Dodaj do ulubionych

nowi partnerzy a dzieci - pls ekspert

04.11.11, 20:00
Jesteśmy po 7 latach życia razem (formalnie konkubinat) bo mojemu byłemu finansowo nie opłacało się małżeństwo. w kwietniu wyprowadziłam się z 2ką dzieci (3 i 6 lat). Wymusił na mnie (typ terrorysty psychicznego) że dzieci na 28 dni będą spędzać z każdym z rodziców po 14 dni, nie zgodziłam się żeby było to nawet 7 dni z rzędu bo dzieci widywały go po ok godz dziennie i to ja zajmowałam się nimi non-stop. Są bardzo do mnie przywiązane a do niego chcą jechać tylko przytulić się do psów, które się z nimi wychowały. ale on oczywiście podkreśla swoje prawa ojca do połowy czasu z dziećmi i że skoro płaci to wymaga mimo, że dzieci bardzo źle znoszą od początku te ciągłe przeprowadzki. Zmieniłam mieszkanie żeby dzieci nie zmieniały przedszkola ani szkoły (czego teraz żałuję). Jeszcze do sierpnia dało się z nim jakoś porozmawiać, odwiedzić chore dzieci. W lipcu poznał jakąś nową koleżankę, ktorą juz w sierpniu (jak twierdzi za aprobatą swojej psycholog) przedstawił dzieciom, 3ciego dnia ona już spała u niego - dzieci to widziały i pytały ją - ona nic nie odpowiedziała. No i od tej pory uważa, że ma w końcu szczęśliwą rodzinę (mowi o tym i pisze w mailach) - przy dzieciach pocałunki, uściski, małe czułości. Jego nowa koleżanka odbiera dzieci ze szkoły, przedszkola kiedy jest jego dzień, zajmuje się dziećmi w razie choroby - mi nie pozwala na odwiedziny chorych dzieci, jeździ z nią na urodziny nowych kolegów ze szkoły starszego dziecka; zaczął mnie rozliczać na co to ja wydaję pieniądze, które dostaje na dzieci, obliczył sobie na nowo ile to będzie płacił bo jak sie wyraża czas żebym się zabrała do roboty (jego nowa koleżanka jest bezrobotna a on ma duże dochody). Ja zaczęłam coraz mocniej podnosić kwestię, że nie można tak agresywnie wprowadzać nowej partnerki do życia dzieci bo też co jeśli za 2 miesiące mu się odwidzi, ale tu okazuje się, że jestem negatywnie nastawiona i dzieci też nastawiam przeciwko niemu i dopóki tego nie zmienię on nie będzie ze mną rozmawiał.
Jak dla mnie to jakieś niedorzeczności - wymienił sobie kobietę na odpowiadający mu model, dzieci najchętniej w ogóle by mi zabrał (twierdzi, że chce żeby mieszkały z nim a on po prostu zatrudni nianię) i jeszcze mi wmawia że to ja jestem problemem i powinnam się leczyć. Ja chcę żeby dzieci miały jeden dom, widywały się z nim co 2gi weekend plus 1 dzień w tyg po szkole plus wakacje, święta oczywiście częściowo.
Proszę o jakąś rozsądną opinię bo czuję się psychicznie manipulowana. Bylo mi bardzo trudno zakończyć ten związek bo non-stop słyszałam jak to sama nic nie potrafię, wszystko źle robię i postanowiłam, że koniec - nie chcę żeby dzieci widziały ten brak szacunku w stosunku do własnej matki.
Edytor zaawansowany
  • kiszczynska 04.11.11, 21:07
    ale dlaczego chcesz sie bociązyc dziecmi?
    chce-niech bierze!
  • kroliczyca80 04.11.11, 21:27
    Najlepiej, żeby to sąd ustalił gdzie mieszkają dzieci i z jaką częstotliwością są zabierane przez drugiego rodzica. Skoro sami nie umiecie się w tej kwestii dogadać, to tak będzie najrozsądniej.
    A sytuacji bardzo współczuję, domyślam się jak bardzo musi być Ci ciężko:(
  • edw-ina 05.11.11, 09:29
    Twój partner faktycznie baaaaaaardzo wcześnie wprowadził w życie dzieci nową kobietę. Ale pomijając kwestię ewentualnego rozpadu tego nowego związku, to nie sądzę by czymś złym był fakt, że nowa kobieta pomaga zajmować się dziećmi. Pomyśl - ktoś się nimi opiekuje, nie zostawia ich samych sobie. Najwyraźniej nowa partnerka nie ma problemu z zaakceptowaniem ojcostwa faceta. To rokuje pozytywnie na przyszłość.

    Teraz jesteś rozżalona, ponieważ rozpadł się twój związek. Za ten rozpad winisz byłego partnera i trudno jest ci jeszcze rozdzielić wasze uczucie od obowiązków i uczuć ojca. Najchętniej pewnie otoczyłabyś się dziećmi i starała wymazać byłego partnera z pamięci. Ale to uczucia i kiedyś minął. A jeśli w międzyczasie twój partner stanie się dobrym ojcem, to tylko same plusy.

    Natomiast tak czy siak wszelkie sprawy czasu spędzanego przez dzieci z każdym z rodziców, wysokości alimentów itp. powinny być ustalone sądownie. I nie można z tym zwlekać.
  • asocial 06.11.11, 14:24
    ale tu chodzi o to, ze facet de facto dziecmi sie NIE zajmuje, tylko obciazyl obowiazkami swoja nowa partnerke! I facet sie jeszcze bezczelnie przyznaje, ze jesli on bedzie zajmowal sie dzieci, to zatrudni nianie! I to jest juz problem, facet wyglada mi na psychopate, ktoremu wszystko pasowalo oprocz bylej partnerki.
  • ca.melia 06.11.11, 14:51
    Ale skoro nowej partnerce to odpowiada, to o co chodzi?
    --
    " Przecież wszyscy dojrzali ludzie wiedzą, że miłość nie istnieje"
  • edw-ina 06.11.11, 15:01
    ale tu chodzi o to, ze facet de facto dziecmi sie NIE zajmuje, tylko obciazyl o
    > bowiazkami swoja nowa partnerke!

    - ale ja nie widzę, żeby ta nowa partnerka płakała z tego powodu, więc o co chodzi? Wiele osób po rozstaniach wręcz marzyłoby, aby nowy partner chętnie zajmował się ich dziećmi z poprzedniego związku. Skoro kobieta nie ma nic przeciwko, nie wiem o co chodzi.

    I facet sie jeszcze bezczelnie przyznaje, ze j
    > esli on bedzie zajmowal sie dzieci, to zatrudni nianie!
    - no, większość osób pracujących i posiadających dzieci musi posiłkować się pomocą: rodziców, kuzynów, opiekunów, przedszkolanek itp. Poza tym nigdzie nie było słowa, że "facet się bezczelnie przyznaje, że nie będzie zajmował się dziećmi". Było, że jeśli zamieszkają u niego, to wynajmie opiekunkę.

    A skąd ci wyszło, że facet jest psychopatą? Ja osobiście mam jedynie wątpliwości związane z szybkim wprowadzeniem nowej partnerki w życie dzieci, nic poza tym. Zwykle jest krzyk, bo facet nie chce spotykać się z dziećmi, a nowa partnerka jest be, bo ich nie lubi. Tutaj nowa partnerka zajmuje się dzieciakami, ojciec dopomina się częstych spotkań i też jest źle? To jak jest dobrze?

    W wielu krajach jest tak, że dzieci rozwiedzionych rodziców mieszkają po kilka miesięcy - pół roku z każdym z nich. Widocznie facet do tego dąży. Tylko rodzice zamiast o tym mówić - powinni pójść do sądu i USTALIĆ.
  • azile.oli 06.11.11, 15:25
    Pomijając wszystko - o panu paskudnie świadczy fakt, że nie pozwala matce odwiedzić chorych dzieci. O nowej pani dobrze świadczy, że wyręcza w tym ojca, ale nie wyobrażam sobie, aby ktoś zabronił mi kontaktu z moim chorym dzieckiem. Czy matka ma prawo nie mieć w takiej sytuacji zaufania do nowej partnerki faceta? No, moim zdaniem ma. Nawet nianię wybiera się rozpatrując różne aspekty i wybiera się ją ze względu na dobro dziecka.
    Owszem, nowa partnerka wygląda na zaangażowaną, ale w czasie choroby doświadczenie i instynkt macierzyński bywają pomocne. No i może warto też pomyśleć o samopoczuciu matki, która się o chore dzieci martwi.
  • ca.melia 06.11.11, 15:46
    No nie przeceniajmy instynktu, bo Ex mojego niemęża ma 3 dzieci i jest kompletnie niegramotna kiedy któreś z nich zachoruje. A matką jest od 14 lat. Nie przesadzajmy.
    --
    " Przecież wszyscy dojrzali ludzie wiedzą, że miłość nie istnieje"
  • asocial 06.11.11, 16:19
    cos mi ucielo post, oczywiscie nie jest psychopata, poniewa chce zatrudnic nianie (wiekszosc rodzicow bylaby psychopatami), ale dlatego, ze otwarcie przyznaje sie, ze ON nie bedzie sie dziecmi zajmowal, tylko osoby, ktore on do tego przydzieli. Z opisu autorki wyglada to tak, jakby facet ¨walczyl¨o dzieci nie dlatego ,ze chce z nimi byc i je wychowywac, tylko na zlosc autorce, przynajmniej ja to tak zrozumialam.

    asocial napisała:
    ! I facet sie jeszcze bezczelnie przyznaje, ze j
    > esli on bedzie zajmowal sie dzieci, to zatrudni nianie! I to jest juz problem,
    > facet wyglada mi na psychopate, ktoremu wszystko pasowalo oprocz bylej partnerk
    > i.
  • azile.oli 06.11.11, 16:22
    Ale jednak można założyć , że obecnośc matki przy chorym dziecku raczej mu pomoże, a nie zaszkodzi. Poza tym niezbyt podoba mi się określenie ''niegramotna'' w odniesieniu do kobiety, która była naszą poprzedniczką i te dzieci urodziła. Z reguły wszystkie next oceniają ex swoich partnerów negatywnie i krytykują je, jako matki. Więcej pokory.
    A autorka wątku raczej chorymi dziećmi zajmować się potrafi, ostatecznie facet nie spędzał z nimi zbyt wiele czasu, a kobieta sobie jakoś radziła, zakładam, że też z chorymi dziećmi.
    Ma prawo z nimi wtedy być i już.
  • feather1 06.11.11, 16:44
    a i owszem, jak najbardziej gramotna, starsze po dwóch operacjach migdałków, niezliczonych anginach, kilku zapaleniach ucha i szkarlatynie (2 lata przedszkola totalnie przechorowane), młodszy rok rehabilitowany, pod opieką kilku specjalistów i ma zdiagnozowana padaczkę - tatuś już kilka tygodni po narodzeniu się starszej stwierdził, że on ma pracę a ja mam sobie jakoś to zorganizować i przez 7 lat ja to organizowałam bo Jemu nawet na 15 min przed zakończeniem pracy nie odpowiadało zajęcie się dzieckiem gdy z drugim musiałam być u specjalisty w szpitalu (ale na lunch z kolegą prawnikiem dzień wcześniej mógł wyjść na miasto na 1,5 godz, ale jak sam podkreślał - "wiesz to prawnik"). Do lekarza wybrał się z dziećmi raz (we wrześniu) na szczepienie i zrobił taką awanturę, że dzieci dostały histerii a on przeszedł do historii przychodni (wizyta opóźniła się o 10 min); W przedszkolu tez umówił się raz na omówienie wyników dziecka i też wyszedł obrażony bo też przedłużyło się spotkanie poprzedniego rodzica o ok 10 min a On czekał nie będzie - na spotkanie musiałam umówić się jak zwykle ja. Ostatnio byłam z młodszym 10 dni w szpitalu - on nie mógł zostać nawet na 1ną noc bo Jego nowa koleżanka się nie zgodziła. Za to demonstracyjnie bez zapowiedzi pojawiali się w szpitalu. Zrobił też najście w moim mieszkaniu bez zapowiedzi - moja mama naiwnie go wpuściła bo zaczął się awanturować na klatce, a dzieci się pochowały bo się bały, że chce je zabrać. Na szczęście wróciłam z pracy i go pożegnałam.
    Przyznam, że jest to dla mnie jakaś paranoja, żeby małe dzieci miały pozostawać pod opieką obcej kobiety podczas gdy mają matkę, która dba o nie, o ich rozwój fizyczny i intelektualny. Niech ojciec spotyka się z nimi, ale poświęca im czas, nie wyręcza się koleżanką, którą zna 3 miesiące. I co każdą będzie teraz tak prezentował? Przed związkiem ze mną nie miał żadnego stałego związku.
  • edw-ina 06.11.11, 17:02
    Obawiam się, że nie masz wpływu na to, by dzieci nie widywały się i nie pozostawały pod opieką nowej partnerki ojca, w czasie, gdy są u niego. Jeśli facet nie ma ograniczonej władzy rodzicielskiej - pod tym względem nic nie możesz zrobić.

    Natomiast z całą resztę - idź do sądu. Dla dobra wszystkich zainteresowanych. I nie zwlekaj.
  • triss_merigold6 06.11.11, 17:53
    Natychmiast do sądu z wnioskiem o ustalenie kontaktów i podaj w/w argumenty.

    Osobiście jestem za bardzo stopniowym wprowadzaniem nowego partnera/ki w życie dziecka i to dopiero wtedy, gdy znajomość jest stabilna i trwa jakiś czas. Na pewno nie po 3 miesiącach. Moje dziecko mojego partnera poznało jak już spotykaliśmy się przez około rok (albo nawet dłużej, już nie pamiętam) .
  • feather1 07.11.11, 08:37
    3 miesiące to są teraz, On sam mówi wszem i wobec, że poznał ja w wakacje a dzieciom przedstawił po najwyżej 4 tygodniach bo w sierpniu
    --
    Zuza 24.02.2005 (14:30) Jędrek 08.06.2008(14.30)
  • edw-ina 07.11.11, 08:55
    Ale dlaczego skupiasz się na kwestiach, na które nie masz wpływu, zamiast na tych, na które wpływ masz? Nie masz żadnych możliwości wymuszenia na ex tego, w jakim momencie pozna dzieci z kolejną kobietą. Możesz co najwyżej mu to zasugerować, może wspomnieć o tym terapeuta, ale na tym koniec. Nie ta kobieta jest twoim problemem. Jest nim facet, który zawiódł twoje zaufanie. Ja wiem, że znacznie łatwiej jest zwalać winę na osoby postronne, choćby dlatego, ze kiedy do człowieka dociera, co zrobiła mu osoba, którą obdarzył uczuciem, to czuje się totalnie przegrany. Ale prawda jest taka, że to twój ex facet zadecydował, kiedy przedstawi dzieciom nową partnerkę. To on nie zdecydował się spać w szpitalu, a nie ona go do tego zmusiła. Sama podkreślałaś, że jest typem terrorysty psychicznego i chyba tak raptem nie zmienił się w osobę poddaną terrorowi.

    Zamiast skupiać się na pielęgnowaniu żalu po rozpadzie związku - zadbaj o dzieci. Znajdź pomoc prawną, idź do sądu. Poszukaj pomocy psychologicznej dla siebie i dla dzieci. Rozpamiętywanie tego, czy ex zrobił coś właściwie czy nie, naprawdę nie przyniesie ci teraz niczego dobrego.

    trzymaj się i postaraj się złapać proporcje.
  • azile.oli 07.11.11, 10:19
    Ja tam nie widzę, żeby autorka wątku miała pretensje do jego partnerki, raczej cały czas przebija tu żal do faceta i słuszne zarzuty. Pozostawianie dzieci pod opieką osoby, której on sam dobrze nie zna jest nieodpowiedzialne i kropka. Tu matka dzieci ma rację.
    Ale nie ma co płakać, tylko działać. I nie godzić się na opiekę naprzemienną, bo generuje to masę problemów, zwłaszcza przy tatusiu, który miga się od sprawowania opieki osobistej i pozostawia to obcej dla dzieci osobie.
  • velluto 11.11.11, 10:04
    edw-ina napisała:

    > - ale ja nie widzę, żeby ta nowa partnerka płakała z tego powodu, więc o co cho
    > dzi? Wiele osób po rozstaniach wręcz marzyłoby, aby nowy partner chętnie zajmow
    > ał się ich dziećmi z poprzedniego związku. Skoro kobieta nie ma nic przeciwko,
    > nie wiem o co chodzi.

    O DZIECI CHODZI, nie, no ja osłabłam po prostu - naprawdę dorosłe kobiety, matki, nie pojmują w czym rzecz? fajna ciocia, bo się bawi - tylko że dzieciom bardziej potrzebni są rodzice, niż nawet najfajniejsze opiekunki.

    Dzieciom rozpadła się rodzina. Matki nie widują w chorobie, ojciec się nimi nie zajmuje - wręczył je jak puchar przechodni nowej cioci. Tak trudno pojąć, że musi to mieć przełożenie na ich poczucie bezpieczeństwa?
  • nowy99 07.11.11, 15:58
    Chwila.
    Dzieci sa nie z malzenstwa wiec przede wszystkim sprawowanie calkowitej opieki wraz z podejmowaniem decyzji naleza WYLACZNiE do matki.
    Matka ma dostawac alimenty.
    Ojciec, jezeli sobie zyczy, moze sadownie, jesli nie moga dogadac sie z matka dzieci, a nie moga jak widac, moze sadownie ustalic zasady widzen.
    Koniec dywagacji n.t.komu sie dzieci naleza.

    Dzieci sa na tyle male, ze nie powinny miec ograniczonego widzenia przede wszystkm z matka. To tak od strony dobra dziecka patrzac. Nie zracych sie rodzicow.
  • natamaj1 08.11.11, 09:35
    > Chwila.
    > Dzieci sa nie z malzenstwa wiec przede wszystkim sprawowanie calkowitej opieki
    > wraz z podejmowaniem decyzji naleza WYLACZNiE do matki.

    to nie jest prawda. Nie ma zadnej roznicy w sprawowaniu wladzy rodzicielskiej miedzy dziecmi z malzenstwa a dziecmi pozamalzenskimi. W Polsce kodeks rodzinny daje te same prawa i obowiazki OBOJGU rodzicom bez wzgledu na formalne relacje miedzy nimi. Rowniez od strony dziecka patrzac: sytuacja rodzinna i spoleczna dziecka pozamalzenskiego jest dokladnie taka sama jak dziecka urodzonego w malzenstwie.
    Malzenstowo jest relacja majaca wplyw tylko i wylacznie na dwoje doroslych ludzi. Brak malzenstwa ma wplyw na dziecko tylko i wylacznie do momentu uznania dziecka przez ojca, bo wczesniej faktycznie jedynie matka jest jego prawnym opiekunem i tylko ona moze podejmowac decyzje. W momecie uznania dziecka przez ojca w USC cala reszta nie ma zadnego znaczenia. Jest dziecko i DWOJE rodzicow z rownymi prawami i obowiazkami. To tylko typowo polskie myslenie jakoby matka byla kims wazniejszym w zyciu dziecka i miala ona wieksze prawa w podejmowaniu decyzji. W innych panstwach juz sie od takiego stereotypu powoli odchodzi.
    --
    POMOC dla MELI:
    podarujwzrost.blogspot.com/
  • nowy99 08.11.11, 11:32
    Oto przepis:
    Jeżeli rodzice są małżeństwem, automatycznie przyznaje im się wspólną opiekę nad dzieckiem w momencie jego narodzin. Nawet w przypadku ich rozwodu, wspólna opieka wciąż obowiązuje, z zasady. Jednakże, jeśli jeden z rodziców pragnie zmiany w zakresie opieki, sąd może, jeśli uzna takie działanie za zgodne z najlepszym interesem dziecka, zakończyć wspólną opiekę i przyznać opiekę wyłączną.

    Jeżeli rodzice nie są małżeństwem, wyłączną opiekę przyznaje się automatycznie matce. Jednakże, rodzice mogą uzyskać wspólną opiekę w drodze prostej procedury rejestracji. Ojciec może również wszcząć postępowanie o uzyskanie wspólnej lub wyłącznej opieki nad dzieckiem.
    Koniec cytatu.
  • natamaj1 08.11.11, 13:07
    > Jeżeli rodzice nie są małżeństwem, wyłączną opiekę przyznaje się automatycznie
    > matce. Jednakże, rodzice mogą uzyskać wspólną opiekę w drodze prostej procedury
    > rejestracji.

    no ja dokladnie o tym pisalam. Ta "prosta procedura rejestracji" to wlasnie uznanie dziecka przez ojca. I po uznaniu ojciec i matka maja takie same prawa jak w malzenstwie.

    > Ojciec może również wszcząć postępowanie o uzyskanie wspólnej lub
    > wyłącznej opieki nad dzieckiem.

    Ojciec nie musi wszczynac postepowanie o uzykanie wspolnej opieki, bo uznajac dziecko automatycznie takie prawo otrzymal. Moze wszczac postepowanie o uzyskanie wylacznej opieki - takie samo postepowanie moze wszczac rowniez matka.
    W przypadku autorki watku podejrzewam ze jest tak ze uznanie nastapilo wiec oboje maja prawo opiekowac sie dziecmi, dopoki zadne z nich nie pojdzie do sadu aby ograniczyc to prawo drugiemu maja takie sama prawa jak para malzenska.
    --
    POMOC dla MELI:
    podarujwzrost.blogspot.com/
  • nowy99 09.11.11, 16:46
    Natamaj, jestes w błędzie.
    Mam taka sytuacje tuz obok siebie i wiem, co mowila sedzia na rozprawie. Dziecko urodzone nie w malzenstwie, pomimo ze ma konkretnego podpisujacego sie pod ojcostwem, placacego alimenty ojca, jest pod wylaczna opieka i decyzjami matki.
  • natamaj1 14.11.11, 09:22
    > Natamaj, jestes w błędzie.
    > Mam taka sytuacje tuz obok siebie i wiem, co mowila sedzia na rozprawie. Dzieck
    > o urodzone nie w malzenstwie, pomimo ze ma konkretnego podpisujacego sie pod oj
    > costwem, placacego alimenty ojca, jest pod wylaczna opieka i decyzjami matki.

    chyba obie mowimy o dwoch roznych sytuacjach. Jezeli ojciec placi alimenty to znaczy ze musiala sie odbyc rozprawaa na ktorej zdecydowano ze dziecko bedzie pod opieka matki a ojciec bedzie placil alimenty. I to tez nie zawsze swiadczy ze ojciec ma ograniczona wladze rodzicielska i jest pod wylaczna opieka matki. Moze byc tak ze dziecko tylko mieszka z matka a ojciec jest zobowiazany do placenia alimentow ale nadal wszystkie istotne decyzje musza podejmowac wspolnie. Piszesz o konkretnej sytuacji twojej znajomej w ktorej prawdopodbnie ojciec ma ograniczona wladze rodzicielska.
    Ja mowilam o sytacji w ktorej dziecko urodzilo sie nie w malzenstwie i zostalo uznane przez ojca. Jezeli nie bylo sprawy alimentacyjnej i zadnemu rodzicowi nie ograniczono praw to rodzice maja rowne prawa dokladnie takie same jakby dziecko urodzilo sie w malzenstwie. Sama mam taka sytuacje. Ja i moj partner mamy dziecko i zanim ono sie urodzilo dokladnie przeanalizowalam kodeks rodzinny bo zalezalo mi na sytuacji aby stosunki na lini rodzice-dziecko byly dokladnie takie jak w malzenstwie. Jezeli by bylo inaczej to wzielibysmy slub.
    --
    POMOC dla MELI:
    podarujwzrost.blogspot.com/
  • sabciasal 24.11.11, 18:09
    to nie jest przepis, tylko jakiś dziwny komentarz, szczególnie ten dotyczący automatycznego przyznania opieki matce (chyba że w przypadku, kiedy nie wystąpiła o stwierdzenie ojcostwa). przepisy masz poniżej.

    Art. 93. § 1. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom.
    Art. 107. (73) § 1. Jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom żyjącym w rozłączeniu, sąd opiekuńczy może ze względu na dobro dziecka określić sposób jej wykonywania.
    § 2. Sąd może powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców, ograniczając władzę rodzicielską drugiego do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do osoby dziecka. Sąd może pozostawić władzę rodzicielską obojgu rodzicom, jeżeli przedstawili zgodne z dobrem dziecka porozumienie o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem, i jest zasadne oczekiwanie, że będą współdziałać w sprawach dziecka. Rodzeństwo powinno wychowywać się wspólnie, chyba że dobro dziecka wymaga innego rozstrzygnięcia.
    Art. 113. (83) § 1. Niezależnie od władzy rodzicielskiej rodzice oraz ich dziecko mają prawo i obowiązek utrzymywania ze sobą kontaktów.
    § 2. Kontakty z dzieckiem obejmują w szczególności przebywanie z dzieckiem (odwiedziny, spotkania, zabieranie dziecka poza miejsce jego stałego pobytu) i bezpośrednie porozumiewanie się, utrzymywanie korespondencji, korzystanie z innych środków porozumiewania się na odległość, w tym ze środków komunikacji elektronicznej.
    informacje o jednostce
    rt. 1131. (84) § 1. Jeżeli dziecko przebywa stale u jednego z rodziców, sposób utrzymywania kontaktów z dzieckiem przez drugiego z nich rodzice określają wspólnie, kierując się dobrem dziecka i biorąc pod uwagę jego rozsądne życzenia; w braku porozumienia rozstrzyga sąd opiekuńczy.
    § 2. Przepisy § 1 stosuje się odpowiednio, jeżeli dziecko nie przebywa u żadnego z rodziców, a pieczę nad nim sprawuje opiekun lub gdy zostało umieszczone w rodzinie zastępczej albo w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
  • perd-ido 08.11.11, 13:57
    Na pewne rzeczy masz wplyw feather, a na niektore nie masz. Nie rozumiem co znaczy wymusil na mnie?. A dzieci to jakies pudlo, ktore mozna przestawiac z kata w kat co dwa tygodnie?. Nie daj sie! Idz z tym do sadu. Nie rozumiem czemu z tym zwlekasz i dajesz sie wpedzic w taka pajecza siec?. To nic, ze nie byliscie malzenstwem..ale macie wspolne dzieci, ktorych dobro jest teraz najwazniejsze.! To co tu na forum opisz we wniosku o alimenty.
  • hamerykanka 08.11.11, 17:52
    A ja mam pytanie: pracujesz czy zyjesz z alimentow na dzieci?
    To ostatnie by czesciowo tlumaczylo twoje stanowisko i awersje do obecnej partnerki ex meza. Jestes rozzalona ze ona jest bezrobotna, a ex naciska na ciebie, abys znalazla prace?
  • feather1 09.11.11, 07:05
    A i owszem pracuję, i pracowała do ostatniej chwili (tydzień przed) narodzinami każdego z dzieci, potem pół roku przerwy i do roboty. czasem zaczynam od 7.30 a czasem kończę 21 - a. po drugim dziecku z powodów organizacyjnych musiałam kończyć wcześniej
    --
  • mozambique 09.11.11, 12:51
    jakiego męża ??
    nie słyszałaś ? - panu konkubenotowi małżenswto sie NIE OPŁACAŁO
    wiec wpędził kobiete w lata i radosnie machnął se trójke nieslubnych dzieci
    to mu sie pewnie opłacało
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • hamerykanka 09.11.11, 14:18
    Sam jej nie machal, do tanga trzeba dwojga. Ja na jej miejscu z panem nie fundowalabym sobie dzieci, a do tego az trojki.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 11.11.11, 00:03
    Osobiście jestem przeciwna sformalizowanej naprzemiennej opiece rodziców nad dziećmi. Wiem , że są zwolennicy takiej metody, a nawet ci którzy uważają ja za najbardziej dogodną dla dzieci, ja jednak do nich nie należą. Szczególnie, gdy rzecz dotyczy tak małych dzieci. Co do starszych np koniec gimnazjum, liceum, może byłabym bardziej otwarta. Dlatego moja odpowiedź w oczywisty sposób będzie zawierała sugestie związane z jak najszybszą zmianą sytuacji, bo uważam ją za szkodliwą.. Czyli raczej będzie odpowiedzą popierającą Pani stanowisko i potrzeby w tej kwestii. Uważam, że tak małe dzieci muszą mieć i czuć podstawową bazę. Daje im to poczucie bezpieczeństwa, które w tym, momencie dopiero się kształtuje. Dlatego rodzice, mimo różnych uczuć do siebie nawzajem, powinni dołożyć wszelkich starań aby zapewnić dzieciom nieskrępowany kontakt ze sobą, bez konieczności nieustającej zmiany miejsca pobytu.Są różne formy takiej opieki i różne możliwości.
    Opierając się na Pani opisie nie wydaje się aby zaproponowany przez ekspartnera sposób opieki nad dziećmi wynikał z troski o nie. Jest raczej rozgrywaniem czegoś z Panią i pokazania swojej władzy. Dlatego tutaj trzeba by zacząć formalnie ustalać inny sposób opieki i to niezwłocznie.
    Co do wprowadzania nowego partnera jestem za późniejszą niż wcześniejszą jego obecnością w życiu dzieci. To miło, że nowa partnerka ojca dzieci jest chętna do opieki, ale jako osoba nieznana obojgu rodzicom oraz jako osoba, która sprawując opiekę może mieć bardzo duży wpływ na dzieci winna zostać zaakceptowana również przez Panią. A przynajmniej powinna Pani coś więcej o niej wiedzieć.
    Być może poczucie psychicznej manipulacji jest słuszne i warto zacząć się chronić. Agnieszka Iwaszkiewicz


    Są różne formy takiej opieki i różne możliwości.
    Opierając się na Pani opisie nie wydaje się aby zaproponowany przez ekspartnera sposób opieki nad dziećmi wynikał z troski o nie. Jest raczej rozgrywaniem czegoś z Panią i pokazania swojej władzy. Dlatego tutaj trzeba by zacząć formalnie ustalać inny sposób opieki i to niezwłocznie.
    Co do wprowadzania nowego partnera jestem za późniejszym niż wcześniejszym jego obecności w życiu dzieci.
  • edw-ina 14.11.11, 10:19
    Pani Agnieszko, zazwyczaj nie mam żadnych uwag do Pani komentarzy. W tym wypadku jednak zaniepokoiła mnie część wypowiedzi:
    To miło, że nowa partnerka ojca dzieci jest chętna
    > do opieki, ale jako osoba nieznana obojgu rodzicom oraz jako osoba, która spr
    > awując opiekę może mieć bardzo duży wpływ na dzieci winna zostać zaakceptowana
    > również przez Panią. A przynajmniej powinna Pani coś więcej o niej wiedzieć.

    - rozumiem matki potrzebę opieki, jej obawy itp., ale skoro oboje rodzice mają pełnię władzy rodzicielskiej, to nie wydaje mi się, by matka musiała zaakceptować nową kobietę ex-partnera w roli osoby, która w jakiś sposób zajmuje się dziećmi. Czy tak samo jej były partner miałby mieć wgląd w to, z kim się wiążę matka jego dzieci i jaki może mieć to wpływ? Musi tego nowego partnera zaakceptować? W ten sposób problemy pomiędzy rodzicami przenosi się na dzieci.

    Rozumiałabym to, gdyby jedno z rodziców było niewydolne wychowawczo, mogło zagrażać dzieciom. Wówczas idzie się do sądu i zakłada sprawę o ograniczenie praw rodzicielskich lub całkowite ich pozbawienie. Ale pomijając taką sytuację, nie widzę powodu, dla którego po rozpadzie związku jedna ze stron może dyktować drugiej warunki, zasłaniając się dobrem dzieci.
  • aqua48 14.11.11, 10:29
    edw-ina napisała:


    > - rozumiem matki potrzebę opieki, jej obawy itp., ale skoro oboje rodzice mają
    > pełnię władzy rodzicielskiej, to nie wydaje mi się, by matka musiała zaakceptow
    > ać nową kobietę ex-partnera w roli osoby, która w jakiś sposób zajmuje się dzie
    > ćmi. Czy tak samo jej były partner miałby mieć wgląd w to, z kim się wiążę matk
    > a jego dzieci i jaki może mieć to wpływ? Musi tego nowego partnera zaakceptować
    > ? W ten sposób problemy pomiędzy rodzicami przenosi się na dzieci.
    >
    > Rozumiałabym to, gdyby jedno z rodziców było niewydolne wychowawczo, mogło zagr
    > ażać dzieciom. Wówczas idzie się do sądu i zakłada sprawę o ograniczenie praw r
    > odzicielskich lub całkowite ich pozbawienie. Ale pomijając taką sytuację, nie w
    > idzę powodu, dla którego po rozpadzie związku jedna ze stron może dyktować drug
    > iej warunki, zasłaniając się dobrem dzieci.

    Jeśli dzieci reagują na wizytę ojca chowając się ze strachu, że je zabierze, i nie chcą do niego jeździć, jak pisze autorka, to sytuacja jest bardzo niepokojąca i uważam, że ich dobro i spokój, a także ustalenie kto i w jaki sposób się nimi zajmuje oraz prawo matki do odwiedzin jeżeli w czasie przebywania u ojca są chore, jest zdecydowanie sprawą nadrzędną.

  • edw-ina 14.11.11, 10:39
    a) nie wiemy, czy nerwy dzieci związane z wizytami u ojca nie mają czegoś wspólnego z napiętą sytuacją pomiędzy rodzicami. Może być oczywiście tak, że dzieci nie są związane z ojcem, nie chcą u niego przebywać, ale może to też mieć związek z ogólnym sposobem funkcjonowania rodziców polegającym na ciągłej walce i uciekając - dzieci się na swój sposób dystansują.

    b) też uważam, że nadrzędnym dobrem jest dobro dzieci i dlatego od początku tego wątku wciąż piszę jedno zdanie: idź do sądu i ureguluj wszystko.

    Mam tylko wątpliwości, ile z tych sytuacji jest wynikiem faktycznych braków rodzicielskich ojca i jego manipulatorstwa, a ile jest związanych z toczącą się pomiędzy rodzicami wojną. Z jakiegoś powodu autorka wątku zdecydowała się na dwoje dzieci z tym panem. Biorąc rzecz na logikę - gdyby był takim fatalnym ojcem, to raczej drugie dziecko nie pojawiłoby się na świecie. Więc zdaje się, że jednak jakieś plusy jego ojcostwo mieć musiało. Poza tym, skoro ojciec nie ma ograniczonej władzy rodzicielskiej, po prostu nie można mu jej odbierać.
  • alfika 15.11.11, 14:09
    czy to jest jakoś sensownie udowodnione, że im więcej dzieci ma partnerka ze swoim partnerem, to oznacza to, że on jest tym lepszym ojcem?
    dla mnei nei zabrzmiało jak argument

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • edw-ina 15.11.11, 14:59
    wydaje mi się, że matka chcąc dla swoich dzieci jak najlepiej, jednak zastanawia się z kim je ma. I skoro facet jest fatalnym ojcem dla jednego dziecka, nie sprawdza się w tej roli, to raczej nie wychodzi z założenia, że przy drugim będzie super.
  • mozambique 25.11.11, 10:23
    w domysle tak

    na pewnej rozprawie rozwodowej matka chciala pozbawic ojca kontaktu z trójka dzieci (rozwód z powodu zdrady)

    na to sędzina rozumnie odrzekła - "jesli zdecydowałą sie pani na trojke dzieci z męzem to znaczy ze swoje obowiazki rozdzicielksie spełniał on w stopniu co najmniej poprawnym " i niczego nie ograniczyła
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • jamesonwhiskey 24.11.11, 17:46
    > Ja chcę żeby dzieci miały jeden dom, widywały się z nim co 2gi weekend plus 1 dzień w tyg po > szkole plus wakacje, święta oczywiście częściowo

    oj co za szczodrosc z twojej strony

    a moze ten ogromny sprzeciw na opieke naprzemiennna to to ze nie bedzie laimentow i trzeba ruszyc dupe do roboty ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka