Ograniczenie kontaktów z dziadk...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Mam dziecko wczesno podstawówkowe, bardzo zżyte z dziadkami. Nie dlatego, że oddaliśmy je pod opiekę jak było małe, tylko dlatego że dziadkowie od początku dbali o regularne odwiedziny, zabawy, czas spędzony razem. Wiadomo, że były zgrzyty, typu za lekko ubieracie, za mało je, ale pewnie obie strony zaciskały zęby i było ok.
    Babcia była babcią, co opowiada bajki, szyje stroje dla zabawek, gotuje budyń, dziadek strugał ludziki, zabierał do lasu itp itd.
    Do czasu, kiedy się okazało że na świecie pojawi się dziecko nr 2. Płacz, awantury, że krzywdzimy starsze, że skazaliśmy je na gorszą przyszłość, że jesteśmy nieodpowiedzialni. Myślałam, że byli w szoku, że przejdzie. Tymczasem po tekstach do dziecka, że mama cię nie kocha, bo zafundowała sobie nową dzidzie, że po narodzinach młodszego zamieszkasz u nas, możesz sobie wybrać pokój i co gorsza remoncie tegoż pokoju, bo przecież, dla wszystkich tak będzie lepiej, zdecydowałam o tym, że dopóki stosunek dziadków do drugiego i pierwszego dziecka się nie zmieni, koniec spotkań, koniec rozmów, koniec spacerków. Finito.

    I teraz tak, foch po tamtej stronie nieziemski. Cóż, przeżyje. Jednakże starsze strasznie tęskni, pyta, co się stało. Tłumaczę, że to nie wina dziecka. Ale co mogę powiedzieć jeszcze: masz głupich dziadków? Źle robią?

    Mi też smutno, nie wiem co kieruje zdaje się dorosłymi ludźmi by traktować tak drugiego wnuka/wnuczkę. Opowiadać znajomym, że wcale nie jestem w ciąży, tylko przytyłam po lekach nazywać nienarodzone znajdką.... ech

    ps. jesteśmy jako małżeństwo całkowicie niezależni finansowo, lokalowo czy też opiekuńczo.
    • 30.10.13, 12:38 Odpowiedz
      Ale Ty chyba nie masz żadnych dylematów. Zrobiłaś słusznie i tak trzymaj.
      Życzę aby dziadkowie poszli po rozum do głowy. Do nich należy teraz następny krok.
      Powodzenia :)
      • 30.10.13, 12:41 Odpowiedz
        Widzę problem. Dziecko widzi, że pojawienie sie drugiego dziecka oznacza odcięcie go od ukochanych dziadków. Innymi słowy, rzeczywiście dla niego kolejne dziecko jest kataklizmem.
        Ograniczyłabym do zera spotykanie sie z dziadkami "sam na sam", natomiast pozwoliła na kontakty w obecności rodziców.
        --
      • 30.10.13, 12:57 Odpowiedz
        Owszem ma: dylemat watkodajki zdaje sie jest taki, jak wytlumaczyc nagle ochlodzenie kontaktow dziecku.

        A przy okazji moje pytanie do watkodajki: jestes jedynaczka? Bo musze powiedziec, ze wbil mnie w ziemie stosunek dziadkow do kwestii 'wiecej niz jedno dziecko'.

        Poniewaz tez w pewnym momencie znaczaco ochlodzilam kontakty z dziadkami, moge powiedziec, ze dziecku tlumaczylam to dosyc prosto: dorosli czasem sie na rozne temat nie zgadzaja i na rozne tematy kloca. Poniewaz klocic sie nie chcemy, tymczasowo nie bedziemy sie z dziadkami widywac, aby nie wywolywac niepotrzebnych konfliktow i emocji, bo nikomu one nie sluza. Z czasem pewnie sie to zmieni ... (oczywiscie w przypadku 6 latka ryzykujesz tutaj pytanie: a z jakim czasem i czy to bedzie juz jutro?:)).
        Ale generalnie nie wchodzilabym w szczegoly, a juz napewno nie tlumaczyla, ze dziadkowie sa przeciwni pojawieniu sie na swiecie drugiego dziecka.
    • 30.10.13, 12:54 Odpowiedz
      Podobnie jak poprzednicy uważam, że podjęłaś najlepszą decyzją, jaką mogłaś podjąć - może dziadkom z czasem dotrze olej do głowy. A rozpowiadanie plotek i bzdur na Twój temat - poniżej krytyki. Współczuję, ale trzeba to przeboleć, trzymaj się :)
      • 30.10.13, 13:00 Odpowiedz
        Tyle, ze nie dziadkowie są tu ważni, a własne dziecko. Jemu rodzeństwo zabrało dziadków - innymi słowy te bzdury, które mu wmawiali okazały sie nieoczekiwanie prawdą. Paradoksalnie, takie działania mogą doprowadzić do tego, że dziecko uzna, ze dziadkowie sie cale nie mylili - drugie dziecko coś mu odebrało.
        Trzeba zrobić wszystko, aby jednak tak sie nie stało.

        --
        • 30.10.13, 13:10 Odpowiedz
          Nie dość konkretnie się wyraziłam. Pisząc "bzdury" - miałam na myśli słowa o tym, że pani wcale nie jest w ciąży tylko przytyła od leków.
          Co do reszty w 100% się z Tobą zgadzam.
        • 30.10.13, 13:11 Odpowiedz
          Ale jak to zrobić? Owszem, mogę zaprosić dziadków do domu, ale wtedy muszę być cały czas w gotowości i nadsłuchiwać czy nie przemycają:
          - dzidzia będzie płakać i nie będziesz spać
          - zniszczy ci zabawki
          - nie ważne czy brat czy siostra lepsze żadne
          Gdy po którymś takim wtrąceniu powiedziałam, że sobie nie życzymy, to nieprawda i albo koniec takich gadek i się proszę grzecznie bawić, albo koniec wizyty, dorosła osoba wpadła w histerię, że to przez nas (?) naszą prokreację wszyscy cierpią. Wybaczcie, ale w 8 mcu ciąży nie będę się narażać na stres, zwłaszcza, że po takich jazdach mam skurcze i wymioty.
          Owszem, mogę wychodzić, zostawiając męża jako nadzór, ale jak wyżej, muszę dbać też o komfort i zdrowie nienarodzonego/nej. Mężowi też nie jest łatwo, pod jego adresem też padały niewybredne słowa, przy których byk rozpłodowy to prawie pieszczotliwe określenie.
          • 30.10.13, 13:20 Odpowiedz
            Izoluj. I konsekwentnie powtarzaj, że mają powstrzymać się od krytycznych, niestosownych uwag.
            A dziecku zorganizujcie czas - wspólne wyjścia albo niech mąż z synem chodzi, kino, atrakcyjne place zabaw, parki linowe, zaproszenie kolegów do domu etc. Po prostu niech spotkania z dziadkami przestaną być postrzegana jako jedyna możliwa atrakcja.
        • 30.10.13, 13:22 Odpowiedz
          Jemu rodzeństwo zabrało
          > dziadków - innymi słowy te bzdury, które mu wmawiali okazały sie nieoczekiwanie
          > prawdą.


          Absolutnie nie. To nie drugie dziecko odbiera pierwszemu możliwość widzenia dziadków tylko decyzja matki wynikła z takiego a nie innego zachowania dziadków. Rozumiem że przedstawiasz hipotetyczny tok myślenia dziecka, ale rozwiązanie postulujesz moim zdaniem złe.

          Spotkania/widzenia pod nadzorem (o ile dziadkowie na takie coś pójdą) będą sztuczne i ich atmosfera będzie znacznie się różniła od tego co dziecko zapamiętało. Mleko się już wylało, dziecko tak czy inaczej odczuje negatywnie to zdarzenie. Czasowe zawieszenie kontaktu będzie dla dziecka lepsze niż kontakt z wiszącym w powietrzu konfliktem dorosłych w tle.

          Sprawa jest o tyle klarowna i jednoznaczna, że jeżeli dziadkowie nie są parą idiotów to w końcu się zmitygują i przeproszą. Zawieszenie kontaktów z dzieckiem bardzo im pomoże w dojściu do poprawnych wniosków i zapobiegnie takim akcjom w przyszłości. A to co Ty proponujesz sprawi, że sprawa rozlezie się po kościach.
          • 30.10.13, 13:24 Odpowiedz
            Nie, dzieci tak nie myślą, o ile ktoś im solidnie nie podpowie, że powinny.

            Dziadkom stanowczość i chwilowa izolacja zrobią znakomicie. Przerabiałam w własną teściową, która usiłowała nawracać dziecko w moim własnym domu.
            • 30.10.13, 13:33 Odpowiedz
              Problem w tym, ze dziadkowie już dziecku podpowiedzieli, co powinno myśleć.
              --
              • 30.10.13, 13:34 Odpowiedz
                Więc należy wyprowadzić dziecko z błędu.
              • 30.10.13, 13:41 Odpowiedz
                Więc należy dziecko w wieku podstawówkowym jasno i precyzyjnie wyjaśnić, że dziadkowie nie mają racji i specjalnie je straszą.
                • 30.10.13, 14:21 Odpowiedz
                  Oczywiście, ze tak. Należy wręcz powiedzieć, ze dziadkowie są głupi, dac przykład znajomych, kochających się rodzeństw, poczytać książki o rodzeństwie. Można też dać wizję tego, jak dziadkowie wyobrażają sobie zabranie dziecka do siebie i rzadkie kontakty z mamą - gwarantowane, ze dzieciak wystraszy się tej wizji.
                  Tylko jeśli jednocześnie obowiązuje zakaz kontaktów z kochanymi dziadkami, dziecko - które głupie nie jest - skojarzy sobie, co dziadkowie mówili z tym, zę nowe dziecko zabrało mu możliwość kontaktowania sie z dziadkami. Zatem okaże się, ze w praktyce sprawdzają sie ponure wizje dziadków.
                  IMO zatem lepsze kontakty kontrolowane, po uprzedzeniu dziecka o tym, ze dziadkowie racji nie mają, prostowanie bzdur, które wygadują dziadkowie w trakcie wizyty, niz zostawienie dziadków na pozycji ludzi, którzy trafnie przewidzieli przyszłość.
                  --
                  • 30.10.13, 14:41 Odpowiedz
                    skojarzy sobie, co dziadkowie mówili z tym, zę no
                    > we dziecko zabrało mu możliwość kontaktowania sie z dziadkami.


                    A gdzie verdana wyczytałaś że dziadkowie coś takiego mówili? Bzdury pleciesz. Dziadkowie przedstawiali przeciwną wizję, że to rodzice przestaną małą kochać i że to z mamą i tatą dziecko przestanie mieszkać. Czasowa izolacja od dziadków wręcz potwierdzi nieprawdziwość tego co mówili.
    • 30.10.13, 13:11 Odpowiedz
      Moj watek sprzed prawie 2 lat:
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,132036275,,kontakty_z_dziadkami.html?v=2
      Sytuacja jest nieco inna, mimo ze dziadkowie podobni. Linkuje, bo niektore rady moga sie przydac w Twojej sytuacji - mnie wtedy bardzo pomogly, a przynajmniej sprawily, ze ustawilam sobie priorytety w tej ukladance.

      Sytuacja dzisiaj wyglada tak, ze syn utrzymuje kontakty z dziadkami na wlasne zyczenie i dlatego, bo taka jest jego decyzja - ale sa to kontakty bardzo powierzchowne typu: rozmowa przez telefon, odwiedziny z nami w Swieta. Nie odwiedza ich sam i nie jezdzi z nimi na wakacje. czesciowo, bo my tak ustalilismy, a czesciowo dlatego, ze zaczyna byc w wieku, gdzie obozy harcerskie, kolezanki, koledzy etc.

      • 30.10.13, 13:41 Odpowiedz
        W ostatnim roku był analogiczny wątek matki dwóch córek, matki tez jedynaczki, której rodzice nie aprobowali drugiego jej dziecka. Pierwszemu dziecku zapisali nawet jakąś wakacyjną posiadłość i zamierzali przepisać cały pozostały majatek, o ile dobrze pamiętam. Może uda Ci się znaleźć ten wątek.
        Wg mnie dziadkowie musza być nieźle zaburzeni. Nie wiem, co dokładnie może być przyczyną takiego zachowania - jakaś wizja koeniczności posiadania okreslonego majątku potrzebnego do wychowania dziecka, skrzywdzenie sytuacją posiadania rodzeństwa, etc. Tak na oko, to przy takim zachowaniu, nie wydaje mi się, by mogły to być ich jedyne odchyły przy całkowitej normie pozostałych zachowań. Z tego też względu myślę, że starsze dziecko powinno być jednak izolowane, tym bardziej, że zaburzenia dziadków mogą wpływać na integralność Waszej odrebnej już rodziny.
        • 30.10.13, 14:07 Odpowiedz
          Z tego co pamietam, tamci tez jakos zwyzywali zięcia, może nawet od byków rozpłodowych, ale nie mam juz pewności. Ale jazdy!!!
          • 30.10.13, 14:22 Odpowiedz
            Własnie - co spowodowało, ze dziadkowie zwariowali? Bo ich zachowanie nie jest normalne. Jak argumentują niechęć do kolejnego wnuka?
            --
            • 30.10.13, 15:46 Odpowiedz
              Nie wiem co, pytałam to dostałam odpowiedź ze to nie są czasy na urodzenie dzieci, że czas, pieniądze, przestrzeń przeznaczone do tej pory na jedno bedziemy musieli przeznaczyc na dwójkę, a to krzywda. Poza tym to źle świadczy o nas, że myślimy dołem :(

              Jestem jedynaczka, wyczekana, urodzona po długim leczeniu rodziców. Więcej dzieci mieć nie mogli, a ponoć chcieli, więc może dlatego mówili sobie że 2+1 to jedyny słuszny model rodziny, albo może teraz korzystając z okazji chcą swoje instynkty realizować na moim starszym dziecku? Nie wiem, nie wiem.
              • 30.10.13, 16:07 Odpowiedz
                verdana napisała:

                > Własnie - co spowodowało, ze dziadkowie zwariowali?

                Moim zdaniem wcale nie zwariowali. to taki typ - podłych manipulatorów, reagujących w tym wypadku fochem na to, że córka ma własną odrębną wizję rodziny, ilości posiadanych dzieci itp. Dopóki postępowała zgodnie z ich wyobrażeniem to była ok. Kwestią czasu było wypłynięcie tej niezgodności oczekiwań, a powody mogły być rozmaite. Równie dobrze mogli na jedyną wnuczkę się obrazić gdyby chciała postąpić wbrew ich woli w przyszłoś
                • 30.10.13, 17:11 Odpowiedz
                  To chyba dobry trop. To taka dziecięca niedojrzałość. Jest dobrze jak jest dobrze. Jak jest kiepsko to dzieciak potrafi wrzeszczeć, kłaść się na ziemi, bić, itd. Dziadkowie robią to samo tylko w wersji dla dorosłych.
                  Bardzo szkoda.
                  Twoja decyzja słuszna, trzymaj dziecko z dala od zaburzonych dziadków. Dziecko nie jest zaimpregnowane, żeby nie przyjmować pewnych rzeczy do siebie. Także mogą naprawdę zrobić mu krzywdę takim głupim gadaniem. Lepiej ilozować i wytłumaczyć synkowi tak jak ktoś wyżej napisał-są konflikty i na jakiś czas musi być przerwa. No chyba, że wspólne spotkania a Ty będziesz cały czas obserwować i słuchać. I przy pierwszej głupiej akcji koniec spotkania.
                  • 30.10.13, 17:53 Odpowiedz
                    Takie kontrolowane spotkania to dodatkowy stres - cały czas trzeba słuchać co tym razem wykombinowali dziadkowie, żeby przemycić swoje poglądy. A jak się drugie dziecko urodzi to i tak niemożliwe będzie upilnowanie.
                    Niestety rodzice autorki wątku są poważnie zaburzeni psychicznie. Bardzo to przykre ale prawdziwe.
                    Dla dobra autorki i jej rodziny dziadków należy bezwzględnie odizolować i nie zastanawiać się dlaczego postępują jak postępują, bo oni przekraczają wszelkie granice (komentarze dotyczące ciąży absolutnie nie do przyjęcia).
                    • 30.10.13, 18:02 Odpowiedz
                      schere napisała:

                      > Takie kontrolowane spotkania to dodatkowy stres - cały czas trzeba słuchać co t
                      > ym razem wykombinowali dziadkowie, żeby przemycić swoje poglądy. A jak się drug
                      > ie dziecko urodzi to i tak niemożliwe będzie upilnowanie.
                      > Niestety rodzice autorki wątku są poważnie zaburzeni psychicznie. Bardzo to prz
                      > ykre ale prawdziwe.

                      No tak. Poza tym, jeszcze jedno. Co za to za relacja dla dziecka jak dziadkowie tacy zaburzeni i negatywnie nastwieni do mamy dziecka, do jego rodzeństwa. Gdzie tu miłość, ciepło, które przekazuje się pozawerbalnie? Na słowa można uważać ale przecież najwięcej dzieje się pomiędzy słowami.
                      • 30.10.13, 18:35 Odpowiedz
                        No może. Ale wtedy należałoby zerwać w ogóle kontakty z rodzicami. Póki sie nie opamiętają, albo na zawsze.
                        Czy Autorka jest na to gotowa? To jest troche inna sytuacja - WSZYSCY przestajemy widywać sie z dziadkami, trudno. Trochę inaczej wygląda sytuacja, jeśli tylko izoluje się wnuka, a kontakty pozostają.
                        --
                        • 30.10.13, 19:24 Odpowiedz
                          moze na razie wstrzymac kontakty, tlumaczac dziecku jakos delikatnie sytuacje, a jak pojawi sie drugie dziecko angazowac dziadkow w opieke i pomoc, mysle ze jest spora szansa ze sie szybko przyzwyczaja do nowej sytuacji.
                          Rodzice mojej kolezanki przy trzecim dziecku zareagowali ''...boszeee, jak na melinie'', mimo to kochaja wszystkie dzieciaki.
                          • 30.10.13, 20:28 Odpowiedz
                            Gdzieś tam piszesz, że "no nie wiem, co im się stało". I to chyba powinien być dla Ciebie punkt wyjscia, by sie obudzić. Bo gdybys nie żyła jak w jakimś matriksie, to byś musiała widzieć, że to nie może być ich pierwszy wyskok, tylko cały wariacki system, który niestety razem tworzą i pewnie zawsze tworzyli i stąd trudno Ci to dostrzec.
                            Piszesz zdecydowanie "Finito". Zerwałaś kontakt chwilowo. Ale opisujesz całą serię zachowan, z których każde spowodowałoby, że nie zmanipulowana kobieta w ciąży ten kontakt by zerwała znacznie wcześniej. Wystarczyło by skrytykowanie ciąży, albo wyzwanie męża, albo opowiadanie głupot dziecku. A Ty jeszcze ich pytałaś o powody. Rozumiem, że to sporo musiało trwać, i pewnie nie raz doszło do Twojego zdenerwowania, skurczy i wymiotów. OBUDŹ się! To są wariaci i wczesniej też tacy musieli być. Gdyby nagle jedno z nich tak się zachowywało, to można by to tłumaczyć nagłym wariactwem. Ale nie dwie osoby.
                            Powyżej wymienione przeze mnie zachowania świadczą, że są nieźle - niech użyję ulubionego słowa na forum:))) - toksyczni. Ale nie wiem, czy najbardziej dobitnie o ich stanie rozumu/rozumowania nie świadczy fakt, że mówili ludziom wokół, że nie jesteś w ciąży, że utyłaś od leków. TO JEST UBAW NA PÓŁ WSI! Czegos takiego wspólnie nie opowiadałyby osoby mające kontakt z rzeczywistoscią, bo wiadomo, że wszyscy, którym to opowiadali mają ich teraz za wariatów.
                            Niestety, czasem łatwiej uczepić się, że babcia była taaaaka fajna i gotowała budyn, a dziadek jeszcze fajniejszy i strugał cos z patyczków. Ale to są zwykli krejzole. Współczuję Ci, bo przez to, że tak spójnie tworzą ten swój system może to być faktycznie ciężkie do ogarnięcia. Jak jeden rodzic jest "nietego", to chociaż można go porównać z drugim i zachować jakiś obiektywizm, a tak to dwóm osobom się wierzy w ich interpretacje świata.
                            Skup się na ciąży, wróć kiedyś do tematu, jak już się ogarniesz po porodzie. Jak do czegos dojdziesz, to nam napisz, ktoś inny może wątek przeczyta i mu cos to da.
                            Powodzenia, łatwego porodu:)
                            • 30.10.13, 20:34 Odpowiedz
                              Zwykle się z Tobą nie zgadzam, ale tu popieram.
                              Rodzice autorki stworzyli cały system rodzinny w którym jest miejsce na tylko jedno dziecko i drugą ciążę córki traktują jako czyn wymierzony w nich osobiście. Jakby celowo zrobiła im na złość, wymknęła się spod kontroli. Mam wrażenie, że odbierają to tak jakby córka - rodząc drugie dziecko - podważała ich bycie rodzicami jedynaczki.
                              Rozumiem, że autorka chciała widzieć pozytywy kontaktu wnuka z dziadkami, ich opiekuńczość, przywiązanie itd. ale w tym momencie dziadkowie dziecku szkodzą. Szkodzą także córce w zaawansowanej ciąży.
                              Najkrócej mówiąc, dziadkowie są w tej chwili niezrównoważeni psychicznie i groźni. Odciąć aż się uspokoją i wznowić kontakty na własnych warunkach.
                              • 30.10.13, 21:07 Odpowiedz
                                To, że oni byli dziwni, wiedziałam od dłuższego czasu. Odkąd pamiętam, większość rzeczy robili, bo tak wypada, napisali w gazecie, mówili w tv/radiu, wszyscy tak robią. Przykłady: jeździliśmy na wakacje letnie i zimowe, co roku, bo zdrowo, przy czym bawiłam się tylko ja, w sensie, że leżałam na plaży czy zjeżdżałam na sankach,a oni z kamienną miną siedzieli tak jak się siedzi w poczekalni w przychodni przy szczepieniach. Ot, wakacje coś takiego jak właśnie bilans dwulatka, niezbyt przyjemne, ale trzeba przejść. Chodziliśmy do restauracji, bo wypada, ale to ja obżerałam się po uszy, rodzice pili kawę, w domu nadrabiali domową zupą (nie z biedy!). Mieliśmy pokój zwany gabinetem, pełen książek, bo dziecko otoczone książkami lepiej się uczy, przy czym żadne z nich nigdy nie zajrzało do tych książek.

                                Pierwsze oznaki funu widziałam dopiero w chwili zostania dziadkami. Tak jakby im się coś otworzyło, niestety, jak widać na krótko.
                                • 30.10.13, 21:13 Odpowiedz
                                  Teraz nie myśl tylko skup się na donoszeniu ciąży, a telefony od dziadków niech odbiera Twój mąż.
                                  • 30.10.13, 22:49 Odpowiedz
                                    No to dziadkowi pojechali po tzw. bandzie ;( Tak, to typowi toksycy. Jesli jeszcze nie czytałaś książek: "Toksyczni rodzice" i "Toksyczni ludzie" Susan Forward i Lilian Glass to polecam, jak juz urodzisz i wyjdziesz z połogu.

                                    Myślę, że aqua świetnie to podsumowała:
                                    "Moim zdaniem wcale nie zwariowali. to taki typ - podłych manipulatorów, reagujących w tym wypadku fochem na to, że córka ma własną odrębną wizję rodziny, ilości posiadanych dzieci itp. Dopóki postępowała zgodnie z ich wyobrażeniem to była ok. Kwestią czasu było wypłynięcie tej niezgodności oczekiwań, a powody mogły być rozmaite. Równie dobrze mogli na jedyną wnuczkę się obrazić gdyby chciała postąpić wbrew ich woli w przyszłości."

                                    Ponadto, to co napisała Paris, mogę się pod tym podpisac dwoma rękoma ;))
                                    Toksyczni manipulanci, szantażysci, sknery i pozerzy.

                                    Dobrze autorko zrobilaś, ze izolujesz dziecko od dziadków. A z dziadkami powinnaś przeprowadzic rozmowę w 4 oczy, że do czasu dopóki nie przeproszą Ciebie za swoje zachowania i przede wszystkim Twojego męża za ciskane w niego inwektywy, mogą zapomniec o dostępie do Waszej CAŁEJ rodziny... I niech im "dekle" parują, niech radzą między sobą co dalej ... Łatwo nie będzie, bo tacy ludzie z zasady nie przyznają się do jakiejkolwiek winy, ale pod wpływem groźby zerowych kontaktów może się ugną....
                                    Pisz jak się sytuacja dalej rozwija, to będzie jak doświadczenie na żywym, toksycznym organiźmie, a nawet dwóch. Ilu tych przyczajonych, ukrytych toksyków jest, coś niesamowitego, a niby tacy normalni, pewnie na zewnątrz wszyscy uwazają ich za normalnych, a tu takie "kwiatki".

    • Rozumiem Pani decyzję. Skoro nie udało się okiełznać niechęci dziadków / rodziców do Waszej decyzji na początku, skoro niechęć ta zaczęła wpływać na ocenę rzeczywistości ( zaprzeczanie ewidentnej ciąży, pomysł przeprowadzki dziecka do nich ) skoro zaczęła ona eskalować ( remont pokoju, inwektywy ), to być może dla Pani separacja jest jedynym zdrowym rozwiązaniem.
      Jedynie co mogę dodać w kontekście innego, mniej radykalnego i chroniącego relacje dziecka z dziadkami rozwiązania, to to, że być może wpływ dziadków na to co będzie myślało dziecko w sprawie swojego rodzeństwa może być przeceniony. To Pani i mąż jesteście z dzieckiem na co dzień, ono zaraz będzie żyło w Waszej powiększonej rodzinie i to Wy zaszczepicie mu stosunek do brata czy siostry. Również tym, że będziecie przeciwstawiać swoje decyzje i emocje, emocjom dziadków, pokazując, ze można się różnić nawet w tak zasadniczych i emocjonalnych sprawach.. Myślę, choć mogę się mylić, że to Pani czuje się tak naprawdę zaatakowana przez rodziców. Oni nie uznali Pani dorosłej, niezależnej decyzji, inwektywami wobec męża wtargnęli w Wasze życie intymne, podważają Pani drogę życiową odmienną od ich, zarzucają Pani zaniedbania wobec pierwszego dziecka.
      Dziecko ponosi tego konsekwencje, bo ma ograniczony kontakt z dziadkami, którzy akurat wobec niego są ok w jego dziecięcym świecie, ale wybrali je do zaatakowania Pani.
      Nie pisze tego aby podważać Pani decyzję, ale po to aby spojrzeć na sytuacje z innej strony i sprawdzić czy istnieją wobec tego inne rozwiązania. Lub żeby Pan mogła zająć się swoimi przeżyciami wobec rodziców i z nimi o tym poważnie porozmawiać. To nie znaczy, że nadejdzie happy end, ale może sytuacji zostanie nadana właściwa proporcja. Wtedy dziecko zostanie oddzielone od zachowań dziadków wobec Pani.
      Agnieszka Iwaszkiewicz



      • 31.10.13, 08:50 Odpowiedz
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > być może wpływ dziadków na to co
        > będzie myślało dziecko w sprawie swojego rodzeństwa może być przeceniony. To
        > Pani i mąż jesteście z dzieckiem na co dzień, ono zaraz będzie żyło w Waszej p
        > owiększonej rodzinie i to Wy zaszczepicie mu stosunek do brata czy siostry.

        Pozwolę się z tym nie zgodzić. Tworzenie opozycji tuż obok domu rodzinnego i to opozycji negującej sens decyzji rodziców, podkreślającej krzywdzenie dziecka tą decyzją oraz sączenie jadowitych słów przeciwko rodzeństwu może być równie niszczące dla psychiki dziecka jak w nieco późniejszym okresie faworyzowanie jednego wnuka i nie dostrzeganie drugiego. A jeśli nawet starsze dziecko sobie z tym jakoś racjonalnie poradzi, to młodsze będzie rosło z poczuciem "inności" i realnej krzywdy robionej przez dziadków przez brak ich miłości i ostentacyjne hołubienie starszej córki. Tego bym młodszemu oszczędziła...
        • 31.10.13, 09:43 Odpowiedz
          Też tak sądzę. Wpływ rodzicow jest ważny ale po co narażać dziecko na chore jazdy dziadków? Gdyby decydował sam dom to ofiary przemocy na przykład, powinny być całkowicie odporne na przemoc poza domem a przecież tak nie jest.
          Dziecko jest związane z dziadkami i może mieć duży problem z odnalezieniem się w sytuacji kiedy rodzice mówią jedno a dziadkowie drugie. I tu chyba nie działa zasada o mozliwosci rożnienia się bo nie chodzi o inny sposob spędzania czasu czy inne preferencje. Tu chodzi o dziadków, ktorzy wprowadzają jakiś skrzywiony obraz i mają dużo niechęci do rodziców dziecka i jego rodzenstwa.
          • 31.10.13, 10:31 Odpowiedz
            Szczerze mowiac rowniez nie podjelabym takiego ryzyka. Tym bardziej, ze widzialam nieco podobna sytuacje - synowie mojego meza z pierwszego malzenstwa byli podczas spotkan nasaczani ich stosunkiem do niego (kretyn, nieudacznik, nie zrobil kariery, nie jest niczego wart). I te ich opinie dosc mocno odcisnely sie na ich stosunku do ojca - moze nie zmienily ich milosci do niego, ale traktuja go jak nieudacznika, czlowieka, ktory niczego nie potrafi, etc. Zeby bylo smieszniej maz ma stala, dobra prace, wielkiej kariery nie zrobil, ale kasy wystarcza, w domu robi naprawde duzo, o wiele wiecej niz przecietny maz, dobrze sobie radzi z dziecmi, ma przyjaciol, duza wiedze na tematy techniczne. Jego rodzice zas maja problem z calym swiatem - kazdy jest kretynem i idiota, syn nie jest tu zadnym wyjatkiem.

            Poniewaz widzialam co sie dzieje i jaki to my wplyw na dzieci, to dosc szybko sie postawilam przy naszych corkach i zagrozilam, ze jedno slowo dyskredytujace nas jako rodzicow czy ludzi przy wnuczkach i mocno organicze, albo calkowicie zabronie im kontaktow. Trudno, czasem po prostu nie da rady polubownie i po dobroci (bo oczywiscie probowalam) i niektorzy rozumieja tylko argumenty z pozycji silniejszego. Trudno, takie sa koszty dania dzieciom tego co uwazam za wazne dla nich - zdrowego szacunku dla ojca, ktory pracuje, jest dobrym rodzicem i w zadnym wypadku nie zasluzyl na traktowanie per noga, tylko dlatego, ze dziadkowie maja problemy ze soba samym i soba nawzajem.

            Tym bardziej rowniez, ze z pozycji ukochanego wnuczatka, czczonego i wielbionego bardzo latwo spasc na sam dol. Bo takie najukochansze lojalne wnuczatko moze szybciutko popelnic jakis smiertelny blad, bo sie na babcie obrazi, albo o czyms zapomni, albo zachowa w jakikolwiek inny najzupelniej normalny dla dziecka sposob. A szkody spowodowane calkowitym odrzuceniem najukochanszego wnuczatka moga byc potem ogromne, bo jak to sensownie wytlumaczyc dziecku? A u tak mocno zaburzonych ludzi bardzo latwo spasc z pozycji dobrego dziecka, ktore robi wszystko tak jak my chcemy na pozycje pariasa wyrzuconego poza nawias rodziny (jak doskonale widac to na przykladzie autorki - pierwsze dziecko bylo super, drugie katastrofalne).
    • 31.10.13, 10:52 Odpowiedz
      Rodzicami kieruje egoistyczna chęć zagarnięcia dziecka. Przecież już planują, że u nich będzie mu lepiej i robią wszystko, by z nimi zamieszkało. To niedopuszczalne zachowanie, które trzeba ukrócić, bo rodzice się nie zmienią i żadne racjonalne argumenty do nich nie dotrą.
      Rzeczywiście, był niedawno podobny wątek, w którym pisałam o podobnych doświadczeniach, jakie mam z teściową. Była jedynaczką i zachowywała się zawsze mocno egocentrycznie. Gdy urodził jej się wnuk, chciała być pępkiem świata dla niego, więc ciagle mu opowiadała jacy to rodzice są dla niego źli. Konkurowała o względy dziecka z drugimi dziadkami, kupując mu bardzo kosztowne zabawki ( dochodziło do groteskowych sytuacji, że kupowała taką sama rzecz, tylko dużo droższą ). Rodzina się rozpadła i z czasem ten pierworodny wnuk doczekał sie rodzeństwa ( ze strony matki miał brata, ze strony ojca - siostrę ). I babcia oszalała z zazdrości. Oczywiście chciała zabierać wnuka matce, swoją wnuczke traktowała jak rywalkę dla wnuka. Dziecku wmawiała wszelkie możliwe krzywdy i nie docierało do niej, że chłopiec lubił macochę i ojczyma bardziej od swoich rodziców, co jej sam oznajmił. Lubił też swoje rodzeństwo. Gdyby działa mu sie krzywda, to tak by nie było.
      Szantażowała chłopca pieniędzmi ( urządzała awantury, ze jak chłopiec będzie spędzał czas z ojcem i jego rodziną, a nie z nią, to go odetnie od pieniędzy ). Skonfliktowała cała rodzinę. Dziś dorosły już wnuk traktuje ją jak swoja skarbonkę i tyle. Jestem absolutnie pewna, że babcią nie kierowała miłość do wnuka, tylko miłość własna. Po prostu, nie potrafiła ustawić się w szeregu. Była też bardzo zazdrosna o dobre relacje wnuczki z rodzicami, choć nie miała jej nic do zaoferowania.
      Twoi rodzice też wprowadzaja do Waszego życia wiele patologii i nie możecie pozwolić, by robili z Wasza rodziną co im sie podoba.
    • Komentarze po mojej pierwszej wypowiedzi podkreślają głównie istnienie dużego wpływu dziadków na wnuka. Są one krytyczne do mojej uwagi o przecenianiu tego wpływu i podstawowej roli rodziców w kształtowaniu zachowań dziecka.
      Myślę, że w istocie komentarzom nie sposób odmówić słuszności. Może się zdarzyć i tak, że racjonalny wpływ rodzicówzostanie zdominowany przez nieraconalne działania w tym wypadku dziadków A w każdym razie dziecko może mieć w tej mierze jakiś niepotrzebny dysonans.
      No i czasem dziedkowie bywają niereformowalni. A wtedy sprawa jest bardziej skomplikowana, aż do takiej decyzji jak u autorki wątku. Tyle, że ofiarą takich zmagań jest dziecko, które czuje tylko swoją stratę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 07.11.13, 13:40 Odpowiedz
        Mam podobny problem,u mnie sprawa wygląda nastepująco:
        Moja córka urodziła sie jako kolejna wnuczka,od początku teście nie akceptowali jej z róznych powodów m.in bo ma inny kolor włosów bo była podobna do mnie itp.Młoda zawsze dostawała gorsze prezenty lub te których nie chciała ta lepsza dostać.W końcu powiedziałam dość moje dziecko zasługuje na szacunek,ja nie muszę ( zreszta i tak mnie nie akceptowali,wyrządzili mi wiele nieprzyjemnośći)ale jest dziecko ich wnuczka,dawałam ultimatum,kilka razy dawałam kolejną szansę kiedy prośli, wtedy kiedy nadchodziły święta i przed sąsiadami chcieli się pokazać że odwiedzili moje dziecko,ot tak na pokaz żeby wszyscy wiedzieli jacy super dziadkowie a poźniej kolejny rok traktowania dziecka jak śmiecia,zero zainteresowania a dziecko pytało.Powiedziałam dość moje dziecko zasługuje na szacunek ,jest takim samym człowiekiem jak pozostali a nie kimś gorszej kategorii,tym bardziej ze już wyrosła i sama widzi co się dzieje.Przejrzałam na oczy wiele mnie to kosztowało,ale z perspektywy czasu widzę ze jednak miałam racje ich nic nie zmieni.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.