• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Problem we wspólnym życiu męża z żoną.

  • 13.02.13, 10:50
    Cześć,

    Na mojej głowie spoczywa ogromny ciężar. Nie rozumiem własnej żony. Piszę w sprawie zupełnie na poważnie. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których żona traktuje mnie bezwzględnie. Opiszę jedną z takich sytuacji. Może ktoś z was będzie wiedział skąd się biorą podobne rzeczy i jak ich uniknąć.

    Niedawno żona postanowiła zrobić mi niespodziankę. Z własnych pieniędzy, zaoszczędzonych na jej własnym koncie oszczędnościowym wypłaciła odpowiednią kwotę i postanowiła zabrać mnie na wycieczkę w miejsce, które bardzo lubię do - Zakopanego. Poinformowała mnie o tym odpowiednio wcześniej. Zgodziłem się. Pojechaliśmy tam w dobrych nastrojach. W drodze postanowiliśmy, że na miejscu odwiedzimy Dolinę Kościeliską. Zimą - jeszcze jej nie widzieliśmy. Przy wejściu do doliny odwiedziliśmy jeszcze restaurację, gdzie postanowiliśmy zabić zimno, które nas przeszywało - gorącą herbatą. I tutaj zaczyna się problem. Dwie herbaty w menu kosztowały 14 zł. Mnie bardziej odpowiadał zamiast herbaty jednak zestaw śniadaniowy. Była to niezła okazja. W zestawie śniadaniowym była herbata. A oprócz tego śniadanie. Mogliśmy się podzielić wspólnie tym wszystkim i nie dość, że wypilibyśmy herbatę to jeszcze było trochę jedzenia. Moja żona jak tylko usłyszała o moim pomyśle, zmieniła się w osobę bardzo kategoryczną i wykluczyła możliwość kupna tego zestawu. W złości, nagle powiedziała, że musimy kupić herbatę, bo przecież mamy jedzenie. Odpowiadałem, że chciałbym coś drobnego też zjeść i przy okazji będziemy mieć i herbatę. Usłyszałem, że ona absolutnie! nie będzie wyrzucała jedzenia, które przygotowała. Krzyczała na mnie i mówiła to okropnym tonem, jak do osoby, której nienawidzi. Wyobraźcie sobie, że byłem bardziej zdziwiony niż wy, kiedy to czytacie. Próbowałem mówić, że "słuchaj, to tylko zestaw, nie jest to taki zły pomysł, napijesz się herbaty zjemy coś razem, a zabrane jedzenie zjemy później". Kategorycznym władczym tonem żona mi oznajmiła, że "wykluczone" i zaraz pociągnęła dalej, że "obiecałem" się z nią nie kłócić (a przecież się nie kłóciłem, tylko przedstawiałem swoje preferencje). Z niespodzianki - wyjazdu do Zakopanego zrobiło się piekło w restauracji przy posiłku. Zrobiłem się zły. Powiedziałem, w złości nagle, po tym całym dziwnym zajściu "jak ty się zachowujesz, albo skończymy te durnoty, albo kuźwa idziesz sama do góry doliną". Dalej nastąpiło kilka innych, przedziwnych zdarzeń.

    Kluczowe jest dla mnie to kategoryczne żądanie żony. Ona wymaga ode mnie bezwzględnego posłuszeństwa. Traktuje mnie jak swojego syna. Jak małego uczniaka, którego próbuje paskudnym tonem głosu zmusić do uległości. Te sytuacje powtarzają się i mam już tego dosyć. Nie wierzę, że ona się zmieni, ponieważ ona nie widzi w tym problemu. Przy jednej z rozmów śmiała się ze mnie złośliwie i wyprowadzała mnie z równowagi. To są jakieś przewrotne rysy jej charakteru.

    Zatem pytanie do was i do ekspertki - o czym to może mówić (oprócz tego, że mówi, że mamy problemy). Może ktoś miał podobnie? Bo ja już straciłem nadzieję. Te sytuacje są tak często, że niszczą wszystkie przyjemne chwile.
    Edytor zaawansowany
    • 13.02.13, 11:19
      Może najpierw skupmy się na tym "incydencie" a następnie przejdziemy do "ogółu" ...
      Może, gdybyście ustalili, że jedziecie bez knapek (kto je robił?) i zjecie coś na miejscu to nie byłoby dyskusji co z kanakami niezjedzonymi zrobić (mozna dać napotkanemu misiowi).
      Najczęciej jest tak, że gdy jedna osoba organizuje jakies przedsięwzięcie i jest odpowiedzialna za logistykę (czasem wynika to z całkowitej bierności drugiej strony) to wkurza ją to, ze ta bierna strona w organizację niczego nie wnosi ale po drodze impreze "modyfikuje". Np.ogranizujemy piknik, jedna osoba przygotowuje stos jedzenia a druga wpada na pomysł, ze woli na pizzę, ktos organizuje wyjście do kina, kupuje bilety a druga strona wymysli, ze po drodze kupimy pralkę, wpakujemy ją do samochodu i pojedziemy do kina. Ktoś ugotuje a druga strona za każdym razem mówi, ze moze i dobre ale woli schabowy, albo zjada w pracy i twierdzi, ze można obiad zostawić na jutro.
      Pochukiwanie czy wykrzykiwanie na kogokolwiek dobre nie jest i nie powinno miec miejsca, jednak zastanów się kiedy twoja zona tak się zachowuje i przegadajcie to. Może ona nie powinna czuć się za wszystko tak bardzo odpowiedzilna a czuje się.
      • 13.02.13, 11:32
        tu nie chodzi o te przeklete sniadanie i kanapki, ale o to, ze kobieta wyklucza jakiekolwiek negocjacje i kompromisy. Ma byc tak, jak ona chce, czy to w kwestii kanapki, czy koloru scian, czy czegokolwiek innego. Koniec, kropka.
        Wyjscia sa takie: uciekac gdzie pieprz rosnie, zwlaszcza, jesli jeszcze nie zdazyli obrosnac w dzieci, bo zwiazek z taka osoba kiepsko rokuje, albo polozyc uszy po sobie i pokornie wlezc pod pantofel, akceptujac swoja role osoby bez prawa glosu, albo poszukac pomocy profesjonalisty , o ile zona da sie przekonac do terapii.
        • 13.02.13, 11:58
          Nic nie wiemy o kolorze ścian i innych sprawach. To trochę mało opisac jeden incydent i napisać, ze takie zachowania się powtarzają, może nalezy przeanalizować sytuacje w któych się powtarzają.
          Czasem sprawa ma kontekst. Może za aprowizację odpowiada ona i jeśli by nie zrobiła konapek, to on robiłby jej wyrzuty, oceniał ją. I raz jest za mało a raz za dużo.
          Niewykluczone, ze ona wwniosła takie zachowania z domu, matka rządzała i nie było sprzeciwu, taki typ belfra.
      • 13.02.13, 12:35
        Rzeczywiście tym razem żona wszystko przygotowała. Ona robiła 'niespodziankę', a jak wróciłem do domu to wszystko było już niemal gotowe (wtedy dowiedziałem się, że to jest niespodzianka). Mieliśmy kanapki (bułki) i napoje. Rzeczy były przygotowane i ułożone. Dorzucę wam coś jednak: jej złość częściowo wynikała z tego, że obawiała się, że jak zjemy zestaw śniadaniowy, to nie będziemy w stanie zjeść przygotowanego jedzenia. Nikt w to jednak nie wniknął i nie miał intuicji: ona nie znosi wyrzucania jedzenia. Tak została nauczona w domu. To jest dla niej rzecz niemal święta. Wyrzucać jedzenia nie wolno.

        Mimo wszystko, tu chodzi o coś jeszcze. Nie wierzę, że człowiek, który nie lubi wyrzucać jedzenia musi być tak zaciekły. Potrafię sobie wyobrazić, że gdybym ja miał na tym punkcie bzika, próbowałbym wytłumaczyć i proponować, a nie nakazywać i wymagać i krzyczeć.
      • 13.02.13, 22:04
        Zachowanie twojej zony przypomina mi dokladnie zachowanie mojej szwagierki.Miala tez takie wybuchy zlosci.Zachowywala sie wtedy jak nienormalna.Niech zona zbada tarczyce.Bo to moze miec zwiazek z jej zachowaniem.Zycie z takim czlowiekiem to jest horror.Jestes mlody,nie wpedzaj sie w poczucie winy.Ratuj sie,uciekaj.Jeszcze sobie ulozysz zycie.Przy niej sie zmarnujesz.Bedziesz cichutkim pantoflarzem,zrobisz wszystko zeby tylko nie wpadla w szal.Ona bedzie sie czula coraz bardziej bezkarna,a jak beda dzieci to juz calkiem.Z reguly jestem przeciwniczka rozwodow,ale w tym przypadku powinienes nie miec wyrzutow.Nie wiedziales ze biezesz niestabilna psychicznie zone.Tego nie wolno zatajac przed slubem.Tak ze nawet moze moglbys dostac rozwod koscielny./troche sie zagalopowalam/,ale nawidze moja szwagierke i jej podlego charakteru oraz jej manipulacji.Powodzenia ,i badz stanowczy.
      • 14.02.13, 07:31
        A moze po prostu zachowujesz sie jak dziecko w zyciu codziennym (bo ci wygodnie - "mamusia" wszystko poda pod nosek, zalatwi, wyciagnie z klopotow, powie co trzeba zrobic, co kupic, zorganizuje co trzeba itp itd, ty niczym nie musisz sie interesowac ani obarczac, poza praca oczywiscie) i ona zaczela cie tak traktowac?
    • 13.02.13, 11:22
      To jest choroba. Wpadłeś, jak śliwka w kompot.
      Był kiedyś amerykański film o takiej kobiecie, ale ekstremalny przykład.
      Pisarz ma wypadek samochodowy i wpada w łapy swojej czytelniczki.
      Ona leczy go samodzielnie, maskuje samochód, jak facet chce odejść, łamie mu znowu nogi.
      Każe mu napisać inne zakończenie książki, wpada w szał na każdy sprzeciw.

      Obejrzyj sobie koniecznie, jeśli takich sytuacji jest wiele.
      Znalazłem tytuł, Misery. :-)
      • 13.02.13, 12:39
        Dzięki za wskazanie filmu. Obejrzę sobie kiedyś. Ale czy ty mnie nie chcesz za bardzo wystraszyć? Ja próbuję wyjść z tego jednak cało. Nie wierzę też, że żona chce mi połamać gnaty! Człowieku bez przesady ;)
      • 13.02.13, 12:45
        > Był kiedyś amerykański film
        książka. najpierw była książka. lubimyczytac.pl/ksiazka/29412/misery

        --
        A ja wdycham Londynu grypogenne opary
        I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
        Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
        Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
        • 13.02.13, 15:45
          a.nancy napisała:

          > > Był kiedyś amerykański film
          > książka. najpierw była książka. rel="nofollow">lubimyczytac.pl/ksiazka/29412/misery

          Tej książki nie czytałem, a film widziałem. Jest bardzo dobrze zrobiony, więc, mimo wszystko, polecam.
    • 13.02.13, 11:29
      U mnie niestety jest podobnie. Jak coś się nie podoba żonie, to od razu jest krzyk, awantura. Spokojnie z nią porozmawiać można tylko jeśli się z nią zgadzam. Inaczej jest problem. Ostatnio w rozmowie przyznała, że ona zawsze taka była, tylko wcześniej się powstrzymywała, a teraz już nie.
      Jako rozwiązanie w moim przypadku widzę tylko rozwód. Uważam, że żona ma problemy psychiczne, ale leczyć się nie chce mimo, że proponowałem jej wiele razy.
      • 13.02.13, 12:02
        Trafne spostrzeżenie. Ona nie rozumie słowa kompromis. Ma być zgodnie z jej Planem. Moje argumenty są śmiesznie, jak dąsy małego dziecka, które upiera się, że chce jechać sankami po asfalcie, a jak mu nie pozwalają to płacze i krzyczy (widziałem taką sytuację) - tylko - ja jestem dorosły i podaję sensowne argumenty. Ona ich nie rozumie. Złoszczą ją one, ponieważ nie są zgodne z wyobrażeniem sytuacji, które ma w głowie. Przeraża mnie to.

        Podam wam jeszcze jeden przykład incydent. Bardzo podobny. Wracaliśmy z żoną autem. Zaproponowałem, że podjedziemy do McDonalda i zjemy sobie coś malutkiego, jakiś drobiazg. Zgodziła się, ale miałem wrażenie, że niechętnie. Wchodzimy do knajpki i tak mi zapachniało, że mówię do niej, widząc, że ustawia się do kolejki, słuchaj, wiesz co, kup mi może dwie takie małe zawijane bułeczki. Żona zmienia się. Nagle z pogodnej osoby staje się kimś bardzo złym. Na twarzy maluje się gniew. I mówi: "ty mnie oszukałeś, mówiłeś, że chcesz jedną bułkę" i dodaje "nie kupię ci, chyba, że sama nie zjem". I jest zła na mnie jak demon. Ja się wobec tego obrażam i mówię - wiesz co, to dajmy sobie spokój, ja pójdę do auta, przyjdź tam. Ona jednak czeka w kasie i kupuje te dwie bułki i coś dla siebie. Siadamy zatem - ponieważ nie przychodzi do auta - i jemy w atmosferze ciszy i złości.
        • 13.02.13, 12:07
          Jak to: nie kupię ci? Sorry, nie kumam. Żona ci kupuje bułki w Macu? Dziećmi jesteście?
          • 13.02.13, 12:09
            A w ogóle to jej zachowanie przejawia się w czymkolwiek innym, czy tylko w jedzeniu, bo jak na razie to podałeś same sytuacje żywieniowe? Wybacz głupie pytanie, ale może ty masz ostrą nadwagę połączoną z niewydolnością serca i stąd żona woli, żebyś jadł coś przygotowane przez nią, w domyśle - zdrowe, niż stołował się w nieznanym miejscu, o Macu nie wspomnę.
            • 13.02.13, 12:19
              Ed-wina. Nie pij tyle. I nie pisz jak pijesz. Nie mam nadwagi żywieniowej i niewydolności serca. Te dwie sytuacje łączy nie "aspekt żywieniowy", tylko zaciekłość żony i jej nagłe zmiany nastroju z pogodnej osoby w jakiegoś demona. Podałem dwa przykłady. Mógłbym podać inne.
              • 13.02.13, 12:47
                Naucz się konwersacji bez obrażania ludzi, bo po ostatniej twojej wypowiedzi widać, że daleko nie odbiegasz od żony awanturującej się w Macu o bułki. Jeżeli jako podstawy kłótliwego charakteru połowicy dajesz same sytuacje żywieniowe, to nie dziw się pytaniom, czy z pewnością chodzi o charakter, czy jednak o samo jedzenie.
                Po drugie - ja ciebie nie obrażałam, tylko zadałam ci pytanie.
                • 13.02.13, 12:58
                  Ed-wina dzięki za lekcję dobrych manier. Jak wspomniałaś zadałaś tylko pytanie, bez obrażania, a zatem przypominam, że zadałaś pytanie "jak to ci kupuje (bułki)?" "Jesteście dziećmi?" Chciałem być tak samo miły. Okay, ale nie ma co się boczyć. Sytuacja nie jest żywieniowa i nie ważę 600 kilogramów. Nie poluje na mnie Greenpeace. Żona nie jest troskliwą "myszką", która robi mi te awantury w dobrej wierze, ponieważ obawia się, że w przeciwnym wypadku kupię jednak zestaw śniadaniowy, który zadziała na mój układ krwionośny gorzej niż jej bułka.
                  • 13.02.13, 13:16
                    Jeżeli żona - dorosła kobieta dorosłego faceta, kupuje mu bułki, a nie on sam je sobie kupuje, to dla mnie jest to sytuacja z kręgu: albo ktoś nie dorósł, albo ktoś kogoś nie traktuje jak dorosłego. I nie ma za co się obrażać i komuś dogadywać o pijaństwie w południe, szczególnie nie mając ku temu żadnych podstaw.
                    Bo poza przyklaśnięciem tezie o ewidentnie perfidnym charakterze żony, z czym już nic i nigdy nie zrobisz, szukam błędu innego typu, które być może są naprawialne.
                    • 13.02.13, 13:21
                      Niekoniecznie, ja to odebrałam tak-mąż prowadzi samochód i podjeżdża pod parking gdzie w tej chwili nie ma miejsca parkingowe. Jednak widać kręcących się ludi jest szansa że po paru minut ktoś wyjedzie.
                      Wtedy mi się zdążało że mąż prosi o zarezerwowanie stolika, zajęcie miejsca w kolejce czy kupienie czegoś a on przez ten czas zostanie w aucie nierzadko blokując innych samochodów i poczeka na miejsce parkingowe.
                      Bez sensu jest czekanie we dwoje razem jak weekend ciepły i spieszno do natury.
                  • 13.02.13, 17:52
                    zwyklymaz napisał:

                    > Ed-wina dzięki za lekcję dobrych manier. Jak wspomniałaś zadałaś tylko pytanie,
                    > bez obrażania, a zatem przypominam, że zadałaś pytanie "jak to ci kupuje (bułk
                    > i)?" "Jesteście dziećmi?"


                    To ja ci wytłumaczę, skąd tutaj taka napastliwość wobec ciebie, czepianie
                    się. JESTEŚ MĘŻCZYZNĄ i przychodzisz z problemem, który stwarza KOBIETA, a tutaj klepią w większości kobiety. GDYBYŚ napisał to samo co napisałeś JAKO kobieta, dostałbyś odpowiedzi w stylu: twój mąż jest tyranem, przemocowcem, potworem. Linkowałby ci jakieś blogi, z których wynikałoby, że jako kobieta podlegasz nieustannej przemocy, od fizycznej (nawet gdybyś jako żona nigdy nie został przez męża nawet pacnięty piórkiem), przez ekonomiczną, po psychiczną, nazwałyby takiego męża - takie modne, dość kupowate jak dla mnie określenie - psychofagiem :D One tutaj stosują zasadę, te baby co odpisują, solidarności jajników. Rady rzetelnej od nich nie uzyskasz, ot co.

                    Z mojej strony powiem ci tyle. Twoja luba ma najpewniej zaburzenia osobowości. To się leczy psychoterapią. Trzeba jednak CHCIEĆ. Takie osoby jako ona stosują wybiórczą swoją przemoc. Wobec ciebie ona czuje, że może się tak zachowywać. W pracy czy wobec innych osób wobec których czuje respekt lub na których jej zależy, spokojnie może być uległa lub po prostu przemiła. Odbija sobie to później na kimś takim jak ty. Ona się nie zmieni. Albo poprawisz swoją sytuację w tym związku, zaczniesz wymagać dla siebie szacunku a nie agresji albo będziesz cierpiał żyjąc z nią u boku. Lepiej nie będzie. Takie indwywidua z wiekiem się zmieniają tylko na gorsze, bo zmiany w osobowości się bardziej utrwalają i zwykle zaostrzają. Jeśli to dla ciebie poważny problem (dla mnie by był), pomyśl o rozstaniu się z nią. ONA STOSUJE WOBEC CIEBIE PRZEMOC. Napiszmy to wprost. Ale jak wiadomo - przemoc stosują mężczyźni wobec kobiet i dzieci, nie kobiety wobec mężczyzn :D
                    • 13.02.13, 18:18
                      Ciężko mi się tu poruszać na forum. Dopiero teraz wygrzebałem Twoją odpowiedź. To jest przemoc. To mnie boli i mam tego dosyć. Oczywiście zastanawiam się jakie ma motywacje, może ona chce czegoś i nie potrafiąc tego uzyskać inną drogą, stosuje metody słowem ... Ale do diabła. Tak nie można. W stosunku do innych osób nigdy się tak nie zachowywała. Ja sobie nie życzę takiego zachowania, powiedziałem jej o tym, a ona się śmiała, że i tak rozwodu nie dostanę! Choroba jakaś czy co ?
              • 13.02.13, 12:59
                Jak kompleksowo rozwiązać problem z dogadywaniem się z żoną, to nie wiem. Ale wg mnie POD ŻADNYM POZOREM nie ulegaj jej w kwestiach, które dotyczą Twojej autonomiczności, jak np. jedzenie. Zrobiła jedzenie, to ok. Powiedz, że zjesz później, że zostawisz sobie kanapki na podwieczorek, a teraz będziesz jadł coś innego. Masz na coś ochotę, to sobie kupuj. Kultura nakazuje jedynie zaproponować, że teć coś kupisz żonie. Jak chce, to też jej kup, jak nie, to nie. Noś własny portfel i kupuj sobie, co chcesz.
                To, że żona nie wyrzuca jedzenia, to nie znaczy, że Ty będziesz wszystko jadł, byle tylko ona nie wyrzuciła. Powiedz, że OD TEJ CHWILI dla Ciebie priorytetem jest Twój brzuch, a nie jej nauka z domu rodzinnego. Każdy ma swoje priorytety i niech ich przestrzega. Powiedz, że jak jej to nie odpowiada, niech nie szykuje Ci jedzenia, a jak chce to robić, to niech najpierw pyta, na co masz ochotę i ile. Jak się obrazi, to naprawdę jakoś sobie poradzisz. Zrobisz sobie sam kanapki, takie jak chcesz i tyle co chcesz, a ona niech się martwi o jej aprowizację.
                Ja sama mam takie ciągoty, by mężowi mówić, co ma zjeść, co zdrowsze, ile itd. Ale on nie pozwala mi na to i to jest ok. Często jemy zupełnie inne rzeczy, a jak coś szykujemy np. na wycieczkę, wyjście, to się pytamy, ile czego druga osoba chce, żeby jej zabrać. Tak samo z zakupami jedzenia. Każdy może mieć swoją dietę, upodobania, itd.
          • 14.02.13, 15:42
            :-D:-D

            Jak idziesz z mezem na kawe to oboje stoicie w kolejce gesiego i kazdy sobie kupuje kawe? Bo u mnie jak autora, jedno stoi w kolejce i kupuje kawe dla siebie i zony(lub meza), a drugie idzie zajmowac stolik. Gdzie tu problem widzisz?

            --
            Dzis jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
        • 13.02.13, 13:47
          A może ona to robi ze skąpstwa? bo zal jej pieniędzy na ten zestaw w MD albo na zestaw śniadaniowy?? A moze ona ich po prostu nie ma?

          Bo może Ty unikasz płacenia i udajesz że tego nie widzisz? A ona nie umie z Tobą o tym porozmawiać? Moze wy oboje macie problem a nie tylko ona?
          • 13.02.13, 17:20
            Ona jest bardzo oszczędna. Twierdzi, ponieważ rozmawialiśmy, że to nie ze skąpstwa. Nie brakuje też nam pieniędzy na bułkę. Mamy gdzie mieszkać. Mamy auto. Ludzie mają takie kłopoty... Jednak ona wyniosła z domu też takie przekonanie, że nie wolno absolutnie wydawać pieniędzy na rzeczy niepotrzebne. Tylko to wszystko jeszcze można przedstawiać argumentami. Można zachęcać do tego, żeby zrezygnować z zakupu. Nie trzeba "walczyć"! To jest nie do zniesienia.
            • 13.02.13, 17:50
              Jakoś tak mi się wydawało od początku, że te awantury o zakupy dotyczyły pieniędzy i jej bycia "oszczędnym".
              Control- freak, oto kim jest Twoja żona. Pieniędzy dotyczy to jak najbardziej, bo pieniądze się do tego bardzo nadają.
              • 13.02.13, 18:55
                Całe skąpstwo, albo oszczędność - zależy jak patrzeć - nie przeszkadzają jej w wydawaniu pieniędzy, na rzeczy, które są np. jakimiś upominkami dla rodziny z wyjazdów, a które kosztują całkiem całkiem. Wszystko co jest zgodne z JEJ zasadami jest z założenia dobre (nie pyta mnie co o tym sądzę, myślę, że by się uśmiała, gdybym jej zwrócił na to uwagę), ale jeżeli ja wydam chociaż złotówkę więcej niż ona uważa za stosowne, jest mi zdolna zrobić krzywdę psychiczną (jesteś oszustem, jestem na ciebie zła, oszukałeś mnie, jesteś nieszczery - znam to aż za dobrze).
      • 15.02.13, 17:10
        Tonik, tylko jak już się rozwiedziesz to uważaj, żeby ona się nie dowiedziała, że masz nową panią. Ja kiedyś byłam z kolesiem, który też się z taką bździągwą rozwiódł, też mu powiedziała, że 'przed ślubem się hamowała'. No i jak ona się o mnie dowiedziała (poznaliśmy się po jego rozwodzie) to na moim samochodzie wylądowały dwie puszki farby :( Wiem, że to ona, sąsiedzi widzieli :P
    • 13.02.13, 13:09
      Wymiana postow jasno wskazuje, ze wart Pac pałaca, a pałac Paca.

      Dziekuje za uwage.

      --
      W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
      Wiedzmowo
      • 13.02.13, 13:26
        Twój post też wiele mówi o tobie. Na szczęście jesteś anonimowy i możesz sobie wypisywać dowolnie kategoryczne sądy. Sprawiają ci przyjemność ? Czytasz sobie forum, żeby sobie ulżyć ? Może jesteś jednak lepszy/lepsza i nie napiszę, że w tym poście spoczywa cały twój charakter, bo bym chyba zrobił podobnie jak ty.
    • 13.02.13, 13:16
      Opiszę wam jeszcze inną historię. To są sprawy bardzo niepokojące.

