Bądź świadoma i bezpieczna w ciąży! Moja Ciąża z eDziecko.pl

     

Jestem tyranem? Dodaj do ulubionych


Wszystko tak naprawdę rozbija się o dziecko i męża. Mąż ma własną działalność, sporo wyjeżdża, czasami informuje o tym kilka dni wcześniej, a czasami z dnia na dzień, i nie ma go 2 dni. Jak nie mięliśmy dziecka byliśmy na dorobku, też mi to przeszkadzalo, ale nie aż tak. Wkurza mnie to, że nie moge na męża liczyć, że nigdy nie wiem czy i kiedy będzie. Jak akurat nie wyjechał, to i tak go nie ma w domu bo jest u swoich rodziców, naprawia auta. Do tego dostaje telefon, że musi podstawić samochód i jedzie. Praktycznie nie mogę na niego liczyć. Nie mam kiedy iść do lekarza, mam kilka spraw które mnie martwią, ale jak mogę się umówić skoro mąż może dostać telefon i będzie musiał jechać? Do tego brakuje mi czasu na wszystko, a mąż potrafi przyjechać i narzekać, że w domu brudno. A kiedy mam posprzątać?? Wczoraj taka sytuacja: po pracy zjadłam z synkiem coś na szybki obiad i zabrałam go do figloraju. Chciałam w ten sposób dać mężowi chwilę, że jak wróci do domu to zje i będzie mógł powystawiać np faktury. Maż wrócił do domu o 19:30, my o 20. Weszłam, chciałam się wziąć za zrobienie dziecku jedzenia, więc mówię, żeby mąż się nim zajął, a ten na mnie z gębą, że on nie ma czasu na swoje sprawy, że kiedy on ma to zrobić? Wściekłam sie. Wyszła regularna awantura, powiedziałam mu, że lepiej mi bez niego niż z nim, bo chociaż wiem na czym stoję. Ze on ten dom traktuje jak hotel: zje, wrzuci brudne ciuchy do prania, wystawi faktury i do widzenia. W d...e mam takie małżeństwo i takiego męża. Mam dość.
Do tego wiecznie dochodzą spięcia między nami na tle wychowania dziecka (ma 3 lata). Jak gdzieś idziemy i synek chce iść np okrężną drogą, ja się godzę bo to drobiazg, mąż szpile wsadza, że ustępuję. Dopóki się na małego nie wkurzę, dopóty mąż drąży. Potem jest wspaniały tatuś, bierze synka na ręce i jest spokojny i grzeczny w stylu "ja nic złego nie zrobiłem". To ja wiecznie wychodzę na wariatkę, krzykaczkę, niezadowoloną. A z czego mam być zadowolona? Męża nie ma, jestem jego służącą, sama pracuję, po pracy jestem matką na kolejny etat. Pieniadze musze mężowi z gardła wyrywać, bo on nie ma. To pytam go, po co tyle pracuje skoro nie ma z tego pieniędzy? Ja wiem, on się boi iść do kogoś pracować, bo musiałby się dostosować, a tak robi co chce.
Do tego dochodzi walka o męża/syna z moimi teściami. Jak przychodzi sobota to teść wiecznie znajduje powód żeby mąż przyjechał, więc w weekend praktycznie razem jesteśm w sobotę po południu i trochę w niedziele. Jednak nie mogę się z nimi pokłócić, bo tylko ich mam, pomagają jak potrzeba przy dziecku.
Mam tego serdecznie dość. Gdyby nie dziecko, myślę że byśmy się rozstali. Z drugiej strony od dłuższego już czasu dziecko widzi nas skłóconych, warczących na siebie - to też nie jest dobre.
Jak próbuję z mężem rozmawiać, to mi mówi że jak zatrudni kolejnego pracownika to po pierwsze pieniędzy będzie mniej, a po drugie to bez sensu żeby on siedział w domu i nic nie robił.
Jeśli ja nie odłożę pieniędzy, mąż wcale. Bo on wiecznie wszystko pakuje w auta. Owszem, ma strzały że kupi dziecku porządne buty, mnie też, ale to muszę się postawić, nagadać.
Nie mam już siły. Co robić?
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.