Dodaj do ulubionych

Żona odsuwa się ode mnie

28.02.14, 11:50
W moim małżeństwie nie ma już seksu, jest żebranie o niego.
Jesteśmy ze sobą 9 lat, z czego 5,5 roku po ślubie, mamy prawie dwuletnią córeczkę i żyjemy coraz bardziej "obok siebie".
Nie jestem idealnym mężem, mam mnóstwo paskudnych wad, staram się zmieniać dla swojej żony i dla córki - żeby nasze życie było lepsze. Jestem bałaganiarzem, czasem jestem leniem i czasem "nic mi się nie chce" - jak każdy - czasem ujawniam takie wady kiedy jestem bardzo zmęczony, jednak w odróżnieniu do swojej żony nie kładę się spać o 19 lub 20 kiedy kładziemy małą do łóżka.
Od początku było w naszym związku nieco dziwnie. Byłem jej pierwszym, ona była moją "drugą", choć wcale nie miałem wielkiego doświadczenia, zawsze byłem bardzo nieśmiały, zamknięty w sobie. Nie byłem "wulkanem seksu", ale jakieś potrzeby miałem. Zawsze jednak w bardzo dużym stopniu liczyły się dla mnie uczucia drugiej osoby, więc nasz pierwszy raz - pomimo mojego sprintu - uważałem za udany, ona wówczas zresztą teraz. Wiedziałem, że jestem szybki więc nadrabiałem to grą wstępną, pieszczotami, atmosferą, "pożądaniem".
Niestety, czego bardzo teraz z perspektywy czasu bardzo żałuję to to, że pokazałem jej, że mogę w całości jej się oddać do dyspozycji nie oczekując niczego w zamian.
Wiem, że znajdą się tutaj "feministki" twierdzące, że zmęczona kobieta może nie mieć ochoty na seks, że powinienem ją odciążyć. Zanim jednak tak napiszą, niech wiedzą, że zawsze bardzo staram się - nie wspierać żonę w obowiązkach domowych - tylko dzielić wspólne obowiązki, bo zawsze uważałem, że dbanie o dom to wspólna praca. Wg tego myślenia często gotowałem obiady, przynosiłem zakupy, robiłem i wieszałem pranie, nigdy też nie pozwalałem żonie sprzątać łazienki uważając, że babranie się w Domestosie i innych silnych detergentach nie jest zajęciem dla kobiety. W czasie wymarzonej ciąży było jeszcze "gorzej". Z jednej strony, biorąc pod uwagę to, że była w domu na zwolnieniu starałem się angażować ją w jakieś lekkie zajęcia, żeby nie umarła z nudów, z drugiej zaś strony - wiele spraw organizowałem zupełnie sam znając jej upodobania i potrzeby.

To chyba wtedy coś jej "strzeliło do głowy". Co prawda przed ciążą seks był też żebrany, rzadko i tak jak ona chciała, ale jakoś to znosiłem. Jednak kiedy zaczął rosnąć brzuch, z zalecenia lekarzy musieliśmy się powstrzymać od współżycia ona chyba przelała całe swoje uczucia na dziecko (nie, nie zarzucajcie mi, że nie kocham córki) i rozbuchała swój "instynkt" - wyobraźcie sobie, całe szafy ubranek, loginy na dziesiątkach forów matek, ubieranie psa (mamy ratlerka) albo miśków w dziecięce ubranka. To właśnie wtedy przestałem słyszeć "kocham cię" albo prozaiczne "dziękuję" - w sumie bardzo ważne słowa. Wtedy też chyba, z nieznanego mi powodu przestała potrzebować bliskości ze mną.
Nie jestem ideałem, kilka razy ostro się pokłóciliśmy o dość błahe sprawy, jednak ona ma cokolwiek despotyczny charakter. Nie znosi sprzeciwu, uwielbia też niedopowiedzenia. Ubóstwia wręcz serwowanie mi "docinek" i złośliwych uwag. Ja niestety - nic tego nie usprawiedliwia - kilka razy wybuchłem w takich sytuacjach, kiedy wiedząc na przykład, że jestem bardzo zmęczony, bo pracuję po godzinach, jeżdżę po jakieś zakupy na drugi koniec miasta - zrobiłem syf w łazience (nie interesowało ją przecież, że tylko ja w niej sprzątam, ona nawet nie schyli się kiedy coś upadnie na podłogę albo coś się rozleje - to chyba ja trochę zrobiłem z niej taką "świętą krowę").

Wtedy kiedy przestała potrzebować bliskości ja zacząłem czuć się w naszym małżeństwie gorzej. Wiedziałem, że ona w zasadzie nie ma potrzeb w seksie więc w ogóle unikałem tematu, wspierałem ją słowem w zmartwieniach w ciąży, ale przez to, że odpychała mnie kiedy chciałem ją przytulać albo pocałować jak zakochani odsuwałem się od niej "emocjonalnie". Wewnątrz siebie przestawałem ją szanować.
Urodziło się córeczka. Oboje byliśmy nieopisanie szczęśliwi, z tego powodu zresztą szczęśliwi jesteśmy do dziś. Mamy cudowne dziecko, pomimo różnych zmartwień, chorób radzimy sobie z opieką i wychowaniem doskonale, pomaga nam babcia (moja teściowa). Oczywiście po porodzie - połóg, więc w ogóle tematu seksu nie dotykałem. Nie chciałem, żeby poczuła się naciskana, poganiana. Nie chciałem "popsuć atmosfery".

Mimo wszystko mając ponad pół roku postu radziłem sobie samodzielnie. To chyba nic złego?!

Kiedy skończył się połóg, kiedy odpoczęła po ciąży i początkach opieki nad dzieckiem zacząłem podchody. Tutaj znów wniosę uwagę dla feministek twierdzących, że opieka nad dzieckiem wyczerpuje i kobieta może "nie chcieć". Moja żona w zasadzie nie karmiła piersią - nie udało się, miała z tym ogromne trudności, najpierw bardzo ją wspierałem i "dopingowałem", pomagałem. Potem kupiliśmy odciągacz, też ją wspierałem, sam wiele razy wysłuchując, że to pewnie moja wina, że jestem złym mężem i ojcem, że ją stresuję, nie dbam o nią i dziecko. Było jednak tak, że ona nigdy w nocy do małej nie wstawała, nie kąpała jej ani nie usypiała. Bardzo zaangażowałem się w opiekę nad córką - nigdy jednak nie odsuwałem żony od tego - ona po prostu nie chciała nic z tych rzeczy robić. Popołudnie, wieczór i rano miała dla siebie. Ja zajmowałem się dzieckiem od powrotu z pracy do wyjścia z domu rano. W tym czasie też wyprowadzałem psa, organizowałem pranie, zakupy, umawiałem lekarzy, szczepienia. Być może błędem było to, że od porodu wziąłem miesiąc urlopu (miałem go sporo zaległego) i postawiłem żonie sprawę jasno - sama zdecyduj co mam robić, jakie zajęcia mam przejąć. Wyszło na to, że robiłem w zasadzie wszystko. Był przełom kwietnia i maja, było słonecznie, ciepło. Jej nie chciało się nawet wyjść z małą na spacer, bo za ciężko wózek wynieść. Sam chodziłem z córcią w wózku i psem. Wielokrotnie wtedy rozmyślałem jak miło byłoby iść trzymając się za ręce z ukochaną kobietą.

To chyba właśnie ta moja uległość i zaangażowanie spowodowały to co dzieje się teraz. Krótko tylko powiem, że zachowywałem się tak między innymi dlatego, że mój własny ojciec był typowym "Piotrusiem Panem" - nic go nie interesowało, nic w domu nie robił, nie interesowało go moje wychowanie ani "byt". Chciałem być jego przeciwieństwem, byłem gotów paść na twarz, aby tylko na wszystko starczyło, a także w domu cały swój czas poświęcić rodzinie.
Dziś udało mi się dojść do tego, że żona robi po drodze z pracy drobne zakupy pod domem i bawi się z córką, opiekuje się nią na równi ze mną. Niestety po półtora roku codziennych kąpieli małego brzdąca zupełnie samemu "
"siadł mi" kręgosłup i zaproponowałem kąpiele jej, zasadniczo robimy to razem. Ona ją myje, ja zanoszę do sypialni w ręczniku, wycieram, ubieram (nie jest to proste - jest tak energiczna i szybka jakby petardy w tyłku miała :-P), kładę do łóżka (od roku młoda śpi z nami w łóżku, to niestety w dużej mierze moja wina, bo najpierw zacząłem usypiać ją w naszym łóżku i przenosiłem do łóżeczka, potem kilka razy ze zmęczenia jej nie przeniosłem i przyzwyczaiła się - moja wina, nie bronię się), potem na zmianę ją usypiamy. Jednak - w większości przypadków to ona zaczęła ostatnio małą usypiać, a przy tej okazji sama idzie spać zaraz po niej. Zawsze tłumaczy się zmęczeniem, brakiem nastroju albo coś ją boli. Niestety ostatnio "wypaliłem do niej" ohydnym tekstem - "ty lepiej powiedz co cię nie boli, to już chyba tylko wymówka jest". Kiedy ona idzie spać, ja zabieram się za wstawienie prania, sprzątam w kuchni, pobojowisko zabawek w salonie, robię sobie kolację. Ona już dawno śpi, ja czekam aż skończy się pranie, albo zamiatam i zmywam podłogi.
--- DOKOŃCZENIE DALEJ ---
Edytor zaawansowany
  • katass 28.02.14, 11:50
    --- DOKOŃCZENIE ---
    Każda próba rozmowy o seksie, kiedy pytam ją co się dzieje z jej "pożądaniem i libido" kończy się agresywnym odbiciem "znów szukasz awantury?!?". Tak, przeważnie rozmowa o seksie kończy się awanturą, bo kiedy ona zarzuca mi, że to ja się nie staram (w łóżku tylko ja zaczynam, ja ją pieszczę, ja ją całuję, posyłam jej komplementy - ona leży jak kłoda ;-( ), że myślę tylko o seksie i nie liczę się z tym, że ona "dziś nie chce" albo "coś ją "boli".
    Robiłem kilka prób, przestawałem próbować i inicjować, najdłużej wytrzymałem trzy miesiące, kiedy przez ten czas nawet raz mnie nie przytuliła.
    Coraz bardziej, to że o seks muszę żebrać, nie ma bliskości między nami - choć widzę, że do małej potrafi wylewać bardzo dużo uczucia - nie ma i jej to odpowiada - powoduje, że jej nie szanuję. To mnie przeraża, bo przestaję już widzieć w niej kobietę, przestają mnie interesować jej uczucia i zmartwienia, tak jak ją nigdy nie interesowało skąd biorę pieniądze na raty, życie, zakupy. Przez całe blisko 6 lat małżeństwa nie pamiętam żeby zajrzała na konto albo zapytała czy zapłaciłem rachunki - tylko mnie to interesuje, jednak ja nie narzekam, że zżera mnie stres i zmartwienie o byt, że jestem zmęczony. Staram się z całych sił pokazywać jej, że chcę budować szczęśliwe małżeństwo. Paradoksalnie to ja leczę tarczycę, ona jest zdrowa. Ja byłem wrakiem i robiłem to wszystko co opisałem ledwo wstając z łóżka i będąc "chudym" jak uciekinier z obozu. Teraz się leczę, biorę "piguły" i mam siły na jeszcze więcej, odzywa się we mnie jeszcze większe libido i potrzeby. Jednak to, że ona odpycha mnie we wszystkim w życiu powoduje, że chce mi się coraz mniej. Coraz rzadziej sprzątam, przestały mnie interesować brudy w koszu w łazience, potrafię zostawić brudy w kuchni na noc. Przez to, że odpycha mnie żona mniej czasu spędzam z córką - wkracza we mnie marazm i totalne lenistwo. Nie chcę tak upadać, bardzo mnie to boli, ale nie chcę już żebrać o seks i czułość od kogoś kto - nie wiem prawdę mówiąc - co do mnie czuje.
    Ostatnie dwa nasze zbliżenia? Szybki seks, "nie całuj mnie!", czułem się gorzej niż jakbym poszedł do dziwki.
    Nie chcę jej zdradzić....
    Kocham ją....
  • differentview 28.02.14, 12:08
    skoro zawsze musiales zebrac o seks to moze znaczyc, ze: Twoja zona ma minimalne lub zerowe libido( hormony, geny, tlo psychiczne?) a wspolzycie podejmowala tylko i wylacznie w celu splodzenia potomka ALBO nie ma ochoty za seks konkretnie z Toba- moze jej nie pociagasz, moze ma wobec Ciebie inne zastrzezenia i w ten sposob chce Cie ukarac, moze rzeczywiscie jest przemeczona a moze jeszcze cos zupelnie innego- tak czy inaczej nalezaloby po prostu porozmawiac na ten temat spokojnie a nie konczyc rozmowy haslem- znow szukasz awantury- to troche niepowazne traktowanie partnera
  • nie_alicja 17.03.14, 20:18
    katass, przyznaj się - Ty to po prostu lubisz.

    lubisz, kiedy się możesz płożyć u stóp swojej surowej pani, a ona zaszczyca Cię swoją niełaską. nie ściemniaj, że że ciągle nie możesz zakapować, że Twoje żałosne popiskiwania, prośby i piski tylko ją bardziej nakręcają.

    chcesz coś zmienić? zacznij od siebie. zerknij, czy masz jeszcze jaja, czy może ochoczo dałeś się kompletnie wykastrować. jeśli coś Ci jeszcze zostało, wstań z kolan i zacznij trochę myśleć o sobie. w każdej dziedzinie. zaręczam, że na panią to podziała.

    zakładam jednak, że tak Ci dobrze. nie ma się co wstydzić, masochiści też mają prawo do szczęścia, a dobra żonka - chcąc nie chcąc - grzecznie się dostosowała do Twoich potrzeb.

    jak to mówią? nie ma ofiar, są ochotnicy.
    zwłaszcza ci dorośli, którzy mogą decydować o swoim życiu.

    a teraz leć posprzątać, ugotować, zająć się dzieckiem, zatankować auto, uśmiechaj się do żony, niczego nie wymagaj, niczemu się nie sprzeciwiaj, spełniaj jej zachcianki, daj na siebie krzyczeć, a jak zaśnie, umyj podłogi i - spełniony - popłacz cichutko w kąciku. jest dobrze, a jutro będzie tak samo :-)
  • katass 18.03.14, 08:38
    Gdybym odpisał, że rzeczywiście tak jest - to zaraz okrzyknięto by mnie trollem. Nie wiem czy to prawda, że mi to odpowiada, ale kiedyś, kiedy jeszcze nie próbowałem sobie uświadamiać istoty problemu to po prostu znosiłem to - raz było mi lżej raz ciężej. Miałem gorsze dni, kiedy mnie to bardziej dotykało i bolało, ale "przełykałem ślinę" i żyłem dalej.
    Kiedy uzewnętrzniłem ten problem, zacząłem o nim myśleć - dotyka mnie bardziej i widzę jakie zło przynosi. Widzę, że nie mam w domu nic do powiedzenia, jestem "bezosobowy" i robię tylko to co mi wolno - choć mnie się wydaje że jestem wolny i robię co ja chcę. Jakakolwiek próba przeciwstawienia się - bo próbuję - powoduje awantury, groźby odejścia...
    Najgorsze są jednak te samotne wieczory, kiedy ona woli leżeć w łóżku, z telefonem a do mnie nie odezwie się ani słowem.
    Nawet nie wiem czy jest jeszcze co ratować, ostatnio już kilka razy chciałem się przenieść spać do salonu na kanapę ale nie zrobiłem tego, bo czułbym, że to ja zniszczyłbym wtedy moje małżeństwo.

    Wczoraj wieczorem szukając czegoś w dokumentach znalazłem notatki z z nauk przedmałżeńskich. Sama jeszcze wtedy napisała w nich, że jej własne najgorsze wady to "ciągłe czepianie się mnie o wszystko, potrzeba dominacji i rządzenia i opieprzanie mnie".
    Nie pokazywałem jej tego...
  • lena575 28.02.14, 12:54
    Obawiam się, że w waszym małżeństwie zaistniało coś, co chyba nie jest takie rzadkie - dwoje niedoświadczonych ludzi ma nijaki seks i niczego nie potrafi z tym zrobić. A im dłużej to trwa tym gorzej.
    Facet, który nie ma pojęcia czym jest dla niedoświadczonej dziewczyny seks, niczego jej nie nie zaoferuje. Uczyć się siebie muszą obydwoje. On zbyt pobudzony a ona nierozbudzona. Jesli on jej nie robudzi, to po 10 latach nie ma co "wymagać" seksu.
    Nie masz co pytać żony co sie stało z jej libido. z opisu wynika, ze tego libido w ogóle nie rozbudziłeś.
    Na twoim miejscu znalazłabym dobrego seksuologa i wybrała się tam z zoną. I słuchaj co mówi żona.
  • pade 28.02.14, 12:56
    Z tego, co piszesz, wynika, że byłeś bardzo zaangażowany. I, że się wypaliłeś.
    W sumie nic dziwnego. Partnerstwo nie polega tylko na dawaniu. Czasami chce się wziąć.
    Na Twoim miejscu, zaczęłabym stawiać więcej granic. Twoja żona nie jest niepełnosprawna, może wziąć na siebie trochę obowiązków oprócz opieki nad córką.
    Dałeś sobie trochę wejść na głowę. Z naciskiem na dałeś, a nie, że żona Ci weszła. Czyli nie umiałeś w odpowiednim momencie powiedzieć, że czegoś nie chcesz, albo z czymś się nie zgadzasz.
    Warto, żebyś sobie przemyślał, ile możesz dać, ile chcesz, na czym Ci zależy, czego nie lubisz i dawał temu wyraz. Czyli określał swoje granice.

