-
Nie, nie ma możliwości chrztu "mieszanego".
Rozumiem, że to trudny problem, ale takiego rozwiązania nie ma.
Jedyną możliwością jest zaproszenie księdza drugiego wyznania jako gościa (ale
nie jako współcelebransa).
Spróbujcie jakoś wspólnie podjąć decyzję. Czy on wie dużo o katolicyzmie, a Ty o
prawosławiu? Skąd u Was taki sprzeciw wobec wyznania drugiego?
-
kosmak1 napisała:
> Witam
> Mam problem. Jestem katoliczka i od kilku lat jestem z
mężczyzna prawosłanym. 3
> miesiące temy urodziła nam się córeczka. Nie mamy ślubu żyjemy
w konkubinacie.
-
Możliwość ślubu mieszanego jest.
Czy na prawdę chrzest jest tak ważny, żeby się rozstawać? Jak zaznaczyła
poprzedniczka w kwestii ślubu nie zgadzasz się z normami katolickimi, a
jeśli chodzi o chrzest aż tak strasznie się upierasz?
-
Wierzcholek góry lodowej.
Co u Was nie gra? Bo nie chrzest jest tu problemem, skoro dla osoby
żyjącej w konkubinacie, niemożność ochrzenia dziecka w KK, ktorego
zasady lekceważy, ma być podstawą do rozstania.
--
Mops i kot
img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
-
mehil.dam napisała:
> Możliwość ślubu mieszanego jest.
Tak, ale nie jest to ślub katolicko-prawosławny, tylko katolicki, który biorą
katoliczka z prawosławnym lub prawosławny, który bierze j.w.
-
I zgodzę się z przedmówczyniami - jeśli reguły Kościołów, do których należycie,
nie są dla Was istotne, to po co w ogóle chrzcić...?
-
Może być ślub katolicko-prawosławny. Byłam na takim. Wymagało to od moich
koleżanki i kolegi z klasy kilku wycieczek do popa i do księdza, ale dopięli
swego - liturgia była mieszana i przyrzekali, że wychowają potomstwo "po
chrześcijańsku", bez doprecyzowania, w której wierze.
Nie wiem, jak zrobili ze chrztem, ale podejrzewam, że da się wychodzić, bo
akurat te dwa wyznania uznają nawzajem udzielane prze siebie sakramenty.
--
Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
że przylecą piraci bombowcem
i bogatym zabiorą pieniądze,
a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
-
Popieram rady przedpiszących. Nie ma sensu chrzcić dziecka, skoro ani ty, ani partner nie przestrzegacie zasad swoich religii. A już rozstawać się z tego powodu naprawdę byłoby szkoda. Zresztą co ci da rozstanie? Ojciec nadal może decydować o wierze, w której wychowa dziecko, prawda? Przecież nie straci władzy rodzicielskiej i praw do decydowania o przyszłości dziecka, bo wy się rozstaliście. Zwyczajnie odpuście sobie ten temat, skoro powoduje tyle nieporozumień.
-
Następna, która chrzest traktuje jako tradycję, "bo wypada", skoro
oboje macie w nosie zasady swojej religii.
-
w dawnych latach istniały małżeństwa dwuwyznaniowe a o wyznaniu dzieci
decydowała płeć - chłopcy byli wychowywani w religii ojca, dziewczynki w religii
matki; ale taki podział ma sens pod warunkiem że małżonkowie nawzajem szanują i
akceptują swoje wyznania; a u was z tym chyba średnio...
co do kwestii życia w konkubinacie i deklarowanej wiary katolickiej
poprzedniczki powiedziały w zasadzie wszystko, ja dorzucę 3 cytaty (do rozważań)
Jan.14,21-24; Mt.5,37; Ap.3,15-16
-
Najlepiej ochrzcic dziecko 2 razy, raz tu, raz tam.
--
Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
słabi.
________________________________________________Steve Harvey
-
Witam
Ja bardzo zaluję ze nie wyszłam za mąż jednak w tej kwesti tez nie odszlismy do porozumienia i tak jakos zostalo. Jestem katoliczka i chce w takiej wieze wychowac swoją córeczke. Nie chce aby fakt ze mi sie tak ulozylo ze nie dany mi bylo (czego bardzo zaluje) przystąpić do sakramentu małżeństwa jakos wplynąl na wychowanie moej córeczki. Jest ona dla mnie najwazniejsze a decyzja o rozstaniu wynika ze braku szacunku mojego partnera do mnie, do mojej religi i decyzji o chrzcie. Nie wyobrazam sobie nie moc uczyc mojej coreczki tego czego uczyla mnie moja mama. chce spedzic z nia takie chwlie jak komunia sw, przygotowac ja do biezmowania. Jest to dla mnie naprawde bardzo wazne a mysl ze moj partner moze mi to odebrac ogarnia mnie ogromnym smutkiem:(((
-
kosmak1 napisała:
> Jest ona dla mnie najwazniejsze a decyzja o rozstaniu w
> ynika ze braku szacunku mojego partnera do mnie, do mojej religi i decyzji o ch
> rzcie.
A Ty szanujesz jego wyznanie i decyzję o chrzcie?
-
a dlaczego w kwestii ślubu nie doszliście do porozumienia? ty nie chciałaś w
cerwki a konkubent w KK? czy jakieś inne bardziej prozaiczne przyczyny?
-
a czy ty szanujesz zasady wiary swojego partnera? Nie trzeba biegać do
kościoła/cerkwi 10 razy w tygodniu, żeby być wierzącym. Może dla niego też jest
ważne aby dziecko poznało zasady jego wiary i zostało przyjęte do jego kościoła.
Twierdzisz, że partner może ci to odebrać a zastanowiłaś się, że i ty partnerowi
odbierasz zasady jego wiary pisząc coś takiego?
Poza tym czy zadałaś sobie trud poznania wiary prawosławnej, nota bene bliższej
zasadom pierwszych chrześcijan?
-
Konflikt dotyczący wartości jest niesłychanie delikatną materią...
Ciężko oczekiwać od partnera rezygnacji z wyznawanych wartości i
łatwo zrozumieć postawę partnera, jeśli i w sobie nie ma gotowości
do rezygnacji z własnych wartości. Czujecie prawdopodobnie bardzo
podobnie. Myślę więc, że Twój partner czuje sie podobnie do Ciebie
i mógłby wymienić również inne tradycyjne obrządki "które chcesz mu
odebrać"
-
nie rozumiem tych wszyskich atakow na moja osobe:( czy w waszych rodzinach to mężczyzna pilnuje obrządków? czy mężczyzna pilnuję ogniska domowego? moze ja jestem z jakiejs innej rodziny ale u mnie w domu to moja mama nas wszystkiego uczyla, przygotowywala i zajmowala sie praktycznie wszyskim. Ja chce miec tylko tez mozliwosc wykazania sie na tym polu i dania mojej córeczce wszyskiego co tylko moge. Nie potrafie tylko przekonac do tego mojego partnera.
-
Chciałabym przypomnieć znamienne słowa Jana Pawła II wypowiedziane w trakcie spotkania z patriarchą Dymitrosem w Konstantynopolu w 1979r:
"Wydaje mi się bowiem, że pytanie, jakie powinniśmy sobie stawiać, nie tyle dotyczy faktu, czy możemy przywrócić pełną jedność, ile raczej tego, czy mamy jeszcze prawo pozostawać rozdzieleni".
To piękne słowa o pozornej tylko odległości dzielącej te dwie religie. Poszukajcie w Waszej rodzinie tego co Was łączy, poszukajcie z miłością i szacunkiem a zapewniam Cie, ze dużo znajdziecie :)
--
Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
-
Nie wiem jak rozmawiacie o tej tak ważnej dla Pani sprawie, ale sądząc z tak
radykalnej myśli, że sprzeciw męża wobec katolickiego chrztu może skutkować
rozstaniem, domyślam się, że Wasz język może mieć charakter wojenny.
Może nieprzejednana postawa męża, który nie jest wyjątkowo praktykującym
prawosławnym, jest wynikiem Pani nacisku co w nim wzmaga potrzebę ochrony.
Szańcem stała się religia a polem bitwy chrzest.
Może tu warto szukać rozwiązania, głównie poprzez nieradykalizowanie postaw.
Trzy miesiące życia córki to jeszcze mało. Dajcie sobie więcej czasu.
Pani córka powinna czerpać z obu Waszych kultur w tym z religii, a mieszanka
ta ma ją wzbogacić. Spróbujcie oboje znaleźć obszary a następnie je podzielić
na Was dwoje , w których Wasze doświadczenie będzie mogło być przekazane.
Bardzo ciekawy i godny dyskusji jest Pani argument, że Pani jako kobieta chce
krzewić obrządki i że taką tradycję wyniosła Pani z domu i to chce przekazać
córce. Może mąż znajdzie inne pole. Ale niech go Pani nie straszy rozstaniem.
To ważny problem, nie można go lekceważyć, ale traktowany fundamentalistycznie,
może zaowocować niepotrzebnym konfliktem, którego źródła mogą być zupełnie gdzie
indziej. Np; w uzyskaniu przewagi w związku , chęci władzy czy odwetu.
Agnieszka Iwaszkiewicz
-
Cześć!
W mojej katolicko-prawosławnej rodzinie jest zasada, ze dziewczynki
chrzci się w światyni matki, chłopców - w światyni ojca; póżniej
konsekwentnie wychowuje się je w danym wyznaniu.
Podział prawosławie-katolicyzm nie jest ortodoksyjny, zimą (gdy
ciężko dojechać do oddalonego kościoła) ciotka z wujkiem obydwoje
chodzili do cerkwi, natomiast po przeprowadzce do Poznania (gdzie
cerkiew otwiera się chyba dwa razy do roku) - chodzą do kościoła.
Ślub brali w cerkwi, ale muszę przyznać, że nie wiem dlaczego akurat
tam.
Myślę, że sprawę ułatwił bardzo fakt, że obydwoje wychowywali się w
środowisku wielokulturowym, gdzie małżeństwa mieszane były częste, i
gdzie były dobrze wszystkim znane, wypracowane przez lata wzorce
zachowań na takie okazje.
Natomiast inna, bardzo ważna sprawa: czy twój mąż jest Polakiem?
Gdzie mieszkacie?
Większość piszących tu chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego,
jak wygląda sytuacja na pograniczach. W rejonach, gdzie mieszają się
kultury, wyznanie jest wyznacznikiem przynależności (i tożsamości!)
narodowej (nie mylic z obywatelstwem). Po prostu, Polak to katolik,
Ukrainiec to prawosławny, tych słów używa sie jak synonimów.
Powiedzieć o kimś, że jest katolikiem, to powiedzieć, że jest
Polakiem. Autentyczna rozmowa:
- a ten Michał, z końca wsi, on jest Polak?
- tak, on katolik..
- jaki z niego katolik, przecież on komunista, do kościoła nie
chodzi!
- no nie chodzi, tylko z kolegami chodzi wódkę chlać, tak go matka
wychowała!
itp...
Obstawanie przy chrzcie prawoslawnym może być w takiej sytuacji po
prostu obstawaniem przy wychowaniu w jakiejś kulturze/poczuciu
takiej a nie innej tożsamości narodowej. Także - jeśli jesteście
różnych narodowości, może warto starać się dla córki o podwójne
obywatelstwo (zawsze sie przyda)?
Bez wzgledu na narodowość: kościoły katolicki i prawosławny uznają
wspólnotę chrztu. Jeśli osoba ochrzczona w kościele katolickim chce
przejść na prawosławie - nie musi być ponownie chrzczona w nowym
obrządku, chrzest katolicki pozostaje w mocy. Ergo - dla twojego
prawosławnego partnera chrzest kościelny powinien się "liczyć", tak
jak dla ciebie liczyć się będzie np. chrzest cerkiewny waszego
ewentualnego syna.
A tak na marginesie:
Dziewczyna jest wychowana w tradycyjnym duchu, tylko błagam! nie
kojarzyć tradycyjny = przestrzegający wszystkich zaleceń kościola
(tego czy innego). Tradycyjna religijność w wielu miejscach rozmija
się z nauczaniem kościoła, jednych zasad przestrzega bardziej
rygorystycznie, przy innych daje przyzwolenie na branie ich w duży
nawias.
Sam fakt, że "jest uparta i głucha na argumenty" świadczy o tym
najlepiej: tradycja to nie jest coś, z czym się dyskutuje, tradycji
się przestrzega: dla zasady, bezrefleksyjnie, niekwestionowalnie.
Jeśli się idzie na kompromisy, to z definicji przestaje już być
tradycja.
I ta tradycja nie jest tak skrajnie zasadnicza, jak większość
piszących: brak ślubu to jest grzech konkubentow, ale nie jest
przyzwoleniem na to, żeby zaniedbywać kolejnych sakramentów,
niewinnego, bądź co bądź, dziecka.
-
Dziekuję za te słowa "brak ślubu to jest grzech konkubentow, ale nie jest przyzwoleniem na to, żeby zaniedbywać kolejnych sakramentów, niewinnego, bądź co bądź, dziecka." Własnie o to mi chodzi. To ze mi się tak poukładało wcale nie oznacza ze nie wieze w Boga.
Ja jestem wychowana w środowisku katolickim, naprawde staram sie być otwarta na wiare mojego partnera. Mój partner jest Polakiem ale wychował sie w środowisku mieszanym jednak nie rozumie i nie widzi nic poza wiara prawoslawna:( dziekuje i pozdrawiam
-
a jestem wychowana w środowisku katolickim, naprawde staram sie być
otwarta na
> wiare mojego partnera. Mój partner jest Polakiem ale wychował sie w
środowisku
> mieszanym jednak nie rozumie i nie widzi nic poza wiara
prawoslawna:(
ciekawe, co piszesz...
i ta owartość objawia ci się histerią na myśl o chrzcie prawosławnym?
gotowością do wypięcia się na faceta?
zgadzam sie z babkami, to wierzchołek góry lodowej.
zawsze mnie bawi jak małe sfrustrowane ludki mieszają Boga do swoich
rozgrywek.
-
Śmieszna jestes. Ja jestem kobieta i mam instynkt w stosunku do swojego dziecka. I ono jest dla mnie najwazniejsze. TY masz dzieci? mogłabys patrzec jak wychowuje je twoja tesciowa gdy ty mozesz robic to lepiej w zgodnie ze soba? Bo jak ochrzcimy dziecko w cerkwi to bardziej prawdopodobne jest to ze to mama mojego partnera zejmie sie ih wychowaniem w wierze:(, Rumpa ty chyba nie wiesz co piszesz, az cycki opadaja
-
mogłabys patrzec jak wycho
> wuje je twoja tesciowa gdy ty mozesz robic to lepiej w zgodnie ze
soba? Bo jak
> ochrzcimy dziecko w cerkwi to bardziej prawdopodobne jest to ze to
mama mojego
> partnera zejmie sie ih wychowaniem w wierze
A co ma pies do wiatraka. Chrzest w cerkwii nie daje praw
rodzicielskich twojej tesciowej do decydowania o twoim dziecku jak i
nie pozbawia twojego dziecka mozliwosci bycia wychowywanym w wierze
katolickiej, przystapienia do sakramentow w kosciele kat itp.
ty chyba nie wiesz co pisz
> esz, az cycki opadaja
Jak czytam ciebie to szczeka na pewno.
Boze widzisz i nie grzmisz.
Glowa muru...
-
A czy to przypadkiem nie jest tak, że hierarchia wartości osoby wierzącej powinna być ciut inna? Dziecko nie jest najważniejsze.
Czy jesteś w stanie zrozumieć co mówią tu inni? Chrzest w cerkwi jest uznawany w KK i odwrotnie. A jak wyobrażasz sobie wychowanie dziecka w wierze? Przecież to Ty będziesz z nim codziennie klękała do modlitwy, to Ty będziesz składała ręce do pacierza, to od Ciebie dziecko usłyszy o kochającym, miłosiernym Bogu itd To Ty a nie teściowa będziesz codziennie obok swojego dziecka i codziennie będziesz pokazywała dziecku czym jest prawdziwa, codzienna wiara. A czym jest? Miłością do Boga, do drugiego człowieka (przede wszystkim tego najbliżej, czyli Twojego partnera, rodziców, teściów), jest ciągłą pracą nad sobą, nad swoim życiem, jest codzienną modlitwą, lekturą Pisma Św itd. Dziecko wbrew pozorom uczy się nie tego co mówimy, ale tego co robimy. Jeśli będzie widziało Ciebie chodzącą do kościoła, czytającą Pismo Św, modlącą się, to ono też to przyjmie za wyraz wiary. Tu teściowa ma najmniejsze pole do popisu, bo dziecko mieszka z Wami a nie z nią.
--
Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
-
Otóż to.
Dziecko uczone wiary, nie moze być uczone czego innego, niż widzi.
ma być uczone szacunku dla obojga rodziców - a widzi, ze ojciec w
wychowaniu dziecka nie ma nic do powiedzenia, dziecko ma słuchać
matki, bo to ona ma instynkt i decyduje.
ma być uczone szacunku do ludzi, a jednoczesnie zobaczy niechęć i
pogardę dla babci.
Ma być uczone przestrzegania przykazań, a w domu ma przykład, ze
rodzice nie przestrzegają przykazań i nie mają żadnego postanowienia
poprawy.
--
Mops i kot
img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
-
Niestety ale Dziecko nie jest dla Ciebie najważniejsze, same
frazesy, które piszesz. Tak samo nie jest dla Ciebie ważna wiara,
którą wyznajesz.
Z chęci ochrzczenia Dziecka w KK robisz kartę przetargową.
Po pierwsze, dgyby Córka była dla Ciebie najważniejsza to nie
narażałabyś Jej bezpieczeństwa duchowego przez brak sakramentu
Chrztu Św. Mam nadzieję, że wiesz o czym piszę. Tak naprawdę
ważniejsze jest zmycie grzechu pierworodnego niż przepychanki, o to
gdzie ma to nastąpić, oba kościoły są chrześcijańskimi.
Piszesz, że chcesz wychować Córkę, strzec tradycji, etc. JAKIEJ
TRADYCJI??? przecież żyjąc w konkubinacie nawet nie dostaniesz
rozgrzeszenia, Eucharystii. Chodząc do Kościoła nie uczestniczysz w
pełni w życiu liturgicznym, Twój udział we mszy jest ogranczony.
Tego chcesz uczyć Córkę??
A ponadto czy żyjąc w konkubinacie Kościół Katolicki udzieli
sakramentu Twojej Corce. Jeszcze kilka lat temu nie bylo to takie
pewne.
-
To ze mi się tak poukładało wcale nie ozn
> acza ze nie wieze w Boga.
i dorośnij dziecinko, to nie jest tak że ci się nie poukładało, sama
sobie tak poukładałaś i weź za to odpowiedzialność.
chyba nie zostałas zgwłcona? bo to jedyna sytuacja gdy mozna użyć
takiego sformułowania.
O wierze czy jej braku nie dyskutuję, bo moim zdaniem nie ma nic do
rzeczy w tej sytuacji.
Ciekawe , nie mścisz się za brak slubu czasem?
-
Skoro nie chcesz zaniedbywac sakramentow to ok.
Czemu nie chcesz ochrzcic dziecka w cerkwii? Z tego co wiem kosciol
kat. uznaje chrzest w obrzadku prawoslawnym i odwrotnie.
Wiem ze nie odpowiesz na to pytanie.
A nie odpowiesz bo to nie chodzi o sakrament bo gdyby chodzilo, to
nie wazne byloby dla ciebie w jakim budynku (tak na marginesie jan
chrzciciel chrzcil w rzece - rozumiem ze to nie do pomyslenia).
Chodzi o to zeby postawic na swoim. A to swiadczy o tym ze cos nie
gra miedzy wami. I jak poprzedniczka powyzej napisal nie ma to nic
wspolnego z wiara.
-
no nie żartuj, nie jestem katoliczką ale jestem Polką - z dziada pradziada.
Przykładem niech będą polscy tatarzy - w Polsce od XVII wieku - szybko się
zasymilowali, zawierali małżeństwa z Polakami. Po dwóch, trzech pokoleniach byli
to już można powiedzieć Polacy z dziada pradziada. I nikt o nich dziś nie powie,
że wyznacznikiem przynależności jest u nich powiedzmy Turcja albo Kazachstan. To
są z krwi i kości Polacy tylko innej wiary. Tak samo w moim przypadku - kiedyś
jeszcze w szkole robiliśmy drzewo genealogiczne. W rodzinie taty - na wskroś
prawosławnej - doszukałam się pięciu pokoleń do tyłu. Nikt nie był z Ukrainy,
Białorusi bądź Rosji.
Tak samo z wiarą protestancką - już w XVI wieku pierwsze rody Rzeczpospolitej
przyjmowały tę wiarę. I następne pokolenia były wiernymi kościoła luterańskiego,
kalwińskiego. I nikt o nich nie mówi, że to np. Niemcy.
-
Generalnie argumenty autorki mnie nie przekonują. Upiera się przy swojej racji i przy jej całym deklarowanym szacunku do partnera i jego wiary, nie mieści się jej w głowie ochrzczenie dziecka w cerkwii. A więc gdzieś głębiej leży problem, niż tylko w wierze partnerów. Natomiast na jedną rzecz chcę zwrócić uwagę. W czasie chrztu katolickiego, a domyślam się, że w cerkwi będzie podobnie, rodzice biorą na siebie obowiązek wychowania dziecka w konkretnej wierze. Jak ojciec, który właściwie nie kultywuje swojej religii, w cerkwi bywa rzadko, ma podołać temu obowiązkowi? Jeśli obowiązek spadnie na matkę, jak matka katoliczka, niewiele chyba wiedząca o religi prawosławnej, ma wychować dziecko w duchu tej religi? Ja jednak obstawiałabym za chrztem katolickim i (przy jego ważności w cerkwi) oczekiwała od ojca, że wprowadzi je także w tajniki jego własnej wiary, co przecież jest do pogodzenia. I czas pokaże czy ojciec faktycznie ma zamiar dziecko tak wychowywać, czy tylko ulega naciskom mamy czy rodziny czy tradycji, by dziecko było prawosławne. Ale, jak napisałam, też uważam, że problem między tymi partnerami chyba leży gdzieś indziej, a tylko manifestuje się w postaci konfliktu co do religi.
-
Nie do końca rozumiem w ogóle gdzie leży problem.
I ja mam męża który jest prawosławny.
