Dodaj do ulubionych

W czym pomaga terapia dla współuzależnionych,

03.11.10, 16:00
gdy sam uzależniony nie widzi swojego problemu, zaprzecza mu i nie godzi się na terapię dla siebie? Konkretnie chodzi o przemoc psychiczną w rodzinie. Agresor zaprzecza problemowi, żona w poszukiwaniu ratunku zgłasza się na terapię. Co jej da taka terapia? Jeśli mąż nie zmieni postępowania, nadal będzie agresywny i będzie gnębił rodzinę, jak zmieni się jej sytuacja? Terapeutka pyta: czy ma pani świadomość, że sytuacja w domu bez zmiany zachowań męża i tak się nie zmieni? Czego pani oczekuje od terapii? Co jej odpowiedzieć?
Obserwuj wątek
      • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 16:38
        Ale jeśli mąż każde zachowanie, i to ugodowe, i obronne, i próbujące stawiać granice, zawsze wykorzystuje do ataku, zawsze twierdzi, że to żona sprowokowała, to jak jej zmiana (i jaka zmiana) może wpłynąć na poprawę sytuacji? Ona nauczy się mniej cierpieć? Lepiej schodzić mu z drogi? Takie pytania zadawała też terapeutka.
        • filetta Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 16:56
          Pomaga przede wszystkim poukładać sobie wszystko w głowie, pozbierać mysli, dowiedzieć, czego się naprawdę chce i co zrobić z aktualnym problematycznym życiem.
          --
          To, czym każdy jest dla siebie, co towarzyszy mu w chwilach samotności i czego nikt nie może mu ani dać, ani zabrać, jest dla niego ważniejsze niż wszystko, co mógłby posiadać lub czym mógłby być w oczach innych.
            • falka32 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 17:17
              Pomoże ocalić samą siebie. Czy to poprzez rozstanie, czy to poprzez odpowiednie zachowanie wobec męża (przemocowca to raczej nie dotyczy, ale np. może być przydatne przy nałogowcach, gdzie umiejętność odcięcia się połowicy od spraw i problemów ukochanego może okazać się kluczowa dla podjęcia przez niego terapii) oraz, na przyszłość zmniejszy prawdopodobieństwo wpadnięcia z deszczu pod rynnę, czyli w kolejny związek oparty na współuzależnieniu.
              --
              Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 20:48
                  helusia007 napisała:

                  > Bluenote, mi sie wydaje, ze terapeutka zadajac ci te pytania zmusza ciebie do u
                  > swiadomienia sobie, ze jedynym rozwiazaniem jest rozstanie. Obojetnie jaka akro
                  > bacje wykonasz i jak cichutko na paluszkach bedziesz chodzila, on ci i tak dolo
                  > zy, bo jest przemocowcem ...

                  Mam dokładnie takie odczucie, jaki zatem jest sens terapii, nie prościej powiedzieć kobiecie po wysłuchaniu historii jej małżeństwa i wieloletniej walki o związek, żeby się czym prędzej rozwiodła i nie zawracać głowy jej i terapeutce?
                  A jeśli rozwód i rozstanie są z jakichś powodów niemożliwe albo niewyobrażalnie trudne, czy taka terapia może jednak w jakimś stopniu pomóc?
                  • helusia007 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 21:01
                    Mysle, ze zaden profesjonalny terapeuta, nie powie ci, musi sie pani rozwiesc. Psychoterapeuta moze ci najwyzej pomoc podjac twoja wlasna decyzje, przygotowac sie do jej przeprowadzenia i do zmierzenia sie z jej konsekwencjami.
                    Natomiast jezeli rozstanie jest niemozliwe, psychpterapeuta moze pomoc odseparowac sie emocjonalnie od problemu, jak przestac dopasowywac sie do przemocowca i jak uwolnic sie od poczucia winy. Moze to nie dotyczy ciebie, ale jest sporo kobiet, ktore czuja sie winne, ze przemocowiec kolejny raz byl agresywny. Mysla, ze to ich wina, bo zle spojrzaly, zle odezwaly sie, nie posprzataly, etc.
                    Zawsze gdy czytalam cos o przemocy jako punkt pierwszy podkreslane bylo fizyczne odseparowanie sie od przemocowca. Przemysl, czy rozstanie naprawde jest niemozliwe.
                  • triss_merigold6 Nie 03.11.10, 21:11
                    Nie, terapeuta nie podejmuje decyzji za pacjenta. Współuzalezniona potrafi pięknie zwalać winę za decyzje/brak decyzji na otoczenie i obwiniać za swoje schrzanione życie ergo terapeuta tez zostałby "tym winnym, który źle powiedział".
                  • annb Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 22:05
                    Nie nie nie bo pani po rozwodzie może a nawet na pewno się wpakuje w podobny kanał
                    Pani musi przepracowac problem aby zrozumiec dlaczego wybrała kogos takiego
                    no i dlazego przy kimś takim tkwi



                    --
                    - Sześć lat, które minęły od śmierci Miłosza, nie stanowi jeszcze dystansu czasowego, z którego perspektywy można oceniać dorobek poety - posłanka PiS Anna Sobecka,
                    "Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?" - odpowiedział, cytując "Dziady", Jerzy Fedorowicz, poseł PO.
                  • burza4 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 22:27
                    Gdybyś sama wiedziała co zrobić - po prostu byś to zrobiła, nie pytając terapeuty. Ale widać nie jesteś dość silna/przekonana, że powinnaś odejść. Rolą terapeuty jest skłonienie cię do zastanowienia i wyciągnięcie własnych wniosków, chodzi o to, żebyś ty sama dotarła do sedna problemu i przeprowadziła racjonalną analizę możliwości. Jasne, ty to niby wiesz. Ale to jest wiedza powierzchowna, czy raczej - glęboko spychana. Terapia zmusza do wyciągnięcia niechcianych faktów na zewnątrz.

                    Tak, terapia może pomóc, nigdy rozstanie nie jest niemożliwe, niezależnie od sytuacji - zawsze jest wybór. Tylko trzeba podjąć decyzję - i po to tam się chodzi.
                  • falka32 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 03.11.10, 23:02
                    nie prościej powied
                    > zieć kobiecie po wysłuchaniu historii jej małżeństwa i wieloletniej walki o zwi
                    > ązek, żeby się czym prędzej rozwiodła i nie zawracać głowy jej i terapeutce?

                    No litości :)
                    Tak, powiedz jej a ona zakrzyknie "o rany, dlaczego ja sama na to nie wpadłam" i od razu to zrobi.
                    Na tym właśnie polega istota współuzależnienia, że nie zrobi.
                    --
                    Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                  • lindabel Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 06:50
                    Osoba współuzależniona posiada takie same mechanizmy jak człowiek uzależniony. Celem terapii jest uświadomienie sobie, kim się stało. Bardzo wielu współuzależnionych ma niskie poczucie własnej wartości, życie toczy się tylko wokół uzależnionego (czy znów wróci pijany? dlaczego jeszcze go nie ma? itp.)
                    Współuzależnienie decyduje o życiu, a to chodząc na terapię można powoli zacząć zmieniać. Bo osoba współuzależniona, w każdym innym związku będzie nią nadal, niekoniecznie świadomie będzie się ładować w podobne sytuacje. Jeżeli czasami udaje się alkoholikowi wyjść z nałogu, to tym bardziej współuzależniony ma szansę na zmiany.
    • eastern-strix Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 08:35
      A nie masz tej swiadomosci? Myslisz,ze maz sie zmieni jak Ty pojdziesz na terapie? Terapia jest dla Ciebie, nie dla meza.

      Terapia osoby wspoluzaleznionej uczy ja stawiania granic i myslenia o sobie. Oraz uczy,zeby nie chronic uzaleznionego przed skutkami nalogu.

      Pogodz sie z tym, ze maz najwyrazniej nie ma motywacji do zmiany i terapia bedzie praca nad Toba, zebys zaczela sluchac siebie a nie ludzi z zewnatrz (w tym wypadku meza). To inwestycja w siebie.

    • alina66 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 09:24
      Mnie pomogła się pozbierać - że to nie moja wina, że eks pił, że nie ponoszę za to żadnej odpowiedzialności i że nie mogę tego zmienić. Zmienić mogłby on sam, gdyby chciał.
      Pomogła mi dojśc do tego, że muszę zadbać przede wszystkim i na peirwszym miejscu o syna i o siebie.
      Dzięki terapii doszlam do tego, że jestem DDA i wybralam tak a nie inaczej, bo powtórzylam schemat znany z domu.
      Doraźnie pomogła mi przestać obsesyjnie myśleć o piciu/ niepiciu.
      Nie wiem, na jakim jesteś etapie, wiem od innych kobiet, że przestały kryć pijącego, ulatwiać mu życie.
      Ja bylam już po rozwodzie jak poszlam na terapię.
      • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 11:34
        Ale kobieta już przed terapią uwolniła się od poczucia winy, nie ma zaniżonej samooceny, próbuje stawiać granice (trudne, gdy mąż niczym nie zrażony i tak wrzeszczy lub stosuje szantaż emocjonalny), wie, że nie zmieni męża, żadne konsekwencje złych zachowań nie działają długofalowo na męża, kobiecie nie zależy już na nim, jedynie na możliwości koegzystowania w spokoju.
        Mąż ma (co też jest typowe) okresy dobroci, oddania, zabiegania o względy, uczynności, co kobietę nieodmiennie zadziwia i przez chwilę uspakaja, przy czym nie usypia jej czujności, bo wie, że to chwilowe. Już wie, że nie może się przyzwyczajać do myśli o trwałej poprawie męża, niemniej te poprawy są naprawdę miłe.
        Kobieta boi się skoku w przepaść, boi się odmowy dzieci wobec rozwodu i wyprowadzki, boi się o kwestie finansowe i finansową przyszłość dzieci, która z ojcem byłaby znacznie lepsza niż tylko z nią, a liczyć na szczodrość wobec dzieci męża po absolutnie nie liczy.
        Czy terapia zmieniając i umacniając kobietę, może też jakoś wpłynąć na cały układ? Czy terapeutka da narzędzia, dzięki którym przebudowa mentalności i zmiany w postępowaniu żony zmienią także sytuację całej rodziny, zmienią jakoś jednak nastawienie męża? A może zmiany w niej popchną męza do szukania możliwości poprawy z jego strony? Sprawią, że uzna potrzebę terapii także dla niego? Naiwne, prawda?
        • eastern-strix Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 12:22
          Nie ma.

          Maz jesli zobaczy zmiany moze sie zasanowic nad soba, ale to rzadkosc

          Terapeutka nie ma zadnych zobowiazan wobec Twojego emza, Ty jesyes jej klientka. Maz nie zdecydowal sie widocznie skorzystac z terapii.

          Mam wrazenie,ze Ty sie rozpaczliwie boisz samotnosci i rozwodu. Chcialabys, zeby maz sie zmienil,bo wtedy nie musialabys podejmowac decyzji i ponosic odpowiedzialnosci za siebie i dzieci. A prawda jest taka,ze ponosisz.

          Brak decyzji to takze decyzja.

          Nie wiem, dlaczego dzieci mialyby cokolwiek do powiedzenia w kwestii rozwodu, to Twoje malzenstwo a nie ich. W koncu one sie z ojcem nie rozwodza, ojciec pozostaje ojcem.

          Mysle,ze rozpaczliwie szukasz wymowki. To Twoje zycie,ale moze byc i tak, ze dzieci kiedys beda mialy pretensje o to,jak wygladal dom rodzinny.
          • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 12:50
            Rozpaczliwy lęk przed samotnością i rozwodem może być bardzo silny, zwłaszcza gdy do odważnych się nie należy. To strach nie przed samotnością, ale przed radykalną zmianą, niepewnym, przed widmem niedostatku, braku poczucia bezpieczeństwa. To naprawdę silne uczucia.
            Proszę się nie dziwić kobiecie, ktorej mąż w dobrych okresach jest idealny, a życie z nim w tym okresie jest idyllą, że najbardziej na świecie chciałaby, żeby móc w nim ten stan utrzymać na stałe, że chcę jego zmiany jak niczego innego, że myśli, że gdyby taka zmiana nastąpiła, a właściwie gdyby udało się utrzymać męża w takiej kondycji, w jakiej jest w okresie dobroci, to jej życie byłoby już idealnie doskonałe, bo wszystkie inne elementy jej życia są naprawdę bez zarzutu: wspaniałe, bezproblemowe dzieci, dobra, satysfakcjonująca praca, dobre zdrowie, wystarczający standard życia, satysfakcjonujące życie towarzyskie, wymarzony od dziecka pies:)
            • annb Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 13:43
              A czy teraz ta kobieta ma to poczucie bezpieczeństwa czy jedynie iluzję?
              To o czym piszesz, o tym byciu idealnym, to chyba kazdy kto miał toksyczny związek za sobą zna.Te "miodowe miesiące" kiedy pan pokazuje na co go stac,
              tylko ze po nich następują coraz dłuższe okresy kiedy się leci w czarną dziurę.
              I ta mysl że jesli się zepnie w sobie, jesli się będzie grzecznym (idealnym) to może stanie się cud i bedzie psiejsko anielsko i pan będzie znowu idealny.

              Nie, nie będzie
              Jest zwyczajna tresura, albo dręczenie ofiary.

              Gdyby partner kochał i szanował, nie fundowałby żonie takich huśtawek emocjonalnych
              Dzieci-czy one są grzeczne czy zalęknione?



              --
              - Sześć lat, które minęły od śmierci Miłosza, nie stanowi jeszcze dystansu czasowego, z którego perspektywy można oceniać dorobek poety - posłanka PiS Anna Sobecka,
              "Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?" - odpowiedział, cytując "Dziady", Jerzy Fedorowicz, poseł PO.
              • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 13:52
                > Dzieci-czy one są grzeczne czy zalęknione?
                Dzieci są przede wszystkim mądre. Nie nazwałabym ich zalęknionymi, ale z pewnością część rzeczy robią, a innych nie robią, z obawy przed gniewem i niezadowoleniem ojca. Kobieta pracuje mocno nad ochroną dzieci przed złymi wpływami nerwowego tatusia, buduje w nich od początku poczucie swojej wartości, okazuje miłość i podziw na każdym kroku, tym bardziej, że są powody do pochwal i zachwytów. Dzieci w domu nie mają prawa do wytłumaczenia się czy obrony swojego zdania (przed ojcem), ale w środowisku rówieśników radzą sobie dobrze. Uczą się świetnie, ale nie przepracowują się, bo są zdolne. Ogólnie nie jest idealnie, ale tragicznie też nie jest. Ojciec próbuje tworzyć front z synem, bo z córką od początku nie potrafił (nie chciał?). Syn twierdzi, że tatuś jest dla niego dobry (kobieta ocenia to inaczej, ale z pewnością jest lepszy niż dla niej czy dla córki).
                • helusia007 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 14:14
                  Bluenote, dla mnie szczegolnie towja ostatnia odpowiedz pokazuje jak bardzo starasz sie usprawiedliwiac sytacje, ktora jest zla. Chlopak widzi, ze matka i siostra (-> kobiety) sa zle/gorzej traktowane przez ojca, natomiast on jest wyrozniany i uczy sie, ze to jest standard. To, ze dzieci sobie teraz dobrze radza (szkola, rowiesnicy) o niczym nie swiadczy.
                  Ja tez bylam zdolna i (bardzo) dobrze uczaca sie uczennica, mialam swoje towarzystwo w szkole i poza nia. Pochodze z domu gdzie ojciec pil (to podobne doswiadczenie jak przemocowiec, mimo ze moj ojciec nie bil). Schody w moim zyciu zaczely sie pozniej, jak przyszlo do wchodzenia w zwiazki z mezczyznami.
                  W twoich postach widac strach. Jestes w tej chwili bardziej zajeta tym strachem i tlumaczeniem sobie, ze nie jest az tak zle niz dostrzezeniem, ze jest bardzo zle.
            • eastern-strix Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 15:21
              >>>>Rozpaczliwy lęk przed samotnością i rozwodem może być bardzo silny, zwłaszcza gdy do odważnych się nie należy. To strach nie przed samotnością, ale przed radykalną zmianą, niepewnym, przed widmem niedostatku, braku poczucia bezpieczeństwa. To naprawdę silne uczucia. >>>>

              Strach przed zmiana jest tym, co kaze kobietom tkwic w nieszczesliwych i pelnych przemocy zwiazkach. Problem w tym,ze wyboru dokonuja takze za swoje dzieci. Ponizej napisalas, jak maz traktuje syn a i corke. Nie zdziw sie, jesli wybierajac zycie z mezem doprowadzisz do tego,ze corka sie od Ciebie oddali.

              Jako bierna kobieta, trwajaca w zwiazku z alkoholikiem taki wlasnie wzorzec tworzysz dla corki. Ona sie uczy patrzac na Ciebie i obserwujac.

              Poki co, uczysz ja,ze chlanie i poniewieranie jest ok jesli raz na jakis czas maz jest serdeczny.


              >>>>Proszę się nie dziwić kobiecie, ktorej mąż w dobrych okresach jest idealny, a życie z nim w tym okresie jest idyllą, że najbardziej na świecie chciałaby, żeby móc w nim ten stan utrzymać na stałe, że chcę jego zmiany jak niczego innego, że myśli, że gdyby taka zmiana nastąpiła, a właściwie gdyby udało się utrzymać męża w takiej kondycji,...>>>

              Nie dziwie sie. Ale to sie nazywa faza miesiaca miodowego i jesli ludzisz sie,ze tak sie da na stale, to musze Cie zmartwic: Nie da sie. Faza miesiaca miodowego jest typowa dla alkoholikow i przemocowcow.

              Bronisz sie rekami i nogami przed terapia. Ok. Ale w Twojej sytuacji trwanie w obecnym stanie rzeczy to jest decyzja, ktora podejmujesz takze za dzieci.
    • enith Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 15:00
      Po terapii dla współuzależnionych kobieta sama dojdzie do wniosku, że czas się rozstać z pijącym i agresywnym mężem. NIKT nie będzie jej tego musiał wmawiać. Po tym, co piszesz, widać na kilometr, że takiej terapii potrzebujesz, bo nadal dajesz się nabierać na okresy "miesiąca miodowego" i w tych krótkich okresach,kiedy mąż jest "chodzącym ideałem" upatrujesz szansy na radosną przyszłość swojego małżeństwa. To klasyczny objaw współuzależnienia. Nie widzisz męża, jako całości, czyli męża raz słodkiego, raz agresywnego, tylko oddzielasz te stany na zasadzie, "gdyby tylko nie pił i nie bił, byłby idealny". No ale pije i jest agresywny, prawda? I leczyć też się chyba nie chce, bo nic o tym nie piszesz. Potrzebujesz terapii, żeby sobie to wszystko, o czym wyżej napisały dziewczyny, uświadomić i w oparciu o tę wiedzę podejmować decyzje dotyczące twojej i dzieci przyszłości.
      • enith Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 15:11
        Pardon, oczywiście piszesz w pierwszym poście, że mąż konsekwentnie odmawia terapii, czy nawet dostrzeżenia, że ma problem z agresją.
        Uważam, że jeśli zadajesz pytanie w czym może ci pomóc terapia, podczas, gdy tkwisz w małżeństwie z agresją, to znak, że tej terapii potrzebujesz. Widać, jak ktoś wyżej napisał, nie jesteś dość silna, nie dojrzałaś do decyzji o odejściu lub nie dobiłaś jeszcze do dna.
        • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 16:13
          Dla uściślenia, mąż nie pije i nie bije, stosuje przemoc psychiczną, doprowadza do kłótni, ktore przeradzają się w awantury, poniża, stroi fochy, obraża się, stosuje szantaż emocjonalny, dzieciom nie pozwala na obronę swojego stanowiska, często krytykuje, śrubuje wymagania.
          Kobieta wie, że okresy dobroci (zna termin "miesiąca miodowego") są chwilowe i przemijające.
          Poszła na terapię z własnej woli i liczy na jej efekty. Łudziła się jedynie, że zmiana jednej zmiennej może wpłynie na cały układ.
          Kobieta nie pozostawałaby w związku z alkoholikiem i mężem bijącym, ale przemoc psychiczna jest mniej oczywista, często maskowana wmawianiem jej, że to ona ponosi odpowiedzialność za jego wybuchy, a powszechny pogląd, że w związku zawsze winne są dwie strony, bardzo długo sprawia, że kobieta nie uświadamia sobie, że ona i jej dzieci są ofiarami przemocowca. To naprawdę nie zawsze jest tak jasne i czytelne. Ile osób takie związki nazywa burzliwymi. Nikt z bliższych czy dalszych znajomych nie postrzegał zjawiska, wszyscy myśleli, że to zwykłe małżeńskie nieporozumienia, ale ogólnie to przecież bardzo kochająca rodzina:P
          • enith Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 16:39
            Bluenote, o "piciu i biciu" napisałam bardziej ogólnie. Wiele sytuacji podpada pod kategorię "mój mąż byłby ideałem, gdyby (tu wstawić dowolne): nie pił/nie bił/nie awanturował się/nie chodził na dziwki/nie uprawiał hazardu" itd.
            Zgadzam się z tobą, że przemoc psychiczna jest w pewnym sensie gorsza, niż fizyczna, bo nie zostawia widocznych śladów, tak, jak cios pięścią. Dlatego długo może umykać nie tylko otoczeniu (o czym piszesz: "nikt z bliższych czy dalszych znajomych nie postrzegał zjawiska, wszyscy myśleli, że to zwykłe małżeńskie nieporozumienia, ale ogólnie to przecież bardzo kochająca rodzina:P"), ale nawet samym ofiarom tej przemocy, no bo przecież "ręki na nas nie podniósł, a kłóci się od czasu do czasu przecież każde małżeństwo".
            > Poszła na terapię z własnej woli i liczy na jej efekty. Łudziła się jedynie, że
            > zmiana jednej zmiennej może wpłynie na cały układ.
            Rzecz w tym, że żona nie jest tą zmienną w równaniu, której zmiana spowoduje, że mąż przestanie się nad nią i dziećmi znęcać. Zmienną, która ma się zmienić, jest mąż - agresor. Żona, poza postawieniem mężowi rozwodowego ultimatum, jeśli mąż nie zacznie się natychmiast leczyć, nie może zrobić ABSOLUTNIE nic, by zmienić istniejący układ. I do tego przyda się terapia, by uświadomić sobie, że pewne sprawy, choćbyś nie wiem, jak się starała, leżą POZA twoimi możliwościami wpływania na nie. To bardzo ważne, byś sobie to uzmysłowiła. Ważne, żebyś zrozumiała, że nie jesteś winna, że mąż stosuje wobec was agresję. Ważne, żebyś poczuła gdzieś w głębi serca, że zrobiłaś wszystko ze SWOJEJ strony, by było lepiej, a cała reszta zależy od MĘŻA.
      • eastern-strix Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 16:12
        Zgadzam sie. Autorko, patrzysz na meza i myslisz: super jest, gdyby tylko mozna by mu to picie i przemoc amputowac to byloby super.

        Wierz mi, agresja i picie to nie jest narosl na Twoim mezu, lecz integralna cecha jego osobowosci. Gdyby nie byl agresywnym alkoholikiem, nie byloby faz miesiaca miodowego i tych wszystkich idealistycznych uniesien. On taki jest, nie mozna mu czegos tam amputowac i wszczepic czegos innego.
        • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 16:27
          Jeszcze raz uściślenie, bo jednak uzależnienie najwyraźniej kojarzy się jednoznacznie. Mąż nie jest uzależniony od alkoholu czy innych używek, pije umiarkowanie. Jest uzależniony od stałej dawki gniewu i agresji, które uwalnia w domu, bo gdzie indziej nie byłoby to tolerowane. Jest w domu tyranem, nie znosi sprzeciwu, jest przewrażliwiony na swoim punkcie, nie znosi najmniejszej krytyki, często zresztą tę krytykę, złe intencje przypisuje rozmówcy bezpodstawnie. Każdy pretekst do wybuchu złości jest dobry. Ale przecież to normalne, wszystkie małżeństwa się kłócą. Czego ty chcesz kobieto, przecież jestem taki oddany, nie wychodzę nigdzie, robię zakupy, gotuję obiady, jestem takim dobrym mężem i ojcem, a że czasami poniosą mnie nerwy, to już inna sprawa, nie trzeba mnie było prowokować.
          • eastern-strix Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 16:40
            No coz. Przeczytaj swoj opis meza i zastanow sie, co Cie trzyma z tym czlowiekiem? I czy to cos jest warte poswiecenia Twoich dzieci? Mozesz sobie racjonalizowac ile chcesz, ale prawda jest taka,ze dzieci nie wyjda z tego bez szwanku. Zycie z tyranme znam z doswiadczenia, mamunia trzymala pozory ale niestety, odbilo sie to na mnie dosc mocno.

            Krotko mowiac, agresja jest integralna czescia Twojego meza, tak jak jego np. oczy. Nie da sie mu wydlubac oczu i wstawic innych. Podobnie jest z agresja. Maz jest uzalezniony od gniewu, agresji, kontroli i spie*prza Waszym dzieciom zycie, z Twoim przyzwoleniem.

            Jestes zdeterminowana,zeby nic z tym nie robic, dlatego dalsza dyskusje uwazam za bezsensowna.
            • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 16:54
              > Jestes zdeterminowana,zeby nic z tym nie robic, dlatego dalsza dyskusje uwazam
              > za bezsensowna.
              Nigdzie tego nie napisałam. Rozwod jest ostatecznością, zastanawiałam się, czy są jeszcze jakieś przesłanki, żeby ratować związek. Z Waszych wypowiedzi, z pytań terapeutki, już na wstępie terapii, i z własnych przemyśleń wynika, że faktycznie już ich nie ma.
              Kobieta nie jest zdeterminowana, kobieta jest przerażona. Ale dojrzewa:)
            • enith Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 17:00
              > Jestes zdeterminowana,zeby nic z tym nie robic...

              Pozwolisz, że się nie zgodzę? Proces podejmowania decyzji o odejściu od męża przemocowca/pijaka/hazardzisty jest długi i bolesny. Kobiety walczą o małżeństwo, bo liczą, że dadzą radę je uratować. Nie znam nikogo, kto tak po prostu, bez walki odszedł z małżeństwa z kłopotami. Walczy każdy, z mniejszym lub większym powodzeniem, ale każdy. Nasuwa mi się wspomnienie artykułu w którymś z wydań "Wysokich Obcasów" poświęcony przemocy w rodzinie. Psycholog z długim stażem pomocy takim ofiarom powiedziała, że w ciągu jej wieloletniej kariery JEDEN JEDYNY RAZ miała przypadek pacjentki, która po tym, jak mąż krótko po ślubie po prostu i bez dania racji podszedł do niej i walnął ją pięścią tak, że zobaczyła rozgwieżdżone niebo w środku dnia, założyła płaszcz i wyszła z mieszkania, by więcej ani do niego, ani do meża nie wrócić. JEDEN JEDYNY RAZ wśród tysięcy przypadków, gdzie ofiary trwały latami, a czasami dekadami w przemocowych związkach. Autorka wątku widzi problem i już chodzi na terapię - coś, na co znakomita większość maltretowanych kobiet nie zdecyduje się NIGDY. Jest szansa, że Bluenote wyciągnie z tej terapii konstruktywne wnioski i pokieruje życiem właściwie, dla dobra swojego i swoich dzieci.
              • eastern-strix Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 04.11.10, 20:19
                Masz racje,ze to jest zmudny proces.

                Mi chodzilo raczej o to, ze Autorka od poczatku postawila sprawe tak: jak Jej terapia ma pomoc mezowi sie zmienic, tzn. sprawic,ze on zrozumie,ze zle robi i sie zmieni.

                Proby tlumaczenia, co jest celem terapii oraz jak funkcjonuje mezczyzna przemocowy spotkaly sie z dyskredytacja. Wiem,ze to jest mechanizm obronny. Znam jedna kobiete, zone przemocowca, ktora, kiedy opowiedzialam Jej historie bardzo podobna do Jej historii, o parze z Gdanska, odparla, ze Jej meza to nie dotyczy bo oni mieszkaja w Krakowie. To jest skrajny przypadek, ale mechanizm zaprzeczania ten sam.

                Mysle,ze czasem w zyciu kobiety musi wydarzyc sie cos, co Ja do takiej zmiany zmotywuje.

                Wybacz, Autorko, jesli moja uwaga brzmiala dyskredytujaca, nie to mialam na mysli. Odnioslam tyko wrazenie, ze warunkiem podjecia terapii jest dla Ciebie pozostanie z mezem i uzdrowienie zwiazku. A to by oznaczalo,ze byc moze na zmiane nie jestes jeszcze gotowa.

                Polecam ten watek na forum Bezpieczenstwo Kobiet:

                forum.gazeta.pl/forum/w,529,80714427,80714427,Pomocy_blagam_Czy_ze_mna_wszystko_w_porzadku_.html
                Realia zwiazku moga sie nie pokrywac, ale to tez zwiazek przemocowy i mysle, ze p. Drozdzak swietnie opisal mechanizmy myslenia kobiety tkwiacej w takim zwiazku. Szczegolnie ten fragment:

                ''Witam,

                Po przeczytaniu tego co pojawilo sie w tym watku nasuwa mi sie pewna
                uwaga. Otoz w wypowiedziach pojawia sie wizja, w ktorej ktos (w tym
                wypadku partner pani Postolek, ale moze to byc ktokolwiek inny) jest
                jakby zbiorem niezaleznych od siebie czesci. Troszke tak jak na
                przyklad samochod. Bierzemy niebieski samochod typu SEAT Ibiza,
                ktory ma spojler w kolorze czerwonym. Odkrecamy spojler w kolorze
                czerwonym i mamy SEAT Ibiza w kolorze niebieskim taki sam jaki byl
                wczesnej tylko bez spojlera.
                I analogicznie - bierzemy czlowieka, ktory jest "zasadniczo jakis" i
                oprocz tego, tak jak w samochodzie byl ten spojler, tak u niego jest
                taki jeden dodatkowy element - bycie sprawca przemocy. No i po
                prostu odkrecamy mu ten element i zostaje ten "zasadniczo wlasnie
                taki" czlowiek, zupelnie nie zmieniony tylko z tym elementem "bycie
                sprawca przemocy" odkreconym. I wtedy Pani moze z tego partnera
                korzystac tak, jak wczesniej Pani nie mogla bo on juz jest
                ulepszony. W rzeczywistosci nie dziala to w ten sposob.

                Pani zwiazala sie z zywa osoba ktora jest pewna caloscia i dziala
                jako pewna calosc. Pani wspolnie z ta osoba stworzyla system
                rodzinny ktory takze jest pewna caloscia i takze dziala wlasnie tak -
                jak pewna calosc. Wszystkie zdarzenia w tym systemie pasuja do
                siebie i wieszanie psa na atlasie jest takze elementem tego systemu.
                Nie jest "czyms dokreconym" co po prostu nalezy odkrecic i cala
                reszta wtedy zacznie funkcjonowac bez zarzutu. Pani zyla w domu w
                ktorym sie wieszalo psa na atlasie a pozniej szlo sie do lozka z
                kims kto to robil. Tak wyglada ta calosc, a nie tak, ze wieszanie
                psa to jest jedna czesc, a chodzenie do lozka to druga. Lozko i
                atlas sa razem. Sa nierozdzielne. I to ta calosc sprawia, ze Pani
                przezywa sprzeczne uczucia w zwiazku z tym, a nie poszczegolne
                czesci. Mowiac prosto i brutalnie - jesli jest tak, ze Pani nie moze
                sie odwiazac od czlowieka ktory robi takie rzeczy, to w duzej mierze
                wlasnie dlatego, ze on je robi, a nie dlatego, ze czasem ich NIE
                robi. Stad oczekiwanie, by sie zmienil i wtedy Pani bedzie mogla z
                nim byc jest oderwane od rzeczywistosci. Zawsze jest na swiecie
                jakis mezczyzna ktory jest gotow wieszac psa na atlasie i zawsze
                jest na swiecie jakis mezczyzna ktory nigdy w zyciu by tego nie
                zrobil.

                To Pani decyduje z kim bedzie zyc. Rzeczywistosc jest taka, ze Pani
                ma sklonnosc do zwiazania sie z osoba ktora zachowuje sie wobec Pani
                wlasnie w taki sposob i ze ma Pani sklonnosc do formulowania na
                przyklad takich wypowiedzi:

                "Gdy byłam w
                ciąży i stanęłam w obronie psa, którego prawie zawiesił na atlasie,
                zamachnął się, zacisnął pięści ale powstrzymał go widok
                zaokrąglonego juz brzuszka."

                Powiem wprost - jest to objaw Pani choroby. Glebokiej,
                niebezpiecznej i bardzo trudno wyleczalnej. Zdolnej zniszczyc Pani
                zycie i zycie wielu innych osob. Koncentracja na tym, by zmienil sie
                ktos kto jest bohaterem tej opowiesci jest zupelnym oderwaniem od
                realiow. Problem nie w tym, czy on bedzie zdrowy tylko w tym, ze
                Pani nie widzi calej potwornosci tego, co sie zawiera w tych
                cytowanych wyzej slowach. Nie widzi Pani tego, bo jest Pani chora. I
                to jest Pani tragedia.''


                P.S. Autorko, nie czynie analogii miedzy Toba a p. Podstolek, chodzi my tylko o to, w jaki sposob wyjasniony jest mechanizm postrzegania rzeczywistosci. :)
                • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 05.11.10, 11:43
                  Watek zaiste przerażający i wstrząsający. Bardzo ciekawe forum, dziękuję na namiar.
                  >Odnioslam tyko wrazenie, ze warunkiem podjecia terapii jest dla Ciebie poz
                  > ostanie z mezem i uzdrowienie zwiazku.

                  Nie stawiam warunków terapii, juz ją rozpoczęłam i mam zamiar kontynuować. Chciałam się głównie poradzić, jak odpowiedzieć terapeutce na pytanie, czego oczekuję od terapii i sprawdzić, czy tak postawione pytania rzeczywiście świadczą o tym, że ona już wie, jaki będzie efekt terapii: rozwód. Bo jako taką sugestię odebrałam jej pytania i wszystkie tu wypowiadające się osoby to potwierdziły.
                  Kobieta jest przerażona tak, że cały czas czuje ucisk w żołądku i suchość w gardle. Ale się nie podda, jeśli będzie trzeba podjąć najtrudniejsze decyzje, postara się na nie dobrze przygotować.
              • tully.makker Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 05.11.10, 12:37
                Psycholog z długim stażem pomoc
                > y takim ofiarom powiedziała, że w ciągu jej wieloletniej kariery JEDEN JEDYNY R
                > AZ miała przypadek pacjentki, która po tym, jak mąż krótko po ślubie po prostu
                > i bez dania racji podszedł do niej i walnął ją pięścią tak, że zobaczyła rozgwi
                > eżdżone niebo w środku dnia, założyła płaszcz i wyszła z mieszkania, by więcej
                > ani do niego, ani do meża nie wrócić. JEDEN JEDYNY RAZ wśród tysięcy przypadków

                Kocham takie wyciaganie wnioskow na podstawie jednostkowych doswiadczen. Szkoda, ze pani terapeutce nie przyszlo do glowy, ze kobiety, ktory ZDROWO zareagowaly na prezemoc - nie chcialy miec z tym mezczyzna wiecej doczynienia, sa jej po prostu nieznane, bo ani razu nie pojawily sie na terapii - wszak nie byla im do niczego potrzeba. Pani psycholog pracuje z OFIARAMI przemocy, co wyklucza prace z osobami, ktore przemocy nie toleruja i co za tym idzie, nie staja sie ofiarami.

                --
                It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
                ~ Cicero
    • alina66 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 05.11.10, 12:17
      blue,
      zwróciłam uwagę na dość typową dla współuzaleznionych rzecz- przeczytaj swoje posty. Piszesz prawie zawsze o sobie i swoich uczuciach w trzeciej osobie - tak jakbyś obserwowała sytuację z zewnątrz, "kobieta wie... kobieta czuje itd itd". My mamy - z różnych powodow - słaby kontakt ze swoimi uczuciami, jesteśmy "zamrożeni". Porozmawiaj o tym na terapii. To bardzo ważne, żeby nawiazać kotnakt z tym co czujesz.

      To, że mimo wszystko gdzieś podświadomie myślisz, ze Ty pójdziesz na terapię, a on się zmieni, podejmie terapię itd. to też normalne - ja też tak myślałam.
      Może tak, może nie...


    • tully.makker Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 05.11.10, 13:30
      Blue, nie znam twojego meza I nie wiem, czy naorawde jest potworem, ktory nie potrafi się powstrzymac od atakow furii. Chciałabym jednak podzielic się z toba swoim indywidualnym doświadczeniem i przemyśleniami – bo sama przezylam podobna historie. Kiedy po urodzeniu naszego syna zachorowałam na depresje, mój wydawaloby się normalny, kochający partner zamienil się w potwora. Awantury, wyzywanie zlych humorow na rodzinie, zwłaszcza na mnie, staly się codziennością. Calkiem powaznie zastanawiałam, się, czy facet nie ma guza mozgu – tak bardoz i tak szybko zmienilo się jego zachowanie.

      Dla mnie to jeszcze jeden dowod na to, ze okazja czyni złodzieja. Innymi slowy, facet zachowuje się tak, bo wie, ze może. Jak sama piszesz, potrafi powstrzymac się od okazywania gniewu poza domem, bo wie, ze nie może. Tak wiec celem, do którego powinnas zmierzac, jest wykazanie mu, ze w domu nie może się tak zachowywac. Bardzo wiele zalezy tu od ciebie, od twojej wewnętrznej sily i mysle, ze to bardzo dobrze, ze chodzisz na terapie, nie przerywaj i pracuj nad soba.
      Moja ulubiona ksiazka o relacjach damzko meskich mowi, ze kobiety, które są zdesperowane i zalezne od mężczyzny – nie tylko finasowo, ale także emocjonalnie – prosza się o zle traktowanie. I niestety wiem z doświadczenia, ze tak wlasnie jest. Twój maz swietnie wie, ze ty nie odejdziesz od niego, cokolwiek by zrobil. Wiesz ze człowiek, który się boi, pachnie inaczej? Twój maz czuje twój strach, podobnie jak poczuje twoja pewność siebie. To nie chodzi o to, żebyś od niego odchodzila, choc możesz i taka decyzje podjąć, gdy się wzmocnisz. Chodzi o to, żebyś miala sile i wole, by odejść, jeśli zajdzie taka potrzeba. A także, żebyś była organizacyjnie do tego przygotowana – praca, która pozwoli ci się samej utrzymac, wsparcie ze strony rodziny i przyjaciol, plan B, C i D na wszelki wypadek.

      Tak naprawdę mi się wydaje, ze w związku mniej wazne jest, hjak stawiasz granice, wazniejsza jest twoja pewność siebie, świadomość, gdzie one są i co zrobisz, jeśli zostana przekroczone. To troche tak jak z treserka lwow – one trzymaja się z daleka nie dlatego, ze boja się malutkiego bacika, tylko dlatego, ze wiedza, ze ona się nie boi.



      --
      It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
      ~ Cicero
      • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 05.11.10, 14:05
        Bardzo ciekawe, to co piszesz Tully.makker. O tym strachu. Ale ja nie boję się już męża, zdążyłam się przyzwyczaić do jego wybuchów, boję się całej karuzeli z rozstaniem i jak się odjadę w sytuacji, w ktorej będę zdana tylko na siebie, bo nigdy w całym swoim długim życiu nie byłam w takiej sytuacji. Nie wiem, czy on czuje mój lęk przed skokiem w przepaść, być może podświadomie, bo o moich przemyśleniach na ten temat jeszcze nic nie wie.
        A co do trzymania się lwa na dystans, gdy czuje, że treserka się nie boi, to nie do końca tak działa, albo jeszcze nie dość treserka to umie wykorzystać. Najwięcej przykrości i szykan spotyka mnie właśnie teraz, gdy wiem, że to, co dzieje się w domu, to przemoc psychiczna, gdy próbuję stawiać wyraźne granice, gdy wychodzę w środku jego tyrady, gdy wie, że zaczęłam pracę nad sobą, gdy dużo wychodzę z domu i spotykam się z wieloma osobami. Teraz dopiero jest prawdziwie rozjuszony, gdy traci grunt pod nogami, gdy nie daję się wciągać w bagno awantur, a gdy stosuje szantaż emocjonalny, ja zawsze wychodzę z niego obronną ręką, znajduję rozwiązanie w sytuacji, gdy on myśli, że bez niego sobie nie poradzę. Ale może to etap przejściowy, może muszę się jeszcze bardziej umocnić, może właśnie w tym umocnieniu pomoże mi terapia, niemniej lew chyba nigdy nie przestanie atakować, jego natura jest stale żądna krwi ofiary, to to, o czym piszą osoby mówiące o niemożności usunięcia z męża nieodłącznej części jego osobowości.
        • zgielk Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 06.11.10, 11:28
          bluenote1 napisała:

          boję się całej karuzeli z
          > rozstaniem i jak się odjadę w sytuacji, w ktorej będę zdana tylko na siebie, b
          > o nigdy w całym swoim długim życiu nie byłam w takiej sytuacji.

          znowu najlepiej sie sprawdzaja komunaly, zdania jak z coelho;)

          najdluzsza droga jest dojscie do JAKIEJS decyzji - jak w kazdym przypadku
          ze 100-procentowym porzekonaniem o slusznosci swych dzialan dziala sie jak w natchnieniu

          to nie Ty stracisz grunt pod nogami, tylko ow lew
          on bedzie wyl i sie ciskal, poki nie znajdzie nowej ofiary
          Ty juz bedziesz setki mil przed nim, robiac swoje na swoich warunkach

          po drodze bedzie masa trudnych momentow, kazda nowa sytuacja sytuuje nas w jakiejs niepewnosci, ale nie sa to wylacznie niewiadome - bladzisz po omacku teraz, w sytuacji pozornie znanej od lat, ale zawsze, wciaz niepewnej

          skompletuj armie oddanych przyjaciol: kazdy jest w czyms dobry: do jednego mozna zadzwonic o 3 rano, jak sie ma dosc, innym moze zawsze pozyczyc forse dlugoterminowo, trzeci gotuje fenomenalne kolacje i bedzie Twoim kateringiem, czwarty w kazdej, najgorszej sytuacji, znajdzie jakis plus - i kazda ta osoba jest potrzebna. swiat to ludzie, niewiele ponad nich.

          btw jak to szlo?
          jak juz zdecydujesz co robic, ustaw sobie w telefonie alarm na za rok, bedziesz sie czula jak bogini

          :-)
          • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 07.11.10, 12:49
            Drogi Zgiełku, wielkie dzięki. Tego właśnie kobiecie teraz najbardziej potrzeba: zmniejszenia lęku, wsparcia i przypomnienia, że przecież nie jest taka całkiem sama, że może liczyć na przyjaciół. Co prawda nie lubi angażować innych, bo wie, że każdy jakieś swoje problemy też ma, ale musi się nauczyć, że czasami trzeba wykazać się odrobiną zdrowego egoizmu i nauczyć się prosić o pomoc. To jeszcze jedna rzecz, ktorej trzeba się uczyć. Hmmm, terapia może potrwać dłużej, niż kobieta myślała;)
            Czuć się za rok jak bogini, jak to pięknie brzmi....
        • tully.makker Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 06.11.10, 12:52
          Nie boisz sie meza, ale boisz sie od niego odejsc. On to wie. Z tego czerpie swoja sile w dreczeniu ciebie.

          Przejdziesz teraz przez trudny okres, bo jemu bylo dobrze i wygodnie, nic wiec dziwnego, ze sie buntuje, gdy moze to stracic. Jesli rzeczywiscie jest potworem, to mysle, ze nie przetrzyma twojej zmiany. Ale jesli jest po prostu rozbestwiony, to twoja stanowcza i konsekwentna postawa dlugoterminowa przywola go do porzadku.

          I jeszcze jedna rada - musi miec na niego kija, olbo ow bacik, z ktorego bedziesz strzelac, miej tez marchewke. Niech zobaczy, ze jestes piekna, szczesliwa, zyczliwa, ze z taka toba bedzie mu sie lepiej zylo.
          --
          It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
          ~ Cicero
          • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 07.11.10, 16:20
            Szczerze mowiąc, bardzo liczyłam też na odpowiedź pani psycholog, może się jeszcze doczekam.

            A co do marchewki, to kompletnie nie działa. Na chwilę tak, ale jak głód go chwyci, głód wyładowania gniewu, zapomina o najlepszej marchewce. A im bardziej okazuję niezależność, im więcej spotykam się z ludźmi, dbam o siebie, realizuję się, tym bardziej go to drażni, oprócz potrzeby wyżycia się w agresji dochodzi zazdrość, bo sam życia towarzyskiego, życia poza domem prawie nie ma. W pracy oczywiście wszyscy głupi albo podli i tak jest odkąd sięgam pamięcią.
            • tully.makker Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 07.11.10, 16:40
              Mi sie wydaje, ze ty powinnas pracowac nad soba, jednoczesnie zyczliwie mu okazujac, ze na zmianach w waszej rodfzinie takze on zyska wiekszy spokoj i zadowolenie. Ale to od niego zalezy, czy skorzysta z tejj szansy, czy nie.

              A ty podejmiesz swoje decyzje, jak bedziesz do nich gotowa. Moj ex zdradzal mnie przez prawie 2 lata, a ja nie majac dowodow i wobec jego zaprzeczen nie moglam zrobic zbyt wiele. pewnego dnia w rece wpadluy mi dowody zdrady - przeplakalam 3 dni, a czwartego dnia wstalam i wezwalam slusarza celem wmiany zamkow. teraz moj ex wlasnie rozwiodl sie z kolejna zona, z tych samycxh w sumie powodow, co ze mna - mysle, ze nawet gdybym stanela na glowie, nie moglabym byc z tym facetem.

              --
              It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
              ~ Cicero
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 11.11.10, 23:24
      Nie wiem czy opisana przez Panią terapia jest stricte terapią współuzależnionych. Ale generalnie taka terapia pozwala partnerowi znaleźć odpowiedź na to jaka jest nieświadoma motywacja bycia w związku z osobą uzależnioną, jaką rolę pełni się w związku i w całym systemie rodzinnym, jakie ma się nieświadome i często zaskakujące gratyfikacje i korzyści do bycia w takim związku, jakie doświadczenie z przeszłości spowodowało wejście w przemocowy związek. Jeśli to jest już rozpoznane, to taka terapia pomaga podjąć dalsze życiowe decyzje na bazie nowej wiedzy o sobie.
      Dodatkowo na takiej terapii można zdobyć wiedzę jak postępować z osoba uzależniona, jak ją motywować do podjęcia leczenia, jak nie współbrzmieć i nieświadomie nie wspierać uzależnienia. Pewnie też jak być asertywnym. Terapia osoby współuzależnionej jest dla niej a nie dla uzależnionego partnera. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 12.11.10, 10:42
        Pani Agnieszko, bardzo dziękuję za odpowiedź. Właśnie o to mi chodziło, krótko i na temat. Zwłaszcza druga część Pani wypowiedzi jest dla mnie cenna, ponieważ większość rzeczy z pierwszej części sama już rozgryzłam i przepracowałam, ale o te drugie spróbuję się upomnieć na terapii. Poszłam na terapię w ramach programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie, mam nadzieję, że moja terapeutka ma doświadczenie w tego typu sprawach, choć po trzech spotkaniach odnoszę wrażenie jej pewnego rodzaju niepewności, jak można mi pomóc, ale to może tylko takie moje wrażenie.
        Nie wiem, czy uda mi się wypracować strategię zmotywowania męża do leczenia, ponieważ on całkowicie zaprzecza temu, że powodem naszych bardzo poważnych problemow małżeńskich jest jego przemoc psychiczna, jego potrzeba odreagowania na bezbronnych najbliższych, w rozmowach na temat terapii, gdy akurat jest w nieco lepszym nastroju, ostatecznie godzi się na terapię, ale wspólną, którą z kolei ja uważam za bezsensowną, bo w moim odczuciu przerodzi się ona we wzajemne oskarżanie się i licytowanie, kto jest bardziej winny. On oczywiście wszelkie swoje złe zachowania tłumaczy tym, że ja go sprowokowałam, co z moje strony jest całkowicie nieprawdą i koło się zamyka.
        Czy w ostateczności, gdy nie uda się nakłonić męża do terapii radzenia sobie ze swoją agresją, terapia dla par ma jakikolwiek sens w takim układzie?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 13.11.10, 00:08
          bluenote1 napisała:
          Czy w ostateczności, gdy nie uda się nakłonić męża do terapii radzenia sobie ze
          > swoją agresją, terapia dla par ma jakikolwiek sens w takim układzie?

          Terapia pary może nie przynieść rezultatu, gdy mąż nie upora się wcześniej ze swoją agresją. Ale do tego potrzeba, aby poczuł, że rzeczywiście ma z tym kłopot. Inaczej w terapii pary będzie pojawiał się opór.
          Chyba, że terapia pary będzie nakierowana wyłącznie na motywację męża do takiej terapii. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • bluenote1 Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 13.11.10, 13:15

            > Terapia pary może nie przynieść rezultatu, gdy mąż nie upora się wcześniej ze
            > swoją agresją. Ale do tego potrzeba, aby poczuł, że rzeczywiście ma z tym kło
            > pot. Inaczej w terapii pary będzie pojawiał się opór.

            Tak właśnie myślałam, dziękuję za potwierdzenie moich przypuszczeń. Teraz mam zatem nadzieję, że albo moja terapia jednoznacznie wskaże mi drogę i sposób rozstania się z mężem tak, by ponieść jak najmniej strat, głównie emocjonalnych, albo pomoże mi znaleźć jeszcze sposób, by przekonać (nie nakłonić, ale właśnie przekonać o takiej potrzebie z jego strony) męża do pójścia na terapię walki z własną agresją. Przy czym zdaję sobie sprawę, że i ona może nie pomóc, że być może jest to jego nieodłączna cecha, której i tak nie da się amputować. Ale może trzeba spróbować wszystkiego, by potem móc sobie powiedzieć: zrobiłam wszystko, nie udało się, trudno, trzeba żyć dalej, ale już na własnych zasadach i z myślą o sobie.
            • tully.makker Re: W czym pomaga terapia dla współuzależnionych, 13.11.10, 16:48
              Przy czym zdaję sobie sprawę, że i ona może nie pomóc, że być moż
              > e jest to jego nieodłączna cecha, której i tak nie da się amputować.

              Ja mysle, ze nie da sie amputowac agresji, czy klotliwosci. MY rozwiazalismy nasz kryzys, chlop nie awanturuje sie ze mna. Ale jestesmy wlasnie u tesciow, i z nimi kloci sie jak nakrecony. Tyle mojego, ze kierunek jego agresji sie zmienil.
              --
              It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
              ~ Cicero

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka