Dodaj do ulubionych

Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ksiądz

22.04.10, 11:57
Mam syna 14 l. Wychowuję sama.
Dziś rano, po zwyczajowej, codziennej awanturze, dotyczącej pobudki i
szykowania się syna (l.14) do szkoły o godzinie 8.05 (lekcje na 8.00)
zaistniał w moim domu następujący dialog:
Ja: " każdy dzień mojego życia zaczyna się od rana od wku....nia i
poczucia
porażki oraz depresji i doła na dużą część dnia przez ciebie
"
Syn: "to może się niepotrzebnie urodziłem ?"
po chwili syn dodaje : "mój też"
Ja: " no właśnie, jakieś nieporozumienie to wszystko"
..............
Jest to przerażające dlatego, że to nie zwykła kłótnia , sprzeczka w złości.
Tu nic nie było powiedziane w złości. Mam przed sobą czarną otchłań
bezradności, bo ten dialog opierał się samej prawdzie.
Tak faktycznie zaczyna się każdy mój dzień. Nie mogę chodzić do pracy innej,
aniżeli ta, pozwalająca mi na wychodzenie z domu PO niemal siłowym wyrzuceniu
syna z domu do szkoły. W innym przypadku, nie mam wątpliwości, że syn żadnej
szkoły nie skończy z powodu... nie uczęszczania po prostu. Musze zadowolić się
marnie płatnymi ochłapami pracy z "pańskiego stołu", żeby syn w ogóle
uczęszczał do szkoły. Codzienna porażka bierze się stąd, że praktycznie nigdy
nie udaje mi się wyprawić syna na czas. Spóźnienia i nieobecności na 1-szej
lekcji są w 9 na 10 przypadków. Opór "materiału" nie do przewalczenia dla
mnie. Nie spotkałam się również nigdy z żadną taką "eureką", żeby się to
komukolwiek innemu udało, kto to być może inaczej, lepiej robi. Najwyżej
jeszcze gorzej. Owszem znam radę jedyną skuteczną. Wziąć kija i nawalać kilka
razy dziennie. To działa bez pudła i tylko to. Ale to nie dla mnie
rozwiązanie, ja się nie nadaję. Urodzić dziecko,żeby potem grać rolę kata? To
ja mam gdzieś rodzenie dzieci, wychowywanie i całe życie rodzinne jak to
miałoby tak wyglądać i na tym polegać. Nie dla mnie (z tym kijem).

Każda moja mowa, prośba, polecenie, to jak grochem o ścianę. Zawsze już tak
było. NIC , co powiem, nie będzie wykonane. Dziś już straciłam nadzieję, już z
góry wiem, że każde moje słowo, to tylko zbędny wysiłek z mojej strony. Syn
nie sprząta swoich rzeczy, nawet naczyń nie odnosi, nawet brudnych ciuchów do
kosza nie wrzuca. Muszę sama czasem sprzątnąć po nim, żeby mi się robaki w
mieszkaniu nie zalęgły z jego pokoju. Jak mu nie zrobię jeść, to nie zje 3 dni
(sprawdzone).
Oczywiście, skoro nawet wokół siebie nic nie robi, to tym bardziej mnie w
niczym nie pomaga. Zupełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia. Stoicko sie przygląda i nie
pomoże nawet jak poproszę. Milion wymówek i "zaraz" i "potem" itp. Ledwo
starcza mi sił i fizycznych i jeszcze bardziej psychicznych na odgrywanie
żandarma (dosłownie jemu nad głową)w kwestii odrabiania codziennych lekcji do
szkoły. To są zawsze te 2-3 godziny wyjęte z mojego życiorysu, kiedy muszę się
wyłącznie tym zajmować, inaczej nie będzie zrobione dokładnie nic, pomimo, ze
synkowi namierzyli ok 150 IQ.

Moje prognozy na przyszłość są czarne. Myślę, ze w końcu wyrzucą go ze szkoły
za lekceważenie obowiązków. Myślę, że nie skończy żadnej szkoły średniej,
pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb. Myślę, że na moją
starość nie poda mi szklanki wody.

Znam fenomen myślenia projekcyjnego, samospełniające się proroctwo itp. Jednak
taki ogrom suchych, twardych, niezaprzeczalnych faktów, obserwacji z dnia
codziennego MUSI doprowadzić do takiej, a nie innej prognozy. Statystyki można
naginać i różnie interpretować, ale na Boga - w jakiś granicach tylko. Żebym
się , zatem nie wiem jak pozytywnie nastawiała (co by mi się to spełniło), to
każdego dnia otrzymuję kolejne "dane wsadowe", że spełnić to mi się może
jedynie czarna rozpacz.

Chociaż rzadko chodzę do kościoła, to jednak czuję, że tym razem powinnam o
tym wszystkim porozmawiać z psychologiem, ale księdzem. Czuję, że to ma jakiś
związek z wiarą. Po prostu czuję.
Nie chcę żałować, że mam dziecko. Nie chcę, żeby moje dziecko sądziło, że
niepotrzebnie się urodziło, bo będzie nieszczęśliwe. Ja jako matka -
nieszczęśliwa, syn jako dziecko - nieszczęśliwy. Źle to wszystko jest.
Może psycholog - ksiądz pokaże mi na to wszystko jakieś inne swiatło, inne
spojrzenie, spostrzeżenia, żebym uzyskała jakąś nadzieję na sens tego mojego
"krzyża", lub żebym nie postrzegała mojego osobistego macierzyństwa jako
wyłącznie i zawsze "krzyż" i żebym dostrzegała jakiekolwiek pozytywne strony,
momenty, możliwości, czego obecnie dzień w dzień nie widzę, a jedynie same
negatywy.
Czy zna ktoś takiego psychologa - duszpasterza w Warszawie i może dać namiar?
Edytor zaawansowany
  • ki_czort 22.04.10, 12:52
    Nie znam sie na duszpasterzach - terapeutach, wiec nie pomoge.
    Dlaczego mlody taki jest? Wyje..ne ma na wszystko, ale dlaczego? Byl jakis
    przelom, jakis moment w ktorym zmienilo sie jego nastawienie?
    I co on wlasciwie robi, skoro nic nie robi w domu?
  • malwa200 22.04.10, 13:03
    u mnie było identycznie!kropka w kropkę. w końcu przestał chodzić do
    szkoły, przeniósł się do wieczorówki do której tez w ogóle nie
    chodzi. nic nie robi, wszystko olewa i kradnie mi pieniądze. czekam
    tylko na jedno:żeby gdzieś wyjechał z dala ode mnie. choć to mój syn-
    zaczynam go zwyczajnie nienawidzieć
  • smut-na 22.04.10, 13:26
    Basieńko, nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem! Ja właśnie resztkami sił
    dowlekam mojego syna do finiszu - za dwa tygodnie matura. Potem zrobi ze swoim
    życiem co będzie chciał. Nie pomogli psycholodzy, zmiana szkoły, rozmowy. Nic.
    Totalna olewka, jak mawia młodzież. Nie pracuję, aby on chodził do szkoły,
    reszta dokładnie jak u Ciebie. Na szczęście już koniec! Jeśli zda maturę, będzie
    to moja satysfakcja i moja nagroda za te wszystkie ciężkie lata. Tym cięższe, bo
    go kocham i serce mi się kraje gdy widzę jak marnuje swoje zdolności,
    zaprzepaszcza możliwości. Ale cóż nie przeżyję przecież jego życia za niego. Jak
    sobie pościele tak się wyśpi. Ja zrobiłam co było w mojej mocy.
  • malwa200 22.04.10, 14:16
    Wasze dzieci przynajmniej chodzą do szkoły. a mój nawet tego nie.
    nie mam już siły
  • verdana 22.04.10, 15:03
    Mój syn robil jedno - wstawał. Nawet do szkoły chodził regularnie. I
    w domu czasem pomógł, sympatyczny był - nie powiem. Tylko na tym się
    konczylo. Nie miał ani jednego zeszytu, nie odrabiał żadnych lekcji,
    nie był dobry z żadnego przedmiotu - cóż, do pewnego czasu bardzo
    słaby tez nie byl, tak w okolicach trójeczki. Potem zawalił pierwszy
    semestr pierwszej licealnej - musiałam go przenieść do prywatnego
    liceum zawodowego. To był pewien wstrżas, aczkolwiek nie taki, zeby
    zaczął się uczyć na czwórki. IQ-145.
    Obecnie jest na studiach oktoranckich, na ktore nie było latwo się
    dostać, prowadzi zajecia na wyższej uczelni.
    Mój ojciec oblał maturę. Jest prorektorem.
    Nie wiem, czy to Was pocieszy, ale nie wszystko jeszcze stracone.
    Rozumiem totalna bezradność, ja tez tak miałam. Ale czasem - nie
    zawsze niestety - bywa jak widać happy end.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sebalda 22.04.10, 15:38
    Jeśli dziecko dostaje taki komunikat na dzień dobry od osoby, która przynajmniej
    teoretycznie powinna być mu najbliższa: "każdy dzień mojego życia zaczyna się od
    rana od wku....nia i poczucia
    porażki oraz depresji i doła na dużą część dnia przez ciebie", jak można
    oczekiwać od niego, że będzie posłuszny, chętny, współpracujący. W tym wieku
    jeszcze nie działa myślenie: to moje życie i ja musze się starać teraz
    zapracować na lepszą przyszlość, to dla takich dzieciaków czysta abstrakcja. Ja
    wiem, że samej jest ciężko wychowac dziecko, zwlaszcza chłopca, ale nie
    wyobrażam sobie, jak matka może tak mówić do dziecka. Dajesz mu komunikat, że
    jest dla Ciebie wyłącznie ciężaram i marnuje Ci życie, dla kogo on ma zatem się
    starać? Czy zdajesz sobie sprawę, że te słowa, choćby były prawdą, moga
    strasznie ranić? Gdzieś popełniłaś jakiś błąd, że młody jest taki niechętny,
    teraz zbierasz tego żniwo, ale takimi stwierdzeniami sytuacji z pewnością nie
    naprawisz.
    Ja wiem, że wielu osobom moje rady, typu: okaż mu miłość i wsparcie, wydają się
    czasami kuriozalne w wypadku skrajnie nieposłusznych dzieci, ale ja bym jednak
    walczyła właśnie miłością, może jestem naiwna. Próbowałaś go kiedyś, mimo
    wszystko za coś pochwalić? Nie wierzę, że był taki od zawsze. Mówienie dziecku,
    że jest do niczego, że jest ciężarem, że niczego nie umie i niczego mu się nie
    chce, z pewnością mu nie pomoże. Skoro mi mowią, że jestem leniwy, to pewnie
    faktycznie jestem, więc po co się starać? Czy syn ma jakies zainteresowania?
    Pewnie nie, bo zainteresowania rodzice powinni jednak dziecku początkowo
    wskazać, dać kilka do wyboru, pomóc, potem wspierać w ich realizacji. Samym
    wymaganiem bez próby pomocy wiele się nie wskóra. Dziecko trzeba ożywić,
    wesprzeć, pobudzić, a nie tylko wymagać, karcić, dolować opinią nic niewartego.
    Trochę empatii. Sama jak byłaś traktowana w domu? Może podobnie, dobrze Ci z tym
    było? A może inaczej, zatem powinnaś pamiętać, co lubiłaś, a czego nie? Przemyśl to.
    Zaznaczam, że teoretyzuję, bo sama mam zupełnie inne dzieci, ale to nie
    przychodzi chyba samo. Jedne rodzą się lepsze, drugie gorsze? Czy to jednak my
    mamy decydujący wpływ na to, jakie są? Jestem za tym drugim.
  • drugikoniecswiata 22.04.10, 15:29
    ks. Krzysztof Wędrychowicz
    www.pcts.pl/arts/Terapeuci-a4-4.html
    ...ale jeśli spodziewasz się, że w trakcie konsultacji terapeutycznej terapeuta
    naświetli ci coś z perspektywy wiary, to jesteś w błędzie. Dobry terapeuta na
    czas sesji zawiesza swoje poglądy na kołku i pomaga ci szukać rozwiązania
    zgodnego z twoimi wartościami.

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
  • p_wolf 22.04.10, 15:35
    > Może psycholog - ksiądz pokaże mi na to wszystko jakieś inne swiatło, inne
    > spojrzenie, spostrzeżenia, żebym uzyskała jakąś nadzieję na sens tego mojego
    > "krzyża", lub żebym nie postrzegała mojego osobistego macierzyństwa jako
    > wyłącznie i zawsze "krzyż" i żebym dostrzegała jakiekolwiek pozytywne strony,


    Może zamiast odwoływać się do sił nadprzyrodzonych zrobisz rachunek sumienia i zastanowisz się skąd się wzięło zachowanie syna? Dlaczego syn nie ma ojca? Jakie dzieciństwo mu zapewniłaś?

    Zabawa w wypychanie siłą do szkoły jest arcy-kretyńska, to jak zabawa z alkoholikiem w chowanie gorzały po szafkach. Może niech latorośl poczuje odrobinę odpowiedzialności za swoje życie, myślałaś o ośrodku szkolno-wychowawczym z internatem, choćby na rok?

    I przestań postrzegać wyrzucenie ze szkoły za najgorsze co może się stać, są ludzie którzy nie takie problemy mieli w tym wieku. Zaocznie liceum czy studia można zrobić zawsze potem, dużo ważniejsze jest by syn zrozumiał, że uczy się dla siebie.
    Stojąc nad nim codziennie, kontrolując każdą prace domową zdejmujesz z niego całkowicie odpowiedzialność za skutki tego co on robi. Pomyśl nad tym, co zrobić, aby syn zaczął odczuwać związek tego co robi ze swoim życiem, i nie mam tu na myśli bicia kijem za każde spóźnienie.


    > Jak mu nie zrobię jeść, to nie zje 3 dni
    > (sprawdzone).


    Jasne, jak nie zrobisz mężusiowi/synkowi kanapeczek to umrze z głodu bidula. Stara śpiewka, podręcznikowa.
    Moim skromnym zdaniem Ty też masz poważny problem psychiczny ze sobą.

  • sebalda 22.04.10, 15:50
    "Opór "materiału" nie do przewalczenia dla
    mnie. Nie spotkałam się również nigdy z żadną taką "eureką", żeby się to
    komukolwiek innemu udało, kto to być może inaczej, lepiej robi. Najwyżej jeszcze
    gorzej. Owszem znam radę jedyną skuteczną. Wziąć kija i nawalać kilka razy
    dziennie. To działa bez pudła i tylko to"

    Piszesz tak chaotycznie, że nie wiem, czy dobrze rozumiem. Twierdzisz, że tylko
    biciem można dziecko zmusić do chodzenia do szkoły i uczenia się? Nie ma, Twoim
    zdaniem, innych sposobów? Jesteś zatem w wielkim błędzie. Są dzieci, które
    chodzą do szkoły chętnie i z entuzjazmem, tylko trzeba im pokazać pozytywne
    strony nauki, spotkań z kolegami, rozwijania zainteresowań, w wychowanie trzeba
    włożyć odrobinę wysiłku, a nie tylko nakazów i zakazów, krytyki na każdym kroku,
    negatywnych komentarzy i przekazów. Co to za poglądy rodem ze średniowiecza, że
    do dziecka trzeba tylko z kijem? To jest chore i baaaardzo smutne.

  • verdana 22.04.10, 15:55
    O ile zrozumiałam, przykład z kijem był negatywny.
    I nie zgodzę się - wiem, czym jest bezradność rodzica, wobec
    dziecka , które nie ma ochoty się uczyć. Kazdy ma masę dobrych rad,
    psychologowie przescigają się w pomysłach, szkoda jednak, ze na
    niektóre dzieci to nie działa. I nie rodzice sa temu winni (to
    znaczy czasami oczywiscie są, ale zdecydowanie nie zawsze). Nie masz
    pojecia, ile wysiłku można włożyć w dziecko, które nie chce się
    uczyć - naprawde nie działaja zachęty, groxby, a zainteresowania
    takie dziecko może sobie mieć, nawet bardzo szerokie - tyle, ze
    kompletnie ze szkołą niezwiązane.
    Jedno, czego rzecxywiście nie wolno robić, to mowienie dziecku, ze
    jest klęską naszego życia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sebalda 22.04.10, 16:10
    Verdano, może masz rację, każdy myśli, mając na uwadze przykłady ze swojego
    życia. Ja mam chyba nienormalne dzieci chodzące do nienormalnej szkoły, bo
    chodzą tam nie tylko chętnie, ale młodsze dziecko (14 lat)wręcz z entuzjazmem.
    Fakt, szkoła jest przyjazna dzieciom, fakt, ma wyjątkowo fajnych kolegów, ale
    ten entuzjazm chyba jednak wynika tez częściowo z naszego nastawienia, z
    pozytywnych komunikatów, z faktu ciągłego chwalenia za osiągnięcia. Na to składa
    się wiele czynników. Ale my, rodzice, jednak mamy ogromny wklad w kształtowaniu
    postaw dzieci. Jestem wielką zwolenniczką pozytywnych komunikatów. Dziecku
    należy mówić: jak się będziesz dobrze uczył, to dostaniesz sie do dobrego
    gimnazjum, a nie: jak się nie będziesz uczył, to się nie dostaniesz do dobrego
    gimnazjum. To dokladnie to samo, ale inaczej wyrażone daje większą mobilizację,
    tak uważam. Tak robię z dziecmi i to dziala. Od najmłodszych lat biorę je na
    pochwaly i one to łykają:)
  • smut-na 22.04.10, 16:38
    Selbedo, z całym szacunkiem dla Twoich metod, gdyby to było tak proste, to nie
    byłoby problemów z dziećmi... Gdybym ja się opierała tylko na praktyce
    wychowawczej z moim starszym synem, też bym pewnie pisała, że to wina metod ,
    podejścia, relacji itd. Mam dwoje dzieci i całkiem skrajne doświadczenia. Wybacz
    ale wypowiadasz się z pozycji osoby nie mającej żadnej praktyki z tego typu
    postawą dziecka, więc nie feruj wyroków. Możliwe, że przy kolejnych
    wychowywanych dzieciach, swoje skądinąd słuszne metody mogłabyś sobie jedynie w
    buty włożyć i bić głową w mur z bezsilności.
  • sebalda 22.04.10, 16:53
    Bardzo niewykluczone, że masz rację. Nie znam tego problemu z autopsji, ale
    nadal twierdzę, że nie ma dzieci zlych od urodzenia. Czym sobie tłumaczycie zle
    postawy i zachowania wlasnych dzieci? Ich przyrodzoną naturą? Sa skłonności
    uwarunkowane genetycznie, np. alkoholizm, ale nawet one nie determinują
    przyszlego uzależnienia w 100%. Nie ma genu bycia zlym dzieckiem i zlym
    czlowiekiem. Czasami nasze rodzicielskie porażki wynikają z uwarunkowań
    środowiskowych, czyli tzw. złego towarzystwa, w jakie wpada dziecko, ale i na to
    pośrednio mamy wpływ, śmiem twierdzić, że dziecko z dobrymi wzorcami w domu nie
    bedzie szło ślepo za "złym towarzystwem". Nie jestem psychologiem, mówię o
    własnych spostrzeżeniach, wyłącznie. Może zatem się mylę.
  • smut-na 22.04.10, 17:01
    śmiem twierdzić, że dziecko z dobrymi wzorcami w domu nie
    > bedzie szło ślepo za "złym towarzystwem". Nie jestem psychologiem, mówię o
    > własnych spostrzeżeniach, wyłącznie. Może zatem się mylę.


    A jednak przecież bywa często inaczej. Bo złe kusi innością, nowością,
    nieznanym. I w drugą stronę też się zdarza. Z patologii wychodzą wartościowi
    ludzie. Bo chcą czegoś lepszego niż zaznali w rodzinnym domu. Nie piją, dążą do
    zdobycia wiedzy, zawodu, aby wyrwać się ze swojego środowiska.
  • miacasa 22.04.10, 17:21
    Możliwe, że przy kolejnych
    > wychowywanych dzieciach, swoje skądinąd słuszne metody mogłabyś sobie jedynie w
    > buty włożyć i bić głową w mur z bezsilności.

    są dzieci, na które NIC z typowych metod wychowawczych NIE DZIAŁA, mam jedno
    dziecko z Zespołem Aspergera a drugie "normalne", gdybym nie miała tego drugiego
    też żyłabym w przekonaniu, że macierzyństwo to udręka, bezcelowa orka, że życie
    z dzieckiem to zapadanie się w czarną dziurę itp

    Autorko wątku, Twój syn może mieć nie zdiagnozowane zaburzenia, spróbuj go
    zdiagnozować przez zespół specjalistów (psychiatra, psycholog dziecięcy i
    pedagog). Kiedy dowiesz się z czym masz do czynienia to będzie Ci łatwiej się z
    tym zmierzyć a na swoje dziecko spojrzysz zupełnie inaczej. Moje dziecko też
    jest wyjątkowo inteligentne ale w życiu społecznym to KATASTROFA, którą
    usiłujemy ogarnąć przy pomocy zajęć terapeutycznych. My diagnozowaliśmy córkę w
    Scolarze, wygoogluj sobie informacje na temat różnych warszawskich poradni
    diagnozujących dzieci.
  • verdana 22.04.10, 19:19
    Ja mam dwoje dzieci, z ktorych jedno było entuzjastą szkoły, a
    drugie chodzi bez oporów. I najstarszeo, którego zmusić do nauki nie
    można było - mimo, ze czytał całe dnie i wiedze "nieszkoną" miał
    dużą. Dopiero, gdy zaczął się uczyć rzecz, które go zainteresowały,
    ze slabego ucznia zamienił się w przeciętnego, z przeciętnego - w
    dobrego studenta (a studia wybrał w wieku 11 lat), a wreszcie zdał
    egzamin konkursowy na studia doktoranckie. Ani mojej winy w
    nieumiejętności zmuszenia go do nauki nie było (trochę pewnie tak,
    ale nie za dużo), ani zasługi, ze nagle zaczął się uczyć.
    Dziecko, ktore się nie uczy nie reaguje na komunikaty dotyczace
    odległej przyszłosci, zresztą mało dzieci naprawde zastanawia się,
    ze to co dzis robi, wpłynie na jego losy za pięć lat. To samo
    dotyczy dorosłych, dojrzałych ludzi, którzy mimo zachęt np,. nie
    odkladają na emeryturę...
    A pochwały - trzeba by jeszcze to samo wytłumaczyć nauczycielom w
    szkole, a to własnie nauczyciele zniechęcili mego syna do wysiłku.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • asia_i_p 22.04.10, 17:14
    A nie lepiej w takim przypadku odpuścić?
    Zawali rok jeden czy drugi, ale w końcu znajdzie jakąś swoją drogę.
    Niekoniecznie u każdego musi być szkoła-studia-praca, może być
    szkoła-praca-studia i często wtedy są to studia bardziej
    przemyślane, lepiej dobrane do zainteresowań.
    Inna rzecz, że jak tu odpuścić czternastolatkowi przy obowiązku
    szkolnym . . . Zaczynam myśleć, że prawo nakazujące naukę do końca
    gimnazjum lub do osiemnastki i zakazujące pracy poniżej szesnastu
    lat ma też swoje złe strony. Część dzieciaków nabiera przekonania,
    że szkoła to wyłącznie fanaberia dorosłych i w zasadzie robią łaskę,
    że tam chodzą. Odkąd nauka stała się obowiązkiem, jakoś przestała
    być przywilejem.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • twojabogini 22.04.10, 17:23
    Jak wychowywać dziecko i nie oszaleć? - Kevin Leman

    Kup sobie ta książeczkę. I przeczytaj.
    Twój wysiłek jest na nic. Dpóki bedziesz wokól niego skakac, nic nie
    zmienisz.

    Zrób synowi testy na narkotyki z moczu.Często takie nie chcenie
    wynika z uzywek. Jak cos wykryjesz - zażadaj kategorycznie aby
    zgłosił się na terapię. Uprzedz go, ze jesli odmówi zgłosisz sprawę
    w szkole i na policji. jełsi odmówi - nie wykócaj się tylko to zrób.

    Po drugie - co się stanie jak syn zawali jedną klasę? co się stanie
    jak jego pokój nie będzie sprzatniety? Bie pozmywał, nie uprał, nie
    zrobił koło siebie? Zanies wszystkie rzeczy do jego pokoju. Nic nie
    mówiąc.
    Przestan gledzic, gadac, budzic go, mówic mu co ma robic - jak 14
    latek doskonale o tym wie.
    Wstań jutro i po prostu wyjdz do pracy, nawet nie wchodząc do jego
    pokoju, wróc, wynies do jego pokoju wszystko co w międzyczasie
    pobrudzi, przygotuj posiłek dla siebie i idz posiedziec w kawiarni,
    zeby powstrzymac sie od gledzenie, pytanie gdzie był itp. wróc umyj
    się idx spac. Powiedz mu ładnie co najwyzej dobranoc.
    Żadnego kieszonkowego, zadnych nowych ubrań, w lodóce jedzenie,
    przybory do mycie w łazience.
    A ty zajmij się sobą bo jestes na granicy depresji i zamiast się tym
    zając to wczepiasz się w syna, gadasz, gadasz, i nic nie
    egzekwujesz, on ma dosc tak samo jak ty.
  • basienka.4 22.04.10, 21:40
    Dzięki serdeczne za wszystkie opinie. Niektóre dodały mi otuchy, jak np ta o
    wykładowcy, który wcześniej miał niewąskie problemy.
    Ktoś wspominał o internacie. Tak, moja mama (a babcia syna) już od co najmniej 2
    lat radzi mi to bezwzględnie, twierdząc, ze inaczej się wykończę. Innej rady ona
    nie ma, gdyż nie zna tego typu postaw i co z takim fantem robić. Ja byłam jako
    dziecko raz, ze posłuszna, a dwa, to kochałam mamę bardzo i starałam się jej
    pomóc, wręcz podlizać. Chwaliła mnie b. często i miała za co. Np. posprzątałam
    całe mieszkanie po szkole, żeby miała miłą niespodziankę jak przyjdzie z pracy.
    Ona tez robiła mi niespodzianki. Było (i nadal jest) dokładnie tak, jak powinno
    być. Wiadomo, czasem jakaś sprzeczka, okres buntu też był niezbyt łagodny, ale
    przejściowy. U mojego syna jest tak, że ma on diametralnie inne usposobienie ,
    aniżeli ja kiedykolwiek miałam lub mam. Ma takie usposobienie, którego NIGDY i u
    NIKOGO nie zaobserwował. To w kwestii ew. złych przykładów, których zwyczajnie
    brak. Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
    zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
    psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
    psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
    nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
    nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
    100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
    dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
    "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
    mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
    szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
    (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
    właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
    intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
    ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
    obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp). Nie stwierdzono z mojej
    strony poważniejszych błędów wychowawczych i relacje ok. Wobec tego, żadnej rady
    na ulepszenie nie dostałam, bo wszystko robiłam +/- prawidłowo. Było skierowanie
    do psychiatry z podejrzeniem ADHD. Lecz to był konował i debil , a nie lekarz.
    Przeczytał dokumentacje, na dzieciaka nawet nie spojrzał i wystawił oficjalną
    diagnozę ADHD z przykrością zauważając jednocześnie, że aktualnie nie ma w
    mieście żadnych terapii ADHD. Więc sobie mogłam tę diagnozę w buty wsadzić i
    tyle. Zresztą ja przed wizytą u psychiatry przeczytałam chyba wszystkie dostępne
    na rynku pozycje nt ADHD i byłam świetnie zorientowana, co do skomplikowanych i
    pracochłonnych ŚCISŁYCH PROCEDUR diagnozowania ADHD, z których ani jedna nie
    została przez psychiatrę dochowana. Lecz ,jaka to różnica, skoro i tak nie było
    terapii. Szkoda tylko, że trafiłam na takiego konowała, bo może inny, co nie
    skończył studiów na 3= faktycznie znalazłby jakieś faktyczne powody, a co za tym
    idzie, jakieś rady. A tak zostałam znów bez niczego. Odtąd do psychiatrów
    zaufania nie mam wcale.Zarówno psycholog (jeden, drugi), jak i zwykły szkolny
    pedagog zadali sobie znacznie więcej trudu, aby dzieciakowi pomóc, tylko, że jak
    sami przyznali nie byli dla przypadku mojego syna wystarczająco kompetentni i
    nie umieli poradzić.
    Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
    odgrywać geny. Ktoś pytał, czemu syn się wychowuje bez ojca. Otóż musiałam się z
    nim rozstać z uwagi na jego socjopatyczną osobowość. Jak na rasowego socjopatę
    przystało, ojciec jego interesuje się wyłącznie zaspokajaniem swoich osobistych,
    doraźnych potrzeb, chętnie (ew obojętnie) krzywdząc innych ludzi w celu
    zaspokojenia tychże swoich nawet błahych potrzeb.Pojecie SUMIENIA, ani empatii
    jest mu zupełnie nieznane, tak samo jak SKRUPUŁY wobec kogokolwiek. Dlatego
    oczywistym jest, że ojciec ten ma swoje dziecko "w głębokim poważaniu" , to, czy
    w ogóle żyje, czy choruje, czy ma co jeść, jak wygląda. Tylko płacenie alimentów
    jest dla niego mocno niepożądane, więc kombinuje jak zrobić, żeby nie płacić -
    to tyle, co go wiąże z dzieckiem. Więc oni się nie znają.
    Trudno mi jednak nie dostrzegać pewnych analogii, jak np. całkowita obojętność
    syna wobec mojego niekiedy bardzo widocznego zmęczenia i brak woli do
    jakiejkolwiek mi pomocy, aby matce troszkę ulżyć. Za to jest wola do
    realizowania swoich hobby (które bawią) w tym samym czasie. Również brak pamięci
    o moich urodzinach, imieninach, święcie, równocześnie z natarczywym (i długo
    zawczasu) upominaniem się o korzyści i prezenty z okazji własnych urodzin i
    świąt. Niejednokrotnie jego bliscy koledzy otwarcie krytykowali go (przy mnie)
    za takie całkowicie zimne i obojętne wobec mnie postępowanie i tylko żądania.
    Widać - było to wręcz rażące i widać również, że bynajmniej nie jest to normalny
    sposób myślenia, postępowania nastolatków, skoro najbliżsi koledzy go wprost
    krytykowali.
    Co do towarzystwa w jakim się syn obraca, to nie mam żadnych zastrzeżeń.
    Dzieciaki z normalnych, dobrych domów. Zastrzeżenia mam do mojego syna, nie do
    jego towarzystwa (tym razem jest odwrotnie niż zazwyczaj bywa)

    Syn narkotyków nie bierze. Jego nie chcenie nie jest niczym nowym. Tylko nasza
    sytuacja się zmieniła. Przedtem miałam pracę, która wykonywałam głównie w domu
    przy komputerze. Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.
    Mój czas (i nerwy) = były czerwone paski w szkole. Teraz pracuję na zewnątrz.
    Późno przychodzę. A synowi nigdy nie wystarczało i nadal nie wystarcza, ze mu
    POWIEM np przez telefon, ze ma np lekcje odrobić. Musze osobiście i fizycznie
    nad nim stać i jeszcze pasem grozić, żeby wykonał. A, że od jakiegoś czasu
    więcej mnie w domu nie ma, niż jestem, to .. hulaj dusza. Matki nie ma w domu
    (dużo), to natychmiast jest równia pochyła w dół i zagrożenie nie zdaniem do
    następnej klasy i to już na początku gimnazjum.
    Spróbuję zastosować kilka rad od twojaboginiKupie i przeczytam książkę.
    Co do nie budzenia, to jedno odpada zupełnie. Jestem prawnie odpowiedzialna za
    syna, a jest obowiązek szkolny. Jak nie będzie chodził , to szkoła zgłosi do
    Sądu Rodzinnego i go zabiorą do Domu Dziecka. A nie będzie chodził. Byłam czas
    temu w szpitalu 10 dni. W tym czasie zamieszkała ciotka opiekować się synem. Syn
    pełne 10 dni nie poszedł do szkoły. Nie miała mocy sprawczej, bo go wysłać bodaj
    na 3 cią lekcje. Wcale nie chodził. Poradziłabym jej wziąć pasa do ręki i
    natłuc, to by 100% pomogło. Ale nie wiedziałam o tym, bo mnie nie chciała
    denerwować w szpitalu po operacji i nie powiedziała. Dowiedziałam się po
    powrocie. Oraz, że praktycznie nic nie jadł przez te 10 dni, tylko sobie czasem
    z barłogu wylazł kupić chipsy w sklepiku obok.
    Zastanawiam się, jak on pójdzie do pracy (załóżmy, ze nie będzie chciał się
    uczyć). Przecież z takim podejściem do obowiązków wywalą go natychmiast z każdej
    pracy.
    Obecnie szkoła z internatem, to byłoby najlepsze dla niego, jak i dla mnie. Lecz
    głównie dla niego. Ścisła dyscyplina itp.
    Lecz to temat już dawno przebadany. W Polsce nie ma internatów dla dzieci jak
    on, takich, które wymagają b. mocnego przypilnowania, dyscypliny, ale poza tym
    nie są szczególnie spaczone. W Polsce są jedynie 2 rodzaje internatów. 1- dla
    orłów ze średnią min 4,5 i w żadnym wypadku nie sprawiających kłopotów
    wychowawczych, bo inaczej wylatują i kropka. Szkoły do tego elitarne, dla
    zdolnych, grzecznych i pracowitych, nie - to wypad. 2- dla sprawiających
    trudności wychowawcze. Tylko, że tam się chłopak może całkiem zmarnować, tam idą
    młodociani wyrokowcy z lżejszymi wyrokami, ale jednak. Więc dwie skrajności.
    Syn nie pali, nie pije, nie przeklina nawet, nie bierze,
  • verdana 22.04.10, 21:54
    Zlituj się.
    Przejęłaś obowiazki syna, tyo Ty jestes odpowiedzilna za jego
    szkołe, do ktorej zresztą skutecznie go zniechęciłaś pilnujac go jak
    żandarm. Chciałas czerwonych pasków? To masz skutki. Takie
    pilniowanie, ciężka atmosfera w domu, grozenie pasem - to prawie
    pewność, ze dziecko uwolnione od strachu i nacisku matki zbuntuje
    się natychmiast. W dodatku nie widzisz swojej winy w tym co się
    dzieje, a rzuca sie ona w oczy. Widzisz w synu nie swojego syna, a
    swojego męża- psychopatę. najpierw go straszyłas i nadzorowałaś,
    teraz mowisz mu, ze zmarnował Ci życie.
    Przestaje się dziwić jego zachowaniu, to forma samoobrony - po co
    się starac dla kogos, kto Cię nie docenia, dla ktorego waznijszy
    jest dziecko-uczeń niż dziecko-syn. Mysle, ze on moze nie reagować
    na Twoje polecenia m.in. dlatego, ze go straszyłaś. I chyba biłas -
    jesli tak, to teraz zbiwerasz tego owoce. Bić już nie mozesz, bo syn
    jest silniejszy, a na nic innego już nie zareaguje - zdążylaś
    stracic autorytet.
    Psycholog jest koniecznie potrzebny i to zaraz. Ale psycholog
    rodzinny, psycholog dla Was obojga, a przede wszystkim dla Ciebie.
    Nie syn bowiem jest tu jedynym winowajcą i relacja miedzy Wami nie
    uklada sie źle jedynie z jego winy.
    A internaty są - przy niektorych szkołach zakonnych.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rumpa 23.04.10, 11:26
    aspergera sprawdzałas?

    i jesli jest socjopata to powinno w testach wyjść

    skoro od drugiego roku życia...
    ja wiem że oficjalna wersja jest taka że wszystkie dzieci sa ok...
    ale jednak, jak przeczytałam artykuł o 8 latce która utopiła swoje
    dwuletnie rodzeństwo... jeszcze gdyby dajmy na to zastrzeliła, z
    daleka, z zaskoczenia ale ona utopiła, działanie bardzo
    bezposrednie, olanie strachu i płaczu...

    bardzo Ci współczuję
    bezsilność jest straszna
  • rumpa 23.04.10, 12:24
    choć z drugiej strony...
    te czerwone paski
    po kiego diabła musiały byc czerwone skoro nie chcial sie uczyć?
    tróje by nie wystarczyły a potem niech robi co go interesuje?
    hmmmm
    chyba jednak przesoliłas i to mocno
  • triss_merigold6 23.04.10, 12:52
    A ja tej udręczonej kobiecie współczuję i życzę jej, żeby znalazła
    pomoc dla siebie.
    Problem w tym, że niektórych nie interesuje nic w miare
    konstruktywnego, a edukacja do 18 jest obowiązkowa. Małolata po
    podstawówce nie przyjmą do żadnej pracy więc kobieta ma pewnie
    czarna wizję utrzymywania go przez wiele lat o ile nie doprowadzi go
    przynajmniej do końca gimnazjum. 14-letni bachor, z całym
    szacunkiem, nie jest w stanie przewidywać długofalnowych skutków
    swoich czynów, to zbyt abstrakcyjne.
    Kobieta jest sama, absolutnie sama, jedyna odpowiedzialna za życie,
    zdrowie, utrzymanie i edukację dziecka, nie dziwię się, że czuje się
    kompletnie bezradna.
    Przykłady super bystrych dzieci, które się nie uczyły, a odniosły
    sukces są nie na miejscu, bo tu z opisu prób diagnozowania dziecka
    wynika, że ono ma dysfunkcje emocjonalne. Od zawsze. Bywają bachory
    socjopaci, a potem socjopatyczni dorośli. No qrde bywają i starania
    można o kant d... potłuc.
  • nat.wroclaw 23.04.10, 13:11
    Mam identyczne odczucia, tylko tak sie we mnie kłębią, że nie wiedziałam jak je
    opisać.

    Fajnie to zebralas do kupy Triss.
  • p_wolf 23.04.10, 13:18
    Problem w tym, że z postów autorki oraz z tego co jest między wierszami wyłania
    się obraz nie tylko dysfunkcyjnego dziecka, ale też przede wszystkim
    dysfunkcyjnej matki.

  • nat.wroclaw 23.04.10, 13:28
    p_wolf napisał:

    > Problem w tym, że z postów autorki (..)

    No i? Dobrze Ci jak postrugasz sierżanta na forum? Jebać, jebac i sie nie bać?

    Mnie kobity zal i bede trzymac kciuki, zeby stanęla na nogi (sama ze sobą przede
    wszystkim). Zostala sama z problemem. Od 12 lat państwo ma ją w pompie,
    specjalisci rozkładają ręce. W UK dla takich dzieciaków SĄ obozy, szkoły,
    ośrodki. Nazywa się to social rehabilitation through adventure. W Polsce? Tak,
    jak napisała sama Baśka - jakaś oferta jest, ale dla wyrokowców.

    Choć sprawdziłabym te szkoły przyzakonne, jak radziła Verdana.
  • triss_merigold6 23.04.10, 13:32
    Szkoły przyzakonne, może są (kiedyś były) licea wojskowe z
    internatem (ale tam trzeba było się dobrze uczyć). No i gimnazjum
    najpierw by musiał dzieciak skończyć.
  • verdana 23.04.10, 13:34
    Mnie było zal, bardzo.
    Do momentu, gdy zorientowałam się, ze uwaza bicie za metodę
    wychowawczą i że przez pare lat stała nad dzieckiem, aby miało
    czerwony pasek.
    Nie jestem przekonana do tego, czy dziecko jest socjopatą. Raczej
    obawiam się,z e autorka widzi w dziecku ojca, najpierw wychowywała
    go siłą, a teraz wprost odrzuca go i w oczy mowi, ze lepiej jej by
    było bez niego.
    Dziecko jest już zaburzone, na pewno - ale nie szukałabym tu
    wrodzonych przyczyn, a przynajmniej nie tylko. To juz nawet nie sa
    banalne błędy wychowawcze, ktore popełnia kazdy, tylko jakiś
    koszmar.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nat.wroclaw 23.04.10, 13:59
    Nikt nie twierdzi, ze mama cacy. Zwłaszcza ten pas i te czerwone, nomen omen,
    paski na swiadectwie. Przegiecia są. I mozna by je w punktach wypisac. Nie dla:

    - bicia
    - robienia ZA syna (sprzatanie, pranie, zmywanie, posiłki)
    - dla podporządkowania zycia matki wyjściom do szkoły
    - skupiania na przejściu do nastepnej klasy
    - stania z batem nad chłopakiem zeby robił lekcje
    - gderania, czepiania sie, przejmowania odpowiedzialnosci za zycie syna przez mame
    - nieograniczonego kieszonkowego, nieograniczonego dostepu do komputera i TV.
    (nie wiem czy tak jest, ale Baśka pisała, ze szedł sobie kupować chipsy, czyli
    pieniadze miał).

    Tak dla psychicznego staniecia na nogi OSOBIŚCIE przez mamę - także ona do
    terapeuty, sensownego i z pomyslunkiem zyciowym, bez czary mary i tiu tiu tiu
    "ja ci teraz ustawie z laleczek twoja rodzine, a ty na nich nakrzycz"

    Nie mam pojecia jak prawnie wyglada odpuszczenie zmuszania chodzenia do szkoly?
    Moze jaki prawnik rodzinny by poradzil? czy w Polsce dla dzieci, ktore po prostu
    nie lubia szkoly i juz (nikogo nie okradly, nie kopnely pieska, nie pokazaly
    jezyka) sa wylacznie wyroki i osrodki szkolno-wychowawcze? Sa jeszcze
    Mlodziezowe Osrodki Socjoterapii .. tylko ze tam trzeba CHCIEC pojsc na
    spotkania, zajecia. Cos mi mowi watroba, ze synek moze niekoniecznie.

    Imho:

    1) Sensowna konsultacja mamy z psychologiem i prawnikiem, moze szczeraz rozmowa
    w szkole jeszcze raz?

    2) Przemyslenie nowych zasad do wprowadzenia w domu

    3) Spokojna, normalna rozmowa z synem. A przy braku checi do dialogu -
    przynajmniej zakomunikowanie mu _w tonie informacyjnym_, nie zrzędliwo-zjebowym
    o postanowieniach mamy.

    4) SPOKOJNE egzekwowanie nowych zasad.

    PS. Nie mam pojecia jak z ta szkolą.. ale stac z batem i budzic na siłe NIE
    WOLNO. Nie bedze klasyfikowany pewnie. Trudno. Moze cos drgnie?

    Ps.2 Poszukac nowej pracy zgdnej z kwalifikacjami i aspiracjami.

    Ps.3 Mielismy w szkole chłopaka, który sie nie mył. Towarzysko był spalony, a
    mielismy wlasnie po 13-14 lat. Niech sie nie myje. Grupa rowiesnicza w prostych
    żolnierskich sowach w stylu: "Capisz cwelu" da mu do zrozumienia, że warto
    czasem zrobic la bado.


  • p_wolf 23.04.10, 13:45
    > Zostala sama z problemem. Od 12 lat państwo ma ją w pompie,
    > specjalisci rozkładają ręce.


    Za wychowanie dziecka odpowiedzialni są rodzice, a nie państwo.
    Mnie kobity nie żal kompletnie, bo papra życie nie tylko sobie, ale też dziecku, które nie jest niczemu winne.
    Zwalanie winy na dziecko, na geny czy na ufoludki za to, że rodzic poniósł klęskę wychowawczą jest wstrętne.
    Do tego autorka ciągle opowiada o tym, że wszystko byłoby wspaniale gdyby miała siły więcej kija i dyscypliny stosować.
    Kogo tu wypada bardziej żałować?
  • nat.wroclaw 23.04.10, 14:06
    > Za wychowanie dziecka odpowiedzialni są rodzice, a nie państwo.

    W przeciwienstwie do wielu innych krajów, Polska nie ma pomysłu jak wesprzec
    rodzicow, których 2-letnie dziecko nie nawiazuje z nimi kontaktu i tak mu
    zostaje, mimo braku zdiagnozowanej choroby.

    >> Zwalanie winy na dziecko, na geny czy na ufoludki

    Cytat z wpisu autorki: ............. ??

    > Do tego autorka ciągle opowiada o tym, że wszystko byłoby wspaniale
    gdyby miała siły więcej kija i dyscypliny stosować.

    Cytat z wpisu autorki: ............. ??

    p_wolf, idź siku, przemyj twarz i przeczytaj jeszcze raz ten wątek, bo ci
    ewidentnie siadło czytanie ze zrozumieniem.
  • p_wolf 23.04.10, 14:26
    > Cytat z wpisu autorki: ............. ??

    Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
    odgrywać geny.


    Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.
    Mój czas (i nerwy) = były czerwone paski w szkole.



    @nat.wroclaw - dlaczego atakujesz mnie ad personam? Te uwagi o robieniu siku;
    sprawia Ci radochę pisanie czegoś takiego?
    Paradoksalnie z większością tego co napisałaś w tym temacie się zgadzam, z
    wyłączeniem ściągania z matki odpowiedzialności za sytuację, co moim zdaniem robisz.
  • nat.wroclaw 23.04.10, 14:44
    1.

    Podany cytat o genach nie upoważnia nawet przy sporej skłonności demagogii do
    interpretacji, ze:

    "wstretny rodzic poniósł porazkę wychowawczą i teraz zwala winę na dziecko, na
    geny czy na ufoludki"

    2.
    [i]Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.

    Dżizas, czytaj to zdanie w _kontekście_. Autorka napisała post na 3 ekrany, post
    kobiety, która jest u kresu i przerasta ja bezradność odczuwana nie od miesiaca,
    ale 12 lat, tak? Szczerze sie przy tym konfrontuje z wlasnymi emocjami, nie
    wybiela sie tu na forum, ale pisze jak jest.

    Przyklady o biciu sa przykladem negatywny, Dajacym do zrozumienia, ze probowala
    bezskutecznie wszystkiego (pewnie prosba, grozba, cudem) i tylko pas jej pozostał.

    Sama czasem w odniesienie do mojej corki - nieusłuchanej - mowie "no jeszcze
    chyba tylko wtłuc jej mogę" co nie oznacza, ze uwazam bicie za antidotum na
    problemy z dziecmi. Po prostu bywa i tak, ze NIE MA sie pomysłu co dalej.

    >>> @nat.wroclaw - dlaczego atakujesz mnie ad personam?

    Bo durnowato się nakrecasz i jedziesz po autorce wątku jak po łysej kobyle,
    zamiast odnieść się merytorycznie do jej sytuacji - dowalasz jej złosliwie po rzyci.
  • p_wolf 23.04.10, 15:36
    > Podany cytat o genach nie upoważnia nawet przy sporej skłonności demagogii do
    > interpretacji, ze:
    >
    > "wstretny rodzic poniósł porazkę wychowawczą i teraz zwala winę na dziecko, na
    > geny czy na ufoludki"


    Skłonność do demagogii upoważnia do jakiejkolwiek interpretacji?
    Powyższy cytat jest wisienką na torcie, autorka wątku potrafi napisać esej na 3 ekrany, bierze pod uwagę wszystko, ale literalnie nigdzie nie widzi swojej winy, nawet jednego nieśmiałego przypuszczenia, że sama zrobiła cokolwiek źle.
    Uważam, że człowiek z minimalną dozą trzeźwego spojrzenia powinien choćby brać pod uwagę związek przyczynowo-skutkowy swoich metod wychowawczych z zachowaniem dziecka.

    > Przyklady o biciu sa przykladem negatywny,
    Chyba nie do końca, poza tym całościowy kontekst wypowiedzi brzmi: byłam żandarmem - było świetnie, nie mam siły być żandarmem - zrobiło się źle. To jest chore podejście do problemu, wręcz jedno z jego źródeł.


    > Bo durnowato się nakrecasz i jedziesz po autorce wątku jak po łysej kobyle,
    > zamiast odnieść się merytorycznie


    Kto w tym temacie jako pierwszy zaproponował konkretne rozwiązania (ośrodek z internatem)? O poziom merytoryczny moich wpisów się nie martw, jest wystarczający.
    Krytykuje autorkę tematu dokładnie tak, jak moim zdaniem na to zasługuje. To ona jest źródłem problemu i tak długo jak sobie tego nie uświadomi nie będzie w stanie pomóc ani sobie, ani synowi.
  • nat.wroclaw 23.04.10, 15:50
    >>Autorka wątku potrafi napisać esej na 3 ekrany, bierze pod uwagę wszystko, ale
    literalnie nigdzie nie widzi swojej winy, nawet jednego nieśmiałego
    przypuszczenia, że sama zrobiła cokolwiek źle.

    Tego nie wiemy, wiemy, ze tego nie napisała, ale nie wiemy _co myśli_. Także
    taki sąd jest nadużyciem.

    >>Uważam, że człowiek z minimalną dozą trzeźwego spojrzenia powinien choćby brać
    pod uwagę związek przyczynowo-skutkowy swoich metod wychowawczych z zachowaniem
    dziecka.

    Pełna zgoda.

    >>Chyba nie do końca, poza tym całościowy kontekst wypowiedzi brzmi: byłam
    żandarmem - było świetnie, nie mam siły być żandarmem - zrobiło się źle.

    Gdy mały miał 2 lata i juz wtedy traktował mame jak powietrze, a ona szukała
    pomocy wszedzie, gdzie mogła to raczej nie byla zandarmem.

    Zgadzam się jednak, i juz o tym pisałam wyżej, że metodom przemocowym - basta.
  • triss_merigold6 23.04.10, 13:30
    Może odpuścić ale to ONA, a nie syn poniesie konsekwencje. Istnieje
    obowiązek szkolny. Bachor nie będzie uczęszczał - sąd rodzinny i
    ośrodek szkolno-wychowawczy dla małoletnich zagrożonych
    demoralizacją lub zdemoralizowanych, prawdopodobieństwo wyjścia n
    prostą wówczas nikłe (moja kuzynka w branży pracuje i ma wieloletnie
    obserwacje co do szans).
    Do pracy małolat nie pójdzie - za młody i ten obowiązek szkolny.
    Nie upierałabym się przy dysfunkcyjności matki, bo znam skrajnie
    różne od siebie rodzeństwa, dorosłych już ludzi, wychowywanych przez
    bardzo w porządku rodziców. Znałam autentycznego socjopatę,
    kompletnie obojętnego na cudze emocje (własne potrafił pięknie
    zagrać), jego rodzony brat - harcerz społecznik z powołania.
  • tully.makker 23.04.10, 13:58
    Obowiazkowa edukacja konczy sie na poziomie gimnazjum,a 16-latek
    moze juz podjac prace zawodowa.
    jesli dziecko jest emocjonalnie dysfuncjonalne, albo w jakis sposob
    uposledzone, to trzeba przeprowadzic diagnostyke, a nastepnie
    rozwazac rozwiazania dostosowane do konkretnego problemu.

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • nat.wroclaw 23.04.10, 14:11
    tully.makker napisała:

    >>> jesli dziecko jest emocjonalnie dysfuncjonalne, albo w jakis sposob
    > uposledzone, to trzeba przeprowadzic diagnostyke, a nastepnie
    > rozwazac rozwiazania dostosowane do konkretnego problemu.


    Basienka4:

    Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
    zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
    psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
    psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
    nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
    nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
    100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
    dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
    "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
    mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
    szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
    (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
    właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
    intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
    ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
    obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp). Nie stwierdzono z mojej
    strony poważniejszych błędów wychowawczych i relacje ok. Wobec tego, żadnej rady
    na ulepszenie nie dostałam, bo wszystko robiłam +/- prawidłowo.
  • tully.makker 23.04.10, 15:25
    Ale diagnozy nie ma, prawda? Jedna nieudana wizyta, i co? I nic?
    ADHD leczy sie farmakologicznie, a oprzynajmniej zmniejsza objawy,
    pozwalajac na normalne funkcjonowanie. Oczywiscie jest dosc jasne,
    ze dzieciak nie ma ADHD, predzej ZA.
    Ale do licha ciezkiego, trzeba sie tym zajac. A nie chodzic do
    ksiadza, bo ksiadz cudow nie uczyni.


    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • nat.wroclaw 23.04.10, 15:41
    Tyle, że to się działo, jak rozumiem z chronologii wydarzeń pare lat temu. A od
    ściany specjalistów autorka odbila sie juz 12 lat wstecz.

    I troche ja rozumiem, bo mialam podobne doswiadczenia z corka. Do konca normalne
    jej zachowania nie były, bieganina o specjalistach i w sumie kazdy bezradnie
    rozkladal rece, bo dziecku nic nie jest. Taki typ. I ciagle słysze: spokojnie,
    wyorsnie z tego.

    Moze matka tez tak slyszala, zwlaszcza, ze nic konkretnego w sensie klinicznym
    nikt sie tam nie doszukal. I tak przepychajac go z klasy do klasy ciagle byc
    moze miala nadzieje, ze chlopak wyrosnie, zmadrzeje, a jemu sie to utrwalalo.

    ZA diagnozuje sie stosunkowo konkretnie. Byc moze to, co prezentuje ten chlopak
    to zbior objawow z pogranicza Całościowych Zaburzeń Rozwoju - podobne do ZA, ale
    jednek nie ZA. Byc moze.. nie wiem.

    Tylko ile mozna biegać po psychologach i psychiatrach, którzy mówią: "dziecko
    jest zdrowe"??

    Ksiadz, czy nie ksiadz, psycholog-terapeuta, wrozka, czy tajski masazysta - to
    ma byc pomoc dla MAMY, nie dla syna.
    Życzę jej bardzo, zeby znalazła sensowne wsparcie i pokierowanie co dalej.
  • tully.makker 25.04.10, 19:26
    A od
    > ściany specjalistów autorka odbila sie juz 12 lat wstecz.
    >
    > I troche ja rozumiem, bo mialam podobne doswiadczenia z corka. Do konca normaln
    > e
    > jej zachowania nie były, bieganina o specjalistach i w sumie kazdy bezradnie
    > rozkladal rece, bo dziecku nic nie jest. Taki typ. I ciagle słysze: spokojnie,
    > wyorsnie z tego.

    Podobnie bylo z cgorobami mojego starszaka - ale ja sie nie poddawalam, az
    znalazlam takeigo lekarza, ktory go nie faszerowal 2 razy w miesiacu antybiotykami.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • sebalda 23.04.10, 15:53
    Dopiero teraz przeczytałam tę całą historię, od konca 2 roku dziecka. I
    rzeczywiście rzucilo to nieco inne światło na calą sprawę. Nie wiem, na ile
    takie socjologiczne obciążenia moga być dziedziczne, ale myślę, że w
    odpowiednich warunkach, przy odpowiednim postępowaniu i leczeniu, większość tego
    typu problemów można opanować.
    Spróbuj może dostać się do Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie na
    Sobieskiego. Tam pracują naprawdę dobrzy specjaliści, zadzwoń, dowiedz się, jak
    można się zapisać na wizytę. Młody chyba rzeczywiście jest zaburzony, ale może
    nie jest za późno na dzialanie:
    www.ipin.edu.pl/wordpress/o-nas/.
    Napisałaś: "tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy". Ciągle
    piszesz o tych nakazach i zakazach. Czy jak syn był taki malutki, jak zaczęły
    się z nim problemy, próbowałaś do niego dotrzeć inaczej niz przez te nakazy i
    zakazy? Czy go przytulałaś, zapewnialaś o miłości, próbowałaś dotrzeć do jego
    pozytywnych emocji? Czy możesz z całym przekonaniem powiedzieć, że nie patrzyłaś
    na niego przez pryzmat jego ojca i dlatego szybko się poddałaś w trudnej próbie
    dotarcia do jego uczuć, a nie tylko nauczyć go obowiązków? Juz nie oceniam,
    jedynie pytam.

    Gdybyś chciala skorzystać z rady wizyty na Sobieskiego, ale mialabyś problemy z
    dostaniem się tam, napisz do mnie na priva.
  • triss_merigold6 23.04.10, 16:00
    Niektórych obciążeń nie da się skorygować. Może dzieciak ma FAS?
  • rosapulchra-0 25.04.10, 08:11
    co to jest ZA? i FAS?
  • nat.wroclaw 25.04.10, 12:11

    www.google.com
  • basienka.4 25.04.10, 11:40
    Śpieszę wyjaśnić sprawę czerwonych pasków. Mnie na tym zupełnie nie zależało
    (choć oczywiście jest miło). Tu zupełnie o co innego chodziło. Mianowicie o to,
    żeby syn W OGÓLE jakkolwiek przygotowywał się do szkoły, odrabiał zadane lekcje
    i choć przeczytał jakiś temat przed klasówką. Wydaje mi się, że to "program
    minimum" obowiązujący jednak każdego ucznia. W końcu szkoła, to nie plac zabaw,
    tam są obowiązki do wypełnienia, zresztą, sprawiedliwie te same dla wszystkich
    dzieci w Polsce. Z pewnością mój syn nie podlegał tu żadnej dyskryminacji z
    powodu moich działań. Nigdy nie pomagałam w lekcjach. Chodziło po prosu o to,
    aby syn USIEDZIAŁ PRZY BIURKU zajmując się zadanymi lekcjami, tak długo, jak
    długo nie będzie wszystko odhaczone, co było zadane (wszystkim zresztą). Syn,
    bowiem odchodził od biurka (żeby zająć się czymś innym) dosłownie co 5 minut. Wg
    moich obserwacji, nie z niechęci do nauki (bo mu to łatwo przychodziło i miał
    sukcesy), lecz z ulegania pokusom zajmowania się o wiele ciekawszymi (wg niego)
    sprawami.
    Wiele osób zapomina, jak widzę, ze syn ma te swoje 150 IQ. Słuchajcie, to jest
    naprawdę bardzo dużo! W praktyce przekłada się to w ten sposób, że syn przeczyta
    temat 1 raz i jeśli to zrobi, to potem wszystko pamięta, wszystko wie i dostaje
    5. Podczas kiedy większość przeciętnie uzdolnionych dzieci musi poświęcić na ten
    sam efekt 2-3 razy więcej czasu i pracy. Stąd się wzięły te czerwone paski, że W
    OGÓLE siedział cokolwiek przy lekcjach.
    Zatem od początku były jedynie 2 skrajne możliwości (i nic pomiędzy): albo nie
    pilnuję syna, żeby odrobił lekcje i wówczas on nie robi NIC ABSOLUTNIE i nie
    zdaje już od pierwszych klas, albo pilnuję syna żeby dorabiał i wówczas zdaje
    normalnie, a, ze ma 150 IQ, to jako POCHODNA, efekt uboczny - zdaje z czerwonym
    paskiem.

    I właśnie przedtem była ta ostatnia wersja, a obecnie ta pierwsza, gdyż ja z
    uwagi na pracę już nie pilnuję syna i efekty są natychmiast widoczne w postaci
    wielu zagrożeń i nie wiadomo, czy zda.
  • rumpa 25.04.10, 11:50
    wiesz to ja nie rozumiem
    ja mamIQ 132 czyli znacznie mniejsze i przez cale lata nie
    odrabiałam prac domowych, bo nie miałam takiej potrzeby. Moja matka
    gdy próbowała mnie pilnowac, została od razu w pierwszej klasie
    zgnojona przez ciotkę, która kazał jej sie natychmiast odpalantować.
    W rezultacie lekcji ustnych nie odrabiałam w ogóle, bo wystarczało
    mi to co na lekcji, a pisemne robiłam na przerwach.
    Z twojego opisu wnioskuję że bez tych prac domowych , na samych
    lekcjach, niezdawanie w ogóle mu nie groziło !!!
    Co ty na to?
  • morekac 23.04.10, 22:36
    Jak nie będzie chodził , to szkoła zgłosi do
    > Sądu Rodzinnego i go zabiorą do Domu Dziecka. A nie będzie chodził
    To go zabiorą. Przynajmniej nie będziesz musiała stać nad nim z
    pasem.
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • basienka.4 25.04.10, 14:03
    Byłam kilka razy w Domu Dziecka w odwiedzinach. Wg mnie, to straszne miejsce. Na
    własne oczy widziałam FALĘ. Wszechobecną. Starsi biją młodszych, młodsi jeszcze
    młodszych. To na porządku dziennym, praktycznie non stop. Wychowawcy NIE REAGUJĄ
    na to. Wiele dzieci zachowuje się jak zwierzęta. Myślę, że wiele tez ma poważne
    problemy psychiczne, co widać. Przypuszczam, ze TAM jest TYLE problemów i
    dysfunkcji, taki ogrom, że wychowawcy sobie z tym zupełnie nie radzą. Np nie
    reagują na falę, która się dzieje na ich oczach. Patrzą tylko na tyle, żeby się
    dzieciaki nie pozabijały. Moim zdaniem to jest dla dzieci piekło na ziemi. To
    widziałam. Dzieci brudne, niemal obdarte, ubrane w najtańsze plastiki, które i
    tak sobie nawzajem kradną, meble więcej niż skromne.A to wszystko za 2450 zł
    miesięcznie. Tyle kosztuje pobyt dziecka w DD. Płaci budżet państwa (jeśli
    rodziców nie ma), lub płacą rodzice, którym odebrano dziecko sądownie i
    umieszczono w DD (np za nie wypełnianie obowiązku szkolnego).
    Nawet nie skomentuję powyższego.
  • tully.makker 25.04.10, 19:28
    Byłam kilka razy w Domu Dziecka w odwiedzinach. Wg mnie, to straszne miejsce.

    Nastepnym razem zabierz syna ze soba.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • mgla_jedwabna 24.04.10, 00:56
    "W Polsce są jedynie 2 rodzaje internatów. 1- dla
    > orłów ze średnią min 4,5 i w żadnym wypadku nie sprawiających kłopotów
    > wychowawczych, bo inaczej wylatują i kropka. Szkoły do tego elitarne, dla
    > zdolnych, grzecznych i pracowitych, nie - to wypad. "

    To akurat jest g.. prawda. Tego rodzaju internaty istnieją przy katolickich, prywatnych szkołach. A to oznacza, że najpierw robimy sobie PR, jak to u nas tylko orły i niewiniątka się uczą, bo inaczej wylatują, a potem, jak juz rodzice dziecko zapiszą, to może jechać na średniej 2,1 bo płaci. Jesi chodzi o zachowanie, to wychowawcy w takim miejscu będą zatruwać życie ogólnie grzecznym osobnikom o głupoty, żeby pokazać, kto tu rządzi, ale na te naprawdę problematyczne nie znajdą sposobu. groźba wyrzucenia nie działa oczywiście z powodów finansowych.

    Osobiście chodziłam do prywatnej katolickiej szkoły w Warszawie, gdzie juz przy egzaminach wstępnych było ćwierkanie o wysokim poziomie i tłumie chętnych, a potem miałam w klasie wiele osób, które egzaminy wstępne napisały np. na 2+ i 3. Jestem z wyżu demograficznego, w tym samym roku, żeby się dostac do któregoś z państwowych renomowanych liceów w Wwie, trzeba było mieć przynajmniej dwie piątki z egzaminu wstępnego.

    Tylko, że nie radzę wysyłać dziecka z problemami do takiej szkoły. Tam z trudem wytrzymałby dorosły o nerwach jak postronki, co dopiero nastolatek z problemami. Twój syn prawdopodobnie po miesiącu uciekłby z tej szkoły i naprawde marnie skończył.

    Naprawdę dobrze radzę - poszukaj dobrego psychiatry/psychologa. Nie kościelnego i nie szkolnego. Syn powinien mieć możliwość porozmawiania z terapeutą bez ciebie oraz absolutną gwarancję dyskrecji (to oczywiście standard w praktyce psychoterapeutycznej, ale on naprawde powinien wiedzieć, że nic z tego co powie, nie wycieknie do ciebie).

    A i widzę jeszcze jedno: żal do syna, że jest podobny do ojca. Zupełnie tak, jakby to była jego wina. On sobie ojca nie wybierał, to ty mu go wybrałaś.
  • rosapulchra-0 25.04.10, 08:13
    W Warszawie, na ul. Starej 4 (Stare Miasto) jest Ognisko Wychowawcze im. Dziadka
    Lisieckiego. Proponuję się tam udać. Jest tam też internat. Z własnego
    doświadczenia wiem, że warto.
  • monica188 22.04.10, 19:32
    Gdyby ktoś budził mnie takimi słowami też miała bym dość wszystkiego. Może
    trzeba dać synowi czas aby sam zrozumiał jakie popełnia błędy-na siłę nic nie
    zdziałasz. Miłością więcej zyskasz niż nienawiścią.. Spróbuj zacząć dzień
    słowami: "Cześć kochanie. Znów zaspałeś do szkoły.Nie ładnie! Wstawaj zobacz
    jaki piękny dziś dzień w sam raz żeby dostać dziś piątkę" W takiej sytuacji aż
    głupio będzie mu nie wstać. Jak nie wstanie to trudno.. Może następny dzień się uda.

    Zastanawiałaś się dlaczego syn nie chce chodzić do szkoły? Może ma jakiś problem
    i zwyczajnie nie może sobie z nim poradzić, nie ma z kim o tym porozmawiać..

    3 dni nie zje? A próbowałaś tydzień? Dwa? Jak to się mówi z głodu się jeszcze
    nikt nie zesrał. to już duży chłopak-musi nauczyć się samodzielności. Większą
    krzywdę zrobisz mu robiąc jedzenie niż nie robiąc..

    Ciuchów bym nie prała-tylko te które są w koszu. Jak nie będzie miał się w co
    ubrać wsadzi te ciuchy do kosza. Małymi krokami ale się nauczy..
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/2s6c35f7voj5opvu.png[/img][/url]
  • sebalda 22.04.10, 20:11
    Autorka wątku to skrajna pesymistka: praca to "ochłapy z pańskiego stołu(?)
    oczywiście z winy syna, ktorego jej się nigdy nie udaje wyslać do szkoły o
    czasie, macierzyństwo to krzyż, przyszłość czarna, wszystko na nie. Jak mając
    tak nastawioną matkę ten dzieciak może mieć chęci do czegokolwiek.
    A co do odpowiedzialności, zamiłowania do porządku i obowiązkowości u 14-latka,
    to akurat uważam, że wszystko jest w normie:) Mój też z trudem zauważa, że
    chodzi w tej samej bluzie już drugi tydzień, nie jest w stanie utrzymać porządku
    w pokoju dłużej niż dwa dni, a je, jak są wspólne posiłki (wtedy naprawdę
    potrafi zjeść), ale jak ma sam sobie zrobić, to nagle nie jest głodny. A zrobić
    sobie umie, jak jest przyciśnięty, albo jak ma dobry dzień, to nawet umie
    ugotować obiad, ale to takie miłe, jak mama zrobi kanapki. A jak nie zrobi, to
    zje suchą bułkę, tak najwygodniej:)
    Monica188 daje dobre rady, malymi kroczkami zmuszać chłopca do tego, żeby trochę
    się ruszył i zaczął coś robić wokół siebie.
  • basienka.4 22.04.10, 22:59
    sebalda napisała:

    > Autorka wątku to skrajna pesymistka: praca to "ochłapy z pańskiego stołu(?)
    > oczywiście z winy syna, ktorego jej się nigdy nie udaje wyslać do szkoły o
    > czasie, macierzyństwo to krzyż, przyszłość czarna, wszystko na nie. Jak mając
    > tak nastawioną matkę ten dzieciak może mieć chęci do czegokolwiek.

    Owszem ochłapy. Bo jestem świadoma tego, ze mam naprawdę niezłe wykształcenie,
    do tego różne kursy, certyfikaty itd. A muszę pracować za gówniane pieniądze w
    kompletnie nie mojej branży, na podrzędnym stanowisku, tylko dlatego, ze TA
    PRACA zaczyna się o 10.00 rano ! Żadne inne kryterium !
    I jeszcze to, że pracować muszę tam, gdzie mnie zatrudnią (od 10.00!!!) nie na
    jakieś zlecenie, tylko normalnie, etatowo, bo musze miec pełne ubezpieczenie dla
    siebie i dla dziecka przecież i bez żadnych przerw, bo jestem JEDYNYM żywicielem
    rodziny i gówniane pieniądze jakie są , takie są, ale muszą być ZAWSZE i
    ubezpieczenie musi być zawsze, bez przerw, tu nie ma manewru na żadne
    eksperymenty. A fakty są takie , że 90 % firm zaczyna prace od 8.00 (ew
    wcześniej) wiesz? I te 90 % firm mnie zwyczajnie nie przyjmie, wiesz?
    A ojciec dziecka alimentów nie płaci,bo nie chce i dostaję grosze z funduszu. A
    jak przyjdę do domu, to tez nie mogę nic dorobić (np tłumaczeniami, bo języków
    też znam kilka i co z tego), bo muszę jak żandarm nad dzieciakiem stać te
    godziny, bo mi dzieciak inaczej żadnej szkoły nie skończy, bo taki oporny. A
    posprzątać, wyprać i wyprasować, to potem tez mi nikt nie pomoże, a już na pewno
    nie syn.
    Jakbym była po zawodówce nic nie mówiącej, to bym nie miała żalu do nikogo, że
    mam marną pracę, ale za to od 10.00. Ale tak nie jest, więc niby do kogo mam
    mieć żal, że nie mogę wyjść z domu o takiej porze jak inni do pracy? Co, lub kto
    jest tego powodem ? Ja?

    Jak możesz pisać, ze MNIE się nie udaje wysłać syna do szkoły na czas? Przecież
    pisałam, że codziennie rano jest karczemna awantura. Ale ona nie jest od razu.
    Najpierw budzę normalnie 1 godzinę przed wyjściem Potem ok 4 razy budzę również
    normalnie, co 5 minut. Potem już krzyczę. Potem krzyczę o pośpiech, kiedy syn
    jest w łazience i się "myje". Tam sobie siedzi z 1/2 godz, często wychodząc
    śmierdzący, przepocony i z brudnymi zębami. Wówczas jest karczemna awantura z
    mojej strony. Potem pospieszam o ubranie się i już jest ok 8.00 wiadomo, ze znów
    nie zdąży i wówczas dostaję deprechę i doła. Tak jest każdego dnia. Jak myślisz,
    czy zatem powinnam chodzić przez ta poranna godzinę za nim i walić go kijem w
    odstępach, co 3 minuty, czy jak?
    Jestem wręcz pewna, że wówczas spóźnień nie byłoby wcale. Ale ja moją deprechę i
    tak bym miała, tylko z innego powodu, mianowicie z powodu odgrywania roli kata,
    do czego utalentowana nie jestem z natury.

    Co zaś do chęci się tyczy, to dzieciak ma je w nadmiarze, np. do udzielania się
    towarzysko i różnych takich. Byle nie miało związku ze szkołą i nauką w ogóle.
  • sebalda 23.04.10, 10:22
    Basieńko4, napisałaś w pierwszym poście dokladnie tak: "Codzienna porażka bierze
    się stąd, że praktycznie nigdy nie udaje mi się wyprawić syna na czas". Ja to
    jedynie powtórzyłam, więc nie złość się, że tak napisałam.
    Mieszkasz w Warszawie, trudno mi uwierzyć, że jest tu tylko jeden pracodawca,
    który idzie na rękę i pozwala pracować od 10. Są firmy, ktore mają ruchomy czas
    pracy, jeśli masz takie świetne wykształcenie i kwalifikacje, to powinno się
    udać. Ja uważam, że obwiniasz syna o wszystkie swoje nieszczęścia. Jak on może
    się z tym czuć? Pomyślałaś o tym?
    O której syn chodzi spać? Siedzi przed kompem do drugiej w nocy? Nie dziwię się,
    że potem nie jest w stanie wstać na 8. Odciąć od komputera w nocy i zaganiać
    spać wcześniej, może to pomoże. Zmienić stosunek do syna, przestać go o wszystko
    obwiniać, dać mu jakieś pozytywne przekazy. Zachwycić się jego wysokim IQ,
    rozmawiać, a nie ciągle karcić i narzekać, sama nie wiem.
  • anusia29 23.04.10, 10:33
    Jakby mnie ktoś tak traktował, to chyba tez bym nie miała ochoty na
    nic. A już na pewno na wspólpracę. Piszesz, że BYŁABYŚ katem????
    Nieeeeee, ty nim juz jesteś. I masz tego efekty.
    --
    Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
    "29" to już, niestety, od dość dawna nie jest liczba przeżytych
    przeze mnie lat...
  • sebalda 23.04.10, 11:10
    anusia29 napisała:

    > Jakby mnie ktoś tak traktował, to chyba tez bym nie miała ochoty na
    > nic. A już na pewno na wspólpracę. Piszesz, że BYŁABYŚ katem????
    > Nieeeeee, ty nim juz jesteś. I masz tego efekty.

