Dodaj do ulubionych

Czy mój mąż mnie nie kocha?

05.07.10, 22:07
Niedługo będziemy mieli piątą rocznicę ślubu. Mój mąż nie należy do osób
wylewnych, ale czasami mam wrażenie, że wobec mnie zachowuje się wyjątkowo
chłodno. Nigdy nie zwraca się do mnie pieszczotliwie, ale wiem, że taka jego
natura. Ale też nie okazuje mi miłości w żaden inny sposób, wydaje mi się, że
wyłącznie go irytuję.
Trudno mi z nim porozmawiać, bo on uważa, że te rozmowy to same pretensje i
nic z nich nie wynika. Staram się mu naświetlić mój punkt widzenia, że
potrzebuję odrobinę spontanicznej czułości, chcę żeby od czasu do czasu mnie
przytulił, powiedział miłe słowo, ale on ciągle praca, komputer, ciągle zajęty.
Mamy dwie córki, które kocha nad życie. Widać, że je kocha, ale naprawdę nie
widzę, żeby kochał mnie. Jeżeli odzywa się do mnie to albo obojętnie, albo z
pretensją czy agresją. On twierdzi, że przesadzam i tak nie jest. Ja już nie
potrafię tego obiektywnie ocenić.
Czasami mam ochotę zrobić sobie krzywdę.
Po którejś kłótni umówiliśmy się, że przestanę go piłować o różne domowe
obowiązki (bałaganiarz), że dam mu trochę więcej luzu. Pomyślałam ok, wiem, że
ze mną nie jest łatwo, może go wkurza, że ciągle od niego czegoś chcę. Ale nic
się nie zmieniło. Ciągle widzę agresję w jego oczach, wydaje mi się, że ucieka
ode mnie, unika kontaktu.
Zdarza mi się myśleć o rozwodzie.
Nie wiem, co mam robić. Chcę uratować to małżeństwo.
Ja nie jestem idealna, często ponoszą mnie emocje, w kłótni nie potrafię się
opanować. Ale staram się, pracuję i wychowuję dzieci, znoszę samotne weekendy
kiedy on pracuje itd.
Może to klasyczny kryzys? Tylko ja nie widzę współpracy z jego strony.
--
Edytor zaawansowany
  • 05.07.10, 22:22
    > Niedługo będziemy mieli piątą rocznicę ślubu. Mój mąż nie należy do osób
    > wylewnych, ale czasami mam wrażenie, że wobec mnie zachowuje się wyjątkowo
    > chłodno.

    Wybrałaś sobie kogoś, kto oszczędnie okazuje uczucia i teraz nagle zaczęło Ci to
    przeszkadzać i oczekujesz, że on się zmieni, byś była usatysfakcjonowana?

    > nic z nich nie wynika. Staram się mu naświetlić mój punkt widzenia, że
    > potrzebuję odrobinę spontanicznej czułości, chcę żeby od czasu do czasu mnie
    > przytulił, powiedział miłe słowo, ale on ciągle praca, komputer, ciągle zajęty.

    Co robisz, żeby nie musiał wciąż pracować?

    > Zdarza mi się myśleć o rozwodzie.

    Nie dostaniesz rozwodu jeśli on się na to nie zgodzi.
  • 05.07.10, 22:29
    Nie dostaniesz rozwodu jeśli on się na to nie zgodzi.

    dostanie
    --
    Kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień
  • 05.07.10, 22:40
    > Nie dostaniesz rozwodu jeśli on się na to nie zgodzi.
    >
    > dostanie

    Na jakiej podstawie?

    Wybrała partnera, który nie okazuje uczuć i teraz na tej podstawie chce się z
    nim rozstać.
    Wnioskować może o rozwód bez orzekania o winie, ale on się na to zgodzić musi.
    Zaś jako winna rozpadu małżeństwa nie może złożyć pozwu o rozwód z orzeczeniem o
    winie.

    Chyba, że coś pokręciłem?
  • 06.07.10, 07:17
    rozwod to nie slub, tu nie trzeba dobrowolnej zgody obojga
    i to sad daje rozwod, a nie wspolmalzonek, wiec nie ma on za bardzo
    nic do powiedzenia
    jasne, masz racje- te sprawy, kiedy jedno jest uparte jak osiol i -
    mowiac w cudzyslowie, nie daje rozwodu, trwaja dluzej

    i, mowiac szczerze, nie bardzo rozumiem, dlaczego to autorka ma byc
    winna rozpadu?
    #bo to ona sklada pozew?
    ale w takim razie winne bylyby wszytskie osoby maltretowane, ktore
    zdecyduja sie na rozstanie, bo to one pisza pozwy
    pzdr
    --
    Kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień
  • 06.07.10, 19:08
    > i, mowiac szczerze, nie bardzo rozumiem, dlaczego to autorka ma byc
    > winna rozpadu?

