• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Samotna mama - problem z emocjami i dzieckiem Dodaj do ulubionych

  • 30.08.12, 03:34
    Na to forum wysłały mnie dziewczyny z forum tematycznego, bo zanudzałam je swoimi problemami.

    Postaram się opisać króciutko, w miarę potrzeby rozwinę:
    - jestem samotną matką od ponad dwóch lat, córeczka wkrótce skończy 3 lata.
    - ojciec małej, obcokrajowiec wrócił do siebie, przyjeżdża 2 - 3 razy w roku na kilka dni, widuje małą co tydzień przez Skype, jest zainteresowany utrzymaniem kontaktu z dzieckiem. Płacił alimenty wg własnego uznania, od paru miesięcy płaci wg uznania polskiego sądu. Powierzono mi opiekę nad dzieckiem, nieznacznie ograniczając jego władzę.
    - nie mam klasycznego wsparcia ze strony rodziny, mieszkam w mieszkaniu należącym do rodziców w Wawie, moja matka przyjeżdżała z wizytą, dwa razy po kilka dni, czasem na parę godzin, kontakt mailowy/telefoniczny, ale za dużo żalu (mojego) o przeszłość, która się odbija czkawką, mój ojciec - nękał sms-ami, wyzywał, groził wyrzuceniem z domu, wydziedziczył - zerwałam kontakt, moja siostra - reakcje histeryczne - zawiesiłam kontakt. Za parę dni idę na pierwsze spotkanie z psy w celu ustalenia czy kwalifikuję się na terapię ddx/ddd/dda.
    - ograniczony kontakt z ludźmi/przyjaciółmi. Jedna znajoma SM, trochę nowych znajomości z forum in statu nascendi.
    - kilka miesięcy po tym jak zostałam SM i rozpoczęłam urlop wychowawczy rozpoczęto procedurę usunięcia mnie z pracy. Dziś żeby wrócić do pracy musiałabym ją najpierw znaleźć lub sobie stworzyć.
    - nie mam opiekunki, miałam ze 2 miesiące na początku i 2 miesiące niedawno, ale mam problem z emocjami, a opiekunki nie muszą się przecież narażać na stresy. Jak zbyt głośno protestuję przeciw ich zachowaniom to zostaję bez nich. Ostatnio uznałam, że chyba nie lubię ludzi w domu.
    - chodziłam do psy jeszcze będąc z eks (najbliższy adres: zaburzenia depresyjno-lękowe), potem terapia była raczej rwana (w obecności dziecka, zimą zawieszana) i jak dla mnie niesatysfakcjonująca. Parę rzeczy przewaliłam, ale kiedy zjawiłam się latem 2011, bo płonął mi dom dostałam szklankę wody. Teraz planuję powrót tylko muszę ustalić kierunek. Plus jakiś kopd/dzieci niczyje na porady w sprawie emocji a propos córeczki.
    - zdecydowany plus, który mnie ratuje (a może pogrąża, bo nie ruszyłam z miejsca) - mam obecnie stabilną sytuację finansową.

    Córeczka. Wkrótce 3 lata. Dziecka chciał eks. Ja... nigdy nie chciałam mieć dzieci, właściwie miałam jakieś 35 lat i rok czy dwa wcześniej wymyśliłam sobie, że akurat dziecka nie zdążę (organizm się zmobilizował mi na złość?). Miałam w sobie ufność, byłam zakochana i dziś wiem, że chyba chciałam też coś osiągnąć - całe życie byłam sama i jakby poza. Chciałam płynąć głównym nurtem. Byłam zawsze niszowa, chciałam być mainstreamowa - tak to ładnie można ująć. Zgodziłam się. Ciąża - błyskawicznie. Przebieg - pozytywny. Poród - ujdzie. Baby blues - tak. Depresja poporodowa - może nie od razu. Mam wrażenie, że przez pierwsze 9 miesięcy życia córeczki zajmowałam się bardziej układaniem związku niż nią. Poznaliśmy się z eks za granicą, on przyjechał tu na dwa tygodnie przez planowanym rozwiązaniem, zrezygnował z dobrze płatnej choć niesatysfakcjonującej go pracy i przez 9 miesięcy nie mógł znaleźć nowej. Przesypiał dnie, wstawał między 13tą a 17tą, w zależności od ilości wypitego alkoholu, pił hektolitry piwa, potem siedział na kompie i szukał pracy, a wieczorami siedział na kompie i grał w gry by się zrelaksować. Może nie zawsze, ale zdecydowanie taki obraz związku po urodzeniu małej mam w głowie. Tak więc depresja poporodowa - jeśli nie od razu to po jakimś czasie tak. Ja - do psy, bo problemy w związku są przeze mnie. Bez leków, bo karmiłam piersią. Jako mama - ok, karmiłam bo lubiłam, przytulałam, bo lubiłam. Mała spokojna i bezproblemowa.

    Eks zostawił mnie w dniu gdy mała miała 9 miesięcy, zakomunikował decyzję o odejściu i poszedł, wcześniej kilka dni ciszy przed burzą w domu jego rodziców (czytaj: mamusi). Zostałam sama, kompletnie, zaczęłam chudnąć, tracić mleko. Rodzina daleko, ojciec ubliża, matka jęczy przez telefon, ale nie przyjedzie, siostra gratuluje, że pozbyłam się d... Ledwo odstawiłam córeczkę od piersi i przestawiłam na butelkę - rozpoczyna się proces wywalania mnie z pracy. Zaczęły się lęki. Nie spałam nocami. Szukałam grup wsparcia, pomocy, ale źle szukałam. Na fora nie wchodziłam, myślałam, że to jakieś pseudoproblemy, wszyscy o zasiłkach, a ja że sama. Zwolniono mnie 30 czerwca 2011. 1 lipca zaczęłam krzyczeć na córeczkę. Miała półtora roku. Wcześniej tego nie robiłam, nawet nie płakałam w domu. Wszystko we mnie pękło. Zaczęłam mieć duszności, budziłam się nie mogąc złapać tchu. Poszłam do psy, ale mi nie pomógł. Przez ten rok córeczka zrobiła się bardziej nerwowa, bardziej uwrażliwiona na płacz, krzyk. Ja przeszłam przez grupę wsparcia, mało profesjonalną, ale dla mnie ważną, edycja zimowa, potem się rozpadła, szkolenie z asertywności, jakiś coaching ze złości. Trochę się uspokoiłam, ale w relacjach z córeczką coś się popsuło. Z domu często wybywamy, bo na zewnątrz się uspakajam. Po dwóch latach zaczęłam więcej się uśmiechać, chętniej bawić, ale dalekie jest to od ideału - czyli odpowiedzenia na jej prośby, w sumie i tak dużo bawi się sama. Do tego po dwóch latach sama z dzieckiem siadam już fizycznie, permanentne zmęczenie, plecy, kolana, wieczorne padanie i niemożność zakończenia dnia (nakarmić, umyć, poczytać, utulić - nie do przejścia, czasem mała włóczy się do północy). Wreszcie... eks jest pasożytem i leniem z natury/wychowania. Czuję, że mam wykonać całą robotę przy dziecku, którego on chciał, a on kiedyś, jak zapowiadał (na razie nie) pomyśli o opiece naprzemiennej (na razie mała nawet nie mówi w jego języku). Wolałabym - tak - żeby sobie poszedł z tymi swoimi alimentami. Last but not least, boję się, że coraz częściej zdarza mi się - tak, teoretycznie znam teorię - mówić źle o nim przy małej, mówić źle o niej w jego kontekście. Ona zaczyna ostatnio czuć moją niechęć, rezerwę. Tłumaczę to wszystko zmęczeniem, ale wiem, że jest coś więcej. Uwikłanie mnie w sytuację, co do której nie mam zgody. Ojciec jest 1300 km stąd i nie wyobrażam sobie dalszego funkcjonowania jako samotna matka. Rozwiązanie: córeczka zacznie wyjeżdżać do niego (i zakochanej w niej babci) na coraz dłuższe wakacje. Albo ja przeniosę się gdzieś bliżej... Samotna matka i samotny człowiek lat 40 w Polsce może wojażować za pracą ile dusza zapragnie, w końcu najgorsze stanowiska pracy już obsadziła.
    Za kilka dni córeczka idzie do przedszkola. Nie wiem na ile to pomoże, ale jeśli to nie pomoże, to już nic.

    To tyle, w skrócie.
    Proszę o wszelkie refleksje, sugestie, linki, porady ekspertów, wszystko, cokolwiek.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
    Zaawansowany formularz
    • 30.08.12, 04:13
      Tobie jest potrzebna stala opieka psychiatry.
      Gdzie ty chcesz dziewczyno sie przeprowadzac,po co masz byc blizej bylego faceta?
      Ty musisz zaczac zyc od nowa bez toksycznej rodziny,bez wiecznego myslenia o bylym.
      Jakies zajecie sobie znajdz moze jakas prace skoro dziecko idzie do przedszkola.
      I zadbaj o swoje szczescie,nowy mezczyzna?
    • 30.08.12, 06:21
      Jak dla mnie za dużo tu hamletyzowania. A sytuacja jest prosta. Jesteś wiekowo dorosła, nie chcąc mieć dziecka zafundowałaś je sobie z facetem, który go chciał, ale porzucił. Zostałaś sama, jest ciężko i masz myśli, żeby podrzucić dziecko mało wartemu, jak go sama oceniasz, tatusiowi. Może jednak weź odpowiedzialność za córeczkę i ułóż sobie życie. Dziecko rośnie, czas pracuje na Twoją korzyść.
    • 30.08.12, 07:09
      A jakie masz problemy z dzieckiem? Bo nie zauważyłam?
      Myślałaś o tym, że możesz mieć depresję?
      --
      -------------------------------------------------------------
      Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
      • 30.08.12, 08:58
        Czy mogłabyś napisać, dlaczego nie wyobrażasz sobie dalszego bycia samotną matką? Nie możesz nią nie być, bo już jesteś. Zamieszkanie bliżej ojca dziecka tego nie zmieni. Ja jestem samotną matką od dawna. Napisz o tym coś więcej. Czy to samo dziecko jest ciężarem nie do udźwignięcia?
    • 30.08.12, 09:12
      Przestań się bawić w jakieś terapie grupowe, idź do przyzwoitego psychiatry po stabilizatory nastroju - nie zamulają, można normalnie funkcjonować, tonują huśtawki emocji i działają antylękowo.
      Po 3 latach z dzieckiem w domu niemal każda dostaje na głowę, to dobrze, że mała idzie do przedszkola. Niestety musisz przyjąć do wiadomości, że jesteś samotną matką i zapewne będzie przynajmniej przez jakiś czas. Nie ma co rozkminiać, nie Ty pierwsza, nie Ty ostatnia. Tracisz czas i energię na analizowanie emocji, nakręcanie się swoim nieszczęściem i izolacją od ludzi. Twoja niezgoda na samotne macierzyństwo nie ma większego znaczenia w tym momencie więc się nad tym nie zastanawiaj.
      Poszukaj projektu realizowanego w ramach PO Kapitał Ludzki (informacje na stronie Ministerstwa Pracy) w Twojej gminie skierowanego do kobiet wracających na rynek pracy - oprócz narzędzi do aktywizacji zawodowej kobiety dostają wsparcie psychologiczne i sensowne warsztaty.
      • 30.08.12, 18:16
        Fundusze 2007-13 siie kończą
    • 30.08.12, 09:14
      Zaczęłam mieć duszności, budziłam się nie mogąc złapać
      > tchu. Poszłam do psy, ale mi nie pomógł. Przez ten rok córeczka zrobiła się ba
      > rdziej nerwowa, bardziej uwrażliwiona na płacz, krzyk. Ja przeszłam przez grupę
      > wsparcia, mało profesjonalną, ale dla mnie ważną, edycja zimowa, potem się roz
      > padła, szkolenie z asertywności, jakiś coaching ze złości. Trochę się uspokoiła
      > m, ale w relacjach z córeczką coś się popsuło. Z domu często wybywamy, bo na ze
      > wnątrz się uspakajam. Po dwóch latach zaczęłam więcej się uśmiechać, chętniej b
      > awić, ale dalekie jest to od ideału - czyli odpowiedzenia na jej prośby, w sumi
      > e i tak dużo bawi się sama. Do tego po dwóch latach sama z dzieckiem siadam już
      > fizycznie, permanentne zmęczenie, plecy, kolana, wieczorne padanie i niemożnoś
      > ć zakończenia dnia (nakarmić, umyć, poczytać, utulić - nie do przejścia, czasem
      > mała włóczy się do północy).

      Przecież to brzmi jak ciężka depresja, dokładnie tak samo czułam się po rozwodzie. Nawet też zakładałam 100tysięcy wątków o samotności i proste czynności przy dziecku, zwłaszcza wieczorem, wydawały mi się nie do przejścia.Biegiem do INNEGO psychiatry po ANTYDEPRESANTY!!! Zanim wykończysz i siebie i dziecko! Po kilku tygodniach będziesz w zupełnie innej formie, stabilna emocjonalnie, krzyki i wybuchy złości to też forma depresji.
      A i dziecko stanie się spokojniejsze, dzieci też cierpią jak widzą nieszczęśliwego rodzica.
      • 30.08.12, 09:18
        To nie musi być ciężka depresja, podobne objawy miewają kobiety w zupełnie udanych małżeństwach uziemione w domu z małym dzieckiem przez kilka lat.
        Niemniej antydepresanty/stabilizatory nastroju natychmiast - poprawę odczuwa się już po 2 tygodniach. Po uspokojeniu emocji można zająć się innymi sprawami.
        • 30.08.12, 09:28
          Niech solidny psychiatra zdiagnozuje czy to ciężka czy łagodna postać depresji, w każdym razie zgadzamy się, że po lekach większość objawów minie.
          A co do kobiet uziemionych w domu z dziećmi, to kobiety są naprawdę różne, ja tam z dzieckiem w domu czułam szczęśliwa i spełniona, nawet mimo kiepskiego małżeństwa.
    • 30.08.12, 11:05
      Mi wyglada na to ze masz nierozwiazane problemy z przeszlosci (dominujacy ojciec, domyslam sie ze alkoholik?, brak wsparcia rodziny). Nie wiem dokladnie co to jest bo nie piszesz o tym, bardziej o obecnej sytuacji. Ale to jaka jestes i twoj bagaz, chyba ciezki i nie przepracowany ma dalej na ciebie wplyw.
      Zdecydowalas sie na dziecko pod wplywem partnera, ktory sie na partnera nie nadaje, pil, nie pomagal ci, nie byl wsparciem (cos jak tato?). Pozytywne jest to ze chce kontaktu daje ci wsparcie finansowe, to jest wazne, ze dziecko wie kim jest ojciec.
      Wydaje mi sie ze wyrzucenie z pracy spowodowalo zalamanie, bo to byla taka ostatnia 'opoka', cos co ci jeszcze dawalo poczucie bezpieczenstwa. w sumie pozno ci sie te emocje uruchmily, bo cale przezycie, dziecko, partner, rozstanie to przeciez wszystko sa ogromne przezycia,.

      Szkoda mi w tym wszystkim Twojej corki, ona nie jest winna tych zdarzen. Ale tez wydaje mi sie ze matka ktora nie uporala sie sama z soba, pewnie nie moze po prostu inaczej. Piszesz:' utulić - nie do przejścia, czasem mała włóczy się do północy). ' co to znaczy?
      Moim zdaniem poinnas sie skupic na sobie, isc na dobra terapie, to moze potrwac kilka lat. Postaraj sie okazywac corce milosc, to b. wazne, nawet jak jestes zmeczona, w koncu ona jest i potrzebuje mamy.

      --
      tessutimania.wordpress.com/ - moj blog o szyciu
      mipiaceilmondo.wordpress.com/ - moj blog o podrozach
    • 30.08.12, 14:32
      Witam,

      Jeśli dobrze rozumiem to wszystko jest na bardzo dobrej drodze:

      -jesteś świadoma swoich obciążeń rodzinnych, i swojego trudnego charakteru;
      -masz stabilną sytuację finansową,
      -dziecko idzie do przedszkola dzięki czemu będziesz miała więcej czasu dla siebie;
      -rozstałaś się z mężczyzną, z którym nie ułożył się związek, który do tego był alkoholikiem;
      -ojciec twojego dziecka nie jest wyrodnym typem i nie wyrzekł się dziecka;

      Jedyne czego Ci brakuje do pełni szczęścia to wytrwałości. Mam tu na myśli wytrwałość w dążeniu do celu, którym jest stabilność emocjonalna. Potrzebujesz na to paru lat. Po pierwsze odpuść sobie troszkę, nie oczekuj zbyt wiele na początku, zacznij jeszcze raz od początku terapię polecam psychoanalizę lub jakąś inną typu DDA jeśli jesteś dzieckiem alkoholika, lub inną metodę długotrwałą. Nie polecam psychotropów. Mogą uśpić twoją potrzebę zmiany i pracy nad sobą. Ale jeśli będą konieczne (konsultowałabym się raczej z psychoterapeutą niż z psychiatrą) to też ok.

      Pamiętaj, że każdego dnia i w każdej chwili możesz zmienić swoje życie. Tylko to zrób.
      Przychodzi jesień, to dobry moment na rozpoczęcie nowego satysfakcjonującego roku Twojego życia.

      Pozwodzenia:)

      P.S. Bez względu na ot jak absurdalnie to brzmi - niektórzy ludzie mają na prawdę wielki problem z tym żeby być szczęśliwymi, a nawet bronią się przed byciem zadowolonym i szczęśliwym. Czy należysz do tej grupy? Jeśli tak to zawsze możesz to zmienić, bo na to zasługujesz jak każdy inny człowiek.

      --
      „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
    • 31.08.12, 19:02
      Rozumiem, że wie Pani gdzie zwrócić się po pomoc w przypadku pogorszenia się nastroju, bo z takiej pomocy Pani już korzystała. Warto spróbować raz jeszcze, choć przeczytawszy Pani maila, mam wrażenie, że problem nie tkwi w depresyjnym nastoju, ale w ogromnej nieakceptacji swojej sytuacji.
      Psychologicznie radzi sobie Pani z tym projektując winę za swój stan na zewnątrz i czując się ofiarą tej zewnętrznej sytuacji. Dzięki temu zabiegowi lepiej się Pani czuje, bo bycie ofiarą zdarzeń niweluje poczucie bycie jej źródłem. A tak niestety jest. I mimo, że Pani nie lubi swojej sytuacji, to jest Pani jej współtwórcą.
      Kłopot w tym, że niestety największe konsekwencje takich mechanizmów ponosi Pani córka., obarczona Pani niechęcią do sytuacji samotnej matki. Pani to już widzi. I bardzo dobrze.
      Teraz udałabym się do najbliższego Ośrodka Interwencji Kryzysowej lub do NZOZ - u psychiatrycznego i rozpoczęła terapię w tej konkretnej sprawie. Trzeba przepracować złość i poczucie winy za to w jakim miejscu jest Pani teraz . Dalsza stagnacja i nurzanie się w swojej biedzie służy tylko destrukcji. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 01.09.12, 16:18
        Dzięki za wszystkie wpisy. Łatwiej je przeczytać i przemyśleć niż wyjść z siebie i stanąć obok.

        Co do wpisu pani ekspert: mam mieszane uczucia, może dlatego, że moje pierwsze odczucie, którego nie do końca się pozbyłam jest: ale się wysiliła. Dwa lata w kieracie, a ona mnie wysyła do OIK na terapię (spytałam - nie mają. Jest pomoc interwencyjna, także psychologiczna, ale krótkoterminowa). Co do psy - psy psy nierówny, ale dziękuję, mam teraz trochę czasu przedpołudniem, to się rozejrzę i poszukam od nowa, do skutku.

        Z pozytywnych (to znaczy nie: fajnych i miłych, ale: do dalszej pracy) spostrzeżeń pani ekspert: tak, nie akceptuję roli samotnej matki i będę pracowała zarówno nad zmianą podejścia, jak i modyfikacją roli. Jeśli częścią tej pracy będzie zamiana odległości od ojca małej z 1300 km na 300 km, zamiana miejsca życia z miejsca, w którym nie starcza mi nadziei na takie, które mi ją daje, to tym lepiej. To jest coś co przyszło do mnie w ciągu ostatnich tygodni - mimo niewyedukowania mnie w kierunku "masz prawo do szczęścia" i mimo braku poczucia własnej wartości (to jest bagaż z domu, reszta to pestka) muszę spróbować opcji nie najwygodniejszej, ryzykownej, trudnej, bo wiem, że bez tego moje życie nie będzie miało dla mnie sensu. I wtedy moja córeczka też nie będzie miała ze mnie wiele pożytku, bo znienawidzę siebie i ją.

        Co do twierdzenia, że "bycie ofiarą zdarzeń niweluje poczucie bycie jej źródłem", to bez względu na to czy do tego doszłam czy nie, pozostaje kwestia winy. Ale jak ustaliłyśmy ;) złość i wina do przepracowania. Bo wiem, że ja walczyłam o związek, o nas, ciężko pracowałam (bynajmniej to nie eks zapewnił mi wsparcie materialne) itpd. Wiedząc, że mam coś do przepracowania prosiłam jedynie o spokój/czas - w okresie pierwszych lat życia mojego dziecka. Nie dostałam.

        Co do córeczki... A mi jej nie szkoda? Od roku tłukę się z poczuciem winy za każdy niefajny gest, krzyk, cokolwiek. Im bardziej się winię tym bardziej jestem rozjechana i tym łatwiej o kolejny błąd. I wyłam, bo czułam niemoc i nikt nie chciał nam/jej pomóc. Marzyłam o tym, żeby ktoś mną wstrząsnął, przyszedł i powiedział, nie krzycz, tak nie można, to małe dziecko. Nikt. Wiem, to kraj, w którym szeregi zwierają się w obronie dzieci poczętych i martwych. Reszta ma sobie dać radę. Pół roku temu nowopoznana samotna matka sama zaoferowała mi pomoc. I zaczęło się powolne wychodzenie.

        Jednym z powodów, dla których nie odnajduję się w roli samotnej matki jest taki, że zawsze byłam przede wszystkim samotnym człowiekiem, dla którego życie było walką. I gdy byłam młodsza i bezdzietna ciężar jakoś był do udźwignięcia. Teraz jestem starsza, a ciężar wcale nie rozkłada się na dwie, bo ja zwyczajnie się nie godzę na to, by taki los był udziałem mojego dziecka. Staram się zmienić myślenie, filozofię życia, ale te procesy nie zachodzą dość szybko.

        Wreszcie, pani Agnieszko, absolutnie nie kwestionuję, że "Dalsza stagnacja i nurzanie się w swojej biedzie służy tylko destrukcji.". Niestety, to również byt kształtuje świadomość. Dlatego, pomimo, że niektóre matki dziwią się jak można postrzegać przedszkole dziecka w kategoriach kamienia milowego w życiu matki powtarzam raz jeszcze - można.

        --
        Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
        Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
        • 01.09.12, 16:47
          ale dziewczyno, przecież Ty w każdym momencie swojego życia możesz poznać kogoś nowego, zakochać się i przestać być samotną matką. Od swojego poprzedniego partnera i tak żadnej pomocy nie miałaś ani w trakcie związku ani potem. Więc nie kręć się w kółko by na siłę trzymać swojego problemu "to ja jestem pokrzywdzona więc zrobię tak, żeby mi nie było lepiej" - tylko wyjdź do ludzi, idź do pracy, do nowych znajomości, wyznacz sobie nowe cele, exowi podnieś alimenty by starczyło na opiekunkę do dziecka, poszukaj nowych znajomości jak sama widzisz dziewczyny w podobnej sytuacji chętnie sobie pomagają - i zacznij żyć odważniej, nie bać się być szczęśliwą kobietą i być szczęśliwą mamą. Możesz nią być, jeśli zechcesz. Przepędź z siebie złośc (wyładowywaną na najsłabszym) i masochizm i daj sobie prawo do cieszenia się tym co masz, bo masz sporo a resztę z czasem zdobędziesz.
          • 01.09.12, 20:02
            Prosta recepta na szczęście, prawda?
            Nie sprowadzaj problemu samotności do facetów, zresztą samotne matki Ci powiedzą, że zakochanie to jedno a nowa rodzina to drugie.

            Większość tu piszących chyba jednak nie zdaje sobie sprawy, że dwa lata kompletnie samemu z dzieckiem powodują, że jeśli czegoś się nie robi, to już w dużej mierze dlatego, że przez większość dnia funkcjonuje się na autopilocie ze zmęczenia psychicznego i fizycznego i dopiero przedszkole stanowi szansę na powolne poukładanie spraw. Co do opiekunki - nawet jeśli wnosisz do sądu o kasę na 2 godziny opiekunki dziennie to cóż... i tak nie dostaniesz, a mniej możesz sobie wyskrobać z tego co dostaniesz. A mniej nie załatwia sprawy. Przedszkole tak. Wiem, bo wnosiłam.

            No trochę jednak mówienie innym językiem. To chyba już wolę ogólniki p. ekspert;)
            --
            Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
            Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
            • 01.09.12, 20:21
              nikt Ci nie kazał siedzieć samej z dzieckiem dwa lata. Mogłaś w tym czasie się spotykać z ludźmi, mieć masę nowych znajomości, czasem dziecko podrzucić opiekunce a samej się rozerwać.
              Robisz z siebie cierpiętnicę i wygodnie Ci egocentrycznie skupiać się tylko na sobie i udowadnianiu innym, że jasteś pokrzywdzona sytuacją a nie jedynie ponosisz skutki swojej bierności. Tak, ludzie z depresją tak mają, nie doceniają tego że nie mają źle, użalają się nad sobą i kombinują jak zrobić tak by mieć jeszcze gorzej i by zmusić otoczenie by się nad nimi nadal użalało "bo przecież wy nie rozumiecie co ja czuję więc cóż wy możecie wiedzieć, moje cierpienia są wyjątkowe".
              Mogłabyś nie mieć co do garnka włożyć i musieć patrzeć , że dziecko płacze z osłabienia i łapie kolejne choróbska a sama mieć dylemat zjeść zupę czy zostawić wszystko dziecku.
              Nie doceniasz tego co masz. A za problemy z samą sobą obwiniasz stan posiadania dziecka. A figę. Bez dziecka byś miała podobne problemy tylko kto inny byłby im "winny".
              Weź prochy i idź do pracy. Ozdrowiejesz.
              • 01.09.12, 20:56
                Rozumiem, byłam bierna, bo nie postępowałam wg zasady

                > nikt Ci nie kazał siedzieć samej z dzieckiem dwa lata. Mogłaś w tym czasie się
                > spotykać z ludźmi, mieć masę nowych znajomości, czasem dziecko podrzucić opiek
                > unce a samej się rozerwać.

                To że brzuchem do góry nie leżałam i po prostu inaczej ustaliłam priorytety (albo ustaliła je matka natura) oraz zapłaciłam za to cenę - detal.

                Chyba jednak wolę poszukać biernie jakiegoś dobrego filmu w TV na wieczór niż spędzać aktywnie czas w towarzystwie sandrad2 i typów pokrewnych.

                --
                Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
                • 01.09.12, 21:15
                  I jeszcze tupnij.
                  Twoja sytuacja nie jest szczególnie wyjątkowa i nie zdarza się raz na milion, wiele kobiet na tym forum było lub jest samotnymi matkami. Równie wiele spędziło dłuższy czas w domu z dzieckiem i dostawało na głowę z powodu samotności i izolacji.
                  • 01.09.12, 22:12
                    > I jeszcze tupnij.
                    Złość jest ok jeśli nie odbija się na dziecku, prawda?

                    > Twoja sytuacja nie jest szczególnie wyjątkowa i nie zdarza się raz na milion, w
                    > iele kobiet na tym forum było lub jest samotnymi matkami.
                    Na forum tak. Może nie na tym.
                    Swoje napisałam, przeczytałam i tyle z tego dobrego, że stwierdziłam, że wolę jednak towarzystwo własnej córeczki niż niektórych poznanych tu osób.
                    Miłego wieczoru.

                    --
                    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
        • 01.09.12, 17:30
          Wybacz, ale Twój brak akceptacji faktu bycia samotną matką nie ma większego znaczenia. Jesteś samotną matką bez względu na chęci, wolę, projekcje, wkład pracy w bywszy związek. Pogódź się z tym albo przynajmniej przyjmij do wiadomości. I przestań mielić swoje emocje, uczucia, niezgody, złość i inne tylko rusz się do pracy, żeby wyjść do ludzi. Od mielenia emocji nic Ci się magicznie nie zmieni. Idź do psychiatry po antydepresanty, to tak na początek.
          • 01.09.12, 20:08
            > Wybacz, ale Twój brak akceptacji faktu bycia samotną matką nie ma większego zna
            > czenia.
            > Pogódź się z tym albo przynajmniej przyjmij do wiadom
            > ości.
            Ja widzisz sama sobie przeczysz - ma znaczenie w tym sensie, że trzeba to przepracować.
            Jeśli nie możesz zmienić faktów zmień nastawienie. - Jedna z rzeczy jakich nauczyłam się w ciągu ostatniego półrocza.

            I przestań mielić swoje emocje, uczucia, niezgody, złość i inne tylko rus
            > z się do pracy, żeby wyjść do ludzi.
            Dajcie namiary na pracę, która służy nawiązywaniu znajomości, bez negatywnego odium całej reszty: problematycznych szefów czy ludzi, którzy z zawiści przypilnują, byś za wysoko nie skoczyła w górę.

            --
            Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
            Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
            • 01.09.12, 20:26
              > Dajcie namiary na pracę, która służy nawiązywaniu znajomości, bez negatywnego o
              > dium całej reszty: problematycznych szefów czy ludzi, którzy z zawiści przypiln
              > ują, byś za wysoko nie skoczyła w górę.


              no tak, bo wszyscy mamy idealną bezproblemową pracę gdzie już na okresie próbnym nie trzeba się wysilać a po pierwszym miesiącu zostaje się od razu kierownikiem... i Tobie też się taka należy, do innej nie ruszysz szanownych 4 liter bo po co masz się zmęczyć i wysilić, tak?

              • 01.09.12, 20:35
                Nie wiem co Ty masz. Wiem co ja miałam, dlatego miałam co miałam i dlaczego dziś nie muszę się zastanawiać która z nas zje zupę. Oraz dlaczego mogę zainwestować teraz w siebie zamiast w ego kolejnego superszefa.

                --
                Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
    • 01.09.12, 22:28
      biedne dziecko
      to nie do ciebie, histeryczko, egocentryczko i przemądrzało marudo
      to o twojej córce
      czego tu szukalaś, skoros taka mundra? i wszystko wiesz lepiej? jadu chciałaś upuścić, żeby sie lepiej spało?
      • 01.09.12, 23:39
        Nie, chciałam zasięgnąć opinii eksperta;) To że nie łykam wszystkiego co ktoś napisze, ale bronię swoich tez - tak, to może budzić niechęć;) A że na ataki odpowiadam atakiem - też potrafię być równie "mundra" jak samozwańcze ekspertki, które na mnie napadają. Nie wszystkie, ale ze dwie-trzy się trafiły. Inna sprawa, że konfrontacja z byle szczekającym psem to jedna z tych rzeczy, z których najwyższa pora wyrosnąć (mówię o sobie).
        Dzięki za głosy negatywne, mam tezy do rozmowy z profesjonalistami. Vox populi, vox Dei?

        --
        Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
        Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
        • 02.09.12, 00:10
          No z pewnością warto się zastanowić, czy przez przypadek "opinia publiczna" - czyli powtarzające się głosy różnych osób - nie ma odrobiny racji, wskazując na leżące po Twojej stronie przyczyny niepożądanego stanu rzeczy. Zwłaszcza, że pani ekspert też swoje dołożyła...

          • 02.09.12, 11:12
            Tobie odpowiem, bo się już trochę znamy, ale wolałabym cały wątek przenieść na samodzielną mamę:):

            - przecież nigdy nie zaprzeczałam, że nie jestem współtwórcą problemów, a jeśli opisuję szerzej sytuację osobistą (rodzina, eks), to po to by dać kontekst sytuacyjny, który przecież ma znaczenie. Dziewczyny, które mają wsparcie (rodziny, przyjaciół, eks) inaczej przez to przechodzą. Te kompletnie same mogą być w rozsypce na lata. Znam przypadki. Ja podkreślałam element niedokopywania, jeśli ktoś wie o co chodzi.
            - będąc współtwórcą dążyłam do zmiany (terapia podjęta jeszcze gdy byłam z eks), ale nie miałam możliwości jej kontynuowania;
            - tak, wejdziesz znowu w wybór i "chcieć to móc", ale zgadzamy się jednak, że są ludzie, którzy mieli do szkoły pod górkę i wyszli na ludzi i tacy którzy mieli do szkoły pod górkę i nie wyszli. Tudzież tacy, którzy mieli z górki i wyszli albo nie wyszli. Nie byłoby tych wszystkich wątków, gdyby ludzie jak roboty, w określonych okolicznościach reagowali w określony sposób;
            - i możemy sobie dalej dywagować nad problemem winy...

            Wiesz, w sumie czuję się jak Rumunka wyciągająca rękę po kasę od ludzi z rozczochranym dzieckiem pod pachą. Mnie nie lubicie, mną się brzydzicie, ale może ulitujecie się nad dzieckiem...

            Ale dziecko jutro idzie do przedszkola. Mama dostanie to, czego najbardziej potrzebowała przez te dwa lata. Chwili dla siebie, żeby zebrać myśli, odetchnąć. Więc wybaczcie jeśli przez jakiś nieokreślony bliżej czas pozostanę w swoim własnym towarzystwie (alternatywnie: będę się dalej tarzać w swoim egocentryzmie). Przez ostatnie dwa lata nawet w toalecie nie byłam sama, bo córeczka jest bardzo energiczna i towarzyska.

            Mam wyjść do ludzi? Wyszłam na forum. Lecą... opinie. Nawet ewentualne oczekiwanie na współczucie może być przedmiotem zarzutu. Opinia eksperta jest o tyle ok, że nie została przemielona przez system własnych ocen. Histeryczna, egocentryczna, niefajna? Nie urodziłam się wczoraj. Nie pierwszy słyszę złe rzeczy o sobie. Tyle, że jeśli się słyszy tylko te niefajne, łatwo popaść w drugą skrajność. I ja już tam jestem.

            Bo szczerze mówiąc, aż tak bardzo nie ciągnie mnie do ludzi (iść do pracy, by znaleźć znajomych;)? jak dla mnie dwa stresy w jednym). Do kontaktów z pojedynczym człowiekiem podchodzę dziś z rezerwą. Oferty pomocy mnie dziwią. Zachowania, których nie rozumiem budzą lęk. Teraz po prostu chciałabym trochę pobyć sama, a kontakty odbudować/zbudować na nowo stopniowo. I mam nadzieję, że wyjdzie to nam - córeczce i mi - na dobre.

            --
            Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
            Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
            • 02.09.12, 11:35
              na szybko - praca nie służy poznawaniu ludzi, to efekt towarzyszący, uboczny. Praca to element życia dorosłego człowieka, po prostu. Nie będę przedstawiać teorii, dlaczego praca jest ważna dla zdrowia psychicznego, równowagi, budowania poczucia własnej wartości, bo to pewnie z teorii znasz. Tak, zdarzają się prace, które temu nie służą - wstrętni szefowie i zawistne koleżeństwo. Tak, można znielubić tę konkretną pracę. Co nie znaczy, że wybór "nie pracuję" jest lepszy. Nie jest, co widać. Pracuje się również, żeby mieć kasę na zupę i nie tylko. Niektórzy pracują tylko po to, a niektórzy marzą, żeby móc pracować i mieć na tę zupę. Nie są gorsi.
              • 02.09.12, 14:49
                > na szybko - praca nie służy poznawaniu ludzi, to efekt towarzyszący, uboczny.
                Z wypowiedzi na tym forum wynikało raczej, że praca to efekt uboczny zawierania znajomości.

                P
                > raca to element życia dorosłego człowieka, po prostu. Nie będę przedstawiać teo
                > rii, dlaczego praca jest ważna dla zdrowia psychicznego, równowagi, budowania p
                > oczucia własnej wartości, bo to pewnie z teorii znasz.
                Znam to z praktyki. Przed dzieckiem pracowałam ponad 10 lat.

                Tak, zdarzają się prace,
                > które temu nie służą - wstrętni szefowie i zawistne koleżeństwo. Tak, można zn
                > ielubić tę konkretną pracę.
                Jednak mam jakieś prawa?

                Co nie znaczy, że wybór "nie pracuję" jest lepszy.
                > Nie jest, co widać.
                Po mnie, tak? Ale przecież miałam wybór. Zostać z dzieckiem albo przerwać wychowawczy, na który poszłam, bo i tak zostałam wcześniej poproszona o odejście i oddać niemal całą pensję opiekunce. Szkoda, że przypomniano sobie, że nie im pasuję gdy byłam w ciąży, a nie 9 lat wcześniej. Byłoby lepiej niż tkwić w tym gó...e tyle lat. Oczywiście, mogłam jeszcze zacząć szukać nowej, dobrze płatnej pracy (takiej, by zarobić na drugą pensję dla opiekunki). I mogłam się rozpaść psychicznie. Wybrałam to ostatnie. Nie miałam prawa? Nie, ja mam tylko obowiązki wobec dziecka. I nikt poza mną.

                Pracuje się również, żeby mieć kasę na zupę i nie tylko. Ni
                > ektórzy pracują tylko po to, a niektórzy marzą, żeby móc pracować i mieć na tę
                > zupę. Nie są gorsi.
                Nie, to ja jestem gorsza, bo chwilowo stać mnie na zupę dla nas obu. Ma za dobrze, a kręci nosem. No to lu.

                --
                Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
                • 02.09.12, 15:46
                  Wiesz co, starsznie przykro to wszystko czytac :(((

                  Miotasz sie usilujac udowodnic, ze jestes lepsza (no dobrze, nie-gorsza) jak nie wiem, walisz po innych ludziach - w tym takich jak ja, ktorzy zostawszy z rocznym dzieckiem musieli je oddac do zlobka wrocic do pracy, wyleciec, szukac innej, zasuwac prawie caly dzien na zlobek, mieszkanie, siebie i dziecko, bo pan szanowny (ktory bardzo dziecka chcial i mnie przekonal, zeby juz, chociaz chcialam jeszcze poczekac) obiecal ze grosza na dziecko nie da i slowa dotrzymal. Ale po 2 latach to czulam sie juz jednak o wiele lepiej. Pewnie ze mialam dnie-dolki kiedy mi sie nie chcialo zyc, albo jak chorowalam a nie mial kto isc do apteki albo dziecku dac jesc (rodzina setki kilometrow, a pan szanowny urwal kontakt z dzieckiem 2 miesiace po rozstaniu). Ale wiekszosc dni byla naprawde fajna, zabawna i w ogole na duzy plusik. A niedlugo potem to w ogole "odkrylam" neksta, zakochalam sie i zbudowalam nowa rodzine.

                  Absolutnie nie twierdze, ze jestes gorsza (bo gorsza od czego, kogo?), ale jezeli twoje wybory sa najoptymalniejsze, to co - mialabym do dzisiaj siedziec z dzieckiem, tego siedzenia z dzieckiem nienawidziec, nigdzie nie wychodzic, rozpamietywac eksa i byc nieszczesliwa??

                  Nie twierdze, ze jestes glupia, wredna czy gorsza. Ale dokonujesz wyborow i czujesz sie z tymi wyborami ZLE. No wiec albo czujesz sie zle sama ze soba tak ogolnie, albo te wybory nie sa najoptymalniejsze, tak czy siak pileczka jest po twojej stronie stolu :))

                  I de facto jest dokladnie tak jak piszesz, tylko TY masz obowiazki wobec dziecka. Powinni je miec rowniez i inni ludzie, ale sie wypieli i zostalas tylko ty. Mozesz siebie traktowac jak wrobionego jelenia do konca zycia, ale najbardziej ucierpisz na tym ty. Eksu jest naprawde wszystko jedno ;))) Jestem w stanie zrozumiec, ze argumenty typu: wez sie w garsc, bo cierpi na tym dziecko do ciebie w tej chwili nie docieraja. Ale kurcze, no przeciez na tym co jest w tej chwili cierpisz ty, chyba ze naprawde lubisz potarzac sie we wlasnym meczennictwie, to wtedy pozostaje: fspulczuje tfoim dziecia ;))
                  • 02.09.12, 16:26
                    Przede wszystkim - ja nie chcę się porównywać. Podziwiam matki takie jak Ty, tym bardziej, że wiem co to jest nie mieć w domu leku dla dziecka i nikogo, kto mógłby je przynieść. Ale wkurza mnie pisanie: idź do pracy - ozdrowiejesz. Ja piszę o sobie i bronię się przed atakami. Tyle.

                    Nigdy nie twierdziłam, że to są wybory optymalne. Cały czas prowadzę spór z wrześniową, która uważa, że miałam wybór. Zajmowałam się bieżącym dniem i nie zastanawiałam nad tym co to przyniesie. To że takie bycie z dzieckiem dla nas było zgubne - kto miał mi to powiedzieć?

                    Kiedy przeszłam na wychowawczy byłam z eks, tydzień później już byłam sama. Eks odszedł z dnia na dzień - w 3 godziny. Nie wyobrażałam sobie wręczyć mu dziecka tak jak on wręczył mi fotelik z małą. Wszystko działo się tak szybko. Wiedziałam, że nie mam po co wracać, bo mnie zwolnią, a i tak po 3 miesiącach rozpoczęła się procedura wywalania, która trwała... 8 miesięcy mojego urlopu wychowawczego. Ani kasy ani spokoju;) A potem rok upadku w dół, narastające wyczerpanie fizyczne i psychiczne, kiedy nawet oczywiste na początku rozwiązania (przedszkole na godziny) nie przychodziły już mi do głowy. A może nie miałam siły się zwlec rano po kolejnej zawalonej wskutek bezsenności nocy.

                    Co do eksa - nie jest mu wszystko jedno. Ma kontakt z dzieckiem i chce go mieć. Tak, czuję się jak wrobiony jeleń i będę dążyć do zmiany tej sytuacji. Do większego jego uczestnictwa w życiu małej.

                    Powtórzę raz jeszcze - dla mnie pójście dziecka do przedszkola jest szansą na nasze wyjście na prostą.

                    --
                    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
                    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
                    • 02.09.12, 17:11
                      Nie napisalam, ze eksowi obojetne jest dziecko - napisala, ze jemu jest wszystko jedno czy TY czujesz sie wrobionym jeleniem czy nie. I wiem, ze na poczatku jest potworny szok i niedowierzanie i trudno w ogole polapac sie gdzie sufit gdzie podloga.

                      I tez mysle, ze przedszkole malej ulatwi ci zycie, ale to nie jest uniwersalny patent na wszelkie zmartwienia. Nadal bedzie chorowac, nadal nie bardzo masz jak wyjsc wieczorami, nadal izolujesz sie od otoczenia (ktore naprawde nie calkowicie jest tak okropne jak ci sie wydaje, nawet jesli nie bedzie siedziec glaskac cie po glowce i mowic ci jak bardzo jestes biedna). Na dodatek masz na eksa minimalny, jesli w ogole jakikolwiek wplyw. NIE mozesz sprawic, zeby on sie mala zajmowal wiecej niz sie zajmuje. Ale mozesz porozwiazywac sama swoje wlasne problemy, i wlasciwie tylko ty mozesz to zrobic.

                      Zebrac atuty, a masz ich sporo: mieszkanie, stabilna sytuacja finansowa, wiek, doswiadczenie, mala, czas i mozliwosci. Nie musisz brac pierwszej lepszej roboty, ktora ci sie nawinie. Mozesz szukac powolutku. Mozesz szukac na czesc etatu. Mozesz zmienic zawod. Mozesz isc na studia. Mozesz sie doszkolic, Mozesz rozkrecic cos wlasnego. Mozesz na poczatek poszukac kontaktow z ludzmi nie idac do pracy (hobby, wolontariat, klubiki malucha, znajomosci z innymi internetowymi matkami, etc). Masz cala palete do wyboru, ale to wszystko wymaga minimum pozytywnego nastawienia do samej siebie i do otoczenia. Jak zaczniesz z takim nastawieniem jak tutaj, to wyjdzie ci dokladnie tak samo. A szkoda by bylo po prostu. Wylezienie nie wymaga wcale ponadziemskich sil, tylko tysiaca malusienkich kroczkow. Nie ma co podziwiac kogokolwiek, bo np. ja robilam co musialam, na poczatku zylam tylko i wylacznie dlatego, ze powtarzalam sobie, ze jak juz nie wytrzymam, to moge jutro popelnic samobojstwo i nikt mi nie zabroni ;))) I tak dzien po dniu, az zapomnialam tak pomyslec, a potem zapomnialam, ze mam byc smutna, a potem zapomnialam, ze w ogole bylam smutna ;))
                • 02.09.12, 18:12
                  No oczywiście, że po Tobie widać, że brak pracy nie jest lepszy - bo chyba jako jedyna piszesz o ostrym problemie z akceptacją swojej sytuacji bycia SM. Nie o tym, że są kiepskie dni, że bywa bardzo ciężko, tylko generalnie - że bycie matką Cię przerasta, że sobie nie radzisz, że jesteś na skraju. Świadomie piszę, że bycie matką, a nie samotną matką, bo samotna czy nie - w konkretnym układzie z dzieckiem nie ma większego znaczenia (w moim przekonaniu). Więc tak, to odnosiło się do Ciebie, bo - moim zdaniem - brak pracy i aktywności pozadomowej jest jedną z przyczyn Twojej sytuacji. Dość absurdalnie. Piszesz, że mogłaś się rozpaść psychicznie, idąc do nowej pracy. A niby co teraz jest? Alleluja i do przodu, pełna zwartość i gotowość? Raczej nie widzę...

                  Masz na zupę dla was obu - OK. Super. Wcale nie jesteś gorsza.
    • 02.09.12, 11:21
      Hmmmmmmmm...
      Matka - zła, ojciec - zły, siostra - zła, mąż - zły, opiekunki - złe, pracodawca - zły. Wszyscy źli. Przyjaciół brak.

      Ale, niestety, jest dziecko. Trzeba by się zastanowić co jest dla niego najlepsze, nie dla ciebie.


      • 02.09.12, 11:56
        no właśnie.... jak na razie autorka osądza prawie wszystkich z ktorymi się spotyka w życiu, że to oni są wredni, źli, robią jej na złość, wykłóca się ze wszystkimi którzy nie robią z niej pępka świata i nie rozczulają nad nią.
        a ludzie zwyczajnie widząc babę konfliktową, egocentryczną, wredną w kontaktach oraz niereformowalną - zabezpieczają się przed nią i unikają jej towarzystwa.

        autorka musi zmienić SWOJE PODEJŚCIE jeśli chce by ktośkolwiek ją lubił i by chciał trzymać w pracy.

        a to co robi dziecku jest godne potępienia: wychowuje z łaski, traktuje je jak kulę u nogi przeszkadzającą w wielkiej karierze, znęca się nad nim psychicznie doprowadzając małą do nerwicy, myśli jak by tu najszybciej oddać dziecko ojcu alkoholikowi.
        patologia na całego.

        weź się zrzeknij tego niekochanego dziecka i załatw zrzeczenie się praw od jego głupiego tatusia.
        jest wiele rodzin które chętnie dziecko adoptują, im młodsze tym lepiej - bo będzie cień szansy żeby odkręcić choć część skutków psychicznego znęcania się nad dzieckiem. bo dziecko już jest skażone twoją agresją.
        • 02.09.12, 15:39
          > no właśnie.... jak na razie autorka osądza prawie wszystkich z ktorymi się spot
          > yka w życiu, że to oni są wredni, źli, robią jej na złość, wykłóca się ze wszys
          > tkimi którzy nie robią z niej pępka świata i nie rozczulają nad nią.

          Rozumiem. Wszystkie porady dla matek z małymi dziećmi: na parę godzin wyjdź, zostaw komuś dziecko, zrób coś dla siebie. A kiedy staje przed Wami taka, która nie może wyjść, nie ma komu zostawić dziecka, nie ma jak zrobić czegoś dla siebie, chyba że z dzieckiem u boku (ile się nasłuchałam za zabieranie małej na koncert) i nie wie jak wykroić dla siebie kawałka osobistej przestrzeni, a w dodatku trwa to od lat to jest zła, tak?

          Co do "wredni, źli, robią jej na złość" - napisałam ile napisałam, Wy dorabiacie resztę. Jeśli ktoś z Was lubi, gdy mięsem obrzuca go ojciec-alkoholik to proszę bardzo, ale chyba mam prawo tego nie tolerować. O przyjaciołach nie pisałam wiele, parę znanych mi osób/przyjaciółek miało dzieci w tym samym czasie. A ile matek tyle dróg macierzyństwa. I drogi się rozchodzą. Reszta to interpretacja. Zapewniam Was również, że nie życzyłybyście sobie, abym zaprzyjaźniła się z Waszymi mężami.

          > a ludzie zwyczajnie widząc babę konfliktową, egocentryczną, wredną w kontaktach
          > oraz niereformowalną - zabezpieczają się przed nią i unikają jej towarzystwa.

          No widzą. A ja świetnie wchodzę w tę rolę. Więc i ja unikam towarzystwa "ludzi", by nie musieć grać narzuconych mi ról.

          > autorka musi zmienić SWOJE PODEJŚCIE jeśli chce by ktośkolwiek ją lubił i by ch
          > ciał trzymać w pracy.

          Nie jestem paprotką w doniczce, by trzymać mnie w pracy. Zmienić podejście nie oznacza akceptować ataków od każdego kto zechce się dowartościować moim kosztem albo występować w obronie dziecka, która to obrona ogranicza się do atakowania matki.

          > a to co robi dziecku jest godne potępienia: wychowuje z łaski, traktuje je jak
          > kulę u nogi przeszkadzającą w wielkiej karierze, znęca się nad nim psychiczni
          > e doprowadzając małą do nerwicy, myśli jak by tu najszybciej oddać dziecko ojcu
          > alkoholikowi.
          > patologia na całego.
          >
          > weź się zrzeknij tego niekochanego dziecka i załatw zrzeczenie się praw od jego
          > głupiego tatusia.
          > jest wiele rodzin które chętnie dziecko adoptują, im młodsze tym lepiej - bo bę
          > dzie cień szansy żeby odkręcić choć część skutków psychicznego znęcania się nad
          > dzieckiem. bo dziecko już jest skażone twoją agresją.

          no, straszna patologia. A teraz zapytaj się samej siebie co zrobiłaś, żeby pomóc takim patologicznym przypadkom jak mój.

          Na jednym z wątków bardzo sensownie mówiłaś, a tu DOBRO DZIECKA tak Ci się rzuciło na mózg, że nie próbujesz nawet się wysilić, by odpowiedzieć matce, która od dwóch lat walczy o siebie i dziecko i prosi o niematerialną pomoc. Bo takiej matce nie należy się pomoc tylko zabranie dziecka i sterylizacja.

          --
          Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
          Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
          • 02.09.12, 18:36
            danaide napisał(a):

            >
            > Zapewniam Was również, że nie życzyłybyście sobie, abym zaprzyjaźniła się z Wa
            > szymi mężami.

            Mój mąż by się z tobą nie zaprzyjaźnił, bo organicznie nie znosi histeryczek :)

          • 02.09.12, 22:55
            danaide napisał(a):

            > Rozumiem. Wszystkie porady dla matek z małymi dziećmi: na parę godzin wyjdź, zo
            > staw komuś dziecko, zrób coś dla siebie. A kiedy staje przed Wami taka, która n
            > ie może wyjść, nie ma komu zostawić dziecka, nie ma jak zrobić czegoś dla siebi
            > e, chyba że z dzieckiem u boku (ile się nasłuchałam za zabieranie małej na konc
            > ert) i nie wie jak wykroić dla siebie kawałka osobistej przestrzeni, a w dodatk
            > u trwa to od lat to jest zła, tak?
            >
            ale bez przesady, dla chcacego nie ma nic trudnego - jak sama piszesz, finansowo stoisz dobrze, wiec nie wierze, zebys nie mogla sobie pozwolic na jeden wolny wieczor tygodniowo. rozumiem, gdybys nie miala mozliwosci finansowych, ale tak nie jest. nie dziwie sie, ze jestes wyczerpana, bo znam to, po 1 1/2 roku mialam straszny dol i dalam malego do przedszkola na 3 przedpoludnia w tygodniu - pomoglo, rozkrecilam prace i jak reka odjelo! nie rozumiem, dlaczego mimo dobrej sytuacji fin. nie pozwalasz sobie odetchnac... szkoda. ale jak pisalas juz - teraz przedszkole, wiec wierze, ze bedzie ci lepiej - i rozumiem, dlaczego takie nadzieje w tym pokladasz, a nie martwisz sie glownie o to, czym pisaly dziewczyny na forum SM - tez tak czulam przed przedszkolem malego. wiec trzymam kciuku! odetchnij sobie!!!!
            • 02.09.12, 23:37
              lilka_o napisała:

              > nie wierze, zebys nie mogla sobie pozwolic na jeden wolny
              > wieczor tygodniowo.

              A co Danaide ma zrobić z tym wolnym wieczorem?
              Spędzić go samotnie? Przecież jej problemem nie jest dziecko, tylko samotność.
              • 03.09.12, 09:41
                no tak, wiec jesli bedzie siedziec w domu, to z tej samotnosci nie wyjdzie. moglaby chociazby isc pobiegac, to bardzo dobre na takie stany (nie mowie o "stanie samotnosci"), a znajomych napewno jakichs ma, wiec moglaby skoczyc do kina (nawet sama).. kwestia wychodzenia wieczorami to nie problem tylko SM, wiele matek nie moze sobie tak o po prostu wyjsc na caly wieczor czy wyjechac, bo facet pracuje i pozno wraca do domu itp. ale w obu przypadkach trzeba sobie ten czas zorganizowac. i jesli dziecko spi wieczorem, to ktos moze na nie pouwazac i nawet sie nie napracuje... ja ja po trochu rozumiem, bo tez b. malo wychodze wieczorami - z tym, ze ja wieczorami pracuje (w domu" na szczescie", wiec nie musze martwic sie o dziecko) i nie bardzo mam na to czas -niestety. Ale moglaby na przyklad umowic sie z jakas zaprzyjazniona SM czy znajoma, i przenocowac u niej z dzieckiem - juz mialaby troche rozrywki, zmiany tapet. Wiem, ze tu problem tkwi glebiej, ale od czegos mozna zaczac.
                • 03.09.12, 10:03
                  Autorka kłóci się i konfliktuje ze wszystkimi wokoło. Nieważne gdzie będzie jak jest wredno-roszczeniowo-egocentryczna to nikt z nią nie wytrzyma i znajomych mieć nie będzie. Przypuszczam, że sama nie mieszka na pustyni, ma sąsiadów, były opiekunki(które zwiały zrażone jej awanturami), na placu zabaw co dzień tłumek SM do poznania. I co? I nic. Bo autorka mówi "to WY jesteście wredni i okropni, wy inni ludzie, a nie ja, to wy się zmieńcie bo ja mam potrzeby!".
                  Tymczasem sprawa jest prosta, rodzice jej dali toksyczny dom, teraz robi to samo swojemu dziecku, bo nie uwolniła się od rodzinnego obciążenia i nie pozbyła nienawiści do całego świata. Dziecko ma z facetem który jej nie kochał więc nie miala okazji otworzenia się na coś innego niż dalsza nienawiść.
                  Teraz się ustawia w pozie "to wy mnie naprawcie bo mi się należy" zamiast "szukam wokoło kochających wzorców i podpatruję jak samej lepiej żyć".
                  A przedszkole dla dziecka jek najbardziej słuszne. Wszystko lepsze niż życie sam na sam z rodzicem który sobie z emocjami nie radzi i wyładowuje je na najsłabszym członku rodziny.
    • 02.09.12, 15:53
      Nie wiem czy odpowiem jeszcze na jakikolwiek post, bo mnie to wykańcza. Terapie są męczące, bo trzeba się grzebać i dogrzebywać, a to jest jak męcząca terapia z jakimś agresywnym terapeutą. Ja już mam dość agresji, bo miałam z nią do czynienia całe życie. Jeśli tak ma wyglądać przebywanie na forum, to chyba potrafię się bez tego obejść.

      Złych rzeczy się nasłuchałam. Nic dobrego nie macie do powiedzenia? Nic? Bo przyznaję, że krzyczę na dziecko z przemęczenia i zaszczucia? Że potrzebuję skrawka przestrzeni dla siebie, bo bez tego źle funkcjonuję, nie wielkiej kariery, ale trochę czasu, samotności, wyjścia samej bez dziecka?

      Nawet nie wiem kim jesteście, jak wyglądacie, z jakimi problemami tu przyszłyście ani po co tu przyszłyście. Dalsze wchodzenie tutaj to masochizm, bo boli, że kopią, a jak mnie boli to nie funkcjonuję poprawnie. A ponieważ mam małe dziecko, które jest tylko ze mną, to chyba nie o to Wam chodzi.

      --
      Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
      Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
      • 02.09.12, 22:02
        Danaide, usiłuję się wczuć w twoją sytuację. Podstawy mam, jestem samotną matką od lat, wywalili mnie z pracy, kiedy byłam na wychowawczym. Mąż też wtedy poszedł w świat. Zastanawiam się od kilku dni, czy akceptuję to, że jestem SM. I wniosek jest taki, że nigdy mi nie przyszło do głowy się nad tym zastanawiać. Tak jest i już. Nie walczę z tym, bo nie ma z czym. Mam natomiast sporą, nazwijmy to, przyszywaną rodzinę. Jak wiadomo, do wychowania dziecka potrzeba całej wioski. A rodzinę własną mam daleko. I nie wiem, jak bym sobie bez tej wioski poradziła. Jak dziecko było małe i chorowało, to po bułki szedł sąsiad. To oczywiście kosztuje. Trzeba im też przynieść bułki i odbierać ich dzieci z przedszkola.
        Rozumiem, że czujesz się tu atakowana i że to nie jest przyjemne. Nie rozumiem natomiast, dlaczego (w życiu, nie tutaj) czujesz się zaszczuta. Nie sądzę, żebyś miała akurat najwredniejszego szefa, najwredniejszych sąsiadów, itd. To raczej kwestia sposobu myślenia. Ja nie mogę o sobie powiedzieć, żebym się kiedykolwiek czuła zaszczuta. Dlaczego ty się czujesz?
        Mam też wrażenie, że chciałabyś dostać to i owo za darmo. Ktoś ma ci pomóc, ale zaprzyjaźniać się nie zamierzasz. Jak inaczej sobie to wyobrażasz? Pytam całkiem serio. Jak by to miało wyglądać?
        Pytasz, kto miał ci powiedzieć, że siedzenie w domu z dzieckiem was obie wykończy. Dla mnie odpowiedź jest oczywista, bo mnie wiele osób by powiedziało, gdyby mnie to zaczęło wykańczać. Wniosek jest chyba taki - sama zresztą o tym piszesz - że nie masz przyjaciół. I to jest moim zdaniem poważny problem.
        Nie rozumiem też twojego pomysłu z przeprowadzką. Jakie znaczenie będzie dla ciebie miała zmiana z 1300 km na 300? Piszesz o nadziei. Czy teraz nie masz nadziei? Mnie się wydaje, że ta nadzieja raczej ci uniemożliwia zrobienie jakiegoś ruchu.
        I jeszcze jedna rzecz: myślę, a nawet jestem przekonana, że mam więcej wsparcia niż niejedna matka niesamotna. To nie jest kwestia posiadania albo nieposiadania męża.
        Trochę jesteś chyba obrażona na rzeczywistość. Ale rzeczywistość niestety ma to gdzieś.
      • 02.09.12, 22:03
        dla siebie to musisz ja sobie stworzyc, bo nikt tego za ciebie nie załatwi. wiec zamiast uprawiac cierpietnictwo narzucajac sobie niewiarygodnie wysrubowane standardy wez sie koobieto ogarnij i zacznij brac leki na stabilizacja nastroju. to działa cuda
        --
        'Kobieta nie może być prawdziwie atrakcyjna, jeśli nie ma porów skory'
    • 02.09.12, 22:26
      Napisałaś, że marzyłaś, by ktoś Tobą wstrząsnął i powiedział: tak nie wolno, to małe dziecko. Twoje życzenie się spełniło- powiedziało Ci to wiele osób. A ty chcesz ich zakrzyczeć. Bo mieli Cię pocieszyć, wesprzeć. Ale Twoje zachowanie nie prowokuje do wspierania- a do ucieczki. Dopóki nie zrozumiesz, że sama to wywołujesz- ludzie będą Cię ranili.
      Rozumiem Twój stan psychiczny, ale nie rozumiem jego permanentności. Negatywne uczucia, o których piszesz, przeżywa - tak podejrzewam- każda matka. Czasem. U Ciebie są ciągle. Z Twoich postów i wątków bije żal. Głównie w Twoją córeczkę. Wyobraziłam sobie ją dorosłą. W tej chwili są wielkie szanse, że będzie Tobą. Źle traktowanym dzieckiem nie umiejącym sobie poradzić z żalem w dorosłości. Źle traktującym swoje dziecko. Myślę, że możesz to przerwać. Strasznie dużo kombinujesz, intelektem zamydlasz sobie sama oczy. Nikomu się nie będzie chciało wyciągać Cię za uszy z bagna, jeśli będziesz tak obudowana swoją rzekomą mądrością (sytuacja nie wskazuje na przesadną mądrość, prawda?).
      Może zadziałać połączenie: ty, psycholog, przyjaciele, urok i miłość Twojego dziecka. Prawdziwych, wspaniałych przyjaciół można znaleźć w każdym wieku. Doświadczyłam tego. Kiedy nauczyłam się mówić: proszę o pomoc, przepraszam, źle się zachowałam/ myślałam, dziękuję za wsparcie/trudną prawdę. Przestałam mieć zawsze rację i wyszło słońce:-) Czego i Tobie życzę.
      Moim zdaniem Twoje nieszczęście nie jest w sytuacji a w Tobie. Sytuacja możliwa do zmiany.
      • 02.09.12, 22:40
        Czasami szkoda, że na gazecie nie można "lajkować". Bardzo lubię to co napisałaś.
    • 03.09.12, 17:28
      Hej,

      Piszę już drugi raz. Do ciebie Danaide. Pierwszy mój post był pełen pozytywnych wzmocnień jak myślę. Było z resztą takich sporo. Zaobserwuj co zrobiłaś. Przemilczałaś wszystkie pozytywne wpisy. Skupiłaś się na negatywnych. Pani ekspert chyba wyczuła cię najlepiej, ponieważ rzadko jej się zdarza napisać tak mocne i może trudne dla ciebie słowa. Ostatecznie weszłaś w dialog tylko z wpisami negatywnymi. Zaczełaś się kłócić. Ostatecznie załamałaś się tymi negatywnymi wpisami i stwierdziłaś że nie warto już tu być. Że musisz być sama. Bo nikt cie nie lubi. Że otoczenie cię niszczy. A co ty zrobiłaś? Wzięłaś wszystkie negatywne rzeczy na siebie. Zupełnie tak jakbyś miała wewnętrzny przymus czucia się tą złą, gorszą, niechcianą.

      Wiesz co jest najfajniejsze w tym wszystkim?
      Że wcale taka nie jesteś. Że jest wiele osób które na forum chciałyby się z tobą zaprzyjaźnić. Chciałyby cię wysłuchać i się cieszyć Twoją obecnością. I że w każdym momencie możesz jeszcze to zrozumieć. Tylko daj sobie szansę. Przestań się już tak gnoić bez przerwy.
      Powodzenia!
      --
      „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
      • 03.09.12, 19:39
        Cześć nammkha,

        na początku nie reagowałam, bo chciałam żeby trochę ludzie podyskutowali o tym co napisałam. I chyba miałam trochę mniej czasu na zebranie się na odpowiedź. Moim błędem jest natomiast konfrontowanie się z tymi co na mnie napadają, nigdy nie byłam dobra w dystansowaniu się do negatywnych rzeczy. Statystycznie miałam z tym więcej do czynienia i chyba mi się zaburzyły proporcje. Do przepracowania od lat;) Ostatecznie stwierdziłam, że mogę pozwolić sobie jedynie na podczytywanie, bo i tak dochodzi do wyciągania absurdalnych niekiedy wniosków (np. samotna matka nie ma po co wyjść wieczorem skoro jest sama) plus wziąć parę rzeczy do przemyśleń/przegadań z tych sensownych wpisów (nie oznacza - miłych dla mnie). To nie jest tak, że idę obrażona, bo mam wrażenie, że cały świat jest zły. Wszystko jest na krzywej Gaussa. Ja idę, bo jestem zmęczona. Idę, bo to jest mój sposób na przetrwanie tych ostatnich lat - odcinanie się od negatywnych emocji, nawet jeśli są one w jakiś sposób uprawnione. Mnie emocjonalnie wchodzenie na to forum jednak sporo kosztuje. Koszt minimalny jest taki, że mam doła i lodówka mi pustoszeje, bo nie mogę się zabrać za podstawy funkcjonowania, a maksymalny taki, że robię się nadwrażliwa i znów grozi to odreagowaniem na dziecku. A chyba nie o to chodzi. Rozumiem, że można komuś powiedzieć co się o nim myśli. Ale można na różny sposób. Ja mam od paru lat zerową czy jakąś tam promilową odporność na stres. Powód do linczu?

        --
        Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
        Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
        • 03.09.12, 19:40
          Za całą konstruktywną krytykę dziękuję.

          --
          Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
          Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
          • 03.09.12, 22:59
            Droga Danaide:)
            Mam nadzieję, że jeszcze wpadniesz na to forum, by przeczytać mojego posta. Specjalnie dla Ciebie założyłam profil, żeby móc Ci odpisać. To co piszesz w tym wątku jest mi bardzo bliskie, weszłam jeszcze na inne forum, na wątek, który założyłaś w lipcu na forum SM, żeby przeczytać o Twoich problemach więcej. Nie jestem samotna mamą, ale Twoje problemy są mi bliskie, to co opisujesz doskonale rozumiem. Tak jak Ty pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny (ojciec alkoholik), mieszkam w Warszawie i mam dziecko w podobnym wieku. Szczegółów nie chcę opisywać na forum, bo wiadomo, jak jest z anonimowością w sieci;)
            Jakieś dwa lata temu przeżywałam chyba podobny stan do Twojego (a może i dużo wcześniej, wtedy przyszedł jakiś wielki kryzys), jeśli chodzi o dziecko czułam się podobnie (to, że nie jestem samotna matka wg mnie nie jest w tym kluczowe - w tym, że trudno wymagać czegoś od dziecka, w tym, że trudno się nawet wykąpać - to wg mnie generalnie problem ze stawianiem granic). Niestety DDA często tak mają. To, że tu wiele osób jest do Ciebie wrogo nastawionych i oceniają Ciebie wg swoich kryteriów moralnych, mam nadzieję, że niewiele dla Ciebie znaczy - jasne, że jak jesteś nerwowa, masz sporo problemów, z którymi sobie nie do końca radzisz, to dziecko będzie nerwowe. Ale to raczej - wg mnie - przyczyną są Twoje pewne braki, że tak powiem "psychiczne", a nie zła wola, jak by to chcieli niektórzy widzieć. Droga Danaide, piszesz trochę o psychoterapii, ja Ci napiszę o swojej drodze, która dopiero się w tym temacie zaczęła. Dopiero się zaczęła - choć na indywidualną terapię zdecydowałam się dwa lata temu. Na początku myślałam, że mam ciężką depresję, ale to był niejako wtórny problem. Przez pół roku nie umiałam nawet określić, co jest moim celem w terapii. Przez dwa lata narzekałam na chaos, złe małżeństwo, niemożność radzenia sobie z dzieckiem. I nagle coś drgnęło - terapeutka powiedziała, że po dwóch latach ta terapia DOPIERO się zaczyna. Coś w mojej głowie się odblokowała, bardzo nieudolnie zaczęłam nazywać uczucia, mogłam powiedzieć o sprawach, o których wstydziłam się mówić wcześniej. Myślę sobie, że jeśli przez wiele lat człowiek jest w dysfunkcyjnej rodzinie, to może i tyle lat musi wychodzić z dysfunkcyjnych zachowań. Sama kiedyś zapisałam się na kurs dla rodziców i jeszcze wiele razy mogłabym na niego chodzić. Jakiś czas temu chciałam oprócz mojej psychoterapeutki chodzić jeszcze do psychologa dla dzieci, żeby mnie szkolił, jak postępować z dzieckiem. Moja psychoterapeutka powiedziała mi wtedy, że i ona mi może powiedzieć, co mam robić - może i ja sama to wiem, tylko czy to zrobię? Nie, bo brak na to sił, bo są wewnętrzne sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem dążenia, które widocznie coś mi dają i od czegoś mnie bronią - może od konfrontacji z innymi poważniejszymi problemami? Z tego co czytam, to jesteś zmęczona psychologiem, dotychczasowymi terapiami - wg mnie nie ma innej pomocy. Porada psychologa jest dobra dla osoby, która ma jakiś problemik do korekty, pochodzi ze zdrowej rodziny i najlepiej jak ma duże wsparcie innych osób. Ktoś, komu tego brakuje (a tak naprawdę - oparcia w samym sobie - tak to teraz widzę), to raczej powinien korzystać z kompleksowej, często uciążliwej i długotrwałej terapii. Kolejne warstwy problemu się wtedy pokazują, i to co wydawało się głównym problemem, jest tylko odbiciem głębszych braków. Wydaje mi się, że dlatego gdzieś pisałaś, że coś Ci sie powoli odsłania, szukasz psychologów, coachingu, itd., a trudno zobaczyć, w czym tkwi sedno problemu. To może być długa jeszcze droga, i pewnie wyboista.
            Dodam tylko, że sama chodzę do psychoterapeutki w Śródmieściu, niedaleko miejsc, o których pisałaś (np. Teatr Polonia), Dodam też, że sama często bywam w klubiku Stu Pociech - boskie miejsce:) Jeśli masz ochotę, napisz na maila gazetowego, założyłam go przy tej rejestracji.
            Dodam jeszcze jedno - dobrze, że Mała poszła do przedszkola - pewnie dziś pierwszy dzień. trzymam kciuki:)
            Ps. Trudno mi napisać dokładnie, co Ci chcę przekazać, bo późno i jestem trochę chora, ale przesyłam Ci przynajmniej pozytywne myśli, jeśli u góry wyszedł bełkot:)
            Ps.
            Dobrze
            • 03.09.12, 23:11
              paris-texas-warsaw napisała:

              > To, że tu wiele osób jest do Ciebie wrogo nastawionych i oceniają Ciebie
              > wg swoich kryteriów moralnych, mam nadzieję, że niewiele dla Ciebie znaczy

              Doprawdy trzeba bardzo dużo złej woli, aby napisać, że "wiele osób jest do Ciebie wrogo nastawionych". Danaide jest po prostu mocno irytującą osobą, ale nikt tutaj jej nie gnębił. Ludzie pisali w dobrej wierze tak, jak oceniali sytuację. Każdy chciał jej pomóc tak, jak umiał.

              > a nie zła wola, jak by to chcieli niektórzy widzieć

              Ani jedna osoba nie zarzuciła Danaide złej woli.

              Dodam na koniec, że wiele osób miało trudne dzieciństwo, ale obarczanie tym problemem innych świadczy tylko o zwykłej niedojrzałości. Każdy ze swoim dziecięctwem musi uporać się sam.
              • 03.09.12, 23:26
                Mam rozumieć, że jak ktoś piszę, że "Danaide jest mocno irytującą osobą", to jest pozytywnie do niej nastawiony i chce pomóc? Zabawne:))))))

                Ja nie zauważyłam, żeby była irytującą osobą, tylko osobą, która ma sporo problemów i po to napisała na forum. Zauważyłam, że często jak ktoś tu pisze o swoich negatywnych emocjach i nieradzeniu sobie z ciężką sytuacją, to często jest traktowany niemiło, Przypomina mi się post niepełnosprawnego ojca, uzależnionego od pomocy zony i teściowej, który nazywany był chyba tyranem itd. ,a w kolejnych postach odsłaniał coraz więcej informacji i naprawdę niewiele osób coś sensownego mu napisało, w tym Pani Agnieszka. A chyba nikt z piszących w życiu nie był chory na nieuleczalną śmiertelną chorobę i bez sprawnych nóg...
                • 03.09.12, 23:32
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > Mam rozumieć, że jak ktoś piszę, że "Danaide jest mocno irytującą osobą", to je
                  > st pozytywnie do niej nastawiony i chce pomóc?

                  Nie. To nie jest ani pozytywne ani negatywne - to jest stwierdzenia faktu. Neutralne. Jeśli mówię przyjaciołom, że są irytujący to tak, chcę im tym pomóc spojrzeć na siebie oczami innych.

                  > Ja nie zauważyłam, żeby była irytującą osobą

                  OK. Ale ja zauważyłam. Jest irytująca, ponieważ jest agresywna, zarozumiała i niegrzeczna.

                  ---
                  Natomiast, owszem, wydaje mi się, iż rozumiem, na czym polega jej problem: na tym, że nie kaceptuje sytuacji w jakiej z własnej woli się znalazła.
                  • 03.09.12, 23:47
                    Nie chciałam być matką, to on chciał mieć dzieko.
                    Chciał - a potem mnie zostawił z dzieckiem, którego nie chciałam.
                    Pił, interesował go tylko komputer a ja się starałam. Odszedł.
                    Jest wolny, moze robić co che - a ja jestem uwiązana, choć wcale to nie ja tego chciałam. Nie tak miało być.

                    Problem Autorki naprawdę nie jest jakiś specyficzny - mnóstwo kobiet z tego Forum go ma. Tyle, że Autorka, choć dobiega 40-ki, jest tak bardzo niedojrzała, że zamiast wziąć się w garść i szukać rozwiązania swoich problemów zachowuje się jak małe dziecko żadając aby państwo oraz inni ludzie "zyli za nią - sama nie dając nic w zamian. Bo z tym dawaniem ma problem.


                • 03.09.12, 23:36
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > Zauważyłam, że często jak ktoś tu pisze o swoic
                  > h negatywnych emocjach i nieradzeniu sobie z ciężką sytuacją, to często jest tr
                  > aktowany niemiło

                  Czy "miło" znaczy zgodnie z oczekiwaniami?
                  • 03.09.12, 23:41
                    "Niemiło" - w tym znaczeniu chodziło mi np. o używanie negatywnych określeń danej osoby i etykietek, co dla mnie jest nie tylko niemiłe, ale i bez sensu -zraża daną osobę i zamyka na być może i sensowne rady, a często jest nieprawdziwe - bo w poscie nikt nie zawrze całej swojej osoby i opisuje malutki wyrywek życia.
                    • 03.09.12, 23:49
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > "Niemiło" - w tym znaczeniu chodziło mi np. o używanie negatywnych określeń dan
                      > ej osoby i etykietek, co dla mnie jest nie tylko niemiłe, ale i bez sensu -zraż
                      > a daną osobę i zamyka na być może i sensowne rady, a często jest nieprawdziwe -
                      > bo w poscie nikt nie zawrze całej swojej osoby i opisuje malutki wyrywek życia
                      > .

                      OK, rozumiem. Ale nie da się przejść życia bez zderzania się z krytyką i określeniami własnych zachowań nie zawsze takimi, jakie chcielibyśmy słyszeć.
                      • 03.09.12, 23:54
                        Jeśli ktoś wymaga, aby obchodzono się z nim jak z jajkiem, niech nie spodziewa się spełnienia swoich życzeń.
                        Bo dorosły człowiek jajkiem nie jest.
                        • 03.09.12, 23:59
                          Pora wydorośleć :)
                        • 04.09.12, 21:25
                          tak sie na jej temat rozpisalas...
                          A CO TY TAK NAPRAWDE O NIEJ WIESZ???
                          - N I C !
                          nic o niej nie wiesz oprocz tego skrawka zycia, jakie tutaj opisala - i czy miala takie a nie inne dziecinstwo i zyje wlasnie dlatego tak a nie inaczej - nie wiesz nawet jakie bylo, jak wygladal jej dom itd. dlaczego uwazasz, ze z dawaniem ma problem?
                          jest wyczerpana, wiesz jak to jest? najwidoczniej jeszcze nie zasmakowalas...
                          jesli nie potrafisz sie wczuc, to lepiej rzeczywiscie ogranicz sie do czytania.
                          • 04.09.12, 22:39
                            ze ona ma z braniem problem, z poproszeniem o pomoc i jej przyjeciem
                            --
                            'Kobieta nie może być prawdziwie atrakcyjna, jeśli nie ma porów skory'
            • 03.09.12, 23:15
              paris-texas-warsaw napisała:


              > Mam nadzieję, że jeszcze wpadniesz na to forum, by przeczytać mojego posta.

              Nie "mojego posta", tylko "mój post" - co to się dzieje z polszczyzną Polaków? :)
              • 04.09.12, 10:46
                Woda Woda

                Niestety na ludzi pokroju Danaide nie działają zabiegi, które stosujesz. Ona potrzebuje pozytywnego wsparcia i motywacji. Krytyką możesz ją tylko pogrążyć. Nawet konstruktywną. Dasz jej tylko pretekst do tego żeby jeszcze mocniej się obwiniała i widziała wszystko w czarnych kolorach. A ty sama też jesteś dość ostrą osobą. Może zbyt ostro osądzasz zarówno ją jak i siebie?

                --
                „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
                • 04.09.12, 11:16
                  Czasem oglądam Animal Planet o zwierzątkach, zabieranych ludziom którzy je źle traktują. Te zwierzątka często są zagłodzone, z liszajami grzybicy na całym ciele, z pchlami, robakami, rozdętym brzuszkiem, trzęsące się ze strachu. Trzeba im dać środki lecznicze łagodzące, kroplówkę, antybiotyk, przeciwbólowe. Trzeba być delikatnym i czułym, dawać dużo miłości by przeżyły i stanęły na nogi. Gdy im się polepszy to dopiero wtedy wdraża się tresurę, naukę, ograniczenia, uczy prawidłowych relacji z otoczeniem. By mogły żyć normalnie i tworzyć normalne relacje w społeczeństwie.
                  I w pewien sposób Danaide czuje się jak to zwierzątko na początku drogi. Możliwe, że potrzebuje teraz kroplówki i wyjątkowego traktowania a nie "tresury". Chce by się ktoś zaopiekował nią wyjątkowo, indywidualnie, dał jeść, ukoił, dał energię, tylko głaskał i nigdy nie podnosił głosu bo wtedy ze strachu wskoczy pod łóżko i długo nie wyjdzie.

                  Niemniej nie dziwię się forumowiczom których drażni jej postawa w tym wątku. Nie była więziona przez złych ludzi, sama świadomie brnęła w kolejne działania które ją do tego a nie innego miejsca w życiu doprowadziły, obiektywnie jej sytuacja nie jest tragiczna ani bardzo zła. A Danaide trzyma się z całej siły swojej roli skatowanego przez innych psa. Chce nim być. Chce mieć tę relację "ja skrzywdzona-oni krzywdziciele-mam prawo nienawidzić i wycofac się z życia". I wręcz żąda by czesć otoczenia która nie biegnie do niej z kroplówką i głaskami wiedziało, że to oni są źli, winni jej losowi, wredni i ją krzywdzący.. Gdy odpowiednio dużo tych krzywdzicieli zgromadzi to masochistycznie będzie sobą, będzie mogła znów kultywować powody do nienawiści.
                  Taka postawa życiowa nadaje się na terapię i tyle. By zminimalizować lęki i wyjśc poza swój schemat.
                  Od pomocy psychologicznej i trenowania pozbycia się długoletniej wewnętrznej nienawiści jest fachowiec-terapeuta.
                  • 04.09.12, 11:21
                    Aha, jeszcze chcę powiedzieć, że na forum jest wiele "pokrzywdzonych zwierzątek". Które się gryzą i atakują z własnych lęków. Są też zwykli ludzie, którzy biorą sprawy tak jak widzą i je komentują wprost. Wymagania, żeby byli fachowcami-psychologami są z gruszki wzięte.
                    • 04.09.12, 11:42
                      Dzięki, Satoja, za wszystkie słowa, jakie tu napisałaś.

                      Ze swej strony chcę dodać tyle: w najbliższym otoczeniu mam osoby, które swoje życiowe niepowodzenia usprawiedliwiają trudnym dzieciństwem jednocześnie nie chcąc leczyć się u specjalitów ("bo każdy specjalista jest zły"). Robią tym krzywdę sobie i swoim rodzinom. Latami.

                      A ja jakoś już nie potrafię im współczuć.
                      • 04.09.12, 12:22
                        Woda woda

                        To jest wybór tych ludzi jak żyją. To że latami żyją źle to też ich wybór. Mają do niego prawo. A to że ranią przy okazji innych - jeśli to dorosły, to może się bronić - odejść postawić granice. Jeśli to dziecko to nie może się bronić. Wtedy albo akceptujesz swoją niemoc. Albo jeśli masz powołanie to wybierasz zawód w którym możesz pomóc takim ludziom. Tutaj ograniczamy się do wpisów. Jeśli masz dobre intencje w stosunku do dziecka Danaide, to nie ma sensu jej pogrążać ostrą krytyką:) Jesli nie masz już współczucia jak piszesz to możesz po prostu ograniczyć się do czytania. Nikt nie wymaga od ciebie że będziesz ją wspierała, jeśli nie masz chęci, mocy, etc.

                        Satoja masz oczywiście rację, nie jesteśmy terapeutami, ale to nie znaczy ze nie możemy być pomocni dla innych, że możemy na innych przelewać swoje rozgoryczenie. Oczywiście każdemu się to zdarza i mi także. Ale w tej sytuacji wydaje mi się że krytyka nie przynosi skutku.
                        --


                        „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
    • 06.09.12, 05:42
      Odpowiem trochę hurtem, trochę poszczególnym osobom – zwłaszcza woda-woda, bo skoro już się tak zaangażowała emocjonalnie w tę dyskusję to nie odpowiedzieć jej byłoby lekceważeniem przeciwnika w grze.

      Dużo było o kwestii wyboru – dla mnie to jest temat-rzeka do przepracowania, czyli jaki jest rzeczywisty mój wpływ, a na ile płynę uniesiona nurtem rzeki, do której a) sama wlazłam b) wrzucono mnie. Bycie matką jest kwestią wyboru albo nie, bycie samotną matką też jest kwestią wyboru albo nie. Potem pozostaje tylko: jeśli nie możesz zmienić faktów (i czy możesz czy nie możesz) zmień nastawienie (i czy faktycznie dajesz radę czy nie dajesz i czy jest to tylko kwestia wyboru).

      W sumie mogłaby rozwijać, dokładać kolejne elementy do układanki, ale sądzę, że tyle na razie starczy, większość odpowiedzi sprowadza się do jednego: idź na terapię/bierz leki. Kismet.

      Do adremu.

      Ciociacesia – tak, między innymi;)

      Satoja:

      „Są też zwykli ludzie, którzy biorą sprawy tak jak widzą i je komentują wprost. Wymagania, żeby byli fachowcami-psychologami są z gruszki wzięte.”
      Nie wymagam. Mój wpis od wejściu na forum, aby zasięgnąć opinii eksperta, był odpowiedzią na agresywny i nie wnoszący nic do sprawy wpis darby.shaw. I przyznasz, że post derby.shaw a np. Paris-texas-warsaw to jak niebo a ziemia (tu: ziemia a niebo). Nie wiem co rozumiecie przez głaskanie. Dla mnie bardzo cenne jest wsparcie w tylu “znam to uczucie, ja zrobiłam tak…”

      Co do świadomego brnięcia w sytuację – czy Ty zawsze wiesz dokąd doprowadzą Cię Twoje wybory? Jeśli tak to gratuluję, choć wydaje mi się to mało prawdopodobne.

      Foringee:

      „na placu zabaw co dzień tłumek SM do poznania”
      ??? Ale na którym??? Na twarzach to mają wypisane???
      Bo, wybacz, ale ja nie mam placu zabaw pod domem. Pisałam na innym forum, też się ktoś oburzył. Chodzę w różne miejsca w centrum Warszawy. Czasem kogoś kojarzę. Ale nie lecę i nie pytam czy jest samotnym rodzicem, bo jest sam z dzieckiem na podwórku. A nawet jeśli kojarzę jednego ojca, którego podejrzewam o samotne rodzicielstwo, to zwyczajnie nie chcę pchać się z butami. Wiem – do psychologa!

      „Dziecko ma z facetem który jej nie kochał”
      Dzięki! Sama bym na to nie wpadła. Zwłaszcza, że tyle zapewniał o miłości… Ale to ze mną coś nie w porządku, jak można się nie zorientować!

      Woda-woda:

      „w najbliższym otoczeniu mam osoby, które swoje życiowe niepowodzenia usprawiedliwiają trudnym dzieciństwem jednocześnie nie chcąc leczyć się u specjalitów”

      Kto powiedział Ci, że nie chcę? Zapraszam do ponownej lektury pierwszego postu.

      “Nie chciałam być matką, to on chciał mieć dzieko.
      Chciał - a potem mnie zostawił z dzieckiem, którego nie chciałam.“
      “Jest wolny, moze robić co che - a ja jestem uwiązana, choć wcale to nie ja tego (czego? dziecka czy uwiązania 24h – przyp. Danaide) chciałam. Nie tak miało być.”

      Ja tego nie napisałam. Ty to wyczytałaś. Jak dla mnie co najmniej dwukrotny sofizmat podziału, czyli twierdzenie, że to co jest prawdą w odniesieniu do całości, musi być też prawdą w odniesieniu do poszczególnych części. To, że nigdy nie chciałam mieć dzieci nie oznacza, że tego dziecka nie chciałam.

      “żadając aby państwo oraz inni ludzie "zyli za nią - sama nie dając nic w zamian”

      Z czego to wyciągnęłaś? Z jednej uwagi na temat mało prorodzinnej polityki państwa? Nie chcę dalej wsadzać kija w mrowisko, ale akurat moja sytuacja jest w tym względzie do pozazdroszczenia. Zresztą przedszkole też jest formą pomocy. Może po prostu jestem świadoma innych rozwiązań oraz wiem dziś co potrzebne byłoby mi przez te dwa lata i co potrzebne jest dziewczynom w podobnej sytuacji. Nie tylko rybki. Również wędka. Jednak kupowanie wędki w częściach i szukanie tych części po różnych sklepach było, jak dla mnie, zgubne. Zresztą rozmawiam z SM w Warszawie. Tu sytuacja jest o tyle specyficzna, że dziewczyny często pochodzą spoza Warszawy, a powrót na łono rodziny bywa dla nich czymś niewyobrażalnym. I jest im trudniej.

      “> Mam rozumieć, że jak ktoś piszę, że "Danaide jest mocno irytującą osobą", to je
      > st pozytywnie do niej nastawiony i chce pomóc?
      Nie. To nie jest ani pozytywne ani negatywne - to jest stwierdzenia faktu. Neutralne. Jeśli mówię przyjaciołom, że są irytujący to tak, chcę im tym pomóc spojrzeć na siebie oczami innych.
      > Ja nie zauważyłam, żeby była irytującą osobą
      OK. Ale ja zauważyłam. Jest irytująca, ponieważ jest agresywna, zarozumiała i niegrzeczna.”

      Jest zasadnicza różnica między stwierdzeniem faktu a oceną. Ty szafujesz ocenami. A fakty przeinaczasz. Więc odpowiem Ci, asertywnie, nie agresywnie, czyli tak jak mnie nauczono: “To jest Twoja opinia. Ja mam inną.”

      „Dodam na koniec, że wiele osób miało trudne dzieciństwo, ale obarczanie tym problemem innych świadczy tylko o zwykłej niedojrzałości.”

      Co masz na myśli przez “obarczanie”? Pisanie na forum? Rozliczanie się z rodziną? Przenoszenie błędów na kolejne pokolenie?

      “A co Danaide ma zrobić z tym wolnym wieczorem?
      Spędzić go samotnie? Przecież jej problemem nie jest dziecko, tylko samotność.”

      Like it!

      --
      Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
      Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
      • 07.09.12, 08:15
        Danaide, a z jakiej jesteś części Warszawy?
        --
        [url=http://lilypie.com][img]http://lb2m.lilypie.com/TikiPic.php/Hyb00mg.jpg[/img][img]http://lb2m.lilypie.com/Hyb0p2.png[/img][/url]
        • 07.09.12, 08:46
          Ze Śródmieścia.
          --
          Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
          Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
          • 07.09.12, 09:05
            Jakbyś miała chwilę wolnego czasu, to zapraszam na kawę na Mokotów. Blisko metra Wilanowska. Samotną mamą nie jestem, aczkolwiek z drugiej łapanki, ale sporo Twoich problemów rozumiem. Może masz ochotę pogadać :)
            --
            [url=http://lilypie.com][img]http://lb2m.lilypie.com/TikiPic.php/Hyb00mg.jpg[/img][img]http://lb2m.lilypie.com/Hyb0p2.png[/img][/url]
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.