Dodaj do ulubionych

Ile za mieszkanie?

25.06.12, 10:27
Mam pytanie;ile waszym zdaniem powinien dawać za mieszkanie u rodziców dorosły syn?
Ja ustaliłam kwotę 400 zł miesięcznie.
Korzysta ze wszystkiego(tv, internet),wliczone są w to środki czystości łącznie z proszkiem do prania(robię wspólne pranie dla całej rodziny), a także bardziej osobiste kosmetyki jak żal pod prysznic,szampon czy kosmetyki do golenia ,których sobie nie kupuje.
Jeśli chodzi o kwestie wyżywienia to w tygodniu je zazwyczaj na mieście/w pracy(tak chciał) na sobotę i niedziele miał robić sobie zakupy, ustaliliśmy, ze je z nami w niedziele wspólny obiad.Zakupów jednak zazwyczaj nie robi i bardzo często korzysta ze wspólnej lodówki.
Dodatkowy problem polega na tym, że notorycznie są problemy z dawaniem przez syna należnej nam kwoty.Raz daje raz nie i tak ciągle.Ostatnio postawiłam sprawę w ten sposób , że jeśli jeszcze raz nie wywiąże się z ustaleń ma tydzień na wyprowadzkę.
W domu nie robi praktycznie nic, jest ogromny problem kiedy ma odkurzyć, wynieść śmieci czy zmyć naczynia.
I nie wynika to z tego, że wcześniej nigdy nie miał obowiązków, miał i wykonywał je częściej niż teraz.Rzecz w tym, ze im bardziej czuje się od nas nie zależny tym bardziej nie stanowimy dla niego żadnej wartości.
W domu przebywa bardzo mało bo po pracy spotyka się z kolegami.
Kiedy już jest ciągle coś mu nie pasuje, wszystko przeszkadza itd.Powiedzieliśmy mu z mężem , że jeśli mu nie pasuje może się w każdej chwili wyprowadzić, ale jakoś nie jest do tego chętny.
Problemem jest tez to, że przepuszcza wszystkie pieniądze w tempie ekspresowym, nie ma na nowe buty(potrafił chodzić w dziurawych), ciuchy ma tylko te, które dostanie od nas na jakieś okazje typu gwiazdka, urodziny itp.
Zarabia ok.1700-1800 zł miesięcznie.Nie twierdzę, że jest to ogromna kwota, ale jak dla człowieka bez zobowiązań(dzieci), nie najmniejsza.Ludzie mając rodzinę żyją za tyle.
Mamy jeszcze młodsze dzieci na utrzymaniu więc to o nich przede wszystkich musimy myśleć, a nie sponsorować dorosłego chłopak, któremu nie chciało się w dodatku uczyć(ma tylko podstawowe wykształcenie), a teraz jest zdziwiony, że nie zarabia tyle co np. prezes banku.
Mam takie przemyślenia aby przestać angażować go nawet do tej bardzo nikłej części obowiązków domowych(szkoda moich nerwów na wysłuchiwaniu za każdym razem jego pretensji),zrezygnowania ze wspólnych niedzielnych obiadów oraz zaprzestania obsługi w postaci prania mu czy mycia po nim naczyń.
Czy zatem waszym zdaniem kwota 400 zł nadal będzie ok(zakładając, że nadal będzie ze wszystkiego korzystał tyle, ze obsługiwał się sam, znikną tylko wspólne niedzielne obiady.
Wiem, że być może to wszystko co napisałam jest głupie, ale naprawdę nie to wszystko nie jest tak łatwe jak się z boku wydaje.
Pozdrawiam i bardzo proszę o nie dowalanie mi bo tego mam w nadmiarze.
Edytor zaawansowany
  • elle-joan 25.06.12, 10:47
    Już miałam dowalić zanim doszłam do ostatniego zdania:) Uderzyło mnie, że z taką niechęcią piszesz o swoim dziecku. Nie chcę powiedzieć, że to z powodu złego wychowania masz teraz problemy, bo nie tylko to ma wpływ na dziecko, ale jednak i wychowanie, i warunki życia, i to co dzieje sie w domu ma wpływ na więź z rodzicami, chęci do nauki itd. Piszesz jakbyś go zwyczajnie nie lubiła. Może to banalna rada, ale spróbuj pogadać z nim o jego planach, o życiu, na spokojnie, z troską i miłością. Bo to niby oczywiste, a moze gdzieś umyka. Jeżeli są u Ws duże różnice wieku pomiędzy dziećmi, to może tak trochę było, że jak pojawiły się młodsze to on miał za mało Waszej uwagi?
    Co do pieniędzy to mnie akurat jest trudno wyliczać jaka kwota jest rozsądna, ale skoro on trwoni pieniądze to nawet, jak weźmiesz z nadwyżką, to możesz odkładać również dla niego. No i nie jest tak, że to przede wszystkim o tym młodszych dzieciach masz teraz myśleć. Każdy potrzebuje rodzica, tylko w zależnosci od wieku, każdy inaczej.
  • mwiktorianka 25.06.12, 11:19
    Może ja źle się wyraziłam, że odniosłaś takie wrażenie.Kocham syna bardzo, a pisząc o trosce o młodsze dzieci miałam na myśli troskę finansową.Reszta jest niezależna od wieku dziecka.Martwimy się o nie nawet jak maja lat 50.Jesli chodzi o uwage to zadne z moich dzieci nie miało jej tyle co on(ze względu na problemy).
    Mam w sobie dużo żalu do syna bo po latach wiary, że się zmieni, dorośnie, zmądrzeje, po tysiącach kolejnych szans, które dawałam uświadomiłam sobie, że jestem dla niego nikim.Nie przemawia przeze mnie złość, a smutek i przerażenie, że tak mało znacze dla własnego dziecka.
    Nie chce tu opowiadać całej historii bo ksiażkę można by było napisać, nie twierdzę, że byłam idealna matka, ale też nie tak zła aby tłumaczyc błędami wychowawczymi całe jego złe zachowanie.Nie jestem w stanie opisac ile łez wylałam, ile nie przespałam nocy, ile rozmów z nim odbyłam ile razy prosilam, tłumaczyłam wręcz blagałam aby przemyślał, zastanowił się.Jak grochem o ścianę.
    Był czas , ze wyprowadził sie od nas z dnia na dzien bez slowa bo znalazł dach nad glową u kolegi(który mieszkał sam) przez kilka m-cy udawał ,że nas nie zna, na ulicy omijał szerokim łukiem, ale kiedy grunt mu się zaczął palić pod nogami momentalnie wrócił do domu i udawał, że nic się nie stało, nagle znów byliśmy dobrzy bo chwilowo potrzebni.
    Jestem już emocjonalnie wrakiem człowieka, przeszłam terapię bo miałam depresję z powodu niekończących się problemów z synem.Zycie nie miało dla mnie sensu.
    Powiesz może , że pisze tyle o sobie...je dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że jestem także ja.Do niedawna moja osoba była na szarym końcu, ale przyszedł moment, w którym uświadomiłam sobie, że nie mogę nie myśleć w ogóle o sobie .Bardzo długo to trwało.
    Zauważyłam wreszcie jak to działa im ja jestem lepsza tym on bardziej to wykorzystuje.
    Podam Ci tylko jeden przykład jego postepowania; przez lata nie składał mi życzeń na dzień matki(na urodziny czy imieniny tez nie) powiedz mi jaka trzeba matką aby nie zasługiwać nawet na życzenia?
  • satoja 25.06.12, 11:41
    Myślę, że powinnaś nadal chodzić na terapię. Nie odpuszczaj tego tematu, jeszcze długa droga żebyś się poczuła zdrowa na emocjach.
    To, że nie składał Ci życzeń na dzień matki akurat nie jest największym w świecie problemem bo znam niejednego syna-buraka który nie umie okazywać uczuć, wychowany w rodzinie gdzie matka przyjęła rolę popychadła domowego a ojciec był oziębły i despotyczny.
    Twoja relacja z synem jest jakaś..... chora. Masz pretensje bardziej jak do partnera a nie do syna, obrażasz się a równocześnie żebrzesz o jego miłość. Z tego "związku" nic dobrego nie wynika.
  • satoja 25.06.12, 11:22
    a ja rozumiem autorkę, że ma dość lenia w domu, który do niczego się nie poczuwa, pieniądze trwoni a wymaga obsługi i utrzymania od rodziców
    to jest bardzo ciężka sprawa dla rodzica, przyznać się, że wychowanie mi nie wyszło i mieć dylemat czy być konsekwentną czy wymagać od dziecka choćby wyprowadzki, czy siedzieć cicho godząc się że on robi w domu co chce
    można, a nawet trzeba pogadać z nim z troska i serdecznością, nie atakując, nie wrzeszcząc
    ale, tak jak w przypadku np osób uzależnionych, trzeba twardo stawiać pewne granice i czasem dla ich dobra zadzwonić na policję lub wystawić ich za drzwi
    Autorce polecam przejść się do najbliższego ośrodka interwencji kryzysowej lub mops gdzie dyżurują psycholodzy zaprawieni w problemach rodzinnych. Bo widać, że sama sobie nie radzi z problemem i czuje się tym nadmiernie obciążona.
    Moja sąsiadka nigdy nic od synów nie wymagała, czekala aż sami się poczują do odpowiedzialności i teraz ma w mieszkaniu dwóch 40 latków którzy lubią wypić i dobrze zjeść jak matka ugotuje, ale nie dokładają grosza do wspólnego życia i kosztów mieszkania..

