• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

separacja - co robić? Dodaj do ulubionych

  • 24.11.10, 09:03
    Proszę Was o obiektywną wypowiedź i ocenę sytuacji i podpowiedź co robić?
    Po prawie 17-tu latach małżeństwa i kilku latach konfliktów, gdzie kwestią nierozstrzygniętą jest czyja jest wina. Żona twierdzi, że ja to całe zło, ja, że wina jest wspólna. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, odnoszę wrażenie, że rozmawiamy w innych językach. Im mniej rozmawiamy tym lepiej.
    Po uzgodnieniu, że nie chcemy już być ze sobą, zaproponowałem złożenie wniosku o separację bez orzekania o winie. Poprosiłem też, aby przemyślała ewentualny rozwód.
    Separacja dlatego, że dosyć skomplikowaną kwestią jest podział majątku, długów itd. Mamy też 2 dzieci. Więc na rozwód potrzeba więcej czasu i przygotowań. Pierwsza nasza rozmowa na temat separacji doprowadziła nas do wspólnych wniosków, iż jest to najlepsze rozwiązanie, ustały kłótnie, spory.
    Po 2 tygodniach przedstawiłem żonie propozycję wniosku o separację i szczegółowy opis jakie są jej konsekwencje. Usłyszałem, że to ja chcę separacji, że wg Niej separacja już jest i szkoda kosztów. Że możemy żyć pod jednym dachem i nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
    Ja niestety nie mogę tego tak zostawić, uważam, że powinniśmy przed sądem ustalić separację i jak cywilizowani ludzie próbować się rozstać, tak, aby szkód było jak najmniej. Życie w obecnej formie jest nie do zniesienia dla każdej ze stron.
    Próbuję zrozumieć zachowanie żony, jak mantrę powtarza, że nie chce być ze mną, ale jak mamy podjąć jakieś kroki zaczyna się rozmowa i obrzucanie błotem. Tłumaczę, że to nie ma sensu, że do niczego nie dojdziemy, że kolejna rozmowa skończy się kłótnią, i że czas to zmienić. Dzisiaj napisała, żebym się dobrze zastanowił i poradził kogoś mądrego bo będę żałował do końca życia. Ja uważam, że trwanie w obecnej sytuacji spowoduje, że będziemy żałować do końca życia.
    Próbuję uzgodnić z żoną uzasadnienie separacji, tego wymaga sąd i zaczynają się jazdy. Może złożyć wniosek bez uzgodnień?
    Poradźcie coś, nie wiem jak postąpić? Jeszcze nie dawno potrafiliśmy powiedzieć o sobie, że mimo problemów coś do siebie czujemy. Teraz wszystko przykryło błoto i jest coraz głębsze.
    pozdrawiam
    H
    Edytor zaawansowany
    • 24.11.10, 09:36
      Moze zona mowila o separacji, w zupelnie innym celu niz separacja? Moze chciala sklonic cie do przemyslen, moze myslala, ze jak Ci zagrozi separacja to sie zmienisz, albo dostrzezesz jej problemy itp. itd.
      Moze obydwoje powinnisiec sie "poradzic kogos madrego" - np. jakiegos psychologa-psychoterapeuty, jesli chcecie jeszcze ratowac zwiazek.
      Jesli nie ma w Was obustronnej chceci komprosmisu (czyli dogadania sie) i jesli podjales ostateczna decyzje o separacji to powinienes sie jej trzymac. Zycie pod jednym dachem tak jak proponuje Ci zona jest wg mnie bez sensu.
    • 24.11.10, 09:42
      wg Niej separacja już jest i szkoda kosztów. Że możemy żyć pod jednym dachem i nie będziemy sobie wchodzić w drogę.

      Wg mnie ona nie chce ani rozwodu ani separacji.
      --
      The dream is this that we will finally be happy when we reach our goals.
      Then when we get there and if we are human,we immediately start dreaming of something else.
    • 24.11.10, 09:54
      Przyłączę się do poprzedników- wg mnie żona nie chce ani separacji ani rozwodu. Być może groziła Ci chcąc Cię do czegoś nakłonić, a jak się zorientowała, że mówisz poważnie, zaczęła się wycofywać.
      Jesteś pewien, że to koniec związku? Że nie pomoże Wam na przykład terapia małżeńska?
      Jeśli tak, to moim zdaniem separacja jest bez sensu, bo tak naprawdę niewiele zmieni w Waszym życiu. I co prawda łatwiej ją uzyskać niż rozwód, ale to też sąd, ustalenia, koszty. W dodatku dużo wskazuje na to, że żona będzie Ci robić trudności, a to oznacza szarpaninę i nerwy. Jeśli w perspektywie i tak widzisz rozwód, to będziecie musieli (także Wasze dzieci) przechodzić przez to wszystko dwa razy. Moim zdaniem w tej sytuacji lepiej od razu przeprowadzić rozwód. Dobrem dzieci się nie zasłaniaj, im jest obojętne, czy będziecie mieć w ręku dokument rozwodowy, czy nie, ważne, że nie stanowicie rodziny w sensie emocjonalnym. Tak czy owak bardzo to przeżyją.
      • 24.11.10, 10:33
        Pewnie jak zawsze w takich sytuacjach są wątpliwości i ja je mam. Pierwszy raz stajemy przed taką decyzją, są dzieci, które kocham ponad życie. Ale odeszliśmy od siebie bardzo daleko z żoną, i to pod względem zainteresowań, jak i widzenia przyszłości czy spełniania marzeń. Żona woli status quo, ja wiecznie szukam nowych wyzwań. Nie mamy w zasadzie o czy rozmawiać, wspólne spędzanie czasu polega na milczeniu a jeśli rozpoczyna się rozmowa to kończy się kłótnią. To są błahe sprawy, ale podam przykład. Napisałem we wniosku o separację, że nie mamy wspólnych zainteresowań. Żona to przeczytała i powiedziała, że mam to wykreślić i zapytała czy naprawdę sądzę, że przez tyle lat nie mieliśmy wspólnych zainteresowań. Ja na to, że obecnie nie mamy, a jednocześnie poprosiłem o podanie przykładów. Usłyszałem to czym się interesuje moja żona, ja na to, że to nie są wspólne zainteresowania itp. itp Rozmawiamy jak ślepy z głuchym, żonę ponoszą emocję i nie dziwię się, ale mówimy o zupełnie innych sprawach. Próbuję sprawę stawiać jasno, np. podpowiedziałem, żeby poradziła się prawnika, to usłyszałem, że nie musi bo ja wszystko przygotowałem, a przecież jestem "najmądrzejszy". Ludzie, powiedzenie, że my jesteśmy z Marsa a kobiety z Wenus jest prawdziwe, z tym, że ja bym poszukał ciał niebieskich bardziej odległych. Nie chcę być źle zrozumiany, że dyskredytuję inteligencję mojej żony, zawsze kwestie prawne, ekonomiczne, administracyjne ja załatwiałem. Żona ma swój nieduży biznes i zajmuje się domem. Kolejna linia sporu - zajmowanie się domem, znaczy ja nic nie robię, nie sprzątam po sobie naczyń. A tak naprawdę jest masa rzeczy w domu, które są po mojej stronie, Ci co mają dom wiedzą o czym mówię. Żona np. nigdy nie płaciła żadnych rachunków w domu, nie zajmowała się i nie zajmuje sprawami technicznymi i nie rozumie ile jest rzeczy do załatwienia, może nie na co dzień, jak pranie czy gotowanie, ale są.
        Jest niewielka część mojej żony, z którą chciałbym zostać, ale cała reszta ją przykryła. Oczywiście pewnie są obszary, które mógłbym zmienić w sobie, np. bycie bardziej uczuciowym. Ale żona uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia a całe zło przeze mnie – nie zgadzam się na taka ocenę sytuacji.
        Pozdrawiam
        H
        • 24.11.10, 18:21
          Właśnie takim ludziom pomaga terapia małżeńska. Kiedy nie można się porozumieć, kiedy nie ma już wspólnych tematów, kiedy pretensje już dawno przykryły to, co w sobie kochaliście. Tylko czy warto ją podjąć, czy jeszcze chcecie, musicie zdecydować sami.
    • 24.11.10, 10:29
      Przylaczam sie do zdania poprzedniczek. Zona wcale rozstania nie chce.

      Ale w sumie najwieksza szkoda to ta, ze przez lata zajmowaliscie sie dociekaniem, co jest czyja wina, zamiast skupic uwage na pracy nad soba - by stac sie lepszym czlowiekiem, lepszym mezem, zona, rodzicem.
      Wiem z doswiadczenia, ze wystarczy zmian w jednej ze stron, by nastapila zmiana w systemi, jakim jest malzenstwo i rodzina. No tylko, ze ktos musi sie okazac madrzejszy i zaczac pracowac nad soba, zamiast wymyslac, co druga strona powinna zmienic.

      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
    • 24.11.10, 10:45
      Zona radzac Ci szukanie rady u kogos madrego pewnie ma na mysli terapeute. Ale na terapie zwiazku musza isc dwie osoby, nie ma tak,ze wina lezy zawsze po jednej stronie i mozna te strone naprawic.

      Jesli naprawde Wasze drogi i cele zyciowe tak daleko sie rozbiegly, to terapeuta moze pomoc podjac decyzje o byciu bac niebyci razem. Ale nie podejmie jej za Was.

      Mam wrazenie oczywiscie znam jedynie Twoja wersje),ze zona oczekuje,ze owa madra osoba tak Cie naprawi,ze zaczniesz patrzec na swiat tak jak ona i znowu bedziecie chcieli tych samych rzeczy.

      Tak to jednak nie wyglada. Proponuje wizyte ut erapeuty-mediatora ale razem.
      • 24.11.10, 11:55
        Nie raz slyszalam historie ,ze baba pomiatala zdominowanym facetem,nie szanowala go,tylko maly bunt z jego strony to od razu szantazowala rozwodem,dziecmi,sexem a ten pokornie wszystko znosil i znosil i znosil az do momentu kiedy juz wiecej nie byl w stanie i zaczal na powaznie mowic o rozwodzie.Wtedy nastepowal SZOK,jak w ogole smie zostawic! caly jej swiat wywracal sie do gory nogami bo oczywiscie ostatniej rzeczy ktorej by sie po nim spowdziewala to to ,ze podejmie taki krok.
        A potem to juz jest schemacik.
        1.robienie z siebie ofiary
        2.obraczanie partnera o cale zlo
        3.brak jakichkolwiek zarzutow co do wlasnej osoby-urazona duma na to nie pozwala
        4.slowan agresja i wypominanie
        5.utrudnianie wszystkiego co tylko w jej mocy aby utrudnic.
        6.brak checi wspolpracy do rozwiazania problemu.

        Nie wiem jak jest u ciebie i wcale ci nie sugeruje ,ze pelniles role jakiegos zdominowanego pantofla dopoki ci sie nie przejadlo,ale mysle ze moze na poczatku malzenstwa zbyt ulegales kaprysom zony,spelniales zachcianki,rezygnowales z samego siebie aby jej dogodzic (lacznie z zainteresowaniami),ale w pewnym momencie taki uklad przestal ci odpowiadac i zapragnales byc soba tylko ,ze tej zmiany twoja zona nie potrafila i przede wszystkim nie chciala zaakceptowac.Ty sie zmieniles wiec tzn ze ty jestes wszystkiemu winny .

        Jesli twoja zona jest typem kobiety ktory opisalam to przygotuj sie na niezle jazdy przy rozwodzie ;-/


        --
        The dream is this that we will finally be happy when we reach our goals.
        Then when we get there and if we are human,we immediately start dreaming of something else.
        • 24.11.10, 13:54
          Zawsze chętnie czytam posty i wątki mężczyzn, bo mogę wtedy konfrontować swój, kobiecy punkt widzenia. Na tym forum nie jest to częste i tu raczej panie narzekają na mężczyzn, partnerów.
          Wiemy już, co masz do zarzucenia żonie, nie wiemy natomiast do końca, co żona zarzuca Tobie, za co Cię obrzuca tym błotem. Czy rzeczywiscie nie ma ku temu powodów albo te powody są tak nieistotne? Jedyny zarzut żony, o jakim piszesz, to Twój zbyt mały wkład w dom. Piszesz:
          "Żona ma swój nieduży biznes i zajmuje się domem. Kolejna linia sporu - zajmowanie się domem, znaczy ja nic nie robię, nie sprzątam po sobie naczyń. A tak naprawdę jest masa rzeczy w domu, które są po mojej stronie, Ci co mają dom wiedzą o czym mówię. Żona np. nigdy nie płaciła żadnych rachunków w domu, nie zajmowała się i nie zajmuje sprawami technicznymi i nie rozumie ile jest rzeczy do załatwienia, może nie na co dzień, jak pranie czy gotowanie, ale są."
          Prowadzenie biznesu, o ile wiem, do łatwych, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, i bezstresowych nie należy, to ciężki chleb, okupiony licznymi problemami i stresami. I wybacz, ale placenie rachunków (zwykle raz w miesiącu) i naprawy techniczne (rzadziej niż raz w miesiącu), mają się nijak do codziennej obsługi WSPÓLNEGO domu. Zatem podkreślanie swojego wkładu w postaci rachunków i techniki mnie jakoś nie przekonuje i jako kobieta rozumiem rozgoryczenie żony, której mąż ogranicza się do tych dwóch (rzadkich) czynności w domu. Kto głównie zajmuje się dziećmi? W jakim są wieku, na ile absorbujące? Gdy były bardzo absorbujące, jak często się nimi zajmowałeś? Czy żona naprawdę nie ma prawa narzekać na Twój wkład w życie rodzinne? To dla kobiety naprawdę frustrujące, zastanawiałeś się nad tym?
          Może żona jest faktycznie złośliwą, głupią, mającą (o zgrozo!) inne zainteresowania heterą, która tylko na Ciebie krzyczy, a może jest zmęczoną i źle traktowaną zgorzkniałą i niedocenianą kobietą, pełną żalu i bólu. Tego się nie dowiemy, chyba że znajdzie ten wątek, przeczyta go i nam odpowie. Ale Ty może spróbuj odpowiedzieć szczerze, czy wszystkie zarzuty żony pod Twoim adresem są całkowicie bezpodstawne i jakie jeszcze są oprócz braku pomocy w domu.
          • 24.11.10, 14:44
            O, sorry, teraz dopiero skojarzyłam, Ty jesteś tym panem od zegarka na urodziny. Jeszcze dwa miesiące temu jakieś nadzieje wiązałeś z tym małżeństwem chyba i zdawało się, że chciałeś zawalczyć, a teraz taka twarda decyzja? I zdziwienie, że żona zdziwiona? Zdaje się, że i do niezlych awantur się przyznawałeś, żona zmęczona tym? Dziwne. Straciła nadzieję, że się poprawi? Po tylu latach ciągłego braku zrozumienia? No naprawdę, dziwne.
            Nie znam Ciebie ani Twojej żony, ale chyba faktycznie nie jest u Was najlepiej. Może żona nie tyle boi się utraty Ciebie, co dorobku Waszego życia? Ustaliłeś scenariusz dla niej sprawiedliwy po separacji? A może chcesz ją zostawić z dziećmi w znacznie gorszych warunkach bytowych niż dotąd, a sam rozpocząć nowe, wspaniałe, swobodne życie?
            Tak tylko pytam;)
          • 24.11.10, 17:34
            Sebaldo
            No to odpowiadam.
            Co do biznesu żony, to kwestie księgowej, banków, wszystkich spraw formalnych związanych z działalnością załatwiam ja, mam do tego notarialne pełnomocnictwo. Nawet do księgowej z dokumentami jeżdżę ja co miesiąc. To ja wyciągnąłem ją ze sklepu, sfinansowałem zakup mebli i sam osobiście przygotowałem jej pomieszczenie, wyposażyłem je i pomogłem rozkręcić, bo wiem, że ma talent i trzeba go wykorzystać. Ale już jak proszę po 4 latach o zrobienie prostej reklamy, podsuwam pomysły jak rozwijać biznes, to się nie znam i nic nie jest w stanie tego zmienić, mimo, że biznes zatrzymał się i nie rozwija.
            Dzieci. Starsza córa chodzi do liceum i codziennie ją zawożę i odbieram, to ja odrabiam z nią lekcje, akurat po mnie poszła do biol-chem, więc cieszę się z tego i czuję się zobowiązany do pomocy, języki również ze mną przerabia, wiedza o społeczeństwie, geografia i tak mógłbym wymieniać. Żona niewiele w tej kwestii pomaga. Dlaczego?
            Młodsza jest w zerówce i codziennie z nią spędzam czas po pracy. Żona ma obowiązki domowe rano, pracuje do wieczora. Obecnie z córcią rozwijamy talenty plastyczne, malowanie i kolorowanie. Kocham moje córy ponad życie i nie pozwolę nikomu skrzywdzić. Czy sam zrobię im krzywdę, nie wiem, wiem, że teraz przeżywają ten szajs bardzo.
            Na przykład, rozmawiam ze starszą córką i mówię, że jest źle między rodzicami i że prawdopodobnie się rozstaniemy i opisuje jak to widzę, że dla mnie dzieci są najważniejsze, ale nie widzę innego wyjścia. A żona z opieprzem, że wciągam w naszą sprawę dziecko, że nie powinienem jej nic mówić.
            Mam inne zdanie.
            A co powiesz na to, że żona przez wiele lat z życia intymnego robi kij i marchewkę, jest zimna, wszystko jest nie tak, żebym nie wiem jak się starał. Wiesz jakie najczęściej słyszę słowo: „NIE”. Bo krzywo popatrzyłem, a bo się wydarłem bo kurz krzywo opada itp. Itd.
            Nie twierdzę, że jestem idealny, ale dlaczego do cholery uparcie twierdzi, że wszystko zło to moja wina.
            Nie mogę z nią porozmawiać o książkach, które czytam, nie ogląda filmów ze mną, o polityce nie chce słyszeć, moja muzyka – rzekomo przesadzam z nią i tak dalej.
            Moja opinia: jest mało samodzielną, zgorzkniałą kobietą, rozprawiającą non stop o błędach innych, o przeszłości, nie posiada lub nie potrafi wyrazić swoich marzeń. Nie wiem czego chce od życia.
            Żeby było jasne jest bardzo przystojną kobietą, nie, nie „blondynką”.
            Tak to ja jestem od zegarka na urodziny. Żona znalazła wątek na forum i czytała, ale jakoś nie nawiązała wątku.
            Pozdrawiam
            H
            • 25.11.10, 00:35
              Czy może zakochałeś się w kimś innym...?
              --
              Justyna
              • 25.11.10, 07:55
                arieta napisała:

                > Czy może zakochałeś się w kimś innym...?

                Byłoby może łatwiej, ale nie.
                pozdrawiam
                H
    • 25.11.10, 07:35
      Homo - zaproponuj mediacje. Czytam Twoje składne maile i myslę, no jak nic - pogubili się, bo nie mogą się doGADAĆ. Rozmowy normalnej na spokojnie Wam trzeba. Rozmowy na TAK lub NIE, ale rozmowy.

      Nie wiem skąd jesteś - we Wrocławiu jest bardzo sensowny ośrodek: www.mediacjawroclaw.pl - na ich stronie możesz z resztą poczytać o mediacjach - omnio.

      Lub - strona Stowarzyszenia Mediatorów Polskich - www.smr.org.pl/index.php

      Rozumiem, że masz inne zdanie na ten temat, ale umiarkowanie sensowne jest rozmawianie z córką w wieku nastoletnim nawet - o tym, że "rodzice chyba sie rozstaną". Wy będziecie sie jeszcze kotłować sto lat zanim nastanie nowe status quo, a w dziecku zbudowałeś potężne napięcie niepewności, lęku i oczekiwania co bedzie. Po co jej ten ciężar? Przyjdz do niej gdy decyzja i ustalenia będą wprowadzone w czyn - sprawa w sądzie, a jedno z Was na walizkach.





      • 25.11.10, 08:09
        nat.wroclaw napisała:

        > Homo - zaproponuj mediacje. Czytam Twoje składne maile i myslę, no jak nic - po
        > gubili się, bo nie mogą się doGADAĆ. Rozmowy normalnej na spokojnie Wam trzeba.
        > Rozmowy na TAK lub NIE, ale rozmowy.
        Masz racje, że pogubili się, problem polega na tym, że okopaliśmy się na swoich pozycjach i żadne nie popuści. Ja staram się używać faktów w naszej rozmowie, żona kieruje się emocjami, a wychodzi, że Ona o Niebie, a ja o chlebie.

        >
        > Nie wiem skąd jesteś - we Wrocławiu jest bardzo sensowny ośrodek: www.mediacjaw
        > roclaw.pl - na ich stronie możesz z resztą poczytać o mediacjach - omnio.
        >
        > Lub - strona Stowarzyszenia Mediatorów Polskich - www.smr.org.pl/index.php

        niedaleko, więc chętnie skorzystam, nie wiem czy żona w ogóle zechce o tym rozmawiać przy, jakby nie było, obcej osobie, spróbuję.

        > Rozumiem, że masz inne zdanie na ten temat, ale umiarkowanie sensowne jest rozm
        > awianie z córką w wieku nastoletnim nawet - o tym, że "rodzice chyba sie rozsta
        > ną". Wy będziecie sie jeszcze kotłować sto lat zanim nastanie nowe status quo,
        > a w dziecku zbudowałeś potężne napięcie niepewności, lęku i oczekiwania co bedz
        > ie. Po co jej ten ciężar? Przyjdz do niej gdy decyzja i ustalenia będą wprowadz
        > one w czyn - sprawa w sądzie, a jedno z Was na walizkach.

        A propo's starszej córy. Jest tak, że większość naszych rozmów z żoną odbywa się w domu. Ona to słucha i wie, jakie chcemy podjąć kroki, jak jest źle, wydaje mi się, że nie powinienem Jej oszukiwać i mówić, że jest inaczej. Może powinienem poprosić, aby nie zadawała pytań i tak kończyć rozmowę. Wczoraj poradziłem się przyjaciela, który też jest w podobnej sytuacji, z tym, że oni korzystają z porady psychologa dziecięcego (małe dziecko). I potwierdził mi, że dziecku, nawet takiemu małemu, trzeba przedstawić sytuację. Inna sprawa jak to zrobić, nie jest to proste.

        Nasz problem, jak słusznie zauważyłeś, dotyczy komunikacji. Każda rozmowa kończy się irytacją obu stron. Ja mam zasadę opierania się na faktach i podejmowanie konsekwentnych decyzji. A jak rozmawiam z żoną, to tak jakbym za każdym razem rozmawiał z kimś innym, raz spokojnie próbuje pogadać, raz wydziera się na mnie. Raz mówi, że nie chce być ze mną, a zaraz, że to ja chcę separacji.
        Właśnie jedna taka rozmowa skończyła się krzykami, przy których była starsza córka, zwróciła żonie uwagę i jej się dostało. A żona zaprzecza, że się wydzierała - ręce opadają:(

        pozdrawiam
        H
        • 25.11.10, 08:59
          >Nasz problem, jak słusznie zauważyłeś (...)

          -łaś.

          Echh, jeszcze dobrze kawy nie wypiłes rano, a juz się zonie dostało na forum od sasa do lasa. Ty rozmawiasz, ona drze japę, Ty fakty, ona wściek i to jeszcze przy córce.

          Jak jest u Was - nie wiem, ale doświadczenie, pardon, zyciowe uczy, że nie ma takiego artysty, który w zwiazku, w relacji - zawsze sam jest winien wszystkiego.

          Być może wszystko robisz cacy i nigdzie nie mozna sie przyczepic, zawsze spokojnie, dojrzale, fakty, srakty, ksiegowa, rachunki, malunki ale jesteś przy tym starym zgredą, pierdzisz w stołek i pokazujesz zonie, że jest przy Tobie cienkim bolkiem? Kumasz troche?

          Rozzalenie, że sie w rodzinie nie układa - jasna sprawa, rozżalenie, że miało być tak pienie, a nie jest - jak najbardziej, ale to, jak piszesz o Was .. takie za bardzo czaro-białe. Ty bez skazy, zona - dzidzia piernik, co to nie umie pozbierać się zyciowo. Mało to imo wiarygodne i myslę też .. mało dojrzałe, a przy tym .. nieeleganckie.

          >>dziecku, nawet takiemu małemu, trzeba przedstawić sytuację.

          Pełna zgoda. Ale absurdem jest przedstawianie tej sytuacji etapami, w zaleznosci od aktualnego humoru:
          - wiesz corciu, chyba sie rozstaniemy.
          - A wlasciwie jest lepiej.
          - Nie, jednak gorzej, sama widzisz.
          - Moze jest jeszcze nadzieja?
          - Nie, twoja matka to potwor.

          No błagam .. powiedziałes dziecku (DZIECKU, nie partnerowi, nie osobie dorosłej, ale swojemu dziecku): "Twoj swiat sie chyba zawali, tylko tatus jeszcze nie wie kiedy i czy na pewno".

          Tu wlasnie trzeba mowic o faktach, nie o planach.














          • 25.11.10, 09:37
            nat.wroclaw napisała:

            > Echh, jeszcze dobrze kawy nie wypiłes rano, a juz się zonie dostało na forum od
            > sasa do lasa. Ty rozmawiasz, ona drze japę, Ty fakty, ona wściek i to jeszcze
            > przy córce.
            No widzę, że Ty za to po 2 kawach dzisiaj chyba.
            Mówiąc o faktach, mówię o konkretnej rozmowie z żoną o separacji, oczywiście staram się trzymać faktów, bo inaczej bym zwariował. Widziałaś taki skecz o różnicy między mózgiem kobiety i mężczyzny? Jeśli nie, to polecam pod tym tytułem na youtube.

            > Jak jest u Was - nie wiem, ale doświadczenie, pardon, zyciowe uczy, że nie ma t
            > akiego artysty, który w zwiazku, w relacji - zawsze sam jest winien wszystkiego
            > Być może wszystko robisz cacy i nigdzie nie mozna sie przyczepic, zawsze spokoj
            > nie, dojrzale, fakty, srakty, ksiegowa, rachunki, malunki ale jesteś przy tym s
            > tarym zgredą, pierdzisz w stołek i pokazujesz zonie, że jest przy Tobie cienkim
            > bolkiem? Kumasz troche?

            Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz, za każdym razem pisząc o naszych problemach, mówię, że nie jestem idealny, nie jestem bez winy, też się drę i wygaduję głupoty czasami. Jestem człowiekiem i mam swoje uczucia.
            Z tym starym zgredem to też Cię poniosło, ale odbieram tą uwagę jako prowokację z Twojej strony. Nigdy nie powiedziałem, że żona jest cienkim bolkiem, stwierdzam tylko fakt, że być może za mało obowiązków ma poza domem, za mało jest samodzielna i to też jest fakt.
            A z Twojego tonu i argumentów wynika, że chcę z Niej zrobić idiotkę, Nie przesadzaj!

            > Rozzalenie, że sie w rodzinie nie układa - jasna sprawa, rozżalenie, że miało b
            > yć tak pienie, a nie jest - jak najbardziej, ale to, jak piszesz o Was .. takie
            > za bardzo czaro-białe. Ty bez skazy, zona - dzidzia piernik, co to nie umie po
            > zbierać się zyciowo. Mało to imo wiarygodne i myslę też .. mało dojrzałe, a prz
            > y tym .. nieeleganckie.

            Nie wiem skąd wzięłaś dzidzię piernika, ale wiem, że jeśli dojdzie do rozstania to wyjdzie to żonie na dobre.
            W ogóle widzę Twoje bardzo feministyczne podejście, ale w dalszym ciągu dyskusji będę się starał opierać na FAKTACH.

            > >>dziecku, nawet takiemu małemu, trzeba przedstawić sytuację.
            >
            > Pełna zgoda. Ale absurdem jest przedstawianie tej sytuacji etapami, w zaleznosc
            > i od aktualnego humoru:
            > - wiesz corciu, chyba sie rozstaniemy.
            > - A wlasciwie jest lepiej.
            > - Nie, jednak gorzej, sama widzisz.
            > - Moze jest jeszcze nadzieja?
            > - Nie, twoja matka to potwor.

            I gdzie tu wahanie, uwierz mi, sprawa jest na tyle poważna, że dla mnie to droga w jedną stronę, nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żebyśmy się nie rozstali? Poza tym, utrzymywanie status quo jest koszmarem dla obu stron.
            Z tym potworem Cię poniosło.

            > No błagam .. powiedziałes dziecku (DZIECKU, nie partnerowi, nie osobie dorosłe
            > j, ale swojemu dziecku): "Twoj swiat sie chyba zawali, tylko tatus jeszcze nie
            > wie kiedy i czy na pewno".
            >
            > Tu wlasnie trzeba mowic o faktach, nie o planach.

            A jak sobie wyobrażasz, może spróbujesz podsunąć pomysł, jak tłumaczyć 16latce, która słyszy co się dzieje i nie rozumie do końca?
            "Nie nic się nie dzieje, my z mamą tak tylko dla potrzymania życia rodzinnego"
            Słucham, bo widzę, że doświadczenie za Tobą przemawia.

            pozdrawiam
            H
            • 25.11.10, 10:01
              Mniej jęczeć na forum dla jęczących pań, mniej roztrzasac kazde skrzywienie malzonki i wlasny dyskomfort i działac zgodnie z faktami. Nie da sie _wspolnie_ wypelnic wniosku o separacje, skladasz pozew o rozwod bez orzekania, szukasz wsparcia mediatora, psychologa, prawnika - dowiadujesz sie od specjalistow (nie od forowiczek w wiekszosci O ZGROZO z feministyczna predylekcją) - jak rozstanie przeprowadzic godnie i jak najmniej bolesnie dla dzieci, jak sprawiedliwie podzielic majatek, jak i przy kim ustalic miejsce pobutu dzieci (to juz po badaniu w RODK).

              Tam, gdzie nie idzie sie Wam dogadac - wnosisz w pozwie o orzeczenie wyrokiem sądu. W miedzy czasie organizujesz porozwodowe zycie: osobne mieszkanie, dojazdy, etc.

              Nie gadac, nie gledzic, tylko robic. To tak na poczatek.


              • 25.11.10, 10:47
                nat.wroclaw napisała:

                > Mniej jęczeć na forum dla jęczących pań, mniej roztrzasac kazde skrzywienie mal
                > zonki i wlasny dyskomfort i działac zgodnie z faktami.
                To mi otworzyłaś oczy, bo dla mnie forum "Życie rodzinne", na którym wyczytałem wiele tego typu zapytań i próśb, do tego celu służy. Jako jeden z elementów do konsultacji, porad. Jest to mój drugi występ tutaj. I na szczęście statystycznie jesteś w mniejszości ze swoimi uwagami.
                Według mnie sama podważasz sens istnienia takiego miejsca w sieci i nazywasz siebie "forowiczką .......z feministyczna predylekcją"

                pozdrawiam
                H
                • 25.11.10, 11:06
                  Ojej, zieew .. długo tak możesz męczyć konia, byle wyszło na Twoje. Nie czytasz, nie słuchasz, grasz w grę "ale" - nie chcesz porady. Chcesz skupic na sobie uwage, chcesz aplauzu, grupowej terapii wsród ciepłych czytelniczek.

                  Usztywniasz się neurotycznie w banalnej wymianie zdan na forum - w realnym zyciu to bardzo trudna cecha u partnera. Przyznaje - mozna ześwirować. Może Twoja zona wlasnie tego nie dźwiga.
                  • 25.11.10, 18:45
                    nat.wroclaw
                    Zastanów się Kobieto. Piszesz, żeby nie jęczeć na forum tylko działać, bo tu forumowicze przesiąknięci feminizmem, a teraz nagle udzielasz porady. Brak konsekwencji.
                    Czytam i słucham bardzo uważnie, nie klei mi się to co piszesz.
                    To tobie nuta F akcentuje nastawienie do mnie i tego co piszę.

                    Jakiego aplauzu? chcę wysłuchać wielu opinii i wyrobić sobie zdanie, a nie jęków nie klejącej dyskutantki. Nie musisz się udzielać z takim nastawieniem. Spróbuj gdzieś na kulinariach.
                    • 25.11.10, 21:47
                      >>Piszesz, żeby nie jęczeć na forum tylko działać, bo tu forumowicze przesiąknięci feminizmem

                      FoROwicze. `um jest końcówką, przyrostkiem, przyrostków sie nie odmienia.

                      Riilii? Gdzie? Gdzie piszę "nie jęcz BO tu są te straszne baby na eF" (swoja drogą fiksacja na słowie Feministka troche chyba załatwia Ci nieumiejetnosc dyskusji w ogóle. Gdy pojawiaja sie głosy niezgodne z Twoim pogladem - ucinasz kontakt.
                      To tez raczej znamienne dla neurotycznej dumy.

                      Piszę natomiast: "Nie jęcz, tylko działaj, bo jeczeniem na forum i takim obsesyjnym (chyba w kazdym poscie) przeżywaniem tego że gdy Ty z faktami, to żona z emocjami, a Ty z wnioskem, a żona z krzykiem, Ty rzeczowo, a zona do córki z wyrzutami, czy czyms tam .. otóż - nic tym nie zyskasz ani nie zmienisz. Poznasz opinie, i co? Jetes w sytuacji, której nie mozesz _zmienić_. Nie możesz porozumiec się z żoną co do godnego rozstania, mało tego, nie mozesz sie z nia sensownie dogadac co do godnego zycia razem od dłuzszego czasu - taki, jak rozumiem, najogólniej rzecz biorąc jest wydzwiek pierwszego postu. No wiec stara psychologiczna zasada mowi, ze jesli nie mozesz zmienic sytuacji, w ktorej nie chcesz byc, to musisz z niej wyjsc.

                      Rzucilam okiem na wątek o zegarku. I trochę tak wygladasz mia na gościa, ktory w kuchennym języku psychiatrów nazywany jest "facetem, który męczy konia". Takie zaleganie afektu, który przezywasz i przezywasz, a wraz z tobą musza przezywać internetowe fora.

                      Będziesz sie tak ze swoją starą jeszcze kotłował, Bóg wie ile. I tylko dziewczynek żal.
                      • 26.11.10, 08:49
                        Wiesz co, Ty masz chyba poważne kompleksy, nie będę się z Tobą ścigał na szukanie błędów w treści Twoich wypocin. Umiejętność dyskusji polega również na słuchaniu, Ty postawiłaś bardzo szybko tezę o mojej winie i tego się trzymasz. Twoja sprawa.

                        Męczę konia bo to jest sprawa tego wymagająca, próbuję zrozumieć co się dzieje, a nie masz racji, że nie chcę nic zmienić. Po dyskusji nt. zegarka podjąłem próby zmiany siebie, niestety z drugiej strony nastąpiły prowokacje, rzekomo po to by sprawdzić jak sobie radzę ze zmianami. Prowokacje były przemyślane ze strony żony i zamiast spróbować się dostroić, nastąpił "atak".
                        Wiem, wiem, zaraz napiszesz, że nie wytrzymałem, a żona słusznie sprowokowała. Ciekaw jestem tylko co Ciebie takiego spotkało w życiu, że zażarcie próbujesz dorobić mi gębę.
                        Życzę zdrowia
                        H
                    • 25.11.10, 21:49
                      >>Piszesz, żeby nie jęczeć na forum tylko działać, bo tu forumowicze przesiąknięci feminizmem

                      FoROwicze. `um jest końcówką, przyrostkiem, przyrostków sie nie odmienia.

                      Riilii? Gdzie? Gdzie piszę "nie jęcz BO tu są te straszne baby na eF" (swoja drogą fiksacja na słowie Feministka troche chyba załatwia Ci nieumiejetnosc dyskusji w ogóle. Gdy pojawiaja sie głosy niezgodne z Twoim pogladem - ucinasz kontakt.
                      To tez raczej znamienne dla neurotycznej dumy.

                      Piszę natomiast: "Nie jęcz, tylko działaj, bo jeczeniem na forum i takim obsesyjnym (chyba w kazdym poscie) przeżywaniem tego że gdy Ty z faktami, to żona z emocjami, a Ty z wnioskem, a żona z krzykiem, Ty rzeczowo, a zona do córki z wyrzutami, czy czyms tam .. otóż - nic tym nie zyskasz ani nie zmienisz. Poznasz opinie, i co? Jetes w sytuacji, której nie mozesz _zmienić_. Nie możesz porozumiec się z żoną co do godnego rozstania, mało tego, nie mozesz sie z nia sensownie dogadac co do godnego zycia razem od dłuzszego czasu - taki, jak rozumiem, najogólniej rzecz biorąc jest wydzwiek pierwszego postu. No wiec stara psychologiczna zasada mowi, ze jesli nie mozesz zmienic sytuacji, w ktorej nie chcesz byc, to musisz z niej wyjsc.

                      Rzucilam okiem na wątek o zegarku. I trochę tak wygladasz mi na gościa, ktory w kuchennym języku psychiatrów nazywany jest "facetem, który męczy konia". Masz zaleganie afektu, który przezywasz i przezywasz, a wraz z tobą musza przezywać internetowe fora.

                      Będziesz sie tak ze swoją starą jeszcze kotłował, Bóg wie ile. I tylko dziewczynek żal.
            • 25.11.10, 10:19
              >>Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz, za każdym razem pisząc o naszych problemach, mówię, że nie jestem idealny, nie jestem bez winy, też się drę i wygaduję głupoty czasami. Jestem człowiekiem i mam swoje uczucia.

              To może w tym wątku jeszcze dopisz, bo tu nie ma. jest ojciec roku i matka wariatka, co ani rachunku, ani faktury ani rozwoju dzialalnosci wlasnej umysłem nie ogarnie.
              • 25.11.10, 10:48
                Mam podobny odbiór Ciebie jak Nat. Przedstawiasz siebie jako czlowieka doświadczonego, obrotnego, rozsądnego, rzeczowego, a żonę jaką nieporadną, leniwą (za mało obowiązków poza domem), kłótliwą, niechętną, zgorzkniałą, awanturnicę, kierującą się wyłącznie złymi emocjami. Jedyny jej pozytyw to to, że jest przystojna? Piszesz o żonie w bardzo lekceważący sposób, obawiam, że tak też ją traktujesz. Jak myślisz, jak ona się z tym czuje?
                Kłótnie. Musisz jako facet zrozumieć jedną rzecz. Są kłótnie i kłotnie. Pierwsze to żywe wymiany zdań. Macie inne zdanie i dajecie temu wyraz, a gdy nie możecie się dogadać, co się zdarza, podnosicie nieco głos, może dojść do przekrzykiwania się nawzajem. Drugie, to wyżywanie się na drugiej osobie. Jest różnica zdań, eskalacja konfliktu, aż do momentu wydzierania się na siebie, potem już krok do wyzwisk, poniżania, wyciągania brudów, szantażu emocjonalnego. W związku są pewne granice, ktorych nie wolno przekraczać. Jeśli w złości wyzwiesz żonę od najgorszych, poniżysz ją, to zapada w serce bardzo głęboko. Padają słowa, ktore świadczą o całkowitym braku szacunku, a przede wszystkim o braku liczenia się z uczuciami drugiej osoby. Pewnych rzeczy w związku zwyczajnie nie można powiedzieć, bo bolą tak bardzo, że rana zostaje, jeśli nie na zawsze, to na bardzo długo. Stąd potem kij i marchewka, jak to nazywasz, a ja nazywam naturalna konsekwencja złych zachowań. Nie wiem, dlaczego mężczyznom tak ciężko zrozumieć, że kobieta wyzwana od najgorszych, poniżona, zlekceważona dlugo jeszcze po tym nie ma ochoty się kochać. Przecież to naturalne, to nie wynika z chęci odwetu, ale ze zwykłego ludzkiego (nawet nie tylko kobiecego) bólu po zranieniu. To tak, jakby człowiekowi ze złamaną nogą kazać na drugi dzień tańczyć. No przecież taniec jest taki przyjemny.
                Jeśli w Twoim darciu się i wygadywaniu głupot, jak to określasz, są elementy lekceważenia, poniżania, zdarzają się ciężkie wyzwiska, nie dziw się żonie, że ona uważa Ciebie za winnego. Piszesz, że ona reaguje emocjonalnie, że krzyczy. A może jest tak, że Ty ją poniżasz, a ona się broni, ma może słuchać wszystkiego ze spuszczoną głową? O co się tak kłocicie? Czy to ona zawsze prowokuje? Czym prowokuje? Co tym ugrywa, że atakuje? Myślisz, że ona lubi się kłócić? Że chce, by w domu były awantury? Przy dzieciach?
                Chciałabym, żebyś dla równowagi napisał nam o dobrych stronach żony, bo zakładam, że takie są, skoro się z nią ożeniłeś i byłeś tyle lat, i jakie są główne zarzuty żony wobec Ciebie?
                Z drugiej strony nie wykluczam, że Twoja żona faktycznie jest złą osobą i to, co dzieje się w Twoim domu, to agresja słowna z jej strony. Wklejam Ci linka do fragmentu książki na ten temat i proszę, żebyś zrobił sobie test 10 pytań. Podaj nam wynik, jestem bardzo ciekawa, jak Ci pójdzie.
                www.gandalf.com.pl/fragment/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/
              • 25.11.10, 10:53
                nat.wroclaw napisała:

                > >>Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz, za każdym razem pisząc o naszy
                > ch problemach, mówię, że nie jestem idealny, nie jestem bez winy, też się drę i
                > wygaduję głupoty czasami. Jestem człowiekiem i mam swoje uczucia.
                >
                > To może w tym wątku jeszcze dopisz, bo tu nie ma. jest ojciec roku i matka wari
                > atka, co ani rachunku, ani faktury ani rozwoju dzialalnosci wlasnej umysłem nie
                > ogarnie.
                Druga część zdania została przeze mnie opisana w tym wątku. Moje ojcostwo oceniają i ocenią dzieci i to jest i będzie wiarygodna ocena. Nie napisałem, że nie ogarnia umysłem, masz tendencję do nadinterpretowywania (co ukazuje Twoje feministyczne skłonności w tym konkretnym przypadku = brak obiektywizmu). Napisałem, że tego po prostu nie robi i nie robiła, a to było w kontekście zarzucania mi braku obowiązków (w tym domowych). Chciałem pokazać, że istnieje podziała zadań, ale mojej strony żona po prostu nie dostrzega, to wszystko się dzieje samo.
                Pozdrawiam
                H
                • 25.11.10, 21:04
                  masz tendencję do nadinterpretowywania (co ukazuje Twoje femin
                  > istyczne skłonności w tym konkretnym przypadku = brak obiektywizmu).

                  cudowna nowa moda wśród panów na forum:

                  mniej lub bardziej eleganckie sformułowanie o feministycznych skłonnościach, zamykające usta rozmówczyni. no skoro ma feministyczne skłonności, trudno brać jej słowa w ogóle pod uwagę, o rozważeniu - albo, uchowaj boże, racji - już w ogóle nie wspominając.

                  jakie to proste. nie głaszczesz mnie po główce = jesteś feministką, więc nie masz prawa głosu. idź na kulinaria.
                  • 26.11.10, 08:53
                    kkokos napisała:

                    > masz tendencję do nadinterpretowywania (co ukazuje Twoje femin
                    > > istyczne skłonności w tym konkretnym przypadku = brak obiektywizmu).
                    >
                    > cudowna nowa moda wśród panów na forum:
                    >
                    > mniej lub bardziej eleganckie sformułowanie o feministycznych skłonnościach, za
                    > mykające usta rozmówczyni. no skoro ma feministyczne skłonności, trudno brać je
                    > j słowa w ogóle pod uwagę, o rozważeniu - albo, uchowaj boże, racji - już w ogó
                    > le nie wspominając.
                    >
                    > jakie to proste. nie głaszczesz mnie po główce = jesteś feministką, więc nie ma
                    > sz prawa głosu. idź na kulinaria.

                    Nie znam tego forum tak dobrze jak nat.wroclaw, ale to właśnie Ona zasugerowała takie wydźwięk tego forum. Jest to moje drugie wystąpienie tutaj, jak znajdziesz czas i ochotę, to nie doszukasz się takich zarzutów w moim pierwszym poście.
                    pozdrawiam
                    H
    • 25.11.10, 12:48
      w hjak duzym zakresie ty zone ubezwlasnowolniles. nie ze zlej intencji byc moze i przy jej wspoludziale - iekoniecznie swiadomym, byc moze to zwykle wygodnictwo. po obu stronach.

      Ale jestem faktem, ze ustaliliscie podzial obowiazkow, ktory czyni z twojej zony zyciowa kaleke.

      Tak czy inaczej, rozstanie, czy pozostanie - sadze, ze pierwszym krokiem powinno byc zreidowanie podzialu obowiazkow tak, by zona miala okazje zajac sie pozadomowymi obowiazkami urzedowymi i nauczyc sie je wykonywac.

      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
      • 25.11.10, 18:49
        tully.makker napisała:

        > w hjak duzym zakresie ty zone ubezwlasnowolniles. nie ze zlej intencji byc moz
        > e i przy jej wspoludziale - iekoniecznie swiadomym, byc moze to zwykle wygodnic
        > two. po obu stronach.
        Być może masz rację.

        > Ale jestem faktem, ze ustaliliscie podzial obowiazkow, ktory czyni z twojej zon
        > y zyciowa kaleke.

        Zawsze było tak: "Ty to załatw, wiesz lepiej", a że mam taką naturę, że sam wchodzę do głębokiej wody, nie ma dla mnie rzeczy nie do załatwienia. Przynajmniej jak widać, nie było do tej pory.

        > Tak czy inaczej, rozstanie, czy pozostanie - sadze, ze pierwszym krokiem powinn
        > o byc zreidowanie podzialu obowiazkow tak, by zona miala okazje zajac sie pozad
        > omowymi obowiazkami urzedowymi i nauczyc sie je wykonywac.

        Dlatego też, nie trzasnąłem za sobą drzwiami i nie zostawiłem całego bałaganu, zaproponowałem rozstanie rozłożone w czasie, tak aby dać sobie szansę.
        • 25.11.10, 20:14
          Zadałam Ci kilka pytań, nie doczekałam się odpowiedzi, czy mam z tego wnosić, że są niewygodne? To mi daje sporo do myślenia. Najbardziej mnie interesują konkretne zarzuty żony pod Twoim adresem.
          W pewnym sensie jestem w nieco podobnej sytuacji do Twojej, to znaczy moje małżeństwo dotarło do punktu, w którym wydaje się, że nie ma dobrych rozwiązań. Rozstanie zniweczy całe dotychczasowe życie, przekreśli cały wspólny dorobek, porani wszystkie strony; pozostanie ze sobą skaże oboje na dalsze wzajemne niszczenie się. Ja podjęłam jeszcze próbę zawalczenia i poszłam na terapię, żeby się pozbierać. Jedyną nadzieję upatruję w podjęciu przez męża terapii radzenia sobie ze złością, bo to główna bolączka i przyczyna konfliktów (zdiagnozowana przez dwie niezależne terapeutki), przy czym mąż na terpię nie chce się zgodzić, bo to oznaczałoby przyznanie się do tego, że ma problem. Jedna z terapeutek sugeruje terapię par. Mąż w lepszych okresach wspólnej terapii nie wyklucza. Może jeszcze to jedno narzędzie wykorzystam, może ono coś otworzy w jego postrzeganiu problemu, choć nie robię sobie nadziei. Jak widzisz, mimo wszystko, do końca próbuję, do końca chcę ratować małżeństwo, mimo że to ja mam się za jego ofiarę i stronę pokrzywdzoną.
          W poprzednim wątku chyba pisałeś (nie mam teraz czasu go czytać) o pomysłach terapii. Nie chcesz z żoną spróbować? Już się poddałeś? Myslisz, że zrobiłeś wszystko dla ratowania tego związku?
          Czy aby na pewno nie ma drugiej pani?
          • 26.11.10, 10:29
            Odpisuję zatem.
            Żony zarzuty do mnie
            Dotyczą mojego zachowania. Na przykład, jest impreza w domu, alkohol i na drugi dzień murowane, że będą komentarze odnośnie mojego złego zachowania. Pierwszy zarzut – muzyka za głośno (dom stoi na odludziu). Kolejna sprawa, potrafię prawić komplementy innym kobietom. Trzeci zarzut, napiłem się za dużo. Czwarty zarzut, nie sprzątam po sobie (prawda) – bałaganię (prawda), mam problem z opanowaniem porządku jak urzęduję z młodszą córą. W każdą sobotę robię porządki, problem polega na bieżącym sprzątaniu, po prostu nie robię tego, a żona sprzątnie po wszystkich zostawiając moje naczynia np. (pierdoła nie?). Gdy przygotowuję posiłki też mam problem z utrzymaniem porządku, ale tu wspiera mnie starsza córa. Ostatni, który przychodzi mi do głowy – w czasie cichych dni traktuję żonę jak powietrze.

            Moje zarzuty do żony:
            Jej zachowanie – Trudno wyczuć którą nogą wstanie, jak ma zły humor wszyscy powinni się schować. Taka postawa zaczęła dominować. Tłumaczenie – „tak mam i już i się nie zmienię”.
            Nie zamknięta sprawa zdrady sprzed 10 lat – wypominanie na każdym kroku, cokolwiek kojarzy się z tamtą historią jest komentowane.
            I w związku z tym - kompletny brak zaufania - moja każda impreza (czasami całonocna) to zdrada – zdarza się to raz na pół roku. Żonie też się zdarzają.
            Nasz dom – według żony to porażka, Ona nigdy go nie chciała (chociaż wersja się zmienia w zależności od humoru)
            Moja matka – żona urwała z Nią kontakt, moja matka nie może do nas przyjeżdżać (matka nie jest bez winy). Każdy pomysł na spotkanie z moją matką, zaangażowanie Jej w cokolwiek – żona dostaje wścieku.
            Pomysł na życie, plany na przyszłość – żona woli status quo, brak woli do zmian, nie przyjmuje argumentów.
            Nie dotrzymuje słowa, np. w sprawach finansowych. „Weź kredyt ma mnie ja spłacę”, wziąłem – nie spłaca, argument – bo nie mam. Ja zawsze mam mieć.
            Opowiada w szczegółach o naszych problemach swoim znajomym, często tym co nie potrafią dotrzymać tajemnicy. Potrafi poznać mnie ze swoją klientką i w tym samym czasie obsmarować mi tyłek przy niej (takie żarciki niby). W trakcie rozmów, szczególnie przez telefon, przyjmuje bardzo infantylna postawę (słodko-pierdzącą). Jest wg mnie za blisko z klientami - jest na z większością na „Ty”, „Kochanie”.
            Wciąga w nasze konflikty całą rodzinę i znajomych: „a twoja matka to!, zapytaj mojej matki itp ”, a jeśli jest teściowa u nas z wizytą – doprowadza do konfrontacji i włącza Ją w konflikt. Zarzuca mi brak przyjaciół, znajomych. Twierdzi, ze mam złą opinię wśród znajomych, że nikt mnie nie lubi itd. Kłamie, naciągając fakty.
            Przyjmuje postawę osoby dominującej przy rodzinie i znajomych. Prawie zawsze szuka konfrontacji przy osobach trzecich.

            Mocne strony żony.
            Jest dobrą matką, dba o dzieci, kocha je bardzo. Dba o dom, sprząta, dobrze gotuje. Ma duży zmysł estetyczny dotyczący mody i urządzenia domu, otoczenia. Wybiera w zasadzie wszystko co ubieramy, podobnie decyduje o meblach, elementach wyposażenia, kolorach itp. Jest pracowita, mimo, że nie rozwija się tak jakby chciała, przykłada się do tego co robi, nie nawala. Jest komunikatywna, potrafi szybko nawiązać kontakt.
            pozdrawiam
            H
            • 26.11.10, 10:36
              Nie ma innej kobiety.
              Pozdrawiam
              H
              • 26.11.10, 15:28
                Dzięki za wyjaśnienia. Przemyślę, odpiszę.
                Jeszcze pytanie o test 10 pytań z Toksycznych słów. Zrobiłeś? Na ile odpowiedziałeś twierdząco? Ja na 9 i to jakoś najdobitniej mi uzymysłowiło, że podlegam agresji słownej w moim małżeństwie. Ta książka JEST o moim małżeństwie, dlatego, podobnie jak Twoja żona, uznałam, że w związku jestem ofiarą przemocy i to głównie mój mąż ponosi winę za nasze problemy. Przy czym należy podkreślić słowo GŁÓWNIE, wiem, że nie jestem święta, niemniej sednem konfliktów jest stosowanie przemocy psychicznej przez męża. Jeśli Ty odpowiesz na kilka pytań pozytywnie, jeśli rzeczywiście uważasz, że Twoja wina jest niewspółmierna to traktowania Ciebie przez żonę i nie chcesz spróbować jeszcze wykorzystać ostatnią deskę ratunku, jaką może być terapia, rzeczywiście separacja może być jedynym rozwiązaniem. Może z korzyścią dla wszystkich, dla żony też.
                • 26.11.10, 16:28
                  Zrobię test przez weekend. Potrzebuję trochę czasu, bo chcę spokojnie przeczytać.
                  Żona jutro bawi się na andrzejkach, więc będę miał czas:)
                  pozdrawiam
            • 26.11.10, 14:45
              Nie zamknięta sprawa zdrady sprzed 10 lat

              Moim skromnym zdaniem to jest sedno problemu, reszta to dodatki.
              • 26.11.10, 14:59
                Dokladnie - moje doswiadczenie poucza, ze po zdradzie nie da sie kontynuowac zwiazku opartego na milosci, szacunku i zaufaniu.
                --
                Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
                Naomi Wolf

                Wiedzmowo
                • 26.11.10, 16:33
                  tully.makker napisała:

                  > Dokladnie - moje doswiadczenie poucza, ze po zdradzie nie da sie kontynuowac zw
                  > iazku opartego na milosci, szacunku i zaufaniu.
                  Też mi się tak wydaje, z tym, że brak szacunku, powoduje konflikty, wiele razy żona sugerowała, że ma "takie!" doświadczenie w sprawach damsko-męskich i niejedno widziała. Pewnie chcąc wzbudzić zazdrość, ale to działa dokładnie odwrotnie, moje zaufanie do niej zmalało również do zera. Twierdzi, że jeśli Ją podejrzewam to dlatego, że mierzę swoją miarą. A ja zwyczajnie przestałem Jej ufać. A do tego popełniam kolejne błędy.
                  Słabo to widzę, dzięki za zaangażowanie w dyskusję.
                  pozdrawiam
                  H

                  pozdrawiam
                  H
                  • 26.11.10, 17:06
                    Mi ososbiscie trudno byloby szanowac czlowieka, ktory zdradza. Wiernosc seksualna jest dla mnie waznym wykladnikiem wartosci czlowieka.
                    --
                    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
                    Naomi Wolf

                    Wiedzmowo
                    • 26.11.10, 17:36
                      tully.makker napisała:

                      > Mi ososbiscie trudno byloby szanowac czlowieka, ktory zdradza. Wiernosc seksual
                      > na jest dla mnie waznym wykladnikiem wartosci czlowieka.

                      Szanuję to.
                      Ja zrobiłem co zrobiłem i nic tego nie wróci, mleko się wylało.
                      Ponoć wszystko w przyrodzie jest w równowadze, to jak mawiała moja prababcia: "synu, kto co robi to sobie".
                      Pozdrawiam
                      H
                • 26.11.10, 16:44
                  Też mi w tle cały czas gra ta zdrada sprzed 10 lat. Żona może i kocha cię, ale nie lubi i nie szanuje, nie ufa - właśnie przez tamten epizod.
                  Mój mąż też zostawił mnie w nieplanowanej ciąży, nie mieliśmy ślubu, studiowaliśmy na ostatnim roku. Urodziłam, wzięłam dziekankę i poszłam mieszkać do rodziców. Po kilku miechach błagał o powrót - zgodziłam się uprzedzając o pewnych warunkach, niestety ograniczających jego dotychczasową swobodę np. nie ma wychodzenia, zabaw osobno, nocą, nie ma chodzenia osobno na imprezy. Dziś, gdy dziecię ma już blisko 14 rok, wszystko działa tak, jak sobie zastrzegłam i nie nikt z nas jakiejś nieprzepartej chęci szwędania się nocami (ale: wyszaleliśmy się każde z osobna w czasach nauki do bólu). Zresztą myślę, że taka "nocna" swoboda "wystawiła" niejedno małżeństwo, znam takie pary - już nieaktualne. Tylko tych dzieciaków szkoda.
                  • 26.11.10, 17:44
                    nowy99 napisał:

                    > Też mi w tle cały czas gra ta zdrada sprzed 10 lat. Żona może i kocha cię, ale
                    > nie lubi i nie szanuje, nie ufa - właśnie przez tamten epizod.
                    > Mój mąż też zostawił mnie w nieplanowanej ciąży, nie mieliśmy ślubu, studiowali
                    > śmy na ostatnim roku. Urodziłam, wzięłam dziekankę i poszłam mieszkać do rodzic
                    > ów. Po kilku miechach błagał o powrót - zgodziłam się uprzedzając o pewnych war
                    > unkach, niestety ograniczających jego dotychczasową swobodę np. nie ma wychodze
                    > nia, zabaw osobno, nocą, nie ma chodzenia osobno na imprezy. Dziś, gdy dziecię
                    > ma już blisko 14 rok, wszystko działa tak, jak sobie zastrzegłam i nie nikt z n
                    > as jakiejś nieprzepartej chęci szwędania się nocami (ale: wyszaleliśmy się każd
                    > e z osobna w czasach nauki do bólu). Zresztą myślę, że taka "nocna" swoboda "wy
                    > stawiła" niejedno małżeństwo, znam takie pary - już nieaktualne. Tylko tych dzi
                    > eciaków szkoda.
                    Myśmy ze sobą byli przed ślubem 8 lat. Rożne historie wtedy były, ale nie zdradziłem Jej i kochałem bardzo. Ona miała już wtedy takie zapędy co by wystawiać moje uczucie na próbę. A listy od chłopaków z obozu, a chłopiec z różą do domu przyszedł. Wiem, że była mi wierna, ale była też kochliwa (oxymoron? może i dziwne).
                    Co do szwędania się nocą, nauczyłem się, że nie wolno ograniczać tej swobody. Jeśli ma potrzebę to proszę. Tylko po co później teksty, niby to żartem "ja to się napatrzyłam i mam porównanie". Głupie, niepotrzebne, niedojrzałe.
                    Dzieci szkoda bardzo, wiem, bo ojciec sobie poszedł jak miałem 5 lat.
                    Pozdrawiam
                    H
    • 01.12.10, 23:41
      Opisał Pan związek w stanie kryzysu. Z tego opisu wynika, że polega ona między innymi na permanentnej róznicy zdań i poglądów między Państwem. Z jakich, zatem, powodów oczekuje Pan, że żona będzie z Panem zgodna w sprawie separacji ? Że uzyska Pan radosną zgodę w tak poważnej sprawie, skoro nie uzyskuje jej Pan w sprawach drobnych.
      Jeśli Pan jest zdecydowany na separację, umie Pan uargumentować jej powód przed sądem, to może Pan podjąć osobistą i samodzielną decyzję i złozyć do sądu odpowiedni wniosek, bez oczekiwania na zgodę i decyzję żony.
      Mam jednak wrażenie, że nie tylko Pana żona nie chce faktycznej separacji i tylko odpowiedno manipuluje swoją zgodą na nią.
      Wygląda, że Pan również. Oznaczać to może, że oboje Państwo wolicie tkwić we wzajemnych pretensjach i czynić ze swoich własnych krzywd i poczucia niesprawiedliwości życiowe role w związku. Trudno je, najwyraźniej, porzucić Taka postawa tylko hibernuje układ w żaden sposób nie czyniąc zmiany. Jeśli ma Pan ugruntowaną decyzje prosze zmierzać do sądu, zamiast obciążać żonę swoją własną niemoznością. Tyle moich uwag wprost dla Pana.
      A teraz uwagi ogólne do całego tego wątku zupełnie innej natury.
      z całą pewnością większe zainteresowanie tym forum jest po stronie kobiet.One je tworzą i czytają. Obecność mężczyzn jest rzadka przez co zauważalna.
      Ale też wypowiedzi kobiet w wątkach założonych lub przejętych przez mężczyzn są szczególone.
      Mężczyźni są ostro krytykowani, zakłada się od razu ich złą wolę w związku , są przepytywani z obecności w życiu rodzinnym, nie dowierza im się, bez wyraźnego powodu narzuca konieczność zmiany w lepszego człowieka i partnera, w nich upatruje się przyczyny kryzysu w związkach, tropi się ich wrogość wobec kobiet i każdy podany przez męzczynOpisał Pan związek w stanie kryzysu. Z tego opisu wynika, że polega ona między innymi na permanentnej róznicy zdań i poglądów między Państwem. Z jakich, zatem, powodów oczekuje Pan, że żona będzie z Panem zgodna w sprawie separacji ? Że uzyska Pan radosną zgodę w tak poważnej sprawie, skoro nie uzyskuje jej Pan w sprawach drobnych.
      Jeśli Pan jest zdecydowany na separację, umie Pan uargumentować jej powód przed sądem, to może Pan podjąć osobistą i samodzielną decyzję i złozyć do sądu odpowiedni wniosek, bez oczekiwania na zgodę i decyzję żony.
      Mam jednak wrażenie, że nie tylko Pana żona nie chce faktycznej separacji i tylko odpowiedno manipuluje swoją zgodą na nią.
      Wygląda, że Pan również. Oznaczać to może, że oboje Państwo wolicie tkwić we wzajemnych pretensjach i czynić ze swoich własnych krzywd i poczucia niesprawiedliwości życiowe role w związku. Trudno je, najwyraźniej, porzucić Taka postawa tylko hibernuje układ w żaden sposób nie czyniąc zmiany. Jeśli ma Pan ugruntowaną decyzje prosze zmierzać do sądu, zamiast obciążać żonę swoją własną niemoznością. Tyle moich uwag wprost dla Pana.
      A teraz uwagi ogólne do całego tego wątku zupełnie innej natury.
      z całą pewnością większe zainteresowanie tym forum jest po stronie kobiet.One je tworzą i czytają. Obecność mężczyzn jest rzadka przez co zauważalna.
      Ale też wypowiedzi kobiet w wątkach założonych lub przejętych przez męzczyzn są szczególone.
      Mężczyźni są ostro krytykowani, zakłąda się od razu ich złą wolę, są przepytywani z obecności w życiu rodzinnym, nie dowierza im się, narzuca konieczność zmiany w lepszego człowieka i partnera, w nich upatruje się przyczyny kryzysów w związku, tropi ich wrogość wobec kobiet a kazdy fakt może być użyty przeciwko aktywnemu mężczyźnie. Może to jest powód tak niskiej męskiej frekwenciji na forum będż pt: "Życie rodzinne" A szkoda . Inna, właśnie, męska perpektywa warta jest pozytywnego dostrzerzenia, a nie tylko eliminacji jej z życia kobiety poporzez znaną forumową radę "panu już dziękujemy"
      Ciekawe dlaczego tak się dzieje? Agnieszka Iwaskziwicz

      • 02.12.10, 08:20
        A ja się z Panią nie zgodzę co do tego, że mężczyźni są na tym forum krytykowani o wiele bardziej niż kobiety. Jest ich mniej, dlatego być może jest to bardziej widoczne. To forum (jak i pewnie każde inne) generalnie jest areną ogromnej krytyki. Kobieta ma drugie dziecko z niedojrzałym partnerem? Chuć ją poniosła. Żyje z alkoholikiem? Głupia i naiwna. Ma problemy z matką? Niedojrzała. Itd.itp. Nie mówiąc o stwierdzeniach typu "trzeba było tego nie robić", które padają przecież poniewczasie. Oczywiście są i życzliwe oraz konstruktywne porady.
        Ja kiedy zaczynałam swoją aktywność na forum miałam wrażenie odwrotne do Pani, tj. że to kobiety są bardziej piętnowane od mężczyzn. Forumki były gotowe bronić na przykład panów pracoholików z rzadka zaglądających do domu ("bo ktoś musi utrzymać rodzinę"), a odsądzać od czci i wiary kobiety poświęcające sie wychowaniu dzieci ("leniwe, wygodne, bez ambicji").
        A mężczyzn zawsze było i będzie mało na tego typu forum. Mają mniejszą umiejętność i chęć mówienia o swoich problemach, uzewnętrzniania się publicznego, a poniekąd przyznawania do porażki czy słabości. Poza tym zaryzykuję stwierdzenie, że życie rodzinne nie jest dla nich tak istotnie jak dla kobiet.
      • 02.12.10, 09:30
        Zauważyłam , że to mojej wypowiedzi w tym wątku wkradł się błąd techniczny. Powtórzyła się moja część wypowiedzi wprost do zainteresowanego założyciela wątku, przez co powstał chaos. Mam nadzieję jednak, że jakoś czytelnicy i czytelniczki przez to przebrną i odnajdą meritum tak jak "blue-romka" Bardzo przepraszam za to, bo jest to moja wina związana z testowaniem nowego komputera, na którym teraz do Was piszę, a który jeszcze nie skonfigurował się zgodnie z moimi potrzebami.
        Do wątku może jeszcze wrócę jeśli się rozwinie. Pozdrawiam i liczę na wyrozumiałość. Agnieszka Iwaszkiewicz
        • 07.12.10, 13:20
          no tak typowe na wiekszosci for, jak kobieta skarzy sie na meza to zostaw drania, on jest be - i najczescije maja racje :)
          ale jak facet potrzebuje porady bo z zona ciezko sie dogadac to juz problem lezy w nim i na pewno taki z niego manipulant ze cala wine zrzuca na biedna zone......

          facet chce sie dogadac i ma nadzieje ze mimo wszystko wiekszosc brudow wypiora w domu a nie w sadzie no ale to tak ciezko zrozumiec......

          skoro taka jest sytuacja nie ma sensu odwlekac, poinformowac zone ze sie sklada wniosek i albo ustalicie w nim cos wspolnie albo ustalac bedzie sad.....
          i juz nie czekac, nie dawac terminow , nie warto przedluzac tej gry bo cierpia na tym wszyscy

          tez zakladam ze glowna przyczyna jest ta zdrada ...........no nie kazdy umie sobie z tym poradzic a wtedy zwiazek staje sie tylko bardziej toksyczny
          moze zapytaj zone wprost czy ona nadal to przezywa, czy to nadal ja boli jak kiedys, czy od tego sie zaczely wasze konflity o wszystko inne, moze jeszcze zechcecie naprawic to z pomoca psychologa, terapeuty - sami juz nie macie szans skoro 10 lat problem tylko narastal, jesli nie to nie pozostaje wam nic innego jak sie rozstac
          z poczatku zawsze boli ale potem zaczyna przychodzic spokoj
          szkoda ze dzieci tyle lat ogladaly wasze chore relacje, moga miec problem zeby budowac we wlasnym domu we wlasnych zwiazkach te wlasciwe - glownie starsza corka bo to wiek gdzie konczy sie wiekszy i glowny wplyw rodzicow, oni co mieli zrobic zaszczepic juz zaszczepili ..........
          ale zawsze jeszcze maja szanse pokazac zakonczenie i wlasciwe rozwiaznie



          --
          Musisz tu zajrzeć
          [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usa8u69d837wnof.png[/img][/url]
          [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/85993e3k23whrwb2.png[/img][/url]
    • 20.08.11, 09:25
      Uzasadnienie wniosku o separację nie musi zawierać wszystkich "brudów". Wystarczy zwięźle opisać co miało wpływ na rozkład pożycia małżeńskiego.

      Orzeczenie separacji ma praktycznie takie same skutki jak orzeczenie rozwodu, m. in. ustaje wspólność majątkowa małżeńska.

      Zwrócę też uwagę, że wspólne długi małżonków nie podlegają podziałowi. Podziałowi podlegają wyłącznie aktywa majątku. Tu można o tym przeczytać: długi małżonków po ustaniu wspólności ustawowej
      • 21.08.11, 21:16
        watek pisany w ub.roku.czy moglbys sie odezwac i napisac pare slow,jak sie to skonczylo? pytam, bo stoje przed podobnym dylematem.
      • 21.09.13, 10:49
        więcej o skutkach separacji można znaleźć jeszcze na tej stronie separacja.pl/skutki-separacji.html
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.