Ślub wzieliśmy cywilny bo tak nam się ułożyło
ale planujemy kościelny wziąść w Cerkwi.
Dla mnie to bardzo interesujęce przeżycie i pokazanie mojemu mężowi
że szanuję jego świat i jego kulturę.
Ale mój mąż nie nalegał żeby był to ślub koniecznie prawosławny
jest otwarty całkowicie na to żeby ten ślub miał miejsce w naszym kościele.
Co do dzieci uzgodniliśmy że mogę mieć imiona polskie lub rosyjskie.
Może być Robert może być Sergiej.
Ważne żeby był zdrowy i żeby czuł się kochany.
Chrzest może być prawosławny albo nie.
Bóg się nie obrazi.
Chcemy żeby nasze dzieci poznały obydwie kultury, mamy i taty.
Mimo że mąż mieszka ze mną w Polsce to zawsze staram się żeby
jego świeta również były świętowane, czyli świętujemy podwójnie
i sprawia nam to radość.
Nie wyobrażam sobie żeby wydzierała dzieci mojemu mężowi albo on mi w jakimś obowiązku chrztu czy czegoś.
Świat jest wielki, jest wiele kultur, tradycji - czemu się zamykać na jedną?
Obojętne w jakiej instytucji będzie chcerzst to niczego nie przekreśla ani do niczego nikogo nie zmusza w przyszłości.
Moja teściowa niestety mieszka bardzo daleko, ale bardzo chcę aby
moje dzieci w przyszłości poznały jak wyglądają święta w Rosji.
-
Odbierz pocztę , twoje zgłoszenie jest puste , napisz coś o sobie , bo
my nie przyjmujemy pustych zgłoszeń
--
" Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was
pokrzepię"
www.jezuufamtobie.pl/
-
Mam wrażenie, że tylko kilka osób wypowiadających się w tym wątku zdaje sobie
sprawę jak naprawdę wygląda związek katoliczki z prawosławnym lub odwrotnie. Ja
jestem katoliczką, ale zetknęłam się bezpośrednio z problemem różnicy wyznań w
związku i z Kościołem Prawosławnym w Polsce (KP). Chciałabym napisać parę słów o
tym, jak to wszystko wygląda w praktyce, a nie w pięknych skądinąd hasłach
ekumenizmu. Nie wszystko odnosi się do sytuacji Kosmak,ale być może ktoś inny
kiedyś będzie miał podobny problem i skorzysta z tego, co napiszę. Nie da się
zrozumieć problemu osób żyjących w związkach mieszanych wyznaniowo bez
znajomości pewnych realiów rządzących KP i jego stosunkiem do KK. Hasła o
ekumenizmie nie mają tu wiele do rzeczy niestety, rozbijają się one o twardą
rzeczywistość. Jaka ona jest? KP w Polsce liczy około pół miliona wiernych.
Większość jest skupiona na wschodzie kraju, więc jeśli ktoś mieszka gdzie
indziej, np. w Warszawie jest członkiem naprawdę niewielkiej, lokalnej
wspólnoty. Osoba należąca do KK, o ile nie udziela się aktywnie w parafii,
rzadko zna wszystkich parafian, rzadko jest ze wszystkimi zżyta osobiście. W
Cerkwi jest inaczej ze względu na małą liczebność wiernych. Osoba należąca do
danej parafii KP, która pewnego dnia podejmuje decyzję o związaniu się z osobą
wyznania katolickiego, nie może tego zrobić dyskretnie. Jeśli wszyscy ją znają
od lat, to taka decyzja nie zostanie przemilczana ani przez współparafian, ani
przez duchownych. Decyzja o wzięciu ślubu w KK i/lub ochrzczeniu w nim dziecka
nie zostanie przez batiuszkę raczej życzliwie przyjęta przynajmniej z dwóch
względów. Jeden jest czysto praktyczny - ubywa potencjalny parafianin. Drugi
jest związany z tym, że ogólnie rzecz biorąc duchowni prawosławni (z niewielkimi
wyjątkami) uznają ślub mieszany za zagrożenie dla wiary prawosławnej. Uznaje
się, oczywiście nie bez podstaw, że osoba innego wyznania nie będzie pomagała
prawosławnemu we wzrastaniu w swojej wierze, że będzie go odciągała od Cerkwi.
Bardzo istotnym zagadnieniem w KP jest prozelityzm czyli usilne nawracanie
innych na swoją wiarę. PAKP bardzo dużo zarzutów o prozelityzm wysuwa właśnie
przeciwko katolikom. Naleganie osoby wyznania katolickiego na ochrzczenie
dziecka w KK już jest dla większości duchownych prozelityzmem. Tego typu zarzuty
zapewne usłyszy osoba wyznania prawosławnego, jeśli będzie chciała zawrzeć
ślub/ochrzcić dziecko w KK. Oczywiście w KK również zdarzają się księża mający
podobne poglądy. Tylko że w KK jest na ogół możliwość większego manewru, w
parafii zawsze jest kilku księży, można porozmawiać z tym o luźniejszych
poglądach i nacisk na pozostanie przy swoim obrządku jest w praktyce znacznie,
znacznie mniejszy niż w KP, choć też się zdarza. Ma to związek z liczebnością KK
- jeden wierny w tą czy w tamtą nie jest na wagę złota, a także z faktem, że
według nauki KP duchowni są odpowiedzialni za swoich parafian.
Kolejną sprawą, którą zdaje się próbowała poruszyć jul-kaa, jest przynależność
narodowa. Znam prawosławnych mieszkających w Polsce od trzech-czterech pokoleń,
którzy nadal nie uważają się za Polaków. Dla nich kwestia przynależności ich i
ich dzieci do KP jest nie tylko kwestią czysto religijną, ale także narodową. To
stanowi bardzo duży element ich tożsamości i dlatego trudno im się pogodzić z
ochrzczeniem dziecka w KK.
Tak naprawdę w podjęciu decyzji o zawarciu małżeństwa mieszanego/gdzie ochrzcić
dziecko nie chodzi tylko o zasady jednej albo drugiej wiary. Dochodzą kwestie
społeczne - ogromny nacisk na osoby z KP, żeby nie dać się "przekabacić",
presja rodziny - często każda ciągnie w swoją stronę, a dziecko staje się kartą
przetargową.
Od siebie mogę powiedzieć, że dla mnie najważniejsza jest kwestia szacunku
partnera do mnie. Za często w tych religijno-narodowo-kościelnych sporach gubi
się ta najważniejsza sprawa wzajemnego szacunku dwojga ludzi. Jeśli się z kimś
chce być to druga osoba musi stać zawsze i bez wyjątku na pierwszym miejscu.
Jeśli partner stawia sprawę na ostrzu noża i mówi: albo ślub i chrzciny w KP,
albo wynocha, to nie ma sensu pytać: a czemu się tak uparłaś przy tym
ślubie/chrzcie w KK, nie możesz ustąpić? Owszem, ustąpić można, ale to musi być
kwestia wzajemnych ustaleń,a nie wymuszenia.
Kosmak: spróbuj otrząsnąć ten spór ze sfery kościelno-rodzinnej. Wiem, ze to
brzmi głupio, bo to spór o chrzest, ale sama wiesz pewnie najlepiej, że nie o
sam chrzest tu chodzi. Spróbuj porozmawiać z partnerem i uświadomić mu, że
powinien przestać się sugerować tym, co mu każe mamusia, a co batiuszka, tylko
zastanowić, co jest dla niego najważniejsze - szczęście mamusi i batiuszki, czy
Twoje i dziecka. Wiem, jakie to trudne i wiem, że może się nie udać. Ale to
jedyna droga do jakichkolwiek ustaleń.Pisz na priv jak chcesz, ja chętnie pogadam.
-
Jak jesteście w konkubinacie to nie wiem czy chrzest katolicki
wchodzi w gre (w Polsce zwłaszcza) Raz byłam na ślubie grekokatolika
(Ukraińca) i katoliczki ale koleżanka nie była specjalnie wierząca
więc pewnie nie miało to znaczenia. Najlepiej dowiedzieć się u
źródła czyli u księdza i popa i tyle. I jest coś takiego jak 2
strona jako towarzysząca ale nie pamiętam dokładnie.
-
Mam jeszcze wrażenie, po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi na spokojnie, że
dochodzi kolejna kwestia. Kilka osób pisało, że niezależnie od tego w jakim
Kościele dziecko będzie ochrzczone, matka i tak może być nauczycielką wiary.
Jasne. Ale jeśli ojciec jest prawosławny, to ochrzczenie dziecka w KP daje
rodzinie ojca, teściom bardzo duże pole do ingerencji w życie dziecka i całej
rodziny. Może też tego obawia się, świadomie lub podświadomie autorka wątku.
Wiem, są różne teściowe, a wszystko da się ustalić, wystarczy tylko wyznaczyć
granice. Teoretycznie. Fakt jest faktem: ochrzczenie dziecka w danej wierze daje
jednej stronie prawo do ogromnej ingerencji i to też trzeba wziąć pod rozwagę.
Proszę, niech te osoby, które nie zetknęły się z takim problemem osobiście, nie
zabierały tak kategorycznie głosu w tej sprawie bo to jest kwestia złożona z
niezliczonych odcieni szarości.
-
Czy chodzi o chrzest czy o chrzciny?
Z wypowiedzi kosmak wynika że bardzo ważne są dla niej święta i tradycyjne uroczystości wyznaczające jakieś etapy w życiu jak chrzest, I komunia.
Tymczasem ani nie miała żadnego ślubu, nie mówiąc o uroczystym w kościele, ani wesela.
Teraz partner chce ją pozbawić kolejnej okazji do zorganizowania pięknej uroczystości z okazji narodzin dziecka i to staje się nie do zniesienia.
Jeśli przyczyną problemów jest niezaspokojona potrzeba tradycyjnej celebracji to można próbować zaspokoić ją częsciowo.
Można poinformować rodzinę, że ze względu na różnice wyznaniowe zdecydowaliście się na razie nie chrzcić córeczki, ale zapraszacie na przyjęcie "dla przedstawienia maleństwa światu"
Można, jeżeli nie jesteście ze sobą tymczasowo, wziąść tylko ślub cywilny i należycie go uczcić. Niektórzy moi znajomi tak zrobili, bo praktyka ekumenii w Polsce bardzo kuleje.
-
Myślę, że jednak chodzi o chrzest. Gdyby autorce wątku chodziło wyłącznie o
urządzenie przyjęcia, to spokojnie zgodziłaby się na chrzest prawosławny. Nie
mówiąc już o tym, że prawosławne nabożeństwa są na ogół bardziej "widowiskowe".
-
jesli nie możecie dojsć do porozumienia w kwestii religii to moze
spróbujcie innego wyjścia
wy weźcie ślub cywilny, a dziecka nie chrzcijcie wogóle
jak dziecko będzie dorastało, pokażcie mu zasady, wartości, różnice
obu religii i dajcie mu wolny wybór
możecie wspólnie obchodzić świeta obu religii, chodzic i do koscioła
i do cerkwii
znam rodzinę (katolicko-żydowską) u której to sie świetnie spawdza
(synek jest obrzezany, ale nie przez rabina tylko lekarza, żadne z
dzieci nie jest ochrzczone, ani oficjalnie przyjęte do gminy
żydowskiej, nie jedzą koszernie, obchodza święta katolickie i
żydowskie, każde z rodziców pokazuje dzieciom dobre stony 'swojej'
wiary, szanujac sie nawzajem, zadne z rodziców nie jest radykałem,
nie przeciąga na swoją strone dzieci, nawet ich rodziny wzajemnie
szanują swoją 'inność' - po prostu oboje pracują nad tym, żeby
znaleść sensowny kompromis)
ech... a ja zawsze zazdrosciłam koleżankom z 'mieszanych' rodzin, że
mają 2 razy wiecej świąt (i prezentów)
-
To jest jakiś kompromis, ale podobne podejście ma jedną zasadniczą wadę: trudno
jest wychować dziecko na osobę wierzącą jednocześnie nie przestrzegając zasad
żadnej religii. Parafrazując słynną definicję sztuki: wiara to jest coś takiego
bez czego da się żyć. Jeśli jest dwoje ludzi różnego wyznania, którzy nie mają
ślubu, nie ochrzcili dziecka, nie przestrzegają innych istotnych zaleceń swojego
wyznania (tak jak rodzina katolicko-żydowska, która nie je koszernie) to będzie
im bardzo trudno wychować dziecko wierzące w ogóle w cokolwiek. Wpajać dziecku
zasady wspólne dla obu wyznań - jak najbardziej. Chodzić zarówno od czasu do
czasu razem do cerkwi jak i do kościoła - moim zdaniem można, ale sporo osób ma
inne zdanie. Pokazywać wzajemnie szacunek dla swoich wyznań poprzez codzienne
kompromisy - koniecznie. Ale na pewno nie tworzyć rodzinę w której ani matka nie
przestrzega swojej wiary, ani ojciec swojej, a od dziecka wymagać, żeby podjęło
kiedyś decyzję o przynależności do jednego z kościołów. Bo dość prawdopodobne
jest, ze oleje oba. Moim zdanie łatwiej jest wychować człowieka wierzącego,
jeśli każde z rodziców pozostaje przy swoim wyznaniu niż gdy usiłują stworzyć
własną, mało autentyczną trzecią drogę.
-
Oczywiście jako katoliczka zdajesz sobie sprawę, że Kościół Katolicki uznaje
ważność chrztu udzielonego w Kościele Prawosławnym i vice versa?
--
Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
że przylecą piraci bombowcem
i bogatym zabiorą pieniądze,
a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)