• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

mąż paranoik Dodaj do ulubionych

  • 15.07.12, 15:35
    Witam, potrzebuje konkretnych rad, wskazówek osób z jakąś wiedza psychologiczna, tudzież Pani Ekspert. A sytuacja wygląda tak:
    Mój mąż jest paranoikiem. Uważa, ze go ciągle zdradzam. Słyszę to minimum raz w tygodniu, czasem czesciej, czasem rzadziej. Przed ślubem już to sie ujawniło (tak. widziały gały co brały), dochodziło do strasznych kłótni, ale byłam zakochana na zabój. Potem przyszła ciąża, ślub, kredyt. W ciąży miałam spokój, pewnie dlatego, ze coraz większy brzuch i zdrada nie łączyły się w głowie mojego męża. Urodziłam dziecko, tez miałam spokój przez rok, a był to dla mnie b. trudny i fizycznie i psychicznie rok. Dziecko ukończyło rok i postanowiłam wrócić na pol etatu do pracy. No i się zaczęło. Sytuacje zupełnie banalne mój mąż interpretuje zawsze w jeden i ten sam sposób, ale gdy podobna sytuacja przydarza jemu, ja z niczym takim nie wyjeżdżam. Podam przykład: godz ok 15tej, stoję na przejściu dla pieszych, czekam na zmiane świateł, wokół zbierają się ludzie, obok staje grupka młodzieży, śmieją się, wygłupiaj, głośno gadaj. ja w tym czasie rozmawiam z mężem przez telefon.I nagle mąż mówi: A kto to się śmieje i krzyczy? To ON!Z NIM jesteś! itp oskarżenia. A mnie cholera bierze, mam ochotę rzucić telefonem o chodnik, bo mu przecież nie udowodnię ze stałam sama,. a wokół inni przechodnie. I co ciekawe, ja mam potem poczucie winy, mimo ze nic nie zrobiłam, to i tak się czuje tak, jakbym zrobiła. Takich sytuacji jest mnóstwo, ze nie odbiorę, ze nie trafie w klawisze ( bo biegłam do telefonu) i odrzucę połączenie zamiast odebrać (za sekundę oddzwaniam, ale już nie mam po co), ze mam dodatkowy dyżur w robocie (tak, muszę się tłumaczyć z tego, że jadę do pracy), albo muszę pojechać wcześniej (mam taka prace, ze muszę się do niej przygotowywać), itp itd. Jestem już tym zmęczona, myślę sobie, ze nasz związek to jakaś pomyłka, porażka. Ostatnio znowu się pokłóciliśmy, do dzisiaj odzywamy się do siebie jak musimy. Czarna rozpacz. Gdyby nie ta jedna rzecz, to bylibyśmy szczęśliwą parą. Nie wiem, co mam robić, on uważna mnie za jakąś femme fatale, a mi do głowy nie przyszło, żeby go zdradzić. Podobno jego matka byłą taką kobietą (tak kiedyś opowiadał), może to jest źródłem problemu. Tak czy siak, już zaczęłam myśleć o rozwodzie, chociaż w rodzinie żadnego nie było i pewnie musiałabym stoczyć z rodziną batalię, ale wszystko wskazuje na to, że jestem w ciąży. Mąż jeszcze nie wie, no bo obawiam się mu powiedzieć, bo wiem co odpowie - że nie jego. (Zresztą tak było przy pierwszym dziecku, zaraz po porodzie(!) usłyszałam, że to nie jego dziecko, bo w ogóle do niego nie podobne). Na ten moment rozwód nie wchodzi w grę, ale co więcej mogę zrobić? Jak reagować? Wiem, ze nie powinnam dawać się wplątywać i olać to, co on mówi, ale szlag mnie trafia, bo każdy niesłusznie oskarżony zagotowałby się w środku.
    Bardzo prosze o jakieś cenne wskazówki/opinie. Da się to w ogóle zmienić?
    Pozdrawiam
    Zaawansowany formularz
    • 15.07.12, 17:31
      zdradzic ;) najlepsze lekarstwo :)
      • 15.07.12, 19:10
        a kogo ono wyleczy , bo nie rozumiem?
        zdziwik napisał:

        > zdradzic ;) najlepsze lekarstwo :)
    • 15.07.12, 18:18
      W pełni świadomie związałaś się z psycholem i machnęłaś sobie z nim dwójkę dzieci, a teraz pytasz o radę??
      Jeśli ci się uda to zaciągnij go na terapię, bo samo mu raczej nie przejdzie.
      • 15.07.12, 19:12
        psychol to tez czlowiek. a lekarze sa po to,aby "psycholom" pomagac.
        takie rady,jak twoja raczej szkodza.

        aga.doris napisała:

        > W pełni świadomie związałaś się z psycholem i machnęłaś sobie z nim dwójkę dzie
        > ci, a teraz pytasz o radę??
        > Jeśli ci się uda to zaciągnij go na terapię, bo samo mu raczej nie przejdzie.
        • 15.07.12, 19:16
          musisz z nim duzo rozmawiac,okazywac mu milosc i to,jaki jest dla ciebie wazny.
          on nie jest winien ,ze tak odbiera Twoja osobe. ma lęki, ze Cie straci,o ktorych boi sie Tobie powiedziec i objawia sie to wlasnie takim zachowaniem.
          uswiadom mu,ze tak funkcjonowac jako zwiazek nie mozecie i on musi cos z tym zrobic. albo zaufa Tobie i zaprzestanie nękania Cie,albo niech idzie z tym problemem do psychologa.
          a Tobie radze zainwestowac w dobra antykoncepcje.
          • 15.07.12, 19:32
            musisz z nim duzo rozmawiac,okazywac mu milosc i to,jaki jest dla ciebie wazny.
            > on nie jest winien ,ze tak odbiera Twoja osobe. ma lęki, ze Cie straci,o ktoryc
            > h boi sie Tobie powiedziec i objawia sie to wlasnie takim zachowaniem.


            Zgłupiałaś?!
            • 15.07.12, 20:15
              Myśle,że to zespół Otella i terapia bedzie niezbędna.jego paranoiczne zachowanie będzie sie tylko nasilac. Umow sie sama do psychologa albo psychiatry, opowiedz o wszystkimi moze coś Ci doradzi.Jesteś w ciąży potrzebujesz spokoju dla siebie i dziecka,a z mężem się nie da.Poza tym jest jeszcze starsze dziecko ,ktore też wymaga normalnego domu,a nie powiesz ,ze wasze konflikty na niego nie wpływaja.pozdrawiam
          • 15.07.12, 21:41
            bez_przekazu napisał(a):

            > on nie jest winien ,ze tak odbiera Twoja osobe.
            Jest winien, że nic z tym nie robi. Nie mąć autorce wątku w głowie bo zaraz wyjdzie, że to ona jest winna, bo nie współczuje mu i się nim źle opiekuje.

            BTW ani drugie dziecko, ani dezaprobata rodziny to nie jest powód, żeby zarzucić myśl o rozwodzie.

            --
            JoShiMa

            Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
    • 15.07.12, 20:21
      > już zaczęłam myśleć o r
      > ozwodzie, chociaż w rodzinie żadnego nie było i pewnie musiałabym stoczyć z rod
      > ziną batalię

      Parsk. Z rodziną byś się rozwodziła czy z mężem?

      > przy pierwszym dziecku, zaraz po porodzie(!) usłyszałam, że to nie je
      > go dziecko,

      Zamiast dać w twarz i z godnością wynieść się do mamusi, machasz sobie drugie dziecko. No to cierp ciało, jakżeś chciało.
      --
      Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
    • 15.07.12, 21:11
      chorobliwa zazdrosc to cos czym musi zajac sie psycholog/psychiatra, sama sobie z tym nie poradzisz. Nie mozesz mu pomoc, bo to ty jestes zrodlem jego napiecia psychicznego. Jedyne co mozesz zrobic to uswiadomic mezowi, ze jestes ta sytuacja do granic zmeczona, albo zacznie sie leczyc albo odejdziesz. Moze to go zmobilizuje do szukania pomocy?
    • 15.07.12, 22:10
      zaczyna mnie irytowac to namietne ¨wyzywanie¨ od psycholi, przemocowcow i alkoholikow wszystkich tu przedstawianych (najczesciej panow).

      Jak on reaguje, kiedy starasz sie rozmawiac o jego nieuzasadnionej zazdrosci? Jak sie zachowuje w obliczu pelnego racjonalizmu (typu, kiedy mowisz kiedy niby mialam ciebie zdradzic, na przejsciu dla pieszych/ w przerwie na kawe w pracy)? Daje sie przekonac, czy wciaz watpi?
      Moj partner czasem jest zazdrosny (nie w takim stopniu, ale zdarzaly mu sie komentarze polzartem, np. kiedy slyszal meski smiech w tle), ale ja zawsze staram sie byc na maksa racjonalna i po kilku minutach sam mi przyznaje, ze tak naprawde to nie sadzi, zebym go zdradzala;)
      Mysle, ze jesli mimo Twojego racjonalizmu (i nie mowie, ze chodzi o to, ze masz go blagac o zrozumienie, ze sie tlumaczysz gesto i czesto, tylko rozmowa z pozycji stoickiego spokoju, zyczliwosci) nie daje sie przekonac, to wg mnie powinien zahaczyc o jakas terapie.
      • 15.07.12, 22:22
        dzieki za dotychczasowe komentarze. tak, niewykluczone, że popełniłam błąd, ale nic nie jest czarne, albo białe jak to się niektórym wydaje. i chciałabym z nim byc, gdyby udało sie poprawić te sytuacje.
        niestety, racjonalne tłumaczenie nie skutkuje. tłumaczenie typu, ze przecież stałam na przejściu, w centrum miasta i obok stanęli inni ludzie którzy się wygłupiali... niby normalna sytuacja, ale jak grochem o ścianę.
        • 15.07.12, 23:01
          Chorobliwa zazdrość jest bardzo poważnym problemem. Znam go z pierwszej ręki i wiem, jak to boli. W młodości brałam ją za dowód miłości, z czasem zrozumiałam, że to jest wyraz niepewności i kompleksów męża. U nas było tak, że jak urodziłam i siedziałam na urlopie wychowawczym, mąż się uspokoił, ale z czasem uczucie zazdrości umiejscowił we własnym dziecku, wmówił sobie i mi, że całe uczucie przelałam na córkę. Dałam sobie to wmówić, bo jak każda normalna kobieta kocham swoje dziecko, a jego zachowania oddalały nas od siebie coraz bardziej. Po moim powrocie do pracy ataki zazdrości o facetów znowu się powtórzyły, było sprawdzanie bilingów, wmawianie winy i krzyki: Ty na pewno kogoś masz, to niemożliwe, żebyś była taka harda! To też bardzo klasyczne zachowania niepewnego siebie, zakompleksionego faceta, który wszędzie widzi zło, spiski, nieuczciwość, tylko sam nie jest w stanie zmierzyć się ze swoimi problemami.
          U Was albo jest tak, jak piszę i zazdrość męża wynika z jego kompleksów, albo rzeczywiście mąż cierpi na urojenia, ale zespół Otella wiąże się z alkoholem, więc to chyba nie to, bo rozumiem, że jego akcje są na porządku dziennym, nie tylko, jak się napije?
          • 16.07.12, 00:06
            moj facet jest zbyt dumny, zeby otwarcie mnie o takie rzeczy oskarzac, ale czasem robi mini scenki zazdrosci polzartem.
            Sa one ¨kontrolowane¨, rowniez przeze mnie, na zasadzie ¨gry¨, kiedy tylko przesadza, zwracam mu uwage i duma chyba nie pozwala mu kontynowac scenki. Dlatego ja wlasnie sugerowalabym super racjonalnosc+ zyczliwosc ( nie mylic z ¨podlizywaniem sie¨).

            Np. ja najczesciej staram sie byc spokojna (chociaz czasem tez dostawalam szalu, ze musze o jakiejs bzdurze rozmawiac) i jak tylko facet troche przesadzal mowilam ¨ej, przeciez ty najlepszy, nie glupio ci, ze w to watpisz?¨ a czasem zdarzalo mi sie mawiac ¨tak i przespalam sie z nim kilka razy, fajnie bylo, a do ciebie wrocilam z nudow¨- to tez najczesciej jednak konczylo rozmowe, bo facet zdawal sobie sprawe z absurdalnosci oskarzen.

            Nigdy nie bylam w tak ekstremalnej sytuacji (¨jak grochem o sciane¨), ale moze sprobuj nastepnym razem po prostu to... olac?
            Zrobic tak, zeby jego zachowania w ogole na ciebie nie wplywalo negatywnie? Jakby nie bylo, to w koncu... meza problem, a nie Twoj (chociaz oczywiscie ciebie bezposrednio dotyka, no ale emocje kielkuja u meza, a nie u ciebie).
            • 17.07.12, 13:57
              naprawde nie widzisz roznicy miedzy swoim facetem a mezem autorki?
              lekka zazdrosc ok, ale nie paranoiczna
        • 16.07.12, 00:00
          racjonalne tlumaczneie nie pomoze, bo Twoj maz nie mysli racjonalnie
          racjonalnie myslacy czlowiek nie wpadnie na pomysl, by oskarzac o zdrade zone, gdy ta rozmawia na przejsciu dla pieszych przez telefon z nim

          corka znajomych moich rodzicow wyszla za maz za goscia, ktory bardzo dobrze sie maskowal przed slubem albo odbilo mu po slubie
          doszlo do tego, ze widzial jej kochankow w listonoszu, administratorze osiedla, panach od podzielnikow ciepla, panu z warzywniaka itp
          gdy szla sie wysikac, to jej robil awanture, ze chciala zamknac drzwi, widocznie ma cos do ukrycia
          namowy na terapie nie dzialaly, na szczesice nie mieli dzieci i z pomoca rodzicow dziewczyna rozwiodla sie z tym facetem
          przykra sprawa
        • 16.07.12, 12:27
          D osoby zaburzonej racjonalne tłumaczenie nie dotrze. Pomoże (być może) terapia.
          --
          Piszę o piłce
    • 16.07.12, 01:52
      masochiska jestes, co?

      przed slubem facet był chorobliwie zazdrosny, a ty nic, slub był. Pojawilo sie dziecko, facet mówi, że to nie jego, ty nic, a przeciez taka zniewaga krwi wymaga.
      Bzykasz się z nim, robisz sobie drugie dziecko, a on ci nadal ubliza od niewiernych. Ty nic, i tylko "forumowiczki, co zrobic, zeby nie był zazdrosny?".

      Kobieto, taka zazdrośc jest poważna przyczyna rozwodu. A facet sam nie przestanie byc zazdrosny.
      Tak na prawde moze byc niebezpieczny dla ciebie i twoich dzieci, bo pewnego pieknego dnia moze was wszystkich siekiera potraktować: ciebie te kur...ę niewierna oraz dzieci - bekarty nie jego. Tylko nie pukaj sie w czoło, takie rzeczy sie zdarzają niestety, bo baby sa zbyt durne.


      Tez byłam kiedyś z zazdrosnikiem i wyobrax sobie, że dla mnie - człowieka wiernego - są poniżej godnosci takie podejrzenia czy koniecznośc tłumaczenia sie z niewinnosci.
      Facet był podejrzliwy i zazdrosny, i sie w końcu doczekał, bo poznalam kogos nowego i z nim zdradziłam zazdrosnika, a nastepnie kopnełam w dupe i tyle było po zazdrosniku. Tylko do tego trzeba miec olej w głowie i nie wychodzic za mąz i nie rodzic sobie dzieci ze swirem.

      --
      tutiturum
    • 16.07.12, 09:18

      cytat :
      [ ... ] spośród idiotek europejskich największymi idiotkami są Polki

      dowod ? - autorka watku 1baobab - swiadomie wyszla za psycholca , swiadomie machnela sobie z psycholcem dzieci , swiadomie przy psycholcu trwa .
      • 16.07.12, 11:31
        1. komentarze typu - jesteś idiotką, kretynką, masochistką itp. - niczego nie wnoszą. Proszę o komentarze osób, które chcą się podzielić swoja wiedzą bądź doświadczeniem.
        2. nie wszyscy chyba wywnioskowali z tekstu, że był dwuletni okres spokoju, w czasie którego można było o problemie zapomnieć, a nawet zacząć sądzić, że chyba go już nie ma.
        • 16.07.12, 12:45
          1baobab napisał(a):

