• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

o wolności?

  • 13.12.10, 11:45
    moja córka /18/ jest w związku z 24 latkiem od chyba półtora roku.
    miałam z nią otwartą ciepłą relację.czasem rozmawiałyśmy również o jej chłopaku.
    czasem widziałam jak cierpi z jego powodu.z czasem jak sobie poskładałam to co do mnie mówiła plus komentarze jej koleżanek obraz jaki zobaczyłam mocno mnie zaniepokoił.
    facet kontroluje ją sms-ami.ma zdawać relację z całego dnia.niekiedy sms-ów w jedną stronę jest 90.powiedziała mi,ze złości go fakt,ze ona za dużo się uczy.nie podoba mu sie wybrany przez nią kierunek studiów.
    kiedy córka przyszła do mnie na początku roku i poprosiła o dodatkowe lekcje przed maturą załatwiłam jej.pan na to,ze rodzice nią sterują i układają życie.
    i że nie ma przez to dla niego czasu,a potem na studiach też czasu nie będzie miała.

    od początku mówi jej ,że jest tą jedyną ,że chce z nią spędzić życie.
    ale nie powiedział o jej istnieniu swoim rodzicom-wykręcał się kiedy pytali /mieszka z nimi/.twierdzi,że to jego prywatna sprawa i nie mają prawa pytać.tłumaczył jej ,że to taka gra z nimi,że wyznacza im granice.ona nie ma prawa z kolei pytać go o nic.co robi dokąd wychodzi co czyta.on natomiast pyta ze szczegółami co do godziny z kim jest co robi ,co czyta i wciąż "za dużo się uczysz".złości ją to ,ale ulega.
    wczoraj rozmawiałyśmy i nie wyrobiłam.wyrzuciłam z siebie zdania....że jego postawa nie wydaje mi sie uczciwa,że nie rozumiem takiego ukrywania.jego koledzy jej nie znają.
    jej koleżanki i całe jej towarzystwo go widuje ,nawet raz "poświecił sie" i poszedł z nia na imprezę do klubu,ale do nikogo sie nie odzywał ,patrzył tylko i siedział z miną cierpiętnika.nie tańczył nie śmiał się.nic zero kontaktu z otoczeniem .koleżanki powiedziały jej jasno,ze czuły sie olane.jednocześnie chce z nią iść na studniówkę ,żeby sie jej nic nie stało,zeby się nie upiła i żeby nikt z nią nie zatańczył"
    kiedy jej słucham nie rozumiem czemu z nim jest.
    wczoraj wydusiłam ,że wydaje mi się to wszystko chore i że facet jest nieuczciwy i że boli mnie fakt,ze pozwala sobą manipulować.powiedziała mi,ale chyba żałuje .skończyło się ostrą wymianą zdań,że jej chcę wybierać chłopaka.nie chcę! jasno powiedziałam,ze mam niepokój .zresztą nie wygląda na szczęśliwa.nie jest radosna .
    chłopak bywa u nas w domu.do mnie prawie się nie odzywa .próbowałam z nim rozmawiać .czasem schodzili do kuchni coś zjeść.nie byłam nachalna,nie wyciągałam albumów rodzinnych.u nas w domu zawsze coś się dzieje.ktoś wpada wypada,koledzy innych dzieci śmiech i wygłupy.patrzy zdegustowany.nie rozumiem całej tej sytuacji i boję się o nią.widzę jak gaśnie.
    przesadzam? czepiam się? świat się zmienił? kiedy miewałam chłopaka jednego,drugiego w naturalny sposób "po drodze" bywałam u nich w domu.oni u mnie.znałam rodziców.
    jak mam reagować?

    chłopak twierdzi ,że ona nie ma obowiązku informować rodziców o tym kiedy wychodzi i ,ze kiedy ma ochotę nie wrócić na noc to ma po prostu nie wrócić .a jak ma ochotę wyjechać na tydzień to po prostu wyjeżdża mówi,że on rodzicom nigdy nie mówił dokąd idzie i o której wróci po prostu "wychodzę na zewnątrz" a rodzice nie pytali.nie jest to prawda moim zdaniem ,bo kiedy bywali ze sobą córka opowiadała mi ,ze śmiechem ,ze dzwonił tata jego i pytał o której wróci i gdzie jest.

    Edytor zaawansowany
    • 13.12.10, 13:25
      powiem szczerze że to wszystko co opisujesz faktycznie nie przemawia pozytywnie o chłopaku Twojej córki... widać że chłopak lubi "mieć władze" nad swoją dziewczyną, trudno stwierdzić czy nią manipuluję... lepiej ocenić by to można było gdy zna się daną osobę, w tym przypadku Twoją córkę, ale z tego co mówisz, rozmawiacie a różne tematy, ona Ci opowiada o tym chłopaku, mówi Ci chyba wszystko, prawda? uważam że to bardzo dobry znak, o wiele gorzej by było jakby zamknęła się przed Tobą i tylko przytakiwała że wszystko jest w porządku... ważne że nie narzucasz jej swojego zdania, ona nie będzie się czuła osaczona przez Ciebie, więc nie straci do Ciebie zaufania... wspieraj ją, wiem że to trudne ale staraj się rozmawiac z nią spokojnie, żeby wiedziałą że ma w Tobie przyjaciółkę, a bardzo możliwe że w końcu sama zauważy że to nie jest do końca zdrowy związek...
      • 13.12.10, 14:13
        nie chcę jej narzucać swojego zdania.
        nie wiem czy powiedziała tzw.wszystko.boję się myśleć co jeszcze mogłabym usłyszeć...
        złości mnie taka niewola telefoniczna.tel ma przyklejony.jak nie odpisze nie daj Bóg godzinę on podobno wpada w histerię,ze coś się psuje ,że go nie kocha.do łazienki chodzi z tel!!!
        przy stole pod stołem tel. nigdy tak nie było.nie rozumiem tego.
        jej rówieśniczki również jej to jasno mówią.
        co to właściwie za sytuacja?
        • 13.12.10, 14:57
          myslę że jak się dziewczyna zakochała (albo nawet tylko jej sie tak zdaje) to nic jej nie przemówi do rozsadku (ani awantury, ani powazna rozmowa z matką ani nawet przyjacielskie rady koleżanek) Trzeba sie liczyc z tym że może zostac przez chłopaka skrzywdzona i matka nic na to nie poradzi ani temu nie bedzie w stanie zapobiec. oczywiście mozna i powinno sie próbować rozmawiac i naswietlac sprawę ze swojego punktu widzenia ale nie oceniając i nie narzucając własnego zdania a najlepiej dopiero wówczas kiedy córka sama poprosi o radę w tej sprawie. Tak by bylo gdyby rodzice zbyt wczesnie sami nie wkraczali z wlasnym zdaniem i opiniami na temat zycia dzieci. Czasem trzeba troche cierpliwie poczekać i wykazać jedynie gotowosc do rozmów a dzieci przyjda same. w końcu kto im życzy lepiej niz wlasna matka. Takie sa moje przemyslenia i własne doswiadczenia.
          • 13.12.10, 15:19
            ale ja patrzę na to półtora roku
            próbowałam w żart obracać częste sms y
            mówiłam kategorycznie ,że przy stole się nie sms uje

            wczoraj nie wytrzymałam i sprowokowana przez nią powiedziałam o braku szacunku dla niej ,jej czasu,jej uwagi,całej reszty jej życia
            i jak mi mówi,że NIE WOLNO jej o nic pytać ,bo WSZYSTKO jest jego sferą osobistą to mnie trafia.
            • 13.12.10, 15:44
              ale co Pani osiaga mówiąc jej o tym i w taki sposób...? tylko jeszcze wiekszy opór ze strony córki. Tak już jest że rad rodziców się przekornie nie słucha. Wiem cos o tym bo sama jestem córką i matką. z jednej strony denerwuja mnie rady (nawet te sluszne) mojej mamy i zwykle robie i tak po swojemu. Z drugiej juz dzis martwię sie co zrobię w sytuacji kiedy moja córka bedzie popełniac oczywiste dla mnie bledy. To jest normalne że majac wiesze doświadczenie zyciowe jesteśmy przekonani że możemy czemus zapobiec, ochronic dziecko itd Zrobi pani jak uważa ale wg mnie tylko to się na pani odbije (pogłebienie dystansu między pania a córką, frustracja i bezsilnosc pani i dalasza obawa o dobro i bezpieczeństwo córki)
        • 13.12.10, 15:06
          jesli chodzi o tel to mam podobna sytuacje u siebie w rodzinie, moja szwagierka, lat 23 i jej chlopak, rok starszy tez wisza na tel praktycznie caly dzien, dla mnie to jest chore no bo jak mozna tyle ze soba gadac przez tel,a nie daj Boze jak On wyjedzie wtedy dzwoni co godz, wypytuje gdzie byla, z kim, po co, dlaczego..tel ma zawsze wlaczony na wibracje i zreszta jak gadaja to slychac o czym, no ja jak dzwonie do meza to w konkretnej sprawie a jak maz wyjedzie to napisze sie jakiegos smsa, zadzwoni raz i wszystko wiadome ale chlopak szwagierki ma ciezki charakter i potrafi jak ja to nazywam wykanczac psychicznie, tez chce miec wladze i kontrole nad wszystkim ale szwagierka od jakiegos czasu sie stawia, nawet rozeszli sie na jakis czas ale znow sie zeszli, kiedys duzo przez niego plakala, teraz potrafi wyjsc z kolezankami na piwo czy na dyskoteke i nie przejmuje sie "gadaniem" ale to stalo sie dopiero po tym jak sama wyjechala na 6tyg do pracy za granice, wtedy oderwala sie od Niego i pare spraw przemyslala, podobno nie rozmawiali ze soba 4tyg bo za kazdym razem jak dzwonila to sie klocili,On narzekal jak mu zle, jak teskni a jej nie pocieszal wcale a tez przeciez latwo jej nie bylo, jak pracowal jako kierowca i wyjezdzal w trase to po prostu potrafil dzwonic ze wszystkim, ato ze go policja zlapala, a to ze ma problem bo go nie rozladuja, a to ze musi gdzies stac bo jest zakaz a ona pocieszala go przez tel, dla mnie to takie cieple kluchy a nie chlop i poza tym wcale dobry nie jest dla szwagierki, potrafi ja obrazic itp
          • 13.12.10, 16:53
            Wyjątkowo dobrze Cię rozumiem i wyjątkowo współczuję. Bo z jednej strony masz absolutną rację, niepokojąc się o córkę, z drugiej praktycznie jesteś bezsilna. W tym wieku milość jest wybitnie ślepa. Jeśli to pierwszy poważny chłopak corki, jeśli wcześniej marzyła o wielkiej miłości (jak każda młoda dziewczyna) i wreszcie jest ktoś, kto ją adoruje, to ciężko będzie jej wybić go z glowy, a w sumie należałoby. Nadmierna kontrola i do tego buntowanie dziewczyny przeciwko rodzicom są ZAWSZE wyrazem braku pewności siebie faceta, jego kompleksów, frustracji, a do tego potrzeby dominacji. To nie miłość popycha do patologicznej zazdrości, ale właśnie te cechy partnera. A dziewczyna w tym wieku ZAWSZE myśli, że to wyjątkowy dowód miłości i bardzo się na to nabiera. Niestety te cechy chłopaka świadczą o tym, że jest i będzie wyjątkowo nieodpowiednim partnerem i jeśli dziewczyna sama nie ocknie się z tego zauroczenia, wdepnie wyjątkowo paskudnie.
            I co dalej? Przede wszystkim nie możesz występować otwarcie przeciwko niemu, nie możesz go otwarcie krytykować, narzucać opinii córce. Tylko wojna podjazdowa, szczególnie dyskretna, naprawdę delikatna może odnieść jakieś skutki. Ja bym opowiadała córce mimochodem historie bardzo tragicznych w skutkach zaborczych związków. Przy okazji powiedzieć o tych symptomach chorych kompleksów chłopaka, nieświadczących bynajmniej o miłości, ale potrzebie dominacji. Ale mowić ogródkami, nie wprost, córka może się bardzo łatwo spłoszyć, a wtedy nie usłyszysz od niej już ani jednego słowa na jego temat i będzie jeszcze gorzej.
            Jednocześnie musisz być bardzo stanowcza w kwestiach wychowawczych i kategorycznie oznajmić, że nie bedziesz tolerowala narzucanego przez niego systemu nieopowiadania się w domu, masz pełne prawo otrzymywać od córki informacje na temat jej miejsca pobytu i czasu powrotu do domu. W tym nie wolno Ci ustąpić, choćby się nie wiem jak zasłaniała swoją pełnoletniością. Możesz jej powiedzieć, że prawnie za nią odpowiadasz i w Waszym domu przestrzega się pewnych reguł, choćby było inaczej w domu jej chłopaka czy w innych domach, ktore ona pewnie bedzie chciała dac jako przykład. Wszystko oczywiście po dobroci, cały czas tłumacząc to wszystko miłością i troską o nią.
            Nawet jeśli chłopak czymś Cię urazi, staraj się nie stawiać sprawy na ostrzu noża, znam przypadek, gdzie chłopak został spoliczkowany i wyrzucony z domu przez matkę dziewczyny, ale to w niczym nie przeszkodziło temu uczuciu, wręcz je podsyciło i do ślubu i tak doszło.
            • 13.12.10, 17:16
              sebalda dokładnie wiesz o czym myślę i co robiłam
              NIGDY nie krytykowałam go .NIGDY jej nie kontrolowałam.wiedziałam ot tak po prostu gdzie jest i z kim.takie informacje były oczywistością .kiedy ja wychodzę z domu mówię te podstawowe informacje.jeśłi jest tak,ze ona wraca ,a mnie nie ma informuję ją sms,jak i syna albo "pytam masz klucze?" jeśli nie zostawiam u sąsiada.
              i to sie zrobiło nagle wielkie halo!nie wytrzymałam też z powodu takiego,że spytała mnie czy kiedy w ferie wyjadę-w założeniu miała się uczyć i zostać ,bo matura i sama zdecydowala wcześniej,ze chce posiedzieć nad książkami-on może u nas pomieszkać .no i odpadłam...
              zamurowało mnie.
              rzeczywiście od dawna opowiadam jej historie różnych związków.niektóre dzieją się również na jej oczach.kilka dni temu była u nas moja koleżanka,która jak feniks z popiołów powstała z takiego toksycznego związku i otwarcie o tym opowiadała przy niej,że jej rozum kiedyś odebrało i co? i nie wiem.ona chyba myśli,że jej to nie dotknie ,nie dotyczy.
              nie chcę wojny podjazdowej.przeraża mnie ,że brnie w związek niewolniczy.oby za parę lat nie pisała ,ze jej ex jest przemocowcem, bo tak mi to wygląda.ciężko mi milczeć.czy milczenie nie jest przyzwoleniem? czy to jest wobec jej i mnie uczciwe?
              facet kilka razy co najmniej włamywał się na cudze konta w sieci,podszywał pod osoby.zzieleniałam jak mi powiedziała ,ze on jej powiedział na jakie www JA wchodzę.siedział przy naszym kompie .na dniach robię reset...
              mówi jej masz 18 lat ,ale jesteś dziecko,bo dajesz sie tak traktować.
              • 13.12.10, 17:20
                Wypchnąć pannę na studia, jest szansa, że pozna nowe towarzystwo i zostawi pana. Ma ta dziewczyna jakiegoś ojca? Może ojciec by porozmawiał z tym 24-letnim "narzeczonym" krótko i stanowczo, że pewnych zachowań sobie nie życzycie.
                • 13.12.10, 17:36
                  ma tatę,ale teraz służbowo jest na drugiej półkuli
                  a wcześniej niestety stwierdził,że jest zawiedziony ,ze jego niezależna córka idzie w jasyr ,ale cóż "tak wybiera"
                  nie podoba mi sie taka postawa i tyle
                  • 13.12.10, 17:42
                    a ja marze,zeby dostała się na studia na drugi koniec PL ,zeby weszła w inne środowisko
                    ale on robi wszystko,zeby sie jej nie udało vide "po co sie tyle uczysz ja sie tyle nie uczyłem i się dostałem gdzie chciałem"
                    gada jej ,że spełnia zachcianki rodziców tyle,ze to ona wybrała sobie kierunek bez alternatywy "ten i żaden inny".na sto innych mogę powiedzieć już się dostała z palcem w nosie.jest zdolna z marszu pisała matury próbne z dobrymi wynikami ,ale jej kierunek MUSI byc na 90 %
    • 13.12.10, 18:12
      Współczuję dylematu, zwłaszcza, że jako matka 18-latki, masz w zasadzie bardzo wąskie pole manewru. Do wniosków, że ten partner jest dla niej nieodpowiedni, twoja córka musi dojść sama, ty możesz stać obok, obserwować i prowadzić tę dyskretną wojnę podjazdową, o której pisze Sebalda. Ja na twoim miejscu ustaliłabym pewne zasady, o których przestrzeganie poprosiłabym córkę. Na pierwszym miejscu informowanie dokąd córka wychodzi i kiedy wróci. Masz prawo się martwić, gdy córka znika na całą noc, a ty nie masz pojęcia, co się z nią dzieje. Jeśli masz nadal z dziewczyną ciepły kontakt, taka prośba chyba nie powinna jej dziwić. Po prostu: jesteś mamą, martwisz się. Po drugie: te smsy przy stole. Sorry, dla mnie to jest objaw całkowitego lekceważenia współdomowników, gdy dziewczyna siada do obiadu z telefonem przy dupie i pod stołem wysyła sms'y facetowi. Na 20 minut nie może telefonu odłożyć, by w spokoju zjeść posiłek? Po trzecie: nie zgadzałabym się na przesiadywanie tego pana w domu pod moją nieobecność. Zwłaszcza ten pomysł z feriami, gdzie pan ma zamiar się do was tymczasowo wprowadzić, jest poroniony. Choć przyznać muszę to twojej córce, że miło, że się ciebie spytała o zgodę. Większość znanych mi nastolatków nie fatygowałaby się pytaniem, tylko cichcem wprowadziła do domu tymczasowego lokatora.
      A poza tym pozostaje tylko obserwacja, dyskretne aluzje i nadzieja, że dziewczyna przejrzy na oczy.
      • 13.12.10, 18:45
        kiedy mówiłam jej o wyjeździe na ferie dostała informację ,że będzie u niej spała Babcia.
        zapełniona zamrażarka,Babcia gotuje obiadki
        a ona na to,że przecież i tak kiedyś będą mieszkać razem więc sobie chcą zobaczyć jak to wygląda .
        pociesza mnie fakt ,ze dotąd nikt nie napisał ,że przesadzam ,że mam zasady wyssane z palca.chyba jestem zmęczona tą sytuacją.
        kiedyś rozmawiałyśmy z rektorem uczelni , a ona miała włączony tel,jak zobaczyłam,ze staje za plecami pana rektora i zaczyna go uspokajać,że "zaraz będzie" ...nie spodziewałam się,ze moje dziecko może nie mieć takiego wyczucia.wcześniej zanim pan nastał w życiu nie zawsze miała przy sobie tel.wiem,ze dzieci nas zaskakują.czuję się tak jakbym coś wkładała przez 18 lat do walizki ,która nie ma dna .
        i mówiłam do niej "boli mnie kiedy widzę jak brniesz"
        boli mnie ,bo widzę ,że pan ją tresuje i lekceważy.okłamuje i mami .
        czy to jest jakieś kosmiczne i nierealne wyznanie do swoich rodziców kiedy pytają czy się z kimś spotka ,a wiem ,że pytali.co to za problem powiedzieć?
        snuję teorię,że albo się JEJ wstydzi z powodu wieku np. albo rodziców się wstydzi.nie rozumiem.jest bardzo ładna , oczytana poza tym nieszczęsnym tel potrafi się zachować w towarzystwie.setki pozytywnych doświadczeń.i nie wiem czemu ona łyka wersję "bo ja jestem skryty","nie muszą o mnie nic wiedzieć","to taka gra,ja z nimi gram"
    • 13.12.10, 18:59
      Tak jak dziewczyny napisały: nie krytykuj go w jej obecności, bo tylko dostarczysz mu kolejnych argumentów do manipulacji Twoją córką.
      Myślę, że Twoja córka jest teraz zagubiona i zmęczona całą tą sytuacją, a najgorsze przyjdzie dopiero w maju, kiedy zaczną się egzaminy. Pamiętam, jak ważne było dla mnie wsparcie mojego ówczesnego chłopaka, kiedy oboje zdawaliśmy maturę i egzaminy na studia. Domyślam się, że chłopak Twojej córki nie będzie jej wspierał słowami "dasz sobie radę, pójdzie Ci świetnie" tylko raczej "olej to, napisz ile umiesz i tyle, przynajmniej starzy nie wyślą cię na drugi koniec Polski". Może właśnie wtedy Twoja córka oprzytomnieje i zobaczy, że coś tu nie halo - ale jak mówię, w takim newralgicznym czasie, jakim jest matura, może to przynieść różne skutki.
      A może zorganizować jej przed maturą jakiś wyjazd, na przykład Ty i ona albo ona i koleżanki? Jakiś sport, wycieczka ze zwiedzaniem...żeby mogła choć kilka dni odetchnąć? Może jeśli zauważy, że koleżanki nie są na smyczy 24 h na dobę jak ona to coś do niej dotrze?
      Jeśli nie, to cóż..Nie jesteś niestety w stanie nic zrobić, poza byciem wsparciem dla córki, modleniem się o przejrzenie na oczy i zapewnieniem jej środków na skuteczną antykoncepcję.
      Pozdrawiam ciepło,
      Panna w paski, która nie tak dawno temu też była zakochaną w nieodpowiednim facecie nastolatką (choć bez takich hardcore'ów jak tu)


      Oto mój podpis dodawany automatycznie do postów, które napiszę.
      • 13.12.10, 19:10
        ależ on już jej to mówi!

        kiedy jeździ z dziewczynami na wieś do koleżanki i on smsuje mówią jej "to nienormalne co z nim jest nie tak" i nic beton.
        to beznadziejne
        wmówił jej,że sport,który do niedawna uprawiała - od 7 roku życia i był jej pasją-jest taki niebezpieczny,że się połamie itd i też to łyknęła.
        proponowałam jej wyjazd w ferie-nie ona się uczy
        mówiłąm to weź ksiązki ,testy ze sobą pół na pół.jechałby z nami jeszcze jeden maturzysta.nie!
        teraz pan zaczyna ją wyciągać w góry .tylko,ze ja kasy jej na to nie dam.kropka.
        • 13.12.10, 19:46
          Ech, niedobrze :/
          Może jakąś książkę podsunąć o toksycznych związkach albo jakiś film?
          Choć tam najczęściej jednak taki toksyczny chłopak nie występuje, raczej psychopata -damski bokser, a przecież "jej misiu taki nie jest"..
          Musicie to chyba przetrwać, to tylko kilka miesięcy, potem Twoja córka zapewne przejrzy na oczy.
          Pewnie, że to boli patrzeć na nią, jak się spala i dusi w związku, ale pociesz się, że jeśli doświadczy tego raz i oprzytomnieje, to jest duża szansa, że później będzie wyjątkowo czujna i drugi raz w takie samo g... nie wdepnie.
          --
          Oto mój podpis dodawany automatycznie do postów, które napiszę.
          • 13.12.10, 20:15
            Dziewczyna robi wrażenie już uzależnionej od tego faceta, to już coś więcej niż ślepa miłość i w takiej sytuacji nie liczyłabym na to, że pójście na studia coś zmieni, zwłaszcza gdyby studia były humanistyczne, czy takie są?
            Z Twoich wypowiedzi wynika, że córka ma akceptację w domu, dlaczego ona daje tak sobą manipulować, tak zachowują się dziewczyny, ktore w domu nie miały miłości. Układy z ojcem zawsze były ok?
            • 13.12.10, 20:40
              Dokładnie o tym pomyślałam. Pewnie,z e bywają takie idotyczne milości, ale to wygląda na coś więcej - na totalne odrzucenie wartosci, które córce wpajaliście przez lata i to nie wartosci powierzchownych, ale tych zasadniczych.

              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • 13.12.10, 21:40
                Toksyczna miłość
                Zołzy -obie z serii miała przeczytane zanim wdepnęła w kupę
                Plac Zbawiciela -obejrzany i ze mną i z nim

                verdano tak właśnie jest neguje wszystko.nie wiem kiedy gra czy przede mną czy przed nim.
                żyje w schizie.niedawno byłam z nią u gastrologa .facet trafił w sedno.myślałam ,ze na szyję mu się rzucę z radości.podłoże psychogenne.ona do ubiegłej jesieni była okazem zdrowia.z każdej dolegliwości podnosiła się po dobie nieważne czy wirus Rotha czy katar-mimochodem przechodzone.nie pamiętam kiedy brała antybiotyk chyba jak miała 3 lata.a teraz non stop coś.

                studia nie humanistyczne.medycyna i tylko to wyłącznie ponad wszystko.ma nadal marzenie,żeby być chirurgiem,ortopedą lub psychiatrą.co mówi pan? chcesz iść tam dla kasy,bo jesteś materialistką...ona ,którą ciężko wyciągnąć do sklepu po ciuchy?"mamo daj spokój to za drogie","nie jestem Barbie"
                była samodzielną dziewczyną,odważną,dobrą.jeździła konno ,karmiła bezdomnych na dworcu.rano ,zeby trochę się poruszać wysiadał dwa przystanki wcześniej i szybkim marszem szła do szkoły .teraz wciąż się spóźnia,ledwo zwleka z łóżka ,budzi się wkurzona,kłóci się z nami o bzdury.jej młodszy brat pyta mnie co jej jest.ma 12 lat i dzisiaj mówił mi : "mamo czy to przez niego?nie wydaje ci sie,że on traktuje ją jak swoją własność?"
                jak mogę milczeć ??jak?
                tylko świadomość pewnych mechanizmów mnie powstrzymuje.
                jej tata ma silny kościec moralny.niestety dużo pracuje poza domem.zawsze był autorytetem teraz jest zadowolonym z siebie bubkiem ,któremu się wydaje ,ze wie wszystko.tak wie bardzo dużo.rozmawia z nią,pokazywał świat.jeździ po świecie i nawet w te wakacje dzięki niemu zobaczyła ciekawe miejsca w EU nie dla każdego śmiertelnika dostępne.
                co mówi pan?pokazał ci zepsuty świat.
                ten człowiek jest jak jednoosobowa sekta.
                nie mogę uwierzyć w to co widzę.
                jest jak opętana.
                musi być jakiś sposób.
                czuję bezsilność.
                tyle godzin przegadanych ,tyle podróży i wsparcia.zawsze może na nas liczyć.
                a kiedy mu mówi,że chce być lekarzem słyszy ,ze nie zgadza się na to,zeby a/kiedykolwiek pracowała w szpitalu nie daj Boże dyżury w święta czy niedziele czy noc!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                b/gabinet w domu i niech najlepiej z domu wychodzi na spacer tylko z nim
                • 14.12.10, 23:11
                  Przeczytaj sobie: www.cassiopaea.com/cassiopaea/psychopath.htm

                  Wbrew temu, co się obiegowo sądzi, psychopata to nie jest człowiek, który widzi słonie na ścianie biura albo uważa się za Jezusa. Psychopatów jest w społeczeństwie ok. 3-4%, tyle co anorektyczek, a mówi się o "epidemii" anoreksji.

                  Bycie podatnym na ofiarę psychopaty nie ma nic wspólnego z wartościami wpajanymi przez rodziców. Wręcz przeciwnie - im bardziej miła, frzeczna i altruistyczna dziewczyna (im mniej zołzowata, innymi słowy), tym bardziej da się omotać.

                  Proponuję poważną rozmowę, same konkrety. Najlepiej zrób sobie listę na papierze:
                  - zmiany w zachowaniu córki (od porannego wstawania z łóżka po wybory życiowe)
                  - niepokojące sygnały w zachowaniu chłopaka (dojrzały człowiek raczej nie odczuwa potrzeby nieustannej kontroli partnera)
                  - zmiany w stosunkach córki a reszty świata (np. ona a koleżanki, sport, wolontariat)

                  Generalnie przypominaj jej o rzeczach, które zawsze lubiła, a które obecnie zeszły na dalszy plan. Czy nie brakuje jej tych koni, podróży, pasji czy po prostu niebolącego żołądka?
            • 13.12.10, 21:13
              Myślę, że to nie jest odrzucenie wartości, tylko uległość silniejszej osobowości. Osobowości toksycznej, bo chłopak jej nie "adoruje" jak ktoś to wyżej określił - a zawłaszcza. Ona ma syndrom ofiary - wygląda na zaszczutą, to odbieranie telefonów w każdej sytuacji niekoniecznie świadczy o tym, że ona nie może się doczekać rozmowy - ale może świadczyć, że boi się wyrzutów i robienia z igły wideł. Miałam takiego faceta, który analizował szczegółowo czas dojazdu i potrafił prowadzić śledztwo bo dojechałam za szybko/za późno wg jego wyliczeń. Po godzinie takiego drążenia byłabym w stanie zrobić wszystko żeby tylko zamknął gębę. Tak bywa - z toksycznych układów bardzo trudno się wyrwać, szczególnie że on mi wygląda na takiego, który szantażowałby ją przy chęci odejścia.

              Chłopak sprawia wrażenie głęboko zaburzonego, jest sporo starszy - i łatwo mu manipulować młodą, niedoświadczoną dziewczyną.

              Rozmawiałabym z córką - nie krytykując go bezpośrednio, ale ośmielając do otwarcia się, i dyskutując na temat "prawd objawionych" - bo przecież piszesz, że w niej gaśnie radość życia, że nie wygląda na szczęśliwą i zakochaną, musi też wyczuwać, że coś jest nie tak. Lojalność, uleganie presji, życie pod cudze dyktando - a gdzie ta niezależność, którą chce wyzwolić w niej partner? zamienił stryjek siekierkę na kijek...
              • 13.12.10, 21:43
                kiedy nie odpisuje lub nie odbiera on panikuje,ze się coś między nimi psuje i podobno pyta w kółko czy go kocha,czy nie chce odejść
                tyle wiem
                złości ją to,ale odpisuje
        • 13.12.10, 21:18
          Ty z panną porozmawiaj szczerze, żeby przypadkiem narzeczony jej celowo nie zapłodnił, bo wtedy zero szans na wymarzone studia i jeszcze większe uzależnienie od gościa.
    • 13.12.10, 23:54
      Nie wiem czy dobrze doczytałam ale zdaje się, że nic nie wiadomo blizszego na temat tego pana, jego rodziny, pracy, środowiska, znajomych. Jeśli tak bardzo zależy mu na zachowaniu anonimowości to może tam jest pies pogrzebany. Na Twoim miejscu zrobiłabym dyskretny wywiad, może nawet przy pomocy jakiegoś biura detektywistycznego. Wygląda na niebezpiecznego typa, więc nie miałabym obiekcji przed taką akcją.
      • 14.12.10, 09:48
        Tak myślę o problemie i coraz bardziej widzę rodzaj uzależnienia córki od faceta. Niepokojące jest ten spadek nastroju i odporności, to, że córka widzi niektóre wady chłopaka, przyznaje się, że ją denerwuje jego nadmierny nadzór, a mimo to ciągle mu się podporządkowuje, że dziewczyna gaśnie, przecież powinna promieniować, być radosna, skoro kocha i jest kochana. A do tego jego opór przed pokazaniem jej w swoim towarzystwie, powiedzeniem rodzicom.
        I miałam kilka scenariuszy: najgorszy to taki, że facet diluje i że córkę uzależnił od narkotyków (pogorszenie stanu zdrowia córki, brak kontaktu z jego rodziną i znajomymi), drugi to, że gość ma pokiereszowaną rodzinę i przeszłość, że był w domu jakoś krzywdzony i teraz jest podejrzliwy, zamknięty w sobie, ma zły stosunek do wszystkich rodziców, drażni go dobra atmosfera w Waszym domu. A trzeci, że ma zaburzenia psychiczne i terroryzuje córkę, strasząc ją, że jak ona go rzuci, jak pozna kogoś innego, jak przestanie odpowiadać na jego smsy, to on popełni samobójstwo. I ona albo boi się o tym powiedzieć, bo wie, że wtedy wkroczyłabyś stanowczo, ale wysyla inne sygnaly świadczące o tym, że nie wszystko jej pasuje, albo odbiera to jako wielką, jedyną, romantyczną miłość i się tym karmi, choć też się tego obawia.
        Z drugiej strony może to jest zwykłe zakochanie córki, która jest ślepa na pewne sygnały, młoda, niedoświadczona dziewczyna łatwo wtedy ulega wpływowi faceta, czasami dorosła kobieta jest ślepa na alkoholizm i sadyzm partnera, wmawia sobie, że on się dla niej zmieni, a co dopiero mowić o takiej młodej dziewczynie. Pisanie dziesiątków smsów dziennie nie jest czymś wyjątkowym, widzę, że młodzież tak się głównie porozumiewa, zwłaszcza zakochani. Dziewczyna jest atrakcyjna, może on faktycznie chce ją tylko dla siebie, bo wie, że w tym wieku ona może jeszcze w każdej chwili się rozmyślić. Niemniej taka zaborczość, narzucanie swojego zdania, narzekanie, że maturzystka za dużo się uczy i że ma prawo nieopowiadać się w domu, to już wystarczy, żeby obawiać się takiego adoratora.
        • 14.12.10, 10:37
          narkotyki na pewno odpadają
          samobójstwem nie straszy
          rodziny nie znam.pełna i jak ją określa "normalna".ale jak wiadomo normy bywają różne.
          nie rzucę się na diagnozę rodziny . chociaż wierzyć mi się nie chce,że normalna ciepła rodzina mogła stworzyć takiego człowieka.kojarzy mi się to raczej z surowym wychowaniem.ale nie wiem jak jest i nie pojadę po być może Bogu ducha winnej rodzinie.
          dla mnie wysyłanie sms w ilościach do 90 dziennie nie jest normalne.nie w wieku 24 lat.żądanie spowiadania się z dnia , z kim rozmawia , na jakiej jest lekcji i dlaczego wyszła ze szkoły kwadrans wcześniej .ktoś kto nie ufa tak przepytuje.ja nie zgodziłabym się na to ani w jedną ani w drugą stronę.poza tym jak pracuję czytam ,skupiam się na czymś a tel wciąż klika to co to praca ,nauka?jechałam z nią kiedyś samochodem i wciąż to klikanie.w końcu mówię:słuchaj zatrzymam się,pogadajcie.ani my nie rozmawiamy ani wy.ja poczekam aż skończycie.to on nie może rozmawiać,bo rodzice są w domu i podsłuchują.
          córka powiedziała mi ,że zwraca się do niej takimi zwrotami : mam taki wymóg,zabraniam,możesz mi po prostu zakazać coś zrobić,a ja posłucham,masz zakaz coś tam robić np. "tak myśleć"wymogi dotyczyły fryzury:zakaz zmiany koloru ,całej fryzury...
          kiedy mi to mówiła skomentowałam ,ze chyba sobie pan żartuje i że to mnie niepokoi,że to nie jest partnerstwo.przyjęła do wiadomości i tyle.
          • 14.12.10, 10:44
            .pełna i jak ją określa "normalna".ale jak wiadomo normy bywają
            > różne.

            To opinia córki, która zna jego rodzinę i dom osobiście, czy to jest to co usłyszała od niego?
            • 14.12.10, 10:48
              córka nigdy u niego w domu nie była.on nigdy nie powiedział swojej rodzinie,ze się spotykają.
              jego siostra dowiedziała się od wspólnego kolegi o jej istnieniu i zaśmiewając się podobno do łez stwierdziła,ze się wszyscy domyślali,ale on mówił,żeby nie pytali i go zostawili w spokoju.ich wspólne towarzystwo to obśmiało,że spotykają się rok a on milczy i że to nienormalne.on stwierdził,ze "jest skryty "
              • 14.12.10, 10:54
                Czysty świr. Weź to córce wypunktuj i przedstaw, gość ma predyspozycje do bycia stalkerem, krzywdę jej może zrobić. Poszukaj jakiegoś dorosłego mężczyzny w otoczeniu, który mógłby typem trochę potrząsnąć i zmusić, żeby się odczepił od Twojej córki. Zepsuje jej maturę i zniszczy szansę na wymarzone studia, celowo.
              • 10.05.12, 09:28
                A on na pewno nie jest żonaty albo zaręczony? Bo to mocno wygląda na granie na dwa fronty. Względnie jest psychicznie chory, a jego rodzina o tym wie.
                --
                Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
    • 14.12.10, 10:25
      Co wiecie o człowieku, który tak zmienił Waszą córkę i jej życie, który pośrednio ma wpływ na całą Waszą rodzinę, wszedł de facto do waszego domu? Gdzie się poznali? Kim jest on, jego rodzina? Gdzie pracuje, czy uczy się, w jakich kręgach się obraca? Ma 24 lata, więc i jakąś przeszłość przed poznaniem Waszej córki. Jakieś poprzednie dziewczyny? Wiecie coś o nim?
      • 14.12.10, 10:45
        wiem gdzie pracuje te pięć zdań z siebie zdołał wydusić i mówi ,że lubi swoją pracę.
        wiem też gdzie się poznali-tzw.organizacja społeczna.
        nie skończył ostatniego roku studiów możliwe,że je w ogóle rzucił-nie ma prawa zapytać.
        o pierwszej dziewczynie sprzed iluś tam lat córka wie ,że istniała ,ale nie ma prawa nawet znać imienia.poprzednią znam troszkę-rok młodsza od mojej córki.rzuciła go po paru miesiącach,mścił się na niej przez sieć ,atakował przez gg.
        kolegów w swoim wieku ma dwóch-znam ich też bardzo mało w przelocie.poza tym garstka gimnazjalistów .
        • 14.12.10, 10:58
          Podsumowując. Wiedza o nim i jego środowisku jest raczej nikła i pochodzi od niego. Czyli żadna. Grzebie w Twoim komputerze aby śledzić Twoje ruchy,mści się na byłej dziewczynie. Słyszałaś o stalkingu? To wszystko nie wygląda dobrze. Myślę, że bierna obserwacja i rozmowy z córką (bardzo ważne i potrzebne) nie wystarczą. Ten człowiek osacza Twoją córkę, ubezwłasnowalnia ją, usiłuje wpływać na jej wybory życiowe. To nie jest miłość. To jest niebezpieczna patologia.
          • 14.12.10, 11:04
            ludzie ja to wszystko wiem
            tylko jak potrząsnąć?
            co zrobić?
            próbowałam w wakacje skontaktować ją z terapeutką-wybił jej to z głowy po pierwszym spotkaniu.
            ja z nim rozmawiałam i potrząsnęłam i co wystarczyło na tydzień.
            dla mnie to początkujący przemocowiec.jeszcze się nie rozhuśtał
            co konkretnie zrobilibyście na moim miejscu?
            • 14.12.10, 11:10
              Może Pani ekspert się wypowie i coś Ci doradzi. Mozesz też zamieścić ten wątek na forum <bezpieczeństwo kobiet>. Tam radzi specjalista od takich ekstremalnych sytuacji. Gdyby to dotyczyło mojej córki to bym po prostu wziął go w ustronnym miejscu za frak i jasno w żołnierskich słowach powiadomił, że ma zniknąć z życia mojego dziecka raz na zawsze.
              • 14.12.10, 11:33
                Gdyby to dotyczyło mojej córki to bym po prostu wziął go w
                > ustronnym miejscu za frak i jasno w żołnierskich słowach powiadomił, że ma znik
                > nąć z życia mojego dziecka raz na zawsze.
                Zdecydowanie odradzam takie działania. Pan na bank powie dziewczynie i po pierwsze, uczucie stanie się jeszcze bardziej melodramatyczne i przez to pociągające dla młodej dziewczyny, po drugie możesz z nią stracić całkowicie kontakt, łącznie z jej wyprowadzką, pan pracuje, teoretycznie może wynająć mieszkanie, a córka jest pełnoletnia i nawet nie miałabys prawa jej ściągać do domu przemocą. Z tego, co piszesz, masz z nią dobry kontakt, to trzeba utrzymać za wszelką cenę, bo jak się obrazi, wręcz znienawidzi matkę za takie potraktowanie ukochanego, to wszelkie dalsze interwencje mogą być daremne.
                Z drugiej strony trzeba działać, bo jak ktoś wcześniej słusznie zauważył, facet może chcieć ubezwłasnowolnić dziewczynę, fundując jej dziecko.
                Jak przestrzegasz ją przed tym człowiekiem, to jak ona go broni? Co w nim ceni, co jej się podoba? Jakie on ma zalety? Może zabójczo przystojny i męski? Bo charakterem chyba nie, skoro jej odradza medycynę, tłumacząc, że mało zarobi? Mają jakieś wspólne pasje?
                Moja córka, teraz starsza 1,5 roku od Twojej, ale w związku już ponad 2 lata, o swoim wybranku opowiada dużo dobrego, wiem, co ją w nim pociąga, jakie ma pozytywne cechy charakteru. Kłócą się czasami, ale tak w granicach normy. Związek nie jest typowy, nie do końca mam pewność, że to jest najlepszy wybranek, zwłaszcza że pierwszy i może lepiej by było, gdyby córka miała większe doświadczenie i porównanie, ale nie mam żadnych sygnałów o jakiejkolwiek patologii w związku, natomiast to, co opisujesz, to już niestety patologią można nazwać. Zadatki na stalkera naprawdę poważne. Córka zna ten problem?
                Na marginesie. Większość facetów nie lubi, jak kobieta zmienia kolor włosów. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale zauważyłam to zjawisko na dużą skalę. Moja córka mimo podobnych obiekcji ukochanego włosy przefarbowała, czy Twoja słucha swojego bezwarunkowo? Boi się go czymkolwiek urazić? Jest mu całkowicie posłuszna? Może to ją tak wykańcza psychicznie? Wie, że robi głupio, a jednocześnie nie może się uwolnić od tej zależności. W sumie biedne dziecko.
                • 14.12.10, 12:38
                  jej ostatnią linią obrony było zdanie,że mam sie od nich odczepić.
            • 14.12.10, 11:18
              macie jakiegos zaprzyjaźnionego informatyka?sprawdzcie domowy komputer czy nie zainstalował tam programów szpiegowskich

              Córka- no cóż, okrutnie to przykre ale widac chce być ofiarą stalkera
              Jak się zaprze, nic nie poradzicie
              Nawet jesli udałoby się wam zorganizowac spotkanie z jego ex, aby dziewczynie oczy otworzyla, panna zaraportuje do chlopaka ,



              --
              Zyzio krzyczeć nie jest w stanie:kto usłyszy na polanie?
              może lisek sie zlituje i po drwala pocwałuje?
              Ale lisek w miejscu stoi iść po drwala on się boi...
              Zanim zdołałby coś wrzasnąć,drwal siekierą mógł go trzasnąć...
            • 14.12.10, 11:23
              Napisałam wyżej: zaprzyjaźniony dojrzały mężczyzna, który w krótkich żołnierskich słowach wytłumaczy narzeczonemu córki, że ma trzymać się od dziewczyny z daleka + przetrzepanie kompa.
            • 14.12.10, 23:30
              Daj córce ten kwestionariusz. Możesz jej podkreślić punkty 3, 4, 6, 11, 15, 17, 19, 20, 21, 26 (ten gabinet w domu i żadnych szpitali!). O rany, to już dziesięć punktów, na które my tutaj możemy odpowiedzieć twierdząco, a nie da się wykluczyć twierdzących odpowiedzi na wiele z pozostałych pytań.

              Wśród kobiet rozwiązujących ten test często pojawiają się wątpliwości, czy istnieją mężczyźni, co do których nie można odpowiedzieć twierdząco na żadne z tych pytań. Istnieją. Znacząca większość, bo ponad 90% mężczyzn, uzyska w tym teście wynik równy zero. Nie oznacza to jednak, że odpowiedź pozytywna kompletnie coś tutaj przesądza. Pozytywne odpowiedzi nie są diagnozą. Mogą jedynie stanowić materiał do gruntownego przemyślenia.

              1. Czy na początku znajomości intuicyjnie wyczuwałaś/wyczuwasz, że Twój partner mógłby, w przeszłości wobec innej kobiety albo teraz lub w przyszłości wobec Ciebie, stosować przemoc? 2. Czy poszukiwałaś czegoś takiego, jak ten test, właśnie z myślą o nim i o tym przeczuciu?
              3. Czy na początku znajomości mężczyzna starał się przyśpieszyć nadmiernie naturalny bieg wydarzeń? Czy proponował od razu bliższy związek niż oczekiwałaś? Upierał się przy jak najszybszym ślubie lub jak najszybszym zamieszkaniu razem?
              4. Czy rozwiązuje konflikty w sposób konfrontacyjny, używając emocjonalnego szantażu, zastraszania, wyśmiewania lub przemocy?
              5. Czy używa obelżywych słów?
              6. Czy masz wrażenie, że stara się zdobyć kontrolę nad Tobą?
              7. Czy w sporach lub bez powodu używa gróźb wyrządzenia fizycznej krzywdy Tobie lub komuś innemu, grozi popełnieniem samobójstwa, ujawnieniem tajemnic, porzuceniem albo odmową wsparcia materialnego?
              8. Czy w złości niszczy różne przedmioty albo tłucze w nie rękami lub nogami? Czy stosuje przemoc symboliczną, jak darcie zdjęć, cięcie twarzy na fotografii, lub niszczenie ważnych pamiątek i symboli?
              9. Czy kiedykolwiek uderzył związaną z nim wcześniej kobietę? Czy twierdzi, że to ona jest temu winna, ponieważ sama doprowadziła go do stanu złości?
              10. Czy nadużywa alkoholu, leków psychoaktywnych lub narkotyków? Czy twierdzi, że ma luki w pamięci po użyciu tych środków? Czy po użyciu tych środków staje się agresywny wobec kogokolwiek?
              11. Czy miał jakiekolwiek kłopoty z prawem z powodu wykroczeń przeciwko jakimś osobom - groźby, nękanie, naruszanie nietykalności cielesnej lub za akty wandalizmu?
              12. Czy często żartuje na temat przemocy, lub poniżania kogoś? Czy masz wrażenie, że jego poczucie humoru jest skoncentrowane na tematach związanych z destrukcją, rywalizacją, walką i przemocą?
              13. Czy usprawiedliwia napady furii tym, że był pod wpływem alkoholu lub innych środków - "to mówiła wódka, a nie ja", "to się zdarzyło tylko dlatego, że byłem pijany (naćpany, na lekach, bez moich leków itd.)"?
              14. Czy zdarzyło się kiedyś, że pobił kogoś w napadzie szału takim, że nie pamiętał później co robił?
              15. Czy masz czasem wrażenie, że on nie przyjmuje odrzucenia lub odmowy do wiadomości?
              Czy on oczekuje, że związek będzie trwał wiecznie? Czy używa takich zwrotów jak "razem do grobowej deski", "na zawsze", "bez względu na wszystko"?
              16. Czy bagatelizuje przypadki złego traktowania Cię przez kogoś innego, lub przypadki, kiedy sam źle Cię potraktował?
              17. Czy poświęca nieproporcjonalnie dużo czasu na rozprawianie o Tobie? Czy opiera swoją tożsamość na tym, że jest Twoim mężem, kochankiem itp.?
              18. Czy próbuje wciągać swoich lub Twoich przyjaciół lub krewnych w kampanię mającą na celu podtrzymanie albo odnowienie związku?
              19. Czy nadzoruje Twoje poczynania albo śledzi Cię?
              20. Czy jest przekonany, że inni występują przeciwko niemu? Czy bezpodstawnie uważa, że osoby Ci bliskie nie lubią go i próbują Cię nakłonić, byś go zostawiła?
              21. Czy ma opinię osoby nieskłonnej do kompromisów i nieelastycznej?
              22. Czy utożsamia się lub porównuje z postaciami o gwałtownym charakterze, skorymi do przemocy, zarówno fikcyjnymi (z filmów lub książek) jak autentycznymi (z doniesień prasowych i historii). Czy twierdzi, że akty przemocy, których te osoby się dopuszczały, były usprawiedliwione?
              23. Czy często obwinia innych za swoje kłopoty? Czy masz wrażenie, że nie przyjmuje odpowiedzialności za rezultaty swoich działań?
              24. Czy doświadczał przemocy na własnej skórze albo był jej świadkiem, na przykład w domu rodzinnym, domu dziecka, podczas wojny itp.?
              25. Czy usprawiedliwia swoje złe postępowanie wobec Ciebie tym, że taka jest rola mężczyzny?
              26. Czy ma sztywne wyobrażenia na temat roli mężczyzny i kobiety w związku, które w ogóle nie podlegają dyskusji?
              27. Czy boisz się czasem, że może Cię uderzyć, krzyczeć na Ciebie, ukarać Cię, zranić lub zabić? Czy rozmawiałaś o tym z innymi osobami?


              I pamiętaj, że istnieje wiele rodzajów przemocy, nie tylko fizyczna.
    • 14.12.10, 11:58
      kobieto, corka jest jeszcze praktycznie dzieckiem ( ma dopieto 18 lat) a on nie dla niej.
      poki sama nie przejrzy na oczy, nie zrobisz z tym nic i mozesz sie tylko temu przygladac z boku.
      znam podobny przypadek, gdzie to kobieta ponad 30 latnia ma ten sam problem ze swoim partnerem, ktory ma 40 lat na karku i zachowuje sie identycznie, jak ten absztyfikant Twojej corki.
      jej nic nie wolno, ze wszystkiego musi mu sie tlumaczyc a on robi, co chce.
      jej matka i ojciec, z ktorymi zreszta mieszkaja powiedzieli, ze to jej zycie, ona ich nie sluchala, wiec umyli rece i powiedzieli, ze wtracac sie nie maja zamiaru, wiec niech sie dzieje, co chce.
      ona ma z nim dziecko, ktoremu za duzo uwagi tatus nie poswieca i chce miec z nim nastepne...
      ona niejednokrotnie sie skarzyla, jaki z niego dran, ale mnie to zaczelo wkurzac i stwierdzilam, ze ja nie chce sluchac jej utyskiwan i niech przestanie na niego narzekac.
      widocznie jej z tym dobrze, skoro z nim siedzi.
      nie moj cyrk, nie moje malpy.
      --
      Jestem tak paskudna, ze za kazdym razem, kiedy ide sie kapac, woda ucieka z wanny:P
      • 14.12.10, 12:23
        Moim zdaniem musisz zacząć od siebie. W głowie mi się nie mieści, że gość przetrzepał TWOJEGO kompa, zdał sprawozdanie córce, jakie strony TY przeglądasz. A rozważana jest możliwość wpuszczenia tego pana do TWOJEGO domu na "próbne" pomieszkanie razem ....
        Córka jest dorosła, nie możesz jej nic kazać, ale gdyby to było w moim przypadku - NO WAY, że gość, któy MNIE szpieguje, przestępuje kiedykolwiek potem próg MOJEGO domu.
        Nie widzę u Ciebie tej stanowczości. Zamartwiasz się o córkę, a sama nie potrafisz postawić panu granic w stosunku do SIEBIE.
        Ja bym się zastanowiła, czy grzebanie w cudzych rzeczach wbrew woli i wiedzy właściciela nie podlega pod jakiś paragraf, ale nie znam się na tym. Jesli tak, zgłosiłabym na policję.
        I to możesz zrobić, bo dotyczy CIEBIE.
        • 14.12.10, 12:33
          maleme dowiedziałam się niedawno.od tego dnia pana do domu nie wpuściłam.a reset jest w niedzielę.jeśli w tej chwili pan się orientuje,ze piszę nie jest to dla mnie problem.
          i jasno powiedziałam,że mieszkanie u nas odpada.zatkało mnie,przelało i wybuchło.tempo wydarzeń ostatnio jest expresowe.
          • 14.12.10, 13:09
            Biurkowolne,
            jestem przerazona. Opisujesz jakby moją historię, a twoja córka to prawie ja wiele lat temu. Ja sie w ten sposób zakochałam w wieku 19 lat i to była prawdziwa obsesja. pierwsza miłosc. Facet - wypisz wymaluj. Psychopata, przemocowiec, a to wszystko ukryte i dla mlodej dziewczyny trudne do zdiagnozowania. Trzeba znac zycie. I ta potrzeba kontroli drugiego czlowieka. I pełno chlubnych zasad, które jego samego nie dotyczą.
            Moim zdaniem córka ma depresję. Jest rozdarta, w każdym razie ja byłam, bo nie czulam sie właściwie przy nim szczesliwa!!!! A mimo to nie wierzylam w zadne przestrogi - a moze wierzyłam, tylko twierdziłam, ze tak musi byc, a ja go tak kocham, ze wszystko zniose. Nie pomagały delikatne interwencje, nie pomagały jego ewidentne świństwa, byłam zafiksowana. Wzielismy ślub (miałam już 24 lata, powinnam by rozsądniejsza!!!!!!), urodziłam dwoje dzieci. jakos to się snuło, z róznych przyczyn. Potem nawrót depresji (pierwsza była jeszcze na studiach), było już bardzo źle aż coś się w końcu zdarzyło (a miałam już 30 lat) i zdołałam uciec. Tak, uciec po cichu, wymknąc się z domu i ukryc przed nim, nie byłam zdolna normalnie odejśc, tak byłam osaczona i zmanipulowana, ale juz rok wczesniej zaczynałam odzyskiwac rozsądek.
            Teraz jestem bardzo szczęśliwą rozwódką. Jedyny mój problem to córka, która odziedziczyła w genach pewne cechy ojca, dla mnie zupełnie nie do zaakceptowania i "od czapy". I do końca życia będe załowała, ze wybrałam tego człowieka naojca moich dzieci, niczego innego nie żałuję, bo te ciężkie doswiadczenia pomogły mi dorosnąc i dojrzec.

            Nie wim, co możesz zrobic dla córki. Mnie nie pomogło nic, nawet zmiana uczelni i wyprowadzka do innego miasta. Ale może własnie moi rodzice i znajomi powinni byli wtedy nazywac rzeczy po imieniu, a nie "byc kulturalni i delikatni?" Byłam w końcu stosunkowo rozsądna i wiedziałam, ze w gruncie rzeczy mieli rację. Gdybym tylko była wtedy wiekszą egoistką i myślała więcej o własnym tyłku - albo chociaż wiedziała, co to asertywnośc!. A mój dom tez był bardzo szczęśliwy, choc moja Moja mama jest nieco despotyczna i przytłaczająca. A Twoja corka tez jest za dobra, skoro karmila biednych - teraz byc może czuje misję zaopiekowania się biednym popaprańcem, który kocha ją obłednie (no bo przecież tak twierdzi, no nie? tylko jakoś nijak nie udowadnia czynem i postepowaniem) i którego nikt na tym złym swiecie nie rozumie....
            Teraz pewnie juz za późno, ale trzeba dzieci uczy brac i dbac o swój tyłek, a nie tylko dawac... taka smutna refleksja.
            Potem rożne sytua
            • 14.12.10, 13:24
              Jeszce jedno, bo wspomniałas cos o jednoosobowej sekcie - TAK! TO JEST SEKTA. I pomóc mógłby jakis specjalista od sekt.
              Mam parę pomysłow, co JA bym zrobiła, ale to dośc drastyczne i ryzykowne.
              • 14.12.10, 13:33
                napisz
                • 14.12.10, 14:20
                  No więc ja:
                  1. Na policję zgłosiłabym grzebanie w kompie i rzeczach osobistych. Celem jest pokazanie córce, ze chlopak nie jest po prostu niekulturalny (oj, mamo, każdy ma jakieś wady), lecz robi rzeczy niezgodne z prawem.
                  2. Potraktowałabym chłopaka przy pierwszej sposobności jak niedorosłego szczeniaka, kumpla mojego młodszego syna. Pretekstem na przykład te sms-y (żenujący brak kultury przejawiający się wydzwanianiem czy tam pisaniem do kogoś z taką częstotliwością itp, itd). Taka rozmowe z chłopakiem (per: drogie dziecko) powinien przeprowadzic koniecznie (!!!) twój mąż. I to w obecności córki. Jestem zdania, ze dobry ojciec to dla dziewczyny duuuży autorytet i fakt, ze ten ojciec (i matka) nazywają jego konkretne czyny po imieniu będzie mialo dla Twojej córki znaczenie, choc się do tego na razie nie przyzna. Celem jest też uświadomienie córce, ze temu chlopakowi MOZNA i NALEŻY sie przeciwstawiac. Z twoich opisów wynika, ze jego rodzina tego nie potrafi.
                  3. Poszłabym do jego rodziny. Na bezczelnego, pod pretekstem, ze pora sie poznac, skoro dzieci są juz ze soba tak długo i byc moze dziadkami zostaniecie niedługo (a co tam, postraszyc mozna). W rozmowie w sposób inteligentny i zakamuflowany zwróciłabym uwagę na jego "dziwactwa" - na przykład potrzebę kontroli (och, jak on bardzo zakochany, ale czy państwa jednakowoż nie niepokoi......). Chodzi o to, zeby on nie miał takiego świętego spokoju w domu, zeby rodzice podskórnie niepokoili się, czy on małolaty nie krzywdzi (ja wiem, że oni chca by wciąż razem i jemu przykro, gdy ona musi się dużo uczyc, bla bla bla....), może to ich wyczuli na pewne zachowania, może uda się podpytac, czy bywa agresywny. Chodzi też o odarcie chłopaka z aureolki tajemniczości.
                  4. Wysłałabym na rozmowę z chłopakiem paru "znajomych". Najlepiej jakiś "wujek" albo "ojciec chrzestny", jakies 120 kg wagi i paru jego kumpli. Tylko rozmowa, reszta stoi sobie w pobliżu. Żadnych przesadnych gestów, tylko pare sugestii, ze jesli... gdyby... W razie czego wszystkigo sie wyprzecie, w końcu będą świadkowie, prawda? Jeśli dobrze rozpoznaje typ, to łatwo da się zastraszyc. Nie miałabym żadnych wyrzutów, a mam akurat pod ręką czterech chłopa powyzej 180 i od 100 do 140 kg. Mogłoby go to naprawdę zniechęcic do córki.
                  5. Zagrałabym w "matkę wariatkę". Gdyz już w tej chwili wiadomo, ze uwolnic sie od chlopaka będzie trudno, a dziewczyna nie ma na to siły i odporności. On ja bedzie szantazował, nekał, ścigał na gg czy gdzies tam - tacy ludzi potrafia zniszczyc, jesli nie jest sie wredną zołzą. Bądź zołzą za nią. To trudne, wiem, zadzwoń do niego pare razy dziennie (sms-y też wskazane, byle nie obraźliwe!!!), zajrzyj do niego do pracy (serio!), nawiedź rodzinę. I tu najbardziej liczyłabym na sprowokowanie go do jakiejs głupoty. Córce może to otworzyc oczy. Ja wiem, ze Ty sie boisz, ze ją stracisz - to nie tak. Ona kiedys odzyska zdrowy rozsądek, ale to moze trwac miesiace albo lata.
                  6. Jednak - choc normalnie to nie byłoby wskazane - w tym przypadku wypowiadałabym sie o nim bez ogródek. Córka sie zatnie "na złośc?" I co z tego? gorzej już nie będzie, jest maksymalnie uzależniona i jesli on kiwnie palcem, ona zrobi, co on chce, na przykład zrezygnuje ze studiow. Nie łudź się, że jest inaczej. Ale kropla drąży skałę i moim zdaniem nalezy jej uświadamiac, ze to nie jest "trudny charakter" tylko "psychopata", nie jest "niezrozumiany" tylko "totalny egoista" nie "dba o nią" tylko "zawłaszcza". Statystycznie gdyby dużo osób równocześnie powiedziało o nim "cholerny dupek", to jest szansa, ze córka uwierzy. Może sie nie przyzna tak od razu, ale jednak ziarno zostanie zasiane.
                  7. Gdyby mnie bylo stac, zafundowałabym jej Sorbonę, Oxford albo Guilliard School. Oczywiscie zadnej gwarancji, ze poskutkuje, gdyż bardziej oczy otwiera codzienne oglądanie błedów, niż idealizowanie na odleglośc. może gdyby zamieszkali razem, cos by dotarło? Ale po trzech latach (minimum dwa), a nie jutro.
            • 15.12.10, 16:58
              >>>Teraz jestem bardzo szczęśliwą rozwódką. Jedyny mój problem to córka, która odziedziczyła w genach pewne cechy ojca, dla mnie zupełnie nie do zaakceptowania i "od czapy". >>>

              Dla mnie nie do zaakceptowania jest,ze traktujesz corke jak przedluzenie jej ojca i wyrzut z przeszlosci.
        • 14.12.10, 17:05

          Córka jest dorosła, nie możesz jej nic kazać, ale gdyby to było w moim przypadk
          > u - NO WAY, że gość, któy MNIE szpieguje, przestępuje kiedykolwiek potem próg M
          > OJEGO domu.



          ze corka ma 18 lat, to jeszcze nie znaczy, ze jest dorosla.
          dorosla to ona bedzie, jak pojdzie na swoje, usamodzielni sie a tymczasem chce mieszkac u mamusi z vhlopakiem.
          bez jaj.
          do doroslosci to jej jeszcze daleko.


          --
          Jestem tak paskudna, ze za kazdym razem, kiedy ide sie kapac, woda ucieka z wanny:P
    • 14.12.10, 13:12
      Okej, czyli jak on zareagował na Twój zakaz zamieszkania w Waszym domu?
      I tak pomyślałam..a może jakiś inny mężczyzna? Ma jakichś kolegów z dawnych lat, którzy będą mogli jej powiedzieć, co o nim myślą? Matka stara, na niczym się nie zna, koleżanki zazdrosne, bo nie przeżywają takiej true love, a opinia jakiegoś sensownego chłopaka może do niej trafi?
      Pomyślałam też może o psychologu szkolnym, który zorganizowałby jakąś pogadankę w klasie na temat stalkingu czy toksycznych związków. Zebrać dziewczyny z jednej czy kilku klas i dać im do wypełnienia np.
      ten test
      a potem sensownie, z wyczuciem o tym pogadać.
      --
      Oto mój podpis dodawany automatycznie do postów, które napiszę.
      • 14.12.10, 13:57
        Pomysł z psychologiem i testem w szkole przedni. Jeśli nie ma takich zajęć z psychologiem, podsunąć wychowawczyni na jakąś lekcję wychowawczą. To wiek, kiedy powstają już nieco poważniejsze związki, idealny moment na uświadomienie tym dużym dzieciakom zagrożeń ze strony potencjalnych partnerów. Na miejscu odpowiedzialnych pracowników kuratorium taki test narzuciłabym wszystkim szkołom do przeprowadzenia na lekcji wychowawczej w ostatniej klasie szkoły średniej. Może jakiś poważny psycholog mógłby jeszcze nad nim popracować, ale ogolnie temat jest naprawdę poważny i takie uświadomienie mogłoby być niezwykle pomocne.
        Zadanie matki jest niebywale trudne. Z jednej strony mamy dać dzieciakom wolną rękę, nie wtrącać się, nie narzucać, pozwolić popelniać błędy, by się na nich uczyły, z drugiej kto, jak nie rodzice, mają dziecku pomóc na zakręcie, w trudnym momencie? Mamy bezczynnie patrzeć, jak nasze dziecko pakuje się w bardzo toksyczny związek? Przecież tak człowiek nieraz marnuje sobie całe przyszłe życie. A z reguły nie tylko sobie, ale też następnemu pokoleniu, bo ojciec przemocowiec zawsze łamie charaktery swoim dzieciom, one są najbardziej narażone, bo najbardziej bezbronne i ufne. Ufff, to naprawdę ciężki przypadek.
      • 14.12.10, 14:07
        nie wiem jak zareagował na odmowę.ona mi powiedziała.odmówiłam ,zapytałam czyj to był pomysł.eee no w sumie jej,ale on wiedział ,przystał,nie protestował.
        on nie konfrontuje się wprost.używa sms ów i gg.w rozmowie wprost przytakuje lub nie mówi nic.siedzi za monitorem i wtedy atakuje .
        a psychologiem szkolnym pogadam.znam panią .jest sensowna.
        • 14.12.10, 14:21
          i żaden kolega nie wchodzi w grę. z ludźmi ze swojego roku się nie kontaktował przynajmniej tak to opisał. a jej nie wolno o nic pytać,bo słyszy,ze chce go szpiegować i kontrolować.
          słuchałam ,zapytana komentowałam ,że jest z zupełnie innej bajki niż ja. mam dwóch bliskich kolegów introwertyków ,ale oni naprawdę rozmawiają, a on cedzi jakby każda informacja była towarem nad którym sie zastanawia czy może pokazać czy nie.
          nauczyłam się mówić na paluszkach ,ze takie zachowanie mi sie nie podoba.nie on a zachowanie.myślałam :jej wybór,znudzi jej się.jej wybór ja nie wyrobiłabym jednego dnia ,ale to ja.a potem widziałam jak sie kurczy i czasem coś mówiła.często nie wprost,czasem się wycofywała,innym razem wściekała na niego i wtedy mówiła .
          • 14.12.10, 15:25
            Biurkowoknie,
            ale chodziło mi o jakichś dawnych kolegów Twojej córki, takich, z którymi się przyjaźniła albo kolegowała lub uprawiała razem sport. Może ci koledzy mogliby jakoś zadziałać.
            Nie jestem za stosowaniem metod partyzanckich, ale jeśli uznasz, że wszytskie opcje są dozwolone to nie wiem..przyszło mi na myśl poszpiegowanie wśród jego rodziny/znajomych - co to za człowiek w ogóle, przymuszenie go do szczerości i nagranie jego prawdziwych opinii o córce (np. przechwalania się, że ta durna małolata tańczy tak, jak on jej zagra) - może gdzieś po alkoholu?, może poznanie jego nru gadu gadu i nawiązanie kontaktu jako np. młoda, ładna dziewczyna i również wyciągnięcie podobnych informacji?
            Ja wiem, że to brzmi strasznie i jest poniżające, zaraz na pewno dostanę słuszną zj...kę, ale dla mnie bezpieczeństwo córki byłoby ponad zasadami dobrego wychowania.
            --
            Oto mój podpis dodawany automatycznie do postów, które napiszę.
          • 14.12.10, 15:35
            >a jej nie wolno o nic pytać,bo słyszy,ze chce go sz
            > piegować i kontrolować.
            A to jest dopiero kuriozalne wobec tego, że dziewczyna biega z komórką do kibla, żeby tylko na czas odpowiedzieć na nagabujące ją smsy. Jak można nie widzieć tej dysproporcji? Trzeba jej to za każdym razem probować pokazać, uzmyslowić.
        • 14.12.10, 14:33
          Unika konfrontacji... To daje Ci broń do ręki. Trzeba go zmusic do konfrontacji. Pewnie Twój mąż wróci na święta. Zaproś chłopaka córki do Was . Usiądźcie wszyscy czworo przy stole. Porozmawiajcie wprost o Waszych zastrzeżeniach, obawach, o tym co Wam się nie podoba. Grzecznie, spokojnie ale bez owijania w bawełnę. Jego to nie zmieni ale Waszej córce może unaoczni z kim się zadała. I nie dajcie się zbić z tropu ingerencją w ich sprawy itp. TO ON INGERUJE W WASZE ZYCIE. Niech poczuje, że stoicie za córką murem, że nie pozwolicie jej skrzywdzić, że nie boicie się go tak jak ona. Niech się dowie, że wiecie o grzebaniu w Waszym komputerze . To tchórz i słabeusz i Wasza rola aby te jego cechy zobaczyła również córka.
          • 14.12.10, 15:25
            Zaproś chłopaka córki do Was . Usiądźcie ws
            > zyscy czworo przy stole. Porozmawiajcie wprost o Waszych zastrzeżeniach, obawac
            > h, o tym co Wam się nie podoba. Grzecznie, spokojnie ale bez owijania w bawełn
            > ę.
            Dobra rada pod warunkiem, że pan po pierwszych zdaniach z zarzutami pod jego adresem nie wstanie z hukiem od stołu i nie wybiegnie obrażony, a za nim jeszcze bardziej obrażona córka. Taką możliwość też należy wziąć pod uwagę. Córka ma jeszcze z Tobą kontakt, utrata tego kontaktu jest bardzo ryzykowna. Tu trzeba działać stanowczo, ale z wyczuciem, nie wolno spłoszyć córki, bo naprawdę narobi głupstw. Znam pary, ktore by uniknąć nacisków na rozdzielenie celowo fundują sobie dziecko, a rodzicom ślicznego wnusia lub wnusię i tym skutecznie wszystkim zatykają usta. Sobie drogę do normalnego, w miarę szczęśliwego życia tym bardziej.
          • 14.12.10, 15:48
            No niby masz rację, ale kto zniósłby taką konfrontację z rodzicami chłopaka/dziewczyny? Zwłaszcza jak się ma 24 lata a nie 14. To nawet nie-przemocowiec i normalny facet podszedłby do tego z rezerwą i nieufnie.

            Natomiast zgadzam się, że warto z nim pogadać i gadać z nimi razem jak najczęściej, rozmowa to najlepszy sposób na poznanie człowieka. I to niekoniecznie nawet rozmowa o konkretnym problemie czy Twoich wątpliwościach, tylko o duperelach. Tak jakby to była zwyczajna kolejna wizyta chłopaka córki. Jak będziesz z nim spokojnie gwarzyć o kulinariach, polityce i najnowszych filmach w kinie, to może straci tą czujność i z czymś szokującym wyskoczy. W rozmowie człowiek się zawsze sypnie, jak mawiał Herkules Poirot :)

            Zawsze coś wyjdzie, albo on się zaperzy na Twoje pytania, albo skrytykuje Twoją córkę, a nuż ona to zauważy. Albo Ci histerycznie powie, że nie masz prawa pytać. No COŚ pewnie wylezie.

            I wtedy możesz unieść brwi i spokojnie zapytać czy naprawdę tak myśli, bo jeśli tak, to niedobrze, bo to znaczy że ma problem. I masz go przyszpilonego jak muchę na ścianie.
            • 14.12.10, 15:59
              Aha, jeszcze zapomniałam zapytać o przeszłość. Piszesz, że są razem od 1,5 roku, czyli już jakiś czas.

              Wcześniej nie było takich problemów?
              Ile razy ten facet był u Was?
              Mówisz mu po imieniu?

              Jakoś tak mi wychodzi, że mimo długiego w sumie stażu, Ty go w ogóle nie znasz. To też jest niepokojące, zwłaszcza, że zaczynali się spotykać jak córka była nieletnia, a on sporo starszy. To gdzie wtedy byliście z mężem - wtedy kiedy się 16-17 latki pilnuje, żeby głupot z "miłości" nie zrobiła? Wtedy się chłopaka gości, bada, poznaje. W naturalny sposób dowiaduje o nim troszkę wiecej, zwłaszcza, że to nie równolatek z klasy, tylko facet 6 lat starszy.

              Nie chcę Cię krytykować ani atakować, wygląda na to że masz z córką dobrą relację i może po prostu jej mocno ufałaś od początku. Pytam bo mi brakuje tu informacji, żeby sobie wyrobić zdanie na temat pana.
              • 14.12.10, 16:28
                Prawie 17-latka i 22-latek to jeszcze nie patologia, tym bardziej, że dziewczyny są z reguły bardziej rozwinięte intelektualnie i emocjonalnie niż chłopcy i nie dziwi mnie, że rodzice na początku nie byli może aż tak bardzo zaniepokojeni. Dziewczyna byla do tej pory (i nadal jest w innych obszarach) raczej rozgarnięta i poukladana. Zresztą problem trwa, jak wyczytałam, nie pojawił się dziś, matka próbowała różnych sposobów, by dziewczynie obrzydzić faceta, wie, że na siłę nic nie zrobi, bo tylko utraci kontakt z dzieckiem. Sorry, ale ktoś, kogo ten problem nie dotyczy bezpośrednio, znaczy kto nie ma dorastającej zakochanej córki, może krytykować rodziców, że zawczasu nie działali, ale to naprawdę jest trudne i ten wątek właśnie o tym jest. Bo nastraszyć pana, pogonić z domu, zabronić córce widywać się może nie jest trudno, ale odzyskać zaufanie córki po takich akcjach i wyegzekwować zakaz - często niewykonalne. Co? Zamknąć panienkę i przykłuc za nogę do kaloryfera?
                • 14.12.10, 18:28
                  bardzo dobrze wyczuwasz o co mi chodzi
            • 14.12.10, 16:05
              No niby masz rację, ale kto zniósłby taką konfrontację z rodzicami chłopaka/dzi
              > ewczyny? Zwłaszcza jak się ma 24 lata a nie 14. To nawet nie-przemocowiec i nor
              > malny facet podszedłby do tego z rezerwą i nieufnie.


              Normalny facet wziąłby to na klatę i zrobił wszystko aby rozwiać wątpliwości rodziców.

              Tak jakby to była zwyczajna kolejna wizyta chłopaka córki. Jak będziesz z nim
              > spokojnie gwarzyć o kulinariach, polityce i najnowszych filmach w kinie, to moż
              > e straci tą czujność i z czymś szokującym wyskoczy. W rozmowie człowiek się zaw
              > sze sypnie, jak mawiał Herkules Poirot :)


              Jak sobie wyobrażasz te lekkie rozmowy towarzyskie o duperelach w kontekście grzebania w komputerze i śledzenia autorki w necie. Kpisz czy nie doczytałaś?
              • 14.12.10, 16:14
                Jak sobie wyobrażasz te lekkie rozmowy towarzyskie o duperelach w kontekście gr
                > zebania w komputerze i śledzenia autorki w necie. Kpisz czy nie doczytałaś?



                Nie kpię, ale podobnie jak 99% odpowiadających tutaj zgadzam sie ze nie mozna chłopa wykurzyć i nastraszyć albo zbic w bramie, bo to tylko pogorszy sprawę.

                Co robi autorka? Rozmawia z córką, z nim nie. W ogóle. Więc sądzisz że jak go wezmą w obroty z mężem, to się przestraszy i zacznie być miły? Albo że córka NAGLE zobaczy, ze kolo ma nierówno pod sufitem?Wolne żarty.

                Jasne, że trzeba wyjaśnić sprawę grzebania w necie, ale jeśli chcesz osiągnąć sukces bez utraty córki, to trzeba wojnę podjazdową poprowadzić, choćby nie wiem jak się chciało kolesiowi w pysk dać.

                A poza tym dziewczyna spotyka się z nim od 1,5 roku. To co się działo to dej pory? Hę?
                • 14.12.10, 18:19
                  trzy razy z nim rozmawiałam.dwa razy łagodnie raz na ostro.po tygodniu od rozmowy wraca do punktu wyjścia.
                  • 14.12.10, 18:25
                    biurkowoknie napisała:

                    > trzy razy z nim rozmawiałam.dwa razy łagodnie raz na ostro.po tygodniu od rozmo
                    > wy wraca do punktu wyjścia.


                    Wiesz, ja to doskonale rozumiem, bo jak masz niby ustawić do pionu 24-latka? Jakby to był kolega z klasy, to jeszcze rozumiem, ale co tak naprawde możesz zrobić?

                    Zapraszać do domu i rozmawiać z nimi, licząc że się córka obudzi/znudzi.

                    Bo co innego Ci pozostaje?
              • 14.12.10, 18:27
                próbowałam z nim rozmawiać u nas w domu właśnie o w/w duperelach,ale on milczy.
                ogląda filmy science - fiction.nie czyta wcale.mogę mu opowiadać o fajnych miejscach,które widziałam o przygodach w podróży -wysłucha .coś o pracy -wysłucha.o mojej pasji wysłucha .próbowałam zaczepić w taki sposób,że kiedy powiedział ,że rodzice urządzają ogród zapytałam czy nie adoptowaliby paru roślinek ,które mi sie namnożyly.przyjął.od córki wiem,ze powiedział,ze dostał od rodziców kolegi.
                dobrze byłoby mieć dowód w kompie.zobaczę co się znajdzie w niedzielę.
          • 14.12.10, 18:47
            męża nie będzie na święta.wraca w kwietniu.i prawda jest taka,że pewne kwiatki zaczęły wychodzić po jego wyjeździe.o grzebaniu w kompie dowiedziałam się od córki i to takie nie wprost rzucone mimochodem.zaczęłam drążyć,ale muszę mieć dowód.
    • 14.12.10, 15:57
      Napisano tu o różnych zagrożeniach wynikających z takiego toksycznego związku. Ja chciałabym napisać o jeszcze jednym aspekcie sprawy. Nie po to aby straszyć czy podnosić ciśnienie autorce, ale ku przestrodze. Mechanizm działa następująco. Wielka miłość, uzależnienie emocjonalne dziewczyny, zdobycie kontroli nad jej życiem. Kontakty seksualne, często jest to pierwszy w życiu partner. Potem propozycja seksu we troje z drugim facetem. Dziewczyna pod presją godzi się. Potem są następni, tyle że oni już płacą..."narzeczonemu". Czasami taki drań ma po kilka dziewczyn, które na niego pracują. Nie twierdzę broń Boże, że w ty wypadku też może tak się zdarzyć, ale ta tajemnica okrywająca życie chłopaka jest niepokojąca...
      Jesli ktoś nie wierzy to odsyłam na vod.onet.pl, program Anny Maruszeczko "kobieta na zakręcie", odcinek poświęcony rozmowie z pracownicami fundacji La Strada.
      • 14.12.10, 18:07

        Ja bym córkę "zaprosiła" na wizytę do psychologa, jeżeli by protestowała to bym jej rzuciła tekstem, że skoro uważa, że ten związek jest taki super to psycholog to potwierdzi i będziesz spokojna a jej dasz wtedy święty spokój. Wcześniej bym poszła sama do psychologa i naświetliła problem.
        Jeżeli z córką masz dobry kontakt to możesz jej powiedzieć, że ta wizyta u psychologa to dla jej dobra,że sie niepokoisz , że nic na tym nie traci, zwykłe spotkanie.
        Myślę, że obca osoba, tym bardziej profesjonalista, najbardziej by do córki dotarła, ukazała dysfunkcyjne zachowanie partnera, nie wiem.............ja bym tak zrobiła.
        A tak na co dzień dla córki jest dobry ? Jest wrażliwy ? Po półtora roku można wyczuć już takie rzeczy.........
        • 14.12.10, 18:17
          latem poszła raz i tak jak pisałam pan z punktu przekonał ją,ze to samo może misiowi wyszeptać do ucha ,a przecież skoro jest z nim to już pełnia szczęścia.pozłościła sie,ponarzekała do mnie i przytaknęła jemu.
          • 15.12.10, 10:23
            dziękuje wszystkim wypowiadającym się w wątku
            wczoraj rozmawiałam z psychiatrą.otrzymałam konkretne wskazówki
            nie wchodzi w grę siłowe załatwienie sprawy co zresztą przeczuwałam.
            ma to być postawa : jest nieważny dla naszej rodziny.wyciągać ją między ludzi ,organizować czas,dołożyć nauki.wypchnąć na wyjazd z koleżankami,zabrać na ferie.zaabsorbować.a on ma być poza nawiasem.nikt.
            jest to trudne ,delikatne ,ale może być skuteczne.
            objawy psychosomatyczne,które szczęśliwie wystąpiły u córki dają zielone światło do wizyty u lekarza.jak to pani ładnie określiła "czasem trzeba dożywić układ nerwowy" i nie chodzi tu o jakieś ciężkie leki.czasami trafiają do niej maturzyści kiedy są przeciążeni.a córka bardzo dużo się uczy więc mamy tu pretekst ,a co wyjdzie w gabinecie w trakcie rozmowy....
            w każdym razie córka zgodziła się pójść .
            raz jeszcze dziękuję za wypowiedzi i nie omieszkam dopisać do wątku szczęśliwego zakończenia.
            • 15.12.10, 10:32
              Wysłałam Ci maila na gazetowy adres. W obliczu Twojej ostatniej wypowiedzi może się okazać nieaktualny, ale może mimo to przeczytaj. Pozdrawiam i trzymam kciuki. Moje doświadczenia są daleko mniej patologiczne niż Twojej córki, mimo to robi mi się zimno na plecach na samo wspomnienie. Pozdrawiam.
    • 15.12.10, 13:41
      Poczekaj na porade P. Ekspert, chociaz przyznam,ze jak tu latwego wyjscia z sytuacji nie widze.

      Moim zdaniem sa dwie mozliwosci, ktore moga ze soba wspolistniec: albo Twoja corka jest z tym mezczyzna ze strachu (takie typki potrafia zrobic niezle pranie mozgu, zwlaszcze mlodej dziewczynie) albo zwiazek z nim jest buntem przeciwko rodzicom.

      Widac, ze chyba jej sie podoba, co gosc ma do powiedzenia na temat relacji z rodzicami. Problem w tym, ze on tych rodzicow zastapil. I to ona sobie musi uswiadomic, pytanie tylko, ile czasu jej to zajmie. Byc moze nadmiernie ja kontrolowaliscie, mial apoczucie,ze zyje w klatce. Ten gosc daje jej zludne poczucie dojrzalosci, doroslosci i niezaleznosci. Zludne dlatego, ze sam ja od siebie uzaleznia.

      Tak czy inaczej, glupie zwiazki sa prawem mlodego wieku. Miejmy nadzieje,ze jej przejdzie. Poniewaz jednak trwa to juz 1,5 roku, sprawa moze byc powazniejsza.

      Oczywiscie swoje przemyslenia opieram tylko na Twojej wersji wydarzen. :)
      • 15.12.10, 16:06
        w tej chwili jego pranie mózgu poskutkowało tym,że odizolował ją od koleżanek :" po co co one ja już ci nie wystarczam?powinnaś być szczęśliwa tylko ze mną.dla mnie ty jesteś wszystkim".na imprezy z koleżankami chodzić nie wolno,bo to zły świat.oboje z mężem wypchnęliśmy ją na dwie 18 bez niego.bawiła się świetnie.na trzecią poszedł i zabijał wszystkich wzrokiem.

        wydaje mi się,ze córka nie bardzo miała dotąd powodów ,żeby sie buntować przeciwko nam .ja od początku starałam się go poznać .chciałam wiedzieć kim jest człowiek z którym spotyka sie moja córka.dla mnie jest to normalne.
        on sam mieszka z rodzicami.pracuje ,studiów nie skończył.
        jak jest taki wolny i samodzielny to co jeszcze robi w domu?
        z naszego miasta też nie chce się wyprowadzać nawet gdyby dostała sie na studia gdzieś w Polsce.
        krytykował kiedyś nasze poglądy polityczne.ja na to ok on myśli tak ja inaczej.bojów nie toczę.krytykował,ze je przejęła od nas.mnie to nie rusza nie będę jej meblować głowy.
        w moim odczuciu miała dużo swobody.jeździła z grupą nawet po EU.nie rwałam sobie włosów z głowy jak wchodzili na tereny poza zasięgiem,
        kontrolą dla mnie nie jest ustalanie godziny powrotu do domu przy czym ona mówiła o której wróci .ja ,że ok.była niezależna i myślałam,że mogę być o nią spokojna,że na drugim końcu świata będzie nadal sobą.myliłam się.
        • 15.12.10, 16:22
          Kochana, ona jeszcze będzie sobą (wciąż przeglądam się w historii Twojej córki jak w lustrze), ale na razie jest cieżko zakochana. Fatalnie zauroczona. Ale wierzę, że się otrząśnie, w końcu to rozsądna dziewczyna.
          Dobrze byloby jej uświadomic, ze ona MA PRAWO dobrze bawic się bez niego. Bo ja - po identycznych tekstach mojego ex - mialam wyrzuty sumienia.
        • 15.12.10, 16:30
          .była niezależna i myślałam,że mogę być o nią spoko
          > jna,że na drugim końcu świata będzie nadal sobą.myliłam się.

          Nie, nie, nie, tak nie możesz o niej myśleć. To nie jest tak, że ona się zmieniła, ona się zakochała w wieku niespełna 17 lat. Starszy od niej facet okazuje jej (a właściwie mówi, bo z okazywaniem jest inaczej), że kocha ją nad zycie, że tylko ona, że jest najważniejsza dla niego. Wszystkie miałyśmy 17 lat i marzyłyśmy o wielkiej miłości. Skąd taka młoda i niedoświadczona dziewczyna może wiedzieć o zawiłościach uczuć, intencji, władzy?
          Ja też miałam z córką doskonaly kontakt, ona zawsze mi o wszystkim mówila, bez pytania i zachęty. Ale przyszedl taki moment, że z dziewczynki moja coreczka przemieniła się w kobietę i nagle zapragnęła mieć więcej prywatności, nie mowi już tak dużo o każdej randce, a pytana, bo pytam z przyzwyczajenia, nie chce już tak chętnie zwierzać się z każdej chwili i rozmowy z ukochanym. Bo mama, taka doświadczona, taka mądra, taka oczytana, zawsze ma jakiś komentarz, nie umie się powstrzymać od dawania dobrych rad. A ta mloda kobieta chce już żyć choć trochę po swojemu, sama radzić sobie z konfliktami (na szczęście są na razie niewielkie), jest skazana na kilka najbliższych lat na mieszkanie jeszcze z rodzicami (trudne studia niedające możliwości zarobienia na wynajęcie mieszkania), zatem przynajmniej w sferze uczuć i kontaktów z ukochanym chce tej intymności i prywatności. Jako matce do tej pory tak dobrze poinformowanej jest mi ciężko, ale jakoś to dźwigam i szanuję. Przez całe życie moich dzieci kieruję się zasadą pamięci o swoim dzieciństwie i młodości. I pamiętam doskonale, że choć Mamę kochałam nad życie, choć mówiłam jej zawsze PRAWIE wszystko, były sfery mojego życia zarezerwowane wyłącznie dla mnie. I to jest dobre.
          Rozpisałam się, u Ciebie jest zupelnie inaczej, bo masz REALNY problem do rozwiązania dla dobra dziecka, jak czytam kolejne informacje o tym kolesiu, to oblewa mnie zimny pot, ale chodziło mi o to, że nie powinnaś oceniać córki. To, co się z nią dzieje, nie świadczy przeciwko niej, a jedynie o tym, że miała pecha, trafiając na takiego czlowieka.
          Pomysł z psychologiem bardzo dobry.
          Mam wielką prośbę. Tutaj pojawia się bardzo dużo problemów, my się czasami angażujemy, martwimy o niektore osoby, a one potem nam znikają i prawie nigdy się nie dowiadujemy, jaki jest dalszy ciąg historii. Czy mogłabyś należeć do tych wyjątków, które tu wracają i przekazują wieści z tego dalszego ciągu? Albo w ogóle pisać tutaj w miarę regularnie, jaki jest dalszy rozwój wypadków? Jeśli wydarzy się coś istotnego?
          • 15.12.10, 17:18
            Zgadzam sie. Ja rowniez winie troche nasza kulture, bo mit ksiecia z bajki jest tak silny, ze dziewczyny czuja presje, zeby sie z kims zwiazac. I obawiaja sie utraty mezczyzny zupelniej jakby to byl koniec swiata.
        • 15.12.10, 17:15
          > w tej chwili jego pranie mózgu poskutkowało tym,że odizolował ją od koleżanek :
          > " po co co one ja już ci nie wystarczam?powinnaś być szczęśliwa tylko ze mną.dl
          > a mnie ty jesteś wszystkim".>>

          No, to rzeczywiscie jest powazniejsze niz myslalam. Takie gadanie to jest klasyczna manipulacja czyli nic dobrego. Kazdy ma prawo miec znajomych i wychodzic z przyjaciolmi. Nie rozumiem, co sie stalo twojej corce, ze brnie w to zamiast kierowac sie instynktem samozachowawczym.

          > wydaje mi się,ze córka nie bardzo miała dotąd powodów ,żeby sie buntować przeci
          > wko nam .ja od początku starałam się go poznać .chciałam wiedzieć kim jest czło
          > wiek z którym spotyka sie moja córka.dla mnie jest to normalne.>>

          A czy corka przeszla faze dorastania? Bo taka separacja od rodzicow nazywana buntem jest potrzebna, ba, niezbedna do wyksztalcenia wlasnej osobowosci, wlasnego 'ja'. jesli corka zawsze byla bardziej ulegla czy jak kto woli bierna, to moze teraz to sobie 'odbija'. Na zasadzie, ze przeciez ona sie otwarcie przeciwko niczmu nie buntuje, po prost znalazla sobie chlopaka... A on te jej biernosc wykorzystuje.

          > on sam mieszka z rodzicami.pracuje ,studiów nie skończył.
          > jak jest taki wolny i samodzielny to co jeszcze robi w domu?
          > z naszego miasta też nie chce się wyprowadzać nawet gdyby dostała sie na studia
          > gdzieś w Polsce.>>>

          To tez mi sie wydaje podejrzane. kiedy ja jechalam na studia, moj owczesny chlopak szukal pracy w tym miescie, najpierw troche sie pomeczylismy na odleglosc a potem do mnie dolaczyl. Widac wyraznie,ze ten mezczyzna swoje potrzeby traktuje jako priorytetowe. Bo przeciez edukacja jest wazna, zwlaszcza,jesli corka chce byc lekarzem. Jasne,ze mozna byc swietna fryzjerka czy urzedniczka ale jesli marzeniem Twojej corki jest byc lekarka,to dojrzaly partner powinien ja w tym wspierac. Nie widze u tego 24-latka dojrzalosci.

          Co do reszty twojego postu to nie widze niczego niestosownego w informowaniu czlonkow rodziny gdzie sie idze i o ktorej wrocimy (jesli wiemy).

          Moim zdaniem ten mezczyzna ma jakies problemy albo osobowosciowe albo z poczuciem wlasnej wartosci. Wyglada na to,ze kontrolujac Twoja corke podbija sobie ego. Po prostu nakreca sie tym, ze taka fajna osiemnastolatka jest na kazde jego skinienie. Daje mu to poczucie wladzy.

          Dziwne, ze nie chce ujawnic szczegolow swojego zycia. To dla mnie bylby sygnal, zeby zakonczyc zwiazek. No,ale Twoja corka nie widzi w tym nic niezwyklego i to mnie martwi.

          Co do proponowanych przez niektorych rozwiazan typu 'znajdz faceta co mu w meskich slowach przemowi do rozumu' to stanowczo odradzam! Bo to moze ich jeszcze bardziej do siebie zblizyc na zasadzie,ze nikt ich nie rozumie i maja tylko siebie.

          Mysle,ze ten zwiazek daje cos Twojej corce, co powoduje,ze nie chce z niego zrezygnowac. Byc moze jest polem walki z Wami, rodzicami i ona w w ten sposob manifestuje swoja (w jej mniemaniu) doroslosc i niezaleznosc. Proponowalabym nie walczyc otwarcie, zrezygnowac z przytykow i byc zwczajnie uprzejma, nawet zaciskajac zeby. Bo wtedy byc moze ten partner przestanie byc dla corki taki atrakcyjny. Na razie jest chyba kims w rodzaju 'poety przekletego' , ktorego nikt, poza nia, nie rozumie ;)

          Mam nadzieje, bo moze tez byc tak,ze to jest osoba niezrownowazona. Tak czy inaczej, jest szansa,ze im Ty bardziej ja od tego zwiazku odciagasz, tym bardziej ona chce w nim tkwic. Pogadaj z corka, co zamierza jesli nie chce wyjezdzac na studia. praca? Inne studia?
          • 15.12.10, 17:41
            na pewno napiszę ciąg dalszy.
            • 15.12.10, 18:05
              i jeszcze jedno.córka nigdy nie kojarzyła mi się z osobą uległą.w gimnazjum byłam na kilku dywanikach w szkole u dyrekcji.miała tzw.niewyparzoną.waliła prosto w oczy.
              jak klasa rozrabiała ona z nimi.kiedyś w trakcie dywaniku dyrektor mi powiedział na koniec,ze jednak ceni w niej odwagę. i? po wyścigach.całkowite zaćmienie.
        • 15.12.10, 20:23
          w tej chwili jego pranie mózgu poskutkowało tym,że odizolował ją od koleżanek :
          " po co co one ja już ci nie wystarczam?powinnaś być szczęśliwa tylko ze mną.dla mnie ty jesteś wszystkim"


          Nie przekona to zapewne ani twojej córki, ani tym bardziej tego psychopaty, ale ciśnie mi się na usta komentarz: jak bardzo zadufanym z sobie trzeba być, aby próbować komuś zastąpić cały świat. I jak bardzo ograniczonym, jeśli nasz świat ogranicza się do jednej osoby.

          Zwróć uwagę delikatnie córce: chłopak zabrania jej chodzić na imprezy, a to niby rodzice ją ograniczają. Spróbuj od czasu do czasu pokazywać palcem takie drobne, ale obiektywne i niepodważalne fakty. Chłopak niby taki dorosły, a w jakieś gry z własnymi rodzicami pogrywa jak gimnazjalista. Planuje wspólne życie, ale nie wyprowadził się z domu. Łamie prawo. Nie potrafi się zachować w towarzystwie (zabijanie wzrokiem na imprezach, brak small talk). I tak dalej. Zapytaj córkę, czy się nie wstydzi za tego swojego bubka, po co jej taki koleś, którego tłumaczy przed ludźmi, zamiast takiego, z którego mogłaby być dumna.
          • 17.12.10, 21:49
            Przeczytaj ten text.
            Ja tez jestem matką córki, która wyszła za mąż za przemocowca.
            To były lata osiemdziesiąte, nikt nie mówił o przemocy w związkach.
            Moja córka po latach powiedziała, że mogłam ją wbrew woli , na siłę, wyciągnąć z tego bagna.
            Twoja córka jest UZALEŻNIONA od przemocy.
            Lepiej nie będzie.Stracisz córkę.
            Odseparuj córkę na siłę.Zaprowadź na terapię, poszukaj psychologa.
            Owego przemocowca wyrzuć głośno, wyraźnie, z domu, wezwij policję.
            Działaj jak lwica, jeśli Ci na życiu córki zależy.
            Ona ma się z nim w ogóle nie kontaktować, uczęszczać na terapię.
            Jeszcze nie mają dzieci ani nie są małżeństwem, jeszcze wszystko można odwrócić.
            Walcz o córkę, to będzie walka "na śmierć i życie".
            Jeżeli tego nie zrobisz, czeka was piekło na ziemi.
            TEST "DAMSKI BOKSER"

            Poczatki bliskiej znajomosci sa zawsze ekscytujace. Naturalne jest, ze z jednej strony mamy wówczas tendencje do idealizowania partnera, z drugiej zas staramy sie przedstawic jak najlepiej skrywajac wady i eksponujac to, co partner, jak nam sie zdaje, móglby w nas docenic. On ze swej strony robi oczywiscie to samo - stara sie przedstawic w jak najkorzystniejszym swietle. Taka sytuacja nie sprawia jednak, ze to, co w przyszlosci mogloby nam sie nie spodobac rzeczywiscie znika. Niezaleznie od tego, jak mocno jestesmy dzis zauroczeni, na pózniejszym etapie znajomosci bedzie trzeba spotkac sie z cala osobowoscia partnera. Takze z tym, czego dzis nie mozemy, albo nie chcemy dostrzegac.

            Umieszczony nizej test pod kilkoma istotnymi wzgledami rózni sie od testów dla par zamieszczanych w prasie dla rozrywki czytelników. Ten nie sluzy rozrywce. Jest na serio. Nie rozwiazuje sie tez go razem. Nie wymaga zadawania partnerowi zadnych pytan, ani konsultowania z nim twoich odpowiedzi. Nawet sie to odradza. Na wszystko co tu jest mozesz i powinnas odpowiedziec sobie sama. Nie ma tu jednoznacznej punktacji ani gotowych diagnoz. Poszczególne punkty sluza raczej do tego, by spokojnie zastanowic sie nad nimi. Z badan statystycznych wynika, ze kobiety, których partnerzy stosowali wobec nich przemoc odpowiedzialy twierdzaco na jedno, dwa lub trzy z tych pytan. Twierdzaca odpowiedz na tyle lub wiecej powinna byc bodzcem do bardzo uwaznego przyjrzenia sie osobie, z ktora wiazesz swoja przyszlosc.

            1. Czy na poczatku znajomosci intuicyjnie wyczuwalas/wyczuwasz, ze Twój partner móglby w przeszlosci wobec innej kobiety albo teraz lub w przyszlosci wobec Ciebie stosowac przemoc? Czy poszukiwalas czegos takiego jak ten test wlasnie z mysla o nim i o tym przeczuciu?

            2. Czy na poczatku znajomosci mezczyzna staral sie przyspieszyc nadmiernie naturalny bieg wydarzen? Czy proponowal od razu blizszy zwiazek niz oczekiwalas? Upieral sie przy jak najszybszym slubie, lub jak najszybszym zamieszkaniu razem?

            3. Czy rozwiazuje konflikty w sposób konfrontacyjny, uzywajac emocjonalnego szantazu, zastraszania, wysmiewania lub przemocy?

            4. Czy uzywa obelzywych slów?

            5. Czy masz wrazenie, ze stara sie zdobyc kontrole nad Toba?

            6. Czy w sporach lub bez powodu uzywa grózb wyrzadzenia fizycznej krzywdy Tobie lub komus innemu, grozi popelnieniem samobójstwa, ujawnieniem tajemnic, porzuceniem albo odmowa wsparcia materialnego?

            7. Czy w zlosci niszczy rózne przedmioty albo tlucze w nie rekami lub nogami? Czy stosuje przemoc symboliczna, jak darcie zdjec, ciecie twarzy na fotografii, lub niszczenie waznych pamiatek i symboli?

            8. Czy kiedykolwiek uderzyl zwiazana z nim wczesniej kobiete? Czy twierdzi, ze to ona jest temu winna, poniewaz sama doprowadzila go do stanu zlosci?

            9. Czy naduzywa alkoholu, leków psychoaktywnych lub narkotyków? Czy ma luki w pamieci po uzyciu tych srodków? Czy po uzyciu tych srodków staje sie agresywny wobec kogokolwiek?

            10. Czy mial jakiekolwiek klopoty z prawem z powodu wykroczen przeciwko jakims osobom- grozby, nekanie, naruszanie nietykalnosci cielesnej lub za akty wandalizmu?

            11. Czy czesto zartuje na temat przemocy, lub ponizania kogos? Czy masz wrazenie, ze jego poczucie humoru jest skoncentrowane na tematach zwiazanych z destrukcja, rywalizacja, walka i przemoca?

            12. Czy usprawiedliwia napady furii tym, ze byl pod wplywem alkoholu lub innych srodków - "to mówila wódka, a nie ja" , "to sie zdarzylo tylko dlatego, ze bylem pijany (nacpany, na lekach itp.)" , "bylem tak pijany, ze nie wiedzialem, co robie

            13. Zdarzylo sie wiecej niz raz, ze wpadl w szal dokonujac aktów wandalizmu, tluukac jakies przedmioty lub rzucajac nimi?

            14. Czy jest zazdrosny o wszystkich i wszystko, czemu poswiecasz czas poza nim?

            15. Czy zdarzylo sie kiedys, ze pobil kogos w napadzie szalu takim, ze nie pamietal pózniej co robil?

            16. Czy masz czasem wrazenie, ze on nie przyjmuje odrzucenia lub odmowy do wiadomosci?

            17. Czy on oczekuje, ze zwiazek bedzie trwal wiecznie? Czy uzywa takich zwrotów jak "razem do grobowej deski" , "na zawsze" , "bez wzgledu na wszystko"?

            18. Czy bagatelizuje przypadki zlego traktowania Cie przez kogos innego, lub przypadki, kiedy sam zle Cie potraktowal?

            19. Czy poswieca nieproporcjonalnie duzo czasu na rozprawianie o Tobie? Czy opiera swoja tozsamosc na tym, ze jest Twoim mezem, kochankiem itp?

            20. Czy próbuje wciagac swoich lub Twoich przyjaciól lub krewnych w kampanie majaca na celu podtrzymanie albo odnowienie zwiazku?

            21. Czy nadzoruje Twoje poczynania albo sledzi Cie?

            22. Czy jest przekonany, ze inni wystepuja przeciwko niemu? Czy uwaza, ze osoby Ci bliskie nie lubia go i próbuja Cie naklonic, bys go zostawila?

            23. Czy ma opinie osoby niesklonnej do kompromisów i nieelastycznej?

            24. Czy utozsamia sie lub porównuje z postaciami o gwaltownym charakterze, skorymi do przemocy zarówno fikcyjnymi (z filmów lub ksiazek) jak autentycznymi (z doniesien prasowych i historii). Czy twierdzi, ze akty przemocy których te osoby sie dopuszczaly byly usprawiedliwione?

            25. Czy czesto obwinia innych za swoje klopoty? Czy masz wrazenie, ze nie przyjmuje odpowiedzialnosci za rezultaty swoich dzialan?

            26. Czy uwaza bron za narzedzia wladzy, kontroli albo zemsty?

            27. Czy bron jest istotna czescia jego zycia? Czy ma pistolet, albo kolekcjonuje bron? Czy czesto rozprawia o niej, czyta albo czyni tematem zartów?

            28. Czy przezywa szybkie, gwaltowne zmiany nastrojów?

            29. Czy zdarzylo sie, ze sprawdzal Twoja poczte, skrzynke e-mail, Twoje smsy, logi na gg itp? Czy zdarzylo sie, by rozmawial z Toba przez internet podszywajac sie pod kogos innego w celu sprawdzenia Twojej wiernosci?

            30. Czy w dziecinstwie doswiadczal przemocy na wlasnej skórze albo byl jej swiadkiem, na przyklad w domu rodzinnym, domu dziecka, podczas wojny itp?

            31. Czy usprawiedliwia swoje zle postepowanie wobec Ciebie tym, ze taka jest rola mezczyzny?

            32. Czy ma sztywne wyobrazenia na temat roli mezczyzny i kobiety w zwiazku, które w ogóle nie podlegaja dyskusji?

            33. Czy boisz sie czasem, ze moze Cie uderzyc, krzyczec na Ciebie, ukarac Cie, zranic Cie lub zabic? Czy rozmawialas o tym z innymi











    • 15.12.10, 18:23
      Biurkowoknie,
      kiedy ja byłam 18-latką, miałam zupełnie innego chłopaka - w moim wieku, naprawdę mnie kochającego, nie manipulującego mną.
      Za to moi rodzice niestety nie byli tak liberalni i otwarci jak Ty, dopiero po wyprowadzce z domu mogłam nawiązać z moją mamą więź bardziej partnerską, w liceum niestety nie było to możliwe. Rodzice mnie kochali, ale nie miałam takiej wolności i swobody w podejmowaniu decyzji jak moje koleżanki. Byłam jedną z lepszych uczennic w szkole i klasie, bardzo aktywną, z pasjami i planami na przyszłość.
      Ale, do czego zmierzam. Pamiętam, jak bywałam u mojego chłopaka w domu i w okresie kłótni z rodzicami płakałam i marzyłam, żeby zostać u niego, choćby w szafie ;) i nie musieć wracać do domu. Miałam wrażenie, że rodzice kochają mnie, ale ciągle wymagają ode mnie więcej i więcej, a przede wszystkim czepiają się wszystkiego, od 3 ze znienawidzonej matematyki po źle odłożony talerz na suszarce do naczyń. Miałam tego dość, kłótnie wybuchały co rusz i (teraz wiem, że niesłusznie), miałam wrażenie, że tylko przez mojego chłopaka jestem kochana bezwarunkowo, a przed rodzicami musiałam się ciągle "wykazywać".
      Nie mówię Ci, że na pewno za dużo od swojej córki wymagasz, ale że po prostu - on może od niej wymagać mniej, do nauki jej nie zapędza, o maturze nie skrzeczy i nie przypomina o czekającym prasowaniu. I ja rozumiem, że córka jest ambitna i chce się uczyć sama z siebie, ale czasem młody człowiek ma wrażenie, że robi to wszystko po części dla zadowolenia rodziców a sam najchętniej pieprznąłby to w kąt, zaszyłby się pod kołdrę i nie wyłaził przez miesiąc.

      Moja kolejna myśl: opisujesz siebie niemalże jak matkę idealną. Nie mówię, że koloryzujesz, może rzeczywiście zdarzają się na świecie takie wspierające, chroniące, ale nie kwokowate mamy, które ufają swoim nastoletnim córkom i nie narzucają reguł, jedynie je z nimi uzgadniają. Moja taka nie była ;-) Może córka ma wrażenie, że cokolwiek zrobi zawsze będziesz po jej stronie, zawsze ta dobra, cierpliwa i wspierająca, wyrażająca własne zdanie, ale mieszająca się w jej życie? Trudno w takim przypadku zbuntować się otwarcie, uciekać z domu w zimę jakoś tak nie bardzo ;), więc może brnie w ten związek, podświadomie licząc na jakąś Twoją ostrzejszą reakcję, na relacje rodzic -dziecko a nie dwóch przyjaciółek?

      --
      Oto mój podpis dodawany automatycznie do postów, które napiszę.
      • 02.08.11, 00:47
        ta historia nie ma dobrego zakończenia.córka nie dostała się na studia poza nasze miasto.
        nadal się spotykają.przejął nad nią władzę właściwie całkowicie.
        przez te miesiące chodziłam na terapię chcąc zrozumieć co się dzieje z nią ze mną,dlaczego to wszystko się potoczyło właśnie tak...córka ma zdiagnozowaną depresję z epizodami natręctw.
        jej koleżanki w końcu odeszły w siną dal.od jednej z nich wiem,że widzą co się z nią działo,ale odpuściły.ile można walić grochem o ścianę?
        czasem mówi mi ,ze jest z nim "z braku laku".jest sama.dużo by pisać.
        słucham lekarki,ona słucha,pracuję z terapeutką.dociera do mnie,że nie mogę zrobić nic.łudziłam się ,że jest inaczej.przejął kontrolę nad jej życiem.
        • 02.08.11, 09:47
          A może rodzinna (wasza+ córka) wyprowadzka???
          --
          Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
          "29" to już, niestety, od dość dawna nie jest liczba przeżytych przeze mnie lat...
        • 02.08.11, 11:02
          przejął kontrolę nad jej życiem

          Twoja córka oddała mu kontrolę nad swoim życiem.
          Pytanie wstecz :
          gdzie się nauczyła, że ktoś inny moze kontrolować jej życie a nie ona sama i jaka gratyfikację za to ma?
          Pytanie w przód :
          co musiałoby się stać aby twoja córka poczuła potrzebę przejęcia kontroli nad swoim życiem?
          Chyba to nie zależy od Ciebie.
          Jak uczą przykłady różnych osób musi być jej NAPRAWDĘ źle i musi okropnie cierpieć, żeby się zdecydować " teraz sobą rządzę ja"

          Pisze to na użytek m in mam dzieci"grzecznych i układnych i niesprawiających kłopotów"...
          takie są właśnie efekty waszej kontroli i braku "spuszczenia z krótkiej smyczy" dziecka, często dorosłego...




          • 02.08.11, 12:38
            moja "smycz" była za długa ,a granice za szerokie
            • 02.08.11, 12:52
              Cóż...
              granice jak mawiają fachowcy trzeba stawiać umiejętnie.

              teraz czasu nie cofniesz. Skoro kiedyś nie umiałaś stawiać granic i nauczyć ja ponoszenia konsekwencji to musi się nauczyć tego teraz.
              Żyj jak żyjesz, nie komentuj życia córki i nie daj sobie na plecy wrzucić konsekwencji jej wyborów.
              Serdecznie polecam :
              My - rodzice dorosłych dzieci - Ewa Woydyllo
              merlin.pl/My-rodzice-doroslych-dzieci_Ewa-Woydyllo-Osiatynska-Ewa-Woydyllo/browse/product/1,498158.html

            • 02.08.11, 19:33
              Może nie?

              Może córka jest uległa, bo była zawsze chwalona za bycie grzeczną? Nie oceniam Cię, broń boże, ale czasami tak jest,że takie grzeczne dzieci budzą zainteresowanie tych mniej grzecznych. Głównie dlatego, że łatwo się podporządkowują, a ten pan, z tego, co piszesz, właśnie to sobie ceni.
        • 02.08.11, 19:43
          Mąż dalej za granicą?
          • 02.08.11, 21:37
            wrócił/wyjechał wraca wkrótce
            • 02.08.11, 21:38
              cd historii napisałam głównie dla sebaldy;)
            • 02.08.11, 22:16
              Pytam, bo...moja dobra koleżanka córke po prostu wywiozła. Zabrała ja w odwiedziny do USA do ojca (rozwiedzenie, tamten tam zyje) i w porozumieniu z nim zadecydowała o pozostawieniu córki tam. Wyjechała sama, majac w oczach widok wrzeszczacego, zaplakanego dziecka, krzyczacego straszne rzeczy.
              Dziecko przezyło, poszło tam do ostatniej klasy szkoły sredniej, kończy teraz medycynę. Podziekowało matce-szczerze.

              Wiem, że to brzmi strasznie, miałam oczy jak 5 zł po wysłuchaniu opowieści.Ale może warto by rozwazyć...?
              • 03.08.11, 07:14
                Ja czytając ten wątek też pomyślałam o ojcu, a pod koniec wątku - właśnie o tym, by on córę zabrał z sobą. Nie wiem na jak długo. Na pewno zmiana miejsca, dystans wobec kolesia byłby pomocny. Na odległość i przy boku ojca być może byłoby jej łatwiej też odstawić komórkę (zerwać kontakt telefoniczny).
                Rozmawiałam kiedyś z kobietą, żoną takiego typa - początki były właśnie takie:kontrolowanie wszystkiego (przez okno ją obserwował itp - komórek wówczas nie było), a po ślubie przemoc i psychiczna (np. zakaz pracy poza domem, bo wychodząc z domu ubierała się, malowała - a to mu sie kojarzyło ze zdradą, gdy podjęła pracę - wydzwaniał do jej szefów wyzywając ją od k.., te wyzwiska były też w domu, nawet przy dziaciach) i fizyczna (gwałty, bicie), a wzmogła się znacznie po śmierci jej ojca (mieszkali w jej domu rodzinnym).
                • 03.08.11, 11:38
                  Mąż ma taką prace,że zabrać nie może.czasem jest w takich miejscach ,że nie mamy ze sobą kontaktu tydzień.
                  • 04.08.11, 00:57
                    ona jest pełnoletnia i rodzice nie moga jej ot tak po prostu zabrać.

                    sporo to mówi o stosunku do pełnoletniego przecież dziecka....
                    • 04.08.11, 09:10
                      Co mówi?
                      • 04.08.11, 10:21
                        że traktują dziecko jak parę butów...

                        bo zabrać to można buty do szewca a nie człowieka.
                        • 04.08.11, 11:53
                          nie traktuję córki instrumentalnie,nie jest żadną tam parą butów
                          nie wchodziło nigdy w grę "zabranie " jej do taty
                          mąż ma taką pracę,że okresowo jest poza domem od lat .nawet gdybym chciała do niego pojechać to mogę tam być w wyznaczonym terminie i na parę dni góra tydzień
                          i proszę nie wcinaj mi sów ,których nie napisałam
                          • 04.08.11, 13:10
                            Przeczytałam całość z nadzieją, że aktualizacja wątku będzie - jak sama pisałaś - happyendowa.
                            Nie jest. Okej, ale to nie jest koniec tej historii, choć wierzę, że musisz być nieziemsko zmęczona bezradnością (?)

                            mam doświadczenie ze stalkerem, mniejszego kalibru i o trochę innej natury - facet prześladował _byłą_ dziewczyne i moja rodzinę, jako "winnych" jej rozstania z nim. Ja byłam wówczas w końcówce zagrożonej ciąży. Po kilku miesiacach splawiania lub ignorowania goscia zastosowaliśmy wszyscy krótką piłkę: zgłoszenie na policję, zgłoszenie do prokuratury. O DZIWO - przejęli się. Mimo, ze w jego mailach, sms-ach, rozmowach na gg nie było gróź i szantazu, były wyzwiska + częstotliwość tych połączeń. To się nazywa uporczywe nekanie.

                            I teraz, co policja wzięła pod uwagę:
                            - ilośc smsów
                            - ich treść, treść rozmow na gg (archwim gg - mozna odzyskac, nawet po wykasowaniu, nawet jeśli w ogóle rozmowy nie są archiwizowane), wyzwiska
                            - fakt, że bylam w ciązy i że przez jego nocne nachodzenia i wydzwanianie do nas nocami, do pracy - dostawałam silnych skurczy - skonczyło sie w szpitalu. A więc zagrożenie zdrowia (u was też był temat zdrowotny na tapacie)

                            Jak widać - nic wielkiego, a jednak wzięli to wszystko pod uwagę, poszli do domu do faceta i zrobili młyn.

                            Nie pomogło, poszli drugi raz, wzieli na komendę, zgłosiliśmy zawadomienie do prokuratury, zrobiło sie grubo, jego rodzie (z którymi mieszkał) trochę się otrząsnęli ze stuporu.

                            Koniec końców - facet odpłynął w siną dal. Ale muselismy pojechac po bandzie.

                            Nie namawiam Cie do takiego rozwiązania, ale chciałam podzelic sie swoim doświadczeniem choćby po to, żebyś wiedziała, że na dobrą sprawę, facetowi można zrobić koło pióra właśnie od strony prawnej. (Sebalda zaraz napisze, ze tak ne wolno, bo córka, coz córką,.. - wysłałam jej informacje, że napisałaś dziś, bo nie zauważyła dalszego ciagu dopisanego przedwczoraj)

                            Bardzo Wam współczuje i bardzo trzymam kciuki, z nadzieją, że jednak cos drgnie, faceta diabli wezmą, a córka będzie fajnym lekarzem.
                        • 04.08.11, 15:56
                          No, być może. Niemniej jednak takie odcięcie od narkotyku może być zbawienne, można spojrzeć trzeźwym okiem po okresie odstawienia. To nie jest cudowne remedium, ale na pewno nie odrzucałabym takiej opcji mając córkę w rozsypce , leczącą się psychiatrycznie/omotana, jak zwał, tak zwał.
                          • 04.08.11, 20:37
                            Rzeczywiście nie mialam ostatnio czasu zaglądać na forum.
                            Straszne to wszystko, miałam nadzieję, że po pół roku coś powinno się zmienić:(
                            I nie, wcale nie uważam, że w ostateczności nie można byłoby uciec się do interwencji policji, ale przydałyby się jakieś mocniejsze argumenty, może trzeba by bylo zastawić jakąś pułapkę na gościa, do tej pory chyba nic nie dzieje się bez zgody dorosłej już (oficjalnie) osoby, czyli córki.
                            Od paru godzin myślę, co można byłoby zrobić. Zdziwiło mnie jedno zdanie, gdy ona powiedziała, że jest z nim z braku laku. Czyli to nie jest już faza wielkiej miłości, może to trzeba wykorzystać. Córka nie dostała się na studia w innym mieście, ale rozumiem, że na studia w ogóle się dostała. Jeśli tak, może wejdzie w nowe środowisko, może coś ją zainteresuje, wciągnie, może trochę się otrząśnie z marazmu przy jego boku, bo z tego, co piszesz, to on nie jest specjalnie fascynującym facetem.
                            Zastanawiałam się też nad tym, czy kiedykolwiek przeprowadziłaś z nią taką bardzo poważną, otwartą rozmowę o wszystkich Twoich spostrzeżeniach, obawach, o widzianych gołym okiem mechanizmach przemocowych, o tym, o czym tutaj tyle piszemy? Bez ogródek, bez podchodów, twarde fakty.
                            U córki zdiagnozowano problemy emocjonalne, czy coś z tym dalej robicie? Czy ona chodzi na terapię?
                            Mam w dalekiej rodzinie przypadek dorosłej kobiety, ktora od kilkunastu lat jest w takim związku, przy czym facet jest alkoholikiem i hazardzistą. Ona go utrzymuje, on traci każdą pracę, ma ciągi alkoholowe, czasami ją bije. A ona tkwi przy nim z jakąś masochistyczną determinacją. Kobieta jest rozwódką, ma 17-letnią córkę, jest samodzielna i atrakcyjna, on jest przystojny, męski, bardzo dobrze sie ubiera (za jej pieniądze). Niedawno ona wyjechała do Londynu, córkę zostawiła z babcią, wszyscy liczyli na to, że wreszcie uwolni się od pasożyta. Niestety, tam wieczorami nigdzie nie wychodziła, bo on mógl w każdej chwili zadzwonić i ją sprawdzać. Po kilku miesiącach ściągnęla go do siebie. On nadal pije i traci kolejne prace, ona bardzo ciężko pracuje. I teraz zachodzę w głowę, co siedzi w głowie takiej kobiety? Jaka trauma, jaki lęk przed samotnością? Chora miłość? Gdy musi ukrywać siniaki po pobiciu??? A co jest w głowie mądrej do tej pory 18-latki, ładnej, zdolnej, pełnej entuzjazmu, ktora godzi się na taki związek? Czym on ją tak przyciąga?

                            • 04.08.11, 20:40
                              I jeszcze pytanie: czy córka wie, w jakim celu chodzisz na terapię? Czy wie, jak się z powodu jej związku zamartwiasz? Rozmawiasz z nią o tym? A może czas skończyć z obchodzeniem problemu, z chodzeniem na paluszkach wokół patologii? Czy ona jest w takim stanie, że mogłaby do niego uciec? Wszak on mieszka z rodzicami, przed ktorymi ją ukrywa, gdzie zatem by się podziali, gdyby sprawy przybrały zły obrót i córka by się zbuntowała?
                              • 04.08.11, 22:07
                                córka wie dlaczego chodzę na terapię.odmawia rozmowy z terapeutką.
                                sebaldo czekałam na koniec matury i listę na studia.
                                paluszki rzuciłam w kąt.
                                mówię wprost - to ją rani
                                kilka dni temu odbyła się rozmowa w trójkącie.tym razem córka wysłuchała mnie i nie poszła za nim
                                w tej chwili jej nie ma jest na wyjeździe z bratem,który radośnie doniósł mi,ze słyszał jak w czasie ogniska rozmawiała z kimś o panu i ta osoba /chyba człowieka wyściskam/ wypunktowała pana podobnie jak ja.
                                dzisiaj rozmawiałam z psychiatrą- tym razem poszłam ze sobą ,bo nie daję rady i dostałam leki "na podtrzymanie" przy w zdrowiu psychicznym-jest gotowa spotkać się z córką po powrocie i jej spróbować wytłumaczyć mechanizm działania pana.spytałam się jej czy nie obawia się nie widząc człowieka mówić o nim.podobnie jak lekarka córki twierdzi,że facet ma osobowość zaburzoną/asocjalna/.schemat działania takich ludzi jest taki,że bicie zacznie się w dniu/tuż po ślubie,często prą do kościelnego.
                                kiedyś mocno działał w organizacji młodzieżowej.udało mi się odszukać kilka osób,które potwierdzą,że je bił,kopał jak coś nie szło po jego myśli.teraz kiedy jego tam nie ma mają odwagę powiedzieć głośno mojej córce.może przestanie wierzyć w jego wersję "ich słowo przeciwko mojemu,a ja mówię ,że nie biłem"
                                • 04.08.11, 22:08
                                  policję i innych wszystkich świętych ruszę jeśli ona będzie chciała rozstania ,a on namolny.nie zawaham się
                                  • 04.08.11, 22:28
                                    Kontrola.
                                    Facet skontrolował nie tylko życie Młodej, ale i Twoje, kto wie, czyje dotkliwiej.

                                    czy przez te pół roku udało Ci sie spotkać z jego rodzicami? Ktoś wysunął wyżej pomysł na "matkę wariatkę". Może nie wariatkę zaraz, ale matkę, która z krótką piłką idzie do jego staruszków na zasadzie "nie życzymy sobie" - i tu rozmaitosci w stylu: smsy, kontrola, nachalność, sraty taty. Skutek merytoryczny najpewniej marny, ale gwarantuję, że rodzice strują mu tyłek jęczeniem jak im wstyd.

                                    Taka mała szpila z Twojej strony. hm?
                                    • 04.08.11, 22:45
                                      a wtedy moja córka powie ,że jej to nie przeszkadza
                                      jego rodzice co mogą zrobić?ich syn ma 25 lat
                                      myślisz,że mogą mieć na niego wpływ?wątpię
                                      tu chodzi o wolę mojej córki jej przejrzenie na oczy
                                      wróci za kilka dni i chłopcy ,których bił obiecali się z nią spotkać
                                      lekarka ma czas w następny czwartek
                                      • 05.08.11, 09:32
                                        Totez pisałam - nie o merytoryczny skutek tu chodzi. Merytorycznie pomogłoby pewnie kilku wynajętych Ukraińców. (żart, żart!)

                                        Chodziło o szpilę. Nie ma nic bardziej podk...wiającego niż jęcząca, jazgocząca mamuska, trująca tyłek stukniętemu na na swoim punkcie syneczkowi.

                                        Cieszę się, że walczysz, że cos ciągle robisz w tej sprawie, że nie odpusciłaś, choć z wyliczeń czasowych to już chyba dwa lata, tak? Nie ma bata, młoda za kilka lat przyjdzie i powie:
                                        - Mama - dziękuję.

                                        A po pierwszym roku studiów polecam wyjazd na Erasmusa na sensowną uczelnię medyczną gdzieś w UE. Nic to nie kosztuje, trzeba wypełnić 3 strony A4 papierów i założyć konto euro. Doświadczenie, przygoda i fajny punkt w CV po studiach. No i przez rok pies trącał adoratora.
                                        • 05.08.11, 09:43
                                          jakby go Ukraińcy skopali pochyliłaby się nad łożem boleści
                                          nie wierzę,żeby jego matka cokolwiek mu powiedziała:jego rodzice NIE MAJĄ PRAWA O NIC PYTAĆ,moja koleżanka chodziła z nią do klasy i twierdzi,że dziewczyna była cicha ,spokojna ,nie odzywała się,trzymała z boku i trudno jej cokolwiek powiedzieć o niej,jaka jest,trzymała się tylko z jedną koleżanką bez kontaktu z całą reszta.
                                          Nie wiem czy córka uwierzy pobitym.może może może??
                                          Nie wiem czy uwierzy lekarce.
                                          dużo tych ludzi może uznać ,że robię jakiś zmasowany atak na jej biednego chłopczyka.
                                          a na dziękuję i "miałaś rację mamo" nie czekam.zupełnie nie o to chodzi.to mam dłęboko zakopane.
                                          • 05.08.11, 09:53
                                            A czy od grudnia, gdy założyłaś wątek, coś drgnęło w temacie: setki smsów dziennie, telefon w wc i pod stołem, tłumaczenie się z każdej minuty dnia? zelżało tu trochę? W jaką stronę ewoluowało to, co nazywasz "przejął kontrolę nad jej życiem"?

                                            Czy maturę mimo jego nastawienia zdała okej? Dostała sie na te wymarzoną medycynę?

                                            Naprawdę pomyślcie o tym Erasmusie, na każdej uczelni jest koordynator tego programu, każda uczelnia ma umowy partnerskie z uczelniami ze swojej specjalnosci w Europie, studiuje sie swoje przedmioty po angielsku, potem ewentualnie nadrabia kilka różnic (ale tez nie zawsze). Wiec nie traci się roku a zyskuje ... no bardzo wiele.

                                            Najwazniejsze jest to, ze nie ma takiej grupy Erasmusów, gdzie ludzie nie zżywaliby się na śmierc i zycie na te pół roku lub rok, tworzą sie pary, miłości, dozgonne przyjaźnie, ludzie przewartościowują swoje zycie, dojrzewają. Nie wiem, czy w tej miękkiej sferze nie dzieje się ze studentem wiecej niż w sferze dydaktycznej.

                                            Przepraszam, że tak Ci truję, ale no .. przejęłam się bardzo Waszą historią, pracuję na codzień z młodymi ludźmi w wieku Twojej córki i tego chłopaka, kurcze, chciałoby sie pomóc, stąd te moje rzucane od wczoraj pomysły..
                                          • 05.08.11, 12:14
                                            > Nie wiem czy córka uwierzy pobitym.może może może??
                                            > Nie wiem czy uwierzy lekarce.
                                            > dużo tych ludzi może uznać ,że robię jakiś zmasowany atak na jej biednego chłop
                                            > czyka.
                                            > a na dziękuję i "miałaś rację mamo" nie czekam.zupełnie nie o to chodzi.to mam
                                            > dłęboko zakopane."

                                            Wszystko, co probujesz robic wydaje sie zrozumiale - ale tego typu racjonalnymi argumentami nie spowodujesz zmiany stosunku corki do jej chlopaka, bo ten stosunek jest irracjonalny.
                                            Czy alkoholicy/narkomani/hazardzisci nie znaja skutkow swoich nalogow? Znaja, a mimo to nie rezygnuja z nich - dopoki sami sie "nie obudza", dopoki nie odezwie sie ich wlasny instynkt i motywacja do zmiany swojego zycia.
                                            Podobnie dzieje sie z Twoja corki - nikt jej nie przekona, ze facet ja niszczy dopoki ona sama tego nie doswiadczy. Twoje "dowody", pobici chlopcy, opinia lekarza - to nic w porownaniu z sila mechanizmow obronnych jakimi dysponuje Twoja corka.
                                            Moja ciotka, subtelna, wyksztalcona, inteligentna kobieta zyla z chamem,ktory znecal sie nad nia i jej dziecmi przez 20 lat. Wszyscy - rodzina, znajomi, sasiedzi - mowili jej: kobieto, co ty robisz, uciekaj...A ona z podbitym okiem usmiechala sie - wy go nie rozumiecie, on jest taki wrazliwy, latwo go zranic...Obudzila sie dopiero, gdy pan skatowal najstarszego z synow; gdyby nie interwencja dwoch mlodszych i sasiadow - zatluklby go na smierc.
                                            ...Po latach powiedziala mojej matce, ze jej sie naprawde wydawalo, ze wszyscy jej zazdroszcza, bo sami nigdy nie doswiadczyli wielkiej milosci....

                                            Co mozesz zrobic? Przede wszystkim zadbaj o siebie, bo corce potrzebna jest silna, kochajaca matka, a nie rozdygotany strzep czlowieka. Wiem, ze to trudne, ale staraj sie dystansowac do problemow corki; jak to sie latwo mowi - zajmij sie swoim zyciem:)
                                            Corce potzrebna jest terapia - nie przekonuj jej, ze ma beznadziejnego chlopaka ; namawiaj ja na to, by zajela sie swoim zdrowiem. Na tym etapie kazdy, kto bedzie wywieral presje na corce, by rozstala sie z panem - bedzie osoba dla niej niewiarygodna i nie zyska jej zaufania.

                                            • 05.08.11, 16:10
                                              menodo napisała:
                                              > ...Po latach powiedziala mojej matce, ze jej sie naprawde wydawalo, ze wszyscy
                                              > jej zazdroszcza, bo sami nigdy nie doswiadczyli wielkiej milosci....

                                              To chyba clou problemu. Dziewczyna myśli, że facet ją szaleńczo kocha. On przecież twierdzi, że ona jest tą jedyną, karmi ją pięknymi słówkami, stałe telefony i zazdrość mają być objawami wielkiej miłości, a nie chorobliwej kontroli. Inni się nie znają. Nikt tak jej nie pokocha mocno jak on. I może też być tak, że ona aż tak go nie kocha, ale kocha być kochaną tak zachłannie. Dorosłe kobiety na to sie łapią, a co dopiero młode dziewczyny.
                                              A co do subtelnej i inteligentnej ciotki, to zapewne maż przemocowiec miał typowe okresy miodowego miesiąca, na to naprawdę można się nabrać, zwłaszcza gdy jest się subtelną i naiwną idealistką. Skąd ja to znam:P
                                              Z córką trzeba dużo rozmawiać, wskazywać typowe mechanizmy przemocowe, wykazywać, że nadmierna kontrola, a z drugiej strony izolowanie od rodziny i świata, to typowe działania osobników z zaburzeniami osobowościowymi. Na stronie Niebieskiej linii jest dużo o przemocy, o mechanizmach, o sprawcach przemocy, trzeba by było jej to podsunąć. A dawałaś jej do przeczytania (możesz wydrukować fragmenty, jeśli ze zrozumiałych względów nie chcesz jej pokazać tego wątku) punkty, ktore wcześniej dziewczyny tu wklejały? Czy córka zna zjawisko stalkingu? Poszukaj dobrych źródeł na ten temat, wydrukuj jej, nawet jak się oburzy, że się wtrącasz, potem pewnie z ciekawości i tak do tego zajrzy.
    • 05.08.11, 11:40
      Ja tez się jakoś bardzo zaangażowałam w tę historię.
      W mojej rodzinie była podobna historia, rodzice i znajomi starali się perswadować łagodnie, nic to nie dało. Był ślub, 2 lata wspólnego życia, dziś wiemy że nieszczęśliwego, osaczonego. Dziewczyna jakoś cudem otrzeźwiała ,wyprowadziła do rodziców i rozwiodła. Dużo nerwów to kosztowało, na szczęście nie ma dzieci.
      Dzisiaj mówi jedno, szkoda ze nikt nie znalazł się taki ,kto mną nie potrząsnął, nie wywiózł gdzieś, odciął od niego.
      Zastanawiam się , skoro córka ma taki uległy charakter, że nie potrafi się zbuntować facetowi, potrafiłaby się zbuntować przeciwko Tobie i rodzinie?
      Wiem ze to bardzo radykalne, ale gdybyś postawiła sprawę ostrzej- albo my, rodzina, dom, albo on. Facet jest niesamodzielny, mieszka z rodzicami, raczej nie będzie chętny do wspólnego życia w wynajętym mieszkaniu , skoro do tej pory tego nie zrobił...
      Skoro nic innego nie skutkuje, może by tak ostrzej.
      • 05.08.11, 14:25
        tak macie rację,ja już robię to co powinnam.
        dbam o siebie,chodzę na terapię,mam prochy,nowe ciuchy,spa itd.
        teraz chcę spróbować rozmów z pobitymi
        ona jest uzależniona.jakby była w sekcie.
        rozmowy wczorajsze dodały mi odwagi.nie mam nic do stracenia.i tak jest nieobecna duchem
        nie dostała się na medycynę.zabrakło jej niewiele,może z ostatniej listy ma szansę starczy na płatną
        na razie jest na innym kierunku
        smsują nieco mniej
        stały scenariusz: siedzimy w kuchni,jemy obiad słyszę klikanie smsa ,jeden ,drugi.nie odpisuje.dzwoni tel.ona odrzuca połączenie.pan dzwoni drugi raz ona zanim odbierze i zdąży się odezwać słyszę jego głośny tel: co jest czuję,że coś jest źle,a kiedy ma tel na górze w domu on dzwoni z 5 razy ,klika smsami.Reaguję,mówię,że to nie jest norma,że kontrola,jej brat to samo mówi.potem słyszę jak się tłumaczy,że JADŁA OBIAD.ku.....mnie strzela.mówię,tłumaczę.nic
        dzisiaj w nocy wraca.
        rano pobici chłopcy są gotowi się spotkać.pan chce ,żeby z nim wyjechała najlepiej dzisiaj od razu prosto z pociągu.
        • 05.08.11, 15:17
          Trzymam kciuki mocno, i tak masz świętą cierpliwość. Ja chyba przy 3 smsie wypierdzieliłabym ten telefon przez okno.
    • 08.08.11, 12:35
      > stały scenariusz: siedzimy w kuchni,jemy obiad słyszę klikanie smsa ,jeden ,dru
      > gi.nie odpisuje.dzwoni tel.ona odrzuca połączenie.pan dzwoni drugi raz ona zani
      > m odbierze i zdąży się odezwać słyszę jego głośny tel: co jest czuję,że coś jes
      > t źle,a kiedy ma tel na górze w domu on dzwoni z 5 razy ,klika smsami.Reaguję,m
      > ówię,że to nie jest norma,że kontrola,jej brat to samo mówi.potem słyszę jak si
      > ę tłumaczy,że JADŁA OBIAD.ku.....mnie strzela.mówię,tłumaczę.nic

      Pokazałam Ten wątek dwóm zaprzyjaźnionym prawnikom. Uporczywe nękanie jak w pysk, +kilka jeszcze kwiatów.

      Nie jestem mamą dorastającej dziewczyny, ale pamietajac moich rodzicow i siebie - oni stosowali zdecydowane kroki, gdy w gre wchodzilo moje bezpieczenstwo, ja sie buntowalam, a dzis chwale Boga, ze mi czasem po prostu czegoś (o zgrozo) zabronili albo zabronili czegos komuś w zwiazku ze mną, nawet gdy miałam juz te swoje 18 lat.

      Totez ja nie cackając sie z tym, czy mi corka strzeli fochem, czy nie - zrobilabym dym prawniczy, dotyczacy nie tyle nekania corki, ale po prostu dezorganizacji i zaklocania zycia calej rodziny + uszczerbek na zdrowiu Twoim takze - bedacy bezposrednim wynikiem jego dzialan.

      Innymi slowy, nie staralabym sie wplynac na wybór córki, ale wykorzystalabym wszystkie dostepne narzedzia, zeby chlopakowi odechcialo sie kontaktow z Twoja rodzina. Wykorzystujac droge prawna, kontakt z jego rodzina a nawet pracodawca. Ale przede wszystkim droge prawna.
      • 08.08.11, 12:47
        mamo hanki:
        to wszystko jest popaprane
        chłopakowi,który mówił jej o jego kopach,szarpaniach córka nie uwierzyła
        gdyby to było cudze dziecko z boku patrząc powiedziałabym :widać musi sama oberwać
        ale to moje dziecko i jest mi ciężko
        on zaprzecza ,chłopak ,któremu wlał mówi ,ze bił
        muszę myśleć o konsekwencjach
        rano:jemy śniadanie.słyszę pikanie smsa w jej kieszeni.jeden,drugi trzeci na przestrzeni 4 minut.dwie następne dzwoni.
        jej to już nie przeszkadza.mówię ,nazywam rzecz po imieniu.słyszę opowiadamy sobie dzień.
        co opowiadasz ,że jesz śniadanie?
        to jest moje/nasze spojrzenie.jej jest inne
        nazwałam to zniewoleniem,mobbingiem-"nic nie rozumiem"
        • 08.08.11, 13:46
          Czy pytałaś kiedyś tego chłopaka o rodziców? Powiedz wprost, że chciałabyś ich poznać, skoro są już ze sobą tak długo i są praktycznie nierozłączni, bo nieustanne esemesowanie i rozmowy telefoniczne sprowadzają sie do permanentnego kontaktu. Są ze sobą przez to bliżej niż niejedno małżeństwo, bo małżonkowie rozstają się na kilka godzin dziennie, rozchodząc się do pracy czy na uczelnie, a oni kontaktują sie nieustannie. Zapytałabym też, czy on ma tyle czasu w pracy, żeby tak w nieskończoność esemesować i dzwonić.
          Córce powiedz, że takie sklejenie z chłopakiem jest bardzo niezdrowe, był kilka tygodni temu na ten temat dobry artykuł w WO. Miłość miłością, ale para musi mieć margines swojego życia, inaczej rodzą się konflikty.
          • 08.08.11, 13:56
            Sebaldo, czy sądzisz, ze autorka wątku nie użyła w rozmowie z córką tego, razem z tysiącem innych podobnych temu argumentów?

        • 08.08.11, 13:52
          No bo na córkę nie masz wpływu, ale na siebie masz. Wybrałaś taki humanistyczny, nazwijmy to, sposób poprowadzenia tej sprawy. Właśnie z poszanowaniem wolnej woli córki, jak to tu wyzej już pisano, żeby jej nie stracić, etc...

          Powtórzę się - mając przesłanki, że ten chłopak działa na granicy prawa albo wręcz je łamie - ja (ale to ja) - zrobilabym mu z zycia piekło, nie po to, żeby córka sie odkochała, ale po to, zeby zniknął z zycia _mojego i mojej rodziny_ i poniósł konsekwencje (prawne) swoich dzialań.

          On ma wpływ nie tylko na Twoją córkę (jeszcze raz nawiązuję do jej uszczerbku na zdrowiu) ale także na Ciebie i młodszego syna (synow?). To (dla mnie) byłoby wystarczającym argumentem do tego, by wobec chłopaka podjąć, pardon za żargon, czynności prawne. Mając prokuratora, śledztwo, wywiady środowiskowe i postępowanie toczące się także w jego miejscu pracy, domu, sąsiedztwie, szkole, mając postawione zarzuty o naruszenie nietykalności tych chłopców, z którymi się skontaktowałaś - być może wreszcie by się ogarnął, bo byc może pierwszy raz w zyciu poniósłby realne i adekwatne do swoich działań konsekwencje.
          • 08.08.11, 14:30
            Fakt, skoro dotychczasowe miękkie argumenty nie były skuteczne, może rzeczywiście trzeba się zająć nie córką, ale panem. Bo takie typy nie należą do odważnych, oj nie. Czasami może pomóc wizyta dzielnicowego i przedstawienie zarzutów. To człowiek, który swoją niską samoocenę podbudowuje przejęciem kontroli nad dziewczyną, stąd wniosek, że w gruncie rzeczy jest tchórzliwy i powinno łatwo pójść nastraszenie go. Córka może się w pierwszej chwili śmiertelnie obrazić na matkę, ale z domu przecież nie ucieknie, on jej nie przyjmie, bo będzie się bał, zresztą mieszka z rodzicami, którym do tej pory nie powiedział o dziewczynie swojego życia, może ona zobaczy, jak krucha jest ta jego miłość, jakim jest słabeuszem i szybko zrozumie, że matka dobrze postąpiła. I jeszcze za to podziękuje.
            Bo tak naprawdę nikt nie przemówi do rozsądku dziewczynie. To moja mama pogoniła mojego ówczesnego chłopaka z domu (pisałam o tym w pierwszym bodajże moim poście tutaj, ale trochę wstydziłam się przyznać, że o mnie chodziło), nie obraziłam się na nią, ale też nie rozstałam się z tym chłopakiem. Po kilku latach się pobraliśmy, a co z tego wynikło, wiedzą dobrze stałe uczestniczki tego forum:( Nie wiem, czy mama wtedy była w stanie coś zrobić, jakoś reagować, wychowywała mnie sama, nie była silną kobietą, ale gdyby była bardziej stanowcza......
            • 08.08.11, 14:45
              Nie, no ale corka autorki watki jest osoba dorosla - sama moze decydowac o tym, z kim sie spotyka i od kogo chce otrzymywac esemesy.
              Bardzo wspolczuje i dziewczynie, i matce, ale jak rozumiem, dziewczyna nie jest ubezwlasnowolniona - wiec jej matce nic do tego, ze chlopak przysyla jej za duzo esemesow przy rodzinnym sniadaniu, na ktore zreszta corka odpowiada.
              Wejscie z panem na sciezke prawna wydaje mi sie bardzo nieskutecznym rozwiazaniem, chyba ze corka oskarzy go o stalking/molestowanie albo zostanie ubezwlasnowolniona.
              • 08.08.11, 14:50
                ano własnie nie.
                Jeszcze raz - polecam konsultację prawną dotyczącą:
                - dezorganizacji życia _calej rodziny_
                - uszczerbku na zdrowiu nie tylko córki, ale i samej autorki wątku i poniesienych z tego tytułu wydatków
                - wpływu sytuacji na młodszego syna
                - pobicia chłopaków
                • 08.08.11, 15:07
                  Daj spokoj,na "konsultacje prawne" autorka watku moze wydac majatek, ale nic to nie da, jesli jej dorosla corka sama nie wystapi o stalking/molestowanie.
                  • 08.08.11, 15:10
                    Cena konsultacji prawnej: 100 zł +vat, czyli 123 zł w duzym mieście (powyżej 600 000 mieszkańców).

                    kwota nieprzekraczajaca mozliwości pracujacej dorosłej osoby.

                  • 08.08.11, 15:43
                    Żaden sad na świecie nie skaze chłopakla za wysylanie sms-ow do dziewczyny, ktora nie ma o te sms-y pretensji. Zarzut nękania mogłaby postawić tylko ona i to pod warunkiem absolutnego zerwania. Proces karny o przeszkadzanie w sniadaniu jest raczej nieprawdopodobny. Zreszta to nie facet przeszkadza - przeszkadza córka biora c do stolu komorke i odbierając telefony.
                    Ja bym postawila sprawę ostro. Nie ma komorki przy posiłkach - chce odbierać - nie je. Moze marnować życie sobie, ale nie całej rodzinie.
                    Obawiam się, ze w tym przypadku trzeba jednak działać od strony córki. Zrobić to, co zazwyczaj uwazam za karygodne - powiedzieć, ze to jest dom całej rodziny6 i nie ona ustala zasady. Zatem nie ma telefonów po godzinie..., nie ma w czasie posilkow. Odłaczyć całkowicie telefon stacjonarny i nie placić na komorke. Powiedzieć córce, ze jesli nie ma ochoty przestrzegac pewnych zasad, OK - niech się wyprowadzi.
                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                    • 08.08.11, 16:29
                      Po pierwsze, nikt nie myśli o skazywaniu pana, ale o nastraszeniu, o przekonaniu, że rodzina nie pozwoli mu bezkarnie inwigilować, nękać i kontrolować dziewczyny.
                      A po drugie, z całym szacunkiem Verdano, ale tutaj matce chyba nie tylko chodzi o spokój w domu, ale przede wszystkim o wielkie zagrożenie dla dziecka, jakim jest psychopatyczny stalker, bo inaczej nie da się odczytać wszystkich zachowań tego człowieka. To nie jest zakochany chłopak, tylko ogarnięty żądzą przejęcia kontroli psychol, ktory może ją bardzo, ale to bardzo skrzywdzić. Jeśli doprowadzi do ślubu, w krótkim czasie odizoluje ją od świata, potem będzie szantażował, a kto wie, czy nie posunie się do rękoczynów, gdy ona będzie się zachowywać nie po jego myśli. To naprawdę wielkie zagrożenie, a historia zna wiele takich przypadków, wiem, co piszę.
                      Idealnie by było, gdyby córka zechciała choć trochę współpracować i namówić ją, by spróbowała choć jeden dzień przetrzymać go na dystans. Co on by wtedy zrobił? Może posunął by się dalej i bylby argument do podjęcia poważniejszych kroków.
                      Verdano, czytałaś cały wątek? Naprawdę powiedziałabyś córce, żeby się wynosiła do takiego psychola?
                      • 08.08.11, 16:53
                        Wybacz, ale jak można straszyć tym, ze dzwoni do własnej dziewczyny, ktora to akceptuje? Co to za nekanie, skoro dziewczyna chce? facet i słusznie rozesmieje im się w twarz.
                        A co do dziewczyny - cóż, matka jak widać nie moze zrobic NIC. Dziewczyna absolutnie nie slucha jej argumentów - upłynęło za duzo czasu, aby można bylo wierzyć,z e rozmowa da cokolwiek. Podejrzewam, ze jest wrecz przeciwnie - dziewczyna widzac, ze matka nie akceptuje związku, ale jest bezradan, wiedząc, ze moze własciwie brnąć w ten związek mając za plecami rodzinę, która wspiera - jeszcze bardziej się pogrąża. Nie ryzykuje bowiem wiele.
                        Myslę, że gdyby postawiono ja przed wyborem - co jest oczywiscie metodą drastyczna - piazano, ze albo dom, albo tego typu związek z facetem, pokazano, ze liczą się nie tylko jej uczucia, ale także życie matki - i ze matka ma dosyć i wybiera siebie - dalszy związek mógłby okazać się juz nie taki piękny i pożądany.
                        Jedyne, co trzeba powiedzieć to to, ze zawsze może wrócić i ze rodzce zrobią wszysko, by ją obronić. Oczywiście, taki związek może zniszczyć, ale na razie zachowanie rodziny pozwala dziewczynie na kompletne nie przejmowanie sie tym. Czyli brniecie dalej - skonczy sie to równie źle.
                        Gdyby moja córka wybrała takiego psychola, szczerze mówiąc, bylabym pewna, ze moj dom jest toksycznym domem, a ja do tego stopnia coś spieprzylam w wychowaniu, ze nie mnie już dalej udzielać rad. Problem bowiem nie tylko w p[sycholu, ale przede wszystkim w psychice córki.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • 08.08.11, 20:29
                          Ciekawe, kogo wybierze zakochana 18-latka - matkę czy ukochanego, od którego jest uzależniona na dodatek?
                          Chłopak jest psycholem, niewykluczone, że wyniósł to z domu, świetny pomysł odsyłać córkę do takiej rodziny, bo coś mi mówi, że pan nie zaryzykuje i nie wynajmie mieszkania, bo chyba nie z tych hojnych i wyrywnych.
                          Nie zgodzę się z tezą, że dziewczyna ma poważny problem psychiczny i matka powinna się zastanowić nad dotychczasowymi metodami wychowawczymi, choć z reguły też idę tym tropem, gdy pojawia się problem z nastolatkiem. Wiemy bardzo wiele na temat tej rodziny, na temat dotychczasowej postawy dziewczyny, na temat dobrych stosunków z matką, tu nie mamy do czynienia z problematyczną nastolatką, tylko z dość typowym młodzieńczym romantyzmem niedojrzałej, naiwnej osoby. Bardzo dobrze wiem, jak taka "wielka" miłość może imponować młodej dziewczynie, jak może zaślepiać. To, co napisała Menodo o swojej ciotce, jest świetnym wyjaśnieniem fenomenu ślepoty kobiet w przypadku, gdy mężczyzna odgrywa przed nią melodramatyczne uczucia.
                          • 08.08.11, 22:08
                            Ale ciekawe, co zrobiłby pan, który z jakiegoś powodu jest tak uzależniony od rodziców, że mieszkając z nimi ukrywał, że ma dziewczynę. To oznacza, że ona raczej nie będzie się mogła się do nich wprowadzić, a on się raczej wyprowadzić chciał nie będzie lub nie może.

                            Skoro nic innego nie działa, zastosowałabym chyba faktycznie w akcie desperacji szantaż ekonomiczny. Pan dziewczyny raczej utrzymywał nie będzie, 19tolatka może sobie popracować w McDonalds ale fortuny na tym nie ugra, a na ulicę nie pójdzie, skoro pan taki skrajnie zazdrosny.
                            Jeżeli koncepcja "utrzymuj się sama" nie podziała, to nie wiem już, co.

                            Owszem, od wyprowadzki córce się może stać krzywda jakaś, ale - autorka ma więcej dzieci, niż tę córkę, bratu też się należy troska i święty. Dlaczego cała rodzina ma cierpieć z powodu fatalnego gustu córki?
                            • 08.08.11, 22:08
                              Errata, miało być: troska i święty spokój.
                          • 08.08.11, 22:35
                            oczywiście, ze wybierze faceta, już wybrała, niszcząc systematycznie życie całej rodzinie. Tylko teraz może sobie wybierać bez żadnego zastanowienia i kosztów wlasnych. Każdy dzień w takim luksusie utwierdza ją w przekonaniu, ze tak jak jest - jest fajnioe. Cóż, ze rodzina się leczy - tu problemem jest nie tylko psychopata, ale także sama dziewczyna, która absolutnie nie liczy sie z nikim. Nie ma trzynastu lat - studentka nie musi miezkać z rodziną. prędzej opamięta się, gdy sie okaże, ze nagle zabrakło wsparcia, niz wtedy, gdy nuic nie ryzykuje.
                            To trochę jak z alkoholikiem - najlepszą pomocą jest brak pomocy.
                            Nie mówiąc już o tym, ze nie wydaje mi się słuszne poświecanie calej rodziny dla krańcowo egoistycznej i egocentrycznej córki. czasem trzeba sobie powiedzieć "trudno. Muszę ratować rodzinę, muszę ratować to dziecko, które nie jest uzaleznione, nawet kosztem tego, które mysli tylko o sobie".
                            Doroslość to także czas, gdy podejmowanie wyborów moze łaczyć się z powaznymi problemami. Ale to takze czas, gdy za te problemy trzeba zacząć odpowiadać samemu.
                            Nie widzę tu mlodzieńczego romantyzmu - widzę skajnie nieodpowiedzialną - i skrajnie egocentryczną kobietę, która uznała, ze ma prawo nie liczyć się absolutnie z rodziną, jednoczesnie oczekując, ze będzie utrzymywana i wspierana.
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • 08.08.11, 22:50
                              Verdano, ale z opisu wygląda (i z tym się już gdzieś wcześniej, poprzednio zgodziłaś), że dziewczyna jest w jakimś sensie uzależniona od kolesia. Ja to widzę tak, że ona go nawet jakoś bardzo nie kocha (a jeśli kocha, to też jakąś chorą miłością, bo najwyraźniej jej też nie jest dobrze w tym układzie), ale że się jego obawia, obawia się jego reakcji, obawia się utraty "wielkiej", jedynej, przez nikogo niezrozumianej miłości, to nie egoizm, to uzależnienie, to jednoosobowa sekta, jak to ktoś też już wcześniej trafnie nazwał. To wszystko jest po części poza jej racjonalnymi decyzjami.
                              To jednak jeszcze dziecko, nigdy nie skazałabym dobrowolnie swojego dziecka na los uzależnionej, walczyłabym o nią do końca, może nie kosztem innych dzieci (tu chyba trochę przesadzamy z krzywdą młodszego rodzeństwa, jak do tej pory), ale jednak robiłabym wszystko, by ją wyrwać spod wpływu psychola. Moja mama szczerze nienawidziła mojego chłopaka, ale mimo że ją bardzo kochałam, wiedziałam lepiej, co będzie dla mnie lepsze i jej niechęć i obawy co do niego nie przeszkodziły mi się z nim związać. Nie uważałam się za egoistkę, myślałam, że robię dobrze. Będę jednak tej dziewczyny broniła. Matki też.
                              • 09.08.11, 08:33
                                Własnie tak - uzaleznona.
                                Uzaleznienia sa dokladnie tym, co wymaga twardej reki i nie brania na siebie problemów uzaleznionego. Póki uzalezniony nie bedzie musiał poczuć wszystkich, nawet dramatycznych konsekwencji swoich wyborów, nic z pomocy nie wyjdzie.
                                Uwazam, ze nie mozna walczyć o dorosłe dziecko, ktore nie jest chore, nie znalazlo sie w klopotach przypadkowo, tyko swiadomie, wykorzystuje egoistycznie rodzine, kosztem innych dzieci. To bardzo niesprawiedliwe i krzywdzace.
                                --
                                Mops i kot

                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                • 09.08.11, 09:21
                                  tyko swiadomie, wykorzystuje egoistycznie rodz
                                  > ine, kosztem innych dzieci. To bardzo niesprawiedliwe i krzywdzace.
                                  Ale uzależnienie (zwłaszcza w tym wieku) nie jest świadome i egoistyczne. Terapia wstrząsowa - może tak, ale robienie z tej dziewczyny egoistycznego, krzywdzącego rodzinę potwora uważam za poważne nadużycie. Młodszy brat jest co najwyżej zdegustowany, ale krzywdy jakiejś wielkiej tutaj nie widzę, nie wpadajmy w przesadę. Trochę się tutaj niektórzy nakręcają, moim zdaniem, nadinterpretują delikatnie mówiąc.
                                  • 09.08.11, 13:48
                                    Dziewczyna nie jest uposledzona. Widzi, co się dzieje - może być jak najbardziej zakochana, ale nie może nie dostrzegać, ze niszczy rodzinę. Tylko ma to gdzieś. Milość to jednak nie narkotyki - nie niszczy mózgu. Przez dwa lata dziewczyna robi, co chce, nie liczy się z nikim poza sobą. Nie można ze zdrowej, acz idiotycznie zakochanej dziewczyny robic kogoś, kto jest zwolniony z obowiązku liczenia się z kimkolwiek.
                                    Brat z konieczności musi mieszkać w domu, gdzie atmosfera cały czas jest napięta, gdzie matka jest na skraju załamania - to jest znacznie więcej niż "zdegustowanie".
                                    --
                                    Mops i kot

                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                    • 09.08.11, 14:19
                                      Zapomnialaś chyba Verdano o tej wzmiance:
                                      >> córka ma zdiagnozowaną depresję z epizodami natręctw.
                                      Ja uważam, że dziewczyna nie jest winna, jest ubezwłasnowolniona, uzależniona, boi się, jest w matni. Nie działa rozsądnie, nie niszczy rodziny z premedytacją.
                                      Pół roku temu jedna z uczestniczek, mama dziewczyny, która wyszła za przemocowca, napisała, że to będzie walka na śmierć i życie, że matka powinna walczyć o córkę jak lwica, że trzeba działać już teraz zdecydowanie, faceta pogonić i postraszyć, corkę w jakiś sposób odseparować. Przemyślałam wszystko, czas grzecznych rozmów powinien się skończyć, trzeba działać i to bez pardonu wobec tego niebezpiecznego człowieka. Kategorycznie ojciec powinien sie włączyć i to bardzo stanowczo. Chyba jednak lepiej mieć córkę obrażoną, ale całą, niż ze zniszczonym życiem.
                    • 08.08.11, 16:52
                      verdano całkowicie się z Tobą zgadzam.żaden sąd itd.
                      ze stacjonarnego nie korzystają wcale
                      córka ma dwie komórki.jedna to t mobile i jest z nami w sieci rodzinnej.nawet jeśli ma zero na koncie dodzwoni się do każdego członka rodziny.
                      druga w plusie:pan kazał rok temu kupić kartę to i kupiła i mają do siebie nieograniczoną ilość rozmów i smsów za 30zł ,które ona płaciła z kieszonkowego.wyraziłam jasno swój pogląd ,że to jest nie fair,bo pan pracuje i ma swoje pieniądze,ona ma kieszonkowe.zaczął jej doładowywać jakiś czas.
                      różne rzeczy widzę np. to,że ją straciłam.ona pozwala komentować mu nasze decyzje domowe i potem jeszcze mi mówi co on myśli ....potem ja artykułuję ,że pan jest bezczelny w swych komentarzach.potem ona zwija się w kulkę.
                      przypominam jej o zasadzie nie odbierania tel - sami tego nie robimy chyba ,że spodziewam się,ze będę mogła mieć łączność z Mężem.parę dni to chodzi.czasem z dołu domu słyszę jak raz za razem dzwoni jej tel.gdyby do mnie tak dzwonił pomyślałabym,ze ktoś umiera.brat faktycznie odchorowuje całą sytuację.
                      teraz mają pomysł wspólnego wyjazdu na który powiedziałam nie.nie daję kasy.powiedziałam,że jak będzie łączność z Tatą ma go poinformować.wykrzyczała mi,że robię z niej dziwkę.na co odpowiedziałam,że dziwka stoi na A4 i bierze pieniądze za sex.
                      kiedy powiedziałam mu,że nie do pogodzenia jest fakt ukrywania jej przed rodziną od razu ją tam zawiózł.ale mój tekst był okropny:ukrywasz córkę czy rodziców?wstydzisz się ich?
                      nic nie mogę.dopóki ona nie podejmie decyzji mogę jedynie wyrywać sobie włosy z głowy i żalić się na forum
                      dobija mnie,że dotąd nikt ani lekarz ani terapeutka,ani przyjaciółka nikt po prostu nie widzi światełka w tunelu.może praca na terapii z czasem coś przyniesie.
                      jeśliby zerwali mam zielone światło.
                      • 08.08.11, 17:14
                        A czy nie wpadło Wam do głowy, aby powiedzieć córce, ze może studiować tylko w innym miescie? Że po prostu macie tego dosyć i chcecie wreszcie żyć normalnie?
                        Ja bym chyba jednak tak postapila. Powiedzieć córce, ze macie dosyć mieszkania z nia i nerwów - i albo sama się wyprowadza i utrzymuje, albo placicie jej mieszkanie i studia, ale w innym miescie.
                        Po prstu, zamias prosic, przekonywać i błagać powiedzieć, że macie tego dosyć - dosyc zajmowania się jej życiem i jej sprawami, że chcecie odpocząć, więc nie widzicie dalszej możliwosci wspolnego mieszkania.
                        Jesli będzie jej źle, może w kazdej chwili wrócić, ale warunkiem jest - zero kontaktu z facetem z Waszego domu.
                        Nie ukrywam, ja byłabym brutalna. Niezaleznie od miłości do cortki, ona jest dorosła i nie moze rozwalać rodzicom całego życia. Tu trzeba nie terapeuty dla Ciebie, ale zdecydowanej, brutalnej decyzji. Czyli, obrzydliwie mówiąc, córka pogrąży i siebie i Ciebie i całą rodzinę. Trudno, ratuj siebie i rodzinę.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • 08.08.11, 18:05
                          Pozwolisz, że się podpiszę? Panna jest już tak uzależniona psychicznie i emocjonalnie, że należy jej związek z panem potraktować tak, jak się traktuje narkotyki.
                          I w ogóle uważam, że należało interweniować znacznie wcześniej, lejąc z góry na ewentualne zarzuty o łamanie prawa do prywatności, ograniczanie czy inną chęć ustawiania panience życia i pana pogonić stanowczo.
                          • 08.08.11, 21:32
                            Trzeba było nakłaść psycholowi po mordzie, póki był na to czas. Szkoda, że ojciec się nie zaangażował, szkoda, że nikt z rodziny się nie miał jaj żeby po prostu kolesia porządnie sklepać a dziewczynę wysłać do innego miasta albo i kraju-nawet na prywatną uczelnię. Psychologia, srologia - co wam to dało? Powtarzam, szkoda, że ojciec/wujek/kuzyn nie nakładł w mordę śmieciowi - a że dziewczę znienawidziłoby rodziców? TRUDNO! Byłaby bezpieczna przynajmniej i zdrowsza psychicznie.
                        • 09.08.11, 11:07
                          no wlasnie autorka, jak podejrzewam, chce ratowac rodzine. I zycie dziecka, bo brutalne pozostawienie, opuszczenie nawet pelnoletniej corki w obecnej sytuacji moze, w najgorszym razie, oznaczac dla niej wyrok smierci z rak psychopaty. Uwazasz, ze normalna, kochajaca swoje dzieci , matka tak latwo moze przymknac oko i zaakceptowac stan, gdy zycie dziecka jest zagrozone? Ja bym walczyla jak lwica.
                          Swego czasu czytalam ksiazke, opowiesci kobiet, ofiar przemocy domowej (przemocy fizycznej i psychicznej). W tym gronie byly rowniez wyksztalcone, odwazne i samodzielne kobiety, ktore z czasem pograzaly sie w coraz wiekszej apatii i uzaleznieniu od partnera. Wiele z nich udalo sie uratowac tylko dzieki wsparciu rodziny, rodzicow, rodzenstwa, ktore przyjechalo do domu kobiety, samo je spakowalo, w prostych zolnierskich slowach wytlumaczylo agresorowi, co go czeka, jesli sprobuja tknac dziewczyne, wywiozlo swoja krewna z domu agresora (nawet, jesli ow dom nalezal do samej kobiety), nie pozwolilo wrocic kobiecie do tego zwiazku i wsparlo w prawnych procedurach separacji/rozwodu. I wielu z tych kobiet dopiero wtedy spadly klapki z oczu, z czasem docenily aktywna postawe rodziny, ratujacej w gruncie rzeczy zycie swojej krewnej.
                        • 09.08.11, 16:21
                          A czy nie wpadło Wam do głowy, aby powiedzieć córce, ze może studiować tylko w innym miescie?
                          wpadło,ale nie dostałą się ,a ponadto Pan możliwe ,że pojechałby za nią.
                          i co wyjdę na dudka ,który jeszcze pana utrzymuje tak?bo pan nadal nie skończył studiów- drugi raz piątego roku "bo studia w moim zawodzie nie są potrzebne".pracę ma na miejscu.
                          • 09.08.11, 17:30
                            > wpadło,ale nie dostałą się ,a ponadto Pan możliwe ,że pojechałby za nią.
                            > i co wyjdę na dudka ,który jeszcze pana utrzymuje tak?bo pan nadal nie skończył
                            > studiów- drugi raz piątego roku "bo studia w moim zawodzie nie są potrzebne".p
                            > racę ma na miejscu."

                            Szkoda, ze sie nie dostala. Ale moze jest jeszcze nadzieja - pisalas cos o platnych.

                            Nie wiadomo, czy pan by wyjechal z corka, a nawet gdyby - mysle, ze wszystkim wyszloby to na dobre. Na pewno corce dobrze by zrobila zmiana srodowiska i wyjazd do innego miasta; czesc jej energii sila rzeczy poszlaby w kierunku adaptacji do nowych warunkow; to spore wyzwanie, ktore bardzo rozwija i wzmacnia.
                            Jesli sama jest ambitna osoba, na studiach moglaby poznac rownie ambitnych mlodych ludzi; wejsc w grupe rowiesnikow, korzystac z urokow zycia w duzym miescie itd. Pan, ktory jeszcze niedawno wydawal sie madry i dojrzaly, wkrotce moglby sie ukazac w jej oczach jako zwykly zakompleksiony frustrat-nieudacznik, ktorego wstyd przedstawic nowym znajomym.

                            Moim zdaniem szansa na wyjscie corki z tego toksycznego zwiazku jest wzmacnianie jej na rozne sposoby. Leczenie depresji, wspieranie ambicji corki, jej zainteresowan, w miare mozliwosci - potrzeb materialnych. Nie walczylabym z tym facetem ani z uczuciami corki do niego, traktowalabym go jak kogos, kto dla mnie nie istnieje - im wieksza jest Twoja presja, tym wiekszy jej opor i tendencja do obrony jej obrazu "wielkiej, zakazej milosci".

                            • 09.08.11, 19:19
                              no wlasnie istnieje ryzyko, ze dziewczyna tak sie juz pograzyla, zapadla w bagnie, ze nie jest w stanie bez profesjonalnego (i nieprofesjonalnego- ze strony rodziny) aktywnego wsparcia wydostac sie z tego bagna. A facet jawi mi sie nie jako zakompleksiony frustrat-nieudacznik, ale jako niebezpieczny psychopata, stanowiacy autentyczne zagrozenie dla dziewczyny. On jej nie kocha, on ja chce miec na wlasnosc, jako jedyny wlasciciel i dysponent.
                              • 10.08.11, 12:50
                                A facet jawi mi sie nie j
                                > ako zakompleksiony frustrat-nieudacznik, ale jako niebezpieczny psychopata, sta
                                > nowiacy autentyczne zagrozenie dla dziewczyny. "

                                Moim zdaniem, jedno nie przeczy drugiemu.
                                • 10.08.11, 13:24
                                  Moim zdaniem jedno się składa na drugie niemal w każdym takim przypadku, jak dwa dodać dwa równa się cztery.
    • 08.08.11, 21:35
      Śledzę twój wątek od samego początku i widzę, że nic się nie zmieniło :/
      Ponieważ związek twojej córki trwa już ponad dwa lata, córka ma lat 19-ście, a żadne drastyczne metody odcięcia jej od tego człowieka, jak wywiezienie bez jej zgody lub wejście na drogę prawną, nie wchodzą w grę z przyczyn, o których wyżej już dziewczyny napisały, ty masz już raczej niewiele do zrobienia. Wyczerpałaś dotychczasowy arsenał, przypłaciłaś związek córki zdrowiem, takoż twój syn. Może faktycznie czas przyjąć do wiadomości, że nie uratujesz córki WBREW jej woli. Dziewczyna jest dorosła, może faktycznie powinnaś jej pozwolić posmakować konsekwencji jej własnych czynów, skoro polityka chronienia za wszelką cenę zawiodła na całej linii.
      • 08.08.11, 22:19
        >przypłaciłaś związek córki zdrowiem, takoż twój syn.

        I dlatego wejście na drogę prawną jak najbardziej wchodzi w grę (w mojej i znajomych prawników ocenie, którzy oczywiście zastrzegali, że jest to opinia na grubo, bo przecież nie znają wszystkich okoliczności sprawy).
        Wejście na drogę prawna nie będące wyłącznie czekaniem na skazujący wyrok sądu za smsy - Verdana efekciarsko wysmiala ten pomysł. Jest jednak mnóstwo jeszcze innych prawnych czynności i środków które mogłyby wykazać, ze chlopak działa bezprawnie, poruszyć _jego_ środowisko, rodzinę, pracodawców.

        Najbardziej zaś oczywistym byłoby zawiadomienie o pobiciu przez tych chłopaków, których autorka wątku znalazła.

        Cóz, ja w każdym razie - równolegle z poradą Verdany: "Póki mieszkasz z nami - nie terroryzuj domu swoim związkiem" - skierowałabym częśc energii na postawienie twardych (także prawnych) granic chłopakowi.
        • 08.08.11, 22:28
          Naprawdę sadzisz, ze można tego faceta postawić przed sadem, bo dzwoni do swojej dziewczyny? Gdzie - w wypadku kontaktów z dziewczyna - chopak działa bezprawnie? Nigdzie. Nie jego telefony dezorganizują życie, ale dziewczyna, która je odbiera. I to rodzina przypłaca zdrowiem - nie nękanie, bo nie mozna nekać kogos, kto chce być nękany, ale to, jak na to reaguje córka.
          Pobici chłopcy mogliby iść na policję, ale jak to załatwić? I to nic nie da. Tyle, ze dziewczyna będzie wspierała "nieslusznie oskarźonego" - a procesy ciągną się latami.
          Prawnych granic telefonowania do ukochanej nie ma.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • 08.08.11, 22:43
            Ktoś wyżej pisał o podobnej sytuacji, gdzie policja przyjmująca zgłoszenie wziela pod uwage nachalne wydzwanianie i sms-owanie do roznych osob.

            Moi znajomi wskazali na to samo. Dodatkowo wazny jest (powtarzam sie) uszczerbek na zdrowiu - samej dziewczyny, jak i matki, dezoranizacja zycia domowego (uporczywosci stalkera tez nikt nie chce, a dziala ona dezorganizujaco) i negatywny wplyw na brata.

            Matka podejmowala proby porozumienia polubownie, bez skutku.

            Nie potrzeba tu zakładania sprawy cywilnej i czekania na wyrok sądu. Wystarczy pojscie po ludzku na policje i rozmowa z dzielnocowym chłopaka, normalnie jak czlowiek, ze ma sie taki problem i prosi o jakas rade, czy wsparcie. Dzielnicowy jesli jest sensowny - pojdzie do chlopaka do domu (nie bez znaczenia dla jego rodziny) i go pouczy. Jesli pouczenie nie odniesie skutku, a zglaszajaca bedzie dalej czula sie pokrzywdzona, facet zostanie wezwany na komende w celu zlozenia wyjasnien (kolejna niedogodnosc + listy polecone z policji przychodzace do domu), kolejnym krokiem moze byc wywiad srodowiskowy wsrod sasiadow, w miejscu pracy na temat chlopaka prowadzony w ramach toczącego sie postepowania.

            Cos mi mowi, ze powyzsze proste czynnosci policji moglby odniesc lepszy skutek niz sarkanie matki na sms-y pod stolem.

            Równolegle - tak jak piszesz - warto by zakazac demonstracyjnego celebrowania związku w domu przez dziewczynę (której mimo wszystko - bardzo mi szkoda).
            • 08.08.11, 22:54
              A co córka mówi o rodzinie pana? Jak ją przyjęli, jak wypadła wizyta? Bardzo jestem ciekawa.
            • 08.08.11, 23:03
              Zgadzam się z Verdaną. Nie widzę tu żadnych podstaw do podjęcia kroków prawnych. Jakikolwiek stopień kooperacji musiałaby tu przede wszystkim wykazać córka, która jest obiektem tych uciążliwości, a tak się nie stanie. Matka, która pójdzie po poradę do dzielnicowego, usłyszy najprawdopodobniej, że to córkę ma ustawić do pionu, a nie jej chłopaka. To córki zachowanie dezorganizuje życie tej rodziny, a nie natręta, którego możnaby się szybko pozbyć, gdyby tylko córka chciała. I dopiero wtedy, gdy mając jawny zakaz kontaktowania się z dziewczyną, facet nadal by ją nękał, można iść do sądu z paragrafu o stalking. Teraz? Wątpię. Zakochany DOROSŁY mężczyzna dzwoni i esemesuje do równie w nim zakochanej DOROSŁEJ kobiety. To, że matkę boli z tytułu tego związku serce, a brata absztyfikat siostry wkurza, nie jest karalne. Na to paragrafu nie ma.
              • 08.08.11, 23:20
                Bardzo Ci współczuję, Autorko...Zastanawia mnie tylko jeden fakt, na który parę osób zwróciło już uwagę: dlaczego ojciec dziewczyny jest taki bierny? Czy on w ogóle miał okazję rozmawiać z tym typkiem, spotkali się kiedykolwiek? Może myślę stereotypami, ale normalny ojciec robi wszystko, żeby chronić swoją ukochaną córeczkę-księżniczkę. A tu obojętność... Wydaje mi się, że ten chłopak - na 99% świr - wyczuł po prostu ofiarę, wyczuł słabość w waszej rodzinie, poczuł, że pójdzie mu łatwo. Może gdyby ojciec zareagował, nie mam tu na myśli żadnych rękoczynów, ale po prostu spotkanie z nim i pokazanie, że w razie czego dziewczyna ma obrońcę, kogoś, kto nad nią czuwa niezależnie od wszystkiego, może to przystopowałoby tego świra. Chodzi mi o pokazanie temu człowiekowi swojej przewagi, tak na zasadzie: "Słuchaj stary, mogę cię tolerować, ale to jest moja córka i jeśli w jakikolwiek sposób ją skrzywdzisz, to wyrwę ci jaja i każę ci je zeżreć, nieważne ile czasu i wysiłku będzie mnie to kosztowało." Oczywiście nie chodzi mi o dosłowny przekaz, raczej komunikat pozawerbalny...Takie typki są raczej podatne na zastraszenie, sama Autorko, pisałaś, że kiedy parę razy stanowczo się postawiłaś, to zareagował podkuleniem ogona. A tak, ma wszystko podane na tacy: zakochana po uszy, dobrze wychowana dziewczyna, i jej grzeczna, kulturalna mama, która nic mu nie zrobi, bo jest słabą kobitką. Może gość szaleć do woli.
                • 09.08.11, 16:26
                  on ten ogon kuli na góra tydzień
                  robi słodkie oczy i chce naprawiać relację tak to werbalizuje ,a potem wraca stara historia
                  rozmowa jest nonsensem
                  córka twierdzi,ze rodzice byli mili .nic więcej
                  • 09.08.11, 16:45
                    No to niezbyt wiele tych informacji na temat rodziców, szkoda.
                    Teraz na Twoim miejscu zaczęłabym od stanowczego zakazu używania komórki w okolicznościach rodzinnych: wspólny posiłek, jazda samochodem i inne, córka wie, że chodzisz do terapeutki, że to Cię stresuje, musi się dostosować. To pierwszy krok w respektowaniu Twoich praw. Po powrocie męża zrobić z nim naradę wojenną i przekonać go, jakie to wszystko niesie zagrożenia, dać mu do przeczytania posty kobiet, ktore doświadczyły przemocy lub mają w rodzinie takie przykłady, niech on też uczestniczy w problemie, niech zaproponuje rozwiązanie.
              • 09.08.11, 08:40
                To ja może jeszcze raz napiszę, bo już wyżej pisałam, jak to było u nas:

                Wynajelismy mieszkanie młodej kobiecie (tuz po studiach), ona miala chlopaka. Krotko po tym, jak sie wprowadzila zerwala z tym facetem. I facet - wiadomo: dzwonil, pisal, wreszcie zaczal ja nachodzic, dzwonil domofonem, wystawal na klatce, pod blokiem. Zaczeli skarzyc sie sasiedzi (skarzyli sie do nas, bo chodzilo o nasze mieszkanie). Ta dziewczyna spuszczala go jak umiala. Wreszcie moj mąż zadzwonil a potem nawet poszedl do niego do domu, zeby przestal nachodzic nasze mieszkanie (bardziej chodzilo mu o te skargi sasiadow niz o obrone dziewczyny, w koncu jest dorosla).

                No to sie zaczelo - jazda z telefonami do nas, sms-ami. Oskarzenia, ze to przez mojego męża ta dziewczyna z nim zerwala. Dziecinada i durnota.

                Gdzies po 2 miesiacach skonczyla sie nasza cierpliwość i ja ktoregos pieknego dnia zadzwonilam do naszej dzielnicowej komendy i porozmawialam z policjantem. Opowiedzialam cala historie i zapytalam, co my mozemy zrobic, bo z jednej strony nic szczegolnego facet nie robi, a z drugiej no dezorganizuje nam zycie (wydzwanial w godzinach pracy, w nocy, po ilesdziesiat razy dziennie).

                Policjant zapytal, czy nam grozil - no wiec nie grozil. I nawet mimo tego, ze w tresci smsow nic takiego nie bylo - dzielnicowy nas ani nie spuscil, ani nie kazal przystawiac nikogo do pionu, malo tego, nie mowil, ze zglosic sie powinna przede wszystkim nasza lokatorka.

                Potraktowal zgloszenie normalnie, przeszedl sie z kolega do chlopaka do domu, w miedzyczasie okazalo sie, ze jego rodzice, z ktorymi mieszka sa totalnie przez niego sterroryzowani i zastraszeni. Chlopak najpierw go nie wpuscil, potem zrobil awanture, wreszcie odebrał telefon i zgodzil sie na spotkanie. Dzielnicowy go pouczyl, chlopak dostal piany - zrobil awanture naszej lokatorce, to zadzwoniliśmy na policje (znowu -my - nie ona) - to go wezwali poleconym na komende z zawiadomieniem o wszczeciu postepowania. To poszedł, znowu dostał pouczenie, chyba bardziej wymownie, bo po kilku jeszcze sms-ach w stylu: jeszcze zobaczycie" facet zniknął z naszego i naszej lokatorki zycia - mimo, ze mieszka przy tej samej, co ona ulicy.

                Jednym słowem - mam zupełnie inne doświadczenie od tego, co "najprawdopodobniej" przypuszczasz Enith.

                Dzielnicowy tez człowiek, żadnym paragrafem konkretnym sie nie posługiwał (wtedy jeszcze nie było nawet ustawy o stalkingu, zostala uchwalona jakies pol roku pozniej). I owszem, poszedł do tego DOROSŁEGO (35letniego) ktory sms-owal do DOROSŁEJ kobiety i kazał mu sie po ludzku uspokoić.

                >>To, że matkę boli z tytułu tego związku serce, a brata absztyfikat
                > siostry wkurza, nie jest karalne. Na to paragrafu nie ma.

                Biurkowoknie napisała, że "brat te sytuację tez odchorowuje". Wspomniała także o swoich i córki kłopotach ze zdrowiem wynikających z długotrwałego stresu spowodowanego przez tego chłopaka. Moim zdaniem - na to juz są paragrafy.



                • 10.08.11, 00:27
                  kiedy córce zdiagnozowano depresję z epizodami natręctw otrzymałam konkretne wskazówki od lekarki jak postępować.wszystko miało być wersji soft.dotrwać do matury,może się dostanie na studia.chodzić na paluszkach,miała czuć się w domu dobrze i bezpiecznie.co miesiąc chodziłyśmy na wizyty.stosowałam się do zaleceń.było lepiej.w styczniu potrząsnęłam panem.
                  smsowali mniej . wytłumaczyłam mu ,że jeśli nie dostanie się córka na medycynę jego będzie obwiniać.
                  potem udało się Mężowi wrócić wcześniej...córka uczyła się ,pan trzymał dystans.afery nie było po co robić vide punkt matura-dotrwać.w maju niespodziewanie Męża ściągnęli do pracy.zdała maturę i znowu się zaczęło.
                  • 14.08.11, 22:58
                    Droga autorko wątku,
                    proszę Cię o aktywowanie swojego profilu lub maila, bo chciałabym napisać do Ciebie na priv
                    Pozdrawiam ciepło
                    • 18.08.11, 13:05
                      Autorko, cytuję Cię: "potem udało się Mężowi wrócić wcześniej...córka uczyła się ,pan trzymał dystans.afery nie było po co robić vide punkt matura-dotrwać.w maju niespodziewanie Męża ściągnęli do pracy.zdała maturę i znowu się zaczęło." - widzicie tu pewną prawidłowość?- jest ojciec - facet się dystansuje; nie ma ojca - facet zaczyna szaleć....
                      • 18.08.11, 15:13
                        pewnie,że widzę
                    • 18.08.11, 15:14
                      napisałam do Ciebie podając alternatywną skrzynkę
    • 22.08.11, 04:04
      Mialam w wieku Twojej corki faceta wypisz-wymaluj w identyczny desen. Kiedy juz mi sie ulalo i postanowilam zerwac, mimo wsparcia mojej mamy, ktora zaczela go serdecznie nei znosic, kiedy dojrzala jego manipulacje, odczepienie faceta potrwalo ponad rok - wywalany drzwiami wracal przez okno, urobil sobie do tego mojego tate, a mnie trzymal przy sobie szantazami (!) i mistrzowskim wbijaniem w poczucie winy (w desen "ty myslisz o sobie, a ja mysle o nas" oswiadczane z mina zbitego psa).
      Message, ktory zawsze mialam od mamy, a ktory mi pomogl, byl w desen: dziecko, ja nawet, jak widze, ze facet to palant, to nie bede cie zmuszac do zadnej decyzji, dopoki sama tego nie zauwazysz, moge ci najwyzej powiedziec, co mysle i dlaczego".

      --
      There are two types of people in this world: those who divide the world into two types and those who do not.
    • 02.09.11, 09:40
      Jak chce być dorosła to niech się wynosi, coś wynajmie i zarabia na siebie, tak bym jej powiedziała i tyle. A chłopakowi wygarnęłabym szybko co o nm myślę.
      • 09.05.12, 21:24
        przerazajaca ta historia, czy dziewczyna dala rade sie od niego uwolnic??? wiecie cos???
    • 10.05.12, 08:59
      o Waszej rodzinie, o Waszych losach ...

      Jeśli wchodzisz jesdzcze na to forum .. może w kilku słowach zamkniesz dla nas te historie?

      N
      • 10.05.12, 10:32
        Zmiany są niewielkie.
        Córka w ostatnim momencie już w październiku dostała się na medycynę u nas na miejscu chociaż dostała się również poza.Idzie jej gładko dużo się uczy,ale zalicza po prostu punkt po punkcie.
        Czasem wychodzi bez niego z grupą.Wiem,że nie podoba mu się ,ze nie ma czasu na odpisywanie smsów....Nie rozmawiam z nią o nim chyba,ze sama zacznie .Słucham i nie komentuję.Pan nadal studiów nie skończył /3 raz na 5 roku/.
        Z tego co mówi córka odniosłam wrażenie,że jego rodzice/bo sporadycznie się z nimi widuje/ nie wypowiadają się i chyba jednak są zaskoczeni całym tym układem choć są to moje przeczucia takie czytanie ze skrawków.i przyszło mi do głowy,ze możliwe jest ,że wiedzą ,że z nim jest coś nie tak.
        Córka nadal chodzi na terapię i nadal bierze antydepresanty.Terapeutka powiedziała mi tylko tyle ,że rozmawiają o nim o układzie .Więcej informacji nie oczekiwałam.
        Pan nie ma wstępu do domu .Powiedziałam jej delikatnie,że słabo znoszę jego obecność leczę się i potrzebuję świętego spokoju.Syn oddycha z ulgą ,ze nie widuje go w domu.Czasem dawne koleżeństwo córki pyta mnie /spotkane przypadkiem/ czy jest jeszcze z nim.To środowisko od którego ją odciął.
        Nowe środowisko nie zaabsorbowało jej tak jak sobie można było wyobrażać.Bardzo dużo się uczy i medycyna ją wciąga .Przyjemnie jest jej słuchać.Dobrze kojarzy fakty to jest naprawdę coś dla niej.Może gdyby pojawił się ktoś nowy fajny energiczny zdrowy psychicznie? Nie wiem
        .Czasem bywa ,że córka woli uczyć się ,wziąć psa na długi spacer niż spotkać z nim.I to już jakaś jaskółka.Nie mogę też żyć wciąż zadręczając się tylko tym jednym odcinkiem życia.Nie ma juz tych durnych zakłóceń smsowych i jest lżej.Chyba jakoś tak nieco chaotycznie mogę opisać.
        Z perspektywy czasu żałuję,że byłam miękka i tłumacząca.Dzisiaj wydaje mi się,że powinnam na samym początku zrobić raban i zrzucić pana ze schodów.Zastosować krótką piłkę .Ale to jest tylko takie gdybanie.Poszanowanie uczuć itd.
        Pozdrawiam
        • 14.05.12, 08:48
          Dziękuję.

          I gratuluję córce studiów i Wam obu pracy, którą wykonałyscie razem. Czytając Twój ostatni post zauważyłam jak daleko jesteście od punktu, w którym byłyscie, gdy założyłaś ten wątek.

          Pozdrawiam Was bardzo ciepło.
          Nat
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.