Twarda miłość i różnice zdań

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
        • 10.05.12, 21:16 Odpowiedz
          zawsze terapia ma sens. Nawet jak mąż nie będzie chciał pójść, to idź sama. Potem męża wciągniesz. Będziesz wiedziała jak.
          I nie potępiaj męża. Teraz macie się wspólnie wspierać. On też nie wie jaką drogą ma pójść. Tego, wszystkiego musicie się nauczyć.
          A jeśli już wynosił rzeczy z domu, to się mężowi nie dziwię. Od razu zgłaszajcie na policję. Nie możecie go kryć (patrz, katalog powyżej). Trzymaj się. Syn wróci, oni zawsze wracają, wiedzą, że ich kochamy, i to wykorzystują, niestety.
        • 10.05.12, 21:22 Odpowiedz
          "Wtedy wrócił za 3 godziny" i co wtedy zrobiliście-postanowiliście? Została przeprowadzona rozmowa z synem, postawione warunki, przedstawione konsekwencje, zastosowane te konsekwencje w kolejnych dniach? Czy tylko tak sobie wrócił i nadal granic nie wyznaczyliście?
          Dziwię się, że nie zaczęliście od zawożenia go do ośrodka. Czy jak znajdziesz syna to zawieziesz go na detox i do ośrodka czy tylko przyprowadzisz do domu?
        • 10.05.12, 22:11 Odpowiedz
          z zaswiadczeniem z policji o zaginieciu i zdjeciem dziecka zglos sie do fundacji Itaka (wymagaja tego zaswiadczenia), oni maja swoje kontakty ktorymi moga szukac narkomana. No i stadartowa metoda rodzicow - przeszukac wszystko w pokoju syna (notatki, komputer etc), moze znajdziesz slady jakies kontakty. Popros kolegow syna o kontakty do innych kolegow (uzywaj sznatazu z policja jezeli trzeba, trudno) i dzwon po wszystkich, wszedzie zostawiaj informacje ze sie martwisz i czekasz na kontakt. Ktos go pewnie zawiadomi, chociazby ze strachu przed klopotami.
        • 10.05.12, 22:46 Odpowiedz
          Czyli już go raz mąż wywalił. I co? Chyba nie podziałało skoro ćpa dalej?

          Żałuję, że w Polsce jest taki za przeproszeniem burdel. W normalnym kraju policja już by prosiła administratorów o Twój IP i odpowiednie służby zajęłyby się dzieckiem. Nie jestem bynajmniej za wszechwładnością służb socjalnych ale w pewnych przypadkach ingerencja ma sens.

          Syn wie już, że nie ma po co wracać. Poza wywalaniem z domu nic się przecież nie zmienia. Nic dla syna nie zrobiliście, nie było detoksu, ośrodka nic. Tylko wywalanie z domu. Nie mieści mi się to w głowie.

          Idź na dworzec kolejowy i tam go szukaj. Trzymam kciuki, żebyś była szybsza od jakiegoś dobrego 'wujka'.
          • 10.05.12, 23:04 Odpowiedz
            Bo mąż dalej wyznaje zasady usłyszane od psycholog: wywalać dopóki sam z siebie nie poprosi o pomoc.
            Ja nie wyznaję i nie uznaję w żadnym stopniu tych zasad tych zasad. Zaginięcie zostało zgłoszone. Dzwoniłam tam, gdzie się dało, byłam w ciągu dnia w wielu miejscach.
            Obyś, honey, miała rację.
            Chce go zawieźć na detoks i do ośrodka. Mąż nadal zostaje przy swoim, ale akurat w tym przypadku nie ma nic do gadania. Teraz sprawy zaszły za daleko.
            • 10.05.12, 23:19 Odpowiedz
              Mdli mnie od Twojego 'bo mąż'. Mieszkasz w Iranie, gdzie mąż ma nad żoną władzę absolutną?

              Jesteś dorosłą kobietą tak samo odpowiedzialną za syna jak i mąż, więc przestań się zasłaniać panem władcą, bo to jest śmieszne i żałosne. 'bo tata kazał' to może mówić pieciolatka a nie dorosła kobieta. Przydałaby Ci się terapia, oj przydała. Ale z reguły ci, którzy najbardziej terapii potrzebują najbardziej się przed nią bronią.
              • 10.05.12, 23:35 Odpowiedz
                Akurat tego nie wiesz.
                • 11.05.12, 01:21 Odpowiedz
                  63_wendy napisał(a):

                  > Akurat tego nie wiesz.

                  No, z Twoich postów tutaj można trochę na ten temat wyczytać. Nie jestem tez jedyną osobą, która to zauważyła. Zrobisz jak zechcesz ale to poczucie niemożnosci zmiany niczego i zasłanianie się decyzjami męża jest symptomatyczne.
                  • 11.05.12, 13:34 Odpowiedz
                    Ja to widzę w ten sposób, że psycholożka powiedziała ogólną prawdę dotyczącą postępowania z ludźmi uzależnionymi, która ma na celu doprowadzenie takiego delikwenta do dna, żeby mógł się od niego odbić. I ja to rozumiem, popieram, wiem, że to bardzo trudne, ale może pomóc. Niemniej albo psycholożka nie zwróciła uwagi na to, że chłopak jeszcze do tej pory nie był leczony, nie zastosowano wobec niego innych środków, do tego jest jeszcze bardzo niedojrzały i taka rada, by go nie wpuszczać do domu jest przedwczesna, albo rodzice (tatuś szczególnie) ten temat podjęli w pierwszej kolejności. Etap wyrzucenie z domu może być stosowany w OSTATECZNOŚCI, gdy inne próby leczenia zawiodą. Tak uważam. A tutaj, z tego, co pisze autorka, inne próby nie zostały jeszcze w ogóle podjęte. Ojciec z gatunku tych, co to dyscyplina i posłuszeństwo mają być na pierwszym miejscu, syn ma prosić o pomoc, bo przecież jest już degeneratem, tylko łaska ojca, pod warunkiem, że się ukorzy, może go jeszcze uratować.
                    Sorry, ale ja to tak widzę. Żal chłopaka:(
                    • 11.05.12, 14:42 Odpowiedz
                      Mąż albo mści sie na synu, albo chce mieć kłopot z głowy. Tak naprawdę, to nie interesuje go wyleczenie syna - syn-narkoman to porazka, nie zasługuje na takiego ojca, na pomoc. To, co robi mąz - a wiec sprzeciwianie się terapii syna, w ogóle nie bierze pod uwagę losu dziecka, tylko siebie samego. Taki syn, to porazka - porazkę trzeba przekuć w sukces, a wiec pokazać, zę ma sie nadal całkowitą władzę nad dzieckiem, ze się jest, w dosłownym słowa tego znaczeniu, panem zycia i śmierci. Jeśli syn wróci i się ukorzy, to ojciec bedzie miał satysfakcje. Jesli umrze - ytakże - bo ojciec był "twardy",, nie poszedł na ustepstwa i poświęcić syna dla zasda. Jeśli nie wóci - cóż, to jego wybór, jego wina, nie docenił łaskawości rodziców.
                      Wyleczenie syna jest tu niejstotne, tak naprawdę. Gdyby było, ojciec pozwoliłbu spróbować - ale wcale tego nie chce. Żaden ośrodek, zaden detoks. Istotne jest pokazanie, kto rzadzi. Nawet kosztem życia dziecka, bo panu ojcu na synu nie zalezy - zalezy mu na posłusznym, czystym, idealnym synu. Narkoman moze sobie zdechnąć.
                      I Ty piszesz, że to nie jest patologia - jest. Niewiarygodna patologia.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • 11.05.12, 15:07 Odpowiedz
                        Ok, ustaliliśmy, ojciec jest ten "be", ale na forum mamy matkę chłopaka a nie ojca,
                        matkę, która zajęła stanowisko "ojciec jest "be" więc ja będę na niego furczeć, obgadywać go na forach jak bardzo jest "be" ale w ostateczności i tak się podporządkuję temu co on zadecyduje bo cóż innego mam robić".

                        Troski o syna tu nie ma. Planu leczenia syna i pomocy mu tez nie ma.
                        Nie dostałam odpowiedzi na pytanie co w domu zmieniono po poprzednim wywaleniu syna z domu i jego powrocie.
                        Jest nabuzowane testosteronem wkurw.enie ojca, że syn się uzależnił a matka mu pobłaża, i jest histeria matki że syn się uzależnił a ojciec go nie naprawia tak jak ona by chciała.

                        Nie rozumiem ludzi, którzy wolą patrzeć jak dziecko się stacza, wolą się kłócić ze sobą o to jak to dziecko wychowywać, niż doprowadzić nastolatka do specjalistów od uzależnień.
                        Bo co? Wstyd będzie sąsiadom się przyznać że dziecko w ośrodku zamkniętym?

                        Taka rodzina nie jest wydolna wychowawczo w stosunku do dziecka uzależnionego. Co więcej, taka rodzina jest hermetyczna, wspiera patologię i wybiera patologię.
                        W takiej rodzinie dziecko NIE MA SZANS WYJŚĆ Z NAŁOGU. Bo zachowania rodziców są jak beton u nogi ciągnący z powrotem w bagno.

                        Autorko, twierdzisz, że mąż nie chce chodzić na terapię. Równocześnie stwierdziłaś, że sama pójdziesz na terapię "jeśli to będzie konieczne"... Jak rozumiem, nie uwazasz żebyś cokolwiek nie tak robiła, rodzinę masz idealną, relacje w małżeństwie świetne, jedynie ten syn jakiś takiś nagle kokę bierze...wizerunek wam psuje i Twoje z mężem konflikty niepotrzebnie prowokuje.
                        Nie wiem, jak się dociera do takich osób by spojrzały na siebie z boku. Ja nie umiem.
                        • 11.05.12, 15:12 Odpowiedz
                          Nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie pytania i posty, wczoraj nie myślałam zresztą o tym.
                          Dziękuję za słowa krytyki i szczegółową, psychologiczną analizę.
                          Nie mówię, że nasza rodzina jest idealna (bo nie ma idealnych ludzi), tylko że nie uważam, żebyśmy byli patologią.
                          I widać, że Państwo tutaj wiele rzeczy nadal nie rozumie.
                          • 11.05.12, 15:44 Odpowiedz
                            nie przejmuj się tym co tu piszą o twoim mężu, bo wydaje mi się że tu są wylewane jakieś własne żale związane z mężczyznami. Z twojego opisu nie wyłania się potworny pan i władca a jedynie zrozpaczony ojciec który nie wiedząc co robić posłuchał rady specjalisty. Napisałaś że byliście z synem u psychologa w poradni od uzależnień, czyli u specjalisty, polecił on wam taką "terapię" i nikt na tym forum nie ma podstaw(za mało wiemy o postawie i sile uzależnienia syna) aby podważać jego opinie. Jeżeli tobie wydaje się ona niewłaściwa poszukaj innego specjalisty - to jak najbardziej rozsądne. Tutaj widzę wątek zmierza w stronę linczu na twojej rodzinie więc polecam poprzestać na tym co napisała Agnieszka Iwaszkiewicz i reszta "dobrych" rad to jedno wielkie gdybanie.
                            • 11.05.12, 15:55 Odpowiedz
                              >Nadto jeśli będziecie wspierać wychodzenie syna ze stanu uzależnienia trzeba to rodzić w oparciu o odpowiednią instytucję. Twarda miłość polegająca na niewpuszczaniu do domu 16 - latka bez poparcia instytucji może skończyć się tragicznie.

                              To właśnie napisała nasza Pani ekspert i dokładnie to piszą tutaj wszystkie osoby, ktore uważają, że wyrzucanie z domu 16-latka NA POCZĄTKU drogi do uniezależnienia się jest złe. Nie było tu ani jednej rady, by pielęgnować i wspierać chłopaka w ćpaniu, ale mówimy tutaj o rozpoczęciu pomocy od ośrodka, a nie od wyrzucania z domu. Czy widzisz różnicę, Turysto?
                          • 11.05.12, 16:00 Odpowiedz
                            Wazne jest żebyście działali spójnie z mężem, ale pod kontrolą specjalistów od uzależnień. Jeśli wy się będziecie kłócić i działać na zasadzie mąż wyrzuca a ty wpuszczasz, to nie pomożecie synowi. Na jakiej podstawie mąż mówi że syn "i tak ucieknie" z ośrodka? Będzie miał do tego podstawy gdy podejmiecie prób umieszczenia go tam. Rozmawiaj z mężem by go do tego przekonać a nie eskalować wasz konflikt. Nie odpowiada Ci co powiedział psycholog to skonsultuj się z innym i podaj swoje wątpliwości.
                            Teraz ojciec działa tak jak ponoć zalecił psycholog. Ty się burzysz i nie chcesz by tak działał. My tu nie wiemy jakie już były okoliczności, przedstawiasz problem pokazując że "zły" mąż wyrzuca syna. Tłum upewnia Cię, że mąż nie tylko zły ale nawet potwór. I chyba Ci taka wersja odpowiada, w końcu zdejmuje z Ciebie potencjalną "winę"(czyt odpowiedzialność) za to co się z synem dzieje.
                            Czego oczekiwałas od forum?

                            > I widać, że Państwo tutaj wiele rzeczy nadal nie rozumie.

                            To może je wyjaśnij jesli chcesz być rozumiana.
                      • 11.05.12, 15:15 Odpowiedz
                        I już z góry uznałaś, że to nigdy nie ulegnie zmianie, tak?
                        Tendencja do szybkiego oceniania.
                        • 11.05.12, 15:15 Odpowiedz
                          I to było do verdany.
                          • 11.05.12, 15:35 Odpowiedz
                            To pewnie kolejna braksil.
                            --
                            Nasz stosunek do zwierzat jest rowniez miarą naszego czlowieczenstwa

                            W takim razie Adolf Hitler był dobrym człowiekiem.
                          • 11.05.12, 15:36 Odpowiedz
                            Między rodziną idealną a patologią jest wiele odmian. Patologia kojarzy Ci się z alkoholizmem, burdami, brudem i syfem, a tego u Ciebie wszak nie ma.
                            Ale nam tutaj chodzi o to, że Twój mąż jakoś zbyt OCHOCZO podjął wytyczne psycholożki i że podejście, niech syn błaga o wysłanie go do ośrodka już NA POCZĄTKU drogi do wydobycia go z nałogu, jest jakieś nie w porządku. A Ty, mimo że się z tym nie zgadzasz, jakoś jednak się temu podporządkowujesz.
                            Nie chodzi o to, by Cię oceniać i piętnować Twoją rodzinę, ale żeby wykazać, że na skreślenie syna jest jeszcze za wcześnie i zamiast go wyrzucać na ulicę powinniście go czym prędzej skierować do ośrodka. Tylko tyle, nie obrażaj się.
        • 27.06.12, 23:54 Odpowiedz
          sens ma wszystko, co pomoże ratować syna... to droga przez mękę, ale nigdy nie wiadomo za którym razem syn mówiąc "tak" powie to na serio
          trzeba przy nim być, być z nim i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać...
    • Myślę, że nie jest słuszne ocenianie kogoś po jego działaniach w sytuacji kryzysowej. A taka jest obecna sytuacja "wendy" . Tu działa się pod bardzo silną presją. A sytuację utrudnia fakt, że rzecz kryzysowa dotyczy najbliższych ludzi: dziecka i męża, gdzie trzeźwe myślenie przysłaniają różnorakie uczucia.
      Działanie w panice nie są pożądane. A panikę w tak delikatnej sytuacji, może wzbudzić i zła ocena i krytyka nawet najbardziej słuszna i konieczność obrony przed nią, gdy jest się tak bardzo odsłoniętym i tak bardzo delikatnym .Taka konfrontacja teraz "wendy" nie jest konieczna. Szczególnie, że z jej wypowiedzi nie wynika ani bezczynność, ani chęć podporządkowania się mężowi. Zwróciła się tutaj z dylematem a nie z kłopotem z własnym zdaniem. A jej dylemat brzmi: co robić jak zdania i działania rodziców wobec dziecka są tak skrajnie różne? Pomysł którego rodzica jest lepszy ? Czy dać się przekonać mężowi czy też jej droga też zasługuje na obronę, a za zdaniem męża stoi autorytet psychologa uzależnień? Jak pomóc dziecku i mu nie zaszkodzić. Jej konieczne jest wsparcie i utwierdzenie w drodze do pomocy synowi. "Wendy" nie zwróciła się jako osoba kompletnie bezradna, nie potrzebuje konfrontacji i przysłowiowych "kubłów zimnej wody".
      Dlatego sformułowania typu " nieprawdopodobna patologia" czy "Irańska żona" są raczej terrorem słownym, polegającym na tym, ze jak się już coś tak nazwie to znaczy, że to istnieje.
      Czasem dosadny i ostry język jest potrzebny, ale terror językowy już nie. On jest zgubny i raczej wystrasza i zachęca do ucieczki albo bezsensownej walki o sprawę, która z prawdziwym problemem zgłoszonym tutaj nie ma już nic wspólnego.
      Bo wtórną sprawą teraz jest np: ocena męża "wendy" jako ojca. Przyjdzie może na to czas. Może i jest sporo racji w takiej ocenie. Ale TERAZ ona jest niepotrzebna, a co najważniejsze jest przeciwskuteczna. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 13.05.12, 18:36 Odpowiedz
        Po pierwsze, nikt nie użył sformułowania 'irańska żona'.

        Po drugie, w Polsce pracę w poradni dostaje się po pieciu latach studiów psychologicznych i żadne dodatkowe szkolenia nie są wymagana, więc z tym 'autorytetem psychologa uzależnień' może być bardzo różnie. Mi to wygląda na wiedze akademicką dotyczącą dorosłych nałogowców i brak doświadczenia.
      • 13.05.12, 21:01 Odpowiedz
        zamknij Dzięki Tobie Forum może być lepsze - klikaj w tę ikonę: przy wpisach łamiących regulamin.

        Zaproś znajomych, piszcie razem. Załóż forum prywatne.
        Życie rodzinne

        Autor:
        honeyandmilk@gazeta.plkorzysta z IP: (89.67.146.27) .Temat:
        .Treść:
        Pogrubienie.Kursywa.Podkreslenie.Wideo.Link.
        . Powiadamiaj mnie mailem o odpowiedziach w wątku .Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.
        . .

        Odpowiadasz na:
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Myślę, że nie jest słuszne ocenianie kogoś po jego działaniach w sytuacji kryzy
        > sowej. A taka jest obecna sytuacja "wendy" . Tu działa się pod bardzo silną pre
        > sją. A sytuację utrudnia fakt, że rzecz kryzysowa dotyczy najbliższych ludzi: d
        > ziecka i męża, gdzie trzeźwe myślenie przysłaniają różnorakie uczucia.
        > Działanie w panice nie są pożądane. A panikę w tak delikatnej sytuacji, może w
        > zbudzić i zła ocena i krytyka nawet najbardziej słuszna i konieczność obrony p
        > rzed nią, gdy jest się tak bardzo odsłoniętym i tak bardzo delikatnym .Taka kon
        > frontacja teraz "wendy" nie jest konieczna. Szczególnie, że z jej wypowiedzi ni
        > e wynika ani bezczynność, ani chęć podporządkowania się mężowi. Zwróciła się tu
        > taj z dylematem a nie z kłopotem z własnym zdaniem. A jej dylemat brzmi: co
        > robić jak zdania i działania rodziców wobec dziecka są tak skrajnie różne? Pomy
        > sł którego rodzica jest lepszy ? Czy dać się przekonać mężowi czy też jej droga
        > też zasługuje na obronę, a za zdaniem męża stoi autorytet psychologa uzależni
        > eń? Jak pomóc dziecku i mu nie zaszkodzić. Jej konieczne jest wsparcie i utwie
        > rdzenie w drodze do pomocy synowi. "Wendy" nie zwróciła się jako osoba komplet
        > nie bezradna, nie potrzebuje konfrontacji i przysłowiowych "kubłów zimnej wody"
        > .
        > Dlatego sformułowania typu " nieprawdopodobna patologia" czy "Irańska żona" są
        > raczej terrorem słownym, polegającym na tym, ze jak się już coś tak nazwie to
        > znaczy, że to istnieje.
        > Czasem dosadny i ostry język jest potrzebny, ale terror językowy już nie. On j
        > est zgubny i raczej wystrasza i zachęca do ucieczki albo bezsensownej walki o
        > sprawę, która z prawdziwym problemem zgłoszonym tutaj nie ma już nic wspólnego.
        > Bo wtórną sprawą teraz jest np: ocena męża "wendy" jako ojca. Przyjdzie może n
        > a to czas. Może i jest sporo racji w takiej ocenie. Ale TERAZ ona jest niepotrz
        > ebna, a co najważniejsze jest przeciwskuteczna. Agnieszka Iwaszkiewicz



        i nic dodać nic ująć...........
        • 13.05.12, 21:49 Odpowiedz
          No, tak. Ale wbrew opinii zony mąż wywalił syna z domu. A zachęcałyśmy, aby matka zadecydowała, a nie pozwoliła meżowi zrobić coś, co może mieć nieodwracalne skutki. Pozwoliła. To chyba jednak dowód na bezradność, skrajną bezradność i podporzadkowanie w jednej z najwaznijszych spraw w życiu.
          Miejmy nadzieję, ze syn się odnalazł. Bo jeśli nie, to tłumaczenie,z ę wszystko nadal jest w porzadku raczej mija się z celem.
          --
          zpopk.blox.pl
          • 14.05.12, 19:00 Odpowiedz
            Jednak, pomimo tej krytyki, było też dużo dobrych rad, za które dziękuję.
            Fakt faktem, ze ludzie mają tendencję do szybkiego oceniania, nie znając w szczegółach, od A do Z całej sytuacji, ale na to chyba trzeba się uodpornić.
            • 14.05.12, 21:56 Odpowiedz
              I do ośrodka.
              --
              Nie uronię za nich ani jednej łzy
            • 15.05.12, 18:07 Odpowiedz
              63_wendy napisał(a):

              > Jednak, pomimo tej krytyki, było też dużo dobrych rad, za które dziękuję.
              > Fakt faktem, ze ludzie mają tendencję do szybkiego oceniania, nie znając w szcz
              > egółach, od A do Z całej sytuacji, ale na to chyba trzeba się uodpornić.

              Cóż, siłą rzeczy znamy tylko te szczegóły, które sama opiszesz.... .
            • 27.06.12, 23:59 Odpowiedz
              Panią nic nie może boleć, nic i nikt nie może Pani ranić, przecież to Pani zna swoje dziecko najlepiej, proszę próbować ratować syna, nawet na zasadzie prób i błędów. Syn będzie wszystko (Was - rodziców, dom) odrzucał, ale to nie znaczy, że nie kocha, on MUSI mieć w Was oparcie!
              • 24.08.13, 01:05 Odpowiedz
                Dzień dobry
                Jestem matka 22 letniego Rafałą
                Szukam pomocy dla niego ,mysle ze jedyne co moge zrobic to tylko przymusowe leczenie zamknięte, ale w Polsce nie ma takich ośrodków, z każdego może wyjść, oni w razie co powiadamiają tylko sąd.Właśnie złożyłąm wniosku do sądu.
                Syn ma stwierdzoną schizofrenię paranoidalną do tego jest uzależniony od marihuany, zażywa ró1)nież dopalacze Na schizofrenię zachorował nagle i dość gwałtowanie 4 lata temu, 2 m-ce leżał w szpitalu psychiatrycznym (gdzie stwierdzono tą chorobę). Nie wiemy co było najpierw czy narkotyki w wyniku których zachorował na schizofrenię, czy narkotyki pojawiły się później. Sprawa się wydała z narkotykami 1,5 roku temu gdy został zatrzymany za posiadanie. Dawno domyślałam się,że bierze to dziadostwo: ucieczki z domu, okradanie domowników z pieniędzy........nie mogę o tym pisać, dalej mnie to bardzo przeraża.............sami wiecie jak to wygląda. od 4 lat leczy sie psychiatrycznie (ma bardzo dobrze dobrane leki). tyle walki co stoczyłam o tego dzieciaka np:aby ukończył szkołę średnią, terapie na oddziałąch dziennych, pobyt w szpitalu psych.w wa-wie, potem oddział rehabilitacji socjopsychiatrycznej. nie dało żadnego efektu po powrotach dalej ćpał. Wystarałam się o pobyt w óśrodku (drugi koniec Polski)gdzie leczą z podwójną diagnozą, wytrzymał 2 m-ce i wypisał sie na własną prośbę, spokój był tylko tydzien po jego powrocie. Znowu wrócił do swojego towarzystwa i ćpania. Zarowadziłam go jak dziecko na terapię w TZN, potem poszedł tylko raz. Zmieniłam terapeutkę, też nic nie dało.Ubezwłasnowolniłąm go (częściowo), bo bierze pożyczki......... jestem już u kresu wytrzymałości: jak zamknę drzwi wyjdzie oknem, jak zabiorę kurtkę i buty pódzie w kapciach bez kurtki. Nie ma go w domu nawt cały tydzień (dzwonię po kolegach, wszyscy milczą, a ja tak się boję, bo od 4 lat jest na lekach, a jak go nie ma wiadomo leków nie bierze!)Tyle szans i kontraktów co było........nie mam już siły.....
                Wystarałąm się o drugi ośrodek, zawiozłąm za uszy, pomimo ubezwłasnowolnienia zrezygnował po 18 dniach! Nie ma motywacji do leczenia, twierdzi że nie jest narkomanem bo marycha mu nie szkodzi……., poległąm jako matka i to mnie najbardziej boli. Walczę o tego dzieciaka jak lwica! Bardzo haotycznie piszę, ale tyle lat walki nie da się przelać na kilka zdań. Czy zamknięcie go na przymusowym leczeniu np. przez sąd w szpitalu psychiatrycznym z leczeniem uzależnień, to jedyne wyjście?????????// nie wygonie go z domu, bo bierze leki, musi je brać regularnie!błagam pomóżcie!!!!!!!!!!

                • 24.08.13, 08:55 Odpowiedz
                  Najlepiej zaloz nowy watek, do starych ludzie rzadziej wchodza
                • 25.08.13, 17:01 Odpowiedz
                  alboraya kochana nie poległaś jako matka i podziwiam że tak długo już walczysz o syna jak lwica, ja dawno bym już poległa, załamała się i odpuściła pewnie. Ty jakbyś wcale nie była bezradna w stosunku do dorosłego dziecka - walczysz i teraz chyba oprócz przymusowego leczenia nie ma innej drogi. Pozdr serdecznie i życzę siły.
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-141

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj



Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.