          > 2. nie wszyscy chyba wywnioskowali z tekstu, że był dwuletni okres spokoju, w c
          > zasie którego można było o problemie zapomnieć, a nawet zacząć sądzić, że chyba
          > go już nie ma.


          uwaga, zaraz tobie powiedza, ze to byl przedluzony ¨miesiac miodowy¨. Ja bym sie skupila na sobie (tj. na tobie). Czyli wyjsc z zalozenia, ze:
          1. meza nie zmienisz
          2. mozesz zmienic swoje nastawienie. Czyli stoicki spokoj, ewentualnie poczucie humoru, wiem, ze czasem trudno, kiedy ostatnio co chcesz uslyszec, to jakies absurdalne oskarzenia...+ przystopowanie faceta (¨obrona¨)jesli przesada ewidentnie, czyli kiedy absurd siega zenitu.

          Jesli zobaczy, ze jego ataki zazdrosci nie wywoluja w tobie zdenerwowania (oo! denerwuje sie! wiec cos jest na rzeczy!), zirytowania, czy nawet przerazenia, to sam powinien przystopowac/ zapomniec o atakach zazdrosci, bo przeciez nie wywoluja zadnej reakcji!. Traktowac go w tej kwestii troche jak dziecko.

          Mowie ci to ja, dawna zazdrosnica. Inny sposob- mozesz tez troche poudawac zazzdrosnice. Ja czasem mojemu facetowi mowilam; ej, jesli ty jestes taki zazdrosny, to moze to TY cos masz na sumieniu? A czasami nawet troche udawalam zazdrosc. Mozesz tez sprobowac tego, moze dzieki temu dojdzie do niego, jakie to meczace.

          I nie przejmuj sie komentarzami innych. Przejrzyj troche to forum, wiekszosc ma super idealne zycie;), nie musi pracowac nad soba, nad zwiazkiem, nie przezywa kryzysow, watpliwosci a przy pierwszym lepszym problemie sie rozwodza:)
          • 16.07.12, 13:01
            Ale facet z takimi urojeniami może stać się naprawdę niebezpieczny, nie rozumiesz tego?
            To nie jest urocze, gość jest chory psychicznie, pewnego dnia zarąbie siekierą ją i te dzieci.
          • 16.07.12, 13:06
            Metoda na zmianę w żart, przekucie w absurd itp. jest bardzo fajna ale na początkowym etapie zazdrości. Wtedy pokazuje drugiej osobie, że nie zamierzamy dać się wciągnąć i że to ona ma problem i jej zachowanie nie jest ok, ale ta osoba jeszcze się nie nakręciła. Po wielu latach myślę, że trzeba sprawę postawić bardziej ostro. Zero tolerancji dla takich odzywek i zachowań, owszem - nadal można na oskarżenia rzucane na przejściu dla pieszych zaśmiać się w słuchawkę stwierdzając - zabawny jesteś, ale po haśle o "nie moim dziecku" trzeba urządzić armagedon, by panu nigdy nie przyszło do głowy to powtórzyć.

            --
            Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
            • 16.07.12, 13:50
              aaaaha, tyaaa... triss, forumowe diagnozy pomine milczeniem.

              Meczace sa te czarne scenariusze wiecznie panujace na forum. Z drugiej strony wlasciwie mozna by pomyslec: oj, jak fajnie, oto polskie internautki, swiadome czym jest psychol, alkoholizm i przemoc domowa, aktywnie temu przeciwdzialaja na forum, wiec na pewno i w realu sa tak kategoryczne, pomocne, noszace kaganek oswiaty, uswiadamiajace kolezanki, walczace z problemami rowniez we wlasnym otoczeniu, np. sasiadki. Jesli naprawde tak jest- to sie Wam chwali. Ale smiem watpic, ze glowna motywacja jest tutaj zyczliwosc i chec pomocy, stawiam jednak na chec dowalenia (byc moze nieswiadoma), poczucia sie lepsza (calkiem naturalne) i nude w prace- uwaga, ja tez sie dzisiaj nudze. Trudno nam o obiektywizm, podejrzewam, ze zadna z nas nie jest psychologiem, nie zalezy nam na dobrym samopoczuciu autorki, jest ona bytem wirtualnym o ktorym zapomnimy po zamknieciu okna forum, ale haaalooo!

              Przeciez to wcale nie jest takie proste, rozwiezc sie z tego powodu (nigdy nie wspomnialam, ze zazdrosc jest urocza, wprost przeciwnie, w kazdym poscie zaznaczalam, ze to upierdliwe i meczace), kiedy wszystko inne gra, co podkresla autorka. To nie jest takie proste, no nie wiem, mnie szkoda np zmienic mieszkanie, a co dopiero meza- porownanie denne, ale mam nadzieje ze oddaje ciezki proces rozwazania plusow i minusow.
              I uwazam, ze nazywanie autorki idiotka, a jej meza psycholem jest zupelnie nie na miejscu. Bo sprobujcie sie zastanowic i postawic sie w miejscu autorki.

              PS. tekst o nieswoim dziecku mi umknal i jest beznadziejny na tyle, zeby przy nastepnej akcji wymusic na partnerze wizyte u psychologa (na zasadzie: zadzwonilam, umowilam cie, nic nie tracisz, masz isc), albo isc samemu.
              • 16.07.12, 14:48
                Znam 2 przypadki - jeden mężczyzna, w przypadku którego zazdrość przybrała formę dość zaawansowanych urojeń na temat kochanków żony, bycia podsłuchiwanym i śledzonym przez tych kochanków itp. co w rezultacie zniszczyło małżeństwo, a żonie psychikę. Szkoda, że nie zostało to ucięte wcześniej, bo możliwości racjonalnego pogadania z facetem nie było.

                Oraz lżejszy - syna tego faceta, gdzie nie było jako takich zaburzeń psychicznych, ale była niska samoocena i chore wzorce jak zachowuje się mężczyzna i pakiet przekonań, że kobietom nie można ufać itp. A że trafiła mu się dziewczyna ładna i otoczenie podsycało atmosferę hasłami "pilnuj ją, bo Ci ją ktoś zabierze", zazdrość pojawiła się szybko. Metoda konsekwentnego komunikatu: kocham Cię, jestem z tobą, bo chcę być z tobą, dla mnie jesteś najwspanialszy, ale nie życzę sobie takich tekstów i zachowań. Nie będę chodzić w worku pokutnym, nie będziesz mi wybierał znajomych. Jeśli sobie z tym nie radzisz sam tu i tu masz namiary na specjalistę. Ja jestem ok, nie daję Ci żadnych realnych powodów do zazdrości. Z urojonych nie zamierzam się tłumaczyć. Jeśli Ci się to nie podoba, to nie widzę dla nas przyszłości itp. zaowocowały tym, że facet poszedł na terapię, podniósł samooocenę i układa im się bardzo fajnie. Owszem, nie wyzbył się całkiem zazdrości, ale potrafi to zachować dla siebie. Wie, że musi się starać, bo ukochana wzbudza zainteresowanie, więc się nie zaniedbuje, co akurat jest na plus.

                Także zazdrość zazdrości nie równa, jedną można ukręcić w zarodku, z inną się nie wygra. Po tekstach o "nie moim dziecku" obawiam się, że to może być ten drugi przypadek, ale zawsze warto spróbować. Jeśli mężowi całkiem odbija, a połączenie braku racjonalizmu i silnych emocji może być groźne, wtedy trzeba brać nogi za pas. Natomiast w każdym przypadku popracowanie nad poczuciem własnej wartości, asertywnością i pewnym poczuciu bycia w porządku bez potrzeby udowadniania swojej niewinności przy każdym oskarżeniu, przyda się w każdym przypadku. Bo pewne osoby, które po prostu tak mają, że zawsze czują się trochę winne i niedoskonałe, dadzą się wkręcić w szukanie dziury w ich zachowaniu. A to nie tędy droga.

                --
                Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                • 16.07.12, 14:57
                  Poprawka: obawiam się, że to może NIE być ten drugi przypadek
                  --
                  Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
    • 16.07.12, 09:42
      Lepiej rozważ rozwód, paranoja będzie się facetowi nasilać i pewnego dnia może Cię zabić. Zespołowi Otella zawsze z czasem zaczynają towarzyszyć wybuchy agresji.
    • 16.07.12, 12:21
      piszesz dokładnie jak o moim mężu, ten sam typ zazdrośnika no ale może nie aż tak natarczywy.Jak urodziłam dziecko to był spokój, ale jak wróciłam do pracy to było masakra, codziennie po pracy musiałam wysłuchiwać"z kim mnie zdradzałaś","z kim się całowałaś""przecież napewno kogoś masz", teraz nie pracuje , o on jest uszczęśliwiony że siedzę w domu.Myślałam że to takie normalne, ale jak widzę są tacy faceci i chyba jest w tym jakiś problem.Tłumaczenia i rozmowy też nie skutkują bo wtedy on mówi"no bo ja Ciebie tak kocham" i nie da sobie więcej powiedzieć.Ciężko tak żyć, ale czy dla samej zazdrości warto kończyć związek? dla mnie byłaby napewno to trudna decyzja.Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
      • 16.07.12, 12:30
        > Ciężko tak żyć, ale czy dla samej zazdrości warto kończyć związek

        Jeśli umiesz i lubisz zyć z kimś, kto cie obraża, poniża, oskarża - to nie, nie warto.
        --
        Piszę o piłce
      • 16.07.12, 12:51
        mamaklaudia napisała:

        > Tłumaczenia i rozmowy też nie
        > skutkują bo wtedy on mówi"no bo ja Ciebie tak kocham" i nie da sobie więcej po
        > wiedzieć.

        Rozmowy nic nie dają, bo ulegasz manipulacjom, że on niby z miłości, więc jak możesz się czepiać, zamiast nazwać rzeczy po imieniu. Zazdrość nie wypływa z miłość tylko z lęków i kompleksów. NIE jest normalna w takim wydaniu i najlepiej stosować zasadę zero tolerancji dla takich odzywek i zachowań. Nie życzysz sobie takich oskarżeń, nie będziesz się tłumaczyć z czyichś urojeń. To brak szacunku wobec Ciebie - masz dość, on musi się ze swoją zazdrością uporać, jeśli nie potrafi sam, to z pomocą terapii. Żadnego zamykania się w domu, rezygnowania z normalnego życia, by pana nie drażnić.
        Owszem - można i warto okazać zrozumienie, że złe doświadczenia z domu, że niskie poczucie własnej wartości - można powtarzać - chcę z tobą być, kocham Cię itp. ale tylko gdy jednocześnie szanujemy siebie. Za tekst o "nie jego dziecku" jaki usłyszała autorka wątku, mój facet kolejną noc spędziłby na wycieraczce i bardzo musiałby się napracować by dostać szansę powrotu.
        W przypadkach gdy zazdrość wynika z silniejszego zaburzenia psychicznego takie metody nie podziałają, ale w przypadku gdy to tylko niska samoocena i pewne wzorce zachowań z domu, to ostre postawienie granicy + terapia, mogą załatwić sprawę. A jak nie to lepiej się rozejść, bo z czasem takie zachowania będą się wzmacniać.


        --
        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
    • 16.07.12, 13:07
      Faceta zmienic sie nie da. Pewnie dojdzie do tego agresja, jak u znajomej. Jej udalo sie uciec po 10 latach.....
      --
      ʎɐqǝ uo pɹɐoqʎǝʞ ɐ ʎnq ı ǝɯıʇ ʇsɐן ǝɥʇ sı sıɥʇ
    • 16.07.12, 14:02
      sorvina bardzo dobrze to ujęłaś, właśnie zazdrość nie wynika z miłości tylko z niskiej samooceny czy kłopotów z przeszłości.Tylko że jak powiem mężowi żeby poszedł na terapię to przecież mnie wyśmieje, albo powie żebym nie przesadzała, napewno on nie zdaję sobie sprawy z tego że jego zazdrość jest aż przesadzona.
      • 16.07.12, 14:33
        A skąd ma zdawać sobie sprawę, że jego zazdrość jest przesadzona, skoro do tej pory była traktowana jako coś normalnego?

        No dobra, facet odpowiada, że przesadzasz, wyśmiewa pomysł pójścia na terapię - jaka jest na to reakcja? Kulenie się w sobie w poczuciu bezradności czy stwierdzenie, że ciebie nie interesuje czy on zmieni zachowanie za pomocą terapii, kółka różańcowego czy przegadania sprawy z kolegą. Jeśli dalej będzie Cię traktował w sposób dla ciebie przykry i pozbawiony szacunku to konsekwencje tego będą takie: czujesz się zraniona i nie ufasz, oddalasz się, nie masz ochotę na seks w takiej atmosferze, w dłuższej perspektywie czasu myślisz o rozstaniu itp. itd.. Jeżeli mąż chce by wasze życie i pożycie trwało dalej, to musi przyjąć Twoje warunki, bo one nie podlegają dyskusji. Kompromisy to można z pierdołami uzgadniać, ale nie w kwestiach traktowania z szacunkiem czy odstawianiu scen.

        --
        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
        • 16.07.12, 15:16
          Współczuję ci bardzo.Wiesz co pomyślałam sobie, że może spróbuj pobić go jego własną bronią(kto mieczem wojuje....).Zacznij też oskarżać go o zdradę w każdej sytuacji, która się nadarzy (uśmiech do znajomej, spojrzenie, niewielkie spóźnienie do domu z pracy itp).Czasem taka terapia szokowa działa.Jeśli to nie zadziała zostaje terapia, pytanie tylko czy on zechce na nią pójść skoro nie widzi u siebie problemu, wszak to ty jesteś ta zła, a on biedny zdradzany.Moze to co zaproponowałam uświadomi mu, że problem leży w jego zachowaniu, a to pozwoli skłonić go do terapii.Jeśli nie zrozumie, że niszczy wasze zycie pozostaje tylko uciekac najdalej od pana i to własnie ze względu na dzieci.Nie pozwól aby niszczył im dziecinstwo, a co za tym idzie życie.Wszak sama powiedziałas, że jego zachowanie może miec zwiazek z zachowaniem jego matki. Powodzenia.
    • 16.07.12, 15:54
      W wolnej chwili polecam filmik:
      www.youtube.com/watch?v=4rE62sd8_1A&feature=endscreen&NR=1
    • 17.07.12, 13:01
      Zgadzam się z większością wypowiedzi odnoszących się merytorycznie do opisanej sytuacji.
      Czy mąż ma duży rys paranoidalny czy też cierpi na zespół Otella o tym może zaświadczyć psychiatra lub psycholog poprzez dobrą diagnozę. Na dziś można to rozstrzygnąć poprzez odpowiedź na pytanie: czy mąż jest również podejrzliwy w innych obszarach życia i w stosunku do innych osób ? i czy przybiera to równie nieracjonalne formy? oraz czy zdarza się, że taka podejrzliwość radykalnie psuje mężowi ważne relacje lub istotne życiowe sprawy a jego samego spycha na margines. Jeśli odpowiedzi na te pytania są twierdzące to oznacza, że mąż może mieć skłonność do zachowań paranoidalnych na przemian z agresywnymi i przemocowymi. To może za źródło mieć lęk.
      Zespół Otelle to patologiczna zazdrość o kobietę.
      W obu przypadkach nie jest pomocne przekonywanie męża, że jego podejrzenia są nie prawdziwe. W jego umyśle tworzy się całą konstrukcja, która ma swoją logikę i na nic przekonywania i dowody że to nieprawda. Wtedy każdy dowód może być odwrócony i nie spełni swojego zadania.
      Najlepiej zachowywać się asertywnie i z dystansem. Mówić, że on ma takie zdanie a Pani wie że jest inaczej i na tym powinna skończyć się dyskusja. Trzeba przy tym wytrwać.
      Pani powinna pójść może na krótkoterminową terapie lub po poradę psychologiczną jak sobie radzić w takich sytuacjach. Mąż sam na terapię nie pójdzie, chyba, że znajdzie się odpowiednia ku temu motywacja, np: bardzo poważne konsekwencje jego zachowania a i to nie jest pewne.
      W obecnej sytuacji dla Pani ważne jest aby miała Pani przy sobie pewne narzędzia psychologiczne do obrony przed paranoidalnymi zarzutami i przeciwko braniu odpowiedzialności za sytuację. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.