Dodaj do ulubionych

Pobicie w szkolnej toalecie

30.09.13, 13:39
Mam nadzieję, że to odpowiednie forum na problem, który chce opisać. Mam 14-letniego syna. Jest teraz w II klasie gimnazjum. Od początku, od kiedy poszedł do tej szkoły, zaczęły się problemy. W I klasie często wagarował, słabo się uczył, nie potrafił dogadać się z nauczycielami. Byłam wzywana wielokrotnie do szkoły. Tłumaczyłam, prosiłam. Ukończył klasę z b. słabymi ocenami. W tym roku w ciągu tego pierwszego miesiąca szkoły już zdążył złapać kilka jedynek, ale nie to jest największym problemem. Dzisiaj dostałam telefon ze szkoły, że syn w toalecie pobił i to dośc mocno jakiegoś chłopaka. Na tyle mocno, że chłopak musiał trafić do lekarza (i nic więcej nie wiem). Ja miałam odebrać syna, a jutro czeka nas spotkanie z dyrektorem, pedagogiem, i rodzicami tego chłopca na czele. Jestem wściekła na syna. Raz, że pobił drugiego człowieka, dwa: już ma dostatecznie zepsutą reputację, a ta sytuacja jeszcze wszystko pogorszy. Rozmawiałam z nim o tym. Czemu pobił, kto to był. O co tak naprawdę poszło, kto zaczął. Usłyszałam, że ten chłopak miał mu ,,coś'' załatwić, ale tego nie zrobił, i dlatego dostał. I na tym się skończyło. Nic więcej nie wiem: ani czym to owe coś miało być, ani kim jest ten pobity chłopak. Nic. Syn w niczym nie widzi problemu. Jak mąż się o wszystkim dowie, będzie kolejna awantura. Sęk w tym, że syn ostatnio nie słucha nawet jego. A teraz problem nie jest błahy, w końcu chodzi o pobicie. Jutro zapewne czeka nas nieprzyjemne rozmowa, a i pewnie nieprzyjemne konsekwencje. Jakiekolwiek rozmowy z synem jak grochem o ścianę. I brak mi już pomysłów, co robić i jak z nim rozmawiać. Zwłaszcza że nic sie nie poprawie, a wręcz przeciwnie: jest jeszcze gorzej.
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 30.09.13, 13:44
    Może pozwólcie mu ponieść konsekwencje? Zgłoszenie pobicia na policję przez rodziców ofiary, sąd rodzinny, kurator. W szkole - obniżenie stopnia z zachowania i zawieszenie w prawach ucznia. W domu - zero kompa, zero wyjść, zero towarzystwa, do szkoły odprowadzany i przyprowadzany. W wakacje - do zaprzyjaźnionego majstra na budowę.
    Dostanie małolat po d..ie solidnie, to jest szansa że otrzeźwieje.
  • 3liliana1971 30.09.13, 14:35
    On już w tamtej klasie miał obniżoną, i to mocno, ocenę z zachowania - za kłótnie z nauczycielami i za to, że często nie słuchał tego, co mówią.
    Już stosowaliśmy przeróżne rzeczy, włącznie z całkowitym obcięciem kieszonkowego, ale to na dłuższą metę nie działa. Zakaz wychodzenia gdziekolwiek i z kimkolwiek też już przerabialiśmy, ale z czasem było to nie do zniesienia, później jeszcze dowiedziałam się, że jak wychodziliśmy do pracy, syn i tak czasami gdzies wychodził.
    Ogólnie problemów już było dużo, ale nigdy takiego kalibru. Do tego zero jakiegokolwiek przejęcia się tym, nic zupełnie. Jeszcze uważa, że chłopak zasłużenie dostał.
    Nie chce nawet myśleć, co teraz będzie się działo. A rodzice pobitego chłopaka spokojnie mogą to gdzies zgłosić.I obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, to skończy się to jeszcze gorzej.
  • verdana 30.09.13, 15:09
    Wygląda na to, ze syn jest zdemoralizowany. "Wygląda", bo najpierw trzeba sie dowiedzieć, o co chodziło - ale jednak najprawdopodobniej nie ma żadnego usprawiedliwienia. Być moze rzeczywiście nieźle byłoby, aby syn poniósł konsekwencje, z sądem dla nieletnuch włacznie
    --
  • 3liliana1971 30.09.13, 16:19
    Mąż też tak uważa - że już nie ma go co chronić, usprawiedliwiać. Że powinien ponieść w końcu jakieś poważniejsze konsekwencje. Jemu syn powiedział o dzisiejszej sytuacji, to samo, co mnie: że chłopak nie załatwił czegoś, co miał (?) mu załatwić, i tym samym zasłużył na pobicie. I tak samo bez emocji to mówi. Jak gdyby nigdy nic. I to mnie martwi. Tak samo, jak ew. konsekwencje tego wszystkiego. Natomiast syn nie wygląda na przejętego jutrzejszą rozmową, nic (a ma świadomość, kto będzie podczas tej rozmowy).
    Sąd dla nieletnich, ew, kurator - tylko czy to jest rozwiązanie?
  • 3liliana1971 30.09.13, 16:51
    Nie wiem, czy taka sprawa w sądzie nie odbije się też na czym innym - może nie tym powinnam się martwić, ale ja czułabym, że poniosłam wychowawcza porażkę, skoro nie potrafię własnego dziecka przywołac do porządku, nie potrafię dojsć, co jest nie tak, czemu się tak zachowuje.
    Może to nauczyłoby (?) czegoś syna, ale nie wiem, czy jest to teraz jedynym słusznym, dobrym rozwiązaniem. Sama nie wiem.
  • t1ffany 30.09.13, 17:04
    ale ja czułabym, że poniosłam wychowawcza porażkę, sk
    > oro nie potrafię własnego dziecka przywołac do porządku,


    A nie poniosłaś, skoro syn robi w szkole za kinder-gagstera?
    Wydaje mi się że Twoje odczucia są w tym momencie mniej ważne, priorytetem powinno być wyprowadzenie syna na ludzi. A do tego na tym etapie prowadzi już tylko zimny prysznic i pozwolenie synowi odczuć konsekwencje swojego postępowania.
  • krokodil123 30.09.13, 17:32
    "nie potrafię dojsć, co jest nie tak, czemu się tak zachowuje.
    Może to nauczyłoby (?) czegoś syna, ale nie wiem, czy jest to teraz jedynym słusznym, dobrym rozwiązaniem. Sama nie wiem."


    To coś takiego jak to co tutaj rozumiemy.
    Bardziej cie dotyka to że syn będzie latał po policji niż to że jest poszkodowane czyjeś dziecko.
    Ważne jest żeby "słuchał męża" a nie nauczyć dzieciaka zasady dobrej komunikacji.

    Ogólnie mogę napisać (nie jestem specjalista) że chodzi o to że działaliście/działacie na zasadzie że wasze zdanie i wasza opinia na zewnątrz jest najważniejsza,być może stosujecie tylko zakazy i nakazy a nie dążyliście 1- do zrozumienia problemu, 2-do jego rozwiązania.
  • t1ffany 30.09.13, 17:37
    To jest właśnie straszne. Wątkodajka pisze jakby uważała że porażkę wychowawczą poniesie, gdy ludzie się dowiedzą, gdy sąd zastosuje odpowiednie środki. Jakby sam fakt pobicia o tym nie świadczył.
    To takie polskie.
  • krokodil123 30.09.13, 17:23
    Czy jesteście z Warszawy?
    Co twój syn na początku roku szkolnego mówił w sprawie nie dogadywania się z nauczycielami,
    powodów dlaczego wagarował.
    Czy zgłaszał swoje problemy, zastrzeżenia typu zmiany klasy, szkoły....coś podobnego.

    Chodzi mi o jego zdanie w sensie czy ty znasz problemy i potrzeby syna, co on lubi robić, jakie ma zainteresowania, hobby, czy znasz jego kolegów etc.
  • 3liliana1971 30.09.13, 18:01
    Nie o to chodzi. Bardzo mi szkoda tego pobitego chłopaka. I dla mnie nie istnieje powód, który miałby usprawiedliwić pobicie (nie wiem, co to musiałoby być).
    Wiem, że już poniosłam porażke wychowawczą. Uświadomiłam to sobie przede wszystkim dzisiaj, jak się dowiedziałam o całej tej sytuacji mającej miejsce w szkole.
    Tylko że chciałabym sama pomóc synowi, bez udziału sądów, kuratorów itp. Sama.
    Chyba nikt, nie ma się co oszukiwac, nie chciałby dla swojego dziecka sprawy w sądzie.
    Tak, zaraz ktos napisze, że go chronie przed konsekwencjami, i że to takie polskie (?), ale prawda jest, że w mojej sytuacji każdy jednak wolałby uniknąć ,,ostatecznego’’ rozwiązania (a tutaj jest to owy sąd).
    Osobiście mam nadzieję, że do żadnej sprawy nie dojdzie. I to nie dlatego, że bronię syna przed konsekwencjami. Nie, nie o to chodzi.
    Rozmawiałam z synem już nie raz, a setki razy. Od pierwszej klasy gimnazjalnej przeprowadziłam z nim wiele rozmów. Na temat opuszczania lekcji, słabych ocen, kłótni z nauczycielami. Masę tego było. I raz po raz słyszałam, że chodzić mu się po prostu nie chce, na ocenach mu nie zależy, mogą być dwóje i tróje (sam tak powiedział), a nauczyciele za dużo od niego wymagają, a on nie ma ochoty na słuchanie ich i wykonywania ich poleceń.
    Tez zastanawiałam się, czy problem nie tkwi w klasie, czy czasem własnie nie chodzi o jakiś konflikt z ludźmi z klasy, ale ponoć z nimi dogadywał się i dogaduje normalnie, i nie o nich chodzi.
    Czy znam kolegów syna? Kilku znam, ale nie wszystkich. Wszystkich się chyba nawet znać nie da. Ale ogólnie mam mniej więcej pojęcie, z kim się zadaje.
    Zobaczymy, co wyjdzie na jutrzejszej rozmowie, ale martwię się. Nie ukrywam.
  • verdana 30.09.13, 19:38
    Istnieją powody, które moze nie usprawiedliwiają całkowicie pobicia, ale częściowo - na pewno. W szkole córki jeden chłopak pobił innego za niezwykle wulgarne, publiczne obrażenie dziewczyny. Obaj chłopcy dostali naganę od dyrektora szkoły, przy czym bijacemu dyrektor powiedział "W związku z tym, że istnieje taki zapis w regulaminie, niestety musze udzielić ci nagany". Innymi słowy w tym wypadku raczej solidaryzowano sie z bijacym, niż bitym.
    Nie śadze jadnak, aby o to chodziło. Jesli Twój syn pobił chłopaka bez powodu, albo dlatego, że nie wykonał polecenia - i nie ma wyrzutów sumienia, sytuacja jest dramatyczna, bo wskazuje to na zaburzoną osobowość. Dzieciaki w tym wieku moga sie pobić, natomiast nienormalny jest kompletny brak skruchy.
    O ile okaże sie,że nie było zadnych okoliczniści łagodzacych, syn bedzie wymagał i psychologa i jak najbardziej surowej kary. Jednak najpierw trzeba zaczekać na wyjaśnienia.

    --
  • maj18-98 30.09.13, 19:52
    Piszesz, że syn pobił bo chłopak mu coś miał załatwić i nie dotrzymał słowa, a może było tak ze on się czegoś domagał, wręcz wymuszał od pobitego? Nie chcę tu z twojego dziecka robić bandyty ale on komentuje sytuację, że kolega dostał bo zasłużył, i już, zero skruchy, a ewidentnie nie chodzi o parę szturchańców czy przepychankę,
    Nie dogaduje się z nauczycielami, zdarza sie, ze się niektórych nauczycieli nie lubi, moze być że nauczyciel jest niesprawiedliwy, złośliwy, ale wszyscy?
    Mam wrażenie że szukasz potwierdzenia, że gdyby nie ta klasa, ci nauczyciele byłoby lepiej, nie dziwię ci się, jesteś matką, ale to nie fakt zgłoszenia sprawy do sądu czy przydzielenie kuratora świadczy o problemie,
    w poprawczaku syn nie wyląduje ale myślę ze powinien ponieść konsekwencje swojego postępowania, i to nie w postaci obniżonej oceny czy nagany dyrektora,
    Moze warto skontaktować sie z rodzicami pobitego żeby przeprosić, zadośćuczynić?
  • 3liliana1971 30.09.13, 21:08
    Jeżeli chodziłoby o taką sytuacją, jaka opisujesz - pobicie w obronie dziewczyny czy kogoś słabszego - syn raczej by mi o tym powiedział. Tak myślę. Bo to jest jednak inny kaliber.
    W takim przypadku chyba ja sama byłam skłonna go usprawiedliwić.
    A tak to obawiam się, że powód był błahy, o ile był w ogóle, bo ze słów syna nic szczególnego nie wynika.
  • 3liliana1971 30.09.13, 21:08
    To miało być do Verdany
  • verdana 30.09.13, 21:29
    Na pewno nie jest to pobicie w obronie kogoś. Moze jednak byc pobiciem w obronie siebie samego.
    Koniecznie musisz wiedzieć, o co chodziło.
    --
  • 3liliana1971 30.09.13, 21:34
    I chciałabym, naprawdę chciałabym, żeby to było pobicie w obronie siebie samego.
  • tully.makker 01.10.13, 08:43
    Jesli Twój syn pobił chłopaka bez powodu,
    > albo dlatego, że nie wykonał polecenia - i nie ma wyrzutów sumienia, sytuacja j
    > est dramatyczna, bo wskazuje to na zaburzoną osobowość. Dzieciaki w tym wieku m
    > oga sie pobić, natomiast nienormalny jest kompletny brak skruchy.

    Wielu chlopcow w tym wieku kozakuje i nie ujawnie swoich emocji takich jak skrucha - do czasu. Poczekaj z definiowaniem chlopaka jako psychopaty.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • olgaaga 30.09.13, 19:54
    Rozumiem, że sama chciałabyś pomóc synowi, ale z tego co piszesz wnioskuję, że Twoje metody nie skutkują. Rozumiem też, że chciałabyś chronić dziecko, jak każdy rodzic, ale może właśnie ta ew. sprawa w sądzie i kurator lepiej wpłynie na zachowanie syna. Może wtedy zrozumie, że to nie przelewki, choć gwarancji nie ma. Szczerze mówiąc, gdybym była w takiej sytuacji, to wolałabym teraz kuratora niż za kilka lat odwiedzać dziecko w więzieniu.
    A byłaś w ub. roku w kontakcie ze szkolnym pedagogiem i psychologiem? Oni najczęściej wiedzą, jeżeli w klasie nie układa się współpraca między uczniami.
    Na pewno jutrzejsza rozmowa nie będzie przyjemna, dla żadnej ze stron. Ale konieczna.
  • 3liliana1971 30.09.13, 21:13
    Z pewnością ta rozmowa nie będzie przyjemna. Raz, że będzie dyrektor szkoły, dwa - rodzice pobitego chłopaka. Tyle że ja tej rozmowy obawiam się bardziej, niż syn. On tym nie jest przejęty. Jak się go zapytałam, co powie przed dyrekcją, i co powie rodzicom tego chłopaka na jutrzejszym spotkaniu, to powiedział, że coś tam powie, a i tak mu nic nie zrobią. To wszystko.
    I mnie też ten brak skruchy najbardziej martwi. Jakby go to w ogóle nie ruszyło.
    Dobra, w tamtym roku były problemu ze szkołą, z dogadywaniem się z nauczycielami, wagarami, ale to jest nic w porównaniu z sytuacją dzisiejszą.
    Byłam w ubiegłym roku często w kontakcie i z wychowawczynią, i z pedagogiem. Tez z synem rozmawiali. Ale w zasadzie nic z tych rozmów nie wynikało.
  • feronique 01.10.13, 07:53
    On tym nie jest przejęty. Jak się go zapytałam, co powie przed dyrekcją,
    > i co powie rodzicom tego chłopaka na jutrzejszym spotkaniu, to powiedział, że c
    > oś tam powie, a i tak mu nic nie zrobią. To wszystko.

    Może uświadom syna, że rodzice pobitego mogą zgłosić sprawę na policję i do prokuratury i wtedy może już nie będzie mu aż tak znowu wesoło? Rozmawialiście o tym w ogóle - że to czyn, za który niektórzy trafiają do więzienia. Już zupełnie abstrahując od tego, że skoro skończyło się wizytą u lekarza, to twój syn musiał kolegę nieźle "poprztykać", a jego opis sytuacji (że kolega miał mu coś załatwić [co? pieniądze? narkotyki?] i oberwał, bo nie załatwił) to raczej brzmi jak wymuszenie, które nawet bez tego agresywnego finału samo w sobie jest przerażającym zachowaniem.
    Twoja porażka wychowawcza polega na tym, że rok rozmów i prób nawiązania kontaktu z dzieckiem lub wpłynięcia na jego zachowanie zamiast poprawy doprowadził do tak drastycznej eskalacji złych zachowań. Bez pomocy z zewnątrz ewidentnie sobie nie poradzisz i mnie też się wydaje, że taką pomocą może okazać się zimny prysznic dla syna pod postacią kontaktu z wymiarem sprawiedliwości.
  • morekac 01.10.13, 08:10
    Wiesz, ja bym go nie chroniła nadmiernie. I nie broniła, skoro nie chce powiedzieć, o co tak naprawdę poszło. Uświadom mu, że jako jego 'obrońca z urzędu' w tym momencie zrzekasz się jego obrony.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • krokodil123 01.10.13, 10:52
    Raczej traktowałabym to że mu zwisa jako maska, udaje kozaka.

    Sama zrobiłabym "krok do tyłu" tz. do tej pory ciągle najeżdżacie na niego-co on robi, co on teraz powie......(dużo mi dało do myślenie to co napisałaś że zakaz wychodzenia na dłużej był nie do wytrzymania-co masz na myśli).
    Powiedziałabym jasno i głośno że nie daje już sama rady i zwracam się do specjalisty i tak zrobię.
    A teraz.....zostawię go w spokoju (ale baczne go będę obserwować z boku) jak on sobie poradzi sam z sytuacją. Niech TERAZ sam zacnie główkować w domu i po nocach co zrobił, jak się będzie tłumaczył, jakie będą konsekwencje.
    Chodzi mi o to żebym była dobrze zrozumiana, zmienić teraz i od razu sposób wy chcecie, wy wymagacie - a on jest w opozycji i robi na złość na od tej chwili sam odpowiada za swoje czyny i musi szybko dorosnąć.
  • amb25 01.10.13, 06:45
    Tak jak kiedys pisalam mieszkam za granica.
    Syn znajomej byl w podobnej sytuacji, w podobnym wieku z tym, ze dobrze sie uczyl.
    Kiedy z innymi bral udzial w pobiciu trafil przed sad, byl przesluchiwany pzez policje. Nie wiem jaka kare dostal, ale nic wielkiego. Natomiast odszkodowanie jakie musieli rodzice zaplacic pobitemu chlopakowi musial odpracowac (trwalo to dosc dlugo - roznosila ulotki).
    Natmiast to ze byl przesluchiwany przez plicje i w sadzie wystraszylo go i otrzezwilo i sie uskokoil.
  • pade 01.10.13, 09:38
    Za dużo w postach wyżej skupiania się na porażce matki. Co to da?
    Przecież autorka widzi, że jest bardzo źle. Stosowała takie metody, jakie znała, starała się tak, jak umiała. Czasem nie da się samego siebie przeskoczyć.
    A Verdana nie pierwszy raz nazwała nastolatka z problemami psychopatą. Nie trzeba się tym przejmować, ona ma jakiś problem z tym, i to spory.

    Autorko! Natychmiast po rozmowie w szkole poszukaj poradni psychologicznej dla młodzieży. Są takie. Poradnictwo w nich jest bezpłatne, wymaga tylko nakładu czasu i warto go poświęcić, by choć częściowo "wyprostować" syna. Gdzieś coś zaszwankowało. Psycholog pomoże Wam to znaleźć. Jest jeszcze szansa, nie poddawaj się!
    --
    "Jeśli nie obarczasz winą, nie masz w sobie złości."
  • verdana 01.10.13, 13:55
    Mam spory problem - nie lubię ludzi, któzy leją innych i nie czują skruchy. Facet, który leje innych "za karę" (a nie z innych powodów) i nie czuje, zę robi źle ma poważny problem i nie trzeba udawać, ze jest to zachowanie normalne.
    Oczywiście, jak ktoś słusznie napisał - to moze byc tylko poza. Jak napisałam sama - powody pobicia mogą je czasem w części usprawiedliwiać. Jeśli zaś nie - i dorastajacy chłopak pobił kogoś "za karę" i nie czuje skruchy, to nie ma co sie łudzić, ze to taki wiek.
    --
  • t1ffany 01.10.13, 14:10
    Zgadzam się. Pobicie za karę, z premedytacją, jako egzekucja wskutek nie wywiązania się ze zobowiązań wskazują na nieprawidłową osobowość. To może być normalne w celi recydywistów, ale na litość, nie w gimnazjum. Brak skruchy, niezależnie od tego czy jest pozą twardziela czy faktycznym deficytem moralnym tylko to potwierdza.

    Natomiast jest coś niefajnego w tym co napisałaś wcześniej - obrażanie koleżanki, nawet wulgarne nie usprawiedliwia pobicia. Ani całkowicie, ani częściowo. Myślę że na słowa co do zasady nie reaguje się pięściami i warto tego uczyć dzieci. To co częściowo usprawiedliwia bójkę/pobicie jest tylko afekt, sytuacja nagła, obrona konieczna siebie lub kogoś w sytuacji zagrożenia. Nie kupuje tłumaczenia musieliśmy go zbić, bo powiedział że Krysia to k...
  • verdana 01.10.13, 14:18
    Moim zdaniem usprawiedliwia. Człowiek dla zasady najpierw powinien stawać w obronie innych, a tłumaczenie 16-latkowi, wyzywajacemu publicznie dziewczyny od dziwek, q.. i komentującymi ich wygląd i przypuszczalne życie seksualne pogadanka z ust kolegi raczej nie zmieni zachowania. To jest jak najbardziej obrona, tyle, zę nie siebie.
    Nie przesadzajmy - słowa ranią czasem bardziej i ktoś, kto rani słowami musi liczyć sie z tym, że dostanie po mordzie.

    --
  • t1ffany 01.10.13, 14:37
    Nie zgadzam się. 99% dresiarzy właśnie tak się usprawiedliwia, że ofiara obraziła ich, kobietę, matkę, kogokolwiek, że po prostu byli zmuszeni zglanować. Nie, nie byli. Słowa nie usprawiedliwiają pobicia.
    Zgadzam się że słowa mogą ranić, ale aby usprawiedliwiały pobicie musi dojść do sytuacji ekstremalnej. Te słowa muszą mieć nagłą i dużą siłę rażenia, musi istnieć zagrożenie. Umówmy się że ploty w stylu a Krysia to się puszcza jest w gimnazjum dość powszechne i nie usprawiedliwiają pobicia.

    I jeszcze rozróżnijmy bójkę od pobicia. Bójka jest jak Jaś da Stasiowi w gębę i vice versa. Pobicie jest, gdy Staś leży a Jaś dalej po nim skacze i są poważniejsze skutki medyczne niż siniak. Obrażanie koleżanki od bidy usprawiedliwia bójkę. Pobicia - absolutnie nie.
  • feronique 01.10.13, 14:48
    Zgadzam się w 100%. Dla mnie jedyne usprawiedliwienie zrobienia komuś krzywdy to jest tzw. obrona konieczna - czyli ktoś na mnie napadł i chciał skrzywdzić fizycznie mnie lub inną osobę. Wtedy mogę w usprawiedliwiony sposób mu przywalić w obronie swojej lub innych. Pobicie "bo on miał mi coś załatwić" brzmi dla mnie dość jednoznacznie jak nieudane wymuszenie, po czym lincz, za niespełnienie "prośby". Jeśli pobity nie chce się przyznać, o co poszło, to jeszcze zwiększa prawdopodobieństwo, że poszło właśnie o narkotyki albo coś w tym stylu. Trzeba by tylko ustalić, czy nie mówi, o co chodzi, bo chodzi o coś, co może i jemu napytać biedy, czy może nie mówi, bo boi się dalszych prześladowań ze strony syna autorki wątku.
    To, że dzieci się biją, to jeszcze norma, ale pobicie to już - w moim odczuciu - patologia i konieczne jest zgłoszenie oraz pomoc psychologa.
  • t1ffany 01.10.13, 14:51
    Miałam taką sytuacje w szkole. Mieliśmy lekko opóźnionego kolegę, który podpuszczony albo nawet bez powodu obrażał nas, czyli swoje koleżanki rynsztokowym słownictwem. Na codzień był raczej miły, ale jak miał gorszy dzień, to flow wulgarnego słownictwa był imponujący.

    Gdy sobie wyobrażę, że ten chłopak miałby zostać pobity za to i rządek verdan pokiwałby z uznaniem głowami, to robi mi się niedobrze. Rękoma nie rozwiązuje się problemów werbalnych.
  • angazetka 01.10.13, 15:43
    Nie uważasz, że ustawienie sobie wroga przez dodanie, że pobity jest upośledzony (więc nie ma pełnej kontroli nad tym, co mówi), to niezbyt fajny chwyt erystyczny?
  • verdana 01.10.13, 16:06
    Własnie. Innymi słowy, racjonalnych elementów nie ma. Zareczam, ze nie każdy chcm obrazający dziewczynę jest upośledzony.
    Dla mnie absurdalne jest przyjęcie, ze mniej istotne niz dobro obrazanej dziewczyny jest dobro agresora. I że najwazniejsze jest, aby agresor nie ucierpiał - najwyżej będzie poniżał publicznie dziewczynę, cóż takiego ostatecznie? Danie w mordę - o, to jest prawdziwa krzywda.
    --
  • 3liliana1971 01.10.13, 16:10
    Każde obraźliwe słowo nie może być powodem pobicia - bo pewnie połowa świata leżałaby w szpitalach
  • verdana 01.10.13, 16:35
    Każde nie. Publiczne obrażanie i wyzywanie dziewczyny może być powodem, że ktoś podejdzie i da w mordę.
    --
  • t1ffany 01.10.13, 16:48
    A jeśli obraża dziewczyna to ją też należy pobić?
    Tylko kto ma dać jej w mordę, chłopcy? Dziewczęta? A może zorganizować jej koedukacyjny wpie...

    Mylisz się Verdana, nic nie usprawiedliwia bicia oprócz sytuacji ekstremalnych i samoobrony. Nauczysz dzieciaka że bicie to metoda odpowiedzi na słowa i ten sam dzieciak zastosuje to potem na swojej żonie czy dzieciach. Po to mamy mózg aby stosować wyższe standardy niż jaskiniowe.
  • t1ffany 01.10.13, 17:01
    Verdana też dość płynnie przechodzi od "pobicia" do "dania w mordę", to nie jest erystyka? Rozmówca nie jest dla mnie wrogiem.

    Ale touche, mój przykład był do bani. Co nie zmienia meritum sprawy.
  • 3liliana1971 01.10.13, 14:03
    Cóż, dzisiejsza rozmowa nie należała do przyjemnych, ale tez nigdy syn nie przyniósł mi takiego wstydu. Nigdy nie czułam się tak, jak dzisiaj.
    Po pierwsze w stosunku do rodziców tamtego chłopaka, którzy, tak, jak przeczuwałam, chcą sytuację z pobiciem zgłosić (chłopak, jak się okazało, ma dość poważne obrażenia): nie przejął się tym, przeciwnie, jeszcze powiedział, że mogą państwo zgłosić, ja mam to gdzieś, i nikt mi nic nie zrobi (tak, tak powiedział, nie zważając na to, że słuchali tego również dyrektor, wychowawczyni i pedagog). Ocenę z zachowania ma obniżona jeszcze bardziej, niż w tamtym roku, a to nie jedyne kara (chociaż to teraz mało ważne).
    I tak z rozmowy nic konkretnego nie wynikło, nie powiedział, za co pobił chłopaka. Jedynie tylko to, co mnie, tyle że w innej formie. Że pobity mu coś obiecywał, nie zrobił tego, a się umawiali (ale żadnych konkretów, żadnych, tak więc tutaj jesteśmy dalej w martwym punkcie).

    Jeszcze dowiedziałam się, jakie dokładnie obrażenia ma tamten chłopiec.
    Od pedagoga dostałam adresy właśnie poradni dla młodzieży, mamy się tam zgłosić z synem.
    I, zdaje się, czeka nas jeszcze przesłuchiwanie na policji. Czyli kłopoty dopiero teraz się zaczną.

    Może nie powinnam o tym pisać, ale chce to wszystko przedstawić w miarę jak najdokładniej.
    Przede wszystkim jestem wściekła. Bo rzeczywiście nie była to ,,delikatna'' bójka. I wiem, ze rodzice tamtego chłopaka jak najbardziej mają prawo to zgłosić.
  • verdana 01.10.13, 14:09
    Jesteś pewna, ze nie chodziło o narkotyki? Czy jakieś finansowe przekręty? Czy na przykład powiedzenie do Twego syna czegoś obelżywego, do czego syn sie przyznac nie chce?
    Nie wydaje mi sie dziwne, ze Twój syn nie mówi, o co chodzi. Ale rodzice pobitego chłopaka powinni wiedzieć, za co syn został pobity. Jesli tamten chłopak też idzie w zaparte, to w tym wszystkim naprawdę jest coś dziwnego.
    Spróbuj dowiedzieć sie od rodziców czy pobitego chłopaka, o co chodziło. Moim zdaniem, od tego zalezy całe dalsze działanie.
    --
  • 3liliana1971 01.10.13, 14:23
    Narkotyki na pewno nie. Natomiast co do ewentualnego wymuszania pieniędzy: przyznaję, że sama o tym myślałam. Tylko nie wiem, czy to możliwe. Syn ma na tyle pieniędzy, że na wszystko mu starcza, a najdroższe rzeczy i tak kupujemy mu ze swoich. Więc nie wiem, czy to mogłoby być to (chociaż tak, brałam to pod uwagę). Nie wiem, jak pobity, ale syn jest uparty: nie mówi dosłownie nic. Myslałam, liczyłam, że może na dzisiejszej rozmowie coś powie, ale jak mantrę powtarza jedno i to samo.
    Pomysł, aby o tym porozmawiać bezpośrednio z samymi rodzicami chłopaka jest dośc dobry.
    O ile będę chcieli ze mną rozmawiać. Bo podczas dzisiejszej rozmowy wszystko skupiło się na synu/stanie zdrowia pobitego, ale nie było mowy o tym, czy tamten chłopak coś swoim rodzicom powiedział.
  • verdana 01.10.13, 14:25
    Wiesz, wymuszanie moze być w przeciwną stronę.
    MUSISZ dowiedzieć sie o co chodziło. Jeżeli pobity chłopak nic na ten temat nie powie, to bardzo istotna wskazówka, ze albo obaj w coś się wkrecili, albo nie tylko bijący jest tu winny.
    --
  • 3liliana1971 01.10.13, 14:31
    Spróbuję porozmawiać z tymi rodzicami/ich synem.
    Może cos wiecej się dowiem.
    A jeżeli nie - to nie wiem, co wtedy.
    Co myśleć i w co mogli się wkręcić.
  • krokodil123 01.10.13, 14:44
    A nie było pobitego chłopca?
    On też nic nie mówił rodziców za co został pobyty i jaki był według niego powód bójki?
  • 3liliana1971 01.10.13, 16:08
    Podczas rozmowy w szkole wszystko kręciło się wokół syna/stanu pobitego, ale nie padło żadne pytanie, czy/co pobity chłopak mówił rodzicom o powodach pobicia (ja sama nie myslałam wtedy, aby o to zapytać tych rodziców).
    Chłopaka nie było, bo obecnie nie jest w stanie uczestniczyć w rozmowach.
    Udało mi się teraz skontaktować z mamą chłopca, ale podobno jej syn też nic nie mówi.
  • terazkasia 01.10.13, 16:29
    Nie jestem wróżką i oczywiście do końca nie wiem, ale moim zdaniem wygląda ewidentnie na to, że chodzi o wymuszanie pieniędzy przez Twojego syna (i ew. jeszcze przez innych).
    Radzę Ci jedno - nie broń go przed konsekwencjami prawnymi, bo po pierwsze teraz są umiarkowane, po drugie teraz jest jeszcze szansa, że restrykcje go otrzeźwią, a potem może być tylko gorzej.
  • verdana 01.10.13, 16:36
    No właśnie przestaję być tego pewna. Gdyby chodziło o wymuszanie pieniędzy, to pobity chłopak zapewne powiedziałby o tym rodzicom i na 100% ten argument padł by w rozmowie.
    --
  • feronique 01.10.13, 16:46
    Wcale nie jest tak, że na pewno by powiedział - dzieciak pewnie sika po nogach ze strachu przed konsekwencjami, jaki mogą go spotkać, jeśli wkopie oprawcę/oprawców. Moja matka uczy w dość patologicznym gimnazjum, gdzie przynajmniej 2 razy w roku dochodzi do podobnych sytuacji, i zazwyczaj najtrudniejsze jest dowiedzenie się o co chodzi, bo zastraszone dzieciaki, szczególnie np. po stracie zębów, za nic w świecie nie chcą puścić pary z ust.
  • 3liliana1971 01.10.13, 16:55
    Tyle że to nie jest patologiczne gimnazjum, a już tym bardziej my nie jesteśmy z patologicznej rodziny, która uważa, że konflikty rozwiązuje się siłą, a potem poprawia (a poczułam się, jakbyś sugerowała, że z nami pewnie też cos nie w porządku - patologia).
  • feronique 01.10.13, 20:49
    Liliana, Ty i mąż może nie, ale syn widać uważa, że właśnie tak rozwiązuje się konflikty. A to, jaką przyjmuje postawę wobec całej tej sytuacji, wskazuje na to, że raczej nie żałuje i nie zwahałby się powtórzyć takich zachowań w przyszłości. A Ty zdajesz się nie mieć nad nim zupełnie żadnej kontroli i mam tylko nadzieję, że pomoc z zewnątrz - czy będzie to policja, kurator, czy psycholog - zdoła cokolwiek wskórać.
    Bardzo dziwne za to wydaje mi się to, że twierdzisz, że "dla Was problemy dopiero się zaczną". Jak to - dla mnie jako matki takie zachowanie dziecka to jest największy problem, jaki może być. Moje dziecko pobiło kogoś (z tego co piszesz wynika, że dość dotkliwie), zachowało się jak bandzior (i już pal licho, czy ten drugi to był gagatek, diler, czy jakaś sierota boża z osobowością kozła ofiarnego) - to jest największy problem. Reszta to już tylko zwykłe, naturalne konsekwencje prawne.
  • 3liliana1971 01.10.13, 21:25
    Bo to, o czym się dowiedziałam, zszokowało nie. Syn mi sam z siebie o tym powiedział. Sam z siebie przyszedł, bez żadnego dopytywania z mojej strony.
    I to dość poważna sprawa.
  • t1ffany 01.10.13, 21:52
    Skoro już wiesz o co chodzi, to może się podziel, ku przestrodze.
  • 3liliana1971 01.10.13, 22:43
    Dowiedziałam się, że podobno rzeczywiście ten chłopak miał mu załatwić jedną rzecz (powiedział wreszcie co to za rzecz, i dlaczego wcześniej powiedzieć nie chciał, również na rozmowie w szkole - jeżeli to prawda - to nie dziwię się synowi), która miała mu ułatwić funkcjonowanie w szkole. Nie zrobił tego, i dlatego mój syn uznał, że należy mu wtłuc (czego nie popieram absolutnie).
    Tak samo też już nie dziwię się, że matka pobitego o niczym pojęcia nie ma.
  • terazkasia 01.10.13, 18:17
    verdana napisała:

    > No właśnie przestaję być tego pewna. Gdyby chodziło o wymuszanie pieniędzy, to
    > pobity chłopak zapewne powiedziałby o tym rodzicom i na 100% ten argument padł
    > by w rozmowie.

    Ale to tak nie działa! Zastraszone dzieci blokują się po prostu i/lub boją, wstydzą itp.
  • verdana 01.10.13, 19:18
    To a. nie jest juz dziecko, b. sprawa juz jest w toku. Nie da sie jej zamieść pod dywan, agresor już ma problemy.
    --
  • 3liliana1971 01.10.13, 19:43
    Problem w tym, ze prawdziwe problemy związane z całą sytuacją, dla nas dopiero się zaczną.
  • t1ffany 01.10.13, 20:28
    A ja dalej będę się upierała że Waszym problemem jest że syn poważnie kogoś pobił. To że teraz będzie przesłuchanie na komisariacie to jest dodatek.

    Tak mi przyszło do głowy że scenariusz mógł wyglądać tak:
    ofiara chwaliła się że ma dojścia żeby załatwić trawę, Twój syn dał mu kasę, chłopak kasę stracił i towaru nie załatwił, Twój syn go za to pobił, obaj (dość racjonalnie w sumie) nie puszczą pary z gęby bo dopiero byłaby kambodża.

    To OCZYWIŚCIE nie usprawiedliwia Twojego syna i jego czynu, ale pozycjonuje go w trochę innym miejscu, nie jako psychola który bije dla samego funu z bicia. I tu raczej nic ciekawego z wychowawczego punktu widzenia nie wymyślisz, pozwól mu wziąć na grzbiet wszystkie konsekwencje pobicia i licz że czegoś go to nauczy.
  • t1ffany 01.10.13, 20:37
    I ten scenariusz tłumaczy, dlaczego Twój syn tak hardo opowiada o tym, że pobił bo tamten czegoś nie załatwił. On nie czuje wyrzutów sumienia bo sam uważa się za poszkodowanego, zrobionego w bambuko.
  • sebalda 01.10.13, 16:41
    Jeśli pobity nie chce powiedzieć, za co dostał, to jest mocno podejrzane. Dzieciaki z bardzo wielu różnych względów nie chcą wprowadzać rodziców w swój świat. A tam czasami dzieją się potworne dramaty. Czasami dzieciaki są głupio honorowe, szczególnie chłopcy muszą pokazać, jacy są twardzi.
    Nie zgadzam sie jednak z tezą, że niektóre pobicia można usprawiedliwić. Uderzenia, danie w przysłowiową mordę - prędzej, ale nie ciężkie pobicie. Chyba że zdarzy sie wieloletniej ofierze w akcie desperacji i samoobrony. Pobicie ma jednak inny wymiar niż uderzenie.
    Wszystkim zainteresowanym problematyką młodzieży, świata zdeprawowanych dzieciaków, mobbingu szkolnego bardzo gorąco polecam genialny w moim odczuciu ubiegłoroczny film Pragnienie miłości www.filmweb.pl/film/Pragnienie+mi%C5%82o%C5%9Bci-2012-653233
    Czynne bronienie się ofiary, która potem jest postrzegana jako agresor, jest częstym motywem, ale tutaj chyba jednak nie o to chodzi. Zrobilabym wszystko, żeby dowiedzieć się, o co tak naprawdę poszło, bo od tego wszystko zależy. Obawiam się, że chłopcy mają swoje tajemnice i machlojki, ciężko będzie.
  • t1ffany 01.10.13, 16:51
    > Jeśli pobity nie chce powiedzieć, za co dostał, to jest mocno podejrzane.

    W pewnych środowiskach to jest niestety normalne. Chłopak nie chce zostać konfidentem. I tak ma niską pozycje w grupie, został pobity, jak teraz zacznie donosić dorosłym to o akceptacji wśród chłopaków może zapomnieć.
  • 3liliana1971 01.10.13, 16:57
    Tak, powinnam się dowiedzieć, o co poszło, żeby w razie czego mieć dla syna obronę (jeżeli okazałoby się, że nie tylko on jest winny), ale jak wydusić z niego cokolwiek? Siłą do powiedzenia prawdy go nie zmuszę. Nie chce nikomu nic powiedzieć, i to mnie martwi.
    Do tego matka pobitego twierdzi, że jej syn też milczy.
  • verdana 01.10.13, 17:08
    Sprawa już wyszła na jaw. Chłopak mógł milczeć, aby nie wsypać kolegi, ale w tym wypadku nie ma już o czym mówić. Jak rozumiem, i tak juz jest "konfidentem", skoro powiedział, kto go pobił. I nie, nie jest prawdą, ze gimnazjaliści to banda okrutnych idiotów. Gdy kolega zostaje pobity, nie jest tak, ze wszyscy tylko patrzą, czy aby nie doniesie na agresora. Przeciwnie - młodzież ma dosyć rozbudowane poczucie sprawiedliwości i chce raczej ukarania sprawcy.
    Tym bardziej, zę jak rozumiem, nie mamy tu do czynienia z agresorem, który jest klasowum idolem.
    --
  • verdana 01.10.13, 17:05
    Ja nie mówię o ciężkim pobiciu, to co opisuję, to było raczej danie facetowi parę razy po mordzie. Choc raz zdarzyła sie sytuacja, gdzie chłopaka zlano (fakt, nie ciężko, chłopakowi nic sie nie stało) i szkoła postanowiła nie zauważyć. Na wycieczce szkolnej zgwałcono dziewczynę. Po wycieczce kolega publicznie zaczął ja obrażać i nabijać , ze sama chciała. Dostał lanie od kolegów dziewczyny z klasy. Cóż, jakoś nie mogę w sobie wzbudzić niechęci do sprawców. Nikt nie mógł.
    --
  • t1ffany 01.10.13, 17:11
    Ale nabijanie się ze zgwałconej dziewczyny to dość skrajny przypadek. Poza tym co gdyby nabijała się dziewczyna? Ją też należałoby pobić? W mordę dać?
    Czy może uważasz, że chłopaka można ale dziewczyny już nie można?

    Warto za punkt wyjścia przyjąć, że bicie jest czymś złym. Tak jak pozbawienie życia czy zabór cudzej własności. Po coś te mózgi jednak mamy. A skrajne przypadki rozpatrywać indywidualnie.
  • verdana 01.10.13, 19:17
    Dać w mordę - czemu nie. W tym wypadku każdemu sie nalezy, bez róznicy płci:) Warto za punkt wyjścia przyjąć,z ę bice jest czyms złym i od punktu wyjścia bardzo rzadko czynić wyjątki.
    --
  • 3liliana1971 01.10.13, 19:39
    Jeżeli ktoś powiedział, że dziewczyna jest winna gwałtu i za to oberwał - można to zrozumieć i jakoś usprawiedliwić (chyba, że ktoś bije do nieprzytomności - wtedy nie mam litości dla oprawcy, choćby nie wiem, co jego ofiara powiedziała/nie powiedziała).
    Jednak to sytuacja ekstremalna.
    Natomiast w przypadku mojego syna, tego pobitego chłopaka chodzi o co innego.
  • a.nancy 08.10.13, 12:37
    dziwi mnie, że nikt nie usiłuje ustalić raz a dobrze, o co poszło. możliwe, że pobicie to wierzchołek góry lodowej i konsekwencja jakiejś szerszej sytuacji (typu wspomniane już wymuszanie).

    --
    A ja wdycham Londynu grypogenne opary
    I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
    Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
    Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
  • tmk123 01.10.13, 23:15
    Liliana piszesz ,ze nie jesteś patologią, ale Twój syn tak się zachowuje.
    I tak mi nic nie zrobią i zero skruchy. Oczywiście ma rację bo w sumie to co mogą mu zrobić/ przekibluje do 18 lat w gimnazjum, a potem bezrobocie. Wszelkie pogadanki dzielnicowego czy psychologa to pic na wodę. Może pomogła by przeprowadzka do odległego miasta i jakieś restrykcje, ale kto w Polsce może sobie na to pozwolić.

    Współczuję Ci, ale nie widzę rozwiązania.
  • paris-texas-warsaw 01.10.13, 23:31
    Problem mnie przerasta, na żadne rady się nawet nie porwę, oprócz rady co do zapewnienia sobie dobrego OC i ubezpieczenie ochrony prawnej - co do ewentualnych przyszłych zdarzen tego typu.
    Nachodzi mnie tylko refleksja co do "patologii". Czasem jest, że tak powiem "mądra patologia", a czasem "głupia patologia". Ktoś wchodzi na drogę przestępczą (bo to chyba już tak można podciągnąć...) i mało go konsekwencje prawne/finansowe/jego i jego rodziny obchodzą. Nie wiem, czy to są jakieś zaburzenia oceny ryzyka, akty desperacji czy faktyczny brak zupełnego rozeznania w zależnościach przyczynowo-skutkowych, ale chyba warto na to dzieci uczulać. Czasem czytam o masie tak beznadziejnych przestępstw, jak pobicia niemowlaków czy osób w środku miasta i zastanawia mnie, czy tacy przestępcy nie zdają sobie sprawy, że raczej będą mieli bardzo poważne kłopoty. No nie rozumiem... Jestem w stanie zrozumieć zdemoralizowanie, ale brak instynktu samozachowawczego w podstawowym zakresie już nie...
  • 3liliana1971 02.10.13, 13:29
    Chyba nie ma co przesadzać i od samego początku uprawiać czarnowidztwa. Tak, jest ciężko. Jest bardzo ciężko. Ale nie skazuje od razu swojego dziecka na niepowodzenie, bo to jest chore, zważywszy na to, że ma dopiero 14 lat. Teraz jeszcze wiele może się zmienić. Owszem, to wymaga dużo pracy, i zapewne długo potrwa. Tylko że teraz wiem, że nie tylko mój syn jest winny, ale i pobity też ma pewne niemałe grzeszki na sumieniu (co nie znaczy, że uważam, że syn dobrze zrobił, bijąc go).
  • morekac 03.10.13, 13:11
    Liliana, zmieniłabym młodemu szkołę. Oraz wynajęła mu ochroniarza do doprowadzania i odprowadzania ze szkoły. I pilnowania w czasie, kiedy wy jesteście w pracy. Niech dziecię wie, że żarty się skończyły...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 3liliana1971 03.10.13, 18:21
    Jeżeli chodzi o szkołe - to sama biorę to pod uwagę. Jako pierwsze i najważniejsze rozwiązanie.
  • ganesza 02.10.13, 22:09
    tmk123 napisała:

    > Liliana piszesz ,ze nie jesteś patologią, ale Twój syn tak się zachowuje.

    no wreszcie ktoś to napisał.
    pobicie kolegi, wbrew pozorom, nie jest problem.
    narkotyki, dopalacze, które miał mu prawdopodobnie załatwić pobity, nie są problemem.
    problemem, i to przepotężnym, jest przeświadczenie 'i tak mi nic nie zrobicie'.
    bo to oznacza, że i tatuś i mamusia dali ciała. a dlaczego dali ciała, po całości?
    oczywiście gimnazjum też dało ciała (80% przepisy, ale 20% szkoła).
    a tatuś i chyba przede wszystkim mamusia dali ciała, bo jak w najnowszym poście wątkowaczyni, świat cały (czytaj: pobity też ma za uszami, a moje dzieciątko takie biedniutkie. wiem, wiem, poprawność tzn. polityczna każe napisać 'to go nie usprawiedliwia') uwziął sie na mojego biednitkiego synusia.
    jeszcze raz powtórzę, kluczowe jest tutaj to 'i tak mi nic nie zrobicie'. bo mamusia i tatuś wychowali synusia w poczuciu totalnej bezkarności. a teraz wielkie zdziwienie.
    czas się zastanowić nad tym, co doprowadziło do tego poczucia bezkarności i zrobić wszystko, by tym razem poczuł konsekwencje własnych działań. bo jest to już dosłownie ostatni moment, by cokolwiek zmienić. bo strzała wypuszczona z łuku nie podlega już naszym działaniom. a 14 lat to jest ten moment, gdy strzała leci już sobie swobodnie.

    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • sebalda 03.10.13, 12:50
    Była juz tutaj matka, którą wprawdzie zaniepokoiło to, że 17-letni syn znęca się nad zwierzętami, ale jak zaczeliśmy pisać, jak powazny to jest problem, ona zaczęła to bagatelizować, usprawiedliwiać, obraziła się za ostrą krytykę.
    I to chyba jest największy problem. Moje dziecko NIE MOŻE BYĆ TAKIE ZŁE. Ale przecież prawdziwi bandyci i zbrodniarze też mają matki. Wiele razy się zastanawiałam nad tym, co czuje matka Breivika. Wiem, że to mocny przykład, ale chodzi o mechanizm. Pamiętam oburzonych rodziców chłopców oskarżonych o doprowadzenie Ani z Gdańska do samobójstwa. Walczyli jak lwy o swoje zdeprawowane dzieci, żeby nie poniosły konsekwencji swoich czynów. To jest naturalny odruch, że rodzic chroni dziecko, usprawiedliwia i wybiela. Tylko często robi większą krzywdę taką postawą, niż gdyby kazał mu ponieść srogie konsekwencje złych czynów. Dotkliwego pobicia bez cienia skruchy nic nie usprawiedliwia. To jest już bardzo poważna sprawa. Wizytami w poradni psychologicznej jako jedyną konsekwencją (plus obniżenie stopnia ze sprawowania) nic się nie wskóra przy takiej postawie dziecka.
  • t1ffany 03.10.13, 13:37
    Sebalda, poruszyłaś bardzo ciekawy wątek.
    Myślę że kluczowa fraza już w tym wątku padła.

    Nie wiem, czy taka sprawa w sądzie nie odbije się też na czym innym - może nie tym powinnam się martwić, ale ja czułabym, że poniosłam wychowawcza porażkę, skoro nie potrafię własnego dziecka przywołac do porządku

    Matki wszelakich "breivików", dużych i małych, będą do ostatniego tchu bronić/pomniejszać/usprawiedliwiać/relatywizować odpowiedzialność za czyny swoich pociech. Przyjęcie do wiadomości prawdy oznacza dla tych kobiet przyznanie się że jedna z najważniejszych misji życiowych, wychowanie dziecka, zakończyła się klęską, kompletną klapą. Strasznie trudno to przyznać nawet przed sobą, a co dopiero przed otoczeniem.
    A jeśli dodatkowo taka matka ma osobowość narcystyczną (a takich ludzi jest od cholery) to już jest ściana z betonu.

    Przy czym absolutnie nie pije tu do wątkodajki, mimo że ją cytowałam. To nie ten kaliber sprawy, poza tym samo to że szuka pomocy dobrze o niej świadczy.

  • sebalda 03.10.13, 15:27
    Samo przyznanie się, uświadomienie sobie tego, że ponosi się jako rodzic odpowiedzialność za dziecko, jest pozytywne. Przyznanie się do porażki wychowawczej, jak w przypadku autorki wątku (wątkodajka to jakieś takie brzydkie słowo;), już dobrze rokuje, bowiem w większości przypadków rodzice będą szukać miliona wymówek, by się do niej nie przyznać. Złe towarzystwo, czasami matki samotnie wychowujące dziecko winą obarcza geny złego ojca, słaby charakter i inne kwiatki. Ona tak się starała, nie rozumie, dlaczego dziecko zrobiło coś złego. Był kiedyś wątek matki, która opisywała, jak biła we wczesnym dzieciństwie syna, bo był niegrzeczny, ale to nie pomogło i on jest nieznośny, nie słucha jej, wagaruje i kradnie. Zero samorefleksji. To bardzo typowe niestety.
    Tu jest myśląca matka, ojciec chyba też postuluje poniesienie przez syna konsekwencji, jest szansa, że chłopaka da sie jeszcze jakoś ogarnąć.
  • anomalia_pogodowa81 03.10.13, 17:49
    Nie zauważyłyście, że autorka już wie, o co chodzi.
    Napisała okrągłymi ogólnikami.
    Na moje oko syn autorki chciał kupić od pobitego chłopaka amfę, zapłacił a tamten nawalił i nie dostarczył towaru, na co syn autorki go pobił.
    Ulga o tyle, że najwyraźniej syn autorki nie bija słabszych i niewinnych dla czystej zabawy, tylko wszystko zostało załatwione w ramach jednej szkolnej patologii. Oraz o tyle, że prawdopodobnie jednak rodzice pobitego skargi na policję nie wniosą, bo wówczas ich syn poszedłby siedzieć za dilerkę - sądy uwielbiają dawać wyroki dilującym szczylom.
    Autorki kłopot wcale się jednak nie zmniejsza - ma syna, który rośnie na bandytę i najwyraźniej wchodzi w narkotyki.
    Uczciwie przyznam, że nie mam pojęcia, jak sobie radzić w takiej sytuacji. Trzymam kciuki za autorkę, żeby działała mądrze i była silna.
  • enith 03.10.13, 18:17

    "Re: Pobicie w szkolnej toalecie
    3liliana1971 01.10.13, 22:43 Odpowiedz
    Dowiedziałam się, że podobno rzeczywiście ten chłopak miał mu załatwić jedną rzecz (powiedział wreszcie co to za rzecz, i dlaczego wcześniej powiedzieć nie chciał, również na rozmowie w szkole - jeżeli to prawda - to nie dziwię się synowi), która miała mu ułatwić funkcjonowanie w szkole. Nie zrobił tego, i dlatego mój syn uznał, że należy mu wtłuc (czego nie popieram absolutnie).
    Tak samo też już nie dziwię się, że matka pobitego o niczym pojęcia nie ma."

    Wyżej wkleiłam wyjaśnienie sprawy, które wielu umknęło.

    > Ulga o tyle, że najwyraźniej syn autorki nie bija słabszych i niewinnych dla cz
    > ystej zabawy, tylko wszystko zostało załatwione w ramach jednej szkolnej patolo
    > gii. Oraz o tyle, że prawdopodobnie jednak rodzice pobitego skargi na policję n
    > ie wniosą, bo wówczas ich syn poszedłby siedzieć za dilerkę - sądy uwielbiają d
    > awać wyroki dilującym szczylom.

    Nikt jeszcze nie poszedł do więzenia za NIEZREALIZOWANĄ OBIETNICĘ załatwienia narkotyków. Za pobicie wymagające interwencji lekarskiej natomiast już jak najbardziej. Rzekomy diler zawsze będzie mógł się tłumaczyć, że zmyślał z tymi narkotykami, że chciał się popisać przed kolegami. A nawet jeśli faktycznie w grę wchodziła rzeczywista dilerka, w żaden sposób ani nie tłumaczy to prawa do spuszczenia niesłownemu dilerowi manta, ani nie umniejsza winy bijącego. Stanowi natomiast tło wydarzeń i dlatego uważam, że wszyscy (rodzice i chłopcy) powinni się spotkać i omówić te wydarzenia. Tamci rodzice zapewne do teraz tkwią w błogiej nieświadomości. Mają prawo wiedzieć, o co poszło. Co z tą wiedzą zrobią, to już inna sprawa.

  • 3liliana1971 03.10.13, 18:20
    Już wiedzą. Ode mnie. Bo ich syn nie kwapił się z wyjaśnieniami.
  • 3liliana1971 03.10.13, 18:17
    Tak, dokładnie tak jest.
    Dlatego też tamten chłopak tak samo szedł w zaparte i nic nie mówił, bo się bał (i nie chodzi tu o zemstę ze strony syna)
    Ja osobiście przekazałam rodzicom pobitego, o co tak naprawdę poszło, i wiem, że nie zgłoszą pobicia.
    I tak to nie zmienia faktu, że i my i oni mamy poważne problemy
    Jedyny plus jest taki (o ile tutaj w ogóle cokolwiek można nazwać plusem), że syn nie pobił niewinnego, bogu ducha winnego chłopaka, dlatego, że ten za głośno oddychał czy krzywo się spojrzał.
    Co do rozwiązania problemu, to jedyne wyjście, jakie mi na teraz przychodzi, do natychmiastowa zmiana tego gimnazjum na inne.
    I wszystkim dziękuję za rady.
  • terazkasia 03.10.13, 19:29
    3liliano, tak więc amfa jest czymś, co ma mu "ułatwić funkcjonowanie w szkole"?!
  • verdana 03.10.13, 20:27
    Innymi słowy miałam dobre wyczucie.
    A syn pobił faceta za to, ze nie dostarczył mu narkotyków. To go w NICZYM nie usprawiedliwia. Innymi słowy, Twój syn jest narkomanem, który traci panowanie nad sobą, gdy nie ma dostępu do narkotyków. Albo facetem, który leje ludzi, którzy sa mu winni pieniądze.
    Tak czy inaczej, problem daleko wykracza poza pobicie. Syn powinien jak najszybciej znaleźć sie u specjalisty od uzależnień, jeśli nie w ośrodku zamkniętym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że inaczej niedługo pobije kogoś następnego. Albo sie zaćpa.
    --
  • 3liliana1971 03.10.13, 20:58
    Syn nie jest narkomanem. Wyśpiewał mi wszystko, bo się przestraszył. Nie jest od niczego uzależniony. Owszem, pobity miał mu załatwić wątpliwe ,,pomoce naukowe'', ale tego nie zrobił. I stąd cała sytuacja z pobiciem. Natomiast syn nigdy w życiu nie miał wcześniej kontaktu z narkotykami.
    Teraz najważniejsza jest zmiana szkoły
    Kłopotów jest dużo. I wiem, że trzeba działac jak najszybciej.
  • angazetka 03.10.13, 21:24
    > Syn nie jest narkomanem. Wyśpiewał mi wszystko, bo się przestraszył. Nie jest o
    > d niczego uzależniony. Owszem, pobity miał mu załatwić wątpliwe ,,pomoce naukow
    > e'', ale tego nie zrobił. I stąd cała sytuacja z pobiciem

    Tak, to całkowicie usprawiedliwia twego syna. Wszyscy bijemy ludzi, którzy nie dotrzymują słowa.
  • 3liliana1971 03.10.13, 21:41
    To nie jest usprawiedliwienie. Ja go nie usprawiedliwiam. Ale teraz wiem, że i tamten chłopak do niewinnych nie należy.
  • t1ffany 03.10.13, 22:09
    Ale to, że tamten chłopak też ma za uszami nie zmienia tak wiele. Ocena etyczna zgwałcenia dziewczyny grzecznej i niegrzecznej powinna być identycznie negatywna, podobnie jest z pobiciem.
    Plusem jest to, że syn nie pobił dla zabawy, ale pocieszać się takim plusem to trochę łapanie się brzytwy. Nie wiesz czy tamten chłopak nie konfabulował w sprawie swoich możliwości zdobycia amfy i w gruncie rzeczy to nie Twój problem, więc twierdzenie że tamci rodzice mają gorzej nie powinno poprawiać Ci humoru.
    Masz syna który bije gdy coś nie idzie po jego myśli. To jest materiał na niezłego psychola. Walcz, by to w nim nie urosło.

    Jak u was w rodzinie jest z szanowaniem słabszych? Macie zwierzęta, opiekujecie się babcią, dziadkiem?
  • feronique 03.10.13, 22:03
    > Syn nie jest narkomanem. Wyśpiewał mi wszystko, bo się przestraszył.

    Gdzieś wyżej, zanim wyszło szydło z worka, pisałaś, że "na pewno nie chodzi o narkotyki". Podejrzewam, że bazwoałaś na tym, że przecież znasz swoje dziecko i wiesz, że nidgy by czegoś podobnego nie zrobiło. A jednak zrobiło już dwie rzeczy, o które (jak mniemam) byś go nie podejrzewała - skatował chłopaka i zainteresował się narkotykami. A Ty mimo to wierzysz, że przecież kłamstwem by się nie skalał.
    Pobitemu niedoszłemu dilerowi powinnaś być chyba raczej wdzięczna, a nie jeszcze dodawać, że przecież i on nie jest bez winy. Chyba, że wolałabyś, żeby załatwił synowi narkotyki - nie doszłoby do pobicia, syn podciągnąłby się w nauce, może wzrosłaby jego pozycja w grupie, bo wiadomo, że jak ćpa to kozak... A tak to same problemy.
    Ja na Twoim miejscu poszłabym do wychowawcy i dyrekcji poinformować o problemie w szkole, a następnie - jeśli szkoła nie podejmie żadnych kroków, na policję z tym i tyle. I to niezależnie od tego, czy zabierasz syna z tej szkoły czy nie. Smutne, że w większości takich sytuacji nie robi się nic - rodzice milczą, bo chronią swoje "pociechy" (bo przecież to jednorazowy wybryk na pewno, skoro syn tak mówi). Szkoły milczą, bo nie chcą opinii szkół, w których się diluje - szczególnie teraz w dobie niżu demograficznego, gdzie o każdego ucznia walczy sie jak o niepodległość. Dilerzy się cieszą, a cierpią jedynie głupie dzieciaki. A tak naprawdę wystarczy trochę szumu, wizyta policji w szkole, kilka przesłuchań i tyle. Zazwyczaj nie kończy się niczym, ale przynajmniej kto ma się trochę wystraszyć, ten się wystraszy.
  • 3liliana1971 03.10.13, 21:06
    Tak, pobicia nie usprawiedliwia. Natomiast ja wiem teraz jedno - chłopak pobity nie jest bez winy.
    Nie wiem, co jego rodzice zrobią z informacja, jaką im przekazałam, ale zdaje się, że maja problemy niewiele mniejsze od naszych.
  • t1ffany 03.10.13, 21:08
    Nie ulega bowiem wątpliwości, że inaczej niedługo pobije kogoś następnego. Albo
    sie zaćpa.


    Przeginasz. Od próbowania amfy z ciekawości do klasycznego zaćpania jest jeszcze duży kawałek, mimo wszystko. Natomiast absolutnie jest problem, szczególnie że amfetamina to jest ten narkotyk, który najbardziej stymuluje agresję. Kibole na ustawki jeżdżą na amfie, w Krakowie się po amfie z maczetami ganiają.

    1. Zmiana środowiska po pierwsze
    2. Nauka kontrolowania agresji i empatii po drugie
  • angazetka 03.10.13, 21:26
    Z tego, co wiemy, syn autorki był agresywny BEZ amfy. I to nie jest normalna reakcja.
  • igge 04.10.13, 09:14
    taka sytuacja i problemy to dla mnie zupełny kosmos, czasami może lepiej nie wiedzieć nic o takich zagrożeniach inaczej nie mogłabym ufnie posłać dzieci do rejonowych, będących zbiorowiskiem ewentualnych patologii, bardzo zróżnicowanych spolecznie szkół i być umiarkowanie spokojna i ufna, że sobie poradzą, szczególnie tego najsłabszego dziecka...
    Skąd się w dzieciach biorą takie zachowania????? W realu nie znam nikogo z takimi problemami z dziećmi. Współczuję i przytulam.
  • krokodil123 04.10.13, 11:18
    Od razu zrobiłabym mu test na narkotyki 1-domowy, 2-w przychodni i okazałoby się tak na prawdę czy on nie miał nić wspólnego z narkotykami.
    Jeżeli jednak miał to maszerujemy całą 3-ke wraz z tatusiem do specjalistów.
  • maj18-98 04.10.13, 12:51
    swoja drogą autorka tematu użyła eufemizmu roku, narkotyki to "coś co miało ułatwić funkcjonowanie w szkole"!
    mam wrażenie że w ogóle całą tę sytuację postrzega równie niefrasobliwie jak definiuje narkotyki,
    to ze rodzice pobitego chłopaka mają problem z synem w niczym waszego problemu nie umniejsza, w niczym!
    ale widzę że agresor juz usprawiedliwiony, pogłaskany i miał chłopak rację, nic mu nie możecie zrobić, założyliście klapki na oczy moim zdaniem
  • t1ffany 04.10.13, 15:06
    Chyba trochę nadinterpretujesz. Wątkodajka (mi tam się ten wyraz podoba :P) nie usprawiedliwia syna, rozważanie dlaczego pobił to jeszcze nie jest głaskanie po głowie.

    Natomiast określenie amfetaminy jako "czegoś co miało pomóc w nauce" odbieram jako cytat, syn pewnie tak się tłumaczył. Co oczywiście jest typowym wciskaniem kitu rodzicielce, młody chciał skombinować spida dla funu albo z ciekawości, z pewnością nie z obawy przed trudną klasówką.
  • 3liliana1971 04.10.13, 14:30
    Nic nie brał
  • 3liliana1971 04.10.13, 14:32
    Nie, nie jest usprawiedliwiony. Ale teraz przynajmniej wiem na czym stoję, i mam czarno na białym, w czym leży problem.
  • 3liliana1971 04.10.13, 14:33
    Natomiast robienie z 14-latka narkomana, dlatego, że próbował załatwić fetę, jest paranoją.
    Owszem, to jest niepokojące, ale z nałogiem nie ma nic wspólnego.
  • rurek00 04.10.13, 15:02
    Tak z ciekawości pytam, czy oprócz tego, że zamierzasz przenieść syna do innej szkoły coś jeszcze zrobisz z tym problemem? Tzn czy syn w ogóle czuje, że źle postąpił, czy wg niego wszystko jest ok? Czy z nim rozmawiasz o tym problemie, wiesz np dlaczego chciał brać amfę, skąd ten pomysł? Dlaczego pobił kolegę, i nie widział w tym nic złego? Bo tak myślę, że teraz potrzebna jest tu jakaś konsekwencja, praca nad synem, może pomoc pedagoga/psychologa będzie niezbędna. Coś jest nie tak ewidentnie, skoro chłopak chciał kupić amfę i pobił kolegę ze szkoły. I obawiam się, że sama zmiana szkoły nie rozwiązuje problemu, to tylko kosmetyczna zmiana, a sytuacja może się spokojnie powtórzyć i w nowej szkole.
  • terazkasia 04.10.13, 15:07
    3liliana1971 napisał(a):

    > Natomiast robienie z 14-latka narkomana, dlatego, że próbował załatwić fetę, je
    > st paranoją.
    > Owszem, to jest niepokojące, ale z nałogiem nie ma nic wspólnego.

    Jeśli za niezałatwienie towaru nastolatek 1 tłucze nastolatka 2, a skutki / obrażenia są tak duże, że interweniuje dyrekcja, a rodzice rozważają zgłoszenie na policję, to sorry, świętą naiwnością jest myśleć, że nastolatek 1 nigdy jeszcze niczego nie brał i w ogóle nie miał do czynienia z narkotykami. Do takich pobić nie dochodzi z reguły na początku drogi do narkotyków, tylko na dalszym etapie, gdy się już wsiąknie trochę w środowisko! Do tego słabe wyniki w szkole, a problemy od roku...
    Kobieto, w jakim świecie Ty żyjesz? Przecież twój mechanizm wypierania prawdy gołym okiem widać nawet tu na forum!
    Przeczytaj "My dzieci z dworca ZOO", tam pokazują "od kuchni", do czego prowadzi udawanie, że tego i tego nie ma u własnego dziecka.
    Życzę Ci, byś się obudziła.
    Pozdrawiam
  • angazetka 04.10.13, 15:43
    Nie no, jasne, żaden problem przecież. Zgroza, co piszesz.
  • verdana 04.10.13, 16:46
    Nic nie brał, bo diler sie nie wywiązał. Robisz wszystko, aby nie widzieć. Gdyby Twój syn nie potrzebował amfy, to by nie pobił dilera tak dotkliwie. Chyba, że jest bandytą. Prawdopodobnie go pobił, bo tej amfy potrzebował i to nie do nauki.
    --
  • morekac 04.10.13, 13:28
    Igge, sprawa z amfą może się zdarzyć również w prywatnej szkole...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 3liliana1971 04.10.13, 13:48
    Zwłaszcza, że gimnazjum, do którego chodzi syn, to gimnazjum niepubliczne
  • igge 04.10.13, 14:58
    cóż, rzeczywiście wykazałam się naiwnością:(
    W prywatnych szkołach, które znam z opowieści przyjaciół dzieci są jakby bardziej zadbane bardziej dopilnowane, nie słyszałam o narkotykach (hmmm - raz tak) choć teraz córka chodzi do rejonowego i jest lepiej niż idealnie, szkoła cud, miód i orzeszki, a nauczyciele powalają na kolana serdecznością i troska i umiejętnościami wychowawczymi, kompetencją.
    mój syn na szczęście nie miałby kasy na narkotyki, nigdy też nikogo nie pobił (a jego siostra próbowała szarżować na niego z pięściami:). Za to w piątej chyba klasie sp jego pobił kolega z klasy i został karnie przeniesiony tzn wywalony ze sportowej klasy. Słusznie moim zdaniem, mówił też do syna per "Ty downie" kilka razy. Nie aprobuję bicia w żadnej postaci, chyba, że w obronie własnej. Za to mój synalek ostatnio twierdzi, że alkohol jest ok i fajny , a ma 17 lat. Trzeba było zapisać go do harcerstwa kiedy chciał, może ten alkohol wybiliby mu z głowy.
  • angazetka 04.10.13, 15:44
    > cóż, rzeczywiście wykazałam się naiwnością:(
    (...)
    > to mój synalek ostatnio twierdzi, że alkohol jest ok i fajny , a ma 17 lat. Trz
    > eba było zapisać go do harcerstwa kiedy chciał, może ten alkohol wybiliby mu z głowy.

    Żeby to raz... :P
  • anomalia_pogodowa81 04.10.13, 14:59
    Ale przecież gdyby on dostał tę amfę, to by ją wziął!!!
    Autorko, naprawdę nie robi to na Tobie wrażenia?! Ty powinnaś błogosławić pobitego chłopaka, że nie dostarczył towaru, bo zapewniam Cię, że Twój syn grzałby teraz aż miło. Feta daje genialne efekty i odczucia a czternastoletni gó...arz nie ma tyle rozumu w głowie, dystansu do świata i doświadczenia, żeby brać narkotyki z głową, na co miewają szansę niektórzy dorośli. Zapewniam Cię, , że za parę miesięcy miałabyś elegancko ładującego syna. Za Twoje własne pieniądze.
    Wyjątkowo beztrosko podchodzisz do stosunku swojego syna do narkotyków. I co z tego, że, jak piszesz, nie wziął? Najwyraźniej był to czysty przypadek. Bo już zapłacił i nie mógł się doczekać.
  • igge 04.10.13, 15:06
    też bym nie lekceważyła woli zakupu fety (dla mnie to ser swoją drogą :))
    zastanawiam się dlaczego moj syn na imprezie próbuje pić drinki z alkoholem, piwo...chyba niepotrzebnie częstowałam go kilka razy sama alkoholem
    ale w gimnazjum jeszcze umiał odmawiać kolegom i jako jedyny z kolegą nie częstować się tym co nie trzeba
  • sebalda 04.10.13, 15:09
    Naiwność rodziców jest niewyobrażalna jednak. Gdyby syn nigdy nie ćpał, jego reakcja byłaby inna. Koleś wziął kasę, nie wywiązał się, dostałby zdrowy opiernicz i do tego ciężką groźbę, ale nie od razu ciężkie pobicie. Ciężkie pobicie jest z reguły wynikiem ciężkiej frustracji, a ta powstaje w sytuacji braku zaspokojenia potrzeb. Syn musi mieć bardzo silną potrzebę "poprawienia swojej sytuacji w szkole" (tak szedł ten eufemizm?), skoro ciężko pobił.
    Dla mnie to wszystko na pewno nie przyniosłoby ulgi, ale wręcz przeciwnie, zapaliło kolejną lampkę (wręcz wielki reflektor!) alarmową.
    I co teraz? Zamiatacie sprawę pod dywan? Tamci wycofają skargę, chroniąc synka, Wy zacieracie rączki, że nie będzie poważnych konsekwencji, przenosicie syna do innej szkoły i po sprawie??? To jest BARDZO poważny problem. Uważam, że niezbędna jest pomoc wyjątkowo kompetentnych specjalistów. Przez taką bagatelizująca problem postawę rodziców jest najwięcej uzależnionych dzieciaków. Tak uważam.
  • 3liliana1971 04.10.13, 15:14
    To co zrobić?
    Co w takim razie? Skoro zmiana szkoły to za mało, to co jeszcze?
  • 3liliana1971 04.10.13, 15:15
    I mam pewnosć, po prostu wiem, że syn nigdy niczego nie wziął. Wiem o tym. I nie jest to naiwność.
  • 3liliana1971 04.10.13, 15:18
    Byłabym w stanie poznać i po zachowaniu, i po oczach, czy mam naćpane dziecko w domu.
  • anomalia_pogodowa81 04.10.13, 15:31
    I co z tego, że nie wziął do tej pory? Wziąłby kilka dni temu, gdyby kumpel się wywiązał z transakcji.
    Poza tym dziwię się Twojej pewności siebie. Już dawno powinnaś przyjąć na klatę świadomość, że NIE MASZ POJĘCIA, co robi Twój syn i do czego jest zdolny. Poza tym zapewniam Cię, że nie poznałabyś, czy masz w domu naćpane dziecko, gdyby ćpał wcześniej/później/na imprezach/podczas Waszej w domu nieobecności w ciągu dnia.
  • sebalda 04.10.13, 15:32
    Nie Liliano, nie byłabyś w stanie poznać. Czy byłabyś w stanie wyobrazić sobie, że Twój syn pobije dotkliwie kolegę za to, że nie dostarczył mu narkotyków??? Wcześniej pomysleć, że go na to stać? Z pewnością nie, bo żadna matka nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. A jednak stało się. Tak samo nie możesz mieć pewności, że on nie bierze. Wszystkie matki do konca idą w zaparte i dopiero jak policja przywozi zaćpane dziecko do domu wychodzi na jaw, że robi to od jakiegoś czasu.
    Uważam, że musicie znaleźć naprawdę dobrego, poleconego, sprawdzonego terapeutę, specjalizującego się zarówno w leczeniu uzależnień (choć być może to jeszcze nie jest uzależnienie), jak i problemów młodzieży (bunt, agresja, problemy szkolne). Wozić tam młodego i warować pod drzwiami, zanim skończą. To jest teraz podstawa, sami tego nie ogarniecie na pewno.
  • morekac 04.10.13, 15:43
    Lepiej zrób mu test.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • krokodil123 04.10.13, 16:11
    Pisałam-po pierwsze TEST!!!
  • t1ffany 04.10.13, 15:39
    Przesadzasz sebalda. To nie wygląda na pobicie spowodowane głodem narkotykowym.
    Żeby się uzależnić trzeba trochę czasu to brać. Poza tym mówimy o amfie; widziałaś kiedyś człowieka pod wpływem tej substancji? Nieuważny rodzic może przegapić dziecko jest lekko pijane, upalone trawą, nawet na halucynogenach ale regularnego brania amfy się nie da przegapić.
  • anomalia_pogodowa81 04.10.13, 15:43
    Da się, da się. Wystarczy, że rodzice wyszli do pracy o 7 rano a wrócili do domu o 18.
    A potem matka się zarzeka, że NIGDY NIE WIDZIAŁA syna pod wpływem. Ano nie widziała.
  • 3liliana1971 04.10.13, 15:45
    Mam medyczne wykształcenie, i wydaje mi się, że byłabym w stanie poznać osobę, która regularnie cos bierze.
    Ja nie mam pretensji do pobitego, że nie załatwił synowi amfy. To byłoby absurdalne. Coś zupełnie innego miałam na myśli pisząc, że tamten chłopak też nie jest bez winy.
    Ja sama rozmawiam z synem teraz o tej całej sytuacji. Maż nie chce z nim w ogóle rozmawiać (i lepiej nie pytajcie, dlaczego). To wszystko jest mocno skomplikowane. Fakt faktem, że już w tamtym roku były problemy z synem. Innego kalibru, ale były. O czym wspomniałam już w założycielskim poście. Kłopoty z nauką też miał. I syn tak mi właśnie wytłumaczył całą sytuację sprzed kilku dni. Że chciał się podciągnąć w nauce (stąd eufemizm o ułatwieniu funkcjonowania w szkole), i tak po prostu, żeby spróbować, jak to jest (to są jego słowa, i dlatego je tutaj cytuję).
    Natomiast dla mnie zmiana szkoły to najważniejsza rzecz, Żeby go odciągnąć od obecnego środowiska. Żeby nie miał dalej kontaktu z ludźmi z tej szkoły, chociażby z tym chłopakiem pobitym.
  • sebalda 04.10.13, 15:57
    Ja nie piszę ani o regularnym braniu, ani o pobiciu na głodzie, ale jestem przekonana, że to nie mialby być pierwszy raz. Syn wie, jak jest fajnie po tym gó...e, chce go więcej, w innym przypadku, czy aż tak by zareagował?
    Kurcze, Liliana, czy Ty nie widzisz, że tłumaczysz syna dokładnie tak, jak to robia wszyscy rodzice? Że chciał się podciągnąc w nauce??? Rany, Ty naprawdę w to wierzysz??? Że tylko chciał spróbować? I to tłumaczenie, że środowisko go zepsuło? A może to on psuje środowisko, bo jego reakcja naprawdę jest nieadekwatna do całej sytuacji. Macie teraz niepowtarzalną okazję, żeby działać stanowczo i chwycić byka z rogi, ale przez usprawiedliwianie syna możesz to zmarnować. Nie rób tego.
    No i niepokoi mnie to, co piszesz o mężu. Tam jest jeszcze jakiś problem? A może to klucz do całej postawy młodego?
  • 3liliana1971 04.10.13, 17:42
    Mąż z synem się nie dogadują. Kiedyś było lepiej, teraz jest coraz gorzej
  • krokodil123 04.10.13, 16:13
    No to tym bardziej, co cie powstrzymuje przed zrobienie testu za....15-20....30 złotych?
  • verdana 04.10.13, 16:52
    Ależ oczywiście, że bez problemu można przeoczyć to, że syn bierze. Uczyłam w szkole, gdzie uczniowie brali czasem amfetaminę i tego sie tak łatwo nie zauważa.
    Jeśli można przegapić fakt, ze syn jest zdolny do dotkliwego pobicia kogoś za głupstwo, o wiele łatwiej przegapić, że coś bierze. Być może nie amfę.
    Nie bije sie nikogo tak dotkliwie za niezałatwienie pomocy naukowych, tylko za niezałatwienie czegoś, co jest koniecznie potrzebne. Nie łudź się,że syn nie bierze. Bierze. Przypuszczam, ze od roku, stąd problemy z nauką. Teraz tylko chciał sie przerzucić na coś, co naukę ułatwi, a nie utrudni.

    --
  • 3liliana1971 04.10.13, 17:20
    I przez rok nic, zupełnie nic bym nie zauważyła? Nie wierzę.
    Mogę zrobić mu test. Dla mnie to nie jest problem.
  • t1ffany 04.10.13, 17:51
    Zafiksowałyście się na tych narkotykach.
    Sebalda zasugerowała, że syn pobił bo był na głodzie. To nie jest prawdopodobne, bo aby dojść do etapu agresji z odstawienia to trzeba regularnie ćpać przez pewien dłuższy okres. Nie wierzę by rozgarnięta matka mogła to przegapić, nie ciężkie stymulanty.

    Czerwona lampka nie powinna zasłaniać meritum problemu. "Jądrem ciemności" jest to, że syn 3liliany pobił kogoś pod bzdetnym pretekstem, sam bzdetny pretekst jest sprawą wtórną. Wszystko jedno czy pobił za nie załatwienie spida czy nie załatwienie naszywki z hello kitty na plecak. Co to u licha zmienia w kontekście pobicia?

    Samo to, że chłopak chciał kupić narkotyk jest niepokojące, ale nie świadczy o jakiejś skrajnej demoralizacji. Faktycznie, wybór amfy (a nie zwykłej trawy) niepokoi, ale może się Breaking Bada naoglądał czy coś. Warto mieć na chłopaka oko, bo jak raz spróbował to może spróbować ponownie, ale to nie tu jest największy problem. Problem jest w nieuzasadnionej agresji, w ciężkim pobiciu drugiego człowieka.

    3liliano, daruj sobie też pogadanki w stylu "ale syneczku, musisz zrozumieć że amfetamina to nie jest pomoc naukowa". Syneczek doskonale o tym wie. Zmiana szkoły bardzo wskazana, pomyśl o jakiś warsztatach radzenia sobie z agresją.

  • verdana 04.10.13, 18:19
    Wiele rozgarniętych matek to przegapiło. Inaczej nie byłoby w ogóle uzależnionych nastoletnich narkomanów.
    Jesli 14-latek usiłuje kupić narkotyki i bije, gdy ich nie dostaje - to nie jest bzdetny pretekst. Najwyraźniej nie tyle chce kupić, ile musi kupić.

    --
  • 3liliana1971 04.10.13, 18:50
    Kupiłam test. Taki, co to może kilka rodzajów narkotyków wykryć.
    Nie wierzę, że bierze, ale dla własnego spokoju każe mu wykonać.
  • verdana 04.10.13, 19:33
    Teraz nie bierze... Nie ma od kogo kupić. I wie, ze jest pilnowany.
    --
  • angazetka 04.10.13, 21:25
    Oczywiście, że nie bierze, ta amfa to mu była do eksperymentów na chemii potrzebna. I dlatego pobił tamtego chłopaka, bo obiecał nauczycielce, że przyniesie na lekcję pomoc naukową, a tu takie rozczarowanie.
  • 3liliana1971 04.10.13, 21:36
    Po prostu nie chce od razu panikować i uprawiać czarnowidztwa.
    Ludzie dorośli też wielu rzeczy próbują. Czy to oznacza, że zaraz zaczną nałogowo ćpać?

    W teście nie wyszło nic. A to był test na kilka rodzajów.
  • asia_i_p 04.10.13, 21:34
    W takiej sytuacji nie robi się z moczu tylko z włosa. Facet na szkoleniu mówił, że jeśli się przyniesie włos do laboratorium medycyny sądowej, oni są w stanie wykryć, co posiadacz włosa ćpał kilka miesięcy wstecz.
    --
    Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
    Imion miłych ludowi lud pozapomina.
    Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
    Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
  • 3liliana1971 04.10.13, 21:41
    Można zrobić z włosa, można tez powtórzyć z moczu/zrobić badanie krwi na obecność prochów za kilka dni
  • asia_i_p 11.10.13, 11:38
    To nie jest to samo.
    Włos daje ci wiadomości WSTECZ, z okresu, kiedy syn jeszcze nie wiedział, że jest pod ścisłą obserwacją.

    Chyba, że nie chcesz wiedzieć, tylko się uspokoić, to powtarzaj testy moczu/ krwi - teraz on się pilnuje i nie będzie brał.
    --
    Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
    Imion miłych ludowi lud pozapomina.
    Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
    Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
  • t1ffany 04.10.13, 18:54
    Są narkotyki i narkotyki. Bycie pod wpływem jednych ukryć łatwiej, innych trudniej. Bycie naspidowanym ukryć bardzo trudno, tym bardziej że oprócz zasadniczej fazy działania masz potem wielogodzinny dołek.
    Można to przegapić chyba tylko będąc ślepym i głuchym. Owszem, są rodzice którzy przegapiliby nawet że dziecku rękę ucięło, ale wątkodajka chyba się do tej grupy nie zalicza.

    Czytaj trochę wolniej ;) pretekst pobicia był bzdetny, bzdurny, nie uzasadniający pobicia. Chyba nie uważasz, że uzasadniał?

    Doszukujecie się sodomii, gomorii, narkomanii i dworca zoo a ja uważam że to jest to problem z agresją, do czego być może przyczynił się jakiś problem w domu.
  • igge 04.10.13, 21:27
    mi też się wydaje, że dziewczyny bagatelizują problem z agresją i skupiają się tylko na narkotykach
  • 3liliana1971 04.10.13, 21:39
    Problem w domu jest jeden, chociaż nie wiem, czy ma związek z agresją syna: brak porozumienia między ojcem a synem
  • asfo 04.10.13, 22:45
    Takie problemy z agresją czy innym wykolejaniem się u czternastolatka nie pochodzącego z marginesu nie biorą się znikąd. Musi dziać się coś, co go demoralizuje. Czasem może być, że ktoś ma z natury psychopatyczną osobowość, ale jeśli nie, to znaczy, że w najbliższym otoczeniu jest jakiś czynnik wywołujący te wszystkie kłopoty.

    Złe kontakty z którymś rodziców to bardzo narzucający się trop. Znam ludzi, którzy latami żyli w jakimś toksycznym układzie, podejmowali z tego powodu złe życiowe decyzje, i są jednocześnie przekonani, że z ich krewnymi jest wszystko w porządku i że postępowanie owych krewnych jest normalne.
  • igge 05.10.13, 06:37
    jeśli problem numer 1 to dogadywanie się ojca z synem to, biorąc pod uwagę, że syn ma 14 lat, zdecydowanie ojciec powinien wykazać maksimum pracy włożonej w poprawę relacji z synem. Nie wiem, konsultacje ze specjalistami na początku bez syna, sam ojciec, jakieś prfesjonalne mediacje itp Mąż musi skupić sie na dziecku i rozwiązać problem z komunikacją i więzią.
  • paris-texas-warsaw 04.10.13, 21:44
    Verdana napisała:
    Ależ oczywiście, że bez problemu można przeoczyć to, że syn bierze. Uczyłam w szkole, gdzie uczniowie brali czasem amfetaminę i tego sie tak łatwo nie zauważa.
    Jeśli można przegapić fakt, ze syn jest zdolny do dotkliwego pobicia kogoś za głupstwo, o wiele łatwiej przegapić, że coś bierze. Być może nie amfę.
    Nie bije sie nikogo tak dotkliwie za niezałatwienie pomocy naukowych, tylko za niezałatwienie czegoś, co jest koniecznie potrzebne. Nie łudź się,że syn nie bierze. Bierze. Przypuszczam, ze od roku, stąd problemy z nauką. Teraz tylko chciał sie przerzucić na coś, co naukę ułatwi, a nie utrudni.
    Wg mnie to tak może wyglądać. Ale sama nie znam się na narkotykach. Z tego tylko co kojarzę, to amfetamina była w użyciu przez studentów przy sesjach i w firmach w goracych okresach, czasem chyba też w sporcie. To nie jest chyba substancja brana tylko, żeby odlatywać i mieć wizje, więc jej branie jakoś może nie dawać spektakularnych objawów.
    Ostatnio gdzieś czytałam, że policja czasem łapie kogoś z narkotykami, ale potem musza puszczać wolno, bo laboratorium nie identyfikuje w próbkach znanych substancji. Podobno wiele teraz takich dziwnych narkotyków jest tworzonych na rynku. Więc nawet w testach domowych może coś nie wychodzić.
    A tak na marginesie - czemu zmiana szkoły coś ma w tej sytuacji jakoś pomóc? Że w nowej już nie będzie dostępu do narkotyków, złego towarzystwa czy żeby nie borykać się już ze złą opinią wyrobioną sobie w tej szkole?
  • 3liliana1971 04.10.13, 21:54
    Moga być wszędzie. Ale w nowej szkole będzie nowe środowisko. Odcięcie od obecnej szkoły (niby prywatnej, a jak widać, niezbyt idealnej) jest potrzebne.
    Opinia też tu swoje robi.
  • aqua48 06.10.13, 12:12
    3liliana1971 napisał(a):

    nie pozwolisz synowi ponieść konsekwencji za swój czyn? Dlaczego ma nie chodzić nadal do szkoły w której go znają i w której będzie musiał odpracować sobie solidnie ten wyczyn i zasłużyć na poprawę opinii? U nauczycieli i u kolegów. Dlaczego jeśli coś zbroi ma zaraz zaczynać z nową kartą? Czego to go nauczy? Bezkarności - bo może robić co chce, najwyżej dorośli trochę pobrzęczą mu nad głowa, a on i tak ma to w d...
    Niech włoży trochę wysiłku w swoje życie. Pomoc mu się należy, ale mądra. A szkoły idealne nie istnieją, tak jak idealne dzieci.

    > Ale w nowej szkole będzie nowe środowisko. Odcięcie od obecn
    > ej szkoły (niby prywatnej, a jak widać, niezbyt idealnej) jest potrzebne.
    > Opinia też tu swoje robi.
  • t1ffany 04.10.13, 22:43
    Ehhh... amfetamina to jest stymulant, tu nie ma żadnych wizji i odlotów ale skutki są nawet bardziej zauważalne. Przy depresantach/halucynogenach dzieciak z reguły spokojnie siedzi, po amfie fruwa. Tu nie trzeba żadnych testów czy nawet patrzenia w źrenice, naspidowany nastolatek 30 sekund na doopie nie będzie w stanie wysiedzieć. Potem jest jeszcze długi, wielogodzinny zjazd, gdy dzieciak rusza się i mówi jak w slow motion. Do względnej normalności i równowagi wraca się dłużej niż po kokainie, kilkanaście godzin. Do tego drżenie mięśni, bladość, rozbiegany wzrok i bezsenność utrzymują się kolejne 2-3 dni.

    Czy normalny rodzic, mający codzienny kontakt z dzieckiem może to przegapić? Moim zdaniem nie. Trawę tak, alkohol tak, ale tego dziadostwa nie.

  • paris-texas-warsaw 04.10.13, 22:53
    Pewnie masz rację, bo ja nigdy nic nie brałam, i wiedzę mam mizerna w tym zakresie. Ja z pokolenia "kwasów" - ciągle jako nastolatek to słowo słyszałam;) Ja tylko amfetaminę kojarzę, jako coś, co ludzie brali, żeby długo cos robić. Może kwestia ile i w jakim wieku ktos tego bierze?
  • paris-texas-warsaw 04.10.13, 23:15
    Jak sobie przypomnę te wszystkie imprezy, gdzie moi kumple coś brali, to z tego co pamiętam, raczej ich rodzice nie byli tego świadomi. To było powszechne, a to byli wszystko nastolatkowie z raczej tzw. porządnych domów. Więc nie łudziłabym się, że rodzic MUSI coś zauważyć. Przychodzi nastolatek, zamknie się w pokoju, nastawi muzyczkę, można pewnie się nie zorientować.
    Taki artykuł sobie przypominam z tego okresu po tej samobójczej śmierci nastolatka z Bednarskiej. Dziennikarz pytał, ile zajmie młodzieży załatwienie jakichs narkotyków. I mówili, że 30. Minut? Nie, sekund. W Warszawie jest to chwila, każdy w szkole wie, gdzie i u kogo dostać. Może syn jakiś dziwny deal zrobił, że dał temu pobitemu wcześniej kasę, a nie dopiero przy towarze miał mu płacić i został bez kasy. Bo tak to pewnie nie jest trudno się zaopatrzyć i nie uciekałby się może do tego pobicia...
  • t1ffany 05.10.13, 00:07
    Ale bierzmy też poprawkę na wiek. To nie jest 18-latek bujający się po imprezach, to jest 14-latek. 3liliana wygląda na całkiem rezolutną i rozumną kobietę, zakładam że ten zwykły codzienny kontakt w tej rodzinie istnieje. A jeśli tak, to jechanie na amfie raczej odpada.

    Myślę że chłopak raczej nie zdążył niczego wziąć. Tropem raczej powinna być być sytuacja w domu i agresja, może jakieś problemy z osobowością.

    Zastanawia mnie też jeszcze jedno. Obaj chłopcy chodzą do prywatnego gimnazjum, więc można zakładać że nie są biedni. Amfa jest dość tania, kosztuje około 40zł za gram. Nawet jeśli tamten drugi nawalił, to dlaczego nie dogadali się na zwrot kasy? Jaki to byłby dla nich problem?
    Tak uzasadnione pobicie (nawet nie "on mnie oszukał" tylko "on nie załatwił, sprzeciwił się mojej woli") sugeruje że tamten równie dobrze mógł dostać za krzywe spojrzenie na korytarzu. To nie w narkotykach jest meritum problemu, to z psychiką młodego dzieje się coś bardzo niedobrego.
  • senin1 05.10.13, 06:08
    ze ten watek, to znaczy wpisy autorki, do zludzenia przypomina dwa inne, acz bardzo podobne, ktor ulazaly sie jakis czas temu na tym forum?

    jeden z nich o dreczeniu zwierzat, drugi, mial zdaje sie, tytul, "moj syn mnie uderzyl", byl tez jeszcze jeden o wyzywaniu nauczycielki

    wszystkie trzy charakteryzuje ta sama postawa autorki, nazwalabym ja "detached" (nie pamietam jak to po polsku) - czyli jak uniknac 'smrodu', I 'nie mam kontaktu z moim synem' I nic nie moge zrobic, i wlasciwie nic takiego naprawde niepokojacego sie nie dzieje

    bna sytuacja rodzinna,
    jest tez, przynajmniej w dwoch z nich, motyw niedogadywania sie syna z ojcem i matka ktora nie chce by ojciec wlaczyl sie do sprawy

    jak dla mnie to:
    1. albo ta sama osoba, ktora zmienia jedynie jakies szczegoly (wiek, szkola itd.)
    2. troll

    stawiam na pierwsze - i jest to bardzo niepokojace, bo wydaje mi sie, ze osoba piszaca o swoim problemie nie jest w stanie zaakceptowac, ze jest to powazny problem

    probuje znalezc srodki, ktore pomoga zamiesc sprawe pod dywan, i najwyrazniej boi sie przyznac, ze zachowania syna sa patologiczne

    moge sie jedynie domyslac skad to wynika - najprawdopodobniej ma to zwiazek z pozycja spoleczna rodziny, ktorej autorka nie chce podwazyc ("nie jestesmy jakas patologia")


    i swoja droga przeraza mnie podejscie matki do problemu - przeniesc do innej szkoly, niech ucichnie, nie mowic ojcu...itd.

    ton jej wypowiedzi jest 'blood chilling' - bez jakichkolwiek emocji, zimny i kalkulujacy,

    podobnie bylo w watkach poprzednich, o ktorych wspominalam, No wlos mi sie na glowie jezy jak czytam wypowiedzi autorki - sa PRZERAZAJACE
  • igge 05.10.13, 06:49
    jeśli to troll to i tak temat bardzo edukacyjny i potrzebny
  • morekac 05.10.13, 07:55
    Albo po prostu sytuacja typu 'syn nie dogaduje się z ojcem, sprawia kłopoty swoim zachowaniem, a ja czuję się bezsilna w tym wszystkim oraz wybielam syna' jest po prostu dosyć częsta...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • 3liliana1971 05.10.13, 10:41
    Senin, po prostu nie wszyscy rodzice są panikarzami. Nie wszystkie matki od razu robią ze swoich dzieci narkomanów i przemocowców, lubiących się znęcać nad bogu ducha winnymi osobami.
    Jeżeli ciężko Ci to zrozumieć - no to trudno, bardzo mi przykro.
    Chłodny i kalkulujący? A jaki ma być? Pełen paniki, roztrzepania, wiecznego niepokoju i strachu? To jest właściwa postawa? Nie. Jeżeli chce się pomóc, to trzeba działać stanowczo - na zimno, a nie w panice.
  • 3liliana1971 05.10.13, 10:48
    Przerażające? Przerażające jest to, że nie wszystkie matki panikują?
  • z_pokladu_idy 05.10.13, 11:28
    Przecież syn jest przemocowcem.
  • t1ffany 05.10.13, 13:03
    To dobrze że nie panikujesz. Też odnoszę wrażenie, że niektóre tutejsze bywalczynie mają do Ciebie żal że nie histeryzujesz.

    Ale Twój syn pobił innego człowieka. Nawet nie w afekcie, tylko w ramach zaplanowanej kary. To jest przemoc. Jeżeli on w swoim systemie wartości tą przemoc uzasadnia, uważa że zrobił słusznie, to ma cholernie dobre zadatki na przemocowca.

    A czy Twój szanowny małżonek przypadkiem nie stosuje wobec syna polityki "zero tolerancji wobec najmniejszego błędu"? Pytałaś co możesz zrobić oprócz zmiany szkoły, uważam że poważna rozmowy z mężem o jego (męża) postawie jest dobrym punktem wyjścia. Za relacje między dzieckiem a dorosłym odpowiada dorosły, jeśli u Was na lini ojciec-syn są złe, to warto kopnąć męża w tyłek by popracował nad naprawą.
  • 3liliana1971 05.10.13, 14:16
    Tyle, że pobicie nie jest małym błędem. A zwazywszy na to, że pobity był mocno poturbowany, to tym bardziej ciężko to zlekceważyć. Mężowi jest wstyd za to, jak syn się zachowuje. Bo raz, co jest najgorsze z tego wszystkiego - pobicie, dwa - kłopoty z nauką i dogadywaniem się z nauczycielami, wagary.
    Tym większy szok, że syn raczej nigdy wcześniej nie był dzieckiem problemowym, a powiedziałabym, że wręcz odwrotnie. W podstawówce zawsze był cichy, wolał siedzieć w klasie, niż gdzies wychodzić na przerwy, w szkole może nie był geniuszem, ale tez i nigdy zagrożeń nie miał.
    W domu tak samo zawsze mogłam liczyć na niego, jeżeli czegoś chciałam.
    No i mogłam z nim normalnie o wszystkim porozmawiać, a często on sam prosił mnie o rozmowę (nieważne, w jakiej sprawie, chodzi o sam fakt porozumienia) - teraz ciężko z niego cokolwiek wyciągnąć.
    Mąż zawsze był zdystansowany, taki typ człowieka - jednak nie mogę mieć pretensji wyłącznie do niego.
    Natomiast faktem jest, że zawsze były w naszym domu lepsze stosunki na linii matka-syn, niż ojciec-syn
  • t1ffany 05.10.13, 14:29
    Pobicie nie jest małym błędem, ale relacje ojciec - syn nie zaczęły się kilka dni temu. Jeżeli od małego komunikat brzmiał "synu, kocham cie tylko wtedy jak spełniasz moje surowe oczekiwania" to jest wsadzanie dzieciaka na tor saneczkowy na którego końcu są zaburzenia socjopatyczne.

    Czy mąż okazuje komukolwiek empatię czy to "taki typ człowieka" dla którego wszystko musi chodzić jak w zegarku?
  • aqua48 06.10.13, 12:03
    3liliana1971 napisał(a):

    > zwazywszy na to, że pobity był mocno
    > poturbowany, to tym bardziej ciężko to zlekceważyć.

    A gdyby syn tylko dał w twarz komuś to można byłoby zlekceważyć? Moim zdaniem TY lekceważysz fakt, że syn uważa przemoc fizyczną za właściwy sposób załatwiania problemów..

    Mężowi jest wstyd za to, ja
    > k syn się zachowuje. Bo raz, co jest najgorsze z tego wszystkiego - pobicie, dw
    > a - kłopoty z nauką i dogadywaniem się z nauczycielami, wagary.
    > Mąż zawsze był zdystansowany, taki typ człowieka - jednak nie mogę mieć pretens
    > ji wyłącznie do niego.

    Zdystansowanie to coś innego niż przerzucanie problemów z synem na niego i Ciebie. A wstyd to można sobie w takiej sytuacji tylko głęboko schować i zabrać się natychmiast za naprawę stosunków w rodzinie. Ojciec nie ma się wstydzić, tylko ma być odpowiedzialny za dziecko. Nie obrażać się i odsuwać jeśli dziecko nie spełnia oczekiwań tylko je wychowywać, uczyć, rozmawiać z nim, wskazywać konsekwencje głupich, lub niewłaściwych działań, ostrzegać, ale i pozwalać je dziecku ponosić. I być dla niego wsparciem, ale mądrym. Pomóc się pozbierać po upadku, ale nie pomagać w uniknięciu kary.
    A dziecko ma zachowywać się odpowiednio nie po to żeby rodzic był z niego dumny, tylko dlatego, że taki ma wdrożony system wartości. Obowiązujący KAŻDEGO w rodzinie.
  • morekac 04.10.13, 22:31
    Moim zdaniem jedynym argumentem za tym, że nie ćpa jeszcze na potęgę jest to, że chłopak załatwia sobie prochy pokątnie, a nie u zaufanego dilera - znaczy się, nie ma dojścia.
    BTW: okazuje się, że nie trzeba chodzić do jakiegoś straszliwego rejonu, aby nie tylko zetknąć się z narkotykami, ale jeszcze dostać wpie...w szkolnym kiblu...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • squirrel9 05.10.13, 09:07
    Czytam te wpisy, droga liliano i mam wrażenie, ze niczego jako matka nie rozumiesz. I myślisz "magicznie" - jak już mój syn coś zrobił to najwyżej jest współwinny.
    A co, jesli pobity w ogóle nie ma dostępu do narkotyków, tak tylko "obiecał załatwienie" żeby zaszpanować. To taki wiek. Jakby ktoś mu gana obiecał to co?
    No i twój syn powiedział (usprawiedliwiłaś go szybko, jasna sprawa), ty przekazałaś to rodzicom pobitego, oni w szoku "łyknęli problem", obiecali nie zgłaszać na policji (co się może jednak zmienić) i problem masz z głowy. Teraz zmienimy synowi szkołę, wejdzie w nowe (myslisz przyjazne, środowisko i będzie ok.
    A ok nie jest. Postawa twojego syna dokładnie odzwierciedla twoja postawę. Nikt ci nic nie zrobi.
  • to-wlasnie-ja 05.10.13, 12:47
    Zgadzam sie w calej rozciaglosci. Uwazam, ze robisz slusznie nie panikujac, bo byc moze, ale tylko byc moze syn jeszcze narkotykow nie bierze. Jednak ja bedac na Twoim miejscu zapowiedzialabym mu scisla kontrole pod tym wzgledem. Zaznaczylabym, ze stracilam do niego zaufanie i dlugo bedzie musial pracowac nad jego odzyskaniem a testow moze sie spodziewac czesto. I konsekwentnie bym je robila. To jedna sprawa. Druga jest niezbedna bardzo powazna rozmowa z mezem. Nie piszesz w czym tkwi problem, z czego wynika tak gleboki konflikt , ale uwazam, ze tutaj maz powinien przemyslec swoja [ostawe. I naprawde nie chodzi mi o zapomnienie , przebaczenie poglaskanie syna tylko o wypracowanie sposobu na poprawe wzajemnych z synem relacji, na zrozumienie przez meza faktu, ze odrzucenie syna ( swoja droga dosc niedojrzala i wygodna postawa meza) moze w konsekwencji doprowadzic do coraz gorszych klopotow wychowawczych. Syn nie ma dobrego wzorca , nie dzieli z ojcem zadnych pasji , zainteresowan, jest w zasadzie zostawiony sobie. Jestem pewna, ze przynajmniej czesc jego klopotow z agresja juz jest wynikiem frustracji i nie radzeniem sobie z emocjami. Przypuszczam , ze obaj zacieli sie w sobie i juz nawet nie probuja rozwiazac konfliktu. Jestem pewna, ze nie bedzie latwo, ale moze sprobuj namowic ich na cos co moga zrobic wspolnie , moze to bedzie jakis punkt wyjscia do rozmowy. Moze uda Ci sie namowic ich obu na spotkanie z terapeuta? Prosze nie pisz z gory, ze to niemozliwe.Przekonuj meza az do skutku. Najgorsze co mozesz zrobic to TYLKO zmienic szkole. Tak naprawde to niewiele da, to kosmetyka. Jesli, jak piszesz, jestes osoba spokojna, zdystansowana to tylko Twoj plus, dopoki nie staniesz sie osoba lekcewazaca problemy syna i tak naprawde calej waszej rodziny.
    Przemysl sobie odpowiednia taktyke i dzialaj . Moim zdaniem to ostatni dzwonek.
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • verdana 05.10.13, 13:48
    Mam jednak wrażenie, z gdy syn bije innego człowieka tak dotkliwie, ze rodzice chcieliby zawiadomić policję, a potem tenże syn nie ma wyrzutów sumienia - to jeśli nie bierze narkotyków, powód do paniki jest może nawet większy. Bo narkotyki można przestać brać. Natomiast pewne braki w podstawowej moralności mogą byc nie do nadrobienia.
    --
  • 3liliana1971 05.10.13, 14:09
    Nie mogę mieć pretensji wyłącznie do męża. On ma pewne zasady, i bardzo chce, żeby się ich trzymać. No i zwyczajnie mu wstyd, że syn tak się zachowuje.
    Teraz przez co najmniej 6,7 miesięcy będziemy z synem wyłącznie sami, bez męża.
    Więc ja sama chce i musze to jakoś wszystko ogarnąć.
    Syn dobrze wie, że będzie kontrolowany. Wie, że czeka go zmiana szkoły.
  • t1ffany 05.10.13, 14:19
    Jeżeli "zasady" Twojego męża skutkują deficytami psychicznymi u syna lub je katalizują to możesz i powinnaś mieć do niego pretensję.

  • squirrel9 05.10.13, 18:05
    Gdyby moje dziecko, nastolatek pobiło kogoś w szkole, to pierwsze co bym zrobiła to wizyta z nim u pedagoga, psychologa szkolnego, jesli by sie na to kategorycznie nie zgadzał (co w tym przypadku raczej pewne) zapłaciłabym psychologowi za wizyty w domu i rozmowy z moim synem w cztery oczy. W takim przypadku kombinowanie, że mu kasę obetnę, będę kontrolować może nie działać. W tak drastycznym przypadku (a dla mnie i pewnie nie tylko dla mnie, ta sytuacja taka jest) rodzic sam już może sobie nie poradzić. Sądząc po twojej reakcji, liczysz, ze samo się ułozy.
  • to-wlasnie-ja 05.10.13, 19:33
    To nie kwestia pretensji. Dzieci wychowuje sie wspolnie i wspolnie uczy odpowiednich zasad. Rozumiem, ze mezowi moze byc wstyd , ale niczego syna nie nauczy nie chcac miec z nim nic wspolnego , nie rozmawiajac z nim , bo wczesniej syn sie nie podporzadkowal. W rodzinach zdarzaja sie tez trudne sytuacje, nawet ekstremalnie trudne. Czasami rodzic tez potrzebuje pomocy z zewnatrz, bardzo dobry jest pomysl domowych wizyt terapeuty, poniewaz nie kazdy potrafi przekazac dziecku we wlasciwy sposob czego od niego oczekuje. Rozumiem, ze wyjazd ojca wynika ze zobowiazan w pracy, ale szczerze mowiac wypadl w najmniej korzystnym momencie. Popatrz, znow maz nie bedzie bral udzialu w kolejnej trudnej sytuacji.
    Piszesz, ze sama musisz i chcesz to ogarnac. Jak konkretnie? Jak udalo Ci sie ogarnac w zeszlym roku? Sama piszesz, ze problemy byly, teraz doszedl kolejny duzo wiekszego kalibru. Czy przyjmujesz mysl, ze sama nie ogarniesz? Ze juz nie ogarniasz? Jakie masz pomysly na panowanie syna nad wlasna agresja oprocz zmiany szkoly i srodowiska? Bo dam sobie reke odciac, ze testow kolejnych nie zrobisz ufajac i synowi i wlasnej ocenie .
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • morekac 06.10.13, 08:44
    Czyli powiedzmy sobie - sytuacja jest taka, jakby jednego rodzica nie było.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • aqua48 06.10.13, 11:49
    zmiana szkoły to tylko pozorne działanie, które nie odniesie skutku. Przede wszystkim musisz rozwiązać sytuację między Tobą i mężem, żeby w rodzinie zaczęły panować normalne stosunki. Bez tego jesteś skazana na porażkę. Wyjazd męża na tak długo w tej chwili nie poprawi ani nie uzdrowi Waszej rodziny.
    Synowi należy się szybkie wsparcie specjalisty od uzależnień, choćby profilaktycznie, choć nie wieżę, że chłopak, który ma pomysł, żeby brać narkotyk jako wspomagacz nauki nie próbował wcześniej innych tego typu substancji. To Wasza ogromna porażka, że nie pomogliście mu skutecznie w nauce innymi sposobami. Nie nauczyliście także odróżniać dobro od zła.
    Syn i w nowej szkole szybko znajdzie jakiegoś dilera i nieodpowiednie towarzystwo jeśli nie będzie głęboko przekonany o tym, że to zdecydowanie złe i daremne rozwiązanie. A samą matkę będzie miał w nosie.
  • igge 06.10.13, 14:44
    Morekac, sytuacja taka jakby jednego rodzica nie było - jest sytuacją chyba częstą i tylko w marzeniach i idealnym świecie i w pragnieniach 13latki możliwa jest sytuacja kiedy dwoje rodziców full-time zajmuje się swoim dzieckiem i uczestniczy we wszystkich jego ważnych i najważneijszych momentach życia i w tych kryzysowych? Jedna i tylko jedna osoba często jest bardziej odpowiedzialna za wychowanie dzieci, ma dla nich więcej czasu? Są dzieci z rozbitych rodzin, dysfunkcyjnych, problem nieobecnego ojca (praca/śmierć/rozwód/wyjazd/pobyt za granicą jednego z malżonków/ ciężka choroba) to problem dość powszechny?
    Wychowałam się przy udziale tylko matki rozwódki, mój mąż od zawsze miał bardzo wymagającą długogodzinową pracę, którą zmienił na taką, że co roku pół roku go nigdy nie ma w domu, a i telefonicznie nie jest dostępny i uważam, że da się wychować dziecko i ogarnąć go samemu nawet jak ma duże problemy. Takim zastępczym wychowawczym wsparciem dla matki są przyjaciele/rodzina/a nawet to forum :))) i np verdana :))
    Nie obwiniaj matki a może ojca o nieobecność - są różne ważne powody nieobecności w kluczowych dla dziecka momentach jednego z rodziców. Dobrze, że matka chce coś działać, pomóc 14latkowi. Da radę zrobic to sama jak taka jest konieczność.
  • aqua48 06.10.13, 14:58
    igge napisał:

    > tylko w marzeniach i idealnym świecie i w pragnieniach 13latki możliwa je
    > st sytuacja kiedy dwoje rodziców full-time zajmuje się swoim dzieckiem

    Nie chodzi o full time, tylko o normalny kontakt z dzieckiem, bez kategorii: wstyd mi tylko przynosi, to nie będę się do niego odzywał.
    A to się da nawet w niewielkim wymiarze wolnego czasu?i I zdarza się nawet w rodzinach w których małżonkowie są rozwiedzeni.

    > mój mąż od zawsze miał bardzo
    > wymagającą długogodzinową pracę, którą zmienił na taką, że co roku pół roku go
    > nigdy nie ma w domu, a i telefonicznie nie jest dostępny i uważam, że da się w
    > ychować dziecko i ogarnąć go samemu nawet jak ma duże problemy.

    Tak, da się ale dobrze mieć spójny system wartości, którego się przestrzega niezależnie od ilości rodziców na podorędziu.
    A w przypadku kłopotów konkretny plan naprawczy, nie polegający na zamiataniu sprawy pod dywan i dawaniu dziecku kolejnej szansy bez ponoszenia konsekwencji za poprzednie uczynki.

  • to-wlasnie-ja 06.10.13, 16:09
    Alez oczywiscie ,ze nie mowimy tu o poswiecaniu dzieciom calego czasu codziennie. Mowimy o dobrze funkcjonujacej rodzine gdzie raz, ze sprawy tego kalibru prawdopodobnie by nie bylo, dwa gdyby sie cos podobnego zdarzylo, to rodzice WSPOLNIE umieliby przezyc i wstyd i poczucie porazki wychowawczej a co wazniejsze pozwoliliby tez na to dziecku. Teraz mamy - zmycie sie ojca na kilka miesiecy zamiast pracy nad poprawa relacji z synem i wypracowanie z zona konsekwentnej metody wychowawczej , zmiane szkoly , zeby syn nie mial zlej opinii zamiast pracy samego syna nad wlasna pozycja w szkole, kolejne planowane " pogadanki " mamy z synem zamiast- synu bede cie wspierac , ale narozrabiales porzadnie wiec trudno , musisz wypic to piwo. Moze to cie powstrzyma przed kolejnymi coraz gorszymi klopotami.U mnie tez bedziesz musial zapracowac nad odzyskaniem zaufania.
    Sama mialam swego czasu nieciekawy klopot z nastoletnim synem. Gdyby mi ktos powiedzial, ze moj syn to zrobi to bym mu sie w twarz rozesmiala . Sprawa jednorazowa,ale u mnie byla krotka pilka . Sama wlasny wstyd i gorycz przelknelam, syn swoj tez musial. Nie przewidywalam innej opcji. Btw. maz z racji pracy tez czesto wyjezdza, ale to nie ma zadnego znaczenia w kwestii zycia rodzinnego.Dla dzieci jest zawsze. Jak chwilowo nie moze bezposrednio to chocby przez telefon czy komunikatory. I gdy wraca do domu to juz bezposrednio wraca do sprawy . Trzeba tylko chciec .
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • igge 06.10.13, 17:40
    to-właśnie-ja, a mój mąż, choć wspaniały i czuły ojciec, NIE JEST DLA DZIECI ZAWSZE i z racji pracy już drugi raz w życiu opuszcza najważniejsze życiowe wydarzenie córki, Mistrzostwa Polski w paraujeżdżeniu, przez co mamy w domu płacz trwający czwarty dzień, rozżalenie na ojca na maksa i w ogóle kryzys 13 letniej panienki związany z charakterem pracy ojca i jej niezgodą na funkcjonowanie i dopasowywanie wszystkiego do pracy ojca i jego przedkładaniu wg niej pieniędzy nad inne dla niej ważniejsze wartości (mógł odmówić wzięcia tego zlecenia teoretycznie mógł choc była to losowa sprawa awaryjnego zastąpienia kogoś innego) tak więc jego praca (i notoryczne wyjazdy) MA ZNACZENIE W KWESTII ŻYCIA RODZINNEGO. I nawey przez telefon nie może najczęściej oderwać się od pracy (nie nie chce ale nie może). Córka nie uznaje kontaktu przez telefon i komunikatory, nie o taki jej kontakt chodzi choc sto razy proponowałam. Od gadania ma mnie, od ojca chce fizycznej obecności w ważnych życiowych chwilach i ...tego nie ma, co przy recydywie wywołuje żal, rozpacz i złorzeczenia na temat tatusia (niesprawiedliwe w sumie). Jest zmęczona jego pracą, ma jej dość. Gdy wraca do domu mój mąż to może i chciałby on wrócić do sprawy i stara się wrócić ale najczęściej jest już po herbacie, czasu cofnąć się nie da. Czyli NIE WYSTARCZA TYLKO CHCIEĆ. Tu jest różnica w hierarchi wartości, ważne wartości wchodzą w konflikti w jednej osobie co dopiero gdy musimy mieć wspołną hierarchię wartości, wszyscy członkowie rodziny. I może córka ma trochę racji, że dla jej ojca to zarabianie kasy jest w jakiś sposób ważniejsze od jej przejazdu w Mistrzostwach( co ją strasznie boli) choć on deklaruje, że nie, nie jest ważniejsze i że żałuje, że się zgodził ale już teraz nie może odwołać wyjazdu, nie może nie przedłużać swojej ciągłej niemal od maja czy kwietnia nieobecności. Od listopada będzie spędzał z nia dużo czasu ale będzie zestresowany brakiem zleceń i zajęty ciągłym ich szukaniem. Czasami trzeba wybierać między równorzędnymi wartościami i wtedy nie jest łatwo i każdy wybór boli. Bo np kiedy ojciec by zrezygnował z tego zlecenia - jego syn nie mógłby pojechać na wycieczkę szkolną, bo kasa poszłaby na prąd i rachunki.
  • igge 06.10.13, 16:17
    aqua48, mądrze piszesz, ja tylko zastanowiłabym sie jakie konkretnie konsekwencje dla dziecka są tu możliwe...bo policja to już byłoby za dużo, przynajmniej dla mojego dziecka, ale to nie jest moje dziecko :(
    zagalopowałam się z tym full time
    myślę, że wstyd za dziecko trzeba jakoś w sobie przezwycięzyć i poczucie winy i współczucie dla delikwenta bo te emocje tylko przeszkadzałyby w znalezieniu odpowiednich słów do dziecka w trudnej w sumie sytuacji, 14 lat to burza hormonów i jak widać sensowny wcześniej malec "głupieje", miejmy nadzieję okresowo i nie nieodwracalnie
  • verdana 06.10.13, 22:33
    Dziecku nie jest potrzebny w tym wieku rodzic full time. Ale jest mu potrzebny rodzic, na którego może liczyć niezależnie od czasu i okoliczności. Ojca czy matki może nie być, ale powinni służyć radą, pomocą, a w razie totalnej awarii - rzucić wszystko i ratować dziecko. Brutalnie - lepszy całkowity brak rodzica, niż rodzic, dla którego dziecko jest nieważne. Przy czym nie mówię tu o rzucaniu pracy, bo dziecko ma zawody czy występ, nie. Ale jeśli to poważna sprawa, choroba, problemy mogące zniszczyć dziecku życie - wtedy zupełny brak jednego z rodziców jest lepszy, niż rodzic, który albo problem olewa, albo pokazuje dziecku, że liczy się ono tylko wtedy, gdy jest doskonałe.
    Tak wiec czasem lepiej może wychować dziecko samotna matka, niz para rodziców, z których jedno problemy dziecka lekceważy, albo lekceważy samo dziecko.
    --
  • igge 07.10.13, 10:10
    verdana, rozwijam się pod wpływem Twoich komentarzy, jesteś bardzo mądrym człowiekiem, dzięki za Twoje pedagogiczne przemyślenia, są zawsze inspirujące
  • morekac 07.10.13, 08:54
    Ale wiesz, może nie udawajmy wtedy, że wjakikolwiek sposób można liczyć na drugiego rodzica?
    Nie za bardzo można i trzeba sprawę ogarnąć samej... :-(
    A, i wcale się nie dziwię, że te kontakty na linii syn-ojciec nie istnieją.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • rurek00 07.10.13, 10:24
    A nie rozważałaś, żebyście z mężem poszli do psychologa? Wg mnie małżonek niezbyt odnajduje się w tej sytuacji. A to, że syn się zachowuje tak jak się zachowuje, to z pewnością wynik tego, że ze sobą nie gadają. W ogóle nie rozumiem tego tłumaczenia, że mąż się wstydzi za syna. Właśnie teraz powinien w końcu zachować się jak facet, i z synem pogadać. Znajdujesz dla niego tysiąc wytłumaczeń, a to on jest dorosły, a nie syn. I że taki wycofany. Po co w ogóle zdecydował się na dziecko? Zakładam, że wszystko było cacy dopóki syn był słodkim dzieckiem, i spełniał oczekiwania tatusia. A jak zaczął dorastać, to małżonek szybciutko skapitulował.
    Sama syna nie wychowasz.
  • sebalda 07.10.13, 10:39
    Historia zna przypadki, gdy nieaceptowane dziecko robi wszystko, nawet najgorsze rzeczy, byle zwrócić na siebie uwagę lekceważącego rodzica. Szczególnie na linii syn-ojciec. Wysoko stawiana poprzeczka, wciąż podkręcane wymagania i zero zainteresowania życiem i problemami dziecka. Dziecko ma być posłuszne, grzeczne, nie sprawiać problemów, przynosić ze szkoły same dobre stopnie. A jak nie - albo się je surowo dyscyplinuje, albo odmawia jakiejkolwiek uwagi. Taki foch rodzicielski. To chyba najgorsza opcja.
    Już maluchy rozrabiają ponad miarę, żeby wreszcie rodzic się nim zainteresował, a co dopiero mówić o chłopaku, który dorasta?
  • 3liliana1971 07.10.13, 12:21
    Nie jest wina męża, że ma prace jaką ma. Dzięki niemu możemy żyć spokojnie, przynajmniej w kwestiach finansowych.
    Natomiast złe relacje - to jest już poważniejszy problem.
    Jednak nie o tym ten wątek był.
    Ja wiem, że dam sobie sama radę z synem. Do tej pory też głównie ja mu czas i uwagę poświęcałam, to teraz tez muszę.
    Tak, wiem, tutaj są już znacznie powazniejsze problemy, ale nie zamierzam się załamywać.
    Syn też już pogodził się z tym, że teraz będę go bardziej kontrolować.
    I chyba to na tyle w naszej sprawie.
  • oliwkowa75 07.10.13, 13:01
    >> Ja wiem, że dam sobie sama radę z synem. <<
    Hm, no ja czytając ten wątek odniosłam wrażenie, że nie dajesz sobie rady... Ale grunt to wiara we własne siły.
  • rurek00 07.10.13, 13:05
    Widzisz, to twoje zdanie na ten temat. Mąż posłużył do spłodzenia dziecka i do zarabiania pieniędzy. Twój wybór. Tyle, że syn może mieć odmienne zdanie na ten temat. Może za 10 lat ci powie, że wolałby mieć lepszy kontakt z ojcem. A w tej sytuacji to niemożliwe. Fajnie, że nie widzisz problemu i tak jesteś pewna swego. Wg mnie zachowanie syna to właśnie wynik takiego, a nie innego stylu wychowania. Dzieciak się czuje bezkarny i próbuje rozpaczliwie zwrócić na siebie uwagę.
  • 3liliana1971 07.10.13, 13:18
    Tak, jestem pewna swego.
    Dopóki nie zacznę panikować i histeryzować, i robić ze swojego dziecka narkomana i przemocowca w jednym - tak, jestem pewna. Pewna, że uda mi się wszystko naprostować i sprowadzić z powrotem na właściwy tor.
    Sprawa z ojcem jest skomplikowana. Mam powiedzieć mężowi, żeby rzucił pracę? Czy może mamy sie przemieszczać razem z nim, co jest raczej niemożliwe?
    Musze dostosowac się do takich warunków, jakie mamy. I syn tez dobrze wie, ile teraz ojca nie będzie w domu. Co nie jest pierwszą taką sytuacją.
  • igge 07.10.13, 17:01
    Liliana uważam, że dobrze, że jesteś pewna swego. Pewna tego, że poradzisz sobie z problemem i pozwolisz synowi ponieść konsekwencje swojego zachowania. Zwróć uwagę na syna intencje. Jego tłumaczenie, że dla poprawy szkolnych wyników chciał wziąć amfę jest bardzo niepokojące. Niepokojące jest też gdyby tylko używając takiego argumentu liczył na Twoje zrozumienie bo chyba nie na pochwałę :). Niepokojące, że uważa, że dobre wyniki/oceny w nauce to podstawa sensowności chodzenia do szkoły.
    Uważam Twoją pewność siebie za cenną bazę i pomoc w dawaniu oparcia dziecku, w końcu oparcie i wsparcie jest mu potrzebne szczególnie w trudnej drodze zwalczania swoich złych nawyków i odbudowywania Twojego zaufania do niego. I w burzy hormonów:)
    To Ty jesteś doroslą Ty masz byc pewna swojej postawy i przykladu, Ty musisz być skałą, na której dziecko może się oprzeć.
    A męża wstyd potraktuj jako moralny drogowskaz dla syna. Ojciec się go wstydzi z powodu jednorazowego wydarzenia, lub/i roku niefajnego zachowania w szkole i nieprzykladania sie do pracy, nie podejmowania wysiłku poprawy ocen? Ok, taki rodzicielski foch ale w dużym nawiasie zastępuje długie tłumaczenia o niewłąściwości zachowania, jest jedną z konsekwencji dla syna, przecież gdyby się starał dobrze zachowywać ojciec by się nie wstydził i docenił wysiłek. Teraz tylko zamiast wstydzić sie dalej i fochować na syna trzeba dziecku dać szansę na poprawę, na zmianę, na rozwój. Ojciec nawet na odległość może starć się udzielać synowi w tym wysiłku wsparcia i zachęty i akceptacji, docenić jego wolę poprawy i kroki, które syn podejmie, żeby już ojciec nie musiał się za niego więcej wstydzić.
  • morekac 07.10.13, 18:58
    Tatuś w tym układzie to jest, pardon, klasycznym bankomatem, a nie moralnym drogowskazem.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • angazetka 07.10.13, 18:59
    > Dopóki nie zacznę panikować i histeryzować, i robić ze swojego dziecka narkoman
    > a i przemocowca w jednym

    Fakt, w końcu dopiero raz pobił kogoś tak, że ofiara potrzebowała opieki lekarskiej, z powodu braku amfy. Co to było.
  • pade 09.10.13, 13:46
    Halo!!!
    To nie Ty a Twój mąż powinien teraz zajmować się synem. Jaki Twój syn ma wzorzec męskości? Na kim ma się opierać? Jak stworzy własną tożsamość? Z obrazu matki??
    Poczytaj sobie o synach odrzuconych przez ojców...Ty mu ojca nie zastąpisz, nie da się, uświadom to sobie wreszcie.
    --
    "Jeśli nie obarczasz winą, nie masz w sobie złości."
  • t1ffany 07.10.13, 13:39
    > Natomiast złe relacje - to jest już poważniejszy problem.
    > Jednak nie o tym ten wątek był.


    A o czym? Jeżeli złe relacje wywołują u syna agresję, to dokładnie o tym.

    Coś mi się zdaję że masz trochę na głowie postawione priorytety; nawet z niektórych Twoich sformułowań to wyziera. Na szczycie Twojej hierarchii jest mąż dobrodziej i jego święty spokój.
    Nie piszesz że syn MA problemy, tylko że ROBI problemy, że mąż jest z niego niezadowolony. No kurcze! Gdy odkryłaś że chodzi o amfę prawdopodobnie się ucieszyłaś w duchu. Mogłaś zadzwonić do tamtych rodziców i zamieść sprawę pod dywan. Telefon do męża na saksach mógłby brzmieć tak: "halo kochanie, już się nie denerwuj, załatwiłam że nie będzie policji". Teraz piszesz o kontrolowaniu syna. "Halo, skarbie, będę go krótko trzymała żebyś się już nie musiał wstydzić. Dbaj o siebie i przywieź dużo pieniążków".

    Może nadinterpretuje, ale wg mnie macie ogromne problemy u samych fundamentów życia rodzinnego. "Pobicie w szkolnej toalecie" to tylko ich objaw.


  • mantis_after_dinner 07.10.13, 14:59
    "Nie jest wina męża, że ma prace jaką ma. Dzięki niemu możemy żyć spokojnie, przynajmniej w kwestiach finansowych."

    Moj ojciec calkiem spora czesc zycia przepracowal na kontraktach. W moim wczesnym okresie nastoletnim praktycznie nie bylo go w domu.
    Wrocil, gdy mialam 15-16 lat.

    Matka srednio angazowala sie w wychowanie.
    A jak on wrocil, to juz bylo 'pozamiatane'.

    Jako nastolatka moglam w domu robic wszystko:
    - przyprowadzac chlopakow na noc
    - palic papierosy we wlasnym pokoju (po sasiedzku z sypialnia rodzicow)
    - wraca z imprez w stanie srednio przytomnym
    - wyjezdzac sobie ot tak na kilka dni (mowiac coprawda z kim i dokad), ale nie dajac znaku zycia

    Nie reagowali. Nie wiem czy nie chcieli czy nie umieli czegos z tym zrobic.
    najgorsza byla swiadomosc, ze jakby mi sie cos stalo, to tez nie zareaguja i praktycznie nie moge na nich liczyc.

    Po latach im to wygarnelam.
    "Ale moglas żyć spokojnie, przynajmniej w kwestiach finansowych."

    W tej chwili praktycznie nie utrzymuje kontaktow z rodzicami.

    Nie zrob tego samego bledu. Syn po latach bedzie Ci wdzieczny za to, ze teraz przykrecisz mu srube. A przynajmniej bedzie mial swiadomosc, ze jego los lezy Ci na sercu.
  • morekac 07.10.13, 15:03
    Ale ogólnie jest problem eurosierot... Tak, dzieci mają z tym problem.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • verdana 07.10.13, 18:00
    Bo najważniejsza jest kasa. Syn - no cóż, byle nie panikować, dobre dziecko, a że tam czasem kogoś pobije, czy narkotyki chce kupować to drobiazg. Przeniesie się go do innej szkoły, zeby nikt nie wiedział, bo to jest kluczowe. Udawać, że nic takiego sie nie stało. Gorzej z nauką, bo naukę widać i syn z dwójami jest powodem do wstydu.
    No, ale niedługo syn będzie dorosły, albo odejdzie z domu i zacznie prowadzić normalne życie , albo sie zaćpa, albo pójdzie siedzieć. A mąż z pieniędzmi zostanie. I o to chodzi.
    Tak naprawdę, to syn dla nikogo ważny nie jest. Ważne są pieniądze i opinia. Przecież nie do pomyślenia jest poświecić pieniądze dla ratowania syna...
    --
  • 3liliana1971 07.10.13, 20:52
    Mój syn nie jest narkomanem. Narkotest, który mu wtedy zrobiłam, pokazał wynik negatywny. Syn chciał kupić amfę, owszem. Ale to nie znaczy, że ćpa. Bo nie ćpa. Co nie zmienia faktu, że teraz będę go bardziej mieć na oku.
    Syn nie jest mi obojętny. Kocham go i chce dla niego jak najlepiej. To chyba oczywiste.
    Mąż - to trochę inna sprawa, ale urażają mnie komentarze, w których niektórzy sugerują, że dla mnie mąż to bankomat i nic innego poza kasa mnie nie interesuje.
    Mam kontakt z pobitym chłopakiem - już czuje się lepiej.
    Nie wiem dlaczego tak dużo osób uważa tutaj, że olewam syna i to, co zrobił. Nie olewam.
    I dlatego chce to wszystko naprawić.
  • verdana 07.10.13, 21:04
    Nie, jest tylko człowiekiem, który pobił dotkliwie kolegę za niedostarczenie narkotyku. Tak zazwyczaj działają osoby, którym narkotyki wcale nie są do szczęścia potrzebne. Wiadomo, gdyby nie dostarczył czekolady - też zostałby pobity. Bo syn po prostu tak ma - jesli ktoś nie spełnia obietnicy, to ląduje w szpitalu. Czy moze jednak nie?
    Nie łódź się, Twój syn bardzo tej amfy potrzebował. Tylko wolisz tego nie widzieć.
    Kochasz syna, ale wolisz udawać przed samą sobą, ze nic złego sie nie dzieje. Widzisz, ze jest problem z ojcem - ale jeśli masz wybierać miedzy dobrem syna, który ojca potrzebuje, a kasa - wybierasz pieniądze bez wahania.
    --
  • 3liliana1971 07.10.13, 21:11
    Nie, nie wybieram pieniędzy. Ale mąż nie może zmienić pracy. Po prostu nie może. I nie chodzi tu tylko o pieniądze. Co mam zrobić, co powiedzieć? Żeby zrezygnował z pracy? Myślisz, że zrezygnuje? Nie.
    Sugerujesz, że mam w domu dziecko, które zaczyna cos brać, a ja o tym nie wiem?
    Ale jeżeli bierze, to co? Co mam zrobić? Co mam teraz zrobić? Skoro test pokazał negatyw, u syna nic niepokojącego nie widzę (w sensie objawów ponarkotykowych), to jak zareagować?
  • verdana 07.10.13, 21:24
    Sugeruję, ze masz w domu dziecko, które zaczyna brać, ojca nie ma, bo nie może przecież zrezygnować z pracy, a Ty lekceważysz niezwykle poważny problem. Albo masz w domu dziecko mające ogromny problem z uczuciami wyższymi.
    Bo - albo syn bierze i kolega oberwał, bo syn bardzo potrzebował narkotyku, a nie dostał
    -albo syn nie bierze, a kolega oberwał za "niezałatwienie sprawy", a Twój syn nawet nie czuje skruchy. Bo uważa, że ma prawo pobić człowieka.
    Co więcej, sytuacja pierwsza wydaje sie mniej niepokojąca niż druga. To nie była bójka chłopaków, tylko pobicie. 14-latek, który tak dotkliwie pobił kolegę i uważa, że nic sie nie stało jest albo zdemoralizowany, albo ma problemy psychiczne.
    Jesli syn bierze - potrzebna pomoc specjalisty od uzależnień. Jeśli nie bierze, pomoc psychologa jest potrzebna całej rodzinie, z ojcem włącznie.
    --
  • paris-texas-warsaw 07.10.13, 21:47
    Ja tak na boku, bom matka maluchów i takie sprawy zupełnie mnie przerastają. A nie myślisz, że sprawę pobicia to gdzieś (do prokuratury?) powinna zgłosić/zgłosi szkoła lub lekarz zajmujący się pobitym dzieckiem? W końcu w tym naszym kraju zostaje pobity dzieciak i nikt z tym nic nie robi, coś jak ostatnie prasowe doniesienia o różnych lekarzach, połorżnych i opiece społecznej, która też nic nie widziała. Tutaj taki paradoks wystąpił - tamten dzieciak nic niezgodnego z prawem nie zrobił, bo ostatecznie nie dostarczył tych narkotyków, a nawet jego rodzice uznali, że bęcki mu się chyba należały...
  • igge 08.10.13, 09:17
    właściwie czym się takie pobicie różni od pobicia znajomego 16latka na ulicy przez bandę dresów na ulicy, bo nie miał papierosów, a chcieli od niego papierosa i przez założone słuchawki z muzyką na uszach nie dostrzegl w porę niebezpieczeństwa i nie uciekł??????
    Kopali go choć jakiś trwałych uszkodzeń nie miał i szybko wrócił do zdrowia. Ale to pobicie przez obcych nastolatkow zostało zgłoszone na policję przez jego rodziców.
    Wlaściwie to pobicie, którego sprawcą był syn wątkodawczyni powinno być też zgłoszone na policję? Na miejscu tego dilera narkotykowego rodzicow, zgłosiłabym pobicie dziecka na policji.
  • t1ffany 08.10.13, 11:47
    > Nie, nie wybieram pieniędzy. Ale mąż nie może zmienić pracy. Po prostu nie może
    > . I nie chodzi tu tylko o pieniądze. Co mam zrobić, co powiedzieć? Żeby zrezygn
    > ował z pracy? Myślisz, że zrezygnuje? Nie.


    Ale czemu się tak zafiksowałaś na tej pracy? Nawet zza granicy, z platformy wiertniczej czy misji w Afganistanie ojciec może utrzymywać żywy kontakt z synem. Wystarczy minimum dobrej woli.
    Czy mąż wykazuje tą dobrą wolę? Czy wykazuje jakikolwiek konstruktywny wysiłek w kwestii wychowania własnego syna?
    Niech zgadnę, mąż ma w dupie wysiłek wychowawczy "bo to taki typ człowieka".

    Czy zrobiłaś elementarną rzecz od której każdy normalny rodzic by zaczął, czyli wysłałaś syna z przeprosinami do pobitego chłopaka? Czyżby nie? Pewnie sama zadzwoniłaś do rodziców pobitego żeby trzymać rękę na pulsie. Polepsza mu się? Cudownie, będzie łatwiej wyciszyć całą sprawę niż gdyby został w szpitalu.

    Verdana na początku napisała rzecz kluczową dla całej sprawy: musisz KONIECZNIE dowiedzieć się dlaczego syn pobił. I Ty dalej tego nie wiesz. Znasz pretekst, powodu jak nie znałaś tak nie znasz dalej. Powodem może być na przykład to, że ma niewydolnych wychowawczo rodziców lub (jeśli rodzice są ok) że ma jakieś wrodzone zaburzenia.
    Ale o takich powodach zapewne boisz się nawet pomyśleć, zgadłam?

  • 3liliana1971 08.10.13, 12:02
    t1ffany napisała:
    >
    > Ale czemu się tak zafiksowałaś na tej pracy? Nawet zza granicy, z platformy wie
    > rtniczej czy misji w Afganistanie ojciec może utrzymywać żywy kontakt z synem.

    Bo ta nieszczęsna praca dla nas wszystkich jest ważna.

    > Czy mąż wykazuje tą dobrą wolę? Czy wykazuje jakikolwiek konstruktywny wysiłek
    > w kwestii wychowania własnego syna?

    Nie

    > Czy zrobiłaś elementarną rzecz od której każdy normalny rodzic by zaczął, czyli
    > wysłałaś syna z przeprosinami do pobitego chłopaka? Czyżby nie? Pewnie sama za
    > dzwoniłaś do rodziców pobitego żeby trzymać rękę na pulsie. Polepsza mu się? Cu
    > downie, będzie łatwiej wyciszyć całą sprawę niż gdyby został w szpitalu.

    Ja przeprosiłam tego chłopaka w imieniu syna. Przeprosiłam też jego rodziców. Nie, syna nie wysłałam do niego - i tak ma duże nieprzyjemności z powodu tego całego zajścia.
    Gdyby chcieli zgłosić pobicie - zrobiliby to. Najwyraźniej też się czegoś obawiają.

    > Verdana na początku napisała rzecz kluczową dla całej sprawy: musisz KONIECZNIE
    > dowiedzieć się dlaczego syn pobił. I Ty dalej tego nie wiesz. Znasz pretekst,
    > powodu jak nie znałaś tak nie znasz dalej. Powodem może być na przykład to, że
    > ma niewydolnych wychowawczo rodziców lub (jeśli rodzice są ok) że ma jakieś wro
    > dzone zaburzenia.
    > Ale o takich powodach zapewne boisz się nawet pomyśleć, zgadłam?

    Wrodzone zaburzenia? Czyli że co? Mam na stanie socjopatę? Przyszłego seryjnego mordercę?
    Może się boję, może nie. Ale przede wszystkim nie lubię domorosłych psychologów.
  • t1ffany 08.10.13, 12:21
    > Ja przeprosiłam tego chłopaka w imieniu syna. Przeprosiłam też jego rodziców. N
    > ie, syna nie wysłałam do niego - i tak ma duże nieprzyjemności z powodu tego ca
    > łego zajścia.



    A tortu dla syna przypadkiem nie upiekłaś, żeby mu te duże nieprzyjemności wynagrodzić?
    Biedactwo, przeproszenie pobitego musiałoby być dla niego bardzo nieprzyjemne, musisz go przed takimi rzeczami chronić.
    Jestem w szoku.


    > Gdyby chcieli zgłosić pobicie - zrobiliby to.

    Uważasz że przeprosiny są po to, aby tamci nie poszli na policje? Uff...


    > Wrodzone zaburzenia? Czyli że co? Mam na stanie socjopatę?

    To jest jedna z możliwości. Druga to kompletnie nieudani rodzice. Po tym co teraz napisałaś ta druga opcja nie wydaje mi się taka odległa od prawdy.
  • angazetka 08.10.13, 12:29
    > Ja przeprosiłam tego chłopaka w imieniu syna. Przeprosiłam też jego rodziców. N
    > ie, syna nie wysłałam do niego - i tak ma duże nieprzyjemności z powodu tego ca
    > łego zajścia.

    Nie mam słów...
  • 3liliana1971 08.10.13, 12:31
    Podejrzewam, że wy również nie wysłałybyście. Każdy tak mówi, ale pewnie nikt by tego nie zrobił
    Najważniejsze jest, że chłopak w ogóle został przeproszony. Kto to zrobił - mało istotne.
  • t1ffany 08.10.13, 12:36
    > Najważniejsze jest, że chłopak w ogóle został przeproszony. Kto to zrobił - mał
    > o istotne.


    Nie wiem jak reszta forum, ale ja zbieram szczękę z podłogi...
  • rurek00 08.10.13, 14:23
    >> i tak ma duże nieprzyjemności z powodu tego całego zajścia.
    Z ciekawości, jakie konkretnie synka spotkały nieprzyjemności? Bo generalnie to konsekwencji nie poniósł żadnych. I chyba tylko utwierdził się w przekonaniu, o czym od początku z resztą wiedział, że i tak mu nikt nic nie zrobi.
    Może jak matkę pobije, to w końcu kobieta otrzeźwieje.
  • aqua48 08.10.13, 09:54
    3liliana1971 napisał(a):

    > Syn chciał kupić amfę, owszem. Ale to nie znaczy, że ćpa.

    Ale to znaczy na 100%, ze chce. I że uważa, że narkotyk jest mu niezbędny do prawidłowego funkcjonowania. Innych możliwości nie widzi...

    Taka postawa już się kwalifikuje do zasięgnięcia porady u specjalisty.


    > Mam kontakt z pobitym chłopakiem - już czuje się lepiej.

    A czy to TY pobiłaś tego chłopca? Czy nie sądzisz, że to raczej Twój SYN powinien mieć z nim kontakt, interesować się jego stanem? Przeprosić go?

    > Nie wiem dlaczego tak dużo osób uważa tutaj, że olewam syna i to, co zrobił. Ni
    > e olewam.
    > I dlatego chce to wszystko naprawić.

    Tyle tylko, że Twoja wizja naprawianię wydaje się zaklinaniem rzeczywistości, zamiast sięgnięciem do sedna problemu. Bo tak jest Ci wygodnie...
  • sebalda 08.10.13, 10:59
    Czy wybierasz się do psychologa? Sama i z synem? Piszesz, że sama sobie z problemem poradzisz. Ja uważam, że to niewykonalne, bo sprawa nie leży tylko w niegrzecznym zachowaniu nastolatka i piciu na imprezie, ale jest duuuuuużo poważniejsza. Jeśli mąż nie rozumie, że musi teraz przewartościować swój stosunek do syna (i nie chodzi o fizyczną obecność, ale o prawdziwą troskę o syna), to tylko praca z naprawdę dobrym psychologiem dla młodzieży może tutaj pomóc. Innej drogi nie widzę.
  • 3liliana1971 08.10.13, 12:10
    aqua48 napisała:
    >
    > Ale to znaczy na 100%, ze chce. I że uważa, że narkotyk jest mu niezbędny do pr
    > awidłowego funkcjonowania. Innych możliwości nie widzi...
    >
    > Taka postawa już się kwalifikuje do zasięgnięcia porady u specjalisty.

    I dlatego to mam na uwadze. Przede wszystkim to.


    > A czy to TY pobiłaś tego chłopca? Czy nie sądzisz, że to raczej Twój SYN powin
    > ien mieć z nim kontakt, interesować się jego stanem? Przeprosić go?

    Przeprosiłam ja - i chłopaka, i jego rodziców.
  • 3liliana1971 08.10.13, 12:12
    I uważam, że nikt nie puściłby swojego dziecka do domu, w którym mogą go czekać jeszcze większe nieprzyjemności. Mimo przeprosin.
  • angazetka 08.10.13, 12:34
    Każdy przyzwoity rodzic WYSŁAŁBY syna z przeprosinami w pierwszej kolejności. Nieprzyjemności? No cóż. Tamtemu było bardziej nieprzyjemnie, gdy twój syn go bił.
  • t1ffany 08.10.13, 12:34
    > I uważam, że nikt nie puściłby swojego dziecka do domu, w którym mogą go czekać
    > jeszcze większe nieprzyjemności. Mimo przeprosin.


    Bo Ty z nim pójść nie mogłaś, prawda? W ostateczności mogłaś mu kazać zadzwonić. Myślę że dla każdego normalnego rodzica przeprosiny (SYNA, nie Twoje) to jest absolutny elementarz.

    Szkołę też zmieniasz dlatego, że tu już go poznali i kolejnego pobicia nie udało już by nie było tak łatwo zatuszować?
  • 3liliana1971 08.10.13, 12:41
    To jest nieważne.
    Najważniejsze, że tamten chłopak lepiej się czuje.
    I jakoś nie zauważyłam, aby byli szczególnie niezadowoleni, że to syn nie przeprosił.
  • 3liliana1971 08.10.13, 12:44
    Zważywszy na to, że raczej mało kto chce patrzeć na swojego oprawcę.
  • t1ffany 08.10.13, 12:57
    No pewnie, to z troski o tamtego chłopaka pozwoliłaś synowi nie przepraszać. Z pewnością.
    Trzeba było kogoś wynająć żeby poszedł i przeprosił. Np. Pana Stop przeprowadzającego dzieci pod szkołą. Oni mało zarabiają, więc pewnie udałoby się po taniości, a jego widok byłby jeszcze mniej nieprzyjemny niż kogoś z rodziny oprawcy.
  • 3liliana1971 08.10.13, 13:01
    Nie, nie z troski o tego chłopaka.
    Ale jak ja w wieku lat 17 zostałam pobita tak, że wylądowałam w szpitalu, to wiedziałam jedno: tego, który mi to zrobił, na oczy nie chcę widzieć. Nie zobaczyłam.
    Ale też zobaczyć nigdy nie chciałam. I dla mnie to było oczywiste.
  • t1ffany 08.10.13, 15:58
    > Nie, nie z troski o tego chłopaka.
    > Ale jak ja w wieku lat 17 zostałam pobita tak, że wylądowałam w szpitalu, to wi
    > edziałam jedno: tego, który mi to zrobił, na oczy nie chcę widzieć. Nie zobaczy
    > łam.
    > Ale też zobaczyć nigdy nie chciałam. I dla mnie to było oczywiste.


    Aż włosy na głowie stają jak człowiek czyta takie rzeczy.
    Owszem, ofiara może nie chcieć widzieć oprawcy, ale to do niej należy decyzja, nie do Ciebie.
    Do Ciebie powinno należeć przyprowadzenie synka by wyraził skruchę i przeprosił. A najlepiej żeby to zrobił w szkole, publicznie.
    Masz problem z moralnością syna, uzmysłowienie mu że akcja pociąga za sobą reakcję (świata, nie mamusi) jest takim najłatwiejszym krokiem który możesz zrobić. A wzbraniasz się nawet przed tym.

    Kwestię policji też za łatwo odpuściłaś. Jeżeli uszczerbek na zdrowiu ofiary wykraczał poza 7 dni sprawa powinna być podjęta z urzędu, wystarczy że ktokolwiek poinformuje policję. Szkoła, świadkowie, nawet Ty. W wieku 14 lat nie idzie się do więzienia, za to można udzielić fachowej pomocy zarówno dzieciakowi który bije jak temu który diluje. Rozpoznać ich problemy. W takim wieku jeszcze jest co sprzątać, potem może być za późno. Poza tym jakby Twój syn dostał kuratora to może ktoś wreszcie kopnąłby Twojego męża w zad i uświadomił mu na czym polega bycie ojcem.

    Powinnaś wątkowi nadać tytuł "jak zatuszować pobicie w szkolnej toalecie", byłby bardziej adekwatny do Twojej postawy :|
  • 3liliana1971 08.10.13, 18:25
    Przeczytaj jeszcze raz, dokładnie to, co ja napisałam: JA w wieku 17 lat zostałam dotkliwie pobita. Na tyle dotkliwie, że leżałam w szpitalu. I JA nie chciałam widzieć oprawcy, i miałam nadzieję, że nigdy go nie zobaczę. Nie zobaczyłam, na szczęście.

    I nikt mi nie wmówi, że ten chłopak, którego mój syn pobił, akurat mojego syna zobaczyć by chciał.

    Ja go przeprosiłam. Jego i jego rodziców. Za syna.
  • t1ffany 08.10.13, 18:45
    > I nikt mi nie wmówi, że ten chłopak, którego mój syn pobił, akurat mojego syna
    > zobaczyć by chciał.


    Hipokryzja aż kipi. Co to ma do rzeczy co Ty w wieku 17 lat chciałaś czy nie chciałaś? Tym razem nie Ty zostałaś pobita i nie do Ciebie należy decyzja. Gdyby pobity chłopak nie chciał Twojego syna oglądać to nikt by was nie wpuścił do domu, ale przynajmniej wykazałabyś minimum przyzwoitości przychodząc. Albo przynajmniej dzwoniąc.
    Jak się okazuje, nawet takie minimum Cie przerasta.

    Poza tym jeśli nie zmienisz szkoły od razu (a pewnie nie zmienisz, bo to trwa) to ofiara i tak zobaczy Twojego syna wiele razy. Ale to już Cie pewnie nic nie obchodzi.




  • iaia80 08.10.13, 13:07
    Jeżeli pobity nie chciałby się widzieć z oprawcą, może nie przyjąć przeprosin, natomiast chodzi również o to, żeby syn nie chował się za mamusią, która uklepuje sprawę tak, żeby o wszystkim jak najszybciej zapomnieć.
    Możesz mu suszyć głowę codziennie i możesz żyć w przeświadczeniu, że mu dokręciłaś śrubę ale do momentu, w którym syn nie stanie oko w oko ze swoją ofiarą i nie wyartykułuje przeprosin wszystko to będzie psu na budę, bo komunikat będzie taki:
    masz przykręconą śrubę, bo narobiłeś kłopotów RODZICOM , a PONOSISZ KONSEKWENCJE TEGO, ŻE BEZ POWODU ZROBIŁEŚ KRZYWDĘ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI. Choćbyś nie wiem co powiedziała i zrobiła za syna taka będzie prawda. Trudno też, żeby rodzice poszkodowanego prosili o przeprosiny dla syna- gdzie ty żyjesz ????? Ja na ich miejscu chciałabym mieć jak najmniej kontaktów z takim świrem.
    Co z tego, że czekają go tam nieprzyjemności- zasłużył na nie. To dziecko- powinien pójść z rodzicem (bo jak wiemy z rodzicami nie może, bo tatuś się wstydzi i nie będzie się ze smarkaczem użerał). Swoja drogą tatuś też na poziomie gimnazjum- on ma swoje zasady i to taki typ człowieka i nie będzie się zniżał do wychowania nieudanego syna- normalnie rycerz w złotej zbroi.
  • iaia80 08.10.13, 13:10
    miało być
    , a nie PONOSISZ KONSEKWENCJ
    > E TEGO, ŻE BEZ POWODU ZROBIŁEŚ KRZYWDĘ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI.
  • morekac 08.10.13, 14:04
    I tak tatuś się nie zniżał. Za to może wszystko na mamusię zwalić, nic dziwnego, że kobieta chłopaka przed ojcem kryje, bo jeszcze wyszłoby, że to jej wina. Wyłączna. I że synek wszelkie niedoskonałości odziedziczył po mamusi. Bo przecież nie po nieskazitelnym rycerzu...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • kinkygirl 09.10.13, 08:38
    Okazjonalnie sie wpisuję na tym forum, ale teraz...
    Sama sobie udzieliłas odpowiedzi na to jak to jest możliwe, ze twój syn sie tak zachował.
    Każdy poważny rodzic wyslalby swoje dziecko, żeby spojrzało w oczy skrzywdzonemu i jego rodzinie. To sie nazywa ponoszenie konsekwencji swoich czynów. Do tego nie jest potrzebna policja ani spaprana kartoteka. Lekcji moze sie nauczyć tez w ten sposób.
    Na tej samej zasadzie jak coś sąsiadowi ukradnie to go wysyłasz żeby sam oddał. A jak pożyczy pieniądze i nie odda to go wysyłasz żeby odpracowal kosząc trawnik, a nie płacisz za niego.

    W tej chwili chowasz człowieka nieporadnego bez kompasu moralnego, w najlepszym razie, a w najgorszym socjopate, którego ludzie bedą unikać jak tylko sie na nim poznają... Wiem po znam dorosłych wychowywanych w ten sam sposób. Błagam, zastanów sie na tym. Moze 14 lat to jeszcze nie jest za późno.
  • szamanta 09.10.13, 14:16
    > I uważam, że nikt nie puściłby swojego dziecka do domu, w którym mogą go czekać
    > jeszcze większe nieprzyjemności. Mimo przeprosin

    Te BEZTSRESOWE WYCH. to już ci dawno bokiem wyszło jak da się zauważysz. Wyręczać dziecka z każdej sytuacji problemowej, eliminować stres w życiu codziennym , bo taka rola mamusi .Przepraszać pobitego za własnego synia , bo synia mogą jeszcze większe nieprzyjemności czekać ,wiec niech zostaje w domciu. Ot tchórz i dupek ci wyrósł spod maminem spódnicy, która jeszcze mu wyciera kapiące mleko spod nosa sczeniaka . Syn najwyraźniej ZADNCYH KONSEWKENCJI nie poniósł , prawnych również nie ,a powinien bezdyskuskusyjnie na własnej skorze się przekonać jakie konsekwencje się ponosi za wlasną głupotę ,agresorke i lamanie prawa. ,nie zasłaniając się mamusią . O tym nawiąze w innej twojej wypowiedzi
  • morekac 08.10.13, 12:48
    Zosia Samosia. Nawet syna nie wzięłaś ze sobą, żeby tamtego przeprosił. Bo biedaczkowi byłoby nieprzyjemnie. Przecież wielu rzeczy nie robimy chociażby ze względu na nieprzyjemne konsekwencje, jakie mogą nas spotkać. Nie umarłby od tej nieprzyjemności, a może na przyszłość zastanowiłby się przed spuszczeniem komuś lania w szkolnej toalecie.
    Na razie to nieprzyjemności nie miał właściwie żadnych. I jeszcze się nauczył, że mamusia na rzęsach stanie, żeby wszystko było zamiecione pod dywan...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • igge 08.10.13, 15:25
    syn w niczym nie widzi problemu, to straszne i musisz go przekonać, że problem jest i to duży, a Ty chcąc mu oszczędzić przykrości, nieprzyjemności - nie zabierasz go za sobą idąc przeprosić pobitego kolegę i jego rodziców. To rzeczywiście niesłychane, masz bardzo zdemoralizowane dziecko , a nieprzyjemności ewentualne ze strony pokrzywdzonych znosiłby syn przecież w Twojej obecności, pod Twoim okiem. Mylisz się, ja bym swojego syna zabrała ze sobą, żeby w mojej obecności przeprosił, a wcześniej dopilnowałabym, żeby poczuł sie winny i zrozumiał niewłaściwość swojego zachowania.
  • paris-texas-warsaw 08.10.13, 15:37
    A ja bym nie kazała przepraszać. Zmuszanie do przepraszania kogos jest wg mnie w pewien sposób wymuszaniem zewnetrznych oznak czegoś, czego ktos w sobie nie ma, czyli np. żalu za cos co zrobił. Można porozmawiać z synem, że wstydzisz się za niego jako matka, że czujesz się z nim związana i dlatego przeprosiłaś tamtego chłopaka i jego rodzinę, i sukcesem by było, gdyby syn po jakimś czasie sam z siebie tamtego chłopaka by przeprosił. Takie ciągnięcie dzieciaka, żeby kogos przeprosił wg mnie służy tylko popraiwniu sobie nastroju, ewentualnie okazanie dobrej woli, żeby tamta rodzina nie szła na policję udobruchana postawą syna i jego matki.
  • t1ffany 08.10.13, 16:17

    > A ja bym nie kazała przepraszać. Zmuszanie do przepraszania kogos jest wg mnie
    > w pewien sposób wymuszaniem zewnetrznych oznak czegoś, czego ktos w sobie nie m
    > a, czyli np. żalu za cos co zrobił.


    To nie ta bajka. W tej sytuacji rozterki moralne sprawcy są mało istotne, to nie jest uczenie 2-latka przepraszania babci za ugryzienie w palec.
    Po pierwsze, trzeba trzeba przeprosić ze względu na ofiarę, przez zwyczajną przyzwoitość.
    Po drugie, aby młody odczuł konsekwencje. Tak to działa w świecie dorosłych.
    A po trzecie, jeśli matka odpuszcza w takiej sprawie to utwierdza młodego w tym, że pobicie było ok, a jedynym negatywem jest cały ten dym wokół. To jest dalsze demoralizowanie młodego.

    Kwestia przepychanek czy zgłaszać czy nie zgłaszać tego na policje to dla mnie ciężka patologia. Zacznijmy od tego, że to szkoła ma psi obowiązek zgłosić ciężkie pobicie, z jakiej racji tam machnięto na to ręką?
  • paris-texas-warsaw 08.10.13, 16:28
    Dla mnie to by nie było uczenie, że się ponosi konsekwencje. Konsekwencje to by były, gdyby ktoś to zgłosił na policję i sąd orzekł by np. 50 h prac społecznych (nie wiem, czy coś takiego jest możliwe faktycznie). Dla mnie wymuszone przeprosiny to fasada właśnie ucząca, że lepiej pójść się pokajać, to może prokuratura sprawy nie bedzie badać (chociaż może i by nauczyło, że lepiej dogadywać się "po dobroci").
  • t1ffany 08.10.13, 16:42
    Konsekwencje w takiej czy innej postaci to jedno, zachowanie wobec ofiary to drugie. I nie chodzi o żadne dogadywanie się po dobroci. On nie ma przeprosić aby uniknąć kary, tylko dlatego że zrobił krzywdę. Tak zachowują się dojrzali ludzie. Jego wewnętrzne feng shui z tym związane jest drugorzędne.

    Dla mnie matka która mówi "spoko, nie chcesz to nie przepraszaj" konserwuje patologię. Zrobiłeś krzywdę - masz przeprosić. A jeśli nie rozumie co zrobił źle, to już jest praca domowa na później.
  • iaia80 08.10.13, 18:05
    To nie jest tak, że wymuszone przepraszam jest nic nie warte. Do tego trzeba stanąć oko w oko z ofiarą i powiedzieć, co trzeba. Może na gruboskurnym czterdziestolatku nie zrobi to wrażenia ale dla gimnazjalisty będzie to trudne do przełknięcia, niezależnie od tego jakiego luzaka by nie strugał. I to są jedne z tych nieprzyjemności, przed którymi go mamusia chroni.
    Kolejnymi nieprzyjemnościami jest pewnie reakcja jego rodziców. Ojej, nie przywitają z otwartymi ramionami i nie powiedzą, że nic się nie stało.
    Coś mi mówi, że założycielka wątku poinformowała rodziców ofiary o przyczynach zdarzenia z zaowaloną groźbą- zawiadomcie policję, to wasz syn będzie też miał kłopoty.
  • paris-texas-warsaw 08.10.13, 20:52
    E tam, nie chce mi się rozwijać tematu, jest tu tez element interakcji miedzy tymi dwoma nastolatkami. Czemu zakładacie też, że syn miałby nie dość, że przepraszać, bo mu ktoś każe, to jeszcze w taki sposób jak Wy zakładacie - np. w obecności rodziców?
    Piszecie, że przepraszają dojrzałe osoby. No właśnie, a ten chłopak to ma chyba do tej dojrzałości - nawet tej przynależnej jego wiekowi - chyba jeszcze lekko licząc lata świetlne.
  • t1ffany 08.10.13, 21:25
    Czemu zakładacie też, że syn miałby nie dość, że przepr
    > aszać, bo mu ktoś każe, to jeszcze w taki sposób jak Wy zakładacie - np. w obec
    > ności rodziców?


    Pomijając inne powody, których też jest trochę: bo to się należy pobitemu jak psu zupa. Jako absolutnie podstawowy międzyludzki gest. To jest tak elementarna sprawa że do końca rozumiem jak można rozważać za i przeciw.


  • paris-texas-warsaw 08.10.13, 22:24
    Ale ja spytałam, czemu zakładacie, że ma przepraszać w obecności rodziców?

    Jeśli chłopak nie uważa, że ma przeprosić, to chyba najpierw lepiej by mu zrobiło wytłumaczenie od podstaw, czemu warto przeprosić. Ale to w jego przypadku chyba byłby koniec jakiegoś długiego procesu wychowawczego. Początkiem byłoby chyba wytłumaczenie, że chłopak miał prawo nie być pobitym.
    Nie wiem też jak można czegoś wymagać, jak nie ma matka faktycznych możliwości wyegzekwowania tych przeprosin. Jak chłopak powie np. że nie przeprosi, to jak tego TECHNICZNIE dokonać by przeprosił? Czekam na konstruktywne propozycje:)
  • t1ffany 08.10.13, 22:53
    > Ale ja spytałam, czemu zakładacie, że ma przepraszać w obecności rodziców?

    Dla bezpieczeństwa ofiary pobicia chociażby.
  • paris-texas-warsaw 08.10.13, 23:16
    O tym to nie pomyślałam;) To jak się zakłada, że mimo, że przylezie taki przepraszać, to jednak cos może wywinąć, to niech przez zamkniete drzwi przeprasza, bo ostatecznie jak rodzice mają słaby refleks to przeprosi i jeszcze zdąży np. dać w twarz;) To jednak przekonałaś mnie do konca i zostaję przy swoim stanowisku, że przeprosiny mają sens, jak przepraszający się sam na nie decyduje.
  • t1ffany 08.10.13, 23:36
    To jak się zakłada, że mimo, że przylezie taki przepr
    > aszać, to jednak cos może wywinąć


    W obecności dorosłych nie wywinie.
    To jest krótka piłka; ofiara ma prawo oczekiwać przeprosin, choćby nawet były tylko gestem. I choćby ze względu na to matka sprawująca piecze nad małoletnim powinna go skruszonego przyprowadzić.

    Jak przedszkolak przyrżnie drugiemu przedszkolakowi grabkami w łeb, to bez ceregieli każesz mu przeprosić. Nie pytasz czy poczuwa się do winy ani nie odkładasz przeprosin na czas gdy zrozumie wszelkie niuanse etyczne. I najważniejsze: nie każesz mu przepraszać ze względu na niego tylko na tego który dostał w łeb, siedzi i ryczy. Przeprosiny nie są dla sprawcy tylko dla ofiary. Rodzic odpowiada za to, aby to pierwsze, symboliczne zadośćuczynienie się dokonało. A to czy takie nawet wymuszone przeprosiny czegoś sprawcę uczą to jest kwestia wtórna, od uczuć ofiary mniej ważna.
  • morekac 09.10.13, 09:13
    Cóż, zawsze można powiedzieć, że dopóki nie wykona tego nader pustego gestu, ty nie widzisz możliwości bronienia go za wszelką cenę, tak aby tamci zrezygnowali ze zgłoszenia sprawy... Jeśli więc nie przeprosi, ma znikome szanse na uniknięcie sprawy z policją. A reszta to jest jego wybór.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • sebalda 08.10.13, 15:44
    Autorko, czy Twój syn znęca się nad zwierzętami?
    Dokładnie tak samo reagowała matka takiego 17-latka. Może dla niepoznaki zmieniasz synowi wiek?
    Oburzenie, jak ktoś każe synowi ponosić konsekwencje, oburzenie, jak ktoś pisze o socjopatii i pewność, że żaden rodzic nigdy by nie chciał poważnych konsekwencji dla swojego dziecka. A to właśnie te konsekwencje budują poczucie odpowiedzialności w człowieku, a nie bezkarność.
    Żal mi Twojego odrzuconego przez ojca syna, żal mi Ciebie, bo jeśli tak dalej będziesz rozumowała jak teraz, na pewno dojdzie do eskalacji problemu. Słabe to wszystko:(
  • aqua48 08.10.13, 18:36
    No właśnie, pójście z synem do rodziców ofiary z przeprosinami za pobicie naraziłoby syna na WYSŁUCHANIE tego oni o nim myślą,i o całej sprawie...Ale troskliwa mamusia umie sprzątać.
  • t1ffany 08.10.13, 18:50

    > No właśnie, pójście z synem do rodziców ofiary z przeprosinami za pobicie naraz
    > iłoby syna na WYSŁUCHANIE tego oni o nim myślą,i o całej sprawie...Ale troskliw
    > a mamusia umie sprzątać.


    Tu prawdopodobnie chodzi o to, że gdyby wątkodajka przyprowadziła syna, to ten żadnej skruchy by nie okazał ani nie przeprosił. Gdyby rodzice pobitego to zobaczyli, to nie byłoby tak łatwo ich zastraszyć i mogliby jednak zdecydować powiadomić policję.
    A wtedy zamiecenie sprawy pod dywan byłoby już bardzo trudne.
  • to-wlasnie-ja 08.10.13, 20:20
    No przyznam, ze mnie tez szczeka opadla. A do autorki watku mam tylko jedna propozycje. Przeczytaj swoj wlasny pierwszy post. A dokladnie jego trzy ostanie zdania.
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • 3liliana1971 08.10.13, 20:30
    Znam swój pierwszy post.
    I co on miał udowodnić?
  • to-wlasnie-ja 08.10.13, 21:07
    Niczego nie planowalam udowodnic. Sama powinnas przed soba przyznac, ze nie masz pojecia co dalej robic. Bo nie masz. Poczatkowo wystraszona goraczkowo szukalas pomocy przyznajac rowniez, ze syn pobil kolege i ze nie masz dla niego zadnego usprawiedliwienia. Jedna bardzo szybko je znalazlas. Wystarczylo, ze pobity mial zalatwic narkotyki i juz Ci ulzylo. Bo i sprawy nie zglosza i syn nie musial poniesc zadnych konsekwencji. Maz wyjezdza, wiec tez klotni w domu w najblizszym czasie nie bedzie. Synowi zmienisz szkole , wiec nawet nie bedziesz sie wstydzila na zebraniach. Nic nie rozumiesz. Kompletnie nic. A konsekwencje tego niezrozumienia poniesie dorastajacy syn.
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • 3liliana1971 08.10.13, 21:13
    Bo poniosłam porażkę wychowawczą. Tak, poniosłam. I tak, nie wiem, jak to naprawić. O ile w ogóle coś da się jeszcze zrobić.
    Myślisz, żw to takie miłe dla mnie? Że miło mi wiedząc, jak syn się zachowuje, i jakie szopki odstawia? Że na co dzień tak mi super łatwo, jak na forum pisze? Nie. Jest źle. I tak od ponad roku. A ja dalej nie potrafię zareagować. Brak mi już pomysłów. Psycholog? Mamy termin w poradni. Syn iść oczywiscie nie chce, ale pójdzie. I co dalej?
  • 3liliana1971 08.10.13, 21:14
    A to pobicie to nie jest jedyny poważny wyskok syna.
  • 3liliana1971 08.10.13, 21:17
    I wiem, że dużo osób tutaj piszących ma rację. Ale tak, ciężko się do tego przyznać. Bo to jest przykre. Pod wieloma względami. Do tego ja wychodzę na nieudolną wychowawczo matkę, który nie ogarnia własnego dziecka. I właściwie tak jest.
  • to-wlasnie-ja 08.10.13, 21:34
    Oczywiscie, ze ciezko. Temu nikt nie przeczy. Tylko nie rob kolejnych bledow. Wiesz? Naprawde Cie rozumiem,. bo mialam czesciowo mialam podobna rodzinna sytuacje. I tez bylo mi ciezko i czasami czulam , ze nie ogarniam synow. Z perspektywy czasu moge Ci jedyne powiedziec. Nie sprzataj po nim. Bedzie Ci ciezko, gorzko, ale nie sprzataj. To jedyna sluszna metoda i to nie tylko z powodu ostatniego wystepku syna. Ale nawet pomysl tylko o tym ostatnim. Jesli nie odpowie za to , to uderzy kolejnego. Nie dzis, kiedys, gdy znow nad soba nie zapanuje. A jesli trafi na silniejszego> Duzo silniejszego? I znajdziesz go na OIOM-ie? Z innej strony. A jesli widzac ze mama zawsze po nim posprzata w zwyczajnym zyciu nie bedzie umial uniesc konsekwencji? Chocby w pracy? Tez schowa sie pod spodnice? Przemysl i wez sie z tym za bary, skoro postanowilas, ze dasz sobie rade. Moim zdaniem to blad-ja dalabym wolna reke ojcu.
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • aqua48 08.10.13, 23:15
    3liliana1971 napisał(a):

    > I wiem, że dużo osób tutaj piszących ma rację. Ale tak, ciężko się do tego przy
    > znać. Bo to jest przykre. Pod wieloma względami. Do tego ja wychodzę na nieudol
    > ną wychowawczo matkę, który nie ogarnia własnego dziecka. I właściwie tak jest.

    Wiesz, to że nie jesteś idealną matką jest w tym momencie tak samo ważne jak to czy masz pomalowane rzęsy i nienaganną fryzurę - zamiast skupiać się na sobie i swoim wizerunku jako matki (i ojca!) należy skupić się na Twoim synu, bo to on jest w tej całej sprawie najważniejszy, a nie to jak Was sąsiedzi i rodzina oceniają.
    Ale być może to jest podstawą Waszych problemów z synem - skupianie się na fasadzie zamiast na sprawach zasadniczych? I problemy jakie sprawia są spowodowane fałszem w Waszej postawie?
    Sami sobie w każdym razie nie poradzicie. To nie wstyd iść po pomoc do fachowca, to nie wstyd przestać się wstydzić za dziecko i pozwolić mu na ponoszenie konsekwencji złych uczynków. To nie wstyd iść do poradni rodzinnej i poprosić o pomoc bo cała Wasza rodzina nie funkcjonuje jak należy. To właśnie jest mądre rodzicielstwo. Ukrywanie porażek i udawanie, że ich nie ma, nie.

  • morekac 08.10.13, 21:34
    Na pewno nie usuwając od syna tyle nieprzyjemności, ile tylko możesz. Przecież nie dajesz mu ponieść praktycznie żadnych konsekwencji jego zachowań.Na razie z nieprzyjemności miał tylko rozmowę z dyrekcją. Reszty mu oszczędziłaś.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • verdana 08.10.13, 20:21
    A ja sie przestaje dziwić. Mam wrażenie, zę i matce i synowi brakuje albo elementarnych uczuć wyższych, albo elementarnej przyzwoitości.
    Pewności mieć nie można, ale podejrzewam,z ę przy takich skłonnościach i takim wychowaniu chłopak długo wolnością sie nie nacieszy.
    Albo to troll, bo taka głupota w realu jednak częsta nie jest.
    --
  • 3liliana1971 08.10.13, 20:29
    To nie jest głupota.
    Przeprosiłam? Przeprosiłam. I to się liczy.
    I juz nie ma o czym pisać.
    Ja wiem, co mam robić. I niech tak pozostanie.
    Natomiast wydawanie osądów, że synowi brakuje uczuć wyższych, lub że pewnie długo wolnością sie nie nacieszy jest śmieszne, żeby nie napisać żałosne.
  • t1ffany 08.10.13, 21:14
    > Przeprosiłam? Przeprosiłam. I to się liczy.

    Nie, liczy się to że syn nie przeprosił a matka uważa że to jest w porządku.

    Za co Ty przeprosiłaś? "Dzień dobry, chciałam przeprosić za to że radzę sobie z wychowaniem syna na przyzwoitego człowieka"? Co Ty miałaś wspólnego z samym zdarzeniem? Tak jak pisałam trzeba było wynająć Pana Stop żeby przeprosił. Miał tyle samo wspólnego z samym pobiciem co Ty, tyle samo byłyby warte jego przeprosiny.

    Tak z ciekawości, gdyby syn zgwałcił dziewczynę to też byś poszła przepraszać w jego imieniu? Czy może zadzwoniłabyś że masz jej kompromitujące zdjęcia i żeby się zastanowili zanim pójdą na policję?

    Przyczyny demoralizacji syna faktycznie, stają się coraz bardziej jasne.

  • hermenegilda_zenia 08.10.13, 21:40
    Polecam wątkodajce "Balladę o Januszku" - po prostu jesteś żywcem wyjętą mamusią z tego filmu, co to od ust sobie odejmie i d...y da, żeby tylko synuś nie miał w życiu nieprzyjemności, i ani się obejrzy a będzie miała pod swoim dachem kryminalistę najgorszego sortu.
  • t1ffany 08.10.13, 21:59
    Możliwe jest też to, że wątkodajka odruchowo chroni syna, bo syn i tak ma ciężko przerąbane u ojca. A ojca młodego do pionu nie postawi, bo jest jedynym żywicielem rodziny i to raczej on będzie pionizował ją, za wybryki syna. Ot, uroki skrajnej nierównowagi ekonomicznej w związku.

    W sumie dość często spotykany model. Niestety.
  • aqua48 08.10.13, 23:20
    3liliana1971 napisał(a):

    > To nie jest głupota.
    > Przeprosiłam? Przeprosiłam. I to się liczy.

    Nie, to się nie liczy, to był duży błąd. Nie pierwszy jaki popełniłaś i nie ostatni zapewne, ale nie idź tą drogą. To droga do usprawiedliwiania syna za wszystkie wybryki, do utwierdzania go w przekonaniu, ze wszystko mu wolno i że żadnych konsekwencji nie będzie nigdy ponosił, bo przecież jest mamusia, która go wybroni i wszystko załatwi.. Wiec po co on ma się męczyć, zastanawiać, myśleć co będzie jutro, albo wymagać od siebie czegokolwiek.
  • agcerz 09.10.13, 09:42
    Syn powinien przeprosić, a jeśli mu to przez gardło nie przejdzie, to zadośćuczynić. Nie wiem, w jaki sposób, ale jestem pewna, że by się znalazł. Naprawić wyrządzoną szkodę. Tak jest najuczciwiej.
    A szkoła nie zgłosiła pobicia, bo to szkoła prywatna, proste, nie chce sobie psuć opinii.
  • szamanta 09.10.13, 14:30
    > Mój syn nie jest narkomanem. Narkotest, który mu wtedy zrobiłam, pokazał wynik
    > negatywny. Syn chciał kupić amfę, owszem. Ale to nie znaczy, że ćpa. Bo nie ćpa


    Czyli jeśli mamy opierać się na tw. wnioskac ze syn nie cpa ( dosyć obłudne przekonanie, narkotest negatywny to nie wszystko) to wychodzi na to ze tw. syn HADLUJE NARKOTYKAMI, jest delerem.BO jak to sobie tkumaczyc? jesi NIE cpa twoim zdaniem, a "jedynie" kupuje fetaamfetamine ,czy amfetaminę to znaczy ,ze PO COŚ ona mu jest potrzebna. Po co? aby woreczki na żyrandolu sobie jako ozdoba wieszać? Dealerka masz pod swoim dachem a to w swietle prawa jest karalne
    Nie dojść ze jest zamieszany w obieg z prochami to jeszcze agresor ,przemocowiec a jak sama pisałaś to nie był pierwszy wyskok syna z pobiciem . No ale dalej nadstawiał za niego policzek i choć okazywać skruchę w jego imieniu mimo ,ze sam nie wziął do siebie powagi sprawy .
    Następnym razem wyskoczy z kosą w centrum miasta aby telefon czy portfel komuś zakosić, jak zobaczy opor to w zebra wpakuje, bo jak zwykle mamcia nauczyla ze konsekwencje swoich karygodnych czynow nie ma potrzeby ponosić
    Wiedz o tym,ze jak będzie mieć zatarg z mafią i komus podpadnie ( a prochy nie są mu obce) to może taki kiedyś łomot dostać ,ze na wózku do końca życia w najlepszym przypadku będzie jezdzic, tak mu kości pogruchotają łomem, o ile sam zatłuczony nie zostanie. Z kim się zadajesz takim się stajesz. Tyle
  • t1ffany 09.10.13, 14:39
    "jedynie" kupuje fetaamfetamine

    Fetaamfetamina uczyniła mój dzień lepszym :)))
  • anomalia_pogodowa81 09.10.13, 17:06
    Pewnie miała być "meta", ale to prawda, mój dzień też :D
  • 3liliana1971 09.10.13, 18:35
    Powtórze w skrócie to, o czym wczoraj pisałam. Poniosłam wychowawczą porażkę. Tak, nie wiem, co tak naprawdę robi mój syn, ani z kim się zadaje. Kiedyś mieliśmy dobry kontakt, teraz w zasadzie zerowy. Przelotny. Kłótnie w domu są często. Syn jak nie żałował, tak nie żałuje, że pobił tamtego chłopaka. Mam być szczera? Jest źle. Bardzo źle. I ja mam tego świadomość. Wstyd mi się do tego otwarcie przyznać, ale wiem, że już nie daje rady. Teraz czekamy na wiyte u psychologa. Ale co jeszcze moge zrobić? Kary już żadne nie pomagają. Własne dziecko na policję zgłosić?
    I naprawdę dobrze wiem, że osoby piszące, że sama nie dam rady, mają racje. wiem o tym.
  • to-wlasnie-ja 09.10.13, 19:52
    Powtorze. Moim zdaniem nie jest wstyd przyznac sie, ze nie dajesz rady. Zdarza sie. Nie zgadzam sie rowniez z tym, ze Twoje uczucia nie sa wazne, bo sa wazne. Jednak z opisu ostatniej sytuacji wynika, ze nie uczysz sie na wlasnych bledach. Bedac na Twoim miejscu Po pierwsze nie przepraszalabym za syna. I nie pisz, ze to dlatego ze Ty bylas pobita i sama nie chcialabys widziec sprawcy. To kolejna zaslona dymna, ktora tworzysz , aby go oslonic. Nawet gdyby tamten chlopak nie chcial widziec , to powinien przeprosic rodzicow tego chlopaka, spojrzec im prosto w oczy. To nielatwe, wymaga cywilnej odwagi. Przypuszczam, ze syn powiedzial, ze nie przeprosi a Ty w bezsilnosci zrobilas to za niego. To pierwszy blad. Zmieniasz mu szkole , bedzie mu latwiej. Zbyt latwo, bo zapewne jedynie kilku nauczycieli po przeczytaniu opinii z poprzedniej szkoly bedzie widzialo na co stac Twojego syna. Kolejny blad. Nieobecnosc ojca i zadnej zmiany w relacjach po powrocie to kolejny. Psycholog nie jest cudotworca.To wasza rodzina powinna pracowac nad polepszeniem sytuacji.
    Co bym zrobila? Psychologa ok, ale przede wszystkim powaznie porozmawiala z mezem i przyznala, ze sobie nie radze .Poszlabym z mezem na osobna wizyte, jesli uwazasz, ze tak byloby lepiej, tzn. jesli jak piszesz maz ma tylko wysokie wymagania a praktycznie w zyciu rodzinnym nie uczestniczy .Nie chodzi tu przeciez o kolejne klotnie. Czasami spojrzenie z boku fachowej i zarazem obcej osoby pozwala dostrzec tez wlasne bledy. Po wizycie wspolnie spokojnie ustalilabym z mezem i synem reguly obowiazujace odtad wszystkich domownikow i Z ZELAZJA KONSEKWENCJA bym ich przestrzegala. Pozwolilabym synowi na wyjasnienie dlaczego od kilka lat zaczal sie tak zachowywac. WYSLUCHALABYM BEZ KOMENTARZY. To wszystko razem z mezem.
    Byc moze syn cierpi, byc moze tak okazuje brak ojca, teskni i nie potrafi juz powiedziec , ze czuje sie odrzucony. Moze takim zachowaniem pokazuje- pomozcie mi. Ale moze tez sie okazac, ze majac wszystko ( sama pisalas, ze ma wystarczajaco duzo pieniedzy i w zasadzie zadnej kontroli) zaczal sie demoralizowac i powoli schodzi na zla droge. W takim razie rowniez konsekwencja, kontrola i wprowadzenie dyscypliny ( ale nie terroru) powinno powoli wyprowadzic go na prosta. Naprawde nie masz zbyt duzo czasu. Jesli nic nie zmienisz, syn szybko stanie sie w najlepszym razie lobuzem. A zapewne chuliganem i bandyta. I sama zaczniesz sie go bac.
    --
    Zaden dobry uczynek nie ujdzie bezkarnie.
    Nigdy sie nie tlumacz- przyjaciele tego nie potrzebuja a wrogowie i tak nie uwierza- M.Twain
  • ten1post 11.10.13, 17:05
    Nie macie pojęcia w jakiej sytuacji znalazł się ten chłopak, czym się kierował I CO NAJWAŻNIEJSZE wtedy myślał, że jest słuszne. Jak czytam wasze domysły na temat jego psychiki oraz przepowiednie co z nim będzie w przyszłości, to aż chwilami własnym oczom nie wierze. Swego czasu miałem podobne kłopoty co Twój syn, ba o wiele wiele poważniejsze i wiem jak się czuje, nie zdajecie sobie sprawy, że przez towarzystwo(!) ten chłopak ma pomylone wartości? On nie ma jeszcze własnego zdania na tak poważne tematy, wie to co usłyszy, a zapamięta i będzie się stosował do zasad ludzi, których szanuje lub podziwia. Piszesz, że masz z nim słaby kontakt, nie wiesz z kim się zadaje.. to nie oznacza Twojej porażki jako matka, poniosłaś ją w momencie gdy się poddałaś, kiedy pod presja nieznanych Ci ludzi przyznałaś, że sama sobie nie radzisz. Ośrodek, kurator, policja no to już jakiś pomysł ale pamiętaj, że on ma 14 lat - na ten moment to jego największe obawy - Kochana mamo śmiało zabierz go tam, daj mu następne powody aby szalał, w domu awantura za awanturą, podczas gdy kumple go lubią i szanują, rodzice go zdradzili. Jest jeszcze młody i głupi, żyje w swoim świecie, wyrośnie z tego. Jeśli będziecie go traktować jak chuligana na złość nim będzie.Przestań patrzeć na to jak spostrzegają Twojego syna czy rodzinę, nie myśl o karze, pomyśl co zrobić aby przybliżyć go do rodziny. ROZMAWIAJ Z NIM, nie ważne o czym, daj mu się wypowiedzieć.. Robiąc mu na złość, wyzywając w złości dajesz mu sile do buntowania się. 14 latek pochodzący z normalnej rodziny, zbuntowany do tego stopnia.. Tak to jest, gdy olewasz potrzeby dziecka, nawet teraz nie mam pewności czy robisz to na prawdę dla niego czy dla świętego spokoju.
  • feronique 11.10.13, 22:53
    Nie poniosłaś, tylko ponieśliście - nawet jeśli mąż niezbyt angażuje się w wychowanie, to ten jego brak zaangażowania będzie miał przeogromny wpływ na to, na jakiego człowieka wyrasta Wasz syn. Obawiam się tylko, że Twój mąż jest z tych, którzy uważają, że psycholog to głupota i zabobon. Syn jest jego dzieckiem dokładnie w takim samym stopniu, co i Twoim i on tak samo powinien poczuwać się do odpowiedzialności za zupełny brak kontroli nad sytuacją. A wstydzić powinien się syn, a nie Ty. Zgadzam się ze wszystkimi, którzy piszą, że na oślep chronisz go przed jakimikolwiek konsekwencjami - jeśli do tej pory nawaliłaś wychowawczo, to takie działania tylko pogorszą sprawę. Syn zachowuje się, jakby nic się nie stało, ale trudno mu się dziwić, skoro nie poniósł najmniejszych konsekwencji zajścia.
    Wydaje mi się, że - o ile pomoc psychologa na pewno Wam się przyda - najważniejsze jest zaangażowanie ojca w wychowanie dziecka, póki nie jest za późno.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.