• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Twarda miłość i różnice zdań Dodaj do ulubionych

  • 09.05.12, 16:22
    Pisze na forum bo już sama nie wiem, co mam robić.
    Dowiedzieliśmy się z mężem, że nasze nastoletnie dziecko bierze narkotyki. Nie chce się leczyć. Byliśmy w poradni leczenia uzależnień, psycholog kazała stosować tzw. twardą miłość, nie wpuszczać do domu, nie dawać pieniędzy. I mamy się tego oboje konsekwentnie trzymać, bo tylko tak, zdaniem pani psycholog, możemy uratować dziecko przed śmiercią. I być nieubłaganym, bo inaczej stracimy dziecko szybciej, niż myślimy.
    Mąż zgadza się z tym, ja... nie potrafię. Nie potrafię własnego dziecka wyrzucić za drzwi. Jak nie wpuszczę do domu, myślę całą noc, co się dzieje, gdzie śpi, co robi. Dla mnie jest dwa razy bardziej zagrożone śmiercią na dworze, będąc naćpanym do nieprzytomności, niż w domu. Mąż kłoci się ze mną ciągle o to, mówi, że przy moim podejściu dziecko szybciej w grobie wyląduje, niż poprosi o leczenie.
    Ja sama nie wiem, co mam już robić. To chyba jest najgorsza rzecz i decyzja, jak własnemu dziecku każe się wynosić z domu. Nie potrafię czasami, dosłownie nie potrafię.
    Nie wiem, kto z nas ma rację. Ja już nie mam siły czasami, nie mam takiego silnego postanowienia, że: nie, nie wchodzisz, i koniec. I nie wiem, co dalej robić. Czy faktycznie ta twarda miłość jest taka dobra i skuteczna.
    Edytor zaawansowany
    • 09.05.12, 16:50
      Pani psycholog nadaje się na przemiał. Wasze dziecko jest małoletnie. Nie macie prawa nie wpuszczać go do domu, możecie iść siedzieć. Naprawdę.
      Poza tym ryzyko smierci małoletniego bezdomnego jest większe, niż posiadajacego dom. Narkomana także. Uświadom mężowi, ze jeśli dziecku coś się stanie, to będziecie mieli rozprawę i prawdopodobnie zostaniecie skazani, bo nie wpuszczając dziecka nie dbacie o nie i nie sprawujecie nadzoru. Porzucacie dziecko.
      To nie jest "twarda miłość" , bo "twarda miłość" jest dla dorosłych.
      Jedyne, co powinnioście zrobić, to znaleźć ośrodek i przymusowo - macie takie prawo - odstawić tam dziecko. No, chyba , że"nastolatek" ma lat 19, wtedy większość rad jest nieaktualna.
      Tak naprawdę, to twarda miłość raczej nie pomoze żadnej bardzo młodej osobie uzależnionej, bo - jest uzależniona i niezaleznie od sytuacji nie jest sama w stanie wyjść z nałogu.
      --
      zpopk.blox.pl
      • 09.05.12, 17:00
        Nie jest pełnoletnie, ma 16 lat.
        Próbowałam przekonać męża, ale uparł się, że rady psycholog są dobre, że wszędzie czytał o tym, że twarda miłość to jedyne, co możemy teraz zrobić. Czyli nie wpuszczać, wzywać policję, gdyby coś się działo itp. itd..
        Nie dociera do niego, ze dziecko może przedawkować i umrzeć gdzieś na dworze.
        I to nie jest jedyna psycholog, która tak mówi, takie rady nam daje.
        • 09.05.12, 17:03
          Mąż niech juz przestanie czytać, bo tacy domorośli psychologowie są chyba najgorsi. Szesnastoletni dzieciak to nie to samo co czterdziestolatek.
          • 24.08.13, 18:14
            Mama Myszkina ma racje "domorośli psychologowie są chyba najgorsi" To forum jest pełne domorosłych psychologów . Dziwne,ze doradzajacy na tym forum widzą siebie jako cos lepszego choc sa domorosłymi psychologami. A tacy- wiadomo sa chyba najgorsi.
        • 09.05.12, 19:20
          sluchaj sie specjalistow,a nie bab z forow.
          63_wendy napisał(a):

          > Nie jest pełnoletnie, ma 16 lat.
          > Próbowałam przekonać męża, ale uparł się, że rady psycholog są dobre, że wszędz
          > ie czytał o tym, że twarda miłość to jedyne, co możemy teraz zrobić. Czyli nie
          > wpuszczać, wzywać policję, gdyby coś się działo itp. itd..
          > Nie dociera do niego, ze dziecko może przedawkować i umrzeć gdzieś na dworze.
          > I to nie jest jedyna psycholog, która tak mówi, takie rady nam daje.
        • 10.05.12, 09:34
          Mam wrażenie, że w przypadku uzależnionego 16-latka lepszą wersją twardej miłości jest niewypuszczanie (zero wyjść po szkole, w sytuacjach drastycznych urlop jednego z rodziców i homeschooling) niż niewpuszczanie.
          --
          Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
          Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
    • 09.05.12, 17:01
      Mam wrażenie, że pani psycholog się pomyliła. Twarda miłość jest dla dorosłych narkomanów, nie małoletnich.

      Załatwić synowi miejsce w MONARZE albo czymś podobnym, spakować i zawieźć choćbyście go musieli związać.

      Niewpuszczania małolata do domu najprawdopodobniej sprawi, że oprócz dragów zacznie się prostytuować i zarazi jakimś świństwem. Pracowałam swego czasu z narkomanami na dworcu kolejowym w dużym mieście wojewódzkim i znam sporo takich historyjek.

      Pani psycholog powinna zmienić zawód, bo naczytała się książek ale nic nie zrozumiała.

      Twarda miłosć sprawdza się u nałogowców dorosłych, którzy mają możliwość podjecia pracy, pełne prawa obywatelskie itp. W przypadku nastolatków jest to zaproszenie do większych kłopotów.
      • 09.05.12, 17:08
        Oczywiscie. W przypadku małoletniego Wy decydujecie o leczeniu. Gdyby był dorosły to trzeba by go zmusić do leczenia i wtedy wyrzucenie z domu ma sens. Przy nastolatku to Wy decydujecie. I umieszczenie w ośrodku zamknietym jest dla wierlu dzieciaków gorsze, niz wyrzucenie z domu.
        Poza tym mąż powinien zostać uświadomiony, że jeśli syn ulegnie wypadkowi, bo go nie wpuściliscie, to prawdopodobnie czeka Was odsiadka. Macie jeszcze inne dzieci?
        I co oznacza "ćpa"? Co bierze? Jak często? Czy przychodzi naćpany do domu - tak, wtedy można ew. nie wpuścić i powiedzieć "wróć za pięć godzin, jak będziesz przytomny". Czy kradnie? Czy po prostu czasm coś bierze "rozrywkowo"?
        --
        zpopk.blox.pl
        • 09.05.12, 17:21
          Na pewno amfetamina, prawdopodobnie także mdma, nie jest to ,,rozrywkowe'' branie, od czasu do czasu, bo często jest bardzo pobudzony, nierzadko agresywny, inne dziwne zachowanie, nie można go uspokoić. Tak, potrafi przyjść naćpany do domu (stąd rady psycholog o nie wpuszczaniu). Kradnąc nie kradnie, z domu nigdy nic nie zginęło.
          Do męża nie dociera to, co mówię. A mam wrażenie, że jest gorzej, niż lepiej.
          Nie, nie mamy innych dzieci.
          • 09.05.12, 17:27
            63_wendy napisał(a):

            > Na pewno amfetamina, prawdopodobnie także mdma, nie jest to ,,rozrywkowe'' bran
            > ie, od czasu do czasu, bo często jest bardzo pobudzony, nierzadko agresywny, in
            > ne dziwne zachowanie, nie można go uspokoić. Tak, potrafi przyjść naćpany do do
            > mu (stąd rady psycholog o nie wpuszczaniu). Kradnąc nie kradnie, z domu nigdy n
            > ic nie zginęło.
            > Do męża nie dociera to, co mówię. A mam wrażenie, że jest gorzej, niż lepiej.
            > Nie, nie mamy innych dzieci.

            Cóż. Zaczynam rozumieć, dlaczego małolat lubi sobie ubarwiać rzeczywistość (mam na mysli postawę męża).

            Mam pietnaście lat doświadczenia w pracy charytatywnej w tym z narkomanami. Celem twardej miłosci jest zmuszenie osoby DOROSŁEJ do leczenia. Bo DOROSŁY narkoman najczęściej nie chce się leczyć dopóki nie zaliczy twardego ladowania.

            Ponieważ syn jest małoletni, twarda miłość NIE MA RACJI BYTU. Bo to Wy decydujecie o leczeniu.

            Twój mąż marnuje synowi życie. Może po prostu załatw ten MONAR i poinformuj męża o fakcie? Bo od niewpuszczania do domu to syn co najwyżej zacznie się prostytuować, nałóg mu na pewno nie minie.
            • 09.05.12, 17:31
              dodam, że jeśli mąż czytuje wątpliwej jakości tłumaczenia zagranicznych tekstów o narkomanii to może to narobić więcej szkody niż pożytku.

              W większości krajów Europy Zachodniej osoba szesnastoletnia może pokazać rodzicom środkowego palca, wyprowadzić się i rujnować sobie życie na własną odpowiedzialność. Rodzice wtedy nie są pociągani do odpowiedzialności jeśłi coś się stanie, bo jest przyjęte,że szesnastolatek moze się wyprowadzić, znaleźć pracę itp.

              W Polsce nie. W Polsce rodzic odpowiada za dziecko do ukończenia przez nie 18 roku życia.
              • 09.05.12, 17:38
                Mam niejakie wrazenie, ze sprawca problemu najchętniej by się problemu pozbył z domu. Często przyczyną ćpania jest dom rodzinny - i tu coś mi się wydaje, ze Pan Ojciec jest jedną z przyczyn. Być moze, gdyby to Pan Ojciec opuścil dom, to by od razu było lepiej.
                --
                zpopk.blox.pl
                • 09.05.12, 17:49
                  verdana napisała:

                  > Mam niejakie wrazenie, ze sprawca problemu najchętniej by się problemu pozbył z
                  > domu. Często przyczyną ćpania jest dom rodzinny - i tu coś mi się wydaje, ze P
                  > an Ojciec jest jedną z przyczyn. Być moze, gdyby to Pan Ojciec opuścil dom, to
                  > by od razu było lepiej.

                  Zgadzam się. I mam też wrażenie, że pani psycholog korzysta z tych samych bezmyślnych tłumaczeń co tatuś. Wstyd.
                  • 09.05.12, 18:47
                    Ja natomiast dziwię się, że autorka cacka się z narkomanem, zamiast stanowczo działać.
                    No nie wiem, czy psycholog, której radziła się autorka, jako jedyna tak myśli: wielokrotnie spotkałam ludzi, którzy swoje dzieci (także niepełnoletnie) z domu wyrzucali.
                    --
                    Nie uronię za nich ani jednej łzy
                    • 09.05.12, 19:01
                      Też się z tym spotkałam., Dwa razy. Żadne z dzieci nie przeżyło dłużej, niż rok. Jeśli chodzi o całkowite pozbycie się problemu, to tak - rozwiązanie jest skuteczne.
                      Choć zgodzę sie z tym, ze działać trzeba stanowczo i odwieźć dziecko do zamkniętego ośrodka.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • 09.05.12, 19:10
                        Tatusiowi jak widać, rady psychologa odpowiadają. I nie wiadomo, czy chodzi o pozbycie się problemu, czy o wiarę w słowa psychologa.
                        Dzieciaki to nierzadko szału dostają, jak o ośrodku sie dowiadują.
                        --
                        Nie uronię za nich ani jednej łzy
                        • 09.05.12, 20:05
                          katus118 napisała:

                          > Tatusiowi jak widać, rady psychologa odpowiadają. I nie wiadomo, czy chodzi o p
                          > ozbycie się problemu, czy o wiarę w słowa psychologa.
                          > Dzieciaki to nierzadko szału dostają, jak o ośrodku sie dowiadują.

                          Dlatego pisałam, 'choćby mieli związać'. To jest jedyna metoda - izolacja połaczona z terapią i zaspokojeniem potrzeb życiowych.

                          Wyrzucanie nastolatka z domu to jak wepchnięcie go do łóżka podstarzałego pana/pani.
                    • 09.05.12, 20:03
                      katus118 napisała:

                      > Ja natomiast dziwię się, że autorka cacka się z narkomanem, zamiast stanowczo d
                      > ziałać.
                      > No nie wiem, czy psycholog, której radziła się autorka, jako jedyna tak myśli:
                      > wielokrotnie spotkałam ludzi, którzy swoje dzieci (także niepełnoletnie) z domu
                      > wyrzucali.

                      Ja też. Rozdawałam im zupę i darmowe kondomy na dworcu centralnym w mieście X. Zazwyczaj były to dzieci z dobrych domów, których rodzice na wieść o używkach reagowali 'jak mogłęś mi to zrobić'! I wyrzucali z domu.

                      Nastolatek bez domu jest skazany na kradzież i prostytucję. Chcoćby dlatego, że nie może podjąć legalnego zatrudnienia żebyvna siebie zarobić.
                      • 09.05.12, 20:25
                        moze autorka nie wszytko nam napisala? dziecko z domu, w ktorym byly zdrowe relacje nigdy sie nie uzalezni.

                        mama_myszkina napisała:
                        d

                        zieci z dobrych domów, których rodzice na wieść o używkach r
                        > eagowali 'jak mogłęś mi to zrobić'! I wyrzucali z domu.
                        >
                        > Nastolatek bez domu jest skazany na kradzież i prostytucję. Chcoćby dlatego, że
                        > nie może podjąć legalnego zatrudnienia żebyvna siebie zarobić.
                        • 09.05.12, 20:34
                          W umoralniajacych powiastkach. W rzeczywistości bywa różnie, choć rzeczywiście, problemy w domu sprzyjają narkomanii.
                          Tym bardzij zatem nie nalkeży wyrzucać dziecka, skoro jest się sprawcą jego mproblemów.
                          --
                          zpopk.blox.pl
                        • 10.05.12, 09:43
                          > moze autorka nie wszytko nam napisala? dziecko z domu, w ktorym byly zdrowe rel
                          > acje nigdy sie nie uzalezni.
                          Nie wierzę w takie cuda. Nawet dziecko z bardzo zdrowego domu może ulec najnormalniejszej ciekawości, a niektórzy uzależniają się dużo łatwiej niż inni. Może być duża ciekawość skrzyżowana z pechem na loterii biologicznej, niekoniecznie toksyczny dom.
                          --
                          Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                          Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
                          • 10.05.12, 17:25
                            asia_i_p napisała:

                            > > moze autorka nie wszytko nam napisala? dziecko z domu, w ktorym byly zdro
                            > we rel
                            > > acje nigdy sie nie uzalezni.
                            > Nie wierzę w takie cuda. Nawet dziecko z bardzo zdrowego domu może ulec najnorm
                            > alniejszej ciekawości, a niektórzy uzależniają się dużo łatwiej niż inni. Może
                            > być duża ciekawość skrzyżowana z pechem na loterii biologicznej, niekoniecznie
                            > toksyczny dom.

                            Oczywiście. Wnuczka Trockiego, prof. Volkov już udowodniła,że predyspozycje do uzależnienia zależą też od ilości receptorów dopaminy w mózgu i reakcji biochemicznej na narkotyk. A to jest czysta genetyka, to się dziedziczy.
                        • 10.05.12, 13:54
                          > dziecko z domu, w ktorym byly zdrowe rel
                          > acje nigdy sie nie uzalezni.

                          Taaak? Dziecko karmione od małego durnymi reklamami telewizyjnymi z mamusiami lekomankami, dla których pigułka jedna czy druga jest przyjacielem domu i remedium na wszystko od katarku do złamanego paluszka? Skoro ekranowa matka wciska pigułki na wszystko ekranowym dzieciom, to co się dziwić realnemu dziecku w wieku zapatrzenia w grupę rówieśniczą, kiedy realny kolega zaproponuje mu pigułkę na wszystko?

                          Sorry. Trochę OT, wiem. Poniosło mnie. No bo nie, w porządnym domu dzieciak nigdy się nie uzależni...

                          A reklamy mamusiek lekomanek są nie tylko durne. Są złe.
                          --
                          Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
                • 24.08.13, 18:20
                  Verdana- "podziwiam " tupet w diagnozowaniu : "i tu coś mi się wydaje, ze Pan Ojciec jest jedną z przyczyn. Być moze, gdyby to Pan Ojciec opuścil dom, to by od razu było lepiej"
                  Na jakiej podstawie te wnioski i taka porada? Pojechałas po bandzie , nie ma co!
                  Na razie mamy tutaj tylko przedstawione poglady matki , nawet w przypadku przestepców oskarzeni moga sie bronic, a Ty ojca pomówiłas, oskarzyłas i skresliłaś. Mocna rzecz :(
                  --
    • 09.05.12, 19:18
      ja widze,ze ty kochasz siebie bardziej niz wlasne dziecko,,bo tobie chodzi o TWOJ spokoj i twoja milosc do niego, a nie o jego zycie, ktore bezmyslnie przegrywa. jesli naprawde bardziej kochasz syna niz siebie zrob tak,jak kazal psycholog.i tyle.
      napisala: matka doroslego syna.
      • 09.05.12, 19:39
        Narkomana, jak rozumiem?
        --
        zpopk.blox.pl
        • 09.05.12, 19:45
          Czyli ma młodego narkomana wywalić z domu?
          A nie lepiej od razu do ośrodka?
          --
          Nie uronię za nich ani jednej łzy
          • 09.05.12, 19:55
            Otóż to. Dlaczego0 nie ośrodek? Bo mlody nie chce? Ale liczenie na to, że wyrzucenie z domu skłoni go do powrotu z podkulonym ogonem i zgodą na leczenie jest naiwne. Tak, być moze częś dzieciaków wróci. Moi uczniowie nie wrócili - jeden sie zaćpał na dworcu, drugi zmarł na AIDS.
            Jest też spore prawdopodobieństwo, zę chlopak wróci skruszony i z HIV.
            --
            zpopk.blox.pl
            • 09.05.12, 20:12
              Verdano, masz rację.

              Swego czasu spotkałam na dworcu w mieście X nastolatkę w widocznej ciąży z liszajami na twarzy. Miałą też siniaki ale ginęły pod liszajami.

              Dziewczyna trzy lata wcześniej została wywalona z domu za okazjonalne używanie narkotyków. Była wtedy w wieku syna Autorki wątku.

              Przez trzy lata próbowała sobie jakoś radzić ale sie nie dało, bo w noclegowni trzeba pokazać dokument tożsamości a niepełnoletnich nie wpuszczają.

              Spała na dworcu. Robiła laski przypadkowym gościom w zamian za kasę na jedzenie. Policja owszem, widziała ale się nie interesowała.

              W koncu jakiś gość powiedział, że żona mu zmarła, moze mieszkać u niego w zamian za oporządzanie domu, bo on sobie nie radzi.

              Jak tylko przekroczyli próg, poczuła cios w tył głowy. Obudziła się ZAKNEBLOWANA i PRZYWIĄZANA ŁANCUCHEM DO KALORYFERA. Spędziła tak około roku, gwałcona przez pana i jego znajomych, wypróżniajaca się pod siebie i pijąca własny mocz.

              Jak gość zorientował się, że jest w ciąży to ja wykopałz chaty. Dziewczyna była na policji ale ta nie wzięła jej poważnie, bo była naćpana (gość wstrzykiwał jej różne świństwa).

              Myślę, że umarła niedługo po naszej rozmowie.


              Tacy 'dobrodzieje' polują też na chłopców. I jeśli nie chcesz, żeby Twój syn tak skończył to radzę Ci przestać się przejmować jego histerią, zapakować w samochód i odiweźć do ośrodka. A jak urządzi cyrk z prawdziwego zdarzenia, wezwać pogotowie ratunkowe, wytłumaczyć sytuację - zawiozą go do szpitala psychiatrycznego na obserwację. To jest twarda miłość w wersji dla nastolatka, nie wywalanie na ulicę.
              • 09.05.12, 20:23
                widocznie wolala przyjac pomoc od obcego faceta niz od najblizszych?

                • 09.05.12, 23:31
                  bez_przekazu napisał(a):

                  > widocznie wolala przyjac pomoc od obcego faceta niz od najblizszych?
                  >

                  Co Ty pie*rzysz? Od jakich niby najbliższych? Jej rodzice zatrzasnęli jej drzwi przed nosem i tyle. Próby kontaktu nie przyniosły rezultatu. Innej rodziny nie miała.

                  Krew mnie zalewa jak czytam takie madrości. Dla osób, które problem znają wyłacznie z opracowań teoretycznych wszystko jest czarno-białe.
              • 11.05.12, 16:50
                > Jak tylko przekroczyli próg, poczuła cios w tył głowy. Obudziła się ZAKNEBLOWAN
                > A i PRZYWIĄZANA ŁANCUCHEM DO KALORYFERA. Spędziła tak około roku, gwałcona prze
                > z pana i jego znajomych, wypróżniajaca się pod siebie i pijąca własny mocz.

                mozesz normalnie s-f pisac widze duzy potencjal
            • 09.05.12, 20:20
              moj syn twierdzi,ze slabsi przegrywaja. tak jest wsrod zwierzat.

              verdana napisała:

              > Otóż to. Dlaczego0 nie ośrodek? Bo mlody nie chce? Ale liczenie na to, że wyrzu
              > cenie z domu skłoni go do powrotu z podkulonym ogonem i zgodą na leczenie jest
              > naiwne. Tak, być moze częś dzieciaków wróci. Moi uczniowie nie wrócili - jeden
              > sie zaćpał na dworcu, drugi zmarł na AIDS.
              > Jest też spore prawdopodobieństwo, zę chlopak wróci skruszony i z HIV.
              • 11.05.12, 08:08
                Ale niektóre matki wśród zwierząt bronią młodego do ostatka, zamiast wyliczać, czy jest słabsze od młodego "sąsiadki". Nie bądźmy bardziej naturalni niż natura.
                --
                Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
          • 09.05.12, 20:19
            do osrodka,jak sie nie zmieni

            katus118 napisała:

            > Czyli ma młodego narkomana wywalić z domu?
            > A nie lepiej od razu do ośrodka?
        • 09.05.12, 20:18
          jestes bezczelna,
          verdana napisała:

          > Narkomana, jak rozumiem?
          • 09.05.12, 20:33
            Nie. Jako "matka dorosłego syna" nie narkomana i nie pracujaca z narkomanami masz po prostu zerową wiedze w temacie.
            Ja miałam uczniów-narkomanów, wiec przynajmniej wiem, o czym piszę. Ty masz "dorosłego syna" , co jest równie istotne dla spray, jak dorosły kot.
            --
            zpopk.blox.pl
            • 09.05.12, 20:42
              niestety znam przypadek chłopaka, który do ośrodka trafił zbyt późno. Wyrzucony z domu kradł, żeby mieć pieniądze na przeżycie i narkotyki. Od kilku lat jest w więzieniu. Matka też była zwolenniczką twardej miłości.
            • 09.05.12, 20:45
              Chciałabym go zawieźć do jakiegokolwiek ośrodka jak najszybciej, ale zawsze wtrąca się mąż ze swoim: Nie, on ma sam chcieć, bo inaczej jak wyjdzie, to zacznie od nowa.
              Mąż ma teraz zacięte podejście i poglądy, ale nasz dom był raczej normalny, nigdy nie było żadnych zaniedbań, większych problemów. Zwyczajna rodzina.
              Teraz nawet nie wiem, gdzie syn jest. Jak wróciłam, to go nie było. I tak jest codziennie. I coraz bardziej się boję, że kiedyś w ogóle nie wróci.
              • 09.05.12, 21:19
                Twój maż nie rozumie jednej rzeczy - młody narkoman to nie dorosły alkoholik. On nigdy prawdopodobnie nie zechce, bo jego myślenie jest zaburzone przez narkotyki. Ośrodek to czas, gdy można przynajmniej pomyśleć, bedąc czystym, ze warto. I nie nalezy mieć nadziei, ze jedna kuracja pomoze. Nie wychodzi sie tak łatwo z narkommanii.
                --
                zpopk.blox.pl
              • 09.05.12, 23:35
                63_wendy napisał(a):

                > Chciałabym go zawieźć do jakiegokolwiek ośrodka jak najszybciej, ale zawsze wtr
                > ąca się mąż ze swoim: Nie, on ma sam chcieć, bo inaczej jak wyjdzie, to zacznie
                > od nowa.
                > Mąż ma teraz zacięte podejście i poglądy, ale nasz dom był raczej normalny, nig
                > dy nie było żadnych zaniedbań, większych problemów. Zwyczajna rodzina.
                > Teraz nawet nie wiem, gdzie syn jest. Jak wróciłam, to go nie było. I tak jest
                > codziennie. I coraz bardziej się boję, że kiedyś w ogóle nie wróci.

                Problemem jest Twój mąż.

                Twój syn raczej zostanie prostytutką niż okaże skruchę. A o to chodzi ojcu. O poczucie WYGRANEJ nad synem.

                WSZYSTKIE osoby, które znam a które jako nastolatki wyszły z narkotyków trafiły do ośrodka WBREW swojej woli. Bo miały mądrych rodziców, którzy stanęli na wysokości zadania.

                Twój mąż zabawia się w głupie ambicjonalne gierki kosztem syna.
              • 10.05.12, 09:49
                Daj mężowi poczytać ten wątek. Albo znajdź innego psychologa, który mu wytłumaczy, że "on ma sam chcieć" ma działać z dorosłym, bo ma mu przypomnieć, że był już odpowiedzialnym za swoje życie dorosłym człowiekiem. Ma wrócić do tego stanu. Zakłada się - ja to tak rozumiem - że ta poprzednia dorosłość w nim tkwi, jak trampolina, od której ma się odbić.
                Szesnastolatek nie ma tej poprzedniej dorosłości. Do czego ma wrócić - do bycia odpowiedzialnym gimnazjalistą - podstawówkowiczem - przedszkolakiem?

                Zazwyczaj jestem zwolenniczką lojalności małżeńskiej, ale tu, gdzie idzie o życie dziecka, zdecydowałabym się działać wbrew mężowi. Załatwiła miejsce w ośrodku i z pomocą sanitariuszy odstawiła tam siłą syna. Chyba podpis jednego rodzica starcza?
                --
                Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
              • 11.05.12, 09:33
                Nie ma innego wyjścia jak przymusowe zawiezienie młodego do ośrodka. Zadzwoń do jakiegokolwiek i sami ci to powiedzą, włącznie z radą żebyście sobie wzięli kogoś do pomocy, bo młody zrobi wszystko żeby tam nie trafić. I piszę to z doświadczenia, bo mam kuzyna już po terapii ale do ośrodka wniósł, go mój brat razem z futryną. I tak w ośrodku starają się "wyprać mózg" w pozytywnym tego słowa znaczeniu ale to dluga i nie zawsze skuteczna terapia, możliwe, że będą potrzebne iluśtamkrotne pobyty.
                --
                "Śmierć jest przejawem skrajnego niedoboru zdrowia" Beleth
            • 09.05.12, 23:33
              verdana napisała:

              > Nie. Jako "matka dorosłego syna" nie narkomana i nie pracujaca z narkomanami ma
              > sz po prostu zerową wiedze w temacie.
              > Ja miałam uczniów-narkomanów, wiec przynajmniej wiem, o czym piszę. Ty masz "do
              > rosłego syna" , co jest równie istotne dla spray, jak dorosły kot.

              O to to.

              Ja syna nie mam, ale mam doświadczenie zawodowe w temacie. I rewelacje bez_przekazu są tyleż żałosne co niebezpieczne.
    • 09.05.12, 21:21
      Poczytaj o monarze. Kontakt z nimi znajdziesz na stronie
      www.monar.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=57&Itemid=55
    • 09.05.12, 22:18
      Myślę że powinnaś pójść z mężem do prawnika zajmującego się prawem rodzinnym - niech on Panu Ojcu wytłumaczy, kiedy kończy się obowiązek pieczy rodzicielskiej, i czy z tego obowiązku zwalnia fakt, że dziecko się uzależniło od używek. I co grozi za niedopełnienie rodzicielskich obowiązków. Usłyszał opinię pani psycholog, uwierzył bo chciał, to moim zdaniem przekonać go można tylko innym autorytetem, który w dodatku pokaże mu paragraf.
      • 09.05.12, 22:43
        Mam namiary na kilka ośrodków leczenia uzależnień, prawda natomiast jest taka, że chyba tylko ja sama będę tam musiała zawieźć syna, bo do męża żadne argumenty nie docierają.
        • 09.05.12, 23:38
          63_wendy napisał(a):

          > Mam namiary na kilka ośrodków leczenia uzależnień, prawda natomiast jest taka,
          > że chyba tylko ja sama będę tam musiała zawieźć syna, bo do męża żadne argument
          > y nie docierają.

          To go wieź sama.

          Znam przypadek, gdzie ojciec wyznawał podobne zasady jak Twój mąż. Mądra matka poszła do prawnika i przygotowała pismo do sądu z prośbą o sądowy nakaz umieszczenia nastolatka w ośrodku dla osób uzależnionych z powodu indolencji wychowawczej ojca. Pomogło. Nawet nie trafiło do sądu rodzinnego. Wrześniowamama ma rację, znajdź prawnika obeznanego w prawie rodzinnym.
          • 09.05.12, 23:40
            Źle to napisałam.

            Chodziło o to, że młody ćpał ale ojciec powiedział, że nie podpisze zgody an ośrodek, nie zawiezie itp. Ponieważ robił cyrki z podpisaniem zgody matka poszła do prawnika.

            Ale z tego co wiem, w większości osrodków wystarczy podpis jednego rodzica. Mogę się mylić, więc radzę zadzwonić do MONARu, wyjaśnić jaka jest sytuacja i poprosić o poradę.
    • 09.05.12, 23:37
      to co doradzil psycholog i probuje robic twoj maz w Polsce jest nielegalne. Jako rodzice jestescie prawnie zobowiazana do zapewnienia dziecku, nie zaleznie czy naromanowi czy alkoholikowi czy z innymi problemami, dachu nad glowa i utrzymania. Nieletniego nie mozna pozbawic opieki rodzicielskiej, chyby ze tak zadecyduje sad. Jezeli dziecku cos sie stanie (nawet zwykly wypadek) bedziecie za to prawnie odpowiadac. Lepiej uswiadom to mezowi. Trzeba szukac pomocy ale nie w ten sposob. Nieletniego narkomana mozna skierowac na leczenie przymusowe, umiescic dzieciaka w szpitalu, osrodku etc . W koncu on ma tylko 16 lat to jeszcze dziecko, z problemem ale dziecko.
      • 09.05.12, 23:43
        Tak. I nie potrzeba wyroku sądu, bo decyzję o leczeniu podejmują rodzice. Wyrzucanie z domu ma sens jeśli chce sie zmusić DOROSŁĄ osobę do leczenia. Innym sposobem jest wyrok sądu. W przypadku nastolatka pakujesz w samochód i wieziesz.
    • 10.05.12, 07:32
      Witaj
      To przykre co pzezywasz. Nie mam zadnego doswiadczenia z narkomanami, ale niestety, wplyw psychologow na mezczyzn poznalam.... I uazam, ze niedouczona wiekszosc po prostu stara sie wyciagnac jak najwiecej pieniedzy od klientow-pacjentow, nie dajac wiele w zamian a nawet ryzykujac zycie pacjenta... bo boja sie przyznac, ze sie nie sa w stanie pomoc... Mam nadzieje, ze w Polsce jest inaczej...
      Nie wiem czy rady, ktore dala ci psycholog sa sluszne czy nie. Wiem, ze jesli przekonala twojego meza, to on robi to w trosce o dobro dziecka, choc dla niego to trudne. I nie przekonasz go, bo on uwierzyl, ze w ten sposob ocali dziecko. Z mojego doswiadczenia (zmiany pogladow meza) - wizyta na komendzie policji albo rozmowa z dzielnicowym i uzmyslowienie mu, ze popelnia przestepstwo wyrzucajac dziecko z domu (jesli to jest przestepstwo, bo dziecko ma lat 16), oraz znalezienie psychologa, ktory przekona meza ze dziecko powinno pojsc na przymusowe leczenie. Najlepiej sama najpierw porozmawiaj z psychologiem, ktory ma praktyke z praca z mlodzieza-narkomanami. Moze ktos z jakies organizacji pomagajacej narkomanom? I umieszczenie syna w osrodku najszybciej jak sie da, bez wzgledu na wole meza. Z drugiej strony, on ma racje, bo jesli syn nie chce sie leczyc, to po wyjsciu z osrodka i tak bedzie bral, albo bedzie zwiewal z osrodka, ale w najgoszym razie to przedluzy mu zycie, co daje wam wiecej czasu na pomoc.
    • 10.05.12, 10:48
      Jeśli będziecie się z mężem kłócić i nie dawać spójnego komunikatu dziecku to tylko mu zaszkodzicie.
      Jest niepełnoletni- zawieźć do ośrodka leczenia uzaleznień bez pytania czy ma dzieciak ochotę, macie do tego prawo. Jeśli nie był dotychczas w takim ośrodku, to wytłumacz męzowi że trzeba tego sprobować żeby dać dziecku szansę i lepiej wcześniej niż później.
      Wy-kłócący się rodzice- nie pomożecie mu w domu, jedynie obciążycie bardziej emocjonalnie.
      • 10.05.12, 11:34
        Przeczytałam wątek pobieżnie, ale włosy jeżą mi się na głowie. Jedynego syna wyrzucić z domu na podstawie opinii psychologa i innych poradników dotyczących dorosłych uzależnionych? Na ulicy on szans żadnych już na pewno nie ma, w ośrodku jednak jakieś są. Ja wiem, że może nie należy się cackać z takim nastolatkiem, ale jest wiele innych możliwości między cackaniem się a wyrzucaniem z domu. Mąż albo chce się pozbyć problemu, bo on go przerasta, albo ślepo i bezmyślnie zaufał psychologowi, a do tego naczytał się poradników.
        Odradzam dawanie do przeczytania wątku, bo jak znam facetów, niemal każdy gardzi forami. Dla nich to nie jest źródło wiedzy. W niektórych przypadkach można się zgodzić z taką opinią, ale niektóre fora są kopalną wiedzy, pomagają spojrzeć na problem z wielu stron. Mnie na przykład to forum niezwykle pomogło i otworzyło oczy, ale to tak na marginesie, faceta do tego nic nie przekona.
        Albo się postawisz mężowi, albo dowiedz się, jakie są prawne aspekty niewpuszczania nieletniego dziecka do domu, tej "twardej miłości". Mnie nóż się otwiera w kieszeni, jak czytam takie rady w stosunku do potrzebującego pomocy jak mało kto dziecka. Masakra jakaś. Męża przekonają tylko fakty i może obawa przed policją, która może go ścigać za taką "miłość" do dziecka.
    • 10.05.12, 12:47
      skąd jesteś? Jeśli z Warszawy, to podam ci miejsca gdzie ja chodziłam, żeby nauczyć się jak postępować z uzależnionym dzieckiem. Moja walka o córkę trwała 8 lat, ale się udało! Przez ten czas były 4 ośrodki.
      Po pierwsze umieść go na zamkniętym detoksie, najlepiej daleko od domu. Ja wybierałam oddział detoksykacyjny w Radomiu, żeby miała daleko i nie uciekła. Bo z Warszawy, z detoksu uciekała. Dopiero po detoksie można umieścić dziecko w ośrodku. Z tego co wiem, żaden ośrodek nie jest przymusowy. A więc jeśli nie "załapie" leczenia, to wyjdzie z ośrodka. Wtedy znowu detoks i kolejny ośrodek. Ja tak robiłam i wygrałam.
      I wbrew niektórym tu piszącym, twarda miłość jest tu absolutnie wymagana. I rodzic ma prawo powiedzieć, że jeśli jesteś pijany/naćpany nie masz wstępu do domu. Wiem, że na razie tego nie umiesz, ja też nie umiałam. Ale byłam na wszystkich spotkaniach, jakie mogły odbywać się w Warszawie, czasem na kilku w tygodniu. Bardzo mi pomogły spotkania m. in. w "Powrót z U". Nie wiem czy teraz oni istnieją. I w końcu nauczyłam się być twarda.

      To forum nie jest dobre, lepiej pisz na forum "uzależnienia", tam ludzie mają doświadczenie. Tutaj niektóre wypowiedzi są żenujące. Szczególnie te, o Twoim mężu, który wziął sobie (i słusznie) rady psychologa do serca. Bo skąd ma wiedzieć jak postąpić z narkomanem? Nie wie, dlatego idzie do specjalisty i słucha jego rad! I to jest mądre!
      Jak chcesz to pisz na moją pocztę. Ja sama przez to przeszłam, wiec uważam moje rady za przydatne. Poznałam też inne matki narkomanów, z którymi do dzisiaj sie przyjaźnię.
      Z doświadczenia wiem, że faceci dużo gorzej sobie radzą z takimi sytuacjami w domu. My, kobiety jesteśmy silniejsze. Dlatego nie kłóć się z mężem. Nauczcie się jak postępować i to wdrażajcie. Trzeba działać. Tu w grę wchodzi życie waszego dziecka.
      • 10.05.12, 13:30
        Nie jestem sobie w stanie wyobrazić swojego bólu, gdyby po nocy, w której nie wpuściłam dziecka do domu, zapukala do mnie policja i powiedziała, że syn umarł pod domem z przedawkowania albo go napadli i zbili na śmierć, albo wpadł pod samochód, tudzież umarł z wychłodzenia, gdyby to było zimą.
        Niewykluczone, że honeyandmilk ma rację, w końcu wie to najlepiej, bo z pierwszej ręki, ale ja bym czegoś takiego nie przeżyła i już. Żeby dziecko wysłać na detoks, trzeba je najpierw zachować przy życiu, a zostawiając je na ulicy za bardzo się ryzykuje, moim zdaniem, ale może wyobraźnia mnie ponosi, nie wiem.
        • 10.05.12, 13:45
          sebalda napisała:

          > Nie jestem sobie w stanie wyobrazić swojego bólu, gdyby po nocy, w której nie w
          > puściłam dziecka do domu, zapukala do mnie policja i powiedziała, że syn umarł

          no właśnie, skupiasz się na sobie, że TY byś się źle czuła gdyby cos się stało.
          to typowe zachowanie we współuzależnieniu. mniej ważny syn, jego zdrowie, ale JA BYM TEGO NIE PRZEŻYŁA więc ćpaj syny a ja ci dam dach nad głową i pieniadze na jedzenie byś je mógł wydać na dragi. JA bym cierpiała, więc lepiej żeby syn wykańczał siebie i całą rodzinę na raty, bo JA wolę go miec w domu zaćpanego i pozornie czyste sumienie niż stawiać twarde granice dając szansę na otrząśnięcie się ale i biorąc na siebie ryzyko że w skrajnych przypadkach syn nie jest do uratowania.

          osobiście próbowałabym umieścić syna w ośrodkach leczniczych. nie ma jeszcze 18 lat.
          niemniej, jeśli matka teraz nie umie synowi postawić granicy to za 2 lata też nie będzie umiała go z domu wyprosić. do tego rozwiedzie się z mężem bo mąz ja uzna za winną sutuacji jako tą zbyt pobłażliwą dla narkomana i torpedującą jego próby wpłynięcia na syna.
          od ośrodków trzeba zacząć. choćby też po to, żeby rodzice się nauczyli jak prawidłowo reagować na problem.


          • 10.05.12, 14:30
            Na pewno bardziej pomogę dziecku, umierając z strachu o niego, niż mogąc mu dać schronienie, zamiast wyrzucić na ulicę, niech się prostytuuje, kradnie i przedawkuje, zarazi się wszystkimi możliwymi chorobami.
            Ja wiem, że mój ból i niewyobrażalny lęk nie mają znaczenia wobec uzależnienia dziecka. Wpuszczając dziecko do domu, nie zabezpieczam swojego sumienia, ratuję mu życie, tak to odbieram i już. Niewyrzucanie dziecka z domu nie oznacza tego, że mam mu nie stawiać granic. Pisałam, że między niecackaniem się a wyrzuceniem są inne sposoby.
            Dzięki, Sandrad, za to, że otworzyłaś mi oczy (nie pierwszy raz zresztą) na bezmiar mojego egoizmu, zawsze mogę na Ciebie liczyć:P
            • 10.05.12, 14:47
              "wyrzucić na ulicę, niech się prostytuuje, kradnie i przed
              > awkuje, zarazi się wszystkimi możliwymi chorobami"

              lepsze to, niż martwe dziecko. A ty, chcąc mu dawać komfort ćpania (domek, jedzonko, ciepła kołderka), narażasz go (tzn pomagasz mu) w każdej sekundzie na to, że jego serce zatrzyma akcję z przedawkowania.
              • 10.05.12, 14:51
                ale przedawkuje u mamusi w domu gdzie ona przecież "robiła wszystko żeby mu pomóc!" bo dawała jeść, nic nie wymagała, nie zauważyła że kradnie kasę na dragi, itd.
                więc sumienie mamusia ma "czyste".
                myślisz, że zrozumie iż długie lata pomagała mu ćpać? wątpię.
                • 10.05.12, 15:11
                  sama nie zrozumie. Dlatego tak ważna jest edukacja osób współuzależnionych. Oni się muszą nauczyć jak postępować z uzależnionym. Ot, tak się nie wie, bo niby skąd?
                  • 10.05.12, 15:45
                    Honeyandmilk, to dlaczego wywiozłaś córkę na detoks i do ośrodka zamiast ją OD RAZU wywalić z domu, skoro to taki świetny pomysł?

                    Wywalać z domu to można kogoś, kto juz zawalił ileś tam prób odwyku. A nie zaczynać od tego.
                    • 10.05.12, 16:08
                      Honeyandmilk, to dlaczego wywiozłaś córkę na detoks i do ośrodka zamiast ją OD
                      > RAZU wywalić z domu, skoro to taki świetny pomysł?
                      >
                      u mnie to wszystko trwało 8 lat, więc etapy były różne. Ale był taki czas, że powiedziałam, że naćpanej do domu nie wpuszczę. I nie wpuściłam. Pomogłam. Wynajęłam jej mieszkanie (miala już skończone 18 lat) ale na opłaty za media musiała sama zarobić, kupić sobie jedzenie, podpaski etc. Zawsze wiedziała, że może przyjść czy wrócić do domu - ale trzeźwa. Musiała iść do pracy. Poszła. Ciężkiej, fizycznej. Nie będę tego wszystkiego tu opisywać, ale w efekcie sama poprosiła o zabranie na detoks i do ośrodka.
                      • 10.05.12, 17:32
                        honeyandmilk napisała:

                        > Honeyandmilk, to dlaczego wywiozłaś córkę na detoks i do ośrodka zamiast ją OD
                        > > RAZU wywalić z domu, skoro to taki świetny pomysł?
                        > >
                        > u mnie to wszystko trwało 8 lat, więc etapy były różne. Ale był taki czas, że p
                        > owiedziałam, że naćpanej do domu nie wpuszczę. I nie wpuściłam. Pomogłam. Wynaj
                        > ęłam jej mieszkanie (miala już skończone 18 lat) ale na opłaty za media musiała
                        > sama zarobić, kupić sobie jedzenie, podpaski etc. Zawsze wiedziała, że może pr
                        > zyjść czy wrócić do domu - ale trzeźwa. Musiała iść do pracy. Poszła. Ciężkiej,
                        > fizycznej. Nie będę tego wszystkiego tu opisywać, ale w efekcie sama poprosiła
                        > o zabranie na detoks i do ośrodka.

                        Wybacz, ale zupełnie brakuje Ci perspektywy. Ten nastolatek nie był jeszcze na żadnym detoksie ani odwyku, bo pani psycholog proponuje ROZPOCZĘCIE 'terapii' od wywalenia z domu. Piętnaście lat pracowałam w tym środowisku i nie mam na to określenia innego niż 'bullshit'.
            • 10.05.12, 14:49
              To już wiesz dlaczego tkwisz w związku z przemocowcem i nic nie zmieniasz.
              Bo tak samo byś postąpiła z uzależnionym synem. Lepiej żeby się zaćpał niż byś miała o zmianie ty zadecydować i wziąć za nią odpowiedzialność.
              To jest system który masz w głowie bardzo głęboko wbity i niereformowalny.

              A w realu to znam kilka przykładów gdzie syn zaczął pić/ćpać w wieku nastoletnim. Po 10, 15, 20 latach w tych rodzinach jest ciagle tak samo: ojciec zamyka drzwi by pijaka do domu nie wpuścić i postawić mu granice, a matka w spazmach czuwa całą noc i jak tylko pijany syn wraca to matka biegnie mu drzwi otworzyć wpuszcza do domu i karmi, a rano jeszcze męża opieprzy jak on śmie się nad synkiem (np 40letnim...) znęcać.
              • 10.05.12, 16:25
                Strasznie się fiksujesz i zaperzasz Sandrad, nie wiem, po co. Po co pisać na przykład o 40-letnim synku pijaku w kontekście 16-latka, ktory nawet nie przeszedł jeszcze żadnej terapii.
                Nie umiesz też najwyraźniej czytac ze zrozumieniem (wiem, trudna sztuka dla kogoś, kto ma wyrobioną opinię), bo ja w każdym tutaj poście podkreślam, że wpuszczanie do domu tak jeszcze młodego osobnika nie musi być równoznaczne z niańczeniem go, w domu też można stawiac granice, ale dla Ciebie wszystko jest czarne albo białe, jak matka wpuszcza dziecko do domu (małoletnie zaznaczam), to od razu go głaszcze, opiera i niańczy.
                To nie jest dorosły alkoholik, tylko dziecko. Czy naprawdę nie widać różnicy? I dlaczego obawy o dziecko na ulicy trzeba odbierać jako chęć zachowania czystego sumienia. Znowu to skrajnie surowe patrzenie na ludzi. Nie lubię tego pisać, ale bardzo współczuję bliskim tak nastawionych do innych ludzi jak Ty. Masz w ogóle dzieci? A może tylko wirtualnie jesteś taka ostra? Oby tak było, ja sobie jakoś z Twoim jadem poradzę:P
                Zresztą to jest forum eksperckie, opinia naszej Pani ekspert jest jak zwykle bardzo wyważona i ja się z nią w pełni zgadzam. Ale oczywiście i to można podważyć, wszak niektórzy są nieomylni, a osoby z inną opinią są głupie, słabe lub wredne, albo w ogóle się nie znają.
        • 10.05.12, 13:59
          Nie jestem rodzicem narkomana, wcale nie jestem jeszcze rodzicem, jednak popieram panią psycholog. Wpuszczając naćpanego narkomana do domu nie uratujesz mu życia, dajesz mu tylko czas na głębsze pogrążenie się w nałogu, im dłużej będziesz go chronić przed upadkiem tym głębiej on spadnie.
          Nie ma czegoś takiego jak przymusowe leczenie z uzależnienia, nieważne czy człowiek ma 16 czy 46 lat, jak nie chce się przyznać że jest chory i nie chce się leczyć to się mu nie pomoże. Owszem w niektórych przypadkach przymusowy detoks jest potrzebny by człowiek miał szansę na trzeźwo spojrzeć na swoje życie, ale sama chęć wyjścia z nałogu musi wyjść od uzależnionego.
          • 10.05.12, 14:07
            dla wyjaśnienia, nie chodzi mi o to aby syna wyrzucić i powiedzieć że ma nie wracać, ma wrócić jak będzie trzeźwy i będzie chciał się leczyć.
            • 10.05.12, 14:49
              Ja jednak chciałabym poznać sytuację prawą w naszym kraju w zakresie niewpuszczania nieletniego dziecka do domu. Podejrzewam, że są przepisy, ktore to regulują. Czy dziecko może zgłosić na policji, że rodzice go nie wpuszczają do domu i co wtedy?
              Czy wyrzucenie dziecka z domu nie pcha go tym bardziej w złe towarzystwo?
              Gdybym miała wybierać między niewpuszczeniem dziecka do domu a zatrzymaniem go w nim, wybrłabym to drugie. Wzięłabym bezpłatny urlop i siedziała z nim tak długo w domu, jak by to było konieczne, choćby i miał zawalić szkołę, bo czym jest rok nauki wobec życia dziecka?
              • 10.05.12, 14:53
                i ile tak byś go w tym domu trzymała? Tydzień, miesiąc, rok? Kiedyś by musiał wyjść. I dopiero by zaczął ćpać! Wiesz jak to bardzo smakuje, po takim czasie tęsknoty?
                Nie da się za kogoś zrobić siusiu. Nawet jak się bardzo chce.

                To on ma dojść do wniosku, że narkotyki tak mu dały w doopę (spanie na ulicy, głód, smród, choroby, upodlenie etc), że ON chce się wyleczyć. Nie matka, ojciec czy babcia. ON SAM.
                • 10.05.12, 15:11
                  > To on ma dojść do wniosku, że narkotyki tak mu dały w doopę (spanie na ulicy, g
                  > łód, smród, choroby, upodlenie etc), że ON chce się wyleczyć. Nie matka, ojciec
                  > czy babcia. ON SAM.

                  A jeśli go to wcześniej zabije? Jak na mój gust ryzyko ciut za duże.
                  Czy detoks nie polega na tym, że delikwenta zamyka się i izoluje? Dlaczego nie można tego zrobić w domu? W domu nie zadziała?
                  Nie spotkałam się z tym problemem nigdy w życiu osobiście, przeze mnie przemawiają obejrzane filmy i przeczytane książki, ale nade wszystko pracująca na pełnych obrotach wyobraźnia, jakie niebezpieczeństwa czyhają na dziecko na ulicy.
                  Ja nie twierdzę, że mam rację, piszę, co sama bym zrobiła, mogę się mylić.
                  • 10.05.12, 15:18
                    Ryzyko duże. Albo się uda albo nie. Ale jest nadzieja. A jeśli nic nie zrobisz i pozwolisz ćpać to finał jest tylko jeden. Nie wiesz kiedy, może jutro (bo trafi na trefny towar), może za rok, bo organy nie wytrzymają.
                    Dlatego namawiam wszystkich rodziców z takimi problemami na terapię. Właśnie tam przełamują takie, myślowe schematy.
                    • 10.05.12, 16:00
                      Moim problemem był głównie alkohol (narkotyki były dodatkiem). W autobusach nocnych i na centralnym poznałem historie życia tak nieprawdopodobne że nie mogłyby zostać wymyślone, poznałem życie, życie przed jakim moi rodzice chcieli mnie zawsze chronić, jednym ludziom wystarczy o tym przeczytać ja widocznie musiałem spróbować. Rodzice nie byli dość twardzi żeby zastosować się w 100% do rady psychologa, więc jak byłem trzeźwy(i skruszony) nie zamykali przede mną drzwi. Moja walka ze światem trwała przeszło rok, jak już wiedziałem kim nie chce być w życiu(kim chce być jeszcze nie wiedziałem) rodzice posłali mnie do pracy która skutecznie odizolowała mnie od mojego ówczesnego środowiska. Po roku wróciłem do szkoły(innej) i dalej już poszło, matura, studia, praca. Rodzice zapłacili wysoką cenę w nerwach i zdrowiu, ale udało się nam - czego i wam życzę.
                      Nie wiem jak bardzo jest twój syn uzależniony, czy przyznaje się do nałogu, czy potrzebny jest detoks, ale ja bym zaufał specjalistom. Jak jedna opinia to dla Ciebie za mało zapytaj w monarze albo innym ośrodku. Kochaj ale bądź silna, głaskanie to ta łatwiejsza część wychowywania.
                      • 10.05.12, 16:15
                        Może masz rację Honey (?), ale ja nadal nie potrafię pogodzić się z tym, co od psychologa usłyszałam.
                        Ale mój mąż skutecznie stosuje jej rady: wczoraj kazał mu się wynosić z domu, i nie wracać.
                        I zabrania jakiegokolwiek szukania go.
                        To go uratuje?
                        • 10.05.12, 16:50
                          Mąż źle powiedział, brakuje na końcu: ...dopóki nie zmądrzejesz
                          ale jak napisała Pani ekspert poniżej, najważniejsza jest diagnoza.
                        • 10.05.12, 17:38
                          63_wendy napisał(a):

                          > Może masz rację Honey (?), ale ja nadal nie potrafię pogodzić się z tym, co od
                          > psychologa usłyszałam.
                          > Ale mój mąż skutecznie stosuje jej rady: wczoraj kazał mu się wynosić z domu, i
                          > nie wracać.
                          > I zabrania jakiegokolwiek szukania go.
                          > To go uratuje?

                          Zgłoś zaginiecie na policję. Serio. Jedyny scenariusz jaki ja znam to prostytucja, meliny itp. Bo młody dostał przekaz, że jeśli on ma problemy to ma się z domu wynosić.

                          NIE ZACZYNA SIĘ TERAPII NASTOLETNIEGO NARKOMANA OD WYRZUCENIA Z DOMU. Nie wiem, jak jeszcze mam to przeliterować.
                        • 10.05.12, 17:42
                          63_wendy napisał(a):

                          > Może masz rację Honey (?), ale ja nadal nie potrafię pogodzić się z tym, co od
                          > psychologa usłyszałam.
                          > Ale mój mąż skutecznie stosuje jej rady: wczoraj kazał mu się wynosić z domu, i
                          > nie wracać.
                          > I zabrania jakiegokolwiek szukania go.
                          > To go uratuje?

                          Ale honey nie wywaliła własnej córki z domu na samym początku tylko ją zawiozła na detoks... .

                          Największym problemem Twojego syna jest jego ojciec.
                    • 10.05.12, 16:55
                      Prawdopodobnie jednak się nie uda. Albo uda sie połowicznie - dziecko wróci, ale już zarazoner.
                      Rozumiem, ze nie wpuszcza sie do domu narkomana, ktoremu usiłowało sie udzielić pomocy, a on po raz kolejny zwiał/ zacpał itd. Tak, to rozumiem i popieram. Jednak rozpoczęcie kuracji od wyrzucenia z domu zaćpanego dzieciaka nie ma sensu, bo 16-latek to nie dorosły - sam sobie nie pomoze. Nie ma zdanego doświadczenia, nie ma do czego wracać i nie ma żadnej motywacji, aby posłuchać ludzi, ktorzy go nie chcą. To nie jest to samo, co mąż -alkoholik, ktory wyrzucony z domu ma do czego wracać, moze sie poczuć odpowiedzialny za rodzinę, moze uznać, ze jednak przeszłość była dobra. 16-latek nie ma przeszlości.
                      Najpierw trzeba mu pokazać, że rodzice są na tyle zdeterminowani, że wbrew jego woli wsadza go do ośrodka zamkniętego. Przede wszystkim dlatego,z ę jest niewielka szansa, ze to zadziała. Bez zbędnego ryzyka, ktorego w przypadku małoletniego nie musi sie podejmować, bo dziecko nie musi się zgodzić na leczenie. Pod scianą warto stawiać dorosłych narkomanów, bo nie ma innego wyjścia. Tu jest - dlaczego nie skorzystać i przynajmniej nie spróbować? Dla zasady?
                      --
                      zpopk.blox.pl
                  • 24.08.13, 18:27
                    Przeze mnie przemawiają obejrzane filmy i przeczytane książki.
                    Rany , Ty to piszesz na powaznie ????????????????????????????????????
          • 10.05.12, 17:36

            Nie ma czegoś takiego jak przymusowe leczenie z uzależnienia, nieważne czy czło
            > wiek ma 16 czy 46 lat,
            jak nie chce się przyznać że jest chory i nie chce się l
            > eczyć to się mu nie pomoże. Owszem w niektórych przypadkach przymusowy detoks j
            > est potrzebny by człowiek miał szansę na trzeźwo spojrzeć na swoje życie, ale s
            > ama chęć wyjścia z nałogu musi wyjść od uzależnionego.

            Owszem, jest. Poczytaj My Dzieci z Dworca Zoo... A to stara książka jest.

            Wywalenie DOROSŁEGO narkomana czy alkoholika z domu ma za zadanie WYMUSZENIE na nim decyzji o odwyku. Nie ma to nic wspólnego z dobrowolnoscią. Dorosły uzależniony nie podejmuje leczenia bo nagle zapragnął wieść życie wolne od nałogu tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia albo nie chce dłużej spać na dworcu. I najczęściej wcale tego odwyku nie konczy :)

            Wobec nastolatka wystarczy decyzja rodziców o detoksie a następnie o ośrodku. I wszystko zależy od tego, co w tym osrodku się wydarzy i jak się sprawy potoczą.
      • 10.05.12, 15:43
        Jasne. Twarda miłość wobec nastolatka narkomana jest wskazana. Ale to nie oznacza zatrzaśnięcia drzwi przed nosem. To oznacza odizolowanie od otoczenia, detoks, ośrodek itp.

        EWENTUALNIE po wielu nieudanych próbach można powiedzieć 'jeśli wrócisz naćpany, nie masz wstępu'. Ale absolutnie NIE ZACZYNA SIĘ TERAPII NASTOLETNIEGO NARKOMANA OD WYRZUCENIA Z DOMU!

        Honeyandmilk zastanów się zanim doradzisz innej matce wywalenie z domu na samym POCZĄTKU drogi, bo sama zamiast wywalić córkę z domu zawiozłaś ją najpierw na detoks i do ośrodka, nie? Widzisz różnicę czy nie?
        • 10.05.12, 16:13
          ja nie namawiam, żeby na początku wywaliła dzieciaka z domu. Ja namawiam na terapię i konsekwencje wobec niego. Przytoczyłam przykład zamknięcia drzwi, kiedy już tego sytuacja wymaga. Więc proszę nie tak ostro.
          • 10.05.12, 16:57
            Namawiałaś, aby słuchać psychologa. Psycholog zalecił rozpoczęcie terapii od wyrzucenia z domu. No i dziecko zostało wyrzucone. Moze już nie wrócić.
            --
            zpopk.blox.pl
          • 10.05.12, 17:30
            honeyandmilk napisała:

            > ja nie namawiam, żeby na początku wywaliła dzieciaka z domu. Ja namawiam na ter
            > apię i konsekwencje wobec niego. Przytoczyłam przykład zamknięcia drzwi, kiedy
            > już tego sytuacja wymaga. Więc proszę nie tak ostro.

            Nie kochana, namawiasz do słuchania psychologa a psycholog poradziłrozpoczęcie terapii od wywalenia małolata z domu.

            Jeśli nie widzisz różnicy pomiedzy wywaleniem dorosłego alkoholika/narkomana po iluś tam ostrzeżeniach a wywaleniem niepełnoletniego, który nie ma nawet szans podjęcia dorywczej pracy ani zdobycia miejsca w noclegowni (od 18 lat), to ja Ci tego nie narysuję.

            Ciekawe tylko, dlaczego terapii własnej córki nie rozpoczęłaś od zatrzaśniecia jej drzwi przed nosem, skoro uważasz, że to taki świetny pomysł.

            Okreslenie twarda miłosć nie zawsze oznacza to samo. Nie jeśłi mamy do czynienia z osobą niepełnolenią, która nawet nie była jeszcze na odwyku.
    • 10.05.12, 15:35
      Być może przeoczyłam tę informację, ale ważna w takiej sytuacji jest rzetelna diagnoza, postawiona przez specjalistę od uzależnień. Czy syn jest uzależniony czy też branie narkotyków jest w ramach tak zwanych "zachowań ryzykownych", które w tym wieku mogą się pojawić. W nich mieści się także branie narkotyków. Okazjonalne ale i to częstsze.
      Nie chodzi o zbagatelizowanie problemu czy jego zbanalizowanie, ale o trafne dostosowanie metod działania do problemu z jakim mierzy się cała rodzina.
      Jeśli jest to uzależnienie to stawianie ostrych granic, to co określone tutaj zostało "twardą miłością" jest jak najbardziej wskazane Ma dwa skutki: pracy nad bardzo ważną motywacją do leczenia i pomoc i wspieranie takiego leczenia. Ale rodzice mogą, tak jak Pani, być do tego nie przygotowani. Muszą się nauczyć innych, nowych, czasem bardzo trudnych działań wobec dziecka. Sami przeżywają swój proces radzenia sobie z sytuacją, która budzi dużo skomplikowanych uczuć.
      Dlatego , jeśli jeszcze tego nie zrobiliście radzę pójść na terapię dla osób współuzależnionych, dla rodziców narkomanów, do jakieś grupy wsparcia. To naprawdę może być kluczowa dla Państwa decyzja. Wasz stan jest ważny na równi ze stanem Waszego dziecka, któremu musicie pomagać.
      Nadto jeśli będziecie wspierać wychodzenie syna ze stanu uzależnienia trzeba to rodzić w oparciu o odpowiednią instytucję. Twarda miłość polegająca na niewpuszczaniu do domu 16 - latka bez poparcia instytucji może skończyć się tragicznie.
      jeśli jest to branie narkotyków w ramach ryzykownych zachowań zaostrzenie metod wychowawczych, konsekwencja a nade wszytko poznanie źródeł i powodów brania środków zmieniających świadomość powinno wystarczyć. Zachęcam do kontaktów z dzieckiem, do rozmów, poznawania na nowo tego bardzo szybko zmieniającego się człowieka. Nie uda się to za sprawą jednej rozmowy. Nie wolno ustawać, obrażać się.
      Czasem warto wspomóc się terapią rodziny i sprawdzeniem rodzinnych ról. Agnieszka Iwaszkiewicz [/i]
    • 10.05.12, 17:31
      Zdumiona jestem, że pierwszym działaniem, jakie zaproponował psycholog, było wywalenie nieletniego dziecka za drzwi. Rozsądek mi podpowiada, że pierwszą akcją, jaką powinni podjąć rodzice narkomana, to spakować dziecko, wziąć je za fraki i wywieźć na detoks czy do ośrodka leczenia uzależnień, bo na to jest czas teraz, a nie jak dziecko nałapie chorób czy jak skończy 18 lat i potrzebne będzie ubezwłasnowolnienie. Na twoim miejscu, autorko wątku, leciałabym w te pędy do sądu rodzinnego po skierowanie na przymusowe leczenie (bo jest ono potrzebne także w przypadku osoby nieletniej, art. 30 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii), a potem zawiozła syna na leczenie. Druga rzecz to terapia dla was, ciebie i męża, najlepiej ze specjalistą od takich, jak wasza sytuacji, bo działać musicie na kilku frontach jednocześnie, leczyć dziecko i leczyć siebie.
    • 10.05.12, 17:50
      Proszę bardzo:


      Czy sam sobie poradzę z problemem narkotykowym mojego dziecka?
      Autor: Paulina Chocholska
      www.psychotekst.pl

      Gdy rodzic odkrywa, że jego dziecko bierze narkotyki, zazwyczaj jest to dla niego zaskoczeniem. Pojawiają się rozmaite uczucia: przerażenie, gniew, bezradność. Gdy mija pierwszy szok, a czasem jeszcze zanim minie, podejmowane są różne działania. Czy warto działać samemu? W czym mogą pomóc specjaliści?

      Często pierwszą i spontaniczną reakcją jest

      Już ja go oduczę!


      Problem brania narkotyków nie jest kwestią nieposłuszeństwa i trzeba o tym pamiętać. Oczywiście, jeśli pociecha ćpa mimo zakazów, to można mówić o braku posłuszeństwa, ale nie ono samo jest źródłem problemu. Dyscyplina jest w leczeniu uzależnienia ogromnie ważna, lecz sama w sobie nie wystarcza. Trzeba także innych umiejętności, o których istnieniu rodzice łatwo zapominają. Głód narkotykowy trudno jest zwalczyć samotnie i jedynie przy pomocy silnej woli, przynajmniej początkowo, gdy jest bardzo silny. O tym rodzice często nie wiedzą.

      "Po co mam to robić sam?"

      W naszej kulturze preferowana jest samodzielność, niezależność. "Radź sobie sam", "licz tylko na siebie" - takie przekazy są nam wszystkim znane. Wiara w swoje siły jest bardzo pomocna, ale bardzo wielu osobom życie stawiało takie przeszkody, że zamiast ich wzmocnić, osłabiło tę wiarę. Radzenie sobie samemu jest wtedy trudne. Nikt nie uczy nas od małego współpracy, korzystania z tego, co mogą zaoferować nam inni. Polityka "wymiany" międzyludzkiej często jest nam obca i nie potrafimy przyjąć oferowanej nam pomocy, mając w głowie dyrektywę "zrób to sam". Wielu osobom wydaje się, że udowadniają tym samym sobie oraz innym, że są silne i niezależne. Wolą wysiłek nieraz przekraczający ich możliwości, niż zwrócenie się o pomoc.

      Sięganie po pomoc - trudna sprawa.

      Ważnym czynnikiem jest pojawiający się często u rodzica wstyd. "Jak to, moje dziecko bierze narkotyki? Przecież to niemożliwe, nie jesteśmy ludźmi z marginesu, w domu jest normalnie! Dlaczego bierze???" I pojawiający się wstyd, że coś jest nie tak, że nawaliłem jako rodzic, coś robię źle, w jakiś tajemniczy sposób moja rodzina jest gorsza, bo właśnie ją to dotyka. Co powiedzą inni, gdy zobaczą mojego syna czy córkę naćpanego na korytarzu?

      Wielu rodziców decyduje się na próbę utrzymania w tajemnicy, ukrywania problemu narkotykowego w rodzinie, często nawet w jej gronie: przed młodszymi dziećmi, żoną, mężem. To tylko pogarsza sprawę, bo uniemożliwia wspólne spojrzenie na sytuację, wspieranie się nawzajem prze członków rodziny. Powoduje izolację, prędzej czy później bowiem każdy dostrzega problem i czuje się z nim samotny.

      Modelowanie zachowań.

      Ważnym elementem w terapii uzależnienia od środków psychoaktywnych jest pomoc innych. Zarówno rodziny, jak i terapeutów, grup wsparcia. Często łatwiej jest zwrócić się o pomoc do ludzi obcych, profesjonalistów, niż do kogoś bliskiego czy znajomego. Jednak, jak wspomniano wcześniej, dla wielu ludzi wyjście po pomoc jest ogromnie trudne. Zademonstrujmy naszemu dziecku, że sami potrafimy przełamać opory i wstyd przed przyjęciem wsparcia z zewnątrz. Ułatwimy mu w ten sposób otwarcie się i podjęcie terapii. Jeśli zaś będziemy wysyłać dziecko na terapię i zachęcać do szczerości, a sami będziemy unikać tego tematu, to będziemy mało wiarygodni. Dzieci uczą się przez branie przykładu z otoczenia, nie przez wysłuchiwanie "kazań" rodzicielskich. Dajmy im przykład, jak zwracać się do innych po wsparcie.
      Narkotyki szkodzą całej rodzinie.

      ....
      Wyjść z siebie i stanąć obok?

      Mało kto potrafi zdobyć się na spojrzenie z boku na swoje działania i wyciągnięcie konstruktywnych wniosków w mgnieniu oka. Działamy według schematów, które na co dzień ułatwiają nam życie. Jednak w sytuacjach takich, jak rozwiązywanie problemu nałogu w rodzinie, schematy są mało przydatne. Warto wtedy zwrócić się o pomoc całą rodziną, aby uniknąć wtórnych kłopotów, związanych z tym, że ktoś w rodzinie bierze narkotyki. To może zapobiec wielu trudnym i niepotrzebnym kłótniom i nieporozumieniom.
      Rodzice dodatkowo powinni zadać sobie pytanie:
      Może nam samym przydałaby się pomoc?


      Wiele rodzin, w których pojawia się problem z narkotykami u dzieci, boryka się także z innymi problemami. Czasem są to trudności małżeńskie, czasem finansowe, czasem osobiste któregoś z rodziców. Warto pamiętać, że nasze dzieci to czuły barometr rodzinny. Często nasze problemy bagatelizujemy i staramy się ich nie widzieć. Często ukrywamy je starannie, ale nasze dzieci i tak je bezbłędnie wyczuwają. Zaczynają chorować, sprawiać trudności wychowawcze. Są jak papierek lakmusowy, na którym widzimy odbicie naszych problemów, nawet jeśli dzieci nie były nigdy informowane o tych trudnościach. UWAGA: to nie znaczy, że nasze dziecko bierze, bo my mamy takie czy inne problemy!!! To nie jest prosty związek przyczynowo-skutkowy i nie próbujmy łudzić się, że gdy my zmienimy coś w sobie, to wystarczy, aby dziecko przestało brać. Natomiast praca nad swoimi trudnościami znacznie ułatwia zdrowienie całej rodziny jako systemu. Gdy jedna osoba przechodzi przemiany, wpływa to na innych.
      Wiedza, wiedza, wiedza...

      Bardzo ważna rzecz, jeśli mamy do czynienia z uzależnieniem w rodzinie. Potrzebujemy naprawdę dużo dowiedzieć się o narkotykach, długotrwałych i krótkotrwałych skutkach ich działania. Samemu do tej wiedzy dochodzi się trudno, nie zawsze trafia się na rzetelne źródła informacji. Zdecydowanie lepiej jest zwrócić się do fachowca. Czasem jest to dobry start to dalszej pracy: skontaktowanie się ze specjalistą telefonicznie, zapytanie o kilka rzeczy, zdobycie tytułu książki, kilku pomocnych adresów internetowych. Nie trzeba zaczynać od uczestnictwa w terapii grupowej, której wizja wiele osób początkowo przeraża. Spotkanie ze specjalistą może mieć charakter czysto informacyjny, nie musimy ujawniać zbyt wiele szczegółów, jeśli nie mamy na to ochoty. W każdej chwili możemy powiedzieć: "nie, o tym nie chciałbym mówić".

      psychotekst.com/artykuly.php?nr=166
      Jest mowa o wsparciu, o szukaniu pomocy, o stworzeniu siatki osób i instytucji. NIE MA MOWY O WYRZUCANIU Z DOMU.

      Twój mąż najprawdopodobniej włąśnie zniszczył synowi życie. To, co mogło być tylko niewinnym eksperymentowaniem (nie znamy skali zjawiska) teraz najprawdopodobniej odbije się na życiu i zdrowiu syna.

      Nastolatek sam na ulicy nie może znaleźc pracy, nie może iść do noclegowni itp. Jak go głód przyciśnie to wierz mi, nie będzie myślał o 'godności' i zrobi wiele za głupią bułkę z serem. Widziałam takie dzieci na własne oczy, nie fantazjuję.

      Z domu wyrzuca się pełnoletniego, zatwardziałego narkomana, który odmawia leczenia i zamienia życie rodziny w koszmar. Nie nastolatka, który eksperymentuje, moze już jest uzależniona ale który wciąż jest niedojrzały w sensie emocjonalnym, społecznym itp.

      Daliście synowi sygnał, że jego problemy macie w d***e. I nie wróżę Wam szczęśliwego zakończenia bo nie szukacie pomocy ani dla siebie ani dla syna.
    • 10.05.12, 18:03
      " Dowiedzieliśmy się z mężem, że nasze nastoletnie dziecko bierze narkotyki. Nie
      > chce się leczyć. Byliśmy w poradni leczenia uzależnień, psycholog kazała stosow
      > ać tzw. twardą miłość, nie wpuszczać do domu, nie dawać pieniędzy"

      Wszyscy tu piszą, że dziecko zaczęło brać narkotyki niemalże od wczoraj. A skąd ta pewność? Ja tu nie wyczytałam nic od kiedy bierze. Może to trwa już 2 lata? Z reguły, zanim rodzice się zorientują to trwa lata. Bo na początku się bierze mało i nie widać. Dopiero jak się tkwi w uzależnieniu, to bliscy się orientują o co chodzi.
      Moja rada jest taka: szybko załatwiajcie detoks i ośrodek. Na ośrodek się czeka, więc to nie jest tak od razu. Oczywiście mówię o ośrodku państwowym. Nie wiem skąd jesteście, ale dla niepełnoletnich jest ośrodek w Wólce Przybojewskiej na przykład (był przynajmniej, kiedy ja się tym interesowałam).
      Zacznijcie od tego. Potem zgłoście się na terapię dla rodziców, poznacie innych ludzi w takiej sytuacji, nauczycie się jak dalej postępować. Zobaczycie, że nie jesteście sami, nauczycie się jak z tym żyć i nie zwariować. Jest wam łatwiej, bo jest was dwoje. Ja w tych, najgorszych latach byłam sama.
      Dywagacje tutaj osób, które tego nie przeszły nie mają sensu. Jedynym celem co, poniektórych jest udawadnianie innym, że nie mają racji. Idżcie na terapię, na dwie, na trzy. Szukajcie pomocy u ludzi, którzy wiedzą co robić. Odpowiedź pani Agnieszki, jak najbardziej popieram. My tu, nie znamy diagnozy, jak bardzo syn jest w tym zaawansowany i co dokładnie bierze. Stąd niektóre rady mogą na razie lub już nie pasować.
      • 10.05.12, 18:25
        Na Twoje rady jest za późno bo pan mąż wczoraj wywalił syna z domu i nie wiedzą, gdzie jest... .
      • 10.05.12, 18:27
        Mam namiary na kilka ośrodków, nie tylko w naszym mieście, ale jak mam teraz reagować jak od wczoraj na oczy syna nie widziałam, bo mu się ojciec kazał wynosić z domu. Bo psycholog powiedziała, że jak ,,dziecko wróci naćpane, to mamy go nie wpuszczać za drzwi''. I teraz mam czekać spokojnie?
        Stanowczo nie jest nam łatwiej, skoro każdy z nas jest innego zdania. Mąż nie jest za tym, żeby synowi szukać detoksu i ośrodka, tylko żeby właśnie wyrzucić z domu (do czego doprowadził) i czekać, aż sam poprosi o leczenie, co prawdopodobnie nigdy nie nastąpi.
        To chyba nie na tym polega, żeby stracić dziecko, bo z góry się przyjęło, że ono wróci, błagając o pomoc. Mówimy o szesnastoletniej osobie.
        Teraz najważniejsze to odnaleźć syna.
        • 10.05.12, 19:07
          63_wendy napisał(a):

          > Mam namiary na kilka ośrodków, nie tylko w naszym mieście, ale jak mam teraz re
          > agować jak od wczoraj na oczy syna nie widziałam,
          bo mu się ojciec kazał wynosi
          > ć z domu.

          Dlaczego na to pzowoliłaś? Z Twoim mężem jest coś mocno nie tak. I z Tobą też, bo jakiegoś powodu poddajesz sie tyranii męża.

          Bo psycholog powiedziała, że jak ,,dziecko wróci naćpane, to mamy go
          > nie wpuszczać za drzwi''. I teraz mam czekać spokojnie?

          Nie rozumiem, do kogo są skierowane te pytania. Wywalanie z domu szesnastolatka to nieporozumienia. Napisałam Ci wcześniej, żeby zawiadomić policję o zaginięciu nieletniego.

          Wygląda mi na to, że Ty się boisz jakiegokolwiek działania. Masz męża tyrana ale do tej porty Ci to chyba dopowiadało, bo przynajmniej nie musiałaś podejmować decyzji? Cenę zapłacił syn.

          > Stanowczo nie jest nam łatwiej, skoro każdy z nas jest innego zdania. Mąż nie j
          > est za tym, żeby synowi szukać detoksu i ośrodka, tylko żeby właśnie wyrzucić z
          > domu (do czego doprowadził) i czekać, aż sam poprosi o leczenie, co prawdopodo
          > bnie nigdy nie nastąpi.

          Twój mąż to idiota. Dla niego to jest walka o władzę, syn ma się 'ukorzyć'.

          Przeczytaj opinię psychologa, którą wkleiłam w poście powyżej. Nie ma tam mowy o wyrzucaniu z domu.

          Jeśli syn po np. trzech pobytach w ośrodku ciągle ćpa to owszem, mozna mu powiedzieć 'naćpany nie wracaj'. Ale nie ma mowy, że zamykasz nastolatkowi drzwi przed nosem ZAMIAST prób podjecia terapii. Jesteś rodzicem, jesteś za syna odpowiedzialna, załatwienie mu detoksu i ośrodka to Twój obowiązek. Oboje z mężem nawaliliście na całej linii. Zmień to zanim coś strasznego się wydarzy.


          > To chyba nie na tym polega, żeby stracić dziecko, bo z góry się przyjęło, że on
          > o wróci, błagając o pomoc. Mówimy o szesnastoletniej osobie.
          > Teraz najważniejsze to odnaleźć syna.

          Nie mów tego nam tylko mężowi. Chociaż myśle, że w Waszym małżeństwie role są od dawna rozdane i mąż ma Twoje zdanie gdzieś. Syna też ma gdzieś.
        • 10.05.12, 19:08
          Ja wiem, że spokojnie nie da się czekać. Znacie jego kolegów? Może warto porozmawiać z ich rodzicami? Pewnie u któregoś nocował. Mam nadzieję, że wróci jak mu się kasa skończy. To jest bardzo trudne, ale kiedy wróci nie dajcie mu się omamić, dalej bądźcie konsekwentni. Musi wyrazić zgodę na leczenie albo obiecać zaprzestanie brania. Musicie z nim spokojnie porozmawiać, że nie akceptujecie tej sytuacji, bo go kochacie i chwytacie się różnych sposobów. I najważniejsze dla was jest jego życie, dlatego będziecie postępować zgodnie z radami specjalistów.
          Jesteście na początku drogi, więc będziecie na razie próbować walczyć z tym swoimi sposobami. I to jest jak najbardziej ludzkie i normalne. Ale tak, jak wcześniej radziłam powinniście chodzić na grupę wsparcia, bo to najwięcej daje.
          Życzę z całego serca powodzenia.
          • 10.05.12, 22:50
            Nie zauważyłaś jeszcze, że ta rodzina odmawia jakiejkolwiek terapii? Lekarstwem na całe zło jest wywalenie syna z domu. Typową postawą rodzin zaburzonych jest właqśnie niechęć do otworzenia się na zwenątrz, do terapii, do pomocy. Dominują wymówki 'nic to nie da', 'nasz przypadek jest inny' itp. A chodzi o to, żeby niczego nie zmieniać.

            Obawiam się, że narkomania syna może być w tym wypadku skutkiem a nie przyczyną problemów.
            • 10.05.12, 23:09
              Przesadzasz.
              Nie odstajemy od normy, nie jesteśmy patologią, nie rządzi tylko jedna osoba. Postawa męża teraz to inna sprawa, nie mająca żadnego związku z naszymi wcześniejszymi relacjami. Uparł się rad psychologa, i stąd takie myślenie i działania.
              Ja na terapie chce iść. Mąż nie. Jego chyba siłą nie zmuszę. Jak będzie taka konieczność, to pójdę sama.
              I nie sądze, żeby problemy syna były skutkiem czegokolwiek. To nie tylko problemy marginesu, niestety.
              I Twoje słowa: chodzi o to, żeby niczego nie zmieniać - i tutaj się mylisz. To że mąż nie chce, nie znaczy, że ja też nie. Skoro on nie chce pomóc synowi, to ja mu sama pomogę.
              • 10.05.12, 23:21
                A uważasz, że problemy w rodzinie ma tylko 'margines', że piszesz, że

                I nie sądze, żeby problemy syna były skutkiem czegokolwiek. To nie tylko proble
                > my marginesu, niestety.

                Bo ja na dworcu spotykała głównie młodzież z tzw. dobrych domów, więc jestem akurat ostatnią osobą, która sądzi, że narkomania to problem 'marginesu'.
                • 10.05.12, 23:35
                  Nie.
                  Ale dużo osób tak myśli.
    • 10.05.12, 19:21
      znalazłam cenny dekalog, jak pomóc dziecku (też z tego codziennie korzystałam):
       Pomagasz, gdy szukasz profesjonalnej pomocy i informujesz dziecko o tym.

       Pomagasz, gdy posiadasz wiedzę na temat narkotyków i umiesz bronić w dyskusji swoich poglądów.

       Pomagasz, gdy nie wierzysz, że wszyscy biorą narkotyki.

       Pomagasz, gdy nie udzielasz rad, nie oskarżasz, nie zawstydzasz, nie wydajesz opinii, lecz przytaczasz konkretne fakty związane z braniem narkotyków.

       Pomagasz, gdy nie godzisz się na obecność narkotyków w Twoim domu.

       Pomagasz, gdy mówisz otwarcie o problemie dziecka i nie ukrywasz przed otoczeniem problemów z narkotykami.

       Pomagasz, gdy nie dajesz pieniędzy.

       Pomagasz, gdy nie załatwiasz recept, zwolnień, nie płacisz długów.

       Pomagasz, gdy stawiasz warunek podjęcia leczenia i cały czas zajmujesz konsekwentną postawę.

       Pomagasz, gdy wyznaczasz dziecku jasne normy, stawiasz granice i wymagasz respektowania ustaleń.

       Pomagasz, gdy informujesz dziecko jasno o konsekwencjach Jego zachowania i pozwalasz mu ponosić konsekwencje Jego czynów.

       Pomagasz, gdy nie roztaczasz ochronnego parasola nad narkomanem i nie łagodzisz skutków zażywania narkotyków.

       Pomagasz, gdy nie zaprzeczasz oczywistym faktom problemu narkotykowego.

       Pomagasz, gdy nie szukasz „obiektywnych” powodów brania i nie usprawiedliwiasz narkomana.

       Pomagasz, gdy nie obwiniasz siebie ani współmałżonka o uzależnienie dziecka.

       Pomagasz, gdy dotrzymujesz nawet trudnych obietnic.

       Pomagasz, gdy nie dajesz się zwodzić obietnicom, że już nie będzie więcej brał.

       Pomagasz, gdy zawierasz umowę (kontrakt) i ją respektujesz.

       Pomagasz, gdy zadajesz dziecku pytania otwarte, skłaniające do dłuższych wypowiedzi np. „Co myślisz o…?”, „Jakie widzisz możliwości pozytywnego wyjścia z tej sytuacji?”

       Pomagasz, gdy odbierasz komfort brania.

       Pomagasz, gdy wspierasz dziecko w trudnych chwilach starając się zrozumieć jego uczucia, problemy.

       Pomagasz, gdy uznajesz odpowiedzialność dziecka za Jego leczenie.
    • 10.05.12, 20:22
      Autorko, przeczytałam Twoje wypowiedzi i to co mi się nasuwa to Twoje bierne stanowisko i rozkładanie rąk z tekstem "a bo mąż jest taki i śmaki, on zadecydował, więc ja nic nie mogę".
      Obudź się. Idź sama na terapię bo jej potrzebujesz. Masz cokolwiek do powiedzenie w tym domu czy jesteś tylko służbą domową do wykonywania poleceń męża?

      A zaginięcie syna zgłosć na policję, gdy go znajdą to prosić o zawiezienie na detoks, w międzyczasie poszukać ośrodka do którego go zawieziesz po detoksie.
      • 10.05.12, 20:50
        Zaginięcie zostało zgłoszone. Sama zadzwoniłam do dwóch kolegów syna (tylko do tylu mam numery telefonu), ale od ich matek się dowiedziałam, że nic nie wiedzą, i u nich go na pewno nie było. Namiarów na resztę kolegów nie mam, nawet nie wiem, gdzie mieszkają, syn żadnych nie przyprowadzał do nas do domu.
        Byłam w kilku miejscach, ale tam też go nie było, i teraz jedne co pozostaje, to szukać.
        Zawsze wracał (mąż już mu raz akcję, jak mnie nie było, zrobił z wynoszeniem z domu pod wpływem, wtedy wrócił za trzy godziny), teraz go już nie ma od wczorajszego wieczora.
        Sygnału dalej zero, gdzie powinnam być, to byłam. To kogo mogłam zadzwonić, zadzwoniłam. Ale nikt nic nie wie, nie słyszał, pojęcia nie ma. Przy zgłaszaniu wytłumaczyłam, ze w sytuacji żartów nie ma, wytłumaczyłam, w czym rzecz.
        Mąż nadal twierdzi, że dobrze zrobił, a ja histeryzuję, i że pewnie wróci.
        I o wspólnej terapii trzeba pomyśleć, ale jak maż nadal będzie miał takie stanowisko i stosunek do syna, to nie wiem, czy jakakolwiek terapia ma sens.
        • 10.05.12, 21:16
          zawsze terapia ma sens. Nawet jak mąż nie będzie chciał pójść, to idź sama. Potem męża wciągniesz. Będziesz wiedziała jak.
          I nie potępiaj męża. Teraz macie się wspólnie wspierać. On też nie wie jaką drogą ma pójść. Tego, wszystkiego musicie się nauczyć.
          A jeśli już wynosił rzeczy z domu, to się mężowi nie dziwię. Od razu zgłaszajcie na policję. Nie możecie go kryć (patrz, katalog powyżej). Trzymaj się. Syn wróci, oni zawsze wracają, wiedzą, że ich kochamy, i to wykorzystują, niestety.
        • 10.05.12, 21:22
          "Wtedy wrócił za 3 godziny" i co wtedy zrobiliście-postanowiliście? Została przeprowadzona rozmowa z synem, postawione warunki, przedstawione konsekwencje, zastosowane te konsekwencje w kolejnych dniach? Czy tylko tak sobie wrócił i nadal granic nie wyznaczyliście?
          Dziwię się, że nie zaczęliście od zawożenia go do ośrodka. Czy jak znajdziesz syna to zawieziesz go na detox i do ośrodka czy tylko przyprowadzisz do domu?
        • 10.05.12, 22:11
          z zaswiadczeniem z policji o zaginieciu i zdjeciem dziecka zglos sie do fundacji Itaka (wymagaja tego zaswiadczenia), oni maja swoje kontakty ktorymi moga szukac narkomana. No i stadartowa metoda rodzicow - przeszukac wszystko w pokoju syna (notatki, komputer etc), moze znajdziesz slady jakies kontakty. Popros kolegow syna o kontakty do innych kolegow (uzywaj sznatazu z policja jezeli trzeba, trudno) i dzwon po wszystkich, wszedzie zostawiaj informacje ze sie martwisz i czekasz na kontakt. Ktos go pewnie zawiadomi, chociazby ze strachu przed klopotami.
        • 10.05.12, 22:46
          Czyli już go raz mąż wywalił. I co? Chyba nie podziałało skoro ćpa dalej?

          Żałuję, że w Polsce jest taki za przeproszeniem burdel. W normalnym kraju policja już by prosiła administratorów o Twój IP i odpowiednie służby zajęłyby się dzieckiem. Nie jestem bynajmniej za wszechwładnością służb socjalnych ale w pewnych przypadkach ingerencja ma sens.

          Syn wie już, że nie ma po co wracać. Poza wywalaniem z domu nic się przecież nie zmienia. Nic dla syna nie zrobiliście, nie było detoksu, ośrodka nic. Tylko wywalanie z domu. Nie mieści mi się to w głowie.

          Idź na dworzec kolejowy i tam go szukaj. Trzymam kciuki, żebyś była szybsza od jakiegoś dobrego 'wujka'.
          • 10.05.12, 23:04
            Bo mąż dalej wyznaje zasady usłyszane od psycholog: wywalać dopóki sam z siebie nie poprosi o pomoc.
            Ja nie wyznaję i nie uznaję w żadnym stopniu tych zasad tych zasad. Zaginięcie zostało zgłoszone. Dzwoniłam tam, gdzie się dało, byłam w ciągu dnia w wielu miejscach.
            Obyś, honey, miała rację.
            Chce go zawieźć na detoks i do ośrodka. Mąż nadal zostaje przy swoim, ale akurat w tym przypadku nie ma nic do gadania. Teraz sprawy zaszły za daleko.
            • 10.05.12, 23:19
              Mdli mnie od Twojego 'bo mąż'. Mieszkasz w Iranie, gdzie mąż ma nad żoną władzę absolutną?

              Jesteś dorosłą kobietą tak samo odpowiedzialną za syna jak i mąż, więc przestań się zasłaniać panem władcą, bo to jest śmieszne i żałosne. 'bo tata kazał' to może mówić pieciolatka a nie dorosła kobieta. Przydałaby Ci się terapia, oj przydała. Ale z reguły ci, którzy najbardziej terapii potrzebują najbardziej się przed nią bronią.
              • 10.05.12, 23:35
                Akurat tego nie wiesz.
                • 11.05.12, 01:21
                  63_wendy napisał(a):

                  > Akurat tego nie wiesz.

                  No, z Twoich postów tutaj można trochę na ten temat wyczytać. Nie jestem tez jedyną osobą, która to zauważyła. Zrobisz jak zechcesz ale to poczucie niemożnosci zmiany niczego i zasłanianie się decyzjami męża jest symptomatyczne.
                  • 11.05.12, 13:34
                    Ja to widzę w ten sposób, że psycholożka powiedziała ogólną prawdę dotyczącą postępowania z ludźmi uzależnionymi, która ma na celu doprowadzenie takiego delikwenta do dna, żeby mógł się od niego odbić. I ja to rozumiem, popieram, wiem, że to bardzo trudne, ale może pomóc. Niemniej albo psycholożka nie zwróciła uwagi na to, że chłopak jeszcze do tej pory nie był leczony, nie zastosowano wobec niego innych środków, do tego jest jeszcze bardzo niedojrzały i taka rada, by go nie wpuszczać do domu jest przedwczesna, albo rodzice (tatuś szczególnie) ten temat podjęli w pierwszej kolejności. Etap wyrzucenie z domu może być stosowany w OSTATECZNOŚCI, gdy inne próby leczenia zawiodą. Tak uważam. A tutaj, z tego, co pisze autorka, inne próby nie zostały jeszcze w ogóle podjęte. Ojciec z gatunku tych, co to dyscyplina i posłuszeństwo mają być na pierwszym miejscu, syn ma prosić o pomoc, bo przecież jest już degeneratem, tylko łaska ojca, pod warunkiem, że się ukorzy, może go jeszcze uratować.
                    Sorry, ale ja to tak widzę. Żal chłopaka:(
                    • 11.05.12, 14:42
                      Mąż albo mści sie na synu, albo chce mieć kłopot z głowy. Tak naprawdę, to nie interesuje go wyleczenie syna - syn-narkoman to porazka, nie zasługuje na takiego ojca, na pomoc. To, co robi mąz - a wiec sprzeciwianie się terapii syna, w ogóle nie bierze pod uwagę losu dziecka, tylko siebie samego. Taki syn, to porazka - porazkę trzeba przekuć w sukces, a wiec pokazać, zę ma sie nadal całkowitą władzę nad dzieckiem, ze się jest, w dosłownym słowa tego znaczeniu, panem zycia i śmierci. Jeśli syn wróci i się ukorzy, to ojciec bedzie miał satysfakcje. Jesli umrze - ytakże - bo ojciec był "twardy",, nie poszedł na ustepstwa i poświęcić syna dla zasda. Jeśli nie wóci - cóż, to jego wybór, jego wina, nie docenił łaskawości rodziców.
                      Wyleczenie syna jest tu niejstotne, tak naprawdę. Gdyby było, ojciec pozwoliłbu spróbować - ale wcale tego nie chce. Żaden ośrodek, zaden detoks. Istotne jest pokazanie, kto rzadzi. Nawet kosztem życia dziecka, bo panu ojcu na synu nie zalezy - zalezy mu na posłusznym, czystym, idealnym synu. Narkoman moze sobie zdechnąć.
                      I Ty piszesz, że to nie jest patologia - jest. Niewiarygodna patologia.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • 11.05.12, 15:07
                        Ok, ustaliliśmy, ojciec jest ten "be", ale na forum mamy matkę chłopaka a nie ojca,
                        matkę, która zajęła stanowisko "ojciec jest "be" więc ja będę na niego furczeć, obgadywać go na forach jak bardzo jest "be" ale w ostateczności i tak się podporządkuję temu co on zadecyduje bo cóż innego mam robić".

                        Troski o syna tu nie ma. Planu leczenia syna i pomocy mu tez nie ma.
                        Nie dostałam odpowiedzi na pytanie co w domu zmieniono po poprzednim wywaleniu syna z domu i jego powrocie.
                        Jest nabuzowane testosteronem wkurw.enie ojca, że syn się uzależnił a matka mu pobłaża, i jest histeria matki że syn się uzależnił a ojciec go nie naprawia tak jak ona by chciała.

                        Nie rozumiem ludzi, którzy wolą patrzeć jak dziecko się stacza, wolą się kłócić ze sobą o to jak to dziecko wychowywać, niż doprowadzić nastolatka do specjalistów od uzależnień.
                        Bo co? Wstyd będzie sąsiadom się przyznać że dziecko w ośrodku zamkniętym?

                        Taka rodzina nie jest wydolna wychowawczo w stosunku do dziecka uzależnionego. Co więcej, taka rodzina jest hermetyczna, wspiera patologię i wybiera patologię.
                        W takiej rodzinie dziecko NIE MA SZANS WYJŚĆ Z NAŁOGU. Bo zachowania rodziców są jak beton u nogi ciągnący z powrotem w bagno.

                        Autorko, twierdzisz, że mąż nie chce chodzić na terapię. Równocześnie stwierdziłaś, że sama pójdziesz na terapię "jeśli to będzie konieczne"... Jak rozumiem, nie uwazasz żebyś cokolwiek nie tak robiła, rodzinę masz idealną, relacje w małżeństwie świetne, jedynie ten syn jakiś takiś nagle kokę bierze...wizerunek wam psuje i Twoje z mężem konflikty niepotrzebnie prowokuje.
                        Nie wiem, jak się dociera do takich osób by spojrzały na siebie z boku. Ja nie umiem.
                        • 11.05.12, 15:12
                          Nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie pytania i posty, wczoraj nie myślałam zresztą o tym.
                          Dziękuję za słowa krytyki i szczegółową, psychologiczną analizę.
                          Nie mówię, że nasza rodzina jest idealna (bo nie ma idealnych ludzi), tylko że nie uważam, żebyśmy byli patologią.
                          I widać, że Państwo tutaj wiele rzeczy nadal nie rozumie.
                          • 11.05.12, 15:44
                            nie przejmuj się tym co tu piszą o twoim mężu, bo wydaje mi się że tu są wylewane jakieś własne żale związane z mężczyznami. Z twojego opisu nie wyłania się potworny pan i władca a jedynie zrozpaczony ojciec który nie wiedząc co robić posłuchał rady specjalisty. Napisałaś że byliście z synem u psychologa w poradni od uzależnień, czyli u specjalisty, polecił on wam taką "terapię" i nikt na tym forum nie ma podstaw(za mało wiemy o postawie i sile uzależnienia syna) aby podważać jego opinie. Jeżeli tobie wydaje się ona niewłaściwa poszukaj innego specjalisty - to jak najbardziej rozsądne. Tutaj widzę wątek zmierza w stronę linczu na twojej rodzinie więc polecam poprzestać na tym co napisała Agnieszka Iwaszkiewicz i reszta "dobrych" rad to jedno wielkie gdybanie.
                            • 11.05.12, 15:55
                              >Nadto jeśli będziecie wspierać wychodzenie syna ze stanu uzależnienia trzeba to rodzić w oparciu o odpowiednią instytucję. Twarda miłość polegająca na niewpuszczaniu do domu 16 - latka bez poparcia instytucji może skończyć się tragicznie.

                              To właśnie napisała nasza Pani ekspert i dokładnie to piszą tutaj wszystkie osoby, ktore uważają, że wyrzucanie z domu 16-latka NA POCZĄTKU drogi do uniezależnienia się jest złe. Nie było tu ani jednej rady, by pielęgnować i wspierać chłopaka w ćpaniu, ale mówimy tutaj o rozpoczęciu pomocy od ośrodka, a nie od wyrzucania z domu. Czy widzisz różnicę, Turysto?
                              • 11.05.12, 16:30
                                Widzę waszą dobrą wolę i troskę o chłopaka choć została ona trochę przysłonięta wiadrami pomyj wylewanym na rodzinę wąntkodawczyni. Pozostaję jednak przy swojej opinii że postawa ojca może być skuteczna. Zakładam że stara się on okazać twardą miłość a nie brak miłości jak to sugerujesz.
                                • 11.05.12, 16:48
                                  Nie, wywalenie szesnastolatka z domu nie będzie skuteczne.
                          • 11.05.12, 16:00
                            Wazne jest żebyście działali spójnie z mężem, ale pod kontrolą specjalistów od uzależnień. Jeśli wy się będziecie kłócić i działać na zasadzie mąż wyrzuca a ty wpuszczasz, to nie pomożecie synowi. Na jakiej podstawie mąż mówi że syn "i tak ucieknie" z ośrodka? Będzie miał do tego podstawy gdy podejmiecie prób umieszczenia go tam. Rozmawiaj z mężem by go do tego przekonać a nie eskalować wasz konflikt. Nie odpowiada Ci co powiedział psycholog to skonsultuj się z innym i podaj swoje wątpliwości.
                            Teraz ojciec działa tak jak ponoć zalecił psycholog. Ty się burzysz i nie chcesz by tak działał. My tu nie wiemy jakie już były okoliczności, przedstawiasz problem pokazując że "zły" mąż wyrzuca syna. Tłum upewnia Cię, że mąż nie tylko zły ale nawet potwór. I chyba Ci taka wersja odpowiada, w końcu zdejmuje z Ciebie potencjalną "winę"(czyt odpowiedzialność) za to co się z synem dzieje.
                            Czego oczekiwałas od forum?

                            > I widać, że Państwo tutaj wiele rzeczy nadal nie rozumie.

                            To może je wyjaśnij jesli chcesz być rozumiana.
                      • 11.05.12, 15:15
                        I już z góry uznałaś, że to nigdy nie ulegnie zmianie, tak?
                        Tendencja do szybkiego oceniania.
                        • 11.05.12, 15:15
                          I to było do verdany.
                          • 11.05.12, 15:35
                            To pewnie kolejna braksil.
                            --
                            Nasz stosunek do zwierzat jest rowniez miarą naszego czlowieczenstwa

                            W takim razie Adolf Hitler był dobrym człowiekiem.
                          • 11.05.12, 15:36
                            Między rodziną idealną a patologią jest wiele odmian. Patologia kojarzy Ci się z alkoholizmem, burdami, brudem i syfem, a tego u Ciebie wszak nie ma.
                            Ale nam tutaj chodzi o to, że Twój mąż jakoś zbyt OCHOCZO podjął wytyczne psycholożki i że podejście, niech syn błaga o wysłanie go do ośrodka już NA POCZĄTKU drogi do wydobycia go z nałogu, jest jakieś nie w porządku. A Ty, mimo że się z tym nie zgadzasz, jakoś jednak się temu podporządkowujesz.
                            Nie chodzi o to, by Cię oceniać i piętnować Twoją rodzinę, ale żeby wykazać, że na skreślenie syna jest jeszcze za wcześnie i zamiast go wyrzucać na ulicę powinniście go czym prędzej skierować do ośrodka. Tylko tyle, nie obrażaj się.
                            • 11.05.12, 15:42
                              Szczegółową, psychologiczna analizę to mógłby Ci zrobić Lecter, a nie ludzie na tym forum.
                              I zejdź na ziemię.
                              --
                              Nasz stosunek do zwierzat jest rowniez miarą naszego czlowieczenstwa

                              W takim razie Adolf Hitler był dobrym człowiekiem.
                              • 11.05.12, 16:49
                                Ha ha, dobre,z gadzam się.

                                Autorka powinna niezwłocznie udac się do specjalisty, do psychoterapeuty, gdzie ową analizę mogłaby uzyskać.

                                Jednak o dziwo, nie widzi takiej potrzeby.
                                • 11.05.12, 17:34
                                  Dziękuję za odpowiedzi i rady.
                                • 11.05.12, 17:40
                                  63_Wendy--odpocznij od tej forumowej dyskusji.Podejrzewam, że jesteś bardzo zmęczona,
                                  i skołowana. Dyskusja przerodziła się w coraz to ostrzejsze dokopywania Tobie.
                                  Rady- tak,nawet krytyka-tak, ale "skopanie" w tej chwili jest Ci najmniej potrzebne.

                                  Życzę Twojemu dziecku, Tobie i Twojemu mężowi siły do walki z tym bardzo trudnym problemem. Razem, przy pomocy fachowego wsparcia, musicie dać radę.

                                  L.
                                  • 11.05.12, 19:17
                                    A syn wrócił?
                                    --
                                    zpopk.blox.pl
                                  • 11.05.12, 19:32
                                    dokładnie, odetnij się od forum i idź do specjalistów, bo tu na forum wszyscy bardzo mądrzy, szybo oceniają w sumie dokładnie nie znając wszystkich faktów, teraz potrzebne Ci wsparcie a nie kopanie...

                                    ------
                                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                    • 11.05.12, 20:23
                                      Może synek obrabia na drutach za kasę na działkę..
                                  • 24.08.13, 18:42
                                    To prawda, skopano autorke watku. Zwłaszcza Mama_Myszkina odznaczyła sie wytrwałoscią . Wydaje mi sie,ze mama powinna zając sie kontynuowaniem swojego poradnictwa (watku) na innych forach nt. zewu waginy, ktory nalezy podporzadkowac.
                                    Podporządkowany zew jej waginy tez byłby z luboscia dyskutowany .


        • 27.06.12, 23:54
          sens ma wszystko, co pomoże ratować syna... to droga przez mękę, ale nigdy nie wiadomo za którym razem syn mówiąc "tak" powie to na serio
          trzeba przy nim być, być z nim i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać...
    • 13.05.12, 18:32
      Myślę, że nie jest słuszne ocenianie kogoś po jego działaniach w sytuacji kryzysowej. A taka jest obecna sytuacja "wendy" . Tu działa się pod bardzo silną presją. A sytuację utrudnia fakt, że rzecz kryzysowa dotyczy najbliższych ludzi: dziecka i męża, gdzie trzeźwe myślenie przysłaniają różnorakie uczucia.
      Działanie w panice nie są pożądane. A panikę w tak delikatnej sytuacji, może wzbudzić i zła ocena i krytyka nawet najbardziej słuszna i konieczność obrony przed nią, gdy jest się tak bardzo odsłoniętym i tak bardzo delikatnym .Taka konfrontacja teraz "wendy" nie jest konieczna. Szczególnie, że z jej wypowiedzi nie wynika ani bezczynność, ani chęć podporządkowania się mężowi. Zwróciła się tutaj z dylematem a nie z kłopotem z własnym zdaniem. A jej dylemat brzmi: co robić jak zdania i działania rodziców wobec dziecka są tak skrajnie różne? Pomysł którego rodzica jest lepszy ? Czy dać się przekonać mężowi czy też jej droga też zasługuje na obronę, a za zdaniem męża stoi autorytet psychologa uzależnień? Jak pomóc dziecku i mu nie zaszkodzić. Jej konieczne jest wsparcie i utwierdzenie w drodze do pomocy synowi. "Wendy" nie zwróciła się jako osoba kompletnie bezradna, nie potrzebuje konfrontacji i przysłowiowych "kubłów zimnej wody".
      Dlatego sformułowania typu " nieprawdopodobna patologia" czy "Irańska żona" są raczej terrorem słownym, polegającym na tym, ze jak się już coś tak nazwie to znaczy, że to istnieje.
      Czasem dosadny i ostry język jest potrzebny, ale terror językowy już nie. On jest zgubny i raczej wystrasza i zachęca do ucieczki albo bezsensownej walki o sprawę, która z prawdziwym problemem zgłoszonym tutaj nie ma już nic wspólnego.
      Bo wtórną sprawą teraz jest np: ocena męża "wendy" jako ojca. Przyjdzie może na to czas. Może i jest sporo racji w takiej ocenie. Ale TERAZ ona jest niepotrzebna, a co najważniejsze jest przeciwskuteczna. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 13.05.12, 18:36
        Po pierwsze, nikt nie użył sformułowania 'irańska żona'.

        Po drugie, w Polsce pracę w poradni dostaje się po pieciu latach studiów psychologicznych i żadne dodatkowe szkolenia nie są wymagana, więc z tym 'autorytetem psychologa uzależnień' może być bardzo różnie. Mi to wygląda na wiedze akademicką dotyczącą dorosłych nałogowców i brak doświadczenia.
      • 13.05.12, 21:01
        zamknij Dzięki Tobie Forum może być lepsze - klikaj w tę ikonę: przy wpisach łamiących regulamin.

        Zaproś znajomych, piszcie razem. Załóż forum prywatne.
        Życie rodzinne

        Autor:
        honeyandmilk@gazeta.plkorzysta z IP: (89.67.146.27) .Temat:
        .Treść:
        Pogrubienie.Kursywa.Podkreslenie.Wideo.Link.
        . Powiadamiaj mnie mailem o odpowiedziach w wątku .Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.
        . .

        Odpowiadasz na:
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Myślę, że nie jest słuszne ocenianie kogoś po jego działaniach w sytuacji kryzy
        > sowej. A taka jest obecna sytuacja "wendy" . Tu działa się pod bardzo silną pre
        > sją. A sytuację utrudnia fakt, że rzecz kryzysowa dotyczy najbliższych ludzi: d
        > ziecka i męża, gdzie trzeźwe myślenie przysłaniają różnorakie uczucia.
        > Działanie w panice nie są pożądane. A panikę w tak delikatnej sytuacji, może w
        > zbudzić i zła ocena i krytyka nawet najbardziej słuszna i konieczność obrony p
        > rzed nią, gdy jest się tak bardzo odsłoniętym i tak bardzo delikatnym .Taka kon
        > frontacja teraz "wendy" nie jest konieczna. Szczególnie, że z jej wypowiedzi ni
        > e wynika ani bezczynność, ani chęć podporządkowania się mężowi. Zwróciła się tu
        > taj z dylematem a nie z kłopotem z własnym zdaniem. A jej dylemat brzmi: co
        > robić jak zdania i działania rodziców wobec dziecka są tak skrajnie różne? Pomy
        > sł którego rodzica jest lepszy ? Czy dać się przekonać mężowi czy też jej droga
        > też zasługuje na obronę, a za zdaniem męża stoi autorytet psychologa uzależni
        > eń? Jak pomóc dziecku i mu nie zaszkodzić. Jej konieczne jest wsparcie i utwie
        > rdzenie w drodze do pomocy synowi. "Wendy" nie zwróciła się jako osoba komplet
        > nie bezradna, nie potrzebuje konfrontacji i przysłowiowych "kubłów zimnej wody"
        > .
        > Dlatego sformułowania typu " nieprawdopodobna patologia" czy "Irańska żona" są
        > raczej terrorem słownym, polegającym na tym, ze jak się już coś tak nazwie to
        > znaczy, że to istnieje.
        > Czasem dosadny i ostry język jest potrzebny, ale terror językowy już nie. On j
        > est zgubny i raczej wystrasza i zachęca do ucieczki albo bezsensownej walki o
        > sprawę, która z prawdziwym problemem zgłoszonym tutaj nie ma już nic wspólnego.
        > Bo wtórną sprawą teraz jest np: ocena męża "wendy" jako ojca. Przyjdzie może n
        > a to czas. Może i jest sporo racji w takiej ocenie. Ale TERAZ ona jest niepotrz
        > ebna, a co najważniejsze jest przeciwskuteczna. Agnieszka Iwaszkiewicz



        i nic dodać nic ująć...........
        • 13.05.12, 21:49
          No, tak. Ale wbrew opinii zony mąż wywalił syna z domu. A zachęcałyśmy, aby matka zadecydowała, a nie pozwoliła meżowi zrobić coś, co może mieć nieodwracalne skutki. Pozwoliła. To chyba jednak dowód na bezradność, skrajną bezradność i podporzadkowanie w jednej z najwaznijszych spraw w życiu.
          Miejmy nadzieję, ze syn się odnalazł. Bo jeśli nie, to tłumaczenie,z ę wszystko nadal jest w porzadku raczej mija się z celem.
          --
          zpopk.blox.pl
          • 14.05.12, 19:00
            Jednak, pomimo tej krytyki, było też dużo dobrych rad, za które dziękuję.
            Fakt faktem, ze ludzie mają tendencję do szybkiego oceniania, nie znając w szczegółach, od A do Z całej sytuacji, ale na to chyba trzeba się uodpornić.
            • 14.05.12, 21:56
              I do ośrodka.
              --
              Nie uronię za nich ani jednej łzy
            • 15.05.12, 18:07
              63_wendy napisał(a):

              > Jednak, pomimo tej krytyki, było też dużo dobrych rad, za które dziękuję.
              > Fakt faktem, ze ludzie mają tendencję do szybkiego oceniania, nie znając w szcz
              > egółach, od A do Z całej sytuacji, ale na to chyba trzeba się uodpornić.

              Cóż, siłą rzeczy znamy tylko te szczegóły, które sama opiszesz.... .
            • 27.06.12, 23:59
              Panią nic nie może boleć, nic i nikt nie może Pani ranić, przecież to Pani zna swoje dziecko najlepiej, proszę próbować ratować syna, nawet na zasadzie prób i błędów. Syn będzie wszystko (Was - rodziców, dom) odrzucał, ale to nie znaczy, że nie kocha, on MUSI mieć w Was oparcie!
              • 24.08.13, 01:05
                Dzień dobry
                Jestem matka 22 letniego Rafałą
                Szukam pomocy dla niego ,mysle ze jedyne co moge zrobic to tylko przymusowe leczenie zamknięte, ale w Polsce nie ma takich ośrodków, z każdego może wyjść, oni w razie co powiadamiają tylko sąd.Właśnie złożyłąm wniosku do sądu.
                Syn ma stwierdzoną schizofrenię paranoidalną do tego jest uzależniony od marihuany, zażywa ró1)nież dopalacze Na schizofrenię zachorował nagle i dość gwałtowanie 4 lata temu, 2 m-ce leżał w szpitalu psychiatrycznym (gdzie stwierdzono tą chorobę). Nie wiemy co było najpierw czy narkotyki w wyniku których zachorował na schizofrenię, czy narkotyki pojawiły się później. Sprawa się wydała z narkotykami 1,5 roku temu gdy został zatrzymany za posiadanie. Dawno domyślałam się,że bierze to dziadostwo: ucieczki z domu, okradanie domowników z pieniędzy........nie mogę o tym pisać, dalej mnie to bardzo przeraża.............sami wiecie jak to wygląda. od 4 lat leczy sie psychiatrycznie (ma bardzo dobrze dobrane leki). tyle walki co stoczyłam o tego dzieciaka np:aby ukończył szkołę średnią, terapie na oddziałąch dziennych, pobyt w szpitalu psych.w wa-wie, potem oddział rehabilitacji socjopsychiatrycznej. nie dało żadnego efektu po powrotach dalej ćpał. Wystarałam się o pobyt w óśrodku (drugi koniec Polski)gdzie leczą z podwójną diagnozą, wytrzymał 2 m-ce i wypisał sie na własną prośbę, spokój był tylko tydzien po jego powrocie. Znowu wrócił do swojego towarzystwa i ćpania. Zarowadziłam go jak dziecko na terapię w TZN, potem poszedł tylko raz. Zmieniłam terapeutkę, też nic nie dało.Ubezwłasnowolniłąm go (częściowo), bo bierze pożyczki......... jestem już u kresu wytrzymałości: jak zamknę drzwi wyjdzie oknem, jak zabiorę kurtkę i buty pódzie w kapciach bez kurtki. Nie ma go w domu nawt cały tydzień (dzwonię po kolegach, wszyscy milczą, a ja tak się boję, bo od 4 lat jest na lekach, a jak go nie ma wiadomo leków nie bierze!)Tyle szans i kontraktów co było........nie mam już siły.....
                Wystarałąm się o drugi ośrodek, zawiozłąm za uszy, pomimo ubezwłasnowolnienia zrezygnował po 18 dniach! Nie ma motywacji do leczenia, twierdzi że nie jest narkomanem bo marycha mu nie szkodzi……., poległąm jako matka i to mnie najbardziej boli. Walczę o tego dzieciaka jak lwica! Bardzo haotycznie piszę, ale tyle lat walki nie da się przelać na kilka zdań. Czy zamknięcie go na przymusowym leczeniu np. przez sąd w szpitalu psychiatrycznym z leczeniem uzależnień, to jedyne wyjście?????????// nie wygonie go z domu, bo bierze leki, musi je brać regularnie!błagam pomóżcie!!!!!!!!!!

                • 24.08.13, 08:55
                  Najlepiej zaloz nowy watek, do starych ludzie rzadziej wchodza
                • 25.08.13, 17:01
                  alboraya kochana nie poległaś jako matka i podziwiam że tak długo już walczysz o syna jak lwica, ja dawno bym już poległa, załamała się i odpuściła pewnie. Ty jakbyś wcale nie była bezradna w stosunku do dorosłego dziecka - walczysz i teraz chyba oprócz przymusowego leczenia nie ma innej drogi. Pozdr serdecznie i życzę siły.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.