Chyba mam problem z soba... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • chyba mam potworny charakter, usposobienie? Nie wiem jak to nazwac. Mam wspaniale, w miare dostatnie zycie, cudowne dzieci, leniwego meza ( w sensie domowym oczywiscie)
    Mam totalnego fiola na punkcie czystosci, tzn nie odkazam wszystkiego, ale myje czesto, odkurzam takze, poleruje, wyblyszczam, skladam, patrze pod katem na podloge czy blyszczy...pytacie skad na to biore czas? mimo, ze pracuje zawodowo, to po pracy, przed praca, w kazdej wolnej chwili..Powiedzmy, ze moze nie bylby to duzy problem, bo mam przynajmniej zadbany dom, a mowimy o 260 m2, gdyby nie to, ze nie jestem w stanie zaakceptowac innych scenariuszy niz ja napisze. Ukladam sobie dzien po swojemu i jezeli zachowanie dzieci, lub inne plany meza mi go zniwecza to wpadam w furie, zle ich traktuje, chodze wsciekla, nie jestem w stanie opanowac gniewu..nie ma w moim zyciu miejsca na spontanicznosc...to smutne..
    Celowo napisalam o tej mojej manii czystosci, bo tak samo chcialabym miec w zyciu, a zycie, jak zycie, pisze rozne scenariusze, potrafie byc zla na synka, ze zachorowal, bo akurat mialam w planie np mycie okien..
    Kiedys sie tym szczycilam, ze taka super gospodyni jestem, teraz pod wplywem meza, ktory zaczal mi wytykac pewne kwestie zastanawiam sie czy aby nie mama jakiegos schorzenia, z powodu braku czasu na wlasne zyczenie praktycznie nie czytam ksiazek, nie ogladam telewizji, straszne...staram sie byc taka...perfekcyjna, ale czy mi to wychodzi? Grzeczna, uczesana, uprzejma, gdzie tkwi moj problem?Jak z tym walczyc?Moze mam jakas nerwice, jak nic nie robie to obgryzam skorki u paznokci...moze ktos poleci mi lagodny srodek uspokajajacy, persen, czy jakis inny bardziej skuteczny. Czy powinnam udac sie do specjalisty? jakiego? powinnam cos z tym zrobic bo niszcze siebie i rodzine...Bardzo prosze o pomoc...
    Pozdrawiam
    Aga
    • To jest problem, być może mniejszy dla Ciebie, niż dla dzieci. Życie z matką perfekcjonistką jest bardzo trudne, nic nigdy nie jest dobrze zrobione, mieszkanie nie jest domem, tylko muzeum. Moja przyjaciółka uciekła z takiego domu - powiedziała, ze nigdy nie była tam u siebie, mieszkała w bezosobowum hotelu zarzadzanym przez matkę.
      Myślę, że to jest jakaś forma nerwicy i obsesji, w dodatku nie umiesz się "wyluzować" i to nie w jednej, a w wielu dziedzinach. Sam fakt, ze zdajesz sobie z tego sprawę - to bardzo dobry początek. Myslę, ze powinnaś zrobić eksperyment i przestać sprżatac przez tydzień. Jeśli będziesz czula się źle, myślała tylko o sprzataniu, zaczniesz mieć dolegliwosci fizyczne - to znaczy, ze pora na specjalistę.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • No to pora na specjaliste, tylko jakiego?JAK ON MI POMOZE? bylam z synkiem w szpitalu i myslalam jaki tam w domu musi byc balagan, w czasie gdy zastapil mnie maz bieglam do domu, prysznic, prasowanie, przygotowywanie ubran dla starszego synka na lozeczku.
        To, ze zdaje sobie sprawe nie do konca znaczy ze chce to zmienic, lubie porzadek..chcialabym tylko, zeby to nie rzutowalo na nasze zycie, zebym umiala wyjsc z domu z dziecmi i zostawic balagan..Kiedys maz poprosil mnie zebysmy sobie zrobili swieto i grilowali caly dzien bez porzadkow, zgodzilam sie ale pod warunkiem, ze bedziemy caly czas na zewnatrz, zebym nie ogladala balaganu...na drugi dzien nadrobilam wszystko..Po imprezachu nas na 2-3 w nocy dom blyszczy a ja szczesliwa ide spac...(czasami odpuszczam ;-)
        moj syn starszy, ale jeszcze maly caly czas wytyka poza domem brud i chwali sie jak to u nas jest czysto i pachnaco....tez go zarazilam????
        • Zgadzam się z verdaną- czas na specjalistę. Moim zdaniem psychiatrę.
          • Ja zaczęłabym od psychologa, psychiatra tez pewnie będzie potrzebny.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • Z jednej strony to fioł, a z drugiej normalność.
            Masz do ogarnięcia 260m2, dwójkę dzieci, męża.
            Ja mam samego domu tylko 150m2 i nie starcza mi godzin w dobie by to w miarę ogarnąć! A nie lubię syfu natomiast bałagan (porozrzucane rzeczy) są dla mnie do przyjęcia. Mąż po pracy pomaga mi, ale nie naciskam go, bo przychodzi zmęczony. Wolę też by zadbał o sprawdzzenie lekcji, odpytanie syna czy pobycie z roczną córcią - to i dla mnie ulga po całym dniu i czas na odmianę - hue hue - i np. wypad do pralni, prasowalni, która znajduje się w naszej kotłowni;) Wówczas nadrabiam obowiązki domowe.
            Myślę, że te 260m2 jest nie do ogarnięcia i czas pomyśleć o wyskrobaniu grosza na sprzątającą - choć raz w tygodniu na cały dzień. Tym domem zrobiłaś sobie ku ku - tak jak mnie zrobił mój mąż, który chciał domu. Pewnych powierzni nie można już ogarniać w pojedynkę, to wykańczające i nierealne, no i frustrujące, bo nigdy nie jest tak czysto jak np. w 50m mieszkaniu.
            Bo szkoda życia na te syzyfowe domowe prace.

            A ty wpadnij w wir lepszych zainteresowań, takich które rozwijają wewnętrznie, chociażby książka.

            Faktycznie ciężko twoim domownikom z twoją pedanterią. Ale też warto konsekwentnie nauczyć ich sprzątania po sobie, sprzątania ich osobistych pokojów. Co 4 pary rąk to nie jedna.