    Mam podobne skojarzenie. Wieczne obarczanie młodego człowieka winą bardzo
    niszczy mu psychikę, jest rodzajem agresji emocjonalnej, nie tylko kijem
    wyrządza się krzywdę. Komunikat, jaki dostaje ten chłopak jest tak negatywny, że
    nie wydaje mi się, żeby skończenie szkoły w czymkolwiek mu pomogło. Odbudowanie
    wiary w siebie jest znacznie trudniejsze. Basieńka4 skupia się tylko na tym,
    żeby syn skończył szkołę, a równolegle wyrządza mu krzywdę zaniedbaniem
    wszystkich innych sfer jego życia. Jest wyłącznie nadzorcą, a to nie tędy droga.
    Gdzieś coś nie wyszlo w życiu i trzeba znaleźć sobie winowajcę. Biedne dziecko.
  • rosapulchra-0 25.04.10, 08:30
    a ja bym dziecka tak nie żałowała, sama byłam bardzo trudną nastolatką, niby nic
    złego nie robiłam, ale poranne wstawanie do szkoły było w moim domu bardzo
    podobne - moja mać mnie budziła co najmniej godzinę, też były awantury, a moje
    spóźnienia do szkoły były na porządku dziennym, też nic w domu nie robiłam,
    byłam zupełnie obojętna na wszystko, bita byłam regularnie, ale i to nie
    pomagało, maturę zdałam eksternistycznie, przeszłam siedem szkół średnich, w
    żadnej mnie nie chcieli, bo nie potrafiłam współpracować, nawet ze studiów mnie
    wyrzucili z wilczym biletem, bo naubliżałam dziekanowi, dzisiaj sama mam dzieci
    i się trzęsę o ich przyszłość, rozumiem problem autorki wątku i jedyne, co mogę
    doradzić to przejście się do Ogniska na Starej 4, tam jest internat,
    wyspecjalizowana kadra psychologów i pedagogów, wiem, bo sama tam spędziłam rok
    swojego życia, potem moich uczniów z problemami tam posyłałam.
  • rumpa 25.04.10, 11:20
    zdajesz sobie sprawę oczywiście, że twoj dom rodzinny to kompletna
    patologia?
    mam nadzieję że o przyszłość swoich dzieci "trzęsiesz" się w inny
    sposób niż twoi psychiczni rodzice?
  • rosapulchra-0 25.04.10, 12:04
    patologia? chyba przesadziłaś i to bardzo. i co masz do rodziców autorki posta?!
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • rumpa 25.04.10, 12:16
    bita byłam regularnie,

    dla mnie to jest patologia i zezwierzęcenie, i nie tylko dla mnie,
    jest to kryminał jesli chodzi o ścisłość

    nic nie mam do rodziców autorki postu
    uwaga była o twoich
  • rosapulchra-0 25.04.10, 12:27
    tak, to była patologia, ale moje życie nie jest tematem tego postu, stąd moje
    niezrozumienie.
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • rumpa 25.04.10, 12:31
    dlatego Ci nie żal dzieciaka
    bo dla Ciebie też nikt nie miał serca

    ślady zostały
    sama świadomość patologii nie wystarczy
    zrób coś z tym bo Twój post jest koszmarnym pomieszaniem z
    poplataniem, wynika z niego że wcale to nie była patologia , w
    zasadzie wszystko ok i z niektórymi tak trzeba, wychodzi im to na
    dobre, a ty w ogóle byłas taka okropna że nawet bicie nie pomagało
  • rosapulchra-0 25.04.10, 12:42
    byłam koszmarnym dzieciakiem, mam tego świadomość, metody wychowawcze mojej
    matki i mojego ojczyma to przeszłość, której w swoim domu nie stosuję i nie mam
    zamiaru stosować.
    nie szkoda mi dziecka autorki posta, bo czytając jej wypowiedzi widzę siebie w
    latach mojej młodości, byłam zupełnie niedostosowana do funkcjonowania w
    społeczeństwie i w życiu.
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • rumpa 25.04.10, 13:12
    i naprawdę twoje bycie koszmarnym dzieckiem nie mialo nic wspólnego z
    ta para debili którzy cie wychowywali? z ich metodami wychowawczymi?
    odniesli sukces :(((
    to naprawdę tragedia
  • rosapulchra-0 25.04.10, 14:45
    czy ja nazywam twoich rodziców debilami?
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • rumpa 25.04.10, 15:01
    sorry
    nie mniej jednak jeśli znasz jakieś inne odpowiednie okreslenie na
    ludzi znęcających się nad małym dzieckiem, to chetnie usłyszę
    co więcej udało im sie Ciebie przekonać że to Ty była i jesteś winna

    a moi rodzice, cóż - byli debilami i długo musiałam sie leczyć z
    tego co ze mną zrobili.
    Pewnie dlatego potrafię współczuć dzieciom i nie unikam nazywania
    rzeczy po imieniu, bo to rodzice, władza, prezydent nauczyciel czy
    jakakolwiek inna hołota która swój autorytet buduje na sile ,
    przemocy i upokorzeniu.
    a co do odsyłania dzieci z problemami do placówek - cóz, największym
    problemem większości dzieci są zbakierowani umysłowo rodzice wiec
    oddzielenie ich od nich jest świetnym pomysłem.
  • rosapulchra-0 25.04.10, 15:07
    jak już weszłaś na mój osobisty obszar,to powiem, że od rodziców odseparowałam
    się dość szybko, bo w wieku 17 lat, zwyczajnie uciekłam z domu, po pół roku
    niebytności wróciłam na chwilę, żeby zaraz potem zamieszkać z babcią, dziś
    jestem niezależna od nich, wsio.
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • rumpa 25.04.10, 15:17
    wcale nie jesteś niezależna
    dalej uważasz że tak naprawdę oni mieli rację :(((
  • rosapulchra-0 25.04.10, 15:57
    cokolwiek teraz napiszę i tak zinterpretujesz to po swojemu, więc chyba
    dyskusja nie ma sensu, ja wiem jedno - byłam koszmarnym dzieciakiem, mam tego
    świadomość i modlę się, żeby moje dziewczyny takie nie były. EOT.
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • asia_i_p 25.04.10, 13:25
    Byłaś niedostosowana, bo cię krzywdzono.
    Dlaczego przyjmujesz odpowiedzialność za nie swoje błędy?
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • tully.makker 25.04.10, 14:30
    Patologia, Rosapulchra to byla twoja rodzina.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • tully.makker 23.04.10, 14:12
    Mam podobne problemy poranne ze swoim starszym synem - on po prostu
    nie mzoe sie rano obudzic i wstac. Jest typem sowy i taki byl od
    wczesnego dziecinstwa. I co, mam sie z tego powodu pochlastac, albo
    rzucic prace? Ktora nawiasem mowiac zaczynam o 9.00 i spokojnie
    jestesm w stanie do niej zdazyc, odstawiajac jeszcze mlodszego do
    przedskola po drodze.

    Pokaz mi, ktory 14 latek zajmie sie robieniem lekcji, bo mama kazala
    przez telefon? Ja takiego nie znam. Piszesz, ze syn nigdy nie
    wykonal twojego poelcenia - wybacz, ale pozwole soebie stwierdzic,
    ze to zupelnie niemozliwe. Juz by nie zyl. Mam wrazenie, ze lubisz
    robic z siebie cierpietnice - nie mozesz uzyskac pomocy syna - to
    nie rob sama. Proste. Jestes zmeczona - odpocznij. Twoje zycie kreci
    sie wokol syna - to naprawde nie jest zdrowe, ani nie pomoze go
    wychowac.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • triss_merigold6 23.04.10, 15:42
    To nie jest zabawne.
    Brat mojej przyjaciółki - znam go od 10. roku życia - omal nie
    został niedopuszczony do matury, ponieważ nie chodził na pierwsze
    lekcje. Nie wstawał po prostu, był łaskaw pojawiać się w szkole po
    10. Rodzice pracowali od 8 więc budzili go rano, a on robił co
    chciał. Maturę zdał, dostał sie na dzienne SGH - nie zaliczył nawet
    pierwszego semestru, ponieważ NIE WSTAWAŁ i NIE CHODZIŁ. Zdrowy jak
    koń. Ok, nie studiuje to do pracy - praca znakomita, zgodna z
    zainteresowaniami i nieźle płatna w dodatku nie na rano. I tak sie
    spóźniał, był dobrze zapowiadającym się programistą więc go trzymali
    do czasu. Kolejna praca - nie przedłużona umowa za notoryczne
    spóźnienia. Kolejna. Następną sam rzucił.
    W wieku 30 lat chłopię wpadło na pomysł, że zamieszka z powrotem z
    rodzicami, a swoje mieszkanie wynajmie, żeby mieć za co żyć.
    Przytomnie rodzice się nie zgodzili. I tak bystry, tylko po maturze
    facet, z czystego lenistwa wegetuje sobie na fuchach i dorywczej
    sprzedaży na allegro. Zero stabilizacji.
    Rodzice normalni, pracujący, siostra kompletnie inna, zero alkoholu,
    przemocy, dysfunkcji. Po prostu leserski leń.
  • tully.makker 23.04.10, 19:50
    Tris, ja nie wykluczam, ze moj syn tez wyrosnie na leserskiego lenia. Zywie
    nadzieje, ze jednak nie, bo mam przyklad jego ojca, ktory mial podobne problemy
    ze wstawaniem i wynikajace z nichh problemy w szkole, a jednak daje soebie rade
    w zyciu, jak pisalam, lepiej niz niezle.
    Tym niemniej, jesli tak sie stanie, to co, mam sie pochlastac? Zrezygnowac z
    pracy? Utrzymywac go do konca zycia? Nic z tych rzeczy. Daje mu wedke, ale nie
    mam wplywu na to, czy z niej skorzysta. macuierzynstwo jest dla mnie wazne, daje
    moim dzieciom z siebie wszystko, ale moje zycie nie kreci sie wylacznie wokol
    dzieci.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 00:36
    Jak widać po porach moich postów, ja też do skowronków nie należę. Studia jakoś udało mi się skończyć, z wynikiem bardzo dobrym , a kierunek niełatwy, aczkolwiek notorycznie się spóźniałam (ale tak po 15-20min, wiec obecności miałam zaliczone) i głowa mi się kiwała na porannych zajęciach. W tej chwili pracuję popołudniami oraz w domu roiąc tłumaczenia na umowy o dzieło. Zarabiam więcej niż dostawałabym na etacie, zajmuję się też ambitniejszą tematyką. Więc jednak mozna odnieść sukces.

    Kiedy chodziłam do szkoły moja niechęć do wstawania była zamaskowaną niechecią wobec chodzenia do szkoły w ogóle. Zamaskowaną, ponieważ u mnie w domu NIE DO POMYŚLENIA było, że miałabym nie pójść do szkoły. No to nie myślałam, tylko rano moja głowa ważyła 200kg a przescieradło działało jak magnes na opiłki żelaza. Powodów, żeby nie znosić szkoły miałam mnóstwo: zaczynając od nudy (zdolnym dzieciom naprawdę nudzi się w szkole), poprzez prześladowanie przez rówieśników w podstawówce (m.in. z powodów pozaszkolnych, sytuacji rodzinnej - mała miejscowość, wiec wszyscy wiedzieli), na głupocie nauczycieli (liceum) kończąc.

    Studia za to były fascynujące, poziom ambitny, więc chodziłam chętnie, aczkolwiek złe nawyki jeszcze się objawiały i rano naprawdę cieżko było wstac, a wieczorem - pójsć spać. Zaganianie do łóżka na siłę, które ktoś tu sugerował, nic nie daje, bo zagoniona sowa i tak nie zaśnie. Nie da sie zasnać na komendę.
  • basienka.4 25.04.10, 14:15
    tully.makker napisała:

    Piszesz, ze syn nigdy nie
    > wykonal twojego poelcenia - wybacz, ale pozwole soebie stwierdzic,
    > ze to zupelnie niemozliwe. Juz by nie zyl.

    A jednak. I dlatego przez długie lata chodził po ulicy na smyczy przyczepionej
    do szelek, nie tylko wtedy, kiedy uczył się chodzić. Inaczej faktycznie już by
    nie żył.

  • tully.makker 25.04.10, 14:32
    Moj starszy syn tez chadzal na takich szelkach, a raz na dworcu zeby kupic bilet
    musialam go przypiac za raczke do walizki. Tak sie zachowuja dzieci.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 00:23
    Przyjrzyj się swoim "muszę" z całego posta. Żadne z nich nie jest prawdziwe.

    Wszystkie "muszę" to nie przymus tylko konsekwencje własnego wyboru. Więc nie "muszę" tylko "zdecydowałam, że"

    Proszę - znalazłam wszystkie zdania z "muszę" i zamieniłam na "postanowiłam". Przeczytaj jeszcze raz i obejrzyj swoją sytuację z tego punktu widzenia.

    "A postanowiłam pracować za gówniane pieniądze w kompletnie nie mojej branży, na podrzędnym stanowisku, tylko dlatego, ze TA
    PRACA zaczyna się o 10.00 rano ! Żadne inne kryterium !"

    "pracować postanowiłam tam, gdzie mnie zatrudnią (od 10.00!!!) nie na
    jakieś zlecenie, tylko normalnie, etatowo, bo postanowiłam miec pełne ubezpieczenie dla siebie i dla dziecka przecież i bez żadnych przerw"

    "gówniane pieniądze jakie są , takie są, ale postanowiłam, że będą ZAWSZE i ubezpieczenie (postanowiłam, że) będzie zawsze, bez przerw, tu nie ma manewru na żadne eksperymenty"

    "postanowiłam jak żandarm nad dzieciakiem stać te godziny"

    "A posprzątać, wyprać i wyprasować" też "muszę", tak? Kazał ci ktoś pod karą śmierci?

    Masz odpowiedź na pytanie:

    "niby do kogo mam mieć żal, że nie mogę wyjść z domu o takiej porze jak inni do pracy? Co, lub kto jest tego powodem ? Ja?"
  • rumpa 26.04.10, 03:08
    jestem pod wrażeniem, jak dla mnie Twoje posty o odpowiedzialności w
    tej rodzinie są strzałem w dziesiątkę
  • czarne_wino 22.04.10, 21:02
    jakim jezykiem mowisz do syna - takim ci odpowiada. mam syna, 20
    lat, mozna powiedziec,ze wychowywalam go sama, bo mialam wiekszy
    wplyw na jego wychowanie, mimo,ze mam meza, bo maz go psul bardziej
    niz byl autorytetem.
    wczoraj mnie zadziwil,bo byl zbulwersowany slownictwem 6-7
    latkow.czyli,moje zwracanie uwagi na jezyk, moj sposob rozmawiania z
    synem nie poszedl na marne.mimo,ze syn bierze przyklad z ojca. a
    ojciec czesto jest wulgarny.

    moja rada dla ciebie - wiecej spokoju,kultury. ja duzo z synem nie
    rozmawiam (on nie lubi),ale jesli juz nam sie trafi chwila "we
    dwoje" to staram sie rozmawiac o waznych rzeczach, nie pierdolach.
  • verdana 22.04.10, 21:10
    To ja się nie dziwię, ze on "nie lubi". Rozmawianie o tylko waznych
    rzeczach nie o pierdolach to dobra droga do tego, aby przestać
    rozmawiać w ogóle.
    Zdecydowanie wolałabym wulgarne słownictwo niż niechęć do rozmów...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • czarne_wino 25.04.10, 19:29
    zawsze jestes taka madra? to moje dziecko i moja sprawa ,jak je
    chowam, tobie wara.

    verdana napisała:

    > To ja się nie dziwię, ze on "nie lubi". Rozmawianie o tylko
    waznych
    > rzeczach nie o pierdolach to dobra droga do tego, aby przestać
    > rozmawiać w ogóle.
    > Zdecydowanie wolałabym wulgarne słownictwo niż niechęć do
    rozmów...
  • rumpa 25.04.10, 19:44
    gwoli ścisłości, dziecko nie jest "twoje", bo czasy niewolnictwa mamy
    już za sobą
    co najwyżej masz na myśli dziecko które urodziłaś i za które jesteś
    odpowiedzialna
  • rumpa 25.04.10, 19:49
    no widzisz a mój 11 letni syn też nie trawi przekleństw i odsuwa się
    od kolegów z barwnym językiem mimo że ja osobiście klnę jak szewc :)))

    tyle że on uwielbia ze mną gadać, nie mogę się opędzić a kulturalnego
    ojca omija szerokim łukiem
  • tully.makker 22.04.10, 21:19
    Ale ten ksiadz, to jest potrzebny tobie, czy synowi? BO niezaleznie od
    zachowania syna, zty tez zachowujesz sie skandalicznie. O ile jeszcze mozna
    uzasadnic mowienie takich podlych slow najblizszej osobie w gniewie, gdy nie
    panujemy nad soba, o tyle mowienie tego na zimno jest zwyczajnie chore.

    I zeby nie bylo, ze nie wiem, o czym mowa. Moj prawie 18-letni suyn ma
    notoryczne p[roblemy z wstawaniem rano do szkoly. Dizs tez spoznil sie, i to
    pwoaznie, bo szkole zaczyna o 8.15, a o tej porze wlasnie zwlekal sie z lozka.
    Po kilku moich monitach i przypomnieniach.

    Ja wiem, ze jego ojciec mial identyczne problemy w wieku szkolnym i obnizone
    oceny ze sprawowania, ale skonczyl trudne studia, zrobil MBA i jest koszacym
    ciezka kase bizmesmenem, czlowiekiem, ktoremu niewatpliwie powiodlo sie w zyciu
    pod wzgledem intelektualnym i zawodowym.

    Proces wychowywania dziecka - niestety, zwlaszcza chlopca, to ciezka orka. Ale
    na kazdym kroku, wychowujac, trzeba tez dziecko kochac i wspierac.

    Wiec porozmawiaj z tym ksiedzem, moze on otworzy ci oczy.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • bracialwieserce 22.04.10, 21:44
    Bardzo to przykre warto może byłoby chodzić na terapię rodzinna/może powinna się
    pani skonsultować sama z dr? Czytała mądra Książkę pani Woydyłło My rodzice
    dorosłych dzieci -może pomoże? Autorka ma też stronę w necie może pani do niej
    napisze? Może ona coś doradzi!?
  • basienka.4 22.04.10, 22:14
    tully.makker"Ale ten ksiadz, to jest potrzebny tobie, czy synowi? BO
    niezaleznie od
    zachowania syna, zty tez zachowujesz sie skandalicznie. O ile jeszcze mozna
    uzasadnic mowienie takich podlych slow najblizszej osobie w gniewie, gdy nie
    panujemy nad soba, o tyle mowienie tego na zimno jest zwyczajnie chore. "

    Tak i to właśnie skłoniło mnie do napisania postu. Całkowicie się z tobą
    zgadzam. Jest chore i ja to wiem. W tym rzecz, ze jestem juz taka chora na
    duszy, ze takie coś potrafiłam powiedzieć - nie w kłótni i co najgorsze właśnie
    TO pomyśleć. I właśnie dlatego widzę, że stanowczo wymagam pomocy, bo jest
    bardzo źle. Ksiądz - psycholog ma być oczywiście dla mnie.
    Dziękuję, że ponownie kierujesz mnie jednak do tego księdza, lecz ja właśnie w
    tym celu sama napisałam w nadziei na jakiś konkretny namiar w Warszawie. lecz
    nie chodzi o księdza takiego zwykłego od spowiedzi, lecz o księdza, który ma
    wykształcenie również psychologiczne i w ogóle praktyczne doświadczenie w pracy
    dot problemów rodzinnych. Wielu księży ma dodatkowe fakultety prócz teologii i
    zajmują się praktycznie różnymi sprawami, nie tylko kazaniami w kościele. O
    takiego, mądrego mi chodzi. Może akurat ktoś słyszał.
  • drugikoniecswiata 22.04.10, 23:05
    podałam wyżej konkretny namiar, ksiadz z uprawnieniami psychoterapeuty. moja
    znajoma chodzi do niego na terapię i jest bardzo zadowolona. ale to jest
    terapia, nie porady duszpasterskie.

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
  • basienka.4 22.04.10, 23:43
    Dzięki, ale to jest odpłatne. Nie mam na to kasy 100 zł/ 50 min. Zwyczajnie nie
    mam i już. Myślałam o nieodpłatnej pomocy.
  • drugikoniecswiata 23.04.10, 23:22
    Radzę w takim razie udać się do duszpasterstwa dominikańskiego na Freta i
    zapytać któregoś z ojców - może wskażą odpowiedni adres, wiem, że są
    dominikanie, którzy pracują jako certyfikowani terapeuci, nie wiem, czy za darmo
    - ale może gdzieś cię skierują. Drugi adres to jezuici, Rakowiecka.

    Wystrzegałabym się przypadkowych księży i psychologów w kościelnych poradniach
    rodzinnych [psycholog to nie to samo co psychoterapeuta].

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
  • agnieszka_iwaszkiewicz 24.04.10, 22:02
    Proszę spróbować sprawdzić adres Fundacji Dominikanów 100Pociech (chyba taka
    nazwa) w Warszawie. Tam księża czy też zakonnicy zajmują się psychoterapią.
    Agnieszka Iwaszkiewicz
  • nat.wroclaw 25.04.10, 00:51
    mam nadzieję, że jeszcze wróci Pani do tego wątku z dłuższym komentarzem -
    merytorycznie o problemie.

    Nałozyły się w nim co najmniej 3 obszary: psychologiczny, prawny i
    psychiatryczny. W co najmniej dwóch jest Pani ekspertem (o ile dobrze pamiętam..
    jest Pani prawnikiem, tak?).

    Jesli tylko czas Pani pozwoli, bardzo prosze o skomentowanie opisanej przez
    autorkę sytuacji. Jestem pewna, ze nie tylko ja z uwagą poznam Pani zdanie na
    ten temat.

    Pozdrawiam.
  • basienka.4 25.04.10, 16:36
    Widzę, ze wiele osób skupiło się na tym porannym wstawaniu. Owszem to jest dla
    mnie najbardziej uciążliwe. Wolałabym 4 godziny fizycznie przepracować, aniżeli
    taką poranną awanturę mieć. To mnie wykańcza emocjonalnie. Ale to nie wyczerpuje
    niestety całości. Bo, oto jest weekend, jak każdy i oto powtarzam synowi właśnie
    8-my raz, żeby posprzątał swój pokój. Zaczęłam 4 godziny temu. Zaraz muszę iść z
    pasem do jego pokoju. Może nie użyję (prawdopodobnie), ale muszę mieć. Z góry
    chce mi się rzygać na tę czynność.
    Czy mam odpuścić, niech ma bałagan? Już próbowałam. Skutek taki, że do pokoju
    syna nie dało się drzwi otworzyć. Cała powierzchnia była zawalona różnymi
    rzeczami na podłodze, ze nie dały się uchylić 15 cm. Nie wiem jak on tam
    wchodził. Chyba na siłę, jak ja wreszcie. I co ? Stada mrówek biegających po
    pokoju i zajadających resztki pożywienia z różnych talerzy oczywiście nie
    odniesionych do kuchni.
    Czyli, co ? Mam czekać na karaluchy?
    Ktoś napisał w stylu: cierpiętnica skrzywdzona najpierw przez faceta, potem syna
    itp...
    To błędne założenie. Ja nie jestem typem od krzywdzenia przez faceta. Wcale nie
    pisałam, ze jego ojciec mnie skrzywdził. Ot, psychol był i tyle. Kiedy tylko się
    w tym zorientowałam, to pogoniłam na 3 wiatry i po kłopocie. W tym rzecz
    właśnie. W tym leży kwintesencja mojego subiektywnego, osobistego
    DOŁA, że w obliczu wszystkich tych kłopotów, pomimo wielokrotnych,
    nieskutecznych prób ZROBIENIA CZEGOŚ, to ja nic więcej nie mogę zrobić (tak mi
    się obecnie wydaje w każdym razie)jak
    tylko trwać w tym krzyżu. Dlatego właśnie pomyślałam o księdzu. Zdaje się, że
    księża są kompetentni do wyjaśnienia człowiekowi sensu jego krzyża. Do tego
    wiara jest potrzebna.
    Bo przecież, tu nie o mojego faceta chodzi, lecz o moje dziecko. TAKIEGO faceta
    posłałabym wielkim kopniakiem na sam księżyc już lata temu i ani bym się raz nie
    obejrzała i żadnego księdza o rade nie pytała. Proste, szybkie i skuteczne
    rozwiązanie. Facet, to człek OBCY i albo
    pasujemy do siebie i obydwoje jesteśmy co najmniej zadowoleni z przebywania
    razem, albo nie pasujemy i wtedy się rozstajemy i po kłopocie.
    Z rodzonym dzieckiem to jest diametralnie i absolutnie inna sytuacja. Rozwód z
    dzieckiem? To nie egzystuje. Jasne, można się ew dzieciaka na różne sposoby
    jakoś pozbyć ze swojego życia, ale nie wtedy, kiedy się tego dzieciaka kocha i
    chce dla niego jak najlepiej i jest się jemu życzliwym, a nie obojętnym. Ja nie
    jestem obojętna na losy mojego syna i jego nieszczęście, byłoby również moim
    nieszczęściem, tak to odczuwam, nic nie poradzę, bo to nie jest obcy człowiek.
    Ktoś napisał, ze nawet, jeśli syn odziedziczył pewne negatywne cechy po ojcu, to
    przecież sam ojca sobie nie wybierał. To prawda. Wybrałam ja. Wybrałam źle. Tylko,
    że w momencie wyboru zwyczajnie o tym nie wiedziałam, bo byłam perfidnie,
    planowo, i bardzo zmyślnie oszukiwana. Ja wybrałam INNEGO ojca dla
    mojego dziecka, aniżeli się następnie okazało. Nie ma zatem winy syna, ale też i
    moja jest mocno ograniczona z powodu braku świadomości o stanie rzeczy w
    momencie podejmowania decyzji. W prawie nazywa się to : "działaniem pod wpływem
    błędu" i skutkuje w razie zaskarżenia sądowym unieważnieniem różnych umów ,
    kontraktów , dokumentów. Ale to w prawie cywilnym. W prawie rodzinnym nie ma
    czegoś takiego, ani w praktycznym życiu rodzinnym. Tu się nic nie da unieważnić
    i jakoś trzeba sobie radzić z tym, co jest. Lepiej lub gorzej. Ja gorzej.
    Ktoś pytał o pozytywne rzeczy dot syna, że nie wymieniam. Taaak. Z 10 lat temu
    byłaby to cała strona A4, przed kilku laty może połowa takiej strony, a dziś?
    Coś spróbuję:
    1. Ogromna łatwość w nawiązywaniu kontaktów.
    2. Twórczy umysł, wyobraźnia
    3. Talent manualny (umiejętności typu złota rączka)
    4. Nie pamiętliwy
    5. Ciekawość świata (nadal jeszcze jest, choć już mniejsza, aniżeli kiedyś)
    6. Nie przeklina, nie ćpa, nie pije, nie pali, nie bije nikogo, nie kradnie, nie
    obmawia, potrafi się wstawić za kimś wbrew otoczeniu - choć w mniejszym stopniu
    niż kiedyś.
    7. Stara się używać własnego rozumu do budowania własnych opinii. Ta
    "autonomiczność" ma swoje dobre, jak i złe strony, bo nie słucha dobrych rad od
    nikogo, ale złych też nie.

    Proszę, nawet 7 udało mi się uskładać, nie 5.
  • rumpa 25.04.10, 17:05
    Nie napisałaś jaki był to obóz z którego go nie wywalili i dlaczego
    zmuszałas go do nauki, skoro z taka inteligencją na pewno by zdał.
    Jak pisałam ja mam 134 i w tym wieku nikt mnie nad książkami nie
    widział.Tyż mialam świadectwa z paskiem.
    Po drugie, wiesz ja jestem bałaganiara, tragiczna, u mnie jest tak
    jak u twojego syna. Starali sie mnie porządku nauczyć, nikomu nie
    wyszło. Mnie samą bałagan męczy ale ale nie jestem w stanie sama z
    siebie zrobić porządku. Raz na jakiś czas mi się przelewa i wtedy
    posprzatam, no i mam dzieci, ale gdybym dzieci nie miała, nie
    ruszyłabym palcem w bucie. Uwielbiam czytać i łatwo nawiązuję
    kontakty :))) ale sprzatać nie będę i już - nudzi mnie to, nie
    istnieje w moim wszechświecie, tak jak inne osoby automatycznie
    podniosą syfa i wyrzucą do smietnika, tak ja przejdę a jak mi będzie
    przeszkadzał to przekopię w drugi kąt. Automatycznie, nie poświęcę
    temu w momencie dziania się ani sekundy uwagi.
    moja babcia jest taka sama, przemęczyla się całe życie znosząc
    upokorzenia, ja osobiście uważam że żaden porządek nie jest wart
    takiego traktowania drugiego człowieka i co właściwie sobie ci
    porządniccy myslą i dlaczego uważają się za lepszych.
    Geniusz matemaatyczny co ostatnio rozwiązął jakąs tam zagadkę, tyż
    żyje w syfie. Był taki spec od filmów, słynny z bajzlu. Nie nauczysz
    go porządku. Zastanów się czy warto iść z tym pasem.
    Wydaje mi się że bardzo dobrze wiesz co i jak powinno być zrobione.
    Tymczasem to wcale nie musi być tak, jak ty uważasz. W dodatku syn,
    oprócz tego że ewidentnie "inny" doskonale wie że jest od ciebie
    inteligentniejszy. Nie wygrasz z nim, bo próbujesz nauczyć stonogę
    latać. W dodatku występujesz z pozycji , sorry, pantofelka.

    a propos wstawania - wylałaś mu kiedyś na głowę kubek zimnej wody?
    Co zrobił? Dalej spał? W tym bajorze?
    zamęczysz się
    ja na Twoim miejscu zrobiłabym jeszcze parę testów
    psychologicznych,znalazła SOBIE dobrego psychoterapeutę, poszła do
    pracy i olała jego wstawanie. Zapowiadając źe jeśli oleje naukę,
    wyląduje w internacie. I dotrzymała słowa.
    Poleciałabym oczywiście po kompie, forsie i spotkaniach z kumplami,
    ale on musi wiedzieć że go do tego internatu wyslesz.
    I jeszcze jedno - może on się po prostu nudzi w tej szkole. Nauka w
    trybie indywidualnym z podkładką od psychiatry o młodym geniuszu?
    Czy chodzi o to żeby do szkoły chodził, czy żeby ją skończył?
    Wiesz , ja na studiach byłam w stanie przyswoić materiał z książki
    300 stronicowej, napakowanej faktami, w ciągu niecałych dwu dni, bez
    zarywania nocy i mieszcząc jeszcze randkę. Zdawałam na piatkę.Uwierz
    mi że na wykłady nie chodziłam, bo po co?
  • rosapulchra-0 25.04.10, 17:19
    a propos wstawania - wylałaś mu kiedyś na głowę kubek zimnej wody?
    Co zrobił? Dalej spał? W tym bajorze?


    kiedyś mój mąż tak zrobił, nie wstałam, spałam w bajorze.
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • rumpa 25.04.10, 17:33
    ale Ty jesteś nieprzemakalna :)))
  • rosapulchra-0 25.04.10, 17:48
    ano jestem ;)
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • p_wolf 25.04.10, 17:53
    > Czy mam odpuścić, niech ma bałagan? Już próbowałam. Skutek taki, że do pokoju
    > syna nie dało się drzwi otworzyć. Cała powierzchnia była zawalona różnymi
    > rzeczami na podłodze, ze nie dały się uchylić 15 cm. Nie wiem jak on tam
    > wchodził. Chyba na siłę, jak ja wreszcie. I co ? Stada mrówek biegających po
    > pokoju i zajadających resztki pożywienia z różnych talerzy oczywiście nie
    > odniesionych do kuchni.
    > Czyli, co ? Mam czekać na karaluchy?



    Dokładnie TAK! Co z tego, że nie możesz drzwi otworzyć? A po grzyba wogóle tam wchodzisz?
    Każdy zdrowy psychicznie człowiek któremu matka z pasem kazałaby sprzątać nienawidziłby tego i uchylałby się kiedy tylko może.

    Masa osób już to napisało, ja powtórzę: niszczysz życie swoje i syna. Odpuść, nim jest jeszcze szansa że wyrośnie z niego ktoś normalny. Ustal proste zasady (np. "nie byłeś w szkole = nie ma internetu") i przestań mu truć.
    Nie chce się uczyć? Świetnie, zawali klasę. Poczuje skutki takiego działania (kiblowanie dla inteligentnego dzieciaka jest upokarzające). Nie chce jeść? Super, zrozumie na czym polega cierpienie głodu. Nie chce się myć? Jeszcze lepiej, koledzy i koleżanki szybko i bez skrupułów mu uświadomią dlaczego powinien to robić.
    Chcesz zniszczyć synowi życie? Dalej rób to co robisz.


    > pomimo wielokrotnych,
    > nieskutecznych prób ZROBIENIA CZEGOŚ, to ja nic więcej nie mogę zrobić (tak mi
    > się obecnie wydaje w każdym razie)jak
    > tylko trwać w tym krzyżu.


    ... i jeszcze opowieści o niemowlęciu odpychającym matkę rączkami.
    Lecz się na głowę kobieto, i ratuj syna umieszczając go GDZIEKOLWIEK byle z dala od Ciebie :/
  • basienka.4 25.04.10, 18:22
    p_wolf napisał:


    > ... i jeszcze opowieści o niemowlęciu odpychającym matkę rączkami.
    > Lecz się na głowę kobieto, i ratuj syna umieszczając go GDZIEKOLWIEK byle z dal
    > a od Ciebie :/


    Z zainteresowaniem czytałam twój post. Aż do powyższego momentu. I tu się
    wszystko, co piszesz na raz zrobiło niewiarygodne dla mnie, gdyż dostrzegam tu
    muśnięcie fanatyzmu.
    Jak mam rozumieć te słowa ? Czy tak, że nie dajesz temu wiary ?
    A, jeśli tak, to na jakiej podstawie, tak bardzo i absolutnie nie dajesz temu
    wiary, taka tu przebija pewność, ze to jakieś wyssane z palca brednie, że aż mi
    się każesz leczyć na rozum? NA JAKIEJ PODSTAWIE ?
    Bo TY osobiście sądzisz, że coś takiego jest niemożliwe ?
    Bo TY nie miałeś/aś z czymś takim nigdy styczności, nigdy o czymś takim nie
    słyszałeś/aś ? Czy to z kolei jest dowodem na NIEISTNIENIE danego zjawiska?
    Trochę skromności by się przydało. Jest mnóstwo rzeczy na tym świecie, z którymi
    nie miałeś/aś styczności i o których nie słyszałeś/aś, a pomimo to istnieją. Oj,
    więcej niż mnóstwo.
  • p_wolf 25.04.10, 18:54
    > A, jeśli tak, to na jakiej podstawie, tak bardzo i absolutnie nie dajesz temu
    > wiary, taka tu przebija pewność, ze to jakieś wyssane z palca brednie, że aż mi
    > się każesz leczyć na rozum? NA JAKIEJ PODSTAWIE ?

    Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki, czy patrzące na nią z nienawiścią w oczach (to akurat nie w twoim przypadku) jest podręcznikowym przykładem projekcji mózgu matki.
    To jest istniejące zjawisko, spotykane, opisane. W przeciwieństwie do dwulatków nienawidzących matek.

    W momencie gdy sama tworzysz określoną sytuację, a następnie piszesz o konieczności pogodzenia się z niesieniem krzyża, to owszem, uważam że masz ciężkie problemy psychiczne. Oszukana przez ojca, ukrzyżowana przez syna, zmuszona do pracy za grosze, mająca wyłącznie dobre intencje - kurcze, santo subito dosłownie :/

    Myślę, że Ty nie chcesz żadnych rad, żadnych pomysłów ani konkretów, Ty chcesz usłyszeć jakiego to wyrodnego masz synka, i jaka biedna jesteś w tej toksycznej sytuacji.
    A prawda jest taka, że odpowiedzialność za stworzenie toksycznej rodziny ponoszą dorośli, a nie dzieci.
  • nat.wroclaw 25.04.10, 19:17
    Po pierwsze z tuptającą z podniecenia nóżką dowalasz autorce wątku z pozycji
    kogo? Boga? Co Ty wiesz o tym, czego ona chce, co mysli i co czuje?

    >>Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki jest
    podręcznikowym przykładem projekcji mózgu matki.

    Ta wypowiedz jednak Cie pogrąża zupełnie. Tyle wiesz o dzieciach i o mozliwych
    problemach z nimi, co mój niedorozwinięty kot o Pascalu.

    Bezmyslnej i prymitywnej agresji udawało się uniknąć na tym forum do czasu
    pojawienia sie twoich kołtuńskich i nienawistnych wpisów.
  • p_wolf 25.04.10, 22:41
    > Bezmyslnej i prymitywnej agresji udawało się uniknąć na tym forum do czasu
    > pojawienia sie twoich kołtuńskich i nienawistnych wpisów.


    Kołtuńskich..? ;p Wiesz co to określenie znaczy?



    > Ta wypowiedz jednak Cie pogrąża zupełnie.

    Zdanie zakończone kropką nie stanowi jeszcze argumentu. Dlaczego mnie pogrąża? W
    jaki sposób?
    Przypadki gdy matka odbiera zachowanie dziecka (nawet noworodka) jako agresywne
    względem siebie są dość szeroko opisane w literaturze fachowej. I nie, nie jest
    to problem z dzieckiem, tylko z głową matki.

    Nie, nie czuje współczucia ani przesadnej empatii w stosunku do autorki wątku,
    bo jestem w stanie sobie wyobrazić życie jej dziecka. Patologiczny dom w którym
    są codzienne awantury to zawsze wina dorosłych, nigdy dzieci. Nie wierze we
    współwinne gwałcone dzieci które prowokowały, nie wierze we współwinne katowane
    dzieci które były nieposłuszne, nie wierze też w dzieci skażone genetycznie z
    którymi jedyną formą komunikacji jest straszenie pasem. I nic nie poradzę na
    swój sceptycyzm.
    Ja wierze, że autorka jest teraz bezradna, w depresji, zdołowana. Wiem, że
    wychowanie dziecka z adhd czy aspergerem jest czymś tak potwornie ciężkim, czego
    większość z nas nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Nie mniej można nawet
    takiemu dziecko stworzyć szczęśliwy dom, i to bez czarów i angielskich systemów
    pomocy. Można, co było tysiące razy do wykazania.
    To co mnie najbardziej razi w autorce to banalnie łatwa dystrybucja
    odpowiedzialności. Winny jest ojciec dziecka, bo oszukał, winny jest syn, bo nie
    słucha, winne jest państwo, bo nie pomogło, istnieje tylko jedna niewinna - ja
    sama, przecież chciałam dobrze.
    Kobieta która zrobi dziecko z byle kim, zapewnia mu dom pełen awantur oraz
    psychoz, i ma jeszcze czelność pierd*lić o jakiejś "szklance wody na starość"
    jest doprawdy... sama sobie odpowiedz kim.




    > Nie wiemy, jakie byly zrodla odpychania matki - czy owa ciekawosc > swiata,
    > potrzeba autonomii, czy jakies zaburzenia.


    Nie wiemy nawet, czy odpychanie było realne czy urojone. Pewną poszlaką jest to,
    w jaki sposób autorka opisuje rzeczywistość (od 8 rano świetna praca, ale od 10
    gówniana przy zamieszkaniu w Warszawie, syn umrze z głodu jak mu nie zrobi jeść,
    et cetera).



    > Gdy czytam jej bardzo szczere opisy tego, co robila, co robi
    > (doprowadzona na
    > skraj bezradności)

    Błąd. "Doprowadzona" może być tylko przez osoby trzecie. Ona "doprowadziła się".

  • basienka.4 26.04.10, 00:22
    p_wolf napisał:
    ............ co napisał p_wolf ? napisał ZAWSZE to, NIGDY tamto itp. język
    konfliktu. Język srali mądrali, co to tak, czy siak wie lepiej.
    Wie lepiej ode mnie, co ja myślę. Taki mądrala! Fakty z mojego życia też zna
    lepiej.
    Oczywiście wszelka dyskusja z takim mądralą jest zbędna, ponieważ mądrali można
    wyłącznie posłuchać, co ma mądrego do powiedzenia. Ulica jednokierunkowa.
    No, to już posłuchałam. Dalsze rzygowiny i pomyje proszę sobie p_wolfie wylewać
    na kogoś innego z własnego pobliża. Opinia ugruntowana ? No, to z Bogiem,
    zapraszam teraz do innych wątków.
    Tutaj twoja "pomoc" już niepotrzebna, wszyscy są już zapewne pod wrażeniem
    twojej nieskończonej mądrości życiowej, arcy bogatego doświadczenia jak i wiedzy
    merytorycznej. Powiedziałeś , co wiedziałeś i wystarczy, idź głosić swoje SŁOWO
    gdzie indziej.
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 00:58
    Basieńka4, agresja z ciebie wyłazi, a agresja nigdy nie ma racji. W pewnych sprawach tak już jest, że nigdy i zawsze. Np. ofiara przemocy nigdy nie jest winna przemocy. Przemocy psychicznej też to dotyczy.
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 00:56
    P_Wolf, naświetliłaś mi chyba niechcący ważną kwestię:


    "To co mnie najbardziej razi w autorce to banalnie łatwa dystrybucja
    odpowiedzialności. Winny jest ojciec dziecka, bo oszukał, winny jest syn, bo nie słucha, winne jest państwo, bo nie pomogło, istnieje tylko jedna niewinna - ja sama, przecież chciałam dobrze."

    Syn prezentuje dokładnie taką samą postawę. Nie musi myśleć o niczym:
    - nie musi sam siebie gonic do lekcji, bo zrobi to mama
    - nie musi sam się budzić, bo zrobi to mama
    - nie musi sam sie "gonić" do mycia, bo zrobi to mama
    - nie musi sprzątać, bo zrobi to mama
    - nie musi patrzeć, czy pora juz zmienic bluzę, bo zrobi to mama
    - nie musi myśleć, co się stanie, jak nie pójdzie do szkoły, bo mama myśli za niego i to za dużo

    W tej rodzinie występuje chorobliwy rozjazd poczucia odpowiedzialności. Mama odpowiedzialna za wstawanie syna do szkoły, a syn odpowiedzialny za to, że mama ma kiepską pracę.

    Ktos musi przerwać to błędne koło, i niestety musi to zrobić Basieńka4 jako jedyna dorosła w tym układzie. Ale Basieńka4 wolała trzymać dziecko na smyczy niż nauczyć, że się nie biega koło ruchliwej ulicy. Teraz woli robić dzieciakowi jeść niż pozwolić, żeby się przegłodził i wyciągnął wnioski.

    Basieńka4, skoro jednak widzisz jakieś cechy pozytywne u syna, to przeczytaj je sobie 10 razy na głos, potem powiedz synowi za co go cenisz, a potem powiedz, że martwią cie rozmaite objawy u tak zdolnego skądinąd młodego człowieka i może potrzebuje on pomocy? I spróbuj wysłać go do psychologa. Tylko niech to nie będzie rozmowa z zarzutami o te objawy, a potraktowanie sprawy możliwie obiektywnie: powiedz, że gdyby np. syn znajomych zachowywał się podobnie, też byś im to poradziła. Powiedz synowi, że go kochasz i się o niego martwisz. Trochę tak, jakby miał 4 lata, a nie 14. Po ciągłych zakazach, nakazach i awanturach będzie pod wrażeniem, gwarantuję.

    Być może nie będzie ci chciał okazac wzruszenia i ukryje je pod maską "pyskowania", zamknięcia się w swoim pokoju itd. N?ie dawaj za wygraną.
  • tully.makker 25.04.10, 19:34
    Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki, czy patrzące na n
    > ią z nienawiścią w oczach (to akurat nie w twoim przypadku) jest podręcznikowym
    > przykładem projekcji mózgu matki.

    Nie masz racji. Sa dzieci, ktore od niemowlectwa nie lubia przytulania i
    czulosci i sie z nich wykrecaja. Jedne prrzez caly czas - to niejednokrotnie
    pierwszy trop naprowadzajacy na slad roznorakich zaburzen. Inne, jak np moje
    mlodsze dziecko, lubia sie przytulac, ale wtedy, kiedy ONE maja nastroj. Moj
    4-latek gdzy chce przytulic gdy nie jest w nastroju krzyczy Dusze sie! A
    jednak kiedy jest spiacy, zmeczony to staje sie niezwyklym pieszczochem.

    Nie wiemy, jakie byly zrodla odpychania matki - czy owa ciekawosc swiata,
    potrzeba autonomii, czy jakies zaburzenia. Czy odpychanie wystepowalo ciagle,
    czy bywaly chwile zgody na fizyczny kontakt.

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • rosapulchra-0 25.04.10, 20:06
    chyba coś przegapiłam, gdzie było napisane w wątku autorki, że miała złego ojca?
    aa! no chyba, że chodzi ci o ojca dziecka, to kumam.. choć w/w opinia jest o
    kant dpy potłuc.
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • tully.makker 25.04.10, 19:22
    oto jest weekend, jak każdy i oto powtarzam synowi właśni
    > e
    > 8-my raz, żeby posprzątał swój pokój. Zaczęłam 4 godziny temu. Zaraz muszę iść
    > z
    > pasem do jego pokoju. Może nie użyję (prawdopodobnie), ale muszę mieć.

    mam nastoletniego syna i nastoletnia pasierbice. Wiekszosc rzeczy trzeba
    sdzieciakow powtarzac wlasnie owe 15 razy, a i wtedy nie ma gwarancji, ze
    zrobia, jesli sie nie powtorzy 16. Z dziewczynka troche lepiej, bo matka ja
    ostro tresuje, ale tez daleko do idealu.

    To oczwiscie jest irytujace. I oczwiscie wydane polecenia trzeba wyegzekwowac -
    konsekwencja to rzxecz zasadnicza. Ale to nie powod, zeby dostawac
    szalu.Straszyc pasem? oszalalas? Wiesz, ze twoj syn wkrotce bedzie duzo wiekszy
    od ciebie i zwyczajnie ci odda?

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • joszka30 22.04.10, 22:52
    w zobacz w fundacji "100 pociech", powinni ci chociaz w rejestracji
    udzielic jakis info, swego czasu była tam terapia prowadzona przez
    psychoterapeutów-księży

    www.stopociech.pl
  • sebalda 23.04.10, 11:14
    Triss kiedyś napisała bardzo mądrą i prawdziwą rzecz, pozwolę sobie to
    zacytować, to zachowalam to jako złota myśl:
    "To takie charakterystyczne dla ludzi, którzy absolutnie nic w życiu
    nie osiągnęli, nie są spełnieni, nie są usatysfakcjonowani i
    odczuwają nieustającą frustrację z powodu zerowego wpływu na
    otoczenie. W momencie gdy pojawia się dziecko, zyskują namiastkę
    władzy i odbija im palma".

    Tutaj mamy klasyczny przykład takiego stanu. Przepraszam za brutalność.
    Myślalam, że to domena sfrustrowanych facetów, ale widzę, ze nie tylko:(
  • p_wolf 23.04.10, 11:57
    > Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
    > odgrywać geny.


    Ja mam takie podejrzenie, że prędzej zaczniesz zrzucać winę na cokolwiek, geny, szatana, telekinetyczny wpływ męża czy krasnoludki niż zauważysz faktyczne źródło problemów.
    A tym źródłem jesteś Ty.
    Samotna, skrzywdzona przez faceta matka plus syn jedynak, który staje się centrum jej wszechświata - nawet nie wiesz, jak banalny jest to motyw.
    Twoje opowieści o tym, że masz świetne wykształcenie i masę certyfikatów, ale zarabiasz grosze bo musisz pracować od 10 sugerują, że zaczynasz tracić kontakt z rzeczywistością.

    Oboje z synem potrzebujecie pomocy psychologicznej ale na chwile obecną potrzebujecie przede wszystkim się rozstać, choćby na krótki czas. Zdarza Ci się choćby 5 minut w ciągu dnia, gdy nie myślisz obsesyjnie o synu? Czy wstał, czy się nie spóźni, czy odrabia lekcje, czy się myje w łazience, czy zjadł. Masz psychozę, niszczysz życie swoje i syna.
    Poczytaj spokojnie co wyżej napisały inne userki i ratuj swoją rodzinę. Zaczynając od pracy nad sobą.
  • zosia543 23.04.10, 12:05
    Wydaje mi sie ze za duzo krzyczysz gadasz i wymygasz.Mam trzy corki w tym dwie dorastajece wychowuje je sama od 6 lat i wiem jedno ze krzykiem nakazami nic nie zdzialam.Oczywiscie nie mowie ze nie krzycze i nie truje oczywiscie ale wszystko ma swoje granice,i przedewszyskim okazywanie milosci dzieciom przytulanie rozmowy mysle ze sa jak najbardziej wskazane.Zawsze mowie do corek ze to jeszcze moj czas na czulosci bo lada dzien bede mialy chlopcow,sympatie i matka juz pojdzie w odstawke.Uwazam ze powinnas wyluzowac dac sobie spokoj z kontrola isc do pracy normalnej myslec o sobie,a syna kontrolowac i doradzac pomagac wspierac ale madrze.Jestes obsesyjna matka i kazdy normalny czlowiek nie tylko nastolatek reagowalby ignorancja ja napewno tez nie reagowalabym na takie zachowanie jak ty stosujesz.
  • blusia-1 23.04.10, 16:22
    Basienka przyznala sie do slabosci , a przemadrzale baby nawyzywaly ja od katow .
    Czy nie rozumiecie ,ze ona katem wcale nie chce byc ?ze to bezradnosc z niej kata robi?
    Czy jestescie do cholery psychologami , zeby tak z gory diagnozowac i oceniac ?
    Ona doskonale wie , ze takie zachowanie jest chore i po prostu prosi o pomoc. Jezeli nie macie podobnych doswiadczen , to lepiej sie nie odzywajcie .

    Basienko , mysle , ze moze rzeczywiscie powinnas zajac sie bardziej soba , Lacznie ze znalezieniem innej pracy , tak aby nawet isc do niej na wczesniejsza godzine . Niech chlopiec nauczy sie byc za siebie odpowiedzialnym , a chocby mialo to oznaczac zawalenie roku.
    Zrob ten eksperyment. I oczywiscie zycze Ci znalezienia dobrego specjalisty . Ja niestety nie jestem z Warszawy . Trzymaj sie.
  • ratyzbona 23.04.10, 16:54
    Rodzic którzy tak zachowuje się wobec dziecka i przyznaje się do bezradności nie
    powinien czuć się rozgrzeszony. Posty basieńki wskazują że choć wie że nie
    powinna zachowywać się tak jak się zachowuje to zamiast popracować nad sobą chce
    zmienić syna. Dla mnie ktoś kto pisze że jego dziecko od momentu kiedy skończyło
    2 lata ma koszmarny charakter potrzebuje pomocy zdecydowanie bardziej niż sam
    młody człowiek. Z opisanej tutaj historii wynika że na chłopaka matka krzyczy
    właściwie cały dzień i właściwie od zawsze i właściwie o wszystko - kiedyś z
    większym teraz z mniejszym skutkiem ( nic dziwnego gdyby ktoś na mnie krzyczał
    od podstawówki do przez siedem lat bym się też uodporniła). Nie wykluczam że syn
    autorki postu jest leniwy i mu się nie chce ale ma 14 lat i zasługuje na trochę
    lepsze życie niż ciągły krzyk i awantury - i nie chodzi o to żeby skończył
    dobrze szkołę ale o to że nikt nie zasługuje na takie życie. Serio moim zdaniem
    prawdziwej pomocy potrzebuje matka.
    --
    zpopk.blox.pl/html
  • blusia-1 23.04.10, 17:37
    ..hmm..dopiero przeczytalam post Basienki z 22ego -21.40 . moze to zmienia caly obraz sytuacji . dziecko jest trudne od malutkiego...
    i nie wiemy zreszta jak wychowywala je przedtem . pisze , ze psycholodzy nie mieli zastrzezen w tej kwestii .
    nie zmienia jednak to faktu , ze niektore opinie sa zbyt malo delikatne . nie tedy droga .
  • tully.makker 25.04.10, 19:24
    pisze , ze psycholodzy nie mi
    > eli zastrzezen w tej kwestii .

    Ciekawe czy przy nich przeklinala na 5-latka...
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • miacasa 23.04.10, 18:12
    Dla mnie ktoś kto pisze że jego dziecko od momentu kiedy skończył
    > o
    > 2 lata ma koszmarny charakter potrzebuje pomocy zdecydowanie bardziej niż sam
    > młody człowiek.

    ależ są różne rodzaje zaburzeń rozwoju, dziecko zaburzone najczęściej zachowuje
    się w sposób dziwaczny, nie akceptowany, trudny

    Mam dziecko z rysem autystycznym (Zespół Aspergera) i niestety na tle
    neurotypowych dzieci wypada koszmarnie, przez otoczenie jest odbierane jako
    wredne, złośliwe, uparte, krnąbrne, dziwaczne i nieposłuszne. Syn Autorki był
    diagnozowany w kierunku autyzmu ale kilkanaście lat temu niewielu specjalistów
    miało doświadczenie w diagnozowaniu tego typu zaburzeń. Moim zdaniem powinna
    wrócić do tematu.
  • efi-efi 23.04.10, 20:09
    A jak było do drugiego roku życia?

    Czy syn był wycałowany na wszystkie strony, cieszyła Cię jego osóbka, mówiłaś mu
    10 razy dziennie, że go kochasz nad życie, jest najpiękniejszy, najwspanialszy itp?
  • stoprocent 23.04.10, 22:58
    Przede wszystkim wyrazy współczucia - musisz się czuć naprawdę
    tragicznie, całkowita bezsilność i to poczucie, że jestes za
    wszystko odpowiedzialna...
    Kiedyś - niestety nie pamiętam, w jakiej telewizji - była seria
    programów w stylu "Superniani", ale traktowała o nastolatkach.
    Generalne zasady były mniej więcej takie:
    1. Rodzic/rodzice ustalają dla dziecka jakieś obowiązki typu
    chodzenie do szkoły,wracanie o wyznaczonej porze itd.
    2. Za nieprzestrzeganie powyższych ustalany jest katalog
    konsekwencji. Chociaż de facto najczęściej nie są to naturalne
    konsekwencje,lecz jednak kary. Mają one jednak charakter odbierania
    przywilejów np.kieszonkowego, komputera, prawa do chodzenia na
    imprezy - w zależności od tego, na czym takiemu młodemu człowiekowi
    najbardziej zależy.
    3. Powyższe jest KONSEKWENTNIE wdrażane w zycie.
    4. Obowiązuje zakaz ględzenia, trucia, biadolenia, wrzasków itp.
    itd.
    5. Rodzice w przyjemny sposób spędzają czasz dziekiem - tak jak ono
    lubi.
    Spróbowałabym wdrożyć w tej sytuacji.
    Nasuwa mi się też jeden wniosek. Otóż piszesz, że musisz się nim
    zajmowac i go przymuszać, bo inaczej sąd i dom dziecka itd. Może
    warto to uświadomić synowi? Może perspektywa opuszczenia domu i
    utraty przywilejów trochę na niego zadziała. Wymaga to oczywiście
    żelaznych nerwów, ale sądzę, że może pomóc.
    Chodzi mi mianowicie o taką sytuację:
    Mówisz (nie krzyczysz, nie ględzisz) coś w ten deseń:
    "Synu, codziennie staję na uszach, żebys poszedł do szkoły, bo
    obowiązek szkolny itd i jak nie będziesz chodził, to wywoła takie i
    takie konsekwencje, a mnie zależy, żeby tak nie było, więc się
    staram. Ale nie mam już siły, nie dam rady dalej itd. i wiem, że ty
    też się możesz starać. Więc od dzisiaj budzę cię rano o tej i o tej,
    daje 15 minut na wstanie, budzę ponownie i twoja sprawa co dalej
    zrobisz.To może byćdla ciebie trudne,więc jak ci sie uda to (tu
    propozycja nagrody - najlepiej nie kasa, a fajne spędzenie czasu
    wspólnie, nawet, gdyby to znaczyło, że macie razem skoczyc na
    bungee)"
    Najbardziej parawdopodobne, że nie zrobi nic i nie będzie chodził do
    szkoły. I wówczas te konsekwencje się zaczną i on to zobaczy, co w
    świecie, gdzie przed wszelkimi konsekwencjami jego działań chroniła
    go matka, może być niezłym szokiem...
    Może wizja nagrody go zmotywuje - sądzę, że może dobrze byoby
    najpierw dac małą nagrodę za mały sukces np. bez twojego dozoru
    poszedł do szkoły na 3.lekcję, ale poszedł - za to mała nagroda i
    komunikat, jaką ci to sprawiło ulgę.
    Kurde, jasne, że ryzykowne; jasne, że może stracić rok, ale do
    cholery - w tym stanie, jaki jest,może stracić całe życie.
    We wdrożeniu planu psychoterapia dla Ciebie na pewno pomocna będzie.
    I duzo siły życzę.

  • basienka.4 25.04.10, 13:45
    Tak. Robiłam to, kiedy mi się udawało. W "przelocie". Syn nie chciał być
    przytulany, ani całowany. Będąc jeszcze niemowlęciem odpychał mnie (moje
    przytulanie) jak mógł, tj będąc na moich rękach odpychał się rączkami. Potem,
    jako bardziej mobilny po prostu wyrywał się i uciekał. Niespecjalnie się wówczas
    tym przejmowałam, chociaż wydawało mi się to b. dziwne w szczególności wobec
    powszechnych opinii, jakie to dla dziecka ważne na całe życie, aby było
    przytulane, okazywanie miłości itp. Dla mojego syna nie było to ważne
    (najwyraźniej), a wręcz tego nie chciał. Był ciekaw świata, matczyne przytulanki
    bardzo wyraźnie odbierał jako mocno upierdliwe i przeszkadzające mu w jakiś
    ciekawych zajęciach lub obserwacjach. Ogólnie można by rzec, że w pierwszych 2
    latach życia, odpędzał mnie jak upierdliwą muchę.

    Później było wiele takich sytuacji, które wskazywały na jego CAŁKOWITĄ i
    ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ mojej miłości. Ta jego pewność była tak bezkresna, że niekiedy
    się zastanawiałam, czy nie jest większa od mojej własnej i skąd się bierze aż taka.

    W ogóle, to co synowi rankiem powiedziałam (pierwszy post) to jest APOGEUM.
    Faktem jest, że to wszystko, moje myśli, odczucia, to był PROCES postępujący.
    Najpierw, kiedy syn miał kilka lat ( nie pamiętam, może 4-5)nauczyłam się kląć.
    Jeszcze nie do syna, ani nie przy synu, ale z powodu syna. Nerwy, bezsilność.
    Potem, jak miał 6 l i więcej klęłam już przy synu, ale nie na niego. Rzucałam
    "mięsem", żeby się jakoś wyładować, to tak jako alternatywa do spędzenia "miłych
    dni" w psychiatryku z załamaniem nerwowym. Rzucanie mięsem wydało mi się
    mniejszym złem. Następnie wraz z kolejnymi latami zaczęłam kląć już bezpośrednio
    do syna. Im mocy w moich akumulatorach ubywało, tym agresja słowna była
    wyraźniejsza.
    Podałam tu przykład niecenzuralnego słownictwa, gdyż moim zdaniem dobrze
    odzwierciedla proces zwieńczony tym porannym apogeum.
    Chodzi o to, że jak żyję nigdy wcześniej nie przeklinałam i strasznie mnie
    raziło wulgarne słownictwo. Zawsze, daleko uciekałam od ludzi używających
    "mięsa". Nigdy nie miałam i nadal nie mam żadnego kontaktu z ludźmi rzucającymi
    mięsem. Obecnie to ja sama często rzucam mięsem, już w różnych sytuacjach, tak
    jakby zasoby mojej życiowej cierpliwości się wyczerpały i już.

    Owszem, kiedyś jeden raz było mi dane podładować akumulatorki. Zazwyczaj syna
    wyrzucali z wakacyjnych wyjazdów, bo się nie dostosowywał do grupy (zajęć) i
    mieli kłopot. Z czasem przestałam go posyłać, tym bardziej, że kategorycznie
    odmawiał, to wiedziałam, ze znów go będę odbierać przed czasem, więc tylko
    kłopot i pieniądze pójdą w błoto. Ale jeden raz (jedyny) nie wyrzucili go. Był
    na jaki obozie całe 3 tygodnie. Najpierw resetowałam przez 3 dni, nie mogąc
    uwierzyć. Po 3 dniach zaczęłam działać. Różne rzeczy. Myślałam, że powyrywam
    drzewa z korzeniami. Jak tytan ! Siły niespożyte. Zrobiłam robotę zaległą od
    wielu lat, pracowałam po 12-13 godzin dziennie cała szczęśliwa w pełnym poczuciu
    PRODUKTYWNEGO zmęczenia. Ale to było tylko jeden raz.
  • rumpa 25.04.10, 13:56
    a co był za obóz?
    jaki jest Twoj pomysł na to że wtedy było inaczej?

    rozmawiałaś z nim o tym?

  • tully.makker 25.04.10, 19:43
    Najpierw, kiedy syn miał kilka lat ( nie pamiętam, może 4-5)nauczyłam się kląć.
    Jeszcze nie do syna, ani nie przy synu, ale z powodu syna. Nerwy, bezsilność.
    Potem, jak miał 6 l i więcej klęłam już przy synu, ale nie na niego. Rzucałam
    "mięsem", żeby się jakoś wyładować, to tak jako alternatywa do spędzenia "miłych
    dni" w psychiatryku z załamaniem nerwowym. Rzucanie mięsem wydało mi się
    mniejszym złem. Następnie wraz z kolejnymi latami zaczęłam kląć już bezpośrednio
    do syna. Im mocy w moich akumulatorach ubywało, tym agresja słowna była
    wyraźniejsza.

    Dlaczego nie szukasz pomocy dla siebie? Nie zdajesz siobie sprawy,ze masz taki
    obowiazek, bo twoje zachowania nie sa normalne i krzywdza najblizsza ci osobe?

    Ja wiem, ze dzieci bywaja roznie - sporo przeszlam, i wychowawczo, i zdrowotnie
    ze starszym synem, ktorego wychowuje sama. Mlodszy ma najpewniej ADHD - za maly
    jeszcze na diagnoze i przyprawia nas wszystkich czasami o palpitacje serca. I
    pewnie bedzie jeszce czesciej.

    I z tej perspektywy widze, ze ty masz kobieto obsesje. Zyjesz tylko o tym, co
    twoj syn robi albo nie robi. nawet przy zwyklym dziecku mozna by sie wykonczyc,
    a coz dopiero przy takim sprawiajacym wiecej problemow...
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
    żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • nat.wroclaw 25.04.10, 20:18
    Kurcze.. no ja też mam nadzieję, że autorka jakos pozbiera te nasze pomysły i
    domysły do kupy i je sensownie przesortuje w głowie.

    Gdy czytam jej bardzo szczere opisy tego, co robila, co robi (doprowadzona na
    skraj bezradności) to włos jeży mi się na głowie, z drugiej strony pisze na tyle
    przytomnie, że mam nadzieję, że dostrzeże (albo już dostrzega) ciag
    przyczynowo-skutkowy swoich działań wobec syna (i siebie samej (!)) oraz jego
    obecnych postaw i zachowań.
  • miacasa 25.04.10, 22:14
    Syn nie chciał być
    > przytulany, ani całowany. Będąc jeszcze niemowlęciem odpychał mnie (moje
    > przytulanie) jak mógł, tj będąc na moich rękach odpychał się rączkami. Potem,
    > jako bardziej mobilny po prostu wyrywał się i uciekał.

    wiesz, że jest to bardzo charakterystyczne zachowanie dla dzieci z zaburzeniami
    integracji sensorycznej ale też dla autystyków?
    poczytaj o Zespole Aspergera, zobaczysz tam swoje dziecko i udręczoną siebie -
    matkę dziecka zaburzonego, nie wrednego socjopaty ale kogoś kto inaczej odbiera
    świat
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 01:01
    Blusia, ona przyznała się do słabości w kwestii przemocy fizycznej. W pozostałych psrawach winni sa wszyscy inni: były mąż, syn, niekompetentny psychiatra itd.
  • mgla_jedwabna 24.04.10, 00:36
    Zachowanie twojego syna może świadczyć o depresji. Niechęć do wstawania do szkoły moze być nieuświadomioną niechęcią do szkoły w ogóle, do przebywania wśród ludzi, do wysiłku związanego z życiem codziennym. Do tego dodajmy brak higieny, chęci do nauki również po południu/ wieczorem, ogólne "zamknięcie" na świat. Bardzo niepokojący jest brak chęci do jedzenia. To nie jest zdrowy objaw. Nawet bardzo małe dziecko będzie szukało samo jedzenia po pewnym czasie, jeśli rodzicie mu nie dadzą.

    syn najwyraźniej potrzebuje psychologa. Tylko nie księdza. Nie można być jednocześnie księdzem i terapeutą. To się wzajemnie wyklucza.

    Przeczytaj więcej na ten temat tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,529,96585289,96607134,Re_co_robic_.html

    Tamten wątek dotyczy co prawda przemocy domowej, ale argumenty przeciwko "kościelnej psychologii" pozostają te same.

    Poza tym rzuca się w oczy w tym układzie brak dorosłego faceta. Ksiądz miałby wtypełnić ten brak, tak? Dlaczego to akurat ma być ksiądz?

    A tak po ludzku: czy twój syn ma w życiu jakieś powody do radości? Czy ma jakieś zainteresowania, pasje itd? Czy nie ma powodu, żeby czuć się gorszym od rówieśników? Chodzi mi o powody, które będą ważne dla niego, nawet jeśli dla ciebie to głupoty. Czy problemy z nauką nie wzięły się z wcześniejszych zaniedbań, takich, za które nie on jest odpowiedzialny? Czy syn nie jest w szkole prześladowany przez rówieśników lub któregoś z nauczycieli?

    Odpuść sobie poranne awantury. Też tak miałam, przez całe lata budził mnie jazgot mamy. Efekt był odwrotny do zamierzonego, ogarniał mnie strach przed całym nadchodzącym dniem i niewiara, ze poradzę sobie z czymkolwiek, skoro już na starcie coś zawaliłam.

    Poza tym obarczasz swoje dziecko odpowiedzialnością za swój stan psychiczny. Czy ty czasem nie traktujesz go jak dorosłego partnera? Od kiedy to on ma w swoim zachowaniu brać pod uwagę to, jaki wpływ będzie ono miało na twoje samopoczucie? Przecież ty nawet uważasz syna za winnego faktu, że masz taką a nie inną pracę!

    Widzę dziwne pomieszanie traktowania jak dorosłego (kwestie emocjonalne) z traktowaniem jak małe dziecko. 14 latka nie wyprawia się do szkoły, sam wychodzi.

    "Każda moja mowa, prośba, polecenie, to jak grochem o ścianę. Zawsze już tak
    > było. NIC , co powiem, nie będzie wykonane. Dziś już straciłam nadzieję, już z
    > góry wiem, że każde moje słowo, to tylko zbędny wysiłek z mojej strony. "

    Uogólniaj tak dlaej,. to prosta droga do zamknięcia komunikacji w ogóle.

    "Myślę, że na moją
    > starość nie poda mi szklanki wody."

    Dziecko ma swoje życie, które niekoniecznie musi polegać na obsługiwaniu rodziców. Poza tym wytłumacz mi jak brak osiągnieć naukowych miałby się przełożyć na brak opieki na starość?

    Poza tym ciekwawa jestem, jak wyglądała kwestia pomocy syna w czynnościach domowych kiedy był młodszy. Z twojego posta wyłania się podejście "jak JA nie zrobię, to nic nie będzie załatwione". teraz nagle się spodziewasz, że syn weźmie na siebie odpowiedzialność. Dlaczego miałby to robić, skoro najprawdopodobniej dotąd żył w przekonaniu, wpojonym przez ciebie, że to ty jesteś za wszystko odpowiedzialna i bez ciebie wszystko się zawali.


    Twój post jest bardzo długi i nie ma w nim ANI JEDNEJ pozytywnej rzeczy o synu. Nawet informacja o IQ służy pokazaniu, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla jego nieuctwa. Nawet IQ 150 świadczy na jego niekorzyść. Jest za to dużo negatywnych uogólnień.

    Podejrzewam, że podobną postawę wykazujesz wobec syna. On wie, że uważasz go za kogoś takiego, jakiego tutaj odmalowałaś. Zrób sobie taki mały test: znajdź 5 pozytywnych rzeczy w swoim synu. I nie zaprawiaj ich gorzkim kontekstem "to tylko dowodzi, że jest gorzej, niz jakby tych pozytywnych cech nie było" (tak jak w przypadku wysokości IQ).

    Wiesz co? Jakby mnie ktoś, zwłaszcza własna matka, w wieku lat 14 uważał za taką beznadziejną osobę, a do tego obwiniał o swój stan psychiczny i sytuację zawodową, to też dostałabym depresji, a po skończeniu 18 lat uciekła jak najdalej.
  • marianka_marianka 24.04.10, 10:15
    mgla_jedwabna napisała:
    > Zachowanie twojego syna może świadczyć o depresji. Niechęć do wstawania do szkoły moze być nieuświadomioną niechęcią do szkoły w ogóle, do przebywania wśród ludzi, do wysiłku związanego z życiem codziennym.


    Mylisz się albo niedokładnie czytasz.
    Autorka wyraźnie podkreśla, że:

    całkowita obojętność syna wobec mojego niekiedy bardzo widocznego zmęczenia i brak woli do jakiejkolwiek mi pomocy, aby matce troszkę ulżyć. Za to jest wola do realizowania swoich hobby (które bawią) w tym samym czasie.


    To wszystko co pisze Autorka o synu budzi moje przerażenie. Co to jest za dziecko?
    Potrafi myśleć i walczyć o swoje - ok - niech walczy, a Ty wprowadź wreszcie nowy plan w życie. Taki, w którym nie będziesz nad nim stać 24 h/dobę.
    Pogódź się z tym, że zawali rok. To długo, więc powinien w tym czasie zauważyć na czym polega przestrzeganie zasad.
    Za niewykonanie poleceń - koniec z internetem, hobby, kolegami.
    Skontaktuj się z ludźmi, którzy mają podobny problem, na pewno tacy istnieją i pomogą Ci sensownie opracować plan działania.
    Uprzedziłabym syna, że w momencie kiedy Ty odpuścisz, to zajmie się nim Państwo, czyli jakś odpowiednia placówka opiekuńcza.


    --
    Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 01:11
    Napisałam "może".

    Ucieczka w sen, niedbanie o higienę osobistą/ higienę otoczenia, niezaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych (niejedzenie) mogą być objawami depresji. Całkowita obojętnosć na inne osoby też może swiadczyć o problemach - jak ma się problemy ze sobą, to wysiada empatia, czyli zauważanie problemów innych osób.

    Wikipedia to może nie jest fachowe źródło, ale i ja nie jestem fachowcem.

    pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_depresyjne
    Dla mnie zgadza się zwłaszcza:

    "objawy motywacyjne: problemy z mobilizacją do wszelkiego działania, które może przyjąć wręcz formę spowolnienia psychoruchowego; trudności z podejmowaniem decyzji;"

    Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że w pierwszej kolejności szwankuje zdolnosć do podejmowania decyzji o czynnościach nieprzyjemnych, np. pomocy mamie. Stoi potem taki jak ta kukła i nc go nie rusza, a otoczenie wkurza się na "egoistę".
  • postolek 24.04.10, 17:13
    W Warszawie na Bednarskiej jest ośrodek psychologiczny prowadzony
    przez księży.
  • basienka.4 26.04.10, 09:41
    Czy go kijem, czy go pałą, to ZAWSZE będą złą matką. Celowo użyłam słowa:
    zawsze. Wydaje się, że w tym przypadku akurat pasuje.

    Moja koleżanka jest po prawie i pracuje w sekretariacie Sądu Rodzinnego. Niezła
    kopalnia wiedzy. Czyta opinie kuratorów, czyta akta spraw rodzinnych itd, itp.
    Czyli : samo życie praktyczne.
    Powiedziała, że podstawowymi dokumentami w sprawach wokół władzy rodzicielskiej
    (ograniczenie, pozbawienie, umieszczenie dziecka w placówce itd, itp) są :

    1. Opinia kuratora, a w niej :
    a} czy w domu jest czysto !
    b) Czy dziecko jest czyste i czysto ubrane!
    c) Czy dziecko jest prawidłowo odżywiane !
    d) Standard zamieszkania (wygody, umeblowanie, sprzęt)
    e) Czy rodzic nie spożywa
    f) Czy dziecko ma zainteresowania, hobby i czy rodzice umożliwiają dziecku
    realizację tych hobby.

    g) Czy rodzina korzysta z pomocy społecznej (jeśli) i co ona o tej rodzinie wie.

    2. Opinia szkoły (również via kurator) , a w niej:
    a) Czy i jak dziecko uczęszcza (wagary, nieobecności na poszczególnych
    lekcjach, spóźnienia itp)

    b) Jakie robi postępy w nauce w stosunku do swoich możliwości (stopnie,
    zaświadczenia o ew dysleksji itp)

    c) Jakie jest zachowanie dziecka w ogóle oraz wobec rówieśników, nauczycieli
    (konflikty, niegrzeczne zachowanie, palenie, kradzieże itp)
    3. Opinia pediatry, a w niej:
    a) Stan zdrowia dziecka, zachorowania, leczenie, opieka specjalistyczna, czy
    rodzice o to dbają.
    b) Szczepienia dziecka, czy ma wszystkie na dany wiek.
    c) ew opinia medyczna lekarzy specjalistów, jeśli dziecko leczone u takowych.
    d) Opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej, jeśli dziecko pod opieką
    takowej, a w niej m.in wyniki testu IQ i inne.


    Do tego mogą dojść jeszcze dodatkowe dokumenty, zaświadczenia, świadkowie, od
    sprawy do sprawy inaczej. Powyżej, jak zaznaczyłam są wypisane podstawowe,
    standardowe informacje, jakie Sąd chce mieć na swoim stole.

    Teraz rozważmy to niby nadużywane przez mnie słowo MUSZĘ w kontekście punktów,
    które zaznaczyłam ukośną czcionką.
    Jest mi oczywiście wiadomo, że każdy z nas MUSI tylko umrzeć, nic ponadto. Więc
    i ja nic nie muszę. W szczególności nic nie muszę, jeśli nie zależy mi na tym,
    czy mój syn wyląduje w Domu Dziecka skierowany tam przez Sąd, czy nie.
    Natomiast, JEŚLI zależy mi, aby tam nie wylądował, to MUSZĘ. A mnie zależy, bo
    jak pisałam, na własne oczy widziałam, jakie to straszne miejsce.

    Jest to bardzo skomplikowane. Z jednej strony porady typu: nie sprzątaj, nie
    pierz, olej co i czy je, zabierz kieszonkowe z przeznaczeniem na hobby, idź do
    roboty na którą bądź, najwyżej nie będzie chodził do szkoły i zawali, może coś
    go to nauczy są kuszące i być może nie pozbawione logiki. Z drugiej strony,
    realizacja tegoż w oczach Sądu (a nie gości mojego wątku) oznacza całkowitą
    niewydolność wychowawczo-opiekuńczą z koniecznością umieszczenia dziecka w
    placówce z uwagi na RAŻĄCE ZANIEDBANIE. To nie są żarty !
    W klasie mojego syna umieszczono dziewczynkę w DD za mniejsze "przewiny"
    rodziców. Cała klasa (rodziców + wychowawca) oburzona i co z tego, teraz
    odkręcenie tego to 1,5 - 2 lata życia dziecka. Nie daj Boże jak kurator napisze,
    że w domu bałagan, dzieciak w brudnych ciuchach, to często już wystarcza, żeby
    było przechlapane.

    Ja mam nadzieję na rozwiązanie typu - wilk syty i owca cała, a nie typu :
    wylewanie dziecka z kąpielą.










  • marianka_marianka 26.04.10, 09:54
    Nie daj Boże jak kurator napisze
    że w domu bałagan, dzieciak w brudnych ciuchach, to często już wystarcza, żeby było przechlapane.


    Na miłość Boską! Przecież nie zabiorą Ci 14-latka, bo ma brudno w pokoju!!!

    Rozumiem, że 2-latek nie może chodzić brudny, zaniedbany i zagłodzony bo rodzice mają obowiązek zadbać o wszystkie podstawowe potrzeby dziecka, ale 14 - latek???




    --
    Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
  • basienka.4 26.04.10, 10:17
    To mało wiesz o sprawach rodzinnych z punktu widzenia prawa.
  • tully.makker 26.04.10, 10:15
    Gdyby bylo prawda to, co piszesz, to moje dzieci od dawna bylyby w
    domu dziecka. Podobnnie jak znana mi dziewczyna, ktora z powodu
    problemow z nauczycielem nie chodzila przez rok do szkoly - nie byla
    klasyfikowana, powtorzyla klase, skonczyla studia. Podobnie jak moj
    ex maz, ktory notorycznie nie chodzil na pierwsze lekcje.

    Wmowilas sobie bzdury i do udreki wychowywania dziecka z
    zaburzeniami dokladasz swoja obsesje.

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • basienka.4 26.04.10, 10:28
    A czy szkoła twoich dzieci zgłaszała problemy do Sądu Rodzinnego drogą
    oficjalną, tak, ze w ogóle mogło zaistnieć jakiekolwiek rozstrzygniecie tej
    kwestii? Czy miałaś w domu wizytę Kuratora Sadowego, który widział i "olał" ten
    bałagan?
    Czy bodaj pedagog szkolny wystosował ci pisemne ostrzeżenie (w spr spóźnień i
    nieobecności na 1 ej lekcji) o dalszych krokach - zgłoszenie sprawy do Sądu
    Rodzinnego? Czy dostałaś takie pismo od pedagoga już raz w podstawówce, a
    następnie drugi raz w gimnazjum ?
    Czy naprawdę wiesz o czym mówisz, czy ci się tylko wydaje. Czy znasz procedury?
  • miacasa 26.04.10, 10:34
    zrób dziecku diagnozę, w Warszawie masz tyle możliwości, po co się wkręcać w
    klimaty sądowe, to jest Ci zupełnie zbędne i tak masz dość zmartwień, nie
    nakręcaj się w tym kierunku
  • marianka_marianka 26.04.10, 10:45
    Jedna kwestia: czy Ty jesteś na tzw "garnuszku Państwa"? Dostajesz zasiłki, zapomogi, korzystasz z pomocy społecznej i tym podobne?
    Jeżeli tak, to na pewno regularnie kontrolują sytuację w Twoim domu i bacznie zwracają uwagę na wszelkie "odchylenia".

    Moja siostra notorycznie spóźniała się na pierwsze lekcje i w podstawówce i w liceum. Nieobecności miała tyle, że przechodziła z klasy do klasy na granicy zaliczenia. Skończyła studia na PG i ma dobrą pracę, nauczyła się punktualności.
    Nigdy nikt ze szkoły nie groził Kuratorem czy Sądem.

    --
    Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
  • tully.makker 26.04.10, 11:44
    A czy szkoła twoich dzieci zgłaszała problemy do Sądu Rodzinnego
    drogą
    > oficjalną,

    Szkola mojego syna i mojej pasierbicy - bo i z nia byly pewne
    problemy, miala temat gleboko w dupie. I nadal ma.

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • basienka.4 26.04.10, 13:25
    A ja już sprawę prawie miałam w podstawówce. Nie jestem na garnuszku państwa,
    żadnych pomocy, żadnych też kontroli. Moje głodowe zarobki sa zbyt wysokie na
    jakiekolwiek pomoce, ale to problem b. wielu Polaków, więc się nie będę
    rozczulać, bo bywają tacy (najwyraźniej), którzy mają jeszcze bardziej
    "przesrane" pod tym względem.
    Szkoła podst. zgłosiła, po wcześniejszych ostrzeżeniach do Sądu. Nie miała w
    d.... Był u mnie kurator wysłany z Sądu w sprawie. W@ywiad środowiskowy poszedł
    do protokołu do Sądu. Opinia kuratora była dla mnie "mucha nie siada". Właśnie
    wielokrotnie (!) podkreślał kurator w protokole jak to u mnie czysto, a jakie
    wszystko zadbane, a dzieciak jaki zadbany i czysty i kulturalny (ą,ę , dziękuję,
    przepraszam) i komunikatywny i jakie ma ciekawe różne hobby i jak ja mu w tym
    pomagam, udostępniam, a ile ma różnych dokumentacji, badań, opinii
    psychologicznych , ile to się nabiegałam po różnych psychologach, widać że za
    tym chodzę, nie zaniedbuję, staram się etc, etc., nawet jaki dobry obiad właśnie
    jest gotowany na kuchni . Stąd (oraz od mojej koleżanki)wiem, co dla nich ważne.
    Ta opinia uratowała nam tyłki. Sprawa się nie odbyła, czy to było umorzenie, czy
    inaczej się nazywało, nie pamiętam. Dość, że kuratorowi obiecałam (do
    protokołu), że dołożę wszelkich możliwych starań, aby problem spóźnień i
    nieobecności zniknął. Sprawy nie było. Ale akta jakieś tam są, bo jakieś
    czynności były dokonywane.
    A teraz z drugiej , zupełnie nie związanej szkoły ta sama historia. Ok, na razie
    ustne upomnienie wychowawcy, że zgłosi oficjalnie (!) do pedagoga, a ten..... itd.
    I ja mam się nie denerwować? Dziękuję bardzo za takie wszystkie rozrywki !

    Jedna moja prywatna znajoma też mnie nie pocieszyła, o nie ! Już kilka lat temu.
    Jest psychologiem czynnym zawodowo i pracuje nomen omen w jakieś poradni
    rodzinnej, tylko, że w innym mieście. Zajmuje się właśnie problemami dzieci,
    młodzieży. Odkąd ma 3 cie dziecko, to zwatpiła. Cała wiedza teoretyczna i
    doświadczenia kliniczne poszły się kąpać. Jej najmłosza córunia nie podlega pod
    całą tę wiedzę i kropka. Kobieta ma problem, bo chce ludzim pomóc, a dziś ma
    świadomość, że nie zawsze można i nie zawsze jest rada i nie wie czasem, co ma
    mówić ludziom, kiedy podejrzewa taki przypadek. To ona powiedziała mi o tej sile
    genów i jednak przewadze nad wszystkim innym. Druzgocące informacje.Przekonuje
    się o tym dopiero ten, kto sam doświadczy, nawet psycholog, bez różnicy. Mam
    nadzieję, że to ja robię więcej błędów (jakoś modyfikowalne), aniżeli
    determinują geny, bo się załamię. Prawdą jest, ze miałam dużo do czynienia z
    psychologami itp. Mieli ochotę pomóc, nie potrafili. Każdy tak szasta, idź do
    psychologa, a ja się już tyle nachodziłam, bez skutku. Jest niewielu
    specjalistów z odpowiednią wiedzą, a jeszcze mniej z tych nieodpłatnych.
  • rumpa 26.04.10, 14:00

    wiesz co, ja nie rozumiem, mamy w klasie dzieciaka co rozbił już
    głowy , przebił cyrklem rękę, były sprawy w sądzie itd, matka
    totalna patologia i uwaga, nikt tej K..urwie nie jest w stanie
    dziecika odebrać od lat. Mieszkam na pradze, patologię widze
    codziennie taką że mozg staje i ... mimo spraw w sądzie , nic się
    nie dzieje.
    Toteż średnio wierzę w te twoje opowieści. Zaczynam się przychylać
    do zdania o oderwaniu od rzeczywistości.
    A co do bezsilnej koleżanki - weźcie drogie panie i przemyślcie,
    czym do cholery jest wychowanie...bo chyba obie uznałyście że
    wytresowaniem dzieciaka do jakiejś "normy". Moim zdaniem -
    wyciągnięciem jak najwięcej z tego co jest dane. Co czasem oznacza
    że trzeba zrozumieć że ten konkretny dzieciak "normalny" nie będzie,
    ale może być bardzo wartościowym członkiem społeczeństwa.
    Nie odpowiedziałaś na żadne moje pytanie - ani te o obóz, z którego
    potwór nie zwiał ani po jasną cholerę zmuszałaś go do nauki i
    robienia lekcji, skoro fakty są takie że on tego nie potrzebował?
    `a to bardzo obficie lejesz narzekaniami i zachwytem nad swoim
    poświęceniem
    Jakos straciłam sympatię
    i coraz bardziej żal mi dzieciaka

  • basienka.4 26.04.10, 15:15
    A ja nie mieszkam na Pradze. Patologii nie widuję praktycznie wcale. W szkole
    też nie widują. Nie wiem, co się dzieje na Pradze i kto komu dłonie przebija i
    jakim elementom nic nie może zrobić tamtejszy Wydział Sądu Rodzinnego.
  • rumpa 26.04.10, 16:49
    jak zwykle merytoryczna odpowiedź...i jakie pełne zrozumienie przekazu

    NIE UFAM CI!

    dla mnie pachniesz syndromem Munchausssena w wydaniu emocjonalnym
    i niezły z Ciebie narcyz
  • sebalda 26.04.10, 17:00
    > dla mnie pachniesz syndromem Munchausssena w wydaniu emocjonalnym
    > i niezły z Ciebie narcyz

    Mi tez od kilku dni chodzi po głowie ten zastępczy Munchhausen, ale nie
    spotkałam się z tym, żeby chodziło o problemy psychiczne, raczej matka symuluje
    choroby somatyczne u dziecka. Niemniej problem jest, i to nie tylko u dziecka,
    ale i matki. Stawiam na to, że u dziecka dzięki matce. To przykre.
  • rosapulchra-0 26.04.10, 18:04
    oho, zaczyna się ocenianie osoby, a nie jej postępowania, bardzo profesjonalne
    podejście, gratuję..
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
  • basienka.4 26.04.10, 19:58
    Jest bardzo wiele uwag, również krytycznych, które sobie bardzo cenię, jak
    najbardziej przemyśliwuję i rozważam. Wiem, ze jestem świetnym doradcą w
    sprawach innych ludzi, słyszę to niemal non stop i naprawdę nie mogę się opędzić
    (brak czasu)od ciągłych pytań i próśb o pomoc. Nie tak w netcie, jak w realnym
    życiu. Na cudze sprawy patrzę chłodno, z dystansu i trzeźwo, a że jestem
    analitykiem (nie tylko z wykształcenia), to widzę sporo. Co innego z własnymi
    sprawami. Tu sa emocje, które często spaczją obraz, lub nawet go zupełnie
    przesłaniają.
    Jestem tego świadoma. Bardzo chętnie słucham cudzych opinii i nie boję się
    krytyki i żeby mi kto coś prosto w twarz rzucił.
    To, jakie ja wnioski z postów wysnuwam, to wiem ja sama. Natomiast to, ze piszę
    o kolejnych sprawach jest odbierane niewłaściwie, jako biadolenie i użalanie
    się. Biadoleniem i użalaniem jest mój pierwszy post. Kolejne, to są odpowiedzi
    na czyjeś pytania. Ktoś pyta, ja odpowiadam. Gdyby nie zapytał, to
    prawdopodobnie nie mówiłabym wcale o tym czy tamtym. A więc potraktowanie moich
    odpowiedzi na pytania użytkowników jako użalanie się nad sobą uważam za nie fair
    po prostu.
    Ktoś mi imputuje, jaka ja się skrzywdzona czuję przez chłopa. A czniać tego
    drania ! Zapomniałam, że żyje, a mi tu ktoś wmawia jakie ja mam poczucie krzywdy
    od niego. Trzeba było nie pytać o faceta, to bym nie odpowiadała. Ktoś inny (?)
    mi imputuje, jakie mam poczucie krzywdy od państwa. Gdzie ja to pisałam?

    Tak, więc dzielę uważnie te uwagi na godne pochylenia się nad nimi i
    przemyślenia, lub nie godne, żebym sobie gitarę zawracała.
    Przede wszystkim, to ja nie kłamię, nie zmyślam, ni fantazjuję, nie ubarwiam
    (przynajmniej świadomie. Nie mam czasu na zabawy na forach internetowych. Nic w
    tym złego, lecz ja nie mam na to czasu. Pragnę znaleźć jakieś konstruktywne
    rozwiązanie, ideę, kierunek dla rozwiązania problemu. Jakiekolwiek zaciemnianie
    mija się z celem i jedynie kosztuje mój czas, którego nie mam. Nie twierdzę, ze
    pokazuję całą d..., ale wszystko, co powiedziałam jest prawdą.
    Jest kilka osób, które z jakiś powodów mi nie wierzą, prawdopodobnie przez
    pryzmat jakiś własnych doświadczeń, które są takie , a nie inne i już. Nie mam
    zamiaru przekonywać tych osób do niczego, gdyż prawdopodobnie i tak nic by to
    nie przyniosło. Raz, że każdy ocenia innych według siebie, dwa, że mają taką, a
    nie inna wiedzę, doświadczenia, zupełnie z innej bajki i nie zrozumieją, ani
    uwierzą. Ja też kiedyś taka byłam - butna i przepełniona pychą, która kazała mi
    sądzić, że pozjadałam wszystkie rozumy tego świata i wiem na tyle dużo, aby bez
    pudła ocenić prawidłowo każdą sytuację. A gówno wiedziałam. Dziś się tego
    wstydzę i chętnie wymazałabym niejedną sytuację, kiedy oceniałam kogoś
    przedwcześnie, z nie wystarczającą ilością informacji, bardziej na podstawie
    moich poglądów, przesądów, aniżeli obiektywnych faktów, których zwyczajnie nie
    znałam. Ale do sądów byłam pierwsza.

    Oczywiście, osoby, które mi nie wierzą piszą posty o zerowej dla mnie wartości.
    Nie dlatego, że się obrażam, lecz dlatego, że ludzie ci mają BŁĘDNY WSAD
    informacyjny, tj wkładają "do pieca" własne projekcje, a jeśli moje, to tak
    bardzo przetworzone, ze nie moje. Dlatego z tego mogą wyniknąć wyłącznie błędne
    wnioski. Błędne dla mnie i mojej sytuacji. Dlatego mają dla mnie wartość zerową.
    Ale wszystkie inne uwagi czytam z dużym zainteresowaniem. Proszę jednak o
    wyrozumiałość, że nie zmienię swojego utartego trybu myślenia w 5 minut. Dla
    mnie to już znaczy bardzo dużo, ze się nad wieloma postami naprawdę zastanawiam.
    Wiele mądrych słów tu przeczytałam.
  • p_wolf 26.04.10, 20:40
    Wiem, ze jestem świetnym doradcą w
    > sprawach innych ludzi, słyszę to niemal non stop i naprawdę nie mogę się opędzi
    > ć
    > (brak czasu)od ciągłych pytań i próśb o pomoc. Nie tak w netcie, jak w realnym
    > życiu. Na cudze sprawy patrzę chłodno, z dystansu i trzeźwo, a że jestem
    > analitykiem (nie tylko z wykształcenia), to widzę sporo. (...)

    > Tak, więc dzielę uważnie te uwagi na godne pochylenia się nad nimi i
    > przemyślenia, lub nie godne, żebym sobie gitarę zawracała.


    Ktoś dziś wilka narcyzmu z lasu wywołał. Brrr.



    > Pragnę znaleźć jakieś konstruktywne
    > rozwiązanie, ideę, kierunek dla rozwiązania problemu.


    Guzik prawda. Wszyscy niemal piszą Ci co robisz źle, a Ty bronisz swoich metod i postępowania niczym Kiliński pragi.
    Idź, weź pas i przypilnuj by syn zjadł kolacje. Do ostatniego okruszka, bo jak nie zje, to pewnikiem sąd umieści go w domu dziecka.

    :/
  • nat.wroclaw 26.04.10, 22:11
    Trzymaj się, dasz radę, wierzę, że Wam sie uda poskladać życie sensownie do
    kupy. Trzymam kciuki za Ciebie i syna!
  • radola1 26.04.10, 14:11

    > A teraz z drugiej , zupełnie nie związanej szkoły ta sama
    historia. Ok, na razi
    > e
    > ustne upomnienie wychowawcy, że zgłosi oficjalnie (!) do pedagoga,
    a ten..... i
    > td.
    > I ja mam się nie denerwować? Dziękuję bardzo za takie wszystkie
    rozrywki !

    Pedagog w szkole jest po to aby pomagać dziecku, co nie znaczy że ma
    być straszakiem na rodziców. Moze włąsnie powinnaś wyprzedzić
    działania "pseudowychowawcy"/bo straszyć to każdy głupi umie i nie
    trzeba do tego kończyć studiów/ i sama skontaktować się z nim? Niech
    widzi że się starasz. Zablokujesz w ten sposób działania róznych pań
    nauczycielek a może i uzyskasz pomoc. Widzę że po latach kontaktów z
    pedagogami i psychologami masz BARDZO ograniczone zaufanie do nich,
    ale sama czujesz, że taki DOBRY psychoterapeuta jest potrzebny, sama
    sobie nie radzisz.
    Wyznaczyłaś sobie drogę z której nie chcesz zejść. Bo tak na prawdę
    to nie wierzysz że się coś da zrobić. Szukasz tylko kogoś,
    kto "doładuje twoje baterie" aby móc dalej tak samo funkcjonować.
  • rumpa 26.04.10, 14:30
    ale to logiczne
    pani z pasem pilnuje syna aby wyrabiał "normę" znaczy siedział nad
    książkami mimo że tego nie potrzebuje czy sprzątał i tak samo
    reaguje na swoja władzę, czyli kuratora czy tam co innego - trzęsąc
    się ze strachu i włażąc im w d... kosztem własnego syna

    jak mój syn miał kłopoty w pierwszej klasie , to trzech psychologów
    mi powiedziało że problemem jest za głupia dla niego nauczycielka,
    że on jest od niej inteligentniejszy , ona ma skłonności do tyranii
    i on się nigdy nie podporządkuje. Była to prawda, zmieniłam szkołę,
    dostał genialne nauczycielki i problemy zniknęły, jak w pierwszej
    klasie byłam wzywana do szkoły co drugi dzień, tak w drugiej - uwaga
    - ani razu. A dziecko rozkwitło.
    Pamietam moment jak miałam 10 lat i uświadomiłam sobie że mam głupią
    matkę, nie w złości tylko na zimno. Od tej chwili miała przerabane.
    I zdania nie zmieniłam mimo że upłynęło już prawie 30 lat.

    Jak się ma inteligentne dziecko, to trzeba być od niego mądrzejszym.

    Wyznaczyłaś sobie drogę z której nie chcesz zejść

    no i tyle, powodzenia
    jak to było - bylismy na skraju przepaści, ale uczynilismy wielki
    krok w przód
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 14:27
    Basieńka, tak na oko to twoje życie składa się z zakazów, nakazów (również wobec siebie samej) rozmaitych "zawsze", "muszę" itd.

    "Czy go kijem, czy go pałą, to ZAWSZE będą złą matką."

    Dla ciebie istnieją chyba tylko dwie skrajności: tańczyć nad synem jak teraz albo zupełnie go olać. W tej sytuacji rzeczywiście, czy kijem go czy pałką, naprawdę nie będzie dobrze. Już samo pojęcie "zła matka" jest z tych nierealistycznie skrajnych. Nierealistycznie bo nie ma czegoś takiego jak (po prostu, w 100%) dobra matka, no a złe są chyba tylko te, które katują i głodzą swoje dzieci. Mówiąc o głodzeniu myślę o dzieciach kilkunastomiesięcznych, a nie takich, które potrafią sobie zrobić kanapkę, ale wolą chipsy.

    Wiele osób w tym wątku napisało ci o małych kroczkach, o klarownm systemie kar i nagród, a ty ciągle miotasz się między wizją "strażnik obozowy" a "totalna olewka". Przeczytaj jeszcze raz, co radzą matki nastolatków w tym wątku. Pojawiło się sporo konkretnych, praktycznych wskazówek, ale ty wolisz jęczeć nad wizją kuratpra i sądu rodzinnego.

    Fajnie, naprawdę fajnie, że jednak umiesz zauważyć pozytywne cechy u swojego syna. To może być podstawa, na której zbudujesz coś dalej. Powtarzaj sobie, że "mój syn jest super pod tym i tym względem", z czasem zaczniesz zauważać więcej pozytywnych rzeczy. Tobie samej też bedzie wtedy lżej.

    Kryteria opinii kuratora są ewidentnie zrobione pod małe dzieci - tak powiedzmy, do 8 roku życia. Ostatecznie jeśli siedmiolatek chodzi w brudnych gaciach, to sprawę zawalili rodzice. Jeśli robi tak 14 latek, to on sam, pod warunkiem, że w domu jest proszek do prania i ciepła woda. Tak więc kryterium czystosci "oblałabyś", gdybyś broniła synowi dostępu do wyżej wymienionych artykułów. Naprawdę nikt nie wymaga od matki nastolatka, zeby zbierała po nim brudy po całym domu. Poza tym nastolatki z reguły mają syf we własnym pokoju i to wszyscy wiedzą.

    Proponuję, powtarzając wiele rad z tego wątku, żebyś zawarła dwa kontrakty. Jeden ze sobą samą, drugi z synem. Pierwszy będzie zawierał listę rzeczy, za które jesteś odpowiedzialna i za które nie jesteś odpowiedzialna. Możesz sobie spisać na kartce. Np: "To ja decyduję o moim miejscu pracy" i "Nie muszę prasować codziennie".

    Drugi kontrakt z synem - proponuję, żebyś porozmawiała z nim jak z dorosłym (Ha! O mało nie napisałam "musisz porozmawiać z nim.."! Ale w porę włączył mi się dzwoneczek. Nie musisz, ale jednak proponuję, żebyś to zrobiła). Wspólnie ustalcie, kto jest za co odpowiedzialny. Np. możecie ustalić, że budzisz go rano przez 20 minut, jeśli nie wstanie, to jego problem. Możecie też ustalić, że owszem, ty robisz pranie, ale pierzesz tylko to, co znjadziesz w koszu. Wrzucać musi sam. Że odnosi naczynia do kuchni. Że w jego pokoju daje się otworzyć drzwi i jest przynajmniej ścieżka do okna/biurka.

    Ustalcie też system nagród i kar. Jesli rano zastaniesz naczynia z poprzedniego dnia w pokoju, sytuacja powtórzy się kilka razy - szlaban na internet albo kieszonkowe. Zresztą we dwoje na pewno coś wymyślicie. Będzie wam łatwiej przestrzegać tego kontraktu, jeśli uzgodnicie go razem.

    Myślę, że syna tak samo meczą te awantury jak ciebie, więc pewnie przyjmie z ulgą propozycję jasnych zasad oraz obietnice, że "odczepisz" się od niego, jeśli będzie ich przestrzegał.

    W kwestii wstawania rano na zajęcia: może dzieciak zacznie właśnie wstawać, jeśli będzie wiedział, że jak sam nie wstanie to nie wstanie w ogóle. Niech poczuje, jak to jest być zagrożonym, ja to jest dostawać same jedynki, jak to jest być opieprzanym przy klasie przez nauczycieli, jak to jest mieć kilka zagrożeń, jak to jest powtarzać klasę. Jużkilka osób napisało, że lepiej powtarzać klasę, niż być uzależnionym od mamy w najprostszych kwestiach.

    Uprzedzam: będziesz klęła, obgryzała paznokcie, miotała się po domu i płakala wniebogłoy widząc, jak dzieciak nie wstaje, hoduje mrówki, trzeci tydzień chodzi z tłustymi włosami. Bądź twarda i powtarzaj sobie, że to dla jego (i twojego też) dobra.
  • rumpa 26.04.10, 19:21
    mrówkom można łatwo zapobiec - jemy w kuchni, do pokoju można zabrać
    szklankę z wodą
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 22:11
    To nie jest takie proste, jeśli ktoś ma nawyk jedzenia/picia przy kompie. Wtedy wyegzekwowanie jedzenia przy stole może być energochłonne albo wrecz niemożliwe. Łatwiej chyba wynegocjować odnoszenie naczyń po zjedzeniu albo po całym dniu. Do nocy nic się nie powinno jeszcze zalegnąć ;)
  • alinawk 26.04.10, 12:42
    Przeczytałam cały wątek. Mam jedną radę: spakować synusia i zawieźć
    go razem z bagażami znienacka do ojca. Powiedzieć że sobie
    kompletnie z nim nie radzisz, jest w trudnym wieku i w związku z
    tym potrzebuje męskiej ręki. Zostawić go. Płacić 300zł alimentów.
    Zająć się sobą. Z synkiem widywać się raz w tygodniu miło spędzając
    czas np. w kinie czy na wycieczkach. Nie pytać o szkołę żeby się
    nie stresować.
    Inaczej się psychicznie wykończysz.



    --
    Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
    bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
    elegancją.
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 14:33
    A dzieciak na resztę życia będzie miał traumę, jak to matka go z domu wywaliła, wywiozła do obcego faceta, w dodatku socjopaty, i z dnia na dzień wykreśliła go ze swojego życia. A mówiła, że kocha. Chyba więc go okłamywała.

    Z tak potraktowanych dzieci to dopiero wyrastają psychopaci.
  • ikame 26.04.10, 12:54
    kiedyś czytałam o ośrodku dla młodzieży pod warszawą, o tu
    tnij.org/gncn
  • sebalda 26.04.10, 15:05
    Szkoła podst. zgłosiła, po wcześniejszych ostrzeżeniach do Sądu. Nie miała w
    d.... Był u mnie kurator wysłany z Sądu w sprawie. W@ywiad środowiskowy poszedł
    do protokołu do Sądu. Opinia kuratora była dla mnie "mucha nie siada"

    Sąd nie wkracza na skargę ze szkoły, że dziecko spóźnia się na lekscje.
    Wychowawca, pedagog szkolny, ale nie sąd. Musiało sie dziać coś znacznie
    gorszego, o czym nie chcesz pisać. Wcześniej pisałaś, że do pewnego momentu
    młody miał czerwone paski, że jak go pilnowałaś, to było dobrze, skąd zatem ten
    sąd?
    W moim odczuciu boisz się bardziej konsekwencji prawnych w stosunku do Ciebie
    niz troszczysz o dobro syna.
    Czy zdarzało Ci się w przeszłości (bo teraz jesteście na wojennej ścieżce)
    chwalić syna? Doceniać jego inteligencję i rzeczy pozytywne, o których piszesz?
    Czy tylko nakazy i zakazy? Od najmłodszych lat, a jak coś nie tak, to i pasek
    się zdarzył? Czy się mylę?
    O której młody chodzi spać? Ma swój pokój. Czy ma w nim komputer i telewizor?
    Jeśli tak zabrać, a gonić spać o 21. Mój syn, rówieśnik Twojego, sam po 20 już
    idzie się myć i szykuje się do snu, bo wie, że jak pójdzie spać późno, to na
    drugi dzień będzie mu bardzo ciężko wstać. Ale on pod tym wzgledem jest
    wyjątkowo rozsądny, za to bałaganiarz z niego, że hej. Nigdy nie widzę, żeby
    odrabiał lekcje, ale nie mogę miec o to pretensji, bo ma dobre stopnie, IQ mu
    nie mierzyliśmy, ale chyba jest zdolny, skoro bez wysiłku ma takie stopnie.
    Kiedyś powiedzialam dzieciom, że w autobiografii Marquez napisał, że jako
    dziecko wpadł na pomysł, że będzie uważał na lekcjach i dzięki temu będzie miał
    mniej roboty w domu. Bardzo to do nich przemówiło i widzę, że same to stosują z
    powodzeniem. Czy Ty rozmawiasz z synem? Właśnie tak, na przykładach, o
    drobiazgach, o swoich sprawach? Ja swoim często opowiadam historyjki z pracy,
    one wtedy też chętniej opowiadają o szkole. Wzajemność, to dobrze działa.
    Spróbuj podejść do syna mimo wszystko trochę pozytywniej, doceń jego dobre
    strony i powiedz mu o tym. Przedstaw wizję, jak wiele może osiągnąć przy
    minimalnym wysiłku i ustal na razie ten minimalny wysiłek. Potem małymi
    kroczkami. I nie wymagaj, że sam z siebie będzie Ci pomagał, tak zdarza się
    naprawdę w niewielu domach. Dziecku, tak jak i mężowi;) należy wszystko
    wyznaczać, a nie oczekiwać, że samo się domyśli. To abstrakcja:)
  • marianka_marianka 26.04.10, 16:45
    sebalda napisała:
    Sąd nie wkracza na skargę ze szkoły, że dziecko spóźnia się na lekcje.Wychowawca, pedagog szkolny, ale nie sąd. Musiało sie dziać coś znacznie gorszego, o czym nie chcesz pisać.


    O tym samym pomyślałam.

    Z listów Autorki wynika, że otacza się samymi pedagogami, psychologami, kuratorami i Sądami. Tylko słowa powyższych do niej przemawiają.

    Obojętnie ile osób napisze jej z własnego doświadczenia o perypetiach nastolatków, ona dalej swoje jak zdarta płyta - muszę to i tamto bo mi zabiorą dziecko...

    To już teraz mu szukaj żony, która też nad nim będzie stała z pasem, bo on nie będzie znał innej motywacji.


    --
    Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
  • radola1 26.04.10, 20:15
    Masz swoją wizję wychowywania dziecka stwarzaną przez ciebie samą.
    Masz jakiś nieprawdziwy pogląd na temat róznych instytucji
    wychowawczych. Wszystko co ci proponują forumowicze odrzucasz i
    bronisz jak lew swoich racji czyt. swojego postępowania. Otaczasz
    się tylko takimi ludźmi którzy popierają twoje metody i utrzymują w
    przekonaniu ze robisz dobrze. Jeżeli tak jest, to dlaczego tak się
    czujesz? Już pisałam, że oczekujesz pewnie jakiegoś eliksiru, "soku
    z gumijagód" dającego siłę aby móc dalej tak żyć.
    W wychowaniu jest działanie i jest reakcja na to działanie. Jeżeli
    reakcja jest taka jak w zamierzeniu, daje to osobie wychowującej
    siłę i zadowolenie z działania. Ty nie masz już tej siły. Po prostu
    się "zużyłaś" bo nic nie doładowywałao twoich akumulatorów. Nic już
    nie osiągniesz. przed synem jeszcze ze 2 lata gimnazjum. Pomyslałaś,
    że możesz psychicznie nie doczekać tego momentu? Ze doprowadzisz sie
    do takiego stanu, ze będzie ci obojętne wszystko? Wiem co mówię, bo
    sama też byłam bliska tego.
    Dostałaś tyle różnych rad, ale nie zauważyłam żebyś odpuściła
    chociaż na milimetr. Pomocy nie wystarczy szukać, trzeba ją umieć
    przyjąć.
  • nat.wroclaw 26.04.10, 22:09
    i doczytaj komentarz "zbiorczy" autorki wątku, zanim jej zarzucisz rzeczy, ktorych nie robi, o czym świadczy wpis z linku ponizej:


    Tekst linka
  • radola1 26.04.10, 23:14
    Tak rzeczywście umknął mi ten komentarz, jednak dotyczy ongłownie
    mojego stwierdzenia ze "nie ustepuje nawet na milimetr". Ugruntowane
    przez 12 lat "metody" nie mogą się zmienić w ciągu 2-3 dni. A co ja
    takiego nieprawdziwego zarzucam basience4? Że otacza sie ludźmi
    którzy ja popierają? Wyjaśniam że nie chodzi mi o forum tylko o
    najbliższe otoczenie. /Najlepszym przykładem jest koleżanka z sadu
    rodzinnego/, a poz tym /trochę przejaskrawiam/:
    1. Psychologowie=niekompetentni, głupcy
    2. Ośrodki wychowawcze - wszystkie dla wyrokowców
    3. Szkoła- tylko czeka aby jej się noga podwinęla ijuż do sądu.
    4. Szkolny pedagog- Najwyższy inkwizytor
    5. Wszyscy razem tworzą rodzaj mafii wszystkowiedzącej
    wszystkosłyszącej
    Takie odniosłam wrazenie czytając posty basienki4

    Mój post miał takie nieśmiałe przeslanie aby uważała na siebie bo
    nikt nie jest niezniszczalny. Wiem to z własnego doświadczenia, bo
    też kiedys wydawało mi się że wszystkiemu dam radę i moja droga jest
    jedyną słuszną. Zdrowie lubi płatać figle.
  • nat.wroclaw 27.04.10, 07:12
    >>a poz tym /trochę przejaskrawiam/:

    Otóż to. Nie tylko Ty w tym wątku i nie tylko trochę. Naprawdę odróznienie
    oszołoma i trolla od kogoś, kto doszedłszy do ściany z zyciowego yy .. niech
    będzie "dna" pisze bardzo szczerze, nie wymaga nadludzkiego wysiłku umysłowego.

    Och jak łatwo i przyjemnie pojeździc po garbie komuś, kto tego garba nie ukrywa,
    co?

    Zadna z ferujacych tu oceny i wyroki a nawet diagnozujących choroby psychiczne osób chyba realnie nie wierzy, że po ponad 12 latach tego rodzaju trudności basieńka w 2 dni odpisze wesoło: "Och faktycznie, nie wiedziałam, macie racje hyc, hyc, zmieniam się". I tylko dlatego, że tak nie pisze przytakując wszystkim skwapliwie - dorabia jej się w prawie 200 postach coraz gorszą gębę.

    Z godziny na godzinę coraz bardziej sie kobiety same nakręcacie. A gdy pod
    wieczór autorka zbiera te łajania i jakoś stara się wyprostować wasze zarzuty .. no niestety, jej komentarz wam umyka.

    Kaman!

    > Mój post miał takie nieśmiałe przeslanie aby uważała na siebie bo
    > nikt nie jest niezniszczalny. Wiem to z własnego doświadczenia, bo
    > też kiedys wydawało mi się że wszystkiemu dam radę i moja droga jest
    > jedyną słuszną. Zdrowie lubi płatać figle.

    A nie moglas tak napisać od razu? Po co krzywdzące generalizowania z wchodzeniem z butami typu: "ty chcesz", 'ty nie chcesz", "ty myslisz", "otaczasz sie tylko ..".

    Przeciez nie wiemy tego.

  • rumpa 27.04.10, 07:53
    po pierwsze dostalismy nową porcję informacji - jaka ja wspaniała
    po drugie, ja na przykład nie dostałam odpowiedzi na moje proste
    pytania o dziecko zamiast tego kolejny panegiryk na własną cześć

    po trzecie doskonale już widać, że dla pani celem jest bycie dobrą
    matką czyli zrealizowanie co tam ma w głowie -mgła jedwabna jak
    zwykle niezawodna
    a nie samo dziecko
    po czwarte moja matka też była przez psychologów uważana za dobra
    matkę - wychwycić że jest narcyzem skupionym na sobie a ja jestem
    jej sposobem na dwiedzenie że jest ok mógłby tylko dobry
    psychoterapeuta a nie pani po studiach psychologicznych zaliczonych
    na 3 w czasei 45 minutowego spotkania, kiedy nawet psychopatyczna
    ćpunka jest w stanie zagrać kochającą matkę.
    ale pani nie widzi potrzeby pójscia do psychoterapeuty ktory
    pracowałby nad jej zachowaniem i zawartością mózgu, tylko do takiego
    z którym mogłaby poonanizować się swym cierpieniem - patrz ksiądz
    po piąte ja swojego świra leczę już prawie 20 lat i już wtedy oferta
    była spora, zwłaszcza w Warszawie. Nie uwierzę, że pani nie mogła
    nikogo znależć 10 lat temu, bo wtedy już na przykłd działała
    fundacja początek a w niej pracowały genialne babki, do których
    trafiłam sama ze sobą i moim dzieckiem. Bezpłatna czy też
    symbolicznie odpłatna. Były kursy dla rodziców. Nie mniej pani
    latała z - uwaga - dzieckiem, a nie z sobą. Osobiście nigdy nie
    miałam żadnych wątpliwości że powinnam zacząć od siebie, bo
    niezależnie jakie jest dziecko, problemy mogę wygenerowac tylko ja
    idiotycznie na to dziecko reagując. Dzięki temu moje dziecko z ADHD
    i lekkim AS radzi sobie całkiem nieźle i coraz lepiej a ja razem z
    nim. Tyle że moim hasłem przewodnim nie było "TO MOJE DZIECKO" tylko
    Jestem JEGO matką .
    trudności wynikają z osobowości Basieńki, a ta jest , mówiąc
    delikatnie, dla mnie mało zachęcająca, z tego jak pisze i o czym
    pisze. I terapia jest potrzebna przede wszystkim naszej wspanialej
    analityczce a nie dziecku.
  • ewa9717 27.04.10, 09:16
    A ja myślę że Basieńka jest po prostu już przy scianie. Fajnie się
    radzi: ja też nie lubiłam wstawać rano, kuzyn męża wagarował, a ktoś
    tam też uwagi zbierał, a teraz to i studia skończył, ho, ho! Tylko
    że jej syn to zupełnie inna liga. Basieńko, nie potarfię pomóc, mam
    nadzieję, że oboje z synem znajdziecie pomoc w jednym ze źródeł
    wskazanych w tym wątku albo wreszcie trafisz na kogoś, kto z racji
    wykonywanego stanowiska nie potraktuje Cię sztampowym testem, a
    potem "działaniami" polegającymi na odsyłaniu problemu z biurka na
    biurko.
  • basienka.4 27.04.10, 10:21
    do rumpy:

    Warsztaty wychowywania dzieci przeszłam w całości. Nic nie skutkowało. Dosłownie
    nic. Syn każdorazowo reagował inaczej, niż zapisano, powiedziano, spodziewano
    się - że dzieci reagują na coś tam. Może i reagują. Mój syn - nie.
    O fundacji, którą wymieniasz słyszę pierwszy raz w życiu.
    Bardzo chętnie (BARDZO, BARDZO !) poddam się kompleksowej psychoterapii u
    dobrych specjalistów. Jak tylko będą chcieli ! Ja sama, lub z synem, lub nawet z
    kotem, jeśli uznają za stosowne. To świetny pomysł, nawet, jeśli nie nowy.
    Miałabym wobec tego taką prośbę do ciebie:
    1. Prześlij mi kilka tysięcy zł na taką terapię (sama niestety nie posiadam),
    jestem w stanie rozliczać się z tobą i przedstawiać r-ki od psychoterapeuty,
    żebyś wiedziała, ze nie sprzeniewierzam pieniążków na inny cel. Prześlę ci mój
    nr konta ok?
    2. Alternatywnie, napisz mi IMIENNIE, który psychoterapeuta rodzinny w Warszawie
    jest skłonny przeprowadzić taką długotrwałą terapię NIEODPŁATNIE w chwili
    obecnej (nie x lat temu). Tylko, nie
    wykręcaj się tekstami typu : sobie poszukaj, na pewno coś znajdziesz itp. Jak
    przywalasz takie zarzuty, to poproszę o konkretny namiar! I nie chodzi tu o
    jakąś pojedynczą wizytę, lub nawet kilka u jakiegoś psychologa, tylko jak sama
    sugerujesz, o regularną, prawdziwą psychoterapię u odpowiednio wyszkolonego
    psychoterapeuty, specjalisty, znającego się również na problemach wychowawczych.
    Sprawdzę, zapytam, poinformuję na forum.

    Co do odpłatności: znasz piramidę potrzeb ? Jak mam nie kupić jedzenia, lub mają
    mi wyłączyć prąd za niezapłacony rachunek (co się już zdarzało), to potrzeby
    natury duchowej umiejscawiają się (a właściwie stale tam są)na zgoła innym
    poziomie. I to nie tylko u mnie.
  • wielbicielnaruto 27.04.10, 10:32
    do Pani Agnieszki, moderatora forum. Skoro mogłać poczekać na pomoc
    x lat, to pomoc terapeutyczna z NFZ jest bezpłatna, choć można na
    nią trochę poczekać.
  • rumpa 27.04.10, 11:26
    nieodpłatna indywidualna na czerniakowskiej, termin na czwartek
    22 5841227
    na Dolnej 228412613 - nieodpłatna grupowa

    www.psychoterapia.org/poradnia/
    zestaw ośrodków z nieodpłatną terapią, również dla rodzin z dziećmi

    terapia odpłatna u dobrej specjalistki kosztuje 400zł miesięcznie
    dla przyjaciólki znalazłam dwie terapeutki na Pradze Południe,
    nieodpłatne, w tym jedną z bardzo dobrymi referencjami, to było co
    prawda dwa lata temu ale zawsze - przez opiekę społeczną chyba albo
    niebieską linię.
    Fundacja Początek około 10 lat temu jej plakaty wisiały dosłownie
    wszędzie, bo była związana z akcją Rodzić po Ludzku. I tak tam
    trafiłam.
    W dalszym ciagu nie wiem:
    co takiego było na tym wyjatkowym obozie
    dlaczego był zmuszany do nauki skoro tego nie potrzebował
    czy była rozwazana opcja nauki indywidualnej
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 22:15
    Ten wątek wisi tu raptem 2 dni. Dajmy czas jego autorce na przetrawienie wszystkiego, co tu wyczytała. Tak od razu nie zmieni mentalności i nie zacznie nam przytakiwać, ale może dzieki naszym uwagom coś powoli zacznie się poprawiać.

    Basieńka, spróbuj wcielić w życie, co ci ludzie radzą, i napisz za jakiś miesiąc jak poszło.
  • mgla_jedwabna 26.04.10, 22:31
    Jest pewna subtelna różnica między przejmowaniem się opnią psychologów itd. mając na celu dobro dziecka, a przejmowaniem się opiniami specjalistów, aby samej ne mieć kłopotów. Basieńki chyba nie interesuje, żeby dziecko nie miało kłopotów, tylko, żeby ona nie miała kłopotów z dzieckiem/ z powodu dziecka. Jak zespół psychologów poobserwował ją i dziecko przez lustro weneckie, to stwierdzili, że ona jest ok. W tym momencie Basieńka4 odetchnęła z ulgą i więcej syna do psychologów nie zabierała.

    Cała ta zdarta płyta stąd się bierze - Basieńka 4 boi się o siebie, o to, że wyjdzie na "złą matkę". A teraz hipoteza: Basieńka4 nie potrafi być może oddzielić tego od strachu o syna, który to strach też na pewno gdzieś tam jest, ale wymaga zupełnie innych metod postępowania. Jest to tak pomieszane, jak pomieszany jest rozkład odpowiedzialności, dostosowanie wymagań do wieku itd.

    Kto ma ochote, niech dyskutuje z tą hipotezą, ja się zabieram do pracy. Na dzisiaj dobranoc.
  • basienka.4 27.04.10, 09:39
    Chciałabym powiedzieć, ze poza jednym przypadkiem, kiedy to szkoła wysłała
    młodego na badania (za moją zgodą). to ja sama zabiegałam o takie badania. Nie
    wiem po jakiego groma miałabym chodzić na spotkania (np z tym lustrem), a było
    ich wiele, żeby tam odgrywać jakieś teatrzyki, żeby oni mnie ocenili jako taką
    czy inną matkę. Ja chciałam praktyczne porady, a zespół psychologów stwierdził,
    że mam wszelką wolę do współpracy. I prawidłowo stwierdził. To oni sami uznali
    się po tym wszystkim za niewystarczająco kompetentnych dla tego przypadku. A był
    to zespół kilku osób : pedagog, psycholog dziecięcy, psycholog dla dorosłych.To
    nie jest mój zarzut (niekompetencji) i nie mam pretensji, przeciwnie byłam pod
    wrażeniem uczciwego postawienia sprawy. Rzadko się zdarza, żeby jakiś
    specjalista tak sam o sobie powiedział, kiedy nie wie co dalej. Więc uznali, że
    może psychiatra pomoże. I tu trafiłam na konowała. Trudno nie mieć pretensji do
    lekarza, który przysłowiowego "termometru w tyłek nie wsadzi, a wypisuje
    diagnozę o zapaleniu płuc. To przenośnia. Czy ktoś z was chciałby być leczony
    przez takiego "specjalistę"? Czy ktoś z was nie nazywałby takiego cymbała -
    konowałem? No, nie wiem, ja mam stosunek nieco zdystansowany do autorytetów w
    ogóle. Autorytet, autorytetem, a ja czytać też umiem i zaczerpnąć wiedzy nt
    metod diagnozowania choroby, o którą jest podejrzenie też umiem. I w czym
    mądrzejszy jest taki konował ode mnie, żebym pozwoliła z mojego dzieciaka lekką
    ręką robić królika doświadczalnego, może jeszcze jakieś psychotropy do łykania?
    Do mnie przemawiają argumenty, a nie autorytety (że ktoś jest dr psychiatrii).
    Ja chciałam i nadal chcę dzieciakowi pomóc (i automatycznie sobie), ale nie
    rzucę dzieciaka jakimś idiotom "na pożarcie", bo z kolei jestem też taka, że za
    dzieciaka oczy wydrapię. I chyba nic w tym dziwnego, tak mi się wydaje.
    Miałam kilku facetów po drodze, ale nie pasował im mój syn (problematyczny)i
    ilość uwagi, jaką jemu poświęcam. Może i to jest nieprawidłowe, sama się
    zastanawiam, pewna nie jestem, ale taka już moja natura, że nigdy nie miałam
    cienia wątpliwości KOGO pożegnać przy tego rodzaju "konfliktach interesów". Tj
    facet-wypad, syn zostaje i nawet nie chcę słyszeć słowa gderania na mojego syna,
    żeby nie wiem jak słuszne było. Jak mi się który chciał narazić, to wystarczyło
    nagadać na mojego syna i już mógł zacząć "pakować walizki". Nie raz się
    zastanawiałam, czy ja dobrze robię. Nawet potrafiłam dojść do LOGICZNEGO
    wniosku, że może niekoniecznie. Logika, logiką, ale moje "wnętrze" wymiatało i
    całym swoim jestestwem mówiło: facet- żegnam.
    Ja sama czuję, ze mój stosunek do syna jest jakiś niezdrowy. Jestem zbyt
    poświętliwa i za bardzo się przejmuję. Dlatego uważam, że nie nadaję się na
    matkę i nigdy nią nie powinnam zostać. Za mało we mnie dystansu i zdrowego
    egoizmu. Obawiam się, czy to się zmieni. Jest to dla mnie tak szalenie trudne,
    takie nie do przebrnięcia, ze obawiam sie, czy uda mi się nabrać nieco dystansu,
    ale nieco, a nie po całości. Bo właśnie taka moja natura ze wszystkim: wóz, albo
    przewóz.
    Może brak mi asertywności? Może by się przydało. Są treningi. Jednak bardzo,
    bardzo, bardzo zniechęca mnie do tego znajomość z pewnymi ludźmi (niektórzy z
    rodziny) pracującymi zazwyczaj w wielkich korporacjach na stanowiskach. Oni mają
    takich treningów bez liku, na okrągło. Z biegiem lat dużo się nauczyli i ja to
    widzę. I coraz mniej ich lubię, a mówiąc wprost wcale nie lubię i to coraz
    bardziej zdecydowanie. Już nawet spotykać się z nimi nie chcę, ani najchętniej
    nie mieć nic do czynienia. Dla mnie to są roboty - cyborgi. A cała ta
    asertywność, to nic innego, jak eleganckie ubranie dla określeń EGOIZM i
    ZNIECZULICA. To są ludzie, którzy bliźniego w chorobie do szpitala nie zawiozą,
    bo wolą iść w tym czasie do kina dla własnego relaksu i własnej higieny
    psychicznej. To przykład abstrakcyjny (chociaż nie wiem). To sa ludzie, którzy
    przedłożą swój najbłahszy interes przed poważny problem bliźniego, który wymaga
    lub prosi o pomoc. I myślą, że jak ich nauczono ODMAWIAĆ w sposób kulturalny,
    spokojny i z odpowiedni wytrenowaną intonacją głosu, to już są kryci. Uważają
    się za asertywnych, a nie paskudnych egoistów. AKURAT ! Ja tego nie kupuję, ani
    na milimetr. Znam tych ludzi, jacy byli wcześniej i że można było na nich
    polegać w jakieś potrzebie i ze mieli wiele ludzkich odruchów i znam ich teraz
    po latach korporacyjnych treningów i szczerze ich nie lubię, na granicy z: nie
    znoszę. Wiwat treningi asertywności.
  • nat.wroclaw 27.04.10, 10:06
    Może zdążę odpisać zanim Cię tu obsiądą forumowe świętości bez skazy i
    zdiagnozują syndrom tego i owego.

    Baśka,

    >>Więc uznali, że może psychiatra pomoże. I tu trafiłam na konowała.

    Może warto spróbować jeszcze raz - poszukac dobrze rekomendacji (tu zaufałabym
    poleceniu Sebaldy, ona z racji zawodu ma kontakty, wiedze i rozeznanie).

    > Ja sama czuję, ze mój stosunek do syna jest jakiś niezdrowy. Jestem zbyt
    > poświętliwa i za bardzo się przejmuję. Dlatego uważam, że nie nadaję się na
    > matkę i nigdy nią nie powinnam zostać. Za mało we mnie dystansu i zdrowego
    > egoizmu.

    Oj, za mocne wnioski, za mocne. Nie jest idealnie (sama to wiesz), ale gdzie
    jest idealnie? Pewnie kazdy rodzic co jakis czas dochodzi do punktu w ktorym
    wali glowa w sciane i mowi: "No nie nadaje się, nie dźwigam".

    Emocje, emocjami, tak bywa, ze cos bardzo trudnego czasem tak "granicznie"
    przezywamy, jednak - REALNIE - masz rozum, dwie ręce, dwie nogi, głowę, serce i
    niemało chęci, żeby to poukladać. Spokojnie, powoli, DA SIĘ. Nawet jesli 14 lat
    była rownia pochyla w dol, to kolejne 60 lat moze byc do gory i coraz lepiej.
    Naprawde może.

    >Obawiam się, czy to się zmieni. Jest to dla mnie tak szalenie trudne,
    > takie nie do przebrnięcia, ze obawiam sie, czy uda mi się nabrać nieco
    dystansu ale nieco, a nie po całości. Bo właśnie taka moja natura ze wszystkim:
    wóz, albo przewóz.

    No to masz juz punkt zaczepienia, czyli tzw. "wgląd" w siebie. Najpierw
    świadomość że problem istnieje, potem zrozumienie dlaczego sie pojawił i
    dlaczego trwa, potem wejście w bliski kontakt ze sobą i powoli, małe kroki ku
    zmianie tego, co jest nieokej.

    Wiem, że masz średnie doświadczenia w kontakcie z psychologami. Ale to, o czym
    piszę wyżej warto by wesprzeć w kontakcie z sensownym terapeutą. Warto takiego
    poszukać (a tacy są, zapewniam!). Własnie po to, zeby nie dać się zamotać samej
    sobie we wlasne uprzedzenia, lęki, skłonnosci, utrwalone schematy dzialania,
    które choc obiektywnie nielogiczne, stają się silniejsze od logiki.

    Myslę, że nie asertywnośc czy jej brak jest tu najistotniejszy.

    Trzymaj się!

  • mgla_jedwabna 27.04.10, 14:11
    Zacznę od końca, czyli od pytania, jak sfinansować terapię.

    Twierdzisz, że jesteś dobrą specjalistką w swoim zawodzie i wyłącznie niedyspozycyjność między 8 a 10 rano uniemożliwia ci zmianę pracy na lepszą, m.in. lepiej płatną. To może jednak zmień pracę na lepiej płatną (wystarczy 400 zł więcej na miesiąc) i rozpocznij terapię po pierwszej wypłacie. Do tego czasu syna ze szkoły nie wyrzucą, a potem masz podkładkę - jest problem, ale pracujemy nad nim.

    Z poradami specjalistów było tak: zespół stwierdził, że matka jest ok, a dziecko przerasta ich możliwości. I co dalej zrobiłaś? Poszukałas lepszego specjalisty? Nie, zadowoliłaś się diagnozą, że sama jesteś ok.
    Psychiatra konował? Zdarza się. Trzeba było iść do następnego, a ty uznałaś, że swój obowiązek spełniłaś, skoro zabrałaś dziecko do psychiatry, a że konował, to nie twoja wina. Causa finita.

    Z tymi facetami po drodze:
    "Jak mi się który chciał narazić, to wystarczyło nagadać na mojego syna i już mógł zacząć "pakować walizki"(...)Logika, logiką, ale moje "wnętrze" wymiatało i
    całym swoim jestestwem mówiło: facet- żegnam."

    To się nazywa uleganie emocjom wbrew rozsądkowi. To, że ktoś ma uwagi dot. zachowania dziecka/ metod matki, to nie znaczy, że należy go natychmiast wyrzucać ze swojego życia. Żadna matka nie jest idealna, każda nieraz usłyszy jakąś uwagę. Jeśli będzie to mądra matka, to być może przyzna rację, zamiast spuszczać komentującego po brzytwie. Strzeliłaś sobie w stopę podwojnie, bo nie dość, że pozbawiłaś się możliwości skorygowania swoich metod wychowawczych, to jeszcze zostałaś bez jakiejkolwiek pomocy w wychowaniu oraz tzw. męskiego wzorca dla syna.

    Teraz dygresja o asertywności:

    To, że znasz kilku antypatycznych ludzi, którzy przy okazji są asertywni, to jeszcze nie oznacza, że asertywność jest be. To są niezależne od siebie cechy. Równie dobrze ci ludzie mogliby być antypatyczni i agresywni albo antypatyczni i pasywni, wycofani i niechętni do wszystkiego, prawda?

    A asertywność sama w sobie bynajmniej nie jest sztuką uszczęśliwiania otoczenia i siebie przy okazji. Jest sztuką wychodzenia na swoje, ale tak, żeby nie robić krzywdy innym. Czyli np. właśnie sztuką odmawiania w sposob uprzejmy, a nie mieszający proszącego z błotem. Nie ma to nic wspólnego z systemem wartości danego człowieka. Wydaje mi się, że nie znosisz swoich korporacyjnych znajomych za to, że są cynikami i egoistami, a nie za asertywność. Uwierz mi, można być asertywnym egoistą i nieasertywnym egoistą albo asertywnym cynikiem i nieasertywnym cynikiem, tak jak można być asertywnym idiotą i nieasertywnym idiotą. Oba gatunki występują w przyrodzie.

    (koniec dygresji o asertywności)

    Zresztą tobie Basieńka4, akurat nie asertywności brakuje, tylko moim skromnym zdaniem masz problem z rozkładem (=rozmieszczeniem, nie gniciem ;) ) odpowiedzialności, z konsekwencją, z kierowaniem się rozsądkiem, a nie emocjami.

    OK, nie twierdzę, że kierowanie się emocjami jest zawsze złe. Ale powinno być rezultatem świadomego wyboru, tzn. sam(a) decyduję, kiedy kalkulować na zimno, a kiedy ulegać porywom serca. A jeśli dochodzi do sytuacji, że działasz wg emocji, choć jest to ewidentnie na szkodę twoją i otoczenia (syna, niedoszłego partnera, osób, które mogłyby skorzystać z owoców twojej pracy - sama piszesz, że teraz się marnujesz), to coś jest nie w porządku i lepiej byłoby to naprawić.
  • sebalda 27.04.10, 14:42
    Basieńko4, odpowiadasz tylko na zarzuty, bronisz się zaciekle, trudno Ci przyjąć
    krytykę, łatwo ferujesz wyroki, bardzo się nakręcasz. Rozumiem, bo to wszystko
    nie jest przyjemne. Rozumiem, że doszłaś do ściany, ale może to nie jest tylko
    wina syna, ale i Twoja. To że w badaniach psychologów i po wizycie kuratora
    (zapowiedzianej czy nie?) wyszłaś, "że mucha nie siada" naprawdę nie oznacza, że
    masz odpowiednie podejście do syna. Na pokaz, w trosce o władną d... nie tak
    trudno zagrać dobrą, wręcz wzorową matkę.
    Piszesz, że syn łatwo nawiązuje kontakty, że nie jest źle traktowanych przez
    rówieśników (zatem można nawet przyjąć, że jest lubiany), ma ciekawe hobby. Czy
    nie daje Ci to do myślenia, że tylko w kontaktach z Tobą jest taki zły,
    niechętny, stanowi dla Ciebie "krzyż"?
    Ponowię swoje pytania i poproszę o odpowiedź, nie tylko w formie obrony przed
    zarzutami, ale dla umożliwienia zrozumienia niektórych Twoich zachowań w
    stosunku do młodego:
    Czy zdarzało Ci się w przeszłości (bo teraz jesteście na wojennej
    ścieżce)chwalić syna? Doceniać jego inteligencję i rzeczy pozytywne, o których
    piszesz?
    Czy tylko nakazy i zakazy? Od najmłodszych lat, a jak coś nie tak, to i pasek
    się zdarzył? Czy się mylę?
    O której młody chodzi spać? Ma swój pokój. Czy ma w nim komputer i telewizor?
    Jeśli tak, zabrać, a gonić spać o 21.
    I jeszcze odpowiedz szczerze: dlaczego, jak syn był w szkole podstawowej,
    pojawił się u Was kurator z sądu. Jakie były skargi ze strony szkoły? Syn nie
    pije, nie przeklina, nie jest agresywny. Trudno uwierzyć, że same spóźnienia
    były przyczyną takich działań ze strony szkoły i sądu.
    Czy biłaś syna?
  • fangora 27.04.10, 15:36
    Tak czytam i czytam i myślę, że Autorka rozpaczliwie woła o pomoc. Nagle zdała
    sobie sprawę, że życie przecieka jej przez palce, że sie zapętliła, "zafixowała"
    na synu, a o sobie całkowicie zapomniała. Jest samotna, w sile wieku i nie
    uwierzę, że nie chciałaby jeszcze kogos poznać, mieć poczucie bezpieczeństwa i
    oparcie w mężczyźnie. Sama uważa się za osobę na poziomie, wykształconą,
    wszechstronną.
    Mam wrażenie, ze jest uzależniona od swojego syna i nawet gdyby ich relacje były
    lepsze (choćby bez problemu porannego wstawania)to i tak znalazłaby coś, co nie
    dałoby jej spokoju w jego zachowaniu. Toksyczny związek.
    Ciekawa jestem opinii syna, co by powiedział na pytanie: jaka jest moja mama?
  • agnieszka_iwaszkiewicz 27.04.10, 17:05
    Zajrzałam jeszcze raz do tego wątku, prześledziłam go, przeczytałam niektóre
    wypowiedzi autorki wątku i reakcje na nie. Nie wdając się w szczegółową analizę
    poszczególnych stanowisk, bo wątek wzbudził ogromną dyskusję, mam następującą
    propozycję dla mamy czternastolatka.
    Warto uznać, że niezależnie od socjopatycznych tendencji, ewentualnego ADHD czy
    depresji, zachowań charakterystycznych dla nastolatka, to co robi Pani syn jest
    jakimś sposobem komunikowania się z Panią i z całym światem dorosłych. Z sobie
    znanych lub całkiem nieświadomych powodów Pani syn ponad miarę nie chce się
    podporządkować normom ustalonym przez ten świat. Obowiązek szkolny, porządek
    w pokoju, Pani polecenia. Syn stosuje też taki bierno - agresywny opór i na
    złość zmarnuje swoje 150 IQ, aby nikomu, nawet sobie, nie dać satysfakcji. Im
    szybciej się dowie po co to robi , tym lepiej dla niego.
    Dlatego proponuję odkodować ten komunikat. Ze względu na Waszą przeszłość i
    wspólne doświadczenia, warto pójść razem na konsultację do psychologa. Ważne
    jest to, że razem. Trudnymi dziećmi zajmuje się w Warszawie p. Basia Karyłowska
    - Arska, proszę spróbować też znaleźć namiary na p. Marka Czernuszczyka. Może
    ktoś z Fundacji Synapsis coś o nim będzie wiedział. Lub na SWPS, bo on chyba
    przyjmuje w ich Centrum Psychoterapii. Albo znaleźć kogoś z terapeutów z
    ośrodka w Zagórzu. I pójść razem, bo razem macie kłopot. Dodatkowo terapeuta
    sprawdzi czy z synem nie dzieje się coś poważniejszego, na co trzeba zareagować.
    To razem oznaczać będzie też, że nie tylko syna trzeba naprawiać, ale całą Waszą
    relację i Pani jest na to gotowa. To też będzie dla syna ważny komunikat, że nie
    jest wyłącznie dewiantem. Obawiam się, że w tym
    wypadku pomoc dla Pani samej będzie niewystarczająca. Trzeba nauczyć się
    porozumiewać. Niezależnie od tego dopiero może Pani sama korzystać z pomocy.
    Agnieszka Iwaszkiewicz
  • bubster 27.04.10, 18:04
    Chociaż rzadko chodzę do kościoła, to jednak czuję, że tym razem
    powinnam o
    tym wszystkim porozmawiać z psychologiem, ale księdzem. Czuję, że to ma
    jakiś
    związek z wiarą. Po prostu czuję.


    nie rozumiem
    niby dlaczego?
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • fangora 27.04.10, 19:25
    "Jak trwoga to do Boga"
  • basienka.4 28.04.10, 10:30
    Wszystkie informacje nt psychologów, psychoterapeutów pozbieram, posprawdzam,
    poustalam i będę coś działać. Dziękuję. Zobaczymy co wyniknie.
    Teraz odpowiem na kilka postów wg pamięci.

    Jak trwoga , to do Boga: Zgadza się.
    Wizyta kuratora/bicie: Czy biję ? Teraz już nie. Bo mi głupio. Jakoś wstyd i
    czuję się zażenowana. To zażenowanie jest jeszcze większe od wściekłości w danym
    momencie. Po prostu - nie wypada. Nie o obawę tu chodzi, że mi odda, lecz jest
    mi głupio bić takiego starego byka, bo jest to uwłaczające godności i poniżające
    dla niego. Wcześniej nie miałam takich odczuć, lecz inne. Wcześniej, jak mi
    nerwy puściły i nie widziałam już żadnego innego wyjścia, to wbrew opiniom
    psychologów o nieskuteczności bicia, musiałam uznać, że się mylą. Było bardzo
    skuteczne. I tylko to było skuteczne. Problem był w tym, że jak już pisałam, ja
    się do tego nie nadaję. Więc tak : osiągałam zamierzone efekty i skuteczność
    była wysoka, natomiast poprzez zastosowaną metodę, która do tych zamierzonych
    efektów doprowadzała, ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że gorzej niż syn,
    a nawet przypuszczam. Bo on jakoś szybko dochodził do siebie, szybko po nim
    spływało. Np on już w godzinę po, ćwierkał radośnie w innym temacie, a ja miałam
    czarną rozpacz przed oczami przez pół dnia lub dłużej.
    W nadziei na znalezienie INNEJ, zastępczej metody, która byłaby równie
    skuteczna, ale nie barbarzyńska udałam się wówczas do tego zespołu psychologów
    (lustro weneckie). Chociaż oni nic nie poradzili, to jednak ja w dużej mierze
    odpuściłam, bo stwierdziłam : niech się dzieje wola nieba, ale ja nie mam siły
    psychicznej, ani moralnej, żeby tego dzieciaka tak tłuc, nawet, jeśli skutkuje,
    to ja się nie nadaję na tę rolę i mam gdzieś taki interes. Bo przecież
    każdorazowo było mi tego dzieciaka po prostu żal. I to jak ! Dzieciaka żal,
    siebie żal (bezsilność), ogólnie: interes do dupy. Więc przestałam. A teraz, to
    jest mi łatwiej (żeby nie tłuc), bo do tego doszło jeszcze to bardzo silne
    odczucie zażenowania (w przypadku ochoty).

    Kurator był, jak napisałam wyłącznie w sprawie spóźnień i nieobecności na
    pierwszych lekcjach, które były (i są) codzienną normą od lat. To jest
    niedostosowanie społeczne z zagrożeniem niewydolności wychowawczej polegającej
    na NIE przygotowaniu młodego człowieka do późniejszej, samodzielnej egzystencji
    w społeczeństwie, czyli podstawowa rola rodziców. Myślę, że jak Sąd dostaje
    oficjalne zgłoszenie jakiegoś problemu, to chyba musi jakoś zareagować. Więc
    przysłali kuratora, żeby sprawdził sytuację. Ten sprawdził, napisał dobrą opinię
    i sprawy nie było. Być może Sąd uznał to wszystko za nie aż takie groźne, nie
    wiem, tylko przypuszczam. Ale sprawdzić musiał, bo poszło drogą oficjalną.

    Obóz z którego syna nie wyrzucili: to był obóz przetrwania, coś w tym stylu. Nie
    kazali się myć. Nie przydzielali punktów karnych (brak nagrody) za nie
    posprzątany pokój. Pokoju nie było, tylko las. Zbiórek, apeli o określonej
    godzinie (na które się można spóźnić, przez co cały pokój dostaje naganę i jest
    wściekły na sprawcę)nie było. Więc syn przetrwał, a inni z nim. Jednak
    powiedział, ze było nawet znośnie, nawet ok, ale, żebym więcej go nie posyłała
    na takie coś, bo nie pojedzie jednak więcej. Obecnie, jedyny obóz , na który syn
    ma ochotę się wybrać i by pojechał bez protestów jest bardzo ściśle
    wyselekcjonowany przez syna via internet. Ten i żaden inny. Lub wcale. Więc
    wcale. Jest to obóz survivalowy z konkretnymi, wypunktowanymi zajęciami,
    atrakcjami. Koszt: 3500 zł za 14 dni. Nieosiągalne, nawet nie ma o czym mówić.
    Syn wie, że nierealne (i jak bardzo), nie naciska.
  • rumpa 28.04.10, 11:20
    Kurator był, jak napisałam wyłącznie w sprawie spóźnień i
    nieobecności na
    > pierwszych lekcjach, które były (i są) codzienną normą od lat. To
    jest
    > niedostosowanie społeczne z zagrożeniem niewydolności wychowawczej
    polegającej
    > na NIE przygotowaniu młodego człowieka do późniejszej,
    samodzielnej egzystencji
    > w społeczeństwie, czyli podstawowa rola rodziców.


    ja rozumiem że nauczycielki w szkole twojego syna to debilki. o
    paniach z kuratorium mam zdanie jakie mam, ale przepraszam , na
    takie dictum to bym się im roześmiała w twarz. na tym pięknym
    świecie istnieje masa zajęć nie wymagających punktualności. Za to
    dużej inteligencji - czyli dokładnie na odwrót niż w przypadku
    wszelkiej masci urzędników i innych wykonawców dupogodzin, w tym
    nauczycieli. przecież to jakaś komedia.
    Czemu ty się tak ich boisz?
    Aby na pewno nie bylo to jednak w związku z biciem?
    tego komentować nie będę, bo już pisałam co myslę o człowieku
    gotowym kogoś zbic żeby mial porządek.

    Masz jakiś problem z władzą i zasadami. Nie wiem jaki, ale masz.
  • fangora 28.04.10, 12:41
    Teraz moge napisać, ze znam właściwie identyczny przypadek, tyle że "dziecko" ma
    już koło 30 lat.
    Rodzice rozwiedzeni, matka, powiedzmy wykładowca, znana w miescie, szanowana,
    ojciec, inzynier, niestety często popadający w depresje - dlatego też został
    porzucony. Dziecko: dziewczynka o nieprzeciętnej inteligencji, nieprzeciętnych
    umiejętnosciach (genialny rysunek!), najlepsza uczennica w szkole, przez kolegów
    z klasy zawsze uważana za "dziwną" (jak to u dzieci).
    Od najmłodszych lat dziewczynka nie wykazuje śladu empatii w stosunku do ludzi,
    wspólny język tylko ze zwierzetami, przyjaciół odnajduje wśród prostych,
    serdecznych ludzi ze wsi, na której mają domek letniskowy. Matka to osoba
    egzaltowana, która podobnie jak Autorka wątku nie odpuszcza, chce mieć idealne
    dziecko. A dziecko...nie potrafi się rano dobudzić, spędza godziny w toalecie,
    najczęściej czytając, nie ma w ogóle poczucia czasu, wszędzie sie spóźnia i
    kompletnie nie reaguje na pretensje innych. Co na to szkoła? Nic, bo po 1) jej
    matke wszyscy znają, a po 2), jest genialna, najlepsza z każdego przedmiotu,
    wygrywa olimpiady, konkursy. Wszystko robi bez najmniejszego wysiłku. Ale jest
    inna. Nie dba o swoje otoczenie (tylko o psa), nie przykłada się do wyglądu,
    higieny, porządku. Jest ładna dziewczyną, jedną z tych które nie potzrebują ani
    grama makijażu, żeby się podobać. Ale kiedy inne dziewczyny już się zakochują,
    stroją, ona ma to gdzieś. Nie pije, nie pali, nie przeklina, gra na gitarze i
    chodzi na dziesiątki przeróżnych kółek zainteresowań. Podejścia do czasu,
    higieny, porządku nigdy nie zmienia. Pod koniec liceum coś się załamuje. Matka
    zaczyna pracować jeszcze więcej, udziela korepetyci, bo córka zaczyna swoją
    przygode z psychoterapią. Do dziś nie wiem, na ile to była jej kolejna
    fascynacja, na ile faktyczna potrzeba, ale staje się uzależniona od psychlogów,
    terapeutów i psychiatrów. Wkrótce także od leków psychotropowych. Matka, tak jak
    i autorka , nadal tylko krzyczy i mówi: jesteś taka sama jak twój ojciec. To
    chyba nie pomaga. Tygodniami nie wychdozi z łóżka, a jak wychodzi, to znika na
    tygodnie mieszkając u przygodnie poznanych na internecie ludzi. Jakimś cudem
    zdaje maturę (nie jest juz genialna,a raczej nie chce byc). Nie pdoejmuje
    studiów, pracy, żyje na utrzymaniu wiecznie wrzeszczącej, ale nie potrafiącej
    jej zmienic matki. Leki pwoodują znaczący przyrost wagi, a co za tym idzie
    bulimię. Pojawiają się w jej życiu faceci, przywozi ich ze wsi. Wybiera
    młodszych, słabszych intelektualnie, nad którymi może górować, potem ich
    porzucać, zdradzać. Zaczyna pić, w wieku około 30 lat sięga po twarde narkotyki.
    Coraz rzadziej odpisuje na smsy...A matka nadal krzyczy, a do znajomych udaje,
    że wszytsko jest ok...
    Oby z Twoim synem było inaczej.
  • tully.makker 28.04.10, 13:19
    to wbrew opiniom
    > psychologów o nieskuteczności bicia, musiałam uznać, że się mylą.
    Było bardzo
    > skuteczne. I tylko to było skuteczne. Problem był w tym, że jak
    już pisałam, ja
    > się do tego nie nadaję. Więc tak : osiągałam zamierzone efekty i
    skuteczność
    > była wysoka, natomiast poprzez zastosowaną metodę, która do tych
    zamierzonych
    > efektów doprowadzała, ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że
    gorzej niż syn
    > ,
    > a nawet przypuszczam. Bo on jakoś szybko dochodził do siebie,
    szybko po nim
    > spływało. Np on już w godzinę po, ćwierkał radośnie w innym temacie

    Cyli lalas, aktowals swoje dziecko, i nawet uznalas, ze to skuteczna
    metoda, bo bijac go, bylas w stanie wymusic na synu, by robil to, co
    ty mu kazesz...

    Straszne, po prostu straszne.

    Jesli dziecko ma jakies zaburzenia, znecanie sie nad nim nie pomoze,
    a jesli jest "tylko" trudnym dzieckiem, to osiaggnelas niewiele -
    tylko to, ze pokazalas mu, ze przemoc jest skuteczna.

    Czytam to, co piszesz ze wzrastajacym przerazeniem.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • mgla_jedwabna 28.04.10, 13:23
    Gdyby bicie było skuteczne, nie byłoby tego wątku. Jak sama widzisz, daleko tym biciem nie zajechałaś. Owszem, osiągałaś chwilowy efekt i dlatego pisesz o "skuteczności". Ale czy potrafisz wymienić choć jedną rzecz, której trwale nauczyłaś syna przy pomocy bicia?

    "jest mi głupio bić takiego starego byka, bo jest to uwłaczające godności i poniżające dla niego"

    Rozumiem, że bicie małego dziecka jest dla niego nobilitujące i wzmacnia jego poczucie godności?

    Cały czas twoje myślenie kręci się wokół własnego tyłka. Kiedyś było co łatwiej bić dla doraźnych efektów, to biłaś. Teraz łatwiej ci nie bić, to nie bijesz. Idziesz na łatwiznę, ulegasz emocjom jak trzylatek i jeszcze zgrywasz cudowną mamusię, co to po psychologach biega i tak się zamęcza, żeby syna na ludzi wyprowadzić. A fuj.
  • sebalda 28.04.10, 13:45
    Dziękuję za odpowiedzi na część moich pytań. Przypomnę tylko jeszcze o dwóch:
    czy zdarza Ci się pochwalić syna i czy on ma w pokoju komputer i telewizor. I
    jeszcze, jakie ma hobby? Próbowałaś go kiedyś namówić na wzięcie udziału w
    jakiejś olimpiadzie? Zachęcałaś go do rywalizacji, mobilizowałaś do tego, żeby
    się wykazywał w dziedzinach, ktore go szczególnie interesują. Sa w Warszawie
    szkoły (moje dzieci do takiej chodzą, wiem co mówię), w których promuje się
    uczniów zdolnych w danej dziedzinie, zachęca do rozwoju w tej dziedzinie, za to
    odpuszcza inne przedmioty, kladzie sie nacisk na zaintersowania dzieciaków, a
    nie na najlepsza średnią. Dzięki temu szkoła ma najlepsze wyniki, jeśli chodzi o
    liczbę olimpijczyków, a co za tym idzie, jest wysoko w rankingach.
    Dopingujesz młodego w jego zainteresowaniach? Czy skupiając się wyłącznie na
    egzekwowaniu wypełniania norm społeczno-szkolnych, tracisz z nim całkowicie
    dobry kontakt? Zacznij go mobilizować pozytywnie, a nie negatywnie. Daj mu
    pozytywne przekazy, zachęć do rozwijania się, a nie tylko do obowiązków.
    Dzieciak zadowolony zawsze jest chętniejszy, z czasem zrozumie, że choć pewne
    normy go nudzą, są niezbędne. Ale on ma to zrozumieć, a nie mieć wbite siłą do
    głowy.
    Syn jest w drugiej klasie gimnazjum? Jest raczej z tych rachitycznych, czy jest
    wyrośnięty? Mój ma 192 cm wzrostu i jeszcze rośnie. Pewnie dosięgnie 2 metrów,
    aż się boję:)
  • marianka_marianka 28.04.10, 15:05
    wbrew opiniom
    psychologów o nieskuteczności bicia, musiałam uznać, że się mylą. Było bardzo skuteczne. I tylko to było skuteczne. Więc tak : osiągałam zamierzone efekty i skuteczność była wysoka, natomiast poprzez zastosowaną metodę, która do tych zamierzonych
    efektów doprowadzała, ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że gorzej niż syn, a nawet przypuszczam. Bo on jakoś szybko dochodził do siebie, szybko po nim spływało. Np on już w godzinę po, ćwierkał radośnie w innym temacie, a ja miałam czarną rozpacz przed oczami przez pół dnia lub dłużej.


    Ćwierkał sobie radośnie po biciu - wiesz dlaczego? Bo się przyzwyczaił do regularnego okładania, dostosował się i tak sobie właśnie radził z tym co mu robiłaś.
    A ty biedna źle się z tym czułaś...
    Gorzej niż Twój maltretowany syn...

    Dla mnie jesteś PSYCHOPATKĄ.



    --
    Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
  • sebalda 28.04.10, 16:11
    Ćwierkał radośnie, czyli jednak kontakt z nim był, nie jest nieczułym,
    zamkniętym w sobie, odpychającym dzieckiem, jak go wcześniej tutaj przedstawiano.
    Mechanizmy obronne dziecka bitego?

    "ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że gorzej niż syn"
    Mąż i ojciec chorobliwie agresywny też po fakcie bicia żony i dzieci ma wyrzuty
    sumienia, przeprasza, obiecuje poprawę, do czasu następnego ataku.
    Mały odpychał mamusię rączkami, musiał dostać za takie niegrzeczne zachowanie.
  • basienka.4 28.04.10, 18:03
    Biorąc pod uwagę ostatnie posty, widzę, ze wszyscy zupełnie nie rozumiecie, nie
    przyjmujecie do wiadomości, ze to ja sama, z własnej, nieprzymuszonej woli
    zgłosiłam się swojego czasu w spr. bicia o pomoc do psychologów. Nikt mnie nawet
    nie namawiał, nikt mi nawet nie radził.

    Oczywiście, co i jak bym nie zrobiła, nawet, jeśli nawet prawidłowo, to zawsze
    zostaną mi przypisane co najmniej złe intencje, jak widzę.
    Co z tego, ze podróżujący do Krakowa, trafił do tego Krakowa, kiedy trafił tam
    na pewno (!) dzikim przypadkiem, bo zasadniczo ten debil chciał na pewno (!) do
    Gdańska. Więc niby znalazł się w Krakowie, lecz nieważne i tak debil i tak debil.

    To nie ma sensu.
  • mgla_jedwabna 28.04.10, 22:19
    Dlatego, że do psychologów chodziłaś we własnym interesie, nie w interesie syna. Jak powiedzieli, że nie jestes złą matką, to przestałaś.
  • morekac 29.04.10, 00:48
    ze to ja sama, z własnej, nieprzymuszonej woli
    > zgłosiłam się swojego czasu w spr. bicia o pomoc do psychologów.
    Nikt mnie nawe
    > t
    > nie namawiał, nikt mi nawet nie radził.
    Poszłaś,stwierdziłaś, że z tych psychologów to głupki są i na tym
    skończyła się twoja aktywność? Co zrobiłaś - poza samorozgrzeszeniem
    się?
  • basienka.4 29.04.10, 08:22
    morekac napisała:

    > Poszłaś,stwierdziłaś, że z tych psychologów to głupki są i na tym
    > skończyła się twoja aktywność? Co zrobiłaś - poza samorozgrzeszeniem
    > się?

    Wylądowałam u kolejnego psychologa dziecięcego na x spotkań. Ten usiłował
    załatwić mi termin do poradni ADHD u dr Wolańczyka (podobno świetny
    psychiatra)na Marszałkowskiej, żeby chociaż rzetelnie zdiagnozować, czy chodzi o
    ADHD lub ew co innego. Psycholog, pomimo swojego wstawiennictwa uzyskał
    informację (na moich uszach), ze zapisów i nowych przyjęć nie ma, bo następny
    wolny termin musiałby być za 2 lata, więc nie zapisują wcale. Polecana przez
    poradnię alternatywa: brak.
    Potem już nic.

    morekac napisała:

    > Poszłaś,stwierdziłaś, że z tych psychologów to głupki są i na tym
    > skończyła się twoja aktywność? Co zrobiłaś - poza samorozgrzeszeniem
    > się?

    Nie, to wy uznajecie ich za głupków. Cały ten zespół kierunkowo wykształconych
    ludzi, oraz innych psychologów u których byłam, bo przecież tamci nie byli
    jedyni. To oni sami uznali swój brak kompetencji, bo to byli profesjonaliści w
    SWOIM zakresie. Onkolog nie leczy złamanej nogi. Po stwierdzeniu, ze raka brak,
    odsyła do innego specjalisty, np podejrzewa, że potrzebny będzie chirurg.
    To wy uznajecie się za mądrzejszych od tych wszystkich psychologów, którzy ze
    mną w realu na w sumie kilkudziesięciu sesjach przegadali, którzy w realu z
    synem przegadali, przeobserwowali, z nauczycielami i wszystkimi świętymi wywiady
    porobili i pomimo swojego wykształcenia, swojego doświadczenia nie stwierdzili
    takich rewelacji, jakie stwierdzacie wy na odległość. I wcale was nie
    zastanawia, dlaczego wszyscy specjaliści po mojej drodze zupełnie nie zauważyli
    tego, ażebym była narcystyczną psychopatką itp, tudzież w ogóle , ażeby
    istniejące problemy wywodziły się w znaczącej mierze z mojego postępowania.
    Wiadomo, że nikt (ani ja sama) nie będzie pochwalał bicia. Tylko, że kwestia
    przyczyny, skutków, konsekwencji, reakcji, interakcji jest o wiele bardziej
    złożona, skomplikowana, aniżeli wielu psychologom-amatorom się wydaje.
    Pewnie! Już wiem, co powiecie. Psychologowie nie zauważyli tej mojej wredoty,
    patologi skrajnej, bo się kryłam, udawałam, kłamałam i odstawiałam teatrzyki. I
    wyście to w mig rozpoznali, to moje zakłamanie, a oni głupki zupełnie nie
    rozpoznali i dali sobie wcisnąć ciemnotę. Ale wy jesteście mądrzejsi,
    sprytniejsi i macie większą wiedzę od nich. Natomiast to ja jestem narcyzem!-
    żeby było jasne.
    No, to wypada sobie przypiąć medal i się samemu poklepać po ramieniu. I tak
    człowiek się czuje od razu dobrze, czuje się lepszy.
    Ale tego z kolei ja zupełnie nie kupuję. Nie do końca zrozumieliście drugie dno
    mojego ostatniego postu o realnym i wirtualnym świecie.
    Otóż uważam, że wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem
    wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć
    się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (a nie klawiaturą)
    odsyłają mojego syna z kolonii, uznając (w realu) , że w dupie mają niesfornego
    bachora, jego dobro i nie dobro i niech matka się z nim męczy , skoro urodziła,
    a gdyby nawet miała zlać mu tyłek, to jej problem, wystarczy głowę odwrócić w
    drugą stronę. I poczekać, aż ktoś w netcie opisze swoje problemy wychowawcze,
    będzie dobra okazja do zagrania rycerza na odległość i przypięcia sobie samemu
    medalu.



  • p_wolf 29.04.10, 10:07
    > Otóż uważam, że wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem
    > wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć
    > się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (a nie klawiaturą
    > )
    > odsyłają mojego syna z kolonii, uznając (w realu) , że w dupie mają niesfornego
    > bachora, jego dobro i nie dobro i niech matka się z nim męczy , skoro urodziła,
    > a gdyby nawet miała zlać mu tyłek, to jej problem, wystarczy głowę odwrócić w
    > drugą stronę.

    Kapitalne zdanie ;))) pod względem gramatycznym, merytorycznym, po prostu każdym.

    Twoja teorie są słuszne i zazębiają się w jedną spójną całość. Tak naprawdę to asertywność jest odpowiedzialna za całe zło, to ona sprawia że obcy ludzie z niewiadomych przyczyn nikczemnieją i nie chcą brać odpowiedzialności za twoje dziecko, mają w dupie i odwracają głowę.
    A następnie ci wstrętni asertywni siadają do klawiatur i w internecie wylewają pomyje na biedną basieńkę, aby poczuć się lepiej.

    Rozgryzłaś wszystkich tutejszych zawistników za jednym zamachem. Jakim cudem jedna osoba może być aż tak przenikliwa?
  • rumpa 29.04.10, 10:27
    wiesz trochę trudno Ci wierzyc
    twierdzisz że szkoła nasłała sąd czy tam co tylko i wyłaćznie o
    spóźnienia - wiesz, żyję w tym kraju , i doskonale wiem że zmusic
    kogokolwiek do zainteresowania się losem dziecka jest prawie
    niemożliwe. Nie odbieraja praw rodzicielskich ani dzieci pijaczce i
    narkomace której maluchy lat 4 i 2 chodzą w kapciach i żebrza o
    jedzenie w zimie, bo u mamuni trwa impreza,. Ja to widze, to moja
    ulica, interweniuję a ty mi wjeżdzasz z takim historiami. Noo po
    prostu nie wierzę.Daj mi namary na ten sąd i kuratorium, to tam będę
    szukać pomocy, bo mam kolejną kretynke na widelcu i nic jej nie mogę
    zrobić.
    Druga sprawa - podobno nie możesz chodzić na terapię bo w ogole to
    bardzo chętnie itd, bo nie masz kasy. W ciągu 15 minut znalazłam
    bezpłatne oferty.I to jeszcze na ten sam tydzien indywidualną!!!
    Wniosek - znowu nie wiesz o czym mówisz.
    Kolejne - psycholodzy nie wiedzą co zrobić żeby syn był normalny. No
    więc może trzeba po prostu sprawdzić które wymagania normalności sa
    ok a które nie, w przypadku tego konkretnego dziecka. Bić żeby
    posprzatał? Poje...ało cię, przepraszam? Zawsze myslałam że
    dzieciaka uczy się sprzątać, żeby sam koło siebie chodził a ty miała
    mniej roboty. tutaj nie masz mniej roboty, wręcz przeciwnie. Owszem
    zmusisz go żeby pod twoje dyktando posprzatal, tylko co z tego? Jest
    bardzo mozliwe że on po prostu nie potrzebuje i ma gdzieś porządek,
    a znęcanie się nad nim tylko to utrwali.
    Znacznie łatwiejsze byłoby trzymanie żarcia w kuchni i olanie tego
    co się tam dzieje w jego pokoju. Ja miałam tak samo, acha, chyba
    jednak mam tego aspergera, wczoraj sobie test zrobiłam, dzięki
    koleżance, co podesłała linka.
    Nie chce chodzic do szkoly. Jaka jest możliwość że mając IQ 150 po
    prostu nudzi się jak mops? Może nauczanie indywidualne? Skoro jest
    cofniety w rozwoju emocjonalnym, oficjalna diagnoza, jaki jest sens
    zmuszania go rzeczy, do których uzyskuje się - uwaga - dojrzałość
    szkolną? On jej nie ma, czy nikt tam nie odróznia intelektu od
    emocji? Otóż sens jest miej więcej taki sam jak zmuszanie
    czterolatka do pracy zawodowej i grożenie mu biciem że nie potrafi
    spędzić 8 godzin w robocie w pełnym skupieniu. Pozostaje wymyslic
    sposób, aby wilk był systy i owca cała, czyli taki sposób nauki
    który by go wciągnął. Jak widać po obozie, jednak są miejsca gdzie
    się potrafi odnaleźć.Ok, jako tako odnaleźć.
    Bić żeby zrobił lekcje?
    Po cholerę, z takim IQ nie ma możliwość żeby nie zdał, bo jemu
    przyswojenie materiału zajmuje ułamek czasu potrzebnemu
    przyzwoitemu, normalnemu dziecku.
    No nie każdy rodzic z przecuietnym IQ jest w stanie to pojąć, ok.

    Problem polaga na tym że ty go chcesz obrobic pasem i siekierą żeby
    zaczął się zachowywać normalnie.
    a może on nigdy normalnie się zachowywać nie będzie?
    tak po prostu, zawsze będzie dziwadłem i tyle.Wybitnie inteligentnym
    dziwadłem, brudnym, śpiącym do popołudnia, żrącym byle g...ale może
    spełnionym może uda się mu , wam znaleźć coś co będzie sensem jego
    życia.
    Jak mój syn, tylko u niego nie w takim stopniu. Dopóki nauczycielka
    w Polsce straała sie go unormalnić, było piekło. Bo ona niema czasu
    , bo ma dzieci w klasie bo to bo tamto. Myśl przewodnia była jednak
    inna - masz byc taki jak ja uważam że powinieneś.Typowe dla grajdoła
    gdzie rządzą aptekarz z księdzem. Na szczęście wyjechalismy do
    Holandii - i mimo że w klasie było tyle samo dzieci, w dodatku na
    róznych poziomach kompetencji językowej, tam nauczycielka znalazła
    czas żeby iść za moim synem, obserwować go i używać tego co on lubi
    żeby mu pomóc się rozwijać, w jego tempie i na jego sposób.
    Efekty były powalające, moje dziecko samo z siebie chciało
    wystepować w przedstawieniu, gdy u pani w Polsce dostało histerii że
    nie.Akurat u Twojego mogłoby to wymagac więcej pracy, na przykład
    indywidualne nauczanie.
    Mam wrażenie że chcesz zmusić beznogiego do maratonu, a protezy mu
    nie kupisz bo - nie istnieją.
    Zawsze uważałam że mam być rzecznikiem potrzeb mojego dziecka, a nie
    egzekutorem wymagań społeczeństwa. Rodzina pukała się w głowę, teść
    wieszczył klęskę i żądał bicia. Tyle że teraz mam dziecko które mi
    ufa, no z wyjatkiem słodyczy, wie ze nie wolno nic zostawiać w moim
    zasięgu :))) które bardzo powoli nadrabia zaległosci emocjonalne,
    ale nadrabia. A teść cóż, z synem i córką jest w stanie tylko
    wymienić komunikaty.
    podpisane - dziwadło
  • kiira_korpi 29.04.10, 11:16
    Basieńko, ja Ci wierzę. Pomyślałam, że muszę to napisać, żebyś nie
    miała takiego poczucia, że musisz walczyć ze wszystkimi
    internetowymi mądralami, którzy Ci próbują zrobić pranie mózgu i
    wykorzystują każde zdanie przeciwko Tobie. Cokolwiek byś tutaj nie
    napisała, co poniektórzy i tak zinterpretują to na Twoją niekorzyść.
    Więc nie ma to sensu. Nie chcę żebyś się niepotrzebnie szarpała, bo
    dość masz zmartwień i stresów, a w tej walce z
    internetowymi 'betonami' i tak nie masz żadnych szans.
    Szukaj pomocy w realnym świecie, bo tutaj co poniektórzy chcą tylko
    wyrzygać na Ciebie swoje frustracje, by poczuć się lepszymi.

    Ja Ci wierzę, bo od początku miałam wrażenie, że już kiedyś czytałam
    podobną historię, więc poszperałam w pamięci i w archiwum i
    znalazłam Twój wątek pisany rok temu na emamie.
    Tam też Ci nie chcieli wierzyć, dopiero osoby, które spotkały się z
    podobnym problemem u znajomych dzieci, były skłonne dać wiarę i nie
    podejrzewać Cię o konfabulacje, psychopatię, złą wolę i ogólnie o
    całe zło tego świata;).
    Cóż, z dużym prawdopodobieństwem masz syna socjopatę. Z tym da się
    żyć (nawet całkiem wygodnie), ale niestety nie jest to dobry
    człowiek. I nie bez kozery właśnie ja to piszę, bo coś niecoś wiem z
    autopsji.

    Co zrobić w takiej sytuacji? Nie ukrywam, że problem i mnie
    przerasta. Jeżeli odpuścisz, chłopak puszczony samopas ma jeszcze
    większe szanse, aby się zmarnować, jeżeli dalej będziesz tyle
    energii ładować w próby utrzymania go w ryzach, Ty się wykończysz.
    Bo widać, że zaczyna Ci już brakować sił.
    Ja jednak zadbałabym na Twoim miejscu bardziej o siebie, o swoje
    życie zarówno zawodowe i osobiste, ponadto prawdopodobnie
    prowadziłabym syna bardziej twardą ręką, konsekwentnie domagając się
    wykonywania określonych czynności. Nie pomaga w domu, nie
    przygotowuje posiłków? - nie będzie jadł. Człowiek może żyć bez
    jedzenia z miesiąc co najmniej, więc taki gówniarz nie będzie mną
    manipulował. Nie sprząta? Będzie żył w syfie. Za to odebrać mu
    wszystkie przyjemności, komputer, wyjścia z kolegami, letnie
    wyjazdy, no i na miłość boską nie tworzyć mu latem na podwórku
    tropikalnej wyspy z basenem, po to, by mógł się pobawić z kolegami,
    a Ty jak zwykle musisz po nim posprzątać.
    I przede wszystkim bądź konsekwentna.

    Wiesz co, może Ty to wszystko już przerabiałaś, może faktycznie nie
    skutkuje, ale spróbuj prowadzić twarde, konsekwentne wychowanie z
    określonymi sankcjami za nieprzestrzeganie reguł. Bo mam wrażenie,
    że byłaś za miękka i za często mu odpuszczałaś i robiłaś coś na
    niego. No i wreszcie, niech on tak nie będzie pewny Twojej miłości,
    bo jej pokłady nie są niewyczerpane i naprawdę mogą w końcu się
    wyczerpać.
    Żałuję, że nie mogę Ci pomóc, ale ten problem mnie przerasta.
    Przerasta tak naprawdę prawie wszystkich ludzi (łącznie z tymi
    internetowymi mądralami), tyle, że nie potrafią się do tego
    przyznać, zamiast tego wolą uparcie doszukiwać się winy w Tobie,
    wybielając na siłę dzieciaka.
  • rumpa 29.04.10, 11:38
    daj linka, plis

    Nie pomaga w domu, nie
    > przygotowuje posiłków? - nie będzie jadł. Człowiek może żyć bez
    > jedzenia z miesiąc co najmniej, więc taki gówniarz nie będzie mną
    > manipulował. Nie sprząta? Będzie żył w syfie. Za to odebrać mu
    > wszystkie przyjemności, komputer, wyjścia z kolegami, letnie
    > wyjazdy, no i na miłość boską nie tworzyć mu latem na podwórku
    > tropikalnej wyspy z basenem, po to, by mógł się pobawić z
    kolegami,
    > a Ty jak zwykle musisz po nim posprzątać.
    > I przede wszystkim bądź konsekwentna.

    nikt nic innego nie radził

    Żałuję, że nie mogę Ci pomóc, ale ten problem mnie przerasta.
    > Przerasta tak naprawdę prawie wszystkich ludzi (łącznie z tymi
    > internetowymi mądralami), tyle, że nie potrafią się do tego
    > przyznać, zamiast tego wolą uparcie doszukiwać się winy w Tobie,
    > wybielając na siłę dzieciaka.

    jakie na siłe i jakie wybielając?
    babka twwierdzi ze nie ma darmowej psychoterapii - jest zajęło mi
    całe 15 minut wyszukanie ofert
    babka twierdzi że za spóźnienia grozi sąd i kurator - no weź mnie
    nie rozśmieszaj, ok?
    co to znaczy za dobra i za miękka?
    to oznacza - fatalna matka
    nie ma czegoś takiego jak za dobra i za miekka, jest za słaba za
    podatna wpływom, za mało asertywna, nie wiedząca czego chce,
    ulegająca emocjom
    nastepnie winę za konsekwencje zachowań zwalajaca na dzieciaka bo
    niby ona taka dobra

    basen w ogródku ? a potem sama musi sprzątać?

    hehe, przytomna kobieta
    i wierdzisz że taka osoba nie potrzebuje psychologa?

    ostatnio wywaliłam śmieci do łózka synowi, bo ich nie wyniósł
    niby je pozbierał i odniósł mi, ale widocznie trauma zbierania była
    na tyle duża że już wynosi bez gadania

    nie chce jeść?
    mój młodszy wył mi dwie godziny że jest głodny - z książką
    przeczekałam, a potem się okaząło źe jest w stanie zrobić sobie
    kanapkę bez problemów - oczywiście pochwaliłam a on poczuł się dumny

    psychopatię, złą wolę i ogólnie o
    > całe zło tego świata;).

    raczej o porabanie umysłowe, bo trzeba coś mieć nie tak żeby uważać
    że tłuczenie dziecka pasem to jest właściwy sposób na porządek i
    robienie lekcji
    a jeśli jest jedyny - to cóż, po prostu nie ma sposobu.
  • p_wolf 29.04.10, 11:43
    > Cóż, z dużym prawdopodobieństwem masz syna socjopatę. (...)
    > ale niestety nie jest to dobry
    > człowiek.

    Tak, to zły, 14-letni człowiek, socjopata z wilczymi oczami. A zło jego zaiste, ukryte jest głęboko, w genach, w złym kodzie DNA który odziedziczył po złowrogim ojcu.
    A może opętał go Szatan? Z tym księdzem było coś na rzeczy, może syn potrzebuje dobrego egzorcysty?

    Przepraszam za niemerytoryczne wpisy, ale nad niektórymi wypowiedziami unoszą się coraz gęstsze opary absurdu.
  • morekac 29.04.10, 11:51
    Rozumiem, że od 12 lat usiłujesz zdiagnozować ADHD u syna? Zwykle
    trwa to jednak nieco krócej ;-).
    Być może on ma jakieś zaburzenie, być może ty nie postępujesz
    właściwie, a być może musisz zaakceptować to, że syn jest po prostu
    inny niż ty sobie życzysz. I że nigdy nie spełni twoich oczekiwań -
    bo nie jest w stanie.

    >Syn
    nie sprząta swoich rzeczy, nawet naczyń nie odnosi, nawet brudnych
    ciuchów do
    kosza nie wrzuca. Muszę sama czasem sprzątnąć po nim, żeby mi się
    robaki w
    mieszkaniu nie zalęgły z jego pokoju. Jak mu nie zrobię jeść, to nie
    zje 3 dni
    (sprawdzone).
    Znaczna część nastolatków ma takie objawy ;-)
    A ja sprawdziłam, że każdemu kończą się kiedyś czyste majtki i
    skarpetki ;-).
    Jedzenie trzymaj w kuchni, 14-latka nie trzeba już karmić, to nie
    dzidziuś, ma dwie rączki, to się obsłuży. Czyste kubki też się
    kiedyś kończą...
    Jak się robale zalęgną, to wtedy będziesz się martwić.

    >Zupełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
    dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia
    Robisz to po to, żeby się wzruszył? Większośc ludzi zachowuje
    stoicki spokój, kiedy inni się męczą.

    >Ledwo
    starcza mi sił i fizycznych i jeszcze bardziej psychicznych na
    odgrywanie
    żandarma (dosłownie jemu nad głową)w kwestii odrabiania codziennych
    lekcji do
    szkoły. To są zawsze te 2-3 godziny wyjęte z mojego życiorysu, kiedy
    muszę się
    wyłącznie tym zajmować
    Myślę, że nie skończy żadnej szkoły średniej

    jego zycie i jego lekcje. Ani lekcji nie odrobisz za niego, ani do
    szkoły nie pójdziesz, ani życia nie przeżyjesz. odpuść, będziesz
    zdrowsza. Bez studiów i szkoły średniej też ludzie żyją, zarabiają
    pieniądze (czasem całkiem przyzwoite) i są szczęśliwi. To nie jest
    warunek konieczny do dobrego życia.

    pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb
    Czy te studia na bdb sprawiły, że jesteś szczęśliwsza/masz lepszą
    pracę (satysfakcjonującą, dobrze płatną)/masz udane życie rodzinne?
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • rumpa 29.04.10, 12:02
    Jak się robale zalęgną, to wtedy będziesz się martwić.

    ja chowałam żarcie , bo matka ubzdurała sobie ile powinnam jeść
    :)))) no i czasem zapominałam wywalić
    mrówki się nie zaległy ale w pewnym momencie wylazło trochę białych
    gąsienniczek :))))
    wystarczyło usunąc pożywkę i już


    upełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
    > dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia
    > Robisz to po to, żeby się wzruszył? Większośc ludzi zachowuje
    > stoicki spokój, kiedy inni się męczą.

    mnie też nie rusza,nigdy nie ruszało, moje dzieci też nie rusza,
    mojego męża tylko irytowało...
    tak szukam kogoś kto by sie przejmował...
    eee, nie znam

    pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb
    > Czy te studia na bdb sprawiły, że jesteś szczęśliwsza/masz lepszą
    > pracę (satysfakcjonującą, dobrze płatną)/masz udane życie
    rodzinne?

    no, jak znam psychologie dziecka to aż sie pali brać przykład z
    osoby lejącej go pasem

    tak, trzeba przyznać, że basieńka jest wyjątkowo na bakier z
    rzeczywistością
  • mgla_jedwabna 29.04.10, 12:53
    "No, to wypada sobie przypiąć medal i się samemu poklepać po ramieniu. I tak człowiek się czuje od razu dobrze, czuje się lepszy."

    Projekcja widoczna gołym okiem. Przypisujesz innym własne intencje.

    Nikt normalny nie poczuje się lepiej przez to, że gdzieś tam jakiś nastolatek ma dysfunkcyjną matkę. Nikt z piszących w tym wątku nie robi tego po to, żeby sobie zrobić dobrze (namy przyjemniejsze sposoby ;).

    "Ale tego z kolei ja zupełnie nie kupuję. Nie do końca zrozumieliście drugie dno
    > mojego ostatniego postu o realnym i wirtualnym świecie.
    > Otóż uważam, że wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem
    > wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć
    > się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (a nie klawiaturą
    > )
    > odsyłają mojego syna z kolonii, uznając (w realu) , że w dupie mają niesfornego
    > bachora, jego dobro i nie dobro i niech matka się z nim męczy , skoro urodziła,
    > a gdyby nawet miała zlać mu tyłek, to jej problem, wystarczy głowę odwrócić w
    > drugą stronę. I poczekać, aż ktoś w netcie opisze swoje problemy wychowawcze,
    > będzie dobra okazja do zagrania rycerza na odległość i przypięcia sobie samemu
    > medalu."

    O, teraz zgrywamy na taką, co to produkuje głębokie wypowiedzi o drugim dnie, tak? A czemuż to nie napiszesz wprost, o co ci chodzi?

    Świat jest większy, niż ci się wydaje. Wiem, że brzmi to protekcjonalnie, ale twój post właśnie tej odpowiedzi wymaga. Przyjmij, proszę, do wiadomości, że to niekoniecznie ci sami ludzie odsyłają twojego dzieciaka z kolonii i jednocześnie piszą w tym wątku. Tak, jak z pewnością nie są to ci sami ludzie, którzy piszą, że absolutnie nie wolno bić dzieci i ci, którzy patrzą ze zrozumieniem, jak matka leje dziecko z braku lepszego pomysłu.

