jak pomóc synowi uzależnionemu od alkoholu? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Piszę tu, bo już nie wiem, jak pomóc swojemu 21-letniemu synowi.
    Napiszę krótko: wiem, że syn ma poważne problemy z alkoholem. Dobrze wiem o tym.
    Tyle że dopiero jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że to już nie jest niewinne picie, ale zaczyna być problem.
    Zaczęło się to już kilka ładnych miesięcy temu. Przez to wyleciał ze studiów. Ale i tak nie to jest najgorsze. W ogóle przestał dbać o siebie. Wiem, że pożycza od innych ludzi kasę na alko. Wcześniej ja mu dawałam (wiem, głupota), ale od jakiegoś czasu nie daję już ani grosza (chociaż prosi). Długów nie oddaje.
    Obiecał mi, że się ogarnie, że pójdzie na terapię, cokolwiek.
    Ale na tym się skończyło. Raz był umówiony w ośrodku, ale zrezygnował i nie poszedł.
    Żadne rozmowy z nim nic nie dają, bo to na zasadzie jak grochem o ścianę.
    Nie wiem, co mam robić. Martwię się o niego, chciałabym mu pomóc, ale nie wiem, jak.
    Najgorsze jest to, że to pogłebia się coraz bardziej, że wynikają z tego inne problemy.
    I zwyczajnie martwię się o niego samego. Że coś mu się stanie, że jak się nie ogarnie, to całkiem się stoczy.
    Co mam robić? Dalej prosić, rozmawiać?
    • pomozesz mu,jak zamkniesz mu lodowke, odlaczysz net itp. a najlepiej wymeldujesz,ale wiem,milosc matki jest przeogromna i tego nie zrobisz. idelame byloby gdyby sie zakochal w fanej dziewczynie.oni wtedy wszyscy normalnieja. ja mam syna 23 letniego, nie pil,ale byl leniem i nie chcial sie uczyc. od dwoch lat mieszka z narzeczona za granica, pracuje i bardzo nas szanuje,bo wie ,jak ciezko jest samemu sie utrzymac przy zyciu. poniewaz nie mozesz liczyc na to,ze inna kobieta ocali twoje dziecko (poki co) to masz obowiazek ty to zrobic. a jak -odsylam do zdania pierwszego.bedzie bolao,ale jakie skuteczne.
      --
      "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
      • Raz kazałam mu się wynosić z domu. Nie było go tydzień. Wrócił w takim stanie, że później tego żałowałam.
        Pewnie ktoś zaraz napisze, że jestem za dobra i się lituję, chociaż nie powinnam.
        Może tak jest.
        Tylko ze gdzie on pójdzie? Pod most?
        Gdzie był wtedy przez ten tydzień - też nie wiem, nie dowiedziałam się.
        Poza tym jak jest w domu, mam nad nim pewną kontrolę - gdyby coś się działo, będę w stanie wezwać pomoc, cokolwiek zrobić.
        Jeżeli go wyrzucę, i coś mu się stanie - kto mu pomoże?
        Boję się, że prędzej stracę go właśnie wtedy, jak każe mu się wynieść.

        Proszę o rady, a marudzę? Może. Po prostu tego nie jestem w stanie zrobić.
        • nie marudzisz,staram sie ciebie zrozumiec,jako matke i doradzic jako doswiadczona matka.
          domyslam sie,ze nie masz meza i sama sie borykasz z problemem? ja smiem twierdzic,ze mialam jeszcze trudniej, bo mam meza, ktory zawsze "psul" mi dziecko. rozpieszczal,dawal za duzo pieniedzy i nic ponadto. wiec musilama jeszcze z tym walczyc. obecnie sytuacja jest taka,ze ojciec nie jest dla syna autorytetem. ale nie moja w tym wina.
          stanowczosc, to jest klucz do wszystkiego. rozumie,ze chcesz miec go pod kontrola, bo faktycznie, dokad pojdzie? ale musisz sobie uswioadomic,ze jest juz soba dorosla, i niezaleznie od sytuacji domowej, czy w kraju, musi byc odpowiedzialny juz sam za siebie.
          taki przyklad: zaplacilismy synowi za szkole. ale nie chicla juz do niej chodzic,zrezygnowal. do dzisiaj splaca dlug szkole, mimo,ze nieraz proponowalismy,ze za niego wylozymy,on jest honorowy, bo rozumie,ze to byla jego decyzja, a nasze pieniadze. musisz swoj lęk o dziecko odlozyc na bok.
          agata.w150 napisał(a):

          > Raz kazałam mu się wynosić z domu. Nie było go tydzień. Wrócił w takim stanie,
          > że później tego żałowałam.
          > Pewnie ktoś zaraz napisze, że jestem za dobra i się lituję, chociaż nie powinna
          > m.
          > Może tak jest.
          > Tylko ze gdzie on pójdzie? Pod most?
          > Gdzie był wtedy przez ten tydzień - też nie wiem, nie dowiedziałam się.
          > Poza tym jak jest w domu, mam nad nim pewną kontrolę - gdyby coś się działo, bę
          > dę w stanie wezwać pomoc, cokolwiek zrobić.
          > Jeżeli go wyrzucę, i coś mu się stanie - kto mu pomoże?
          > Boję się, że prędzej stracę go właśnie wtedy, jak każe mu się wynieść.
          >
          > Proszę o rady, a marudzę? Może. Po prostu tego nie jestem w stanie zrobić.


          --
          "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
      • Bez_przekazu, wybacz, ale bzdury piszesz.

        Twój syn 'znormalniał' bo się wyprowadził z toksycznego domu. Sama gdzieś tam piszesz, że syn nigdy nie był na pierwszym miejscu, 'bo i tak kiedyś odejdzie', tylko mąż.

        Proponuję najpierw przepracować swoje podejście do tematu, bo mącisz Autorce w głowie.
        • Ty tez piszesz bzdury,ale mnie to nie przeszkadza:)
          sonia_siemionowna napisała:

          > Bez_przekazu, wybacz, ale bzdury piszesz.
          >
          > Twój syn 'znormalniał' bo się wyprowadził z toksycznego domu. Sama gdzieś tam p
          > iszesz, że syn nigdy nie był na pierwszym miejscu, 'bo i tak kiedyś odejdzie',
          > tylko mąż.
          >
          > Proponuję najpierw przepracować swoje podejście do tematu, bo mącisz Autorce w
          > głowie.


          --
          "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
      • >idelame byloby gdy
        > by sie zakochal w fanej dziewczynie.oni wtedy wszyscy normalnieja. ja mam syna
        > 23 letniego, nie pil,ale byl leniem i nie chcial sie uczyc. od dwoch lat mieszk
        > a z narzeczona za granica, pracuje i bardzo nas szanuje,bo wie ,jak ciezko jest
        > samemu sie utrzymac przy zyciu. poniewaz nie mozesz liczyc na to,ze inna kobie
        > ta ocali twoje dziecko (poki co)

        Jestem PRZERAŻONA tym, co tu napisałaś. Naprawdę przerażona. NIKOMU nie życzę tak źle, żeby został dziewczyną/żoną alkoholika, JAK w ogóle można coś takiego pisać??? JAK można myśleć, że "ukochana uratuje alkoholika", NIGDY tak się nie dzieje. To sam alkoholik musi zrozumieć, że z nim źle i SAM musi się zdecydować na CIĘŻKĄ pracę nad wyjściem z nałogu.

        I nie porównuj alkoholizmu z "leniem, który nie chciał się uczyć" - to pierwsze to ciężka CHOROBA, z której bez wieloletniego leczenia samemu się nie wyjdzie!

        Autorko wątku - idź na terapię dla osób współuzależnionych, tam ci udzielą najlepszej pomocy. Powiedz też rodzinie i znajomym syna, że syn jest alkoholikiem, że prosisz, żeby u nie dawać alkoholu, nie pożyczać pieniędzy, i że ty nie odpowiadasz za jego długi, i NIE będziesz ich płacić. I nie płać.
    • Nie jestem fachowcem w dziedzinIe, ale leczenia nie da się wyProsić. W przypadku tego typu nałogów to podobno trzeba się stoczyć na dno, by zrozumieć że ma się problem i potem by ewentualnie go zacząć naprawiac. Czy byłaś już po poradę u osób które się na tym znają? Poradnia, tel. zaufania itp?
    • Napisz na forum "Uzależnienia".

      forum.gazeta.pl/forum/f,176,Uzaleznienia.html
      Tam poradzą Ci sami uzależnieni, a i specjaliści od leczenia uzależnień.
      Pozdrawiam.
      --
      Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
      pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
      • Witam! Mój mąż jest alkolikiem, po terapii zamkniętej obecnie kontynuuje ją ambulatoryjnie,więc temat znam aż za dobrze.Nic nie zrobsz na silę i za syna.Idź sama na terapię dla współuzależnionych,pozwoli Ci to poznać i zrozumieć mechanizm choroby alkoholowej,obecnie zapewniasz synowi komfort picia,stosujesz mechanizm wyparcia i zaprzeczenia.Ja obecnie jestem tez na terapii,mąż stara się odbudować relacje między nami,nie pije.Z perspektywy lat wiem,ze bez terapii nie da się z tego wyjść.Kiedy maz byl w Ośrodku bylam tam na mityngu dla rodzin,spotkalam tam matke sna alkoholika i nawet na forum pisałam,jak różna jest sytuacja żony a matki.Musisz nauczyc sie"twardej miłości" bo stracisz syna i zniszczysz siebie.bardzo mocno ściskam i przytulam.decyzje o terapii podjal maz sam
        • no wlasnie,czyli to,co napisalam Autorce, a siemionowna skrytykowala moj post:)


          napisała:

          > Musisz nauczyc sie"twardej miłości" bo stracisz syna i zniszczysz
          > siebie.bardzo mocno ściskam i przytulam.decyzje o terapii podjal maz sam


          --
          "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
    • Proszenie i rozmawianie to droga do nikąd.

      Wiem, jak to brzmi, ale jedyną SKUTECZNĄ pomocą, jaką możesz zaoferować synowi jest pozwolenie mu na zmierzenie się z konsekwencjami swojego picia.

      Czyli: jeśli pożycza od ludzi pieniądze i nie oddaje, to Ty nie pokrywasz jego długów tylko pozostawiasz sprawy swojemu biegowi. Dopóki facet nie nauczy się, że za swój nałóg odpowiada on, NIC się nie zmieni.

      Żeby się wydostać z nałogu, trzeba się odbić od dna. To dno dla każdego jest inne, ale jest to moment, w którym człowiek widzi, że jego życie zmierza do nikąd i zaczyna zdawac sobie sprawę, że jeśli nic z tym nie zrobi, będzie gorzej.

      W internecie jest sporo forów dla rodziców uzaleznionych dzieci, mam nadzieję, że znajdziesz tam coś dla siebie. Warto też rozejrzeć się, czy w okolicy nie działa jakaś grupa samopomocowa.

      Pozdrawiam
      • przeciez ja t samo zasugerowalam autorce, a ty moja porade skrytykowalas. nie umiem tak "pieknie" pisac, bo staram sie byc oszczedna w slowach,ale dokladnie to mialam na mysli. no,ale to bylam ja, a ty to ty.
        ps.i wypraszam sobie twierdzenia,jakoby moj dom byl toksyczny. toksyczna jestes ty, bo probujesz mi cos sugerowac nie majac do tego prawa (i podstaw). opierasz sie jedynie na szczatkowych informacjach , ktore podaje przy okazji odpisywania innym. moja rada: naucz sie trzymac jezyk za zebami.


        sonia_siemionowna napisała:

        > Proszenie i rozmawianie to droga do nikąd.
        >
        > Wiem, jak to brzmi, ale jedyną SKUTECZNĄ pomocą, jaką możesz zaoferować synowi
        > jest pozwolenie mu na zmierzenie się z konsekwencjami swojego picia.
        >
        > Czyli: jeśli pożycza od ludzi pieniądze i nie oddaje, to Ty nie pokrywasz jego
        > długów tylko pozostawiasz sprawy swojemu biegowi. Dopóki facet nie nauczy się,
        > że za swój nałóg odpowiada on, NIC się nie zmieni.
        >
        > Żeby się wydostać z nałogu, trzeba się odbić od dna. To dno dla każdego jest in
        > ne, ale jest to moment, w którym człowiek widzi, że jego życie zmierza do nikąd
        > i zaczyna zdawac sobie sprawę, że jeśli nic z tym nie zrobi, będzie gorzej.
        >
        > W internecie jest sporo forów dla rodziców uzaleznionych dzieci, mam nadzieję,
        > że znajdziesz tam coś dla siebie. Warto też rozejrzeć się, czy w okolicy nie dz
        > iała jakaś grupa samopomocowa.
        >
        > Pozdrawiam


        --
        "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
    • Agato, jestem córka i siostrą alkoholika. Idż do AA tam powiedza Ci jak pomóc pijakowi.
      • A czy mOgłabYś pokrótce napisać kilka podstawowych kroków? Bardzo mnIe to interesuje, w związku kimś z mojej przeszłości
        • Podstawowy krok to ZADBAJ O SIEBIE:) Zrób coś dla SIEBIE. Zajmij się SOBĄ.
          Mówię poważanie.
          A potem należy zrozumieć ze alkoholizm jest chorobą. ale można z nią żyć jeśli się chce. To chcę jest tu najważniejsze. Pomogą ci to zrozumieć wlasnie w AA. Ich grupy są wszędzie.
          Zajrzyj na stronę Al anon, polecam też książkę Rak duszy, autorki która żyje z alkoholikiem.
          • to autorka tego jeszcze nie wie?
            best_bej napisała:

            > Podstawowy krok to ZADBAJ O SIEBIE:) Zrób coś dla SIEBIE. Zajmij się SOBĄ.
            > Mówię poważanie.
            > A potem należy zrozumieć ze alkoholizm jest chorobą. ale można z nią żyć jeśli
            > się chce. To chcę jest tu najważniejsze. Pomogą ci to zrozumieć wlasnie w AA. I
            > ch grupy są wszędzie.
            > Zajrzyj na stronę Al anon, polecam też ks
            > iążkę Rak duszy, autorki która żyje z alkoholikiem.


            --
            "Gdyby nie internet nie wiedziałbym,że na świecie jest tylu idiotów" - Stanisław Lem
          • Dzięki za odp. Pytam, bo zastanawiam się nad Pewnymi decyzjami mojej mamy. To przeszłość wIęc raczej nie będę się zaczytywać. Już mnie to nie dotyczy, ale wydaje mi się że mogła postąpić inaczej niż stawiać spr. Na ostrzu noża odwyk albo rozwód. Wyszedł rozwód a całą winę zrzuciła na mnie.
            • Nigdy nie jest zbyt późno by mieć szczęśliwe dzieciństwo.
              Moja matka z kolei nie postawiła sprawy na ostrzu noża i o to miałam wiele lat żal do niej.
              • Nie bardzo wiem jak w wieku 30 lat mogę jeszcze mieć szczesliwe dzieciństwo ;-) wolałabym się poGodzić z tym że było nieciekawe i zacząć żyć już jako szczęśliwa dorosła.
                • Od swojego dzieciństwa nie uciekłam chociaż bardzo chciałam. Nie potrafię zbudować związku z innym mężczyzną, jestem konfliktowa, nie wierzę w siebie.
                  Teraz na terapii przeżywam je jeszcze raz, przy wsparciu terapeuty. To trwa ale wiem że warto.
                  • agato.w150 moja "rada" nic Ci niestety nie pomoże więc piszę po prostu po to, żeby Cię wirtualnie przytulić, bardzo Ci współczuję. Sama nie wiem co zrobiłabym gdyby mojego nastoletniego teraz syna ten problem kiedyś dotyczył :( Na pewno staralabym się to dostrzec jak najwcześniej i jakoś poddać go surowej kontroli ale na to za późno i zresztą trochę nie wiem jak można kontrolować dorosłego przecież lub prawie doroslego człowieka. Powiem Ci jak to wygląda u moich teściów, jestem synową alkoholika. Łagodnego raczej, bez żadnych agresywnych ekscesów, sprzedawaniu mebli na alko etc. Czasem krzyknie na teściową jak jest pijany ale niegroźnie bo to w ogóle przemiły i łagodny człowiek, najwspanialszy na świecie dziadek. Moja teściowa jest z nim już chyba ze 45 lat i nie wiem czy od początku miała ten problem, ale zdaje się, że ciągnie się to od zamierzchłych czasów. Recepta (której nie polecam, ja bym biegiem wypchnęła na terapię całą rodzinę): teściowa całe życie pilnuje męża, ma go pod totalną kontrolą, jest maksymalnie zdominowany i musi się jej słuchać, nigdy nie ma ani grosza pieniędzy i mam na myśli naprawdę ani grosza, rozlicza się z pieniędzy na zakupy. I tak zdarza mu się od czasu do czasu skądś uzbierać na 1 piwko, wypić z listonoszem albo dokończyć jakąś butelkę z pelnego barku (ale barku generalnie nie tyka, tylko teściowa przy np jej imieninach otwiera barek i wyciaga wino, co mnie dziwi, bo dla niego pokusa wielka.) Na pewno się nie stoczył, choć raz miał jakis poważny upadek po pijanemu jak jej nie było. Jest normalnym czystym pachnącym facetem a jego malżeństwo zaliczyłabym w zasadzie do udanych choć teściowa czasem się śmieje, że powinna była sie rozwieść i może to jeszcze zrobi.Wyglądają na w zasadzie całkiem jakby szczęśliwą parę choc żyją nieco osobno np teściowa ogląda serial w tv w salonie a teść sport w sypialni, ale ziemniaczki dla niej zawsze gotuje jak ona wraca z pracy. Jednak żaden wlaściwie wyjazd teściowej bez niego np sanatorium nie wchodzi w grę bo musiałby sam dbać o siebie i mieć jakieś pieniądze na życie, co skończylo by się piciem piwka. Ona szaleje z niepokoju o niego jak np dzwoni do niego i on nie odbiera, od razu ma czarne myśli i jak była kiedyś ze mną i z dziećmi nad morzem to mało nie umarla z niepokoju jak nie mogła się dodzwonić i nigdy więcej tak go nie zostawia. W domu mają wzorowy porządek wręcz pedantyczny, dziadek pomaga np odkurza codziennie. Mój mąż źle wspomina awantury między rodzicami o picie ale nigdy bezpośrednio nie wciągali w to dzieci, kłócili się między sobą tzn matka krzyczala. Czy to jest normalne życie nie wiem, ale z tego co wy piszecie teściowa jest współuzależniona choc trzymala go twardą ręką zawsze ale nigdy nie wywaliła z domu i nie zostawila samego pijanego jak mógł sobie niechcący jakąś krzywdę zrobic. Pozdr serdecznie
                    • To, co opisujesz, to jakaś masakra, nie żadna "recepta". Tak się nie da żyć - nie można nigdzie wyjechać, nawet wyjść z domu na chwilę, bo zaraz człowiek się martwi, czy będą problemy, czy może nie. Teściowa jest strasznie współuzależniona, przejęła odpowiedzialność za swojego alkoholika, dba o niego, pilnuje go - co będzie, jak jej zabraknie? Gość natychmiastowo się stoczy. To sam alkoholik powinien się pilnować, inaczej w życiu z tego nie wyjdzie.

                      >(ale barku generalnie nie tyka, tylko te
                      > ściowa przy np jej imieninach otwiera barek i wyciaga wino, co mnie dziwi, bo d
                      > la niego pokusa wielka.)

                      A to akurat zdrowy objaw, to alkoholik powinien się pilnować. Nie może być tak, że alkohol jest w domu tabu, że trzeba chować wszystkie butelki, bo pokusa - tzn. można tak zrobić w początkowej fazie leczenia, żeby rzeczywiście je alkoholikowi ułatwić. No ale nie da się tak przez całe życie.
                      • Też nie mogę uwierzyć,że tak,można żyć! Czy Ty naprawdę nie widzisz nic zlego w takim podejściu do teścia???cale jej życie kręci się w okol alkoholu męża,a Ty podajesz takie zachowanie jako receptę????? A gdzie oparcie w mężu,spójna rodzina,jakas samorealizacja???nawet na urlopie teściowa zyla czy mąż zapil,czy nie?i to jest wedlug Ciebiie sposób na życie???
                        • słówo "recepta" użyłam ironicznie, napisałam, że dla mnie jedyną recepta jest leczenie (choć teść nie chce a teściowa jakoś go do tego nie zmusza) Taką "receptę" na alkoholizm męża ma moja nieznośnie dominująca i kierująca wszystkim od drobiazgów po duże sprawy teściowa. Traktuje go chyba trochę jak dziecko, "karci"jak coś niemądrego jej zdaniem powie.
                          Nigdy nie chciałam, żeby zabrzmialo to jako prawdziwa recepta na alkoholizm najbliższej osoby. Na samym początku napisałam, że sama na to rady żadnej nie mam i tylko wspołczuję i że biegiem wypchnęłabym całą rodzinę na leczenie. Nie mam możliwości zrobić tego z rodziną pochodzenia męża. Moja teściowa, fajna i dobra osoba, wie zawsze wszystko "Najlepiej", nie mogę zmusić teścia i ją , ludzi pod 70 do leczenia na siłę. On zostaje codziennie sam w domu (ona wraca z pracy koło 18), jest na emeryturze i raczej nic nigdy sie złego nie dzieje, nie ma kasy a z barku sam nie bierze, nie pożycza, to bardzo skromny i oszczędny człowiek.Aczkolwiek ma problem alkoholowy. Nierozwiązany w zdrowy sposób.
    • Podane tu praktyczne rady są słuszne. Terapia dla osoby współuzależnionej, kontakty z AA, czytanie tematcznych lektur, pozostawienie synowi odpowiedzialności za to co robi.
      To są słuszne rady zachęcające do działania, do aktywności.
      Ale jest też sfera Pani przeżyć. Podstawowym jest prawdopodobnie bezradność. I stan braku kontroli. To wymusza konkretne zachowania, nie zawsze będące dobre dla syna. Ale one są dobre dla Pani, bo dają ,tak potrzebne , poczucie kontroli. To są rozmowy, plany działania, podejmowane decyzje ( nie dam pieniędzy, nie spłacę długów, więcej nie będę rozmawiała )
      Niestety od tego najtrudniej uciec, najtrudniej się przed tym schować.
      Rozterki będą Pani towarzyszyć zawsze w takiej sytuacji. Rozterki związane z poczuciem winy wymieszanym z solennymi postanowieniami działania czy pomocy. Rozterki związane z wymienianą już bezradnością i strachem.
      Dlatego właśnie w tym zakresie musi Pani zadbać o siebie. Paradoksalnie to pomoże Pani lepiej dbać czy pomagać choremu ( jeśli to już jest uzależnienie ) synowi. I choć to nie jest bezpośrednia pomoc, to warto w nią zainwestować. Przynosi efekty. Agnieszka Iwaszkiewicz

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.