    Bo ma nierealne oczekiwania w stosunku do partnera. Sama go sobie takiego
    wybrała i teraz nagle się okazuje, że on jej jednak nie wystarczy i musi się
    zmienić.

    Nie dojrzała do małżeństwa, to też świadczy na jej niekorzyść.
  • 06.07.10, 08:14
    > Na jakiej podstawie?

    Na podstawia tzw. rozkładu pożycia. Wystarczy, że przez powiedzmy rok nie będą
    ze sobą spać i będą prowadzili osobne budżety. Np. pani wyprowadzi się do mamy.

    > Wnioskować może o rozwód bez orzekania o winie, ale on się na to zgodzić musi.

    Nie musi.

    > Zaś jako winna rozpadu małżeństwa nie może złożyć pozwu o rozwód z orzeczeniem
    > o
    > winie.

    Pytanie - czy jest winna rozpadu małżeństwa? Bo z jej punktu widzenia ona
    podejmuje próby jego ratowania, które pan torpeduje.
    ~bramstenga

  • 06.07.10, 19:09
    > Pytanie - czy jest winna rozpadu małżeństwa? Bo z jej punktu widzenia ona
    > podejmuje próby jego ratowania, które pan torpeduje.

    Próba "wychowania" męża to próba ratowania małżeństwa?
  • 05.07.10, 22:39
    Ten chłód nie pojawił się od razu. Zawsze był oszczędny, jeśli chodzi o
    okazywanie uczuć, ale taki totalny brak zainteresowania, obojętność, pojawiła
    się jakiś czas temu.
    Zawsze ceniłam to, że jest jaki jest, że nie jest zbyt wylewny, a przez to
    szczery. Ale on mimo to potrafi okazywać uczucia, jeśli chce. Tak myślę.
    Jeśli chodzi o pracę - to jego decyzja, zarabia sporo, pod tym względem nasza
    sytuacja jest bardzo dobra. Wiele razy próbowałam go przekonać, że nie musi tak
    pracować co weekend, że te pieniądze które zarabia w sobotę i niedzielę nas nie
    zbawią. Mam świadomość, że nasza sytuacja finansowa jest hm... luksusowa. Wiem,
    że jest rozsądny i odpowiedzialny. Ale wydaje mi się, że ta praca na okrągło nie
    jest spowodowana tylko potrzebą pieniędzy. Ja też zarabiam, ciężko pracuję. Nie
    obijam się, naprawdę.
    Rozwód- napisałam zdarza mi się, nie wiem, czy byłabym w stanie podjąć taką
    decyzję ze względu na dzieci. Tłumaczę sobie, że ludzie mają większe problemy.
    Ale jeśli ja podejmę taką decyzję, to znając go, nie będzie walczył.
    --
  • 05.07.10, 22:52
    > Ten chłód nie pojawił się od razu. Zawsze był oszczędny, jeśli chodzi o
    > okazywanie uczuć, ale taki totalny brak zainteresowania, obojętność, pojawiła
    > się jakiś czas temu.

    Czyli teraz trzeba ustalić konkretnie KIEDY to się stało, być może to podpowie
    Ci, co jest tego przyczyną.

    Jeśli nie, może warto byłoby porozmawiać nad tym, czego mu brakuje w tym związku.

    > że jest rozsądny i odpowiedzialny. Ale wydaje mi się, że ta praca na okrągło ni
    > e
    > jest spowodowana tylko potrzebą pieniędzy.