    Nie wiem ile lat ma syn autorki. Jeśli 20, to bym egzekwowała zapłatę za koszty mieszkania (czynsz+wszystkie media jakie zużywa i inne wspólne rzeczy,jedzenie /ilośc osób) i tłumaczyła mu, żeby bardziej mądrze o życiu myślał. Jeśli ma 30 lat to bym poprosiła o wyprowadzkę i podjęcie samodzielnego życia na własną odpowiedzialność, chyba, że mialabym wieelki dom w którym oddzielne mieszkanko da się wygospodarować.

    I jeszcze uwaga do Autorki:
    to, ile syn ma płacić STAL Z NIM SAMYM. Czyli siądzcie razem przy stole, przedstaw mu jaką masz wizję jego mieszkania w tym domu, zapytaj go czy się zgadza na taki układ. Albo przedstaw alternatywy mieszkania w Twoim domu: propozycja jest taka że albo ponosisz koszty utrzymania w takim i takim zakresie albo rezygnujesz z mieszkania z nami i się wyprowadzasz - co postaniawiasz, wybierz sam, zadeklaruj co wolisz.
    Tak prowadź rozmowę, żeby to on ostatecznie zadeklarował jaką decyzję podejmuje. I wtedy twardo musisz być konsekwentna w decyzjach raz podjętych.
  • mokatato 25.06.12, 11:37
    Bardzo dziekuje za zrozumienie.Syn ma lat 21 .Jesli chodzi o osrodek interwencji kryzysowej to nie ma to raczej sensu poniewaz syn ma nadzór kuratora sądowego przez najblizsze 5 lat(wyrok w zawieszeniu) i kurator jest czestym gosciem w naszym domu.Kwota o ktorej mowa byla jak najbardziej uzgodniona z synem.Co do serdecznych rozmów to było ich całe mnóstwo, a po rozmowie wszystko znów po staremu.Z czasem takie rozmowy sa coraz trudniejsze bo syn ich po prostu nie chce.Na jakiekolwiek próby nawiazania kontaktu reaguje złoscią.Chciałby abym dała mu swięty spokój nie interesowała sie nim, a ograniczyła sie do spełniania jego wymagań.
    Zresztą jaki sens ma rozmowa, ktora nie przynosi zadnych efektów(poprawa góra na dwa dni).
    I prosze nie piszcie, ze widocznie nie rozmawiałam z synem w dzieciństwie.Rozmawiałam bardzo wiele, on chetnie opowiadał.Ale jak pisałam im mniej jestesmy mu potrzebni tym bardziej sie od nas odsuwa i mniej dla niego znaczymy.To dla rodziców naprwdę ciezkie.
  • satoja 25.06.12, 11:42
    Współczuję Ci. I radzę jeszcze raz byś nie przerywała terapii. To ważne, także dla wychowania młodszych dzieci.
  • triss_merigold6 25.06.12, 11:35
    Tysiąc złotych. Koszt mieszkania, mediów, środków czystości i korzystania z zawartości lodówki.
    Jeżeli uzna, że to za dużo i gdzie indziej mógłby żyć taniej to proszszs - droga wolna.
    Sorry ale 400 zł to śmieszna kwota i nijak ma się do rzeczywistych kosztów utrzymania.
  • satoja 25.06.12, 11:46
    To też racja :) Bo dawanie dachu nad głową i proszenie się pokornie o zapłatę choć części kosztów - jedynie "wychowuje roszczeniowego potwora". Co do zasady, jeśli cenisz i szanujesz siebie - otoczenie też cię ceni i szanuje.
  • triss_merigold6 25.06.12, 11:56
    Autorka opisuje dorosłego mężczyznę, który pracuje i zarabia więcej niż najniższa krajowa. Nie uczy się, bo nie chciał i nie chce. Dorosłość polega na ponoszeniu skutków swoich wyborów.
  • satoja 25.06.12, 12:14
    Mojej znajomej syn niedawno rzucił studia zaraz po ich rozpoczęciu, znalazla mu pracę za 1000zł na początek, rzucił po 2 mcach bo za mało płacą a właściwie woli inne zajęcia. I siedzi w domu z pretensjami do całego świata, matka daje jeść (ojciec olał rodzinę) a on nie wie co z życiem zrobić. Rocznikowo dorosły bo właśnie stuknęło 20 lat, ale jak z nim rozmawiam to rozpaczliwie niedojrzałe dziecko.

    Zarobki 1800zł spokojnie umożliwiają utrzymanie się i mieszkanie poza domem rodzinnym.
    Wielu z mniejszymi zarobkami żyje i mieszka samodzielnie.
    Zatrzymywanie syna w domu (po różnorakich wybrykach nadal się mu otwiera drzwi) i to w sytuacji gdy jest tak mocno skonfliktowany z matką uważam za niezbyt dobre. A każdy brak konsekwencji -typu umowa że jeśli nie da kasy to wyprowadzka, po czym on nie daje kasy a rodzice nic, - jest wikłaniem wzajemnym w toksyczny niszczący obie strony układ byle się od siebie nie odczepic.
  • anula36 25.06.12, 11:51
    ja bym pobierala min 600 zl. Same te "osobiste kosmetyki" to przynajmniej z 60- 80 zl miesiecznie. a jedzenie dla doroslego faceta? Obiadki 2 daniowe 4 razy w miesiacu?
    a jak cos zostanie ci z tej kwoty to mu odkladac, np 100 zl na jakies osobne tajne konto jakby wykazal chec np platnej szkoly, kursu itp mozna mu bedzie z tego dolozyc.albo na wypadek jakby stracil prace i calkiem byl na waszym utrzymaniu.
    Daleka jestem od krytyki autorki bo mam podobny przyklad w najblizszej rodzinie.
  • mokatato 25.06.12, 12:07
    Bardzo wam dziekuje za wsparcie.Potrzebne mi bo ciągle roztrząsam wszystkie błędy, które popelniłam, a czasu cofnąć się nie da.Chciałam byc jak najlepsza matka, chyba kazda z nas chce, ale nie ma ludzi idealnych.I chocbyśmy nie wiem jak sie starali nie da sie uniknąć błędów.
  • elle-joan 25.06.12, 14:07
    Wiesz, ja na początku nie pisałam o wychowaniu po to, abyś sie obwiniała, tylko chociażby po to aby zauważać niektóre konsekwencje tego, co było w domu, mieć to na uwadze podczas poszukiwania prób rozwiązania tego problemu. Są rodzice, którzy w ogóle nie widzą związku pomiędzy swoim postępowaniem, a charakterem dziecka w przyszłości w takich kwestiach jak pewność siebie, umiejętność radzenia sobie z problemami i w ogóle funkcjonowane w otoczeniu. Ale z tego co wyjśniasz teraz, to akurat jaką kwotę brać nie jest Waszym największym problemem. Jak pisałam, brałabym nawet więcej, mam nadzieję, że chłopak jeszcze zmądrzeje to mu sie przyda jak mu z jego własnych zaoszczędzisz.
  • aqua48 25.06.12, 15:10
    Ja bym nic nie brała od syna, powiedziałabym mu, że nie satysfakcjonuje mnie bycie obsługą hotelową z opcją proszenia się co miesiąc o zapłatę i poprosiłabym jednak o wyprowadzenie się z domu. I to nie ze złośliwości, odwetu itp. tylko po to żeby chłopak ZOBACZYŁ na własne oczy ile realnie kosztuje utrzymanie, żeby nabrał nawyków robienia zakupów i racjonalnego gospodarowania zarobkami, prania i prasowania własnych rzeczy oraz prowadzenia samodzielnego gospodarstwa. Spora część studentów w tym wieku jakoś sobie mniej, lub bardziej udatnie radzi, ucząc się, że jak wydadzą całą kasę na piwo, to potem chodzą głodni. Chłopak pracujący też może, zwłaszcza że jak autorka pisze pierwsze próby ma już za sobą. Nie musi wynajmować mieszkania - niech wynajmie pokój.
    A na te dwa - trzy obiady niedzielne zaprosiłabym go bezpłatnie, jako matka. Z tym, że bez opcji dawania jedzenia na tydzień, przyjmowania brudów do wyprania i bez możliwości powtórnego wprowadzenia się jak mu się znowu odwidzi.
  • kosheen4 25.06.12, 15:42
    400 złotych za full-serwis?
    jak dla mnie to śmiesznie mała kwota.
    w takiej sumie mógłby się zawrzeć "goły" wynajem pokoju, bez dostępu do waszej lodówki i środków czystości. i myślę, że to należałoby synowi uświadomić.

    nie miej wyrzutów sumienia w tej kwestii. postaraj się pozbyć poczucia winy w odmawianiu synowi dostępu do własnych zasobów - chłopak nie jest w sytuacji podbramkowej, a co więcej, bardzo brzydko ciebie wykorzystuje. sama piszesz, że raz płaci, a raz nie. ma nieregularne zarobki, czy to wina niefrasobliwości? przypuszczam że to drugie, a wtedy naprawdę normalne jest, że masz dość bycia dojną krową.

    trudno wypowiadać się nie znając sytuacji całościowo, ale po tym co napisałaś, zastanawiam się, czy nie popełniliście jednego błędu wychowawczego: syn jawi mi się jako osoba zupełnie niehonorowa. zakładam przy tym, że jasno i klarownie zostało mu powiedziane, że nie odpowiada wam bobrowanie w lodówce i korzystanie z innych zasobów. jeśli nie powiedzieliście - jest szansa, że po prostu nie trafiło jeszcze do niego, że sytuacja robi się niezręczna, w końcu jest już samodzielnym chłopem, ale ciągle jeszcze młodym.
    myślę, że właśnie tak by to należało przedstawić: kawa na ławę, z wyszczególnieniem detali. nie czepiając się tylko ogółu - "dawaj kasę regularnie", ale: masz własne finanse, w związku z czym oczekuję, że będziesz się sam żywił i opierał, bez wspomagania moimi zapasami, bo tak się składa, że mamy wszystko wyliczone dla takiej a takiej liczby osób i chciałabym żebyś nas nie objadał.
    to może być trudne, ale nie niemożliwe.


    --
    Ląduj, dziadu!
  • verdana 25.06.12, 15:58
    To jest sytuacja bez wyjścia. Syn owszem, powinien placić za mieszkanie, ale syn to nie obcy lokator. Pretensje, zę wyjada co jest w lodówce oznaczają, że absolutnie pogubiliście granicę miedzy własnym dzieckiem, które ma sie dokładać do rachunków, a obcym intruzem, który ma siedzieć u siebie i szanować zasoby obcych ludzi. Poza tym nie da sie jednoczesnie być dorosłym i samodzielnym, oraz niedorosłym, gdzxie matka jest niezadowolona z wydawania własnych pieniędzy.
    Trudno też powiedzieć, co takiego się sdtało,z ę syn jest przestępcą , bez żadnego wykształcenia. To jednak nie jest typowe - albo ma jakieś bardzo powazne problemy z psychiką, albo jednak gdzieś zrobiliscie dramatyczny błąd. Ale to nie jest sprawa do rozstrzygniecia na forum.
    Tak czy inaczej - uwazam,z ę syn absolutnie nie moze u Was mieszkać. Najwyższa pora ,m aby mieszkał sam, do Was moze przychodzić na obiad, jeśli chce.
    --
    zpopk.blox.pl
  • sandrad2 25.06.12, 16:02
    > Tak czy inaczej - uwazam,z ę syn absolutnie nie moze u Was mieszkać. Najwyższa
    > pora, aby mieszkał sam, do Was moze przychodzić na obiad, jeśli chce.


    Też tak uważam.
    stosunki rodzice - dziecko fatalne, syn zarabia przyzwoicie, stać go aby się samemu utrzymać, nie jest niepełnosprawny ani bezrobotny, nie ma podstaw by u matki nadal mieszkał i najzdrowiej będzie jak zamieszkają osobno.
  • mokatato 25.06.12, 18:34
    Ja tez uważam, że najlepiej byłoby gdyby sie wyprowadził, ale jemu do tego nie spieszno.Granice zostały postawione o czym już pisałam, nie chcę teraz tego odwoływać ,jeśli nie wywiąże się czego go wyprowadzka.
    Dlaczego został przestępcą? Bo droga przestępstwa to dość łatwa droga na zdobycie funduszy.Przynajmniej dla nie których.Taka właśnie obrali drogę wraz z kolegą u którego mieszkał, a który juz wcześniej był karany.Po co cięzko pracować z marne grosze kiedy mozna w łatwy sposób zdobyć większe pieniądze, a resztę czasu poświęcić na dobrą zabawę?
    Nie wszystko jest takie oczywiste, nie da się wszystkiego wytłumaczyć odpowiednia regułką.
    Ja wiem, ze popełniłam błędy(choć oczywiście popełniac ich nie chciałam).Czy to oznacza, że w rodzinach gdzie nie ma większych problemów wychowawczych rodzice nie popełniali żadnych błędów?

    Ja pochodzę z domu gdzie oboje rodzice byli uzależnieni; nie miałam w nich zadnego wsparcia, nawet kiedy byli trzeźwi nie miałam z nimi dobrego kontaktu, wtedy zaczynał sie proces wychowywania mnie;zakazy, kary, reprymendy i ciągłe uświadamianie mi jakim jestem podłym, niewdzięcznym dzieckiem.Do dzis nie wiem za co mnie to spotykało ,dlaczego obarczali mnie-głównie mama odpowiedzialnościa za swoje problemy.Pomimo tego nie mieli ze mna problemów;uczyłam sie co prawda średnio, ale nie miałam z nauką żadnych problemów(zagrozen, złego zachowania itp), po szkole siedziałam w domu , którego nie nawidziłam bo nie miałam zadnych znajomych(byłam potwornie zakompleksiona i bałam sie do kogokolwiek odezwać aby nie być wysmianą).Pomimo tego nie wyrosłam na przestępcę, a do rodziców mam respekt do dziś,nie odezwałabym sie do nich w sposób pozbawiony szcunku,mogą liczyc na mojąc pomoc, choc tak wiele krzywdy od nich zaznałam.
    Ja moim dzieciom próbowałam dać wszystko, czego nie miałam w dzieciństwie.Dziś wiem, że nie wszystko wyszło mi jak trzeba, bardzo nad tym ubolewam, mam ogromne wyrzuty sumienia.Ale nie sądzę aby charakter mojego syna był tylko i wyłącznie następstwem błędów wychowawczych.Tym bardziej,że dostrzegam u niego cechy bardzo podobne do charakteru mojego ojca i brata męża.
    Syn zawsze mógł na mnie liczyć, nigdy nie odsuneliśmy sie od niego, wielokrotnie ratowalismy z kłopotów, wydawało mi sie, że taka jest rola rodzica.Oczywiście nie oznacza to, że zawsze był głaskany.Zresztą nie tylko do mnie czy męża ma taki stosunek, do innych bliskich członków rodziny(dziadkowie, ciocia czy wujek) równiez.Jak czegoś od nich potrzebuje to wie gdzie ich znaleźć, jest miły itd. Jak są mu nie potrzebni to miesiacami nie zadzwoni, nie odwiedzi.Inaczej go wychowywałam, dlatego kompletnie nie potrafię pojąc co nim kieruje.
    Był taki czas, kiedy wyjasnilismy sobie wszystkie nieporozumienia(syn przebywał wtedy w areszcie), wzajemnie sie przeprosiliśmy za to co bylo złe.Wydawało mi sie, że teraz juz będzie dobrze, ale w momencie kiedy przestalismy byc potrzebni(paczki, załatwianie adwokata itd), znów zaczął nas lekceważyć.Wyszedł na wolnosc, miał pracę i zapomniał co obiecywał, tylko listy z obietnicami zostały, które czasem czytam i płaczę nad nimi.....
  • verdana 25.06.12, 19:29
    Przecież się nie wywiązuje - nie płaci.
    Sytuacja, w ktorej sie znaleźliście jest fatalna. Wymagacie od syna jednoczesnie dorosłości i nie dajecie mu być tym dorosłym. Chcecie, aby był członkiem rodziny, ale zachowywał sie jak lokator.
    To jest destrukcyjne i na pewno nie przyniesie niczego dobrego. Pieniądze, które teraz przeznaczacie na wyżywienie syna, lepiej byłoby przeznaczyć na dołożenie sie do kawalerki, nie na zasadzie "Won, synu z domu, bo cię tu nie chcemy", tylko "masz dziecko pomozemy ci sie usamodzielnić".
    To, co próbujecie zrobić jest psychologicznie niemozliwe i na pewno nie naprawi kontaktów. Myślę, ze moje dzieci postawione w podobnej sytuacji w rodzinnym domu, takze by miały pretensje, choć nie sprawiały nigdy problemów. Wyprowadzka nie jest odtracenie, pretensje o wyjadanie z lodówki jedzenia w domu, w ktorym się wychowało - jest.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mokatato 25.06.12, 23:30
    Ja absolutnie nie chcę aby zachowywał się jak lokator.To syn przyjął taką strategię,przychodzić i wychodzić bez żadnego słowa, wrzucać brudy do kosza, oczekując pełnej obsługi i przypadkiem żadnych pytań czy prób nawiazania kontaktu bo on jest niezainteresowany.
    Dla jasności to, ze płaci tylko za mieszkanie natomiast jest na tzw.oddzielnym garnuszku to była decyzja syna.Ja proponowałam 700 zł miesięcznie za mieszkanie i wyzywienie, ale nie pasowało mu i stwierdził, że żywił się będzie sam.Zresztą był czas kiedy co dzień robiłam obiad dla niego, który stał do późnego wieczora po czym ladował w koszu bo syn nie był głodny.
    Co do podjadania z lodówki to ja uważam, że to nie w porządku skoro chciał żywić się sam.Czy u ciebie w domu zawsze jest pełna lodówka?Bo u mnie nie zawsze czasem jest tyle ile potrzeba dla reszty domowników, syn nie uzgadnia ze mna, że tego dnia chciałby jeść z nami i bywa- jak ostatnio, ze nie miałam wędliny na kolację dla mlodszych dzieci.Uważasz, że to w porządku?
    Co do kawalerki to jest to rada, która w przypadku mojego syna nie ma racji bytu.Czytałaś to co napisałam na początku, o trwonieniu pieniędzy?Aby on miał kawalerkę to uwierz mi musiałabym mu ją kupić w całości za swoje pieniądze, a do tego oplacać co m-c bo w innym wypadku zadłużenie rosło by co miesiąc.Jemu szkoda kasy nawet na skarpetki(jak wszystkie podziurawi podbiera bratu albo ojcu), a nie kupi, to samo z żelem do golenia czy maszynką.Jak sobie wyobrażasz kwestię spłacania kredytu czy opłat?
    Co do wyprowadzki to jak pisałam syn nie chce sie wyprowadzić niejednokrotnie mu to mowiliśmy, ale on nie miał najmniejszego zamiaru się pakować.Musiałabym wyrzucić go siłą.
    Jego kolega(nasz sąsiad) jak go matka wyrzuciła z domu po kolejnej awanturze to wrócił do domu z policją, że jest zameldowany, a wpuścić go matka nie chce.
    Ja wiem, ze dobrze sie radzi innym szczególnie jesli samemu nie ma sie takich problemów.Jesteś pewna, że będąc w takiej sytuacji wyrzuciłabyś dziecko z domu, wiedząc, że najbliższą noc spędzi pewnie w parku, albo na klatce.
    Ja już miałam próbkę jego samodzielności, która zakończyła się kilkumiesięcznym aresztem, wyrokiem, nadzorem kuratora, który dość często odwiedza nasz dom, a do tego kupą długów ,których nie spłaca.
    Mam oczywiście nadzieję ,że uda mi się być na tyle konsekwentną aby to co postanowiłam wprowadzić w życie.Póki co ostatnio znów daje kasę, problem w tym, że zachowanie pozostawia wiele do życzenia(opryskliwość, robienie z g.... problemu, i czepianie się niemal o wszystko i nie sprzątaniu po sobie).Zauważyłam taką prawidłowość, ze jak nie daje kasy to spuszcza troche z tonu, jak zaczyna dawać to robi sie z niego chojrak jakby dawał nam tą kasę w prezencie, a nie za to z czego korzysta.
    Sprawa z problematycznym dzieckiem tak prosta jak z facetem rozwodu nie da się przeprowadzić.Nie zależnie od okoliczności zawsze będzie moim dzieckiem.
    Na koniec dodam tylko, że zanim napisałaś o braku klopotów z własnymi dziećmi wiedziałam, że ich nie masz to widać w twoich radach.I naprwdę nie piszę tego złośliwie.Przekonałam się na własnej skórze, że to co nam się wydaje, że byśmy zrobili a tym co naprawde zrobimy w danej sytacji jest cała przepaść.
  • aqua48 26.06.12, 08:20
    mokatato napisała:
    > Co do wyprowadzki to jak pisałam syn nie chce sie wyprowadzić niejednokrotnie m
    > u to mowiliśmy, ale on nie miał najmniejszego zamiaru się pakować.Musiałabym wy
    > rzucić go siłą.

