• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Moja matka a maz Dodaj do ulubionych

  • 25.04.13, 21:50
    Dobry wieczor. Na poczatek przepraszam za brak polskich znakow. Moj problem jest niestandardowy ale niszczy mi skutecznie zycie rodzinne. Moj maz jest lekarzem. Bardzo dobrym specjalista o uznanym nazwisku i autorytecie w swojej dziedzinie. Dostac sie do niego w ramach funduszu jest bardzo trudno, prywatnie tez czeka sie kilka tygodni. Mimo, ze pracuje bardzo duzo i dlugo - m. in.kosztem rodziny. Ustalilismy, ze gdy konczy prace, to sie juz nia nie zajmuje (oczywiscie jest pod telefonem w naglych wypadkach ale ten telefon znaja nieliczni wspolpracownicy i asystentka). Czas wolny od pracy jest czasem rodziny, wypoczynku, hobby. No i mamy klopot z moja matka. Bardzo jej imponuje taki znany i uznany ziec, mam wrazenie, ze swoja pozycje towarzyska buduje po czesci na jrgo nazwisku. Zawsze, naprawde zawsze, gdy przyjezdzamy z zapowiedziana wizyta, u rodzicow jest akurat "przypadkiem" jakas znajoma albo znajomy, ktory "przy okazji" zasiegnie porady Pana Doktora. Maz czesto ulega ale jest naprawde zly, ja zreszta tez. Rozmowy nie daja nic procz obrazy, ze "w glowie sie nam poprzewracalo" i "ludziom trzeba pomagac". Skonczylo sie na tym, ze odwiedzam rodzicow coraz rzdziej i najczesciej sama z dziecmi. Jesli wpadamy niezapowiedziani- matka znika na chwile w innym pokoju i za kilkanascie minut mamy sasiadke, znajomego albo syna kolezanki po porade. Prosilam, zeby dala spokoj przynajmniej w Swieta - i co - to samo. Po sniadaniu wielkanocnym wizyta sasiadki z problemem... Miarka sie przebrala. Od Swiat nie odwiedzamy rodzicow. Mama placze w telefon, ze jestesmy wyrodni i zadzieramy nosa, dzieci chca pojechac, maz sie zarzeka, ze nie pojedzie, a ja- mam dosyc. Co radzi Pani ekspert?
    Edytor zaawansowany
    • 25.04.13, 21:59
      Nie jestem ekspertem- ale moja rada: wiecej asertywnosci.
      "Przypadkowych" pacjentow odsylac do poradni. Albo do lekarza prowadzacego/POZ. Metoda zdartej plyty.
      Buzia na klodke i nie dawac sie wciagac w dyskusje na tematy medyczne czy porady przy stole. Na kazda probe wyciagniecia porady, do znudzenia i konsekwentnie powtarzac: prosze o tym porozmawiac ze swoim lekarzem.
      Da sie ludzi wychowac.
      A matce powiedz wprost, dlaczego jej unikacie i bedziecie unikac. Albo przestanie organizowac porady medyczne, albo nie bedziecie jej odwiedzac.
      Konsekwentnie i asertywnie.
      • 25.04.13, 22:08
        Matce powiedzieć, ze więcej porad nie będzie. Musi wybierać co woli - albo mąż przestanie w ogóle przyjezdżać, co oznacza oczywiście także, ze Ty będziesz przyjeżdżać żadziej, albo będzie przyjeżdząć, ale z góry uprzedza, ze nie bedzie w tym czasie pracował - czyli zadnych porad. I ze jesli mama sprowadzi kolejnego potrzebującego, to mąż po prostu powie, jak wygląda sytuacja - ze to jego czas wolny i w tym czasie nie przyjmuje pacjentów.
        Mama prawdopodobnie sprowadzi jednak kogoś - i wtedy mąż powinien odmówić. Czyli powiedzieć "Przeopraszam bardzo, ale wielokrotnie prosiłem teścową, aby pozwoliła mi cieszyć się rodziną, w czasie wolnym nie przyjmuję. Bardzo mi przykro, ze pani się fatygowała, ale tesciowa była o tym poinformowana, niepotrzebnie robiła pani nadzieję - doskonale wiedziała, ze nic z tego."
        Myślę, ze to bedzie ostatni raz, kiedy mama kogoś sprowadzi.
        --
        zpopk.blox.pl
    • 25.04.13, 22:34
      ja bym jezdzila bez meza albo zapraszala rodzicow do siebie- problem rozwiaze sie sam; mysle, ze mama nie zdaje sobie sprawy, ze jak ktos spedza w pracy np 10 h dziennie to ten czas wolny jest na tyle cenny, ze chce sie wykorzystac kazda chwile przyjemnie, odpoczac i nabrac sil
      z drugiej strony lekarz to cos wiecej niz zawod i jesli sprawy, z ktorymi zwracaja sie znajomi mamy nie sa blache to jakos mozna to zrozumiec, ze chca wykorzystac taka okazje
      jesli jednak to mama nagania mezowi "pacjentow" bo chce sie w ten sposob dowartosciowac i urosnac w oczach znajomych no to trzeba ja postawic w niezrecznej sytuacji i jak znajomy sie zjawi grzecznie przeprosic ale odmowic porady
      • 25.04.13, 22:37
        no to trzeba ja postawić w niezręcznej sytuacji i jak znajomy się zjawi grzecznie przeprosić ale odmówić porady

