• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Koleżanka mojego męża Dodaj do ulubionych

  • 26.04.13, 02:29
    Pleeeease, poratujcie obiektywnym spojrzeniem, bo trochę pogubiona jestem.Chodzi o nagłą „przyjaźń” mojego męża z koleżanką z czasów kawalerskich. Przepraszam, trochę będzie długo ale muszę przedstawic cały obraz sytuacji.
    Mój maż jakiś czas temu odnowił dosyc intensywnie swoją starą znajomość z koleżanką z czasów jeszcze przedmałżeńskich. To również moja znajoma ale w mniejszym stopniu. Tak się złożyło, że razem robili jakiś projekt (wcześniej kontakt bardzo sporadyczny, gdzieś w knajpach we wspólnym gronie), no więc wiadomo dużo wspólnych ustaleń, telefonów, maili itp. Jak to przy wspólnej pracy. Ale przy tym słowa pełne serdeczności, ciepła typu „cześc słonko”, „kicia”, „ niuńcia” itp. No ale na razie stoję z boku, obserwuję co dalej. No niby nic się nie dzieje. Tak na marginesie, mój tata miał długoletni romans i jako dziecko byłam wciągnięta w ten dziwaczny, chory, strasznie destrukcyjny układ. Niestety nie ma lekko, chyba zostało mi wyczulenie, przeczulenie itp. ale to bardziej we mnie, nigdy nie robiłam mężowi scen zazdrości. Zresztą nie było też ku temu powodów. No ale wracając do tematu - temat na razie na etapie pracy, więc nic nie mówię, nie robię, czekam. Nie ukrywam że boli jego serdeczność w stosunku do niej, tym bardziej, że między nami nie jest dobrze, mój mąż jest mega nerwowy (chodząca bomba zegarowa) i w stos. do mnie zero ciepły, serdeczny, bywa agresywny (agresja słowna), często nie przebiera w słowach, wyzywa, ubliża, ujmuje mojej wartości, potrafi wykrzyczec, że jestem zerem, do niczego się nie nadaję i takie tam, ale oczywiście mówi, że kocha ;). Wracając do koleżanki, no więc czekam aż projekt się skończy i zażyłość również. Któregoś dnia mój mąż wychodzi do znajomego na pifko, wraca o 7 rano , nic nie mówi tylko kładzie się spac do drugiego pokoju, nie sypialni. Ciche dni, potem mówi, że był u kolegi, no ja niby wierzę ale już teraz robię się wyczulona na maxa, obserwuję. Kontakt z koleżanką nadal trwa, równie serdeczny , coś nie daje jednak spokoju, niestety (niestety bo to trochę nie teges) sprawdzam komórkę, okazuje się że tamtej nocy był u koleżanki, smsy typu cześc obudzileś się już?, ja jeszcze śnię, sms mojego M. „ustka moje ale wpadka” i cos tam jeszcze . Prawie padłam, już nie czekam na rozwój akcji, robię awanturę. M. wciekły, że szperam po tel. ( w sumie miał rację), ale zaskoczony sytuacją. Tłumaczy, że tak, był u koleżanki, bał się powiedziec, bo będę wściekła , przysięga, że nic nie było, tylko gadali, bo mu sie nazbierało, bo u nas źle, bo fajnie mu się gadało no i zrobiło się tak późno. Pytam skąd te „ustka”, okazało się że koleżanka obdarowała go pocałunkiem w usta na do widzenia. A pisząc sms był jeszcze na gazie i nie wiedział co pisze ?!!! Przy tym zapewnia, że kocha, że to tylko przyjaźń i żebym nie wariowała, że żadna inna tylko ja… Staram się rozumiec, no tak co ja, o co się wściekam, no przecież koleżankę może miec, też mu ciężko, kryzys w domu, trzeba z kimś pogadac. No cóż myślę ok., projekt się skończy i koniec zażyłości, wytrzymam. Ale niestety nie koniec, zażyłość nadal trwa, godzinne rozmowy przez tel., zamyka się w pokoju, sms, niby niewinne typu - co tam, martwię się (koleżanka ma chyba jakieś problemy), co słychac, czy wszystko w porządku, smsów w do niej w tel 101 przez 4-mce (czy to normalne?), do bliskiego kolegi tylko 48. W międzyczasie różne problemy koleżanki , a to coś się jej w domu popsuło, a to ją okradli, a to coś, i coś tam jeszcze, też żale M. że ja chora, zazdrosna, wariuję i jaki on biedny. I znowu akcja, po naszej kłótni wychodzi, nie mówi gdzie, przychodzi o 6 rano, mówi, że był u koleżanki, bo go wkurzyłam, ale mnie kocha i żebym się nie wygłupiała, i takie tam…
    No a dzisiaj znowu rozmowa tel., prawie 3 godz., (teraz to już faktycznie zrobiłam się podejrzliwa) , mój do niej na koniec, że muszą się spotkac, pogadac, umawiają się wstępnie gdzieś na mieście bo muszą obgadac jakiś wypad majowy /tu nie wiem do końca czy dobrze zrozumiałam, czy chodzi o ich wyjazd we dwoje czy może wspólny wyjazd razem ze mną ;)/ No i dla mnie to już lekka przesada, mój na to że przeginam, o co mi chodzi, że nie widzi nic dziwnego że gdzieś sobie z nią pójdzie, że ją odwiedza na chacie, że pójście z nią do kina to też nic takiego, że przecież to koleżanka itp. że ja chora jestem, powinnam się leczyc i takie tam.
    No i wreszcie moje pytanie ;), bo się pogubiłam, czy to rzeczywiście normalne?, Czy ja przesadzam, bo tego nie akceptuję, czy on, bo przegina i nadużywa mojego zaufania.
    No niby nie można się ograniczac, no ale chyba są pewne granice, osobiście nie wierzę w przyjaźnie damsko-męskie, z mojego doświadczenia – zawsze dla którejś ze stron, to coś więcej, ktoś znany kiedyś powiedział, że przyjaźń damsko męska to preludium do miłości, coś w tym moim zdaniem jest.
    Zaawansowany formularz
    • 26.04.13, 07:22
      Nie wydaje mi się, że jesteś przeczulona. I napisała to baba, która ma kilku dobrych przyjaciół - facetów, którzy potrafią spać w naszym domu pod nieobecność mojego męża. Bo jedna sprawa to przyjaźń, kumpelstwo bez podtekstów, a druga fascynacja, która nie oszukujmy się - naprawdę może zdarzyć się w długim związku, w którym emocje już nieco opadły.
      Dla mnie wyznacznikiem tego, czy jest to przyjaźń czy też coś o bardziej erotycznym zabarwieniu jest otwartość. Jeżeli rozmawiam z przyjacielem, to nie widzę powodu, dla którego nie mogę rozmawiać przy mężu. Chyba tylko taki, żeby mu nie przeszkadzać. Skoro ktoś jest moim przyjacielem, to mówię o nim, o jego życiu, problemach, zapraszam do domu itp. Jeżeli tej otwartości brakuje, to również czułabym się niespokojnie i miała wątpliwości związane ze szczerością partnera i typem relacji. Tym bardziej, że napisałaś, iż wobec ciebie mąż nie jest ciepły, opiekuńczy itp. Jak dla mnie masz powody do niepokoju.
    • 26.04.13, 07:35
      Oto obiektywne spojrzenie: facet ma romans (na dodatek skonsumowany, co aż wali po oczach z Twojego opisu), i próbuje mącić i wypierać się na bezczelnego, do tego zrzucając winę na ciebie (że czepiasz się, że grzebiesz w telefonie). I facet robi, co chce, oczywiście. Zmanipulował Cię!
      Nie ma więc mowy o żadnym Twoim przeczuleniu, zrób coś!
      PS. Ta pani jest rozwiedziona, czy tak?
      • 26.04.13, 07:45
        To co robi a czego nie robi Twój małżonek na 100% nie będziemy wiedzieć, ale wiele wskazuje na to,że coś się kroi, dlatego moim zdaniem nie powinnaś się skupiać na awanturach tylko na tym,żeby chronić siebie.
        Zbieraj konkretne dowody ich rozmów, spotkań zdjęcia smsów zrób,żebyś na wszelki wypadek miała co pokazac sądowi, bo na słowo nikt Ci nie uwierzy. Zażądaj zerwania znajomości podając powody i tu nie ma mowy o żadnych ustepstwach i dyskusjach. NIe dyskutuj, bo nie ma sensu.I nie pytaj, bo nie wiem ile % mężczyzn otwarcie przyznałoby się do zdrady.

        P.S. Postępując tak, jak do tej pory przyzwalasz na tę sytuację, a awantury w Twoim wykonaniu są nieskuteczne, bo nie idą za tym czyny, decyzje - brak Ci konsekwencji.Mąż myśli,że sobie pokrzyczysz i Ci przejdzie a on nadal może Ci ściemniać.
      • 26.04.13, 11:13
        tak. A swoją droga tez się zastanawiałam, czy gdyby koleżanka miała męża, mój M. też by tak bezproblemowo u niej nocował, proponował spotkania , godzinami gadał przez tel. Obstawiam, że raczej obawiałby się konfrontacji z tamtym z obawy o swoje zęby ;)
      • 26.04.13, 11:15
        oj, źle mi się wkleiło, odp. pod postem poemes :)
    • 26.04.13, 08:32
      nawet jesli jeszcze nic nie bylo to maz ma pocieszycielke ktora jak widac nic sobie z tego nie robi ze tobie sie ta znajomsc nie podoba i z pewnoscia nie podpowiada mu jak z jego strony mozna wasz zwiazek naprawic a raczej upewnia w tym jaki to on biedny mis a ty zolza.
      poza tym dla ciebie oziebly, niedobry dla niej do rany przyloz? nie te proporcje, nie ta kolejnosc. nie mam nic przeciwko kolezenstwu czy przyjazni ale tu wszystko sie mezowi i tej kolezance pomieszalo. poza tym twoj maz w ogole nie bierze pod uwage twoich uczuc, malo tego , tak manipuluje ze to ty czujesz sie winna swoim niby urojeniom i pretensjom czy obawom a on jest taki dobry kochajacy.
      moze zaproponuj spotkanie, powiedz mezowi zeby w ktorys dzien zaprosil kolezanke na obiad czy na kawe. zobaczysz jaka bedzie reakcja i jego na ta propozycje i atmosfera w czasie spotkania o ile do niego dojdzie.
      --
      Musisz tu zajrzeć
      [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usa8u69d837wnof.png[/img][/url]
      [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/zem3ej28ho9jv2bz.png[/img][/url]
      [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/ibm2i09kpxqwdgo1.png[/img][/url]
      • 26.04.13, 08:36
        dodam tylko ze ja bym nie pozwolila zeby moj maz zostawal na noc u jakis swoich kolezanek ktorych ja nie znam, a nawet gdybym znala a miala cos przeciwko to przez wzglad na mnie, na moje uczucia i szacunek do mnie nie zrobilby tego, ani niczego co mogloby mnie zabolec. a gdyby jednak zrobil cos takiego wiedzialabym ze to nie wrozy nic dobrego. ale to tez kwestia jaki byl wobec ciebie wczesniej, czy jednak respektowal twoje uczucia i zdanie czy zawsze mial to w d...
        --
        Musisz tu zajrzeć
        [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usa8u69d837wnof.png[/img][/url]
        [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/zem3ej28ho9jv2bz.png[/img][/url]
        [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/ibm2i09kpxqwdgo1.png[/img][/url]
    • 26.04.13, 09:03
      Chociaz zapewne jeszcze w tej chwili tego tak nie widzisz. sama opisalas, co masz w domu, ale dla jasnosci zacytuje:

      między nami nie jest dobrze, mój mąż jest mega nerwowy (chodząca bomba zegarowa) i w stos. do mnie zero ciepły, serdeczny, bywa agresywny (agresja słowna), często nie przebiera w słowach, wyzywa, ubliża, ujmuje mojej wartości, potrafi wykrzyczec, że jestem zerem, do niczego się nie nadaję i takie tam,

      No i wreszcie pojawila sie szansa, by bezproblemowo pozbyc wdzodu na dupie, czyli przemocowego malzonka z domu, na zawsze. Proponuje nastepujace kroki:

      Zaczac zbierac dowody zdrady meza. Notowac sobie w zeszyciku terminy spotkan i rozmow malzonka z kolezanka, dalaczajac kobie bilingow, postarc sie o swiadkow jego nieobecnosci nocnych - np zaprosic wtedy do siebie czlonka rodziny lub kolezanke. Najlepszy bylby detektyw, ale jelsi cie nie stac, to moze ktos z rodziny moglby powarowac pod domem pani i uwiecznic pobyty malzonka na zdjeciach? na miescie tez, jesli sie uda, moze trafi sie rarytas w postaci jakis czulosci.

      I moze nagraj jeszze sytuacje, w ktorych maz stosuje wobec ciebie przemoc werbalna. Przyda sie jak znalazl.

      Uzbrojona w material dowodowy, skladasz pozew o rozwod z winy meza, i oczywiscie o alimenty na siebie.

      A najpiekniejszym kwiatkiem w calej tej sytuacji jest to, ze juz wkrotce to kochanka bedzie znopsic przemoc werbalna ze strony twojego jeszcze meza - bo tacy mezczyzni sie nie zmieniaja. naprawde.

      Powodzenia.
      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
      • 26.04.13, 09:08
        Hehe, ciekawe spojrzenie na sprawę... Super :)
      • 26.04.13, 09:30
        tully, wiechec i pudlo czekoladek ze ten post :)))

        I na wszelki wypadek nie trzymaj dowodow w domu. Zrob kopie, przechowaj teczke u kolezanki, albo u adwokata i postaj sie zeby pan Misio nie zauwazyl za wczesnie twojej taktyki.
        • 26.04.13, 09:54
          Bardzo Wam dziękuję za odzew. Ocena kogoś niezaangażowanego jest bezcenna .

          No właśnie gdzieś w głębi duszy też czuję, że cała ta sytuacja do końca w porządku nie jest, z drugiej strony ktoś mi mówi (pewnie mój maż telepatycznie ;)/, że no przecież i facet może mieć koleżankę, tak jak babka kolegów. W sumie dlaczego nie może iść z nią do kina, pojechać na jakiś wypad? I teraz pytanie gdzie są granice, na co można sobie pozwolić a na co nie. Co jest wyznacznikiem? Moim zdaniem granice się kończą tam, gdzie zaczyna się ranić drugą osobę, w tym przypadku mnie. Z drugiej strony mój M. mógłby powiedzieć i koleżanka też, kurcze dlaczego mają kończyć fajną relację (zakładamy, że to naprawdę przyjaźń) tylko dlatego, że (wg mojego M.) coś sobie uroiłam?
          Tak swoją drogą zaproponowałam M. wspólne spotkanie, bo już mnie przede wszystkim wkurza co on wygaduje jej na mój temat, to również moja znajoma i trochę mi głupio w jakim świetle jestem przedstawiana, że robię awantury z niczego, że jestem o nią zazdrosna, że wariatka jestem, chora psychicznie i powinnam się leczyć?!!!
          Mam też nadzieję (ale pewnie naiwna jestem), że ona (zakładam, że jako kobieta ma trochę więcej empatii niż on), też mu potwierdzi i sama też dojdzie do tego wniosku, że faktycznie mogę być trochę zaniepokojona.

          pozdrawiam cieplutko, piszcie bo przeglądam na oczy ;)

          • 26.04.13, 10:05
            zaraz tu wpadnie Triss i Cię ustawi do pionu:)
            nie daj soba manipulować! sytuacja, którą opisujesz jest niedopuszczalna
            absolutnie niedopuszczalna
            jak sądzisz, dlaczego mąż wmawia Ci urojenia? pewnie też zna sytuację z Twojego dzieciństwa?
            on wie, że po usłyszeniu takich inwektyw zaczniesz mieć wątpliwości, zyskuje trochę czasu...na co? sama się domyśl
            • 26.04.13, 11:16
              pade napisała:

              > zaraz tu wpadnie Triss i Cię ustawi do pionu:)
              > nie daj soba manipulować! sytuacja, którą opisujesz jest niedopuszczalna
              > absolutnie niedopuszczalna
              > jak sądzisz, dlaczego mąż wmawia Ci urojenia? pewnie też zna sytuację z Twojego
              > dzieciństwa?
              > on wie, że po usłyszeniu takich inwektyw zaczniesz mieć wątpliwości, zyskuje tr
              > ochę czasu...na co? sama się domyśl

              - a wiesz, że to samo pomyślałam :D ?

              I dziewczyna nie pisze o koleżance męża, a o kochance. Na dodatek daje z siebie robić głupią.
          • 26.04.13, 10:05
            k.kasia.z napisała:

            > Bardzo Wam dziękuję za odzew. Ocena kogoś niezaangażowanego jest bezcenna ɧ
            > 14;.
            >
            > No właśnie gdzieś w głębi duszy też czuję, że cała ta sytuacja do końca w porzą
            > dku nie jest, z drugiej strony ktoś mi mówi (pewnie mój maż telepatycznie ;)/,
            > że no przecież i facet może mieć koleżankę, tak jak babka kolegów. W sumie dl
            > aczego nie może iść z nią do kina, pojechać na jakiś wypad? I teraz pytanie gdz
            > ie są granice, na co można sobie pozwolić a na co nie. Co jest wyznacznikiem?

            Np. noc spędzona u "koleżanki" - to nie tylko wyznacznik, to nawet więcej, niż sygnał alarmowy.

            Z drugiej strony mój M. mógłby powiedzieć i koleżanka też, kurc
            > ze dlaczego mają kończyć fajną relację (zakładamy, że to naprawdę przyjaźń) tyl
            > ko dlatego, że (wg mojego M.) coś sobie uroiłam?

            Klasyczny przykład, jak umiejętnie można kogoś zmanipulować - pamiętaj, że pan Cię urobił, nie sądzę, że to inaczej były Twoje własne myśli

            > Tak swoją drogą zaproponowałam M. wspólne spotkanie, bo już mnie przede wszystk
            > im wkurza co on wygaduje jej na mój temat, to również moja znajoma i trochę mi
            > głupio w jakim świetle jestem przedstawiana, że robię awantury z niczego, że je
            > stem o nią zazdrosna, że wariatka jestem, chora psychicznie i powinnam się lecz
            > yć?!!!
            > Mam też nadzieję (ale pewnie naiwna jestem), że ona (zakładam, że jako kobieta
            > ma trochę więcej empatii niż on), też mu potwierdzi i sama też dojdzie do tego
            > wniosku, że faktycznie mogę być trochę zaniepokojona.

            Tak, Twoja naiwność jest ogromna, ale skąd się wzięła, jest jasne - patrzy wyżej.

            > pozdrawiam cieplutko, piszcie bo przeglądam na oczy ;)

            Z tego przeglądania, obstawiam, pokonałaś krok pierwszy z dziesięciu.
            a w moich łowach nie ma najmniejszej złośliwości, uwierz. Postudiuj trochę fora, przeczytasz dziesiatki historii takich jak Twoja - i zobacz, jak się zakończyły intensywne znajomości z koleżankami / w przypadku kobiet z kolegami.
          • 26.04.13, 10:14
            Czy facet może mieć koleżankę ? -tak, ale tylko koleżankę .
            Powtarzające się wypady do kina, wyjazdy , tylko z koleżanką , bez osób trzecich, zawsze z tą samą i to nerwowe reagowanie - masz jeszcze złudzenia?
            Gromadź dowody;(
            • 26.04.13, 10:23
              Tak, mąż przekroczył granice przyjaźni - nocowanie u dobrej koleżanki, wspólne wypady bez żony, wylewanie żalów dotyczących małżeństwa. W tym układzie to ona jest żoną, ty kochanką na boku.
              Istnieje też kategoria zdrady emocjonalnej - a tu aż wali po oczach, to ona jest mu bardziej bliska uczuciowo, bez względu na to, czy konsumpcja się dokonała, czy nie.

              --
              Wschody słońca są owszem całkiem niczego kiedy podejść do nich powoli od strony poprzedniej nocy ale zetknięcie się z takim wschodem słońca nos w nos od strony bieżącego poranka jest rzeczą zupełnie nieznośną. Gertruda Stein
              • 26.04.13, 10:40
                no właśnie chodzi o tę zdradę emocjonalną, to 1000 razy bardziej boli niż fizyczna, a ja to z tych wrażliwych jestem ;). M. niestety nie czuje tematu i w ogóle nie wie, że coś takiego też istnieje.
                Dobrze Lilith76 to ujęłaś, to z tym układem, role trochę się pomieszały ;).
                Tak na marginesie te wspólne wypady, spotkania to na razie na etapie planów. Zobaczymy co przyszły tydzień przyniesie ;)
          • 26.04.13, 10:14
            wiesz co ja jako kobieta gdybym uslyszala od mojego kolegi czy przyjaciela ze jego zona jest zaniepokojona nasza znajomoscia ograniczylabym kontakty ( a juz bylam w takiej sytuacji i wcale nie chodzilo o nocne pogawedki i zostawanie w moim domu na noc ani nawet zadne smsy czy godzinne rozmowy telefoniczne) , gdybym ja znala tym bardziej sama postaralabym sie o to zeby byla spokojna - nie podejrzewala mnie o niecne zamiary,
            a twoj maz cie nie szanuje ani troche chocby dlatego ze stawia cie w takim swietle i tak zle o tobie mowi do innej osoby.
            no ale w kazdym zwiazku sa inne relacje i granice, to co u mnie byloby niedopuszczalne i wrecz nie do pomyslenia u ciebie jest norma lub powodem do zastanowienia sie czy to jest ok czy nie. nawet sama nie wiesz do konca czy to jest wlasciwe zachowanie meza czy nie wiec w sumie tym bardziej twoj maz moze wychodzic z zalozenia ze to jest ok a ty stwarzasz problemy.

            --
            Musisz tu zajrzeć
            [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usa8u69d837wnof.png[/img][/url]
            [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/zem3ej28ho9jv2bz.png[/img][/url]
            [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/ibm2i09kpxqwdgo1.png[/img][/url]
          • 26.04.13, 11:35
            .kasia.z napisała:

            >no przecież i facet może mieć koleżankę, tak jak babka kolegów. W sumie dl
            > aczego nie może iść z nią do kina, pojechać na jakiś wypad?

            Teoretycznie może mieć koleżankę, ale w praktyce przypadki "bezpiecznego" kolegowania się/przyjaźni żonatego z innymi kobietami są tak rzadkie jak czterolistne koniczyny. I taka przyjaźń wygląda jednak zupełnie inaczej, a już na pewno żona nie jest odsuwana w związku z tą przyjaźnią na dalszy plan, tylko niejako w niej uczestniczy (wspólne spotkania, wypady, bieżący, nielimitowany dostęp do informacji nt koleżanki oraz do samej koleżanki też itd.)
            Twój mąż ma romans, co aż bije po oczach, więc gromadź te dowody, złóż pozew i postaw dziada przed wyborem albo-albo, bez możliwości stawiania jakichkolwiek warunków z jego strony.
          • 26.04.13, 11:53
            Ja już tobie napisałam, gdzie leży granica: w otwartości i nie przedkładaniu tej relacji nad relację rodzinną. Kiedy człowiek nie ma niczego do ukrycia, to niczego nie ukrywa. Jeśli w relacji, spotkaniu itp. nie ma żadnych zachowań mogących świadczyć o celach innych niż deklarowane, to niejako daje się osobie zainteresowanej (w tym wypadku tobie, w przypadku mojego związku mojemu mężowi) pełen dostęp. Gdyby np. mój mąż przeczytał smsa od mojego przyjaciela, nic by się nie stało, bo nie znalazłby tam niczego, co mogłoby zachwiać jego wiarą we mnie lub w ten układ. Nie chowam wspólnych zdjęć, odbieram telefony przy nim, zapraszam przyjaciół do domu z rodzinami, koleguję się z żonami/dziewczynami, a dodatkowo raz na jakiś czas spotykamy się w szerszym gronie. Kiedy np. spotykam się z moim przyjacielem, mąż o tym wie. Jeśli zadzwoni - odbiorę telefon i powiem gdzie jestem. Jeśli będzie miał ochotę wpaść - tylko się ucieszymy. To właśnie odróżnia czystą przyjaźń czy koleżeństwo od relacji, która jedynie próbuje się pod taką nazwą ukryć.
            • 26.04.13, 12:49
              dzięki, coraz bardziej dochodzi do mnie, że ja to naprawdę jakaś "chora" jestem, że trzeba mi tak oczywiste rzeczy klarować.
              Mój to ukrywanie tłumaczy, że ponieważ jestem zazdrosna i nie podoba mi się ta sytuacja to dlatego odsuwa mnie od tematu i stąd zrobiła się taka dziwna sytuacja!
              • 26.04.13, 12:55
                Z tego co opisujesz, to romans trwa na całego i zdrada jest nie tylko emocjonalna. Sama byłam taka "ślepa" przez 7 miesięcy a kiedy wreszcie zaczęłam nabierać przypuszczeń, że mój mąż się chyba zauroczył koleżanką z pracy to okazało się, że uroczył to się rok wcześniej a od pół roku radośnie konsumuje znajomość. Jeśli Twój mąż kręci to nie licz na szczerość, laska też prawdy raczej Ci nie powie. Włącz logiczne myślenie, zbierz fakty i wyciągnij wnioski.
          • 26.04.13, 13:06
            > że no przecież i facet może mieć koleżankę, tak jak babka kolegów.

            ależ jak najbardziej może mieć koleżankę.
            masz kolegów? nocujesz u nich? gadasz 3 godziny przez telefon? sms-ujesz non stop? tytułujesz "słonkiem" (a mężowi ubliżasz)? nieee? no cooo tyyyyy? przecież to zwyczajne zachowanie wobec kolegi... a może jednak nie do końca?...

            > ze dlaczego mają kończyć fajną relację (zakładamy, że to naprawdę przyjaźń) tyl
            > ko dlatego, że (wg mojego M.) coś sobie uroiłam?

            dlatego, że na razie to ty jesteś żoną, a więc teoretycznie wasza relacja z mężem jest ważniejsza. dlatego, że z opisu wynika, że mąż traktuje cię o wiele gorzej, niż tamtą, co nie jest OK (nawet, gdyby to nie był romans). tym bardziej, że nie żądasz niemożliwego (typu: totalny zakaz kontaktowania się z koleżanką), tylko uczciwego traktowania.

            --
            A ja wdycham Londynu grypogenne opary
            I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
            Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
            Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
      • 30.04.13, 23:08
        > A najpiekniejszym kwiatkiem w calej tej sytuacji jest to, ze juz wkrotce to koc
        > hanka bedzie znopsic przemoc werbalna ze strony twojego jeszcze meza - bo tacy
        > mezczyzni sie nie zmieniaja. naprawde.

        Gdybya autorka miała netwy ze stali, mogłaby milutko zaproponować męzowi zupelnie niewinnie zeby przeprowadził się dko koleżanki, bo ona wyraźnie pomocy potrzebuje no i świetnie się dogadują i w ogóle, a w domu tylko stres i nerwy, no to nie będą się kłócić i oboje się zrelaksują :) To będą takie wakacje, wszyscy skorzystają:)

        Oczywiście nie należy dodawać że przed koncem tych wakacji żona zlozy pozew o rozwód z winy męża? Chłopy głupie są, myslę że poszedłby na to.
        --
        [url=http://abotak.com][img]http://www.abotak.com/images/banner.gif[/img][/url]
    • 26.04.13, 11:12
      Ja bym sie nie zgodzila, zeby moz do obcej kobiety mowil niunia i bez mojej zgody zostawal u niej na noc, on by uslyszal i ona tez. A jak nie to wylot albo ew. wysokie zadoscuczynienie. Oczywiascie nei ze wspolnego konta :)
    • 26.04.13, 11:18
      A czy Twój mąz Ciebie zabiera do kina? czy na te przyjemnosci z koleżanką wydaje wasze wspólne pieniądze?
      Twój mąż tojedno, ale ta rzekoma koleżanka to bezczelna suka.
      zacznij działac, tak jak Ci forumki podpowidają, bo to, co dzieje sie w twojej rodzinie nie jest normalne.
      Trzymam kciuki i zyczę dużo sił.
      Mama Pa(-trynia i -wełka)
      www.pomoz-amelce.pl/
      • 26.04.13, 13:20
        wielkie dzięki za kciuki, siły jak najbardziej się też przydadzą :)
        Odnośnie Twoich pytań, mój M. to taki typ co kwiatków nie przynosi, do kina nie zaprasza, wspólnych wyjazdów nie proponuje. Tym bardziej oczywiście boli jak proponuje to komuś innemu. To raczej ode mnie coś wychodzi. A co do kasy, wspólnych pięniędzy nie mamy, mamy moje pieniądze. To też taki typ co to ma swoją firmę i całe życie w nią "inwestuje", czyli od już b. długiego czasu właściwie kasy nie daje. Kiedyś nie dawał bo inwestował, teraz nie daje bo od pól roku na bezrobociu (szuka pomysłu na nowy biznes), praca na etacie nie wchodzi w gre, bo cyt. M. wszyscy na etacie to debile, defacto ja tez mam prace etatową ;). Temat kasy strasznie skomplikowany i nie na ten wątek. Nie do końca taki na niekorzyść M. różne okoliczności wpłynęły na tę sytuację. Nie zmienia to jednak faktu, że z tym obecnym brakiem pracy M. daje ciała. Na szczęście jestem na tyle os. niezależną fin., że daję sobie jakoś radę, tylko, że niestety zagraniczne wycieczki, fajne ciuszki już odpadają ;).
        • 26.04.13, 13:29
          skoro glodem nie przymierasz, to zafunduj sobie blyskawicznie terapie u dobrego psychoterapeuty. Zapewne powod lezy w dziecinstwie, ale z jakiegos powodu masz tendencje do wyszukiwania sobie kompletnie nierokujacych egzemplarzy i trwania przy nich do upadlego.

          Niemniej jednak w zaistnialej sytuacji o wiele, wiele wazniejsze jest zebys bardzo starannie (z detektywem wlacznie) udokumentowala to co robi twoj maz, w innym przypadku moze skonczyc sie tak, ze do konca zycia bedziesz mu finansowala te wyjazdy integracyjne z kolezanka. I to wcale nie jest smieszne.

          W skrocie - wpadlas jak sliwka w kompot, rozowo nie jest, ale masz atuty - masz prace, masz przyszlosc, masz o co powalczyc. Koszmarek sie skonczy, odrobisz prace domowa i znajdziesz kogos, z kim sie najwyzej o skarpetki w lazience bedziesz klocic. Mowie ci, DA sie ;)))
          • 26.04.13, 13:39
            Pamiętacie ten serial "Allo allo" i ten tekst Rene, przyłapanego na figlach z kelnerkami - "Ty, głupia kobieto" - z życia wzięte, nieśmiertelne.
            Nawet gdybyś nakryła ich w łóżku, to mąż i tak twierdziłby, że było bardzo zimno i chcieli się tylko ogrzać, a Ty to jakaś chora jesteś.....

            Chyba za krótko żyjesz na tym świecie, dziewczyno.
        • 26.04.13, 13:37
          W sumie fajnie się twój facet ustawił
          Jedna baba go utrzymuje i ma jeszcze poczucie winy, ze nie dość dobra,a do drugiej chodzi na bzykanko.
          Musi być pewny ciebie, ze mu walizek za drzwi nie wystawisz, skoro tak robi i nie boi się stracić jedynego źródła utrzymania...

          że daję sobie jakoś radę, tylko, że niestety zagraniczne wycieczki, fajne ciuszki już odpadają ;).
          Jak go wywalisz z domu to i na ciuchy i na wycieczki będzie starczało...

          • 30.04.13, 23:16
            OJP

            On w dodatku na utrzymaniu żony, wyzywa ją, traktuje jak wycieraczke, zdradza, buja się z kochanką po kinach, a żona się zastanawia co z nią nie tak????

            Kobieto: do psychologa marsz, bo aktycznie masz problem.
            --
            Niecodziennik Matki Polki z Dzieciem Hiszpana na Wyspach Brytyjskich
    • 26.04.13, 12:04
      OMG, dlaczego dajesz się tak wkręcać i sobą pomiatać? Czekasz aż mąż ją bzyknie i to jeszcze na Twoich oczach, bo inaczej wmówi Ci, że 'jesteś chora, zazdrosna i wymyślasz'?

    • 26.04.13, 12:08
      Facet traktuje Ciebie podle, koleżankę cudownie, prawi jej czułostki, nocuje u niej, gada godzinami itp. a Tobie teraz coś w głowie mówi, że być może jest coś źle? Musiało bardzo długo docierać, bo powinno dawać po oczach wielką alarmującą żarówą: alert alert, już od dawna.
      --
      Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
    • 26.04.13, 13:09
      Mam wrażenie, ze potrzebujesz potwierdzenia innych osób co jest normalne w relacji Twojego męża z koleżanką, a co nie jest. A moim zdaniem taka "normalność" nie istnieje, bo ludzie mają swoje granice poustawiane w różnych miejscach. I być może znajdą się osoby, które w tej relacji nie zobaczą nic złego (aczkolwiek wątek pokazuje co innego :)), jednakże jakie to ma dla Ciebie znaczenie? Normalne jest to, co sama zaakceptujesz i na co się zgadzasz. Więc choćby Ci 1.000 osób włącznie z Twoim mężem powiedziało, że ta sytuacja jest normalna i że robisz z igły widły, to jeśli dla Ciebie nie jest, to tego się trzymaj. I nie zgadzaj się na to, co Ci nie odpowiada, choć by wszyscy inni mieli inne zdanie niż Ty.
      Ja osobiście nigdy w życiu nie zgodziłabym się na to, aby mój facet do moich koleżanek zwracał się w zbyt pieszczotliwy sposób, aby je zabierał do kina, na jakieś wypady, na piwo, aby do nich wydzwaniał za moimi plecami. O nocowaniu u nich w domu w ogóle mowy nie ma. I guzik mnie obchodzi co inni mają w tym względzie do powiedzenia. Moje granice są w takim miejscu i w żadnej mierze nie mogą zostać przekroczone. A gdyby facet jednak próbował, to zastanowiłabym się jakie kroki mogę podjąć, aby je obronić i mocno mu zasygnalizować, że jeśli je przekroczy, to poniesie konsekwencje. Bo samym gadaniem, że się na coś nie zgadzamy czasem trudno coś wskórać.
      • 26.04.13, 13:16
        świetnie napisane:)
    • 26.04.13, 13:18
      Mam też nadzieję (ale pewnie naiwna jestem), że ona (zakładam, że jako kobieta ma trochę więcej empatii niż on), też mu potwierdzi i sama też dojdzie do tego wniosku, że faktycznie mogę być trochę zaniepokojona

      rzadko zabieram głos w takich sprawach, ale ten fragment mnie szczerze rozbawił...
      • 26.04.13, 13:32
        Ejno, dlaczego? Kochanka sama z radoscia odda Misia, jak mu zona odetnie dostep do kasy i sie okaze, ze Misio juz tych wyjazdow i wieczorkow integracyjnych finansowac nie moze.

        kara_mia napisała:

        > rzadko zabieram głos w takich sprawach, ale ten fragment mnie szczerze rozbawił
        > ...


        • 26.04.13, 13:45
          Dlatego tez własnie wcześniej napisałam, żeby raczej zona wcześniej pana wystawiła z gratami z domu i adnotacja "zwrotów nie przyjmuje."
          Jak doświadczenie uczy; żadnego wniosku nie wyciągnie, tylko przyjmie pana z powrotem, a on "obieca poprawę" powie jak strasznie kocha a na koniec inne baby będzie staranniej chował i tyla...
          • 26.04.13, 14:03
            Ejno, dajmy dziewczynie szanse, zdarzaja sie egzemplarze wyuczalne. Szczerze mowiac, to z 9 miesiecy sie bujalam z misiem-eksem zanim doroslam do decyzji ;)) pewnie trwalo to dluzej, bo akurat w ciazy bylam, no, ale jednak doroslam, wywalilam, odrobilam lekcje i znalazlam sobie meza, nie misia dla odmiany. I pracuje i po babach sie nie szlaja, kwiatki kupi, na weekend cos zorganizuje i dziecmi sie lubi zajac. Da sie, no.
          • 27.04.13, 13:48
            Przypomniała mi się historia mojej koleżanki z dawnych lat. Odkryła ona, że jej chłopak zdradza ją z jej sąsiadką. Wystawiła więc pod drzwi kochanki pudło pełne jego rzeczy z załączoną karteczką:"wzięłaś śmiecia, weź i to".
            • 28.04.13, 14:30
              :)))))))
    • 26.04.13, 13:46
      Taaaa... A jak go złapiesz za rękę, to powie, że to nie jego.
      • 26.04.13, 16:26
        Ok. no to trochę podsumowania.
        Ktoś stwierdził, że chyba nie żyję jeszcze zbyt długo, bo taka głupia jestem. Ok., 60-tki jeszcze nie mam ale grubo po 30 –stce to ok. żeby nie powiedzieć bardzo grubo ;). A co do głupoty, no cóż chyba dużą rolę odgrywa jednak dzieciństwo, wychowanie, to jakie wzorce dają nam rodzice i z czym wyposażają nas na przyszłość. Moi rodzice niestety choć kocham ich bardzo i na pewno starali się jak mogli, niestety wg mnie egzaminu nie zdali. Myślę, że stąd moje takie a nie inne wybory, brak jasnej oceny obecnej sytuacji i zastanawianie się nad oczywistymi rzeczami.
        Odnośnie tematu, na razie raczej na 99% konsumpcji nie było, ale też nie jest to dla mnie w tym momencie istotne, bo jak pisałam co innego mnie bardziej boli, to ta „zdrada” psychiczna. Szczerze mówiąc wolałabym żeby koleżankę skonsumował, temat zamknął i po sprawie. Ale na razie raczej się na to nie zanosi. Wiecie, to jest chyba na razie taki etap fascynacji, która z bardzo dużym prawdopodobieństwem w przypadku moich kiepskich relacji z M. przerodzić się może w coś więcej a ja nie mam zamiaru czekać do tego momentu. Wolę zakończyć temat przed rozwojem akcji i oszczędzić sobie doświadczeń jakie miała moja mama.
        Łatwo tez jest powiedzieć, spakuj mu manatki i za drzwi! Ja też powiedziałabym tak mojej znajomej w podobnej sytuacji, bez zastanowienia do widzenia i nie ma się nad czym zastanawiać.
        Niestety jeśli chodzi o mnie z moim chorym brakiem egoizmu to ciężka sprawa, najpierw myślę o wszystkich innych a na końcu o sobie a często też po prostu o sobie zapominam. To przyznaję jest do leczenia ale tylko to ;). Poza tym nie jest to takie proste, są przede wszystkim dzieci, i wiele innych zależności, które nie pozwalają jeszcze na podjęcie decyzji o wystawieniu walizek za drzwi :(
        W każdym razie Wasze opinie b. mi pomogły. Zobaczę jeszcze co wyniknie ze wspólnego spotkania (o ile dojdzie do takiego) i powiem jasno mojemu M. bez zastanawiania czy wypada czy nie, czy mam prawo czy nie, że niestety ale granice przekroczył i że na własne życzenie znajomość ma zakończyć bo jej nie akceptuję. KROPKA :)

        • 26.04.13, 17:37
          No coz, jesli chodzi o ciebie, to nie ma sprawy, jesli nie chcesz zmieniac swojego podejscia do zycia to ok. Ale jesli chodzi o dzieci, to sprawa ma sie juz zupelnie inaczej. Dajac po sobie jezdzic wychowujesz kolejne pokolenie, ktore dokona fatalnego wyboru partnera i bedzie w zyciu nieszczesliwe. Chyba masz tego swiadomosc, prawda, skoro wiesz skad wzial sie twoj problem?
        • 26.04.13, 17:50
          k.kasia.z napisała:

          > Odnośnie tematu, na razie raczej na 99% konsumpcji nie było, ale też nie jest
          > to dla mnie w tym momencie istotne, bo jak pisałam co innego mnie bardziej boli
          > , to ta „zdrada” psychiczna.
          A ja jestem pewna, że było i jedno, i drugie.

          Zobaczę jeszcze co wyniknie ze wspól
          > nego spotkania (o ile dojdzie do takiego)

          Nie wyniknie nic, prócz stresu dla ciebie.

          powiem jasno mojemu M. bez zastan
          > awiania czy wypada czy nie, czy mam prawo czy nie, że niestety ale granice prze
          > kroczył i że na własne życzenie znajomość ma zakończyć bo jej nie akceptuję. KR
          > OPKA :)

          Przecież to już mu mówisz cały czas!
          Manatki za drzwi nie - czyli co zrobisz?
          Nikt Ci tu nie dokucza, próbujemy pokazać, że już włączyłaś sobie mechanizm obronny (przed faktami) i że sama się zapętlasz w tej sytuacji.
        • 26.04.13, 17:55
          sobie pytanie, co tak naprawdę trzyma Cię w tym związku? W związku w którym jesteś poniżana, obrażana i wykorzystywana na wszelkie możliwe sposoby?
          Uwierz, że życie bez tego balastu będzie dużo lżejsze, bo nic nie stracisz, a zyskasz wiele.
          Tutaj nie można stosować półśrodków, czekać co się zdarzy przy spotkaniu, co powie on, co powie ona, bo tak naprawdę oni powiedzą Ci co będą chcieli, a nie to co zgodne z prawdą i tylko po raz kolejny wtłoczą w Ciebie przekonanie, że wariujesz i Ty to łykniesz, bo tak bardzo chcesz, żeby Twoje obawy nie były prawdą.
          I nawet jeśli chcesz ratować Wasze małżeństwo, to uwierz mi, jedynym na to sposobem są radykalne działania. Radykalne i bezkompromisowe, z wystawieniem walizek włącznie.
          --
          kliknij
          jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
        • 26.04.13, 18:06
          Czyli zamiast jakieś ruchy poczynić, polerujesz to swoje poroże i finansujesz rozrywki kochanki.
          > bie zapominam. To przyznaję jest do leczenia ale tylko to ;). Poza tym nie jest
          > to takie proste, są przede wszystkim dzieci, i wiele innych zależności, które
          > nie pozwalają jeszcze na podjęcie decyzji o wystawieniu walizek za drzwi :(
          I pokazujesz dzieciom, że polerowanie poroża oraz finansowanie kochanków partnera/ki to takie fajne i normalne w każdej rodzinie. T
          Kasia, chociaż dowody zacznij zbierać.
          --
          We wczorajszym dniu rząd Platformy Obywatelskiej nie został wybrany przez naród, tylko przez społeczeństwo. Narodem jesteśmy my ! (Zuzanna Kurtyka)
    • 26.04.13, 18:01
      Przyznam, że gdybym miała coś doradzić, to też doradziłabym zebranie dowodów najpierw na tą znajomość. Nocowanie poza domem, taka intensywność i intymność rozmów, to dowód na zdradę, niezależnie od tego czy do niej doszło. Czyli jak ktoś napisał już, notowanie tych nocowań plus świadek na nie, bilingi, ew. detektyw. I rzeczywiście nagraj może te ataki na ciebie.
      I warunki stawiaj jak już będziesz to miała. Może to bardzo wyrachowane zachowanie i na pewno szantaż, ale jak będziesz te warunki stawiała, mówiąc jednocześnie, że w razie czego wnosisz o rozwód z jego winy bo masz dowody, to mając na uwadze jego sytuację finansową, szybciej się zastanowi w jakiej sytuacji stawia go kontynuowanie znajomości i będzie mu pewnie "łatwiej" podjąć decyzję, że jednak jesteś ważniejsza.
    • 26.04.13, 18:11
      Kobieto, obudź się. Nie ma takiej opcji, żeby żonaty facet nocował u koleżanki z czasów kawalerskich i jej nie wydymał. A sądzisz, że ona go gości u siebie tylko po to, żeby sobie pogawędzić? Pan Ci opowiada, że fajnie mu się gadało i opowiadał koleżance jak w waszym małżeństwie jest źle?! Przepraszam, chyba czekasz aż ją przeleci przy Tobie w łożu małżeńskim, a Ciebie wyśle żeby im kawę zrobiła.
      Masz teraz pole manewru: smsy, dowody, zbieraj, nagrywaj i odetnij go od kasy, a potem rozwód z pana winy oczywiście.
      Nieodmiennie zastanawiam się skąd się biorą te biedne idiotki, które wierzą w owe przyjaciółki i koleżanki...
      • 26.04.13, 18:55
        che, che, zrehabilitowalas sie w oczach mych ta wypowiedzia.
        triss_merigold6 napisała:

        > Kobieto, obudź się. Nie ma takiej opcji, żeby żonaty facet nocował u koleżan
        > ki
        z czasów kawalerskich i jej nie wydymał. A sądzisz, że ona go gości u si
        > ebie tylko po to, żeby sobie pogawędzić? Pan Ci opowiada, że fajnie mu się gada
        > ło i opowiadał koleżance jak w waszym małżeństwie jest źle?! Przepraszam, chyba
        > czekasz aż ją przeleci przy Tobie w łożu małżeńskim, a Ciebie wyśle żeby im ka
        > wę zrobiła.
        > Masz teraz pole manewru: smsy, dowody, zbieraj, nagrywaj i odetnij go od kasy,
        > a potem rozwód z pana winy oczywiście.
        > Nieodmiennie zastanawiam się skąd się biorą te biedne idiotki, które wierzą w o
        > we przyjaciółki i koleżanki...


        --
        "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
      • 28.04.13, 22:33
        triss_merigold6 napisała:

        > Kobieto, obudź się. Nie ma takiej opcji, żeby żonaty facet nocował u koleżan
        > ki
        z czasów kawalerskich i jej nie wydymał.

        No cóż, nic dodać, nic ująć. Taka jest naga prawda.
    • 26.04.13, 18:42
      Ja odnoszę wrażenie, że przegrywasz ze swoim mężem na argumenty. A dlaczego? Bo nie masz konkretnie sprecyzowanych granic i zasad. Jesteś wyrozumiała i to jest fantastyczne, tyle tylko, że cierpi na tym Twój spokój psychiczny.
      Zastanów się dokładnie, do którego momentu Twoja cierpliwość wytrzymuje. Wyartykułuj dokładnie czego oczekujesz, jak wyobrażasz sobie szczęśliwy związek... Czego chcesz i zadbaj o własne pragnienia. Jak na razie są one bardzo rozmyte, można nimi kierować niczym chorągiewką... Łatwo Tobą manipulować.

      Zapytaj się męża, czy jemu odpowiadałoby takie zachowanie. Zasugeruj, że właśnie pewien przystojniak bardzo się Tobą interesuje i może nie ma nic przeciwko temu, byś spędziła u niego noc...? Powiedz, że on jest taki samotny, a Ty chyba jesteś jedyną kobietą, która może mu podać pomocną dłoń.
      Jeżeli Twój mąż nie będzie miał nic przeciwko, to znaczy, że jest już mocno zaangażowany, a taka sytuacja może być mu tylko na rękę. Wtedy chyba niewiele zdziałasz, oprócz uświadomienia problemu i "zmuszenia" go do dokonania wyboru łącznie z konsekwencjami.
      --
      Ludzie, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują miłości.
    • 26.04.13, 18:42
      On Cię zdradza i oszukuje, a Ty to wiesz, tylko wypierasz. On tchórz i oszust, Ty też tchórz.
      Dlaczego się na to godzisz? Skoro on nie chce się przyznać,. dlaczego nie załatwisz tego Ty?
    • 26.04.13, 18:48
      Szczerze mówiąc, po przeczytaniu kilku Twoich postów mam ochotę napisać: z jakiej choinki, Tyś się, trollu, urwał?

      Facet wraca o 7 rano, nie pobity, nie okradziony, czysty, trzeźwy...

      Wbrew pozorom jest cała masa kobiet wierzących, że był wtedy "u kolegi".

      Strasznie bezrefleksyjnie podchodzisz do swojej sytuacji, więc nie wiem, czy jest sens coś jeszcze pisać.



      • 26.04.13, 20:16
        cyt. "Wbrew pozorom jest cała masa kobiet wierzących, że był wtedy "u kolegi"-
        -nie powiedziałam, że uwierzyłam, gdybym uwierzyła nie sprawdzałabym komórki M.

        A tak swoją drogą ale się wątek rozwinął. Mam wrażenie, że nawet delikatnie wymyka się spod kontroli i odbiegamy od tematu :). Początkowe posty to odp. na zadane pytanie - super, a im dalej to rady co mam zrobic, czego nie robic, jaka jestem i czy jestem, skad się wzięłam itp. – to tak skrótowo. Ok. możecie powiedziec, że wypieram, może macie racje, ale dawac komuś wskazówki co ma robic, oceniac , nie znając całości, nie znając wszystkich innych aspektów, to już bardzo duża odpowiedzialnośc. I mam wrażenie, że nie ważne co bym miała do powiedzenia to już nie mam szans, pies pogrzebany, szuflada zamknieta:).
        Bardzo podobał mi się post Asiek 25 cyt. „normalne jest to, co sama zaakceptujesz i na co się zgadzasz. Więc choćby Ci 1.000 osób włącznie z Twoim mężem powiedziało, że ta sytuacja jest normalna i że robisz z igły widły, to jeśli dla Ciebie nie jest, to tego się trzymaj. I nie zgadzaj się na to, co Ci nie odpowiada, choć by wszyscy inni mieli inne zdanie niż Ty.” - Dzięki Asiek za przypomnienie :)
    • 26.04.13, 18:54
      kolezankom nielojalnym mowie stanowcze "nie". w ten sposob pozbylam sie wszystkich::)
      --
      "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
    • 26.04.13, 20:39
      Co mnie uderzyło - z Twojego opisu wynika, że mąż się nad Tobą znęca psychicznie (przestępstwo), a Ty się martwisz przede wszystkim, że Cię zdradza. Czy gdyby Cię nie zdradzał uważałabyś, że z Twoim związkiem jest wszystko ok?
      • 26.04.13, 22:45
        znęca się to naprawdę za dużo powiedziane, jeżeli tak wywnioskowałaś z mojego opisu to w takim razie trochę przejaskrawiłam. M. jak się wkurzy (ale wkurza się często) rzuca mięsem, w moim kierunku też, a jak się tak bardzo, bardzo wkurzy to rzeczywiście nie przebiera w słowach, po takim wyładowaniu przechodzi mu ale niestety mi długo nie, też dlatego, że w zasadzie nigdy nie przeprasza.
        Gdyby nie było tego tematu z koleżanką i tak uważałabym, że w moim związku nie jest wszystko ok.
        • 26.04.13, 22:51
          jego agresja jest istotnym żródłem problemów w naszym związku. Niestety on nie czuje tematu, stwierdza, że już taki po prostu jest i koniec tematu. Gdyby chciał wziąc udzial w jakiejś terapii, byłyby duże szanse na poprawę naszych relacji. Niestety tego typu rozwiązania działają na mężczyzn jak płachta na byka.
          • 26.04.13, 23:12
            Nie. Takie rozwiazania dzialaja na przemocowcow jak plachta na byka. Czy naprawde nie widzisz, ze dokladnie takie twoje przekonania sa diabelnie niebezpieczne dla dzieci? Ze one nigdy nie beda mialy prawidlowych wzorcow? Nie beda wiedzialy, ze mezczyzni wcale tak nie maja? Ze zbluzganie kogos nie jest metoda rozladowywania stresow? Ze najbardziej dba sie o wlasna partnerke, nie o kogokolwiek innego?
            • 26.04.13, 23:47
              tak widzę, od jakiegoś czasu coraz mocniej do mnie to dochodzi. Na początku ma się nadzieję, że coś się zmieni, że ten koś się zmieni ale kiedy dociera że nie ma szans, że nic się nie zmienia to właśnie dojrzewa się do pewnych decyzji. Ale ten proces trochę trwa. Przy czym w moim przypadku proces ten skutecznie jest zakłócany przez rodzinę i to najbliższą! Czyli np moją mamę, dla której rodzina to rzecz święta. I niby coś rozumie ale zawsze i tak kwituje no wiesz, jacy faceci są, tata taki był, dziadek taki był i co, jakoś wszyscy żyją (????!!!). Kompletna załamka. I zamiast wspierac wpędza w poczucie winy, że może faktycznie aż tak źle nie jest, ze może faktycznie przesadzam. No bo przecież fajne momenty też się zdarzają, to nie tak że wszystko jest do bani. I tych momentów trochę szkoda.
              • 26.04.13, 23:59
                I naprawde te momenty, kiedy wyjatkowo sie nie drze, nie nocuje u "kolezanki", nie obija sie i chwilowo nie chce od ciebie wiecej kasy, naprawde one rekompensuja te cala reszte?

                Rodzina bym sie nie przejmowala zupelnie. Sama widzisz do czego to prowadzi. Cale generacje mezczyzn, ktorzy uprawiaja przemoc, zdradzaja na prawo i lewo, nie pracuja i cale generacje kobiet, ktore to wszystko w milczeniu znosza. No, tak calkiem w milczeniu to nie, bo to sie musi gdzies rozladowac. Mezowi nie podskocza, bo zebow szkoda, wiec na kim sie skupia? Na dzieciach oczywiscie. Skoro ja cierpie to i niech dziecko cierpi. Co mam sama zyc w poczuciu zjeb**** zycia, jesli inni tez taka maja, to jest to dowod na to, ze przeciez inaczej sie nie da.

                Oczywiscie pominawszy dzieci, mozesz nadal tak zyc. Tylko z kazdym rokiem zabierasz sobie rok zycia, w ktorym moglabys byc kochana, wspomagana, traktowana jak partnerka, a nie szmata do mycia podlog i bankomat w jednym. A wiecznie niestety zyc nie bedziemy.
          • 26.04.13, 23:23
            Ja dzielę tę drugą płeć na chłopców i mężczyzn. Chłopiec to ten, który nie dorósł do swojej roli, który przedkłada własne ego i osobiste potrzeby nad rodzinę, bliskich, bycie dla nich wsparciem, opiekunem itp. Niestety czasami taki chłopiec miewa nawet kilkadziesiąt lat i sam zdążył naprodukować chłopców. I to chłopcy bywają bezrefleksyjni i jak to określiłaś - tak mają. Natomiast mężczyźni rozumieją swoją rolę w związku, w rodzinie i starają się ją jak najlepiej wypełniać, w tym, jeśli jest taka potrzeba, to np. skorygować swój temperament poprzez terapię. Są to w stanie zrobić, ponieważ mają inaczej ustawione priorytety. Ja zachęcam do bycia mężczyzną. Mówię otwarcie, że ich podziwiam - za siłę, stanowczość, odwagę. Natomiast chłopcy, którzy tylko podszywają się pod mężczyzn, budzą jedynie moją niechęć i nie widzę powodu, dla którego mam podtrzymywać to ich "męskie" kłamstwo.
            • 26.04.13, 23:55
              dobrze to określiłaś, mój zdecydowanie tak ma czyli przedkłada własne EGO (mega rozbudowane) i osobiste potrzeby nad rodzinę, bliskich, bycie dla nich wsparciem, opiekunem itp.
              No i co z tym można zrobic gdy są też mimo wszystko i plusy, a może to tylko moja wyobraźnia ;)?
              • 27.04.13, 00:02
                Samemu dorosnac do tego, zeby przestac byc placzaca po katach dziewczynka, wziac swoje zycie w swoje rece.
              • 27.04.13, 07:16
                Nie wiem, co z tym można zrobić. Jak bym wiedziała, jak zmienić ropuchę w księcia, to moje psy jadłyby ze złotych misek ;) A tak poważnie - uważać z kim się wiążemy, nie robić tego pochopnie, nie mieć nadziei, że on coś zrozumie i zmieni się dla nas. Wymagać, nie traktować jak dziecka, nie wyręczać, pozwalać odpowiadać za własne błędy, nie ulegać. Przy okazji być najlepszą z możliwych partnerek, by miał świadomość, że może już nigdy tak dobrze nie trafić, więc musi starać się i dbać o to, co ma. Ale to są wszystko działania zarówno prewencyjne, jak i po prostu długofalowe podejście do relacji. Nie wiem czy jest możliwość szybkiego wpłynięcia na osobę, która okrzepła w swoim nastawieniu do życia i do danej relacji.
                Jeżeli mogę ci cokolwiek poradzić w takiej chwili, to znajdź w sobie siłę i buduj ją kawałek po kawałku. Nie czuj strachu przed mężem, nie poddawaj się jego atakom gniewu, tylko spokojnym lecz stanowczym głosem powiedź, że sobie nie życzysz przekleństw i wybuchów złości w domu, więc ma wyjść i wrócić dopiero, kiedy będzie się zachowywał jak należy. Dbaj o siebie, zadbaj o swoje pieniądze, poproś o pomoc przyjaciół - byś miała kogoś w obwodzie. Spróbuj żyć tak, jakbyś już postawiła krzyżyk na tej relacji. Kompletnie nie skupiaj się na mężu. Być może to da ci dystans niezbędny do tego, by zobaczyć, jak wygląda twoja relacja, co jest szczere, a co zakłamane. My możemy sobie tutaj wypisywać, co nam ślina na język przyniesie. Każda z nas też patrzy na twoją opowieść ze swojego punktu widzenia i przede wszystkim poprzez swoje doświadczenia, które nie zawsze muszą być adekwatne do twojej sytuacji. To ty najlepiej wiesz, z kim żyjesz, na ile rokuje i czego chcesz od związku. Tylko potrzebujesz dystansu, by dopuścić do siebie tę wiedzę.
                • 27.04.13, 11:28
                  dziękuję, bardzo mądrze napisane :)
    • 26.04.13, 21:01
      Kasia. Jak się ma kłopoty w małżeństwie, to się idzie po pomoc: do terapeuty, do poradni małżeńskiej, itp, a nie do "koleżanki". Nocowanie u niej ma pomóc waszemu małżeństwu? Twój facet ma romans i wmówił Ci jeszcze, że to Twoja wina, bo się go czepiasz. Mówi, że Cię kocha, a potwierdza to swoim zachowaniem? Raczej przeczy, i to bardzo. Przejrzyj na oczy! Twój mąż Cię raczej nie kocha, bo kochający mąż tak się nie zachowuje. Bardzo lekko podchodzisz do tej sprawy i bardzo naiwnie.
      • 26.04.13, 23:15
        może to się wyda abstrakcją, ale wiem, że on na razie naprawdę mnie kocha, tzn, w jego rozumieniu miłości. Niestety coraz częściej zastanawiam się czy to nie rodzaj jakiejś choroby, jakiegoś defektu, może psycholog mógłby to jakoś fachowo zdefiniowac. Czasami mam wrażenie, że on naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że słowami też można kogoś zranic. On często nie pamięta co w wybuchu złości powiedział, dla niego jakieś epitety w moim kierunku to właściwie nic takiego i chyba dlatego też nie poczuwa się do przeprosin, no bo co się właściwie stało? No on po prostu taki już jest (to jego słowa). Niestety nie są to wg mnie normalne zachowania.
        • 27.04.13, 00:06
          Nie, nie WIESZ, ze on cie kocha, bo ku temu nie ma podstaw ani dowodow, ale WIERZYSZ, ze on cie kocha. A wierzyc musisz, bo inaczej ci sie rozleci calosc swiata, wieloletnie poswiecenie z przeszlosci przestanie miec sens i sama przed soba bedziesz musiala przeznac, ze przedluzanie agonii bylo bez sensu. Rzeczywistosc boli, ale ma te zalete, ze mozna ja zmienic.

          I to nieprawda, ze on sobie nie zdaje sprawy, ze cie rani. Bez przesady, az takim debilem nie jest (tym bardziej, ze jak sadze przynajmniej raz mu o tym powiedzialas). Jemu jest wszystko jedno, ze cie rani. A to spora roznica.
          • 27.04.13, 00:19
            Zabijasz moje poczucie "złudnego" bezpieczeństwa. Ale to dobrze, bo masz w 100% rację.
    • 26.04.13, 23:19
      Twój facet ma ewidentnie romans i to "pod Twoim okiem" i na dodatek próbuje robić z Ciebie wariatkę. Na Twoim miejscu, jeśli oczywiście jesteś od niego niezależna finansowo, odeszłabym.
      • 26.04.13, 23:32
        I dodam: przestała wierzyć w brednie: mój mąż mnie kocha i dlatego traktuje jak wariatkę, wyżywa się, jest agresywny- wszystko to robi z miłości :D
        • 26.04.13, 23:59
          no dobra, ciężki przypadek ze mnie
          • 27.04.13, 07:39
            Owszem.
          • 27.04.13, 10:44
    • 27.04.13, 11:18
      Śledzę ten wątek, czytam Twoje wpisy i mam wrażenie, że bardzo mocno skupiasz się na swoim mężu i jego potrzebach. On ma koleżankę, a Ty się zastanawiasz czy to normalne. On wybucha, a Ty go tłumaczysz, że taki ma charakter. Mama z ciocią i babcią twierdzą, że mężczyźni tacy właśnie są, a Ty kupujesz ich stanowisko. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? Gdzie jest Twoje zdanie, gdzie są Twoje potrzeby? Być może Twój mąż kocha Cię na swój "wybuchowy" sposób, ale czy to jest ten rodzaj miłości, który Tobie odpowiada? Czy właśnie w taki sposób chcesz być kochana? Być może mama z babcią mają ochotę usprawiedliwiać różne zachowania mężczyzn, ale co Cię obchodzi ich zdanie, skoro dla Ciebie niektóre rzeczy są nieakceptowalne? Dlaczego zgadzasz się z innymi i rezygnujesz z własnego zdania, wręcz z samej siebie?
      Pomyśl może o tym, aby na razie odsunąć od siebie wszystkich mądrych doradzaczy, którzy albo każą Ci akceptować aktualną sytuację bez mrugnięcia okiem, albo każą Ci wywalić męża z domu. Usiądź sobie w ciszy i spokoju i zastanów się czego Ty CHCESZ. Na co jesteś w stanie się zgodzić, a co jest absolutnie niedopuszczalne. Gdzie są Twoje GRANICE. Myślę, że osoby Ci bliskie nie szanują Twoich granic, bo nie potrafisz ani ich pokazać, ani ich obronić. A być może prawda tkwi jeszcze głębiej i być może Ty sama nie wiesz gdzie one są, nie potrafisz ich określić. I dopóki sama przed sobą mocno tych granic nie wytyczysz, dopóki nie postawisz przy nich swojej wewnętrznej siły do obrony własnych murów, to inni będą włazić na Twoje "poletko" depcząc Cię i tłamsząc. I wcale nie dlatego, że są tacy źli i podli, ale dlatego, że nie mają pojęcia, że przekraczają Twoje granice, bo im tego po prostu nie pokazałaś. A nawet jeśli pokazałaś, to być może przy najmniejszej próbie przekraczania Twoich granic zabrakło Ci siły do obrony, poddałaś się i poległaś. Więc inni, a szczególnie mąż, robią sobie z Tobą co im się podoba. Czy na pewno tak chcesz żyć?
      • 27.04.13, 11:49
        Zamykam buzię i słucham, bo naprawdę niektóre z postów trafiają w 100. Dzięki
      • 27.04.13, 17:55
        brawo! chyba najmadrzejsza wypowiedz,jaka czytalam do tej pory na tym forum.
        od siebie moge polecic autorce watku lekture ksiazki K.Miller "Chce byc kochana tak,jak ja chce" (nie wiem,czy czegos nie przekrecilam:)

        Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
    • 27.04.13, 11:21
      Nie koleżanka, a kochanka.
    • 27.04.13, 12:26
      Nie dosc ze gnoi, wyzywa, za grosz szacunku do ciebie nie ma, to jeszcze jawnie zdradza i wmawia ci ze jestes nienormalna... Niewiele juz rzeczy zostalo ktore poniza kobiete bardziej, chcesz na nie poczekac?
      --
      [url=http://lilypie.com][img]http://lb4f.lilypie.com/jXZyp1.png[/img][/url]
    • 27.04.13, 14:01
      k.kasia.z napisała:

      > Nie ukrywam że boli jego
      > serdeczność w stosunku do niej, tym bardziej, że między nami nie jest dobrze,
      > mój mąż jest mega nerwowy (chodząca bomba zegarowa) i w stos. do mnie zero cie
      > pły, serdeczny, bywa agresywny (agresja słowna), często nie przebiera w słowa
      > ch, wyzywa, ubliża, ujmuje mojej wartości, potrafi wykrzyczec, że jestem zerem,
      > do niczego się nie nadaję i takie tam, ale oczywiście mówi, że kocha ;).


      Słodziak, nie ma co :D.

      Przejrzyj kobieto na oczy, spakuj małżonka czem prędzej, niech się chłopina nie męczy tym kombinowaniem na dwa fronty, bo któregoś ranka z domu nie wyjdziesz tak rogi o futrynę będą Ci zawadzały.
      Naiwność babska nie ma granic...


  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.