Kontakty z matką niszczą mnie Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam,
    Zacznę od tego, że jestem chyba niewolnica mojej matki. Tak mogę nazwać to co czuję. Pochodzę z bardzo dysfunkcyjnej rodziny. Padłam ofiarą ogromnej przemocy psychicznej i fizycznej, jak również seksualnej ze strony ojczyma oraz mojej matki, która się również znęcała nade mną ( to taki typ zimnej ryby, jest wychowanką dd). Zawsze byłam "grzecznym" dzieckiem, bardzo dobrze uczyłam się, byłam"inna" i za to mnie tępiono w domu, za wrażliwość i inne poglądy. Nie miałam jednego spokojnego dnia w domu i jeśli istnieje piekło, to ja je już przezyłam. Tuż po maturze zostałam wyrzucona z domu" bo nie będą utrzymywać darmozjada". Jakimś cudem wyjechałam do dużego miasta, jakoś sobie poradziłam i ułozyłam życie. Skończyłam studia. Nigdy się nie leczyłam, nigdy nie byłam u psychiatry ale bywało ciężko. Teraz mam dwójkę cudownych dzieci i mężą, który jest moim najlepszym przyjacielem.
    Kontaktów z matką nigdy nie zerwałam ale były to relacje chore oparte na matkowaniu jej, dawaniu pieniędzy, rozwiązywaniu problemów, nic nie otrzymywaniu w zamian. Kiedy urodziłam I dziecko coś się w niej odmieniło i pokochała wnuczkę, przyjeżdżała, zaczęłyśmy normalne rozmowy. Po mniej więcej dwóch latach znów zaczęło się psuć. Kiedy byłam w ciąży z 2 im dzieckiem pokłóciłyśmy się ( no to nazwać kłótnią właściwie, powiedziałam jej, że nie chce mi mi robiła wodę z mózgu) i obraziła się na ok pół roku, nie zadzwoniła nawet gdy urodziłam dziecko. Nic po prostu beton. Ja wyciągnęłam rękę pierwsza. Po 3 miesiącach znów obraza, teraz nasze kontakty wyglądają tak, że ja dzwonię, ona nigdy, 0 kontaktu, zero odwiedzin.
    Wczoraj dowiedziałam się, że moja siostra ma 18 tkę, oczywiście nie zaproszono nas( choć moja siostra bywała u nas w każde wakacje, ferie etc) Znów czuję nóż w plecach.
    Męczą mnie te relacje, czuję się jej niewolnicą, chciałabym żyć pełnią życia a nie mogę, móc cieszyć się dziećmi, życiem.
    Myslę o terapii ale na NFZ (Warszawa). Proszę o poradę, czy brak kontaktu byłby lepszy?
    • Witam :)Proponowałabym terapia z psychologiem gdzie pogadasz o swoich obawach i rozterkach a i nie uztrymywałabym kontaktu nic na sile skoro niekt do ciebie nie dzwoni nie interesuej Twom zyciem.Na sile nie zmienimy pewnych spwa w zyciu a na chwile obecna masz dzieciatka Meza i oni sa najwaniejsi wiec poswiec im wiecej czasu do tego terazpi napewno pomoze.Naprawde polecam terapie w własnego doswiadczenia zycze duzo radosci i pogody ducha powodzenia trzymam kciuki:)
    • "Kontaktów z matką nigdy nie zerwałam "- błąd, duży błąd.
      A na terapię idź, abyś sama dla siebie miała siłę poradzić sobie ze swoimi uczuciami.Matka jest okropna, a ty ciągle oczekujesz od tak okropnej osoby akceptacji. Naucz się, odciąć od tego i skup na tym, co ci się udało: a udało ci się stworzyć własną rodzinę, masz dzieci, dobrego męża- ba- w sumie dla ciebie TO jest ta właściwa rodzina.
      • Zerwanie kontaktu nic nie zmieni,a tylko nasili twoją bezradność.Będziesz zawsze myśleć co tam u mamy,radziła bym ci szczerą rozmowę,jesteś mamą to wiesz na czym to polega szczerość i zaufanie tylko może pomóc.(my zimne ryby jesteśmy trochę inne ale kochać umiemy,tylko po swojemu,dlatego nie każdy nas rozumie)
        • kocurek33zoo3 napisała:

          > Zerwanie kontaktu nic nie zmieni,a tylko nasili twoją bezradność.Będziesz zawsz
          > e myśleć co tam u mamy,radziła bym ci szczerą rozmowę,jesteś mamą to wiesz na c
          > zym to polega szczerość i zaufanie tylko może pomóc.(my zimne ryby jesteśmy tro
          > chę inne ale kochać umiemy,tylko po swojemu,dlatego nie każdy nas rozumie)

          Owszem z jednej strony, gdy nie miałyśmy dłużej kontaktu czułam ulgę, z drugiej zastanawiałam się, czekałam, nie mogłam zrozumieć dlaczego nie wyciąga ręki, przecież wie, że jestem w ciąży etc... Bolało. Nie wytrzymałam i po porodzie wyciągnęłam rękę, ale po czasie myślę, że gdybym wtedy urwała ten kontakt dziś byłoby lepiej. Szczere rozmowy wyglądają tak: że mówię, że czuję się jakbym dla niej kimś zupełnie obcym, a ona nic westchnienie czasem, albo " co znowu wymyśliłaś", mówię, że boli mnie, że traktuje lepiej koleżanki ode mnie, ze martwi się ich losem a moim nie, że nie odwiedziła mnie w szpitalu, gdy miałam operację, ba nawet nie wysłała głupiego smsa...że jak mogła nie zadzwonić jak urodziłam dziecko, chyba jestem jej zupełnie obca, a ona "mylisz się" i to wszystko.
          Tyle lat dawałam jej szansę.. próbowałam, winiłam siebie- może jestem zbyt wymagająca... Po drugiej stronie jest mur... Kiedyś wysłała mi sms "przepraszam wiesz za co"- to wszystko, wszystko co od niej usłyszałam.
          Ja mam wrażenie, że ona jest takim wolnym ptakiem, nie znosi zobowiązań, jak czuje,że ktos naciska, natychmiast się chowa w sobie. Najgorsze jest to, że ma faceta, kolejnego, alkoholika, który kompletnie jej nie wspiera, z którym łączą ją jakieś przedziwne relacje, spotykają się , nie spotykają. Bez niego żyć nie potrafi, wybacza wszystko, on zawsze wraca a ona go przygarnia, a na mnie potrafi gniewać się miesiącami.
          • "Tyle lat dawałam jej szansę.."- dawałaś, ale nic z tego nie wychodziło; może warto jednak lepiej powiedzieć sobie szczerze: mam złą i toksyczną matkę i skupić się na swojej rodzinie (sama pisałaś,że jak nie kontaktowałaś się , to lepiej się czułaś). Bo mam wrażenie, ze ciągle czekasz, że może teraz, ten akurat telefon, to spotkanie coś zmieni i ciągle przeżywasz rozczarowanie- psycholog nauczyłby cię, pokazał , jak nauczyć się z tym żyć i umieć skupić się na swojej rodzinie, na swojej teraźniejszości. To matki strata, że tak cię traktuje.
            Idź do psychologa, aby dać sobie szansę na normalne życie .A matkę olej, naprawdę olej.
            Od kiedy (a to już sporo lat) mam zasadę: unikam, omijam toksyczne układy,osoby zdecydowanie żyje mi się lepiej. Jej nie jesteś w stanie zmienić, ale możesz zmienić swój stosunek do niej.
            • Trudna decyzja do podjęcia,ale masz własną rodzinę i tym żyj,a ona niech żyje po swojemu zadzwoń do czasu na święta.To że jest z kimś to świadczy o tym że nie chce zostać sama,a alkohol to zły nawyk szkoda tylko tej siostry która z tym jest na co dzień.Głowa do góry i nie obwiniaj się czasem nie mamy wpływu na zmianę.Psycholog to przydał by się matce też,więc ty idż do psychologa on ci pomoże
          • Ps. Dla pocieszenia,kiedy rodziłam drugie dziecko i zagrażało to mojemu życiu i byłam nieprzytomna moja matka lekarza się zapytała czy może załatwiać już sprawy pogrzebowe
            • Spróbuje chyba urwać te kontakty, bo ograniczanie ich nie ma sensu (próbowałam), ale ciężko będzie. Muszę poszukać jakiegoś terapeuty. Zauważyłam jeszcze coś, że ówczesne zerwanie kontaktów z matką jakby scaliło moją rodzinę, to znaczy bardziej zbliżyłam się do męża, nasze relacje są głębsze, bardziej go rozumiem.
              • Daj sobie spokój z tak okropną "matką", nie warto z taką osobą utrzymywac kontaktów...niech żyje własnym życiem z dala od Ciebie...
              • " Zauważyłam jeszcze coś, że ówczesne zerwanie kontaktów z matką jakby scaliło moją rodzinę, to znaczy bardziej zbliżyłam się do męża, nasze relacje są głębsze, bardziej go rozumiem."

                - i tego się trzymaj; to mąż, a piszesz, ze masz dobrego męża, jest dla ciebie najbliższą rodziną, to z mężem stwórzcie swoim dzieciom prawdziwy dom; odetnij się i przestań spalać- tego życzę :)
              • Widzisz wiec tego sie trzymaj i dbaj o swoja rodzinke:)Powodzenia
                • Powiem tak- rozumiem Cię doskonale.Też mam podobną matkę - toksyczną i każdy kontakt z nią drażnił mnie,a jednocześnie czułam jakiś przymus aby te kontakty-wbrew sobie-utrzymywać.
                  Do czasu- kiedy coś w końcu we mnie pękło-zerwałam z nią kontakty na prawie rok.Miałam jej dość.To ona potem zabiegała o odnowienie relacji i robimy to ale ostrożnie,ponieważ ja się zmieniłam-już mam pełną świadomość tego,że lepiej jest dla mnie i mojej rodziny,kiedy nie kontaktuję się z nią.Nie mam ochoty jej się zwierzać, mówić co u mnie,nie interesuje mnie co u niej-totalny zlew i dobrze wreszcie się z tym czuję.Moja rodzina też-ponieważ mojego M zawsze denerwowały moje relacje z mamą(jako osoba patrząca z boku widział,że to toksyczna osoba).
                  Radzę Ci z całego serca,żebyś zaczęła żyć własnym życiem,żyła dla swojego męża i dzieci- matkę olej-masz do tego pełne prawo.Nie jesteś jej nic winna.
                  • też mam podobną matkę, dzwonie do niej martwie się choć z drugiej strony z chęcią bym ją olała.Czułam że muszę do niej zadzwonić(jestem zagranicą) choć zobaczyć czy pije, i jak sięma.
                    Tyle razy się na niej zawiodłam, byłam w ciąży potrafiła pić i mnie z domu wyrzucić dzien przed porodem, jak urodziłam nawet nie zadzwoniła, to ja bardziej martwiłam się o nią niż ona o mnie.
                    Czuje jak niszczy mi życie moją psychikę, zawsze mnie tak omami że to ja czuję się wszystkiego winna.Mąż mnie wspiera to on, tak jak któraś z was również wspominała- uświadomił mi jaką jest toksyczną osobą.Ciężko jest tak żyć, ona wie że ma nademną władzę psychiczną. Zerwać kontakty też nie umie, bo mieszka sama, tata zmarł i mało kto z rodziny się nią interesuje.Bo lubi wypić więc siedzi sama w domu i pije.
                    Toksyczne osoby sa jakby uzależniające.
    • To, o czym piszesz jest straszne, ale muszę Ci nap[isać-na dłuższą metę możesz zniszczyć własną rodzinę rozważaniami, problemami nie swoimi, tylko tymi związanymi z matką. Piszesz, że masz wspaniałego męża, skończyłaś studia, masz kochane córeczki. Ciesz się tym korzystaj z życia.
      To, że czujesz się w obowiązku miec kontakty z matka, bo jest Twoją matką tylko Cię gnębi.
      Nie masz otóż obowiązku matkować, byc niewolnicą nawet matki-która pozwalała Cie krzywdzić, kazała opuścić dom,
      Kochana, radzę Vi-urwij kontakty, żyj swoją rodzinką, ciesz się tym nie zadręczaj się problemami, bo nikt się nie zadręczał Toba, gdy tego potrzebowałaś!
      Co do siostry-ona nie jest malutka, mogła was sama zaprosic, jeśli tego nie zrobiła-widocznie ma "wyprany mózg"... Może kiedyś pojmie, może nie swój błąd.
      Co do konkubenta matki-to problem jej!!!Nie masz obowiązku jej ratowac, to jej życie!
      Bądź wytrwała i koncentruj się na osobach , które Ciebie kochają!!!
      Tylko zerwanie kontaktu i uświadomienie sobie, że nie zmienisz matki, nie dostaniesz miłości , której nie było-bo nie ma "tego czegoś" co winno być, nie może Cię pokochac matka, która Cię nie kochała w dzieciństwie, to jest niemożliwe do nadrobienia. Wiem, że potrzebujesz tego, ale nawet jakbys nie walczyła-nie otrzymasz miłości z dzieciństwa, bo jej po prostu nikt już nie ma...
      Co do miłości jeszcze-matka jest milsza dla koleżanek, bo nie ma wobec nich zobowiązań-wobec Ciebie ma-i jest taka, jak zawsze, czyli zimna, bez uczuć, i nigdy nie będzie inna.. musisz się z tym pogodzić.
      Po kolejne-polecam terapię grupową-pomaga!!!!!!


      --
      P.I.O.-moje natchnienie :) :* :) :*
      [img]http://gify.magazynek.org/pictures/Kreskówki/Krecik/006.gif[/img]
      • Dziękuję Wam z a słowa wsparcia. Sa dla mnie bardzo ważne Ja instynktownie dopiero kiedy przekraczałam 30 rok życia zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego jaki błąd popełniałam ciągle przez tyle lat, o ile błędem można nazwać kochanie kogoś najbliższemu sercu.
        Dziś mam dość. Plusem w mojej sytuacji jest to, że jej wybaczyłam już dawno, jej i jej mężowi, że się znęcali, więc nie dramatyzuję nad swoim losem. Uważam nawet, ze dzięki temu jestem tym kim jestem. poza nerwowością naprawdę nie skrzywiło mnie to jakimś cudem, potrafię kochać.
        Co do siostry, ona jest kopią matki, ma niestety wiele z ojca. Podczas ostatniej jej wizyty potrafiła mnie okraść (nie pierwszy już raz). Kiedy pytałam jej jak mogła to zrobić, matka się nawet nie odezwała, tylko śmiała po nosem, a potem przy jakiejś innej okazji jej cwaniactwa powiedziała, "ta moja Natalia jest taka sprytna". Ręce opadają.
        • Jakbym czytała o sobie. Też brat, który mnie okradał i mamusia śmiała się, że jest taki zaradny. Reszta też się zgadza prawie w całości.

          I co? Wyprowadziłam się mówiąc sobie, że moja noga więcej tam nie postanie. Jestem konsekwentną osobą. Zerwałam kompletnie kontakt. Nie była na moim ślubie, nigdy nie poznała wnuka.

          Efekt? BŁOGI SPOKÓJ. Moje życie nareszcie jest spokojne. Nie mogę uwierzyć w to, jakim kiedyś było piekłem.

          Najważniejsze na koniec - wcale mi jej nie brakuje. Cały czas zdaję sobie sprawę, że jest taką osobą, jaką była i mam mdłości, jak pomyślę, że znowu zniszczyła by mi moje spokojne, poukładane życie. Jak pomyślę, ile lat mojego życia mi zniszczyła, to wiem, że nie zjawię się nawet na jej pogrzebie, choćby miała ją pochować opieka społeczna. W pełni zasłużyła na to, żeby spędzić resztę życia w samotności i to nie tylko moje zdanie, ale też reszty mojej rodziny, która się od niej odcięła.

          Podejmij męską decyzję. Życzę powodzenia.
    • też mam podobną matkę, dzwonie do niej martwie się choć z drugiej strony z chęcią bym ją olała.Czułam że muszę do niej zadzwonić(jestem zagranicą) choć zobaczyć czy pije, i jak sięma.
      Tyle razy się na niej zawiodłam, byłam w ciąży potrafiła pić i mnie z domu wyrzucić dzien przed porodem, jak urodziłam nawet nie zadzwoniła, to ja bardziej martwiłam się o nią niż ona o mnie.
      Czuje jak niszczy mi życie moją psychikę, zawsze mnie tak omami że to ja czuję się wszystkiego winna.Mąż mnie wspiera to on, tak jak któraś z was również wspominała- uświadomił mi jaką jest toksyczną osobą.Ciężko jest tak żyć, ona wie że ma nademną władzę psychiczną. Zerwać kontakty też nie umie, bo mieszka sama, tata zmarł i mało kto z rodziny się nią interesuje.Bo lubi wypić więc siedzi sama w domu i pije.
      Toksyczne osoby sa jakby uzależniające
    • Zastanawiam się skąd w Pani tyle wątpliwości. Wyłożyła Pani nam tutaj wszystkie wady kontaktu z mamą i zalety jego braku. Jest Pani dorosłą i niezależną, będącą w dobrym partnerskim układzie z mężem.
      Prowokując kontakt z mamą odtwarza Pani relację zależności i odrzucenia. Jakby bez tego nie dawało się żyć. To jest temat na terapię, oczywiście.
      Nie musi Pani zrywać kontaktów z mamą. Wystarczy, że nie będzie Pani tego robić pod nieświadomym przymusem związanym z pragnieniem bycia przyjęta i zaopiekowaną. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • > Zastanawiam się skąd w Pani tyle wątpliwości. Wyłożyła Pani nam tutaj wszystkie
        > wady kontaktu z mamą i zalety jego braku
        Skąd? Bo czuję, że nie jestem obiektywna, chciałam zasięgnąć opinii innych obcych niezaangażowanych osób. Kontakty z matką są, czy już były dla mnie jak uzależnienie, tak jak napisała Pani poprzedniczka.
        >Jakby bez tego nie dawało się żyć
        W pewnym momencie moje życie zaczęło obracać się tylko wokół tego czy zadzwonić do niej czy nie.Doszło do tego, że żeby być obecną w jej życiu, zajmowałam się jej sprawami, a to sprzedażą samochodu a to czymś innym, tylko żeby ten kontakt był. Chciałabym żyć normalnie po prostu skupić się na mojej rodzinie. Mam dość takiej bylejakości.
        > Nie musi Pani zrywać kontaktów z mamą. Wystarczy, że nie będzie Pani tego robi
        > ć pod nieświadomym przymusem związanym z pragnieniem bycia przyjęta i zaopiekow
        > aną
        Co tu zrywać, relacje są takie- ja się nie odzywam- ona się nie odzywa. Jak ja się nie odezwę nie odezwie się ona. I tak trwałoby to w nieskończoność. Z tym ciężko mi się pogodzić.


        • mama2cor napisała:
          Co tu zrywać, relacje są takie- ja się nie odzywam- ona się nie odzywa. Jak ja
          > się nie odezwę nie odezwie się ona. I tak trwałoby to w nieskończoność. Z tym ciężko mi się pogodzić.

          Mimo, że rozumiem co może Pani odczuwać w takiej sytuacji, to jednak proponuję się zastanowić, co dają Pani relacje z Pani realną mamą. Bo mam wrażenie, że Pani ponawia kontakty z nią w ciągłej nadziei, że ten kontakt okaże się idealny, zaspokajający. Że mama Panią przyjmie, że tym razem będzie inaczej. A tak się nie dzieje. Do tego najprawdopodobniej dochodzą myśli, że mama tak Panią traktuje, bo Pani coś źle robi. No więc ciągle wyciąga Pani rękę.
          Kontakty z mamą są niszczące, więc po co sobie zadawać jeszcze więcej bólu niż ten, który przeżywa Pani, jeśli tego kontaktu nie ma. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • Pani Agnieszko, czy jest jakaś literatura dot. 1) przyczyn toksyczności- książki typu toksyczni rodzice, teściowie, związki, miłosc itp. już znam 2) zagadnienia maminsyństwa ? Pozdrawiam, zuzi.1

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.