        no nie bardzo...to nie ją się stawia w niezręcznej sytuacji, tylko ona stawia innych w niezręcznej sytuacji i ew. poniesie tego niemiłe pewnie dla siebie konsekwencje.
        • 25.04.13, 22:47
          owszem tesciowa stawia tego meza w niezrecznej sytuacja ale sama tez znajdzie sie w niezrecznej sytuacji gdy znajomi mimo jej "protekcji" porady nie otrzymaja
          • 25.04.13, 22:58
            znajdzie się w niezręcznej sytuacji, ale nie przez męża autorki wątku tylko przez siebie...
    • 26.04.13, 00:18
      Porozmawiałabym z mamą i postawiłabym sprawę jasno: czas odwiedzin jest czasem dla rodziny. Żadnych wizyt znajomych w celu darmowej porady, gdy u nich jesteście. Niestety, pewnie i tak trzeba będzie komuś raz czy dwa odmówić, więc tu przyda się samodyscyplina i asertywność. Po prostu z uśmiechem na ustach oznajmiacie, że rad medycznych udzielasz w szpitalu czy przychodni, a tu jesteś, by wypocząć. Osobie wyżej, która uważa, że można zrozumieć, że ktoś z niebłachym problemem zdrowotnym chce się poradzić "po znajomości", chcę przypomnieć, że lekarza życie prywatne i rodzinne to też nie jest kwestia błacha i ma on prawo nie wdawać się w medyczne pogaduszki w czasie przeznaczonym na rodzinę. Matki komentarz, że im się w głowach poprzewracało, bo zięć nie ma ochoty pracować 24 godziny na dobę, jest niewiarygodnie wręcz chamski. Poważnie rozważyłabym ograniczenie kontaktów z matką, która nie daje zięciowi prawa do wypoczynku i jeszcze ma czelność to komentować. Może to da matce do myślenia.
      • 26.04.13, 08:09
        niech mąż wystawia rachunki za poradę 300-500 pln
        za prywatne wizyt w weekendy lub święto
        to odstraszy pacjentów
        możne teściowa zrozumie jeśli nie "pacjenci" sami przestana przychodzić
        --
        "Kobieta to jest człowiek miły w dotyku. A człowiek miły w dotyku to więcej niż człowiek". Jerzy Pilch
      • 26.04.13, 08:25
        > Osobie wyżej, która uważa, że można zrozumieć, że ktoś z niebłachym probl
        > emem zdrowotnym chce się poradzić "po znajomości", chcę przypomnieć, że lekarza
        > życie prywatne i rodzinne to też nie jest kwestia błacha i ma on prawo nie wda
        > wać się w medyczne pogaduszki w czasie przeznaczonym na rodzinę

        no tak ale np. przypadek gdy lekarz jest na spacerze z rodzina w niedzielne popoludnie w parku i nagle widzi, ze ktos np. starcil przytomnosc to jednak raczej jego obowiazkiem jest udzielic pomocy- w tym sensie nie jest to taki zwykly zawod
        oczywiscie, ze nie ma obowiazku wdawac sie w medyczne pogaduszki ale gdyby np byl dobrym onkologiem a Ci znajomi pacjentami onko i od tej porady zalezalby przebieg ich leczenia no to juz jednak pojawia sie watpliwosc- czy wazniejsze jest to 10 minut, ktore przeznaczy na porade czy jego komfort w czasie wolnym- nie wiem; jesli bylby np laryngologiem albo okulista to wtedy juz bez watpliwosci powinien odsylac do przychodni i nie wdawac sie w zadne rozmowy
        • 26.04.13, 08:34
          W jaki inny sposób niż przeprowadzając wywiad, który jednak trwa, zweryfikujesz, czy prośba/pytanie danego człowieka jest zasadne i ma poważne przełożenie medyczne czy też jest zwykłą próbą wykorzystania obecności lekarza, prawnika czy innej osoby parającej się wąską dziedziną wiedzy? I tak - lekarz ma obowiązek zatrzymać się przy wypadku, pomóc osobie poszkodowanej jeśli to widzi. Ale nie ma obowiązku być traktowanym jak darmowa poradnia działająca 24h/dobę.
          Tak to już dziwnie jest, że wielu ludzi uznaje, iż inni mogą dzielić się z nimi swoją wiedzą, umiejętnościami itp. nie dość, że za darmo, to jeszcze w czasie wolnym. Zapytaj pierwszego z brzegu przedstawiciela wolnego zawodu, choćby grafika, ile razy słyszał: zrób mi to, przecież to dla ciebie minutka, postawię ci za to piwo. Nie, to nie jest minutka. Poza tym to jest wiedza/umiejętność zdobyta m.in. w celach zarobkowych. I tak należy to traktować.
          • 05.05.13, 23:56
            Oj, prawda, moj M jest grafikiem i ciągle ma takie prośby od znajomych. A to wizytowka, a to ulotka, a to ogłoszenie, obróbka zdjęcia w photoshopie...
            --
            [url=http://abotak.com][img]http://www.abotak.com/images/banner.gif[/img][/url]
    • 26.04.13, 08:54
      ocena moralna tej sytuacji zalezy tak naprawde od tego, kogo mama przyrowadza jako pacjentow Czy sa to osoby np ubogie, ktorych nie stac na zaplacenie za prywatnego specjaliste, albo osoby w rzeczywiscie ciezkim stanie, ktore wyczerpaly juz tradycyjna sciezke NFZtowa i dotarly do sciany.
      Wtedy oczywiscie pomoc bylaby moralnym obowiazkiem, zarowno ze strony mamy jak i twojego meza.

      Natomiast jesli chodzi o zalapanie sie na krzywy ryj na usluge, za ktora spokojnie mozna zaplacic, w przypadku blahych dolegliwosci, ktore nie wymagaja wysokiej klasy specjalisty, to sprawa jednak wyglada zupelnie inaczej.

      Ty wiesz, jak jest.
      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
      • 26.04.13, 11:24
        Ale chyba są jakieś granice pomagania. Nawet biednym, bez kasy i czekającym w kolejkach przez miesiące. Bo przecież nie mówimy o jednym pacjencie na kilka miesięcy, tylko każda wizyta = jakiś pacjent. Każdy zakłóca spokój, zabiera czas, obciąża psychikę i generuje jakieś zależności. Ileż można?
        --
        Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
      • 02.05.13, 04:44
        osobie ubogiej czy innej znajomej porady mozna udzielic ze znizka - w gabinecie, w godzinach pracy, w ostatecznosci nawet na NFZ, przekraczajac kontrakt

        czas wolny jest swiety - wtedy tylko pomoc w naglych wypadkach, czym wyzej wspomniane sytuacje na pewno nie sa

        --
        młodość się ostatnio przesuwa w inne centyle by M
    • 26.04.13, 08:56
      Po lekturze tego, co robi mama, uważam, że nie ma szans, że zrozumie cokolwiek - mama jest manipulantką, ma tupet, a do tego - sorry - nie robi wrażenia osoby zbyt mądrej. Nie sądzę zatem, że cokolwiek zrozumie, jeśli zięć zachowa się asertywnie (bo mama wygląda na typ człowieka, dla którego to, co mówią / myślą sąsiedzi, jest najważniejsze).
      Tak więc gdy autorka wątku czy mąż wykażą asertywność, mama na pewno się obrazi (tak, jak za nieprzyjeżdżanie) - więc sytuacja jest patowa.
      Moim zdaniem lepiej ograniczyć kontakty, nie narażając się na stres i dodatkowe kłótnie. Jednym słowem - mniejsze zło :)
      • 26.04.13, 10:16
        Dziekuje za odpowiedzi. Odpowiadam. Meza specjalizacja jest powazna tzn. rozpoznanie moze byc banalne, powazne albo niestety terminale. Jego pacjenci to z reguly powaznie chorzy ludzie, czesto walczacy o zycie. Maz rozpoznaje, kieruje leczeniem, czesto tez operuje. Zdaje sobie sprawe z sytuacji tych ludzi - dlatego rzadko mamie odmawial. Ale na Boga on, a i my, potrzebuje normalnego zycia! Jego praca jest strasznie obciazajaca fizycznie i psychicznie, mamy male dzieci, potrzebujemy czasu bez pracy, pacjentow i stresu. Ludzie, ktorych mama zaprasza sa rozni - bywaja zdrowi hipochondrycy, ludzie zaniepokojeni symptomami, ktore okazuja sie niewazne, chorzy na chorobe tego samego rodzaju ale spoza meza specjalizacji, chorzy, poważnie chorzy, tacy którym nie da sie juz pomoc. Sa i biedni i bardzo zamozni. Z reguly oczekuja nie tylko porady ale i dalszego ciagu- poprowadzenia rozpoznania, badan, leczenia, rozpisania terapii, przyjec poza kolejka i "po znajomosci", generalnie "zaopiekowania" i protekcji. Maz od wielu lat z tym sie zmaga, z kazda specjalizacja i rozwojem zawodowym jest gorzej. Im bardziej rozpoznawane jest jego nazwisko, im bardziej kojarzy sie ze skutecznoscia tym jest gorzej. A mama, mam wrazenie sie tym "szczyci"- nie raz slyszalam od kogos, ze mama podkresla, ze jest tesciowa "tego iksinskiego". Przy tych niechcianych gosciach tez sie tak zachowuje - "Jasiu obejrzyj Helenke, zna sie z twoja żona od pieluchy, my tu sobie kawke wypijemy, a ty przejdz do stolowego, ile ci to zajmie, lepsze to niz z ojcem o glupotach gadac ha ha ha". Nie wiem jak to ukrocic i nie zniszczyc stosunkow rodzinnych :(.
        • 26.04.13, 11:20
          Przywołać matkę do porządku. Może być nawet ostro, jeśli nie zrozumie "po dobroci". Wyjaśnić, że to wpływa na Wasze całe życie - ten czas jest dla Was, dla całej rodziny, a nie, żeby się zblazowany pan doktor mógł uwolnić od pacjentów. Że to jakby cały czas był w pracy, nigdy nie odpoczywał. A od przemęczania bardzo blisko do tragedii - zaśnięcie za kierownicą, nieprzypilnowanie dziecka. W ten deseń może dotrze.
          --
          Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
        • 26.04.13, 11:33
          zonalekarza napisała:

          Przy tych nie
          > chcianych gosciach tez sie tak zachowuje - "Jasiu obejrzyj Helenke, zna sie z t
          > woja żona od pieluchy, my tu sobie kawke wypijemy, a ty przejdz do stolowego, i
          > le ci to zajmie, lepsze to niz z ojcem o glupotach gadac ha ha ha". Nie wiem ja
          > k to ukrocic

          Ja bym powiedziała bezczelnie - to niech Helenka tu się rozbierze i pokaże te hemoroidy, przecież nie jesteśmy w gabinecie, nie przeszkadzajcie sobie w rozmowach..

          A tak poważnie to po prostu mąż powinien stanowczo odpowiedzieć: mamo, przyjmuję wyłącznie w gabinecie - zapraszam, proszę umówić się na wizytę przez telefon, bo nie mam przy sobie terminarza i wręczyć z miłym uśmiechem Helence wizytówkę i nie wykazywać nawet chęci wstania od stołu i od kawki. Koniec. Więcej asertywności ze strony Jasia.
          I rzeczywiście rozczarowanie niedoszłych pacjentów powinno skupić się na teściowej żeby wreszcie zrozumiała że źle postępuje i nie miała ochoty narażać się na wstyd z powodu niespełnionych obietnic. Nie ma znaczenia czy pan doktor jest ginekologiem, onkologiem czy psychiatrą.
        • 26.04.13, 14:04
          > A mama, mam wrazenie sie tym "szczyci"- nie raz slyszalam
          > od kogos, ze mama podkresla, ze jest tesciowa "tego iksinskiego". Przy tych nie
          > chcianych gosciach tez sie tak zachowuje - "Jasiu obejrzyj Helenke, zna sie z t
          > woja żona od pieluchy, my tu sobie kawke wypijemy, a ty przejdz do stolowego, i
          > le ci to zajmie, lepsze to niz z ojcem o glupotach gadac ha ha ha"

          trudno sie dziwic, ze mama jest dumna z ziecia natomiast ta opisana sytuacja pokazuje, ze przekracza granice i trzeba sie jej asertywnie sprzeciwic- po prostu narazic mame i Helenke na malo sympatyczna sytuacje i odmowic- grzecznie i stanowczo
          mama zareaguje obrazeniem- trudno, przejdzie jej; Helenka pomysli, ze maz jest nieczulym chamem- trudno; w swietle kolejnych specjalizacji, medialnej rozpoznawalnosci i skutecznosci- to chyba nie ma tak wielkiego znaczenia;)
          po kilku stanowczych odmowach- mama zrozumie, ze nie jest ordynatorem na oddziale i przestanie zaganiac meza do badania znajomych;)
          mozna tez jak juz wczesniej pisalam nie jezdzic z mezem do mamy, tylko z dziecmi- to metoda najprostsza
        • 26.04.13, 16:05
          Maz tez jest doopa wolowa. Sorry.
          W tej dzialce i z taka polska tradycja wykorzystywania lekarzy przy kazdej, dowolnej sytuacji, powinien dawn temu nauczyc sie asertywnosci i odmawiania.
          Tez w ramach ochrony wlasnego tylka i wlasnego prawa wykonywania zawodu.Przy stole tesciowej nie ma wgladu w komplet dokumentacji ani mozliwosci zbadania pacjenta (chyba, ze kaze sie sasiadkom rozbierac do zbadania, miedzy herbatka a ciastkiem?). Ergo: nie ma ZADNYCH podstaw, zeby diagnozowac, konsultowac, wydawac opinie czy ordynowac badania/leczenie.
          Moj maz mial podobne jazdy ze swoja matka. Szybko ja wychowal.
          A teraz dodatkowo moze powiedziec, ze mu wrecz nie wolno udzielac porad medycznych w Polsce, bo nie ma polskiego prawa wykonywania zawodu.
          Twoj maz tez moze powiedziec, ze uslugi medyczne wolno mu wykonywac wylacznie w warunkach przychodni(bo takie sa wymogi np sanepidu). Ze wrecz NIE WOLNO mu udzielac porad we wspomnainych warunkach.
          Jako chirurg powinien miec twardszy tylek. I zwykle chirurdzy takie maja
    • 26.04.13, 12:10
      Mąż ma rację, przywołaj mamusię do porządku.
      • 26.04.13, 15:35
        u nas było podobnie choć mąż w innej branży-mechanik samochodowy
        znajomi tak robili ze niby pod pretekstem zaproszenia na grilla chcieli żeby M zerknął do ich auta bo coś nie gra
        raz drugi się zgodził i się towarzystwo nauczyło,raz nawet M wrócił z imprezy cały usmarowany bo "sprawa" była poważna i trzeba było coś tam przeczyścić
        w końcu powiedział dość
        M ma swój warsztat to niech tam przyjeżdżają
        było dąsanie były fochy ale się uspokoiło
        a i M zmądrzał-jak ktoś go prosi o "zerknięcie" do auta on odpowiada" dziś już na oczy nie widzę po całym dniu pracy"
        krótko
        --
        Jaka jest podstawowa różnica między psem a kotem? Pies rozumuje tak: "Karmią mnie, opiekują się mną, kochają mnie, muszą być bogami". Kot zaś tak: "Karmią mnie, opiekują się mną, kochają mnie, więc jestem bogiem".

        Autor anonimowy
    • 26.04.13, 18:52
      aha,czyli tylko pani ekspert moze sie wypowiedziec... to ja jednak zaryzykuje:)
      fakt,matka przegina, ale z drugiej strony to matka i do tego towarzyska.mesle,ze organizujac znajomym bezplatne wizyty u ziecia splaca dlug wdziecznosci znajomym za to, co jej daja. a daja jej towarzystwo,brak poczucia osamotnienia, no i swiadomosc,ze tez ,kiedy bedzie potrzebowala pomoga jej w miare swoich mozliwosci. mysle,ze lekarz z powolania nie powinien miec obiekcji i sie obrazac.ale teraz trudno o lekarzy z powolania.
      --
      "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
      • 26.04.13, 22:19
        Lekarz z powołania nie oznacza wchodzenia na głowę i spłacania długów towarzyskich teściowej czasem swoim i rodziny. To jakieś pomieszanie pojęć.
        --
        Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
      • 29.04.13, 08:51
        Rozumiem, że na rodzinnym grillu prawnika wypytujesz o prawo spadkowe, mechanika ciągniesz do naprawy samochodu, a handlowcowi każesz załatwić beczkę śledzia za pół ceny?

        Powołanie to takie cudowne zaklęcie, zamykające budzie wszystkim pracującym w służbie zdrowia- ma powołanie więc nie ma prawda do czasu wolnego, obiadu, spotkania z rodziną. Zwłaszcza, że nie chodzi tu o nagłą, jednorazową poradę, ale długie, złośliwe wysysanie z nastawieniem na kolejne usługi.
        • 02.05.13, 12:59
          a dlaczego nie?
          kooreczka napisał:

          > Rozumiem, że na rodzinnym grillu prawnika wypytujesz o prawo spadkowe, mechanik
          > a ciągniesz do naprawy samochodu, a handlowcowi każesz załatwić beczkę śledzia
          > za pół ceny?
          >
          > Powołanie to takie cudowne zaklęcie, zamykające budzie wszystkim pracującym w s
          > łużbie zdrowia- ma powołanie więc nie ma prawda do czasu wolnego, obiadu, spotk
          > ania z rodziną. Zwłaszcza, że nie chodzi tu o nagłą, jednorazową poradę, ale dł
          > ugie, złośliwe wysysanie z nastawieniem na kolejne usługi.


          --
          "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
    • 26.04.13, 18:57
      miałam podobny problem z teściem, czasem dzwoniły znajome moich rodziców i prosiły o umówienie wizyty, za każdym razem podawałam numer do prywatnego gabinetu i zachęcałam do umówienia się z p. doktorem. Kiedy usłyszałam, od znajomej mamy, że jej szefowa to taka dobra kobieta, a wizyta taka droga przez 10 minut udawałam, że nie zupełnie nie rozumiem o co chodzi:)
      • 26.04.13, 20:26
        kiedyś miałam znajomego sędziego, którego wszyscy pytali o porady prawne. On, konsekwentnie powtarzał: nie wiem, nie wiem, nie znam akt, nie wiem, itp. I zmiana tematu.
    • 26.04.13, 21:19
      Zachowanie matki uważam za naganne, ale to przede wszystkim Twój mąż powinien być asertywny i bronić siebie i rodzinę. Widocznie raz dał się wkręcić w porady między kawką a ciastkiem i poleciało lawinowo.
    • 27.04.13, 09:18
      Sprawa jasna, mama ewidentnie przesadza, ale ty chyba też.
      Na logikę - ilu mama może mieć w miarę bliskich znajomych?
      Ilu wśród nich może być chorych, na określone choroby, tak, by potrzebować porady wybitnego specjalisty?
      Statystycznie dawno wszyscy już powinni być przebadani, zdiagnozowani, wyleczeni.


      • 27.04.13, 09:48
        Bo proceder pewnie już dawno przestał ograniczać się do najbliższych znajomych lub rodziny i dotyczy brata ciotecznego sąsiadki z IV piętra, byłej żony szefa wujka Staśka i siostrzenicy ciotecznego dziadka. To po prostu świetny sposób na podbudowanie własnego ego - zobaczcie, wystarczy, że powiem temu sławnemu lekarzowi dwa słowa, a on już ci pomoże i załatwi.

        I jeszcze do autorki - wiele osób napisało Tobie, że twój mąż powinien być bardziej asertywny i sprzeciwić się teściowej. Ja natomiast takiej asertywności oczekiwałabym od ciebie, ponieważ to twoja matka i twojemu mężowi może być zwyczajnie niezręcznie wyjaśniać teściowej rzeczy oczywiste. Natomiast ty dla dobra całej swojej rodziny powinnaś to zrobić. Bez strachu przed konsekwencjami powiedzieć, że matka nadużywa swojego wpływu, że nie może rozporządzać wolnym czasem twojego męża, ponieważ jest to czas dla rodziny. I zachowując się tak, jak się zachowuje odbiera tobie męża a dzieciom ojca, ale przede wszystkim stawia was w niezręcznej sytuacji. Dodatkowo możesz podkreślić, że przy takim braku refleksji może kiedyś doprowadzić do tragedii, bo może się zdarzyć, że ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy twojego męża, ale przez to, że przysyła do niego każdego, mąż w końcu tego nie zauważy i ten naprawdę potrzebujący nie uzyska pomocy przez stado hipochondryków i ludzi, którzy po znajomości chcą ułatwić sobie życie.
        Powodzenia!
    • 27.04.13, 17:42
      Sytuacja autorki wątku jak ulał pasuje do powiedzenia "daj im palec, a wezmą całą rękę". Jestem pewna, że wszystko zaczęło się od małych niewinnych porad medycznych przy okazji kawy i ciasteczka dla członków rodziny bliższej, potem dalszej, potem znajomych i dalej już poszło lawinowo. Duma z zięcia, który wiele osiągnął, to jedno, a robienie z niego nie mającej prawa do dysponowania własnym czasem maskotki teściowej to zupełnia inna sprawa.
      I zgadzam się z Edwiną, że to ty powinnaś ukrócić te mamine zapędy do stworzenia w jej domu darmowej lecznicy z twoim mężem w roli głównej. Zawsze przecież łatwiej rozmawia się z własnym, niż cudzym rodzicem. A jeśli mama nie rozumie waszego stanowiska (i jestem skłonna uwierzyć, że ona naprawdę was nie rozumie), niech oni jeżdżą do was, a ty do nich z dziećmi.
      A na marginesie. Swego czasu, gdy dopiero co dostałam się na studia prawa, znajomi bliżsi, dalsi oraz ludzie, których znałam wyłącznie z widzenia lub mieliśmy wspólnych znajomych, najczęściej gratulowali, a zaraz potem dodawali, że liczą w przyszłości, gdy już zostanę prawnikiem, na darmowe porady prawne. I to świetnie pokazuje, jaka jest mentalność ludzka, i że naprawdę trzeba umieć wcześnie postawić granice takiemu wykorzystywaniu. Mężowi autorki się nie udało, ale zawsze można próbować ludzi zreformować.
    • 27.04.13, 21:01
      Ja się tylko zastanawiam jakiej specjalizacji jest mąż skoro co wizyta to jakaś znajoma, znajomy chce wykorzystać sytuację? No bo rozumiem internista-sezon grypowy to by się tyle znalazło.
      Ale xx pancjentów potrzebujących porady (nie wiem) neuologa laryngologa gastrologa urologa??
      No chyba, że jeżdzisz do rodziców dwa razy w roku... Oczywiście takie wykorzystywanie jest niewłaściwe, ale jeśli to wieloletnia, ulubiona sasiadka mamy i nie stać jej na prywatną wizytę, to chyba trzeba zrozumieć...
      Sama mam takiego znajomego lekarza i zwracam się czasem o pomoc. Nie w samym leczeniu, ale orientuje się jakie są terminy, i kogo trzeba omijać.
      • 27.04.13, 21:32
        Nie porównuj rzeczy nieporównywalnych. Ty od znajomego lekarza dostajesz pomoc "nie w samym leczeniu, ale orientuje się jakie są terminy, i kogo trzeba omijać". Autorka wątku uściśliła natomiast, że znajomi i pociotki mamy "oczekuja nie tylko porady ale i dalszego ciagu - poprowadzenia rozpoznania, badan, leczenia, rozpisania terapii, przyjec poza kolejka i "po znajomosci", generalnie "zaopiekowania" i protekcji."
        Widzisz różnicę?
      • 27.04.13, 21:48
        Wystarczy, że jest kardiologiem - większość osób w starszym wieku ma jakieś problemy z sercem, lub onkologiem - nowotwory są częste dość a zdarza się też, że ktoś sobie uroi, że ma raka. Może też być gastrologiem- też wiele dolegliwości, niektóre poważne.
      • 27.04.13, 22:12
        onkolog
        --
        Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
        pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
        • 28.04.13, 16:53
          quba napisał:

          > onkolog

          Stawiam na chirurga plastycznego - przecież wystarczy żeby "tylko obejrzał" krzywy nosek, za mały biust, czy obwisły brzuszek, między zupą a drugim daniem :)
    • 27.04.13, 21:52
      A twój mąż to diagnozuje na podstawie opowieści czy też znajomi matki stawiają się z kompletem badań? Nie rozumiem, jak można nagabywać lekarza poza jego miejscem pracy.
    • 28.04.13, 15:19
      Sytuacja urosła w opisywanej historii do chorobliwych rozmiarów. Ponieważ szanowna mamusia wydaje się niereformowalna, przerwałabym wizyty na np. rok, żeby się wszyscy odzwyczaili od przyjazdów darmowego doktora, a mamusia żeby poszła po rozum do głowy. O ile to możliwe.
      Nagminne wykorzystywanie cudzych umiejętności i kwalifikacji jest bardzo częste, dotyczy nie tylko lekarzy, ale i prawników, nauczycieli, tłumaczy, hydraulików itp. Z Bogiem sprawa jeśli chodzi o drobną przysługę jednorazową, natomiast często przysługa rozciąga się do nieskończoności.
    • 28.04.13, 18:16
      Matka przesadza i to po chamsku. Jak jest taka dobra i lubi pomagać, to niech się weźmie za studia medyczne, za kilka lat będzie sama udzielać bezpłatnych porad we dnie i w nocy wszystkim sąsiadom. Chce się popisać przed znajomymi cudzą chwałą, a zupełnie nie szanuje ciebie i twojego męża. Nie jesteście wołami roboczymi i każdy ma prawo do wypoczynku. Sciąganie znajomych na wizytę bez wcześniejszego uzgodnienia z zięciem czy tej wizyty udzieli - to czyste chamstwo i pijawkowatość.
      Jako córka powiedziałabym jej bardzo wyraźnie, że zachowuje się po świńsku i to ona jest odpowiedzialna za to, że jej nie odwiedzacie. Bardziej szanuje sąsiadki niż własną córkę i zięcia - to i tej córki mieć blisko nie będzie. Ciekawe, czy wtedy tak sąsiadki ją będą uwielbiać, jak nie będzie zięcia który na gwizdnięcie każdą przebada.
      Są jakieś granice. Twojej matki obowiązkiem jest uzgodnić z zięciem czy zechce kogoś przyjąć, a nie wymuszać na nim te wizyty stawiając go oko w oko z chorą.
      Zainterweniuj. I to ostro. A jak nie dociera to zapomnij, że masz matkę. To jakaś toksyczna baba.
      • 28.04.13, 19:45
        Mamusia bawi się w bycie "dobrą ciocią" tyle, że cudzym kosztem.
        • 28.04.13, 19:57
          No i dodatkowo mamusia nie uznała prawa córki (a tym samym zięcia) do dorosłości/odrębności/własnego zdania. Uważa córkę (więc i zięcia) za swoją własność, więc dysponuje dowolnie ich czasem i nie liczy się z ich zdaniem ani potrzebami.
    • 29.04.13, 23:17
      Słuszne wydaje się Pani oburzenie.
      Zarówno na niestosowność zachowań mamy jak i na swoją rolę swoistego ochroniarza dla męża.
      Żadne motywacje mamy nie usprawiedliwiają stawiania Pani męża w kłopotliwej sytuacji. Wykonanie takiej prośby, jak również odmowa jest są trudne. Czy mąż może sam zadbać o zaprzestanie takich zachowań czy też musi używać Pani jako pośrednika ?
      Bo pierwsze wyjście to jest pozostawienie sprawy mężowi do załatwienia. Jeśli z niej nie wybrnie, trudno, jego strata.
      Drugie to dalej trwać w roli ochrony męża i życia rodzinnego i porozmawiać z mamą, że mąż może od czasu do czasu udzielić pomocy, porady, ale mama musi wcześniej z nim ustalić czy chce, czy się zgadza itp. Inaczej w sytuacji "cito" mąż będzie odmawiał i to jest jasne.
      W tym miejscu jest trudniejsza sytuacja, bo nie wiadomo co mama mówi potencjalnym pacjentom i co im gwarantuje.
      Po ustaleniu zasad z żelazną konsekwencją się ich trzymać. Agnieszka Iwaszkiewicz




    • 05.05.13, 22:16
      U nas jest podobnie. Nie chodzi moze o konkretna sytuacje czy osobe jak Twoja mama, ale ogolnie: jak ktos sie tylko w rozmowie dowiaduje ze maz jest lekarzem albo wiedzial juz wczesniej to tez czesto probuje zagadywac o swoich dolegliwosciach. Jak zwrocilam mu na to uwage to tlumaczyl, ze lekarzem nie jest sie "od do" tylko caly czas. Potem widzialam jednak, ze jego tez juz to meczy i zaczal odmawiac. Mowil ludziom, ze on nie zna historii ich choroby/leczenia, ze nie bedzie podejmowal zadnych decyzji po "rzuceniu okiem" i bez zrobienia konkretnych badan, ze zaprasza do gabinetu, lekarza pierwszego kontaktu czy innego specjalisty.
      Na Waszym miejscu zrobilabym tak samo. Maz powinien tak powiedziec, grzecznie przeprosic i wyjsc z pokoju. Sytuacja powtorzy sie raz, drugi, trzeci i mama spasuje i przestanie sprowadzac "pacjentow".


      --
      "...bo my wierzący( ale praktykujący po swojemu jak większość Polaków)." by lewapinger
      "Imho, nie kupuje rzeczy mocno obrandowanych" by edelstein
      "Wiadomo, że z rozmiaru 50 motyla się nie wyczaruje..." by Lauren6
      • 05.05.13, 23:04
        mozna skwiatowas "alez mama zapomniala powiedziec, ze maz wogole poza gabinetem nie rozmawia na tematy pracy, no nic nie szkodzi, przepraszam, ze sie pan/pani fatygowal(a), nastepnego razu juz oczywiscie nie bedzie ;)"
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.