    Jeśli nie tylko chodzi o pieniądze, to znaczy, że ucieka od jakichś domowych
    problemów. Tym bardziej rozmowa byłaby wskazana.
  • 06.07.10, 07:23
    od dwoch lat nie jestem juz w takim zwiazku jaki opisujesz. tez czulam ta ciagla
    irytacje na przemian z chlodem i obojetnoscia. to bylo bardzo bolesne i w pewnym
    momencie po prostu spakowalam sie i odeszlam. mamy male dziecko, wiec decyzja o
    odejsciu byla naprawde trudna i sprawila mi wiele bolu. trzeba tez przyznac, ze
    bardzo kochalam swojego partnera. dzisiaj ja jestem juz w nowym zwiazku, mam
    dobra prace, jakos poukladalam swoje zycie, za to on ma klopoty z tym, zeby
    wybrnac z tej bolesnej przeszlosci.
    nie ma takich momentow, ze zaluje tego co zrobilam. jestem z kims, kto rozumie
    sens pielegnowania uczuc pomiedzy partnerami, rozumie sens bycia jakas
    jednoscia, bycia pomocnym, lojalnym, oddanym, itd. zycie razem, ale tak naprawde
    oddzielnie to po prostu nie dla mnie. nie jest tez tak, ze to ja rozbilam ta
    rodzine, nie odeszlam dla kaprysu. kazde z nas ma prawo do szczescia, do dobrego
    traktowania i do tego, zeby zyc w ciaglym stracju, ze cokolwiek sie zrobi czy
    powie zirytuje partnera. sa ludzie po prostu bardziej drazliwi, trudniejsi w
    pozyciu, bardziej pamietliwi i moj eks do takich nalezy. potrafi sie zapamietac
    w zlosci, pielegnowac ja w sobie dniami i tygodniami. kiedy go poznalam mial te
    wszystkie cechy, ale zauwazylam, ze z wiekiem jakby sie w nim wyostrzaja. moze
    zrozumie kiedys swoj blad i popracuje nad tym. nie twierdze, ze sama bylam
    swieta, tez popelnialam bledy, ten zwiazek tez byl dla mnie duza lekcja.
    mam nadzieje, ze zdolasz to wszystko jakos sobie poukladac. nie zazdroszcze ci
    bycia w tej sytuacji, bo pamietam jak bardzo cierpialam, kiedy sama sie w niej
    znajdowalam.
  • 05.07.10, 22:29

    wiesz u mnie jest podobnie, mój mąż też nie jest za wylewnym człowiekiem, to
    jest niestety związane z jego wychowaniem przez rodziców, oni też za bardzo nie
    okazywali sobie czułości (wiem to z opowiadania męża). Jest jednak wspaniałym
    czułym ojcem dla naszych dzieci, kocha je i stara sie by im nic nie brakowało.
    Natomaist dla mnie już brakuje tej czułości. Róznica jest tylko taka że on jest
    strasznym pedantem z kolei i ciągle mi zwraca uwagę, że czegoś nie zrobiłam lub
    źle zrobiłam, że przecież siedzę w domu z dziećmi to powinno błyszczeć w domu,
    ciągle o cos ma pretensje. Wiem ja też nie mam łatwego charakteru, jestem
    wybuchowa ale gdy wszystko sie nawarstwi i nie daje już rady...
    A jak u Was jest ze seksem? czy w łóżku tez Cie nie przytula? nie okazuje czułości?
    Mi się wydaję że odkąd ja jakoś nie czuje potrzeby współżycia, jakoś odmieniło
    mi się po porodzie to mój mąż własnie taki stał się w stosunku do mnie, ja
    czesto jestem zmęczona i po całym dniu padam na twarz i nawet nie myśle o seksie
    z moim mężem, myslę że on tego nie rozumie i dlatego odsuwa sie ode mnie...
    Również chce ratowac nasze małżeństwo, gdyż mamy małe dzieci ale nie mam już
    pomysłów...pozdrawiam serdecznie i trzymaj się dzielnie;-)
  • 05.07.10, 22:41
    Dzięki za odzew.
    Z seksem to jest tak, że ja bardziej chcę niż on.
    Dzieci mają 4 i 2 lata, wybrnęłam już z poporodowej awersji do seksu.
    Ja bym mogła codziennie, kilka razy w tygodniu, a on góra raz. Tego rodzaju
    czułości też mi brakuje.
  • 06.07.10, 08:59
    annasi23 napisała:

    > Dzięki za odzew.
    > Z seksem to jest tak, że ja bardziej chcę niż on.
    > Dzieci mają 4 i 2 lata, wybrnęłam już z poporodowej awersji do seksu.
    > Ja bym mogła codziennie, kilka razy w tygodniu, a on góra raz. Tego rodzaju
    > czułości też mi brakuje.

    powtórzę się:
    Typowe .. jedno zapier..... ponad normę i jest zmęczone, drugie chce seksu ..
    pierwsze jest zmęczone i nie ma ochoty na seks, drugie staje się złośliwe .....
    nooooooooooooooo a potem klops ...
  • 06.07.10, 09:11
    Sprawdz, czy maz nie ma pani na boku. Praca w weekendy - zbedna,
    agresja wobec zony, czepianie jej urojonych przewin, ograniczenie
    zycia seksualnego - to sa wszystko typowe objawy.

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • 06.07.10, 08:55
    gugulek2 napisała:

    >
    > strasznym pedantem z kolei i ciągle mi zwraca uwagę, że czegoś nie zrobiłam lub
    > źle zrobiłam, że przecież siedzę w domu z dziećmi to powinno błyszczeć w domu,

    To idź do pracy, chociażby na 1/4 etatu, nie ważne za jakie pieniądze.
    Pracujesz .. zarabiasz... jesteś partnerem.
    Bardzo często myślimy, ze wystarczy zapewnić kupe forsy i juz.
    To taka forma okazywania miłości dla żony ....
    Do tego potrzebny jest jakis mały wstrząs, kontakt z psychologiem i rozmowa...

    > Mi się wydaję że odkąd ja jakoś nie czuje potrzeby współżycia, jakoś odmieniło
    > mi się po porodzie to mój mąż własnie taki stał się w stosunku do mnie, ja
    > czesto jestem zmęczona i po całym dniu padam na twarz i nawet nie myśle o seksi
    > e
    > z moim mężem, myslę że on tego nie rozumie i dlatego odsuwa sie ode mnie...
    > Również chce ratowac nasze małżeństwo, gdyż mamy małe dzieci ale nie mam już
    > pomysłów...pozdrawiam serdecznie i trzymaj się dzielnie;-)

    jakie ty pomysły??!!
    a myślałąś o zatrudnieniu pani raz w tygodniu do sprzątania, skoro on dobrze
    zarabia??
    Przeszkadza Ci, ze jakaś obca kobita grzebie Ci w domu??
    a to że związek sie rozlatuje nie przeszkadza??
    Wybierz mniejsze zło.
    Typowe .. jedno zapier..... ponad normę i jest zmęczone, drugie chce seksu ..
    pierwsze jest zmęczone i nie ma ochoty na seks, drugie staje się złośliwe .....
    nooooooooooooooo a potem klops ...
  • 06.07.10, 10:27
    marc.el napisał:
    >
    > To idź do pracy, chociażby na 1/4 etatu, nie ważne za jakie pieniądze.
    > Pracujesz .. zarabiasz... jesteś partnerem.
    > Bardzo często myślimy, ze wystarczy zapewnić kupe forsy i juz.
    > To taka forma okazywania miłości dla żony ....
    > Do tego potrzebny jest jakis mały wstrząs, kontakt z psychologiem i rozmowa...


    pójdę do pracy i może wszystko jakoś się ułoży...


    >
    > jakie ty pomysły??!!
    > a myślałąś o zatrudnieniu pani raz w tygodniu do sprzątania, skoro on dobrze
    > zarabia??
    > Przeszkadza Ci, ze jakaś obca kobita grzebie Ci w domu??
    > a to że związek sie rozlatuje nie przeszkadza??
    > Wybierz mniejsze zło.
    > Typowe .. jedno zapier..... ponad normę i jest zmęczone, drugie chce seksu ..
    > pierwsze jest zmęczone i nie ma ochoty na seks, drugie staje się złośliwe .....
    > nooooooooooooooo a potem klops ...


    no trochę w tym racji;-)
  • 06.07.10, 12:48
    gugulek2 napisała:

    > marc.el napisał:
    > >
    > > To idź do pracy, chociażby na 1/4 etatu, nie ważne za jakie pieniądze.
    > > Pracujesz .. zarabiasz... jesteś partnerem.
    > > Bardzo często myślimy, ze wystarczy zapewnić kupe forsy i juz.
    > > To taka forma okazywania miłości dla żony ....
    > > Do tego potrzebny jest jakis mały wstrząs, kontakt z psychologiem i rozmo
    > wa...
    >
    >
    > pójdę do pracy i może wszystko jakoś się ułoży...
    >

    Napisałem to na podstawie 3 spostrzeżeń.
    dokładnie 3 związków.
    Nie wiem czemu, niektórzy faceci uważają, że jak laska siedzi w domu to nic nie
    robi.
    Zresztą to chyba jest jakiś głębszy problem psychologiczny, bo w drugą strone
    dziala to jeszcze gorzej ;-P
    Nieważne, moja koleżanka poprzez pójscie do pracy uratował aswój związek.
    Czy Tobie pomoże ?? nie wiem ... ale jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedziała.
    Większośc ludzi żaluje że czegoś NIE ZROBIŁĄ niż to co zrobła ;-P
  • 06.07.10, 10:10
    Dzięki za odzew.
    Kilka sprostowań.
    Po pierwsze, napisałam, że zdarza mi się myśleć o rozwodzie, ale to
    ostatnia rzecz, której bym chciała. Na razie bardzo bardzo chcę to wszystko
    pozbierać do kupy i ponaprawiać. Zdarza mi się myśleć o rozstaniu, ale rzadko, w
    bardzo kryzysowych sytuacjach, ale to naprawdę ostateczność, której tak naprawdę
    na razie nie biorę pod uwagę.
    Po drugie - pomieszały się wypowiedzi moje z kimś innym. Ja pracuję na cały
    etat, pracuję dużo i intensywnie, mam plany zawodowe, mój mąż to szanuje i jest
    za. On jest pracownikiem uczelni, ma więc w dużej mierze nienormowany czas
    pracy, prowadzi zajęcia (również w weekend), dużo pracy wykonuje w domu. Ale
    moim zdaniem ta praca mu się "rozłazi", bo z organizacją u niego kiepsko, więc
    ciągle coś nad nim wisi. Jemu to odpowiada, ale moim zdaniem psuje to nasze
    życie rodzinne, bo zabiera się do tego wtedy, kiedy np. moglibyśmy zrobić coś
    razem albo z dziećmi. I to nie jest tak, że chodzi tylko i wyłącznie o
    pieniądze. On bardzo swoją pracę lubi, jest dobry w swojej działce i jest
    doceniany. Nie chcę mu tego zabierać i kibicuję mu, ale uważam, że mógłby
    zorganizować sobie czas tak, żeby starczyło go również dla mnie, bez uszczerbku
    dla jego zajęć.
    Po trzecie, to nie jest tak, że ja siedzę i pachnę, a on zasuwa. Pracuję
    zawodowo, zajmuję się domem i dwójką dzieci, bardzo często sama. Uważam, że
    nasze prawo do zmęczenia rozkłada się co najmniej po równo.
  • 06.07.10, 10:23

    > Po drugie - pomieszały się wypowiedzi moje z kimś innym. Ja pracuję na cały
    > etat, pracuję dużo i intensywnie, mam plany zawodowe, mój mąż to szanuje i jest
    > za.

    tu chyba o mnie chodziło, bo ja siedzę w domu z dziećmi;-) ale niedlugo wrócę do pracy;-).


    On jest pracownikiem uczelni, ma więc w dużej mierze nienormowany czas
    > pracy, prowadzi zajęcia (również w weekend), dużo pracy wykonuje w domu. Ale
    > moim zdaniem ta praca mu się "rozłazi", bo z organizacją u niego kiepsko, więc
    > ciągle coś nad nim wisi. Jemu to odpowiada, ale moim zdaniem psuje to nasze
    > życie rodzinne, bo zabiera się do tego wtedy, kiedy np. moglibyśmy zrobić coś
    > razem albo z dziećmi. I to nie jest tak, że chodzi tylko i wyłącznie o
    > pieniądze. On bardzo swoją pracę lubi, jest dobry w swojej działce i jest
    > doceniany. Nie chcę mu tego zabierać i kibicuję mu, ale uważam, że mógłby
    > zorganizować sobie czas tak, żeby starczyło go również dla mnie, bez uszczerbku
    > dla jego zajęć.

    chyba coraz wiecej mamy wspólnego;-), a może nasi uczelniani mężowi tak już maja, że za duzo pracują i potem czasu dla nas nie mają, ja zauważam że mój uwielbia swoja pracę, kosztem rodziny, no ale można sobie to tak tłumaczyć ze chce nam zapewnić wszystko co możliwe;-)


    > Po trzecie, to nie jest tak, że ja siedzę i pachnę, a on zasuwa. Pracuję
    > zawodowo, zajmuję się domem i dwójką dzieci, bardzo często sama. Uważam, że
    > nasze prawo do zmęczenia rozkłada się co najmniej po równo.

    kazdy ma prawo być zmęczonym, czy to pracując zawodowo, czy byc cały dzień w domu z dziećmi, a zwłaszcza gdy TY masz jedno i drugie.
    JA nieraz zastanwiam sie jak pogodzę pracę z domem;-)
  • 06.07.10, 13:06
    gugulek2 napisała:


    > On jest pracownikiem uczelni, ma więc w dużej mierze nienormowany czas
    > > pracy, prowadzi zajęcia (również w weekend), dużo pracy wykonuje w domu.
    > Ale
    > > moim zdaniem ta praca mu się "rozłazi", bo z organizacją u niego kiepsko,
    > więc
    > > ciągle coś nad nim wisi. Jemu to odpowiada, ale moim zdaniem psuje to nas
    > ze
    > > życie rodzinne, bo zabiera się do tego wtedy, kiedy np. moglibyśmy zrobić
    > coś
    > > razem albo z dziećmi. I to nie jest tak, że chodzi tylko i wyłącznie o
    > > pieniądze. On bardzo swoją pracę lubi, jest dobry w swojej działce i jest
    > > doceniany. Nie chcę mu tego zabierać i kibicuję mu, ale uważam, że mógłby
    > > zorganizować sobie czas tak, żeby starczyło go również dla mnie, bez uszc
    > zerbku
    > > dla jego zajęć.
    >
    > chyba coraz wiecej mamy wspólnego;-), a może nasi uczelniani mężowi tak już maj
    > a, że za duzo pracują i potem czasu dla nas nie mają, ja zauważam że mój uwielb
    > ia swoja pracę, kosztem rodziny, no ale można sobie to tak tłumaczyć ze chce na
    > m zapewnić wszystko co możliwe;-)

