Dodaj do ulubionych

P. Agnieszko, terapia nastolatki a prawo rodzica

21.01.14, 21:40
P. Agnieszko proszę o odpowiedzenie na moje wątpliwości odnośnie zasad, organizacji, prawa do informacji rodziców o przebiegu terapii nastoletniego, ale jeszcze niepełnoletniego dziecka.

Córka ma 17 lat, ale wkrótce skończy 18, od dłuższego czasu uczęszcza raz w tygodniu na terapie indywidualną do prywatnego gabinetu psychologicznego. Córka nie mówi mi absolutnie nic o przebiegu spotkań, o czym rozmawia z panią psycholog. U pani psycholog byłam trzy razy, za każdym razem otrzymuję jedynie krótką odpowiedź, że dogaduje się z córką, omawiają jej aktualne problemy i pracują nad poprawą jej zachowania, wszystko zmierza w dobrym kierunku, ostatnio powiedziała, ze nie wie, ile jeszcze terapia powinna trwać. Powodem terapii było zachowanie córki w domu i w szkole, jej trudne relacje ze mną. Moim założeniem początkowym była terapia rodzinna, jednak pani psycholog stwierdziła po rozmowie z córką, że taka terapia nie jest możliwa, bo córka nie chce zmian oraz dlatego, że potrzebny byłby do tego jej ojciec, z którym jestem od wielu lat rozwiedziona a on nie widzi powodu do terapii, terapii z udziałem mojego obecnego męża a ojczyma córki ona sama kategorycznie nie chciała. Pani psycholog zaproponowała terapię indywidualną w celu dotarcia do przyczyn złego zachowania córki, odtrącania mnie i naprawy tego, od razu stwierdziła że będzie to długa droga. Córka się zgodziła spróbować, ja się zgodziłam, ponieważ widziałam jakąś szansę, bo z poprzednimi psychologami z jakimi córka miała kontakt w ogóle nie nawiązywała rozmowy. Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jednak taka zmiana nie następuje. Nie wiem nic, co dzieje się na terapii, jakie tematy są poruszane.

Czy mam możliwość wglądu w "dokumenty" córki, zażądania dokładnych informacji o jej problemach?
Edytor zaawansowany
  • sebalda 21.01.14, 22:08
    A tak z ciekawosci, jakie sa konkretnie te zle zachowania corki? Pytam, bo syn (w podobnym wieku) ma bliska kolezanke, na ktora matka tez narzeka ze nerwowa, pyskata, nie panuje nad soba w nerwach. Syn o kolezance mowi: zlota kobieta. Ja tez bardzo lubie te dziewczyne, znam ja od kilku lat i nie widze w nie tych problemow, o jakich mowi matka. Po cichu uwazam, ze ta matka ma zbyt wygorowane wymagania wobec corki,a ta sie przeciwko temu buntuje. Ja traktuje swoje dzieci bardziej po partnersku, staram sie rozumiec ich problemy, szanuje ich wybory i nie miala ani nie mam z nimi problemow. Zastanawialas sie, czy to nie w Tobie tkwi jakis problem? Mam za malo danych, ale doswiadczenie mi mowi (i relacje moich dzieci), ze czasami rodzice sami sie prosza o problemy z dziecmi, kompletnie ich nie rozumieja, wylacznie wymagaja, nie tworza wiezi, a potem tylko narzekaja.
    Uwazam, ze Twoje roszczenia, by miec wglad w terapie, sa nie w porzadku. Corka ma prawo do prywatnosci i mam nadzieje, ze prawo tez tak stanowi.
  • blekitnalaguna123 21.01.14, 22:51
    Długo by pisać. Pyskowanie, przeklinanie, krzyki, kłamstwa, picie, palenie, późne powroty do domu, nie informowanie gdzie się jest, wychodzenie z domu kiedy się chce mimo braku zgody, nie wykonywanie jakichkolwiek prac domowych, wyśmiewanie i wyzywanie młodszego rodzeństwa, brak zaangażowania w cokolwiek jeśli nie ma z tego dla niej korzyści. W szkole dużo się zmieniło pod względem zachowania, kiedy zaczynaliśmy terapię u tej pani psycholog, jeszcze wtedy wspólnie, ale wynikało to ze zmiany szkoły i rówieśników, poprzedniego towarzystwa nie ma w obecnej szkole. Oceny nadal słabe i brak chęci poprawy.
  • morekac 21.01.14, 23:24
    Oceny nadal słabe i brak chęci poprawy.
    Wiesz, jeśli panna sobie nieco bimbała pod względem nauki, to nawet przy pewnych chęciach poprawy może to nie wpływać na lepsze oceny.
    A tak przy okazji: nie potrafisz nawet przyznać, że córka lepiej zachowuje się w szkole. Zapewniam cię, że gdyby koniecznie chciała się źle zachowywać, zachowywałaby się fatalnie i w tej. W poprzedniej szkole ostatecznie to nie rozrabiało jej towarzystwo, tylko ona sama, osobiście.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 17:38
    Gdyby więcej się uczyła i nie chodziła do szkoły wyrywkowo mogłaby mieć lepsze oceny, przedmiotów ma dużo mniej niż w gimnazjum i w pierwszej klasie liceum.
    Teraz nie ma w klasie towarzystwa, które byłoby widownią dla głupich zachowań, nie ma sprzymierzeńców i swoich do popisywania się, w gimnazjum sama sobie wybrała takie towarzystwo, nie wszyscy się źle zachowywali. Teraz wie, że po prostu mogą ją wywalić ze szkoły, a niektóre numery zgłoszone na policję skutkowałyby przyznaniem kuratora a może i sprawą w sądzie.
  • rumpa 28.01.14, 15:38
    To znaczy, że ona logicznie myśli, ale ty jej jednak bardzo nie lubisz i nie chcesz uznać żadnego jej zachowania za dowód na to, że może kontrolować swoje życie i zachowanie. A to młodsze rodzeństwo to jej "prawdziwe" ?
  • aqua48 21.01.14, 22:22
    blekitnalaguna123 napisała:


    > Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jedna
    > k taka zmiana nie następuje.

    A jak długo na tę terapię córka chodzi? poprawa nie następuje po kilku wizytach, to długoterminowy proces.


    Nie wiem nic, co dzieje się na terapii, jakie tema
    > ty są poruszane. Czy mam możliwość wglądu w "dokumenty" córki, zażądania dokładnych informacji o jej problemach?

    A po co Ci ta wiedza? Chcesz ingerować w terapię? Jeśli córka chciałaby Ci powiedzieć o swoich problemach to zrobiłaby to sama, prawda? Buduj taką z nią taką relację, aby zechciała. Za rok będzie pełnoletnia, ale już teraz ma prawo do intymności, i dochowywania tajemnicy lekarskiej.
  • blekitnalaguna123 21.01.14, 22:43
    Terapia trwa ponad rok i 4 miesiące, ale początkowo to były próby prowadzenia terapii rodzinnej, indywidualna trwa już ponad rok.
    Tak, chciałabym skontrolować przede wszystkim co zaleca córce psycholog. W sumie nie wiem w ogóle czy te porady są wpisywane w dokumentację. Chciałabym skonfrontować to co mówi córka z tym co się dzieje faktycznie. Nie mam pewności, czy córka nie kłamie pani psycholog, bo często widzi sprawy inaczej niż obiektywnie są, przemilcza pewne rzeczy by wyszło na jej racje. Nie wiem co jest obecnie tematem terapii, czy w ogóle jest omawiana jej relacja ze mną i innymi domownikami, bo o to mi chodziło i wtedy mogłabym oczekiwać zmian czy na przykład jej relacje z rówieśnikami czy ojcem i jego rodziną. Nie wiem, czego mam oczekiwać, ile to będzie trwać. Czy psycholog nie naciąga.
  • differentview 21.01.14, 23:08
    > nie wiem w ogóle czy te porady są wpisywane w dokumentację. Chciałabym skonfr
    > ontować to co mówi córka z tym co się dzieje faktycznie. Nie mam pewności, czy
    > córka nie kłamie pani psycholog, bo często widzi sprawy inaczej niż obiektywnie
    > są, przemilcza pewne rzeczy by wyszło na jej racje.

    corka widzi sprawy subiektywnie i Ty widzisz subiektywnie; zapewniam Cie, ze to jak Ty je widzisz nie jest bardziej obiektywne od tego jak widzi je corka; wiec tu nie ma czego konfrontowac- bo kazdy z czlonkow rodziny widzi dana sytuacje inaczej i kazdy ma do tego prawo; podejrzewasz, ze corka chce by wyszło na jej wiec chcesz interweniowac by wyszlo na Twoje i zebys to TY miala racje, czy tak?
  • haneke_29 22.01.14, 09:57
    > corka widzi sprawy subiektywnie i Ty widzisz subiektywnie; zapewniam Cie, ze to
    > jak Ty je widzisz nie jest bardziej obiektywne od tego jak widzi je corka; wie
    > c tu nie ma czego konfrontowac- bo kazdy z czlonkow rodziny widzi dana sytuacje
    > inaczej i kazdy ma do tego prawo; podejrzewasz, ze corka chce by wyszło na jej
    > wiec chcesz interweniowac by wyszlo na Twoje i zebys to TY miala racje, czy ta
    > k?


    Dokładnie o to chodzi autorce wątku.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 17:46
    Są rzeczy obiektywne, o których ona może nie mówić po prostu albo kłamać, tak już robiła na początku naszych spotkań u pani psycholog. Twierdziła, że nie spędzam z nią czasu, chociaż regularnie wyjeżdżamy i robimy wiele rzeczy razem, kiedy ona chce, a kiedy nie chce to ona odtrąca moje propozycje. Twierdziła, że ona jest w porządku wobec mnie zawsze, a nie mówiła, że potrafi mnie wyzywać, wygania z pokoju i nie chce rozmawiać. Twierdziła, że nie sprawia problemów w szkole, chociaż miała notorycznie na pieńku z wieloma nauczycielami, regularnie miała pogadanki z dyrektorką i pedagog. Twierdziła, że ma dobre oceny. Sądzisz, że to co mówi i czego nie mówi nie ma wpływu na przebieg terapii, zalecenia pani psycholog.
  • akniwlam 22.01.14, 19:30
    Ale czy Ty uważasz, że psycholog to jest pierwsza naiwna, która nie umie domyślić się, że klient przedstawia się w lepszym świetle, że trochę koloryzuje, do pewnych faktów się nie przyznaje nawet sam przed sobą? Każdy, kto pracuje z dziećmi, kto pracuje z ludźmi, jest uczony tego, że nikt we własnej sprawie nie jest obiektywny. Oczywiście, możesz umawiać się na spotkania z terapeutką Twojej córki i przedstawiać własny punkt widzenia, to jej da dodatkowe informacje, ale naprawdę nie licz na to, że dzięki temu trudne zachowania córki miną jak ospa wietrzna.
    Dałaś dziewczynie najlepsze, co mogłaś i umiałaś: wsparcie, miłość, troskę. Tak jak umiałaś, z najlepszymi chęciami, naprawdę wierzę. Zaprowadziłaś do psychologa, kiedy poczułaś, że nie dasz rady sama się z nią porozumieć. Ale ona już nie jest małą dziewczynką i musisz jej też dać wolność, prawo do popełniania błędów, nawet głupich błędów. Na pewno się wiele razy sparzy, wiele razy popłacze, Ty byś ją chciała chronić przed tym, kochasz ją przecież i chcesz dla niej jak najlepiej, ale to jej życie i ona sama musi się dowiedzieć tego, co dla niej jest najlepsze. I musisz jej dać czas. Córka musi najpierw poukładać sobie wszystko w głowie i serduchu, a dopiero potem będzie to widoczne na zewnątrz. Może nie będzie to taka poprawa zachowania, jakiej oczekujesz. Ale naciskając, wypytując, domagając się wglądu w jej dokumentację terapii - na pewno nie osiągniesz nawet drobnej poprawy w Waszej relacji, możesz ją tylko pogorszyć.
  • sonia_siemionowna 26.01.14, 21:59
    Terapia nie polega na 'zalecaniu' tylko na wysłuchaniu. Mam wrażenie, że w ogóle Cię nie interesyje, co córka czuje, jakie ma problemy, byle by się dobrze zachowywała.
  • damodia 21.01.14, 22:35
    hmmm... czy chodzi ci o to, że "pani psycholog, już tyle zapłaciłam za wizyty córki, a córka nadal nie naprawiona!" ?
  • blekitnalaguna123 21.01.14, 22:44
    Raczej, nadal nie wiem co się dzieje.
  • manala 21.01.14, 22:47
    Pewnie łatwiej powiedzieć niż zrobić ale - poczekaj. Jak będzie gotowa to Ci powie. Córka oczywiście. Terapeutę to chyba obowiązuje tajemnica jednak...
  • blekitnalaguna123 21.01.14, 22:56
    Nie wiem już na co mam czekać, myślałam że wyjdzie z głupiego gimnazjalnego wieku i będzie lepiej, a kontakt nadal jest dobry tylko kiedy robimy to co ona chce i nie ma mowy, żebym zaczęła wtedy rozmawiać na niewygodny dla niej temat.
    Lekarza też obowiązuje tajemnica, a jednak mogę iść do przychodni i skserować sobie kartę dziecka.
  • triss_merigold6 21.01.14, 23:14
    A rodzic odpowiada za małoletniego i ma prawo do informacji na temat stosowanej terapii.
  • damodia 21.01.14, 23:20
    Psycholog nie ma prawa opowiadać matce szczegółów o czym z córką gada, ale matka ma prawo być informowana o postępach terapii. Czyli jeśli ponad rok córka chodzi na terapię i nic się w jej zachowaniu w domu nie zmienia to może trzeba iść do psychologa i mu uświadomić, że problem nie został ruszony do przodu.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 17:47
    Byłam w przeciągu roku trzy razy i pani wie, że zachowanie córki nie zmieniło się.
  • wiedzacyaz 04.12.18, 13:53
    Tak , racja domodia, ale.... Tertapeuta prowadząc terapię z dzieckiem nieletnim tym bardziej od roku ma OBOWIĄZEK współpracować z rodzicem rodzicami i nie informując o tym co dziecko twierdzi , mówi czy o jakichkolwiek problemach, informuje jakie zalecenia daje dziecku do wykonania, i informuje co rodzic powinien robić żeby terapia była bardziej skuteczna... w innym przypadku to jest totalnie nieprofesjonalne, a dlaczego bo nie chodzi tylko o samopoczucie i stan chorobowy u dziecka tylko również relacje w rodzinie i poza nią. Kropka Pani damodia. I ciągłe atakowanie pytającej mamy na tym formum że ma nieuprawnione życzenia odnośnie terapii to czyste i jednostronne chamstwo i mam nieodparte wrażenie że piszą je dzieci właśnie w wieku 15-17 latek które bardzo chcą żeby nic się nie zmieniło , a sama terapia chociaż potrzeban jest jednocześnie wytrychem do zachowania status qqo i nie zmianianiu niczego , bo to wymagało by wysiłku ze strony tego dziecka...
  • lady-z-gaga 21.01.14, 23:20
    Ciekawe, że piszesz "jej trudne relacje ze mną", podczas kiedy trudne relacje zawsze są problemem obu stron. Nie widac w Tobie żadnej autorefleksji i chęci zrozumienia przyczyn.

    Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jedna
    > k taka zmiana nie następuje.

    Z takim podejściem nie liczyłabym na zbyt wiele. Traktujesz córkę jak telewizor oddany do naprawy. Załosne.
  • verdana 21.01.14, 23:26
    Psycholog jest po to, by pomóc córce. Nie Tobie. Psycholog nie jest od tego, aby córka zaczęła zachowywać się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami - jest po to, aby córka doszła do ładu sama z sobą. Nie wykluczone, zę częścią terapi jest problem z nadmierną ingerencją matki, która nie wyobraza sobie, ze córka moze rozmawiać - nawet z terapeutą - o czymś, o czym matka nie ma wiedzieć. Psycholoog nie pomoze nastolatkowi, gdy nastolatek będzie wiedział, ze to co mówi natychmiast powtarzane jest rodzicom - to uniemozliwia oczywiście jakąkolwiek terapię, bo jej podstawą jest zaufanie.
    Cóż, mnie raz psycholog powtórzyła coś niezbyt istotnego, co dziecko powiedziało jej w zaufaniu. Powiedziałam zatem dziecku, aby nie ufało takiemu psychologowi.
    --
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 18:05
    Moim celem jest, żeby córka zaczęła się zachowywać akceptowalnie, jak normalny człowiek, z którym można normalnie porozmawiać na co dzień, który będzie się interesować czymkolwiek. O mojej córce wiem tylko to co ona zechce mi powiedzieć, czyli prawie nic, więc nie wiem jak możesz pisać o tym, że nie wyobrażam sobie, że rozmawia z kimś innym o czymś o czym ze mną nie rozmawia. Cały czas tak robi.
    Nie wiem w jaki sposób na dzień dzisiejszy terapia pomaga córce skoro dalej jest jaka jest. Widziałabym pomoc, gdyby córka się uspokoiła, zaczęła normalnie odzywać, przestała ignorować innych, zaangażowała w coś w rodzinie, cokolwiek zmieniła swoje podejście.
  • girl.anachronism 26.01.14, 09:21
    Ale ty nie oddałaś córki do naprawy. Ona nie chodzi do psychologa żeby dobrze się wobec ciebie zachowywać, tylko po to, żeby SAMA ZE SOBĄ dojść do ładu, żeby JEJ problemy były na świeczniku. Nie twoje. Oczekujesz chyba, że terapia ma dać to, że córka zacznie chodzić jak w zegarku - nagle w magiczny sposób za sprawą pani psycholog wróci do domu, opowie ci jak jej minął dzień i wszystko inne, czego chce rodzic od dziecka. To nie tak działa. Ty nie oddałas sprzętu do naprawy.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 17:56
    lady-z-gaga napisała:

    > Ciekawe, że piszesz "jej trudne relacje ze mną", podczas kiedy trudne relacje z
    > awsze są problemem obu stron. Nie widac w Tobie żadnej autorefleksji i chęci zr
    > ozumienia przyczyn.
    >
    > Liczyłam na poprawę zachowania, jej stosunku do mnie i reszty rodziny, jedna
    > > k taka zmiana nie następuje.
    >
    > Z takim podejściem nie liczyłabym na zbyt wiele. Traktujesz córkę jak telewizor
    > oddany do naprawy. Załosne.

    Gdyby mi nie zależało na zmienieniu naszych relacji nie szukałabym pomocy psychologa, a przerobiłam wszystkich w moim mieście, szukanie i nakłanianie córki na wizyty zajęło mi bardzo dużo czasu i nerwów. Jeśli nie wiem co dokładnie jest przyczyną zachowania córki, jak mam się zmienić? Czas negocjacji, tłumaczenia, rozmów, odpuszczania mam za sobą, próbowałam różnych metod i jesteśmy dalej w punkcie wyjścia.
  • iziula1 21.01.14, 23:48
    Powiem krótko: stracisz córkę na zawszę jeśli nie uszanujesz jej prawa do prywatności.
    Jeśli skserujesz kartę, przeczytasz ją to tak jakbys odarła córkę ze wszystkiego co intymne i prywatne. Koszmar!

    zastanów się po co to robisz?
    jeśli chcesz zmiany zacznij też chodzić na terapie do innej p.psycholog. Uporządkuj swoje relację, swoje uczucia do córki.

    Szczerze mówiąc, dreszcze mi przeszły po plecach jak czytałam twoje wpisy!
    Nie chciałabym byc na miejscu twojej córki. A ty byś chciała mieć taką matkę jaką jesteś?

    Dobrze zrobiłaś kierując ja do psychologa. Dałas sygnał,że się o nią troszczysz. I to jest ok. Natomiast nadmierna kontrola jest toksyczna.

    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 18:13
    Oceniam siebie jako matkę, która zawsze jest przy niej, pomaga jej, wyciąga z tarapatów, stara się mieć czas kiedy ona chce spędzić go ze mną, wciąż wierzy że ona zrozumie że nie robię nic jej na złość. Ona zawsze może na mnie liczyć, tylko ja tak naprawdę przyjmuje się co się z nią dzieje, więc myślę, że nie jestem taka złą matką. Ona odtrąca mnie, bierze ode mnie to co jej pasuje i kiedy jej pasuje, a nie myśli wcale o moich uczuciach, że mnie rani, dla niej to nic nie znaczy.
  • verdana 22.01.14, 18:23
    Innymi słowy - jesteś idealną matką, która nie popełnia błędów, tylko masz złą córkę, którą trzeba zmienić. Nie potrafisz znaleźć w córce ani jednej zalety, a wsobie ani jednej wady.
    I uwazasz, ze jesteś dobrą matką.
    Przykro mi, nikt jeszcze nie zmienił zachowania nastolatki, nie zmieniając własnego zachowania. No chyba, ze córka jest chora, jest psychopatką - ale to nie wynika z Twoich postów.
    Nie, nie mówię, ze jesteś złą matką, naprawdę - jesteś matką, która sie stara, która chce pomóc - ale nie jest wykluczone, ze robisz coś, co powoduje, ze Twoje kontakty z córką sa złe. I ze nie lubisz córki, bo gdybys lubiła, to znalazłabyś w niej jakąś zaletę.
    Potrzebujesz pomocy psychologa nie mniej, niz córka. To jak w terapii małżeńskiej - nie da sie naprawić związku, uznając, że tylko jedna strona jest wszystkiemu winna imusi zostać naprawiona.
    --
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 18:42
    verdana moja córka jest fajna, kiedy wyjeżdżamy razem i robimy tylko to co chcemy, kiedy robimy to co ona chce i nie rozmawiamy o tym o czym ona nie chce, na wakacjach chociaż z młodszym bratem potrafi być miła, a normalnie nie jest fajna. Ja nie wiem, jakie błędy popełniam, a na pewno popełniam, kiedyś byłam taka sama, a córka była normalną, pogodną, wesołą, spokojną dziewczyną, która zachowywała się jak wszystkie dzieci w jej wieku, a w końcu się zmieniła, ale to nie jest moim zdaniem normalny bunt nastolatki. Rozmawiałam z kilkoma psychologami, pedagogami co robię, jak reaguję, jakie metody stosuję i nie usłyszałam nigdy, żebym robiła coś karygodnego, czego nie powinnam i tak naprawdę nikt mi nie był w stanie pomóc jak mam się zmienić, żeby poprawić relację z córką. Moja córka to co jedynie jest w stanie powiedzieć co by chciała zmienić, to że chciałaby być jedynaczką, żebym nikim innym się nie zajmowała i tylko zawsze dla niej miała czas, zawsze miała dobry humor, nigdy nie była zmęczona, zajęta czymś innym itd. Więc to są jedyne moje błędy, że założyłam drugą rodzinę i że czegoś od niej chcę, a nie mam prawa nic oczekiwać, ona chce robić tylko to co chce i zachowywać się jak chce i nie ważne, że cierpią przez to inni. Nie da się nie rozmawiać o problemach, wszystko olewać, niczego nie oczekiwać i żyć ciągle jak na wakacjach.
  • danaide 25.01.14, 20:32
    Nie doczytałam jeszcze do końca więc przepraszam jeśli się wcinam, a odpowiedź już jest. Pisałaś, że byłaś bardzo sama, ale, jak wynika z Twoich wypowiedzi, starałaś się maksymalnie być z dzieckiem i dla dziecka, nie pokazując jej w jak trudnej sytuacji się znalazłaś. Potem założyłaś nową rodzinę. Z punktu widzenia córki może zrobiłaś jej krzywdę - przecież było dobrze! Po co było to psuć?! Piszesz, że córka chce żyć jak na wakacjach, ale czyż nie zawsze próbowałaś ze wszystkich sił ciągnąć wóz i nie dawać jej do zrozumienia, że jest raz lepiej jak gorzej - jak w życiu - tylko sprawić, by jej życie przebiegało bez trosk, którymi byłaś obarczona - ergo - jak na wakacjach?


    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 22:35
    Ona miała 2 latka, więc oczywiście nie chciałam żeby dodatkowo przeżywała przeprowadzkę z powodu moich emocji. Rozstanie nie było dramatyczne, nie rozstrząsałam go miesiącami, pomagały mi przy córce bardzo mama i siostra, a córka w sumie i tak nie widywała praktycznie ojca jak z nim mieszkałyśmy, też tylko okazjonalnie. Nigdy nie myślałam, że dbanie o poświęcanie zawsze jej czasu i uwagi może się źle skończyć. Ale nie znaczy to, że żyłam tylko pracą i córką, miałam przyjaciółki, wychodziłam, ale zawsze ona miała wtedy opiekę kochanej babci lub cioci.
  • danaide 26.01.14, 01:48
    2 latka jak się rozstałaś, dobrze rozumiem? A nowa rodzina? Brat? O tym piszę, gdy piszę, że się jej pogorszyło - wcześniej wszyscy - minus tata, ale to detal=) - tylko dla niej.

    Nie wiem jak jest z poświęcaniem czasu dziecka. Jestem sama z dzieckiem od kilku lat i zdecydowanie nie zawsze poświęcam mu czas - wprost przeciwnie, chcę mieć czas, i nie tylko, dla siebie również. Dlatego też wczytam się, żeby zobaczyć gdzie są meandry samotnego wychowywania dziecka.

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • damodia 22.01.14, 18:26
    > Ona odtrąca mnie, bierze ode mnie to co jej pasuje i kiedy je
    > j pasuje, a nie myśli wcale o moich uczuciach, że mnie rani, dla niej to nic ni
    > e znaczy.


    Też nie mówię matce o wielu rzeczach z mojego życia bo ona do wszystkiego się wtrąca i miesiącami potem to roztrząsa i tym się "żywi" i to jest koszmarne.
    Ale to co napisałaś powyżej to jak wyznanie współuzaleznionej żony alkoholika. Pomyśl o tym i może przestań się skupiać na córce a idź na indywidualną terapię sama z sobą.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 18:45
    Czyli nie mam wcale szukać z nią kontaktu i żyć jak z obcym w domu? W takim razie w ogóle nie będziemy spędzały ze sobą czasu.
  • iziula1 22.01.14, 22:43
    blekitnalaguna123 napisała:

    > Oceniam siebie jako matkę, która zawsze jest przy niej, pomaga jej, wyciąga z t
    > arapatów, stara się mieć czas kiedy ona chce spędzić go ze mną, wciąż wierzy że
    > ona zrozumie że nie robię nic jej na złość. Ona zawsze może na mnie liczyć, ty
    > lko ja tak naprawdę przyjmuje się co się z nią dzieje, więc myślę, że nie jeste
    > m taka złą matką. Ona odtrąca mnie, bierze ode mnie to co jej pasuje i kiedy je
    > j pasuje, a nie myśli wcale o moich uczuciach, że mnie rani, dla niej to nic ni
    > e znaczy.

    Ja mam syna nastolatka i CZUJE TO SAMO CO TY! Dzieci nie widza w nas osób które posiadają te same uczucia i emocję.
    Niestey teraz musimy sobie same z tym radzić. I wierzyć,że nasze dzieci kiedyś dojrzeją i znów będą nas kochać ale juz miłością dojrzałego człowieka.
    mimo wszytko nie wolno ci czytać zwierzeń córki.
    To moja rada-zaufaj mi.
    Pamiętasz jak kochałas córke gdy była malutka? Pamiętasz co jej wtedy obiecywałaś?
    To wciąz ona. Pod warstwą gniewu, hormonów, agresji i egoizmu to wciąz twoja mała córeczka.
    Za kilka lat okres dojrzewania minie. Obyś przetrwała.

    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 71tosia 22.01.14, 00:08
    no coz dobrze ze corka w ogole chce rozmawiac z psychologiem, to wiek w ktorym trudno podejmuje sie decyzje ze osobie 'starej' mozna jakos zaufac. Nawet jak nie widac efektow, szczegolnie w sytuacji kiedy nie masz z nia dobrego kontaku, wazne ze corka ma kogos doroslego z kim taki kontakt nawiazala. Jezeli zgadza sie na te spotkania to sa dla niej jakos wazne i jakos jej pomagaja, lepiej wiec z nich nie rezygnowac. Bez tych spotkan jej zachowanie moglo by byc jeszcze gorsze?
    Fajnie by bylo miec dziecko, ktore ma ochote robic to co my lubimy robic.. Jednak z doswiadczenia wiem ze czesto jedynym sposobem na nawiazanie kontaktu z nastolatka jest robienie tego co jej sprawia przyjemnosc, liczac na to ze przy okazji przyjemnego wspolnego spedzania czasu czasami da sie pogadac z corka, bez syczenia i warczenia ;-)
    Psychologa obowiazuje tajemnica zawodowa, jedyne co mozesz zrobic to umowic sie na rozmowe i przedstawic swoj punkt widzenia i spytac o jakies wskazowki co do wlasnego postepowania w kontaktach z dzieckiem?
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 18:23
    71tosia napisała:

    > no coz dobrze ze corka w ogole chce rozmawiac z psychologiem, to wiek w ktorym
    > trudno podejmuje sie decyzje ze osobie 'starej' mozna jakos zaufac. Nawet jak n
    > ie widac efektow, szczegolnie w sytuacji kiedy nie masz z nia dobrego kontaku,
    > wazne ze corka ma kogos doroslego z kim taki kontakt nawiazala. Jezeli zgadza
    > sie na te spotkania to sa dla niej jakos wazne i jakos jej pomagaja, lepiej wie
    > c z nich nie rezygnowac. Bez tych spotkan jej zachowanie moglo by byc jeszcze g
    > orsze?
    Właśnie nie widzę, żeby córce terapia coś dawała skoro nadal jest cała zbuntowana, arogancka, po prostu nabuzowana złością. Z czegoś to wynika, a terapia miała jej przecież pomóc dojść do tego i poradzić sobie. Czy rok to za mało?

    > Fajnie by bylo miec dziecko, ktore ma ochote robic to co my lubimy robic.. Jedn
    > ak z doswiadczenia wiem ze czesto jedynym sposobem na nawiazanie kontaktu z na
    > stolatka jest robienie tego co jej sprawia przyjemnosc, liczac na to ze przy ok
    > azji przyjemnego wspolnego spedzania czasu czasami da sie pogadac z corka, bez
    > syczenia i warczenia ;-)
    Robimy i to co robimy obu nam sprawia przyjemność i dzięki temu jeszcze wierzę, że córka potrafi być normalna, fajna, ale wiem też, że jak wrócimy do codzienności wróci bunt, izolacja, arogancja.

    > Psychologa obowiazuje tajemnica zawodowa, jedyne co mozesz zrobic to umowic sie
    > na rozmowe i przedstawic swoj punkt widzenia i spytac o jakies wskazowki co do
    > wlasnego postepowania w kontaktach z dzieckiem?
    Wskazówki pani mi już dawała po tej niby próbie terapii rodzinnej, w sumie 4-miesięcznej, więc nie takiej krótkiej. Nic nowego, wiem że muszę być cierpliwa, stawiać granice, nie dać się obrażać i budować kontakt tam gdzie się dogadujemy. Na rozmowę na pewno się umówię, nie wiem tylko o co mogą pytań psycholog.
  • damodia 22.01.14, 18:33
    > Wskazówki pani mi już dawała po tej niby próbie terapii rodzinnej, w sumie 4-mi
    > esięcznej, więc nie takiej krótkiej. Nic nowego, wiem że muszę być cierpliwa, s
    > tawiać granice, nie dać się obrażać
    i budować kontakt tam gdzie się dogadujemy.


    A czy zastosowałaś się do jej rad? Przed chwilą napisałaś, że córka cię wyzywa i wyrzuca ze swojego pokoju (jak reagujesz na wyzwiska?) , że nie chce rozmawiać (a musi chcieć?) , że Ty "robisz dla niej wszystko" i jak tylko "ona zechce" to jesteś do jej dyspozycji....
    To ja tu nigdzie nie widzę, żebyś się nauczyła stawiać granice córce i była konsekwentna. Widzę, że się podkładasz byle cię chciała a potem się wkurzasz i masz pretensje że nie jest miła jak się jej "oddałaś"..
    Masz problem sama z sobą.
    Twierdzisz, że jedyna córce zostałaś (znaczy ojciec i ojczym postawili jej granice a Ty ciągle nie i zawsze wbrew nim).
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 18:57
    Wychodzę z pokoju lub kuchni albo wypraszam do jej pokoju. Nie kontynuuję rozmowy, a jej to chyba odpowiada, bo ma święty spokój. Wydaje mi się, że normalni ludzie rozmawiają ze sobą w rodzinie, z mężem rozmawiam, z synem rozmawiam, z nią mam nie rozmawiać? Spędzam z nią czas, bo to jedyne sytuacje, kiedy jest miło, a przy okazji dla mnie odpoczynek od reszty rodziny. Pani psycholog uważa, że to dobrze, że choć coś nas łączy i nie powinnam z tego rezygnować.
    Mojego eks nie obchodzi nic co z Młodą jest i będzie, on nie chce słyszeć o żadnych problemach córki i broń boże żeby próbować go w coś angażować. On się z nią spotyka, żeby kupić jej co chce, dać pieniądze i dwa razy w roku zabiera na wakacje, na których nawet nie zauważa, że córki pali. Mąż odsunął się od jakichkolwiek decyzji, rozmów, tłumaczeń, kar, kiedy córka powiedziała, że nie ma do tego prawa i ma się odwalić od niej. Wspiera mnie, ale nie ingeruje, bo z tego są tylko większe awantury.
  • 71tosia 22.01.14, 19:12
    moze zastanow sie co w realcji z corka jest wazne a co mozna odpuscic, ja mimo ze nikt nie pali w rodzinie darowalam sobie uwagi o papierosach (pala prawie wszyscy jej znajomi), pilnuje tylko by nie palila w domu. Nie piekle sie o porzadek w jej pokoju (syf czasami ma straszny) ale za to nauczylam sie (prawie) jezdzic konno, bo moge przy tej okazji z corka prawie rozsadnie pogadac. Postaralam sie tez lepiej poznac jej znajomych, to tez czasami fajny temat wspolnych rozmow ;-). No i wiekszosc decyzji negocjuje ,doszlam do takiej wprawy ze ci co negocjuja z terrorystami mogli by brac u mnie lekcje ;-)
    ps duzo sytuacji mozna tez z moja mloda rozladowac wykorzystujac jej i moje poczucie humoru, czesto dziala nawet nawet w baaaardzo trudnych sytuacjach.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 20:00
    Moja pali w domu niestety, chociaż nie pozwalam, nie chcę żeby wszystko śmierdziało. Pali jak mnie nie ma w domu, czasami jak ktoś jest u niej palą przy otwartym oknie. Twierdzi, że otwiera okno, więc nic nikomu nie może przeszkadzać. Czasami wychodzi na klatkę albo na podwórko. Pali od dawna, od pierwszej klasy gimnazjum, tylko kiedyś nie tak otwarcie w domu. Pali też w szkole, teraz w liceum nie jest to taki problem, bo szkoła wie, że część osób pali i nie tępią ich spod szkoły, spod bramy, nie interesuje ich to, nie można tylko palić w łazienkach, ale w gimnazjum było bardzo dużo problemów, bo nie można było wychodzić, palili w łazienkach, wychodzili z lekcji, na przerwach przepędzali innych. Bałagan w pokoju mnie już całkiem nie obchodzi ale nic nie robię tam, okna nie myte z dwa lata bo jej się nie chce, firany nie prane, odkurza może raz w miesiącu nie wiem. Najgorsza sprawa z ciuchami, potrafi wyrzucić do prania raz na dwa tygodnie całą kupę. Sama nie upierze, mówi, że kupi sobie nowe i ojciec jej kupi i mu naskarży, że jej nie piorę. Znajomych przyprowadza jak jestem w pracy, czasami ktoś przychodzi to idą tylko do jej pokoju i nikt nie ma prawa wchodzić. Negocjować nie mam już czego, bo ona o nic mnie nie pyta, kiedyś spisywane regulaminy były łamane, kary nic nie dawały. Wspólnie chodzimy na zakupy ciuchów i kosmetyków, do fryzjera i kosmetyczki, do kina, do kawiarni przy okazji, w domu robimy maseczki i słuchamy muzyki, czasami jeździłyśmy na rowerze, rzadziej spacer bo bez celu chodzić się nie opłaca wg córki.
  • danaide 25.01.14, 20:52
    Ja to pewnie nie przejęłabym się kupą ciuchów raz na dwa tygodnie. Zwyczajnie, jest jakiś tam grafik prania i najwyżej jej ulubiony ciuch się nie załapie i musi poczekać. U mnie sporo granic wynika z moich potrzeb jasno komunikowanych. Działa to też w drugą stronę, córeczka komunikuje swoje, ja w miarę możliwości uwzględniam. Granice jako kompromis między potrzebami. Zapewne moja potrzeba szacunku sprawiłaby, że na jakiś czas odpuściłabym sobie wspólną kosmetyczkę, zakupy czy słuchanie muzyki. Ale to ja.

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 22:46
    Ja piorę właściwie codziennie, oprócz weekendów, ale jak ona przyniesie kupę brudów to do nocy nie mogę się oprać.
    A z tymi atrakcjami to jest tak, że część jest w weekend jak jesteśmy same w domu a część na wyjeździe jak jesteśmy u mojej mamy. Tak czy tak ja sobie zrobię maseczkę, ona też sobie robi, więc po prostu robimy razem a przy okazji słuchamy muzyki, jemy i mamy możliwość porozmawiania właśnie w spokoju, bez nerwów z jej strony, tego wkurzenia. Ja sobie raz na jakiś czas muszę coś kupić do ubrania, jej też muszę, tak samo z kosmetykami, muszę iść do fryzjera, czasami chodzę na paznokcie do kosmetyczki, więc idziemy razem, trudno żeby ona siedziała, patrzała i czekała aż skończą. Gdyby nie to, nie miałybyśmy właściwie okazji spędzać czasu razem, bo ona nie ma czasu, ucieka do znajomych lub do swojego pokoju i zajmuje się niezwykle ważnymi sprawami. No jeszcze kino lub rower czasami potrafią ją skusić, żeby ze mną spędzić czas.
  • danaide 26.01.14, 01:22
    Że niby co? Nie możesz się oprać do nocy? A ktoś od Ciebie tego wymaga?
    No chyba że Ty sama.
    Jakby mi ktoś przyniósł kupę w różnych kolorach, to minimum tydzień by czekał lekko licząc aż wszystko wróci.

    Ale problemem jest coś innego. Ja piszę że pranie, że olałabym te wspólne sprawy - a Twoja reakcja jest reakcję grzecznej uczennicy wyrwanej do tablicy. Twoja córka się buntuje, jasna sprawa. Czy Ty kiedykolwiek się zbuntowałaś? Czy też karnie i grzecznie robiłaś wszystko co trzeba - zwłaszcza jako dorosły, matka - i dziwi Cię, że inni tak nie robią?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • morekac 26.01.14, 10:42
    > Ja piorę właściwie codziennie, oprócz weekendów, ale jak ona przyniesie kupę br
    > udów to do nocy nie mogę się oprać.
    Gwarantujesz obsługę jak w najlepszej pralni - czyli niezależnie od tego, ile sztuk do prania się przywlecze, na następny dzień dostaje się uprane i wyprasowane? Jeśli tak jest - to z tego tylko tytułu powinnaś udać się na jakąś psychoterapię, bo to jest po prostu chore.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • sorvina 27.01.14, 00:14
    blekitnalaguna123 napisała:

    >Gdyby nie to, nie miałybyśmy właściwie okazji spęd
    > zać czasu razem, bo ona nie ma czasu, ucieka do znajomych lub do swojego pokoju
    > i zajmuje się niezwykle ważnymi sprawami. No jeszcze kino lub rower czasami po
    > trafią ją skusić, żeby ze mną spędzić czas.

    Dlaczego uważasz, że nastolatka powinna chcieć spędzać często czas ze swoimi rodzicami i to źle o niej świadczy, że tego nie chce?
    I czemu tak pogardliwie wyrażasz się o tym czym zajmuje się twoja córka. Dla niej to są ważne sprawy.

    Z pewnych potrzeb i nawyków córka wyrosła. Jest prawie dorosła a to znaczy, że za chwilę może wyprowadzić się na studia do innego miasta i będziesz ją widzieć na święta. Gdyby normalne było, że życie nastolatka kręci się wokół rodziców, to coś takiego byłoby szokiem, na który nikt nie byłby gotów. Dlatego natura tak to wymyśliła, że w pewnym momencie nawet najbardziej przywiązany do rodziców nastolatek odczuwa wielką potrzebę by kierunkować swoje działania i kontakty społeczne na zewnątrz. Dzięki temu odcina się pępowina. Nastolatek uniezależnia się emocjonalnie i psychicznie od rodziców - potrafi znaleźć sobie własną grupę wsparcia i radzić sobie sam. Jeśli cały rozwój nastolatka przebiega prawidłowo i rodzice nie tłumią tej potrzeby uniezależniania się, stawiając zdrowe granice szkodliwym zachowaniom, ale akceptując i dając stały komunikat - kochamy cię, u nas zawsze jest dla ciebie miejsce, to gdy hormony opadną, lekcja zostaje przerobiona sytuacja się normuje. Ale już nie tak jak było w dzieciństwie, ale na zasadzie relacji dorosłych, bliskich sobie ludzi. Czasem jeśli relacja jest zbyt bliska, zbyt symbiotyczna, rodzic nie chce puścić dziecka, to ona musi gryźć i kopać, by się uwolnić. To boli obie strony.

    Czy ty na pewno akceptujesz dorastanie i uniezależnianie się córki? To, że ma własny świat, inny od twojego? To, że przestałaś być najważniejsza. Na ile problem jest w zachowaniu córki, a na ile w twoich interpretacjach tego zachowania? Np. że ona powinna rozmawiać z tobą zawsze gdy ty tego chcesz, bo ja nie to ty się czujesz lekceważona, nieszanowana, zraniona itp. Wiele zachowań twojej córki jest czymś normalnym w tym wieku, a nie czymś osobistym, skierowanym przeciwko tobie. Mając dystans, nie biorąc do siebie jej zachowań, potrafiąc być niezależną emocjonalnie, będziesz zupełnie inaczej reagować. Potrafić spokojnie stawiać granice. Z tego co piszesz teraz emocje biorą górę i zaczynasz emocjonalne kazanie i karanie, które nie działa, lub nic nie mówisz i unikasz jakiegokolwiek stawiania granic. Ty odpowiadasz za swoje reakcje, swoje poczucie własnej wartość i tylko ty możesz je zmienić. Oczekiwanie, że córka się dostosuje i będzie robić tylko to co dla ciebie jest miłe i przyjemne, jest nierealne. Liczenie na to, że kolejne kazanie i wyrzuty coś zmienią, również.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • zuzi.1 27.01.14, 18:36
    10/10
  • pade 23.01.14, 11:09
    Czyli przyjął postawę "nic mnie nie obchodzisz"?
    Bo fakt, że nie stawia granic córce, niczego od niej nie wymaga przekłada się w jej języku na "stary mnie olewa"
    Bardzo możliwe, że Twoja córka jest pełna złości, bo nie czuje się kochana przez ojca a w Twoją miłość trochę wątpi i dlatego Cie testuje. To jest zachowanie z rodzaju pokaż mi jak bardzo mnie kochasz. Pokaż mi ile jesteś w stanie dla mnie wytrzymać.
    Rozumiem jak bardzo cierpisz i jak trudna jest dla Ciebie ta sytuacja. I podziwiam Cię za to, że dalej się starasz i chcesz córce pomóc.
    Może spróbowałabyś powiedzieć jej: córciu, ja wiem, że jesteś na mnie zła, na tatę też, bo nie jesteśmy razem, ja Ciebie rozumiem. I wiedz, że Cię kocham. Nawet gdy Ci czegoś zakazuję, gdy czegoś od Ciebie oczekuję, wymagam, gdy jestem zła na Ciebie, NADAL Cię kocham.
    To jest bardzo ważny komunikat dla dziecka: wkurzasz mnie, ale i tak Cię kocham.
    Plus potraktuj poważnie radę psychologów o stawianiu granic. Doczytaj na czym to polega. Nie daj sobą pomiatać. Stawianie granic to jeden ze sposobów okazywania miłości. Nie mogę Ci na to pozwolić bo Cię kocham.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • 71tosia 22.01.14, 18:57
    chyba nie masz 17 latki w domu Damadio?
    Latwo pisac o stawianiu granic, ale troche trudniej realizowac. Bo czesto masz wybor taki albo 'stawiasz granice' i przestajesz rozmawiac ze zbuntowanym dzieckiem w ogole (bo obraza) albo rozmawiasz i tlumaczysz, mimo ze cie obraza, czyli granicy nie stawiasz ;-)
    Nie jest wykluczone ze autorka trafila na slabego specjaliste, dobrze by bylo jednak jakos sie dowiedziec od corki w czym jej ta terapia pomaga, no chyba ze chodzi na nia tylko dla swietego spokoju by matka sie nie czepiala. Moze nie pytajac o szczegoly, spytac corke czy chce ja kontynuowac i dlaczego i czy z ta psycholog?
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:03
    Pytałam córkę parę razy, czy będzie dalej chodzić, mówi że tak, jakby nie chciała i krzywda by jej się tam działa, na pewno by nie chodziła. Dlaczego chce chodzić? Bo tak. Wcześniej przerobiłam z nią wszystkich psychologów w mieście i nigdzie nic nie drgnęło, tutaj tak, więc widać ta pani podpasowała córce, umie coś z niej wyciągnąć, bo u tamtych był z tym problem. W tym mieście nie mamy już pola manewru, musiałybyśmy jeździć gdzieś daleko, jest taka opcja, ale tutaj nie muszę chociaż córki wozić tylko sama sobie chodzi.
  • 71tosia 23.01.14, 00:06
    jezeli corka chodzi na te spotkania to chyba sama czuje ze ma jakis problem ze soba, nawet jezeli przed Toba sie do tego nie przyznaje. Problem pewnie uwaza za powazny, bo w tym wieku nie podejmuje sie latwo decyzji o terapii. Nastolatek sam z siebie raczej nie szuka pomocy u psychologa.
  • pade 23.01.14, 11:12
    Stawianie granic to nie jest obrażanie się.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • oksytocyna1 22.01.14, 00:25
    Straszne. Podpisuję się pod wszystkim, co już Ci zostało pięknie napisane. Z małym wyjątkiem. Ktoś napisał, że powinnaś mieć prawo do wglądu w dokumentację. Otóż uważam, że z Twoimi kontrolującymi zapędami wykorzystałabyś to do wzmocnienia kontroli nad córką, a ona domyśliłaby się, że znasz szczegóły terapii, przerwałaby to, a Wasze relacje by legły w (jeszcze większych) gruzach. Sama idź na terapię, bo stracisz córkę ( o ile już nie straciłaś).
  • mamasiasiulki 22.01.14, 05:29
    A moim zdaniem powinnaś pójść do tej psycholog i powiedzieć szczerze, że nie możesz znieść braku kontroli nad tym, co jej córka mówi. Nie gniewaj się, ale sam ten fakt świadczy, że powinnyście odbywać terapię wspólnie, ponieważ masz potrzebę nadmiernej kontroli nad córką. Dziewczyno, Ty nie możesz kontrolować każdej myśli dorosłego dziecka! Wpływać na każdą jej decyzję! To tu jest Wasz problem z więzią! Wierz mi, naprawdę, że to właśnie dzieci kontrolowane tak się zachowują! Piszesz, że jesteś po rozwodzie. Obawiam się, że i Ty masz problem, na dodatek masz poczucie, że to Twoja wersja wydarzeń jest jedyną obiektywną i prawdziwą. Czy tak nie jest także w codziennym życiu? Czy ta Twoja nastolatka ma cokolwiek do gadania, czy tylko "dopóki jest na Twoim utrzymaniu"?
  • mamasiasiulki 22.01.14, 05:30
    Na dodatek nastolatka z problemami może korzystać z pomocy w ppp lub szkole (pedagog szkolny też jest z ppp) - nie musi to być terapia prywatna, nie musisz płacić.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:10
    Przerobione, ona nie rozmawia z nikim z kim nie chce.
  • mamasiasiulki 22.01.14, 05:43
    Aha. I na szczęście nie masz prawa wglądu w szczegóły rozmów z psychologiem, natomiast nie przyszła Ci do głowy prosta rada, której ktoś tu już udzielił - by się umówić z psychologiem na wizytę i opowiedzieć, że masz taki a taki problem, podać swoje oczekiwania, problemy, być szczerą? Zapytać, jak masz postępować z dzieckiem?
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:14
    Przecież o tym wszystkim mówiłam na początku terapii, pani zna wszystkie problemy córki, które ja znam, wie jak reaguje i jak kiedyś reagowałam, wie jak postępuję. Żadnych nowych rad nie otrzymałam. Pani wie, że nic się nie zmieniło w zachowaniu córki. Gdyby chciała ze mną porozmawiać, chyba by zadzwoniła?
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:09
    Ja mam potrzebę kontroli? Moja córka robi co chce i nie robi nic czego nie zechce, nic mi nie mówi i nie odpowiada na moje pytania jeśli nie chce, nie wpuszcza mnie do pokoju, wychodzi kiedy chce i gdzie chce, wraca kiedy chce, nie mam z nią telefonicznego kontaktu, nie robi w domu nic, do szkoły chodzi kiedy chce, zaprasza do domu kogo chce i kiedy chce, odzywa się jak chce i do kogo chce. Nie mam nad nią żadnej kontroli i nie oczekuję, że będzie mi o wszystkim mówiła, raczej że będzie przestrzegać podstawowych zasad współżycia z innymi.
  • igge 22.01.14, 23:18
    ja tylko chciałam zauważyć, że Twoja córka rzeczywiście zachowuje się źle i nie każdy 17 latek aż tak strasznie się zachowuje bo zwyczajnie dziecko, nawet prawie pełnoletnie nadal szanuje rodziców i jakoś podświadomie liczy się z ich zdaniem mimo, że na moje próby wydawania poleceń i np zakaz kompa albo nakaz pójścia do łóżka/do swojego pokoju po 23 w nocy - mój syn buntuje się i nie robi tego, każdą rzecz trzeba mu powtarzać sto razy ale jednak nie wyzywa, prawie nigdy nie krzyczy, siostrę młodszą szanuje, i generalnie gdyby chodził na terapię to oczekiwałabym, żeby sam z siebie albo zapytany przeze mnie opowiedziałby mi co tam mniej więcej robi i nad czym pracuje i o czym np rozmawiają i jak. Jego siostra w podstawówce mówiła ogólnie co robią z psycholożką i o czym gadają, aczkolwiek ja sama znowu nie wnikałam zbyt szczegółowo, ona była zadowolona i ja też.
    Teraz sama chodzę na terapię i niby nie opowiadam dzieciom i mężowi szczegółowo każdego zdania, które na terapii pada ale jednak rozmawiam z nimi trochę na ten temat i jakby miały pytania to na nie chętnie odpowiedziałabym, tak jak odpowiadam na męża pytania. To chyba normalne, że czasem się mówi w rodzinie o wszystkim od czasu do czasu. Oczekiwałabym,że 17 letni syn choć krótko ale odpowiadałby mi na pytania o jego terapię, w takim zakresie w jakim nie narażałoby to jego intymności i prawa do tajemnicy. Gdybym nic z niego nie mogła wydusić poszłabym za jego wiedzą (i nie pytając się o zgodę) do psychologa i chciałabym znać jego opinię o dziecku. Twoja córka stawarza swoim niedopuszczalnym zachowaniem sama podstawy i powody do Twojej interwencji i z tego co piszesz dla mnie nie wygląda to na to, że jesteś kontrolująca. Sama też nie jestem kontrolującym rodzicem i wiem co mówię bo moja przyjaciółka wychowuje dzieci wg zasady kontrola podstawą zaufania i ja tak nie robię, generalnie moje dzieci tak jak Twoja córka robią co chcą. Tyle, że trzymają się raczej same z siebie w granicach szeroko rozumianej przyzwoitości. O ocenach syna w szkole mam prawo porozmawiac z wychowawcą i tak samo mam prawo dowiadywać się o postępy u psychologa.
    Bez kserowania karty, w normalnej rozmowie, częściej niż trzy razy do roku, co miesiąc np jak dziecko sprawia takie kłopoty. W szkole syna też zamierzam co miesiąc zacząć się pojawiać bo ma słabe oceny i nie podoba mi się to i czekam na jego wysiłek, pracę i minimalne choć postępy. Z tymi ciuchami, kinem i kosmetykami, znajomymi palącymi w domu ja bym nie przesadzała, mi się wydaje, że ona weszła Ci zupełnie na glowę i pozwala sobie na zbyt wiele przy milczącej i z odległości aprobacie ojca, któremu wygodnie jest, że to Ty nie on masz z dzieckiem kłopoty. Z tego co piszesz to w każdej rodzinie i przy zupełnie fajnym rodzicu można nagle mieć takie problemy :) Moja córka ma dopiero 14 lat wszystko przede mną ;)
    pozdr
  • sorvina 22.01.14, 23:44
    Warto zauważyć, że ta nastolatka nie ma normalnych warunków, więc trudno by zachowywała się jak jej żyjące w poczuciu pewności, miłości obojga rodziców i bezpieczeństwa, rówieśniczki.

    Nie kwestionuję tego, że autorce jest ciężko. Tylko warto pamiętać, że dziewczynie też jest ciężko, a nie miała wpływu na to co się dzieje, nie wybrała sobie takiej sytuacji i może być jej trudno się z nią pogodzić, a jej psychika jest jeszcze na tyle niedojrzała by sobie nie radzić z silnymi emocjami. Dlatego świetnie, że ma pomoc psychologa i zgadzam się z jedną z wcześniejszych wypowiedzi, że to, że nie jest dobrze nie znaczy, że terapia nie działa, bo bez niej, mogłoby być gorzej. Pewne rzeczy wymagają czasu i wzrostu dojrzałości psychicznej dziewczyny. Dziewczyna ma uczyć się sobie radzić z trudną sytuacją. Można i trzeba stawiać jej granice, ale wymaganie by już teraz radziła sobie jak dojrzały dorosły to zupełne niezrozumienie jej możliwości rozwojowych.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • igge 23.01.14, 09:44
    generalnie się z Tobą Sorvina zgadzam (gdzieżbym śmiała nie zgadzać se z takim autorytetem :))
    Ale nie przesadzajmy z tymi szczególnie trudnymi warunkami córki autorki
    Co trzecia rodzina jest teraz po rozwodzie i są też inne ciężkie i niecieplarniane warunki w jakich dzieci się wychowują - to żadne usprawiedliwienie aż takiego zachowania
  • sorvina 23.01.14, 09:55
    To, że coś jest powszechne od kilkunastu lat, to nie znaczy, że dzieci nauczyły się sobie z tym dobrze radzić. Jedne są silniejsze, inne bardziej wrażliwe. Rozwody też są różne i różnie rodzice się zachowują w trakcie i po. Tutaj nie widać zdrowych relacji rodziny patchworkowej.
    Zerwanie w związku też zdarza się często, a jednak niektórzy z tego powodu skaczą z mostu prawda? - nastolatki reagują mocniej, nie mają dystansu. I nie chodzi mi o usprawiedliwienie, ale o zrozumienie. Usprawiedliwienie to byłoby - ok córeczko, jak chcesz się zapić w trupa to ok, akceptuję twoją potrzebę. Zrozumienie - wiem, że dla ciebie to trudna sytuacja i masz prawo czuć złość, niechęć itp. chętnie z tobą porozmawiać na temat tego jak mogę pomóc Ci poradzić sobie w tej sytuacji, natomiast są zachowania, których tolerować nie będę, z którymi źle się czuję i mam nadzieję, że ty również uszanujesz moje potrzeby.

    W życiu bywa różnie, nie zawsze można i nie zawsze warto, dawać dziecku to czego chce. Ale można uszanować jego prawo do czucia się z tym źle, do złości i żalu i uczyć dziecko zdrowego wyrażania ich. A jakże często nie rozmawia się o emocjach, zamiata je pod dywan bo ma ich nie być. Więc są tylko 2 opcje - tłumię lub wybucham, nastolatek nie chce i czasem nie potrafi tłumić, więc pozostaje mu wybuchanie, innych wzorców nie dostał.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • sorvina 23.01.14, 10:04
    Niby drobna różnica w komunikacji, a efekt skrajnie odmienny. O tym m.in mówi książka o porozumieniu bez przemocy. Jak empatyczna rozmowa, nawet jeśli ostatecznie nie możemy komuś dać tego czego oczekuje, naprawić świata, ale wysłuchaliśmy go, emocji, które stoją za jakimś zachowaniem, to rozładowuje je i buduje porozumienie. Jeśli obie strony okopią się na swoich stanowiskach i będą toczyć batalie o sprzątanie czy coś innego, to nigdy nie zrozumieją o co im naprawdę chodzi, nie dojdą do porozumienia.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • igge 23.01.14, 15:57
    niedobrze ani tłumić ani wybuchać, masz rację to nie o to chodzi. Córka autorki chyba raczej częściej wybucha a w czasie wakacji zmienia się w ideał i raczej nie tłumi tylko nie ma okazji/konfliktów aby powstawały w niej te emocje i jest ok. narzuca się tu wniosek, że rok szkolny, obowiązki i towarzystwo kolegów to stres dla mamy i dla córki...
    Moja 14 letnia córka wybucha częściej syn (17,5) prawie nigdy. Raczej nie umieją tłumić emocji i dobrze. W córce to chyba buzują hormony, dojrzewa. Syn, spokojniejszy, ma tendencję do dbania o uczucia innych bardziej niż córka, która jest szczera do bólu i w okresie wynajdywania wszelkich wad u rodziców. Nie zawsze stanowię/stanowiłam dobry wzór do naśladowania sposobu zdrowego wyrażania emocji.
    Sorwina jak zwykle masz rację są wrażliwe i wrażliwsze dzieci a rozpad rodziny, uchylanie się od opieki/wychowywania biologicznego ojca i niewiadoma postawa ojczyma, bezradność i bezsilność mamy i nastoletnie testowanie granic to wszystko razem wymaga zrozumienia i dla dziecka, nie tylko dla mamy.
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 17:56
    igge napisał:

    > niedobrze ani tłumić ani wybuchać, masz rację to nie o to chodzi. Córka autorki
    > chyba raczej częściej wybucha a w czasie wakacji zmienia się w ideał i raczej
    > nie tłumi tylko nie ma okazji/konfliktów aby powstawały w niej te emocje i jest
    > ok. narzuca się tu wniosek, że rok szkolny, obowiązki i towarzystwo kolegów to
    > stres dla mamy i dla córki...
    Nie tylko w wakacje, zawsze kiedy sytuacja jest idealna, taka jak jej odpowiada, nikt od niej niczego nie chce. Można powiedzieć w tygodniu córka zawsze jest wkurzona, izoluje się.
  • danaide 26.01.14, 01:53
    A o co chodzi z tym, że w weekendy jesteście same? Całe weekendy czy kawałek? Gdzie wtedy jest mąż/syn?
    No, może to ta szkoła...=)
    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 17:52
    sorvina napisała:

    > To, że coś jest powszechne od kilkunastu lat, to nie znaczy, że dzieci nauczyły
    > się sobie z tym dobrze radzić. Jedne są silniejsze, inne bardziej wrażliwe. Ro
    > zwody też są różne i różnie rodzice się zachowują w trakcie i po. Tutaj nie wid
    > ać zdrowych relacji rodziny patchworkowej.
    Ale z mojej strony wydaje mi się, że wszytko robiłam dobrze, ja się staram, nie olewam, zawsze byłam wsparciem i mój maż również, więc dlaczego na mnie skupia się gniew, a nie na tej stronie, która ma ją gdzieś?

    Zrozumie
    > nie - wiem, że dla ciebie to trudna sytuacja i masz prawo czuć złość, niechęć i
    > tp. chętnie z tobą porozmawiać na temat tego jak mogę pomóc Ci poradzić sobie w
    > tej sytuacji, natomiast są zachowania, których tolerować nie będę, z którymi ź
    > le się czuję i mam nadzieję, że ty również uszanujesz moje potrzeby.
    Takie rozmowy były już wiele razy, córka nie chce lub nie potrafi się przede mną otworzyć, z kilka razy coś bardziej szczerze powiedziała, co nie znaczy że ja nie wiem że jest jej trudno. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ma normalnej sytuacji, ale nie mam wpływu na to. Teraz to już nie jest ten etap, bo córka na takie słowa tylko się złości, nie chce tego słuchać i żadna rozmowa z tego nie wynika, prędzej kłótnia że zawracam jej głowę.
    >
    > W życiu bywa różnie, nie zawsze można i nie zawsze warto, dawać dziecku to czeg
    > o chce. Ale można uszanować jego prawo do czucia się z tym źle, do złości i żal
    > u i uczyć dziecko zdrowego wyrażania ich. A jakże często nie rozmawia się o emo
    > cjach, zamiata je pod dywan bo ma ich nie być. Więc są tylko 2 opcje - tłumię l
    > ub wybucham, nastolatek nie chce i czasem nie potrafi tłumić, więc pozostaje mu
    > wybuchanie, innych wzorców nie dostał.
    Może kiedyś za mało było takich rozmów, kiedy wszystko było dobrze, ale też córka nie sprawiała wrażenia by coś ja bolało, sama nic nie mówiła.
  • igge 24.01.14, 23:42
    gniew skupia się nie na tej stronie, która ma ją gdzieś czyli tatusiu biolog. tylko skupia się niestety na osobie, z którą corka ma więź, ma silniejszą więź czyli niestety na mamie, na Tobie :(
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 22:50
    Wiem, być może ona boi się, że jak będzie przed nim szczera i powie co jej nie pasuje on zupełnie ją odtrąci, bo nie będzie chciał konfrontować się z problemem, ale powinna chyba tym bardziej zobaczyć, że ja jestem inna i odpuścić sobie atakowanie mnie.
    Wiem, nie powinnam oczekiwać od nastolatki takiej dojrzałości.
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 17:42
    sorvina napisała:

    > Warto zauważyć, że ta nastolatka nie ma normalnych warunków, więc trudno by zac
    > howywała się jak jej żyjące w poczuciu pewności, miłości obojga rodziców i bezp
    > ieczeństwa, rówieśniczki.
    Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie tylko ona ma problemy w rodzinie, nie każdy na pewno tak źle się zachowuje. Ja też jestem dzieckiem rozwodników, co prawda mama nie założyła drugiej rodziny, ale nie sprawiałam aż takich problemów i aż tak długo ani moja siostra, sposób wyrażania się mojej córki na przykład jest dla mnie szokiem, brak szacunku dla innych. Kiedyś córka tak się nie zachowywała, a rozstanie z jej ojcem było bardzo dawno temu, była mała i nie pamięta w ogóle jak byliśmy razem. Najbardziej niepokojące, że ten bunt trwa tak długo, 4,5 roku już i nic nie pomogło, żadne próby naprawy sytuacji.
    >
    > Nie kwestionuję tego, że autorce jest ciężko. Tylko warto pamiętać, że dziewczy
    > nie też jest ciężko, a nie miała wpływu na to co się dzieje, nie wybrała sobie
    > takiej sytuacji i może być jej trudno się z nią pogodzić, a jej psychika jest j
    > eszcze na tyle niedojrzała by sobie nie radzić z silnymi emocjami. Dlatego świe
    > tnie, że ma pomoc psychologa i zgadzam się z jedną z wcześniejszych wypowiedzi,
    > że to, że nie jest dobrze nie znaczy, że terapia nie działa, bo bez niej, mogł
    > oby być gorzej. Pewne rzeczy wymagają czasu i wzrostu dojrzałości psychicznej d
    > ziewczyny. Dziewczyna ma uczyć się sobie radzić z trudną sytuacją. Można i trze
    > ba stawiać jej granice, ale wymaganie by już teraz radziła sobie jak dojrzały d
    > orosły to zupełne niezrozumienie jej możliwości rozwojowych.
    >
    Być może za dużo oczekuje od tak młodej osoby, nie potrafię wczuć się jak duży ma problem.
  • pade 23.01.14, 11:15
    Co to znaczy, ze wychodzi kiedy chce i wraca kiedy chce?
    Bez uzgodnienia z Tobą? Dlaczego na to pozwalasz?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • igge 23.01.14, 17:31
    też mi się to wydaje dziwne
    Mój drugoklasista mówi (nie pyta hmm tylko mówi), że np za tydzień jest jakaś impreza i ,cytuję, "sprawdza czy mam jakieś obiekcje". Jak mam to zaczyna się dyskusja. Jak nie mam obiekcji to on mówi o której będzie (generalnie zostaje na noc, wolę to niż włóczenie się po lesie o 3 nad ranem). czasami prosimy go o smsa, że dotarł czasami nie, czasami on zapomina o tym i my nie robimy problemu. Czasami dzwonię do niego, np dzwoniłam 3 razy w czasie Sylwestra u nas w domu bo wyobrażałam sobie niestworzone rzeczy, zawsze odbiera.
    Raz mąż po niego pojechał po pierwszej w nocy pod klub, żeby nie wracał dwie godziny komunikacją. Zakładam, że nic zlego nie może go spotkać i z tą ufnością śpię spokojnie a rano znajduję go w jego sypialni. Nie pali. Absolutnie nie ma mowy, żebym pozwoliła mu palić w domu przy otwartym oknie, nawet dziadek wychodzi na ganek zapalić ale generalnie nie życzę sobie, żeby w ogóle palił. My nie palimy.
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 18:04
    pade napisała:

    > Co to znaczy, ze wychodzi kiedy chce i wraca kiedy chce?
    Normalnie, wychodzi z domu o różnych godzinach nie informując gdzie i kiedy wróci, jeśli ją pytam, a teraz nie robię już tego zawsze, nie odpowiada wcale albo odpyskowuje albo ogólnie umówiłam się. zakazy i kary nie dawały żadnego rezultatu, nie stosuje się do nich. Po szkole nie zawsze wraca do domu, często dopiero wieczorem, często wychodzi przed moim powrotem z pracy i wraca wieczorem.

    > Bez uzgodnienia z Tobą? Dlaczego na to pozwalasz?
    Nie pyta mnie, pewnie dlatego że wie, że będę miała coś przeciwko wychodzeniu późno. Nie wiem jak mogłabym nie pozwolić. Mam już za sobą zamykanie w pokoju i pilnowanie do nocy, by nie wyszła, mam za sobą barykadowanie drzwi wejściowych i szarpaniny, ucieczki oknem, bo mieszkamy na parterze. Takie metody nie są możliwe do stosowania, jeszcze bardziej pogarszają sytuację.
  • milva24 22.01.14, 09:14
    Pozwolę sobie napisać w skrócie o swoich doświadczeniach. Jestem córką matki podobnej do Ciebie. Całe życie słyszałam, że najlepszą moją przyjaciółką powinna być matka a jednak dążyłam do bliskiego kontaktu z rówieśnikami. W przypadku kłótni z koleżankami było mi to wypominane, że wolę obcych od rodziny i że źle na tym wychodzę. Byłam starsza od Twojej córki, pełnoletnia od niedawna i na studiach ale nadal na utrzymaniu rodziców, gdy moje zachowanie zmieniło się w zupełnie nieakceptowane przez moich rodziców. Z mojego punktu widzenia i mimo upływu kilkunastu lat nadal nie widzę w moim zachowaniu czegoś wielce karygodnego i mam nadzieję, że tylko takie problemy będę mieć w przyszłości z własnymi córkami. Jednak moich wyborów rodzice nie mogli przeboleć. W celu niby poznania mojego punktu widzenia a w moim odczuciu inwigilacji matka znalazła i przeczytała mój stary pamiętnik i wszystkie kierowane do mnie listy (wtedy komórki nie były tak popularne i w wakacje pisywałyśmy do siebie z koleżankami). Myślę, że to właśnie był gwóźdź do trumny naszych relacji. Poczułam się całkowicie obdarta z prawa do prywatności. To oraz teksty, że póki jestem na ich utrzymaniu mam się zachowywać zgodnie z ich oczekiwaniami sprawiło, że bardzo szybko zaczęłam się sama utrzymywać. Marne to były pieniądze z tej mojej pracy ale wraz ze stypendium wystarczały na życie. Od tamtej pory kontaktuję się z rodzicami na moich zasadach. Widujemy się kilka razy w roku, mieszkam od nich 150 km. Nadal mimo upływu lat matka uważa, że zrobiła dobrze. Kiedy sama zostałam matką stwierdziła, że teraz już wiem dlaczego zrobiła pewne rzeczy i że to było dla mojego dobra a ja nadal nie rozumiem.
    Twoja córka niedługo będzie dorosła i stracisz na nią jakikolwiek wpływ. Ktoś wyżej radził terapię również dla Ciebie. Rozważ to. W tej chwili możliwe, że macie jeszcze szansę na nawiązanie więzi ale jeśli zrobisz jakieś nierozważna kroki stracisz córkę, w emocjonalnym sensie, prawdopodobnie na zawsze.
  • haneke_29 22.01.14, 09:53
    Ja też miałam taką matkę jak Twoja. Przeszukiwanie rzeczy i czytanie pamiętnika odkąd zaczęłam go tylko prowadzić (4 klasa podstawówki) oraz pokazywanie w mojej obecności jego treści ojcu i młodszym braciom to była norma. Moje pełne żalu protesty były pacyfikowane tekstami typu "my nie jesteśmy twoimi wrogami!", "czemu się tak zachowujesz, masz nas za wrogów?!".

    Mogłabym książkę napisać o zachowaniach mojej matki... Dzisiaj jest strasznie zdziwiona i rozżalona, że trzymam ją z daleka od moich problemów i że generalnie kontakt jest nieco chłodnawy...
  • verdana 22.01.14, 10:02
    Ja jeszcze powiem jedno - nie ma sensu oczekiwać, zę przy tak zachowującej się matce, córka będzie w domu grzeczna i potulna. Żaden dobry psycholog do tego nie doprowadzi, bo to nie leży w interesie jego pacjentki. Przy tak zaborczej i kontrolującej matce, która w dodatku widzi w córce tylko wady, a nawet poprawę stara sie zlekcewazyć - psycholog będzie wzmacniał w dziewczynie poczucie niezalezności i pokazywał, jak moze odseparować się psychicznie od matki. Innymi słowy - tu problemem dziewczyny jest rodzina, a nie rodziny - córka.
    --
  • sorvina 22.01.14, 10:30
    Dokładnie verdano.

    Jak kiedyś pisałam, moi rodzice wysłali mnie "na naprawę" do psychiatryka. Diagnoza i kierunek terapii, nie był po ich myśli i całe szczęście, że poza tą medyczną diagnozą lekkiej depresji, nic się nie dowiedzieli. Bo to właśnie tam po raz pierwszy usłyszałam, że ze mną jest wszystko w porządku tylko czas bym zaczęła dbać o siebie a nie tylko skupiała się na tym czego mama chce i przeżywała jej zachowanie walcząc o odrobinę niezależności.

    A rodzice swoim podejściem, że skoro nie zachowuję się już jak grzeczna dziewczynka, to coś ze mną nie tak i mam się naprawić i tym, że woleli uwierzyć w moje problemy psychiczne niż przyznać się do błędów w swoim zachowaniu, moje zaufanie stracili bezpowrotnie.

    Tutaj nie ma płaszczyzny porozumienia, bo ma być tak jak mama chce, perspektywa, uczucia i potrzeby nastolatki się nie liczą. Psycholog więc może raczej uczyć dziewczynę by uporała się sama ze sobą i by walczyła o siebie w sposób konstruktywny a nie "na złość mamie odmrożę sobie uszy" itp. Dla mamy to nie są zmiany jakich oczekuje, więc może ich nie dostrzegać. A o innych córka jej po prostu nie powie, chroniąc swoją prywatność. Ale córka ich potrzebuje, by nauczyć sobie radzić w życiu na zdrowych zasadach.

    Także dobrze dla córki, że jest pod opieką psychologa - skorzysta z tego. Natomiast jeśli matka chce ratować tą relację póki się da, za chwilę córka może wyjechać na drugi koniec świata i będzie za późno, to lepiej by sama też popracowała nad sobą. Nad całym swoim nastawieniem. Na tym etapie to nie temat na terapię rodzinną, ale indywidualną dla autorki.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:24
    Ja jestem zaborcza i kontrolująca?
  • igge 22.01.14, 23:30
    nie jesteś zaborcza i kontrolująca tylko bezradna i z tej bezradności wpadają Ci trochę niefortunne pomysły pt ksero dokumentacj psychologicznej zamiast zwykłej rozmowy regularnej co miesiąc z psycholożką córki. Ty masz prawo pytać psycholog chronić prywatnośc i intymność córki ale i tak dużo może Ci na pewno o córce opowiedzieć i tobie podpowiedzieć co robić, tylko że jakoś otwarcie za wiedzą córki rozmawiać, masz prawo do troski o dziecko nawet 17 letnie. Przecież jak będziesz zbyt kontrolująca i zaborcza to psycholożka pierwsza Ci to powie, nie przejmuj się opiniami obcych forumek, które mają swoje traumy z dzieciństwa :) Trzymaj się
  • danaide 25.01.14, 21:10
    Czyli znów wracamy do Jespera Juula=) - "złe" zachowanie dziecka jest sygnałem dla rodzica, że on sam zachowuje się i robi coś "źle".
    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:22
    haneke_29 napisał(a):

    > Ja też miałam taką matkę jak Twoja.

    Wybaczcie, ale sytuacja gdy chcę wiedzieć jak przebiega terapia córki jest chyba czym innym niż czytanie pamiętnika i przeszukiwanie rzeczy. Na terapii córka mówi tylko to co chce powiedzieć, ma świadomość że opowiada innej osobie, a to co mówi ma wpływ na przebieg terapii. Pamiętnik jest pisany dla siebie, nikt nie zakłada że ktoś obcy się z tym zapozna. Czy gdziekolwiek napisałam, że inwigiluję córkę i nie daję jej prawa do prywatności?
  • noname2002 22.01.14, 10:29
    W celu niby poznania mojego
    > punktu widzenia a w moim odczuciu inwigilacji matka znalazła i przeczytała mój
    > stary pamiętnik i wszystkie kierowane do mnie listy (wtedy komórki nie były ta
    > k popularne i w wakacje pisywałyśmy do siebie z koleżankami). Myślę, że to właś
    > nie był gwóźdź do trumny naszych relacji. Poczułam się całkowicie obdarta z pra
    > wa do prywatności.[...]. Nadal mimo upływu
    > lat matka uważa, że zrobiła dobrze. Kiedy sama zostałam matką stwierdziła, że t
    > eraz już wiem dlaczego zrobiła pewne rzeczy i że to było dla mojego dobra a ja
    > nadal nie rozumiem.

    Miałam podobnie, odczuwałam to jak gwałt, nadal matki nie jestem w stanie zrozumieć. Moja mama tłumaczyła, że "musi wiedzieć co mi siedzi w głowie".
  • sebalda 22.01.14, 10:56
    Mój syn ma jeszcze jedną koleżankę, która ma problemy w domu. Rodzice są kontrolujący i wymagający, wiecznie z niej niezadowoleni. W domu są wieczne awantury, dziewczyna ma już prawdopodobnie początki depresji, bo z tego, co mówi syn, ma straszne huśtawki nastrojów, jest nieprzewidywalna. W rzeczywistości jest normalną nastolatką, harcerką, dobrze się uczy, ale rodzicom jest stale mało. Nadmiernymi wymaganiami sprawiają, że dziewczyna się buntuje, a jej bunt dalej nakręca spiralę stosowanej przez rodziców przemocy. Jej zachowania są ewidentnie wynikiem złego kontaktu z rodzicami, ale oni oczywiście o wszystko oskarżają ją. To właśnie na podstawie jej historii syn mi niedawno powiedział, jak jest szczęśliwy, że ma taką mamę, bo ta jego koleżanka ma oboje rodziców takich, jak jego ojciec. Mój mąż też uważa, że jest oddanym i mądrym rodzicem, podobnie jak rodzice tej dziewczyny i autorka tego wątku:( To straszne, jak bardzo nie rozumiemy czasami naszych rodzonych dzieci i jaką krzywdę im wyrządzamy, do czego je popychamy. A potem krzyk i lament, jakie te dzieci są niedobre, rozwydrzone, podłe! Ja tego nie ogarniam:(
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:31
    A ja nie wiem, czy moja córka jest normalną nastolatką, nie zachowuje się typowo i psychologowie i pedagodzy również tak uważają. Moja córka nie ma żadnych zainteresowań, w szkole nic ją nie interesuje, żyje dniem dzisiejszym, uważa że może robić co chce, oczekiwać od innych ale sama nic nie dawać, nikomu i nigdy nie chce w niczym pomóc, nie szanuje innych ludzi, obraża i wyśmiewa. Kiedyś taka nie była a tą samą matkę miała. Nie miałam nigdy specjalnych wymagań wobec córki i teraz też nie mam.
  • igge 22.01.14, 23:40
    kobieto, córka Twoja mogłaby przynajmniej (przecież nie siedzi non-stop nad lekcjami piszesz) odkurzać mieszkanie, zmywać podłogę raz w tygodniu, zmywać co drugi dzień naczynia, wyprowadzać psa na spacer, sprzątać klatę królika, pomagać młodszemu bratu w lekcjach - to są takie minimalne wymagania wobec 17letniej pannicy, mój syn to robi i mojej koleżanki syn i córka tak robią, trzeba im przypomnieć dwa razy poprosić ale robią i to jest normalne a nie zachowania, które opisujesz Znam trochę dzieciaków w wieku Twojej córy i to co opisujesz wcale nie jest normą i nie dziwię się, że pedagog szkolny z Tobą się zgadza, że coś jest nie halo i raczej nie przez Ciebie tylko ze strony dziecka także
  • kkokos 23.01.14, 18:53
    Kiedyś tak
    > a nie była a tą samą matkę miała. Nie miałam nigdy specjalnych wymagań wobec có
    > rki i teraz też nie mam.

    nie miała tej samej matki. kiedyś ta matka nie miała nowego męża i nowego dziecka.
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 19:06
    Ona była mała, akceptowała mojego męża a on ją traktował jak własne dziecko, bardzo dobrze się dogadywali przez całe lata, brata przyjęła dobrze, później nie było już tak super, ale zawsze staraliśmy się by nie odczuła zmiany swojej sytuacji z jego powodu, zawsze poświęcaliśmy jej czas, zawsze miała któreś z nas dla siebie. Była przez wiele lat normalnym, pogodnym, spokojnym dzieckiem, miała koleżanki, lubiła szkołę.
  • danaide 25.01.14, 21:18
    Napisz coś więcej o tych staraniach. Choć i tak bardziej zastanawia mnie - dlaczego nigdy niczego od dziecka nie wymagałaś? Czemu nagle Ci się odwidziało i wymagasz?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 23:05
    Nie wymagałam to znaczy nie miałam presji, że musi być super grzeczna czy bardzo dobrze się uczyć. Nie odwidziało mi się, po prostu kiedyś córka robiła różne rzeczy sama albo pomagała nam poproszona. Dzisiaj tego nie robi, więc wydaje mi się normalne, że od 17-latki oczekuję takiego samego udziału w domowych pracach jak gdy miała 12 lat. Odkurzała sama w swoim pokoju i nawet na wspólnym korytarzu i w kuchni jak się rozpędziła lub chciała. Pomagała przy zmywaniu a nawet sama próbowała zmywać, dzisiaj mamy zmywarkę i swoje rzeczy wsadza i wyjmie jeśli jest jej coś potrzebne a nie jest wyjęte po myciu, ale nie nastawi i nie wypakuje wszystkiego ani okazjonalnie ani nie jako stały obowiązek. Utrzymywała porządek z ciuchami w pokoju, to znaczy nie mieszała użytych z czystymi, składała wyprane, nie walało się wszystko po pokoju. Pomagała sprzątać łazienkę i toaletę, kibla nie myła ale umywalkę i podłogę potrafiła. Pomagała przy robieniu obiadu, na przykład obierała ziemniaki zanim ja przyszłam z pracy. Czasami po drobne zakupy wyskoczyła. Jedyne rzeczy chyba, których kiedyś nie wymagałam to samodzielna zmiana pościeli i firan.
  • danaide 26.01.14, 01:58
    Firanki zawsze można zdjąć=D

    Piszesz w czasie przeszłym. Potrafisz odnaleźć ten moment w przeszłości, w którym zaszła zmiana? Czy było to związane z Tobą czy szkołą, zachowaniem Twojego męża czy urodzeniem dziecka/brata?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • koronka2012 22.01.14, 10:56
    to wszystko nie jest takie proste. Kwestia prywatności to jedno, ale przeciez autorka nie chce tych informacji tylko dlatego że jest wścibska z natury! ona chce się włączyć w terapię, dowiedzieć, gdzie leży problem, również - co ona robi nie tak.

    Dziwi mnie, że psycholog odrzucił terapię rodzinną, bo biologiczny ojciec nie ma zamiaru uczestniczyć. Rodzinę w takim układzie tworzą matka i córka + ewentualnie ojczym. I jeśli coś się dzieje - to powinno się chyba pracować z tym ludźmi, z którymi dziecko żyje na co dzień?

    Co do ingerencji autorki - namówiłam kiedyś moją córkę na wizytę u psychologa, dziecko wróciło zadowolone, bo pani jej powiedziała, że nad wyraz dojrzale sobie radzi z pewnymi sytuacjami. Tylko że ja wiem, ze sobie nie radzi!!! córka ewidentnie stosuje mechanizmy wyparcia, natomiast ja widzę co się z nią dzieje i jak przeżywa, i wiem
    że to trzeba przepracować, a nie zamiatać pod dywan. Wiem, że na siłę nikomu się nie pomoże, ale tym bardziej nie pomoże psycholog, który nie ma świadomości, że to co prezentuje u niego pacjent - to tylko PR, mający niewiele wspólnego z rzeczywistością.

    to trochę tak, jakby pacjent okłamywał lekarza, nie ujawniając wszystkich symptomów choroby. Też bym wolała iść razem z nią i zasygnalizować problem - z punktu widzenia obserwatora reakcji córki. Wiem, że ona o tym nie wspomni z własnej inicjatywy, bo jej mechanizm obronny jest taki "jestem twarda, to mnie nie rusza", tymczasem prawdziwe reakcje sprowadzają się do tego że jest roztrzęsiona i kompletnie rozbita.

    Zdaję sobie sprawę, ze prawda zapewne z czasem by wypłynęła - tylko że dotarcie do takiej prawdy, kiedy ktoś ją wypiera rękoma i nogami - to są lata terapii. W dodatku logika wskazuje, że warto wiedzieć w którym kierunku drążyć temat. Bo szukanie kompletnie na ślepo jest IMO lekko bezsensowne, jeśli rodzina jest współpracująca - łatwiej chyba trafić na właściwy trop, a przynajmniej wziąć pod uwagę aspekty, które pacjent - świadomie czy podświadomie - pomija?

    Przecież tutejsze realia są takie, że mało kogo stać na to, żeby z relatywnie błahych powodów opłacać przez parę lat 100 zł za wizytę raz na tydzień.
  • sebalda 22.01.14, 11:04
    ona ch
    > ce się włączyć w terapię, dowiedzieć, gdzie leży problem, również - co ona robi
    > nie tak.
    No niestety z postów autorki wcale to nie wynika, nadinterpretujesz tutaj. Nigdzie matka nie zastanawia się nad sobą. Terapia nie naprawiła córki, stąd chęć wglądu w jej przebieg, a nie dla dowiedzenia się, czy to przypadkiem nie matka ponosi przynajmniej część winy.
    Gdybym miała taki problem, cieszyłabym się już z samego faktu, że córka wreszcie z kimś nawiązała kontakt, ze specjalistką w dodatku, która gdyby widziała taką potrzebę, z matką też chciałaby rozmawiać. Potrzebę i sens. Najwyraźniej nie widzi, a to już o czymś świadczy.
  • 71tosia 22.01.14, 18:42
    autorka tylko krotko wspomniala jakie ma problemy z corka, a pewnie nie o wszystkich napisala. Byc moze przyczyna problemow jest bunt dziewczyny przeciw nadmiernie kontrolujacej mamie, ale tez moze byc odwrotnie, chec kontrolowania wynika z uzasadnionego leku o corke? Tego nie wiemy.
    Nie jest tez calkowicie wykluczone ze psycholog to marnym specjalista (dziwna jest decyzja o rezygnacji z terapii rodzinnej?) a moze nie wie o problemach, bo mloda mu o nich nie mowi? Moim zdaniem autorka powinna jak najbardziej porozmawiac z psychologiem o tym jak przebiega terapia, oczywiscie przy zachowniu prawa corki do intymnosci jej zwierzen.
  • blekitnalaguna123 22.01.14, 19:40
    A po co niby ja wyszukiwałam psychologów i namawiałam córkę na terapie, narażając się wielokrotnie na wielkie awantury? Bo chcę jej pomóc. Cały czas zastanawiam się co robię źle, kiedy zostały popełnione błędy, bo problemy są już od kilku lat. Rozmawiałam o tym z wieloma specjalistami i nikt mi nic nie jest w stanie powiedzieć oprócz tego, że córka ma zaburzoną relację z ojcem, co ja wiem i mało tego ona też to wie, ale ja nic nie mogę na to poradzić i ona pewnie też. Mnie zależy na dobrych relacjach córki ze mną przede wszystkim, bo o to cały czas się staram i na to mam wpływ. Jeśli psycholog powiedziała, że terapia wspólna ze mną nie ma sensu, za to terapia córki tak i ona tą terapię akceptuje, co ja mogę zrobić?
  • tully.makker 22.01.14, 12:27
    Moj syn w klasie maturalnej chodzil na terapie. Mial juz 18 lat, wiec teoretycznie nic mi bylo do tego, ale oboje z jego ojcem finasowalismy terapie. Mielismy na mpcozatku spotkania z pania psycholog, a potem syn chodzil juz sam. Niestety, problemy z powodu ktorych chodxzil na terapie nasilaly sie. Po 6 miesiacach poprosilam o spotkanie wspolne z synem i psycholozka, takie spotkanie odbylo sie i mialam okazje przedstawic swoj punkt widzenia. Po tym spotkaniu terapia zaczela powoli pomagac mojemu synowi, a on sam potem przynal mi sie, ze o pewnych sprawach, np opuszczaniu zajec w szkole nie mowil psycholoznce, w zwiazku z tym nie podejmowali zadnej pracy nad tymi tematami.
    Po naszym wspolnym spotkaniu odwazyl sie chwycic byka za rogi i zaczal drazyc nie tylko te problemy ktore sam uwazal za naistotniejsze, ale i te, ktore pomogly mu odnalezc sie spolecznie - np b. dobrze zdac mature. To jest wlasna opinia mojego syna.

    Oczywiscie, my zawsze mielismy dobry kontakt i moj syn, mimo roznych konfliktow, byl i jest wobec mnie otwarty i chyba lubi ze mna rozmawiac...

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • zielonymosteczek 22.01.14, 12:34
    To jest pomysł, żeby autorka z córką porozmiawiała przy psycholog. Pozwoliłoby to zweryfikować ich obecne spojrzenie na problem. Bo może terapia córki to jedna sprawa, a druga to emocje na pograniczu matka-córka, które nadal należy zdiagnozować.
  • mruwa9 22.01.14, 15:34
    Mam nadzieje , ze pani ekspert odpowie, jak to wyglada z parwnego i formalnego punktu widzenia, bo wydaje mi sie, ze chyba powyzej 16. roku zycia czlowiek ma prawo sam decydowac o leczeniu lub nieleczeniu, a rodzice nie maja prawa do informacji o stanie zdrowia dziecka z automatu, zwlaszcza w tych bardziej wrazliwych sferach. Ale to tylko informacja gdzies kiedys zaslyszana, z cyklu "jedna baba drugiej babie" nie pamietam, gdzie i kiedy, wiec licze, ze ktos, kto sie orientuje w przepisach, porzuci jakis paragraf.
    I nie sadze, zeby w tym przypadku autorka miala prawo wgladu w dokumentacje i detale diagnostyczno-terapeutyczne, dotyczace corki u progu pelnoletnosci.
  • triss_merigold6 22.01.14, 19:32
    Od 16. roku życia nieletni ma prawo do informacji i współdecydowania.
  • mruwa9 22.01.14, 22:11
    i w ramach wspoldecydowania, tak na logike, powinien miec prawo do decyzji o tym, jak duzo i jakie informacje moga otrzymac opiekunowie prawni od terapeuty..nie sadzisz?
  • sorvina 22.01.14, 23:11
    Przypomniał mi się film oparty na faktach, który oglądałam jakiś czas temu, o nastolatce, która wpadła w złe towarzystwo, zaczęła się buntować a potem staczać. Rodzice próbowali ją ratować w różny sposób, w końcu nawet ostry obóz odwykowo-naprawczy nie pomagał. Aż coś się zmieniło w całym systemie rodzinnym i nastolatka wróciła do domu, szkoły i przestała szaleć.
    Szkoda, że tak bardzo spłycili końcówkę, bo wiele mówiła o tej rodzinie i głębszych przyczynach. Na początku mamy rodzinę po rozwodzie, gdzie ojciec zajęty jest bardziej swoją nową rodziną i ignoruje córkę. Ona przepełniona bólem nie radzi sobie z emocjami i zaczyna walczyć ze światem na oślep. Zwłaszcza z kochającą_idealną_mamą. Im bardziej mama jest "sielsko dobra", ale w jakiś sposób ignorujący cierpienie córki, tym bardziej ona jest zła. W filmie większy nacisk położyli na to, że dziewczyna sięgnęła dna na obozie. Po łepkach pokazali znaczenie tego, że pod wpływem lęku o córkę, rodzice zaczęli ze sobą współpracować i ojciec się nią zainteresował. Ale prawdziwy przełom nastąpił, gdy matka zadbała o swoje podwórko - okazało się, że sama była zbyt grzeczna, nie miała odwagi stawiać granic własnej matce, walczyć o siebie. Żyła "w transie" zadowalania wszystkich, tylko nie dbania o siebie. Nic dziwnego, że choć córka ją kochała, to mało szanowała.

    Znam z realu przykład samotnej matki synów, którzy otarli się o kryminał, gdy ona załamywała ręce z bezsilności. Bezczelnie mówili jej w twarz, że nie może ich wyrzucić, bo takie są przepisy i robili co chcieli. W niej rosła coraz większa niechęć i lęk - ich zmarły ojciec był alkoholikiem. W końcu skupiła się na sobie, poszła na terapie. Podniosła poczucie własnej wartości. Zaczęła dbać o siebie. Jej świat przestał się kręcić wokół synów, przestała zabiegać by łaskawie zwrócili na nią uwagę, jednocześnie próbując ich nadmiernie kontrolować. Zaczęła budować bardziej partnerskie relacje, jednocześnie twardo egzekwując granice. Przestała potrzebować udowadniać cokolwiek, więc stracili narzędzie manipulacji. Zaczęła traktować ich lepiej, dostrzegając i pomagając im dostrzec, że są inteligentni, zdolni, że się marnują, że mogą więcej. Obecnie wyszli na prostą i relacje w domu są ok.

    Autorce nie jest łatwo, skoro ex-mąż zamiast wspólnego frontu, podważa zasady, które ona wprowadza. Jednak bez połączenia naturalnych konsekwencji, żelaznych granic z szacunkiem i życzliwością imho nic się nie poprawi. Jakoś trudno mi uwierzyć, że ojciec będzie pannicy co 2 tygodnie kupował od nowa wszystkie ubrania, skoro ona nie chce ich prać. Do szkoły też w brudnych chodzi? Co się dzieje po tych 2 tygodniach jak nagle zrzuci całą górę ubrań i poskarży się ojcu, że mama jest zła i nie chce jej prać ubrań (skoro umowa jest, że każdy sobie sam pierze)? Może jednak można zastosować naturalne konsekwencje - nie dbasz-nie masz. Jej pokój - niech będzie syf jak lubi, a co do reszty obowiązków - ostatnio znajoma gdy 17 letni syn pomimo umowy, że tego dnia jest jego mycie naczyń (a miał już rezerwę, że ma wymyć tego dnia a najpóźniej do wieczora kolejnego), wolał pójść na imprezę niż wymyć, włożyła mu brudne naczynia do łóżka. Brutalne, ale skuteczne w tym przypadku. Ale gdyby była podatna na manipulacje, że jest wariatką/bez serca itp itd, to by wymyła za niego. Ale wie, że jako rodzic ma prawo ustalać zasady panujące w domu. Z nastolatkami one są konsultowane, każde z dzieci wybiera co i kiedy będzie robić i jak to olewa to nie chodzi o widzimisię mamy, tylko o łamanie zasad.

    Może autorka robi to co trzeba - w swoim mniemaniu stawia granice, ale wszystko rozbija się o szczegóły - JAK to robi. Osoba, która sama nie szanuje siebie, nie będzie tego robić skutecznie. Będzie balansować między totalnym ustępowaniem z bezsilności a nadmierną kontrolą i chęcią postawienia na swoim. Nastolatek jedno oleje, a z drugim będzie walczył. Dlatego zrobienie porządku ze sobą jest takie ważne.

    Natomiast to co się dzieje na terapii jest święte jak tajemnica spowiedzi czy pamiętnik. Czasem długo się szuka terapeuty, przy którym czujemy się na tyle pewnie. Jeśli córka dowiedziałaby się, że psycholożka ją podkablowała matce, to nigdy więcej się przed nią nie otworzy, może też na długo stracić zaufanie do ludzi. Nie wchodzi się z buciorami w tak intymne sprawy.

    Myślę, że zrobienie porządnego arkusza na projekcje na córkę metodą the Work, mogło by pomóc autorce oddzielić to co po jej stronie, od tego co naprawdę się dzieje. To pozwala naprawdę nabrać dystans.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • 71tosia 22.01.14, 23:39
    oczywiscie ze psycholog powinien zachowac w tajemnicy tresc rozmow z dziewczynka, jednak sytuacja w ktorej psycholog prowadzacy terapie od wielu miesiecy nie probuje sie kontaktowac z rodzicami, a wrecz takie kontakty uwaza za niepotrzebne, jest troche dziwna. Ja sie z tym nie spotkalam.
  • igge 22.01.14, 23:52
    mi się podoba to co Tully napisala o wspólnych rozmowach psycholog-nastolatek-rodzic.
    Wtedy córka mialaby jakąś kontrolę nad przebiegiem rozmowy i psycholożka i mama. Taka gra w otwarte karty dla wszystkich w regularnych odstępach czasowych. Nie jako wyraz kontroli tylko jako wyraz troski i zainteresowania dzieckiem i jego problemami z pełną otwartością na krytyke własnych poczynań pedagogicznych (ewentualnych)
    Chyba że sytuacja taka poważna, że ta terapia rodzinna konieczna.
  • sorvina 22.01.14, 23:58
    71tosia napisała:

    > oczywiscie ze psycholog powinien zachowac w tajemnicy tresc rozmow z dziewczynk
    > a, jednak sytuacja w ktorej psycholog prowadzacy terapie od wielu miesiecy ni
    > e probuje sie kontaktowac z rodzicami, a wrecz takie kontakty uwaza za niepotr
    > zebne, jest troche dziwna. Ja sie z tym nie spotkalam.

    autorka napisała:
    >U pani psycholog byłam trzy razy, za każdym razem otrzymuję jedynie krótką odpowiedź, że dogaduje się z córką, omawiają jej aktualne problemy i pracują nad poprawą jej zachowania, wszystko zmierza w dobrym kierunku, ostatnio powiedziała, ze nie wie, ile jeszcze terapia powinna trwać.

    Równie dobrze może być tak, że psycholog nie widzi potrzeby by w ciągu tego roku rozmawiać z mamą więcej niż 3 razy - te z inicjatywy mamy, bo nie ma nic nowego do zakomunikowania. Być może większy nacisk kładziony jest na terapii np. na przerabianie relacji z ojcem i córka nie chce by pani psycholog opowiadała mamie szczegóły. Więc mama nie widzi zmian - bo dotyczą one raczej relacji córki z ojcem, a przynajmniej tego jak ona się czuje w tej relacji. Córka nie chce się dzielić np. by mamy nie ranić, by nie zaczynać dodatkowych kłótni, bo może ma swoją perspektywę - odmienną od mamy, może nie radzi sobie rozdarta poczuciem lojalności wobec rozwiedzionych rodziców itp. Matka z góry zakłada, że córka się wybiela, że ma złe intencje, że nie chce zmiany. A może prawda jest pośrodku. A córka na chwilę obecną jeszcze nie potrafi się uporać z emocjami i sytuacją, w której się znalazła. Może do pewnych rzeczy trzeba czasu - psycholożka to widzi, robi co może, ale wie, że pewnych ograniczeń rozwojowych córki nie przeskoczy i stąd sama ma wątpliwości ile terapia powinna trwać, ile na chwilę obecną da się jeszcze zrobić.

    Tak naprawdę za mało wiemy. Z każdego postu autorki ujawnia się trochę inny obraz sytuacji, a mimo wszystko pamiętajmy - subiektywny obraz.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • sorvina 23.01.14, 00:08
    A odnoście diametralnej różnicy w tym JAK się coś robi. Autorka stwierdziła, że odpuściła pokój nastolatki bo córka i tak tam nie sprząta. Ale to nie jest uszanowanie prawa dziewczyny by rządziła się w swoim kawałku świata po swojemu! To raczej komunikat - jesteś tak uparta i leniwa, że nie mam siły z tobą się o to kłócić. To ZUPEŁNIE coś innego!!! W ten sposób córka nie ma poczucia szacunku do jej granic, a mama nie osiąga nic. Oczywiście zgaduję jak to wygląda, bo autorka nie podała szczegółów, ale chodzi mi o to, że niby to samo, może być diametralnie inne w odbiorze.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • 71tosia 23.01.14, 00:23
    w pewnej chwili matka raczej stwierdza ze na wszystkich frontach nie da sie walczyc ze zbuntowanym dzieckiem. Sprzatanie pokoju mozna jej darowac, na upijania sie trzeba reagowac. Tylko jak egzekwowac tu granice? Nie wpuscic upitej 17 latki do domu? Ukarac jak wytrzezwieje? Bic sie z nia przy nastepnej probie wyjscia z domu?
  • sorvina 23.01.14, 09:46
    Właśnie o to mi chodzi, że matka CHCIAŁABY walczyć na wszystkich frontach, CHCIAŁABY by wszędzie było tak jak ona chce, tylko się nie udaje. Tutaj nie ma świadomej decyzji, że czas małej dać trochę wolności, kawałka gdzie ona się rządzi sama. Nie ma podziału na priorytety. Wszędzie ciśnie, ewentualnie z czasem rezygnuje, ale w sposób jaki opisałam wcześniej. Więc mała WSZĘDZIE się buntuje. Możliwe, że gdyby dostała oficjalny luz w pewnych dziedzinach, to by poczuła, że dostaje jakiś tam element wolności, szacunku do jej odrębności. Wtedy mogła by z niej ujść para i łatwiej byłoby rozmawiać o ważnych sprawach, a matka miałaby na to energię. Bo na razie mama to wróg, który O WSZYSTKO się czepia, więc się z nim ZAWSZE walczy.

    Mam nadzieję, że nie nadinterpretowuję przez swoje doświadczenia, staram się spojrzeć z obu stron. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia braku szacunku, sympatii i życzliwości wobec córki. A na coś takiego ona będzie reagować wrogością. Jest wiele jaka powinna być córka, oczekiwanie, że będzie jak "normalne" nastolatki, jest próba naprawy jej. Jest krytyka jej wyborów, sposobu spędzania czasu itp. Nie ma zrozumienia z czego wynikają pewne zachowania. Że owszem - wpływ "złej młodzieży" może być, ale za lgnięciem do nich stoi pewna niezaspokojona potrzeba. Że córka nie jest wredna, że ona sobie nie radzi.
    Mam wrażenie, że sytuacja rodzinna pokiereszowała i zmęczyła autorkę i nie zauważa, że córkę również, być może nawet bardziej z powodu braku dojrzałych metod radzenia sobie.
    Czy autorka rozmawiała przez te lata z córką jak się ona czuje? Bo wiem dobrze, nie tylko po sobie, jak zamyka się nastolatek, gdy rodzic chce rozmawiać tylko o tym jak idzie w szkole i innych tematach "funkcjonalnych" i daje do zrozumienia, że emocje i rozterki młodego człowieka to głupoty, z których wyrośnie. Takiemu rodzicowi się nie ufa, nie zwierza. Może autorka rozmawia, tylko nie pisze o tym, ale brak takiej bliskiej więzi, wiele by tłumaczył. Trudno to odbudować, gdy w autorce narosło wiele żalu i niechęci do córki. Ale czy da się cokolwiek uratować w tej relacji bez sprowadzenia jej z poziomu walki o władzę i racje na poziom miłości?
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • verdana 23.01.14, 17:33
    Cóż ja też odpuściłam i co wiecej szanuję i szanowałam prawo nastolatka do tego, zeby do jego pokoju nie wchodzić. Teoretycznie jest to dawanie więcej praw nastolatkowi, niż sobie - bo do mnie dziecko wchodzić może. Praktycznie nastolatki tego naprawdę potrzebują. Miejsca, gdzie bedąc prawie dorosłym, będą u siebie, a nie u rodziców.
    Szacunek do rodziców nie ma z tym nic wspólnego.
    --
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 18:40
    Opowiedzenie tutaj całego życia córki, całej sytuacji rodzinnej jest niemożliwe. Ogólnie analizując, problemy pojawiły się od pójścia do gimnazjum a wszystkie przełomowe sytuacje, trudne, które mogłyby wywołać bunt były wcześniej, a wcześniej problemów nie było i wydawało mi się, że wszystko ma ułożone. Nie wiem, czy możliwe bym nie zauważyła jej problemów a ona potrafiła przez lata tłumić emocje. Zresztą nie tłumiła, bo zawsze problematyczne sytuacje ja z nią omawiałam, ale mogłam zrobić tylko to na co mam wpływ.

    Moim zdaniem pomoc córce w poradzeniu sobie z relacją z ojcem skutkowałaby nie wiem zmianami w ich kontaktach, odcięciem się jej, awanturą z nim, uspokojeniem się w codziennym życiu, wyciszeniem lub nie wiem choćby próbą rozmowy ze mną na ten temat. Nic takiego nie ma, być może za wcześnie oczekuję efektów.
  • verdana 23.01.14, 18:59
    A kiedy urodził sie młodszy brat, kiedy wprowadził sie ojczym?
    --
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 19:13
    verdana napisała:

    > A kiedy urodził sie młodszy brat, kiedy wprowadził sie ojczym?
    Razem zamieszkaliśmy w zupełnie nowym mieszkaniu, nikt się do nikogo nie wprowadzał, córka miała 5 lat i około 4 miesięcy, wcześniej znali się około pół roku, a brat się urodził jak miała prawie 7. Nie było problemów z akceptacją, wszystko przebiegło gładko, długi czas było okej i myślę, że nie jest to tylko mój ogląd, znacznie większe problemy były później w sprawie macochy ale okoliczności inne.