    Wynająć na miesiąc pokój, spakować i wymeldować.


    > Jesteś pewna, że będąc w takiej sytuacji wyrzuciłabyś dziecko z domu,
    > wiedząc, że najbliższą noc spędzi pewnie w parku, albo na klatce.

    Ja bym tak zrobiła, noc na klatce, albo w parku w lecie nie jest niczym niezwykłym, a gdyby jeszcze chlopak miał gdzie się przeprowadzić - jak pisalam mieszkanie opłacone przez Was na miesiac, to juz na prawde niczym bym sie nie martwiła. Kiedyś trzeba mu odciąć pępowinę.

    > Ja już miałam próbkę jego samodzielności, która zakończyła się kilkumiesięcznym
    > aresztem, wyrokiem, nadzorem kuratora, który dość często odwiedza nasz dom, a
    > do tego kupą długów ,których nie spłaca.

    To nie Ty miałaś próbkę samodzielnosci, to ON miał próbkę nieodpowiedzialności wraz z doświadczeniem czym sie kończą takie zachowania. Jeśli dajesz się wykorzystywać (a dajesz w piekny sposób) to ciągle pozwalasz mu na podobne zachowania, tylko nie w stosunku do obcych, ktorzy bez pardonu wezwą policję. Uczysz go , że bliskich można mieć w d...

    > Mam oczywiście nadzieję ,że uda mi się być na tyle konsekwentną aby to co posta
    > nowiłam wprowadzić w życie.Póki co ostatnio znów daje kasę, problem w tym, że z
    > achowanie pozostawia wiele do życzenia(opryskliwość, robienie z g.... problemu,

    Fakt, że ten facet jest Twoim dzieckiem nie zwalnia go z obowiazku poprawnego,, właściwego zachowania, a Ciebie z możliwości egzekwowania swoich praw. A egzekwowanie nie oznacza, że go nie kochasz i nie będziesz kochała. Oboje musicie to zrozumieć. Powodzenia!
  • sandrad2 26.06.12, 10:16
    Cały czas stawiasz się w roli "niech on się domyśli i wreszcie sam wyprowadzi bo ja się z nim męczę".
    Przykro mi, on tego nie zrobi. Bo JEMU tu jest wygodnie. Choćbyś mu w domu uprzykrzała życie nie dając jeść i nie obsługując. Jedynie wasze wzajemne zachowanie pogłębi toksyczną atmosferę a syn będzie wam okazywał coraz większą pogardę i niechęć.
    TO TY MUSISZ GO Z DOMU WYPROSIĆ. Jasno i stanowczo.
    Opłacić na miesiąc-dwa wynajęte mieszkanie/pokój, spakować mu podstawowe rzeczy postawić w drzwiach, zabrać klucze od domu i wręczyć adres gdzie ma opłacony pokój z namiarami na właściciela, by sobie z nim uzgadniał czy chce wynajem przedłużać. Na do-widzenia mówisz mu, że go kochasz, dlatego uważasz że dla wspólnego dobra będzie lepiej, jak samodzielnie zacznie o siebie dbać tak jak sam chce, że może wpaść do was na niedzielny obiad, ale mieszkać już z wami nie może. I tyle.
    Swoją obecną postawą pokazujesz mu, że jesteś kompletnie bezradna wobec tego co robi i utwierdzasz go w przekonaniu że może każde twoje gadanie spuścić po brzytwie bo nic to nie znaczy.
  • sandrad2 26.06.12, 11:07
    Dodam jeszcze, że postępowaniem typu odcinanie syna od lodówki, wrzaski, że znowu coś zjadł a miał nie jeść - utwierdzacie go w przekonaniu ŻE TO ON JEST KRZYWDZONY PRZEZ ZŁĄ MATKĘ, która go odrzuca, czepia się i znęca się nad nim.

    Moim zdaniem nie powinniście mieszkać razem. Trzeba przeciąć pępowinę wreszcie. Chłopak zarabia i go stać finansowo na oddzielne życie. Jeśli będzie chciał całą wypłatę przeznaczyć na imprezy i dragi to już jego sprawa, przynajmniej nie pociągnie na dno reszty rodziny. A młodsze dzieci patrzą co masz w domu i się uczą..
  • triss_merigold6 26.06.12, 11:29
    Dokładnie.
    Jeszcze w kwestii traktowania dorosłego i pracującego dziecka jak lokatora - znam kilku panów, którzy jako dorośli pracujący mężczyźni czasowo mieszkali z rodzicami z powodów finansowych i organizacyjnych. Korzystali z lodówki i pralki, jedli obiady itd. i dawali konkretną działkę na życie - właśnie około tysiąca - tysiąca pięciuset złotych. We własnym zakresie płacili za swoje telefony, lekarzy, rozrywki, ubrania, wyjazdy, samochód itd.
    Co tu rozkminiać? Facet jest dorosły, pracuje więc ponosi normalne koszty utrzymania.
  • lady-z-gaga 26.06.12, 11:36
    Wszystko, co piszesz, pokazuje, że syn nie ma zamiaru ( i juz się nie nauczy) przestrzegać żadnych norm i ustaleń w Waszym domu.
    Nie nakłonisz go do sprzątania po sobie, nie zamkniesz lodówki na kłodkę, nie pozakładasz zamków w szufladach ze skarpetkami. Jedynym wyjściem jest zmuszenie go do wyprowadzki, wszelkimi dostępnymi metodami. I zacznij o tym myśleć, bo obudzisz się kiedys z 40letnim pasożytem na karku, ktory będzie Was terroryzował.
    Nie twierdzę, że Twoj syn jest stracony i że nic z niego nie będzie, ale obecny układ niczemu nie służy, masz tylko iluzję, że go chronisz przed dalszymi błędami, a on ma iluzję, że sam o sobie decyduje. To chora sytuacja.
  • aqua48 26.06.12, 11:54
    lady-z-gaga napisała:

    obecny
    > układ niczemu nie służy, masz tylko iluzję, że go chronisz przed dalszymi błęd
    > ami, a on ma iluzję, że sam o sobie decyduje. To chora sytuacja.

    A na dodatek młodsze dzieci patrzą jak matka pozawala sobie bezkarnie pluć na głowę... Tylko czekać aż same zaczną tak samo roszczeniowo się zachowywać, bo właściwie dlaczego nie?
  • kosheen4 25.06.12, 23:50
    Jeśli chodzi o kwestie wyżywienia to w tygodniu je zazwyczaj na mieście/w pracy(tak chciał) na sobotę i niedziele miał robić sobie zakupy, ustaliliśmy, ze je z nami w niedziele wspólny obiad.Zakupów jednak zazwyczaj nie robi i bardzo często korzysta ze wspólnej lodówki.

    kiedy pewne ustalenia zapadły. na pewne rzeczy się zgodził i ich nie przestrzega.
    z twoich, verdano, postów, jasno wynika, że jesteś przeszczęśliwa, mogąc wspierać własnym portfelem i paroma etatami finansowo niewydolne dorosłe dzieci, z tym że w przypadku tego akurat chłopaka sytuacja wydaje się być inna. on finansowo jest już całkiem dojrzały, ale ma problemy ze zrozumieniem, na czym, oprócz zarabiania na przyjemności, polega dorosłość.
    sądzę, że opłacanie kawalerki w niczym mu nie pomoże.
    chłopak potrzebuje nauczyć się reguł gry pt. Być Odpowiedzialnym. najlepiej w praktyce - a nie osiągnie tego, jeśli rodzice będą mu opłacać mieszkanie. pomóc może natomiast egzekwowanie zachowań społecznych w obrębie rodziny.
    wyprowadzka "na dorosłe" to jednak trochę coś innego niż np. akademik (w którym mieszkają uczące się osoby w wieku syna autorki).

    --
    Ląduj, dziadu!
  • verdana 26.06.12, 13:29
    Moje dzieci są studentami, pracujacymi i zarabiajacymi. Tak, wspieram ich płacąc mniej-więcej po 400 zł miesiecznie za ich mieszkanie. I tyle - to rzeczywiście straszne. Oczywiście, zed znacznie lepiej byłoby powiedzieć im, że mają ze studiów zsrezygnować, bo najwazniejsze to zarobić tu i teraz, a nie inwestowac w przyszłość.
    Przepraszam bardzo, ale chyba nie przeczytałaś uwaznie - jestem za jak najszybszym pozbyciem się z domu faceta, który nie umie sie dostosować do norm. I faceta, ktory wywiera destrukcyjny wpływ na rodzinę. I podejrzewam, zę opłacenie kawalerki czy pokoju byłoby tansze, niż utrzymywanie go w domu, nie mowiąc o kosztach psychicznych, które ponoszą młodsze dzieci.
    Naiwnością jest sądzić, że ktokolwiek wyegzekwuje w domu "odpowiednie" zachowania od 21-letniego człowieka, który ma za sobą wyrok. A samodzielne mieszkanie 21-latka to nie jest żaden problem.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kosheen4 26.06.12, 15:19
    nie napisałam powyższego po to, żebyś po raz kolejny wykładała filozofię stawiania na rozwój intelektualny przy równoczesnym dokładaniu ładunku jełopażu ekonomicznego. twoja sprawa. tylko taka metoda nijak nie pasuje do poruszonego w wątku problemu. tutaj rzecz nie zadziała na zasadzie wzajemności jak działa w twojej rodzinie. ostatnia osobista uwaga - na dzieciakach problemowych (21-latek to pod wieloma względami dzieciak) znasz się jak świnia na gwiazdach - good for you, tylko ten autorytatywny ton średnio potrzebny.

    21latek z wyrokiem plus obawiająca się o jego los matka to wcale niekoniecznie sytuacja uzależnieniowa. zakładając, że zbieg okoliczności nie pozwala na wyprowadzenie syna z domu, krok polegający chociażby na wydzieleniu osobnej lodówki dla młodziana czy obmyśleniu metody skutecznego egzekwowania opłat za środki czystości raczej nie będzie gwałtem na jego psychice. patrz: odpowiedź triss, z której wydźwiękiem zgadzam się w pełni. mieszkamy razem, to na wspólne sprawy się składamy, traktując to jako rzecz naturalną, a nie "lokatorskie szykany".
    dopłacanie do mieszkania uważałabym w tym przypadku za mocno demoralizujące, bo nie byłoby odczytane jako gest wsparcia, ale frajerstwo starych. młody musi pojąć nie tylko konieczność samodzielnego utrzymania, ale także załapać mechanizm funkcjonowania w grupie.

    --
    Ląduj, dziadu!
  • verdana 26.06.12, 15:39
    To nie jest "
    problemowy dzieciak", tylko dorosły przestępca, nie liczacy sie z nikim. Masz wizję biednego, zagubionego chłopczyka, a nie dorosłego darmozjada. Jak wyobrazasz sobie "skuteczne egzekwowanie opłat"? Nie zechce, to nie zapłaci, skoro tak czy inaczej moze mieszkać... Poza tym pewne metody można stosować przy jednym dziecku, natomiast absolutnie nie, jesli mieszka sie także z młodszymi dziećmi. Dać jeść jednemu dziecku, gdy drugi moze sobie popatrzeć, jest skrajnie demoralizująca dla tego, który je. Jak to sobie wyobrazasz - jeść obiad, gdy brat ma ochotę,a nie dostaje? W ten sposób w szybkim tempie pozbawi sie młodszego empatii i normalnych uczuć.
    "młody musi pojąć nie tylko konieczność samodzielnego utrzymania, ale także załapać mechanizm funkcjonowania w grupie." jest zdaniem naiwnym do bólu. Młody nie pojął przez 21 lat i szanse, ze nagle ci sami rodzice, którzy go tego nie nauczyli - naucza dorosłego człowieka, jest praktycznie niemożliwe.

    --
    zpopk.blox.pl
  • kosheen4 26.06.12, 19:49
    łatwo i szybko wartościujesz na podstawie niepełnych informacji, co tylko potwierdza że temat trudnej młodzieży wydajesz się znać wyłącznie z opracowań teoretycznych.

    > Nie zechce, to nie zapłaci, skoro tak
    > czy inaczej moze mieszkać..

    na razie - usłyszał alternatywę. pożyjemy - zobaczymy, o ile autorka wątku napisze co i jak.

    > Dać jeść jednemu dziecku, gdy drugi moze sobie popatrzeć, jest skrajnie demora
    > lizująca dla tego, który je.

    to morał bajeczki, w której zły chłopiec dostaje czekoladę, a dobry głodując musi przebierać mak, a nie komentarz do opisywanej w wątku sytuacji. rzeczywistość jest taka, że starsze, formalnie dorosłe dziecko, jest w stanie wyżywić się samo. co więcej, zgodziło się na to. w tym momencie rodzice mogą podjąć próby wyegzekwowania ustaleń. nie mają nic do stracenia.


    > "młody musi pojąć nie tylko konieczność samodzielnego utrzymania, ale także zał
    > apać mechanizm funkcjonowania w grupie." jest zdaniem naiwnym do bólu. Młody ni
    > e pojął przez 21 lat i szanse, ze nagle ci sami rodzice, którzy go tego nie nau
    > czyli - naucza dorosłego człowieka, jest praktycznie niemożliwe.

    w kwestii tego samego człowieka jeszcze niedawno dawałaś radę o finansowaniu mieszkania. taaak, z pewnością taki gest spowodowałby gwałtowne zmiany w jego psychice.

    --
    Ląduj, dziadu!
  • verdana 27.06.12, 14:59
    Samnodzielne mieszkanie, konieczność wyżywienia się samemu, prania, brak kogoś, kto pamięta o wszystkim - tak, moze wywołać zmiany. Wiara, ze nastąpi cudowna przemiana, to efekt oglądania zbyt dużej ilości hollywodzkich filmów, o krnąbrnych młodzieńcach, korzy pod wpływem perswazji zamienili się we wzorowych obywateli.

    --
    zpopk.blox.pl
  • kara_mia 27.06.12, 15:35
    o krnąbrnych młodzieńcach, korzy pod wpływem perswazji zamienili się we wzorowych obywateli.

    :) :) to dobre :)

    Jak obserwuję, odpowiedzialności i życia uczy tylko zebrany wp... we własny tyłek. Nawet obserwowanie jak zbiera kto inny, rzadko przynosi efekty.
    A jak głosi słynne prawo :
    miłość do rodziny rośnie z kwadratem odległości :)
  • kosheen4 27.06.12, 16:58
    verdana napisała:

    > Wiara, ze nastąpi cudowna
    > przemiana, to efekt oglądania zbyt dużej ilości hollywodzkich filmów, o krnąbr
    > nych młodzieńcach, korzy pod wpływem perswazji zamienili się we wzorowych obywa
    > teli.

    zastanawiam się, czego efektem jest z kolei tak mocno autorytatywny ton domorosłego resocjalizatora, wnioskującego bardzo kategorycznie po mocno niepełnej, jednostronnej informacji?
    miałaś kiedyś do czynienia z takim przypadkiem, w praktyce, z bliska? może się mylę, ale jakoś mi się nie wydaje.



    --
    Ląduj, dziadu!
  • verdana 27.06.12, 18:58
    Tak, miałam. Ze skazanym synem mojej przyjaciółki.
    No i nie trzeba byc ani prorokiem, ani specjalistą, aby wiedzieć, że coś, co nie działa 21 lat nie bedzie działało dalej.
    --
    zpopk.blox.pl
  • mokatato 26.06.12, 13:39
    kosheen4 dzięki za twoja wypowiedź.Trafiłas w sedno.
    Ja mam nadzieję wytrwać w swoim postanowieniu, ale wiesz czego naprawdę sie boje, tego, ze po tym jak sie wyprowadzi przyjdzie taki dzień, w którym zapuka do drzwi zabiedzony czy głodny licząc na dach nad glową.
    Możliwości są dwie albo zacznie być bardziej odpowiedzialny i sie wreszcie ogarnie albo sie stoczy i wtedy pewnie wróci do nas i to drugie mnie przeraża bo wiem, że nie będe potrafiła zamknąć mu drzwi przed nosem.
    Jutro kurator przychodzi na wspólną rozmowę zobaczymy co z tego wyniknie.
    Jest jeszcze jeden problem mianowicie syn ma jeszcze jedną sprawę w toku (nie odrobienie kary prac społecznych, stara sprawa)kurator ma wnioskować o możliwośc odbycia kary w systemie montorownia.Warunkiem jest zgoda innych zamieszkujacych z synem osób, a więc nie wchodzi w grę wynajęcie pokoju bo kto sie zgodzi na cos takiego, a tylko samodzielnego mieszkania.Koszt wynajęcia mieszkania to spory wydatek.Natomiast jeśli miałby odbyć tę karę w normalnym systemie czyli w więzieniu, na bank straci pracę.
  • mokatato 26.06.12, 13:43
    Miało być monitorowania :-)
  • verdana 26.06.12, 13:57
    To powiem brutalnie - robisz wszystko, aby syn nic nie musiał. Bo cokolwiek zrobi, Ty zawsze mu pomożesz, zawsze będziesz dawała dom i utrzymanie. Więc naprawdę, Twój syn nie ma i nie będzie miał żadnej motywacji, aby stać się odpowiedzialny i samodzielny. To, co robisz nie jest pomocą, to co robisz jest utwierdzaniem syna w tym, jaki jest i co robi. Twoje dobre serce doprowadzi go do kompletnego stoczenia się. Chyba, zę zdarzy się cud, ale podejrzewam, zę nie.
    Jesteś współuzależniona, potrzebna Ci terapia i zrozumienie, ze to co robisz nie jest dla dobra syna, tylko dla Twojego samopoczucia.

    --
    zpopk.blox.pl
  • sandrad2 26.06.12, 13:55
    mokatato napisała:
    >sie wreszcie oga
    > rnie albo sie stoczy i wtedy pewnie wróci do nas i to drugie mnie przeraża bo w
    > iem, że nie będe potrafiła zamknąć mu drzwi przed nosem.



    I to jest podstawowy problem przez który niszczysz i zniszczysz swoją rodzinę i pozostałe dzieciaki też.
    Proponuję, bys pozostałe dzieci oddała do adopcji, albo dziadkom jeśli nie są patologiczni na wychowanie. Póki nie jest za późno. To jedyna szansa na lepsze życie dla nich.

  • lady-z-gaga 26.06.12, 14:44
    brutalne, ale słuszne
  • monikate 26.06.12, 19:49
    O matko, przecież to klasyczna "Ballada o Januszku"
    --
    Moje książki:
    www.skrzat.com.pl/?p1=pozycja&id=483
    www.skrzat.com.pl/?p1=pozycja&id=1153
  • aqua48 26.06.12, 22:20
    Całkowicie zgadzam się z Verdaną.
  • kara_mia 27.06.12, 15:32
    Z mojego punktu widzenia:
    dotychczasowe postępowanie wobec syna nie przyniosło oczekiwanych przez matkę rezultatów.
    Zgodnie z einsteinowska definicją szaleństwa ("szaleństwo jest wtedy, kiedy robimy cały czas tak samo a oczekujemy innych rezultatów"), która jest mi bliska, należy zmienić dotychczasowe postępowanie.
    Propozycja m.in verdany - aby młody człowiek poszedł na swoje i żył za swoje jest jak najbardziej sensowna.
    Pomoże? Nie wiadomo, ale wiadomo, że to co było dotychczas nie pomogło.

    Czy dawać kasę lub np opłacić mieszkanie czy pokój na pół roku z góry?
    Trudno mi powiedzieć. Z mojego punku widzenia - jeżeli rodzić działa "prawidłowo" to, jego dziecko w wieku 18-20 lat samo wyprowadza się z domu, jest samodzielne i odpowiedzialne i samo do tego dąży. Jeżeli z jakiejś przyczyny nie ma tego efektu ( np bo coś rodzice sknocili) nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i się samobiczować "o Jezu jaka ja strasznie zła matka byłam" tylko zrobić coś konstruktywnego na przyszłość
    np wyekspediowanie dziecka w świat , nawet jeżeli będą z tego tytułu dodatkowe koszty. Trudno, jak się kiedyś popełniło błędy to się za to płaci... w tym wypadku "płaci" dosłownie. Grunt, że coś się zmienia i naprawia.

    Dla mnie poważna sprawa do przemyślenia będzie : co za rok?
    np opłaciłam mieszkanie na rok, dzieciątko rok przepiło, co nie daj boże prace straciło i staje u drzwi " w jednej koszuli" i co teraz...? oto jest pytanie... ( żeby nie było, "właściwej" odpowiedzi nie znam.... )




  • tmk123 27.06.12, 16:24
    Myślę, że kwestia opłat jest tu trzeciorzędna. Bo ani nie masz jak wyegzekwować, ani nie znamy Twoich dochodów, a co jak by był niepełnosprawny?
    Przeczytałam wątek i brakuje mi jakby drugiej strony. Zgadzam się, że to irytujący problem,ale...

    Facet nie chciał się uczyć, ale zarabia całkiem przyzwoite pieniądze.
    Jest kryminalistą(ma wyrok) ale pracuje. Nie ćpa, nie bije rodziny,

    No, chce świetego spokoju,i dorosłej niezależności, ale jeszcze nie dorósł do opuszczenia gniazda.
    Mnie to wygląda na całkiem dobrze wychowanego młodego człowieka, tyle że z jakimiś problemami natury (nie wiem) psychicznymi, osobowości, dojrzałości, empatii?

    Nie wiem co doradzić bo trzeba by dokładnie znać sytuację i osoby, na pewno sam nie dostanie oświecenia i nie zacznie się zachowywać jak oczekuje matka.
    Ktoś napisał, że nie wiadomo nigdy jak się zachowamy w takiej sytuacji. Ja chyba bym się cieszyła,że nie jest gorzej, bo sadząc po wzmiankach o wczesniejzych kłopotach to jest...dobrze
  • verdana 27.06.12, 16:37
    To jest chyba najmądrzejszy post ze wszystkich. Bo rzeczywiście, mamy faceta z wyrokiem, bez szkoły, który pracuje, awantur nie urządza, wrócił do domu. A oceniany jest za to, zę niewłasciwie wydaje zarobione przez siebie pieniadze, wyzera z lodówki i nie składa życzeń. Nie są to jakieś koszmarne, dyskwalifikujace rzeczy. Czyli pretensję są - jak do dziecka - a nie widać, aby ktokolwiek dostrzegał cień poprawy.
    Moze TO jest problemem???
    --
    zpopk.blox.pl
  • kosheen4 27.06.12, 17:02

    --
    Ląduj, dziadu!
  • kara_mia 27.06.12, 18:25
    Wiemy tylko tyle ile napisała autorka wątku . Zakładam, że fakty podaje prawdziwe, a to co w poniższym teksie jest faktami :
    W domu nie robi praktycznie nic, jest ogromny problem kiedy ma odkurzyć, wynieść śmieci czy zmyć naczynia.
    W domu przebywa bardzo mało bo po pracy spotyka się z kolegami.
    że przepuszcza wszystkie pieniądze w tempie ekspresowym, nie ma na nowe buty(potrafił chodzić w dziurawych), ciuchy ma tylko te, które dostanie od nas na jakieś okazje typu gwiazdka, urodziny itp.
    Chciałby abym dała mu swięty spokój nie interesowała sie nim, a ograniczyła sie do spełniania jego wymagań.
    To syn przyjął taką strategię,przychodzić i wychodzić bez żadnego słowa, wrzucać brudy do kosza, oczekując pełnej obsługi i przypadkiem żadnych pytań czy prób nawiazania kontaktu bo on jest niezainteresowany.
    Ja już miałam próbkę jego samodzielności, która zakończyła się kilkumiesięcznym aresztem, wyrokiem, nadzorem kuratora, który dość często odwiedza nasz dom, a do tego kupą długów ,których nie spłaca
    .


    to minie to nie wygląda "na całkiem dobrze wychowanego młodego człowieka, tyle że z jakimiś problemami natury (nie wiem) psychicznymi, osobowości, dojrzałości, empatii ?"

    natomiast jeżeli przyjrzeć się bliżej zdaniu autorki :
    Syn zawsze mógł na mnie liczyć, nigdy nie odsuneliśmy sie od niego, wielokrotnie ratowalismy z kłopotów, wydawało mi sie, że taka jest rola rodzica.
    oraz innym zdaniom, to:

    mnie to raczej wygląda na osobę w wieku 21 lat, która nigdy w życiu nie ponosiła jakichkolwiek konsekwencji swoich czynów, a jej towarzystwo i uwaga było "wynagrodzeniem" dla rodziców.
    A teraz zdziwko:
    "starzy zawsze dawali bez słowa protestu a teraz się zbiesili i jeszcze czegoś ode mnie chcą? może żebym ich szanował? jakiś żart chyba? Ich psi obowiązek dawać skoro mnie urodzili..."
    to się nazywa : socjopata.

  • verdana 27.06.12, 19:01
    Ale weź pod uwagę, zę wyrok już był, facet wrócił do domu i pracuje.
    21-latek, który w domu nic nie robi, a pieniadze wydaje na bzdury - cóż, to jeszcze nie jest do i patologia.
    A co do kontaktu, to w tym przypadku absolutnie nic nie wiemy o drugiej stronie, wiec trudno wyrokować, co się własciwie dzieje. I nie obrażając nikogo - facet może być rzeczywiście socjopatą, ale moze też mieć problemy rodzinne, o których nie wiemy własciwie nic.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kara_mia 27.06.12, 20:49
    jak już pisałam , wiemy to co jest napisane.
    jeżeli młody człowiek pracuje, nie spłaca swoich długów, mieszka u rodziców, którym w domu nie pomaga ani się nie dokłada chętnie do mieszkania - owszem ma problem rodzinne. Ktoś kiedyś doprowadził, że taki model życia
    1. powstał w głowie młodego człowieka
    2. przez jakiś czas działał.
    3. nie ma możliwości zmiany

    Sorry , jak dla mnie to nie są tylko "kłopoty rodzinne", to po prostu wygodnictwo.

    mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie gloryfikuje się osoby " po przejściach" bo im "więcej wolno".
    Jeżeli ( tu WYMYŚLAM cokolwiek) ojciec pil i na koniec się zapił na śmierć, a wcześniej chłopaka lał, to mi go jest żal. I to jest żal autentyczny.
    Jeżeli chłopak jest przewlekle chory i boi się mieszkać sam - to też mi go żal
    ale to nie znaczy, że to go zwalnia z Odpowiedzialności i zarządzania własnym życiem oraz dbania o siebie. _ a do tego należy na pewno wliczyć prace i samodzielne utrzymanie się we własnych 4 ścianach - lub grzeczne kontakty z rodzicami, którzy MOGĄ lecz nie muszą chcieć mieszkać z dorosłym synem.



  • verdana 27.06.12, 21:07
    Ale rodzice najwyraxniej właśnie nie są w stanie tego syna wyrzucić.
    Problemem nie jest to, jaki jest syn, ale to, zę jak słusznie jedna z forumowiczek zwróciła uwagę, wygląda na to, ze nastapiła jednak pewna poprawa, której nikt nie dostrzega.
    Jesli zlodziej idzie do pracy, to jest to poprawa.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kara_mia 27.06.12, 21:18
    To jest poprawa.
    Należy podkreślać, że jest to poprawa, ale ta poprawa nadal nie zwalnia z płacenia własnych długów i odpowiedzialności za siebie...
    BTW
    głównym beneficjentem tej poprawy jest sam zainteresowany - czyli syn.
    Nie dla rodziców przestał kraść tylko dla samego siebie...
    I super jeżeli to rodzice docenią, ale jeżeli nie, to gorszy się od tego nie stanie...
  • aqua48 28.06.12, 19:22
    kara_mia napisała:

    > Należy podkreślać, że jest to poprawa, ale ta poprawa nadal nie zwalnia z płace
    > nia własnych długów i odpowiedzialności za siebie...
    >głównym beneficjentem tej poprawy jest sam zainteresowany - czyli syn.
    > Nie dla rodziców przestał kraść tylko dla samego siebie...
    > I super jeżeli to rodzice docenią, ale jeżeli nie, to gorszy się od tego nie stanie.

    No, nie wiem, może to taki typ, który bardziej potrzebuje doceniania i wspierania, czegoś raczej w stylu: widzisz, udało Ci się, super!

    A wszelkie uwagi matki typu: a wyniósłbyś kiedyś śmieci, ciagle mi tu tylko brudy wrzucasz, a sam nie wypierzesz, a matka tylko haruje i ręce sobie urabia, a łóżko nie pościelone przez cały dzień, a.. traktuje (zapewne słusznie) jako ciąg naturalnego zrzędzenia z ktorego nigdy nic nie wynika i nic nie wyniknie, wobec tego wpuszcza go jednym uchem, a drugim zaraz potem wypuszcza?

    Czasami zamiast ciagle narzekać i mieć pretensje, dobrze jest docenić i pochwalić nawet za rzecz oczywistą. Czy matka w momencie kiedy syn daje jej umówione pieniądze mówi: o dobrze, że się dołożyłeś, bo właśnie musimy zapłacić rachunki i trzeba zrobić zakupy, bo brakuje tego i tego, może znajdziesz dzisiaj wieczorem godzinę, żeby podejść ze mną do sklepu, bardzo potrzebuję pomocy?
    Czy zaczyna audycję: doczekać się nie można tych Twoich pieniędzy, tyle zarabiasz, a żebyś kiedyś na czas zapłacił, to nie można się doprosić?

    A może jak będzie nastepnym razem dawał pieniądze na utrzymanie, wręczyć mu garść rachunków i powiedzieć, wiesz, tyle i tyle płacimy za gaz, czynsz i światło rtv, w tym miesiącu Ty idź i zrób opłaty, bo trzeba to zrobić do pojutrza. To akurat pokryje Twój wkład w gospodarstwo domowe.
  • k1k2 28.06.12, 20:33
    Moim zdaniem 400 zl to za malo. Ja bym poprosila o min. 600, albo 800 jezeli chce korzystac z waszego prowiantu z lodowce nie dokladajac sie przy tym.

    Jako czesc umowy ustalilabym przelew prosto od pracodawcy na Wasze konto a nie czekala na "laske" czy da czy nie da.

    Prania bym nie robila absolutnie; niech sie uczy minimum samodzielnosci. Za to niedzielne obiady razem kontynuowala bym nadal. Jednak to jakas namiastka zycia rodzinnego jest.
  • mojemieszkanie24 01.07.12, 15:16
    Moim zdaniem 400 zł to mało. Pół biedy jakby robił zakupy ale 400 zl dla dorosłego faceta to nawet na jedzenie nie wystarczy. powinno być ok 800 zł..

    A tak w ogóle to czemu dorosly syn mieszka z wami ? ja się wyprowadziłam mając 19 lat
  • rycerzowa 01.07.12, 20:45
    Mokatato - co ty! Oobcemu wynajmujesz, pensjonat prowadzisz, że tak skrupulatnie wyliczasz, ile młody "zużywa" internetu, tv, żelu pod prysznic?
    Przecież to twoje dziecko!
    (Rodzic tym się różni od landlorda, że internetu nie wylicza).

    Tak, tak, jasne, powinien - wyprowadzić się, pomagać wam, kochać was i szanować.
    Bo inaczej - wywalacie z domu.
    Jakoś byłoby mi trudno ciepło myśleć o rodzicu, który stale grozi mi wywaleniem na bruk.
    Choćby ten rodzic miał rację.

    Poważnie:
    Chłopak jest problemowy, pewnie z kłopotami natury intelektualnej, emocjonalnej, socjalnej.
    ( Ma tylko szkołę podstawową! Głupio wszedł w konflikt z prawem!)
    Wymagasz od niego dojrzałości, charakteru, mądrości. Bo sama byłaś taka. Nie każdy jest w stanie, naprawdę. Niektórzy rodzą się słabsi pod wieloma względami, i nie jest to ich wina.
    Ani wasza.
    Chłopak widzi, że prawie wszyscy jego koledzy mieszkają z rodzicami i nie muszą im się "opłacać". Nikt im żelu pod prysznic i pasty do zębów nie wylicza. Nikt lodówki na kłódkę nie zamyka. Nikt pensji nie odbiera i nie krytykuje, że pieniądze źle są wydawane.
    Pewnie brak chłopakowi refleksji, że to jest na innych zasadach.
    A może to wam brak jest refleksji?

    Niektóre dzieci, trudne przypadki, wymagają dłuższego prowadzenia, dłużej trwającej pomocy, dłuższego "pilnowania".
    Pewnie w końcu spoważnieje, na dobre dorośnie, on ma dopiero 21 lat.
    Albo wkrótce wyprowadzi się do jakiejś dziewczyny i ona będzie pilnowała, by trzymał pion.
    Albo znów zadrze z wymiarem sprawiedliwości i wtedy doradzicie mu czmychnąć za granicę, by mieć wreszcie spokój. Bo chyba bardziej na spokoju wam zależy, niż na synu, prawda?
  • verdana 02.07.12, 13:51
    Otóż to własnie!!!! Święte słowa.
    Jeśli traktuje się syna jak obcego, to nie powinien mieszkać z rodzicami. Jest cos okropnego w tym, zęby mieszkać u rodziców, z rodzeństwem i aby rodzina gospodarowała razem, a jedna osoba nie miała prawa normalnie korzystać z tego, co inni.
    Dlatego uważam,z ę w tych warunkach musi nastąpić albo bunt, albo demoralizacja - i to takze młodszego rodzeństwa, które na to patrzy. Jeśli nie chcecie traktować syna jak syna, to nie mozecie razem mieszkać.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kara_mia 02.07.12, 14:38
    Rozumiem, że bycie rodzina jest obustronne?
    Jak proponujesz wyegzekwować od syna, traktowanie rodziców jak rodziców?
  • verdana 02.07.12, 16:04
    Może nalezy po prostu zacząć od traktowania syna jak syna?
    Poza tym facet ma problemy, które nie są jednak "zwyczajne". Niemal nikt nie kończy edukacji na szkole podstawowej. Albo w grę wchodzi upośledzenie umysłowe - a wtedy trzeba je uwzględnić w wymaganiach, albo zaburzenia psychiczne, albo, co tu dużo mowić, jakieś zaniedbanie, coś bardzo złego działo sie w domu już minimum 8 lat temu. Trudno winić 13-latka za to, że nie kontynuuje edukacji.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kara_mia 02.07.12, 18:41
    Ok, załóżmy, że zaczęli. Lodówka stoi otworem, obiadek czeka. Rodzice w niedziele przy śniadanku jajecznicą dzielą. Kasy nie chcą... gotowi do rozmowy kiedy syn ma ochotę pogadać...i co dalej?

    ponawiam pytanie:
    Jak wyegzekwować ? spowodować rodzinne zachowania u syna?
    czy
    Jak długo czekać na ogłoszenie "jestem samodzielny, daje wam wolne idę na swoje"?
  • verdana 03.07.12, 14:18
    Moim zdaniem nie da się niczego wyegzewować. Po prostu. To nie jest problem, który pojawił się nagle, tylko splot problemów istniejący co najmniej od 8 lat. W tej chwili sytuacja w domu jest patologiczna, niszczy wszystkich, łącznie z młodszymi dziećmi i nie da sie jej rozwiązać na miejscu. Dlatego uwazam, że syna trzeba wyprowadzić za wszelką cenę. I to jest jedyne rowiązanie.
    Można to zrobić na dwa sposoby. Wyrzucić syna z domu i tyle (ale to ryzykowny sposób i chyba nie do końca legalny), albo wynająć na pewien czas najtańsze mozliwe lokum. Traktując to jako element terapii dla wszystkich. Nie wypadnie to dramatycznie drożej niż pełne utrzymanie, a czasem warto jednak wydać pieniądze dla dobra całej rodziny. Traktujac to nie jako prezent dla 21-latka, bo on wcale nie ma zamiaru opuszczać rodziny, ale raczej jako element leczenia.
    I zdecydowanie powiedzieć, ze moze liczyć na pomoc w razie potrzeby, ale nie na powrót do domu.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kara_mia 03.07.12, 15:48
    Traktujac to nie jako prezent dla 21-latka, (...), ale raczej jako element leczenia.

    No właśnie, i właśnie tym pisałam, może nieudolnie ale o to samo mi chodziło.

    Może to niepopularne ale uważam, że skoro w wieku 18 lat staje się prawnie ktoś dorosły i odpowiada za swoje czyny , to powinien podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje.
    Jeżeli 18 latek powie:
    kochani rodzice, nie radze sobie z wieloma rzeczami nie chce mieszkac sam, chce jeszcze korzystać z waszej opieki i pomocy. To OK, przecież się własnego dziecka nie wyrzuci.
    Ustali się sposób współdziałania w domu jakie młody człowiek ma obowiązki wynikające z tego , że sam przyznał, że "jeszcze sobie nie radzi". I będzie cacy. Dorośnie za 2 lata lub wcześniej.

    Jak nastolatek mówi : mam was w nosie , nudzicie mnie, nie chce z wami gadać i świetnie mi bez was. Też OK. masz wynajęte kupione mieszkanie i sobie radź.

    jak nastolatek mówi : "świetnie sobie radze bez was , ale mi się miło mieszka, trochę się dołożę albo wam pomogę" i rodzicom tez to pasuje - bo jest to w pewien sposób "dorosły współlokator", który dzieli obowiązki - to niech pomieszka do czasu kiedy WSZYSTKIM to pasuje i maja z tego przyjemność. Czemu nie.

    Ale stwierdzenie :
    mam was w nosie , nudzicie mnie, nie chce z wami gadać i świetnie mi bez was,
    tylko musicie sie mną opiekować i gotować -
    no to to trochę przesada i rozwiązanie powinno być krótkie - jak już radziła verdana


  • verdana 03.07.12, 20:09
    A, czyli długo dyskutowałyśmy, majac na myśli dokładnie to samo:)
    Bywa.
    --
    zpopk.blox.pl
  • rycerzowa 04.07.12, 01:04
    kara_mia napisała:

    > Ok, załóżmy, że zaczęli. Lodówka stoi otworem, obiadek czeka. Rodzice w niedzie
    > le przy śniadanku jajecznicą dzielą. Kasy nie chcą... gotowi do rozmowy kiedy s
    > yn ma ochotę pogadać...i co dalej?
    >
    > ponawiam pytanie:
    > Jak wyegzekwować ? spowodować rodzinne zachowania u syna?
    > czy
    > Jak długo czekać na ogłoszenie "jestem samodzielny, daje wam wolne idę na swoje
    > "?

    Ale kiedy autorka wątku wcale nas nie pyta o rady, jak stopniowo usamodzielnić syna, jak nauczyć go odpowiedzialności, jak dotrzeć do niego, by zrozumiał, że współudział w ponoszeniu kosztów utrzymania wynika z więzi rodzinnych, a nie jest ich zaprzeczeniem,
    nie pyta, jak ratować słabnącą więź z synem.

    Ona pyta, ile ma wziąć od chłopaka za to, że
    - nocuje w domu (w dzień mało bywa),
    - jak nocuje, to się wymyje, i z ojcowego żelu pod prysznic skorzysta,
    - jak oni oglądają tv, to i on popatrzy, albo nawet sam włączy, a abonament drogi,
    - i wiadomości w internecie przeczyta, maile sobie ściągnie, a abonament jak wyżej,
    - jak ona pierze ciuchy, to do pralki dorzuci i rzeczy chłopaka, więc jakaś część proszku i wody na te jego ciuchy przypada,
    - młody spożywa z rodziną niedzielny obiad.

    Starczy za to 400 PLN czy nie?

    Wiele z was chodzi do rodziców na niedzielne obiady, ciągnąc ze sobą współmałżonka i dzieci. I telewizję czasem u rodziców oglądacie, a dzieciaki dziadkowy komputer włączą, do lodówki zajrzą, słodycze wyjedzą. Z łazienki korzystają, mało tego - czasem na noc zostaną.
    Jak byście odebrały, gdyby rodzice za to zażądali pieniędzy?
    A gdybyście żądaną kwotę zapłaciły, nie czułybyście się zwolnione z obowiązku umycia naczyń?
    W końcu za niedzielny obiad zapłacone.


  • xsqr 02.07.12, 08:13
    mokatato napisała:
    > Mamy jeszcze młodsze dzieci na utrzymaniu więc to o nich przede wszystkich musi
    > my myśleć, a nie sponsorować dorosłego chłopak, któremu nie chciało się w dodat
    > ku uczyć(ma tylko podstawowe wykształcenie), a teraz jest zdziwiony, że nie zar
    > abia tyle co np. prezes banku.

    To wyjaśnia wszystko, cały twój stosunek do syna i twój pogląd na rodzicielstwo. Syn ukończył tylko szkołę podstawową, czyli zakończył edukację mniej więcej w wieku 15 lat? Gdzie byli wtedy jego rodzice, którzy powinni zadbać o jego wykształcenie - bo to ich psi obowiązek wyprowadzić dziecko "na ludzi". Nie mam nic więcej do dodania - dla ciebie dziecko to ciężar, nie - odpowiedzialność i bliskość.
  • kasia_fi 04.07.12, 19:30
    Mysle, ze powinniscie najpierw zapewnic synowi dach nad lgowa. Moze kupcie mu meiskzanie. Dzisiaj nie wywala sie na bruk. Mozna starac sie o lokal socjalny, ale z tym nielatwo... :(

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka