Dodaj do ulubionych

jak się od niego odciąć?

02.04.14, 12:43
Jest to kontynuacja mojego poprzedniego watku. Juz wiem, ze nie bedziemy razem, ze jest jaki jest, ze sie pomylilam itd. Najgorsze jest to, ze go kocham i kazde spotkanie z nim wywoluje we mnie niepokoj, ogromna tesknote, lek. Musze sie od niego odciac ale nie wiem jak? Adresu nie zmienie bo nie jestem w stanie sie przeprowadzac. Numer telefonu mam taki sam od 12 lat i nie moge go zmienic ze wzgledu na sprawy zawodowe. Nie rozmawiac? Kontaktowac sie tylko przez maila? Zabrac mu klucze do mieszkania? Nigdy nie bylam w takiej sytuacji
Edytor zaawansowany
  • foringee 02.04.14, 13:01
    POROZMAWIAC Z NIM i UZGODNIĆ reguły wspólnych kontaktów/przebywania we współwłasności/kosztów utrzymania

    Nie wiem czy pamiętasz ale
    1. jesteście małżeństwem (to nie jest obcy przypadkowy pan z którym miałas krótki romans a który teraz cię bezczelnie "nachodzi")
    2. jest współwłaścicielem mieszkania w którym mieszkasz (ma prawo przebywać ale i wtedy i obowiązek dokładania sie do utrzymania mieszkania)
    3. będziecie mieć wspólne dziecko (a co za tym idzie obowiązki alimentacyjne oraz prawa do kontaktów/współwychowywania)

    To jak chcesz się kontaktować to Twoja wola, ustal z nim, powiedz o swoich oczekiwaniach.
    Jesli się wyprowadził, zabrał rzeczy i to koniec, to zasadne jest poproszenie o zwrot kluczy.
    Jesli byłby bardzo namolny/nękający/grożący/niszczący Twoje rzeczy - możesz zgłosić to na policję.

    Nie uprawiaj histerii tylko na spokojnie, jak dorosła, ustal swoje granice w relacjach z prawie-ex-mężem.
  • triss_merigold6 02.04.14, 13:21
    Dokładnie.
    Ponadto uważam, że autorka histeryzuje i rzuca się w jakieś nerwowe kroki, pochopne decyzje. Faceta przygniótł dług, ma mniej kasy niż planował na spłatę i jest w stanie myśleć tylko o tym. Nagłe problemy finansowe są potwornie obciążające psychicznie, zwłaszcza dla mężczyzn.
  • 3-mamuska 02.04.14, 20:39
    triss_merigold6 napisała:

    > Dokładnie.
    > Ponadto uważam, że autorka histeryzuje i rzuca się w jakieś nerwowe kroki, poch
    > opne decyzje. Faceta przygniótł dług, ma mniej kasy niż planował na spłatę i je
    > st w stanie myśleć tylko o tym. Nagłe problemy finansowe są potwornie obciążają
    > ce psychicznie, zwłaszcza dla mężczyzn.


    Zgadzam sie w 100%

    Do tego uspokoi sie , leżysz w szpitalu i masz za duzo czasu na myślenie, i chcesz juz teraz wszystko rozwiązać, a to tak nie działa.
    Raptem minęło 2 tygodnie a ty juz chcesz zrywać kontakty udawać nieznajomych, niebardzo to rozumiem, stres hormony ciaza to wszystko nie sa dobrymi doradcami.

    Rozwód separacje zdążysz złożyć zawsze, nie rób nic, ustał tylko ze na ci oddawać pól za koszty związane z ciaza.

    Mysle z działasz pod wpływem chwili, zranionej dumy hormonów i sporej ilości czasu ktore teraz masz.

    A jesli go kochasz i było dobrze to nie widze powodu zeby działać drastycznie teaz w tej chwili.

    Pytanie tylko gdzie on mieszka i czy rzeczywiście nie ma tam drugiej kobiety, bo to naciskania na spłatę długu ze sprzedaży mieszkania, to trochę tak wyglada jakby on chciał hak najszybciej uwolnić sie od waszych wspólnych spraw. A właściwie to długu ktory on ma , bo to go blokuje.


    Najlepsza opcja ( jesli wyjdzie ze to nie tylko dług ) byłoby spłacić go , te jego 25% mieszkania, podać o alimenty na okres ciąży , i pózniej dla dziecka, ustalić kiedy ma przychodzić do małej.


    Moze narazie niech nie przychodzi do ciebie, nie odbieraj od niego tylko pisz z nim smsy.

    A jak pomaga przy synu czy nie?
    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • lady-z-gaga 03.04.14, 10:46
    >Nagłe problemy finansowe są potwornie obciążające psychicznie, zwłaszcza dla mężczyzn.

    Zwazywszy, że to kobiety - w razie rozpadu związku - zostają z dziecmi na głowie, a ojcowie płacą lub nie, zależnie od możliwości, kogo powinny te problemy bardziej obciążać?
  • motylka34 02.04.14, 13:23
    Nie da sie tego ustalic na spokojnie, niestety. Musze wiec cos narzucic i konsekwentnie sie tego trzymac.
    Z mieszkania zabral absolutnie wszystkie swoje rzeczy, do czynszu nie bedzie sie dokladal. A czy to koniec to on nie wie wiec nie bedzie podejmowal zadnych krokow.
    Jak ja mowie ze to.koniec to on powoluje sie na to, ze dziecko musi miec ojca.
    Musze sie odciac!
  • triss_merigold6 02.04.14, 13:27
    Nie rób nic.
  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 13:36
    To bez nawet specjalnych rad prawnika, jak macie rozdzielność i jest kwestia mieszkania, to ja bym radziła dokumentowac wszystkie wydatki, które ponosisz. Wg mnie może to być przydatne, gdy dojdzie do sprzedaży (lub nie) mieszkania. Jeśli płacisz czynsz też za część mieszkania mężą, to może można to zaliczać na poczet późniejszych rozliczen przy mieszkaniu? Dokumentuj sobie wszystkie wydatki na siebie i ciążę/połóg/dziecko, bo mimo rozdzielności do partycypacji w tych kosztach jest mąż zobowiązany. Zależy w jakim jestes stanie fizycznym, może z prawnikiem więcej byście wymyslili. Na razie spokój, ale może się potem okazać, że bardziej opłaca Ci się zostawić sobie całe mieszkanie, jego spłacić w ratach, pokój wynająć, etc. - wiele posunięć możliwych.
    Widocznie nie jest u niego tak źle z kasą, jesli się wyprowadził i nie umarł z głodu, a już nie jest na Twoim utrzymaniu. Jestem przekonana, że jeszcze sporo rzeczy Cię zaskoczy.
  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 13:39
    Może potem jakieś szcher mcher - kasa na alimenty rozliczana poprzez udział w mieszkaniu, jak nie będzie miał kasy?

    Nie dość, że jesteś silna, to jeszcze szybka. Fajnie:)
  • motylka34 02.04.14, 13:59
    U niego chyba fatalnie. Mieszka w uwaga... garazu u kolegi, schudl, wyglada okropnie. W kwestiach prawnych sobie poradze bo to moj zawod:-) ile ja w zyciu napisalam pozwow rozwodowych:-)
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:07
    Jeso, co tu rozkminiać. Facet przelicytował namawiając Cię na zakup dużego mieszkania i pożyczając pieniądze na swój wkład. Chciał ambitnie i z rozmachem, a nie przewidział, że mu spadną dochody, a ciąża (w dodatku zagrożona) będzie tak szybko. I teraz umiera ze strachu, co zrobić dalej i tylko o tym myśli. Nic szczególnie zdumiewającego w takiej postawie nie ma, na zajmowanie się Tobą i wspieranie nie ma już energii.
  • lady-z-gaga 03.04.14, 10:50
    >Nic szczególnie zdumiewającego w takiej postawie nie ma, na zajmowanie się Tobą i wspieranie nie ma już energii.

    To znaczy, że facet ma powazny deficyt emocjonalny i nie należy przypisywac jego cech całemu męskiemu gatunkowi.
  • triss_merigold6 03.04.14, 10:53
    Wpadł w myślenie tunelowe?
  • motylka34 02.04.14, 13:44
    Triss, zawsze ostro ocenialas postepowanie facetow a teraz jak nie Ty:-) mam nic nie robic i nawet go lekko usprawiedliwiasz
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:00
    Bo widzę kumulację kilku czynników:
    - zakup dużego mieszkania i świadomość, że Ty też nie masz chwilowo poduszki finansowej
    - wypieranie świadomości, że duże i drogie mieszkanie jest w tej chwili praktycznie niesprzedawalne bez straty (akurat jestem w sytuacji i sprzedającego i szukającego większego mieszkania i mam jakieś rozeznanie na rynku)
    - ciąża, która nie była planowana tak szybko (co nie znaczy, że w ogóle nie była planowana tylko dla wielu facetów perspektywa pierwszego dziecka jest szokiem)
    - ambicja
    - potworne przygniatające poczucie, że zawiódł, nie sprostał, nie daje rady i chęć odcięcia się od tego
    Weź pod uwagę, że problemy finansowe, z których nie ma natychmiastowego wyjścia, są depresjogenne. Akurat rozumiem, że facet dostał obsesji, że chce załatwić sprawę długu zanim dziecko się urodzi i nie jest w stanie o niczym innym myśleć.
  • motylka34 02.04.14, 14:12
    Ale jednoczesnie odrzuca kazda racjonalna propozycje rozwiazania tego problemu. Wiele w zyciu przeszlam, nieraz bylam w sytuacji ze sama nie jadlam zeby dziecko moglo zjesc bo splacalam kredyt po jego zmarlym tacie i jednoczesnie konczylam ciezkie i drogie studia. Dalam rade, nie ucieklam...
    Nie umiem postawic sie w jego sytuacji, on w mojej nie chce...
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:18
    Daj mu czas, jeśli chcesz oczywiście. Każde racjonalne rozwiązanie problemu, czytaj: z Twoją pomocą, jest kopem w jego ambicję i poczucie własnej wartości jako mężczyzny. Przestań proponować rozwiązania.
    On się w Twojej sytuacji nie postawi, bo Ty masz: większy, trwały majątek, starsze dziecko, stabilniejsze dochody, już byłaś w sytuacji osoby spłacającej kredyt.

    Ja stawiam na szok i załamanie nerwowe u tego faceta, a nie na świadomą złą wolę.
  • motylka34 02.04.14, 14:37
    I znowu idealnie trafilas:-) zawsze mowi, ze ja mam lepiej. Moze to i zalamanie nerwowe, ale przy okazji bardzo rani i bardzo to boli. Juz nawet pomine fakt braku zainteresowania mna, dzieckiem, zyciem. Slowa ktore wypowiada sa dobijajace i stad chec odciecia sie. Zeby bardziej nie bolalo
  • foringee 02.04.14, 14:40
    Nie każdy musi mieć równie rozwiniętą inteligencję emocjonalną. Facet chciał pokazac się jako "gość" w małżeństwie a pokazał się jako finansowy nieudacznik. W starciu z Tobą, ciągle przypominająca mu o finansach - majętniejszą i bardziej zorganizowaną, zaradniejszą - jego kompleks się tylko powiększa. Nie sprostał, zwiał, przeraził się długiem, nie stac go na skupienie się na czym innym, a wspólne życie zmienilo się w pasmo awantur.
    Swoją drogą moglaś przypuszczać że tak będzie, jeśli facet mając ileś lat na karku nie miał wczesniej związków oraz nie miał żadnych oszczędności.

    Wyprowadził się niedawno, finansowo i prawnie z tego co mówisz jestes zabezpieczona.
    Więc po co ta histeria z "muszę się odciąć" ?
    Jesli chcesz, to nie odbieraj telefonów i rob to, co uważasz za konieczne w danej sytuacji (np wynajmij wolny pokój by była kasa na raty).
    Jak nie chcesz by dzwonił/przychodził to mu powiedz, że Tobie też jest ciężko w tej sytuacji a ze względu na przyszłe wspólne dziecko teraz przede wszystkim potrzebujesz spokoju a nie szarpania emocji, więc prosisz go o ... (niedzwonienie codziennie,nieprzychodzenie, umawianie się wcześniej jeśli chce przyjść, zwrot kluczy itd).

    Bo mam wrażenie, że zablokowaniem wszelkich kontaktów chcesz się "pozbyć" szybko pana z życia, a to się nie uda, a jedynie może spowodowac że pan tym bardziej będzie cię nachodził, bo tak czy siak- wspólnych spraw małżeńsko-dzieciowo-finansowych macie wiele. Więc "odcinanie się" jest wskazane tylko wtedy, gdy pan się staje niebezpieczny-zagrażający. Natomiast ustalenie granic ktorych ma w tej sytuacji nie przekraczać oczywiście jest wskazane.
  • tully.makker 03.04.14, 08:51
    ... biedny miś!

    naprawde jestes zwolenniczka podejscia, ze wszystko zrozumiec, to wszystko wybaczyc? O ile twoja analiza brzmi prawdopodobnie, to jak zyc z czlowiekiem, na ktorym nie mozna polegac w trudnych momentach zycowych, bo przezywa zalamanie z racji zwyczajnych zupelnie okolicznosci?

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • aqua48 02.04.14, 13:40
    motylka34 napisał(a):

    > Jak ja mowie ze to.koniec to on powoluje sie na to, ze dziecko musi miec ojca.

    Ależ koniec Waszego związku/małżeństwa nie oznacza że dziecko nie będzie miało ojca? Powiedz mu, że nikt mu praw rodzicielskich nie odbiera, ale skoro się wyprowadził i nie ma zamiaru do domu wracać to dobrze byłoby uporządkować całą sytuację od strony prawnej. Ty będziesz mieć na głowie dwójkę dzieci, nowe mieszkanie, siebie w połogu, sprawy związane z powrotem do pracy i organizacja domu, i nie masz ochoty jeszcze jego problemów emocjonalnych w tej sytuacji rozwiązywać. Musisz zająć się ogarnięciem rzeczywistości. A już całkiem złośliwie dodałabym, że być może będziesz jeszcze mieć szansę na znalezienie odpowiedzialnego faceta, który zechce Ci w tym wszystkim pomóc i na którego będziesz mogła w tej trudnej sytuacji liczyć.
  • motylka34 02.04.14, 13:52
    Aqua, a ja mysle ze on chce zostawic sobie otwarta furtke do ewentualnego powrotu. Na moje konkretne pytania- czy sie rozstalismy, czy chce rozwodu, czy chce wrocic odpowiada nie wiem. A ja chce wiedziec na czym stoje, nie mysle o kolejnym facecie ale wiem, ze bede sobie chcisla ulozyc zycie bo nie lubie byc sama. Chce zakonczyc stare aby rozpoczac nowe.
  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 13:57
    To kończ, ale nie musisz się z tego spowiadać. Może on w tej chwili sam obmyśla, jak doprowadzić do jak najszybciej sprzedaży mieszkania, właśnie po cenie dumpingowej;), i dlatego się wyprowadził, żeby np. kosztami czynszu "wpływać" na Twój tok myślenia, i specjalnie mówi "nie wiem". Nie bądź głupia, jak potem te setki babek, co coś tu piszą (albo na rozwodnikach). Plis, za bysta jestes:)
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:01
    Bo pewnie w tej chwili nie wie.
  • aqua48 02.04.14, 15:47
    motylka34 napisał(a):

    > Aqua, a ja mysle ze on chce zostawic sobie otwarta furtke do ewentualnego powro
    > tu.

    To odpowiedz sobie na pytanie czy TY chcesz mu tę furtkę zostawić. Bo nawet regulując w jakikolwiek sposób TERAZ Wasze kontakty nie musisz mówić żegnaj, możesz powiedzieć do widzenia.

    Na moje konkretne pytania- czy sie rozstalismy, czy chce rozwodu, czy chce
    > wrocic odpowiada nie wiem.

    Fajnie tak wrzucić komuś swoje problemy na głowę. Zapytaj go KIEDY będzie wiedział.
  • motylka34 02.04.14, 15:56
    On niczego nie wie w tej chwili, poza tym ze ma dlug do splaty.
    Co do furtki to juz nie bo boje sie ze bedzie zawodzil w duzo gorszej sytuacji kryzysowej. wg niego nie moze byc gorzej a wedlug mnie gorsza moze byc np. choroba.
    Nie chce mu mowic zegnaj, chce tylko uciac te kontakty tu i teraz zeby uzyskac wzgledny spokoj.
  • triss_merigold6 02.04.14, 16:04
    IMO choroba jest łatwiejsza psychicznie do zniesienia niż dług. Bo dług jest jakoś zawiniony i do obciążenia dochodzi poczucie winy, świadomość własnego błędu.
  • foringee 02.04.14, 16:06
    > Nie chce mu mowic zegnaj, chce tylko uciac te kontakty tu i teraz zeby uzyskac
    > wzgledny spokoj.


    Nie wiem co przez to rozumiesz. W jaki sposób on nie daje ci spokoju.
    Odbieraj co drugi telefon, a po kilku minutach rozmowy mów, że przepraszasz ale musisz kończyć bo ktoś przyszedł/śpieszysz się gdzies na termin/itd.
    Spokój możesz zapewnić sobie sama zmiana nastawienia i zajęciem się sprawami realnymi a nie emocjonalnymi.
  • foringee 02.04.14, 16:11
    Bo, de facto, nie napisałas co ten facet konkretnie robi, jak się zachowuje, że czujesz presję na potrzebę odcięcia.
    Czy ta presja wynika z jego konkretnych działań w Twoim kierunku,narzucania Ci się, dręczenia, - czy raczej z Twoich mocnych emocji ktore się generują same na samą myśl, że ten facet istnieje.

  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 13:54
    Wg mnie nic nie rób - w znaczeniu z nim. Nie informuj o zamiarach, bo wtedy masz przewagę. Rób ale w porozumieniu z prawnikiem.

    Jak ktos się wkurzy, chce odpocząć, to nie wyprowadza się z całym majdanem. Bierze co najwyżej kilka rzeczy i idzie do kumpla/rodziny/hotelu. Tak sobie myślę;)
  • motylka34 02.04.14, 14:05
    Paris, uwierz mi ze jegm majątek to właśnie kilka rzeczy:-) a dzisiaj sie okazało że wiekszość jest w naszej piwnicy do której nigdy nie zaglądałam. Ciocia, ktora zajmuje sie moim synem chciala wrzucic tam jakies skrzynki i okazalo sie ze nawet nie da sie tam wejsc.
  • asfo 02.04.14, 14:28
    To wszystko jest jakieś zupełnie nielogiczne. Tzn. jeśli się planuje wyprowadzić "na trochę" to się nie zabiera rzeczy. Jak się chce wyprowadzić "na zawsze" to się zabiera. Jak się chce sprzedać mieszkanie, to pakujesz rzeczy do pudełek, ale zabierasz w nowe miejsce, albo zostawiasz w domu w pudełkach aż znajdziesz to nowe miejsce, a nie wynosisz do piwnicy, bo to bez sensu.

    Wygląda jakby chciał przed tobą te rzeczy ukryć, tylko po co?

    Albo to jakiś misterny plan niezrozumiałego przeznaczenia, albo gościowi się coś pomieszało w głowie - ma jakieś zaburzenia, próbuje jakoś na ciebie wpływać w jakiś dziwny, pokręcony sposób, ale trudno powiedzieć, co miałby w ten sposób uzyskać.

    Mi się zdaje, że te kłopoty finansowe to coś więcej niż dług u rodziny. To wygląda poniekąd, jakby on się przed kimś ukrywał - może przed komornikiem a może i gorzej.
  • tully.makker 03.04.14, 08:54
    > Wygląda jakby chciał przed tobą te rzeczy ukryć, tylko po co?

    Ehh, po co takie teorie spiskowe zaraz - po prostu nie mial ich gdzie i jak zabrac. Ogarnie sie mieszkaniowo, to zabierze.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • motylka34 03.04.14, 11:28
    Mogl to zostawic w domu, ktory rowniez jest jego, ma klucze i mogl je zabrac jak sie ogarnie mieszkaniowo.
  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 14:06
    Triss mądrze prawi, tylko ja bym wyszła od tego, że jeśli ktoś zostawia żonę w zagrożonej ciąży z jakiegoś powodu innego, niż że mafia by ją mogła razem z nim zamordować, to szkoda czasu i atłasu. Myślisz, że kiedyś zapomnisz tę jego wyprowadzkę? Chyba łatwiej zdrade wybaczyć. To nie tylko opuszczenie Ciebie, ale i dziecka. To w zasadzie jest już dno, że ciężko (nie licząc patologii) coś mocniejszego wymyślić.
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:08
    Jakiego dziecka? Laska jest na początku ciąży. Jasne, nie powinien był się wyprowadzać, tylko że ja w tym widzę nie porzucenie, a desperackie miotanie się gościa zapędzonego w kanał finansowy.
  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 14:14
    A psychologia prenatalna?;)
    Początek ciąży jest nawet ważniejszy niż koniec. Dodajmy chorej żony - w zagrożonej ciąży.
  • paris-texas-warsaw 02.04.14, 14:16
    Musze iść, ale dodam, że to zwykły... pipipi.... Nie wiem, czy jesteś w szpitalu, czy nie, ale jak w domu i cos będzie nie halo, to z synem będziesz jechać na dyżur do szpitala. Nie, no lepiej już dac sobie spokój.
  • verdana 02.04.14, 14:19
    Problem w tym, ze skoro będziecie wspólnie mieli dziecko, to możesz się rozwieść, ale nie odciąć - jesteś z facetem w pewien sposób związana do końca życia, albo przynajmniej przez najbliższe 18 lat, chcesz czy nie. Możesz oczywiście próbować pozbawić go praw rodzicielskich, ale i tak pozostanie kwestia alimentów - poza tym musisz myśleć także o dziecku. Facet nie sprawdził się jako maż (choć moim zdaniem sytuacja jest tu bardzo skomplikowana), ale to nie znaczy, że nie będzie lepiej, aby dziecko miało jakiegokolwiek ojca.
    Mam wrażenie, że działasz w pośpiechu i bez głębszej refleksji. Na razie radziłabym nic nie robić, zaczekaj jeszcze.
    --
  • motylka34 02.04.14, 14:39
    Nie nienawidze go, nie chce mu niszczyc zycia ani relacji z dzieckiem. Chce sie odciac tu i teraz zeby uzyskac wzgkedny spokoj i skupic sie na sobie, dzieciach a nie na problemach z nim.
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:19
    Jaja sobie robisz, co za kretynizm.
  • verdana 02.04.14, 14:26
    A sądzisz, że tatusia można po prostu pominąć milczeniem? Tatuś, nawet zły, ma pewne prawa i bardzo trudno go spławić na wieki wieków amen.
    --
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:28
    To do mnie?! Ja odpisywałam na te konkursowe bzdury o psychologii prenatalnej i że początek ciąży jest ważniejszy niż koniec.
  • verdana 02.04.14, 14:34
    Aaa. Podpięło się pode mnie. W sprawie psychologii prenatalnej pełna zgoda.
    --
  • motylka34 02.04.14, 14:17
    Triss, jestes moim mezem?:-)
    Tak, jest w fatalnej kondycji finansowej, ja rzeczywiscie cala poduszke wydalam na nasze wspolne gniazdko, mam teraz ograniczone mozliwosci zarabiania. To chyba ja powinnam go wyrzucic z domu bo nie dosc ze biedny to jeszcze musze go utrzymywac. Nigdy do glowy mi to nie przyszlo
  • triss_merigold6 02.04.14, 14:23
    Nie, po prostu naoglądałam się (jako potencjalny zainteresowany) dużych pięknych nowych mieszkań, które z powodów kredytowych/rozwodowych para musi sprzedać, a któraś strona upiera się przy odzyskaniu ceny z np. 2009 czy 2010 r. i widzę jaki kanał ludzie miewają. Ceny z w/w nie dostaną za Chiny Ludowe, a sprzedając taniej zostają z długiem.

    Dorzuć do tego męską ambicję i poczucie porażki przechodzące w panikę.
  • pade 02.04.14, 16:10
    Całkowicie zgadzam się z Triss i dodam jeszcze od siebie, że brakuje mi w tym opisie wsparcia ...dla męża. Ja rozumiem, że jesteś w ciąży, zagrożonej, też byłam i wiem, jak się wtedy kobieta skupia na sobie, ale mimo wszystko wzięłabym pod uwagę, po pierwszym mocnym wkurzeniu, że facet po prostu przekombinował. I, że sobie nie radzi, a pomocy nie chce, co mnie wcale nie dziwi. Podejrzewam, że bardziej przydałoby mu się wysłuchanie i słowa: wierzę w Ciebie, poradzisz sobie, a nie : zrób to i to.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • motylka34 02.04.14, 16:21
    Nie jeden raz mu to mowilam. Pomagalo na chwile. Stal sie realista-pesymista.
    Jak okazalo sie, ze musze lezec to prawie caly ten czas poswiecilam na pomoc w szukaniu zlecen. Wierzylam w niego i dalej wierze, ale wiem ze jego obecne nastawienie nie pomoze mu wcale.
  • attiya 02.04.14, 15:07
    ależ oczywiście, że dziecko musi mieć ojca, co nie oznacza, że matka tego dziecka musi żyć z ojcem tego dziecka :P
    --
    Wolimy słyszeć krzyk mrożonych zarodków niż krzyk bitego dziecka za ścianą
    Dr Anita Kucharska-Dziedzic, Stowarzyszenie BABA
  • attiya 02.04.14, 15:05
    jeśli to ty płacisz za czynsz, za wszelkie r-ki związane z użytkowaniem mieszkania, ty ponosisz koszty związane z przyszłym macierzyństwem, to wszelkie wydatki - także na lekarza - miej udokumentowane, coby w razie czego móc odliczyć je sobie przy spłacie jego części.
    Nie miej też skrupułów coby wnieść już niedługo o alimenty na dziecko i w sumie nie martw się skąd on je weźmie, bo to jego problem, nie twój.
    Ustal już teraz z nim wszelkie zasady, które powinny teraz was obowiązywać, także te o korzystaniu z mieszkania, żeby wszystko było jasne i przejrzyste.
    Dług długiem, rozumiem, że może go to przytłaczać ale jesteś w ciąży, masz problemy i jednak człowiek, nie dług powinien być na pierwszym miejscu. Poza tym to on odszedł od ciebie, nie ty od niego.
    Powodzenia
    --
    Mrożona zygota w ciekłym azocie - bez wątpienia człowiek obdarzony "duszą nieśmiertelną". Niechciane dziecko księdza... no, to takie ni to, ni sio...
    redheadfreaq
  • triss_merigold6 02.04.14, 16:01
    Nikt nie napisał chyba więc zwrócę uwagę na jeden drobiazg.
    Mąż jest właścicielem 1/4 mieszkania. W wypadku rozwodu ma pełne prawo wnieść pozew o podział mieszkania i określenie warunków spłaty. On Motylka nie spłaci z jej 3/4 więc Motylek będzie musiała się zgodzić na spłacenie męża w określonym terminie albo sprzedaż mieszkania i rozliczenie.
    Rzeczoznawca wyceni i niespecjalnie będzie go interesować ile kosztowało na rynku pierwotnym tylko jakie są ceny transakcyjne teraz. A przy dużych (jak duże jest, nie wiemy) ceny transakcyjne spadły, przy konieczności szybkiej sprzedaży autorka straci.
    Choćby z tego powodu odradzam odcinanie się, pójście na noże czy inne egzaltowane durnoty.
  • motylka34 02.04.14, 16:26
    Zgodzilam sie na sprzedaz ale nie ponizej wartosci. Mieszkanie bylo kupione rok temu w stanie deweloperskim, wykonczone i dosyc latwo jest ustalic jego realna cene. Problem jest raczej ze znalezieniem klienta na taki metraz biorac pod uwage zatrzesienie takich ofert zarowno.na rynku pierwotnym jak i wtornym. Podzial majatku, rozwod to dlugi proces a on potrzebujectych pieniedzy duzo szybciej. Nie chce mu nic zabierac, ale tez nie moge sie zgodzic na posuniecia na ktorych moge stracic.
  • triss_merigold6 02.04.14, 16:35
    Cherie, wartość to tyle za ile da się sprzedać w danym momencie. Jeśli ofert jest dużo i mają porównywalne parametry, to prędzej czy później ktoś zacznie obniżać cenę. Mieszkanie, które obserwuję ma ponad 100 tyś niższa cenę obecnie od tej z momentu wystawienia i jeszcze zejdą, a jest nowe.
    Rozwód i podział majątku to odrębne sprawy.
    Nie bardzo też widze jakim prawem moglabys zabrać klucze współwłascicielowi mieszkania.
  • triss_merigold6 02.04.14, 16:40
    Czy wzielas pod uwagę, że nie utrzymasz bardzo dużego mieszkania i dzieci za 2 tyś zasiłku macierzyńskiego + renta?
  • aqua48 02.04.14, 16:42
    motylka34 napisał(a):

    > Zgodzilam sie na sprzedaz ale nie ponizej wartosci. Mieszkanie bylo kupione rok
    > temu w stanie deweloperskim, wykonczone i dosyc latwo jest ustalic jego realna
    > cene.

    Tyle, że "realna cena" w przypadku mieszkania to taka jaką klient jest gotowy zapłacić. A nie ta, za jaką się je kupiło plus koszty remontu, wyposażenia itp...
  • triss_merigold6 02.04.14, 16:46
    Dokładnie. Liczą się też comiesięczne koszty utrzymania. Ogladaliśmy takie, 100m2, niezła cena, idealny rozkład pomieszczeń ale koszty utrzymania wyższe niż przy innych podobnych, znacząco wyższe. No to sorry.
  • motylka34 02.04.14, 16:59
    Wiem, ale na ta chwile jego propozycja ceny sprzedazy jest duzo nizsza od ceny zakupu od dewelopeta a cena bylo mocno wynegocjowana wiec atrakcyjna. Janie musze sprzedawac, moge spokojnie czekac. Nie spodziewam sie ze wszystko.odzyskam ale moge chociaz troche zminimalizowac swoje straty. Wychodze z zalozenia ze skoro on mysli teraz o sobie to ja nie moge myslec o nim. W tej chwili moja cena ofertowa to jest 600 tys i jest najtansza na naszym osiedlu. Jego to 450 tys.,kilkadzisiat tysiecy ponizej ceny zakupu i mam w plecy na samym zakupie niecale 50TYS. Nie, nie i jeszcze raz nie!
  • aqua48 02.04.14, 17:32
    motylka34 napisał(a):

    > Janie musze sprzedawac, moge spokojnie czekac.

    Jak nie musisz, to spokojnie czekaj i nie przejmuj się.
  • aqua48 02.04.14, 17:42
    Nadal nie rozumiem do końca całej tej sytuacji. Pobraliście się, było fajnie, zaszłaś w ciążę. Mąż zapragnął powiększenia przestrzeni mieszkalnej i w tym celu zaciągnął dług u krewnych (swoich, Twoich?) na kupno mieszkania. Ty sprzedałaś to w którym dotąd mieszkałaś i po dołożeniu jego wkładu kupiliście większe. Wprowadziliście się. Mąż stracił możliwość zarabiania. Wyprowadził się i żąda od Ciebie sprzedaży mieszkania. Obraził się. Nie pomaga podczas zagrożonej ciąży, nie wie czego chce od Ciebie prócz zwrotu włożonych w mieszkanie pieniędzy. Teraz, od razu już.
    Tak to wygląda? A gdzie mąż mieszkał przed ślubem?
  • motylka34 02.04.14, 17:54
    Najpierw byla chec powiekszenia rodziny a potem plany mieszkaniowe i slub. Sprzedalam swoje mieszkanie, dolozylam oszczednosci a maz reszte. Pozyczka od jego rodziny. Potem posypaly sie zlecenia. Rok przed slubem zamieszkalismy razem w moim mieszkaniu. Reszta tak jak napisalas
  • iziula1 02.04.14, 17:36
    Czyli po sprzedaży On odzyskuje 100% wkładu ty tylko część... Nie zdziwiłabym się gdyby twój mąż już miał na mieszkanie klienta :P
    Co do odcięcia się. Nie wiem czy dobrze to czuje ale twój mąż odwiedza cię w szpitalu tylko po to by rozmawiac o sprzedaży i jego długu. Rozmowy telefoniczne też tak wyglądaja?
    Nie dziwię się, że nie umiesz się wyciszyć.

    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • motylka34 02.04.14, 17:50
    Moj maz twierdzi, ze po sprzedazy on chce tylko na 2 raty a reszta dla mnie. Ale notariusz musi rozpisac cene sprzedazy zgodnie z udzialami. A jak mu sie odwidzi w ostatniej chwili? Nie moge ryzykowac i ufac mu za batdzo.
    Moj maz do szpitala przychodzi po to zeby zapytac jak sie czuje ale jeszcze nigdy nie pozwolil mi odpowiedziec na to pytanie. Oprocz tego sa rozmowy, ktore koncza sie jak zwykle stwierdzeniem, ze ja mu nie pomagam w splacie dlugu bo sabotuje jego pomysly. Albo zaczyna sie nagle czepiac slow wyrwanych zupelnie z kontekstu.
    Nie musialabym sie odcinac gdyby nasze rozmowy skupialy sie na przyszlosci a nie na przeszlosci, gdyby mnie tak nie wykanczaly emocjonalnie. A poza tym co z oczu to i z serca
  • agrypina6 02.04.14, 19:21
    Poinformuj personel, żeby go do CIebie nie wpuszczali. Telefonów nie odbieraj.
  • motylka34 02.04.14, 20:40
    Do szpitala moze wejsc kto chce:-( personel ma to gleboko w de. Telefonow staram sie nie odbierac ale powiem szczerze, ze jego imie na ekranie powoduje u mnie podwyzszone cisnienie, drzenie rak itd
  • 71tosia 02.04.14, 21:23
    Moze jednak mozna pogadac z rodzina, od ktorej maz pozyczyl pieniadze? Moze sie zgodza na wydluzenie okresu splat i czasowe zmniejszenie rat? Nie jest to moze eleganckie rozwiazanie ale jakies. W koncu nawet bank nie ma wyjscia i czasami musi sie zgodzic na renegocjowanie splaty kredytu.
    Facet sie zalamal, ludzie czasami strasznie ostro przezywaja trudnosci finansowe. Jednak nie rozumiem tej jego kalkulacji. Chce ze sprzedazy mieszkania tylko dwie raty kredytu, a co dalej z dlugiem, z czego splaci reszte? Liczy ze za jakis czas bedzie mial na to pieniadze? Jezeli tak jest, to po co teraz az tak panikuje? Jestes pewna ze ma pieniadze od rodziny, a nie z jakies szemranej firmy? I ze nie ma innych klopotow? Przede wszystkim dobrze zbadaj jak wyglada wasza sytuacja finansowa, bo jezeli on tak nalega na te sprzedaz to moze jest jednak duzo gorzej niz myslisz (inne dlugi?). A wtedy rzeczywiscie trzeba te opcje sprzedazy rozwazyc powazniej i ratowac co sie da.
  • motylka34 02.04.14, 21:33
    Jest to tylko pozyczka od rodziny a on to traktuje honorowo. Zawsze w kwestiach finansowych zachowywal sie honorowo.
    Mozna porozmawiac o wydluzeniu terminu splaty ale on nie chce. Do tegp dochodzi bardzo silna potrzeba pomocy rodzicom i siostrze. Finansowej pomocy oczywiscie. I bardzo go uwiera ze nie moze im pomoc a malo tego, to rodzice jemu pomagaja
  • 71tosia 02.04.14, 21:53
    to juz naprawde dziwne, facet jest na granicy obledu, a nie chce sie przyznac rodzicom ze macie problemy finansowe i potrzebujecie czasu na splate zaciagnietego u nich dlugu? Pewnie gdyby jego rodzice wiedzieli co sie dzieje to sami by zaproponowali pomoc. No i na co on liczy? Na cudowne pojawienie sie pieniedzy za kilka miesiecy, przy 3 racie? Twoj maz powinien pobrac jakies antydepresanty, bo zupelnie nie mysli racjonalnie w tym stresie. Tylko jak go do tego sklonic?
  • motylka34 02.04.14, 22:04
    Proponowalsm terapie u psychologa i nie zgodxil sie. A ma nad czym pracowac. Zeby miec leki to trzeba pojsc do psychiatry a on twierdzi ze nie jest wariatem. Dlug wcwiekszosci jest u ciotki, rodzice
    splacili za niego jedna rate.
    Mysle, ze gdyby udalo mu sie przesunac termin platnosci, zmniejszyc rate to mialby wiecej energii na szukanie zlecen. Ale to musi zrobic on sam
  • aqua48 02.04.14, 22:36
    motylka34 napisał(a):

    > Proponowalsm terapie u psychologa i nie zgodxil sie.
    > Mysle, ze gdyby udalo mu sie przesunac termin platnosci, zmniejszyc rate to mia
    > lby wiecej energii na szukanie zlecen. Ale to musi zrobic on sam

    Dla mnie mężczyzna, któremu w trudniejszej życiowo finansowej sytuacji bardziej zależy na akceptacji przez siostrę i rodziców niż na życiu i zdrowiu nienarodzonego własnego dziecka, i który zamiast dążyć do znalezienia wyjścia z sytuacji wyprowadza się z domu jest nieodpowiedzialny i niedorosły po prostu. To tzw. "mężczyzna na pogodę". Jest świetnym kompanem i towarzyszem kiedy wszystko idzie dobrze i świeci słońce, w sytuacjach kryzysowych zawodzi, popełnia kardynalne błędy i jeszcze każe się pocieszać.
  • motylka34 02.04.14, 23:15
    Na ta chwile na tym mu najbardziej zalezy wiec niech sie stara, ale nie moim kosztem
  • paris-texas-warsaw 03.04.14, 01:39
    Jak przeczytałam o tym garażu, o tym synu, którego prowadzi psycholog i wiecznych awanturach, to może faktycznie on ma coś z psychika. A siła psychiczna to najcenniejsza rzecz:) Może w przeszłości już się leczył psychicznie? Może to jest ta kwestia, o której jeszcze nic nie wiesz?
    Z drugiej strony to myślę, że Ty sama go nie kochasz. Jeśli miałabym jakiś dług (pomijając, że zazwyczaj rozdzielność majątkowa budzi moje zastanowienie - rozumiem, macie swoje oddzielne firmy...), a mąż nie dałby mi pieniędzy (bo masz jakiś dodatkowy składnik majątku, o którym piszesz), to ja osobiście nie wierzyłabym w jego uczcucia. A przy długach męża pewnie bym się wkurzyła, ale poszła i sama je spłaciła, jakbym miała z czego.
    Nie wiem, co Was połączyło, ale raczej ciąża i kłopoty pokazały, że nie wiele już łączy na chwilę obecną.

    Ps. Bardzo mnie zdziwiły słowa Tris o głupotach na temat tego, że początek ciąży jest ważniejszy niż dalsza część, i że "psychologia prenatalna" to bzdury. Sam stres może przecież powodować poronienia, nie mówiąc o "toksycznych" hormonach stresu, o zwykłym fizjologicznym przełożeniu oddechu/ciśnienia na stan płodu. Zresztą skoro to pobyt w szpitalu, to sprawa jest na tyle poważna, że z awanturami się nie przychodzi. Zawsze ważniejsze fundamenty niż tynki.
    Mam nadzieję, że masz fajne koleżanki w szpitalu, ja zawsze trafiałam na świetne dziewczyny i mogłam się wygadać za wszystkie czasy:))))))))
  • motylka34 03.04.14, 09:17
    Z ta rozdzielnoscia wyszlo jskos tak naturalnie bo oboje mamy swoje dzialalnosci.
    I naprawde go kocham. Ten skladnik majatku to dzialka wystawiona na sprzedaz, kiedys byl na nia chetny ale moj maz powiedzial ze nie wezmie ode mnie pieniedzy na splate jego dlugow wiec nie sprzedalam.Teraz nie ma chetnych.
    Gdybym miala takie pieniadze na koncie to w zebach bym je zaniosla. Kredytu tez nie moge wziac bez jego zgody jako wspolwlasciciela mieszkania. Zreszta teraz to i tak tego nie zrobie bo nas nie ma, nie mamy wspolnych problemow a jak ja rozwiaze jego problem to sama wpakuje sie w niezle bagno.
  • triss_merigold6 03.04.14, 10:19
    Odniosę się do psychologii prenatalnej.
    Idealnie, jeśli ciężarna ma spokój, komfortowe warunki, zero stresów, adorację i wsparcie męża, a wokół biegają jednorożce o tęczowych kopytkach. Niemniej, jakieś 80% żeńskiej części ludzkości takich warunków nie ma i mieć nie będzie. Gdyby stres kobiety w trakcie ciąży powodował za każdym razem poronienia i dramatyczne zmiany neurologiczne i fizyczne u zarodka/płodu, to ten gatunek by nie przetrwał.
  • motylka34 03.04.14, 10:37
    Cos w tym jest. Nigdy nie bedzie idealnych warunkow.
    Problem pilega na tym, ze mam bardzo wysokie cisnienie ktorego nerwy nie obnizaja a do tego olbrzymiego krwiaka, ktory moze w kazdej chwili peknac, wlasnie od wysokiego cisnienia. I dlatego ten spokoj i stabilnosc tej sytuacji jest mi potrzebna. A stabilnosc to nie jest odpowiedz nie wiem na kazde zadane pytanie.
  • tully.makker 03.04.14, 09:03
    Widze, ze niewiele osob cie rozumie. Ja tak. Podczas rozwodu z moim pierwszym mezem, kontakty z nim, mimo ze nie wiazace sie zazwyczaj z awanturami, byly dla mnie zrodlem strasznej traumy. Tak wielkiej, ze postanowilam juz nigdy nie brac slubu, zakladajac, ze z konkubinatu bedzie mi latwiej sie wyplatac na przyszlosc ( tu sie mylilam, hehe)

    kazde spotkanie, a bylo ich ,mnostwo jeszcze przez kilka lat, kazde spojrzenie na tego faceta powodowalo, ze wszytko wracalo do mnie, powodujac drzenie rak i kamien w zoladku. Wystarczyl telefon, zeby mnie wyprowadzic z rownowagi.

    Nie wiem, co ci zaproponowac, ale myslisz, ze jest szansa na to, zbey zgodzil sie dac ci spokoj na jakis czas - 2 tygodnie, miesiac, i nie odwiedzac cie, a informacje o twoim zdrowiu czerpac od twojej ciotki?