  • okrent9 07.02.14, 01:38
    Dzieci jak najbardziej potrafią tłumić w sobie ogromne emocje (i to nie by je ukryć przed rodzicem, ale po prostu by ochronić samego siebie) - znam to z własnych doświadczeń. Dziecko PRZEŻYWA skrajne emocje, ale spycha je do podświadomości, by nie musieć się z nimi mierzyć. Często robi to po prostu dlatego, że widzi, iż w taki sposób z traumatycznymi sytuacjami radzą sobie rodzice - tłumiąc emocje, zajmując się czym innym, bagatelizując, itd. Okres dojrzewania powoduje jednak swego rodzaju osłabienie hamulców - zmiany hormonalne, nowe przeżycia, poszerzony krąg znajomych, porównywanie się (i swojej sytuacji rodzinnej) z rówieśnikami, świadomość, że inni mają (a nawet zawsze mieli) lepsze, spokojniejsze życie... To może spowodować, że spychane wcześniej do podświadomości emocje zaczynają wypływać na powierzchnię, że rodzi się bunt wobec rodziców, których nastolatek "naturalnie" obwinia (ponieważ w jego postrzeganiu są/byli "władni" układać jego życie i to na nich spoczywa odpowiedzialność za sytuację, w której czuł się tak okropnie...)
  • pade 23.01.14, 11:29
    Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała Sorvina.
    Mam 10-letnią córkę, która przechodzi okres dojrzewania chyba od urodzenia:)
    Wyprane i wyprasowane przeze mnie ubrania wrzuca byle jak do szafy, a na drugi dzień leżą zazwyczaj za łózkiem, albo wycierają kąty. Rozmawialam, prosiłam, tłumaczyłam. Nic to nie dało. Trzy dni temu zapowiedziałam, że ubrania leżące po kątach, na podłodze, zbieram do worka i chowam. Jak jej zabraknie ubrań, pójdzie do szkoly w piżamie. Zebrałam już dwa woreczki. Ciuchy starczą jej pewnie jeszcze na jakiś tydzień.
    Nie odpuszczę. Została uprzedzona i poniesie konsekwencje. Nie będę tolerować braku szacunku dla mojej pracy. I to nazywam stawianiem granic.
    Autorko, polecam Ci fajną książkę Kiedy pozwolić, kiedy zabronić. Przeczytaj koniecznie i zacznij być konsekwentna. Być może wszystko robisz dobrze jeśli chodzi o córkę, ale nie szanujesz siebie, swoich uczuć i swojej pracy. Warto się tego nauczyć i dla własnych korzyści i dla wzorca jaki przekażesz córce.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • pade 23.01.14, 11:36
    tu recenzja innej książki
    nowezycie-skarzysko.pl/polecamy/granice-w-zyciu-nastolatkow/
    zamierzam ją sobie kupić:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • igge 23.01.14, 17:15
    ja tam już nie mam siły czytać książek o wychowywaniu dzieci, jak dzieci były małe czytałam chyba wszystko co ukazywało się na rynku :) a mój mąż często i tak lepiej ode mnie z dziećmi postępował kierując się intuicją i swoim świetlanym charakterem. Teraz sama też już ufam swojej intuicji i po prostu szanuję je i kocham i liczę się z nimi i nie pozwalam wejść mi na głowę, no może odrobinę jak już rozpiera je nastoletnia chęć udowodnienia rodzicom, że ich rządy skończone dawno (kiedy właściwie?) i nieodwołalnie. niech i tak będzie :)
    Z grubsza je wychowałam a teraz niech się same dalej kształtują, dorosły do bardziej partnerskich relacji aczkolwiek, jak to mawia moja przyjaciółka, nadal ja jestem matką (ojciec jest ojcem) a one dziećmi (czyli zdarza mi się wydać polecenie "do łóżka" wieczorem "agresywnym" wg mojego syna zdania tonem. Moim zdaniem to był tylko lekko rozkazujący ton. Polecenie zostało zignorowane ale po honorowych 30 minutach przy kompie syn zniknął w swojej sypialni tak więc już nie wiem kto "wygrał" ja i mąż czy syn i w sumie nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia bo i tak wiem, że i tak jak będę widzieć go po 22 wieczorem przy kompie to będę go molestować z mężem, mniej i bardziej zdecydowanie o położenie się do łóżka bo rośnie i potrzebuje snu, żeby rano zdążyć świtem na pociąg. Mieszkamy daleko od cywilizacji tzn też szkoły. Postaram się tak miło i spokojnie prosić go do skutku i bez cienia agresji o pójście do łożka jak tylko dam radę. Nie chcę (cytuję Sorwinę :) "wybuchać" choć przy 10 przypomnieniu o tym, że ma spać ton mi się pewnie zrobił mimowolnie "agresywny" ale od wybuchu byłam nadal o lata świetlne to syn był zniecierpliwiony i rozgniewany naszymi próbami decydowania, o której on już powinien spać, żeby rano nie zaspać do szkoły (zdarzyło mu się raz czy dwa i wtedy biegiem podwozimy go na stację)
    W ogóle to życie pod jednym dachem z dwójką nastolatków jest ciekawe i urozmaicone i pełne wrażeń i wyzwań i intelektualnej stymulacji :) Lubiłam jak byli mali ale jest co najmniej równie fajnie i zaskakująco jak są duzi. Dzieci to straszna frajda i życzę autorce wątku odnalezienia tej wakacyjnej frajdy z przebywania razem z córką i na codzień w czasie roku szkolnego. Nawiasem mówiąc my prawie nigdy nie rozmawiamy z synem o szkole a on tradycyjne 1 pytanie przy obiadowej gazetce "co w szkole" kwituje od lat 1 słowem "dobrze" i to niezależnie czy w szkole ma szóstki czy jedynki. I tak zadziwiająco dużo się nauczył z tzw wiedzy ogólnej w szkole na lekcjach zważywszy średnią frekwencję i traktowanie szkoły jako miejsca spotkań towarzyskich i naszej akceptacji każdych ocen. Brak zainteresowania przesadnego rodziców szkołą póki dziecko nie zgłasza zastrzeżeń i zmartwień uważam trochę za błąd nasz a trochę za sensowne podejście, zależy jak na to spojrzeć. Bo z jednej strony szkoła zajmuje mnostwo czasu więc rodzice mogliby być o ten czas ciekawi a z drugiej strony dlaczego ma nie byc tym obszarem dziecka, który należy tylko do niego? Generalnie jak dziecku w szkolnych sprawach trzeba pomóc to samo powinno o tę pomoc poprosić. Ja mimo zaskakująco słabych i poniżej syna możliwości ocen na ten semestr nie kontroluję edziennika, zakładam, że o ważnych sprawach syn sam mówi, np o zagrożeniu z jakiegoś przedmiotu, czy o chęci zapisania się na wiosła. Pijanego go jeszcze nie widziałam choc wiem, że alkohol na imprezach pija, liczę i wierzę, że w umiarkowanych ilościach i sugeruję, proszę o niskoprocentowy. Pieniądze dostaje w skromnych raczej ilościach, ostatnio kupił sobie bluzę i dżinsy. Poprosił o soczewki i dostał ale musiał dwa dni poczekać choć mu się nie uśmiechało. Poprosił kolejny raz o zakup jakiegoś podręcznika i usłyszał, że może niech sam się zainteresuje znalezieniem książki a my mu zwrócimy kasę. Mnie się wydaje, że autorka wątku może za łatwo się poddaje, nie walczy z dzieckiem w cywilizowany sposób o jakieś podstawowe zasady współżycia społecznego, o to co dla niej jest ważne. To naturalne, że dziecko kształtuje sobie inny nieco system fundamentalnych wartości od rodziców ale przecież nawet z nastoletnim terrorystą da się negocjować i konsekwentnie prosić o okazywanie matce szacunku i wykazywanie zrozumienia. tak jak i ona to robi względem córki.
    Wydaje mi się, że jak rodzic stara się zrozumieć dziecko to ono naturalnie odwzajemnia mu się tym samym, ale może się mylę i trafiły mi się łatwe egzemlplarze?
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 18:27
    sorvina napisała:

    > Autorce nie jest łatwo, skoro ex-mąż zamiast wspólnego frontu, podważa zasady,
    > które ona wprowadza. Jednak bez połączenia naturalnych konsekwencji, żelaznych
    > granic z szacunkiem i życzliwością imho nic się nie poprawi. Jakoś trudno mi uw
    > ierzyć, że ojciec będzie pannicy co 2 tygodnie kupował od nowa wszystkie ubrani
    > a, skoro ona nie chce ich prać. Do szkoły też w brudnych chodzi?
    Sama sobie kupi za pieniądze od niego a resztę on kupi. W końcu piorę te rzeczy więc w brudnych nie chodzi, ale jak każe jej samej prać mówi, że do szkoły nie będzie chodzić.

    Co się dzieje
    > po tych 2 tygodniach jak nagle zrzuci całą górę ubrań i poskarży się ojcu, że m
    > ama jest zła i nie chce jej prać ubrań (skoro umowa jest, że każdy sobie sam pi
    > erze)?
    Każdy nie pierze sam, ja piorę wszystkim i jej też bym prała i piorę, ale wolałabym by przynosiła brudy częściej w mniejszych ilościach. Jak przyniesie kupę mam 3-4 prania samych jej rzeczy, cały dzień w praniu, więc oczywiście proponuję by sobie sama wyprała skoro nie pamięta by wyrzucić codziennie czy co kilka dni. Jak córka się poskarży to mam telefon z pretensjami, że ze mną mieszka więc mam takie obowiązki i dostaję pieniądze więc mam to robić. Wolę już wyprać niż walczyć z córką albo tłumaczyć eksowi, w sumie wszystkim piorę.

    > Może jednak można zastosować naturalne konsekwencje - nie dbasz-nie masz.
    Jej pokój - niech będzie syf jak lubi, a co do reszty obowiązków - ostatnio
    > znajoma gdy 17 letni syn pomimo umowy, że tego dnia jest jego mycie naczyń (a m
    > iał już rezerwę, że ma wymyć tego dnia a najpóźniej do wieczora kolejnego), wol
    > ał pójść na imprezę niż wymyć, włożyła mu brudne naczynia do łóżka. Brutalne, a
    > le skuteczne w tym przypadku. Ale gdyby była podatna na manipulacje, że jest wa
    > riatką/bez serca itp itd, to by wymyła za niego. Ale wie, że jako rodzic ma pra
    > wo ustalać zasady panujące w domu. Z nastolatkami one są konsultowane, każde z
    > dzieci wybiera co i kiedy będzie robić i jak to olewa to nie chodzi o widzimisi
    > ę mamy, tylko o łamanie zasad.
    Do pokoju już nie mam nic, zawsze ona odpowiadała, że jej nie przeszkadza, więc okej. Sama sobie tam rządzi po swojemu, ale ja nie ściągam jej firan ani pościeli, nie myję okien, nie sprzątam, jak zacznie jej przeszkadzać zrobi sama. Drzwi do pokoju zamyka, nic nie widać, nikt jej tam nie wchodzi. Prace domowe żadne jej nie pasują, były umowy spisywane, były rozpiski, nie stosuje się do tego. Twierdzi że jej brud nie przeszkadza, więc sprzątać nie trzeba wcale, chodzi o części wspólne. Uważa, że nie ma czasu na prace domowe i nie mam prawa od niej wymagać by sprzątała cokolwiek więcej niż po sobie. Jak ją poproszę o pomoc mi, mówi że nie ma czasu, jest czymś zajęta czy inną wymówkę wymyśli albo w ogóle nie ma jej w domu.
    >
  • sorvina 23.01.14, 18:40
    blekitnalaguna123 napisała:

    > Wolę już wyprać niż walczyć z córką albo tłumaczyć eksowi

    Tu leży pies pogrzebany. Ty DAJESZ sobie wchodzić na głowę, łatwo tobą manipulować, bo zrobisz wiele by mieć doraźny spokój, nawet kosztem narastania problemów. Jakbyś sama nie była pewna czy masz prawo wymagać, czy masz prawo stawiać granice. A pewnie, że nastolatka nauczyła się, że po co ma coś robić, akceptować jakieś ograniczenia czy obowiązki, skoro chwile pokrzyczy, wykona rozpaczliwy telefon do taty i ustąpisz.

    Bez większej pewności siebie i konsekwencji wobec córki, nic się nie zmieni.

    Możesz nie rozumieć o co chodzi, bo robisz najczęściej co trzeba, ale cała komunikacja niewerbalna, całe nastawienie, które za tym stoją sprawia, że łatwo Cię olewać. Brakuje w stawianiu granic siły, zdecydowania i konsekwencji. Nikt nie przejmie się płotem, który jest zbudowany ze słomy.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 18:58
    Masz rację, ale nie do końca. Problemy są od kilku lat. Byłam konsekwentna, tłumaczyłam, czekałam, karałam i efektem było uciekanie córki z domu byle mnie nie słuchać i nie musieć robić nic, przesiadywała z wątpliwym towarzystwem. I awantury ciągle, codziennie, o wszystko, wyzywanie mnie, trzaskanie drzwiami, krzyki i robienie na złość mi poprzez na przykład dokuczanie bratu. Nie chcę, żeby tak było, nie chcę takiego domu, było tak i nic dobrego nie przyniosło, więc odpuszczam, nie szarpię się, bo wiem że i tak nie zrobi tego o co proszę ani nie powie mi tego czego chcę, nie ma na to siły. Czekam i liczę, że zmądrzeje i zacznie do niej docierać to, co zawsze jej mówiłam o wspólnym domu, odpowiedzialności, wspieraniu się i pomocy.
  • kkokos 23.01.14, 19:03
    Jak córka się poskarży to mam telefon z pretensjami, że ze mną mieszka więc
    > mam takie obowiązki i dostaję pieniądze więc mam to robić. Wolę już wyprać niż
    > walczyć z córką albo tłumaczyć eksowi, w sumie wszystkim piorę.

    błagam cię, idź na terapię. sama dla siebie. to nie jest normalne, że masz z byłym takie układy, to nie jest normalne, że przyjmujesz takie argumenty - nieważne, czy dlatego, iż uważasz je za upragnione, czy dla świętego spokoju.

    no i przestałam rozumieć twoją sytuację. masz nowego męża i drugie dziecko, tak? a jednocześnie twój były może używać wobec ciebie argumentu finansowego, po którym kładziesz uszy po sobie? utrzymuje was wszystkich czworo czy co? były mąż tobą pomiata, a obecny mąż nie daje ci nawet psychicznego wsparcia na tyle, byś się temu pomiataniu umiała przeciwstawić? czy przypadkiem w tej rodzinie to ty nie jesteś ostatnia w hierarchii dziobania?

    to wszystko jest tak chore, że nie dziwię się, iż dziewczyna piórkuje.
  • kkokos 23.01.14, 19:04
    >>uważasz je za upragnione

    uprawnione, oczywiście
  • blekitnalaguna123 23.01.14, 19:30
    On uważa, że skoro daje nie małe alimenty córka powinna mieć, kupione i zrobione co chce. To znaczy nie interesuje go nic jak ja sobie układam życie z córką, czego wymagam, jak egzekwuje póki ona się nie skarży. Młoda nie skarży na wszystko chyba, bo nie mam telefonów o wszystko, ale niektóre rzeczy dla niego są nie do przyjęcia i mam nie robić problemów, nie wymyślać, bo ona ma się uczyć i w domu mieć spokój. On nie chce słuchać nawet żadnych wyjaśnień co i jak, po prostu dziecko ma mu się nie skarżyć, bo on nie ma czasu na takie problemy. Nie przejmuje się jego telefonami, zresztą nie ma ich tak wiele zwłaszcza ostatnio, nie robię sobie z tego nic, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Robię po swojemu, piorę bo w sumie nie ma powodu, żebym jej ciuchów nie wyprała, chociaż wkurza mnie, że nie znosi systematycznie.
  • pade 23.01.14, 19:57
    Ale Ty masz prawo nie wyprać córce ubrań, jak również odłożyć słuchawkę gdy były mąż będzie się dopominał wyjaśnień.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • sorvina 24.01.14, 10:44
    blekitnalaguna123 napisała:

    > On uważa, że skoro daje nie małe alimenty córka powinna mieć, kupione i zrobion
    > e co chce. To znaczy nie interesuje go nic jak ja sobie układam życie z córką,
    > czego wymagam, jak egzekwuje póki ona się nie skarży. Młoda nie skarży na wszys
    > tko chyba, bo nie mam telefonów o wszystko, ale niektóre rzeczy dla niego są ni
    > e do przyjęcia i mam nie robić problemów, nie wymyślać, bo ona ma się uczyć i w
    > domu mieć spokój. On nie chce słuchać nawet żadnych wyjaśnień co i jak, po pro
    > stu dziecko ma mu się nie skarżyć, bo on nie ma czasu na takie problemy. Nie pr
    > zejmuje się jego telefonami, zresztą nie ma ich tak wiele zwłaszcza ostatnio, n
    > ie robię sobie z tego nic, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Robię po swojemu
    > , piorę bo w sumie nie ma powodu, żebym jej ciuchów nie wyprała, chociaż wkurza
    > mnie, że nie znosi systematycznie.

    Pytanie na ile się nie przejmujesz opinią ex'a, bo momentami jednak piszesz, jakbyś ulegała, albo traciła pewność w konsekwentnym stawianiu granic. On płaci, ale ty wychowujesz i masz prawo robić to po swojemu i z nim nie dyskutować, skoro on umywa ręce od tego tematu.

    Co do prania to odnoszę wrażenie, że sama do końca ze sobą nie ustaliłaś czego chcesz, czego oczekujesz od córki - ty nie stosujesz się do ustalonych zasad, ona również. Bo raz mała ma sobie prać a ty pierzesz bo ex się oburzył, teraz w sumie nie przeszkadza Ci pranie, byleby ona znosiła ubrania regularnie. Jak ty sama nie ustalisz jednolitej polityki i nie będziesz pewna swojego, to jak możesz osiągnąć cokolwiek z nastolatką, która zrobi po swojemu jak tylko wyczuje, że może?

    A co do tego, że kiedyś była takim miłym i dobrym dzieckiem i rozwód na nią "nie wpływał". Kiedyś nie była nastolatką. Wcześniej to nie był czas myślenia samodzielnego, kwestionowania autorytetu rodziców i szukania własnej drogi. A jednocześnie w okresie dojrzewania wszelkie braki rozwojowe - to wszystko co nie wykrystalizowało się lub zostało naruszone rozwojem, odbija się czkawką, utrudniając przejście przez ten, sam w sobie trudny i dla dziecka i dla rodziców okres.
    Ja też przez dłuuugi czas byłam miłym, grzecznym dzieckiem, tylko trochę smutnym w środku. Dla rodziców to był ideał - taką córeczkę mieć chcieli. W okresie dojrzewania smutek zmienił się w złość i nagle "córeczka im się zepsuła". A zmieniło się tylko to, że to co wcześniej było wygaszone - doszło do głosu, miałam już na tyle świadomości by rozumieć, że pewne rzeczy nie są zdrowe, nie są dobre. Naruszanie mojej prywatności przeszkadzało mi bardziej niż wcześniej, a oni nie zmienili podejścia luzując je z wiekiem.

    Współczuję Ci, że to na tobie córka wyżywa się na odrzucenie ze strony ojca. Ty chociaż ją słuchasz, on chce mieć tylko spokój. Pytanie czy ona rozumie co robi, bo może racjonalizować złość uznając, że to przez to, że się czepiasz - więc ona ma prawo.

    Może trochę ci rozjaśni jakaś lektura na temat okresów rozwojowych dziecka i lekcji jakie dziecko przerabia, jego ograniczeń psychicznych/biologicznych itp. Choć najbardziej przydałoby się to kilka lat temu.

    Teksty o wspólnym domu i odpowiedzialności za niego. Jesteś pewna, że córka czuje, że to jest JEJ dom? Bo nastolatek i bez rodziny patchworkowej po tym jak rodzice rzucą kilka razy, że to jest ich dom i on się ma dostosować, nawet własny pokój (a jak pisałam wcześniej olałaś sprawę po próbach narzucania sprzątania, a nie oficjalnie uszanowałaś prywatność i odrębność córki), a nie traktować go jak hotel, nie czują więzi i chęci dbania. Ja też nie czułam, za często dawano mi do zrozumienia, że nic nie jest moje, że jestem na łasce innych. A tutaj jeszcze jest kwestia ojczyma i brata - brat ok, ale ojczym to obcy facet rządzący się w domu. Okres dojrzewania to poszukiwania swojej tożsamości, czasem dramatyczny. Jeśli ona czuje, że tak naprawdę nigdzie nie należy - ojciec jej nie chce, dla mamy jest "do naprawy" to nic dziwnego, że jest w niej tyle emocji.

    Jak dla mnie nie ma jednej rzeczy, która może naprawić sytuację. Dla autorki przydało by się trochę wiedzy i zrozumienia teoretycznego odnośnie tego co może czuć/przeżywać/przerabiać córka w okresie dojrzewania i takiej sytuacji rodzinnej. Bo ona raczej nie jest na tyle świadoma by wszystko nazwać po imieniu.
    Z drugiej strony autorce przyda się po pierwsze ustalenie czego naprawdę chce - od prania do innych rzeczy i nauka konsekwencji w przestrzeganiu tych zasad. Być może bez pracy nad poczuciem własnej wartości i szacunkiem do siebie, to się nie uda.
    Jednak z założeniem, że już nic nie zadziała, córka i tak się nie posłucha, to może lepiej wysłać ją do internatu, bo skoro stawiasz na niej krzyżyk i traktujesz jako beznadziejny przypadek, to ona to wyczuje i będzie z bólu się odgrywać.
    Masz prawo być zmęczona. Pytanie czy naprawdę konsekwentnie próbowałaś różnych metod komunikacji/stawiania granic, czy wiele razy próbowałaś te same nieskuteczne działania.
    W "jak mówić by dzieci słuchały..." są takie przykłady, gdy rodzic postawił krzyżyk i uznał, że z dzieckiem nie da się "normalnie" rozmawiać, ale gdy zmienił sposób komunikacji to reakcja była inna. Choć trzeba się liczyć że gdy narosły emocje, to zmiana sposobu komunikacji może zadziałać z opóźnieniem.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 19:47
    Jeszcze raz o praniu. Nigdy nie wymagałam, by córka w swoich obowiązkach stałych miała pranie swoich rzeczy, bo zawsze pranie było wspólne. Jednak kiedyś córka była nauczona wyrzucać rzeczy na bieżąco do łazienki, a ja mogłam bez obaw czasami przypomnieć przed wstawieniem prania, żeby przyniosła brudy. Ja ściągałam pościel i firany. Jednak odkąd ona ma fazy na zapominanie o brudach i warczy na jakąkolwiek uwagę do niej zwróconą, nie wtrącam się. Wie, że powinna znosić rzeczy w normalnym trybie, bo ułatwia to planowanie i pranie, jednak często tego nie robi. Kiedy przyniesie kupę swoich rzeczy z dwóch tygodni, mówię że w takim razie skoro zapomniała, powinna sama wyprać. Ona odpowiada swoimi stałymi odzywkami. I piorę normalnie wszystko. Gdyby przynosiła na bieżąco, nie miałabym uwag. Nie uważam, że każdy w rodzinie powinien sam sobie prać.
    A dom? Cóż, w swoim pokoju decyduje o wszystkim i zawsze decydowała w ramach zdrowego rozsądku. Ma prawo decydować wspólnie z nami o niektórych rzeczach, ale jeśli twierdzi, że łazienki czy toalety nie trzeba sprzątać częściej niż raz w miesiącu, mam się godzić?
  • danaide 26.01.14, 02:14
    > On uważa, że skoro daje nie małe alimenty córka powinna mieć, kupione i zrobion
    > e
    co chce.

    Czy mam zrozumieć, że eks alimentami zrobił z Ciebie służącą dziecka - a Ty to łyknęłaś?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • igge 25.01.14, 00:21
    to jest jakieś chore, mojemu synowi i córce też brud i bałągan nie przeszkadza ale sprzątają bo ojcu przeszkadza i on się źle w bałaganie czuje, poza tym tłumaczę im, że zarazki, mikroby, choroby, wstyd przed gośćmi, milej i przyjemniej żyć w ładzie i porządku, rzeczy się nie gubią i nie niszczą i jakoś po moich zachętach i naleganiach i prośbach o zrobienie czegoś zaraz i teraz albo jak mnie nie ma w domu, oni negocjują jeszcze pół godziny odwlekania wykonania obowiązku domowego ale w końcu robią co trzeba, czasem dzieląc naczynia np na pół i rozdzielając między siebie obowiązki i prosząc czasem o pomoc małą.
    Do mnie nie przemawiałby argument o braku czasu bo obowiązki domowe są ważne, bywały ważniejsze niż lekcje choć teraz pozwalam odłożyć sprzątanie etc na potem, na po lekcjach ale nie robię tego nigdy za nich. To zupełnie bez sensu, że ona sprząta tylko po sobie, przecież dom to wspolna sprawa i robi się np obiad czy pranie dla dzieci a one robią to co są w stanie zrobić same lub z pomocą. Na wyjścia ma czas a na ważne dla Ciebie sprawy nie?
    Straszna z niej egoistka, sorry. Nie wiem jak zabroniłabym nieuzgodnionych ze mną wyjść/powrotów poźnych (może zmiana zamków? zero kasy na cokolwiek np na urodzinowe prezenty dla przyjaciół). Szokuje mnie, że potrafi wyjść oknem i że nic po dobroci nie można z nią wynegocjować i przemówić jej do rozumu ale Ty, choć nie masz już do niej siły, nie powinnaś jej ulegać. My rozmawiamy ażdo osiągnięcia jakiegoś kompromisu albo ktoś robi "dar" z jakiejś działalności swojej sprzątnięcia skarpetek czy wyjścia z matką na wystawę Yeatsa a druga strona jest wdzięczna i odwzajemnia się kiedyś tym samym czyli coś tam robi nie ze względu na siebie i swoje potrzeby tylko ze względu na potzreby innych (np psy potrzebują się wysikać, ja potrzebuję posłuchać muzyki klasycznej we wspólnym pokoju na głos, co przeszkadza innym etc Ty za łątwo i za często odpuszczasz chyba, choć już sama nie wiem, może ta Twoja córka wyjątkowo burzliwie dorasta :(
  • boski_adonis 23.01.14, 20:45
    Tradycja obwiniania matek o wszelkie zło tego swiata jest stara jak sam swiat a na tym forum ma się szczególnie dobrze.
    Pewnie dlatego,ze kobieta zawsze kobiecie dokopie jak tylko bedzie mogła. Repertuar "kopów" tez stary jak swiat, a to ze brzydka a to ze zła matka, a to ze jak ładna to głupia no i wiadomo karierę zrobiła przez łózko.
    Dlaczego własciwie tej matce insynuujecie nadmierna ciekawośc, wscibstwo, nieudolnosc , stwarzanie złej atmosfery w domu? Byłyscie u nich, znacie tę matkę? Co złego zrobiła?
    Jaki jest wzorzec idealnej matki do ktorego ta matka nie pasuje? Jaki wzorzec matki jest odpowiedni dla tej nastolatki ?
    Mamy tutaj matke , ktora samotnie wychowuje dziecko co samo w sobie jest trudnym zadaniem . Ta matka widzi problemy, nie zamiata ich pod dywan tylko próbuje cos zrobić. Szuka pomocy terapeuty i to nie jakiegokolwiek ,ale takiego , z ktorym córka nawiąze nic porozumienia i zechce pracować. Do tego matka lęka się czy sa postępy w terapii , martwi sie jaka jest diagnoza i w czym tkwią problemy. Czy to wscibstwo czy moze chęc zrozumienia w czym tkwia problemy dziecka?
    Na ojca nie mozna liczyć i fajnie, mamy go z głowy a matka to zła kobieta jest.

    Wiele kobiet po rozwodzie i przy kompletnej obojetnosci byłych męzów zmaga sie z problemami wychowawczymi . Mało kto im pomaga, wszak to dziecko z rozbitej rodziny , wiadomo jakby rodzina była pełna porządna, to mozna by jej było pomagać . A tak ? No rodzice sami sobie winni , bo jakby sie nie rozwiedli, to nie mieli by problemów z dziecmi .
    Tyle tylko,ze jest wiele rodzin rekonstruowanych i niepelnych , wiele jest dzieci zaburzonych w pełnych rodzinach z dobra atmosferą, bo akurat u tych dzieci dojrzewanie przebiega burzliwie. 'Ta nastolatka jest prawie dorosła , ale wciąz pod opieką rodzica. Picie alkoholu i palenie papierosów jak rózniez wychodzenie z domu bez słowa sa oznaka choroby czy demoralizacji? Dzisiaj matka tego nie wie i chciałaby wiedziec.

    Uwazam,ze matka ma prawo uzyskac informację na temat diagnozy i informacji o postepach terapii.Ma prawo prosic o przedstawienie takiej diagnozy w formie pisemnej.
    Myslę,ze matka powinna takze znac cele terapii, o postepach terapii matka powinna być informowana , takze o ich braku.Nie oznacza to ujawniania tajemnic dziecka.
    Mamy tutaj doczynienia z sytuacją szczególna - terapia jest prowadzona w gabinecie prywatnym i opłacana przez rodzica. Jej celem nie jest "pogadanie z miła pania, ktora rozumie nastolatke lepiej niz matka" , ale ma spełniać wymogi stawiane takiemu "leczeniu"
    Terapia nie zawsze przynosi oczekiwane skutki, ale po jakims czasie terapeuta jest w stanie ocenic czy tak jest . Jesli nie jest w stanie pomóc - powinien ten temat poruszyć z rodzicem. Jesli sa postepy w terapii , powinien terapeuta dowiedzieć sie czy to sie przekłada na relacje w domu. Z matka trzeba rozmawiac, redukowanie matki do kasjera wypłacajacego kase uwazam za nieprofesjonalne.

    Nie chce krytykowac terapeutów ktorzy naprawde pomagaja ludziom , w kazdym zawodzie sa ludzie rózni . Między ochroną tajemnic a brakiem informowania rodzica o postepach terapii jest zasadnicza róznica.
    Ostatnio była mozliwośc sledzenia sprawy Bajkowskich . Warto zwrócic uwage na opinie jakie w srodowisku psychologów pojawiły sie na temat psychologów zajmujacych sie sprawą Bajkowskich .
    "Ważnym czynnikiem jest niekompetencja psychologów – diagnostów w RODKach oraz psychologów niemających dostatecznych kompetencji, ale prowadzących terapię. Powyższa sytuacja boleśnie udowadnia jak bardzo niebezpieczny jest ten brak kompetencji. Młodzi terapeuci Bajkowskich, moralnie odpowiedzialni za dramat tej rodziny, są w szkoleniu na certyfikat psychoterapeuty, lub mają certyfikat Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, jedno ma tytuł psychologa klinicznego. Superwizorem tych młodych ludzi ) jest superwizor także z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

    Realcje matki i córki wkrótce bardzo się zmienią. Corka będzie dorosła bedzie mogła pic, palic, wychowdzi bez tłumaczenia się , nie uczyc sie i wszystko inne , co jej sie marzy.
    Tyle tylko,ze bedzie to robić na własny koszt i nie koniecznie w domu rodziców.
    Czy córka , ktora tak dalece nie dogaduje sie z matką nie mogłaby rozwazyć mieszkania z ojcem? Nie piszę tego złosliwie ani tez zeby dziecko i problem wyrzucic z domu.
    Gdzie jest powiedziane,ze 18 letnie dziecko nie moze mieszkac z ojcem.
    Jesli dziecko nie widzi mozliwosci dogadania sie z zadnym z rodziców a sa pieniądze to moze dobrą drogą będzie zamieszkanie w mieszkaniu studenckim lub wspolnym z innymi młodymi osobami? To częsty wariant i wielokrotnie prostuje relacje rodzinne z dorosłymi dziećmi?






  • sebalda 24.01.14, 10:36
    Nie wierzę, że z grzecznego i normalnego dziecka robi się nagle i bez powodu potwór. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Jakiś zły ją odmienił?
    Padły tutaj informacje o karach, zakazach, barykadowaniu i tym podobne. Wiem, część matek zaleca żelazną dyscyplinę, system kar i nagród, ale dom to nie wojsko, tak uważam. Wiele problemów z dziećmi ma początek we wczesnym dzieciństwie, gdy rodzice właśnie takim systemem kar wychowują dzieci, a raczej je tresują.
    Autorka pisze, że wcześniej nie widziała u córki, by cierpiała z powodu problemów z ojcem. To, że matka nie widzi, nie oznacza, że tego nie ma. Ja miałam z dziećmi bardzo dobry kontakt, nie miałam żadnych problemów wychowawczych, a dopiero po wielu latach córka przyznała, że słyszała nasze nocne kłótnie i bardzo ciężko to znosiła. Dlaczego mi o tym nie powiedziała? Ani ona tego nie umie wytłumaczyć, ani ja nie rozumiem dotąd. Nie powinnyśmy zatem mówić, że przecież wszystko było ok.
    Ja rozumiem, że dziewczyna sprawia bardzo poważne problemy wychowawcze i trudno wtedy myśleć o niej dobrze, ale tutaj jest taka długa litania pretensji i nic więcej. Starania o dobre stosunki, ale takie jakby na siłę, żeby nie być posądzoną o to, że jest się złą matką. A to nie wystarczy.
    Terapeutka nie chce włączać matki i musi mieć do tego jakiś powód. Jeśli córka chodzi do niej chętnie, już to samo dobrze świadczy zarówno o córce, jak i o terapeutce i samej terapii. Tak uważam.
  • sorvina 24.01.14, 11:25
    Ja staram się zrozumieć zmęczenie autorki sytuacją, jednak zdumiewa mnie to, że deklarując takie zaangażowanie w "naprawę relacji", nie pisze o dziewczynie nic pozytywnego.
    Kurcze, ja zerwałam kontakt z toksycznymi rodzicami i babcią, ale potrafię wymienić wiele pozytywnych cech jakie mają, docenić to, że w jakimś kawałku życia sobie fajnie radzą.
    Tutaj córka została sprowadzona do swojego zachowania. Jest zła, nie taka jak trzeba, bo jej zachowanie nie podoba się matce. Wszystko w niej jest nie takie. Córka nie radzi sobie z ojcem - ok dostanie psychologa, ale ma sobie radzić i być normalna , tylko taka będzie akceptowana.

    Ciekawe czy w systemie rodzinnym nie wyszłoby, że córka jest takim kozłem ofiarny, złożonym przez rodzinę, by reszta na jej tle wypadła lepiej. Ona musi być taka zła, by reszta była dobra. Ona musi nosić w sobie złość, by reszta mogła być skrzywdzoną dobrocią. Tak jest najwygodniej dla większości, gdy koszt obecnego systemu skupi się na jednej osobie. Wtedy tak naprawdę próbowanie naprawienia relacji jest na pokaz.

    Autorka opisuje dzisiejsze - skrajne nastolatki, a co zaostrzyło jej zachowania, skoro wcześniej mama była sielsko dobra, ucząca odpowiedzialności, mówiąca o wartościach, szanująca prywatność.... Problem w tym, że autorka deklaruje pewne rzeczy jak szacunek do prywatności i prawa o decydowaniu o sobie dziewczyny (na przykładzie sprzątania w jej pokoju), ale po zachowaniu jakie opisuje, tego nie robi. Chce przestrzegania zasad, a sama jest w nich chwiejna. Nie da się wymagać od dziecka postawy i wartości, których samemu się nie realizuje.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • sorvina 24.01.14, 11:26
    *Autorka opisuje dzisiejsze - skrajne ZACHOWANIE nastolatki,
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • boski_adonis 24.01.14, 17:13
    Czy ktos , kto bedąc dorosłym nie umie ulożyc sobie relacji z rodziną i pisze na forum :
    ja zerwałam kontakt z toksycznymi rodzicami i babcią
    powinien komukolwiek doradzać na forum "Zycie rodzinne"?

    Rozumiem,ze mozna sobie nie ułozyc relacji z matką lub z ojcem lub z babcią , albo z matką i ojcem, ale nie ułozyć sobie relacji z matką, ojcem i babcią jednoczesnie to jest sztuka.
    Naprawde duza , zwłaszcza,jak sie jest osobą dojrzałą a nie nastolatką.
    Oczywiscie,ze:
    Nie da się wymagać od dziecka postawy i wartości, których samemu się nie realizuje.
    Zgadza się , nie wiem tylko jakiej postawy wobec dziadków i prababci mozesz wymagac od swoich dzieci ?
  • sorvina 24.01.14, 19:16
    Nie chce mi się kolejny raz udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Jeśli boskiego_adonisa interesują fakty, to zapraszam do przewertowania moich postów, w których nie raz odpowiadałam czemu czasem zerwanie kontaktów to najlepsze wyjście i że niekiedy poziom przemocy i zaburzeń jest zbyt duży by zbudować płaszczyznę porozumienia, która jeśli nie pozytywna, to jest chociaż neutralna - nie odbywa się niczyim kosztem.

    Za to mam fajnie relacje z teściową, a podobno to też sztuka. Więc może jestem sztukmistrzem ;P

    Odpiszę też kawałek Paris, choć pytanie było nie do mnie.

    >Wszystko jest w ruchu, dziś kogoś "skreślasz", jutro nabywasz nowych umiejętności i wiedzy i widzisz, że się myliłeś zrywajac z kims kontakt.

    Muszę powiedzieć, że zastanawiałam się tysiące razy, czy nie będzie tak, że któregoś dnia przekonam się, że jestem w stanie zbudować relacje z mamą i tatą na poziomie chociażby rozmowy o dupie maryni, że ich zagrywki i ataki nie będą mnie męczyć. W takich chwilach pojawia się dobrze znane poczucie winy, że gdybym się wcześniej "wystarczająco postarała" to nie trzeba by było zerwać kontaktu. Tylko, że nawet jeśli to nastąpi, to oznaczać będzie, że to efekt drogi jaką przeszłam. A nie mogłam przejść tej drogi tkwiąc po uszy w piekiełku rodzinnym.
    A na razie krótkie spotkania w sytuacjach ogólno rodzinnych pokazują mi, że ci ludzie są jak płyta zacięta na odtwarzaniu utworu z przemocą, wyparciem i manipulacją. Szkoda, ale ich prawo by żyli po swojemu. Moje prawo nie chcieć być tak traktowaną.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 19:11
    A jak ja osobiście mogę pomóc córce w jej relacji z ojcem? Tylko może jej w tym pomóc psycholog. Przez całe jej życie na różnych etapach wraz ze zmieniającą się sytuacją robiłam wszystko, co mogłam, by wpłynąć na eksa, by myślał o niej. Nie mogę zabronić im spotykania się, zwłaszcza jeśli córka tego chce. Może córka wcześniej powinna być pod opieką psychologa, może powinnam częściej starać się sama z niej wyciągać uczucia, to są błędy które być może popełniłam.
  • noname2002 24.01.14, 19:27
    Też jestem po rozwodzie i też dziecko na mnie wyładowywało złość, że je ojciec odrzuca albo że za nim tęskni. Oczywiście, że nie możesz wpłynąć na relację córki z ojcem-przecież nie jesteś w stanie zmienić swojego eksmęża. Możemy tylko wspierać nasze dzieci i nie odbierać ich negatywnych zachowań jako jakichś złośliwości wymierzonych w nas.
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 19:32
    noname2002 napisała:

    Możemy tylko w
    > spierać nasze dzieci i nie odbierać ich negatywnych zachowań jako jakichś złośl
    > iwości wymierzonych w nas.
    Myślę jednak, że od 17-latki można wymagać odpowiedzialności za swoje słowa wypowiadane do innych ludzi.
  • 71tosia 24.01.14, 12:08
    ja wierze, bo obserwuje to czesto. Zachowanie nastoletniego dziecka to w duzej mierze zachowanie srodowiska rowiesniczego do ktorego trafia, w tym wieku wplyw rodzicow na zachowanie dziecka staje sie coraz mniejszy. Dlatego tak wazna jest szkola do ktorej dziecko trafia, nie ze wzgledu na poziom nauczania ale wlasnie na jakos grupy rowiesniczej, w ktorej bedzie funkcjonowac! Autorka wyraznie napisala ze zmiana nastapila na poczatku gimnazjum, podejrzewam, wiec ze byla wlasnie tym spowodowana - dopasowaniem sie corki do zachowan grupy. No nie mozna tez calkowicie wykluczyc ze dziecko jest jakos zaburzone, a odchylenia od normy ujawnily sie wraz z dojrzewaniem.
    Nie wiem jak jest w tym przypadku ale nie obwiniajmy o wszystko i zawsze rodzicow, bo czesto problemy dziecka sa spowodowane zachowaniem rodzicow ale nie wylacznie i nie zawsze, szczegolnie w przypadku nastolatka.
    Ps przy terapii z nieletniej, rodzice na pewno powinni byc informowani o postepach terapii , nie zaleznie jakie tematy 'sa przerabiane'. No i dobry psycholog sam z siebie powinien sie zainteresowac czy sa postepy w rozwiazywaniu problemow na linii matka-corka, skoro to byla jedna z przyczyn podjecia terapii.
  • sorvina 24.01.14, 12:51
    71tosia - ja też znam takie przypadki, tylko po przyjrzeniu się głębiej to nigdy nie było dobrej relacji, miłości i szacunku między rodzicami a dzieckiem. Tylko małe dziecko było dobrze wytresowane, przestraszone i słabe, a potem okazało się, że nowi rówieśnicy pokazują, że takie być nie musi, dostaje też zainteresowanie i akceptację, której w domu brakowało - a nie tylko bo nagle na akceptacji z zewnątrz zależy bardziej. Badania naukowe pokazują wyraźnie - najbardziej buntują się dzieci trzymane na najkrótszej smyczy, w najbardziej nieprzyjaznym środowisku. Rówieśnicy nie stworzyli problemu, oni go ujawnili i wzmocnili.

    I choć przyczyn ostatecznych takiego a innego zachowania jest kilka, które się nakładają i wzmacniają, to jaki ostateczny jest tego wpływ zależy od tego jak wygląda relacja rodzica z dzieckiem, czy dziecko nauczyło się we wcześniejszych okresach wszystkich umiejętności psychicznych - jak stawianie granic także rówieśnikom, zbudowało w sobie poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa. W naszym szalonym zabieganym świecie rodzice spędzają mało czasu z dzieckiem. Zamiast je wychowywać, raczej je hodują, dbają o sprawy materialne, oceny itp.. A od dziecka oczekują by nie sprawiało problemów. Bo sami często nie czują radości z zajmowaniem się dziećmi, to tylko męczący obowiązek. Dzieci nie lubią, to taki głupi dorosły i tylko czekają się aż zmądrzeje i będzie pożyteczny - mało który rodzic się do tego przyzna, ale dla ilu to tak wygląda? Pal licho jak dziecko jest maleńkie. Natura tak wymyśliła, że u wszystkich gatunków małe wywołują rozczulenie. Starsze dzieci a zwłaszcza nastolatki już nie. Dlatego wtedy wychodzi co naprawdę rodzice czują do dziecka, jaka jest ich wewnętrzna dojrzałość. Nie gdy się wszystko układa, ale czy potrafią kochać bezwarunkowo, doceniać i stawiać mądrze granice gdy wiele zachowań odbiega od ich oczekiwań.
    Jak czasem słucham jak rodzice mówią o swoich dzieciach, to mnie to przeraża. Znam świadomych, dokształcających się, kochających rodziców, ale wielu powinno kupić sobie psa a nie mieć dziecko. Bo pies kocha bezwarunkowo i łatwo się tresuje. Nie ma wielkich konsekwencji, jak nie chce się o niego dbać codziennie, a tylko od czasu do czasu jak się nabierze ochoty do bycia rodzicem. Byleby dostawał żarcie i go wypuszczać regularnie na dwór. A jak świruje z samotności, to można uśpić :/

    Sytuacja autorki nie jest czarno biała. Za mało wiemy, wielu rzeczy nie możemy zweryfikować. Jednak im więcej autorka pisze, tym mniej mi to wygląda na problem z nastolatką, a bardziej problem nastolatki z rodziną.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • 71tosia 24.01.14, 19:12
    > W naszym szalonym zabieganym świecie rodzice spędzają mało czasu z dzieckiem. Zamiast j
    > e wychowywać, raczej je hodują, dbają o sprawy materialne, oceny itp..
    Naprawde? To jeden z tych dziwacznych mitow. Chyba nigdy w historii ludzkosci rodzice nie angazowali sie tak bardzo w wychowywanie dzieci jak teraz.
    Nie jest tez prawda ze zawsze z dobrych kochajacych rodzin wyrastaja aniolowie a z tych z problemami ludzie podli. Znam rodzine, w ktorej wszystko krecilo sie wokol dzieci, rodzice praktycznie rezygnowali z zycia zawodowego, znajomych, hobby by wychowywac (akurat fatalny model zbyt zaangażowanego rodzicielstwa), a skutek jest oplakany.
    Czesto jest tez tak ze po okresie trudnego dorastania dzieci wracaja na 'stare tory' i staja sie calkiem rozsadne. Po prostu madrzeja, bo tak zwykle jest w wiekiem i doswiadczeniem, 'madrzeja i staja sie pozyteczne'.
  • sorvina 24.01.14, 19:27
    71tosia napisała:

    > Naprawde? To jeden z tych dziwacznych mitow. Chyba nigdy w historii ludzkosci r
    > odzice nie angazowali sie tak bardzo w wychowywanie dzieci jak teraz.
    Owszem. Podejście do rodzicielstwa u wielu osób się zmieniło. Ilość godzin spędzanych w pracy również. Dla niektórych zaangażowanie w wychowanie dzieci oznacza, że wożą je na ileś zajęć dodatkowych, ale czasu nie spędzają z nimi - naprawdę z nimi prawie wcale. Nie kwestionuję, że dają dzieciom najlepsze co potrafią, dają więcej niż sami dostawali, ale bliskości nie ma w tym za grosz. Tak było i wśród moich rówieśników, tak jest wśród obserwowanych przeze mnie rodziców. Na to też skarżą się znani mi młodzi ludzie.

    > Nie jest tez prawda ze zawsze z dobrych kochajacych rodzin wyrastaja aniolowie
    > a z tych z problemami ludzie podli. Znam rodzine, w ktorej wszystko krecilo sie
    > wokol dzieci, rodzice praktycznie rezygnowali z zycia zawodowego, znajomych, h
    > obby by wychowywac (akurat fatalny model zbyt zaangażowanego rodzicielstwa), a
    > skutek jest oplakany.
    Np. "Ballada o Januszku" to przykład wielkiej, ale chorej rodzicielskiej miłości. Miłość nie zastąpi innych ważnych elementów wychowywania dzieci, a inne nie zastąpią miłości.

    > Czesto jest tez tak ze po okresie trudnego dorastania dzieci wracaja na 'stare
    > tory' i staja sie calkiem rozsadne. Po prostu madrzeja, bo tak zwykle jest w wi
    > ekiem i doswiadczeniem, 'madrzeja i staja sie pozyteczne'.

    Bo u większości osób okres dojrzewania wiąże się z pewną dozą "szaleństwa" i mija z czasem. Czasem jednak to coś więcej, zostaje zaostrzony przez dodatkowe czynniki wewnątrz rodziny i na zewnątrz jej i to raczej o takich przypadkach rozmawialiśmy.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 19:29
    sorvina na pewno jest racja w tym co piszesz o zmianie w wieku nastoletnim, niestety drugi raz nie da się przeżyć z dzieckiem jego dzieciństwa i zwrócić uwagę na inne rzeczy. Dla mnie zawsze córka była ważna, chciałam żeby miała fajne dzieciństwo, normalny dom.
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 19:21
    Niestety tak było jak piszesz i teraz widzę, że mogłam postępować inaczej, choć nie wiem czy skutek byłoby lepszy, ale nie zrobiłam tego w porę, początkowo wierzyłam, że to naturalny bunt nastoletni, zmiana i dojrzewanie i rozmowy pomogą. Nie spodziewałam się, że gimnazjum będzie tak wielką zmianą, a na niektóre sprawy, które się tam działy nie miałam wpływu.
    Przyczyną do rozpoczęcia terapii rodzinnej w zamiarze moim były złe relacje, ale wyszło na to, że terapia jest córki i nie wiem do końca, które problemy są jej tematem.
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 19:00
    sebalda problemy córki są od 13,5 roku życia, od pójścia do gimnazjum. W tym czasie do teraz stosowałam różne metody na rozwiązanie różnych kłopotów, w tym również kary i również barykadowałam drzwi, by nie wyszła z domu, kiedy nie widziałam innego wyjścia. Nie miałaś sytuacji, gdy gimnazjalistka po raz kolejny mimo zakazu chce wyjść wieczorem do znajomych i być może wrócić pod wpływem alkoholu, więc nie wiesz, że człowiek jest w stanie zrobić wiele, by do tego nie dopuścić.
    Wcześniej z córką nie było żadnych problemów, nie musiałam nigdy stosować kar czy innych konsekwencji. Dogadywałyśmy się, rozmawiałyśmy, rozumiała moje tłumaczenia po co i dlaczego postępuję tak a nie inaczej, nie miała głupich pomysłów niemożliwych do zaakceptowania na przykład przesiadywanie na podwórku do 12 w nocy. Zachowywała się jak inne dzieci w jej wieku, miała koleżanki w szkole i bawiła się na podwórku, koleżanki przychodziły do nas, z chęcią chodziła do szkoły, miała zawsze jakieś kółko i nawet startowała w konkursach, chodziła na zajęcia dodatkowe, uczyła się sama bardzo dobrze bez mojego proszenia, miała drobne obowiązki domowe, pomagała chętnie poproszona, lubiła spędzać z nami czas i sama do tego dążyła. Nikt mi nigdy nie zwracał uwagi, że ma jakieś problemy, nie miała problemów z dziećmi ani dorosłymi, jeździła na obozy i wszystko było dobrze, spędzała czas z babcią i ciocią. Nigdy nie była bardzo emocjonalna i otwarta, raczej spokojna ale pogodna, sama nie mówiła, że coś jest nie tak z czymkolwiek. Doskonale wiedziałam, że jej relacja z ojcem od początku nie była idealna, ale była stała, od początku taka sama przez długi czas i ja na nią wpływu nie miałam, bo nie ja decyduję co ojciec robi a czego nie robi dla dziecka. Wydawało mi się, że córka traktowała taką sytuację jako normalne jej życie, zaakceptowała, bo od początku tak miała. Moje relacje z eksem nie były wrogie długi czas. Ja dawałam córce wszystko, co mogłam, normalną stałą codzienną miłość i troskę.
    Pisałam już, że córka jest fajna, kiedy jesteśmy same we dwie i nie mamy na głowie codziennych obowiązków i otoczenia. Nie mam oczekiwań z kosmosu, chciałabym tylko by razem nam się lepiej żyło pod jednym dachem.
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 18:26
    O mieszkaniu z ojcem nie ma mowy, wolę nie pisać co odpowiedział jak mu raz powiedziałam, że może zamieszkać u niego skoro ja stwarzam problemy, niech zobaczy jak jest. Zresztą Młoda nigdy o tym nie mówiła, za to wie że nie ma tam dla niej miejsca. O wyprowadzce jak będzie miała 18 lat mówiła, ale nie sądzę by naprawdę tego chciała, raczej mówi tak bo wie że finansowo byłoby to możliwe. Z drugiej strony patrząc na nią teraz wydaje się, że wolałaby być sama, żeby nikt od niej nic nie chciał. Ja na pewno bym nie chciała jej wyprowadzki teraz, jestem pewna że gorzej by na tym wyszła, do końca nauki wykluczone, później i tak wyfrunie na studia, o ile będzie chciała iść na studia.
  • julka_2007 24.01.14, 11:30
    Skopiowanie karty Twojej Córki nie ma najmniejszego sensu a może tylko całkowicie zniszczyć więź między wami. Mam spore doświadczenie w temacie i jeśli chcesz podaj maila to do Ciebie napiszę.
  • paris-texas-warsaw 24.01.14, 13:01
    Myślę, że kwestię prawa rodzica do informacji o terapii dziecka pewnie jakos określa prawo, może Pani Agnieszka będzie się orientowała lepiej w temacie.
    Mi tylko przychodzi na myśl Kodeks etyki psychoterapetów, w którym jest cały rozdział o zachowaniu tajemnicy. Jest tam też taki punkt:
    "Powyższe uwagi dotyczą także terapii osoby niepełnoletniej, przy czym niezbędne jest każdorazowe rozważenie, na ile w interesie dziecka leży ujawnienie jego spraw wobec rodziców bądź opiekunów. Terapeuta ma prawo, nie łamiąc zasady dyskrecji poinformować rodziców bądź opiekunów o własnych wnioskach i ewentualnych zaleceniach. Rodzice tub opiekunowie pacjenta nieletniego muszą zostać poinformowani o objęciu danej osoby opieką terapeutyczną."
    Myślę, że mimo, że psychoterapia (spotkania z psychologiem?) to forma leczenia, jest to tak specyficzna forma leczenia i ujawniania tak osobistych spraw, że jakoś można widzieć analogie miedzy prawem do tajemnicy korespondencji/osobistych zapisków i wg mnie to powinno być uszanowane.
    Wydaje mi się, że psychoterapie w lightowych przypadkach są w sumie dość niemierzalne (w mojej ocenie) i w sumie, to najlepiej będzie, jak spytasz córkę, czy ona widzi, że terapia jej pomaga. No niestety, ale tak jest, żę Ty i Twoja córka możecie nie mieć zbieznych interesów;)
    Tak na marginesie dodam, że myślę, że może czasem tak być, że dwie osoby, nawet rodzic i dziecko, albo rodzenstwo są tak "z innych bajek", że specjalnie nie będą się lubić. Też trzeba się chyba liczyć, że są takie "zaburzenia", na które żadna terapia nie pomoże, są jakimś wynikiem aktualnej sytuacji.
    Ciężki temat z taką córka, mi zawsze przychodzi tylko do głowy, by uczyć dzieci, że życie kosztuje, fajne ciuchy, fryzjer i kosmetyczka, podróże, i masa innych rzeczy też, więc niech dla swojego dobra się uczy. I jak chce męża na poziomie, to tez musi coś soba reprezentować, bo tłuka nikt fajny nie zechce. Nie wiem jednak, czy to trafia do nastolatków, bo mam małe dzieci;) A pranie pewnie i tak pralka robi...
  • sebalda 24.01.14, 13:52
    Jestem głęboko przekonana, że prawie wszystkie toksyczne matki (na przykład Sorviny czy Paris), gdyby wcześniej istniał internet, też by pisały podobne wątki na forach jak autorka. Tego typu matki nigdy nie widzą swoich błędów, mają się za dobre i oddane i wszystko robią dla dobra dziecka. I tak sądzą do końca swoich dni, jak to opisywała Sorvina, która wielokrotnie tłumaczyła matce, jak ta ją rani, ale trafiało jak grochem o ścianę.
  • pade 24.01.14, 14:22
    chyba się zagalopowałaś Sebaldo
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • sebalda 24.01.14, 15:23
    pade napisała:

    > chyba się zagalopowałaś Sebaldo.

    Przepraszam, Pade, masz rację, nie powinnam była tak pisać. Dziękuję, że mi zwróciłaś uwagę.
    Wynika to z tego, że znam z bardzo wielu opowieści córek historie, w których matki traktowały je jak najgorsze osoby, a cały czas myślały, że to dla ich dobra. A z drugiej strony moje dzieci opowiadają mi historie koleżanek, których rodzice byli bardzo wymagający i one przez to jeszcze bardziej się buntowały, jakby już rzeczywiście uznawały, że są złe i przestało im zależeć na tym, żeby być lepszymi. Strasznie mi żal takich dzieciaków. Czy Ty nie czujesz, czytając posty tej matki, że ona w tej córce dostrzega wyłącznie zło, a o sobie pisze w samych superlatywach? A to rzadko jest takie czarno-białe. Dziecko, któremu jest dobrze, nie ma potrzeby aż takiego manifestowania buntu i nie ulega tak łatwo wpływom środowiska, bo ma silne poczucie swojej wartości, niczego nikomu nie musi udowadniać.
  • sorvina 24.01.14, 15:32
    Ja się bronię przed widzeniem wszędzie zachowań mojej matki, ale tak mnie kłuje to stawianie sprawy tak jak sebalda opisuje w połączeniu z takim brakiem życzliwości do córki.

    A z poczuciem własnej wartości jest tak, że jeśli dziecko nie może udowodnić jakie jest super, bo co nie zrobi jest źle, bo nie spełnia oczekiwań rodziców itp., to idzie w drugą skrajność - udowadnia jakie jest złe - pomysłowe i nieugięte w swoim buncie. Każdy chce poczuć i udowodnić swoją wartość. Tylko co to mówi o tej rodzinie, skoro córka nie widzi możliwości by być doceniona w mniej destrukcyjny sposób?
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • sebalda 24.01.14, 16:21
    >to idzie w drugą skrajność - udowadnia jakie jest złe

    Dokładnie takie zjawisko obserwuje u koleżanki syna. Jej autodestrukcja sięga tak daleko, że nawet wobec niego stroi fochy, sprawdza jego wytrzymałość, tak strasznie chce poczuć, że mimo wszystko ktoś ją może lubić (a w sumie chyba nawet na coś więcej liczyła). Chce, żeby się nią zajmować i robi to nieudolnie, przez sprawdzanie granic. Syn stracił już do niej cierpliwość, choć początkowo bardzo chciał jej pomóc, ale on też musi chronić swoje granice. Tak strasznie mi żal tej dziewczyny:(
  • paris-texas-warsaw 24.01.14, 18:21
    Boski Adonisie, przechodze na koniec, bo uważam, że tak jest dla wszystkich, czyli dla mnie wygodniej:)

    Z tego co tu z Forum wiem, to akurat Sorvina nie ma dzieci. Ale poruszasz wg mnie bardzo ważną, przynajmniej dla mnie kwestię. Zbytnio nie będę się rozpisywać, ale chodzi mi o to, że faktycznie mając złę, obciążone relacje z mamą, ciężko jest kultywować te kontakty wnuków z nią. I choć czasem jak zobaczę na jakichs zdjęciach, jak mama obejmuje moje dziecko, to wierzę w jej miłość do moich dzieci, ale z racji tego, że dzieci są małe, ciężko je "wyabstrahować" z mojego życia i samodzielnie wysłać do babci. A tak to ciężkość naszej relacji i tak wisi w powietrzu i psuje beztroskośc takiego kontaktu.
    Chciałam więc Ciebie zapytać, jak Ty widzisz taką sytuację? To pytanie do Sorviny (o to zerwanie kontaktów), też faktycznie sobie zadaję w odniesieniu do wlasnej mamy. Wszystko jest w ruchu, dziś kogoś "skreślasz", jutro nabywasz nowych umiejętności i wiedzy i widzisz, że się myliłeś zrywajac z kims kontakt. Jesli umiesz napisać, to napisz. Chyba, że pytanie było tylko przewrotne. I jak możesz, to napisz, czy masz dzieci i sam jestes w dobrej komitywie z rodziną:)
  • boski_adonis 24.01.14, 23:20
    Tak mam dzieci, dorosłe mieszkajace ze mną , ale w kazdej chwili mogące sie usamodzielnić Zyję w rodzinie , ktora doswiadczyła problemów z dzieckiem, terapii , problemów okresu dojrzewania. Doswiadczyłem wielu rzeczy , o ktorych sie pisze na tym forum.
    Mam zyjacych rodziców w podeszłym wieku, ktorych nie zawsze rozumiem.
    Jako osoba młoda miałem więcej uwag czy prenetsji do rodziców, własne zmagania z rodzicelstwem , zyciem sprawiły ,ze więcej rozumiem i na więcej mogę przymknąc oko.
    Uwazam,ze nie ma stanów doskonałych - ani ja ani moi rodzice tacy nie są. Niedoskonali ludzie= niedoskonali rodzice + ich niedoskonałe dzieci. Kto z nas moze o sobie powiedzieć ,ze jest doskonały?
    Myslę,ze czas zmienia nas , ale równiez osoby z ktorymi było sie w konflikcie. Z wiekiem łatwiej przyjmujemy słowa krytyki i umiemy sie zdystansować.To wg mnie sprawia,ze mozna podejmowac próby układania pewnych, nawet złych relacji na nowo. Kiedys nie mogłem pojąc jak mozna zapomnieć to co złe, wybaczyc i "udawać,ze nic się nie stało"
    Mozna próbować coś zamknąć.
    Naisałaś:
    Wszystko jest w ruchu, dziś kogoś "skreślasz", jutro nabywasz nowych
    > umiejętności i wiedzy i widzisz, że się myliłeś zrywajac z kims kontakt.
    Dobrze napisane. Mądrośc ludowa definuje to jako "nigdy nie mów nigdy"
    I jeszcze :
    faktycznie mając złę, obciążone relacje z mamą, ciężko
    > jest kultywować te kontakty wnuków z nią
    Ja mam troche inne doswiadczenia , moja matka miała trudne relacje z ojcem , ktorego wojna bardzo zmieniła. . Moja matka została wykorzystana przez rodziców i bardzo ja to boli do dzisiaj.
    Ale babcia i dziadek byli dla mnie dobrzy ,choć mama z nimi dogadywała się raczej słabo, a potem juz wcale.
    Z tesciowa ( moja drugą babcią) moja mama tez się "nie dogadywała " ;)
    Tyle ,ze moi rodzice zachęcali mnie do kontaktów z dziadkami, wysyłali na wakacje i Dzień Babci. Moje dzieciństwo u dziadków ( wakacje ) było radosne i beztroskie . Takie jakie powinno być . Do smierci dziadków ja i rodzeńswto mieslimy z nimi bardzo dobry kontakt, choć dziadkowie nic juz nie rozumieli z naszego swiata.
    Nie wiem jak to sie udawało, ale chyba opierało sie na zasadzie,ze dzieci nie mogą byc wciagane w sprawy dorosłych i ze dorosli muszą zakończyć wojny ( albo choc zawiesic) dla dobra dzieci. Jesli dzieci maja miec dobre wspomnienia, nauczyć sie szacunku do dziadków i troski to wydaje mi się,ze trzeba próbowac przeskoczyc to co nam przeszkadza. Wiele rzeczy robimy dla dobra dzieci , więc to tez mozemy.
    Jesli babcia sie stara, dzieci chcą się z nia kontaktowac to ja bym chyba to wspierał choćby kierując się zasadą,ze moze " się myliłeś zrywajac z kims kontakt"
    Dzieci niewiele rozumieją z naszych wojenek z rodzicami, one chcą miec dziadków, nie widzą wad dziadków , nie chca byc przeciwko komuś. Mozna popatrzeć na to tak- daję szansę moim dzieciom i babci , a nie szansę mnie i mojej matce. Ty tu oczywiscie jesteś , ale relacja wnuki babcia to cos odrebnego. Moze trudniej to zauwazyć jak dzieci są małe. Moze jak będa miały 20 lat i pojada z bukietem do babci na wino z okazji Dnia Babci a Ciebie zostawią w domu ( wszak to Twoja matka a nie babcia ) , to łatwiej będzie te odrebność zauwazyć. Ja to widzę -moje dzieci zawiozą babcię do lekarza i ustawią telefon komórkowy, nawet jak ja pokłoce sie z rodzicami. To relacje oddzielne, mnie złosc minie a wnuki nie maja problemu ze stawaniem po czyjejś stronie.
    Moim zdaniem wazne jest,zeby nie nieść ze sobą tzw. plecaczka.
    Ten plecaczek to spakowane nasze złe doswiadczenia , krzywdy, emocje ,zale , pretensje. zawsze pod reką, zawsze z nami, zawsze gotowy do otwarcia i grzebania we wnetrzu.
    Plecaczek, ktorego nie zapomnimy zabrac wychodząc z domu do rodziców albo do pracy albo nawet na wakacje. Jak mnie bierze ochota ,zeby isc do rodziców z plecaczkiem albo w plecaczku pogrzebac przy dziecku,zeby mu wyciagnąc cos z przed lat to mówię sobie , rzuć plecaczek i przestan tyle myslec o przeszłości. U mnie skutkuje, ale nie wiem czy to czasem wiek sredni, w ktorym jestem - nie sprawił ,ze emocji mniej i nie chce mi sie latac z plecakiem wte i we wte :)





  • sorvina 24.01.14, 23:48
    Fajnie piszesz boski_adonisie. Mówi się, że niektóre osoby dojrzewają do miłości bezwarunkowej dopiero na starość. Potrafią być świetnymi dziadkami, chociaż byli beznadziejnymi rodzicami.
    Myślę, że warto by rodzic trzeźwo ocenił wpływ dziadków na wnuki. Są pewne zachowania, przy których nie chodzi o pielęgnowanie żalu tylko świadomość, że ma się do czynienia z osobą bardzo zaburzoną, z którą częsty kontakt niekoniecznie będzie dla dzieci dobry. Jedne sytuacje mogą być łatwiejsze do rozróżnienia - jak dziadek alkoholik ganiający z siekierą. Inne trudniejsze. U mnie doszło u mamy do wybielenia babci, z której zachowaniem nie potrafiła się świadomie zmierzyć, co doprowadziło u niej samej do dużych problemów psychicznych. Mnie i bratu zgotowała ten sam los, pozwalając babci pomieszkiwać u nas przez 5 dni w tygodniu. Babcia w dużym stopniu odpowiada za rozwalenie małżeństwa rodziców, przez swoje dyktatorskie zapędy ustawiała wszystkich po kątach po swojemu - nie oglądając się na to co dla kogo dobre, niszczyła nam samoocenę, wbijała w poczucie nie zaradności, uzależniała materialnie by potem szantażować. Z mojego brata próbowała zrobić kryminalistę, tylko po to, by była jakaś czarna owca w rodzinie na której można się wyżywać. Itp. itd. Zaoszczędzilibyśmy pewnie z bratem wiele lat terapii, gdyby pozostała daleką, mało widzianą babcią. Wtedy mogłaby inspirować tym co w niej fajnie - wielką witalnością i pracowitością pomimo wieku. Ale na co dzień była zbyt toksyczna. Moja ciotka wysłała dzieci na studia daleko od babci. Ale ona potrafiła nazwać po imieniu charakter starszej pani. Sama nie rozmawia praktycznie z mamą sama, ale przez męża, bo w stosunku do niego ona się jeszcze hamuje.
    Rodzic rodzicowi, dziadek dziadkowi nie równy. Niektórzy są ok - w odpowiednio dobranej dawce. Inni nie zgadzają się na ustalanie dawki i pozostaje wybór - wszystko na ich warunkach, albo brak kontaktu.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 00:10
    Dzięki, Boski i Sorvino. Fajnie piszecie:) Ja wstałam z łóżka, mąż uważa, że jestem lekko krejzi chyba, ale to moje jedyne medium, gdzie tak mogę w pełni o "życiu rodzinnym" pisać/czytać, a tego wciąż mi mało i mało. I tak się czuję jak ekshibicjonista, ale i tak piszę i piszę:))) Mam nadzieję, że w koncu jakoś sobie wszystko w głowie poukładam i juz nie będę musiała tu zaglądać:)
    Dobrze, że pisze też mężczyzna, bo to zawsze też inny punkt widzenia, a to zawsze cenne.
    Jutro sobie jeszcze na spokojnie to przeczytam:)))
  • danaide 26.01.14, 02:43
    O, ja też się chętnie ustosunkuję do "zrywania", choć to całkowity offtop.
    Ostatnio reaktywowała się moja znajoma, która zerwała ze mną z dziesięć lat temu - i nie wie dlaczego.

    "Zrywanie" o którym mowa na forum jest dla mnie jedynie kwestią granic - jeśli Twoje granice nie są respektowane ma to sens. Jeśli ktoś, kto nie szanował Twoich granic uzna je - można kontakt wznowić, czemu nie? Bo "zrywanie" to w szkole podstawowej a może przedszkolu - ciągle ktoś z kimś zrywa. Poza tym - samo życie.=)

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • verdana 24.01.14, 19:39
    Problem w tym, ze my nie znamy prawdziwego problemu i prawdziwych relacji z córką. Nic nie wiemy o córce.
    Ale o matce jednak coś wiemy - jest osoba, która absolutnie nie jest w stanie dostrzec niczego, co mogłaby robić źle. Ona robi dobrze wszystko, zły jest były mąż, zła jest córka - ona jest absolutnie bez winy, jest ofiarą. W całej tej realcji ani razu nie pojawia sie ojczym, ale pojawia sie bardzo charakterystyczny watek - córka jest w porzadku, kiedy są we dwie. A że podobno z bratem kontakty są poprawne, wręcz dobre - co robi zapomniany ojczym? Dlaczego go nie ma?
    Mogę uwierzyć,z ę z córką są powazne problemy. jakoś nie mogę uwierzyć, zę za tymi problememi nie stoi dom z idealną matką i nieobecnym ojczymem.
    --
  • blekitnalaguna123 24.01.14, 20:13
    verdana powtarzam, mój mąż zajmował się córką jak swoim dzieckiem z wyjątkiem wywiadówek, lekarzy itp. rzeczy, ona spędzała z nim czas sama tak jak i za mną i w domu i na dworze, jeśli ją poprosił o pomoc chętnie robiła jeśli nie była czymś zajęta. Do czasu. Kiedy pojawiły się złe zachowania, jej nierealne żądania i nasze ograniczenia, tłumaczenie i kary, powstał bunt, że on nie ma prawa i on ma się do niej nie wtrącać a ona niczego od niego nie oczekuje. Odtrąciła go, tak jak i odtrącała powoli mnie, tylko jego ostrzej. W tym czasie po prostu bardziej zaczęli liczyć się znajomi i dla nas czasu nie ma, również dla mnie. Ze mną córka spędza czasami czas, w sposób jaki wcześniej opisałam, są to babskie zajęcia. Z nim nie chce a raczej właśnie nie ma na nic czasu, tak bardzo często odpowiada jeśli poprosimy o coś. Kiedyś jak jechał po zakupy chciała jechać z nim, tak samo jak ja jechałam po zakupy, przychodziła sama pomóc rozpakować zakupy, pomagała w odkurzaniu, spędzała czas z nami w pokoju. Dzisiaj zamyka drzwi do swojego pokoju i jest zajęta swoimi sprawami lub nie ma jej w domu, nigdy nie przewidzę wcześniej czy będzie w domu o jakiejś porze czy wyjdzie.
    Wspólnie spędzamy mało czasu razem, bo dzieci są różne bardzo, każde lubi coś innego i każde jest inne, nie potrafiliśmy wypracować takiego sposobu spędzania czasu, żeby oboje dzieci chciały razem. Syn spędza dużo czasu z tatą, dobrze się dogadują. Relacje między rodzeństwem też nie są idealne jakie bym chciała, ale przy dwóch takich egzemplarzach jak mam nie będą niestety. Syn jest również dzieckiem wymagającym dużo uwagi i cierpliwości w wychowaniu. Stosunek Młodej do niego można ująć w ten sposób, że on ja irytuje samym swoim byciem, sposobem mówienia, jedzenia, chodzenia.
  • paris-texas-warsaw 24.01.14, 20:37
    Widzę wiele p[ostów się pojawiło, ale jak sobie napisałam swój do Boskiego, to jeszcze coś sobie uświadomiłam, a Boski też wcześniej w jakiś sposób o to zachaczył.
    Choćby Błękitna Laguna była aniołem, to tylko te problemy:
    1. odrzucenie ojca,
    2. rozwód,
    3. nowy facet w życiu matki,
    mogą spowodować problemy u dziecka.
    Ja akurat mam rozwiedzionych rodziców, ale na szczęście, chyba dzięki w pewnym momencie zbyt dużej ich "patologii" nie tworzyli żadnych patchworków, które by mnie skazywały na obcowanie/uzależnienie od obcej osoby w postaci macochy/ojczyma. To był niewątpliwie plus mojego dzieciństwa:) Akurat dla tej konkretnej córki ten rodzaj patchworku (ona z poprzedniego małżenstwa, nowy facet, brat z kolejnego aktualnego związku) powoduje, że jest jako jedyna "spoza" układu. Jednocześnie nie ma swojego w pełni innego układu, bo jej ojciec ją odrzuca. Może też stąd pomysł psychologa, by w terapii rodzinnej uczestniczył ojciec biologiczny. Może ktoś też tak to widzi?
  • paris-texas-warsaw 24.01.14, 20:37
    Znaczy, zahaczył:)
  • verdana 24.01.14, 20:52
    No i znowu to samo Ty idealna, maż idealny, tylko dziecko się "nie udało". Tak, w wieku gimnazjalnym zazwyczaj zaczynają sie liczyć znajomi, ale jeśli w domu jest wszystko tak wspaniale., to zazwyczaj dziecko, o ile nie jest zaburzone, jednak jakoś liczy sie i z rodziną. Bo w rodzinie jest dziecku jednak całkiem dobrze. Zazwyczaj koledzy, jako jedyni licza sie dla tych dzieci, które w rodzinie czegoś nie znajdują.
    Oczywiście, zę córka w tym wieku zamyka drzwi do pokoju. To jest normalne.
    Przedtem pisałaś, ze stosunki między rodzeństwem sa dobre - teraz okazuje się,z ę nie.
    No, ale trudno Ci coś radzić, skoro Wy nie poełniacie nigdy żsdnych błędów, to nie mozecie nic zmienić, prada? Tylko macie taką okropnie nieudaną córkę - ale nie ma żadnej możliwości, aby choć minimalna część winy klezała po Waszej stronie. Ma idealny dom, ale jest niewdzięczna.
    Tak NIE bywa. Nigdy - za wyjatkiem wypadków, gdy dziecko jest psychopatą.
    Póki sami nie zastanowicie się, dlaczego córka nie czucje się w domu dobrze, nie ma żadnych szans na zmianę. Ale przeciez tego nie przyjmiecie do wiadomości - to córka i tylko córka jest do naprawy.
    --
  • paris-texas-warsaw 24.01.14, 21:02
    No i to wg mnie może być taki ból patchworku, bo o ile matka będzie miała motywacje dla córki, to ojczym pewnie już nie specjalnie. Z własnym synem się dogaduje, spedza miło czas, a pasierbica jest pyskata, etc. i na wylocie (za rok-dwa studia...)... Nie wiem, czy w praktyce wielu takim ojczymom faktycznie by zależało na naprawie "się" dla dobra takiej w sumie utrudniającej pewnie codzienne życie. Do tego zazwyczaj nie lubi się dzieci, które nie lubią naszych dzieci (ach, te atawizmy...) i zła relacja brat-siostra nie zwiększa sympatii ojczyma. To jest bardzo smutne, jak człowiek tak spojrzy na życie takiej córki. To oczywiście tylko jeden z wielu scenario...
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 23:36
    paris-texas-warsaw napisała:

    Znowu, pewnie jest w tym racja, ale nie do końca.

    > No i to wg mnie może być taki ból patchworku, bo o ile matka będzie miała motyw
    > acje dla córki, to ojczym pewnie już nie specjalnie.
    Można powiedzieć, że to ja podjęłam decyzję, żeby męża odciąć od wychowania, on nie chciał się tak szybko poddawać, to nie w jego stylu, ale ja uznałam, że skoro córka nie chce, powinnam to uszanować, bo w końcu on nie jest jej ojcem i to do mnie należy dogadywanie się z dzieckiem, poradzę sobie sama. Chciałam uniknąć połowy awantur w domu. Być może był to błąd, ale nie wiem, czy gdybym wtedy inaczej postąpiła córka na złość za jej lekceważenie nie wpędziłaby się w większe kłopoty.

    Z własnym synem się dogadu
    > je, spedza miło czas, a pasierbica jest pyskata, etc. i na wylocie (za rok-dwa
    > studia...)...
    Dogaduje się, ale z nią też się dogadywał w jego wieku. To jest wynik wielu okoliczności, choćby tego że syn spędza cały czas po szkole w domu, jest chętny do wspólnego robienia wielu rzeczy, nie łamie zasad, a córki często nie ma w domu, nie stosuje się do zasad i wiele rzeczy, które oni robią, ją nudzi. Nie dogadują się od kilku lat, wtedy do wylotu miała jeszcze dużo czasu, zresztą nadal ma, prawie 2 lata to bardzo dużo czasu.

    Nie wiem, czy w praktyce wielu takim ojczymom faktycznie by zależ
    > ało na naprawie "się" dla dobra takiej w sumie utrudniającej pewnie codzienne ż
    > ycie.
    No właśnie zależy, żeby to codzienne życie, atmosfera w domu była lepsza, choćby dla mnie.

    Do tego zazwyczaj nie lubi się dzieci, które nie lubią naszych dzieci (ac
    > h, te atawizmy...) i zła relacja brat-siostra nie zwiększa sympatii ojczyma. To
    > jest bardzo smutne, jak człowiek tak spojrzy na życie takiej córki. To oczywiś
    > cie tylko jeden z wielu scenario...
    Nie wiem, czy mój mąż tak rozgranicza dzieci. I nie uważa nawet, że córka nie lubi syna tylko są tak różni, że nie są w stanie razem spędzać czasu. Zresztą on uważa, że przy takiej różnicy wieku nigdy nie spodziewał się, że między nimi będzie komitywa. Mąż mówi, że ze swoją 5 lat młodszą siostrą też byli zupełnie w różnych światach i nie dogadywali się. Natomiast nie toleruje na pewno dokuczania synowi, wyśmiewania go.
  • sorvina 24.01.14, 22:52
    Widzę, że rok temu zwracano uwagę autorce, że zupełnie nie docenia córki i jej postępów, skupia się tylko na tym co wg niej robi źle. A sposób komunikacji ma taki, że nic dziwnego, że córka uruchamia wszystkie możliwe reakcje obronne. O niekonsekwencji w stosowaniu kar też była mowa. Córka nie chce rozmawiać - gdy autorka przychodzi ją opierniczać - skandal, coś tam szeleści, że matka nie słucha kiedy ona chce rozmawiać - niewdzięcznica, przecież matka ją regularnie PRZEPYTYWUJE co u niej...

    newforum.gazeta.pl/forum/w,575,140813744,140813744,egzekwowanie_kar_u_nastolatkow.html
    Minął ponad rok. Jedyne co się zmieniło z tego co widzę, to autorka odstawiła focha i "nie używa kar bo i tak nie ma sensu, bo do córki nic nie trafia". Reszta bez zmian.

    Jak dla mnie szkoda strzępić język. I tak wszystko co złe to córka.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • sorvina 24.01.14, 23:17
    I jeszcze jedna sprawa - brat dziewczyny ma autyzm. Wymaga wiele uwagi jak stwierdziła autorka. Pytanie, czy dziewczyna nie odczuwa tego jako uwagi jej kosztem. Że on ma prawo sobie gorzej radzić, a jej nic nie usprawiedliwia, ma być idealna, ma nie sprawiać problemów. Autyzm brata + niedopasowanie charakterologiczne + mniejsza cierpliwość dziewczyny w okresie dojrzewania - problemy w tej relacji niekoniecznie oznaczają złą wolę dziewczyny.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • pade 24.01.14, 23:41
    Tym bardziej współczuję autorce.
    Współczuję, bo wiem z doświadczenia jak trudno pozbyć się pewnych oczekiwań w stosunku do dzieci, jak trudno odpuścić.
    Autorko, idź sama na terapię. Nie po to by się "naprawić", absolutnie nie. Po to, by się wygadać i wypłakać. A jak przy okazji zrozumiesz, że nie ma sensu oczekiwać czegoś, co nie będzie miało miejsca, nie ma sensu marnować życia na użeranie się z dzieckiem o pier...ły, tym lepiej dla Ciebie.
    Bo jeśli trudno Ci z młodszym, bo chory, z automatu oczekujesz od córki by nie sprawiała kłopotu bo jest "starsza i mądrzejsza". A nie jest, to dalej dziecko, tylko wyrośnięte.
    Rozmawiałaś z nią kiedyś tak od serca? Pytałam Cię chyba o to, ale nie odpowiedziałaś.
    Czasem warto pokazać dziecku, że jest się człowiekiem, że ma się dość, że się z czymś nie daje rady.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 24.01.14, 23:49
    Laguna, takie pisanie, a najważniejsze kwestie pominięte... Sorvina zrobiła research, jak coś jeszcze napiszesz, to i geneagram myślę, że by Ci zrobiła, bo jest biegła w róznych technikach związanych z systemami rodzinnymi, z tego co zrozumiałam. Może warto to wykorzystać?
    Trzeba chyba zauważyć, że autyzm to generalnie może "wkurzać" otoczenie, bardziej niż np. przytulaśne dzieci z ZD, więc negatywne zachowanie córki wobec brata może być jakąś tam "normą".
    Ja bym się zastanowiła nad kwestiami typu:
    1. uczucia wobec córki a wobec syna,
    2. może córka jakoś "deleguje"/ Wy na nią delegujecie (ja się na tych systemach rodzinnych w ogóle nie znam, to może złe slowo) Wasze negatywne uczucia, rozczarowanie, złość, itd. wobec choroby syna,
    3. ojczym z "dobrego wspaniałomyślego taty" stał się ojcem chorego dziecka, "gorszego" niż dziecko jego poprzednika, więc z tego "lepszego" dziecka jakoś zrobiło się jeszcze gorsze, by Wasze samopoczucie "ratować".
    Myślę, że wiele kwestii może wchodzić w grę, można zawsze się nad tym zastanowić.
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 00:04
    I nie wiem, czy się interesowałaś tematem, ale nawet z pobieżnego zobaczenia jakichs artykułów w necie wynika, że narodziny niepełnosprawnego dziecka zaburzają całą rodzinę, a dla rodzenstwa taki chory może być źródłem wstydu, niechęci do przyprowadzania rówieśników do domu, ucieczek z domu, etc. Może Ty sama się tak wstydzisz tej choroby (?) syna, że tylko pobieżnie napisałaś tu gdzieś, że córkę syn denerwuje, jego styl mówienia, chodzenia, etc., nie pisząc o co chodzi.
  • igge 25.01.14, 00:58
    niesprawny brat może być źródłem wstydu, niechęci do przyprowadzania kolegów do domu, ucieczek z domu... matko co za bzdury, czy my żyjemy w tym samym 21 wieku???
    czy matka wstydzi się sama niesprawnego dziecka??Kolejna bzdura
    To tak jakby mojego 17.5 letniego syna denerwował "inny", kuśtykający sposób chodzenia siostrzyczki i to, że upada co chwila lub traci równowagę, że łąpie się za nas, za meble, żeby ustać na nogach i że sunie wolniusienińko, jak żółwik i z pomocą innych. Starsze rodzeństwo troszczy się o młodsze i nawzajem, broni siostry czy brata, klóci się, tworzy wspólny front przeciwko rodzicom, pomaga, rozumie,że niesprawny brat/siostra wymagają więcej czasu i uwagi bo tak rzeczywiście jest. Tak, niech forumki wpędzają matkę niepełnosprawnego chłopca i jego rownie kochanej lecz rozwydrzonej i burzliwie przechodzącej wiek nastoletniej siostry w większe poczucie winy niż już pewnie sama sobie zaczyna hodować. To nieuniknione, że dużo czasu i energii zabiera syn (u mnie - córka) ale da się, a z postów widzę fajny model macierzyństwa, da się nie zaniedbywać drugiego sprawnego starszego dziecka, to jakoś jest możliwe i nie ma co oskarżać autorkę wątku o nadmierne i powodujące teraźniejsze kłopoty z córką skupianie uwagi tylko na niesprawnym synku.
  • sorvina 25.01.14, 08:43
    igge napisał:

    > niesprawny brat może być źródłem wstydu, niechęci do przyprowadzania kolegów do
    > domu, ucieczek z domu... matko co za bzdury, czy my żyjemy w tym samym 21 wiek
    > u???
    > czy matka wstydzi się sama niesprawnego dziecka??Kolejna bzdura

    Igge - reprezentujesz myślenie życzeniowe, zakładając, że każdy jest święty. A nie każdy jest. Ludzie wypierają pewne "nieładne" emocje, ale one mogą się kotłować w środku i wpływać na różne elementy ich życia. Siostra może kochać brata i często mieć go dość. Być zmęczona ciągłymi próbami nawiązywania kontaktu z kimś, czyje zdolności społeczne są mocno upośledzone przez chorobę. Może uciekać z domu, który kręci się wokół brata, a sama słyszy tam tylko krytykę.

    Nie wiemy jak jest. Autorka przedstawia wizję pt. - wszystko robię jak trzeba, czemu nie działa? wszystko co złe to córka, ex, koledzy córki. Córka POWINNA być normalna, POWINNA zrozumieć, POWINNA sobie radzić itp, itd.
    Z forumkami pokazujemy, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, a obraz macierzyństwa autorki nie taki różowy (co pokazuje wyszukany przeze mnie wątek). Autorka bagatelizuje czynniki, które pojedynczo mogłoby nie stanowić tak dużego problemu, ale połączone stanowiłyby problem i dla dorosłej osoby, a co dopiero nastolatki przechodzącej przez okres dojrzewania.
    Nie, nie chodzi tylko o rozwód sam w sobie, ale o sytuację patchworkową ze wszystkimi jej wadami i zagrożeniami. Nie chodzi o to, że przyczyną wszystkiego jest autystyczny brat, ale że autorka mogła zignorować, że z powodu choroby synka na córkę zarzuciła większe oczekiwania, jednocześniej dając mniej. Jak pisała paris - chore dziecko może zmienić układ w rodzinie na mało zdrowy. Może, nie musi - zależy to od świadomości, uwagi i mądrości rodziców. Córka może w tym układzie np. nieświadomie uznać, że w tej rodzinie uwagę i troskę zdobywa się generując problemy, więc zdobywa ją tak jak potrafi. Autorka całkowicie ignoruje zwracaną jej już od roku uwagę przez wiele osób, że ma bardzo negatywny stosunek do córki, dostrzega tylko jej wady, ciągle jej wylicza, ignoruje wszelką poprawę, jako rzecz oczywistą. Pisze, że rozmawia, ale to sposób komunikacji, który w najbardziej spokojnym nastolatku obudziłby bestię - ciągła krytyka, przepytywanie, załatwianie spraw za pomocą kar zamiast próby zrozumienia córki. Autorka narusza i chce naruszać prywatność córki, nie szanuje jej odrębności. Córka ma tylko tyle ile uda jej się wywalczyć i matka da jej z rezygnacją. Możliwe, że dziewczyna nie czuje się w domu dobrze, u siebie.

    Wyrwana z kontekstu scena z uciekaniem nastolatki przez okno szokuje. Ale na tle tego wszystkiego jest już zrozumiała. To konsekwencja większego problemu, a nie jego źródło. Być może poziom emocji opadnie wraz z okresem dojrzewania. Możliwe jednak, ze zastąpi go totalny dystans i obojętność, bo córkę z autorką nie będzie nic łączyć na poziomie emocjonalnym. To ostatni moment by coś naprawić. Za chwilę córka może wyprowadzić się daleko na studia. Jeśli jednak autorka będzie widzieć winę tylko po stronie innych, to nic się nie zmieni.

    A co do bardzo krytycznego sposobu komunikacji - rodzic może wierzyć, że robi to dla dobra córki, że wytyka jej co jest źle co chwila, by była lepszym człowiekiem. Ale myślący człowiek po max kilku tygodniach dostrzega jaki jest ego efekt - poczucie własnej wartości u dziecka spada, włączają się mechanizmy obronne, dziecko radzi sobie gorzej w różnych dziedzinach życia. Wtedy imho nie można już mówić, że chodzi o dobro dziecka, bo chodzi o to, że rodzić albo inaczej nie potrafi i nie chce zmieniać nawyków; albo ma pod spodem inne, bardziej oparte na agresji wobec dziecka intencje i dodaje im tylko ładną etykietkę trosko. Dziecko wyczuje wrogość, choćby świadomie rodzic się troszczył. Wszystkie sprawy, które sam w sobie nie rozwiązał - żal do dziecka z wpadki, że skomplikowało życie; żal do dziecka, które "utrudnia" relację z nowym partnerem; które nie spełnia oczekiwań itp. itd. Niestety bycie rodzicem nie gwarantuje dojrzałości. Mało który rodzic z pełną premedytacją krzywdzi dzieci. Większość robi to nieświadomie, oczekując jednocześnie z drugiej strony idealnej postawy i samych miłych uczuć. Dziecko wystawia rodzicom rachunek za to co naprawdę robią, a nie deklarują, że robią.

    U autorki tak naprawdę każdy może mieć poczucie, że chce dobrze i dzieje mu się krzywda. Okopać się w żalu i cierpieniu. Jak się tego uzbiera za wiele to osiągniecie porozumienia może nie być możliwe. Chodzi o to by autorka uznała, że córka też ma prawo do takiej perspektywy. To nie oznacza koniecznie wielkiej winy i złej woli matki. Bo mam wrażenie czasem, że o to autorce chodzi - że kogoś trzeba oznaczyć jako WINNY. A czasem ta wina się rozdziela na dziesiątki kawałeczków. I bardziej chodzi o odpowiedzialność - co od kogo zależy i kto coś może zmienić. Mam wrażenie, że autorce brakuje umiejętności zaakceptowania, że ktoś może być wartościowy i cenny, a jednocześnie popełniać błędy i się do tego przyznawać. To takie narcystyczne bardzo. Dlatego ona jest idealną matką, a córka nie jest idealną córką, więc jest beznadziejną córką. A może obie są wystarczająco dobre i każda ma coś za uszami, a jednak po stronie matki częściej jest możliwość zmiany sytuacji, bo ma ona na nią większy wpływ?

    Dlatego ponawiam propozycję, by autorka popracowała nad sobą.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 09:59
    Ja tego nie wymyśliłam, przeczytałam w jakimś opracowaniu dot. funkcjonowania z niepełnosprawnym/chorym dzieckiem.
    Z literatury tematu dotyka np. "poczwarka" Terakowskiej, tez powszechnie jest wiadoome (ha, ha, nie mam źródeł), że z niepełnosprawnymi dziećmi jakoś zostają zazwyczaj matki, a ojców to przerasta.
    Motyw wstydu za rodzeństwo wydaje mi się dość częsty, tak jak motyw wstydu za awantury rodziców i pijanego rodzica - ten motyw znam ze swojego życia, więc wiem, że ciężko wtedy prowadzić życie towarzyskie we własnym domu.
    No, głupia choroba jednego członka rodziny zaraz jakieś problemy stwarza dla wszystkich, przy głupiej chorobie jednego dziecka całą rodziną gdzieś wędrujemy, czas mija, itd., trudno obiad ugotować, a co tu mówić o autyźmie.
    Igge, tu nawet Marek Aureliusz od razu nie pomoże;)
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 10:15
    No i oczywiście, zupełnie inna jest sytuacja, gdy chore i zdrowe dziecko jest tych samych rodziców, a niepełnosprawność jest fizyczna a nie umyslowa. Wg mnie autyzm może być naprawdę wkurzajacy, z tego co kiedys gdzies czytałam, sami rodzice takich dzieci często "nie wyrabiają" takiego dziwacznego kontaktu. Zreszta choroby psychiczne chyba mogą budzić większy lęk niz fizyczne, bo sa do tego trochę jakby "zniką", przyczyny zawsze owiane tajemnicą, strach, że sie powtórzy w nastepnym pokoleniu, etc. Tu na forum pisała kiedys bodajże Andevi, ona pewnie mogłaby szerzej się wypowiedzieć...
  • 71tosia 25.01.14, 10:29
    bo tu przewaza poglad: ja mialam tak w domu wiec WIEM ze i u autorki tak jest. Nie wazne czy fakty pasuja czy nie. Dziewczyna pisze ze klopoty pojawily sie wiele lat po rozwodzie, ktorego dziecko nawet nie pamieta , duzo pozniej niz przyjscie na swiat drugiego dziecka, ze przez wiele lat siostra dogadywala sie z bratem i zapraszala znajomych do domu -ale i tak na sile szuka sie zrodla klopotow w rozwodzie i chorym bracie.
    Nawet to ze autorka interesuje sie terapia dziecka interpretuje sie przeciw niej.
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 10:51
    No tak, malo pisze Laguna, nie znamy rozłożenia w czasie;) Ale rozwód nigdy nie jest ok, a niektórzy uważają, że im wcześniej pewne traumy się przeżywa, tym sa dotkliwsze dla psychiki.

    Dodam tylko, że ja osobiście uwielbiam Olivera Sacksa, jego późniejsze książki jak "Muzykofilia" to już mistrzostwo świata, naprawdę nie wiem, jak można być takim erudytą, i mieć taka wiedzę. W jednej z książek, kilka przypadków dziwnych jego znajomych, ostatni rozdzial o znanej inżynier, autyzm wysokofunkcjonujacy jak to się mówi (nie znam tytułu, bo komuś dałam tę książkę), fajnie opisuje jak poszli razem na jakąś wycieczkę i piękno przyrody było tak zupełnie poza postrzeganiem tej kobiety, a na koniec poszli się wykąpać w jakiejś rzece czy jakimś akwenie, który znała tylko ona. I on stał tuz przy granicy silengo nurtu, który jest na tyle silny, że porywa ludzi. Ona nic nie mówila, chyba w ostatniej chwili go ostrzegła:))) No, ja znam autyzm nie z zycia, ale wydaje mi się, że jest to choroba wymagajaca dużo stoicyzmu;) i super przygotowania, by nie zwątpić. Na co dzien dla rodzenstwa może być nieźle wnerwiajace, co onnego może małe dzieci, jak młodsze z autyzmem jest jakąś tam np. maskotką, naśladowca, nie wiem czym innym, a co innego, jak jest starsze i wydaje się złośliwym dzieciakiem, za którym przynajmniej jeden z rodziców zawsze będzie bardziej. Nie ma łatwo dziewczyna....
  • noname2002 25.01.14, 11:53
    bo tu przewaza poglad: ja mialam tak w domu wiec WIEM ze i u autorki tak jest.
    > Nie wazne czy fakty pasuja czy nie. Dziewczyna pisze ze klopoty pojawily sie w
    > iele lat po rozwodzie, ktorego dziecko nawet nie pamieta , duzo pozniej niz p
    > rzyjscie na swiat drugiego dziecka, ze przez wiele lat siostra dogadywala sie z
    > bratem

    Ale odrzucenie przez ojca trwa nadal i może właśnie teraz, w okresie nastoletnim bardziej boli?
  • 71tosia 25.01.14, 12:45
    Z tego co pisze matka nie bylo nigdy bardzo bliskch relacji z ojcem i nic nie zmienilo w tych relacjach w ostanich latach, z wyjatkiem tego ze corka z wiekiem nauczyla sie sprytnie wykorzystywac te relacje w swoich wojnach z matka. Dziecko, ktore wychowuje sie bez biologicznego ojca praktycznie od zawsze, po 10-11 latach nagle poczulo potrzebe nawiazania silnych relacji emocjonalnych z ta osoba i tak bardzo to przezywa 'odzucenie' ze zachyna byc nieznosne? Moim zdaniem nie bardzo realistyczna teroria. W wieku dojrzewania, rodzice zwykle staja sie mniej wazni dla nastolatka ukladajacego sobie na nowo swiat emocjonalny, dziecko chetniej odzuca bliskie relacje z rodzicami niz ma ochote je nawiazac.
  • noname2002 25.01.14, 17:29
    Wiesz, ja jako nastolatka w liceum odkryłam, że ojcowie mogą z dziećmi rozmawiać, spędzać czas,że nie jest to wyłącznie domena matek. I tak, zabolało odkrycie że dla innych ojców córki są ważne(z bratem tata miał nieco lepszy kontakt, ale też raczej go olewał).
    A tutaj dziewczyna cały czas miała kontakt z ojcem biologicznym, ale jak była mała to może tak bardzo nie docierało do niej, że tacie na niej nie zależy? Do tego jeszcze jak zaczęła sprawiać kłopoty, to odsunął się od niej ojczym.
  • blekitnalaguna123 26.01.14, 14:37
    No ale córka spędzała czas z ojcem, w regularnych odstępach czasu się spotykali, niezbyt często ale się spotykali. A na co dzień traktowała mojego męża jak ojca, spędzała z nim czas tak jak ojcowie z dziećmi w normalnych rodzinach.
    Powtarzam, to córka zdecydowała, że nie chce, by ojczym się do niej wtrącał.
  • igge 25.01.14, 11:02
    wczoraj poniosły mnie emocje, sorry Paris za formę mojego posta :(
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 12:34
    Igge, ja w ogóle nie zauważyłam nic niemiłego w Twoim poście, więc nie masz za co przepraszać:) Mnie ten temat interesuje, ale osobiscie nie dotyka szczególnie, więc jakoś emocjonalnie go nie odbieram... Gorzej z toxik mader:) (dodam, że Laguny za taką nie uważam:)).
  • blekitnalaguna123 26.01.14, 14:31
    Syn nie był zdiagnozowany długo, był traktowany jak normalne dziecko, tylko nieśmiałe, marudne, płaczliwe, lękliwe, dlatego właśnie nie zmuszaliśmy córki, by z nim przebywała skoro tego nie chciała.
    Ja rozumiem, że córka może wstydzić się brata z powodu jego powolności, małomówności, być może braku rozgarnięcia takiego jak u przeciętnych dzieci, nietypowych zainteresowań, braku kolegów. Ale nie rozumiem, jak to może wpływać na niechęć do przyprowadzania znajomych. Nikt im nie każe razem przebywać ani nigdzie wychodzić. Syn ma swoje zajęcia, swój plan dnia, ma opiekę.
    Na temat autyzmu jest tyle stereotypów, ludzie wyobrażają sobie dziecko ciężko zaburzone, upośledzone, uciążliwe, a każdy przypadek jest inny. Ja nie widzę w mówieniu, chodzeniu, jedzeniu syna niczego odbiegającego od normy, co może przykuwać uwagę i nie rozumiem, denerwuje córkę po za tym, że brat jest wolniejszy.
  • blekitnalaguna123 26.01.14, 14:20
    W moim odczuciu nie użeram się o pierdoły, dla mnie to o co walczę, a raczej walczyłam, to fundamentalne sprawy.
    Nie traktuję syna jak chorego, któremu trzeba odpuścić. Nie zmuszam do rzeczy, których nie chce a nie są konieczne, na przykład do chodzenia do kina czy wychodzenia na podwórka, ale dążę cały czas do tego, by był samodzielnym człowiekiem i uczę wszystkiego co potrzebne do normalnego życia. Wymaga to więcej wysiłku, cierpliwości i dłuższego czasu niż u przeciętnego dziecka, ale są efekty. Zawsze starałam się unikać takiego patrzenia na dzieci, że jedno starsze, wiec powinno być dojrzalsze. Wręcz wydaje mi się odwrotnie, nie chciałam, by córka czuła się niesprawiedliwie obciążona i wymagałam może za mało.
    Oczywiście, że rozmawiałam od serca, jednak ona nie otwiera się w odpowiedzi na moje otworzenie, milczy lub denerwuje się i nie dochodzi do żadnego oczyszczenia atmosfery czy wyjaśnienia o co chodzi.
    Powiedziałam, że mam dość w kilku sprawach. W sprawie szkoły, nie będę biegać za nią po nauczycielach i dopytywać co i kiedy ma zaliczać żeby zdać, nie będę prosić. Nie będę zaganiać do nauki, nie będę prosić by nie wagarowała. Poszła do liceum i ma sama wziąć odpowiedzialność za swoją naukę. Efekt taki, że uczy się bez mojego udziału, oceny ma nadal słabe, mniej więcej takie same jak w gimnazjum, ale teraz wynikają z bardziej systematycznej nauki, nie ma zagrożeń. Nie będę też biegać na każde zawołanie wychowawcy, pedagoga i dyrekcji w sprawie jej zachowania w szkole, nie będę bronić, wyjaśniać, prosić o wyrozumiałość. Trudno, skoro nie potrafi szanować innych ludzi i zasad, niech samodzielnie się tłumaczy i ponosi konsekwencje nawet prawne. Poszła do nowej szkoły z czysta kartą i sama bierze odpowiedzialność za to, jaka chce być dla innych. Efekt taki, że nie ma do niej uwag ze strony szkoły. Nie pyskuje nauczycielom, nie rozwala lekcji, nie ma zatargów z innymi uczniami, ale też weszła w zupełnie inne środowisko, dawnego towarzystwa nie ma w obecnej szkole. Wagaruje nadal, ale mniej więcej o połowę mniej niż w gimnazjum i chyba ma nad tym większą kontrolę. W sprawie wyjść bez mojej zgody, nie będę jej zatrzymywała na siłę, nie będę tłumaczyła, dlaczego nie powinna tak robić, skoro uważa, że ma prawo i nie musi się tłumaczyć, proszę bardzo, ale niech nie liczy, że cokolwiek zrobię jak znowu zadzwonią z policji, nie będę jej wyciągała z tarapatów, w które się wciągnęła na własne życzenie. Efekt taki, że wychodzi i wraca, kiedy chce, jak ją czasem zapytam gdzie idzie i kiedy wróci, czasami odpowiada na odczepnego czasami nie odpowiada.
  • 71tosia 25.01.14, 00:31
    Do rangi ogromnego problemu urosl w tej dyskusji rozwod rodzicow mlodej, mimo ze mloda pewnie ledwo pamieta ze rodzice kiedys byli razem. Relacje mlodej z biologicznym ojcem moze nie sa idealne ale pewnie lepsze niz w wielu rozwiedzionych rodzinach. Z tego co autorka pisze dogaduje sie na tyle dobrze ze corce, z sukcesem, udaje sie wciagac ojca w swoja wojne z matka. A jakos nikt nie zwraca uwagi na to ze wg matki klopoty zaczely sie po rozpoczeciu gimnazjum, czyli ewidentny maja jakis zwiazek ze srodowiskiem rowiesniczym, w ktorym znalazla sie dziewczynka. Nie jest prawda ze tylko osoby majace problemy w rodzinie ulegaja silnemu wplywi 'zlego' srodowiska (jak ktos sugerowal), nawet dzieciakom bardzo kochanym przez mame i tate w pewnym momencie akceptacja grupy rowiesniczej jest tak ogromnie potrzebna, ze potrafia dla tej akceptacji popasc w niemale konflikty z rodzicami. Pewnie jest to jeden z elementow generujach problemy, ale pewnie nie az tak malo wazny.
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 21:42
    Przejście do gimnazjum było bardzo ważne, ale nie chce mi się już wszystkiego opisywać, teraz to już przeszłość.
  • blekitnalaguna123 26.01.14, 13:44
    Syn potrzebuje wiele uwagi, więcej niż przeciętne dziecko w jego wieku, ale szczęśliwie ma autyzm wysokofunkcjonyjący i w zupełności wystarczy jeśli jest pod opieką jednej osoby a my jesteśmy we dwoje z mężem przecież. Nie jest tak że jestem cały czas zajęta, jak pisałam głównie syn spędza czas z tatą, więc ja spokojnie prawie zawsze mogę być do dyspozycji córki. Syn na szczęście normalnie mówi, jest samodzielny przy sobie, wykonuje normalne czynności domowe jedynie powolniej od innych i trochę mniej sprawnie, nie jest hałaśliwy ani nadpobudliwy, nie ma stereotypii, które mogłyby wzbudzać zainteresowanie postronnych. Potrzebuje dużej pomocy przy nauce, to fakt, ale nie trzeba do tego angażować całej rodziny na raz, uczy się w swoim pokoju. Nie ma kolegów, więc dużo czasu spędza w domu i z nami rodzicami. Ma zainteresowania, które kompletnie nie interesują córki, inaczej spędza czas. Nie ma raczej niczego, co lubiliby razem robić i ja nie oczekuję tego. Zawsze staraliśmy się, by córka miała uwagę któregoś z nas i nie cierpiała przez to, że brat nie chce czy nie może czegoś robić. Córka wie, że deficyty brata są wrodzone i musimy dużo pracować, by przezwyciężył ograniczenia i osiągnął to, co inni robią tak po prostu, że rozwija się w swoim tempie i nie ma to nic wspólnego z nią. Nigdy nie wymagałam, by córka była idealna, teraz też nie wymagam, jednak wiele jej zachowań jest nieakceptowalnych po prostu dla mnie i je chciałabym zmienić.
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 23:46
    Widzę sorvina, że nie rozumiesz, że to tylko forum, każdy pisze tak jak pisze i nie ma to wiele wspólnego z tym jak się komunikujemy z innymi w realu.
    Myślisz, że w czasie kiedy stosowałam kary nie rozmawiałam z córką, nie tłumaczyłam, dlaczego pewne rzeczy są nieakceptowalne? Myślisz, że nakładałam kary od razu bez żadnych prób dogadania się. Kiedy ja opierniczam córkę? Kiedy mówię jej, że łamie zasady. A miałam nie mówić? Miałam nie tłumaczyć, dlaczego nie może robić pewnych rzeczy, co robi źle?
    Nigdy nie było tak, że nie słuchałam jej, kiedy ona chciała ze mną spokojnie rozmawiać.
  • blekitnalaguna123 25.01.14, 23:20
    verdana widzisz przecież, że nie odpisuję na każde zdanie każdego postu, bo się nie da. Wyjaśniam raczej pewne rzeczy, czekając na odpowiedź Pani Agnieszki i próbując coś z tego wszystkiego wynieść. Nie napiszę tu wszystkich swoich przemyśleń i odpowiedzi na wszystko.
    Ja rozumiem, że znajomi są ważni, ale kiedyś córka też miała znajomych a jednak był czas i ochota spędzać czas z rodziną. Rozumiem, że chce mieć spokój i zamyka się w pokoju, ale dlaczego na terapii czy mi mówi, że się nią nie zajmuje, dlaczego gdy ja do niej idę porozmawiać, wygania mnie i mówi że nie ma czasu? To w końcu potrzebuje mnie czy mam dać jej spokój? Jeśli ona mi nie mówi, co robię źle jak mam się zmienić?
    Teraz, kiedy córka jest jaka jest, wszystkie swoje poczynania zaczynam traktować jak błędy. Wiele było sytuacji, gdzie mogłam postąpić inaczej i wiele rzeczy w wychowaniu, na które być może nie kładłam nacisku, bo myślałam że są czymś naturalnym i nasz przykład wystarczy. Ale z drugiej strony nie wiem, czy gdybym postępowała inaczej nie byłoby to gorsze dla córki. Wszystko co robiłam w tamtym czasie wydawało mi się dobre dla córki.
  • zuzi.1 24.01.14, 22:01
    A w jaki sposób psycholog argumentowała, że Twoja i córki wspólna terapia nie jest możliwa, a jedynie córki indywidualna wchodzi w grę? co Ci konkretnie powiedziała w tej sprawie?

    Z Twoich postów wyziera straszna bezradnosc, z tego co piszesz wynika, że córka jest chyba w pewnym sensie podobna osobowosciowo do swojego ojca, tzw. trudny egzemplarz. Ciekawe, że trudny charakter ujawił się dopiero na etapie gimnazjum.

    Jakie problemy miała córka z macochą, jakie było ich podłoże?

    Jak możesz opisac swojego ex męża, jaki to jest człowiek? Dlaczego rozpadło się Wasze malzeństwo?
  • paris-texas-warsaw 25.01.14, 16:47
    Wspomniana przeze mnie wcześniej książka O. Sacksa (sam psychiatra i neurolog) to "Antropolog na Marsie". Tytuł wydaje się tu o tyle znamienny, że pokazuje, jak osoba z "branży" czuje się w codziennym (bo nie szpitalny kontakt jest opisany w tej książce) ze swoimi cierpiacymi na różne psychiatryczno-neurologiczne przypadłosci znajomymi, tu w szczególności z kobietą - autystką. Myślę, że dla takiej córki w wolnym tłumaczeniu tytuł mógłby być "Dom wariatów". Myślę, że to bardzo dobrze, że ma swojego terapeutę. Pamiętam, że kiedys w jakimś fajnym klubiku malucha prowadzonym przez fundację zajmującą się m.in. wyrównaniem różnych szans rozwojowych dla dzieci, był cały program skierowany właśnie do rodzenstwa dzieci niepelnosprawnych. Myślę, że spojrzenie na sytuacje córki z jej perspektywy w tym przypadku jest więcej niż kluczowe. Trzymaj się, Laguno, myślę, że Tobie tez jest ciężko, ale córce na pewno nie łatwiej.
  • paris-texas-warsaw 26.01.14, 00:08
    Ja tak na marginesie:) Choć mało się w temacie orientuje, bo chaos przynależny DDA jest mym natualnym stanem;) Zaciekawiła mnie wypowiedź Pade o konsekwencjach. Wg mnie w przypadku córki i ubrań sa one mylnie "wyznaczone". Wg mnie konsekwencja byłoby zostawienie ubran tam gdzie sa i koniecznośc pójścia w zakurzonych i wygniecionych, a nie w piżamie. I oczywiscie nie popieram zabierania czyjejś własności, a do takiej należą rzeczy osobiste, w tym ubrania. Poza tym w razie czego, to pójście w pogniecionych nic nie zaszkodzi, znam takich, co tak robią ze względów eko, a w sumie to 10 latka pewnie jak będzie chciała to sobie zdoła uprasować. Ja nie wiem, czy umiałam, chyba tak, bo w 4 klasie uszyłam sobie zarabisty letni komplet spodnie do kolan (w gumkę:))) i bluzka, więc już mi na ciuchach musiało zależeć (znacznie bardziej niż obecnie:))).
    Ps. własnie mąż mi powiedział "Trollu, nie wymyślaj nowych historii". Buahaha, zaraz padnę:)))))))))))))))))))))
  • pade 26.01.14, 08:05
    Sorry Paris:D
    Nie mam zamiaru stać 1,5 godziny przy desce a potem patrzeć jak ubrania wycierają kurze na podłodze, albo się po nich depcze.

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 26.01.14, 08:22
    No to lewpiej ich nie prasować chyba w ogole...
  • pade 26.01.14, 18:26
    przestałam prasować:)
    nie martwcie się o mnie, radzę sobie:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • enith 26.01.14, 08:27
    Właśnie... dlaczego w ogóle prasujesz, skoro nikt nie szanuje twojej pracy? Mogę zrozumieć, że raz czy dwa się zdarzyło, że wyprasowane ubrania córki wylądowały na podłodze, ale jeśli to się zdarza notorycznie, to po co prasować? Nie szkoda ci czasu i nerwów?
  • zuzi.1 26.01.14, 13:40
    Pade myślę, że powinnaś wdrażac córkę w prasowanie jej własnych rzeczy, we włączanie prania, rozwieszanie go itp. wówczas dziewczynka przekona się ile pracy kosztuje posiadanie czystych i wyprasowanych ubrań, może nauczy się o nie dbac. A jesli nie, trudno, niech te jej rzeczy dalej walają się po pokoju, nie zbieraj ich i niech najwyżej chodzi w takich jakie są, może zacznie jej to wkrótce przeszkadzac...Spróbuj tak robic przez np. najbliższe 3 mce, zacisnij po prostu zęby, przełam się i pozwól jej odczuc jej własne zachowania...
  • danaide 28.01.14, 20:09
    Może jakbyś siedziała przy prasowaniu podczas filmu to Twoje nastawienie nie byłoby takie roszczeniowe (nie wiem jak ująć to inaczej, rodzaj oczekiwania wdzięczności i docenienia za coś co można sobie w pewnych warunkach odpuścić)?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • pade 28.01.14, 22:51
    Roszczeniowe? Szacunek dla czyjejś pracy, w ogóle do rzeczy, nazywasz roszczeniem?
    Masz małe dziecko, naczytałaś się JJ, rozumiem twoje oburzenie:) Sądzę jednak, że lepiej się będziemy rozumiały za parę lat, a jeszcze lepiej, jak będziesz miała dwoje dzieci:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • blekitnalaguna123 26.01.14, 14:52
    zuzi.1 napisała:

    > A w jaki sposób psycholog argumentowała, że Twoja i córki wspólna terapia nie j
    > est możliwa, a jedynie córki indywidualna wchodzi w grę? co Ci konkretnie powie
    > działa w tej sprawie?
    Ponieważ córka stwierdziła, że nie chce terapii ze mną, że nie chce niczego zmieniać tylko ja mam dać jej spokój i pozwolić robić co chce, że nie chce iść na żadną współpracę ze mną. Pani psycholog uznała, że córka nie jest gotowa na terapie rodzinną, natomiast przydałaby się jej indywidualna terapia. Córka się zgodziła, ja się zgodziłam i chodzi. Być może mój błąd, że nie ustaliłam dokładnie jak ta terapia będzie wyglądać.
    >
    > Z Twoich postów wyziera straszna bezradnosc, z tego co piszesz wynika, że córka
    > jest chyba w pewnym sensie podobna osobowosciowo do swojego ojca, tzw. trudny
    > egzemplarz. Ciekawe, że trudny charakter ujawił się dopiero na etapie gimnazjum.
    Nie wierzę, że geny miałyby tak wielki wpływ. Prędzej powinna przejąć cechy ludzi, z którymi spędzała najwięcej czasu. Zresztą nie wiem czy córka jest podobna do eksa.

    > Jakie problemy miała córka z macochą, jakie było ich podłoże?
    >
    Nie zaakceptowała jej od początku. Nie została uprzedzona, że jest ktoś w życiu ojca i ja nie zostałam uprzedzona, by móc jakoś nastawić córkę, wytłumaczyć. Eksa nie interesowało tłumaczenie, poinformował, poznał i chciał by od razu wszystko było dobrze. A dziecko wiadomo było, że najprawdopodobniej zareaguje zazdrością i buntem. Córka nie chciała się z nią spotykać a ojciec to zaakceptował, nie spotykają się częściej niż dwa razy w roku na chwilę, eks z córką spotyka się na mieście. Później pojawiły się dzieci i już w ogóle trudno było cokolwiek naprawić w tych relacjach, bo wszystkim odpowiadało tak jak było, a przynajmniej tak mówili.

    > Jak możesz opisac swojego ex męża, jaki to jest człowiek? Dlaczego rozpadło się
    > Wasze malzeństwo?
    Pracoholik, praca jest dla niego najważniejsza w życiu, rozwój, sukces zawodowy, uznanie i sukces finansowy. Nie ma czasu, by zajmować się przyziemnymi sprawami. Małżeństwo rozpadło się właśnie z tego powody, że wybrał pracę i nie umiał czy nie umiał zrównoważyć życia rodzinnego i zawodowego. Nie chce słyszeć o problemach, bagatelizuje je i jak najszybciej rozwiązuje powierzchownie.
  • enith 26.01.14, 00:32
    Zwykle nie wypowiadam się w wątkach dotyczących wychowywania dzieci z prostego powodu: nie mam dzieci, a o ich wychowaniu wiem dokładnie zero. Kiedy jednak przyczytałam, że facet, który rozwiódł się z tobą 15 lat temu, dzwoni do ciebie i mówi ci, jak masz robić pranie we własnym domu, najpierw spadłam pod stół, potem zwątpiłam, a jeszcze potem postanowiłam jednak napisać.
    Po pierwsze: nie omawiaj spraw typu pranie, gotowanie i wychowywanie córki z byłym mężem. W twoim domu panują twoje zasady. Pan eks może w swoim ustalać własne, w tym i te, jak córka ma się u niego zachowywać. Gdy pan dzwoni z pretensjami, odkładaj słuchawkę. ZA KAŻDYM RAZEM.
    Po drugie: egzekwuj u córki ustalone zasady. Odnoszenie prania, talerzy po jedzeniu, ogłaszanie się dokąd wychodzi i o której wróci itp. to są elementarne zasady, które zrozumieć może i powinien 10-latek, a cóż dopiero prawie dorosła pannica. Nie tak dawno był tu wątek macochy, które poważnie rozważała błąkanie się z malutkim dzieckiem po osiedlu w wigilię, bo pasierbowie oświadczyli, że inaczej nie zjawią się u ojca na kolacji. Zrobiliśmy tu dziewczynie z tyłka jesień średniowiecza za same branie takiej opcji pod uwagę i całkowity brak stawiania jakichkolwiek granic rozwydrzonym prawie dorosłym mężczyznom. Nie daj sobie wmówić, że córka z racji swoich problemów może uprawiać w waszym domu wolną amerykankę i pieprzyć równo wszystkie zasady, które z jej ojczymem ustalacie.
    Po trzecie: dlaczego ty nie jesteś na terapii? Nie potrafię tego kompletnie pojąć. Była terapia wspólna, za radą psychologa terapie rozdzielono, córka od roku chodzi indywidualnie, a ty... Nic? Nie uważasz, że powinnaś chodzić? Naprawdę sądzisz, że problem leży wyłącznie po stronie córki? Może warto byłoby opisać u specjalisty sytuację z twojego punktu widzenia, twoje własne uczucia w związku z kłopotami w relacji z córką. Narzekasz, że nie wiesz, co córka na terapi mówi, może zamiast kombinować z wglądem do kartoteki córki, skorzystać z możliwości osobistego wypowiedzenia się? I pozwolić terapeutce wyciągnąć wnioski?
  • olkka1 26.01.14, 09:30
    Moim zdaniem ty tez powinnaś brac udzial w terapi.Terapia powinna przebiegac 2 torowo.Osobno ty i osobno corka .Można dowiedziec sie dużo z takiej terapi,a co za tym idzie zrozumiec lepiej swoje dziecko.Jezeli corka nie chce ci opowiadac co jest na terapi ,widocznie nie jestescie ze soba blisko. Nie ma do Ciebie zaufania woli zwierzyć sie obcej osobie psychologowi.Warto dodać ze nie wolno naciskać ,córka sama musi podjac taka decyzje zeby tobie sie zwierzyc o czym rozmawia na sesjach.Czesto zachowanie dzieci jest spowodowane przez samych rodzicow.My wiemy swoje i nie dajemy dojść do głosu dziecku.
    Taka terapia z rodzicem przynosi lepsze efekty,ale to nie jest tak ze idziemy do psychologa i on wszystko nam naprawi.Trzeba intensywnie pracowac samemu nad problemem,jezeli sie tego nie zrobi to taka terapia nie ma sensu.Ale to tylko moje zdanie.
  • morekac 26.01.14, 10:44
    za same branie takiej opcji pod uwagę i całkowity brak stawiania jakichkolwiek granic rozwydrzonym prawie dorosłym mężczyznom.
    W dodatku nie dość, że się nie błąkała, to Wigilia upłynęła w miłej atmosferze, a prawie dorośli mężczyźni okazali się nie tak znowu całkiem rozwydrzeni, tylko całkiem w porządku.
    Mam na składzie dwie nastolatki: i w życiu, nie ma tak, że obsługę mają jak w pralni - tj. oddają do prania, a po południu mają oddane uprane i wyprasowane. Jeśli wiedzą, że czegoś potrzebują, a jest to brudne - same włączą pralkę i upiorą. Oraz wyjmą , powieszą, młodsza czasami daje do uprasowania bardziej skomplikowane rzeczy. Jak nie wrzucą na czas do prania, to wiedzą, że muszą poczekać. I tyle.

    Gdy pan dzwoni z pretensjam
    > i, odkładaj słuchawkę. ZA KAŻDYM RAZEM.
    Można jeszcze spytać, czy to oznacza, że opłaci córce osobistą pokojówkę... Pewnie z 1000 będzie kosztować. Zaproponuj mu to, jestem ciekawa, czy się zgodzi. ;-)
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • zuzi.1 26.01.14, 13:41
    Zgadzam się z tym co napisała enith.
  • paris-texas-warsaw 26.01.14, 15:27
    Im dłużej czytam, tym mniej rozumiem w czym problem (rozumiem - złe oceny, wulgarne odzywki, ale brudy do prania i bałagan to nie demonizujmy), bo z opisu wynika, że jesteście najlepiej funkcjonujacą rodziną, jaką znam, tylko jakoś masz obsesję, że córka ma z Wami spędzać czas:) Idealni małżonkowie, harmonijnie wymieniający się w opiece nad dwójką zupelnie odmiennych dzieci, w tym jednym autykiem, ale w sumie ten autyzm to prawie jakby go nie było, tylko czasu trochę wymaga, itd. Rozwód był, ale w sumie specjalnie go nie przeżyłaś. Niby mąż winien, ale teraz ma znów rodzine i dwoje dzieci.
    Może więc napisz, czemu ta psycholog zaproponowała tę terapię rodzinną i czemu potem orzekła, że córka na rodzinną terapię nie jest gotowa (coś jest w niej/w Was takiego, że była/jest za słaba by razem z Wami nad tym pracować? jestem laikiem, więc nie rozumiem, że dziecko mogłoby być nie gotowe na terapię rodzinną).
  • sorvina 26.01.14, 17:03
    Ja czuję jakby mi ktoś robił wodę z mózgu. Jeśli coś wskazuje na normalność dziewczyny jak jej relacje z bratem to wpierw czytamy, że córka ma dobre relacje z bratem, jak ktoś to podkreślił to autorka prostuje, że wcale nie takie dobre, a na końcu, że ojczym do córki pretensje że stosuje wobec brata przemoc (nie pamiętam dokładnych określeń, chyba go wyzywa czy jakoś tak). Natomiast gdy coś może świadczyć o tym, że autorka jest niekonsekwentna/coś może w intencjach jest ok, ale w formie niekoniecznie, to dostajemy rozpiskę jak wszystko robi idealnie, tylko z jakiegoś powodu dziewczyna reaguje na to jak diabeł na święconą wodę.

    Gdy drążę temat to zostaję poinformowana, że nie wiem jak działa forum i nie powinnam zakładać, że to co autorka pisze, coś mówi na temat tego co się naprawdę dzieje w tej rodzinie. Pewnie najlepiej bym zaufała na słowo, że autorka od początku zachowuje się wzorcowo, że nie ma mowy nawet o problemach komunikacyjnych, na które próbuję zwrócić uwagę, bo zdarzało mi się odkrywać, że to co rodzic nazywa "rozmawianiem z dzieckiem" - które przecież jest zaletą, było tak naprawdę przesłuchaniem i monologiem wydawanych poleceń. A umiejętność "spokojnego rozmowy" ze strony dziecka miała oznaczać wysłuchać i zastosować bez szemrania. Także pojęcia a to co się za nimi kryje to czasem coś zupełnie odmiennego.

    Mam wrażenie niekonsekwencji, chaosu, braku zrozumienia co jest ważne, co realne, co może wpływać na córkę, totalna nieświadomość własnych błędów, przypudrowane landrynkowym obrazem, że jest dobrze. Ale skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

    Nie wiem czy autorka wybiela siebie i nową rodzinę jednocześnie tak źle o córce celowo i świadomie, czy też jak wiele osób powtarzających jakieś wzorce myślenia z domu, nie dostrzega gdy coś zgrzyta, nie widzi błędów komunikacyjnych/wychowawczych - bo to co robi i dzieje się wokół jest dla niej normalne, nie łączy pewnych elementów w całość. Czasem też tak się dzieje ze względu na niedojrzałość emocjonalną rodzica, który zaspokajał sobie za pomocą dziecka swoje potrzeby, a nastolatek zaczął skupiać się na sobie i znajomych i nie zapewnia tego co kiedyś. I nie potrafiąc i nie chcąc przyznać się do własnych zranień i problemów (których jak niskiego poczucia własnej wartości może nie być zupełnie świadom), zaczyna się oskarżać dziecko o zachowania, które są normalne dla tego wieku np. że nie chce spędzać czasu z rodzicem. Dziecko zaczyna się bronić, sytuacja się zaostrza i wtedy są już realne dowody na to, że nastolatek jest zły, a rodzic dobry i niewinnie skrzywdzony, więc chociaż w ten sposób dostanie trochę głasków. A tak naprawdę rodzic jest sam emocjonalnie dzieckiem i bez własnej terapii nie będzie zachowywał się dojrzale, a nastolatek nie będzie go traktował jak dorosłego, który ma prawo coś od niego wymagać. Bo w pewnym sensie taki rodzic dorosły nie jest. I samo bycie rodzicem i słowa o tym, że nastolatek "powinien"/"nie powinien" nie załatwią sprawy. Choćby wszyscy na forum zgodnie potępili małolatę oburzając się jak ona może, a potem zakrzyknęli - nie pozwalaj je, to fakty są takie, że dziewczyna robi co robi, są tego jakieś przyczyny (co nie jest usprawiedliwieniem, ale zrozumiem jak problem narastał) i na chwilę obecną autorka robiąc to co robiła do tej pory nie potrafi stawiać skutecznie granic. Trzeba więc namierzyć problem i szukać rozwiązania, które działa.

    Nie wiem jak jest naprawdę u autorki. Ale nie kupuję tej historii w wersji "wszystko jest dobrze, wszystko robię dobrze, tylko ta córka jest taka i owaka (no i ex)".
    Autorko - przez forum nie da się postawić dobrej diagnozy. Można jednak zwrócić na coś uwagę, zainspirować pomysłem nad czym popracować, gdzie szukać. Zamiast odrzucać całość, upierając się, że tu i tu naprawdę postąpiłaś ok i ktoś się czepia, weź pod uwagę ile osób zwróciło Ci uwagę nad tym że i tobie przydałaby się terapia. To nie znaczy, że to Ty jesteś ta winna, ale że pewne twoje problemy/zachowania - które wychodzą chociażby w relacji a ex, mogą wpływać negatywnie na twoją relację z córką. I nie chodzi tylko o to byś się zmieniła - "naprawiła" dla córki, ale byś o siebie, swoje nerwy i emocje zadbała.

    Nie zaszkodzi trochę dobrych lektur z okresów rozwojowych, zdrowej komunikacji z nastolatkiem - by upewnić się co do FORMY rozmawiania i stawiania granic, że jest asertywna.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • danaide 26.01.14, 22:46
    Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od lat relacja z córką była dla Ciebie najważniejsza. Do tego stopnia, że pozwoliłaś jej uzyskać pozycję równą, a nawet wyższą Tobie - dlatego nie przestrzega zasad, nie akceptuje granic, ale też uzyskawszy taką przewagę, nie szanuje Cię. Miałaś w niej przyjaciółkę, powierniczkę, brakującego partnera? Twój eks - dziś Twój wróg, a jak było wcześniej - może wspólny front? Twój obecny mąż - figurant, skoro Twoja córka chce by się nie wtrącał, każesz mu się nie wtrącać. Nie pozwalasz córce "odejść", być dzieckiem, które odchodzi od rodzica, bo tracisz kogoś więcej?

    Moje spekulacje. Przepraszam jeśli nieuprawnione.

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 22:13
    Nie pisałam nigdzie, że córka ma dobre relacje z bratem, właściwie trudno powiedzieć, żeby miała specjalne relacje z nim, bo prawie czasu ze sobą nie spędzają. W pierwszym poście napisałam, że celem terapii miało być poprawienie relacji ze mną i resztą rodziny, na myśli mając mojego męża i syna. W drugim pisałam, ze córka dokucza bratu i wyśmiewa go, co chyba nie jest objawem dobrych relacji. Nie jest moim celem na siłę stworzenie z nich zgranego rodzeństwa, bo wiem, że choćby z racji różnicy wieku nie jest to możliwe.

    Tamten wątek dotyczył kar za złe zachowanie, czy myślisz, że ja nie rozmawiam, nie próbuję rozmawiać z córką w innych okolicznościach i na inne tematy? Myślisz, że nie tłumaczyłam, nie negocjowałam? Mam tutaj opisywać nasze rozmowy? Wiesz, wydaje mi się, że każde dziecko ma w domu zasady, do których musi się stosować, jakieś wymagania, choćby dotyczące godzin powrotów czy nie używania alkoholu, które powinno spełniać. Czy może uważasz, że nastolatka nie musi nic mówić gdzie wychodzi i kiedy wróci ani nic w domu robić?
  • sorvina 28.01.14, 12:40
    Nie mam teraz czasu szukać cytatów, ale pisałaś coś, że gdy pojawił się brat córka bardzo dobrze go przyjęła, potem było gorzej, ale prawdziwe problemy były z macochą. Na tle uciekania z domu i wyzywania cię brzmiało to więc jak - jest tutaj w miarę ok.
    Pomijanie informacji o znęcaniu się przez córkę nad bratem na początku stworzyło wrażenie, że albo nagle zaczynasz wyszukiwać dowody na to jak bardzo zła jest dziewczyna, albo sama nie wiesz co jest ważne i masz jakiś chaos w priorytetach.

    Mój brat nie ma autyzmu, ale osobowość skrajnie odmienną od mojej. Jest młodszy o 2 lata i w okresie dojrzewania darliśmy koty jak mało z rękoczynami włącznie. Szczerze nienawidziłam go za to, ze pakował mi się do pokoju gdy przychodziły moje koleżanki i ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę, było spędzanie z nim czasu. Ale gdy coś poważnego się działo, byliśmy murem za sobą i dobry kontakt mamy do dzisiaj. Myślę, że wiele osób posiadających rodzeństwo ma podobne doświadczenia i nie świadczy to o jakiejś wielkiej nienormalności czy podłości wobec siebie nawzajem.

    > Tamten wątek dotyczył kar za złe zachowanie, czy myślisz, że ja nie rozmawiam,
    > nie próbuję rozmawiać z córką w innych okolicznościach i na inne tematy? Myślis
    > z, że nie tłumaczyłam, nie negocjowałam? Mam tutaj opisywać nasze rozmowy? Wies
    > z, wydaje mi się, że każde dziecko ma w domu zasady, do których musi się stosow
    > ać, jakieś wymagania, choćby dotyczące godzin powrotów czy nie używania alkohol
    > u, które powinno spełniać. Czy może uważasz, że nastolatka nie musi nic mówić g
    > dzie wychodzi i kiedy wróci ani nic w domu robić?
    Czepiasz się efektów końcowych konfliktów z córką jakby wzięły się znikąd i odpowiednie częste powtarzanie jaka ta córka jest zła i że ma się zmienić miało rozwiązać problem.
    Nastolatka powinna stosować się do pewnych reguł panujących w domu - owszem. A ty powinnaś przestać oczekiwać od niej niemożliwego - że zawsze będzie chciała z tobą rozmawiać rzucając to co robi, że będziesz chętnie spędzać więcej czasu z tobą i resztą rodziny, będzie reagować spokojnie na monolog opieprzający, który nazywasz rozmową, że będzie życzliwa i ciepła, gdy okazujesz pogardę i niechęć do wszystkiego co sobą reprezentuje, że będzie realizować obowiązki, z których tak łatwo ją zwalniasz gdy tylko tata zadzwoni z krytyką. Niestety to nie działa tak, że jak córka będzie się zachowywać ok to ty dasz jej spokój i będziesz ją doceniać. To jakbyś mówiła do pieca - daj mi ciepło to w tobie napalę.

    Po co córka ma się zmieniać, skoro gdy była poprawa - mniej wagarów i lepsza sytuacja w szkole, to na pewno wg ciebie związane z czynnikami zewnętrznymi (zmiana szkoły) a nie jej jakakolwiek zasługa, po drugie to bez znaczenia bo powinna mieć 4 i 5 a nie 3ki i już rok temu powinna uczyć się do matury, tak naprawdę nic się nie zmienia, bo masz długą listę pretensji jaka ona powinna być i wbrew temu co pisałaś o priorytetach - wszystko wywołuje w tobie równą ilość żalu i to przebija przez twoje posty. Tak naprawdę jak przestanie wyzywać i wychodzić bez uprzedzenia to i tak będzie be, bo nie chce spędzać czasu z tobą tyle co kiedyś. Z punktu widzenia córki skoro i tak efekt jest taki sam, to po co rezygnować z obecnej wolności i wygody?

    IMHO nie ma sensu teraz więcej pisać, bo jest w tobie za dużo emocji byś była w stanie to zrozumieć i spojrzeć z innej perspektywy. Skorzystaj z własnej terapii by nabrać dystansu.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 21:56
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Im dłużej czytam, tym mniej rozumiem w czym problem (rozumiem - złe oceny, wulg
    > arne odzywki, ale brudy do prania i bałagan to nie demonizujmy),
    Dla mnie wulgarne ale nie tylko odzywanie się jest wielkim problemem. Wyśmiewanie brata. Wychodzenie i wracanie kiedy się chce. Brak zaangażowania w sprawy domu. Dla mnie to objaw braku szacunku dla rodziny.

    bo z opisu wyn
    > ika, że jesteście najlepiej funkcjonujacą rodziną, jaką znam, tylko jakoś masz
    > obsesję, że córka ma z Wami spędzać czas:) Idealni małżonkowie, harmonijnie wym
    > ieniający się w opiece nad dwójką zupelnie odmiennych dzieci, w tym jednym auty
    > kiem, ale w sumie ten autyzm to prawie jakby go nie było, tylko czasu trochę wy
    > maga, itd.
    No owszem wypracowaliśmy sobie schemat funkcjonowania, by jakoś wszystkich pogodzić z ich potrzebami. To źle? I tak, martwi mnie, że córka nie chce spędzać czasu z rodziną.

    Rozwód był, ale w sumie specjalnie go nie przeżyłaś.
    Wiesz, naprawdę nie masz prawa tak pisać po jednym moim zdaniu na forum.

    Niby mąż winien
    > , ale teraz ma znów rodzine i dwoje dzieci.
    Winien jest odpuszczania sobie wychowania córki. A założenia rodziny nikt mu przecież nie może zabronić. Nigdy nie twierdziłam , że eks jest z gruntu złym człowiekiem. Ma cechy, które mogłyby być wspaniale wykorzystane w wychowaniu, szkoda tylko że tak mało miał czasu i chęci, by te cechy dziecku okazać. Niewątpliwie ma duży wpływ na ogólnie mówiąc poziom życia córki, to gdzie była, co widziała, czego mogła doświadczyć, nauczyć się, spełnianie jej marzeń. Szkoda tylko, że nie zawsze swoje możliwości wykorzystuje w dobrym celu.

    > Może więc napisz, czemu ta psycholog zaproponowała tę terapię rodzinną i czemu
    > potem orzekła, że córka na rodzinną terapię nie jest gotowa (coś jest w niej/w
    > Was takiego, że była/jest za słaba by razem z Wami nad tym pracować? jestem lai
    > kiem, więc nie rozumiem, że dziecko mogłoby być nie gotowe na terapię rodzinną)
    > .
    Nie czytałaś chyba, że ja chciałam terapii rodzinnej. Pani psycholog zaproponowała terapię indywidualną córki. Córka nie chciała współpracować ze mną, więc nie dało się tej terapii prowadzić.
  • blekitnalaguna123 26.01.14, 15:12
    Co do telefonów, eksa nie interesuje za bardzo czy sprawa dotyczy prania, gotowania czy czegokolwiek innego. Nie ważny jest powód niezadowolenia córki, ona ma mieć w domu spokój, warunki do nauki i robienia, co tam ją interesuje. Ja słucham do końca, odpowiadam, że robię w domu to co chce i to co ja uznam za dobre dla dziecka i koniec rozmowy.
    Córka sprząta po sobie, nie zostawia bałaganu w częściach wspólnych domu. Nie chce natomiast wykonywać żadnych obowiązków i nie pomogły żadne grafiki, umowy i kary. Czasami proszę ją by mi pomogła w czymś, odmawia, mówi że jest zajęta, nie ma czasu czy inne tego typu odpowiedzi. Nie zmuszam, nie przekonuje, nie drążę tematu, bo wynikają z tego tylko awantury czasami z wyzwiskami, bo nie daję jej spokoju. Czasami wydaje mi się, że ona ma racje. Może szkoła ją wykańcza i eksploatuje tak, że nie ma siły na nic i chodzi wiecznie wkurzona. Czasami skarży się, że z niczym nie może się wyrobić i na nic nie ma czasu. Jednocześnie na znajomych i wychodzenie czas ma, na komputer.
    Sytuację ze swoje punktu widzenia opisałam pani psycholog na początku, bo miała być terapia rodzinna. Jakie mam problemy z córką, co chciałabym uzyskać, co zmienić, co jest dla mnie najważniejsze. Co zrobiłam do tej pory, gdzie już byłyśmy. Oczywiście przedstawiłam całą sytuację rodzinną córki, opisałam całe jej życie po kolei. Ja chciałabym w dalszym ciągu terapii rodzinnej, również z udziałem męża, być może później syna, ale nie mogę przymusić to tego. Pani psycholog wie, jak pisałam, że nic się nie zmieniło od rozpoczęcia terapii w zachowaniu córki. Mówi, że wszystko idzie w dobrym kierunku, nie wiem czy mnie nie zbywa.
  • paris-texas-warsaw 26.01.14, 15:35
    No, ale wszystko się nie popsuło od narodzin syna? narodziny dziecka wszystko zmieniaja, a taki nowy członek rodziny, który jest płaczliwy, lękliwy etc. generuje mase problemów dla wszystkich, wysysa energię, zabiera czas, humor, z punktu widzenia córki same wady?
  • sebalda 26.01.14, 16:09
    Zastanawiam się, czy to wszystko nie wynika z Twoich nierealistycznych oczekiwań.
    Może ja napiszę o moich "nadzwyczajnie dobrych" dzieciach. Nie sprzątają. Same z siebie prawie nigdy tego nie robią. Poproszone albo robią (najczęściej) albo wymawiają się brakiem czasu. Z reguły ten brak czasu jest nim naprawdę, ale czasami młody jest zajęty czymś, co można odłożyć. Jak huknę, zrobią. Raczej staram się jednak huczeć rzadko.
    Młodzi ludzie mają swój świat i dla nas zostaje bardzo mało miejsca. I dobrze. Spędzasz z córką znacznie więcej czasu niż ja ze swoimi dziećmi. Często nie o ilość czasu chodzi, ale jakość. Nakłanianie dzieci, żeby spędzały z nami więcej czasu jest bez sensu, robi się sztucznie. Po co? Piszę cały czas o późniejszych nastolatkach.
    Dzieci często mówią mi, że teraz nie mają czasu/ochoty gadać. Cóż, nie zawsze mi to w smak, ale czyż my, dorośli, czasami tak nie mamy? Tylko my się zmuszamy, bo to nie wypada powiedzieć drugiemu, że nie mamy ochoty. Dzieciaki jeszcze nie do końca to ogarniają. Do tego dochodzą ich nastoletnie problemy. My, rodzice, z reguły nie mamy o nich bladego pojęcia. Matka koleżanki syna nie ma pojęcia, jak ona cierpi z powodu braku powodzenia u chłopców, syn musi do niej niemal codziennie biegać, żeby ją pocieszać, koić jej płacz. Matce nie mówi się takich rzeczy. A potem taka matka obrażona, że córka nie chce z nią gadać. Nie chce, bo przeżywa swoje dramaty, o których nie chce opowiadać akurat matce.
    Moja córka zawsze mi się zwierzała, ale syn już nie, znacznie rzadziej. Nie tylko dlatego, że jest chłopakiem, on ma po prostu inny charakter.
    Wczorajsza sytuacja: idę do syna i chcę go o coś zapytać. Syn powarkuje, odgania mnie jak natrętną muchę. A widzę, że nie jest zajęty. Jest mi przykro i mu to mówię. On coraz bardziej poirytowany, coraz gwałtowniej mnie wygania, mówiąc, że nie ma ochoty ze mną gadać. W końcu wychodzę urażona. Po 3 minutach syn mnie woła. Pokazuje niby coś w kompie, ale w końcu zaczyna przepraszać. I co się okazało? Że był nieszczęśliwy, bo musiał iść gdzieś, gdzie nie miał ochoty, ale lojalność wobec kogoś nakazywała, żeby tam był. Był poirytowany i stąd takie potraktowanie matki. Wytłumaczyłam mu, o ile byłoby lepiej, gdyby od początku mi to powiedział, zamiast mówić pogardliwym tonem, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Przyznał mi rację, jeszcze raz przeprosił. Do czego zmierzam? Do tego, że dzieciaki mogą mieć swoje problemy, z którymi nie zawsze chcą i nie zawsze muszą się chcieć dzielić. Nie zawsze też potrafią kontrolować swoje emocje i rykoszetem dostaje się rodzicom. Nie ze złej woli, ale z braku odpowiedniego doświadczenia i narzędzi. Trzeba przeczekać, potem wytłumaczyć, tak jak ja to zrobiłam wczoraj. Obojgu nam ulżyło, mam nadzieję, że następnym razem syn będzie pamiętał, że lepiej powiedzieć od razu, że ma problem i w tej chwili nie ma nastroju na rozmowę, zamiast mnie odganiać i mówić, że nie ma ochoty. Skąd ja mogłam wiedzieć, że on ma problem, skoro tego nie wyartykułował?
    Pomyślmy czasami, jak to było, gdy my mieliśmy naście lat? Tak trudno sięgnąć pamięcią do tego czasu? A jeśli byliśmy inni, to też należy pamiętać, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Więcej cierpliwości, mniej wymagań.
    A poprawa w szkole u córki może równie dobrze wynikać nie tylko z jej zmiany, ale z terapii. To stopniowy proces, moim zdaniem idzie w dobrym kierunku, tylko trzeba spokojnie poczekać, nie naciskać, bo można wszystko zaprzepaścić.
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 23:06
    sebalda ja też odpuszczam, kiedy widzę, że córka fuka i później próbuję rozmawiać, tylko u córki nie ma przeprosin i chęci poprawy, nie ma jakby zrozumienia że powinna powiedzieć normalnie co jest i cały czas się takie same sytuacje powtarzają.
    Wiem, że ona ma swój świat o którym ja nie wiem i to jest normalne, ale jeśli wiecznie jest coś dla niej nie tak i ma wybuchy gdzie całkiem się nie kontroluje, to wydaje mi się, że jej problemy ją przerastają i chciałabym jej pomóc, choćby tym że mogłaby opowiedzieć, wygadać się. Już nie mówię, że jeśli to ta powoduję problemy, mówiąc mi o tym, pomogłaby mi się zmienić.
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 22:24
    paris-texas-warsaw napisała:

    > No, ale wszystko się nie popsuło od narodzin syna?
    Nie, ona miała wtedy niecałe 7 lat, a problemy zaczęły się jak miała 13,5, pisałam to już.

    narodziny dziecka wszystko z
    > mieniaja, a taki nowy członek rodziny, który jest płaczliwy, lękliwy etc. gener
    > uje mase problemów dla wszystkich, wysysa energię, zabiera czas, humor, z punkt
    > u widzenia córki same wady?
    Tak, właśnie dlatego stworzyliśmy sobie taki schemat funkcjonowania, by każdy miał to co potrzebuje. Córka narodziny brata przyjęła bardzo dobrze, na początku również był w jej odczuciu fajny, chociaż obiektywnie był trudny. Zagadywała do niego, głaskała, próbowała rozśmieszać, pomagała przy nim. Można powiedzieć był czymś nowym, atrakcją. Później zaczęła coraz bardziej dostrzegać jego nieprzyciągające zachowanie i stał się po prostu obojętnym elementem otoczenia, nie był dla niej partnerem, bo ogólnie trudno było coś z nim zrobić, do czegoś zachęcić. Ona zajmowała się swoimi sprawami, nie interesując się nim i tak jest do dzisiaj.
  • enith 26.01.14, 18:00
    Błękitnalaguno, kiedy twoja córka miała ostatnio robione badania podstawowe? Krew, mocz, cukier itd.? Bo my się tu produkujemy, a może powód zachowań córki jest zupełnie prozaiczny, jak np. niedomagająca tarczyca. Napisałaś, że dziecko non stop wkurzone, że mówi, że nie ogarnia ani swoich spraw, ani domowych obowiązków. Cholera, może ona jest po prostu na coś chora? Ja, jak miałam rzut niedoczynności tarczycy, co zbiegło się dodatkowo z trudnym okresem w szkole, nie byłam w stanie ogarnąć nic. Pisałaś, że wszystko zaczęło się w nowej szkole? Czy ona w ogóle daje sobie tam radę? Może to nie rozwód rodziców, brat z autyzmem, ale zwyczajnie za trudna/za wymagająca szkoła? I rzutuje na każdą inną sferę jej życia?
    Niech dziewczyna idzie do rodzinnego, naprawdę. Może coś jest na rzeczy, a jeśli nie, to przynajmniej będzie wiadomo, że zdrowa.
  • sorvina 26.01.14, 18:56
    Sytuacja szkolna sprzed roku: newforum.gazeta.pl/forum/w,575,140813744,140940201,Re_egzekwowanie_kar_u_nastolatkow.html
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • paris-texas-warsaw 26.01.14, 21:40
    Sorvina z 17 h o chaosie i sprzecznych info i ostatnia Sebalda to całość podsumowania tematu wg ostatniego stanu wiedzy:)))

    Dzisiaj spytałam dziecko (kilkulatek, na szczęście) co myśli o rozrzucanych uprasowanych kurzących się ciuchach i ich zabieraniu:) Usłyszałam, że nie wolno komuś zabierać rzeczy, bo przyjedzie policja, że na ubraniach i tak słabo widać kurz, i najlepiej, to niech córka pochowa teraz matce ubrania:))))
  • zuzi.1 26.01.14, 21:48
    B. dziwny wątek, może laguna sama ma autyzm wysokofuncjonujący i dlatego tak mało rozumie z tego, co robi córka i co leży u podłoża tych jej zachowań...dziwne to wszystko, na wyjazdach wszystko super a w domu wyzywanie, olewanie i robienie co się chce i kiedy się chce...
  • 71tosia 26.01.14, 22:19
    wcale nie takie dziwne, w czasie wyjazdow moje dziecko tez jest fajniejsze niz w domu (ja chyba jako mama tez), obowiazkow nie za wiele, nie ma presji czasu, odpada stres zwiazany ze szkola/ praca, a wyjazdy do miejsc bez internetu, jakie czesto wybieramu, powoduja ze bo odciete od facebooka i oszczedzajace na sms-ach dziecko staje sie rodzinnie bardziej komunikatywne ;-).
  • zuzi.1 26.01.14, 22:33
    Tosia a jak Twoje dziecko wraca do "normalnosci" z tych wyjazdów to też ma Cię w przysłowiowej dupie i komunikuje się z Tobą bluzgami ? ;-) Dziwi mnie ta skrajnosc od tej niby normalnosci na wyjazdach do prawie patologii w domu. B.dziwna sytuacja.
  • sorvina 26.01.14, 23:39
    W czasie urlopu nie tylko nastolatce odpada stres i frustracja codziennego życia - autorce również. Każda wychodzi ze swojej roli i może być bardziej spontaniczna i życzliwa. A mam wrażenie, że u autorki te role i wyobrażenia odnośnie powinności matki i córki są dość silne i ograniczające. Może warto na co dzień zweryfikować wyobrażenia jak ta relacja powinna wyglądać i wrzucić na luz.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • paris-texas-warsaw 26.01.14, 23:48
    Z pewnych wypowiedzi Laguny wnioskowałabym, że napatrzyła się (nauczestniczyła) w dość autorytarnym stylu wychowania, w tym stosowania zwłaszcza kar, ale w praktyce jest za "słaba" psychicznie by ten model rodzicielstwa "wymóc" na córce. Albo córka za "krnąbrna". I stąd to nie działa, a ją dodatkowo jakby frustrowało.
  • sorvina 27.01.14, 00:30
    Mam też wrażenie, że przebija takie podejście - "kocham moje dziecko, tylko tej dziewuchy nienawidzę". Trochę jak w "Dyktatorach emocjonalnych" - że jest jakaś wizja córeczki, która jest kochana, w stosunku do której matka jest oddana i troskliwa. Ale każde odstępstwo od tej wizji, każda niezależność córki, jej wady - wszystko wywołuje frustracje i agresje i działania naprawcze, by dziewuszysko stało się na powrót takie jakie POWINNO wg mamy być. Bo nie chodzi tylko o wyskoki nastolatki. Ona interesuje się nie tym co trzeba, ważne jest dla niej nie to co trzeba, nie reaguje entuzjastycznie na mamę, rozmowy z nią, spędzanie czasu z nią. W tej książce autorka porównuje tą wizję rodzica z pragnieniem posiadania wyobrażonego misia, który zawsze będzie dostępny, zawsze będzie się cieszył na nasz widok, zawsze wszystko co mu zaproponujemy będzie dla niego super, odegra każdą wymyśloną dla niego rolę. W takich sytuacjach dojrzewanie i budzenie się niezależności u dziecka to zbrodnia.

    Ludzie są tacy jacy są, a nie tacy jak ich sobie wymyślimy. I mają prawo tacy być. A my mamy prawo stawiać granice ich zachowaniu (NA NASZYM podwórku, zamiast na siłę zmieniać innych). Akceptowanie rzeczywistości oszczędza wiele frustracji. Ale wymaga akceptacji, że po drugiej stronie jest niezależna jednostka i pracy nad własną niezależnością. Inaczej balansuje się między nienawiścią do drugiej osoby a żebraniem o jej uwagę.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • okrent9 07.02.14, 01:11
    Zgadzam się z sorviną. Akceptowanie rzeczywistości oszczędza frustracji i cierpień :) ale wiele z nas (a pewnie zdecydowana większość) dorasta niestety w emocjonalnej dyktaturze - taką mamy w Polsce "kulturę", sorry ;) Często dostrzega się to dopiero po spędzeniu jakiegoś czasu za granicą, w mniej opresyjnym emocjonalnie środowisku.

    Wspomniana książka Patricii Evans, "Dyktatorzy emocjonalni", pomaga spojrzeć na to nieco z boku, i właśnie zauważyć te dyktatorskie zapędy nawet w sobie. W pierwszej kolejności oczywiście widzimy, że całe nasze wychowanie jest w pewnym sensie oparte na byciu pod dyktatem rodziców, dziadków, nauczycieli. W końcu jednak zauważamy, że w którymś momencie sami przejęliśmy nawyk podporządkowywania sobie bliskich (przynajmniej w niektórych sytuacjach), i że tak naprawdę efekty tej dyktatury nas nie uszczęśliwiają. To bardzo wyzwalające uczucie, uświadomić sobie, że drugi człowiek naprawdę jest zupełnie odrębnym światem, i tak naprawdę spotkać się możemy dopiero wtedy, kiedy zawsze będziemy o tym pamiętać.

    Niestety, nawet nasz styl porozumiewania się pełen jest automatycznych, dawno temu wyuczonych reakcji, które tak naprawdę są atakiem wobec drugiej osoby (partnera, dziecka, itd.) - i nie ma co się dziwić, że ta druga osoba się buntuje. Książka Evans wylicza zachowania i komunikaty, które warto wyrugować ze swojego zachowania, jeśli chce się zrobić krok naprzód we własnym rozwoju i w kierunku lepszych, zdrowszych relacji z bliskimi; to bardzo praktyczne. Świetny dodatek do terapii, choć i sama w sobie może być niezwykle przydatna.
  • noname2002 28.01.14, 10:01
    W czasie urlopu nie tylko nastolatce odpada stres i frustracja codziennego życi
    > a - autorce również. Każda wychodzi ze swojej roli i może być bardziej spontani
    > czna i życzliwa

    A ja myślę, że na wyjazdach dziewczyna wreszcie ma mamę tylko dla siebie i dlatego jest inna niż na co dzień. W gruncie rzeczy poza tymi wyjazdami pewnie jest pozostawiona sama sobie, ojciec ją raczej olewa, ojczym się przestał nią zajmować, bo sprawia kłopoty, mama jest pewnie zajęta autystycznym bratem.
  • sebalda 28.01.14, 11:41
    > A ja myślę, że na wyjazdach dziewczyna wreszcie ma mamę tylko dla siebie i dlat
    > ego jest inna niż na co dzień.

    No ja tego tak nie widzę. To raczej matka ubolewa nad tym, że córka za mało jest dla niej i dla rodziny, a nie odwrotnie. Dobrego kontaktu, zaangażowania, chęci nie można wymagać. Trzeba stworzyć po temu warunki, od początku, nie odpuszczając sobie, ale nie można egzekwować, naciskać, bo to przynosi odwrotny skutek. Do pewnego momentu matka/rodzice powinni być do dyspozycji dzieci, ale potem powinni się dyskretnie usuwać. To znaczy być na podorędziu, ale się nie narzucać. Taka kolej rzeczy, najpierw dzieci nas potrzebują, a jak my potrzebujemy dzieci, to one niestety są już zbyt zajęte swoim życiem. Tylko o to chyba chodzi w wychowaniu: o pozwolenie dzieciom na samodzielność i wyfrunięcie z domu.
    Dziś przeglądałam świetną książkę Ewy Woydyłło My, rodzice dorosłych dzieci i przypomniałam sobie, ile w tej książce jest mądrości i sensownych rad, nie tylko dla rodziców dzieci dorosłych, ale w każdym wieku.
    Dobre zdanie dla autorki wśród przykazań dobrego rodzicielstwa: "Nie będziesz odmawiał swojej miłości wobec nastolatka tylko dlatego, że on przestał okazywać swoją miłość tobie. Właśnie wtedy, kiedy twoje nastoletnie dziecko ciebie nienawidzi, najbardziej potrzebuje stałości i twojej niezawodnej miłości". Wiem, trudne, ale warto!
  • zuzi.1 28.01.14, 12:45
    Mam tą książkę na liście zakupów, podobno b. dobra ;) Może ją potem podam dalej rodzinie do poczytania.
  • pade 27.01.14, 11:20
    Wg Ciebie ten komentarz jest śmieszny?

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 27.01.14, 13:56
    Pade, to chyba mnie pytasz? Te drzewka mnie bardzo mylą.
    Jesli chodzi o komentarz, to bardzo mnie rozśmieszył. Ale też jest dla mnie źródłem satysfakcji, że wiem, że to moja zasługa, że nauczyłam dziecko, że nikt nie ma prawa zabierać jego rzeczy. Zresztą często lubimy sobie o prawie rozmawiać. Myślę, że "edukatorzy przeciwprzemocowi" i by mnie w tym poparli, by mówić dzieciom, że nikt nie ma prawa na nie krzyczeć, bić, zabierać ich rzeczy, itp. Ale takie uświadamianie nie jest często w interesie opiekunów dzieci, bo stoi w sprzeczności z ich zachowaniami. Ale sama inne grzechy mam na sumieniu, nikt nie jest idealny.
  • pade 27.01.14, 15:43
    Czyli jak dziecko dostaje na własność ubranie, to może sobie każdą sztukę pociąć nożyczkami bo to jest jego własność i nikt mu nie będzie mówił co ma z nią robić, tak? Jak potnie 40 sztuk ciuchów, to mu się kupi następne?
    Czy Ty w ogóle zrozumiałaś, że ja schowałam córce ubrania, które leżały na podłodze, a nie zabrałam i wyrzuciłam, czy oddałam komuś innemu, czy tez pominęłaś ten fakt, bo by nie pasował do Twojej teorii?
    Paris, jak kiedyś będę od Ciebie potrzebowała rady dotyczącej wychowania swoich dzieci to wyraźnie to zasygnalizuję, ok?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • zuzi.1 27.01.14, 18:39
    pade, masz chyba jakiś gorszy dzień, bo reagujesz b. emocjonalnie na w sumie drobiazgi ;)
  • pade 27.01.14, 19:58
    Dla mnie to nie są drobiazgi.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 27.01.14, 22:00
    Przeczytałam, że schowałaś ubrania i jak się skonczą, to córka pójdzie w piżamie do szkoły. No to mnie to zastanowiło, bo pamiętam ostatnie info o komórkach i laptopach....
  • pade 27.01.14, 23:15
    Zakaz korzystania z komórek w domu i ograniczenie netu poskutkowało tym, że moje dzieci zaczęły wreszcie czytać książki, chodzić na zajęcia sportowe, grać ze sobą w gry, bo nagle okazało się, ze mają bardzo dużo wolnego czasu...

    Aha, z ostatniej chwili:) Córa poukładała sobie ubrania w szafie i wyprasowała połowę, resztę wyprasuje sobie jutro.
    Tak więc widzisz Paris, dajemy radę, żadne z dzieci nie zamierza się póki co wyprowadzać z domu:)


    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 22:52
    enith napisała:

    > Błękitnalaguno, kiedy twoja córka miała ostatnio robione badania podstawowe? Kr
    > ew, mocz, cukier itd.? Bo my się tu produkujemy, a może powód zachowań córki je
    > st zupełnie prozaiczny, jak np. niedomagająca tarczyca. Napisałaś, że dziecko n
    > on stop wkurzone, że mówi, że nie ogarnia ani swoich spraw, ani domowych obowią
    > zków. Cholera, może ona jest po prostu na coś chora? Ja, jak miałam rzut niedoc
    > zynności tarczycy, co zbiegło się dodatkowo z trudnym okresem w szkole, nie był
    > am w stanie ogarnąć nic.
    W 2012 ostatnio krew, reszty nie miała. Na pewno zrobimy. Nie uskarża się na żadne dolegliwości, ale muszę o tym poczytać i popytać ją trochę.

    Pisałaś, że wszystko zaczęło się w nowej szkole? Czy o
    > na w ogóle daje sobie tam radę? Może to nie rozwód rodziców, brat z autyzmem, a
    > le zwyczajnie za trudna/za wymagająca szkoła? I rzutuje na każdą inną sferę jej
    > życia?
    Zaczęło się od gimnazjum, inna szkoła, rejonowa, wyniki egzaminów dobre tak jak podstawówki, też rejonowej. Dzieci z dwóch podstawówek, klasy pomieszali. Córka właściwie trafiła w całkiem nowe środowisko. Wymagania? Ja dla mnie to i w podstawówce dużo wymagali. W pierwszym semestrze już córce spadły oceny, ale nie dramatycznie, nie robiłam problemu, raczej traktowałam to naturalnie, bo dużo nowych przedmiotów, inni nauczyciele. W drugim już bardzo spadły, ale pojawiły się wagary, nieuczenie się, długie pobyty poza domem. Miałam częsty kontakt z nauczycielami, zdecydowana większość chciała współpracować, dawała szansę, można było zgłaszać się samemu na odpytanie, poprawiać sprawdziany kilka razy jak nie wychodziło, poprawiać pod koniec semestru. Córka na tyle z tego korzystała, że zdawała, przy czym w drugiej klasie warunkowo z powodu historii. Jak ją pilnował dosłownie, by siedziała na tyłku i się nauczyła do sprawdzianu czy poprawy, to dostawała 4 lub 5. Na tyle co ja potrafię ocenić, materiał nie jest bardzo prosty, wkuć trzeba, no ale wszyscy mają to samo. Do liceum dostała się słabszego, trafiły tu osoby z niższą punktacją, nie ma u nas za dużego wyboru. Profile klas normalne jak w przeciętnych liceach, córka nie jest na specjalnie wymagającym typu biol-chem czy mat-fiz, ale ilość lekcji jest wszędzie ta sama. W pierwszej klasie było bardzo dużo przedmiotów, teraz w drugiej jest dużo mniej. Oceny na semestr ma mniej więcej takie same jak w pierwszej i w gimnazjum. Problemów nie ma i nigdy nie miała tylko z języków obcych. Korepetycji nie chce, nie chciała nawet jak nie zdała w gimnazjum. Na kółka żadne nie chodzi. Dwa razy w tygodniu ma godzinę dodatkowego angielskiego, ale najprawdopodobniej będziemy rezygnować, bo w szkole ma dużo godzin. Nie ma zagrożeń, nie byłam wzywana przez żadnego nauczyciela. Zaczyna lekcje o 8 i raz o 8.55, kończy o 14.20, dojazd na spokojnie pół godziny. Na zebraniach rodzice różnie, jedni mówią, że za mało wymagają nauczyciele i dzieci matury nie zdadzą, drudzy, że oceny niskie, więc za bardzo cisną.


    > Niech dziewczyna idzie do rodzinnego, naprawdę. Może coś jest na rzeczy, a jeśl
    > i nie, to przynajmniej będzie wiadomo, że zdrowa.
  • danaide 26.01.14, 23:01
    Nie ważny jest powód niezadowolenia córki, ona ma
    > mieć w domu spokój, warunki do nauki i robienia, co tam ją interesuje.

    Powracam do wcześniejszego pytania - to Twoje założenie czy eksa zgodnie z zasadą "płacę i wymagam"? Bo wiesz, dom to jest takie miejsce, gdzie wszyscy mają prawo do spokoju i robienia tego co ich interesuje - a nie wyłączne prawo Twojej córki wynikające z tego, że eks coś tam płaci - zresztą napisz ile płaci, może pośmiejemy się razem. Czy stałaś się zakładniczką w imię płaconych alimentów?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • danaide 28.01.14, 20:05
    Stały brak odpowiedzi to też jakaś odpowiedź...

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • sonia_siemionowna 26.01.14, 21:56
    Złe zachowania córki (jak to je określasz) mogą być normalną reakcją na nienormalną sytuację w domu. I może córka właśnie dlatego dogaduje się z psychologiem, że nie jest oceniana pod kątem poprawności zachowania.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 27.01.14, 01:15
    Najpierw o psychoterapii. Z tego co wiem, choć nie jestem praktykiem terapii młodzieży, terapia nastolatka najlepiej jak odbywa się równolegle z jego rodzicami lub rodzicem. O ile to jest możliwe organizacyjnie. To nie to samo co terapia rodzinna. Osobno toczy się bowiem terapia nastolatka. Ma swoją odmienną dynamikę, interwencje, swoją problematykę. Osobno zaś, oczywiście u innego terapeuty, terapia rodzica, która ma na celu wspierać terapię dziecka i zajmować się problematyką własnych przeżyć rodzica wobec sytuacji z dzieckiem. Jeśli zatem ma Pani taką możliwość skorzystania dla siebie z terapii krótkoterminowej wokół aktualnej sytuacji, radzę skorzystać. Jeśli chodzi o niepłatną terapię można skorzystać z Ośrodka Interwencji Kryzysowej. W Warszawie ośrodek ReGeNeracja prowadzi taką skompilowaną terapię dzieci i rodziców. Można wejść na ich stronę i fb i poczytać sobie na ten temat.
    Co do zasady dyskrecji, to uważam, że powinna obowiązywać terapeutę córki. Pani winna być informowana o szczegółach terapii tylko w szczególnych wypadkach takich jak : myśli samobójcze, zaburzenia odżywiania, samookaleczenia, przestępstwa. O tym,że w takich wypadkach będą powiadamiani rodzice, nastoletni pacjent winien być wcześniej informowany. To jest zasada kontraktowa.
    Ośrodki prywatne i prywatni psychologowie nie mają obowiązku prowadzenia oficjalnej historii choroby. Nie obowiązują ich zatem przepisy o udostępnianiu takiej dokumentacji osobom trzecim. Mają pewnie własne notatki z terapii, ale to nie jest to samo co historia choroby i nie ma żadnego przymusu do ich udostępniania.
    Natomiast nie powinna się psychoterapeutka odżegnywać od rozmowy z Panią na temat postępów w terapii i dalszych planów oraz swoich doświadczeń terapeutycznych w tym paradygmatu teoretycznego w jakim pracuje, czy się superwizuje, czy należy do jakiegoś uznanego Towarzystwa Psychoterapeutycznego, jaki jest jego kodeks etyczny.
    Zgadzam się z większością poglądów, że terapia jest dla córki nie dla Pani. Ona tam rozwiązuje swoje problemy, które nie muszą być takie jakimi Pani je widzi. To że chodzi na terapię i ma zaufanie do terapeutki, jest nie do przecenienia.
    To, co budzi moją wątpliwość to długość opisywanej terapii. Rok dla nastolatki to wieczność. Terapie dla młodzieży powinny być krótsze. Ważne aby sprawdzić czy terapeutka ma doświadczenie w pracy z młodymi ludźmi. To naprawdę jest inny rodzaj pracy.
    Lepiej prowadzić terapię dziecka w wyspecjalizowanych w niej ośrodkach. Można łączyć wtedy terapię grupową z indywidualną, ale krótkoterminową. daje to bardzo dobre efekty.
    Agnieszka Iwaszkiewicz



  • sebalda 27.01.14, 10:31
    > To, co budzi moją wątpliwość to długość opisywanej terapii. Rok dla nastolatki
    > to wieczność. Terapie dla młodzieży powinny być krótsze.

    A może ta dziewczyna po prostu potrzebuje kogoś, komu może się wyżalić, bez bycia ocenianą? Może ona dobrze się czuje z tą terapeutką, wreszcie nic nie musi, może być sobą? Może to dziewczynie zależy na tych spotkaniach, stąd przedłużająca się terapia?
    Jest taki wątek w serialu Mad men. Lata 60. ubiegłego wieku, inaczej się wtedy podchodziło do dzieci. Matka wyłącznie wymaga grzeczności i posłuszeństwa. Dzieci wychowują się przed telewizorem. Matka ma poważne problemy mentalne, niepowodzenia odreagowuje na córce, która ma krótkie przebłyski buntu. W końcu matka prowadzi córeczkę do psycholożki. Starsza kobieta szybko orientuje się, że problem tkwi nie w dziecku, ale w matce. Na bardzo dyskretną sugestię, że może matka też poddałaby się terapii rodzinnej, wielkie niezrozumienie i oburzenie. Strasznie mi żal tej dziewczynki:(
  • blekitnalaguna123 27.01.14, 21:39
    Dziękuję Pani Agnieszka za odpowiedź. Pani psycholog zajmuje się terapią dzieci, młodzieży i rodzinną. Ma prywatny gabinet. Mi zależało na terapii rodzinnej właśnie z ojcem córki. Natomiast pani psycholog po rozmowach z córką stwierdziła, że nie jest to możliwe, zresztą ojciec nie wyraził chęci. Nic nie mówiła, że powinnam równolegle prowadzić swoją terapię. U tej pani na pewno nie będę mogła takiej terapii mieć, muszę poszukać kogoś z zewnątrz. Zastanawiam się, jak miałoby to wyglądać, jak miałabym wspierać terapię córki, skoro mój terapeuta nie znałby córki? Inny ośrodek na razie nie wchodzi w grę, gdyż w naszym mieście córka rozmawiała już z wszystkimi psychologami zajmującymi się młodzieżą i z żadnym nie nawiązała kontaktu. Namówienie córki, by znowu poszła do kogoś innego, zwłaszcza w sytuacji gdy dogaduje się z obecną panią, nie bardzo będzie możliwe. Muszą konkretnie porozmawiać z tą panią. Dziękuję jeszcze raz.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 29.01.14, 01:10
    Oczywiście, że Pani terapia miałaby się odbywać u innego terapeuty niż terapeutka córki. Terapia ta miałaby być po to, aby pomogła Pani uporać się z własnymi emocjami wobec córki. W ten, w pewnym sensie pośredni, sposób może to wspierać powodzenie terapii córki, bo będzie Pani miała więcej przestrzeni na rozumienie jej i siebie. Do tego nie potrzeba aby terapeuta znał Pani córke i jej historię. Ważne jak ją Pani sama przedstawi terapeucie. To ma być Pani narracja. Pani terapia powinna się odbywać u terapeuty dla dorosłych i na pewno w innym ośrodku..
    Pisałam o warszawskim ośrodku ReGeneRacja. Na ich stronie pewnie można znaleźć założenia terapii nastolatka. Na pewno powinna być skompilowana z terapią rodziców. Jak pisał Donald Winnicott "nie ma dziecka bez rodzica".
    Bardzo dobrze, że córka jest związana ze swoją terapeutką. To podstawa sojuszu . Co do długości terapii nastolatki, to raczej należy aplikować krótszą niż dłuższą. Ale nie ma nic złego w dłuższym terminie. Ale młodzi ludzie muszą żyć, sprawdzać w życiu swoje kłopoty, konfrontować się z trudnościami. Dlatego czasem lepiej jest zastosować terapie krótkoterminowąew odstępach paromiesięcznych. Ale długoterminowa, tak jak w opisanym przypadku, nie jest, sama w sobie, błędem formalnym. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • pibelle 10.02.14, 02:55
    Nie zależy mi na wtykaniu kija w mrowisko, ale przeczytałam ciurkiem wszystkie wpisy i jednak mój odbiór odbiega od dominującego w wątku.
    Nie znajduję w sobie takich zastrzeżeń do autorki, które są tu prezentowane. Wręcz przeciwnie – widzę bardzo fajną, sensownie myślącą i postępującą matkę, która stara się na poważnie stawić czoła problemom z dzieckiem.
    A dziecko, teraz już w zasadzie dorosłe, w mojej ocenie zachowuje się w zupełnie uzasadniony sposób, gdy wziąć pod uwagę jej życiowe doświadczenia.
    Owszem, jak najbardziej może się zdarzyć, że brak ojca, rozstanie rodziców, odrzucenie przez tego ojca ugruntowywane przez lata (spotkania, nawet regularne nie są równoznaczne z brakiem odrzucenia), powstanie nowej rodziny wraz z nowym dzieckiem, do tego nawet jeśli tylko trochę, to jednak chorym, mogą się objawić w tak silnym wymiarze jak tu widzimy w okresie dojrzewania połączonym obecnie w naszym systemie z rozpoczęciem gimnazjum, w tym wypadku w nieciekawym towarzystwie.
    I jest oczywiste, że cały ból, cierpienie oraz złość obracają się przeciwko matce, a także całej nowej rodzinie.
    Przeciwko ojcu nie mogą się obrócić, bo jemu nie zależy.
    Karze się tych, którym zależy, bo kara musi boleć.
    Z mojego punktu widzenia ta dziewczyna zachowuje się całkowicie logicznie.
    Łącznie z tym, że w sytuacjach sam-na-sam z matką, córka reaguje zupełnie inaczej, mimo że dopuszcza tylko wygodny dla niej przebieg wydarzeń. Jest to jak typowo dziecięco-egocentryczna potrzeba „mamo zaopiekuj się mną”- zajmuj się mną, tylko mi dawaj, tego od ciebie potrzebuję, zrekompensuj mi wszystko, co przeszłam.
    A młoda dużo przeszła – może nie dla każdego to jest jasne, ale owszem, bardzo dużo.
    A jeszcze bardziej logiczne jest to, że poradzenie sobie z takim stanem mimo terapii zajmie bardzo dużo czasu i pozornie terapia nie przynosi rezultatów.
    Jedyne „ale”, które ja bym zgłosiła do postawy autorki dotyczy stawiania granic.
    Jak kilka osób wcześniej mam wrażenie, że gdyby były stawiane umiejętniej, córce byłoby łatwiej panować nad emocjami i osiągać lepsze rezultaty. To widać w przypadku nowej szkoły.

    Postawa, którą Laguna opisujesz, czyli jak podeszłaś do kwestii nauki w liceum jest takim właściwym sposobem na postawienie granic i sama zauważasz różnicę – córka bierze odpowiedzialność. Pomyśl czy nie jesteś w stanie rozszerzyć takiego podejścia na inne obszary.
    Nie jestem przekonana, że jest Ci potrzebna terapia.
    Ale uważam, że na pewno przydałoby Ci się kilka spotkań, konsultacji, które pozwoliłyby Ci poczuć tak dokładnie, do żywego mięsa, jak mogła czuć się Twoja córka przez całe dotychczasowe życie, bo wtedy byłoby Ci znacznie łatwiej dobrać sensowny sposób komunikacji z nią. Na własną rękę jest Ci bardzo trudno przyjąć inną optykę niż własna, bo blokują Cię własne mechanizmy obronne.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.