    Zresztą - ty znowu widzisz świat w barwach czarno-białych. Tak, jak własny obraz masz dostępny w 2 wersjach "matka-dręczycielka" i "matka olewająca", tak obraz pozostałych osób mających styczność twoim synem jest u ciebie zbiorowy i tez tylko w 2 wersjach: "wirtualni rycerze" i "wstrętna znieczulica". Dodam, że ta znieczulica, która cię tak boli, to znieczulica na twoje problemy. Znieczulica na problemy syna nie rusza cię nic a nic. Tak naprawdę masz żal do tych ludzi (czyli również do nas, w tym wątku), że nie chcą cie zrozumieć i przyznać racji. Jak ktoś krytykuje, to pewnie ma egoistyczną motywację jak w opisie. W realu masz pretensję do rodziny, wychowawców na koloniach, że nie chcą ulżyć tobie, umęczonej mamusi, biorąc dzieciaka na wakacje itp.

    Podejrzewam, że słowa psychologów (jeśli znalazł się między nimi jakiś profesjonalista) też spływały po tobie jak woda po gęsi. Przecież na wszystko masz gotową odpowiedź. Traktujesz rzeczywistość wybiórczo, tak aby pasowała do obrazka "poświęcająca się matka - wyrodny syn - wdupiemające otoczenie".

    Dotąd powstrzymywałam się przed nazywaniem cię narcyzem, ale tym postem sama mnie przekonałaś, że nim jesteś. Poza tym obraziłaś mnie pisząc:

    "wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (...)w dupie mają niesfornego bachora (...)wystarczy głowę odwrócić w drugą stronę (...)w netcie będzie dobra okazja do zagrania rycerza na odległość"

    Pisząc dotychczasowe posty chciałam ci pomóc, nawet, jeśli mówiłam rzeczy dla ciebie nieprzyjemne. Ale teraz widzę, że ty nie chcesz, żeby ci pomóc, ty szukasz podkładki pod własne widzimisię, a osoby chętne do pomocy obrażasz, jeśli nie pomagają ci po twojej myśli. Chyba pora wymiksować się z tego układu. Tylko szkoda mi twojego dzieciaka, bo on się tak łatwo nie wymiksuje. Pozdrów go ode mnie i powiedz, że te kilka lat szybko minie, a jak wyniesie się od mamy, zacznie nowe wspaniałe życie. Czego mu życzę jak najprędzej.

    Bez odbioru. Pisanie dalej w tym wątku byłoby poniżej mojej godności. Zapewne po tym wszystkim zadasz mi jeszcze jakieś pytanie, które mam zamiar pozostawić bez odpowiedzi, i będzie ci się wydawało, że masz ostatnie słowo. Nieprawda. Cokolwiek zrobisz, ostatnie słowo ma twój syn.

  • p_wolf 29.04.10, 13:15
    A ja krzyknę: sprawdzam. Poszło zapytanie do SP nr 301 w Warszawie o przypadki
    powiadamiania sądu o spóźnieniach uczniów z linkiem do tego tematu. Ciekawe co
    odpiszą.
  • basienka.4 29.04.10, 14:06
    mgla_jedwabna

    Szkoda, że do takich wniosków doszłaś. Wbrew twojemu odbiorowi, stale uważałam
    twoje posty, jako jedne z najcenniejszych, nad którymi warto się pochylić i
    przynajmniej przemyśleć.
    Wiele wypaczyłaś, bo nie znasz szczegółowo sytuacji, więc ci wybaczam. Ale masz
    również cenne spojrzenia z innego punktu widzenia bystrej osoby. Mylisz się
    zakładając (widocznie), że ja odrzucam twoje uwagi i spostrzeżenia jakimś
    automatem.

    Pomyślałam, że warto, abyś się o tym dowiedziała, nawet, jeśli ostatnio brak ci
    było cierpliwości i pojechałaś ostro po bandzie.
    Może powinnam była ci to wcześniej napisać.
  • basienka.4 28.04.10, 18:47

    Tylko się zastanawiam, jak to jest. Na forum spotkałam ludzi jakby z innej gliny
    lepionych, jakby z zupełnie innego świata. I tak się zastanawiam, gdzie się
    wiąże , spotyka teoria, cierpliwość klawiatury, niekiedy nawet trzeźwe
    spojrzenia za sprawy z bardzo, bardzo daleka, a realnym życiem z krwi i kości ?
    Czy jest takie miejsce styku?

    Dlaczego ja w moim prawdziwym z krwi i kości życiu nigdy nie miałam w moim
    bliższym, czy dalszym otoczeniu takich szlachetnych rycerzy walczących o dobro
    mojego dziecka?
    Dlaczego dalsza rodzina prosiła mnie o wizyty.....bez syna? Dlaczego bliższa,
    sama wyposażona w dzieci, nigdy nie zabrała mojego syna bodaj na tydzień na
    wakacje (pomimo moich próśb), abym mogła choć trochę odpocząć, uznając mojego
    syna za stanowczo zbyt uciążliwego? Dlaczego wyrzucali go z kolonii i obozów z
    powrotem na łono matki, twierdząc, że podrzuciłam kukułcze jajo? Dlaczego
    opiekunki, które zatrudniałam (chcąc spróbować modelu: lepsza praca, więcej
    godzin + opiekunka w domu)uciekały z płaczem od takiego "bachora"? Dlaczego ich,
    obcych osób łzy były prawdziwe i dlaczego mnie żałowały, same nie podejmując się
    opieki? Dlaczego ciotka powiedziała : nigdy więcej, po tygodniowej opiece
    podczas mojego pobytu w szpitalu.
    Dlaczego w realnym świecie nikt z dorosłych nie chciał mieć do czynienia z moim
    synem i z ogromną ulga przyjmował, że to ja jestem matką i na szczęście mój
    problem? Dlaczego nikt nigdy się nie dziwił i nie oburzał, że mu czasem skórę
    przetrzepałam, twierdząc, ze sami by rozszarpali chyba?
    A tu na forum spotykam na raz tylu dzielnych wojowników o dobro mojego syna.
    Dlaczego nie spotkałam was nigdy w realu?

  • p_wolf 28.04.10, 20:54
    > Dlaczego nie spotkałam was nigdy w realu?

    A dlaczego mi nie przyszło nigdy spotkać matki bijącej/stojącej z pasem nad
    nastolatkiem, żeby zjadł, bo jak nie zje to na pewno umrze z głodu albo zabierze
    go kurator do domu dziecka?

    Dlaczego w moim realu sprzątanie pokoju pasem wymuszają rodzice nie wspaniali,
    nie dobrzy, nawet nie średni, tylko dziwnym zbiegiem okoliczności wyłącznie
    patologiczni?


    Może basieńko zrobisz coś dobrego dla forumowiczów, i zdradzisz która to szkoła
    z miejsca pisze do sądu w sprawie spóźniających się uczniów? Wielu userów (w tym
    ja) mieszka w betonu stolicy, może warto ich ostrzec przed pedagogami-psychopatami?


    >> Ja sama czuję, ze mój stosunek do syna jest jakiś niezdrowy. >> >> Jestem zbyt
    >> poświętliwa i za bardzo się przejmuję. Dlatego uważam, że nie
    >> nadaję >> się na
    >> matkę i nigdy nią nie powinnam zostać. Za mało we mnie dystansu i
    >> zdrowego
    >> egoizmu.


    Mam świetne usprawiedliwienie dla Ciebie. Tak, oczywiście, nie masz zdrowego
    egoizmu bo tak bardzo kochasz syna, poświęcasz mu tak wiele. Inne matki są złe,
    bo nie kochają tak mocno jak Ty, ale twoja nieskończona miłość wyklucza zdrowy
    egoizm, dlatego masz problemy, stąd ten krzyż.

    Się rzygać chce od twojego narcyzmu :/
  • mgla_jedwabna 28.04.10, 22:23
    Bo nikt nie ma ochoty sprzątać po tobie i naprawiać twoich błędów. Tutaj na forum też nikt się nie okazał "szlachetnym rycerzem" gotowym coś robić zamiast ciebie. Wszyscy ci za to mówią "weź się za siebie".

    Opiekunki często powtarzają, że te dzieci nie byłyby straszne, gdyby miały normalnych rodziców. Tylko, że opiekunka nie powie stukniętej matce, żeby sama poszła się leczyć, co najwyżej ucieknie od całego towarzystwa jak najdalej. To samo dotyczy wychowawców na koloniach i rodziny. Nikt nie będzie wychowywał dziecka za ciebie.
  • miacasa 28.04.10, 23:58
    > Dlaczego nie spotkałam was nigdy w realu?

    aim.dmkproject.net/spdzun/index.php
  • sebalda 29.04.10, 10:44
    Ja się jednak zupełnie pogubilam w tych opowieściach o psychologach.

    basienka4: "Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
    zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
    psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
    psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
    nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
    nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
    100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
    dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
    "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
    mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
    szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
    (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
    właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
    intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
    ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
    obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp)

    Najpierw piszesz, że zaczęłaś biegać po psychologach jak mały skonczył 2 lata i
    nie sluchal Twoich poleceń (znam bardzo wiele takich 2-latków, ale to inna
    sprawa). Potem juz do psychologów syn był kierowany w szkole podstawowej przez
    psychologa szkolnego. Potem powiedzialaś, ze ze swojej inicjatywy poszłaś do
    psychologa, bo chciałaś uniknąć bicia dziecka, znaleźć inne mniej
    "barbarzyńskie" metody. Niezbicie świadczy to zatem o tym, że poszlaś do
    psychologów jak syn miał 2 lata, nie słuchal się i zaczęłaś go bić.
    Nieposłuszeństwo-bicie-psycholog, tak? Ale z Twojej inicjatywy psycholog juz od
    drugiego-trzeciego roku zycia syna, tak? Potem zespoły psychologów i lustro
    weneckie, ale później, nie z Twojej inicjatywy, tylko psychologa szkolnego, tak?
    Biłaś dwulatka?
    Po raz 3 albo 4 pytam: czy kiedykolwiek chwaliłaś syna?
    A z praktycznych pytań i porad: czy syn ma komputer w pokoju. Kolega mojego syna
    gra na komputerze do 2 w nocy, codziennie, jak przychodzi do nas tez nic innego
    nie umie robić, od razu ląduje przed komputerem, myślę, że jest uzależniony. Jak
    taki dzieciak może wstać bez problemu rano do szkoły? Na szczęście ma 2 minuty
    piechotą do szkoły, ale jestem przekonana na 100%, że gdyby mieszkał nieco
    dalej, na bank by się spóźnial każdego dnia.
    Z obozów wyrzuca się dzieci raczej za picie alkoholu, agresję, awantury, za
    spóźnianie na apel może wyrzucić jeden organizator, ale wielu?
  • basienka.4 29.04.10, 12:48
    Sebalda

    Czy chwaliłam? Bardzo dużo, nie wiem, czy nie za dużo. Próbowałam na pochwały
    wziąć, ale nic nie dawało. Wcześniej, to jakby w ogóle reakcji nie było na to.
    Czy skrytykowałam, czy pochwaliłam, jakby wszystko spływało, a robił i tak
    swoje, bez zmian. Teraz jest z tym nieco lepiej, bo widzę jakieś zadowolenie u
    niego, kiedy go pochwalę. Nie ma wiele do chwalenia, więc chwalę już za każdą
    NORMALNĄ duperele, czyli za takie rzeczy, które dla innych matek (znam ich
    wiele) są oczywistością każdego dnia codziennego, nie wymagającą zwrócenia na to
    uwagi.

    2- latka nie biłam. Kiedy zauważyłam, że jestem blisko, wtedy zaczęłam z płaczem
    biegać po psychologach.
    Potem było jak piszesz. Następnie po psychologu tym ze szkoły była diagnoza
    psychiatry konowała, potem kolejny psycholog z mojej inicjatywy i nieudana próba
    dostania się do dobrego psychiatry (dr Wolańczyk). Tyle.

    Ma w pokoju komp i tv. TV rzadko ogląda, raczej to nie problem. Komputer -
    owszem. Zdecydowanie za dużo. Jednak nie jest to zwykłe uzależnienie od kompa.
    Syn ma takie mało rozpowszechnione hobby.
    Do jego realizacji potrzebuje stale różnych konsultacji wzajemnych zresztą,
    ludzi, którzy maja podobnego fioła. Najczęściej za granicą lub co najmniej w
    innych miastach. Robią różne specyficzne projekty nie informatyczne, doradzają
    sobie wzajemnie jak zrobić to, czy tamto. Komputer jest tylko medium
    komunikacyjnym do tego. Ma to dodatkowy plus, że syn poprzez to zna bez wysiłku
    angielski na poziomie matury zaawansowanej. Z praktyki. Z czasem zawiązał
    przyjacielskie kontakty z wieloma z tych ludzi, miałam już zagranicze wizyty u
    syna. Z czasem zaczyna mieć kłopot z kolegami z reala, przestało mu zależeć na
    nich, liczą się tylko ci, którzy mają identyczne zainteresowania, nie szkodzi
    jeśli np z Argentyny. To jest cały jego świat i pozbawienie go możliwości
    komunikacji z TYMI ludźmi o TYCH sprawach, co odbywa się via internet, jest
    czymś, na co bym się nie odważyła. Bałabym się, ze sobie coś zrobi. Serio. Tylko
    technicznie tak rozwiązałam, ze od 22.00 komp nie działa i już. Czasem, w
    zależności od organizacji danego dnia pozwalam do 22.30. Codziennie jest o to
    osobna mini awanturka, ale jestem tu nieugięta. Ale, żeby wyłączyć jego komp, to
    muszę być w domu, zdalnie nie idzie. A, żeby całkiem mu zabrać, to jak napisałam
    nie miałabym odwagi.

    Syn ma poczucie humoru. Specyficzne (zdaje się), ale ma. Często inni się nie
    śmieją wielce, ale ja nie raz dostawałam niemal konwulsji ze śmiechu. Mnie
    rozśmiesza bardzo, chociaż często niechcący. (wnioski, teksty, uwagi o czymś)
    Również syn się bardzo śmieje z moich żartów. Niewątpliwie, w kwestii poczucia
    humoru, to się nadzwyczaj dobrze rozumiemy.

    Obozy. 1 raz była agresja wobec kolegi. Pobicie, szpital. Ogólna niechęć
    kolegów, bo obrywali kary od wychowawców grupowo za syna przewiny. Jeden
    szczególnie wyrażał dezaprobatę, jakieś złośliwości, więc oberwał. Syn nie miał
    (i nie ma) skłonności do bicia, myślę, że był mocno przyciśnięty do muru, skoro
    tak zrobił, a ułomkiem nigdy nie był - fizycznie. Nie było mnie przy tym, ale
    myślę, że musiał mieć powód, jak go znam.
    Inne obozy: ignorowanie pobudki, spóźnianie, bałaganienie i syf - również innym,
    zabawa jedzeniem obrzydzająca innych codziennie, nie mycie się, opór wobec
    uczestnictwa w wielu zajęciach grupowych (nie pójdzie na tę wycieczkę wraz z
    innymi i kropka, róbta, co chceta!) Uporczywe udawanie (odgrywanie roli), że
    jest zwierzęciem, co dalece wykraczało poza akceptowany przez rówieśników (i nie
    tylko) okres i miejsce zabawy. Ogólnie było mu tam źle i innym z nim też źle,
    choć nie wiem w jakiej kolejności.

  • rumpa 29.04.10, 13:15
    ja wiem - dla mnie to fajny facet,ma zainteresowania, zna język, nie
    zginie
    i prędzej on dostanie dobra pracę niż debil z piatkami a bez pasji

    nota bene największe kariery porobili moi kumple co jechali ledwo na
    trójach w liceum, teraz robią doktoraty
    za często sie to zdarza źeby to był przypadek
    prymusi przepadają niestety w normalnym życiu i w dodatku czesto nie
    mają osobowości, a całą ich motywacją jest żeby się podobac i
    imponować.
    najlepszy przyjaciel mojego męża, nad którym jego rodzice się
    użalali, znaczy rodzice mojego męża, że tacy zdolni rodzice a syn
    tylko same trójczyny, zarabia teraz - nawet nie wiem ile, ale 10 lat
    temu za jedną premie kupił sobie dom.
    A ich piatkowy syn - owszem zarabia dużo, ale jest wiecznie
    zestresowany i nieszczęsliwy no i domu sobie kupić nie może nawet za
    10 premii :)))
    a że ma wstręt do zajęć grupowych - ja też, zwiedzać najbardziej
    lubię sama, a wysłanie mnie na jakikolwiek obóz było z góry skazane
    na porażkę
    jak dla mnie - zespół aspergera a nie adhd

    ponawiam propozycję, przemebluj z psychoterapeutą wizje tego co
    trzeba i należy robić w życiu
    on ma swoje zycie - swoich kumpli, zainteresowania, wiedzę
    a ze szkołą zawsze mozna się jakoś dogadać, ewentualnie zmienić
    szkołę na taką z którą się dogada

    nie widzę tu żadnego strasznego problemu, dla mnie znacznie większym
    problemem byłaby nudna prymuska bez zainteresowań tzn z jednym źeby
    mieć piatki i żeby wszyscy mówili jaka z niej wspaniała dziewczynka

    jedyny problem jest taki że kurczowo sie trzymasz tego co byc
    powinno zamiast zająć się tym co jest
    ja bym się zes...rała z radości gdyby mój syn mial takie
    zainteresowania , wiedzę i zaangażowanie - no dobra , ma na razie 11
    lat, dam mu trochę czasu :)))
    walczyłabym z całym światem żeby mógł się rozwijac w swoim stylu

    poczytaj o matce Edisona, wszyscy uznali że jej syn to idiota, więc
    zabrała go i uczyła w domu - ale ona wierzyła w swoje dziecko i nie
    przerabiała go na tepego sredniaka

    Kiedy zauważyłam, że jestem blisko, wtedy zaczęłam z płacze
    > m
    > biegać po psychologach.
    > Potem było jak piszesz. Następnie po psychologu tym ze szkoły była
    diagnoza
    > psychiatry konowała, potem kolejny psycholog z mojej inicjatywy i
    nieudana prób
    > a
    > dostania się do dobrego psychiatry (dr Wolańczyk). Tyle.

    za wcześnie i za łatwo się poddałaś, przykro mi ale taka jest
    prawda.
  • rumpa 29.04.10, 13:25
    pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Alva_Edison
    Lubił zdobywać wiedzę na własną rękę, a w szkole nauczyciel starał
    się wpoić mu na siłę wiadomości, których mimo obawy przed chłostą
    nie potrafił zapamiętać.

    Edison recalled later, "My mother was the making of me. She was so
    true, so sure of me; and I felt I had something to live for, someone
    I must not disappoint." to z angielskiej wersji.

    niestety Twój syn tego o Tobie nie powie...
  • basienka.4 29.04.10, 13:45
    rumpa

    Kurcze, twojego posta, to chyba sobie wydrukuję i będę czytać codziennie przed snem.

    A z tym aspergerem, to trzeba mi będzie sprawdzić.
    Zresztą wszystkie konkretne namiary wykorzystam, już raz dziękowałam za to, a tu
    się niektórzy pieklą, że nie przyjmuję do wiadomości. Przyjmuję. Cierpliwości.
    Mam jeszcze pare innych obowiązków i zajęć na głowie.
  • basienka.4 29.04.10, 13:48
    rumpa
    Jeszcze raz dziękuję !
  • sebalda 29.04.10, 14:06
    Nadzwyczajnie inteligentny skrajny indywidualista. On zwyczajnie jest ponad to.
    Jaki on ma stosunek do nauczycieli, czy aby nie są dla niego za głupi? Jak się o
    nich wyraża? Myślę, że on w szkole musi się okrutnie nudzić. Zamiast skupiać się
    na jego dyscyplinie, powinnaś mu pomóc znaleźć odpowiednią szkołę, on powinien
    miec indywidualny tok nauczania, wtedy ręczę, że miał by wspaniałe osiągnięcia.
    A co z olimpiadami? Do olimpijczyków nauczyciele mają inny stosunek.
    Przynajmniej w normalnej szkole. Musisz wspierać uzdolnienia mlodego i w tę
    stronę go kierować, a nie męczyć o odrabianie lekcji. Czy Ty zdajesz sobie
    sprawę z tego, jak jego to musi potwornie nudzić? Zafiksowałaś się na tym
    obowiązku szkolnym i kuratorze i poza tym świata nie widzisz. Masz może w domu
    młodego geniusza, a martwisz się o spóźnienia?
  • morekac 29.04.10, 14:03
    Opisywane zachowania aż tak strasznie nie odbiegają od zachowań
    znanych mi nastolatków w zakresie:
    -(nie)sprzątania po sobie, w pokoju i gdziekolwiek
    - (nie)wrzucania brudnych ubrań do kosza, rozrzucaniu wszystkiego
    gdzie popadnie
    - hodowli pleśni i innych obcyck form zycia w przynajmniej 10
    kubeczkach na parapecie i biurku
    - bezrefleksyjnemu leżeniu na kanapie, gdy tymczasem inni w pocie
    czoła jeżdzą na mopie
    - niechęci do spożywania innego jedzenia niż to podsunięte pod
    paszczę itp.
    Oczywiście kwestia natężenia - ale takie zachowania się zdarzają u
    najnormalniejszych dzieciaków.
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • basienka.4 29.04.10, 14:28
    morekac

    Pierwszy raz w tym wątku się uśmiałam. Serio ? Serio, serio?
    Bo ja kurcze nie widzę takich zachowań, ani wśród dzieci z rodziny, ani też
    wśród kolegów syna. Autentycznie - nie.
  • morekac 29.04.10, 15:42
    Serio serio. Przecież nikt nie przyzna się sam z siebie, że ma
    flejowate dziecię (bo jakże to o matce świadczy ;-)), a przed
    przyjsciem zapowiedzianych gości zawsze można nieco ogarnąć i
    eksmitować OBCYCH z pokoju nastolatka.
    Wiesz kiedy moje dzieci zaczęły sprzątać swoje pokoje? Jak ja
    przestałam. Co jednak nie przeszkadza im w okresowym
    kolekcjonowaniu brudnych kubeczków i upychaniu brudnych ubrań w
    tajemnych schowkach - do wyższego stopnia wtajemniczenia, jakim jest
    porządek w szafie jeszcze nie doszły.
    A nie są to jedyne znane mi przypadki podobnych zachowań ;-).
    Jedna z kuzynek - jako nastolatka, rozrzucała swoje rzeczy tam gdzie
    je zdjęła/przebierała sie . Po tygodniu wakacji (nad rzeką, dużo
    bylo okazji do przebierania się )została bez bluzy, butów,spodni,
    majtek i skarpetek (oraz kilku innych rzeczy) - wszystko leżało
    gdzieś , a że teren byl duży, to się naszukała. Wyrosła na bardzo
    dobrze zorganizowaną kobietę ;-).


    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • basienka.4 29.04.10, 14:22
    rumpa

    A wiesz, że kazałam synowi zanieść jeden z jego projektów do szkoły, żeby
    ocenili ? Bo po prostu WYMIATA ! Nie chciał, ale kazałam, uparłam się, bo jak
    dla mnie nadzwyczajne, niejeden super-profi by się nie powstydził.
    To wiesz co powiedzieli? Że NIE ocenią (nawet plusa nie wstawią), bo nie leży TO
    w zakresie wymaganego programu.

    Aleś mi dała do myślenia!
  • verdana 29.04.10, 14:40
    Cóż, mam wrazenie, ze Ty byś bardzo chciała miecf dziecko z
    zaburzeniem. Bo to byłoby jakieś usprawiedliwwienie. Tymczasem być
    może Twój syn jest już w tej chwili zaburzony, bowiemm byl w
    dzieciństwie maltretowany. Inaczej Twojego opisu wychowywania przy
    pomocy lania - i to nie sporadycznych klapsów, ale lania jako
    metody - nazwać nie można. Teraz masz efekty. Nie masz autorytetu u
    syna i bardzo slusznie, bo Twój autorytet opierał się jedynie na
    sile fizycznej. Zlałaś - i syn wykonywał polecenia, nie dlatego, ze
    Cię sluchał, ale dlatego, ze się bał, albo chcial przerwać lanie.
    Teraz nie masz już siły, a i nie sadzę, aby syn mógł uwazać Cię za
    kogoś, z kim trzeba się liczyć, bo zna tylko jeden sposób
    przekonywania - biciem. Nie wykonuje tez Twoich poleceń, bo po co?
    Trudno, aby uznać, ze warto wykonywac polecenia kata.
    A że odsyłali go z obozów bo bil? Oczywiście, przecież sama go bicia
    nauczylaś.
    Wiesz, nie wim, czy nie najlepiej byloby, aby jednak ktoś tego
    chlopaka zabral z domu rodzinnego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • basienka.4 29.04.10, 16:02
    verdana napisała:
    > Cóż, mam wrazenie, ze Ty byś bardzo chciała miecf dziecko z
    > zaburzeniem. Bo to byłoby jakieś usprawiedliwwienie. Tymczasem być
    > może Twój syn jest już w tej chwili zaburzony, bowiemm byl w
    > dzieciństwie maltretowany. Inaczej Twojego opisu wychowywania przy
    > pomocy lania - i to nie sporadycznych klapsów, ale lania jako
    > metody - nazwać nie można. Teraz masz efekty. Nie masz autorytetu u
    > syna i bardzo slusznie, bo Twój autorytet opierał się jedynie na
    > sile fizycznej. Zlałaś - i syn wykonywał polecenia, nie dlatego, ze
    > Cię sluchał, ale dlatego, ze się bał, albo chcial przerwać lanie.
    > Teraz nie masz już siły, a i nie sadzę, aby syn mógł uwazać Cię za
    > kogoś, z kim trzeba się liczyć, bo zna tylko jeden sposób
    > przekonywania - biciem. Nie wykonuje tez Twoich poleceń, bo po co?


    A czy ty wiesz, co to jest maltretowanie?
    Na serio myślisz, że coś takiego, co najwyraźniej masz na myśli, uszłoby uwadze
    w dzisiejszych czasach? W szkole nikt by nie zauważył ? Nawet na WF-ie, żadnych
    siniaków, zadrapań ? Nawet na pływalni, gdzie dzieciaki w samych majtkach
    pływają? Ani w klubie sportowym, gdzie dzieciaki po treningu się kąpią i na
    golasa biegają?
    I jeszcze w tych wszystkich badaniach psychologicznych by to nie wyszło? Co ty
    myślisz, że tyle psychologów by z badań nie rozpoznało zespołu dziecka
    maltretowanego? Nawet ci, co i tak wiedzieli, że mu czasem skórę przetrzepałam i
    poproszę o inne rady?
    Proszę ciebie ! Ta akurat rozmowa jest nie na moim poziomie.

    Natomiast, chętnie usłyszę twoją teorię dot. autorytetu.
    Więc ja nie mam u syna autorytetu i dlatego on mnie nie słucha, nie wykonuje. A
    autorytetu nie mam, bo wcześniej dostawał w skórę. Tak ?

    Ależ to jest takie proste jak na dłoni. OK.
    Teraz powiedz mi dlaczego, wobec tego, syn nie wykonywał i nie słuchał :
    nauczycieli w szkole, wychowawców kolonijnych, opiekunek, mojej ciotki, ani
    nikogo innego z rodziny, ogólnie nikogo dorosłego, kto sprawował nad nim opiekę?
    Myślisz, że go tłukli i dlatego nie byli dla niego autorytetami i dlatego ich
    nie słuchał? Taka , bowiem analogia się niechybnie nasuwa. A, jeśli go nie
    tłukli, to dlaczego ich nie słuchał?
  • sebalda 29.04.10, 16:15
    Jeśli to prawda, co piszesz na temat szkoły, to ja bym poważnie rozważyła zmianę
    takiej szkoły. Od jakiegoś czasu promuje się dzieci zdolne i nieprzeciętne, tego
    już chyba do licha uczą w tych szkołach pedagogicznych. W szkole mojego syna
    mają inne podejście, im oryginalniejsza praca, tym lepiej. Jeszcze tylko te
    kretyńskie testy z kluczem zostały, ale mam nadzieję, że za jakiś czas od tego
    odejdą.
    I potwierdzam opinie o typowym niechlujnym nastolatku. Mój jedynie dba o włosy,
    znaczy myje regularnie, bo też ma je piękne, długie, gęste, cudo normalnie:))))
    Basienko4, odpuść młodemu. Nie pozwól mu zabierać jedzenia do pokoju, raz w
    tygodniu zrób czystki z brudnymi rzeczami, ja już przestałam walczyć z
    wiatrakami i sama zbieram te brudy, nie chcę się denerwować, szkoda życia.
    Dziewiętnastoletnia pannica też hoduje piękne grzyby w swoim koszu na śmieci, a
    powtarzam tysiąc razy, że odpadki organiczne wyrzucamy do kosza w kuchni.
    Kiedy przestałaś bić młodego?
  • basienka.4 29.04.10, 17:01
    Może mam zbytnie skłonności do perfekcjonizmu. Tj te mam na pewno, lecz może one
    mnie jakoś gonią, może mi to przesłania obraz w sprawie syna. Terapia by mi się
    przydała, to swoją drogą. Żebym się nauczyła odpuszczać o czym piszesz.
    Takich informacji potrzebuję.

    Od kiedy nie biję? Od wtedy, co poszłam z tym do psychologów. Dawno już. Nie,
    żeby oni coś w tym zdziałali i mnie przekonywali. Nie musieli. Ja z taką decyzją
    do nich poszłam, tylko chciałam poradę JAK mam w takim razie robić inaczej?
    Niestety tej nie uzyskałam zbytnio. Podobno mój sposób komunikacji werbalnej i
    niewerbalnej był prawidłowy. Jakieś interakcje badali, też, z mojej strony ok.
    Tzn żadnych rażących błędów, które można by skorygować w nadziei na odczuwalny
    efekt. Wszystkie takie podstawowe zasady, to ja od dawna znałam i nauczyłam się
    stosować, tyle, że to nie było skuteczne. Oni widzieli to, że nieskuteczne.

    Myślę, że teraz jestem w jakimś kolejnym takim punkcie, gdzie zabrnęłam za
    daleko, tym razem ze słowem. I też chcę zmienić, tak jak wówczas z biciem. Skoro
    wówczas mogłam, to i teraz mogę. Sama wiem, że tak nie powinno być, mimo
    wszystko (mimo problemów). Mam nadzieję, ze uda mi się znaleźć rozwiązanie,
    metodę. W każdym razie ja już postanowiłam, że tak więcej nie będzie. Teraz,
    jak i wtedy potrzebuję znowu : no to jak? Jak, żeby to się wszystko jakoś kupy
    trzymało, ale żeby młody źle nie skończył?
    Te moje oczekiwania trzeba będzie zrewidować i się z niektórymi rzeczami pogodzić.
  • morekac 29.04.10, 17:19
    > Tzn żadnych rażących błędów, które można by skorygować w nadziei
    na odczuwalny
    > efekt.
    podejrzewam, że u większości rodziców nie dałoby się wyłapać
    rażących błędów. Tak samo jak nie da wyłapać się jedynie słusznych
    działań prowadzących do olśniewających efektów wychowawczych. Byłoby
    to zdecydowanie zbyt proste :-).

    > Podobno mój sposób komunikacji werbalnej i
    > niewerbalnej był prawidłowy. Jakieś interakcje badali, też, z
    mojej strony ok.
    A skąd to wiedzieli? Zamieszkali z wami? ;-)
    --
    "To moja pierwsza miłość. Taka istotka co leży pode mną. Wiem, że
    nie mogę za mocno nią sterować, bo to boli." by E.Staszulonek
  • basienka.4 29.04.10, 18:15
    Mają metody jakieś swoje. Lustra weneckie, nagrywają kamerą w pomieszczeniu.
    Już tak dokładnie nie pamiętam. Wiem, że jakieś były jakby tematy zadane, jakby
    odgrywanie ról, ale zapodane tylko na start, potem to zaczęło żyć własnym
    życiem. Ja miałam zapodane, to wiem, czy dziecko też, nie pamiętam. Jakieś różne
    zadania "zadawali", o czymś konkretnym rozmawiać, coś załatwić między sobą,
    potem oglądali, co z tego wynika, ale w osobnym pomieszczeniu, lub po prostu
    nagrywali, potem analizowali. Prócz tego ja miałam osobne spotkania - rozmowy,
    dziecko osobne. Dużo tego było. Nie powiem, żeby się nie przykładali.
    Ja nie miałam żadnego interesu, żeby się jakoś inaczej zachowywać, bo przecież
    właśnie chciałam, żeby mi powiedzieli gdzie błędy i jak powinnam.

    Dot: rażące błędy. No, nie wiem. Mam taką znajomą, która je robi. Np szantażuje
    dzieci, ze się nie spotkają z ojcem jak nie zrobią tak i tak. A dzieci chcą się
    spotkać, bo tęsknią. Potrafi swój szantaż jak najbardziej zrealizować i nie
    dopuścić do spotkania. Kara dla dzieci, jak i ojca, który jest akurat z tych
    dbających. Nieraz jej mówiłam, że nie można tak, bo, co ma piernik do wiatraka,
    to jest poniżej pasa. Teraz złagodziła. Więc np. takie rzeczy by wychwycili
    sądzę, czy inne cięższego gatunku.
  • rumpa 29.04.10, 21:29
    www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
    kocham ta piosenkę
    jak za bardzo się podniecam tym co dobre dla mojego dziecka to słucham

    i sie wstydzę
  • morekac 29.04.10, 22:19
    Mimo wszystko - to są aranżowane sytuacje i wszyscy badani o tym wiedzą.
    Bardziej się starają. Chociażby takiego szantażu jak opisałaś można nie
    wychwycić- jeśli nikt o nim nie powie.
    Poza tym - sama przyznałaś się do lania, wrzeszczenia czy stania z pasem nad
    młodym - żeby zachowywał się zgodnie z twoimi życzeniami. A teraz ma 14 lat i
    możesz mu na pukiel naskoczyć, a nie coś kazać.
  • verdana 29.04.10, 19:38
    Yyyy - lanie nie jest rażącym błędem?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rumpa 29.04.10, 17:22
    przeczytaj jeszcze raz opis zainteresowan swego syna i tego jak je
    realizuje i powiedz sobie sama - dlaczego ma źle skończyc i może
    przede wszystkime - co to znaczy źle skończyć.

    Co do bałaganu, moje koleżanki na studiach, jedna wyhodowała grzybki
    na wacikach od demakijażu, druga, dwa kerunki zaliczone z
    wyróżnieniem plus doktorat, nie miala zwyczaju zbyt często myć głowy
    a w pokoju miała dwie wydeptane ścieżki od drzwi do łózka i od łózka
    do biurka.
    Chmielewska wspomina jak z przyjaciółką już dzieciate itd, ale
    zostawione same sobie na wakacje, jedna zahodował pajączki na
    kwiatkach a druga zużyła wszystkie naczynia...
    Jesli Ci jeszcze mało, przejdź się na ASP , zajrzyj do pracowni na
    malarstwie :)))

    Zmień szkołę, to na poczatek, weź te jego dzieła pod pachę i szukaj
    placówki w której dyrektor zacznie przebierać nogami z zachwytu.
    Załatw sobie psychoterapię, żebyś nie przegięła w drugą stronę z
    nadmiaru entuzjazmu.
    Poszukaj fundacji wspomagających dzieci wybitnie zdolne, byc może
    stypendium i to że ty za tym łazisz da synowi bodziec i uczucie
    uznania.
    Życzę powodzenia.
  • basienka.4 29.04.10, 18:17
    Rumpa. Znów dzięki.
  • basienka.4 29.04.10, 18:23
    Teraz z mojej strony przerwa, muszę popracować.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka