• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

jak zacząć nowe zycie Dodaj do ulubionych

  • 29.09.10, 15:01
    Proszę o opinie, rady, ponieważ jestem na życioweym zakrecie, pogubiłam się, trochę na włsne życzenie (krytyka mile widziana)
    Poznałam swojego męża, gdy był zonaty z inną kobietą, zostałam jego kochanką potem żoną (mieliśmy wtedy on 23 lata ja 20), zaszłam w ciążę , nie mieszkaliśmy razem bo nie mieliśmy gdzie ja u rodziców, on w swoim domu rodzinnym - tam gdzie jego była żona, raz pojechałam do niego by wyjasnic swoja sytuacje, wtedy bedac w 5 miesiacu ciazy zostalam pobita przez jego brata (niestety nie zglosilam tego na policje - nie wiem dlaczego, moze nie mialam wsparcia zostalam zupelnie sama), potem urodzila sie córka, dalej mieszkalismy osobno, on zdradzil mnie z moja kolezanka, po tym stwierdzila ze jednak byc ze mna wybudowalismy dom potem urodziła sie druga corka
    nie jestem z nim szczęśliwa i nigdy nie byłam, dlaczego zgodziłam sie na ten zwiazek nie mam pojęcia
    teraz jestem w fazie ze mi na niczym nie zalezy, ciezko podniesc sie z łóżka i życ, dużo myślę o tym jaki jest i jak bardzo byłam zaślepiona
    bardzo załuję, że byłam kochanką, wiem że skrzywdziłam jego byłą żonę, bo ona dalej nie moze się po tym wszystkim pozbierać
    on nie chce ode mnie odejsc, bo znów by musiał po raz trzeci zaczynać od nowa, i już mu się nie chce, starac o nas tez mu sie nie chce
    jak ja mam się z tego uwolnić i zaczac swoje zycie? bo jednak jest dwójka dzieci

    to jest tylko czesc moich problemów, bo tak naprawde moje zycie to jedno wielkie bagno na kazdym gruncie:
    - rodzinnym, nie szanuje mnie moja i jego rodzina za to co zrobiłam, ale to tylko moja wina bo do niego nikt nie ma pretensji, nienawidze jego brata za to co zrobił, mąż z tym problemów nie ma
    - zawodowym dla niego zrezygnowalam ze studiów za granica, mam więc skończony tylko pedagogiczny kierunek a jak wiadomow w Pl to lipa, pracuję z nim, a włściwie to teraz wszystko olewam
    - towarzyskim nie mam wogóle przyjaciół, bo w czasach gdy się tworzą przyjaźnie byłam zajęta swoim księciem

    pozdrawiam
    Edytor zaawansowany
    • 29.09.10, 19:33
      Może warto zacząć od tego, że zaczniesz słuchać głosu rozsądku i używac rozumu. Bo dla mnie nieprzekonująco brzmi: nie wiem, dlaczego z nim byłam,ba- ty nawet dwójkę dzieci mu urodziłaś. Trudno, by układało się w życiu, gdy przestaje się słuchać rozumu.
      • 29.09.10, 19:54
        masz rację, tylko problem polega na tym, że ja już nie wiem jak powinnam wybrnąć z tego wszystkiego, jak najrozsądniej poukładać życie
        mąż przyjmuje postawę objętną, nawet wobec tego, że zniszczył mi życie, a tyle dla niego poświeciłam .... bardzo boli
        • 29.09.10, 20:05
          A nie możesz po prostu się rozwieść?
          --
          - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
          • 29.09.10, 20:22
            > A nie możesz po prostu się rozwieść?
            mogę, tylko, że ja musiałabym podjąć tą decyzję,
            a ja jestem jeszcze na etapie chyba uzależnienia od niego, zwłaszcza psychicznie
            • 29.09.10, 20:44
              To może na początek pójdź na odwyk? A decyzję i tak będziesz musiała podjąć - tego nie unikniesz.
              BTW: mąż nie jest winien temu, że rzuciłaś studia czy też temu, że zaniedbałaś przyjaciół.
              --
              - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
              • 29.09.10, 21:06
                BTW: mąż nie jest winien temu, że rzuciłaś studia czy też temu, że zaniedbałaś
                > przyjaciół.
                jest winien, bo po tym jak wyjechałam na studia (program studencki z uczelni, trochę też z powodu tego związku wątpliwej moralności), potrafił być dwa razy w ciągu dwóch tygodni za mną, żebym wracała, bo nie moze beze mnie żyć, no i zaimponowało mi to tak, ze zaćmiło mnie i rzuciłam wszystko ... potem wiecie dużo nieprzyjemności, z powodu niewywiązania się z umów, ale oczywiście to już była moja sprawa
                od czasu tego nieprzemyślanego powrotu nie byłam szczęśliwa
                przeniosłam sie na zaoczne studia
                wzielismy cichy ślub tzn my i świadkowie
                ciągle sama i olewana (rodziła nie akceptowała mojej decyzji)
                potem ciąża, i mój powrót do domu rodzinnego
                narodziny córki
                zdrada męża z moja przyjaciółką
                decyzja o budowie domu
                tragiczne dwa lata jedna wielka kłótnia
                decyzja o drugim dziecku
                znów jakieś podobno tylko rozmowy przez tel z koleżanką (inną)
                no i teraz: różowe okulary spadły, przestałam sie starać tj. dbać o dom, robienie jedzenia no i wszystko przestało się trzymać kupy
                proszę by jakaś mądra babka dała przepis najlepiej krok po kroczku jak z tego wyjść
                mąż jest obojętny, jak postąpię to tak będzie, postaram sie to bedziemy trwac razem, nie to nie
                dodam jeszcze ze nie jestem wolna od naszej przeszłości tj. nadal dręczy mnie ten fakt pobicia mnie w ciąży (nie pochodzimy z rodzin dysfunkcyjnych a jednak zdarzyło sie to) i bark reakcji męża tzn. tak jakby tego nie było, zdrady
                • 29.09.10, 23:42
                  To była twoja decyzja. Nie jego. Aczkolwiek zapewne podjęta w stanie niepoczytalności. Na razie myślisz jak dziecko - zwalasz winę na wszystkich wokoło za swoje decyzje i czekasz, aż ktoś cię wyzwoli. Się nie da. Musisz nauczyć decydować się sama o sobie i po prostu - dorosnąć. Poszukaj jakiejś psychoterapii.
                  --
                  - Uwierzmy w moc statystyk albo je obalmy.
          • 29.09.10, 20:22
            A ja myślę, ze to dobry start. Wbrew temu jak to życie teraz wygląda. Małymi kroczkami wychodzić z bagna.. Nie skonczylas nawet 30 lat, jestes mloda... Im szybxiej z tego wyjdziesz, tym lepiej to zycie bedzie wygladalo za pare lat...

            Wg. mnie przelomem nie jest rozwod, a np. poszukanie miekszania, studia. Niekoniecznie chodzic musi o pozyskanie drugiego partnera, ale o takie usamodzielnanie sie.

            Ja tez kiedys bylam glupia, tez mialam malo lat... Podjelam wiele durnych decyzji, ale w momnencie w ktorym zycie mi sie walilo, zaczynalam je zbierac... Nie wiem jak to wtedy zrobilam, ze tak sie poukladalo to wszystko... Chyba wiedzialam, ze nie mam wyjscia i jezeli teraz nie wezme sie w garśc to zostane z syfem na reszte zycia.
            Nie zmarnuj zycia!!
            • 29.09.10, 20:41
              dziekuje za te słowa
              nie musze szukac mieszkania, bo ja zostane w domu,
              juz skonczylam studia tylko pedagogike, a miałam jeszcze studiowac germanistyke, w Niemczach, ale się wycofałam dla niego, bo nie wytrzymywał beze mnie no i tak naprawde zostałam z niczym, i wiem to dopiero teraz w wieku 30 lat (niestety)
              jeśli mozesz to napisz jak wychodziłas z takiego bagna życiowego, będę bardzo wdzięczna, potrzebuje takiego wsparcia
              • 29.09.10, 22:31
                Kluczem do tego wszystkiego jest uzmysłowienie sobie gdzie sie jest, jezeli rzeczywiście twój zal jest prawdziwy, to właściwie pozostaje to wszystko wprowadzać w czyn.

                Ja niestety nie mogłam od razu tak wszystkiego zmienić, mimo zdania sobie sprawy z sytuacji w jakiej sie znajdowałam, bo nie byłam niezależna finansowo, a jak bym chciała być, to musiałabym rzucić studia... Dusiłam się w związku, który nic mi nie dawał, a coraz więcej odbierał.. Nawet nie zauważyłam jak powoli zacieśniało mi się grono możliwości przez to, ze weszłam, a potem długo jeszcze angażowałam się w relację bez przyszłości.. Moj partner miał bardzo duży problem z usamodzielnieniem sie. Brzmi to niewinnie, bo na początku w ogolę mi to nie przeszkadzało, ale po pierwszych 3 latach mieszkania ze sobą, a po 8 wspólnego bycia razem i odchowaniu 4 letniego syna, namawianiu go na to byśmy wreszcie zaczęli budować własny dom tzn. tworzyć rodzinę, on wciąż pozostawał bierny. Nie szukał pracy, nie robił stażu, dniami i nocami.. siedział przy kompie. Byliśmy u mojej rodziny. Zero prywatności, 2 pokoje dla siebie, dorastające dziecko, chroniczny brak pieniędzy na papier do dupy i on w stercie kaw, pustych filiżanek, snickersow i dziurawych slipek.. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, ze to przejściowe życie wcale nie jest przejściowe, ze tka juz zawsze będzie, bo mu jest wygodnie. Przeraziło mnie to. Patrzyłam na ludzi wokół mnie-z dwójka dzieci, bez wykształcenia i z zazdrością stwierdzałam, ze oni żyją lepiej niż my! ! ! My, tacy wykształceni, tacy elokwentni, cacy, cacy..
                Poczałkowo myślałam, ze się przewidziałam i normalnie z nim rozmawiałam, pytałam, podpowiadałam, ale zbywał mnie czekaniem "na lepsze".. Mamy czekać, jeszcze nie teraz, za wcześnie, korzystajmy, jest dobrze i tak w kolo Macieja.. Nie wytrzymałam, gdy zaproszono nas na ślub, na którym on miał być świadkiem i nie miał pieniędzy żeby kupic sobie ubrania.. No bo skąd mógł te pieniądze mieć, skoro żadne nie pracowało, wszystko bylo z datków i nawet bez opląt mieszkaniowych i innych, ciągle nie było kasy!! Postawiłam ultimatum; masz znaleźć prace. W ogóle nie zareagował. Wtedy ja zaczęłam szukać, znalazłam przy pierwszym wysłaniu CV. W dalszej części dali mi umowę o prace, ciezko dla nich pracowałam, codziennie wstajac i dojeżdżając 40 minut do pracy, wamiwalm sobie, ze orbie to dla siebie, ze kasa jest potrzebna, ze inaczej zawsze będzie tka, jak jest, ze to ode mnie zalezy nasza przyslzoasc... W ostateczności stało sie tak, ze pieniadze dosyc szybko sie orzmnozyly i przez 4 lata wegetacji, ale juz wegetacji z praca i całkiem przyzwoitą sumką stać mnie bylo na kupienie kawalerki.. (rodzice tez pomogli) Do ktorej sie wyprowadziłam, jak tylko dostałam urlop, w środku mroźnej zimy. Śmieszne to bylo, bo go nie wpuściłam, trzepnęło mną, wniosłam o śmieszna kwotę alimentów do sadu. Kwotę dostałam, a on byl jeszcze wtedy u moich rodziców.. W tzw. międzyczasie nic sie nie ruszyło u niego z praca, tyle tylko ze siedział z dzieckiem, gdy ja po wykładach wracałam do domu i jechałam do pracy.. Odżyłam, ,gdy przestałam zbierać pieniądze na nas, a zaczęłam na nas, czyli siebie i dziecko..
                W tej chwili rośnie mu zadłużenie alimentacyjne, komornik regularnie odwiedza jego rodziców, a on mi na odczepnego wpłaca 50zl meisiecznie.. pracy nie podjął, bo jeszcze 'nie teraz', dziecko ma w tej chwili 8 lat..
    • 29.09.10, 23:31
      Jego żonie zrobiłaś przysługę bo pozbyła się dupka zanim było za późno.
      Natomiast Ty powinnaś kopnąć pana w tyłek, bo z tej mąki chleba nie będzie. Po co ci ktoś, kto cię nie szanuje i zdradza. Weź życie we własne ręce, młoda jesteś, masz dzieci więc masz dla kogo się starać. Spróbuj wynagrodzić bliskim krzywdy, a gdy odzyskasz szacunek do siebie to oni również zaczną cię szanować.
    • 30.09.10, 08:14
      Skoro nie chce odejść, decyzję podejmujesz ty.
      Macie wspólnotę majątkową? Czyj jest dom?
      Jeżeli wspólnota, a chcesz zostać w domu - połowa majątku do spłaty - średnio. Bo oczywiście można wykazać wkład własny wniesiony, etc. Zaczynasz od przemyślenia ruchów pod kątem finansowych - czyli jak głęboko możesz się udupić i ile średnio zajmie ci wyprostowanie tego. Generalnie wesele droga impreza - rozwód jeszcze droższa, szczególnie przy podziałach majątków.
      Na okoliczność waszego pożycia / jego zdrad masz dowody? Jeżeli masz dowody (nawet w postaci zeznań świadków), orzekaj o winie przy złożeniu pozwu. Jako powódka możesz tez rościć do pozwanego (przy pomyślnym wyroku0, ale zaznaczasz w pozwie składanym po raz pierwszy - zasądzenie kosztów procesu sądowego od pozwanego, również (jeśli decydujesz się na adwokata) zasądzenie kosztów pełnomocnictwa na twoją rzecz od pozwanego.
      Przy orzekaniu winy - grasz o alimenty na siebie, oprócz renty alimentacyjnej na dzieci. Co do alimentacji na byłego małżonka nie ma przy orzeczeniu winy tzw. rozpatrzenia czy tez uwarunkowania "pozostawania w niedostatku przez rozwód" - nie, już jest to nieaktualne. Nie musisz też być alimentowana przez okres 5 lat, ale i dłużej chyba, że wcześniej zmienisz ponownie stan cywilny.
      Zatem gra warta świeczki - wiąże się to z dłuższym procesem oraz praniem brudów. Alimentacja na dzieci przy zasądzeniu opieki nie jest tutaj żadną kwestią sporną. Rodzic nie pełniący opieki jest zobowiązany do renty alimentacyjnej na rzecz dzieci (ty oczywiście również). Zatem zostaje ustalenie wysokości takiej renty - i sąd wcale nie musi kierować się zasadą "pół na pół", ale zapewnieniem potrzeb dzieci. Zatem jeśli ponosisz duże koszty z utrzymaniem domu / lokalu oraz wszelkich mediów, zapewniających dzieciom byt NIE GORSZY
      niż w trakcie trwania małżeństwa to sąd zasadą "sprawiedliwego podziału renty na dziecko" się nie kieruje, ale "dobrem dziecka" - zmiana stanucywilnego rodzica nie może skutkowac szkodą na rzecz dziecka.

      Czy twój obecny mąż jest zameldowany w miejscu zamieszkania (waszym domu)?
      Czy rozmowa o krokach rozwodowych była przez ciebie podejmowana?
      Czy jesteś w stanie (obecnie) utrzymywać się samodzielnie, a w razie opuszczenia lokalu przez męża - możesz utrzymać dzieci?

      Czytając twoje doświadczenia w życiu ... chcę się sama ugryźć w język, ale stare przysłowie mówi "nie buduje się szczęścia na cudzej krzywdzie" - a od tego zaczęłaś. Faktem jest, że chyba była żona jest ci wdzięczna za uwolnienie od debila.
      --
      kobieta z jajami jest lepszym rozwiązaniem niż facet bez jaj
    • 30.09.10, 09:51
      Istotnie, popełniłaś wiele błędów i dobrze, że sobie z nich zdajesz sprawę. Ale dosyć już tego obwiniania się, pora stanąć na nogi.
      Przede wszystkim powinnaś wzmocnić swoją pozycję zawodową. Może skończyć jakieś kursy, studia podyplomowe, na pewno podjąć pracę niezależną od męża. Poczujesz się pewna, niezależna finansowo, łatwiej Ci będzie podjąć decyzję, co dalej z małżeństwem.
      Na studiach, w pracy poznasz nowych ludzi, zbudujesz krąg znajomych. Jesteś pewna, że nie da się odnowić żadnej z dawnych znajomości? Zastanów się nad tym.
      Rodzina- cóż, na razie sytuacja patowa, daj sobie spokój. Może zmienią zdanie, kiedy Ty zmienisz swoje życie i wówczas uda się coś w tych relacjach odbudować. Ale myślę, że to sprawa na później.
      A przeszłość typu pobicie przez brata zostaw za sobą- stało się, czasu nie cofniesz, a rozpamiętywanie tylko odbiera Ci energię.
      Pamiętaj, możemy Ci tu dać całą masę recept na przyszłe życie, ale najważniejsze jest to, żebyś zaczęła działać.
      • 30.09.10, 10:20
        mam dosc wszystkiego, z wesołej, ambitnej dziewczyny zmieniłam się w rozgoryczoną babe, wszystko widze w czarnych kolorach
        jak wyleczyc sie z pesymizmu, kiedy nie ma osób życzliwych?
        przeciez mam zdrowye dzieci, mam gdze mieszkac, co jesc a życie mnie meczy
        • 30.09.10, 10:24
          Mimo że jest ci ciężko to przestań się nad sobą użalać tylko bierz się do roboty!!!
          Masz powyżej dobre rady co robić. Wziać się w garść i wyłaź z bagna-bez użalania!!!
        • 30.09.10, 10:26
          samodzielnie z dziećmi. Barwy w jakich widzisz świat ulegną zmianie.
          --
          kobieta z jajami jest lepszym rozwiązaniem niż facet bez jaj
    • 03.10.10, 21:49
      Obecnie przeżywa Pani rozczarowanie mężem i swoją sytuacją, ponieważ zdaje się, że przestała być ona ekscytująca a stała się codzienna, zwykła. Mąż przestał być pragnącym i nienasyconym kochankiem, przez co widziany jest jako bierny. Tyle, że nie da się przeżyć życia na wysokim C.
      Można by Pani dać radę, nawet krok po kroku, gdyby wiedzieć czego Pani chce. Zachować związek ale pod warunkiem, że nadal będzie młodzieńczo powabny czy też się rozstać ale zdaje się, ze tej decyzji nie jest Pani w stanie podjąć. No i nadal nie wiadomo, co oznacza nowe życie i w czym ta nowość ma się przejawiać.
      Pierwszym krokiem zatem jest odpowiedź na pytanie co Pani chce i zaraz następne i zarazem podstawowe: czy jest Pani zdolna to, co Pani zaplanuje wykonać. Dopóki nie pozna Pani odpowiedzi na te pytania nawet najbardziej efektowne nasze pomysły będą nieefektywne. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 05.10.10, 08:52
        dziękuję PAni Agnieszko
        rzeczywiscie trafiłą PAni w sedno, nie wiem czego chcę czy ratować związek czy już jest tak źle, że nie ma o co walczyć
        co do bierności męża to nie miałam na myśli, braku uczuć jakie towarzyszą na początku zwiazku, ale ogólnie obojętny stosunek do naszej egzystencji, jemu jest wszystko jedno jak spędzamy czas czy pojedziemy gdzieś czy siedzimy w domu, najchętnniej nie rozmawiałby ze mną o naszych problemach, wszystko ucina w tonie: że nie ma sensu się rozstawać, bo on chce być z dziećmi (prawdopodobnie nie chce rozwalać kolejnej rodziny, nie chce mu się budować trzeciego domu), ale czy ja mam prawo podjąć taką decyzję?
    • 07.10.10, 16:55
      Nie chcę być wredna,ale tak kończą kobiety,które odbijają żoną mężów,na co liczyłaś że on będzie twoim księciem że Cię nie zdradzi i będzie zawsze kochał.Tak się składa że ja jestem w sytuacji żony zdradzonej i wiem,że kochanka mojego męża nie ułoży sobie z nim życia.
      • 07.10.10, 20:20
        dudunia22 napisała:
        > Nie chcę być wredna,ale tak kończą kobiety,które odbijają żoną mężów,na co licz
        > yłaś że on będzie twoim księciem że Cię nie zdradzi i będzie zawsze kochał.Tak
        > się składa że ja jestem w sytuacji żony zdradzonej i wiem,że kochanka mojego mę
        > ża nie ułoży sobie z nim życia.
        i też się cieszę że maż Cię zdradził
        napewno sobie zasłużyłaś na to co cię spotkało

        • 07.10.10, 21:04
          magnollia11 napisała:

          > dudunia22 napisała:
          > > Nie chcę być wredna,ale tak kończą kobiety,które odbijają żoną mężów,na c
          > o licz
          > > yłaś że on będzie twoim księciem że Cię nie zdradzi i będzie zawsze kocha
          > ł.Tak
          > > się składa że ja jestem w sytuacji żony zdradzonej i wiem,że kochanka moj
          > ego mę
          > > ża nie ułoży sobie z nim życia.
          > i też się cieszę że maż Cię zdradził
          > napewno sobie zasłużyłaś na to co cię spotkało "

          No prosze, a niektore panie uwazaja, ze nalezy glosowac na panie, bo wlasnie panie najlepiej rozumieja inne panie i chca ich dobra...hehe,pieko kobiet !!!
          • 07.10.10, 21:24
            też tak uważam, że jednak baby traca rozum jesli chodzi o chłopa (m.in. czego jestem przykładem)
            odpisała Pani zdradzonej żonie w takim samym tonie jak ona mi, bo smieszy mnie pretensja do kochanki (która "odbija męża"), przy ogólnym pominięciu misia
            ktoś tam wyzej też napisał ten tekst, który mam już przewłkowany o budowaniu szczęścia (przez rodzinę), być może też moja podświadomość sama dążyła do sytuacji w której teraz jestem, bo wszyscy w kółko to tak namiętnie powtarzali, że zaczęło się spełniać, jestem też przepełniona poczuciem winy i przekonaniem o cudownosci pierwszej żony mojego obecnego męza
            od samego początku tego związku miałam skrupuły (duży wpływ wychowania), ale jednak on tak zabiegał, ze uległam jego presji, o do tej żony zdradzonej, która w tej zdradzie zapomina o roli samego zainteresowanego ...

  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.