuacja.
    Kochać ich obu. Starać się zbliżyć ich do siebie. Próbować stworzyć rodzinę, bo jak sądzę wszyscy właśnie o rodzinie marzyliście.
    --
    tak więc może to i lepiej, że wyszło szydło z wora... niż miałoby tam zostać i uwierać?
  • nabakier 29.08.12, 16:11
    Wyznam, że nie rozumiem idei, którą przedstawiasz. O jaka niby zgodę polecasz prosić. o zgodę na rozwód/ Na nowy związek? To byłaby dopiero nieodpowiedzialność. Angażowanie dzieci w te sprawy jest niestosowne, to przerzucanie na nich ciężaru spraw, które należą do dorosłych. I ta analogia z wchodzącym w nową rodzinę- czyli ojczymem? Chyba wiedział, w co wchodzi? Dorosłych nie trzeba edukować, od dorosłych oczekuje się dojrzałości.

    Przerzucasz odpowiedzialność- a to na dzieci, a to na matkę, a to na ojczyma. Mnie tu pachnie nieakceptacją samej sytuacji. Tymczasem takie sytuacje są normalne, maja prawo sie zdarzyć, i nie rzecz w tym, ŻE się zdarzyły, ale w tym, by je dobrze oporządzić. dzieci powinny dostać zręby sytuacji na tacy- jako takie, z którymi się nie dyskutuje, bo to nie ich sprawa. Oczywiście, każdy ma prawo do emocji, i rodzic powinien być otwarty na emocje dziecko i starać się mu pomóc, ale to nie oznacza przyznania dziecku prawa do podważania samej sytuacji. Mam ma nowego męża, i to są te zręby- tu nie ma z czym dyskutować. A rozwód rodziców to też nie jest sprawa dzieci. Dla dziecka rodzice nadal pozostają rodzicami, a jak sobie układają życie osobiste- to nie ich sprawa.
    Reszta jest kwestia mądrego postępowania, ale miejsca na podważanie sytuacji tu nie ma.
  • terrible_migraine 31.08.12, 10:49
    Nie napisałam ani słowa o proszeniu o zgodę, tylko prośbie o próbę akceptacji wyborów to ogromna różnica. Swoim postępowaniem, można udowodnić dziecku, że podjęta przez rodzica decyzja o zmianie partnera ( z ojca czy matki na kogoś obcego) może być decyzją dobrą!
    Zdaję sobie sprawę, że w wielu rodzinach, dziecko traktowane jest jak "zwierzątko", które trzeba nakarmić i wytresować, nie godzę się jednak z tym, że dorośli mają prawo decydować sobie o wszystkim, nie mając na względzie dobra swoich dzieci. Z braku komunikacji, wsłuchiwania się w emocje dziecka, z egoistycznego "mnie też się coś od życia należy" powstają ogromne dramaty! Ileż to przestępstw zostało popełnionych przez konkubentów.
    Często pod wpływem samotności dokonujemy złych wyborów. Obniżamy poprzeczkę swoim wybrańcom, bo boimy się samotności na starość. A później płacz i zgrzytanie zębami.
    --
    tak więc może to i lepiej, że wyszło szydło z wora... niż miałoby tam zostać i uwierać?
  • nabakier 02.09.12, 16:17
    Powtarzam: dziecka ani nikogo innego nie prosi się o akceptacje takich spraw. Bo to nie jest sprawa nikogo innego, jak tylko rozwodzących się i /lub wchodzących w nowe związki.
    Dziecka nie wtajemnicza się również w powody rozpadu związku rodziców.
    Mówimy bowiem o osobach dorosłych.
    Uwag o tresowaniu dzieci nie rozumiem.
  • sohofrake001 29.06.16, 21:30
    Witam z całego serca ci kobieto współczuję wiem co czujesz bo właśnie to na podobe przechodzę i jest bardzo ciężko ale nigdy w życiu żaden facet nam nie zastąpi dziecka . Życzę Ci powodzenia i dużo wytrwałość. Pozdrawiam serdecznie
  • prince67 05.12.18, 16:14
    pince67 jak przekonać żonę, by 30 letniego syna z poprzedniego małżeństwa, mieszkającego osobno namówiła do zaniechania codziennych odwiedzin po godz. 23,00 mamy niewielkie 48 m2 mieszkanie. Rozumiem, że próbuje w ten sposób
    rozbić nasz związek, żona nie ma sumienia się mu sprzeciwić twierdząc że los i tak już go skrzywdził po przez rozwód jego rodziców.
  • enith 05.12.18, 18:03
    Czemu uważasz, że pasierb próbuje rozbić wasz związek? Mi to wygląda raczej na kompletny brak kultury z jego strony i nieumiejętność postawienia mu granic przez żonę z drugiej. Ja nie wpuszczam do domu nikogo o tak później porze, głównie dlatego, że od 21-ej jestem już zazwyczaj w łóżku. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek wpada sobie do nas codziennie z wizytą towarzyską o tak nienormalnej porze. Nawet jeśli to wizyta u rodziny, to elementarne zasady kultury nakazują liczyć się z wszystkimi domownikami, zwłaszcza upchniętymi na małej przestrzeni.
    Moim zdaniem pasierbowi uwagę powinieneś zwrócić ty, skoro żona tego nie robi, a wizyty są dla ciebie problemem. Masz prawo chcieć wypocząć po dniu pracy, pochodzić po domu w szlafroku czy udać na nocny spoczynek i rozumiem, że nie życzysz sobie gości plączących się po waszym małym mieszkaniu. Pasierb niech do was wpada, proszę bardzo, ale o jakiejś ludzkiej porze, a nie po nocy.
    A tak na marginesie, to po co on tak codziennie do was wpada i jak długo się gości? Stara się być cicho, gdy ty np. już śpisz?
  • alpepe 08.12.18, 17:02
    pewnie jest bezrobotny i pije.

    --
    Achse des Guten

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.