Dodaj do ulubionych

umierajaca matka i dzieci - jak pomoc?

18.04.13, 22:21
Sytuacja w domu znajomych. Samotna matka chora na raka, bez szansy na wyzdrowienie (nie wiem, ale to juz chyba kwestia miesiecy). dwoje dzieci: chlopiec 10 lat i dziewczynka 12. Ojciec (dzieci) przemocowiec, dzieci widzialy og 3 razy w zyciu, nie utrzymywal kontaktu z dziecmi. Ojciec matki sporo jej pomaga, matka matki zalamuje rece i niewiele robi ponad to. Odwiedzam ich od czasu do czasu, widze, jak matka gasnie w oczach. Ale widze tez:

Dzieci odnoszace sie do niej bez cienia szacunku, nie sluchajace sie, nie pomagajace w niczym. Matka ledwo chodzi, prosi swojego ojca, zeby przyszedl i zaladowal pralke, albo wyjal naczynia ze zmywarki (co ojciec robi nie kryjac swego zniecierpliwienia i niecheci). U dzieci w pokoju balagan nie z tej ziemi, te odstawiaja fochy, wrzeszcza na matke, mlodszy chlopiec powiedzial ostatnio: chcialbym, zebys umarla. Dziewczynka jako argument w wymianie zdan: glupia jestes!

Po ostatniej wizycie nie moge przestac o nich myslec. Obiecalam, ze raz w tygodniu ugotuje im obiad i poszukam pomocy dochodzacej, ktora odciazylaby matke w obowiazkach domowych... Zastanawiam sie, czy i w jaki sposob moznaby wplynac na dzieci... Przeciez ten ich ostani czas razem moglby wygladac calkiem inaczej, bez ciaglych krzykow i awantur. Rodzine znam jakies 5 lat, matka nie stawiala granic odkad pamietam (sama wychowana przez matke-terrorystke domowa, przegiela w druga strone...), teraz to widac jak na dloni.

Strasznie mi ich zal i strasznie chcialabym w jakis sposob pomoc. Dzieci sa ogolnie fajne i inteligentne, na pewno przezywaja najtrudniejszy okres swojego zycia i jest im bardzo ciezko, ale czy to musi tak wygladac? Boje sie, ze za kilka lat beda mialy potworne wyrzuty sumienia, jak dorosna i beda zdolne do refleksji.

Czy rozmowa z dziecmi cos by dala? Czy moze lepiej sie nie wtracac, to nie jest moja rodzina, ani najlepsza przyjaciolka. Z drugiej strony znam rodzine na tyle dlugo, ze bardzo duzo o nich mysle i bardzo chcialabym pomoc... Chetnie wyslucham zdania innych, moze bardziej doswiadczonych w tych trudnych tematach
--
Elunia 01.07.2009
Martin 04.01.2011
Edytor zaawansowany
  • verdana 18.04.13, 22:31
    Obawiam się, że musi, jeśli dzieci nie wiedza, co będzie z nimi dalej. Nie z dziećmi trzeba by tu rozmawiać, ale z przyjaciółką - czy dzieci wiedza dokładnie, co będzie dalej, kto się nimi zajmie, gdzie będą mieszkały itd. Jesli nie wiedzą, to ich sytuacja jest tak dramatyczna, ze trudno się dziwić - że winią matkę. W tym wieku tak juz jest.
    Prawdopobnie dzieci naprawdę chciałyby, aby juz było po wszystkim. Tak naprawdę, nie powinny mieszkać tylko z umierającą matką, są na to za małe. Bałagan, odstawianie fochów - to raczej normalne w tym wieku, być moze matka chciałaby, aby dzieci były jeszcze trochę dziećmi, a nie dorosłymi, zajmującymi się umierającą matką. Podejrzewam, ze jeśli matka nie bedzie im wypominać zachowania, to wyrzuty sumienia będą mniejsze, niz stres związany z tym, że mają byc dojrzałe, posłuszne i odpowiedzialne przez miesiące czy znacznie dłużej, cały czas majac świadomość, że matka umiera.
    Matka i dziadkowie powinni jakoś uregulowac życie tych dzieci, a nie oczekiwac o nich dojrzałości.
    --
    zpopk.blox.pl
  • kj-78 18.04.13, 23:34
    Dziekuje, Verdano, za madry post. Matka udaje przed dziecmi, ze nie jest tak zle, jak jest. Tzn, jak dzieci sa w szkole to lezy non stop, przed ich przyjsciem ogarnia sie, wstaje, i probuje zachowac resztki normalnosci, pyta co w szkole i sie usmiecha, choc np dojscie do lazienki zajmuje jej kilka minut (5 metrow). Byly maz wytoczyl jej pol roku temu sprawe sadowa, domaga sie wylacznej opieki nad dziecmi (nie wiedzac, ze ona jest chora) - tego dzieci nie wiedza. Nie ma niebieskiej karty z tego co wiem. Tak, sytuacja dzieci jest dramatyczna. Nie wiem, czy rozmawiala z nimi o tym, gdzie beda mieszkac, przez ta sprawe sadowa nikt tego tak naprawde nie wie. Ojciec dzieci mieszka w innym miescie...

    Mi nie chodzi o jakas dojrzalosc i zmuszanie dzieci do nienaturalnych zachowan z powodu choroby matki, ale o taka normalna domowa wspolprace i troche wzajemnego szacunku. Moze to jednak za pozno na wdrazanie tego typu rzeczy, zdaje sobie z tego sprawe. Co do wypominania dzieciom ich zachowania, to oni sie strasznie kloca, wrecz wrzeszcza na siebie (z powodow typu: odrob lekcje zamiast grac na playstation, wloz talerzyk do zmywarki, jak zjadles - matka grzecznie prosi, a konczy sie potworna awantura), syn ja popycha...
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • zazou123 19.04.13, 09:04
    Czego wymagac od dzieci?
    Matka chce zachować pozory normalności - więc zycie toczy się jak dotychczas.

    Skąd dzieci maja wiedzieć że sprawa jest poważna? ktoś z nimi rozmawiał?
    Nawet jak coś przeczuwają to nie mieści im się to w głowie.
    Ja w wieku 25 lat nie byłam przygotowana emocjonalnie na rzeczy ostateczne- pierwsza smierc w rodzinie- mojej mamy. kurczowo trzymałam sie utartych zachowań , unikałam konfrontacji. cała rodzina tak postępowała.
    Nie rozmawiliśmy o śmierci, Do tej pory, 15 lat później mam żal o słowa wypowiedziane i nie wypowiedziane. Do tej pory boli głupota moich zachowań.
    Czy ktoś myśli o tych dzieciakach ?
  • amb25 19.04.13, 09:59
    Ja bylam wp podobnej sytuacji. Nawet w podobnym wieku.
    Ale mysle, ze to dobrze, ze nikt ze mna o tym nie rozmawial, ze moja mam wkrotce umrze, bo moglam miec w miare normalne i szczesliwe dziecinstwo (no przynajmniej do czasu).
    Ja sobie nie zdawalam sprawy z tego co to znaczy i mylse, ze one tez nie. A ich matka jest chora i a pewno nie ma sily wyamagac od dzieci posluszenstwa, na pewno tez brakuje jej konsekwencji w dzilacniu, czmeu trudno sie dziwic. A dzieci to wykorzystuja, takie sa wszystkie dzieci.
    Pomimo wszystkiego jesli mozesz jej pomoc to jej pomoz. Chocby ugotowac obiad, jak piszesz.
    Jesli ojciec dzieci chce opieki nad dziecmi to niech ja dostanie po smierci matki. I nalezy poinformowac go o sytuacji. Bo dzieci zdadza sobie sprawe z tego co to znaczy smierc matki dopiero po jej smierci i wtedy beda otrzebowaly wsparia.
  • aqua48 19.04.13, 12:26
    Ja uważam, ze matka postępuje bardzo nierozsądnie nie rozmawiając z dziećmi o sytuacji i nie dbając o ich przyszłość. Dzieci absolutnie powinny wiedzieć czego się spodziewać, i mieć szansę na uczciwe pożegnanie z mamą, zamiast awantur ale od rozmów z nimi na ten temat są rodzice i ewentualnie dziadkowie.
    Porozmawiaj z matką na ten temat, uświadom ją, że bez takich rozmów dzieci przeżyją podwójną katastrofę - śmierć matki i niepewna przyszłość. Uważam, ze z ojcem dzieci też powinna na ten temat porozmawiać on zapewne nastawiony jest na walkę przed sądem, a nie na to, ze rzeczywiście w niedługim czasie będzie musiał zaopiekować się dziećmi. Powinien sie do tego również przygotować tak, żeby to było z jak najmniejszą traumą dla dzieci.
  • tmk123 19.04.13, 22:05
    Dzieci się tak zachowują, bo tak je wychowała (a raczej niewychowała)
    i nie można wymagać by dzieci zachowwały się z szcunkiem i poważnie w obliczu śmierci -bo tej pewnie nie znają, Matka chyba też nie dopuszcza do siebie myśli o śmierci. Nie oceniam, nie wiem jak ja bym się zachowała. Ale skoro nie robi żadnych ustaleń kto ma się opiekować dziećmi po,co z mieszkaniem? Kto dziedziczy? czy dzieci wiedzą że matka jest chora?
    Może pomógł by MOPS, albo w szkole jakiś psycholog? Nie sądzę,żeby dzieci miały w przyszłości wyrzuty sumienia, ale może żal,że nikt im jasno i dokładnie nie powiedział?
    12 latek niepomagająca umierającej matce? Szklanki wody nie poda?
    A może matka nie jest umierająca?
    Sytuacja jest wyjatkowo niejasna. Jak dla mnie to dzieci mogłyby nie dostać obiadu jeśli nie powkładają /powyjmują naczyć ze zmywarki.itp Nie jako kara,ale jako pokazanie problemu...
  • quba 20.04.13, 01:50
    Dzieci to nie święte krowy.
    Powinny uczestniczyć w życiu rodziny, a nie tylko - być w rodzinie.
    Jestem pewna, że nie zdają sobie sprawy z tego co dzieje się z matką, a kiedy ona umrze, będą miały żal, że nikt ich nie uprzedził i do końca życia traumę, że były dla umierającej mamy, niedobre. Oczywiście, nie mówię, że należy je straszyć, ale uczciwie powiedzieć co się dzieje, jak najbardziej trzeba, i to w taki sposób, by chciały stać się dla mamy lepsze, i nie wygrażały jej.
    Na pewno mamę kochają i na pewno to wszystko jest bardzo trudne, ale co zrobić, to nie jest żadna książkowa historia, tylko ich życie. Fakty, którym nie ujdą w żaden sposób.
    Trzeba dzieciom powiedzieć, trzeba sprawić, aby dzieci chciały mamie pomagać, aby chciały, a nie uważały tej pomocy, za karę jakąś.
    Nic się nie da zrobić, to jest ich życie, tak się złożyło, że to ich mama umiera.
    One muszą to wiedzieć przecież, inaczej w późniejszym życiu, w dorosłym życiu będzie im bardzo trudno znosić poczucie winy. A to nie jest ich wina, że mama umiera. Ale one będą uważały, że zrobiono im krzywdę, bo nikt im nie powiedział prawdy, więc nie pożegnały się z nią należycie.
    Teraz, może są niedobre, ale to być może jest bunt przeciw całej tej sytuacji, tej chorobie, przeciw temu nieszczęściu, na które nie mogą nic poradzić, a boją się, bo czują się samotne, ponieważ nikt z nimi nie rozmawia poważnie o tym, co się dzieje.
    Czy nie mają nikogo bliskiego, kto stałby się ich przyjacielem, doradcą, kto pomógłby zarówno im, jak i mamie, przejść przez to? Wiem, że mają ojca (niedobrego) dziadka i babcię, ale chodzi mi o to, by ktoś z nimi był - współodczuwał i, w jakiś sposób im towarzyszył w tym wszystkim.
    Dzieci na pewno, przez chorobę mamy, utraciły poczucie bezpieczeństwa i bardzo się boja, być może instynktownie czują, co się dzieje, ale odrzucają od siebie te myśli, i pewnie, nawet między sobą, o tym nie rozmawiają.
    Trzeba im koniecznie pomóc, przecież to są małe dzieci. A już taki trudny los je spotyka...
    Czy wiadomo, kto tymi dziećmi się zajmie, po śmierci mamy?
    Strasznie mi żal całej tej rodziny.
    Koniecznie trzeba im pomóc, porozmawiać, serdecznie, ale otwarcie, być z nimi jak najczęściej, to sprawi, że nie będą się tak bardzo bały i być może, w jakiś sposób, odzyskają spokój, jeśli zrozumieją, że TY ( czy ktoś inny) - jesteś z nimi i, nie są samotne w tym wszystkim.
    Pozdrawiam.
    Życzę Wam wszystkim dużo siły i wytrwania.
    A może ... może nie wszystko jest do końca tak? Może jakiś cud sprawi, że mama wyzdrowieje? Albo dobry lekarz?
    W każdym razie - trzymajcie się!



    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 20.04.13, 20:34
    Nie wiadomo czy dzieci wiedzą, że matka jest umierająca. Ale na pewno widzą, że ich rodzina, ich dom i oni w nim, są inni. Brak odpowiedniej rozmowy o tym, co się wokół nich dzieje, zwiększa niepokój. Rozumiem, że inni dorośli są skupieni na pomocy ich mamie i logistyce. Ale jakiś zaufany dorosły powinien zaopiekować się ich emocjonalnością. To małe dzieci, więc na niezrozumiałe dla nich przeżycia reagują agresją. Ona nie musi wynikać z ich złego wychowania, zaniedbań matki czy ich złego charakteru. Wyniaka, jak sądzę, z bezradności, lęku, niezaspokojonych potrzeb
    Matka, jesli cierpi, jest skupiona na sobie i nie ma się co dziwić.
    Dzieciom potrzebna jest i poważna rozmowa i zapewnienie im też wytchnienia i normalności.
    Dlatego jeśli ma Pani siłę i mozliwości niech Pani wejdzie w tę rodzinę ze swoją pomocą. Może Pani atutem będzie właśnie fakt, że nie jest Pani emocjonalnie związana z matką dzieci.
    Nie trzeba w tak trudnej sytuacji szukać winnych ani osądzać dzieci. Tu potrzebna jest empatia i zrozumienie emocji. Ważne też jest aby wesprzeć chorą kobietę, która musi też przeżywać, to że osieroci swoje dzieci. Ale też uwaga dla Pani: ta sytuacja jest bardzo skomplikowana emocjonalnie. Musi Pani wziąć pod rozwage i swoje możliwości i swoją wrażliwość. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • kj-78 20.04.13, 21:34
    Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Sprobuje porozmawiac z matka o tym, czy i w jaki sposob rozmawia z dziecmi o calej sytuacji. Jesienia mowila, ze nie chce, zeby wiedzialy, ze chce jak najdluzej utrzymac "normalnosc". Ostanio powiedziala, ze wiedza, ale nic ponad to...

    Nie jestem bliska znajoma rodziny, wiec boje sie troche wlazic z buciorami w ich tragedie. Jednoczesnie tak wyszlo, ze kontakt ostatnio sie zaciesnil i ze wyglada na to, ze matka nie ma zbyt wielu bliskich znajomych ani przyjaciol. Widze tez, ze z wlasnymi rodzicami trudno jej rozmawiac...

    W stosunku do dzieci odczucia mam podobne, jak opisala Quba. Ze beda mialy zal, ze nie wiedzialy, ze moze wtedy te ostatnie miesiace wygladalyby inaczej. Najgorsze jest to, ze nikt nie wie, gdzie dzieci beda mieszkac po smierci matki, ojciec (dzieciom prawie nieznany, mieszkajacy kilkaset km od ich miejsca zamieszkania) nagle zazyczyl sobie wylacznej opieki, sprawa sadowa w toku (dzieci o sprawie ani zadaniach ojca nie wiedza). Wiec trudno z nimi o tym rozmawiac, dla wszystkich jest to niewiadoma. Nie wiem, czy dziadkowie chca sie starac o opieke, zapytam.

    Wczoraj znajoma wyladowala w szpitalu i martwi sie caly czas, ze dzieci zostana umieszczone u rodziny zastepczej. Na razie mieszkaja u dziadkow, znajoma ma nadzieje, ze wroci do domu za kilka dni.

    Trudne to strasznie i smutne, taka ogromna tragedia
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • 71tosia 20.04.13, 22:28
    Wydaje mi sie ze dzieci sa na tyle duze ze sad rodziny, ustanawiajac opieke nad dziecmi, pewnie bedzie pytal je o zdanie? Moze dzieci w tej sytuacji powinny sie spotkac z ojcem? To strasznie trudne, ale ktos powienien doradzic mamie dzieci by spotkala sie z prawnikiem i dla dobra dzieci uregulowala sprawy opieki i spadkowe, by jakos zabezpieczyc dzieci (np zapis mieszkania etc).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.