• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Toksyczna matka - potrzebuję wsparcia i rady! Dodaj do ulubionych

  • 29.03.11, 22:06
    Witajcie,
    Witajcie,

    Sprawa jak w temacie. Mam toksyczną matkę, która dla zachowania dobrego mniemania/ wyobrażenia o sobie samej jest gotowa ze mnie zrobić żmiję wyhodowaną na łonie matki-rodzicielki. Miałam dziś kolejną paskudną rozmowę telefoniczną z mamą i potrzebuję się wygadać.
    Ale może od początku.
    Od 7 miesięcy chodzę na terapię do psychoterapeuty. Poszłam tam bo: przez rok miałam pogarszające się problemy ze snem aż w końcu doszło do bezsenności; nienawidziłam siebie samej, także za to jaką jestem matką - a uważałam się za najgorszą matkę pod słońcem; wybuchy złości i gniewu nie adekwatne do sytuacji; odreagowywanie frustracji na rodzinie .... można by mnożyć w nieskończoność. Krótko mówiąc wypaliłam się emocjonalnie i psychicznie.
    Za nim trafiłam na 1 spotkanie z moją psycholożką już gdzieś przeczuwałam, że to może chodzić o matkę. Psycholog powiedziała wprost " przyszła się Pani uwolnić od matki".
    A ja się popłakałam... bo wiedziałam że mówi prawdę.
    Rodziców się nie wybiera, a szkoda... Moja rodzina to taka patologia ... ojciec odszedł do kochanki jak miałam 7 lat (mój brat 5) , na początku jakoś się z nami kontaktował, ale z czasem coraz rzadziej aż w końcu przez 3 lata w ogóle nie wiedzieliśmy czy żyje. Matka do dzisiaj mentalnie się nie rozwiodła z ojcem (każda rozmowa o nim - bo teraz są poprawne między mną a nim stosunki- to wylewanie żółci na ojca w stylu: on nigdy się nie zmieni, zawsze umiał się ustawić, jak ktoś pluł mu w twarz to twierdził że deszcz pada itd.). Wychowywała nas sama ... a raczej wytresowała... nie ułożyła sobie życia z innym partnerem. Jako dzieci byliśmy baaardzo surowo traktowani, jeszcze do niedawna uważałam że to dlatego że byliśmy trudnymi dziecmi... ale ja sama mam 2 i w końcu do mnie dotarło że na to nie ma wytłumaczenia. Jako dzieci do 10-12 roku wychowywani byliśmy za pomocą pasa, nie było tłumaczenia tylko lanie (pasem, kablem, ręką po twarzy); szybko się nauczyliśmy że lepiej spokojnie leżec na kanapie i dostać 3-6-9 batów w tyłek niż uciekać bo wtedy waliła gdzie popadnie. Nie raz miałam sińce na udach i plecach. Nie mieliśmy czasu na dzieciństwo: obowiązki domowe (odkurzanie, przygotowanie obiadu, zakupy) + lekcje więc mieliśmy mało kolegów;mama nie uznawała błędów (awantura mogła być o nie umytą szklankę) dyskusji i sprzeciwu- zero własnego zdania i domyślanie się o co może chodzić bo ona nie mówiła tylko śmiertelnie się obrażała. Ani czasu ani miejsca na bycie dzieckiem nie miałam, za to miałam być dobrą, wspierajaca matkę córką,która nie sprawia kłopotów, dobrze się uczy, szacunek matce okazuje poprzez całkowite podporządkowanie. Kiedy zaczęłam dorastac było coraz trudniej: "dla mojego dobra" poniżała przy koleżankach, narzucała swoje zdanie bez prawa sprzeciwu z mojej strony, nauczyłam się nie płakać przy mamie aby nie dać jej satysfakcji. Jako nastolatka już umiałam się obracać w świecie jaki stanowił mój dom, ale też były momenty buntu. Ulubionym tekstem mamy w tym czasie było "dopóki trzymasz nogi pod moim stołem, będziesz robić co ci karzę" lub "jak ci się nie podoba to się wyprowadź" - w końcu mając 18 lat zwinęłam się na tydzień spać do ojca. Potem poznałam mojego obecnego męża. Były pretensje o to że weekendy spędzam z nim a ona sama w domu siedzi, że nie poświęcam jej więcej uwagi. Nawet kiedy zapadła decyzja o ślubie nie zapytała czy w czymś może pomóc, nie chciała( choć baaardzo ją o to prosiłam) pomóc mi w wyborze sukni ślubnej (robiłam to z przyszłą teściową), a w dniu ślubu zachowywała się tak jak by to był jej najważniejszy dzień a nie mój. Całe moje życie wiedziałam, że nie mogę być dla niej ciężarem,że mam dawać a nie brać coś od niej, bo ciężkie życie miała; bo jak to powiedziała mi "poświęciła się dla nas".Wielokrotnie mi powtarzała, że wie że na starość się nią zajmę i tak mnie wychowywała. Całe moje życie moja matka była egoistką, która nie dawała mi wsparcia kiedy tego potrzebowałam, dla której moje potrzeby, lęki, emocje, pragnienia były mniej ważne od jej potrzeby bycia zaopiekowaną, wspieraną, tą najważniejszą.

    W końcu to do mnie dotarło, zobaczyłam moją mamę taką jaką jest naprawdę a nie taką jaką bym chciała aby była (troskliwa, wspierająca, ciepła). Jeszcze rok temu tego nie widziałam, chciałam się z nią razem budować. Kiedy doznałam tego swoistego "objawienia" (bolało jak cholera, ale wyryczałam ten ból) zrozumiałam, że już nie chcę się z nią budować i postanowiłam o tym porozmawiać z mamą, a także powiedzieć jej o tym wszystkim co pamiętam , jak to wpłynęło na moje życie, co wtedy czułam, co dziś czuję. Pierwszy raz mojej mamie powiedziałam o swoich uczuciach, emocjach, strachach, bólach i pragnieniach. Powiedziałam, że nie zgodze się więcej na takie jak do tej pory traktowanie, że ją bardzo kocham ale chcę budować z nią normalne dorosłe stosunki. Nie spodobało jej się to. Skupiła się na nie budowaniu domu, tak jak bym o niczym innym wtedy 20 marca nie mówiła. To zabolało mnie bardzo. Ale rozumiem z czego wynikało. Ze strachu, który mama czuje przed zobaczeniem siebie samej jaka jest naprawdę. Nie zmienia to jednak faktu, że ja już nie jestem tą małą dziewczynką, która skupiała się na uczuciach matki i dbała o nie w większym stopniu niż o własne czy własnych dzieci.
    Rozumiem też, że to decyzja mojej mamy czy zechce budować ze mną normalne stosunki, i pracowac ciężko nad tym czy też nie ze chce. Nie zamierzam tkwić przez resztę życia w oczekiwaniu na to że zechce. Teraz zyskałam spokój, poczucie władania własnym życiem, poczucie harmonii i równowagi wewnętrznej - nie zamierzam tego trwonić na humory mojej mamy.
    Moje rozterki dotyczą czego innego. Moja mama przybrała bardzo agresywną postawę. Sądziłam, i na to byłam przygotowana, że mnie wyklnie z rodziny, obrazi się na śmierć i życie po tej rozmowie, będzie próbowała napuścic na mnie mojego brata (mieszka w angli od 7 lat). Ale nie. Zrobiła się bardzo agresywna. Zadzwoniła do mnie od rozmowy 2 razy. Za pierwszym razem i za drugim celem tel. nie byla rozmowa ze mną tylko udowadnianie mi jak złą córką jestem, że powinnam się opamiętać co robię, że oczekuje ode mnie decyzji co robimy z działką, że mam zrzec się swoich praw spadkowych itd. Za pierwszym razem prawie krzyczała i chociaż próbowałm nie dało się znią normalnie rozmawiac, w końcu, uprzedziwszy ją że tak zrobię jeśli się nie uspokoi, rozłączyłam się w trakcie rozmowy. Przysyłała mi sms-y, głuche telefony itp. To była trudna rozmowa, z bardzo silnym ładunkiem nienawiści z jej strony , tak silnym że zrozumiałam, że ona jest gotowa znienawidzić mnie aby ratować swoją dotychczasową pozycję.
    Dziś miałam drugą podobną do pierwszej rozmowę, z tekstami typu wbiłaś mi nóż w serce, opanuj się dziecko (jak bym miała 3 lata i tupała nożkami bo ja chcę loda!), zmień lekarza bo ten ci namieszał w głowie itp.
    Dochodzę do wniosku, że być moze nie uda mi się tych normalnych kontaktów z matką budować- choć bardzo bym tego chciała. Boję się także, że ta napastliwość, nękanie jakie stosuje moja mama obecnie jest ponad moje siły. Rozważam czy nie zaprzestać na dłuższy czas całkowicie jakichkolwiek kontaktów z nią - odseparować się od niej dla ochrony siebie samej, żeby chronić ten spokój i równowagę którą zaczęłam łapać? CO o tym myślicie?


    I sorki że takie długie to wyszło... ale ja po prostu musiałam się przed kimś wygadać.
    Zaawansowany formularz
    • 29.03.11, 23:18
      Myslę, ze to jedyne rozwiązanie.
      Trzymaj się.
      --
      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • 30.03.11, 00:09
      Myślę, że budowanie z mamą nowych relacji nie powinno być w tej chwili Twoim głównym celem - w ten sposób znowu skupiasz się na niej, a lepiej, gdybyś zajęła się sobą.
      Skonfrontowałaś mamę ze swoimi przeżyciami i już wiesz, że ona widzi to zupełnie inaczej i ani myśli brać udziału w przebudowie Waszych stosunków. Dlatego w tej chwili to przedsięwzięcie nie ma sensu.
      Czyli tak jak napisałaś - chroń siebie przede wszystkim, a w odpowiednim czasie poczujesz czy jesteś w stanie poradzić sobie z mamą oraz jak to zrobić.
    • 30.03.11, 00:20
      Czytając tylko kiwałam głową - skąd ja to znam...
      Również radzę się całkiem odseparować a jednocześnie być świadomą, że ona może atakować na wszelkie możliwe sposoby z próbą przekonania rodziny i wszystkich bliższych i dalszych znajomych jaka to jesteś podła, może nawet chora psychicznie. Wszystko byle by tylko nie przyznać się do błędu, nie stworzyć nawet rysy na pięknym wizerunku siebie jaki stworzyła, a jednocześnie zapewnić sobie dożywotnią opiekę córki-cyborga, co to prawa do własnych uczuć nie ma.
      Może za jakiś czas przepracujesz wszystko w sobie, zbudujesz silne poczucie własnej wartości, większą odporność psychiczną i umiejętność radzenia sobie z toksycznością na bieżąco i będziesz mogła i chciała podejść do budowania relacji z mamą na nowo, na innych zasadach. Ale teraz ona za nic w świecie nie pozwoli Ci stać się silniejszą i niezależną emocjonalnie od niej. Sama więc musisz sobie stworzyć ku temu warunki - z dala od niej.

      Moja jest w takim amoku nienawiści do wszystkich, którzy odmówili pełnienia niewdzięcznych ról jakie im wyznaczyła i klaskania do każdej podłości jaką robi, że nie wiem czy porozumienie będzie kiedykolwiek możliwe. A ja spotkaniami, które polegają na tym, że mnie wyzywa nie jestem zainteresowana.
      Dobrze zrobiłaś, że zrezygnowałaś ze wspólnego zamieszkania. Z wiekiem taki charakter się tylko pogarsza, a ilość żądań rośnie.
      Warto dużą uwagę skupić na przepracowaniu poczucia winy, zobowiązania, bycia kimś gorszym - dopóki tak się nie stanie jej oskarżenia będą trafiać. A my zamiast uznać za oczywiste, że nasze uczucia, potrzeby, nasz czas są równie ważne jak te drugiej osoby - a dla nas samych ważniejsze by my je zaspokajamy, będziemy z nią walczyć by ona nam dała takie prawo. A ona nigdy do nie da.

      Zrobiłaś bardzo dużo idąc na terapię, tak trzymaj - Powodzenia!
      --
      Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
    • 30.03.11, 07:40
      A może napisz list do matki tak jak napisałaś na forum. Opisz to co Cie boli i czego oczekujesz od siebie i matki.
      • 30.03.11, 08:50
        Taki list to będzie kolejny powód do ciężkiej śmiertelnej obrazy - tak przypuszczam. Takie osoby raczej nie umieją spojrzeć na siebie krytycznie, każda próba wytłumaczenia, dlaczego ich postępowanie uważamy za raniące dla nas będzie odbierana jako bezpośredni atak.
        Skąd ja to znam...
        Autorka powinna zająć się sobą i przestać się szarpać z matką, ograniczyć kontakty do minimum - póki może, póki matka nie jest stara i nie wymaga opieki.
    • 30.03.11, 10:16
      Nieskonczone sa poklady nadzieji dzieci - takze doroslych dotyczace naprawy relacji z rodzicami.

      Przeczytaj co napisalas o swojej matce i zastanow sie, co chcesz budowac z taka osoba? Nie ma zadnejj czarodziejskiej rozdzki ktora wymarzesz przemoc i nienawisc. Szkoda czasu i energii. Dbaj o siebie i swoja rodzine.


      -
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
    • 30.03.11, 10:45
      Jesteś fantastyczna.Chylę czoła przed tym, jak ogromną pracę wykonałaś nad sobą.
      Wyszłaś z zaklętego kręgu, masz szansę na lepsze życie dla Ciebie i swoich dzieci.
      Nie powielasz błedów swojej mamy,
      Nie zmieniaj się
      Nie zginaj i naginaj
      Doskonale wiesz co masz robić i tego się trzymaj.
      Jeszcze raz-ogromny szacunek


      --
      Koty z Krakowa szukają domu
    • 30.03.11, 11:09
      Jedyny sposób na zmianę postępowania matki, to uświadomienie jej, ile traci jak nie utrzymujesz z nią kontaktów, bo nie oszukujmy się, nie Ty tracisz, Ty masz swoją rodzinę. Odseparuj się od niej, skup się na swojej rodzinie i sobie. Nawet jeżeli matki to nie zmieni, to przynajmniej będziesz wiodła spokojne i przyjemne życie.
      --
      Są tacy, ja na przykład, którzy czują się całkiem przyjemnie widząc, że w sferze publicznej spoza tłumów religijnych fanatyków, religijnych entuzjastów, religijnych zadumanych, religijnych pochylonych (nad), religijnych łagiewnickich, religijnych toruńskich — wreszcie wychynęli, dotychczas niedostrzegalni, niereligijni.(miskidomleka)
    • 30.03.11, 13:25
      Jestem pod wrażaniem tego co już udało ci się zrobić . Długa i bolesna droga przed tobą ale jesteś już na niej więc myślę że dasz sobie radę .
      Jestem córką takiej matki i matką , która powielała jej błędy. Na szczęście moja córka to niepokorna dusza ,aja bardzo ją kocham . W okresie dorastania dała mi popalić ale właściwie mogę jej tylko za to dziękować.
      Dzięki temu co się stało , otwarłam oczy, przeszłam terapię i zmieniłam siebie oraz nasze relacje .
      Uświadomiłam też sobie jakie relacje panowały w moim domu i skąd we mnie tyle agresji i mania kontroli .
      Pracuje już nad sobą niemal cztery lata i wciąż miewam wpadki . Złość zupełnie nieadekwatna do sytuacji ale teraz mam świadomość tego co się ze mną dzieje i dlaczego . Dzięki temu potrafię to kontrolować i z ulgą dostrzegam coraz większe zmiany w sobie samej .
      Życzę ci dużo siły , bo proces jest bardzo bolesny ale warto . Powiem ci tylko , że kilka razy czułam się jak ktoś , kto się rozsypał jak puzle i od nowa musi się poskładać.
      To bardzo nieprzyjemne uczucie ale to jeden z etapów budowania od nowa samego siebie.
      • 30.03.11, 14:16
        Mysle,ze twoja matka juz sie nie zmieni.Jak czytalam te historie to mi wloski na dooopce stanely.
        Po takiej dawce nienawisci i checi kontroli-sorry,nie ma szans.Ja chyba najbardziej zabolalo to,ze sie nie bedzie z toba budowac i ze stracila nad toba kontrole.Twoje uczucia zupelnie ja nie obchodza.Dla twojego spokoju wewnetrznego i dla twojej rodziny-daj sobie narazie spokoj.Trzeba wyciszenia i sily,zeby przez tak trudne relacje przejsc.Wiem,ze moze bolec brak kontaktu z najblizsza rodzina,ale ty masz meza i dzieci,ktore cie potrzebuja.I to w dobrej kondycji psychicznej.Czuje przez gacie,ze twoja matka nie da ci spokoju( taki byl dziadek w stosunku do mojego ojca!) i bedziesz musiala jeszcze posluchac cos na swoj temat.Ale jestes silna teraz-skup sie na swojej rodzinie.Wiem z wlasnej autopsji,ze dzieci daja duzo sily do pchania tego wozka zwanego zyciem:))))) Pozdro
    • 30.03.11, 14:16
      Niestety, ten typ relacji z mamą nie zmieni się. Dlatego nie dziwią mnie jej obecne reakcje. Pani zmiany, dojrzewanie, to nawet późniejsze, uniezależnianie się, przez mamę będą traktowane jako objawy odrębności, której mama u nikogo znieść nie mogła. Przecież za to właśnie nadal ma nienawistne uwagi o Pani ojcu i za to Was biła jako dzieci. To jej zachowanie, dla Pani okrutne, jest kawałkiem jej tożsamości, cokolwiek by o tym sądzić.
      Liczenie zatem , że mama się zmieni zgodnie z Pani oczekiwaniami jest w dalszym ciągu oczekiwaniem osoby zależnej. Także zerwanie wszelkich kontaktów. Kontakty niech zostaną, bardziej może asertywne i stanowcze, niech natomiast staną się niezależne Pani decyzje na które nastrój mamy i jej stany nie powinny mieć wpływu. Jako dorosła osoba musi się Pani nauczyć znosić takie zachowania bez naruszania własnej spójności. . Mama, z tego co Pani napisała nie jest zdolna do działań reparacyjnych. Zatem nie ma co łudzić się , że naprawi Pani krzywdę. Z tym musi się Pani uporać sama jako z bardzo trudnym doświadczeniem. Psychoterapia na pewno w tym pomoże. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 30.03.11, 16:24
        Wiem co czujesz i mogę tylko powiedzieć walcz o siebie i swoją rodzinę.
        Ja mam podobną sytuację a może i gorszą bo też albo ja jestem obiektem ataków albo zięć. Moja nie przyjmuje żadnych argumentów , jest okropnie agresywna i wymyśla niesamowite wyssane z palca historie. Ostatnio stwierdziła że mam jej oddać książki (bo mimo że są moją własnością od kilkunastu lat to ona je kupiła, podobnie z innymi rzeczami - uważa że mimo że coś mi podarowała dawno temu to ma prawo do tych rzeczy). . Nie wiem czy to kwestia hormonów czy coś poważniejszego. Często po takich rozmowach z mamą kilka dni dochodzę do siebie i nie mam ochoty na kontakt wręcz się obawiam rozmowy. Na razie sama próbuje się z problemem uporać chociaż czasem przydałoby się wsparcie
        • 30.03.11, 17:14
          No proszę, już myślałam, że moja mamuśka jak powiedziała, że powinnam oddać jej wszystko co od niej kiedykolwiek dostałam, bo to od niej wyciągnęłam a sama na nic nie zasługuję i nic mi się nie należy, była choć oryginalna...
          Też to przeżyłam dość kiepsko, naprawdę bardzo Ci współczuję. Z czasem i dzięki terapii oraz licznym lekturom książek z dziedziny toksycznych rodziców i manipulacji psychicznych zrozumiałam, że to nie chodzi o mnie, ale o nią. Nie jestem doskonała, ale jestem wystarczająco ok by mnie kochać i szanować. Ona tego nie chce, nie potrafi, ale też nie robi nic by to zmienić, a całą odpowiedzialność przerzuca na mnie. A już nie zamierzam robić na pojemnik na jej nieprzerobione emocje.
          Akurat tutaj nie do końca się zgadzam z Panią Agnieszką - przynajmniej w pierwszej fazie stawiania granic i zmiany swojego zachowania toksyczny rodzic dla obrony swojego status quo potrafi zmienić się we wściekłe zwierze, które zrobi wszystko by drugą osobę upokorzyć i zniszczyć i w ten sposób wcisnąć na stare miejsce. Na początku terapii nie ma się jeszcze takiego dystansu, takiej odporności by sobie z tym radzić, a rodzic uderza tam, gdzie boli najbardziej. Czasem koszt psychiczny doświadczania tego, jest za wysoki. Każdy sam musi zdecydować czy daje sobie z czymś radę, czy jednak musi się przed tym chronić.
          --
          Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
          • 30.03.11, 18:42
            Nie wydaje mi się, aby zasadnicza większość ludzi była odporana na regularne awantury, zniewazanie i pogardę ze strony wlasnej matki. Rady, ze nalezy podchodzic do tego z dystansem i zachować wlasne granice sa typowymi podręcznikowymi radami, absolutnie nie do zastosowania w praktyce. Odrzucenie przez matkę, nawet w wieku dorosłym, jest jednym z najcięższych przeżyc - narazanie się na to regularnie nikogo raczej nie zostawi obojętnym i nie skloni do wniosku "Moja mama po prostu taka jest, nie nie moja wina, ze mnie nie kocha, nie lubi i uwaza za szmatę i porażkę swojego życie". Tak sie po prostu nie da - opinia rodziców o nas jest tak istotna, ze nie da się jej zwyczajnie pominąć, jako nieistniejącej.
            Dlatego radziłabym jednak ograniczenie kontaktow do minimum. Pomijajac już fakt, że bez ograniczenia kontaktów matka nigdy nie zrozumie, ze cos się zmieniło - kazde spotkanie czy rozmowę bedzie uważała za znak poddania się.
            --
            Mops i kot

            img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
            • 30.03.11, 20:22
              " Nie wydaje mi się, aby zasadnicza większość ludzi była odporana na regularne aw
              > antury, zniewazanie i pogardę ze strony wlasnej matki. Rady, ze nalezy podchodz
              > ic do tego z dystansem i zachować wlasne granice sa typowymi podręcznikowymi ra
              > dami, absolutnie nie do zastosowania w praktyce. "
              Tylko, że zerwanie kontaktów może nic nie dać, bo to tak jakby matka nadal miała taki wpływ na córkę jak w dzieciństwie. Mój eks tak robił, nie potrafił rodzicom niczego odmówić ani znieść jakiekolwiek krytyki z ich strony i zrywał kontakty, czasem na lata. I nadal jest od nich uzależniony nawet jak nimi nie rozmawia, bo cały czas przeżywa ich brak akceptacji albo że go uważają za niedojrzałego i nieporadnego. Przecież chodzi o to, żeby przestać zabiegać o akceptację i miłość za wszelką cenę, przestać dawać sobą manipulować za pomocą poczucia winy i żyć jak osoba dorosła, niezależna od humorów rodzica. Mam podobną matkę do matki założycielki wątku(może nieco mniej agresywną, bardziej stosującą szantaże emocjonalne
              ) i mnie się udało, chociaż wymagało dwóch lat psychoterapii.
              • 30.03.11, 20:41
                Samo zerwanie kontaktu bez przepracowania tematu nie wystarczy, podobnie jak terapia bez ograniczenia chociaż kontaktu.

                --
                Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
            • 31.03.11, 11:52
              > Nie wydaje mi się, aby zasadnicza większość ludzi była odporana na regularne aw
              > antury, zniewazanie i pogardę ze strony wlasnej matki.

              Tu sie zgadzam. Choc moja matka raczej nie prezentuje az takiego poziomu toksyn, jakie sa ipisane w tymw atku, to ejdnak zdecydowalam sie w pewnym momencie zerwac z nia kontakty na 2 lata. Po tym czasie dotarlo do niej, ze albo pohamuje swoj jezyk, albo nie bedziemy sie widywac. A mi to pomoglo o tyle, ze gdy np teraz stwierdzila, ze nie spodziewala sie, ze jej corka bedzie wielodzietna patologia ( spodziewam sie trzeciego dziecka, czyli lacznie z pasierbica bedziemy mieli czworke) to moge sie z tego tylko smiac.

              --
              Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
              Naomi Wolf

              Wiedzmowo
    • 30.03.11, 19:32
      Rzeczywiście, kontakty okroić do minimum, nie widzę innego wyjścia.
      A jakie są układy między mamą a bratem?
      I uwaga na marginesie: źle matka postępowała (nie potrafiła?, nie chciała inaczej?), ale tatuś też udany - wymiksował się z familii i nie zapobiegł nieszczęściu dzieci. Ale on jest lepszy - bo tylko nieobecny, a nie toksyczny.
      • 30.03.11, 22:06
        Jak określić stosunki między moją matka a moim bratem...

        No cóż mój brat 7 lat temu wyjechał, a raczej uciekł do Anglii a myśli jeszcze dalej się ewakuować ... do Australii. Do Polski przyjeżdża 2 razy do roku na 10-14 dni ale nie siedzi cały czas na miejscu. Chociaż mama gdyby mogła zamknęła by w mieszkaniu i nie wypuszczała w ogóle przez ten czas do ludzi. Była nawet zazdrosna kiedy brat w ramach wizyty w Polsce odwiedzał nas i łączone to było z dłuższym siedzeniem lub nawet noclegiem u nas: ani razu nie obyło się żeby nie udowadniała mu, że nie powinien u nas do nocy siedzieć lub nocowac bo przecież ma tyle o załatwienia i zrobienia jutro itd.
        Kiedy po ślubie wyprowadziłam się brat przebąkiwał , że z matką ciężko jest. On już wtedy był dorosłym i pracującym mężczyzną, mieszkał u mamy - nie stać go było na własne wynajmowane, ale dokładał się do utrzymania w połowie. Nawet wyjść bez tłumaczenia się na imprezę nie mógł, jeśli zaś z jakiegoś powodu nie wracał do domu o określonej wcześniej godzinie i dzwonił żeby powiedziec " Mamo nie wrócę na noc, nie martw się nocuję u kumpla" to moja mama urządzała mu awantury, pretensje i sceny prze telefon.

        Z drugiej strony to raczej był oczkiem w głowie mamy, wolno mu było to czego mnie nie ,albo o co ja toczyć musiałam ciężkie boje. Dla mnie nie było na materiały do pracy dyplomowej bo brat potrzebował nowy mundurek do liceum morskiego. Ja studiowałam zaocznie i pracowałam na własne czesne + dokładałam się do utrzymania; brat uczył się w prywatnej wyższej szkole morskiej w systemie dziennym. Prace musiałam znaleźć sobie sama także wówczas kiedy był kryzys i rok przesiedziałam na bezrobotnym; matka bratu pracę zaraz po szkole znalazła itd... Z jednej strony to boli z drugiej mogę powiedzie że sama sobie zawdzięczam. Ale niesmak jest.

        Co do pytania czemu matka źle postępowała... nie mam pojęcia. Domyślam się tylko , że ona sama ma ze sobą problemy. Była nieślubnym dzieckiem, gdy miała 3 lata moja babcia wyszła za mąż za innego człowiek. O tym jak jest dowiedziała się w wieku 14 lat zupełnie przypadkiem - myślę że musiało to nią mocno wstrząsnąć, świat legł jej w gruzach - człowiek którego uważała za ojca okazał się ojczymem a prawdziwy ojciec jak tylko się dowiedział że będzie ojcem zwinął się i nigdy się nie interesował rodziną (poza wpłacaniem alimentów). Z opowiadań wiem, że babcia też jak się wpieniła to lała czym popadnie (nawet kijem od miotły) - więc jakiś taki spadek wychowawczy. Może moja matka nie umiała inaczej...Ale wydaje mi się że jako dorosła osoba odróżniała dobro od zła... i nic nie tłumaczy takiego postępowania jak bicie.
    • 30.03.11, 21:35
      Cześć dziewczyny,
      Chciałam Wam wszystkim i Pani Agnieszce bardzo gorąco podziękować za rady, opinie, konstruktywne uwagi i wsparcie. Jestem na początku drogi i to co uzyskałam po rozmowie z moją mamą jest bardzo delikatne i kruche… Mam uczucie, że jak tak dalej pójdzie to gdzieś się znowu pogubię... czuję że muszę siebie chronić.

      Agnieszka Iwaszkiewicz
      Liczenie zatem , że mama się zmieni zgodnie z Pani oczekiwaniami jest w dalszym ciągu oczekiwaniem osoby zależnej. Także zerwanie wszelkich kontaktów. Kontakty niech zostaną, bardziej może asertywne i stanowcze, niech natomiast staną się niezależne Pani decyzje na które nastrój mamy i jej stany nie powinny mieć wpływu. Jako dorosła osoba musi się Pani nauczyć znosić takie zachowania bez naruszania własnej spójności. . Mama, z tego co Pani napisała nie jest zdolna do działań reparacyjnych. Zatem nie ma co łudzić się , że naprawi Pani krzywdę. Z tym musi się Pani uporać sama jako z bardzo trudnym doświadczeniem.


      Pani Agnieszko zdaję sobie sprawę że jestem jeszcze zależna , w jakimś stopniu, od akceptacji mamy (wydaje mi się że zawsze istnieje pewien stopień zależności zwłaszcza pomiędzy rodzicami a ich dziećmi) w końcu jestem na początku terapii., a jak już zauważyłam na wszystko trzeba w niej czasu, do każdej zmiany trzeba dojrzeć. Ja nie oczekuję od mamy, że się zmieni… może źle to ujęłam… Zdecydowanie nie oczekuję że mi wynagrodzi krzywdy… tu nie mam ani złudzeń ani oczekiwań. Ona może mnie przyjąć taką jaką się staję lub nie – to jest jej decyzja nie moja. Własne decyzje już zaczęłam podejmować niezależnie od nastrojów mamy i jej oczekiwań co do moich poczynań… nie zawsze się jej to podoba trudno… nie musi – to też już wiem i wypracowałam. Chodzi mi raczej o to, że nadal pracuję nad poczuciem winy, ono jest głęboko zakorzenione we mnie… Ataki ze strony mamy powodują, że długo dochodzę do siebie … dla mnie na dzień dzisiejszy to jest koszt zbyt duży. Nie muszę i nie chcę godzić się na takie traktowanie, które mnie rani… Żeby wypracować asertywne kontakty o których Pani pisze muszę lepiej poznać siebie, i mieć na to czas i świadomość własnej wartości. Ja też chcę nauczyć się przyjmować mamę taką jaką jest, bez zaprzedawania siebie przy tym… ale na razie nie jestem na tyle silna… długa tu droga przede mną.

      Verdana
      Rady, ze nalezy podchodzic do tego z dystansem i zachować wlasne granice sa typowymi podręcznikowymi radami, absolutnie nie do zastosowania w praktyce. Odrzucenie przez matkę, nawet w wieku dorosłym, jest jednym z najcięższych przeżyc - narazanie się na to regularnie nikogo raczej nie zostawi obojętnym i nie skloni do wniosku "Moja mama po prostu taka jest, nie nie moja wina, ze mnie nie kocha, nie lubi i uwaza za szmatę i porażkę swojego życie". Tak sie po prostu nie da - opinia rodziców o nas jest tak istotna, ze nie da się jej zwyczajnie pominąć, jako nieistniejącej.


      Dzięki że wrzuciłaś do wątku swoje „pięć groszy” ;-), cenię Twoje wypowiedzi i rady (zawsze dają m do myślenia). I tu również ujęłaś sedno sprawy. Ja wiem że kontakty o których pisze p. Agnieszka to taki wzór do którego powinniśmy zmierzać… ale ja po prostu najzwyczajniej w świecie w chwili obecnie nie mam siły na to… teksty mojej matki są jak robaki wlezą do środka i gdzieś się tam we mnie przewijają. Wiem że nad tym własnie mam pracować aby te robaki nie mogły trafić w miękkie, ale jeszcze nie doszłam do tego etapu. To jest dokładnie tak jak pisze Sorvina:
      Może za jakiś czas przepracujesz wszystko w sobie, zbudujesz silne poczucie własnej wartości, większą odporność psychiczną i umiejętność radzenia sobie z toksycznością na bieżąco
      Warto dużą uwagę skupić na przepracowaniu poczucia winy, zobowiązania, bycia kimś gorszym - dopóki tak się nie stanie jej oskarżenia będą trafiać.


      Tully – tak przeczytałam to co napisałam – zaraz po tym jak to napisałam  .I, być może właśnie tego potrzebowałam- napisać aby spojrzeć na sprawę z dystansu… bo ja niby doskonale wiem że szkoda czasu i energii, ale są chwile kiedy zastanawiam się a może jestem już na tyle silna i świadoma siebie że tym razem żaden z tekstów mamy nie zrobi na mnie wrażenia …

      Bardzo wam dziękuję… poukładam to sobie… a potem przepracuję na sesji w poniedziałek, i następny poniedziałek itd. Ale po przeczytaniu Waszych postów i przemyśleniu sprawy dotarło do mnie że w ostatnim czasie zrobiłam najwięcej wtedy kiedy rozluźniły się moje kontakty z mamą, bo uświadomiłam sobie że nie mam w obowiązku dzwonić do niej co 4-7 dni i pytać jak się czujesz. Że zadzwonie wtedy kiedy będę chciała, będę naprawdę chciała wiedzieć co u niej… tyle że nie bardzo miałam taką chęć… I właśnie w tym czasie skupiłam się bardzo na sobie i najwięcej wypracowałam.
      • 31.03.11, 07:58
        "No cóż mój brat 7 lat temu wyjechał, a raczej uciekł do Anglii a myśli jeszcze dalej się ewakuować ... do Australii. Do Polski przyjeżdża 2 razy do roku na 10-14 dni ale nie siedzi cały czas na miejscu. Chociaż mama gdyby mogła zamknęła by w mieszkaniu i nie wypuszczała w ogóle przez ten czas do ludzi. Była nawet zazdrosna kiedy brat w ramach wizyty w Polsce odwiedzał nas i łączone to było z dłuższym siedzeniem lub nawet noclegiem u nas: ani razu nie obyło się żeby nie udowadniała mu, że nie powinien u nas do nocy siedzieć lub nocowac bo przecież ma tyle o załatwienia i zrobienia jutro itd.
        Kiedy po ślubie wyprowadziłam się brat przebąkiwał , że z matką ciężko jest. On już wtedy był dorosłym i pracującym mężczyzną, mieszkał u mamy - nie stać go było na własne wynajmowane, ale dokładał się do utrzymania w połowie. Nawet wyjść bez tłumaczenia się na imprezę nie mógł, jeśli zaś z jakiegoś powodu nie wracał do domu o określonej wcześniej godzinie i dzwonił żeby powiedziec " Mamo nie wrócę na noc, nie martw się nocuję u kumpla" to moja mama urządzała mu awantury, pretensje i sceny prze telefon. "
        Też podobnie, tylko mój brat się ożenił i się wyprowadził. Jak tylko się kłóci z żoną(o drobiazgi, są bardzo dobrym małżeństwem), to mama ma nadzieję że od niej, nawet proponowała że w każdej chwili może z nią z powrotem zamieszkać(mnie mówiła, że mam trwać w nieudanym małżeństwie, bo nie mogę z nią mieszkać, co prawda ja też niezbyt tego chciałam). Zdaje się, że nasze mamy usiłowały z braci zrobić swoich partnerów(moja tak się zachowywała po śmierci ojca).
        I obydwie urodziły dzieci dla siebie i traktowały je jak swoją własność i nie dopuszczały do siebie myśli, że dzieci mają prawo do własnego życia.
        • 31.03.11, 14:22
          Ostatnio w ogóle mam takie wrażenie, ze większość rodziców z pokolenia moich rodziców to miało dzieci dla siebie, że "posiadali" dzieci tak jak posiada się samochód, dom. Dzieci nie żyły dla siebie, nie były wychowywane aby szły w świat i realizowały swoje życie, tylko były jak inwestycja dla rodziców na stare lata - aby rodzice mieli pewność że się dzieci nimi zajmą - takie odwrócenie roli rodzic-dziecko.
          Moja matka od bardzo wczesnych lat mi powtarzała "zawsze się cieszyłam , że urodziła mi się dziewczynka jako pierwsza, bo wiem że się mną zajmiesz na stare lata. Twój brat to facet a oni zawsze w świat idą a dziewczynka to zawsze przy matce zostanie." I ja w tym duchu byłam wychowywana.
          Brat też ma swoje "kółko zainteresowań" jeśli chodzi o radzenie sobie z przeszłością i obecnymi stosunkami z matką np. do dziś, chociaż ma już 34 lata, nie ułożył sobie życia. Miał już 3 "dziewczyny", z każdą związek rozpadał się po ok. 3-4 latach. Myślę że moja mama się do tego przyczyniała -wiem że do każdej z dziewczyn brata mama miała zastrzeżenia,najpierw delikatne z czasem coraz poważniejsze. Kończyło się rozmową w stylu "Słuchaj synu muszę ci powiedzieć co myślę o Asi, wiem że zrobisz co uważasz, ale jesteś moim synem i muszę ci powiedzieć co ja myślę". Niby niewinne słowa, ale można je wypowiedzieć na tysiąc sposobów. A moja matka, mówi je w ten charakterystyczny sposób który oznacza dla nas: ja wiem lepiej co dla ciebie dobre, jesteś dorosły ale powinieneś zrobić tak jak ci ja mówię. Za każdym razem w niedługim czasie po takiej rozmowie 3-6 m-cy związek upadał.
          • 01.04.11, 09:28
            Może powinnaś to uzmysłowić bratu??? Póki nie jest za późno?
            --
            Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
            "29" to już, niestety, od dość dawna nie jest liczba przeżytych przeze mnie lat...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.