Dodaj do ulubionych

moja mama mnie nie lubi

18.08.13, 15:13
Mam 33 lata, męża i 2 dzieci. Od dzieciństsa matka mnie nie znosiła , zawsze porównywała do innych i pytała "dlaczego nie moźesz być taka jak ona?". Powtarzała mi często, źe mam charakter ojca, którego szczerze nienawidzi. Krytykowala mnie i pouczała. Jakiś czas temu powiedziałam jej co mi leży nasercu i od tamtrj pory nie krytykuje mnie, ale zawszevjak coś powiem to prycha szyderczo pod nosem źebym wiedziała co omnie myśli. Doszło to tego, źe będąc w większym gronie przestaję się odxywać. Chyba wierzę w to, źe jestem głupia i nie powinnam się wypowiadać. Nie traktuje mnie w ten sposób kiedy jesteśmy same, tylko w gronie rodzinnym. Sama źyje w zakłamanym świecie, udaje, źe ma wspaniałą rodzinę, a tak naprawdę ma męża, który ją bije i dzieci, które niechętnie ją odwiedzają. Myślę, że dzwoni do mnie i zaprasza tylko ze względu na moje dzieci i męża. Ich bardzo lubi i pewnie wolałaby żeby tylko oni ją odwiedzali. Każde spotkanie z nią odchorowuje psychicznie i długo analizuję każde wypowiedziane słowo. Nie jestem w stanie jej zmusić do szanowania mnie, bo przypominam jej męża, ktorego nienawidzi.. Czy powinnam zrezygnowac z kontaktów z matką? Czy męczyć się i stracić do końca pewność siebie?
Obserwuj wątek
    • niebiesska Re: moja mama mnie nie lubi 18.08.13, 15:32
      Nie tyle całkowicie zrezygnować ale radykalnie ograniczyć.
      Nie jeździć.
      Nie udawać.
      Dzwonić tylko wówczas jeśli sama tego chcesz - nie ona.

      Na początku się obrazi, będzie Ciebie dalej obwiniać i oskarżać o złe zachowanie. Wysuwać argumenty dzieci/wnuków. To żadne argumenty. Niech sama przyjedzie jak tęskni. To może potrwać i przetrwasz to. Zobaczysz, że świat się nie wali, ty jesteś silniejsza.
      Najpierw zacznij dzwonić, nie widuj się, bo Ty też weszłaś w schemat i osobiste kontakty będą trudne dla ciebie by zachowywać się inaczej niż dotychczas.
      Nie musisz jej niczego tłumaczyć. Krótko: mamo, nie szanujesz mnie, nie będę tego dłużej znosić.
      Dzieci: kartki, telefony z życzeniami. Wszystko.

      Jeśli nie chcesz się kontaktować: MOŻESZ SOBIE ODPUŚCIĆ.

      Ja odpuściłam, jestem zdrowsza, silniejsza, mam poczucie, że ani siebie ani nikogo nie okłamuję.
      Ona będzie Cie wciągać w poczucie winy ale i tak to robi, więc luz. Dasz radę. Nie musisz do niej jeździć. Jest dorosła, sama dokonuje wyborów. Tylko nie daj się wziąć na szantaż emocjonalny typu "bardzo chora jestem". Jak będziesz miała obawy, czy faktycznie, wyślij męża, ewentualnie ojca zapytaj. Albo kogoś w jej pobliżu.
      Po prostu postaw się i przetrzymaj najgorsze. Zmień się TY.
      Potem może zmięknie, będzie lepsza ale nadal bądź czujna, stare nawyki będą mieć nawroty. Reaguj wówczas natychmiast.
      Da się.

    • andevi Re: moja mama mnie nie lubi 19.08.13, 12:43
      "Moja mama mnie nie lubi."
      To, co opisujesz, to już nie zwykłe nielubienie. To poniżanie. To psychiczne znęcanie się. To krzywdzenie. Odetnij się. Masz prawo do własnego zdania, jak również do wyrażania go publicznie, bez złośliwego prychania czy komentarzy.
      Mi pomogła na pewnym etapie książka Susan Forward -"Toksyczni rodzice". Poczytaj, dowiesz się, jak sobie radzić. Ale terapeuty też bym nie omijała.
      --
      "Ludzie wielcy dyskutują o ideach.
      Ludzie zwyczajni dyskutują na temat.
      Ludzie prymitywni dyskutują... o innych ludziach."
    • maryska60 Re: moja mama mnie nie lubi 19.08.13, 13:06
      A ja się zastanawiam, czy naprawdę Cię nie lubi?
      Miałam podobny przypadek z ojcem. Może nie tak drastyczny, ale podobny. Też ciągle mnie krytykował, każdy mój sukces musiał jakoś obniżyć, dodając "ale" :" Dobrze, że wygrałaś olimpiadę matematyczną, ale z geografii powinnaś tę czwórkę podciągnąć", "Świadectwo z czerwonym paskiem? Ale na zawodach w pływaniu zajęłaś dopiero 10 miejsce". I tak dalej i tak dalej. Oczywiście podobnie jak w Twoim wypadku, przed obcymi się mną chwalił, ale uważał, że chwalenie mnie bezpośrednio jest niewychowawcze, bo rozpuszcza dziecko. Więc ja słyszałam tylko krytykę. Nawet za złe zachowanie moich dzieci czy męża, ja byłam odpowiedzialna. Nie zwracał uwagi im, tylko mnie. Skrzywdzono mnie w pracy? Na pewno to ja zawiniłam. Do dziś mam poczucie, że jeśli coś się dzieje źle w moim życiu, to na pewno ja jestem za to odpowiedzialna. O tym, żebym mogła się mu poskarżyć, wyżalić, mogłam zapomnieć. Na pewno skończyło by się to kazaniem na temat jak to JA nie umiem postępować w życiu. Więc udawałam, że wszystko jest ok, koloryzowałam nawet rzeczywistość, żeby nie dać mu pola do kolejnych pretensji.
      Ale... wiem, że nie robił tego z nienawiści. Robił to z miłości, bo w swoim mniemaniu, ciągłe karcenie miało na celu wychowanie idealnego dziecka. Według niego chwalenie nie mobilizuje, rozpuszcza i pozostawia na laurach. Ponadto chciał mieć dzieci idealne, stąd wpychanie nas w różne zajęcia, do których nie miałyśmy kompletnie talentów, męczyłyśmy się nie osiągając pożądanych efektów. I znów powód do narzekania - bo inni tak pięknie tańczą, jeżdżą na nartach, grają na fortepianie...nie brał pod uwagę, że jedni tańczą, inni jeżdżą na nartach, a ja musiałam być mistrzem we wszystkim.
      Kiedy już byliśmy dużo starsi i miałam odwagę mu to wszystko powiedzieć, sprzeczaliśmy się wiele razy, nie przyjmował do wiadomości moich racji. To były, na szczęście przyjazne sprzeczki, w których jednak odkrywałam jego dobre intencje. Ale, że wyrządzał nam szkodę na psychice... No taki typ, zresztą jego brat robi swojej córce dokładnie to samo, tylko chyba w jeszcze bardziej przykry sposób. Wiem, że kocha ją nad wszystko - wymarzona, długo oczekiwana jedynaczka. Ale to dążenie do ideału niszczy ich nawzajem.
      Być może w Twoim przypadku jest inaczej, może rzeczywiście matka to robi z innych pobudek. Ale radzę się przyjrzeć i temu aspektowi. Może coś w tym jest i nie masz powodów czuć się niekochana...
      • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 19.08.13, 13:57
        Jeśli rodzic dziecko ZAWSZE krytykuje, ale chwali się nim na zewnątrz to nie chwali dziecka, tylko siebie - jako dobrego rodzica. Jeśli zmusza dzieci do realizowania jego wizji odnośnie co to powinny umieć, wbrew ich zainteresowaniom i talentom, to dowartościowuje się kosztem dziecka. To nie jest miłość. A przy braku umiejętności przyznania się do błędu, pachnie raczej narcystycznym zaburzeniem osobowości. Nie oznacza to, że w ogóle nie kocha dziecka (choć takie osoby mają zazwyczaj dość spłyconą emocjonalność i nie są w stanie kochać bezwarunkowo), ale te zachowania nie wynikają z miłości, są za to nadużyciami wobec dziecka. Raczej kocha jakieś nierealne wyobrażenie idealnego dziecka i to realne stara się nagiąć do tego wyobrażenia, nie dostrzegając realnego człowieka, którym ono jest.

        Natomiast jest pewien procent rodziców, który odbija sobie na dzieciach własne frustracje i zachowuje się jakby chciał zniszczyć psychicznie dziecko. Owszem, będzie to racjonalizował hasłami o metodach wychowawczych czy też obwiniając je o winy urojone, ale to tylko pretekst by stosować przemoc psychiczną. Takiemu rodzicowi nie zależy na dobru dziecka, ledwo dostrzega dziecko zza swoich potrzeb i emocji, a empatii nie ma więc nie przejmuje się zupełnie tym jakie cierpienie zadaje. Matka autorki nie ma odwagi kierować nienawiści do męża, więc wyżywa się na córce. Jedyną winą córki, jest to, że jest - "powody" są wymyślone by jakoś ataki zracjonalizować - nie ma sensu się nimi zajmować.

        Taki typ przemocy dobrze jest opisany w książce "Molestowanie moralne" Marie-France Hirigoyen. Od takiego rodzica należy wiać , bo nigdy się go nie przekona do tego by nas traktował z elementarnym szacunkiem, a koszt psychiczny podtrzymywania takiego kontaktu jest zbyt duży.
        --
        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
          • andevi Re: moja mama mnie nie lubi 20.08.13, 21:55
            Obejrzałam, posłuchałam, nawet kilka razy. Fajne, prawdziwe, tylko... co ma wspólnego z tematem? Ojciec Pallotyn mówi tu o zazdrości i kwituje stwierdzeniem, że szczęście bierze się z tego, jak postrzegamy rzeczywistość, a nie z tego, jaki jest nasz stan posiadania.
            Zupełnie nie rozumiem, co to ma wspólnego z poniżaniem, gwałceniem praw dziecka, notorycznym przekraczaniem granic przez rodzica? Że niby gdy dziecko sobie prawdę przekabaci i powie "tak, tatuś to poniżał mnie z miłości i to był wielki i dobry człowiek", zdusi w sobie gniew na tyrana, to będzie szczęśliwy? Czy to chciałaś powiedzieć?
            --
            "Ludzie wielcy dyskutują o ideach.
            Ludzie zwyczajni dyskutują na temat.
            Ludzie prymitywni dyskutują... o innych ludziach."
            • maryska60 Re: moja mama mnie nie lubi 20.08.13, 22:31
              Może rzeczywiście wykonałam zbyt skomplikowaną paralelę myślową, ale wydawało mi się, że wyjaśniłam to przed podaniem linku. Nie chodziło o dosłowne odczytanie tego przesłania. Chodziło mi o to, że dużo zależy od naszego postrzegania. Można zachowanie rodzica potraktować jako nienawiść, a można próbować zrozumieć i wierzyć, że jest to przejaw specyficznej troski. Mnie udało się tak to postrzec i wiem, że się nie pomyliłam, bo mieliśmy do końca jego życia bardzo dobre, serdeczne układy. Choć kłóciliśmy się, a w pewnym momencie wypunktowałam go, jakie mam do niego pretensje. Miałam tę odwagę, bo nie postrzegałam go jako wroga i oprawcę. Udało nam się umieć ze sobą rozmawiać i wybaczać.

              > Że niby gdy dziecko sobie prawdę przekabaci i powie "tak, tatuś to poniżał mnie
              > z miłości i to był wielki i dobry człowiek", zdusi w sobie gniew na tyrana, to będzie
              > szczęśliwy? Czy to chciałaś powiedzieć?

              Bardzo to wyolbrzymiłaś. Oczywiście, jeśli ktoś jest oprawcą i tyranem, bije, znęca się, gnoi - nie można mu wybaczać. Ale jeśli ktoś tylko okazuje swoje niezadowolenie, poucza, poprawia? Autorka wątku też nie mówi o znęcaniu się, ale lekceważącym prychaniu, poprawianiu, pouczaniu, niezadowoleniu. Pokazałam tylko inny aspekt takiego zachowania, który być może pozwoli jej spojrzeć na to wszystko inaczej i zamiast popadać w depresję - zrozumieć. Być może matka, mając ciężkie życie z ojcem, jest sfrustrowana, być może dlatego chce by przynajmniej córka była idealna? A czy córka próbowała okazywać jej serdeczność, tłumaczyć, rozmawiać?
              Tego nie wiemy, wiemy tylko tyle ile nam powiedziała, opisała swój punkt widzenia, być może nawet pod wpływem silnych emocji. Dlatego nie twierdzę, że tak jest, ale że tak może być i warto się nad taką wersją zastanowić.
              • sanciasancia Re: moja mama mnie nie lubi 20.08.13, 22:51
                > ka była idealna? A czy córka próbowała okazywać jej serdeczność, tłumaczyć, roz
                > mawiać?
                Ale dlaczego przerzucasz winę ze znęcającego się rodzica na dziecko? I dlaczego po takim zachowaniu dziecko miałoby okazywać serdeczność?

                I tak, takie zachowanie jest znęcaniem się nad dzieckiem i pozbawianiem go poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości i wyłącznie rodzic jest za to odpowiedzialny. I to rodzic winien jest dziecko bezwarunkowo kochać, a nie odwrotnie.

                I tak z mądrości ludowych: "Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane". Co mi po teoretycznej miłości rodzica, czy małżonka, jak nie okazuje mi ani miłości ani szacunku, tylko mną pogardza?
                --
                they are not broken. they are refucktored -- alxchk
                • maryska60 Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 16:05
                  sanciasancia napisała:

                  > Ale dlaczego przerzucasz winę ze znęcającego się rodzica na dziecko?

                  Ale jaką winę? Nikt nie przerzuca winy, postuluję tylko zastanowienie się nad powodami takiego zachowania rodzica. Małe dziecko nie musi się nad tym zastanawiać, ale dorosły człowiek wie już więcej o świecie i mógłby przeanalizować sytuację.

                  > I dlaczego po takim zachowaniu dziecko miałoby okazywać serdeczność?

                  Jeśli się kocha i chce pomóc, to to najlepsza droga. Jest taka bajka o jeżyku, który poskarżył się mamie, że w stawie mieszka potwór, który na niego spogląda ze złością. Próbował go postraszyć, wygrażał kijem, robił groźne miny, ale tamten też mu wygrażał i krzywił się. A wtedy mama doradziła, żeby spróbował się do niego uśmiechnąć. I co? I potwór, który oczywiście był odbiciem jeżyka w wodzie, też się do niego uśmiechnął.

                  Oczywiście nie można wyciągać ręki w nieskończoność, ale można próbować. Autorka sama przyznała, że po rozmowie z mamą, zaprzestała złośliwości. No fakt, prycha jeszcze, ale trudno czasem tak od razu wyzbyć się swoich nawyków. Cenne, że coś już zrozumiała.
                  Oczywiście można się zaciąć w sobie, zerwać kontakty, uznać się za ofiarę i znienawidzić rodzica, co wiele osób tutaj doradza autorce. Tylko świat nie jest zerojedynkowy, jak wynikałoby z wielu tutaj wypowiedzi. Ludzie nie są tylko przyjaciółmi i tylko wrogami. Jest cała gama relacji pośrednich i myślę, że warto je ratować.
                  • sanciasancia Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 16:51
                    > Ale jaką winę? Nikt nie przerzuca winy, postuluję tylko zastanowienie się nad p
                    > owodami takiego zachowania rodzica. Małe dziecko nie musi się nad tym zastanawi
                    > ać, ale dorosły człowiek wie już więcej o świecie i mógłby przeanalizować sytua
                    > cję.
                    No i właśnie, obarczasz odpowiedzialnością osobę, która nie zawiniła za istniejący stan rzeczy. Poza tym, jaka analiza jakiej sytuacji? Chyba raczej dogłębne i bezsensowne poszukiwanie dowodów na to, że matka ją kocha.
                    > Oczywiście można się zaciąć w sobie, zerwać kontakty, uznać się za ofiarę i zni
                    > enawidzić rodzica, co wiele osób tutaj doradza autorce.
                    Wręcz przeciwnie. Dojrzeć do świadomości, że z tej relacji nic nie będzie ("z pustego i Salomon nie naleje", skoro tak lubisz porównania) i dać sobie spokój z kontaktami z osobą, która z uporem maniaka i przyjemnością sprawia Tobie ból. To nie jest nienawiść, to akceptacja i wynikające z niej działanie.
                    >Jest cała gama relacji pośrednich i myślę, że warto je
                    > ratować.
                    Jakich pośrednich? Matka jest wroga córce, gdzie Ty widzisz jakiekolwiek relacje pośrednie?
                    --
                    they are not broken. they are refucktored -- alxchk
                    • verdana Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 17:00
                      No tak, dorosły niszczy dziecko, a to jak dorośnie ma "zrozumieć" i wybaczyć. Jak lał, to okazywał swoistą troskę, jak poniżała, to tylko dlatego, że może dziecko nie dosyć się starało. W ten sposób można powiedzieć, zę ofiara powinna zrozumieć gwałciciela, byla taka ładna, a on akurat miał ochotę na seks. Wystarczy pomyśleć i okazuje się, ze jeśli jest "przyczyna" jakiegoś zachowania, to wybaczenie jest automatyczne. Masz powód, aby zaniedbywać dziecko - w takim razie nie można mieć pretensji o zaniedbywanie, naprawdę, trudno wymagać, aby matka, która ma dużo spraw na głowie pamiętała jeszcze, że dziecko trzeba nakarmić. Jako dorosłe dziecko powinno samo dojść do wniosku, ze jeśli było bite, to tylko dlatego, zę mama była zdenerwowane, też jest sie o co zalić.
                      Absurd. Szkodliwy. Wybaczyć można rodzicom jednorazowy "wyskok", można wybaczyć, jeśli przejściowo, z powodu np. załamania nerwowego gorzej zajmowali sie dzieckiem, można wybaczyć nadopiekuńczość, gdy rodzice stracili inne dziecko. Stałego zaniedbywania, poniżania, braku miłości nie tylko nie można wybaczyć, ale wręcz nie należy. W takim wypadku niechęć jest jak najbardziej naturalnym uczuciem, natomiast sztuczne "wybaczenie" niczego nie załatwi.

                      --
                      • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 17:35
                        Wybaczyć z czasem można, ale nie trzeba. Najczęściej wymaga to dłuuuższej terapii. Warto wybaczyć dla własnego spokoju, dla mnie wybaczenie jest takim ostatecznym zamknięciem dzieciństwa, uwolnieniem się od żalu i pretensji na poziomie emocjonalnym. Ale wybaczenie nie oznacza, że pojawią się nagle silne serdeczne uczucia do rodzica, który nigdy tych uczuć i nie budował, a wręcz całe zaufanie i bliskość niszczył i obracał przeciwko nam. Taki rodzic nie jest bliższy niż wieloletnia sąsiadka - jakiś sentyment jest, ale za dużo nie łączy.

                        A na pewno nie ma obowiązku wybaczyć, rodzicom wybaczenie nie należy się od tak, gdy sami absolutnie nic nie robią by te relacje naprawić, a czasem wręcz nasilają przemoc gdy dorosłe dziecko usamodzielnia się coraz bardziej.

                        --
                        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                      • sanciasancia Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 21:19
                        Ja mam takie wrażenie, że to jest takie chore przeniesienie --- skoro rodzic nie kochał bezwarunkowo, to dziecko powinno. I za tym, "zrozumieć" i "wybaczyć".
                        --
                        they are not broken. they are refucktored -- alxchk
                  • euralla Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 17:04
                    Nie doszukuj się w mojej matce matczynej miłości. To osoba fałszywa, któravbardziej dba o pozory niż o czyjeś dobro. Boi się, że zerwe z nią kontakt, bo co by ludziom powiedziała. Nie będe zrywała kontaktu, bo to by znaczyło, źe ma na mnie duży wpływ, władzę nad moimi uczuciami, ale zamierzam nie ucxestniczyc z rodzinnych imprezach, na których ona będzie i zamierzam podac jej prawdziwy powod takiedo postepowania. Myślę, że tak będzie dla mnie najzdrowiej
                    • aqua48 Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 17:57
                      euralla napisał(a):

                      > Nie doszukuj się w mojej matce matczynej miłości. To osoba fałszywa, któravbard
                      > ziej dba o pozory niż o czyjeś dobro. Boi się, że zerwe z nią kontakt, bo co by
                      > ludziom powiedziała. Nie będe zrywała kontaktu, bo to by znaczyło, źe ma na mn
                      > ie duży wpływ, władzę nad moimi uczuciami, ale zamierzam nie ucxestniczyc z rod
                      > zinnych imprezach, na których ona będzie i zamierzam podac jej prawdziwy powod
                      > takiedo postepowania. Myślę, że tak będzie dla mnie najzdrowiej

                      Myślę, że to co planujesz to rodzaj zemsty. A to bardzo niszczące. Lepiej dla Ciebie byłoby zerwać kontakt całkowicie, odbudować sobie życie i poczucie własnej wartości, stworzyć krąg wspierających Cię bliskich osób, a ewentualnie jeśli poczujesz się na tyle silna, żeby matce sprostać to kiedyś w przyszłości możesz ten kontakt nawiązać na TWOICH warunkach tym razem.
                      • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 18:28
                        To jest właśnie głos na + do przynajmniej czasowego zerwania kontaktu ze stosującymi przemoc rodzicami. Łatwo na etapie buntu wejść w wyniszczającą się walkę. Po raz pierwszy wyrzucając z siebie złość, czując się dla odmiany silnym, a nie słabym jak całe życie - "dać poczuć" rodzicom jak to jest, "powiedzieć co się myśli i czuje" a raczej wykrzyczeć tak by zabolało najbardziej. Z jednej strony ma się prawo do bólu i złości. Potrafią być niewyrażalne. Z drugiej strony nie usprawiedliwia to stosowania przemocy z naszej strony. Czym innym jest nazwanie po imieniu co się stało z naszej perspektywy, powiedzenie jak się czujemy gdy rodzic mówi/robi to i to - a co innego robienie mu na złość, mówienie czegoś by go zabolało, wrzeszczenie tego samego raz po raz by wymusić na rodzicach konkretny efekt - zmianę, której oni nie chcą, której mają prawo nie chcieć, nawet jeśli byłaby zdrowa i dobra dla naszej relacji.
                        Na tym etapie trudno się przed tym powstrzymać, dostrzec perspektywę i ograniczenia rodzica - ok, trzeba to przeżyć i przerobić, ale niekoniecznie wykrzyczeć rodzicowi w twarz raz po raz. To do niczego nie prowadzi, on potraktuje to jako nieusprawiedliwiony atak i dowód na naszą podłość, zacietrzewi się w postawie obronnej, wytłumaczy sobie, że przy "takim" dziecku jego zachowanie było usprawiedliwione i wszelkie nasze prośby o traktowanie nas jak dorosłych zbije śmiechem, bo nie zachowujemy się jak dorośli.

                        Lepiej ten etap przerobić na terapii, na warsztatach wybaczania, u przyjaciółki na kanapie, wylewając całą złość w listach i je paląc. A z rodzicami porozmawiać gdy będziemy spokojniejsi, sami ze sobą dojdziemy do porozumienia czego chcemy a czego nie chcemy.

                        Inaczej możemy latami ugrzęznąć w nakręcającej się spirali nienawiści, to nic nie uzdrawia.
                        --
                        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                  • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 17:20
                    maryska60, udzielasz sensownych rad dla trudnych relacji rodzinnych z rodzicami, którzy jednak nie są bardzo toksyczni, nie są silnie zaburzeni, kochają dzieci, tylko mają problem z okazywaniem im tego, w jakimś momencie życia mieli trudniejszy okres, ale ogólnie byli ok.

                    Natomiast w przypadku rodziców silnie toksycznych, z zaburzeniami osobowości, pozbawionymi empatii i odgrywającymi na dziecku swoje frustracje, uzależnionych - takie rady nie dość, że nie pomagają, ale szkodzą. Wpędzają dziecko we wspóluzależnienie, kolejne próby "rozumienia rodzica", usprawiedliwiania go, dopatrywania się śladów miłości tam gdzie rodzic nawet nie widzi dziecka i realizuje swoje potrzeby. Takie dorosłe dzieci ZA DUŻO już się zastanawiały DLACZEGO rodzic zachowuje się tak a nie inaczej, do niczego dobrego to nie prowadzi, zazwyczaj kończy się to kolejnym przekonaniem "gdybym tylko bardziej się starała, gdybym uszczęśliwiła mamę to była by dla mnie milsza, gdybym była idealną córką/synem to mama by mnie kochała" - czyli de facto branie na siebie winy za zachowanie rodziców. To rodzic był dorosły, miał różne możliwości poradzenia sobie, zamiast używać dziecka. To dziecko należy się przede wszystkim zrozumienie, bo w takiej rodzinie nikt się nie przejął jego krzywdą i przyzwyczaiło się, że jego uczucia i potrzeby się nie liczą.

                    sanciasancia mądrze pisze, że potrzebna jest akceptacja tego co jest - że zachowanie rodzica nie zależy od nas, że rodzic taki jest i się raczej nie zmieni. Jeśli dziecko dorosłe wmawia sobie, że rodzic na pewno je kocha, to cały czas łudzi się nadziejami, że skoro kocha, to się kiedyś zmieni, w końcu doceni i zaakceptuje. Uznając jak jest można skupić się wreszcie na sobie, nie na rodzicu, przestać zabiegać o jego docenienie i zająć się własnym życiem. Nazwanie przemocy po imieniu jest niezbędne by nie pakować się w podobne relacje w przyszłości.

                    Co do relacji pośrednich to jaką drogę środka proponujesz wobec matki, która nie potrafi nawet 15 min powstrzymać się od drwienia z dziecka? Po rozmowie z autorką matka nic nie zrozumiała i nie zmieniła się. Podobnie jak ja kiedyś wykręciłam rękę ojcu gdy chciał mi wlać, on też nie zrozumiał, że mnie krzywdził i nie należy tego robić. Po prostu gdy dziecko dorasta i się skutecznie stawia rodzic widzi, że nie jest tak bezradne jak kiedyś i nie można sobie pozwalać na bezpośrednią przemoc. Ale agresja nie znika. Naprawdę myślisz, że widok rodzica patrzącego na ciebie z nienawiścią i parskającego ze złości na wszystko co robisz i powiesz, jest taki przyjemny i zachęca do kontaktu? To boli, nawet gdy rozumiesz, że nie chodzi o ciebie a o to, ze rodzic przelewa na ciebie złość z małżonka czy swoich rodziców, to boli i męczy.

                    Ja nie nienawidzę mojej mamy, ja jej nie lubię - jest wrednym paskudnym człowiekiem, któremu przyjemność sprawia niszczenie psychiczne innych. Rozumiem, że miała taką samą matkę i współczuję jej tego co z nią przeszła, ale to jej nie usprawiedliwia - mogła przerobić temat, ale wyżywać się na innych jest łatwiej. Ona wybrała i ponosi tego konsekwencje, ja nie zasłużyłam na takie traktowanie i nie zamierzam go znosić. Wypracowywać drogę środka można z kimś kto się stara. Jeśli stara się tylko dorosłe dziecko, to nic się nie zmieni i każdy musi sam podjąć decyzję, czy ma siłę znosić relację taką jak jest. Codziennie bronić swoich granic, bo rodzic je nieustannie przekracza, nie dostawać ŻADNEGO emocjonalnego wsparcia, ciepła i życzliwości przy ciągłym podcinaniu skrzydeł - to cholernie wyczerpuje.

                    Można wybaczyć rodzicowi i nie utrzymywać z nim kontaktów, bo wybaczenie tego co BYŁO nie oznacza chęci do znoszenia tego nadal. Jeśli rodzic woli stosować przemoc nadal niż utrzymywać kontakt z dzieckiem to on dokonuje swojego wyboru. Dziecko może stwierdzić -ok, wybrałeś, życzę ci jak najlepiej, ale żyj z dala ode mnie, bo ja nie dam się więcej niszczyć.
                    --
                    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                    • euralla Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 18:44
                      Masz całkowitą racje. Ja już wyszłam w etapu wykrzyczenia złości, przez pewien etap byłam bierna, nie mówiłam nic, ale dojrzałam już chyba do etapu, żeby powiedzieć "mamo, nie chce się spotykać z tobą w większym gronie, bo mnie wtedy poniżasz..." itp.
                      • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 22:13
                        euralla napisał(a):

                        > Masz całkowitą racje. Ja już wyszłam w etapu wykrzyczenia złości, przez pewien
                        > etap byłam bierna, nie mówiłam nic, ale dojrzałam już chyba do etapu, żeby powi
                        > edzieć "mamo, nie chce się spotykać z tobą w większym gronie, bo mnie wtedy pon
                        > iżasz..." itp.

                        Ok. Fajnie tylko byś upewniała się, że podejmujesz decyzje ze względu na siebie, by o siebie zadbać, a nie by jej coś udowodnić, pokazać, by ją dotknęło itp. Działanie z poziomu szacunku do siebie buduje naszą samoocenę i nie wdaje nas w niepotrzebne dyskusje. To jest raczej oznajmienie, nie usprawiedliwianie się, nie udowadnianie czegoś. Raczej spokojne i dorosłe - zdecydowałem - realizuję.
                        --
                        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                    • maryska60 Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 20:22
                      sorvina napisała:

                      > maryska60, udzielasz sensownych rad dla trudnych relacji rodzinnych z rodzicami
                      > , którzy jednak nie są bardzo toksyczni, nie są silnie zaburzeni, kochają dziec
                      > i, tylko mają problem z okazywaniem im tego, w jakimś momencie życia mieli trud
                      > niejszy okres, ale ogólnie byli ok.

                      Dokładnie tak. Nie napisałam nigdzie, że tak NA PEWNO jest w przypadku euralli, napisałam, że istnieje taka możliwość i należałoby to też wziąć pod uwagę. Ale jak jest dokładnie, wie tylko ona i cieszę się, że w końcu zajęła stanowisko. Przyjmuję je do wiadomości i wierzę, że to nie tylko chwilowe emocje, ale długoletni proces, który przelał czarę goryczy. Mnie w żadnym wypadku nie chodzi o to, żeby kategorycznie się poddawać, chodzi o podsunięcie jej czegoś, na co może nie wpadła. Wiele osób pisze tu o "oprawcach", rodzicach "znęcających się" itp. Oczywiście, tego nie można tolerować. Ale ja czytam tylko o krytykowaniu, pouczaniu i porównywaniu do innych. Zaraz usłyszę krzyk, że to właśnie jest znęcanie się, gnojenie, przemoc. I tu się nie zgadzam. Rodzice mają prawo to robić. Inna sprawa jak to robią, a to może ocenić tylko euralla.

                      > sanciasancia mądrze pisze, że potrzebna jest akceptacja tego co jest - że zachowanie
                      > rodzica nie zależy od nas, że rodzic taki jest i się raczej nie zmieni. Jeśli dziecko dorosłe
                      > wmawia sobie, że rodzic na pewno je kocha, to cały czas łudzi się nadziejami, że skoro
                      > kocha, to się kiedyś zmieni, w końcu doceni i zaakceptuje.

                      Niekoniecznie. I piszę to na swoim własnym przykładzie. Kiedy byłam dzieckiem, było mi przykro, że ojciec coraz bardziej podnosi poprzeczkę, że nie chwali, że krytykuje. Kiedy dorosłam, zrozumiałam, że po prostu taki jest i wcale nie oczekiwałam, że się zmieni. Po prostu zaakceptowałam go takim jakim był, przestałam się tylko przejmować jego krytyką. Życie pokazało mi, że jednak jestem coś warta, pomimo, że ojciec straszył mnie, że sobie w tym życiu rady nie dam. Dałam radę nadspodziewanie dobrze, więc nie miał racji i prawdopodobnie nadal jej nie ma. Więc przestałam się tym przejmować, kiwałam głową i myślałam swoje. Ale robiłam to nie na zasadzie odrzucenia go - robiłeś mi krzywdę, nienawidzę cię i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, tylko na zasadzie: gadaj tam sobie co chcesz, a ja cię i tak kocham, bo wiem, że nie robisz tego z nienawiści tylko źle pojętej troski. To właśnie mi pomogło stanąć na nogi. Zbagatelizowanie, a nie tworzenie sobie wroga, budowanie nienawiści.

                      > Uznając jak jest można skupić się wreszcie na sobie, nie na rodzicu, przestać zabiegać o
                      > jego docenienie i zająć się własnym życiem.

                      Ale do tego nie jest potrzebne zrywanie kontaktów i budowanie barier. Wystarczy przestać się przejmować.

                      >Nazwanie przemocy po imieniu jest niezbędne by nie pakować się w podobne
                      > relacje w przyszłości.

                      W relacje z rodzicami się nie pakujemy, jesteśmy na nie skazani

                      > Co do relacji pośrednich to jaką drogę środka proponujesz wobec matki, która nie potrafi
                      > nawet 15 min powstrzymać się od drwienia z dziecka?

                      Tego nie przeczytałam w poście euralli.

                      > Po rozmowie z autorką matka nic nie zrozumiała i nie zmieniła się.

                      Podobno przestała to robić publicznie?

                      > Naprawdę myślisz, że widok rodzica patrzącego na ciebie z nienawiścią i parskającego
                      > ze złości na wszystko co robisz i powiesz, jest taki przyjemny i zachęca do kontaktu?
                      > To boli, nawet gdy rozumiesz, że nie chodzi o ciebie a o to, ze rodzic przelewa na ciebie
                      > złość z małżonka czy swoich rodziców, to boli i męczy.

                      Masz 100% racji, jeśli czuje się złość, nienawiść, nie ma wybaczenia. Ale jeśli to jest tylko takie zrzędzenie, marudzenie, pouczanie, trzeba się zastanowić.

                      > Ja nie nienawidzę mojej mamy, ja jej nie lubię - jest wrednym paskudnym człowiekiem,
                      > któremu przyjemność sprawia niszczenie psychiczne innych. Rozumiem, że miała taką
                      > samą matkę i współczuję jej tego co z nią przeszła, ale to jej nie usprawiedliwia

                      Wręcz przeciwnie - powinna znać ten ból i wiedzieć co inni czują. I brać to pod uwagę w swoim zachowaniu. Chyba, że jest kompletnie pozbawiona empatii, kocha tylko siebie i odreagowuje swoje krzywdy na innych.

                      > Wypracowywać drogę środka można z kimś kto się stara.

                      Albo z kimś, w kim nie widzi się złości, nienawiści, złych zamiarów.

                      > Jeśli stara się tylko dorosłe dziecko, to nic się nie zmieni i każdy musi sam
                      > podjąć decyzję, czy ma siłę znosić relację taką jak jest. Codziennie bronić swo
                      > ich granic, bo rodzic je nieustannie przekracza, nie dostawać ŻADNEGO emocjonal
                      > nego wsparcia, ciepła i życzliwości przy ciągłym podcinaniu skrzydeł - to chole
                      > rnie wyczerpuje.

                      Zgadza się, dlatego jak już napisałam, nie ma sensu się starać, można sie odciąć i znienawidzić, ale można też olać i żyć obok, ale niekoniecznie zrywając kontakty. Bo one nas wcześniej czy później dopadną.

                      • sanciasancia Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 21:17
                        > Niekoniecznie. I piszę to na swoim własnym przykładzie. Kiedy byłam dzieckiem,
                        > było mi przykro, że ojciec coraz bardziej podnosi poprzeczkę, że nie chwali, że
                        > krytykuje. Kiedy dorosłam, zrozumiałam, że po prostu taki jest i wcale nie ocz
                        > ekiwałam, że się zmieni. Po prostu zaakceptowałam go takim jakim był, przestała
                        > m się tylko przejmować jego krytyką. Życie pokazało mi, że jednak jestem coś wa
                        > rta, pomimo, że ojciec straszył mnie, że sobie w tym życiu rady nie dam. Dałam
                        > radę nadspodziewanie dobrze, więc nie miał racji i prawdopodobnie nadal jej nie
                        > ma. Więc przestałam się tym przejmować, kiwałam głową i myślałam swoje. Ale ro
                        > biłam to nie na zasadzie odrzucenia go - robiłeś mi krzywdę, nienawidzę cię i n
                        > ie chcę mieć z tobą nic wspólnego, tylko na zasadzie: gadaj tam sobie co chcesz
                        > , a ja cię i tak kocham, bo wiem, że nie robisz tego z nienawiści tylko źle poj
                        > ętej troski. To właśnie mi pomogło stanąć na nogi. Zbagatelizowanie, a nie twor
                        > zenie sobie wroga, budowanie nienawiści.
                        Nigdzie nic nie napisałam o budowaniu nienawiści. I niektórzy są w stanie zbagatelizować gadanie rodziców, a inni nie. Nie ma co brnąć w relację, która tylko rani.
                        >W relacje z rodzicami się nie pakujemy, jesteśmy na nie skazani
                        Skazani to jesteśmy na obowiązek alimentacyjny.
                        > Masz 100% racji, jeśli czuje się złość, nienawiść, nie ma wybaczenia. Ale jeśli
                        > to jest tylko takie zrzędzenie, marudzenie, pouczanie, trzeba się zastanowić.
                        Ale, nie piszemy o takich relacjach, w których jest tylko zrzędzenie, marudzenie, pouczanie.

                        I jeszcze jedna sprawa. Moja mama, która miała toksyczną matkę, mówi tak samo, jak Ty, że zrozumiała, że jej toksyczni rodzice ją kochali, tak jak mogli. Tyle, że w stosunku do mnie zachowuje się dokładnie tak samo, jak jej matka wobec niej (minęło raptem kilkanaście lat i doskonale to pamiętam). I gdy z nią o tym rozmawiam, pierniczy coś o miłości do mnie i o tym, że ona inaczej nie może. Wcześniej, gdy jej to przeszkadzało, zachowała się zupełnie inaczej wobec mnie. I dla mnie mówienie o tym, żeby zaakceptować, że rodzic tak właśnie Ciebie kocha, jest jedynie wytłumaczeniem dla kontynuowania tego schematu zachowań wobec własnego dziecka. I mam dokładnie taki sam korowód chorej zazdrości o wszystko, co robię sama dla siebie, o spotkania z przyjaciółmi, o relację z mężem, o nieczęste spotkania z rodziną męża, awantury o według niej źle podjęte decyzje życiowe, walenie w najczulszy punkt, jak martwię się o swoje relacje z dzieckiem i tysiąc pretensji o to, że nie ma między nami serdeczności i miłości i jestem zaledwie uprzejma i miła bez żadnego "porozumienia dusz".
                        A ja bym chciała mieć tylko miłe i uprzejme kontakty, bo na żadne wsparcie, miłość itp, to wiem, że nie mam co liczyć.
                        --
                        they are not broken. they are refucktored -- alxchk
                        • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 21:56
                          > Ale, nie piszemy o takich relacjach, w których jest tylko zrzędzenie, marudzeni
                          > e, pouczanie.

                          To może być trudne do rozróżnienia dla osoby, która nie doświadczyła tej cięższej wersji.
                          Dla wrażliwego dziecka ciągłe pouczanie, negowanie wartości tego co robi zawsze będzie niszczące dla jego poczucia własnej wartości. Jednak nie zniszczy jej jeśli nie są to ataki na osobę, a na zachowanie. Nie ma podtekstów, że ono jest "jakieś" - gorsze, beznadziejne, rozczarowujące, wredne, głupsze itp. To właśnie ataki na osobę, zarzucanie głupoty, złych intencji, braku pomyślunku itp. są najbardziej dewastacyjne i bolesne. Bo można zmienić zachowanie, ale siebie nie wymienimy, skoro "jacyś" jesteśmy to jest jak wyrok. Takie ataki personalne są właśnie atakami. To nie marudzenie taty bez wyobraźni, któremu brakuje skili socjalnych i chciałby by dzieci wszystko do razu robiły idealnie. To ciągłe okazywanie dziecku, że rozczarowało, że jest z nim coś nie tak, pod PRETEKSTEM czegośtam. A tak naprawdę jedynym "grzechem" dziecka jest to, że jest pod ręką a rodzic ma zły humor. Takie ataki mają zupełnie inne natężenie emocjonalne i choć dziecko może racjonalizować, że chodzi naprawdę o te oceny/sprzątanie itp. i gdyby ono się naprawdę postarało.... to jednak podświadomie odbiera agresję i wrogość i ona przerażą, niszczy poczucie bezpieczeństwa. Bo skoro rodzic tak mnie traktuje, to kto będzie mnie traktował dobrze?

                          Też przez dług czas wydawało mi się, że mama stosuje tylko taką metodę wychowawczą, że zawstydza mnie przy znajomych wyciągając wszystkie moje błędy i potknięcia. Że chce mnie zmotywować. I panicznie bałam się ponownych upokorzeń, przeciwko którym czułam się bezradna. Bo jak reagować, skoro nic złego się nie dzieje, rodzic chce dobrze, to ja nie rozumiem. Dopiero zrozumiałam mechanizmy przemocy, dałam sobie prawo do złości i postawienia granicy - powiedzenia, że nie życzę sobie by omawiała moje prywatne sprawy publicznie, że mnie to nie bawi i kropka. Poczułam, że mogę się bronić i ten paniczny, ograniczający mnie lęk zaczął znikać. Jeśli wmawiam sobie "to nic takiego" to nie potrafię się bronić nie tylko przed rodzicami, ale przed każdą inną osobą, która przekracza moje granice. Trzeba być uczciwym wobec siebie i mówić NIE, gdy nas boli.
                          --
                          Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                      • sorvina Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 21:23
                        maryska60 napisała:

                        > Ale ja czytam tylko o krytykowaniu, po
                        > uczaniu i porównywaniu do innych. Zaraz usłyszę krzyk, że to właśnie jest znęca
                        > nie się, gnojenie, przemoc. I tu się nie zgadzam. Rodzice mają prawo to robić.

                        Rodzice mają prawo czasem krytykować, gdy to ma sens. CIĄGŁA i TYLKO krytyka to przemoc psychiczna. W takich warunkach dziecko nie może budować swojego poczucia własnej wartości. Zaczyna wierzyć, że jest najwidoczniej BEZNADZIEJNE skoro NIC nie potrafi zrobić dobrze. To jest gnojenie, niszczenie ludzkiej godności. Pewnie, że rzadko kiedy z premedytacją, mało który rodzic sam przed sobą przyzna, że chce zniszczyć psychicznie dziecko, będzie nawet wierzył, że chce jak najlepiej, ale jeśli to prawda to patrzy na efekt i dostosowuje metody. Widząc cierpienie swojego dziecko przestaje mu ciągle sprawiać przykrość. Jeśli tego nie robi, tzn. że nie chodzi o dziecko , ale o niego, o to jak on się czuje dzięki krytykowaniu i tego nie odpuści, bo nie potrafi inaczej poczuć się lepiej. I sorry, mogę zrozumieć mechanizm, może być mi żal zakompleksionego słabego człowieka, ale nie mam wyrozumiałości dla ludzi, którzy nie dość, że wyżywają się na dziecku to jeszcze nie pozwalają mu przeżyć smutku, bo rodzic deklaruje, że chce dobrze, więc dziecko nie dość że nie może się bronić, to jeszcze ma być wdzięczne. To podwójna podłość.

                        > Niekoniecznie. I piszę to na swoim własnym przykładzie. Kiedy byłam dzieckiem,
                        > było mi przykro, że ojciec coraz bardziej podnosi poprzeczkę, że nie chwali, że
                        > krytykuje. Kiedy dorosłam, zrozumiałam, że po prostu taki jest i wcale nie ocz
                        > ekiwałam, że się zmieni. Po prostu zaakceptowałam go takim jakim był, przestała
                        > m się tylko przejmować jego krytyką. Życie pokazało mi, że jednak jestem coś wa
                        > rta, pomimo, że ojciec straszył mnie, że sobie w tym życiu rady nie dam. Dałam
                        > radę nadspodziewanie dobrze, więc nie miał racji i prawdopodobnie nadal jej nie
                        > ma. Więc przestałam się tym przejmować, kiwałam głową i myślałam swoje. Ale ro
                        > biłam to nie na zasadzie odrzucenia go - robiłeś mi krzywdę, nienawidzę cię i n
                        > ie chcę mieć z tobą nic wspólnego, tylko na zasadzie: gadaj tam sobie co chcesz
                        > , a ja cię i tak kocham, bo wiem, że nie robisz tego z nienawiści tylko źle poj
                        > ętej troski. To właśnie mi pomogło stanąć na nogi. Zbagatelizowanie, a nie twor
                        > zenie sobie wroga, budowanie nienawiści.

                        Wszystko zależy od wielu czynników - czy poza wiecznie krytykującym rodzicem reszta rodziny wierzyła w dziecko i udzielała mu wsparcia? Jak reagowali / tłumaczyli zachowanie rodzica? A także od od osobowości, wrażliwości dziecka. Są takie, po których większość krytyki spłynie i takie, które będą każde słowo rozpamiętywać w nieskończoność. Kochający rodzic powinien dopasować metodę wychowawczą do dziecka, bo co jedno wzmocni drugie może zniszczyć. Niestety często dziecko nie ma wsparcia w innych członkach rodziny. Rodzina się izoluje od otoczenia, wszyscy skupiają się na wiecznie niezadowolonym rodzicu by złagodzić ataki jego złego humoru. Dziecko słyszy, że skoro oberwało to zasłużyło i ma nie denerwować rodzica. W takiej atmosferze trudno zbudować pozytywny obraz siebie i zdystansować się od negatywnych komunikatów krytyki bo to jedyne co dostajesz.

                        Mylisz budowanie nienawiści od nazwania przemocy po imieniu i daniu sobie prawa do poczucia krzywdy, do pozwolenia sobie by mieć dość takiego traktowania i odmówienia udawania, że jest wszystko ok.

                        > > Uznając jak jest można skupić się wreszcie na sobie, nie na rodzicu, prze
                        > stać zabiegać o
                        > > jego docenienie i zająć się własnym życiem.
                        >
                        > Ale do tego nie jest potrzebne zrywanie kontaktów i budowanie barier. Wystarczy
                        > przestać się przejmować.

                        Niektórym jest potrzebne, jeśli rodzice nie akceptują zupełnie "łagodnego" stawiania granic a ich wpływ na człowieka jest toksyczny. Mowa o matkach, które dzwonią do dziecka 30letniego 5 razy dziennie domagając się zdania dokładnej relacji z tego co robią, dlaczego robią itp.
                        Trudno odbudować samoocenę i zbudować od podstaw własny system wartości, jak się kilka razy dziennie słyszy, że jest się beznadziejnym i wszystko co myślisz to kretynizm. A nawet jeśli nie jest to wyrażane wprost, bo rodzic zaczął się kontrolować, ale pogardliwe uśmieszki, parsknięcia wyrażają to samo.

                        > Podobno przestała to robić publicznie?

                        Przestała robić sceny, niewerbalnie przekazuje dalej co myśli o autorce. Też męczące.

                        > > Ja nie nienawidzę mojej mamy, ja jej nie lubię - jest wrednym paskudnym c
                        > złowiekiem,
                        > > któremu przyjemność sprawia niszczenie psychiczne innych. Rozumiem, że mi
                        > ała taką
                        > > samą matkę i współczuję jej tego co z nią przeszła, ale to jej nie uspra
                        > wiedliwia
                        >
                        > Wręcz przeciwnie - powinna znać ten ból i wiedzieć co inni czują. I brać to pod
                        > uwagę w swoim zachowaniu. Chyba, że jest kompletnie pozbawiona empatii, kocha
                        > tylko siebie i odreagowuje swoje krzywdy na innych.

                        Aby znać ten ból musiałaby kiedyś sama go przeżyć, jeśli przeszła drogę na skróty - zrozum rodzica, kochaj go i akceptuj takim jaki jest, nie dała sobie prawa do uznania i nazwania swojej krzywdy, więc nie dostrzega jak krzywdzi innych. Same przeżycia nie uczą, uczy ich świadome przerobienie.

                        To co ty proponujesz to dla wielu właśnie taka droga na skróty która prowadzi do zbagatelizowania własnych uczuć, skupienia się na "biednym" rodzicu jak to zawsze robili i jego potrzebach, a nie własnych. W ten sposób nigdy nie będzie zdrowej relacji ani z nim ani z własnymi dziećmi później, bo nieprzerobiony ból i stłumiona złość, będą musiały znaleźć ujście. Jeśli nic się nie zmieni taki człowiek stanie się kolejnym pokoleniem, które uważa, że przecież krytyka to nie przemoc, rodzice mają prawo krytykować, dziecko powinno zrozumieć i doceniać. Wzorować się na rodzicu, który tak szlachetnie wybaczył swojemu i nie ma do niego pretensji, więc jakim prawem to dziecko ma mieć do niego... To może nawet działać przez długi czas gdy jest wszystko dobrze, ale pierwsza trudność w życiu i te same mechanizmy obronne, radzenia sobie z frustracją jakie stosowali rodzice, zaczniemy stosować sami.

                        Ja bym na serio zastanowiła się czy nie stłumiłaś wielu swoich emocji i miłość do rodzica nie jest takim przylukrowaniem syfu, bo za mało w tobie empatii w temacie przemocy psychicznej na osobę, która przerobiła temat całkowicie. Jest typowe zrozumienie dla sprawcy a nie dla ofiary.


                        --
                        Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                        • zuzi.1 Re: moja mama mnie nie lubi 21.08.13, 22:30
                          sorvina napisała:"Aby znać ten ból musiałaby kiedyś sama go przeżyć, jeśli przeszła drogę na skróty - zrozum rodzica, kochaj go i akceptuj takim jaki jest, nie dała sobie prawa do uznania i nazwania swojej krzywdy, więc nie dostrzega jak krzywdzi innych. Same przeżycia nie uczą, uczy ich świadome przerobienie.

                          To co ty proponujesz to dla wielu właśnie taka droga na skróty która prowadzi do zbagatelizowania własnych uczuć, skupienia się na "biednym" rodzicu jak to zawsze robili i jego potrzebach, a nie własnych. W ten sposób nigdy nie będzie zdrowej relacji ani z nim ani z własnymi dziećmi później, bo nieprzerobiony ból i stłumiona złość, będą musiały znaleźć ujście. Jeśli nic się nie zmieni taki człowiek stanie się kolejnym pokoleniem, które uważa, że przecież krytyka to nie przemoc, rodzice mają prawo krytykować, dziecko powinno zrozumieć i doceniać. Wzorować się na rodzicu, który tak szlachetnie wybaczył swojemu i nie ma do niego pretensji, więc jakim prawem to dziecko ma mieć do niego... To może nawet działać przez długi czas gdy jest wszystko dobrze, ale pierwsza trudność w życiu i te same mechanizmy obronne, radzenia sobie z frustracją jakie stosowali rodzice, zaczniemy stosować sami.

                          Ja bym na serio zastanowiła się czy nie stłumiłaś wielu swoich emocji i miłość do rodzica nie jest takim przylukrowaniem syfu, bo za mało w tobie empatii w temacie przemocy psychicznej na osobę, która przerobiła temat całkowicie. Jest typowe zrozumienie dla sprawcy a nie dla ofiary."

                          10/10, ja myślę, że ojciec maryski nie był takim prawdziwie toksycznym człowiekiem, a jedynie upierdliwym krytykantem, którego zachowania dało się zniesc po prostu je ignorując, stąd niezrozumienie i bagatelizowanie sytuacji autorki poprzez porównanie jej do swojej własnej
                          • maryska60 Re: moja mama mnie nie lubi 23.08.13, 09:58
                            zuzi.1 napisała:

                            > 10/10, ja myślę, że ojciec maryski nie był takim prawdziwie toksycznym człowiek
                            > iem, a jedynie upierdliwym krytykantem, którego zachowania dało się zniesc po prostu
                            > je ignorując, stąd niezrozumienie i bagatelizowanie sytuacji autorki poprzez porównanie
                            > jej do swojej własnej

                            Dlaczego próbę pokazania innej strony problemu uważasz za bagatelizowanie problemu autorki? Niczego nie bagatelizuję, nigdy też nie powiedziałam, że MUSI matce wybaczyć, bo to matce należy współczuć, a nie jej! Cały czas piszę, że jedynie postuluję przerobienie tematu również pod tym kątem. I tyle! Widzę, że wiele osób tutaj wydaje bardzo szybko bardzo radykalne wyroki, nie biorąc pod uwagę, że to wcale nie załatwia problemu. Myślę, że odrzucenie i zerwanie kontaktów z matką wcale nie uszczęśliwi euralli. Zawsze będzie miała poczucie pokrzywdzenia, "inności" wobec ludzi, którzy mają dobre stosunki z rodzicami. Gdyby podchodziła do tematu "na zimno", potępiała matkę i chciała się od niej odciąć, to by to zrobiła, a nie pisała tutaj o swoich wahaniach. I wydaje mi się, że pisanie jej - uciekaj, przekonywanie, że matka jest jej oprawcą, to właśnie jest brak empatii dla jej pogmatwanych emocji.
                            • szamanta Re: moja mama mnie nie lubi 25.08.13, 16:26
                              maryska60
                              "" I wydaje mi się, że pisanie j
                              > ej - uciekaj, przekonywanie, że matka jest jej oprawcą, to właśnie jest brak em
                              > patii dla jej pogmatwanych emocji.""

                              Wg mnie od ciebie widnieje brak empatii do autorki pisząc ze jej matka miała prawo do takich zachowań, reakcji i czynów
                              A teksty do dziecka cale życie wypominając cyt. ""Powtarzała mi często, źe mam charakter ojca, którego szczerze nienawidzi..." to jest ewidentna forma znęcania się i pozniżania, gnojenia porównując do kogoś kogo się szczerze nienawidzi ,dla ciebie nie jest i się z tym nie zgadzasz że to jest , dla mnie oczywiście że tak
                              Jestem dosyć oszołomiona czytając twój wpis ze rodzic może tak postępować i tak traktować dziecko jak autorka to opisuje, dla ciebie to nie jest żadna przemoc ...chyba katowanie fizyczne to nie wszystko
      • zuzi.1 Re: moja mama mnie nie lubi 20.08.13, 12:17
        powinnaś isc na terapię jeśli jeszcze nie byłaś, masz toksyczną, szkodliwą dla Twojego zdrowia psych. matkę i powinnaś ustalic jej granice dopuszczalnych zachowań wobec Ciebie, w przypadku takich osób (w zaleznosci od natężenia toksycznosci) najlepiej działa przez jakiś czas otwarty atak (tylko silniejszy) na taką osobę , czyli sposób w jaki ta osoba zachowuje się w stosunku do Ciebie, ale żeby tak zrobic trzeba byc silnym i po terapii, a gdy taka osoba nie reaguje na stawianie granic wówczas nalezy ograniczac z nią stopniowo kontakty, gdy trzeba to nawet całkowicie, najważniejsze jest to, abys nie pozwoliła się niszczyc psych. i poniżac, nikt nie ma do tego prawa, nawet własna matka, TY masz byc dla siebie najważniejsza i Twoje zdrowie psych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka