Jak zmotywować 14-latka do nauki???? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam,
    najpierw poszukałam tematu w archiwum, ale tamten dotyczył chłopca który uczył się dobrze, po przejściu do gimnazjum obniżył loty. Ja mam syna , któremu szkoła nie podobała się od początku, w podstawówce jako tako, ale gimnazjum to mój koszmar, a jest dopiero w 1-szej klasie. Idzie przez szkołę tzw. mini-maxem, są przedmioty z których ma dobre oceny, ale więcej jest tych z jedynkami, no i jeszcze nowi koledzy i najlepsi są ci, którzy zaniżają poziom klasie, próbowałam zabronić mu się z nimi spotykać, ale syn tak gorliwie ich bronił, że odpuściłam, i tak nie wyegzekwowałabym tego, a doszłoby jeszcze okłamywanie mnie. Stosowaliśmy różne metody kar i nagród, ostatnio syn mnie zapytał po co stosuję te kary skoro są nieskuteczne? Ręce mi opadają, urywa się z lekcji które mu się nie podobają, za bzdury dostaje jedynki, jest ostro zagrożony z chemii (ma tylko cztery jedynki) i zastanawiamy się z mężem, czy nie lepiej będzie jeśli powtórzy rok, może taki kubełek wstydu mu się przyda? Nie mam pojęcia co mogę jeszcze zrobić... Bywa, że jest normalnym chłopcem, z którym rozmawia się poważnie a bywa tak impertynencki, że zaciskają mi się pięści. Nie uczy się również na swoich błędach. Czy ktoś ma jakieś konstruktywne propozycje i wnioski?
    Jestem gotowa :-)
    • witaj w klubie matek dojrzewajacych chlopcow ;-)
    • Myślę, że to jest dopiero preludium...
      • Może być, że dziecko moje, rozkręca się dopiero...proszę jednak o radę, mam wystarczająco rozbudowaną wyobraźnię aby widzieć, jakie mogą być skutki takiego postępowania...
        • A jak on widzi swoją sytuację? Chce zdać? Bo może pozostanie, było równoznaczne ze zmianą środowiska? może zmiana szkoły? klasy? - z krótkim waszym wyjaśnieniem dlaczego?
          • Uzmysłowiliśmy mu, że jeśli będzie powtarzał rok, zmienimy mu szkołę, a o tym jaka to szkoła, dowie się 31 sierpnia oraz, żeby nie było litości, postanowiliśmy nie ukrywać przed nikim, faktu, że nie zdał. Myślę, że nie dociera to do niego , w tym sensie, że nie chyba sobie tego wyobraża.
            Kiedy przyglądam się temu obok, mam wrażenie, że on jest w innej rzeczywistości, a kiedy mówimy mu o nauce itp. to tak, jakbyśmy ściągali go za nogę na ziemię.
            • junghans napisała:

              > Uzmysłowiliśmy mu, że jeśli będzie powtarzał rok, zmienimy mu szkołę
              A dlaczego chcecie mu zmienić szkołę? Czy to nie będzie oznaczało częściowe uchronienie go przed konsekwencjami?

              Mój brat był nieco starszy jak robił takie siupy (wtedy nie było gimnazjów to był początek technikum). Nie dostał się do szkoły do której chciał się dostać i postanowił bojkotowac tę w której był. Mój tata odbył z nim krótką męską rozmowę i zapowiedział mu, że co tydzień będzie przychodził do szkoły kontrolować jego postępy w nauce i ewentualne nieobecności i będzie robił to w taki sposób, żeby wszyscy widzieli, że jest pod kontrolą rodziców i żeby miał z tego powodu obciach. Na mojego brata to podziałało, otrząsnął się a potem skończył szkołę z bardzo dobrymi wynikami. Ale czy u Ciebie coś takiego ma szansę? Nie wiem.

              Możesz mu jeszcze uświadomić, że znów funkcjonuje coś takiego jak OHP dla tych, którym się nie chce uczyć. I jak tak dalej pójdzie za dwa lata, zamiast skończyć gimnazjum i dalej się kształcić na koszt rodziców, zostanie specjalistą od kopania rowów.

              --
              JoShiMa

              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
      • Nie mam dorastajacego syna,ale funkcjonowalam w szkole tez "minimaksem":) Odzylam w liceum gdzie moglam pielegnmowac talenty z cichym przyzwoleniem na odpuszczenie reszty.Moze lekartwem na Twojego syna bylaby prywatna szkola, ktora skupilaby sie na tym co go naprawde interesuje?
    • Drugi raz "przerabiam " gimnazjum: starszy gimnazjum nienawidził, stąd i stopnie miał gorsze, i średnio zintegrował się z klasą- tyle że nauki (szczególnie matmy) pilnowałam; było mi łatwiej o tyle,ze nie imponowali mu kumple, którzy nic nie robią- w drugiej klasie było trochę jedynek i ucieczek, w 3 klasie- na szczęście uspokoiło. W sumie od zawsze lubił kompa czy oglądanie filmów- tu działała metoda "kija i marchewki"- wiedział,że jak "ogarnia" szkołę, nie ma problemów.
      Młodszy jest w 1 klasie gimnazjum i trafił bardzo dobrze: lubi klasę, ma fajnych kolegów- to klasa mocno jednak nastawiona na naukę obok zabawy , sportu- cieszę się, że znalazł się tam, bo i jakby kłopotów tu mniej.
      • Mój syn buntuje się przeciwko szkole od początku, a gimnazjum , nowa klasa, 4/5 nowych ludzi,świadomość , że przeszło się o poziom wyżej (!) wszystko to do kupy spowodowało, że odpuścił sobie szkołę, z bólem stwierdzam, że większość dobrych ocen , to efekt naszego "dociskania" ale myślę sobie, że nie mogę go całą szkołę kontrolować i "ciągnąć za uszy" bo jest leniem i woli mnie okłamać , że nie ma nic zadane i dostać jedynkę niż się nauczyć czy odrobić pracę domową. Ogarnia mnie zniechęcenie...
        • Można by obwiniać siebie ,że coś się na początku edukacji zaniedbało,ale po co. Są dzieci,które nie trzeba pilnować,same biorą się za odrabianie lekcji, no i takie co patrzą tylko by na dworze calymi dniami szaleć. Na pewno ważne jest towarzystwo w jakim się obraca,dobry uczeń kolega potrafi pośrednio wpłynąć i dziecko podciąga się z ocenami,zainteresowania,pasje(ale nie grami komputerowymi), czasem opamiętanie przychodzi później. Gimnazjum,to jak większość rodziców mówi to najgorszy okres.Wiek dojrzewania,zmiana środowiska,nowi koledzy w klasie z różnych środowisk,w podstawówce też różni ale w gimnazjum nie wystarcza czasu żeby się dobrze poznać,dużo więcej nauki. Może dziecko ma zaległości ze szkoły podst.np w matematyce,angielskim.W gimnazjum lecą z materiałem,może dobrze jest wziąść korepetycje. Przeważnie nie lubi sie tych przedmiotów,które sie nie rozumie.A jak sie coś pozna to już z nie jest to takie straszne.
          Po gimnazjum nie ma możliwości żeby nie dostać sie do liceum albo do technikum.Obserwując progi punktowe to np do technikum przyjmowani byli już od 30 pkt.
          Syn na pewno coś lubi i jest w czymś dobrym.Przeczekać to okropne gimnazjum,wspierac go i nie przejmowac sie ocenami.Niech się stara nie mieć zagrożeń,nie pyskować nauczycielom. Popatrzmy na siebie,nie każdy z nas był orłem w szkole. Ja bym zwróciła uwagę czy nie stosuje przemocy wobec innych,nie siedzi za długo przy komputerze,żeby nie było absencji na lekcjach,o których bym nie wiedziała,kontrolowała,ale tak żeby za bardzo syn nie wiedział że to robię(są bardzo na tym punkcie uczuleni),wprowadzenie w obowiązki domowe,a kolegów szemranych trzeba gonić.
    • A może tydzień ciężkiej harówy przy kilofie, łopacie i taczkach, żeby dowiedział się dlaczego trzeba się uczyć? Mój syn jak wracał z pracy ciągnąc dłonie po ziemi szybko poszedł po rozum do głowy.
      • Jest to pomysł !!! Super, ale z powodów logistycznych, dopiero na wakacje...
        Dzięki :-)))
        • No i uświadom mu, że - czy będzie się uczył, czy nie - i tak garuje w szkole do skończenia osiemnastu lat. A potem jest dorosły, więc ma na siebie zarobić. Może pomyśli, że ze świadectwem z podstawówki i niekoniecznie skończonym gimnazjum nie czekają go raczej kokosy. A wakacyjna harówa fizyczna będzie niezłym wspomagaczem ;)
          • Jako matka fatalnego ucznia i córka faceta, który oblał maturę, mam niejakie doświadczenie w temacie:)
            Zmiana szkoły to dobry pomysł. Najlepszy z możliwych. Natomiast "zemsta" na synu, że został na drugi rok, to fatalny pomysł. Te wszystkie karne prace, ukrywanie nowej szkoły, dwa miesiące wypominania - tak, to doskonale robi rodzicom, którzy wyładowują swoją wsciekłość. I fatalnie robi młodemu człowiekowi, w najtrudniejszym okresie dojrzewania, który wcale nie uczy sie dzięki temu, że warto chodzić do szkoły. Uczy się, ze jeśli naprawdę bedzie miał kłopoty, to dom mu dokopie, zamiast pomóc.
            Wyobraźcie sobie, ze zawaliliście coś - z wlasnej winy - w pracy i szef was wyrzucił. W domu nie tylko nie czeka na was współczująca rodzina , która mówi "Zdarza się, m trudno, coś znajdziesz", tylko mąż, ktory robi piekło i uznaje, że jedyną wartością żony była praca zawodowa - nie pracuje, to trzeba ja dodatkowo zgnoić. Syn jest nie tylko uczniem. Nie przede wszystkim uczniem. Takie kary są dobre, jak dzieciak kradnie, napada na kolegów i gwałci staruszki. W tym wypadku trzeba - karnie przenieść do innej szkoły, zrobić piekło i wyrazić współczucie. Tak, to ostatnie jest konieczne, bo życie nie kończy się w czerwcu. Bez wyrazów współczucia raczej nie liczyłabym na dobre kontakty z dzieckiem. A to wazniejsze od jednego roku.
            Przyjaciółka córki powtarzała I LO. Ma juz magisterium. Mojego syna zabrałam po I semestrze LO (trzy jedynki, jedna trója, reszta dwóje) do liceum zawodowego. Jest na doktoranckich. Ojciec oblał maturę. Jest profesorem. Matka miewała bezustannie poprawki. Jest dosyć znaną autorką dla dzieci.
            Wieć naprawdę, nic nie jest stracone. Choć, kiedy mnie to mówiono w podobnej sytuacji, to nie wierzyłam - ale tak naprawdę bywa.
            --
            zpopk.blox.pl
            • ale kiedys ta oblana mature poprawil?:)
            • verdana napisała:

              > Te wszystkie karne prace...
              Zaraz zaraz. Tu nie chodzi wszak o karne prace tylko o uświadomienie młodemu człowiekowi jaki ma wybór, albo kształcenie albo ciężka fizyczna praca w przyszłości. Po to, żeby po wakacjach mógł podjąć bardziej świadomą decyzję na temat tego co dalej ze szkołą.

              > I fatalnie robi młodemu człowiekowi, w najtru
              > dniejszym okresie dojrzewania, który wcale nie uczy sie dzięki temu, że warto c
              > hodzić do szkoły. Uczy się, ze jeśli naprawdę będzie miał kłopoty, to dom mu do
              > kopie, zamiast pomóc.
              Młody człowiek, w tym wieku, powinien już choć trochę rozumieć, że sam będzie ponosił odpowiedzialność za swoje życiowe wybory. Niestety miganie się od nauki w tym wieku to nie są problemy, które pojawiają się same i niezależnie od starań młodzieńca tylko bardziej lub mnie świadomy wybór.

              > Przyjaciółka córki powtarzała I LO. Ma juz magisterium.
              No i chwała jej za to, że się ogarnęła. Najwyraźniej wystarczyło jej, że powtarzała klasę. Jednemu wystarczy innemu nie. Znam takich, których to nic nie nauczyło i teraz ku swojemu niezadowoleni ukopią rowy albo wysiadują na ławeczkach w oczekiwaniu na jakiś cud.

              --
              JoShiMa

              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
              • Bzdura. 14-latek po pierwsze to doskonale wie, po drugie może zdecydowanie woleć pracę fizyczną. A po trzecie i najwazniejsze - NIE WOLNO wychowywać dziecka w przeświadczeniu, ze najgorsze, co może go w życiu spotkać to praca fizyczna i ze to jest coś, co wykonuje się za karę, bo jest się leniem i nieudacznikiem. Wtedy - jesli zdarzy się tak, zę rzeczywiście będzie musiało w przyszłości wykonywać pracę fizyczna, uzna się nie na dobrego robotnika, ale za życiowego nieudacznika. Bo tylko ci od biurka są dobrzy.
                14-latek, normalny 14-latek moze się uczyć, zęby zdać do liceum. No, moze na wybrane studia - ale naprawdę nie powinien uznawać,z ę w wieku 14 lat jego wybory determinują całą przyszłość. Jest bowiem duże prawdopodobieństwo, zę uzna, że wszystko juz stracone.
                Prawdę mówiąc, oceny w I ginazjalnej raczej nijak się mają do jakiejkolwiek przyszłości.
                A część nieogarniętych to osoby wywodzace się z rodzin patologicznych, alkoholicy, albo też - wcale nie tak rzadko - dzieci z "dobrych rodzin", które albo wypaliły sie za wcześnie, albo nie były dostatecznie zdolne, aby osiągnąć to, co rodzice dla nich zaplanowali.
                A sporo słabyych uczniów, którzy "kopią rowy" to osoby, które po prostu nie dały sobie rady z nauką, nie dlatego, że złe i leniwe, ale dlatego, zę niezdolne.
                --
                zpopk.blox.pl
                • verdana napisała:

                  > 14-latek, normalny 14-latek moze się uczyć, zęby zdać do liceum. No, moze na wy
                  > brane studia - ale naprawdę nie powinien uznawać,z ę w wieku 14 lat jego wybory
                  > determinują całą przyszłość.
                  Ależ determinują przyszłość, czy się tego chce czy nie.

                  > Prawdę mówiąc, oceny w I ginazjalnej raczej nijak się mają do jakiejkolwiek prz
                  > yszłości.
                  Ale to czy się w ogóle to gimnazjum skończy niestety już jest istotne.

                  > albo nie były dostatecznie zdolne, aby osiągnąć to, co r
                  > odzice dla nich zaplanowali.
                  Ale my tu nie mówimy o niedostatecznie zdolnym uczniu.

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
              • Kopią rowy i ci z fakultetem.Poza tym nasze dzieci też widzą że np kuzyn po politechnice jest na bezrobociu a sąsiad jest nieźle ustawiony mimo że pól dnia na ławce przed blokiem siedzi.I tutaj młody człowiek przeważnie nie zastanawia sie skąd ten sąsiad ma pieniądze.Imponuje mu,że tak łatwo one przychodzą. Całe szczęście,że są takie instytucje jak OHP.wg mnie to miejsce dla zdemoralizowanego ucznia,totalnie olewającego szkołę,sprawiającego poważne problemy wychowawcze lub też nie mogącego przyswoić wiedzy ze względu na swe możliwości intelektualne.Przyuczenie do zawodu jest wtedy najlepszym rozwiązaniem. Jak wnioskuję autorka wątku nie ma z synem takiego problemu. Ja bym dała dzieciakowi szansę.Teraz już chyba nie zdąży poprawić jedynek. Nie wiem czy bym przenosiła dziecko do innej szkoły,na pewno bym była konsekwentna w przestrzeganiu zasad np.wracamy o tej porze,zmywanie po kolacji to twój obowiązek. Jest nieletni,na rodziców utrzymaniu więc musi choć trochę sie postarać.Wolna wola po 18 roku życia-nie uczysz się-idź robić jako pomocnik murarza bo ja już nie mam obowiązku ciebie utrzymywać.
                1-sza gimnazjum to kiedyś 7 klasa podstaw. Wtedy jeszcze dzieci,młodzieżą byli w szkole średniej. Teraz mają przeskok,czują sie dorośli a w głowie siano.Ważne żeby to siano nie zostało w dorosłym życiu. Często opamiętanie przychodzi w 3 klasie gimnazjum.ale wiem najpierw trzeba do tego poziomu dotrwać. Nie prawić chłopakowi kazań. Dobre oceny jak pisała autorka to jakby zasługa jej nie syna.Bardziej cieszyła ona matkę niż jego. Słaby uczeń gdy dostanie 4 dzięki tylko i wyłącznie swojej pracy dużo bardziej go cieszy niż 6 dzięki mamie. To,że sie czegoś nie nauczył,urwał ze sprawdzianu a potem nauczyciel nie zgodził sie na jego poprawienie to jego wina a nie pani bo się na niego uwzięła,nie zda do następnej klasy-to są konsekwencje jego postępowania tylko i wyłącznie
              • albo kształcenie albo ciężka fizyczna praca w przyszło
                > ści.
                Jedno nie wyklucza drugiego. ;-)
                --
                -------------------------------------------------------------
                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                • morekac napisała:

                  > albo kształcenie albo ciężka fizyczna praca w przyszło
                  > > ści.
                  > Jedno nie wyklucza drugiego. ;-)
                  Rzeczywiście, jak się bardzo źle wybierze profil kształcenia :)

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                  • Cóż, wystarczy zostać chirurgiem, żeby całe dnie stać przy stole operacyjnym i babrać się w czyiś wnętrznościach. Albo inżynierem od budownictwa, żeby w gumiakach latać całe dnie po błotnistych budowach.
                    Nie są to prace lekkie fizycznie czy czyste, a już na pewno nie za biurkiem. A wykształcenia wymagają...
                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                    • I myślisz, że są porównywalne z sezonowym kopaniem rowów pod kable?

                      --
                      JoShiMa

                      Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                      • A sądzisz, że trzeba uczyć dziecko, ze sezonowe kopanie rowów pod kable to dno, upadek i koniec życia?
                        Przypomina mi to mojego znajomego, który, jako ze profesor, nie miał kasy, aby opłacić całość prac remontowych w swoim domu, zasuwał wiec z wiadrami pełnymi piasku, aby dostarczyć surowiec panom rzemieślnikom (zarabiajacym nta bene trzykrotnie tyle co on). I zobaczył jak pewna babcia pokazuje go palecem wnuczkowi "Widzisz, jak sie nie bedziesz uczył, to skończysz tak, jak ten pan>"
                        Gdyby się koolega nie uczył, to by czekał na te wiadra, a nie z nimi w upał zasuwał:)
                        --
                        zpopk.blox.pl
                        • verdana napisała:

                          > A sądzisz, że trzeba uczyć dziecko, ze sezonowe kopanie rowów pod kable to dno,
                          > upadek i koniec życia?
                          A uważasz, że nie należy uświadamiać dziecka co oznacza w Polsce kompletny brak wykształcenia?

                          > Przypomina mi to mojego znajomego, który, jako ze profesor, nie miał kasy, aby
                          > opłacić całość prac remontowych w swoim domu, zasuwał wiec z wiadrami pełnymi p
                          > iasku, aby dostarczyć surowiec panom rzemieślnikom
                          Też zasuwałam we własnym domu, ale z własnego wyboru a nie dlatego, że nie miałam innej perspektywy, bo zawaliłam coś w dzieciństwie.

                          --
                          JoShiMa

                          Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                          • Kompletny brak wykształcenia to nie jest zagrożenie jedynką z chemii w I klasie gimnazjum. Takie rzeczy się zdarzają, a chemia prowadzona przez niekompetentnego nauczyciela - jest nauką ekstremalną.
                            --
                            -------------------------------------------------------------
                            Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                            • morekac napisała:

                              > Kompletny brak wykształcenia to nie jest zagrożenie jedynką z chemii w I klasie
                              > gimnazjum.
                              Ale leserowanie niestety niesie już za sobą takie zagrożenie.

                              >Takie rzeczy się zdarzają, a chemia prowadzona przez niekompetentn
                              > ego nauczyciela - jest nauką ekstremalną.
                              To się zgadza, ale o ile się nie mylę autorka wątku pisała o tym, że syn nie uczy się i nie odrabia lekcji nie tylko z chemii.


                              --
                              JoShiMa

                              Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                              • Pisała też, że miewa niezłe stopnie. Z niektórych przedmiotów. Czyli nie jest tak, że nie uczy się wcale.
                                Poza tym na razie największym - jak się zdaje - problemem jest zagrożenie z chemii. I na tym chyba należałoby się skoncentrować, a nie wykonywać nerwowe ruchy w celu zmotywowania do nauki wszystkiego.
                                --
                                -------------------------------------------------------------
                                Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                • O dl 5 klasy szkoły podstawowej nie odrabiałam żadnych lekcji, prócz polskiego i freancuskiego w liceum. Dzięki temu miałam czas na istotniejsze z punktu widzenia rozwoju zajęcia, jak czytanie, spacerowanie, myślenie i takie tam.
                                  Właśnie dziś rozmawiałam z dziewczyną, która mówiła mi,z ę w liceum (jednym z najlepszych w W-wie) przez 4 lata nie przeczytała ani jednej ksiązki, bo nie miała czasu, uczyła się. To ja dziekuję za takie wykształcenie.
                                  --
                                  zpopk.blox.pl
                      • Myślisz, że sezonowe operowanie wyrostków robaczkowych jest takie dużo lżejsze niż kopanie dołów pod kable? Bo nie wiem, czy wiesz, ale doły pod kable kopie się obecnie najczęściej siedząc w koparce czy kopareczce, nie zaś łopatą.
                        --
                        -------------------------------------------------------------
                        Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                        • Naprawdę sądzisz, ze zawalenie czegoś w dzieciństwie skutkuje tym, ze w dorosłym życiu nie ma się już wyboru i perspektyw?
                          Z mojego doświadczewnia - takze jako wieloletniej nauczycielki wynika, ze najgorzej wróży na przyszłość zawalenie dzieciństwa - czyli traktowanie przez rodziców całego dzieciństwa i młodości wyłącznie jako drogi do przyszłości, a konkretnie - do zawodowej kariery. Nie liczy sie "tu i teraz", nie liczą się aktualne potrzeby czy zainteresowania młodego człowieka, luiczy się to, co bedzie robił za 15-20 lat.
                          Taki brak beztroski, skoncentrowanie na przyszłości mści sie znacznie bardziej niż jedynka z chemii w pierwszej gimnazjalnej.
                          --
                          zpopk.blox.pl
                          • verdana napisała:

                            > Naprawdę sądzisz, ze zawalenie czegoś w dzieciństwie skutkuje tym, ze w dorosły
                            > m życiu nie ma się już wyboru i perspektyw?
                            Najczęściej własnie tak.


                            > Z mojego doświadczewnia - takze jako wieloletniej nauczycielki wynika, ze najgo
                            > rzej wróży na przyszłość zawalenie dzieciństwa
                            Jeśli jedyny Twój argument to przeciwstawianie sobie dwóch skrajności, to nie widzę sensu ciągnięcia rozmowy z Tobą.

                            --
                            JoShiMa

                            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                            • Skąd taki pomysł? Naprawdę, oceny w I gimnazjalnej mają zerowe przełożenie na karierę. Przy czym Amerykanie zrobili juz takie badania - z których wynikało, że zaskakująco dużo wybitnych osób było marnymi uczniami. Nie oznacza to oczywiście, ze każdy zły uczeń ma przed sobą świetlaną przyszłość, a doby będzie kopał rowy, ale że po prostu stopnie nie mają większego znaczenia.

                              --
                              zpopk.blox.pl
                              • verdana napisała:

                                > Skąd taki pomysł? Naprawdę, oceny w I gimnazjalnej mają zerowe przełożenie na k
                                > arierę.
                                Ja nie pisze o o cenach tylko o ukończeniu gimnazjum w ogóle. Naprawdę nie rozumiesz, czy tylko się zgrywasz?

                                --
                                JoShiMa

                                Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                • To pow3irm więcej - oceny z klasy pierwszej mają niewielkie przełożenie na ukończenie gimnazjum w ogóle, szczególnie w przypadku, gdy młody człowiek nie jest fatalny ze wszystkiego, tylko z niektórych przedmiotów całkiem niezły, a tylko z niektorych ma problemy.
                                  Więcej nawet - oceny w gimnazjum nie zawsze przekładają sie na wyniki testu po gimnazjum. A "dobre liceum" nie zawsze jest wyznacznikiem świwtlanej przyszłości.
                                  --
                                  zpopk.blox.pl
                                  • Wiesz. Może powinnaś łykać coś na pamięć i koncentrację co? Z uporem maniaka koncentrujesz się na ocenie z chemii, podczas gdy problemem jest ogólnie stosunek młodzieńca do nauki. Jeśli on się nie zmieni to na słabej ocenie z chemii w pierwszej klasie może się nie skończyć.

                                    No ale, co ja mogę wiedzieć na ten temat, nie?

                                    --
                                    JoShiMa

                                    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                    • Ale chłopak ma trochę dobrych stopni, więc nie jest tak, że jego stosunek do każdego przedmiotu jest olewczy.
                                      --
                                      -------------------------------------------------------------
                                      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                                      • Pozwolisz, że zacytuje autorkę wątku?

                                        Mój syn buntuje się przeciwko szkole od początku, a gimnazjum , nowa klasa, 4/5 nowych ludzi,świadomość , że przeszło się o poziom wyżej (!) wszystko to do kupy spowodowało, że odpuścił sobie szkołę, z bólem stwierdzam, że większość dobrych ocen , to efekt naszego "dociskania" ale myślę sobie, że nie mogę go całą szkołę kontrolować i "ciągnąć za uszy" bo jest leniem i woli mnie okłamać , że nie ma nic zadane i dostać jedynkę niż się nauczyć czy odrobić pracę domową.

                                        Sądzę, że ona chyba lepiej wie.
                                        --
                                        JoShiMa

                                        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                                        • Wie.
                                          Wie, z stopnie w podstawówce nie były stopniami wypracowanymi przez syna, tylko przez matkę. I jest BARDZO prawdopodobne, ze jej dziecko samodzielnie po prostu nie jest w stanie otrzymywać takich samych ocen, jakie otrzymywał dzięki pomocy mamy. Nalezy go oczywiscie za to ukarać, bowiem jego obowiązkiem jest dorównać poziomowi wiedzy dorosłej kobiety.
                                          Nie jest winą dziecka, ze jego oceny się obniżyły, skoro tak naprawdę oceny z podstawówki najprawdopodobniej nie odpowiadały jego realnym możliwościom.
                                          --
                                          zpopk.blox.pl
                                    • Może też się tak skończyć

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,135784794,,co_wpajac_dzieciom_ot_moje_przemyslenia.html?v=2
                                      --
                                      -------------------------------------------------------------
                                      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
            • Dzięki, Twój post tchnął otuchę w moje skołatane serce :-)) Zdaję sobie sprawę, że na szkole ani na ocenach świat się nie kończy, ja także miewałam kiepskie lata (!) w szkole, ale miałam również instynkt samozachowawczy, który nie pozwalał mi spać przed końcem półrocza czy roku, dzięki któremu omijałam kiepskie towarzystwo i kłopoty. Mój syn wykazuje raczej coś pomiędzy beztroską i olewizmem, instynkt samozachowawczy zdaje się być niewykształcony zupełnie...
              To mnie przeraża, oczywiście może nastąpić cudowna przemiana ale czy ja tego doczekam???
              Że zacytuję, przy moim synu nawet św. Franciszek stałby się barbarzyńcą :-)))
              Wiem, wiem, te moje dzisiejsze problemy za parę lat będą powodem do śmiechu, ale jak zrobić żeby tak było , co robić, żeby mu nie spaprać psychiki i żeby wyrósł na fajnego faceta?
              Podobno faceci rodzą się bez tzw genu społecznego i podstawowe rzeczy trzeba im kłaść łopatą do głowy, ale albo ja chyba mam łopatkę do piasku albo trafiłam na ugór... Mam córkę, starszą od syna o 7 lat i nigdy nie musiałam, przy jej dorastaniu tak dramatyzować, nie zahartowała mnie do tego. Po prostu uczyła się sama, świetnie.
              • Miałaś pecha, moja córka jest mlodsza:)
                Wiesz, ja mam grupe kontrolną Starszego syna, uczacego sie marnie, który porzez 12 lat szkoły nie miał ani jednego zeszytu. I na którego wrze3szczałam, karałam, płakałam po nocach itd. Aż do momentu przeniesienia do liceum ekonmicznego było fatalnie, potem szkoła okazała się przyjazna, ekonomia ciekawa i było lepiej.
                Młodszy syn uczył się dokładnie tak samo. Ale w jego przypadku doświadczenie zrobiło swoje. Zamiast dramatyzować, czekałam co będzie dalej. I 1. syn nie ma nerwicy, tylko nerwy jak postronki, 2. zdał do LO i nie ma w nim jedynek (piątek też zresztą nie).
                W sumie udało mi się spaprać starszemu samoocenę. Po ezaminie magisterskim (piątka) wrócił z komentarzem "mogło byc lepiej".
                Nie powtarzaj moich błędów. Nie wzywam do pobłażliwości, awantura czasem dobra rzecz, ale jednak szkoła to nie wszystko.
                A ojciec jest do dziś swojej matce wdzieczny, ze jak oblał maturę, to słowa nie powiedziała, tylko przytuliła i poleciała załatwiać poprawkę.
                --
                zpopk.blox.pl
                • verdana napisała:

                  > A ojciec jest do dziś swojej matce wdzieczny, ze jak oblał maturę, to słowa ni
                  > e powiedziała, tylko przytuliła i poleciała załatwiać poprawkę.
                  Ale powiedz mi jedno. On tę maturę oblał bo nic a nic się nie uczył czy po prostu miał pecha i trafił na coś czego się nauczyć nie zdążył/nie zdołał? Bo dla mnie to kolosalna różnica.

                  --
                  JoShiMa

                  Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                  • Grał w brydźa.
                    --
                    zpopk.blox.pl
                    • ??
                      --
                      JoShiMa

                      Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                      • No, grał z kolegami, zamiast się uczyć. I pewnie, gdyby nauczyciel był przychylny, to by na słabe trójeczki zdał - ale nauczyciel miał ochotę oblać i bez trudu mu się to udało. Ale ojciec sam twierdzi, żegdyby się uczył, zamiast grać, to by maturę zdał.
                        Tyle, ze w niczym mu ta oblana matura w życiu nie przeszkodziła.

                        --
                        zpopk.blox.pl
                    • Jak, że trochę zajmuję się historią szkolnictwa przypominam, że powtarzania klasy, aż do okesu PRL-u było rzeczą absolutnie normalną. W gimnazjach i liceach w XIX w i w okresie miedzywojennym w każdej klasie było kilku "drugorocznych". Pedagodzy wcale nie uwazali, zę to jest klęska - rozumieli, w przeciwieństwie do dzisiejszych rodziców i nauczycieli, że wpadki sie zdarzają, ze okres mlodzieńczy to nie jest czas na rozsądek i planowanie przyszłości az do emerytury...
                      Czesto przypomina się też, ze okres dojrzewasnia to czas, dla wielu młodych ludzi, obniżenia zdolności intelektualnych, niepokoju, problemów ze zdrowiem i tożsamością. Pouczano rodziców, ze dla wielu uczniów najlepszym rozwiązaniem byłby rok przerwy w nauce i odpoczynek na wsi, a nie zaganianie karami do nauki.
                      Czym bardziej o tym myślę, tym bardziej mam wrazenie, ze to wtedy miano rację, nie dziś.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • verdana napisała:

                        > Jak, że trochę zajmuję się historią szkolnictwa przypominam, że powtarzania kla
                        > sy, aż do okesu PRL-u było rzeczą absolutnie normalną.
                        A ktoś mówi, że nie? Sęk w tym, że to może nie wpłynąć na stosunek dzieciaka do szkoły w żaden sposób. Takie przykłady tez pewnie znasz.

                        --
                        JoShiMa

                        Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                        • Bo nie da się, tak naprawdę, "wpłynąć na stosunek do szkoły" nastolatka. A już na pewno nie moralizowaniem i przedstawianiem wizji przyszłości z łopatą w reku.
                          W tym wypadku widzę jeszcze jeden, naprawdę powazny problem. Syn Autorki był pilnowany i nadzorowany przez całą podstawówkę, a jego oceny były efektem nie tyle jego możliwości, co nadzoru rodziców. Trudno sie dziwić, ze teraz nie potrafi pracować sam, ze po prostu to go przerosło. To jedna z możliwości - chłopak potrzebuje kogoś, kto by go nauczył, jak się uczyć. Nie jest "leniwy", tylko naprawdę nie umie, bo skąd?
                          Druga możliwość - chłopak miał dobre stopnie, bo mu pomagano. Bez pomocy nie jest po prostu w stanie mieć lepszych. Nie musi to oznaczać, ze jest nieinteligentny, ale moze na przykład mieć słabą pamięć, albo problemy z liczeniem wypowiadaniem się - czymkolwiek. Dotychczas to było zamaskowane przez stała pomoc. Teraz dostaje takie stopnie, na jakie jest w stanie nauczyc się sam. Wtedy potrzebna mu pomoc, a nie awantury.
                          Nie zawsze złe stopnie są wynikiem lenistwa. Czasem lenistwo jest wynikiem dostawania złych stopni, nieadekwatnych do włożonej pracy. Jesli dzieciak zaczął się na poczatku gimnazjum uczyć sam i zobaczył, ze nie daje rady, trudno sie dziwić, ze przestał sie uczyć.
                          --
                          zpopk.blox.pl
                          • Verdano, trudno tez porownac przypadek Twojej rodziny, profesorsko-inteligenckiej od co najmniej dwoch pokolen, a przecietnej rodziny, bez tradycji inteligenckich. W Twojej rodzinie sama atmosfera domu sprzyja nauce i wyksztalcaniu u dzieci pewnosci siebie, dzieci te atmosfere akademicka wchlanialy przez skore od urodzenia, dodatkowo ich potencjal intelektualny byl/jest skuteczna bronia, stad mogly sobie pozwolic na olewanie szkoly, bez straty dla ostatecznego bilansu edukacji i zycia.
                            W innej rodzinie, bez takich tradycji, jesli zawali sie edukacje na poziomie szkoly sredniej czy nawet gimnazjum, zamykaja sie furtki na przyszlosc, nie ma w Polsce tradycji ksztalcenia doroslych ( w sensie- podwyzszania, naprawde podnoszenia kwalifikacji, a nie dokanczania szkoly sredniej, na odwal). Rozumiem dylemat autorki watku, bo ona ma swiadomosc, co dziecko straci, jesli zmarnuje swoj potencjal na tym etapie, dziecko te swiadomosc zyska moze za kilka-kilkanascie lat. Tylko wtedy moze byc juz po zawodach. Najlepsze szkoly i uczelnie beda poza zasiegiem, pozostanie kiepsko platna (o ile w ogole jakakolwiek) praca dla osoby bez kwalifikacji oraz setki wspolkandydatow na to marne stanowisko.
                            Mam dziecko w tym samym wieku, co autorka i dokladnie rozumiem jej dylematy. Nas broni jeszcze niedojrzalosc emocjonalna naszego syna, ergo- jeszcze mamy narzedzia nacisku, aby zmusic ( badzmy szczerzy) dziecko do pracy. Zwlaszcza, ze w naszym systemie nawet szkola nie ma bata na uczniow, chce, to sie uczy, nie chce- to nie i nie wynikaja z tego zadne konsekwencje w postaci np. powtarzania roku.
                            • Ale to działa w obie strony - po pierwsze dzieci z rodziny inteligenckiej (od pięciu pokoleń:)) teoretycznie powinny być wychowywane w kulcie szkoły i nauki, powinny uznać, że "uczyć się trzeba" - a jakoś nie wyszło.... Zresztą nie rozumiem, dlaczego w "dobrej" rodzinie zawalenie edukacji miałoby nie zamykać drogi. Tak samo zamyka, moze nawet bardziej, bo nawet jak rodzina nie wyklnie, to brak studiów zaczyna graniczyć z kataklizmem. Presja jest absurdalnie silna i to wcale nie sprzyja rozwojowi.
                              Poza tym - wbrew pozorom - dzieciom wcale nie jest latwo, gdy wiedzą, ze "przeskoczenie" w osiągfnięciach babci czy dziadka będzie bardzo trudne, a prapradziadka praktycznie niemożliwe. To bardzo demoblizuje.
                              --
                              zpopk.blox.pl
                          • verdana napisała:

                            > Druga możliwość - chłopak miał dobre stopnie, bo mu pomagano. Bez pomocy nie je
                            > st po prostu w stanie mieć lepszych. Nie musi to oznaczać, ze jest nieinteligen
                            > tny
                            Wiesz. Ty chyba masz ostatnio jakieś problemy z koncentracją. Dziewczyna wyraźnie napisała, że chłopak nawet nie próbuje się uczyć.


                            > Nie zawsze złe stopnie są wynikiem lenistwa.
                            Ale w tym wypadku jednak są. Chłopak oszukuje, że ie ma nic zadane i nie uczy się i nie odrabia lekcji.


                            Naprawdę Twoje ostatnie popisy w dorabianiu teorii są zadziwiające.

                            --
                            JoShiMa

                            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
                            • I co z tego? Może nie próbować bo sam uczyć się nie umie. Może nie próbować, bo przez pierwszy miesiac próbował, a i tak oceny miał bardzo słabe - więc uznał, ze nie warto.
                              Pojecia nie masz o nastolatkach. Bardzo wiele nie radzących sobie nastolatków zdecydowanie woli nawet nie próbować i mieć opinię zdolnego, ale leniwego, niż uczyć się, dostawać złe oceny i na każdej lekcji się upewniać, że są pracowici i niezdolni.
                              --
                              zpopk.blox.pl
    • jest ostro zagrożony z chemii (ma tylko czt
      > ery jedynki) i zastanawiamy się z mężem, czy nie lepiej będzie jeśli powtórzy r
      > ok,
      Pamiętaj, że przy 1-2 jedynkach jest poprawka, w sierpniu. Jeśli skończy z jedynką z chemii (tylko), będzie miał karę - spaprane wakacje. Będzie uczył się do poprawki...
      --
      -------------------------------------------------------------
      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • Poza tym nie rodzice decydują o "powtarzaniu roku". Bo w tym wypadku wygląda na to, ze powtarzanie miało by być karą, a nie koniecznoscią.
        Warto też dowiedzieć się, ile osób w klasie jest zagrożonych z chemii. I zastanowić się, czy bez pomocy syn jest sam w stanie sie tej chemii nauczyć - czasem konieczne są korepetycje.
        --
        zpopk.blox.pl
        • verdana napisała:

          > Warto też dowiedzieć się, ile osób w klasie jest zagrożonych z chemii. I zastan
          > owić się, czy bez pomocy syn jest sam w stanie sie tej chemii nauczyć - czasem
          > konieczne są korepetycje.

          Trafna uwaga. Pamiętam, że gdy byłam w liceum dostaliśmy nauczycielkę matematyki zaraz po studiach. Nie potrafiła uczyć. Dzięki temu, że w podstawówce szłam rozszerzonym programem z matematyki, przez jakiś czas dawałam sobie radę, nawet z jej dennym tłumaczeniem. Ale reszta klasy nie wiedziała o co chodzi. W końcu rodzice się zbuntowali i zażyczyli od szkoły zajęć wyrównawczych dla całej klasy. Dopięli swego i nagle okazało się, że matematyki można się nauczyć.
          Później jednak zmieniłam klasę, gdyż za dużo osób zaniżało poziom w ramach buntu przed atmosferą wyścigu szczurów panującą w szkole. Wtedy trafiłam na matematyczkę, która się na mnie po prostu uwzięła np. gdy pisałam klasówkę w drugim terminie z powodu choroby, dawała mi 2 razy mniej czasu niż innym uczniom, za tak samo rozwiązane zadanie stawiała 2 oceny niżej niż innym, a wyniki komentowała przed całą klasą. Nagle z uczennicy 6kowej musiałam pisać komisa by zdać. Obiecywała mi, że nie przepuści mnie przez maturę. Na ustnej robiła co mogła by mnie usadzić, aż dyrektorka zwróciła jej uwagę, ale tak się obkułam, że nie była w stanie mnie zagiąć i dostałam 5. Jednak równie dobrze mogłam stwierdzić, że po co mój wysiłek, skoro bez względu na to ile się uczę dostaję 2 lub 3... Rodzice reagowali stwierdzeniem, że jestem zdolna tylko pewnie leniwa, pani pewnie ma rację, a jak nie zdam matury to mogę się w domu nie pokazywać. Było by mi znacznie łatwiej, gdybym miała z ich strony wsparcie...

          Sytuacje mogą być bardzo różne, warto wpierw sprawdzić w szkole jak się sprawy mają (niekoniecznie tylko z punktu widzenia nauczyciela) i dopiero potem działać.
          --
          Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
        • Przypomina mi się sąsiadka, która do VI klasy odrabiała z dziećmi prace domowe, codziennie. Powyżej VI klasy już nie dała rady.
          Przypomina mi się moja osobista matka, która odrobiła ze mną pracę domową raz w życiu, w II klasie.
          Będę upierać się przy zdaniu, że szkoła to rzecz dziecka, nie rodziców. Uczy się dla siebie. Rodzice powinni interweniować w sytuacjach ekstremalnych. Powtarzanie roku rzecz ludzka. Ale trzeba by wykluczyć w. problemy okołoszkolne (być może istnieją, autorka wątku o nich nie wspomina):
          - problem "społeczny" w klasie, np. prześladowanie, wymuszanie itd.
          - problem zdrowotny dziecka: wada wzroku, słuchu, deficyt uwagi oraz zaburzenia pracy tarczycy (badanie FT3 i FT4 plus USG).
          Dodam, że sama miałam zdiagnozowaną duża wadę wzroku jako 15-latka, pod koniec liceum doszła tarczyca.
          Powozenia.
          • Moja osobista matka nigdy, przenigdy nie pomogla mi z zadaniem domowym (ani mojemu rodzenstwu), mimo to wszyscy swietnie sobie w szkole (i w zyciu) poradzilismy.
            Moj 14-letni syn ciagle wymaga aktywnego wsparcia, zarowno w szkole, jak i podczas odrabiania zadan domowych. Dzieki temu radzi sobie przyzwoicie, a pochwaly nauczycieli wzmacniaja jego samoocene. Gdybysmy olali sprawe i uznali, ze to wylacznie sprawa dziecka, mielibysmy nastoletniego analfabete, sfrustrowanego, zakompleksionego i depresyjnego, wskutek fatalnie niskiej samooceny ("do niczego sie nie nadaje"). Naprawde wiem, o czym pisze.
            Wniosek? Dzieci sa rozne. Niektore maja na tyle poczucia odpowiedzialnosci i pewnosci siebie, ze bez bata w osobie rodzica wiedza, co nalezy robic i czego same chca, inne potrzebuja wsparcia, aby wyjsc w doroslym zyciu na prosta, bez poczucia kleski i z przekonaniem, ze sobie poradza.
            • No tak, ale co dalej? Do jakiego poziomu edukacji będzie to aktywne wsparcie? Czy "samoocena" nie siądzie dramatycznie w liceum, gdy jednak samodzielność jest istotan, a okaże sie, że dotychczasowe osiągniecia były dzięki pomocy rodziców? Znam kilkoro takich uczniów, którzy z podobnego powodu przeżyli w liceum dramat.
              --
              zpopk.blox.pl
              • Jak dlugo? Tak dlugo, jak bedzie trzeba, oczywiscie bez przesady (skladania za dziecko papierow na studia czy koczowania pod gabinetem dziekana w celu wyzebrania dodatkowego terminu poprawkowego nie przewiduje sie ;-) Zreszta ja sie tego nie boje, bo nasz wplyw na dziecko, w miare jego dorastania i usamodzieniania sie na roznych polach, sila rzeczy, w sposob naturalny bedzie sie zmniejszal. 14-latek to jeszcze dzieciuch, gdybym probowala zakazac komputera 16-latkowi, to mnie (i slusznie) tylko wysmieje. Wierze zreszta, ze do tego etapu mlody sam na tyle zmadrzeje, zeby zrozumiec, o co w tym wszystkim chodzi. Pozyjemy, zobaczymy. Na razie nie wybiegamy tak daleko w przyszlosc, widzimy ogromny postep w porownaniu do sytuacji sprzed roku-dwoch, wiec jestem dobrej mysli, zwlaszcza, ze wspolpraca ze szkola dobrze sie uklada.W kazdym razie nie zamierzamy i nie jestesmy w stanie prowadzic dziecko za reke do konca zycia, dajemy narzedzia i stwarzamy mozliwosci, jak je w przyszlosci dziecko wykorzysta- zobaczymy.My je tylko chcemy przeprowadzic przez ten krytyczny moment.
                • Uważam, że z tak dużym chłopakiem, po wykluczeniu wszelkich deficytów i problemów, o których pisałam wyżej, można by zawrzeć pakt w rodzaju "byleś tylko zdał". Skoro ma przedmioty, które go interesują, to nie jest źle. Cała reszta może być na dopuszczające. Czas na poważne decyzje zawodowe następuje w liceum, gimnazjum jakoś trzeba przeżyć (nota bene nie zazdroszczę tego wynalazku uczniom ani rodzicom).
                  I nie, nie zgodzę się, że pilnowanie i prowadzenie za rączkę, odrabianie prac domowych cokolwiek da. Zresztą chłopak, o którym mowa raczej tego nie wymaga. Jemu chyba brak poczucia kierunku.
    • Junghans, weź młodego na poważną rozmowę i przede wszystkim spytaj, czy chce zdać. Potem (zakładam odpowiedź twierdzącą) przeanalizujcie oceny - z czego sytuacja jest krytyczna, a z czego - nie i prawdopodobnie bez problemu załapie się na mocna dwóję albo i tróję. Ustal z nim, co mu jest potrzebne do zaliczenia tych zagrożonych przedmiotów (być może powinien mieć ostre korki). Porozmawiaj z nauczycielami nt. tych warunków. Jeśli na pewno sytuacja z chemii jest nienaprawialna, należy skupić się na doprowadzeniu do ewentualnej poprawki - czyli dopuszczalna jest jedna (czy dwie - sprawdź to ) jedynki, a nie - pięć. Wtedy czekają go ostre korki i spaprane wakacje.
      Uświadom mu, że konsekwencje powtarzania roku to przede wszystkim rozłąka z tymi kolegami, których tak lubi - bo jeśli nie zda i oni także nie , to i tak go przeniesiesz do innej szkoły. Poza tym będzie rok dłużej chodził do szkoły, której tak strasznie nienawidzi.
      Ale nie wpadaj w panikę i nie szlochaj, że będzie musiał kopać rowy pod kable telekomunikacyjne zamiast pracować w biurowcu. To i tak nie zadziała.
      Poza tym są gorsze nieszczęścia niż niezdanie do następnej klasy.

      --
      -------------------------------------------------------------
      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • Sytuacja z chemii wcale nie musi być nienaprawialna - zależy ile osób ma jedynki. W wielu wypadkach surowi nauczyciele pod koniec roku dopytuja "do skutku". Nie wiem, co miał na poprzedni semestr, jeśli nie jedynkę, to jeszcze nic nie jest stracone.
        Natomiast ja nie wahałabym sie z zabraniem go ze szkoły, bo o ile rozumiem, zwiazał się z nieciekawym towarzystwem. Jeśli nie zda - zabierz go koniecznie - funkcjonowanie z etykietką "drugorocznego" bywa fatalne.
        --
        zpopk.blox.pl
    • dobrze bym sie zastanowila dlaczego dzieciak ma klopoty w szkole. Wiekszosc rodzicow akceptuje tylko jeden powod 'zdolny ale leniwy', co najczesciej nie jest prawda. Dzieciaki maja rozne trudnosci z uczeniem sie: malo zapmietuja z lekcji, w domu sa zbyt zmeczone po calym dniu w szkole, nie porafia sie skoncetrowac, moze dziecko ma slaba pamiec robocza, a moze zbyt silny jest wplyw grupy rowiesniczej i nastolatek nie umie zbalansowac nauki z zyciem towrzyskim etc etc. Warto by bylo sie wybrac do podani pedagogicznej by sprawdzic gdzie jest problem? Bo wbrew pozorom 'lenistwo szkolne' jest raczej skutekiem problemow z nauka a nie przyczyna. Nastolatek nie widzac rezutaltow wysilkow dosc racjonalnie ocenia sutuacje 'po co sie starc skoro i tak nic nie wychodzi?'

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.