Jakie wymagania niepijacego alkoholika sa rozsadne Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Mam takie pytanie. Istnieja w spoleczenstwe ludzie z problemem alkoholowym, ktorzy odbyli jakas terapie czy chodza do AA i nie pija. Tacy ludzie przestaja pic, ale zyja nadal w swoim otoczeniu, czyli wsrod ludzi, ktorzy alkoholikami nie sa ale abstynentami tez nie.
    Na terapiach alkoholicy sa uczeni, ze powinni unikac sytuacji w ktorych moga ulegac pokusom, czyli uczestniczyc w popijawach. Szczegolnie na poczatku niepicia. I tutaj pojawia sie problem, jak powinna zachowac sie rodzina i otoczenie, to znaczy przyjaciele, znajomi.
    Niektorzy po zaprzestaniu picia dokonuja radykalnych wyborow, zrywaja z calym kregiem dawnych znajomych i obracaja sie w kregu wylacznie innych niepijacych. Inni probuja godzic wymogi trzezwienia z realiami zycia.

    I pytanie: co wg waszej opinii powinna zrobic rodzina i czego alkoholik taki moze wymagac w granicach rozsadku, a jakie wymagania to juz jest za duzo?
    Wymienilbym takie trzy poziomy oczekiwan i ewentualnych nazwijmy to ustepstw otoczenia, na przyklad malzonka, rodziny, przyjacoil. Gdzie jest wg was umiar, gdzie jest nadmierne posiwecenie, a gdzie jest lekcewazenie alkoholika.
    1. Malzonek alkoholika i najblizsza rodzina przestaje w ogole pic alkohol.
    2. Malzonek, rodzina, przyjaciele nie pija zadnego alkoholu w obecnosci trzezwiejacego alkoholika.
    3. Rodzina, przyjaciele nie pija przy alkoholiku oraz organizuja wazne dla niego imprezy bez alkoholu.
    4. Staraja sie pic przy alkoholiku tylko sporadycznie, przy wiekszych okazjach i w ilosciach symbolicznych.
    5. Otoczenie alkoholika pije przy alkoholiku, starajac sie pic w rozsadnych ilosciach i nie poruszac tematu alkoholu, tak aby alkoholik nie czul sie inny.
    6. Otoczenie alkohoika pije alkohol wychodzac z zalozenia, ze abstynencja to sprawa alkoholika a nie ich samych i oczekuje, ze bedzie on uczestniczyl w imprezach alkoholowych jesli chce zachowac znajomisci.
    • A rodzina to umrze jak sie nie napije ? Przy takich wiekszych okazjach ?
      Bez alkoholu to sie nie potraficie bawić ?
      Pytanie takie alkoholik ten z postu startowego to jaki ? juz na dnie, agresor, czy wziete sprawy w swoje rece, bo przyszlo opamietanie ?
      Picie przy alkoholiku, probujacym nie pic, jest jak draznienie sie z tygrysem...
      • Zalozenie jest takie, ze ten niepijacy alkoholik nie byl agresywny gdy pil, nie przejawial sklonnosci aspolecznych, no oczywiscie poza zachowaniami typowymi dla wiekszosci pijanych- mogl byc marudny, przepijac pieniadze czy byc skoncentrowany na piciu a nie na rodzinie, czyli zaniedbanie raczej a nie aktywne krzywdzenie.
        Chodzi o to, ze gdyby alkoholik sie napil to nikomu nic specjalnego nie grozi, wiec nie chodzi tutaj o taki motyw, ze trzeba uwazac, bo jak sie napije to zaraz komus przylozy albo cos zdemoluje, po prostu jak wypije to grozi mu, ze wpadnie ponownie w szpony nalogu.
        • Mozna jeszcze zalozyc, ze sam alkoholik nie przedstawia zadnych wymagan, twierdzi, ze nie przeszkadza mu jak ktos przy nim pije, choc niektorzy sadza, ze to jest postawa ryzykkanta, a moze byc tak, ze alkoholik prosi czy domaga sie, aby przy nim nie pic albo aby dla nieog nie pic (niektorzy po zaprzestaniu picia na przyklad rozwodza sie na tym tle czy zrywaja kontakt ze znajomymi, bo jako ze nie moga wyegzekwowac od nich tego, by przestali pic w ogole czy przestali pic przy nim.
          • odpowiem tak, nie -pijacy ''alkoholik'' zawsze bedzie alkoholikiem, bo ma problem.. z tym ze mu to pasuje- picie sprawia przyjemność. ktore stawia wyzej niz wszystko inne. Zawsze jest mozliwosc ze znow zacznie, alkoholika pozna sie po tym ze jak zapyta sie ile nie pije zawsze poda dokladna date.. Osoba ktora nie ma z tym problemu nie bedzie pamietac kiedy, pila po raz ostatni. to tak w skrocie. Rodzina powinna tez sie wybrac na mityng AA i posluchac co maja inni do powiedzenia..
            • mapewoj napisała:

              > odpowiem tak, nie -pijacy ''alkoholik'' zawsze bedzie alkoholikiem, bo ma probl
              > em.. z tym ze mu to pasuje- picie sprawia przyjemność

              Zaawansowanym alkoholikom picie nie sprawia już żadnej przyjemności... Najwyżej likwiduje na krótko "nieprzyjemność".
        • nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie ( i moich bliskich) impreza bez alkoholu nie jest zadnym problemem, a alkohol nie jest warunkiem udanego spotkania. Bez zalu mozna sie obejsc bez alkoholu.
      • mapewoj napisała:

        > A rodzina to umrze jak sie nie napije ? Przy takich wiekszych okazjach ?
        > Bez alkoholu to sie nie potraficie bawić ?

        Potrafię się bawić bez alkoholu, ale drażni mnie fakt, że w takim towarzystwie nie mogę/nie powinnam. To jakieś tam ograniczenie swobody, ponoszenie konsekwencji nie za własne grzechy. I do kiedy w zasadzie całe grono znajomych powinna obowiązywać taka wymuszona abstynencja? na początku drogi - jak najbardziej zrozumiałe, bliscy będą wspierać. A po roku, dwóch, dziesięciu? nigdy nie przestaje się być alkoholikiem.

        No i czemu cała reszta rodziny, przyjaciół, miałaby na zawsze rezygnować z lampki wina do kolacji? Po pierwszym okresie leczenia poprzestałabym na nie proponowaniu, jeśli ludzie są na poziomie, i raczej delektują się niż upijają, to nie powinno być problemu.
        • Tak, niektorych moze to draznic, jesli alkoholik przychodzi na impreze gdzie jest 20 osob i sam nie pijac 'zmusza' do niepciia innych. czy natomiast rownie drazniace byloby dla Ciebie na przyklad rezygnacja z picia alkoholu przy takiej osobie przy okazji zwyczajnego wieczoru czy okazyjnego spotkania? Powiedzmy, umawiasz sie z niepijaca alkoholiczka na pogaduchy na wieczor, we dwie, i idziecie do baru, ona zamawia herbate, czy byloby dla ciebie denerwujace zeby tez zamowic herbate, gdy np wolalabys lampke wina?
          • > Powiedzmy, uma
            > wiasz sie z niepijaca alkoholiczka na pogaduchy na wieczor, we dwie, i idziecie
            > do baru, ona zamawia herbate, czy byloby dla ciebie denerwujace zeby tez zamow
            > ic herbate, gdy np wolalabys lampke wina?

            sytuacja dla mnie totalnie niezrozumiała. nie kumam, dlaczego akurat miałabym upierać się przy lampce wina (rozumiem, mogę mieć ochotę - to sobie wypiję w domu po powrocie), nie kumam, dlaczego ta chęć ma być aż tak silna, żeby wkurzać, nie kumam, dlaczego umawiając się na pogaduchy z kumpelą nie miałabym iść jej na rękę (wiedząc, że mnie się nie stanie krzywda, jak się nie napiję, a dla niej sytuacja jest dużo trudniejsza). poza tym dziwnie bym się czuła jako jedyna pijąca :)
            jak dla mnie, koleżanka, której tak trudno jest zrezygnować z kieliszka wina przez godzinkę (to pogaduchy w knajpie a nie całonocna impreza) sama ma problem z alkoholem.

            impreza to co innego, trudno wymagać od wszystkich 100% abstynencji, z czego niepijący alkoholik powinien zdawać sobie sprawę (jeśli to dla niego problem, to zrezygnować z imprezy).

            --
            A ja wdycham Londynu grypogenne opary
            I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
            Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
            Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
            • > poza tym dziwnie bym się czuła jako jedyna pi
              > jąca :)

              a to ciekawe bo ja nawet sie nigdy nad tym nie zastanawialam i nie wiedzialam, ze mozna sie czuc z tego powodu dziwnie; zupelnie by mi nie przeszkadzalo gdyby na imprezie wszyscy pili wode mineralna, herbate czy kompot a ja mialabym ochote na piwo- dlaczego mialabym sie czuc dziwnie z tego powodu? w sytuacji gdy alkohol pije sie na przyjemnosci a nie po to by sie uchlac w sztok?
          • bernardyniol napisał:

            > czy natomiast rownie dr
            > azniace byloby dla Ciebie na przyklad rezygnacja z picia alkoholu przy takiej o
            > sobie przy okazji zwyczajnego wieczoru czy okazyjnego spotkania?

            Nie wiem, co to jest "zwykły" wieczór. Jeśli u kogoś/na mieście - temat z głowy,
            bo wszędzie jeżdżę samochodem czyli nie piję nic procentowego. Jeśli u mnie - różnie, jeśli goście przyjechali samochodem, to też temat z głowy, ale jeśli spotkanie w ciut większym gronie i jest "zmiennik"- to podaję alkohol. Nikt się nie upija, nikt nie namawia innych.

            Prawem gospodarza jest organizować przyjęcia po swojemu, prawem gościa - rezygnacja z wizyty.
            • koronka2012 napisała:

              > Nie wiem, co to jest "zwykły" wieczór. Jeśli u kogoś/na mieście - temat z głowy
              > ,
              > bo wszędzie jeżdżę samochodem czyli nie piję nic procentowego. Jeśli u mnie -
              > różnie, jeśli goście przyjechali samochodem, to też temat z głowy, ale jeśli sp
              > otkanie w ciut większym gronie i jest "zmiennik"- to podaję alkohol. Nikt się n
              > ie upija, nikt nie namawia innych.
              >
              > Prawem gospodarza jest organizować przyjęcia po swojemu, prawem gościa - rezygn
              > acja z wizyty.


              Oczywiscie, ze tak. Zawsze jest opcja rezygnacja z wizyty. Tylko wiesz, w praktyce to sie skonczy zakonczeniem znajomosci, jak alkoholik jest 'nadwraqzliwy' i naprawde cierpi na widok alkoholu, a tacy sa.
              Nie mialem na mysli imprezy, gdzie sa inni, ale na przyklad Ty i maz zapraszacie takiego niepijacego na film wieczorem. Proponujecie mu kawe, a sobie mozecie nalac po drinku albo tez wypic po kawie, a drinka wypic np kiedy on juz polezie do domu.
              Zalezy, jakie sa dla was priorytety chyba. Niewatpliwie jest to konflikt 'wolnosc osobista do wypicia drinka' vs 'uczucia znajomego' i pewnei nielatwo go rozwiazac tak, aby byc w pelni zadowolonym.
              Ale jak ktos jest silny psychicznie to moze i z tego drinka na te 3 godziny zrezygnowac i nie wziac tego jako afrontu czy lamania wolnosci, ale czesc ludzi jednak bedzie czuc zlosc i pewnego rodzaju ponizenie, ze musza rezygnowac z ulubionego drinka bo jakis alkoholik siedzi i sie gapi.
              • bernardyniol napisał:
                > Ale jak ktos jest silny psychicznie to moze i z tego drinka na te 3 godziny zre
                > zygnowac i nie wziac tego jako afrontu czy lamania wolnosci, ale czesc ludzi je
                > dnak bedzie czuc zlosc i pewnego rodzaju ponizenie, ze musza rezygnowac z ulubi
                > onego drinka bo jakis alkoholik siedzi i sie gapi.

                Wiesz, co piszesz jakieś głupoty. Osobie nie mającej problemów z alkoholem naprawdę nie jest potrzebna aż "siła psychiczna" żeby nie wypić drinka akurat tu i teraz, natychmiast. Po prostu go nie pije i już. Poza tym : "jakis alkoholik siedzi i sie gapi" - no sorry, ale z kontekstu wynika, że to znajomy zaproszony na wspólny wieczór, a nie "jakiś alkoholik".
                Zupełnie już nie wiadomo o co Ci chodzi :(
                • default napisała:


                  > Wiesz, co piszesz jakieś głupoty. Osobie nie mającej problemów z alkoholem napr
                  > awdę nie jest potrzebna aż "siła psychiczna" żeby nie wypić drinka akurat tu i
                  > teraz, natychmiast. Po prostu go nie pije i już. Poza tym : "jakis alkoholik si
                  > edzi i sie gapi" - no sorry, ale z kontekstu wynika, że to znajomy zaproszony n
                  > a wspólny wieczór, a nie "jakiś alkoholik".
                  > Zupełnie już nie wiadomo o co Ci chodzi :(


                  No tak napisalem troche sarkastycznie. Mowiac o sile psychicznej nie mowilem o sile do niepicia, tylko o zdolnosci pohamowania pewnego rodzaju ambicji czy tez poczucia ograniczenia swobody- bo ktos czuje sie zle przez to, ze z powodu kogos innego nie moze sie napic.
                  • No to go nie zaprasza na spotkanie, w czasie którego planuje się napić !
                    Albo zaprasza, pije i olewa jak alkoholik to odbierze. Jedno z dwojga, naprawdę nie wiem, o czym tu deliberować.
                    Poza tym - alkoholicy są różni, nie ma tak że jedyny obowiązujący model to roztrzęsiony nerwus, śliniący się na widok szklanki z jakimkolwiek alkoholem i wpadający w ciąg po zjedzeniu czekoladki z likierem.
                    Znam takich, którzy naprawdę nie robią żadnej kwesti z tego czy ktoś przy nich pije czy nie.
                    I znam takiego, którego nie zaprosiłabym na żadne przyjęcie, nawet całkowicie bezalkoholowe.
                    • Tak, troche sie to wszystko zapetlilo i nie wiadomo o co chodzi.
                      Upraszczajac: slyszalem tu i tam pare razy historie, jak trzezwiejacy alkoholik mowil/pisal, ze od kiedy przestal pic to i cala rodzina przestala pic, weszla w srodowisko AA. Slyszalem tez odwrotne sytuacje- ze alkoholik nie pije a rodzina (np zona czy maz) nadal sobie wypije drinka wieczorem przed snem czy kilka piw w sobotni wieczor i nie jest to problem.
                      Jesli zapytasz terapeutow, to z reguly powiedza, ze opcja numer jeden jest pozadana, i tak sie zastanawialem, na ile takie podejscie ma przelozenie na realia zyciowe.

                      Jak mowie, ja osobiscie uwazam obie skrajnosci za niewlasciwe. To znaczy- alkoholik nie moze terroryzowac otoczenia na zasadzie 'od dzis wszystkie imprezy gdzie ja jestem maja byc na sucho'. Zarazem tez jednak nie moze byc tak jak bylo kiedys. To znaczy- jezeli znajomi alkoholika sami duzo pija (a tak czesto jest, bo ludzie sie w koncu czesto pod katem tego dobieraja) to nie moga oczekiwac, ze nadal bedzie tak samo, alkoholik musi przedefiniowac swoje relacje spoleczne i jesli chce utrzymac stare znajomosci, to na innej zasadzie.
                      W rodzinie to tez zalezy- od sytuacji. Jezeli malzonek lubi wypic co wieczor drinka, to moze to byc zrodlem konfliktow (takim, jak poprzednio bylo to, ze sam pil 10 drinkow). Jezeli jest to okazyjny kieliszek 'dla towarzystwa' to nie widze problemu.

                      Istota wszystkiego jest to, ze alkoholik sam odpowiada za siebie i swoje wybory, natomiast inni moga miec wiecej lub mniej zrozumienia. Wedlug mnie powinni rozumiec, ze do przeszlosci nalezy biesiadowanie co weekend w pubie do rana i nie traktowac tego jako afrontu. Alkoholik tez nie powinien traktowac jako afrontu tego, ze ktos chce kontynuowac stary styl zycia.

                      Po prostu, trzeba szukac pola kompromisu, idac na kompromis z obu stron. Alkoholik idzie na kompromis taki, ze nie bedzie komus zabranial spozywania alkoholu w swojej obecnosci, a pijacy pojdzie na kompromis taki, ze to spozywanie bedzie odbywalo sie w pewnym stylu (nie w duzych ilosciach, nie dlugie godziny i nie koncentracja na alkoholu i miejscah alkoholowych).


                      • Moim zdaniem to wyłącznie alkoholik powinien wziąć na siebie konsekwencje swojego niepicia. Czy grupa znajomych, która ma zwyczaj spotykać się na alkoholowych libacjach, ma z nich rezygnować czy choćby ograniczać spożycie w trakcie imprezy dlatego, że jeden z nich postanowił nie pić ? Alkoholik może po prostu odmówić udziału w takim spotkaniu, a jeżeli są to znajomi, którzy spotykają się wyłącznie w takich okolicznościach (czyli - nigdy na obiad, na kawę, do kina czy na wycieczkę do lasu, tylko zawsze celem uchlania się) - to po prostu rezygnuje z takich znajomych w ogóle. Co to zresztą za kontakt towarzyski - osoby, z którymi można tylko pochlać i nic więcej. Niewielka strata :)
                        Jeśli chodzi o picie partnera alkoholika... Na pewno nie jest w porządku, gdy partner alkoholika, który jeszcze niedawno ciosał mu kołki na głowie z powodu alkoholizmu, teraz sam sączy wieczorami drinki i wścieka się, gdy alkoholik mu zabrania. Jeśli jednak ów partner nie ma problemu z alkoholem, to nie będzie dla niego trudne od tego alkoholu się wstrzymać, przynajmniej przez jakiś czas.
                        • default napisała:

                          > Moim zdaniem to wyłącznie alkoholik powinien wziąć na siebie konsekwencje swoje
                          > go niepicia. Czy grupa znajomych, która ma zwyczaj spotykać się na alkoholowych
                          > libacjach, ma z nich rezygnować czy choćby ograniczać spożycie w trakcie impre
                          > zy dlatego, że jeden z nich postanowił nie pić ? Alkoholik może po prostu odmów
                          > ić udziału w takim spotkaniu, a jeżeli są to znajomi, którzy spotykają się wył
                          > ącznie w takich okolicznościach (czyli - nigdy na obiad, na kawę, do kina czy n
                          > a wycieczkę do lasu, tylko zawsze celem uchlania się) - to po prostu rezygnuje
                          > z takich znajomych w ogóle. Co to zresztą za kontakt towarzyski - osoby, z któr
                          > ymi można tylko pochlać i nic więcej. Niewielka strata :)


                          No wlasnie. Sa jednak tacy ludzie, nawet chyba czesto w naszej kulturze, ktorzy nie potrafia byc tolerancyjni wobec niepijacych.Bo samo to, czy pic przy alkoholiku to jedno, ale jak pic to drugie. Jak sie tworzy atmosfera wypytywania, namawiania, a nie daj boze uzalania sie nad niepijacycm 'oj jaki biedny nie moze pic' albo kpin 'co to za chlop co nie pije' no to jest juz przerypane. A znam takie sytuacje z zycia.

                          Nie postulowalem, od samego poczatku, aby ktos zmienial swoj styl zycia przez alkoholika, poza skrajnym punktem pierwszym. Ja mowilem tylko o zmianie zachowan w obecnosci alkoholika. A jak ten za soba zamknie drzwi, to mozna i wodke prosto z butelki pic, przeciez kazdy ma swoj wybor.

                          Niech pijacy nie terroryzuje niepijacych i odwrotnie, tak?




                          > Jeśli chodzi o picie partnera alkoholika... Na pewno nie jest w porządku, gdy p
                          > artner alkoholika, który jeszcze niedawno ciosał mu kołki na głowie z powodu al
                          > koholizmu, teraz sam sączy wieczorami drinki i wścieka się, gdy alkoholik mu za
                          > brania. Jeśli jednak ów partner nie ma problemu z alkoholem, to nie będzie dla
                          > niego trudne od tego alkoholu się wstrzymać, przynajmniej przez jakiś czas.

                          Slusznie prawisz, ale ktos moze codziennie pic jednego drinka i uwazac, ze nie ma problemu, wiec nie ma absolutnie powodu, by przestawal. I tu sie pojawia problem, bo skoro co wieczor jest ten drink, to on tworzy jakas bariere jednak. Mozna siedziec w odrebnych pokojach najwyzej. Alkoholik moze tez np nie chciec w takim przypadku spac czy uprawiac seksu z zona/ mezem, ktory/ktora pila. Tworzy sie coraz wiecej potencjalnych konfliktow.

                          No i jest w tym pewna irytujaca obluda, gdy ktos kto sam duzo pije prawi komus innemu moraly, zabrania mu pic a sam pije w najlepsze. Wg mnie moraly ma prawo prawic ktos, kto sam jest czysty, doslownie i w przenosni. Zreszta to przypomina juz przeciaganie liny i nie wrozy chyba dobrze dla zwiazku, jak sie dwoje okopie w pozycjach i egzekwuje swoje 'wolnosci' bez sluchania innego.
                          zona bedzie popijac drinki bo jej wolno, maz odmawial seksu bo tez mu wolno, potem ona na zlosc nei zrobi sniadania bo tez jej wolno a on sie zemsci i nie zgodzi sie naprawic pralki i rozwod gotowy.
    • Na pewno przez pierwszy okres trzeźwienia nie należy bywać w miejscach, gdzie się pije, nie uczestniczyć w hucznych imprezach typu wesele (bo tam alkohol będzie na bank i to w dużych ilościach), generalnie unikać sytuacji skłaniających do picia. Tak przez jakiś rok przynajmniej. Tyle teoria, jak jest w praktyce, to bardzo zależy od danego osobnika.
      Po pewnym czasie abstynencji niektórym nie robi towarzystwo, które używa alkoholu w cywilizowany sposób. Naturalnie nadużywających znacznie się unika, ale to z powodów innych niż chęć napicia się- trudno ze spokojem i bez bólu patrzeć na ludzi przekraczających granicę, bo to przywołuje niefajne wspomnienia. Więc niejako samo się dzieje, ale to dopiero gdy terapia okaże się skuteczna. A niestety, nie u wszystkich bywa skuteczna...
      • Tak, ale ja nie mowie o postawie trzezwiejacego, tylko otoczenia. Trzezwiejacy moze, jak mowie, zerwac kontakt z kazdym, kto pije, w skrajnej opcji ( wielu tak robi z tego co slyszalem). Chodzi raczej o to, na ile otoczenie moze czynic koncesje. wiadomo,ze na rzecz jednego alkoholika niepijacego ktos nie zrezygnuje z wodki na weselu na 100 osob, to jest sytuacja skrajna. ale na przyklad juz kiedy organizuje sie ogladanie w kilku filmu albo umawia na gre w karty, albo nawet zwykly obiad w restauracji czy lunch. Wtedy na przyklad dwoch jest pijacych i jeden trzezwiejacy.
      • zadaj te pytania na forum Uzależnienia
        • zuzi.1 napisała:

          > zadaj te pytania na forum Uzależnienia


          Ale wlasnie wole opinie 'wyklych ludzi bo alkoholicy to powiedza od strony alkoholika, a nie od strony tzw szarego obywatela:)
          • ale tam chyba nie tylko uzależnieni się wypowiadają
            • zuzi.1 napisała:

              > ale tam chyba nie tylko uzależnieni się wypowiadają

              No tak, ale raczej zainteresowani tematem glebiej, tak jakby ukierunkowani. Ludzie, ktorzy maja kontakt z branza uzaleznien maja raczej opinie, ze cala rodzina alkoholika powinna sie angazowac i nie pic.
              Sami trzezwiejacy maja rozne podejscie i niektorzy nie chca wcale aby przy nich ktos mial nie pic, ale terapeuci uwazaja, ze to zle, bo to zagrozenie.
              Zwyczajni ludzie ktorzy maja mgliste pojecie o tym moga miec jednak bardziej uczucia z trzewi, nie kierowane teoria tylko wlasna opinia.
              • Jakiś czas temu tu na Forum był ciekawy temat (może go wynajdziesz, zabierał tam "głos" niejaki kropidlo5 i chyba sorvina) o leczeniu alkoholików. Wypowiedziała sie chyba tez niejaka paris-texas;) i Pani Agnieszka. Dowiedziałam sie z niego, że teraz w nowoczesnych metodach leczenia alkoholizmu kładzie się nacisk na umiejetność kontrolowania, a nie całkowitą abstynencję - bo podobno clue alkoholizmu to ta nieumiejętność kontrolowania. Ja znam przypadek alkoholika - w swoim życiu doszedł do fazy pijaństwa prawdziwego menela a teraz jest osobą bardzo ograniczająca picie. Znajomi/rodzina normalnie przy nim piją alkohol - normalnie, to znaczy bez upijania się, bo to nie jest środowisko pijaków. Jesli jest alkohol, to proponują temu człowiekowi, on zazwyczaj odmawia. Nikt w to nie wnika, to przecież jego życie. Jeśli będzie chciał to pójdzie do sklepu z monopolowym i sam sobie kupi flaszkę i żadne ograniczenia w domu i u znajomych nie pomogą. Przynajmniej ja tak uważam.
                Wydaje mi się, że lepiej traktować człowieka podmiotowo i dawać mu prawo do decyzji. Taka decyzja odmowna w sprawie picia alkoholu tez może być dla niego ważna - zobaczy, że umie się powstrzymać od picia.
                Same "wymagania" stawiane przez alkoholika przypominałyby mi wymagania np. cukrzyka by przy nim nie jeść lodów i nie robić tortów na urodziny. To może być zrozumiała strategia przy bardzo małych dzieciach, ale nie przy dorosłych ludziach. Zrozumiałe by to mogło być przy ewentualnie bardzo bliskich osobach z jednego gospodarstwa domowego np. żona, ale raczej już nie przy dalszej rodzinie czy znajomych.
                I trzeba pamiętać, że najbardziej radykalni są "neofici";)
                • paris-texas-warsaw napisała:
                  > Same "wymagania" stawiane przez alkoholika przypominałyby mi wymagania np. cukr
                  > zyka by przy nim nie jeść lodów i nie robić tortów na urodziny. To może być zro
                  > zumiała strategia przy bardzo małych dzieciach, ale nie przy dorosłych ludziach.
                  Takie reakcje, że się nie pije, w rodzinie alkoholików z jednym uzależnionym, są częste. Ludzie po prostu mają już tak dość alkoholu, że im się zwraca na sam widok. Miałem kiedyś dziewczynę, która podejrzanie patrzyła się na każde wypite piwo, ale u niej w domu ojciec ostro pił, córka miała nerwicę na alkohol.
                  Co innego, gdy w rodzinie jest kilka osób popijających systematycznie, wtedy nikomu alkohol nie przeszkadza i "ze mną się nie napijesz?".
                  • Ze mna sie nie napijesz to chamskie przymuszanie, czy wobec alkoholikow czy nie. a porownanie do cukrzyka ciekawe, mozna jeszcze porownac do wegatrianina, chociaz alkoholizm jednak potencjalnie grozniejszy. Inna sprawa to czy alkoholik ma wypic jak chce, jak chce to nikt nie zabroni ale w wielu wypadkach to ryzyko i igranie z ogniem, poza tym po co ma pic.

                    Pewnie i rodziny moga nie pic z obrzydzenia, ale mi chodzilo bardziej o co innego. Czy wg was jezeli kobieta, ktora normalnie pije okazyjnie, spotyka faceta, zakochuje sie i potem wychodzi, ze on nie pije bo mial problemy z alkoholem, to ta kobieta moze w ramach odruchu nie wiem, pmocy, sama postanowic ze tez nie bedzie pic.
                    Czy to myslicie duze poswiecenie czy nie? To znaczy, czy myslicie z oburzeniem 'no tego jeszcze brakowalo, dziewczyna sobie niemoze kieliszka wina wypic bo partner sam nie pije' czy raczej 'o super, to jest dowod milosci'?
                    Pierwszy etap 'poswiecenia' to zarzucenie icia caliem, drugi to zarzucenie picia w obecnosci takiego niepijacego, ale picie kiedy go nie ma.

                    Na oko wydaje sie, ze jak ktos i tak malo pije to zostac abstynentem to dla takiej osoby niemal zaden problem, ale z drugiej strony ktos moze uwazac, ze to ograniczanie wolnosci, bo jednak jest to ograniczanie wolnosci.



                    • > Czy to myslicie duze poswiecenie czy nie? To znaczy, czy myslicie z oburzeni
                      > em 'no tego jeszcze brakowalo, dziewczyna sobie niemoze kieliszka wina wypic bo
                      > partner sam nie pije' czy raczej 'o super, to jest dowod milosci'?

                      > Pierwszy etap 'poswiecenia' to zarzucenie icia caliem, drugi to zarzucenie pici
                      > a w obecnosci takiego niepijacego, ale picie kiedy go nie ma.

                      ja uwazam, ze alkohol jest dla ludzi i problemem staje sie dopiero wtedy gdy ktos tego nie potrafi kontrolowac; dlatego alkoholik musi zachowywac abstynencje a osoba nieuzalezniona, ktora pije okazjonalnie nie musi
                      alkoholik musi pracowac nad soba i swoim problemem a nie dostosowywac otoczenie do swoich AA zasad- bo one sa sformuowane dla niego a nie dla ludzi bez tego problemu
                      to, ze ktos ma cukrzyce i nie wolno mu jesc ciastek nie oznacza zeby jego bliscy byli na diecie diabetologicznej a np. na weselu nie bylo nic slodkiego
                      ja nie widze sensu takiego poswiecenia bo jesli alkoholik do tego stopnia nie kontroluje picia, ze nie jest w stanie patrzec jak ktos bez problemu alkoholowego sobie okazjonalnie wybije lampke wina to znaczy, ze nadal ma wielki problem wymagajacy terapii
                      • differentview napisała:

                        > ja uwazam, ze alkohol jest dla ludzi i problemem staje sie dopiero wtedy gdy kt
                        > os tego nie potrafi kontrolowac; dlatego alkoholik musi zachowywac abstynencje
                        > a osoba nieuzalezniona, ktora pije okazjonalnie nie musi
                        > alkoholik musi pracowac nad soba i swoim problemem a nie dostosowywac otoczenie
                        > do swoich AA zasad- bo one sa sformuowane dla niego a nie dla ludzi bez tego p
                        > roblemu
                        > to, ze ktos ma cukrzyce i nie wolno mu jesc ciastek nie oznacza zeby jego blisc
                        > y byli na diecie diabetologicznej a np. na weselu nie bylo nic slodkiego
                        > ja nie widze sensu takiego poswiecenia bo jesli alkoholik do tego stopnia nie k
                        > ontroluje picia, ze nie jest w stanie patrzec jak ktos bez problemu alkoholoweg
                        > o sobie okazjonalnie wybije lampke wina to znaczy, ze nadal ma wielki problem w
                        > ymagajacy terapii

                        Zgoda, tylko ze wielu alkoholikow woli zerwac takie kontakty albo rozwiesc sie niz zyc w obecnosci alkoholu. To mozna uznac za podejscie nieco fanatyczne, ale tak bywa.

                        Zarazem mozna pewnie oczekiwac jakiejs formy empatii, to znaczy na przyklad przy alkoholiku nie urzadzac degustacji wina a przy cukrzyka nie zapraszac na degustacje lodow.

                        Ja osobiscie mysle, ze sa pewne komprmomisy, i czym innym jest na przyklad spedzenie urodzin w wiekszym gronie gdzie niektorzy pija a inni nie, a czym inym wyciaganie alkoholika na spedzenie wieczoru w np ogrodku piwnym, gdzie picie alkoholu jest glowna jak nie wylaczna atrakcja.

                        Jezeli grupa pijacych znajomych chce isc w sobote wierczorem nad wisle z plecakiem piwa, to moze alkoholik po prostu zrezygniowac z takiej wyprawy. Spotkalem sie jednak z sytuacja, gdy ktos uwazal, ze alkoholik zachowuje sie aspolecznie, gdy nie chce siedziec w ogrodku piwnym czy nad rzeka z piwami, bo przeciez nie musi pic.

                        Z drugiej strony zastanawia mnie, na ile to faktycznei duze poswiecenie nie wypic przy kims, kto nie pije (szczegolnie, jak ktos wspomnial, ktos kto nie pije krotko, pare tygodni czy miesiecy). Powiedzmy zapraszasz taka osobe do domu, tak bez okazji, aby sobie obejrzec np film. I mozesz obejrzec ten fim przy piwie, drinku, winie, a mozesz przy herbacie, kawie czy coli.

                        I tutaj lezy moj punkt: czy w takiej sytuacji rezygnacja z alkoholu jest czyms nadmiernym i ogranicza wolnosc, czy jest czyms naturalnym, rodzajem drobnej przyslugi?

                        Pewnie wiele zalezy od tego, czy ten kto ma rezygnowac sam ma problem jakikolwiek z alkoholerm, nawet lekki, bo dla kogos kto malo pije to pewnie rezygnacja z piwa raz na tydzien przez dwie godziny nie jest wielkim wyrzeczeniem, ale jak ktos bardzo lubi albo ma nawyk to pewnie jest...


                        • > I tutaj lezy moj punkt: czy w takiej sytuacji rezygnacja z alkoholu jest czyms
                          > nadmiernym i ogranicza wolnosc, czy jest czyms naturalnym, rodzajem drobnej prz
                          > yslugi?

                          no ale kto mialby na to pytanie odpowiedziec? to tylko osoba podejmujaca decyzje- napije sie czy nie napije przy alkoholiku moze sama sobie na to pytanie odpowiedziec- czy ma poczucie, ze czuje sie jakos zniewolona czy bez bolu rezygnuje z drinka- ile ludzie tyle moze byc odczuc w takiej sytuacji
                          jesli alkoholik wywiera presje typu- przy mnie nie pij- to moze pojawic sie poczucie ograniczenia
                          ale jesli ja sama decyduje- wiem, ze ktos krotko nie pije wiec nie bede go narazac na niepotrzebny stres na tym etapie leczenia- to jest moja dobra wola
                          • differentview napisała:

                            >
                            > no ale kto mialby na to pytanie odpowiedziec? to tylko osoba podejmujaca decyzj
                            > e- napije sie czy nie napije przy alkoholiku moze sama sobie na to pytanie odpo
                            > wiedziec- czy ma poczucie, ze czuje sie jakos zniewolona czy bez bolu rezygnuje
                            > z drinka- ile ludzie tyle moze byc odczuc w takiej sytuacji
                            > jesli alkoholik wywiera presje typu- przy mnie nie pij- to moze pojawic sie poc
                            > zucie ograniczenia
                            > ale jesli ja sama decyduje- wiem, ze ktos krotko nie pije wiec nie bede go nara
                            > zac na niepotrzebny stres na tym etapie leczenia- to jest moja dobra wola

                            Oczywiscie, ze dobra wola. A raczej wolny wybor, bo dobra wola to brzmi troche jak gest panski.
                            Pytanie jest takie, czego mozna oczekiwac od rodziny/ przyjaciol, na ile moga rezygnowac ze swojej 'wolnosci' dla kogos.

                            Jest roznica miedzy np obca osoba a przyjacielem. Inaczej chyba (tak mi sie zdaje) odebralbym zadanie obcego, by przy mnie nie pil, niz prosbe przyjaciela, by przy mnie nie pil. Ale pewnie rozni sa ludzie i rozne odczucia.
                            • Ale czego konkretnie chcesz?
                              Alkoholik z pokusami musi radzić sobie sam, ewentualnie przy wsparciu osób z AA czy poradni. Proces trzeźwienia polega m.in. na ustawieniu sobie odpowiedniego stosunku do alkoholu, pozwalającego na normalne funkcjonowanie.
                              Mój partner nie pije ponad 11 lat, parą jesteśmy 6,5 roku i nigdy nie uważałam, że muszę jakoś swój stosunek do alkoholu określać. Czasem piję piwo, czasem (rzadko) mamy spotkania towarzyskie na których jest alkohol i nie widzę w tym problemu. Na uroczystościach rodzinno-dziecięco-świątecznych alkoholu nie ma, bo nigdy go nie było, a nie dlatego, że inni się jakoś szczególnie hamują.
                              • triss_merigold6 napisała:

                                > Ale czego konkretnie chcesz?
                                > Alkoholik z pokusami musi radzić sobie sam, ewentualnie przy wsparciu osób z AA
                                > czy poradni. Proces trzeźwienia polega m.in. na ustawieniu sobie odpowiedniego
                                > stosunku do alkoholu, pozwalającego na normalne funkcjonowanie.
                                > Mój partner nie pije ponad 11 lat, parą jesteśmy 6,5 roku i nigdy nie uważałam,
                                > że muszę jakoś swój stosunek do alkoholu określać. Czasem piję piwo, czasem (r
                                > zadko) mamy spotkania towarzyskie na których jest alkohol i nie widzę w tym pro
                                > blemu. Na uroczystościach rodzinno-dziecięco-świątecznych alkoholu nie ma, bo n
                                > igdy go nie było, a nie dlatego, że inni się jakoś szczególnie hamują.

                                Nic nie chce, tylko pytam:)
                                Mowilem o jakims stopniowaniu, tak jak podalem w pierwszym wpisie. Skrajna opcja to z jednej strony taka, gdy nikt nie moze pic bo alkoholik jest, a z drugiej strony taka, gdy alkoholik uczestniczy w biesiadach gdzie leje sie wodka.
                                • W biesiadach tj. całonocnym waleniu wódy na akord może uczestniczyć tylko szybko mu się to znudzi. Człowiek trzeźwy jak gwizdek nie będzie wybierał takich imprez jako ulubionej formy spędzania czasu, co nie znaczy, że nie może na taką imprezę przyjść.

                                  Stopniowanie zależy od samego zainteresowanego i jego układów z otoczeniem.
                                  • triss_merigold6 napisała:

                                    > W biesiadach tj. całonocnym waleniu wódy na akord może uczestniczyć tylko szybk
                                    > o mu się to znudzi. Człowiek trzeźwy jak gwizdek nie będzie wybierał takich imp
                                    > rez jako ulubionej formy spędzania czasu, co nie znaczy, że nie może na taką im
                                    > prezę przyjść.
                                    >
                                    > Stopniowanie zależy od samego zainteresowanego i jego układów z otoczeniem.

                                    ale wiesz, jacy sa pijani, moga nie byc w stanie zrozumiec, ze ktos nie ma ochoty spedzac calego wieczoru w takich okolicznosciach (niekoniecznie alkoholik, on tylko tym bardziej) i moga apelowac 'do sumienia' na zasadzie 'siedz, co zle ci'.
                      • differentview napisała:

                        >
                        > alkoholik musi pracowac nad soba i swoim problemem a nie dostosowywac otoczenie
                        > do swoich AA zasad- bo one sa sformuowane dla niego a nie dla ludzi bez tego p
                        > roblemu


                        Ustosunkuje sie do tego.
                        Praca nad soba alkoholika polega tez miedzy innymi na zmianie nawykow i otoczenia, bo taki byl nawykly spedzac czas w barach, z kumplami przy piwie, piwo na mecz, piwo na film, piwo do pociagu, piwo do obiadu.
                        I teraz jest uczony, zeby szukal sposobow spedzania czasu bez alkoholu i szukal osob, ktore nie pija. Nie pija to mozna rozumiec- nie pija w ogole, albo takie, ktore pija rzadko i dla ktorych nie wypicie np piwa przy obiedzie to raczej standard a nie wyrzeczenie.

                        Tak wiec nie do konca jest tak, ze zasady sa tylko dla osoby. Owszem ludzi z otoczenia nie mozna reformowac, raczej po prostu nalezy ograniczyc kontakt z nimi. Wielu popada w skrajnosc i wyzbywa sie wszelkich znajomych, ktorzy nie sa z AA. Ale wielu moze chcialoby zachowac pewne stare znajomosci, no ale chyba juz nie moze byc tak jak dawniej?

                        Mam na mysli- nie moze byc tak, ze alkoholik spedza czas z tymi samymi osobami, w tych samych okolicznosciach, w takim samym scenariuszu, z jedyna roznica ze pije mineralna zamiast piwa, co myslicie?
                        • bernardyniol napisał:

                          Mam na mysli- nie moze byc tak, ze alkoholik spedza czas z tymi samymi osoba
                          > mi, w tych samych okolicznosciach, w takim samym scenariuszu, z jedyna roznica
                          > ze pije mineralna zamiast piwa, co myslicie?


                          Może tak być, tyle że spędzanie czasu w towarzystwie w sztok pijanym nie jest zabawne dla nikogo trzeźwego, niezależnie od tego czy jest alkoholikiem czy nie jest. Osoba niepijąca z innych powodów niż alkoholizm też raczej nie pobiegnie w podskokach na imprezę, której głównym celem jest chlanie. I myślę, że alkoholik, który takich imprez unika robi to raczej dlatego, że uczestnictwo w nich jest nudne i denerwujące dla osoby trzeżwej, a nie dlatego że zazdrości zebranym ich stanu. Mówię o alkoholiku niepijącym od dłuższego czasu i już "okrzepłym" w swojej trzeźwości.
                    • > Czy wg was jezeli kobieta, ktora normalnie pije okazyjnie, spotyka faceta,
                      > zakochuje sie i potem wychodzi, ze on nie pije bo mial problemy z alkoholem, to
                      > ta kobieta moze w ramach odruchu nie wiem, pmocy, sama postanowic ze tez nie b
                      > edzie pic.

                      Może nie pić przy nim. Rozumiem, że nie spędzają ze sobą 24 godzin na dobę.

                      > Czy to myslicie duze poswiecenie czy nie? To znaczy, czy myslicie z oburzeni
                      > em 'no tego jeszcze brakowalo, dziewczyna sobie niemoze kieliszka wina wypic bo
                      > partner sam nie pije' czy raczej 'o super, to jest dowod milosci'?


                      hmmmm
                      ani jedno, ani drugie :)
                      myślę - on trzeźwieje, ona go wspiera, więc zaproszę ich na kawę, a nie na wódkę.
                      po prostu nie uważam odmówienia sobie kielicha za poświęcenie. alkohol jest dla ludzi, ale nie jest niezbędny do życia.

                      > Na oko wydaje sie, ze jak ktos i tak malo pije to zostac abstynentem to dla tak
                      > iej osoby niemal zaden problem, ale z drugiej strony ktos moze uwazac, ze to og
                      > raniczanie wolnosci, bo jednak jest to ograniczanie wolnosci.

                      ależ będąc w związku, czy w ogóle funkcjonując w społeczeństwie, bez przerwy ograniczamy sobie wolność! nie dłubiemy w nosie w towarzystwie, nie pierzemy po gębie każdego, kto nas zdenerwuje, jakby się zastanowić, to ciągle sobie czegoś odmawiamy :) a to, na ile sobie pozwalamy, zależy od mnóstwa czynników, w tym od tego, w jakim stopniu zależy nam na danej osobie. ciągle musimy podejmować decyzje. w opisywanym przypadku, pytanie brzmi: "czy ważniejsza jest dla mnie możliwość napicia się, czy proces zdrowienia mojego faceta?"

                      --
                      A ja wdycham Londynu grypogenne opary
                      I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
                      Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
                      Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
                      • Przesada i dziwaczenie.
                        Odruch pomocy wcale nie jest dobry, siostry miłosierdzia mają jakieś masochistyczne tendencje do współuzależnienia.
                        Powtórzę po raz fefnasty, to jest problem trzeźwiejącego. Otoczenie nie musi uzgadniać z nim swoich zachowań.
                        Ja piję piwo czy bardzo sporadycznie wino, mój partner nie pije w ogóle. Nie widzę powodu dla którego miałabym odmawiać sobie tego piwa dla towarzystwa.

                        • Ni może być presji, że "ja nie piję = wy się ograniczajcie".
                          Dla mnie nie jest problemem impreza alkoholowa ani impreza bezalkoholowa. Na obu się mogę dobrze bawić.
                          Natomiast problem się robi, gdy ktoś w towarzystwie jest alkoholikiem i wywiera presję na innych: albo stroi fochy że on przecież cierpi jak inni piją, albo chleje w takich ilościach że wszystkim patrzącym się odniechciewa pić lub boją się otworzyć wino by uzalezniony nie popłynął
                        • nigdzie nie napisałam, że jest obowiązek posiadania "odruchu pomocy". napisałam, że to indywidualna decyzja. wymagająca rozważenia priorytetów.

                          --
                          A ja wdycham Londynu grypogenne opary
                          I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
                          Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
                          Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
                          • Widze, ze pojawily sie dwa 'obozy', pol na pol, jeden to ludzie, ktorzy gotowi sa mniej czy bardziej zrezygniwac z alkoholu z odruchu 'empatii', drugi to osoby ktore odczuwaja to jako presje i pewna niesprawiedliwosc, czyli odpowiadaja na pytanie poczatkowe- alkoholik nie moze niczego wymagac.
                            I to moze o to slowo chodzi, moze ono nakierowalo pare osob w takim kierunku- wymagac. Wymagac nie w sensie wymuszac, naciskac, a raczej w sensie- na jakie ustepstwa mozna pojsc. Tak jak ktos tu wspomnial- zeby na przyklad nie urzadzac sobie wielkiej uczty na oczach kogos, kto wlasnie jest na restrykcyjnej diecie, albo aby nie zamawiac bardzo drogiego dania gdy jestem w restauracji z kims biednym. Podobnie nieco widze sytuacje z taka osoba wrazliwa na alkohol. Oczywiscie- na pewnym etapie abstynencji i wtedy, gdy taka osoba tak odczuwa (mozna zapytac, tak czy owak wielu osobom to wcale nie przeszkadza).

                            Powtorze, podalem kilka stopni. Skrajny przyklad jest gdy malzonek zostaje abstynentem- i tak sie zdarza. No nie, jeszcze skrajniej jest, gdy zostaje abstynentem i wlacza sie w zycie AA i innych niepijacych. to jest prawdziwa skrajnosc.

                            Mniej skrajne podejscie to jest rezygnacja z picia- kiedy mozna- w obecnosci takiego niepijacego- a nie w ogole. Tak jak ktos wspomnial, kolega z kolega alkoholikiem nie przebywa 24 godziny na dobe, tylko dwie godziny raz w tygodniu i mozna zadac ptanie, dlaczego akurat w ciagu tych dwoch godzin koniecznie musi pic alkohol?

                            Ale rozumiem, ze odruch buntu wywoluje tutaj chyba sama presja czy taki wymog, wiec zlosci to, ze tzeba przy kims sie powstrzymac, a nie ze niemozna sie napic. No bo inny jest problem osob ktore same maja problem i faktycznie dla nich ten wieczor czy godzina bez alkoholu to jakas trudnosc.

                            Inna sytuacja to imprezy 'masowe', czy wypady grupowe do knajpy, czy urodziny/wesela, nie wiem, ale jesli jakis alkoholik niepijacy wymagalby aby zmieniac scenariusz takiej imprezy pod niego to byloby juz bardzo egoistyczne albo wrecz dziecinne. Ale- co ciekawe- slyszalem o takich przypadkach.

                            No i ostatni poziom to jest naciskanie na taka osobe, aby pila, aby uczestniczyla w popijawach, tutaj na tym poziomie jest chyba konsensus, ze to sytuacja bezsensowna.





    • Moze moja wypowiedz nie bedzie miarodajna, bo ja sama alkoholu nie lubie, pijanych ludzi sie boje, a upijajacych sie znajomych nie akceptuje.
      Nie jest dla mnie problemem zrezygnowanie z alkoholu na jakis czas - teraz np nie plian of 28 miesiecy (ciaza, teraz karmienie piersia) i nie odczuwam zadnej tesknoty.

      Ale tez mialabym opor, mgdyby ktos probowal mi narzucic jakis sposob postepowania w imie swoich problemow, traci to mi wspoluzaleznieniem.
      --
      W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
      Wiedzmowo
      • tully.makker napisała:

        > Moze moja wypowiedz nie bedzie miarodajna, bo ja sama alkoholu nie lubie, pijan
        > ych ludzi sie boje, a upijajacych sie znajomych nie akceptuje.
        > Nie jest dla mnie problemem zrezygnowanie z alkoholu na jakis czas - teraz np n
        > ie plian of 28 miesiecy (ciaza, teraz karmienie piersia) i nie odczuwam zadnej
        > tesknoty.
        >
        > Ale tez mialabym opor, mgdyby ktos probowal mi narzucic jakis sposob postepowan
        > ia w imie swoich problemow, traci to mi wspoluzaleznieniem.

        To jest sedno, tu nie chodzi o narzucanie, tylko o wlasny wybor. Opinia alkoholika nie ma nic do rzeczy w tym kontekscie. Chodzi o nazwijmy to pewnego rodzaju wyczucie.

        Nikt nikomu nie musi nic narzucac, wolny swiat, zgadzam sie. Alkoholik ma tez wybor- jak nie chce, by przy nim pito, moze nie chodzic w miejsca gdzie sie pije i nie spotykac sie z ludzmi, ktorzy przy nim pija i tyle. traci to nieco fanatyzmem, ale jest to wybor.


        • Ano wlasnie, sprecyzujmy o co chodzi. Bo ja mam wrazenie, ze o jaks jednak forme subtelnej presji. A takiej subtelnej jeszcze bardziej nie lubie, niz takiej otwartej.
          --
          W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
          Wiedzmowo
          • tully.makker napisała:

            > Ano wlasnie, sprecyzujmy o co chodzi. Bo ja mam wrazenie, ze o jaks jednak form
            > e subtelnej presji. A takiej subtelnej jeszcze bardziej nie lubie, niz takiej o
            > twartej

            Niektorzy nie tylko wywra prsje, ale beda zmuszac. Inni jednak postapia inaczej, i tymi tutaj sie zajmujemy.
            Powiedzmy masz kolezanke, ktora przestala pic 6 miesiecy temu. Chce sie z toba umowic na wieczor na plotki. Chce isc do baru i zamowi sobie kawe, a ty mozesz sobie zamowic kawe albo piwo, twoj wybor. Co zamawiasz?
            Czy myslisz na zasadzie 'e zamowie kawe, bedzie razniej' czy myslisz' mam ochote na piwo i bede pic piwo'? Ta drug osoba oczywiscie nie moze ci zabronic, najwyzej co moze zrobic to sie z toba drugi raz nie umowic.
            • Sądzę, ze osoby bliskie, w domu, na pewien czas powinny zrezygnować z picia - choćby po to, aby w domu nie było alkoholu. Można też - przez pewien czas - nie chodzić na imprezy, gdzie się pije.
              Ale to nie może byc wybór na całe życie. Nie chodzi już o to, ze zdrowy człowiek nie moze wypić lampki wina, bo ma w domu niepijącego alkoholika. To dla wielu osób nie byłby problem. Chodzi też o to, ze zdrowa osoba jest odcięta od wielu znajomych, od niemal wszystkich imprez, od wyjść do pubu - na zawsze.
              Trzeba też pamiętać, że abstynencja nie ogranicza sie do napojów alkoholowych - to też czekoladki z likierem, syrop na kaszel na alkoholu, spirytus salicylowy itd - teoretycznie nic z tego nie powinno znaleźć sie w domu. Moim zdaniem to absurd - zdrowy człowiek nie powinien żyć jak alkoholik.
              --
              zpopk.blox.pl
              • verdana napisała:

                > Sądzę, ze osoby bliskie, w domu, na pewien czas powinny zrezygnować z picia - c
                > hoćby po to, aby w domu nie było alkoholu. Można też - przez pewien czas - nie
                > chodzić na imprezy, gdzie się pije.
                > Ale to nie może byc wybór na całe życie. Nie chodzi już o to, ze zdrowy człowie
                > k nie moze wypić lampki wina, bo ma w domu niepijącego alkoholika. To dla wielu
                > osób nie byłby problem. Chodzi też o to, ze zdrowa osoba jest odcięta od wielu
                > znajomych, od niemal wszystkich imprez, od wyjść do pubu - na zawsze.
                > Trzeba też pamiętać, że abstynencja nie ogranicza sie do napojów alkoholowych -
                > to też czekoladki z likierem, syrop na kaszel na alkoholu, spirytus salicylowy
                > itd - teoretycznie nic z tego nie powinno znaleźć sie w domu. Moim zdaniem to
                > absurd - zdrowy człowiek nie powinien żyć jak alkoholik.

                No tak, podalem to jako opcje skrajna. Mowie, ze slyszalem o takich przypadkach, ale nie uwazam, zeby ze tak powinno byc. Pewnie da sie wypracowac kompromis. Osobiscie nie widze problemu w tym, zeby ktos uczestniczyl w spotkaniach towarzyskich, gdzie podaje sie alkohol, jesli nie sa to spotkania gdzie alkohol jest glownym celem spotkania oczywiscie.
                Nie sadze, aby alkoholik nie mogl wyjsc do pubu i wypic np coli, a inni znajomi wypija po piwie, bardziej widzialbym problem wtedy, gdy znajomi pija na przyklad po piec piw, wtedy z takiego wieczora taki alkoholik moze zrezygnowac a ci, co chca wypic po piec, moga obyc sie bez niego, a z nim spotkac sie przy trzezwiejszej okazji.

                Spotkalem sie jednak z przypadkiem, gdy znajomi zarzucaja alkoholikowi, ze sie zrobil aspoleczny, bo wlasnie nie chce isc na taka impreze, gdzie wszyscy pija caly wieczor i sie upijaja. To chyba druga skrajnosc.
                • > Spotkalem sie jednak z przypadkiem, gdy znajomi zarzucaja alkoholikowi, ze sie
                  > zrobil aspoleczny, bo wlasnie nie chce isc na taka impreze, gdzie wszyscy pija
                  > caly wieczor i sie upijaja. To chyba druga skrajnosc.

                  no i na to alkoholik powienien odpowiedziec, ze nie jest aspoleczny tylko choruje na alkoholizm wiec musi dbac o siebie i unikac sytuacji, w ktorych choroba powroci- tyle

                  z tego co piszesz wynika, ze Ci znajomi sami maja problem z alkoholem skoro pija caly wieczor i sie upijaja wiec to z pewnoscia nie jest dobre srodowisko dla trzezwiejacego alkoholika
              • A może coś bliżej reala zamiast takiego teoretyzowania? :/
                W domu trzeźwiejącego alkoholika może być alkohol, spirytus salicylowy, czekoladki z likierem, lekarstwa. Alkoholik ma sobie radzić z faktem, że inni konsumują alkohol, to jest jego problem, a nie otoczenia.
                Huczne i częste imprezy eliminują się zwykle same, niepijąca osoba w towarzystwie zalanych po prostu się nudzi. Mój partner już jako trzeźwiejący alkoholik pracował przez kilka miesięcy jako barman, sam nie pił ale nie miał oporów odnośnie nalewania klientom.
                • Wiele zalezy od czlowieka. Ja uwazam, ze ludzie ktorzy obsesyjnie boja sie alkoholu maja jakis wiekszy problem, choc nie czuje sie uprawniony do ich osadzania czy zmuszania ich, by zyli inaczej. w koncu jak ktos sie chce zamknac w getcie AA to jego sprawa.
                  Mysle, ze problemem realnym nie jest tutaj same konsumowanie alkoholu, tylko sposob i rola alkoholu w zyciu osob z otoczenia alkoholika. Dla alkoholika w czasach picia alkohol byl sensem zycia, wiec jesli spotyka sie z ludzmi, ktorych zachowanie taki wizerunek alkoholu podtrzymuje, to moze miec problem. A jesli ktos pije na zasadzie dodatku do zycia, to problemu byc nie powinno, bo nie pojawia sie ukryty przekaz 'zobacz ile tracisz'.

                  Ja spotkalem sie z ludzmi, ktorzy potrafili powiedziec do niepijacego od niedawna czlowieka 'teraz to masz przerypane, nie mozesz sie napic'. Tacy ludzie widac sami stawiaja alkohol w hierarchii wysoko.
                  • zyjemy w kraju gdzie gleboko zakorzenione są zwiazki alkoholu z dobrą zabawą..
                    Dla mnie nikomu nic sie nie stanie jesli na imprezie bedzie sie solidaryzowal z trzezwiejacym czy niepijacym juz alkoholikiem. Jemu bedzie razniej, a nam nic nie ubędzie.
                    Moze to i problem alkoholika, ze przestał wreszcie pić, chcąc wytrzezwiec :-)
                    Ale tak samo mozna postawić pytanie czy 1 -2 piwa codziennie, czy dwie lampki wina, to juz nałóg czy nie, czy nam brakuje tego, jak w domu nie ma ?
                    jeden powie zdecydowanie, ze nałóg inny powie ze nie, bo to dla zdrowia i odprężenia.
                    Ja powiem kłopot. Ja mogę dla towarzystwa z niepijacym alkoholikiem zrezygnować z alkoholu na imprezie..
            • Ja zamawiam zielona herbate, ale nie ze wzgledu na kolezanke, tylko ze wzgledu na to, ze piwa nie lubie. Jesli mialabym na nie ochote, to bym sie napila.
              --
              Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
              Naomi Wolf

              Wiedzmowo
            • > Powiedzmy masz kolezanke, ktora przestala pic 6 miesiecy temu. Chce sie z toba
              > umowic na wieczor na plotki. Chce isc do baru i zamowi sobie kawe, a ty mozesz
              > sobie zamowic kawe albo piwo, twoj wybor. Co zamawiasz?

              Umówiłabym się w miejscu, gdzie alkohol nie jest głównym elementem menu, np. w cukierni. Uznałabym, że tego wymaga uprzejmość. Podobnie postąpiłabym, gdyby to były np. dwie koleżanki, jedna bez problemu, druga z. Zapraszając do domu także nie podawałabym alkoholu, także ze względu na uprzejmość. Nie ma nic złego w kawie do ciastek, to jest zwyczajowe menu w przypadku gdy kobiety spotykają się na plotki. Nie czułabym się w związku z tym ograniczona.

              Natomiast gdybym wyprawiała przyjęcie na więcej osób, w grę wchodziłaby uprzejmość względem wszystkich zaproszonych oraz chęć rozluźnienia atmosfery, więc alkohol bym podała. Być może w tym przypadku nie zaprosiłabym osoby z problemem, obawiając się, że popsuje przyjęcie, albo upijając się i robiąc scenę, albo terroryzując innych gości zmuszaniem do niepicia.

              Nie wypowiem się nt. co by było gdybym miała za męża trzeźwiejącego alkoholika, ponieważ nigdy nie dopuściłabym do sytuacji, w której alkoholik zostałby moim mężem.
    • Ja nie uważam, by otoczenie alkoholika miało się dostosowywać do jego nowych zasad niepicia. To sprawa alkoholika, skoro dokonał wyboru - że przestaje pić - to powinien mieć świadomość, że wraz z jego decyzją nie znika cały alkohol świata i będzie musiał mierzyć się na co dzień z obecnością alkoholu w swoim otoczeniu. Przecież nie musi to być impreza - wystarczy iść do marketu po bułki albo tankować paliwo i natknąć się na półki z alkoholem.
      Tak więc - alkoholik, jeśli nie czuje się na siłach patrzeć na pijących, to sam rezygnuje z wszelkich spotkań, na których alkohol może się pojawić, a nie oczekuje, że inni powstrzymają się od picia "na jego cześć". Nie powinien też zakazywać koleżance czy koledze, z którym spotkał się w kawiarni/ogląda razem mecz, napicia się piwa czy lampki wina, bo to - moim zdaniem - po prostu niegrzeczne. Jeśli owa koleżanka/kolega sama się powstrzyma, to OK, ale wymaganie tego już OK nie jest.
      • pomarola napisała:

        > Ja nie uważam, by otoczenie alkoholika miało się dostosowywać do jego nowych za
        > sad niepicia. To sprawa alkoholika, skoro dokonał wyboru - że przestaje pić - t
        > o powinien mieć świadomość, że wraz z jego decyzją nie znika cały alkohol świat
        > a i będzie musiał mierzyć się na co dzień z obecnością alkoholu w swoim otoczen
        > iu. Przecież nie musi to być impreza - wystarczy iść do marketu po bułki albo t
        > ankować paliwo i natknąć się na półki z alkoholem.
        > Tak więc - alkoholik, jeśli nie czuje się na siłach patrzeć na pijących, to sam
        > rezygnuje z wszelkich spotkań, na których alkohol może się pojawić, a nie ocze
        > kuje, że inni powstrzymają się od picia "na jego cześć". Nie powinien też zakaz
        > ywać koleżance czy koledze, z którym spotkał się w kawiarni/ogląda razem mecz,
        > napicia się piwa czy lampki wina, bo to - moim zdaniem - po prostu niegrzeczne.
        > Jeśli owa koleżanka/kolega sama się powstrzyma, to OK, ale wymaganie te
        > go już OK nie jest.

        No i wlasnie dlatego chyba niektorzy alkoholicy izoluja sie od dawnych znajomych i zyja tylko posrod srodowiska AA.

        Akohol jest i bedzie, ludzie pijacy tez i sam alkoholik musi dokonywac wyborow gdzie chce chodzic, z kim i w jakichokolicznosciach sie spotykac. Wszystko prawda. ale jednak jest pewne 'ale'. To chyba kwestia tego, czy ta druga osoba pijaca nie przymusza alkoholika do na przyklad siedzenia z nim i patrzenia, jak pije jedno po drugim piwo i sie upija.
        Moze chodzi o to, czy ktos z wlasnego picia robi wielkie halo, czy po prostu pije sobie piwo dla smaku. Jesli na imprezie tworzy sie klimat, ze alkohol to glowna tresc zabawy to moze to nie jest miejsce dla takiego niepijacego (ani towarzystwo).
        • To nie jest miejsce dla nikogo, tak naprawdę. Dla mnie nie ma nic dziwnego,z ę alkoholik nie spotyka sie z towarzystwem, dla którego celem było picie. Ale w większości wypadków ludzie nie po to spotykają sie przy piwie. Jednak problem w tym, ze część niepijących alkoholików trudno znosi towarzystwo osoby pijącej - cokolwiek.
          --
          zpopk.blox.pl
          • verdana napisała:

            > To nie jest miejsce dla nikogo, tak naprawdę. Dla mnie nie ma nic dziwnego,z ę
            > alkoholik nie spotyka sie z towarzystwem, dla którego celem było picie. Ale w w
            > iększości wypadków ludzie nie po to spotykają sie przy piwie. Jednak problem w
            > tym, ze część niepijących alkoholików trudno znosi towarzystwo osoby pijącej -
            > cokolwiek.


            No wlasnie, to zalezy, co kto definiuje jako spotykanie sie ' w celu picia'. Znalem faceta, ktory pije od 12 w dzien do 12 wieczorem jakies 10 piw w barach i uwaza, ze on nie pije dla picia, tylko przy okazji dla towarzystwa, bo przeciez nie jest pijany.
        • > ale jednak jest pewne 'ale'. To chyba kwestia tego, czy ta druga osoba pija
          > ca nie przymusza alkoholika do na przyklad siedzenia z nim i patrzenia, jak pij
          > e jedno po drugim piwo i sie upija.

          Ale w jaki sposób "przymusza"? Przywiązuje go do krzesła i nie może wyjść i opuścic tego towarzystwa? Przecież alkoholik jest dorosły. A jeśli jest u siebie w domu to wyprasza i nie zaprasza do siebie towarzystw które chleje .


          > Moze chodzi o to, czy ktos z wlasnego picia robi wielkie halo, czy po prostu pi
          > je sobie piwo dla smaku. Jesli na imprezie tworzy sie klimat, ze alkohol to glo
          > wna tresc zabawy to moze to nie jest miejsce dla takiego niepijacego (ani towar
          > zystwo).

          Dla osoby niepijącej siedzenie z zalanym w trupa towarzystwem nigdy nie będzie przyjemne. Nieważne czy ta osoba trzeźwa to alkoholik czy nie...

    • Pewnie każdy ci co innego odpiszę. Dla mnie to nie byłby problem. Gdybym np miała męża alkoholika, i np byśmy ustalili, że przez pierwsze pół roku jego kuracji ja przy nim nie piję. Jeśli by mi powiedział, że dla niego to ważne. Ale też ja nie lubię alkoholu, i to dla mnie żadne wyrzeczenie. To też kwestia empatii. Mam koleżankę, która uwielbia kawę, ja z resztą też. W ciąży kawy nie piła, i jak się z nią spotykałam, do towarzystwa też nie piłam tej kawy. Tak samo jak nie obżerałabym się słodyczami np przy kimś, kto jest na diecie.
      Więc, podsumowując, jeśli ten alkoholik by sam z siebie poprosił, żeby przy nim nie pić, bo właśnie jest na początku swojej drogi trzeźwości, to oczywiście, nie byłby to dla mnie żaden problem.
      Osobiście jednak uważam, ponieważ ludzie są bardzo różni, niektórzy naprawdę mało domyślni i empatyczni, to chyba lepiej żeby taki alkoholik sam powiedział, że mu na tym zależy. Jeśli jest wśród przyjaciół, to tacy ludzie powinni to uszanować, na tym też polega przyjaźń, że czasem się coś robi dla kogoś - na zasadzie przysługi.
      • tak właśnie, w mniejszym gronie bliskich osób to alkoholik może poprosić by go przez pewnien czas wspierac niepiciem. natomiast na dłuższy etap on sam musi sobie z tym radzić, no i unikac towarzystwa tych ktorzy piją dużo dla picia..
        mam taką znajomą która ma początki cukrzycy, więc gdy do mnie przychodzila kupowałam wcześniej i podawałam rzeczy do jedzenia przeznaczone dla cukrzykow. jakiez było moje zdziwienie gdy kiedyś to ja ją odwiedziłam, a ona w najlepsze zażera się słodkimi ciastkami...

        nie może być, że alkoholik wymaga by inni się dostosowywali do jego choroby po to, by on się nie musiał wysilać. to chory musi ćwiczyć swoją wolna wolę. a otoczenie co najwyżej decyduje czy ma ochotę przebywac w towarzystwie alkoholika który na nich wywiera presję by oni nie pili bo inaczej to foch...
        • Moim zdaniem należy taka osobę traktować normalnie. Jeśli umawia się na pogaduchy w dwie osoby do kawiarni, to naturalnie, że można zrezygnować z alkoholu, zresztą dla mnie to trochę dziwne pić nawet jedną lampkę wina samemu, a w towarzystwie drugiej osoby.
          Jeśli się ją zaprasza do domu, wiedząc że ma problem to też można zrezygnować z podawania alkoholu, przecież nie zawsze i tak się go przy takich okazjach podaje. Ale można wcześniej, przy zaproszeniu samego zainteresowanego zapytać czy woli żeby nie było alkoholu w ogóle, czy nie robi mu to różnicy, jeśli tylko nikt do picia nie będzie go namawiał.
    • tak czy siak wszystko się kręci koło alkoholika.Najpierw znoszenie jego "wyczynów" a teraz przemeblowane życia całego otoczenia byle on mógł wytrwać , a jak nie wytrwa to na pewno jest wina alkoholu!!! Przepraszam za cynizm ale alkoholik nie nadaje się do normalnego życia - to moje zdanie przedstawione w ogromnym skrócie na podstawie 20 letniego życia i obserwacji takiego "delikwenta". Koszmar.
      • Bzdura. Właśnie życie rodzinne i towarzyskie nie może i nie powinno się kręcić wokół problemu z uzależnieniem, wytrwania, organizacji wolnego czasu itd. Trzeźwiejący nie może przerzucać odpowiedzialności za swoje wybory na innych, jeśli przerzuca to znaczy, że tak naprawdę wcale nie trzeźwieje i nie wykonał żadnej pracy nad sobą.
        • Bzdury to Ty wypisujesz.To są tylko pobożne życzenia , a rzeczywistość często jest całkiem inna. Napisałam z własnych obserwacji i życia.
          • Doprawdy? Ja też z własnych obserwacji. Od paru lat żyję z trzeźwym alkoholikiem i od zawsze wychodziłam z założenia, że to jego problem, a nie mój. Do głowy by mi nie przyszło rezygnować z wieczornego weekendowego piwa albo ze spotkania ze znajomymi na którym jest alkohol tylko dlatego, że facet nie może. Nie sprawdzam, nie kontroluję, nie biorę odpowiedzialności za drugiego dorosłego człowieka.
            • o co wy sie klocicie? Przeciez wlasnie o tym samym piszecie, tylko skwargosia o tym jak nie powinno byyc, a triss o tym, jak powinno.


              --
              Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
              Naomi Wolf

              Wiedzmowo
            • Doprawdy? To wspaniale. a moje obserwacje są całkiem odmienne od Twoich. Mnie by tez nie przyszło do głowy rezygnowanie z imprezy tylko dlatego , że jest tam alkohol. Chodzi o presję psychiczną wywieraną przez alkoholika . I jest to obojętne czy jest to alkoholik pijacy czy trzeźwy.
              Ja też nie sprawdzam i nie kontroluję. alkoholik nie nadaje się do życia rodzinnego i tyle.. z moich doświadczeń.
              • skwargosia napisała:

                > . alkoholik nie nadaje się do życia rodzin
                > nego i tyle.. z moich doświadczeń.

                Są alkoholicy i alkoholicy... Widocznie akurat Tobie trafił się egzemplarz niereformowalny, który nigdy nie osiągnął etapu "trzeźwy alkoholik".
                A są tacy, uwierz.
                • A w dodatku o wiele łatwiej się z nimi (mówię tu o tzw. "oświeconych" alkoholikach) dogadać niż z "normalnymi".
                  Zapadło mi kiedyś, jak Katarzyna Miller powiedziała na swoim wykładzie, że z facetami to w ogóle trudno się dogadać, no chyba że z niepijącymi alkoholikami :). I wcale nie żartowała.
                  • Przede wszystkim są bezwzględnie szczerzy, bo pierwszym etapem trzeźwienia jest zaprzestanie samookłamywania siebie i tkania iluzji.
                  • Mysle, ze malo kto lubi byc traktowany jak dziecko, w tym taki niepijacy alkoholik. Nie sadze, by bylo mile dla takiej osoby gdy ktos traktuje ja jak nianka. Jesli taki ktos przebywa w towarzystwie to optymalnie innych nie powinno obchodzic, co on ma w szklance, a jego co maja pozostali.
                    Takie chronienie na sile, pilnowanie aby nie wypil, aby nie mial pokusy, namawianie innych zeby przy nim nie pili bo sie jeszcze nawali to albo wspoluzaleznienie, albo jakies niespelnione ciagatki do grzebania w cudzym zyciu.
                    Trzezwiejacy alkoholik sam podejmuje decyzje gdzie idzie, z kim sie spotyka, co pije. Powinien sam o tym decydowac i sam ponosic konsekwencje, a takze wyciagac wnioski.
                    Taka jest moja opinia.
                    Natomiast otoczenie- moze byc plastyczne wtedy, kiedy mozna. Tak jak w codziennych sytuacjach zreszta. Jak mam kumpla, ktorego nie obchodzi sport, to nie bede go ciagnal na mecz lokalnej siatkowki, a spotkam sie z nim w barze. A z alkoholikiem moge isc na mecz siatkowki na przyklad zamiast do baru.
                    Mysle, ze osoby zyczliwe alkoholikowi tak postapia, a osoby obojetne lub niezyczliwe beda albo mialy to gdzies, albo robily tak, by alkoholika zezloscic. Mysle,z e tych ostatnich to juz chyba tylko garstka. takich powinien omijac szerokim lukiem.

                    ps. A tak swoja droga, ciekawe jakby zareagowala przecietna osoba, ktora pije przy alkoholiku piwo, bez zlych intencji, po prostu wychodzac z zalozenia, ze alkoholik musi radzic sobie radzic sam, a ten nagle idzie do baru, zamawia piwo i mowi 'wiesz co, nabralem ochote na piwko', czy tutaj tez pozostawiloby sie alkoholikowi odpowiedzialnosc za siebie? Czy proby zabrania piwa, wylania, czy tez yjwscie z lokalu. wieczor by sie na pewno jakos skwasil?
                • Nie no, sa w spoleczenstwie osoby, ktore nie znosza alkoholikow- czy pijacych, czy trzezwych, czy agresywnych, czy nie, czy takich co sa w porzadku czy takich co nie pija ale nadal sa chamami. Coz, akurat tacy ludzie powinni trzymac sie od alkoholikow z daleka a alkoholicy od nich, dla obopolnego dobra.
                  • Sorry, ale snujesz jakieś przedziwne wywody.
                    Jesteś alkoholikiem i cię wkurza że inni się na ciebie wkurzają za cos tam, co sobie pod hasło "alkoholizm" podciągasz? chamów, agresorów, melepetow, nudziarzy - można nie cierpieć bez nadbudowy że sa alkoholikami.
                    O co ci chodzi? czy sam wiesz o co?
                    • satoja napisała:

                      > Sorry, ale snujesz jakieś przedziwne wywody.
                      > Jesteś alkoholikiem i cię wkurza że inni się na ciebie wkurzają za cos tam, co
                      > sobie pod hasło "alkoholizm" podciągasz? chamów, agresorów, melepetow, nud
                      > ziarzy - można nie cierpieć bez nadbudowy że sa alkoholikami.
                      > O co ci chodzi? czy sam wiesz o co?


                      Nie bardzo rozumiem.
                      Nie chodzi o mnie, tylko o ogolne spoleczne zjawisko i stosunek ludzi.
                      Ale co ma mnie wkurzac nie rozumiem, czy ze ktos sie na mnie wkurza, nie wiem o co chodzi.
                      • bernardyniol napisał:

                        > satoja napisała:
                        >
                        > > Sorry, ale snujesz jakieś przedziwne wywody.
                        > > Jesteś alkoholikiem i cię wkurza że inni się na ciebie wkurzają za cos ta
                        > m, co
                        > > sobie pod hasło "alkoholizm" podciągasz? chamów, agresorów, melepeto
                        > w, nud
                        > > ziarzy - można nie cierpieć bez nadbudowy że sa alkoholikami.
                        > > O co ci chodzi? czy sam wiesz o co?
                        >
                        >
                        > Nie bardzo rozumiem.
                        > Nie chodzi o mnie, tylko o ogolne spoleczne zjawisko i stosunek ludzi.
                        > Ale co ma mnie wkurzac nie rozumiem, czy ze ktos sie na mnie wkurza, nie wiem
                        > o co chodzi.


                        Aha, juz rozumiem.
                        Ja sie odnioslem do wpisu porzedneij osoby, ktora wyrazila niechec wobec alkoholikow, wiec napisalem, ze po prosu ma uraz (moze calkiem usprawiedliwony) wiec nie ma nic na sile, lepiej aby taka osoba nie zmuszla sie do kontaktow z alkoholikami, a alkoholicy zeby taka osobe tez zrozumieli i nie narzucali sie ze swoja osoba.
                        • No fajnie, teoretyzujesz "lepiej żeby" i jakby każy cos tam to by było pięknie.
                          Wróćmy na ziemię.
                          Np osoba ta jedzie właśnie na święta do swojej rodziny, będzie tam też w odwiedzinach ten alkoholik bo tez ma prawo do tych rodziców przyjechac. może to być jej brat/siostra/kuzyn/szwagierka/bratanek...
                          I co? Osoba mająca awersję do alkoholika ma przestać w ogóle odwiedzac w święta swoich rodziców, spodziewając się, że wśród gości będzie tez jakiś alkoholik? Albo trzeźwy alkoholik ma nie odwiedzać nikogo bo ktoś pamięta że on kiedyś pił?
                          Bo to, że pijący alkoholik dopóki nie zostanie wyrzucony i nie zostanie mu zabronione tam picie to balował tam będzie, to jakby oczywistość jest.
                          • satoja napisała:

                            > No fajnie, teoretyzujesz "lepiej żeby" i jakby każy cos tam to by było pięknie
                            > .
                            > Wróćmy na ziemię.
                            > Np osoba ta jedzie właśnie na święta do swojej rodziny, będzie tam też w odwied
                            > zinach ten alkoholik bo tez ma prawo do tych rodziców przyjechac. może to by
                            > ć jej brat/siostra/kuzyn/szwagierka/bratanek...
                            > I co? Osoba mająca awersję do alkoholika ma przestać w ogóle odwiedzac w święta
                            > swoich rodziców, spodziewając się, że wśród gości będzie tez jakiś alkoholik?
                            > Albo trzeźwy alkoholik ma nie odwiedzać nikogo bo ktoś pamięta że on kiedyś pi
                            > ł?
                            > Bo to, że pijący alkoholik dopóki nie zostanie wyrzucony i nie zostanie mu zabr
                            > onione tam picie to balował tam będzie, to jakby oczywistość jest.


                            Nie wiem.
                            Odnosilem sie do wypowiedzi Pani, ktora napisala, ze alkoholik nie nadaje sie do wspolnego zycia, bo to przerabiala. Niektorzy ludzie maja uraz wobec alkoholikow, czy w skutek wlasnych zlych doswiadczen, czy np podejscia do zycia (np gardza alkoholikami jako slabeuszami albo jako degenaratami). Czy ich poglady sa sluszne czy nie to inna rzecz- sa tacy i juz. I co z tym zrobic? To sama taka osoba musi zdecydowac, czy jest w stanie wytrwac w obecnosci bylego alkoholika na swiatecznym spotkaniu czy nie. Moze jechac i najwyzej dogryzac i sie poklocic:)
                            Nie wiem. A jak ktos jest religijny a brat jest ateista a on nie znosi ateistow to co? Chyba ciezkie jest zycie, jak sie ma za wiele uprzedzen czy rygorow, i tyle.

                            Z kolei trzezwy alkoholik nie powinien absolutnie odwiedzac takich ludzi. Nie potepiac, po prostu unikac. Jest na swiecie wystarczajaca liczba osob, ktore nie skreslaja bylych alkoholikow, wiec nie potrzeba aby taki alkoholik akurat pchal sie tam, gdzie go nie chca czy nie szanuja. Nie lazic tam gdzie nie chca, po prostu.

                            • Wiesz, drążysz temat jak powinni się zachowywać inni zakładając, że całe otoczenie WIE o tym, że jest on niepijącym alkoholikiem.

                              Tymczasem realia są takie, że poza najbliższą rodziną/znajomymi mało kto wie o takich sprawach. To nie jest coś, czym ludzie się chwalą na przyjęciach.

                              • Nie no, zaznaczylem od poczatku, ze sprawa dotyczy rodziny i blizszych przyjaciol. Zakladam, ze oni wiedza o problemie (zreszta jaki znajomy alkoholika nie wie, ze on 'lubil wypic'?). Obcy to inna sprawa. Nie sadze, aby ktos mial prawo wtajemniczac obce osoby w prywatne sprawy i rozglaszac, ze np nie pijemy bo pan X ktory tu siedzi jest alkoholikienm, co o tym sadzisz?

                                Powodem mojego roztrzasania jest rozrzut miedzy opiniami terapeutow, z jakimi sie zetknalem i niektorymi alkoholkiami, a opiniami osob ze skrajnie odmiennej pozycji.
                                Ci pierwsi sadza, ze alkoholik powinien zyc pod kloszem a cala rodzina i znajomi powinni uznac sie za wspoluzaleznionych i tez sie leczyc z alkoholikiem, a ci drudzy uwazaja, ze nie ma zadnego problemu jak alkoholik siedzi z nawalonym towarzystwem.

                                Moja opinia jest akurat po srodku, ani tu ani tam.

                                • A kto Ci powiedział, że terapeuci zalecają życie pod kloszem? Żona alkoholika słusznie jest wysyłana do AA, bo zwykle ma nawyki utrudniające facetowi trzeźwienie np. inwazyjną chęć nieustannego pomagania i wspierania.
                                  Czy to roztrząsanie ma służyć czemuś konkretnemu czy tak sobie a Muzom pitolisz teoretycznie?
              • Jest kwestia presji psychicznej, ale tez odpornosci na nia. Tris w tym celuje.

                sadze tez, ze partner triss ma swiadomosc, ze jedna obsuwa i zbbiera rzeczy z wycieraczki - nic tak wspaniale nie motywuje faceta, jak kobieta, ktora z nim jest, bo chce, a nie daltego, ze musi.
                --
                W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
                Wiedzmowo
    • Mam szwagra niepijącego alkoholika. Nie wiem jak było w okrsie trzeźwienia, ale obcnie (od wielu lat niepijący( bywa na imprezach typu wesele, gdzie inni piją i spokojnie. Nikt go nie częstuje, ale jego żona pije. Czy nawet jak wpadniemy do nich w odwedeziny, to też jak chcemy możemy zostać poczęstowani przez szwagierkę jakąś nalewką iitp. Jego to nie rusza.
      --
      My oraz Starsza i
      Młody
      • fiamma75 napisała:

        > Mam szwagra niepijącego alkoholika. Nie wiem jak było w okrsie trzeźwienia, ale
        > obcnie (od wielu lat niepijący( bywa na imprezach typu wesele, gdzie inni piją
        > i spokojnie. Nikt go nie częstuje, ale jego żona pije. Czy nawet jak wpadniemy
        > do nich w odwedeziny, to też jak chcemy możemy zostać poczęstowani przez szwag
        > ierkę jakąś nalewką iitp. Jego to nie rusza.


        Wielu to nie rusza. Sa jednak terapeuci, ktorzy za takie zachowanie by zrugali. sam czytalem wypowiedz terapeutki uzaleznien z instytutu psychiatrii w warszawie, w ktorym powiedziala, ze alkoholik dozywotnio powinien unikac miejsc z alkoholem a jesli tego nie robi to rodzina powinna zainterweniowac, jako ze alkoholik ktory bez oporow chodzi po pubach jest w nawrocie i wkrotce zacznie pic.

        I to jest wlasnie dziwne. Jak ma zachowac sie wtedy rodzina? terapeuta mowi, ze alkoholikowi nie wolno przebywac wokol alkoholu, a jak alkoholik mowi, ze mu nie przeszkadza alkohol, to powinien to byc 'znak ostrzegawczy', ze alkoholik mysli o piciu, szykuje sobie grunt itp- poczytajcie fora o uzaleznieniach albo wypowiedzi terapeutow.

        tak wiec w mysl slow terapeuty rodzina ktora pije w obecnosci alkoholika wspoluczestniczy w jego nawrocie i pomaga mu wocic dl chlania. tak, kuriozalnie brzmi, ale ja tego nie wymyslilem.
        • Terapeuta nie jest Bogiem na szczęście, kompetencje i wiarygodność niektórych przedstawicieli tej grupy zawodowej są różne, delikatnie mówiąc.
          • terapeuta również nie odpowiada za interpretacje i nadinterpretacje swoich wypowiedzi przez osoby poboczne które coś dosłyszały ale nie do końca
            • satoja napisała:

              > terapeuta również nie odpowiada za interpretacje i nadinterpretacje swoich wypo
              > wiedzi przez osoby poboczne które coś dosłyszały ale nie do końca

              Tu nie ma pola do nadinterpretacji. Jak mowi 'nie chodzic gdzie sie pije' to nie znaczy, ze chodzic rzadko albo chodzic i uwazac, tylko znaczy nie chodzic. A alkoholik ktory kombinuje jak tu wrocic do picia raczej predzej bedzie ochoczo latal na wodczane przyjecia niz obsesyjnie ich unikal, to drugie to raczej ktos, kto boi sie napic.
              Ale tez nie kazdy kto chce isc do pubu od razu musi kombinowac jak sie napic, moze faktycznie mu to nie przeszkadza i chce spotkac znajomych.
            • Masz na przyklad, fragment ze strony pierwszej z brzegu, wpisalem w wyszukiwarke i oto:

              Do głównych zmian w obszarze myślenia i zachowania zaliczyć można:

              1. Zaprzeczanie własnej chorobie, podważanie jej istoty („a może nie jestem alkoholikiem?”, „czuję, że mogę spróbować kontrolować swoje picie”, „ alkohol już nie stanowi dla mnie problemu”, itp.).
              2. Opór przed kontynuowaniem leczenia odwykowego i pogłębioną pracą nad własną trzeźwością.
              3. Nieregularne uczęszczanie na spotkania grup wsparcia, grup terapeutycznych, mitingów AA i innych.
              4. Rozmyślanie o piciu towarzyskim i kontrolowanym, wspominanie „dawnych, dobrych czasów”, tęsknota za piciem kontrolowanym.
              5. Odwiedzanie miejsc, w których piło się alkohol.
              6. Szukanie namacalnego, fizycznego kontaktu z alkoholem ( widok, zapach). Uczęszczanie na imprezy alkoholowe, kupowanie alkoholu w prezencie, rozlewanie alkoholu komuś innemu.

              7. Przechwalanie się, jak to kiedyś „piło się”, i jak to wtedy było wspaniale.
              8. Stopniowe rozluźnianie kontaktów z trzeźwymi alkoholikami i powrót do osób, z którymi kontakt został zerwany z powodu podjętego leczenia.
              9. Przeżywanie skrępowania, wstydu dlatego, że nie mogę pić alkoholu („co ze mnie za mężczyzna”, „ jestem jak kaleka, baba”).

              10. Szukanie przykładów potwierdzających przekonanie, że leczenie jest nieskuteczne.
              11. Odrzucanie odpowiedzialności za własną trzeźwość, tendencja do obwiniania innych za osobiste niepowodzenia.
              12. Przerwanie leczenia.
przejdź do: 1-100 101-127
(101-127)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.