Dodaj do ulubionych

moja córka karze mnie i krzywdzi swoje dzieci,

04.01.14, 04:53
Dawno, dawno temu miałam ukochana córkę. Córka była jedyna, ukochana, śliczna. Mogłam się nią cieszyć, kochać i być kochaną, spełniać jej życzenia. Jej dobro było najważniejsze. Od jej ojca wywalczyłam alimenty i dbałam, żeby dziecko miało kontakty z ojcem i teściami. Pokochałyśmy się z teściową, łączyło nas ukochane dziecko, które rosło, dojrzewało, mądrzało. Dziecko wyrosło i wyjechało na studia zagranicę... A tam wstąpiło do sekty religijnej i przestało znajdować radość w utrzymywaniu stosunków rodzinnych. Walczyłam jak lwica, żeby córkę z tego wyciągnąć. Ona - opędzała się ode mnie i trwała wśród nowych współwyznawców. Po 4 latach odeszła wreszcie z sekty z poznanym tam ukochanym mężczyzną i jego matką alkoholiczką. Młodzi wzięli ślub i stosunki rodzinne wróciły prawie do normy. Mogłam znowu spełniać wszystkie życzenia córki, a ona - mogła dalej opędzać się ode mnie... Miała moje zrozumienie, bo była już dorosła, wykształcona, miała swoją rodzinę. Po kilku latach przyszły na świat dzieci. Zaczęłam częściej odwiedzać dzieci i wnuki. Patrzyłam i przecierałam oczy jak moja córka "dba i wychowuje". Wnuczka coraz częściej chorowała. Gdy zapadła na chroniczne zapalenie oskrzeli grożące astmą, mogłam przyjechać i zaopiekować się wnuczką, ale nie za długo, bo różniłam się poglądami z córką co służy dzieciom. Córka miała swoje poglądy i czerpała radość z poczucia władzy absolutnej nad dziećmi. Nie mogłam tego zrozumieć i jej braku empatii, też. Próbowałam perswazji, daremnie. Moje starania o zdrowie dzieci, doceniały tylko dzieci, pokochały mnie. Ich matka była niezadowolona, ale na wyraźne prośby wnuków pozwalała na nasze kontakty. Dzieci przestały poważniej chorować, zaokrągliły się w czasie pobytów ze mną, odpoczywały od nielubianego przedszkola. Najfajniej było gdy przyjeżdżały do mnie, bo bez konfliktów z ich rodzicami. Niestety rok 2013 zaowocował radykalną zmianą stanowiska. Córka i zięć postanowili pozbyć się mnie z ich życia. Wywoływali awantury, jak byłam u nich, zabraniali mi zabrać dzieci do siebie. Moje błagania nie przyniosły rezultatów. Im bardziej dzieci prosiły i płakały o przyjazd do mnie, tym większy był opór ich rodziców. Podejrzewałam, że znowu wplątali się w sektę religijną. Tym razem jednak córka i zięć odsunęli się tylko ode mnie. Zięć opiekuje się swoją matką. Córka manifestuje swoje przywiązanie do ojca - mojego antagonisty i jego nowej rodziny - fanatycznie religijnej. Ja zostałam sama w Święta, nie widziałam wnuków od kilku miesięcy. Dzieci źle śpią i znowu chorują. Od dwóch miesięcy mają zapalenie oskrzeli, wnuczka bierze znowu leki antyastmatyczne, cały czas moczy się w nocy i ma okresowe bóle brzucha. Ja cierpię i nie wiem co robić.......
Edytor zaawansowany
  • kol.3 04.01.14, 08:21
    Nic nie zrobisz. Błędy w wychowaniu "księżniczki", która ma Cię obecnie gdzieś. Żyj swoim życiem a nie życiem dzieci za granicą. Dziwisz się że przyjeżdżająca i wtrącająca się we wszystko babcia jest persona non grata? Jeśli uważasz że wnukom dzieje się ewidentna krzywda możesz to zgłosić do odpowiednich służb w ich kraju zamieszkania.
  • teodora4 04.01.14, 18:34
    Myślę, że żaden urzędnik ne pomoże w tak delikatnej sprawie jak rodzina. Nawet w patologicznych rodzinach urzędy się nie sprawdzają. Tutaj nie ma patologicznej sytuacji. Tutaj jest tylko brak empatii i zwrócenia uwagi na potrzeby i pragnienia dzieci oraz niedbałość rodziców, i brak wyobrażni co do konsekwencji. Dzieci są traktowane przedmiotowo. Są też kartą przetargową w konflikcie ze mną. Wnuki tęsknią za mną, bo daję im miłość i uwagę, kórą potrzebują takie małe dzieci. Kochają mnie i ja też kocham ich i tęsknię za nimi
  • molly_wither 04.01.14, 08:30
    Twoja corka chce wiesc spokojne ,nowe zycie, chce realizowac wlasny model rodziny , a Ty tego nie rozumiesz i znowu probujesz nagiac ja do swojej "bajki". Ty zyjesz ciagle przeszloscia.Nie ulozylas sobie zycia osobistego (gdzie Twoj mezczyzna?), nie masz wlasnego zycia i zatruwasz zycie najblizszej Tobie osobie.Jesli nie chcesz jej stracic ponownie to daj jej zyc i.... sama zacznij zyc.
    Ps. Dlaczego podkreslias to,ze jej tesciowa jest alkoholiczka? Chcialas pokazac,ze jest gorsza od Ciebie?
  • feronique 04.01.14, 08:45
    Dopóki uważasz, że córka krzywdzi dzieci, bo wychowuje je inaczej, niż Ty byś sobie to wyobrażała, nie masz szans na normalne z nią relacje i nie dziwię się, że zostałaś odstawiona. Swoją drogą, gdyby moje dziecko się "zaokrągliło" podczas wakacji u babci, to też bym się pewnie 10 razy zastanowiła, zanim bym je tam ponownie wysłała.To, że dzieci chorują w przedszkolu jest normalne - moja też w zeszłym roku zapadła na chroniczne zapalenie oskrzeli, też było podejrzenie astmy, alergii, natomiast nie wiem, co to ma wspólnego z moim sposobem wychowywania jej.
    Rozpieszczając wnuki wbrew życzeniom ich matki wyrządzasz im straszną krzywdę, a taka "kupiona" miłość w moim odczuciu nie jest wiele warta i z doświadczenia powiem Ci, że wnuki jak nieco podrosną to z pewnością też to zrozumieją.
    Może warto byłoby też spojrzeć na siebie nieco krytycznym okiem? Twoje metody wychowawcze nie doprowadziły do niczego dobrego (4 lata w sekcie, zaburzone relacje z dzieckiem), więc może warto byłoby sobie swoje zdanie zachować dla siebie i pozwolić córce na niepowielenie Twoich błędów.
  • enith 04.01.14, 09:28
    Hmm... wychowywałaś córkę samotnie, więc pewnie było ci trudno, ale ewidentnie o jakiś twoich błędach może świadczyć fakt, że ukochana córka, jedynaczka, wychuchana księżniczka, gdy tylko nadarzyła się okazja, wyrwała się z domu zagranicę i tam wstąpiła do sekty. A potem ograniczyła kontakty z tobą. Nie daje ci to do myślenia?
    Jakie konkretnie masz zarzuty wobec swojej córki jeśli chodzi o jej metody wychowawcze? Bo napisałaś jakieś głupoty o tym, że dzieci niedożywione (za to u ciebie się podpasły), zmuszane są do chodzenia do przedszkola (ty je z tego obowiązku zwolniłaś) i chorują na oskrzela i astmę. Serio uważasz, że twoja córka wpędza swoje dzieci w chorobę? Że do przedszkola posyła je ze złośliwości? Że swoje dzieci głodzi? Jeśli tak jest, czemu nie interweniujesz w instytucji służącej do opieki nad zaniedbanymi dziećmi, opiece społecznej czy policji?
    Na moje oko wygląda to tak, że córka wyrwała się wreszcie z domu, w którym zaduszana była twoją miłością, poznała kogoś, założyła rodzinę i CHCE ŻYĆ PO SWOJEMU. A ty masz z tym ewidentnym problem. Może zamiast krytykować córkę i zięcia i brać się za wychowywanie nieswoich dzieci, ciesz się pobytami u nich i czasem spędzonym z wnukami. Spróbuj, co ci szkodzi?
    I w jaką to sektę wpadła córka? Nie przypadkiem jakiś młodszy wiekiem, ale akceptowany powszechnie kościół?
  • princy-mincy 04.01.14, 12:02
    A jak dba i wychowuje twoja corka, ze przecierasz oczy ze zdumienia? Co to znaczy, ze je krzywdzi? W jaki sposób?
    Nie wiem, jak długo te dzieci u Ciebie bywaly i na jak długo znów chciałas je zabrać, ale zasadniczo uważam, ze miejsce dzieci jest z rodzicami i tam powinny byc na stałe. Do babci to w wakacje na tydzień lub dwa lub od czasu do czasu na weekend.
    Dlaczego uważasz, ze dzieci musza odpocząć od nielubianego przedszkola? Skad wiesz, ze go nie lubią? Same Ci powiedziały czy Ty uważasz, ze nie lubią?

    Wg mnie tak długo jak będziesz uważała, ze corka krzywdzi swojej dzieci wychowując je po swojemu (zakładam, ze inaczej niz Ty ale nie bije, nie glodzi, nie krzywdzi w sensie przemocy psychicznej i fizycznej), to nie będziesz miała z nimi kontaktu.
    Jesli moje założenie jest błędne, podaj konkretne przykłady na krzywdę dzieci ze strony ich matki i ojca.
    Sama ucielabym kontakt z babcia, która uważa, ze jej model wychowania jest jedyny słuszny a wszystkie inne to krzywdzenie dzieci.
  • teodora4 04.01.14, 15:56
    Witam, dziewczyny, dziękuję za wpisy.
    Dzieiaczki bywaly u mnie lub ja u nich 10 lub 14 dni, cztery lub pięć razy w roku. Ze nie lubią chodzic do przedszkola same o tym mowią. Jak wyjeżdżałam, to płakały, że nie chcą tam iść.
    Niestety córka biła wnuczkę ( mocne klapsy), wnuka szarpie, gdy braknie jej cierpliwości. Z jedzeniem był kłopot, gdy wnuczka skończyła rok i zamiast jednego posiłku, było picie wody. Wnuczka prawie przestała jeść. W czasie długiej chroby córka dawała jej tylko jeden lek, zamiast dwóch zapisanych przez lekarza.
    Przepraszam muszę przerwać na godzinę ( mam gościa w domu).
  • asfo 04.01.14, 16:42
    Jeśli masz jakieś konkretne informacje na temat krzywdzenia dzieci (np. ich waga i wzrost jest poniżej normy wiekowej, mają siniaki itd.), powinnaś to zgłosić opiece społecznej.

    Jeśli nie masz, to trzeba się pogodzić z tym, że to nie są Twoje dzieci i masz do powiedzenia tyle, ile wynegocjujesz/ustalisz z ich rodzicami. Jeśli jeździsz tam z nastawieniem, że wszystko co rodzice robią jest źle i próbujesz reorganizować im życie po swojemu to niestety możesz spodziewać się oporu.

    Powiem Ci szczerze, że jakby mi ktoś z rodziny wprowadził się do mieszkania i zaczął za mnie ustalać co na obiad, ile razy w tygodniu robić pranie i czym karmić kota, to po trzech próbach byłby z powrotem u siebie - mój dom - moje zasady. I nieważne czy ktoś ma dobre intencje czy nie, po prostu cenie sobie swoje zdrowie psychiczne i zwyczajnie nie mam ochoty walczyć/negocjować o każdy drobiazg w codziennym życiu. Rodzicom i teściom chętnie złożę wizytę raz na miesiąc - dwa, ja ktoś wpadnie raz w tygodniu na godzinkę to proszę bardzo, ale oni mają swoje życie, ja mam swoje i tego się trzymamy.

    Chodzenie do przedszkola nie może być uznane za coś negatywnego. Dzieci w przedszkolu zwykle dostają jeść (na tym Ci zależy), nawiązują kontakty społeczne i rozwijają intelektualnie, dzięki czemu potem lepiej się uczą. Tak, zdarza się że dziecko ma lenia, boi się rozstania, albo nie lubi pani, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi na plus.
  • mag1982 04.01.14, 17:03
    Dzieci były same bez rodziców? Ja sobie trochę nie wyobrażam, żeby moja córka w wieku przedszkolnym przebywała dwa tygodnie u babci beze mnie lub swojego taty. Miałam tego typu propozycje od rodziców ale odmówiłam, to dopiero jestem wyrodną córką.
  • mamasiasiulki 04.01.14, 17:14
    Wiesz, gdyby moje dzieci wolały przedszkole od domu poważnie bym się nad sobą zastanowiła ;-p

    A tak poważnie, to trochę mało szczegółowo napisałaś, trudno coś poradzić...

    Co to znaczy, że dziecko dostawało wodę zamiast posiłku? Jak to się miało do współczesnych zaleceń żywienia (moja najmłodsza mogła w tym wieku jeść i z 10 razy, dlatego pediatra kazał ograniczać do "przepisowej" liczby posiłków, a zamiast innych dawać koperek bez cukru oczywiście lub wodę) i czy nie np. samo dziecko nie chciało jeść? Ila dzieci ważą, ile mierzą i jak się plasują w siatkach centylowych? I jakiego leku dziecko nie dostawało? Osobiście często nie daję dzieciom wszystkich leków, tylko te istotne. Nie zawsze udaje mi się dostać do zaufanego lekarza, a inni przepisują często masę zbędnych leków "wspomagających" - gdybym wszystkie chciała dawać dzieci by nie jadły, rzyg...ły i statecznie odmawiały przyjęcia ważniejszych lekarstw (bywało, kończyło się szpitalem).

    Klapsy... Czy powtarzają się, czy to były pojedyncze sytuacje?

    Generalnie racja pewnie jak zwykle jest pośrodku, ale sprawy, które opisujesz potencjalnie mogą być też poważne, a trochę za mało szczegółów napisałaś...
  • teodora4 04.01.14, 18:11
    Woda- to była metoda wychowawcza, gdy wnuczka nie chciala jeść. Skończyła wtedy rok i poszła do przedszkola.
    Bicie- przy mnie się -powtórzyło tylko raz. Gdy 2- letnie dziecko uderzyło swojego młodszego braciszka- wówczas -niemowlaczka.
    Teraz najwyżej córka "niechcący" za włosy ją pociągnie, jak coś do mnie za dużo mówi.
    Lekarstwa na oskrzela miała wtedy dwa: 1- na rozszerzenie, drugie- przeciwzapalne.
  • molly_wither 04.01.14, 19:04
    Rozwin swoja mysl,bo nie rozumiem,czy jestes za czy przeciw?

    mamasiasiulki napisał(a):

    > Wiesz, gdyby moje dzieci wolały przedszkole od domu poważnie bym się nad sobą z
  • teodora4 04.01.14, 18:00
    Do tego ciągnące się tygodnami nieleczone katary i kaszle u wnuczki. Teraz nagminnie leży w mokrej piżamie i pośieli, bo pieluszka bywa, że przesiąka. Ja nie mogę jej tez przewinąć ( gdy akurat jestem) i przebrać w suche ubrane, bo u nich takie zasady, że ma leżeć dopóki sama nie obudzi się z zimna. Co przeważnie kończy się katarem, czy przeziębieniem.
    Jak była młodsza i leżała spocona w nocy, córka wietrzyła sypialnie powodując przeciągi , przy temp. ok.0st.C. Miała zwyczaj wyprowadzć dziecko na spacer, spocone, ze stanem podgorączkowym, bo długo chorowało na oskrzela i musiało się przewietrzyć zimową i wietrzną porą. W czasie stanu zapalnego oskrzeli, córka prowadziła prace lakiernicze przy pokoju dziecka. Ostatnio w ciągu 10 dni pobytu u mnie wyleczyłam wnuczkę z krost na pupie, ktore miała przez ostatnie dwa lata, bo rodzice nie mieli czasu pójść więcej niż 2 razy do dermatologa, aby dobrał skuteczne leki. Teraz dostała zalecenie od nefrologa, żeby zdiagnozować przyczynę moczenia nocnego. Cóka nie przejmuje się tym. Będzie diagnozować jak uzna za stosowne. Ale jeszcze nie uznaje...
  • molly_wither 04.01.14, 19:17
    Aj waj.Kobieto, zacznij zyc swoim zyciem!!! A jesli uwazasz,ze dzieciom dzieje sie krzywda donies do prokuratury!!!
    Ps.Boze,dzieki Ci za moja matke,ktora z kolei przegiela w druga strone.Ale wole juz tak.

    teodora4 napisał(a):

    > Do tego ciągnące się tygodnami nieleczone katary i kaszle u wnuczki. Teraz nagm
    > innie leży w mokrej piżamie i pośieli, bo pieluszka bywa, że przesiąka. Ja nie
    > mogę jej tez przewinąć ( gdy akurat jestem) i przebrać w suche ubrane, bo u nic
    > h takie zasady, że ma leżeć dopóki sama nie obudzi się z zimna. Co przeważnie k
    > ończy się katarem, czy przeziębieniem.
    > Jak była młodsza i leżała spocona w nocy, córka wietrzyła sypialnie powodując p
    > rzeciągi , przy temp. ok.0st.C. Miała zwyczaj wyprowadzć dziecko na spacer, spo
    > cone, ze stanem podgorączkowym, bo długo chorowało na oskrzela i musiało się pr
    > zewietrzyć zimową i wietrzną porą. W czasie stanu zapalnego oskrzeli, córka pro
    > wadziła prace lakiernicze przy pokoju dziecka. Ostatnio w ciągu 10 dni pobytu u
    > mnie wyleczyłam wnuczkę z krost na pupie, ktore miała przez ostatnie dwa lata,
    > bo rodzice nie mieli czasu pójść więcej niż 2 razy do dermatologa, aby dobrał
    > skuteczne leki. Teraz dostała zalecenie od nefrologa, żeby zdiagnozować przyczy
    > nę moczenia nocnego. Cóka nie przejmuje się tym. Będzie diagnozować jak uzna za
    > stosowne. Ale jeszcze nie uznaje...
  • nammkha 04.01.14, 19:22
    Mam wrażenie, że nie potrafisz uszanować tego, że Twoja córka ma swoje własne życie, na swoich własnych zasadach.
    Piszesz, że zerwała stosunki z Tobą przez to, że wstąpiła do sekty. Ale nic nie piszesz o ty co to za sekta. Jestem bardzo ciekawa, czy możesz napisać?
    Jeśli chodzi o przykłady, które podałaś, na to, że córka nie potrafi sama zadbać o swoje dzieci to mnie one nie przekonują. Nawet jeśli zwleka z leczeniem ich lub postępuje tak jak jej się wydaje słusznie to ty nie powinnaś się wtrącać w jej postępowanie. Możesz co najwyżej zwrócić jej uwagę. Ty jednak wtrącasz się w nie twoje sprawy, mało tego, dajesz dzieciom i córce do zrozumienia, że to Ty masz lepsze metody wychowawcze. W sumie nie dziwię się córce, że miała dość twojej obecności, skoro na każdym kroku udowadniasz jej, że nie nadaje się do wychowywania własnych dzieci.
    Zaakceptuj to, że twoja córka jest autonomiczną osobą, ma własne przekonania w sferze duchowości, wychowania dzieci. Nie wtrącaj się. Wtedy być może córka pozwoli Ci na kontakty z wnukami.
    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • teodora4 05.01.14, 01:06
    Międzynarodowy Kościół Chrystusowy Mc Keana.
    Informacje są na str. www.psychomanipulacja.pl
  • matisson 07.01.14, 16:18
    Bardzo cenny głos zdrowego rozsądku w całej tej dziwnej sprawie.
  • sanciasancia 04.01.14, 22:36
    Jeżeli uważasz, że dzieci są krzywdzone, powinnaś pójść i to zgłosić opiece społecznej. Ale mam wrażenie, że taki opis opieka społeczna zleje.
    > Do tego ciągnące się tygodnami nieleczone katary i kaszle u wnuczki.
    Tak wygląda większość dzieci w kraju, w którym mieszkam.
    >Teraz nagm
    > innie leży w mokrej piżamie i pośieli, bo pieluszka bywa, że przesiąka
    Albo nagminnie albo bywa. W czasach, kiedy moja córka siusiała w nocy w pieluchę, też jej nie przywijaliśmy, gdy nie było to potrzebne, żeby jej nie wybudzać.
    > Jak była młodsza i leżała spocona w nocy, córka wietrzyła sypialnie powodując p
    > rzeciągi , przy temp. ok.0st.C.
    W sensie, że otwiera okna w domu na jesieni i w zimie? Srsly?
    >Miała zwyczaj wyprowadzć dziecko na spacer, spo
    > cone, ze stanem podgorączkowym, bo długo chorowało na oskrzela i musiało się pr
    > zewietrzyć zimową i wietrzną porą. W
    Też miewałam takie zalecenia od lekarza.
    --
    Loitering with content.
  • mamapodziomka 04.01.14, 23:23
    Ale to mniej wiecej jak u nas. Kataru i kaszlu sie nie leczy, organizm daje sobie rade sam. Wietrzenie trzy razy dziennie konieczne, ZWLASZCZA w czasie choroby. Dzieci w przedszkolu od pierwszego roku zycia. Chodza bardzo chetnie, ale jak jest babcia i kusi podpasaniem (nawet nie chce myslec czym je karmilas, ze zdolalas w czasie krotkiego czasu widocznie upasc) i przysmakami i spelnianiem zachcianek (o czym otwarcie piszesz) to pewnie, ze przedszkole z zasadami, wychowaniem, etc. jest malo atrakcyjne.

    Antybiotyk dziecko odstalo w zyciu raz. W Polsce, w czasie wakacji u babci. Moim zdaniem zupelnie niepotrzebnie, ale taka cena wakacji u babci. Kolejny raz juz nie pozwolilam jej podac (po kontakcie z naszym pediatra). Zeby nie bylo, ja akurat bardzo wierze w antybiotyki, ale nie na przeziebienie.

    Wychowalas corke wg kompletnie spaczonego wzorca ksiezniczki, ktorej zachcianki sie spelnia. A teraz wymagasz, zeby ona w ten sam sposob odnosila sie do wlasnych dzieci. Byc moze ona popelnia bledy, rozne, wychowawcze, opiekuncze, etc. Ale ty juz raz kompletnie wtopilas swoim sposobem, wiec skad przekonanie, ze jest on lepszy??? Na dodatek to nie sa twoje dzieci. Sa jej. Ja bym nie pozwolila na wakacje dzieci u ciebie, a gdybys krytykowala mnie przy dzieciach, nie pozwolilabym rowniez na kontakty w mojej obecnosci.
  • teodora4 05.01.14, 20:57
    teodora4 napisał(a):

    Teraz nagm
    > innie leży w mokrej piżamie i pośieli, bo pieluszka bywa, że przesiąka. Ja nie
    > mogę jej tez przewinąć ( gdy akurat jestem) i przebrać w suche ubrane, bo u nic
    > h takie zasady, że ma leżeć dopóki sama nie obudzi się z zimna. Co przeważnie k
    > ończy się katarem, czy przeziębieniem.
    Pisałam juz o tym Zuzi
  • molly_wither 04.01.14, 18:49
    Masz duzy problem - z soba. Z dzieci,ktore chodzily od wczesnego dziecinstwa do przedszkola wyrastaja dorosli,ktorzy nie maja problemow z przystosowaniem sie do zycia w grupie.Wiem cos o ty,bo mam dzieci, ktore chodzily do zlobka , a potem do przedszkola i zawsze robily to z radoscia. To samo pozniej z koloniami czy obozami.

    teodora4 napisał(a):

    > Witam, dziewczyny, dziękuję za wpisy.
    > Dzieiaczki bywaly u mnie lub ja u nich 10 lub 14 dni, cztery lub pięć razy w ro
    > ku. Ze nie lubią chodzic do przedszkola same o tym mowią. Jak wyjeżdżałam, to p
    > łakały, że nie chcą tam iść.
    > Niestety córka biła wnuczkę ( mocne klapsy), wnuka szarpie, gdy braknie jej cie
    > rpliwości. Z jedzeniem był kłopot, gdy wnuczka skończyła rok i zamiast jednego
    > posiłku, było picie wody. Wnuczka prawie przestała jeść. W czasie długiej chrob
    > y córka dawała jej tylko jeden lek, zamiast dwóch zapisanych przez lekarza.
    > Przepraszam muszę przerwać na godzinę ( mam gościa w domu).
  • elzbietajulia 04.01.14, 19:14
    Jakbym miała taką teściową albo matkę jak ty to nawet bym cie do domu nie wpuściła.Ewidentnie sie wpierda....tam gdzie cie nie chca i nie potrzebują,myslałby kto jaka troskliwa babunia,ąż za bardzo.Ułóż sobie sama życie i daj innym spokój,przestań sie wtracać
  • molly_wither 04.01.14, 19:18
    He he,prosto i dosadnie.

    elzbietajulia napisał(a):

    > Jakbym miała taką teściową albo matkę jak ty to nawet bym cie do domu nie wpuśc
    > iła.Ewidentnie sie wpierda....tam gdzie cie nie chca i nie potrzebują,myslałby
    > kto jaka troskliwa babunia,ąż za bardzo.Ułóż sobie sama życie i daj innym spokó
    > j,przestań sie wtracać
  • paris-texas-warsaw 04.01.14, 19:51
    Trudno do konca wyrobić sobie zdanie... Napisze jednak, że w medycynie naturalnej moczenie nocne dzieci niektórzy uznają za oznakę smutku, "płaczu" nocnego. Psychologia po wykluczeniu chorób układu moczowego też by sie tym mogła zająć (medycyna naturalna tak nie dzieli czlowieka na soma/psyche). Astma - trudna choroba systemu immunologicznego. Ja wierzę w jedno - za choroby dzieci odpowiadają rodzice... Stąd rozumiem Cię i współczuję. Jak pomóc dzieciom - nie wiem. Pomyślę.
    Sekt nie lubię, choć i chrześcijaństwo 2000 lat temu uznawano za sektę.
    A jaki "klimat" rodziny jest u córki? Dobre małżenstwo? Problemy?
    Współczuję, bo w ogóle mam słabość do BABĆ:)
  • paris-texas-warsaw 04.01.14, 19:54
    No i problemy skórne... Skóra to zwirciadło wnętrza. Dobrze, że zajęłaś się tymi krostami.
    Moje dziecko też woli kuchnie babci, to dobrze, że dzieciaki cos dobrego zjedza. Nie mam watpliwości, że w kuchni i praktyka czyni mistrza.

  • paris-texas-warsaw 04.01.14, 21:21
    Przypomniałam sobie, że u dzieci często nastepuje - chyba tak to sie nazywa - somatyzacja problemów psychicznych. Wspomniane przez Ciebie bole brzucha moga być u dziecka objawem depresji dzieciecej.
    A jakie sa te dzieci? Wnuczka? Wesołe, smutne? Jak weźmiesz ich zdjęcia, to co widać?
    Współczuję, bo faktycznie sporo niepokojacych objawów opisałas. Katary/infekcje u dzieci są ok, ale nie to co opisujesz i dwumiesięczne zapalenie oskrzeli.
    Napisz co Ci jeszcze przychodzi na myśl.
    Pomyślę, może za kilka dni się odewzę, bo jestem poza domem. Trzymaj się:)
  • teodora4 05.01.14, 00:30
    Dzięki Ci Paris za zrozumienie i zuważenie w tym wszystkim dzieci, a nie tylko rodziców i wtrącającej się babci.
    Dzieci sa często płaczące. Wnuczka musi wtedy iść do pokoju, żeby się uspokoić. Bardzo boi się zmknięcia. Przydarzyło się ze mną w toalecie (dużej- dla niepełnosprawnych ) w pociągu. Strasznie zaczęła krzyczeć gdy przez chwilę nie mogłam otworzyć drzwi, żeby wyjść.
    Gdy ją coś boli przychodzi do mne. Rodzice olewają takie sygnały. Ja wdrażam leczenie np. miodzik na gardło. Masaż nóżki po ukąszeniu przez osę. Przytulenie po upadku.
    Był czas, że rodzice się kłócili, ale traz gruchają jak gołąbki. Przynajmniej przy mnie.
    Wyjaśnienie poprzednich zagadnień: Wiem, ze trzeba wietrzyc pokój , ale nie bezpośrednio na glowę spoconego dziecka i leżącego w przeciągu. Można to zrobić wcześniej. Wiem, że pewnych dolegliwości się nie leczy farmaceutykami, ale to nie znaczy, ze należy je zupełnie ignorować. Wiem, ze nie należy się wtrącać. Moje uwagi były w formie delikatnej rozmowy i negocjacji. Część z nich została wcielona w życie. Tak było wcześniej. Teraz córka nie chce słuchać niczego. Nawet neutralne pytania wyzwalają u niej złość i agresję słowną. Zerwała ze mną stosunki. Pozwala tylko rozmawiać dzieciom przez telefon. Nie było rozmowy, żeby któreś z dzieci, nie chciało jechać do babci. O mój przyjazd na swoje 5-te urodziny wnuczka płakała przez 3 rozmowy (cotygodniowe). Dostawała odpowiedź: (cyt)- "nie ma mowy" i szlochała, a mnie się serce krajało. Nigdy nie powiedziałam złego słowa o rodzicach przy dzieciach lub do dzieci. Nie możemy mówić o żadnym podrywaniu ich autorytetu.
  • aankaa 04.01.14, 19:46
    odpoczywały od nielubianego przedszkola
    wiesz, moje też rano niechętnie wychodziły ale już po przebraniu butów na kapcie często-gęsto zapominały, że je tam zaprowadziłam
    zaokrągliły się w czasie pobytów ze mną
    dosypywałaś im cukru do kaszek ;) ? piszesz, że to były wizyty 10-14 dniowe. No, nie byłabym zadowolona gdyby mi dzieć "zaokrąglił się" w ciągu 2 tygodni...
    a sam początek wątku - smutne to, co piszesz: jedyna, ukochana, śliczna, mogłam ... spełniać życzenia...pokochałyśmy się z teściową, łączyło nas ukochane dziecko..
    wygląda na to, że po rozwodzie (?) córka stała się Twoim jedynym światem, zapomniałaś żyć dla siebie. Twój sposób wychowania - dla mnie to jak zagłaskanie z miłości na śmierć - widocznie zupełnie nie odpowiada córce i robi wszystko "na odwrót" jeśli chodzi o jej dzieci

    żeby nie stracić jakiegokolwiek kontaktu z córką i wnukami radziłabym zaakceptować jej sposób na życie a samej znaleźć sobie jakieś zajęcie. Skoro masz niewykorzystane pokłady miłości i poświęcenia - może jako wolontariuszka ?
  • teodora4 05.01.14, 00:42
    Nie dosypywałam cukru. Dzieci ze mną mają świetny apetyt i jedzą zdrowe rzeczy, robię im to co lubią. W przedszkolu skubną trochę i biegną się bawić. Podobno wnuczka jako pierwsza zawsze odnosi niedojedzony talerzyk. U mnie mogą dojeść w międzyczasie owoce, orzechy. W przedszkolu- już nie. Dzieci są szczupłe.
  • kj-78 04.01.14, 22:14
    Czesc rzeczy, o ktorych piszesz brzmi rzeczywiscie smutno, ale jest tez wiele, co do ktorych uwazam, ze przesadzasz i ze po prostu teraz jest inne podejscie, niz za Twoich czasow.

    Moje dziecko kaslalo przez kilka miesiecy glownie noca, poszlam w koncu do lekarza, ktory zapisal rozne sterydy na astme dziecieca. Podanie takich lekow dziecku to dla mnie ostatecznosc, wiec sie kilka din wahalam, po czym wyjechalismy na urlop do Polski, i przewlekly kaszel skonczyl sie z dnia na dzien (jakby mama u nas mieszkala, moglaby wysnuc podobne wnioski do Ciebie: dziecko kaszle, na pewno zapalenie oskrzeli, wyrodna matka sobie nic z tego nie robi, nie podaje lekow, dzecko codziennie na dworze, nawet w deszcz i snieg, siada o zgrozo w kaluzach itd).

    Moczenie nocne - w jakim wieku jest dziecko? Niektore dzieci spia w pieluchach do wieku 4-5 lat, dopiero wtedy czuja, kiedy jest im mokro. Co do spania w mokrej pielusze - ja nigdy nie sprawdzalam w nocy pieluchy dzieciom starszym niz niemowlaki, jak sie obudzily, to zmienialam, jak nie, to spaly w mokrej.

    Jesli moje dziecko ma stan podgoraczkowy, ale czuje sie dobrze i w domu normalnie sie bawi/biega i wariuje, to nie widze przeciwwskazan do wyjscia na dwor. Sypialnie dzieci wietrze codziennie bez wzgledu na temperature, wiecej: zawsze spie przy uchylonym oknie, takze w zimie, dzieci czesto tez. Mysle, ze w Twiom przekonaniu to straszne przestepstwo, moim zdaniem dzieci lepiej spia.

    Itd. Mysle, ze wiele z metod wychowawczych Twojej corki jest po prostu innych, nie gorszych, chyba musisz to wziac pod uwage. Jak nie chca obiadu - niech nie jedza, moga sie w zamian napic wody - co w tym zlego?

    Pod tym wzgledem moja tesciowa jest idealna: jak chce dac dziecku cos do jedzenia/picia (innego niz podstawowe posilki), wlaczyc tv czy cos kupic, zawsze najpierw mowi dzieciom, ze trzeba zapytac mamy.

    Moje dzieci maja 3 i 4,5 roku. Powiem szczerze, ze nie zostawilabym ich z babcia na dluzej niz kilka (3-4) dni, a pol roku temu - kilka godzin, mimo, ze obu babciom ufam pod kazdym wzgledem.
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • sanciasancia 04.01.14, 23:25
    > Czesc rzeczy, o ktorych piszesz brzmi rzeczywiscie smutno, ale jest tez wiele,
    > co do ktorych uwazam, ze przesadzasz i ze po prostu teraz jest inne podejscie,
    > niz za Twoich czasow.
    Dokładnie. W kilku wypadkach miałam wrażenie, że słyszę moich rodziców krytykującą moje metody chowania dzieci, mimo że niektóre z nich były uzgodnione z pediatrą.
    --
    Loitering with content.
  • lilith76 04.01.14, 23:35
    > Dawno, dawno temu miałam ukochana córkę. Córka była jedyna, ukochana, śliczna.
    > Mogłam się nią cieszyć, kochać i być kochaną, spełniać jej życzenia. Jej dobro
    > było najważniejsze.

    > wyciągnąć. Ona - opędzała się ode mnie i trwała wśród nowych współwyznawców


    Młodzi wzięli ślub i stosunki rodzinne wróciły prawie do nor
    > my. Mogłam znowu spełniać wszystkie życzenia córki, a ona - mogła dalej opędzać
    > się ode mnie... Miała moje zrozumienie, bo była już dorosła, wykształcona, mia
    > ła swoją rodzinę.


    Można zarzucać, że wyrwałam zdania z kontekstu, ale raz w życiu mogę zgodzić się z molly. Brzmisz trochę jak druga strona historii o córce, która uciekła od toksycznej matki, która próbowała zadusić ją swoją miłością.

    --
    Istnieje cienka linia między łowieniem ryb a staniem na brzegu jak idiota. Steven Wright
  • zuzi.1 05.01.14, 00:14
    Dokładnie, ja nawet mam taką koleżankę, jak tylko mogła wyjechała za granicę od nadopiekuńczej matuchny emocjonalnej terrorystki, przez kilka lat leczyła się z wpojonego jej poczucia winy za nie bycie katoliczką i nie chodzenie do kościoła i o zgrozo nie ochrzeczenie dziecka, gdy jej własna mama katoliczka moherka, próbowała tez różnych religii/często nieformalnych ala sekty, dziś kolezanka dalej za granicą a kontakty z matuchną baaardzo mocno oziębłe i chłodne widzenia co kilka/-nascie lat...przykre ale prawdziwe.

    Autorko przeczytaj załączoną książkę, może wyciągniesz z niej jakieś wnioski, jeszcze masz czas na przejrzenie na oczy i oby Ci się to udało, bo szkoda relacji z córką, ona jest dorosła, ma prawo życ i wychowywac dzieci na swój sposób, Tobie nic do tego, wyrazic swoje zdanie oczywiscie możesz, ale nic poza tym:

    wreszciezyc.files.wordpress.com/2012/03/forward-susan-toksyczni-rodzice1.pdf
    www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=171
  • basiastel 05.01.14, 01:00
    Też widzę tu sporo przesady ze strony babci.
    Wietrzenie mieszkania poprzez zrobienie kilkuminutowego w nim przeciągu nawet zimą, to rzecz oczywista. Dzieciaczka pakuje się pod kołdrę i wietrzy.
    Nie widzę też niczego nieprawidłowego w podaniu dziecku wody, gdy nie chce jeść. Dziecko nie da się zagłodzić i nie można go karmić na siłę.
    Z tym zmienianiem dziecku w nocy pieluchy też bym sobie odpuściła.
    Nie wiem, co to były za krostki na pupie dziecka, ale ganianie z tym ciągle do dermatologa też nie wydaje mi się konieczne i średnio zapracowana mama nie może sobie na to pozwolić. Była dwa razy, wiedziało, że to nic groźnego.
    Córka musi się czuć bardzo zmęczona i zirytowana ciągłym nadzorem i ingerowaniem mamy w opiekę nad wnukami. Nie wiem ile babcia ma lat, ale zauważyłam, że starsze osoby potrafią być mocno przewrażliwione. Kiedyś prababcia mojej córeczki usiłowała mnie zmusić, bym ubrała moje raczkujące po mieszkaniu w samym pampersie dziecko, choć było ponad 30 st.
    Leżałam też kiedyś w szpitalu ze starszą panią, która terroryzowała całą salę i nie pozwalała otworzyć okna, choć było 35 st. a ona leżała bardzo daleko od okna - tak bała się przeciągu, choć żadnego przeciągu nie było.
    Babci radziłabym jednak trochę odpuścić i zaufać córce.
  • teodora4 05.01.14, 02:00
    Mówisz Basia, jak moja córka mówiła. Mam jej zaufać. Przesadzam. Wiem, że są inne metody wychowawcze teraz niż kiedyś. Czytałam i dosarczyłam aktuaną literaturę córce (gdy była w ciąży), skompletowałam wyprawkę dla dziecka. Córka była ZADOWOLONA !
    Przeszkoliłam się na opiekunkę dziecięcą ( wykłady pediatry, psychologów, położnej, kurs pierwszej pomocy medycznej). Nie jestem w wieku prababci. A dawne metody wychowawcze były właśnie dużo bardziej drakońskie niż obecnie zalecane przez psychologów. Np: teraz -karmienie na życzenie, kiedyś- na określoną godzinę. Kiedyś -nie rozpieszczać, nie nosić, teraz-nosić, przytulać, masować. Kiedyś- jak płacze zostawić, aż się uspokoi, teraz- uspokajać, zapewniać o miłości.
    Oprócz tego patrzę na efekty. Jeśli dziecko jest zdrowe -wszystko jest OK. Krosty to nic groźnego, a ktoś chciałby je mieć na tyłku przez dwa lata ? Ropne, często swędzące, wychodzące na plecy, pachwiny i uda ? Jeśli mówię o mokrej piżamie i kołdrze, to nie znaczy, że jest tylko pieluszka do zmiany. ( do zmiany jest prewencyjnie dużo wcześniej) Czy ktoś lubi spać w mokrej piżamie i pościeli ? Jeśli to są metody wychowawcze, to czemu mają służyć ? Upodobaniu do własnych odchodów, czy może niewrażliości na zimno ?
  • basiastel 05.01.14, 15:59
    Ciągle mam wrażenie, ze przesadzasz ( wiem, ze w dobrej wierze ). Za bardzo się angażujesz i traktujesz córkę jak małe dziecko, którym trzeba kierować, a ona ma tego dość i się wcale nie dziwię. Efekt jest taki, że zostałaś sama z poczuciem krzywdy i rozczarowania.
    Te wszystkie kursy świadczą, że chcesz być perfekcyjna i z dużym uporem ustawiasz się przed rodzicami Twoich wnucząt, często nie mając racji. Ewidentnym tego dowodem jest ta woda, określona przez Ciebie jako metoda wychowawcza, choć to z wychowaniem dzieci nie ma nic wspólnego i jest zachowaniem racjonalnym, jak najbardziej prawidłowym. Jak Ty chcesz nakarmić na siłę 1-roczne dziecko i w jakim celu?
    Tych zarzutów stawianych córce jest tak dużo, że wniosek z tego jest prosty - córka wszystko robi źle, bo nie tak jak Ty. Ta Twoja postawa jest źródłem konfliktów w rodzinie i mimo, że staram się Ciebie zrozumieć, uważam, że zmuszasz córkę do odcięcia się od Ciebie. Przyjmujesz trudną do zniesienia postawę typu "wiem lepiej" i nie chcesz popuścić, nawet w sprawach drobnych, a córka jest dorosła i też swoje wie.
    Powiem tak, ja też mam jedną córkę, kocham ją jak nikogo na świecie, poświęcałam jej mnóstwo uwagi, ale do opieki nad dzieckiem mam zupełnie inne podejście.
    Córcia chodziła do przedszkola i to bardzo chętnie, bo to było świetne miejsce dla dzieci. Nikt tam dzieci nie zmuszał do jedzenia, a ja nie robiłam problemu, że córcia czegoś tam nie jadła. Poznawała nowe smaki, dojadała sobie w domu. Na śniadanie dzieci miały szwedzki stół i same decydowały co zjedzą. Jeździła też od 7 roku życia na zimowiska z zespołem w którym tańczy i obozy harcerskie. Po pierwszym takim wyjeździe szef orkiestry nazywał ją "dżemik", bo ponoć jadała tylko chleb z dżemem, ale tym się nie przejmowałam, bo głód i towarzystwo szybko sprawę rozwiązały, tak samo na obozach harcerskich.
    Nie budziłam jej w nocy, by prewencyjnie zmienić pieluchę i nigdy nic z tej pieluchy nie wydostało się poza. Można mi też zarzucić, ze dziecko spało we własnych odchodach. Wietrzyłam jej pokój, nawet gdy była chora. Prosiłam, by schowała się cała ( z głową ) pod kołdrę i robiłam krótki przeciąg.
    Nie stosowałam się do zaleceń mojej teściowej w sprawie leczenia mojej córci, choć jest lekarzem. Dziecko miało opiekę pediatry i babcię zmusiłam, by trzymała się od leczenia mojego dziecka z daleka. Nie miałabym nic przeciwko, by babcia podała miodzik, czy pomasowała nóżkę, ale nigdy w życiu nie zgodziłabym się, by mi w kółko mówiła co mam robić.
    Córcia ma teraz 15 lat. Jest zdrową, piękną i wartościową dziewczyną.
    Odpuść sobie Teodoro, jeśli chcesz się cieszyć się rodziną.


  • basiastel 05.01.14, 17:49
    Dodam jeszcze Teodoro, że zmuszona byłam zerwać kontakt z bratem, bo ciągle mnie pouczał jak mam wychowywać swoje dziecko, a nawet doprowadzał do awantur z tym związanych
    ( opisałam to w wątku o mężu, który nie toleruje swoich synów ). Też uważał, że wie lepiej i nie docierało do niego, ze dziecko jest bardzo dobrze wychowane i że nie dorasta mojemu dziecku do pięt.
    Masz czas, pójdź do psychologa, pogadaj, może Ci pomoże.
  • teodora4 05.01.14, 17:58
    Nie obraź się Basiu, ale opowieść o swojej córeczce zaczynasz trochę jak ja swoją bajkę o córce. Moja córka też chodziła do przedszkola, lubiła ( nie za długo) i była zdrowa. Jeździła na obozy itd... Zagranicę na studia nie uciekła, lecz została poprowadzona za rękę. Miałyśmy wtedy świetny kontakt (listy, telefony, odwiedziny).
    Można się tylko teraz zapytać dlaczego wstąpiła do sekty ?? Dlaczego uwiodła ją ta nowa "miłość" ?? Dlaczego z niej odeszła, ale do rodzinnych bliskich stosunków nie powróciła (opędzała się)?? Wiadomo, że każda sekta odwodzi członków od rodziny, by pozbawić ich wsparcia z zewnątrz i uzeleżnić całkowicie od siebie. Rozumiem, że nikt nie podjął tego wątku, bo pewnie nikt nie miał takich doświadczeń.
    Co do wnuczki to jest zupełnie odwrotnie. Wnuczka nie lubi chodzić do przedszola i nie jest zdrowa...To zupełnie inna bajka.
    W jakiej formie były moje uwagi pisałam wcześniej i o tym, że część z nich zostało przyjęte. Nigdzie nie pisałam, że chcę zmuszać dziecko do jedzenia, skąd te wnioski?
  • teodora4 05.01.14, 21:01
    teodora4 napisał(a):

