Życie rodzinne w bloku Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Od niedawna mieszkamy w mieszkaniu w bloku, gdzie oprócz naszej rodziny mieszkają inne rodziny z małymi dziećmi i jednakowoż dużo osób starszych. Widoczna jest wymiana pokoleniowa i pośród osób straszych, które były pierwotnymi mieszkańcami tych bloków zamieszkuje już w tej chwili wiele młodych małżeństw, ponieważ są to ładne mieszkania w świetnej przecudnej zielonej okolicy z placem zabaw, oglakami, ławeczkami, pobliskim jeziorkiem, łabędzie, owieczki, łąka, piękna naturalna przyroda, itd. Wczoraj zasłyszłam pod moimi drzwiami toczącą się rozmowę (chyba celowo głośno i pod samumi drzwiami, abym usłyszała). 3 Jaśniepanie sąsiadki (wiek 60-70 lat) najpierw narzekały na sprawy neutralne, typu żużycia wody, dopłaty, rozliczenia, stawki czynszu, funduszu remontowego, i tym podobne administracyjne sprawy, po czym przeszły do narzekań na dzieci mieszkańców bloku. Że wychodzą na dwór (jakby dziwne było, ze latem dzieci spędzają czas na dworze), stwierdziły, że rodzice nie trzymają dzieci w domu, bo chcą mieć w domu porządek i dlatego one "sterczą" na dworze, że głośno, że hałasują, że przeszkadzają wchodzić do klatki tym, że w ogóle "istnieją", że stoi rowerek dziecka (kwestia omawiana chyba z pół godziny) i wszystkim niezmiernie przeszkadzają"graty" (stoi czasem z boku, przy wejściu, pod skrzynkami na listy), gdzie zwykle rodzice dzieci stawiają jakiś rowerek, jeździk, czy inną zabawkę, np. kiedy pada deszcz. Sama mam też duży wózek dziecięcy, którego nigdy tam nie stawiam, tylko od razu chowam, chociaż jest to miejsce na wózek typowe, ale nigdy nie zostawiam tam wózka, żeby nikomu nie przeszkadzał, nawet kiedy pada deszcz zostawiam go na dworze pod folią, aby nikogo dotatkowo nie prowokować, niestety to i tak za mało. Samo istnienie dzieci jest nie do przyjecia. Niesamowicie się przy tym nakręcały, jakby sprawy te były problemami życiowymi i dużo czasu spędziły je omawiając. Przeplatały opowieściami jak to było kiedyś, miały dzieci, "ale takich rzeczy nie było" (cokolwiek to oznacza, nie wychodziły na dwór ?), wychowały się, nikomu nie przeszkadzały, wózki były szerokie (też nie bardzo wiem, co to miało znaczyć), a one były bohaterkami, wszystko było dobrze. Ponieważ nie słuchałam całej rozmowy, a jedynie część, dopóki mnie ona zbytnio nie zdenerwowała, na pewno były poruszane kolejne wątki i opisywanie rodzin z dziećmi wzbogacone scenkami (niekiedy mocno ubarwione) w kontekście "jakie to one złe i nie do wytrzymania". Na koniec padło stwierdzenie: "trzy rodziny potrafią zatruć życie całemu blokowi". Zdziwiło mnie to, gdyż w klatce są jedynie 3 rodziny, które w ogóle posiadają jakiekolwiek dziecko i każde z nich przeszkadza tak niezmiernie owym paniom (i rzekomo całemu blokowi) "zatruwa życie". Wg. tych pań dzieci nie powinny wychodzić z domu, bo jak bawią się na placu zabaw pod blokiem, to hałasują, schodzą się jeszcze inne z pobliskich bloków, a jak stoją przypadkiem pod klatką lub schodzą schodami na dół i powiedzmy bawią się tam z jakąś piłeczką, to też niedopuszczalne, bo panie nie mogą jechać rowerami, gdyż boją się, że przejadą rowerem jakieś dziecko. (Dodam, ze dzieci najmłodsze sąsiadki ma 4 i pół roku, a inne mają 7 lat i nigdy nie wpadły pod jakikolwiek rower, więc nie wiem skąd ta obawa.) Zwykle są tam z dorosłymi, tzn. rodzicami, babcią, i spokojnie się bawią, nigdy nawet nie widziałam, żeby np biegały i wpadały na kogoś, itd. Przeszkadzają też rodzice tych dzieci. Robią tłum i hałas jest jeszcze większy. Dodatkowo jeszcze, poprzedni mieszkańcy mojego mieszkania też wg. róznych przekazów byli utrapieniem całego osiedla (nie mozna było spać, urządzali dyskoteki, cały dzień ich nie było a wieczorami było głośno do połowy nocy), w tej chwili przeszkadzamy my i jeszcze inne rodziny z dzieckiem, które wprowadziły się po nas (czyli niedawno). Starzy mieszkańcy mają "zatrute życie". Pojawiła się też kwesita rodziców, którzy siedzą na ławkach i tylko piją piwo. Dodam, ze z naszej klatki nikt nie przesiaduje z piwem na ławkach, oprócz mężów pań narzekających (panowie codziennie przesiadują z piwem i fajką na ławkach przed blokiem i delektują się piwem, wręcz deprawując dzieci tym widokiem), ale one twierdziły coś odwrotnego (kilkoro rodziców, ale z innej klatki rzeczywiście też piją czasem piwo wieczorem). Mąż jednej z pań tak strasznie zbulwersowanych pali w klatce papierosy i zanim zejdzie z 4 piętra robi w klatce straszny dym i kiedyś zgłosiłam do wspólnoty, że proszę o wywiedzenie "zakazu palenia w klatce" (nie podając o kogo chodzi), i myślę, że to taki rewanż. Także kilka razy rzucił mi z góry na pranie papierosa niedogaszonego, czym zrobił dziurę w kołdrze wełnianej (droga z owczej wełny) i w pościeli z ikei, którą kupiłam dziecku, ale tego nigdzie nie zgłaszałam ani jemu, bo żal mi było straszej osoby (nałóg itp), chociaż szkoda mi było zarówno pościeli jak i kołdry. Kiedyś to samo zdarzyło się z moją bluzką. Ogólnie w bloku rzeczywiście jest dużo dzieci, bo w sąsiednich klatkacj jest ich jeszcze więcej (w naszej klatce jest 5, w następnych - 7 i 6 dzieciaczków). Co można poradzić ? Żeby paniom starszym poprawić komfort życia.
    • >Co można poradzić ? Żeby paniom starszym poprawić komfort życia.

      Po co, stracą temat do narzekania i o czym będą rozmawiać ;)

      Jeżeli wiesz, że jesteś w porządku (twoje dziecko nie rzuca się na ludzi z wrzaskiem, uważasz by nie przeszkadzać sąsiadom), to nie ma sensu przejmować się tym, że ktoś ma do dziecka pretensje o to... że jest dzieckiem. Każde osiedle ma takie panie co to wszystko wiedzą, wszystko im przeszkadza i każdego obgadają. A im więcej one i ich własna rodzina mają za uszami, tym bardziej złośliwie obgadują. Jak na razie, to Ty pozwalasz sobie wchodzić na głowę. To naturalne, że dzieci biegają, wózek stoi na korytarzu (byle by nie tarasował przejścia), za to przepraszać nie trzeba. Ale wypalanie sąsiadom dziur w praniu, jeszcze z czystej złośliwości normalne nie jest. Na razie bardziej szanujesz nałóg i uczucia złośliwych sąsiadów, niż prawa swoje i dziecka.

      Dopisek: dzieci nie mam i nie lubię, ale mieszkam przy 2 szkołach i orliku, do głowy by mi nie przyszło by mieć do dzieci pretensje, że biegają i krzyczą.
      --
      Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
      • kiedys mi sie panienka skarzyla ze na osiedlu gdzie mieszkali glownie starsi ludzie, sporo bylych wyjskowych, stara powojenna dzielnica w warszawie na kazdym kroku dawali jej znac ze tam nie pasuje

        karoserie kilku krotnie jej porysowali o innych sprawach szkoda gadac
        • ryszard_mis_ochodzki napisał:

          > kiedys mi sie panienka skarzyla ze na osiedlu gdzie mieszkali glownie starsi lu
          > dzie, sporo bylych wyjskowych, stara powojenna dzielnica w warszawie na kazdym
          > kroku dawali jej znac ze tam nie pasuje
          >
          > karoserie kilku krotnie jej porysowali o innych sprawach szkoda gadac

          kompletna idioterka! CO TO ZNACZY "NIE PASUJE?" to osiedle to był zakon jakis czy moze własność prywatna? czy moze osiedle przyjmowało tylko cycate brunetki
    • nie wnikać. starsze panie, które nie mają swojego życia, lubią zająć się życiem innych. Dopóki panie nie dojdą do wniosku, że zabetonują plac zabaw, wywiozą rowerki na złom itp., to po prostu olać ich gadaninę. A wnuki do tych pań przyjeżdżają? I pewnie te wnuki siedzą cały dzień na sofie, nie odzywają się, nie bawią?
      • Dziękuję za słowa pocieszenia, tytułem sprostowania: gość nie wypalił mi tych dziur ze złośliwości (mieszka 2 piętra nade mną), po prostu ma w zwyczaju wyrzucać papierosa z balkonu jak kończy palić i on siłą rzeczy leci sobie niżej a jak tam wisi akurat pranie, to... Nie interweniowałam, bo przecież nie zabronię mu palić na własnym balkonie (uznałam, że to incydent i nie warto psuć nerwów, zresztą nie robi tego celowo).
        Odnośnie dzieci, właśnie akurat tak się składa, że te panie wnuków nie mają, tzn. 1 ma daleko z tego co wiem, wnuczkę 17 lat i teraz malutkiego, ma kilka miesięcy, 600 km odległości i nie odwiedzają ich nigdy ani te cudownie wychowane dzieci ani wnuki. Druga z kolei, ma syna, który tak świetnie wychowany, dryblas prawie 40 letni mieszka z mamą i babcią, nie pracuje, tylko jeździ wiosna, lato, jesień, zima - nie wypominając - na rowerze, wieczorkiem właśnie zawsze podjeżdża na piwko, co oczywiście w niczym mi nie przeszkadza, i nie obchodzi, tylko tak od wczoraj jakoś tak myślę więcej o tych wzorowych rodzinach. Prawdą jest, że czasem jest u nas jak i u sąsiadów z dziećmi głośno w domu (dzieciaki czasem zaszaleją a blok jak blok wiadomo), ale one akurat na to o dziwo nie narzekały, bo sądziłam, że to akurat ma prawo przeszkadzać, one wręcz narzekały na coś przeciwnego, że dzieci nie siedzą w domu, rzekomo z czystej naszej złośliwości wyprowadzamy je na dwór i hałasują w pobliżu okien i balkonów zamiast siedzieć w domu. Moje dziecko akurat jest wstydliwe i spokojne, wręcz flegmatyczne i nie za bardzo mogę je pozbawiać kontaktu z rówieśnikami wyprowadzając w jakieś dzikie"pola". Myślę, że nawet by nie zauważyły, że jego akurat nie ma. Co do moich rzeczy, zabrałam to co tam stało naszego i już nie będziemy tam zostawiać, aby nie dawać powodu do narzekań (nie lubię konfliktów), ale już sobie wyobrażam co by było, gdybym tam postawiła swój wózek, który codziennie używam i zostawiam na dworze lub w samochodzie. Myślę, że by zwołały zebranie w tej sprawie. Ciekawa jestem gdzie same dawały wózki, o których opowiadały. Gdy się wprowadzałam kilka lat temu sąsiadka z małą córeczką stawiała tam codziennie wózek. Ja nawet nie próbuję. Ale i tak jest niedobrze :(
        • Jestem spokojna,ale gdyby mnie ktoś, nawet nie celowo, wypalił dziurę w praniu, powiadomiłabym.
          To po pierwsze.
          Po drugie-do licha, dzieci są po to, by je kochać, wychowywać , a nie udawać, że się ich nie ma. To co napisałaś o zostawianiu wózka przed blokiem, gdy pada deszcz-zakrawa na Twoją, wybacz, głupotę....Dlaczego na siłę się umartwiasz, nastawiasz na złodziejskie zapędy kogoś bądź, tylko po to, by s wózek nie przeszkadzał. Zakładam, że one nie dopłacają Ci ani do czynszu, ani do mediów, więc masz prawo mieszkać wygodnie.
          Kobieto-TO SIĘ NAZYWA BRAK ASERTYWNOŚCI!!!! CZAS JĄ W SOBIE WYROBIĆ!!!!!!!
          --
          P.I.O.-moje natchnienie :) :* :) :*
          [img]http://gify.magazynek.org/pictures/Kreskówki/Krecik/006.gif[/img]
          • Tzn wózek chowam zawsze do samochodu. Bo po prostu jest trochę mało miejsca w klatce a wózek jest duży. Gdy kiedyś wciągnęłam go do środka zrobiło się bardzo ciasno, więc nawet nie próbuję go tam trzymać. W ciągu dnia, kiedy wiem, że będę go znów używać, zostawiam na dworze pod rozłożystym dębem, który nie przepuszcza deszczu i pod folią. Jestem pewna, że gdybym dała go do klatki wybuchłaby kolejna afera. I po co mi to jeszcze. Ale teraz po prostu wymiękłam, gdy usłyszałam, że i tak zatruwamy życie całego bloku. Wyobrażacie sobie coś takiego. Jak reagować na coś takiego ?
            • Ale jesli po cichu, bez slowa sprzeciwu, czy wyrazenia swojego zdania bedziesz sie podporzadkowywac takim zrzedom, to za jakis czas, kiedy bedziesz juz myslec, ze wszystko jest dobrze, starsze panie urzadza kolejna pogadanke we wlasnym gronie, tak by cale osiedle slyszalo :)

              I przy okazji mozesz uslyszec, ze masz krzywo powieszone firanki i one MUSZA ogladac jak o swicie chodzisz po mieszkaniu w pidzamie (nie twierdze, ze tak jest, ale sasiadki na pewno cos znajda), a moze w swieto jakies uslysza odkurzacz i nagadaja, ze ci mlodzi to nawet dnia swietego uszanowac nie potrafia. Juz nie jedna historie slyszalam. Takie osoby nie potrafia nie obgadac innych i niestety robia to w niewybredny sposob.

              Powodzenia i mam nadzieje, ze nie obrzydza Ci mieszkania w tamtej okolicy.
          • Taa, jasne. Łątwo sobie teoretyzować. A prawda jest taka że mieszkając w bloku z kilkudziesięcioma osobami musisz brać pod uwagę także ich zdanie bo inaczej wszyscy żyliby skłóceni.
            --
            "Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa."
        • > Dziękuję za słowa pocieszenia, tytułem sprostowania: gość nie wypalił mi tych d
          > ziur ze złośliwości (mieszka 2 piętra nade mną), po prostu ma w zwyczaju wyrzuc
          > ać papierosa z balkonu jak kończy palić i on siłą rzeczy leci sobie niżej a jak
          > tam wisi akurat pranie, to... Nie interweniowałam, bo przecież nie zabronię mu
          > palić na własnym balkonie (uznałam, że to incydent i nie warto psuć nerwów, zr
          > esztą nie robi tego celowo).

          Celowo wyrzuca niezgaszone papierosy przez balkon zamiast zgasic i wyrzucic do popielniczki. Jak kiedys sasiedzi nade mna palili i rzucali pety na moj taras to zglosilam do to administracji i przestali. Nie widzialam powodu, zeby sprzatac po kims pety na wlasnym tarasie.
    • Tracisz czas i energię na przejmowanie się utyskiwaniem staruszek. Nie od dziś wiadomo, że starym ludziom nie dogodzisz, choćbyś stanęła na głowie. One muszą narzekać, na tym opiera się ich jestestwo. Po prostu ignoruj ich gadanie, rób swoje tak, żebyś sama czuła się w porządku. Nic więcej nie zdziałasz, a tylko stracisz nerwy i spokój ducha.
      • Powiem szczerze, że 1 z nich to moja sąsiadka zna przeciwka, jest kobietą światową, nie - typową staruszką. Do tej pory zamieniałam z nią życzliwie kilka słów, ona w sumie najmniej była zaangażowana wczoraj w tę opowieść, ale jednak. Stwierdziła, że ten rower (malutki) jej bardzo przeszkadza, a jej mężowi, któremu nic nigdy nie przeszkadza, wraca pózno z pracy a rano wychodzi o 6 (do rany przyłóż człowiek, o nim nic nie pisałam tutaj) - więc jej mąż wg. niej 2 dni temu stwierdził, że jemu też on przeszkadza, bo akurat kilka dni z rzęu stał, razem z sąsiadki jeździkiem. Ciekawa jestem, czy gdy pozabierałam te rzeczy skończy się, (sezon zabaw na podwórku i otwartych od rana do wieczora okien też się powoli kończy) czy znów coś innego zacznie przeszkadzać. Bardzo przeżywam takie konflikty i nie lubię mieć wrogów, strasznie mnie te te słowa zabolały " 3 rodziny potrafią zatruć życie całemu blokowi". Czy powinnam powiedzieć o tym koleżance, której też dotyczyła ta sprawa czy lepiej zachować milczenie i nie rozdrapywać sprawy ? Może ona też zaczełaby bardziej uważać na zabawki i żeby bardziej dyscyplinować dzieci ...?
        • Dziwne trochę, że tak się tym przejmujesz:)

          Szczerze mówiąc też nie lubię hałaśliwych dzieci, kłócących się dorosłych i szczekających psów, ale jeśli mieszka się w bloku, to niestety trzeba się z tym pogodzić i tyle. Więc jeśli ktoś nie przekracza pewnych granic to nie reaguję, ale czasem sobie ponarzekam (chociaż nie robię tego publicznie:) - to tak w obronie pań narzekalskich.

          Ale jeszcze słowo na temat wózków itp. Nie wiem, skąd nagle się wziął obyczaj zostawiania prywatnych rzeczy na klatkach schodowych. Kiedyś ludzie tak nie robili (może było większe złodziejstwo, a może tych rzeczy mieli po prostu mniej), a teraz w wielu blokach jest tor przeszkód z wózków, rowerków, chodzików, sanek czy co tam jeszcze. Rozumiem sytuacje wyjątkowe (malowanie mieszkania, czyjaś wizyta itd.), ale zasadniczo należy chyba kupować to, co nam się mieści w domu, a nie działać na zasadzie "mam małe mieszkanie, to postawię sąsiadowi pod drzwiami". To taka ogólna uwaga, a nie do autorki wątku, która chyba stara się jednak ograniczać (domyślam się, że chodzi o ciężki wózek i jego wnoszenie po schodach), ale są ludzie, którzy nie mają umiaru i wystawiają tych rzeczy mnóstwo (nie należy do rzadkości widok sanek w środku lata:)
        • > Powiem szczerze, że 1 z nich to moja sąsiadka zna przeciwka,

          Kto to jest przeciwek? Jakaś osiedlowa szycha?
    • ludzie starsi tak już maja im wszystko i wszyscy przeszkadzają. Jeżeli jesteś w porządku to potraktuj narzekania emerytek jako ich sposobu na spędzanie czasu i tak zawsze znajdą coś do obgadania i narzekania. Moja matka też ciągle się przejmowała sąsiadami a ja miałam przez to przesrane - dopiero gdy sąsiedzi wywinęli pewien numer zrozumiała, że nie warto - tylko, że to było dopiero po 10 latch w ciągu których prawie nie mogłam sie poruszać po mieszkaniu, żeby sk..om na dole nie przeszkadzać. My się wyprowadziliśmy a na nasze miejsce przyszła patologia z trójką dzieci. Lepszej zemsty nie mogłam sobie wyobrazić.
    • Ale myślę, że wzajemne zrozumienie może pomóc. Starsi ludzie często są zgorzkniali, bo nie mają rodziny, dzieci daleko, wnuki nie przyjeżdzają, mąż nie rozumie (siedzi z piwem i ma w d***e ;)) itp.
      Poza tym, ja mam dopiero 30 lat, a przyznam, że kiedy pracuje w domu (codziennie) piski dzieci doprowadzaja mnie do pasji. Rozumiem, że dla rodziców wygodnie jest mieć dzieci pod blokiem, ale naprawde, można czasem odejść do parku, na łąkę itp i dac innym odetchnąć. Chociaż przez jedno popołudnie w tygodniu.

      Myślę, że sąsiadki mówiąc, że za ich czasów tego nie było, oczywiście przesadzają, ale z własnego dzieciństwa pamietam,że nie wolno nam było hałasowac pod blokiem. Na dwór owszem mogłyśmy wyjść ale jesli były piski to wracało się do domu. Więc zazwyczaj bawiliśmy się cicho. To oczywiście nie dotyczy bardzo małych dzieci, bo one się nie kontrolują.

      Z doświadczenia wiem, że najlepiej w takich wypadkach działa ocieplenie stosunków sąsiedzkich, choćby na siłę i wbrew sobie. Może to głupie, ale np. my z mężem po pwrowadzeniu się do nowego mieszkania z okazji Gwiazdki daliśmy sąsiadom po torebce domowych pierników. Ja lubię ludzi, wiec i tak chciałam to zrobić, a że mamy dwa psy (nie szczekają w domu ale wiadomo,że niektórym wszystko przeszkadza), wiec można mówić, że było to taktyczne przełamanie lodów ;))

      Czyli, moja rada to zrobić pierwszy krok, pochwalić ogródek sąsiadki, zaproponowac kawę i kawałek ciasta itp. To naprawde moze zdziałać cuda. Jelsi nie zdziała i sąsiadka pozostanie zawzięta, to pozostaje ignorowanie. Ale powtarzam, zazwyczaj odrobina życzliwości zmienia starsze zgorzkniałe osoby nie do poznania.
      • Właśnie chodzi o to, że oficjalnie kontakty z sąsiadami mam bardzo dobre, z sąsiadami zna przeciwka na Święta wymieniliśmy upominki (kalendarz/książka) itd, zawsze rozmawiamy, opowiadamy o podróżach (zarówno oni jak i my podróżujemy dużo i często po świecie), podejmujemy dowolne tematy, sprzątamy korytarz, dlatego zdziwiła mnie strasznie opinia tej sąsiadki, która przyłączyła się do koleżanek jeśli chodzi o narzekanie. Drugą Panią też podwoziłam kilkakrotnie i zawsze byłyśmy dla siebie miłe. Tym bardziej coś takiego rozczarowuje. Tylko z trzecią panią nie miałam żadnych kontaktów, bo jej prawie nie spotykam lub bardzo rzadko, a narzekały strasznie wszystkie 3. Dlatego nie chce mi się po czymś takim utrzymywać z nikim żadnych kontaków, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Ograniczę się do zdawkowego "dzień dobry", bo nie widzę rozwiązania sprawy.
        • czyli w Twoje sąsiadki wstępuje diabeł tylko, jeśli są we 3. proponuję utrzymywać kontakt z każdą z osobna, a ich gromadne jodłowanie po prostu ignorować. jeśli postawisz na konfrontację i zerwiesz kontakty, to będzie wszystkim się żyło gorzej, Wam też. one po prostu lubią sobie ponarzekać, nie dzieci to co innego się znajdzie ;)
        • Coś jednostronne te "dobre" relacje. Po prostu masz nadmiarową potrzebę akceptacji. Naprawdę nie wszyscy muszą się lubić, mają prawo mieć inne poglądy, i nie ma co się łudzić, że będziesz ze wszystkimi zaprzyjaźniona. Im bardziej się starasz, tym oczekiwania rosną, a ty na tym większą frajerkę wychodzisz.

          Dziwię się, ze nie reagujesz na rzucanie ci petów na balkon, ani żłopanie piwa na podwórku.
      • Święte słowa mamo-myszkina!
        Miała podobny problem. Też wprowadziłam się parę lat temu do niewielkiego bloku zamieszkanego przez cała ekipą starszych ludzi, mieszkających tam od zarania dziejów i byli bardzo zżyci. Wszyscy się znali i trzymali sztamę. A tu jakaś nowa, młoda (na bank bedą imprezy) i do tego jeszcze z psem (malym kundelkiem). Obserwowali mnie podejrzliwie, ani dzień dobry, ani adieu.. po prostu zimna obserwacja, ale taka że ciary miałam. Problemów z imprezami nie było, bo urządzałam rzadko, a jesli już to robiłam rundkę uprzedzająco-przepraszającą za zbliżającą się niedogodność nocną :). I tak obgadywali mnie za plecami, "za często smaży frytki! śmierdzi w całym pionie!!" Dodam, ze frytki jadam w domu może raz na rok albo i rzadziej. No ale jeszcze ten pies. Nie szczeka w domu, nie szczeka na klatce, nie rzuca się na dzieci... no, ale sika!! Na trawnik sika!!! Jak tak można! No i miałam wroga nr 1 w panu z parteru. Tępił moją sunię jak mógł.Generalnie drażniłam ich samym faktem istnienia. Potem nastąpił generalny remont mojego mieszkania. No i się zaczęło, że hałas, że oni umrą przez to moje burzenie ścian, donosy do administracji, ze robotnicy z mojego mieszkania wrzucają gruz do wspólnych śmietników (kompletna bzdura, wynajęłam kontener i tam były zrzucane, ale niech fakty nie przeszkadzają w dobrej nakrętce), itp.
        No i jak się remont skończył postanowiłam zaprosić wszystkich tych sąsiadów, w ramach przeprosin za niedogodności remontowe, na ciacho i kawę. Zapraszanie ich było naprawdę ciekawym przeżyciem, byli zszokowani tak, ze większość nie umiała mi nawet odpowiedzieć czy się zjawią. O dziwo przyszli, niektórzy nawet z kwiatkiem. Psica od razu kupiła pana wroga nr 1, pozostali zaczęli opowiadać anegdotki z PRL-u i się zrobiło strasznie fajnie. Okazało się że pan wrógpsi i pani- wiecznienarzekająca mają świetne poczucie humoru i dogryzają sobie jak dobrze flirtujące nastolatki mimo 70-tki. Cała reszta się nieźle bawiła i nawet pochwalili mieszkanie po remoncie - znali je wcześniej, mieszkała tam pani z ich "klanu" :). Od tamtej pory, a lata już minęły, jest świetnie. Ja nie mam problemów, sąsiedzi uśmiechnięci, pies uwielbiany i każda jego nieobecność na moim spacerze wzbudza troskę o jej zdrowie (staruszka już jest). A i chętnie do mnie zagadują, kiedy mnie widzą. Zawsze sympatycznie.
        Tak, ze czasem wyciągnięcie ręki nawet do tych uprzykrzających życie starszych ludzi, moze okazać się początkiem czegoś naprawdę fajnego.
        Polecam.
        Się rozpisałam, przepraszam.
        --
        chcesz ukryć twarz? wyjdź nago :)) S.J.Lec

        www.kuchniazmyslow.pl
      • mama_myszkina napisała:

        Toż to jawna manipulacja! :-D)))
        pozdrawiam!
    • Dlatego za granicą są osiela/dzielnice gdzie są atrakcje dla starszych ludzi, są imprezowe dzielnice i są takie dla rodzin.
      Niestety u nas to my dopiero stworzymy takie podziały, bo obecnie panuje przekonanie 'starych drzew się nie przesadza', a od zawsze jest tak że starsi chcą spokoju, nie mają już cierpliwości, itp.
      Teraz jedynie co możesz zrobić, to mieć to wszystko daleko w d... i trzymać się zwyczajowych zasad życia w społeczności.
      --
      [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/8unek0s3wuk3g4kq.png[/img][/url]
      • osiedla 55+ na Zachodzie są zazwyczaj właśnością lokalnych władz i stąd te obostrzenia. są to zazwyczaj budynki bez schodów z okreslonymi udogodnieniami wewnątrz (np. bungalowy z rozsuwanymi drzwiami itp).

        Mieszkam w Oslo, jak wiadomo Norwegia to kraj bardzo przyjazny rodzinom z dziećmi. Tutaj nie ma odrębnych osiedli dla 55+ i dla rodzin z dziećmi. Mieszkam w bloku w ścisłym centrum, jest zbudowany tak, że na podwórku ejst mały ogródek i miejsce do zabaw. Oczywiscie korzystają z tego głównie rodziny z dziećmi. Jednak kiedy pada deszcz, nie do pomyslenia jest pozostawienie dziecka na rowerku na klatce schodowej! To są elementarne zasady wspołżycia sąsiedzkiego - wiadomo,że na klatce schodowej dźwięk się potęguje.

        Wczesniej mieszkałam wiele lat w Anglii, tam tez nie ma takich osiedli. Są oczywiście kompleksy opiekuńcze ale jedynie dla osób naprawdę niedołężnych. Jest to forma opieki społecznej dla osób, które nie potrafią już mieszkać całkowicie samodzielnie.
        • No to angielska telewizja kłamie ;)
          Oglądając programy o sprzedaży nieruchomości, o remontach domów najczęściej pada stwierdzenie, że w tym rejonie kupują mieszkania młodzi ludzie z dziećmi, a na tej ulicy mieszkają głównie wynajmujący studenci, bo blisko uczelni i co róg to knajpa. A oto osiedle bungalowów (czy jakoś tak) i tu osiedlają się emeryci.

          A w USA w dolinie krzemowej to pewnie same dziadki 70+ mieszkają, czy może single goniący za kasą i karierą???

          Przecież nie pisałam wyżej o domach starców czy też jakiś nawiedzonych organizacjach zrzeszających młodych, ale o normalnych społecznych podziałach, np. jak w Londynie są dzielnice gdzie mieszkają w 95% biali ludzie i takie gdzie jest mieszanka kulturowa.
          --
          [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/8unek0s3wuk3g4kq.png[/img][/url]
          • no dobrze, ale to jest zwyczajowe, czyli nalezałoby Autorce wątku poradzić, żeby sprzedała mieszkanie i kupiła inne w okolicy, gdzie mieszka mniej starszych osób.

            Przez wiele lat zajmowałam sie wAnglii prawem mieszkaniowym i nie spotkałam się z jakimiś odgórnie narzuconymi osiedlami 55+ itp chyba, że chodziło o kompleks councila,a le to jest wynajem. Oczywiście Margaret pozwoliła councilowcom kupowac wynajmowane domy za bezcen (co z kolei pogłębiło kryzys mieszkaniowy w tym kraju), więc część budynków przeszła z rak panstwa w ręce prywatne.
    • Jak świat światem starsze panie narzekały na dzieci biegające i krzyczące pod ich oknami. dziecko się musi wybiegać a starszej pani hałasy przeszkadzają. Czy to jednak rzeczywiście chodzi tylko o hałasy? Pod moim blokiem urzędują dziewczynki 7-12 lat, które biegają i krzyczą ale i tratują ozdobne krzaki, posadzone przez spółdzielnię mieszkaniową, żywopłot (nikt ich nie nauczył szanowania zieleni), mażą kredkami po ścianach, śmiecą, potrafią zrobić totalny chlew pod blokiem tuż przed świętami, ustawić duży rower w poprzek schodów itp. Dzieciom należy się wybieganie, ale rodzice od czasu do czasu powinni rzucić okiem, co ich pociecha robi, a mają to gdzieś, u nich w domu nie brudzi, a że brudzi komuś, to ich nie boli.
      Narzekam w trosce o swój portfel, ponieważ pomazane przez kochane dzieciaczki ściany dozorca zamalowuje szybko i pracowicie, a spółdzielnia co rusz dopisuje nam te koszty do funduszu remontowego, który rośnie w zastraszającym tempie.
      • Listeczkowa,
        jeżeli Ty napisałaś tu takie "pismo" i z taką dokładnością--kto,jak, ile ma lat,jak duże rowerki,
        jakie wózki,gdzie kupione kołdry,itd......
        to pomyśl co z Tobą będzie dalej,im głębiej w wiek? Kto to wytrzyma i gdzie?
        L.
      • kol.3

        Zgadzam sie z Tobą.

        Moja babcia ma ogródek pod oknem, o który naprawdę dba. Ponieważ mieszka na parterze, ogródek nie jest jej tylko spółdzielni, a ona prace pielęgnacyjne, sadzenie kwiatów itp wykonuje przecież za darmo. Oczywiście, robi to dla własnej satysfakcji, ale przecież zyskują na tym wszyscy mieszkańcy, bo spółdzielnia nie musi zatrudniać ogrodnika.

        Włożyła w to dużo pracy i pieniedzy, kupiła ładne sadzonki itp. Podobnie jej sąsiadka z mieszkania na przeciwko (ma ogródek obok, po drugiej stronie wejścia do klatki schodowej).

        Od jakiegoś czasu ogródkiem interesowały sie dzieci, których babcia wcześniej nie widziała, więc chyba musiały się wprowadzić do mieszkania w sąsiedztwie. No i pewnego razu, akurat byłam w odwiedzinach, patrzę, a w ogródku grasuje trzech małolatów, na oko około 10 lat. Pogoniłam i dałam wykład na temat szanowania zieleni, cudzej własności itp.

        Następnego dia to samo. Tym razem pogoniła babcia. I co? Przyszedł ojciec z pretensjami,ze 'stara prukwa' mu dzieci goni. Oczywiście, we dwie pogoniłyśmy chama.

        Czyli nie wszystko jest takie znowu czarno-białe.
        • Moje dzieci akurat szanują kwiaty i w ogóle rośliny, są bardzo wrażliwe, na klombie tylko powąchają kwiata nigdy nie zerwą, niedawno córka płakała przez kilka dni jak zobaczyła, że koleżanka zdeptała konika polnego na trawie i przestała się z nią bawić w ogóle, dzieci są zdyscyplinowane, nie deptają zieleni, poza tym nie ma u nas takich rabatów tylko iglaki otoczone siateczkami, dzieciaki nie niszczą pracy starszych osób, jedyne do czego można się przyczepić, że deptają po trawie, gdy się bawią, ale na to mają pozwolenie wspólnoty, żeby bawić się na łące przed blokami. Przeszkadzać może też, że czasem zabawy są głośne, ale akurat moje dzieci nie piszczą i nie hałasują wybitnie, przed chwilą przechodziłam na dole i rzeczywiście słychać piski i zabawy (moich dzieci dziś nie ma, wyjechały na plażę), ale akurat inne dzieci tak hałasują. W ogóle przestaję się sprawą przejmować, bo widzę, że moje dzieci na tle innych z podwórka są wybitnie zdyscyplinowane i spokojne a te, które są nigdy nie upominane hałasują za pięciu i nawet nie wiedzą o niczym. Dlatego postanowiłam wyluzować i zapomnieć o sprawie. Moje dzieci nigdy nie rzucają papierków czy śmieci po słodyczach (inne często tak robią), nawet potrafią sprzątać po cudzych, mają też swoje różne wygłupy jak to dzieci, ale raczej są spokojne i wręcz flegmatyczne, nie piszczą i nie niszczą czyjejś pracy, nie mazą kredą po ścianach, jak cos im się zdarzy natychmiast są upominane itd. Kończę temat, urażona poczułam się, ponieważ uznałam te zarzuty za niesprawiedliwe, i dłuzej nie zamierzam się przejmować. Dziękuję za pomoc.
    • Wózek i rowerek powinnaś przechowywać do wózkowni.
      Klatka schodowa nie może być zagracona. Jest to droga ewakuacyjna. Ciesz się że sąsiadki nie są świadome bo wystarczyłby jeden telefon do straży pożarnej i za zablokowanie klatki która jest jedyną droga ewakuacyjna w razie pożaru dostaje się mandat bo stwarzanie zagrożenie jest karalne.
      • Rowerek jest tak mały, że żadnego zagrożenia przeciwpożarowego nie stwarza, stał sobie z boku po prostu, natomiast wózek, jak pisałam, trzymam zupełnie gdzie indziej. Wózkowni, czegoś takiego tu nie ma, tzn. jest wspólna piwnica, niestety zawalona rowerami i meblami, nie ma tam absolutnie miejsca nie tylko na wózek, ale trudno tam wejść, nawet ten mały dziecięcy wózeczek już tam się nie zmieści. Odnośnie uniedogodnień, to w klatce obok ludzie oprócz małych dzieci mają jeszcze wilczury przy metrażu 36-40 kilka metrów i tam osobna ekipa "staruszków" ma swój świat i swoje zatrute życie. W tej sąsiedniej klatce tak się składa, że mieszka dodatkowo 5 psów (labrador, 2 wilki, i 2 małe kundelki i kot :-), więc tam dopiero ostra jazda (bo oprócz płaczu dzieci słychać często jeszcze wycie psa), u nas naprawdę czepiają się już wszystkiego, łącznie z tym jaki porządek/nieporządek mamy w domu (z powodu częstego przesiadywania na dworze podobno mamy błysk "nie chcą brudzić w domu").
        • Moje kalosze tez nikomu nie przeszkadzają. Jak maż zostawi adidasy po treningu to też nikt nie musi ich przecież wąchać. Worek ze śmieciami jest malutki i przeciez wyniosę go rano. Kupiłam mieszkanie na poddaszu w budynku bez windy - chyba nie bedę targać wózka po schodach. A sąsiadom przeszkadza. Co za ludzie.

          @listeczkowa - rozumiem, że Ci przykro. ale poza tym, ze to starsze osoby i moga być po prostu zrzędami, to warto też rozważyć, na ile nasze dzialania ingeruja w przestrzeń wspólna.

          Dla mnie jakiekolwiek zastawiania korytarza nawet "malutkim" rowerkiem jest naruszeniem wspólnej przestrzeni.
    • Dziękuję za wszelkie odpowiedzi i rozmaite pomysły. Uznałam, że będę odtąd odnosić się z chłodną rezerwą do sąsiadów. Będzie to odmiana, gdyż zawsze do każdego coś tam miło zagadnęłam, ale odtąd przeszła mi ochota. Nie znoszę fałszu i nie umiałabym udawać, że jednak nie słyszałam tego wszystkiego. Jedną sąsiadkę już spotkałam w tym samym dniu mijałam ją w korytarzu i wtedy właśnie niejako w jej obecności usunęłam nieszczęsny rowerek, który tak zatruwał życie, więc na pewno jest świadoma, że słyszałam toczącą się pod moimi drzwiami debatę. Nie jest tak, że podsłuchiwałam, bo po prostu cudem byłoby tego nie usłyszeć, nawet nie musiałam do drzwi podchodzić. Pewnie już przekazała dalej, albo same się domyśliły- brak rowerka doskonale dowodzi, że przekaz dotarł. W sobotę pewnie spotkam więcej osób, bo mam sprzątanie korytarza i zawsze dużo ludzi spotykam w weekend,, ale obiecałam sobie nie wdawać się w żadne bezsensowne pogawędki. Po prostu będę się zachowywać naturalnie, zgodnie z tym jak się poczułam słuchając takich tekstów o swojej m.in. rodzinie a poczułam się urażona i ograniczę się tylko i wyłącznie do minimum w stylu "dzień dobry", sąsiedzi zna przeciwka na pewno natychmiast skojarzą, bo zawsze byli dla mnie przemili jak i ja dla nich starałam się. A niestety sztuczność ludzi gubi. Ja nie byłam sztuczna, bo bardzo ich lubię i chętnie zamieniłam zawsze kilka słów, wiem że sąsiad jest autentycznie bardzo przyjaznym człowiekiem, ale już jego żona potrafiła tak ordynarnie obgadywać, dziwne też, że nikt nie zechciał zwrócić mi uwagi zamiast po prostu tak "cierpieć" z powodu moich dzieci (plus rowerka ;). Nie napisałam wszystkich tekstów, bo już nie pamiętam, poza tym mam małe dziecko i nie stałam długo przy drzwiach, po prostu po usłyszeniu powyższego zajęłam sie swoją pracą, coby się bardziej nie denerwować. Dlatego już nie będę z nimi utrzymywać żadnych zażyłości, może chłód we wzajemnych stosunkach zaowocuje większym szacunkiem a przynajmniej na pewno moim spokojem. Imprezy dla seniorów nie będę organizować, ale dziękuję za pomysł (jestem pełna podziwu !), bo nie mam ku temu warunków a i ochoty. Imprezy są tu mocno zapalnym punktem, bo jeszcze żywa w ich pamięci jest imprezowa działalność mojego poprzednika w mieszkaniu, co było podobno strasznym utrapieniem (odetchnęli z ulgą, gdy sprzedał mieszkanie. Niestety, nie na długo, gdyż pojawiłam się ja :-) Dziękuję, pozdrawiam, miłego weekendu.
      • Zamiast się obrażać i wycofywać swoją życzliwość dla tych ludzi zwyczajnie otwartym tekstem powiedz im przy najbliższej okazji, że jest Ci przykro z powodu tego co usłyszałaś. Że wydawało Ci się, że wszytko co robiłaś do tej pory szło w kierunku liczenia się z sąsiadami i jeśli coś było nie tak, to tylko dlatego że nie wiedziałaś, że to komuś mogło przeszkadzać. I że byłoby prościej dla wszystkich, gdyby jakieś uchybienia na przyszłość komunikowano Ci wprost, dziękuję bardzo. Miło, spokojnie i stanowczo.
        Takie otwarte postawienie sprawy często rozbraja konflikt i wytrąca pasywno- agresywnym ludziom broń z ręki (bo to co zrobiły sąsiadki pod Twoimi drzwiami to było pasywno- agresywne zachowanie).
        • Zmieniłam zdanie i postanowiłam zapomnieć o sprawie. Tzn. wybaczyć. Puścić w niepamięć. I więcej nie wspominać. Przez kilka dni byłam rzeczywiście wewnętrzenie urażona i poruszona, ale 2 dni temu uznałam, że to nie ma sensu. Nie zamierzam się dłużej gniewać czy pamiętać o tym na przyszłość. Życie to nie bajka i nie można liczyć na same zachwyty. Czasami zdarzają się przykre sytuacje i wychodzę z założenia, że trzeba zawsze wybaczać. To znaczy, kilka dni mi zajęło, zanim do tego doszłam :-) Myślę, że to by mnie wewnętrzenie zmęczyło rozpamiętywać czy chować urazę do tych ludzi.
          • O ja pierdzielę!!
          • na klatce schodowej? Klatka nie jest miejscem gdzie sie stoi i zrzędzi przez godzinę. Mają jakieś problemy do omówienia to niech omawiają w domu przy kawce. Generalnie rozumiem, że Ci przykro, ale ja bym pewnie wyskoczyła i powiedziała, żeby kwestie problematycze rozważały z osobami "winnymi" a nie obgadywały za plecami. Hipokryci ***.

            Robią problem z niczego, sama nie przepadam za dzieciakami - cudzymi, swoich jeszcze nie mam, ale może najlepiej te dzieci na Księżyc wysłać? Ech... poprzewracało się w dupach.
            A swoją drogą niech sie cieszą, że masz dzieci, bo kto by na ich emerytury robił?

            Nie przejmuj się :)
            • magdzior1985 napisała:


              > A swoją drogą niech sie cieszą, że masz dzieci, bo kto by na ich emerytury robi
              > ł?
              >
              > Nie przejmuj się :)

              Jak mają po 70 lat to raczej się martwią niepracującymi matkami, i ulgami na dzieci. Bo im emerytura jest potrzebna teraz, a nie za 20-25 lat.
              • Ale jak maja po 65 a dziecko ma teraz 7, to za 13 moze juz pracowac, to babeczki w wieku 78 beda jeszcze zyc ;) spoko spoko, jak nie one to inni dostana, np. ich dzieci, no chyba ze ZUS w koncu padnie. W każdym razie chyba sie już czepic czego nie miałeś/łaś ;) pozdr.
                • westa1985 napisała:

                  > Ale jak maja po 65 a dziecko ma teraz 7, to za 13 moze juz pracowac, to babeczk
                  > i w wieku 78 beda jeszcze zyc ;) spoko spoko, jak nie one to inni dostana, np.
                  > ich dzieci, no chyba ze ZUS w koncu padnie. W każdym razie chyba sie już czepic
                  > czego nie miałeś/łaś ;) pozdr.


                  Spoko spoko, te dzieci beda bezrobotne do 30.

                  Reaguje alergicznie na teksty: to z moich podatków, albo to tylko "malutki" rowerek. Chodzi mi ogolnie o to, że dla każdej głupoty można znaleźć usprawiedliwienie jak się chce. I we wszystkim można też dostrzec problem - jak to robią te babcie.



    • Wyprowadź się to starszym paniom ulży.
      --
      Można odejść na zawsze, by stale być blisko ks Twardowski
    • NIe przejmuj sie za bardzo. kilkanaście lat temu gdy przyjeżdżałam do babci na wakacje z moimi kuzynami wszystkie sąsiadki narzekały i dziwiły się mojej babci jak ona może nas znieść(i wszystkie okoliczne dzieciaki) przez całe wakacje. Mnie się wydaje ze p prostu ludzie którzy nie maja akurat małych dzieci w domu zawsze narzekają na hałasujące dzieci w okolicy. ale raczej ostatecznie i tak ne zwrócą ci uwagi bo wiedzą ze dzieci to dzieci i muszą hałasować.

      ja teraz będąc osobą pod 30. sama czasem mam dość dzieciaków sąsiadów, ale wiem że kazać im uciszać swoje pociechy to byłaby głupota.(sorki za często powtarzane słowo dzieci:))
      --
      "Błogosławieni Ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa."
    • -klatka schodowa jest częścią bloku do ogólnego użytku wszystkich lokatorów i nie służy jako miejsce zabaw dla dzieci, nie służy jako miejsce do parkowania wózków i rowerków, ani składowania innych rzeczy jak paczek mebli i tp.Nie służy do składowania worków ze śmieciami, a tym bardziej śmiecenia na klatce różnymi odpadkami i gratami.Nie służy także do odpalania się papierosami.
      - dzieci winny bawić się na wyznaczonym placu zabaw a nie pod klatką czy na terenach zielonych.Małe dzieci powinny być pod nadzorem dorosłych, a te większe podczas zabaw kontrolowane przez rodziców i opiekunów. Bo w większości pozostawiane są samopas bez nadzoru na kilka godzin , a w tym czasie opiekun-rodzic zajmuje się swoimi sprawami w domu nie wiedząc co jego dziecko robi.
      Jeżeli się mieszka wśród większej społeczności np. w bloku to należy dostosować się do ogólnych zasad współżycia i mieć zawsze na uwadze, aby innym nie przeszkadzać i utrudniać życie i nie zakłócać spokoju. Jeżeli ogólne normy zachowania zostaną spełnione to na pewno nie będzie zadrażnień i konfliktów między pokoleniowych,tym bardziej sąsiedzkich.

      • > - dzieci winny bawić się na wyznaczonym placu zabaw a nie pod klatką czy na ter
        > enach zielonych

        Ta zieleń rzecz świeta, lepiej żeby piesek na nią nasrał niż małe dziecko na niej pobiegało. Przecież maluch może biegać po betonowym boisku, a piesek mógłby sobie na nim dupsko przy pierwszej potrzebie podrapać. A co do zachowań starszych mieszkańców osiedli " nie pamięta wół jak cielęciem był" . Pamieć bywa ulotna i się im już pozapominało jak własne dzieci po trawce ganiały i w śledzia piłką grały (autopsja) Ogródek pod balkonem czy tez oknem nie jest prywatną własnością osoby która go uprawia. Więc rościć sobie do niego praw nie może (autopsja). A dzieci to nie zwierzeta w zoo żeby im wolności ograniczać. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba z głową że o dobrym wychowaniu nie wspomne;)


        • x
          --
          Nie można być mądrym nie mając pewnego zasobu wiedzy, ale bez trudu można nabyć wiedzę i nadal pozostać głupcem.
        • o, zwolennik bezstresowego wychowania? zeby czkawką ci sie nie odbiło na starość.

          a co do zieleni - jest częścią wspolną, moze niektorzy nie mają ochoty płacić za konserwacje i naprawy: krzewów, kwiatów i innych elementów (części ogrodzen itp). zwłaszcza ze swinskim obowiązkiem rodziców jest nauczenie dziecka zasad współzycia społecznego.

          sorry, wychodząc ze swojego mieszkania wkraczasz w przestrzen publiczną i musisz sie dostosowac, a niekoniecznie ktos musi znosic wrzaski, bo twoje dziecko musi "sie wybiegac i wykrzyczec".

          --
          Nie można być mądrym nie mając pewnego zasobu wiedzy, ale bez trudu można nabyć wiedzę i nadal pozostać głupcem.
    • dlatego lepiej kupić mieszkanie w młodej dzielnicy. Stare pierdziele mają to do siebie że tylko narzekają.
    • nie rozumiem jak komus moze przeszkadzac bawiace sie pod blokiem dziecko??? chyba lepsze to, niz bieganina dzieci po klatkach schodowych. co do wozkow i rowerkow zdania beda podzielone, ja chcoc mieszkalam na 3 pietrze nigdy wozka na dole nie zostawaialam.

      co da starszych pan...no coz, przyklady mozna mnozyc:
      1. sasiadka ma pretensje, ze o 3 w nocy ktos bierze prysznic lub korzysta z totalety ( jak ktos wraca tak pozno z pracy, a ma nawyk mycia sie i hiegieny osobistej, to brudny spac nie pojdzie ) - zaproponowalam pani, zeby lozko od rur w lazience odsunela. wiecej juz na skarge nie przyszla.
      2. sasiad rzucajacy pety - zbierac przez tyd do sloika a potem mu zaniesc i powiedziec, ze chyba cos mu spadlo na nasz balkon - wiecej nie rzuci.
      3. dzieci malujace kredkami, farbami sciany - jest jedna prosta metoda: szmata, szczota i wiadro :) jak raz beda musialy umyc, to potem juz tego nie zrobia.
      wszystkie metody sprawdzone na wlasnej skorze.
      • Nie tylko dzieci mogą przeszkadzać, generalnie starszym ludziom (oczywiście nie wszystkim ale pewna tendencja jest) wiele rzeczy przeszkadza, ale z reguły nadmiaru wolnego czasu i nudy. Moja sytuacja. Wynajęte mieszkanie, większość starszych ludzi wokoło, taka okolica, drugi dzień po przeprowadzce, sąsiadka z dołu przyszła z pytaniem czy dziś też zamierzamy się tak późno kąpać:P Potem już było tylko lepiej, łącznie z nasyłaniem koleżanki ze spółdzielni. Na koleżankę złożyłam oficjalną skargę po czym się już więcej nie odzywała do nas.
        • A ja nie jestesm starsza pania, ale tez mi przeszkada jak wynajmujacy nade mna mieszkanie faceci kapia sie okolo polnocy. Wtedy jest cisza w bloku i branie prysznica przez kogos pietro wyzej sprawia wrazene jakby sie sasadowi ponizej lalo wode na glowe. Jest to dosc uciazliwe, zwlaszcza, ze nastepnego dnia trzeba rano wstac do pracy.
          Napisalam do nich list i wrzucilam do skrzynki, ze prosze, zeby sie kapali przed 24. Czasem sie stosuja, czasem nie. A wcale nie wracaja pozno do domu po pracy, bo ich ciezki tupot slysze juz np. od 18.00. Wiec sa w domu, tylko maja w d...pie sasiadke z dolu. Jak mi bardzo zaleza za skore to zadzwonie do wlascicieli i poprosze, zeby zmienili najemcow.
          W zachodniej Europie, w eleganckich kaminicach sa przepisy, ktore refuluja takie kwestie jak pora, do ktorej mozna uzywac prysznica czy wanny. No, ale nasze polskie buractwo prosto z wioski tego nie zrozumie.
      • nie rozumiem jak komus moze przeszkadzac bawiace sie pod blokiem dziecko???

        jak dziecko jest 1 i grzecznie się bawi to nie może. Ale jak dzieci jest 10 i każde drze japę to owszem może. Nie każdy ma ochotę słuchać wrzasków przez pół soboty albo popołudniami. Inna sprawa, że z dziećmi jak z psami. Nie one są winne ale właściciele. A dokładnie administracja do spółki z rodzicami, która dla wygody tych ostatnich robi place zabaw tuż pod balkonami.
    • Trzeba było wyjść i spokojnie, otwarcie ustosunkować się do zarzutów, wspomnieć też że jest Ci przykro, że omawiają takie rzeczy za Twoimi plecami zamiast przyjść i porozmawiać jak normalni ludzie. Ale jak jesteś taka mimoza, że drżysz pod drzwiami co też jeszcze o Tobie powiedzą i tak łatwo ustępujesz, to nie będą Cię szanować. Będą się uśmiechać w oczy, a potem we własnym gronie obrabiać Ci tyłek.
      --
      [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/8dce985368.png[/img][/url]
    • no ja gó...arzy też nienawidzę
      --
      Meine Ehre heisst Treue
    • Ja bym to po prostu olala, bo nie obchodzi mnie co o mnie mysli jakas stara babka, ktora nie ma nic innego do roboty jak siedziec i z inna kwoka narzekac na caly swiat.
      Chociaz ja bym chyba w tej sytuacji wyszla na balkon i stanela tak, zeby mnie mogly zobaczyc i bym tak stala i sie pieknie do nich usmiechala, a nawet bym powiedziala: a dzien dobry pani Kowalska, jaki piekny dzien. I do dziecka glosno i z usmiechem: kochanie chodzmy na dwor pojezdzic na rowerku.
      A jak by mnie mocno wkurzaly to bym stanela w drzwiach i glosno powiedziala: no patrz Stasiu, a te znowu wylazly i obgaduja dupy sasiadom na caly glos.
      LOL


      sorki za brak polskich znakow!
      --
      oldbay
    • Sluchaj, odpowiem Ci z perspektywy osoby, ktora co prawda sama nie ma dzieci, ale w przyszlosci chcialaby je miec.
      Mieszkam w bloku, w ktorym sa tylko dwie klatki schodowe i w kazdej sa po cztery mieszkania. W moim bloku jest tylko jedna rodzina z dwojka dzieci. Osiedle jest bardzo male, otoczone parkami ale w niewielkiej odleglosci od miasta, dlatego jest chyba jest na celowniku wszystkich osob szukajacych mieszkania...
      Wprowadzilismy sie tutaj z chlopakiem w zeszlam roku w pazdzierniku. Zima byla po prostu cudowna... Piekielko zaczelo sie wiosna, kiedy bylo juz wystarczajaco cieplo, zeby dzieci mogly wyjsc na podworko... Od kilku miesiecy nie mozemy otworzyc okien, skutecznie uniemozliwia nam to dwojka malych dzieci, ktore bawia sie tam codziennie od 7.30 do 20.
      Nie ma szans, zeby w weekend dluzej pospac, jesli juz to trzeba pozamykac wszystkie okna przed pojsciem spac, nawet w upal, zeby nie obudzil nas krzyk dzieciakow. Do tego rodzice wydaja sie byc bardzo z siebie strasznie zadowoleni, ze ich dzieci tak chetnie bawia sie na dworzu, nie reaguja na prosby innych lokatorow, zeby dzieci bawily sie troche ciszej, bo kiedy czlowiek wraca z pracy to jednak ostatnia rzecza, ktora chce slyszec jest ten przerazliwy krzyk, do ktorego moze rodzice sie przyzwyczaili, ale inni ludzie juz niekoniecznie...
      Malo tego - z pieknego ogrodu, jaki mielismy przed oknami, nie zostalo juz nic, trawa wydeptana jest juz wszedzie, wszedzie walaja sie przerozne zabawki, ktore beda tam pewnie lezec az do zimy... W takich momentach bardzo zaluje, ze nie mieszkam juz w Polsce, tam ludzie musieliby po sobie regularnie sprzatac, bo jesli zostawiliby zabawki na cala noc na placu zabaw, to pewnie na drugi dzien by ich juz nie bylo...
      Zawsze slyszy sie, ze rodzice narzekaja na nietolerancyjnych sasiadow, ktorym przeszkadza krzyk i lezace wszedzie zabawki, ale tak samo, jak dzieci maja prawo do zabaw na placu przed domem, tak samo inni lokatorzy powinni miec prawo do chwili ciszy i odpoczynku od dzieci sasiadow.
    • dzieci w bloku to neistety problem nie tylko dla starszych ludzi.
      Z Twojego punktu widzenia dzieci są grzeczne, nikomu nie przeszkadzają etc. Z mojego, jako (młodego) singla, to wrzeszcząca i brudząca plaga (pisaek rozwlekany nie tylko po podwórzu, ale i na klatce, wylewane lepkie soczki w holu, a co najgorsze - próba nauki (nieskuteczna!) gry na instrumentach różnych. Czyli w kółko hałas, hałas, hałas... I niestety dzieci teraz to święte krowy i nie zwrócisz takim uwagi, żeby nie niszczył wycieraczki, bo ci bachor albo tatuś podpali drzwi.
    • Zapie...ć z laczka i poprawić z kopyta !
    • Oj nie jest. A takie problemy ze strony starszych ludzi wg mnie wynikają z nadmiaru czasu i nudy, no więc czymś się trzeba zająć, a sąsiadem najłatwiej. Mój przypadek. Nowo wynajęte mieszkanie, okolica właśnie obfitujące w starsze pokolenie. W pierwszy poranek powitała nas Pani Halinka z dołu i zadała wyrywające z butów pytanie "Czy jutro też się będziecie tak późno kąpać?? A chodzicie w butach po domu, bo ci ostatni to chodzili..." Wth.. Skończyło się na nasyłaniu na nas koleżanki ze spółdzielni z awanturami, a z naszej strony oficjalną skargą. Po wielkim oburzeniu że ona teraz premii nie dostanie zaczął się okres błogiego spokoju:)
      • jak to dobrze, że ja nie mieszkam w bloku:))))))))
      • Juz odpisalam ci wyzej, ze kapanie sie pozno w nocy (regularne, bo rozumiem, ze czasem tak wypadnie) i lazenie po mieszkaniu w buciorach i glosnie tupanie jest zwyklym chamstwem i swiadczy o przeniesieniu zwyczajow ze wsi do miasta.
        Nie jestem staruszka, ale osoba w srednim wieku, duzo pracujaca i oczejujaca, ze jak wroci do domu, to bedzie wzgledna cisza i spokoj.
        Przez 10 lat nade mna mieszkala rodzina z dwojka malych dzieci i bylo o niebo ciszej niz teraz, gdy rodzina sie wyprowadzila poza miasto (chyba cenia sobie spokoj) i wynajela mieszkanie dwom facetom, ktorzy halasuja cztery razy wiecej.
        Tak wiec mam nadzieje, ze jak przeczytasz moj wpis na forum zorientujesz sie, ze nic takiego dziwnego w tym, ze sasiadce z dolu przeszkadza twoj glosny tryb zycia.
        • nadal nie rozumiem, jak kapanie sie nawet w nocy moze przeszkadzac w spaniu??? jak ja spie, to nic nie slysze, zaden prysznic czy woda z toalety nie jest w stanie mnie obudzic. natomiast wrzaski pijanego sasiada i owszem...i to jest wiekszy problem niz sasiad czyscioch, ktory po pracy czy imprezie musie sie umyc
          • Cartahena - to co napisałaś jest jak najbardziej słuszne. Tylko weź pod uwagę to co napisałam, że wprowadziłam się dzień wcześniej więc nie bardzo było kiedy poznać mnie jako głośnego czy chamskiego sąsiada. Natomiast sąsiadka od razu pokazała się od upierdliwej strony i tak już zostało.
            Kąpiel o 23 to wg mnie nie uporczywe robienie na złość komukolwiek jeśli nawet jest co dzień. A to co napisałaś "lazenie po mieszkaniu w buciorach i glosnie tupanie jest zwyklym chamstwem" jest jak najbardziej słuszne, ale uwierz mi, że nie opisywałabym tej sytuacji jako absurdalnej, jeśli dawałabym sąsiadce powody. Wiesz, nie chodzę po domu w szpilkach a mój mąż w buciorach:P Zwykłe kapcie mam w zwyczaju, u Ciebie robią dużo hałasu?

            @ev_ka - ja Ci powiem dlaczego, bo mi Pani Halinka całe przemowy na ten temat robiła. Bo ona ma rury żeliwne i jak się u mnie leje woda to u niej tak słychać, że ho! Kiedyś to były inne "jakieśtam", ale teraz no to ona jak pijana się czuje jak jej tak szumi! Ot, takie to powody:)

            W nowym mieszkaniu tez mam sąsiadkę która ma wielki problem z inną sąsiadką i czasem przychodzi do mnie pytać czy mi przeszkadza to czy tamto. Twierdzi że na złość uderza w szczebelki metalowe na balkonie u siebie i taaaki huk. Nigdy nie słyszałam a obie mieszkają pode mną. Ja widzę podobieństwo, obie same, rodzina rzadko bywa, nuda, samotność, nie ma czym dnia wypełnić.
    • Proponuję stosować własne zdrowo - rozsądkowe zasady życia w bloku oparte na założeniu nie rób drugiemu co tobie niemiłe. Oczywiście nie w taki sposób aby zadowolić szanowne sąsiadki tylko w taki jaki sama uważasz za właściwe, uwzględniając oczywiście to że małe dzieci potrzebują placu zabaw, towarzystwa innych dzieci oraz częstego bycia na dworze. Wydaje mi się że masz 2 opcje dotyczące sąsiadek, - nie przejmować się tym i przestać nad tym zastanawiać (rozumiem że raczej nie jest to możliwe bo przejmujesz się tym na tyle żeby pisać na forum) albo druga - się z Paniami zaprzyjaźnić (nawet wbrew własnej woli). Powoli stopniowo - Panie jak wynika uwielbiają narzekać więc zakładam że będą to robić zawsze tyle że możesz odwrócić cel ich narzekania - ponarzekajcie sobie czasem razem o wspólnym wrogu jak np. wysockie ceny, drogie media, drogi czynsz itp....;-) żebyś wrogiem nie była Ty tylko kto inny...
      Mieszkałem w podobnej sytuacji przez 5 lat, zaczęliśmy od remontu więc wszystkie sąsiadki nas natychmiast znienawidziły (budynek z lat 50) a w momencie wyprowadzania można powiedzieć że czuliśmy się tam jak w domu. Wynikło to w zasadzie z nieuniknionych kontaktów na niewielkiej klatce schodowej ( w sumie 9 mieszkań) oraz całkiem błahych rozmów o nieważnych rzeczach od czasu do czasu.
      pozdrawiam.
    • gdzie wszystko wszystkim przeszkadza ... jednym przeszkadzają dzieci, innym psy, jeszcze innym palenie na balkonie albo parkowanie pod oknem czy też hałasy o dowolnej porze nocy i dnia ... każdy by chciał, żeby świat zaludniali wyłącznie ludzie jemu podobni, czyli single chcieliby samych singli, rodziny samych dzieciatych, starcy samych starców wokół siebie ... tymczasem przeciętny blok to konglomerat różnych ludzi, którzy na małej przestrzeni organizują sobie kompletnie inne style życia, więc muszą sobie przeszkadzać i dokuczać, wchodzić w drogę i następować na odciski! nigdy nie dogodzisz wszystkim a polacy nie słyną niestety z tolerancji na ludzką inną i empatii dla ludzkich problemów ... generalnie z moich obserwacji wynika, że najgorsi są starsi ludzie, którzy mają fobie i obsesje i mają za złe wszystkim, że wogóle żyją i coś robią: mają dzieci - źle, bo hałasy, mają samochód - źle bo parkują, smrodzą, zastawiają itp., mają psa - źle bo wyje, sra pod blokiem i szczeka jak się przechodzi, mają znajomych - źle bo imprezy, obcy ludzie na klatce itp., są singlami i nic nie mają - też źle bo jacyś podejrzani, może gej albo lesbijka, księdza nie przyjmują, spode łba patrzą, muzyki słuchają ... nie ma sensu się tym przejmować, bo co by nie robić zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, aby być lubianym sąsiedzko należałoby wstrzymywać oddech po wejściu do własnego mieszkania i tak trwać do momentu wyjścia z niego, broń boże nie włączać żadnych urządzeń, nie używać wody, toalety (hałas), nie gotować (zapachy), bąków nie puszczać (zapachy i hałas!), okna nie otwierać (podglądanie), nie dawać objawów życia - wtedy jest szansa na bycie lubianym sąsiadem ...
      • Haha, unknown dokładnie tak jest :D
        W sumie powinnam inny wątek założyć, ale tak mi się przypomniało.

        Brat mój z żoną i 5letnią letnią córką też mieli sąsiadkę co to jej wszystko przeszkadza, ale ona szła dalej i wzywała policję, a to że narkotyki w domu trzymają, a to że imprezy i nie może spać. No to kiedyś przyjechali o 2 w nocy no bo głośno, hałasy impreza itd, u nich dwójka znajomych, bratowa zaprowadziła ich do małego pokoju gdzie dziecko smacznie spało, i to wystarczyło. Pokiwali głowami bo sami tej Pani mają serdecznie dosyć, ale poradzili jak zabrać się za złożenie doniesienia o uporczywe nękanie.
      • @uknown
        Życie w bloku zobowiązuje do przestrzegania pewnych norm. Wystarczy zachowywać się zgodnie z ustalonymi regułami i nie wymyślać bzdetów, że starszym wszystko przeszkadza.
        Nie może być puszczania muzyczki w środku nocy na maksa, zostawiania na wiele godzin ujadających psów, itd gdyż narusza się i ogranicza prawa innych ludzi...
        • Generalizowanie bywa krzywdzące. Z drugiej strony znam z doświadczenia wiele młodych, którzy wydali kupę kasy na nowe mieszkania i pretensje mają o rozmaite sytuacje. W końcu płaci się i wymaga.


          antyparanoja napisała:

          > @uknown
          > Życie w bloku zobowiązuje do przestrzegania pewnych norm. Wystarczy zachowywać
          > się zgodnie z ustalonymi regułami i nie wymyślać bzdetów, że starszym wszystko
          > przeszkadza.
          > Nie może być puszczania muzyczki w środku nocy na maksa, zostawiania na wiele g
          > odzin ujadających psów, itd gdyż narusza się i ogranicza prawa innych ludzi..
          > .


          --
          Polecam wsparcie psychologiczne online na www.PoradniaOsobista.pl
    • takie stare ramole to oddać do domu starców i niech zobaczą jaką tam będą mieli cisze i spokój
      • ja już pominę fakt ,że kobieta posiadająca dziecię oczekuje od społeczeństwa, ze będzie traktowana jak królowa z tego tylko tytułu że dziecię owe posiada.
        Owszem - szacun się należy! Ale cały ten szacunek ginie gdy szanowny rodzić uważa,
        że cała reszta świata powinna podporządkować się jego trudnemu, codziennemu znojowi bycia rodzicem (A kto mu kazał?)
        Rodzic uważa swoje dziecię, za świętą krowę, któremu należy się przestrzeń i swoboda
        a fakt ze może komuś przeszkadzać nie istnieje! Jak komuś nie pasuje niech idzie do domu starców? Do starości mi jeszcze daleko ale mogę podać przykłady z własnego podwórka:
        -6 wózków dziecięcych przy drzwiach wejściowych zostawianych codziennie, żeby nie wnosić- nie można przejść korytarzem, dwie kieszenie rozdarte ( zahaczyłem o jeden z nich)
        do tego doszły różnoraki zabawki dziecięce na kółkach
        -dzieci drą pyski na podwórku od rana do wieczora- no "muszą się wyszumieć", rzecz oczywista! Tylko czemu w piękne popołudnie muszę siedzieć przy zamkniętych
        oknach w domu kiedy chcę porozmawiac?
        -mieliśmy w ogródku osiedlowym piękne drzewa i kwiaty- w ciągu dwóch lat zostały zniszczone przez dzieciaki. Sterczą teraz puste badyle.
        - niby nie powinienem mieć pretensji do sąsiadów z góry tylko do budowniczych domu
        ale każdy upuszczony klocek, każda piłeczka rzucona przez malca na panele wbija się głęboko w pamięć.
        Dziecko musi hałasować i musi biegać żeby normalnie się rozwijać- więc siedzę cicho
        bo czemu mam mieć na sumieniu prawidłowy rozwój dziecka?
        TYLKO NA MIŁY BÓG! RODZICE! CZEMU ZMUSZACIE NAS DO TEGO ŻEBYŚMY CIERPIELI RAZEM Z WAMI!? WYCHOWANIE NIE POLEGA NA TYM, ŻE DZIECKU NA WSZYSTKO SIĘ POZWALA! Wychowanie należy rozpocząć on najmłodszych lat. Dotyczy ono również szacunku do innych osób,tym bardziej osób starszych. Wy macie jedno - dwoje dzieci, które z checią puszczacie w teren żeby sobie odpocząć.ale babcia , która mieszka z oknem na plac zabaw ma ich kilkadziesiąt każdego dnia! Od rana do nocy!
        Myślę, ze zamiast oskarżać babcie o brak wrażliwości należałoby was oskarżyć o klasyczny egoizm.

        • Świetnie dyskusja się rozwinęła, przeczytałam kilkanaście ostatnich wypowiedzi - bardzo ciekawe i humorystyczne. Na swoja obronę, odnośnie rowerka, muszę jeszcze wspomnieć, że jest Rowerownia (wózkownia) w klatce jednak.... Żaden wózek w niej nie stoi, ponieważ rowerownia została przez starszych ludzi, pierwotnych mieszkańców bloku zawalona dokumentnie starymi lodówkami, pralkami Wiatkami i Franiami, ledwie trzymającymi się kupy meblami poobklejanymi wartwami naklejek (nie wiem po co to komu) pamiętającymi czasy wczesnego Gierka i róznymi starymi pordzewiałymi od sasa do lasa sprzętami i rowerami w ten sposób, że np. ja jako stosunkowo nowy mieszkaniec nie mogę tam wnieść żadnego roweru (musimy trzymac je w malutkiej piwnicy niespełna 3 metrowej) a ci prawowici mieszkańcy mają po 4 - 5 rowerów + lodówkę, szafkę na buty itd w "rowerowni". Na klatce nie stoi żadnen wózek (pisałam już o tym), swój wózek trzymam w samochodzie. W rowerowni/wózkowni nie ma żadnego wózka również, ani dziecięcych rowerków (zwyczajnie nie ma na to miejsca). Są za to stare klamoty, meble, które na 100% wylądują za 10-15 lat na śmietniku, pewnie to pozostałość myślenia "a nuż widelec się przyda...Oczywiście, nie zamierzam się z nikim kłócić dodatkowo o miejsce w rowerowni tylko opisuję stan faktyczny. Nie ma gdzie chować rowerka, bo niektóre rodziny wszelkie graty niepotrzebne zamiast na śmietnik wynoszą do rowerowni. Zastawili też sciany piwnicy różnymi szafeczkami, półeczkami, pralkami, lodówkami, zamrażalkami i po prostu na sprzęt używany na bieżąco np. rower, wózek aktualnie potrzebny komuś, nie ma już ani centymetra, bo stoi tam od 25 lat szafka i czeka aż właściciel zechce zmienić sobie aranżącję wnętrza na na lata 60/70..
          • Takie dyskusje z reguły mają to do siebie że przytaczane są skrajne przypadki i nie da się z nimi nie zgodzić. Bo jak faktycznie od rana do wieczora dzieci "wrzeszczą" pod oknem czy napieprzają rytmicznie zabawkami o podłogę to można dostać świra. Ale zdrowy rozsądek powinien być zachowany z obu stron. Dzejms, nie można wymagać, że w swoim domu czujesz strach czy sąsiad słyszy zabawy klockami:P A jeśli powodem takiego przenoszenia się hałasu jest sam budynek no to już faktycznie nie możesz mieć do nikogo innego pretensji.
          • A ja Wam mówię na przykładzie tych wpisów w tym wątku--spójrzcie na to"młode forumowe
            zebranie".Ile w tych wpisach,złości,nienawiści, niechęci,absurdu.Myślę,że "zebranie klatkowe
            starszych sąsiadów" to pryszcz.
            Listeczkowa,znów z dokładnością co do milimetra obejrzała każdego grata po schowkach,nawet
            "marki"znamy.Pisze,że nie będzie się"kłócić".Dobrze,nie trzeba,jak tak dalej pójdzie,to oni sami
            będą biegiem uciekać do swych mieszkań,ze strachu przed "zagadnięciem"
            • Podałam te nazwy po to, aby uzmysłowić, że to sprzęty typu Franie czy radzieckie wiatki, których nikt poważny nie wezmie z powrotem do domu, aby użytkować, tylko przez sentyment lub niepohamowaną chęć gromadzenia nie wyrzuca na śmietnik, po to je podałam, nie chodziłam tam sprawdzać, byłam raz czy dwa w piwnicy w przeciągu 2 lat !
          • listeczkowa, mowienie glosno co myslisz i szczere rozmowy z utyskujacymi sasiadkami nie zrobia z ciebie automatycznie osoby chamskiej i niemilej, mozna to zrobic grzecznie i z usmiechem

            masz straszna potrzebe akceptacji i wielka niechec do upominania sie o swoje prawa - naprawde mozna sasiadowi zwrocic uwage i nadal zyc z nim w zgodzie i przyjazni

            starsi ludzie lubia narzekac i marudzic i szukac dziury w calym, trzeba puszczac kolo ucha bezsensowne utyskiwania, brac pod uwage autentyczne problemy - jesli babcia musi sie zdrzemnac w ciagu dnia o okreslonej porze, to mozna w tym czasi odkurzacza nie odpalac - ale trzeba tez umiec wyrazic swoje zdanie i rozmawiac z ludzmi, bo wtedy mozna ich sprowadzic na ziemie i przestaja sie tak nakrecac bzdurami

            nie rozumiem sprawy wozkowni - idziesz do administracji i prosisz o uporzadkowanie pomieszczenia, przeciez w ten sposob znajdzie sie miejsce na przeszkadzajace rowerki i wozki
            tylko tobie sie chyba wydaje, ze automatycznie bedzie to odebrane jako atak z twojej strony - bez sensu, pozywka dla sensacji bedzie wszystko, jak to sie mowi "jak by nie stal, d.upa z tylu"
            zyj jak ci wygodnie, nie napinaj sie tak, zeby dogodzic sasiadom za wszelka cene, w pewnym wieku czlowiek pomarudzic musi, bo sie udusi i juz

            --
            "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
    • cóż, decydując się na zamieszkanie w budynku wielorodzinnym hasło "wolnoć tomku..." odpada. Światełko w tunelu chyba jest takie, że w ogóle sąsiedzi ze sobą gadają. W niejednym nowym osiedlu dyskusje odbywają się jedynie na forach. "Na żywo" już sąsiedzi traktują się często jak powietrze, a na zwykłe "dzień dobry" reagują niemal strachem.

      Może podłącz się czasem do dyskusji sąsiadek?

      --
      Polecam wsparcie psychologiczne online na www.PoradniaOsobista.pl
    • Wiesz co, nie ma co się przejmować sąsiadami. Zachowywać się zgodnie ze swoim sumieniem, a co babcie wymyślą to ich sprawa. Wcześniej mieszkaliśmy w bloku - 10 pięter, ok. 60 mieszkań. Towarzystwo raczej starsze + tam gdzie rdzienni mieszkańcy zeszli juz z tego świata - najemcy. Odwieczny konflikt. No i my pośrodku - bo właściciele, ale młodzi. Na początku też chciałam być miła i ogólnie się przejmowałam. Ale po serii totalnie absurdalnych argumentów, w stylu:
      - na 9-tym piętrze jest kawiarenka internetowa i tam przychodzą narkomani
      - należy zlikwidować windy, bo tylko wynajmujący nimi jeżdżą
      - ludzie hałasują na klatce w nocy - tj. o 18
      - że palimy na klatce - akurat ani my ani nikt z naszych znajomych nie pali
      Od tego momentu olałam temat. Staraliśmy się zachowywać przyzwoicie. Nie włączałam hydromasażu ani pralki po 22, ale jeżeli wróciłam z pracy o 23 to brałam prysznic.
      Teraz mieszkamy na "młodym" osiedlu, sąsiadów mamy podobnych, nie czepiamy się pierdół i jest ok.
      --
      Pomóż Kalince! www.kalinajanowska.pl

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.