• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Toksyczna matka = toksyczna babcia ?

  • 18.03.13, 17:09
    Chodzi o mojego męża i jego matkę. Od dawna zauważałam, że coś jest nie tak w relacjach między nimi, ale dopiero niedawno dotarło do mnie co jest nie tak.

    Otóż wydaje mi się, że mąż ma toksyczną matkę. Czym to się objawia? Niby chodzi o pierdoły, ale np. chcemy kupić wózek dla dziecka. No i patrzymy sobie w internecie. A tu nagle mąż woła matkę i pyta "podoba ci się?" Ona mówi, że nie, to mąż zmienia zdanie. Innym razem na wspólnych zakupach, ja mówię: "weź dla młodego te i te jogurty", na co teściowa "przecież tam stoją tańsze". No i mąż nie kupuje żadnych, bo ja chcę dobrej firmy, a teściowa firmy biedronka. I tak jest w większości spraw w naszym życiu.

    Dlaczego poza tym myślę, że jest toksyczna? Oczernia go przy każdej "rodzinnej" okazji. Czy to święta, czy wesele. Robi to nawet przed jego znajomymi. Jest to dla mnie nienormalne. Dodam, że zanim się z nim związałam "na stałe" mi też wmawiała, jaki to on jest zły i niedobry. No i teksty w stylu "bo ja całe życie na ciebie haruję, a ty... (i tu litania)".

    Zanim urodził nam się syn, chcieliśmy się wyprowadzić, ale mamusia powiedziała "nie będziesz miał gdzie wracać, bo ja dom oddam komuś innemu" no i skończył się temat wyprowadzki.

    Jak byłam w ciąży, to przy swojej rodzinie ciągle wyliczała ile to ONA musi kupić rzeczy dla dziecka, na jaki kolor pomaluje ściany w pokoju (żyła w przekonaniu, że Młody będzie spał u niej w pokoju), zastanawiała się nawet, czy dostanie urlop, bo "się dziecko urodzi". Teraz mówi do mojego syna "synku".

    Najgorsze, że mąż jej na wszystko pozwala, bo "to jej dom" (mamy oddzielne piętro, ale nawet nie mogę drzwi na klucz zamknąć, bo to jej dom). Zero prywatności, przychodzi kiedy chce, na jak długo. A ja nie mogę nic powiedzieć, bo mąż mi mówi, że źle się do niej odnoszę.

    Chciałabym jakoś wytłumaczyć mężowi, że coś tu jest nie tak. Tylko nie wiem za bardzo jak.. Jak tak dalej pójdzie, to zostanie mi tylko ucieczka. Dodam, że spodziewamy się drugiego dziecka... Ratunku...
    Edytor zaawansowany
    • 18.03.13, 17:31
      masz świętą rację :)
      napisalam już do ciebie w wątku o babci bliźniaków
      Bez zrozumienia twojego męża dla twoich racji - będzie trudno. A on już w takim posluszeństwie dla mamusi i nadmiernym liczeniu sie z jej zdaniem został wychowany.

      A toksyczna matka nie zawsze równa sie toksyczna babcia.
      Moje babcie, każda (choć moja mama 100 razy bardziej niż teściowa) na swój sposób toksyczna (no, może teściowa nie) - są wspaniałymi babciami. Ale mieszkać z nimi byłoby horrorem. One wszystko wiedzą lepiej niż my, rodzice.
    • 18.03.13, 17:37
      Już mnóstwo osób wypowiadało się tutaj na temat młodych mieszkających po ślubie nadal z rodzicami. Jeśli obie strony się lubią, są dla siebie miłe i wzajemnie pomocne to jest ok, ale w sytuacji kiedy młodzi podejmują taką decyzję skłonieni do niej szantażem, nie umieją postawić granic wtrącaniu się do ich życia i stale czują się w szachu to jest to wyjście FATALNE.
      Proponuję zostawić dom wraz z teściową i uciekać jak najdalej, żeby wreszcie stworzyć normalna rodzinę z mężem i dziećmi. Mamusia nie musi brać udziału w zakupach, przyjmowaniu gości i decyzjach na temat dzieci.
      Czy Wy w ogóle robicie cokolwiek sami?
      • 18.03.13, 17:48
        Twój mąż jest maminsynkiem, ale to jest niestety częsta przypadłosc w rodzinie, w której jest toksyczna matka. Nie ma lepszego wyjscia niż wyprowadzka z tego domu, w przeciwnym razie teściowa może rozwalic Wam małżeństwo a synek jej w tym nie przeszkodzi...Chyba nie ma gorszej wersji niż toksyczna tesciowa i mąż maminsynek, musisz byc b. silna i dązyc do ustalonego celu (wyprowadzka), nie oglądając się na męża. I musisz miec swiadomosc, że pomimo Twoich starań to wszystko i tak może się zakończyc rozwodem...wszystko zależy od tego za kim pójdzie Twoj mąż, czy za Tobą, czy za matką...
        • 18.03.13, 17:51
          Mężowi przydałaby się terapia u psychologa, który zajmuje się zagadnieniem toksycznosci i maminsyństwa, pytanie tylko, czy będzie chętny wziac w niej udział. Podsuń mu do przeczytania książkę "toksyczni rodzice", zacznij mu pokazywac złe zachowania jego matki, w których ona go oczernia.
      • 18.03.13, 17:50
        Problem w tym, że nie wszystkich stać na wyprowadzkę.. Nie należymy do bogatych, żeby tak sobie się wynieść. A zakupy z teściową były tylko jeden raz - przy okazji (nie mamy samochodu, a do większego sklepu 15 km..). Poza tym sami jeździmy - autobusem.
    • 18.03.13, 17:48
      No właśnie problem w tym, że teściowa jak myśli, że nie słyszę, to mówi do mojego syna "synku", "mój synku", "mamy synek", a jak widzi, że słyszę to "nie wolno, bo mama będzie krzyczała", albo "chodź ze mną" i jak Młody jest już pod drzwiami, to ona "nie możesz bo mama będzie krzyczała" i zamyka mu drzwi przed nosem. Zwracałam jej uwagę mnóstwo razy, że sobie nie życzę, żeby robiła mojemu dziecku wodę z mózgu. No to była obraza majestatu. Mąż wrócił z pracy, i już ona z płaczem, że ja jej nie pozwalam do Młodego przyjść (!), a on co? Przychodzi do mnie i że ja źle się odnoszę, że powinnam być jej wdzięczna, że to jej dom, itp. (Pomijam, że dom zbudowali dziadkowie męża i wychodzę z założenia, że to jego dom tak samo jak jego matki - oboje się w nim tak na prawdę "tylko" wychowali).

      Nie wiem jak do męża dotrzeć. Jak mu pokazać, że to co jego matka robi nie jest normalne.
      • 18.03.13, 17:55
        To jest b. trudna sytuacja i na Twoim miejscu najpierw sama wybrałabym się porozmawiac z psychologiem, który zna się na tego typu problemach. Musisz otworzyc mężowi oczy, co niestety nie będzie łatwe, bo facet jest uzalezniony od matki, wytresowany przez nią i poddawany całymi latami praniu mózgu. Trudno wyrokowac jak to się zakończy, mimo Twoich starań.
      • 18.03.13, 17:56
        I tak jesteśmy "na swoim" - mamy piętro dla siebie (kuchnia, łazienka i 2 pokoje). A chodzi mi o to JAK POKAZAĆ mężowi, że czas "odciąć pępowinę". Że nie musi o wszystko pytać matki. On to robi tak jakby z poczucia winy. Jest jedynakiem - synem samotnej matki i ona mu ciągle wjeżdża na głowę, że jest taka biedna bo będzie sama. Poza tym jak jej nie spyta o zdanie i ona się o tym dowie (że jakąś decyzję podjęliśmy bez jej wiedzy), to się obraża i płacze, że o niczym jej nie mówimy. I mąż ma znowu poczucie winy. I tak w kółko.
        • 18.03.13, 18:57
          I Ty i mąż twój jesteście w bardzo trudnej sytuacji. Na to, że babcia się zmieni nie liczyłabym.
          Na to, że mąż zmieni swój utrwalony stosunek do matki widząc ją codziennie - też nie, ale rozmawiaj z nim bo niewątpliwie masz rację. Ale to grząski grunt, podważać coś co on uważa za więzy z matką. Możesz niechcący osłabić małżeństwo, a nie o to chodzi.
          Twój syn też nie jest w za ciekawej sytuacji - kocha Ciebie, tate i babcię i konflikty między tymi osobami, przy nim w dodatku - krzywdzą go.
          Mężowi łatwiej byłoby gdyby mógł uniknąć otwartej konfrontacji z matką, mógłby po cichu przynajmniej trzymać twoją stronę skoro nie umie otwarcie jej czegoś zabronić. Ale matka otwarcie i bezwstydnie wciąga go w swoją rzekomą niedolę i on, z dobrych pobudek, chce ją bronić. Może spróbujcie to same kobiety między sobą rozstrzygnąć. POgadaj sama z teściową ( i ma nie skarżyć do męża), że rozwala wam malżeństwo i pozbawia wnuka pełnej zgodnej rodziny, może coś do niej trafi. Teraz jest tylko i przede wszystkim babcią a to TY, wy podejmujecie decyzje, Ty jesteś panią domu, szyją, jak nie głową rodziny. Może też postrasz ją wyprowadzką i chwal za tylko co możesz jednocześnie odwołując się do jej pragnienia dobra dla wnuka i syna. To Ty dałaś jej tego wnuka. Niech przestanie myśleć tylko o sobie i nie szkodzi wam niby pomagając i chcąc dobrze. Ale z tego, co piszesz nigdy nie będzie łatwo i bezboleśnie. Czeka cię całe zycie negocjacji i kompromisow. mam nadzieję, że teściowa choć nie irytuje cię i nie działa na nerwy sama jej osobowość, tylko to co robi, działania. że możesz ją odrobinę lubić i troszkę rozumieć jej lęki. Wdzięczna ona za wnuka i radość mieszkania z synem i wnukiem jest ona wam a nie wy jej. Starsi ludzie uwielbiają czuć się potrzebni ale uświadom jej, że nie jest niezastąpiona i może stracić syna i wnuka przez swoje zachowanie.
        • 18.03.13, 19:04
          Podjęliście dorosłe decyzje, nie mając dorosłych możliwości ruchu. Te dorosłe decyzje to małżeństwo i dwoje dzieci. Brak ruchu - konieczność podporządkowania się teściowej, która ma nad synem ogromną władzę. To trochę jak wchodzenie do kotła z gotującym się olejem, z nadzieję, że tylko się ogrzejesz, a nie poparzysz.
          Tak naprawdę to nie ma najmniejszego znaczenia, czy ktoś tu napisze, co i dlaczego twoja teściowa robi źle, nienormalnie, w czym i jak jest toksyczna. Znaczenie ma inna rzecz: czy jesteś gotowa coś z tym zrobić, mimo przeciwieństw?
        • 19.03.13, 11:38
          malamyszka12 napisała:

          > I tak jesteśmy "na swoim" - mamy piętro dla siebie (kuchnia, łazienka i 2 pokoj
          > e).

          Na swoim nie jesteście - sama pisałaś, że nie możecie się nawet zamknąć na tym piętrze.

          A chodzi mi o to JAK POKAZAĆ mężowi, że czas "odciąć pępowinę".

          Dopóki mąż tworzy rodzinę przede wszystkim z matką, która oddała mu wspaniałomyślnie piętro domu, a w zamian oczekuje określonego zachowania od Was - włączenia do WASZEGO małżeństwa na prawach osoby podejmującej decyzje, to nie dasz rady nic mu "pokazać".
          W tym układzie maż ZAWSZE będzie miał poczucie winy w stosunku do matki, a od Ciebie będzie oczekiwał wdzięczności. Wszelkie próby postawienia przez Ciebie granic teściowej będą przez niego odbierane jako TWOJA niewdzięczność. Wszak ona tylko "ułatwia" Wam życie?
          Pozwól mężowi na odcięcie się fizyczne od matki, stwórz sytuację kiedy nie będzie miał jej pod ręką i będzie musiał decyzje podejmować wyłącznie z Tobą. Ale zrobić to można wyłącznie jeśli się wyprowadzicie. Innej możliwości po prostu NIE MA. I proszę nie pisz, ze nie możecie. Rozumiem, że jest Wam tak wygodnie, że wynajmując, czy biorąc kredyt na mieszkanie obniżycie sobie standard życia, ale cóż, to są koszty samodzielności...Może warto się z nimi zmierzyć, zamiast pozostawać w małżeństwie we trójkę, w którym będziesz cały czas spychana na koniec i odsuwana od decyzji.
          • 19.03.13, 11:55
            > Pozwól mężowi na odcięcie się fizyczne od matki, stwórz sytuację kiedy nie będz
            > ie miał jej pod ręką i będzie musiał decyzje podejmować wyłącznie z Tobą. Ale z
            > robić to można wyłącznie jeśli się wyprowadzicie. Innej możliwości po prostu NI
            > E MA. I proszę nie pisz, ze nie możecie. Rozumiem, że jest Wam tak wygodnie, że
            > wynajmując, czy biorąc kredyt na mieszkanie obniżycie sobie standard życia, al
            > e cóż, to są koszty samodzielności...


            Wiesz.. wszystko super, tylko żeby zrobić piętro wzięliśmy 2 kredyty i trochę nie stać nas na kolejny. Łatwo mówić "obniżycie sobie standard życia" do kogoś, kto jest gruuubo poniżej jakichkolwiek standardów życia. I jeśli chodzi o sprawy materialne i psychiczne. Tylko mąż pracuje, ja zajmuję się dzieckiem (za chwilę dwójką) i nie mam możliwości pracy. Mieszkamy na bardzo małej wsi a do najbliższego miasta jest 30 km. Więc nie wiesz o czym mówisz..

            A jeśli chodzi o męża, to właśnie najgorsze jest to, że zanim urodził nam się syn, nigdy w życiu nie liczył się ze zdaniem matki. Traktował ją jak zło konieczne. Zmieniło się o 180 stopni jak zaszłam w ciążę. Dopiero wtedy teściowa zaczęła atak. Najpierw, że to nie męża dziecko (bo ja go przecież zdradzam), a później poleciało. Teraz jest w stanie mu wmówić, że ja biję syna. Dlatego prosiłam o radę "jak wytłumaczyć mężowi, że jego relacja z matką jest chora", a nie żebyście mi pisali, że mam się wyprowadzić, a męża wsadzić w walizkę i przemycić pod czujnym okiem teściowej. Jego poczucie winy jest zbyt duże, żeby tak o się wyprowadził.
            • 19.03.13, 12:08
              Ale takiej rady nie otrzymasz, ponieważ w sytuacji regularnego i nieustannego kontaktu z teściową, rozmowa i argumenty niczego nie dadzą. Czytasz - wyprowadź się, ponieważ innego wyjścia, które przyniesie realne rezultaty nie ma. Dlatego zadałam ci pytanie, czy jesteś w stanie realnie coś zrobić z sytuacją?
            • 19.03.13, 12:40
              Masz jedno życie i jesteś wolnym człowiekiem, szkoda tracić lata w taki sposób. A chcesz z teściową mieszkać, nawet gdyby twój mąż uświadomił sobie, jak mama nim manipuluje?
              Tu są dwie rzeczy moim zdaniem do zrobienia. Wyprowadzka od niej, jeśli nie teraz, to za kilka lat, ale niech to jest w planach, niech jest taki cel, jeśli ci na tym zależy i druga rzecz, zachowywanie się jak dorośli ludzie, ciebie i męża mam na myśli. Dorośli ludzie biorą pod uwagę najpierw zdanie swoje i partnera, a na końcu rodziców, jeśli w ogóle. Dorośli ludzie kombinują, co by tu zrobić, żeby spłacić szybciej jakoś te kredyty i żyć po swojemu. Nie chodzi o to, żebyście ją totalnie opuścili, jeśli będzie potrzebować kiedyś pomocy jako stara osoba, ok, wtedy jakoś tę pomoc możecie organizować, ale teraz niczego nie jesteście jej winni. Ona wychowała swojego syna, a wy wychowujecie swojego - tylko tak się ten dług spłaca, bo inaczej człowiek by oszalał, gdyby miał rodzicom za każdą nieprzespaną noc jakoś odpłacić - to się nie da po prostu. Ale sama wyprowadzka nie wystarczy, bo mama siedzi twojemu mężowi w głowie i nawet kiedy jej nie będzie widział na co dzień, i tak będzie się jej słuchał.
              • 19.03.13, 13:18
                Na chwilę obecną w takim razie musisz uzbroic się w cierpliwosc, wygaszac wszelkie konflikty z tesciową a najlepiej ich unikac jak ognia, obłaskawiac tesciową i robic tak, żeby czuła, że ma w Tobie życzliwą osobę, a nie wrogo nastawioną. Aby sobie to ułatwic na przekór wszystkiemu powinnas zakładac jej dobrą wolę, nawet gdy rozumowo widzisz, że może byc inaczej. Świadomosc tego, że masz toksyczną teściową i nieodpępowionego od niej męża ułatwi Ci takie lawirowanie pomiędzy mężem a jego matką. A swoją drogą wybierz się do psychologa (dla siebie) porozmawiac o tej sytuacji. Sytuacja jest z tych patowych niestety i tak jak wszyscy piszą, tylko wyprowadzka realnie na swoje, może cokolwiek zmienic. Jak na razie chyba nie masz innego wyjscia, jak tylko zaprzyjaznic się z toksyczną tesciową i z poczuciem humoru traktowac nieodpępowienie od niej męża, ale nie robiąc sobie z tego żartów, bo to może zdenerwowac ich oboje. Zapewne matka jak i syn są przekonani, ze z nimi wszystko jest w porządku ;-) Musisz po prostu wzniesc się na wyżyny swojej tolerancji, byc dyplomatką i przymykac oczy na to, czego na chwilę obecną w żaden sposób zmienic nie mozesz...
            • 19.03.13, 13:24
              No właśnie tu jest problem, bo pewnych układów zwyczajnie nie da się naprawić. Można tylko zaciskać zęby i trwać, albo uciekać. Można próbować przekonać męża do terapii. Można argumentować, że ma obowiązki nie tylko wobec swojej matki, ale także wobec dzieci.

              Branie kredytu na remont czegoś, co nie jest waszą własnością to był raczej kiepski pomysł, ale teraz już nic nie poradzisz.
      • 02.04.13, 22:13
        jezuuu, szczerze Ci wpółczuje, nawet jezeli powiesz cokowliek Twojemu męzowi, przy pomyslnych wiatrach miną lata zanim on to naprawdę pojmie...a Ty do tego czasu się wykonczysz i dzieci tez (no wiem, czarny scenariusz, sorry)
    • 18.03.13, 19:22
      Teraz widzę, że ja to mama dobrze:) Od kiedy byłam malutka, tyci tyci, obiecałam sobie, że jak będę duża zrobię wszystko aby mieć swój dom. Całe moje życie opierało się na odcięciu się od czegoś w co Ty wlazłaś, współczuję. Daj mężowi do poczytania ten wątek. Zacznij w ten sposób rozmowę z nim. Jest od niej uzależniony i ona będzie nim manipulować.

      Żal dziecka a w przyszłości dzieci, szkoda że warunki nie pozwalają Wam wynieść się gdzieś indziej... Szkoda Waszego małżeństwa, bo każda Wasza kłótnia ją wzmacnia i to ona będzie go tulić gdy Ty się wkurzysz...

      Przepraszam, że nic nie wnoszę, ale nie wiem co doradzić. Bardzo CI współczuję.

      • 19.03.13, 13:17
        Toksyczna matka jak najbardziej może zostać toksyczną babcią, chociaż niekiedy może to być inny rodzaj toksyczności. Jeśli tak się dzieje, twoim obowiązkiem jako matki jest ograniczyć babci dostęp do wnuka.

        Biorąc pod uwagę całość sytuacji w której się znajdujesz, czarno to widzę.
    • 19.03.13, 14:10
      To, że będę musiała się prawdopodobnie wyprowadzić - wiem. Tylko chciałabym usłyszeć (przeczytać) jakąś radę jak odzyskać "starego" męża - niezależnego, stanowczego. Tym mnie ujął. Kiedyś nie był taki. Dopóki matka nie zaczęła mu psuć głowy tekstami "bo ja przez ciebie wszystko zostawiłam", "wszystko robiłam dla ciebie", "bo ja biedna sama będę", "niewdzięczny", itp. Po prostu do tego stopnia weszła mu na sumienie, że wydaje mi się że go nie znam. Mam wrażenie, że przez jej gadanie on stracił wiarę w siebie. Zaczął wierzyć, że bez niej nie da sobie rady. Dlatego to wszystko tak wygląda. Tak ja to widzę.

      Dlatego jeszcze raz: jak sprawić, żeby mąż zobaczył co jest nie tak? Jak mu to wytłumaczyć? Liczę jeszcze, że to coś zmieni. Nie chcę go zostawiać, bo go kocham. Myślicie, że psycholog mu pomoże?
    • 19.03.13, 15:16
      Zakładając, że Twojemu mężowi zależy na Tobie i waszych już dzieciach, to zastanów się co się stanie, jak jednak postawisz granice. I np. zaczniesz zamykać się, ze wskazaniem, że chcesz mieć odrobinę prywatności. Albo coś mniejszego, ale dla Ciebie istotnego. Jak rozumiem mąż naskoczy na Ciebie i powie, że ją źle traktujesz, a ona wpadnie w rozpacz, i co...? Jeżeli uparcie i słowo "uparcie" jest tu kluczem, będziesz powtarzać, że ani Ty jej źle nie traktujesz, ani ona taka biedna, i że nikomu nie robisz krzywdy tym, że do Waszej części mieszkania bez pukania macie wstęp tylko Wy, a to raczej oni krzywdzą Ciebie, nie pozwalając nawet na taką odrobinę autonomii i prywatności, to co oni zrobią? I to takim normalnym tonem, bez płaczu. Tak w zasadzie mąż w końcu będzie musiał z Tobą ustalić w tym zakresie jakieś zasady, a teściowa w końcu będzie musiała zaakceptować te Wasze zasady, gdyż jak rozumiem, jej z kolei zależy na relacjach z synem i wnukiem.
      Owszem, pewnie będzie mega awantura i to trwająca kilka tygodni, ale może warto to przetrzymać.
      A sytuacje, że mąż zmienia zdanie według zdania matki. Włącz sarkazm, wejdź mu na ambicje. Rzucaj tekstami typu "mamisynek, zawsze ma takie zdanie jak mamusia", "a kiedy ty w końcu odetniesz się od mamusi, może jeszcze zapytaj jakie ma zdanie w sprawie tego jakie majtki dzisiaj założysz", "a ty w ogóle potrafisz jakąś decyzję podjąć wbrew jej zdaniu" itp.
      A na tekst, że to jej dom, odpowiadaj, że po pierwsze mówili Tobie, że masz się czuć jak u siebie w domu, a u siebie miałabyś prawo czasem zdecydować, że chcesz pobyć sama z dzieckiem, a po drugie wasze ustalenia w przedmiocie zamieszkania tam, nie mówiły nic o tym, że w waszej części domu mieszka też mama i masz zrezygnować z jakiejkolwiek autonomii i prywatności na jej rzecz, a do tego sprowadza się sytuacja obecnie.
      I za każdym razem pytaj o szczegółowe wyjaśnienie, co mąż rozumie przez "złe odnoszenie się do teściowej" i odnoś się tylko do konkretów. Jeżeli nie sprecyzuje, to mów, że do tak ogólnikowych stwierdzeń nie będziesz się odnosiła, bo to bicie się z powietrzem. I powtarzaj jak mantrę, że wbrew jego przekonaniu i przekonaniu jego mamy, problem nie jesteś Ty, ale ich nie do końca normalna relacja, gdyż w normalnej relacji, dorosły syn, może chcieć znać zdanie matki, ale nie jest dla niego ono w każdym przypadku wiążące, dorosły syn, mający już żonę i dzieci, nie ma przymusu na pozwalanie by w jego życiu matka była obecna cały czas i potrafiłby zrozumieć żonę, że może ona też nie chcieć by teściowa obecna była w jej życiu cały czas i dorosły syn w relacjach z matką kieruje się sympatią, troską i poczuciem odpowiedzialności, ale nie poczuciem i winy i zasadą, lepiej zaatakować żonę, że się źle do matki odnosi, niż zdobyć się ma rozmowę z matką, że powinna szanować autonomię i prywatność i ogólnie żonę, a nie robić aferę za każdym razem jak ktoś ma inne zdanie niż ona.
      Ale do tego potrzebna jest zdecydowanie i konsekwencja i przygotowanie się, że przez pewien czas będzie mega niefajnie. Ale może to właśnie dobry czas na coś takiego. Jesteś w ciąży, a zatem mężowi trudniej trochę będzie zwalać winę tylko na Ciebie za sytuację.
      • 19.03.13, 15:26
        Ja bym uważała z tym obrażaniem męża tekstami "a kiedy ty w końcu odetniesz się od mamusi,", bo to tylko do awantur doprowadzi. Można wskazywać, że zależność od mamusi nie jest dobra, ale należy to robić w duchu troski o męża i wasz związek, a nie w duchu dokopania mu. Jak mamusia włazi nieproszona, to można pogadać z mężem w duchu "poświęciłeś już mamie w dniu dzisiejszym 2 godziny, ja też już z nią dziś piłam herbatę/wypieliłam jej grządkę/obrałam ziemniaki/co tam innego, więc nie jest poszkodowana, a teraz ja chciałam zrobić to i to sama/z dzieckiem i mam prawo".

        A nie jest aby tak, że jak poznałaś męża to on mieszkał bez mamusi?
        • 19.03.13, 16:11
          Metody Zolli doprowadzą szybko do tego że mąż z matka stworzą wspólny jeszcze silniejszy front przeciwko Tobie co skończy się rozwodem. Będziesz spłacać połowę kredytu i szukać mieszkania dla siebie i dzieci...
          W ogóle próby zmiany lub wychowania drugiej osoby na zasadzie - bo ja chcę żeby on/ona się zmienili (albo : żeby było tak jak dawniej) nie rokują powodzenia. Nie możesz zmienić męża, jeśli on tego nie chce, albo nie widzi potrzeby. Na razie wszystko zmierza do tego że ma wredną żonę i mamusię, która jest biedna i go potrzebuje. Zmienić się w tej sytuacji możesz tylko i wyłącznie TY. Bądź biedna, potrzebuj go, chwal i doceniaj, a będziesz lepsza niż mamusia.
          • 19.03.13, 17:03
            Jeśli chodzi o jego mieszkanie z matką - mieszkał z nią ciągle. Tylko wcześniej uważał ją za zło konieczne (jak już pisałam). Była bo była. Nie pytał jej o zdanie, unikał jej wręcz, bo ciągle się kłócili. Ja się wprowadziłam - to samo. Urodził się Młody - zaczęła się masakra.

            Powiem tak. Z mojej sytuacji są 3 wyjścia. Wyprowadzka bez męża z dziećmi (=rozwód), wyprowadzka z mężem (na co on się nie zgodzi - 30 tys. wywalone w piach), albo próba dotarcia do męża.

            "Zmienić się w tej sytuacji możesz tylko i wyłącznie TY. Bądź biedna, potrzebuj go, chwal i doceniaj, a będziesz lepsza niż mamusia. "

            To nie działa - próbowałam. Mamusia się rozpłakała, już mąż nie może kawy wypić, bo musi biec na dół. Ja mogłam płakać, kichać, mdleć i co tylko - żadnych efektów. Nawet przez ten czas zdążyłam zachorować i wyleczyć się na nerwicę.

            Za to teraz spróbuję w drugą stronę - tak jak pisze zolla. Może jak ja mu wjadę na ambicję to się opamięta. Bo to tak właśnie jest. Ja nie mogę zamknąć drzwi, bo to jej dom. Ale jak ja zejdę na dół z synkiem i nie daj Boże nie zapukam, to mnie wyzywa od najgorszych, że żadnej prywatności nie ma. Więc będę się zamykać na klucz. Może dotrze. A jak nie, to trudno.

            Tylko teraz muszę męża przekonać. Zaproponuję mu wizytę u psychologa. Może się zgodzi. A jak nie po dobroci, to szantażem. Albo ja, albo mamusia. Jak wybierze ją, to trudno. Zawsze mam rodzinę, u której mogę pomieszkać jakiś czas...
            • 19.03.13, 17:30
              malamyszka12 napisała:
              > A jak nie po dobroci, to szantażem. Albo ja, albo mamusia. Jak wybierze ją, to trudno. Zawsze mam rodzinę, u której mogę pomieszkać jakiś czas...>

              Nie szantażuj. To nie jest dobry sposób, a przynajmniej na tym etapie. Naucz się po prostu gestu w postaci wzruszenia ramionami na ich nieuzasadnione pretensje i rób swoje. I to nie od razu na całej linii. Taka nagła zmiana na całej linii frontu może się niepotrzebnie obrócić przeciw tobie. Weź pod uwagę, że oni się przyzwyczaili do pewnego układu sił i nie będzie łatwo ich od tego odzwyczaić. Jak nagle zmienisz wszystko, będziesz tylko tą złą.
              Wybierz coś najpierw małego do zmiany, coś właśnie jak to zamykanie się albo decyzja, że jeżeli jeszcze raz usłyszysz, że mówi dziecku, że coś by mu dała, ale mama będzie zła, to odetniesz kontakt jak ty jesteś, i niech mąż schodzi do babci z małym popołudniami albo zabiera go do siebie. Pretensje, wzruszasz ramionami i dziwisz się co za problem, ty pukasz do niej, ona może do ciebie. Pretensje, wzruszasz ramionami i mówisz, że przecież informowałaś co zrobisz jak dalej będzie tak dziecku mąciła w głowie. Itd.
              • 19.03.13, 17:36
                Na pewno warto zacząć stopniowo, jednak sądzę że opór będzie równie silny bez względu na skalę.

                Może warto by autorka zrobiła sobie listę co jest dla niej najważniejsze - z czego nie ustąpi, co może negocjować, a co puścić mimo uszu by nie toczyła wielkich batalii o coś co jest pierdołą bez znaczenia
                --
                Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
            • 19.03.13, 17:34
              Zamykasz się i na wszelkie wąty stwierdzasz, że spodziewasz się dziecka, lekarz kazał Ci odpoczywać, do odpoczynku potrzebujesz spokoju i prywatności. Jak mąż wyskoczy z żalami uderz w ton odpowiedzialności za wspólne dziecko i żonę w ciąży. Masz w ciąży dodatkowe prawo by o siebie zadbać i stawiać swoje potrzeby na pierwszym miejscu. Tak jak jedna z forumowiczek pisała - przy okazji dzieci nauczyła się walczyć o swoje, bo nie chodziło już tylko o nią.
              Nie masz wpływu na to co mąż robi (może otworzyć drzwi, wybrać to co mama kazała itp.), ale może nie pokazowo, ale dbaj o siebie i w swoim zakresie nie ustępuj.
              Mężowi nie truć, ale postawić sprawę jasno, stając murem za mamusią straci wszystkie bonusy - żonę, seks, dzieci (po rozwodzie to nie będzie to samo). Rozumiesz, że jest mu trudno, więc polecasz terapię, ale nie zamierzasz dłużej się dostosowywać.
              Musisz się liczyć z tym, że skończy się to przeprowadzką do rodziny, jeśli umysł męża jest zbyt sprany by się postawił.

              Co do możliwości zarabiania - może poszukaj w internecie? Jakaś praca zdalna. Mały sklep internetowy - młode matki np. handlują ciuszkami dziecięcymi.
              --
              Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
          • 19.03.13, 17:17
            aqua48 napisała:
            > Metody Zolli doprowadzą szybko do tego że mąż z matka stworzą wspólny jeszcze silniejszy front przeciwko Tobie co skończy się rozwodem. >

            A oni czasem nie mają już jednego frontu przeciwko niej? Teściowa jak jej się coś nie spodoba albo jest nie po jej myśli wpada w "rozpacz", a mąż za sytuację wini żonę i każe robić co matka chce, bo to jej dom i nie kupi jogurtu o ile matka nie zaaprobuje decyzji. Bardziej chyba silniejszego frontu przeciw niej nie mogą mieć.
            I albo ją stłamszą kompletnie i za kilka lat nie będzie wiedziała jak się nazywa i jak mają na imię jej dzieci, o ile to w ogóle jeszcze będą jej dzieci a nie teściowej, bo może w końcu zamieszka któreś z nią w jej pokoju albo i tak się rozstanie z mężem.
            Zwykle szanują cię na tyle na ile ty siebie szanujesz.
            I przyznam, że o ile jakieś jednorazowe akcje manipulacyjne w stylu jaka to jestem biedna i jak bardzo cię potrzebuję, pewnie bywają i uzasadnione i do usprawiedliwienia jakimś dobrem wyższym. Ale przyjąć to jako metodę na życie? To autorka ma mieć męża czy synka, którym będzie manipulowała jak jego matka. Przecież to też będzie toksyczna relacja. W końcu facet będzie miał w którymś momencie albo ich obu dość albo w ramach tej rywalizacji, która będzie dla niego lepsza, ustawi się jak pączek w maśle i będzie wykorzystywał je obie. I to na wyraźną wręcz prośbę autorki wątku.
            Ja rozumiem, że można zwrócić uwagę np. na to jakie potrzeby męża realizuje matka, pod kątem czy może ja ich nie dostrzegam w moim związku, np. właśnie pochwały. Czy też przeciwnie, przeanalizować co męża denerwuje w relacji z matką by takich zachowań unikać. Ale tylko w ramach takiej ogolnozwiązkowej troski i uczucia do męża/żony i przy zachowaniu jakieś zasady wzajemności. A nie po to by wygrać z teściową walkę o to, który jogurt mąż kupi, gdy ona chce inny i żona chce inny.
            • 19.03.13, 17:49
              zolla78 napisała:

              auto
              > rka ma mieć męża czy synka, którym będzie manipulowała jak jego matka. Przecież
              > to też będzie toksyczna relacja.

              Ależ oczywiście, ale z tego jest tylko jedno wyjście - definitywne wyjście z tego domu i budowa związku od początku w innej relacji - autorka i mąż jako DWIE osoby dorosłe i podejmujące wspólnie decyzje, plus ich dzieci.

    • 19.03.13, 18:25
      Powiem tak:

      Mam dość słuchania jaka to ja jestem niewdzięczna "bo to jej dom" i powinnam się jej kłaniać w pas i dziękować, że łaskawie pozwala mi tu mieszkać.
      Dodatkowo oczernia mnie przed swoją rodziną.
      Oczernia moją rodzinę.
      Mężowi wmawia, że na nią krzyczę, zabieram jej dziecko, nie wpuszczam jej na piętro. Tylko pomija fakt, że wmawia mojemu dziecku, że będę krzyczeć, jak zrobi cokolwiek. Pomija fakt, że mówi do mojego syna "synku", zdarzyło jej się "chodź do mamy". A mąż chyba próbuje dla wszystkich dobrze. Ale nie da się być pośrodku. Albo w lewo albo w prawo. Założył rodzinę, to powinien się nią zająć. Ja teściowej życia nie wybierałam. On też nie. Jak sobie zrobiła, tak ma.

      Więc uważam, że nie na miejscu jest mówienie mi, że mąż powinien brać młodego do niej bez mojej wiedzy, czy jak mnie nie ma. Dzieciakowi też w końcu zrobi pranie mózgu. A na to nigdy w życiu nie pozwolę. Ponadto skoro ona może mojemu mężowi wjeżdżać na ambicję i co lepsze to działa (!), to ja też chyba mogę spróbować. Zwłaszcza, że po dobroci nie dociera.
      • 19.03.13, 22:59
        malamyszka12 napisała:
        > Więc uważam, że nie na miejscu jest mówienie mi, że mąż powinien brać młodego do niej bez mojej wiedzy, czy jak mnie nie ma. Dzieciakowi też w końcu zrobi pranie mózgu. A na to nigdy w życiu nie pozwolę. >

        Hej. To chyba do mnie, zatem odpowiem. Chyba źle mnie zrozumiałaś. Ja nie uważam, że mąż powinien brać dziecko do niej bez twojej wiedzy czy jak ciebie nie ma. Dawanie takich rad byłoby rzeczywiście nie na miejscu. Raczej chodziło mi o to, że jeżeli tą rzeczą, którą się postawisz będzie np. brak Twojej zgody na odwiedziny babci u dziecka u Ciebie, o ile nie powstrzyma się od tekstów, że będziesz na nie krzyczeć, to na ewentualne pretensje męża o to, że babci utrudniasz kontakt z wnukiem, jesteś dla niej niedobra, ona tak wnuka kocha itp., możesz odpowiedzieć (ale oczywiście nie musisz), że Ty nic takiego nie robisz, była proszona by tego i tego nie robić, zatem znała konsekwencje, i żadnego kontaktu nie utrudniasz, bo może mąż wziąć dziecko i sam z nim iść do babci. Ale możesz tak odpowiedzieć czy podobnie, oczywiście nie musisz. Tego typu tekst daje ten efekt, że wytrącasz im argument z ręki, że utrudniasz kochającej babci kontakt z wnukiem, a synowi z matką. Ale to moje zdanie.
        Poza tym sądzę, że przy Twoim mężu, raczej prania mózgu dziecku robić nie będzie. Na takie zachowania pewnie pozwala sobie tylko przy Tobie. Albo może nawet byłoby dobrze jakby mąż miał sam okazję zobaczyć jak jest naprawdę.
        • 20.03.13, 13:35
          Myślę, że na problemy Twojego życia patrzysz ze złej perspektywy. Uprawiasz coś w rodzaju „teściocentryzmu”, o czym świadczy pytanie, czy teściowa jest „toksyczna”, zaraz pojawia się druga kwestia związku męża z matką cyt. „coś jest nie tak w relacjach między nimi”. Wg mnie korzystniej byłoby dla Ciebie spojrzeć na Twoje życie przez pryzmat pytania „czy jestem dojrzałą osobą”.
          Być może teściowa jest toksyczna, być może mąż jest niedojrzały, ale wg mnie Ty jesteś najmniej dojrzałą osobą z tego układu.
          Wg mnie zupełnie niefortunne decyzje dotyczące miejsca zamieszkania przerzucasz na barki męża. „Zanim urodził nam się syn, chcieliśmy się wyprowadzić, ale mamusia powiedziała "nie będziesz miał gdzie wracać, bo ja dom oddam komuś innemu" no i skończył się temat wyprowadzki”. Przecież tak jak piszesz chcieliście się wyprowadzić, a Ty również zdecydowałaś się zostać. Zwyczajnie wspólnie „przehandlowaliście” ewentualne dostanie domu przez męża za – w zasadzie za co? – za nic, bo włożyliście pieniądze w czyjąś nieruchomość, pewnie bez żadnych do niej praw, gdzie nawet nie możesz założyć zamka w drzwiach, i bez zgody teściowej w zasadzie nikt nie może wejść na tę posesję – czyli nawet przyjmowanie Twoich gości zalezy od jej widzimisię.. Nie wiem, czemu teściowa naciskała na wspólne mieszkanie, może z chorej miłości do syna, a może z prostej kalkulacji, że trudno jej będzie samej utrzymać ten dom – ale to już jest jej problem, jakoś go sobie załatwiła. Problem masz Ty.
          Twoje podejście do własności jest wg mnie dziecinne. Cytat: „(Pomijam, że dom zbudowali dziadkowie męża i wychodzę z założenia, że to jego dom tak samo jak jego matki - oboje się w nim tak na prawdę "tylko" wychowali)”. Dom jest tego, na kogo jest akt notarialny. Ten dom może nawet nigdy nie stać się domem Twojego męża, a najmniej prawdopodobne, że Ty się staniesz kiedyś jego właścicielką. Wg mnie Twój mąż w obecnej sytuacji jest znacznie większym realistą niż Ty. Jeśli z matką trudno się dogadać, to jedyne co można robić w takiej sytuacji, to albo grać jak ona zagra, albo liczyć się, że w każdej chwili matka może Was poprosić o opuszczenie tego domu. Jeśli on mało zarabia, to na jego miejscu też siedziałabym cicho i uciszała Ciebie. To łatwiejsza strategia, niż zarobić na całą rodzinę i nagle zapewnić jej nowe lokum spłacając pożyczkę za remont obecnego miejsca (zresztą nieswojego…). Zw łaszca łatwiejsza strategia, jeśli żona nie kwapi się do zarabiania, gdyż jak piszesz „mieszkam na małej wsi”, „do miasta jest 30 km” itp.
          Nie wiem dlaczego zdecydowałaś się na zamieszkanie z teściową, jeśli uważasz, że kiedyś była dla Twojego męża „całym złem” (tez z Twoich wypowiedzi wynika, że wolałabyś, żeby dla męża matka nadal była „całym złem”, niż ich obecny wspólny front… Chociaż podejrzewam, że to nie żaden „wspólny front” tylko zwyczajne realistyczne podejście Twojego męża, który nie może na Ciebie liczyć choćby finansowo, musi opierać się tylko na sobie i liczyć, że dobroduszność matki i jej zgoda na wspólne mieszkanie będzie jeszcze trwała, mimo że Ty nie umiesz się z nią dogadać…).
          Zadam na marginesie takie pytanie – czy już obmyśliliście z mężem, jak ma wyglądać Twój poród, kto Cię tam zawiezie, czym Cię tam zawiezie, kto w czasie pobytu w szpitalu zajmie się starszym dzieckiem… Rozumiem, że nie będziesz tam jechała samochodem teściowej i nie będzie na pewno potrzebna jej opieka na starszym dzieckiem? Twój mąż wszystko sam pięknie ogarnie, a najlepiej, żeby w międzyczasie powiedział matce, że ma ją gdzieś… Wydaje mi się, że skoro przystałaś na układ mieszkania z teściową, o której już wcześniej wiedziałaś, że jest ciężka we współżyciu, to sama musisz pochodzić z jeszcze gorszego układu rodzinnego, bo raczej nikt nie zamienia lepszego na gorsze… To może też wpływa na Twoje negatywne spojrzenie na „ich dogadywanie się” i to, że bardziej Ci odpowiadało ich pozostawanie w opozycji do siebie – ale to już dalekie dywagacje…
          Twoja niedojrzałość wg mnie objawia się nie tylko w kwestiach materialnych, kwestii traktowania męża jako przeciwnika, mimo że razem weszliście w specyficzny układ z teściową, ale też w kwestii spojrzenia na miejsce dziecka w tym układzie. Wydaje mi się, że mieszkając w jednym domu z kimkolwiek, dla dziecka jest to tak bliska osoba, że nie można z uwagi na uczucia dziecka popadać w konflikty i dla jego dobra je maksymalnie wyciszać. Zresztą teściowa z tego co piszesz to może jest „nagdgorliwa”, ale nie obojętna wobec dziecka bądź wrogo nastawiona i nie dziwię, się, że mężowi zależy na pozytywnej relacji dziecko-babcia. Jeśli teściowa przychodzi i zachowuje się dziwnie, mówi, że nie pozwalasz dziecku do niej iść itp. to dla mnie najsensowniejszą odpowiedzią przy dziecku byłoby – Ależ skąd:) I daj to dziecko pod opiekę babci, aż jej się znudzi (jeśli faktycznie dziecko chce z babcią iść), bo na pewno dziecko będzie miało mniejsze – jak to piszesz – szkody z „prania mózgu” przez babcię niż szkody wynikłe z takiej domowej atmosfery.

          Generalnie zamiast zajmować się dwoma kwestiami w kolejności
          1. Czy teściowa jest toksyczna,
          2. Czy mój mąż jest w chorym układzie z matką,
          Zajmij się raczej kwestiami:
          1. Czy jestem w pełni dojrzałą osobą, sprawczą w swoim życiu, odpowiedzialną za siebie i dzieci,
          2. Jaki jest mój związek z mężem,
          A jak starczy Ci czasu i energii, uznasz, że jesteś w pełni dojrzała, a Twój związek z mężem będzie kwitł, to zadaj sobie akademickie pytanie o osobę poboczną w Twoim życiu, a od której całkowicie się chwilowo uzależniłaś „czy to toksyczna osoba”.
          Przynajmniej ja bym tak zrobiła.
          • 22.03.13, 12:49
            paris-texas-warsaw

            Według Ciebie jestem nieodpowiedzialną gó...arą, która nie potrafi podejmować rozsądnych, dorosłych decyzji.

            "Zwyczajnie wspólnie „przehandlowaliście” ewentualne dostanie domu przez męża" - Nie wydaje mi się, że wywoływanie poczucia winy przez teściową jest "przehandlowaniem". Zgodziłam się zostać z mężem, bo go kocham. Miałam go zostawić i się wyprowadzić sama, skoro ustaliliśmy "ok, zostaniemy, nie będzie jej tak smutno samej w wielkiej chałupie".

            "Nie wiem, czemu teściowa naciskała na wspólne mieszkanie, może z chorej miłości do syna, a może z prostej kalkulacji, że trudno jej będzie samej utrzymać ten dom" - Masz rację co do jednego - chodzi o zaborczą miłość teściowej. Nie zarabia aż tak mało, żeby nie móc utrzymać domu.

            "Dom jest tego, na kogo jest akt notarialny." - Dom w dalszym ciągu należy notarialnie do dziadków męża - oboje żyją.

            "Ten dom może nawet nigdy nie stać się domem Twojego męża, a najmniej prawdopodobne, że Ty się staniesz kiedyś jego właścicielką." - ja tego domu nie chcę, a mąż został ze względu na matkę, a nie korzyści materialne (czy w tym wypadku mieszkalne) - jak już pisałam, zgodziłam się zostać, bo KOCHAM MOJEGO MĘŻA i uważałam, że pretensje teściowej do niego tego nie zniszczą. Teraz dzieje się coraz gorzej.

            "Jeśli on mało zarabia, to na jego miejscu też siedziałabym cicho i uciszała Ciebie. To łatwiejsza strategia, niż zarobić na całą rodzinę i nagle zapewnić jej nowe lokum spłacając pożyczkę za remont obecnego miejsca (zresztą nieswojego…). Zwłaszcza łatwiejsza strategia, jeśli żona nie kwapi się do zarabiania, gdyż jak piszesz „mieszkam na małej wsi”, „do miasta jest 30 km” itp. " - Kredyt wzięliśmy po uzgodnieniu z teściową, co do mieszkania razem. Po prostu to jest 60- o letni dom, wymagający remontu. Dopóki nie mieliśmy dzieci, pracowałam, więc było nas stać na mieszkanie i na życie. Teraz nie pracuję, ponieważ zajmuję się dzieckiem. Dlatego pisałam, że w tej chwili nie stać nas na wynajęcie mieszkania.

            "Nie wiem dlaczego zdecydowałaś się na zamieszkanie z teściową, jeśli uważasz, że kiedyś była dla Twojego męża „całym złem” - Nie ja tak uważam, tylko mój mąż, który był psychicznie niszczony za to, że się urodził. Do mnie nigdy mama nie powiedziałaby "wiesz czym, dla mnie jesteś? GÓWNEM". Tak teściowa powiedziała do własnego syna. Więc przepraszam, ale to nie jest normalne dla człowieka z zewnątrz.

            "Chociaż podejrzewam, że to nie żaden wspólny front tylko zwyczajne realistyczne podejście Twojego męża, który nie może na Ciebie liczyć choćby finansowo, musi opierać się tylko na sobie i liczyć, że dobroduszność matki i jej zgoda na wspólne mieszkanie będzie jeszcze trwała, mimo że Ty nie umiesz się z nią dogadać." - Dla mnie teściowa jest milutka jak aniołek. Ja też nie należę do osób wrednych. Za to za plecami mówi różne przykre rzeczy. Na mojego męża wjeżdża przy mnie, przy nim, przy rodzinie, naszych (moich i męża) znajomych. A na mnie nagaduje mężowi i ich rodzinie.

            Jeśli chodzi o poród, to owszem, mam jak dojechać, mam z kim zostawić syna, a mąż będzie w pracy.

            "Wydaje mi się, że skoro przystałaś na układ mieszkania z teściową, o której już wcześniej wiedziałaś, że jest ciężka we współżyciu, to sama musisz pochodzić z jeszcze gorszego układu rodzinnego, bo raczej nikt nie zamienia lepszego na gorsze" - Mąż się zarzekał, że będzie dobrze, teściowa przytakiwała. Powtórzę - zostałam, ze względu na męża. Nie wiem czy normalna kochająca się rodzina to gorszy układ, ale ok. Mam normalnych, pracujących rodziców, którzy nawet nie palą. Mam trójkę rodzeństwa - wszyscy po studiach, pracują, mają normalne rodziny (co prawda jeszcze bezdzietne, ale szczęśliwe). Więc nie nazwałabym tego "gorszym układem rodzinnym"

            "traktowania męża jako przeciwnika" - skąd to stwierdzenie? Wydaje mi się, że próba naprawienia naszych relacji (które podupadają dzięki ciągle mieszającą teściową) nie jest traktowaniem go jak przeciwnika.

            "Wydaje mi się, że mieszkając w jednym domu z kimkolwiek, dla dziecka jest to tak bliska osoba, że nie można z uwagi na uczucia dziecka popadać w konflikty i dla jego dobra je maksymalnie wyciszać." - dlatego staram się z nikim nie kłócić.

            "Zresztą teściowa z tego co piszesz to może jest „nadgorliwa”, ale nie obojętna wobec dziecka bądź wrogo nastawiona i nie dziwię, się, że mężowi zależy na pozytywnej relacji dziecko-babcia." - po pierwsze, jeśli według Ciebie mówienie do wnuka "synku" i "chodź do mamy", stwierdzanie, że "twój tata to jest taki głupi", a jeśli go zawołam, to go popycha "idź bo ONA cię woła" jest tylko nadgorliwością, to chyba żyjemy na innej planecie. Po drugie mąż tego nie słyszał, bo jak on jest w domu, to teściowa nie przychodzi do góry.

            "Jeśli teściowa przychodzi i zachowuje się dziwnie, mówi, że nie pozwalasz dziecku do niej iść itp. to dla mnie najsensowniejszą odpowiedzią przy dziecku byłoby – Ależ skąd:) I daj to dziecko pod opiekę babci, aż jej się znudzi (jeśli faktycznie dziecko chce z babcią iść), bo na pewno dziecko będzie miało mniejsze – jak to piszesz – szkody z „prania mózgu” przez babcię niż szkody wynikłe z takiej domowej atmosfery." - Jak wyżej: nie dam dziecka pod opiekę komuś, kto wmawia mu, że jest jego mamusią. Dla mnie to jest chore. Co najmniej...

            "Generalnie zamiast zajmować się dwoma kwestiami w kolejności
            1. Czy teściowa jest toksyczna,
            2. Czy mój mąż jest w chorym układzie z matką" - nie zajmuję się tym. Po prostu dużo na ten temat myślałam i uznałam, że ich relacja jest toksyczna. Dlatego zapytałam na forum, czy mam może rację - czy doszłam do dobrych wniosków.


            Zajmij się raczej kwestiami:
            1. Czy jestem w pełni dojrzałą osobą, sprawczą w swoim życiu, odpowiedzialną za siebie i dzieci,
            2. Jaki jest mój związek z mężem" - Jestem jak najbardziej odpowiedzialna za siebie i dziecko. A mój związek wyglądał lepiej, zanim teściowa zaczęła wchodzić mężowi do tego stopnia, że ze wszystkiego się musi jej wyspowiadać (bo jest w stanie się rozpłakać, bo jej nie poinformowałam, jakiego koloru skarpetki kupiłam dziecku.)

            "od której całkowicie się chwilowo uzależniłaś" - jedyna osoba od której jestem w tej chwili zależna, to mąż. W każdej chwili się mogę wyprowadzić - poradzę sobie.

            A napisałam na tym forum, żeby usłyszeć radę, jak wytłumaczyć mężowi, że będąc dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem, nie musi konsultować z matką o której godzinie pójdzie zrobić siusiu - do tego to zmierza.



            Pani Agnieszko:

            Naprawdę, nie chcę się kłócić ani z mężem, ani z teściową. Po prostu chciałabym znowu poczuć, że mam męża. Jak na razie czuję się niepotrzebna w jego "związku" z mamą. Wszystkie sprawy dotyczące naszego życia, mąż konsultuje z matką. Nie robił tego nigdy. Zawsze wspólnie podejmowaliśmy wszystkie decyzje. Zaczęło się tak jak pisałam - zaszłam w ciążę, a teściowa zaczęła ustalać jak się będzie nazywał nasz syn, gdzie będzie spał, na czym, pod czym itp. Jak powiedziałam "nie dziękuję", to zaczął się ciągły płacz. I to wygląda tak, że jak mąż wraca z pracy, to na dzień dobry słyszy, że ja biję syna, że jak teściowa chce przyjść, to na nią krzyczę, że ma "spier...". Nigdy w życiu nie zabroniłam jej wejść. Nawet ją na kawę zapraszałam. Ale mąż wierzy matce, chociaż wie, że taka nie jestem. Nie potrafię krzyczeć na ludzi. Ale "ona płakała". Więc czemu miałby jej nie uwierzyć? To właśnie jest problem.
            • 22.03.13, 14:24
              Napisałaś: "W każdej chwili się mogę wyprowadzić - poradzę sobie."

              Więc się zwyczajnie wyprowadź. Ty będziesz w lepszych warunkach, dzieci w lepszych warunkach. Mąż jeśli mu zależy na Tobie i dzieciach i Waszych lepszych warunkach oraz Was kocha, to tez się przeprowadzi. Jeśli Was nie kocha, to zostanie z matką. Jeśli nie kocha, to i tak lepiej się rozstać, nim trzecie dziecko zostanie powołane na świat w tak niesprzyjających do rozwoju warunkach.
              Droga wolna! Powodzenia!
      • 20.03.13, 13:54
        malamyszka12 napisała:

        > Powiem tak:
        > Mam dość słuchania jaka to ja jestem niewdzięczna "bo to jej dom" i powinnam si
        > ę jej kłaniać w pas i dziękować, że łaskawie pozwala mi tu mieszkać.

        Ale tak jest prawda - pozwala Ci łaskawie mieszkać. Jeśli masz dość to wiesz co robić.

        > A mąż chyba próbuje dla wszystkich dobrze. Ale nie da się być pośro
        > dku. Albo w lewo albo w prawo. Założył rodzinę, to powinien się nią zająć.

        OBOJE założyliście rodzinę i oboje jesteście za nią odpowiedzialni...

        Ja teściowej życia nie wybierałam. Jak sobie zrobiła, tak ma.

        Te zdania pasują do Twojej sytuacji jak ulał - jak sobie zrobiłaś wprowadzając się do cudzego domu - tak masz...
        • 21.03.13, 12:56
          Po wprowadzeniu się Pani do domu teściowej i założeniu w nim rodziny, zmieniła się dla męża sytuacja emocjonalna. Próbuje zaspokoić obie kobiety, a nie mogąc tego osiągnąć, ma poczucie winy. Pewnie większe wobec mamy, bo czuje że z Panią go więcej łączy i być może czuje, że go Pani zrozumie jak osoba bliska i łatwiej wybaczy czy też łatwiej się uspokoi jako osoba młoda.
          Skoro nie planuje Pani wyprowadzki w najbliższym czasie, co spowodowałoby niewątpliwie zmniejszenie obszaru konfliktów, to warto być odrobinę bardziej wyrozumiałą dla męża To pomoże zbudować z nim Wasz świat i teściowa nie będzie przez to taka niesamowicie groźna. Pomijać milczeniem te jak sama to Pani nazywa" pierdoły" . Teściowej jak widać Pani nie zmieni. Stawiając męża w pozycji nieustającego sędziego konfliktu, nie pomaga Pani sobie. Agnieszka Iwaszkiewicz





          • 22.03.13, 14:20
            paris-texas-warsaw

            Według Ciebie jestem nieodpowiedzialną gó...arą, która nie potrafi podejmować rozsądnych, dorosłych decyzji.

            "Zwyczajnie wspólnie „przehandlowaliście” ewentualne dostanie domu przez męża" - Nie wydaje mi się, że wywoływanie poczucia winy przez teściową jest "przehandlowaniem". Zgodziłam się zostać z mężem, bo go kocham. Miałam go zostawić i się wyprowadzić sama, skoro ustaliliśmy "ok, zostaniemy, nie będzie jej tak smutno samej w wielkiej chałupie".

            "Nie wiem, czemu teściowa naciskała na wspólne mieszkanie, może z chorej miłości do syna, a może z prostej kalkulacji, że trudno jej będzie samej utrzymać ten dom" - Masz rację co do jednego - chodzi o zaborczą miłość teściowej. Nie zarabia aż tak mało, żeby nie móc utrzymać domu.

            "Dom jest tego, na kogo jest akt notarialny." - Dom w dalszym ciągu należy notarialnie do dziadków męża - oboje żyją.

            "Ten dom może nawet nigdy nie stać się domem Twojego męża, a najmniej prawdopodobne, że Ty się staniesz kiedyś jego właścicielką." - ja tego domu nie chcę, a mąż został ze względu na matkę, a nie korzyści materialne (czy w tym wypadku mieszkalne) - jak już pisałam, zgodziłam się zostać, bo KOCHAM MOJEGO MĘŻA i uważałam, że pretensje teściowej do niego tego nie zniszczą. Teraz dzieje się coraz gorzej.

            "Jeśli on mało zarabia, to na jego miejscu też siedziałabym cicho i uciszała Ciebie. To łatwiejsza strategia, niż zarobić na całą rodzinę i nagle zapewnić jej nowe lokum spłacając pożyczkę za remont obecnego miejsca (zresztą nieswojego…). Zwłaszcza łatwiejsza strategia, jeśli żona nie kwapi się do zarabiania, gdyż jak piszesz „mieszkam na małej wsi”, „do miasta jest 30 km” itp. " - Kredyt wzięliśmy po uzgodnieniu z teściową, co do mieszkania razem. Po prostu to jest 60- o letni dom, wymagający remontu. Dopóki nie mieliśmy dzieci, pracowałam, więc było nas stać na mieszkanie i na życie. Teraz nie pracuję, ponieważ zajmuję się dzieckiem. Dlatego pisałam, że w tej chwili nie stać nas na wynajęcie mieszkania.

            "Nie wiem dlaczego zdecydowałaś się na zamieszkanie z teściową, jeśli uważasz, że kiedyś była dla Twojego męża „całym złem” - Nie ja tak uważam, tylko mój mąż, który był psychicznie niszczony za to, że się urodził. Do mnie nigdy mama nie powiedziałaby "wiesz czym, dla mnie jesteś? GÓWNEM". Tak teściowa powiedziała do własnego syna. Więc przepraszam, ale to nie jest normalne dla człowieka z zewnątrz.

            "Chociaż podejrzewam, że to nie żaden wspólny front tylko zwyczajne realistyczne podejście Twojego męża, który nie może na Ciebie liczyć choćby finansowo, musi opierać się tylko na sobie i liczyć, że dobroduszność matki i jej zgoda na wspólne mieszkanie będzie jeszcze trwała, mimo że Ty nie umiesz się z nią dogadać." - Dla mnie teściowa jest milutka jak aniołek. Ja też nie należę do osób wrednych. Za to za plecami mówi różne przykre rzeczy. Na mojego męża wjeżdża przy mnie, przy nim, przy rodzinie, naszych (moich i męża) znajomych. A na mnie nagaduje mężowi i ich rodzinie.

            Jeśli chodzi o poród, to owszem, mam jak dojechać, mam z kim zostawić syna, a mąż będzie w pracy.

            "Wydaje mi się, że skoro przystałaś na układ mieszkania z teściową, o której już wcześniej wiedziałaś, że jest ciężka we współżyciu, to sama musisz pochodzić z jeszcze gorszego układu rodzinnego, bo raczej nikt nie zamienia lepszego na gorsze" - Mąż się zarzekał, że będzie dobrze, teściowa przytakiwała. Powtórzę - zostałam, ze względu na męża. Nie wiem czy normalna kochająca się rodzina to gorszy układ, ale ok. Mam normalnych, pracujących rodziców, którzy nawet nie palą. Mam trójkę rodzeństwa - wszyscy po studiach, pracują, mają normalne rodziny (co prawda jeszcze bezdzietne, ale szczęśliwe). Więc nie nazwałabym tego "gorszym układem rodzinnym"

            "traktowania męża jako przeciwnika" - skąd to stwierdzenie? Wydaje mi się, że próba naprawienia naszych relacji (które podupadają dzięki ciągle mieszającą teściową) nie jest traktowaniem go jak przeciwnika.

            "Wydaje mi się, że mieszkając w jednym domu z kimkolwiek, dla dziecka jest to tak bliska osoba, że nie można z uwagi na uczucia dziecka popadać w konflikty i dla jego dobra je maksymalnie wyciszać." - dlatego staram się z nikim nie kłócić.

            "Zresztą teściowa z tego co piszesz to może jest „nadgorliwa”, ale nie obojętna wobec dziecka bądź wrogo nastawiona i nie dziwię, się, że mężowi zależy na pozytywnej relacji dziecko-babcia." - po pierwsze, jeśli według Ciebie mówienie do wnuka "synku" i "chodź do mamy", stwierdzanie, że "twój tata to jest taki głupi", a jeśli go zawołam, to go popycha "idź bo ONA cię woła" jest tylko nadgorliwością, to chyba żyjemy na innej planecie. Po drugie mąż tego nie słyszał, bo jak on jest w domu, to teściowa nie przychodzi do góry.

            "Jeśli teściowa przychodzi i zachowuje się dziwnie, mówi, że nie pozwalasz dziecku do niej iść itp. to dla mnie najsensowniejszą odpowiedzią przy dziecku byłoby – Ależ skąd:) I daj to dziecko pod opiekę babci, aż jej się znudzi (jeśli faktycznie dziecko chce z babcią iść), bo na pewno dziecko będzie miało mniejsze – jak to piszesz – szkody z „prania mózgu” przez babcię niż szkody wynikłe z takiej domowej atmosfery." - Jak wyżej: nie dam dziecka pod opiekę komuś, kto wmawia mu, że jest jego mamusią. Dla mnie to jest chore. Co najmniej...

            "Generalnie zamiast zajmować się dwoma kwestiami w kolejności
            1. Czy teściowa jest toksyczna,
            2. Czy mój mąż jest w chorym układzie z matką" - nie zajmuję się tym. Po prostu dużo na ten temat myślałam i uznałam, że ich relacja jest toksyczna. Dlatego zapytałam na forum, czy mam może rację - czy doszłam do dobrych wniosków.


            Zajmij się raczej kwestiami:
            1. Czy jestem w pełni dojrzałą osobą, sprawczą w swoim życiu, odpowiedzialną za siebie i dzieci,
            2. Jaki jest mój związek z mężem" - Jestem jak najbardziej odpowiedzialna za siebie i dziecko. A mój związek wyglądał lepiej, zanim teściowa zaczęła wchodzić mężowi do tego stopnia, że ze wszystkiego się musi jej wyspowiadać (bo jest w stanie się rozpłakać, bo jej nie poinformowałam, jakiego koloru skarpetki kupiłam dziecku.)

            "od której całkowicie się chwilowo uzależniłaś" - jedyna osoba od której jestem w tej chwili zależna, to mąż. W każdej chwili się mogę wyprowadzić - poradzę sobie.

            A napisałam na tym forum, żeby usłyszeć radę, jak wytłumaczyć mężowi, że będąc dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem, nie musi konsultować z matką o której godzinie pójdzie zrobić siusiu - do tego to zmierza.



            Pani Agnieszko:

            Naprawdę, nie chcę się kłócić ani z mężem, ani z teściową. Po prostu chciałabym znowu poczuć, że mam męża. Jak na razie czuję się niepotrzebna w jego "związku" z mamą. Wszystkie sprawy dotyczące naszego życia, mąż konsultuje z matką. Nie robił tego nigdy. Zawsze wspólnie podejmowaliśmy wszystkie decyzje. Zaczęło się tak jak pisałam - zaszłam w ciążę, a teściowa zaczęła ustalać jak się będzie nazywał nasz syn, gdzie będzie spał, na czym, pod czym itp. Jak powiedziałam "nie dziękuję", to zaczął się ciągły płacz. I to wygląda tak, że jak mąż wraca z pracy, to na dzień dobry słyszy, że ja biję syna, że jak teściowa chce przyjść, to na nią krzyczę, że ma "spier...". Nigdy w życiu nie zabroniłam jej wejść. Nawet ją na kawę zapraszałam. Ale mąż wierzy matce, chociaż wie, że taka nie jestem. Nie potrafię krzyczeć na ludzi. Ale "ona płakała". Więc czemu miałby jej nie uwierzyć? To właśnie jest problem.
            • 22.03.13, 14:32
              Napisałaś: "W każdej chwili się mogę wyprowadzić - poradzę sobie."

              Więc się zwyczajnie wyprowadź. Ty będziesz w lepszych warunkach, dzieci w lepszych warunkach. Mąż jeśli mu zależy na Tobie i dzieciach i Waszych lepszych warunkach oraz Was kocha, to tez się przeprowadzi. Jeśli Was nie kocha, to zostanie z matką. Jeśli nie kocha, to i tak lepiej się rozstać, nim trzecie dziecko zostanie powołane na świat w tak niesprzyjających do rozwoju warunkach.
              Droga wolna! Powodzenia!
              • 22.03.13, 14:45
                Napisałaś: Jeśli chodzi o poród, to owszem, mam jak dojechać, mam z kim zostawić syna, a mąż będzie w pracy.

                Nie wiem, może to planowana cesarka, jeśli wiesz, gdzie wtedy będzie mąż. Ale to wszystko dla mnie dziwne - tu poważna operacja, dziecko na świat wyciągają, a mąż ma być w pracy. A po pracy przyjedzie?;)
                • 29.03.13, 13:54
                  "Nie wiem, może to planowana cesarka, jeśli wiesz, gdzie wtedy będzie mąż. Ale to wszystko dla mnie dziwne - tu poważna operacja, dziecko na świat wyciągają, a mąż ma być w pracy. A po pracy przyjedzie?;) "

                  Nie, nie planowana cesarka. Mąż ma po prostu taką pracę, że w 90 % nie będzie go w domu jak się zacznie. I nie ma takiego przywileju, że może się zwolnić, bo żona rodzi.

                  Poza tym temat był inny. Dziękuję do widzenia.
                  • 29.03.13, 15:11
                    To życzę udanego porodu, może uda się trafić w te 10 % z mężem:) Już się na mnie nie złość:) Dobrych Świąt dla Twojej Rodzinki, w tym Maluszka mającego się urodzić:)
    • 30.03.13, 13:42
      Wiesz, co?
      Jeśli, cokolwiek zrobisz (lub nie zrobisz), i tak masz u teściowej przekichane. To może zacznij robić to, co chcesz i nie oglądaj się na teściową. Przecież ona i tak bez przerwy cię obmawia i przypisuje ci rzeczy, które nie miały miejsca. To co za różnica, czy je zrobisz, czynie? Obmówiona będziesz zawsze.
      Jesteś ugodowa, wpuszczasz teściową o każdej porze, próbujesz tłumaczyć - ona i tak twierdzi, że jej nie wpuszczasz i że stale się z nią kłócisz.
      To może naprawdę jej nie wpuszczaj? Przynajmniej będzie ci się spokojniej i wygodniej żyło, a nagadywanie się zostanie takie samo. Coś jednak zyskasz.
      To może naprawdę opieprz ją zdrowo (ale bez wyzwisk) za mieszanie w głowie dziecku? Przynajmniej obronisz swoje terytorium, a gadanie o prowokowaniu kłótni pozostanie takie samo jak teraz, kiedy się nie kłócisz.
      Postaw się teściowej, ale na początek nie przy mężu. Ona cię nie nagra, nie wygoni z domu, to prosta i histeryczna osoba, która lubi wytwarzać kwasy, w których przyjmuje pozycję pokrzywdzonej, a tacy ludzie bardzo się boją samotności i na wiele się zgodzą, by jej uniknąć.
      Zacznij stawiać na swoim gdy jesteście w domu sam na sam z teściową. Rządź, ignoruj jej jęki i wyrzuty i pokazuj jej swoją siłę. Ona tak naprawdę nie jest silna. Nie bój się jej.
      Pod nieobecność męża spróbuj po prostu ustawić sobie teściową. Na pozycji właściwej dla starszej pani. Bo ona chce w twoim małżeństwie wejść na pozycję małżonki i matki rodziny. To nie jest normalne.
      • 30.03.13, 21:30
        ''Pod nieobecność męża spróbuj po prostu ustawić sobie teściową. Na pozycji właściwej dla starszej pani. " ... a jak to ''ustawianie" ma wygladac? Chialabys by ktos ciebie ''ustwial" albo by twoi rodzice "üstawiali" twojego meza pod twoja nieobecnosc? Moze warto sie nad tym zstanowic...
        • 31.03.13, 06:13
          Napisałam, jak to ustawianie ma wyglądać. Maksymalna asertywność ze strony młodej pani.
          Pyt. 2: Nieważne, czy chcemy, czy nie, ciągle jesteśmy ustawiani przez innych - pod obecność i nieobecność różnych osób z naszego życia. Ludzie wyznaczają nam granice, role, pozycje - naszą sprawą jest zawalczyć o swoje pozycje a prawem - wyznaczyć innym adekwatną rolę w naszym życiu. Życie to ciągłe ustawianie, przestawianie i system małych walk granicznych. Podejrzewam, że jesteś z tych, którzy bardzo żałuję, że nie jest to wspólna wędrówka gromady ludzi trzymających się za ręce w stronę zachodu słońca.
          Ja też żałuję, ale wolę dostosowywać działania do realiów niż do górnolotnych wyobrażeń.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.