Problem z dorosłym synem. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Syn ma prawie 20 lat.Skończył zaledwie 2 klasy gimnazjum bo nie chciał sie uczyc choc był bardzo zdolnym dzieckiem.Wagarował,w koncu przestał wogole chodzic do szkoły.Nie pomagaly zadne prośby ani tlumaczenia,moje czeste wizyty w szkole,ani terapie w poradniach psychologicznych(chodzilismy do trzech).Były ucieczki z domu,kradzieze,narkotyki,dopalacze i wiele innych.Ma na koncie wyrok w zawieszeniu za paserstwo.Odkad jest pelnoletni pomieszkuje raz w domu raz u kolegi.Od lipca do listopada mieszkał u kolegi,pod koniec listopada wprowadził sie znów do domu.Troche pracował dorywczo bo to bylo warunkiem,ze moze z nami mieszkac.Potem przez m-c nie robil nic.Od ponad tygodnia ma znów dorywacza prace-roznoszenie ulotek,ale wszystko co zarobi wydaje na swoje przyjemnosci,nie dajac ani grosza na swoje utrzymanie.W domu aby wykonał swoja czesc obowiazków musialam zawsze i nadal musze pilnowac i przypominac,ale i tak robi to z łaską.Tak naprawde nie chce mu sie pracowac i gdyby tylko mógł nie robilby nic.Juz wczesniej mówiłam,ze jesli nie chce sie uczyc ma isc do pracy bo inaczej bedzie musiał sie wyprowadzic.Tyle ile juz zdrowia i nerwów straciłam walcząc o to aby skończył szkołe i zaczał normalnie zyc,tego sie nie da wyrazic słowami.Za mna mnóstwo nie przespanych nocy i tysiace pytan,które sobie zadawałam,dlaczego?gdzie popelniłam blędy?itd.Do dzis nie daje mi to spokoju.Psycholog do,którego chodziłam(byłam juz na skraju załamania nerwowego)tłumaczył,że wychowanie to jedno,a charakter swoja droga i to on ma decydujacy wpływ.Wiem,ze musze sprawe postawic jasno albo zarabia i daje na swoje utrzymanie albo sie wyprowadza.Najgorsze jest to,ze na przestrzeni ostatnich dwóch lat juz takie ultimatum stawiałam,ale nie jestem kosekwentna i on to wykorzystuje.Choc wiem,że tak powinnam zrobic(psycholog tez mi to radzil)nie potrafie tak po prostu wystawić go za drzwi wiedzac,że nie ma dokad pojśc.Pomimo wszystko jest moim dzieckiem i kocham go.Jestem w matni i nie wiem co zrobic.Marze o tym aby wreszcie zmadrzał i stał sie bardziej odpowiedzialny,ale coraz bardziej zdaje sobie sprawe z tego,ze on ma juz taki charakter.W bliskiej rodzinie mam kilka takich osób,które nigdy nie dorosły i majac lat 50 czy 60 nadal sa niebieskimi ptakami.Widze w nim bardzo duzo podobnych cech.Dodam,że mam jeszcze młodszego syna,z którym nie mam najmniejszych problemow,choc przeciez razem się wychowywali i stosowałam wobec nich takie same metody wychowawcze.Nie wiem jak sobie poradzic z ta sytuacja.Bardzo się boje tego,że rozmowa nic nie da(jak zwykle,bo było ich juz tysiace)i syn nadal bedzie kombinował jak żyć naszym kosztem i nic nie robić.Wiem,że dla naszego i jego dobra nie moge mu na to pozwolic bo tak juz zostanie na zawsze.
    • Czy wychowujesz synów samotnie? Jeśli nie, co na to ich ojciec? A może ojczym?
      • Nie wychowuje ich sama,wychowujemy razem z mezem(ich ojcem).Mąż tez bierze czynny udział w wychowaniu,ale jest człowiekiem raczej spokojnym i małomównym,to zawsze ja byłam ta strona,która przeprowadza rozmowy,tlumoczy itd.Co nie znaczy,że maz tez tego nie robil.Tylko u niego wyglądało to troche inaczej-krótko i na temat,a ja jak to baba tłumaczyłam jak przyslowiowej krowie na granicy.Wiem,że ogolnie rzecz biorac metody męza lepiej sie sprawdzaja,syn czuje do niego wiekszy respekt.Mąż jeszcze niedawno powiedział mi,że ma nadzieje,ze syn sie zmieni,a ja powoli trace tę nadzieję...
    • Wymeldowac. Zamknac drzwi przed nosem. Nauczy sie odpowiedzialnosci lub stoczy sie kompletnie. Poki ma mete w postaci ciebie i cieplego domku, poty taki bedzie, bo twoje pogadanki bedzie puszczal mimo uszu. Trzeba go rzucic na gleboka wode.
      • Rzecz w tym,że ja to wiem,że powinnam tak zrobic.Radził mi tak tez psycholog,radzą mi bliskie osoby,które dobrze znaja sytuację.Problem tkwi we mnie choc wiem,ze to jedyne sensowne rozwiązanie serce mi sie kraje na mysl o tym.Nie wiem jak to przeskoczyc,psychicznie nie dojrzałam do tego.Mam dosc tej sytuacji,nerwy odmawiajami posłuszeństwa,ciagle o tym mysle,jestem zła,ba nawet wsciekła na syna,a zdrugiej strony zal mi go bo to moje dziecko.Tez kiedys wydawało mi sie,że bede potrafiła podjać taka decyzje,że to słuszne.Ale kiedy nadchodzi ten moment nic juz nie jest łatwe,ani proste.Przerasta mnie to.
        • Wiec terapia dla ciebie.
          Zrozum ze nie pomagasz mu, przyjmujac go z powrotem pod swoje skrzydla. To jak z alkoholikiem, musi sie odbic od dna, bo jesli wokol niego beda osoby ktore mu beda pomagaly, to bedzie to robil dalej. Musisz byc twarda. Robisz to dla niego.
          • Z jednej strony to prawda. Tylko, ze rady 'wyrzuć z domu" sa radami produkcji amerykańskiej, gdzie wyrzucony dwudziestolatek ma szanse na znalezienie jakiejś pracy i wynajecie choćby obskurnego mieszkania. W Polsce dwudziestolatek wyrzucony z domu ląduje pod mostem - bez możliwości stabilizacji, bo jak? Nie wynajmie niczego za prace dorywczą, o ile taka znajdzie. nawet jak oprzytomnieje, to niewiele mu to da, skoro będzie musiał nocowac na dworcu.
            Pozostaje mu wtedy prostytucja albo kradzież. Nie uwierzę, że 20-latek bez wykształcenia znajdzie w ciagu paru dni pracę, ktora umożliwi mu "wyjście na prostą" i rozpoczęcie nowego życia.

            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • Dochody ma, z tego co czytam. Zatrzymal sie u kolegi na miesiac, to znaczy ze ma gdzie w razie wyrzucenia. jesli bedzie mial cieple gniazdko, gdzie mama wyzywi, opierze, posprzata, a jedyna cena jest zrzedzenie, to sadzisz ze bedzie mial impuls aby cos zmienic? Jesli do tej pory nic sie nie zmienialo, a autorka pisze ze trwa to od lat?
              Moim zdaniem tylko terapia szokowa.
              • hamerykanka masz racje,obie z verdana macie rację.Z tym,ze chwilowo nie ma gdzie mieszkac.Z tym kolega sytuacja wygląda tak,że do niego przychodza jacys ich wspólni koledzy,którzy czepiaja sie syna,ze ponoc doniosł na nich na policji(jak go zatrzymała na 24h),oni tez brali udział w nielegalnym procederze.Syn własnie dlatego wrócił do domu poniewaz bal się,ze mu cos zrobią.Wczesniej jak mieszkał u kolegi to nawet dnas nie odwiedzal,na ulicy nie podszedl.A jak zrobilo sie goraco to od razu przypomnial sobie o rodzicach.Jak wrócił to byl potulny jak baranek,ale wraz z upływem czasu coraz bardziej rosna mu rogi.Zreszta zawsze tak bylo jak czegos potrzebował to był miły (a ja glupia dlugo dałam się nabierac na to i za kazdym razem mialam nadzieje,że wreszcie sie zmienil,zmadrzał),a jak tylko dostal czego chciał przestawał byc mily.Chcę dla niego jak najlepiej,ale uswiadomilam sobie,a własciwie zrobil to psycholog,że musze tez myslec o sobie i drugim synu.Jak syna nie bylo, mlodszemu go brakowalo,widze jak garnie sie do niego kiedy ten jest w domu(co raczej jest rzedkoscia bo starszy preferuje głównie kolegów),a wiadomo,ze rozmowa z rodzicami to nie to samo co ze starszym bratem,chocby o motoryzacji,grach czy komputerach-ze mna raczej o technicznych nowinkach nie porozmawia.Ciągle zastanawiam sie jak do niego podejśc jak przekonac zeby wreszcie zaczał normalnie zyc.Zawsze autorytetem byli koledzy,widze,że nie wyciaga absolutnie zadnych wnioskow z popelnionych błedów.Dalej zyje mrzonkami i ma wielkie marzenia jaka to bedzie miał prace(nic nie robiac duzo zarobi) nasze "sprowadzanie go na ziemię" niewiele pomaga.Wierzy we wszystko co powiedza koledzy.Nie wiem jak sobie z ta sytuacja poradzic.Wiem tez,ze na dłuższa metę maz nie pozwoli mu tak leserowac,ja tez zreszta nie chce aby tak zył.Bo nigdy nie dorosnie.
            • Zgadzam sie w100% z verdana i dlatego tez jest to takie trudne.Wyrzuce,pewnie sie stoczy jeszcze bardziej(to właśnie mieszkajac u kolegi zajał sie nielegalnym handlem).Z drugiej strony utrzymywac do konca swoich dni dorosłego faceta nieroba?Tym bardziej,że zyjemy skromnie choc oboje pracujemy i nie przelewa sie nam,a jest jeszcze drugi syn,który sie uczy.Taka trochę sytuacja bez wyjscia,ani jedno ani drugie rozwiazanie nie jest do końca dobre.Najlepiej by bylo gdyby wreszcie zrozumiał i zaczał zachowywac jak dorosły facet,a nie przedszkolak.Tylko jak to zrobic?Problem w tym,ze jedynym argumentem na niego jest własnie wyrzucenie z domu,żedne inne napewno nie przemowia mu do rozumu(a i nie wiem czy ten też).To nie jest typ ambitnego chlopaka.On nie czuje sie źle z tym,że go utrzymujemy,wręcz przeciwnie-wykorzystuje to ile sie da i dobrze mu z tym.
              • Wiem jedno; Jesli nie podejmiesz drastycznych dzialan, zostaniesz jedna z matek Polek oporzadzajacych potem 40-50 letniego synusia, ktory sie praca nie zhanbil.. No chyba ze sie ozeni i swoje problemy sprzedasz innej kobiecie.
                Poczytaj sobie o wspoluzaleznieniach.
                • hamerykanka odpisałam wyżej.Masz rację,wiem,ze nie moge pozwolic mu na to.Zdaje sobie sprawę z tego,że problem tkwi we mnie bo nie potrafię być konsekwentna i stanowcza.Ciągle mi go szkoda choc z drugiej strony jestem na niego zła i obiecuje sobie,że wreszcie zrobię z tym porzadek.Chciałabym aby wilk był syty i owca cała,a w tym przypadku chyba się tak nie da.
                • Nie do konca rozumie układ z ojcem. Z jednej strony mąż ma większy autorytet u syna, podoba mi się, to co piszesz, że umie rozmawiać krótko i na temat, ale z drugiej najwyraźniej jest bezsilny. To jakaś niekonsekwencja. Czy mąż nie może załatwić sprawy jakoś bardziej stanowczo i radykalnie? Mąż liczy na zmianę syna, ale coś w tym kierunku robi?
                  Radzę Ci przeczytać książkę: My, rodzice dorosłych dzieci Ewy Woydyłło, to lektura w sam raz dla Ciebie. Pomoże Ci trochę ułożyć swoje uczucia i swoją bezsilność. Rozwiązań niestety raczej nie poda.
                  Nie wyobrażam sobie wyrzucenia dziecka z domu. Może moja wyobraźnia za bardzo działa, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w jakiej dzwoni do Was któregoś dnia ktoś do drzwi i informuje, że znaleźli syna martwego, bo przedawkował/zamarzł pod mostem/został zabity w porachunkach z bandytami. Wiem, że to najczarniejszy scenariusz, ale Verdana słusznie zauważyła, że u nas dla niepracującego albo pracującego dorywczo i na czarno chłopaka szanse na wyjście na prostą są znikome i często jedynym sposobem na przeżycie jest zejście na drogę przestępstwa.
                  Doskonale rozumiem Twój problem z zaakceptowaniem takiego losu dla wyrzuconego z domu własnego dziecka. Z drugiej strony inne rozwiązania rzeczywiście mogą nie przynieść poprawy i nie pozwolą mu się usamodzielnić. Czy mogłabyś na przykład odmówić mu obsługiwania? Nie prać, nie zajmować się nim, wydzielać mu jedzenie, nie dawać ani grosza na jego wydatki, a jednocześnie spróbować mu znaleźć jakąś pracę? Czy praca fizyczna wchodzi w rachubę? A opieka nad starszą osobą? Syn absolutnie niczym się nie interesuje, w niczym nie jest dobry? NIektorzy zarabiają, handlując na Allegro, może to?
                  A książkę kup sobie jak najszybciej, trochę Ci się powinno poprawić. Trzymam kciuki.
                  • Ja zostawilabym w domu, ale po rozmowie, ze musi się do domu dokladać. I przykro mi - dała miesiąć na znalezienie pracy, wyznaczyła sume, którą ma dawać na utrzymanie, po czym założyła zamki w drzwiach kuchni - porzadne. Nie dolozy się - dostanie tyle, by przezyć. Wylamie drzwi - wylatuje z domu. Kolejny warunek to podjęcie nauki.
                    Żadnego prania, zadnych obiadów, zadnych pieniędzy na wydatki. Tylko dach nad głową. I niedzielny obiad ewentualnie -raczej dla mlodszego syna, niż dla starszego.

                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                    • daj z tymi pierdołami spokój
                    • sebalda jeslichodzi o meza to on juz dawno zrobilby porządek z ta sytuacja-nie ma az takich skrupułów jak ja i postawiłby sprawe jasno,a w braku porozumienia wystawil za drzwi.To ja zawsze hamowałam jego zapedy i prosiłam aby dac mu szansę.
                      Co do prania i utrzymywania to bylo juz tak,że nie jadł w domu,bo maz mu zabronil(miał dorywcze zajecie więc i kase na jedzenie),to bylo ladych kilka m-cy temu.Prac tez nie prałam,ale wtedy potrafił chodzic brudny i nie przeszkadzalo mu to(o zapachu w domu nie musze chyba pisac).Pieniedzy na wydatki nie dostaje od dawna(odkad przestał chodzic do szkoły),sprawa była postawiona jasno-nie uczysz sie to pracuj.Psycholog stwierdził,że metody miałam dobre i sensowne,problem caly czas w tym,że na niego niewiele działa.żawsze musiałam wybierac ostatecznosc i straszyc wyrzuceniem z domu co bylo przyznaję kompletnie bez sensu bo nie potrafilam tego zrobic.Nie chcę juz nigdy wiecej składac "obietnic" bez pokrycia bo to tylko pogarsza sytuacje.Syn na dzień dzisiejszy traktuje dom jak hotel,jedyne co wyegzekfowałam to wykonywanie min obowiazków domowych i powrót max o 22.To tez bylo juz dawno temu okupione walka bo próbował wracac o najrózniejszych godzinach nocnych nie licząc sie z nami.Doszło do tego,że kilka razy po 22 nie został wpuszczony do domu-poskutkowalo.
                      Problem w tym,że nie wiem jak rozwiązac te sytuacje;zalózmy,ze postawie ultimatum,ma podjac stała prace i dokladac sie do domowych wydatków.Co jesli tego nie zrobi?Wyrzucic,czy pozwolic aby nic nie robil i utrzymywac dorosłego faceta?Z jednej strony nie potrafie go wyrzucic,z drugiej zas godzic się na to aby siedział na naszym garnuszku i lenil się cale dnie,kiedy my z mezem ciezko pracujemy(mąz na dwóch etatach).Sytuacje pogarsza fakt,że syn ma kolege-sasiada w swoim wieku,który takze sie nie uczy(nie skonczył szkoły)nie pracuje,a matka go utrzymuje i nie widzi w tym nic złego.Tamten nigdy nie pracował(nawet dorywczo),całe dnie nic nie robi,a matka zasuwa od 5 rano(prowadzi interes).Syn patrzy na te sytuacje i chciałby abym jak tamta matka pozwalala mu na wszystko i jeszcze dawała pokaźne kieszonkowe.
                      • Pomimo faktów przemawiającym przeciwko synowi, nie wyrzuciłabym go na bruk. Jeśli mieszkacie w miejscowości o dużym poziomie bezrobocia, to faktycznie chłopak może mieć problem ze znalezieniem sensownej w jego i nietylko jego pojęciu pracy. Może szuka ale nie potrafi jej szukać - może powinien otrzymać porady jak to robić, może powinniście pomóc mu napisać cv, może powinniście (w końcu także w imię swojego interesu) rozglądać się wokół i pytać o jakąś pracę u znajomych, tudzież nieznajomych gdzieś w terenie, przy okazji - moze ojciec za mało przyłożył się do tego by chłopakiem pokierować, w końcu to jego zadanie jako mężczyzny. Zapytajcie syna co przeszkadza mu teraz w ustatkowaniu się, może on chce np. dokończyć edukację bo widzi, że z takim żadnym wykształceniem nie może ruszyć zawodowo w ogóle.

                        Pomimo wszystko posłuchałabym Verdany, by cierpliwie i jednak cały czas sterując i naciskając pozwolić mu wkroczyć w tę trudną w dzisiejszych realiach, polskich realiach, dorosłość.

                        Na mojego długo dorastającego brata pomogła miłość. Czyli kandydatka na żonę.
                        I dorósł, jest ciężko pracującym na zachcianki i potrzeby swoich dwojgu najbliższych - żony i dzieciątka.
                        • To nie zupełnie jest tak jak piszesz.Mój syn jest po prostu LENIEM,nazwijmy rzecz po imieniu.On niby zdaje sobie sprawe z tego,ze źle zrobił nie uczac sie,ale i tak nie ma zamiaru skonczyc szkoly.Wiele razy prosiłam aby poszedł do szkoły.Miał kuratora,który szkołe mu załatwił i syn miał chodzic,obiecał,że pójdzie i ..nie zjawił sie tam ani razu.Cały czas ten temat przewija sie w naszych rozmowach;ostatnio stwierdził,że swiadectwo to on sobie kupi bo do szkoly to nie ma sensu chodzic.Co do pracy to jak pisalam-ma dorywcza na tą chwile.Twierdzi,że ma 40 zł dniowki,ale wszystko wydaje na swoje przyjemnosci,cały czas klamiąc,że jeszcze nie odebral kasy,ale ja mam oczy i widze,że ma kase na rozne rzeczy.Nie mowie aby oddawał cała dniówke,ale np.polowę.Jemu po prostu nie chce sie pracowac.Teraz pracuje tylko dlatego,że maz go po prostu pogonil mówiąc,ze nie bedzie całe dnie lezal nic nie robiąc.Ale co z tego,że coś tam zarabia skoro nam nie daje ani grosza.Wczesniej była taka sytuacja,że maz dał mu namiary na prace,ale nawet tam nie zadzwonil.Jak siedział w domu tez nic nie pomagal,łaske robił,ze zrobil cos o co poprosiłam.Dzien spędzał przy tv,komputerze lub u kolegi-sąsiada.
                          • Jeszcze tak mi sie przypomniało;jak przestał calkiem chodic do szkoly i powiedziałam,że w takim razie ma szukac pracy(uprzedzałam wczesniej,że jesli nie będzie sie uczył to ma pracowac)odpowiedział mi,ze dopóki nie bedzie pelnoletni to naszym obowiazkiem jest go utrzymywac.Wychodzi na to,że obowiazki to tylko mamy-my rodzice,a dziecko żadnych nawet obowiązku szkolnego.Kiedys powiedział mi,ze nie ma zamiaru sie uczyc bo woli pracowac.Mówił tak pod wpływem kolegów,którzy opowiadali mu bajki,ze maja prace gdzie przychodza tylko na kilka godzin,nic prawie nie robia(budowa),a zarabiaja kilka tysięcy.Obiecywali,ze tez mu taka prace załatwia.Tlumaczyłam,że to tylko bajki i aby im nie wierzył,ale w/g mojego syna koledzy zawsze maja racje.Teraz ma problem bo takiej pracy o jakiej marzył nie dostanie,praca fizyczna za niewielkie pieniądze tez mu nie odpowiada,a uczyc tez mu sie chce.Pozostaje więc tylko żerowac na rodzicach.
                      • Mokatato, wiesz, zachowujesz się jak wspóluzależniona. Normalnie jakbym słuchała żony co tkwi w chorym zwiazku. Cały czas tłumaczysz syna przed forumowiczami. W co drugim twoim poście mówisz że masz nadzieje że sie zmieni że nagle dostanie olśnienia i zrozumie. Krzywdzisz siebie i cała rodzine takim postepowanim i myśleniem. Przez ciebie cierpi tyle osób: mąż, młodszy syn, ty i nawet "sprawca" bo nie "pomagasz mu" a wręcz przeszkadzasz w "dorośnieciu". Tak jak alkoholik musi siegnąć dna i zrozumieć że przez swoje picie stracił wszystko co ważne w życiu tak twój syn MUSI znaleźć się na takim "dnie". Pomóż mu w tym. To dla jego dobra.
                        • Radiola, czy Ty naprawdę nie widzisz różnicy między mężem a synem? Co to w ogole za porównanie? Masz własne dziecko? Uważasz, że dziecko można równie łatwo wyrzucić z domu i życia jak męża alkoholika i przemocowca na przykład? Za męża nie odpowiadasz, jest dorosłym człowiekiem, ale za dziecko jednak jakoś odpowiadasz, kochasz je bezwarunkowo, chcesz jego dobra. Wiem o co chodzi w tym dążeniem do usamodzielnienia syna, ale nie można przesadzić. Wyrzucenie go na ulicę prawie na pewno skieruje go na drogę przestępstwa, a nie na drogę do normalności.
                          A co z dziadkami, nie ma możliwości, żeby syn się na przykład kimś starszym z rodziny zaopiekował w zamian za mieszkanie? A na jedzenie i swoje rzeczy musiałby już wtedy zarobić? Zadałam pytanie o zainteresowania syna. Nie dostałam odpowiedzi. Czyżby matka ich nie znała?
                          • Widzę różnicę między meżem , a dzieckiem ale widzę też analogiczne postepowanie i postawę orumowiczki. Chodzi mi o konsekwentne zachowanie matki. Chciałam żeby zastanowiła się nad swoim postępowaniem, które robi więcej szkody niż pożytku wielu osobom. A co do moich dzieci to tak, własnie mam dzieci w takim wieku i czasem muszę zrobić coś co mnie boli bardzo ale wychodzi dzieciom na korzyść. Są to dzięki Bogu decyzje w dużo błahszych sprawach.
                            • A co do moich dzieci to tak, własnie mam dzieci w takim wieku i
                              > czasem muszę zrobić coś co mnie boli bardzo ale wychodzi dzieciom na korzyść.

                              Radola, przepraszam, nie Radiola, czy możesz napisać, jakie to konkretne rzeczy robisz dzieciom, ktore Ciebie bolą, a im przynoszą korzyść? Podać przyklady?
                              • Cóż, ja cos takiego zrobilam synowi - bez jego zgody przenioslam go do innej szkoly, nie dając nawet czasdu na pozegnanie się z kolegami.
                                Ale jest spora róznica pomiędzy zrobieniem dziecku przykrości "dla jego dobra", a zrobieniem czegos, co może skonczyć się śmiercią syna, a dla mlodszego jest dowodem, ze gdy nie spełni się oczekiwań rodziców zostanie się wyrzuconym na bruk, bez żadnych środkow do zycia.
                                --
                                Mops i kot

                                img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                              • sebalda napisała:

                                Radola, przepraszam, nie Radiola, czy możesz napisać, jakie to konkretne rzeczy
                                robisz dzieciom, ktore Ciebie bolą, a im przynoszą korzyść? Podać przyklady?

                                Proszę bardzo.
                                Moja córka chciała sobie kupić MP-4 Ponieważ była to już chyba trzecia czy czwarta z kolei bo poprzednie albo sie "same" zepsuły albo zgubiła powiedziałam jej, żeby sobie na nią zapracowała w wakacje. Ona pracowała siedząc na kasie w sklepie po 8 godzin. Widziałam jaka przychodzi zmęczona. Gdy już dostała wyplatę, jechała samochodem, przekroczyła prędkość i dostała "zdjęcie za 200 zł" Pieniądze zarobione poszły na mandat. Było mi bardzo źle z tym. Ciągle miałam przed oczami ją zmęczoną, niemającą czasem nawet ochoty jeść. Chciałam, bardzo chciałam dac jej te pieniądze ale tego nie zrobiłam.
                                Nie będę teraz wypisywac innych przykładów gdyz nie oczekuję żadnych osądów swojego postępowania. Sytuacja autorki jest zupełnie inna, sprawy innego kalibru. Wymierzanie "kar" nie jest dla mnie przyjemnością. Może jestem dziwna ale nie jest i już.
                                • jakie to konkretne rzecz
                                  > y
                                  > robisz dzieciom, ktore Ciebie bolą, a im przynoszą korzyść?
                                  To nie tyle było robienie czegoś, co powstrzymanie się od działania...
                                  --
                                  - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
                                • > Moja córka chciała sobie kupić MP-4 Ponieważ była to już chyba trzecia czy czwa
                                  > rta z kolei bo poprzednie albo sie "same" zepsuły albo zgubiła powiedziałam jej
                                  > , żeby sobie na nią zapracowała w wakacje. Ona pracowała siedząc na kasie w skl
                                  > epie po 8 godzin. Widziałam jaka przychodzi zmęczona. Gdy już dostała wyplatę,
                                  > jechała samochodem, przekroczyła prędkość i dostała "zdjęcie za 200 zł" Pieniąd
                                  > ze zarobione poszły na mandat. Było mi bardzo źle z tym. Ciągle miałam przed oc
                                  > zami ją zmęczoną, niemającą czasem nawet ochoty jeść. Chciałam, bardzo chciała
                                  > m dac jej te pieniądze ale tego nie zrobiłam.
                                  > Nie będę teraz wypisywac innych przykładów gdyz nie oczekuję żadnych osądów swo
                                  > jego postępowania. Sytuacja autorki jest zupełnie inna, sprawy innego kalibru.
                                  > Wymierzanie "kar" nie jest dla mnie przyjemnością. Może jestem dziwna ale nie j
                                  > est i już.

                                  Dziękuję za odpowiedź. Uważam, że zrobiłaś dobrze, bo to uczy dziecko odpowiedzialności, jednocześnie wykazałaś się konsekwencją, która jest niezwykle ważna w wychowaniu. Inna sprawa, że Cię to bolało i powiem, że doskonale Cię rozumiem, bo sama nie wiem, czy moje miękkie matczyne serce by to zniosło:)
                                  To dobry przykład, ale też, jak sama zauważyłaś, nieadekwatny do sytuacji autorki i jej dziecka. Ja chyba jednak też bym się skłaniała ku tezie, że może młody jest uzależniony, bardzo dyskretnie i świetnie się z tym kryje. Uważam, że nie należy ustawać w wysiłkach pomocy dziecku, a wyrzucenie go z domu na ulicę tej pomocy nie zagwarantuje. Wyrzucić z domu można toksycznego męża, bo na pewno jakoś sobie poradzi, a jak nie poradzi, to sam sobie jest winien, ale nie rodzone dziecko, tak jak nie wyrzuca się psa, który nabroił w domu i zniszczył meble, jest nieposłuszny i uciążliwy.
                                  Znam kobietę, która utrzymuje 3 dzieci i męża, który kiedyś niszczył życie jej i dzieciom, ktory potrafił przy dzieciach urządzić cyrk, chwycić nóż i grozić, że sobie poderżnie gardło, ktory od lat nie zhańbił się żadną pracą i jak podlega żonie i nie może jej podskoczyć, to choć na kocie się wyżywa, zapędzając go pod wannę i psikając w niego dezodorantem. Na pytanie, czemu trzyma pasożyta i psychopatę, dlaczego się z nim dawno nie rozwiodla, powiedziała: przecież on sobie nie poradzi, nie ma nikogo oprócz mnie. Skoro można litować się nad takim mężem, to jak nie litować się nad własnym, rodzonym dzieckiem?
    • W Polsce nie mozna czlowieka zameldowanego w lokalu tak po prostu wyrzucic z domu. Syn moze wrocic z policja, ktora was zmusi do wpuszczenia go do domu.


      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
      • wiec nalezy syna wymeldować
        --
        Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
        • mozambique napisała:

          > wiec nalezy syna wymeldować

          Dziecko sie odezwalo... zajrzyj w przepisy - meldunek to potwierdzenie, ze ktos przebywa pod danym adresem,. Wymeldowac w trybie urzedowym mozna, jesli wykarzesz, ze pacjen nie przybywa przez dluzszy okres czsu, a to chyba nie ten przypadek.


          --
          Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
          Naomi Wolf

          Wiedzmowo
          • stara sie odezwala
            no ale skoro tak twierdzisz to widocznie jestes

            owszem - synalek wybywa z odmu na dluzszy czas, zdaje sie ze byl miesiąc

            cóz za problem zeby z tego miesiaca zrobily sie 3 miesiące
            --
            Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
    • Pomyśl też o młodszym synu, jaki dajecie mu wszyscy przykład? Teraz piszesz, że nie masz z nim problemów, ale co będzie w przyszłości jak się napatrzy na brata nieroba i zupełnie bezradnych rodziców. Poza tym taka sytuacja w domu jest zwyczajnie toksyczna i nie sprzyja dobrym relacjom. Zastanów się czy nie odsuwacie młodszego brata na boczny tor (bo nie ma z nim problemów) i skupacie całą uwagę i energię na starszego. Jeżeli tak się dzieje może nawet nie świadomie to i drugi się wcześniej czy później zbuntuje.


      --
      www.ma-bimbo.com/user/parrain.php?userId=1967351


      Może ktoś się zaloguje:D
      • Jak rodzice wyrzucą na ulicę starszego brata, to też będzie mial świetny przyklad. Potem jak przyjdzie policja i powie, że brata znaleźli nieprzytomnego na ulicy albo jeszcze gorzej, to też będzie super. Jestem bardzo ciekawa, jakie są układy między chłopakami. Z reguły bracia się kochają, czy młodszy chce, żeby starszego wyrzucić na bruk?
        Zastanawiam się, jak do tego wszystkiego doszło. Z jednej strony ojciec spokojny, z drugiej najchętniej wyrzuciłby syna na ulicę, matka straszy, ale ma (na szczęście) miękkie serce. Dwudziestolatek musi wracać do domu przed 22, trochę dziwne. A może w domu byl zawsze jakiś nadmierny rygor i chłopak się na dobre zbuntował, wpadł w złe towarzystwo, bo w domu czegoś zabrakło? Czasami za krótka smycz jest bardziej wyzwalającym bunt czynnikiem niż wyrozumiałość, pochwały, wspieranie dziecka.
        Czy ktoś z Was używał w stosunku do syna przemocy? Czy jak był młodszy i nie chcial się uczyć, któreś z Was go biło? Odpowiedz szczerze. Dla mnie diagnoza terapeuty, że dziecko ma po prostu zly charakter jest jakaś dziwna. Moim zdaniem dzieci nie rodzą się nigdy złe, czasami jedynie nie dostają szansy od życia, bliskich, świata. Oczywiście czasami nadmierne pobłażanie i tzw. wychowanie bezstresowe mogą wyrządzić większe szkody, ale z tego co piszesz, to chyba u Was akurat tak nie było. Coś musi być na rzeczy.
        • z tą wiarą w to że dzieci nie rodzą się złe to ja bym była ostrożna

          www.quantumfuture.net/pl/psychopath_2.html


          --
          Koty z Krakowa szukają domu
          • annb napisała:

            > z tą wiarą w to że dzieci nie rodzą się złe to ja bym była ostrożna
            >

            Napisałam "złe". Nie mówimy o zaburzonych. Ale takie zaburzenia można diagnozować, próbować leczyć, ewentualnie izolować, bo w ostateczności czasami i tak trzeba zrobić. W przeważającej licznie przypadków tzw. trudnej młodzieży, winę ponoszą rodzice, w różnym zakresie i z różnych powodów.
            • Czy syn został przebadany? Jego zachowanie nie jest typowe dla "lenia" - leń zwykle kończy gimnazjum, nawet nic nie robiac. jesteś pewna, ze nie ma zaburzeń psychicznych, bardzo niskiego IQ, ze nie jest uzależniony? Bo coraz mniej ta historia mi wyglada na opowieść o zwykłym nierobie.
              A co do młodszego syna - jest przywiazany do brata. Wyrzucenie brata z domu, bez prawa powrotu, szczególnie jeśli nie skonczy się dobrze - to praktycznie prawie pewność,z ę młodszy nigdy nie odzyska poczucia bezpieczeństwa.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • > Czy syn został przebadany? Jego zachowanie nie jest typowe dla "lenia" - leń zw
                > ykle kończy gimnazjum, nawet nic nie robiac. jesteś pewna, ze nie ma zaburzeń p
                > sychicznych, bardzo niskiego IQ, ze nie jest uzależniony

                No właśnie, czy syn został gruntownie przebadany przez psychologa i psychiatrę? Czy miał robione jakieś testy? Inteligencja, dysleksja, koncentracja, osobowościowe? Piłaś alkolhol w czasie ciązy? Ktoś z przodków zachowywał się taki, jak on, sposób? Sporo tzw. leni i bumelantów rekrutuje się z dzieci z mikrouszkodzeniami neurologicznymi. Sporo też można załatwić w porę podjętym leczeniem i rehabilitacją.

                --
                Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                by Zakletawmarmur
                • Autorka pisała o wizytach u psychologów i pisała, ze syn jest zdolny, ale leniwy. Ale też pisala, że psycholog pocieszyl, że to nie wina wychowania, ale złego charakteru syna. Kurcze, co to za diagnoza? Charakter ma decydującą rolę? Po co zatem trud wychowania w niektorych przypadkach?
                  Ja stawiam na jakąś dziwną mieszankę tzw. krótkiego trzymania z jednaj strony i pobłażania z drugiej, braku konsekwencji, buntu gimnazjalisty i wpływu kolegów, ktory jest najsilniejszy, gdy dziecko nie ma dobrego kontaktu z rodzicami. Dziwny, nienormalny brak motywacji, może skłonność do depresji??? Głośno myślę.
                  • No własnie. Az tak "zły" charakter żadko bywa wrodzony - albo to pogranicze chorobowe, albo jednak pewne błędy wychowawcze. Psycholog, ktory mowi "dziecko jest złe" powinien albo dac namiar na psychiatrę, albo przebadać całą rodzinę.
                    --
                    Mops i kot

                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                    • Aż tak "zły" charakter to jest, gdy syn okrada rodziców, terroryzuje, w domu nie kiwnie palcem i wraca do domu, o ktorej mu się podoba. Tutaj chłopak jednak czasami bierze dorywcze prace, w domu pomaga, choć niechętnie (pokażcie mi takiego, ktory to robi chętnie), wraca do domu przed 22.
                      Największym problemem jest ten brak motywacji do pracy i usamodzielnienia. Stawiam na jakieś błędy wychowawcze i bardzo silny wpływ kolegów, ktory tez często wynika z tychże błędów. Ale może się mylę. NIe podoba mi się uspokojenie przez psychologa matki, że nie wychowanie, a charakter dziecka determinują jego zachowania. Wtedy łatwo sobie odpuścić, a wychowanie to trudna sztuka, której trzeba się poświęcić z pełnym oddaniem, a nie machnać ręką i powiedzieć sobie: to wszystko przez jego zły charakter, ja już nic na to nie poradzę.
                      • Rada "wyrzucić z domu" i to dana nie teraz, a przed rokiem czy dwoma jak zrozumiałam - jest radą dla matki. Na zasadzie "Niech Pani pozbedzie sie kłopotu". Natomiast watpię, czy jest radą dla syna - on został potraktowany jako zbędny element życia domowego. Nie o to chyba chodzi - psycholog działa tu na rzecz rodziny, nie pacjenta.
                        Zresztą psycholog nie ma prawa dawać rad, powinien doprowadzić do tego, aby pacjent sam dozedł do jakis wniosków. Jeśli syn był niepelnoletni, to nie można radzic, aby go wyrzucić. jesli był pełnoletni - rozmawianie o jego sprawach z matka jest karygodne.
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                      • Był badany przez psychologa i psychiatre,anomalii nie stwierdzono,został scharakteryzowany jako pewny siebie,zadowolony nastolatek,któremu brak checi do nauki.Nauczyciele w szkole zarówno podstawowej jak i gimnazjum zauwazyli,ze wszystko sływa po nim jak woda po kaczce,a do tego ma bardzo wplywowy charakter.
                        ja nigdy sobie nie odpusciłam,nigdy sie nie rozgrzeszałam,wrecz przeciwnie zadawałam sobie tysiace pytań co zrobiłam źle,obwiniałam siebie za wszystkie problemy z synem.Psycholog do,którego chodziłam na terapie ponad rok i który znał dokładnie sytuacje(rozmawiał tez z synem)twierdził,że moje błedy nie miały az tak decydujacego wplywu na jego zachowanie.Czy wszyscy ludzie,którzy skonczyli szkołe i maja prace mieli idealnych rodziców?Nie rozgrzeszam sie,ale zrozumiałam,że obwinianie sie do niczego nie prowadzi.Byłam juz na skraju załamania nerwowego,nie spałam,nie mogłam myslec o niczym innym jak tylko o tym,że jestem beznadziejna matką.byłam wielokrotnie u wychowawców syna,dyrektora i pedagoga szkolnego i to pani pedagog tez uswiadomiła mi,że nie jestem złą matka;sama powiedziała,że widzi jak się staram ile mnie to zdrowia kosztuje,jak bardzo mi zależy na tym aby wyszedł na ludzi.A przez ten czas kiedy był w gimnazjum zdazyła go poznac,nauczyciele tez.Nikt nie sugerował,że ma problemy z inteligencja(wręcz przeciwnie),czy ze jest zahukanym,trzymanym na smyczy chlopakiem.Nauczyciele(wszyscy)mieli o nim zdanie;zdolny,ale leń,manipulant,wpływowy,bezczelny,ale jak jest potrzeba(np.w cztery oczy z nauczycielem)to doskonale wie jak się zachowac i potrafi byc mily,kulturalny.
                        verdana uważasz,że nawet leń jest w stanie skończyć szkołę i masz racje,ale pod warunkiem jest to,że do niej chodzi.Mój syn w pewnym momencie przestał chodzic wogóle i był po prostu nieklasyfikowany.Dopóki nie wagarował oceny miał naprawde dobre,nawet jak zaczeły sie wagary nie był z niczego pozagrażany bo nauka przychodzila mu z latwościa,ale jak przestał chodzic wogole to nie było innej opcji jak ta,ze nie otrzyma promocji.
                        Co do zainteresowan to owszem miał;najpierw pilkę nozna potem kolarstwo,zapisaliśmy go do klubu sportowego,chodził tez na basen,ale zaczął zawalac nauke,a wytłumaczeniem był brak czasu bo przeciez ma treningi.
                        Co członków rodziny z podobnymi cechami to juz pisałam;jest zarówno w mojej jak i meza rodzinie kilka takich(dośc bliskich osób)Widze (nie tylko ja)ogromne podobienstwo syna i osób z mojej bliskiej rodziny.Niemalże identyczne cechy charakteru szczegolnie do brata mojego ojca,nawet w wieku lat 50 nadal byl typem niebieskiego ptaka(piszę był bo niestety juz nie żyje).Był naprawdę przesympatycznym czlowiekiem i zawsze go uwielbialam,traktowalam jak kolege nie jak wujka.niestety nie mozna bylo na nim polegac;notorycznie nie dotrzymywał słowa,bujał w oblokach,robił długi i otwierał coraz to nowe interesy,które plajtowaly bo żadnego nie pilnował,a jak juz przynosily jakis zysk to pieniadze trwonił na hulanki i kobiety(chociaz mial zone).Po rozwodzie przestał interesowac sie własnym synem(nie widział go kilkanascie lat),nie placil tez alimentow,a o matce przypominal sobie jak czegos od niej potrzebowal.
                        Co do tego,że złe to jest dziecko,ktore okrada rodziców...otóz mój syn robił to wielokrotnie.Okradał nie tylko nas,ale tez tez moja mame i siostrę.Udało mu się wiele razy bez podejrzen tego dokonac bo nikomu z nas nie przyszło do głowy,ze móglbyzrobic cos takiego.Wiele razy ukradł mi z portfela pieniądze,całą złota bizuterie jaka miałam,skarbonkę mlodszemu bratu,który zbierał pieniądze na mp3,a także dwa telefony.Za pierwszym razem mlodszy syn myslał,że zgubil tel w drodze ze szkoly(jeszcze robilam mu wymówki,że nie pilnowal),za drugim razem wieczorem zostawił na polce w pokoju,a rano tel juz nie bylo.Okradł tez moja mame zyjąca ze skromnej emerytury(raz bylo to 300zł,innym razem 100 czy kilkadziesiat).Mama za kazdym razem myslała,ze zgubila te pieniadze bedac na zakupach,a przy większej kwocie,ze listonosz sie pomylił co wydawalo sie absurdalne,ale zadne inne rozwiazania nie przychodzily jej ani nam do glowy.Dopiero po bardzo długim czasie zorientowala sie co jest grane.Za ktoryms tam razem powiązala fakty i okazalo sie,że dziwnym trafem pieniadze hgina zawsze wtedy gdy jest u niej wnuczek.Bardzo to przezyla,a jest osoba cięzko chora na serce.Mój syn byl zawsze jej oczkiem w glowie i najukochanszym wnusiem,ktoremu nieba by przychylila(pierwszy wnuk).
                        Co do przychodzenia do domu o 22 to niestety nie mam innego wyjścia bo inaczej przesiadywałby u kolegi pół nocy,albo staliby na klatce,a poza tym wracalby o najrózniejszych porach nocy,juz to przerabiałam.Nie ma swoich kluczy,a my pracujemy,syn sie uczy i nie będziemy wstawac w srodku nocy i otwierac drzwi.Bywało juz tak,że bombardował o 2 czy 3 w nocy i do nas i do sasiadów kompletnie pijany.W jego przypadku tylko zelazna dyscyplina jest w stanie spowodowac,że nasz dom nie zamieni sie w cyrk,on nie zna umiaru i bada na ile moze sobie pozwolic.
                        Co do tej dyscypliny to nigdy nie był trzymany na smyczy,chodził do kolegów,na imprezy itp jak kazdy nastolatek,zaczełam to ukrucac dopiero kiedy zaczeły sie wagary,miało to spowodowac poprawe,niestety nie pomoglo nic.
                        Co do przemocy to w moim domu tego nie ma,zdarzylo mi się nakrzyczec na niegi i to porzadnie,ale to byly skrajne sytuacje kiedy czulam sie totalnie bezsilna.Krzyczałam i plakalam na przemian bo tak puszczaly mi nerwy.Nie jestem z tego zadowolona,ale tez nie uwazam,że bylo to cos strasznego.
                        Czytając niektore wasze posty widze,że obwiniacie mnie uważając,że byl za krotko trzymany(moim zdaniem nie byl,przygladalam się innym rodzinom rozmawialam z innymi matkami matkami nastolatków i nie widzialam abym zabraniala mu czegos co wolno bylo jego kolegom),gdybym pozwalala na wszystko tez byloby źle.Starałam sie wywazyc to wszystko i nie przeginac w zadna strone.Nie postepowalam bezkrytycznie uwazajac,że zawsze mam racje,czesto zadawalam sobie pytanie czy dobrze postapilam,szukałam wskazówek,pracowalam nad soba i swoimi metodami wychowawczymi.bledów i tak nie uniknełam nikt z nas nie uniknie.I jeszcze jedno co wlasciwie uświadomila mi moja siostra,ktora jest bardzo spostrzegawcza i potrafiąca doskonale analizowac sytuacje osoba;skoro mój sposób wychowywania jest tak zły to dlaczego tak dobrze sprawdzil się w stosunku do mlodszego syna.On jest niemalze pod każdym wzgledem przeciwieństwem brata.
                        I zeby nie było watpliwości kocham ich obu tak samo mocno pomimo tego,że sa tak rózni.
                        • Bardzo ci współczuję :-( Wygląda na to, że zrobiłaś dla syna wiele (bo wszystkiego nie robi nikt). Wyszło, jak wyszło.
                          W całym tym rozmnażaniu się straszne jest to, że czasem nie możemy nic zrobić, by urodzić i wychować fajnego człowieka, a z racji uwarunkowań psychicznych skazani jesteśmy na miłość macierzyńską do grobowej deski. Czasem jest to miłość do potwora (to nie o twoim synu). Ja cieszę się, że w moim dziecku geny przodków ułożyły się mało szkudnie, bo mogło być gorzej.

                          --
                          Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                          by Zakletawmarmur
                  • sebalda napisała:

                    > Autorka pisała o wizytach u psychologów i pisała, ze syn jest zdolny, ale leniw
                    > y.

                    Nasuwa się pytanie: co to znaczy "zdolny" w tym przypadku? Zdolny bo bystry, inteligentny, nie sprawiający w kontakcie wrażenia matołka? Jeśli tylko inteligentny, ale np. z bardzo poważnymi zaburzeniami koncentracji, to chyba trudno go nazwać zdolnym, bo nie jest zdolny do ogarnięcia większych partii materiału na czas. To tylko jedna z wielu możliwych kombinacji, które mogą prowadzić do kompletnego zagubienia w obowiązkach szkolnych i konsekwecji do wypadnięcia z normalnego życia. Tak sobie tylko głośno myślę.

                    Znam faceta (sąsiad od dziecka), który edukację zakończył na jakiejś specjalnej szkole zawodowej, nawet nie normalnej zawodówce. Jest inteligentny, całkiem sympatyczny, stosuje się do norm społecznych, pracuje (głownie na czarno), ma jakieś zainteresowania. Pamiętam go, jako koszmarnie nadpobudliwego dzieciaka, za którym matka biegała po podwórku, żeby się nie zabił. Potem nadpobudliwość ruchowa minęła, została "tylko" ta wewnętrzna. Jestem prawie pewna, że facet ma zaburzenia koncentracji, zaburzenia nastroju (głównie depresje), nei jest dla nikogo tajemnicą, że jest alkoholikiem (aktualnie trzeźwym). Jakoś żyje, miewa trwałe związki z paniami, nei jest typem aspołecznym, dogaduje się z ludźmi i kocha zwierzątka. Miał w niespokojnej, pijanej młodości konflikt z prawem i spędził parę lat w więzieniu. Nie poszedł za ciosem, nie stoczył się i nie został recydywą, nie grypsował - poszedł po rozum do głowy i ustatkował się. Tylko... ten brak wykształcenia i miejsca w społeczeństwie, które "należałoby" mu się z racji inteligencji... Acha, rodzice z grubsza normali, a brat zapił mu się na śmierć w młodym wieku.

                    --
                    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                    by Zakletawmarmur
                    • aandzia ja to wszystko brałam pod uwage tysiace jesli nie miliony razy uwierz mi.Wertowałam te problemy ze wszystkich mozliwych stron,analizowalam itd.
                      Mój syn NIGDY nie miał problemu z przyswajaniem materialu.Skoro przez cala podstawówke uczyl sie dobrze(nie poswiecajac zbyt duzo czasu na nauke,a czasami prawie wcale) w pierwszej klasie gimnazjum to samo,mial dobre oceny i kazdy nauczyciel twierdzil,że jest zdolny i nie ma zadnych problemow z nauka.Nawet jak zawalił jakas partie material bez problemow zaliczał na piatke.Nawet jak zaczał opuszczac lekcje nie miał problemow z promocja bo te na ktorych byl wystarczały,aby mial pozytywne oceny.Dopiero jak przestał chodzic do szkoly został nie klasyfikowany i to byl koniec.Miał nadzór wydzialu d/s nieletnich przez wagary,ale policjanci tez nic nie wskorali,on sie ich prosbami i groźbami wcale nie przejmowal.Potem byl kurator,ktory przychodził wlasciwie do nas nie do syna bo syn wiedzac,że ma przyjsc wychodzil z domu,lub zamykal sie w pokoju bo jak twierdził nie bedzie go słuchal.Potrafił nawet wyjsc z domu w trakcie wizyty kuratora.Uwierz mi,że to wszystko wydaje sie proste kiedy nas nie dotyczy,nie jestesmy w stanie przewidziec co bysmy zrobili gdybysmy znaleźli sie w takiej czy innej sytuacji dopoki sie w niej nie znajdziemy.Pamietam jak kiedys mama opowiadała mi,ze jej sąsiadka ma problem z wagarującym synem(moi chlopcy byli wtedy jeszcze całkiem mali i nie miałam takich problemow) obie wtedy nie moglysmy uwierzyc jak to 11-latek nie chodzi do szkoly i rodzice nie sa w stanie temu zapobiec.Obie bylysmy madre,że znalazłybysmy sposób.Jeszcze teraz czasem to wspominamy i widzimy jak bardzo sie mylilysmy.
                      • .Uwier
                        > z mi,że to wszystko wydaje sie proste kiedy nas nie dotyczy,nie jestesmy w stan
                        > ie przewidziec co bysmy zrobili gdybysmy znaleźli sie w takiej czy innej sytuac
                        > ji dopoki sie w niej nie znajdziemy

                        Nie, to wcale nie wydaje mi się proste. Nie jestem pewna, jak zachowałabym się w twojej sytuacji i czy byłoby to skuteczne postępowanie. O ile w ogóle istnieje skuteczne.

                        --
                        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                        by Zakletawmarmur
                      • Cóż, ale nie da się ukryć - macie w domu dwudziestolatka, ktorego traktujecie jak dziecko. Jak by nie musiał wracać o 22 , to by wracał po nocy... oczywiście, dwudziestolatek wraca po nocy i to jest absolutnie normalne.
                        Zachowuje się jak dzieciak, dokladnie tak, jak jest traktowany. Moze czas zacząć go traktować jak doroslego. Na przykład kradzież zglosić na policji, ale dać klucze i nie zastanawiać się, co wieczorami poza domem robi dorosły mężczyzna?
                        Prawdę mówiac, nie wierzę w tak nagłą i całkowita demoralizację dobrze uczacego sie dziecka. Z dnia na dzień przestaje się chodzić do szkoły zazwyczaj z okreslonego powodu, choćby dlatego, ze w szkole sa koledzy, nie tylko nauka. Czy wiesz, dlaczego syn wagarował? Czy zmieniałaś szkołę? Czy próbowałaaś znaleźć internat?
                        --
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                      • > Były ucieczki z domu,kradzieze,narkotyki,dopalacze i wiele innych.

                        Były – to znaczy, że już nie ma? Chodzi mi konkretnie o narkotyki. Czy próbowaliście iść w tym kierunku? Może warto, bo jeżeli jest uzależniony, to raczej samo nie przejdzie.

                        Cały ten obraz, mnie - matce uzależnionego syna, bardzo pasuje do choroby spowodowanej zażywaniem środków psychoaktywnych:
                        - Brak zainteresowania nauką;
                        - Brak motywacji do pracy;
                        - Ciągły brak pieniędzy, pieniądze same się "rozchodzą" nie wiadomo na co;
                        - Brak zainteresowania rodziną, wrogość wobec najbliższych;
                        - Późne powroty do domu;
                        - Uleganie wpływom "kolegów";
                        - Niedbanie o wygląd i higienę;

                        Nie zaszkodzi, żebyś poszła do poradni leczenia uzależnień. Na początek możecie iść razem z mężem, bez syna. Tobie przydałaby się terapia dla współuzależnionych. Nabrałabyś siły i nauczyłabyś się postępować konsekwentnie.

                        Pozdrawiam,
                        Małgorzata
                        --
                        www.narkomania.neostrada.pl
                        • Wczesniej nie byl traktowany jak dziecko,teraz tez nie jest,moim zdaniem źle oceniasz sytuacje.To prawda,że 20-latek powinien wracac do domu,o której chce,choc nie do konca sie z tym zgodze.Czy we wszystkich rodzinach jest tak,że ich czlonkowie robia co chca nie liczac się z innymi?20-latek powinien tez byc odpowiedzialny,uczyc się lub pracowac.
                          Do poradni uzaleznien chodzilismy,a własciiwe chodzilam ja prawie 1,5 roku.Syn był dwa razy i powiedział,że więcej nie pójdzie.W tej chwili jest czysty,kidys popalal trawke,potem brał dopalcze.Odkad zamkneli ten interes uspokoil sie.Syn nie musi godzic sie na nasze warunki,jesli mu nie pasuje moze sie wyprowadzic.Mieszkał poza domem ponad 5 m-cy,w tym czasie nie kontaktował sie z nami,na ulicy przechodził na druga strone aby nas ominac,choc nie poklócił sie z nami,a wyprowadził tak po prostu.W tym czasie był dwa razy zatrzymywany przez policje(raz przyprowadzili go w kajdankach),nie muszę chyba pisac jaki to byl dla nas szok.Po drugim zatrzymaniu(aresztowany na 24h)wrócił do domu cały skruszony i potulny jak baranek.Stwierdzil,że chce sie oderwac od kolegów bo boi sie,że go pobija(bo ponoc "sprzedal "ich policji),syn twierdził,że tego nie zrobił.Na poczatku byl mily,uczynny,pracował dorywczo i dawał kasę na swoje utrzymanie bo to bylo warunkiem mieszkania z nami. Z czasem wszystko zaczeło wracac do normy.Pracowac mu się nie chce zrobil sie opryskliwy itd.Znam to doskonale,przerabiałam setki razy;jak czegos chce jest milutki i potulny,a pozniej wszystko wraca do normy.Długo sie nabieralam i myslalam,że sie wreszcie zmienil.Ale w końcu przejrzałam na oczy.
                          • Czym innym jest "nie liczenie się z innymi", a czym innym możliwość powrotu doroslego człowieka o godzinie, którą sam wyznaczy, a nie o godzinie, ktora wyznaczą mu rodzice. Odpowiedzielany 20-latek powinien uczyć się i pracować, ale także wracać do domu o dowolnej porze. Własnie dlatego, ze jest dorosły.
                            Dla mnie warunek "masz pracować" jest rozsadny, natomiast "masz być w domu o 10" absurdalny - sprowadza faceta do poziomu 14-latka, ktory by iść na zwykłą imprezę, musi się zbuntować.
                            No i gdy wagarował ze szkoly - ile razy próbowałas zmienić szkołę?
                            --
                            Mops i kot

                            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                            • Verdano, z człym szacunkiem dla Twoich wniosków i rad, ale tutaj - w diagnozie czy to dorosły czy dziecko - jestem innego zdania. Uważam ponad wszysko, że pomimo 20 lat, chłopak zachowuje się jak typowy dzieciak, naciąga, wykorzystuje, manipuluje, kombinuje, przeciąga na swoje, nie ma honoru, itp itd. Po prostu uważam, że on tak naprawdę nie dorósł i właśnie dlatego NIE MOŻNA traktować go jak dorosłego, tzra z nim jak z dzieckiem - zakazać, ukarać, sankcjonować itp itd. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, że u mało którego chłopca w wieku 20 lat przejawia się postawa dorosłego, odpowiedzialnego faceta.

                              Chłopak owszem, ma swój charakterek (widzę tu mojego brata tudzież mojego o zgrozo 13-letniego syna, u którego od pierwszych niedobrych objawów zrobiliśmy przewrót majowy, a którego mąż kontroluje i wymaga od roku dzień w dzień, padając po pracy na przysłowiowy pysk, po prostu się poświęca, bo nie chcemy późniejszych łez i dużo gorszych kłopotów - jak narazie jest duuuuży postęp syna in plus), podejrzewam - mamo, że kradzieże i kombinowanie się zakończyło i stanowiło tzw. etap (mój brat też miał takowy i przeszło mu z wiekiem jak za dotknięciem różdżki) - ale podejrzewam też, że miało to związek z okresem narkotykowo - alkoholowym, a teraz jest już trochę po. Więc niestety to się nastolatkom zdarza i nie oznacza, że z chłopaka już nic nie będzie. Fakt, że chłopak przekulał się przez niemal wszystkie złe aspekty nasuwa mi, oprócz jego charakterologicznych dużych wrodzonych skłonności, brak odpowiedniej reakcji nie Twojej mamo, ale PRADZIWEGO ZAANGAŻOWANIA W WALKĘ Z TYM ZŁEM OJCA OJCA I JESZCZE RAZ OJCA.

                              Więc niech ojciec teraz, mimo pewnie swej w tym temacie niekompetencji - wszyscy się uczymy i błądzimy, bo nikt w szkole nie nauczył nas jak wychowywać później dzieci, a zresztą każde dziecko to inny sposób prowadzenia do dorosłości i jest to bodaj najtrudniejsze zadanie w dorosłym życiu - niech ojciec zajmie się aktywnie jak przyjaciel i przewodnik, synem, jego wartościami, niech zacznie spędzać z nim więcej czasu, chociażby na wspólnym oglądaniu jakiegoś programu, dyskusjach, niech pyta syna, co ten robił dziś (ale nie z wyrzutami i groźbami w stylu że zaraz go wyrzucicie).
                              Przecież nie możecie syna wyrzucić z domu, bo on nie ma dokąd pójść. Tak się nawet z psem nie postępuje. A to, że się nie dokłada finansowo - do diabła z tym!
                              Rozmawiajcie z nim jak z pełnoprawnym członkiem rodziny o tym jak minął dzień, co porabiał, o Waszych problemach, o braku pieniędzy na czy to nowe buty ojca, czy nową pralkę - on musi żyć Waszym życiem i problemami dnia codziennego. Musi czuć litość nad mamą, której sypią się kozaki, która nie ma na nowy dres czy portfelik itp itd. W rozmowach przekazujcie mu jakiś system wartości - bo on jeszcze dzieciak i trzeba mu ciągle wskazywać co dobre a już nikczemne.

                              I tato - nie się tato uaktywni wreszcie, a nie tylko grozić, ostrzegać i stawiać ultimatum. Lub wcale się nie interesować.

                              A temat wyrzucenia go z domu zarzućcie jako zupełnie pozbawiony sensu i możliwości realizacji - bo takim on jest: nierealnym i niewykonalnym.
                              • doczytałam to co napisał Nowy99 - całkowicie popieram. Odpuścić tę kasę, pracę i wymagania skupione wokół tego, odpuścić wygrażanie, skupić się na budowaniu wspólnoty, wartości, przeżywaniu. Tylko że tato chyba nie wykrzesze z siebie więcej, niż przez ostatnie 10 lat... stąd myśl, żeby wprowadzić kogoś nowego, dorosłego, ale nie rodzica.
                        • Brałaś cos i myślisz, ze inni tez coś biorą?
              • z tą wiarą w to że dzieci nie rodzą się złe to ja bym była ostrożna napisała Annb
                Ja sie z nia zgadzam.
                Sugerowanie,ze dzieci nie moga byc złe jest dla mnie zabawne.
                Tu nawet nie chodzi o "zło" w czystej postaci. Chodzi o zwykłe wady - lenistwo, brak jakichkolwiek ambicji, upodobanie do wyręczania sie innymi,zycie na cudzy koszt ,niechęc do wysiłku intelektualnego ( nauka) pomimo posiadania mocy intelektualnej , niechęc do planowania swojej przyszłosci i niemyslenie o niej, uciekanie od trudnych decyzji itd itp. To sa wady zarówno dzieci jak i dorosłych. Nie mozna sie miotać od sciany do sciany dobry- zły. Okreslenie trudna młodzież tez jest tutaj dużą przesadą.
                Czy kazdy leser to zaraz trudna młodzież? Czy kazdy dorosły, stary np. 40 letni leser lub nierób - to człowiek po przejsciach , ze złej nieradzącej sobie rodziny , dziecko bezradnej i miekkiej matki , ktore wymaga terapii?
                Leniwy człowiek to jeszcze nie zły człowiek. I co do tego ma rodzic jesli np. 20 latek nie chce sie kształcić ? Jest takie stare przysłowie arabskie- mozna wielbłada przyprowadzić do wodopoju, ale nie mozna go zmusic ,zeby sie napił. I taka jest rola rodzica- zaprowadzić do wodopoju, ale nie siłą wciskac łeb do wody .
                Czy wady są wytworem rodzica? Czy wady i słabosci naszych charakterów są zaburzeniami , ktore nalezy diagnozowac i leczyć czy tylko wadami ( cehcami ) charakterystycznymi dla nas samych? Co niby nalezy leczyć?
                Czy naprawde z reką na sercu mozecie powiedzieć o sobie ,ze wasze wady to wyłacznie skutek wychowania?
                Jestem niedoskonały i moje dzieci sa niedoskonałe. A Wy jesteście doskonali?

                Jestem wielki przeciwnikiem przebrzmiałej dawno ( ale dla wielu zywej wiery) ,ze dziecko to tabliczka, na ktorej rodzic zapisze co zechce. Potem mamy teksty w stylu"wszystkiemu winni rodzice" jak go matka wychowała... itd. A kazdy leń, tuman i dureń ( przepraszam, to nie jest ocena syna autorki postu, ktorego to syna nie znam) krzyknie ochoczo- patrzcie jak mnie mama zle wychowała, o trzeba mi było terapii jak wolałem siedziedc godzinami z kumplami przy piwku lub przy komputerze zamiast zrywac sie rano do roboty. Niedobra mamusia, niedobry tatuś, zła szkoła, zli terapeuci ...
                Traktowanie młodych dorosłych jak kretynów, ktorzy wymagaja prowdzenia z raczkę , bo chcą zyc na swoj sposób a kosztem rodziny ( nie ucząc sie i nie pracując) jest nieprozumieniem.
                Zycie na koszt rodzicó jest niezgodne z prawem obowiązujacym w naszym kraju. Dziecko dorosłe ma partycypowac w kosztach utrzymania domu , w ktorym mieszka. Rodzic moze sie uchylić od utrzymywania takiego dziecka a dziecko nie moze się zasłaniać brakiem pracy. Mozna sie zarejestrowac jako bezrobotny, przyjąc umowę smieciową, nauczyć nowego zawodu lub pracowac za grosze dopoki sie czegoś lepszego nie znajdzie. Mozna wyjechac "za pracą" do innego miasta . Wielu młodych tak robi .
                Nie znam terapii , ktora z lenia robi pracusia , z rozrzutnego- skapca itd.

                Nie podzielam czarnowidztwa i krakania w stylu:
                jakby naleźli syna martwego, bo przedawkował/zamarzł pod mostem/został zabity w porachunkach z bandytami. Wiem, że to najczarniejszy scenariusz, ale Verdana słusznie zauważyła, że u nas dla niepracującego albo pracującego dorywczo i na czarno chłopaka szanse na wyjście na prostą są znikome i często jedynym sposobem na przeżycie jest zejście na drogę przestępstwa.
                Stąd takie pomysły? To zwykły szantaz w stosunku do matki w stylu "zobacz co chcesz mu zrobić" !!! Przeciez zaraz go zabiją albo sie stoczy....
                Jesli popatrzymy ilu % młodych nie ma pracy lub pracuje dorywczo to mamy ich ok 20 %. Czy naprawde opuszczenie domu powoduje,ze sa zabijani i staczają się? 90% młodych z tej grupy wcale tego nie doswidcza- mieszkaja razem ,zeby było taniej, pracują w knajpach, pizzeriach , call center . Jej syn tez tak moze.. Łatwo nie jest , ale trupy samodzielnych młodych ludzi nie scielą sie gesto pod mostami i nie ma co straszyc autorki postu takimi tekstami.
                A przedawkowac moze równiez wzorowy syn pracocholik z 10 dyplomami pracownik super korporacji.
    • Witaj
      a czy syn miał/ma kogoś, komu mógłby zaufać, porozmawiać, kto byłby dla niego autorytetem, ale żeby to nie byli rodzice? no i nie koledzy. Taka ucieczka w świat kiepskich kolegów wydaje się wskazywać na deficyt dorosłych w życiu młodego chłopca. To dość typowe, że rodzice nie stają się autorytetami ani nawet dorosłymi powiernikami swoich dzieci, ale często łodzi znajdują takie osoby w społecznosciach lokalnych (nauczyciel, trener, szef...) Może odpuścicie tę kwestię zarabiania na życie. Młodym po studiach nie jest łatwo z pracą, a jezeli chłopak jest inteligentny, to zrozumiałe, że mierzi go praca dla osób bez wykształcenia. Jeszcze nie jest za późno, ale raczej radziłabym maksimum wsparcia, a nie wyrzucanie z domu i skreślanie go. Czy byłaby szansa na zainteresowanie go wolontariatem? Hospicjum, szpital, dom dziecka? Wydaje mi się, że młody się bardzo pogubił a nie ma nikogo, do kogo mógłby i chciał się zwrócić. Odpuść tę kasę, a spróbuj popracować nad głębszymi aspektami życia. Trochę tak to wygląda, że oskarżasz go o materializm, a sama oczekujesz wyłącznie tego, że przyniesie forsę. A przeciez nie o to chodzi. Serdecznie Cię pozdrawiam i trzymam kciuki.
      • To nie jest tak,że nie może iśc na impreze.Moze tylko ma powiedziec,że idzie nie będzie go całą noc i tyle.Nie moge pozwolic na przychodzenie o dowolnej porze bo wszyscy chcemy sie wyspac.Ja nie mówię tu o weekendach ,ale o dniu powszednim.Syn nie ma w tej chwili prawie wcale kolegów,którzy imprezuja.Z tymi sie pozegnal-opisywalam dlaczego.O przesiadywaniu po nocach u kolegi sasiada tez pisalam(on mieszka z matka i babcia,a one nie zycza sobie wizyt do póznej nocy.I trudno im sie dziwic.O zmianie szkoly tez myslelismy,ale syn nie chciał o tym słyszec.Kurator załatwił mu szkole do,której miał chodzic co drugi weekend-nie byl zainteresowany.Jeszcze co do tego,że przestał sie uczyc czy chodzic do szkoly z dnia na dzien.Nie wiem czy nie dośc jasno napisalam czy nie doczytalas;Nie przestał chodzic z dnia na dzien,najpierw byly wagary;godzina ,dwie,kilka to ciagnelo sie ok.roku.Z czasem przestał chodzic wogole.Z nauka bylo podobnie powoli z roku na rok uczył sie coraz mniej.
        Wolontariat nie wchodzi w gre,syna interesuje jedynie praca gdzie mozna prawie nic nie robic,a zarobic gruba kasę.I to nie ja go tego nauczyłam,a koledzy,ktorzy karmili go bajeczkami.Jesli chodzi o autorytety to on takich nie ma.Kiedys autorytetem byl dla niego moj szwagier,ale i na niego sie wypiał.Sprzedał hantle,które tamten mu pozyczył i twierdzil,że sa u kolegi.nie oddał do dzis,a mineło juz 1,5 roku.
        • I jeszcze jedno,dla mnie nie jest dziwne,że stawiam warunki dorosłemu synowi,który mieszka pod moim dachem i jest na moim utrzymaniu.To nie ja go traktuje jak dziecko-to on sie zachowuje jak dziecko i sam zmusza mnie do tego aby stawiac mu ograniczenia.Myslisz,że bawi mnie to?Miał wolna reke,nie był kontrolowany na kazdym kroku.Myslałam,że będzie potrafił postepowac rozsadnie-niestety nie potrafi.Nie ma żadnych hamulców.
        • Jeśli nie ma nikogo dorosłego, komu mógłby zaufać, to normalne, że szuka w grupie rówieśniczej, ale ta oczywiscie nie jest w stanie odpowiedzieć na jego potrzeby. To częsty mechanizm, jeżeli młody chłopak zostaje bez wsparcia ze strony dorosłych.
          Rozumiem, że pierwsza częśc Twojej odpowiedzi dotyczy kogoś innego (ja nie pisałam o szkole z dnia na dzien). naprawdę, radziłabym wycofanie się Twoje i męża, natomiast poszukanie sensownego dorosłego, który byłby wsparciem dla syna. Co do wolntariatu, to przestępcy (wyrachowani, cyniczni, itd) zmieniają się pod wpływem poczucia, że są komuś potrzebni i dla kogoś najważniejsi. A twój syn jest przede wszystkim cholernie samotny.
          • KOchane, obudźcie się, dziś nie ma takich dobrych wzorców wokól. Dziś są same wulgarne, ohydne, bezwzględne i konsumpcyjne wzorce: w tv, nawet tej dobrej jakości, w Internecie, wśród kolegów, koleżanek - bo młodzi totalnie i ślepo wzorują się na tych pierwszych, na ulicy wszyscy pędzą za kasą, byle więcej i więcej mieć (a nie być). Skromość jest frajerstwem i nieudolnością.
            Wszystkie dobra związane są z posiadaniem kasy, a tej wszyscy mają w Polsce naszej kochanej za mało. I ten pęd owczy młodzież widzi w nas, więc sama w niego wpada. Ale chce być sprytniejsza i kombinuje po swojemu. Bo ten co się długo uczył nie ma tyle, ile pan Józek handlarz stanikami, ile Wiesiek diler narkotykowy - tacy są sprytni i dochodzą do...
            No właśnie: do czego?
            Nastolatki mają za duży fokus na pieniądze i ich smak. Ale dziś naprawdę bardzo trudno wychować dziecko w duchu innym, niż panujący w świecie kapitalistycznym skupionym na konsumowaniu.
            • Bzdura.
              Znam bardzo wielu mlodych ludzi, dla ktorych wzorcem nie jest kasa, ktorzy działaja w wolontariacie, albo wybieraja zawody, gdzie satysfakcja jest większa od pieniędzy - i mimo to pracuja, jakby im za to przyzwoicie płacili...
              A dwudziestolatek uznany przez rodziców za dziecko pozostanie dzieckiem - to niestety tak działa...
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • > A dwudziestolatek uznany przez rodziców za dziecko pozostanie dzieckiem - to ni
                > estety tak działa...

                Niekoniecznie, niektóym udaje się dorosnąć mimo udupiającej, natarczywej opieki rodziców. Odpowiednie geny plus sprzyjające okoliczności zewnętrzne i można zniwelować paskudny wpływ domu rodzinnego. Zdarza się, choć łatwo nie jest. I w drugą stronę też to działa: specyficzna budowa mózgu może spowodować różne odchy charakterologiczne. Np. "delikatny" FAS, nie obniżający wyraźnie inteligencji, motoryki, koncentracji itd., uniemożliwia (lub bardzo utrudnia) pozbieranie się do kupy w stopniu niezbędnym do skończenia szkoły średniej, zdobycia zawodu i niezależności finansowej, osadzenia się w społeczności (nie na jego obrzeżach). Osoby z tego rodzaju uszkodzeniami FAS-owymi charakteryzuje zadziwiającą (biorąc pod uwagę ich IQ) naiwność w sprawach życiowych, dziecięcy sposób postrzegania relacji międzyludzkich i kwestii społecznych, podatność na nawet grubymi nićmi szytą manipulację, uleganie tzw. złym wpływom. Jednym słowem ludzi ci są UŁOMNI! I co najgorsze, nie wymyślono na to do tej pory lekarstwa, ani skutecznej rehabilitacji: te uszkodzenia mózgu są nieodwaracalne. To tylko FAS, a przecież są inne uszkodzenia mózgu wywołujące podobne skutki.
                Nie tweirdzę, że syn naszej bohaterki ma FAS. Przypominam tylko, ze efekt końcowy w postaci takiego czy innego obywatela zależy nei tylko od procesu wychawczego. Śmiem tweirdzić nawet, że często baza jest tak skierdzona, że nie da się już nic naprawić.

                --
                Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                by Zakletawmarmur
                • Teoretycznie rzecz biorąc, psychologowie powinni FAS zauważyć. Ale to teoretycznie...
                  --
                  Mops i kot

                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                  • Bardzo teoretycznie, bo to dość świeża wiedza.

                    --
                    Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                    by Zakletawmarmur
                    • Objawy FAS bywają bardzo subtelne, matka często się nie przyznaje, a swoiste markery nie są miarodajne, bo potrafią też dawać wyniki fałszywie dodatnie, gdy matka ma na przykład cukrzycę (może mieć też początki cukrzycy, jeszcze nierozpoznane).
                      Ale wiemy też, że teoretycznie mogą być jakieś mikrouszkodzenia w mózgu odpowiedzialne za pewne postawy i niedobory behawioralne. Wszak są ludzie pozbawieni możliwości odczuwania empatii, pozbawieni ze względów czysto fizjologicznych, nie socjologiczno-wychowawczych. Część z tego typu braków, zaburzeń jest bardzo trudna do zdiagnozowania. Przeciętny psycholog w poradni dziecięcej może tego nie zauważyć. Intrygują mnie też te historie w rodzinie. Ja na przykład nie przypominam sobie nikogo takiego w mojej rodzinie, to naprawdę ciekawe.
                      Aandziu, dałabyś namiary na te badania dotyczące wpływu FAS na zaburzenia, o ktorych pisałaś? Bardzo to ciekawe.
                      • Sebala, wygooglałam sobie. A że było to jakiś czas temu i nie dodałam do ulubionych, to i nie pamiętam :-) Jak troche pogrzebiesz, to znajdziesz.

                        Na szybko, w skrócie i bez naukowych źródeł:

                        "Dorośli z FAS

                        Osobom dorosłym cierpiącym z powodu FAS często bardzo trudno jest odnaleźć się w społeczeństwie i osiągnąć pełną niezależność. Wiele wysiłku kosztuje je planowanie, uczenie się i wykorzystywanie zdobytych informacji. Męczy je zmienność własnego nastroju, częste napady złego humoru, drażliwość, agresja. Często nie są w stanie zapanować nad impulsywanymi zachowaniami, także seksualnymi. Nie potrafią wyciągać wniosków z popełnionych błędów. Wiele sytuacji budzi ich lęk, powoduje, że wycofują się i zamykają w sobie. Potrzebują częstych podpowiedzi i motywacji ze strony innych osób. Mają problemy w szkole, w pracy nie potrafią długo utrzymać się na jednym stanowisku, trudno im wytrwać w stałym związku. Nie radzą sobie z takimi abstrakcyjnymi pojęciami, jak pieniądze, czy czas, co dodatkowo utrudnia im funkcjonowanie w społeczeństwie.
                        Te wszystkie objawy są skutkiem spowodowanego przez alkohol uszkodzenia mózgu. FAS jest nazywany "statyczną encefalopatią", co oznacza, że uszkodzenie mózgu, do którego doszło w życiu płodowym, pozostaje przez całe życie na stałym poziomie, nie pogłębia się, ale i nie zanika.

                        Osoby z FAS są szczególnie podatne na przemoc emocjonalną i fizyczną (w tym również seksualną). Wymagają wszechstronnej pomocy - wsparcia w domu i w szkole, profilaktyki wtórnych zaburzeń psychicznych oraz ochrony przed konfliktami z prawem, nadużywaniem alkoholu, narkotyków, czy przed niechcianą ciążą."
                        www.mops.siemianowice.pl/fas.htm

                        --
                        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                        by Zakletawmarmur
                        • Jeszcze mi się napatoczyło:

                          Ad. 6
                          Przyszłość dzieci z zespołem FAS.

                          Ponieważ uszkodzenia mózgu są trwałe i nieodwracalne, dlatego pewne cechy charakterystyczne dla zespołu FAS są trwałe i nieodwracalne w życiu dorosłym.
                          Dorośli z zespołem FAS są na ogół:
                           Impulsywni i nieprzewidywalni
                           Niezdolni do przyjęcia odpowiedzialności
                           Egoiści, zachowują się tak, jakby świat kręcił się wokół nich
                           Podatni na uzależnienia (kobiety z FAS rodzą dzieci z FAS)
                           Nie są w stanie zatroszczyć się o siebie finansowo
                           Nieodpowiedzialni w zakresie bezpieczeństwa (prowadzenie samochodu, ogień, HIV, infekcje)
                           Uzależniają się od związków, w których panuje przemoc
                           Wciąż wyglądają na bardziej inteligentnych i zdolnych niż są w rzeczywistości. Mają niesamowitą zdolność robienia dobrego wrażenia,
                           Zawsze wybierają własną drogę i zrobią wszystko, żeby nią pójść.


                          --
                          Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
                          by Zakletawmarmur
            • Nastolatki mają za duży fokus na pieniądze i ich smak
              A dorośli to nie mają?
              --
              - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
    • To duży problem, jak poradzić sobie z dorosłym synem, kóry nie spełnia oczekiwań. Brutalna prawda o życiu jest taka, że Twoja rola już się skończyła. DOROSŁE dziecko dokonuje wyborów, a rodzice - chcą czy nie - powinni je uszanować. Ja tych wyborów nie wartościuję, chociaż oczywiście potrafię sobie wyobrazić lepsze lub gorsze drogi dla dziecka.

      Syn jest dorosły, a na Tobie już nie ciążą obowiązki prawne (nie mówię o moralnych oczywiście) - nie uczy się, więc powinien pracować. Nie chce pracować - jego wybór. Zwiąże się z grupą przestępczą - jego wybór. Pójdzie do pracy - jego wybór. Wybierze mieszkanie z rodzicami za cenę dostosowania się do zasad domu rodzinnego - jego wybór.

      Trudno się z tym pogodzić, prawda?

      Co ja bym zrobiła na Twoim miejscu - rozmowa z synem w powyższym tonie. Czyli zrobiłaś co mogłaś, starałaś się przekazać mu wartości i normy społeczne, a dzisiaj jest dorosły i decyduje o sobie. Dajesz mu czas na zastanowienie się, co chce robić, czy mieszkać w domu? Jeśli wybierze Twoje mieszkanie, to przedstawiasz mu zasady jego współużytkowania - dobrze by były spisane w formie umowy - nie chodzi tutaj o kwestie prawne, a o to, że spisywanie celów ma "magiczne działanie" i cele spisane realizuje się częściej, niż tylko wypowiedziane.

      I żadnego dawania pieniędzy czy kupowania czegokolwiek

      Jeśli syn nie dostosuje się do zasad - ale nie powró o 22 bo to śmieszne, tylko w kwestii porządków i partycypowania w kosztach - to idziesz do sądu i zakłądasz sprawę o nakaz eksmisji. Są darmowe porady u prawników, możesz zapytać jak wygląda procedura. Sprawa nie jest łatwa, ale nic innego Ci nie pozostaje.





      • I myślę, że nie znasz Twojego dziecka. Widać to, kiedy chociażby, kiedy piszesz, że była trawka raz czy dwa i dopolacze, ale to już się skończyło :) :) Na 95% jestem przekonana, że nadal stosuje używki, a Ty nie chcesz tego widzieć.

        CO do hipotez o źródle problemów - mam kilka hipotez, ale w zasadzie nie mają one znaczenia w tym momencie, ponieważ sądzę, że nie udźwigniecie miękkiego rozwiązania sytuacji ze względu na przepaść, jak jest między Tobą, Twoim synem i Twoim mężem.
        • doctor.no.1 napisała:

          > I myślę, że nie znasz Twojego dziecka. Widać to, kiedy chociażby, kiedy piszesz
          > , że była trawka raz czy dwa i dopolacze, ale to już się skończyło :) :) Na 95%
          > jestem przekonana, że nadal stosuje używki, a Ty nie chcesz tego widzieć.

          - dokładnie też tak uważam


          > sądzę, że nie udźwigniecie miękkiego rozw
          > iązania sytuacji ze względu na przepaść, jak jest między Tobą, Twoim synem i Tw
          > oim mężem.

          - zgadzam się z Tobą, ale autorka raczej nie dopuszcza tego do siebie .
        • Jedną z gorszych rzeczy, jakie można zrobić dziecku, jest upewnianie go w tym, że ma wrodzone skłonności. Gdy matka mówi krnąbrnemu synkowi: jesteś jak Twój ojciec, zawsze.... Albo: jesteś patentowanym leniem, nigdy nie robisz..... Jesteś nieodpowiedzialny i egoistyczny jak wujek Zdzisiek. Dziecko bardzo szybko uwierzy, że tak jest i rzeczywiście takie się stanie. Bardzo nie lubię takiego porównywania i uogólniania.
          Drugim błędem, ktory popełniają rodzice, jest porównywanie rodzeństwa. Ile lat ma młodszy syn? Czy jak się pojawiły i narastały problemy ze starszym, nie zdarzało się Wam ich porównywać? Mówić: zobacz, Maciuś tak samo jest wychowywany, a jaki grzeczny i pracowity. Niektóre dzieciaki to potwornie deprymuje.
          Mam wrażenie, że syn na początku Was sprawdzał, potem wpadł w złe towarzystwo, kradzieże pewnie były związane z używkami, na szczęście wygląda na to, że się skończyły, z tego co piszesz. Gdzieś zabrakło tego ciepłego bliskiego związku, a może za bardzo skupiłaś się na problemie, a za mało na samym dziecku?
          Bardzo Ci współczuję, niezależnie od tego, czy to wszystko, co robiłaś dla niego było najlepsze, chciałaś dobrze.
          Rady i diagnozy nowego (właściwie nowej)99 naprawdę sensowne, polecam. Podoba mi się szczególnie wypowiedź o dzisiejszych wzorcach. Bo w zatrważającej części jest sluszna, ale będę się upierać, że jeśli w domu są popierane pewne wartości (popierane, omawiane, dyskutowane z dziećmi) i jeśli rodzice mają bliski i pełen miłości kontakt z dzieckiem, to te wzorce nie zdominują dziecka. Stąd te dzieciaki i młodzież, o ktorych pisze Verdana. Sama mam takie:) Wtedy ten tak podkreślany i ponoć dominujący wpływ rówieśników też nie jest tak silny. Takie mądrze kochane, zadbane emocjonalnie dzieciaki zwyczajnie nie wchodzą w interakcje z łobuzerią, szpanerami, bananami (tak mój syn nazywa młodzież nastawioną konsumpcyjnie do życia;). Nawiązują przyjaźnie z podobnymi sobie dzieciakami, które mają wsparcie i wzajemne zaufanie do rodziców. Tyle. Tylko tyle i aż tyle.
          Nie daj sobie wmówić, że pomożesz synowi, wyrzucając go z domu. To Twoje dziecko, kto może być Ci bliższy na świecie? On jest jeszcze bardzo młody, sama mam 20-latkę w domu, ktora choć nie sprawia problemów wychowawczych mimo zupełnie innego przekonania własnego, jest jeszcze dużym dzieckiem:)
        • doctor.no.1 napisała:
          > Na 95%
          > jestem przekonana, że nadal stosuje używki, a Ty nie chcesz tego widzieć.

          Też tak podejrzewam

          > Do poradni uzaleznien chodzilismy,a własciiwe chodzilam ja prawie
          > 1,5 roku.Syn był dwa razy i powiedział,że więcej nie pójdzie.W tej
          > chwili jest czysty,kidys popalal trawke,potem brał dopalcze.Odkad
          > zamkneli ten interes uspokoil sie.

          Mam tylko jedna prośbę do Ciebie mokatato1405:
          napisz parę słów na forum Uzależnienia

          Nasza wiedza na temat uzależnień w większości jest znikoma. Ta choroba jest wstydliwa. Czasem wydaje mi się, że wstyd coś więcej o niej wiedzieć ;-)
          Nawet osoby, które z racji wykonywania swojego zawodu: pedagodzy, lekarze, psycholodzy, policjanci, sędziowie, słabo orientują się, jak postępować z chorą osobą.

          Dlaczego już nie chodzisz do poradni? Czy zabrakło efektów?
          Mówisz, że syn jest czysty. Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
          Czasem nie potrzebne są testy, wystarczy popatrzeć jak młody człowiek żyje, jak się zachowuje, to mówi więcej niż pozytywny wynik testu na wykrywanie narkotyków.

          Pozdrawiam,
          Małgorzata
          --
          www.narkomania.neostrada.pl
          • Czytam,co napisaliście i utwierdzilam sie w przekonaniu,że rzeczywiście wyrzucenie go z domu to nie jest dobre rozwiazanie.Z drugiej strony ja nigdzie nie napisałam,ze chce to zrobić,nie chcę i nigdy nie chciałam tylko nie wiedziałam jak sobie poradzic z ta sytuacją.To byłaby ostatecznosc.
            Jesli chodzi o uzaleznienie to psychiatra stwierdził,że uzalezniony nie jest.Ktos twierdzi,że napisałam,iz syn palił trawke raz czy dwa.To nie prawda,nic takiego nie pisałam.Trawkę palił przez kilka m-cy później były dopalacze.Dlaczego twierdze,ze nie bierze?Dlatego,że wbrew temu co niektórzy twierdza-znam swoje dziecko bardzo dobrze.Tak samo jak wystarczył mi jeden rzut oka na niego,aby wiedzic,że cos brał tak teraz wyraźnie widzę,ze nie bierze.Druga kwestia to zachowanie.Kiedy brał nie bylo z nim zadnego kontaktu,odburkiwał cos i unikal jak ognia.Teraz rozmawia i nie boi sie patrzec nam w oczy.Testy robilismy nie dla siebie tylko i wyłacznie po to zeby jemu udowodnic,że kłamie bo zapierał sie rekami i nogami,że jest czysty.
            Co do usprawiedliwiania syna,że jest niprzystosowany,moze ma FAS itp.To jasne,ze nalezałoby brac to pod uwagę,ale to nie zwalnia mnie jako matki i jego jako czlowieka do odpuszczenia sobie.Musi nad soba pracowac i starac sie wieść jak najberdziej normalny/zwyczajny tryb zycia,a nie całe zycie usprawiedliwiac sie,że ja mam cos tam lub taki juz jestem wiec nic nie będe robil,a inni niech mysla i robia za mnie.Ludzie sa rózni jednym wszystko przychodzi łatwiej inni musza na to ciezko zapracowac.jedni sa skryci,niesmiali,inni przebojowi.Czy to znaczy,że Ci,którym wiele rzeczy przychodzi w zyciu trudniej powinni siedziec i nic nie robić?
            To,ze przytoczyłam cechy charakteru osób z mojej rodziny nie oznacza,że porównuje syna do nich.Widze podobieństwa,ale synowi nigdy o tym nie mówilam,nigdy tez nie porownywalam synow do siebie-doskonale wiem,ze to nie jest dobra metoda bo moja mama nieustannie to robila.
            Co do tego abym odpusciła mu prace to uwazam,ze to bardzo nietrafiony pomysl,z kilku wzgledów.Po pierwsze pokaze mu w ten sposób,ze mozna nie ponosic konsekwencji swoich decyzji(nie chciał sie uczyc,w konsekwencji nie ma dobrej pracy,nie chce mu sie pracowac,wiec niech nie pracuje),po drugie jak pisałam nie przelewa nam się,moglabym zapewnic mu dach nad glowa i wyzywienie,a co z resztą?Potrzebne sa tez ubrania,buty i pieniądze na wydatki(pali,więc musialabym kupowac mu papierosy skoro zgodzilam sie aby nie zarabial).I tu moje pytanie do osób,ktore radziły aby mu odpuscic;czy naprawde uwazacie,ze to dobra nauka na przyszłość dla mlodego czlowieka,kiedy rodzice mówia nie chcesz-nie pracuj.I matka pracuje na niego,sprzata,gotuje opiera,ojciec majacy problemy ze zdrowiem zasuwa na dwoch etatach praktycznie od rana do nocy,a zdrowy mlody chlopak lezy i palcem nie kiwnie?Smiem w to watpic.I wiecie co podam wam jeszcze jeden przykład takiej postawy rodziców,a właściwie matki bo ojciec by nie popuscil i moze nie skończylo sie tak jak sie niestety skończylo.Przykład tez z mojej bliskiej rodziny.Otóz synowi nie chcialo sie specjalnie uczyc,ale zawodówke jakos skonczyl.Pracowac tez mu sie nie chcialo,żadna praca mu nie odpowiadala,a matka stała za nim murem;ta praca dla jej syna za ciezka,ta na nocna zmiane tez nie dobra.Dzis ten syn ma lat 64 przez całe swoje zycie przepracował moze 3 lub góra 4 lata i to z przerwami.Utrzymywała go żona i matka na zmianę.Nie interesowało go czy jego dzieci maja co jesc i wogole zaden aspekt z nimi zwiazany.Zona zaharowywała sie aby dzieci nie chodzily glodne,z kasa bylo zawsze bardzo krucho.Ale dla owego syna najwazniejsze bylo lezec przed tv dosłownie całe dnie lub spotykac sie z kolegami,w tym celu kradl zonie lub dzieciom ze skarbonek pieniadze.Do tego jeszcze dochodzilo terroryzowanie całej rodziny,wszyscy musieli sie mu podporzadkowac,dzieci traktował jaksł€zbe np.wolał z innego pokoju,aby przełaczyly kanal w tv(nie bylo jeszcze tv na pilota)chociaz lezal metr od odbiornika.Wymagania tez miał,cieply obiadek na czas,wyprasowane rzeczy itd.Jego matka przez całe zycie miała dla kazdego jego zachowania usprawiedliwienie;urzadzil awanture-był pewnie zdenerwowany albo wypil za duzo,pobił zone ;bo niepotrzebnie z nim dyskutowala-mogła siedziec cicho i sie nic nie odzywac,nie reagowac na jego agresywne zaczepki.Wyzwał(co bylo na porzadku dziennym)dzieci od debili i kretynow-widocznie byly nie grzeczne.A wogole radziła całej rodzinie nie brac sobie do serca jego zachowania,udawac,że wszystko jest ok. bo on juz taki jest.I tak cale zycie.W stosunku do matki,nawet przed jej smiercia byl taki sam.Do dzis nic sie nie zmienilo ów syn miewa sie dobrze,zona jest schorowanym i znerwicowanym wrakiem człowieka,dzieci wyszly na ludzi pomimo wychowywania sie w tak toksycznym domu,ale musiały przechodzic długa terapie bo nie potrafily cieszyc się zyciem,mialy mocno zanizone poczucie własnej wartosci.
            Nie uwazam,zeby zwalnianie dziecka z wszelkiej odpowiedzialnosci bylo dobre-w ten sposób mozna wychowac nie odpowiedzialnego czlowieka,a zyciowa kalekę.
            P.S.Co do pytania o moja terapie w poradni uzaleznien to przestalam chodzic bo terapia przyniosla oczekiwane rezultaty.Przestałam obwiniac siebie o wszystkie niepowodzenia syna i zaczęłam w miare normalnie funkcjonowac.Sama zapedziłam sie w slepy zaułek i nie zamierzam wiecej tego robic bo to w niczym nie pomaga.
            • I jeszcze jedna sprawa;syn narobil długów mieszkajac te 5 m-cy poza domem.Przychodza upomnienia,że sprawa zostanie skierowna do komornika.Zgadzajac sie,zeby nie pracowal,zgadzam sie tym samym na to,zeby nie spłacał swoich długów i przejmuje za to odpowiedzalnosc.Mam go utrzymywac,kupowac ubrania,dawac kieszonkowe i spłacac dlugi.Problem w tym,ze nawet gdybym chciala to nie stac mnie na to.Splacamy z mezem kredyt mieszkaniowy i nie mamy kasy na dodatkowe obciazenia finansowe.To syn powinien wypic piwa,ktorego nawarzył.
              A co do szkoly o czym pisała zdaje sie verdana,to tak sie sklada,ze nie chodził do gimnazjum rejonowego bo do rejonowego chodzili wszyscy Ci,ktorzy sa za przeciwnym klubem sportowym(sa dwa w naszym miescie).Syn bał sie pokazywac nawet w tych okolicach,a co dopiero w szkole.Wszyscy znamy problem chocby z mediów,pokazujac sie w tej szkole ryzykował zdrowie jesli nie zycie.Wiem o czym mowie bo przed moim blokiem dochodzi czesto do bojek pseudokibiców.Nie bedę tego opisywac bo na sama mysl robi mi sie slabo.Niestety jedynym gimnazjum,ktore miało obowiązek go przyjac bylo własnie rejonowe.Bylam w kilku innych,ale tam po przeczytaniu opinii o nim,która wystawila aktualna szkoła nie chcieli nawet słyszec o przyjeciu syna do szkoly.Przykre to,ale prawdziwe.
            • > Co do usprawiedliwiania syna,że jest niprzystosowany,moze ma FAS itp.To jasne,z
              > e nalezałoby brac to pod uwagę,ale to nie zwalnia mnie jako matki i jego jako c
              > zlowieka do odpuszczenia sobie.Musi nad soba pracowac i starac sie wieść jak na
              > jberdziej normalny/zwyczajny tryb zycia,a nie całe zycie usprawiedliwiac sie,że
              > ja mam cos tam lub taki juz jestem wiec nic nie będe robil,a inni niech mysla
              > i robia za mnie.

              Chciałabym sprostować: ewentualne dysfunkcje nie upoważniają nikogo do ODPUSZCZANIA SOBIE. Natomiast dobra diazgnoza pozwala dopiero rozpocząć PRACĘ NAD SOBĄ. Bez stwierdzenia dysleksji u dziecka nie można zacząć nauki czytania odpowiednią metodą i odpowiednim tempie, nie mówiąc już o tym, że samo traktowanie tego dziecka jak ucznia nieco tylko odmiennego, a nie leniwego debila dobrze wpływa na psychikę. I tak jest ze wszystkimi skrzywieniami fizcyznymi i umysłowymi. Tak więc ci, którym pewne rzeczy przychodzą trudniej nie są zwolnieni z działania, ale lepiej się działa, kiedy wiadomo, dlaczego jest trudniej, w którą stroną iść i jaka metodę obrać.

              To atylko gwoli ścisłości, nie jest przecież powiedziane, że twojemu synowi dolega coś, co w obecnym czasie da się zdiagnozować i wyleczyć.

              --
              Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! ;-)
              by Zakletawmarmur
              • Mokatato, nie doczytałam niegdzie, może nie zauważyłam, żeby ktokolwiek radził Ci by zwolnić syna z obowiązku pracowania. Ja też absolutnie nie podpowiadam Ci takiego rozwiązania. W kwestii pracy i ile on tam dostanie pieniędzy chodzi o to, by nie szarpać od niego za jego część czynszu, prądu, gazu, wody ale np. powiedzieć mu, że jakieś lepsze ubrania, markowe buty czy lepsze kosmetyki są poza Waszymi możliwościami (nawet jeśli nie są) finansowymi i musi sobie sam radzić w zaspokajaniu tychże potrzeb. Tak samo zabawy, używki i inee, których Wy w domu zwyczajowo nie kupujecie, więc specjalnie dla niego nie będziesz kupować - te potrzeby zaspokaja ze swoich zarobionych pieniędzy.

                Fakt jest taki, że póki mieszka z rodzicami, rodzeństwem w ich domu, musi uszanować Wasze zwyczaje, styl życia i się z Wami liczyć czyli jak piszesz, że nie akceptujecie powrotów w nocy, to pomimo 20 lat czyli teoretycznej dorosłości, musi się do tego stosować itd. Tak to działa w świecie ludzi dorosłych, ci też muszą liczyć się z innymi, w ich domach, dlatego póki mieszka z Wami, ten styl życia musi akceptować (wspólne sprzątanie, przydzielone mu obowiązki, bo dom to nie hotel, a Ty nie jesteś jego gosposią).
                • Verdano, z człym szacunkiem dla Twoich wniosków i rad, ale tutaj - w diagnozie czy to dorosły czy dziecko - jestem innego zdania. Uważam ponad wszysko, że pomimo 20 lat, chłopak zachowuje się jak typowy dzieciak, naciąga, wykorzystuje, manipuluje, kombinuje, przeciąga na swoje, nie ma honoru, itp itd. Po prostu uważam, że on tak naprawdę nie dorósł i właśnie dlatego NIE MOŻNA traktować go jak dorosłego, tzra z nim jak z dzieckiem - zakazać, ukarać, sankcjonować itp itd. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, że u mało którego chłopca w wieku 20 lat przejawia się postawa dorosłego, odpowiedzialnego faceta.

                  Chłopak owszem, ma swój charakterek (widzę tu mojego brata tudzież mojego o zgrozo 13-letniego syna, u którego od pierwszych niedobrych objawów zrobiliśmy przewrót majowy, a którego mąż kontroluje i wymaga od roku dzień w dzień, padając po pracy na przysłowiowy pysk, po prostu się poświęca, bo nie chcemy późniejszych łez i dużo gorszych kłopotów - jak narazie jest duuuuży postęp syna in plus), podejrzewam - mamo, że kradzieże i kombinowanie się zakończyło i stanowiło tzw. etap (mój brat też miał takowy i przeszło mu z wiekiem jak za dotknięciem różdżki) - ale podejrzewam też, że miało to związek z okresem narkotykowo - alkoholowym, a teraz jest już trochę po. Więc niestety to się nastolatkom zdarza i nie oznacza, że z chłopaka już nic nie będzie. Fakt, że chłopak przekulał się przez niemal wszystkie złe aspekty nasuwa mi, oprócz jego charakterologicznych dużych wrodzonych skłonności, brak odpowiedniej reakcji nie Twojej mamo, ale PRADZIWEGO ZAANGAŻOWANIA W WALKĘ Z TYM ZŁEM OJCA OJCA I JESZCZE RAZ OJCA.

                  Więc niech ojciec teraz, mimo pewnie swej w tym temacie niekompetencji - wszyscy się uczymy i błądzimy, bo nikt w szkole nie nauczył nas jak wychowywać później dzieci, a zresztą każde dziecko to inny sposób prowadzenia do dorosłości i jest to bodaj najtrudniejsze zadanie w dorosłym życiu - niech ojciec zajmie się aktywnie jak przyjaciel i przewodnik, synem, jego wartościami, niech zacznie spędzać z nim więcej czasu, chociażby na wspólnym oglądaniu jakiegoś programu, dyskusjach, niech pyta syna, co ten robił dziś (ale nie z wyrzutami i groźbami w stylu że zaraz go wyrzucicie).
                  Przecież nie możecie syna wyrzucić z domu, bo on nie ma dokąd pójść. Tak się nawet z psem nie postępuje. A to, że się nie dokłada finansowo - do diabła z tym!
                  Rozmawiajcie z nim jak z pełnoprawnym członkiem rodziny o tym jak minął dzień, co porabiał, o Waszych problemach, o braku pieniędzy na czy to nowe buty ojca, czy nową pralkę - on musi żyć Waszym życiem i problemami dnia codziennego. Musi czuć litość nad mamą, której sypią się kozaki, która nie ma na nowy dres czy portfelik itp itd. W rozmowach przekazujcie mu jakiś system wartości - bo on jeszcze dzieciak i trzeba mu ciągle wskazywać co dobre a już nikczemne.

                  I tato - nie się tato uaktywni wreszcie, a nie tylko grozić, ostrzegać i stawiać ultimatum. Lub wcale się nie interesować.

                  A temat wyrzucenia go z domu zarzućcie jako zupełnie pozbawiony sensu i możliwości realizacji - bo takim on jest: nierealnym i niewykonalnym.
                  • pomimo 20 lat, chłopak zachowuje się jak typowy dzieciak, naciąga, wykorzystuje, manipuluje, kombinuje, przeciąga na swoje, nie ma honoru, itp itd. Po prostu uważam, że on tak naprawdę nie dorósł i właśnie dlatego NIE MOŻNA traktować go jak dorosłego

                    A kiedy będzie można? Bo na takim traktowaniu chłopak może jechać do śmierci - rodziców.
                    --
                    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
                    • nowy99 dzieki za cenne rady,z wieloma sie zgadzam,ale co do tego,że zarobione pieniądze powinien wydawac tylko na swoje przyjemnosci i potrzeby niestety nie.To,że pozwolimy mu myslec tylko o sobie nie nauczy go odpowiedzialności.Tu nie chodzi o to aby rozliczac go z kazdego grosza.Ja nie wnikam nawet ile on tych pieniedzy zarabia.Chodzi o to aby czuł sie w pewnym stopniu odpowiedzialny za wspolny dom w,którym mieszka i aby wreszcie zrozumiał,że nie mamy go obowiazku utrzymywac.Sytuacja,w której rodzicom jest trudno zwiazac koniec z koncem, a dorosły syn mysli jedynie o tym aby zadbac o swoje przyjemnosci nie jest sytuacja dobra.W ten sposób nie zmieni swojego postepowania,a przyzwyczai sie do tego,ze nie ma zadnych obowiazków i przypuszczam,ze taka sytuacja może trwac przez wiele lat,bo będzie mu z tym dobrze i wygodnie.
                      • Jakis czas temu miał prace w sklepie u naszej znajomej.Zarabiał miesiecznie ok.1500 zł.Nie jest to jakaś zawrotna suma,ale tez nie taka mała biorac pod uwage,ze nie ma na utrzymaniu rodziny,a wiele osób tyle zarabia,albo mniej i maja rodziny,dzieci.Sama zarabiam mniej niz on wtedy.Pracował tam przez kilka m-cy przez ten czas nie dał nam ani grosza na swoje utrzymanie.Nie chodzi o to by oddawał calą zarobiona kwote,absolutnie nie.Uwazam,ze gdyby dawał na swoje utrzymanieok.500 zł byloby ok.Zostawałoby mu 1000 zł tylko na jego wydatki.Czy to mało?Ilu młodych ludzi ma taka kwote tylko na swoje przyjemnosci?
                        • Jeszcze dodam,że tę pracę rzucil sam bo doszedł do wniosku,że za tak marne pieniadze to pracował nie będzie.Zaraz po tym wyprowadził sie do kolegi i zaczał zajmowac podejrzanymi interesami.Aby zarobic spora kase nie trzeba bylo rano wstawac i stac 8 h za sklepowa lada.Niestety skończylo sie wyrokiem za paserstwo jak juz pisałam.
                  • NIE MOŻNA traktować go jak dorosłego, tzra z nim jak z dzieckiem - zakazać, ukarać, sankcjonować itp itd
                    Ciekawa teoria szczególnie jesli wziąc pod uwagę fakt,ze jest absolutnie niezgodna z obowiązującym prawem. Syn nie jest tez ubzewłasnowolniony i wobec prawa odpowiada za wszystkie swoje czyny SAM a nie jego rodzice.
                    Osoba 20 letnia jest "osobna" i nie stanowi częsci swoich rodziców .
    • Ja też radzę w końcu się przełamać i być konsekwentną! To paradoksalne ale tylko konsekwencją i wrzuceniem go na głęboką wodę mu pomożesz, da sobie radę (albo stoczy się na dno, a le kto wie, może to też będzie początkiem lepszej drogi i powrotem do normalności). Ja bym przeprowadziła z nim ostatnią rozmowę i podyktowała swoje warunki, postawiła ultimatum, że jeśli do tego i twego dnia sięnie zmieni to niestety, będzie musiał się wyprowadzić.
      • Nie zgodzę się z Wami, syn rozmowę tę tzw. ostatnią z ostrzeżeniem o wysiudaniu z domu rodzinnego najpewniej odbierze jako chęć pozbycia się dziecka przez rodziców. On naprawdę jest jeszcze dzieckiem, i tak naprawdę SZUKA sposobu na życie, maca, próbuje różnych zajęć, robót - namacalnie doświadcza jak wygląda życie gdy zarabia 1500zł, gdy zarobi nie wiem 2000 czy gdy dostanie 600zł. Nawiasem mówiąc, zgadzam się z nim, że to wszystko to g... pieniądze - pełna wegetacja. A młodzi mają marzenia, plany, w końcu media pokazują, że inni żyją tak a tak. I nie dziwię się mu, że wciąż zmienia, szuka. I na pewno doszedł już do wniosku, że trza było tę szkołę skończyć (wciąż namawiałabym go co jakiś czas do tego, nawet bym za tę szkołę zapłaciła, za korepetytorów też - oczywiście widząc jego motywację i szczere chęci), może jest zły na siebie, że tak nie lubi się uczyć.
        Ale co to wszystko da. Bez jakiejś częściowej pomocy rodziny typu dach nad głową i coś do tego (nie wiem może to być jakieś ulgowe dokładanie się, a rodzice wiedzą ile zarabia więc mogą wspólnie z nim ustalić ile mógłby się dołożyć - po prostu nie chodzi o szarpanie się o każdy grosz tak jak pisałam o tej części w czynszu, w prądzie itp.), no więc bez tej pomocy, ze słabym wykształceniem w dodatku jest muż dużo gorzej wystartować, się ustawić. A w końcu każda matka, mażdy rodzić chciałby, by jego dziecko prowadziło jakieś godne w miarę zadowalające życie.
        A może on przeżywa jakąś miłość, jakieś odrzucenie, zawód miłosny i szlaja się po imprezach, by zapomnieć (tak zachowywał się mój szwagier w podobnym wieku - nie mógł poradzić sobie z odrzuconą miłością i przez pewien czas kontakt i rozmowy o sensie i stylu życia oraz tego co w przyszłości były monologami rodziców, jego rodzeństwa. GOść de facto jest psychologiem z wykształcenia;).

        Dlatego uważam, że z domu nie powinno się go wyekpsediować a jedynie rozmawiać, rozmawiać, i dochodzić swego po trochę i w kółko. Aż maszyna złapie tryb.
        • Nowy99 - a w efekcie Twojej propozycji, za 20 lat będzie następujący scenariusz: forum.gazeta.pl/forum/w,898,121305834,121305834,Co_byscie_zrobili.html

          • Niestety istnieje takie ryzyko. Ale tu jest jeszcze dużo czasu, chłopak ma 20 lat a nie np. 25.
            Ja też miałam tzw. falstart i po studiach (z akademika) wróciłam z dzidziusiem, sama, bo się z chłopcem pożegnaliśmy. Nie miałam grosika na siebie, na dziecię 100zł alimentów i rodzice normalnie mnie przygarnęli, finansowali i nigdy nie przewinął się temat: kiedy zamierzasz póść do pracy, wyprowadzić się? I tak może bym z nimi do dziś mieszkała, gdyby nie ponowne zejście się z chłopakiem i wyprowadzka do własnego kredytowanego M, zresztą daleko w Polskę od rodziców.
            Ciężko dziś w pojedynkę kupić sobie mieszkanie (choćby najmniejsze).
            Może rodzice tego chłopca powinni więcej rozmawiać z nim o przyszłej odpowiedzialności za rodzinę, dzieci, bo przecież każdy naturalnie zmierza do założenia rodziny, pokochania drugiej osoby. Może on czuje się niekochany przez nikogo (kobietę) i mu to dokucza. Np. mój syn 14-letni wczoraj stwierdził, że w tym gimnazjum, gdzie chodzi jest nudno i nie chce mu się czasem nic, bo - uwaga - nie ma ładnych dziewcząt (!!!)
            ...No. Takie to młodzi mają dylematy... niezłe jaja!
    • -psychoterapia wskazana i szczera rozmowa
      • > -psychoterapia wskazana i szczera rozmowa


        Uwielbiam takie rady;))

        • Psychoterapia-jak najbardziej sie zgodze.Szczera rozmowa?Wiesz ile ich było?Setki jesli nie tysiace-zadna nie pomogła,ewentualnie poprawa byla chwilowa,a potem znow to samo.Miesiącami zastanawiałam sie nad przyczyna takiego postepowania syna,rozumiem rozne sklonnosci charakteru,ale tu bylo zbyt wiele tego nieprzystosowania,brak jakiejkolwiek reakcji z jego strony na wszystko co robilismy aby mu pomoc.Przez przypadek niedawno rzucil mi sie w oczy tekst o socjopatach,wyszukalam więc wszystko co sie dalam na ten temat i....bingo.Te wszystkie cechy juz dawno widziałam u niego,ale nie potrafiłam poskladac tego w calósc i nazwac,teraz wszystko stało sie jasne.Charakterystyka pasuje do mojego syna jak ulał.Niezgadza sie tylko jeden punkt,mianowicie to,ze sa samotnikami i raczej stronia od ludzi;mój syn jest bardzo towarzyski,gdzie sie nie znajdzie tam zaraz ma pelno znajomych,bardzo latwo nawiazuje kontakty.
          Juz jestem umówiona na wizyte z moja pania psycholog,do ktorej chodziłam na terapie,chce aby syn poddał sie terapii,to jeden z warunków,ktory mu postawilam.Nie licze na cud,ale byc moze chociaz po czesci uswiadomi sobie swoje postepowanie,poniewaz do tej pory tego nie robil.Ostatnio znów wywinal kilka numerów,wracanie w srodku nocy do domu pod wplywem alkoholu,podpalil tez kontakt od dzwonka sasiadce,byly wizyty policji w srodku nocy i wizyta sasiadki u mnie,ktora krzyczala na całą klatke jak wychowalam syna.Jednym slowem on jest dorosły,ale to ja jak na razie wypijam piwo,ktore on regularnie warzy.
          Jeszcze slowo do doctor.no,piszesz,ze syn jest dorosły i tak powinnam go traktowac;zgadzam sie z Toba w pełni!Naprawdę!Tylko prosze napisz jak Twoim zdaniem powinno wygladac traktowanie doroslego faceta?Dorosly człowiek ma prawo do wlasnych decyzji,a rodzice powinni te decyzje uszanowac,pozwalajac na ich realizacje.Natomiast problem lezy w tym,ze decyzje mojego syna sa takie;nie uczyc się-w porzadku jego decyzja,nie pracowac-ok,jego sprawa,siedzieć na garnuszku u nas-tez mam to akceptowac bo to jego dorosły wybor?Pakowac sie w klopoty-tez jego decyzja-ale to głownie my,rodzice ponosimy konsekwencje jego postepowania-w postaci chociazby wizyt policji,pretensji sasiadów,bo to do nas je kieruja pomimo tego,ze to on powinien odpowiadac za swoje czyny.
          Tak wiec masz racje traktowac go jak doroslego,ale aby zył jak dorosły to jedyna droga tedy aby wyprowadzil sie od nas,abysmy nie musieli na kazdym kroku ponosic konsekwencji jego wyborów bo jak na razie to on jest "dorosly" naszym kosztem.Po jego kolejnym wyskoku usiadlam z nim i spisalam jak z malym dzieckiem zasady,pod ktorymi sie podpisal.Respektował je...jeden dzien.Wiedział,ze konsekwencją nie respektowania bedzie załozenie sprawy o eksmisje.Juz rozaczęłam ta sprawe i mam zamiar dokonczyc.Majac w reku nakaz eksmisji po prostu bede zmuszona go wymeldowac chyba,ze wreszcie zastanowi sie co robi i zmieni sie,ale to jest niemozliwe bez terapii.
          • Dokładnie to miałam na myśli Mokato, co robisz - nakaz eksmisji - tyle możesz zrobić niestety.

            Naprawdę - bardzo Ci współczuję, bo to jest niewyobrażalnie trudne dla matki.

            I jeszcze pomyślałam, że mozesz spróbować poszukać konsultacji w jakimś ośrodku resocjalizacyjnym, żeby porozmawiać z ekspertem od trudnej młodzieży
          • mam dokładnie to samo ze swoim synem. też 20 lat i zero nauki, zero pracy. masakra
            • malwa200 jak sobie radzisz z ta sytuacją?Moze mogłybysmy pisac do siebie na gazetowego?Ja jestem juz klebkiem nerwów i coraz czesciej lapie sie na tym,że nie chce mi sie juz zyc.Mam ochote wyjsc z domu i juz nigdy do niego nie wrócic.Ja osoba racjonalna i twardo stapajaca po ziemi.Jesli masz ochote to pisz na gazetowego lub daj znac tutaj to ja napisze pierwsza.Pozdrawiam.
        • Ja tez uwielbiam :)
          Warto zauważyć,ze koles sam musi sie zgłosić na psychoterapię, mamusia nie moze go zgłosić.A jak on nie czuje takiej potrzeby ( ja tez nie czuję potrzeby rozwiazywania moich problemów przez osoby trzecie w dodatku za moje pieniądze) to co?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.