      Kiedyś bardzo mocno wymienialiśmy się argumentami w domu. Było to podczas takiej sytuacji: żona zaproponowała wyjazd na basen. Zgodziłem się. Najpierw podałem obiad. Zjedliśmy. Potem przygotowałem herbaty dla nas. Piliśmy je obydwoje: ona siedziała ze swoją na kanapie, a ja ze swoją przed monitorem na krześle, przy biurku. Piłem ją oglądając fragment pewnego filmu. Żona była wtedy okropnie niezadowolona i zapytała: "to co jedziemy na ten basen, czy nie?" Odpowiedziałem mimo wszystko zupełnie swobodnie: "no pewnie, chwilę, słuchaj, wypijmy herbatę, zobaczę sobie kawałek filmu i dlaczego nie." Widzę, że jest jednak bardzo niezadowolona i macha nogą, a na twarzy (jak to widziałem kącikiem oka) maluje się straszna złość. Odwracam się zatem z tą herbatą w ręku i mówię: "mamy gorące herbaty, wypijmy je i możemy pojechać, te 15 minut przecież nie wiele zmienia, a dłużej pić nie będziemy." Po 15 minutach, kiedy wypiłem swoją herbatę, odwracam się i mówię: "słuchaj, ja już swoją wypiłem (zupełnie pogodnym głosem), to co robimy z tym basenem?" Usłyszałem, że ona TERAZ już nie chce jechać. "Teraz" już jej się odechciało. Tak mnie to zdenerwowało, że myślałem, że się rozpadnę na kawałeczki. Mówię wprost: bo ty chciałaś w danej chwili, i nie dopuszczasz nawet odrobiny wahania, małej przerwy, trzeba robić wszystko jak sobie zażyczysz, wszystko inne ci przeszkadza. Ona odpowiedziała w swoim stylu jak pamiętam: że nie mam racji, że nigdy nie mam racji, że przy obiedzie jej obiecałem basen, że wreszcie jej się może odechcieć, i moja jest to wina, etc. Nie mogłem tego wytrzymać, więc wyszedłem do kuchni. Żona goniła mnie po mieszkaniu z tymi swoimi zdaniami na ustach, że nie mam racji, że kłamię, bo mówiłem przy obiedzie inaczej. Mówię ostro: słuchaj, to nie ma sensu. Wyjdź z tej kuchni. Idź do pokoju uspokój się. Jak się uspokoisz, możemy pogadać. Ona nadal swoje. Wypowiadając te swoje zdania, które sprawiały mi przykrość (moja wina, kłamałem, oszukuję), zbliża się coraz bardziej do mnie. Ostrzegam: żono - 2 metry ode mnie. Przestań mnie nachodzić. Idź się uspokoić. Ona zbliża się coraz bardziej, a z ust spływa jej potok słów, nad którymi już nie panuje ze złości, ponieważ za wszelką cenę, jak myślę, chce mi udowodnić, że to moja wina. Mówię wreszcie: słuchaj, jeżeli ty nie chcesz wyjść z kuchni, to ja to zrobię. W tym momencie przechodzę pod jej ręką, którą zagradzała mi drogę. I teraz następuję coś nieprawdopodobnego. Ona wpycha się na mnie, widząc, że ja "uciekam" i nic jej nie przyjdzie z tych tortur słownych, i krzyczy, że ja ją biję.

      Zapytałem później czy pamięta tą sytuację. Powiedziała, że tak i że to akurat było niepotrzebne. Przeprosiła mnie za to insynuowanie "bicia". Ja jednak jestem naprawdę przestraszony. Kiedyś podobna sytuacja miała już miejsce.
      • 13.02.13, 13:29
        A że się spytam znanym tutaj tekstem-jak u niej w rodzinie?
        • 13.02.13, 13:33
          Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem co miałbym napisać. Mógłbym chyba napisać o jakimś wrażeniu z tego jak u niej w rodzinie było. Ale szczerze: ja nie wiem jak to wyglądało, czy w domu była podobnie nastawiona do bliskich. Tego nie wiem.
          • 13.02.13, 13:37
            Nie widziałeś nie wiesz jakie są relacje między jej matkę a jej ojca?
            Jakie stosunki i zasady panują w domu rodzinnym?
            • 13.02.13, 13:45
              Nigdy nie widziałem, żeby ktoś u niej w domu zachowywał się podobnie.
    • 13.02.13, 13:33
      Mam wrażenie, że obydwoje jesteście dziwni - ona pewnie zbyt porywcza i nerwowa, Ty za to upierdliwa mękoła - sorry, ale dla mnie facet który w kilometrowym poście rozkminia szczegółowo okoliczności kupowania herbaty/śniadania/bułki w McDonaldzie jest dziwaczny co najmniej, by dosadniej tego nie nazwać. I może ona już ma dość tej Twojej rozlazłości, jest na tym punkcie przewrażliwona, więc reaguje z przesadną nerwowością.
      • 13.02.13, 13:44
        Nie wiem kim jesteś i jak się do ciebie zwracać: jakie masz organa pod pasem ;)

        Oczywiście, że jesteśmy dziwni. Co do siebie uważam, że to zaleta. Chodzi mi w tej historii jednak o to, co zrobić (ale całkiem poważnie) z kategorycznością charakteru żony i do czego to może prowadzić. Chcę też się dowiedzieć, czy ktoś ma jakiś pomysł odnośnie źródła kłopotu, albo ma podobne doświadczenia. Prosta rzecz. Szukam wdzięcznego obserwatora, który może wie coś, czego ja nie wiem.

        Teraz co do tego, że jestem "mękoła" i tworzę kilkumetrowe posty o herbacie. Chodzi o to, żeby przedstawić sytuację wiarygodnie. Ze szczegółami. Chyba tak jest lepiej niż napisać "żona mnie wk...?" Ja wiem, że są faceci, co potrafią tylko pierdzieć pod pierzynką, łupnąć piwko i pogadać o spalaniu najnowszej Toyoty, a najdłuższe zdanie, które wypowiadają składa się z trzech słów. Ale ciężko mi przypuszczać, by byli łatwiejsi w obejściu ;)
        • 13.02.13, 13:51
          Ja jako kobieta skłaniam się do tego co pisze defald.
          Jest przewrażliwiona na twoje luzackie podejście do spraw.
          A najlepiej spytać się o źródła i na spokojnie. Może jako rodzaj zabawy co i się podoba u ciebie a co chciałaby zmienić jak by mogła.

          A jak już pytano powiej kasa macie wspólna czy każdy sobie skrobie....
        • 13.02.13, 13:54
          Wiesz, Ty bys chyba chciał ogólnej diagnozy Waszego małżeństwa i zachowań żony. A tego nikt wiarygodnie nie zrobi na podstawie kilku postów o wybuchach żony. To mógłbyś może sam zrobić po roku terapii małżenskiej;) Może tak jest, bo ja wkurzasz, a może, bo ma jakieś kłopoty, o których nie mówi, może ma osobowość niedojrzałą i jakieś jej zaburzenia, może macie problemy, które ją dobijają np. brak dzieci albo za dużo dzieci;), może stresuje się, że nie ma wystarczająco pieniędzy i liczy obsesyjnie koszt bułek na kanapki, może, może, może...
          • 13.02.13, 14:07
            Nie mamy na razie dzieci. Nie musimy liczyć każdej złotówki na wydatki. Rzeczywiście może być mnóstwo przyczyn. Ale słuchajcie - ja nie chcę diagnozy małżeńskiej: na razie obydwie strony doświadczają kłopotów wynikających z niezrozumienia drugiej strony, widać jak jesteśmy niedopasowani i na tym sporo tracimy. Diagnozę stanu aktualnego mam dostępną od ręki: sam widzę i czuję co dla mnie to wszystko znaczy. Myślę, że żona też. Może jeszcze bardziej niż ja. Chodzi mi raczej co robić przy takich zachowaniach żony: pieścić ją miłym słówkiem? Zagryźć zęby i udawać, że wszystko gra? Godzić się i nie jeść śniadania, ponieważ ona sobie tego nie życzy ? Co z tym "atakiem" z kuchni? Czy spełniać wszystkie jej zachcianki ? A jeżeli nie, to w jaki sposób stawiać opór? Próbowałem ją zachęcić do tego, żeby się uspakajała w sytuacjach sporów i żebyśmy rozmawiali po pewnym czasie. Jest to jakiś pomysł, ale jeszcze nie nazbyt dużo, żeby mógł ważyć na "jakości relacji".
    • 13.02.13, 13:52
      Z tego co opisujesz, wygląda mi na osobę nieradzącą sobie z własnymi emocjami. Tak postępują osoby wychowane w agresywnych domach. Gdy w domu jest spokojnie same muszą doprowadzić do spięcia, stawiają wszystkie, nawet błache sprawy na ostrzu noża i doproawdzają do kłótni. I dla nich to nic nie znaczy, tak jest normalnie. Może najpierw jakaś konsultacja psychologiczna i terapia radzenia sobie samej ze sobą ...
      • 13.02.13, 14:29
        Mam wrażenie, że spotkały sie tu dwa zupełnie różne charaktery. Żona musi mieć wszystko zaplanowane co do minuty i kazde, nawet drobne odstępstwo wyprowadza ja z równowagi. Przy czym plan układa sama - czuje sie dobrze tylko wtedy, gdy ma całkowitą kontrolę nad wszystkim.
        Ty jesteś facetem, który jest skłonny podporządkować sie cudzemu planowi, ale lubi też spontaniczność, swobodę i pewien luz.
        Problem w tym, ze obawiam się, ze te podejścia są nie do pogodzenia. Gdyby Twoje posty pisała kobieta - o mężu, który robi awanturę o kupienie sobie śniadania, drugiej bułki czy chęć dopicia herbaty - prawdopodobnie dostałaby raqdę, aby natychmiast uciekać.
        --
        zpopk.blox.pl
        • 13.02.13, 14:49
          Masz dużo racji. Ona jest strasznie punktualna. Musi mieć swój plan. Swój. I musi go wykonać, bo w przeciwnym wypadku chyba będzie czuła się źle. A jeżeli plan jest cudzy i obejmuje ją właśnie, to trzeba go wypełnić bez względu na okoliczności. Kiedyś, dawno temu, zaproponowałem jej wyjazd. Wyjazd był uzależniony od samochodu. Akurat tak się złożyło, że nie miałem własnego samochodu, a chciałem zrobić jej przyjemność. Niestety. Auta nie dostałem i nie z mojej winy. Dowiedziałem się o tym dzień przed planowanym od tygodnia wyjazdem. Jak jej o tym powiedziałem (wtedy znaliśmy się jeszcze słabo) to była zła. Przez dwa dni. Co z tym zrobić ? Czy nad tym ktokolwiek jest w stanie zapanować ?
          • 13.02.13, 15:38
            Czy wy obydwoje nie macie zespołu Aspergera? Bo jak czytam twoje posty, to nie umiem się oprzeć takiemu wrażeniu...
            • 13.02.13, 15:46
              Gdzieeee...z tak rozwiniętym i często używanym sarkazmem?
            • 13.02.13, 15:52
              Jaki zespół ? Aspergera ? I mamy obydwoje ? Znam duże prostsze wytłumaczenia pewnych zachowań, na wyższym ogólniejszym poziomie (to mogą być jakieś sprawy 'neurotyczne'), pytanie tylko co je powoduje i jak sobie z nimi radzić ?
          • 13.02.13, 15:43
            zwyklymaz napisał:
            > Masz dużo racji. Ona jest strasznie punktualna. Musi mieć swój plan. Swój. I mu
            > si go wykonać, bo w przeciwnym wypadku chyba będzie czuła się źle. A jeżeli pla
            > n jest cudzy i obejmuje ją właśnie, to trzeba go wypełnić bez względu na okolic
            > zności.

            Myślę, że Verdana ma rację, co do różnic. Dodatkowo, Ty też nie jesteś łatwy i to widać po twoich wpisach, nadmiernie ulegasz emocjom, a czasami chcesz pokazać na siłę swoje zdanie i nie liczysz się z uczuciami żony.
            Można by było się jakoś dogadywać, uzgadniać wcześniej cel, warunki, godzinę wyjazdu i pilnować tego, ale chyba szkoda Waszego zdrowia, bo nie będziecie oboje zadowoleni. Myślę, że z tej mąki chleba nie będzie, a jak już, to będzie z zakalcem i ciągłe kłótnie.
            • 13.02.13, 16:41
              Gdyby tak zachowywał się męzczyzna, to zgodnie orzekłybyśmy, ze jest zwykłym przemocowym bucem :)
              Bo to są zachowania przemocowe. Urządzić awanturę w Mc-u o to, ze została okłamana, bo facet chce dwie bułki a nie zeznał tego wcześniej, może tylko ktoś niezbyt zrównoważony. Znam takie kobiety, które o takich zachowaniach mężów mówiły najczęsciej gdy już zdecywowały się na rozwód, mam kumpla który po prostu boi się zony (on mówi, ze jej reakcji, ale na jedno wychodzi) bo on zachowuje się tak by mu wstyd przed innymi robić.
              Człowieku (bez względu na płeć), gdy boisz się rakcji współpartnera, gdy masz wrażenie, że są nieadekwatne do sytuacji, gdy czujesz ich absurdalnośc i przemocowość, gdy odnosisz wrażenie, że musiał(a)byś zbierac kontrargumenty na te "dyskusje" i skrupulatnie je zapisywać, to albo szukaj dla współpartnera terepeuty albo się ewakuuj.
              • 13.02.13, 17:00
                Ja się zastanawiam, czy moja żona rozumie swoje zachowanie. Mam wrażenie, że ona nie widzi w tym problemu. To przez takie zachowanie, nasze małżeństwo przypomina piekiełko. Może w przeciwieństwie do kobiet, które mają 'przemocowych' mężów, ja się jej nie boję i nie muszę, nie wyobrażam sobie, żeby mi mogła zrobić krzywdę (już takie rzeczy mi chodziły po głowie!) ale nie mogę sobie wyobrazić, że będziemy tak żyć i będę czekał, aż ona mi przywali kolejny raz. Co zrobić, żeby się zastanowiła i przestała? Zastosowałem nawet szantaż. Powiedziałem jej, że jak tak dalej będzie między nami i nic się nie zmieni, to będziemy musieli się rozwieść. Ona się wtedy tylko zaśmiała i stwierdziła, że nie da mi rozwodu. Demon. Zwyczajny demon.
                • 13.02.13, 17:23
                  Mój znajomy też nie boi się żony, on tylko obawia się wstydu który mu robi. Np. kumpli na urodziny na piwo zaprosił ... do garażu, w tajemnicy przed żoną...
                  Mogliby wpaść twoi koledzy do ciebie? Nie obawiałbyś sie rakcji żony (oczywiście, nie samej żony) ?
                  Wiesz, moja znajoma która opowiadała takie historyjki o ex-mężu (np. oni wychodzą na zakupy, dzwoni telefon, ktoś z nich odbiera, jak do niego - on rozsiada się na fotelu i rozmawia, jasna sprawa, gdy do niej - on drze gębę tak by po drugiej stronie słuchwaki natręt słyszał, nie tylko zona. że on już na zakupy nie jedzie. Gdy ją mąż zabierał samochodem w drodze z pracy to ona musiała bez względu na pogodę stać i czekać przy krawężniku bo awantura gotowa. Przegiął, bo kiedyś w deszczu nie poczekał na nią tylko odjechał. I ją olśniło. Nawet w chamstwie i głupiocie trzeba miec umiar.
                  I ona zastanawiała się, kiedy się takie coś zaczęło. I doszła - jeszcze przed ślubem jakaś impreza mu sie nie podobała i "wziął i wyszedł". A ona biegiem za nim. I tak jej zostało. Do czasu.
                  Zastawnów się, kiedy pierwszy raz (pewnie jeszcze przed ślubem) podążyłeś za zdecydowaną i tak wam zostało. Jakbyś się kiedyś zastanawiał gdzie to przegapiłeś to jest to własnie ten czas.
                  No wiesz, rozwód bez zgody żony, zgroza !

                  • 13.02.13, 18:13
                    Przy znajomych ona się tak nie zachowuje. Jest cicha i skromna. Raz tylko coś jej się nie spodobało ... otwieraliśmy jakiś prezent od kogoś, na jakąś tam okazję. Zajrzałem pierwszy do środka, do torby i dostałem jakby po łapkach (zrobiła gest w powietrzu), ale się przy tym zezłościła. Nasi znajomi trochę się z tego uśmiali. Mnie wcale nie było do śmiechu.
                    • 13.02.13, 18:22
                      zwyklymaz napisał:

                      > Przy znajomych ona się tak nie zachowuje. Jest cicha i skromna. Raz tylko coś j
                      > ej się nie spodobało ... otwieraliśmy jakiś prezent od kogoś, na jakąś tam okaz
                      > ję. Zajrzałem pierwszy do środka, do torby i dostałem jakby po łapkach (zrobiła
                      > gest w powietrzu), ale się przy tym zezłościła. Nasi znajomi trochę się z tego
                      > uśmiali. Mnie wcale nie było do śmiechu.



                      O tym pisałem :) Klasyczny przemocowiec. Z tych, co na zewnątrz wszystkim mówią, jakie to szczęście mieć za żonę (tutaj męża), dla obcych właśnie taka, jak ta twoja - cicha, skromna, uległa pewnie też bywa, milutka, z uśmiechem od ucha do ucha zza którego czasem wymsknie się nienawistne spojrzenie, którym można by zamordować. Kiedy urodzą się dzieci BĘDZIE tylko gorzej. Zostaniesz od nich odepchnięty jako 'kaleka', która nie potrafi się nimi zająć. Jej już nawet jako kobiety nie dotkniesz, chyba że ona będzie miała na to ochotę. Znasz pewnie Noce i dnie? Jeśli nie przyjrzyj się relacjom panującym między Barbarą a Bogumiłem, jak ona go traktuje, kim dla niej jest.


                      • 13.02.13, 18:37
                        Niestety nie znam. Miałem alergię na lektury i wtedy niczego nie czytałem. Ona jest przemiła u moich rodziców. Aż za miła. Tak jakby zakładała maskę. Mój tata uważa ją za anioła. Zresztą co do maski, ja sobie to tłumaczę tak, ile razy mnie się niestety zdarzyło ubrać różne maski? Też mam nieco za uszami. Ale ostatnio przez te jej zachowania staje się gorszy. Przestaję nad sobą panować. Ostatnio myślałem, że ją zostawię na tej wycieczce samą (byliśmy w górach), dostanie mapę i będzie wracała 'po swojemu'. Ona się wtedy z uśmiechem zbliżyła do mnie i powiedziała złośliwie, że mnie nie zostawi. Byłem potwornie wściekły. Tłumaczyła to później tak, że nie chciała, żeby mi się stała krzywda. Nie wydaje mi się to prawdą.
              • 13.02.13, 17:05
                Chryste, darla sie na ciebie ze ja oszukales w sprawie bulki w macu?!
                jesli to co piszesz to autentyki, to mi slabo po prostu
                przed slubem nie widziales, ze dama jest yebnieta?
                --
                Jest nieskończenie ciężko, gdy w cudowny letni dzień widzisz nad sobą bezkresne, błękine niebo, uroczo puszyste obłoczki, jasne, ciepłe słońce. A zamiast tego powinieneś widzieć nad sobą spadochron.
                • 13.02.13, 17:11
                  Autentyk. Ale nie powiedziałby, że jest 'yebnięta'. Wiedziałem, że ma specyficzny charakter i mówiłem jej, że obawiam się, że możemy się gryźć. Ale nigdy nie przypuszczałem, że będzie taka bezwzględna. Że będzie tak ślepa na to swoje zachowanie. Mam wrażenie, że zdobyła męża i teraz może wyczyniać brewerie.
            • 13.02.13, 17:08
              Nie mówię, że jestem idealny i nie mam swojego charakteru. Ale nie jestem zafiksowany na rzeczach, które nie mają znaczenia. Potrafię dyskutować. Lubię argumenty. Moje zasady ... można weryfikować i rozmawiać o nich. Jestem w stanie dogadać się ze sporą ilością osób. Oczywiście nie ze wszystkimi. Ale nie wyobrażam sobie, żebym nakazywał komuś, zmuszał kogoś, wybuchał nagle żądając posłuszeństwa, bezwzględnego okazywania uległości. Ciężko jest żyć z taką osobą. Moja żona jednak na to wszystko mówi, że mnie kocha! Nigdy nie okazuje skruchy (za wyjątkiem epizodu w kuchni, kiedy udawała, że ją biję). Nie wierzę w to. Albo inaczej: wierzę, że bardzo jej na tym zależy, ale to jest z jakiegoś powodu niemożliwe i wychodzą różne demony: nakazy, zakazy, wymogi.
              • 13.02.13, 17:35
                nienienie

                zaproponuj madame terapie
                jesli ona nadal bedzie uwaza ze nie potrzebuje, to pora na ewakuacje ze zwiazku

                byla kiedys genialna kreskowka, szadoki
                i szadoki mialy motto zyciowe: jesli istnieje problem, istnieje tez jego rozwiazanie; jezeli nie ma rozwiazania, to znaczy ze nie ma problemu

                no, chyba ze chcesz do zlotych godow zyc w strachu, ze w kazdej chwili zostaniesz ukarany
                nie dajpanie boze nalozysz sobie ryz na talerz a przeciez mowiles ze masz ochote na makaron

                chlopie, ona ma nierowno pod sufitem :/
                --
                Jest nieskończenie ciężko, gdy w cudowny letni dzień widzisz nad sobą bezkresne, błękine niebo, uroczo puszyste obłoczki, jasne, ciepłe słońce. A zamiast tego powinieneś widzieć nad sobą spadochron.
                • 13.02.13, 17:44
                  Będziesz się śmiała, ale kiedyś upomniała mnie, za to, że zjadłem smażoną skórkę z pstrąga. (nie wolno ich jeść, podobno).
                  • 13.02.13, 18:01
                    nie jest mi do smiechu kiedy czytam takie posty

                    bedziesz sie czul winny za kazym razem gdy osmielisz sie zjesc to co lubisz a nie to co musisz
                    i czilaut- to nie zona daje rozwod, tylko sad <sond>

                    ps a nie masz juz przypadkiem takiej jazdy, ze czujesz sie w obowiazku o wszytsko pytac? o spodnie w sklpeie, ksiazke do czytania, o to, jaka muzyka ci sie MA PRAWO podobac?
                    --
                    Jest nieskończenie ciężko, gdy w cudowny letni dzień widzisz nad sobą bezkresne, błękine niebo, uroczo puszyste obłoczki, jasne, ciepłe słońce. A zamiast tego powinieneś widzieć nad sobą spadochron.
                    • 13.02.13, 18:10
                      Pytam o chyba wszystko. Czy ci pasuje to, a to ? A jak myślisz, co to jest to? Nawet czasami zaczynam sam się zastanawiać co ja do cholery robię !
                      • 13.02.13, 18:23
                        bagno

                        zrozum, ze nikt nie ma prawa sie na ciebie drzec, nakazywac, zakazywac i narzucac
                        jesli uwierzysz w to tak naprawde, to powinno juz pojsc z gorki

                        aha i oderwij sie od jej fochow
                        to ze ktos sie na ciebie obraza jest problemem obrazajacego sie, ie twoim
                        na poczatek idz do sklpeu i kup sobie bluze ktora ci sie spodoba
                        i niech cie reka boska broni przed mysla czy POWINIENES ja kupic ze zgledu na gust zony

                        moja znajoma, kompletnie stlamszona przez matke i tescioa, ktore zawlaszczaly jej dzieci, gdy tylko wyjechala za granice, musiala zmierzyc sie z wielkim problemem samotnych zakupow
                        szla do sklepu, wybierala sukienke dla cory, po czym zatrzymywala sie w polowie drogi do kasy i analizowala czy kiecka spodobalaby sie obydwu babkom

                        chore, nie?
                        --
                        Jest nieskończenie ciężko, gdy w cudowny letni dzień widzisz nad sobą bezkresne, błękine niebo, uroczo puszyste obłoczki, jasne, ciepłe słońce. A zamiast tego powinieneś widzieć nad sobą spadochron.
                        • 13.02.13, 18:31
                          Ja już staram się to wszystko tłumaczyć jakąś swoją winą utajoną, że nie dałem jej tego, na co zasługuje i nie jestem dla niej tym, kim powinienem być. Mam bardzo rozwinięte te swoje wyobrażenia o powinności. Ciągle mi się wszystko wydaje, że wszystko powinno być. Nawet jak jest takie i takie, to powinno być jeszcze inne. Przy czym chodzi o moje zachowanie. Ja niestety też tak mam, że jak wychodzę do sklepu to jestem jakby nakręcony przez żonę. Ona mnie instruuje - kup dwie bułki i parówki. Jeżeli kupię coś więcej - robi mi uwagi, że wydałem pieniądze i co ja sobie o tym myślę. A jeżeli kupię bułki i parówki, jest obrażona, że dla niej nie kupiłem prezentu. Raz nawet wychodziłem do sklepu po gazetę. Zapytałem: czy ty naprawdę niczego nie chcesz ? Odpowiedziała, że nie. Mówię jednak: kupię ci coś, hm ? Ona: nie, nie trzeba, idź już sobie. Wracam do domu z gazetą. Dostaję wykład jaki jestem zły, że nie umiem jej zrobić niespodzianki i egoistyczny (kupiłem oprócz gazety czekoladę).
                          • 13.02.13, 19:07
                            Przykro mi, ale to jest silnie toksyczny związek. Niekomunikowanie wprost swoich oczekiwań, chęć kontrolowania drugiej strony, oczekiwanie, że partner będzie zaspokajał niewyrażone potrzeby i "karanie" za wyimaginowane przewinienia.
                            Seksem czasami nie manipuluje?
                            No i proszę, mamy tu modelowy wręcz przykład jak to działa, niezależnie od płci. Już się wkręcasz w poczucie winy, bo robisz coś nie tak jakby pani się podobało.
                            Twoja żona nie ma patentu na rację i tego, co należy. Należy, bo kto tak mówi?
                            Mam wrażenie, że bardzo przejmujesz się tymi jej jazdami. Dlaczego? Ty nie jesteś winny temu, że ona czuje to co czuje. Nie jesteś w stanie sprawić, żeby poczuła się inaczej, nawet jakbyś stanął na uszach i potulnie spełniał jej wymagania. Bo to nie w Tobie problem.
                            • 13.02.13, 19:29
                              Mówiła mi kilkakrotnie, że ja POWINIENEM się domyślać, jakie ona ma potrzeby. Ona tego pragnie. Oraz, że, jeżeli ja tego nie robię, ona czuje się ŻLE. Pal licho to wszystko! Ja bym to jeszcze był w stanie znieść. Gdyby nie te nagłe ataki. Przez to czuję się naprawdę źle.
                              • 13.02.13, 22:35
                                Dajesz sobą manipulować. Uwierzyłeś, że problem jest w TWOIM nieidealnym zachowaniu i wierzysz, że gdybyś był lepszy/domyślniejszy itp. to by cię nie krytykowała. Nie rozumiesz, że o to jej chodzi by cię krytykowała, mogła wyżyć się na tobie, dlatego zawsze jakiś pretekst znajdzie.

                                Absurdem jest oczekiwanie, że się domyślisz czego ona potrzebuje. Pewnie sama tego nie wie, do tego nie potrafi komunikować swoich prawdziwych potrzeb. Poza tym tak łatwiej tobą manipulować, zawsze może stwierdzić, że chciała czegoś innego.

                                Podam Ci przykład jak to działa. Moja mama zachowywała się podobnie. Scenka jakich wiele: Tata ugotował obiad - zupę botwinkową z jajkiem i pokroił jajko w kostkę. Jak mama przyszła do kuchni awantura, bo ona chciała w ćwiartki, tylko nie raczyła nikomu o tym powiedzieć. Przy innej okazji pokroił w ćwiartki, to źle bo chciała w kostkę i w ogóle to powinien się jej spytać. Kolejnym razem spytał jak chce mieć te jajka pokrojone - to była awantura na 100 fajerwerków, że jest debilem, który nawet nie potrafi sam podjąć decyzji o tym jak jajko pokroić, zrzuca wszystko na jej głowę itp. Co by się nie zrobiło ZAWSZE BYŁO ŹLE (jak miała gorszy humor, jak miała lepszy, to jak się robiło jak każe było trochę spokoju, ale nigdy nie miała dobrego humoru za długo).
                                Przy każdej pie... atakowała jakby jej nie wiem jaką krzywdę zrobili, z taką furią i nienawiścią, że to aż przerażało.

                                Kiedyś skupiałam się na poszczególnych zachowaniach próbując dojść do tego co zrobiłam źle i jak ją w końcu zadowolić, aż zrozumiałam, że ona nie potrafi i nie chce być zadowolona, bo wtedy straciła by powód do wyżywania się na mnie. Warto zrozumieć cały mechanizm i przestać się wkręcać w dyskusje o tym czy kupiłeś 2 bułki czy coś jeszcze. Sprzeciwić się trzeba samemu faktowi, że obraża, czepia się czegoś co jest twoją suwerenną decyzją, narzuca swoje zdanie itp.

                                Natomiast jeśli nie macie dzieci to radzę wiać. Takie zachowania wynikają z dużych problemów, jakie żona ma sama ze sobą. Bez solidnej terapii ich nie przerobi, a na razie nie widać by chciała dostrzec, że coś z nią nie tak. Z wiekiem będzie tylko gorzej. Moja matka zaczęła szarpać ojca, wkładać mu palce do oka gdy udawał, że śpi by jej nie słuchać, chodziła za nim nawet do WC, nie dając nawet chwili spokoju. Skończył jako wrak człowieka.

                                Oczywiście dla samego siebie warto ćwiczyć asertywne stawianie granic. Na razie czuje, że dajesz sobą pomiatać i jest bezkarna, więc pozwala sobie na wiele. Natomiast nie liczyłabym na cudowną przemianę z jej strony. Zrozum - jej jest tak wygodnie. Daje upust agresji, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności, wszystko w domu i związku ustawia pod siebie. Z jej perspektywy nie opłaca się zmieniać.

                                Uprzedzam tylko byś się dobrze przygotował do rozwodu i zabezpieczył swoje rzeczy, bo takie osoby lubią się mścić. I nie nabieraj się na łzy, że będzie sama itp. Nikt jej nie każe się tak zachowywać, może się zmienić. Nie jesteś odpowiedzialny za to co ona robi ze swoim życiem ani jak reaguje na twoje zachowanie. Ona jest odpowiedzialna za swoje uczucia, swoje reakcje, swoje zachowanie i swoje życie, nie ty.

                                I w żadnym wypadku nie decydujcie się na dzieci, dzieciństwo z taką matką to koszmar.

                                --
                                Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                • 13.02.13, 23:14
                                  Twoja mama robiła tak z ojcem? Boże. To koszmar. Może mojej żonie trzeba pomóc? Nie chcę jej tak zostawiać po prostu. Ma problemy. Zepsuła sie. Oddaje ja na gwarancji. Rękojmia. Wymieniamy towar. Mówiąc poważnie: często mną manipuluje, bo chyba wie, że może sobie na to pozwolić. Daje jej to jakąś przedziwną korzyść. Jakby wiedziała, że sięga głębiej za każdym razem, kiedy to ma miejsce. To jest nonsens. Nie umiem tego wyrazić w odpowiedni sposob...Ale myślę, że ona tak czuje. Gdyby tak nie było, nie robiła by takich rzeczy.
                                  • 13.02.13, 23:42
                                    zwyklymaz napisał:

                                    > Może mojej żonie trzeba pomóc?
                                    > Nie chcę jej tak zostawiać po prostu. Ma problemy. Zepsuła sie. Oddaje ja na g
                                    > warancji. Rękojmia. Wymieniamy towar.

                                    Twoja żona nie jest chora. Nie zachowuje się tak cały czas, nie ma przymusu zachowywania się w ten sposób. Ma zdolność oceniania, że takie postępowanie w pracy, poza domem naraziło by ją na nieprzyjemności. W domu czuje się bezkarna, więc sobie pozwala na wiele. ONA WYBRAŁA TAKIE ZACHOWANIE, taki sposób zaspokajania swoich potrzeb. Gdyby jej to przeszkadzało, to by po pierwszym większym wyskoku sama poszła na terapię. Zrozum, tylko tobie przeszkadza obecna sytuacja, ona nie ma ŻADNEJ motywacji by cokolwiek zmienić.

                                    Usprawiedliwiasz ją szukając choroby tam gdzie trzeba rozpoznać mechanizmy przemocy. Ona jest zaburzona - owszem, ale nie na tyle by nie być z grubsza świadoma tego co robi. Może tą świadomość wypierać, uzasadniając swoją agresję kolejnymi "powodami". Problem polega na tym, że im dłużej to będzie trwało, tym większego drania będzie musiała z ciebie robić w swoich oczach, by uzasadnić to jak cię traktuje.

                                    Jeśli chcesz jej pomóc, to postaw granicę jej zachowaniu. Nie pozwalaj na takie jazdy, konsekwentnie mów, że to nienormalne, jeśli sobie nie radzi to niech szuka pomocy. Ale nie jesteś w stanie sam jej pomóc, ona musi chcieć. Jeśli nie chce, nie ma najmniejszego sensu byś zmarnował sobie u jej boku życie.
                                    Jesteś idealistą, to wspaniałe i cenne. Zastanów się jednak czy jest miłością pozwalanie by cię niszczyła? Wyobraź sobie, że ona ocknie się za 20 lat, w końcu do niej dotrze, że ma ze sobą problem i bardzo cię raniła. Chcesz tego dla niej? Nie robisz dla niej nic dobrego pozwalając jej być potworem.

                                    Masz rację, że za każdym razem ona sięga głębiej - Ty robisz się coraz bardziej zmanipulowany i na więcej pozwalasz, ona się coraz bardziej nakręca. Jeśli nie postawisz teraz zdecydowanego i konsekwentnego oporu, za jakiś czas możesz już nie mieć na to siły.

                                    --
                                    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                    • 13.02.13, 23:56
                                      Masz rację. Tak mi się wydaje. To jej wybór. W pracy czuje respekt przed szefową... Musi wiedzieć, że tam jej nie wolno, a tutaj wolno. Ona decyduje o tym, jak się zachowuje. Może wytłumaczyć. Ale woli ukarać i nawrzucać. Wymusić. Zastanowię się nad radami. Zbiorę to jeszcze raz do kupy. Poczytam... Ale to jutro, albo pojutrze. Na dzisiaj już wystarczy. Dziękuję za rady, uwagi i wskazówki. Nie tylko Twoje posty mi się podobały, ale Twoje zwłaszcza. Dzięki.
                                  • 14.02.13, 07:58
                                    zwyklymaz napisał:
                                    > Może mojej żonie trzeba pomóc? Nie chcę jej tak zostawiać po prostu. Ma problemy.
                                    > Zepsuła sie. Oddaje ja na gwarancji. Rękojmia. Wymieniamy towar.
                                    Ty lepiej sobie pomóż! :)
                                    A jeśli Ci nie przejdzie, to weź patelnię i się walnij porządnie w łeb. ;-)
                                    Ja miałem taką żonę, nie w takiej skali, jak Ty.
                                    Sama się rozeszła, gdy postanowiłem mieć własne zdanie. Jest sama i będzie, nie obchodzi mnie to. Ktoś mnie namawiał na próbę powrotu, tylko się krzywię na samą myśl.
                                    U mnie było o tyle gorzej, że były dzieci, dlatego chciałem trwać. Ty nie masz takich problemów.
                                    Mógłbym pisać o swoich sprzeczkach, na razie mógłbym Cię przebić, ale Ty mnie na pewno przebijesz z czasem! :-)
                                    Jeśli chcesz zostać, to zrób sobie najpierw wazektomię. :-D
                                    • 14.02.13, 08:37
                                      Ale twoja żona nie chce pomocy i nie prosi cię o tym?
                                      Ona chce podporządkowania, widza i kukiełkę do swoich rozgrywkach nazwanym planami.

                                      Nie można pomóc człowiekowi który tej pomocy nie potrzebuję. To jest sprzecznie z jej natury, żona nie chce się zmienić-to ona chce ciebie zmienić.
                                      Wersja z twardym maczo też odpada. Zazwyczaj są słodkie i mile dopóki dopną swojego i ofiara jest złapana. Potem każde twarde stawienie sprawy będzie postrzegane że drań, krzywdzi i nawet biję. Też się tego naoglądałam jak znajomy się żony postawił a ona z nim chciała raptem zrobić sadystę. Podobno ją bil-ale on chodził z siniakami. Jak się zamknął w jednym pokoju w ich dużym wręcz ogromnym domu tylko żeby miał spokój to rozbiła zamki. Jak doszło do tego że facet nawet spał i mieszkał w samochodzie szukając azylu to właśnie ona nas powiadomiła o tym (facet się wstydził) ale uwaga-teoria była on w tym samochodzie oprócz poduszki i koca ukrywa przed nią na pewno baaaardzo ważne rzeczy i to MY musimy i pomóc i się włamać do cudzego samochodu. Długo to trwało i takie historie bez miar. Jedynie co pocieszało faceta jest to że córki nie mieli. Powiedział mi że wtedy na bank by był już pedofilem molestujący swoje dziecko. Teraz są po rozwodzie.

                                      Tak że stawiam na to co mówi Altz. Naucz się stawiać granice, jak reagować na agresje i asertywności. Postaw się, nastąpi eskalacja agresji i ona sama się wysmykuję
                                      U mnie też tak zadziałało.

                                      Dziw że jeszcze cie nikt nie skierował do blogu moje dwie głowy.
                                      • 14.02.13, 08:53
                                        Link do blogu "moje dwie głowy" jest w załączonym wątku o przemocowcach.
                                      • 14.02.13, 08:59
                                        krokodil123 napisała:
                                        > Tak że stawiam na to co mówi Altz. Naucz się stawiać granice, jak reagować na a
                                        > gresje i asertywności. Postaw się, nastąpi eskalacja agresji i ona sama się wys
                                        > mykuję
                                        > U mnie też tak zadziałało.
                                        U mnie też, dlatego polecałem. ;-)

                                        Zwykły,
                                        mam zadanie dla Ciebie na ten weekend. Masz się spotkać z kolegami u Ciebie w domu i wypić po trzy piwa, może być za nasze zdrowie! :-)
                                        To nie jest przestępstwo, a zobaczysz, jakie są skutki. W ramach drażnienia lwa, powiedz żonie, żeby coś dobrego przygotowała. ;-)
                                        Jeśli się nie zdecydujesz, bo żona, bo to, bo tamto, to będziesz miał okazję mocno się nad sobą zastanowić. :-D
                                        Jeśli baba zrobi piekielną awanturę i nie da żyć, to się przeniesiecie do jakiegoś baru i tyle.
                                        Ale raczej nie zrobi awantury, będzie miała kwaśną minę, długa chwila ciszy, a potem (następnego dnia) się zacznie.

                                        Spróbuj, polecam!
                                        • 14.02.13, 09:12
                                          Zgadzam się z altz, potraktuj żonę dokładnie jej metodami, wówczas pani pokaże Ci pełnię swoich możliwosci, co ułatwi Ci podjęcie decyzji o rozwodzie...tylko się nie obwiniaj i nie przejmuj nią, ona się Tobą nie przejmuje i żadnych wyrzutów sumienia nie ma na pewno...szanuj się chłopie i nie pozwalaj tej zaburzonej kobiecie po sobie jeździc. Niech szuka kolejnego, na którym będzie mogła się wyżywac...
              • 13.02.13, 17:36
                Moja żona jednak na to wszystko mówi, że mnie kocha!

                Nie ma tu żadnej sprzeczności z jej zachowaniem. Ona zupełnie serio może myśleć, że Cię kocha, bo pozwalasz realizować jej potrzeby w związku (potrzeba kontroli, planowania, sztywnego trzymania się zasad..). Zapewne to uważa za miłość. Spróbuj wyobrazić ją sobie z jakimś facetem o silnym rysie macho- czy z nim też udałoby się jej uprawiać te swoje gierki? Bardzo wątpię i ona podświadomie raczej to wie, więc nigdy nawet nie próbowałaby przymierzyć się do takiego partnera.
                Z Tobą może sobie pozwalać na te swoje jazdy i to w jakiś sposób zapewne daje jej jakieś korzyści.
                Trudno się żyje z taką osobą, niestety. Ona w sobie wad nie widzi przecież.
                Jednak do awantury potrzeba dwóch stron, jedna sobie zbyt długo nie powalczy. Może zatem spróbuj być stanowczy ale spokojny, ulegać tam gdzie możesz sobie na to bez większej szkody pozwolić, a obstawać przy swoim tam gdzie czujesz, że ona przekracza Twoje granice (imo jedzenie do takich granic należy jak najbardziej, może dlatego najbardziej jaskrawe przykłady tego dotyczą). Nie ma sensu przekonywać żony do swoich racji (co zdaje się próbujesz robić), tylko konsekwentnie robić swoje. Wiem, że to przypomina chodzenie po krawędzi, ale cóż, tak sobie wybrałeś.
                Za dużo w tym wszystkim emocji, nakręcania się nawzajem w sumie o błahe sprawy. To nie zarzut , wiem że wiele ludzi tak latami żyje i jakoś ciągnie ten wózek, np. moi rodzice już ponad 50 lat. Czasami jak na nich patrzę, to widzę jacy są jednocześnie biedni i śmieszni tak się nawzajem swoimi emocjami nakręcając. Z na starość to już w ogóle robi się jazda.
                • 13.02.13, 17:51
                  Dzięki za komentarz. Serio. Rzeczywiście przekonywanie nie pomaga. Tu trzeba jakiejś innej strategii. Może stanowczość pomoże coś zmienić. Konsekwencja. To jest mój osobisty problem ... nie potrafię być stanowczy. Zwykle po jakimś czasie i tak ja zaczynam rozmowę między nami (jeżeli się posprzeczamy). Może ona myśli przez to, że jest bezkarna? Chyba ja nie jestem tutaj bez winy.
              • 13.02.13, 17:41
                Wiesz, wydaje mi się, że Twoja żona bardzo indywidualnie tłumaczy sobie to, że "kocha" Ciebie, ona nawet nie wie, co to znaczy kochać (zapytaj ją przy okazji, co to znaczy kochać drugą osobę, zrób taki test). Ona nazywa "kochaniem" posiadanie Ciebie i sprawowanie nad Tobą władzy.
                Bo na 99 procent taki jest fakt - ona ma nad Tobą przewagę, paradoksalnie góruje nad Tobą agresją. Mimo, że Ty czasem starasz się nie ustępować.
                Niestety, jest to równia pochyła.
                I gdybym ja była na Twoim miejscu, najprawdopodobniej zastanawiałabym się poważnie nad rozwodem. Twoja żona najprawdopodobniej nie jest chora psychicznie ale jest charakteropatką.
                A życie z charakteropatą jest na dłuższą metę nie do zniesienia.
                • 13.02.13, 17:46
                  Nigdzie nie sugerowałem, że jest chora, tylko ma takie cechy charakteru, które powodują, że się odwracam na lewą stronę. Co to jest 'charakteropatka' ?
                • 13.02.13, 17:55
                  Rzadko pyta mnie czy mam na coś ochotę. Nigdy nie zadała mi pytania: słuchaj jest taka i taka sprawa, ja nie umiem jej rozwiązać, jak ty ją widzisz?, albo też: zdarzyło się to, a to, i teraz ja mam swoje zdanie takie a takie, a jakie jest twoje? Strasznie mi to przeszkadza. Ja za to ... dosyć często czuję się 'posiadanym'. Ona uważa, że ślub jest nierozwiązywalny. I nie mam teraz wyboru. Ciężko mi to znieść. Ciężko mi to znieść też dlatego, że czuję się jakby winny tego jak się zachowuje.
                  • 13.02.13, 17:57
                    nie decydujcie sie na dzieci, bo ten zwiazek nie rokuje.
                  • 13.02.13, 17:59
                    Nie nie, Ty nie pisałeś, że żona jest chora, ktoś z wypowiadających się powyżej nadmienił coś.
                    Charakteropatę cechują zmiany osobowości typu psychopatycznego, wyrażające się w odchyleniach charakterologicznych, np. skłonność do kłamstwa, agresji, do stawiania na swoim, nastawienia socjalne i antysocjalne, osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline itp.
                    W każdym razie ciężkie to jest.
                    • 13.02.13, 18:36
                      Przepraszam, że pytam zwykłymężu, może gdzieś już pisałeś i ja nie zobaczyłam, ale ile macie lat, Ty i żona? Pytam z ciekawości.
                      • 13.02.13, 18:37
                        Trzy dyszki.
                        • 13.02.13, 18:46
                          E, to jeszcze nie tak źle (ja też mam 3 dyszki i trochę) - myślałam, że jesteś starszy, przeżyłeś w małżeństwie sporo lat i przez to może jesteś bardziej zmęczony i zniechęcony życiem oraz pogodzony z rzeczywistością. Odpowiedz sobie, czy jesteś w stanie znosić to przez wiele lat.
                          Jak reagujesz, gdy ktoś pyta Cię o ewentualny rozwód?
                          • 13.02.13, 18:51
                            Nikt nie pyta. O tym wie tylko kilka najbliższych osób, które nie puszczają pary z gęby i Pan Bóg, jeżeli istnieje i obchodzą Go akurat takie sprawy. Wiecie też wy. Tutaj na forum. Ja się sam zastanawiam nad rozwodem. Ale czuję, że to ponad moje siły. Czuję się winny, że psuje jej życie. I wiem, że ona nie będzie chciała rozwodu. Liczę jeszcze, że coś z tego się upiecze, że sobie poradzimy. Wiem, że to po części przeze mnie ona się tak zachowuje, dałem jej się zbytnio zdominować. Ona ustawia mi życie, tak jak jej się podoba... Ale jeżeli to się nie zmieni, myślę na poważnie o rozwodzie. Żona tylko sobie tego nie może wyobrazić.
                            • 13.02.13, 19:00
                              Jeśli czujesz się winny, ze psujesz jej życie - to ostatni moment, aby uciekać. Zaczynasz być typową ofiarą przemocowca - osobą, która zamiast huknąc pięścią w stół i odejść, zaczyna się zastanawiać, gdzie zawiniła. I że jeśli sama się zmieni, to będzie może lepiej, bo da się ograniczyć kontrolę i złość drugiej strony.
                              Ewakuowałabym się jak najszybciej, póki jesteś jeszcze młody - i żona też. Chyba, ze wolisz jednak sie poświęcić dla żony, ale wtedy weź pod uwagę, zę nie powinieneś mieć dzieci. Albo żona będzie je wychowywała tak jak Ciebie, a wtedy szkoda dzieci, albo też staniesz sie chłopcem do bicia w jeszcze większym stopniu noż teraz.
                              --
                              zpopk.blox.pl
                              • 13.02.13, 19:32
                                To nie są proste dylematy. Nie chciałbym, żeby stała jej się jakaś krzywda. Nie wiem jak ona sobie sama poradzi... można by tutaj opowiadać na temat moich podejrzeń. Wyobrażałem sobie nawet jej życie jako kobiety samotnej. Aż mi się serce ścisnęło. Zastanawiałem się czy ona jest w stanie sobie z kimś ułożyć życie. Obawiam się, że może mieć problem. Jednak ... jeżeli to będzie nadal tak wyglądało, to krzywda stanie się nam obojgu. I obudzimy się po kilkunastu latach z bliznami nie do zagojenia, ze zmarnowanym życiem.
                                • 13.02.13, 19:38
                                  wyklymaz napisał:
                                  > To nie są proste dylematy. Nie chciałbym, żeby stała jej się jakaś krzywda. Nie
                                  > wiem jak ona sobie sama poradzi... można by tutaj opowiadać na temat moich pod
                                  > ejrzeń. Wyobrażałem sobie nawet jej życie jako kobiety samotnej. Aż mi się serc
                                  > e ścisnęło. Zastanawiałem się czy ona jest w stanie sobie z kimś ułożyć życie.
                                  Wyobraź sobie dzieci w takim związku, wtedy Ci będzie łatwiej.
                                  Dla mnie to jest niemądre, narażać dzieci na taką sytuację, jeśli jest to do uniknięcia.
                                  Dziecko weźmie nie tą zabawkę, którą mama by chciał i dostanie po łbie, bo będzie słabsze.
                                  Dziecko się nauczy żyć na baczność w domu i nie okazywać uczuć, a poza domem może będzie duszą towarzystwa i będziecie się oboje dziwić, dlaczego tak jest?
                                  • 13.02.13, 19:52
                                    Bałbym się. Gdyby były dzieci i usłyszałyby, że ja jestem ... że znowu okłamałem. Że ona ponownie mi zaufała, a ja, egoista nie wpadłem na to jak zaspokoić jej potrzeby, nie domyśliłem się tego... usłyszałbym, że muszę, że koniecznie i bezwzględnie i gdyby to było wypowiedziane tyn tonem pełnym nienawiści, to nie wiem jakbym to zniósł.
                                    • 14.02.13, 12:14
                                      Miałam taką osobę w najbliższej rodzinie. I dokładnie w taki sposób traktowała zarówno swoje dzieci, jak i męża. Przez 50 lat, ale to było pokolenie, w którym rozwody nie istniały :) Kopnij żone w jej toksyczny, manipulatorski zad i nie oglądaj się za siebie. I nie wierz w ani jedno jej słowo, nawet jeśli się na jakiś czas cudem zamieni w cud, miód i orzeszki. I absolutnie, choćby nie wiem co się działo, choćby miał być koniec świata - nie dopuść, by zaszła w ciążę.
                                      • 14.02.13, 12:28
                                        > I absolutnie, choćby nie wiem co
                                        > się działo, choćby miał być koniec świata - nie dopuść, by zaszła w ciążę.

                                        Racja. Pani, kiedy połapie sie, że jej wygodny świat wymyka się jej z rąk, może uznać że "dziecko wszystko zmieni" i będzie próbowała zabetonować na amen układ za jego pomocą. Kij będzie ją obchodziło, że stworzy dysfunkcyjny układ. Więc, zwykłymęzu, bądź czujny.
                              • 13.02.13, 19:40
                                Ratuj się i uciekaj, póki nie macie dzieci. Twoja żona nie jest zrównoważona. Jak tak dalej pójdzie, zrujnuje ci życie.
                            • 13.02.13, 19:33
                              Hm, drogi zwykłymężu - ja Ci życzę mnóstwa siły. Nie życzę, by się ułożyło w związku - bo się nie ułoży. Albo będzie gorzej albo będzie tak samo, z tym że Ty spasujesz i zobojętniejesz, dla Ciebie będzie dobrze bo ona przecież "nie stosuje przemocy fizycznej a przecież mogłaby!" Zauważ, jakie to jest podobne do reakcji maltretowanych psychicznie kobiet. Nie odchodzą i nie walczą o swoje życie, bo nie mają siły, bo zjada je poczucie winy, bo uważają, że nie jest tak źle (mogłoby być gorzej).
                              Dlatego życzę Ci mnóstwa siły, byś ją miał by walczyć o siebie. Stań się egoistą i zacznij mieć wyrzuty sumienia, ale z racji tego że niszczysz SWOJE życie (a nie jej!!).
                              Znasz trochę paragrafy i kodeks? (wiem, że nie lubisz czytać, jak nadmieniłeś, ale czasem potrzeba zrobić wyjątek) - poczytaj troszkę i dowiedz się, że to nie żona decyduje o rozwodzie. Tylko sąd a Ty jesteś powodem. Czasem sąd wydaje wyrok in absentia pozwanego;). Wiedza da Ci siłę.
                              Żona będzie się rękami i nogami bronić przed rozwodem - bo już potem nic jej nie czeka. Straci swój dwór i spadnie z tronu. Najprawdopodobniej zostanie sama, bo starsi mężczyźni moją oczy nieco szerzej otwarte - a nikt nie będzie się wiązał z taką osobą. Prędzej czy później wyjdzie na jaw to, jaka jest naprawdę. Najgorsze jest, gdy coś takiego się sobie uświadomi, ale ona na razie jest silna Twoją niewiedzą, wykorzystuje Twoje poczucie winy. Długo jeszcze?

                              • 13.02.13, 19:48
                                Lubię czytać. Po prostu kiedyś nie czytałem. Wtedy kiedy nakazywano czytanie.

                                Dzięki za rady z postów ;) Co za niezwykle, zdumiewająco interesująca rzecz, że jest coś takiego jak net, gdzie na forum można poprosić o wgląd innych. Czasami można przy tym dostać po łbie...można usłyszeć, że się nie umie 'konwersować' albo, że wart jeden drugiego, ale biorąc pod uwagę tą ewentualność i zastrzegając ciut...będąc na nią gotowym, warto jest poprosić o spojrzenie innych.

                                Nie życzę jej źle. W sercu jest dla mnie ważna. Nie chcę, żeby nagle sama została, z tym poczuciem, że jest taka zła i zepsuta. Nie wierzę też, że rzeczywiście jest. Tylko przez nieumiejętność wyrażania uczuć i nieumiejętność rozwijania relacji, stosuje takie przykre chwyty, które tak obnażają jej bezsiłę. Gdyby ona chociaż raz próbowała mnie nakłonić, albo przekonać do swoich racji, słowo daję, że byłbym przystał pewnie, będąc zadowolonym, że możemy o tym porozmawiać. Ona nawet sobie nie zdaje sprawy, że te kategoryczne wymagania są takie puste i że wzbudzają tylko złość. I jeszcze poczucie winy - jak wspominasz - poczucie winy jak u ofiary. Bo to jest przemoc. Bardzo mi się to nie podoba.
                                • 13.02.13, 20:23
                                  Zwracam honor w takim razie zwykłymężu, jeżeli chodzi o czytanie;).
                                  A net to rzeczywiście wielka siła i narzędzie takiej właśnie komunikacji, masz problem - piszesz na forum, czytasz odpowiedzi, odnosisz się do niech (albo nie). Na pewno większość ludzi tu piszących do Ciebie naprawdę się przejęła. I jak sam trafnie zauważasz, nie raz oberwiesz po głowie, ale to wszystko w dobrej wierze.
                                  Poza tym z drugiej strony niekiedy jest łatwiej wylać z siebie wszystko na forum, bo jest się anonimowym. No i jest jakoś łatwiej! Ja np zawsze wolałam bardziej pisać, niż mówić, kiepski mówca ze mnie, lepszy pisarz i słuchacz;).
                                  Nie musisz życzyć żonie źle, by odejść i starać się ułożyć sobie życie na nowo, z pewnością nie od razu w nowym związku, na razie sam ze sobą, dopiero potem. Możesz nawet pozostać z nią w stosunkach przyjacielskich (nie, teraz to ironicznie fantazjuję). Wiem jednakże, z obserwacji małżeństwa znajomych, że raczej to nie wypala...a potem przede wszystkim cierpi ten, który miał zasady moralne i wyrzuty sumienia, a agresor tak naprawdę triumfuje.
                                  A jakie żona stosuje chwyty, jak chce wzbudzić w Tobie poczucie winy?
                                  • 13.02.13, 20:37
                                    Rzuca się na mnie w kuchni i krzyczy, że ją biję. Albo mówi, że złamałem dane słowo, którego nie złamałem (rzekomo obiecałem nie robić awantur, a złamanie słowa, w tym wypadku to była moja argumentacja - nie zgadzałem się ze zdaniem co do zakupy herbaty), albo mówi, że jestem wstretnie niedobry i krzywdzę innych (swoją mamę np. Z którą kiedyś rzeczywiście miałem sprzeczkę, o której zapomniała i mama i ja; co to jednak ma do rzeczy i po co to wypominać, zwłaszcza w takich momentach?) Oskarżyła mnie raz w złości, że jej zakazuje chodzić do kościoła ... (Nic podobnego nie miało miejsca). Najbardziej mnie bolą te zakazy i nakazy. Ciężko mi teraz o tym myśleć. Wiele z tych sytuacji miało miejsce, kiedy się sprzeczaliśmy. Myślę, że to jest jej pomysł na radzenie sobie z kłopotami. I to jest ... Wnika to z bezsilności.
                                    • 13.02.13, 20:46
                                      Albo terapia, albo zwiewaj jak najdalej, co będzie jak żona zacznie oskarżać cię o bicie nie tylko w cztery oczy? A jak chcesz się rozwieść, to radzę panią dyskretnie nagrywać.
                                    • 13.02.13, 20:51
                                      To ja będę nieuprzejma i napiszę wprost: jeśli nie jesteś trollem, to Twoja żona jest ciężko chora psychicznie i musisz możliwie najszybciej i bez skrupułów ewakuować się z układu. Od wariatów instynkt samozachowawczy każe uciekać i palić za sobą mosty.
                                      Jest jeszcze inna wersja - ona potrzebuje kogoś (choć nigdy się wprost nie przyzna) kto ją zdominuje butem i knutem, kogoś dużo silniejszego i bardziej zdecydowanego niż Ty, kto nie tłumaczy się z zakupu bułki. Twoje tłumaczenie się, próby polubownego uzgodnienia czegoś itd. tylko nakręcają jej agresję i prowokują do eskalacji.
                                      • 13.02.13, 21:17
                                        Nie jestem żadnym chrzanionym trollem. Pamiętajcie tylko, że to są epizody. Oprócz tego daje się czasami normalnie żyć, bo w przeciwnym wypadku pisałbym ze szpitala. Poza tym: to jest moja opowieść o incydentach. Moja. Pewnie ona by mogła wam wypisać sytuacje, w których ja się upierałem (np. Podczas wyjazdu, chciałem, żebyśmy coś zobaczyli i ona się poświęcała dla mnie, ale potem mi o tym przypominała). W każdym razie tych rzeczy nagromadziło się za dużo. I zadałem sobie dokładnie takie pytanie co do incydentu z "biciem"? Co będzie, jeżeli opowie komuś, że ją biję ?

                                        P.s. Jest jeszcze incydent z wiadomościami na telefon. Ktoś mi wysyłał wiadomości. Musiał być to ktoś, kto mnie znał. Akurat wtedy byłem z żoną pokłócony i nie widzieliśmy się przez ten jeden dzień. Nie wiem, czy to była ona, ale wygląda mi to niestety na kolejny chwyt. Nikt inny nie mógłby pisać do mnie takich durnot. Ja nie mam wrogów.
                                        • 13.02.13, 21:30
                                          Sypiacie w ogóle ze sobą? W sferze intymnej też ma zerową elastyczność czy jest kobieta bardziej wyluzowana?
                                          Tak czy siak z opisu to wariatka.
                                          I nie użalają się nad nią, że w wypadku rozwodu zostałaby sama, to jej problem a nie Twój.
                                        • 21.02.13, 01:01
                                          Przyznam się na wstępie, że nie przebrnęłam przez całośc, ale mnie poruszyło i chcę napisać do Ciebie, zwykłymężu, jako osoba, która miała na wyposazeniu podobne zachowania jak twoja żona. Otóż diagnoza jest jedna. Wiesz, dlaczego ona się tak zachowuje? Bo może.
                                          Powoliłeś jej na to. Pewnie, jak pisało wielu przedmówców, to jakas patologia, mająca swoje przyczyny w nieszczęśliwym dzieciństwie, mikrourazach mózgu podczas porodu albo inna wscieklizna macicy. Nieważne. Ważne jest zupełnie co innego. Otóz, ty powalasz po sobie jeździć i nie stawiasz granic. Takich prawidziwych. Swego czasu mój partner przechodził podobne akcje do tych, które opisujesz. Urządzałam mu niezłe jazdy. Ta niechęc do nieplanowanych rzeczy - znamienna, miałam podobnie. I wiesz co - uleczyło mnie! Lekiem była reakcja osób, na których mi zależało. Facet, na tórym mi strasznie zależało, absolutnie nieprzyzywczajowny do moich jazd, zareagował prawidłowo. Najpierw - opieprzony w okolicznościach gdy byłam wkurzona chociaż nie on zawinił, a przybył z pomocą i dostał zjebkę - bo byłam wkurzona - bardzo spokojnie wytłumaczył mi, że ktoś inny wmanewrował mnie w niedobrą dla mnie sytuację, on mi pomaga, a ja go opieprzam - przy czym zrobił to zupełnie bez obwiniania mnie, niezwykle spokojnym głosem, patrząc mi w oczy powiedział : "popatrz, jestem tu żeby ci pomóc, będę teraz nosił ciężkie pakunki, tylko po to, żeby tobie było lżej, a ty mnie za to opieprzasz. Czy na pewno to własnie chciałaś mi powiedzieć?" Raczej trzeźwiące, ale pomogło dorażnie. Następnym razem, gdy dalam wyraz swojemu niezadowoleniu (bo coś się potoczyo nie tak jak zaplanowałam) - najpiew dal ostrzeżenie, że u się moje zachowanie nie podoba, a potem - regularnego bana, przestał odbierać ode mnie telefony, przez 3 dn nie mogłam sie nim skontaktować. I wiesz co - otrzeźwiło mnie. Nie robię takich akcji, chociaż furię mam w genach:-) (mój ojciec słynie z wybuchówwścikłości, ale cikawa rzecz- od dłuższego czasu nie są wymierzone przeciw mnie - umiem się bronić). Wystarczy na poważnie dac odczuć konsekwencje. Co ciekawe - wówczas w kontaktach z ludźmi, którzy stawiali mi wyraźne granice czułam się o wiele lepiej, nie powiem bezpieczniej, bo własnie nie, ale to mnie skłanialo do kontrolowania swojego postępowania. I to jest klucz do takich osób - nie pozwól, żeby czula się bezkarna, pokaż jej, że nie tolerujesz pewnych zachowań. Doradzam eskalcję np. w wypadku akcji ze sniadaniem w Kościeliskiej należy powiedzieć coś w ten deseń "zobacz, zorganizowałaś fajny wyjazd dla mnie, żeby mi zrobić niespodziankę, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, a tymczasem siedzimy tu i kłocimy się o zestaw śniadaniowy. Przeciez nie o to ci chodziło". Niezwykle istotny jest ton takiej wypowiedzi - spokojny (mów powoli i dośc cicho) i pewny siebie (ale nie atakuj). Nie pytaj i nie dyskutuj, nie argumentuj, że masz rację z tym zestawem contra herbata (chociaż masz). Przy braku reakcji na takie dictum, nalezy zupełnie spokojnie oddalić się, mówiąc, ze nie jesteś w stanie tak rozmiawiać i nie dopuszczać do kontaktu przez dobę (no, dobra, dla osobników mniej wytrwałych - kilka - co najmniej 3 - godzin). Przeciwnik może się zaciąć, ale zmięknie z czasem - pamiętaj, ona też ma sporo do stracenia. Daję max, ale autentycznie absolutny max - 4 dni. Sądzę jednak, że nie wytrwa tyle. Jesli zatnie się na dłużej - to znaczy, że i tak jest pozamiatane i nie ma czego żałować. Zakładając oczywiście, że jej wybuchy są rzeczywiście nieadekwatne do wydarzeń, tak jak to przestawiasz.
                                          Na pewno jest strasznie dużo teorii na temat przyczyn takich zachowań i na pewno jest słuszne twierdzenie, że to zachowanie toksyczne. Ja piszę jako autorka takich zachowań - to akurat na mnie zadziałało. Małżonek wyrzucany wielokrotnie z domu - ma się dobrze. Po prostu kiedys nie dał się zawrócić ze schodów i wytrwał parę dni:-) Od tej pory juz go nigdy nie wyrzuciłam:-) I proszę wiadra pomyj tu na mniej nie wylewać, bo byłam młoda i głupia.
                                          Stawiaj granice, to podstawa. Ona nie może znieśc marnowania jedzenia? OK, ale czy to jest powód, żeby zamieniać w piekło wyjazd-niespodziankę?
                                          • 21.02.13, 09:48
                                            Bardzo wartościowy komentarz.

                                            Właśnie o brak wyciągania konsekwencji wobec mojej mamy miałam największy żal do taty i babci. Gdy matka poczuła, że jej wszystko wolno, nikt słowa nawet nie powie, bo przecież ona biedna i chora, nie miała już ŻADNYCH hamulców. Wobec rodziny, w pracy potrafiła się kontrolować. W ten sposób wyhodowano potwora. Natomiast podejrzewam, że tata i babcia nie potrafili by tych granic stawiać asertywnie, bo wymaga to zarówno szacunku do siebie i jak i drugiej osoby. Twój mąż stoprocent zrobił kawał dobrej roboty :) Podziwiam też Ciebie, za odwagę przyznania, że to tobie odpalało i pracy jaka wykonujesz by się z tym uporać, a przynajmniej by by ten emocjonalny potworek nie skakał ludziom do gardeł ;) Pozdrawiam
                                            --
                                            Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                      • 13.02.13, 21:30
                                        Bardziej zaburzenia osobowiści niż choroba psychiczna, ale i tak wierzę, że średnio normalnemu człowiekowi trudno znosić takie jazdy.
                                        Moja matka taka jest- na co dzień lubiana, uczynna, a bywa że w domu wychodzi z niej sekutnica jakich mało. Dzieciństwo z nią to było jedno pasmo udręki- nigdy nie wiadomo było do czego się przyczepi, a potrafiła przeczepić się do byle g... A jednocześnie jak czuje siłę, to potrafi się dostosować.
                                        Więc pomyśl też i o tym, że dla dzieci taka labilna matka to jest jazda bez trzymanki.
                                        • 13.02.13, 21:34
                                          Epizody normalności, kiedy człowiek jest uroczy i epizody awantur to najbardziej banalny opis przemocowca. Uciekaj, póki jeszcze potrafisz.
                                          --
                                          zpopk.blox.pl
                                        • 13.02.13, 21:46
                                          Mogę się założyć, że gdyby przy pierwszej akcji typu bułka, autor zareagował stanowczym nie podoba się, to wypad i nie wdawał w żadne dyskusje, to tej eskalacji kontroli i krytyki by nie było. Skoro przy innych laska potrafi trzymać się w ryzach, to znaczy że może panować nad swoim zachowaniem. Oczywiście zakładają, że jest zwyczajnie przemocowa, a nie chora psychicznie.
                                          • 13.02.13, 21:48
                                            Jeśli przy innych normalna - to raczej przemocowa. I nie, tacy ludzie nie odpuszczą przy pierwszym oporze - będą w najlepszym razie cięzko obrazeni tygodniami, w najgorszym - zaczną opowiadać, jak to mąż bije i pije.
                                            --
                                            zpopk.blox.pl
                                          • 13.02.13, 21:56
                                            Rzecz w tym, że do takiej relacji te osoby wybierają sobie właśnie takich partnerów, którzy zamiast krótkiej piłki i celnej riposty wujka Staszka próbują podchodzić, głaskać, rozkminiać, no i jest jak jest.
                                            • 13.02.13, 22:05
                                              No to oboje mają problem.:/
                                              Swoja drogą nie odczuwałabym specjalnego szacunku wobec faceta, który w reakcji na ewidentnego focha ni z gruszki ni z pietruszki, zacząłby godzinną debatę z tłumaczeniem jak dziecku "kochanie, zjemy te kanapki później, ale nie denerwuj się, przecież nic się nie stanie, nie chciałem cię urazić". Wolałabym krótkie daj spokój kobieto, nie rób scen. Stanowczość i zdrowy rozsądek są takie uspokajające.
                                              • 13.02.13, 22:19
                                                To nie jest foch. Tłumaczyłem i opisywałem jak to wyglądało. To była przewrotna złośliwość i kategoryczne wymaganie, abym postąpił całkowicie zgodnie z jej wyobrażeniem. Nie tłumaczyłem sie jak dziecko, albo literat. Lubię jednak jak się sprawy wyjaśnia. Czasami jednak i racja - dobrze powiedzieć, krótko i zwyczajnie. Może ona musiałaby mieć prostszego chłopa?

                                                P.s. Ale wiesz, ja się dziwię, że w kobiecie większy szacunek budzi ktoś, kto mówi daj spokój kobieto!, niż ktoś kto próbuje powiedzieć jakieś dłuższe zdanie. Bywa i tak.
                                                • 13.02.13, 22:26
                                                  Zupełnie mnie nie dziwi fakt, że się dziwisz.
                                                  Nie chodzi o krótkie/długie zdanie, tylko o stanowczość, pewność siebie i umiejętność ostrego zaznaczania granic. Taki komunikat bardziej niewerbalny niż werbalny.

                                                  Owszem, z opisu - czysty foch. Złośliwa jazda nakręcającego się kilkulatka, który musi postawić na swoim chociaż w sumie nie wie dlaczego i po co. Wyjaśnianie czegokolwiek tylko eskaluje emocje i histerię i oczywiście utwierdza w uporze. Nie wolno wyjaśniać. W sytuacji typu bułki po prostu robisz to co uważasz za słuszne, bez tłumaczenia.
                                                • 13.02.13, 22:41
                                                  Jeśli ktoś rozumie i używa tylko argumentu siły, to próba wyjaśniania sytuacji na spokojnie, z szacunkiem do jego uczuć, będzie traktowana jako przejaw słabości a nie dobrej woli.

                                                  Ona nie rozumuje tymi kategoriami co ty, w ten sposób do niej nie dotrzesz.
                                                  --
                                                  Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                        • 15.02.13, 15:19
                                          a moze miala wszystko zaplanowane, po kolei ulozone, chciala nie tyle ekonomicznie ( dwie herbaty a zestaw z jedna ), ile po swojemu - zgodnie z Jej planem niespodzianki. Czemu wybuchnela ? Bo Jej to popsules. BO Ona moze ponad wszystko ceni lad i porzadek ,spokoj ? Bo jest Jej potrzebny, bo go nie miala, a takimi jazdami odreagowuje, takie jazdy sa Jej znane. Moze inaczej nie potrafi albo sie zreflektuje za pozno i tez jest Jej glupio...
                                    • 14.02.13, 00:24
                                      Nie masz lekko, naprawdę. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
                                      Brzmi to jak jakiś koszmar.
    • 13.02.13, 19:32
      Chcesz się łatwo rozwieść? Jest na to sposób.
      Jeśli sam będziesz się starał o rozwód, to będzie przeciągać, nie będzie Cię chciała puścić, bo jesteś jej potrzebny do zaspokajania specyficznych potrzeb.

      Wystarczy, że postawisz swoje granice, przestaniesz się stosować do nakazów i zakazów.
      Żona za jakiś czas sama powie, że jej nie wspierasz, że ona się bardzo starała, ale się wypaliła, że już nie może i zaproponuje rozwód. Asertywny jesteś, więc dasz sobie radę.
      • 13.02.13, 22:14
        ja mysle, ze zwyklymaz po prostu wstydzi sie przyznac sam przed soba i przed innymi, ze jest ofiara przemocy domowej. Bo to wstyd, bo to takie niemeskie, bo w powszechnym wyobrazeniu sprawca przemocy domowej jest facet-bokser. A tu subtelna, slodka na zewnatrz i uwielbiana dziewczynka strzyka jadem bez pozostawiania widocznych sladow.
        A tu dochodzi do typowej przemocy domowej, przemocy psychicznej. Taki zwiazek nigdy dobrze nie rokuje.
        • 13.02.13, 22:24
          Ja się zgadzam, że to przemoc. W żartach na długo przed tym jak zapisalem coś na tym forum, pomyślałem kiedyś, żeby sprawdzić numer na niebeską linię. Sprawdzałem stronę. Poważnie. Zastanawiałem się co zrobić. Zapominałem o tym i przechodziliśmy do w miarę normalnego życia, gdzie jesteśmy dla siebie życzliwi, ale raz na tydzień przynajmniej takie sytuacje się powtarzają. Koniec tego. Albo tego nie będzie albo serio pójdę do prawnika i "poproszę" aby się wyprowadziła.
          • 13.02.13, 22:29
            Weź się postaw człowieku. Trzaśnij pięścią w stół, wyjdź z domu i nie odbieraj telefonów, jak wrócisz to ją przeleć porządnie i niczego nie tłumacz. Zaskocz ją, zrób coś, bo teraz dajesz komunikat można po mnie jeździć bezkarnie.
        • 13.02.13, 22:34
          A ja mysle, że zwyklymaz, jak każdy normalny człowiek zaczął przeglądać na oczy, bo tych wyskoków juz jest za duzo. Jeszcze nie wiąże tego z przemocą, jeszcze wydaje mu się, że on sam może coś z tym zrobić, jakoś na żonę wpłynąć ale już czuje, że nad tym nie zapanuje i zmierza to w ślepy zaułek. Jeszcze ma jakąs władzę , może po gazetę wyjść ale już wie, że jak ona powie, ze gazety nie będzie to nie będzie. Nie odpowie czy koledzy mogą wpaść, bo już dawno nie wpadają, nie odpowie jak tam z seksem ...śliski temat... nie jest wystarczająco dobry dla zony bo się nie domysla, a ona w pretensjach.
          Życia szkoda.
    • 13.02.13, 23:01
      No nie wiem.....gdyby mi małżonek przygotował kanapki to raczej nie proponowałabym beztrosko iść na śniadanie na "coś dobrego".
      • 13.02.13, 23:06
        Kanapki na mrozie minus -10 stopni ? Próbowałaś jeść na takim mrozie ? Można, zgodze się. Ale zjeść coś ciepłego to nie jest grzech.
    • 13.02.13, 23:31
      Zwykłymężu masz głęboko wpojone wartości jak trwałość małżeństwa, jak zrozumienie dla drugiego człowieka, szacunek, odpowiedzialność itp.
      Człowiek dla obrony tychże wartości jest w stanie poświęcić wiele, nawet własne szczęście.
      Twoja żona wykorzystuje je i nimi manipuluje, dlatego wywołuje w Tobie poczucie winy. Najpierw jedna próba zakończona jej powodzeniem, potem druga... To dodaje jej siły.
      Człowiek bardzo lubi mieć rację i lubi mieć władzę. Jej przewaga nad Tobą rośnie. To wciąga czasami jak narkotyk.
      Prawdopodobnie sam również doświadczyłeś przyjemnego uczucia jakim jest uznanie i pozycja autorytetu.
      Twoja żona jest manipulantką. Potrzebuje pochwał (odgrywa słodką istotkę wobec innych), i potrzebuje władzy (tę próbuje uzyskać nad Tobą).
      Ty z kolei potrzebujesz mieć świadomość, że jesteś człowiekiem prawym o mocnym kręgosłupie moralnym. To jest Twój priorytet, ale zaczyna on Tobie ciążyć, bo pozbawia Ciebie własnego szczęścia. W końcu poczujesz się jak marionetka, którą własna żona przestaje szanować...
      Wpojono Tobie, że egoizm jest zły i to prawda, ale tylko wtedy, gdy zupełnie nie liczysz się z uczuciami innych. Jest jeszcze ""zdrowy egoizm", który nakazuje dbać o własne dobro i szanować siebie. A to oznacza, że jeśli Ty bierzesz pod uwagę zdanie innych, to oni powinni również respektować Twoje.