    Pewnie trochę chaotycznie piszę, ale jeszcze mnie gorączka trzyma, więc proszę o wybaczenie:)
    Ja widzę Twoją sytuację w taki sposób. Bardzo odpowiedzialnie podszedłeś do roli męża, ojca. Wziąłeś na swoje barki ile się dało. Oczekiwałeś niewiele w zamian. Właściwie nie upominałeś się o swoje, tak, jakby żona miała się domyśleć czego oczekujesz. Z biegiem czasu robiłeś coraz więcej, i coraz mniej dostawałeś w zamian. Frustracja narastała.
    No i nic dziwnego.
    Żeby dostać to, czego się chce, trzeba się nauczyć artykułowania potrzeb i oczekiwań. Trzeba też umieć powiedzieć, że czegoś się nie lubi lub nie chce zrobić. Bez wyrzutów sumienia. Bo i z jakiego powodu?
    Twoja żona mogła uznać, że Ty lubisz robić wszystko i padać na przysłowiowy pysk. Skoro nie protestowałeś, nie proponowałeś zmiany zakresu obowiązków, skąd miała wiedzieć, że jest Ci coraz gorzej?
    Czy dzieliłeś się z nią trudnymi uczuciami, problemami? Pytałeś o radę? Mówiłeś, że potrzebujesz wsparcia?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 28.02.14, 14:13
    W Twoim poście zwróciłam uwagę na stale powtarzające się powiedzenie "feministki" zarzucą mi to, czy tamto. Jak by nie patrzeć, uznajesz kobiety, które chcą równych praw, za kogoś, kogo zwyczajnie nie warto wysłuchiwać. Kobieta to kobieta, pogadać można, ale pod warunkiem, ze zna swoje miejsce i doradzi facetowi bez przypominania, ze kobieta ma takie same prawa jak on. Jesli tak traktujesz zonę, to nie pomoże sprzątanie mieszkania - z takim facetem też bym do łóżka nie poszła. Widać też, ze pracę we wspólnym domu, mycie łazienki itd traktujesz jako swoją zaletę, jako coś, co żona winna docenić - a nie zwyłkły obowiązek sprzątania własnego domu. Wg. Ciebie to niemal bohaterska pomoc żonie, która nie powinna "babrać sie w domestosie" (dlaczego?) , a nie zwykłe sprzątniecie po sobie kibla.
    Przy czym oczywiście przyczyny braku seksu wcale nie koniecznie muszą byc takie. Przyczyn może być wiele - żona w ogóle nie przepada za seksem, traktuje go jako drogę do poczęcia dziecka, dziecko już ma, więc seks jej niepotrzebny. Jest rzeczywiście zmęczona - cały dzień z dzieckiem jest bardziej meczący psychicznie niż większość prac zawodowych. Przestała Cie lubić i seks z Tobą po prostu już jej nie bawi, albo seks służy jej tylko jako nagroda - musisz sobie zasłużyć (wyjątkowo paskudne zachowanie). Najgorsza, ale możliwa opcja - czuje do Ciebie fizyczny wstręt.
    --
  • pade 28.02.14, 14:30
    Dlaczego doszukujesz się złych intencji w tym co pisze autor?
    Moim zdaniem, on się po prostu tłumaczy, że wziął pod uwagę wszystkie potrzeby żony, że starał się, pomimo, że nie miał wzorca, a mimo to...itd.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 28.02.14, 14:40
    Nie złych intencji, tylko widzenia rzeczywistości, w których feministki są głupie i tym paniom za uwagi podziękujemy, a współudział w domowej pracy pokazywany jest jednak , jako coś, za co należy się od żony jak nie wdzięczność, to przynajmniej docenienie, ze facet jest wspaniały. Takie nastawienie może doprowadzić sporo kobiet do szału. Bo nie po to sprząta sie własne mieszkanie, aby zadowolić żonę, tylko dlatego, zę to jest własny dom i nalezy umyć łazienkę.
    --
  • pade 28.02.14, 14:46
    Wiesz co, proponuję Ci takie ćwiczenie. Wyobraź sobie, że autorem jest kobieta i pisze o swoim mężu. I przeczytaj "jej" posty jeszcze raz.

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 28.02.14, 15:00
    Gdyby żona napisała"Nie wiem co się dzieje, gotuję smaczne obiady, sprzątam, zajmuję się, a on nie chce seksu" - to napisałabym to samo. Że wykonywanie domowych obowiązków nie jest czymś, co robi się dla partnera, że nie ma nic wspólnego z atrakcyjnością seksualną i nie można oczekiwać wdzięczności za to, że sie sprząta we własnym domu.
    --
  • katass 28.02.14, 15:05
    Tu nie chodzi o wdzięczność. Mnie chodziło raczej o to, żeby wykluczyć zarzut często spotykany na tego rodzaju forach i dyskusjach, że facet nic w domu nie robi, obciąża żonę wszystkimi obowiązkami a potem narzeka, że "ona nie ma siły". Ja tych obowiązków po prostu nie dzielę na męskie i damskie, robię co jest do zrobienia i tyle:)
  • katass 28.02.14, 15:02
    Szkoda, że nikt nie dostrzegł, że wspominanie o "feministkach" ma charakter "pół żartu" i ma na celu ew. złagodzenie krytyki mojego zachowania. Może doprecyzuję, że nie sprzątam ani nie angażuję się w rolę ojca i męża "dla żony", tylko dlatego, że nie rozdzielam ról w domu. Gdybym miał korzystać z przykładu wyniesionego z domu, musiałbym leżeć całymi wieczorami na kanapie i mieć wszystko "w poważaniu". Taki miałem wzorzec.
    Niestety też, to że wiele w domu robię nie jest wynikiem tego, że żonę "zniewalam". Ja po prostu to robię sam z siebie, ona się w to nie angażuje i nie zarzucam jej tego w rozmowach z nią.
    Widzę, że tutaj jednak zaczęły już triumfować głosy, że "żona pewnie jest przemęczona", nikt jednak nie spytał czy ja narzekam na swoje zmęczenie przy takim obciążeniu. Nie, nie narzekam, prę do przodu i staram się o to, żeby układało się nam jak najlepiej.

    Nie musicie mi też wmawiać, że spędzanie całego dnia z dzieckiem jest wyczerpujące - bo bardzo często pracuję z domu kiedy muszę małą zabrać do lekarza, na pobranie krwi lub szczepienie - i doskonale to ze sobą godzę. Gdyby jednak ktoś próbował napisać, że żona jest chora - nie, nie jest i sam goniłem ją do lekarzy, żeby dbała o zdrowie. Ja za to mam problemy z tarczycą, anemią i mimo to nie narzekam tylko cieszę się życiem.

    Czy gardzę kobiety i traktuję jak głupie kwoki - feministki? Nie, wykluczone. Nie dzielę ani nie "segreguję" ludzi, uważam po prostu, że małżeństwo - związek dwojga dorosłych ludzi - powinien opierać się na wzajemności i zrozumieniu.
  • verdana 28.02.14, 15:18
    Rozumiem, tylko zamiast zawrzeć to w jednym zdaniu, rozpisywałeś się o tej pomocy tak, ze sprawia wrażenie, ze jesteś z tego niezwykle dumny i nie uznajesz za normalną sprawę, ale coś, co ma sprawić, że żona powinna Cię kochać, cenić i pożądać. Przykro mi, ale tak nie jest. Tzn, niestety, to działa w jedną stronę. Olewający wszystko facet, który palcem w bucie nie kiwnie i myśli, ze wszystko dostanie pod nos, może szybko stracić uczucie żony (i odwrotnie zresztą też), ale partner, który zwyczajnie robi, co do niego należy nie ma zagwarantowane, ze będzie kochany i ceniony. To tak, niestety, nie działa. Szczególnie, niestety, na sferę seksualną.
    Nie jest ważne, czy jesteś zmęczony, jeśli masz ochotę na seks. Jednak nie oznacza to, ze inna zmęczona osoba też będzie miała na seks ochotę. Rozumujesz tak - jeśli ja mogę, to inni tak samo musza móc i chcieć. To kolejna pułapka. Nie muszą, każdy jest trochę inny, każdy jest inaczej skonstruowany i ma inne potrzeby i wytrzymałość. Nie widzę tu za dużo zrozumienia.
    No i najwyraźniej nie rozumiesz jednego - byłam zawsze pracującą matką, pracowałam też w domu, ale po tygodniu spędzonym tylko z dzieckiem miałam ochotę pozabijać wszystkich.
    Każda praca była wtedy wypoczynkiem.
    Pytanie, ale nie złośliwe - czy dziecko w nocy śpi? Kto do niego wstaje? O której się budzi?
    --
  • katass 28.02.14, 15:23
    verdana napisała:

    > Pytanie, ale nie złośliwe - czy dziecko w nocy śpi? Kto do niego wstaje? O której się budzi?
    Małą kładziemy spać około 20.tej codziennie i zazwyczaj szybko idzie spać. W nocy już się nie budzi, zresztą - tak już było ok. 4 miesiąca życia, że przesypiała prawie całą noc. Żona miała - można powiedzieć - słabą "czułość na płacz" dlatego kiedy mała w nocy się budziła zawsze ja wstawałem, budził mnie byle szmer. Sam ją brałem na ręce, robiłem mleko, karmiłem i układałem dalej spać. Niestety rano wstaje wcześnie - około 5, 6 rano. W tygodniu, z uwagi na to, że i tak musimy wyjść wcześnie i zawieźć ją do teściów wstajemy razem, a w weekendy ustaliłem, że w sobotę ja wstaję i zajmuję się małą - żona śpi sobie do 9 albo ile tam sobie chce, w niedzielę odwrotnie.
    Ja nie mówię, że mam wszystko zagwarantowane za to, że się angażuję, nie jestem też z tego "dumny i wyniosły", robię po prostu co do mnie należy. Może trochę z tym przesadzam - staram się być przeciwieństwem mojego ojca. Jednak "odepchnięcie" przez żonę jest dla mnie bardzo bolesne i trudno mi sobie z tym poradzić, bo nie wiem co mogę zrobić, żeby było lepiej.
  • zuzi.1 28.02.14, 15:19
    katas napisał:"Niestety też, to że wiele w domu robię nie jest wynikiem tego, że żonę "zniewalam". Ja po prostu to robię sam z siebie, ona się w to nie angażuje i nie zarzucam jej tego w rozmowach z nią."

    Ale przez to, że robisz to tak ochoczo sam z siebie, żona nie widzi potrzeby angażowania się. Nie dostrzegasz tego? Po co ona ma się w cokolwiek angażowac, gdy Ty wszystko robisz sam, nie trzeba Cię o nic prosic bo Ty sam się do wszystkiego sam z siebie poczuwasz. Ona może byc po prostu znudzona życiem z Tobą. Zbyt dużo dobra też może stac się cieżkie do strawienia i nudne, w żaden sposób Twoje zachowanie nie zaktywizuje jej do czegokolwiek. Czy Ty zawsze tak się zachowywałeś, czy ona zawsze, od początku małżeństwa była taka raczej bierna? Wydaje mi się, że próbując tak uciec od "tradycji rodzinnej" wpadłeś na jej przeciwległy brzeg... I męczący jest ten Twój słowotok, zupełnie nie jak typowy mężczyzna, krótko i na temat, tylko jak typowa baba, z detalami. Jesteś zbyt nadgorliwy i nie dajesz JEJ pola do popisu.
  • katass 28.02.14, 15:25
    zuzi.1 napisała:

    > Ale przez to, że robisz to tak ochoczo sam z siebie, żona nie widzi potrzeby an
    > gażowania się. Nie dostrzegasz tego? Po co ona ma się w cokolwiek angażowac, gd
    > y Ty wszystko robisz sam, nie trzeba Cię o nic prosic bo Ty sam się do wszystki
    > ego sam z siebie poczuwasz. Ona może byc po prostu znudzona życiem z Tobą. Zbyt
    > dużo dobra też może stac się cieżkie do strawienia i nudne, w żaden sposób Two
    > je zachowanie nie zaktywizuje jej do czegokolwiek. Czy Ty zawsze tak się zachow
    > ywałeś, czy ona zawsze, od początku małżeństwa była taka raczej bierna? Wydaje
    > mi się, że próbując tak uciec od "tradycji rodzinnej" wpadłeś na jej przeciwleg
    > ły brzeg... I męczący jest ten Twój słowotok, zupełnie nie jak typowy mężczyzna
    > , krótko i na temat, tylko jak typowa baba, z detalami. Jesteś zbyt nadgorliwy
    > i nie dajesz JEJ pola do popisu.

    Słowoto wynika z tego, że chciałem się przy tej okazji zwyczajnie "wygadać, wyżalić" anonimowym ludziom, którzy - dzięki tej anonimowości - mogą mnie bez przeszkód i oporów ocenić. Może wpadłem na "przeciwległy brzeg" i robię za dużo, za szybko. Może właśnie to wcale nie jest dobre. Nie wiem. Jestem "zagubiony"....
  • zuzi.1 28.02.14, 15:32
    Tak, spróbuj znacząco ograniczyc swoją aktywnosc w domu, przestań reagowac na swój wewnętrzny przymus działania, przerzuc częsc spraw na żonę, podziel z nią obowiązki i kazde niech zajmuje się swoją częscią. To Twoje robienie prawie wszystkiego za nią to jakiś rodzaj kompulsywnego przymusu, to jak uzaleznienie od jedzenia, tylko Ty nie jesz, ale wyręczasz żonę we wszystkim i właściwie zachowujesz się jak typowa matka polka. Wydaje mi się, że Twoje zachowania mogą byc konsekwencją tego z jakiego domu pochodzisz i nie koniecznie tylko wynikają z tego jak się Twój ojciec zachowywał. Czy w stosunku do innych osób z rodziny też masz takie odruchy, też im pyłki spod nóg wygarniasz? Jesteś nadgorliwy i nadopiekuńczy.
  • zuzi.1 28.02.14, 15:39
    Ok, ja na Twoim miejscu poszłabym do jakiejs Pani psycholog, może polecanej, żeby sobie z nią porozmawiac na temat Waszej sytuacji, kobieta będzie w stanie lepiej zrozumiec zachowania Twojej żony. Generalnie nie mam nic do Ciebie, z tego co napisałeś, jawisz się jako dobry facet, a nawet za dobry i przez to może męczący. I swoją zbytnią aktywnoscią byc może wywołujesz brak aktywnosci żony, we wszystkich sprawach domowych i rodzinnych, w tym w seksie. Podobno kota też można zagłaskac ;)
  • pade 28.02.14, 15:26
    Zuzi, pojechałaś...

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • zuzi.1 28.02.14, 15:53
    Dzięki pade, tak to widzę... ;)
  • pade 28.02.14, 15:24
    Hallo? A moje posty czytałeś? Czy skupiłeś się tylko na krytyce?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • katass 28.02.14, 15:29
    pade napisała:

    > Hallo? A moje posty czytałeś? Czy skupiłeś się tylko na krytyce?
    Czytałem pade :) Wiesz, ja jestem słabym rozmówcą a już na pewno nie jestem dobry w rozmawianiu o uczuciach i potrzebach. Zresztą - przyjąłem trochę rolę takiego "herosa" który na nic się nie skarży, nie mówi o zmęczeniu albo potrzebach. W zupełności skupiłem się na jej i córki potrzebach, co potem daje taki efekt, że tłumię swoje potrzeby i uczucia a raz na jakiś czas wypływa ze mnie taki "żal".
  • pade 28.02.14, 15:38
    No to spróbuj to zmienić. I nie obawiaj się, że to niemęskie. Na pewno żona będzie trochę zaskoczona, jak to z nowościami bywa, różnie może zareagować, ale to jest punkt wyjścia: rozmowa o uczuciach i potrzebach. W drugiej kolejności to stawianie granic.
    Wiesz, ja i mój mąż rewelacyjnie wykonywaliśmy swoje obowiązki. Każde z nas w innej dziedzinie co prawda, ale oboje bardzo się staraliśmy. I niestety każde z nas czuło się niedocenione, bo zabrakło uważności, własnie tego: widzę, że tak bardzo się starasz, dziękuję Ci za to, co robisz. Po drugie, w tym pędzie życia zabrakło rozmów o uczuciach i potrzebach. I po jakimś czasie zaczęliśmy odsuwać się od siebie.
    Rozmowy zwiększają bliskość. A jak jest bliskość do intymności i seksu niedaleka droga.
    Lepiej parę godzin przegadać szczerze z żoną niż mieć wypucowaną łazienkę:)

    aha, polecam ten artykuł:)
    www.solaris-rozwojosobisty.pl/ochrona-granic-asertywnosc-julita-dybowska/
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • asfo 01.03.14, 19:08
    Wiesz, ludzie dookoła nie są telepatami i nie odgadną magicznie czego ci trzeba.

    Jak ja chcę przykładowo dostać od męża nowy gadżet elektroniczny na urodziny, to nie wzdycham do gwiazd, tylko szukam w internecie potrzebnego przedmiotu i pokazuję palcem, że o takie coś chcę. I bum - dostaję. Jak chcę jechać na wakacje to opracowuję plan, ustalam z małżonkiem kompromis w przypadku kiedy on czegoś stanowczo nie chce, szukam kwatery i brum brum jedziemy. Memu życzeniu staje się zadość. Oczywiście w granicach rozsądku i możliwości finansowych.

    Cierpienie w milczeniu i poświęcenie dla sprawy sprawdza się w literaturze narodowo - wyzwoleńczej, w życiu już niekoniecznie.
  • fruzia01 28.02.14, 22:14
    katass napisał(a):

    > Nie musicie mi też wmawiać, że spędzanie całego dnia z dzieckiem jest wyczerpuj
    > ące - bo bardzo często pracuję z domu kiedy muszę małą zabrać do lekarza, na po
    > branie krwi lub szczepienie - i doskonale to ze sobą godzę. Gdyby jednak ktoś p
    > róbował napisać, że żona jest chora - nie, nie jest i sam goniłem ją do lekarzy
    > , żeby dbała o zdrowie. Ja za to mam problemy z tarczycą, anemią i mimo to nie
    > narzekam tylko cieszę się życiem.

    Wypowiem się tylko w kwestii zmęczenia twojej żony
    to jest możliwe (wiem niestety z doświadczenia) bo:
    1. po pierwsze dziecko może inaczej zachowywać się przy ojcu a inaczej przy matce, zwłaszcza jeśli z matką jest cały czas a z tatą czasami; wtedy obecność taty jest taką atrakcją, że dziecko będzie uśmiechnięte, posłuszne, za to przy mamie zachowa się jak standardowy zbuntowany 2latek
    2. po drugie ludzie mają różną odporność na wrzaski i hałasy - jak mój młodszy ma atak histerii to ja mam wrażenie że mi mózg eksploduje, najchętniej zwiałabym w ciszę za 7mą rzekę! oczywiście jestem odpowiedzialna matka i nie uciekam, ale wewnętrzne zdenerwowanie rośnie i wykańcza; mąż o dziwo tak nie ma; ja po dniu pełnym wrzasku i histerii padam na twarz o 20 a mąż jakoś daje radę do 22 pożyć
    3. podobnie jak pkt 2, ale z przełamywaniem uporu dziecka, zwlaszcza w kwestiach podstawowych jak higiena i bezpieczeństwo
    4. nie czarujmy się, ale zabawy 2latka to mega nuuuuda i znużenie dla doroslego; może kogos cieszy bieganie dookoła stołu przez pół godziny, ale większość ludzi potrzebuje jakiejs intelektualnej pożywki dla swojego mózgu
    5. POWTARZALNOŚĆ - dzieci lubią schematy, bo czują się bezpiecznie - w odróżnieniu od dorosłych; czy wasze życie nie wygląda jak dzień świstaka? przynajmniej z pkt widzenia żony?

    zresztą gdyby twoja żona nie była zmęczona to nie zasypiałaby podczas usypiania dziecka
  • keszurka 04.03.14, 17:16
    A może ma doła, nic ją nie cieszy i jest znużona - wtedy nie trzeba być zmęczonym, by zasypiać o każdej porze dnia. Jeśli nie czuje, że po uśpieniu dziecka czeka ją miły wieczór w towarzystwie męża, niezależnie od tego jakie są przyczyny, po prostu zasypia z dzieckiem.
    Nie wiem co Ci poradzić, bo wciąż za mało danych, szczególnie właśnie jak to widzi żona.
    No bo pewnie Ci coś zarzuca, tak? Skoro o seks jest awantura, to jakie żona ma argumenty?