            • No, tak fiol..ale udaje mi sie, powiem, ze mj dom sie bardzo dobrze sprzata, mam niewiele mebli, duzo garderob....problem ze sprzatajaca jest taki, ze jak ktos mi przyjdzie posprzatac to potem biegam po domu i sprawdzam jak jest zrobione i NIGDY nie jestem zadowolona :-( i sie denerwuje..chyba, ze bede szukac do skutku...
              Moze zaczne od udania sie do rodzinnego lekarza, przyjeciu cos na uspokojenie i probie zrelaksowania sie...
            • Do domu o takiej powierzchni bierze się sprzątaczkę. Po prostu. Nie widzę powodu dla którego domownicy mieliby spełniać wygórowane standardy matki/żony.
              Aha, irytuje mnie bałagan, zasadniczo sprzątam mieszkanie i nakazowo-rozdzielczo wydaję polecenia chłopu i dziecku, ale bez obsesji - nieposkładane pranie czy niezmyte garnki nie przyprawiają mnie o nerwicę.
        • Czas na psychiatrę. Nerwica natręctw, perfekcjonizm, nadmierna potrzeba kontroli otoczenia. Zrób coś ze sobą, bo mąż za parę lat trzaśnie drzwiami i odejdzie do flejowatej ale uśmiechniętej kobiety.
          • Boze, to az tak zle..no tak potrzeba kontroli, zgadza sie, wysylam sms do meza z przypominaczami...to zaczac od lekarza rodzinnego? Czy do poradni nie trzeba skierowania?
            Z tym mezem to racja, pojdzie do usmiechnietej brzydkiej fleji a wszyscy beda sie dziwic, taka ladna zgrabna zone zostawil..ot zawsze kij ma dwa konce...
            • Nie tylko mąż pójdzie, gorzej jeszcze to wplywa na dzieci, ktore albo zarazają się perfekcjonizmem, albo - częściej - z trudem radza sobie w sterylnie czystym domu i maja świadomość, ze i tak nie są w stanie zadowolić matki, chorej na perfekcjonizm. Poza tym ucza się wykonywania poleceń, dokładnie, sumiennie 9i nigdy dostatecznie dobrze), a nie uczą się decydowania i robienia po swojemu.

              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • Na Twoim miejscu odpuściłabym lekarza rodzinnego i pomaszerowałabym do psychiatry, nie trzeba mieć skierowania.
              • Verdana, o ile z domem idzie mi skladnie, to z dziecmi nie do konca..z nimi slabo sobie radze, nie chca mnie sluchac, za to czesto im mowie nie mam czasu musze posprzatac, smutne to, ale jest jak narkotyk, nawet jesli postanowie odpuscic to pojawia sie mysl, szybko to zrobie i bedzie z glowy i wymykam sie do porzadkow...
                Dobrze mi robi ta dyskusja..otwieram oczy coraz bardziej
            • Do psychiatry na NFZ nie potrzebujesz skierowania, psychologów na NFZ też znajdziesz tylko czasem trzeba poczekać na termin.
              Chcesz kompletnie ubezwłasnowolnić faceta?! Przestań traktować go jak nieprzytomnego idiotę, daj szansę, żeby zrobił coś bez Twojego przypominania, pouczeń i poprawek otaz Twojego dyktowania rytmu dnia i kolejności zajęć domowych. To, że jesteś ładna czy zgrabna ma trzeciorzędne znaczenie wobec tego, że życie z Tobą jest uciążliwe.
              • To prawda, jestem uciazliwa...chociaz maz czesto prosi mnie o poukladanie dnia jak ma sporo zalatwien i potrafie to zrobic i jest mi wdzieczny...
                • TERAZ jest Ci wdzięczny. Za parę lat z psim zachywtem w oczach odejdzie do bezradnej pani, która będzie mu mówiła "nie wiem, misiu, załatw/zrób/umów się jak uważasz" i bedzie przeszczęsliwy mogąc się wykazać inicjatywą i przedsiębiorczością.
                • Kieruj się zasadą: ważniejszy człowiek niż podłoga. Zawsze dostosowuj domowe obowiązki do planów wszytskich domowników. Wtedy będzie okej.

                  A tak swoją drogą: zapytaj ich, każdego osobno, co sądzą o twoim stosunku do sprzątania i jak widzą to by było fajnie. I co proponują, by było lepiej. Może zaproponują coś od siebie.
            • agatina, wiesz co mnie przekonało, że chyba powinnaś pójść na terapię? to, że piszesz że jesteś zła na dziecko, bo zachorowało właśnie wtedy, kiedy ty miałaś sprzątać... I z tego co dalej piszesz wynika, że dziecko jest w SZPITALU... więc to nie jest jakiś tam katar. Ty nie widzisz, jak wyglądają twoje priorytety w tej chwili?
    • Obejrzyj sobie 'Zony ze Stepford'.

      Moim zdaniem, to moze byc nerwica natrectw, bardzo mozliwe, ze skrywajaca cos duzo powazniejszego. Osoby, ktore maja obsesje sprzatania robia to, bo panicznie boja sie chaosu, spontanicznosci, nie potrafia przestac sie kontolowac.

      Proponuje eksperyment. Jak mowi verdana, nie sprzataj przez tydzien. Poza tym, nie planuj, oddaj planowanie na tydzien w rece meza.

      Widze,ze ta perspektywa Cie przeraza,bo juz sie asekurujesz piszac, ze jak ten specjalista ma Ci pomoc i ze wlasciwie to lubisz porzadek... Coz, jasne, ja tez lubie. Ale nie jest on sensem mojego zycia, a Twojego chyba tak, skoro zaniedbujesz wlasny rozwoj i ciagle tylko pucujesz...

      Takie porczywe kierowanie aktywnosci na zewnatrz czesto skrywa problem wewnatrz, od ktorego czlowiek ucieka. W zrozumieniu istoty rzeczy pomoze specjalista, nie forum. Psychoterapeuta przede wszystkim, bo psychiatra glownie zapisuje leki, a te czesto jedynie maskuja problem.

      Jesli nie zrobisz z tym nic, dzieci beda dorastac w hotelu, a maz, jak napisala triss, moze spotka kogos, kto bedzie mial wiecej do zaoferowania niz lsniace podlogi.

      Zachowaniem syna ja bym sie osobiscie martwila.



      • Ja się od razu zastrzegam, że też lubię porządek. Ale nie zrezygnuję z kina/muzeum/spaceru tylko po to, żeby już natychmiast umyć podłogę. Są czynności, które zwalam na faceta i dopóki nie zrobi to będzie leżało/stało na środku - ja nie dotknę.
      • Moze ktos mi doradzi takowego w Krakowie?
        • W Krakowie nie znam, ale spróbuj poszukać niepublicznych poradni, które mają kontrakt z NFZ.
          • cos znalazlam, prywatnie, tym razem to ja porozmaiwam z mezem co o tym mysli...
            chociaz moj maz tez jest niezly, wypomnial mi parapety zewnetrzne brudne, ze brzydko wygladaja...tez sie do porzadku przyzwyczail...
            • Wtedy należy powiedzieć "brudne? aaa to umyj jeśli ci przeszkadzają".
            • Jezeli masz kasę na prywatną terapię, to polecam ci gorąco terapeutów pracujących metodą ericksonowską. Pracują szybko, skutecznie, mają doskonałe narzędzia, w które cię wyposażą, żebyś sobie sama dalej umiała radzić. Często pracują z pacjentem w leciutkiej hipnozie (tzn nie usypiają tylko wprowadzają w jakby stan relaksacji) - to jest rewelacja, w porównaniu z klasyczną terapią to jest taka różnica, jak poród ze znieczuleniem i bez :) - sprawdziłam, polecam. Efekty będziesz miała znacznie szybciej i znacznie bardziej trwałe, niż przy terapii opartej na gadaniu, a przy okazji parę innych zaległych i zabagnionych problemów też się uporządkuje.

              Tutaj są kontakty z Krakowa ze strony Instytutu Ericksonowskiego:

              Bożena Hanik
              Kraków tel. (12) 411-83-25
              specjalista psycholog kliniczny, psychoterapueta (Polskie Towarzystwo Psychiatryczne).
              Zakres usług: terapia pacjentów z nerwicami, lękowo-depresyjnych, par małżeńskich.

              Hanna Porzonna
              Kraków tel. (12) 268-14-72
              psychoterapueta.
              Zakres usług: terapia pacjentów z zaburzeniami nerwicowymi, lękowo-depresyjnymi i osobowości.
              --
              Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
    • A nie jesteś czasem doroslym dzieckiem alkoholika? Ta koniecznosc kontroli, ułożonego schematu dnia, zlosc w razie odstępstw, koniecznosc maniakalna sprzątania...
      • Moj ojciec mial czas, ze pil sporo, ale nie codziennie, moze? Mial taki okres kilku lat...Moze problemem jest to, ze moja mama tak o dom nie dbala (z racji braku czasu i niecheci), wiec ja od najmlodszych lat pucowalam jak moglam...
        • a ze nie codziennie to nic nie znaczy. Ja tu widze temat do pracy nad sobą. A jesli pucowalas dom od najmlodszych lat, to pewnie po to zeby przypodobac sie mamie lub tacie - z jakichs przyczyn szukalas ich akceptacji, której pewnie nie dawali.
    • Kiedyś miałam podobnie, nie dość że porządek musiał być to wszystko w moim życiu musiało być zaplanowane, psycholog uświadomił mi że spowodowane jest to lękiem przed utratą kontroli, czyli dopóki kontroluję sytuację jest ok, a jeśli jest inaczej niż po mojej myśli wpadam w popłoch, szał, depresję...różnie może być. Teraz już dałam na luz i zrozumiałam że to nie o porządek w domu chodzi:) Dalej wk....a mnie bałagan ale jest ze mną dużo lepiej.
      • Lubię porządek i czysty dom, ale opis tego, jak temu wszystko podporządkowujesz aż mnie przeraził, jak inni- doradzam jednak lekarza. Bo szkoda twojej rodziny: co będzie miała im do zaoferowania matka, która mówi dzieciom: nie mam czasu, bo muszę sprzątać? Po jakimś czasie mopa domowego nikt nie szanuje, chociaż czystość zacznie uważać się za oczywistość. Chcesz być sprowadzona przez swoich bliskich do mopa?
        Myślę, że nie dasz rady, aby nie sprzątać tydzień, to byłoby dla ciebie jak zespół odstawienia u narkomana, ale spróbuj nie pucować domu przez dwa dni.
        • Wyhaftuj sobie wielkimi literami makatke i powies nad lozkiem:

          "Jeszcze nigdy zaden czlowiek nie powiedzial: Mialem takie piekne dziecinstwo - okna w domu byly stale umyte!"

          Mnie to dobrze zrobilo. Troche checi kontroli mozesz skanalizowac w planowanie czasu z dziecmi (i to niekoniecznie musi byc planowanie na szytwno, typu poniedzialek-basen, wtorek-wyklejanki, sobota-fortepian). Ja lubie wyszukiwac wieczorem co by tu jeszcze mozna zrobic z rodzina, zapisuje sobie co gdzie jak kiedy i za ile i potem razem wybieramy, w zaleznosci od checi, pgoody, ilosci kasy w kieszeni, etc. Taka nieszkodliwa fobia, kanalizuje potrzebe planowania i kontroli, a reszta domownikow bardzo lubi sobie w moich notatkach pogrzebac ;)

          Zbieram tez opisy zabaw z dziecmi, rzeczy, prac plastycznych i recznych, etc. Nie zajmuje to zbyt wiele czasu, a jest pod reka jak sie ma ochote i animuje do spedzania czasu z dzieckiem, bo nabiera sie ochoty na takie zabawy.

          Natomiast jesli chodzi o manie sprzatania, to zgadzam sie z verdana i reszta, nie wyglada na to, zebys potrafila poradzic sobie z tym sama.
    • Psycholog kliniczny. Nie lekarz rodzinny, bo ten rpzepisze piguly, ktore jedynie zamaskuja problem, a od ktorych mzoesz sie uzaleznic.

      Psycholog kliniczny postawi diagnoze, jesli to cos wymagajacego konsultacji psychiatrycznej, skieruje Cie do psychiatry.

      Natomiast przy takich zaburzeniach jak Twoje, psychoterapia jest kluczowa.

      I owszem, picie Twojego ojca ma tu jak najbardziej cos do rzeczy. Po prostu nie ufasz nikomu, ani mezowi ani dzieciom. Czujesz (podwiadmie),ze jesli sama wszystkiego nie ogarniesz, to nikt nic nie zrobi albo zrobi INACZEJ niz Ty.

      Uwazaj, bo tacy 'wdzieczni' mezowie zazwyczaj po kilku latach malzenstwa wykrzykuja zonie swoje frustracje w najmniej odpoiednim momencie. Dzieci sie od Ciebie odseparuja emocjonalnie, bo sama przyznajesz,ze nie dajesz sobie z nimi rady. Pomysl,co one czuja, skoro wypucowana podloga jest dla Ciebie wazniejsza niz ludzka istota.

      Mysle, ze tym sprzataniem gwarantujesz sobie brak bliskosci, bo tak naprawde nie potrafisz sie do nikogo emocjonalnie zblizyc, bo to wymaga odsloniecia sie.

      Tak,czy inaczej - psycholog na mus. Wiem,ze wolalabys lekarza rodzinnego,ale naprawde to moze nie wystarczyc.
      • Pokazalam Twoj post kolezance, ktora ma podobny problem do Twojego. Z tym,ze ona 'zaspala' i na terapie poszla,jak ja maz zostawil. Maz nie znalazl sobie nikogo innego, po prostu wolal zamieszkac sam niz z nia!

        (Maz tez byl na poczatku wdzieczny, przynajmniej ona tak mowi, ja nie wiem, bo kolezanka jest sporo ode mnie starsza. )

        Dzieci jak dorosly to nazwaly ja 'lodowka' albo 'krolowa sniegu'. Syn w wieku 18 lat zamieszkal z rodzicami dziewczyny (sa razem do dzis a to juz 6 lat) i byl zdziwiony, ze owi rodzice nie zrugali mlodszego brata dziewczyny (wtedy 7 lat) jak narobil balaganu na swoim przyjeciu urodzinowym. W ogole sie dziwil,ze maly mogl zaprosic inne dzieci i balaganic razem z nimi.

        Corka jest starsza, ma meza i z matka nie utrzymuje kontaktu. Wiem tylko,ze chodzi na terapie, bo ma problemy z bliskoscia spowodowane tym, jak ja matka traktowala (chlodno i na zasadzie 'nie dotykac' 'nie wachac' 'nie wolno' 'bo sie brudzisz' - niczego jej nie bylo wolno). Nie czula sie przez matke kochana.

        Nie zycze Ci takiego scenariusza, jest dosc ekstremalny. Ale naprawde, warto zastanowic sie nad dobrym psychoterapeuta.
    • Moim skromnym zdaniem na 90% jesteś DDA, czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika

      Masz wszystkie klasyczne objawy łącznie z pedanterią; na poczatek polecam Ci spotkanie z psychologiem, niekoniecznie z psychiatrą; choć może i on być potrzebny, bo jak pozbawisz się skorupki, która pozwala Ci na nie kontaktowanie się z Twoimi emocjami, to objawy mogą Ci się nasilić.

      Przypominasz mi znajomą - która po powrocie z pracy pada w płaszczu na kolana, zeby obejrzeć podłogę, czy podczas jej nieobecności nie pojawiły się nowe ryski
      • doctor.no.1 napisała:

        > Moim skromnym zdaniem na 90% jesteś DDA, czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika

        A moim zdaniem ty sama doctor number one masz ten syndrom lub jakis inny dowolny - ktory projektujesz na otoczenie, bo taka jest wlasciwosc posiadaczy wszelkich syndromow.

        • menodo napisała:

          > doctor.no.1 napisała:
          >
          > > Moim skromnym zdaniem na 90% jesteś DDA, czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika
          >
          > A moim zdaniem ty sama doctor number one masz ten syndrom lub jakis inny dowoln
          > y - ktory projektujesz na otoczenie, bo taka jest wlasciwosc posiadaczy wszelk
          > ich syndromow.
          >

          Widzę, że nie masz nic szczególnie odkrywczego do odpowiedzenia autorce postu, więc z jakiegoś powodu czepnęłaś się akurat mojego nicka mendo?
          • Nie czytałam całego wątku, więc może się powtórzy. Ja jestem dzieckiem pedantki perfekcjonistki. Już pominę, że w domu zawsze było źle, niedokładnie i poprawiała, bo to sama pisałaś, że tak robisz.
            Mam 7dmio miesięczną córcię - jej pierwsza wnuczka. Najukochańsza i najcudniejsza dla niej - tak mówi. Jednak odwiedzając nas zamiast się z nią bawić i spędzać czas sprząta u nas w mieszkaniu, bo "chce mi pomóc". Uważa, że jest brudno, choć nie jest. Ja po prostu uważam, że nie trzeba codziennie myć podłogi w łazience i okien co miesiąc. Generalnie przez swój pedantyzm bardzo wiele rzeczy ją w życiu ominęło, bardzo mi przykro, ale jej tak dobrze...

          • > Widzę, że nie masz nic szczególnie odkrywczego do odpowiedzenia autorce postu,
            > więc z jakiegoś powodu czepnęłaś się akurat mojego nicka mendo? "

            twoj nick jest wysoce pretensjonalny, wiec nie dziw sie, ze od czasu ktos sie go czepnie, zwlaszcza ze zawartosc merytoryczna twoich 'doktorskich' postow jest zenujaco stereotypowa.

            Wiele sensownych odpowiedzi udzielono autorce postu, nie mam nic do dodania poza tym, by unikala wszelkich tobie podobnych 'doktorkow', ktorzy chcieliby wcisnac ja w jakis "syndrom".

    • Dla mnie wyglada to na obsessive-compulsive disorder-chyba to bedzie nerwica natrectw po polsku. W kazdym razie SAMO NIE PRZEJDZIE! Powinnas pojsc do lekarza. Zanim stracisz rodzine...
      • A wszystkie te zaawansowane diagnozy ciężkich zaburzeń, nerwic i węszczenie traum z domu rodzinnego mogą się okazać warte funta kłaków, jeżeli kobita ma po prostu lekkie cechy ze spektrum autystycznego i zachowuje się jak każdy normalny Asperger :D :D :D
        --
        Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
        • Nie, normalny Asperger nie musi obsesyjnie sprzatać.
          I ZA to oczywiscie nie jest diagnoza...
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • verdana napisała:

            > Nie, normalny Asperger nie musi obsesyjnie sprzatać.
            > I ZA to oczywiscie nie jest diagnoza..."

            pewnie, ze nie musi, ale moze. Tak samo jak DDA. I wiele innych "zespolow".


            • Perfekcjonizm, nerwica. To nic zlego, mozna to zminimalizowac (krotka terapia/ srodki/ zmiana stylu zycia). W mojej rodzinie byl taki przypadek. Osoba miala tak przez dlugie lata. Czasem az do chorej przesady (reklamowki ulozone w kostke wg koloru). Rozmylo sie, kiedy nagle miala baardzo duzo obowiazkow poza domem+ ponowny (wczesniej mieszkala sama). Aha jestem w zazylych kontaktach z doroslym juz synem tej kobiety (jej obsesia przypadka na jego dziecinstwo+ nascie). Jest czysty, mieszkanie zawsze schludne, ale bez przesady. Wiec fiol na punkcie czytosci u dzieci nie jest przesadzony.
          • Normalny Asperger może mieć potrzebę kontroli świata poprzez ład, porządek i rytuały oraz dostawać schizy, kiedy ktoś lub coś zaburzy mu jego plany i rutynę albo zrobi coś inaczej, niż przewidują procedury (np. pani do sprzątania inaczej złoży ręczniki). Jak również może nie móc zasnąć w tym samym pomieszczeniu, gdzie wisi krzywo obraz na ścianie.

            Pracowałam kiedyś z takim - nie miał diagnozy, nie miał nerwicy natręctw, funkcjonował doskonale, był ciut autystyczny, bardzo regulaminowy i był typem, który na każdy papierek musiał mieć osobny, opisany segregator, był mistrzem w tworzeniu procedur, a jak ktoś w pokoju postawił sobie kubek z kawą przy kompie i nie dotykał go dłużej, niż minutę, to zabierał mu ukradkiem kubek i stawiał na Miejscu Przeznaczonym Na Brudne Kubki. Jego biurko i mieszkanie lśniło tak, jak u autorki wątku, bo inaczej nie mógł żyć - w sensie zupełnie fizjologicznym. Był przy tym przemiłym, bardzo inteligentnym człowiekiem bez żadnych traum z dzieciństwa. Takie miał po prostu oprogramowanie. Tylko trening behawioralny mógłby go uwolnić, gdyby czuł potrzebę uwolnienia się.

            --
            Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
            • "„nie jestem w stanie zaakceptowac innych scenariuszy niz ja napisze. Ukladam sobie dzien po swojemu i jezeli zachowanie dzieci, lub inne plany meza mi go zniwecza to wpadam w furie, zle ich traktuje, chodze wsciekla, nie jestem w stanie opanowac gniewu..nie ma w moim zyciu miejsca na spontanicznosc...”

              Plus to, że miała tak od dzieciństwa.

              Takie zdanie może napisać zarówno osoba z zaburzeniami o-k, jak i osoba z cechami ze spektrum autystycznego.

              A że historia w domu rodzinnym jest nie do końca klarowna, to jeszcze nie oznacza, że jest jedyną przyczyną takich zachowań i potrzeb.

              --
              Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
            • Raczej mi to wyglada na OCD.

              Tu masz kryteria diagnostyczne Aspergera wg. Gilbertow:

              1. zaburzenia interakcji społecznej, nieumiejętność lub brak chęci współpracy w grupie,

              2. zaburzenia mowy i języka (opóźniony rozwój, powierzchownie perfekcyjny język ekspresyjny, sztywna i pedantyczna mowa, nietypowa prozodia i charakterystyka głosu,

              3. uszkodzenie zdolności rozumienia języka - przede wszystkim znaczeń przenośnych i ukrytych)

              4. Zawężone, specjalistyczne zainteresowania, połączone czasem z obsesyjnym zainteresowaniem jedną dziedziną,

              5. zachowania powtarzalne, rutynowe, niezmienne

              6. trudności w komunikacji niewerbalnej (ograniczone gesty, skąpa ekspresja twarzy, dystans fizyczny, zachwianie rozumienia bliskości do innej osoby, kłopoty z kontaktem wzrokowym)

              7. niezdarność ruchowa (nie zawsze)

              Jak widzisz nie ma mowy o sprzataniu ani ladzie. Rutyna dotyczy bardziej picia herbaty w tym samym kubku przez 20 lat i paniki gdy kubek sie zbije.
    • A ja myślałam, że mam przerąbane:) bo mam w domu pedanta... ale on jest o lata świetlne za tobą. Aż takich jazd nie ma, bo dawno by mnie tu nie było. Ale wierz mi - jest to ciężkie doświadczenie dla rodziny, i każda normalna osoba wcześniej czy później będzie chciała z takiego domu uciec.

      To jest potrzeba kontroli, wynikająca z jakichś nieuświadomionych lęków czy kompleksów, i nie da się tego rozwiązać persenem ani proszkami, ale tylko i wyłącznie terapią. Poszukaj specjalisty, zanim zniszczysz dzieciństwo swoim dzieciom i rozwalisz małżeństwo.
    • Cytując psychologa: "Jak ktoś ma bałagan w środku, to chce mieć porządek wokół siebie".
      W pełni się z tym zgadzam i przychylam do opinii forumek doradzających wizytę u psychologa.
      • A psycholog zdefiniował "bałagan w środku"?
        Bo pewnych rodzajów bałaganu w środku się nie leczy, tylko się z nimi rodzi i utrzymywanie porządku naokoło jest całkiem zdrową strategią przetrwania dla jednostek nadreaktywnych na przykład.
        --
        Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
        • Być moze dla tych jednostek tak - o ile są samotne. Natomiast dla ich rodziny takie obsesyjne sprzatanie, kosztem np. czasu dla dzieci to koszmar. Można uznać, ze skoro najwazniejsze w życiu jest sprzatanie i planowanie - to tak ma być, ale wtedy nie nalezy zakladać rodziny. A jeśli się już ja ma, to starać się, aby rodzina też mogla zyć...
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • Ja jako rodzina chłopaka z ZA, uważam jego zachowania za upierdliwe, ale rozumiem także, że są mu potrzebne. Na tym polega rodzina.
            No i jeszcze jest sławetne "widziały gały, co brały" w odniesieniu do męża.

            Kwestia zasadnicza jest taka, czy problem jest natury nabytej (i można go korygować psychoterapią), czy też "ten typ tak ma" i rodzina powinna pomóc w adaptacji tak, aby wszyscy dali radę żyć.

            A jeśli się już ja ma, to starać się, ab
            > y rodzina też mogla zyć...

            Traktowanie zarówno jednego jak i drugiego w kategoriach złej woli czy lenistwa albo egoizmu jest obrzydliwe, jak dla mnie.
            Ona jest członkiem tej rodziny, a nie matką założycielką, która jako jedyna odpowiada za dobrostan wszystkich podopiecznych włącznie z mężem a sama może się najwyżej powiesić, jak jej się nie podoba.

            --
            Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
            • Coz, maz moze i wiedzial, natomiast dzieci sie na swiat nie prosily i najprawdopodobniej beda mialy trudnosci z zaakceptowaniem sytuacji.

              To nie jest zadne 'ten typ tak ma' tylko zachowanie kompulsywne byc moze skrywajace wiekszy problem. Innymi slowy jest to UZALEZNIENIE i nalezaloby sie temu przyjrzec blizej wraz z psychologiem, najlepiej klinicznym.

              Jesli autorka napisalaby,ze woli isc na kielicha zamiast zajmowac sie dziecmi, to reakcje bylyby inne. Widac natomiast, ze sprzatanie jest dla niej wazne tak samo jak alkohol dla alkoholika, komputer dla uzaleznionego itp.
              • > To nie jest zadne 'ten typ tak ma' tylko zachowanie kompulsywne byc moze skrywa
                > jace wiekszy problem. Innymi slowy jest to UZALEZNIENIE i nalezaloby sie temu p
                > rzyjrzec blizej wraz z psychologiem, najlepiej klinicznym.

                Eastern, a czy możesz zdradzić, na jakiej podstawie opierasz tak kategoryczną diagnozę?
                Umieram z ciekawości.
                --
                Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                • Moge sie jedynie kierowac tym, co napisala Autorka watku. A napisala, dosc yraznie, ze nie moze wytrzymac bez sprzatania, ze zaniedbuje dzieci, bo sprzatanie jest wazniejsze i daje jej wiecej satysfakcji (to wazne) niz dzieci, z dziecmi idzie jej 'nie za dobrze'. Oraz,ze ma nadmierna potrzebe kontrolowania.

                  Sprzatanie i kontola sa zrodlem satysfakcji wiekszym niz wszystko inne,z dziecmi wlacznie.

                  Ja nie stawiam diagnozy, bo nie jestem lekarzem, poza tym, glupota byloby diagnozowanie na forum. Ale opisane zachowania jednoznacznie swiadcza, ze sprzatanie i kontrolowanie nosza znamiona czynnosci kompulsywnych.

                  Dlatego wazam,ze warto sie skonsultowac ze specjalista, ktory pomoze ocenic, na ile sytuacja jest powazna.
                  • a czy równie szczegółowo zapoznałaś się z opisem zachowań ze spektrum autyzmu u kobiet?
                    Bo ja sama napisałam, że to może być albo to, albo to (bo o jednym wspomnieli wszyscy, zaś o drugim tylko ja). Ty zaś twierdzisz, że nie mam racji, zatem pytam, na jakiej podstawie wykluczasz to drugie.
                    --
                    Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                    • Ja niczego nie wykluczam, natomiast spektrum autystyczne jest szerokie i nie wylkucza innych zaburzen.

                      Autyzm nie pojawia sie nagle i bez przyczyny. Mysle,ze objawy sa juz od dziecinstwa. Znam osoby (dorosle) z autyzmem oraz osoby z syndromem Aspergera i wspolna cecha jest to, ze objawy mieli te same juz od dziecinstwa. Tak mi moje doswiadczenie i wiedza podpowiada.

                      Autorka ma meza i dwojke dzieci, wiec trudno Jej przypisac jakis obsesyjny lek przez interakcja spoleczna i gleboka niechec do zmian. Nic nie pisze tez, ze sniadanie musi byc o okreslonej godzinie a mleko w okreslonym kubku.

                      Troche przerysowuje, ale mam wrazenie,ze dla Autorki liczy sie konkretna czynnosc sprzatania i sprawowania kontoli i poza tym nie wykazuje ona zachowan autystycznych.

                      Mam wrazenie,ze usilujesz dokonac diagnozy Autorki na forum. Nerwica, DDA, osobowosc anankastyczna sa wg Ciebie bledne, ale autyzm juz prawdopodobny.

                      Nie zgadzam sie z tym. Uwazam,ze ten sam objaw moze byc manifestacja roznych zaburzen i bez wizyty u specjalisty sie nie obejdzie, bo jedynie on/ona moze prawidlowo ocenic sytuacje w bezposrednim kontakcie z Autorka. Dlatego uwazam,ze to dobry pomysl.

                      Natomiast moje posty mialy na celu uzmyslowienie faktu, ze takie kompulsywne zachowania sa czesto manifestacja czegos powazniejszego.
                      • > Ja niczego nie wykluczam, natomiast spektrum autystyczne jest szerokie i nie wy
                        > lkucza innych zaburzen.

                        Napisałaś, że to nie jest spektrum autystyczne, tylko o-k :) a resztę tego zdania przepisałaś po mnie :)

                        > Autyzm nie pojawia sie nagle i bez przyczyny. Mysle,ze objawy sa juz od dziecin
                        > stwa. Znam osoby (dorosle) z autyzmem oraz osoby z syndromem Aspergera i wspoln
                        > a cecha jest to, ze objawy mieli te same juz od dziecinstwa. Tak mi moje doswia
                        > dczenie i wiedza podpowiada.

                        No to się mylisz. Zwłaszcza, że ja nie piszę o autyźmie, ani nawet o ZA, tylko o cechach ze spektrum. Połowa mojej rodziny je ma. Ja również. Wszyscy maja się dobrze, żyją, pracują, mają rodziny, tylko są upierdliwi. Jedyny mój syn ma zdiagnozowane ZA, ale u niego było to znacznie bardziej wyraźne i był powód do diagnozy, bo były kłopoty w szkole.

                        > Autorka ma meza i dwojke dzieci, wiec trudno Jej przypisac jakis obsesyjny lek
                        > przez interakcja spoleczna i gleboka niechec do zmian. Nic nie pisze tez, ze sn
                        > iadanie musi byc o okreslonej godzinie a mleko w okreslonym kubku.

                        Mój syn z ZA też nie musi mieć śniadania o określonej godzinie ani mleka w określonym kubku. Czy to znaczy, że jego diagnoza jest błędna?

                        Natomiast na najmniejszą zmianę planów reaguje tak, jak autorka wątku.

                        > Troche przerysowuje, ale mam wrazenie,ze dla Autorki liczy sie konkretna czynno
                        > sc sprzatania i sprawowania kontoli.

                        Dla mojego syna przez wiele lat liczyły się tylko pociągi i wszystko, co związane z komunikacją kolejową.

                        i poza tym nie wykazuje ona zachowan autyst
                        > ycznych.

                        A skąd to wiesz? I jakie zachowania masz konkretnie na myśli? Wiesz, co to znaczy "posiadać cechy" a nie "posiadać zespół cech"? To znaczy, że zespół cech to są "czarne oczy, śniada karnacja i ciemne oczy" = rasowy brunet, zaś cecha to są czarne włosy (i np. niebieskie oczy) = osoba o ciemnych włosach i niebieskich oczach.

                        > Mam wrazenie,ze usilujesz dokonac diagnozy Autorki na forum. Nerwica, DDA, osob
                        > owosc anankastyczna sa wg Ciebie bledne, ale autyzm juz prawdopodobny.

                        Aha, czyli wszyscy, którzy napisali "masz nerwicę natręctw" nie dokonują diagnozy na forum :)
                        I nie przekręcaj moich słów, wyraźnie napisałam, że a/ może to nie być nerwica natręctw, b/wskaż mi, gdzie napisałam, że prawdopodobny jest autyzm. Dla mnie autyzm to jest konkretna jednostka i dość ciężkie zaburzenie, nie wiem, jak dla ciebie.

                        > Nie zgadzam sie z tym. Uwazam,ze ten sam objaw moze byc manifestacja roznych za
                        > burzen

                        yyyyyyy. poziom abstrakcji zaczyna mnie przerastać. Ja piszę, że te objawy mogą być manifestacją także innych zaburzeń, niż nerwica natręctw, a ty się nie zgadzasz, bo te same objawy mogą być manifestacją innych zaburzeń? chyba wymiękam...

                        > Natomiast moje posty mialy na celu uzmyslowienie faktu, ze takie kompulsywne z
                        > achowania sa czesto manifestacja czegos powazniejszego.

                        ... o czym wie każdy domorosły psycholog na forum. Moje posty zaś miały na celu uzmysłowienie faktu, że CZĘSTO nie oznacza ZAWSZE i mogą być równie dobrze objawem czegoś dużo prostszego.
                        --
                        Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
            • falka32 napisała:

              > Kwestia zasadnicza jest taka, czy problem jest natury nabytej (i można go koryg
              > ować psychoterapią), czy też "ten typ tak ma" i rodzina powinna pomóc w adaptac
              > ji tak, aby wszyscy dali radę żyć.

              Niezależnie od wariantu - sprawa rozbija się o to, że sam zainteresowany TEŻ musi się nagiąć, "żeby wszyscy dali radę żyć". Tymczasem autorka pisze wyraźnie, że ona dostaje furii przy każdym odstępstwie od "jej" wizji. I tego nie można skwitować "ten typ tak ma" i zostawić odłogiem. Pomóc można komuś, świadomemu tego, że coś nie gra - a wierz mi nie każdy problem dostrzega.

              Mogę rozumieć, że ktoś lubi i potrzebuje - ale nie przejdę do porządku nad faktem, że zatruwa tym życie innym. Klucz w zrozumieniu przyczyn i przyznaniu, że jest to problem. A przecież w ogólnej opinii umiłowanie porządku to zaleta, więc taka osoba ma przekonanie, że to ona ma rację i neguje odczucia innych.... Zresztą - nie chodzi o rację, ale o wypracowanie w miarę znośnej koegzystencji pod jednym dachem.
              • Zgadzam sie. Tu nie chodzi o to,ze Autorka watku sprzata, ale o to, ze jest to czynnosc przymusowa, niemal magiczna, ma znaczenie rytualu od ktorego odstepstwo powoduje lek i napad zlosci.

                Znam sporo osob, ktorych mieszkania lsnia, ale zadna z nich nie zlosci sie na aprtnera albo dzieci, bo mialy czelnosc wyrazic spontaniczna chcec zrobienia czegos innego niz zaplanowala mama/zona.

                Negatywne emocje w stosunku do dziecka, bo zachorowalo, a Autorka zaplanowala sprzatanie sa wyrazem tego, ze byc moze w systemie wartosci Autorki sprzatanie jest najwazniejsze. A to moze byc sygnal czegos niepokojacego i warto to skonsultowac ze specjalista.

              • Pomóc można komuś, świadomemu te
                > go, że coś nie gra - a wierz mi nie każdy problem dostrzega.

                burza, czy my czytamy ten sam wątek? Bo ja czytam wątek dziewczyny, która zaczyna od tego, że ma ogromny problem, że męczy się z tego powodu zarówno ona jak i jej rodzina i pyta, co z tym zrobić.

                >
                > Mogę rozumieć, że ktoś lubi i potrzebuje - ale nie przejdę do porządku nad fakt
                > em, że zatruwa tym życie innym.

                Ja przeżyłam 11 lat ze swoim synem, rozumując w ten sposób i słysząc to samo od całego otoczenia. Aż trafiłam na temat ZA i nagle zrozumiałam swojego syna i co nim kieruje. Do tej pory mam moralniaka za to, jakie akcje wychowawcze mu urządzałam, żeby zrozumiał, że ma się zachowywać inaczej - i ile go to kosztowało.
                Ukryte niepełnosprawności dlatego nazywają się ukryte, że nie widać ich na zewnątrz i wiele osób może przeżyć całe życie, nigdy nie będąc zdiagnozowanym i nigdy nie dowiedziawszy się, czemu tak bardzo nienawidzą żyć i czemu wszyscy się na nich wściekają. Doszukując się skomplikowanych teorii na temat wpływu rodziny, swojego egoizmu, czegoś tam, czegośtam, zamiast dotrzeć do prostej prawdy, że nadmiar bodźców lub chaos powoduje u nich wręcz fizyczny ból i utratę kontroli nad sobą i dzieje się to na poziomie czysto organicznym, zatem żadne wyprostowanie relacji z rodzicami niestety tutaj nie pomoże. I taka osoba różni się tym od ciebie, że w otoczeniu nieuporządkowanych rzeczy albo przy zmianie planów czuje się tak samo, jak ty byś się czuła mieszkając całe życie metr od głośników w środku tłumu na nieustającym Openerze. I na ogół nie wie, dlaczego tak się czuje, bo nikt oprócz niej się tak nie czuje i nikt tego łomotu nie słyszy a jej prośby o ściszenie są traktowane jako upierdliwe zatruwanie życia innym, bo komu to przeszkadza, nikomu przecież, tylko jej, to niech ona coś ze sobą zrobi. I w tym momencie upierdliwe sprzątanie i obsesyjne trzymanie się rutyny jest oczywiście objawem ucieczkowym i obronnym, ale nie przed skomplikowanymi labiryntami własnej psychiki, tylko przed zupełnie fizyczną nadwrażliwością układu nerwowego. A wygląda na zewnątrz, ups, tak samo.

                I zaznaczam - ja nie twierdzę, że autorka wątku tak ma. Ja mówię, że z jej postów wyczytałam, że może to mieć z takim samym prawdopodobieństwem, jak nerwicę. A może mieć i jedno i drugie, bo ludzie z cechami autystycznymi mają bardzo często dodatkowo nerwicę na tle takim, że czują, że swoją osobą zatruwają życie innym i nie są w stanie pomimo najlepszych chęci dostosować się do wymagań otoczenia inaczej, niż swoim ogromnym kosztem. I dlatego uważam, że powinna o tym również wiedzieć, że jest także taka możliwość. Co nie oznacza spoczęcia na laurach, ale na przykład oznacza brak konieczności spędzenia 5 lat na kozetce bez widocznych efektów i uznania się na koniec za wariatkę. Dla rodziny również oznacza to, że mają członka specjalnej troski i muszą z tym żyć, zamiast się obrażac i wytykać jej, że zwariowała i niech coś z tym zrobi.

                A przecież w ogólnej opinii umiłowanie porządku to zaleta, więc
                > taka osoba ma przekonanie, że to ona ma rację i neguje odczucia innych....

                Po pierwsze, nie widzę, gdzie autorka wątku neguje odczucia innych. Po drugie, właśnie w tym, co napisałaś, tkwi także klucz do tego, czemu takie osoby mogą nigdy nie zostać prawidłowo zdiagnozowane. Ponieważ ich zachowania na ogół są z kategorii "pożądane", tylko przegięte. Kto będzie się niepokoił tym, że dziecko zapamiętuje kolejność układania majtek w szufladzie i ją wiernie odtwarza? Kto się będzie martwił tym, że dziewczynka pilnuje porządku? Albo że ktoś się patologicznie nie spóźnia i zawsze dotrzymuje słowa, czy układa książki alfabetycznie i według wzrostu na półkach? albo nastolatek, który zamiast się włóczyć z kolegami, siedzi w domu i czyta? Albo ma ciekawe i tanie hobby, któremu się oddaje bez reszty? Albo nie może znieść brudnej szklanki w zlewie?

                W takim wypadku wypracowanie w miarę znosnej koegzystencji pod jednym dachem wymaga dostosowania się również innych członków rodziny, aby ta egzystencja była znośna również dla tego "uszkodzonego". Inaczej się nie da, bo przykręcanie śruby i próba przymuszenia, wzbudzania poczucia winy, sankcji, straszenia rozwodem, spowodują w prostej linii i bezpośrednio pogarszanie się sytuacji i nasilenie mechanizmów ucieczkowych. Pomijając ten drobiazg, że takie metody są wtedy kopaniem leżącego.

                --
                Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                • falka32 napisała:

                  > burza, czy my czytamy ten sam wątek? Bo ja czytam wątek dziewczyny, która zaczy
                  > na od tego, że ma ogromny problem, że męczy się z tego powodu zarówno ona jak i
                  > jej rodzina i pyta, co z tym zrobić.

                  To była uwaga natury ogólnej:) bo akurat ona problem dostrzega, ale wiele osób w jej sytuacji uważa, że problem leży w tym, że inni się nie chcą dostosować do wysokich standardów.

                  > Ja przeżyłam 11 lat ze swoim synem, rozumując w ten sposób i słysząc to samo od
                  > całego otoczenia. Aż trafiłam na temat ZA i nagle zrozumiałam swojego syna i c
                  > o nim kieruje. Do tej pory mam moralniaka za to, jakie akcje wychowawcze mu urz
                  > ądzałam, żeby zrozumiał, że ma się zachowywać inaczej - i ile go to kosztowało.

                  Ale oczekiwania w stosunku do dziecka a w stosunku do dorosłego są ciut inne. Choćby cię syn doprowadzał do szału - nadal będziesz się nim opiekować, bo wiesz, że on nie przeskoczy pewnych rzeczy, bo jest za mały, bo nie rozumie. U dorosłych tak to nie działa, jeśli cię coś frustruje latami, odbiera ci radość życia, i nie chce nic z tym zrobić - to się w końcu zwija żagle.

                  Rozumiem twoje wywody, tylko dorosła osoba ma możliwość realnej oceny sytuacji. W przeciwieństwie do dziecka ma doświadczenia, widzi jak to wygląda u innych, i ma możliwość żeby dostrzec, że to wykańcza nie tylko rodzinę - ale i ją samą.

                  > W takim wypadku wypracowanie w miarę znosnej koegzystencji pod jednym dachem wy
                  > maga dostosowania się również innych członków rodziny, aby ta egzystencja była
                  > znośna również dla tego "uszkodzonego". Inaczej się nie da, bo przykręcanie śru
                  > by i próba przymuszenia, wzbudzania poczucia winy, sankcji, straszenia rozwodem
                  > , spowodują w prostej linii i bezpośrednio pogarszanie się sytuacji i nasilenie
                  > mechanizmów ucieczkowych. Pomijając ten drobiazg, że takie metody są wtedy kop
                  > aniem leżącego.

                  Życie to w ogóle sztuka kompromisu. Nie tylko w tym aspekcie. Nie chcę stawiać diagnoz, chodzi mi po prostu o to, że chwała jej za to - autorka widzi potrzebę zmiany, i chodzi tylko o to, żeby nie poszła na łatwiznę, bo persen z pewnością sprawy nie załatwi. Musi się z tą "dysfunkcją" nauczyć żyć, i nauczyć się cieszyć życiem. Bo tego jej najbardziej brak. A rodzinie po takiej tresurze wystarczy mały krok, żeby odetchnąć.
    • To sie fobia nazywa. Ja np "sto" razy przed snem sprawdzam czy zamek zamknięty.
      • Fobia to paniczny lek przed czyms.
        • wczoraj zamiast sprzatac zabralam dzieci do dzieci znajomych, dzisiaj takze nie sprzatam (no, moze jeszcze wyprasuje kilka rzeczy)
          Mysle, ze uswiadomilam sobie swoj problem, Wy pomogliscie mi utwierdzic sie w tym, ze dobrze pojmuje kwestie, widze w swoim zachowaniu pewne anomalie..nie rozumiem ludzi, ktorzy nie maja posprzatane, umywalki w mydle fuj, ale chyba nie musze ich rozumiec.
          Dam sobie mc na uporzadkowanie zycia, wstepne, jezeli nie dam rady to zwroce sie o pomoc do psychoterapeuty (juz mam kontakt)
          Moze z mopjego postu wyniknelo, ze dzieci sa dla mnie mniej wazne, ale nie do konca tak jest, kocham je i duzo przytulam, caluje, zapewniam o uczuciach, moj syn mi ciagle za mna powtarza, ze kocha mnie nad zycie. Problemem jest chyba to, ze siebie stawiam na ostatnim miejscu, a chyba nie powinnam.....
          Zobaczymy co z tego wyniknie....
          Pozdrawiam wszystkich i dziekuje za rady, nawet nie wiecie jak bardzo pomogliscie mi w uswiadomieniu sobie bledow jakie popelniam, czyli jesetm omylna...;-)
          • Eeee, tylko sie nie katuj poczuciem winy! Zrob sobie dobra herbate, ukroj ciasta, obejrzyj z mezem film i.... nie zmywaj talerzyka ;)

            Powodzenia w Zmianie! :)
            • No, a dzieciom dam do jedzenia mace i nie poodkurzam od razu;-) Bo dzieci nie katuje jedzeniem z talerzykiem, raczej chrupia bez wyrzutow sumienia..moze nie jest ze mna tak zle?...
              Winka sie napije i nie umyje kieliszkow !!!!
              Mam nadzieje, ze maz mnie wesprze, on mowi, ze to moja dobroc mnie zabija, ze za malo o sobie mysle, moja obowiazkowosc itd
              Milego wieczoru!
              • Hmm, zastanawia mnie, czy to nie jest tak, że dom traktujesz jako swoje królestwo, które daje ci mnóstwo mocy (jeżeli jest perfekcyjne), ale które również wiąże się z dużą odpowiedzialnością i to odpowiedzialnością, która spoczywa wyłącznie na tobie.

                Czujesz, że powinnaś dbać o nieskazitelny porządek, bo to twoje i jedynie twoje zadanie. Dlaczego tylko twoje? Może dlatego, że inni zdają się nie rozumieć, jak ważny jest (dla ciebie) czysty dom. Dlaczego jest dla ciebie ważny? Bo daje ci wspomnianą już moc i poczucie spokoju. Zbyt dużo niepewności jest w tobie i nieskazitelne wnętrza przynoszą ci ukojenie.

                Więc zamiast ograniczać sprzątanie, może powinnaś popracować nad swoimi lękami i niepewnością? Wtedy zatrudnienie kogoś do sprzątania nie będzie takim problemem.
                • Tak, w pewnym sensie tak, to moje krolestwo...
                  Leki powiadasz, chyba tak, mam...ale czego sie boje, nie wiem, moze rzeczywiscie braku akceptacji mnie takiej....no wlasnie takiej jaka jestem? A jaka jestem? Jestem zawsze poza domem mila, usmiechnieta, nikogo nie ranie, moge powiedziec ze wszyscy mnie lubia, ot chyba taka niezbyt szczera, chociaz jestem osoba, ktora raczej lubila ludzi, zawsze optymistka...no wlasnie lubila, od jakiegs czasu mnie draznia coraz bardziej. W domu takze staram sie byc spokojna i usmiechnieta, ale sa momenty, kiedy juz nad soba nie panuje i wybucham.
                  Moze zbyt duzo tlamsze w sobie, moze jestem poprostu przemeczona, dzieci sa male, wymagaja troski i opieki i ciaglej kontroli, to male lobuzy i czesto sobie dokuczja i bija..
                  Sprzatanie mnie wycisza, relaksuje, masz racje, czuje sie zle jak mam nie posprzatane, nie potrafie sie zrelaksowac, ciagle mysle, ze jest brudno...
                  No coz, duzo mi pomagaja wasze posty, wiem nie jestescie specjalistami, ale staracie sie pomoc.
                  Jezeli chodzi o autoanalize, to w przeszlosci mialam epizod z psychiatra, mialam wtedy stany lekowe, cierpialam na bezsennosc, bylam bardzo wyczerpana fizycznie i poszlam do specjalisty, naswietlilam sytuacje, nagadalam sie, a psychiatra spytala po co do niej przyszlam? Powiedziala, ze znam dokladnie przyczyne, wiem jak to zmnienic i pownnam to wdrozyc do dzialania, wspomogla mnie na krotko jakimis srodkami uspokajajacymi i rzeczywiscie po wprowadzeniu zman w ciagu 4 mcy udalo mi sie powrocic do normalnosci na dlugo.
                  Wiaze to wydarzenie z tym samym faktem, ze jestem przemeczona, ale teraz to ja nie wiem jak z tym walczyc, skoro podstawowym problemem jest to, ze nie wysypiam sie z powodu wedrujacych dzieci. Zmieniam lozko srednio 3 razy w nocy i padam. Probowalam sobie nadrobic pozostaniem w domu i wyspaniem sie, ale to dzialalo na 1 dzien a potem znowu..
                  Nie moge prosic o pomoc meza, bo dzieci go nie chca i w nocy awantura jak i tak by mnie obudzila...
                  chyba tylko poczekac jak podrosna i przestana lazic...
                  Pozdrawiam
          • Dobrze, że się starasz - ale też i upraszczasz sprawę, prześlizgując się po powierzchni problemu.

            Niesprzątanie nie rozwiąze sprawy - bo to tylko zewnętrzny objaw głębszego problemu, utajonych lęków. Naprawdę uważam, że aby to zadzialało na dłuższą metę, nie doraźnie - powinnaś się przyłożyć do tematu szerzej, z pomocą fachowca. Inaczej jest ryzyko, że skupisz się na jednym objawie, a resztę przeoczysz i zostawisz odłogiem.
    • Ja też jestem pedantką, uwielbiam porządek. Doprowadzanie domu do perfekcyjnej czystości dawało mi poczucie, że są w moim życiu dziedziny, na które mam wpływ. Tworzyłam sobie plan czynnosci i wypełniałam do ostatniego zadania. Coś w tym jest, że człowiek lubi mieć swoje małe królestwo, w którym jest panem i władcą i niepodzielnie sprawuje władzę. Spasowałam, kiedy pojawiło się drugie dziecko - fizycznie nie dawałam rady. Mnie pomógł powrót do pracy po dwóch latach bycia tzw "gospodynią domową". Mam swój świat, swoją pracę - wychodzę rano z domu i moich myśli nie zaprząta co się w nim dzieje. I przestałam zwracać uwagi na bałagan, oczywiście bez przesady, ale nie jest to już mój priorytet.
      Ważne, że widzisz te swoje "przywary" i chcesz z nimi walczyć. Powodzenia.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.