    hmm realizuje się w pracy??!!
    jest zadaniowcem i to jednozadaniowcem??
    Może spróbowac na początek tak zorganizowac budżet, aby zostało troche więcej
    gotówki niż zwykle na koniec miesiąca.
    Potem dać mu jakieś zadanie, konkretnie, pojedyńczo.
    I obowiązkowo się przytulić, pochwalić!!!

    i pamiętaj :
    wynieś smieci i butelki - to 2 zadania ;-P

    [..]

    > JA nieraz zastanwiam sie jak pogodzę pracę z domem;-)
    Na początku jest trudno, ale to każdemu. A potem jakoś każdy daje radę.
    Tobie tez będzie trudno, ale dasz radę ;)
  • 06.07.10, 10:25
    kurde ... ucieka do pracy??!!
    Małżenstwo z rozsądku? miłości?? dla dziecka?? ??dla zabicia nudy??

    ps. Masz w pracy jakiegos faceta którego podziwiasz??
    zarabiasz więcej od niego ??
  • 06.07.10, 10:31
    Pobraliśmy się z miłości, dzieci były zaplanowane i są bardzo kochane.
    Decyzję o wspólnym życiu podjęliśmy wspólnie, oboje mieliśmy już skończone
    studia i pracę, byliśmy po 5 latach związku. Wtedy widziałam, że mnie kocha,
    mimo jego powściągliwości, którą zresztą bardzo ceniłam.
    Skąd pytanie o faceta z pracy, którego podziwiam? Nie ma nikogo takiego.
    Oczywiście moje zarobki są znacznie mniejsze od zarobków męża.
  • 06.07.10, 12:57
    annasi23 napisała:

    > Pobraliśmy się z miłości, dzieci były zaplanowane i są bardzo kochane.
    > Decyzję o wspólnym życiu podjęliśmy wspólnie, oboje mieliśmy już skończone
    > studia i pracę, byliśmy po 5 latach związku. Wtedy widziałam, że mnie kocha,
    > mimo jego powściągliwości, którą zresztą bardzo ceniłam.
    ok. Sorry za wścibstwo, ale szukam punktu zaczepienia.

    > Skąd pytanie o faceta z pracy, którego podziwiam? Nie ma nikogo takiego.

    Pytanie o faceta było poprzedzone obserwacją mojego otoczenia.
    Bytwa tak, ze w pracy jest jakiś facio co kawę zrobi, co prawda z automatu,
    nooo ale jednak. A mąż nie zrobił kawy juz pół roku.
    Kolega rozumie nasze rozterki i jest po naszej stronie w konflikcie mąż-żona,
    czy tez szef-Ty ;-P
    etc itd itp .... ale u Ciebie nie ma tego i dobrze.

    > Oczywiście moje zarobki są znacznie mniejsze od zarobków męża.
    Jakoś tak się przyjeło w naszym społeczeństwie, że lepiej dla związku jest jak
    żona zarabia chociaz o 1 zł mniej od męża - zwykła psychologia.

    A może jest jakiś dawny zatarg pomiędzy Wami?? coś nie wyjaśnionego, zapomnianego??
  • 06.07.10, 16:22
    Oczywiście moje zarobki są znacznie mniejsze od zarobków męża.

    a moge zapytac, coz w tym jest oczywistego? Oczywiste, bo praca
    mezczyzny jest wiecej warta? Oczywiste, bo jestes glupsza i mniej
    wartosciowa jako pracownik, niz twoj maz?

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • 06.07.10, 19:11
    > a moge zapytac, coz w tym jest oczywistego? Oczywiste, bo praca
    > mezczyzny jest wiecej warta?

    Tak, bo mężczyzna rzadziej chodzi na zwolnienia z racji chorób dziecka, nie
    bierze też urlopów macierzyńskich i nie zachodzi w ciążę.
  • 06.07.10, 19:51
    Urlopy macierzyńskie mają tylko te kobiety, które odprowadzały
    składki.
    Nie chodzi na zwolnienia, powiadasz... mój eks bierze zwolnienia na
    chore dziecko równo ze mną, czasem też mój aktualny partner zostaje
    w domu z chorym przedszkolakiem właśnie po to, żebym nie musiała
    brać zwolnienia na cały tydzień.
  • 06.07.10, 21:54
    > Nie chodzi na zwolnienia, powiadasz... mój eks bierze zwolnienia na
    > chore dziecko równo ze mną, czasem też mój aktualny partner zostaje
    > w domu z chorym przedszkolakiem właśnie po to, żebym nie musiała
    > brać zwolnienia na cały tydzień.

    Ja też chodzę na zwolnienia z racji dziecka, byłem też na urlopie macierzyńskim
    i ojcowskim. Ale statystyki to nie zmienia -- ona świadczy o tym, że to kobiety
    bardziej zawalają pracę na rzecz dzieci, niż faceci.

    Druga sprawa to jeszcze pieluszkowe odmóżdżenie, które może kobietom
    przeszkadzać w pracy.
  • 06.07.10, 21:02
    > Tak, bo mężczyzna rzadziej chodzi na zwolnienia z racji chorób
    dziecka,

    Ponawiam pytanie - dlaczego?

    nie
    > bierze też urlopów macierzyńskich i nie zachodzi w ciążę.

    A co ma wspolnego ciaza i urlop macierzynski z wysokoscia zarobkow,
    bo nie rozumiem?



    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • 06.07.10, 21:39
    Może chodziło o to, że kobieta przez ciąże i zwolnienia jest gorszym gatunkiem
    człowieka, każdy pracodawca to wie, i dlatego wynagradza kobietę znaczniej
    gorzej niż na tym samym stanowisku, z tym samym wyksztalceniem i doświadczeniem
    mężczyznę.
    Żarty żartami, ale niestety często tak nadal jest w niektórych firmach, mam
    dowody. I to też jeden z argumentów, że feministki nie są tylko nienawidzącymi
    mężczyzn wrednymi babami, ale osobami, ktore walczą o swoje prawa. Niższe pensje
    dla kobiet to wciąż fakt.
    Co nie zmienia faktu, że nie jest tak zawsze i że kobieta w związku może mieć
    lepsze wyksztalcenie albo lepiej płatny fach.
  • 06.07.10, 21:55
    szystko wiem. Na ogol jednak maz i zona nie pracuja na tym samym
    stanowisku, wiec noe widze powodu, by pisac, ze oczywiscie
    kobieta zarabia mniej od mezczyzny.

    Ja zarabiam wiecej (znacznie) od swojego partnera i znam mnostwo
    takich par.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • 06.07.10, 21:59
  • 06.07.10, 22:56
    kolejny watek skreca w strone dziwnej jalowej dyskusji, gdzie kolejni stali
    bywalcy forum staraja sie sobie cos udowodnic.

    do autorki: przeczytalam twoje kolejne odpowiedzi i rozumiem, ze chcesz ratowac
    to malzenstwo, ale nie zrobisz tego sama. moze pomogloby ci spotkanie z
    psychologiem? tak, zeby pewne rzeczy poukladac sobie w glowie i moze zrozumiec
    przyczyne tego co tak cie boli w tej relacji? moze rozmowa ze specjalista pomoze
    ci spojrzec sie na to z dystansu i ocenic czy naprawde sie czepiasz, czy tez po
    prostu tkwisz w zwiazku, w ktorym twoje potrzeby sa naprawde ignorowane czy
    wyszydzane?
    trzymam kciuki.

  • 07.07.10, 09:54
    Tak, myślałam o pomocy psychologa.
    Tym bardziej, że sama mam problemy z emocjami, które wychodzą właśnie w
    starciach z mężem.
    Ostatnio się uspokoiło, nasze relacje się unormowały, ale - znając życie - do
    kolejnej kłótni o wszystko.
    Nawiasem mówiąc, mąż twierdzi, że mnie kocha, a moje odczucia dotyczące jego
    stosunku do mnie są przesadzone. Czasami mu wierzę, ale są takie jego
    zachowania, które moim zdaniem są nie do przyjęcia między osobami, które się
    kochają i darzą szacunkiem.

    A tak na marginesie - co to jest pieluszkowe odmóżdżenie kobiet?

