Dodaj do ulubionych

chrzest katolicko prawoslawny

22.07.10, 15:51
Witam
Mam problem. Jestem katoliczka i od kilku lat jestem z mężczyzna prawosłanym. 3 miesiące temy urodziła nam się córeczka. Nie mamy ślubu żyjemy w konkubinacie. Teraz mamy problem. Je chciałabym ochrzcić córeczkę w kościele na co nie zgadza się mój partner. On upier się przy cerki. Dla mnie jest to nie do przyjęcie. Sytuacje ciągnie się i ciągnie. Jedynym rozwiązaniem w tej chwili chyba jest rozstanie się z mojm partnerem. Nie chce tego ale jak nie zgodzi on sie na chrzest w kosciele to to jest nie uniknione. Proszę pomóżcie może jest jakieś rozwiązanie. Tak ostatnio się zastanawiam czy może jest możliwość ślubu prawosławno- katolickiego i chrztu prawosławno katolickiego? szukam rozwiązania z tej trudnej dla mnie sytuacji.
Edytor zaawansowany
  • 22.07.10, 16:14
    Nie, nie ma możliwości chrztu "mieszanego".
    Rozumiem, że to trudny problem, ale takiego rozwiązania nie ma.
    Jedyną możliwością jest zaproszenie księdza drugiego wyznania jako gościa (ale
    nie jako współcelebransa).
    Spróbujcie jakoś wspólnie podjąć decyzję. Czy on wie dużo o katolicyzmie, a Ty o
    prawosławiu? Skąd u Was taki sprzeciw wobec wyznania drugiego?
  • 22.07.10, 17:11
    kosmak1 napisała:

    > Witam
    > Mam problem. Jestem katoliczka i od kilku lat jestem z
    mężczyzna prawosłanym. 3
    > miesiące temy urodziła nam się córeczka. Nie mamy ślubu żyjemy
    w konkubinacie.



  • 22.07.10, 17:22
    Możliwość ślubu mieszanego jest.
    Czy na prawdę chrzest jest tak ważny, żeby się rozstawać? Jak zaznaczyła
    poprzedniczka w kwestii ślubu nie zgadzasz się z normami katolickimi, a
    jeśli chodzi o chrzest aż tak strasznie się upierasz?
  • 22.07.10, 18:57
    Wierzcholek góry lodowej.
    Co u Was nie gra? Bo nie chrzest jest tu problemem, skoro dla osoby
    żyjącej w konkubinacie, niemożność ochrzenia dziecka w KK, ktorego
    zasady lekceważy, ma być podstawą do rozstania.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 22.07.10, 19:08
    mehil.dam napisała:

    > Możliwość ślubu mieszanego jest.

    Tak, ale nie jest to ślub katolicko-prawosławny, tylko katolicki, który biorą
    katoliczka z prawosławnym lub prawosławny, który bierze j.w.
  • 22.07.10, 19:08
    I zgodzę się z przedmówczyniami - jeśli reguły Kościołów, do których należycie,
    nie są dla Was istotne, to po co w ogóle chrzcić...?
  • 23.08.10, 23:12
    Może być ślub katolicko-prawosławny. Byłam na takim. Wymagało to od moich
    koleżanki i kolegi z klasy kilku wycieczek do popa i do księdza, ale dopięli
    swego - liturgia była mieszana i przyrzekali, że wychowają potomstwo "po
    chrześcijańsku", bez doprecyzowania, w której wierze.
    Nie wiem, jak zrobili ze chrztem, ale podejrzewam, że da się wychodzić, bo
    akurat te dwa wyznania uznają nawzajem udzielane prze siebie sakramenty.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • 22.07.10, 20:10
    Popieram rady przedpiszących. Nie ma sensu chrzcić dziecka, skoro ani ty, ani partner nie przestrzegacie zasad swoich religii. A już rozstawać się z tego powodu naprawdę byłoby szkoda. Zresztą co ci da rozstanie? Ojciec nadal może decydować o wierze, w której wychowa dziecko, prawda? Przecież nie straci władzy rodzicielskiej i praw do decydowania o przyszłości dziecka, bo wy się rozstaliście. Zwyczajnie odpuście sobie ten temat, skoro powoduje tyle nieporozumień.
  • 22.07.10, 20:15
    Następna, która chrzest traktuje jako tradycję, "bo wypada", skoro
    oboje macie w nosie zasady swojej religii.
  • 23.07.10, 09:26
    w dawnych latach istniały małżeństwa dwuwyznaniowe a o wyznaniu dzieci
    decydowała płeć - chłopcy byli wychowywani w religii ojca, dziewczynki w religii
    matki; ale taki podział ma sens pod warunkiem że małżonkowie nawzajem szanują i
    akceptują swoje wyznania; a u was z tym chyba średnio...

    co do kwestii życia w konkubinacie i deklarowanej wiary katolickiej
    poprzedniczki powiedziały w zasadzie wszystko, ja dorzucę 3 cytaty (do rozważań)
    Jan.14,21-24; Mt.5,37; Ap.3,15-16
  • 23.07.10, 10:02
    Najlepiej ochrzcic dziecko 2 razy, raz tu, raz tam.
    --
    Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do
    opowiedzenia żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak
    słabi.
    ________________________________________________Steve Harvey
  • 23.07.10, 10:19
    tully.makker napisała:

    > Najlepiej ochrzcic dziecko 2 razy, raz tu, raz tam.

    To wbrew nauce obu Kościołów...
  • 23.07.10, 10:11
    Witam
    Ja bardzo zaluję ze nie wyszłam za mąż jednak w tej kwesti tez nie odszlismy do porozumienia i tak jakos zostalo. Jestem katoliczka i chce w takiej wieze wychowac swoją córeczke. Nie chce aby fakt ze mi sie tak ulozylo ze nie dany mi bylo (czego bardzo zaluje) przystąpić do sakramentu małżeństwa jakos wplynąl na wychowanie moej córeczki. Jest ona dla mnie najwazniejsze a decyzja o rozstaniu wynika ze braku szacunku mojego partnera do mnie, do mojej religi i decyzji o chrzcie. Nie wyobrazam sobie nie moc uczyc mojej coreczki tego czego uczyla mnie moja mama. chce spedzic z nia takie chwlie jak komunia sw, przygotowac ja do biezmowania. Jest to dla mnie naprawde bardzo wazne a mysl ze moj partner moze mi to odebrac ogarnia mnie ogromnym smutkiem:(((
  • 23.07.10, 10:19
    kosmak1 napisała:
    > Jest ona dla mnie najwazniejsze a decyzja o rozstaniu w
    > ynika ze braku szacunku mojego partnera do mnie, do mojej religi i decyzji o ch
    > rzcie.

    A Ty szanujesz jego wyznanie i decyzję o chrzcie?
  • 23.07.10, 10:50
    moj partner chodzi do cerkwi 2 razy w roku jak mu jego mama keze. ja do kosciola chodze duzo czesciej i nikt mi ni kaze. poza tym jestem matka. moj partner owszem pomaga mi przy dziecku ale to zajmuje sie wszystkim zwiazanym nim.
  • 23.07.10, 12:37
    Zaraz, pytanie było o szacunek do wiary partnera, a nie o to kto jak często bywa
    w kościele, czy cerkwi. To dwie zasadniczo różne kwestie.
    Fakt, ze jesteś matka jest dokładnie tak samo istotny jak fakt, że on jest
    ojcem. To nie jest tak, że matka ma więcej do powiedzenia na temat wychowania
    dziecka niż ojciec - ma dokładnie tak samo równoważne zdanie w tej kwestii.
    Tak jak napisała Verdana - to jest wierzchołek góry lodowej i warto spojrzeć
    ciut głębiej.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i
    światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • 23.07.10, 12:44
    nie bezcie wszyskiego tak doslownie. napisalam o tym chodzeniu do kosciola i cerkwi po to zeby bylo widac kto jak jest religijny. Bo tu nie chodzi tylko o statystyki w chozeniu do kosciola. tak jst ze wszystkim.
  • 20.08.10, 10:41
    Ale jak dużo częściej? Dwa razy w miesiącu? Raz na miesiąc?
  • 23.07.10, 13:09
    a dlaczego w kwestii ślubu nie doszliście do porozumienia? ty nie chciałaś w
    cerwki a konkubent w KK? czy jakieś inne bardziej prozaiczne przyczyny?
  • 20.08.10, 10:40
    a czy ty szanujesz zasady wiary swojego partnera? Nie trzeba biegać do
    kościoła/cerkwi 10 razy w tygodniu, żeby być wierzącym. Może dla niego też jest
    ważne aby dziecko poznało zasady jego wiary i zostało przyjęte do jego kościoła.
    Twierdzisz, że partner może ci to odebrać a zastanowiłaś się, że i ty partnerowi
    odbierasz zasady jego wiary pisząc coś takiego?
    Poza tym czy zadałaś sobie trud poznania wiary prawosławnej, nota bene bliższej
    zasadom pierwszych chrześcijan?
  • 23.07.10, 10:52
    Konflikt dotyczący wartości jest niesłychanie delikatną materią...

    Ciężko oczekiwać od partnera rezygnacji z wyznawanych wartości i
    łatwo zrozumieć postawę partnera, jeśli i w sobie nie ma gotowości
    do rezygnacji z własnych wartości. Czujecie prawdopodobnie bardzo
    podobnie. Myślę więc, że Twój partner czuje sie podobnie do Ciebie
    i mógłby wymienić również inne tradycyjne obrządki "które chcesz mu
    odebrać"
  • 23.07.10, 11:05
    nie rozumiem tych wszyskich atakow na moja osobe:( czy w waszych rodzinach to mężczyzna pilnuje obrządków? czy mężczyzna pilnuję ogniska domowego? moze ja jestem z jakiejs innej rodziny ale u mnie w domu to moja mama nas wszystkiego uczyla, przygotowywala i zajmowala sie praktycznie wszyskim. Ja chce miec tylko tez mozliwosc wykazania sie na tym polu i dania mojej córeczce wszyskiego co tylko moge. Nie potrafie tylko przekonac do tego mojego partnera.
  • 23.07.10, 11:25
    Nie rozumiesz podstawowej kwestii: oboje jesteście rodzicami dziecka
    i macie równe prawo decydować o ich wychowaniu.

  • 23.07.10, 11:36
    Tak, w moim domu to partner pilnuje obrzadków, bo jest wierzacy, a
    ja nie.
    Dom jest domem obojga partnerów - tymczasem dla Ciebie dom jest
    domena kobiety, wychowanie dzieci nalezy do kobiety, a facet ma się
    nie wtracać. jest lokatorem, a nie osobą współdecydującą. To jest
    fatalny uklad, oboje rodzice mają dokładnie te same prawa i
    obowiązki wobec dziecka - matka nie mazni odrobinę więcej praw, by
    wychowac dziecko w swoich wartościachm, nioz ojciec.
    I między nami - wychowanie dziecka w wartosciach nie polega na tym,
    ze się dziecku o tych wartościach mówi i ze się je zabiera do
    kosciola czy cerkwi. Wychowanie w wartościach polega na tym, ze się
    tych wartosci przestrzega. Twoje dziecko bedzie widzało, ze uczysz
    je rzecz, których sama nie robisz - nie mając ślubu i żyjać w
    konkubinacie dowidzisz, że nie liczysz się z tym czego nauczasz. Tak
    wychowasz dziecko najwyżej w obłudzie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 23.07.10, 11:44
    mysle ze piszesz takie rzeczy wlasnie dlatego ze jestes nie wiezaca. ja wieze w Boga i w jego nauki ale nie jestem idealan, bo nie ma idealów. Grzeszę jak kazdy człowiek, Jezus powiedział "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem" A odkąd zaczełam spotykać sie z moim partnerem probowala pogodzic te 2 sprawy.
  • 23.07.10, 11:56
    "mysle ze piszesz takie rzeczy wlasnie dlatego ze jestes nie
    wiezaca. "- nie, myślę, że verdana pisze tak, bo deklarowanie
    wyznawanych wartości, a życie wg nich to dwie różne sprawy. Jestem
    wierząca i zgadzam się z każdym słowem verdany.
    Nie wiem, może moje dzieci w dorosłości wybiorą inaczej, ale w
    naszej rodzinie uczymy synów przez przykład wzajemnego szacunku,
    wspólnych praktyk religijnych itp. Moja koleżanka pochodzi z
    rodziny katolicko-prawosławnej,jest katoliczką, ale święta w domu
    obchodzą katolicko-prawosławne (no chyba że daty się nałożą).
    Jeśli ludzie CHCĄ, potrafią się dogadać, szanują się- uda się to
    pogodzić.
  • 23.07.10, 12:25
    czy wy wszyscy nie rozumiecie ze ja wlasnie pisze z prosba o pomoc bo szanuje mojego psartnera i jego religie. My OBCHODZIMY jego swieta. Ja biore w pracy urlop, przygotowuje jego swieta również. Szanuje jego religie. Wiem jednak ze pewne rzeczy naleza do kobiety a pewne do mężczyzny. Mężczyzna nie urodzi dziecka itak juz jest. Ja wieze w Boga. Mozecie myslec co chcecie. Myslalam ze znajdzie sie ktos kto napisze cieple slowo, kto pomoze mi rozwiazac ten problem. Ja znam mojego partnera i wiem ze on nie zajmie sie religijnym wychowaniem dziecka. W zasadzie to wlasnie dziwie sie ze on sie tak upiera. Pisałam bo chciałam sie dowiedziec moze jest jakies 3 wyjscie, jednak spotkalam sie z krytyka i ocenianiem mnie. Przykre.
  • Nie wiem z czego robisz problem. Gdyby jedno z was bylo ateista i
    nie moglibyscie dojsc do porozumienia w sprawie chrztu to bylby
    problem. A i w takich sytuacjach ludzie potrafia sie dogadac. Dwie
    podobe religie, uznajace sakramenty, a uparci jak osly.

    Wg mnie cos nie tak z waszym zwiazkiem. Jak to mozliwe ze zadne z
    was nie ustapi, nie zaproponuje kompromisu. Decydujac sie na zwiazek
    mieszany (religijnie czy w jakikolwiek inny sposob) przyjelas
    postawe “a moja racja jest najmojsza”. Tak sie nie da.

    Ja tam niewierzaca jestem ale zapoznaj sie blizej z pojeciem
    ekumenizm.

    Nie moge sie powstrzymac i napisze ze najpierw sie ustala tego typu
    kwestie a potem zabiera za zakladanie czy powiekszanie rodziny.
    Wtedy problemu nie ma. Szczegolnie jesli jest sie w zwiazku
    mieszanym (chociaz prawoslawie i katolicyzm - no prosze cie).

