Dodaj do ulubionych

No co ty Tato...

25.11.10, 18:36
Życie samotnego ojca po rozwodzie nie jest łatwe. Społeczeństwo, prawo, stereotypy są przeciwko niemu. Codzienne życie staje się mordęgą. Piszę o tym na blogu ojca bezbronnego wobec systemu:
nocotytato.org.pl/
Czy istnieje sposób, żeby zachęcić drugą stronę do mediacji, kiedy ich odmawia? Kiedy robi wszystko, żeby wyrzucić z życia trójki dzieci ich ojca?
Edytor zaawansowany
  • aadzia21 25.11.10, 19:12
    Mojego męża wychował tylko ojciec. Nie znam wszystkich szczegółów, generalnie matka nie zajmowała się dziećmi, miała kochanków, których pod nieobecność męża a w obecności dzieci przyjmowała w domu. Nie piła, miała stałe zatrudnienie. Teść rozwiódł się, a 6-letni syn i 7-letnia córka zostały z nim. Oczywiście, nie bez problemów, ale udało się.
    Poczytałam kilka wpisów na Twoim blogu. Widać w nich bezradność, poczucie niesprawiedliwości, ale i ogromną frustrację. Podziwiam Cię, bo wielu ojców nie można zapędzić do kontaktów z dziećmi czy płacenia alimentów. Miejscami chyba przesadzasz, na przykład ogłoszenie o pracę, które sformułowałeś dotyczy też każdej samotnej matki. I czy możliwe jest, że zasądzono Ci alimenty wyższe niż Twoje zarobki? Pozdrawiam.
  • matematys 25.11.10, 20:22
    Oczywiście, że wiele ograniczeń w pracy jest podobnych dla samotnych matek i samotnych ojców. Problem w tym, że nikt nie chce uwierzyć, że facet nie może znaleźć lepszej pracy. Ja byłem dyrektorem w dużej firmie. Miałem pod sobą w swoim pionie ok. 200 osób. Teraz pracuję jako pracownik techniczny w niewielkiej firmie. Nie mam szansy na lepsza pracę. Zarabiam poniżej średniej krajowej.
    Ale samotna matka rzadko jest na krajowej liście dłużników, ma zablokowane konta i zabierane wszystkie pieniądze...
    A co do alimentów, to zostały one podwyższone przez Sąd Apelacyjny, kiedy byłem bezrobotny i bez prawa do zasiłku. Ale Sąd uznał, że mam możliwości... No to teraz oprócz kilkudziesięciu tysięcy długów wyniesionych z małżeństwa, mam kolejne kilkadziesiąt u komornika z tytułu alimentów. Kiedy podpisałem umowę o pracę, następnego dnia pobiegłem do komornika ją pokazać. I co? I tak co miesiąc moje zadłużenie przyrasta o jakieś dwie trzecie zasądzonych alimentów...
    To jest możliwe. Prawo na to pozwala...
  • matematys 25.11.10, 20:30
    Polecam też komentarz tutaj:
    nocotytato.org.pl/alimenty/czy-mozna-oddawac-wiecej-niz-sie-zarabia/#comments
    Ojciec również został "oceniony" przez sąd apelacyjny nie na podstawie rzeczywistości, ale wyobrażeń sędziego nie popartych niczym...
  • nat.wroclaw 26.11.10, 07:39
    Mateusz .. podczytalam.. i ... jakas monstrualna faka to wszystko.

    Pierwsze, co przyszło mi do głowy - to.. przeczekać. Drugie, to jednak szukac do upadlego lepszej pracy - z Twoim wykształceniem nie jest to nierealne. No i chałtury pewnie też możliwe.

    Papuga w sądzie miałeś?

    Czy dzieciaki (te starsze Twoje i DK) znaja bloga? Czy odcinasz ich od tego tematu?


  • nat.wroclaw 26.11.10, 07:41
  • matematys 26.11.10, 10:57
    Miałem papugę, ale... niewiele pomogło ;-) Teraz toczą się kolejne sprawy, ale sąd nie daje mi pełnomocnika z urzędu, a mając zablokowane konta i zajęte wynagrodzenie oraz figurując na liście krajowego rejestru dłużników nie zatrudnię sobie sam pełnomocnika, bo nie mam za co. Do podziału majątku to jeszcze mogę próbować za udział w efektach, ale w alimentach czy opiece nad dziećmi...

    Dzieciaki mogą się dowiedzieć o moim blogu z facebooka. Ale nie mówię im sam nic.

    Aha, a co do pracy... Może to zabrzmi głupio, ale po pierwsze nie mam dobrych dokumentów a po drugie szukanie pracy to praca na cały etat. A jak już coś jest, to próbuję przede wszystkim utrzymać. Już w sumie ponad dwa lata byłem bezrobotny. I na chałtury wielkie też nie mogę liczyć, bo przecież kiedyś trzeba być z dziećmi...
  • nat.wroclaw 26.11.10, 20:49
    Rozumiem i współczuję.

    Nie będę radzić, bo co tu nowego napiszę? Pewnie przez czas tych przewalanek przekombinowałeś wszystkie opcje. I chyba nie o radę prosisz w tym wątku, tylko sygnalizujesz że jest jeszcze druga strona medalu, o której ciszej w zyciu, w mediach, ciszej na takich forach, jak to.

    Fajny blog. Troche jednostronny (ale w sumie, jaki ma być? Nie masz obowiązku być rzecznikiem PM), miejscami tez (jak dla mnie) ciut demagogiczny. Ale czyta się. Masz dobre pióro (yy klawisz .. :-)

    Pozdrawiam Cię.
  • matematys 26.11.10, 21:53
    Wiesz, porad to można trochę znaleźć i trudno coś z sensem poradzić. No bo właściwie w jakiej sprawie? Więc rozumiem, że nie będziesz radzić.

    Myślę, że ważne jest, żeby ludzie zaczęli zauważać, że stereotyp jest bardzo daleki od rzeczywistości. Nie dlatego, że nie zdarzają się przypadki stereotypowe. Ale dlatego, że są również przypadki całkowicie odwrotne. Nie ma pewnie dobrych statystyk, ale na zdrowy rozum wydaje się, że jest podobna liczba złych ojców/mężów co złych matek/żon. Bo dlaczego miałoby być inaczej?

    Jak ze sto lat temu kobiety zaczęły palić gorsety, to świat się zmienił. Nie do końca, kobiety są w niektórych obszarach nadal dyskryminowane, ale... Są też obszary, gdzie dyskryminowani są mężczyźni. Co mamy zacząć palić, żeby ktoś zauważył problem?
  • nat.wroclaw 26.11.10, 23:04
    Czwarta władza.. paradoksalnie.. może być i wrogiem i sprzymierzeńcem..

  • matematys 26.11.10, 23:22
    nat.wroclaw napisała:

    > Czwarta władza.. paradoksalnie.. może być i wrogiem i sprzymierzeńcem..
    >

    W sensie? Chcesz powiedzieć, że nie warto nagłaśniać spraw, problemów, zjawisk?
  • nat.wroclaw 27.11.10, 09:58
    Bynajmniej (nie czytaj wybiórczo, nu, nu, nu!) - napisałam przecież, że media mogą być - owszem - wrogiem - sekundując stereotypom i utrwalając jednostronny obraz udręczonej samotnej matki i ojca potwora. Ale mogą być tez sprzymierzeńcem - nagłasniając, zwłaszcza interwencyjnie w takich sprawach, jak Twoja.

    Przyszedł mi tez do głowy jakis rzecznik praw .. nie wiem, ktos od równego statusu - ktoś, kto z urzędu ma strzec równego traktowania i piętnować niesprawiedliwość. Może skrzykniecie się z ojcami raz, drugi - wespół zespół: do mediów, do rzecznika?



  • matematys 27.11.10, 11:00
    Niektórzy ojcowie się skrzykują. Jest wiele organizacji. To na pewno początki jakiejś przemiany społecznej. Niestety, faceci jak to faceci... Albo chcą załatwiać konkretne sprawy, albo wykorzystują organizację do innych celów. Jak się w ostatnich tygodniach chodziło po stronach takich organizacji to albo były tam ogłoszenia wyborcze - nasz prezes kandyduje z ramienia...., popieramy panią... na stanowisko... - albo, co już chyba nie ma związku z wyborami, ogłoszenia, że z tamtą organizacją to nasza nie ma nic wspólnego, a nasza jest najstarszą organizacją, a nasz prezes to zakładał pierwszą...
    Oczywiście przerysowuję może trochę, ale generalnie ten ruch ojców nie jest silny. Bo nie ma społecznego wsparcia. Cały czas to się wszystko dzieje na marginesie społeczeństwa. Brakuje powszechnej świadomości. O tę świadomość najbardziej należy zabiegać.
    Tak, jak płeć nie decyduje o możliwościach pracownika i nie powinna wpływać na zarobki i awanse, tak samo nie decyduje o możliwościach rodzica i nie powinna przesądzać w sprawach rodzinnych...
    Marzy mi się, że mój blog pomoże docierać z tą informacją do społeczeństwa i do mediów. Na razie jest to początek, ale już jest kilka niezwykle interesujących komentarzy pokazujących podobne problemy innych ojców oraz opinię światłej kobiety... Z czasem może zrobi się z tego coś większego? W każdym razie zapraszam do czytania, komentowania i udziału w ogólności ;-)
  • tully.makker 27.11.10, 19:51
    > Aha, a co do pracy... Może to zabrzmi głupio, ale po pierwsze nie mam dobrych d
    > okumentów a po drugie szukanie pracy to praca na cały etat. A jak już coś jest,
    > to próbuję przede wszystkim utrzymać. Już w sumie ponad dwa lata byłem bezrobo
    > tny. I na chałtury wielkie też nie mogę liczyć, bo przecież kiedyś trzeba być z
    > dziećmi...

    Ja pie....


    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 27.11.10, 21:03
    tully.makker napisała:

    > Ja pie....

    Chyba nie do końca zrozumiałem...
  • nat.wroclaw 28.11.10, 00:07
    Nie jestem pewna (Tully, rozwiniesz myśl?) - ale wydaje mi się, że ten komentarz wyraża cos, co ja ujęłabym przysłowiem: kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu.

    No w każdym razie - mnie przyszło to do głowy, gdy przeczytałam przytoczony przez Tully fragment.

    No offence, Mateusz, bo oczywiscie, nie znamy sytuacji w detalach, ale jesli masz dwie rece, dwie nogi, w miare sensowny pomyslunek i mieszkasz tu, gdzie mieszkasz, a w Twoim portfolio jest to, co piszesz, ze jest, to eghm .. te okrągle zdania o dokumentach, chałturach, sredniej krajowej i braku czasu - to troche takie, pardon, pierd..enie o szopenie.

    Mnie, w kazdym razie tu trochę zazgrzytało.

    Nie gniewaj sie, pisze szczerze, jak Cie w tym fragmencie czytam.
  • matematys 28.11.10, 11:27
    nat.wroclaw napisała:

    > Nie jestem pewna (Tully, rozwiniesz myśl?) - ale wydaje mi się, że ten komentar
    > z wyraża cos, co ja ujęłabym przysłowiem: kto chce - szuka sposobu, kto nie chc
    > e - szuka powodu.
    >
    > No w każdym razie - mnie przyszło to do głowy, gdy przeczytałam przytoczony prz
    > ez Tully fragment.
    >
    > No offence, Mateusz, bo oczywiscie, nie znamy sytuacji w detalach, ale jesli ma
    > sz dwie rece, dwie nogi, w miare sensowny pomyslunek i mieszkasz tu, gdzie mies
    > zkasz, a w Twoim portfolio jest to, co piszesz, ze jest, to eghm .. te okrągle
    > zdania o dokumentach, chałturach, sredniej krajowej i braku czasu - to troche t
    > akie, pardon, pierd..enie o szopenie.
    >
    > Mnie, w kazdym razie tu trochę zazgrzytało.
    >
    > Nie gniewaj sie, pisze szczerze, jak Cie w tym fragmencie czytam.

    Nie gniewam się.
    Mogę powiedzieć tyle - kiedy byłem bezrobotny, wysyłałem dziesiątki zgłoszeń w odpowiedzi na ogłoszenia, do pośredników, headhounterów itp. I na ponad sto wysłanych nie dostałem żadnej odpowiedzi. W końcu pomogli mi znajomi. Znaleźć cokolwiek...
    Znam kilka przypadków, kiedy człowiek który był np. szefem dużej międzynarodowej firmy informatycznej na Polskę a potem błagał znajomych, żeby go zatrudnili jako handlowca za średnią krajową. Albo dyrektora banku, który od kilku lat uczy historii w szkole...
    Ja mam trochę podobną sytuację.
    Do tego nie widzę powodu, żebym miał się zarzynać, pracować po nocach, nie widzieć dzieci, tracić kontakt z rodziną po to, żeby sprawić satysfakcję swojej byłej żonie. Bo ona jakoś sobie doskonale radzi, spędza wakacje za granicą, zarabia na szaro całkiem poważne pieniądze, wysyła dzieci do płatnych szkół wbrew mojej woli, Nowy Rok spędza w Sheratonie i generalnie dobrze się jej powodzi.
    Podsumowując, gdybym chciał zarabiać więcej, musiałbym znacznie więcej pracować. Czyli wyrzec się wszelkich relacji rodzinnych i zamienić się w woła pociągowego. Myślę, że o to chodzi mojej ex, ale ja nie chcę się dać zapędzić do narożnika. Finansowo leżę, ale staram się zachować równowagę psychiczną. To dają mi dobre relacje z dziećmi i nową rodziną...
  • triss_merigold6 28.11.10, 11:55
    Skoro ona sobie doskonale radzi to może weź z niej przykład?
  • matematys 28.11.10, 14:06
    triss_merigold6 napisała:

    > Skoro ona sobie doskonale radzi to może weź z niej przykład?

    Kłopot w tym, że ja nie mam tych argumentów przetargowych, które ona ma. Nie mam przyznanych alimentów, nie mam przyznanego miejsca zamieszkania dzieci przy mnie, nie mam po swojej stronie całego społeczeństwa, które broni biednych porzuconych matek. I nie mam takiej siły przebicia, żeby samemu rozwalić małżeństwo i rodzinę a później obwiniać o to drugą stronę, nastawiać przeciwko niej cały świat, budować koalicje i grupy wsparcia...
    Ja jestem prosty chłop i nie lubię kombinowania. Nie zarabiam na czarno, nie ukrywam dzieci, nie wyjeżdżam na wakacje bez dzieci... Dla mnie dzieci są ważne jako moi bliscy, najbliżsi, a nie jako zakładnicy...
  • triss_merigold6 28.11.10, 14:32
    Och, czy to Ci w jakiś sposób przeszkadza w znalezieniu pracy? IMO samotna matka z dwójką dzieci ma mniejsze szanse, bo jest zdecydowanie mniej dyspozycyjna.
  • matematys 28.11.10, 16:41
    triss_merigold6 napisała:

    > Och, czy to Ci w jakiś sposób przeszkadza w znalezieniu pracy? IMO samotna matk
    > a z dwójką dzieci ma mniejsze szanse, bo jest zdecydowanie mniej dyspozycyjna.

    A dlaczego uważasz, że matka z dwójką dzieci ma być mniej dyspozycyjna niż ojciec z czwórką dzieci?
  • triss_merigold6 28.11.10, 19:23
    A masz czwórkę dzieci na stanie? Jeśli tak to wyrazy współczucia, może należy zadbać o antykoncepcję skoro utrzymanie tylu dzieci sprawia Ci problemy?
  • matematys 28.11.10, 21:09
    triss_merigold6 napisała:

    > A masz czwórkę dzieci na stanie? Jeśli tak to wyrazy współczucia, może należy z
    > adbać o antykoncepcję skoro utrzymanie tylu dzieci sprawia Ci problemy?

    Hahaha, bardzo śmieszne...
    Z pierwszego małżeństwa mam trójkę dzieci i dopóki ich mamusia nie postanowiła się mnie pozbyć, utrzymywałem je bez problemu. Zaczęło się, jak postanowiła sobie wziąć kochanka, a ode mnie czerpać kasę i wrabiać mnie w kolejne kłopoty.
    A czwarte dziecko mam w nowym związku. Ma dwa lata. Podobnie, jak wszystkie poprzednie, zaplanowane i bardzo chciane.

    Myślę, że jakbyś poczytała trochę mój blog, łatwiej byłoby Ci zrozumieć na czym polegają problemy. I nie waliłabyś stereotypowych tekstów bez związku z moją sytuacją...
  • rennie77 28.11.10, 22:07
    matematys napisał:
    Hahaha, bardzo śmieszne...
    > Z pierwszego małżeństwa mam trójkę dzieci i dopóki ich mamusia nie postanowiła
    > się mnie pozbyć, utrzymywałem je bez problemu. Zaczęło się, jak postanowiła sob
    > ie wziąć kochanka, a ode mnie czerpać kasę i wrabiać mnie w kolejne kłopoty.

    a wiec utrzymywales je bez problemu, dopoki zyles z ich matka, a kiedy postanowila od ciebie odejsc, postanowiles, ze ukarzesz byla i wlasne dzieci?
    wrabiac w kolejne klopoty?
    dorosly facet, splodzil czworke dzieci, a inni wrabiaja go w klopoty, po ktorych on finansowo lezy. moge juz sie zaczac smiac?
    moj eks pewnie opowiada podobne glupoty usilujac zaskarbic sobie wzgledy pan, tylko nie wiem na co ty tu liczysz?
  • matematys 28.11.10, 23:44
    rennie77 napisała:

    > a wiec utrzymywales je bez problemu, dopoki zyles z ich matka, a kiedy postanow
    > ila od ciebie odejsc, postanowiles, ze ukarzesz byla i wlasne dzieci?
    > wrabiac w kolejne klopoty?
    > dorosly facet, splodzil czworke dzieci, a inni wrabiaja go w klopoty, po ktoryc
    > h on finansowo lezy. moge juz sie zaczac smiac?
    > moj eks pewnie opowiada podobne glupoty usilujac zaskarbic sobie wzgledy pan, t
    > ylko nie wiem na co ty tu liczysz?

    Utrzymywałem ja bez problemu jeszcze kilka lat po rozstaniu. Ale później straciłem pracę i byłem bezrobotny przez ponad rok. Zgadniesz, ile czasu zajęło mojej byłej przysłanie mi komornika? 6 dni od tego, jak się spóźniłem z pierwszą wpłatą. Nie było żadnego pytania, co się dzieje, kiedy będzie kasa. Po prostu o 7 rano komornik zadzwonił do drzwi.
    Ja nie twierdzę, że wszystkie kobiety są takie. Myślę, że wśród kobiet rozkład statystyczny jest podobny do tego wśród mężczyzn. Po każdej stronie zdarzają się szuje i anioły. Problem jest w tym, że społeczeństwo i sądy uważają, że dla dziecka lepsza lepsza jest kiepska matka niż wspaniały ojciec.
    Tutaj jest pies pogrzebany. A co do Twoich doświadczeń z byłym nie wypowiadam się, bo nie znam historii. Moją możesz w jakiejś mierze poznać na blogu ( nocotytato.org.pl ). Łatwiej się omawia sytuację, którą się chociaż trochę zna...
  • ciociacesia 29.11.10, 12:16
    miales cale 6 dni zeby poinformowac byłą dlaczego spozniasz sie z wpłata. ale nie, przeciez to ty jej laske robisz ze placisz, ona sie powinna dowiadywac i dopytywac...
    --
    z pustego gadania zostaje tylko pustka w środku
  • matematys 29.11.10, 12:29
    ciociacesia napisała:

    > miales cale 6 dni zeby poinformowac byłą dlaczego spozniasz sie z wpłata. ale n
    > ie, przeciez to ty jej laske robisz ze placisz, ona sie powinna dowiadywac i do
    > pytywac...

    Hahaha... A skąd wiesz, że nie poinformowałem? Poinformowałem znacznie wcześniej. Jak tylko dostałem wymówienie. I powiedziałem, że nie zamierzam przestawać płacić, ale mogą być kłopoty z terminami, bo będę musiał skądś pożyczać. I pożyczałem całkiem sporo pieniędzy. Będąc bezrobotnym, bez zasiłku, płaciłem jej przez wiele miesięcy wielokrotność zasiłku dla bezrobotnych.

    Ja rozumiem, że Ciebie ciężko życie doświadczyło, że masz złego chłopa i musisz odreagować na innych, ale może warto najpierw się dowiedzieć, a później wydawać ostre sądy? Ja nie wydaję tak kategorycznych sądów ani tutaj ani na swoim blogu. Staram się naświetlić sytuację, wskazać problem. A tutaj od rana dzisiaj widzę jakiś zmasowany atak sfrustrowanych kobiet, które co prawda nie zainteresują się sytuacją, nie przeczytają, ale za to bardzo chętnie wydadzą wyrok... Jakie to typowe i jakie smutne...
  • matematys 28.11.10, 21:30
    P.S.
    Bo nie podałem we wcześniejszej odpowiedzi:
    nocotytato.org.pl
    Naprawdę warto poczytać, zanim się zacznie oceniać.
  • rennie77 28.11.10, 21:54
    czekaj, ale jaki z ciebie samotny ojciec, skoro jestes w nowym zwiazku i masz z niego juz dziecko? i jak to sie stalo, z enie mogac placic alimentow na trojke poprzednich, zaplanowales czwarte?
  • matematys 28.11.10, 23:37
    rennie77 napisała:

    > czekaj, ale jaki z ciebie samotny ojciec, skoro jestes w nowym zwiazku i masz z
    > niego juz dziecko? i jak to sie stalo, z enie mogac placic alimentow na trojke
    > poprzednich, zaplanowales czwarte?

    Widzisz, tak się składa, że moja nowa partnerka jest całkowicie samowystarczalna. Utrzymuje siebie, swoje dzieci i mnie. I przez długi czas utrzymywała moją poprzednią rodzinę, pożyczając mi na alimenty. A zaplanowaliśmy dziecko, bo tego chcieliśmy. Ona się zgodziła, że najwyżej będzie je sama utrzymywać. Ja chciałbym ją wspierać jak najbardziej, ale w mojej sytuacji nie jest to łatwe. Nie żyję na ulicy ani w slumsach. Ale to dlatego, że mam Dobrą Kobietę obok siebie.
    A w ogóle, jakbyś poczytała trochę tego bloga ( nocotytato.org.pl ) to byś wiedziała, bo tam większość tego jest napisane...
  • matematys 27.11.10, 17:55
    Mogę tylko dodać, że do tej pory dwukrotnie przystępowaliśmy do mediacji - tylko że to nie były profesjonalne mediacje z udziałem profesjonalnego mediatora... Oba razy moja wówczas jeszcze formalnie żona zerwała proces, bo nie chciała się zgodzić na to, co z mediacji wynikało. Teraz ja złożyłem w sądzie wniosek o skierowanie na mediacje, ale wiem, że sąd nie może zmusić nikogo do udziału w mediacjach...
  • nat.wroclaw 28.11.10, 22:12
    Dziewczyny, jest zasadnicza różnica między cwanym plackiem, ktory unika pracy, miga sie od płacenia alimentow na wlasne dzieci, a żonę obsmarowuje na prawo i lewo, że sie w sheratonie, że do Grecji franca, sam zaś placek nowej połowicy płodzi z dumą kolejnych potomków -

    - a facetem, który wypadł z rynku pracy z roznych powodów, a przy braku formalnego kierunkowego wykształcenia (to też można zmienić, btw) - z chwilą, gdy załamał sie rynek pracownika - skończyło mu się finansowe eldorado, ale stara sie facet nie dać zwariować i robi co może, żeby życ NORMALNIE - robiąc, co się da, żeby dzieciakom niczego nie brakowało - przede wszystkim sensownych relacji w rodzinie.

    Nie rozumiem tylko, jak to jest mozliwe, po prostu nie kumam, że skoro to, co piszesz jest tak ewidentne, że Twoja pierwsza żona dostała amby w beret i grając dziećmi robi z Ciebie jelenia, drwi z wymiaru sprawiedliwości, trzaska kasę na boku i kombinuje, jak kosztem wszystkich wyjść na _swoje_ - i przez .. dobrze liczę? sześc lat procesow żaden sędzia nie wpadł na to, że stara robi zwszystkich wałka?
  • matematys 28.11.10, 23:33
    A byłaś kiedyś w polskim sądzie? Widziałaś jak to wygląda? Bo z amerykańskimi filmami prawniczymi nie ma to wiele wspólnego...
    Wiesz, co się zdarzyło, jak straciłem pracę i zostałem bezrobotny bez prawa do zasiłku? Złożyłem wniosek o zmniejszenie alimentów i... czekałem 15 miesięcy na rozpatrzenie. Bo raz pani sędzia była chora, potem prawniczka żony prosiła o przełożenie, bo ma ślub córki...
    A wiesz, ile czasu zajęło nasłanie na mnie komornika? 6 dni po tym, jak się spóźniłem z pierwszą wpłatą. Przez wiele miesięcy pożyczałem sporą kasę, żeby płacić chociaż połowę zasądzonej kwoty. I co? Dług u komornika narastał. A system miał mnie w nosie. Ona, jak ja nie mogłem pożyczyć, poszła do Funduszu Alimentacyjnego i dostała swoje. A mnie teraz ścigają podwójnie.

    A w sprawie dzieci, ja do tej pory bardzo unikałem jakiejkolwiek walki, bo nie chciałem wciągać dzieci w to wszystko. A cokolwiek ja robiłem, to zaraz dzieci były nakręcane. Znały szczegóły pism sądowych często. Ale w końcu uznałem, że to, co się dzieje, jest dla nich bardzo szkodliwe i może niech zobaczą, że ojciec o nie walczy. Stąd ten mój blog ( nocotytato.org.pl ). Stąd dwie sprawy w sądzie i stąd próba nagłośnienia sprawy i poszukiwania ludzi o podobnych doświadczeniach. Już co najmniej 3 wpisało się i opisało swoje doświadczenia. Bardzo podobne do moich. Zresztą znam naprawdę wiele podobnych przypadków. Tylko zazwyczaj każdy się zamyka w swojej walce. Ja bym chciał też spopularyzować problem. Nagłośnić go.
  • tully.makker 29.11.10, 10:30
    Miala byc historia o biednym poszkodowanym, ciezko pracujacym tatusiu, przesladowanym przez złą byłą, a wyszlo jak zwykle.

    Ja rozumiem, ze nie chce ci sie pracowa, mi tez sie nie chce. Ale mam 2 (!!!!!!!!!!!!!) i wiem, ze musze im zapewnic stosowne warunki. I tu zaczyna sie roznica. Nie wstyd ci wisiec na swojej kobiecie?

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • kammik 29.11.10, 11:29
    Podsumowują, to kolega chyba bierze udział w konkursie na największą ilość odsłon bloga, skoro tak skwapliwie co chwilę podaje jego adres.

    Bardzo mi się podobało święte oburzenie, że eksżona nie raczyła zadzwonić dopytując się o alimenty, tylko po 6 dniach zgłosiła sprawę do komornika. Jakoś się autor sam na siebie nie oburza, że jej nie uprzedził o swoich kłopotach finansowych.
  • triss_merigold6 29.11.10, 11:38
    Dla mnie bardzo budująca jest szybka reakcja komornika. To miłe, bo zwykle czyta się o kompletnym zlewaniu egzekucji alimentów przez właściwe organy.
  • matematys 29.11.10, 12:05
    triss_merigold6 napisała:

    > Dla mnie bardzo budująca jest szybka reakcja komornika. To miłe, bo zwykle czyt
    > a się o kompletnym zlewaniu egzekucji alimentów przez właściwe organy.

    Tutaj szybka była nie reakcja komornika tylko reakcja byłej małżonki. To ona złożyła sprawę u komornika kilka dni po tym, jak się nie wyrobiłem. Na szczęście wygląda na to, że dzięki temu łatwo mi będzie wykazać przed sądem jej złą wolę. Bo, jak twierdzą prawnicy, zaleganie z jedną ratą może być co prawda podstawą do egzekucji, ale dla każdego sądu podjęcie egzekucji w takiej sytuacji jest jasnym dowodem na pieniactwo i złą wolę.

    A istotna jest różnica w reakcji organów na sytuację. Kiedy ona się zgłosiła 6 dni po opóźnieniu do komornika, sprawa została podjęta natychmiast. Kiedy ja po utracie zarobków złożyłem wniosek o obniżenie alimentów, Sąd czekał 15 miesięcy, żeby się zebrać i w ogóle rozważyć...

    To może w jakimś sensie budować, ale pytanie, gdzie jest równouprawnienie i sprawiedliwość społeczna...
  • matematys 29.11.10, 11:59
    kammik napisała:

    > Bardzo mi się podobało święte oburzenie, że eksżona nie raczyła zadzwonić dopyt
    > ując się o alimenty, tylko po 6 dniach zgłosiła sprawę do komornika. Jakoś się
    > autor sam na siebie nie oburza, że jej nie uprzedził o swoich kłopotach finanso
    > wych.
    Tak się składa, że uprzedził. I obiecał, że zrobi wszystko, żeby móc zabezpieczyć byt dzieci...
    Ale po co wnikać w szczegóły? Przecież i tak wiadomo - faceci są źli a kobiety święte. Prawda? Nie warto analizować, zastanawiać się, pytać... I po co czytać podane informacje? To takie męczące...
  • kammik 29.11.10, 12:37
    Przeczytałam dokładnie, z rosnącym rozbawieniem. Dlaczego zatem dramatycznie i retorycznie pytałeś czemuż to, ach czemuż eksżona nie zadzwoniła z pytaniem o alimenty, jeno kurcgalopkiem pognała do komornika, skoro, jak teraz twierdzisz, skrupulatnie uprzedzałeś i obiecywałeś?

  • ciociacesia 29.11.10, 13:09
    bo to zła kobieta była. no!
    --
    what ever doesnt kill you,
    is gonna leave a scar
  • matematys 29.11.10, 14:48
    To fajne, jak Panie tu rozmawiacie. Kursy z polowania z nagonką chyba pokończone z wyróżnieniem.
    Mnie najbardziej boli to, jaki wpływ cała sytuacja ma na dzieci, jak one są wykorzystywane w charakterze zakładników. Jak się nimi manipuluje i ma w nosie. Jak to lepiej podrzucić dzieci znajomym niż pozwolić im na bycie z ojcem. Ale widzę, że Panie doświadczone. Wiedzą, że w życiu liczy się kasa. I to jest najważniejsze. I tym warto się zajmować. A kto jest winien? Przecież to oczywiste. Każda z Pań wie jeszcze zanim cokolwiek przeczyta. W końcu czytanie jest takie nudne. A bez wiedzy łatwiej jest się wyżyć na przedstawicielu tej złej, brzydkiej płci...
  • kammik 29.11.10, 15:03
    Nie odpowiedziałeś - jakim cudem oczekiwałeś od eksżony telefonu w sprawie opóźnionych/niezapłaconych alimentów, skoro, jak twierdzisz, sam taki telefon wykonałeś?
  • matematys 29.11.10, 16:17
    kammik napisała:

    > Nie odpowiedziałeś - jakim cudem oczekiwałeś od eksżony telefonu w sprawie opóź
    > nionych/niezapłaconych alimentów, skoro, jak twierdzisz, sam taki telefon wykon
    > ałeś?

    Nie napisałem, że spodziewałem się telefonu. Powiedziałem, że nawet nie zadzwoniła zapytać się. Od dwóch tygodni wiedziała, że straciłem pracę. Powiedziałem jej, że będę się starał, ale muszę się zorganizować, poukładać. Nie przez telefon nawet, ale osobiście jej to powiedziałem. I tyle.

    Jeżeli jesteś rzeczywiście zainteresowana, to mogę wszystko dokładniej opisać. Ale mam wrażenie, że nie o to Ci chodzi, żeby się czegoś dowiedzieć, więc się na razie nie rozpisuję.
  • matematys 29.11.10, 12:01
    tully.makker napisała:

    > Miala byc historia o biednym poszkodowanym, ciezko pracujacym tatusiu, przeslad
    > owanym przez złą byłą, a wyszlo jak zwykle.
    >
    > Ja rozumiem, ze nie chce ci sie pracowa, mi tez sie nie chce. Ale mam 2 (!!!!!!
    > !!!!!!!) i wiem, ze musze im zapewnic stosowne warunki. I tu zaczyna sie roznic
    > a. Nie wstyd ci wisiec na swojej kobiecie?
    >
    Tak się składa, że pracuję i staram się jak się da. Problem jest zupełnie gdzie indziej. I jakbyś poczytała zarówno tutaj, co pisałem, jak i na blogu, to byś wiedziała. Ale po co się męczyć, skoro stereotypy są takie wygodne, nieprawdaż?
  • tully.makker 29.11.10, 15:10
    Przeczytal=am to, co tu wypisujesz i naprawde mi wystarczylo.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 29.11.10, 16:22
    tully.makker napisała:

    > Przeczytal=am to, co tu wypisujesz i naprawde mi wystarczylo.

    A, to trzeba było od razu powiedzieć, że Cię nie interesuje poznanie czegokolwiek, ale polowanie z nagonką. Ja generalnie nie zajmuję się specjalnie stroną finansową całości. Ale Wy wolicie rozmawiać o tym, co dla Was ważne. Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa...
    A dzieci? A, to taka forma lokaty... Z tego są pieniądze... Nieprawdaż?
    Prawda, że fajnie się rozmawia stereotypami? Bardzo łatwo każdego zaszufladkować. A facet, rozwiedziony - znaczy szuja. O samotna matka - biedactwo...
    Przyznam się, że po forum dyskusyjnym na temat życia rodzinnego spodziewałem się trochę więcej niż to, co można znaleźć w brukowcach czy brazylijskich serialach. Ale widzę, że myślenie męczy a stereotyp króluje. Cóż, tak jest pewnie łatwiej. Tylko czy uczciwiej?
  • rennie77 29.11.10, 23:17
    nie orientuje sie w statystykach, moge sie opierac tylko na doswiadczeniu wlasnym, mojej rodziny oraz moich znajomych, a z tego wynika to co wynika.
    tak, kasa jest wazna, bo miloscia niestety sie dzieci nie nakarmi, nie wyleczy, nie wyedukuje, nie zapewni sie im przyszlosci.
    nie przemawia do mnie tekst o tym, ze zdecydowales sie na dziecko, bo partnerka stwierdzila, ze jakby co, to je wykarmi i prawde mowiac nie wierze w to, ze nie mozesz znalezc lepszej pracy. co do tekstu o tym, ze pracujac nie masz czasu szukac czegos innego... nie chce cie martwic, ale wiekszosc ludzi w tym kraju tak funkcjonuje. pracuja, ale szukaja czegos lepszego, rozsylajac setki cv miesiecznie. sa tacy, ktorym to sie nawet udaje, to, czyli zmiana pracy na lepsza i... zmiana placy na lepsza. robia to majac na glowie rodzine, kredyty do splacenia, itd.
    nie szufladkujemy cie. w pierwszym poscie bylo jeszcze ok, a pozniej zaczelo sie sypac. dla mnie jezyk twojego bloga jest tendencyjny i przerysowany. jego lektura zmeczyla mnie juz po jednym czy dwoch postach.
    krzyczysz o szufladkowaniu, a to jak opisujesz swoja eks, nie pozostawia zadnych watpliwosci- jestes w tym bardzo nieobiektywny i na kilometr to pachnie pogarda.
    podsumowujac- nie jestes dla mnie wiarygodny.
  • matematys 30.11.10, 12:03
    Szanowna rennie77,
    Smutno mi, że nie podoba Ci się język którym piszę swój blog. Na to nie ma rady.
    Dla porównania mogę tylko podać cytat z pewnego listu od organizacji ojcowskiej, który właśnie wczoraj dostałem.
    "Podczas wyborów, głosowanie zależne jest od punktu siedzenia, a szczególnie propagandy, poprawnej feministycznej telewizorni. Osoby mało inteligentne, duża część humanistów,zboczeni itd., około 70 procent społeczeństwa, przedkłada swoje doraźne dobro nad dobro ogółu i naturalne prawa, głosują za kiełbasą wyborczą. Prawie nigdy nie posiadają żadnych oszczędności, najczęściej żyją na kredyt. Dziś chcą dobrze żyć a co będzie jutro to już ich nie interesuje bo nie będzie ich na tym świecie. Jest to patologiczne, chore myślenie. Takie jednostki nie powinny mieć prawa głosu, gdyż nie mają zdrowego prawidłowego światopoglądu, głosują na osoby o swoich poglądach, doprowadzając kraje do zapaści gospodarczych i etycznych."

    No to powiedz, czy ja mówię językiem typowym dla wrednych ojcowskich organizacji.

    Natomiast co do obiektywizmu, to zdaje się, że blog to nie jest forma pracy naukowej, ale raczej wyrazem własnych przeżyć i przemyśleń. Obiektywizm nie jest tu wielką wartością. Wartością jest poszanowanie dla innych czy próba zrozumienia różnych stanowisk. Dostałem też ostatnio adres do bloga innego ojca. Nie podam go, bo to sprawa osobista, on wskazuje wprost na swoje dzieci, podaje imiona, zdjęcia... A w mailu do mnie napisał między innymi: "Prowadziłem kiedyś podobnego bloga do Twojego. Tylko że leciałem hardcorem." I taka jest prawda.

    Ja to widzę tak - są zakleszczone w swoich poglądach i emocjach strony. Wojujące samotne matki i wojujący samotni ojcowie. Ja próbuję wejść gdzieś pomiędzy. Pokazać bez siania nienawiści, jak wygląda rzeczywistość człowieka doprowadzonego pod ścianę. Dla wojujących matek będę nadal tym samym wrogiem. Dla wojujących ojców staję się niewiarygodny, bo zbyt układny.
    Ale trudno, spróbuję jakoś na tej pozycji wytrzymać. Może Ci mniej zacięci, o bardziej otwartych umysłach, coś zauważą? Może z czasem to zrozumienie się poszerzy, upowszechni?

    Nie wierzysz mi? Trudno. Może nie umiem Cię przekonać. Ale czy zrobiłem Tobie jakąś krzywdę? Dlaczego ziejesz do mnie niechęcią i mnie tępisz? Nie chcę oceniać Twojego pisania, żebyśmy się nie zakleszczyli we wzajemnych oskarżeniach i pomówieniach. Mam prośbę - jeżeli nie chcesz rozmawiać o równości szans ojca i matki w wychowaniu dzieci po rozwodzie, to po prostu nie musisz pisać w tym wątku. Próba przeniesienia dyskusji na kasę jest bez sensu, bo nie ona mną tutaj powoduje i nie chce mi się nawet rozwijać tego wątku. Dla mnie ważne są dzieci.
  • triss_merigold6 30.11.10, 12:47
    Ale drogie dzieciątka nie żyją manną z nieba tylko kosztują: ciuchy, przyzwoite wyżywienie, składki (w zwykłej publicznej szkole), zajęcia pozalekcyjne, leki, czasem specjalista prywatnie, wyjazd na ferie, wyjazd na wakacje etc.
  • matematys 30.11.10, 16:31
    triss_merigold6 napisała:

    > Ale drogie dzieciątka nie żyją manną z nieba tylko kosztują: ciuchy, przyzwoite
    > wyżywienie, składki (w zwykłej publicznej szkole), zajęcia pozalekcyjne, leki,
    > czasem specjalista prywatnie, wyjazd na ferie, wyjazd na wakacje etc.

    Tak się składa, że nie w zwykłej publicznej szkole, bo mamusia ma kasę, żeby dzieci posyłać do prywatnych, Które co prawda gorzej uczą, ale za to można wykazać wysokie koszty.
    Ja nie mam żadnego problemu z zadbaniem o dzieci. Wiem ile to kosztuje. Od lat mówię, że mogą mieszkać ze mną i z cała pewnością nie będą chodziły niezadbane.

    Ale ja rozumiem, Triss, że jak dzieci są lokatą, to się inaczej podchodzi do sprawy...
  • matematys 30.11.10, 16:32
    triss_merigold6 napisała:

    > Ale drogie dzieciątka nie żyją manną z nieba tylko kosztują: ciuchy, przyzwoite
    > wyżywienie, składki (w zwykłej publicznej szkole), zajęcia pozalekcyjne, leki,
    > czasem specjalista prywatnie, wyjazd na ferie, wyjazd na wakacje etc.

    Triss, a poza tym ponownie próbujesz wszystko sprowadzić do kasy. Zastanawiam się, czy na forum życie rodzinne piszą wyłącznie finansiści? Bo o sprawach ważnych dla dzieci jakoś nikt nie chce rozmawiać, ale o kasie wszyscy...
  • triss_merigold6 30.11.10, 16:59
    Wystarczająco długo czytałam forum "W stronę ojca", żeby zorientować się gdzie tkwi źródło problemu wielu tatusiów, którzy uważają, że za komiczną kwotę w guście 300-400 zł i dziecko się utrzyma i eksia poszaleje w spa. Ojcowie z niewiadomego powodu uważają, że opieka naprzemienna rozwiąże problem kosztów, co nie jest prawdą, bo poza bieżącym utrzymaniem są wydatki na właśnie kolonie/obozy, lekarzy, rower, gadżety, książki, imprezy dziecięce etc.

    Nie, dziecko nie jest dla mnie lokatą kapitału, 600 zł alimentów trudno traktować jako lokatę, biorąc pod uwagę, że sama wydaję na dziecko znacznie więcej i poświęcam mu znacznie więcej czasu. I jakoś mogę pracować na etat i dorabiać w soboty, żeby dziecku oraz sobie zapewnić przyzwoity standard życia. W sumie miło, że bardzo mnie odciąża aktualny partner, bo ojciec dziecka nie jest na tyle dyspozycyjny, aby np. każde pół weekendu potomkowi poświęcić.
    Podsumowując: żale ojców po rozwodach niespecjalnie mnie ruszają. Musiałeś wiedzieć jaki Twoja była ma stosunek do kwestii finansowych kiedy fundowaliście sobie trójkę dzieci więc teraz nie udawaj zaskoczonego.
    Ustal ile czasu i w jakich terminach możesz poświęcić dzieciom i złóż pozew o ustalenie kontaktów, a potem przestrzegaj i egzekwuj. Będziesz miał wyrok sądu, że 2x w tygodniu po 3 godziny + co drugi weekend, to się stosujcie i tyle. Żadna filozofia.
  • matematys 30.11.10, 19:56
    triss_merigold6 napisała:

    > Ustal ile czasu i w jakich terminach możesz poświęcić dzieciom i złóż pozew o u
    > stalenie kontaktów, a potem przestrzegaj i egzekwuj. Będziesz miał wyrok sądu,
    > że 2x w tygodniu po 3 godziny + co drugi weekend, to się stosujcie i tyle. Żadn
    > a filozofia.

    Jakie to wszystko proste... Wyobraź sobie, że mamy od dawna ustalone kontakty. I co? Najstarszego syna nie widziałem prawie rok. Córka od dawna "jest chora" co drugi tydzień. Wszystko, żeby tylko jak najmniej czasu dzieci spędziły ze mną. Czytałaś mój post pod tytułem Konflikt terminów? O tym, jak w moim czasie i w moje 40 urodziny mamusia chciała zabrać córkę? Jak przysłała potajemnie swojego ojca, który czekał za rogiem żeby córka wybiegła i on ją przejmie?
    Łatwo jest pisać, że trzeba się dogadać. Tak się składa, że od półtora roku ex ustanowiła pełnomocnika do spraw kontaktów ze mną. Wyobrażasz sobie? Ustalamy, jak będą zorganizowane wakacje przez prawniczkę. Kiedy ja do niej piszę z pytaniami, na odpowiedź mogę czekać miesiące (choćby i bezskutecznie). Kiedy ona chce (prawniczka), to mi pisze mailem, że w ferie dzieci będą u mnie w drugim tygodniu. Pisze o tym na 3 godziny przed początkiem ferii.
    Problem nie jest w ustaleniu formalnym. Problem jest w faktycznej realizacji ustaleń.

    Aha, a co do świadczeń na rzecz dzieci, to ja jestem w stanie moje dzieci utrzymywać. Mam rodzinę, która chętnie pomoże mi, jeżeli sam się nie wyrobię. Ale się przekonała, jak matka zarządza pieniędzmi i na pewno nie pomoże mi w przekazywaniu pieniędzy matce. Bo ona zawsze ma na aparat korekcyjny do zębów dla siebie, na fryzjera, na wakacje zagraniczne, ale na dzieci jakoś nie starcza... Ja od czasu rozstania nigdzie nie wyjechałem na wakacje bez dzieci. Dla mnie to nie miałoby sensu. Ona czeka, aż się pozbędzie dzieci, żeby wyjechać. Albo podrzuca dzieci swoim rodzicom - broń Boże nie do ojca, który co prawda zawsze jest gotowy je przyjąć, ale nie wolno, bo sąd nie pozwolił ;-) Tak to wytłumaczyła dzieciom...

    A co do egzekwowania, to niestety to nie jest takie proste. Nawet jak się wezwie policję i pokaże wyrok sądu, że teraz jest mój czas, to policja co najwyżej sprawdzi, czy dzieci są na miejscu, czy się im nie dzieje krzywda i na tym koniec.
  • triss_merigold6 30.11.10, 17:22
    I jeszcze jedno: czyj jest dom? W jednym wpisie piszesz o eks, że mieszka we WŁASNYM domu, a w innym, że nie masz prawa wstępu do WŁASNEGO domu. Tak pięknie to nie ma - nieruchomość musi mieć właściciela/właścicieli. Jakieś sądowe ustalenia w zakresie korzystania z chaty były? Jeśli Twoja to możesz sprzedać/wynająć, jeśli wspólna - sądowy podział, jeśli eksi - to Cię w ogóle nie powinno interesować czy masz tam wstęp czy nie.
  • matematys 30.11.10, 21:21
    triss_merigold6 napisała:

    > I jeszcze jedno: czyj jest dom? W jednym wpisie piszesz o eks, że mieszka we WŁ
    > ASNYM domu, a w innym, że nie masz prawa wstępu do WŁASNEGO domu. Tak pięknie t
    > o nie ma - nieruchomość musi mieć właściciela/właścicieli. Jakieś sądowe ustale
    > nia w zakresie korzystania z chaty były? Jeśli Twoja to możesz sprzedać/wynająć
    > , jeśli wspólna - sądowy podział, jeśli eksi - to Cię w ogóle nie powinno inter
    > esować czy masz tam wstęp czy nie.

    Wspólny. Podział w najbliższym czasie pewnie się zacznie i pewnie potrwa latami, jak znam życie. Już widziałem podrabiane dokumenty w tej sprawie... Złożyła już raz wniosek, ale sąd oddalił. Teraz złożyła ponownie.

    A jak pisałem, że mieszka we własnym, miałem na myśli, że nie wynajmuje, nie musi nikomu płacić. Ustaleń co do korzystania nie było. Ale ja mam połowę majątku, z którego nie mogę skorzystać w żaden sposób...
  • matematys 30.11.10, 21:24
    Nie, kurczę, znowu się dałem wciągnąć... Znowu ze spraw ważnych kierujesz sprawy na kasę... A ja się daję podchodzić jak dziecko...
  • tully.makker 01.12.10, 12:05
    No ale przeciez to ty zaczales o kase, i owa kasa ociekaja wszystkie twoje posty.

    Mam w domu przyklad faceta, ktory placi dosc wysokie jak na swoj poziom dochodow, alimenty, dodatkowo obkupuje corke w miare potrzeb, ciezko na to pracuje i nie o pieniadzach glownie mowi, tylko o relacjach z dzieckiem.

    Ale to jest facet i ojciec. Nie tak jak ty.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 01.12.10, 12:25
    Ja też obkupuję dzieci. I robię im różne rzeczy sam - szyję, na drutach swetry itp. Poza tym mam alimenty orzeczone w wysokości wyższej niż zarobki. I nie zaczynałem o kasie. Cały mój blog jest poświęcony kłopotom w kontaktach z dziećmi. Temu, że matka woli podrzucić dzieci gdziekolwiek niż żeby były z ojcem. Sprawy finansowe są tam drobnym uzupełnieniem dla kompletności. Ale pewnie nie zaglądałaś tam specjalnie, bo po co? Przecież i tak wiesz kim jestem i o co mi chodzi, nieprawdaż?

    Nic, ale widzę, że już schodzimy na poziom rzucania obelgami... Przepraszam, ale się nie odwdzięczę i nie będę komentował Twojego zachowania i wypowiedzi.
  • tully.makker 01.12.10, 21:21
    Chlopie, jak bede chciala sobie poczytac grafomanskie wypociny, to sobie poczytam coelho.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 01.12.10, 21:58
    tully.makker napisała:

    > Chlopie, jak bede chciala sobie poczytac grafomanskie wypociny, to sobie poczyt
    > am coelho.

    To miłe, co do mnie piszesz. Ale przykro mi, ja na tym poziomie nie umiem, więc dziękuję bardzo za rozmowę i pozdrawiam serdecznie ;-)
  • rennie77 30.11.10, 21:31
    po pierwsze to nie tepie cie ani nie zieje niechecia, wskazuje tylko na pewne niespojnosci w twoich opisach, ktore jak dla mnie powoduja, ze jestes malo wiarygodny.
    nie napisalam tez chyba nigdzie, ze mowisz 'językiem typowym dla wrednych ojcowskich organizacji'. napisalam, ze masz pewna drazniaca maniere, jesli chodzi o formulowanie swoich mysli i ciezko poprzez to ujrzec jakies fakty.
    nie twierdze, ze nie ma matek, ktore uzywaja dzieci w rozgrywkach z ich ojcami, a co wiecej, uwazam to za karygodne. niestety wiekszosc matek, ktore znam zacheca ojcow do kontaktu i wymaga tylko wspoluczestnictwa w utrzymaniu i wychowaniu wspolnych dzieci. panstwo nie gwarantuje im wielkiej pomocy, takze ich niechec wobec tych ojcow, ktorzy nie wywiazuja sie ze swoich zobowiazan wobec dzieci, ktore splodzili oraz ich samych, czyli kobiet, ktore te dzieci urodzily i wychowuja, wydaje mi sie dosyc zrozumiala.
    oczywiscie zgadzam sie, ze ludzie po rozstaniu czesto trzymaja siebie nawzajem i wlasne dzieci jako zakladnikow, jednak to o czym piszemy nie jest proba przeniesienia rozmowy 'na kase'. sam wydajesz sie, uzywajac twojego sformulowania 'zakleszczony' i dajesz tego przyklady, jak i przedstawiasz nam przyklady ilustrujace twoja zla wole, ktora tez jest dowodem 'zakleszczenia'.
    trywializujesz problem i choc wymagasz zrozumienia, sam odmawiasz przyjecia jakichkolwiek racji drugiej strony. po tej wymianie mysli wiem juz, ze sie nie zrozumiemy, ale przeciez nie musimy.
  • matematys 30.11.10, 21:55
    Po pierwsze ;-)
    Prezentujesz bardzo jednostronny punkt widzenia. Nie zastanawiasz się nad sytuacją tylko na podstawie swoich przekonań wyrażasz swoje oceny.
    Blog z natury rzeczy nie jest filmem dokumentalnym. Przykro mi, że nie pasuje Ci mój styl. Na szczęście miałem też zupełnie przeciwne opinie, więc na razie nie zmieniam stylu.

    Nie wymagam zrozumienia, oczekuję uczciwości - interesuje Cię temat, poznaj go zanim wydasz osąd. Nie interesuje Cię poznanie, po prostu nie wydawaj sądów. Proste...

    Aha, a w sprawie tego, jacy ludzie są na świecie a jakich nie ma...
    Ile znasz matek ściganych przez komornika, wpisanych do krajowego rejestru dłużników, z zablokowanymi kontami bankowymi? Kiedy podpisałem umowę o pracę, następnego dnia zawiozłem ją do komornika, żeby wiedział skąd ściągać pieniądze. Już wtedy wiedziałem, bo próbowałem wiele razy, że ex nie będzie chciała, żebym płacił bezpośrednio. A wiesz, ile kasy pochłonęły koszty komornika? A ile odsetki z Funduszu Alimentacyjnego? Co najmniej moje pełne półroczne alimenty. Ta kasa mogła ode mnie dotrzeć do dzieci, ale pewna pani wolała, żeby to przejęli urzędnicy...
    Jak znasz jakieś fakty z drugiej strony, to wal śmiało. Ale nie próbuj stawiać siebie w roli mojej ex, bo chyba jej nie znasz i sądzę, że gdybyś poznała, zdziwiłabyś się...
  • rennie77 30.11.10, 22:22
    po rozwodach i rozstaniach dzieci zazwyczaj zostaja przy matkach, a wiec sila rzeczy niewiele jest pewnie matek, ktore nie placa na swoje dzieci, to zas sprawia, ze jeszcze mniej moze byc tych sciganych przez komornika.
    nie zmuszam cie do zmiany stylu. linkujesz swoj blog i zachecasz do czytania, a wiec wydaje na jego temat opinie. napisz szczerze, ze interesuja cie jedynie pochlebne recenzje.
    nie znam historii od strony 'pewnej pani'. wiem tylko tyle, ile nam napisales, a juz po tym wydaje mi sie, ze ta 'pewna pani' moze miec 'pewna' doze racji uwazajac, ze ktos powinien cie zmusic do placenia na swoje dzieci.
  • matematys 30.11.10, 22:36
    rennie77 napisała:

    > po rozwodach i rozstaniach dzieci zazwyczaj zostaja przy matkach, a wiec sila r
    > zeczy niewiele jest pewnie matek, ktore nie placa na swoje dzieci, to zas spraw
    > ia, ze jeszcze mniej moze byc tych sciganych przez komornika.
    A dlaczego zazwyczaj dzieci zostają przy matkach? Tu jest pierwszy błąd systemu!

    > nie zmuszam cie do zmiany stylu. linkujesz swoj blog i zachecasz do czytania, a
    > wiec wydaje na jego temat opinie. napisz szczerze, ze interesuja cie jedynie p
    > ochlebne recenzje.
    Recenzje są super, ale znacznie bardziej interesuje mnie zgłębienie problemu i dyskusja merytoryczna.

    > nie znam historii od strony 'pewnej pani'. wiem tylko tyle, ile nam napisales,
    > a juz po tym wydaje mi sie, ze ta 'pewna pani' moze miec 'pewna' doze racji uwa
    > zajac, ze ktos powinien cie zmusic do placenia na swoje dzieci.
    Tak, to już zauważyłem, że zmuszanie jest Twoim żywiołem... Po co z kimkolwiek współpracować, po co coś ustalać? Ojciec nie jest od wychowywania dzieci tylko od utrzymywania. Żeby matka mogła wychować dzieci w nienawiści do ojca. A przynajmniej bez jego udziału...
  • rennie77 30.11.10, 22:49
    no teraz to juz pojechales po bandzie. komornik to zazwyczaj ostatnia szansa na egzekucje zaleglych alimentow.
    tak ojcowie sa od utrzymywania dzieci, co doskonale ilustruje twoj przyklad- trojka dzieci utrzymywana przez eks, czwarte przez obecna partnerke. tak wlasnie instrumentalnie sa traktowani mezczyzni. moj eks tez chce placic na swoje dziecko, tylko po prostu wszystko sie przeciw niemu sprzysiega. on podobnie jak i ty jest przykladem doskonale swiadczacym o tym jak to mezczyzni utrzymuja swoje dzieci, bo ja nasze dziecko utrzymuje od prawie trzech lat. jestem tez tak podla, ze do tej pory nie wystapilam o alimenty, bo myslalam, ze czlowiek, z ktorym zylam i ktorego kiedys kochalam, bedzie na tyle uczciwy, zeby placic bez zmuszania, ze wystarczy dzentelmenska umowa.

    nie chce mi sie juz otwierac nowej dyskusji na temat tego dlaczego dzieci zazwyczaj zostaja przy matkach.
    dziekuje ci za rozmowe.
  • matematys 30.11.10, 23:17
    Widzisz, a ja w czasie małżeństwa i kiedy się rozstaliśmy utrzymywałem ją i dzieci tak długo, jak długo miałem z czego. 4 lata to trwało. Nie było żadnych problemów. Płaciłem tyle, że jak później 3/4 tego zostało zalegalizowane przez sąd i przyszedł komornik, to powiedział, że w jego okręgu jestem na drugim miejscu co do wysokości kwot. A Pani Matka jak jej zrobiłem pracownię, żeby mogła się realizować i zarabiała jakieś pieniądze, to one nie były na utrzymanie domu, ale to były tylko jej pieniądze.
    Jak byłem bezrobotny to pożyczałem kasę, żeby płacić na dzieci. Jak dostałem pracę natychmiast pobiegłem do komornika, żeby wiedział, skąd zabierać kasę...
    Taki jestem wredny. A dzieci... chciałem, żeby mieszkały ze mną i nie chciałem żadnych alimentów od matki. Wnosiłem o to w sądzie. Niestety, bez skutku, bo sąd uważa, że lepsza jest zła matka niż dobry ojciec. I tyle w tym temacie. Nadal jestem gotowy je utrzymywać. I jestem w stanie to robić. Jak będą mieszkać ze mną. Jak nie mieszkają ze mną, mogę oddawać ich matce 60% wynagrodzenia zgodnie z prawem. Niestety, moje wynagrodzenie jest mniejsze niż moje alimenty, więc zadłużenie narasta. A to, co jest, i tak idzie głównie na komornika i Fundusz Alimentacyjny.

    Sorry, ja rozumiem, że Ty masz ciężką sytuację i że dużo robisz dla swojego dziecka i że traktujesz uczciwie ojca swojego dziecka, chociaż on nie do końca staje na wysokości zadania.
    Nie rozumiem tylko, na jakiej podstawie twierdzisz, że ja nieuczciwie traktuję matkę moich dzieci i że ona jest w porządku.

    A co do dyskusji o tym dlaczego dzieci zazwyczaj zostają przy matkach, to może smutno, że nie chcesz jej podjąć. Bo po pierwsze sądzę, że ona jest znacznie bardziej istotna, niż ta o kasie, a po drugie... może czasami to taki stosunek sądów do ojców jest przyczyną ich braku odpowiedzialności? Jeżeli społeczeństwo, sądy, matki, uważają, że ojcowie sa nieodpowiedzialni i że nie mogą się zajmować dziećmi, to może oni się w ten sposób stają trochę nieodpowiedzialni? Uważają, że nie muszą się starać?
  • aadzia21 01.12.10, 09:38
    Czytam Twój blog i Twoje wpisy tutaj i mam coraz mniej zrozumienia dla Ciebie. Wiem, że ojcom rzadziej się przyznaje dzieci, matki są w tej kwestii faworyzowane przez prawo (prawników), ale tak sobie myślę, że w tej sytuacji to chyba lepiej. Twoja żona, którą tu dyskredytujesz, radzi sobie w nowej rzeczywistości i to mimo że właśnie z nią zostały dzieci. Ty zaś utyskujesz, że nie możesz znaleźć pracy itp. itd. I to mając 100% wolnego czasu. Co gdyby dzieci były z Tobą? Gdybyś musiał rano porozwozić je do przedszkola/szkoły, po południu odebrać, zrobić obiad, dopilnować lekcji/pobawić się, posprzątać i wykonać jeszcze tysiąc innych czynności wokół. Jak wówczas szukałbyś pracy? Chyba skończylibyście na ulicy.
    Nazywasz się samotnym ojcem (i rzekomo przez to nie możesz znaleźć dobrej pracy), a przecież jesteś ojcem dochodzącym, z wszystkimi wadami, ale i zaletami tej sytuacji. To jakieś nieporozumienie.
    Robisz krecią robotę innym ojcom, którzy w podobnej do Twojej sytuacji radzą sobie zupełnie inaczej.
  • matematys 01.12.10, 11:57
    Przepraszam, ale o kim piszesz? Bo chyba nie o mnie.
    Skąd wiesz, jakie mam kontakty z dziećmi? Co to znaczy, że mam 100% wolnego czasu? I kto utyskuje, że nie może znaleźć pracy? I na jakiej podstawie twierdzisz, że nie rozwożę i nie odbieram dzieci?
    Nie wiesz, o czym piszesz, ale nie stronisz od osądów. Nie jest to zbyt ładne zachowanie...
    A co do innych ojców, to kilku z nich skomentowało wpisy na moim blogu. Kilku innych napisało do mnie prywatnie. Oni zazwyczaj w znacznie ostrzejszych słowach wyrażają swoje niezadowolenie z systemu.

    Aha, nie wiem dlaczego wiele osób uważa, że ja narzekam. Nie narzekam, ale staram się pokazać, jak wygląda sytuacja osoby w takiej sytuacji, w jakiej jest bardzo wielu ojców w Polsce. Ja żyję i staram się znosić z godnością niesprawiedliwości losu. Podobnie jak większość samotnych ojców. Jedni lądują w przytułkach dla bezdomnych, inni na garnuszku rodziny, jeszcze inni w wariatkowie. A przeważająca większość cierpi w milczeniu. Niesłusznie. Gdyby kobiety nie zaczęły się 100 lat temu domagać równości, bylibyśmy dzisiaj w znacznie gorszym świecie. Teraz kolej na ojców. W większości cywilizowanych krajów wygląda to zupełnie inaczej niż u nas. Ale dzięki temu mamy wzorce i łatwiej jest podążać w tym kierunku. Niestety, spora część społeczeństwa myśli właśnie tak, jak niektóre panie piszące tutaj - że zadaniem ojca jest płacić i przypadkiem nie wtrącać się do spraw dzieci. Liczę, że to się kiedyś skończy.
    Aha, Aadziu21, gdybyś rzeczywiście czytała mój blog, to byś nie pisała takich rzeczy jak piszesz. Tam jest znacząco więcej informacji i jest ewidentne i oczywiste, że sprawami "bytowymi" czy "finansowymi" czy pracą zajmuję się zupełnie marginalnie... Szkoda, że tak łatwo człowieka zaszufladkować nawet bez próby wysłuchania go.
  • aadzia21 01.12.10, 12:13
    Dyskusja z Tobą jest niemożliwa, ponieważ przemawia przez Ciebie bardzo głębokie poczucie niesprawiedliwości losu (że posłużę się cytatem z Twojego postu). Tacy ludzi nie mają obiektywnego osądu rzeczywistości i nie są w stanie przyjąć innego niż własny punkt widzenia. Dlatego bez odbioru.
  • matematys 01.12.10, 12:29
    aadzia21 napisała:

    > Dyskusja z Tobą jest niemożliwa, ponieważ przemawia przez Ciebie bardzo głęboki
    > e poczucie niesprawiedliwości losu (że posłużę się cytatem z Twojego postu). Ta
    > cy ludzi nie mają obiektywnego osądu rzeczywistości i nie są w stanie przyjąć i
    > nnego niż własny punkt widzenia. Dlatego bez odbioru.

    Przepraszam, a próbowałaś podjąć jakąś dyskusję? Zapytać się o coś, czegoś dowiedzieć? Jakoś nie zauważyłem...
    Wiesz, kilka osób napisało do mnie z tego blogu i z tego forum. Pytają, próbują zrozumieć. Są bardzo krytyczne do mnie, ale starają się czegoś dowiedzieć. I odpowiadają na to, co ja piszę. Zadają kolejne pytania, wyjaśniają wątpliwości. Ale są też takie osoby, które jak Ty nie chcą się niczego dowiedzieć, bo by im to mogło zakłócić ich jasną wizję świata... Cóż, chyba nie ma na to rady... A, najbardziej uwielbiam teksty z Tobą się nie da rozmawiać ;-) I Szybkie zaszufladkowanie - "tacy ludzie..." ;-) Grunt, to mieć silne poczucie własnej racji.
  • ciociacesia 01.12.10, 16:12
    po szkolach i przedszkolach, chociaz mieszkaja one z matka i dzieki temu ona moze tak dobrze zarabiac i zy na wysokim poziomie (no i z alimentow od ciebie)
    --
    chciałam zawsze kupić używane glany po jakiejś nastolatce. To tak, jak pić jej krew dla odmłodzenia.
  • matematys 01.12.10, 22:01
    ciociacesia napisała:

    > po szkolach i przedszkolach, chociaz mieszkaja one z matka i dzieki temu ona mo
    > ze tak dobrze zarabiac i zy na wysokim poziomie (no i z alimentow od ciebie)

    Przepraszam, ale nie zrozumiałem... What's the point? Mogę prosić o wyjaśnienie?
  • rennie77 01.12.10, 21:16
    nie, zadaniem ojca jest wspol-utrzymywac i wspol-wychowywac dziecko.
    widzisz, ty podajesz tak duzo sprzecznych informacji, ze az glowa boli, wiec zeby wypunktowac tylko kilka:
    'nie mam czasu na szukanie innej pracy'- ale masz czas na robienie swetrow...
    'nie place alimentow, zarabiam marnie, moja partnerka utrzymuje nasze wspolne dziecko'- ale 'obkupujesz' dzieci.
    szkoda, ze sprawami bytowymi i finansowymi zajmujesz sie tylko marginalnie, bo one sa niestety bardzo wazne, szczegolnie w czasach kryzysu.
  • matematys 01.12.10, 22:10
    rennie77 napisała:

    > szkoda, ze sprawami bytowymi i finansowymi zajmujesz sie tylko marginalnie, bo
    > one sa niestety bardzo wazne, szczegolnie w czasach kryzysu.

    No właśnie... Jak dzieci chodzą do płatnych prywatnych szkół, jak jeżdżą na obozy żeglarskie, jak ich mamusia jeździ na zagraniczne wakacje, to chyba biedy nie klepią... Więc nie uważam, żeby to był najważniejszy temat. I nie zamierzam się nim zajmować więcej, niż na to zasługuje. Ja nie miałem wpływu na wybór takich szkół. Prosiłem, próbowałem znaleźć jak najlepsze, ale ona miała inną koncepcję. Czesne w tych szkołach pochłaniało całe moje alimenty, kiedy trójka chodziła do płatnych szkół. Kiedy najstarszy poszedł do publicznego liceum, to się nieco zmniejszyło.
    Ale naprawdę, nikt mnie nie przekona, że dzieci przymierają głodem, kiedy ich matka w wieku prawie 40 lat sobie montuje nowoczesny aparat na zębach, wakacje spędza zagranicą, a co drugi, trzeci weekend jeździ w góry albo na Mazury...
    Naprawdę nie widzę powodu, żeby się koncentrować na tym aspekcie.
  • rennie77 01.12.10, 22:47
    to w ogole nie zwalnia cie z obowiazku wspollozenia na nie nie.
    pozwolisz, ze zakoncze juz nasza wymiane zdan.
  • hedgie 02.12.10, 00:28
    Nie rozumiem twojej odpowiedzi. Facet przecież mówi, że chce łożyć ile może. Zdaje się, że problem polega na tym, że mamusia chce, żeby łożył więcej. Jestem kobietą po rozwodzie i powiem wam, że jak patrzę na mamuśki to zupełnie nie rozumiem stereotypu biednej matki Polki uciśnionej. Mój były płaci tyle, ile się zgodził płacić. Jaki byłby sens, gdybym chciała więcej niż on może płacić? Mam mu życie rujnować dla sportu? Moje dzieci mają tyle, na ile mogę sobie pozwolić. Gdybym była wredna mogłabym byłego ciągać po sądach i domagać się podwyżek. Jeździ volvo i kupuje dzieciom drogie prezenty. I co z tego? Przecież jak zechce płacić więcej to zapłaci, a jak nie zechce to i komornik go nie zmusi. Mój eks oprócz alimentów dokłada się do obozów i aparatu na zęby z własnej woli. Założę się, że gdybym poszła do sądu i chciała podwyżki to przestałby się dobrowolnie dorzucać. Ludzie nie lubią być terroryzowani i tyle. Jak mamuśka chce więcej kasy to niech się bierze do roboty. I wiem co mówię, bo sama tak robię.
  • nat.wroclaw 02.12.10, 08:48
    Wreszcie głos kogoś, kto brał w szkole drukowane i prosty tekst potrafi czytać ze zrozumieniem.

    Dzięki hedgie.

  • tully.makker 02.12.10, 09:37
    Bysc moze ojciec twojego dziecka jest idealem, ktoremu mozesz w pelni zaufac, mimo rozxpadu waszego zwiazku, ze nie dopusci do krzywdy waszego wspolnego dziecka. Niestety, takich idealow jest niewiele. Przytocze przyklad z wlasnego podwiorka - po rozstaniu, a jeszze przed rozwodem z moim pierwszym mezem ustalilismy sume, jaka mal lozyc na dziecko. Niestety, po miesiacu stwierdzil, ze suma ta jest za duza jak na jego mozliwosci. Udalam sie wiec do sadu, przedstawilam koszty utrzymania dziecka, on przedstawil swoje zarobki - efekt -zasadzona suma znacznie wyzsza niz ta poczatkowo przez nas ustalona.

    Placil ja i jakos starczylo mu na ciuchy ( a lubi dobre i drogie) wyjazdy ( a ma duze wymagania jesi chodzi o jakosc zakwaterowania i wyzywienia) i rozryski - a lubi kosztowne - skoki na bungee, spadochrony i inne takie.

    To raz na zawsze pozbawilo mnie zludzen, ze ojciec bedzie placil na dziecko tyle, ile moze - w wiekszosci przypadkow bedzie placil najmniej jak sie da.
    Oczywiscie sa szczytne wyjatki, takie jak moj facet, ktory potrafi, tak jak dzisiaj, wrocis z pracy o 2 w nocy i o 5 rano wyjechac do nastepnej pracy. Bo wie, ze ma 2 dzieci i ze trzeba im zapewnic odpowiednie warunki.

    Ale tacy mezczyzni to kropla w morzu.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • hedgie 02.12.10, 10:49
    Ojciec moich dzieci z pewnością nie jest ideałem. Długo by opowiadać. Po rozstaniu przez pewien czas nic nie płacił i zgodziłam się na to - wraz z naszym rozstaniem stracił moje zarobki, które były wyższe niż jego i dałam mu czas, żeby stanął na nogi. Nie wiem dlaczego rozpatrujesz kwestie finansowe w kategoriach krzywdzenia wspólnego dziecka. Miałaś szczęście, że sąd zasądził więcej niż wspólnie ustaliliście. Ja jednak w takiej samej sytuacji próbowałabym dogadać się z byłym zamiast iść do sądu. Może gdyby wiedział ile kosztuje utrzymanie dziecka, to jednak by płacił?

    Dla mnie sąd to ostateczność. Uważam za żenujące, że sędziowie muszą rozstrzygać w sprawach, w których dwoje dorosłych ludzi powinno dogadać się we własnym zakresie. Bardzo im współczuję i w życiu nie chciałabym być na ich miejscu.

    Mam znajome koleżanki po rozwodzie i wiem, że mają kłopoty z tatusiami, którzy nie chcą płacić. Ja spróbowałam innej drogi. Nie unosiłam się honorem, nie awanturowałam. Poczekałam i staram się zrozumieć. Mój płaci. Jak się spóźnia do dzwonię się zapytać co jest grane i nie biegnę do komornika. Jak chcę kupić dziecku narty a eks mówi, że się nie dołoży bo nie ma, nie naciskam. Na ciuchy ma, na paliwo do volvo ma, na wyjazdy zagraniczne ma. I co z tego? On też chce żyć. Chce zabrać gdzieś dzieci. Mam mu patrzeć ciągle na ręce i się zastanawiać, czy nie powinien aby płacić więcej? Wybieram wolność od goryczy i frustracji. Może wybieram mniejsze pieniądze. Ale pieniądze naprawdę nie są najważniejsze.

    Rozumiem, że podziwiasz swojego faceta, który ciężko pracuje. Też podziwiam takich ludzi. Sama ciężko pracuję. Tylko się czasem zastanawiam czy brak kontaktu z dziećmi i sen w wymiarze trzech godzin na dobę to jest ideał, do którego należy zmierzać. I dochodzę do wniosku, że jednak nie. Dzieci są najważniejsze. A to oznacza, że trzeba z nimi być, bo tego najbardziej potrzebują. One z każdym dniem zbliżają się do odejścia od nas. Trzeba im w tym towarzyszyć. Nawet za cenę krótszych wakacji i gorszych ubrań. Ze swojego dzieciństwa najmilej wspominam te dni, kiedy rodzice po prostu byli z nami i mieli dla nas czas, kiedy razem coś robiliśmy. W domu, nie na zagranicznej wycieczce.

  • triss_merigold6 02.12.10, 11:03
    Sugerujesz, że dorosły mężczyzna, który mieszkał pod jednym dachem z kobietą i wspólnym dzieckiem, może nie wiedzieć ile co kosztuje?! Nawet jeśli nie wie, to w prosty sposób może wiedzę uzupełnić: wystarczy przejść się do centrum handlowego i przyjrzeć cenom żywności, ubrań, książek, leków, wyposażenia szkolnego, gadżetów dziecięcych oraz zadzwonić do szkoły, do wychowawczyni/wychowawcy dziecka z pytaniem ile wynoszą składki i opłaty na dany rok.
  • hedgie 02.12.10, 11:19
    Sugeruję, że lepsza jest rozmowa. Lepsza od ciągania się po sądach i zakładania, że jak jest dorosły to wie ile co kosztuje. Jakie to ma znaczenie czy wie? Mnie korona z głowy nie spadnie, jak mu powiem. Nawet jak to jest nieprzyjemne dla mnie.
  • tully.makker 02.12.10, 11:26
    To milo, ze zarabiasz na tyle dobrze, ze mozesz dziecku zapewnic wszystko, co trzeba, bez ogladania sie na wplaty ojca dziecka. Zwracam ci jednak uwage, ze tak moze nie byc wiecznie, i jako matka masz obowiazek odpowiedzialnie gospodarowac pieniedzmi dla dziecka, patrzac nie tylko na swoje obecne mozliwosci, ale i na potrzeby perspektywicznie.

    Sad to nie straszne miejsce, gdzie robia ludzion krzywde, tylko jeszce jeden urzad, gdzie sie zalatwia sprawy sporne, ale tez przyklepuje ugody wczesniej zawarte. Piszesz o komorniku, a o prawie masz pojecie nikle, bo nie majac zasadzonych alimentow, nie masz z czym sie do tego komornika udac - nawet gdy bedziesz lezalaze zlamana noga, wyplata z ZUS sie sposni, a ojciec twojego dziecka stwierdzi, ze barziej mu jest potrzebne paliwo do volvo.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 02.12.10, 21:42
    tully.makker napisała:

    > Piszesz o komorniku, a o prawie masz pojecie nikle, bo nie majac zasadzonych
    > alimentow, nie masz z czym sie do tego komornika udac - nawet gdy bedziesz l
    > ezalaze zlamana noga, wyplata z ZUS sie sposni, a ojciec twojego dziecka stwier
    > dzi, ze barziej mu jest potrzebne paliwo do volvo.

    Tully.maker...
    Po pierwsze, nie wiem, jakie Ty masz pojęcie o prawie, ale chyba zerowe, bo nie ma możliwości w polskim prawie orzeczenia rozwodu bez ustalenia alimentów.
    Po drugie...
    Myślałaś kiedyś, że mężczyźnie też może się powinąć noga? Może złamać nogę, jak piszesz, może stracić pracę, może go dotknąć inna "awaria"?
    Nie do końca rozumiem podejście, że mi się może wszystko złe zdarzyć i muszę być zabezpieczona. Ci, co mają mi zabezpieczyć byt, to ludzie z żelaza. Im się nic nie przytrafi...
  • niebieski_ptak5 02.12.10, 11:27
    Nie mam dzieci itp. ale uśmiałam się.
    Czy Ty serio wierzysz, że z kimś kto ma totalnie w d.....łożenie na swoje dziecko{ja pomijam kobiety materialistki, różne "patologie" itp}można się dogadać i raptem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki panu/pani otworzą się oczy/serce i portfel? Żenujące to jest to, że uważa się, że kurtki/buty itp wezmą się z nieba. Czy facet/babka będąc razem w związku i mając dziecko gdy się rozwodzą a jedno nie płaci na to wspólne dziecko /miga się/ma totalnie gdzieś są poważni? I jak można pisać o dogadaniu się bez sądu jeśli na wstępie ktoś takim kretynem jest i udaje, że nie wie o co chodzi? Żenujące jest nie to, że się idzie z takimi sprawami do sądu tylko to, że KTOś w ogóle może tak sprawę olać, że sąd musi mu/jej uświadomić o co biega! Ty piszesz, że pieniądze nie są najważniejsze. Ależ oczywiście. Tylko wiesz Ciebie stać na to aby tak pisać. A ja znam babki{wcale nie prostaczki/naciągaczki itp}, które na przysłowiowe jedzenie nie mają i Twoja "życzliwość" dla pana eks męża jest bardzo miła ale ciekawe czy byś tak śpiewała gdyby Twoje dziecko przymierało głodem/nie miałabyś na tę porę roku na rękawiczki dla niego itp. Wcale nie ma bajery tylko na podstawowe rzeczy ot tak.
    Ty wcale nie masz "różowego"życia ani Ci frustracji nie brakuje. Ustawiłaś się w pozycji gorszego. Poczytaj swój post bo to widać. Przede wszystkim łatwo wykorzystać Ciebie i taka postawę jaką reprezentujesz. Niechęć do drak/rozwiazań sadowych. Pan czasem da czasem nie! Ciekawa jestem jak by to działało w druga stronę i jak by chodziło twoje dziecko ubrane gdybyś Ty tak czasem pomagała a czasem nie? Czy partner eks byłby zadowolony i jak byś wytłumaczyła/wytłumaczył dziecku, że z kurteczki nici? A to by była jedyna rzecz na zimę? Ja nie piszę ani nie mam na myśli frykasów/gry na bakałajce itp. Zwykłe podstawowe rzeczy -Ty wiesz ile jest takich babek? Nie materialistek/nie takich co im wiecznie coś nie pasuje tylko takich którym ledwo co starcza? Co proszą pana i nic...... Ty jesteś łatwym celem Hedgie -bo facet nawet jak się spóźni itp to wie, że TY nie nawalisz. Gdybym była takim gościem cieszyłabym się jak głupia. Ty nie wybierasz wolności od goryczy i frustracji {to znaczy może i tak jest i może nawet czujesz się z tym ok ale to nie jest ok} po prostu jesteś SAMODZIELNA i zbytnio nie liczysz na to, że jak by się coś działo to on Ci dużo pomoże/będzie siatką bezpieczeństwa. On może Ty nie! Ty pewnie planujesz i masz jakiś grosz gdyby coś on się najwyżej spóźni albo da mniej. Oj sądzę, że gdybyś Ty była taka "niestała" to on jednak pobiegł by do sądu!
    Co do reszty. Oczywiście, ze bycie jest ważne nie tylko z dzieckiem ale jednak zabawne i żenujące jest to, ze ktoś kto ma w d....własne dziecko{nie chodzi mi o autora wątku itp. ale ogólnie o gości co uważają, że dziecko żyje powietrzem i chlebem z wodą} pod względem utrzymania go miałby być lepszy w kontaktach z nim?. Ja nie mówię o patologiach i "złych kobietach" tylko u miganiu się/udawaniu, że nic się w kieszeni nie ma /robieniu problemów/braku kontaktów z dzieckiem/dziećmi. Albo zjawianiu się jak meteor a potem znowu znikaniu -można matki już nie lubić i kochać ale dziecko, które rzekomo się kocha? Dobre to dla stabilizacji/zdrowia psychicznego potomka? I na koniec. Miałam na studiach kol. której Tatuś płacił jak mu się przypomniało 200/300zł na nią. Po rozwodzie mimo braku trudności ze strony matki/dziecka niezbyt był zainteresowany kontaktami z córką. Pal licho. Z kasa też było cienko - dobrze, że kol matka prowadziła własny biznes. Teraz jak ta kol. jest dorosła Tatuś oczekuje pomocy/dobrego słowa, chciałby odnowić kontakty. Teraz chciałby być- to częste. Pytanie tylko czemu uważa, ze dziecko na które nie łożył/nie wspierał psychicznie ma mieć z nim jakiś związek? Obecność jest ważna itp ale nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ktoś kto nie zajmuje się potrzebami materialnymi dziecka tak naprawdę z nim "jest" bo jeśli bierzesz psychiczne ciężary rozwoju to czemu nie materialne? Nie piszę, że nie stać kogoś -chodzi o uchylanie się, igranie z matką, ukrywanie dochodów, udawactwo, brak odp po rozstaniu itp. Pytanie czy facet robiony tak w bambuko tez by Cię tak pięknie prosił/wziął na wstrzymanie/wykazał się zrozumieniem? Dlatego jesteś łatwym celem bo za spokój dziecka i swój jesteś po prostu stratna. Tak z dziećmi trzeba być i to co piszesz HEDGIE na końcu swego postu jest ważne tylko jeszcze trzeba je mieć za co ubrać. No niestety.
  • sebalda 02.12.10, 13:05
    Przeczytałam cały wątek, przeczytałam większą część bloga. Blog spoko. Jak na informatyka posługujesz się bardzo poprawnie polszczyzną, a już za interpunkcję należą Ci się osobne wyrazy uznania. To nie jest częste, niestety. Masz korektorkę?
    W sumie kupuję Twoją historię. Nie do końca rozumiem, jak piszesz, że wozisz dzieci, ale że starszego syna nie widziałeś od roku (???) Chyba to wożenie bylo w czasie przeszłym. Jak bardzo żona w końcu ogranicza Ci te kontakty?
    Robisz na drutach, wow, to też dużo o Tobie mówi:) Jak mi powiesz, że płaczesz na filmach, to już całkiem nie uwierzę, że jesteś oszustem i kanalią i żona słusznie Cię gnębi, bo że gnębi, to nie ulega wątpliwości. Pytanie tylko, dlaczego ona to robi? Co sprawiło, że ona chciała, żebyś wyprowadził się z domu, a jak odmówiłeś, ona wyprowadziła się na rok z sypialni? Jakie byly jej zarzuty pod Twoim adresem? Nigdzie nie piszesz, co sprawiło, że z małżeństwa z trójką dzieci (no chyba coś musiało byc między Wami, skoro tyle dzieci sobie zrobiliście), zamieniliście się w takich wrogów. Żona z dnia na dzień bez powodu kazała Ci się wynosić?
    Że nie możesz znaleźć dobrej pracy, wierzę. Znam wiele przypadków osób, które z im wyższego konia spadły, tym trudniej im znaleźć jakąkolwiek pracę, nie mówiąc o dobrej. Niemniej jednak nie powinieneś ustawać w wysiłkach. A z Twoich wypowiedzi przebija taka postawa: jak się bardziej postaram, to i tak żona mi zabierze zarobione pieniądze, nie dam jej tej satysfakcji. To myślenie krótkowzroczne, powinieneś z tym walczyć.
    Czekam na informacje o tym, co najbardziej zarzucała Ci była. I jeszcze jedno. Jak szybko po rozstaniu znalazłeś pocieszenie w ramionach Dobrej Kobiety? Może bardzo szybko i to tak ubodło byłą? Nie potępiam, nie oceniam Cię, ale próbuję zrozumieć jednak pobudki eksi.
  • triss_merigold6 02.12.10, 14:03
    Ja kompletnie nie kupuję tego rzekomego odwożenia i przywożenia dzieci przy jednoczesnym braku kontaktu.
  • matematys 02.12.10, 22:28
    triss_merigold6 napisała:

    > Ja kompletnie nie kupuję tego rzekomego odwożenia i przywożenia dzieci przy jed
    > noczesnym braku kontaktu.
    Nigdy nie pisałem o braku kontaktu. Pisałem o utrudnianiu kontaktów. To duża różnica... Kontakty są ustalone tak, że jak dzieci są u mnie, to ja je odbieram ze szkoły i odwożę do szkoły następnego dnia nauki.
    A z najstarszym synem nie widziałem się od 11 miesięcy prawie... Jego nie odwożę ani nie odbieram.
  • hedgie 02.12.10, 21:09
    i z konieczności krótka - dzieci prawie w łóżkach, muszę pracować.

    Przeczytałam blog tego faceta i wasze wpisy i zabrałam głos w dyskusji, bo irytuje mnie mnóstwo stereotypów funkcjonujących w naszym kraju. Powiedziałam co ja robię ze swoim byłym i co się sprawdza. Może jakaś kobieta spróbuje się dogadać zamiast kłócić? To naprawdę działa. Przynajmniej czasami. Widzę mnóstwo kobiet nakręconych na pieniądze i chętnych ustawić się w życiu tak, by to były finansował nie tylko dziecko, ale i je też. Nie potępiam, nie oceniam. Mówię wam tylko, że znacznie lepiej dla własnego samopoczucia jest postarać się być samowystarczalną. To nie znaczy, że nawołuję do tego, żeby zrezygnować z alimentów. Ojciec powinien łożyć na dziecko. Zastanówcie się tylko kiedy byście chętniej płaciły będąc na miejscu tych tatusiów: gdyby wam sąd kazał czy gdyby matka dziecka racjonalnie przedstawiła jego potrzeby?

    Patologiczni oszuści w nosie mający własne dzieci zasługują na wszystko, co najgorsze. Ale autor tego bloga chyba do nich nie należy. Wydaje się, że chce mieć z dziećmi więcej kontaktu, zależy mu na nich. Płaci ile może, ale jak może płacić zasądzone alimenty, kiedy jego zarobki są niższe? Kobieta wysłała do niego komornika po 6 dniach spóźnienia po raz pierwszy. To nie jest uczciwe działanie, to jest nękanie. Utrudnianie kontaktów z dziećmi, tak częsta broń nas, kobiet, to jest coś ohydnego, czego nigdy nie zrozumiem. Jak można świadomie zabierać dziecku ojca????

    Teraz parę słów wyjaśnienia. Ktoś mi tutaj zarzuca, że się nie znam na prawie. Znam się, zaręczam. Pracuję w dziale prawnym międzynarodowej firmy. Jestem samodzielna i samowystarczalna, fakt. Dobrze zarabiam. Ale... mam kredyt hipoteczny do spłacenia, mam rachunki jak każdy, samochód niestety nie jest służbowy, a jedno moje dziecko jest niepełnosprawne. Wiem, jak to jest kiedy brakuje do pierwszego. Dobrze wiem. Wiem również bardzo dobrze, że każda wojna niszczy, a wojna z udziałem dzieci to klęska na samym początku.

    Ja moim dzieciom nie mówię, że ich ojciec jest głupi i nic nie wart, nie zachęcam, żeby unikały kontaktów, choć często byłoby mi to na rękę, nie wzdycham, że moglibyśmy pojechać na Kanary, gdyby tatuś płacił więcej. To ich ojciec, sama im go wybrałam. To wystarczający powód, żeby okazywać mu szacunek, żeby ugryźć się w język w porę. Bo będzie ojcem moich dzieci zawsze.

  • rennie77 02.12.10, 22:10
    problem polega na tym, ze mezczyzni nie dziela sie jedynie na patologicznych oszustow i tych, ktorym zalezy. to samo tyczy sie kobiet. skoro ludzie rozstaja sie, bo juz nie potrafia ze soba rozmawiac, przebywac, itd., to porozumienie sie w kwestiach finansowych, przy wszystkich animozjach tez moze byc trudne. jesli ustalenia miedzy bylymi partnerami nie okazuja sie satysfakcjonujace, jesli ktos objawia zla wole, lub podejrzewa o nia druga strone, wtedy sad jest od tego, zeby te rzeczy rozstrzygnac. pewnie, ze fajniej byloby, gdyby mozna bylo bez, ale niestety nie zawsze to sie udaje.
    moge oczywiscie pisac o tym, ze malo prawdopodobne wydaje mi sie, zeby kobieta z 3 dzieci odchodzila od meza dla kaprysu czy z powodu blahostki, zeby wysylala komornika po 6 dniach zalegania z jedna wplata i, ze komornik w takiej sytuacji bylby pewnie bardziej opieszaly w egzekwowaniu naleznosci niz to twierdzu nasz rozmowca, ale niewazne. dla mnie jest oczywiste, ze autor tego watku ma wypaczony obraz swojej eks i bardzo mozliwe, ze tak samo jest z tym jak ona go postrzega. cierpia dzieci.
  • tully.makker 03.12.10, 10:31
    Zastanówcie się tylko kiedy byście chętniej płac
    > iły będąc na miejscu tych tatusiów: gdyby wam sąd kazał czy gdyby matka dziecka
    > racjonalnie przedstawiła jego potrzeby?

    Nie moge oorzekac o checiach, ale fakty sa niestety takie, ze wiekszosc mezczyzn lozy na swoje dzieci dopiero, gdy sa do tego zmuszeni przez sad. Smutne bardzo. I choc mam przyklady odwrotne - ja sama po pierwszej sprawie sadowej gogaduje sie z exem bez problemu w sprawie corocznej podwyzki alimentow, czy mojego partnera, ktory lozy na corke w zakresie prekraczajacym znacznie zasadzone alimenty - to jednak statystyka przemawia przciwko twoim pogladom na sprawy.

    Niestety.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 03.12.10, 10:50
    tully.makker napisała:

    > Nie moge oorzekac o checiach, ale fakty sa niestety takie, ze wiekszosc mezczyz
    > n lozy na swoje dzieci dopiero, gdy sa do tego zmuszeni przez sad. Smutne bardz
    > o. I choc mam przyklady odwrotne - ja sama po pierwszej sprawie sadowej gogaduj
    > e sie z exem bez problemu w sprawie corocznej podwyzki alimentow, czy mojego pa
    > rtnera, ktory lozy na corke w zakresie prekraczajacym znacznie zasadzone alimen
    > ty - to jednak statystyka przemawia przciwko twoim pogladom na sprawy.
    >
    > Niestety.

    Znaczy Twoje osobiste doświadczenie przeczy statystyce, którą się podpierasz. To może podaj, jaka to statystyka. Albo przestań się na nią powoływać. Bo skoro masz do czynienia z dwoma przypadkami i w obu jest inaczej niż starasz się tu wykazywać, to jeżeli nie masz jeszcze jednego byłego lub obecnego partnera, to 100% przypadków działa na korzyść mężczyzn. Skąd zatem Twoje tak negatywne zdanie o mężczyznach?
  • matematys 02.12.10, 22:25
    Sebaldo,
    Na drutach robię od 3 roku życia. Na filmach rzadko płaczę, za to prawie zawsze na ślubach...
    Co do rozstania, nie umiem do końca odpowiedzieć. Od dnia ślubu ona uważała, że jej się wszystko należy. Zaczynając od super seksu bez jej zaangażowania a kończąc na super warunkach życia. Starałem się jak mogłem. Awansowałem, zarabiałem więcej, pracowałem po nocach. Wtedy ona mówiła dzieciom, że tatusia nie ma w domu, bo nas nie kocha. I ciągle chciała wszystkiego dla siebie. W końcu znalazła sobie kochanka i zaczęła myśleć, jak się pozbyć mnie, a zachować moją kasę i dzieci. Tak mówili Ci, których prosiła o radę...
    Przez rok próbowałem ją przekonać, że możemy żyć razem. Ale wróciła do mnie, kiedy kochanek kazał jej wybrać... On był wiele lat młodszy, bez domu, kasy, pracy...
    Mimo, że byłem gotowy z nią się dogadać po jej zdradzie, pytałem, co i jak, chciałem coś wyjaśniać, ona nie chciała nic powiedzieć oprócz tego, że przez pierwsze pół roku to był romans platoniczny...
    Fakt, ja znalazłem Dobrą Kobietę całkiem szybko. Nigdy nie umiałem żyć sam. Zawsze potrzebowałem kogoś, z kim można się podzielić wrażeniami, coś razem zrobić, nawet pokłócić się...
    Prawdopodobnie to wtedy ex postanowiła się na mnie odgrywać. Czy miała prawo, to trudno powiedzieć. Czy udało jej się odwrócić kota ogonem? Na pewno.

    Co do pracy... próbowałem podjąć własny biznes, próbowałem zmienić zawód... Bez skutku. Wróciłem do tego, co robiłem na początku kariery zawodowej. I do podobnych zarobków - poniżej średniej. Może z czasem awansuję, ponownie się podniosę...

    A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze ona ma fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczynała wyprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać świece... Pokazywać, że to już nie ja jestem ważny, ale że ona musi realizować swoje marzenia... Dla mnie to było obleśne raczej. Pewnie dlatego poszukała kogoś innego. Ja bym to pewnie mógł zrozumieć i wybaczyć, gdyby chciała o tym porozmawiać. Ale to się nie dało. Jak "wróciła" i poszliśmy na terapię, nawet się nie zająknęła na temat swojego romansu. Za to wyszukiwała dziesiątki moich przewin sprzed lat... O romansie domyśliłem się całkowicie przypadkiem po kilku miesiącach terapii.
  • tully.makker 03.12.10, 10:34
    A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O
    > ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze ona ma
    > fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczynała w
    > yprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać świece..

    Ludzie to mus byc troll.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 03.12.10, 10:52
    tully.makker napisała:

    > A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O
    > > ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze on
    > a ma
    > > fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczy
    > nała w
    > > yprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać św
    > iece..
    >
    > Ludzie to mus byc troll.

    Tully, piękny rzeczywiście chyba nie jestem, ale zaraz troll? To już jednak pewna przesada...
  • sebalda 03.12.10, 11:48
    tully.makker napisała:

    > A co mi zarzucała była? Chyba najbardziej to, że nie umiałem jej zaspokoić... O
    > > ile przed ślubem wszystko było super, o tyle po ślubie okazało się, ze on
    > a ma
    > > fantazje, wyobrażenia, że to już nie działa tak, jak wcześniej... I zaczy
    > nała w
    > > yprawiać coraz większe dziwactwa - kupować dziwaczną bieliznę, zapalać św
    > iece..
    >
    > Ludzie to mus byc troll.

    Tully, nie wszyscy mężczyźni są, dzięki Bogu, tacy jak Grosz-ek, Sancto aka Lisek czy inni panowie z forum konkurencyjnego (Brak seksu w małżeństwie czy jakoś tak) i zdarzają się osobniki mniej napalone, spokojniejsze, wrażliwsze. Świat byłby straszny, gdyby wszyscy faceci traktowali swoje żony wyłącznie w kategoriach, czy jest dobra w łóżku i zawsze chętna i gotowa, czy nie. Ja mimo wszystko wierzę, że są faceci, dla których jest ważne to, jakim żona jest człowiekiem, przyjacielem, matką, a nie tylko, jak bardzo jest sprawna i gorąca w łóżku. Podkreślam wyrażenie A NIE TYLKO, bo seks jest ważny, ale nie może przesłaniać wszystkiego innego, w małżeństwie są też inne ważne elementy, wartości, które Grosz-ek nazywa niefrasobliwie ozdobnikami. Dla niego to ozdobniki, dla innych istotne wartości.
    Mateusz po prostu spotkał nieodpowiednią dla siebie kobietę. Jego żona byłaby świetną partnerką dla takiego Sancto właśnie.
    Tylko czemu z tego związku jest aż troje dzieci? Jak one się w tym wszystkim czują? Jak z tego wyjdą, co poniosą w swoje dorosłe życie? I właśnie fakt, że Mateusz tym się też zamartwia, że wie, że nie ma na to wszystko praktycznie prawie żadnego wpływu, również bardzo dobrze o nim świadczy.
  • tully.makker 03.12.10, 12:07
    Wybacz, ale jest ffacet ma do partnerki pretensje o to, ze wprowadza takie udziwnienia jak zapalanie swiec podczas sexu, to cos to jest nie halo. ja mam wrazenie, ze autor watku ma za soba wielki problem, a zahamowania seksualne sa tylko jego czescia. zauwaz, ze nie przeprowadzil takich operacji jak podzial majatku, nie wystapil przez tyle czasu o ustalenie kontaktu z dziecmi, nie jest w stanie szukac pracy i jednoczesnie pracowac, co robi 90% ludzi na calym swiecie - to wszystko wskazuje na powazne problemy z przystosowaniem spolecznym.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 03.12.10, 13:09
    tully.makker napisała:

    > Wybacz, ale jest ffacet ma do partnerki pretensje o to, ze wprowadza takie udzi
    > wnienia jak zapalanie swiec podczas sexu, to cos to jest nie halo. ja mam wraze
    > nie, ze autor watku ma za soba wielki problem, a zahamowania seksualne sa tylko
    > jego czescia. zauwaz, ze nie przeprowadzil takich operacji jak podzial majatku
    > , nie wystapil przez tyle czasu o ustalenie kontaktu z dziecmi, nie jest w stan
    > ie szukac pracy i jednoczesnie pracowac, co robi 90% ludzi na calym swiecie - t
    > o wszystko wskazuje na powazne problemy z przystosowaniem spolecznym.

    Tully, mam wrażenie, że masz kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem.
    Pretensje do partnerki miałem, że traktowała mnie jak przedmiot, który ma ją zaspokajać.
    Kontakty są od dawna ustalone, a teraz złożyłem kolejny pozew w tej sprawie i za kilka dni rozprawa.
    O podział majątku złożyła ex, ale sąd oddalił pozew ze względów formalnych. Prawdopodobnie jest złożony kolejny.
    Pracuję, i poszukuję pracy.
    Jeszcze masz jakieś wątpliwości? Mam przedłożyć dokumenty? Bo nie wiem, ile razy mogę pisać, jak jest...
  • tully.makker 03.12.10, 13:48
    Nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem, to chyba raczej ty masz problem z czytaniem tego, co sam napisales. Ja przytaczam tylko twoje wlasne slowa, zaczerpniete z postow w tym watku.

    Nie jestem w stanie zrozumiec czlowieka, ktory sam nie wykazuje inicjatywy w kierunku podzialu majatku, skoro ponoc tak zle mu sie wiedzie. No nie kumam, kurcze, nie kumam.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 03.12.10, 13:59
    tully.makker napisała:

    > Nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem, to chyba raczej ty masz problem z
    > czytaniem tego, co sam napisales. Ja przytaczam tylko twoje wlasne slowa, zacz
    > erpniete z postow w tym watku.
    >
    > Nie jestem w stanie zrozumiec czlowieka, ktory sam nie wykazuje inicjatywy w ki
    > erunku podzialu majatku, skoro ponoc tak zle mu sie wiedzie. No nie kumam, kurc
    > ze, nie kumam.

    Jak nie czytasz, to nie kumasz. Kilka razy były podejścia do podziału majątku, do uzgodnienia różnych spraw. Były mediacje, kombinacje... Są o tym jeden czy dwa posty na blogu też, jakby co...
  • matematys 02.12.10, 21:50
    Szanowny niebieski ptaku,
    napiszę krótko...
    A myślałaś kiedyś, że ten pan/pani może nie mieć z czego wypłacić na wszystkie zachcianki drugiej strony? Że może się zdarzyć tak, że dzieci żyją w całkiem dobrych warunkach, że rodzic "trzymający dzieci" może sobie jeździć na wakacje w ekskluzywnych hotelach zagranicznych, spędzać upojne weekendy z partnerem na wyjazdach itp. itd. a jednocześnie domagać się świadczeń od drugiego rodzica, który nie jest w stanie utrzymać samego siebie?
    Skąd to przekonanie, że ten, kto "ma dzieci" zawsze jest w gorszej sytuacji? Czy to nie jest podwójny stereotyp? Matka ma zawsze mieć dzieci i matka ma zawsze gorzej?
    A dlaczego w takim razie nikt nie wpadł na pomysł, że może trzeba przyznawać dzieci ojcom? Przecież normalny ojciec nie zamorduje raczej dziecka i nie doprowadzi go do śmierci głodowej. Dlaczego, skoro matkom jest tak ciężko, nie można ich odciążyć?
    Jak się czyta te wypowiedzi tutaj można by pomyśleć, że dzieci to jakieś skaranie boskie i jedyna korzyść z ich posiadania to taka, że można ich ojca ganiać w sprawie kasy...
    Kiedyś myślałem, że kobiety są takie rodzinne, życzliwe, odczuwające. Coraz bardziej mam wrażenie, że to faceci powinni prowadzić domy, a kobiety prowadzić biznesy. Bo nie znam tak bezwzględnych facetów, jak kobiety, które spotkałem na tym forum.
  • rennie77 02.12.10, 22:12
    matematys napisał:

    Jak się czyta te wypowiedzi tutaj można by pomyśleć, że dzieci to jakieś skaran
    > ie boskie i jedyna korzyść z ich posiadania to taka, że można ich ojca ganiać w
    > sprawie kasy...
    > Kiedyś myślałem, że kobiety są takie rodzinne, życzliwe, odczuwające. Coraz bar
    > dziej mam wrażenie, że to faceci powinni prowadzić domy, a kobiety prowadzić bi
    > znesy. Bo nie znam tak bezwzględnych facetów, jak kobiety, które spotkałem na t
    > ym forum.

    hehehe, ale sie usmialam :).
  • matematys 02.12.10, 22:33
    rennie77 napisała:

    > matematys napisał:
    >
    > Jak się czyta te wypowiedzi tutaj można by pomyśleć, że dzieci to jakieś skara
    > n
    > > ie boskie i jedyna korzyść z ich posiadania to taka, że można ich ojca ga
    > niać w
    > > sprawie kasy...
    > > Kiedyś myślałem, że kobiety są takie rodzinne, życzliwe, odczuwające. Cor
    > az bar
    > > dziej mam wrażenie, że to faceci powinni prowadzić domy, a kobiety prowad
    > zić bi
    > > znesy. Bo nie znam tak bezwzględnych facetów, jak kobiety, które spotkałe
    > m na t
    > > ym forum.
    >
    > hehehe, ale sie usmialam :).

    Miło, że mogłem być przyczyną Twojej radości...
  • niebieski_ptak5 02.12.10, 23:54
    Szanowny matematys!
    Ja napisałam o sprawie - nie wtedy kiedy jedno z rodziców nie może dotrzymać warunków z tej prostej przyczyny, że jest niewypłacalne/chwilowo/długotrwale bezrobotne tylko o takim przypadku, że jedno z rodziców MIGA się od płacenia {ba ja nawet napisałam, że to co co podałam nijak ma się do autora wątku -więc racz pan nie uważać siebie za pępek świata tylko dlatego, że ktoś wpisuje się do wątku i to musi być na temat pańskiej sytuacji koniecznie bo to było do Hadige}! Ale jeśli sobie pan życzy. Nie wiem co pan ma na myśli używając terminu zachcianki - nie znam się na rozwodach, prawie, alimentach ale jeśli sąd ustanawia alimenty to ciężko mi uzasadnić czemu wg. pana taki to miałoby termin. Po drugie jeśli nie ma z czego płacić to nie ma {chociażby dlatego, że czytałam wyp. kobit, których eks ukrywają dochody, przepisują wszystko na brata/matkę i nie płacą -czyli jeśli jest teoretycznie posucha to nie ściągną a jeśli praktycznie nie ma kasy to jak? Pierwszy raz słyszę aby komornik tak szybko zadziałał. Oczywiście to możliwe. Nie wiem jakie miał pan relację z eks żoną/i jaki sam pan jest i czy ona rozgrywa dziećmi/czy jest bez winy/z /czy pan jest święty czy nie. Po prostu nie wiem.
    Nie interesowałoby czy moja eks/mój eks jeździ i za co - bo po rozwodzie to po prostu nie moja sprawa! Jeśli pana żona na to zarabia albo partner jej to umożliwia to raczej pretensje należy zachować dla siebie bo pan do tego nie dokłada. Jeśli ona nie chce zrezygnować z alimentów to może boi się, że jak zmięknie pan przestanie kiedykolwiek je dawać/jest mściwa/nie lubi pana i stara się dokuczyć -nie wiem, powtarzam jak to jest NAPRAWDĘ!
    Nie wiem na czym pan poza ewentualną swoją sytuacją, poczytaniem innych for i innych wyp. rozżalonych ojców opiera przekonanie, ze ten a generalnie ta która ma dzieci przy sobie jest w gorszej sytuacji lub, że de facto to wpływa na jakość życia negatywnie? Na pewno babka samodzielna, która nie może się doprosić alimentów/nie ma ich a ma kasę nie panikuje bo wie, ze ani dziecko ani ona z głodu nie padną. Ta świadomość sama w sobie jest budująca. Zależy też to od innych czynników -rodzina/wsparcie/tego jaki ona sama ma stosunek do siebie/życia/jakie jest dziecko itp. Nie zawsze ma gorzej.
    Matka nie zawsze ma mieć dzieci choć rzeczywiście nie tylko u nas jest taki problem, że dyskryminuje się facetów jeśli chodzi o przyznawanie opieki. Ale szanowny panie to już pytanie do jurystów i kwestia mentalności a ja tu elaboratu nie będę pisała. Podstaw prawnych etc mi brak a nie uważam, ze ojciec nie może być równoprawnym rodzicem albo lepszym opiekunem niż matka.
    Już nie tylko w tym wpisie ale i wcześniej daje pan upust temu, że każda babka to podła materialistka i na podstawie swoich przeżyć, które mogą wpływać i zniekształcać znacząco odbiór innych osób w tym kobiet formułuje pan takie a nie inne wnioski! No niestety! Sam pan chciałby być traktowany poważnie a sam pan operuje stereotypami i to jak zazwyczaj krzywdzącymi - jak to zazwyczaj mamy do czynienia gdy w grę wchodzą uprzedzenia. Mnie nie interesuje jakie tu są panie ani nie uważam, ze na podstawie 4-6wpisów ludzie są tacy a tacy. Poza tym cechy które pan opisuje w ostatnim akapicie są ludzkie a nie żeńskie/męskie zarówno te neg. jak i te pozytywne. Ja spotykam wrednych, bezwzględnych ludzi i niestety płeć tych osób nie czyni mi większej /mniejszej przykrości z racji tego, że co innego mają między nogami.
  • matematys 03.12.10, 11:03
    Szanowna Niebieski Ptaku...
    Jak wynika z Pani postu niewiele Pani wie o sprawie i niewiele wie o sytuacjach, które się mogą zdarzać. Wielokrotnie powtarza Pani, nie wiem czy nie znam, operuje wariantowo słowami, co generalnie pokazuje, że rzeczywiście nie wie Pani nie tylko, o czym rozmawiamy, ale i co chciałaby Pani napisać.
    Odpowiem więc krótko. Ludzie są różni. Nikt nie może na podstawie jednostkowych doświadczeń generalizować. Z drugiej strony w rozmowie z kilkoma osobami z natury rzeczy, jeżeli one wspólnie atakują i prezentują podobne poglądy, używa się sformułowań w liczbie mnogiej.
    Spieszę więc uspokoić. Pisałem to zresztą chyba gdzieś już wyżej. Nie sądzę, żeby płeć miała zasadniczy wpływ na postawy ludzi. Uważam, że z dość dużym prawdopodobieństwem odsetek złych matek jest taki sam jak odsetek złych ojców. I jedni i drudzy w podobnej części umieją się zachowywać nieetycznie, nieuczciwie i nieludzko. I w tym nie ma nic dziwnego. Dziwne jest jedno - że nasza praktyka sądowa nie potrafi tego przyjąć do wiadomości. Że praktycznie zawsze dzieci zostają przy matce a ojciec płaci alimenty. Statystyka rozstrzygnięć sądowych po prostu nie odpowiada statystyce ludzkich zachowań. Stąd pojęcie wymiaru niesprawiedliwości, używane bardzo często w odniesieniu do sądów rodzinnych i tych udzielających rozwodów.
  • sebalda 07.12.10, 22:59
    Tak już jest, że kobieta pisze z kobiecego punktu widzenia, mężczyzna z męskiego. Byłoby co najmniej podejrzane, gdyby było inaczej:) Matematysie, odbijamy piłeczkę, choć w rzeczywistości jesteśmy sobie przychylni, ale nasze doświadczenia życiowe i podyktowane nimi praktyki i doświadczenia znanych nam osób sprawiają, że ja najczęściej piszę o agresywnych mężczyznach, a Ty o perfidnych i podłych kobietach. Pytasz, gdzie piszesz nieprzychylnie o kobietach, proszę bardzo: "Historia zna również przypadki takich matek. Oraz takich, które swoją nadopiekuńczością, szukaniem pocieszenia u dzieci, manipulacjami i kombinacjami doprowadzają dzieci do choroby psychicznej. Statystyki mówią, że przemoc psychiczna częściej występuje ze strony kobiet. Tyle że w formach bardziej wyrafinowanych, niż ze strony mężczyzn. Tylko że te wyrafinowane formy często są znacznie bardziej szkodliwe... "
    Uruqhart też powtarza jak mantrę zdanie o statystykach, które twierdzą, że kobiety częściej stosują przemoc psychiczną, ale z drugiej strony wkleja linka o tym, że mężczyźni wstydzą się przyznać do bycia ofiarą. Zatem na czym te statystyki się opierają? No chyba nie na tym, że kobiety się chwalą swoją agresją? Bo skoro mężczyźni na ogół o tym nie mówią, to kto?

    "bo boje się jakie konsekwencje może mieć zburzenie bezpiecznego naiwnego obrazu świata z dobrymi kobietami i sprawcami ich niedoli mężczyznami jaki sobie zbudowałaś."
    Jestem kobietą, jako kobieta doznawałam krzywdy ze strony mężczyzny, wiele moich bliższych i dalszych znajomych też doznawało, nie mówiąc o dziesiątkach historii, o jakich się czyta i słyszy niemal każdego dnia. Wielu mężczyzn ma problemy z agresją i nie rozumiem, dlaczego nie powinnam o tym pisać, a jak piszę, to jestem oskarżana o stronniczość i brak obiektywizmu. Z drugiej strony wiem, że są złe kobiety, stoję w tej historii po stronie Matematysa, wierzę mu, choć mogłabym podejrzewać, że też nie jest tutaj obiektywny. Wkleiłam wątek wyjątkowo ohydnego podejścia kobiety do mężczyzny z innego forum, pisałam, że problem dotyczy mężczyzn i kobiet, nawet proponowałam, żeby pisać kobiety/mężczyźni, ale wystarczy, że napiszę w kilku postach o problemie z agresywnymi mężczyznami wykańczającymi swoje żony, a już jestem feministką nienawidzącą mężczyzn. I kto tu jest nieobiektywny?
    Nie zgadzam sie z tezą, że w związku zawsze winne są dwie strony. Gdy w grę wchodzi patologiczny przemocowiec, najlepsza, najcierpliwsza, najspokojniejsza kobieta nie spowoduje, że związek będzie udany i harmonijny, nie ma bata.
  • marianka_marianka 02.12.10, 14:11
    Pozostaje tylko pogratulować byłemu mężowi takiej wyrozumiałej i finansowo niezależnej byłej małżonki.
    hedgie napisała:"Nie wiem dlaczego rozpatrujesz kwestie finansowe w kategoriach krzywdzenia wspólnego dziecka"
    To zdanie doskonale obrazuje Twoją znikomą wiedzę na temat problemów kobiet po rozwodach, gdzie były nie płaci, nie ma zamiaru płacić na rzekomo kochane nad życie i stawiane na pierwszym miejscu dziecko.
    Ty nie masz dylematów typu ciepła kurtka czy opłaty.
    Syty głodnego nie zrozumie.
  • triss_merigold6 02.12.10, 14:26
    Ja uważam, że postawa Hedgie jest zwyczajnie demoralizująca. Stać ją, pięknie ale radzenie innym kobietom, żeby odpuściły to jak radzenie mieszkańcom stolicy przez np. Kulczyka, żeby zamiast stać w korkach, kupili sobie prywatne samoloty.
  • matematys 02.12.10, 22:45
    triss_merigold6 napisała:

    > Ja uważam, że postawa Hedgie jest zwyczajnie demoralizująca. Stać ją, pięknie a
    > le radzenie innym kobietom, żeby odpuściły to jak radzenie mieszkańcom stolicy
    > przez np. Kulczyka, żeby zamiast stać w korkach, kupili sobie prywatne samoloty
    > .
    Triss, zdaje mi się, że Hedgie radziła, żeby rozmawiać i uzgadniać, a nie odpuszczać...
    A tak dla ćwiczenia intelektualnego proponuję Ci eksperyment, który już zaleciłem Mariance. Wyobraź sobie, że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny. Dzieci są z ojcem, Ty masz płacić alimenty w tej wysokości, co teraz on płaci. I masz z dziećmi tyle kontaktu, ile on ma teraz. Jak to widzisz? Mamy równouprawnienie? Można się domagać równouprawnienia na rynku pracy? Można walczyć o parytety?
  • matematys 02.12.10, 22:40
    marianka_marianka napisała:

    > Pozostaje tylko pogratulować byłemu mężowi takiej wyrozumiałej i finansowo niez
    > ależnej byłej małżonki.
    > hedgie napisała:"Nie wiem dlaczego rozpatrujesz kwestie finansowe w kategoriach
    > krzywdzenia wspólnego dziecka"
    > To zdanie doskonale obrazuje Twoją znikomą wiedzę na temat problemów kobiet po
    > rozwodach, gdzie były nie płaci, nie ma zamiaru płacić na rzekomo kochane nad ż
    > ycie i stawiane na pierwszym miejscu dziecko.
    > Ty nie masz dylematów typu ciepła kurtka czy opłaty.
    > Syty głodnego nie zrozumie.

    Marianko...
    Ja od początku chciałem wziąć dzieci na własne utrzymanie. W pozwie rozwodowym domagałem się miejsca zamieszkania dzieci przy ojcu, równych kontaktów dla obu stron i minimalnych alimentów matki na dzieci (już teraz nie pamiętam czy 50 zł. czy coś koło tego - prawo niestety nie przewiduje braku alimentów).
    Nigdy bym nie wpadł na pomysł, że można traktować dzieci jako lokatę. Bym je utrzymywał niezależnie od swojego powodzenia na rynku pracy.
    Spróbuj podjąć taki eksperyment intelektualny, jeżeli się da... Wyobraź sobie, że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny - dziecko mieszka z ojcem, Ty płacisz alimenty i masz tyle możliwości spotykania swojego dziecka, ile teraz ma ojciec... Jak to widzisz?
  • marianka_marianka 03.12.10, 23:19
    matematys napisał:

    Wyobraź sobie,
    > że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny - dziecko mieszka z ojcem, Ty płacisz ali
    > menty i masz tyle możliwości spotykania swojego dziecka, ile teraz ma ojciec...
    > Jak to widzisz?

    Szczerze, gdyby ktokolwiek odebrał mi moje dzieci uznałabym, że moje dalsze życie bez ich obecności nie ma sensu.
  • matematys 06.12.10, 22:59
    marianka_marianka napisała:

    > matematys napisał:
    >
    > Wyobraź sobie,
    > > że wyrok sądu jest dokładnie odwrotny - dziecko mieszka z ojcem, Ty płaci
    > sz ali
    > > menty i masz tyle możliwości spotykania swojego dziecka, ile teraz ma ojc
    > iec...
    > > Jak to widzisz?
    >
    > Szczerze, gdyby ktokolwiek odebrał mi moje dzieci uznałabym, że moje dalsze życ
    > ie bez ich obecności nie ma sensu.

    No widzisz? Tylko że są małe szanse, żeby Tobie ktoś zabrał dzieci. A mężczyznom się je zabiera z zasady...
  • rennie77 02.12.10, 20:51
    z chwila, kiedy rozpada sie zwiazek rodzice staja sie bylymi partnerami, ale w dalszym ciagu maja dziecko czy dzieci. to nie sa byle dzieci.
    nie rozumiem idei placenia tyle ile ktos chce. rozumiem, ze ma placic tyle, zeby zapewnic swojemu dziecku bezpieczenstwo i optymalny rozwoj.
    sposrod rzeszy znajomych po rozwodach, mam tylko dwie, gdzie ojcowie siedli z nimi razem, ustalili kwote, ktora mogli placic i tego sie trzymali. jesli widzi sie po tej drugiej stronie dobra wole, to latwiej jest sie porozumiec, prawda?
    nie chce nawet pamietac ile racy ustalalam ze swoim eks kwote na nasze dziecko. zgadzalam sie na przesuniecie wplaty, na to, zeby w jednym miesiacu nie zaplacil, bo 'to', w innym bo stalo sie 'tamto'. nie pomoglo i tu nie pomoga rozmowy.
    jestem w stanie utrzymac swoje dziecko, ale gdybym miala regularna pomoc (choc nie wiem czy to w ogole mozna traktowac w kategoriach pomocy) ze strony eks, pewnie moglabym poswiecic naszemu dziecku wiecej czasu, pewnie bylabym bardziej spokojna o przyszlosc naszego dziecka. niestety on nie tylko nie kontaktuje sie z dzieckiem, ale i nawet na nie nie placi.
    nie kazda matka jest w stanie traktowac wklad finansowy ojca jako zbedny. nie wytrzasaj sie tutaj tym jak to jestes dobra dla swojego eks. ojciec nie powinien musiec byc terroryzowany czy scigany, powinien uwazac, ze to naturalne, ze placi, bo to nadal jest jego dziecko, nawet jesli juz nie zyje z jego matka.
    twoje poglady sa szkodliwe, bo zakladaja, ze tylko tobie znana sytuacja jest prawdziwa, a tak nie jest. nie twierdze, ze wszyscy ojcowie sa zli, ale znam wielu, ktorzy ukrywaja swoje dochody, nagle przestaja sobie radzic finansowo, traca prace, zeby zaplacic tylko 100 zl alimentow na dziecko, wlasne dziecko.
    matka ma obowiazek wspolutrzymywac swoje dziecko, tylko tyle i az tyle. nie ma jednak obowiazku zarzynac sie, zeby je wychowac, bo akurat rozpadlo jej sie malzenstwo.
  • matematys 02.12.10, 22:52
    Rennie77,
    To mam dla Ciebie nowy eksperyment intelektualny. Mam nadzieję, że umiesz sobie to wyobrazić.
    Załóżmy, że sąd orzekł - dziecko mieszka jeden tydzień z matką, drugi tydzień z ojcem. Nikt nikomu nic nie musi płacić. Rodzice wspólnie wybierają szkołę dziecka, ustalają wspólnie zajęcia dodatkowe i terapie, jeżeli byłyby potrzebne...
    Czy myślisz, że wtedy relacje wyglądałyby tak samo?
    W większości cywilizowanych państw mniej więcej tak wyglądają wyroki rozwodowe. Czasami jeden rodzic musi wyrównywać różnice w poziomie życia. Dlaczego u nas nie może tak być?
  • sebalda 03.12.10, 09:02
    Dość zaskakujące są zarzuty Twojej byłej. Jesteś antytezą Grosz-ka:) I jednocześnie bardzo nietypowym facetem:)
    Tak myślę o tych zarzutach i zastanawiam się, czy Twoja żona nie pisała kiedyś na forum: mój mąż nie chce już ze mną uprawiać seksu. Wraca do domu i siada przed komputerem. Jestem ładna, zadbana, staram się, kupuję seksowną bieliznę, zapalam świece pachnące, uwodzę go, a on ciągle mówi, że jest zmęczony. Co mam robić?
    Zawsze bardzo mnie dziwią takie wpisy, często się okazuje, że taki mąż jest uzależniony od cyberseksu i dlatego już go żona nie pociąga, ale z tego, co piszesz, u Was jest inaczej. Strasznie niespójny jest dla mnie obraz Twojej żony. Z jednej strony to egoistyczna, wyuzdana, niewyżyta (przepraszam za dosadność, ale tak to wygląda), znęcająca się nad wrażliwym i wyrozumiałym mężem kobieta, z drugiej strony matka trojga dzieci. Tego typu kobiety raczej nie często wiążą się i obciążają trójką potomstwa.
    Bardzo to wszystko nietypowe. Nie dziw się, że działają w Twoim przypadku stereotypy, Twoja sytuacja jest naprawdę bardzo wyjątkowa. A na forum wypowiadają się kobiety po przejściach, nie wiń ich za pewną podejrzliwość i nieufność w stosunku do mężczyzn. Wszystko, co myślimy i piszemy, jest podyktowane naszymi własnymi doświadczeniami, bo czyimi miałby by być? Wnioskujemy przez ich pryzmat. Ja robię wszystko, żeby być obiektywną, ale też nie zawsze mi się udaje. Dlatego zawsze, gdy ktoś pisze, że mąż/żona go gnębi, pytam: a co z tobą, co tobie ma mąż/żona do zarzucenia? Czy gnębienie jest całkowicie bezpodstawne? Czasami nie jest, czasami obie strony dorzucają swoje kamyczki do ogródka, a czasami jest, gdy mamy do czynienia z przemocowcami, alkoholikami, sadystami, agresorami psychicznymi. To wszystko należałoby rozważyć, zanim wyda się wyrok, dlatego w Twoim przypadku raczej Ci ufam, ale staram sie też dojść do sedna problemu. Czy jesteś pewien, że nie zaniedbywałeś żony w pewnym momencie? Czy nie było tak, że jej potrzeby i pragnienia były Ci całkowicie obojętne? Czy jej starania o seks nie były wołaniem o uwagę, o uczucie? Czy rzeczywiście była tylko niewyżytą, zblazowaną, wyuzdaną samicą i przez to, że nie chciałeś się temu poddać, ona nawiązała romans?
    Mężczyźni bardzo często zarzucają kobietom materializm i w ten sposób tłumaczą wszystkie problemy. Żona chce tylko pieniędzy, ja tak ciężko pracuję, wracam późno z pracy, a ona niezadowolona, nie docenia moich wysiłków. A potem się okazuje, że to nie materializm żony, ale całkowite zaniedbanie uczuciowe ze strony męża grają najważniejszą rolę w rozpadzie małżeństwa. Że kobieta może wolałaby, żeby mąż mniej zarabiał, ale więcej czasu poświęcał rodzinie, okazywał uczucie, bawił się z dziećmi, a w nocy obdarzał je miłością fizyczną. On myśli, że jej zależy tylko na pieniądzach, ona myśli, że on jej już nie kocha i tak nakręca sie spirala wzajemnej niechęci. Albo ona jest cały dzień w domu z dziećmi, ciężko pracuje, bo praca przy małych dzieciach jest naprawdę ciężka, wieczorem pada na twarz, gdy prosi o pomoc, mąż odburkuje, że jest zmęczony, a tak naprawdę woli spędzić czas przed komputerem niż z własnymi dziećmi, a potem, gdy idzie do łóżka, zdziwiony, że żona go nie pragnie i już powód do obrażania się gotowy. Ale kto winien? Żona-materialistka, pasożyt traktujący męża jak bankomat.
    To wszystko nie są niestety tylko stereotypy, to samo życie.
  • nat.wroclaw 03.12.10, 09:34
    Sebalda,

    bardzo trafnie w tym i w poprzednim poście oddalaś tez moje widzenie tej sprawy. Z reszta te same pytania - o wersję żony zadalam Mateuszowi w mailu.

    Ja tez tę historię kupuję .. nie jakoś bezkrytycznie, mam dystans do wersji o "samotnym ojcu" - bo trochę inaczej rozumiem definicję tego terminu, ale z pewnością nie zarzuciłabym Mateuszowi manipulacji, uchylania sie od łożenia na dzieci, ukrywania dochodów i nie przypisałabym mu zlej woli.

    Myslę jednak, że choć wysoki standard zycia bylej zony (te zagraniczne wycieczki, sylwestry w Sheratonie, aparat na zęby) moga wzbudzac troche żalu, troche poczucia, ze to nie fair, ze to dzieci powinny jezdzic za granice i nosic aparaty na zebach - to jednak zgadzam sie z dziewczynami - "luksusy" byłej zony nie powinny być punktem odniesienia w okresleniu wysokosci alimentów, ani nie powinny byc przedmiotem zarzutów ze strony Mateusza.

    CHYBA ŻE - pieniadze przeznaczone dla dzieci - na ICH potrzeby byla zona wydaje na siebie - to jest ch..jnia. Ale chyba nie ma to miejsca w tej historii. Dobrze myslę?

    Potrafię jednak wyobrazic sobie, że kobieta w zapamietaniu, długoletnim, subiektywnym poczuciu krzywdy, z chęci odwetu, nie wiem, potrzeby wladzy, kontroli - potrafi uderzać byłego męża tam, gdzie najbardziej zaboli - czyli reglamentować jego kontakt z dziećmi.

    Potrafie także wyobrazic sobie, że tenże ojciec - dla dobra tychże dzici nie weźmie się z byłą za kudły i nie wytoczy sądowej wojny - latami po prostu cieprliwie próbując się na spokojnie porozumieć (główna myśl postu hedgie).

    I tak mniej wiecej rozumiem sedno historii Mateusza.




  • matematys 03.12.10, 11:21
    nat.wroclaw napisała:
    > Myslę jednak, że choć wysoki standard zycia bylej zony (te zagraniczne wycieczk
    > i, sylwestry w Sheratonie, aparat na zęby) moga wzbudzac troche żalu, troche po
    > czucia, ze to nie fair, ze to dzieci powinny jezdzic za granice i nosic aparaty
    > na zebach - to jednak zgadzam sie z dziewczynami - "luksusy" byłej zony nie po
    > winny być punktem odniesienia w okresleniu wysokosci alimentów, ani nie powinny
    > byc przedmiotem zarzutów ze strony Mateusza.
    >
    > CHYBA ŻE - pieniadze przeznaczone dla dzieci - na ICH potrzeby byla zona wydaje
    > na siebie - to jest ch..jnia. Ale chyba nie ma to miejsca w tej historii. Dobr
    > ze myslę?
    Chyba, Natalio, nie do końca dobrze myślisz. Bo prawo mówi, że alimenty się ustala w ten sposób, żeby obie strony łożyły na dzieci zgodnie ze swoimi możliwościami i na uzasadnione potrzeby dzieci. I jeżeli ona krzyczy, że potrzeby dzieci są niezaspokajane, a sama ma na własne uciechy, to znaczy, że nie łoży zgodnie z możliwościami. No i jeszcze prawo mówi, że ważne decyzje w sprawach dzieci podejmuje się wspólnie. Jeżeli matka postanawia wbrew wyraźnym sprzeciwom ojca posłać dzieci do płatnych szkół, które to szkoły kosztują więcej, niż łączne zarobki obojga rodziców, to albo ona ukrywa zarobki, żeby wycisnąć z ojca więcej, albo jest kompletnie nieodpowiedzialna. A w takiej sytuacji jak można mówić o uzasadnionych potrzebach dzieci? Czy szkoła prywatna jest uzasadnioną potrzebą dzieci, kiedy nie ma kasy na codzienną opiekę?

    > Potrafię jednak wyobrazic sobie, że kobieta w zapamietaniu, długoletnim, subiek
    > tywnym poczuciu krzywdy, z chęci odwetu, nie wiem, potrzeby wladzy, kontroli -
    > potrafi uderzać byłego męża tam, gdzie najbardziej zaboli - czyli reglamentować
    > jego kontakt z dziećmi.
    >
    > Potrafie także wyobrazic sobie, że tenże ojciec - dla dobra tychże dzici nie we
    > źmie się z byłą za kudły i nie wytoczy sądowej wojny - latami po prostu cieprli
    > wie próbując się na spokojnie porozumieć (główna myśl postu hedgie).
    >
    > I tak mniej wiecej rozumiem sedno historii Mateusza.
    I to chyba dobrze ujęłaś. Ja to też tak widzę.

    Niestety, historia ma wewnętrzną własną dynamikę i się sama nakręca. I teraz trochę o działaniach związanych z finansami - wbrew wcześniejszemu założeniu, że chcę pisać o dzieciach. Ale chciałbym pokazać Paniom, jak to działa w sytuacji, kiedy człowiek rzeczywiście nie posiada pieniędzy a jest ścigany przez komornika. Ja po trochu zaczynam być pożerany przez tryby komorniczego postępowania. Już jestem na krajowej liście dłużników, nie wolno mi korzystać z żadnego konta bankowego. Za chwilę banki przyjdą do mnie po zwrot kredytów, które zaciągałem, żeby móc utrzymywać dzieci. Skończyć się może licytacją domu, w którym mieszka ex z dziećmi, bo ja nie posiadam żadnego majątku, z którego można by cokolwiek zaspokoić - jeszcze nie było podziału, a ex dysponuje całością wspólnego majątku. Przy okazji ja pewnie zostanę pozbawiony możliwości normalnego funkcjonowania. Już teraz nie jestem w stanie posiadać żadnych pieniędzy, więc nie mogę dojechać do pracy bez cudzej pomocy. Nie mam za co kupić jedzenia czy ubrania dla siebie albo dla moich dzieci, kiedy sa u mnie. Zgodnie z prawem nie wolno mi posiadać żadnych pieniędzy. A jeszcze komornik może mi wyciągnąć pieniądze z debetu przez pogłębienie go do maksimum, a ja będę kiedyś musiał to spłacać. Gdyby nie dobrzy ludzie, którzy mnie wspierają i utrzymują (partnerka, rodzice), dawno bym wylądował w przytułku dla bezdomnych albo w więzieniu za alimenty.
    A wszystko dlatego, że ex miała życzenie po 6 dniach nasłać komornika. I dzielić się kasą z urzędami mimo, że nigdy się nie uchylałem... W sumie ponad 20% pieniędzy jakie zarabiam idzie teraz nie na dzieci, ale na urzędników.
    Koniec dygresji finansowej. Ale musiałem to napisać, bo panie tak się często tutaj zachwycają sprawnością komornika...
  • nat.wroclaw 03.12.10, 11:35
    Ale, z tego, co zrozumiałam - wysykość alimentów będzie poddana jeszcze raz orzeczeniu sądu, jak rownież widzenia z dziecmi, tak?

  • matematys 03.12.10, 11:51
    Tak jest. Rozprawy już za tydzień. Zobaczymy, ile to potrwa...
    Tyle, że zadłużenie, które już jest u komornika, nie może być praktycznie w żaden sposób zniesione. Jedynie ona mogłaby wystąpić o zamknięcie egzekucji... Sądzisz, że zechce?
  • nat.wroclaw 03.12.10, 13:25
    >>Sądzisz, że zechce?

    Nie wiem, jak będzie, ale będę trzymac kciuki, zeby coś drgnęło. Dasz znac, chociaz czy jest nadzieja na jakies porozumienie po sprawie? Tu na forum albo mailem?

    Btw, widze, ze dzis poszedłes po całości i odpowiadasz kazdemu w tym wątku wyjasniając do bólu :-)
  • matematys 03.12.10, 13:33
    nat.wroclaw napisała:

    > >>Sądzisz, że zechce?
    >
    > Nie wiem, jak będzie, ale będę trzymac kciuki, zeby coś drgnęło. Dasz znac, cho
    > ciaz czy jest nadzieja na jakies porozumienie po sprawie? Tu na forum albo mail
    > em?
    Dam znać... Chyba, że mnie cholera weźmie ;-)

    > Btw, widze, ze dzis poszedłes po całości i odpowiadasz kazdemu w tym wątku wyja
    > sniając do bólu :-)
    Tak... w końcu już nie wiem, czy to warto, czy nie, ale z drugiej strony te ciągłe zarzuty, że tego nie robię (chociaż pisałem, że robię), że o tamto nie zadbałem (chociaż pisałem, że zadbałem), że to, że tamto, że sam sobie winien, że faceci to świnie (swoją drogą pewna pani tu napisała, że ona zna samych porządnych facetów, ale i tak większość to świnie - oczywiście nieco ubarwiam, ale do tego się to sprowadzało)...

    Wyjaśniam i zobaczymy, czy ktokolwiek zrozumie. Zaraz się mogę dowiedzieć, że jestem cham, bo nie umiem utrzymać gęby na kłódkę... ;-)

    Pozdrawiam
  • ciociacesia 03.12.10, 10:41
    ludzie najczesciej rozwodza sie dlatego ze juz nie moga sie dogadac. to po pierwsze.
    po drugie takie rozwiazanie jest po prostu z krzywda dla dziecka najczesciej. bo ono nigdzie nie ma swojego domu. jest gosciem w dwoch domach, funkcjonuje w dwoch modelach wychowania,
    wreszcie po 3 - pewnie wyda ci sie to dziwne ale jednak gro ojcow nie chce pod opieke dzieci po rozwodzie. niektorzy moze by sie skusili skoro placic nie bedzie trzeba...
    --
    chciałam zawsze kupić używane glany po jakiejś nastolatce. To tak, jak pić jej krew dla odmłodzenia.
  • matematys 03.12.10, 11:30
    ciociacesia napisała:

    > ludzie najczesciej rozwodza sie dlatego ze juz nie moga sie dogadac. to po pier
    > wsze.
    Tak jest. Trudno zaprzeczyć. Pytanie, w jakich sprawach się nie dogadują...

    > po drugie takie rozwiazanie jest po prostu z krzywda dla dziecka najczesciej. b
    > o ono nigdzie nie ma swojego domu. jest gosciem w dwoch domach, funkcjonuje w d
    > woch modelach wychowania,
    Dobra współprace między rodzicami i myślenie o dobru dzieci mogą tutaj wiele pomóc. A w rodzinie też bardzo często rodzice mają różne modele wychowania. I jeżeli rodzice nie współpracują (a wiele jest takich przypadków) to dzieci są rozbite

    > wreszcie po 3 - pewnie wyda ci sie to dziwne ale jednak gro ojcow nie chce pod
    > opieke dzieci po rozwodzie. niektorzy moze by sie skusili skoro placic nie bedz
    > ie trzeba...
    A czy to, że gro ojców nie chce dzieci, to jest argument przeciwko tym, którzy chcą? To w takim razie, skoro większość matek po rozwodzie nie korzysta z usług komorników, może powinniśmy zakazać korzystania z komornika w sprawach o alimenty?
  • ciociacesia 03.12.10, 11:58
    > Tak jest. Trudno zaprzeczyć. Pytanie, w jakich sprawach się nie dogadują...
    czasem w kazdych, czasem wlasnie w kwestii dzieci. bo tata uwaza ze np dzieci nie wolno przytulac albo matkla uwaza ze dzieci nie wolno w zaden sposób karac, albo tata uwaza ze szkola specjalna to wymysl matki, rehabilitacja to zbytek

    > A czy to, że gro ojców nie chce dzieci, to jest argument przeciwko tym, którzy
    > chcą?
    a czy ja mowie ze jest? ja tylko odpowiadam czesciowo na pytanie dlaczemuz to ach dlaczemuz wszystkie niemal dzieci sa pod opieka matek a nie ojcow

    --
    zakładanie wątków tego typu to jak próba przekonania geja że seks z kobietą jest
    fantastyczny
  • arbuzianka 03.12.10, 12:32
    troche z innej strony spytam, jako dziecko, ktorego ojciec twierdzi, ze lata temu nie pozwalano mu sie z nim kontaktowac

    owszem, matka nie dala mu dziecka na tournee do kanady ani stanow, ale nie zabraniala wpadac na haerbate ani dzwonic


    co Ci utrudnia kontakt z najstarszym synem?
    masz np. zakaz dzwonienia?
    to licealista, niebawem sam nie bedzie chcial Cie ogladac
  • sebalda 03.12.10, 12:45
    > co Ci utrudnia kontakt z najstarszym synem?
    > masz np. zakaz dzwonienia?
    > to licealista, niebawem sam nie bedzie chcial Cie ogladac

    Nie wiem, jak jest tutaj, ale historia zna przypadki, że matka tak skutecznie zniechęca, oczernia, nastawia dziecko przeciwko ojcu, że tak właśnie sie dzieje: dziecko odmawia kontaktu z takim ojcem i wtedy święty Boże nie pomoże. Ale czasami jest tak, że dziecko ma istotne powody do tego, żeby z ojcem się nie chciec widywać, vide wątek Jutro 16 urodziny - odwiedziny taty.
    Może poprosimy o wyjaśnienie, dlaczego tak długo nie udało się z synem zobaczyć, to ważne.
  • matematys 03.12.10, 13:23
    sebalda napisała:

    > Może poprosimy o wyjaśnienie, dlaczego tak długo nie udało się z synem zobaczyć
    > , to ważne.

    Krótko i bez wchodzenia w szczegóły. Dzieci były u mnie w weekend. Syn powiedział, że jest gdzieś umówiony rano z babcią ze strony matki, pojedzie, załatwi i wróci. Potem mieliśmy pojechać do mojego ojca (który kilka godzin w tygodniu spędzał z synem, pomagając mu w nauce a teraz zachorował). Kiedy mieliśmy wyjeżdżać a syna nie było, zadzwoniłem do niego. Dowiedziałem się, że mu się przedłuża i że nie pojedzie z nami. No to powiedziałem, że podjadę do niego po drodze i ustalimy, co dalej. Dowiedziałem się, że już go tam nie zastaniemy, że mam nie podjeżdżać, że nie będzie ze mną rozmawiał. I że wraca do domu zabrać swoje rzeczy i więcej nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
    No to ja wróciłem do domu poczekać na niego (reszta pojechała do mojego ojca beze mnie).
    Syn został przywieziony samochodem babci albo narzeczonego mamusi, wpadł, nie chciał w ogóle rozmawiać i uciekł, skacząc przez płot, do samochodu, który na niego czekał.
    Potem się dowiedziałem, że prawdopodobnie chciał pójść z narzeczonym mamusi na siatkówkę a od dziadka byśmy pewnie nie wrócili na czas.

    Od półtora roku (od początku liceum) co najmniej raz w tygodniu jeździł do mojego ojca na korepetycje. Teraz przestał, nawet słowa nie powiedział. Pożyczone książki odesłał przez siostrę. Telefonów ode mnie nie odbierał. A mamusia wysłała mi przez prawniczkę pismo, że jak nie oddam jego rzeczy, to mnie podadzą na policję za zabór mienia...

    Potem syn się zakochał i w ogóle stracił głowę. Narzeczona (starsza od niego - już pełnoletnia) przemieszkuje u niego. Mamusia doradzała mu kiedyś, że seks to jego problem, ale nie powinien go u niej w domu uprawiać (chłopak miał 16 lat). A jak urządzał imprezy w domu, to informował znajomych, że alkohol może być, ale mama sobie nie życzy ekscesów, rzygania po ścianach itp. No i palenie tylko na dworze... chyba, że szisza...

    Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać. Jakiś czas temu pisałem do niego. Coś odpisał, ale... Potem złożył mi e-mailem życzenia imieninowe. Jednym zdaniem. Czekam, może z czasem coś się poprawi.

    Ale jego mama nawet się nie zapytała mnie, o co chodzi. Tylko pisze w pismach do sądu, że syn odmówił kontaktów...
  • ciociacesia 03.12.10, 13:50
    > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać. Jakiś czas temu
    > pisałem do niego. Coś odpisał, ale... Potem złożył mi e-mailem życzenia imienin
    > owe. Jednym zdaniem. Czekam, może z czasem coś się poprawi.

    taa, foch, bo nastoletni syn ma focha. chlopie, wez sie ogarnij, dzwonic przestalem? gdyby moja matka przestawala sie do mnie odzywac za kazdym razem jak jej powiedzialam ze nie chce z nia gadac...
    twoim obowiazkiem jako doroslego jest wyciagac dlon i zapewniac dziecko o checi kontaktu z twojej strony... a nie czekac az cos sie samo magicznie poprawi
    --
    zakładanie wątków tego typu to jak próba przekonania geja że seks z kobietą jest
    fantastyczny
  • matematys 03.12.10, 13:52
    ciociacesia napisała:

    > > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać. Jakiś czas
    > temu
    > > pisałem do niego. Coś odpisał, ale... Potem złożył mi e-mailem życzenia i
    > mienin
    > > owe. Jednym zdaniem. Czekam, może z czasem coś się poprawi.
    >
    > taa, foch, bo nastoletni syn ma focha. chlopie, wez sie ogarnij, dzwonic przest
    > alem? gdyby moja matka przestawala sie do mnie odzywac za kazdym razem jak jej
    > powiedzialam ze nie chce z nia gadac...
    > twoim obowiazkiem jako doroslego jest wyciagac dlon i zapewniac dziecko o checi
    > kontaktu z twojej strony... a nie czekac az cos sie samo magicznie poprawi

    A czy napisałem, że czekam aż się samo poprawi? Piszę, próbuję docierać, przekazuję prezenty z okazji przez rodzeństwo...
    Zapewniam go stale.
  • ciociacesia 03.12.10, 14:32
    tu napisales:
    > > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać
    wybacz, ale ja nie widze swojej winy w tym ze czytam to co napisales a nie to co miales na mysli ale zapomniales napisac
    --
    'Naprawdę sądzisz, że 100% więcej obowiązków i 100% mniej czasu dla siebie plus gwarantowana zapaść w sferze seksu, może naprawić wasz więdnący związek??!!'
  • matematys 03.12.10, 16:27
    ciociacesia napisała:

    > tu napisales:
    > > > Dzwonić po pewnym czasie przestałem, jak nie chciał rozmawiać
    > wybacz, ale ja nie widze swojej winy w tym ze czytam to co napisales a nie to c
    > o miales na mysli ale zapomniales napisac
    Ale napisałem tez kilka innych rzeczy... Nieważne, to nie śledztwo chyba jeszcze, nieprawdaż?
  • ciociacesia 03.12.10, 16:43
    ale nie mozesz miec pretensji ze wyciagam wnioski na podstawie tego co zostalo napisane, a nie tego co dopiero bedzie... napisales ze przestales dzwonic i czekasz ze bedzie lepiej, wyrazilam swoje zdanie, sprostowales ale pytasz z pretensja na podstawie czego wyrazilam swoje zdanie - to ci odpowiadam :)
    --
    Kto nie je zupki, ten umrzeć musi! Bo kto mamy nie usłucha, temu tylko bułka sucha
  • matematys 03.12.10, 18:00
    ciociacesia napisała:

    > ale nie mozesz miec pretensji ze wyciagam wnioski na podstawie tego co zostalo
    > napisane, a nie tego co dopiero bedzie... napisales ze przestales dzwonic i cze
    > kasz ze bedzie lepiej, wyrazilam swoje zdanie, sprostowales ale pytasz z preten
    > sja na podstawie czego wyrazilam swoje zdanie - to ci odpowiadam :)
    Pozdrawiam serdecznie ;-)
  • ciociacesia 03.12.10, 12:48
    moze on sam nie chce?
    to jest na tyle duze dziecko ze moze miec wlasne zdanie i osad na niektore sprawy...
    --
    Kobieta nie może być prawdziwie atrakcyjna, jeśli nie ma porów skory
  • matematys 03.12.10, 13:25
    ciociacesia napisała:

    > moze on sam nie chce?
    > to jest na tyle duze dziecko ze moze miec wlasne zdanie i osad na niektore spra
    > wy...

    Po to jest wyrok sądu, żeby był przestrzegany. Rodzic, z którym mieszkają dzieci, ma obowiązek zapewnić realizację kontaktów z drugim rodzicem. Tak mówi prawo... Jak będzie pełnoletni, to sam będzie decydował. Na razie, jak się chce coś zmienić, to się występuje do sądu, który ma zadbać o dobro dziecka.
  • ciociacesia 03.12.10, 13:38
    ale jak ty to sobie wyobrazasz?
    czytałes watek o 16 letniej corce ktora nie chce widywac sie z ojcem?
    --
    And I find it kind of funny I find it kind of sad
    The dreams in which I'm dying are the best I've ever had
  • matematys 03.12.10, 13:56
    ciociacesia napisała:

    > ale jak ty to sobie wyobrazasz?
    > czytałes watek o 16 letniej corce ktora nie chce widywac sie z ojcem?

    Jak kilka lat temu zadzwonił do mnie wieczorem, że matka go pobiła i żebym po niego przyjechał, to pojechałem, zgarnąłem z ulicy (bo już uciekł), zostawiłem w samochodzie i poszedłem pogadać z matką, co się dzieje. Pogadałem, ustaliliśmy, że chwilę pomieszka u mnie.
    Jak on zwiał ode mnie, to mamusia mu dostarczyła środki żeby mógł przyjechać mi nabluzgać, szybciutko wrócić i jeszcze tatusia postraszyła policją. I ani słowem się nie zająknęła w sprawie tego, co się zdarzyło. Widzisz jakąś różnicę?

    Teraz sobie pluję w brodę, że wtedy nie zrobiłem afery na cztery fajerki. Z obdukcją, sądem itp. itd. Ale uznałem, że to by było wariactwo. Coraz bardziej się przekonuję, że wszelkie moje skrupuły były od zawsze zupełnie niepotrzebne.
  • tully.makker 05.12.10, 19:17
    Załóżmy, że sąd orzekł - dziecko mieszka jeden tydzień z matką, drugi tydzień z
    > ojcem. Nikt nikomu nic nie musi płacić

    To jest wlasnie typoowe myslenie tatusiow - wielbicieli opieki naprzemiennej. Ze trzeba bedzie kupic dla dziecka meble (2 komplety), posciel, reczniki (takoz) ubrania ( tez kilka kompletow no chyba, ze dziecko bedzie sie tydzien przeprowadzac z calym dobytkiem - polecam tatusiowi, by zakosztowal takiego zycia) a ksiazki szkolne kupia sie same, podobnie jak mieszkania dla obojge rodzicow w bliskosci szkoly, kolegow izajec dodatkowych.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • rennie77 05.12.10, 21:11
    tully ja akurat znam ojca, ktory nie wyobrazal sobie zycia bez corki i sprawuje wlasnie taka naprzemienna opieke. z tym, ze facet podszedl do tego madrze- placi godziwe alimenty i faktycznie dziewczynka ma swoj pokoj u kazdego z rodzicow. o dziwo da sie to jakos zorganizowac. jego eks, chociaz nie byla zadowolona z tego, ze sie rozstali, szybko to przebolala. nie przyjaznia sie, ale poniewaz facet jest wobec niej uczciwy, to nie bylo problemow z dogadaniem szczegolow i przestrzeganiem ustalen. z tym, ze to jest obustronne, ta chec ulozenia tego tak, zeby dziecko jak najmniej cierpialo.
  • sebalda 05.12.10, 21:52
    Też znam taką rodzinę, znaczy bylą rodzinę. Wszystko w miarę dobrze funkcjonowało, dziewczynka w zasadzie mieszkała z ojcem, ale też pomieszkiwała z matką (ta często wyjeżdżała służbowo). Nie cierpiala z tego powodu, stosunki między byłymi małżonkami byly poprawne, obie strony dobrze sytuowane. Od jakiegoś czasu jednak dziewczyna mieszka już tylko u matki; gdy na świecie pojawiło się nowe dzieciątko tatusia z nową mamusią, dom taty stał się dla niej za ciasny (znaczy dla córki z pierwszego małżeństwa).
    Tak, rzeczywiście, to najczęściej kobiety nastawiają dzieci przeciwko ojcom, tylko czemu najczęściej to właśnie ojcowie układają sobie na nowo życie z innymi paniami i wtedy tracą dużą część zainteresowania dziećmi z pierwszego małżeństwa? Rzeczywiście wtedy matka powinna zrobić wszystko, by przekonać dorastającą, przezywającą ciężko okres dojrzewania córkę, że tatuś nie zapomniał o niej, tylko .... No właśnie, jak przekonać dziecko, którym tatuś przestał się interesować, że tatuś jest wspaniałym, godnym szacunku facetem? Zgadzam się, nie nastawiać źle, niech dziecko samo wyciąga wnioski, ale czy tłumaczyć tatusia, wybielać, okłamywać dziecko? Wtedy kobieta nie popełnia błędu wychowawczego?
    Nie przeszłam przez to, więc nie wiem, ale znam wiele kobiet, których byli mężowie bardzo szybko się pocieszyli w ramionach innych, bardzo szybko stracili zainteresowanie swoimi dziećmi, i wiem, że to bardzo boli. Czy w takiej sytuacji należy wymagać od kobiety, żeby opowiadała dziecku, jaki to tatuś jest cudowny?
  • tully.makker 05.12.10, 22:17
    Jestem cal aza opieka naprzemienna. Pod warunkiem, ze to dzieci mieszkaja w jednym domu, a rodzice sie co tydzien do nich przenosza, a potem wracaja do siebie.



    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • rennie77 05.12.10, 22:41
    pewnie. tully nie twierdze, ze to jest idealne rozwiazanie, bo wiadomo, ze idealna to jest pelna kochajaca sie rodzina.
    mozna byc zwolennikiem albo przeciwnikiem takiego rozwiazania, wazne, ze w tamtym przypadku to sie akurat sprawdza i dziecko, ktore jest bardzo zwiazane z obojgiem rodzicow, jest szczesliwe mogac spedzac duzo czasu takze u taty. wiadomo, ze nie da sie tego podzielic dokladnie na pol (przypomina mi sie teraz ksiazka 'ania i mania'), ale fajnie, ze oboje rodzice sa prawie po rowno zaangazowani w zycie dziecka.
    zauwaz tez, ze dziecko bedac u kazdego z rodzicow jest tak samo 'u siebie'. natomiast nie wyobrazam sobie, ze moglabym byc 'u siebie' w lozku, w ktorym spi moj eks czy w kuchni, w ktorej on gotuje ;).
  • matematys 07.12.10, 00:13
    tully.makker napisała:

    > Jestem cal aza opieka naprzemienna. Pod warunkiem, ze to dzieci mieszkaja w jed
    > nym domu, a rodzice sie co tydzien do nich przenosza, a potem wracaja do siebie
    > .

    Znaczy uważasz, że dzieci powinny mieszkać w hotelu, w którym co tydzień zmienia się służba... Niezły pomysł. Miejsce jest ważniejsze, niż relacje między ludźmi... Niezłe.
    A nie pomyślałaś, że może lepiej, żeby dziecko podróżowało między dwiema normalnymi rodzinami, niż miało kontakt z ludźmi wyrwanymi z ich środowiska? Z codziennego życia? Skąd dziecko ma wiedzieć, jak się żyje w rodzinie, jak wyglądają relacje między ludźmi, jak się zmaga z codziennymi problemami?
    Słyszałem te argumenty nie raz. Dzieci nie mogą jeździć do ojca w tygodniu, bo im to rozbije rytm... W RODK wytłumaczono mojej ex, że nic nie rozbije i że dzieci mogą jeździć do mnie...
  • tully.makker 08.12.10, 12:20
    Znaczy uważasz, że dzieci powinny mieszkać w hotelu, w którym co tydzień zmieni
    > a się służba...

    Ja tam nie jestem sluzaca swoich dzieci, ale widac ty masz inne koncepcje wychowawcze.

    może lepiej, żeby dziecko podróżowało między dwiema normal
    > nymi rodzinami, niż miało kontakt z ludźmi wyrwanymi z ich środowiska? Z codzie
    > nnego życia? Skąd dziecko ma wiedzieć, jak się żyje w rodzinie, jak wyglądają r
    > elacje między ludźmi, jak się zmaga z codziennymi problemami?

    No ja wiem, dzieci mozna wyrywac z ich srodowiska, z codziennego zycia, tylko rodzica nie mozna. Bo dzieci to przedmioty, a licza sie tylko prawa rodzica.

    Skąd dziecko ma wiedzieć, jak się żyje w rodzinie, jak wyglądają r
    > elacje między ludźmi, jak się zmaga z codziennymi problemami?

    A skad dzieci maja to wiedziec, kiedy co 7 dni sa przezucane do innego swiata, innych spraw, zasad i problemow? Ktore nie ich problemami, tylko problemami cudzej rodziny?

    Obnazyles tutaj swoja hipokryzje na piatke, ba, na szostke.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 08.12.10, 12:41
    tully.makker napisała:

    > Ja tam nie jestem sluzaca swoich dzieci, ale widac ty masz inne koncepcje wycho
    > wawcze.
    Sorry, ale mieszasz i chyba niewiele zrozumiałaś.

    > może lepiej, żeby dziecko podróżowało między dwiema normal
    > > nymi rodzinami, niż miało kontakt z ludźmi wyrwanymi z ich środowiska? Z
    > codzie
    > > nnego życia? Skąd dziecko ma wiedzieć, jak się żyje w rodzinie, jak wyglą
    > dają r
    > > elacje między ludźmi, jak się zmaga z codziennymi problemami?
    >
    > No ja wiem, dzieci mozna wyrywac z ich srodowiska, z codziennego zycia, tylko r
    > odzica nie mozna. Bo dzieci to przedmioty, a licza sie tylko prawa rodzica.
    Problem nie jest w tym, kogo się skąd wyrywa, tylko czemu to wszystko ma służyć. Chodzi o to, żeby dzieci uczestniczyły w życiu swoich rodziców a nie o to, żeby rodzice mogli sobie pooglądać dzieci. A wyrywać ze środowiska nie trzeba. Odpowiedzialność rodziców pozwala na zamieszkanie w taki sposób, że dzieci mogą chodzić do tych samych szkół, spotykać tych samych kolegów i koleżanki, mieć te same zajęcia dodatkowe.

    > A skad dzieci maja to wiedziec, kiedy co 7 dni sa przezucane do innego swiata,
    > innych spraw, zasad i problemow? Ktore nie ich problemami, tylko problemami cud
    > zej rodziny?
    Jakiej cudzej rodziny? O czym ty mówisz? To jak matka ma nowego męża to to jest rodzina dziecka, a jak ojciec ma nową żonę, to to jest obca rodzina? Sorry, ale pomyśl, zanim napiszesz, bo się kompromitujesz...

    > Obnazyles tutaj swoja hipokryzje na piatke, ba, na szostke.
    Hahaha - patrz powyżej.
  • hedgie 03.12.10, 16:27
    O rety! Można się za głowę złapać. Przeczytałam właśnie wątek Grosz-ka, o którym wspominacie i się załamałam, ale szkoda mi słów na jego komentowanie i na komentowanie życia seksualnego w ogóle. Z seksu ostatnio najbardziej lubię "Seks w wielkim mieście". Przeczytałam wątek "Jutro 16 urodziny" i załamałam się po raz drugi. Matka tej córki to przykład na to, jak kobiety patrzą na swoich byłych i jak wciągają w to swoje widzenie dzieci. Dlaczego matkom tak trudno zrozumieć, że po rozwodzie ojciec - nawet najbardziej upierdliwy i gderający nieustannie - nadal jest ojcem. Dzieci mają potrzebę kontaktu z nim. Chcą wiedzieć, że mimo rozstania rodziców nadal są chciane i kochane. Mam wrażenie, że te matki nie kochają swoich dzieci. Dla mnie każda rozmowa z eksem w sprawie wychowania dzieci to duży stres. Psycholog kiedyś radził mi, że ojciec moich dzieci powinien wyjechać na drugi kontynent i zabierać dzieci do siebie na wakacje. Bo jest nieodpowiedzialny i destabilizuje życie. Ale dopóki nie odleci w siną dal moje dzieci będą go widywały. Nie wyobrażam sobie, że nie chciałby ich oglądać. Jak można zachęcać dzieci - świadomie czy nieświadomie - do zerwania więzi z ojcem??? Przecież te dzieci w wieku nastoletnim szukają swojej tożsamości, odpowiadają sobie na pytanie kim jestem, skąd pochodzę. Jak można brać za dobrą monetę to, że dziecko odwraca się od własnego ojca? Niezależnie od powodów. Jak czytam te historie to przychodzi mi do głowy, że powinien być obowiązek zapewnienia kontaktów z drugim rodzicem, egzekwowany tak samo jak obowiązek alimentacyjny.
  • ciociacesia 03.12.10, 17:01
    sobie na pytanie kim jestem, skąd pochodzę. Jak można brać za dobrą monetę to,
    > że dziecko odwraca się od własnego ojca? Niezależnie od powodów. Jak czytam te
    > historie to przychodzi mi do głowy, że powinien być obowiązek zapewnienia konta
    > któw z drugim rodzicem, egzekwowany tak samo jak obowiązek alimentacyjny.

    mozcne slowa. ja uwazam wrecz przeciwnie. ze jest calkiem pokazna litania powodow dla ktorych warto i nalezy zerwac kontakty z toksycznym rodzicem.
    czy dziecko wyniesie korzysc z kontaktów z ojcem/matka totalnym psycholem?
    jasne ze bedzie okaleczone jesli sie z nimi nie bedzie kontaktowac, ale znacznie mniej niz gdyby sie kontaktowalo
    --
    'Naprawdę sądzisz, że 100% więcej obowiązków i 100% mniej czasu dla siebie plus gwarantowana zapaść w sferze seksu, może naprawić wasz więdnący związek??!!'
  • hedgie 03.12.10, 17:18
    > czy dziecko wyniesie korzysc z kontaktów z ojcem/matka totalnym psycholem?
    > jasne ze bedzie okaleczone jesli sie z nimi nie bedzie kontaktowac, ale znaczni
    > e mniej niz gdyby sie kontaktowalo

    A kto ma rozsądzić, czy rodzic jest totalnym psycholem? Jak jest chory psychicznie to dziecko z reguły wie, a jak ma naście lat to i nawet zrozumieć potrafi. Miałam kiedyś przyjaciółkę z domu dziecka, z nieciekawej rodziny, nie mogła być adoptowana z powodu sytuacji prawnej. I jej jedynym marzeniem było wrócić do domu - do domu, w którym oboje rodzice byli alkoholikami z Pragi, z ulicy Stalowej. W stadium delirium, sąd zabrał ją do domu dziecka dla jej dobra.
  • ciociacesia 03.12.10, 17:39
    odnoszac sie do sytuacji gdzie 16latka nie chce kontaktow z ojcem...
    czy moze sugerujesz ze sad zle zrobil zabierajac tamto dziecko od alkoholikow, bo juz nie wiem?
    --
    To nie jest moja krówka.
  • hedgie 03.12.10, 18:55
    Sugeruję jedynie, że dla dziecka ważny jest kontakt z obojgiem rodziców. Jeżeli 16latka nie chce kontaktów z ojcem, to jej matka powinna się zastanowić, gdzie popełniła błąd wychowawczy. Bo to nie jest naturalne zachowanie dziecka. Jestem rozwiedziona i doskonale wiem, jak łatwo jest wpaść w pułapkę wciągania dziecka w swoje problemy, robienia z niego powiernika, robienia z siebie nieszczęśliwej osoby skrzywdzonej przez "tego drania", tak się składa, że również ojca. Matki jakby z łatwością zapominały, że zły mąż może być dobrym ojcem, a już na pewno jest ojcem potrzebnym dziecku. Sugeruję również, że ocena kto jakim jest rodzicem nie bardzo do nas należy. Matka jest od wychowywania w szacunku do obojga rodziców. Jak dziecko będzie pełnoletnie, to niech sobie robi, co chce. Dopóki matka za dziecko odpowiada, powinna odpowiadać również za normalne kontakty z ojcem po rozwodzie. Proponuję każdej sfrustrowanej rozwiedzionej matce, która ma ochotę odseparować dzieci od ojca, lekturę książki "List do Ojca". Warto sobie te sprawy przemyśleć. Dla dobra dziecka.
  • ciociacesia 03.12.10, 21:44
    obowiazkiem matki jest chronic dziecko. jesli juz byla na tyle glupia zeby wybrac totalnego popapranca na ojca to niech nie pograza sie bardziej... dla jasnosci mowimy o przypadkach skrajnych - kiedy ojciec (czy matka) jest po prostu osoba toksyczna
    --
    Kobieta nie może być prawdziwie atrakcyjna, jeśli nie ma porów skory
  • sebalda 04.12.10, 14:56
    hedgie napisała:
    Sugeruję jedynie, że dla dziecka ważny jest kontakt z obojgiem rodziców. Jeżeli 16latka nie chce kontaktów z ojcem, to jej matka powinna się zastanowić, gdzie popełniła błąd wychowawczy.

    O święta naiwności! W Twoich postach Hedgie widać, jak bardzo postrzegamy rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń. Nie chcę Cię obrażać, bo lubię takie osoby jak Ty, naiwne, z pozytywnym nastawieniem do świata, wierzące w dobre intencje większości ludzi, sama taka trochę jestem, ale piszesz tak, jakbyś byla po pierwsze pozbawiona wyobraźni, po drugie żyła z dala od ludzi albo na innej planecie. Jakbyś nie wiedziała, ile na świecie jest sadystów, agresywnych alkoholików, gwałcicieli i pedofilów. Oni tez często mają rodziny, żony, dzieci. I co? Matka, której od takiego udało się uciec, ma za wszelką cenę zachęcać dzieci, ba, może zmuszać, do kontaktów z takim ojcem? Czy naprawdę nie jesteś sobie w stanie wyobrazić sytuacji, gdy najważniejszym zadaniem matki jest chronić dziecko przed toksycznym, agresywnym, mającym zły wpływ na dziecko ojcem? Piszę o skrajnych sytuacjach, żeby podważyć tezę o konieczności zabiegania przez matkę o dobre stosunki dzieci z byłym mężem, ale myślę, że też mogą być mniej drastyczne sytuacje. Jeśli ojciec przez wiele lat nie intersowal się dzieckiem, nawet nie dzwonił, nie przysłał kartki z życzeniami i nagle po wielu latach, gdy dziecko jest już duże, chce się często z nim widywać, ale dziecko, które przez tyle lat czuło zawód z powodu opuszczenia przez ojca, odmawia tych kontaktów, matka ma na siłę kazać dziecku być miłym dla ojca? Nie mowię tu o sytuacji, gdy matka źle nastawia dziecko, ale gdy dziecko samo nie chce. A jeśli ojciec jest notorycznie pijany przy widzeniach z dzieckiem? Jeśli jest nieodpowiedzialny, potrafi prowadzić po alkoholu i wozić w takim stanie dziecko? Znam przypadek, gdy ojciec upijał się prawie do nieprzytomności w obecności przyprowadzonych do niego dzieci, a matka latami tłumaczyła, że tatuś jest chory, rzygał, bo się zatruł. Jak to odbiorą dzieci, gdy dorosną i zorientują się, że matka je okłamywała? Chłopiec, który był wiele razy świadkiem tego, jak ojciec się słaniał, bardzo ciężko znosił te wizyty, prosił matkę, by pozwoliła mu tam nie chodzić, czy ona mimo to powinna mu kazać? Czy popełniłaby błąd wychowawczy mówiąc synowi prawdę o ojcu? A jeśli w świetle tej prawdy chłopiec kategorycznie odmówiłby wizyt, nadal powinna go nakłaniać?
    Takich przypadków jest bardzo dużo, nie wiem, dlaczego jesteś skłonna widzieć tylko złą wolę kobiet, a zdajesz się nie dostrzegać przypadków, gdy izolacja od toksycznego, dającego zły przykład, mającego zły wpływ na dziecko ojca, jest nie tylko wskazana, ale wręcz konieczna?
  • sebalda 04.12.10, 15:23
    Cały czas myślę o żonie Mateusza. Matka trojga dzieci, a tak egoistyczna i negatywnie nastawiona do bylego męża, który wygląda na uczciwego, spokojnego, rodzinnego, ciepłego faceta. Skąd w niej tyle złości, złej woli? I chyba dziś znalazłam odpowiedź na to pytanie: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119057447,119057447,Nie_potrafie_szanowac_partnera_Jak_to_zmienic_.html

    Bo to zła kobieta była. Autorka wątku, który wkleiłam jest dla mnie, przepraszam za mocne słowa, hańbą dla rodzaju kobiecego. Nigdy nie zrozumiem takich kobiet. I jeszcze te kretyńskie komentarze, że tak ma 98% kobiet, ktore wolą twardych, pomiatających nimi macho. Fajnie, tylko jak te 98% kobiet ma się upewnić, kogo wolą, skoro na świecie jak na lekarstwo dobrych, spokojnych i wyrozumiałych facetów i nawet nie mają porównania? To takie smutne, że ten niewielki odsetek porządnych, dla mnie prawdziwych, facetów, z reguły trafia na takie podłe, wyzute z uczuć kobiety? I po co takie kobiety się wiążą?
    I jeszcze uwaga. Skoro Dobra Kobieta związała się z Mateuszem, mężczyzną z długami, nierokującym finansowo za dobrze, urodziła mu upragnione przez oboje dziecko, to chyba dobrze o nim świadczy.
    Przeraził mnie też opis luzu w domu byłej. Ja może jestem niedzisiejsza, ale dla mnie nie jest normą swobodny seks 16-latków, pomieszkiwanie dziewczyny u 16-latka, pozwolenie na imprezę alkoholową dla tak młodych ludzi. Co innego jest wiedzieć, że część młodzieży to robi, a co innego dawać na to pełne zezwolenie rodzicielskie. Mimo wszystko z badań wynika, że mniejszy nadzór rodzicielski prowadzi do częstszego występowania niebezpiecznych zachowań wśród młodzieży, przygodnego, niezabezpieczonego seksu, chorób przenoszonych drogą płciową, niechcianych ciąż. Wyobrażam sobie, jak cięzko musi być ojcu, ktory w ogóle nie ma wpływu na to, jak jego dzieci są wychowywane.
    Mateusz, nie odpuszczaj kontaktow z synem. Zabiegaj o ten kontakt za wszelką cenę, nękaj go nawet, błagaj o spotkanie, pisz do niego, nawet gdy on nie odpisuje, musisz się postarać jakoś do niego dotrzeć. Gdy raz zrozumie, że zostal do Ciebie niesłusznie źle nastawiony, może wybierze jednak Ciebie:)
  • rennie77 04.12.10, 16:30
    sebaldo naiwnoscia jest wierzyc we wszystko co ktos pisze na forum o swoim eks malzonku. nawet nie zakladajac zlych intencji, to chyba zrozumiale jest, ze sa to oceny skrajnie subiektywne? znam facetow, ktorzy sa ostatnimi draniami, a kobiety do nich lgna i po kolejnej eks, ktora przejrzala juz na oczy zawsze znajdzie sie nastepna, ktora taki facet zauroczy. z reguly mysli o swojej poprzedniczce jako o podlej, egoistycznej... a po kilku latach historia sie powtarza. nie twierdze, ze tak jest w tym przypadku, ale mysle, ze rozstrzyganie na podstawie wypowiedzi jednej strony i decydowanie kto jest egoistyczny i toksyczny, a kto uczciwy i cieply to lekka przesada.
  • triss_merigold6 04.12.10, 16:49
    Gorąco polecam forum "Macochy". Sporo pań z czasem zrozumiało dlaczego ich miś został rzucony z hukiem przez eksię. Niekoniecznie dlatego, że eksia złą kobietą była.
  • matematys 07.12.10, 00:27
    triss_merigold6 napisała:

    > Gorąco polecam forum "Macochy". Sporo pań z czasem zrozumiało dlaczego ich miś
    > został rzucony z hukiem przez eksię. Niekoniecznie dlatego, że eksia złą kobiet
    > ą była.

    I tak samo bywa z eksiami. Nie zawsze są rzucani dlatego, że złym mężczyzną byli...
  • matematys 07.12.10, 00:26
    rennie77 napisała:

    > sebaldo naiwnoscia jest wierzyc we wszystko co ktos pisze na forum o swoim eks
    > malzonku. nawet nie zakladajac zlych intencji, to chyba zrozumiale jest, ze sa
    > to oceny skrajnie subiektywne? znam facetow, ktorzy sa ostatnimi draniami, a ko
    > biety do nich lgna i po kolejnej eks, ktora przejrzala juz na oczy zawsze znajd
    > zie sie nastepna, ktora taki facet zauroczy. z reguly mysli o swojej poprzednic
    > zce jako o podlej, egoistycznej... a po kilku latach historia sie powtarza. nie
    > twierdze, ze tak jest w tym przypadku, ale mysle, ze rozstrzyganie na podstawi
    > e wypowiedzi jednej strony i decydowanie kto jest egoistyczny i toksyczny, a kt
    > o uczciwy i cieply to lekka przesada.

    Rozumiem, że tylko oceny mężczyzn są subiektywne. Kobiety mają rację niezależnie od okoliczności. Nieprawdaż, Rennie77?
  • rennie77 09.12.10, 21:39
    matematys napisał:
    > Rozumiem, że tylko oceny mężczyzn są subiektywne. Kobiety mają rację niezależni
    > e od okoliczności. Nieprawdaż, Rennie77?

    nigdzie tego nie napisalam. specjalnie przejaskrawiasz to co pisze, ale nic tym nie zyskujesz.
    napisalam juz wyraznie, ze o ile pewne watki w twojej historii rozumiem, to inne wydaja mi sie podejrzane czy zaskakujace. napisalam tez, ze wydajesz mi sie uwiklany w wojne ze swoja byla i niezdolny do obiektywnej oceny sytuacji. jest to zrozumiale i to tez napisalam. wydaje mi sie, ze oboje nakrecacie te niezdrowa spirale. kiedy ludzie sie rozchodza, to znak, ze przestali sie tez komunikowac, a wiec o komunikacje 'po' jeszcze trudniej.
    to, ze kobiety czasem wykorzystuja swoja pozycje jako matki do odciecia ojca od dzieci czy dzieci od ojca jest naganne. to zdaje sie tez juz napisalam. nie jestem pewna czy tak sie dzieje w twoim przypadku i tez to napisalam. mysle, ze oboje postepujecie w mysl zasady 'oko za oko' tracac z oczu dobro wlasnych dzieci.
  • matematys 09.12.10, 21:47
    rennie77 napisała:

    > mysle, ze o boje postepujecie w mysl zasady 'oko za oko' tracac z oczu dobro wlasnych
    > dzieci.
    Interesujące. Na jakiej podstawie to piszesz? Bo chcesz się wykazać obiektywizmem? Po równo ważyć wszystkie racje?
    Ja nie oczekuję tutaj, że ktoś mi napisze Oj, jaki ty jesteś biedny. Jak mi Ciebie szkoda. Jaka zła jest ta twoje była...
    Ja oczekuję poważnej rozmowy nad tym, jak można spowodować, żeby prawo a zwłaszcza praktyka traktowały rodziców równo. W obowiązkach i w prawach.
    Mój przypadek traktuję jako przykład. On jest o tyle interesujący, że nie do końca typowy. Ale z tego nie wynika, że nie obrazuje typowych problemów...

    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 09.12.10, 22:06
    interesujace. zupelnie co innego wynika z tego watku.
  • matematys 09.12.10, 22:23
    rennie77 napisała:

    > interesujace. zupelnie co innego wynika z tego watku.
    A co wynika z tego wątku?

    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 09.12.10, 22:39
    ze uprawiasz tu prywatne poletko.
  • matematys 10.12.10, 13:17
    rennie77 napisała:

    > ze uprawiasz tu prywatne poletko.
    Sorry, Rennie77, ale ja za głupi jestem. Nie rozumiem, co masz na myśli i do czego zmierzasz. Jakbyś mogła w mowie wiązanej, pełnymi zdaniami wyłuszczyć, co z czym się nie zgadza. Jakie prywatne poletko uprawiam i w jaki sposób się to nie zgadza z moją deklaracją, że staram się rozmawiać o swoich sprawach nie po to, żeby usłyszeć poradę albo słowa współczucia, ale żeby przedstawić problem wielu ludzi w podobnej do mojej sytuacji i powalczyć o zmianę stereotypów?

    --
    nocotytato.org.pl
  • hedgie 04.12.10, 18:54
    Jestem w stanie wyobrazić sobie tych wszystkich koszmarnych ojców. Mój ojciec był daleki od ideału. Ale facet, który otworzył ten wątek wydaje się całkiem miły. Możliwe, że to jakiś psychopata. Tylko że wydaje mi się, że dopóki ojciec nie jest pozbawiony praw rodzicielskich to matka nie powinna nastawiać dzieci przeciwko niemu. Kobiety często zasłaniają się dziećmi i widzę to w swoim otoczeniu. Mam kolegę prawnika, normalny facet, który musi płacić za każde widzenie dziecka. Ma taryfę za spotkanie. To chore. Matka jest chora psychicznie, ale sądowi nie przeszkodziło to zostawić córki z nią uzasadniając, że rozwojowi dziewczynki lepiej sprzyja więź z matką. Schizofrenię się leczy, jak się chory leczy funkcjonuje dobrze. Ale jednak jest to trochę dziwne, że mając wybór między zdrowym pracującym ojcem a chorą matką na rencie sąd wybiera chorą matkę.

    Wiem z własnego doświadczenia, że dzieci często nie chcą kontaktu z ojcem, bo matka je tak nastawia, bo muszą być lojalne wobec matki, a to oznacza, że muszą być przeciwko ojcu. Dla dziecka taki wybór to dramat. Ono chce kochać oboje rodziców.

    Uważam, że jak kobieta jest zdania, że ojciec jest niebezpieczny i nie powinien mieć kontaktu z dziećmi, to powinna sądownie pozbawić go praw rodzicielskich lub te prawa mu ograniczyć. W oczywistych przypadkach sprawy tego typu toczą się wyjątkowo sprawnie przed sądem rodzinnym. Inaczej nie ma prawa odmawiać ojcu kontaktu z dzieckiem i tyle.



  • rennie77 04.12.10, 21:56
    nie zawsze jest tak, ze kobieta ma sile isc do sadu i walczyc o odebranie praw rodzicielskich. nie zawsze to musi byc zagrozenie fizyczne ze strony rodzica, czesciej chyba chodzi o toksycznosc i krzywdzenie dziecka na poziomie emocjonalnym.

    a odpowiadajac na pytanie postawione przez ciebie matematysie- ojcowie sami chyba strzelaja tu sobie w stope. polscy ojcowie. bedac w danii widzialam na ulicach glownie mezczyzn i to z malymi oseskami. ojcow karmiacych je, przewijajacych, na wyjsciu z kumplami i z dziecmi, itd. widac, ze potrafia to robic sprawnie i bardzo skladnie, ze to sprawia im przyjemnosc, ze to jest dla nich naturalne. mysle, ze to zaczyna sie zmieniac takze i u nas, ale prawda jest, ze znam niewielu mezczyzn, ktorzy interesuja sie doglebnie swoimi dziecmi: tym co jedza, w co je trzeba ubierac, co lubia, itd.
    nie mialabym nic przeciwko opiece dzielonej czy naprzemiennej. nie mialabym tez nic przeciwko temu, zeby omawiac z moim eks sprawy opieki, wyboru szkoly, miejsca zamieszkania, itd. mialam szczera nadzieje, ze uda nam sie to ulozyc tak, zeby nasze dziecko mialo nadal oboje rodzicow, ale czasami sie po prostu nie da.
    nie generalizuje znam dobrych ojcow i zle matki, i odwrotnie.
  • matematys 06.12.10, 23:24
    rennie77 napisała:

    > nie zawsze jest tak, ze kobieta ma sile isc do sadu i walczyc o odebranie praw
    > rodzicielskich. nie zawsze to musi byc zagrozenie fizyczne ze strony rodzica, c
    > zesciej chyba chodzi o toksycznosc i krzywdzenie dziecka na poziomie emocjonaln
    > ym.
    A dlaczego ojciec miałby mieć więcej sił, żeby walczyć o prawa dziecka do posiadania ojca? Co to w ogóle za argument... A krzywdzenie na poziomie emocjonalnym jest tak samo karalne i nie ma żadnego powodu, żeby nie próbować bronić dziecka przez każdą krzywdą, jakiej doznaje od któregokolwiek z rodziców. Właśnie dzisiaj się dowiedziałem w przychodni psychologiczno-pedagogicznej, że prawdopodobnie przez podejście matki do mojego młodszego syna stracił on jakąkolwiek motywację do działania, nauki itp. Psycholog kazała dokonać dodatkowych badań pedagogicznych, żeby stwierdzić, czy zaległości w nauce nie są zbyt mocne, aby mógł przejść do kolejnej klasy. Matka pracuje w obu szkołach, do których chodził i zawsze załatwiała mnóstwo zaświadczeń, czego to syn nie musi robić... Olewała moje zdanie w sprawie codziennych spraw i ważniejszych decyzji...

    > a odpowiadajac na pytanie postawione przez ciebie matematysie- ojcowie sami chy
    > ba strzelaja tu sobie w stope. polscy ojcowie. bedac w danii widzialam na ulica
    > ch glownie mezczyzn i to z malymi oseskami. ojcow karmiacych je, przewijajacych
    > , na wyjsciu z kumplami i z dziecmi, itd. widac, ze potrafia to robic sprawnie
    > i bardzo skladnie, ze to sprawia im przyjemnosc, ze to jest dla nich naturalne.
    > mysle, ze to zaczyna sie zmieniac takze i u nas, ale prawda jest, ze znam niew
    > ielu mezczyzn, ktorzy interesuja sie doglebnie swoimi dziecmi: tym co jedza, w
    > co je trzeba ubierac, co lubia, itd.
    > nie mialabym nic przeciwko opiece dzielonej czy naprzemiennej. nie mialabym tez
    > nic przeciwko temu, zeby omawiac z moim eks sprawy opieki, wyboru szkoly, miej
    > sca zamieszkania, itd. mialam szczera nadzieje, ze uda nam sie to ulozyc tak, z
    > eby nasze dziecko mialo nadal oboje rodzicow, ale czasami sie po prostu nie da.

    Tak się składa, że najstarszy mój syn ma 17 lat. Uczestniczyłem w porodzie wszystkich czterech moich dzieci. Przyjeżdżałem do szpitala z nimi i wyjeżdżałem z nimi. Jak się urodził najstarszy, to na sali prawie wyrwałem go z rąk pielęgniarki, bo nie radziła sobie z ubraniem go... Do domu wróciliśmy w kilkanaście godzin po porodzie.
    Ja miałem 2 tygodnie urlopu. Matka leżała i dochodziła do siebie, a ja się nim zajmowałem. W kilka dni po moja sistra brała ślub. Pojechałem na 4 godziny. Do matki przyjechała jej matka (moja teściowa). To były czasy pieluch tetrowych. Przez 4 godziny zużyły 28 pieluch tetrowych i pół pudełeczka linomagu... Matka z babcią nie umiały się normalnie zająć noworodkiem. To był pierwszy raz, kiedy ktoś inny niż ja go przewijał czy mył... Matka karmiła piersią i odpoczywała...
    Nie mam żadnego problemu w zajmowaniu się dziećmi. Małymi, większymi, dużymi... To całkowicie naturalne, że ojciec zajmuje się dzieckiem. Jak się go od niego odpędza, nie dopuszcza, kiedy jest małe, to trudno się dziwić, że potem nie do końca umie wejść w swoją rolę. Tylko jakie to wszystko ma znaczenie dla sądu?
  • kammik 05.12.10, 12:12
    > to powinna sądownie pozbawić go praw rodzicielskich l
    > ub te prawa mu ograniczyć. W oczywistych przypadkach sprawy tego typu toczą się
    > wyjątkowo sprawnie przed sądem rodzinnym.

    Trochę ci się pokręciło. W sądach mogą się najwyżej toczyć sprawy o pozbawienie/ograniczenie władzy rodzicielskiej. Osoba pozbawiona takiej władzy wciąż jednak ma prawo do kontaktów z dzieckiem. Może je znieść jedynie zakaz osobistej styczności z dzieckiem. A to już jest bardzo trudne.
  • hedgie 05.12.10, 18:52
    Nic mi się nie pokręciło. Jak matka ma przekonanie, że kontakty z ojcem szkodzą dziecku powinna mu je sądownie ograniczyć. Całkowicie lub np. uzyskać wyrok, że ojciec ma prawo kontaktować się z dziećmi w obecności kuratora. To nie jest trudne. Znacznie trudniejsze jest łamanie prawa i robienie z ojca kretyna na co dzień. Ale, jak rozumiem, matki lubią ten sport i mimo, że się rozstały z facetem nadal uwielbiają się z nim kłócić i mu dokopywać. Blog Mateusza tylko to potwierdza i wypowiedzi niektórych kobiet tutaj też.
  • rennie77 05.12.10, 21:06
    hedgie zaczynam sie zastanawiac czy aby nie jestes facetem ;).
    wiadomo, ze bywaja takie matki i wiadomo tez, ze bywaja tacy ojcowie, ktorzy nakrecaja taka sytuacje. po co sie o to klocic? kazda z nas musi podejmowac takie, czesto bardzo trudne decyzje jak ulozyc sobie i dziecku kontakty z eksem. na pewno czasem zdarza sie, ze ktos ma w sobie duzo goryczy czy nawet zlej woli, ale mysle, ze czesciej takie rzeczy sa robione nieswiadomie.
    kiedy dwoje ludzi sie rozstaje, to najczesciej znak, ze przestalo sie miedzy nimi ukladac, nie potrafia ze soba rozmawiac, itd. myslisz, ze po rozwodzie czy rozstaniu to staje sie latwiejsze? ja mysle, ze wrecz przeciwnie.
    nasze spoleczenstwo stopniowo sie zmienia. zmieniaja sie mezczyzni, chca grac coraz wieksza role w zyciu wlasnych dzieci, zmieniaja si ekobiety, bo zaczynaja rozumiec, ze dzieci to nie ich wlasnosc, ze dobrze jest miec jakies zycie oprocz tych dzieci.
    mysle, ze twoj oglad sytuacji jest dla kobiet krzywdzacy, ale moze po prostu znamy inne kobiety, ktore inaczej sie zachowuja wobec swoich eks partnerow.
  • matematys 07.12.10, 00:31
    rennie77 napisała:

    > mysle, ze twoj oglad sytuacji jest dla kobiet krzywdzacy

    A nie pomyślałaś kiedyś, że Twój ogląd sytuacji może być krzywdzący dla mężczyzn?
  • kammik 06.12.10, 08:17
    hedgie napisała:

    > Nic mi się nie pokręciło.

    Rzecz jasna nie ma przeszkód, żebyś tak dalej sądziła, wtrąciłam się jedynie na wypadek, gdyby ktoś próbował serio wziąć to, co piszesz.
  • matematys 06.12.10, 23:51
    kammik napisała:

    > hedgie napisała:
    >
    > > Nic mi się nie pokręciło.
    >
    > Rzecz jasna nie ma przeszkód, żebyś tak dalej sądziła, wtrąciłam się jedynie na
    > wypadek, gdyby ktoś próbował serio wziąć to, co piszesz.

    Szanowna Kammik,
    Jeżeli nie odróżniasz skomplikowanych terminów prawniczych, to nie jest powód, żebyś obrażała tych, którzy je odróżniają. Poproś o wyjaśnienie, spróbuj sama doczytać...
    A przede wszystkim zastanów się, jakie są podstawy (statystyczne? biologiczne? prawne?) żeby uznać, że matki rzadziej albo mniej szkodzą dzieciom, niż ojcowie? Dlaczego matka miałaby mieć prawo do ustalania, że ojciec jest szkodliwy dla dzieci, a ojciec nie miałby mieć prawa do stwierdzenia, że matka szkodzi dzieciom? A co, jeżeli jednocześnie oboje stwierdzą, że drugie z nich jest toksyczne?
  • kammik 07.12.10, 07:44
    Ja tylko, żuczku, własnie w kwestii tych terminów się odezwałam. Albowiem w kodeksie nie istnieje termin "ograniczenie praw", którym to terminem tak hojnie szafuje hedgie. Ograniczenie/odebranie władzy rodzicielskiej - owszem, ale ono nie skutkuje zakazem styczności z dzieckiem.

    > Dlaczego matka miałaby mieć prawo do ustalania, że ojciec jest szkodliwy dla
    > dzieci

    Pojęcia nie mam, dlaczego. Wszak nie ma, to sąd decyduje.
  • matematys 07.12.10, 10:11
    kammik napisała:

    > Ja tylko, żuczku, własnie w kwestii tych terminów się odezwałam. Albowiem w kod
    > eksie nie istnieje termin "ograniczenie praw", którym to terminem tak hojnie sz
    > afuje hedgie. Ograniczenie/odebranie władzy rodzicielskiej - owszem, ale ono ni
    > e skutkuje zakazem styczności z dzieckiem.
    >
    > > Dlaczego matka miałaby mieć prawo do ustalania, że ojciec jest szkodliwy
    > dla
    > > dzieci
    >
    > Pojęcia nie mam, dlaczego. Wszak nie ma, to sąd decyduje.

    Ale samo ustalenie terminów kontaktów jest ograniczeniem styczności z dzieckiem i nie trzeba do tego żadnego odbierania władzy rodzicielskiej. A sąd potrafi zezwolić na dwie godziny w miesiącu w obecności świadków i koniec kontaktów z ojcem nawet przy pełnej władzy rodzicielskiej.
    To po pierwsze. A po drugie, kto pisał, że kobieta może nie mieć siły iść do sądu, ale musi dziecko bronić przed złym ojcem? Bo już nie pamiętam...
    I uprzejmie proszę o nie zwracanie się do mnie per żuczku...
  • kammik 07.12.10, 10:29
    Przepraszam, nie-żuczku, i po raz kolejny: nie odpowiadam za to, co czym jest, co ci się z czym kojarzy,kto co i gdzie napisał i jakie postanowienia wydaje sąd. Napisałam jedynie, co przewiduje KRiO. Tak mi się bowiem niejasno wydaje, ze warto się z zapoznać z przepisami.
  • hedgie 07.12.10, 10:42
    Przepraszam bardzo za zamieszanie, nie wiedziałam, że wypowiadam się na forum prawników - purystów językowych. Oczywiście, że wiem iż w krio występuje termin "władza rodzicielska" i to ją się ogranicza, zawiesza lub jej pozbawia. Użyłam ekwiwalentu funkcjonalnego powszechnie znanego i używanego, jakim są prawa rodzicielskie. Tak samo jak mówi się powszechnie sprzedający i kupujący, mimo że w kodeksie jest sprzedawca i kupujący. Dla każdego jest to zrozumiałe. Ale skoro kammik wymaga ścisłego używania terminów kodeksowych mogę się dostosować.
  • ciociacesia 07.12.10, 10:48
    a o ograniczenie wladzy/praw rodzicielskich ktore ma sie nijak do kontaktow z dzieckiem
    --
    To nie jest moja krówka.
  • hedgie 07.12.10, 11:09
    Ma się tak, że w wyroku pozbawiającym władzy rodzicielskiej lub ją ograniczającym można szczegółowo uregulować prawa ojca do widzenia z dzieckiem.

    Gdyby były jakieś wątpliwości, zaznaczam, że wiem że prawo do osobistej styczności z dzieckiem nie należy do zakresu treści władzy rodzicielskiej. Osobista styczność to nie tylko spotkania, ale również listy, telefony, maile itp. Zakaz osobistej styczności z dzieckiem może być orzeczony tylko w stosunku do rodziców pozbawionych władzy rodzicielskiej, jeżeli wymaga tego dobro dziecka i dotyczy wszelkich kontaktów z dzieckiem. Można ograniczyć osobistą styczność z dzieckiem rodzicom, którym ograniczono władzę rodzicielską. Ograniczenie kontaktów może polegać, np. na zakazie widywania się z dzieckiem lub ograniczeniu tych spotkań do wyznaczonych terminów. Jeżeli chcemy, aby sąd wydał zakaz osobistej styczności z dzieckiem lub ją ograniczył, musimy zwrócić się z wnioskiem o zakazanie oraz ograniczenie osobistej styczności z dzieckiem. Wniosek może złożyć każde z rodziców. Właściwy do rozpoznania sprawy jest sąd rejonowy w miejscu zamieszkania dziecka (a jeżeli dziecko nie ma miejsca zamieszkania, w miejscu jego pobytu). Sąd może także zadecydować o zakazie kontaktów z urzędu.
  • matematys 07.12.10, 10:43
    kammik napisała:

    > Przepraszam, nie-żuczku, i po raz kolejny: nie odpowiadam za to, co czym jest,
    > co ci się z czym kojarzy,kto co i gdzie napisał i jakie postanowienia wydaje są
    > d. Napisałam jedynie, co przewiduje KRiO. Tak mi się bowiem niejasno wydaje, ze
    > warto się z zapoznać z przepisami.

    Kammik, żabko...
    to rzeczywiście nie Ty, a rennie77 napisała:
    > nie zawsze jest tak, ze kobieta ma sile isc do sadu i walczyc o odebranie praw
    > rodzicielskich. nie zawsze to musi byc zagrozenie fizyczne ze strony rodzica,
    > czesciej chyba chodzi o toksycznosc i krzywdzenie dziecka na poziomie emocjonalnym.
    W tym samym podwątku o temacie bzdurzysz. Stąd moja pomyłka.

    Aha, żabko, ale nie odniosłaś się w ogóle do meritum. KRiO przewiduje, że sąd może ustalić kontakty tak, żeby ojciec ich praktycznie nie miał. Dzieje się tak bardzo często w polskich sądach. Jak ojciec widzi swoje dziecko 76 godzin w roku, to czy to jest kontakt? I nie jest do tego potrzebne żadne specjalne postanowienie ograniczające. Po prostu zwykły wyrok o kontaktach. I tak się to najczęściej dzieje. Ojcowie są pozbawiani wpływu na wychowanie swoich dzieci, udziału w ich życiu i kontaktu z nimi nie na mocy ograniczenia władzy czy ustalenia zakazu zbliżania się, ale na mocy niezwykle niesprawiedliwego ustalenia kontaktów.
  • matematys 07.12.10, 00:22
    ciociacesia napisała:

    > obowiazkiem matki jest chronic dziecko. jesli juz byla na tyle glupia zeby wybr
    > ac totalnego popapranca na ojca to niech nie pograza sie bardziej... dla jasnos
    > ci mowimy o przypadkach skrajnych - kiedy ojciec (czy matka) jest po prostu oso
    > ba toksyczna

    Cytat z kazania z niedzielnej mszy w radiu polskim sprzed kilku tygodni:
    Dużo rozmawiam w czasie spowiedzi z różnymi ludźmi. Przychodzi do mnie kiedyś kobieta i mówi:
    - Proszę księdza, mój mąż to potwór.
    - To po co wychodziłaś za potwora?
    - Jak za niego wychodziłam, to był aniołem.
    - A, to Ty zrobiłaś z niego potwora...

    To tak w sprawie oceniania, które z rodziców jest normalne, a które niekoniecznie...
  • tully.makker 05.12.10, 19:13
    Jeżeli
    > 16latka nie chce kontaktów z ojcem, to jej matka powinna się zastanowić, gdzie
    > popełniła błąd wychowawczy.

    Na szczescie ojciec nie mogl popelnic zadnego bledu wychowawczego - jak wiekszosc ojciow w tym kraju wychowaniem dziecka sie nie zajmowala na zadnym etapie.

    mam propozycje - zanim cos postniesz, przeczytaj jeszcze raz i sprawdz, po ilu stereotypach pojechalas.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • hedgie 06.12.10, 14:58
    Mógł popełnić miliard błędów, ale teraz nie ma kontaktu z dzieckiem i to matka za nie odpowiada w związku z tym.

  • rennie77 06.12.10, 21:48
    i kazda matka odpowiada za brak kontaktu swoich dzieci z ojcem? w kazdym przypadku?
    nie wiem czy ta rozmowa ma dalszy sens, bo ty wykazujesz jakas dziwna niechec wobec kobiet. sa wredne i odpowiedzialne za wszystko.
    po prostu kazda z nich tylko czeka na to, zeby zamienic zycie eksa w koszmar i skrzywdzic go odcinajac mu dostep do dzieci. ty jedna jestes w porzadku, zgadza sie?
  • matematys 07.12.10, 00:05
    rennie77 napisała:

    > i kazda matka odpowiada za brak kontaktu swoich dzieci z ojcem? w kazdym przypa
    > dku?
    > nie wiem czy ta rozmowa ma dalszy sens, bo ty wykazujesz jakas dziwna niechec w
    > obec kobiet. sa wredne i odpowiedzialne za wszystko.
    > po prostu kazda z nich tylko czeka na to, zeby zamienic zycie eksa w koszmar i
    > skrzywdzic go odcinajac mu dostep do dzieci. ty jedna jestes w porzadku, zgadza
    > sie?

    Rodzic, który ma przeważająca opiekę nad dzieckiem, który ma miejsce zamieszkania dzieci przy nim i dzieci spędzają z nim więcej czasu, jest odpowiedzialny za kontakty z drugim rodzicem. To proste. Tak, jak odpowiada za edukację dziecka, za jego ubranie, za wyżywienie, za zajęcia dodatkowe (na to wszystko pobiera alimenty) tak też odpowiada za coś, co jest w życiu najważniejsze - za normalne życie. Za normalne relacje z rodzicami - z matką i z ojcem. Niezależnie, czy jest matką czy ojcem.
  • tully.makker 08.12.10, 12:12
    No wiedzialam ze na tym stanie. Jak facet oczekuje, ze exia bedzie odpowiadac za wszystkie obowiazki wzgledem dziei, ich utrzxymanie oraz jeszcze jego z nimi kontakty, to nic dziwnego, ze czuje sie rozczarowany.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 08.12.10, 12:44
    tully.makker napisała:

    > No wiedzialam ze na tym stanie. Jak facet oczekuje, ze exia bedzie odpowiadac z
    > a wszystkie obowiazki wzgledem dziei, ich utrzxymanie oraz jeszcze jego z nimi
    > kontakty, to nic dziwnego, ze czuje sie rozczarowany.
    Ten, kto ma większość opieki nad dziećmi, odpowiada w większej mierze za ich prawidłowy rozwój. A dzieci do prawidłowego rozwoju przede wszystkim potrzebują obojga rodziców. To po pierwsze. A poza tym, kto każe tzw. eksi. domagać się wyłączności? Dlaczego nie może się dzielić obowiązkami z ojcem, kiedy on o to walczy latami? Dlaczego lepiej podrzucić dzieci do znajomych albo rodziców, którym to jest nie na rękę, niż do ojca, z którym się rzadziej widują, ale który oferuje im bliskość, życzliwość i zarówno on jak i dzieci marzą, żeby się częściej widywać?
  • sebalda 08.12.10, 13:51
    Zastanawiam się nad jednym: jak odpowiedzieć na pytanie:
    >Dlaczego lepiej podrzucić dzieci do znajomych albo rodziców, którym
    > to jest nie na rękę, niż do ojca, z którym się rzadziej widują, ale który oferu
    > je im bliskość, życzliwość i zarówno on jak i dzieci marzą, żeby się częściej w
    > idywać?

    Mat, wiemy już dlaczego żona Cię nie chciała (z grubsza wiemy), ale nie rozumiem, jak ona tłumaczy niechęć do Twoich kontaktow z dziećmi. Przecież robisz jej chyba z tego powodu wyrzuty, rozmawiasz z nią o tym, co ona Ci wtedy mówi? Że masz zły wpływ na dzieci, kłamie, mówiąc, że dzieci nie chcą Cię widywać?
    Troszeczkę tutaj naciągnąłeś, bo nie wszystkie dzieci marzą o tym, żeby Cię częściej widywać, nieprawdaż? Jestem ciekawa, co Twoja żona musiała powiedzieć najstarszemu, że tak nagle i konsekwentnie odmawia widywania się z Tobą. Napisz jeszcze, jakie są teraz, gdy już od dawna nie jesteście razem, zarzuty żony wobec Ciebie i Twojego stosunku do dzieci.
    Nie odpowiedzialeś też na moje pytanie, czy przypadkiem po urodzeniu się dzieci nie przestałeś patrzeć na swoją żonę jak na kobietę, a widzialeś w niej tylko matkę. To ważne, co by nie myśleć o Grosz-ku, on też tę kwestię całkiem słusznie tutaj podnosi, może nie w tej formie, ale jednak.
  • matematys 09.12.10, 20:09
    sebalda napisała:

    > Mat, wiemy już dlaczego żona Cię nie chciała (z grubsza wiemy), ale nie rozumie
    > m, jak ona tłumaczy niechęć do Twoich kontaktow z dziećmi. Przecież robisz jej
    > chyba z tego powodu wyrzuty, rozmawiasz z nią o tym, co ona Ci wtedy mówi? Że m
    > asz zły wpływ na dzieci, kłamie, mówiąc, że dzieci nie chcą Cię widywać?
    > Troszeczkę tutaj naciągnąłeś, bo nie wszystkie dzieci marzą o tym, żeby Cię czę
    > ściej widywać, nieprawdaż? Jestem ciekawa, co Twoja żona musiała powiedzieć naj
    > starszemu, że tak nagle i konsekwentnie odmawia widywania się z Tobą. Napisz je
    > szcze, jakie są teraz, gdy już od dawna nie jesteście razem, zarzuty żony wobec
    > Ciebie i Twojego stosunku do dzieci.
    Sebaldo
    A czytałaś może bloga? Moja była odmawia jakichkolwiek kontaktów ze mną. W czasie procesu rozwodowego kazała się kontaktować przez prawników. Po ostatecznym wyroku ustanowiła pełnomocnika do spraw kontaktów ze mną. Pełnomocniczka doprowadziła jej technikę komunikacji do perfekcji. Nie odpowiada na żadne pytania moje, wiadomości przekazuje mi oszczędnie, najlepiej w ostatniej chwili. Np. w piątek przed feriami o 14:30, informację, jak będzie podzielony czas w ferie. Decyzje wszelkie podejmuje sama, a jak chce pokazać, że podejmuje wspólnie, to pospotykamy się, popiszemy pisma, a w końcu się dowiaduję, że nie chciałem współpracować i że decyzja zapadła. Na koniec się dowiaduję, że decyzja była już podjęta i zrealizowana zanim podjęliśmy rozmowy...
    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 09.12.10, 21:26
    matematys napisał:
    Rodzic, który ma przeważająca opiekę nad dzieckiem, który ma miejsce zamieszkan
    > ia dzieci przy nim i dzieci spędzają z nim więcej czasu, jest odpowiedzialny za
    > kontakty z drugim rodzicem. To proste.

    niestety to nie jest takie proste. takie proste to jest wedlug ciebie, ale zycie nie jest takie czarno-biale.
    z tym pobieraniem alimentow, za ktore ma sie zywic, ubierac i edukowac wspolne dziecko/dzieci tez nie jest tak prosto i czarno-bialo, ale ty chyba powinienes o tym wiedziec, prawda?
  • matematys 09.12.10, 22:19
    rennie77 napisała:

    > matematys napisał:
    > Rodzic, który ma przeważająca opiekę nad dzieckiem, który ma miejsce zamieszka
    > n
    > > ia dzieci przy nim i dzieci spędzają z nim więcej czasu, jest odpowiedzia
    > lny za
    > > kontakty z drugim rodzicem. To proste.
    >
    > niestety to nie jest takie proste. takie proste to jest wedlug ciebie, ale zyci
    > e nie jest takie czarno-biale.
    > z tym pobieraniem alimentow, za ktore ma sie zywic, ubierac i edukowac wspolne
    > dziecko/dzieci tez nie jest tak prosto i czarno-bialo, ale ty chyba powinienes
    > o tym wiedziec, prawda?
    W rzeczywistości to nie jest takie proste. W doktrynie tak właśnie wygląda. Ten, kto ma większy wpływ, ma większą odpowiedzialność. Większe prawa i większe obowiązki.
    Prawnicy biegli w temacie twierdzą, że prawo tak właśnie te sprawy reguluje. W praktyce często ważne jest to, komu łatwiej jest przekonać do swoich racji sędziego, a właściwie sędzię. Bo w sądach rodzinnych pracują prawie same kobiety... Może w efekcie dyskryminacji zawodowej?

    --
    nocotytato.org.pl
  • matematys 07.12.10, 00:01
    tully.makker napisała:

    > Jeżeli
    > > 16latka nie chce kontaktów z ojcem, to jej matka powinna się zastanowić,
    > gdzie
    > > popełniła błąd wychowawczy.
    >
    > Na szczescie ojciec nie mogl popelnic zadnego bledu wychowawczego - jak wiekszo
    > sc ojciow w tym kraju wychowaniem dziecka sie nie zajmowala na zadnym etapie.
    >
    > mam propozycje - zanim cos postniesz, przeczytaj jeszcze raz i sprawdz, po ilu
    > stereotypach pojechalas.

    Tully, ponieważ to poniekąd mój wątek, to pozwolę sobie napisać, co już gdzieś powyżej napisałem, że akurat ja się zajmowałem wychowaniem dzieci od uczestniczenia w porodzie, przez wyłączne przewijanie w pierwszych tygodniach życia po udział we wszystkich wydarzeniach, w których udało mi się uczestniczyć.
    Dzisiaj byłem w poradni psychologiczno-pedagogicznej z synem średnim i jego matką. I się załamałem. Matka wygłosiła swój standardowy tekst, jak to syn ma kłopoty z nauką, wolno pracuje, ma dysfunkcje itp. itd. I że trzeba mu załatwić specjalne zaświadczenia do szkoły, żeby zwolnić, ułatwić, pomóc...
    Potem ja opowiedziałem, jak ja to widzę. A na koniec, po 2 godzinach badania syna, pani psycholog wzięła nas na godzinę i powiedziała oficjalnie matce swoje odkrycia, które brzmiały, jakby powtarzała to, co jaj jej powiedziałem ,tylko bardziej zjadliwym językiem. Że od lat mu za dużo ułatwiano, za bardzo próbowano go zwalniać ze wszystkiego... I kazała zrobić dodatkowe badania, żeby stwierdzić, jakie ma braki w programie nauczania. Jest w połowie gimnazjum i dzięki pomocy mamusi nie umie tabliczki mnożenia. Przy czym testy inteligencji wykazują, że jest w środku normy, a dzisiejsze badania potwierdziły moje wcześniejsze przypuszczenia, że wszelkie deficyty praktycznie ustąpiły i zostały jedynie z grafomotoryką (czyli brzydkim, dziecinnym pisaniem) i ze skrzyżowaną lateralizacją (pani psycholog twierdzi, że na tym etapie rozwoju to nie ma znaczenia).
    I dodała, że ma podejrzenie, że od kilku lat nie przyswoił żadnej wiedzy, czyli był z klasy do klasy przepychany. A w obu szkołach (podstawówce i gimnazjum) mamusia prowadzi zajęcia dodatkowe, kontaktuje się regularnie ze wszystkimi nauczycielami. Tylko... Ostatnio nauczyciel od plastyki powiedział mi, że on już ma dosyć, że rozmawiał już z mamą wielokrotnie, ale on się nie zgadza, żeby mój syn nie miał od półtora roku zeszytu do przedmiotu i żeby nie odrabiał żadnych lekcji. Że nie jest udzielnym księciem i musi się przyłożyć chociaż na poziomie zaangażowania...
  • ciociacesia 07.12.10, 09:09
    wow
    --
    To nie jest moja krówka.
  • matematys 07.12.10, 10:13
    ciociacesia napisała:

    > wow
    Prawda, że można się pośmiać? A z tego, że psycholog stwierdziła, że przez zbytnie pomaganie i uwalnianie od obowiązków w szkole chłopak 15 letni ma ogromne zaległości w programie i całkowity brak umiejętności uczenia się mimo, że wszelkie deficyty rozwojowe się zniwelowały prawie do 0? Wyraziła nawet podejrzenie, które zamierza dokładnie zweryfikować, że przez ostatnie 3 lata wiedza syna została dokładnie taka sama a tylko skala poszła w górę...
  • matematys 07.12.10, 00:17
    hedgie napisała:

    > O rety! Można się za głowę złapać. Przeczytałam właśnie wątek Grosz-ka, o który
    > m wspominacie i się załamałam, ale szkoda mi słów na jego komentowanie i na kom
    > entowanie życia seksualnego w ogóle.

    No to ja też przeczytałem... kawałek, bo nie byłem w stanie więcej znieść tego, co ten koleś wypisuje. Słuchajcie, może ja nie jestem facetem, ale jak dla mnie, to to jest jakaś prowokacja. Nie wierzę, żeby normalny człowiek mógł coś takiego pisać.
    Jak można być piewcą przedmiotowych relacji między ludźmi? Ty mi dajesz, ja Ciebie zaspokajam... Ty poużywasz i ja też się zaspokoję...
    Nie, to musi być troll...
  • sebalda 07.12.10, 09:47
    Matematys, jak pisałam juz wyżej, ja kupuję Twoją historię. Nie do końca wiem jeszcze, czy na pewno w rozpadzie Twojej rodziny nie miałeś jednak małego udziału, może nie, może trochę. Ale rzeczywiście nie wyglądasz na faceta, któremu trzeba tak utrudniać kontakty z dziećmi, jak to robi Twoja była. Pytałam gdzieś wyżej, ale mogło Ci umknąć, czy wymagania Twojej żony i jej zachowania (fikuśna bielizna, świece zapachowe, to nie grzech przecież), nie były wołaniem o Twoją uwagę. A może skupiłeś się tak bardzo na dzieciach, że zapomniałeś o swojej żonie jako o kobiecie?
    To jedna sprawa, a druga, to Twoja jednak jednostronna nieco ocena kobiet. Bardzo śmieszny jest dialog w konfesjonale, CZASAMI może tak jest, ale mam nadzieję, że wiesz, że nie ZAWSZE.
    >- Proszę księdza, mój mąż to potwór.
    >- To po co wychodziłaś za potwora?
    >- Jak za niego wychodziłam, to był aniołem.
    >- A, to Ty zrobiłaś z niego potwora...
    >To tak w sprawie oceniania, które z rodziców jest normalne, a które niekoniecznie...

    Historia zna przypadki, kiedy mężczyzna bardzo się starał, kamuflował, zabiegał o kobietę dopóki jej nie zdobył, a potem, po ślubie, wychodziły z niego bardzo nieraz złe cechy. Czy myślisz, że nie ma kobiet, ktore nie miały bladego pojęcia, wychodząc za mąż, że wybranek jest przemocowcem. Ile razy mąż zaczyna bić kobietę dopiero kilka lat po ślubie. A co z agresorami psychicznymi? Nie ma śladu po biciu, a zona i dzieci żyją latami zastraszane, poniżane, wykańczane psychicznie. I gdy kobieta tak traktowana przez wiele lat, z samooceną bliską zeru, jednak wreszcie postanawia uciec od takiego typa, chyba nie dziwisz się, że zrobi wszystko, by nie musieć więcej go znosić i by uchronić przed nim dzieci. Gdy zahukane, zastraszone dzieci, juz poranione psychicznie przez takiego ojca, błagają matkę o to, by nie musiały się już spotykać z takim ojcem, ta mam w imię dobrych stosunków zmuszać dzieci do tych spotkań? Z trudem odbudowuje poczucie swojej wartości u dzieci, a każde spotkanie z ojcem z powrotem to rujnuje, czy takiej sytuacji nie można sobie wyobrazić?

    > Dlaczego matka miałaby mieć prawo do ustalania, że ojciec jest szkodliwy dla
    > dzieci
    Czasami tylko współmałzonek (nie piszmy może kobieta/mężczyzna czy matka/ojciec, bo wszyscy wiemy, że dotyczy to zarówno jednych, jak i drugich) jest w stanie to ocenić. Polecam lekturę książki Toksyczne słowa, tam jest wyraźnie napisane i wiele kobiet to potwierdzi, że agresor psychiczny na zewnątrz, przy ludziach, w towarzystwie, z reguły jest bez zarzutu. Potrafi wyzwać żonę od najgorszych, poniżyc dzieci, by za chwilę, w towarzystwie odgrywać rolę troskliwego męża i ojca. Oni prawie zawsze wyżywają się jedynie w zaciszu domowym, odreagowują stres na najsłabszych i zawsze wybaczających, na najbliższej rodzinie, gdzie indziej już nie muszą, są często duszą towarzystwa i dobrymi przyjaciółmi. Zatem są przypadki, że tylko współmażonek może ocenić, jak jest traktowany, jakim człowiekiem jest druga strona. Nawet nie dzieci, bo one zawsze kochają bezwarunkowo rodzica (do pewnego wieku), ale właśnie wspólmałzonek wie, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami sypialni.
    Ja Ci wierzę, ale proszę, uwierz też pokrzywdzonym kobietom i matkom, bronisz praw ojców, ale też musisz przyjąć, że jest wielu bardzo agresywnych, władczych, poniżających najbliższych mężczyzn i czasami ograniczanie im kontaktów z dziećmi nie jest wyrazem złej woli kobiety, ale konieczności chronienia dzieci przed przemocowcem.
  • matematys 07.12.10, 10:35
    sebalda napisała:

    > Matematys, jak pisałam juz wyżej, ja kupuję Twoją historię. Nie do końca wiem j
    > eszcze, czy na pewno w rozpadzie Twojej rodziny nie miałeś jednak małego udział
    > u, może nie, może trochę. Ale rzeczywiście nie wyglądasz na faceta, któremu trz
    > eba tak utrudniać kontakty z dziećmi, jak to robi Twoja była.
    Dzięki ;-)

    > Pytałam gdzieś wy
    > żej, ale mogło Ci umknąć, czy wymagania Twojej żony i jej zachowania (fikuśna b
    > ielizna, świece zapachowe, to nie grzech przecież), nie były wołaniem o Twoją u
    > wagę. A może skupiłeś się tak bardzo na dzieciach, że zapomniałeś o swojej żoni
    > e jako o kobiecie?
    Sebaldo, wbrew większości na tym forum, uważam, że nie istnieją sytuacje jednoznaczne, a każdy rozpad związku ma przyczyny po obu stronach. Jako pewne uzupełnienie wyjaśnień moich mogę jedynie dodać, że moja ex jest DDA. Ale to nie wpływa na ocenę, że oboje byliśmy niedojrzali jak się pobieraliśmy i oboje mamy swoje zasługi w tym, że sytuacja robiła się nie do zniesienia. Natomiast, co się z tym robi dalej, to już inna sprawa.

    A co do świec itp. to przecież nie one są problemem. Problemem jest stosunek człowieka do człowieka. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale pewnie czułem się wtedy tak, jak większość z pań po przeczytaniu postu kolegi grosz-ka czy jak mu tam. Człowiek jako urządzenie do sprawnego zaspokajania fizjologicznych potrzeb swojego pana i władcy.

    > Historia zna przypadki, kiedy mężczyzna bardzo się starał, kamuflował, zabiegał
    > ...
    Historia zna również przypadki takich matek. Oraz takich, które swoją nadopiekuńczością, szukaniem pocieszenia u dzieci, manipulacjami i kombinacjami doprowadzają dzieci do choroby psychicznej. Statystyki mówią, że przemoc psychiczna częściej występuje ze strony kobiet. Tyle że w formach bardziej wyrafinowanych, niż ze strony mężczyzn. Tylko że te wyrafinowane formy często są znacznie bardziej szkodliwe...

    > Czasami tylko współmałzonek (nie piszmy może kobieta/mężczyzna czy matka/ojciec
    > , bo wszyscy wiemy, że dotyczy to zarówno jednych, jak i drugich) ...
    Ale właśnie tutaj jest istota całej sprawy. Dlaczego jeden współmałżonek miałby mieć prawo do oceniania drugiego w sytuacji, kiedy są skonfliktowani i walczą ze sobą? Jeżeli coś się dzieje nie tak, to trzeba żeby sąd (chociażby przez biegłych) rozsądził. Podejście niektórych osób w tym wątku, że matka ma obowiązek chronić dziecko przed toksycznym ojcem jest objawem właśnie stronniczości. Bo bardzo często to toksyczna matka chroni dziecko pod pretekstem agresji, przed normalnym, ojcem. Ile jest znanych przypadków oskarżania ojca o molestowanie dziecka tylko po to, żeby uzyskać lepsze warunki rozwodu? Nawet wśród znanych osób? Ile jest przypadków że matka się rzuca na ojca, a potem mówi, że on ją pobił? Ile jest takich sytuacji, że nic się nigdy nie wydarzyło, a jedna strona o drugiej opowiada niestworzone historie, które trudno zweryfikować?

    > Ja Ci wierzę, ale proszę, uwierz też pokrzywdzonym kobietom i matkom, bronisz p
    > raw ojców, ale też musisz przyjąć, że jest wielu bardzo agresywnych, władczych,
    > poniżających najbliższych mężczyzn i czasami ograniczanie im kontaktów z dzieć
    > mi nie jest wyrazem złej woli kobiety, ale konieczności chronienia dzieci przed
    > przemocowcem.
    Ja Wam wierzę, że są źli mężczyźni. Podobnie, jak są złe kobiety. Problem jest w tym, żeby ochrona nie była ustanawiana przez jedną ze stron sporu, ale przez kogoś z zewnątrz (oczywiście na wniosek matki/ojca). I żeby ten ktoś z zewnątrz działał w oparciu o rzetelną analizę faktów a nie o stereotypy.

    I pozwolę sobie dodać, chociaż to nieistotne może, że moja ex wielokrotnie rzucała się na mnie z pięściami, rzucała naczyniami itp. I za każdym razem, kiedy złapałem jej pięść, zanim mnie dosięgnęła, byłem oskarżany że ją biję. Nigdy nie robiłem z tego sprawy, bo po pierwsze to by było "niemęskie" a po drugie nigdy nie udało jej się mnie rzeczywiście pobić - mam niezły refleks i jestem dosyć zwinny ;-) W każdym razie nigdy na nią nie podniosłem ręki. Nie przeszkadza jej to teraz opowiadać wszystkim dookoła, że stosowałem wobec niej przemoc fizyczną i psychiczną.
  • urquhart 07.12.10, 10:44
    sebalda napisała:
    > to ocenić. Polecam lekturę książki Toksyczne słowa, tam jest wyraźnie napisane
    > i wiele kobiet to potwierdzi, że agresor psychiczny na zewnątrz, przy ludziach
    > , w towarzystwie, z reguły jest bez zarzutu.(...)
    > Ja Ci wierzę, ale proszę, uwierz też pokrzywdzonym kobietom i matkom, bronisz p
    > raw ojców, ale też musisz przyjąć, że jest wielu bardzo agresywnych, władczych,
    > poniżających najbliższych mężczyzn i czasami ograniczanie im kontaktów z dzieć
    > mi nie jest wyrazem złej woli kobiety, ale konieczności chronienia dzieci przed
    > przemocowcem.

    Wszystko prawda.
    Ale ty Sebaldo nie zapominaj że statystycznie agresorem PSYCHICZNYM są kobiety w związku znacznie częściej, a mężczyźni agesorem fizycznym.
    --
    Kobieta chce wszystkiego od jednego mężczyzny, a mężczyzna jednego od wszystkich kobiet.
  • sebalda 07.12.10, 11:20
    > Wszystko prawda.
    > Ale ty Sebaldo nie zapominaj że statystycznie agresorem PSYCHICZNYM są kobiety
    > w związku znacznie częściej, a mężczyźni agresorem fizycznym.

    Te statystyki mają jakieś rzetelne źródło? Możesz je podać, Urquhart? Matematys też pisze o podobnej statystyce, prosiłabym o jakieś miarodajne informacje, a nie, że tak się Panom wydaje, bo rzeczywiście stereotypy są takie (tak, tak Mateuszu, stereotypy, z ktorymi tak walczysz), że facet bije, ale to kobieta prowokuje swoim zrzędzeniem, czepianiem się, marudzeniem, co panowie nazywają przemocą psychiczną. W Toksycznych słowach autorka wyraźnie pisze (może też nie ma poparcia w twardych faktach, nie wiem), że choć agresja psychiczna zdarza sie też u kobiet, częsciej dotyczy jednak mężczyzn i jej się udało dotrzeć tylko do kobiet, ktore były ofiarami takiej przemocy. Bo przemoc psychiczna to nie jest marudzenie żony, ale stosowana latami metoda wywierania nacisku na stronę przez deprecjonowanie jej odczuć, wmawianie różnych nieprawdziwych rzeczy, wyzwiska, poniżanie, lekceważenie, niekontrolowane wybuchy gniewu, wmawianie złych intencji i tak dalej. Autorka pisze o 90% zjawisku agresji psychicznej ze strony mężczyzn, zakładam, że to jest statystyka zawyżona, ponieważ to kobieta jest bardziej skłonna do tego, żeby o tym mówić, żeby się wyżalić, żeby w końcu szukać pomocy u psychologa i stąd do tegoż dociera więcej informacji na ten temat, niemniej jestem głęboko przekonana, słuchając różnych historii i czytając o nich, że to jednak częściej (może nie dramatycznie częściej, ale jednak) mężczyźni są skłonni do tego, żeby podporządkowywać sobie słabszych, swoje kobiety i dzieci. Kobieta znajduje więcej możliwości do tego, żeby jakoś sobie radzić z frustracją, mężczyzna nie krzyknie na szefa, na ojca, na przyjaciela, tylko na zawsze wybaczającą żonę. Kobieta pójdzie do przyjaciółki się wyżalić, zajmie się domem i dziećmi i część pary z niej wtedy ujdzie, w ostateczności bedzie szukać pomocy w terapii, a facet? Dlaczego to prawie zawsze kobieta jest skłonna ratować związek przez terapię, facet prawie nigdy.
    Matematys, jak Cię lubię, proszę, nie nastawiaj się tak na kobiety, rozumiem Twoje rozgoryczenie, ale nie przeginaj w drugą stronę, Ty też zaczynasz pisać, a co gorsza, myśleć stereotypami. Nie winię Cię, sama też piszę przez pryzmat swoich doświadczeń, to normalne, ale postaraj się o nieco więcej obiektywizmu, dobrze?
  • matematys 07.12.10, 18:32
    sebalda napisała:

    > Matematys, jak Cię lubię, proszę, nie nastawiaj się tak na kobiety, rozumiem Tw
    > oje rozgoryczenie, ale nie przeginaj w drugą stronę, Ty też zaczynasz pisać, a
    > co gorsza, myśleć stereotypami. Nie winię Cię, sama też piszę przez pryzmat swo
    > ich doświadczeń, to normalne, ale postaraj się o nieco więcej obiektywizmu, dob
    > rze?

    Sebaldo,
    przykro mi, że tak odbierasz moje wypowiedzi. Nie odniosłem wrażenia, żebym się nastawiał przeciwko kobietom. Wydaje mi się raczej, że staram się pokazywać, że nie można patrzeć na te sprawy z perspektywy płci. Nie sądzę, żeby to można było traktować jako antykobiece wypowiedzi. Ale jeżeli mi się zdarzyła taka wypowiedź, to po pierwsze przepraszam wszystkie panie a po drugie proszę o wskazanie cytatu, żebym mógł na przyszłość unikać takich przegięć.

    A w sprawie statystyk agresji i stereotypów... Czytałem kiedyś książkę paranaukową na temat wszystkich możliwych rodzajów agresji. I tam były podane informacje o tym, jakie rodzaje agresji u kogo występują najczęściej. Nie jestem w stanie teraz sobie przypomnieć tytułu i autora książki. Chyba ją gdzieś mam w domu, więc jak znajdę, to podam. W każdym razie ja to wiem z drugiej ręki - od naukowca/badacza - a nie ze stereotypów.
  • urquhart 07.12.10, 19:16
    sebalda napisała:
    > Te statystyki mają jakieś rzetelne źródło? Możesz je podać, Urquhart? Matematys
    > też pisze o podobnej statystyce, prosiłabym o jakieś miarodajne informacje, (...)
    > i i tak dalej. Autorka pisze o 90% zjawisku agresji psychicznej ze strony mężcz
    > yzn, zakładam, że to jest statystyka zawyżona, ponieważ to kobieta jest bardzi
    > ej skłonna do tego, żeby o tym mówić, żeby się wyżalić, żeby w końcu szukać pom
    > ocy u psychologa(...)Kobieta pójdzie do przyjaciółki się wyżalić, zajmie się domem i
    > dziećmi i część pary z niej wtedy ujdzie, w ostateczności bedzie szukać pomocy
    > w terapii, a facet?

    Pozostawię Ci dane w wersji bez komentarza, bo boje się jakie konsekwencje może mieć zburzenie bezpiecznego naiwnego obrazu świata z dobrymi kobietami i sprawcami ich niedoli mężczyznami jaki sobie zbudowałaś.
    Cały feminizm w końcu wywodzi się z założenia że to mężczyźni uciskają i krzywdzą kobiety...
    www.ipin.edu.pl/ppn/archiwum/2005/3/t14n3_6.pdf
    www.neurocentrum.pl/biblioteka/promocja_zdrowia/tom3/makara4.doc
    A do kogo nie dociera język akademicki to prostszym językiem dlaczego mężczyźni nie zgłaszają się z tym na policję i policyjne statystyki nie oddają wyników badań:
    menstream.pl/wiadomosci-kobiety/kobiety-ktore-bija-mezczyzn,0,648549.html
    facet.wp.pl/kat,1007819,wid,12312498,wiadomosc.html
  • matematys 07.12.10, 20:32
    No, to ja się czuję zwolniony z szukania źródła. Dzięki ;-)
  • sebalda 10.12.10, 20:57
    Jak tak to wszystko czytam, odnoszę nieodparte wrażenie, że Matematys ma duszę kobiety, a Pani Matka mężczyzny:)
    Mój ojciec, ktory był strasznym dziwkarzem, zdradzal moją mamę, potem zresztą zdradzal swoją druga żonę też, przekazal mi kiedyś starą męską prawdę, której szczerze nienawidzę, a ktora bardzo podoba się mojemu mężowi: "co dzień skłóci, noc pogodzi". Obserwując życie, czytając dziesiątki historii wielu związków, doszłam do wniosku, że ta błyskotliwa prawda dotyczy wyłącznie mężczyzn. Kobieta obrażona, poniżona, wyzwana nigdy nie ma ochoty na seks z dopuszczającym się tego mężczyzną, za to facet w seksie szuka odreagowania, myśli, że tym wszystko zalatwi, że poniżona kobieta natychmiast mu wybaczy i będzie cacy.
    Jesteś pierwszym mężczyzną, ktory mówi, że nie chciał seksu po kłotni, a jego żona wręcz przeciwnie. Robisz na drutach, dzieci są dla Ciebie najważniejsze, jesteś rodzinny, po narodzinach dzieci całkowicie się im oddałeś, żona zeszła na drugi plan w stosunku do dzieci, normalnie wszystkie cechy i zachowania typowo kobiece. Broń Boże nie chcę Cię obrazić, w sumie mi to imponuje, trudno wyobrazić sobie lepszy model, tylko do cholery, dlaczego taki facet musi najczęściej trafić na nieodpowiednią kobietę. To kolejny wątek, w ktorym kobieta nie szanuje i niszczy za dobrego faceta. Dlaczego taki za dobry facet z reguły tak paskudnie musi wdepnąć? Jest tyle kobiet, ktore oddałyby duszę diabłu, żeby mieć takiego męża. Zakładając, że piszesz prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. I że niczego nie ukrywasz przed nami. Czy na pewno nie straciłeś zainteresowania żoną jako kobietą po tym, jak Ci urodziła dzieci? To takie typowe dla facetów, że obwiniają żony o to, że przelały całą miłość na dzieci, a oni poszli w odstawkę, a tutaj jest sytuacja dokladnie odwrotna. Po urodzeniu się dzieci bardzo często rozpadają się małżeństwa, bo mężczyźni nie rozumieją, jak niezwykłą więź czuje kobieta z dzieckiem i jak w pierwszym jego roku musi wiele poświęcić uwagi i uczucia dla tego dziecka, a tu zdaje się, że to Ty poświęciłeś całą uwagę i uczucia dzieciom, ale gdzieś trochę zapomniałeś w tym wszystkim może o tym, że żona jest nie tylko matką, ale też kobietą. Tak zgaduję, choć to wszystko nie tłumaczy tej kobiety, tak samo potępiam mężczyzn, którzy zarzucają żonom, że za bardzo poświęcają się dzieciom.
    To wszystko jest szalenie skomplikowane, a dla mnie intrygujące, bo przeczy utartym schematom damsko-męskim. Twoje oburzenie postawą grosz-ka też dobitnie świadczy o typowo kobiecym pojmowaniu związku. Dla wielu mężczyzn bardzo typowe jest przedmiotowe traktowanie kobiet, Ciebie to mierzi. Ciekawe.
  • matematys 10.12.10, 21:50
    sebalda napisała:

    > Jak tak to wszystko czytam, odnoszę nieodparte wrażenie, że Matematys ma duszę
    > kobiety, a Pani Matka mężczyzny:)
    Sebaldo, może coś w tym jest?

    > Czy na pewno nie straciłeś zainteresowania żoną jako kobietą po tym, jak Ci
    > urodziła dzieci?
    Znaczy dzieci nie urodziły się na raz. To trwało parę lat. Jeden syn, potem drugi, potem córka... W sumie z 6 lat. To znaczy po którym dziecku miałem stracić zainteresowanie? Jakbym stracił po pierwszym, to by został jedynakiem, nieprawdaż? Co prawda żona nie bardzo chciała mieć tyle dzieci i zawsze to był jakiś problem, ale w sumie wszystkie były jakoś tam uzgodnione. Może zgadzała się, żeby coś zrobić dla mnie? Pamiętam jak dziś, kiedy się poczęła córka. Zaczęło się od jej stwierdzenia - zrobimy sobie córeczkę? No i tak się skończyło. A była to jedna noc, kiedy ich odwiedziłem w czasie wakacji (nie miałem tyle urlopu). A przy kolejne wizycie kupowanie testów i pomyślna wiadomość...

    > To wszystko jest szalenie skomplikowane, a dla mnie intrygujące, bo przeczy utartym
    > schematom damsko-męskim.
    Bardzo jestem Ci wdzięczny, że to zauważyłaś. Ja myślę, że jest wiele przypadków, które tym utartym schematom, czyli stereotypom, przeczą. I właśnie z tą informacją próbuję się przebić do świadomości publicznej za pomocą mojego bloga i również tej dyskusji.

    A tak, w formie bonusa, podrzucę dodatkową opowieść, która może pokażę również, że życie jest ciekawsze niż nasze wyobrażenia.
    Znam człowieka, który rozstał się z żoną, z którą miał jednego syna. On zamieszkał w stolicy, matka z dzieckiem na śląsku. On odwiedzał syna, syn twierdził, że chce mieszkać z ojcem. Ale matka była twarda. W końcu syn okazał się też twardy. Uciekł od matki i przyjechał do ojca. Sam, że Śląska do Warszawy. Miał coś między 8 a 13 lat (sorry, n ie pamiętam bardzo dokładnie). Syna zamieszkał z nim on wystąpił do sądu o zalegalizowanie. Jednocześnie matka wystąpiła o zwiększenie alimentów na syna. W sądzie oczywiście wielokrotnie mówił ojciec, że syn mieszka z nim i że toczy się sprawa o zmianę miejsca zamieszkania. Ale sąd i tak podniósł alimenty, które musiał płacić na ręce matki. Może być pięknie w życiu?

    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 10.12.10, 21:55
    tak sebaldo, matematys na pewno nie przeinacza prawdy i na pewno robil na drutach od 3 roku zycia, bo to jest wlasnie ten czas, kiedy matki pozwalaja swoim dzieciom bawic sie ostrymi metalowymi szpikulcami. to przeciez normalne. dzieci maja tez tak cudowna koordynacje ruchowa, ze w tym wieku sa w stanie nauczyc sie robotek recznych. pamietasz jaka w tym wieku twoje dzieci mialy koordynacje ruchowa? jak dopiero uczyly sie rysowac kolka, robily wszystko slamazarnie, wiekszosc rzeczy wypadala im z rak, itd?
    nie twierdze, ze klamie, a na pewno nie o wszystkim, bo tez nie jest tak, ze tylko mowimy prawde albo swiadomie klamiemy. czytam twoje posty i cos sie z toba dzieje dziwnego. czy ty sie do niego wdzieczysz jak pieciolatka? bo wybacz, ale tak to wlasnie wyglada. sluchaj a moze wy powinniscie pomyslec o spotkaniu w realu? teraz to naprawde sie juz nie nabijam.
    wracajac do meritum sprawy- nie klamie, ale jest tak uwiklany w te historie, ze tez to co nam tutaj przedstawia nie jest cala prawda, a jedynie jej ulamkiem, marnym procentem z tego co dzialo sie w jego zyciu i doprowadzilo do tego, ze jego zona tak bardzo go teraz nienawidzi.
  • kkokos 10.12.10, 22:03
    to co nam tutaj przedstawia nie jest cala prawda, a jedynie jej ulamkiem,
    > marnym procentem z tego co dzialo sie w jego zyciu i doprowadzilo do tego, ze j
    > ego zona tak bardzo go teraz nienawidzi.

    a ty skąd to wiesz? jesteś tą żoną?
  • rennie77 10.12.10, 22:12
    na szczescie nie.
    historia matematysa, jak to juz zauwazyly tez inne dziewczyny, posiada wiele niespojnosci i to juz moze swiadczyc o pewnych przeklamaniach. poza tym, kiedy rozstaja sie ludzie z calym bagazem: dziecmi, domem, kredytami i w ogole szeroko rozumianym bagazem emocjonalnym, to zazwyczaj bywa brzydko i kazda ze stron ma swoje racje.
  • kkokos 11.12.10, 08:40
    ennie77 napisała:

    > na szczescie nie.
    > historia matematysa, jak to juz zauwazyly tez inne dziewczyny, posiada wiele ni
    > espojnosci i to juz moze swiadczyc o pewnych przeklamaniach.

    oczywiście. pewne przekłamania i pewne niespójności - pełna zgoda. "mały procent czy ułamek tego, co sprawiło, że jego żona go tak znienawidziła" - niekoniecznie. zakładasz, że wina jest absolutnie po stronie matematysa, a wina żony ma co najwyżej wymiar kosmetyczny.

    poza tym, kiedy ro
    > zstaja sie ludzie z calym bagazem: dziecmi, domem, kredytami i w ogole szeroko
    > rozumianym bagazem emocjonalnym, to zazwyczaj bywa brzydko i kazda ze stron ma
    > swoje racje.

    oczywiście że tak. ale mimo iż tak piszesz, to tak naprawdę zakładasz, ba, jesteś głęboko przekonana, że (powtórzę): wina jest absolutnie po stronie matematysa, a wina żony ma co najwyżej wymiar kosmetyczny.
    nie przyjmujesz do wiadomości istnienia wrednych bab na świecie? istnieją. nie mógł matematys trafić na taki egzemplarz? mógł.
    oczywiście, że matematys jakoś tam się wybiela, ale z pewnością nie jest przeciętnym "ojcem po rozwodzie, co założył drugą rodzinę i się uchyla". rozumiem twoje parszywe doświadczenia; wszyscy znajomi ojca mojego dziecka też wiedzieli, że jest najcudowniejszym ojcem na świecie i tak o synka dba i się przejmuje, podczas gdy ja jestem wredną suką niedającą dziecka na wakacje - a tymczasem potrafił się do kilkulatka nie odezwać przez wiele miesięcy, a od szkolniaka oczekiwał, że to on będzie do tatusia dzwonił, a jak nie, to nie, trudno. niemniej przeciętnemu tatusiowi dbającemu po prostu o swój image u znajomych nie chciałoby się brnąć tak bardzo (blog, wiecznie sąd itd.) jak matematysowi i dlatego nie przypuszczam, by prawda była bardzo odległa od tego, co pisze. zapewne wybiela siebie - ale nie znaczy to, że żonę oczernia.
  • rennie77 11.12.10, 10:25
    oczywiscie, ze wiem o istnieniu zlych ludzi obu plci. mam 33 lata, przez kilka lat samotnie wychowywalam dziecko. wiem jaki bywa swiat.
    nie zakladam, ze wina zony ma wymiar kosmetyczny. mysle, ze ona faktycznie utrudnia mu teraz kontakty z dziecmi, ale zastanawiam sie jak to sie dzieje, ze kobieta ma z kims 3 dzieci, zapewne na przestrzeni kilku czy kilkunastu lat, zyje z nim, a pozniej nie chce z nim nawet rozmawiac? byla dobra przez wiele lat i po prostu sie zmienila? tak sama z siebie? nagle? naprawde mam uwierzyc, ze przez wiele lat byla w zwiazku, a pozniej przez czysta fanaberie postanowila zostac z trojka dzieci i calym tym bajzlem? uzerac sie o alimenty, co chwile ladowac w sadzie, kontaktowac sie z komornikami z czystej niezawinionej niczym zlosci? tak, zeby tylko zniszczyc faceta, ktorego kochala przez wiele lat i urodzila mu 3 dzieci?? ok, to przyznaje, ze nie do konca wierze w taka historie. tak, mam pewne watpliwosci.

    on sie uchyla od placenia na dzieci alimety, ale robi to sprytnie, argumentujac, ze potrzebuje dla dzieci czasu (ilu ludzi ciezko pracuje i jednoczesnie znajduje czas dla swoich dzieci kosztem wlasnego snu i wypoczynku?), ze nie pieniadze sa najwazniejsze (on ma 4 dzieci!). faktem jest, ze sie jednak uchyla. sam wykopal pod soba dolek, ale potrafi tak fajnie to wszystko odkrecic, ze staje sie nagle rzecznikiem spraw ucisnionych ojcow. tacy bywaja, tylko ja nie wierze, ze on tak naprawde do nich nalezy.
    notabene moj znajomy jest informatykiem, po trzydziestce, zostal zwolniony z jednej pracy i trwalo to chyba ze 2 miesiace zanim znalazl prace, ale znalazl. pisal cv, wysylal, chodzil na rozmowy i udalo sie. pracuje po 8h dziennie i zarabia grubo powyzej sredniej krajowej.
    da sie?
    moj eks wmawial mi: 'wysylam cv, szukam pracy', a pozniej 'pracuje bardzo ciezko, 7 dni w tygodniu'. to samo mowil swojej matce i znajomym, ktorzy zostali w jego rodzinnym miescie. wyslal cv moze ze 3 razy, a na facebooku znalazlam wpis: 'bawie sie prawie codziennie, opuszczam mnostwo dni w pracy, ha ha ha'. za jakis czas spotka pewnie jakas kobiete, moze troche sie zmieni, przestanie troche imprezowac i wtedy zacznie ja przekonywac, ze ona jest ta 'dobra kobieta', a ja jestem wstretna, bo przeciez daje sobie rade, ale utrudniam mu kontakty z dzieckiem, chce od niego pieniedzy, itd. okaze sie, ze on sie zajmowal dzieckiem, ze byl blisko, choc gdyby zazadac przedstawienia faktow czy byc obserwatorem tego co sie wtedy dzialo, wiedzialoby sie, ze sytuacja byla zgola inna.
    moze tez skonczy kiedys na takim forum i nagle okaze sie, ze jest wzorem dla innych ojcow :).
  • sebalda 11.12.10, 11:19
    Wiesz, Rennie77, lubię Cię, fajnie piszesz, masz często dużo racji w tym co piszesz, ale są trzy rzeczy, na ktore chciałabym Ci zwrócić uwagę. Po pierwsze, trudno Ci uwierzyć w czystą, ludzką, bezinteresowną złośliwość, a mi niestety nie jest trudno. Wątek niejakiej la_extranjery (forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119057447,119057447,Nie_potrafie_szanowac_partnera_Jak_to_zmienic_.html) jest tego żywym dowodem. Są osoby, ktore strasznie denerwują ludzie dobrzy, łagodni, cierpliwi. Znałam kiedyś faceta, który był bardzo spokojny, był nieuleczalnym romantykiem, uwielbiał synka, żonę nosił na rękach, do tego wszystko robil w domu, bo to uwielbial. Niestety uwielbial do tego stopnia, że byl pedantem. Wtedy sie o tym nie mówiło, ale może miał nerwicę natręctw, a może tak byl wychowany, może po prostu miał jakiś pierwiastek kobiecy w sobie. Sama nie jetem pedantką i wyobrażam sobie, jak trudne może być życie z takim pedantem. Tamto małżeństwo, mimo że z wielkiej miłości jeszcze szkolnej, rozpadło się, bo kobieta zaczęła go zdradzać, gardziła nim otwarcie, w końcu zażądała rozwodu. Po rozwodzie też go gnębiła. Są kobiety, ktore gardzą za dobrymi facetami, oni są w ich oczach za mało męscy, ciapowaci, beznadziejni. Mało historia zna takich przypadków, że taka ucieka do łajdaka i choć ten ją pierze i lekceważy, to ona go kocha nad życie. Te wszystkie powieści i filmy na ten temat muszą mieć jakieś pierwowzory w życiu;)
    Druga rzecz, to praca. Nie wiem, w jakim mieście mieszka Matematys, ale w Warszawie najtrudniej jest o pracę ludziom, ktorzy wcześniej piastowali wysokie stanowiska. Za dobre referencje? Nie wiem. Naprawdę znam takich. A ja jeszcze rozumiem, że Matematys nie ma studiów, bo w szkole miał ciekawsze rzeczy do robienia;) I tu już naprawdę zaczynają się schody. Ja też znam takie genialalne dziecko, co to wszyscy w rodzinie myśleli, że dostanie w przyszłości Nobla, a jemu zwyczajnie kompletnie nie zależało na szkole, chciał się szybko usamodzielnić, dostał się po maturze do fajnej, wesołej pracy (to było ponad ćwierć wieku temu, wtedy jeszcze nie patrzyło się aż tak na papierek), było mu dobrze, a potem już mu się nie chciało niczego zmieniać. Wyjechal za granicę, zwiedził pół świata. Dziś pracuje jako fachowiec, kładzie dachy, glazurę. ociepla domy itp. Twierdzi, że to lubi. Akurat. Niemniej robi to w Stanach, nieźle z tego żyje ten niedoszły noblista. Jeśli Matematys nie ma dyplomu, może mieć faktycznie trudności ze znalezieniem dobrze płatnej pracy.
    Trzecia rzecz, jednak za bardzo patrzysz przez pryzmat swojego doświadczenia. Ja też mam nie najlepsze doswiadczenia, innego rodzaju, ale naprawdę nie najlepsze, dlatego jak facet skarży się na żonę, zawsze jestem nieco podejrzliwa, zadaję pytania. Ale nie można oceniać tylko na podstawie swoich doświadczeń. Nie można też ulegać stereotypom. Wydawać by się mogło, że stara prawda o tym, że w związku zawsze winne są obie strony, jest taka niezwykle mądra i życiowa. A guzik z pętelką, malo tu przykładów związków z przemocowcem? To są typowe przykłady na to, że żona może być nalepsza, a taki kij zawsze znajdzie. Ja wolę powiedzonko: bo zupa byla za słona. Każdy patrzy po swojemu, ale czasami warto starać się o więcej obiektywizmu.
    A ocena mojego wdzięczenia się i zarzekanie przez Matematysa, że jest wiernym do bólu monogamistą - bezcenne:))) I też jakoś świadczy o jego naiwności i prostoduszności, nieprawdaż?
  • rennie77 11.12.10, 11:59
    dla mnie raczej o tym, ze sobie pochlebia ;).
    sebaldo dziekuje ci, choc niczym sobie na to 'lubienie' nie zasluzylam.
    wierze w to, ze czlowiek powinien byc rozsadny. kazdy wie, ze nic nie trwa wiecznie. ludzie w siebie inwestuja, koncza kolejne kursy, studiuja. juz bedac samotna matka (z dwuletnim dzieckiem) zdalam ostatni certyfikat cambridge z angielskiego, a pozniej zaczelam sie uczyc kolejnego jezyka. mysle o kolejnych studiach, pracuje na etacie i jeszcze w domu. pewnie, ze czasem jest ciezko. stop- czesto jest ciezko, ale tak mi sie ulozylo zycie. mam male dziecko i zdaje sobie sprawe, ze jestem za nie odpowiedzialna, nawet odpowiedzialna w dwojnasob, bo jego ojciec jest zyciowo nieporadny, jest leniem i lajdakiem. nigdy nie jest za pozno na to, zeby sie soba zajac... zamiast 'decydowac sie' na czwarte dziecko.
    pierwiastek kobiecy w mezczyznie? nie drazni o ile nie jest tego za duzo i facet potrafi byc tez meski, chodzi tu chyba o rownowage. ja sama znalam tez zyciowe ciamajdy, facetow, ktorzy zachowywali sie jak 'kobiety' i doprowadzali tym swoje partnerki do szalu. zakladam, ze kobieta wiazac sie z mezczyzna chce miec w domu mezczyzne, a nie druga kobiete czy raczej jej imitacje. w sytuacjach, ktore znam chodzilo zreszta o klopoty z wytyczaniem swoich granic. to osoby, ktore czesto przyjmuja w zwiazku pozycje ofiary, ale za tym tez kryja sie pewne rzeczy. bycie ofiara zwalnia z obowiazku posiadania pomyslu na siebie, ksztaltowania siebie, wlasnego rozwoju, itd. mozna wtedy zwalic wszystko na zlego partnera i po sprawie. jednak zazwyczaj takie osoby po rozstaniu albo zaczynaja sobie swietnie radzic, albo tez szukaja kolejnego partnera, ktory pomoglby im wejss w te dobrze znana role.
    tak czasem jest, ze przyciagamy zlych partnerow, a pozniej za to placimy. zazwyczaj ludzie orientuja sie w tym jeszcze przed trzecim dzieckiem ;). matematys zreszta jest sprytny, elokwentny, inteligentny. nie wierze, ze bylby w stanie, nawet gdyby bardzo tego chcial, wejsc w zwiazek ze 'zla kobieta', wytrzymac z nia wiele lat i splodzic 3 dzieci. o nie, on ewakuowalby sie z takiego zwiazku znacznie wczesniej :).
    moj kolega mieszka w wawie. przez dluzszy czas zajmowal wazne stanowisko w duzej miedzynarodowej firmie, ale sie skonczylo. dostal wypowiedzenie, niewielka odprawe i musial sobie jakos poradzic.
  • sebalda 10.12.10, 22:32
    Droga Rennie77, ciekawie prawisz. Rzeczywiście nie zwrociłam uwagi na te druty od 3 roku życia:) Ciekawe spostrzeżenie.
    Chyba się nie wdzięczę do Matematysa, ale nie przeczę, że taka wizja faceta bardzo mnie ujmuje:) Znaczy przy załozeniu, że mowi prawdę, to jest ideałem, odwrotnością mojego męża, super facetem:) Te opowieści o zajmowaniu się dziećmi zaraz po ich urodzeniu Ciebie nie ujęly? Jakby Matematys miał znacznie młodszego brata do siebie podobnego, to nie mialabym nic przeciwko takiemu zięciowi. Tyle w kwestii wdzięczenia się:)
    Z jednej strony ja pewne niespójności też widzę, ale może dlatego, że nikt nie jest jednowymiarowy, nie wiem. Z drugiej mimo swojej niechęci do wielu facetów, mimo że będę sie upierała, że to jednak częściej mężczyźni stosują przemoc zarówno fizyczną, jak i psychiczną, to mam świadomość, że na świecie są też wyjątkowo wredne kobiety. Niektóre z nich są zdolne nawet do bezinteresownej złośliwości. Jest na forum (Brak) Seks(u) w małżeństwie taka laska, które nie umie szanować wyjątkowo dobrego i prawego (jak sama twierdzi) męża, w związku z czym go zdradza, ile wlezie. Chyba wklejałam już ten wątek, masakra. Są kobiety, które nie lubią facetów spokojnych, miękkich, łagodnych i potrafią takich niszczyć na wszystkie sposoby. I to właśnie jest takie wkurzające, że powstają takie pary.
    A może ja chcę wierzyć, że są na świecie tacy dobrzy faceci? Może dlatego się trochę wdzięczę? Sama nie wiem.
  • rennie77 10.12.10, 22:54
    pewnie, ze istnieja, sama z takim jestem ;). tyle, ze on wcale nie jest idealnym idealem ;)).
  • matematys 10.12.10, 23:03
    rennie77 napisała:

    > pewnie, ze istnieja, sama z takim jestem ;). tyle, ze on wcale nie jest idealny
    > m idealem ;)).
    Na szczęście idealne ideały nie istnieją na świecie. To by było straszne...

    --
    nocotytato.org.pl
  • matematys 10.12.10, 23:03
    rennie77 napisała:

    > na pewno robil na drutach od 3 roku zycia, bo to jest wlasnie ten czas, kiedy matki
    > pozwalaja swoim dzieciom bawic sie ostrymi metalowymi szpikulcami. to przeciez
    > normalne. dzieci maja tez tak cudowna koordynacje ruchowa, ze w tym wieku sa
    > w stanie nauczyc sie robotek recznych.
    Nie chciałbym się porównywać do mistrza, ale nie wiem, czy wiecie w jakim wieku Mozart dawał koncerty fortepianowe czy klawesynowe...
    A ja z całą pewnością robiłem na drutach zanim urodziła się moja siostra. Urodziła się, jak miałem 4,5 roku. No to może nie od 3, ale od 3,5, a może od 3,9, a może od 4,1... Z tego, co mi wiadomo, nie prowadzimy tu badań nad wiekiem w jakim można robić na drutach czy szydełkiem, ale zajmujemy się czymś innym. Więc tak rzuciłem te 3 lata bez głębszego zastanowienia, ale jak to takie ważne, mogę poprosić mamę, żeby mi przypomniała, kiedy mnie uczyła... Do podstawówki poszedłem jak miałem 6,5, ale po dwóch miesiącach mnie przenieśli do 2 klasy, bo już umiałem wszystko, czego się uczyli w pierwszej. Czytać, pisać itp. Za to w liceum powtarzałem klasę, bo miałem ciekawsze zajęcia niż nauka. Zresztą nigdy nie zajmowałem się zbytnio nauką, odkąd poszedłem do szkoły.
    Jeszcze jakieś pytania?

    > czy ty sie do niego wdzieczysz jak pieciolatka?
    Nie wiem, jak się wdzięczą pięciolatki, ale mogę zapewnić co do jednego. Pisałem już zresztą gdzieś tutaj o tym. Jestem seryjnym monogamistą na ostatniej prostej. Nigdy w życiu nie miałem koncepcji zdradzania partnerki. Nawet, kiedy ktoś mnie w jakiś sposób pociągał czy intrygował (znaczy jakaś kobieta) i kiedy były wszelkie możliwości, to ja nie mogłem. Wierność jest moją poważną przywarą. Kiedyś nawet ktoś się na mnie za to obraził i to poważnie...
    Zatem wszelkie wdzięczenie jest z góry skazane na niepowodzenie.

    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 10.12.10, 23:15
    pieciolatki nie wdziecza sie chyba w sensie seksualnym, wiec nie to mialam na mysli.
    i prosze nie wyjezdzaj tu z mozartem- w wieku pieciu lat rozpoczal chyba nauke gry na klawesynie, a w wieku szesciu lat koncertowal. porownaj sobie przecietnego trzy- i pieciolatka, a zauwazysz ogromna roznice.
    nie prowadzimy tu zadnych badan, po prostu czytajac cie staramy sie tez stwierdzic czy informacje jakie nam podajesz sa wiarygodne.
  • matematys 11.12.10, 00:33
    rennie77 napisała:

    > porownaj sobie przecietnego trzy- i pieciolatka, a zauwazysz ogromna roznice.
    A na jakiej podstawie zakładasz, że ja jestem przeciętny?Dlaczego uważasz, że nie mogłem się nauczyć robić na drutach kiedy miałem 3 lata i 11 miesięcy? Albo mając 4 lata i miesiąc?
    Jak widzę, co umie robić mój syn w wieku 2 lat i 2 miesięcy, to myślę, że nie jest daleko od robienia na drutach... Zresztą moje starsze dzieci też mają całkiem spore zdolności manualne.

    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 11.12.10, 08:18
    ojej, zmuszasz mnie do jakichs osobistych wycieczek. skoro jestes taki genialny i dobry to jakim sposobem straciles prace, nie umiesz znalezc lepszej, nie potrafisz sam sie utrzymac i placic alimentow na swoje dzieci, i na dodatek udalo ci sie tak popsuc relacje z kobieta, ktora zawsze cos bedzie w twoim zyciu znaczyla, bo jest twoja byla zona i ma z toba 3 dzieci?
    nie zakladam, ze jestes przecietny. mysle, ze posiadasz wiele ponadprzecietnych zdolnosci podobnych do tych, ktore posiada moj eks. niektorzy z jego dalszych znajomych mysla nawet, ze syn mieszka z nim, choc on sam mieszka akurat w anglii i widuje dziecko raz czy dwa razy do roku. o tym, ze wszyscy sadza, ze jest cudownym ojcem, zajmuje sie wlasnym dzieckiem, itd., to juz nawet nie bede sie rozwodzic, bo nie ma nad czym. z kilku wspomnien o dziecku, informacji otrzymanych ode mnie (kiedy juz raz na rok sie do nas dodzwoni), opowiesci znajomych, filmow oraz bog wie czego potrafi wydziergac tak lzawe opowiesci o swoim ojcostwie, ze wszyscy mu wierza, ze jest super ekstra ojcem, pokrzywdzonym przez byla, ktora go niszczy i broni mu dostepu do dziecka :).
  • matematys 11.12.10, 11:25
    OK. Rennie77, teraz rozumiem, dlaczego wszyscy mężczyźni są źli. I już się nie odzywam. A nie, jeszcze zapytam, czy uważasz, że zdolności manualne są podstawą udanego małżeństwa i kariery zawodowej? Bo ja pisałem o moich zdolnościach manualnych, które poddawałaś w wątpliwość...
    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 11.12.10, 12:09
    teraz to juz nie wiem o co pytasz...
    napisales, ze nie jestes przecietny, wczesniej zaczales szkole i szybko awansowales do drugiej klasy, bo grubo przed rowniesnikami potrafiles czytac i pisac. dodawszy do tego te niesamowite zdolnosci manualne, to, ze jestes nieglupim facetem (to akurat stwierdzam na podstawie tego watku), potrafisz sie wyslowic, wyluszczyc swoje racje, argumentowac, masz chyba jakies zdolnosci matematyczne skoro jestes informatykiem, doswiadczenie... taaak, wszystko to jakos nie sklada sie na obraz faceta-ofiary. to skad jestes teraz w swoim zyciu w takim wlasnie miejscu?
    nie wszyscy faceci sa zli, ale tez nie wszyscy sa dobrzy. podobnie rzecz ma sie z kobietami.
  • matematys 11.12.10, 12:39
    rennie77 napisała:

    > nie wszyscy faceci sa zli, ale tez nie wszyscy sa dobrzy. podobnie rzecz ma sie
    > z kobietami.
    No właśnie. I tego się trzymajmy. I każdy popełnia czasem błędy. Ja popełniłem co najmniej dwa poważne błędy. Pierwszy to było moje pierwsze małżeństwo. Drugi, to pewna decyzja zawodowa, która spowodowała w konsekwencji, że na rozesłane dobrze ponad 100 cv dostałem jedną odpowiedź telefoniczną bez kontynuacji. Jednak pracuję i zarabiam jakieś pieniądze, znajomi pomogli coś znaleźć, więc może nie jest tak tragicznie?

    --
    nocotytato.org.pl
  • rennie77 11.12.10, 14:03
    czekaj, ale to ty pisales, ze jest tragicznie, bo jestes zadluzony po uszy i gdyby nie rodzice i 'dobra kobieta', to wyladowalbys na ulicy. to jest czy nie jest?
  • matematys 11.12.10, 14:29
    rennie77 napisała:

    > czekaj, ale to ty pisales, ze jest tragicznie, bo jestes zadluzony po uszy i gd
    > yby nie rodzice i 'dobra kobieta', to wyladowalbys na ulicy. to jest czy nie je
    > st?
    Jest tragicznie, bo jestem zadłużony i co miesiąc zadłużenie rośnie. Nie jest tak, żebym nie pracował i się nie starał.

    --
    nocotytato.org.pl
  • verdana 11.12.10, 16:05
    W dawnym wieku XIX wszystkie dziewczątka, zamjieszkałe w domu dla podrzutkow księdza Boduena miały obowiazek od ukonczenia trzech lat wyrabiać na drutach pończoszki. Czyli jak najbardziej dzieci w tym wieku mogą robić na drutach.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • rennie77 11.12.10, 19:39
    nie wiem co dokladnie podrzutki z tego domu robily, na pewno nie mogly byc biegle w robieniu na drutach, bo w tym wieku dzieci maja niedostatecznie wyksztalcona motoryke, zeby temu podolac. mogly w jakis sposob uczestniczyc w robieniu ponczoch, ale nie mogly ich robic. wiem, ze dzieci ciut starsze mozna juz uczyc tzw. finger knitting i pewnie 5-6 latki moga juz robic na drutach.
    tyle w tej kwestii. oczywiscie mozemy zaraz dyskutowac o tym co w ogole oznacza 'robienie na drutach', bo na przyklad wiekszosc ludzi uwaza, ze potrafi malowac (trzymac w reku pedzel) czy spiewac (wydawac z siebie jakies dzwieki), a jednak nie jest to do konca pewne.

    matematys zycze powodzenia w szukaniu lepiej platnej pracy, jesli sie na to zdecydujesz. mam nadzieje, ze powoli jakos ci sie to wszystko pouklada. zegnalam sie w tym watku juz kilka razy i mam nadzieje, ze teraz robie to po raz ostatni ;).
  • verdana 12.12.10, 15:56
    Robiły na tych drutach. Podobnie jak trzyletni żydowscy chlopcy uczyli sie czytać i pisać - i dawali radę. Takie są fakty - trzylatki robiły na drutach i tyle. W tym wieku w "dobrych domach" uczono też szyć i cerować. Teraz pięciolatek nie przewinie i nie nakarmi niemowlęcia, a kiedys to było na porzadku dziennym.
    Nie wiem, jakiej jakosci byly te pończoszki , podejrzewam, ze fatalnej. Ale być moze perspektywa lania , glodzenia i td. bardzo przyspiesza rozwój:(
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • matematys 12.12.10, 19:21
    A teraz trzeba urządzać akcje daj dziecku plastelinę, żeby ręce nawykłe do myszki lub touchpada mogły się nauczyć pisać czy rysować. Kiedyś świat był inny, a dzieci szybciej się uczyły zawodu i dojrzewały.
    --
    nocotytato.org.pl
  • hedgie 07.12.10, 12:07
    Zabrałam głos w tym wątku, bo rozumiem ojca, który go założył. Mój niemąż jest w podobnej sytuacji. Trafiłam tutaj przypadkiem, szukając w googlu informacji na temat alimentów i kontaktów z dziećmi.

    Nie jestem chodzącym ideałem, jak ktoś tutaj podejrzewa. Właśnie dlatego, że uznaję swoje prawo do błędu - również błędu w ocenie eksa, sytuacji, dzieci, mojego stosunku do tego wszystkiego - jestem bardzo ostrożna w stawianiu kategorycznych ocen i stosowaniu radykalnych rozwiązań. Nigdy bym się nie posunęła do ograniczania ojcu kontaktu z dziećmi, a gdybym uznała, że muszę go ograniczyć to starałabym się to zrobić zgodnie z prawem. Po to, by mieć ogląd sytuacji z zewnątrz. Bo nie muszę mieć racji. Uważam, że ocena faceta jako męża to co innego niż ocena faceta jako ojca. Fatalny mąż może być fantastycznym ojcem. Nie jestem nastawiona wrogo wobec kobiet. Jestem nastawiona wrogo wobec manipulacji, wciągania dzieci w rozgrywki dorosłych, robienia z dzieci zakładników, ustawiania ich w konflikcie lojalności wobec rodziców, zwierzania się dzieciom, traktowania dziecka przedmiotowo, uznawania, że dziecko to emanacja mojego ja, a nie osobna istota. Tak się składa, że celują w tym kobiety. Uważam, że rozwód to dostateczna trauma dla dzieci, nie trzeba im dokładać nowych. Nie opowiadam się po stronie kobiet ani mężczyzn. Opowiadam się po stronie dzieci.

    Ludzie się rozwodzą z wielu przyczyn. Nigdy wina nie jest po jednej stronie, chyba że od początku po jednej stronie nie było uczucia, wtedy może tak. Mam wiele żalu do mojego eksa i on do mnie pewnie też. Rozstaliśmy się głównie z powodu dzieci, bo delikatnie mówiąc nie był zaangażowanym ojcem. Gdybyśmy nie mieli dzieci, zwłaszcza dziecka niepełnosprawnego, bylibyśmy świetną parą. Po rozwodzie eks bardziej się stara i jest lepszy dla dzieci. Może to jakiś paradoks, nie wiem. Ale potrafię to docenić. Dla dobra dzieci potrafimy współpracować odkładając własne emocje na bok. Choć gdyby nie dzieci każde z nas by poszło swoją drogą.

    Odebrałam od życia wiele trudnych lekcji i przyjęłam je z pokorą. Mam niepełnosprawne autystyczne dziecko i to paradoksalnie bardzo otworzyło mnie na innych i na świat. Wiem, że nie jestem najważniejsza i nigdy nie byłam. Nie mam monopolu na racje, bo nikt go nie ma.

    Szkoda czasu na wojny z eksami. Życie jest tu i teraz. Na tym chyba skończę swoją obecność tutaj. Pozdrawiam was wszystkich i życzę samych szczęśliwych chwil.
  • sebalda 07.12.10, 13:23
    Hedgie, bardzo mądrze w sumie prawisz i jako kobieta, choć z bólem serca i skruchą, muszę przyznać, że rzeczywiście kobiety przodują w manipulowaniu dziećmi przeciwko byłym mężom. Można by się pokusić o analizę, dlaczego tak się dzieje, ale co to zmieni? To jeszcze jeden kamyczek do ogródka obciążeń, jakie niesie ze soba dzieciństwo. Rodzice skłóceni, ale trwający przy sobie dla dobra dziecka: źle, rozwód, rozpad rodziny: źle, fatalne wzorce pożycia małżeńskiego: źle, samotne rodzicielstwo i brak wzorców: źle. Może świat byłby lepszy, gdyby więcej osób miało takie podejście jak Twoje. Ale tylko w idealnym świecie i pod warunkiem, że mąż nie jest baranem, pijakiem, awanturnikiem, pieniaczem, a kobieta ma tyle rozsądku co Ty. Niestety, wszyscy wiemy, że w prawdziwym świecie tak nie jest albo jest niezwykle rzadko.
    Wojny z eksami są okropne i wyniszczające dla wszystkich stron, tylko że czasami są one niestety niebezpodstawne i o tym piszą niektóre kobiety na tym forum. To przykłady, o których pisały w konteksie uchylania się od płacenia alimentów i braku zainteresowanie dziećmi w ogóle, nie tylko w kwestiach materialnych. To całkowity zanik zainteresowania dzieckiem po założeniu nowej rodziny. Samotna matka czasami nie musi wymyślać historii oczerniających tatusia, on sam na to pracuje bardzo intensywnie, żeby dziecko go znienawidziło.
    I jeszcze jedno. Wracam do kwestii osobników agresywnych. Nie wiem, czy zgłębiałaś temat, ale w takich związkach z reguły nie jest tak, że obie strony są winne. To małżonek stosujący przemoc wmawia winę drugiej stronie. Wybucha, wyzywa, poniża z najbłahszego powodu albo z wyimaginowanego powodu, nieustannie wmawiając ofierze, że to ona sprowokowała. I ona w to w końcu zaczyna wierzyć. Jest współuzależniona i robi wszystko, by tylko tyrana nie zdenerwować, co oczywiście jest skazane na niepowodzenie, bo jak się chce uderzyć, kij się zawsze znajdzie. Na tym forum są dziesiątki takich historii. Kobieta pisze: co ja robię nie tak? A może to ja coś źle robię? A jak się wczytamy, to widać na kilometr, że mąż to wyżywający się na bezbronnej kobiecie przemocowiec. Czy wtedy też napiszesz, że wina zawsze jest po obu stronach. Piszesz: "jestem bardzo ostrożna w stawianiu kategorycznych ocen i stosowaniu radykalnych rozwiązań"? Otóż nie, czasami trzeba postawić kategoryczną ocenę: jestem ofiarą przemocy psychicznej i czasami można próbować zastosować rozwiązanie mniej kategoryczne, czyli terapię, a czasami bardzo kategoryczne, wiemy jakie. Przez wmawianie kobiecie, że w związku zawsze winne są obie strony, są na świecie bardzo liczne rzesze ofiar przemocy psychicznej, zmęczonych, upokorzonych, zahukanych, całkowicie pozbawionych wiary w siebie kobiet, a przy okazji ich dzieci. I tu ja też opowiadam się po stronie dzieci właśnie, bo wiem, jaki bagaż poniosą one w przyszłe życie po latach wychowywania się w takiej rodzinie. I wtedy jednak jestem za kategorycznymi rozwiązaniami, sorry.
  • matematys 07.12.10, 18:45
    sebalda napisała:

    > Przez wmawianie kobiecie, że w związku zawsze winne są obie strony, są na świecie
    > bardzo liczne rzesze ofiar przemocy psychicznej, zmęczonych, upokorzonych, zahukanych,
    > całkowicie pozbawionych wiary w siebie kobiet, a przy okazji ich dzieci. I tu ja też
    > opowiadam się po stronie dzieci właśnie, bo wiem, jaki bagaż poniosą one w przyszłe życie
    > po latach wychowywania się w takiej rodzinie. I wtedy jednak jestem za kategorycznymi
    > rozwiązaniami, sorry.

    Sebaldo,
    A ja na to staram się patrzeć szerzej. Jeżeli widzę facetów, którzy szukają super lasek do ciągłych baletów a po ślubie się dziwią, że one nie są dostojnymi matronami i że je ciągle gdzieś nosi, to ja uważam, że facet sam jest sobie winien. Mimo, że w ostatecznym rozrachunku to ona go wystawiła do wiatru. Myślę, że to może też działać w drugą stronę. Nie chcę tutaj pisać jakichś przykładów, żeby kogoś nie urazić. Ale sądzę, że poza przypadkami ukrytej lub nagle powstałej choroby psychicznej, wina nigdy nie jest po jednej stronie.
  • grosz-ek 08.12.10, 02:39
    .. w dyskusję

    > No to ja też przeczytałem... kawałek, bo nie byłem w stanie więcej znieść tego,
    > co ten koleś wypisuje. Słuchajcie, może ja nie jestem facetem, ale jak dla mni
    > e, to to jest jakaś prowokacja. Nie wierzę, żeby normalny człowiek mógł coś tak
    > iego pisać.
    > Jak można być piewcą przedmiotowych relacji między ludźmi? Ty mi dajesz, ja Cie
    > bie zaspokajam... Ty poużywasz i ja też się zaspokoję...

    No widzisz, i tu być może mamy przyczynę, z powodu której rozleciało Ci się małżeństwo. Rolę męża dla swojej żony postawiłeś "hen gdzieś daleko" za rolą ojca i chodzącego bankomatu. Do tego dołożyły się relacje z teściami - i bum - żona poszła w tango, a Ty zostałeś sam. Przestałeś być mężczyzną dla swojej kobiety, przestałeś stawać na wysokości zadania. Ona próbowała - świece, bielizna i te rzeczy - ale Ty uznałeś, że kompleksy w tej materii są cenniejsze. Efekt masz taki, jaki masz: skopane życie i nieciekawą przyszłość.

    Cóż, mnie się tego wszystkiego udało uniknąć. Być może właśnie dlatego, że miałem takie podejście, jakie zaprezentowałem w swoich wątkach. Ale życie przede mną i jeszcze wiele okazji do popełnienia błędów. Być może będziemy mieli jeszcze szanse skonfrontować swoje doświadczenia i czegoś od siebie się nauczyć.
  • tully.makker 08.12.10, 12:15
    Nie znasz sytuacji autorki tamtego watku. Ci, co znaja, wiedza, ze dla tych dzieci brak kontaktu z ojcem jest blogoslawienstwem.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 08.12.10, 12:37
    tully.makker napisała:

    > Nie znasz sytuacji autorki tamtego watku. Ci, co znaja, wiedza, ze dla tych dzi
    > eci brak kontaktu z ojcem jest blogoslawienstwem.

    Tully,
    jakoś nie zauważyłem, żebyś miała problemy z wyrażaniem swojej opinii z powodu braku informacji... A to, czy brak kontaktu z ojcem jest błogosławieństwem można stwierdzić, jak sie zna ojca i dzieci, a nie tylko relację matki.
  • tully.makker 08.12.10, 13:26
    jak sie zna ojca i dzieci, a nie tylko relację matki.

    Przyjmij do wiadomosci,z e znam te rodzine i jej problemy na tyle, by wiedziec, ze zarowno corka jak i autorka watku maja racje unikajac kontaktow z tym czlowiekiem.


    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 09.12.10, 20:13
    tully.makker napisała:

    > jak sie zna ojca i dzieci, a nie tylko relację matki.
    >
    > Przyjmij do wiadomosci,z e znam te rodzine i jej problemy na tyle, by wiedziec,
    > ze zarowno corka jak i autorka watku maja racje unikajac kontaktow z tym czlow
    > iekiem.
    Ale znasz relacje ojca?

    Poza tym ja pisałem, że nie znając mojej sytuacji nie stronisz od zdecydowanych ocen w mojej sprawie. Jako przeciwstawienie tej sprawie, której bronisz, gdzie ktoś nie znał wszystkich szczegółów, a się wypowiedział. I tyle.
    --
    nocotytato.org.pl
  • tully.makker 09.12.10, 21:21
    No ale przeciez twoja sytuacje znam od ciebie, w wiec w czym problem. Myslisz, ze jak twoja ex mi naswietli sytuacje, to zmienie zdanie na twoj temat?
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 09.12.10, 21:41
    tully.makker napisała:

    > No ale przeciez twoja sytuacje znam od ciebie, w wiec w czym problem. Myslisz,
    > ze jak twoja ex mi naswietli sytuacje, to zmienie zdanie na twoj temat?
    Nie, problem w tym, że mojej sytuacji nie znasz. Znasz kilka szczegółów, które pewnie z czymś Ci się kojarzą. I opowiadasz o swoich wyobrażeniach na podstawie stereotypów albo swojej własnej sytuacji. A sądzę, że jakbyś porozmawiała poważnie i uczciwie z moją ex, to pewnie po niedługim czasie byś podzieliła moje zdanie... Znam wiele kobiet, które je podzielają.

    --
    nocotytato.org.pl
  • asia_i_p 07.12.10, 11:17
    Żeby moje stereotypy obalić trzeba faktów. Ty mi tylko podajesz swoje opinie i chcesz, żeby się stały moimi opiniami. Napisz prosto:
    - ile zarabiasz?
    - ile płacisz alimentów?
    - ile zajmujesz się dziećmi?
    - co złego twoja była żona zrobiła dzieciom?
    - w jaki sposób utrudnia ci kontakty?
    - w jaki sposób szukałeś pracy?
    I nie odsyłaj mnie do swojego bloga, bo jest tak emocjonalny, że niewiele z niego jestem w stanie wyczytać. I oszczędź mi ogólników "rozesłałem kilkadziesiąt ofert", bo to niewiele mówi - równie dobrze mogłeś się napracować, jak i rozesłać wszędzie to samo CV i ten sam list motywacyjny.
    Oczywiście możesz nie odpowiadać, ale wtedy moich stereotypów nie zmienisz. Zwalczanie stereotypów to ciężka praca, nie wystarczy zalinkować emocjonalnego w tonie bloga.
    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • matematys 07.12.10, 20:44
    asia_i_p napisała:

    > Żeby moje stereotypy obalić trzeba faktów.
    [...]
    > Oczywiście możesz nie odpowiadać, ale wtedy moich stereotypów nie zmienisz. Zwa
    > lczanie stereotypów to ciężka praca, nie wystarczy zalinkować emocjonalnego w t
    > onie bloga.

    Sorry, Asiu, ale nie przekonałaś mnie do przesłania na forum wyciągów z konta i innych podobnych dokumentów i informacji. Wiele osób czyta mój blog również przed opublikowaniem kolejnych wpisów. Wszyscy twierdzą, że wyjątkowo udaje mi się unikać emocji. Jeżeli chcesz, mogę Ci podesłać kilka linków w miejsca, gdzie są prawdziwe emocje ojców. Pewien ojciec napisał do mnie z mojego bloga, że on też pisał, ale on walił ostro. I podesłał link do jakichś resztek swojego bloga. To była jazda na całego. Na wielu forach ojcowskich są podobne emocje - takie, że to się staje niestrawne dla mnie. Nieważne, nie będziemy dyskutować o gustach.
    Chcesz więcej informacji? Chętnie odpowiem na Twoje. Jeżeli mi napiszesz, ile Ty zarabiasz, ile dostajesz alimentów, ile się zajmujesz dziećmi itp. itd. to ja się chętnie zrewanżuję tym samym. Bo nie do końca się odnajduję w roli podsądnego. nie wierzysz w to, co napisałem do tej pory? Trudno. Nie przekonam Cię. Za to na pewno w ten sposób utwierdzasz stereotypy o kobietach ;-)
  • urquhart 07.12.10, 21:05
    matematys napisał:
    > Sorry, Asiu, ale nie przekonałaś mnie do przesłania na forum wyciągów z konta i
    > innych podobnych dokumentów i informacji. Wiele osób czyta mój blog również pr
    > zed opublikowaniem kolejnych wpisów.a

    Ty się dobrze zastanów zanim przyjdzie ci ochota ujawniać za dużo informacji. Tu już dopiero był taki jeden facet co się intymnie zbyt otworzył i zostało to wykorzystane przeciwko niemu.
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,118725871,118725871,Problemy_mazenskie_meski_punkt_widzenia_.html
    Tu na tym forum kobiety są uciśnione przez mężczyzn i nie lubią konkurencji. Faceci są winni i tak ma pozostać. I nie dziw się tej sytuacji, przyjmij że kobiecymi emocjami w męski sposób logicznie nie podyskutujesz.
    --
    Kobieta chce wszystkiego od jednego mężczyzny, a mężczyzna jednego od wszystkich kobiet.
  • sebalda 07.12.10, 23:18
    Urquhart, czytasz wybiórczo, Matematysowi już polecałam wątek grosz-ka i o mało go nie zemdliło, nawet miał wątpliwości, czy grosz-ek to nie troll, bo w głowie mu się nie mieściło, że można być aż takim ... nie będę obrażać świeżego wdowca:P
  • matematys 07.12.10, 23:20
    urquhart napisał:

    > Ty się dobrze zastanów zanim przyjdzie ci ochota ujawniać za dużo informacji.
    Oczywiście, że się zastanawiam ;-)

    > Tu już dopiero był taki jeden facet co się intymnie zbyt otworzył i zostało to
    > wykorzystane przeciwko niemu.
    > forum.gazeta.pl/forum/w,898,118725871,118725871,Problemy_mazenskie_meski_punkt_widzenia_.html
    Co do tego wątku, to myślę, że albo to był troll, albo... Nie wiem. Nie mogę w żaden sposób wzbudzić w sobie jakiegokolwiek współczucia dal grosz-ka. Podobnie, jak dla wielu pań, które działają dokładnie tak samo tylko w drugą stronę. Facet ma swoje zadania i ma się z nich wywiązywać, bo jak nie to komornik, sąd, ograniczenie kontaktów...
    Nie. Ja uważam, że tak długo, jak długo rodzice nie traktują się wzajemnie z szacunkiem i powagą, to niezależnie od płci po prostu szkodzą swoim dzieciom. A niestety bardzo często walka z ex (eksem lub eksią) zasłania naprawdę ważne aspekty - dzieci, ich przyszłość, ich dobro. I nie ma znaczenia, kto zaczął. To nie piaskownica, tylko życie. A do tego trzeba dorosnąć.
  • grosz-ek 08.12.10, 00:54
    ... a wilk tu.

    Witam matematys, nie wpisywałem się do Twojego wątku, bo nic mądrego w Twojej sprawie nie mam do powiedzenia. W mojej ocenie skopałeś sobie życie i teraz musisz wysilać inteligencję, żeby wykaraskać się z sytuacji, której - gdybyś był mądrzejszy - mógłbyś nie znów takim wielkim wysiłkiem uniknąć. Pewnie kiedyś znajdziesz rozwiązanie swojego problemu i jakoś sobie ułożysz życie. Niewątpliwie, czeka Cię jeszcze na tej drodze wiele bolesnych doświadczeń. Przy czym, krytyka spotkana na tym forum, będzie jednym z tych pomniejszych. Być może nawet będzie dla Ciebie tak samo ożywcza, tak jak dla mnie. Zgodnie z zasadą: "co Cię nie zabije, to Cię tylko wzmocni". Mnie wyrwała z samego dna depresji i pozwoliła innym okiem spojrzeć na moją - w sumie - też nie wesołą sytuację. Swoich poglądów bynajmniej nie zmieniłem, wiem, że "silne kobiety wymagają jeszcze bardziej silnych mężczyzn". Oraz, że nie ma takiego czegoś jak "seks bez zobowiązań", choć nie wiedzieć czemu, takie poglądy mi się przypisuje.
    W każdym razie - życzę powodzenia. Niezależnie, jak ono miałoby wyglądać.
  • asia_i_p 08.12.10, 19:09
    Zarabiam około 2000-2400 na miesiąc (na rękę), dziecko jedno, alimentów nie dostaję, bo nie jestem rozwiedziona. Dzieckiem zajmuje się na codzień - karmię na przemian z mężem, myję tylko ja, usypiam na przemian z mężem, bawimy się z mężem i dzieckiem w trójkę, albo parami mąż-dziecko, ja-dziecko (mąż-ja też, ale to inna para kaloszy). Grzechy główne: za dużo siedzę na komputerze, za mało bawię się z dzieckiem, za dużo pozwalam na telewizję i słodycze, za często tracę cierpliwość, nie uczę dziecka angielskiego, chociaż jestem anglistką. Zajęło mi to 6 linijek i góra 2 minuty.
    Czy ci nie wierzę? Trudno powiedzieć. Na pewno nie kłamiesz co do faktów, bo ty po prostu nie podajesz żadnych faktów. Podajesz opinie i interpretacje. Za mało zarabiasz, a alimenty masz za wysokie. Nie wiemy co znaczy "za mało" ani co znaczy "za wysokie". Żona utrudnia ci kontakty z dziećmi - nie wiemy, czy namawia dzieci, aby nie kontaktowały się z tobą czy tylko pozwala im się z tobą nie kontaktować, kiedy tego chcą, itd.
    Co do emocji - unikasz słów opisujących emocje, unikasz wulgaryzmów, ale cały sposób pisania tekstu narzuca jednoznaczną interpretację rzeczywistości. Wiadomo, kto przyjeżdża na czarnym, a kto na białych koniu i za kim powinny być rozwieszone listy gończe. Każda sytuacja jest opisana niestety w dosyć chaotyczny sposób, ale za to ma podaną gotową interpretację. W takiej sytuacji zawsze czuję nieufność i opór - trudno mi uwierzyć, aby świat był aż tak czarno-biały.
    Nie chcę, żebyś występował w roli podsądnego. Nie sugeruj, że chciałam jakichś dokumentów, bo pytałam tylko o fakty (przy okazji to raczej sugeruje, że ci wierzę). Twoje opinie mogę wziąć pod uwagę, ale ich nie przejmę, dopóki nie będą poparte faktami, bo opinie staram się sobie wyrabiać sama w oparciu o fakty.
    Przepraszam, jeśli cię uraziłam.

    --
    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
    że przylecą piraci bombowcem
    i bogatym zabiorą pieniądze,
    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
  • matematys 08.12.10, 20:37
    Asiu,
    zatem pobite szklanki, zaczynamy od nowa.
    Moja pierwsza odpowiedź:
    Zarabiam znacząco mniej niż Ty. Alimenty mam na poziomie Twoich zarobków.
    Moja druga odpowiedź (dłuższa):
    Do tej pory komornik zabierał mi 60% wynagrodzenia (zaniosłem do niego umowę o pracę dzień po podpisaniu). Bo na tyle pozwala prawo. W ten sposób moje długi u komornika narastały o około 1500 miesięcznie. Teraz zajął mi konta bankowe, czyli będzie zabierał pozostałe 40% wynagrodzenia. W ten sposób moje zadłużenie będzie narastało tylko o jakiś 1000 miesięcznie. Ale... trójka dzieci jest u mnie jakieś 10 dni w miesiącu. Ja jestem u siebie średnio jakieś 30 dni w miesiącu. Podobnie jak mój najmłodszy syn. Nas wszystkich trzeba co najmniej wyżywić (nie wspominam o wodzie do mycia, ogrzewaniu itp. itd.). Za co? Skoro po egzekucji komorniczej zostaje słownie zero złotych? A Pani Matka sobie jeździ na wakacje do Grecji ze swoim nowym mężem.

    Aha, a w sprawie zajmowania się dziećmi, to pisałem wcześniej, więc tylko powtórzę w skrócie, że wszystkie moje dzieci rodziły się w mojej obecności. Że wszystkimi zajmowałem się praktycznie wyłącznie w pierwszych tygodniach życia (z najmłodszym było nieco inaczej - też się zajmowałem, ale nie wyłącznie).
    Spędzam z nimi cały czas, jaki mogą być ze mną. Jak się mama nie chciała zamienić na dzień opieki, kiedy miałem wyjechać zawodowo, to nie pojechałem, ryzykując zwolnienie.
    Dzieci są dla mnie najważniejsze.
    Takie są fakty. Wystarczy? Chociaż na początek?
  • urquhart 09.12.10, 12:07
    matematys napisał:
    > komornika narastały o około 1500 miesięcznie. Teraz zajął mi konta bankowe, cz
    > yli będzie zabierał pozostałe 40% wynagrodzenia. W ten sposób moje zadłużenie b
    > ędzie narastało tylko o jakiś 1000 miesięcznie.

    Sprytnie , z odsetkami to kwota wymagalna długu alimentacyjnego za chwile zbliży się do wartości twojej części domu. Czyli praktycznie z wspólnej własności Cię puszcza klasycznie w skarpetkach i gołego.
    Następny ruch który łatwo przewidzieć będzie mogła niedługo wnioskować o ograniczenie kontaktów boś zadłużony bezdomny obdarty dziad i alkoholik bez grosza... :)


    --
    Kobieta chce wszystkiego od jednego mężczyzny, a mężczyzna jednego od wszystkich kobiet.
  • tully.makker 09.12.10, 14:10
    Alimenty mam na poziomie Twoich zarobków.

    Czyli nie wiecej niz 800pln na dziecko... raczej duzo to nie jest, exia sie na tym nie upasie.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • sebalda 09.12.10, 15:09
    >Ale... trójka dzieci jest u mnie jakieś 10 dni w miesiącu.

    Ja się jednak gubię w tym wszystkim. Dziesięć dni w miesiącu to nie jest tak źle, myślę. Piszesz o utrudnianiu kontaktów, a przez jedną trzecią miesiąca dzieci są u Ciebie. I chyba nie trójka, a dwójka od roku. Nie chcę Cię łapać za słówka, ale często zdarza Ci się uogólnać jak z tymi marzeniami dzieci, żeby być jak najczęściej u Ciebie, przy czym najstarszy od dawna chyba o tym nie marzy. Ponawiam pytania o zarzuty żony pod adresem Twojego ojcostwa i dlaczego ona woli zostawić dzieci wszędzie, ale nie u Ciebie. Tylko z zemsty? Przecież to nielogiczne. Co ona mówi na Twoje zarzuty, że ogranicza Ci kontakty?
  • matematys 09.12.10, 17:59
    sebalda napisała:

    > Ja się jednak gubię w tym wszystkim.
    Sebaldo, wyrok jest, że 10 dni są u mnie. W praktyce tylko średni tyle jest. Bo najstarszy nie bywa od 11 miesięcy, a najmłodsza doznała takiej dziwnej choroby, co ma objawy we wtorki. Więc ostatnio coraz częściej nie chodzi do szkoły we wtorki i potem nie przyjeżdża do mnie. To jest zresztą nawrót choroby. Od lat tak było, że jak się zbliżało posiedzenie w sądzie, to ta choroba się aktywizowała...
    A co do tego, co ona mówi na moje zarzuty, to nie umiem odpowiedzieć, bo słyszę ją tylko w sądzie. Ona odmówiła jakichkolwiek kontaktów, ustanowiła pełnomocnika stałego ds. kontaktów ze mną (swoją drogą ciekawe, kto za to płaci...). Moich telefonów nie odbiera, na moje pisma nie odpowiada.
    A w sądzie gada takie bzdury, że głowa mała. Np. że dla córki weekend u ojca od piątku po szkole do poniedziałku rano to za długo. A jak córkę wysłała na obóz harcerski do lasu na miesiąc, to się nawet nie pofatygowała jej odwiedzić kiedy był dzień odwiedzin... Ale ona wtedy miała miesiąc miodowy, to może dlatego...
  • tully.makker 09.12.10, 21:25
    > Ja się jednak gubię w tym wszystkim. Dziesięć dni w miesiącu to nie jest tak źl
    > e, myślę. P

    No bo wlasnie o to chodzi, zeby zamotac - raz slyszymy, ze pan sie zajmuje dziecmi 10 dnie w miesiacu, wiec nie ma czasu dorobic ani sdzukac nowej peracy, za chwile sie okazuje, ze ma czas dziergac dzieciom sweterki i szyc, a potem jeszcze, ze wlasciwie, to nie 3 dzieci bywa, tylko jedno.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 09.12.10, 22:32
    tully.makker napisała:

    > No bo wlasnie o to chodzi, zeby zamotac
    Tully, Ty już niewątpliwie sporo tu zamotałaś...
    A życie jest często bogatsze, niż prosty opis. Jeżeli starszy syn nie był u mnie od 11 miesięcy, to i tak trzymam jego pokój w pogotowiu. Nie pozwoliłem zabrać jego łóżka itp. Nigdy nie wiem, kiedy córka przyjedzie, ale zawsze muszę być gotowy. Bo np. kilka godzin przed tym, jak powinienem ją odbierać ze szkoły dostaję sms, Córka została w domu. I tyle. Ale syn przyjeżdża, więc i tak muszę wcześniej wyjść z pracy, żeby odebrać ze szkoły. Bo Pani Matka już dawno zabroniła komukolwiek oprócz mnie odbierania dzieci ze szkoły...
    Jakby wyrok sądu był wykonywany, to życie byłoby znacznie prostsze. Nie musiałbym się każdego dnia zastanawiać, kto przyjedzie, kto nie przyjedzie, jaki będzie skład, po kogo trzeba jechać, kogo zawozić na zajęcia, kiedy się zwolnić z pracy, kiedy można coś będzie zrobić w domu, kiedy zakupy... Stała niepewność, bycie zaskakiwanym itd. To jest ciężkie.
    --
    nocotytato.org.pl
  • tully.makker 10.12.10, 11:05
    Jakby wyrok sądu był wykonywany, to życie byłoby znacznie prostsze. Nie musiałbym się każdego dnia zastanawiać, kto przyjedzie, kto nie przyjedzie, jaki będzie skład, po kogo trzeba jechać, kogo zawozić na zajęcia, kiedy się zwolnić z pracy, kiedy można coś będzie zrobić w domu, kiedy zakupy... Stała niepewność, bycie zaskakiwanym itd. To jest ciężkie.

    ja sie calkowicie zgadzam, ze to jest ciezkie. Ale wykonywanie wyroku trzeba egzekwowac - wiem co mowie, bo moj partner musial przez lata walczyc o kontakty z corka, ktora zostala np bez jego wiedzy wywieziona na 2 koniec Polski. Poszukiwal jej przez policje.
    Ale widzac, jak od naprawde niechetnej matki udalo mu sie wyegzekwowac kontakty, wiem, ze mozna w ramach istniejacego systemu prawnego. Trzeba tylko naprawde chciec.
    No i jeszcze jedna roznica - corka mopjego partnera, obecnie juz 16 latnia, od rozwodu gdy miala 2 lata stala murem za ojcem. Ale to sa bliskie wiezi wypracowane latami rodzicielskiej troski.



    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • matematys 10.12.10, 12:50
    tully.makker napisała:

    > Ale widzac, jak od naprawde niechetnej matki udalo mu sie wyegzekwowac kontakty
    > , wiem, ze mozna w ramach istniejacego systemu prawnego. Trzeba tylko naprawde
    > chciec.
    Pewnie, że można wszystko wyegzekwować. Ja czekałem na determinację. Do tej pory uważałem, że nie należy walczyć z matką zbyt wyraziście, bo to nie służy dzieciom. I że lepiej czasem ulec, odpuścić, niż stawiać sprawy na ostrzu noża. Co się zbliżało posiedzenie sądu, to córka coraz częściej chorowała. Więc nie chciałem nadużywać wytrzymałości dzieci. Ale teraz jestem pod ścianą, mam determinację i wolę walki.

    > No i jeszcze jedna roznica - corka mopjego partnera, obecnie juz 16 latnia, od
    > rozwodu gdy miala 2 lata stala murem za ojcem. Ale to sa bliskie wiezi wypracow
    > ane latami rodzicielskiej troski.
    Gratuluję partnera. Nie wiem tylko dlaczego mówisz, że tu jest różnica. Może różnica jest w tym, że jego była żona nie była tak sprawna w manipulowaniu dzieckiem? Moje dzieci na początku przez kilka lat po rozstaniu były całym sercem za mną. Pytały, czy mogłyby u mnie mieszkać, chciały przyjeżdżać jak najczęściej. W RODK na pierwszym badaniu Panie były zaskoczone, że dzieci tak się do mnie kleją i są tak ze mną związane. I od razu załatwiły, że na miejscu w RODK zwiększono mi kontakty o jeden dzień w tygodniu - odbieram ze szkoły i odwożę do szkoły następnego dnia.
    Ale później mamusia zaczęła działać ostrzej i w końcu dzieci ulegają. Naciskom, presji, przekupstwu. To jest wszystko naprawdę sprytnie robione. Wielu znajomych dopiero po kilku latach się zorientowało, że obserwują specjalne przedstawienia. A inni do tej pory wierzą, że to wszystko co widzą to jest prawda. No, ja dopiero po 11 latach małżeństwa się zorientowałem, co się dzieje, więc nie dziwię się innym, że dali się "uwieść".

    --
    nocotytato.org.pl
  • matematys 09.12.10, 17:52
    tully.makker napisała:

    > Czyli nie wiecej niz 800pln na dziecko... raczej duzo to nie jest, exia sie na
    > tym nie upasie.
    Z tego co mi wiadomo alimenty nie służą pasieniu się czyjemukolwiek, ale zapewnieniu dzieciom życia na takim poziomie, na jakim żyją rodzice. Ona twierdzi, że zarabia mniej niż ja. Czyli nie może świadczyć więcej niż ja, nieprawdaż? A dwójka dzieci w szkołach płatnych (samo czesne na poziomie moich alimentów), jest na fryzjera, na elegancki aparat na zęby, żeby się podobać nowemu mężowi, na wakacje zagraniczne... Ode mnie ona bierze kasę nie po to, żeby się paść, tylko żeby mi dokopać. A dogadywać się w jakiejkolwiek sprawie? Właśnie dzisiaj w sądzie odrzuciła mój wniosek o mediacje...
  • triss_merigold6 09.12.10, 18:13
    Skoro eksia zarabia mniej niż Ty to przyjmij na klatę, że full wypas Twoich dzieci finansuje nowy mąż eksi i bądź facetowi wdzięczny, że mu się chce.
    O czym tu mediować, alimenty nie są wysokie, kontakty też ustalone w przyzwoitym dla Ciebie zakresie.
  • matematys 09.12.10, 18:47
    triss_merigold6 napisała:

    > Skoro eksia zarabia mniej niż Ty to przyjmij na klatę, że full wypas Twoich dzi
    > eci finansuje nowy mąż eksi i bądź facetowi wdzięczny, że mu się chce.
    > O czym tu mediować, alimenty nie są wysokie, kontakty też ustalone w przyzwoity
    > m dla Ciebie zakresie.
    Taki mały drobiazg, Triss...
    Co miesiąc moje zadłużenie rośnie o spora kwotę u komornika. Do tego narastają odsetki i opłaty. Już mam zablokowane konta i jestem w rejestrze dłużników. Teraz się domagają informacji o moich wszystkich kontach. Mam jedno, gdzie jest debet. I drugie, do spłacania kredytu. Komornik mi je zajmie, bank zażąda spłaty kredytów, ja muszę wskazać majątek. Jedyny, to wspólny z eksią. Dzieci z niego korzystają. Więc komornik na rzecz banku zlicytuje dom, w którym mieszka eksia ze swym mężem i dziećmi... Ciekawa perspektywa. Właściwie powinienem był na czas zaciągnąć więcej kredytów.

    --
    nocotytato.org.pl
  • cahir4 09.12.10, 23:53
    Czy mi się wydaje, czy sugerujesz, że wredny bank wygoni wtedy Twoją exię i dzieci na bruk? Eeee... nie czytałeś, co urguhart napisał?

    Niech mnie jakiś prawnik poprawi, ale na moje oko wygląda to tak:
    1. Jeśli to wyłącznie Twój dług, nie exii, to licytacji nie będzie podlegał cały dom, ale Twój 50-cio procentowy udział w jego własności.
    2. Z postępowania egzekucyjnego w pierwszej kolejności pokrywane jest - zadłużenie alimentacyjne.
    3. Zagadka: kto może być zainteresowany nabyciem połowy własności domu (i to zamieszkanego)? No kto?

    A tak szczerze: nie przeszkadza Ci, jako mężczyźnie, że jakiś obcy facet utrzymuje Twoje dzieci? W ogóle ta kolejka osób, które powinny wziąć odpowiedzialność za ich utrzymanie strasznie długa jest: była żona, obecna partnerka, partner byłej żony, ewentualnie Twoja rodzina, jakby co, a ty sam gdzieś na szarym końcu. I jeszcze pretensje do byłej i jej obecnego, że nie dość o Ciebie się troszczą. No wiesz - nie mają takiego obowiązku.

    Biorąc pod uwagę całą tę sytuację, zastanowiłabym się na Twoim miejscu, czy obecna partnerka nie powinna wystąpić o alimenty od Ciebie na swoje dziecko. Bo jak rozumiem, masz zasądzone alimenty tylko na pierwszą trójkę?