    Cała ta dyskusja o nierównym statusie kobiet i mężczyzn jako pracowników nie
    zrobiła na mnie wrażenia, ale to określenie jakoś mnie dotknęło. Ciekawe, czy
    moi współpracownicy też myślą, że jestem przypadkiem pieluszkowego odmóżdżenia,
    bo mam dzieci?
  • 07.07.10, 20:37
    moze potraktuj rozmowe z psychologiem jak wygadanie sie przed kolezanka, ale
    taka, ktora bedzie umiala pomoc ci pewne rzeczy okreslic, nazwac. mozliwe, ze
    twoj maz jest po prostu przemeczony, ze nie potrafi sobie odpuscic pracy.
    w moim zwiazku tez nie bylo zle od samego poczatku. wszystko gdzies i jakos sie
    zaczyna. nie twierdze, ze maz cie nie kocha, ale milosc to takze dbanie o ta
    druga osobe, zaspokajanie jej potrzeb, to pewna elastycznosc, itd. mozliwe, ze
    akurat ta strona waszego zwiazku kuleje. ty mowisz o swoich potrzebach, on przez
    to staje sie coraz bardziej zniechecony, poirytowany. tak to zrozumialam i wiem,
    ze tak te poczatki wygladaly u mnie. mysle, ze on sam sobie mnie w pewnym
    momencie obrzydzil. wyszlam z tego zwiazku przekonana, ze jestem wariatka,
    kobieta, ktora nie zasluguje na milosc, uznanie, itd. minely dwa lata, a ja mam
    to wszystko o czym marzylam, tyle, ze... w innym zwiazku. w miedzyczasie
    zrozumialam tez, ze nie zadalam rzeczy smiesznych czy niemozliwych.
  • 07.07.10, 20:38
    co do pieluszkowego odmozdzenia to niestety ci nie pomoge, bo wiekszosc postow w
    tym watku przeczytalam... bardzo pobieznie ;).
  • 06.07.10, 21:58
    > Może chodziło o to, że kobieta przez ciąże i zwolnienia jest gorszym gatunkiem
    > człowieka, każdy pracodawca to wie, i dlatego wynagradza kobietę znaczniej
    > gorzej niż na tym samym stanowisku, z tym samym wyksztalceniem i doświadczeniem
    > mężczyznę.

    Kobieta z perspektywą ciąży, macierzyńskiego, wychowawczego i licznych zwolnień
    na chorowite dziecko jest gorszym gatunkiem pracownika.

    Nie ma się co obrażać na fakty. Statystycznie to ona częściej jest w pracy
    nieobecna, niż mężczyzna. Jej wartość dla pracodawcy jest więc niższa.

    Pracownika się zatrudnia nie po to, by mu dawać kasę na życie, tylko po to, by
    jego praca była wartością dla firmy.
  • 06.07.10, 21:56
    > Ponawiam pytanie - dlaczego?

    Tego to ja już nie wiem, czemu w rodzinach gdy choruje dziecko na zwolnienie
    idzie jego matka.

    Pewnie dlatego, że ma niższą pensję i mniej jej traci na zwolnieniu.

    > A co ma wspolnego ciaza i urlop macierzynski z wysokoscia zarobkow,
    > bo nie rozumiem?

    Jeśli zatrudniasz kobietę, musisz brać pod uwagę, że może pójść na zwolnienie w
    ciąży a potem na urlop macierzyński i wychowawczy. Jeśli jest uczciwa względem
    Ciebie, to Cię o ciąży uprzedzi jak tylko się dowie. Jeśli zaś nie jest uczciwa,
    to o ciąży dowiesz się z przyniesionego przez nią zwolnienia na 8 miesięcy ciąży.

    Ryzyko przy zatrudnianiu kobiety jest większe, niż przy zatrudnianiu mężczyzny.
    To ryzyko pracodawcy rekompensują sobie płacąc Wam mniej, niż nam.
  • 07.07.10, 10:04
    Ale zwolnienie w ciazy pokrywa ZUS, wiec spokojnie mozna zatrudnic
    kogos na zastepstwo, majac do dyspozycji zaoszczedzone srodki?

    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • 08.07.10, 17:32
    > Ale zwolnienie w ciazy pokrywa ZUS, wiec spokojnie mozna zatrudnic
    > kogos na zastepstwo, majac do dyspozycji zaoszczedzone srodki?

    Nie wiem, kto płaci za zwolnienie w ciąży, więc się nie spieram.

    Wiem jednak, że nie zawsze da się zastąpić pracownika kimś wziętym na szybko z
    ulicy. A jeśli kobieta nie chce to nie da pracodawcy szansy aby zatrudnić kogoś
    odrobinę wcześniej, by miała choćby szansę zaznajomić go z nowymi obowiązkami,
    które od niej przejmie.
  • 08.07.10, 14:18
    Mąż może mieć panią na boku... Opis jego zachowania to dosłownie klasyk.
    Czepialstwo, praca- również w weekendy, brak ochoty na seks, brak czułości...
    Poszłabym na początek tym tropem i dyskretnie go sprawdziła.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.