    --
    Would you know my name
    if I saw you in heaven.

    clapton
  • igge 28.02.14, 20:39
    verdano, z jednej strony zgadzam się z Pade, czepiasz się autora. Z drugiej strony mój mąż, jak myje ubikację czy generalnie sprząta dom, to rzeczywiście traktuje to dokładnie jak Ty opisałaś: nie po to sprząta, żeby zadowolić żonę tylko dlatego, że to jest własny dom i należy umyć łazienkę. Ale może autor ma taki styl pisania i nie traktuje codziennych obowiązków jako męskiego bohaterstwa.
  • tully.makker 28.02.14, 15:33
    Fakt, ze zona miala niewiekie doswiadczenie seksualne przed waszym zwiazkiem moze wskazywac na to, ze ma niskie libido i seksu po prostu nie lubi. Ani z toba, ani z nikim innym. Sa takie kobiety i sa tacy mezczyzni.
    Moze byc tak, ze jest nirozbudzona seksualnie, moze byc tak, ze wyniosla z domu wzorzec, ze sex to straszne zlo, moze wreszcie miec jakies niedobory hormonalne powiazane badz nie z niedawna calkiem ciaza. Moze tez byc zmeczona - jesli zasypia o 19 - 20 to raczej wypoczeta nie jest - ja zasypiam zwykle z dzieckiem o 21.30 - 22, bo jestem niedospana, ale jak mi sie uda odespac, to juz nie padam po uspieniu dziecka...
    Mam kolegre, ktory rozwiodl sie z nielubiaca seksu zona po jakis 12 latach malzenstwa - nie dal rady. Byloby szkoda, gdyby tak sie skonczylo w waszym przypadku, bo chyba jednak zone kochasz. Ale tak sie skonczy, jesli zona nie zacznie wspolpracowac - i w postaci szczerej rozmowy i ewentualnej terapii. Chyba warto jej to uswiadomic?
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • katass 28.02.14, 15:42
    tully.makker napisała:

    > Moze tez byc zmeczona - jesli zasypia o 19 - 20 to raczej wypoczeta nie jest - ja zasypiam
    > zwykle z dzieckiem o 21.30 - 22, bo jestem niedospana, ale jak mi sie uda odespac, to juz
    > nie padam po uspieniu dziecka...
    To raczej pewien rodzaj wygody z jej strony, ona przeważnie leży w łóżku z małą, coś sobie jeszcze poczyta (w telefonie jakieś fora o dzieciach) i idzie spać, tak, że "padnie podczas usypiania małej" rzadko się zdarza.

    > Mam kolegre, ktory rozwiodl sie z nielubiaca seksu zona po jakis 12 latach malzenstwa - nie dal ?
    > rady.
    > Byloby szkoda, gdyby tak sie skonczylo w waszym przypadku, bo chyba jednak zone kochasz. Ale tak
    > sie skonczy, jesli zona nie zacznie wspolpracowac - i w postaci szczerej rozmowy i ewentualnej
    > terapii. Chyba warto jej to uswiadomic?
    Próbuję, zachęcam do rozmowy, ale - jeśli czytałaś uważanie to zauważyłaś, że ona wyrobiła sobie pewien "mechanizm obronny" - dziś też kiedy zapytałem ją czy usiądziemy wieczorem pogadać o naszych problemach, czy chce ze mną to naprawiać, wypaliła mi, że "szukam awantury, jestem nienormalny i mam jej wreszcie dać z tym spokój". Widzisz - mogę, za przeproszeniem pójść i "wsadzić" jakiejś panience, nawet koleżance z pracy, która bardzo mi się podoba, ale ja nie chcę. Po pierwsze - rodzina jest dla mnie bardzo ważna, nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko nie miało pełnej rodziny i będę to ratował ile się będzie dało. Po drugie - seks z kobietą z którą nic mnie nie łączy nie dałby mi żadnej przyjemności, to byłaby tylko fizjologia. Nie chcę tak, choć - może to dziwne.
  • pade 28.02.14, 15:47
    Bardzo prawdopodobne, że czuje się winna tej sytuacji i reaguje obronnie, żebyś się odczepił.
    Nie radziłabym odpuszczania, bo to odwlekanie problemu w czasie, a emocje narastają.
    Macie możliwość wyjazdu na cały dzień bez córki?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 28.02.14, 15:55
    Ja rozumiem, ze jesteś na żonę zły, ale namawianie do seksu osoby, która ewidentnie tego seksu nie chce jest bez sensu.
    Potrzebny Wam seksuolog. Ewentualnie terapia rodzinna. Albo zwykła rozmowa, nie o seksie. Bo mam takie wrażenie, ze Ciebie nie interesuje absolutnie, dlaczego żona nie jest seksem zainteresowana. Po prostu chcesz, aby była. Tylko nie wiedząc dlaczego, niczego nie naprawisz.
    --
  • tully.makker 28.02.14, 16:01
    Tak sobie mysle, ze pewnie pierwsze, co wam terapeuta zaproponuje, to rzebyscie pobyli razem bez mowienia i seksie i odbudowali wasza bliskosc i czulosc miedzy wami. Teraz zona tego munika, bo wie, ze bedziesz wywieral na nia presje.



    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • zuzi.1 28.02.14, 16:12
    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149819577,149819577,Zona_odsuwa_sie_ode_mnie.html
  • edw-ina 03.03.14, 11:50
    Zgadzam się z Tully, ale ja pójdę o krok dalej. Tj. oczywiście istnieją obiektywne przyczyny na mniejsze libido przy dziecku - zmęczenie, zmiany hormonalne (ginekolog twojej żony powinien jej zlecić badanie hormonów, nie wiem, czy to jest standard, ale mój lekarz zawsze takie zleca po okresie połogu, szczególnie jeśli pacjentka informuje go o długotrwałych zmianach, np. brak ochoty na seks). Może być też tak, że jeszcze nie odkryła seksu, bo wielu kobietom radość z seksu przychodzi z czasem.
    Mimo wszystko seks jest częścią dorosłego, małżeńskiego/partnerskiego życia. Satysfakcja z niego płynąca pozwala często przetrwać trudne chwile. W twojej sytuacji pewnie próbowałabym partnerkę postawić nieco do pionu. Powiedzieć bez krzyków i złości, że ją kochasz i jej pożądasz. Że potrzebujesz bliskości kobiety. Jeśli ma z tym problemy to możesz współpracować i np. zapisać was wspólnie do seksuologa, terapeuty itp. Jeśli jednak kategorycznie odmówi i uzna, że to twoje fanaberie, to powiedz, że wniesiesz o rozwód a jako przyczynę podasz ustanie pożycia małżeńskiego z jej winy. Przyznaję, że nie znam się na prawie rozwodowym, ale wiem, że istnieje taka kategoria, a rozpad więzi erotycznej jest uznawany za możliwy powód rozstania.
    Nie życzę ci rozwody, bo to jak życzyć komuś wypadku samochodowego, ale może takie postawienie sprawy w jakiś sposób wstrząśnie twoją żoną.
  • xsqr 03.03.14, 12:04
    edw-ina napisała:

    > Zgadzam się z Tully, ale ja pójdę o krok dalej. Tj. oczywiście istnieją obiekty
    > wne przyczyny na mniejsze libido przy dziecku - zmęczenie, zmiany hormonalne (g
    > inekolog twojej żony powinien jej zlecić badanie hormonów, nie wiem, czy to jes
    > t standard, ale mój lekarz zawsze takie zleca po okresie połogu, szczególnie je
    > śli pacjentka informuje go o długotrwałych zmianach, np. brak ochoty na seks).
    Ona niestety nigdy nie chciała iść do specjalisty - jest zdania, że problemy małżeńskie należy załatwiać tylko między sobą i wspólnego wyjścia do lekarza odmówiła.


    > Mimo wszystko seks jest częścią dorosłego, małżeńskiego/partnerskiego życia. Sa
    > tysfakcja z niego płynąca pozwala często przetrwać trudne chwile. W twojej sytu
    > acji pewnie próbowałabym partnerkę postawić nieco do pionu. Powiedzieć bez krzy
    > ków i złości, że ją kochasz i jej pożądasz. Że potrzebujesz bliskości kobiety.
    Mówię jej to często, kiedyś podsyłałem kuszące sms-y, pisałem listy, próbowałem rozmawiać - nie tylko o seksie, ale o prostszych rzeczach - o wspólnym spacerze za ręce, o rozmowie wieczorem, prosiłem - kochanie, przytul mnie kiedy mała śpi, poleżmy razem na łóżku i popatrzmy się na siebie bez gadania - nigdy tego nie doczekałem, zawsze miała inne zajęcia. Jestem facetem, powinienem być twardy, ale - parę razy kiedy ją tak zachęcałem do spędzenia chwili razem na przytulaniu się - kiedy nie przyszła, zignorowała mnie - zdarzyło mi się popuścić parę łez - to cholernie nie męskie, ale takie długie ignorowanie moich potrzeb boli.

    > Jeśli ma z tym problemy to możesz współpracować i np. zapisać was wspólnie do
    > seksuologa, terapeuty itp.
    Napisałem wyżej - ona nie wynosi problemów małżeństwa poza nie, nie ma mowy o żadnej terapii.

    > Jeśli jednak kategorycznie odmówi i uzna, że to twoje
    > fanaberie, to powiedz, że wniesiesz o rozwód a jako przyczynę podasz ustanie p
    > ożycia małżeńskiego z jej winy. Przyznaję, że nie znam się na prawie rozwodowym
    > , ale wiem, że istnieje taka kategoria, a rozpad więzi erotycznej jest uznawany
    > za możliwy powód rozstania.
    Tu mnie rozbawiłaś, ona już raz groziła mi separacją, za to, że domagałem się wieczorem rozmowy z nią, wynikła z tego nieduża awantura, nakrzyczałem na nią, że nie liczy się z moimi uczuciami, że nie rozmawia ze mną i bardzo mnie to boli. Zasadniczo postawiła wtedy na swoim, bo od tego czasu panicznie boję się pytać ją o jakiekolwiek formy bliskości, żeby znów nie usłyszeć, że "chcę awantury", a potem "jak ci nie pasuje to wniosę o separację i zabiorę dziecko".

    > Nie życzę ci rozwody, bo to jak życzyć komuś wypadku samochodowego, ale może ta
    > kie postawienie sprawy w jakiś sposób wstrząśnie twoją żoną.
  • edw-ina 03.03.14, 12:11
    Na jakiej podstawie zażąda tej separacji? Rozwodu?
    To jest trzymanie kogoś w szachu i przemoc. Tak - przemoc. Zmuszanie kogoś do tego, by zechciał się ulotnić z życia inaczej zabierze dziecko jest przemocą. Chcesz się poddać przemocy? Pozwolisz sobie na to?
  • katass 03.03.14, 12:22
    Żąda na podstawie tego, że zrobiłem awanturę - bo ją zrobiłem, bo nie zniosłem tego, że kiedy ją prosiłem o rozmowę wyszła z pokoju, odwróciła się do mnie tyłem i powiedziała, że "ona nie musi ze mną rozmawiać i nawet nie ma ochoty", a poszło właśnie o ten cholerny seks.

    Zdenerwowałem się, bo często kiedy idę się kąpać a ona jeszcze nie śpi, moja wyobraźnia szaleje i mam ogromną nadzieję, że ona będzie na mnie czekała (choć nigdy tak nie było) i tym razem - wiem, że niepotrzebnie - powiedziałem jej smutnym tonem "Smutno mi kochanie, że znów się nie doczekałem..." - na co ona odpowiedziała "o co tobie znowu chodzi".
    O co mi chodziło - "Myślałem, że na mnie czekasz"! - co w jej ujęciu oznaczało, że ja chcę "awantury", więc wyszła i skończyło się odwróceniem się plecami i ignorowaniem mojego w zasadzie błagania o rozmowy. W końcu ze łzami w oczach wypaliłem jej coś w tonie - "jesteś podła, nie liczysz się z moimi uczuciami. Czy wiesz jak mnie to boli że nie chcesz ze mną rozmawiać", Wykrzyczałem jej to, chwyciłem ją za dłoń, błagałem - odwróć się do mnie, porozmawiaj ze mną :( Ona wtedy powiedziała, że nie będzie tego tolerowała i wniesie o separację albo rozwód. Kiedy ją przepraszałem, obiecywałem że nie będę już o tym mówił - w podtekście chyba że zrezygnuję ze swoich uczuć - "dała mi szansę". Teraz więc nie mogę tej szansy zmarnować i boję się w ogóle jej sprzeciwić albo powiedzieć coś co byłoby nie po jej myśli :(
  • katass 03.03.14, 12:33
    W sumie teraz mi to przyszło dopiero do głowy, że to może mieć związek - ale ona jest DDA - Dorosłym Dzieckiem Alkoholika.
    Tak, pochodzi z domu gdzie ojciec alkoholik - pił, bił i robił awantury, jakiś czas temu zadeklarowała mi otwarcie, że nie pozwoli sobie, żeby ona cierpiała tak samo jak jej matka - więc może po prostu broni się przede mną na zapas - pomimo tego, że ja nie robię jej krzywdy.
  • tully.makker 03.03.14, 12:36
    A gdybyscie sie rozstali, chcialbys opiekowac sie dzieckiem? tzn, zeby zamieszkalo z toba?
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • katass 03.03.14, 12:44
    tully.makker napisała:

    > A gdybyscie sie rozstali, chcialbys opiekowac sie dzieckiem? tzn, zeby zamieszkalo z toba?
    Nie zrozum mnie źle - nie rozpatruję tego w takich kategoriach, priorytetem jest dla mnie to, żeby uzdrowić naszą rodzinę. Nie zamierzam teraz rozmyślać o tym, jak żonie "obrobić dupę w sądzie, żeby dziecko było ze mną". Bardzo córeczkę kocham i nie zrobiłbym z niej "karty przetargowej", rodzice mimo wszystko powinni wychowywać dziecko razem, a to czy będzie u mnie czy u niej nie jest najważniejsze. Nie chcę powtarzać błędów moich rodziców.
  • serendepity 03.03.14, 12:37
    Obawiam sie, ze za jakis czas bedzisz pisal posty na forum: Rozwod i co dalej. Jesli zona nie chce z Toba rozmawiac i jescze grozi Ci rozwodem z tego powodu, to nie wiem jak mielibyscie sie dogadac. Wychodzi na to, ze jestescie razem tylko z powodu dziecka.
  • edw-ina 03.03.14, 12:49
    Kłótnia, nawet awantura - to po prostu część związku. Raz na jakiś czas jest nawet potrzebna, bo pozwala oczyścić atmosferę. Kłótnia, która nie niosła za sobą przemocy w postaci werbalnej - jest raczej słabym przyczynkiem do rozwodu/separacji.
    Natomiast ty sam jeśli czegoś z tym nie zrobisz, nie postawisz się żonie, nie wymusisz na niej reakcji to w końcu założysz sobie stryczek na szyję. Bo w ten sposób nie można żyć. Sorry, ale dajesz sobą pomiatać. I napiszę ci to samo, co piszę kobietom - jesteśmy tak traktowani, ja na to pozwalamy. przemyśl to zdanie i wyciągnij wnioski.
  • katass 03.03.14, 12:51
    edw-ina napisała:

    > Kłótnia, nawet awantura - to po prostu część związku. Raz na jakiś czas jest na
    > wet potrzebna, bo pozwala oczyścić atmosferę. Kłótnia, która nie niosła za sobą
    > przemocy w postaci werbalnej - jest raczej słabym przyczynkiem do rozwodu/sepa
    > racji.
    Niosła przemoc - bo wykrzyczałem to na nią.

    > Natomiast ty sam jeśli czegoś z tym nie zrobisz, nie postawisz się żonie, nie w
    > ymusisz na niej reakcji to w końcu założysz sobie stryczek na szyję. Bo w ten s
    > posób nie można żyć. Sorry, ale dajesz sobą pomiatać. I napiszę ci to samo, co
    > piszę kobietom - jesteśmy tak traktowani, ja na to pozwalamy. przemyśl to zdani
    > e i wyciągnij wnioski.
  • triss_merigold6 03.03.14, 13:03
    Zawsze byłeś tak pozbawiony jaj?
  • edw-ina 03.03.14, 14:07
    Gdybym miała uznawać każdą sytuację, w której ja lub mój mąż wykrzyczymy do siebie jakieś żale za powód do rozwodu, to nie bylibyśmy razem chyba niemal od początku. A jakoś jesteśmy i uważamy się za naprawdę dobre małżeństwo. Jeżeli za wykrzyczeniem komuś swoich racji/uczuć/emocji itp. nie idą: wyzwiska, przemoc fizyczna, upokarzanie itp. to sorry, ale twoja żona zrobiła z igły widły, a ty jej w tym przyklasnąłeś. Fakt, że coś się komuś czasami "uleje" jest dość powszechny i zwykle wynika stąd, że nie ma się możliwości mówienia o swoich uczuciach, emocjach itp. na co dzień. Napiszę więcej - jeśli czegoś nie zrobisz, jeśli zgodzisz się zamilknąć, to jak ci się w końcu uleje, to policja może zastać w mieszkaniu dwa trupy, bo dopiero wtedy przestaniesz nad sobą panować.
    nie można udawać, że pewne emocje nie istnieją, kiedy istnieją. To nie przyniesie nikomu niczego dobrego. Długo skrywana frustracja potrafi popchnąć człowieka to tak drastycznych czynów, że nie jest nawet w stanie wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji. A później pytani przez policję sąsiedzi się dziwią, jak mogło do czegoś takiego dojść, przecież to był taki miły i uczynny człowiek. Normalnie muchy by nie skrzywdził.
  • lilith76 04.03.14, 01:55
    Tak nie musi być, ale z boku wygląda to tak, jakbyś ją tym "żebraniem o seks" zamęczył. Kobieta ma uraz, bo:
    - chcesz pogadać - chcesz seksu
    - chcesz się przytulić - chcesz seksu
    - chcesz omówić sprawy związku - chcesz seksu
    - chcesz obejrzeć razem film - chcesz seksu
    - obrobiłeś sprawy domu - chcesz seksu
    - zająłeś się dzieckiem - chcesz seksu
    Taka menda ;) To nie dziwne, że ona reaguje agresją.
    Choć niby piszesz, że trzy miesiące nie poruszałeś tego tematu (to jaki poruszałeś?), czy chciałeś tylko sobie poleżeć razem z nią.

    I są kobiety, które po urodzeniu dziecka są tak sfokusowane tylko na dziecku, że partner idzie w odstawkę. To nie kwestia kilku, czy kilkunastu miesięcy. Może odpuścić i dopiero w wieku przedszkolnym dzieciaka, gdy ten wchodzi w relacje rówieśnicze.

    Jeszcze jedna rzecz. Jaką mieliście bliskość, przyjaźń, intymność przez dzieckiem (nie seks, ale takie zwyczajne za ręce, przytulenie, uśmiechanie się do siebie), skoro tak się szybko posypało? Czy ona w ogóle lubiła cię?

    --
    Do konkubinatu trzeba dwojga, do małżeństwa wystarczy jedno uparte jak osioł. Kinga Dunin
  • keszurka 04.03.14, 17:35
    Właśnie to "lubienie" chodzi, bo seksu może nie być, ale wspólne wieczory, rozmowy i inne rozrywki są od seksu niezależne. Jak kobieta nie chce seksu to albo jest zmęczona, albo ma niskie libido, albo czuje się zraniona/daleka od swojego partnera - gdy nie ma bliskości trudno o seks.
    Jeśli jest DDA może to być również syndrom odrzucania, sprawdzania, jak daleko może się posunąć, a Ty wciąż będziesz kochał. Jej problemów DDA nie rozwiążemy tutaj - ona powinna przepracować sobie swoje dzieciństwo, jeśli nie umie sama to z pomocą specjalisty.
    Może jednak nie dobraliście się, choć z początku wydawało się inaczej. Z tego, co piszesz, jesteś wrażliwym, ciepłym facetem, może ona nie tego w życiu szukała i nie ma chemii. A kiedyś była w ogóle? Iskrzyło miedzy Wami?

    --
    Would you know my name
    if I saw you in heaven.

    clapton
  • lianis 28.02.14, 20:00
    A zona cie nie zdradza?
    --
    [url=http://lilypie.com][img]http://lb4f.lilypie.com/jXZyp1.png[/img][/url]
  • najma78 28.02.14, 23:11
    Uwazam ze powinienes sie dowiedziec co jest powodem tego ze ona z toba seksu nie chce. Moze chodzi o ciebie, a moze wogole nie ma ochoty na seks? Z tego co napisales to wlasciwie od poczatku waszego zwiazku nie bylo zbytnich uniesien i seks raczej nie byl wasza a nie tylko jej mocna strona. Obecnie wlasciwie z jej strony nie ma nic. Hmmm, to dosc niepokojace, biorac pod uwage ze zona nie jest chyba jeszcze w okresie menopauzy? Chyba nie masz za bardzo wyboru i musisz te kwestie rozwiazac a to moze byc dosc radykalne. Radykalne w przypadku gdy nie uda ci sie zony przekonac do terapii. Ty zgodzilbys sie na to? Uwazam, ze zadaniem terapii byloby uswiadomienie zonie ze seks jest wazny dla ciebie i dowiedzenie sie co ona mysli i czuje. Sami nie potraficie rozmawiac bo konczy sis to awantura a to tylko pogarsza sytuacje. Potrzebujecie fachowej pomocy. Moim zdaniem nie ma znaczenia co robisz, jak bardzo sie starsz, czego nie robisz itp, problem tkwi w czyms innym. Moze jest tak ze kazde z was sie pogubilo, zabrnelo gdzies i nie wie co dalej. Jestes w stanie zainicjowac rozmowe z zona ktora przebiegalaby spokojnie? Jesli tak to sprobuj.
  • manala 28.02.14, 23:24
    Z ciekawością przeczytałam ; ). W sumie mój wąż może mieć podobne odczucia ; )

    On jest typem sowy i raczej nie kładzie się przed 11...a po 11 to ja już mam wszystko w d... bo chce mi się spać. Wizja budzącego się (kilka razy w nocy) potomka dodatkowo motywuje mnie do szybszego zaśnięcia. Więc jak już w końcu dotrę do łóżka (niestety późno zwykle) to jedyne co chcę zrobić to zamknąć oczy.
    Negocjacje w sprawie wcześniejszego kładzenia się nic nie dały więc jest jak jest...

    Mój młodszy ma 1,5 roku ale ja ciągle matka karmiąca. Z dziećmi siedzę najczęściej sama od rana do 19.30 kiedy to mąż wraca do domu. Jego pomoc w ciągu tygodnia ogranicza się do umycia dzieci wieczorem, wyniesieniu śmieci i zniesieniu/przyniesieniu wózka. W weekend owszem razem sprzątamy i robimy zakupy.

    Tak, dni przypominają Dzień Świstaka. Nie ma się do kogo odezwać a młodszy potomek daje w kość.
    I rzeczywiście tej bliskości brakuje. Ale bardziej brakuje snu ; )))))
  • dmuchawcelatawce 01.03.14, 01:51
    A moze zona po ciazy przytyla i teraz sie wstydzi wchodzic w intymne relacje.
  • princy-mincy 01.03.14, 08:57
    W ostatnim Newsweeku jest artykuł o tym, ze im wiecej domowych, uważanych za kobiece, zajęć wykonuje facet, tym mniej seksu uprawia ta para.
  • tjoanna 01.03.14, 15:07
    Zgadzam się z niektórymi przedmówczyniami.
    Zdecydowanie - za dużo na siebie bierzesz, nie imponujesz jej niczym, żona nie widzi w Tobie człowieka i mężczyzny; stałeś się niejako niewidzialny - taki element codziennej składanki, jak się nie narzuca, to nie przeszkadza, za to bardzo się przydaje.

    Na Twoim miejscu namówiłabym żonę na wspólne wizyty u seksuologa.
  • asfo 01.03.14, 18:46
    Ja bym powiedziała, że obecnie w Waszym życiu codziennym nie ma czasu wyznaczonego na wspólny relaks, bycie razem i seks. Zaczęłabym od poważnej rozmowy i próby przeorganizowania dnia codziennego, żebyście jednak mieli chociaż trochę czasu dla siebie, najlepiej bez dziecka w tym samym pomieszczeniu.

    Może warto odpuścić trochę to szorowanie łazienek i jeżdżenie po zakupy 50 km, na rzecz uwalenie się na nieposłanym łóżku i obejrzenia razem filmu. Zdezynfekowany sedes i jajka tańsze o 10 gr nie są warte takiego poświęcenia. Odnoszę wręcz wrażenie, że twoja żona może mieć dość tej twojej krzątaniny, bo jej to nie jest niezbędne do szczęścia, a powoduje poczucie winy - że skoro ty ganiasz jak chomik w kołowrotku, to może ona też powinna. Serio - dzieci na wsi biegają w klapkach po błocie, bawiąc się z brudnym kotem podwórkowym i żyją.

    Jest taki typ kobiety - gospodyni domowej, która spędza każdą chwilę dnia na pracach domowych, terroryzując tym rodzinę i używając tej swojej pracy jako pretekstu do wzbudzania poczucia winy w otoczeniu - że ona się tak męczy, a wszyscy dookoła leniwi, brudni i niewdzięczni. W rzeczywistości zaś mycie okien raz w tygodniu i codzienna dezynfekcja podłóg nie tylko nie jest potrzebna, ale niszczy środowisko i powoduje alergie. ;-/
    Zastanów się, czy nie realizujesz podobnego scenariusza.

    No i powiem Ci szczerze, że taki zajechany koń pociągowy jakim się stałeś - poniekąd z własnej woli - no wiesz... Wypoczęty i błyszczący byłby lepszy.

    A pójście do seksuologa swoją drogą.
  • verdana 03.03.14, 14:47
    Wyłania się obraz idealnego faceta właściwie bez wad, który nie wiadomo dlaczego chce sypiać ze wstrętną zoną, która niewiele robi i z nieznanych przyczyn nie tylko nie chce z mężem sypiać, ale nawet przytulić sie czy zwyczajnie pogadać.
    Nie wygląda to ani realistycznie, ani optymistycznie. Nierealistycznie, bo facet może być 100% niewinny, gdy kobieta nie ma ochoty na seks - rzadziej, gdy nie ma ochoty w ogóle z nim spędzać czasu. A jeśli tak, jeśli naprawdę Ty jesteś idealny, to być może żona po prostu Cię nie lubi, a to moim zdaniem jest definitywny koniec małżeństwa. Bez seksu czy miłości można sobie poradzić, bez sympatii nie.
    --
  • noname2002 04.03.14, 07:56
    Dlaczego nierealistyczny? Znam dobrze taką właśnie parę, mężczyzna jest naprawdę bez winy, po prostu kobieta za niego wyszła po to, żeby mieć dziecko i żeby być mężatką. Nie chciała z mężem sypiać(raz na kilka miesięcy się zmuszała, żeby nie odszedł), przytulać się, rozmawiać, nudził ją, bo był spokojny i dobry. Sama pochodziła z totalnie popapranego domu i myślę, że może też dlatego normalny dobry dla niej i dla dziecka partner był niepociągający. Kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale potem z różnych względów przestałyśmy, jednym z powodów było właśnie to jak traktowała męża.
  • katass 04.03.14, 08:05
    noname2002 napisała:

    > Dlaczego nierealistyczny? Znam dobrze taką właśnie parę, mężczyzna jest naprawdę bez
    > winy, po prostu kobieta za niego wyszła po to, żeby mieć dziecko i żeby być mężatką.
    Gdzie ja powiedziałem, że jestem bez winy? Nigdzie, szukam rozwiązania, porad bezstronnych ludzi, a nie "użalania się nade mną".

    > Nie chciała z mężem sypiać(raz na kilka miesięcy się zmuszała, żeby nie odszedł)
    Ostatnio zacząłem godzić się z ultimatami żony. Na przykład to, że jeśli cały dzień będzie bardzo udany, niczym jej nie zepsuję humoru albo nie zrobię czegokolwiek co jej by się nie podobało - mam szansę na seks. Tak, dokładnie tak to wygląda.
    Więc "dostałem" - ale za to jak. Minę miała jakby robiła coś czego bardzo nie chce i w żadnym razie nie sprawia jej to przyjemności. Tak - z tego powodu - jej braku zaangażowania i wyraźnej niechęci - nie dałem rady :(
  • serendepity 04.03.14, 08:12
    To jest zwyczajny szantaz. Gdyby sytuacja byla odwrocona i to zona dreptala na paluszkach kolo meza, to zaraz bylyby posty, ze to jest przemoc psychiczna i powinna odejsc od niego.

    Zastanow sie nad tym czy chcesz byc podnozkiem czy chcesz zyc. Pamietaj, ze zycie masz tylko jedno.
  • katass 04.03.14, 08:25
    serendepity napisała:

    > Zastanow sie nad tym czy chcesz byc podnozkiem czy chcesz zyc. Pamietaj, ze zyc
    > ie masz tylko jedno.
    Nie szkoda mi mojego życia, martwię się teraz już bardziej o nasze dziecko - żeby uzdrowić rodzinę i dać mu normalne wychowanie w pełnej rodzinie :(
  • noname2002 04.03.14, 08:45
    To jest zwyczajny szantaz. Gdyby sytuacja byla odwrocona i to zona dreptala na
    > paluszkach kolo meza, to zaraz bylyby posty, ze to jest przemoc psychiczna i po
    > winna odejsc od niego.

    Dokładnie. A jak mężczyzna pisze to są dociekania co złego żonie zrobił, nawet udział w obowiązkach domowych jest mu wytykany jako coś nagannego.
  • differentview 04.03.14, 08:25
    katass napisał(a):


    > Ostatnio zacząłem godzić się z ultimatami żony. Na przykład to, że jeśli cały d
    > zień będzie bardzo udany, niczym jej nie zepsuję humoru albo nie zrobię czegoko
    > lwiek co jej by się nie podobało - mam szansę na seks. Tak, dokładnie tak to wy
    > gląda.
    > Więc "dostałem" - ale za to jak. Minę miała jakby robiła coś czego bardzo nie c
    > hce i w żadnym razie nie sprawia jej to przyjemności. Tak - z tego powodu - jej
    > braku zaangażowania i wyraźnej niechęci - nie dałem rady :(

    najwyrazniej zonie po prostu seks z Toba nie sprawia zadnej przyjemnosci ale raczej na forum nie dowiesz sie dlaczego; nie wiem dlaczego zona stawia Ci takie ultimatum bo gdyby byla uczciwa powinna powiedziec- zadnego seksu nie bedzie chocbys nie wiem jak sie staral bo ja nie mam ochoty- i tyle; reszta to kwestia podjecia decyzji co dalej zrobic w takiej sytuacji; a poza wszystkim to twoj watek przestaje byc wiarygodny, czyzby to forum stalo sie zaglebiem trollingu?;)
  • serendepity 04.03.14, 09:04
    a poza wszystkim to twoj wat
    > ek przestaje byc wiarygodny, czyzby to forum stalo sie zaglebiem trollingu?;)

    Widzialam pare podobnych historii na forum o rozwodzie. Najpierw panowie probowali walczyc, po jakims czasie wracali na forum i pisali, ze poddali sie, potem rozwodzili sie. Nie widze w tym zadnego trollingu tylko zdesperowanego czlowieka, ktory chce naprawic cos, co wydaje sie niemozliwe do naprawienia.

    Nie da sie zmienic pewnych ludzi i nie da sie wystrugac czegos z niczego. Jak zona nie chce rozmawiac z mezem na zadne tematy i szantazuje go, to jak mozna to naprawic?
  • noname2002 04.03.14, 08:58
    Gdzie ja powiedziałem, że jestem bez winy? Nigdzie, szukam rozwiązania, porad b
    > ezstronnych ludzi, a nie "użalania się nade mną".

    Ja się nie użalam nad Tobą, piszę tylko, że nie zawsze mężczyzna jest tym "złym" ;-)

    Z tego co piszesz, wynika że albo żona za Tobą nie przepada, albo ogólnie nie lubi seksu. Raczej to pierwsze, skoro nie lubi też czułości i rozmów(chyba, że te rozmowy to cały czas o braku seksu?).
    Robicie coś w ogóle we dwójkę, nie wiem, oglądacie razem filmy wieczorem? rozmawiacie nie o seksie, nie o dziecku,nie o tym co trzeba zrobić? wychodzicie gdzieś czasem tylko we dwójkę? czy jesteście taką bardziej spółką z.o.o. do opieki nad dzieckiem?
  • katass 04.03.14, 09:06
    Nie spędzamy ze sobą zbyt wiele czasu. Ona żyje w zasadzie tylko dzieckiem - ubranka, zabawki, dieta, pieluchy. W zasadzie o niczym innym nie mówi. Kiedy są okazje, żeby coś zrobić razem - nawet wspólny obiad, kiedy mała się bawi samodzielnie przy nas, ona woli oglądać telewizję albo zadzwonić do matki i "ze wszystkiego jej się wyspowiadać". Przed dzieckiem było jakby trochę lepiej, miałem takie wrażenie, że była świadoma, że jest problem i możemy go wspólnymi siłami przepracować. Od ciąży jest coraz gorzej, ostatnio nawet nie pozwala się pocałować kiedy rozchodzimy się do pracy albo chwycić za rękę kiedy gdzieś idziemy.
    Niestety, nie mamy możliwości zostawić dziecka z nikim. Bardzo dawno nie byliśmy w kinie albo na kolacji i spacerze sami. Filmów wieczorem nie oglądamy razem, ona idzie spać z dzieckiem a ja zostaję sam.
  • triss_merigold6 04.03.14, 09:07
    IMO kobieta go nie lubi, nie chce, nie jest nim zainteresowana, jest jej potrzebny czysto użytkowo i organizacyjnie. Przypuszczam, że wpółświadomie pogardza mężem za to, że daje tak sobą pomiatać, pogardza za dopraszanie się seksu, za bezwolność i uległość. Przy innym facecie mogłaby chodzić jak w zegarku.
    Autorowi serdecznie radzę zająć się sobą, relaksem, poszukaniem atrakcyjnej koleżanki do podbudowania ego.
  • katass 04.03.14, 09:14
    triss_merigold6 napisała:

    > Autorowi serdecznie radzę zająć się sobą, relaksem, poszukaniem atrakcyjnej kol
    > eżanki do podbudowania ego.

    Odpowiem, szczególnie na to. Śniła mi się, zresztą nie pierwszy raz koleżanka z pracy, kobieta atrakcyjna, ładna, inteligentna i oczytana - bo praca i rola tego wymaga. Ale, tu zaskoczenie - nie śnił mi się wyuzdany seks, dwadzieścia pozycji i trzydzieści orgazmów ogłuszających sąsiadów - śniła mi się rozmowa, na mojej kanapie, w wełnianych skarpetach, blisko siebie, z kubkami w dłoniach. Śniła mi się zwykła serdeczna rozmowa z kimś kto jest dla mnie ciepły...
  • triss_merigold6 04.03.14, 09:18
    Może bierz zastrzyki z testosteronu czy coś.:/ To bardzo ładne, co piszesz, ale nijak nie budzi pożądania, zainteresowania seksualnego, chemii między kobietą, a mężczyzną. Brakuje Ci bliskości, ale jeśli chcesz być interesujący (nawet potencjalnie) dla innych kobiet, musisz być bardziej męski, agresywny, stanowczy.
  • lilith76 04.03.14, 09:32
    Znam taką parę. Ona go kocha i szanuje, bo on daje jej ciepły, dobry, spokojny, bezpieczny dom. Ale ma blokadę fizyczną i seks tam nie istnieje. Za to kiedyś miała kilkumiesięczny, ognisty, namiętny romans, z takim ścierwem męskim, że nie mogłam tego ogarnąć. Romans się wypalił, bo z tamtym nie dało się normalnie żyć i dziś znowu jest kochany, bezpieczny, cudowny mąż oraz... brak seksu.

    Sam pisałeś, że żona jest DDA. Uciekła w małżeństwo z tobą z popranego domu. Dałeś jej ciepły, bezpieczny dom. Ale w cieple i bezpieczeństwie nie ma dla takich osób namiętności. Osobiście uważam, że będziesz "walczył o rodzinę", za kilka lat ostatecznie pękniesz z jakąś koleżanką i żona rozwiedzie się z tobą z hukiem, robiąc z ciebie potwora. A ty będziesz jeszcze płakał ze wzruszenia.

    --
    Istnieje cienka linia między łowieniem ryb a staniem na brzegu jak idiota. Steven Wright
  • tully.makker 03.03.14, 14:49
    Z perspektywy tego, co piszesz o swoim malzenstwie ( brak bliskosci i komunikacji i odmowa podjecia dzialan naprawczych przez jednego z partnerow) to brak seksu jest naprawde niewielkim problemme, i raczej objawem czegos wiekszego.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • amb25 04.03.14, 07:24
    Jesli jedna strona santazuje druga, to nie mozna szantazowi ulegac. Bo szantazujaca strona jest od razu na "pozycji wladzy" i sytuacja raczej sie nie poprawi (ne liczac poprawy na krotki czas). Szantazem chce zrealizowac swoje cele, nie liczac sie z uczuciami drugiej strony.
    Wiem to niestety, z wlasnego doswiadczenia, za pozno poszlam po rozum do glowy. :)
    Dla kobiety malzenstwo to nie tylko seks. On tez jest wazny ale kiedy kobieta nie jest zadowolona ze swego zycia (niekoeniecznie niezadowolona z mezczycny) to na seks raczej nie ma ochoty.
    A gdybys wyslal ja sama, bez dziecka ale jakas jej dobra koleznaka na wakacje? Niech odpodcznie od tego calego mlynu i przemysli sobie czego ona od malzenstwa oczekuje.
    Poza tym, za taka sytuacje odpowiadacie wy oboje, to nie jest tylko wina zony albo towja.
  • danaide 04.03.14, 21:16
    Uwielbiam w takich sytuacjach cytować Sylwię Plath, z wiersza Daddy:
    "Every woman adores a Fascist,
    The boot in the face (...)"

    w wolnym tłumaczeniu
    "Każda kobieta ubóstwia Faszystę,
    Butem w twarz (...)"

    Na czym polega wzorzec odrzucenia, na które cierpi DDA i inni? Na tym, że ktoś taki szuka akceptacji, a gdy ją dostanie odwzorowuje zachowania, które skłonią innych do odrzucenia go, bo to zna najlepiej; w pewnym sensie odrzucenie jest mu najlepiej znane, zatem i dająca jakieś oparcie, jakieś poczucie bezpieczeństwa, znajomości reguł gdy, sytuacja. Twoja żona ma akceptację, więc teraz jedzie wzorcem. Czemu, nie wiem. Może "wie", że odrzucenie prędzej czy później nastąpi. I czeka. Czekając, prowokuje to co ma nastąpić. Nie potrafi odrzucić, musi zostać odrzucona.

    Oboje macie nieprawidłowe wzorce rodziny i jakieś wyobrażenia o tym jak powinna wyglądać rodzina. Czemu służy, jak wygląda dobre małżeństwo. Ty sądzisz, że wystarczy opozycja do ojca. Nie wystarczy. Ona... nie mam pojęcia co ona sądzi. Że niby co, wystarczy być?

    A co do koleżanki z pracy... Widocznie to nie ta. Któregoś dnia wpadniesz na jakąś kobietę, może nie super piękną i super mądrą i jak zaiskrzy to nie będziesz miał chwili wahania. I szczerze mówiąc, tego Ci życzę.

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • katass 07.03.14, 09:31
    danaide napisała:

    > Oboje macie nieprawidłowe wzorce rodziny i jakieś wyobrażenia o tym jak powinna
    > wyglądać rodzina. Czemu służy, jak wygląda dobre małżeństwo. Ty sądzisz, że wy
    > starczy opozycja do ojca. Nie wystarczy. Ona... nie mam pojęcia co ona sądzi. Ż
    > e niby co, wystarczy być?
    Ja mam wrażenie, że ona naśladuje swoją matkę. Kiedyś słyszałem takie powiedzenie - "bierzesz żonę, patrz na teściową" i sprawdza się ono wyśmienicie. Teściowa - będąca ofiarą męża alkoholika, "przemocowca". Nie karze go fizycznie. Odsuwa go emocjonalnie, na każdym kroku poniża psychicznie, wyzywa, robi wyrzuty o wszystko co tylko zrobi - choćby robił coś nawet dobrze - to wiecznie na niego wrzeszczy. Przeraża mnie to, bo pomimo, że wiem ile złego ten człowiek zrobił to widzę jak bardzo próbuje to naprawić i oddać rodzinie to co kiedyś zabrał. Przerasta mnie też to, że moja żona nie wyraża swoimi słowami ani zachowaniem,
    mową ciała" ani odrobiny empatii w stosunku do mnie.
    Ja ostatnio próbowałem jej ulec, nie rozmawiać z nią o tym o czym nie chciała, nie nalegać na przytulanie, pocałunki albo spędzanie wieczorem czasu razem. To nic nie zmieniło, dalej ma do mnie tylko pretensje i wyrzutu.
    Taki oto przykład - wczoraj, kiedy ona położyła się z dzieckiem do łóżka usypiać je powiedziałem jej, że idę posprzątać samochód. Wróciłem po półtorej godziny z garażu, ona spała w ubraniach w łóżku z małą. Kilka razy delikatnie próbowałem ją zbudzić, prosząc żeby poszła się umyć - żeby mogła odpocząć a nie spała w ubraniach i rano obudziła się "połamana". Kilka razy mi odburknęła, raz odepchnęła ręką, ale kiedy wstała było najgorzej - nie odezwała się do mnie ani jednym normalnym, ciepłym słowem - "jak ci poszło", "która godzina". Zamiast tego natychmiast nastąpił atak "widzisz która jest godzina, ile ty tam siedzisz?! Więcej nie pozwolę ci nigdzie pójść, bo znikasz na nie wiadomo jak długo". To był mój błąd, bo ostatnio przez tego rodzaju wyrzuty przestałem gdziekolwiek wychodzić, a wczoraj uznałem że trzeba posprzątać też w aucie i zdecydowałem się zejść na dół do garażu.
    Bardzo tego żałowałem, było mi cholernie przykro, kiedy kładła się do łóżka bez słowa do mnie, odwróciła się do mnie plecami, przytuliła małą i nie odpowiedziała na zwykłe "dobranoc". Boję się gdziekolwiek wychodzić, bo wiem, że będę miał wyrzuty (ona wychodzi z koleżankami częściej i nigdy nic jej nie mówię).

    > A co do koleżanki z pracy... Widocznie to nie ta. Któregoś dnia wpadniesz na ja
    > kąś kobietę, może nie super piękną i super mądrą i jak zaiskrzy to nie będziesz
    > miał chwili wahania. I szczerze mówiąc, tego Ci życzę.

    Mnie ostatnio coraz bardziej brakuje poczucia "akceptacji", żeby ktoś mnie akceptował takim jakim jestem i szanował choćby troszkę. Brakuje mi rozmowy, dotyku ciepłej dłoni i bliskości rozumianej wszelako - nawet jako długa rozmowa z ukochaną osobą w dresach na kanapie...
  • rurek00 07.03.14, 10:09
    A żona miała kiedykolwiek z tobą orgazm? Było jej w ogóle przyjemnie, kiedykolwiek podczas seksu? Może zwyczajnie z świecie ona z tego nic nie ma. Tobie się może wydawać, że robisz jej dobrze, ale może dla niej np sposób w jaki ją dotykasz nie jest przyjemny. Dostajesz jakąkolwiek informację zwrotną? Może mówić, no dobrze, jest ok, obyś szybciej skończył i dał jej spokój.
  • katass 07.03.14, 10:15
    Jeśli rzeczywiście o to ci chodzi - tak ma orgazmy, jest jej dobrze i tego akurat jestem pewien. Dlaczego akurat tak - bo w seksie zawsze koncentrowałem się maksymalnie tylko na jej potrzebach i pomimo, że nigdy nie dawała mi wskazówek to sam szukałem właściwych dróg. Ona akurat ma z tego znacznie więcej niż ja, mnie zawsze najbardziej w seksie podniecało i kręciło sprawianie jej przyjemności (sam mogę nawet w ogóle nie skorzystać, bo wystarczającą satysfakcję da mi zadowolenie jej).
  • natalek79 07.03.14, 11:19
    Nie ogarniam...nie mam siły czytać dokładnie wszystkiego i analizować zaciekle, ale:
    żona się od ciebie nie odsuwa - nie ma jej przy tobie po prostu, was nie ma, jesteś ty, ona, dziecko i pies. Czy zawsze tak było? Czy wasze relacje zawsze wyglądały tak oschle, nijako i dziwnie a teraz po prostu tobie zaczyna to przeszkadzać i usiłujesz to zmieniać, czy coś się popsuło "po drodze"? Jeśli kiedyś było inaczej, to coś musiało być tym zapalnikiem do obecnej sytuacji. Jako kobieta powiedziałabym facet-marzenie: pierze, sprząta i gotuje i jeszcze seksu mu się chce i na czułości ma jeszcze siłę przy tym wszystkim. Więc co jest nie halo? Czy żonie w ogóle zależy na waszym związku? Bo takim postępowaniem komunikuje coś zupełnie innego. Rozmawialiście o tym, czy raczej nie, bo to "szukanie awantury"? Jeśli to drugie to spróbuj napisać do niej list, niech spokojnie przeczyta co ty czujesz, myślisz, niech ma czas sama ze sobą to "przegryźć", przemyśleć i się ustosunkować. Nie kładź wówczas nacisku na sam seks, bo jak tylko wokół tego będziesz krążył to porażka. Seks jest bardzo ważny w związku i wydaje mi się, że jeśli związek funkcjonuje właściwie jest on pożądany przez oboje małżonków tak jak np. pożąda się kawy rano, bo bez niej nie potrafi się funkcjonować ;) Nie ma bliskości, spójności, zaangażowania więc nie ma i seksu...Poszukajcie pomocy, bo szkoda związku, a na siłę nic z tego nie wyjdzie na dłuższą metę. Zwłaszcza, że koleżanka z pracy Cię kręci (nawet podświadomie skoro pojawia się w śnie) i jesteś na świetnej drodze do zdrady, pomimo że uważasz inaczej (tzn. że nie dopuszczasz takiej opcji) a wówczas już katastrofa gotowa. Pomyśl, że może wcale nie jesteś taki ideał w oczach żony, bo może aż przesładzasz i to też powoduje sporo, bo zwykle gdzieś pośrodku problem leży. Postaraj się, by żona uświadomiła sobie, że problem trzeba rozwiązać wspólnie jeśli chcecie go w ogóle rozwiązać. Nie chce rozmawiać, rozmowy prowadzą do przepychanek, kłótni, obrzucania się głupimi argumentami - piszcie do siebie po przemyśleniu argumentów drugiej strony. Z autopsji powiem Ci, że nic nie da Ci spostrzeżenie, że żona się odsuwa - oboje musicie widzieć, że odsuwacie się od siebie nawzajem i tylko wspólną ciężką, długą pracą możecie to zmienić jeśli zechcecie. Żeby osiągnąć kompromis potrzeba kompromisu z dwóch stron.
  • sorvina 07.03.14, 10:36
    Zastanawianie się czy żona miała orgazm czy nie, stąd czy może nie lubić seksu z autorem, miałoby sens, gdyby poza sferą łóżkową było między nimi ok. Ale nie jest. Brakuje elementarnej czułości, a nawet życzliwości i empatii. Autor opisuje zachowania, przez które przebija wręcz wrogość. Po opisach relacji rodziców żony, widać skąd ma ona takie wzorce, ale to jej nie usprawiedliwia - to nadal jest forma przemocy psychicznej. W takiej sytuacji autorowi można poradzić to samo co kobietom w analogicznej sytuacji - zamiast żebrać o ochłap życzliwości, popracuj nad sobą by się wzmocnić. Podnieś poczucie własnej wartości, zacznij szanować siebie i asertywnie stawiać granice takim zachowaniom nazywając je po imieniu. I podobnie jak w przypadkach kobiet, to może nie wystarczyć, bo małżonka może nie chcieć zmiany - ona jest na pozycji siły, robi to co zna - jej jest wygodnie. Czasem jeśli stawianie granic i wstrząs związany z ryzykiem rozstania nie pomaga, to pozostaje się rozstać. Jeśli jednak autor pozwoli się gnoić, to ich dzieci przejmą te same wzorce co ma żona. Trwanie w takim związku nie jest dobre dla nikogo. Trzeba tylko uważać, by potrafić samemu rozróżnić co jest "robieniem awantury" i przemocą a co nie - chęć porozmawiania o problemie nie jest robieniem awantury, jest normalną chęcią wyjaśnienia co się dzieje w związku. Krzyk bez wyzwisk czasem jest tylko dowodem bezsilności wobec silnie manipulującej osoby, a nie niezależnym zachowaniem przemocowych, choć lepiej nie doprowadzać się do takiego stanu i rozmawiać na spokojnie. Natomiast jeśli żona idzie w zaparte i nie chce rozmawiać, to nie ma sensu starać się ją przekrzyczeć i zmusić do rozmowy, bo jej reakcja jest wyraźnym komunikatem, gdzie ma autora i dowodem na to, że rozmowy nie mają tutaj sensu.

    IMHO brak seksu nie jest problemem tylko objawem, to stan związku jest problemem i DDAowe przemocowe zachowania żony. Rozumiem, że autorze chcesz być z żoną, ale pytanie jest czy chcesz z nią być jakby było dobrze, pytanie czy chcesz z nią być jeśli będzie cały czas tak jak jest, albo nawet i gorzej, bo im mniej szanuje Ciebie, tym bardziej będzie po Tobie jeździć. Ona bez gruntownej terapii się nie zmieni. Wchodząc głębiej w życie rodzinne odtwarza nieświadomie wzorce rodzinne, a Ty masz tam z góry ustaloną pozycje, bez względu na to jaki naprawdę jesteś.

    Przykre to, ale czas się zastanowić co jeśli nic się nie zmieni, albo na gorzej i szykować plan ewakuacji. Niezależność i świadomość, ze nie dasz sie tak traktować, jak ona dalej będzie tak robić to odchodzisz - i będzie to realne a nie rzucanie słów na wiatr, da Ci siłę do stawiania granic. Być może żona się wtedy ocknie, bo jej scenariusz zakłada, że mąż potulnie znosi zachowanie żony i w nieskończoność tkwi w związku, więc żona nie ponosi żadnych konsekwencji swojego zachowania. Mówiąc o konsekwencjach i realizując je wychodzisz ze schematu. Być może dotrze do niej jak jest źle gdy zobaczy papiery rozwodowe. Bo może nie wierzy, że masz dość jaj by je złożyć. Ona może sobie wtedy przekalkulować czy woli trzymać się starych wzorców niż Cię stracić i albo coś z sobą zrobi, albo będziesz miał sprawę jasną. Nie warto poświęcać życia na walkę w przegranej sprawie.

    A możliwe, że tak naprawdę nie zależy jej na związku, nie z tobą, ale z kimkolwiek, bo po przejściach rodzinnych związki źle jej się kojarzą i wystarczy jej spełnienie jako matka. Jak się ewakuujesz to tylko dla niej lepiej, bo nie będziesz ją drażnił, oczekując czegoś, czego nigdy na dłuższą metę nie potrafiła i nie chciała ci dać. Oczywiście raczej sama nie nazwie tego wprost, wygodniej jest przerzucać winę na ciebie.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • katass 07.03.14, 10:49
    sorvina napisała:

    > Trzeba tylko uważać, by potrafić samemu rozróżnić co jest "r
    > obieniem awantury" i przemocą a co nie - chęć porozmawiania o problemie nie jes
    > t robieniem awantury, jest normalną chęcią wyjaśnienia co się dzieje w związku.
    > Krzyk bez wyzwisk czasem jest tylko dowodem bezsilności wobec silnie manipuluj
    > ącej osoby, a nie niezależnym zachowaniem przemocowych, choć lepiej nie doprowa
    > dzać się do takiego stanu i rozmawiać na spokojnie. Natomiast jeśli żona idzie
    > w zaparte i nie chce rozmawiać, to nie ma sensu starać się ją przekrzyczeć i zm
    > usić do rozmowy, bo jej reakcja jest wyraźnym komunikatem, gdzie ma autora i do
    > wodem na to, że rozmowy nie mają tutaj sensu.

    Boję się, że niedługo stanę się katem i sam zacznę się nad nią znęcać. Nie odczuwam już z jej strony żadnego ciepła.
    Wiem, że jestem mężczyzną i powinienem być silny, nie martwić się i "stać na straży domu i rodziny", ale jednak tych uczuć potrzebuję. Tak samo potrzebuję też dla siebie zrozumienia i wzajemnego wspierania się. Ją nawet nie interesuje ile pieniędzy jest na koncie, o wszystkim myślę tylko ja. Nigdy nie było tak, żeby choć na miesiąc odciążyła mnie z robienia przelewów, płacenia rat, i dbania o budżet domowy.
    Przyznam, że jestem już bardzo zmęczony, naprawdę. Bardzo brakuje mi ciepła i rozmowy. "ciśnienie" seksualne można łatwo upuścić na różne sposoby, ale rozmowy i zrozumienia bliskiej osoby nie da się niczym zastąpić. Nie chcę już jej nawet prosić, żeby spróbowała się zmienić, bo wiem, że to wywołuje u niej złość i broni się agresywnymi komentarzami. Z drugiej strony za bardzo kocham swoją rodzinę - ją, córkę - żeby odejść. Żyłbym w wiecznym poczuciu winy, że nie zrobiłem wszystkiego, żeby to naprawić.
    Ona potrafi mi wypominać wpadki sprzed kilku lat, co źle zrobiłem, co źle powiedziałem - pamięta je setki razy lepiej aniżeli to jak o nią zabiegałem i hołubiłem...
  • sorvina 07.03.14, 11:20
    katass napisał(a):

    > Boję się, że niedługo stanę się katem i sam zacznę się nad nią znęcać.
    To prawdopodobny scenariusz, jeśli nic się nie zmieni. Żona nieświadomie odtwarza i nakręca spiralę przemocy wyniesioną z domu. Ty dajesz się w to wkręcać, a z czasem emocji narośnie coraz więcej i trudniej będzie nad tym panować. I o to chodzi w tej chorej bajce. Jak wybuchniesz, to oficjalnie będziesz "tym złym", który "bez powodu" ją biedną napadł i oficjalnym powodem, tego ja ona Cię traktuje. A że pomyli przyczynę ze skutkiem, cóż, nie o prawdę jej chodzi.

    > Ona potrafi mi wypominać wpadki sprzed kilku lat, co źle zrobiłem, co źle powie
    > działem - pamięta je setki razy lepiej aniżeli to jak o nią zabiegałem i hołub
    > iłem...
    Żona ma wyniesiony z domu taki schemat: kobieta manipuluje mężczyzną za pomocą poczucia winy - wypomina mu wszystko co zrobił, w ten sposób wymusza pewne zachowania lub zaniechania np. tłumaczy dlaczego nie chce bliskości, i usprawiedliwia tym to jak go traktuje. Odwraca też uwagę od swoich błędów i ograniczeń. Z ojcem było łatwiej, bo alkoholizm był konkretnym powodem, u Ciebie trzeba kombinować i wyciągać stare sprawy. Warto byś przestał patrzeć na każdą sytuację oddzielnie, tłumacząc się dlaczego zrobiłeś coś tak i tak, i dostrzegł szerszy schemat - co żona robi i co chce osiągnąć. Warto być poczytał sobie o "toksycznych związkach", "toksycznych słowach" - różnego rodzaju manipulacjach i przemocy emocjonalnej w związkach, bo to co się u Ciebie dzieje, wcale nie jest takie niezwykłe i jest dość łatwe do zrozumienia.

    Bo owszem, warto się przyjrzeć własnym błędom, ale nic nie usprawiedliwia stosowania przemocy i manipulacji. Jeśli jeden małżonek popełnił błąd i drugi postanawia z nim jednak być, to się tej sprawy nie wyciąga w nieskończoność. To nieuczciwe. Ale schemat działania Twojej żony nie jest uczciwy, nie jesteś w stanie przekonać ją, że jesteś w porządku, bo wtedy wytrąciłbyś jej broń z ręki. Ona za pomocą manipulacji jest na pozycji siły. Ona rozdaje karty. Nie traktuje Cię jak pełnoprawną osobę, której potrzeby też się liczą, ale jak petenta, którego może łaskawie dopuścić czasem do pańskiego stołu, ale tylko jak jej się zachce. Ty musisz być ten zły, by ona była ta dobra. Za pomocą łagodnej próby przekonania jej nic nie zmienisz. Agresja też nie pomoże. Jedyne co ma sens to asertywne wychodzenie ze schematu. Możliwe, że na chwilę obecną sam sobie z tym nie poradzisz. Jeśli żona nie będzie chciała wziąć udziału w terapii partnerskiej (a raczej nie będzie chciała lub szybko zrezygnuje bo odsłoniłaby to co robi), to sam idź na terapię. By przepracować swoją podatność na takie manipulacje, by się wzmocnić. By odkryć dlaczego wpakowałeś się w taki związek i czemu nadal w nim tkwisz - i nie o deklaracje o miłości tu chodzi, bo masz patologię w związku a nie miłość, więc trzeba zbadać jakie Ty masz wyobrażenia o miłości i twoim zasługiwaniu na nią. Bo na szczęście już wychodzisz z wyobrażeń, że mężczyzna powinien... dostrzegając, że też jesteś człowiekiem i uczucia masz.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • natalek79 07.03.14, 11:34
    Żona ma problem, ale chyba go nie widzi, albo nie chce/nie potrafi dostrzec czy też odsuwa to od siebie. Popracuj nad tym, podsuń jej jakiś artykuł o problemach osób, które miały trudne dzieciństwo. Podsuń opcję rozmowy z psychologiem, byle dobrym, bo taki nastawiony tylko na branie za wizytę nie pomoże. Jeśli zaskoczy i będzie miała wsparcie powinna się uporać z problemem. Wiem, że można się uporać z ciężkimi przeżyciami z dzieciństwa, jeśli dostrzega się ich negatywne rzutowanie na życie dorosłe. Może żona po prostu nie rozumie tych mechanizmów, boi się otworzyć na uczucia i boi się zmienić coś w swoim/waszym życiu? Ewidentnie stosuje względem Ciebie przemoc psychiczną/emocjonalną, która być może jest jej mechanizmem obronnym (czyli obrona przez atak), jej sposobem na problemy, a niestety nie tędy droga...
  • sorvina 07.03.14, 12:00
    Tak. Żona robi to co dla niej jest normalne - to obserwowała w swojej rodzinie. Mogła się nigdy nie zastanawiać nad tym, że to co robiła mama to też przemoc. Jeśli autor chce mieć pewność, że zrobił wszystko by ratować małżeństwo, to nazwanie po imieniu, że to co żona robi jest manipulacją/przemocą bez wchodzenie w dyskusję i podsunięcie materiałów o DDA/przemocy emocjonalnej to dobre rozwiązanie. Natomiast autor nie jest w stanie sprawić, że żona z tych informacji skorzysta - to jej decyzja i jej odpowiedzialność. Ale przynajmniej będzie wiedział, że próbował.
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • katass 07.03.14, 12:59
    Nie wiem prawdę mówiąc co się dzieje, ale dziś przeżywam jakiś kryzys. Nie potrafię sprecyzować czego chcę i czy mam jeszcze siłę walczyć, mam wrażenie, że tłukę głową w mur. Im bardziej ja się staram zmienić tak żeby jej odpowiadać, im bardziej ulegam tym mam wrażenie, że ona postępuje jeszcze gorzej. Atakuje mnie w najprostszych rzeczach, bez znaczenia zaczyna być czy coś w domu zrobię czy nie - tak czy tak będzie źle.
    Napisałem, zaproponowałem rozmowę - ale w jej mniemaniu sprawa jest jasna i załatwiona. Ja muszę sobie na bliskość, rozmowę... zasłużyć dobrym zachowaniem. Czuję się w ogóle nie akceptowany, nie chciany. Nie wiem czy to ma jeszcze sens, czy w ogóle jest co ratować. Czy ona cokolwiek do mnie jeszcze czuje :(
  • paris-texas-warsaw 07.03.14, 13:07
    Może na razie daj sobie spokój, weź dziecko i żonę do jakiegoś klubiku, gdzie przychodzą całe rodziny, albo jakieś spotkanie kilku par zrób w domu, albo wyjazd majowy/świąteczny, żeby żona mogła zobaczyć "normalne" pary i trochę z ich "ciepła" i dobrych relacji skorzystać. Mnie zawsze fajne pary inspirują, a jestem - jak się na forum tu dowiedziałam - "DDA z innymi problemami";)
  • katass 07.03.14, 13:11
    Przez jej zachowania nie lubię z nią wychodzić do ludzi i w miejsca publiczne. Zawsze potrafi mi dociąć, że za dużo jem, że krzywo siedzę albo mam złą minę, że za mało zajmuję się dzieckiem albo że jestem nudny - bo o czym mam z ludźmi rozmawiać, jeśli ona każde moje działanie storpeduje swoimi komentarzami na stronie albo po wyjściu? Swojego czasu już nawet się jej pytałem jak mam się do ludzi ubrać bo nie wiedziałem, czy będzie jej odpowiadało co włożę na siebie.
  • triss_merigold6 07.03.14, 13:20
    Nie jęcz. Jęczenie jest aseksualne.
    Dla odmiany spróbuj - jak tylko żona zacznie Cie krytykować, robić uwagi - walnąć pięścią w stół, kazać jej się zamknąć, trzasnąć drzwiami i wyjść.
  • paris-texas-warsaw 07.03.14, 13:25
    Tak, to bardzo dobra rada:) Facet ma być facetem, a nie pachołkiem!
  • triss_merigold6 07.03.14, 13:30
    Szczerze wątpię czy autor byłby do tego zdolny. A, i mógłby zacząć od przelecenia jej bez szczegolnego poświecania uwagi jej przyjemności tylko skupić się na sobie.
  • katass 07.03.14, 13:32
    Już takiej złej myśli o mnie nie bądźcie :P
    Sugerujecie takie porządne męskie "puknięcie" dla własnej przyjemności?
    Jakoś mnie naszedł lepszy humor, qmpel w robocie podesłał mi trochę dobrej muzyki :)
  • triss_merigold6 07.03.14, 13:34
    Błagam, ile Ty masz lat? Tak, to właśnie sugeruję, bądź mężczyzną, okaż siłę i przestań analizowac co żona na to i czy jej się spodoba czy skrytykuje. A ch... Cię obchodzi czy jej się spodoba, Tobie ma się podobać.
  • paris-texas-warsaw 07.03.14, 13:22
    To właśnie zjedz tyle ile będziesz chciał! Nie może ona komenderować, ile masz jeść, itd. !!!
    Gadaj z ludźmi o czym chcesz! Nie może ona mówić, co Ty masz mówić i jak żyć! Trochę, ja takie miałam zapędy, mój mąż mi czasem mówił, że przy mnie nauczył się asertywności:) Ważne, nie dać się stłamsić takiej osobie. Jak się nie postawisz, to każdą przestrzeń ona zagarnie jak dyktator. Walcz o niepodległość:)
  • triss_merigold6 07.03.14, 13:24
    Jestem dziwnie pewna, że przy bardziej stanowczym i mniej cierpliwym facecie laska chodziłaby jak w zegarku.
  • serendepity 07.03.14, 13:33
    Ale ona czuje, ze on jest od niej zalezy i moze nim manipulowac jak tylko chce.

    To co on opisuje, to jest gorsze niz bycie dywanikiem. Obawa przed wyjsciem z domu, zeby zona nie miala powodu do niezadowolenia ... Jak pisalam wyzej, gdyby byl kobieta, to by dawno go zakrzyczeli, ze ma rzucic przemocowca i wystapic o rozwod.

    Trzeba byc niesamowitym masochista, zeby zgadzac sie na takie traktowanie i chciec w nim trwac.
  • triss_merigold6 07.03.14, 13:33
    Czerpiesz perwersyjną przyjemność z tego, że jesteś tym lepszym - wrażliwszym, bardziej troskliwym, dbającym, pracowitym, uważnym etc. i z tego, że możesz się uskarżać, a inni powiedzą "muj bosze jakiż to dobry facet".
  • katass 07.03.14, 13:34
    Musiałbym być niezłym psycholem do tego.
  • sea.sea 07.03.14, 13:41
    A żonę ch obchodzi, co Ci się podoba i na co masz ochotę, nawet jeśli chodzi o temat rozmowy, lub jedzenie.

    Wyciągnij wnioski. IMO z tak uległym osobnikiem nawet dziewczyna nie będąca DDA by nie wytrzymała... Miałam takiego kolegę, wyjątkowo miły człowiek, tak strasznie się starał nie przeszkadzać, że autentycznie miałam ochotę mu przyłożyć. A widywałam go raz na ruski miesiąc, gdybym miała z nim mieszkać, to by się nie obeszło bez ofiar w ludziach.
  • katass 07.03.14, 13:44
    Może naprawdę powinienem zacząć być sobą i "postawić ją do pionu". Zamiast słuchać zrzędzenia wieczorem włożyć buty i pójść biegać albo pojechać na basen po położeniu dziecka spać, kupić sobie coś o czym zawsze marzyłem i znów realizować swoje pasje bez oglądania się na nią.
    Tylko jak to zrobić...
  • paris-texas-warsaw 07.03.14, 13:46
    No normalnie, dzis wieczór piatek, dobry czas na wszystko:) Ja np. idę na randkę:)))
  • sea.sea 07.03.14, 13:47
    Normalnie: zakładasz dresik, buty i wychodzisz. Idziesz do sklepu i kupujesz, przynosisz do domu i korzystasz, zarabiasz pieniądze, od ust rodzinie nie odejmujesz, masz prawo do własnych przyjemności.

    Będzie jojczeć? Mówisz, że wychodzisz bo masz ochotę i robisz swoje.
    W końcu jak nie wychodzisz, to też jojczy albo się obraża, tak?
    To niech przynajmniej ma za co :)
  • zuzi.1 07.03.14, 14:12
    katass po tym co dziś nam napisałeś zastanawiam się, czy Twoja żona oprócz tego, że jest DDA nie ma również narcystycznej osobowosci, poczytaj trochę na ten temat i się zastanów, sSORVINA nie dostrzegasz w zachowaniu tej pani cech narcystycznych?
    katass jak Twoja żona reaguje na krytykę, czy dopuszcza jakąkolwiek krytykę na swój temat, czy się po tym obraża, strzela focha itp. czy za jakiś czas mści się na Tobie za to co jej powiedziałes. I są różne poziomy tego narcyzmu, czyli jedni mogą byc bardziej narcystyczni a inni mniej. Twoja żona stosuje wobec Ciebie przemoc psych, manipulacje, nie potrafi życ w bliskosci z Tobą, wykorzystuje Cię bezwględnie do wszystkiego odgrywając słabą i zmęczoną, brakuje jej empatii, życzliwosci i ciepła w stosunku do Ciebie. Jak żona zachowuje się w stosunku do dziecka? Czy wobec dziecka potrafi zachowywac się ciepło i zyczliwie, czy bierze je na ręce, na kolana, czy przytula je, czy raczej robi swoje obowiązki przy dziecku, ale tak bez większych emocji i ciepła? Poczytaj załączone informacje nt. narcyzów i zastanów się na spokojnie, czy coś z tego co w nich jest napisane nie wydaje Ci się znajome:

    www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&ved=0CCcQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwww.forum.niebieskalinia.pl%2Fviewtopic.php%3Ft%3D1679%26sid%3D8e6185303c214db25c877e86a0b49b57&ei=JMQZU_OiHeq44AT67YGICQ&usg=AFQjCNFnh7NnZP-12FFZBLK00gI6846d7w&bvm=bv.62578216,d.bGE&cad=rja

    www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=0CC0QFjAB&url=http%3A%2F%2Fsuch-is-life.mojglos.pl%2F2012%2F01%2F18%2Fczy-mozna-pokochac-narcyza%2F&ei=JMQZU_OiHeq44AT67YGICQ&usg=AFQjCNErIZPvKfb7eyCFa7GV_Uc5fDwEUQ
  • zuzi.1 07.03.14, 14:16
    i jeszcze to:
    www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=4&ved=0CDkQFjAD&url=http%3A%2F%2Fonarcyzie.blox.pl%2F2013%2F12%2FNarcyza-granie-na-instynkcie-macierzynskim.html&ei=JMQZU_OiHeq44AT67YGICQ&usg=AFQjCNHGNlVMuMffVi7F-3LBgSyRxk356w&cad=rja
  • katass 07.03.14, 14:20
    Powiem tak - w zasadzie nie wolno jej o nic zwrócić uwagi, nie można jej o nic prosić albo oczekiwać. Każda krytyka lub uwaga powoduje agresję i atak. Bardzo często odbija też piłeczkę - takie przykładowe - "ogarnij po sobie w kuchni, proszę" powoduje coś w rodzaju " nie będę nic robiła, ty też nie robisz" (tak, zdarza mi się jak każdemu coś zostawić, ale ona wiecznie zostawia po sobie bałagan, brud a ja potem to wieczorem sprzątam).
    Był też epizod z ćwiczeniem z formą i sylwetką. Zaproponowałem jej, że razem zajmiemy się nadwagą po ciąży. Moja propozycja wyglądała tak, że będzie ćwiczyła Chodakowską - ale nie sama. Zdeklarowałem się, że najpierw ja się nauczę tych serii treningowych żeby jej pomóc, robić to z nią. Zacząłem ćwiczyć, osobiście sprawiało mi to frajdę. Kilka razy zapytałem ją czy rzeczywiście chce się do mnie przyłączyć to kilka razy m nie spławiła - "nie chce mi się", szła spać i mnie olewała.

    Tak jak na wstępie, w zasadzie na jakąkolwiek próbę zwrócenia uwagi reaguje agresywnymi odpowiedziami typu "robisz tak samo", "daj mi spokój" albo "znów szukasz awantury?!", ja mam dość sprzątania po niej, zbierania jej ubrań czy kurtki z podłogi albo wiecznego sprzątania.
  • serendepity 07.03.14, 14:41
    > Tak jak na wstępie, w zasadzie na jakąkolwiek próbę zwrócenia uwagi reaguje agr
    > esywnymi odpowiedziami typu "robisz tak samo", "daj mi spokój" albo "znów szuka
    > sz awantury?!", ja mam dość sprzątania po niej, zbierania jej ubrań czy kurtki
    > z podłogi albo wiecznego sprzątania.

    To przestan to robic i byc jej sluzaca. Tak samo jak pytasz sie jak wyjsc i cos robic. Normalnie. Przeciez sam widzisz, ze niezaleznie od tego co bys nie zrobil i tak bedzie zle. Wiec zadbaj chociaz o wlasne zdrowie psychiczne i zacznij zyc. Pisalam juz wczesniej, zycie masz jedno. Nikt nie odda Ci straconego czasu.
  • katass 07.03.14, 14:50
    Możesz mnie wyśmiać albo pogardzić, ale mam niesamowitą ochotę znaleźć sobie jakąś koleżankę do biegania wieczorem i z kimś sobie pogadać. Tak czy owak, zawsze lubiłem gadać z kobietami. Kurcze, jak pisałem qmpel w robocie podesłał mi sporo dobrej muzyki i zrobił mi się lekko zabawowy humor :)
  • j_rutka 07.03.14, 14:51
    ja Cię bardzo przepraszam, ale gdzie zostawiłeś swoją męskość i swoje własne ja... poszukaj w szafie może gdzieś tam leży i najwyższy czas odnaleźć...

    Przepraszam za dosadność, ale dałeś się kobiecie wykastrować i pozbawić totalnie swojej tożsamości ... a do tego wykazujesz perfekcjonizm we wszystkim - takie zagłaskać kotka na śmierć...

    czy życie opiera się na porządku/ wylizanym czystym domu- nie sprząta- zostaw, sprzątaj po sobie- jak to co ona zostawiła zakwitnie, zacznie śmierdzieć czy zacznie pełzać może coś dotrze...nie dotrze to nie wiem czy nie jest najwyższy czas się ewakuować i zacząć pracować nad sobą i resztą swojego życia, żeby nie okazało się za późno....

    A przykład z kilogramami po ciąży.. nie komentuję , bo pojechałeś.. no ale może to była desperacka próba ratowania czegoś....

    Trochę zdrowego egoizmu...

  • onka2 16.03.14, 10:24
    Witam. Ciężko powiedzieć w 100% mogłoby pomóc. Może ona czuje się przy Tobie mało atrakcyjna, albo Ty jej się wydajesz taki mało męski? Spróbuj zaaranżować wspólny wieczór: dziecko podrzuć babci albo komuś a TY sam weź się do działania. Mój pomysł: wyślij ją na zakupy czy coś (tak żeby nie było jej ze 2-3 godziny w domu najlepiej), Ty w tym czasie dziecko podrzuć komuś do opieki, a sam zamów/bądź zrób szybko jakąś kolacje-możecie też wyjść na kolację do lokalu jeśli wolisz. Ty zaś ubierz się trochę elegancko (koszula, dżinsy, buty od garnituru), psiknij fajnymi perfumami i czekaj na nią. Jak wróci to zjedzcie razem kolacje, najlepiej dość lekką żeby nie obciążyć organizmu (może jakaś sałatka, spaghetti, krewetki). Nie zapomnij przy okazji tego wieczoru powiedzieć jej kilku komplementów (typu masz piękne oczy, pociągasz mnie bardzo, jesteś najwspanialszą kobietą jaka znam), coś co sprawi jej przyjemność. Możesz też puścić cicho w tle jakąś spokojną muzykę. Może właśnie tego jej brakuje. A jeśli mimo wielu Twoich starań nic nie przyniesie rezultatu to jednak proponuje seksuologa albo poradnie rodzinna.
  • katass 07.03.14, 14:24
    Kurcze - nie doczytałem do końca.
    Tak - do dziecka jest kochającą matką, ma siły, czas i pełno radości. Do mnie jest zupełnie inną osobą. Czasem zamiast po uśpieniu małej wstać i przyjść do mnie (wiem, że czasem można przysnąć, ale C Z A S E M) to woli wziąć telefon i siedzieć na forach dla matek, zamiast spędzić czas razem. Tak samo jest w łóżku wieczorem. Mnie nie przytuli nigdy, ale małej z łóżka do łóżeczka nie pozwoli przełożyć, kiedy to proponuję to z kolei nie jest zła, agresywna tylko robi maślane oczy i wręcz błaga, żebym "dziecka od niej nie odrywał".
  • triss_merigold6 07.03.14, 14:54
    Jesteś tak ugodowo-lękowo-nieasertywny, że wzbudzasz agresję i chęć sprawdzenia jak bardzo można Ci bezkarnie dokopać. Nie jestem DDA, próbuję odnieść się do Ciebie życzliwie, a budzisz we mnie agresję, w innych przypuszczam też. Pomyśl dlaczego.
  • katass 07.03.14, 14:55
    Właśnie dlatego piszę o tym na forum - bo tu ludzie są anonimowi i nie muszą bać się napisać co naprawdę o mnie i tym myślą. To pomaga, bo w cztery oczy nikt nie powie wszystkiego.
  • triss_merigold6 07.03.14, 15:01
    No to Ci mówię, możesz rozważyć. Tak ugodowa, wycofująca się, przepraszająca istota budzi agresję i jakąś atawistyczną chęć skopania. Coś jak reakcja psa, który zaczyna gonić kota gdy ów ucieka, a jak nie ucieka tylko fuka - nie goni i omija z godnością (autentyk w wykonaniu mojego owczarka).

    Przestań chodzić za ta kobietą, narzucać się, pytać o zdanie, prosić o pozwolenie na wszystko, tłumaczyć, wyjaśniać, zachęcać. Albo się Tobą zainteresuje albo kij jej w oko. Najwyżej się rozwiedziecie, ale zanim zaczniesz umawiać się z inną babą sprawdź, co z Tobą jest nie tak.
  • j_rutka 07.03.14, 14:57
    człowieku- znajdź dobrego specjalistę , przerób to z nim, a nie tłumaczysz się tutaj , zamiast działać,

    takie zamemływaanie się , powtarzanie tego samego w kółko- ludzie piszą Ci co masz robić...
    siądź na 4 literach, przemyśl co i jak, idź pobiegać - można wiele rzeczy przemyśleć i przestań się przed wszystkim bać bycia sam ze sobą i mam wrażenie , że Ty się sam nie lubisz do końca i nie wiesz czego w życiu chcesz do siebie....

    Nie dajesz rady sam - znajdż specjalistę , który Ci pomoże....
    Uratuj się sam, może uda się uratować resztę
  • triss_merigold6 07.03.14, 15:04
    Dokładnie. Opisywanie kolejnych scen z dialogów małżeńskich jest bezproduktywne.

    A, wiem z czym mi się kojarzy - z Sebaldą. Latami rozkmniniała, opisywała, w końcu doszła że to agresja, stała się teoretyczką ekspertką od przemocy werbalnej i nadal się nie rozwiodła z tysiąca tylko jej znanych powodów.
  • j_rutka 07.03.14, 15:14
    mi się nasuwa taki obrazek grzebania cały czas w bebechach....
    ja sama nie daję rady idę do specjalisty, który pomoże mi zrozumieć i coś zmienić

    Są osoby, które tego nie rozumieją i zamiast działać, będą wszystko przerabiać na czynniki pierwsze i żyć dla jakieś dziwnej idei......

    A nie wiem czy dla córki autora jest dobre, że tata pokazuje takie , a nie inne schematy- lepsze było by rozstanie rodziców...

    Moja teściowa tak 42 lata bujała się z toksycznym typem- dotarło do niej, jak prawie ją zabił, że nie tędy droga.....


    o ile na początku wątku jak czytałam było mi faceta szkoda, tak po pewnym czasie też zaczął wzbudzać we mnie niestety negatywne rzeczy..

    ja również należę, do osób , które rozbierają wszystko na czynniki pierwsze, ale robię to sobie samotnie w głowie i jak zaczynam się powtarzać to wiem ,że to już czas , żeby podjąć działanie, a nie nadal szukać dziury w całym...

    najwyższy czas na opamiętanie człowieku...

  • zuzi.1 07.03.14, 15:31
    Bo Ty katass jestes taką męską wersją "kobiety, która kocha za bardzo"... powinieneś isc do psychologa, jeżeli żona nie chce, to idź sam.
  • edw-ina 07.03.14, 16:45
    Jak to zrobić? Przełamać się. Wiesz, że cokolwiek zrobisz, to będzie źle. Więc zrób z siebie faceta. Zajmij się choćby sportem. Wyjdź pobiegać, zapisz się na siatkówkę/koszykówkę czy cokolwiek zespołowego lub turniejowego- rywalizacja wzmaga wydzielanie adrenaliny.
    Wiele razy o tym pisałam - najlepsze, co zrobiłam dla swojego związku, to wytłumaczenie samej sobie, że niczego nie naprawię na siłę. Co zaowocowało skupienie się na sobie i swojej radości, rozwoju itp. Zmiana we mnie wywołała zmianę w moim mężu. W naszym wypadku bardzo dobrą zmianę. Ale byłam przygotowana na to, że może zakończyć się rozpadem wszystkiego. Dlatego - skup się na sobie. Wróć do tego, co lubiłeś robić. Spotykaj się regularnie ze znajomymi, przypomnij sobie hobby, które uleciało z twojego życia. I nie czekaj. Rób to już, teraz, od razu.
  • danaide 07.03.14, 19:09
    Wiesz, no nawet nick masz jakiś taki... dwuznaczny.

    Powiem tak. Cytat z Sylvii Plath był to nie od rzeczy, po prostu nie jesteś w stanie tego zrobić. Bo napatrzyłeś się na tatusia, który zapewne dziunię jak Twoja żona potraktowałby odpowiednio, skakałaby aż miło. Na szczęście Twoja żona odrobiła swoją lekcję w tym sensie, że znalazła sobie kogoś, kto jest pozbawiony całkowicie asertywności. Może w jej mniemaniu miało to ją zabezpieczyć przed scenami jakie urządzał jej ojciec. Niestety, nie przewidziała jednego - że to co miało ją chronić, zapewnić jej bezpieczeństwo, będzie ją wkurzać do białości.

    Ponieważ nie masz wzoru czym jest "prawdziwy mężczyzna" - "prawdziwy mąż" - a do tego jesteś namawiany teraz przez forum - ja ujmę to trochę inaczej. Brak Ci asertywności. Asertywność jest jedną z postaw, obok uległości i agresji. Jesteś teraz na biegunie uległości. Boisz się, że kiedyś nie wytrzymasz - czyli pójdziesz w agresję. Ale nijak nie wiesz jak być asertywnym.

    Zatem: podstawą asertywności jest uznanie, że MA SIĘ PRAWO DO... I teraz... zrób sobie listę. Najlepiej przy tej muzyce od qumpla, może Cię zainspiruje. Do słuchania muzyki, pobiegania, wyjścia na piwo, niezbierania łachów połowicy, bycia traktowanym z szacunkiem, czułości, rozmowy, seksu... Potem spróbuj w to uwierzyć.

    Co do asertywnej komunikacji - dwie ważne rzeczy: 1) asertywność nie zakłada skuteczności. Zatem nawet jeśli zdołasz żonie zakomunikować cokolwiek asertywnie nie licz na sukces. Sukcesem w Twoim wypadku będzie na początek samo zakomunikowanie. 2) Asertywność pozwala postrzegać wymianę zdań jako wymianę opinii. Nie prawd i racji. A opinię każdy może mieć własną. Co zawsze można podkreślić formułką: Żona: Jesteś agresywny! Ty: To Twoja opinia. Ja mam inną.

    Wypowiedź asertywna to: 1) opis sytuacji - gołe fakty 2) wyrażenie uczuć własnych 3) wyrażenie życzenia/propozycji rozwiązania. Najlepiej nie stosować komunikatu Ty (jesteś taki a taki, robisz to czy tamto a nie robisz tego i owego!). Zamiast tego: komunikacja UŚWIADOMIONYCH potrzeb własnych i uczuć.

    Czyli:

    Nie spędzamy razem wieczorów. Mam potrzebę rozmowy i komunikacji. Chciałbym poprostu pogadać. Żona: Nie chce mi się z tobą gadać. Ty: Trudno, wychodzę do pubu.

    Mało rozmawiamy. Stresuje mnie to. Idę pobiegać i odstresować się.

    Obserwuję brak komunikacji, czułości, pojawiają się agresywne odzywki i życie oddzielnym życie, każde sobie. Sytuacja stała się dla mnie nie do zniesienia. Oczekuję, że rozwiążemy ten problem na terapii rodzinnej. Brak współpracy w tej mierze na pewno będzie działał na Twoją niekorzyść w trakcie ewentualnego postępowania rozwodowego.=)

    I do roboty.

    Nie kryguj się tak, seks nie seks. Ja wierzę, że brak Ci przede wszystkim czułości i rozmowy.

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • pibelle 08.03.14, 02:10
    Jak dla mnie najtrafniej do sprawy odnosi się Triss.
    Postawa ofiary u faceta jest skrajnie aseksualna. Nie da się zliczyć ile razy z ust autora pada "boję się". Facet, który wszystkiego się boi i jak dziecko tłumaczy, jest małym chłopczykiem, a rzadko dorosłe kobiety pociągają mali chłopcy. Niezbyt daleko uciekłeś od Piotrusia Pana - ani Twój ojciec, ani Ty nie jesteście dojrzali. W przeciwieństwie do swojego taty jesteś bardzo pracowitym chłopczykiem, ale nadal chłopczykiem.
    A żona w układzie z ofiarą powoli staje się przemocowa, bo - jak Triss zauważyła - bierność ofiary prowokuje do agresywnych zachowań. Człowiek sam nie wie, kiedy zaczyna przekraczać granicę, gdy ma przyzwolenie na każdą możliwą reakcję i zachowanie.
    Także nie w żonie trzeba szukać, a w sobie - jak to zwykle w życiu bywa.
  • sorvina 08.03.14, 08:33
    IMHO wzmocnienie toksycznego układu jest dwustronne. Żona też weszła w małżeństwo z niefajnymi wzorcami. Praktycznie gotowym przepisem na przemocową, manipulującą żonę. Wybrała świadomie potulnego pracowitego mężczyznę, licząc pewnie, że nie odtworzy schematu z domu bo "nie będzie miała powodów". Ale powody sobie znalazła. Jego zachowanie nakręca jej agresję, a jej agresja nakręca jego lęki i bierność. To, że on popracuje nad sobą nie znaczy, że wszystko będzie cacy, bo żona mogła przyzwyczaić się do swojej roli. Ale na pewno praca nad własną asertywnością i pewnością siebie jest tym co trzeba zrobić tak naprawdę jedynym co autor naprawdę może zrobić.
    Bo z takim zachowaniem to nawet jak wyjdzie z tego związku to w kolejnym albo powieli rolę, albo wprost przeciwnie - wejdzie w rolę kata, by nie dopuścić do powtórki z rozrywki. Bo te dwie skrajności zna. Z tego co pisze nawet nie wie jak mógłby po prostu asertywnie stawiać granice i robić swoje. Musi się tego nauczyć.

    A co zuzi.1 - rodzaj manipulacji i przemocy w tym związku jest identyczny jak u mnie w domu. Natomiast wypływać może z czegoś innego niż u mnie.

    Natomiast z doświadczenia wiem, że im wcześniej się przerwie taki układ tym lepiej, bo z czasem poziom nienawiści i wzajemnych pretensji po obu stronach wzrośnie do niewyobrażalnego powodu.

    Zastanawiam się też na ile autor sam wypiera własną agresję i dlatego wyraża ją w tym związku żona (chyba, że go poniesie,to ma moralniaka). Wtedy on jest moralnie cacy, a przynajmniej może tak się czuć, tłumacząc sobie, że to żona jest "zła", ale przecież on robi wszystko by ją zadowolić i zakończyć przemoc, więc jest niemalże niedocenianym bohaterem. Czasem ludzie robią coś absurdalnego i nieskutecznego, byleby tylko chronić wizerunek siebie, jako tych dobrych i nieegoistycznych, a jednocześnie zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje życie i wartości, znajdują sobie zewnętrznego strażnika, z którym walczą, bo ich ogranicza - tak jak walczyli z rodzicami kiedyś o prawo do bycia sobą.
    U mnie było tak, że w sumie oboje pomimo deklaracji mieli bardzo przemocowe podejście do świata, jedyną różnicą była większa zależność ojca od matki, co stawiało go na pozycji słabości. Ale on nie negował samego faktu jak się zachowywała żona - tylko tego, że "przesadzała" i on już miał dość. Ale sam nie miał w sobie świadomości, że jest coś takiego jak granice międzyludzkie, że tego nie trzeba udowadniać, można po prostu ich bronić. Robić swoje. Ale ustępował, bo liczył, ze zostanie doceniony za swoje oddanie, a dostał kopa w d...
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • pibelle 08.03.14, 14:11
    IMHO wzmocnienie toksycznego układu jest dwustronne. Żona też weszła w małżeństwo z niefajnymi wzorcami. Praktycznie gotowym przepisem na przemocową, manipulującą żonę. Wybrała świadomie potulnego pracowitego mężczyznę, licząc pewnie, że nie odtworzy schematu z domu bo "nie będzie miała powodów". Ale powody sobie znalazła. Jego zachowanie nakręca jej agresję, a jej agresja nakręca jego lęki i bierność. To, że on popracuje nad sobą nie znaczy, że wszystko będzie cacy, bo żona mogła przyzwyczaić się do swojej roli. Ale na pewno praca nad własną asertywnością i pewnością siebie jest tym co trzeba zrobić tak naprawdę jedynym co autor naprawdę może zrobić.

    Pewnie, że tak - kij zawsze ma 2 końce. On wybrał ją, a ona jego. Tyle, że wiesz przecież, że skoro pisze tu on i on chciałby zrozumieć co się dzieje i coś ewentualnie spróbować zrobić, sens ma tylko pokazywanie mu co może zrobić on, z założeniem, że druga strona się nie zmieni. Inną sprawą jest, że gdy 1 strona się zmienia, zaczynają pojawiać się zmiany po stronie drugiej, która zostaje postawiona przed nowymi warunkami. Ale, żeby coś takiego osiągnąć, trzeba zacząć bezwzględnie od siebie i nie liczyć na tego rodzaju sukces. Można się zresztą bardzo przeliczyć - mało jest osób, które są otwarte na zmiany, a ta żona z pewnością nie jest.
  • zuzi.1 08.03.14, 14:30
    Dokładnie, gdyby żonie było w tym układzie źle, to ona pisałaby na tym forum, a tak, jaka rzadkosc !!! pisze zmęczony mąż. Postaw chłopie na siebie, idź na terapię i wychodź jak najczęsciej z domu i NIE PO TYM, gdy uśpisz dziecko, tylko PRZED TYM ;-)
  • verdana 08.03.14, 14:32
    Moim zdaniem, nie ma sensu pokazywanie facetowi, co może zrobić, skoro nie mamy pojęcia, co jest skutkiem, a co przyczyną. Czy żona pomiata facetem i dlatego jej nie pociąga - a wiec z nim nie śpi, czy przeciwnie - facet żony absolutnie nie pociąga, ma go dosyć i dlatego nim pomiata.
    Być może problem jest nie w zachowaniu, ale w braku pociągu fizycznego, po prostu. Tego nie da sie zmienić byciem stanowczym, łagodnym, jakimkolwiek. Złudne nadzieje, ze jeśli ktoś czuje fizyczną niechęć czy wrecz wstręt do drugiej osoby, to da się to zmienić, zmieniając zachowanie.
    --
  • zuzi.1 08.03.14, 14:36
    Ale jeżeli zmieni swoje zachowanie a żona się ani o jotę nie zmieni, to wówczas będzie miał odpowiedz co powinien dalej zrobic, aby nie schrzanic sobie życia do końca i byc z nią jedynie dla dobra dziecka, tkwiąc w białym fikcyjnym "małżeństwie"...
  • triss_merigold6 08.03.14, 14:49
    Jeśli pani nie odczuwa pociągu fizycznego do męża i nie zamierza nic z tym zrobić, to powinna zwrócić mu wolność zamiast się czepiać.
  • zuzi.1 08.03.14, 14:53
    Pan sam sobie powinien w takiej sytuacji zwrócic wolnosc, o ile posiada jakikolwiek instynkt samozachowawczy...
  • triss_merigold6 08.03.14, 15:06
    I zaliczyć rozwodowy horror z orzekaniem o winie, bo pani się uroi, że jest porzucaną ofiarą?
  • zuzi.1 08.03.14, 15:12
    a co proponujesz? gdyby nie chciała mu dobrowolnie tej wolnosci zwrócic
  • triss_merigold6 08.03.14, 15:16
    Najpierw musi zadbać o siebie i swoją asertywność, dokumentować czas spędzany z dzieckiem na użytek ewentualnego rozwodu i mieć gdzie odejść. Zresztą nie wiem, przypuszczam, że gdyby na początku parę razy jej przywalił wyprowadzony z równowagi, to pani zachowywałaby się inaczej. Teraz na to za późno.
  • zuzi.1 08.03.14, 15:24
    Gdyby jej przywalił, to już byłby po rozwodzie z jego winy. Nie tędy droga. Ma byc stanowczy i asertywny, ale nie przemocowy i agresywny.
  • triss_merigold6 08.03.14, 15:27
    Teraz byłby rozwód z jego winy. Gdyby jej przywalił po pierwszych napastliwych fochoach parę lat temu, to pani chodziłaby wpatrzona w niego jak w ikonę.
  • zuzi.1 08.03.14, 15:32
    Bez przesady, jestes ZDECYDOWANIE przeciw biciu kogokolwiek w związku, to nie piaskownica, kilka lat temu powinien jej postawic zdecydowane granice, wówczas byłaby szansa, że coś do pani dotrze. Ale wtedy i teraz facet nie rozumie co oznacza stawianie granic, plus jak to zwykle w takich przypadkach bywa, sam nie wie, gdzie są te jego granice... Opis tego jak jej chciał pomagac się odchudzac, IMO o tym świadczy. Terapia a potem poważna rozmowa może nawet od razu w towarzystwie mediatora rodzinnego a potem konkrety.
  • triss_merigold6 08.03.14, 15:37
    Owszem, powinien był zdecydowanie kiedyś postawić granice, niekoniecznie w formie przemocy fizycznej, ale tak żeby pani zrozumiała.
  • zuzi.1 08.03.14, 15:47
    Dokładnie, tylko to jest facet, który by pewnie muchy nie skrzywdził, więc stawianie granic to dla niego zadanie nie do wykonania. No ale cóż, jak sięgnie swojego dna, to może się w końcu obudzi ;-)
  • danaide 08.03.14, 17:03
    Gdyby odpowiednio wcześnie postawił granice, to nie byłoby nie tylko tego wątku ale i tego małżeństwa. Żona przecież mówiła mężowi, że nie chce powtórki z tatusia...

    Cóż, katass, Twoja żona bierze wszystko co w jej sytuacji z małżeństwa się da, głównie bezpieczeństwo finansowe i status społeczny należny mężatkom. To jest minimum, ale może ona nigdy nie liczyła na maksimum - zresztą miała zły wzorzec. Liczyła tylko, że się nie zorientujesz i nie zbuntujesz.

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • danaide 08.03.14, 17:11
    I co do granic katass - podstawą granic są Twoje uświadomione potrzeby i wartości. Myślę, że wchodzisz powoli w proces samouświadamiania, który jest początkiem przemiany. Być może ta przemiana budzi Twój lęk, dlatego też jak napisałeś w jednym z postów - masz mętlik w głowie, jesteś zmęczony - to jest zrozumiała reakcja fizjologiczna na "nowe".

    My, kobiety, coś o tych przemianach wiemy=)

    A co do ewentualnego rozwodu, pytanie do forum. Czy propozycja podjęcia terapii rodzinnej przez Ciebie i żonę i ewentualne uzyskanie jej odmowy - nagrać, nagrać - może być argumentem o winie żony? Takim przeważającym/kontrującym ewentualne podniesienie Twoich, prawdziwych i wyimaginowanych win?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • sorvina 08.03.14, 15:06
    Jasne. Z drugiej strony forum nie raz pokazało, że zrozumienie mechanizmów przemocy przez zgłaszającą się po pomoc osoby pozwala jej nabrać perspektywy i uświadomić, że to nie jest ok i ona ma prawo się na to nie zgadzać. Większość uwagi trzeba nakierować na siebie, ale czasem bez nazwania po imieniu zachowania drugiej osoby, się nie da. Bo jest się skupionym na "co mogę jeszcze powiedzieć by on/ona zrozumiał, że chcę dobrze"...
    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • algavre.live 08.03.14, 08:59
    Facet, który wszystkiego się boi i jak dziecko tł
    > umaczy, jest małym chłopczykiem, a rzadko dorosłe kobiety pociągają mali chłopcy<

    Znam to z własnego przykładu. Mój Mąż przez wiele lat zachowywał się właśnie podobnie, co budziło we mnie irytację, odpychało i odbijało się na życiu seksualnym przez całe lata. Postawa Męża wobec żony również była podobna do autora wątku. Z naciskiem na "podobna", bo stosunki panujące między nami, ale i poprostu cechy charakteru Męża powodowały agresję z Jego strony /na szczęście nie fizyczną!/.Miałam taką "babę" w domu, choć mąż, pod wieloma względami godny pozazdroszczenia, niestety nie budził we mnie pożądania. Zmieniło się to dopiero sporo po 40-tce, gdy z chłopczyka stał się mężczyzną. Również nie miał odpowiednich wzorców mężczyzny i kobiety w domu, wychowywany był przez kobiety, więc był taki "babski".Także rozumiem żonę autora. Może być jeszcze jedna, bardzo prosta odpowiedź - żona nie kocha już męża.
  • katass 10.03.14, 08:05
    pibelle napisała:

    > Jak dla mnie najtrafniej do sprawy odnosi się Triss.
    > Postawa ofiary u faceta jest skrajnie aseksualna. Nie da się zliczyć ile razy z
    > ust autora pada "boję się". Facet, który wszystkiego się boi i jak dziecko tł
    > umaczy, jest małym chłopczykiem, a rzadko dorosłe kobiety pociągają mali chłopc
    > y. Niezbyt daleko uciekłeś od Piotrusia Pana - ani Twój ojciec, ani Ty nie jest
    > eście dojrzali. W przeciwieństwie do swojego taty jesteś bardzo pracowitym chło
    > pczykiem, ale nadal chłopczykiem.
    Masz trochę racji. Na pewno - możecie mnie oceniać jako niedojrzałego chłopca, wcale mi taka opinia nie ujmuje. Gdybym był "facetem z jajami" potrafiłbym zbudować zdrową relację. Niestety, przez brak wzorców - albo raczej - fatalne wzorce - robię to źle.

    > A żona w układzie z ofiarą powoli staje się przemocowa, bo - jak Triss zauważył
    > a - bierność ofiary prowokuje do agresywnych zachowań. Człowiek sam nie wie, ki
    > edy zaczyna przekraczać granicę, gdy ma przyzwolenie na każdą możliwą reakcję i
    > zachowanie.
    > Także nie w żonie trzeba szukać, a w sobie - jak to zwykle w życiu bywa.
    Trzeba szukać pośrodku, cały czas jestem takiego zdania.
  • katass 10.03.14, 08:21
    Czytając wszystko co piszecie sporo sobie uświadomiłem. Przede wszystkim to, że robiąc zbyt wiele, nie oczekując akceptacji dla siebie i nie umiejąc zdrowo "odmawiać" wiele tracę. W związku trzeba wyważonej asertywności i wzajemnego szacunku, których u nas od dawna już nie ma. Ja od samego początku starałem się swojej (wtedy jeszcze dziewczynie) ulegać i dawać pole do popisu. Pewnie jest to efekt poprzedniego związku, w którym naprawdę stałem się ofiarą i cudem się z niego uwolniłem, myśląc kilka razy o samobójstwie. w poprzednim związku dziewczyna bardzo sprytnie doprowadziła mnie do rozstroju nerwowego - o wszystko obwiniała, co chwilę porzucała a potem z płaczem wracała i błagała o wybaczenie (i tak w te i z powrotem).
    Przyjąłem postanowienie, będę pracował nad sobą samym i nad relacją. Na razie nie wygląda to kolorowo, ale mam nadzieję, że żona przejrzy o co mi chodzi. Zaczęło się w sobotę - przestałem zadawać pytania "czy mogę". Wsiadłem w samochód i pojechałem na zakupy dla siebie, oświadczając jej, że wychodzę a jak wrócę to potem ona będzie miała chwilę dla siebie. Wróciłem, zastałem bałagan w kuchni i salonie jakby tornado przeszło. Oświadczyłem grzecznie, że jest słoneczna pogoda, ubieram dziecko i wychodzimy na spacer - ma wybór - albo idzie z nami, albo sprząta (dzielimy się równo, ja zrobiłem zakupy, ona ogarnia chałupę). Coś tam mruczała pod nosem, chodziła z pochyloną głową - była wyraźnie przejęta. To nie było jej normalne zachowanie. Kiedy wychodziłem próbowała mnie atakować - nie będę nic robiła, daj mi święty spokój, dokąd idziecie. Przełknąłem ślinę, odpowiedziałem, że wychodzimy na spacer i P R O S Z Ę ją żeby posprzątała w tym czasie skoro zdecydowała że z nami nie idzie - dostałem siarczyste "spie...j ch*". Coś jej jednak pękło, bo posprzątała. Potem podobnie mijał cały dzień. Co prawda dalej robiłem wiele, ale z inną postawą - to ja o tym decydowałem co chcę robić. Wieczorem wziąłem ją sobie tak jak ja lubię - nie będę wchodził w szczegóły, ale z dosadną dominacją, porządne rżnięcie bez ceregieli i pytania jej o zdanie.
    Niedziela minęła w miarę podobnie, jednak było trochę zgrzytów, próbowała się bronić, odbijać "nie będę", "nie boję się ciebie" i tego rodzaju. Zebrałem się też na rozmowę o N A S Z Y C H problemach, postawiłem jej oczekiwanie, ażeby zastanowiła się nad wizytą u specjalisty, że ma problem z szacunkiem do innych, wyrażaniem empatii i uczuć, że rani mnie to i nie chcę dłużej tak żyć. Niestety, taka rozmowa wywołała w niej agresję, opieprzała mnie, że ja jestem chory, żebym dał jej spokój i jak mi się nie podoba to mogę się rozwieść. Skoro tak pogrywała - stwierdziłem, że odrobię pracę domową z odpoczynku i pół niedzieli przespałem.
    Co będzie dalej - zobaczymy, próbuję się uczyć...
  • verdana 10.03.14, 10:10
    Troll. Od początku to podejrzewałam, teraz mam pewność.
    --
  • katass 10.03.14, 10:14
    verdana napisała:
    > Troll. Od początku to podejrzewałam, teraz mam pewność.
    Dlaczego?
  • verdana 10.03.14, 13:36
    1. Nick
    2. Rozwijanie historii w takim kierunku, w jakim zaczęli ją widzieć odpowiadający
    3. Nagła przemiana z potulnej owieczki w samca, który bierze (niechętną) kobietę jak chce.
    Notabene to ostatnie nazywa się gwałtem małżeńskim.
    --
  • morticia50 10.03.14, 14:08
    oczywiście,ze troll
    żaden facet w kazdym razie z tego tam katass.
    żaden facet nie napisałby takiego postu jak ten ostatni .jest po prostu obrzydliwy.leeeee
  • igge 10.03.14, 16:13
    Troll. ja też od początku to podejrzewałam i dlatego nie wypowiadałam się w wątku.
    Nigdy ludzie piszący tu nie budzą mojej antypatii, a ten sposób pisania o sobie i hmmm żonie i owszem. Troll albo trollica :)
  • danaide 10.03.14, 20:25
    Ale dlaczego troll? Bo tak szybko się nauczył, znaczy, że zawsze to wiedział - ergo troll?
    Że źle pisze o żonie? Źle - w sensie dosadnie o seksie? Tak jak oczekujecie od Prawdziwego Mężczyzny typu samiec-alfa-nie-pato?

    Jednak troll, nie troll, zawsze dobra wprawka. Myślę, że miałam do czynienia z podobnym przypadkiem mężczyzny, który potrafił ogarnąć dużo większe sprawy, a własnej żony nie potrafił. Jemu już się ten wątek nie przyda, może kogoś innego kiedyś oświeci=)

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • verdana 10.03.14, 21:41
    Oczekuję, ze potulny facet, który żebrze o seks, nie zmusi nagle żony, wbrew jej chęciom do ostrego seksu. A jak to zrobi, to będzie sie raczej wstydził, niż chwalił.
    O ile w ogóle rano jeszcze będzie miał żonę i dom.
    --
  • katass 11.03.14, 13:02
    verdana napisała:

    > Troll. Od początku to podejrzewałam, teraz mam pewność.
    Bezsprzeczną zaletą internetu jest to, że pozwala łatwo oceniać. Specjalnie przejaskrawiłem ten ostatni wpis, zrobiłem to z premedytacją - i akurat ten ostatni jest formą "trollowania", bo to prawda - że nikt tak z dnia na dzień się nie zmienia, ale ja próbuję.... To była moja forma wyrazu, wykrzyczenia tego...

    Ja jednak dzięki waszym radom zaczynam lepiej widzieć swoje wady i "niedociągnięcia". Dzięki temu jestem bliższy wyciągnięcia wniosków, a nasuwa mi się taki, że sam nie bardzo potrafię stawiać rozsądne granice w związku, oferować partnerską (!!!) relację, tylko - na siłę - wzorem mojej matki - robię z siebie służącego i ofiarę losu. Nie zmienię się od razu i nie jestem pewien czy kiedykolwiek, finalnie mi się to uda, ale chyba kieruję się w dobrą stronę.
  • edw-ina 11.03.14, 13:07
    gwałcąc żonę? Wymuszenie seksu w małżeństwie jest gwałtem. I nie ma na to wytłumaczenia.
  • serendepity 11.03.14, 14:19
    Czy uprawianie seksu tak jak sie lubi, to gwalt. Gdzie napisal, ze zona protestowala? Napisal tylko, ze nie zadbal o jej przyjemnosc, ale o swoja.
  • tjoanna 11.03.14, 14:42
    A ja myślę, że nie troll.
    Na dodatek jest w wątku drobna podpowiedź potwierdzająca to przekonanie. Kto uważny - zauważył :)

    Autorze, powodzenia!
    Może przeczytaj sobie książkę Terrence'a Reala "Nowe zasady małżeństwa".
  • edw-ina 11.03.14, 14:56
    cyt. "Wieczorem wziąłem ją sobie tak jak ja lubię - nie będę wchodził w szczegóły, ale z dosadną dominacją, porządne rżnięcie bez ceregieli i pytania jej o zdanie".

    Sorry, dla mnie to gwałt.
  • tjoanna 11.03.14, 15:01
    Ale autor już wyjaśnił, że to była tylko figura retoryczna ;)
  • edw-ina 11.03.14, 15:26
    hmmm, nie znam takich figur retorycznych. Ale skoro mam ją zaakceptować, to równie dobrze musiałabym uznać, że pięść jest niepodważalnym argumentem w dyskusji.
  • mantis_after_dinner 11.03.14, 15:12
    edw-ina napisała:

    > cyt. "Wieczorem wziąłem ją sobie tak jak ja lubię - nie będę wchodził w szczegó
    > ły, ale z dosadną dominacją, porządne rżnięcie bez ceregieli i pytania jej o zd
    > anie".
    >
    > Sorry, dla mnie to gwałt.

    - nie znasz sie :)
  • edw-ina 11.03.14, 15:28
    na szczęście dla mojego małżeństwa :D
  • algavre.live 11.03.14, 13:43
    Również nie daję już wiarygodności tej pisaninie. Coś za "kobieco" mi ona brzmi...
  • differentview 12.03.14, 08:41
    hehehe, ja to napisalam juz na samym poczatku watku, ze to trolling; choc pisane bez polotu i malo inteligentnie to jedna kwestia jest ciekawa socjologicznie- wiekszosc kobiet uznala postawe ofiary u faceta za skrajnie odstreczajaca, niemeska i totalnie aseksualna- pojawily sie nawet zachety, zeby pokazal zonie, ze jest facetem- stanowczo, moze nawet by jej "przywalil" zeby chodzila jak w zegarku! zeby przestal ja prosic, nadskakiwac, zeby pomyslal o sobie i swoich przyjemnosciach; kiedy troll napisal, ze wlasnie to zrobil- znow post zostal uznany za obrzydliwy a stanowcznosc i dominacja w seksie od razu zostaly uznane za gwalt i przemoc- czyli tak zle i tak nie dobrze;)))
  • katass 12.03.14, 09:11
    Tyle samo zresztą warta jest ta wasza forumowa pseudo ekspert, która odpisuje tylko na problemy kobiet, a drugiej strony skrzętnie unika :) Ja trollem jednak nie jestem, ale w swojej ocenie możecie pozostać niewzruszone, bo to po prostu niewygodne kiedy skarży się facet, to zwyczajnie nie pasuje do tego forum. Pełne jesteście uprzedzeń i z góry nastawione - facet na tym forum to albo troll albo kat rodziny. Liczyłem na konstruktywną krytykę, może ciekawe opinie, nie liczyłem się ze zmieszaniem z błotem.
  • paris-texas-warsaw 12.03.14, 09:57
    No to powiedz, czemu w sobotę nie mogłeś zrobić tego, co opisałeś?
  • paris-texas-warsaw 12.03.14, 10:03
    Nie mam na myśli tylko seksu (bo jak żona się uprze, to trudno o seks), ale o to wyjście by sobie coś kupić, by wyjść na fajny spacer z dzieckiem, etc.?

    Pani Agnieszka odpisuje i facetom, ale czasem trochę czasu mija:) Wg mnie fajnie pisze jak nie chce być "zbyt poprawna" i daje się "ponieść" choć trochę. Ostatnia hipotetyczna opinia psychologiczna była naprawdę wspaniała:)
  • edw-ina 12.03.14, 10:12
    Wiesz co, dziesiątki razy na tym forum broniłam mężczyzn. Tłumaczyłam ich zachowania, potrzeby, inny sposób patrzenia na świat. Nie mam do tej płci żadnych uprzedzeń. Przeciwnie - na 4 moich najbliższych przyjaciół przypada tylko jedna kobieta, reszta to faceci. Ale wybacz - popadasz ze skrajności w skrajność - zamiast zadbać o siebie jako faceta, przestać w asertywny sposób służyć za podnóżek, to wziąłeś sobie żonę, jak lubisz. No bosko. Tylko pogratulować "męskiej" postawy.
    Mój ojciec, facet którego zawsze będę stawiała za wzór męskości, mówił, że prawdziwy mężczyzna nie musi udowadniać, że jest mężczyzną.
    Przemyśl to sobie.
  • sorvina 12.03.14, 10:33
    Nie wiem czy autor jest trollem czy nie. Ale imho może nim nie być, bo coś podobnego obserwowałam pod bokiem. I ponownie sprawdza się powiedzenie, że bez względu na moralne deklaracje, większość niewolników nie chce być wolna, chce być poganiaczem niewolników.
    Dopóki jest się ofiarą, czuje się moralną wyższość, ale tak naprawdę nie zna się asertywności, nie wie się nic o elementarnym szacunku do człowieka i jego granic. I w sumie po co poznawać, skoro są sprawdzone metody - przejąć władzę. Choć od czasu do czasu, by samopoczucie było lepsze i było co wspominać. Przejście na asertywność wymagałoby dużej zmiany mentalności i realnego popracowania nad samooceną, jest trudniejsza.

    IMHO kierunek terapia, zanim zwichniecie dziecko psychikę toksycznymi układami między wami.

    --
    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
  • paris-texas-warsaw 12.03.14, 10:46
    Facet pisał, że to jego projekcje.

    Ale się tego seksu uczepiłyście, brak zgody wyrażonej wprost nie oznacza jeszcze sprzeciwu, a może oznaczać przyzwolenie etc. Niektórzy lubią dominacje inni uległość w seksie, inni różne układy w zależności od nastroju;). Nie podniecajmy się tym szczególnie, bo nas tam nie było, nawet w tych projekcjo-marzeniach;)
  • zuzi.1 12.03.14, 23:40
    zgadzam się z sorviną w pełni
  • serendepity 12.03.14, 10:45
    Ja tam nie mam takiego zdania, jakie podajesz. Widzialam podobne historie do Twojej na forum o rozwodach. Na poczatku mezczyzni probowali troche walczyc, zmieniac cos, a po jakims czasie rozwodzili sie.

    Moim zdaniem powinienes skupic sie bardziej na sobie, zamiast nadskakiwac drugiej osobie. Tak jak napisales, przestac sie tlumaczyc ze wszystkie i prosic, tylko zwyczajnie to robic. Robienie na co ma sie ochote, jesli to nie wplywa negatywnie na rodzine, nie jest niczym zlym. Chcesz wyjsc z dzieckiem na spacer, to wychodzisz, chesz wyjsc z kolegami od czasu do czasu, to wychodzisz. Chcesz isc na basen, to idziesz. Nie jestes niewolnikiem swojej zony, chociaz w tym przypadku, sam postawiles sie w takiej sytuacji.

    Jak nie zmienisz choc troche siebie, nie zaczniesz byc asertywny, to mozesz znalezc sie w podobnej sytuacji w przyszlosci, z nastepna kobieta. Zreszta juz pisales, ze miales jeszcze gorsze przejscia w przeszlosci. Silna jednostka bardzo szybko wyczuwa kto jest slabszy i kim mozna pomiatac i owinac sobie wokol palca.
  • muminka2014 12.03.14, 12:42
    A nie pomyślałeś o rozwodzie? Całe życie będziesz dusił się w związku? Żona unika seksu,ma tysiące wymówek, a nie pomyślała o Twoich potrzebach? Nie zastanawia się, że prędzej czy później znajdziesz tzw przyjazną duszę, czułą kobietę, która zrozumie Cię. I co wtedy powie zona?????? zdradziłeś!!!
  • patrycjape27 29.11.18, 19:28
    Ciekawa jestem co u Ciebie, po 4,5 roku. Jak to się dalej potoczyło? Gdybym ja miała takiego partnera (zalety, które opisujesz) to bym odwdzięczyła się ze zdwojoną siłą... Szkoda, że nie możliwości powiadomienia e-mailem czy coś, bo pewnie nigdy nie odczytasz tego wpisu ;)
  • biszkopty35 03.12.18, 22:11
    No, ale jeśli wtedy radził sobie sam, to pewnie i dzisiaj jest to najprostsza dostępna opcja. A my, kobiety, mamy radar. I wtedy nie chcemy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.