      Zadajesz konkretne pytania:
      Chodzi mi raczej co robić przy takich zachowaniach żony: pieścić ją miłym słówkiem? Zagryźć zęby i udawać, że wszystko gra? Godzić się i nie jeść śniadania, ponieważ ona sobie tego nie życzy ? Co z tym "atakiem" z kuchni? Czy spełniać wszystkie jej zachcianki ? A jeżeli nie, to w jaki sposób stawiać opór?

      Nie możesz działać wbrew sobie i czegoś udawać dla dobra żony, bo zatracisz swoją prawdziwość i staniesz się kłamcą dla samego siebie. Nie musisz się także agresywnie stawiać.
      Możesz powiedzieć: Dziękuję Ci za dobre chęci i troskę o mnie, ja wolę zjeść to i to... Pozwól, że decyzje dotyczące co jest dla mnie dobre, pozostaną dla mnie. Ja uszanuję twoją wolę, a ty uszanuj moją.

      Najwyższą wartością człowieka jest jego wolność i nikt nie ma prawa w nią ingerować.
      --
      To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
      • 13.02.13, 23:39

        forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
      • 14.02.13, 00:00
        Jutro szczegółowo sobie to przemyślę. Dzięki za wiadomości. To jest nie w porządku, że wobec innych zachowuje się normalnie, a wobec mnie ... Pozwoliłem jej na to. Czasami ciężko to zauważyć, ale wychodzi, że im więcej się tłumaczę, tym gorzej na tym wychodzę: ona czuje satysfakcje bo dla niej liczy się wola, a ja się uwijam przy argumentach, które ją rozbawiają. Trzeba jak dziecku chyba i dorosłemu czasami nie ustępować.
        • 14.02.13, 00:29
          Powiadamiaj nas czasem, co słychać i czy są jakieś zmiany.
          • 14.02.13, 14:17
            Będę pisał. Na razie muszę ochłonąć i przemyśleć całość.
            • 14.02.13, 14:53
              zwyklymaz napisał:

              > Będę pisał. Na razie muszę ochłonąć i przemyśleć całość.
              Nie ma co za dużo myśleć, trzeba zrobić rozpoznanie walką i zobaczyć czy Ci się to podoba?
              Proponowałem imprezę z kolegami, według mnie to dobry pomysł.
              Możesz też zrobić coś innego, niż zawsze, choćby ugotować sobie dobry gulasz i zobaczyć, jak żona reaguje, grzecznie poczęstować, bo nawet jeśli będziecie się rozstawać, można to zrobić w kulturalny sposób. Można zaproponować pójście do kina, kupić taboret czy papugę, jednym słowem złamać sztampę i zobaczyć, jak to działa.
              Ja Ci już pisałem, że się nie rozumiecie, myślę, że potrafisz być drażniący, ale to i tak nie tłumaczy zachowania żony. Pewne rzeczy są niedopuszczalne, bo się nie da tak żyć.

              Ja bym wiał, ale ja jestem już wiele lat do przodu i wiem co jest za piątą ścianą. ;-)
              Ty musisz to sprawdzić na własnej skórze i to rozumiem, ale sprawdzaj reakcje i obserwuj, bo to może Cię uchronić przed nieszczęściem. Nie siedź i nie rozmyślaj. :-D
              • 14.02.13, 15:25
                No wiesz każdy potrafi być drażniący. Każdy ma swoje upodobania. Ale są pewne granice. Ja będę myślał nad tym wszystkich nieco a Ty może napiszesz coś o swoich doświadczeniach? Tylko bardzo mnie nie przestrasz. Ale bądź szczery ;)
                • 14.02.13, 16:17
                  zwyklymaz napisał:
                  > Ja będę myślał nad tym wszystkich
                  Myśl, myśl, a żona coś nowego wymyśli. :-D
                  Co, jak co, ale nudy mieć nie będziesz. ;-)

                  > Ty może napiszesz coś o swoic
                  > h doświadczeniach? Tylko bardzo mnie nie przestrasz. Ale bądź szczery ;)
                  Napiszę Ci na mejla. Nie chcę pisać za dużo na forum. Czy można na gazetowego?
                  • 14.02.13, 16:23
                    Pewnie.
    • 14.02.13, 13:00
      Jak juz zdecydujesz sie na rozwod, to musisz dobrze sie przygotowac. Z tego co piszesz, wynika ze zona moze miec rozne brudne chwyty. Chociazby ten epizod, kiedy zaczela mowic, ze ja bijesz. Ktoregos razu moze zaczac krzyczec, ze ja bijesz i biegac po sasiadach (jesli mieszkacie w bloku). Albo moze sama sie obic i pojsc na obdukcje i na policje i oskarzyc Cie o pobicie.

      Byblo o wiele lepiej, gdybys Ty pierwszy zglosil sie do Niebieskiej Lini czy przestal sie kryc z tym jak zachowuje sie zona. Bo teraz ukrywasz wszystko i nikt o tym nie wie, typowa sytuacja przemocowa. Jak przyjdzie co do czego, to w sadzie wszyscy zeznaja, ze zona byla zawsze mila, grzeczna i nikt nie widzial zadnych zachowan, o ktorych wspominasz. Natomiast ona moze zaczac opowiadac znajomym i w pracy jaki Ty jestes niedobry, robisz awantury i bijesz ja. I nagle znajda sie swiadkowie na to wszystko.

      Masz powaznego przeciwnika.
    • 14.02.13, 13:07
      Tylko nie zauwazylyscie, ze misterna historyja raz sie posypala - czy tez raczej pan sie wysypal, kiedy zaczal agresywnie wmawiac edwinie naduzywanie alkoholu.

      Nie sadze, by sprawa byla tak czarno biala jak sie wam wydaje.

      --
      W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
      Wiedzmowo
      • 14.02.13, 13:23
        otóż to : znana jest relacja jednej strony.
        poza tym pan tak drobiazgowo opisuje problemy,że można skonać od samego czytania : szatkowanie marchewki na pulpę.w życiu spotkałam tylko jednego mężczyznę,który tak miągwił.
        bardzo drażniący typ.
        • 14.02.13, 14:11
          Możesz skonać, jeżeli cię to tak śmieszy i jeżeli konasz ze śmiechu. Wolność. Ja nie pisałem o szatkowaniu marchewki. Natomiast nie widzę nic zdrożnego w szatkowaniu jej. Nie wiem czy ty szatkujesz ... czy ktoś ci w tym pomaga. Sam zaznaczałem, że to jest moja relacja i to jest tylko jedna strona. Ale dzięki, że zauważyłaś to ;)
      • 14.02.13, 13:29
        Edwina akurat często pisze takie głupoty jakby była pod wpływem.
        • 14.02.13, 13:34
          interesujące
      • 14.02.13, 13:36
        Szczerze, to mnie się też ta cała historia nie podoba. Ani ten pan. Z jednej strony misio, co to chodzi koło wściekłej żonki jak koło zbitego jajka i "mu się serce ściska", a z drugiej chamskie odzywki w wątku. Wierzę w moc słowa pisanego i że za jego pomocą można się odkryć chcąc jednocześnie wszystko ukryć. Z jego wypowiedzi wychodzi mi okrutny, męczący upierdliwiec i fałsz.

        --
        Bo mam szersze konotacje "fiuta", niż Ty / nabakier
        • 14.02.13, 14:05
          sie zwykly wzial i odkryl...

          forum potrafiloby i swietego z asyzu doprowadzic do tego, ze zaczalby klac i strzelac do sarenek...
          --
          Informacja: Egzamin dla studentów kierunku Podróże w Czasie, został przeniesiony na poprzedni tydzień
        • 14.02.13, 14:08
          To trochę nie w temacie. Nie wiem kto się odkrywa przy twoich postach ;)
          • 14.02.13, 14:22
            ale w sensie ze przy moich?

            spokojnie,ja uzylam sarkazmu, tak?
            --
            Informacja: Egzamin dla studentów kierunku Podróże w Czasie, został przeniesiony na poprzedni tydzień
            • 14.02.13, 14:24
              Przecież podpiął się pode mną...
              --
              Bo mam szersze konotacje "fiuta", niż Ty / nabakier
            • 14.02.13, 14:25
              Nie, nie ;) To miało być pod postem morgen_stern. Ktoś kto kryje się pod tym nikiem ... pięknie się odkrył. No ale dobrze.
              • 14.02.13, 14:29
                Masz jakąś obsesję na punkcie odkrywania i ... nie daj Boże... dekodowania nicków?
                • 14.02.13, 14:33
                  Czyżby przyszło ci do głowy to samo, co mnie??? :P

                  --
                  Bo mam szersze konotacje "fiuta", niż Ty / nabakier
                • 15.02.13, 17:11
                  Widzę Triss, że zaczynasz znowu świnić. Po raz kolejny napiszę: szkoda.
      • 14.02.13, 14:06
        tully.makker Historia posypała się dla ciebie też. Wtedy kiedy na podstawie kilku moich postów stwierdziłaś kategorycznie, że jeden wart drugiego. Napisałem ci, że to może nie jest zbyt rozsądne. I mało tego, zaznaczyłem, że na podstawie twojego wpisu też lepiej tego nie robić. (Może jednak jesteś lepsza niż treść twojego posta i twój sąd) Widzę, że jednak ci się to nie spodobało. Słuchaj nie musisz mnie lubić. Nie masz takiego przymusu. Ale jak piszesz posty to bądź wiarygodna. Nie stawiaj kategorycznych tez. Teraz nie jesteś wcale wiarygodna. Dla mnie. A dla siebie możesz być jaka chcesz. Inni ocenią sami.
        • 14.02.13, 14:10
          TY lepiej napisz jak wygląda wasz seks, bo może laska jest zwyczajnie niedopchnięta i stąd te agresywne jazdy.
          • 14.02.13, 14:16
            Triss. Czytałem o twojej propozycji. Mniej więcej wyglądała tak, że trzeba wyjść z domu, nieźle się urobić (np. smarem w warsztacie;)), przyjść, pierdyknąć ręką w stół, a potem przelecieć wszystko w domu, co się rusza. Jakby pokazać męskie ego. Przelecieć Porządnie. Moim zdaniem to jest śmieszna recepta. I nie napiszę o seksie. Gdybym miał 'takie' kłopoty poszedłbym do seksuologa. Nie napiszę, bo nie chcę, żebyś się tam zaczęła masturbować.
            • 14.02.13, 14:18
              No i chyba miałam rację :P

              --
              Bo mam szersze konotacje "fiuta", niż Ty / nabakier
              • 15.02.13, 17:15
                Chyba nie, ale nie ma tego złego...bo pokazałaś, co Cię boli. Lecz się, Morgen.
      • 14.02.13, 14:17
        Pewnie, że nie jest czarno biała - osoby o dojrzałej osobowości i wysokiej samoocenie raczej nie wybierają sobie zaburzonych egzemplarzy na małżonków. Co nie zmienia faktu, że zachowanie żony jest dość typowe i można o mechanizmach przemocy pisać, jak i stwierdzić, że marne szanse by się coś z jej strony zmieniło.

        Mój ojciec też niewiniątkiem nie był, sam miał tragicznie niską samoocenę i problemy z agresją, tylko ją tłumił pod płaszczykiem "bycia dobrym i dbania o żonę" aż tracił panowanie po kilku h wbijania mu szpili przez żonę i wtedy wszystko latało. Natomiast nie usprawiedliwia to zachowania matki, która specjalnie go podkręcała, by udowadniać jaki to on jest podły. Po rozstaniu z nią poziom napięcia w którym żył opadł i może świętym nie jest, ale w normalnych warunkach z normalnie reagującą nową partnerką bardzo się zmienił.

        To wszystko przypomina mi fazę szoku, że piękny narcyz pokazał prawdziwe oblicze. Przekonanie, że coś się z żoną stało, zmieniła się, nie jest SOBĄ, chęć zrobienia wszystkiego by ta czarująca osoba wróciła. Ale ona właśnie JEST SOBĄ, poczuła się pewniej i nie musi przy mężu udawać. Za to przy każdej próbie zrobienia czegoś nie tak jak sobie ona życzy, będzie w pełnym nienawiści amoku atakować. Jednocześnie na zewnątrz i przed sobą pielęgnować wizerunek wspaniałej, dbającej itp.
        Szanujący siebie ludzie szukający głębokich relacji, nie wiążą się z narcyzami. Natomiast osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości są jednymi z najtrudniejszych przypadków na terapii z niewielkim procentem wyleczeń, bo one nie chcą się zmienić, mają problem nawet z przyznaniem się do błędu. Im jest tak wygodnie. Więc nawet jeśli i u autora można by było wytknąć to i owo, to warto podkreślić, że czas się ewakuować z tej relacji.

        --
        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
        • 14.02.13, 14:55
          a poniżej przydatne strony o narcyzmie, po ang

          forum.gazeta.pl/forum/w,898,140183537,142091167,Re_nie_chce_znac_swojego_ojca_a_on_mnie_tak.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,140183537,142091244,Re_nie_chce_znac_swojego_ojca_a_on_mnie_tak.html
    • 14.02.13, 15:53
      Mysle ze Ty zwykly mezu sie nie rozwiedziesz. Jestes bezwolnym typem ze sklonnoscia do syndromu sztokholmskiego. Nie chce Cie obrazic ale bedziesz tak powoli zdychal w tym malzenstwie jak moj tesc, ktoremu nie wolno bylo robic zakupow, tesciowa zakazala mu prowadzic samochod w wieku 40 lat dla jego dobra a jak popadl w depresje w 42 roku zycia to chodzila po lekarzach zeby mu zapisywali psychotropy ( rzecz nie dziala sie w Polsce) ktore dosypywala mu do jedzenia bo dobrowolnie nie chcial brac. Mial tez zakaz wychodzenia z domu zeby sie nie zmeczyc- to sie dzialo kiedy przeszedl na rente z powodu ciezkiej depresji. Zmarl nagle w wieku lat 49 z nadawaga 50 kg od niewstawania z lozka. Co do dzieci, to moj maz pamieta ze jak slyszal ze matka otwiera drzwi to sztywnial ze strachu, stale sie czepiala i byla agresywna. tj. kopala jego zabawki bo jej przeszkadzaly i bila go pasem za byle co. oczywiscie wszytko dla ich dobra.
      Moj tesc to byla taka ofiara losu swiecie wierzaca w nierozerwalnosc malzenstwa i ze musi sie poswiecac i ze jest jakis sens tego ona robi. Musialby miec chlopie jaja zeby odejsc od zony psychopatki ale wolal swiety spokoj.
      Ty lepiej przemysl dlaczego sie zwiazales z taka osoba? Jak relacje z twoimi rodzicami wplynely na twoje zachowanie, ktoremu ewidentnie brak instynktu samozachowawczego.
    • 15.02.13, 00:19
      Jest w zachowaniu Pana żony mieszanka różnych rysów osobowości. Ale na plan pierwszy wysuwa się poczucie zagrożenia ze strony świata zewnętrznego, który i Pan reprezentuje . Świat zewnętrzny postrzegany jest jako wrogi. Trzeba go kontrolować, być może za pomocą zaplanowanych i przewidywalnych zachowań. Jak jakieś zdarzenie zmieni swoją trajektorię, to wzbudza lęk. Żeby go nie czuć, trzeba zamienić go w złość. Piszę to wyłącznie na podstawie Pana opisu zachowań żony, który może być w oczywisty sposób zniekształcony. Jeśli tak jest, jak napisałam szansa na zmianę może być nikła, bo żona nie ma motywacji do tego. To bardzo mało elastyczny rys osobowości, przez co słabo poddaje się zmianom.
      Można nauczyć się z tym żyć i ignorować ekstremalne zachowania żony oraz nie wchodzić z nią w polemikę na ten temat, szczególnie gdy jest "w akcji".
      Innym rozwiązaniem jest daleko posunięta asertywność, stanowczość i metoda 5 kroków w obronie własnych granic.Często powtarzane takie zachowanie, może przynieść efekt behawioralny i z czasem oduczyć żonę takich zachowań.
      Ostatecznym rozwiązanie, przy bezskuteczności zastosowania tych rozwiązań, trzeba się będzie albo rozstać lub znosić to jako koloryt związku. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 15.02.13, 10:57
        Zgadzam się z panią Agnieszką.
        Pierwsza rzecz, jaka od razu rzuciła mi się w oczy to to, że opisywana żona ma zerowe poczucie bezpieczeństwa, a nawet ujemne.
        Brak poczucia bezpieczeństwa rekompensuje sobie kontrolą nad każdym aspektem życia, własnego i małżeńskiego.
        Podejrzewam, że ta pani wcale nie jest szczęśliwa, nic a nic. I na pewno nie chodzi jej o władzę. Niestety nie jest na tyle dojrzała, by zajrzeć w głąb siebie i odkryć, skąd bierze się to poczucie zagrożenia.
        Autorowi polecam lekturę Toksyczne związki Pii Mellody, we wstępie jest świetny opis granic, ich naruszania itd
        poza tym polecam terapię
        nie zdziwiłabym się wcale, gdyby któreś z rodziców żony bylo przemocowcem
        bez terapii będzie coraz gorzej, poza tym predzej czy później pani wpadnie w depresję
        innego wyjścia nie ma, więc skoro autor chce pomóc żonie, niech juz natychmiast zapisze oboje do psychoterapeuty
        • 15.02.13, 12:32
          A jak się ma powyższe do faktu, że w pracy czy przed ludźmi z zewnątrz żona potrafi się kontrolować i nie urządzać scen?
      • 15.02.13, 12:18
        Mnie też się wydawało, że ona się tak zachowuje ponieważ czuje się niepewnie. Myślę, że ona czuje się niepewnie w związku małżeńskim ze mną. Kiedyś jej powiedziałem, że jak nie będzie się nam układało to będziemy musieli się rozstać. Ona mi tego nie mogła zapomnieć. Ona jest przekonana, że to związek do śmierci. Mam więc swój wkład w jej zachowanie. Ale ono jest jeszcze wcześniejsze i ona biedna robi tak odkąd się znamy, a pewnie i wcześniej było podobnie. Czuje się niepewnie. Żal mi jej. Inna kwestia, co z tym zrobić... Cieżki to orzech do zgryzienia.

        Wie Pani miło usłyszeć jednak głos psychologa. Rozumiem, że Pani jest psychologiem. Analizowałem sobie w głowie te komentarze z forum. Jestem przerażony tym, że znakomita większość z nich jest taka skrajna. Polecane są filmy o żonach łamiących nogi. Ktoś inny wrzuca z pewnie satysfakcją, że o, to kolego wpadłeś, to choroba. Padają określenia control freak, ale bez zrozumienia, wyrwane z gruntu tego, że człowiek kontroluje sytuacje i przejawia takie skrajne tendencje zwłaszcza, jak czuje się zagrożony. Ktoś pisał, że to wynika z niedopchnięcia, jakby chodziło o film porno i tajemnice głównego wątku. Przeraża mnie to. Są tu nawet panie, które mają ochotę wyrwać komuś członka i węszą radość w ten sposób. inni skrajnie polecają adwokatow do rozwodu, a mało kto wskazał, że chodzi o poczucie zagrożenia. Wiecie co, ja moge krytycznie na to spojrzeć, ale współczuję. Tym wszystkim, którzy napiszą do was i nie będą w stanie odsiać jednego i drugiego. Nie daj boże ktoś posłucha tych rad. Niektorzy powinni się mocno zastanowić, zanim zaczną komuś radzić, może w poczuciu spełnianej misji. Można zrobić komuś krzywde.
        • 15.02.13, 12:30
          Złość bywa wynikiem braku poczucia swojej wartości, frustracji, poczucia zagrożenia. Ostatnio w wątku Depresja Sorvina bardzo ciekawie połączyła złość z depresją. Gorąco polecam wszystkie wypowiedzi Sorviny w tym wątku. Dają wiele do myślenia i pokrywają się w jakiś sposób z wypowiedzią pani Agnieszki.
          U przemocowców problem jest taki, że ich agresja jest rysem charakteru, a nie schorzeniem, dlatego z reguły nie można z tym nic zrobić. Gdy w grę wchodzą urazy z domu rodzinnego czy depresja, są na to lekarstwa i terapie. Jest nadzieja i szansa. Łatwiej jest też wtedy zrozumieć drugą stronę i próbować ją wspierać.
          Jest tylko jeden warunek: chora lub zaburzona osoba musi przyznać przed sobą, że ma problem. Często jest to niestety niemożliwe:(
          • 15.02.13, 13:04
            Oj Sebalda, Sebalda:)

            Ta pani wcale nie jest przemocowcem, choć jej zachowania ocierają się o przemoc, to fakt. Ale jej wcale nie chodzi o władzę, tylko o to, by zycie toczylo się tylko i wyłacznie w taki sposób jak pani sobie wymyśli. Jak sa odstępstwa od planu-świat sie wali. I nie ma się z czego śmiać, jej sie wali. Nie ma w sobie za grosz elastyczności, spontanicznosci, bo kiedys te cechy zostaly skutecznie stłumione. Ona się nauczyła, że jesli będzie się ścisle trzymać reguł, wytycznych, to nie będzie dramatu, tragedii, a tu zonk, jest dramat, bo mąż jej nie rozumie i nie chce się dostosować. Gdyby ją kochał to robiłby tak, jak ona zaplanowała. Bo trzymanie się planu jest bezpieczne. Cechy żony: punktualność, silna niechęć do marnowania jedzenia, wydawania pieniędzy, potrzeba panowania i kontroli nad wszystkim i wszystkimi jednoznacznie wskazują na osobę pozbawioną poczucia bezpieczeństwa. Ktos może powiedziec, a co ma do tego punktualność? Przeciez to cecha osób kulturalnych. Tak, to prawda, ale Ci, którzy muszą mieć nad wszystkim kontrolę, traktują punktualność w inny sposób niż ludzie po prostu kulturalni. Spóźnienie oznacza dla nich zmianę planu, zaburzenie równowagi, która tak starannie próbują sobie wypracować.
            Moim zdaniem autorze, Twoja żona próbuje utrzymac sie na powierzchni, próbuje nie utonąć. Chce, żebys robił tak, jak ona zaplanowała, bo jak sie nie dostosowujesz, to zaburzasz JEJ równowagę. Tu nie chodzi o Ciebie w sensie Twojego charakteru, tylko, że wtedy, gdy próbujesz ją namówić, żeby zmieniła plany, ona czuje panikę, rozpacz, bo uwzględniając Twoje argumenty musiałaby zrobić nowy plan. A to ją duzo kosztuje.
            Inną sprawą jest to, że model zycia rodziny przenosi się zazwyczaj z rodziny pochodzenia. Można twierdzić, że jest inaczej, można sie upierac, że nie, ja robię dokładnie odwrotnie niż było u mnie w domu, ale rzadko kiedy tak jest. Wzorce przenosimy bezwiednie. Próbujemy "odtworzyć" sytuacje, atmosferę z domu rodzinnego. Sprzeczkami, złością, manipulacją próbujemy "nakłonić" partnera, by odtwarzał z nami nasze wzorce.
            I jeszcze jedno, jesli dobrze zrozumiałam, Twoja zona jest przy Twoich rodzicach wcieleniem dobroci? A nawet jesli to nie Twoi, a jej, to bez różnicy. Bo takie zachowania wskazują na to, że Twoja zona musiała być grzecznym dzieckiem. Bardzo Grzecznym Dzieckiem. MUSIAŁA. A jesli nie była, ponosiła tego konsekwencje.
            Nie masz wyjścia autorze, idż z żoną na terapię.
            • 15.02.13, 13:49
              Oj Pade, Pade:)
              Przecież ja napisałam, że żona może mieć depresję i dlatego odreagowuje złością. I pocieszałam autora, że depresję czy tę chorobliwą chęć kontolowania można leczyć, a gorzej by było, gdyby żona była przemocowcem.
              Ja wiem, że uchodzę za osobę zafiksowaną na przemocy (trochę tak), ale w tutejszym poście zgodziłam się z panią Agnieszką (jak zwykle zresztą, bo ją bardzo cenię) i dopisałam tylko o tej depresji.
              Nie czytałam całego wątku, ale miała właśnie takie skojarzenia: złość jako wyraz niemocy.
              • 15.02.13, 14:02
                Wiem, wiem:) Dobrze Cię zrozumiałam, uśmiechnełam się tylko do Ciebie, bo gdzie Sebalda tam slowo: przemocowiec:D
                pozdrawiam Cię serdecznie:)
                • 15.02.13, 14:41
                  :)
                  I ja Cię, Pade, pozdrawiam serdecznie i piątkowo:)
        • 15.02.13, 12:45
          zwyklymaz napisał:
          > Nie daj boże ktoś posłucha tych rad. Niektorzy powinni się mocno zastano
          > wić, zanim zaczną komuś radzić, może w poczuciu spełnianej misji. Można zrobić
          > komuś krzywde.

          Forum jest miejscem skrajnych opinii, ale decyzję podejmuje się i tak samodzielnie,
          a bardzo często wbrew opinii forum.
          Rozumiem, że decyzję już podjąłeś. Wypada trzymać kciuki za Tobą!
          I za dziećmi, które będą musiały w tym funkcjonować. Oby się udało złagodzić te objawy.
          • 15.02.13, 12:54
            Nie musimy mieć dzieci. Które będą zmuszone do życia w tym skrajnym świecie. Na razie jednak chcę spróbować jakiejś terapii par. Obawiam się jednak, że trafimy na nieodpowiednią osobę (obawiam się świata zewnętrznego i niepowodzenia...ciekawe na podstawie której mojej wypowiedzi pani psycholog wyczuła, że ja również traktuje świat zewnętrzny jako zagrożenie). Nie wiem też wiele na temat pięciu kroków w byciu asertywnym. Może ktoś mi przybliży temat ? Ja jestem mało asertywny. Moja żona pewnie dostała dodatkowego bodźca w związku z tym, że to właśnie ja jestem jej mężem. W każdym razie głównie w jej osobowości leży ten problem. A gdyby kiedyś z nią na spokojnie porozmawiać. I powiedzieć:słuchaj, zastanów się dobrze dlaczego tak się stało. Chciałaś mnie kontrolowac, ponieważ... (Myślę, że to by jednak było dla niej nie do przyjęcia, odepchnęła by ten temat od siebie).
            • 15.02.13, 13:09
              Nie, nie, nie.
              Pani Agnieszka napisała, że to Ty, jako mąż, stanowisz zagrożenie. A ja to chyba szerzej wyjaśniłam w kolejnym poście.
              Koniecznie przeczytaj książkę, którą Ci wczesniej poleciłam, jest w necie, 2-3 godziny i będziesz wiedział więcej, naprawdę rozjaśni Ci się w głowie.
              A rozmowy z żoną nie przyniosą rezultatu, bo ona sobie kompletnie nie uświadamia, jak garb ma na plecach. Nie wie co nią kieruje, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Robi to, co gwarantuje jej minimum bezpieczeństwa i nic ponadto.
              • 15.02.13, 13:20
                A rzeczywiście. Przepraszam, ale odczytywałem te wiadomości na tablecie i będąc trochę zdenerwowanym. Mieszają się we mnie uczucia żalu i złości. Jest mi cholernie przykro. Zerknę sobie na tą książkę. Na kilka dni wyjeżdzam. Muszę odpocząć od kłótni.
        • 15.02.13, 13:14
          zwyklymaz napisał:

          > Mnie też się wydawało, że ona się tak zachowuje ponieważ czuje się niepewnie. M
          > yślę, że ona czuje się niepewnie w związku małżeńskim ze mną. Kiedyś jej powied
          > ziałem, że jak nie będzie się nam układało to będziemy musieli się rozstać. Ona
          > mi tego nie mogła zapomnieć. Ona jest przekonana, że to związek do śmierci. Ma
          > m więc swój wkład w jej zachowanie. Ale ono jest jeszcze wcześniejsze i ona bie
          > dna robi tak odkąd się znamy, a pewnie i wcześniej było podobnie. Czuje się nie
          > pewnie. Żal mi jej. Inna kwestia, co z tym zrobić... Cieżki to orzech do zgryzi
          > enia.

          To, że twoja żona czuje się zagrożona, nie zwalnia jej z odpowiedzialności za sposoby "uspokajania się". To była jej, mniej lub bardziej świadoma decyzja, by poprawiać swoje poczucie bezpieczeństwa przez kontrolę każdego szczegółu waszego życia, wmawianie ci nierozwiązywalności małżeństwa oraz reagowanie furią na wszelkie przejawy twojej samodzielności. Mogła przyznać, że sobie nie radzi i iść na terapię.

          Ja też wiem, że moja mama ma niską samoocenę, niskie poczucie bezpieczeństwa, niepouzdrawianie dzieciństwo, jest nieszczęśliwa sama ze sobą itp. Ale czy to jej dawało prawo do znęcania się nad rodziną? To nie inni odpowiadają za nasze samopoczucie, za to jak reagujemy na to jak oni żyją swoim życiem. Ty masz prawo powiedzieć, że jeśli nie będzie wam się układało to się z żoną rozstaniesz, bo to rozsądne rozwiązanie. Nie odpowiadasz za to, jak ona to przyjęła (no chyba, że forma była skandaliczna, ale nawet wtedy to jej wybór, że cały czas to przeżywa). Mogła przecież zareagować tak: ok, mój mąż nie podziela mojej wizji nierozerwalności małżeństwa, muszę więc zrobić wszystko by dbać o nasz związek. Albo mogła stwierdzić, wiesz co - wolę być z kimś kto myśli tak jak ja, rozstańmy się od razu. Mogła też przyznać, że ma zbyt niską samoocenę, by wierzyć, że ktoś może z nią być z wyboru (a zasada nierozerwalności małżeństwa oznacza przymus bycia razem, a nie wybór) i popracować nad zwiększeniem poczucia własnej wartości. A jak zareagowała? Obwinianiem cię?
          Zrozumienie kogoś, przyczyn jego zachowania, nie oznacza usprawiedliwiania go. Pewnie, że warto wspierać najbliższych, ale na razie budowanie poczucia bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia przez twoją żonę polega na tym, że ty masz się dostosowywać tak by nie wywoływać sytuacji, w których ona czuje się zagrożona. Więc twoja żona odpowiedzialność za swoje emocje przerzuciła na ciebie. Jak więc ma się zmienić, skoro stwierdza, że to w tobie jest problem, a nie w niej?

          Zresztą choćbyś się całkiem dostosował to nigdy nie będzie ona się czuła bezpieczna, w życiu zdarzają się dziesiątki sytuacji, na które nie mamy wpływu. Dopóki twoja żona nie weźmie odpowiedzialności za to JAK reaguje i co robi ze swoim życiem, będzie jak ta chorągiewka na wietrze, a z czasem coraz mniejsza pierdoła będzie powodowała jej wybuch. A spirala przemocy będzie narastać.

          Najwyższy czas przestać grać w tą grę na jej zasadach. Stawiać granice i ćwiczyć asertywność. Nie uda się to bez twojej pracy nad własnym poczuciem własnej wartości i bezpieczeństwa.

          Myślę, że mało jest typowo psychopatycznych przemocowców, dla których brak empatii i agresja są stałą cechą charakteru od urodzenia. Większość to nieszczęśliwi ludzie, którzy swoje braki emocjonalne nauczyli się kompensować cudzym kosztem, starając się dostosować świat do siebie, a nie dokonać zmiany w sobie. Wybierając sobie na partnerów potulne jednostki i czując się bezkarni przy dzieciach, wzmacniali swoje zaburzone myślenie i działanie. Po latach rozrosło się to w rozbudowane mechanizmy przemocy i manipulacji, które stały się częścią ich charakteru i stali się potworami. Jednak współczucie nie powinno oznaczać usprawiedliwiania i tolerancji. Im wcześniej i z całkowitą bezwzględnością postawi się im granice, tym większa szansa, że ten proces się zatrzyma. Jednak taka osoba może wybrać kontynuowanie swojego zachowania przy innym parterze, bo tak jest łatwiej. Nie trzeba zaglądać w siebie i dotykać tego co boli. Można obwiniać innych.

          --
          Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
          • 15.02.13, 13:26
            Zgadzam się z Tobą Sorvino.
            I wcale nie usprawiedliwiam żony autora. Tyle, że on do tej pory nie zdawał sobie sprawy jakie mogą być przyczyny takiego zachowania. Żona tym bardziej może nie być skłonna do refleksji. Może uznała, że jej dzieciństwo wcale nie było takie złe, nie doznała "większych szkód" i wystarczy tylko, że będzie miała kontrolę nad każdym szczegółem swojego życia, a będzie szczęśliwa. Ona reaguje złością bo jest przerażona. To jej nie tłumaczy, owszem, ale rozjaśnia obraz sytuacji. I wtedy łatwiej podjąć jakieś kroki. Jesli sie kogoś kocha, a widać, że autor kocha swoją żonę, mimo wszystko, stara się mu pomóc. Tylko ta pomoc musi byc oparta na fachowych podstawach.
            Poza tym, samo uświadomienie sobie przyczyn zachowania pomaga zrozumieć partnera, a kiedy rozumiemy, znamy przyczyny, łatwiej nam się porozumiewać. Wystarczy nie używać słów o rozstaniu (zwłaszcza jeśli sie o nim na poważnie nie myśli, inaczej jest to groźba) a postawić granice. Jasne i konkretne. Mozna dać wsparcie.
            Oczywiście autor musi zadbać o swoje granice, nie pozwalać na ich przekraczanie. Ale może to robić w taki sposób, by nie zaburzać jeszcze bardziej, juz obnizonego poczucia bezpieczeństwa żony.
            Sorvino, patrzysz przez pryzmat własnych, bolesnych doświadczeń. Ale zona autora nie jest Twoją matką. Może się kiedyś taka stać, ale jeszcze nie jest za późno.

            • 15.02.13, 14:05
              Pade, zgadzam się z tym co piszesz i wiem, że żona autora nie jest moją matką. Dostrzegam jednak podobne zachowania i wiem jak to się może skończyć po 30 latach pozwalania na to. Zwracam też uwagę, że autor brnie w usprawiedliwianie a nie rozumienie. Użalanie się nad żoną nie jest dla niej dobre.

              Myślę, że obojgu przyda się terapia. Autor też ma duże problemy z własnymi emocjami i dystansem. Sam może nie rozróżniać jaki sposób komunikacji z jednej strony szanuje uczucia żony i to, że nawet w czasie terapii może być jeszcze przez długi czas nadwrażliwa na pewne słowa/zachowania, ale też nie popada w branie odpowiedzialności za jej uczucia i reakcje.

              Zdanie o rozstaniu gdyby im nie szło odebrałam jako jednorazowe stwierdzenie gdzieś w fazie początku znajomości, do tego się ustosunkowałam. Masz rację, że inaczej wygląda gdyby autor regularnie rzucał taki tekst żonie, bo to by brzmiało jako straszak i byłoby podłe.

              > Oczywiście autor musi zadbać o swoje granice, nie pozwalać na ich przekraczanie
              > . Ale może to robić w taki sposób, by nie zaburzać jeszcze bardziej, juz obnizo
              > nego poczucia bezpieczeństwa żony.

              Obawiam się, że każde stawianie granic będzie traktowane jako zamach na jej poczucie bezpieczeństwa, samoocenę i wszystko inne. Nie przez formę, a sam fakt działania autora po swojemu. I owszem, warto by autor o formę dbał, ale obawiam się, że zwłaszcza z początku nie zmieni to skali wyzwisk jakimi zostanie obdarzony.
              --
              Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
              • 15.02.13, 14:14
                sorvina napisała:
                > Obawiam się, że każde stawianie granic będzie traktowane jako zamach na jej poc
                > zucie bezpieczeństwa, samoocenę i wszystko inne. Nie przez formę, a sam fakt dz
                > iałania autora po swojemu. I owszem, warto by autor o formę dbał, ale obawiam s
                > ię, że zwłaszcza z początku nie zmieni to skali wyzwisk jakimi zostanie obdarzony.

                Ta praca będzie bardzo ciężka, bo oni są już w fazie, gdy każde zachowanie partnera denerwuje, napięcie wisi w powietrzu i oboje się do tego dokładają. Musieliby mieć olbrzymią motywację.

                Warto by było przyjrzeć się rodzinom obojga, może wtedy coś się wyjaśni i będzie łatwiej postępować? Można porozmawiać choćby z rodzeństwem, kuzynostwem czy kimś innym, kto znał sytuację domową.
                • 15.02.13, 14:21
                  Możesz mieć rację. Ilość wzajemnych żali i pretensji osiągnęła alarmowy poziom, bez względu na deklarację autora, że mu żony żal.

                  Jedno za drugie nie wykona jego pracy. Najlepiej by autor skupił się na pracy nad sobą, przyczynami swoich reakcji, swoim dzieciństwie i wyniesionych z domu wzorcach. Bo na siebie ma wpływ, nie wiadomo, czy namówi żonę na terapię par. A nawet terapia par przy tak dużych indywidualnych zaburzeniach to za mało. Wszystko co autor uzdrowi i poukłada w sobie, wpłynie pozytywnie na tą relację.
                  --
                  Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                  • 25.02.13, 11:31
                    P.S. Skorzystamy z terapii par. Zdecydowaliśmy się obydwoje. Obydwoje, każdy na swój sposób, jest zaniepokojony ... obawia się rezultatów po swojemu. Co przyniesie taka terapia, nie wiem. Zaczęliśmy jednak intensywniej ze sobą rozmawiać. Nawet ostatnio - pokłóciliśmy się - znowu o jakiś drobiazg, ale tym razem potrafiliśmy nad tym zapanować. Zapanowaliśmy i po tym, szczerze pogadaliśmy o przyczynach. Moja żona mnie przeprosiła za jej wyskok. To jest dla mnie bardzo ważne (wcześniej, dużo wcześniej ja przeprosiłem ją). Wieczorem nawet poczytaliśmy trochę tekstów, jak np. ten: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13446880,_Gdy_ludzie_dobrze_ze_soba_zyja__naczynia_same_sie.html (przeczytaliśmy go wspólnie, na głos, był dla mnie bardzo pouczający).
                    • 25.02.13, 12:57
                      O, jest jednak konstruktywny krok - z tą terapią.
                      Powodzenia w takim razie!
                    • 26.02.13, 12:46
                      Przeczytaj jeszcze część pierwszą i drugą, też są świetne.
                      I polecam poczytać o DDD.
            • 15.02.13, 21:14
              Postaram się nie używać takich słów... O rozstaniu, bo one mogą ją ranić i usposabiać do zachowań... Do akcji. To jest jakaś moja forma obrony. Sprzeczaliśmy sie i powiedziałem w złości, że jeżeli to będzie się powtarzało i nic się nie zmieni to ja nie chcę tak żyć i będziemy musieli się rozstać. Ona na to opowiadała, że nie da mi rozwodu, co mnie strasznie denerwowało, ponieważ, chciałem, żeby powiedziala, masz rację, coś musimy zrobić, w przeciwnym wypadku nie będzie możliwe wspólne życie. Dlaczego tak chciałem ? Dlatego, żeby nasz związek nie był,oparty na przymusie, na trwaniu za wszelką cenę wbrew rozumowi i wszystkiemu innemu. Ona jednak upiera się przy swoim.
          • 15.02.13, 13:28
            Potrzebuje czasu na przemyślenie strategii działania. Niszczy mnie to jej zachowanie. Dzisiaj miała miejsce kolejna sytuacja. Próbowałem się do niej odezwać. Była wściekła i zrzucała na mnie winę. Poprosiłem, żeby sie uspokoiła. Ona mi natomiast powiedziała, że jestem taki, owaki, nie mam znajomych, (dlaczego nie masz znajomych jak myślisz?), krzywdzę swoją mamę... Nie wytrzymalem. Zrobiłem to co w American Beauty główny bohater. Zebrałem talerz i rzuciłem nim o podłogę. Skaweczki rozsypały się wszędzie. Huk było słuchać ulicę dalej. Ona wybiegła z mieszkania do sąsiadki. Zamknęłem więc drzwi. Nakazywała mi, żebym ją wpuscil. Powiedziałem, że nie dopóki mnie nie przeprosi. Obiecała, że zadzwoni na Policję. Powiedziałem żeby dzwońiła gdzie i do kogo chce. Wpuściłem ją dopiero po 5 minutach. Nie przeprosiła mnie. Wiecie co. Jest mi jej okropnie żal. Ale sprawa wymyka się spod kontroli. Ciężko mi nad tym zapanować. Wyjeżdzam więc na kilka dni z dala od niej. Uważam, że to się robi niebezpieczne. Będę miał jednak internet więc będę zaglądał na forum.
            • 15.02.13, 13:44
              Puszczają Ci nerwy.
              Oboje macie problem z emocjami.
              Ona Cię prowokuje, jak małe dziecko bada granice, a Ty się dajesz sprowokować.
              Rozumiem, że nagromadziło się w Tobie sporo emocji. I dobrze robisz, że wyjeżdżasz, oboje ochloniecie.
              Tobie poradziłabym spisanie sobie tego, co czujesz na kartce, mogą byc nawet diagramy, typu ból-strzałka takie i takie zachowanie, złość, gniew, smutek, żal i wszystko co czujesz. Pozwoli Ci to nieco uporządkowac emocje, to raz, a dwa, powinienes pozwolic sobie je poczuć, po prostu. Bo masz prawo odczuwać to, co odczuwasz. Jeśli będziesz tłumił emocje, wybuchną ze zdwojoną siłą.
              Jeśli chodzi o Twoją żonę...w tej ostatniej sytuacji oboje jesteście winni. Przeproś, jak ochłoniesz, za to, co Ty zrobiłeś źle, i powiedz lub napisz, czego nie zyczysz sobie w stosunku do swojej osoby.
              Jest taka książka, Toksyczne słowa, wiem, duzo tej toksyczności:) ale ona Ci bardzo pomoże, bo są w niej rady na to, jak wyznaczać granice, jak reagować itd.
              Duzo lektury przed Tobą:)
              Ochłoń i do pracy, nad sobą, bo Ty też się musisz zmienić, żony nie zmienisz, możesz się z nią najwyżej rozstać albo zachęcić do terapii.
              • 15.02.13, 13:59
                I jeszcze jedno. Twoje zachowanie też mozna zaliczyć do przemocy, rozbijanie naczyń, zamykanie drzwi, pewnie i krzyk...zostałeś sprowokowany ale i..dałeś się sprowokować.

                Zastanów się w jaki sposób dajesz swojej zonie oparcie, poczucie bezpieczeństwa. Macie stabilizację finansową? Wie, że w razie problemów może na Ciebie liczyć? Pomożesz, podwieziesz, itd?
                Wysłuchasz jej żali ze zrozumieniem? Rozmawiacie w ogóle o uczuciach?

                Pytam, bo jesli powyższe nie jest spełnione, a dodatkowo żona słyszy, że masz dość i się rozstaniecie albo coś w tym stylu, to w ten sposób nakrecasz spiralę strachu. Zwiększasz jej brak poczucia bezpieczeństwa czyli zwiększasz złość na Ciebie.

                Tu jest bardzo ciekawy tekst:

                Gniew a nasze potrzeby i oczekiwania
                Anna Grabka


                Dlaczego odczuwamy gniew?

                Gniew powstaje zazwyczaj, gdy nasze oczekiwania nie spotkają się ze zrozumieniem.

                Tak naprawdę gniew jest trzeciorzędną reakcją. Pierwotnie odczuwamy smutek, że nas nie zrozumiano. Później czujemy strach, że tak już zostanie, że partner nas nie zrozumie, że w tym zakresie nic się nie
                zmieni w naszym związku.

                I dopiero trzecią emocją jest gniew. Złościmy się, bo nasze oczekiwania i potrzeby nie spotkały się ze zrozumieniem.

                Czym jednak jest gniew?

                Gniew, złość - często kojarzy mi się z bólem. Czujemy ból, gdy coś nie funkcjonuje w naszym organizmie tak, jak powinno, gdy doznajemy zranienia, gdy chorujemy.

                Podobnie jest z gniewem. Jest on wołaniem naszej nieświadomości o świadome i głębsze przyjrzenie się sobie i swojej reakcji z najbliższymi. Gniew uświadamia nam, że któreś nasze potrzeby nie są zaspokajane.

                Jakie to mogą być potrzeby?

                • Potrzeba bycia wysłuchanym i zrozumianym.

                Zauważyłam, że częstą „chorobą” mającą wpływ na nasz związek jest brak czasu. W codziennym zabieganiu nie zawsze dbamy o to, by znaleźć czas na rozmowę z partnerem o swoich oczekiwaniach i potrzebach.

                • Potrzeba walidacji.

                Gdy już znajdziemy czas na rozmowę - często okazuje się, że czegoś jednak brakuje we wzajemnej komunikacji...

                Brakuje często walidacji*. Jest to dopytanie o co dokładnie chodzi i w ten sposób okazanie partnerowi, że to, co mówi i robi jest logiczne i ma sens (nawet wtedy, jeśli nie zgadza się to naszym zdaniem, a może głównie wtedy nabiera znaczenia?). Walidacja pozwala zauważyć druga osobę bez jej oceniania, czy pomniejszania jej odczuć i reakcji.
                (*Walidacja – psych. Proces ustalania stopnia odpowiedniości, trafności, celowości.)

                To rodzaj głębokiego zrozumienia i udzielenia prawa do odczuć i reakcji zupełnie różnych od naszych.

                • Potrzeba bezpieczeństwa.

                To także jedna z podstawowych potrzeb udanego związku. Niezaspokojenie jej jest najprawdopodobniej najczęstszą przyczyną odczuwania gniewu.


                Gdy nasze oczekiwania nie są spełnione lub mamy jakieś niezaspokojone potrzeby - nie czujemy się bezpiecznie. Zaczynamy wówczas wybuchać gniewem. Nie postrzegamy partnera jako sojusznika, tylko jako wroga.
                Oczywiście robimy to najczęściej nieświadomie.


                Bezpieczeństwo a gniew

                Jeśli jednak uświadomimy sobie, że wybuch gniewu u nas lub u partnera może mieć swoje źródło w poczuciu braku bezpieczeństwa - jest to najwyższy czas, by przyjrzeć się głębiej wzajemnej relacji.

                Skoro zagrożenie (brak bezpieczeństwa) jest spowodowane niespełnionymi potrzebami i oczekiwaniami - nad tym powinniśmy popracować. Zastanówmy się, czego potrzebujemy, czego potrzebuje partner? Czego od siebie wzajemnie oczekujemy?

                Warto o tym porozmawiać, opisać. Najlepiej na kartce. I powiesić w widocznym miejscu.

                Gdy nie czujesz się bezpiecznie - Twoje reakcje nie będą zrozumiałe i sensowne.

                Gdy odczuwasz złość - skieruj uwagę na swoje bezpieczeństwo. Czy nie czujesz się zagrożony, gdy wybuchasz gniewem?

                Gdy jesteś rozgniewany - Twoje reakcje nie są racjonalne, najczęściej wybuch złości niczego nie załatwia - stanowi tylko dla Ciebie wskazówkę, że pora poszukać przyczyny gniewu. A przyczyna najczęściej leży w potrzebach, oczekiwaniach, bezpieczeństwie...

                Wybuch złości to jedynie znak, że jest jakiś problem związany z wzajemnymi oczekiwaniami. Gdy opadną emocje - porozmawiaj o tym z partnerem. Taka rozmowa bardzo zbliża.

                Dlaczego mam spełniać oczekiwania partnera?

                Bo jesteśmy odpowiedzialni za spełnianie minimalnych codziennych potrzeb walidacji i bezpieczeństwa swojego partnera. :-)

                Na tym m. in. polega udane życie codzienne.

                A codzienne drobiazgi wpływają na szczęście i trwałość związku :-)


                Co pozytywnego jest w gniewie?

                Niewielu z nas dostrzega w złości coś pozytywnego. Jednak pełni ona dość ważne funkcje.

                Podczas gdy jesteśmy pod wpływem silnego gniewu - możemy zaobserwować, że ta emocja bardzo silnie skupia nasz umysł, koncentruje nasze myśli na jednej sprawie. Odkrywamy drzemiące w nas rezerwy siły. Nasz gniew okazuje się być tym, co daje nam odwagę i siłę by stawić czoło lękom i frustrującym sytuacjom.

                Ponadto gniew jest jak ból - stanowi dla nas oznakę, że potrzebujemy jakiegoś leczącego działania (ból jest nieprzyjemnym doznaniem, ale jest to często bodziec do rozpoczęcia leczenia).

                I tak jak wspomniałam - świadczy o niezrealizowanych potrzebach i oczekiwaniach oraz o braku bezpieczeństwa osoby odczuwającej gniew.


                Jak radzimy sobie z gniewem?

                Wiele osób ma problemy z bezpiecznym uwalnianiem gniewu. Często porównujemy gniew z agresją. Wydaje nam się, że gdy doświadczamy złości - ktoś będzie zraniony.

                Tak jest, jeśli postępujemy z gniewem na dwa sposoby:

                1) TŁUMIMY go bojąc się zranienia. Tłumienie gniewu jest sposobem (raczej nie najlepszym) na zapewnienie sobie bezpieczeństwa w danej chwili. Ceną jest jednak izolacja i oddalenie od partnera.

                Ostatecznie jednak tłumiony gniew jest przyczyną wielu chorób somatycznych, albo ostatecznie i tak wybuchamy.

                2) WYBUCHAMY gniewem. Wyrażamy go gwałtownie i w sposób niekontrolowany.

                Obie te opcje nie są jednak pożądane.


                Jeśli chcesz zbudować udaną i głęboką relację z partnerem - już wiesz, że możesz wybrać trzecią opcję. :-)

                Tak, możesz swoją uwagę skierować w stronę źródła gniewu. Zastanowić się nad wzajemnymi oczekiwaniami, potrzebami i bezpieczeństwem. I porozmawiać o tym z partnerem w atmosferze ciepła i miłości, nastawiając się na wzajemne zrozumienie i walidację, patrząc na partnera jak na swojego największego sprzymierzeńca.

                A drugim Twoim sprzymierzeńcem niech będzie gniew, który może stać się doskonałą wskazówką co jeszcze „nie gra” w Twoim związku :-)
                • 15.02.13, 21:01
                  Nie brakuje nam pieniędzy. Kiedy tylko chciała podwoziłem ją do i czasami z pracy. Moje zachowanie... Cóż. Mnie się ono wydaje nieodpowiednie i żal mi nas obojga. Szkoda mi tego dzisiejszego poranka. Ale to wszystko, te refleksje przychodzą po czasie. I myślę, że łatwo teoretyzować. Muszę iść na terapię, bo się zdenerwowałem i rzuciłem talerzem? Tylko ja się zwykle nie denerwuje W ten sposób.Pierwszy raz rzuciłem talerzem ponieważ zostałem sprowokowany. Nie mogłem już dlużej słuchać tych oszczerstw, manipulacji i tego okropnego agresywnego tonu. To co miałem zrobić?, pewnie powiedzieć, że jest niepoważna i wyjść. Lepsze rozwiązanie. Szkoda, że wtedy nie myślałem racjonalnie jak człowiek w równowadze emocjonalnej. Teraz jestem poza domem i odpoczywam od tego zamętu.
            • 15.02.13, 14:16
              Autorze - natychmiast, zanim namówisz żonę na terapię par, idź SAM na terapię. Musisz nauczyć się panowania nad złością, innych sposobów reagowania. Bo sam reagujesz przemocą i bez względu na jej prowokacje, to TY jesteś odpowiedzialny za swoje reakcje.
              Ona cię nie przeprosiła, ale czy ty przeprosiłeś ją za rzucenie talerzem i niewpuszczanie do mieszkania? Co z tego, że jest Ci jej żal, jeśli swoim zachowaniem nakręcasz spiralę przemocy. Weź odpowiedzialność za swoje reakcje, swoje emocje, naucz się reagować inaczej.

              Na wyjazd możesz sobie kupić książkę "Asertywność - sztuka umiejętnej stanowczości". Da ci jakieś podstawy asertywnego reagowania.

              Na razie mam wrażenie, że obydwoje macie problem z agresją i w rożny sposób uzasadniacie jej wybuchy zachowaniem drugiej osoby. Może tak nauczyliście się sobie radzić ze sobą i swoimi emocjami, ale nakręcając się nawzajem, w końcu zrobicie sobie krzywdę.

              --
              Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
              • 15.02.13, 21:05
                Przeprosiłem ją za to wszystko. Myślę, że potrzeba czasu, żeby ona przyjęła te przeprosiny. Chciałem też, żeby zastanowiła się nad swoim zachowaniem więc poprosiłem ją, żeby wniknęła w sposób, w który mnie prowokowała. Obawiam się, że to może być dużo trudniejsze od przyjęcia przeprosin.
                • 23.02.13, 13:37
                  nie rozumiem, czemu przeprosiłeś?, jeśli zawsze będziesz pzepraszał, za zachowanie, które jest wynikiem jej agresji to będzie sobie pozwalała na wiele więcej i będzie wiedziała, że i tak wrócisz i to znów Ty będziesz wszystkiemu winien, ja chyba położyłabym wszystko na jedną szalę, albo jej zachowanie się zmieni albo powinieneś odejść
                  • 25.02.13, 11:09
                    Przeprosiłem, bo uważam, że człowiek to nie jest zwierze. Liczą się uczucia. Nie tresuje się partnera. Nie wyobrażam sobie, żeby stosować takie niewybredne techniki behawioralne: jestem ABSOLUTNIE przekonany, że to Twoja wina, więc nie przeproszę Cię nigdy i robię to dla Twojego dobra. Część winy była moja. Zachowałem się nieodpowiednio i agresywnie (talerz). W związku z tym przeprosiłem.
          • 15.02.13, 14:02
            Po 30 latach przeżytych właśnie w takim chorym związku powiem, że poniesiony koszt psychiczny mój i dzieci (już dorosłych) jest niewyobrażalny, straty trudne do odrobienia.

            Żałuję, że bałam się 3/4 życia.
            Wstydzę się, że choć walczyłam do krwi jednak byłam współudziałowcem w koszmarze dzieci.
            Jestem z siebie dumna i czuję przeogromną radość, że zaczynam sobie układać te resztę lat tak jak ja tego pragnę - jako wolny człowiek.
            Wierzę, że wytrwam.

            zwyklemumezowi życzę z całego serca aby wsłuchał się w siebie. Głęboko tkwi odpowiedź co robić:) pozdrawiam
        • 15.02.13, 20:37
          zwyklymaz napisał:


          >Analizowałem sobie w głowie te komentarze z forum. Jestem przerażony tym,
          > że znakomita większość z nich jest taka skrajna. Polecane są filmy o żonach łam
          > iących nogi. Ktoś inny wrzuca z pewnie satysfakcją, że o, to kolego wpadłeś, to
          > choroba. Padają określenia control freak, ale bez zrozumienia, wyrwane z grunt
          > u tego, że człowiek kontroluje sytuacje i przejawia takie skrajne tendencje zwł
          > aszcza, jak czuje się zagrożony. Ktoś pisał, że to wynika z niedopchnięcia, jak
          > by chodziło o film porno i tajemnice głównego wątku. Przeraża mnie to.


          Masochistów mi nie żal.
          O ile tylko dzieci nie będziecie mieć (bo jednak większość rodzi się normalna, tylko okoliczności, w których żyć im przyszło je wichruje) życzę wam diamentowych godów, bo związek, pod względem zaspokajania swoich potrzeb stanowicie idealny.

          --
          "Tak odnośnie UK-mały nigdy nie złapał kataru od dziecka tutaj więc obstawiam, że jednak większość tych dzieci z cieknącymi gilami to jednak mają katar alergiczny." - by 1mzeta
          • 15.02.13, 20:53
            Dzięki za złośliwość. To mi pomoże. Ty sobie ulżysz i sobie podbudujesz nastrój i pewnie mnie to uziemi. Spoko. Wszystko gra. Nie ma to jak serdeczny i wdzięczny anonimowy internauta.
        • 16.02.13, 14:58
          z ciebie jednak kawal sku....syna.
          i piszesz to dopiero po kilku dniach?!
          ty sie zastanow czy w ogole ja kochasz, ba, czy kiedykolwiek ja kochales!
          zwyklymaz napisał:

          > Mnie też się wydawało, że ona się tak zachowuje ponieważ czuje się niepewnie. M
          > yślę, że ona czuje się niepewnie w związku małżeńskim ze mną. Kiedyś jej powied
          > ziałem, że jak nie będzie się nam układało to będziemy musieli się rozstać. Ona
          > mi tego nie mogła zapomnieć. Ona jest przekonana, że to związek do śmierci. Ma
          > m więc swój wkład w jej zachowanie. Ale ono jest jeszcze wcześniejsze i ona bie
          > dna robi tak odkąd się znamy, a pewnie i wcześniej było podobnie. Czuje się nie
          > pewnie. Żal mi jej.

          --
          "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
          • 17.02.13, 21:44
            Nienawidze, po prostu nienawidze po raz kolejny miec racje.

            --
            W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
            Wiedzmowo
    • 15.02.13, 17:04
      To dość częste u Polek. Wychowane w patriarchacie, gdzie ich matki były na każde skinienie ojca i niańczyły go jak synka (obiadki, papucie, okładziki na skacowaną łepetynę) albo w skrajnym tego zaprzeczeniu - agresywnym matriarchacie, gdzie ojciec miał przynieśc do domu kasę i się nie wtrącać do niczego, 'bo chłop niczego nie potrafi' itp. nie wiedzą, co to PARTNERSTWO.

      Z opisu wnioskuję, że jesteście młodym małżeństwem i trwa u Was walka o władzę, czyli tzw. docieranie, bo docieranie to tak naprawdę walka o rejony wpływu. Widać Twoja żona uważa, że faceci to fajtłapy i oprócz zarabiania kasy nic nie potrafią, więc trzeba za nich decydować.

      Współczuję, bo jeśli taki obraz wyniosła z domu to niestety ale łatwo nie będzie. W każdym razie stawiaj się, asertywnie ale kategorycznie. Bez agresji, bez chamstwa, po prostu tłumacz, że Ty masz swoje zdanie i że ono też się liczy, więc musicie się jakoś dogadać, bo ciągle ustępować nie zamierzasz. Jeśli teraz się nie postawisz to przegrałeś i będzie już tylko gorzej.
      • 15.02.13, 17:19
        Jeszcze dodam, że to mi wygląda na przemoc, tzn. nadmierną potrzebę kontroli. To jest rys osobowościowy, nie choroba. Żona nie potrzebuje lekarza tylko psychoterapeuty. Jest dorosła, odróżnia dobro od zła. Jeśli odmówi terapii to oznacza, że związek z Tobą nie jest dla niej aż tak ważny, żeby podjąć ryzyko Zmiany. To jej wybór.
    • 15.02.13, 17:27
      Żona nie radzi sobie z emocjami. Dlatego wszystko usiłuje porządkować i mieć pod kontrolą, bo to jedyna dostępna dla niej droga uzyskania kontroli także nad nimi. Takie życie to de facto kastracja emocjonalna, już nie mówiąc o rujnacji związku.
      Nie wiem, jak to można jej uświadomić, ale to jest po prostu konieczne. Dopóki ona tego nie zrozumie, dopóty nic się nie zmieni.
      Tak jak napisała pani Ekspert, albo jasno wytyczone granice albo rozstanie. Albo-terapia dla niej.

      Powiem Ci, że mnie tez nie podoba się Twój sposób reagowania na forum. Jesteś nadmiernie agresywny i zaczepny. Nauczyłeś się bronić przed nią i to Ci się rozlewa także na innych? Coś jest nie tak także z Tobą, z Twoimi reakcjami.
      • 15.02.13, 20:51
        Może ci się nie podobać. Nie mam do ciebie o to pretensji. A ty masz pretensje do mnie? Pewnie odnośnie kilku wypowiedzi co do "dziewczyn", które sugerują, że jestem dzieckiem, albo misiem, albo mękałą, albo że ktoś jest niedopchnięty, albo, że trzeba wszystko przelecieć i które chyba na samą myśl o tym, że ktoś im się wyspowiada z "tych spraw" podniecają się i zaczynają sie kleić do krzeseł... którym też nie podobam się, bo opisuje według nich krojenie marchewki. Możesz mi dać prawo do wypowiadania mojego zdania ? Mnie się nie podobało ich zachowanie. Podtrzymuję swoje zdanie. Uważam, że pisze tu kilka wulgarnych i niepoważnych osób (piszą w sposób niepoważny i wulgarny). Może ci się ono nie podobać.
        • 15.02.13, 23:23
          Myslę, że w ogóle nie powinieneś odpowiadać na niemerytoryczne uwagi a wulgarne zupełnie pomijac. To kompletnie nic nie wnosi do twojej sprawy a powoduje tylko pyskówki, których w realu już ci nie brakuje. Po wszystkich "jazdach" które pewnei masz w domu sprowokować cię, moze nie być trudno i łatwo wykorzystywac to przeciwko tobie. Forum to "idealne" miejsce do wykorzystania tego.
          Nie daj się.
          Masz tą przewagę nad osobami, które piszą o zmarnowanym życiu z osobą taką jak twoja żona, że ty już wiesz. Wiesz, że takie zachowanie, jakie prezentuje twoja żona nie jest w porządku, wiesz jakie może byc podłoże i wiesz, ze można to leczyć. Twoja świadomość i aktywność może pomóc kochanej przez ciebie osobie. Bo przecież jesteście razem z jakiegoś powodu i piszesz tu po to, by znaleźć rozwiązanie dobre dla was jako rodziny.
          Najlepiej znajdź terapeutę. Życzę powodzenia.
          Każdy w zyciu chciałby, by druga bliska osoba pomogła, w przezwyciężeniu koszmarów jesli ma je za sobą, w wyleczeniu traum jesli je ma i dziwić tylko może to, że gdy widzi się mężczyznę pomagającego i starającego się to kobiety potrafią zachowywac się jak hieny i sępy, najlepiej dowalić.
          • 16.02.13, 12:25
            Dziękuję. Masz rację. Na pewnie waidomości nie warto odpowiadać. Ale nie lubię ich z drugiej strony pozostawiać jako niby obowiązujących, istotnych, nieskomentowanych, albo jako choćby cześciowo prawomocnych. Może jednak nie warto ruszać tych spraw? Z głupotą i prymitywizmem nie można wygrać.

            Co do mojej sytuacji to nadal jest nieciekawa. Moja żona się do mnie nie dozywa. Nie interesuje ją gdzie jestem. Trochę mnie to martwi. Kiedy ona wyjechała w jeden dzień, kiedy mi nie powiedziała gdzie, zapytałem mimo naszej wcześniejszej kłótni szczerze, w zgodzie z własnym uczuciem, gdzie jest, nadmieniając, że się martwię. Od niej natomiast ... Tutaj nic nie słyszę.

            Nie mogę niczego robić sam, wbrew niej. Czekam na jakiś sygnał, że chce.
            • 16.02.13, 20:55
              Może tak, jak radzą te kompetnetne osoby, sam powinienieś znaleźć terapeutę i to szybko i ten ktos powie ci, jak postepować w takiej sytuacji, by były to działałania efektywne. Intuicyjnie wydaje mi się, ze nie powinneś pierwszy wyciągać ręki, ja tak bym zrobiła i byłoby albo-albo. Ale pewności nie mam, po prostu na tym sie nie znam.
              Na pewno wszytko co robisz, robisz z miłości, ale ktoś kompetntny musi pomóc ci, bys przez ta miłośc nie zmarnował sobie zycie, bys nauczył się "wbić zęby w ścinę i wyć" ale postepować dla dobra wbrew sercu.
              Pozdrawiam
            • 23.02.13, 13:44
              kiedyś poznałam kogoś bardzo podobnego do Ciebie, a przynajmniej tak mi sie wydaje, jego historia (małżeństwo) nie skończyło się dobrze, rozwiódł się - w końcu żona odeszła, on ją kochał chciął ratować związek, ale spotkała innego - faceta o całkiem innym charakterze niż jej mąż... nie dobraliście się, coś mi się wydaje, że więcej was różni niż łączy, jedna rada - nie pozwalaj jej na takie zachowania
              • 25.02.13, 11:06
                A ja się z Wami (niektórymi!; z niektórymi nie chcę się dzielić niczym) podzielę tekstem, wywiadem, który otworzył mi oczy na wiele spraw. Myślę, że taka wiedza jest bardzo niepopularna. Tak ciężko dostępna. Czytając część komentarzy (wpadłeś, masz PRZECIWNIKA, rośnie ci w domu SZATAN, czeka cię gehenna), etc. zauważyłem jaką mamy tendencję do oceniania innych KATEGORYCZNIE na podstawie kilku ledwie fragmentów, które pokazują tylko fragment całości, ujawniają wcale nie wiele. Ludzie uczą się ze sobą żyć. Jeżeli nawet druga osoba jest dla nas czasem złośliwa, może być to skutkiem jakiegoś nieporozumienia, może być ona złośliwa bez intencji i wbrew sobie: tylko tak będzie potrafiła sobie radzić. To wcale nie znaczy jednak, że nie można się nauczyć czegokolwiek. Teraz do rzeczy. Wywiad, który chciałem Wam polecić (ale nie wam), to jest wywiad następujący (ukazał się w WO): wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13446880,_Gdy_ludzie_dobrze_ze_soba_zyja__naczynia_same_sie.html
    • 15.02.13, 19:21
      Moim zdaniem jesteś trolem albo TROKAMI OD KALESON.
      Co z Ciebie za facet że pozwalasz na durne uwagi ?
      Jesli zona chciała zjeść kanapki na mrozie to jej problem a Ty mogłeś zjeść posiłek w restauracji. Żona strzela focha, powiedz ze nie uważasz jej zachowania za normalne. Jestes jej męzem a nie dzieckiem ktore się wychowuje zgodnie z jej wydzimisiem.
      Ona chce abys był pod jej pantoflem. W tym zwiazku jesli sie nie postawisz bedziesz tylko PANTOFLARZEM tresowanym jak PIES albo rozwiedziesz się aby byc wolnym i niezaleznym od jej humorow.
      Jestes naiwny i dziecinny wierzac ze moze Ci nie dać rozwodu.
      Nagraj jej zachowanie bedziesz miał dowód na głupote zony.
    • 16.02.13, 16:45
      Każda kobieta wielbi Faszystę,
      Wysoki but na twarzy, brutalny,
      Brutalne serce bydlaka jak ty.
      [Sylvia Plath, Tatuś]

      Cytat na dobry początek=)

      Bardzo dobry wątek, rozrósł się w interesującym mnie kierunku. I zgadzam się z poprzedniczkami, że potrzeba kontroli może wynikać z lęków, a złość (wyrażana agresją) z niezaspokojenia potrzeb żony (Twoje niepodporządkowanie się, brak reakcji lub nieadekwatna reakcja na jej "starania" to robienie jej wbrew), których źródło i tak leży w lęku.

      A lęk przepracowuje się w terapii. Trzeba dotrzeć do jego korzeni. Przyjrzyj się jeszcze raz jej rodzinie, dzieciństwu. Ale jeśli ona się sama nie przyjrzy to nie ruszycie z miejsca.

      --
      Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
      Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
      • 16.02.13, 17:34
        Doczytałam jakoś drugą setkę.

        Ona może mieć lęk przed odrzuceniem, na co wskazywały już dziewczyny. ty go pogłębiasz go straszeniem. Jest w małżeństwie, które miało zaspakajać jej potrzebę przynależności i bezpieczeństwa, a nie wychodzi, stara się o poprawę swojej pozycji w najgłupszy z możliwych sposobów (bułeczki na wycieczkę), nie wychodzi, to się gubi i panikuje.

        Bo nie chodzi o bułki. Czytałam taki tekst o złości i miskach kota w zlewie. Był pan, którego te miski wkurzały. I przyjrzał się swojej złości. I wyszło, że nie chodzi o same miski, w każdym razie nie tylko o te miski, ale o potrzebę szacunku, uznania, dostrzeżenia (wstawiają miski, bo mnie nie szanują, bo moje zdanie nic nie znaczy). Potem zaczął pilnować swojej złości i widząc miski nie tłumaczył tego brakiem szacunku, a np. prostą bezmyślnością albo innym systemem wartości (ktoś kto wychował się ze zwierzakami nie czuje takiego obrzydzenia). Ciągle te same miski, ale inne przyczyny ich wstawienia więc i inne emocje.

        Jeśli naprawdę kochasz żonę to daj jej szansę. Obok terapii są fajne szkolenia coachów właśnie o złości (i dla Was obu o asertywności) - na pewno w Wawie, to trochę droga na skróty, ale jeśli stosuje się obok terapii to daje efekt.

        I nie wiem jak to jest u Was z dziećmi, nie musisz odpowiadać na forum. Czy Twoja żona poczułaby się pewniej w małżeństwie gdyby je miała? No, może poczułaby się. Najpierw terapia, potem dzieci. Bo dziecko nie rozwiąże problemu, tylko go zamaskuje.

        --
        Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
        Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
    • 17.02.13, 12:47
      Witaj, przeczytałam wszystko, a że problem znam z autopsji to się wypowiem. Moim zdaniem Twoja żona może być całkiem fajną partnerką, ale zdecydowanie nie dla Ciebie. Nic nie da terapia - sorry za tak radykalne postawienie sprawy, ale tak uważam. W innych związkach natomiast możecie rozwinąć skrzydła. Twoja żona również cierpi i jest bardzo nieszczęśliwa. Ma w sobie sporo lęku. Pisano o depresji, złości - zgadza się, od tego powinna zacząć się jej terapia. Jednak Ty, tym jaki jesteś podsycasz w niej to, co w niej siedzi. Dlatego mimo terapii i indywidualnej i wspólnej, nic z tego nie będzie.
      Piszesz, że wulgarnie Ci doradzano o "niedopchnięciach" itd. - to były jednak trafne (choć może wyrażone w sposób za mało delikatny dla Ciebie - właśnie) głosy. Twojej żonie potrzebny jest zupełnie inny parnter, stanowczy, mniej delikatny i mniej wrażliwy. Naprawdę, bywa i tak, że cała ta uwielbiana przez forum "przemocowość" znika, gdy kobieta lub facet znajdują właściwą osobę. Na tym między innymi polega wzajemne oddziaływanie na siebie ludzi. Niektórzy powodują, że wychodzi z nas wszystko co w nas najgorsze, inni - że naprawdę wychodzi to, co fajne, pozytywne. I w tym nie ma winy żadnego z was, tak po prostu jest między ludźmi. Zapewniam Cię, że żona męczy się tak samo jak Ty, jeśli nie gorzej. Zostawiając ją pomożesz bardzo i jej i sobie. Razem - to droga donikąd. Będziecie dyskutować wiecznie o jedzeniu bułek, zamiast jedząc cokolwiek podziwiać widoki. Będziecie kłócić się zawsze o ilość kanapek w Macu, zamiast zażerać się nimi wesoło i śmiać się. Będziecie zawsze analizować do bólu, kto co powiedział, czyje padło oszczerstwo, a czyje przekleństwo, zamiast kochać się. Tak po prostu będzie. Wierz mi, że zostawiając żonę możesz ją paradoksalnie uszczęśliwić. pozdr
      • 19.02.13, 13:52
        domza2, bardzo fajnie to napisałaś. Też tak sądzę. Oni się po prostu nie znoszą, tu nawet nie ma mowy o zwykłej przyjaźni czy lubieniu się, a co dopiero o miłości.

        zwyklymaz, zastanawiam się co Was połączyło kiedyś?
        Ten związek nie rokuje, po prostu kompletnie do siebie nie pasujecie. Ją ewidentnie denerwuje Twoje zachowanie, a Ciebie jej. I tak się możecie całe życie wykańczać, tylko po co.
    • 19.02.13, 11:57
      Przeczytałam wszystko i... Wydaje mi się, że powinieneś zadać sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć- jak widzisz Wasze wspólne życie, Was za kilka/kilkadziesiąt lat i, czy wierzysz w to, że jakakolwiek terapia zmieni Twoją żonę, Ciebie, Was?
      Ja bym nie wytrzymała. Życie mamy tylko jedno. Są sprawy i wydarzenia na które nie mamy wpływu, ale są też takie, na które mamy. Chesz się tak "tłuc" do śmierci? Pomyśl- jesteś młody, nie macie dzieci. Po co się tak męczyć?
      • 25.02.13, 11:18
        Podoba mi się Twoja propozycja pytania. Ciężko je sobie zadać wbrew pozorom. Spróbowałem.
        Zdecydowałem się z jakiegoś ważnego dla mnie powodu, że to właśnie moja żona będzie moją żoną. Ona, a nie ktoś inny. To, że nie umiemy czasem porozmawiać (albo ostatnio nawet często) wcale nie znaczy, że nie możemy nic z tym zrobić. Jasne są granice. Ale nie pisałem tu na forum, żeby szukać wyjścia ostatecznego. Chciałem coś tu zmienić. I nie chcę tłuc się do śmierci. Stałaby się krzywda nam obojgu, gdyby tak to miało wyglądać.
    • 19.02.13, 14:25
      A tak w ogóle, to gdzie jesteś, autorze wątku:)
      Może to zbyt daleko odbiegające pytania( wszak wiemu już wiele), ale- jak długo się znaliście przed ślubem, jak długo jesteście po ślubie i czy byliście wcześniej w jakichś innych związkach?
      Ze swojej strony dodam, że- może jestem trochę dziwna:), ale- jakoś trudno mi się zdecydować na ślub, choć mam już kilka dłuższych związków za sobą. Nigdy nie byłam z facetem, z którym były jakieś większe zgrzyty, kłótnie, niedopasowania a nawet nie pomyślałam o zmianie stanu cywilnego:) Co Ciebie zatem skłoniło do tego kroku( bo różowo to u Was chyba zasadniczo nie było?)?
      • 22.02.13, 09:29
        Przeczytałam cały wątek. Napiszę jak to może wyglądać ze strony żony. Byłam kiedyś w podobnym związku. Wyszłam młodo za mąż za mężczyznę wydawało mi się idealnego. Znaliśmy się sporo przed ślubem , świetnie rozumieliśmy i dobrze nam było razem. Ja byłam osobą energiczną , lubiącą działać , organizować a mój partner był z charakteru podobny do ciebie, luzak , który w niczym nie uczestniczy ale też problemu w tym nie widzi.Szybko po ślubie okazało się, że widzimy siebie w zupełnie innych rolach, nagle to ja jestem odpowiedzialna za wszystko , dbam o funkcjonowanie domu, pilnuje rachunków itp bo mój ukochany odnaleźć się w tym wszystkim nie potrafi, chętnie na mnie przerzuca obowiązki a jednocześnie nie chce pójść na kompromisy. Urodziło się dziecko i sytuacja stała się patowa. Moja frustracja rosła , mój szacunek do niego znikał a on nadal problemu w sytuacji nie widział , ale za to zaczął widzieć problem we mnie. Bo to ja byłam nagle wymagająca , rozliczająca i czepiająca się . Wytrzymałam 3 lata. Stałam się zupełnie inną osobą , nieszczęśliwa , samotną i z poczuciem opuszczenia i odrzucenia. Tłumaczyłam prosiłam , błagałam o jakieś unormowanie naszego bycia , terapii pomocy czegokolwiek , ale zawsze słyszałam że jestem psychiczna , wariatka i się czepiam , Mam się zmienić , bo one tego nie
        będzie tolerował , ale o jakichkolwiek zmianach z jego strony być nie może, bo on jest jaki jest. Stałam się osobą , której sama nie znosiłam , zołzą popłakującą , albo krzyczącą , zdołowaną i niestety z rosnąca agresją. Pewnego dnia obudziłam się , był piękny letni dzień i pomyślałam że to nie ma sensu , już nie kocham a jedyne pragnienie to odzyskanie samej siebie. Spakowałam siebie i dziecko i odeszłam , z jedną walizką , zamknęłam drzwi i zaczęłam walczyć o siebie i spokojny dom. Uwierz mi od tego czasu minęło dużo lat a ja uważam że to była najlepsza rzecz jaka wtedy zrobiłam. Jestem szczęśliwa , ja i moje dziecko mamy spokojny , dobry dom. A ja znowu mogę być sobą , zadowoloną , uśmiechniętą i spokojną. Przerobiłam terapię i wiem że to było klasyczne niedopasowanie , nigdy by nie udało się tego poukładać , a może po prostu bez chęci z dwóch stron nie ma szans. Wstyd mi do tej pory za moje tamtejsze zachowania , ale po terapii wiem że to wina obu stron , że czasem lepiej podjąć trudną decyzję ale uratować siebie.
        • 22.02.13, 10:05
          Typowa przemoc i typowa ofiara. Zadzwoń na Niebieską Linię, tam uzyskasz konkretną pomoc. Obawiam sie, ze tylko rozwód wchodzi w grę i Twoja terapia, inaczej drugi raz trafisz tak samo.
          --
          Karmienie piersią to wspaniałe przeżycie,
          które będę pamiętała przez całe życie.
          Te chwile bliskości wież stworzyły wielką,
          dlatego nie karmiłam nigdy butelką.
          • 24.02.13, 23:25
            A nie zauważyłyście, że autor zupełnie nie przyjmuje krytyki?
            Że ignoruje wątki, które wnoszą coś wartościowego, ale może niewygodnego (szczególnie ten od dziewczyny, która kiedyś zachowywała się podobnie i jej partner POMÓGŁ jej z tego wyjść)?
            Że jest ewidentnie przewrażliwiony na własnym punkcie i skarży się jak dziecko?
            Że analizuje autentyczne pierdoły?
            Żona jest faktycznie nieznośna, ale z tym człowiekiem też nie chciałabym się przyjaźnić.

            Ha, dlaczego autor nie ma żadnych znajomych?
            • 25.02.13, 11:01
              A ja nie chciałbym się przyjaźnić z tobą, jeżeli prezentujesz się tak jak to zaznaczyłaś w notce. Przewrażliwiony jestem niby dlaczego ? Wcale nie jestem. Napisałem o moich problemach. Jeżeli uważasz, że są nic nie warte, i cię tak bardzo denerwują, to nie pisz wcale, nie odpowiadaj. Po co te złośliwości? Lepiej się wtedy czujesz? Myślę, że masz jednak jakieś inne dobre cechy. Szkoda, że nie potrafisz ich przelać w komentarz. No cóż! Anonimowość wyzwala czasami najgorsze strony osobowości...pozwala im zaistnieć.
              • 25.02.13, 12:52
                Autorze, zwracam tylko Twoją uwagę na to, że również Ty możesz mieć problemy ze sobą i niełatwy charakter, który być może, wyzwala w żonie te nieznośne zachowania (uprzedzając - tak, na pewno ma takie skłonności, nie, nie jesteś ich przyczyną, ale pewnie mogłeś je swoim zachowaniem wytłumić albo rozwinąć i padło na to drugie).
                Na przykład fakt, że nie masz do siebie absolutnie żadnego dystansu, i traktujesz swoją osobą z taką straszliwą powagą, z całą pewnością nie ułatwia Wam życia. (A wiem, o czym mówię, bo znam taką osobę - to też mężczyzna i człowiek w tej chwili już bardzo samotny - ale nie widzi problemu w sobie tylko w innych - zawsze i niezmiennie).

                Twoja odpowiedź jest tylko potwierdzeniem moich hipotez.

                Moim zdaniem nie szukasz tu wyjścia z problemu tylko potwierdzenia swojej racji i wyższości moralnej.
                • 25.02.13, 14:35
                  Natomiast twoja wypowiedź jest serią bezczelnych uwag, które próbujesz ubrać a piórka hipotez. Możesz sobie te uwagi wiesz gdzie wsadzić ? Piszesz o hipotezach a zapomniałaś chyba o tej swojej notce: "A nie zauważyłyście, że autor zupełnie nie przyjmuje krytyki?
                  Że ignoruje wątki, które wnoszą coś wartościowego, ale może niewygodnego (szczególnie ten od dziewczyny, która kiedyś zachowywała się podobnie i jej partner POMÓGŁ jej z tego wyjść)?
                  Że jest ewidentnie przewrażliwiony na własnym punkcie i skarży się jak dziecko?
                  Że analizuje autentyczne pierdoły?
                  Żona jest faktycznie nieznośna, ale z tym człowiekiem też nie chciałabym się przyjaźnić.
                  Ha, dlaczego autor nie ma żadnych znajomych?"

                  Więc twój łagodzący ton sobie zachowaj na inne okazje. Jak nie przeprosisz to nie mam z tobą o czym rozmawiać. I mam dystans do siebie. W tej chwili bronię nie siebie, ale zasad rozsądku i jakiejś elementarnej uczciwości. Próbujesz mnie najpier obsmarować, a potem wypisujesz z fantazją, że potwierdzam twoje hipotezy. Kobieto to moja hipoteza: sama nie wiesz co to jest hipoteza :)
                  • 25.02.13, 14:49
                    Zero dystansu do siebie, wielkie przewrażliwnienie na swoim punkcie, nieprzyjmowanie krytyki.
                    Wiele osób pisze o niedobraniu się małżonków, a ja raczej widzę, że trafił swój na swego, jak się dotrą, to może będzie z tego chleb. Przyszłych dzieci tylko szkoda:P
                    Jak ktoś nie umie korzystać z porad i każdy cień krytyki czy odmiennego zdania traktuje jak atak, to po co się radzić??? Ja dla takich ludzi mam zawsze jedną radę: ja ci radzę, rób jak uważasz;) Jak wiesz lepiej, to po co się pytasz???
                    • 25.02.13, 15:48
                      Może zadaje pytanie do ludzi sensownych i wrażliwych, inteligentnych i życzliwych ? Nie pomyślałaś o tym ? A rady takie jak twoje i także twoje 'hipotezy' możesz sobie wsadzić również w pewne wrażliwe miejsce. Moich dzieci ci szkoda? To są właśnie życzliwe rady drugiego człowieka na internecie, anonima! Co za bezczelność i parszywe wypowiedzi! Weź sobie z koleżanką załóż stowarzyszenie osób wypowiadających się w prymitywny sposób na forach internetowych. Z koleżanką, która dawała mi m.in. następujące 'rady': "Że jest ewidentnie przewrażliwiony na własnym punkcie i skarży się jak dziecko? "
                      Że analizuje autentyczne pierdoły? " Bezczelność.

                      Żal mi jest osób, które prędzej czy później napiszą tutaj w poszukiwaniu odpowiedzi, albo wskazówek i natrafią na wasze 'porady'. Same powinnyście się zgłosić po porady. Bardzo ich potrzebujecie.
                    • 25.02.13, 16:21
                      Prawda? Sebalda, najdziwniejsze jest chyba to, że wypowiedzi inne niż te zgodne z własnymi zalożeniami w żaden sposób nie dają mu do myślenia.
                      Biedna taka żona, w sumie nie dziwię się, że jest na granicy histerii.
                      • 25.02.13, 16:29
                        No i jesteście o krok od stowarzyszenia się. Pierwszy krok - znalezienie wspólnego wroga. Drugi krok. Spoufalanie się ze sobą przez obsmarowywanie wroga. Waszych tzw. rad nie chcę słuchać. A jest tu też trochę sensownych uwag, które pisały inne osoby. Mam prośbę - zamilknijcie.
                  • 25.02.13, 16:19
                    Niesamowite - wypisz wymaluj mój znajomy!
                    Identyczne reakcje i też regularnie każe wszystkim siebie przepraszać.

                    Oczywiście, że masz rację:) Ty zawsze masz rację, przecież dobrze wiesz.
                    Nawet jak obrażasz innych, robisz to przecież jedynie w swojej obronie:)
                    • 25.02.13, 16:26
                      Zmiataj niewiasto ! Nie wiesz chyba co czynisz. Moralność anonimowej internetowej "niewiasty": ona kogoś obrazić - dobrze. A jak ją obrazić, ponieważ ona obraziła, to jeju!, ona jest obrażona! I będzie o tym mówiła. Czyli wolno jej bezkarnie obrażać innych, a sama chowa się za etykietą dobrych manier. Wersal. Mam na to swoją hipotezę: jesteś damskim (jeżeli jesteś kobietą;) ) odpowiednikiem buraka. (przynajmniej w tej swojej kreacji internetowej tu w wątku na forum).
                      • 25.02.13, 18:34
                        Ej tam bez przesady, wobec mnie jesteś nawet powściągliwy;) Miałam na myśli raczej te Twoje wypowiedzi, które sugerują innym bycie pod wpływem alkoholu albo źle ukierunkowaną energię seksualną.

                        I nie jestem obrażona, bo to, co piszesz, dotyczy Ciebie, nie mnie.
                  • 26.02.13, 12:48
                    Ojojoj!
                    Dobrze, że idziesz na terapię.
                    Jak wielkie musisz mieć rany w sobie, że tak mocno reagujesz na niewielką w sumie krytykę.
                    • 26.02.13, 13:11
                      Rany albo nadopiekuńcza mamusia, dla której synuś był pępkiem świata, stąd wszelka krytyka traktowana jako zmasowany atak na idealnego faceta:)))
          • 25.02.13, 11:10
            Dzięki za fachową pomoc. Rzeczywiście możesz zostać psychologiem. Typowy psycholog internetowy!
        • 25.02.13, 11:27
          Ja nie jestem obibokiem-luzakiem, który ma wszystko w nosie! Płacę rachunki i robię kalkulację w Excelu. Przechowuję je w bezpiecznym miejscu, w takim moim elektronicznym archiwum. Gotuję czasami obiady jak mam ochotę. Robię i śniadania. Robię pranie i sprzątam. Tym dzielimy się w miarę po równo. Ale właśnie diabeł tkwi w szczegółach. Twoja i moja sytuacja nie mają wiele wspólnego ze sobą. Ludzie są niebywale różni. To banał, ale nie widzę ani u Ciebie moich problemów, ani nie uważam na podstawie tego, co napisałaś, że moje problemy mogą być podobne do Twoich. Napisałaś tak bardzo ogólnikowo, na tak ogólnym poziomie, że nic nie można z tego wyczytać: żadnych konkretów. Wiem tyle tylko, że podjęłaś decyzję. A potem rozpoczęłaś terapię. Nie potrafiliście się porozumieć. Przez kilka lat. Dlaczego jednak tak było, to pozostaje tajemnicą.
      • 25.02.13, 11:14
        Znamy się cztery lata a jesteśmy rok po ślubie. Nie powiem Ci gdzie jestem, ani gdzie mieszkam. Nie ujawnię tego na forum ;) Wiesz co mnie skłoniło do Tego kroku ? Widziałem, że moja żona jest niezwykła osobą, niepowtarzalną i wiedziałem, że chcę być z nią. Proste ;) Wiedziałem też co prawda, że będzie mieć problemy, ale naprawdę, czasami lepiej mieć problemy niż ich nie mieć. Kiedy się wspólnie pokona jakiś kłopot, przy odrobinie dobrej woli obu stron, ludzie się ze sobą wiążą. Wtedy tego jeszcze nie widziałem, ale teraz widzę to inaczej.
        • 25.02.13, 20:42
          z każdym postem się człowieku pogrążasz, na początku Ci współczułam, ale obecnie skłaniam się do polecenia Ci dobrego psychologa i psychiatry, zarówno dla żony jak i dla Ciebie, może Pani Agnieszka Ci kogoś sprawdzonego podpowie, no ale przecież Ty jestes zdrowy, tylko z zoną coś nie tak, obawiam się chłopie, że dalsze wypieranie rzeczywistosci nic nie wniesie do Twojego życia, problemy macie oboje, byc może każde z Was ma nieco inne, ale to będzie w stanie ustalic dobry specjalista
          • 25.02.13, 21:03
            Dziękuję Ci za polecenie. Jesteś taka wspaniała, taka życzliwa i tak lubisz pomagać. Najwięcej do mojego życia wnoszą takie osoby jak ty, z takimi wspaniałymi uwagami ;/ Weź koleżanki i zacznijcie się ... stowarzyszać! (przestaje odpisywać na te zaczepne posty, bo szkoda czasu na walkę z awatarami. Zawsze jakiś tam awatar będzie. Chciałem jednak, żeby te życzliwe inaczej osoby wiedziały, że mam ich w poważaniu).

            P.S. obejdzie się bez twojego sztucznego współczucia.
            • 25.02.13, 21:24
              Wydaje mi się, że to jest chyba koniec tego wątku - zwykłymężu, Ty zniechęcasz po prostu do siebie ludzi.
              Prawdopodobnie zaraz mi napiszesz, że jestem takim a takim człowiekiem, nadaję się do psychiatry itp, ale muszę powiedzieć, że bardzo przypominasz mi moją koleżnkę. Ma problemy ale nie chce słuchać, zgadza się tylko wtedy, gdy coś jest powiedziane po jej myśli. Jak jest inaczej to nie przyjmuje niczego do wiadomości i potrafi obrażać tego, kto jej radzi. Oczywiście po jakimś czasie okazuje się, że nie miała racji, kłopoty dalej istnieją, jest coraz gorzej ale nie ma już osoby, która chce jej pomóc. Poza tym jest takim typem człowieka, który dużo mówi, dużo narzeka ale nie stać go jakąkolwiek zmianę. Widocznie tak naprawdę nie jest jej źle, potrzebuje tylko się wygadać, ale na własnych warunkach.
              • 26.02.13, 10:25
                Dlaczego miałbym cię gdziekolwiek wysyłać ? Sugerowałem tylko w ten sposób kilku osobom, które zachowały się wstrętnie wobec mnie, ale były zdegustowane kiedy je potraktowałem ostrzej. Miałem słuchać takich pseudo rad ? Ja uważam, że przynajmniej kilka osób pisało sensownie, natomiast reszta albo zachowała się skandalicznie i bezczelnie, albo wykazała się głupotą, albo proponowała skrajne rozwiązanie ... Film o kobiecie, która łamie nogi i napomnienie o przeciwniku wymieniłbym jako elementy charakterystyczne porad tych osób. Wen, że sporo osób lubi mieć wpływ i lubią, kiedy nawet ordynarne pseudo rady są przyjmowane z pokora, ale chyba pomyliliście adresy. Przestańcie pełnic swoje żałosne misje. Nie musiecie innym dokopywać anonimowo na necie jeżeli nie macie nic innego do roboty.
                • 26.02.13, 10:33
                  Zauważ, że to jest publiczne forum i w pewnych ramach można tutaj oceniać każdą wypowiedź (nie zaś osobę, bo jest to co najmniej nieeleganckie). Ty pozwalasz sobie na bardzo ostre wypowiedzi wobec autorów postów, które ci się nie podobają. Moim zdaniem reagujesz nadmiarowo. Czy to świadczy o tobie jako o człowieku, czy można to uogólnić? Być może warto, żebyś to przemyślał.
                  • 26.02.13, 11:16
                    Może naprawdę nie warto się tak rozdzierać na małe kawałeczki?
                    Problem jest wielki i zmienił się w publiczną awanturę.
                    • 26.02.13, 11:27
                      Ja tu awantury nie widzę, awanturuje się i złości chyba tylko Autor.

                      Za to okazało się, że problem jest dalece bardziej złożony niż wynikało z pierwszego wątku i teraz już trudno określić, kto jest bardziej "poszkodowany": żona czy mąż.
                      • 26.02.13, 12:19
                        To nie jest twoja sprawa. Osoba taka jak ty ... która wypowiada się w ten sposób : "Że jest ewidentnie przewrażliwiony na własnym punkcie i skarży się jak dziecko?
                        Że analizuje autentyczne pierdoły?
                        Żona jest faktycznie nieznośna, ale z tym człowiekiem też nie chciałabym się przyjaźnić.
                        Ha, dlaczego autor nie ma żadnych znajomych?" jest w swej kreacji artystycznej na forum żałosną kreaturą. Z łaski swojej nie kompromituj się i nie pouczaj nikogo.

                        Spójrz sobie w lustro i zapytaj siebie jaka sama jesteś. Nie pouczaj też nikogo innego, jeżeli kiedykolwiek ktoś napisze na forum, w takim stylu, bo nie pomagasz, tylko robisz krzywdę.
                    • 26.02.13, 12:42
                      Problem jest większy niż się wydaje, bo to nie tylko moja sprawa, ale przy okazji wypływa sprawa prymitywnego chamstwa w internecie ubrana w płaszczyk serdecznych porad dla innych. Jest tu chyba część osób, która prowadzi porady z misją zrobienia komuś krzywdy i poprawienia sobie nastroju. Więcej osób może się przejrzeć w tym wątku. Ja już nie będę tutaj niczego pisał. Sprawę swoją uważam za zamkniętą. Tym kilku osobom, które przekazały jakieś informacje sensowne dziękuję, a co do reszty zwłaszcza pozwalającej sobie na wybiegi personalne - zróbcie przysługę innym i myślcie zanim coś napiszecie. Nie prowadzcie biura z poradami w stylu: "z tym człowiekiem nie chciałbym się przyjaźnić", "ciekawe, czemu nie ma znajomych, ha!", "spróbuj się zmęczyć i kogoś porządnie przelecieć", "może jesteś otyłym grubasem z problemem kardiologicznym", "może jest niedopchnięta" "misio" "mękała" "jesteś bezwolnym typem" "Twoja żona nie jest zrównoważona. Jak tak dalej pójdzie, zrujnuje ci życie." "Chcesz się łatwo rozwieść? Jest na to sposób." etc. Tak będzie lepiej i dla was i dla innych.
                      • 26.02.13, 13:06
                        Niestety, forum jest inną metodą komunikacji niż bezpośrednia rozmowa, i faktycznie zdarza się, że niektórzy nadużywają anonimowości.
                        Ale uwierz, to forum jest wyjątkowo kulturalne, jak na net. Większość ludzi jest życzliwa i przejmuje się problemami autorów, innym zdarza się chlapnąć zanim coś napiszą, ale ogólnie jest tu spokojnie i merytorycznie.
                        Twój problem polega na tym, że tak długo powstrzymywałeś się od wyrażania emocji, bólu, żalu, strachu, lęku, złości, itd, że to wszystko w Tobie teraz kipi. I wystarczy złośliwa uwaga, a Ty wybuchasz. Niestety, czuć bijącą od Ciebie agresję. Twoje wypowiedzi nie są wyważone, oj nie.
                  • 26.02.13, 12:22
                    To posłuchajmy jak inne 'panie' oceniały moje wypowiedzi:

                    "Że jest ewidentnie przewrażliwiony na własnym punkcie i skarży się jak dziecko?
                    Że analizuje autentyczne pierdoły?
                    Żona jest faktycznie nieznośna, ale z tym człowiekiem też nie chciałabym się przyjaźnić.

                    Ha, dlaczego autor nie ma żadnych znajomych?"

                    Kompetentna ocena moich wypowiedzi. Być może warto, żebyś to przemyślał/przemyślała !
                    • 26.02.13, 12:51
                      Strasznie obraźliwe epitety, normalnie kloaka interenetowa:

                      > "Że jest ewidentnie przewrażliwiony na własnym punkcie i skarży się jak dziecko
                      > ?
                      > Że analizuje autentyczne pierdoły?
                      > Żona jest faktycznie nieznośna, ale z tym człowiekiem też nie chciałabym się pr
                      > zyjaźnić.
                      >
                      > Ha, dlaczego autor nie ma żadnych znajomych?"

                      A w odpowiedzi jakże stonowane zdania:
                      > jesteś damskim (jeżeli jesteś kobietą;) ) odpowiednikiem buraka
                      > zachowała się skandalicznie i bezczelnie, albo wykazała się głupotą
                      > Zmiataj niewiasto !
    • 26.02.13, 12:07
      watek przeczytalam pobieznie wiec odniose sie tylko do pierwszego postu autora- wydaje mi sie, ze pomysl na wyjazd byl taki zeby fajnie spedzic czas w milych okolicznosciach przyrody- tylko my dwoje a wokol piekna przyroda- jednak nic z tego- awantura o pie... spowodowala ze chyba w ogole zapomnieliscie po co mial byc tez wyjazd i jak pieknie jest wokol
      moze Wy nie potraficie byc razem blisko ze soba? i stad sprowokowanie przez zone absurdalnej awantury i twoja reakcja biednego misia, ktory przeciez chcial dobrze a tu taka reakcja
      moim zdaniem ta glupia klotnia zostala sprowokowana po to zeby nie bylo widac innych, glebszych problemow miedzy Wami i w sumie objgu Wam ona pasowala bo byc moze oboje boicie sie poruszac te wazniejsze tematy wiec mozna sie wyzyc na kanapce i herbatce
      deklarujesz swoja otwartosc i chec zrozumienia zony ale wcale nie jestem pewna czy rzeczywiscie jestes gotowy na jej szczerosc- bo ona moglaby byc dla Ciebie bolesna- po tym jak reagujesz w tym watku widac, ze z trudnem przychodzi Ci zrozumienie innego punktu widzenia- moze gdyby zona powiedziala Ci szczerze co mysli i czuje jej tez powiedzialbys- zmiataj kobieto;)
      • 27.02.13, 13:29
        i wlasciwie juz na tym wpisie moznaby watek zakonczyc:) chociaz ja to samo napisalam duzo wczesniej, tylko duzo dosadniej:)

        differentview napisała:

        > watek przeczytalam pobieznie wiec odniose sie tylko do pierwszego postu autora-
        > wydaje mi sie, ze pomysl na wyjazd byl taki zeby fajnie spedzic czas w milych
        > okolicznosciach przyrody- tylko my dwoje a wokol piekna przyroda- jednak nic z
        > tego- awantura o pie... spowodowala ze chyba w ogole zapomnieliscie po co mial
        > byc tez wyjazd i jak pieknie jest wokol
        > moze Wy nie potraficie byc razem blisko ze soba? i stad sprowokowanie przez zon
        > e absurdalnej awantury i twoja reakcja biednego misia, ktory przeciez chcial do
        > brze a tu taka reakcja
        > moim zdaniem ta glupia klotnia zostala sprowokowana po to zeby nie bylo widac i
        > nnych, glebszych problemow miedzy Wami i w sumie objgu Wam ona pasowala bo byc
        > moze oboje boicie sie poruszac te wazniejsze tematy wiec mozna sie wyzyc na kan
        > apce i herbatce
        > deklarujesz swoja otwartosc i chec zrozumienia zony ale wcale nie jestem pewna
        > czy rzeczywiscie jestes gotowy na jej szczerosc- bo ona moglaby byc dla Ciebie
        > bolesna- po tym jak reagujesz w tym watku widac, ze z trudnem przychodzi Ci zro
        > zumienie innego punktu widzenia- moze gdyby zona powiedziala Ci szczerze co mys
        > li i czuje jej tez powiedzialbys- zmiataj kobieto;)


        --
        "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
        • 27.02.13, 19:57
          Przeczytałam pierwszy Twój post, potem kilka pośrodku. I nie będę Ci radzić, po prostu mogę powiedzieć , jak to jest "gdzieś indziej".
          Ja się czepiam- że znów musiałam wszystko zrobić sama, ogarnąć dom, załatwić milion innych spraw, i jak wracam padnięta po pracy, to jeszcze bardziej wkurzona, jak kupa naczyń w zlewie, i nikt (patrz: mąż) nie pomyślał, żeby je choć do zmywarki wrzucić. Takich rzeczy się czepiam, a im zmęczenie większe tym stopień wkurzenia na drobne rzeczy proporcjonalnie rośnie.. Niestety..
          Ale- druga strona też się czepia, zazwyczaj w kłótni wychodzą rzeczy tak absurdalne, że niegdy bym nie pomyślała. Ale zawsze są efektem większych problemów, gdzieś głębiej. Nie znam się na psychologii, ale tak to widzę. Z drugiej strony sytuacja , w któej np. nie jemy w domu, a kupiony macdonald po drodze jest pewnym spontanicznym odruchem, zawsze sprawiał nam wiele radości, albo gdy po powrocie do domu - garnek z zupą pusty i ..ups, co zjem (wracam zwykle późneij od męża)- OK, cieszę się, że mu smakowało.
          Proponuję więcej asertywności, mów jak się czujesz, zapytaj żonę również , o jej uczucia.
          Moim zdaniem problem tkwi głębiej niż na dnie szklanki z herbatą... Powodzenia!
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.