    > Oprócz tego patrzę na efekty. Jeśli dziecko jest zdrowe -wszystko jest OK. Kros
    > ty to nic groźnego, a ktoś chciałby je mieć na tyłku przez dwa lata ? Ropne, cz
    > ęsto swędzące, wychodzące na plecy, pachwiny i uda ? Jeśli mówię o mokrej piż
    > amie i kołdrze, to nie znaczy, że jest tylko pieluszka do zmiany. ( do zmiany j
    > est prewencyjnie dużo wcześniej) Czy ktoś lubi spać w mokrej piżamie i pościeli
    > ? Jeśli to są metody wychowawcze, to czemu mają służyć ? Upodobaniu do własnyc
    > h odchodów, czy może niewrażliości na zimno ?
    Czemu nikt nie odpowiedział na ten wpis ?
  • igge 06.01.14, 14:31
    ja mam i miałam nadopiekuńcze 2 babcie (a nawet 3 kiedyś w porywach) i wiedzące wszystko lepiej ode mnie i męża ale kurs na opiekunkę dla dzieci to nie może być prawda
    To jest jakieś zagłaskiwanie kota na śmierć
    To musi być troll lub pieszczotliwie powiem babunia trolliczka
  • teodora4 05.01.14, 01:02
    OK. kontekst jest. Córka była zadowolona. Mówiła co chce, a ja leciałam spełniać jej życzenia.
    Gdy się opędzała, miała moje zrozumienie. Nie nalegałam zazwyczaj na spotkania, choć było mi przykro. Robiła co chce, nie patyczkowała się i nie martwiła się o mnie. Była wolna
  • zuzi.1 05.01.14, 13:16
    Teodora, córka mająca dobrą i zdrową relację z rodziną, matką i ojcem, nie opędza się od tej rodziny jak od wstrętnej muchy i nie ucieka za granicę, aby miec spokój. Gdybyś była trochę b. inteligentna, mniej zacięta i zawzięta, bardziej spełniona jako matka i żona i kobieta w ogóle, b. szczęśliwa i zajęta swoim życiem, to pozwoliłabyś córce na życie wedle jej zasad, bez niepotrzebnej krytyki, kupiłabyś dzieciom dobry krem do pupy np. sudocrem, ofiarowała go w prezencie, żeby szybciej im się pupa goiła itd. (u alergików/astmatyków takie problemy to norma i długo ciągnące się przeziębienia i nawet zapalenia oskrzeli czy płuc, takie dzieci mają przez alergię b. obniżoną odpornosc, więc skuteczna im pomoc, to nie jest taka łatwa sprawa...) i wówczas córka pozwoliłaby Ci na normalne kontakty z nią i jej rodziną, na zabieranie wnukow do siebie i Wasza relacja byłaby zupełnie inna. Ale Ty wolisz dalej brnąc w kanał swoich dobrych rad, wciskanych na siłę, i nie dostrzegasz, że za to jakie masz obecnie relacje z córką TY SAMA jesteś odpowiedzialna...Twój wybór, Twoja sprawa, jezeli nie chcesz miec z córką i jej rodziną dobrych, przyjaznych, życzliwych relacji to RÓB TAK DALEJ JAK ROBISZ !!! Powodzenia, tylko nie płacz potem, ze pies z kulawą nogą się Tobą i Twoim życiem nie interesuje i nie przejmuje się Tobą na starosc i Ci nie pomaga...takie są potem konsekwencje takich zachowań jak Twoje, warto to sobie uświadomic, póki nie jest za późno...
  • mruwa9 05.01.14, 01:11
    mam wrazenie, ze teodora to troll...
    Bo jesli nie, to jakos wcale mnie nie dziwi ucieczka corki, byle dalej od rodzinnego domu . Kazdy zdrowy na umysle czlowiek by tak zrobil.
    Teodoro, slyszalas powiedzonko, ze mozna zaglaskac kota na smierc?
    Bo wlasnie to robisz.
    Dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane.
  • sanciasancia 05.01.14, 01:36
    > mam wrazenie, ze teodora to troll...
    No, paczpani, gdyby nie ta rzewna opowieść o sekcie i stosunek do kar cielesnych, to bym myślała, że teodora to moja własna matka.
    --
    Loitering with content.
  • lianis 05.01.14, 11:47
    Duzo juz dziewczyny napisaly, strasznie smutny obraz sie wylania z twoich postow, ja nie bede powtarzac rad. Ale kilka rzeczy mnie zastanawia... Teodoro, czy jestes osoba ktorej mozna powiedziec co sie o niej mysli? Czy twoja corka moze z toba otwarcie i szczerze porozmawiac? Czy wysluchasz i sie zastanowisz? Czy moze obrazisz?
    Troche mi moja mame przypominasz. Tez zawsze milion dobrych rad, a nawet jak ich brak to stwierdzenie "zle robisz, powinnas inaczej" bardzo czesto niepoparte zadnymi argumentami. Ja tez wyjechalam za granice, dzieki temu moje kontakty z mama sie poprawily, ale dluzej jak 2 tyg jednorazowo jest ciezko wytrzymac bez powiedzenia o kilka slow za duzo. Te dobre rady, choc podyktowane troska, w pewnym momencie staja sie krytyka. Potem ciezko sluchac ich, ja jak slysze kolejna porcje tego co powinnam, co byloby lepiej i co trzeba to sie od razu najezam, zamykam i wsciekam, a potem o wybuch nietrudno. Stwierdzenie przez moja mama, kiedy moj syn mial 15 mies, ze ja juz w tym wieku na nocnik robilam, jest dla mnie jasna krytyka, dodanie o kosztach pampersow i ze mozna by bylo oszczedzic na cos innego gdybym wlozyla w to troche pracy, podnioslo mi cisnienie. A bylo w dobrej wierze, powiedziane lagodnie i spokojnie. Kiedy mama powiedziala ze wygladam jak straszydlo, zapuchnieta, wory pod oczami, to jej powiedzialam, ze moje 5 mies dziecko w nocy budzi sie na karmienie, dowiedzialam sie, ze mam malo tluste mleko, dziecko sie nie najada i trzeba nakarmic kasza na wieczor, a w dzien juz tez konkretne obiadki dawac i dziecko przestanie mnie traktowac jak smoczek. To tez bylo w dobrej wierze, z checia pomocy, ulzenia mi. A dla mnie bylo krytyka. Przykladow moglabym mnozyc, intencje zawsze sa dobre, nawet sposob ich przekazywania nie jest zly, ale w trybie ciaglym pokazuje ze moja mama wie lepiej, nie akceptuje mnie jako samodzielnej i odpowiedzialnej, a przede wszystkim doroslej, ktora ma wlasna rodzine. A przy tym wszystkim powiedzenie mojej mamie szczerze co mysle, to sie obrazi... Dowiem sie ze wyrodna corka jestem, ze ona dla mnie tyle... Ze nigdy nic zlego... Itd przestanie sie odzywac na jakis czas, a potem wszystko jest tak jak bylo...
    Problemem jest w przypadku mojej mamy pewnie to samo co w twoim, nie mam juz ojca, mama jest sama, wiec zyje moim zyciem...
    Na pewno chcesz dobrze dla wnukow, na pewno ich kochasz, ale twoja corka przeciez tez, porozmawiaj z nia, zapytaj co ona ma przeciwko tobie, wysluchaj argumentow, przemysl je, nawet jesli bedziesz je uwazac za niesluszne, pokaz swojej corce, ze jej nie lekcewazysz, ze akceptujesz jej decyzje i nie krytykujesz, zapytaj co masz zrobic, zeby bylo dobrze. Wykaz chec zrozumienia jej. Jak przyjezdzasz do wnukow i na dzien dobry wykrzykujesz " ojeju, moje dzieciaczki, jakie wy chude jestescie, czy ta mama was nie karmi, babcia zaraz to naprawi i ugotuje wam cos pysznego!" Moze byc odebrane jako atak, nawet jesli jest to slodkie gruchanie do dzieci.
    Pozdrawiam, mam nadzieje, ze uda sie wam naprawic relacje
    --
    [url=http://lilypie.com][img]http://lb4f.lilypie.com/jXZyp1.png[/img][/url]
  • teodora4 05.01.14, 18:44
    Rozmów było bardzo dużo, szczególnie jak próbowałam ją wyciągnąć z sekty. Dostarczałam materiały ( wydawnictwa), wywiady z innymi członkami - byłymi. Byłam u psychologów, razem z córką, też. Walczyłam o nią, ( nie z nią !) pokojowymi metodami, nie obrażałam, choć bywało, że traciłam cierpliwość.
    Po jej odejściu z sekty zaakeptowałam opędzanie się- pisałam o tym.
    Teraz walczę o zdrowie wnuczki ( wnukowi nic nie dolega, prócz okresowej bezsenności i zatwardzeń). Nie daję rad, lecz powołuję się na autoryety ( opinie lekarzy ), dostarczam materiały ( np. artykuły o moczeniu się nocnym, bólach brzucha, nawracającym zapaleniu oskrzeli itp.) Pieluchy zmieniam sama, krosty wyleczyłam też sama, dostarczyłam opinię nefrologa. Sudokremów, Zuzi, tez nakupowałam i różnych typów pieluch i innych gadżetów.
    Ale też bywało, że traciłam cierpliwość...
    Ostatnio przeprowadziłam długą rozmowę z córką dowiedziałam się, że nie respektwałam jej zdania (np: dawałam dziecku soki zamiast wody), nie respektowałam zasad panujących w domu (np. zmieniałam pieluchę w nocy), nie zachowywałam roli babci, zdrowego dystansu i
    zdania się na rodziców, że częstotliwość mojego dążenia do spotkań z dziećmi jest dla niej (córki) dużo za wysoka i że dążę do uzależnienia dzieci od siebie poprzez forsowanie tak bliskich, częstych i intymnych stosunków z wnuczką, jakie się ma z rodzicami.
  • feronique 05.01.14, 18:54
    Dla mnie z tego opisu wyłania się obrz Ciebie - jako osoby napastliwej, torpedującej dobrymi radami (oczywiście każdy z załączonym artykułem napisanym przez specjalistę, a jakże - niech żyje doba powszechnego dostępu do informacji), która ma zawsze rację, zawsze wie lepiej, zna się na wszystkim. Nic tylko siedzisz i czytasz i szukasz dziury w całym, a jak jesteś na miejscu to bierzesz się za naprawianie sytuacji na włąsną rękę. Nie potrafisz się pogodzić z tym, że córka jest dorosła i jest w pełni autonomiczną jednostką, która ma prawo decydować o tym, jak wychowuje swoje dzieci i dba o nie.
    Wszystkie zarzuty córki znajdują pełne uzasadnienie w Twoich wcześniejszych postach i niestety trudno się jej dziwić, że stara się odseparować swoje dzieci, które są za małe, żeby rozpoznać Twoją toksyczność i jakoś się przed nią uchronić.
  • danaide 05.01.14, 18:01
    Jako uciekająca od rodziny córka powiem jedno - jesteś teodora tak PERFEKCYJNA, że aż PRZERAŻAJĄCA. Tak z ciekawości - ten kurs na opiekunkę to zrobiłaś, bo tak wyszło w życiu (zawodowo) czy ze względu na to, że Twoja córka zaszła w ciążę? Czy dopuszczasz jakiś margines błędu, niedoskonałości, wolności?

    To nie jest tak, że nie widzę pozytywów - baaardzo chciałabym, żeby ktoś przez jakiś czas poskakał koło mojego dziecka tak jak Ty koło swoich wnuczków. I tak zastanawiam się jednocześnie czy takie skakanie nie byłoby wytykaniem mi jak bardzo niewydolną matką jestem=) Jakie jest poczucie wartości Twojej córki?

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • sebalda 05.01.14, 18:14
    Gorąco polecam wątek Zniechecona i zmęczona macierzyństwem. To opis z drugiej strony; kobiety zazdrosnej o bardzo dobrą relację coreczki z babcią, ktora spełnia wszystkie potrzeby wnuczki. Przeczytj, jak to boli. Tam stanęlem po stronie babci, bo sama jestem zwolenniczką takiego stylu wychowawczego, ale też rozumiem częściowo poczucie porażki takiej matki i niechęc do nadgorlwej babci. Pomyśl, co czuje Twoja córka, gdy czesto podważasz jej kompetencje rodzicielskie, to nie jest miłe.
    Mnie jeszcze zastanawi tytuł Twojego wątku. Za co Twoim zdaniem karze Cię córka, skoro byłas idealną matką?
  • sebalda 05.01.14, 18:36
    Bardzo smutne jest pierwsze zdanie, ktore tutaj napisalas. Mialas corke??? A teraz juz nie masz? Taka warunkowa milosc? Jak byla mila, jak sie sluchala, to byla ukochana coreczka, jak robila i robi cos, co Ci nie odpowiada, to juz nia nie jest? Teraz do kochania sa wnuczki, bo mozna je urabiac, rozpieszczac, a w zamian dostawc ich milosc jeszcze bezwarunkowa, jeszcze bez stawiania granic. One jeszcze sie nie buntuja, sa jak plastelinka, mozna je sobie dyskretnie podporzadkowac.
    Jest w tym wszystkim cos niepokojacego.
  • danaide 05.01.14, 19:04
    Bingo sebalda, dziękuję.
    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • blue_meerkat 05.01.14, 21:32
    Przepraszam ze bez ogrodek, ale mam wrazenie ze c
  • blue_meerkat 05.01.14, 21:33
    Przepraszam ze bez ogrodek, ale mam wrazenie ze corka probuje sue
  • blue_meerkat 05.01.14, 21:35
    Przepraszam ze bez ogrodek, ale mam wrazenie ze corka probuje sie odciac, pal licho kontekst i szczegoly, a ze dorosla I niezalezna - no coz, dziecko uzaleznic latwiej. Ciekawe ze z wnukiem dramatow jest mniej.
  • teodora4 05.01.14, 19:30
    Gdybym wiedziała dlaczego i za co to nie znalazłabym się z tą sprawą na forum.
    Może masz rację, Sebalda, że to z zazdrości. Ale jeśli ktoś nie chce mieć bliskich relacji (przypominam: po odejsciu z sekty) dla siebie, to co mu przeszkadzają bliskie relacje innych.? Jeśli wnuczka nie może mieć bliskich reacji z babcią, to czy w przszłości będzie mogła mieć bliskie relacje z przyaciółmi, chłopakiem, mężem....???
    Czemu nie zauważa się potrzeb dzieci, bo są małe.?? Przecież to też ludzie, tylko najbardziej bezbronni !. Kochają, czegoś pragną, potrzebują miłości i dużo więcej wsparcia niż ludzie dorośli (niezależni ) !
  • sanciasancia 05.01.14, 20:05
    > Ale jeśli ktoś nie chce mieć blisk
    > ich relacji (przypominam: po odejsciu z sekty) dla siebie, to co mu przeszkadza
    > ją bliskie relacje innych.?
    Ale bliska relacja z tobą jest niemożliwa, cudze granice dla ciebie nie istnieją. Mnie się robi duszno od samego czytania twoich postów.

    Miałam podobną babcię. I to nie było fajne. Moja była lekarką i miała obsesję m.in. częstości stolca, dzięki czemu nabawiłam się zaparć na długie lata. Cudza prywatność i intymność dla niej nie istniały. A jak ktoś robił coś niezgodnie z jej oceną, to zaczynało się gnębienie. Jako stara już kobieta zrobiła mi ciężką krzywdę, bo również nie potrafiła zrozumieć, że dorosły człowiek ma prawo do swoich decyzji.
    --
    Loitering with content.
  • teodora4 05.01.14, 19:06
    Kurs skończyłam, jak wnuczka skończyła roczek i dziwne wydawały mi się córki metody opieki i pielęgnacji wnuczki. Chciałam dowiedzieć się więcej jak powinno być (najlepiej). Psychologia zawsze mnie interesowała, dzieci lubiłam, a wnuczkę kochałam z całego serca. Kurs pierwszej pomocy przydał się wielokrotnie.
    Staram się robić dobrze. Tylko tyle. Uważam, że: rzeczą ludzką jest błądzić, błędem jest tylko tkwić w błędzie.
    Skakanie przy wnukach , jak piszesz Danaide, nie jest żadnym wytykaniem, bo skaczę jak rodzice dziecka są w pracy ( od rana do wieczora ), w kinie lub restauracji (od wieczora do nocy) lub wogóle ich nie ma tzn. goszczę wnuki u siebie w domu
  • kadfael 05.01.14, 19:41
    Ludzie Ci tłumaczą i rozsądnie tłumaczą i radzą, a Ty nic. Jak zdarta płyta. Zrozum - upieranie się przy swoim jeszcze oddali Cię od córki i wnuków. Stracisz z nimi kontakt. Tego chcesz?
  • teodora4 05.01.14, 20:00
    Przecież napisałam na samym początku, że córka zerwała ze mną kontakt.
    Ze boję się, że to znowu sekta, ale mam wątpliwości czy rzeczywiście tak jest....
    Teraz martwię się o wnuki i rozmawiam o tym z Wami, nie z córką.
    Co mnie ma oddalić teraz od córki ?
  • kadfael 05.01.14, 20:04
    No cóz. Chyba jednak będziesz chciała/próbowała odzyskać ten kontakt? Jeśli tak - to gdy wrócisz do poprzednich zachowań może się to nie udać.
  • zuzi.1 05.01.14, 20:05
    Teodora, jeśli nie jesteś trollem, to jestes raczej nieuleczalnym przypadkiem. Przykro mi. Czy Tobie też jest przykro z powodu tego, że córka zerwała z Tobą kontakty, jak się z tym czujesz?
  • 71tosia 05.01.14, 20:10
    Krytykujecie autorke za to ze reaguje gdy dziecko lezy zasikane po uszy przez cala noc????? Dla mnie reakcja babci jest jednak normalna, a reakcja rodzicow ktorzy zostawiaja dziecko w mokrej pizamie w celach wychowczych jest co najmniej dziwna. Co zlego w tym ze dziecko z przewlekla wysypka babcia zaprowadzila do deramtologa? Czy jezeli wnuczka chce zobaczyc babcie to rodzice MAJA prawo jej - wnucznce tego odmawiac, tylko dlatego ze maja inne poglady na wychowanie? Zwykle babacie i mamy maja inne w tej kwestji poglady, to nie jest powod by karac zakazem kontakow dzieci i babcie.
    Moze babcia jest rzeczywiscie zbyt nazucajaca sie ale troche jednak rozsadku by sie przydalo w tym totalnym krytykowaniu babci.
  • zuzi.1 05.01.14, 20:17
    Nie da się znosic w swoim życiu osoby bezustannie przekraczającej nasze granice i wciąz narzucającej swoje jedynie słuszne poglądy na wiele spraw, bez szkody dla własnego zdrowia psychicznego...W związku z czym uważam, ze córka w tej sytuacji postąpiła słusznie, chroni siebie i swoje zdrowie psychiczne i nie jest masochistką. Czasem tak bywa.
  • 71tosia 05.01.14, 21:53
    Babcia nie robi krzywdy dzieciom, wiec rodzice zabraniajac jej kontaktow z wnukami nie postepuja w porzadku. Jezeli dzieciom na kontaktach z babcia zalezy to z szacunku do wlasnych dzieci powinno sie na nie pozwalac, nawet jak sie babci nie lubi.
  • kadfael 05.01.14, 20:18
    Zwróć jednak uwagę czym zaowocowało zachowanie babci i kto na tym najgorzej wyszedł.
  • zuzi.1 05.01.14, 20:30
    oczywiscie wnuki, bo nie mają jednej babci, a mogłyby miec dwie, dlatego też uważam, że babcia z uwagi na wiek i doswiadczenie życiowe, powinna okazac się "mądrzejsza" i zachowywac się dyplomatycznie, pytanie tylko, czy z uwagi na swoją osobowosc, jest w stanie to zrobic...to może byc po prostu niewykonalne...
  • elzbietajulia 05.01.14, 23:15
    Powiem ci babciu ze taka babuszka jak ty to by mi sie przydała,mogłabym iść spokojnie do pracy nie martwiac sie o to że moje dzieci maja złą opiekę,bo ty doskonale wiesz jak zająć sie dzieckiem.Ja mam troje urwisów miałabyś co robić!!.Moja teściowa to zupelne twoje przeciwięństwo:nic nie wie,nic nie umie ,nic nie pamięta.Ty chyba jednak nie jesteś taka zła?!Z prawdziwego zdarzenia przeszkolona niania i to za darmo!!Ja cie biore!!!
  • teodora4 05.01.14, 20:38
    71tosia napisała:

    > Krytykujecie autorke za to ze reaguje gdy dziecko lezy zasikane po uszy przez
    > cala noc????? Dla mnie reakcja babci jest jednak normalna, a reakcja rodzicow k
    > torzy zostawiaja dziecko w mokrej pizamie w celach wychowczych jest co najmni
    > ej dziwna. Co zlego w tym ze dziecko z przewlekla wysypka babcia zaprowadzila d
    > o deramtologa? Czy jezeli wnuczka chce zobaczyc babcie to rodzice MAJA prawo je
    > j - wnucznce tego odmawiac, tylko dlatego ze maja inne poglady na wychowanie? Z
    > wykle babacie i mamy maja inne w tej kwestji poglady, to nie jest powod by kara
    > c zakazem kontakow dzieci i babcie.
    > Moze babcia jest rzeczywiscie zbyt nazucajaca sie ale troche jednak rozsadku
    > by sie przydalo w tym totalnym krytykowaniu babci.
    Dzięki Tosia, za wsparcie. Jesteś drugą osobą, która ujęła się za dziećmi.
    Większość widzi tylko dorosłych.
  • mruwa9 05.01.14, 22:38
    Alez owszem.
    Chodzi nie tylko o corke, ale i o jej dzieci.
    jestes cholernie toksyczna osoba, przeczytaj sama swoj pierwszy post: uwazasz, ze corka KRZYWDZI dzieci, a ty jestes jedyna osoba, bedaca w stanie dac wnukom szczescie i wlasciwa opieke. Podwazasz kompetencje corki jako matki na kazdym kroku, sabotujesz jej zasady i metody wychowawcze, ktore w niczym nie musza byc gorsze od twoich (byc moze sa lepsze), wystarczy, ze sa po prostu inne.
    Gdybys byla moja matka, wyjechalabym na antypody, byle dalej od ciebie. Twoja corka musi byc zlota osoba, ze przy tym wszystkim, co wyprawiasz (np. tuczenie wnukow i pojenie ich sokami zamiast wody, oraz uprawianie kreciej roboty w kwestiach wychowawczych), w ogole pozwala ci na kontakty z wnukami. To musi byc duzy wysilek i duzo dobrej woli z jej strony.
  • basiastel 05.01.14, 20:46
    No nie tosiu, nikt nie stwierdził, że dziecko jest pozostawiane zasikane w celach wychowawczych. Dzisiejsze pieluszki są na tyle chłonne, że nawet po całej nocy nic z nich nie wycieka i nie moczy koszulki, czy pościeli. Jest tam granulat, który w kontakcie z moczem tworzy żel. Mają też warstwę izolującą i dziecko nie czuje, ze jest mokre. Nie ma potrzeby budzenia dziecka w nocy dla zmiany pieluchy.
  • teodora4 05.01.14, 21:15
    Basiu, Pisałam o tym:
    04.01.14 g.18.00
    05.01.14 g.02.00
    Myślałam, że serwujesz wyroki , po przeczytaniu jednak moich wpisów.
    Gratuluję Twojego wszystkowiedzenia o pieluszkach
  • basiastel 05.01.14, 21:34
    Nie serwuję wyroków, wszystkowiedząca o pieluszkach tez nie jestem, zwłaszcza, że od ponad 10 lat ich nie używam, ale używałam. Dobre pieluszki ( nocne ) starczają na całą noc.
  • 71tosia 05.01.14, 21:40
    po pierwsze stwierdzil po drugie jezeli 2-3 letnie dziecko sika w pieluche kilka razy w nocy to nie ma takiej pieluchy ktora to wytrzyma, wyleje sie! Rodzice, ktorzy zabraniaja przebrac dziecko z mokrej pizamy sa po prostu idiotami i babcia slusznie postapila reagujac.
    A zabranianie babci kontakow z wnukami gdy babcia nie robi krzywdy dzieciom a i dzieci i babcia chca ich rzeczywiscie wskazuje ze corka uzywa dzieci w swojej walce z matka. Bardzo glupie!
    Nie mam madrej rady jak poprawic stosunki z corka, na pewno tam gdzie mozna powstrzymywac sie od krytykowania rodzicow nawet jak ma sie ogromna ochote. Moze czasami pochwalic, na pewno cos tam sie znajdzie. Starac sie by kontakty odbywaly sie na neutralnym gruncie - spacery z dziecmi, wspolne zabawy na placu zabaw etc.
  • teodora4 05.01.14, 22:00
    Jeszcze raz dziękuję Tosiu.
    Wnuczka ma lat 5 i sika ok 3 razy w nocy.
    Pozostało mi tylko zabierać wnuki do siebie. Mieszkamy w odległości 600 km.
    Mój przedostatni i ostatni pobyt u córki zaowocował awanturą i straszną awanturą prowadzoną ze mną przez rodziców przy dzieciach (mimo moich protestów córka krzyczała, że właśnie będzie przy dzieciach, zięć krzyczał, że to jego dzieci ) Dzieci były przerażone.
    Będę myśleć, jak chwalić, choć okazji coraz mniej, bo nie ma rozmów. Dziś czekałam na umówiony telefon od córki, żebym mogła porozmawiać z wnukami. Nie doczekałam się, ale jest pozytyw : dostałam e-mailem pozwolenie na zabranie wnuków do siebie w lutym
  • basiastel 05.01.14, 22:24
    Nie zdajesz sobie sprawy Teodoro, jak bardzo jesteś uciążliwa dla rodziny córki. Pozwolą Ci robić po swojemu, ale tylko w Twoim domu. To są rzeczywiście dzieci córki i jej męża i nie możesz ich ubezwłasnowolnić w ich roli rodziców. Oni nie chcą Twoich rad i pouczeń i nie zamierzają na to więcej pozwolić. Obawiam się, że Wasze kontakty już zawsze będą bardzo ograniczone.
    Ciesz się dziećmi, gdy są u Ciebie, rób im pyszności i rozpieszczaj i pozwól swojej córce cieszyć się rodzicielstwem.
  • 71tosia 05.01.14, 22:37
    odpisz ze bardzo sie cieszysz, dodaj cos milego ( w stylu ze tak fajnie wszyscy wygladaja wnukii i rodzice na zdjeciu, ktore ci jakis czas temu wyslala, a na ktore czesto zerkasz) etc
    I tak mi przyszlo do glowy, czasami spytaj corke co powinnas zrobic w tej czy innej sutacji nie np powinnas kupic to czy tamto, i nawet jak jej rade uznasz za glupia to sie z niej uciesz i powiedz ze madra ;-) Co do dzieci tez pytaj np co wnukom sprawilo by przyjemnosc, czy np wizyta w zoo jest dobrym pomyslem etc. Mysle dla doroslej corki takie odwrocenie rol, po latach pouczania, moze byc przyjemnym zaskoczeniem.
    Zycze fajnego czasu z wnukami.
  • basiastel 05.01.14, 22:09
    Ja myślę, że mogło dojść do takiej sytuacji, że córka ma alergię na to co robi mama. Być może sama by tę pieluszkę zmieniła, ale z powodu ciągłej presji stawia się i mówi "nie" nawet w oczywistych sytuacjach.
    Owszem, dobrze jest przejść kurs pierwszej pomocy, ale już kończenie kursów pielęgnacji niemowląt, bo córka wykonuje nie tak zabiegi pielęgnacyjne, wydaje mi się walką o to kto wie lepiej i mnie by to raczej rozzłościło. Pielęgnacja dziecka ( higiena) to raczej prosta sprawa i dyplomy nie są potrzebne. To nie jest problem aż takiej wagi, by doprowadzał do konfliktów w rodzinie. Jeden używa oliwki, inny zasypki, o co tu kruszyć kopie?
  • teodora4 05.01.14, 22:20
    O moim kursie córka nic nie wie. Skończyłam go dla siebie. Nie dotyczył tylko pielęgnacji niemowląt, lecz opieki nad dziećmi ( w tym: też starszymi ).
    Córka i zięć dostali ode mnie książki na ten temat.
  • schere 05.01.14, 22:35
    upiorną babcią.
    Córka wyraźnie ci mówi co jej przeszkadza, co robisz źle a ty kompletnie nie zwracasz na to uwagi. Przypomnij sobie co naprawdę zrobiłaś, że rodzice wywołali awanturę przy dzieciach (o ile była taka awantura, a nie tylko ją sobie wyobraziłaś).
    Nikt tu nie neguje dobra dzieci, za to wiele osób zwróciło uwagę na twój, autorko, problem psychiczny. Tak: próbujesz wejść w kompetencje matki i to próbujesz włazić z buciorami.
    Ty jesteś najlepsza, najbardziej kochasz, najbardziej dbasz, rozumiesz. I to bez kontaktu z tobą wnuczka będzie miała traumę na wsze czasy.
    Co ciekawe wnuk jakoś nie interesuje cię tak mocno jak wnuczka, a to też zaburzenie, bo albo zdecydowanie wyróżniasz dziewczynkę.
    Zamiast tracić czas na forum, zamiast robić kursy opieki nad dziećmi (kolejny sposób żeby udowodnić rodzicom, że ty wiesz lepiej) poszukaj sobie upiorna babuniu dobrego psychiatry. Bo potrzebujesz pomocy zanim zrobisz komuś krzywdę.
  • 71tosia 05.01.14, 22:52
    nie jest upiorna jest jedynie troche meczaca babcia.
    Konfliktu miedzy corka a matka dojrzale corki nie przenosza na swoje dzieci, nawet jak babcia jest mega denerwujaca.
  • enith 05.01.14, 22:57
    > Konfliktu miedzy corka a matka dojrzale corki nie przenosza na swoje dzieci, na
    > wet jak babcia jest mega denerwujaca.

    Gdyby moja mama pasła moje dzieci słodyczami i sokami, podczas, gdy ja miałabym zupełnie odmienną wizję żywienia moich dzieci, to też bym ją od dzieci odcięła. To samo z przegrzewaniem, indoktrynacją religijną i pewnie masą innych rzeczy.
    Niech babcia przestanie się wtrącać w kompetencje rodzicielskie! No ileż razy można to powtarzać? Niech się cieszy czasem spędzonym z wnukami, a wychowywanie zostawi tym, do których to zadanie należy: rodzicom!
  • 71tosia 05.01.14, 23:08
    odcinanie dzieci od babci z powodu czekoladek i opowiesci o jezusku?????
    Czy kompetencja rodzica ucierpi jezeli przez kilka dni pobytu u babci dziecko bedzie wcinac nalesniki z cukrem, na ktore mama nie pozwala?
  • enith 05.01.14, 23:24
    > odcinanie dzieci od babci z powodu czekoladek i opowiesci o jezusku?????
    > Czy kompetencja rodzica ucierpi jezeli przez kilka dni pobytu u babci dziecko b
    > edzie wcinac nalesniki z cukrem, na ktore mama nie pozwala?

    ALe to nie ma nic wspólnego z kompetencją rodziców czy jej podważaniem! Nikt, może poza lekarzem, a i to w ograniczonym zakresie, nie ma prawa narzucać mojemu dziecku żywienia, którego na aprobuję. To jest tak oczywiste, że dziwi mnie, że trzeba to tłumaczyć.
    Opowieści o Jezusku natomiast są ok, traktowane w tej samej kategorii co opowieści o Czerwonym Kapturku, ale już straszenie diabłem i robienie dziecku wody z mózgu nie jest ok.
  • 71tosia 05.01.14, 23:40
    moje dziecko u babci jadlo wstretne buraczki, ktorych ja nie nawidze, druga bacia opowiadala historie o wstretnych niemcach (historie z powstania), jakos nie widze wielkiego wplywu tego na moje dziecko. Mialam na tyle pewnosci siebie w roli mamy by na to patrzec poblazliwie, chociaz ani buraczki ani okupacyjne historie nie byly moimi ulubionymi ;-) Jak cos mi sie nie podobalo po prostu mowilam u babci jest tak a u nas inaczej, dziecko szybko to zalapala ze kazdy dom ma troche inne zasady.
  • princy-mincy 05.01.14, 23:43
    Gorźej jesli babcia sabotuje zasady w domu córki.
  • princy-mincy 05.01.14, 23:35
    A co jesli babcia tak robi za kazdym razem gdy jest u córki?

    Moja teściowa próbowała dziecko mi karmić czekoladkami i biszkopcikami, bo przeciez niech dziecko ma, ona tak rzadko ją widzi.
    I co? Czy to tak trudno zrozumieć, ze ja nie chce, by dziecko było tym karmione?
    Moje dziecko, moj dom, moje zasady.
  • mruwa9 05.01.14, 23:39
    kompetencja rodzica- nie- Zdrowie dzieci- i owszem.
    Nie tylko chodzi o rzyganie z przejedzenia i bole brzucha, ale o prochnice na przyklad.
    I o rozwijanie zlych nawykow zywieniowych, uzaleznianie od cukru, ze wszelkimi tego konsekwencjami zdrowotnymi na reszte zycia.
  • 71tosia 05.01.14, 23:41
    od soczku? Nie przesadzajmy wiekszosc dzieci pije soczki i jakos zyje.
  • mruwa9 05.01.14, 23:47
    i ta sama wiekszosc , po zasmakowaniu soczku nie chce juz pic wody. I ma prochnice, ale tego w Polsce sie nie zauwaza, uwazajac zgnile zeby za norme, nieuniknione zjawisko.
  • 71tosia 05.01.14, 23:51
    a zasikana pizamka to tez dla zdrowia dziecka? Nie przesadzajmy, wiekszosc jedzenia powoduje prochnice, bo zawiera cukry, mamy zaczac zywic z tego powodu dzieci dojelitowo?
  • zuzi.1 05.01.14, 23:58
    tosia dzieci alergiczne, astmatyczne się bardzo mocno pocą, więc ta mokra piżamka czy pościel to moze byc od potu, a nie od zasikania, warto to wiedziec, rodzicom można o tym powiedziec, zeby częsciej przekręcali w takiej sytuacji posciel na drugą stronę, tą suchą, a piżamkę zmieniali, żeby dziecko spało w suchej, ale nawet gdy tego do rana nie zrobią, to nic się nie stanie i dziecku nic nie będzie
  • 71tosia 06.01.14, 00:03
    byc moze, ale chyba w tej sytuacji lepiej by juz babcia nic im nie mowila, nawet jak ma 100% racji ;-)
  • zuzi.1 06.01.14, 00:25
    Dokładnie ;) oni mają na nią 100 % alergię, więc cokolwiek by nie powiedziała to i tak zostanie uznane przeciwko niej, ale sama sobie na taką postawę córki i zięcia zasłużyła swoim napastliwym, niekulturalnym zachowaniem, typowa toksyczna kobieta.
  • zuzi.1 06.01.14, 00:35
    tą przyczyną b. mocnego pocenia sią mogą byc leki sterydowe (obkurczające oskrzela i przeciwzapalne), które dzieci przyjmują
  • schere 05.01.14, 23:09
    męcząca to jest moja mama/teściowa jak zakłada wnuczkowi skarpetki, a ten lubi biegać po domu boso.
    Tu masz kobietę, która podważa wszystko co ustalają rodzice dziecka.
    Piszę dziecka, bo babcię ewidentnie interesuje wnuczka, wnuczek nie "sprawia problemów".
    Poza tym według babci wszyscy w rodzinie są źli: córka w sekcie, teściowa córki alkoholiczka, ojciec córki fanatyk religijny... I na tym tle babcia: kompetentna, przygotowana, oczytana, znająca się na wszystkim i taka biedna bo ona tylko chce pomóc... a niedobra córka karze ją. Babcia jest mega egoistką z zaburzeniami osobowości, nie ma co bawić się w delikatne oceny. trzeba babcię trzymać z daleka bo zniszczy rodzinę.
    A jednak córka, która niby zerwała kontakty wysyła do babci dzieci na ferie, czyli babcia znowu przesadziła z opisem zdarzeń.
  • 71tosia 05.01.14, 23:17
    pewnie babcia przesadza, ale kontakty chociazby ze wzgledu na odleglosc 600km sa tylko sporadyczne wiec nie przesadzjamy. Kilka rozmow telefonicznych w miesiacu i kilka wizyt w roku, wtedy gdy dzieci lubia babcie dla dobra dzieci naprawde mozna wytrzymac, nawet jak sie ma alergie na babcie. Babcia powinna strac sie zmienic, lecz watpie by ten frontalny atak i bronienie nawet absurdalnych decyzji rodzicow (np tego spania w zasikanej pizamie) w tym pomogl.
  • mruwa9 05.01.14, 23:36
    tak. sporadyczne, ale przez odkelglosc pewnie dluzsze, niz kurtuazyjna kawka i kilkugodzinna wizyta.
    Pewnie jak juz przyjedzie, to siedzi co najmniej kilka dni, moze dluzej.
  • 71tosia 05.01.14, 23:45
    i co to taki problem te kilka dni? Bez przesady jezeli dzieciom to sprawia przyjemnosc to chyba mozna sie powstrzymac od awantur i nawet liczne uwagi babci puszczac mimo uszu?
    Nie sadze by w tym konflikcie winna byla tylko babcia (jest), rodzice ktorzy pozwalaja by dziecko lezalo w zasikanej pizamie bo cos tam chca udowadnic babci, nie pozwalaja dziecku pic soku bo babcia tak chce, tez nie sa w porzadku.
  • mruwa9 05.01.14, 23:50
    zwlaszcza, jesli babcia non stop saczy jad, trujac wnukom (i corce), jakoby jedynie ona byla zdolna zapewnic wnukom nalezyta opieke, pielegnacje i wychowanie. A corce i zieciowi to w zasadzie nalezaloby odebrac praw rodzicielskie, bo sa tak beznadziejni i niekompetentni. I niewdzieczni, bo nie doceniaja tego calego dobra, ktore dostaja od babci doskonalej ( w przeciwienstwie do niedoskonalej alkoholiczki- drugiej babci).
  • 71tosia 05.01.14, 23:54
    nie przesadzaj, dzieci lubia babcie nie sadze by kilka dni w roku w jej towarzystwie spustoszyło ich psychike. Babcia przesadza, ale w wielu wpisach w tej dyskusji tez jej nie brakuje.
  • zuzi.1 06.01.14, 00:01
    dzieci lubią babcię i niech do niej jeżdżą, skoro rodzice pozwalają, a babcia niech nie niszczy tej sytuacji i trzyma swój długi i za mocno rozpuszczony język za zębami, poza tym uważam, że robienie kursów opieki nad dziecmi przez babcię za plecami córki, aby się doszkolic w opiece, jest po prostu chore...
  • igge 06.01.14, 15:42
    ja też bym bagatelizowala wpływ babci na dzieci z odległości 600 km.
    Tyle, że rodzice dzieci nie potrafią jej zbagatelizować i poblażliwie do jej wszechwiedzy podejść i to juz jest problem. Bo ona musi im mega działać na nerwy, nie potrafią jej po prostu mowiąc brzydko olać. Nie powinna więc przemieszkiwać u nich bo szkodzi wnukom kreowaniem złej konfliktowej atmosfery w domu. Ja tradycyjnie uważam, że babcie, dziadkowie w ogóle nie są niezbędni wnuczkom do prawidłowego rozwoju. Co innego rodzice.
    Dzieci mogą się z powodzeniem obejść bez dziadkow i jakoś wielkiej straty nie ma jak ci dziadkowie byliby toksyczni i konfliktogenni. Dla dziecko koszmarem jest jak bliscy, najbliżsi ludzie są w konflikcie, objawiają złe emocje względem siebie i nawet nieświadomie wciągają w to dziecko. Już lepszy jest zupelny brak kontaktów, dziecko potęskni i przestanie.
    I piszę to mając na stanie dwie superblisko związane z dziećmi babcie i jednego superzwiązanego najbliższego dziadka. Dłuższe niż 3dniowe przemieszkiwanie/pomieszkiwanie u nas babć doprowadziłoby mnie do szaleństwa choć w łagodzeniu stosunków i znoszeniu wtrącania się mamy i teściowej mam duuuuuże i dluuuugie doświadczenie.
  • princy-mincy 05.01.14, 23:06
    Czytałam wszystkie Twoje odpowiedzi i nie umiem Ci współczuć.
    Moge sie zgodzić, ze masz na względzie dobro wnucząt i widać, ze naprawde je kochasz i Ci na nich zależy.
    Ale cała reszta to dla mnie toksyczna kobieta, bez swojego życia, na sile starająca sie pokazać córce i zięciowi, jakimi beznadziejmymi sa rodzicami.
    Gdyby mnie matka bez przerwy pouczala, co i jak mam robic, dostarczała mi książki na temat dzieci bez mojej wyraźnej prośby, podsuwala nieproszona artykuły, słowem non stop dawała mi do zrozumienia jaka to jestem beznadziejna jako matka- tez bym ucięła kontakt.
    I wbrew pozorom, te awantury, ktore wywoływała corka- to nie ona i zięć byli tam agresorami ale Ty, która z buciorami wchodzisz w ich zycie i roscisz sobie prawo do wychowywania dzieci po swojemu.
    A Ty juz swoją szanse miałas, daj teraz szanse swojej córce.
  • danaide 05.01.14, 23:43
    Granice naszego języka jest granicami naszego świata...

    Wiesz, to wszystko jest takie przykryte. Zaczynasz swój wątek: dawno dawno temu miałaś córkę... Zajmujesz się dziećmi jedynie od rana do wieczora od wieczora do nocy i gdy nie ma rodziców wcale... Jakaś bajka grozy. Matki, które w całości poświęciły - i użyję tu słowa poświęciły celowo - napawają mnie lękiem. Nie znają już innego życia. A jeśli znają to tylko na otarcie łez po braku happy endu swojej bajki. Którego to braku nie mogą nijak pojąć.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • igge 06.01.14, 15:08
    "dziwne" wydawały Ci sie metody pielęgnacji i opieki nad wnukami córki :))))))
    To chyba standard :)
    moim babciom też sie często wydawały dziwne moje metody, moje przepisy, moje gotowanie etc he he :))) ja nie mam poczucia, że zawsze wiem lepiej, one i owszem ale jakoś dało się te kilkanaście lat przeżyć
  • enith 05.01.14, 22:38
    Na czym ci, teodoro, bardziej zależy? Na regularnym kontakcie z córką i wnukami czy na udowadnianiu córce i zięciowi, jakimi to są beznadziejnymi rodzicami?
    Nie pojmuję, jak to jest, że gdy już córka wyartykułowała, że ma dość twojego wiecznego wtrącania się, strofowania i krytyki, ty nie przeprosiłaś za swoje zachowanie i nie obiecałaś się poprawić. To była idealna okazja, żeby zacząć z czystą kartą, ocieplić atmosferę i poprawić stosunki! No, ale zawsze możesz porozmawiać albo wysłać list córce i zięciowi, jeśli przeprosiny nie przechodzą ci przez gardło.
    I naprawdę, zacznij się, teodoro, gryźć w język, gdy najdzie cię ochota do kłucia córkę w oczy twoimi cerytfikatami, pokończonymi kursami i wszechwiedzą na temat wychowywania dzieci. Nawet jeśli udzielasz rad w dobrej wierze, co za dużo, to niezdrowo. Zmień swoje nastawienie, a córka i zięć zmienią swoje.
  • sebalda 05.01.14, 23:11
    Przeczytałaś polecony przeze mnie wątek? Jesteś w stanie choć na moment unieść się ponad swoją doskonałość i wczuć w to, co czuje Twoja córka? Jesteś taka empatyczna, taka czuła na los wnucząt, dlaczego tak strasznie przekreślasz córkę? Bo nie jest już malutka i nie jesteś dla niej całym światem? Bo nie jest już bezbronna i nie możesz jej kształtować tak, jak chcesz? Teraz kompensujesz sobie to na wnukach? Czyż nie?
    Obawiam się, że przerysowujesz złe działania córki. Gdyby nie przebijająca z Twoich słów wrogość do córki i pisanie, że miałaś córkę, ewidentna chęć zawłaszczenia wnuków, Twoja nadgorliwość, być może bym wspólczuła Twojej i wnuków sytuacji, często jestem po stronie babć, bo samej mi bliżej do babciowania i podejrzewam, że też oszaleję na punkcie wnuków, ale tutaj jest wszystko przerysowane. Twoja dobroć, córki beznadziejność w roli matki, Twoje oddanie dla wnucząt, wcześniejsze bezgraniczne oddanie dla córki, póki miałaś na nią wpływ, póki była od Ciebie zależna. Strasznie to wszytko niefajne:(
    Czy jak sama wychowywałaś córkę, chciałaś, by ktoś tak bardzo ingerował w Twoje działania? Jakieś refleksje na temat wejścia córki w sektę? Jakieś refleksje na temat swoich własnych kompetencji matczynych?
  • teodora4 06.01.14, 00:42
    Ale lawina !!!
    Wyjaśniam: z córką mam tylko opisywane przeze mnie konflikty. ŻADNYCH innych.!! !
    Poza tym córka uważa, że świetnie żywię dzieci, nigdy mi nie zarzuciła, że je pasę, albo tym bardziej indoktrynuję. (Przykład z sokiem, był tylko przykładem, który przytoczyła na poparcie swoich słów i dotyczył dawnych czasów. Sok był świeżo wyciskany)
    Z wszystkich prezentów ode mnie ( w tym książek) byli ZAWSZE zadowoleni i córka i zięć !!
    Za informacje przesyłane córka też mi dziękowała i NIGDY nie miała o to do mnie pretensji.
    Jak wszystko przebiegało pisałam b. dokładnie. O moich refleksjach o sekcie też pisałam.
    Alkocholizm i fanatyzm wymienionych jest faktem, nie moją oceną. Nigdy się nie poświęcałam. Rzeczywiście bardzo kocham dzieci, bo są bezbronne (w przeciwieństwie do dorosłych) Byłam też w następnych związkach. Nie oczekuję współczucia ani dla siebie, ani dla wnuków. Potrzebowałam porady. Zrozumiałam, że moje problemy nie są odosobnione i większość patrzy na nie ze swojej perspektywy. Dziękuję za Waszą dyskusję. Czekam jeszcze na komentarze Paris, jak wróci i zechce napisać.
  • mvszka 15.01.14, 05:33
    no szkoda, że córka też się nie wypowie tutaj , a bardzo brakuje jej głosu
    --
    dziwię się ludziom, którzy się dziwią
  • teodora4 05.01.14, 23:43
    To co napisałam, córka wyartykułowała z siebie zrywając już właściwie kontakty, gdy ustalała ze mną jak mają wygladać kontakty znormalizowane, czyli niezbyt częste.
    Wcześniej: zarzucała mi, że nie widzę swojej winy. Więc po ostatniej awanturze nie tylko przeprosiłam każde z osobna (córkę i zięcia), ale jeszcze błagałam o przebaczenie i pojednanie (e-mailem). (PISAŁAM o tym -błaganiu- na samym początku.)
    Od zięcia dostałam odpowiedz: żebym się nie martwiła, wszystko jest OK
    Od córki: że chętnie znormalizuje ze mną stosunki.
    (PS. Gdyby chcieli naprawdę db. stosunków musieli by też przeprosić, bo zachowali się okropnie, szczególnie zięć wtedy i jeszcze przed tą awanturą - ale tego nie zrobili).
    W efekcie: pozwolili wnuczce przyjechać do mnie na tydzień. Był to ostatni raz, bo wnuk (2,5 lat), który został z rodzicami w domu, cierpiał z tęsknoty za siostrą i z tego powodu się rozchorował (przestał spać i dostał zatwardzenia). I to była moja wina.
    (Z góry wyjaśniam, że wnuk został wtedy w domu, bo razem z matką tak wspólnie zadecydowaliśmy wszyscy. Bo wnuk jest mały i może tęsknić za matką, co może spowodować u niego choroby. Bo wcześniej tak było, jak matka wyjeżdżała w delegacje, a on zostawał z ojcem. U mnie też wnuk się raz rozchorował i w pociągu w czasie drogi powrotnej - też. )
  • danaide 06.01.14, 09:51
    Nie dało się bez tego PS...?

    To co jest niedopowiedziane w tej historii jest dopowiedziane przez forum, inna sprawa czy do Ciebie to dociera. To nie jest tak, że nagle następuje "radykalna" zmiana stosunków, oni "wywołują awantury", Ty "błagasz" (o przebaczenie np.). To jest reakcja na określoną akcję z Twojej strony, czy potrafisz wyłuskać ją z całej tej opowieści? Bo jeśli jej nie widzisz, jeśli nie widzisz swojej winy, to przepraszasz nie dlatego, że uznajesz swoją winę (nie widzisz jej przecież), ale dla świętego spokoju, by mieć kontakt z wnuczkami.

    Zastanawia mnie też skąd tak dobrze wiesz jaka to krzywda dzieje się dzieciom gdy Cię tam nie ma (typu zaparcie z tęsknoty - zdajesz sobie chyba sprawę, że to tylko Twoja interpretacja?) - czy jesteś w stałym kontakcie z córką, wypytujesz o dzieci, czy ona pisze/dzwoni sama z siebie, czy Ty piszesz/dzwonisz i wypytujesz aż się dowiesz? Czy Twoja córka dużo konsultuje z Tobą na odległość i z czyjej inicjatywy?

    Nie zajmowałam się nigdy problemem sekt, ale tam chyba też trafia pewien uprzednio indoktrynowany element - ludzie, którzy już kiedyś pozwolili innym układać swoje życie - z deszczu pod rynnę, że tak powiem. Strach przed wolnością?

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • mantis_after_dinner 06.01.14, 10:30
    Wlasciwie to tutaj juz nie ma o czym dywagowac, bo po 100 postach to raczej wszystko jest jasne, ale pozwole sobie na maly komentarz, ktory moze sie przydac teodorze.

    Symptomatyczne jest to ze w watku wypowiedzialo sie parenascie osob, ale teodora z uporem lepszej sprawy glowsy wiekszosci ignoruje, za to uczepila sie jak rzep kilku osob, ktore stanely po jej stronie i z nadzieja upatruje ich dalszych postow :)

    Co do tzw. dobra dzieci.

    Nie wiem, za jaka granica mieszka corka, ale sama wyprowadzilam sie za granice gdy moze jdzicko mialo 4 lata (teraz ma 13) do kraju francuskojezycznego i podejscie do niektorych kwestii zwiazanych z pielegnacja i zdrowiem dzieci mnie z pocztaku szokowalo. Teraz za to - po latach widzac efekty tego podejscia - jestem goraca zwolenniczka czegos, co z polskiej perspektywy moze sie wydawac zimnym chowem.

    Otoz, moje mlodsze dziecko (2 lata) od 2 dni ma goraczke ok. 39 st. Nie podaje mu zadnych lekow, nie bylam u lekarza, poniewaz wiem, ze przed uplywem 3 dni goraczkowania zaden lekarz dziecka ogladac nie zechce i na 100% uslysze "obserwowac, zbijac temperature, dac organizmowi szanse sie obronic".
    Do przedszkola/zlobka dzieciaki chodza z gilami do pasa, a nauczyciele dzwonia do rodzicow, dopiero przy goraczce powyzej 38.5.
    Zima biegaja po parku w krotkich spodenkach.
    Nikt nie ma schizy na punkcie suszenia wlosow po wyjsciu z basenu.

    itd. itp.

    Efet: moj syn w ciagu 9 lat pobytu tutaj powaznie (powyzej 2 dni nieobecnosci w szkole) chory byl 3 razy - od 4 lat nie choruje w ogole.
    Corka chodzi do zlobka. Pierwszy rok to bylo srednio 1 infekcja na 2 m-ce, teraz jest jedna na 4-5. W przyszlym pewnie zdarza sie ze dwie w ciagu roku, a pozniej juz bedzie spokoj.

    Pisze to, abys teodoro sprobowala spojrzec z innej perspektywy niz polskie chuchanie i dmuchanie na dzieci. One nie sa z porcelany. Dziecko ciezko jest zaglodzic, wyziebic etc.

  • 71tosia 06.01.14, 14:31
    jakies bardzo dziwne rzeczy piszesz, we Francji w CP za probe wyslania do szkoly chorego kaszlacego i zasmarkanego dziecka zostalam wezwana natychmiast przez wychowczynie, w Szwecji gdzie moje dziecko chodzilo do przedszkola byl bezwgledny zakaz przyprowadzania chorych dzieci. Nie podoawanie 2 latkowi z temperatura 39C lekow obnizajacych goraczke jest spora nieodpowiedzialnoscia, podobnie jak wyprowadzanie dziecka z mokra glowa po basenie na mroz. W zadnym z krajow w ktorym mieszkalam (a mieszkalam w kilku) nie bylo takich zwyczajow.
  • mantis_after_dinner 06.01.14, 15:58
    Po pierwsze nie kazdy kraj francuskojezyczny jest Francja.

    Pisalam ze jest zasada niepodawania lekow, a nie nieobnizania goraczki. Paracetamol lekiem raczej nie jest, bo niczego nie leczy, jedynie lagodzi objawy.

    I jak najbardziej, do przedszkola chodza dzieci kaszlace i zasmarkane pod warunkiem ze temperatura nie przekracza 38.5.
  • kol.3 07.01.14, 09:13
    Pewnie chodzi o kraj południowy gdzie temperatura nie spada poniżej +18 stopni.
  • mantis_after_dinner 07.01.14, 11:05
    chodzi o BE
  • alpepe 06.01.14, 14:13
    Na twoim miejscu zapytałabym córki raz wprost: Za co ty tak nienawidzisz swoje dzieci, że jesteś taka nieludzka?
    Jestem matką, jestem córką, która mieszka ponad 600 km od matki. Moja matka ma inne poglądy na wychowanie dzieci, podziwia mnie, kiedy leczę dzieci bez pediatry tylko na swoje wyczucie, ale co ma się denerwować, jak i tak nie pojedzie za granicę w celu pomocy wnuczkom. Zjechano cię w tu w wątku i faktycznie, jak to możliwe, by tak starannie przez ciebie wychowana córka stała się takim potworem, wszak to jednak twoje dzieło. Jednak ja trzymam twoją stronę, bo opisany przez ciebie sposób opieki nad dziećmi jest jakiś taki bez serca, tak, jakby twoja córka nienawidziła tych dzieci. Co zrobić, komu zgłosić, nie wiem, dzieci to przeżyją, w końcu ona ich nie katuje, tylko po prostu zatruwa je codziennie nienawiścią.
    Ty pownnaś tylko się oferować z pomocą, niech dzieci wiedzą, że nie wszyscy są tacy jak ich rodzice.
    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • basiastel 06.01.14, 15:19
    Co Ty pleciesz? Jaka nienawiść? jaki potwór?
    To jest relacja jednej strony i też nie wynika z niej, by córka była jakimś pozbawionym empatii potworem. To, że babcia tuli, daje miodek i masuje, nie oznacza, że córka tego nie robi. Nie wyobrażasz sobie jakie rzeczy potrafią wygadywać babcie na swoje dzieci, gdy chcą zagarnąć wnuka dla siebie, bo mają tak silną potrzebę kochania i bycia kochanym.
    Każdy ma inne wyobrażenie na temat pielęgnacji niemowląt i nie ma to nic wspólnego z byciem potworem. Moja koleżanka kapała swoje dzieci na zmianę w krochmalu, nadmanganianie potasu i jeszcze czymś tam co trzy dni., ja kąpałam w zwykłej wodzie z kranu i nie dlatego, że brak mi empatii. Za to miałam jobla na punkcie zdrowego żywienia i wiem, że w odczuciu niektórych, przesadzałam.
    Dzieci chorują, bolą je brzuszki, płaczą ( bo mają niedojrzały układ limbiczny odpowiadający za emocje i reakcje hamujące ) i ludzie różnie sobie z tym radzą. Ja, jak mi kiedyś córcia w trakcie jazdy samochodem powiedziała, że boli ja brzuszek, od razu zawinęłam się do pierwszego szpitala, choć okazało się, że nie było powodów. Z czasem rodzice uczą się jak sobie radzić i nie popadają w paranoję przy paru krostkach.
    Teściową pogoniłam z leczeniem mojego dziecka po tym, gdy dałam jej zdrowe dziecko w sobotę, a w niedzielę odebrałam z informacją, że od wczoraj podaje jej antybiotyk, bo u niej prychała, a prychała od chemicznych środków zapachowych, których teściowa nadużywa ( ma w domu 2 psiaki, które lubią zlać się na dywan, a teściowa ma w domu gabinet prywatny i musi ładnie pachnieć ). Też dzwoniła do swojego przebywającego wtedy za granicą syna, by poskarżyć, że nie leczę dziecka, bo nie chcę podać antybiotyku i musiałam się tłumaczyć, że pediatra żadnego antybiotyku nie zalecił ( powiedziała mu, że u lekarza wcale nie byłam ).
    Nie jestem potworem, kocham swoje dziecko i troszczę się o nie w sposób dla mnie racjonalny ( choć w odczuciu innych już niekoniecznie ) i nie robiłam afer, że babcia karmi mi dziecko prawie wyłącznie pizzami z Pizza- Hut, czy KFC, które wszystkie dzieci lubią. Dziecko na co dzień żywione było prawidłowo i pozwalam, by czasem u babci miało swoją "coca-colę"
    Nie można zmuszać ludzi, by robili wszystko tak jak my.
  • alpepe 06.01.14, 16:37
    gó.wno ci do tego, jak ja widzę, jak widzą to inni, już się przekonałam, ponad 100 wpisów jest przede mną i dlatego napisałam w drugą stronę.
    Moczenie nocne i astma normalne nie są, to typowe choroby zestresowanych dzieciaków, o ile astma może wynikać z alergii, o tyle cała reszta wskazuje na to, że matka mści się podświadomie na dzieciach, że te lgną do babci.
    Moje córki uwielbiają moją matkę, która wyznaje np. zasadę, że dziecku herbatkę trzeba posłodzić, nic nie należy odmawiać, bo babcia jest od rozpieszczania, ale też nigdy nie było tak, by babcia musiała dziecku leczyć czyraki na pupie, jak w tym wątku, bo ja się tym bym nie przejęła.
    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • basiastel 06.01.14, 17:14
    No, ale kultury osobistej to dzieci nie nauczysz.
    Żadne choroba nie jest normą, ale się jednak powszechnie zdarzają.
    Nocne moczenie małego dziecka jest normalne i każdemu dziecku się to zdarza, nawet po odstawieniu pieluchy. To nie stres, tylko fizjologia.
    Babcia jęździła do dzieci kilka razy w roku na 10-14 dni i też krostek nie wyleczyła , skoro były tam 2 lata. Między krostą, a czyrakiem jest pewna różnica.
    I zastanów się, czy czasem Twoja mama nie jest przepojona nienawiścią do wnuczki, czy nie jest potworem, skoro podaje dziecku cukier. Dlaczego tolerujesz truciciela?
  • 71tosia 06.01.14, 18:56
    regularne moczenie sie 5 letniego dziecka nie jest 'fizjologiczne' wskazuje na jakis powazny problem. Karanie dziecka przez zostawienie go w zasikanym lozko, (chcialabys tak lezec do rana) jest w porzadku ? Owrzodzenie pupy i to jeszcze przy moczeniu sie - naprawde nie zaprowadzilabys dziecka do dermatologa przez wiele miesiecy?
    Mozna krytykowac babcie (nie jest bez winy) ale czy trzeba bronic takich metod wychowczych?
  • basiastel 06.01.14, 19:38
    Tosiu, dlaczego upierasz się, że pozwolenie, by dziecko dospało w pełnej pieluszce ma jakiś związek z karaniem i wychowywaniem, bo ja nie widzę tu żadnego związku.
    Rzeczywiście, doczytałam, że wnuczka Teodory ma 5 lat i zastanawiam się, kiedy ona wyskoczyła z tą opinią nefrologa, ale to oczywiste, że wcześniej i nie dziwię się, że córka się zdenerwowała. Nocne moczenie do OKOŁO 5 lat jest absolutną normą i ze stanem psychicznym dziecka nie ma żadnego związku. Żaden lekarz nie podejmie się leczenia z nocnego siusiania dziecka poniżej 5 lat.
    Bycie mamą bywa wystarczająco stresujące i takie doszukiwanie się nienormy przez otoczenie może jej skutecznie jeszcze zatruć życie.
    Pamiętam, jak moja teściowa (lekarz) marudziła, że moja 4-miesięczna córeczka jeszcze samodzielnie nie siedzi i bardzo mocno się hamowałam, by jej nie powiedzieć, co myślę o jej głupocie.
    Sama jako matka miałam kilka wątpliwości i pamiętam związany z tym stres, dlatego jestem głęboko przeciwna sianiu paniki.
    Moja córcia zaczęła późno mówić. Ganiałam do logopedy, gdzie mi mówiono, że dzieci rozwijają się w różnym tempie. I córcia zaczęła od razu pięknie mówić, swoim "r" budząc sensację na bilansie u lekarza.
    No, ale wątpliwości miałam dalej, bo późne mówienie może być jednym z pierwszych objawów dysleksji. Więc pognałam do psychologa, by zbadał, czy tu nie ma żadnych problemów, czy nie jest opóźniona. Psycholog mnie pogoniła, kazała mi się odczepić od dziecka i kupić córci po drodze zabawkę za te podejrzenia, bo się okazało, że jest 1,5 roku do przodu.
    Przyrodni brat córci ( nie jestem jego mamą ) nie miał zalążków 2 zębów stałych, więc gdy córci nie pojawiała się prawa szóstka, robiłam jej panoramiczne rentgeny i panikowałam. Pewien starszy, miły dentysta musiał mi tłumaczyć, że dzieciom zęby rosną jak chcą.
    Córcia jest okazem zdrowia, ma śliczne zdrowe, wszystkie zęby, nie ma żadnej dysleksji, no ale pamiętam jak ja się tym wszystkim przejmowałam.
    Dlatego uważam, że trzeba być uważnym, ale nie popadać w paranoję i jeśli otoczenie sugeruje, że nasze dziecko ma jakąś nienormę, powinno to 5 razy sprawdzić i nie robić paniki, że 4 miesięczne dziecko nie siedzi, a 4-lletnie sika w nocy. I nie robić z kogoś nienawidzącego swojego dziecka potwora, bo nie potrafi się pozbyć krostek na tyłku dzieciaczka.
  • moja_niespodzianka 06.01.14, 16:44
    Mam teściowa, która ma dobre rady na wszystko/ żywienie, spanie, nocnik, telewizja itd..itp...zawsze poparte wycinkami z gazet, powoływaniem sie na autorytety i szczerze... zarówno ja, jak i maż szczerze tego nie znosimy. Efektem jest odsunięcie sie od babci i celowe z naszej strony ograniczenie kontaktów. Dodam jeszcze, ze maż był zaglaskanym, nieśmiałymi chłopcem, księciem z bajki (co teściowa lubi powtarzać do dziś). Dorósł i odseparowal sie. Tu widzę podobna sytuacje.
  • verdana 06.01.14, 20:56
    Mój syn moczył się powyżej 5 roku życia - bywa. I zgodnie z zaleceniami lekarzy nie budziłam go, aby przebrać parę razy w nocy. Ani moczenie nocne, ani astma nie sa winą rodziców.
    Autorka, jak sama twierdzi, wychowała samodzielnie córkę na potwora, osobę, która podejmuje irracjonalne decyzja (sekta),) i znęca się nad dziećmi. Przy takim sukcesie wychowawczym i umiejętnościach pedagogicznych jest po prostu oczywiste, że należy przejąć opiekę nad wnukami...
    To "znęcanie się" jest moim zdaniem wydumane. Chcę zobaczyć rodzica, który jest idealny, nie daje dziecka do nielubianego przedszkola, nie krzyknął, nie dał ani razu klapsa (wiem, emamy nie dały, ale mówimy o realu), pilnuje, aby dzieci jadły, nie zmuszając do jedzenia itd.
    Córka zrobiła absolutnie wszystko, aby odciąć sie od matki. Do sekt na ogół wstępują ludzie, którzy szukają w życiu aprobaty, grupy, której mogliby zawierzyć. Bardzo rzadko do sekty trafiają dzieci, które mają oparcie i zrozumienie w rodzinie. Córka i tak była wyrozumiała, przyjmowała matkę kilka razy w roku na dłuższe wizyty, wysyłała dzieci do babci - jedyne, co ją za to spotkało, to chęć przejęcia władzy nad dziećmi.
    Bo przecież tu chodzi tylko o władzę. Córka była dobra, póki posłuszna. Wnuki też powinny byc wychowywane tak, jak babcia sobie życzy. Jest jedna osoba, która ma podejmować decyzję - i z tego nie zrezygnuje.
    --
  • dmuchawcelatawce 07.01.14, 09:53
    verdana napisała:

    nie dał ani razu klapsa (wiem, emamy nie dały, ale mówimy o realu),

    Z cala reszta sie zgadzam poza w/w.
    Przesada. Ja nie daje klapsow i w moim otoczeniu (przyjaciele) tez nie ma rodzicow stosujacych takie metody. I dzieki temu nie towarzyszy mi przekonanie, ze ""rodzice bija swoje dzieci po kryjomu i w zlosci"". Bo wiem z ccala pewnoscia, ze nie kazdy. I nei ma w tym nic trudnego. Skoro nie bije zadnego doroslego, choc mnie niektorzy wkurzaja to dlaczego mialabym uderzyc wlasne dziecko. Chore myslenie.
    Nie bicie dziecka to nie zaden sukces, to norma.
  • feronique 07.01.14, 10:01
    No to ja żyję w tym samym realu co verdana.
  • dmuchawcelatawce 07.01.14, 13:36
    Z calym szacunkiem, to nie ma powodu do domu.
    Zreszta stwierdzenie verdany bylo cokolwiek rodzajem usprawiedliwienia w stylu: po co ten krzyk, klapsy zdarzaja sie nawet w najlepszych rodzinach.
    Otoz klapsy sie nie zdarzaja w dobrych rodzinach. Jesli rodzic nie wali klapsem sasiadki, ktora go zdenerwuje, jesli nie traktuje lewym sierpowym przypadkowego przechodnia, bo wie, ze trafi na komisariat, to nie ma najmniejszego powodu zeby chocby w najmniejszym stopniu usprawiedliwiac klapsy na wlasnych bezbronnych dzieciach, ktore maja mniejsza szanse nam oddac. Jesli ktokolwiek klapsy usprawiedliwia to niestety daleko mu do tzw. dobrego rodzica i raczej rad nie powinien dawac. Niestety.
  • dmuchawcelatawce 07.01.14, 13:36
    Nie ma powodu do dumy oczywiscie a nie"" domu"" .
  • amb25 07.01.14, 09:39
    Nie przeczytalam wszystkich odpowiedzi, bo duzo.. :)
    Teodoro4, Jesli poczytasz inne watki na tym forum, to zobaczysz, ze wiele mlodych mam ma podobne podejscie jak twoja corka - albo zajmujesz sie dziecmi tak jak one chca (zero mozliwosci negocjacji) albo wylot (w najlepszym wypadku).
    Mamy/tesciowe tez czasem nie sa bez winy bo probuja narzucic swoje przekoanania otoczeniu albo probuja manipulowac corka, ale najczesciej po lekturze wydaje mi sie, ze to mlode mamy przesadzaja.
    Tak jakby leczyly jakies kompleksy... albo konflikt pokolen?
    No, w kazdym razie ciekawe zjawisko.
  • mamasiasiulki 07.01.14, 10:47
    Nie - po prostu czytasz relację tylko ze strony tych młodych mam, które w pewnym momencie pękają i wylewają swoje żale na forum. Osobiście znam różne mamo/teściowe. Z jednymi da się NEGOCJOWAĆ, z innymi nie. Córki i synowie tych "w porządku" na ogół nie żalą się na forach. A emocjonalna relacja drugich zawsze będzie postrzegana jako przesada.

    Ciekawa jestem, jak zinterpretujesz fakt, że te same mamo/teściowe są zwykle osobami ograniczonymi (tak tak - ogranicznonymi, a nie tylko niewykształconymi), mściwymi, manipulującymi otoczeniem? Gdzie często nawet o "doświadczeniu życiowym" mówić nie można, bo sposób interpretacji faktów przez daną osobę zwala Cię z nóg?

    Z kwiatków mojej teściowej (u mnie akurat z nią jest problem):
    - córka miała 4 miesiące, karmiona wyłącznie piersią, teściowa w czasie wigilii namolnie wręcz naciskała, żebym jej dała zupy z suszonych grzybów z kaszą manną przez tę teściową ugotowanej
    - gdy urodziła się najstarsza córka wymyśliła, że dziecko zamieszka z nią (samotna, mieszka w kawalerce, 3 piętro bez windy), żebym ja wróciła do pracy zaraz po porodzie - że z mężem będziemy mogli odwiedzać dziecko popołudniami, na noc wracając do siebie, że mała nie pójdzie do żłobka, tylko ona się nią zajmie, ale żebyśmy ani ona, ani my z dzieckiem nie musieli jeździć - dziecko zamieszka tam
    - idąc brzegiem bulwaru nad Wisłą (Kraków, między Wisłą a chodnikiem nie ma żadnego krawężnika, pół metra równego gruntu i woda) popychała wózek z noworodkiem, PUSZCZAŁA go i śmiała się (wózek sam przejeżdżał np. 2, 3 metry) "o, Gosia jedzie sama"; nasze komentarze kwitowała stwierdzeniem, że ona też kiedyś rodzicom wpadła z wózkiem do rzeki i jakoś żyje...
    - dwutygodniowemu noworodkowi własnej siostry włożyła w odbyt kawałek mydła szarego "bo miał zaparcie" powodując ciężkie zapalenie jelit leczone szpitalnie łącznie z żywieniem pozajelitowym
    - regularnie przyjeżdżała do noworodka (2 tramwaje plus autobus) i pchała się do dziecka nie myjąc pomimo mojej prośby rąk - tymi samymi, brudnymi rękami wielokrotnie próbowała ją karmić lub przygotowywać jej jedzenie, a wszelkie moje prośby kwitowała ostentacyjnym: "dziecka nie wolno chować sterylnie"; bagaż z którym przyjeżdżała REGULARNIE pomimo próśb ostentacyjnie stawiała na przewijaku niemowlęcia - nawet, jeśli z przystanku przyprowadzał ją mąż, a bagaż po przyjściu stawiał np. na stół
    - gdy tam jesteśmy zawsze próbuje coś wciskać moim dzieciom wkładając im np. do rozmrożonych truskawek oblizane najpierw przez siebie łyżeczki... moje prośby, że tak najłatwiej przenieść próchnicę czy opryszczkę - komentarz jak wyżej; mąż własnym oczom nie wierzył - podczas wczorajszej wizyty nałożyła łącznie 8 salaterek truskawek, do każdej sypała łyżeczkę cukru, oblizywała ją, wkładała do salaterki i z następną robiła to samo...
    - gdy nie daję dzieciom słodyczy głośno trąbi, że robię im krzywdę bo dzieci muszą jeść WSZYSTKO by BYŁY ZDROWE; zimą wydzwania do męża z rozkazującym tonem, żebyśmy dzieci na dwór nie brali, bo będą chore
    - sama złości się, próbuje dawać klapsy, wybrzydza nad talerzem, a nie pozwala dzieciom na to
    - gani mnie publicznie za to, że nie daję dzieciom klapsa za brak szacunku do jedzenia (np. jedenastomiesięczniaka, który rzuca chrupkami na podłogę)
    - gdy była u nas (wówczas mieszkaliśmy w hotelu asystenckim, jeden pokój) ostro krytykowała mnie i próbowała wymusić na mężu zmianę decyzji, gdy zasypiającemu dziecku gasiłam górne oświetlenie (niemal nad łóżeczkiem, świeciło prosto w oczka) zostawiając małą lampkę i prosiłam, by nie krzyczała gdy mała zasypia (nie mówiła szeptem, tylko nie krzyczała - teściowa nie umie mówić normalnie, ciągle się drze mimo prawidłowego słuchu)
    - próbowała wymusić, żebym na pierwszy stały posiłek półrocznemu dziecku podała surową kaszankę (!!!) bo właśnie surowa kaszanka była pierwszym posiłkiem jej syna
    - nieustannie, pomimo tylu lat podkopuje moje metody wychowawcze i żywieniowe, głośno mówi, że głodzę jej syna (w domu na śniadanie mąż dostawał kilka kanapek, oczywiście z wędliną, zero warzyw - to samo na drugie śniadanie do pracy, zupa - rosół z makaronem i UDKIEM Z KURCZAKA, na drugie ziemniaki, dwie-trzy porcje mięsa, łyżka surówki albo ogórek, na podwieczorek ciasta lub drożdżówki, mięsna, suta kolacja, przy tym zero ruchu "bo się spocisz"), bo z ponad 100 pod jej pieczą schudł do 80-ciu przy 175 centymetrach wzrostu, rusza się, jak sam mówi - wreszcie dobrze się czuje
    - ciągle - mimo upływu lat - namolnie wydzwania i marudzi, żeby jej najmłodszą tym razem oddać pod opiekę; w domu nie mamy telewizora (nasza decyzja), więc publicznie podczas spotkań rodzinnych opowiada, że mu go kupi - na moje protesty odpowiada coś w stylu: "bo co, to dom mojego syna" (tak, mieszkanie jest męża - spadek po rodzinie jego ojca)
    - teściowa żyje w konkubinacie z własnym byłym mężem - ten wytrzymuje z nią średnio 2, 3 dni w tygodniu po czym wieje do swojego mieszkania na drugi koniec miasta

    Tyle mi się przypomniało tak na poczekaniu. Rzeczywiście - leczę kompleksy...
  • basiastel 07.01.14, 11:57
    Rzeczywiście, niektórzy ludzie są tragiczni. Czytając to, też przypomniałam sobie o moim bracie, który kotłował moje dziecko, że musi jeść wszystko. Czepiał się jak nie chciała zjeść tłustego mięsa i grzmiał, że tłuszczyk wieprzowy jest pyszny i zdrowy. Naukowym źródłem jego wiedzy był fakt, że jadła go nasza babcia i długo żyła ( brat jest człowiekiem wykształconym i wydaje mu się, że dużo wie ). Do obiadu, przy którym usiłował zmusić moją córkę do jedzenia tego tłuszczu i robił jej wykład o konieczności jedzenia wszystkiego podałam sałatkę z dużą ilością rzodkiewek. Brat skrzywił się na te rzodkiewki i stwierdził, że on rzodkiewek nie je ( rzodkiewki są na liście najzdrowszych produktów żywnościowych ).
    I tak jest u niego ze wszystkim. Nawiasem mówiąc, mimo kotłowania dziecka o to, że jeść musi wszystko, potrafił zrobić dziecku awanturę o loda, bo najwyraźniej lód pod to "wszystko" nie podchodzi. No ręce opadają.
    Teodoro, ja Twojej córce współczuję. Gdybyś do mnie przyszła z tą opinią nefrologa to nie potraktowałabym Ciebie tak łagodnie jak Twoja córka. Wspieraj swoje dziecko zamiast mu wmawiać na każdym kroku, że źle robi i jest potworem. Nie rób afer tam, gdzie wszystko jest w porządku.
  • paris-texas-warsaw 08.01.14, 23:02
    Teodoro, mam nadzieję, że nie jesteś trollem, bo sporo ich tu ostatnio, a ja cały ten wątek przeczytałam i chciałam coś napisać…
    Najpierw będzie post nr 1.... Po przeczytaniu tego wątku czuję się zgwałcona psychicznie i intelektualnie. Widzę, że jestem jednak za słaba na rzeczywistość wirtualną, a w ogóle fajnie by było, gdyby ludzie w sygnaturkach mieli info o substancjach, pod wpływem których piszą. Mam nadzieję, że nie przejęłaś się większością tutejszych wpisów, ja tu od jakiegoś czasu je czytam, więc może trochę się już w poszczególnych nickach orientuję, ale i tak ten wątek mnie zgiął. Chyba moja przygoda z tym forum dobiega końca, ja nie mam wsparcia superwizora jak Pani Agnieszka…. Dla oczyszczenia umysłu czuję, że jednak pewne opinie tu poruszone sprostuję….
    1. Verdana pisze „Mój syn moczył się powyżej 5 roku życia - bywa. I zgodnie z zaleceniami lekarzy nie budziłam go, aby przebrać parę razy w nocy.”
    O ile Verdana nie zmysla, to jej najmłodszy syn ma cos ok. 20 lat, wiec to jego leczenie pewnie miało miejsce z 15 lat temu. Wtedy faktycznie takie sprawy zostawiało się bez leczenia. Dlaczego i dlaczego, to się zmienilo – zainteresowanych odsyłam do opinii Konsultanta Krajowego w dziedzinie Urologii Dziecięcej i jednocześnie Kierownika Kliniki Urologii Dziecięcej Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” (ta kwestia poruszona w początku tej opinii).
    www2.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=m15&ms=739&ml=pl&mi=739&mx=0&ma=16608
    2. Verdana pisze ” Ani moczenie nocne, ani astma nie sa winą rodziców.”
    Brak doprecyzowania, czy chodzi o konkretne w tym watku dzieci, czy całą populację chorych, odniosę się więc do założenia, że powyższe zdanie dotyczy wszystkich chorujących. Etiologia moczenia nocnego jest wieloraka i może się wiązać z zaburzeniami urologicznymi, nefrologicznymi, neurologicznymi i psychiatrycznymi. W miarę nieleczenia może się też pogłębiać ten problem i wchodzą wówczas w grę kolejne jednostki chorobowe. Astma zasadniczo ma dwie przyczyny – alergiczną i związana z funkcjonowaniem układu oddechowego. Generalnie uważana jest za chorobę cywilizacyjną. Może być spowodowana m.in. złym leczeniem przedłużających się chorób takich jak zapalenia oskrzeli. W gre wchodzą tez czynniki związane z rozwojem cywilizacyjnym, odżywianiem, powietrzem, chemikaliami, etc. Pomijając powyższe w dobie nie tylko rozwoju „czystej” genetyki, ale także epigenetyki, gdzie wpływ na organizm i jego funkcjonowanie maja zachowania bliskich wcześniejszych pokoleń jak dziadkowie czy rodzice (w tym prawdopodobnie nawet zachowania matki w poszczególnych trymestrach ciąży), zacytowane na wstępie twierdzenie Verdany wydaje mi się baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo odważne.
    3. Zuzi pisze „robienie kursów opieki nad dziecmi przez babcię za plecami córki, aby się doszkolic w opiece, jest po prostu chore...”
    Nie jest wyjaśnione to twierdzenie, ja natomiast uważam, że jak każde zdobywanie wiedzy jest czymś godnym pochwały. Dodam, że w jednej z warszawskich knajpek widziałam ostatnio warsztaty specjalnie dla babć, a dziś na jednej z knajpek dla dzieci i ich rodziców naklejkę informującą o przeszkoleniu personelu w zakresie pierwszej pomocy udzielanej dzieciom, o czym wspomniała Teodora. Uważam, to za fantastyczna sprawę. Nie wiem, czy Zuzi jest trollem, ale jak ktoś ostatnio zauważyl, stałe reklamowanie Susan F. jest zastanawiające. Tym bardziej, że ta jej słynna pozycja jest już w wątku o literaturze polecanej. Może wszelka inna wiedza wyparłaby tę od Susan F.??????????????????
    Nie mam siły odnosić się do steku innych bzdur, jak porównywanie moczenia nocnego niemowlaków z pięciolatkami, dopowiadaniem całych historii życia Teodory, i innych kwestii. Wpleciony tajemniczy wątek „kraju francuskojęzycznego” nie wiem, czemu służył (a wiem, „paracetamol to nie lek” – WHO rzczywiscie często się myli, ale żeby aż tak???????????????) zmusił mnie do przypomnienia sobie wszystkich francuskich kolonii, Kanada, Reunion, Algieria, nie wiem, może Madagaskar?, nie ten był chyba angielski… W końcu zagadka się wyjaśniła, ale nie do końca… Tajemnicze „BE”… I znowu skan wszystkich tablic rejestracyjnych, tak to chyba Belgia…. Miłego jedzenia muli i zagryzania czekoladą życzę w tamtejszych realiach, mam nadzieję nie trafiać już na te kalambury…..
    Najgorsze do przebrnięcia były jednak nawracające namolne opisy Basiatel, cos jak nawracający motyw w bolerze Ravela. Post o antybiotyku o teściowej, a potem podobny, ale już wiemy, że teściowa ma dwa psy, i znowu nawrót na brata, jak w ostatnich innych wątkach, tak brat kazał jeść tłuszcz wieprzowy, znowu nawrót na historie o lodach, jakiś czas temu też o tym czytałam. I rada Basiatel by Teodora poszła do psychologa, bo jest jak jej brat psychopata, Teodora tez jest psychopatą, bo nie chce, żeby astmatyk z krostami na pupie leżał w zasikanej pościeli… Basiatel, jestem przekonana, że dobry psychiatra by Ci się przydał.
  • verdana 08.01.14, 23:27
    Moczenie nocne można leczyć, jeśli jest związane z choroba, a nie niedojrzałością. Przebadane dziecko, które nadal się moczy, powinno wiedzieć, że to nie koniec świata. Natomiast leczenie jest nadal wątpliwe - niektóre przypadki leczymy, niektórych nie. A już alarm nocny jest stary jak świat i coraz częściej kwestionowany.
    Zwracam uwagę, że lekarze leczą teraz wszystko, łącznie z tym co mija samoistnie i bez leczenia. Czy to jest dobra droga - nie zawsze. W przypadku moczenia nocnego zdania są podzielone. Choćby dlatego, zę te wszystkie "dzienniczki mikcji" , kontrola płynów itd pokazują dziecku, zę moczenie jest bardzo poważnym problemem - co poważnie pogłębia problem, często psychologiczny, nie zdrowotny.
    2. Czy naprawdę chcesz udowodnić, że dobrzy rodzice mają idealnie zdrowe dzieci? A choroba jest skutkiem tego, że rodzice są źli? Były już takie teorie, między innymi dotyczące autyzmu - skrzywdziły wielu dobrych rodziców i zostały uznane za bzdurne.
    Czy w ogóle masz dzieci?
    --
  • paris-texas-warsaw 08.01.14, 23:52
    No właśnie, o braku diagnostyki głównie pisała Teodora. Żeby wiedzieć, czy leczyć, trzeba w ogóle wiedzieć, co. Tutaj był opis, że zaczna diagnozować, jak uznają za słuszne. Współczuję, jesli to dziecko za rok pójdzie do szkoły i bedzie chyba z ta pieluchą jechało na wycieczkę.
  • verdana 09.01.14, 00:02
    Myslisz, ze córka zwierza się TEJ babci ze wszystkiego?
    Przy czym bardzo możliwe, ze diagnostyka nie jest potrzebna - wiele dzieci moczy się tylko w sytuacjach stresowych. Babcia, kłócąca się z matką może być przyczyną moczenia - a wtedy leczeniem jest odizolowanie babci. Być może córka to wie, ale nie mówi.
    --
  • paris-texas-warsaw 09.01.14, 00:04
    To by w lutym nie wysyłała dzieci do babki...
  • zuzi.1 09.01.14, 00:11
    Paris ta babcia jest dla dzieci dobra, niedobra jest głównie dla własnej córki, to jej mąci w życiu i w małżeństwie, więc wysłanie samych dzieci do babci, to mniejsze zło, niż przyjeżdżanie babci do "pomocy" tej rodzinie. To jest na miejscu tam taka "pomoc", która zapewne na długo córce i jej mężowi pozostaje w pamięci ;) więc lepiej wysłac dzieci, babcia się odczepi na jakiś czas i jej pobyt w rodzinie nie dojdzie do skutku...
  • verdana 09.01.14, 09:28
    Dlaczego? Stres nie zawsze oznacza, ze dziecku jest źle. Po pierwsze u babci nie ma kłótni. Po drugie, wyjazd dla dziecka może być stresem, nawet jak jest fajny. Po trzecie są matki (np. ja), które MUSZĄ czasem odpocząć od dziecka, nawet kosztem tego, ze pięciolatek dwa tygodnie nie będzie się super bawił. Po czwarte córka może kochać matkę i nie chcieć izolować jej od wnuków.
    --
  • danaide 09.01.14, 14:11
    Odizolowanie babci - niekoniecznie. Odseparowanie matki i babci - jak najbardziej. W tym układzie wysyłanie dzieci do babci jest kompromisem i całkiem znośną (czytaj: mniej stresującą, a raczej wyzwalającą ten "pozytywny stres" - podróż, nowe doświadczenia) opcją.

    Chciałabym również zająć stanowisko w sprawie pryszcza na pupie!
    Jeśli babcia twierdzi, że pryszcze były nieleczone przez dwa lata, to albo uznamy, że i ona dopuściła się poważnych zaniedbań na dziecku (była niemym świadkiem przez dwa lata!) albo uznamy, że różne dzieci mają różne przypadłości, z których niektóre są groźne i leczymy, a inne niegroźne i obserwujemy (i obyśmy się nie machnęli). Ponieważ najłatwiej leczy się dzieci, których się na oczy nie widziało obstawiam, że przyczyną pryszczy są: mocznik, chemia z pieluszki i plastikowy podkład na łóżko!

    Z braku alkomatu w aucie oświadczam, że jestem trzeźwa.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • tully.makker 09.01.14, 09:05
    > Czy w ogóle masz dzieci?

    No na nieszczescie paris ma dzieci.


    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • zuzi.1 08.01.14, 23:47
    Paris napisała:"3. Zuzi pisze „robienie kursów opieki nad dziecmi przez babcię za plecami córki, aby się doszkolic w opiece, jest po prostu chore...”
    Nie jest wyjaśnione to twierdzenie, ja natomiast uważam, że jak każde zdobywanie wiedzy jest czymś godnym pochwały. Dodam, że w jednej z warszawskich knajpek widziałam ostatnio warsztaty specjalnie dla babć, a dziś na jednej z knajpek dla dzieci i ich rodziców naklejkę informującą o przeszkoleniu personelu w zakresie pierwszej pomocy udzielanej dzieciom, o czym wspomniała Teodora. Uważam, to za fantastyczna sprawę."

    Myślę Paris, że jednak obraz Twojej własnej "babci-mamy" i nieprzerobiona trauma, przesłonił Ci po prostu możliwosc obiektywnego spojrzenia na opisane zachowania babci Teodory i widzisz je jedynie w pozytywnym aspekcie, nie widząc żadnych negatywów. Cóż, każdy ma prawo do swoich opinii. Chęc zdobywania wiedzy przez babcię w kwestiach opieki nad dziecmi co do zasady jest cenną sprawą, ale nie w połączeniu z celowym ukrywaniem tego faktu przed córką, babci zaborczym charakterem, chęcią zawłaszczenia dzieci córki, dyrygowania córki dziecmi i jej życiem, bo cały zestaw takich zachowań widziany w pigułce w połączeniu z tym specjalistycznym doszkalaniem się, kwalifikuje się do specjalistycznego leczenia i to u dobrego specjalisty, i tez nie wiem, czy specjalista będzie w stanie takiej osobie pomóc, obawiam się, że jednak nie...
  • paris-texas-warsaw 08.01.14, 23:54
    Zuzi, moja babcia żadnych kursów nie robiła;)))))))))))))) teodora nie pisala, czemu nie mówila córce o kursie. Z róznych przyczyn ktos może nie mówić, nie trzeba tego podciagać "za plecami".
  • paris-texas-warsaw 08.01.14, 23:54
    Co do meritum…
    Zastanawiałabym się, czy Twoja córka nie działa w warunkach, w których cały czas nie musi walczyć o swoje racje, swoją tożsamość. Jest w obcym kraju, jak długo by tam nie była, to jest jednak „obca”. Jej inne wartości też były poddawane ostremu przewartościowaniu, nawet dwukrotnemu – przy wchodzeniu i wychodzeniu z sekty. Ten wątek rzeczywiście jest tu całkowicie pominięty. Ja sobie przeczytałam o tej sekcie, na tej stronie, która podałaś. Sama znam tylko jedna osobę z podobnie funkcjonującej sekty. Nasze losy w dziwny sposób się splotły, bardzo ją polubiłam, ale w ogóle nie wchodzę na tematy wiary, bo jest to nie do przebrnięcia (kiedyś chciałam, bo jestem chyba jedną z może kilku jej znajomych spoza tej „spółki”, niestety…). Podziwiam, że udało Ci się zaciągnąć w tej sprawie córkę do psychologa, gdyż ludzie z takich sekt sa przede wszystkim uczeni, jak reagować na głosy podważające ich wybór. Wspominasz, że córka chyba znowu w cos takiego się zaplątała (nie wiem, może o jakichś porach jej nie ma w domu, może ma jakąś literaturę w domu, etc. – rozumiem, że nie jest to temat, który łatwo poruszać, bo byś o to zwyczajnie spytała , albo córka powiedziała). Córka wygląda na osobe niepewna w swoich matczynych posunięciach i roli („zbyt intymna relacja z wnukami”, zabronienie płaczącemu dziecka zaproszenia babci na urodziny) i do tego niezbyt zrównoważoną (uderzenie dwulatki, krzyki, awantury). Myślę, że z taka osobą (osobami? – nie piszesz wiele jaki jest jej mąż) niestety, ale trzeba spokojnie i niestety trochę na jej warunkach. Gdyż to ona ma decydujący glos w sprawie dzieci. Nie wiem, czemu zgodziła się na przyjazd dzieci w lutym – czy chciała mieć „wolne” od dzieci, czy chciała, żeby ona na tym wyjeździe jakoś skorzystały. Wydaje mi się, że ważne, że się zgodziła. Wg mnie każda kochająca dzieci osoba jest dla nich ważna, dla mnie każdy, kto zrobi coś miłego dla moich dzieci, od razu ma wielki kredyt u mnie, wiec nie do końca umiem się w poczynania Twojej córki wczuć. Ja uważam, że ważniejszy jest luz niż pryncypialne podejście do soczków versus woda i tego typu wariactwa szybko się zmieniające (widze po dzieciach i już przy drugim ten sam pediatra inne wytyczne w różnych kwestiach mi przedstawiał). Cos jak z masłem i margaryną…. Z tego względu dbaj o te dzieciaki, bo może jesteś jedyna normalna w tym sekciarskim układzie. Może najwięcej się osiągnie m.in. w kwestii zdrowia dzieci, mówiąc córce, jak wspaniale godzi obowiązki matki z obowiązkami zawodowymi, ale każdy musi trochę odpocząć, więc w czym jej pomóc. Może cos ugotować? Może pobawić się z dziecmi? Może jakąś wizytę kontrolną / bilans dziecka zrobić (w Polsce potrzebne sa teraz zgody rodziców na każde badanie/wizytę u lekarza)? Pytaj, jak postępować z danym problemem, rób jak mówi, potem najwyżej sobie to omawiajcie, etc. Może cos zrozumie. W takich sektach czasem tez wpływają na wychowanie dzieci, więc to w ogóle nie jest łatwa sytuacja. Bardzo szkoda dzieci, bo rzeczywiście dużo problemów ze zdrowiem mają.
    Trzymaj się, powodzenia
    Ps. Swoją droga dziwny sposób, żeby zakładać pieluszkę (rozumiem pampersa, czyli nie dajaca uczucia wilgoci) i jednocześnie czekanie, że jeśli pielucha się przemoczy, to mokra pościel ma budzić dziecko. Tego dualizmu zupełnie nie rozumiem, myślałam, że są dwa podejścia – niech mokre budzi, albo niech przesypia w suchości, cokolwiek się stanie.
  • basiastel 09.01.14, 01:43
    . Bardzo szkoda dzieci, bo rzeczywiście duż
    > o problemów ze zdrowiem mają.
    -------------------
    Te dzieci raczej nie mają żadnych poważnych problemów ze zdrowiem. Problemy dziewczynki wyglądają na przejściowe i okresowe. Chłopcu poza zatwardzeniem
    "z tęsknoty" za siostrą nic nie jest. Babcia zresztą nie jest na bieżąco, bo córka z nią od miesięcy nie rozmawia Jeśli babcia pisze coś o podaniu wody, bo dziecko nie chciało jeść, gdy miało rok, to równie dobrze problem sikania w pieluszkę miał miejsce dawno
    Obawy córki co do bliskich kontaktów z babcią wynikają raczej z jej własnych doświadczeń. Sama tej bliskości zaznała i najwyraźniej chce tego oszczędzić dzieciom. Matki są faktycznie wdzięczne za miłość dziadków do swoich dzieci, tu są raczej obawy.
  • zuzi.1 08.01.14, 23:58
    Paris, Twoja babcia robiła kursy na Tobie i dobrze, że tak się stało i że kobieta była w miarę empatyczna i normalna, bo dzięki temu udało Ci się wyjsc na ludzi ;-)
  • zuzi.1 08.01.14, 23:54
    " Nie wiem, czy Zuzi jest trollem, ale jak ktoś ostatnio zauważyl, stałe reklamowanie Susan F. jest zastanawiające. Tym bardziej, że ta jej słynna pozycja jest już w wątku o literaturze polecanej. Może wszelka inna wiedza wyparłaby tę od Susan F.??????????????????"

    Paris, dlatego że mi płacą ;) wrzucam już link do całej ksiązki dostępnej dla każdego w sieci, możesz ją w końcu przeczytac, bo z tego co pamiętam swoją odesłałaś komuś w potrzebie, naprawdę polecam:
    wreszciezyc.files.wordpress.com/2012/03/forward-susan-toksyczni-rodzice1.pdf
  • paris-texas-warsaw 08.01.14, 23:59
    Zauważyłam, teraz jakis link sie ciagle pojawia. Jak Susan żyje, to do niej napiszę, żeby Ci cos odpaliła, i przy okazji spytam, czy może juz po tych z 20 latach nie uważa tej ksiązki za przestarzałą;))))))))))))))))))))))
    Dobrej nocy:)
  • zuzi.1 09.01.14, 00:07
    Paris, już mi tyyyle płacą, że Susan już mi nic nie musi odpalac, jestem bogata ;-)
    Napisz do Susan, chętnie się dowiem, czy uważa ją za przestarzałą i pozdrów ją ode mnie serdecznie ;)
  • zuzi.1 09.01.14, 00:23
    www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=5&ved=0CEEQFjAE&url=http%3A%2F%2Fsnienie.net%2Fsusan-forward-toksyczni-rodzice-recenzja%2F&ei=sdzNUuXNGejTywOOw4DgDg&usg=AFQjCNFXEumkxYFk7P_3MhldQzCto3GvWQ&bvm=bv.59026428,d.bGQ&cad=rja
  • danaide 09.01.14, 13:29
    Ja na przykład polecam Jespera J. (ach, może się nie wyda o kogo chodzi...) i uważam, że to dobry pomysł z tym płaceniem, bo do tej pory robiłam to z pozytywistycznej wiary w noszenie kaganka oświaty pod strzechy, czy jak mu tam było, ale rzeczywiście, mamy już XXI wiek!

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • basiastel 09.01.14, 01:03
    Wiesz, ja po tych Twoich wcześniejszych wpisach to bym Ciebie klasyfikowała do leczenia, no ale grzeczna jestem.
  • zuzi.1 09.01.14, 08:36
    Basiu, rozumiem, ze to do mnie było odnośnie leczenia, moje posty do Paris były odpowiedzią na Jej sugestie dot. reklamowania przeze mnie książki Susan Forward i czerpania z tego profitów fin. czy innych, napisane były celowo w tonie żartobliwo-sarkastycznym ;)
  • basiastel 10.01.14, 17:05
    Nie chodzi mi Zuzi o Ciebie. Wpis dotyczył paris. Jak ją czytam, to chce mi się śmiać i tupać nogami. Chyba skorzystam z jej rady i udam się do psychiatry, bo zgodnie z jej teoriami, mam poważne kłopoty natury psychicznej, o czym nie wiedziałam.
    Przede wszystkim. mimo mojego mocno dojrzałego wieku moczę się w nocy. Na szczęście nie mam mocnego snu i nie używam pampersów, dojdę do łazienki, no ale każdej nocy muszę do kibelka. Do tej pory łączyłam to z wypijaniem dużej ilości płynów ( piję także w nocy ), a tu okazuje się, że cierpię na smutek i "płacz nocny" , jak to poetycko określiła paris.
    Jestem totalnie skołowana, bo płacz może być oznaką bólu, ale i ogromnego szczęścia, więc nie wiem, czy płaczę dolną częścią ciała ze smutku, czy radości i jak można mi pomóc. Psychiatra jest mi koniecznie potrzebny.
    Ponadto, wyskoczył mi "syfek" na twarzy. Paris twierdzi, że problemy skórne to zwierciadło wnętrza i zupełnie nie wiem u kogo ja powinnam tego syfka leczyć, chyba też u psychiatry jakimś prozakiem.
    Ogromne problemy ze zdrowiem ma też mój pies, bo czasem ma zatwardzenia. Myślałam, że to od kości, a tu okazuje się że z tęsknoty, ze stanu jego ducha. Pies nie wygląda na smutnego, no ale może o czymś nie wiem i zastanawiam się, gdzie powinnam się z tym udać.
    Ja nie neguję związku naszego zdrowia ze stanem psychicznym, zdaję sobie sprawę, że za stres i napięcia można płacić ogromna cenę, bo sama ją płacę. Spotkałam też kobietę, szczęśliwą matkę i żonę, która prawdopodobnie do końca życia będzie o to życie walczyć z powodu stresu, jakie zafundował jej ojciec - alkoholik w dzieciństwie. Cierpi na zespół jelita drażliwego. Brzuch ją tak boli, że chodzi ciągle zgięta i nie może nic jeść. Już kilka razy lądowała w szpitalu psychiatrycznym w stanie zagrożenia życia, bo ważyła 38 kilo. Fizycznie nic jej nie dolega, a psychiatrzy też nie potrafią jej pomóc. Żadne lekarstwa nie działają, ani terapie.
    Wiem, że emocje powodują szereg fizycznych reakcji naszego organizmu i jak najbardziej uznaję medycynę holistyczną, ale na litość boską, nie ma podstaw, by każdy syfek i sikanie traktować zaraz jako chorobę duszy, choć zgadzam się, że stres pewne choroby skóry może nasilać.
    5- letnie dziecko rzeczywiście powinno już wytrzymać przez noc be siusiania i jeśli to się nie udaje, to najprawdopodobniej przyczyną są zaburzenia funkcjonowania układu moczowego, może mieć np. zbyt mały pęcherz, a pęcherz można rozciągnąć dość prostymi metodami w domu.
    Traktowałabym z dystansem to, co opisuje Teodora, bo te opisy są bardzo nieprecyzyjne. Skąd ona może wiedzieć, ile razy w nocy siusia wnuczka, skoro wnuczki od miesięcy nie widziała, a z córką nie rozmawia. Może faktycznie nie jestem specjalistką od pieluch, jak twierdzi Teodora i dzisiejsze pieluszki mają czujniki informujące o tym ile razy dziecko w ciągu nocy oddaje mocz, skoro tak precyzyjnie wie ile razy wnuczka siusia, choć śpi w pampersie i nie jest w nocy budzona.
    Wypytywanie wnuczki przez telefon o siusianie i gęstość stolca może spowodować somatyzację problemów psychicznych i to nie tylko u dziecka, ale i u ich mamy, którą do szału doprowadząją ciągłe nękania o to, że źle karmi, źle pielęgnuje, źle dba o zdrowie i życie w atmosferze ciągłych podejrzeń.
    Ja nie potępiam mocno Teodory, na pewno kocha wnuki i kocha córkę, ale przesadza i tego nie rozumie. Miłość matka-córka to często bardzo trudna miłość. Podobno im większa więź, tym większy bunt córki, gdy dorasta i szuka swojej tożsamości, a Teodora nie chce pozwolić swojej córce na samodzielność, mimo, że jest dorosła i wykształcona, być może lepiej od mamy. Nie myśli też racjonalnie. Córka jasno jej powiedziała co jest powodem konfliktu. Niszczące zdrowie wielu osób awantury miały miejsce podczas jej dwóch ostatnich pobytów u córki, a ta doszukuje się się przyczyny zerwania kontaktów z nią w sekcie i żali się, że tylko ona została odsunięta, ojciec, ani teściowa nie. No, najwyraźniej uważa, że istnieje odpowiedzialność zbiorowa i za jej konflikty z córką powinni zapłacić tez tamci. Jakieś to wszystko bardzo niedojrzałe.
    Ludzie mają różne pomysły jak opiekować się swoimi dziećmi. Ja też z powodu dziecka studiowałam kinezjologię, puszczałam dziecku koncerty muzyki pasywnej do i aktywnej do nauki, zabawiałam się w eurytmikę, ale nikomu o tym nawet specjalnie nie mówiłam i nigdy by mi nie przyszło do głowy, by zmuszać innych, by robili to samo.
    Poza tym, w swoje obawy starałam się nie angażować dziecka. Nie rozmawiałam w obecności córeczki z psychologiem, ona w ogóle nie miała świadomości, ze idzie na jakieś badania, była na tyle mała, że nie pytała. Dopiero niedawno w rozmowie dowiedziała się o tym psychologu. Dopóki nie ma się pewności i nie ma potrzeby dziecka niepokoić i dawać mu do zrozumienia, że coś jest z nim nie tak.
    Córka Teodory nie ma wyboru, też bym nie wpuściła do domu osoby, która na każdym kroku mi mówi, że źle robię.
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 19:34
    "zgodnie z jej teoriami" - rozumiem, że nie chodzi Ci o moja opinię na temat Twojego dziwnego pobudzenia przy opisach brata, a wspomniane przeze mnie w pierwszym moim poście "niektórzy twierdzą".... Nie sa to więc moje teorie. Moja teoria dotyczy tylko Ciebie:)

    " Przede wszystkim. mimo mojego mocno dojrzałego wieku moczę się w nocy. Na szczę
    > ście nie mam mocnego snu i nie używam pampersów, dojdę do łazienki, no ale każd
    > ej nocy muszę do kibelka." - Moczenie nocne nie polega na kontrolowanym oddawaniu moczu w toalecie, ale niekontrolowanym oddawaniu moczu np. w czasie snu w okreslonych warunkach, np. po 5 roku życia, po zakończeniu tzw. treningu czystości itp. Nie jest to więc Twój problem.

    Milego wieczoru:)

  • basiastel 10.01.14, 20:31
    Dziękuję za życzenia dot. wieczoru i wzajemnie.
    Popuszczanie, to nie tylko problem dzieci. Zdarza się to kobietom w okresie menopauzy i ludziom starszym i powodem nie jest stres. Teodora wcale nie opisała dokładnie co z tym moczeniem, więc trudno cokolwiek diagnozować.
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 21:52
    Moczenie nocne i nietrzymanie moczu (wysiłkowe?) to dwie różne sprawy........
  • verdana 10.01.14, 21:56
    Ale zgodnie z Twoją teorią wysiłkowe terż jest spowodowane czyjąś winą - zatem najwyraźniej kobiety po porodzie czy starsze są po prostu masowo krzywdzone.
    --
  • noname2002 11.01.14, 10:20
    "zgodnie z jej teoriami" - rozumiem, że nie chodzi Ci o moja opinię na temat Tw
    > ojego dziwnego pobudzenia przy opisach brata, a wspomniane przeze mnie w pierws
    > zym moim poście "niektórzy twierdzą".... Nie sa to więc moje teorie. Moja teori
    > a dotyczy tylko Ciebie:

    Większość ludzi, którzy piszą na tym forum opisuje własne doświadczenia, więc czemu uczepiłaś się akurat Basiastel? Musisz mieć spory problem z empatią, skoro dziwią Cię emocje Basiastel związane z krzywdzeniem jej dziecka.
  • mamasiasiulki 09.01.14, 09:00
    > Widzę, że jestem jednak za słaba na rzeczywistość w
    > irtualną, a w ogóle fajnie by było, gdyby ludzie w sygnaturkach mieli info o su
    > bstancjach, pod wpływem których piszą.

    Bo mają inne zdanie niż Ty, a pod wpływem własnych doświadczeń toksyczne babcie wyczuwają przez skórę? Dlaczego ubliżasz, skoro nie ubliżano Tobie?

    > Mam nadzieję, że nie przejęłaś się większością tutejszych wpisów, ja tu od jakiegoś czasu je czytam, więc może trochę się już w poszczególnych nickach orientuję, ale i tak ten wątek mnie zgiął.

    Odważna jesteś twierdząc, że tylko Twoimi wypowiedziami należy się przejmować...

    > Dla oczyszczenia umysłu czuję, że jednak pewne opinie t
    > u poruszone sprostuję….

    Sprostujesz cudze myśli...?

    > 2. Verdana pisze ” Ani moczenie nocne, ani astma nie sa winą rodziców.
    > 221;
    > Brak doprecyzowania, czy chodzi o konkretne w tym watku dzieci, czy całą popula
    > cję chorych, odniosę się więc do założenia, że powyższe zdanie dotyczy wszystki
    > ch chorujących. Etiologia moczenia nocnego jest wieloraka i może się wiązać z z
    > aburzeniami urologicznymi, nefrologicznymi, neurologicznymi i psychiatrycznymi.
    > W miarę nieleczenia może się też pogłębiać ten problem i wchodzą wówczas w grę
    > kolejne jednostki chorobowe. Astma zasadniczo ma dwie przyczyny – alergi
    > czną i związana z funkcjonowaniem układu oddechowego. Generalnie uważana jest z
    > a chorobę cywilizacyjną. Może być spowodowana m.in. złym leczeniem przedłużając
    > ych się chorób takich jak zapalenia oskrzeli. W gre wchodzą tez czynniki związa
    > ne z rozwojem cywilizacyjnym, odżywianiem, powietrzem, chemikaliami, etc. Pomij
    > ając powyższe w dobie nie tylko rozwoju „czystej” genetyki, ale tak
    > że epigenetyki, gdzie wpływ na organizm i jego funkcjonowanie maja zachowania b
    > liskich wcześniejszych pokoleń jak dziadkowie czy rodzice (w tym prawdopodobnie
    > nawet zachowania matki w poszczególnych trymestrach ciąży), zacytowane na wstę
    > pie twierdzenie Verdany wydaje mi się baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo odważne.

    Cóż. Są lekarze-homeopaci, był Kaszpirowski. Niektórzy twierdzą, że widzieli UFO, inni wierzą w cudowne uzdrowienia na Jasnej Górze. Powiedz matkom chorych dzieci (zespół Downa? może Aperta wolisz? Pataua?) że niczym nie udowodnione teorie twierdzą, że to (choroba) ich wina.

    > 3. Zuzi pisze „robienie kursów opieki nad dziecmi przez babcię za plecami
    > córki, aby się doszkolic w opiece, jest po prostu chore...”
    > Nie jest wyjaśnione to twierdzenie, ja natomiast uważam, że jak każde zdobywani
    > e wiedzy jest czymś godnym pochwały. Dodam, że w jednej z warszawskich knajpek
    > widziałam ostatnio warsztaty specjalnie dla babć, a dziś na jednej z knajpek d
    > la dzieci i ich rodziców naklejkę informującą o przeszkoleniu personelu w zakre
    > sie pierwszej pomocy udzielanej dzieciom, o czym wspomniała Teodora. Uważam, to
    > za fantastyczna sprawę.

    Tu się zgodzę. Jeśli tylko babcia ma na tyle rozumu by akceptować margines dowolności. Prosty przykład: dietetycy - także na kursach dla rodziców - twierdzą, że dzieciom nie wolno podawać żółtego sera, IMiD w zaleceniach - że jest polecany. Jeden lekarz przy banalnej infekcji zaleca antybiotyk, inny oskrzela leczy świeżym powietrzem i witaminą C (tak - osobiście wolę tego drugiego). Wbrew pozorom mamy dziś szeroki wachlarz możliwości i upieranie się przy jedynie słusznych jest głupie. O ile zgodzę się, że dziecko - jeśli przeleje odzież i łóżko - należy przewinąć, a dzieci nie wolno bić i szarpać, to reszta problemów jest dla mnie wydumana. Moje dziecko miało AZS i moja matka także dumna i blada "wyleczyła" córkę smarując zapisaną przez znajomego lekarza maścią sterydową. Dziecko było tam krótko, smarowane było przez cały okres pobytu, matka wyniośle zakomunikowała: "a widzisz". Dziecko wróciło do domu, steryd odstawiliśmy (obowiązuje zasada stosowania ich możliwie najkrócej), wysypka wróciła ze zdwojoną siłą. Tyle, że moja mama zrozumiała swój błąd. Aha! A pieluchy to w języku wielu babć pampki właśnie. I moje dziecko też daje im radę (o dziwo - najłatwiej przelewa markowe pewnej firmy, najlepiej sprawdza nam się "marka własna" jednej z drogerii) jeżeli wieczorem wytrąbi np. 2 szklanki mleka. Tyle, że ja - jeśli zauważę - przewijam małą "na śpiocha" i tyle.

    > Nie wiem, czy Zuzi jest trollem, ale jak ktoś ostatnio
    > zauważyl, stałe reklamowanie Susan F. jest zastanawiające. Tym bardziej, że ta
    > jej słynna pozycja jest już w wątku o literaturze polecanej. Może wszelka inna
    > wiedza wyparłaby tę od Susan F.??????????????????

    Cóż - ja jestem fanką J. Juula i też wszędzie chętnie reklamowałabym jego "Życie w rodzinie" pomimo, iż publikacji przeczytałam całkiem sporo. Dla mnie akurat on jest objawieniem, bo wpisuje się w mój sposób myślenia o relacjach rodzinnych. To coś złego?

    > Nie mam siły odnosić się do steku innych bzdur, jak porównywanie moczenia nocne
    > go niemowlaków z pięciolatkami, dopowiadaniem całych historii życia Teodory, i
    > innych kwestii.

    No, no. Ale nazwać bzdurami hurtowo już masz siłę. Po co konstruktywnie dyskutować - potępienie w czambuł jest takie fajne. I nikt nie zarzuci Ci błędu, bo z czym tu dyskutować... Ze "stekiem innych bzdur"?

    > Najgorsze do przebrnięcia były jednak nawracające namolne opisy Basiatel, cos j
    > ak nawracający motyw w bolerze Ravela. Post o antybiotyku o teściowej, a potem
    > podobny, ale już wiemy, że teściowa ma dwa psy, i znowu nawrót na brata, jak w
    > ostatnich innych wątkach, tak brat kazał jeść tłuszcz wieprzowy, znowu nawrót n
    > a historie o lodach, jakiś czas temu też o tym czytałam. I rada Basiatel by Teo
    > dora poszła do psychologa, bo jest jak jej brat psychopata, Teodora tez jest ps
    > ychopatą, bo nie chce, żeby astmatyk z krostami na pupie leżał w zasikanej pośc
    > ieli…

    Mnie jakoś jej posty nie rażą, za to widzę, że kiepsko tolerujesz opinie odmienne od Twoich.

    > Basiatel, jestem przekonana, że dobry psychiatra by Ci się przydał.

    No tak, poziom dyskusji jest cudowny.
  • nammkha 09.01.14, 14:13
    Paris- Chciałam tylko powiedzieć, że w moich oczach straciłaś wiarygodność. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że Twoje rady są bardzo niedojrzałe. Bardzo mnie cieszy to, że chodzisz na terapię, bo jeszcze daleko Ci do tego, aby wyrosnąć ponad tą tragedię osobistą jaka cię spotkała w dzieciństwie.

    Niestety, nie jesteś w swoich wpisach obiektywna (pół biedy, każdy z nas jest w jakiś sposób nieobiektywny, np. Sebaldę czasem też coś ponosi) ale jednak ostatnio zaczynasz być wręcz agresywna w stosunku do forumek, które mają inne zdanie od twojego, a także co smutniejsze dla osób, które przychodzą na to forum szukać pomocy.

    Czy na prawdę nie widzisz, że twoja własna historia przysłania Ci horyzont?
    Zbyt łatwo oceniasz matkę, która nie chciała mieć dziecka i która je zostawiła na rok z ojcem - w tym wątku:

    forum.gazeta.pl/forum/w,898,148538733,148542337,Nie_wiem_co_robic.html?s=0&v=2
    Wystarczy przeczytać twoje komentarze, żeby stwierdzić, że swoje emocje w stosunku do rodziców bezproblemowo przerzucasz na kobietę, która pisze w tym wątku i ją bezpodstawnie obrażasz.
    Wątek o babci, jest kolejnym, w którym dajesz wyraz temu samemu mechanizmowi - Ciebie wychowała babcia, więc wszystkie babcie są najkochańsze na świecie i trzeba ich bronić! (Niestety Babcia Teodora jest niereformowalna i niestety potwierdza to jej niezdolność do przyjęcia jakiejkolwiek krytyki, i chore wręcz lgnięcie do osób, które zgadzają się z nią.)

    Przy okazji wściekasz się, twój obraz świata wywraca się do góry nogami ( może to i dobrze- może coś jednak Cię poruszyło w tych komentarzach, ale i rozwścieczyło a to znak, że czegoś nie akceptujesz w sobie samej) i obrażasz forumowiczki.

    Weź lepiej sama pogadaj o tym z terapeutą zamiast wysyłać do psychiatry innych.
    --
    „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
  • paris-texas-warsaw 09.01.14, 20:51
    Miałam nadzieję, że jeszcze odezwała się Teodora...

    Czy wiecie, że piękne imię greckiego pochodzenia Teodora znaczy to samo co Dorota (w tych bliźniaczych imionach zamieniono części)?

    Specjalnie dla Zuzi:

    www.youtube.com/watch?v=snMOmHzgssk
    Zuzi, powinnaś dawać link na tę audycję radiową prowadzoną przez Susy, z tego Twojego artykułu...

    Aaaa, to Ty dlatego jesteś Zuzi?????? Teraz dopiero skojarzyłam:))))))
  • paris-texas-warsaw 09.01.14, 21:18
    Mamaasiasiulki, nie wiem, co to zespół Aperta, ale ZD nie uznaje się za chorobę.
  • paris-texas-warsaw 09.01.14, 21:25
    Za najbardziej przeze mnie nielubiane tu komentarze, to te w stylu Tully, że "niestety Paris ma dzieci". Uważam, je za najbardziej agresywne, gdyż odnosza się do istnienia dzieci, których jestestwo jest niejako tu zakwestionowane / uznane za jakis błąd etc.
    Drugie w kolejności są wyższościowe i lakoniczne "współczuję".
    To tyle w temacie:)
  • mamasiasiulki 10.01.14, 08:46
    Ale kto go nie uznaje? Słyszałaś o Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób?

    ICD-10: Q90 - Zespół Downa

    Zespół Aperta czy Pataua to także zespoły genetyczne. Przytoczyłam je, bo zaczęłaś mówić o genetyce i jej wpływie na zdrowie dziecka, o wpływie zachowań przodków na owo zdrowie. W takim razie kiepski z Ciebie spec od genetyki...
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 09:03
    Nie wiem, ja tam zawsze syszaam, ze ZD nie jest chorobą. Nie znam się na ICD czy czymś takim. Jestem takim specem na ile muszę - moje dzieci są zdrowe i w tym zakresie staram się być specem. Może dla kogoś astma to mało poważna przypadłość, ale ja tak na to nie patrzę. Może Tully współczuć moim dzieciom, ale to nie one mają jak dzieci Tully ADHD i alergii. Nie jestem lekarzem i nawet go nie udaję:)
  • noname2002 10.01.14, 10:36
    Może Tully współczuć moim dzieciom, ale to nie
    > one mają jak dzieci Tully ADHD i alergii.

    Ale w sensie, że Tully jest temu winna? :P
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 11:52
    Nie wiem, co jest przyczyną tych dolegliwości, o których Tully pisała. Szybciej ona by to mogła chcieć zgłębić. Ja tylko wierzę w świat przyczynowo - skutkowy, gdzie przyczyny nie zawsze są znane.
  • tully.makker 10.01.14, 19:56
    A kto jest winny mojej wlasnej alergii? I depresji? Czy moge tym obarczyc moich rodzicow (tzn matke, zdaniem paris ojciec jest zawsze niewinny). Czy tez wszystkiemu, wlacznie z niedajsciem zimy jestem winna ja osobiscie?



    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 11:51
    ICD to nie tylko choroby, zreszta angielska nazwa lepsza. Polecam różne strony dot. ZD, tam ładnie tlumaczą, czemu ZD to nie choroba. Mimo to nikt dla swoich dzieci pewnie by tego nie chciał. Jakby nie było, to przyczyny nie są znane, a najsilniejsza korelacja zachodzi między ZD a wiekiem matki w ciąży.
  • verdana 10.01.14, 16:25
    Innymi słowy - tylko zdrowe dzieci mają dobrych rodziców. Możesz czuć się dobrą matka, niezależnie co robisz, bo dzieci sa zdrowe. Jeśli zachorują, to okaże się, że jesteś matką wyrodną i ze dzieci sa chore przez Ciebie.
    Jest to nie tylko okrutne, wobec rodziców chorych dzieci, ale także nieprawdopodobnie wręcz głupie. Owszem, są choroby wynikające ze złego traktowanie, ze stresu itd, ale większość chorób jest niezwiązana z wychowaniem i stresem. Wiesz, rośliny tez chorują - czy to dlatego, ze rodzice są dla nich niedobrzy?
    Mam tylko nadzieję, że gdy Twoje dziecko będzie chore nie uznasz, ze choroba nie istnieje, bo przecież musiałabyś oskarżyć samą siebie o bycie złą matką - a to bardzo niebezpieczne.
    --
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 19:57
    Ja na to patrzę zupełnie inaczej. Czasem można spotkać się z "wyliczeniem" jaki procentowo ma wpływ na zdrowie styl życia, czynniki środowiskowe (na te w jakimś zakresie tez maja rodzice wplyw - np. poprzez miejsce zamieszkania), genetyka (to śliski temat;)), służba zdrowia (choć gdy kiedyś w Izraelu slużba zdrowia zastrajkowała podobno wskaźnik umiealności spadł - wykonywano tylko operacje ratujace zycie...). I chyba coś ok. 70 % wpływu na zdrowie maja dwa pierwsze czynniki. Czyli w sumie ok. 70 % tylko zależeć może tylko od rodzicow.
    Ciężko sie pewnie zmierzyć z tym, ale jak ja czasem myslalam o roznych chorobach dzieci (część traktuja jako "rozowjowe" - ospa - lepiej nawet przechorować i inne - nabywanie odporności), to jakies powikłania, dziwne nagłe zachorowania to zazwyczaj był efekt niedopilnowania czegoś, braku wiedzy, a nawet głupiego polecenia do lekarza, gdzie właśnie cos udalo sie zlapać od innych... Ja bardzo cenię Igge odkąd tu napisala, że jej niepełnosprawna córka cierpi na te niepelnosprawność (wcześniejszy poród i jakies tam komplikacje) przez jakies jej zachowanie. Tak samo to podobno traktuje jej mąż, ale nie czyni wymówek. Bo ja tez nie traktuję takich wypadków związanych z zamierzonym działaniem w stanie, gdy czlowiek umiał dokładnie przewidzieć skutki/ocenić ich prawdopodobienstwo, ale często niewiedzą. Stad raczej nie uważam się za wyrodna matkę, ale niedouczoną/nie szacującą dostatecznie ryzyka etc.
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 20:01
    Tully, pisze tu o "rodzicach", nie matce. nawet rozszerzę do opiekunów.

    Pewnie, że Ty jesteś odpowiedzialna:))))

    Muszę kończyć, znowu dziecko czyni mi zarzuty o "życie rodzinne", bo własnie jest zaniedbane przez moj milionowy post. Teo, odezwij się!!!!
  • verdana 10.01.14, 21:55
    Innymi słowy, jeśliś jednak złą matką, bo dzieci Ci chorują. Wprawdzie bagatelizujesz te choroby, piszą c "rozwojowe", ale one wcale nie są rozwojowe - są efektem krzywdzenia przez Ciebie dzieci. Musisz je zatem krzywdzić jakoś dosyć regularnie. Skoro sobie zdajesz sprawę, ze dzieci sa chore przez Ciebie - to jak mozesz dopuścić do tego, by chorowały znowu? Po jednej-dwóch chorobach powinnaś chyba zmienić postępowanie, a nie doprowadzać do tego, ze dzieci przez Ciebie chorują. Nie rozumiem tego, skoro jesteś świadoma, ze robissz tak dramatyczne błędy w postępowaniu, zę dzieci ze stresu mają jakieś "rozwojowe" choroby, to dlaczego do tego dopuszczasz? Co innego, gdy ktos nie zdaje sobie z tego sprawy, ale przecież Ty świadomie wpędzasz dzieci w chorobę, skoro wiesz, jak jej uniknąć, a tego nie robisz. Świadomość tego, że dzieci chorują ze stresu i chorujące dzieci jest wyłączną winą matki, nikogo innego. Innymi słowy, musisz bardzo dzieci krzywdzić i nie umieć przerwać tego procederu.
    No i oczywiście niepełnosprawność dzieci też jest winą rodziców. Powinno się zatem zarówno rodzicom dzieci niepełnosprawnych, jak rodzicom dzieci na oddziałach onkologicznych odbierać prawa rodzicielskie - bo tak ciężka choroba musi byc efektem znęcania sie nad dziećmi.
    Ciekawe tylko, dlaczego chorują zwierzęta, dorośli, ludzie szczęśliwi...
    --
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 22:18
    Przecież nie tylko "ze stresu"....
    Ja też "wierzę';), że odpornośc dzieci się rozwija i choroby im w jakis sposób służą, "wzmacniają" swoje siły. Niektóre choroby są np. powiązane z neurologią (chyba np. odra i mononukleoza) - czyli ciężkie choroby, ale jak ktos przechoruje, to jest po okresie rekonwalescencji naprawdę silniejszy. Może to podania ludowe? W kazdym razie w Pipi Ponczoszance Tommy i Anika chorowali na odrę i przeżyli, czyli się da, choć teraz mówią, że bez szczepionki na odrę - śmierć;)
    Źle jak robi sie z banalnej choroby jednak zbyt poważna choroba, typu - z infekcji - zapalenie uszu - z tego zapalenie mózgu itd. Trzeba dzieciom pomóc przechorowac te choroby - tak troche widzę podejscie Teodory. Zrobić co się da, dac dobre jedzenie, pobawić się, znaleźć lekarza, poszukać jakiejś opinii. Może się uda;)
    No, wiem, że dzieciaki nie maja ze mna idealnie, ale staram się. Staram się tez nie dołować blędami. I tak jak na nie patrzę, to im zazdroszczę;)
    To moje robocze rozmyslania. W mojej małej prywatnej teorii nie winię rodziców za pewne przypadki i choroby dzieci, gdy nie znam przyczyny. Każdy na cos musi umrzeć;) Jak ktos pisze, że dziecko się zaziębia, bo ma astmę i śpi w mokrym lóżku, to nie uważam rodzica za najlepszego pod sloncem. Ale nie wiążę np. urodzenia dziecka bez mózgu, ktore żyje godzinę, za skutek jakichs działan rodziców, bo ich nie znam. Aż tak przed szereg nie wybiegam;))))
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 22:21
    A, no i je wpędzam czasem w chorobę, ale to widze tylko ex post... jak każdy działam w warunkach niepełnej informacji i braku wielu umiejętności....
  • basiastel 10.01.14, 22:54
    paris-texas-warsaw napisała:

    > . jak każdy dz
    > iałam w warunkach niepełnej informacji i braku wielu umiejętności....
    ----------
    To prawda, tym bardziej nie powinnaś wystawiać obciążających kogoś opinii i wysyłać do psychiatry, bo się z kimś nie zgadzasz, bądź ktoś Ciebie irytuje, bo to niegrzeczne.
    Nawiasem mówiąc, wnuczka Teodory nie ma zdiagnozowanej astmy.
  • paris-texas-warsaw 11.01.14, 00:14
    Masz rację, przepraszam:)
  • verdana 11.01.14, 10:32
    O, nagle , gdy chodzi o Twoje dzieci, to jakoś choroby nie są ze stresu? Inne dzieci chorują, bo sa krzywdzone, a Twoje - wyjątkowo - z zupełnie innych powodów? Dlaczego innych dołujesz błedami, a sobie tak łatwo odpuszczasz?
    Mononukleoza i odra są neurologiczne? Po mononukleozie jest sie słabszym przez pół roku do roku, a choroba moze w dodatku powracać. Odra moze siać spustoszenia po latach od przechorowania. Tak, ja też miałam odrę, wszyscy niemal mieli, ale mój kolega nie żyje - po 20 latach od przechorowania, niestety. W wyniku tejże odry w dzieciństwie. Nie dlatego, że rodzice coś zlekceważyli. Powikłania po chorobie nie musza i zwykle nie są wynikiem zaniedbań.
    Widzę, że nie masz absolutnie podstawowej, na poziomie wczesnej podstawówki, pojęcia na temat chorób. Nie powinnaś wiec wypowiadać się na temat, o którym nie masz zielonego pojęcia.
    --
  • paris-texas-warsaw 11.01.14, 11:43
    Co do stresu i moich wizji nic już nie sprostuję, bo by zycia zbrakło:) Każdy niech wierzy w co chce:))))

    Nie napisałam, że odra i mononukleoza sa chorobami neurologicznymi, ale że słyszałam, że są POWIĄZANE Z NEUROLOGIĄ. Ja to wtedy zrozumiałam, że w jakiś sposób ich przechorowanie wzmacniać może układ nerwowy. Słyszałam cos takiego dwa razy, ale tego nie zgłębiałam. Nie wiem jak to działa... Np. wirusy opryszczki przyczajaja się w zwojach nerwowych, nie wiem... Jak się dopytam kogos mądrego to napiszę.
    Wiadomo, że są powikłania, zwłaszcza u dzieci z obniżoną jakoś odpornością. Ale ja właśnie słyszałam od kogoś, że po przechorowaniu mononukleozy (z miesiąc w łóżku, dobrze zdiagnozowanej od samego początku, bo dwie inne osoby z tej samej klasy miały potem jakieś problemy z trzustką po podaniu bodajże zabronionego antybiotyku) dziecko (już nastolatek) naprawdę się wzmocnił i widac było jakby przeskok w odporności. Po tej opowieści sama zaczełam chodzić do tego lekarza, który dobrze poprowadził tę chorobę.
    To są moje JEDNOSTKOWE obserwacje, dont try at home, jak pisza w USA:))))
  • paris-texas-warsaw 11.01.14, 11:46
    Śledzioną, a nie trzustką, teraz sobie przypomniałam:))))
  • verdana 11.01.14, 11:54
    No tak, śledziona jest jednym z bardziej typowych organów zajętych przy mononukleozie i problemy z nią nie mają nic wspólnego z antybiotykiem, którego rzeczywiście nie powinno się podawać, ale z innych powodów. Powiększenie śledziony jest objawem choroby, nie komplikacją.
    --
  • danaide 11.01.14, 13:07
    Może nie powinnam się z pewnych względów wypowiadać, ale się jednak wypowiem. Trzecia część wątku jest zdominowana Twoimi wpisami, Paris, w stylu: czytałam, słyszałam, przeżyłam... Litości. Ja też czytałam w książce pochodzącej z biblioteki uznanej dr stawiającej na homeopatię, że wszystkie nasze problemy medyczne pochodzą z nierozwiązanych konfliktów, a rak piersi bierze się z nierozwiązanego konfliktu córki z matką - i dlatego mam Ci na forum napisać, że z uwagi na Twoje nieprzerobione problemy szykuj się na raka piersi? Litości!!! W cytowanym przeze mnie już na forum filmie "W kręgu miłości" jest scena - też chyba cytowana - gdy dwoje rodziców zaczyna się obwiniać o śmierć dziecka - na raka: bo ty podawałaś nie-bio, bo w twojej rodzinie był rak... Nasze soma i psyche są połączone, nikt tego nie kwestionuje, ale choroby są jednak amoralne, wirusy i bakterie też chcą żyć, więc trafiło na kogo trafiło.

    Nie jesteśmy lekarzami (może ktoś z nas jest, ale kto?), każdy coś usłyszał, przeczytał, przeżył, ale żeby na tej podstawie diagnozować ludzi na forum, wypowiadać się o dobrych i złych matkach? Krosty stały się już na forum wrzodami, dwa lata nikt - także teściowa o niech wiedziały - li-to-ści! Mało dzieci w Waszym otoczeniu, którym można pomóc?

    Jeszcze jedno. To nie jest tak Paris, że są jakieś "dobre babcie", "złe babcie" albo co gorsza "dobre matki" i "złe matki". Ok, może czasem są, ale myślenie taką dychotomią jest niezmiernie szkodliwe. Dobre matki mają gorsze chwile, złe - lepsze. Ludzi trzeba umiejętnie wspierać dla dobra ich dzieci. A nie mieszać z błotem jednych i wynosić na piedestał drugich. Nie będę pisać dalej tego co mogłabym jeszcze na podstawie Twoich wpisów pisać dalej, masz terapeutę, masz pole do popisu.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • danaide 11.01.14, 13:12
    , dwa
    > lata nikt - także teściowa o niech wiedziały
    Miało być logiczniej, ale też jadę na dwa fronty: dwa lata nikt - także teściowa - nic nie zrobił, choć wszyscy wiedzieli, czy jakoś tak, wierzę w inteligencję forum, ale dopisuję z szacunku dla czytelnika.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • verdana 11.01.14, 11:52
    Własnie o to chodzi, zę w dziedzinie medycyny nie należy opierać się na jakiejkolwiek wierze, tylko na nauce.
    Przechorowanie ciężkich chorób niczego nie wzmacnia. A nastolatki, niezależnie od przechorowania mononukleozy, chorują znacznie mniej niż młodsze dzieci, po prostu. To jest wiek przeskoku odporności...
    --
  • zuzi.1 09.01.14, 22:09
    Dzięki Paris ;) b. lubię Cohena, a gdy jeszcze spiewa o Susan, to miód na moje serce ;) a odnośnie nicka zuzi, to chyba nadałam go sobie nieświadoma tego, że to ma coś wspólnego z Suzi ;-)))
  • zuzi.1 09.01.14, 22:16
    Paris a dla Ciebie ta piękna piosenka:

    www.youtube.com/watch?v=zS64PO20nAU
  • pade 11.01.14, 14:54
    Paris, zaimponowałaś mi:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • a1ma 10.01.14, 01:45
    mamasiasiulki, chciałabym napisać tylko, ze jestes BOHATERKA, ze nadal utrzymujecie kontakty z tym babskiem i dopuszczasz ja do dzieci. Szacunek.

    --
    From 0 to bitch in less than 5 seconds!
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 12:44
    Teodoro, o ile nie zwątpiłaś i nie jesteś trollem, i się tu pojawisz, to mam takie do Ciebie pytanie. Zadaję je jako osobie, która jedno dziecko odchowała, a teraz której na sercu leży dobro wnuków. Napisz mi, co wg Ciebie jest najważniejsze w wychowywaniu dzieci, czy może masz własne przemyślenia co do zdrowia, którymi byś chciała się podzielić. Ja często nad tym myślę, nie wiem z jakim skutkiem, następne pokolenie oceni:)
  • paris-texas-warsaw 10.01.14, 23:49
    I tak jeszcze Verdana przypomniała mi jedna kwestię, która mnie zastanawia.... Mianowicie, jak to jest z tzw. chorobami dziecięcymi typu ospa, różyczka, świnka. Powszechnie wiadomo, że jesli je przechodzi się w dziecinstwie, to przebiegaja dość łagodnie, a w wieku doroslym - bardzo ciężko. Jednocześnie ich przechorowanie jest ważne dla nabycia odporności na czas ciąży, bo wtedy są często teratogenne. I zastanawiam sie, czemu tak jest. Tylko raz w tej książce, o której tu wiele razy pisałam, przeczytałam, że dzieci trezba wspierać w tych chorobach wieku dzieciecego, że wtedy nie ma powikłan i jest ok. Że te choroby służą ich doroslości. Jakies takie powiązania wirus-czlowiek w wielkim świecie przyrody może wystepuje (to juz ja wymyśliłam:)))).
    I sobie myslę, że moga byc różne sytuacje, gdy własnie nie widac związku jednych działan z odleglymi skutkami. Np. są teraz szczepienia przeciw ospie, jest heviran, który powoduje tylko jeden rzut wirusa, ale niektórzy uważają, że taka odporność może "zanikać". I po wielu latach, jakaś kobieta może złapać wirusa ospy np. w ciąży i ta ciąża obumrze, a nawet nie bedzie wiadomo do konca co było przyczyną i w ogole jaki był cały ciag przyczynowo-skutkowy, który zacząl się wiele lat temu. Tylko dlatego, że nie ma teraz czasu, by dziecko chorowalo np. trzy tygodnie na ospe, to reklamują coś, że bedzie latwiej etc.
    Ktos napisal, że to co pisze jest niewiarygodne. To bardzo dobrze, bo ja tez tak uważam:) Im pewniej ktos pisze, tym więcej watpliwosci za tym stoi:) Nie mam jeszcze 96 lat i dopiero nad wieloma kwestiami sie zastanawiam, wstępnie się zastanawiam:)))))
  • verdana 11.01.14, 10:39
    Dlatego na część z tych chorób należałoby sie doszczepiać w dorosłości. Własnie wysyłam syna na doszczepienie świnki.
    Mam mieszane uczucia na temat szczepienia przeciw ospie wietrznej - choć znam przypadek dziecka zmarłego na tę chorobę, ale to rzadki wypadek. Z tym, zę po przechorowaniu ospy może dopaść człowieka półpasiec - więc nie jest wcale tak różowo, ze przechorowanie daje odporność.
    Powikłania występują z powodów bardzo różnych, przede wszystkim dlatego, ze w organizmie rozprzestrzenia sie wirus, czy bakteria, czy coś tam innego. Można, owszem, w ogóle nie dbając o dziecko doprowadzić do powikłań (albo nie), ale niestety, absolutnie to nie działa w odwrotną stronę - idealnie zadbane dziecko może mieć cholerne powikłania. Rozpieszczana i zadbana córka dwojga lekarzy, w tym pediatry, moja przyjaciółka, po banalnej dziecięcej chorobie znalazła sie w szpitalu pod respiratorem. Mój słabo zadbany wtedy syn rozdrapał sobie wszystkie krostki przy ospie i wyszedł bez szwanku. Moja zadbana wtedy córeczka nie rozdrapała ani jednej i została z paroma bardzo głębokimi bliznami.

    --
  • basiastel 11.01.14, 12:28
    Odnośnie ospy. Ponoć przechorowanie uodparnia. Ale moja córeczka chorowała na ospę 2 razy. Pierwszy raz w 2 tyg. po rozpoczęciu przedszkola, Drugi raz rok później. Na dokładkę rok temu coś jej wyskoczyło na twarzy. Poszłam do dermatologa i okazało się, że to mięczak zakaźny - choroba wywołana przez wirusa ospy. Córka bardzo rzadko choruje, no ale ten wirus ospy nie daje za wygraną.
  • verdana 11.01.14, 13:15
    Moja matka w wieku lat 81 dostała półpaśca. Nie jest to najlepszy wiek na chorowanie. Na szczęście miała wyjątkowo łagodną postać choroby.
    Może dla kogoś, kto miał jednocześnie odrę i tyfus brzuszny i wyzdrowiał bez lekarza, bez jedzenia i na pryczy nic już nie jest groźne? Oznaczałoby to jednak, ze najlżej chorują dzieci całkowicie niezadbane i w maksymalnie złych warunkach.
    --
  • danaide 11.01.14, 13:29
    Powiedziałabym, że pewien rodzaj zaniedbania może paradoksalnie przynosić zbawienne skutki. Dziecko wcina mniej leków więc organizm się musi bardziej mobilizować. Dziecko ma mniej zabawek więc rozwija się mu wyobraźnia. Matka ma mniej czasu więc dziecko musi załapać się na większą samodzielność. Itd.

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • verdana 11.01.14, 13:34
    To na pewno - na przykład nadmierne dbanie o higienę już niejednego wpędziło w alergię.
    Ale ja dałam przykład zaniedbania (nie z winy rodziców) - totalnego. Dziecko w baraku, praktycznie umierające z głodu - i też przeżyło:) Bez komplikacji, dodam.
    --
  • danaide 11.01.14, 15:16
    Wg mnie oznacza to tylko tyle, że biologia nas nie potrzebuje - najsilniejsze jednostki i tak przetrwają, bo gatunek ma przetrwać. Inna sprawa, że my biologię mamy w poważaniu, bo przetrwać mają wszyscy i to najlepiej w nieskończoność i bez zmarszczek. I trzeba wypośrodkować gdzieś między tymi skrajnościami.

    Problem Teodory jest natomiast problemem osób, które uważają, że bez nich Ziemia sama by się nie kręciła, że nie ma co dawać biologii trochę samowyregulować organizmu, trzeba działać, działać, działać. Też mnie to męczy. Bo gdy nagle nie prujesz do przodu tylko się zatrzymałaś i stoisz - czy oznacza to już automatycznie upadek?

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • verdana 11.01.14, 17:58
    10/10
    --
  • lilith76 12.01.14, 12:57
    Oznaczałoby to jednak,
    > ze najlżej chorują dzieci całkowicie niezadbane i w maksymalnie złych warun
    > kach.

    Twoja matka, to pokolenie, w którym jeśli się narodziłeś (dotrwałeś do końca ciąży), to już był dowód na silny i mocny organizm. Potem choroby wieku niemowlęcego i dziecięcego - także przetrwali najsilniejsi (moja babcia pochowała dwie kilkuletnie siostrzyczki, które umarły na krztusiec). Przynajmniej w pewnych warstwach społecznych - bo na wsi dwudziestolecia międzywojennego nikt nie chadzał do lekarza i apteki.

    --
    W Ameryce każdy może być prezydentem. To już takie ryzyko bycia Amerykaninem. Adlai Stevenson
  • verdana 12.01.14, 13:54
    Nie, to zależało od środowiska. W miastach Polski międzywojennej naprawdę juz przed wojną byli lekarze, ciążę prowadzili lekarze, rodziło sie w szpitalu, dzieci leczyło sumiennie, a nawet prowadzało do psychologa:) Oczywiście, że przezywało mniej niż dziś, ale akurat nie dotyczyło to ciąży - liczba poronień wcale nie maleje. Tylko w Łodzi stanowiło to rzeczywisty problem.
    I niestety, to nie działało tak, zę dzieci, które przeżyły, były zdrowsze i odporniejsze - gdyby tak było, żyłyby równie długo, albo przeciętnie dłużej niż dziś. A ci, co przetrwali dzieciństwo i tak żyli przeciętnie o 20-30 lat krócej.
    --
  • paris-texas-warsaw 12.01.14, 16:38
    "I niestety, to nie działało tak, zę dzieci, które przeżyły, były zdrowsze i odporniejsze - gdyby tak było, żyłyby równie długo, albo przeciętnie dłużej niż dziś. A ci, co przetrwali dzieciństwo i tak żyli przeciętnie o 20-30 lat krócej.""

    Dane GUS wskazuja na cos innego. Tak na szybko wg danych już powojennych… Jak łatwo wyliczyć mężczyzn różnica w 1950 i 2010 przeciętnego trwania życia wynosi 16 lat, natomiast dla 15 letnich chłopców różnica przeciętnego dalszego trwania życia zaledwie 6 lat. To oznacza, że bardzo duży wpływ na obniżone przeciętne trwanie życia miała podwyższona śmiertelność w pierwszych latach życia. Inna sytuacja dotyczy kobiet, dla nich różnica (1950 i 2010) przeciętnego trwania życia wynosi 19 lat natomiast dla 15 letnich dziewczyna zaledwie 10 lat.
    Ta różnica wynika jednak z faktu, ze w przypadku kobiet wydłużenie przeciętnego i przeciętnego dalszego trwania życia wynika z lepszego stylu życia. Wg ogólnych badań amerykańskich styl życia, który w 51% determinuje śmiertelność na skutek 10 najczęstszych przyczyn zgonu (U.S. Centers for Disease Control).
  • verdana 12.01.14, 17:37
    Oczywiście, ze pierwsze lata życia miały duży wpływ na średnią. Jednak obecnie 60-latki nie umierają masowo, a to jest zazwyczaj wiek zgonu ludzi w przedwojennych nekrologach w gazecie dla inteligencji.
    Poza tym co to za dane GUS-u przytaczasz? Bo nie bardzo rozumiem - czy chodzi o prognozy dalszego trwania życia? Prognozy z roku 1950?
    --
    >
  • danaide 12.01.14, 18:33
    Poddałam się, liczby wielokrotnie zakręciły mi się w głowie, a ja nie zrozumiałam nic. I nie wiem czy chodzi o lepszy styl życia czy o lepsze narzędzia statystyczne (na studiach uczono nas, że jak sobie włożymy nogę do wiadra z wrzątkiem i nogę do wiadra z lodowatą wodą to statystycznie...) czy o zestawienie pokolenia powojennego z pokoleniem, które w zasadzie chowa się bez wojen. Najlepszy styl życia - cokolwiek miałoby to oznaczać - nie gwarantuje nieśmiertelności ani nawet zwykłego braku chorób. I czy styl życia jest wynikiem li tylko autonomicznego wyboru, z którego należy nas rozliczyć? Co z tego, że czytam etykiety na produktach jak mieszkam w centrum i wdycham co wdycham? Czy brak możliwości mieszkania w lesie jest moją winą i odpowiadam tym samym za potencjalny uszczerbek na życiu i zdrowiu dziecka, które mogłoby spotkać w tym lesie wilka, co z kolei spowodowałoby uszczerbek na jego życiu i zdrowiu...?

    Z góry przepraszam, jeśli przestałam rozumieć o co chodzi w całej tej dyskusji.
    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • verdana 12.01.14, 18:52
    Ja trochę też:)
    Zwięźle - jeśli dbanie o dzieci przekłada sie na ich zdrowie, to rozwój medycyny nie powinien mieć aż tak istotnego wpływu na śmiertelność dzieci, jak ma:)
    --
  • paris-texas-warsaw 12.01.14, 19:29
    Ja się odniosłam tylko do kwestii poruszonej przez Verdanę, czy jeśli ktoś przeżył bez świetnej medycyny pierwsze lata życia, to nie był silniejszy. Wg mnie jak najbardziej, zwłaszcza kiedyś, bez zaawansowanej medycyny prenatalnej i okołonatalnej. Wzięłam dane z 1950 i 2010, bo takie są najszybciej dostępne, długi okres porównawczy. Przeciętne dalsze trwanie życia jest oparte na wskaźnikach śmiertelności danych kohort (lat) i ważne jest, że metodologia się nie zmienia. Z uwagi na nieustanne wydłużanie przeciętnego trwania życia tablice kohortowe powinny być korzystniejsze. Medycyna zmniejsza przede wszystkim umieralność w pierwszym okresie, a styl życia wydłuża życie, tych co przeżyli pierwszy okres. Na to nakładają się jeszcze inne kategorie, jak życie w zdrowiu.
  • danaide 12.01.14, 19:57
    Ostatnio ktoś - naukowiec? chyba jednak literat lub filozof - wypowiadał się w kwestii dalszego przedłużania życia, cóż, stylem życia to może i do 150tki dobijemy, ale młodości nie wydłużymy (choć w średniowieczu 40latek był starcem) i większość życia spędzimy w pampersach...

    --
    Co masz na myśli, mówiąc, że świat nie kręci się wokół mnie?
    Ch. M Schulz / Peanuts / tł. M. Rusinek
  • verdana 12.01.14, 21:19
    Ale jakie dane wzięłaś? O dalszym prawdopodobnym trwaniu zycia osób urodzonych w 1950 i 2010? Zwracam uwagę, zę osobnicy z 1950 nadal żyją, a porównywać realnie mozna tylko na przykład % w społeczeństwie 80-latków.
    --
  • paris-texas-warsaw 12.01.14, 23:51
    Porównując 15 latków (wzięłam przekrojowe tablice trwania życia z 1950 i 2010) można zobaczyć, że przeciętne dalsze trwanie życia nie różni się tak znacząco w latach 1950 i 2010 jak przeciętne trwanie życia. Co oznacza, że głównym sprawcą niższego trwania życia w tablicach trwania życia z 1950 r. jest pierwszy okres życia. W późniejszych okresach życia różnice między śmiertelnością w roku 1950 i 2010 są mniejsze niż różnice w okresie 0-15 lat.
    W przekrojowych (statycznych) tablicach trwania życia zamieszczone jest prawdopodobieństwo zgonu każdego rocznika w danym roku, czyli 1950 i 2010. Przeciętne dalsze trwanie życia oblicza się ma podstawie prawdopodobieństwa zgonu wszystkich starszych roczników w danym roku. Dynamiczne tablice życia uwzględniające zmiany modelu umieralności są głównie tworzone do obliczenia annuitetów. Jednak dla wykazania powyższego używamy realnego prawdopodobieństwa zgony dla każdej kohorty w określonym roku, które jest jak najbardziej realne i opiera się na rzeczywistych danych. Z tego co wiem, to tablice kohortowe występują np. we Francji, gdzie tak szczegółowe statystyki prowadzono od dawna.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka