Koleżanka mojego męża Dodaj do ulubionych


Pleeeease, poratujcie obiektywnym spojrzeniem, bo trochę pogubiona jestem.Chodzi o nagłą „przyjaźń” mojego męża z koleżanką z czasów kawalerskich. Przepraszam, trochę będzie długo ale muszę przedstawic cały obraz sytuacji.
Mój maż jakiś czas temu odnowił dosyc intensywnie swoją starą znajomość z koleżanką z czasów jeszcze przedmałżeńskich. To również moja znajoma ale w mniejszym stopniu. Tak się złożyło, że razem robili jakiś projekt (wcześniej kontakt bardzo sporadyczny, gdzieś w knajpach we wspólnym gronie), no więc wiadomo dużo wspólnych ustaleń, telefonów, maili itp. Jak to przy wspólnej pracy. Ale przy tym słowa pełne serdeczności, ciepła typu „cześc słonko”, „kicia”, „ niuńcia” itp. No ale na razie stoję z boku, obserwuję co dalej. No niby nic się nie dzieje. Tak na marginesie, mój tata miał długoletni romans i jako dziecko byłam wciągnięta w ten dziwaczny, chory, strasznie destrukcyjny układ. Niestety nie ma lekko, chyba zostało mi wyczulenie, przeczulenie itp. ale to bardziej we mnie, nigdy nie robiłam mężowi scen zazdrości. Zresztą nie było też ku temu powodów. No ale wracając do tematu - temat na razie na etapie pracy, więc nic nie mówię, nie robię, czekam. Nie ukrywam że boli jego serdeczność w stosunku do niej, tym bardziej, że między nami nie jest dobrze, mój mąż jest mega nerwowy (chodząca bomba zegarowa) i w stos. do mnie zero ciepły, serdeczny, bywa agresywny (agresja słowna), często nie przebiera w słowach, wyzywa, ubliża, ujmuje mojej wartości, potrafi wykrzyczec, że jestem zerem, do niczego się nie nadaję i takie tam, ale oczywiście mówi, że kocha ;). Wracając do koleżanki, no więc czekam aż projekt się skończy i zażyłość również. Któregoś dnia mój mąż wychodzi do znajomego na pifko, wraca o 7 rano , nic nie mówi tylko kładzie się spac do drugiego pokoju, nie sypialni. Ciche dni, potem mówi, że był u kolegi, no ja niby wierzę ale już teraz robię się wyczulona na maxa, obserwuję. Kontakt z koleżanką nadal trwa, równie serdeczny , coś nie daje jednak spokoju, niestety (niestety bo to trochę nie teges) sprawdzam komórkę, okazuje się że tamtej nocy był u koleżanki, smsy typu cześc obudzileś się już?, ja jeszcze śnię, sms mojego M. „ustka moje ale wpadka” i cos tam jeszcze . Prawie padłam, już nie czekam na rozwój akcji, robię awanturę. M. wciekły, że szperam po tel. ( w sumie miał rację), ale zaskoczony sytuacją. Tłumaczy, że tak, był u koleżanki, bał się powiedziec, bo będę wściekła , przysięga, że nic nie było, tylko gadali, bo mu sie nazbierało, bo u nas źle, bo fajnie mu się gadało no i zrobiło się tak późno. Pytam skąd te „ustka”, okazało się że koleżanka obdarowała go pocałunkiem w usta na do widzenia. A pisząc sms był jeszcze na gazie i nie wiedział co pisze ?!!! Przy tym zapewnia, że kocha, że to tylko przyjaźń i żebym nie wariowała, że żadna inna tylko ja… Staram się rozumiec, no tak co ja, o co się wściekam, no przecież koleżankę może miec, też mu ciężko, kryzys w domu, trzeba z kimś pogadac. No cóż myślę ok., projekt się skończy i koniec zażyłości, wytrzymam. Ale niestety nie koniec, zażyłość nadal trwa, godzinne rozmowy przez tel., zamyka się w pokoju, sms, niby niewinne typu - co tam, martwię się (koleżanka ma chyba jakieś problemy), co słychac, czy wszystko w porządku, smsów w do niej w tel 101 przez 4-mce (czy to normalne?), do bliskiego kolegi tylko 48. W międzyczasie różne problemy koleżanki , a to coś się jej w domu popsuło, a to ją okradli, a to coś, i coś tam jeszcze, też żale M. że ja chora, zazdrosna, wariuję i jaki on biedny. I znowu akcja, po naszej kłótni wychodzi, nie mówi gdzie, przychodzi o 6 rano, mówi, że był u koleżanki, bo go wkurzyłam, ale mnie kocha i żebym się nie wygłupiała, i takie tam…
No a dzisiaj znowu rozmowa tel., prawie 3 godz., (teraz to już faktycznie zrobiłam się podejrzliwa) , mój do niej na koniec, że muszą się spotkac, pogadac, umawiają się wstępnie gdzieś na mieście bo muszą obgadac jakiś wypad majowy /tu nie wiem do końca czy dobrze zrozumiałam, czy chodzi o ich wyjazd we dwoje czy może wspólny wyjazd razem ze mną ;)/ No i dla mnie to już lekka przesada, mój na to że przeginam, o co mi chodzi, że nie widzi nic dziwnego że gdzieś sobie z nią pójdzie, że ją odwiedza na chacie, że pójście z nią do kina to też nic takiego, że przecież to koleżanka itp. że ja chora jestem, powinnam się leczyc i takie tam.
No i wreszcie moje pytanie ;), bo się pogubiłam, czy to rzeczywiście normalne?, Czy ja przesadzam, bo tego nie akceptuję, czy on, bo przegina i nadużywa mojego zaufania.
No niby nie można się ograniczac, no ale chyba są pewne granice, osobiście nie wierzę w przyjaźnie damsko-męskie, z mojego doświadczenia – zawsze dla którejś ze stron, to coś więcej, ktoś znany kiedyś powiedział, że przyjaźń damsko męska to preludium do miłości, coś w tym moim zdaniem jest.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.