    A z krytyka sie spotkalas bos uparta kobieta i glucha na argumenty i
    rady, ktore tu zreszta padly, ale ty chyba czekasz az ktos napisze
    rozstan sie z chlopem bo to mezczyzna to nie ma nic do powiedzenia w
    sprawie dziecka, hellooooooo, mamy XXI wiek podobno. I to nie tak ze
    pewne rzeczy naleza do koniety a pewne do mezczyzny. Ustala sie co
    do kogo nalezy. A wy nic nie ustaliliscie.
  • 23.07.10, 12:48
    Zrozum jedną rzecz: nikt nie chce Cie krytykować, nikt też nie chce Ci dokopać, rzecz w tym, że nie dostrzegasz kwestii podstawowych, które my widzimy z boku bez problemu. Kwestia tą jest walka z partnerem o wychowanie dziecka tak jak Ty chcesz, a nie tak jak wspólnie ustalicie.
    Zamiast deklarować rozstanie może lepiej jest usiąść przy stole i spokojnie porozmawiać o tym jak wyobrażacie sobie wychowanie w wierze własnego dziecka. Porozmawiajcie o wspólnych cechach tych dwóch religii (a zapewniam Cię, że jest znacznie więcej podobieństw niż różnic), może warto porozmawiać także o Bogu w Waszym życiu, o tym kim jest dla Ciebie, a Kim dla partnera. Może dobrze byłoby pójść wspólnie do księdza i do popa i poprosić by pomogli Wam rozwiązać ten problem. Deklarowanie rozpadu związku, bo każde chce postawić na swoim jest dziecinadą i warto pomyśleć o dorosłym rozwiązaniu konfliktu.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • 20.08.10, 10:45
    do baciuszki się pisze a nie do popa
    to tak jakbyś pisała klecha a nie ksiądz :-)
  • 23.07.10, 12:49
    Jak krytyka: jak dla mnie to proste stwierdzenie faktu: konkubinat
    wyklucza życie wg zasad wyznawanej religii i tyle.Gdzie tu krytyka?
  • 23.07.10, 14:01
    > Nie rozumiesz podstawowej kwestii: oboje jesteście rodzicami dziecka
    > i macie równe prawo decydować o ich wychowaniu.

    I tak: pochodzimy z innych rodzin. W mojej oboje rodzice dbali o ognisko domowe,
    oboje nas uczyli, przygotowywali do różnych rzeczy i wspólnie zajmowali się
    "wszystkim", wzajemnie się uzupełniając. Stuacja, w której o wszystkim decyduje
    jedno, wydaje mi się nienaturalna i na dłuższą metę niesprzyjająca trwaniu związku.

    Na pociechę: kościół katolicki i prawosławny uznają wzajemnie udzielany przez
    siebie sakrament chrztu:
    ekumenizm.wiara.pl/doc/477992.Sakrament-chrztu-znakiem-jednosci-Deklaracja-Kosciolow-w-Polsce
    Sama znam osobę, która ochrzczona w cerkwi przystępowała do pierwszej komunii w
    kościele katolickim.
    Wydaje się więc, że nie jest takie istotne, w którym obrządku odbędzie się
    uroczystość . Ważny jest sposób, w jaki potem będziecie wychowywać dziecko,
    zasady jakie będziecie mu wpajać. A te także nie są chyba tak bardzo różne u
    wyznawców obu wyznań. Można również uczyć dziecko tradycji obu obrządków (i tak
    już obchodzicie podwójne święta...) i z czasem pozwolić wybrać, do którego
    bardziej je ciągnie. Po prostu pozwalajcie wzajemnie na opowiadanie o swojej
    wersji, bez deprecjonowania i zakazywania innej. Sądząc z opisu sytuacji i tak
    "Wyjdzie na Twoje", bo jesteś bardziej zapalona do krzewienia wiary.
  • 23.07.10, 22:16
    Generalnie niewiele wiecie dziewczyny o "uznawaniu" sakramentów. Uznawanie przez KRK chrztu w Cerkwi nie oznacza, że dziecko potem może przyjmować sakramenty w KRK. Przyjmując sakrament w innym (niż własny) Kościele, człowiek staje się jego członkiem. Padł tu przykład dziecka, które chrzczone było w PAKP (POlski Autokefaliczny Kościół Prawosławny) a I komunię przyjmowało w KRK. To bzdura! W prawosławiu dzieci przyjmują komunię już od momentu chrztu, nie była to więc żadna PIERWSZA komunia.
    Takie lawirowanie między wyznaniami jest uznawane za niedopuszczalne przez oba Kościoły.
    Chrzest nie jest "uroczystością"...
    A "uznawanie" sakramentów to nic innego, jak uznawanie, że członek drugiego Kościoła może dostąpić zbawienia i że w tym Kościele przebywa Duch Święty.

    Prawosławni w Polsce to w większości ludność białoruska a nie ukraińska.

    Jest jeszcze jeden aspekt, mianowicie mniejszościowość wyznania Twojego partnera - prawosławnych w Polsce jest mało, więc to tym bardziej skłania ich do zachowywania własnego wyznania, do obracanie się we własnym środowisku itp. Jak każda grupa mniejszościowa boją się, że korzenie ich przodków zostaną zapomniane, a tradycje zastąpione innymi.

    Autorka watku pisze, że jej partner jest Polakiem. A jego dziadowie? Też byli Polakami? Trudno mi w to uwierzyć, prawosławnych Polaków jest garstka. A, nie mówimy tu o obywatelstwie tylko o narodowości, poczuciu przynależności i języku, którymi porozumiewa(ła) się jego rodzina.
  • 23.07.10, 22:37
    A cóż do rzeczy mają dziadowie? Jak to wplywa na sytuację autorki i
    na jej problem????
    Moi pradziadowie też raczej Polakami nie byli(choć mówili w
    większości po polsku), a ja jestem. I nie dam sobie wmowić, że z
    racji przynależności narodowej przodków nie mogę mowic o swojej
    polskiej narodowosci, tylko o obywatelstwie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 24.07.10, 08:03
    Wpływa, verdano. Rozumiem, że nie znasz sytuacji mniejszości (zwłaszcza
    prawosławnej) w Polsce?
    Autorka wątku pisze, że jej partner nie jest szczególnie praktykującym
    prawosławnym, a jednak upiera się przy ochrzczeniu dziecka w cerkwi. Jak
    myślisz, z czego to wynika? Moim zdaniem właśnie z tego, ze będąc członkiem
    grupy mniejszościowej, nie chce utraty tożsamości narodowej/wyznaniowej w
    obrębie własnej rodziny. Oczywiście w niczym nie jest to lepszy argument, niż
    argumenty Autorki wątku. Nie usprawiedliwiam a tłumaczę.

    I Ty oczywiście możesz mówić o swojej polskiej narodowości, pytanie tylko, czy w
    takiej samej sytuacji jest partner autorki wątku. Jeśli tak - jest jednym z
    BARDZO nielicznych prawosławnych Polaków.
  • 24.07.10, 11:19
    Autorka wątku pisze, że jej partner nie jest szczególnie praktykującym
    > prawosławnym, a jednak upiera się przy ochrzczeniu dziecka w cerkwi. Jak
    > myślisz, z czego to wynika?
    Niekoniecznie musi to wynikać z poczucia tożsamości narodowej. Może równie dobrze wynikać z bardzo silnego przywiązania do rodziców a właściwie mamy i niemożliwości sprzeciwienia się jej pomysłowi na życie wnuczki. To podobna sytuacja do takiej, gdzie młodzi ludzie, niewierzący decydują się na ślub kościelny, bo mama nie wyobraża sobie inaczej.
    A kwestia tożsamości narodowej i wiary? Powiem to tak: mój prapradziadek był Żydem, przeszedł na katolicyzm. Był dla mojej prababci (którą znałam i doskonale pamiętam) wzorem patrioty i katolika.
    Mojego męża pradziadek był carskim generałem, był prawosławny, jego żona była katoliczką. Pięknie wychowali swoje dzieci, jego wnuczka a moja teściowa, choć jest katoliczką, często odwiedza cerkiew. Nasze dzieci także bywają w cerkwi, choć są wychowywane w wierze katolickiej, znają zasady wiary prawosławnej, często jest to temat naszych rozmów. A kwestia tożsamości narodowej? Cała ta rodzina, choć są Polakami i czują się Polakami mają ogromny sentyment do Rosji (nie na zasadzie politycznej, ale bardziej kulturowo, tradycyjnej).
    Prawda jest taka, że w duchu wzajemnej pełnej akceptacji, szacunku i miłości można wszystko wyjaśnić, można pójść na kompromis. Tu problem tkwi zupełnie gdzie indziej, a kwestia Chrztu Św dziecka jest tematem zastępczym. Rzecz w tym, że autorka wątku nie chce lub nie umie dostrzec tego co powoduje tak naprawdę problem. Może być też tak, że ona wie gdzie jest sedno, ale nie chce się z nami tym podzielić i ma do tego prawo :)
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • 24.07.10, 12:49
    Akurat doskonale znam sytuację mniejszosci w Polsce. I problem, z
    czeo wynika chęć ochrzeczenia dziecka w Cerkwi nie ma tu absolutnie
    nic do rzeczy.
    A już powiedzenie, ze ktokolwiek, uwazający sie za Polaka, nie chce
    utraty niepolskiej tozsamosci narodowej (nie religijnej) to absurd.
    Top on wie, kim jest - nie Ty.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 24.07.10, 13:39
    Pierwsze pytanie o narodowość partnera padło w kontekście obywatelstwa i być
    może w tym kontekście autorka odpowiedziała.
    Ani ja, ani Ty nie wiemy, jak co miała na myśli - to, ze jej partner jest
    Polakiem i obywatelem Polski, czy Białorusinem, Ukraińcem (itp.) i obywatelem
    Polski. Nie wiesz, czy on czuje się Polakiem, czy nim jest z racji obywatelstwa,
    prawda?
    No nic, może autorka sama się wypowie.

    Nie wiem, verdano, jak możesz pisać, że chęć ochrzczenia dziecka w Cerkwi nie ma
    nic wspólnego z mniejszościowością PAKP.

    Tak czy owak problem jest wielowymiarowy - stosunki rodzinne, relacje
    partnerskie i problem wyznaniowy. Moim zdnaiem warto się przyjrzeć wszystkim
    aspektom. A Ty, verdano, odrzucasz ten aspekt, którego nie rozumiesz...
  • 20.08.10, 11:07
    słusznie Verdeno napisałaś, najlepiej z nie katolików zrobić Ruskich,
    Białorusinów i Rosjan, od razu Polak-katolik lepiej się czuje. I od razu ktoś
    kto nie jest katolikiem z automatu staje się "niepolakiem".
    My Polacy-Katolicy, Wy, niekatolicy - Ruscy....itd
  • 20.08.10, 11:07
    aha i później ze spokojnym sumieniem można napisać, ze 99 koma 4 czy 5 to Katolicy
  • 24.07.10, 14:49
    > tu przykład dziecka, które chrzczone było w PAKP (POlski Au
    > tokefaliczny Kościół Prawosławny) a I komunię przyjmowało w KRK. To bzdura! W p
    > rawosławiu dzieci przyjmują komunię już od momentu chrztu, nie była to więc żad
    > na PIERWSZA komunia.
    Nie będę się kreować na znawczynię, dobrze, że wypowiada się ktoś bardziej
    fachowy. Zapewne masz rację, że nie była to ściśle rzecz biorąc "I komunia"
    tylko w takim razie przystąpienie do uroczystej komunii z gronem katolickich
    ośmiolatków.
    W każdym razie jednak z dyskusji wynika, że wyznania prawosławne i katolickie
    nie różnią się aż tak bardzo i że wyznanie można zmienić (nawet jeśli kościołom
    czasem się to nie podoba). I że jeśli komuś zależy na tym, żeby dziecko było
    ochrzczone, to niezależnie od wyboru kościoła, sakrament będzie "ważny" (tzn.
    dziecko będzie chrześcijaninem). Może jeśli ma to być jakiś kłopot najlepiej
    będzie z chrztem poczekać, aż dziecko zadecyduje o nim samo.

    Popieram głosy mówiące o tym, że kwestia tego chrztu to tylko objaw jakiegoś
    głębszego problemu i braku porozumienia, ale nie będę pisać drugi raz tego co
    już padło.
  • 24.07.10, 15:30
    aiczka, jasne :)
    Ja w sumie zrozumiałam, co mialas na myśli. Problem jednak w sumie w tym, że rodzice dziecka, o którym piszesz, trochę musieli lawirować między wyznaniami - chrzest tu, I komunia tam. Moim zdnaiem to nie jest w porządku wobec dziecka.
    No ale to już kompletny offtop.

    Różnice między prawosławiem a katolicyzmem są. Dla osoby letniej (a coż, nie oszukujmy się, większość wiernych jest właśnie takich), niezbyt dobrze znającej dogmaty swojej wiary, nie są one kluczowe ani decydujące (choć problematyczny może być język i zupełnie inna obrzędowość). Moim jednak zdaniem są one ważne, istotne i własnie kluczowe :)
    Zmienić wyznanie można, choć ja jestem zdania, że dzieci ochrzczone w jednym Kościele powinny być wychowywane wg jego nauk i jednocześnie poznawać wyznanie drugiego rodzica. W dorosłym życiu mogą oczywiście dokonać wyboru.
  • 20.08.10, 10:54
    > >Obstawanie przy chrzcie prawoslawnym może być w takiej sytuacji po
    prostu obstawaniem przy wychowaniu w jakiejś kulturze/poczuciu
    takiej a nie innej tożsamości narodowej. Także - jeśli jesteście
    różnych narodowości, może warto starać się dla córki o podwójne
    obywatelstwo (zawsze sie przyda)?

    o matko co ty piszesz, jaka różna narodowość????
    nic mi nie wiadomo aby w moim przypadku takowa była a katoliczką nie jestem
  • 23.07.10, 12:59
    Chciałabym przypomnieć znamienne słowa Jana Pawła II wypowiedziane w trakcie spotkania z patriarchą Dymitrosem w Konstantynopolu w 1979r:
    "Wydaje mi się bowiem, że pytanie, jakie powinniśmy sobie stawiać, nie tyle dotyczy faktu, czy możemy przywrócić pełną jedność, ile raczej tego, czy mamy jeszcze prawo pozostawać rozdzieleni".
    To piękne słowa o pozornej tylko odległości dzielącej te dwie religie. Poszukajcie w Waszej rodzinie tego co Was łączy, poszukajcie z miłością i szacunkiem a zapewniam Cie, ze dużo znajdziecie :)

    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • 25.07.10, 09:52
    Nie wiem jak rozmawiacie o tej tak ważnej dla Pani sprawie, ale sądząc z tak
    radykalnej myśli, że sprzeciw męża wobec katolickiego chrztu może skutkować
    rozstaniem, domyślam się, że Wasz język może mieć charakter wojenny.
    Może nieprzejednana postawa męża, który nie jest wyjątkowo praktykującym
    prawosławnym, jest wynikiem Pani nacisku co w nim wzmaga potrzebę ochrony.
    Szańcem stała się religia a polem bitwy chrzest.
    Może tu warto szukać rozwiązania, głównie poprzez nieradykalizowanie postaw.
    Trzy miesiące życia córki to jeszcze mało. Dajcie sobie więcej czasu.
    Pani córka powinna czerpać z obu Waszych kultur w tym z religii, a mieszanka
    ta ma ją wzbogacić. Spróbujcie oboje znaleźć obszary a następnie je podzielić
    na Was dwoje , w których Wasze doświadczenie będzie mogło być przekazane.
    Bardzo ciekawy i godny dyskusji jest Pani argument, że Pani jako kobieta chce
    krzewić obrządki i że taką tradycję wyniosła Pani z domu i to chce przekazać
    córce. Może mąż znajdzie inne pole. Ale niech go Pani nie straszy rozstaniem.
    To ważny problem, nie można go lekceważyć, ale traktowany fundamentalistycznie,
    może zaowocować niepotrzebnym konfliktem, którego źródła mogą być zupełnie gdzie
    indziej. Np; w uzyskaniu przewagi w związku , chęci władzy czy odwetu.
    Agnieszka Iwaszkiewicz
  • 23.07.10, 14:12
    Cześć!

    W mojej katolicko-prawosławnej rodzinie jest zasada, ze dziewczynki
    chrzci się w światyni matki, chłopców - w światyni ojca; póżniej
    konsekwentnie wychowuje się je w danym wyznaniu.
    Podział prawosławie-katolicyzm nie jest ortodoksyjny, zimą (gdy
    ciężko dojechać do oddalonego kościoła) ciotka z wujkiem obydwoje
    chodzili do cerkwi, natomiast po przeprowadzce do Poznania (gdzie
    cerkiew otwiera się chyba dwa razy do roku) - chodzą do kościoła.
    Ślub brali w cerkwi, ale muszę przyznać, że nie wiem dlaczego akurat
    tam.
    Myślę, że sprawę ułatwił bardzo fakt, że obydwoje wychowywali się w
    środowisku wielokulturowym, gdzie małżeństwa mieszane były częste, i
    gdzie były dobrze wszystkim znane, wypracowane przez lata wzorce
    zachowań na takie okazje.

    Natomiast inna, bardzo ważna sprawa: czy twój mąż jest Polakiem?
    Gdzie mieszkacie?
    Większość piszących tu chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego,
    jak wygląda sytuacja na pograniczach. W rejonach, gdzie mieszają się
    kultury, wyznanie jest wyznacznikiem przynależności (i tożsamości!)
    narodowej (nie mylic z obywatelstwem). Po prostu, Polak to katolik,
    Ukrainiec to prawosławny, tych słów używa sie jak synonimów.
    Powiedzieć o kimś, że jest katolikiem, to powiedzieć, że jest
    Polakiem. Autentyczna rozmowa:

    - a ten Michał, z końca wsi, on jest Polak?
    - tak, on katolik..
    - jaki z niego katolik, przecież on komunista, do kościoła nie
    chodzi!
    - no nie chodzi, tylko z kolegami chodzi wódkę chlać, tak go matka
    wychowała!

    itp...

    Obstawanie przy chrzcie prawoslawnym może być w takiej sytuacji po
    prostu obstawaniem przy wychowaniu w jakiejś kulturze/poczuciu
    takiej a nie innej tożsamości narodowej. Także - jeśli jesteście
    różnych narodowości, może warto starać się dla córki o podwójne
    obywatelstwo (zawsze sie przyda)?

    Bez wzgledu na narodowość: kościoły katolicki i prawosławny uznają
    wspólnotę chrztu. Jeśli osoba ochrzczona w kościele katolickim chce
    przejść na prawosławie - nie musi być ponownie chrzczona w nowym
    obrządku, chrzest katolicki pozostaje w mocy. Ergo - dla twojego
    prawosławnego partnera chrzest kościelny powinien się "liczyć", tak
    jak dla ciebie liczyć się będzie np. chrzest cerkiewny waszego
    ewentualnego syna.

    A tak na marginesie:
    Dziewczyna jest wychowana w tradycyjnym duchu, tylko błagam! nie
    kojarzyć tradycyjny = przestrzegający wszystkich zaleceń kościola
    (tego czy innego). Tradycyjna religijność w wielu miejscach rozmija
    się z nauczaniem kościoła, jednych zasad przestrzega bardziej
    rygorystycznie, przy innych daje przyzwolenie na branie ich w duży
    nawias.
    Sam fakt, że "jest uparta i głucha na argumenty" świadczy o tym
    najlepiej: tradycja to nie jest coś, z czym się dyskutuje, tradycji
    się przestrzega: dla zasady, bezrefleksyjnie, niekwestionowalnie.
    Jeśli się idzie na kompromisy, to z definicji przestaje już być
    tradycja.

    I ta tradycja nie jest tak skrajnie zasadnicza, jak większość
    piszących: brak ślubu to jest grzech konkubentow, ale nie jest
    przyzwoleniem na to, żeby zaniedbywać kolejnych sakramentów,
    niewinnego, bądź co bądź, dziecka.
  • 23.07.10, 15:25
    Dziekuję za te słowa "brak ślubu to jest grzech konkubentow, ale nie jest przyzwoleniem na to, żeby zaniedbywać kolejnych sakramentów, niewinnego, bądź co bądź, dziecka." Własnie o to mi chodzi. To ze mi się tak poukładało wcale nie oznacza ze nie wieze w Boga.

    Ja jestem wychowana w środowisku katolickim, naprawde staram sie być otwarta na wiare mojego partnera. Mój partner jest Polakiem ale wychował sie w środowisku mieszanym jednak nie rozumie i nie widzi nic poza wiara prawoslawna:( dziekuje i pozdrawiam
  • 23.07.10, 15:48
    a jestem wychowana w środowisku katolickim, naprawde staram sie być
    otwarta na
    > wiare mojego partnera. Mój partner jest Polakiem ale wychował sie w
    środowisku
    > mieszanym jednak nie rozumie i nie widzi nic poza wiara
    prawoslawna:(

    ciekawe, co piszesz...
    i ta owartość objawia ci się histerią na myśl o chrzcie prawosławnym?
    gotowością do wypięcia się na faceta?

    zgadzam sie z babkami, to wierzchołek góry lodowej.

    zawsze mnie bawi jak małe sfrustrowane ludki mieszają Boga do swoich
    rozgrywek.
  • 23.07.10, 15:58
    Śmieszna jestes. Ja jestem kobieta i mam instynkt w stosunku do swojego dziecka. I ono jest dla mnie najwazniejsze. TY masz dzieci? mogłabys patrzec jak wychowuje je twoja tesciowa gdy ty mozesz robic to lepiej w zgodnie ze soba? Bo jak ochrzcimy dziecko w cerkwi to bardziej prawdopodobne jest to ze to mama mojego partnera zejmie sie ih wychowaniem w wierze:(, Rumpa ty chyba nie wiesz co piszesz, az cycki opadaja
  • mogłabys patrzec jak wycho
    > wuje je twoja tesciowa gdy ty mozesz robic to lepiej w zgodnie ze
    soba? Bo jak
    > ochrzcimy dziecko w cerkwi to bardziej prawdopodobne jest to ze to
    mama mojego
    > partnera zejmie sie ih wychowaniem w wierze


    A co ma pies do wiatraka. Chrzest w cerkwii nie daje praw
    rodzicielskich twojej tesciowej do decydowania o twoim dziecku jak i
    nie pozbawia twojego dziecka mozliwosci bycia wychowywanym w wierze
    katolickiej, przystapienia do sakramentow w kosciele kat itp.

    ty chyba nie wiesz co pisz
    > esz, az cycki opadaja

    Jak czytam ciebie to szczeka na pewno.
    Boze widzisz i nie grzmisz.

    Glowa muru...

  • 23.07.10, 16:30
    A czy to przypadkiem nie jest tak, że hierarchia wartości osoby wierzącej powinna być ciut inna? Dziecko nie jest najważniejsze.
    Czy jesteś w stanie zrozumieć co mówią tu inni? Chrzest w cerkwi jest uznawany w KK i odwrotnie. A jak wyobrażasz sobie wychowanie dziecka w wierze? Przecież to Ty będziesz z nim codziennie klękała do modlitwy, to Ty będziesz składała ręce do pacierza, to od Ciebie dziecko usłyszy o kochającym, miłosiernym Bogu itd To Ty a nie teściowa będziesz codziennie obok swojego dziecka i codziennie będziesz pokazywała dziecku czym jest prawdziwa, codzienna wiara. A czym jest? Miłością do Boga, do drugiego człowieka (przede wszystkim tego najbliżej, czyli Twojego partnera, rodziców, teściów), jest ciągłą pracą nad sobą, nad swoim życiem, jest codzienną modlitwą, lekturą Pisma Św itd. Dziecko wbrew pozorom uczy się nie tego co mówimy, ale tego co robimy. Jeśli będzie widziało Ciebie chodzącą do kościoła, czytającą Pismo Św, modlącą się, to ono też to przyjmie za wyraz wiary. Tu teściowa ma najmniejsze pole do popisu, bo dziecko mieszka z Wami a nie z nią.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • 23.07.10, 16:57
    Otóż to.
    Dziecko uczone wiary, nie moze być uczone czego innego, niż widzi.
    ma być uczone szacunku dla obojga rodziców - a widzi, ze ojciec w
    wychowaniu dziecka nie ma nic do powiedzenia, dziecko ma słuchać
    matki, bo to ona ma instynkt i decyduje.
    ma być uczone szacunku do ludzi, a jednoczesnie zobaczy niechęć i
    pogardę dla babci.
    Ma być uczone przestrzegania przykazań, a w domu ma przykład, ze
    rodzice nie przestrzegają przykazań i nie mają żadnego postanowienia
    poprawy.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 17.08.10, 22:48
    Niestety ale Dziecko nie jest dla Ciebie najważniejsze, same
    frazesy, które piszesz. Tak samo nie jest dla Ciebie ważna wiara,
    którą wyznajesz.
    Z chęci ochrzczenia Dziecka w KK robisz kartę przetargową.
    Po pierwsze, dgyby Córka była dla Ciebie najważniejsza to nie
    narażałabyś Jej bezpieczeństwa duchowego przez brak sakramentu
    Chrztu Św. Mam nadzieję, że wiesz o czym piszę. Tak naprawdę
    ważniejsze jest zmycie grzechu pierworodnego niż przepychanki, o to
    gdzie ma to nastąpić, oba kościoły są chrześcijańskimi.

    Piszesz, że chcesz wychować Córkę, strzec tradycji, etc. JAKIEJ
    TRADYCJI??? przecież żyjąc w konkubinacie nawet nie dostaniesz
    rozgrzeszenia, Eucharystii. Chodząc do Kościoła nie uczestniczysz w
    pełni w życiu liturgicznym, Twój udział we mszy jest ogranczony.
    Tego chcesz uczyć Córkę??

    A ponadto czy żyjąc w konkubinacie Kościół Katolicki udzieli
    sakramentu Twojej Corce. Jeszcze kilka lat temu nie bylo to takie
    pewne.

  • 23.07.10, 15:54
    To ze mi się tak poukładało wcale nie ozn
    > acza ze nie wieze w Boga.

    i dorośnij dziecinko, to nie jest tak że ci się nie poukładało, sama
    sobie tak poukładałaś i weź za to odpowiedzialność.
    chyba nie zostałas zgwłcona? bo to jedyna sytuacja gdy mozna użyć
    takiego sformułowania.
    O wierze czy jej braku nie dyskutuję, bo moim zdaniem nie ma nic do
    rzeczy w tej sytuacji.
    Ciekawe , nie mścisz się za brak slubu czasem?
  • Skoro nie chcesz zaniedbywac sakramentow to ok.
    Czemu nie chcesz ochrzcic dziecka w cerkwii? Z tego co wiem kosciol
    kat. uznaje chrzest w obrzadku prawoslawnym i odwrotnie.


    Wiem ze nie odpowiesz na to pytanie.
    A nie odpowiesz bo to nie chodzi o sakrament bo gdyby chodzilo, to
    nie wazne byloby dla ciebie w jakim budynku (tak na marginesie jan
    chrzciciel chrzcil w rzece - rozumiem ze to nie do pomyslenia).
    Chodzi o to zeby postawic na swoim. A to swiadczy o tym ze cos nie
    gra miedzy wami. I jak poprzedniczka powyzej napisal nie ma to nic
    wspolnego z wiara.
  • 20.08.10, 10:53
    no nie żartuj, nie jestem katoliczką ale jestem Polką - z dziada pradziada.
    Przykładem niech będą polscy tatarzy - w Polsce od XVII wieku - szybko się
    zasymilowali, zawierali małżeństwa z Polakami. Po dwóch, trzech pokoleniach byli
    to już można powiedzieć Polacy z dziada pradziada. I nikt o nich dziś nie powie,
    że wyznacznikiem przynależności jest u nich powiedzmy Turcja albo Kazachstan. To
    są z krwi i kości Polacy tylko innej wiary. Tak samo w moim przypadku - kiedyś
    jeszcze w szkole robiliśmy drzewo genealogiczne. W rodzinie taty - na wskroś
    prawosławnej - doszukałam się pięciu pokoleń do tyłu. Nikt nie był z Ukrainy,
    Białorusi bądź Rosji.
    Tak samo z wiarą protestancką - już w XVI wieku pierwsze rody Rzeczpospolitej
    przyjmowały tę wiarę. I następne pokolenia były wiernymi kościoła luterańskiego,
    kalwińskiego. I nikt o nich nie mówi, że to np. Niemcy.
  • 23.07.10, 19:24
    Generalnie argumenty autorki mnie nie przekonują. Upiera się przy swojej racji i przy jej całym deklarowanym szacunku do partnera i jego wiary, nie mieści się jej w głowie ochrzczenie dziecka w cerkwii. A więc gdzieś głębiej leży problem, niż tylko w wierze partnerów. Natomiast na jedną rzecz chcę zwrócić uwagę. W czasie chrztu katolickiego, a domyślam się, że w cerkwi będzie podobnie, rodzice biorą na siebie obowiązek wychowania dziecka w konkretnej wierze. Jak ojciec, który właściwie nie kultywuje swojej religii, w cerkwi bywa rzadko, ma podołać temu obowiązkowi? Jeśli obowiązek spadnie na matkę, jak matka katoliczka, niewiele chyba wiedząca o religi prawosławnej, ma wychować dziecko w duchu tej religi? Ja jednak obstawiałabym za chrztem katolickim i (przy jego ważności w cerkwi) oczekiwała od ojca, że wprowadzi je także w tajniki jego własnej wiary, co przecież jest do pogodzenia. I czas pokaże czy ojciec faktycznie ma zamiar dziecko tak wychowywać, czy tylko ulega naciskom mamy czy rodziny czy tradycji, by dziecko było prawosławne. Ale, jak napisałam, też uważam, że problem między tymi partnerami chyba leży gdzieś indziej, a tylko manifestuje się w postaci konfliktu co do religi.
  • 24.07.10, 08:30
    Nie do końca rozumiem w ogóle gdzie leży problem.
    I ja mam męża który jest prawosławny.
    Ślub wzieliśmy cywilny bo tak nam się ułożyło
    ale planujemy kościelny wziąść w Cerkwi.
    Dla mnie to bardzo interesujęce przeżycie i pokazanie mojemu mężowi
    że szanuję jego świat i jego kulturę.
    Ale mój mąż nie nalegał żeby był to ślub koniecznie prawosławny
    jest otwarty całkowicie na to żeby ten ślub miał miejsce w naszym kościele.
    Co do dzieci uzgodniliśmy że mogę mieć imiona polskie lub rosyjskie.
    Może być Robert może być Sergiej.
    Ważne żeby był zdrowy i żeby czuł się kochany.
    Chrzest może być prawosławny albo nie.
    Bóg się nie obrazi.
    Chcemy żeby nasze dzieci poznały obydwie kultury, mamy i taty.
    Mimo że mąż mieszka ze mną w Polsce to zawsze staram się żeby
    jego świeta również były świętowane, czyli świętujemy podwójnie
    i sprawia nam to radość.
    Nie wyobrażam sobie żeby wydzierała dzieci mojemu mężowi albo on mi w jakimś obowiązku chrztu czy czegoś.
    Świat jest wielki, jest wiele kultur, tradycji - czemu się zamykać na jedną?

    Obojętne w jakiej instytucji będzie chcerzst to niczego nie przekreśla ani do niczego nikogo nie zmusza w przyszłości.
    Moja teściowa niestety mieszka bardzo daleko, ale bardzo chcę aby
    moje dzieci w przyszłości poznały jak wyglądają święta w Rosji.


  • 13.08.10, 00:12
    Odbierz pocztę , twoje zgłoszenie jest puste , napisz coś o sobie , bo
    my nie przyjmujemy pustych zgłoszeń
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was
    pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • 16.08.10, 11:30
    Mam wrażenie, że tylko kilka osób wypowiadających się w tym wątku zdaje sobie
    sprawę jak naprawdę wygląda związek katoliczki z prawosławnym lub odwrotnie. Ja
    jestem katoliczką, ale zetknęłam się bezpośrednio z problemem różnicy wyznań w
    związku i z Kościołem Prawosławnym w Polsce (KP). Chciałabym napisać parę słów o
    tym, jak to wszystko wygląda w praktyce, a nie w pięknych skądinąd hasłach
    ekumenizmu. Nie wszystko odnosi się do sytuacji Kosmak,ale być może ktoś inny
    kiedyś będzie miał podobny problem i skorzysta z tego, co napiszę. Nie da się
    zrozumieć problemu osób żyjących w związkach mieszanych wyznaniowo bez
    znajomości pewnych realiów rządzących KP i jego stosunkiem do KK. Hasła o
    ekumenizmie nie mają tu wiele do rzeczy niestety, rozbijają się one o twardą
    rzeczywistość. Jaka ona jest? KP w Polsce liczy około pół miliona wiernych.
    Większość jest skupiona na wschodzie kraju, więc jeśli ktoś mieszka gdzie
    indziej, np. w Warszawie jest członkiem naprawdę niewielkiej, lokalnej
    wspólnoty. Osoba należąca do KK, o ile nie udziela się aktywnie w parafii,
    rzadko zna wszystkich parafian, rzadko jest ze wszystkimi zżyta osobiście. W
    Cerkwi jest inaczej ze względu na małą liczebność wiernych. Osoba należąca do
    danej parafii KP, która pewnego dnia podejmuje decyzję o związaniu się z osobą
    wyznania katolickiego, nie może tego zrobić dyskretnie. Jeśli wszyscy ją znają
    od lat, to taka decyzja nie zostanie przemilczana ani przez współparafian, ani
    przez duchownych. Decyzja o wzięciu ślubu w KK i/lub ochrzczeniu w nim dziecka
    nie zostanie przez batiuszkę raczej życzliwie przyjęta przynajmniej z dwóch
    względów. Jeden jest czysto praktyczny - ubywa potencjalny parafianin. Drugi
    jest związany z tym, że ogólnie rzecz biorąc duchowni prawosławni (z niewielkimi
    wyjątkami) uznają ślub mieszany za zagrożenie dla wiary prawosławnej. Uznaje
    się, oczywiście nie bez podstaw, że osoba innego wyznania nie będzie pomagała
    prawosławnemu we wzrastaniu w swojej wierze, że będzie go odciągała od Cerkwi.
    Bardzo istotnym zagadnieniem w KP jest prozelityzm czyli usilne nawracanie
    innych na swoją wiarę. PAKP bardzo dużo zarzutów o prozelityzm wysuwa właśnie
    przeciwko katolikom. Naleganie osoby wyznania katolickiego na ochrzczenie
    dziecka w KK już jest dla większości duchownych prozelityzmem. Tego typu zarzuty
    zapewne usłyszy osoba wyznania prawosławnego, jeśli będzie chciała zawrzeć
    ślub/ochrzcić dziecko w KK. Oczywiście w KK również zdarzają się księża mający
    podobne poglądy. Tylko że w KK jest na ogół możliwość większego manewru, w
    parafii zawsze jest kilku księży, można porozmawiać z tym o luźniejszych
    poglądach i nacisk na pozostanie przy swoim obrządku jest w praktyce znacznie,
    znacznie mniejszy niż w KP, choć też się zdarza. Ma to związek z liczebnością KK
    - jeden wierny w tą czy w tamtą nie jest na wagę złota, a także z faktem, że
    według nauki KP duchowni są odpowiedzialni za swoich parafian.

    Kolejną sprawą, którą zdaje się próbowała poruszyć jul-kaa, jest przynależność
    narodowa. Znam prawosławnych mieszkających w Polsce od trzech-czterech pokoleń,
    którzy nadal nie uważają się za Polaków. Dla nich kwestia przynależności ich i
    ich dzieci do KP jest nie tylko kwestią czysto religijną, ale także narodową. To
    stanowi bardzo duży element ich tożsamości i dlatego trudno im się pogodzić z
    ochrzczeniem dziecka w KK.

    Tak naprawdę w podjęciu decyzji o zawarciu małżeństwa mieszanego/gdzie ochrzcić
    dziecko nie chodzi tylko o zasady jednej albo drugiej wiary. Dochodzą kwestie
    społeczne - ogromny nacisk na osoby z KP, żeby nie dać się "przekabacić",
    presja rodziny - często każda ciągnie w swoją stronę, a dziecko staje się kartą
    przetargową.

    Od siebie mogę powiedzieć, że dla mnie najważniejsza jest kwestia szacunku
    partnera do mnie. Za często w tych religijno-narodowo-kościelnych sporach gubi
    się ta najważniejsza sprawa wzajemnego szacunku dwojga ludzi. Jeśli się z kimś
    chce być to druga osoba musi stać zawsze i bez wyjątku na pierwszym miejscu.
    Jeśli partner stawia sprawę na ostrzu noża i mówi: albo ślub i chrzciny w KP,
    albo wynocha, to nie ma sensu pytać: a czemu się tak uparłaś przy tym
    ślubie/chrzcie w KK, nie możesz ustąpić? Owszem, ustąpić można, ale to musi być
    kwestia wzajemnych ustaleń,a nie wymuszenia.

    Kosmak: spróbuj otrząsnąć ten spór ze sfery kościelno-rodzinnej. Wiem, ze to
    brzmi głupio, bo to spór o chrzest, ale sama wiesz pewnie najlepiej, że nie o
    sam chrzest tu chodzi. Spróbuj porozmawiać z partnerem i uświadomić mu, że
    powinien przestać się sugerować tym, co mu każe mamusia, a co batiuszka, tylko
    zastanowić, co jest dla niego najważniejsze - szczęście mamusi i batiuszki, czy
    Twoje i dziecka. Wiem, jakie to trudne i wiem, że może się nie udać. Ale to
    jedyna droga do jakichkolwiek ustaleń.Pisz na priv jak chcesz, ja chętnie pogadam.
  • 16.08.10, 14:10
    Jak jesteście w konkubinacie to nie wiem czy chrzest katolicki
    wchodzi w gre (w Polsce zwłaszcza) Raz byłam na ślubie grekokatolika
    (Ukraińca) i katoliczki ale koleżanka nie była specjalnie wierząca
    więc pewnie nie miało to znaczenia. Najlepiej dowiedzieć się u
    źródła czyli u księdza i popa i tyle. I jest coś takiego jak 2
    strona jako towarzysząca ale nie pamiętam dokładnie.
  • 16.08.10, 16:07
    Mam jeszcze wrażenie, po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi na spokojnie, że
    dochodzi kolejna kwestia. Kilka osób pisało, że niezależnie od tego w jakim
    Kościele dziecko będzie ochrzczone, matka i tak może być nauczycielką wiary.
    Jasne. Ale jeśli ojciec jest prawosławny, to ochrzczenie dziecka w KP daje
    rodzinie ojca, teściom bardzo duże pole do ingerencji w życie dziecka i całej
    rodziny. Może też tego obawia się, świadomie lub podświadomie autorka wątku.
    Wiem, są różne teściowe, a wszystko da się ustalić, wystarczy tylko wyznaczyć
    granice. Teoretycznie. Fakt jest faktem: ochrzczenie dziecka w danej wierze daje
    jednej stronie prawo do ogromnej ingerencji i to też trzeba wziąć pod rozwagę.
    Proszę, niech te osoby, które nie zetknęły się z takim problemem osobiście, nie
    zabierały tak kategorycznie głosu w tej sprawie bo to jest kwestia złożona z
    niezliczonych odcieni szarości.
  • 17.08.10, 15:08
    Czy chodzi o chrzest czy o chrzciny?

    Z wypowiedzi kosmak wynika że bardzo ważne są dla niej święta i tradycyjne uroczystości wyznaczające jakieś etapy w życiu jak chrzest, I komunia.
    Tymczasem ani nie miała żadnego ślubu, nie mówiąc o uroczystym w kościele, ani wesela.
    Teraz partner chce ją pozbawić kolejnej okazji do zorganizowania pięknej uroczystości z okazji narodzin dziecka i to staje się nie do zniesienia.

    Jeśli przyczyną problemów jest niezaspokojona potrzeba tradycyjnej celebracji to można próbować zaspokoić ją częsciowo.
    Można poinformować rodzinę, że ze względu na różnice wyznaniowe zdecydowaliście się na razie nie chrzcić córeczki, ale zapraszacie na przyjęcie "dla przedstawienia maleństwa światu"
    Można, jeżeli nie jesteście ze sobą tymczasowo, wziąść tylko ślub cywilny i należycie go uczcić. Niektórzy moi znajomi tak zrobili, bo praktyka ekumenii w Polsce bardzo kuleje.
  • 18.08.10, 09:06
    Myślę, że jednak chodzi o chrzest. Gdyby autorce wątku chodziło wyłącznie o
    urządzenie przyjęcia, to spokojnie zgodziłaby się na chrzest prawosławny. Nie
    mówiąc już o tym, że prawosławne nabożeństwa są na ogół bardziej "widowiskowe".
  • 20.08.10, 12:19
    jesli nie możecie dojsć do porozumienia w kwestii religii to moze
    spróbujcie innego wyjścia
    wy weźcie ślub cywilny, a dziecka nie chrzcijcie wogóle
    jak dziecko będzie dorastało, pokażcie mu zasady, wartości, różnice
    obu religii i dajcie mu wolny wybór
    możecie wspólnie obchodzić świeta obu religii, chodzic i do koscioła
    i do cerkwii
    znam rodzinę (katolicko-żydowską) u której to sie świetnie spawdza
    (synek jest obrzezany, ale nie przez rabina tylko lekarza, żadne z
    dzieci nie jest ochrzczone, ani oficjalnie przyjęte do gminy
    żydowskiej, nie jedzą koszernie, obchodza święta katolickie i
    żydowskie, każde z rodziców pokazuje dzieciom dobre stony 'swojej'
    wiary, szanujac sie nawzajem, zadne z rodziców nie jest radykałem,
    nie przeciąga na swoją strone dzieci, nawet ich rodziny wzajemnie
    szanują swoją 'inność' - po prostu oboje pracują nad tym, żeby
    znaleść sensowny kompromis)

    ech... a ja zawsze zazdrosciłam koleżankom z 'mieszanych' rodzin, że
    mają 2 razy wiecej świąt (i prezentów)
  • 20.08.10, 12:51
    To jest jakiś kompromis, ale podobne podejście ma jedną zasadniczą wadę: trudno
    jest wychować dziecko na osobę wierzącą jednocześnie nie przestrzegając zasad
    żadnej religii. Parafrazując słynną definicję sztuki: wiara to jest coś takiego
    bez czego da się żyć. Jeśli jest dwoje ludzi różnego wyznania, którzy nie mają
    ślubu, nie ochrzcili dziecka, nie przestrzegają innych istotnych zaleceń swojego
    wyznania (tak jak rodzina katolicko-żydowska, która nie je koszernie) to będzie
    im bardzo trudno wychować dziecko wierzące w ogóle w cokolwiek. Wpajać dziecku
    zasady wspólne dla obu wyznań - jak najbardziej. Chodzić zarówno od czasu do
    czasu razem do cerkwi jak i do kościoła - moim zdaniem można, ale sporo osób ma
    inne zdanie. Pokazywać wzajemnie szacunek dla swoich wyznań poprzez codzienne
    kompromisy - koniecznie. Ale na pewno nie tworzyć rodzinę w której ani matka nie
    przestrzega swojej wiary, ani ojciec swojej, a od dziecka wymagać, żeby podjęło
    kiedyś decyzję o przynależności do jednego z kościołów. Bo dość prawdopodobne
    jest, ze oleje oba. Moim zdanie łatwiej jest wychować człowieka wierzącego,
    jeśli każde z rodziców pozostaje przy swoim wyznaniu niż gdy usiłują stworzyć
    własną, mało autentyczną trzecią drogę.
  • 23.08.10, 23:14
    Oczywiście jako katoliczka zdajesz sobie sprawę, że Kościół Katolicki uznaje
    ważność chrztu udzielonego w Kościele Prawosławnym i vice versa?
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.