Mąż bez prawa jazdy... Dodaj do ulubionych


Mój mąż jest lekko po czterdziestce i nie ma prawa jazdy. Nie przeszkadzałoby mi to chyba, ale bywają takie sytuacje jak np. jutro- niedziela, mogłabym się wyspać, ale muszę wstać przed 6, zawieźć męża do pracy, a po południu po niego pojechać. On pracuje 5 km od domu, gdzie nie dojeżdża żadna komunikacja miejska. W sezonie jeździ rowerem, ale zimą z tym gorzej. Wtedy bywa, że w tygodniu zrywam się przed 4 (w weekendy zaczyna pracę później) i odwożę go, wieczorem przywożę. Zdarza się to sporadycznie, zwykle zimą, w weekendy.
Od kilku lat (tzn. odkąd sama zdałam na prawo jazdy i kupiłam auto) nalegam, żeby i on zrobił prawko, ale jakoś nie może się do tego zabrać i w ogóle nie bardzo go ciągnie. Ja z kolei niezbyt mam ochotę robić po 2 kursy w tę i z powrotem- gdyby miał prawko, mógłby po prostu pojechać i wrócić sam. Dziś, gdy zaczęłam utyskiwać na to i dopytywać się, czemu właściwie nie może się zapisać na kurs, najpierw mnie zbywał ze zniecierpliwieniem, że nie wie, nie zastanawiał się nad tym, a gdy nalegałam, żeby się jednak zastanowił i spróbował mi odpowiedzieć, w końcu zdenerwował się i wykrzyczał, że za darmo prawka nie dają, a zresztą jak nie to nie, bez łaski, pojedzie rowerem. Ok, nie zbywa nam na kasie, ale mi przecież też nikt prawka za darmo nie dał, a zarabiamy mniej więcej tak samo. Ja na kurs odkładałam ze sprzedaży różnych drobiazgów na Allegro. Samochód- stary, bo stary, ale jeździ- kupiłam z pomocą znajomych, bo mąż się na tym nie zna. Z każdą pierdołą jeżdżę do warsztatu. Debet, który zaciągnęłam na kupno auta, pomalutku też spłacam sama i do domowego budżetu wkładam co miesiąc tyle samo, co mąż. Wszelkie wydatki związane z samochodem (OC, naprawy, paliwo) ponoszę ja.
Nie chodzi mi o to, że żałuję mu "mojego" auta, ale o to, że prawo jazdy nie jest przecież tylko dla wybrańców losu i bogaczy, a byłoby wygodniej, gdyby je miał, wtedy nie musiałabym chociażby poświęcać swojego wolnego dnia, żeby robić za kierowcę, gdy on ma chęć wybrać się do ojca (70 km od domu). Kiedy pracuję, bez problemu jeździ tam pociągiem.
Wożę go czasem do tej pracy, bo głupio mi odmawiać i spać w ciepłym łóżku, gdy on ma rowerem po ciemku w mrozie jechać, ale czasem mi się po prostu nie chce zrywać w środku nocy... i odczuwam jakiś taki wewnętrzny bunt- auto jest, proszę bardzo, niech robi prawko i jeździ.
Czy Waszym zdaniem przegięłam, mówiąc mu dzisiaj, że jutro ma zejść wcześniej, oskrobać szyby i zawiozę go ostatni raz, bo inaczej nigdy się nie zmotywuje?
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.