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • motylka34 03.04.14, 09:10
    On nie kontaktuje sie ze mna zeby rozmawiac o moim zdrowiu tylko po to zeby rozmawiac o sprzedazy mieszjania. Moje zdrowie chyba najmniej go interesuje bo jestem w szpitalu i chyba wiedza co robia.
    Ale masz racje, dokladnie to samo sie ze mna dzieje. Jak go widze jestem opanowana a jak wyjdzie to zaczynam wyc i wraca do mbie wszystko.
  • paris-texas-warsaw 03.04.14, 09:29
    Faktycznie nie rozumiem, może trzeba jasno powiedzieć, że zachowuje się nie jak facet, ale namolna żenująca baba/pedał, człowiek bez honoru itd. Trudno mi sobie tez wyobrazić, że może być trudno wygrzebać się z konkubinatu. Rozumiem, że dzieci, ale jak związku nie ma, a niby trwa, każdy ma swoją półkę w lodówce, półkę w łazience, etc. Może za łagodne jesteście?
  • motylka34 03.04.14, 09:49
    Zaczelam sie nawet zastanawuac czy nie doszukuje sie jakiegos drugiego dna. Bezpieczne i wygodne zycie mu sie zawalilo bo wzial pozyczke na mieszkanie, ktore nawet w calosci nie jest jego. Posypaly mu sie relacje ze mna i moim synem. Nie ma zlecen. Utrzymuje go zona, ktora na dodatek jest w zagrozonej ciazy.
    Moze to co mowi powinnam odbierac wprost. Ze mnie nie zostawil, tylko sie wyprowadzil, ze mimo wszystko mnie kocha, ze robi to dla dziecka, ze wyprowadzil sie zeby poukladac swoje sprawy. Moze za bardzo kombinuje?
  • tully.makker 03.04.14, 09:56
    Ja mysle, ze poki co, nie trzeba dos prawy podchodzic agresywnie, na to zawsze bedzie czas. Ale poprosic go, zeby nie przychodzil przez jakis czas, na zalecenie lekaqrzy, bo jak nie przestanie cie denerwowac, to nie bedzie zadnego dziecka.
    I moze lepiej mu to napisac, bo rozmowa tez ci pewnie podniesie cisnienie.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • tully.makker 03.04.14, 09:54
    Trudno mi sob
    > ie tez wyobrazić, że może być trudno wygrzebać się z konkubinatu.

    No zwyczajnie. Facet nie chce sie wyprowadzic, a ty nie masz w danym momencie sily na walke prawna.

    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • verdana 03.04.14, 20:21
    Wiesz, to co napisałaś jest zwyczajnie skandaliczne. Obrzydliwe.
    Rozumiem, zę dla Ciebie baba to wyzwisko. Sama jesteś babą, a zatem nie należy od Ciebie oczekiwać niczego? No, a oczekiwać, że "pedał" jest uczciwy, to Ci się w głowie nie mieści prawda?
    To by było na tyle psychologicznych rozważań - a w końcu wyłaża z człowieka obrzydliwe uprzedzenia i tyle tego.
    --
  • aqua48 03.04.14, 09:44
    motylka34 napisał(a):

    > On nie kontaktuje sie ze mna zeby rozmawiac o moim zdrowiu tylko po to zeby roz
    > mawiac o sprzedazy mieszjania.

    To powiedz mu wprost, masz teraz poważniejsze problemy i że nie będziesz na temat mieszkania rozmawiać aż do porodu, ze szpitala możesz go wyrzucić.
  • foringee 03.04.14, 10:38
    > To powiedz mu wprost, masz teraz poważniejsze problemy i że nie będziesz na tem
    > at mieszkania rozmawiać aż do porodu, ze szpitala możesz go wyrzucić.


    No dokładnie.
    Autorka z jednej strony juz odżegnuje się od faceta i mowi, że to na pewno koniec,
    a z drugiej strony przyjmuje jego odwiedziny, odbiera telefony wiedząc, że przychodzi gadac z nią tylko o interesach i pieniądzach.
    Chcialaby żeby ten facet był inny i nakręca się histerią, bo okazuje się za każdym spotkaniem, że ten facet inny nie jest.
    Ale nie potrafi sama zadecydować i powiedzieć "dość tego".
    Wystarczy mu powiedzieć stanowczo to co powyżej zacytowane, a jakby nie dotarlo to zrobić raban w szpitalu, zacząć krzyczec, wezwać pielęgniarki - gwarantowane, że facet przestanie tan nachodzić.
    A samej skontaktowac się ze szpitalnym psychologiem i przerobic z nim temat.

  • motylka34 03.04.14, 11:46
    Przerabiam temat z psychologiem. Zaproponowano mi terapie rodzinna, na ktora on nie chce sie zgodzic. Wg psychologa mezczyzni oddzielaja sfere materialna od emocjonalnej i dlatego w przypadku problemow finansowych uciekaja od rodzinnych zobowiazan, a w przypadku problemow emocjonalnych uciekaja w prace. Moj maz nie moze uciec w prace bo jej nie ma i dlatego uciekl w ogole od zycia. Przed znajomymi i rodzina udaje co jeszcze pogarsza jego stan emocjonalny bo nie ma z kim na ten temat porozmawiac, co go tylko utwierdza w tym ze droga ktora wybral jest jedyna i sluszna. Niezaleznie od wszystkiego musi zdarzyc sie cos co nim potrzasnie. Lub ktos i mysle, ze to moze byc jego matka ale jeszcze nie mam odwagi zeby jej o tym powiedziec bo obroci sie to przeciwko mnie, a nie mam sily na tlumaczenie i odpieranie atakow.
  • 71tosia 03.04.14, 20:10
    to nie tlumacz, powiedz ze jestes w szpitalu a maz juz z toba nie mieszka. Na tyle malo by nie byc oskazana o nielojalnosc wobec meza, na tyle duzo by zasugerowac rodzicom ze maz wymaga 'potrzasniecia'.
    Inna rzecz ze jezeli facet nie stanowi oparcia teraz, to pewnie i pozniej nie bedzie. Splacenie dlugu jest rzecza wazna - ale facet, ktory nie widzi przez to ani zagrozonej ciazy, ani problemow pasierba ani twoich - dobrze to nie wrozy. Chyba trudno bedzie mu jeszcze zaufac?
  • motylka34 03.04.14, 21:09
    Myslę, że to on powinien im mimo wszystko powiedzieć. Ale jeśli będą do mnie dzwonili to w końcu ja powiem bo nie umiem udawać.
    Zaufanie będzie trudno odbudować. Nie wiem czy to w ogóle będzie możliwe.
    dzisiejsza wizyta była nawet ok, bez kłótni, rozmowy o długach ale większośc czasu milczeliśmy aż go w końcu wyprosiłam
  • agnieszka_iwaszkiewicz 04.04.14, 23:14
    Zachowanie męża można zrozumieć. Dobrze to opisała "triss". Zatem nie będę się już powtarzać i przyłączę się do tego opisu i wniosków z niego wynikających.
    Natomiast taka reakcja, nawet zrozumiała, nie jest dobrą prognozą na przyszłość. Jest nadmiarowa i lekko histryczna.
    Myślę, że i Pani reakcja na Wasz kryzys jest także nadmiarowa. Chce Pani odcięcia się, snuje Pani plany o rozstaniu.
    Moim zdaniem, to także jest zbyt szybko i bez możliwości refleksji.
    Obie reakcje zatopione są w bieżących uczuciach.
    To co mogłabym Pani doradzić, to chwilę poczekać , zastanowić się, nie reagować panicznie. Szczeglónie, że czas ciąży to czasem też taki mikrokryzys. Więc nie warto podejmować w niej podejmować ważnych i radykalnych decyzji. Co nie oznacza akceptacji dla konkretnych zachowań męża. Moja rada dotyczy decyzji. Sama Pani widzi jak absurdalne mogą być podjęte deczyje. Mąż taki absurd już pokazał.
    Agnieszka Iwaszkiewicz



  • motylka34 04.04.14, 23:28
    Pani. Agnieszko, to zachowanie mojego meza wskazuje na rozstanie. To on podjal ta decyzje wyprowadzajac sie ze wspolnego mieszkania, zabierajac swoje rzeczy i nic nie wyjasniajac.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 05.04.14, 22:06
    motylka34 napisał(a):

    > Pani. Agnieszko, to zachowanie mojego meza wskazuje na rozstanie. To on podjal
    > ta decyzje wyprowadzajac sie ze wspolnego mieszkania, zabierajac swoje rzeczy i
    > nic nie wyjasniajac.,

    Tak, to prawda.
    Jednak jego zachowanie, z wyprowadzką włącznie , było reakcją na kryzys. Przy czym ja ten kryzys rozumiłam jako jego porażkę związaną z kłopotami finsowymi a nie sytuacją w związku. To jest chyba osobisty kryzys męża.
    I wydaje się, ze takiego kryzysu z kolei Pani znieść nie może. Jego niepewność, brak stabilności, odrzucanie Pani propozycji, spowodowło kryzys u Pani. A jego rozwiązaniem ma być definitywne rozstanie i odcięcie się.
    Dlatego napisłam, że obojgu Wam trudno jest uporać się z kryzysem. Choć , oczywiście, rozumiem Pani reakcję, to poddaję pod rozwagę taki sposób rozwiązania.
    Wydaje się, ze jest jeszcze szansa dla tego związku. Wszak to o nią Pani pytała w innych swoich wątkach. Chyba, że kryje się coś pod spodem czego jeszcze Pani nie zna i nie jest związane z problemami finansowymi męża i jego na to reakcjami. Agnieszka Iwaszkiewicz

  • motylka34 05.04.14, 22:20
    Emocje w nas się trochę uspokoiły i zaczynamy spokojniej rozmawiac. Oprócz problemów finansowych dochodzi jeszcze odpowiedzialnośc za rodziców i siostrę, która dla niego jest również związana z pieniędzmi. Z tym również sobie nie radzi. Nie wiem tylko czy potrafię zrozumieć jak z tej odpowiedzialności zaczął zachowywać się tak nieodpowiedzialnie.
    Przestałam naciskać na tłumaczenia, staram sie wysłuchać co do mnie mówi, odpowiadam na jego pytania i delikatniej dobieram słowa.
  • triss_merigold6 05.04.14, 22:25
    Może jednak poproś teściową spokojnie o rozmowę, istnieje szansa, że matka wpłynie na niego uspokajająco. Facet wpadł w panikę i dlatego tak się zachował, od Ciebie zależy czy potraktujesz to jako błąd, który można jakoś nadrobić czy jako niewybaczalną słabość.
    IMO Twoja chęć natychmiastowego odcięcia się, to nic innego jak zero tolerancji dla słabości.
  • motylka34 05.04.14, 22:40
    chyba bardziej moja ucieczka od problemu...
    Dotarło już do mnie że nie moge się odciąć, mogę jedynie ograniczyć kontakty do niezbednego minimum po to żeby dac sobie i jemu czas. Będziemy mieć dziecko i to jak ułozymy wspólne relacje teraz będzie miało duży wpływ na wychowanie dziecka, a wiem że ona ojca będzie potrzebowała.
    Z teściową porozmawiam już na spokojnie jak będę w domu. Od niej będzie zależało co zrobi z tym dalej.
    A w jego branży zaczyna sie ruch więc może zarobi chociaż na część długu
  • triss_merigold6 05.04.14, 22:46
    Ucieczka w reakcji na słabość (cudzą), zwłaszcza dotyczącą sfer w których Ty sobie radzisz dobrze. To nie zarzut.
  • motylka34 05.04.14, 23:08
    Nie wiem czy kiedykolwiek zaakceptuje ta slabosc. Moge teraz jedynie skupic sie na skutkach. Moze kiedys zrozumiem. Nie wiem, bylam kiedys w takiej sytuacji i zachowywalam sie zgola inaczej aczkolwiek tez irracjonalnie
  • fituq 06.04.14, 10:12
    A o co chodzi z tą "odpowiedzialnością za matkę i siostrę" o której ciągle piszesz?
    Facet jest uzależniony od rodziny i absolutnie nie-odpępowiony, wszedł w rolę męża swojej matki - czy może siostra i matka są chore/niepełnosprawne i z głodowymi zasiłkami na siebie więc bez wsparcia nie przeżyją?
  • motylka34 06.04.14, 11:01
    Moj maz pochodzi ze wsi. Jego rodzice utrzymuja sie z niewielkich rent plus dchody z niewielkiego gosporstwa ale mysle ze do tego bardziej dokladaja. Jego siostra mieszka zagranica, zostawil ja maz i zrobila sie nieporadna. Chcialaby wrocic ale u rodzicow nie ma perspektyw a na zycie w miescie nie ma odlozonych pieniedzy. Do tego ma nieuregulowane sprawy rozwodowo alimentacyjne. Jest nieporadna zyciowo. Co miesiac dostawala od nas przelew, tetaz nie i zdarza sie ze brakuje jej na zycie mimo ze pracuje. Dom rodzicow wymaga kapitalnego remontu. Uzgodnilismy ze pomozemy im w tym a teraz to niemozliwe. Do tego ci rodzice splacili jedna rate za meza i nie chca powiedziec skad zwieli pieniadze. To jest ta odpowiedzialnosc za rodzicow i siostre. Kiedys mi to nie przeszkadzalo bo bylo nas stac na wsparcie siostry wysylajac jej 150 eur miesiecznie czy kupujac rodzicom telewizor, wegiel itd. Teraz sie to skonczylo i z tym tez nie moze sobie poradzic
  • verdana 06.04.14, 11:18
    I przy tym wszystkim, jak rozumiem, Ty uważałaś, ze nadmiernie się przejmuje kwestiami finansowymi, ze zafiksował się na konieczności spłacania zobowiązań?
    --
  • motylka34 06.04.14, 12:41
    Ja rozumiem to ze chce splacic zobowiazania. Nie rozumiem tego ze stalo sie to jego jedynem priorytetem, ze nic innego nie jest dla niego wazne, ze na ten czas pozbyl sie nas ze swojego zycia. I ze nie przyjmuje do wiadomosci ze jest to sytuacja przejsciowa a jego rodzina to zrozumie.
  • verdana 06.04.14, 13:11
    A czy nie było tak, że on nie tyle "pozbył się Was", co uciekł przed Tobą, bo lekceważyłaś jego problem? Bo z tego, co napisałaś ostatnio wynika, ze problemem męża nie były tylko długi, ale przede wszystkim fakt, ze nie może wywiązać sie z bardzo istotnych zobowiązań wobec rodziny. Być może błędem było wcześniej stworzenie takiej sytuacji, ze mąż ma poważne finansowe zobowiązania wobec paru osób, ze utrzymuje częściowo nie tylko matkę, ale i siostrę. Ale mnie dziwi, ze o tym wcześniej nie wspomniałaś, bo w tej sytuacji trochę inaczej rysuje się np. chęć jak najszybszego zdobycia pieniędzy, nawet kosztem sprzedaży mieszkania.
    --
  • 71tosia 06.04.14, 14:10
    kurcze a wiec nie jeden dlug, ale cale mnostwo problemow finansowych!!!! Dodatkowo, za chwile z powodu waszych nie do konca przemyslanych decyzji, jego rodzice moga miec powazne problemy,bo pewnie pozyczyli pieniadze od jakiegos lichwiarza. Z tego co opisalas to nie jest jakies widzimisie meza tylko powany problem, przestaje mnie dziwic depresja meza, szczegolnie przy twojej braku woli do negocjacji. Decyzje nalezy podjac zaleznie od perspektyw finanswowych. Pierwsza rzecz - to czy da sie negocjowac z ciotka przelozenie/wydluzenie splat? Jezeli nic nie wrozy ze w ciagu kilku miesiecy cos sie znaczaco poprawi, to trzeba ratowac co sie da, dopoki mozecie. Pilne sprzedanie mieszkanie, a przynajmniej dzialki, nawet ponizej wartosci, jest wtedy jedynym wyjsciem.
  • verdana 06.04.14, 14:18
    Mnie też dziwi uznanie, ze jak "rodzina zrozumie", to nie ma problemu. Oczywiście, ze zrozumie, tylko co z tego? Mąż chyba nie martwi sie odtrąceniem, tylko tym, ze przez niego życie matki i siostry będzie o wiele trudniejsze. Martwi sie pewnie o nie, a nie o ich reakcję - a Autorka sprawia wrażenie, jakby tego w ogóle nie rozumiała. Jakby problem długów, niemożności dawania pieniędzy rodzinie był niewielki, czasowy i w ogóle nie warty aż takiego zastanawiania sie. Tymczasem, jak widać, mąż nie uważał, aby można było poczekać - i co najgorsze, ja mu sie nieszczególnie dziwię. Nie dziwi mnie też, ze nie otrzymując żadnego wsparcia facet zaczął sie wycofywać - nie tylko dlatego, ze jest słabym mięczakiem, ale dlatego, że ten związek źle wróży.
    --
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 15:52
    Czyli cała rodzina nieudaczników.
    Lepiej się skupić na ciąży, oni nie sa w szpitalu, jakos przeżyja. Najwyżej pójda do MOPSu. Nie wariujmy, to nie są niemowlaki. Jak to mówią tu na forum "wyuczona bezradność". Jak co miesiąc ma się kasę za friko, bo sie nie chce spraw rozowdowych zalatwiać, to jasne, że się ich nie załatwia, bo łatwiej dostać te 150 jewro, niż wydać samemu 1500 euro na prawnika.
    Może Ty powiedz, że się źle czujesz i niech Cię jeszcze w szpitalu zostawią, odpoczniesz, odetniesz sie trochę.
    Ostatnio nawet w autobusie widziałam jakąś naklejkę "więcej wyrozumiałości dla ciężarnych" czy cos takiego. zachowanie męża jest poza krytyką, szkoda sie nad tym rozdrabniać.
  • verdana 06.04.14, 16:03
    No, jak tak myśleć, to bycie w ciąży z nieudacznikiem i długi to też nie jest specjalna życiowa zaradność. Innymi słowy - małżeństwo jest po to, aby nam było dobrze. W razie, gdy druga strona ma problem należy uznać, ze jakoś przeżyje i zadbać o swoje.
    To nie jest zła strategia, tylko po co tak myśląc w ogóle się z kimś wiązać?
    --
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 16:05
    tez tak mysle, ale mam w pamięci te naklejke z autobusu...
  • aqua48 06.04.14, 16:26
    verdana napisała:

    > No, jak tak myśleć, to bycie w ciąży z nieudacznikiem i długi to też nie jest s
    > pecjalna życiowa zaradność. Innymi słowy - małżeństwo jest po to, aby nam było
    > dobrze. W razie, gdy druga strona ma problem należy uznać, ze jakoś przeżyje i
    > zadbać o swoje.

    Verdano, problem w Tym, że Paris częściowo ma rację. Mąż Motylki musi sobie jakieś priorytety ustalić, co więcej powinien to czynić w POROZUMIENIU z żoną. Na spokojnie, bez emocji. A on zachowuje się jakby nadal był nieobciążonym własną rodziną kawalerem i co gorsza na żonę się obraża zamiast ją wspierać w ciąży i pomagać teraz swą obecnością głównie jej. Problemy rodziców i siostry są być może poważne, ale są to dorośli, samodzielni ludzie, którzy nie powinni aż tak obciążać syna i brata. Poza tym wszystko da się omówić w sposób pokojowy. siostrze zamiast wysyłki pieniędzy można pomóc w sprawie rozwodowej i ewentualnie uzyskaniu alimentów. Z rodzicami też pewnie da się uzgodnić odroczenie remontu/zastanowieniu się nad zrobieniem tylko koniecznych robót/wyłączeniem ogrzewania niektórych pomieszczeń zimą itp. Ale z tym wszystkim trzeba się zmierzyć, robienie uników jest najgłupszą próbą wyjścia z problemów.
  • krokodil123 06.04.14, 16:44
    Nie da się nic uzgodnić z ludźmi którym nie rozumieją że ich syn jest dorosły i ma własne życie.
    Znam takie przypadki. Żadne inne problemy ich nie interesują a tylko to co ich dotyczy. Nic nie ustalisz dlatego że oni uważają że chcesz im zabrać to co mieli do tych czas=to co im się należy.
    Jeżeli do tej pory siostra brała latami od dorosłego brata!!!! I to nie jedno,dwukrotna pożyczka to czuję że relacje w rodzinie są mocno niepoprawnie.
  • verdana 06.04.14, 21:59
    Ja nawet mogę zrozumieć i poprzeć wyrzucenie faceta ze swojego życia - bo ma kompletnie inną wizję tego życia. I nie potępiam. Ale uderza mnie niezrozumienie problemu.
    --
  • krokodil123 06.04.14, 16:07
    Coś ty Paris, jak pogada z mamusią to na pewno kobieta zrozumie i z ochotą im pomoże.
    Zrezygnują z te 150 euro, zrezygnują z doraźnej pomocy, opóźnia zwrot pożyczki od znajomych, ba....nawet sami chętnie te pożyczkę spłacą. Ale to wszystko we snach.
    A realność przy takiego typu ludzi, tak przyzwyczajeni podejrzewam że będzie to co pisałam wczoraj. Wariant-autorka zła, bo synuś pomagał jak ją nie było, remonty robił i siostrze pomagał. A teraz to ta "obca" chce kasę dla siebie zagarnąć i dla swojego dziecka. Przykre, ale to jest "prawdziwy" tok rozumowania takich rodzin. Tam się liczy kasa która się dostanie "bo mi się należy" a nie człowiek i jego potrzeby/rozwój.
  • 71tosia 06.04.14, 21:32
    z siostra inna sprawa (musi sobie dac rade sama) ale z rodzicami to wyglada nieciekawie. Jak mozna mowic ze brakuje wiezi w tej rodzinie? Chyba nie zauwazylas ze rodzice meza autorki , sami bedac w trudnej sytuacji finansowej, pozyczyli pieniadze by im pomoc splacac dlug! Ale w tej sytuacji postwa autorki jest troche dziwna, szczerze mowiac nie wyobrazam sobie bym mogla nie myslec o sprzedarzy mieszkania ('bo moje i ladne'). Tym bardziej ze perspektywy zmiane sytuacji maja marne.
  • motylka34 06.04.14, 21:56
    O nie, nie... Nie powiedziałam, że nie sprzedam mieszkania. To tylko mieszkanie, ludzie są dla mnie ważniejsi. Nie zgodze sie na sprzedaż po cenie okazyjnej. Ja na to mieszkanie też długo oszczędzałam, ciężko na nie pracowałam. Robiłam to dla mojego dziecka, po to żeby mu polepszyć warunki bytowe i długo odbywało sie to kosztem mojego czasu spedzonego z synem. W tej sytuacji musze byc egoistką bo nie mysle tylko o sobie. Nie moge wrócić do punktu zero sprzed 9 lat bo wszystko to co robiłam pójdzie na marne
  • 71tosia 06.04.14, 22:26
    to wlasnie zrobili! Splacili rate za syna. To co napisalas ni jak ma sie do obrazu rodziny, ktory przedstawila autorka, moim zdaniem rodziny sympatycznej i pomagajacej sobie.
  • motylka34 06.04.14, 22:45
    Bo to jest rodzina bardzo sympatyczna:-) I pomagająca sobie. Tylko nikt nigdy o tą pomoc nie prosi, cały czas trzeba sie domyślać...
  • motylka34 06.04.14, 19:38
    Nie jest to rodzina nieudacznikow. Rodzice sobie radza, nasza pomoc byla po to zeby im polepszyc standard zycia. Czasamk byli zazenowani drogim prezentem. Do tej pomocy jako obowiazku bardziej przyzwyczail sie moj maz a ja mu w tym.pomagalam. Bardzo lubie swoich tesciow. Tez chcialabym wyremontowac ich dom. Nie jest on jednak w stanie kompletnej ruiny i plany remontowe mozna spokojnie udlozyc o rok czy dwa. I jestem pewna ze rodzice to zrozumieja.
    Z siostra jest gorsza sprawa bo ona wychodzi z zalozenia ze latwiej poprosic o pieniadze. Ja z Polski
    Zalatwam jej adwokata z fundacji polonijnej ktory mial jej pomoc za darmo w sprawie o alimenty. I co? Nie pojechala na spotkanie bo nie miala ck zrobic z 5 latkiem. Ona oczekuje ryb, wedka jej nie urzadza. Przez ostatnie miesiace to ja robilam przelewy. 600 zl na miesiac to ponad 7000 na rok a w sytuacji zbierania na rate do duzo. Nie podobalo mi sie to bo uwazalam ze siostra uzyskujac nawet najmniejsze alimenty w jraju w ktorym mieszka bedzie miala wiecej niz te 150 eur, ale on.nie chce niszczyc cienkij wiezi miedzy swoim mezem.a synem, a odpowiedzialnosc za jej dziecko spada na mojego meza, ktory de facto zeniac sie ze mna zalozyl swoja rodzine. Ale co tam, bylo nas stac a teraz nie jest wiec powinna to zrozumiec. Ale moj maz im tego nie powie bo na to nie pozwala mu duma.
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 19:56
    Masz rację, źle się wyraziłam;) Jesli rodzice mają niedochodowe gospodarstwo, do którego dokładają, to jest to rodzaj drogiego hobby, które podziela Twój mąż. Chcącemu nie dzieje się krzywda, jak to się mówi. Więc tym bardziej się tym nie martw:)
  • 71tosia 06.04.14, 21:38
    Hobby? A jakie mozliwosci ma wiejska rodzina, majaca male gospodarwtwo i powiedzmy bedaca w wieku 55+ ? Przeniesc sie do miasta, i co maja tu robic? Nie maja zawodu przydatnego w miescie. Jak maja cos zmienic?
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 21:41
    Skoro prowadzą i dopłacają, to może zwyczajnie nie prowadzić?
  • 71tosia 06.04.14, 21:50
    pewnie nie tyle doplacaja co nic nie zarabiaja, dochody zapewniaja przezycie ale trudno z nich robic jakiekolwiek oszczednosci, inwestycje etc.
  • fituq 06.04.14, 20:04
    > Ale moj maz im tego nie powie bo na to nie pozwala mu duma.

    Kobieto, nie duma ale współuzależnienie.
    A Ty czynnie mu pomagałaś trwać w współuzależnieniu, nie postawiłaś granic, nie unormowałaś finansów i jego obciążeń zakładając z nim rodzinę - a teraz myślisz, że ot tak, z okazji długu na mieszkanie, pozbędziesz się współuzależnienia męża.
    Jeśli siostrze się nie chce pracować ani niczego załatwiać- to jest jej wybór.
    Starsze osoby żyjąc na wsi- nawet mając niewielkie renty-są w stanie często odłożyć co miesiąc i uzbierać niezłą kupkę. To, że narzucaliście się im wielkopańską pomocą bogatszych - wcale nie musiało im być na rękę, zaburzało ich ustalony rytm życia.
    Gdybyś przed ślubem uzgodniła z mężem jak mają wyglądać sprawy finansowego pomagania jego rodzinie - to może nie zostalibyście małżeństwem, bo mąż mógłby uznać że WOLI życie ze swoją rodziną/rodzicami/siostrą i dozgonne finansowanie ich.
    A Ty z jednej strony zgodziłaś się na ślub z uzależnionym od rodziny facetem, poparłaś jego bezmyślne finansowanie rodziny, brałaś w tym zaangażowany udział, a teraz przy okazji waszych długów zupełnie bagatelizujesz fakt, że runął cały świat faceta- świat z którym był dłużej i może silniej związany niż z Tobą.
    I wyszło, że jesteście z sobą ale tylko "na dobre", bo "na złe" ani on Tobie ani Ty jemu nie odpowiadasz.
  • motylka34 06.04.14, 21:16
    Hmm, przed ślubem też pomagaliśmy.
    Tak czy inaczej zadzwoniłam do jego mamy i powiedziałam jak wygląda sytuacja. potwierdziły sie moje przypuszczenia że żyją w błogiej nieświadomości, że jej syn nie radzi sobie obecnie. Okazło się, że równowartośc każdego naszego zakupu odkładali na konto i stąd mieli pewne oszczędności które przeznaczyli na spłatę pierwszej raty. Ciocia też bez problemu zgodziła się na opóźnienie w spłacie. Jego siostra tez do mnie dzwoniła, ale juz byłam tak wypompowana emocjonalnie, że umówiłam się na rozmowę jutro.
    Teraz jest tylko kwestia powiedzenia tego mojemu mężowi tak, żeby nie zauważył mojej ingerencji. Coś wymyślimy, ciocia obiecała że pomoże.
    A tak zupełnie przy okazji załatwiłam niezłe zlecenie od mojego lekarza prowadzącego, które pozwoli sprostać problemowi do końca roku:-) Teraz tylko M musi sie dogadać...
    A mój mąż, no cóż, chce wrócić. Powiedziałam mu, że moge się zgodzić pod warunkiem terapii przed którą do tej pory bronił się na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli sie zgodzi to znaczy, że mu zależy. Tylko ja sie zastanawiam czy nie powinno sie to teraz odbyc metodą małych kroczków, bo przy nagłym działaniu zaczniemy w miejscu w którym skończyliśmy. Nie wiem. Ciężki to był dla mnie dzień, nie chcę podejmowac decyzji pochopnie. Wiem, że to też jest jego dom ale przerwa nam się przyda. Tylko te jego warunki mieszkaniowe...

    P.S. Fituq, kocham mojego męża i z całą swiadomością brałam go z całą jego rodziną, która bardzo lubię. Mi też sprawiało przyjemność to pomaganie i wiem, że niezależnie od wszystkiego dalej będę to robić w miare swoich możliowści. Ci ludzie zaakceptowali mnie z moim duzym dzieckiem, potraktowali go na równi ze swoim wnukiem a dla mnie stali się rodzicami. Siostrze moge jeszcze raz podac wędkę a co ona z tym zrobi to jej sprawa...
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 21:40
    To super z tym zleceniem:)

    Tylko po co "terapię" zaczynać od kłamstwa/zmowy z jego rodziną, i po co być wdzięcznym, że Cię zaakceptowali teściowie? To raczej norma, że trzeba zaakceptować coś, na co teoretycznie nie mamy wpływu...
  • motylka34 06.04.14, 21:47
    Wdziecznośc to jest nieodpowednie słowo. Nie pomagałam ich z wdzięczności, tylko dlatego że ich lubię.
    A zmowa jest czasowa. Powiemy jak się nie dogada co do zlecenia. Jak się dogada to nie będzie sprawy. A myslę, że sie dogada bo mu zależy.
    Terapia ma polepszyć relacje między nami. Tutaj problemy finansowe były skutkiem, nad przyczynami musimy popracować
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 21:55
    No ale po co taka zmowa, jeśli chcecioe zacząć terapię? Myślisz, że na terapiach doradzają takie zmowy? Mąż się wstydzi, Ty się boisz coś mu powiedzieć. Ale Wy jesteście zakręceni;) Ale prawdziwy z Ciebie biznesmen, jesli nawet w szpitalu robisz interesy:)))) To mi się w tej historii podoba najbardziej:))))
  • motylka34 06.04.14, 22:01
    No może zakręceni:-) ważne, że znalazły się 2 wyjścia z sytuacji:-) o zmowie tak czy inaczej trzeba będzie powiedzieć, nawet jeśli się dogada. Po to żeby sobie uswiadomił że z ludźmi trzeba rozmawiać.
    A ja jestem nauczona przez moich klientów pochodzenia żydowskiego, że zawsze sie rozmawia o interesach:-)
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 22:09
    zawsze sie rozmawia o interesach:-)

    To muszę lepiej zapamiętać, bo ja tylko współuzależnienia, schizofrenie, terapie, i w ten deseń:)))))
  • motylka34 06.04.14, 22:23
    Ja też:-) Mam tylko pewne wątpliwości co do tej schizofrenii:-)
    Ehh, dobrze jest się posmiać i zmienic temat chociażby na taki o pieniądzach:-)
  • pade 07.04.14, 09:32
    A mnie się nie podoba.
    To jest postawa: patrzcie jaka jestem wspaniała! Na patologii ciąży leżę a mimo to zlecenie mężowi załatwiłam...
    Autorko, nie zdziw się, jak Ci mąż nie podziękuje za inicjatywę.
    Takie załatwianie za faceta wszystkiego to klasyczna kastracja.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • triss_merigold6 07.04.14, 09:35
    Dokładnie.
  • fituq 07.04.14, 10:56
    Facet od dawna jej mówi "chcę to zalatwić po swojemu!" . A autorka nie dość, że za jego plecami załatwi sprawy z jego rodziną, to jeszcze za jego plecami załatwi mu zlecenia. I facetowi coraz wyraźniej udowadnia że w porównaniu z nią- jest nieudacznikiem, jak i cała jego rodzina ktorą trzeba wspierać. Tak, jak facet narzuca się pomocą rodzicom i siostrze choć go o to nie proszą, to autorka najwyraźniej ma podobnie ale do potęgi n-tej, bo "wspomaga" jego siostrę, rodzicow,i jego samego też. Choć nie tylko, że nie prosi, ale nawet nie chce i wyraźnie broni się przed intensywnością jej działań. A nie można zwyczajnie męża zapytać wcześniej?
  • motylka34 07.04.14, 11:22
    Oj,dziewczyny to pojechalyscie po mnie. Co do zlecenia to ze zalatwilam to bardzo mocno powiedziane. Dalam mu kontakt, za ktory on bardzo podziekowal a co bedzie dalej z tym zleceniem zalezy wylacznie od niego. Dzialamy w tej samej branzy ale to ja mam troche wieksze kontakty, i bardzo czesto pieklam 2 pieczenie na jednym ogniu. Nie jest to pierwsza taka sytuacja i zapewne nie ostatnia. Niezaleznie od wszystkiego bede go dalej polecala bo w tym co robi jest rewelacyjny. I nie po to zeby mu udowadniac zeby jest nieudacznikim, bo nie jest.
  • pade 07.04.14, 11:36
    Nie miałam zamiaru po Tobie pojechać.
    Wypowiadam się na podstawie doświadczeń z 17-letniego małżeństwa. No i mam trochę wiedzy (psychologicznej:))
    I to, co u Ciebie rzuca się w oczy, to kompletna nieznajomość męskiej psychiki, sposobu myślenia, działania itd.
    Jaki był Twój ojciec?

    Twój mąż prawdopodobnie przyjmuje od Ciebie te kontakty, bo ma nóż na gardle. A przy okazji może się czuć jak totalny nieudacznik, który sobie sam zlecenia nie znajdzie, tylko żona mu musi podsyłać. I być może dlatego zareagował tak histerycznie, jak zbuntowany nastolatek, bo chciał sobie z sytuacją poradzić sam, w końcu...
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 07.04.14, 11:50
    Może się wypowiadają ludzie pracujący na etacie, ale pogardzić jakimś zleceniem, jak się jest w ciąży, ma się 2 tys. zł na miesiąc i męża w dziwnym stanie i z dziwnymi pomysłami (jeszcze wynajmie komuś to 1/4 mieszkania albo udziały sprzeda za 10 tys. zł na ratę;)), to byłby dopiero odjazd:)))) Wg mnie wcale nie jest on świetny w tym co robi, bo by miał te zlecenia. Ty za to baaardzo mi sie podobasz, już ta praca, studia i samotne macierzyństwo mi zaimponowały. Nie ma co tworzyć fikcji, jeśli facet nie odnajduje się na rynku, bo żona jest lepsza, to nie powód, żeby sztucznie nie pozyskiwać kontrahentów i udawać kogos innego niż się jest. Za tę wyprowadzkę i jazdy w szpitalu, mogłaś go wziąć na podwykonawcę i pokazać miejsce w szeregu, ale widzę może to i miłość:)....
  • pade 07.04.14, 11:53
    Miejsce w szeregu?????
    Paris, pleciesz
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 07.04.14, 11:57
    No, ja jestem przemocowcem. Ja juz w szpitalu ryja bym obiła, bo by mi cierpliwości nie stykło;) Przynajmniej od razu wygoniła. Jeśli ona jest tak mało ważna, że można jej w szpitalu truć o sprzedaży mieszkania i być dnem, a nie facetem, to to jest chyba normalne. Ale nie każdy jest na tak niskim poziomie rozwoju duchowego jak ja:)))
  • pade 07.04.14, 12:10
    Takie "dno" sobie wybrała. I nie bez przyczyny.
    Rozumiałabym złość w takiej sytuacji, byłaby calkowicie normalna. Ale nie rozumiem histerycznych posunięć typu: jak sie odciąć.
    Facet wziął na siebie zbyt dużo zobowiązań. I jest chyba bardzo dumny, tak przynajmniej rozumiem jego zachowanie. A autorka zamiast pogadać o zobowiązaniach wcześniej i przynajmniej części się pozbyć, przygląda się całej sytuacji. Mąż się potyka, a zamiast wyciągniętej ręki widzi ... wizytówkę z kontaktem na zlecenie.
    Autorka wygląda mi na typ "zosi-samosi" i "ratowniczki". Pasuje jej rola : zawsze daję sobie radę. Teraz pewnie też sobie poradzi. Pytanie: po co jej mąż?

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 07.04.14, 12:20
    Pade, ja jestem na forum stażystą, ja tych sytuacji czasem nie ogarniam:) Ta się dla mnie zmienia dość szybko, w zależności, ile Motylek napisze. Ja rozumiem różne dynamiki związku, ale nachodzenie na patologii ciąży, to już troche ponad tę dynamikę;) W faceta się nie wczuwam, bo nie umiem, nigdy w garażu nie mieszkałam, bardziej sobie przypominam, jak sama byłam w szpitalu w ciąży i trochę sobie to trudno wyobrazić. Już sam fakt, że z tym synem w domu nie siedział ten mąż, to raczej przyjaciół w rodzinie Motylka mu nie robi.
  • triss_merigold6 07.04.14, 12:21
    To co robicie w tym wątku Ty i Zuzi, określiłabym jako szczucie Motylka na męża.

    I Ty i Zuzi powinnyście się leczyć z histerycznych, antymęskich obsesji i urojeń, że każdy facet, ktory w danym momencie zawodzi oczekiwania jest dnem, przemocowcem i uj wie kim jeszcze.
  • paris-texas-warsaw 07.04.14, 12:36
    To raczej nie antymęskie urojenia, bo to nie są "męskie" zachowania. Kobietę, która by mnie napastowała w szpitalu tez bym nie darzyła zbytnią estymą:))) Mi nawet jest żal tego faceta, bo to pewnie jakiś przypadek psychiatryczny, te garaże etc., ale to nie zmienia faktu, że w realu tyle żalu pewnie bym nie miała i nawet nie chcę mieć:)))
  • triss_merigold6 07.04.14, 14:02
    To nie jest przypadek psychiatryczny, tylko ekonomiczny.
  • paris-texas-warsaw 07.04.14, 14:14
    Myślę nad tym, co mi napisałaś:) Może, może jestem kobiecą szowinistyczną świnią:)))

    E, jak tylko ekonomiczny, i prawnik (?) tak podchodzi do ekonomii, to nie dziwię się, że nie ma zleceń. Jakoś ten pomysł sprzedaży też i Motylek łykał, a to samych kosztów transakcji i adaptacji lekko licząc kilkadziesiąt tysięcy.
  • fituq 07.04.14, 15:58
    Jeśli facet wczesniej obracał się w niskich przedziałach kwot a tu nagle okazało się że ma np 200tys zł długu, zero dochodu, zawala obiecane zobowiązania wobec biedującej siostry, rodziców, żona w domu wrzeszczy, grozi rozstaniem i mocno naciska na swoje pomysły, pasierb chodzi do psychologa a wszystko to równocześnie się splotlo po zamieszkaniu razem - to nie ma się co az tak dziwić, że uciekł gdziekolwiek gdzie może się spokojnie zastanowić i próbować wrócić na "swoje tory" by się odgrzebać choć z długów które dadzą mu przestrzeń do pomyślenia o reszcie. Widac nie jest doświadczony w interesach tak jak żona, ani nie jest odporny na stres.
    Z tego co autorka napisala, sprawa która wydawala się klasyczna (zły facet porzucajacy ciężarną kobietę), może wcale nie jest taką. Bo facet pomagał rodzinie- ale za pełnym wsparciem i to intensywnym żony, bo żona sama te przelewy siostrze robiła. Teraz on przeżywa, a żona wzruszy ramionami- że on niepotrzebnie taki dumny. Leząc w szpitalu pozalatwia za faceta sprawy-nie uzgadniając z nim czy on jej ingerencji chce. I jej histeria że ją "nachodzi" i musi się od niego odcinać - okazała się nadmierna, bo nachodzić to może ktoś, komu się zabroniło przychodzenia a tego nie zrobiła. Rozumiem, że ona bardzo chce mieć męża ale jak nie zacznie go traktowac jak człowieka, ktory miewa slabości, miewa przezycia i swoj charakter, a przede wszystkim jak osobę, której trzeba w związku zostawić przestrzeń do życia i choć milimetr indywidualności - to się nie dogadają.
    Autorka raz wychwala teściową, a raz robi aluzje co do jej charakteru itd. Ciągle mam wrażenie jakiejś "nie-do-końca-prawdy". Raz opowiada jaka u nich bieda a tu się okazuje, że teściowie kasę w tej biedzie odkładają. Im więcej faktów, tym opowieśc się zmienia i poczatkowe wnioski wcale nie wydaja się oczywiste.. Mnie bardzo męczą ludzie, którzy chcą mnie zawłaszczyc i życie mi układać po "ichniemu" bo wiedzą/umieją lepiej.
    Pan nie ma zbyt wysokiego poczucia wartości, faceci sa bardzo wrażliwi na punkcie finansów, tym bardziej taki niedoświadczony w związku, który się chciał przed nowa żona pokazać. Żona dodatkowo dokłada do kotła narzucając się z pomaganiem i dyrygując co ma robić oraz mowiąc wprost, że jego pomysły sa denne. Rozumiem , że jest z gatunku osob ktore wszędzie się wkręcą i wszystko zalatwią, ma telant i tupet - ale często takie osoby nie zostawiają partnerowi przestrzeni do życia. Mają dobre chęci, niektorym leniwszym jednostkom to odpowiada i spoczną na laurach by być obsłużonym przez dynamiczną partnerkę, ale niektorych to udusi i wpędzi w dół.
    A co do kobiecego szowinizmu - Paris zapewne jestes "ofiarą" nienawidzących się rodzicow. Nie wiem kto u Ciebie mocniej akcentował niechęć do partnera w malżeństwie, możliwe , że matka, nielubiąca lub pogardzajaca ojcem, manipulująca dziećmi, może oboje. Każde pokazujące drugiemu, że on nic nie jest wart, że życie się przy nim "marnuje". Z takim kodem -słabość u drugiej płci wyzwala z automatu agresję i niechęć, okazję do wywalenia zlych emocji. Nie "walcz" w parze z matką i ojcem w parze ich widłami. Zbyt brutalnie dla samej siebie powiela się te zachowania .Życie zaś jest bardzo krotkie. Na pewno warto pomyśleć o tym, że obie płcie są ludźmi a nie traktować mężczyzn a'priori jako wroga lub "zaspakajacza potrzeb kobiet" ktory musi zawsze sprostać..
  • zuzi.1 07.04.14, 22:59
    triss napisała:"To co robicie w tym wątku Ty i Zuzi, określiłabym jako szczucie Motylka na męża.
    I Ty i Zuzi powinnyście się leczyć z histerycznych, antymęskich obsesji i urojeń, że każdy facet, ktory w danym momencie zawodzi oczekiwania jest dnem, przemocowcem i uj wie kim jeszcze."

    Chyba coś Ci się Triss pomyliło, albo źle zrozumiałaś moje intencje, nie szczuję autorki na męża, uważam tylko, że facet jest niedojrzały i nieodpowiedzialny, a jego zachowania w stosunku do żony znajdującej się w zagrożonej ciązy i w stosunku do jej syna są po prostu KARYGODNE w zaistniałej sytuacji. Mąż zachowuje się jak egocentryczny chłopczyk z ogromnymi problemami emocjonalnymi, uwikłany jak słusznie zauważyła fituq w zaburzone relacje z własną rodziną. Mnie z kolei zadziwia Triss Twoja niezwykła wręcz empatia w stosunku do meżczyzn i jej całkowity brak w stosunku do wieeelu kobiet wypowiadających się na tym forum, w tym w stosunku do Twojej własnej siostry. Gdyby w tym wątku autorem był mężczyzna, a opisywanym przypadkiem "ekonomicznym" kobieta, to rozjechałabyś ją słownym walcem bez zbędnych ceregieli, a tak, to próbujesz tłumaczyc za wszelką cenę zachowania mężczyzny, który jest męzczyzną, ale głównie metrykalnie, bo emocjonalnie, to jest to dalej baaardzo niedojrzały chłopiec.
    Poza tym uważam, że etap ciąży, w tym zagrożonej to jest fatalny czas na podejmowanie jakichkolwiek ważnych decyzji życiowych, burza hormonów w tym okresie jest tak silna, że może przesłaniac racjonalnosc i mądrosc podejmowanych decyzji. Lepiej wstrzymac się z ostatecznymi decyzjami w tej sprawie do czasu upływu co najmniej kilku lub kilkunastu miesięcy po porodzie, wtedy może jasnosc i przejrzystosc myślenia, nie będzie tak bardzo obarczona szaleństwem hormonów. I z tego co pisze o sobie autorka, uważam, że jest szansa, aby byli dalej małżeństwem, ale będzie do tego potrzebna ogromna mądrosc autorki i siła emocjonalna, plus zapoznanie się z co najmniej kilkoma książkami w tym "Powrót do swego wew. domu", "Toksyczni rodzice", książki o współuzaleznieniu itp. plus potem dobra terapia dla męża i byc może dla samej autorki, bo sama też ma chyba sporo do przerobienia, chocby to narzucanie się z ciągłą pomocą i wyręczanie innych nie będąc o to proszoną... Autorka jest silną kobietą i wierzę, że jest w stanie przez to wszystko przejsc i pomóc męzowi dojrzec i uwolnic się od emocjonalnych kajdan rodzinnych, aby to malzeństwo miało szansę przetrwac. A mąż ewidentnie pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny i ciągnie za sobą pokoleniowe, nieuśwaidomione problemy rodzinne ze współuzaleznieniem itp.
  • 71tosia 06.04.14, 21:45
    mialam nadzieje ze jakos z ta ciocia sie dogadacie. Moze jak ciocia bardzo wam zyczliwa, a mezowi tak trudno o pomoc poprosic, to moze namowic ciocie by wyszla z propozycja 'wiem ze wam ciezko..., porozmawiajmy wiec ...'. Tym bardziej ze przecież o trudnej sytuacji mogla sie dowiedziec od jego rodzicow, ktorzy splacili rate.
  • paris-texas-warsaw 06.04.14, 21:31
    Fituq, mogłabyś częściej pisać, ja bardzo lubię Twoje wypowiedzi, bo utrafiają w sedno.
  • zuzi.1 06.04.14, 23:37
    Zgadzam się z tym co napisała fituq w pełni. Autorko, niezależnie od tego jak bardzo lubisz rodzinę męża, zdrowiej dla Was wszystkich będzie, gdy każda z rodzin zacznie ponownie życ samodzielnie, bez takiego zapętlenia w postaci pomagania wszystkim. W przypadku siostry ma to takie konsekwencje, że dzięki waszej pomocy przedłużacie jej stan wyuczonej bezradnosci, gdyby zabrakło jej realnie na jedzenie czy podstawowe opłaty, szybko musiałaby zadziałac, a tak, to nie musi, bo dostanie od Was przelew i jakoś trwa w swoich niepozałatwianych sprawach. W ten sposób, chcąc dobrze, robicie jej zwyczajnie krzywdę. A co do rodziców, jeżeli na utrzymanie im nie brakuje, mają co jesc, to SKUPCIE SIĘ LUDZIE NA SOBIE I SWOIM ŻYCIU, i przestańcie zajmowac się rodzicami i remontem ich domu, gdy jest Was stac, możecie od czasu do czasu, ale nie ciagle, dorzucic im się do opału i na razie tyle, żadnych remontów itp. Takie zachowania to są objawy silnego współuzaleznienia. POczytaj na ten temat, w literaturze forum są podane 2 pozycje. Takie powiązania, nadmierne pomagania, gdy nie ma tak naprawdę jakiejs koniecznosci, powodują tylko to, że przedłużacie cudze nieradzenie sobie lub słabe radzenie sobie w życiu. Jestescie traktowani jak taka przepraszam dojna krowa, nauczycie w ten sposób tych ludzi, że gdy będą tylko w potrzebie, coś im się bedzie działo, coś będzie potrzebne, z czym sami by sobie mogli poradzic, to zamiast aktywnosci własnej wybiorą prostszą drogę tj. telefon do Was o pomoc. A jeżeli do tej pory nie prosili wprost, to w jaki sposób wiedzieliscie, że macie im pomóc, opowiadali o swojej b. kiepskiej sytuacji i tym samym Wy jako bogatsi, czuliscie się sami w obowiązku im pomagac? Jeśli tak to wyglądało, jeśli Twój mąż jest od nich uzalezniony, a na to własnie z tego co piszesz to wygląda, to będziecie wykorzystywani Wy i Wasze(Twoje) zasoby jeszcze wielokrotnie. Naprawdę, autorko skup się teraz na sobie i na ciąży, poinformowałas rodzinę męża, oni mu pomogą, mąż niech sam się ogarnia życiowo i ze zleceniami, tylko w ten sposób trochę dojrzeje. Gdy zdejmiesz mu w takiej sytuacji z głowy wszelkie problemy, sprzedasz swoj majątek i spłacisz długi, wówczas nic go ta sytuacja dobrego nie nauczy, naprawdę, pozwól mu wyjsc z tego samodzielnie, przy pomocy jego rodziny. W końcu tyle razy on sam i Wy razem im pomagaliscie, teraz niech oni pomogą Wam. I ta kwestia spłaty tej jednej raty, skoro pieniążki te tak naprawdę pochodziły od Was, z otrzymanje od Was pomocy, to to nie jest z ich strony jakaś szczególna pomoc Wam, mieli widac wystarczająco swoich pieniążków skoro otrzymaną od Was pomoc mogli odkładac. Więc nie traktowałabym tego jako ogromnej pomocy i wysiłku z ich strony, gdyby kilka Waszych rat spłacili Wam ze swoich pieniędzy, to wtedy rozumiem, że można by mówic o ich realnym wkładzie w pomoc Wam. Autorko, nie załatwiaj problemów za tą rodzinę/męża, bo im tylko tym szkodzisz, im szybciej staną na nogi sami, tym lepiej dla Was wszystkich. Jeżeli dojdzie do terapii to koniecznie opowiedz o tym jak wyglądają te kwestie pomocowe w tej rodzinie, o niezaradnosci siostry etc.
  • zuzi.1 06.04.14, 23:41
    fituq napisała:"Gdybyś przed ślubem uzgodniła z mężem jak mają wyglądać sprawy finansowego pomagania jego rodzinie - to może nie zostalibyście małżeństwem, bo mąż mógłby uznać że WOLI życie ze swoją rodziną/rodzicami/siostrą i dozgonne finansowanie ich.
    A Ty z jednej strony zgodziłaś się na ślub z uzależnionym od rodziny facetem, poparłaś jego bezmyślne finansowanie rodziny, brałaś w tym zaangażowany udział, a teraz przy okazji waszych długów zupełnie bagatelizujesz fakt, że runął cały świat faceta- świat z którym był dłużej i może silniej związany niż z Tobą."

    10/10
  • zuzi.1 06.04.14, 23:49
    Przy okazji, ta rodzina męża tak naprawdę NIE JEST WCALE FAJNA, to taka ukryta patologia, przypudrowana na wierzchu ładnym pudrem, to, że mąż jest współuzalezniony i reaguje na typowe problemy życiowe mega histerycznie i niedojrzale, jest WINĄ tego jak go wychowano i kto go wychował. Zacznij się baczniej przyglądac relacjom i układom w tej rodzinie, przeczytaj te 2 ksiązki o wspóluzaleznieniu, i zacznij świadomie podchodzic do tych wszystkich spraw.
  • zuzi.1 07.04.14, 00:20
    1. "Koniec współuzależnienia" Beattie Melody;

    recenzja:"Koniec współuzależnienia" Melody Beattie to książka, która zmienia wyobrażenia o osobie współuzależnionej. Wielu ludzi myśli, że współuzależnieni to ci, którzy żyją u boku alkoholika a tym czasem można być uwikłanym w uzależnienie od ludzi, zachowań bądź rzeczy w każdym środowisku. Autorka do głębi wyjaśnia czym jest zjawisko współuzależnienia, jak funkcjonują takie osoby i co należy zrobić, aby przestać kontrolować życie innych i zacząć troszczyć się o siebie. Współuzależnienie ma swoje początki w rodzinie dysfunkcyjnej i jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zjawisko to zatacza coraz to szersze kręgi. Dziś wiadomo, że można być alkoholikiem i współuzależnionym jednocześnie. Wielu z nas nie rozumie co takiego jest w naszych zachowaniach, że nie przynoszą one oczekiwanych efektów. Jesteśmy tak zaabsorbowani problemami innych, że nie zostaje już czasu na zadbanie o swoje własne problemy a co dopiero na ich rozwiązanie Destrukcyjne zachowania mogą nas wyni[...] od środka , psuć nasze związki z innymi ludźmi, sprawiać nam ból i cierpienie. Melody Beattie pisze, że rozwiązanie tego problemu zależy od nas samych. Ukazuje nam ,że aby wyjść ze współuzależnienia należy zaakceptować sposoby oddziaływania na nas zachowań innych osób i sposoby jakimi my próbujemy na nie oddziaływać. Następnym krokiem jest nauczenie się życia własnym życiem, troszczenia się o siebie, wyjście z roli ofiary, przeżywania własnych emocji i wiele, wiele innych. Z całą pewnością książka „Koniec współuzależnienia” jest drogowskazem dla ludzi uwikłanych w losy innych. Jeżeli dotknął cię ten problem, znajdziesz w tej książce wiele cennych porad jak uzdrowić swoje życie, aby stało się ono pełniejsze i szczęśliwsze.

    2."Miłosc to wybór" o terapii współuzaleznień Robert Hemfelt

    recenzja:"Być może nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak zranienia i niespełnione potrzeby emocjonalne z dzieciństwa wpływają na Twoje obecne relacje z ludźmi. Czy zastanawiałeś się, jak często Twoje relacje mają więcej wspólnego ze wzajemnym uzależnieniem niż z prawdziwą wolnością i miłością... Być może czujesz, że w Twoim życiu często obecna jest bolesna zadra, powodująca niewypowiedziane cierpienie i nieszczęście. Nieustannie starasz się wypełnić tę wielką, emocjonalną pustkę wewnątrz siebie. Próbując to zrobić, łatwo możesz wpaść w pułapkę uzależnienia od innych ludzi, alkoholu, narkotyków, pieniędzy, seksu, pracy.

    Ten stan to współuzależnienie. Szacuje się, że z powodu problemów współuzależnienia cierpi nawet jedna trzecia ludzkości.

    Czy współuzależnienie jest korzeniem Twojego nieszczęścia? Jeśli tak, to czy możesz w jakiś sposób się go pozbyć, aby ulżyć cierpieniu?

    Autorzy tej książki, doświadczeni psychoterapeuci, opracowali dziesięciostopniowy program terapii uzależnień i współuzależnień. Pomógł on już tysiącom ludzi w Stanach Zjednoczonych. Teraz może pomóc również Tobie i Twoim bliskim.

    Czytając tę książkę, masz szansę przełamać krąg współuzależnienia w Twoim otoczeniu i we własnych relacjach. Dzięki lekturze tej książki zobaczysz siebie w nowym świetle i nauczysz się budować odpowiedzialne, głębokie i pełne wolności związki z ludźmi. Sięgnij po nią już teraz i wyzwól się od współuzależnienia!

    Robert Hemfelt - psycholog, oraz Frank Minirth i Paul Meier - psychiatrzy i absolwenci teologii, pracują w jednej z największych klinik psychiatrycznych na świecie - Minirth-Meier w Dallas (Teksas). Stworzyli autorski, dziesięciostopniowy program terapii uzależnień i współuzależnień. Opublikowali wiele książek na temat współuzależnienia."

    3. "Współuzależnienie. Przewodnik dla nowego pokolenia" Beattie Melody

    recenzja:"Dla kogo została napisana ta książka? Dla tych wszystkich, którzy w pierwszej książce Melody Beattie, Koniec współuzależnienia, odnaleźli własne problemy i wskazówki, jak je rozwiązać. Teraz, po latach, mogą się przekonać, w jakim miejscu się znajdują i czy współuzależnienie nadal jest ich zmorą. Przede wszystkim jednak jest to książka "dla nowego pokolenia" - tych, którzy w momencie publikacji Końca współuzależnienia byli jeszcze dziećmi (wyd. oryg. 1986, wyd. pol. 1994), teraz zaś cierpią z powodu uzależnienia bliskich osób w swoim otoczeniu. Dużo uwagi poświęca też autorka podwójnie uzależnionym, a więc tym, którzy są uzależnieni i współuzależnieni jednocześnie. Takich osób, jak twierdzi Melody Beattie, jest bardzo dużo, gdyż wielu uzależnionych od substancji psychoaktywnych pochodzi z rodzin, w których się tych substancji nadużywa. Książka daje nadzieję lepszego, szczęśliwszego i spełnionego życia. Kiedy zaczynamy troszczyć się o siebie, braki z przeszłości stają się naszymi mocnymi stronami. Wielu współuzależnionych cechują lojalność i oddanie. Wypełniają swoje obowiązki. Popadają w obsesję, ale są przy tym wytrwali. Chcą nieść pomoc i gdy nauczą się, jak pomóc sobie, potrafią to robić. Wielu z nich zostaje liderami, ludźmi, którzy potrafią zmienić świat."
  • zuzi.1 07.04.14, 00:22
    I Ty sama autorko też możesz byc osobą współuzaleznioną.
  • pade 07.04.14, 09:37
    Zuzi, nie lepiej byłoby odesłać do wątku o literaturze?


    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • motylka34 07.04.14, 09:48
    Odesłała i dziękuje za to:-) poczytam, moze mo to pomoze w podjeciu decyzji
  • pade 07.04.14, 09:53
    Chodziło mi o to, że Zuzi wkleja tu wpisy z tamtego wątku.

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • zuzi.1 07.04.14, 23:05
    Pade, skopiowałam tekst dla wygody cięzarnej autorki wątku, tak jest łatwiej, niż przebijac sie przez wiele wpisów dot. literatury, aby znalezc konkretne ksiązki. Następnym razem odeślę, bez kopiowania, bo wyszedł z tego rzeczywiscie b. długi tekst.
  • amb25 07.04.14, 16:23
    Ja wracam do tematu siostry, bo tez meiszkam za granica :)
    W wiekszosci krajow starej uni europejskiej nawet jak jestes biedna, masz slabo platna prace i byly ci nie placi alimentow, to zyjesz ubogo (wg europejskich standardow nie polskich - czyli nie stac cie na wakacje za granica dwa razy do roku) od pierwszego do pierwszego ale nie umierasz z glodu ani nie spisz pod mostem a czasem i stac cie na wakacje bo opieka spoleczna ci doplaca do zycia i do utrzymania dziecka. Im bardziej ktos jest niezaradny zyciowo tym wiecej pieniedzy otrzymuje z opieki spolecznej.
    Wiec daltego dziwie sie, ze przelewaliscie pieniadze siostrze.
  • fituq 07.04.14, 17:55
    Też o tym pomyślałam, ale bylo w historii tyle różnych niespojności że to jedna z wielu. Każda osoba mieszkająca za granicą mowi, że mając dziecko, można bez spinania godnie żyć. Chyba, że ta siostra wyjechala do jakiegos Bangladeszu lub na Ukrainę to może jest inaczej. Więc sens dofinanowania siostry męża był chyba tylko taki, że to dofinansujący sobie tym gestem poczucie wartości podnosili..


  • motylka34 07.04.14, 19:29
    O matko, zaraz wyjde jeszcze na trolla:-)
    Byc może jest w tej mojej historii mnóstwo niespójności, ale ciężko opowiedzieć co sie działo w ostatnich 5 latach. Niektóre fakty sa trochę przerysowane.
    Po pierwsze, mąż w swojej działalności radził sobie bardzo dobrze. Rzadko potrzebował mojej pomocy, sam zdobywał zlecenia, był polecany przez stałych klientów. Ale w połowie zeszłego roku dopadł go kryzys, zlecenia były mniejsze i w związku z tym mniej płatne. A ponieważ działamy w jednej branży to zaczęłam proponowac przy tzw. okazji jego usługi bo mi było łatwiej- działam u źródła, on wchodzi na etapie końcowym. Poza tym nie wyobrażam sobie, że mogłabym oferowac usługi innych firm.
    ja nie zarabiam 2 tys, tylko troche więcej. Co prawda u mnie jak u niego tez jest kryzys, jednak moja praca wymaga dłużej współpracy a więc i dochody z niej czepie dłużej. Te 2 tys. to bardzo pesymistyczna wersja jak zostaje sama z czystym zasiłkiem macierzyńskim z działalności plus renta syna.
    To, że ja na razie utrzymuje dom było naszą wspólną decyzją podjętą pod koniec zeszłego roku. Co nie oznacza, że on nic a nic sie nie dokładał. Robił zakupy, płacił za bieżące naprawy samochodu, ubezpieczenie itd. Wyszło to bardzo naturalnie bo stwierdziliśmy, że łatwiej będzie nam zapanowac nad wydatkami. Może to był i błąd, teraz tego nie będę rozstrząsać.
    Załamanie finansowe przyszło jak jeden z klientów wycofał się ze zlecenia. Mój mąż został w rym momencie bez pracy, a klienci którym odmówił znaleźli już innych wykonawców.
    Co do rodziny męża to jest to typowa rodzina żyjąca na wsi. Nie klepią biedy ale tez nie są ludźmi, którzy mogą sobie na wiele rzeczy bez problemu pozwolić. I tak jak zepsuł im sie telewizor to dostali w prezencie nowy po to żeby nie musieli brać na raty. tak samo było z lodówką i piekarnikiem czy też meblami. Wczoraj sie okazało, że teściowa jednak te raty odkładała na konto. Jak jeździliśmy do nich to robiliśmy wieksze zakupy i jakieś zapasy. Co roku dokładaliśmy sie do opału. A poza tym jak jest dobry rok to maja jakieś tam niewielkie dochody z gospodarstwa. Nas było stać a dla nich byłyby to duże wydatki przy ich dochodach. Potrzeby w 50-letnim domu wciąż są duże i mojego męża boli, że nie może im pomóc teraz, w tym momencie. Oni tej pomocy nigdy nie oczekiwali, nie żądali jej. To wszystko przychodziło naturalnie. Zresztą moi rodzice, którzy są w lepszej kondycji finansowej też dostawali od nas prezenty. A teściowa to kobieta z charakterkiem i uwielbiam ją za to, a syn jest bardzo do niej podobny ale nie mam do niej o to pretensji.
    Co do siostry to nie wiem jaka jest prawda. Sama nie do końca dobrze ja znam bo na 5 lat naszego związku widziałam ją dosłownie 4 razy bo tylko tyle razy przyjechała do rodziców. mamy ze soba dobry kontakt telefoniczno- mailowy. Wiem, że sobie nie radzi. Nie wiem jak jest z zasiłkami w kraju w którym mieszka. Nie jest to korea tylko państwo zachodnio-europejskie. Może tych zasiłków nie potrafi sobie załatwić, może nie chce a może ma a mimo wszystko jej brakuje. Nigdy w to nie wnikałam. Nie miałam żadnych pretensji o te przelewy bo kiedys tez sama wychowywałam dziecko i wiem, że bardzo często mi pieniędzy na tzw. życie brakowało. ale w pewnym momencie ogarnęłam się, zmieniłam pracę, poznałam nowych ludzi i zmieniłam swoje życie.
    Moje spojrzenie na sprawę też się zmienia w miarę jak tutaj piszę. Jeszcze 2 tyg. temu startowałam z perspektywy porzuconej kobiety, jednak od początku nie powiedziałam złego słowa o swoim mężu. Nie rozumiałam go bo może rzeczywiście nie rozumiem męskiej psychiki. Teraz na pewne sprawy spogladam inaczej co nie oznacza, że rozumiem. Ale staram się. zresztą on to chyba widzi bo powiedział, że ma wrażenie że inaczej z nim rozmawiam. Dzisiaj odebrał mnie ze szpitala i cały dzień spędziliśmy razem, w trójkę i było troche tak jak za nie tak dawnych czasów. Mój syn chodzi do psychologa bo wiele sie skumulowało w jego 10-letnim zyciu. Uwielbiał mojego męża, mieli ze sobą rewelacyjny kontakt, który urwał sie gwałtownie. Poczuł sie odtrącony i zaczął miec poczucie winy. Do tego ja z aktywnej mamuśki,która jeździła z nim na rowerze, rolkach, grała w piłkę stałam sie mamuską leżącą i proszącą dziecko o herbatę. To były dla niego naprawde duże zmiany życiowe i była mu potrzebna rozmowa z kims innym. A panią psycholog szkolną lubi i stąd też ten pomysł.
    Zdaje sobie sprawę, że ja również popełniłam wiele błędów. Że sama z siebie zrobiłam stachanowca. Może powinnam czasami poudawać słaba kobietkę. Może powinnam przewidzieć, że cos może pójść nie tak. Wiele mogłam zrobic a nie zrobiłam. I to wszystko może wydawac sie nie do końca prawdziwe bo opowiadane z mojej perspektywy
    M
  • fituq 07.04.14, 20:13
    Nie ma potrzeby żebyś opowiadała na forum cały życiorys :P Forum jest od tego żeby pogadać i wskazać na coś co wydaje się, że zgrzyta.
    Zdarzył się poważny kryzys, warto go przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Więc wszelkie szczegóły j.w. to lepiej przegadajcie z dobrym terapeutą. Bo albo oboje po tym kryzysie wzmocnicie się i dojrzejecie do trwalszego związku, albo to się może rozpieprzyć.
    Bo jeśli mąż na każdy kryzys finansowy będzie reagował wyprowadzką i piciem a Ty chęcią natychmiastowego rzucania go i odcinania telefonów to wyjdzie wam patologia i dzieciom dacie awantury w prezencie a nie rodzinę.
    Warto przy okazji tego kryzysu i może pogadanek ze specjalistą - przepracować relacje męża z jego rodziną (o swojej nie piszesz ale ktoś się chyba synem zajął), bo fakt, że mąż aż tak przeżywa, że dorosłej siostrze nie może pomóc nie świadczy o prawidłowych relacjach tylko jakimś uwikłaniu, szukaniu uznania i może zaspakajaniu pieniędzmi innych braków ,emocjonalnych.
  • motylka34 07.04.14, 20:31
    Moja rodzina i wzajemne relacje tez moga miec duży wpływ na moje postepowanie. u mnie to moja mama zawsze była głową rodziny mimo, że była tą mniej zarabiającą. A tata albo milczy, albo ucieka na działkę. Może zupełnie nieswiadomie przejmuję zachowanie matki
  • paris-texas-warsaw 07.04.14, 23:42
    Fajnie Fituq piszesz, super, że mi coś napisałaś. Ale wydaje mi się, że choć faktycznie na partnera wolę mieć kogoś silniejszego niż słabszego, to w tym wątku jeśli cos mi się nie podobało u męża Motylka, to nie wynikało z tego, że on mało zarabia, czy jest słaby psychicznie, tylko przede wszystkim z jego zachowania jako takiego - zwłaszca zachowania "szpitalengo" i "okołoszpitalnego". Nawet jeśli miałby miliony, ale przylazł zamęczać interesami żonę w szpitalu, to tak samo by był dla mnie wnerwiający i tak samo bym wywaliła (jak to przemocowiec;)). Choć uważam, że silna psychika to podstawa wszelkich sukcesów, w tym i łatwiejszego życia dla partnera, bo problemami psychicznymi nie da się "nie epatować", co dobrze widać wg mnie w tym wątku.
    Długo by pisać, by opisac tok rozumowania niektórych z Was, wg mnie jest on nieco "podrasowany" na potrzeby forum, i pewnie cieszycie się, że to nie Wasz facet wyprowadził się do garażu:) Wg mnie niespójności w rozumowaniu niektórych osób polegają na tym, że jak np. Pade / Tris pisze o jakimś podejściu mężczyzn do tematu np. finansów, że trzeba w takim temacie "wspomóc", dobre słowo dać, że jakoś tam działa męska psychika (to chyba pade) etc., a jednocześnie realna pomoc to "kastrowanie". W pewien sposób zalecana jest metoda, którą Motylek na końcu podchwytuje "to może będę udawała słabszą niż jestem". Czyli niech kobieta udaje słabszą/gorszą w interesach/mniej stanowczą, by facet się nie załamał jej dominacją/lepszą finansową pozycją etc. A wg mnie lepiej dawać z siebie wszystko np. w biznesie Motylka i co najwyżej pogodzić się z możliwościami męża , ale nie robić z siebie "słodką idiotkę". Choć podejrzewam, że mąż Motylka (czyli jego męska psychika;)), zawsze lepsze zlecenia/lepsze zarobki Motylka odbierał jako frustrujące. I dlatego jestem konserwatystą, uważam, że facetów nie należy utrzymywać, nie pobłażać, tylko wymagać, bo to im dobrze robi;)
  • zuzi.1 07.04.14, 23:54
    Zgadzam się z Paris, autorka ma szczęscie, że jest silną emocj. kobietą i jej przyszłe dziecko też, niejedna słaba kobieta w obliczu takiej sytuacji mogłaby poronic ciążę. Nie można się tak zachowywac jak to zrobił mąż autorki, nie ma na takie zachowania żadnych usprawiedliwień. W obliczu problemów tzrzeba zacisnąc zęby, spiąc poślady i pokazac żonie, że jest się prawdziwym mężczyzną, a nie rozchwianym emocjonalnie chłopcem. Dobrze, że powoli sytuacja zaczyna się normowac.
  • pade 08.04.14, 09:04
    To, co piszę nie jest na potrzeby forum:)
    Po prostu stwierdziłam fakt, jaka jest większość facetów, co nie znaczy, że mi się to podoba.
    Przez długi, długi czas, miałam wstręt do słabości. Aż w końcu mnie samą dopadła...
    Pewne rzeczy trzeba po prostu zaakceptować, co nie znaczy, że to jest łatwe i przyjemne. Na pewno nie jest, wiem coś o tym.
    Wkleję Wam coś, co wg moich obserwacji się sprawdza:
    "Mężczyzna oczekuje od kobiety zaufania. Tak jak kobieta oczekuje poczucia bezpieczeństwa tak mężczyzna, aby to poczucie jej zapewnić potrzebuje pewnego kredytu z jej strony, pewnego zawierzenia się jemu i "dania mu szansy". Krótko mówiąc: aby ona mogła dobrze się poczuć musi mu zaufać, np. jeśli jadą samochodem to on chce aby ona mu zaufała, że on bezpiecznie zawiezie ją na miejsce, żeby zaufała jego umiejętnościom i nie dopytywała się (niczym osioł ze "Shreka"): daleko jeszcze?, żeby broń Boże nie pytała czy on wie gdzie jedzie i czy to na pewno ta droga. A już niech jej do głowy nie przyjdzie, żeby ofiarować mu pomoc jeśli on sam o to nie poprosi. Jej pomoc może polegać na zaoferowaniu mu kanapki, odpakowaniu batonika czy rozmasowaniu karku na postoju ale nie pokazywaniu mu na mapie, że którąś drogą byłoby krócej lub lepiej. Oczywiście ten przykład jest może małym uproszczeniem ale chodzi nam o obrazowe pokazanie na czym to polega. To zaufanie ma dotyczyć całokształtu działania mężczyzny: ufności, że on weźmie odpowiedzialność za rodzinę, że wybierze odpowiednią pracę, że tak przeanalizuje warunki kredytu, że będzie on korzystny. Wreszcie, że weźmie on odpowiedzialność za kształt, kierunek związku czy - już w małżeństwie - za poczęte dziecko. No dobrze a co będzie jeśli facet się pomyli? Jeśli faktycznie zabłądzi w drodze albo kurs waluty skoczy i kredyt już nie będzie taki korzystny? Ano wtedy on oczekuje tego, że ona nie będzie robiła mu z tego powodu wymówek. Że przyzna mu prawo do błędu, że nie będzie "a nie mówiłam...". Jeśli ona wie, że on się naprawdę starał to niech mu pozwoli wziąć za skutki sytuacji odpowiedzialność. I to też jest zaufanie. On doskonale wie, że podjął złą decyzję, jemu tego nie trzeba mówić, on bardzo chce to naprawić, ale jeśli od niej usłyszy zrzędzenie a nie słowa wyrozumiałości to mu się odechce i następnym razem faktycznie może jej zostawić decyzję, żeby - w razie niepowodzenia - mieć czyste sumienie. A zatem on oczekuje od niej wyrozumiałości. Oczywiście jeśli takie sytuacje się często powtarzają to należy usiąść i przedyskutować sprawę i być może zmienić taktykę, ale jeśli sporadycznie to należy po prostu "odpuścić", potraktować to z humorem, rozładować napięcie"

    Akurat przerabiałam problem z trasą:) Mam świetną orientację w terenie (nawet takim, na którym jeszcze nie byłam). Mój mąż ma gorszą...Wniosek jaki mi się nasuwa po iluś tysiącach kilometrów razem, że muszę zacisnąć zęby, nałożyć słuchawki na uszy i ciemne okulary jeśli chcę w spokoju dotrzeć na miejsce. Mężczyźni, których znam, są jak z opisu wyżej. Mają bardzo kruche ego.
    Dalej:
    " Kolejną rzeczą jakiej oczekuje mężczyzna to szacunek. W zasadzie i kobieta i mężczyzna oczekują i powinni darzyć się szacunkiem, u mężczyzny wygląda to jednak trochę inaczej. Dla niego szacunek to pewien rodzaj dumy kobiety, że ma takiego mężczyznę, że on to i to potrafi, że jest taki "męski". Oczekuje akceptacji. Mężczyzna by być z kobietą i by budować zdrowe relacje musi wiedzieć, że się tej kobiecie podoba: zarówno fizycznie nie przeszkadzają jej pewne jego niedoskonałości jak i pod innymi względami. Chodzi o to, by ona była z niego dumna, by nie wstydziła go się, jeśli jest np. niższy od niej lub nie jest tak jak ona wykształcony. On musi czuć się swobodnie, nie może udawać lub żyć w ciągłej obawie, że to co robi może jej się nie spodobać i że zostanie za to skrytykowany. Dlatego oczekuje, że kobieta nie będzie mu zwracała uwagi przy świadkach nawet jak mocno ją czymś zdenerwuje i że nie będzie się "czepiała" drobiazgów. Oczywiście jeśli coś jest denerwujące to można a nawet trzeba porozmawiać, czasem się nawet pokłócić, ale nie wypominać każdego drobiazgu i nie robić problemu z rzeczy nieistotnych. To kolejna kwestia: otwartości i szczerej rozmowy. Jeśli kobietę coś zdenerwuje to mężczyzna oczekuje, że ona z nim otwarcie o tym porozmawia, a nie obrazi się, zamknie w sobie i każe mu się domyślać o co chodzi. Mężczyzna oczekuje, że kobieta nie każe mu się domyślać.
    On oczekuje też, że ona go doceni. Jeśli on się napracuje, coś zdobędzie, coś mu wyjdzie i jest tym ucieszony to oczekuje uznania i pochwały. Mężczyznę w ogóle trzeba chwalić: jak dostanie dobrą ocenę, jak coś w pracy osiągnie, jak gola strzeli na meczu, nie mówiąc już o tym gdy kwiatka przyniesie itp. To jest naprawdę ważne - dopinguje go do działania. Jak posprząta w swoim pokoju czy wyniesie śmieci to jak się to zauważy to na drugi raz na pewno to zrobi, inaczej straci motywację. I kolejny punkt - dopingowanie, motywowanie do działania. Chce wiedzieć, że jest komuś potrzebny i potrzebuje bodźca, popchnięcia, a więc kobieta z którą się zwiąże nie może mu "podcinać skrzydeł", wprost przeciwnie - on oczekuje, że kobieta będzie dumna z tego co robi i zmotywuje go do zdobywania coraz wyższych szczytów (oczywiście nie chodzi tu o wpędzanie faceta w pracoholizm czy o stawianie nierealnych wymagań, ale właśnie taki pozytywny doping). Chodzi tu zarówno o podnoszenie kwalifikacji, o zapewnianie, że on da sobie radę z problemem, że potrafi go rozwiązać, że powinien przyjąć awans, bo sobie poradzi jak i drobne rzeczy. Jak powiesz chłopakowi "super, że naprawiłeś ten kontakt" to on będzie dumny i na drugi raz zacznie wymyślać co tu jeszcze usprawnić"
    Mnie osobiście ten opis przypomina wychowywanie dziecka:) Nie mam w naturze chwalenia za byle pierdołę, zwłaszcza, ze sama słyszę jedynie, że świetnie wyglądam lub bosko gotuję (i na tym repertuar pochwał się kończy)...
    Niestety, przez pewien okres wyprobowałam to chwalenie i z bólem serca stwierdziłam, że działa...:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • pade 08.04.14, 09:08
    "Oczekuje, że ona będzie się interesowała jego życiem, tym co on robi, jak mu w pracy idzie, żeby wiedziała czym on się interesuje, jakiej muzyki słucha i jakiemu zespołowi sportowemu kibicuje. Nie musi wiedzieć o co w tym sporcie chodzi ani oglądać z nim meczu ale ucieszyć się kiedy jego drużyna wygra - to po prostu dowód na to, że on ją obchodzi.
    Oczywiście jeśli chodzi o takie bardziej przyziemne sprawy to oczekuje, że będzie potrafiła zająć się domem, gotować (nie chodzi tu o mistrzostwa kulinarne, ale o to, żeby potrafiła ugotować obiad), oczekuje opieki nad dziećmi - tego, że będzie chciała mieć dzieci i będzie chciała się nimi zajmować. Chłopak obserwuje swoją dziewczynę w sytuacji z dziećmi i tak ją odbiera w wyobrażeniach o wspólnych dzieciach.
    Naturalnie on wcale nie oczekuje, że ona będzie go obsługiwać. On chce się włączać w prace domowe, jego to nawet dowartościuje jak kobieta go poprosi, żeby np. sałatkę zrobił, o opiece nad dziećmi nie wspomnę. Tylko - uwaga drogie panie! - nie każcie mu się domyślać, że chodzi Wam o sałatkę jak stoicie w kuchni przy garnkach i nie wiecie w co ręce wsadzić - POWIEDZCIE MĘŻCZYŹNIE CO MA W TEJ CHWILI ZROBIĆ. I to nie ogólnie: zrób sałatkę, tylko: tu są pomidory i cebula, pokrój to i wymieszaj ze śmietaną. I gdy jest zmęczona i chce by on jej herbatę zrobił to niech mu to powie wprost. On to chętnie zrobi, ale nie każcie mu się tego domyślać.
    Mężczyźni niekoniecznie lubią kobiety bardzo "męskie", a to z jednego względu: nie lubią być zdominowani, a takie kobiety mogą podświadomie wywierać na mężczyźnie pewną presję. Taki mężczyzna może czuć, że nie dorówna kobiecie, nie sprosta jej oczekiwaniom, a to dla niego już ogromny dyshonor. On nie może się czuć zdominowany. Nie zniesie jak ona będzie go pouczać w sprawach dotyczących męskich zajęć albo - co już nie daj Boże - wyrwie mu wiertarkę z ręki i sama zacznie dłubać w ścianie. Poczuje się wtedy niepotrzebny a jego poczucie wartości spadnie poniżej zera. Prawdziwy mężczyzna w takiej sytuacji będzie czuł potrzebę dorównania kobiecie, pojawi się rywalizacja. Jego sytuacja w związku będzie zagrożona i pojawi się takie ciśnienie, że albo: nie wytrzyma presji i odejdzie (a później jest zdziwienie, że on przez tyle lat bycia z nią nie mógł się zdecydować na ślub, a nagle poznał inną i po kilku miesiącach się pobrali) albo zostaje rasowym pantoflarzem.
    Co więc z "męskimi" kobietami? Jeśli ona potrafi połączyć, wypośrodkować i utrzymać w ryzach wszystkie dziedziny swojego życia, żadnej nie rozwijając kosztem innej i uwaga - nie zatraci swojej kobiecości - to jest szansa na zdrowy związek. Oczywiście on nie będzie zachwycony jak ona zacznie uprawiać boks, ale nie będzie miał nic przeciwko temu (ba, nawet będzie z tego dumny!) jeśli ona będzie dbała o siebie, o swój wygląd, ćwiczyła dla utrzymania sylwetki itp.
    No i dochodzimy do wyglądu. Wygląd też jest ważny. Tyle, że nie wygląd plastikowej Barbie - to wbrew pozorom faceta śmieszy - tylko zadbanie. Jak? U każdej kobiety jest inaczej. Chodzi o to, by jej zależało na wyglądzie, by jej zależało, żeby się jemu podobać. Mężczyzna nie szuka piękności, ale sympatycznej dziewczyny, która walczy ze swoimi kompleksami. Facet nie zniesie jak dziewczyna zacznie mu opowiadać, że jest brzydka i gruba w nadziei, że on zaprzeczy. On nie zaprzeczy, on takich rzeczy nie widzi i jeszcze czasem gotów w to uwierzyć. Męski świat jest inny, bardziej dosłowny. Kobieta musi czuć się dobrze sama ze sobą, nawet jak ma kilka kilo więcej albo krzywy zgryz albo jest niska. Jeśli dobrze się czuje we własnej skórze to bije od niej taki wdzięk, że mężczyźnie się spodoba. Ona musi być sobą.
    No i jeszcze żeby go nie zagadała na śmierć. Mężczyzna używa słów aby przekazać coś ważnego i nie lubi jak kobieta "paple" bez przerwy, żeby tylko mówić. Byliśmy kiedyś świadkiem takiej scenki. Dziewczyna chciała zrobić wrażenie na chłopaku. Wracali z Wilna do Suwałk, jakieś cztery godziny drogi. Jako, że siedzieli za nami słyszeliśmy piąte przez dziesiąte. Widać było, że dopiero się poznają. I ona całą drogę do Wilna i z powrotem mówiła. Non-stop. Nie dawała mu szansy, by usta otworzył. Nawet my, postronni obserwatorzy wiedzieliśmy w jakie dni jej chomik je żółty ser i w jakiej ilości i co mu jest jak się przeje. Biedny chłopak był coraz bardziej skołowany. Nie wiemy jak potoczyły się ich dalsze losy, ale szczerze mówiąc ja jako kobieta miałam dość jej słowotoku, a co dopiero on.
    Dla starszych i "bardziej wtajemniczonych": mężczyzna oczekuje, że kobieta zrozumie jego potrzebę pobycia czasem samemu. Bo mężczyzna jak ma problem to - w przeciwieństwie do kobiety - potrzebuje czasu na samotne znalezienie rozwiązania. Zamyka się wtedy w "jaskini" i chce by kobieta nie dopytywała się dziesięć razy jak mu pomóc i czy na pewno na nią nie jest zły. Nie jest, ale może być jak ona go zacznie z tej jaskini na siłę wyciągać i wymuszać zwierzenia. A zatem on oczekuje, że ona pozwoli mu czasem kilka godzin pobyć samemu i pomyśleć nad czymś.
    No i już całkowicie na koniec ważna sprawa odnośnie poznawania się, początków chodzenia. Mężczyzna nie zniesie jak kobieta mu się narzuca, jak pełni "jego rolę" w inicjowaniu znajomości, jak pierwsza proponuje to co on chciał zaproponować, jak pierwsza mówi "kocham". Mężczyzna to zdobywca. To on ma się o dziewczynę starać, on ma zabiegać o jej względy i wcale nie chce by mu to zbyt łatwo przyszło, by ona pchała mu się w ręce. Wręcz przeciwnie: chce trochę o nią powalczyć."

    I co Wy na to?:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 08.04.14, 09:30
    Trochę jak o silnych inaczej;)
  • triss_merigold6 08.04.14, 09:46
    Streszczę: pułapka nie lata za myszami, a facet chce się czuć potrzebny.
  • pade 08.04.14, 10:00
    no nie?:)

    jest też artykuł o oczekiwaniach kobiet wobec mężczyzn, i osobiście zgadza mi się wszystko:)

    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • paris-texas-warsaw 08.04.14, 10:31
    To daj Pade o kobiecych oczekiwaniach, zobaczę, czy jeszcze jestem w normie, czy zwykłym roszczeniowcem:) Mąż mi ostatnio powiedział, że ja mam wizję świata z XIX wieku i najlepiej bym się sprawdziła na balu w carskiej Rosji:)))
  • pade 08.04.14, 10:49
    adonai.pl/milosc/?id=106
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • iskierka3 09.04.14, 20:18
    Seksizm, patriarchat i traktowanie faceta jak ulomnego - wszystkiego po troche. Ble. Fakt - polscy faceci maja patologicznie kruche ego. Tylko moze nie nalezy im tego wciskac na sztandarach a raczej z tym walczyc?
  • pade 09.04.14, 21:56
    A kto wciska? I jak walczyć?:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • mamapodziomka 10.04.14, 15:44
    A najbardziej mnie rozbawilo jak to wszyscy grupowo chca miec dzieci i jak to oceniaja dziewczyne w interakcjach z cudzymi dziecmi ;))
  • iskierka3 10.04.14, 20:41
    Wciska tan zacytowany artykulik, ktory traktuje facetow jak kretynow a kobiety jak mamusie, protekcjonalnie klepiace ich po glowkach, zeby im czasem przykro nie bylo. Kazdy potrzebuje szacunku, docenienia i poczucia bycia potrzebnym, niezaleznie od plci. Jezeli ktos nie ma daru do interesow/nie ma orientacji w terenie i rownoczesnie nie pozwala sobie pomoc, nie honor dla niego i trzeba go pocieszac a absolutnie nie zwracac uwagi kiedy mu nie wyjdzie - to osoba ta zachowuje sie jak trzynastolatek a nie jak dorosly BEZ WZGLEDU NA PLEC. I mowienie, ze takie zachowanie jest typowe i akceptowalne dla DOROSLYCH FACETOW jest tworzeniem szkodliwego stereotypu.
  • notting_hill 12.04.14, 15:24
    Bo to katolickie porady są.
    Niby nie byłoby w tym może nic złego, tylko że zakłada istnienie dobrej woli u obu stron, a jak wiadomo takie założenie bywa najczęściej zbyt proste.
  • iskierka3 12.04.14, 16:04
    Tak, wiem:) mialam tez to napisac ale nie chcialam znosic dyskusji na tory religijnie;) faktycznie - to wiele wyjasnia w tonie artykulu, niemniej w dalszym ciagu nie zgadzam sie z tym cala soba.
  • pade 12.04.14, 17:46
    bo jesteś kobietą:)
    a czytałaś jakie są oczekiwania kobiet wobec mężczyzn?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • iskierka3 12.04.14, 18:05
    Rzucilam okiem;) przeczytam wieczorem, ale z rzutu oka tez sie nie zgadzam. Nie zgadzam sie z generalizacjami - kobiety sa takie a mezczyzni tacy. Od razu moge powiedziec, ze cechy - zaradny - nie ma na mojej liscie partnera idealnego;) w ogole tego nie oczekuje. I dlaczego to partner ma mi zapewnic poczucie bezpieczenstwa? A ja jemu nie? A co jak facet potrzebuje od partnerki poczucia bezpieczenstwa? Nieprawdziwym mezczyzna jest? Poza tym zwracam uwage, ze w tym - czego mezczyzni oczekuja od kobiet - to MEZCZYZNI sa przedstawieni jako dziecinne cioły;) doprawdy, nie wszyscy sa tacy;)))
  • pade 12.04.14, 19:23
    nie zauważyłam takiej generalizacji, jaką Ty opisujesz, tzn określeń jacy są mężczyźni, a jakie kobiety
    artykuł jest o oczekiwaniach, a nie cechach charakteru, czy typach osobowości
    a te, są różne, tak, jak różni są ludzie
    cytat z artykułu:
    Oczywiście z góry zaznaczamy, że to tylko ogólny zarys potrzeb i oczekiwań obu płci. Każdy człowiek jest bowiem inny.

    aha, dla mnie facet, który oczekiwałby, że ja mu zapewnię poczucie bezpieczeństwa, bez wzajemności, nie jest facetem, jest dzieckiem
    brak zaradności u mężczyzny też jest dla mnie wadą
    sama widzisz:) ludzie są różni:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • fituq 08.04.14, 12:01
    > jeśli cos mi się nie podobało u męża Motylka, to nie wynikało z tego, że on ma
    > ło zarabia, czy jest słaby psychicznie, tylko przede wszystkim z jego zachowani
    > a jako takiego - zwłaszca zachowania "szpitalengo" i "okołoszpitalnego". Nawet
    > jeśli miałby miliony, ale przylazł zamęczać interesami żonę w szpitalu, to tak
    > samo by był dla mnie wnerwiający i tak samo bym wywaliła (jak to przemocowiec;)


    Weź pod uwagę że to forum, autorka opowiada fragmenty zdarzeń, no i przede wszystkim te ktore ją najbardziej wkurzyły. A nie do końca wiemy jak wygladały ich zachowanie i kłótnie w domu przed wyprowadzką, gdzies tylko mi migneło że autorka grozila mężowi rozstaniem.
    Więc może on tylko dostosował się do jej życzeń? Albo wiedząc o ciąży wolał zejść jej z oczu by przy kolejnej kłotni nie zaczęli się bić po pyskach?
    Nie wiemy. Nie znamy szczegółów.
    Oboje nakręcili się nadmiarową agresją. Jeśli oboje doprowadzili związek do takiego stanu - to najwyraźniej oboje mają coś do przerobienia. Może wzmacniają wzajemnie swoje negatywne cechy i oboje musza dać sobie na wstrzymanie? Może autorka wybrala sobie podświadomie takiego faceta, przy ktorym będzie mogła wejść w klapki swojej matki?
    Nie wiemy jaki był jej pierwszy związek.

    Oczywiście to jednostkowe zachowanie męża nikomu się nie może podobac, lecz czy powinno go ostatecznie przekreślić? Może to on w tym układzie jest głównym felerem. Może zawodzi nie po raz pierwszy. Ale nie jesteśmy władni by jego obarczyć "winą" dopóki nie poznamy też historii w jego wersji.
    Jak widzę rozwodzace się małżeństwa - to dozgonna nienawiścią obdarzają się ci, którzy życie spędzają na gorączkowym biciu się w cudze piersi a zapominają, że powinni też w swoje.

    Mając 20++ lat facetów wywalalam ze swojego życia za dużo mniejsze przewinienia.
    Z perspektywy czasu i życiowych doświadczeń mogę stwierdzić, że w większości to fajni faceci byli a to raczej ja dawałam im w kość nie mając wielkiego pojęcia o prawidłowych męsko-damskich relacjach.
    Jak się to mowi: małżonka nie wystarczy kochać, trzeba go jeszcze lubić..

  • fituq 08.04.14, 12:43
    I jeszcze- co do zrozumienia faceta mimo, że coś zrobił źle- nie znaczy, że się go popiera w tym i pokornie godzi się na niewłaściwe traktowanie - bo to interpretacja "ofiary". A każda ofiara znajdzie swojego przemocowca. Więc umiejętnośc wyważonego stawiania granic jest jedną z ważniejszych w związku.
    Ale znaczy- że się nie dolewa oliwy do ognia dokładając swoją agresję, wrogość, negatywną interpretację każdego jego potknięcia. Nie wzmacnia jeszcze bardziej konfliktu biciem piany i nakręcaniem spirali niechęci. Można zaakceptować, że facet nie sprostał naszym oczekiwaniom. Nie okazał się idealem. Taki jest i troche rozczarował. Jesli rozczarował bardzo, to przeciez można się rozstać. Nie trzeba się kłócić żeby się rozstać. Wystarczy porozmawiac i zdecydować.
    A w ciągu kilku dni decydować raz, że to absolutny koniec, dwa mowiąc rownoczesnie o miłości, trzy i nawet nie powiedzieć mu żeby nie przychodził, to tez mało wyważona reakcja.
  • motylka34 08.04.14, 14:14
    Masz racje Fituq. Niewiele czasu minelo, ostatnie dni byly dla mnie bardzo trudne emocjonalnie i stad te moje reakcje. Pewnie dolewalam oliwy do ognia bo oczekiwalam jakichkolwiek deklaracji tu i teraz, nie rozumiejac ze on rzeczywiscie moze nie wiedziec co ma dalej robic. Rzeczywiscie bylam agresywna, odnosilam sie do niego wrogo i z niechecia. Teraz emocje opadly i zobaczymy co bedzie dalej...
  • fituq 08.04.14, 14:39
    Po takiej nauczce spróbujcie z mężem przede wszystkim uzgodnić jak chcecie w przyszłości rozwiązywać konflikty. By się cos takiego nie powtórzyło, by mąz tez się nauczył inaczej kanalizować stres. Agresja jest bardzo łatwa w użyciu, tylko, że nie wnosi porozumienia a rodzi strach lub bunt. Czy wam malżeństwo przetrwa czy nie, to ze względu na przyszłe dziecko które was połączy na zawsze - warto nauczyć się komunikowania bez agresji i umiec się przepraszać. A to wcale takie łatwe nie jest, więc myślę, że jak namowisz męza na jakąs terapię w tym kierunku gdzie się podszkolicie i dodatkowe niuanse ogarniecie- to całość może pójsć ku lepszemu.
  • motylka34 09.04.14, 21:59
    Nie namowie meza na zadna terapie. Twierdzi, ze psycholog nie jest mu potrzebny bo on wie czego chce od zycia i jak to.osiagnac. Wiec wyglada na to, ze bedzie to robil narazie sam bo ja sie skupiam na tym co najwazniejsze czyli na sobie i dzieciach. Wszelkie decyzje o ewentualnym.powrocie, rozwodzie, sprzedazy mieszkania itp. podejmuje po porodzie. Tymbardziej ze moj malzonek wpadl na pomysl szybkiego zarobku, w ktory trzeba zainwestowac niemale i oczywiscie pozyczone pieniadze. Nie mam juz sily. Ale Wreszcie sie uspokoilam, jestem w domu i ciesze sie z przebywania z synem, ktory wyglada na to ze rosnie na wrazliwego i troskliwego faceta:-)
  • fituq 10.04.14, 10:29
    Szkoda. Chyba ciężko będzie ustalić wam wspólną wizję.
    Ale najważniejsze to, że przegadalas swój problem i narastający stres, masz szersze spojrzenie na to co się dzieje, nie lecisz w histerię. Dobrze, że finansowo siebie i dziecko masz zabezpieczone, pilnuj granic, a pomysły męża... cóż.. może pozwól mu osobiście ponieść ich konsekwencje jeśli tak bardzo tego chce. Bez kłótni i bez ciągłego "ratowania go bo umiesz lepiej/masz więcej". Możesz wyrazić swoje zdanie ale nie masz mocy go zmusić by Cię posłuchał. Nie płać jego rodzinie bo sobie poradzą, siostra bez waszej kasy może się weźmie za porządki w formalnościach i załatwienie zasiłków.
    Nie wiem na ile męża dobrze znasz, nie wiem dlaczego facet dojrzały nie ma żadnego majątku ani oszczędności, nie wiem dlaczego pracował cale życie na czarno(?) - w sumie gdyby wspomagał całe wcześniejsze życie rodziców i w nich inwestował - to by nie mieli domu do remontu tylko wypasioną willę..itd. Obserwuj ale z dystansem.
    Powodzenia.
  • motylka34 10.04.14, 11:01
    Chyba po prostu pieniadze mu przeciekaja miedzy palcami. Niech ryzykuje pozyczonymi pieniedzmi. Ja juz zdecydowalam ze wezme kredyt na wykupienie jego udzialu. A co potem to zobaczymy po porodzie. Z finansowaniem rodziny skonczylam a jego obecnie na to nie stac.
  • 3-mamuska 08.04.14, 01:47
    motylka34 napisał(a):

    > Moja rodzina i wzajemne relacje tez moga miec duży wpływ na moje postepowanie.
    > u mnie to moja mama zawsze była głową rodziny mimo, że była tą mniej zarabiając
    > ą. A tata albo milczy, albo ucieka na działkę. Może zupełnie nieswiadomie przej
    > muję zachowanie matki


    No i masz teraz uciekającego mez...
    I to ty nosisz spodnie w tym związku .
    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • motylka34 12.04.14, 14:57
    Ja juz nie wytrzymuje! Jest troche spraw, ktore czekaja na zalatwienie. Ja nie moge tego zrobic, prosze meza i co slysze "Najpierw musze ogarnac swoje sprawy". I tak ze wszystkim- przepraszam, wroce ale najpierw musze ogarnac..., od 2 tyg czekam na jego grupe krwi bo musi ogarnac swoje sprawy, i tak w kolko. Niby wszystko spokojnie, bez nerwow i zlosci ale caly czas slysze to samo. I nie rozumiem tego i nie wiem czy dam rade zrozumiec. Terapia tez jak ogarnie swoje sprawy
  • pade 12.04.14, 22:27
    A może jest ktoś inny, kto mógłby wytłumaczyć mężowi, że grupa krwi jest teraz ważniejsza niż jego długi?
    Może być tak, że on nie potrafi się ogarnąć, nie wie jak ustalić priorytety. Może ktoś, kogo on szanuje mógłby mu pomóc?
    I nie mam na myśli mamy:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • motylka34 12.04.14, 22:38
    Nie wiem kto to moglby byc... Prawda jest taka ze on zajmuje sie tylko tym, a ja zostalam z cala reszta na barkach i nie wiem jak to wszystko ogarnac siedzac w domu. Nawet po glupi list polecony nie moge pojsc, a listonoszowi nie chce sie wejsc na pierwsze pietro. Przegrywam z drobiazgami bo sprawy ciezszej wagi mimo wszystko mozna zalatwic mailowo- telefonicznie. Nie wiem kto moglby do niego dotrzec, chociaz moj szwagie zaproponowal dzisiaj ze nim boksersko potrzasnie. Jego mama rozmawia z nim, tlumaczy ale to wszystko jak do sciany
  • pade 12.04.14, 22:49
    To niech potrząsa.
    Odebranie listu czy oznaczenie krwi nie zajmie mu aż tyle czasu, żeby nie starczyło na inne sprawy. Może tez on sam kogoś poprosić o pomoc dla Ciebie. Po prostu zaopiekować się Tobą.
    Ehhh, współczuję Ci, bardzo.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • motylka34 13.04.14, 11:01
    Prawda jest taka, że on wie że ja sobie poradzę. tylko ja nie chcę sobie sama radzić. Widzę po sobie, że potrzebuję oddechu, odpoczynku. Nigdy w zyciu nie byłam tak słaba jak teraz. A te codzienne drobnostki mnie dobijają
  • fituq 14.04.14, 11:52
    A powiedziałaś mu to tak zwyczajnie spokojnie: słuchaj chłopie, ja teraz potrzebuję twojej pomocy, wiesz że jestem w ciązy, czuję się źle, nie radzę sobie ze wszystkim i pewnych rzeczy zrobić nie mogę, nie da się tego przełożyć na później więc bardzo cię proszę musisz mi pomóc w tym tym i tym.
    Bo jesli tak mu przedstawiałaś sprawę a on mimo to olewa, to ja nie wiem co was łączy...
    Ale chwilę wczesniej napisałaś, że leżąc w szpitalu ty jeszcze jemu zalatwiasz pracę, i wszystko organizujesz i świetnie sobie radzisz za dwoje.
    Więc prawdę mówiąc ja nie wiem jakie Ty sygnaly dajesz i jakie do tego faceta docierają.
  • motylka34 14.04.14, 12:24
    Powiedziałam mu, że proszę go o pomoc w tylko sytuacjach w których nie mogę sobie poradzić sama bo muszę leżeć, nie powinnam chodzić itd.
    Pomaga, przyjeżdża, załatwia co trzeba i jedzie, bylebym tylko nie zaczęła rozmowy
  • paris-texas-warsaw 14.04.14, 12:58
    Motyl, Ty piszesz, jakbyś się za bardzo wyemancypowała;) Przecież, jak jestes w zagrożonej ciąży i musisz leżeć, to pomoc jest Ci potrzebna STALE. Ktoś musi robić posiłki, ktoś musi sprzątać, ktoś musi jeszcze psychicznie Cię wspierać;) Powiedz mężowi, że ma się wprowadzić, wszystko w domu robić, i nie pomagać w szczegółach, tylko w całości. Chyba przy 2 tys. zł nie zatrudniłaś pomocy na dwa etaty, może ta Ciocia od syna pomaga? Jak mąż się nie chce zaangażować na całego, to sobie chyba daj z nim spokój, wtedy poproś rodzinę o większą jeszcze pomoc. Trudno, taka sytuacja. Niech Ci gotują, sprzątają, nie rezygnuj z tego.
    Jak nie chce i na badania krwi, to rób wszystkie przeciwciała, tak jakbycie mieli konflikt serologiczny. Ew. najlepsi specjaliści od problemów z konfliktem serologicznym, łącznie z przetaczaniem krwi u płodów bliźniaczych są na Starynkiewicza. Są też matki w ciąży z NN i da się urodzić:)
    Nie lubię Twojego męża, to jakiś psychol. Oglądaj fajne programy, czytaj Davisa i Montgomery:) Spisuj pomiary ciśnienia i się relaksuj:)
  • motylka34 14.04.14, 13:37
    Paris, ja tez nie lubię mojego męża:-(
    I nie chcę żeby sie wprowadzał bo będzie tak jak było,a teraz mimo wszystko mam względny spokój.
    Obecnie zarabiam dużo więcej niż te 2 tys.. To jest kwota zasiłku macierzyńskiego, który będę dostawała po porodzie. Oszczędzam żeby się zabezpieczyć więc nie zatrudniłam pomocy domowej:-) Ogólnie to mam posprzatane, codziennie dostarczane posiłki, zakupy przez internet i nie jest najgorzej. Masakra jest ze sprawami urzędowymi, które moge załatwić albo ja albo mój mąż. I czytam, ogladam głupie programy, spotykam się z przyjaciółkami, mierzę ciśnienie i zaczynam sie usmiechać:-) naprawdę:-) Tylko czasami mam słabsze momenty
  • paris-texas-warsaw 14.04.14, 14:07
    to naprawde bardzo dobrze sobie radzisz. Moze jakiegos pelnomocnika do spraw urzedowych wyznacz? Nawet notariusz moze do domu wpasc.
  • motylka34 14.04.14, 15:33
    Ale po co mam to robić? Żeby mój mężulek pomyslał, że juz nie ma w domu żadnej odpowiedzialności. Wspólnie robilismy dziecko, wspólnie kupowalismy mieszkanie więc niech ponosi odpowiedzialność. istnieje jeszcze życie poza jego długami
  • paris-texas-warsaw 14.04.14, 15:56
    Ja nie wierzę, że jak się zostawia żonę w zagrożonej ciąży, to po ciąży, gdzie wydatków i roboty będzie jeszcze więcej, nagle się odmieni. Dlatego bym brała pełnomocnika, bo od tego zależy jak rozumiem wykonywanie zlecen i Twoje zarobki. Na fortunę, której właśnie dorabia się mąż bym raczej nie liczyła.
    Tym Twoim opanowaniem i siłą faktycznie mi imponujesz. Ja bym pewnie leżała w barłogu totalnie załamana. Może robisz za coacha po godzinach?;)))
  • motylka34 14.04.14, 16:14
    Uwierz mi, że to tylko pozory. Chciałabym żeby wszedł do domu, przytulił mnie, powiedział zebym sie o nic nie martwiła i że wszystko bedzie dobrze. Na jego fortune nie liczę, jak się z nim wiązałam też nie był szczególnie bogaty. A załamać się nie mogę bo jedno dziecko, drugie dziecko, żyć trzeba
  • motylka34 24.04.14, 20:53
    No i odcielam sie. Nie odbieram telefonow, nie odpisuje na smsy, poprosilam zeby do nas nie przyjezdzal. W miedzyczasie byl czas kiedy codziennie przepraszal, potem znowu zaczely sie klotnie i nie zwarzal na to ze w domu jest dziecko, a potem pojawily sie kolejne zarzuty ze przeze mnie traci przyjaciol, ze specjalnie doprowadzilam sie do takiego stanu zeby go szantazowac dzieckiem. Nie wytrzymalam, powiedzialam ze nie zycze sobie kontaktow dopoki nie urodze chyba, ze wczesniej wszystko przemysli i bedzie gotowy do spokojnej, konstruktywnej rozmowy. Poki co na kazde pytanie slysze odpowiedz nie wiem.
    A tak w ogole to czuje sie dobrze, rosne wszerz a coreczka okazala sie synkiem, roboczo nazwanym Kajtkiem:-)
  • basiastel 24.04.14, 21:43
    Wszystkiego najlepszego, zdrowego syneczka i dobrej przyszłości!
  • motylka34 06.05.14, 20:00
    Jesteśmy po spokojnej rozmowie. Wreszcie! Powiedział, że mnie kocha i chce z nami być, ale... nie może teraz z nikim byc bo ma długi, musi je spłacić. Boi się zapytac jak się czuję bo boi sie odpowiedzi. Na widok zdjęcia usg popłakał się. Ni wiem co mam robić. Widzę jak się zamyka w sobie, zmienił sie o 180 stopni. Ucieka od ludzi, nie chce rozmawiac nawet z mamą, jak u niej jest to zamyka się w pokoju lub tępo patrzy cały czas tv. O sprzedaży mieszkania nawet nie chce słyszeć mimo, że ja dojrzałam do decyzji żeby je sprzedac i kupic mniejsze. Patowa sytuacja. Widać że nie chce żadnej pomocy. Chce to załatwic sam, tyle że czas ucieka. Do porodu zostało 3 miesiące. A pomijając dziecko to czas działa na jego niekorzyśc, wczoraj wspomniał o zakonczenou życia:-( Jestem pewna że jego stan blokuje go w działaniu, mysleniu. Jest skupiony tylko na mysleniu o długu. Serce mi pęka
  • agrypina6 06.05.14, 23:07
    Wiesz, brak mi słów na tego Twojego męża. Ty w ciąży, a a on Cię szantażuje, że odbierze sobie życie? Na ogół ci, którzy tak straszą, raczej tego nie robią. Nie wiem, ale moim zdaniem, to ten Twój mąż jest chory psychicznie. Podziwiam Cię, że dajesz radę, bo ja bym nie dała. Poczekaj do porodu, a potem zastanów się dobrze, co jest najlepsze dla Ciebie i dzieci. Przecież Twój syn już musi chodzić do psychologa.
  • 3-mamuska 06.05.14, 23:23
    agrypina6 napisała:

    > Wiesz, brak mi słów na tego Twojego męża. Ty w ciąży, a a on Cię szantażuje, że
    > odbierze sobie życie? Na ogół ci, którzy tak straszą, raczej tego nie robią. N
    > ie wiem, ale moim zdaniem, to ten Twój mąż jest chory psychicznie. Podziwiam Ci
    > ę, że dajesz radę, bo ja bym nie dała. Poczekaj do porodu, a potem zastanów się
    > dobrze, co jest najlepsze dla Ciebie i dzieci. Przecież Twój syn już musi chod
    > zić do psychologa.


    Moze on ma depresje po prostu , kobieta sie zdarza faceta tez.
    Mi sie wydaje ze on żałuje ze wpakował sie w takie długi i kręci sie w koło bo ciezko mu z nimi zyc.
    Kaz mu isc do lekarza po leki.
    Czy on widzi jakieś rozwiazanie??
    Czy da rade oddac te długi i w jakim czasie.

    To sa potężne pieniadze, ile by musiał odłożyć miesięcznie zeby spłacić te długi?
    No i piszesz ciagle" jego długi " nie jest to miłe ani dobre, jesli w rzeczywistości tez tak podchodzisz to nie dziwie sie ze chłopina sie załamał.

    Spytałes go kiedy ma zamiar byc z wami?
    Za 5-10 lat jak dziecko bedzie mówiło proszę pana do niego?

    Ja bym zrobiła tak, napisała na kartce możliwości wyjścia z długów, pokazać mu to i powiedzieć ze ma wybrać jedna z realnych opcji i wrócić do domu i isc konsekwentnie obrana opcja.
    Byc ojcem i mężem, bo ty za x czasu jak on to spłaci to nie bedzie ci juz potrzebny.
    Jesli nie chce wybierać, sprzedajemy mieszkanie ty idziesz z dziecmi kupujesz mniejsze mieszkanie, on spłaca długi i występujesz o rozwód.

    Albo w ta albo w druga strone.
    Postaw mu ultimatum moze to go otrzeźwi.
    Powiedz mu ze jesteście małżeństwem i on ma sie opiekować toba i dziecmi ale ty tez mu pomożesz w spłacie długów ,bo długi sa za wasze wspólne mieszkanie, i czy za x kwotę warto stracić dom żonę dziecko itp.
    Krótko i treściwie.
    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • motylka34 07.05.14, 00:49
    Po tej rozmowie jestem pewna ze ma depresje.
    Piszac jego dlugi caly czas uzywam skrotu myslowego. Mam swiadomosc, ze chodzi o pieniadze ktore on pozyczyl na nasze wspolne mieszkanie. Chcial miec swoj wklad, chcial dolozyc cegielke do naszego wspolnego zycia, marzyl o jakims swoim wlasnum kacie. Caly czas mu powtarzam, ze sa to nasze wspolne dlugi.
    Nie ma szans zeby poradzil sobie z tym sam i to go ciagnie do dna. Juz zrobilam rachunek i pokazalam mu to. Moi rodzice zaproponowali ze pozycza nam te pieniadze i mozemy je oddac jak bedziemy mogli, bez zadnych ograniczen czasowych. W sumie to chca mi je dac ale on powiedzial, ze nie przyjmie tej pozyczki. Pieniedzy ze sprzedazy dzialki tez nie wezmie, odrzucil moja propozycje. Twierdzi, ze musi dac sobie rade z tym sam. Nie stac go na rodzine, nie chce byc obciazeniem. Caly czas mam wrazenie, ze ta sytuacje traktuje jako.probe swojej meskosci. Mieszkania nie chce sprzedac bo kupil je z mysla o dziecku. Chyba traktuje jecwctej chwili jako jedyna rzecz, ktora.moze dac dziecku.
    Sytuacja jest naprawde patowa. Wiem, ze mozemy z tego wyjsc razem, jesli podejmiemy wspolnie jakies decyzje. Gdzies musimy stracic, jestem tego swiadoma i gotowa podjac tego kroku. W tym.momencie jego stan psychiczny nie pozwala na zadne dzialanie. Zauwazylam, ze podczas klotni zawsze patrzyl.mi w oczy, natomiast w trakcie spokojej rozmowy na argumenty uciekal.ze wzrokiem.
    I te jego slowa, ze nie zasluguje na mnie, nie.moze z nami byc bo jest obciazeniem. Powtarzam mu, ze nie wiazalam sie z nim dla pieniedzy, ze go potrzebuje jako osoby, ze dziecko potrzebuje ojca, jego milosci i uwagi.
    Powinien pojsc do psychiatry, na rozmowy z psychologiem juz jest za pozno. Musi zaczac leczenie od lekow a jak go uspokoja to dopiero wtedy terapia z psychologiem. Bardzo sie wzburzyl jak o tym wspomnialam i wiem, ze nie pojdzie.
    Nie chce byc podziwiana za to jak sobie radze w tej sytuacji. Walcze o swoja rodzine. Przysieglam ze bede z nim na dobre i na zle. Oboje ciagle nosimy obraczki i uwazam, ze mnie to zobowiazuje do tej walki. Kocham go. Rozumiem, ze znalazl sie w bardzo trudnej sytuacji. On nie rozumie, ze to dotyczy nas wszystkich. Chce z tego wyjsc z honorem i mimo wszystko bardzo go za to cenie. Nie sadze zeby mnie szantazowal odebraniem sobie zycia. On w tej chwili czuje sie jak nieudacznik, ktory nie potrafi zarobic na utrzymanie swojej rodziny i jest dla niej tylko.obciazeniem. Sama nie.moge podjac teraz zadnych radykalnych krokow bo tylko utwierdze go w tym przekonaniu.
  • 3-mamuska 09.05.14, 20:44
    Bardzo to smutne, kurcze nie chce byc obciążeniem ???
    Czy to aby nie wymówka.
    Moze potrzebuje dostać s pysk zeby sie obudził.
    Najlepsze wyjście pożyczyć kasę od twoich rodziców, i potem niech on oddaje na ile bedzie mogl.
    Kurcze ja bym go spytała czy dziecko mam oddac do adpocji??? Bo dziecko to jest obciążenie finansowe i to o wiele większe, wiec moze sie go pozbyć bo po co komplikacje.
    Wiesz nie widm czy bym chciała z nim byc, bo skoro kasa ważniejsza, i ma w dupie ze straci ciebie i własne dziecko bo on chce byc facetem?
    Facet to ten kto dba o dzieci i kobietę nie o kasę.
    .gada bzdury ,i albo wraca do mnie i dzieci albo wykreślania go ze swojego zycia i nigdy nie chce go widzieć ani słyszeć.
    I albo w ciagu tygodnia wraca i układamy razem plan co do spłat, realnych dla niego albo wypad.

    O ile broniłem go to takie pie...nie "jestem obciążeniem dla rodziny" to nirmalnie instynkt mordercy mi sie włącza.

    Ja bym sie obawiała, ze on cie szantażuje psychicznie , a na to nie mozna mi pozwolić.
    Nie chce pomocy, nie chce ciebie i dzieci, nie chce domu...

    Nie wiem, moze trzeba zrobic tak.
    Zaprosić jego do domu, i rodziców twoich jego moze ta ciotke i razem go osączyć i pogadac.
    Zeby sie otrząsnąć.

    Ciezko cos poradzić.
    Bo tak patrząc realnie to żadne pieniadze nie sa warte rozpadu rodziny i straty kontaktu z dzieckim.
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • motylka34 09.05.14, 21:50
    Paradoksalnie liczylam na to, ze mi kirdys powie ze.mnie nie kocha, nie chce ze mna byc. Byloby mi latwiej bo wiedzialabym na czym stoje, nie walczylabym o czlowieka ktory nic do mnie nie czuje bo jestem bardzo emocjonalna, mimo wszystko wierze w milosc. A teraz... Jest mi gorzej bo wiem, ze oboje czujemy to samo, chyba gdzies zmierzamy do tego samego ale tak roznymi drogami, ze mozemy sie nie spotkac.
    Pieniadze nigdy nie mialy dla mnie az tak wielkiego znaczenia, byly tylko srodkiem a nie celem samym w sobie. Moze dlatego przetrwalam swoje bardzo ciezkie czasy. Mimo ze bylo mi trudno powiazac koniec z koncem to mam naprawde piekne wspomnienia, zwiazane glownie z moim dzieckiem.
    Nie chce mu stawiac ultimatum. Bo to nie o to chodzi. Nie wiem tez czy chce zeby moi rodzice kupowali swojemu wnukowi szczesliwa rodzine. Mam mu zaplacic za to zeby wrocil, zeby byl odpowiedzialnym mezem i ojcem? Chcialabym zeby zrozumial ze mozemy wyjsc razem z tej sytuacji bo mozemy, nawet gdubym musiala szybciej wrocic do pracy. Zeby zrozumial ze to jest przejsciowa sytuacja. Przysiegalismy sobie ze bedziemy ze soba.na dobre i na zle. Nie tylko.na dobre.
    Ktos musi nim potrzasnac. Tylko prawda jest taka, ze jak ktos zaczyna rozmowe na ten temat to on ucieka, wychodzi.
    Ja jestem pod opieka psychologa i bardzo mi to pomaga. Mam sile zeby walczyc. Od psychologa wiem, ze moj maz ma typowe objawy meskiej depresji. Czuje sie nieudacznikiem, choc nim nie jest. Wstudzi sie tego i dlatego nie chce z nikim rozmawiac. Dla niego mezczyzna musi zapewnic byt swojej rodzinie, to jest wyznacznikiem jego meskosci. Tyle ze ja potrzebuje jego jak osoby, a nie jego honoru, dumy i pieniedzy.
    Dziecka chce, zawsze powtarza ze to wszystko robil dla tego dziecka i ze bedzie ono mialo dwoje rodzicow. Tylko ja nie wyobrazam sobie jak to ma wygladac.
    Jestem w kompletnej rozsypce. Nic sie nie sklada, nie widze wyjscia z tej sytuacji. I mysle, ze.nawet gdybym wziela pieniadze od moich rodzicow to nic by sie nie zmienilo w jego zachowaniu bo dlud by zostal tylko u innego wierzyciela.
    Pat
  • iziula1 10.05.14, 16:50
    motylka34 napisał(a):
    Dla niego mezczyzna musi zapewnic byt swojej rodzinie, to jest wyznaczni
    > kiem jego meskosci.

    A On zapewnia byt swojej rodzinie? Skonkretyzuje: Tobie i dziecku oraz nienarodzonemu dziecku?
    Czy dla niego rodziną jest matka i siostra?
    Z twoich opisów wnioskuje,że rodzina twego męza to rodzina pochodzenia. Tylko o nią sie martwi w tej chwili. Słowa, o tym że mu na Tobie i dziecku zalezy jak na razie kończą się tylko na słowach.

    Tyle ze ja potrzebuje jego jak osoby, a nie jego honoru, du
    > my i pieniedzy.
    > Dziecka chce, zawsze powtarza ze to wszystko robil dla tego dziecka i ze bedzie
    > ono mialo dwoje rodzicow. Tylko ja nie wyobrazam sobie jak to ma wygladac.

    Słusznie, że sobie nie wyobrażasz. Bo twój ślubny zasypuje cie frazesami, okragłymi słówkami o miłości, chęci, honorze i WŁASNYM cierpieniu mając twoje problemy głęboko w du....

    > Jestem w kompletnej rozsypce. Nic sie nie sklada, nie widze wyjscia z tej sytua
    > cji. I mysle, ze.nawet gdybym wziela pieniadze od moich rodzicow to nic by sie
    > nie zmienilo w jego zachowaniu bo dlud by zostal tylko u innego wierzyciela.
    > Pat

    Wybacz, ale pomysł spłaty jego długu kolejnym długiem nie rozwiązuje sytuacji. Chyba,że twój mąz toleruje dług u obcych a nie toleruję długu u matki.
    Przypominam,że cały czas mówimy o długu ok.50 tys.
    Może ja ma skrzywioną perspektywe ale z powodu takiego długu nikt nie porzuca rodziny i nie wpada w jakiś chory stan otępienia.

    Jak ja to widze?
    Widzę faceta, który unika odpowiedizalności za rodzinę i nienarodzone dziecko, który ucieka od możliwości rozsądnego rozwiązania sytuacji.
    Facet, o którym piszesz: dumny i honorowy NIE ISTNIEJE.
    Honor to usiaść z żoną i rozpisać plan spłaty długu, szukania racjonalnego wyjscia z impasu razem a nie ucieczka i pozostawienie ciężarnej żony z pasierbem samej w pustym mieszkaniu.

    to ty się wciąz łudzisz, szarpiesz, szukasz wyjścia, martwisz jego uczuciami, zabiegasz o Niego. Gdyby facet miał choć odrobine honory wstydziłby się za swoje zachowanie.
    Motylku, On cię porzucił w ciązy, w sytuacji dramatycznej kiedy walczyłas o nienarodzone dziecko, miałaś krwotok, wylądowałas w szpitalu.
    Sorry ale dla mnie twój mąz to niedojrzały gó...arz. Zafundował Ci jakiś horror.

    Zrobisz co zechcesz i jak zechcesz. Pamietaj,że nawet jeśli sprzedasz mieszkanie nikt Ci nie zagwarantuję,że twój mąz do Was wróci po spłacie jego długu.

    Ta cała sytuacja jest jakaś dla mnie chora, postępowanie twego męża nieracjonalne, nie umiem znaleść rozsądnego uzasadnienia na to co robi i mówi.



    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • motylka34 10.05.14, 17:44
    Ja jestem tego samego zdania. Zostawil mnie, mimo ze sam twierdzi ze sie tylko wyprowadzil. Probuje to zrozumiec zeby wiedziec na jakim etapie swojego zycia jestem, z ktorego punktu startuje.
    Nie widm czy chce zeby wrocil bo zaczelibysmy w momencie w ktorym skonczylismy. Mam ogromne watpliwosci czy pozyczac te pieniadze od rodzicow. Nie chce placic za pozorne szczescie rodzinne.
    Dla mnie to tez jest dziwne. Depresja depresja ale decyzje trzeba podejmowac do konca i konsekwentnie. Minelo prawie 2 miesiace a my zupelnie nic nie ustalilismy. Dziecko bedzie za 3 miesiace, to bardzo niedlugo. Nie zarobi przez ten czas na dlugi i wyprawke. To jest ten czas zeby usiasc i wspolnie ustalic plan dzialania. To nie moze dluzej trwac...
  • iziula1 10.05.14, 19:21
    motylka34 napisał(a):

    > Ja jestem tego samego zdania. Zostawil mnie, mimo ze sam twierdzi ze sie tylko
    > wyprowadzil. Probuje to zrozumiec zeby wiedziec na jakim etapie swojego zycia j
    > estem, z ktorego punktu startuje.

    Wyłącz uczucia i skup się na faktach.
    Podejdz do tego zadaniowo-co jest i co trzeba/musisz zrobić.
    Mi to pomaga w sytuacjach trudnych , gdy czegoś nie rozumiem lub emocje zaciemniają obraz.

    > Nie widm czy chce zeby wrocil bo zaczelibysmy w momencie w ktorym skonczylismy.
    > Mam ogromne watpliwosci czy pozyczac te pieniadze od rodzicow. Nie chce placic
    > za pozorne szczescie rodzinne.

    Motylku, masz prawo do pragnienia posiadania pełnej rodziny. Niedawno wzieliście śub, łączy was kilka lat fajnego związku. Więc rozumiem wszystkie wątpliwości jakie tobą targaja.
    Ale jesteś w punkcie zero.
    Możesz być tylko pewna siebie i swoich decyzji.
    Myśle,że powinnas planowac życie bez niego, wyprawka, mieszkanie, opieka przed i po porodzie, opieka nad dzieckiem, TWOJA praca itp. Zrób plan jak sobie poradzisz sama.
    Nie możesz w tej chwili polegac na słowach swego męza. Zacznij traktowac się jak samodzielna mama wkrótce dwójki maluchów.
    Jeśli twój mąz przez ten czas się pozbiera i zacznie działać ( tego Ci zycze ) to będzie dobrze. Ale jeśli nie ty musisz być gotowa na samodzielność.

    > Dla mnie to tez jest dziwne. Depresja depresja ale decyzje trzeba podejmowac do
    > konca i konsekwentnie. Minelo prawie 2 miesiace a my zupelnie nic nie ustalili
    > smy. Dziecko bedzie za 3 miesiace, to bardzo niedlugo. Nie zarobi przez ten cza
    > s na dlugi i wyprawke. To jest ten czas zeby usiasc i wspolnie ustalic plan dzi
    > alania. To nie moze dluzej trwac...

    A trwa już bardzo długo. Od pierwszego twego postu, przed szpitalem mineło sporo czasu. W którym niewiele się zmieniło.
    Czy masz kogoś bliskiego przy sobie? Kto Cie wspiera? Chocby dobrym słowem ?
    Ta sytuacja i niepewnośc co do stanu męza i jego decyzji musi Cię wykańczać.
    Dobrze że masz psychologa ale skup się na sobie , na swoich uczuciach a nie co dolega twemu mężowi.
    On musi stanąć na nogi, poustawiać swoje priorytety i musi zrobić to sam. Jeśli zdecyduję że Ty i dzieci jesteście na pierwszym miejscu bedzie wiedział co robić i jak wami się zaopiekować. Natomiast jeśli twój mąz uzna że jest inaczej... no cóż będziesz musiała jakoś żyć dalej.

    trzymam za Ciebie i dzieci kciuki.

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • motylka34 10.05.14, 20:05
    Nie jestem w punkcie zero. Ja sie cofnelam. Bylabym w punkcie zero gdybym zamknela przeszlosc, a ona ciagle trwa.
    Dla mnie punkt zero to szczera rozmowa w ktorej uzgadniamy warunki rozstania, sprzedazy mieszkania, opieki nad dzieckiem, rozwodu, alimentow itd.
    Ja juz mam w miare poukladane zycie. Wyprawka prawie gotowa, plan po urodzeniu dziecka przygotowany.
    Tylko ta samotnosc... Bo jestem bardzo samotna, mimo ze sa wokol mnie ludzie ktorzy staraja sie mnie wspierac, ale oni tez maja wlasne zycie.
    Teraz zbieram sily bo wiem, ze beda mi one potrzebne. Raz dalam sobie rade z jednym dzieckiem to dam sobie rade z dwojka dzieci.
    Jestem wykonczona
  • 3-mamuska 11.05.14, 14:32
    motylka34 napisał(a):

    > Nie jestem w punkcie zero. Ja sie cofnelam. Bylabym w punkcie zero gdybym zamkn
    > ela przeszlosc, a ona ciagle trwa.
    > Dla mnie punkt zero to szczera rozmowa w ktorej uzgadniamy warunki rozstania, s
    > przedazy mieszkania, opieki nad dzieckiem, rozwodu, alimentow itd.
    > Ja juz mam w miare poukladane zycie. Wyprawka prawie gotowa, plan po urodzeniu
    > dziecka przygotowany.
    > Tylko ta samotnosc... Bo jestem bardzo samotna, mimo ze sa wokol mnie ludzie kt
    > orzy staraja sie mnie wspierac, ale oni tez maja wlasne zycie.
    > Teraz zbieram sily bo wiem, ze beda mi one potrzebne. Raz dalam sobie rade z je
    > dnym dzieckiem to dam sobie rade z dwojka dzieci.
    > Jestem wykonczona


    Bardzo smutne co napisalas, juz jedno dziecko odchowalas sama teraz czeka cie to znowu a wszystko z powodu kasy.
    Szkoda ze twój facet nie widzi ze jest ci potrzebny:

    Trzymam kciuki bedzie dobrze.
    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • agrypina6 11.05.14, 14:59
    3-mamuska napisała:

    > Bardzo smutne co napisalas, juz jedno dziecko odchowalas sama teraz czeka cie t
    > o znowu a wszystko z powodu kasy.
    > Szkoda ze twój facet nie widzi ze jest ci potrzebny:
    >
    > Trzymam kciuki bedzie dobrze.
    A ja uważam, że tak naprawdę, to nie do końca chodzi o kasę. Panu pewnie odwidziała się zabawa w rodzinę, kiedy pojawiła się ciąża i jakieś problemy. Myślę, z tego co pisze Motylka, że to nie skończy się dobrze. Facet, który zostawia kobietę w zagrożonej ciąży, nie powie uczciwie, że to koniec, to kawał sk.. Mam nadzieję, że się mylę, ale tak to wygląda z boku..

    --
    Mój Skarb 24.03.2012
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/2akg4003arn2sy1n.png[/img][/url]
  • iziula1 11.05.14, 15:18
    agrypina6 napisała:

    > A ja uważam, że tak naprawdę, to nie do końca chodzi o kasę. Panu pewnie odwidz
    > iała się zabawa w rodzinę, kiedy pojawiła się ciąża i jakieś problemy. Myślę, z
    > tego co pisze Motylka, że to nie skończy się dobrze. Facet, który zostawia kob
    > ietę w zagrożonej ciąży, nie powie uczciwie, że to koniec, to kawał sk.. Mam na
    > dzieję, że się mylę, ale tak to wygląda z boku..

    Ja tez uważam, że mąz Motylka kłamie, bo prawda ( na która Ona czeka ) stawia go w złym świetle, natomiast kłamstwo pozwala mu udawać lepszego niż jest.
    On coś ukrywa, jakąś decyzje lub słabość charakteru.
    Cięzka sytuacja, bolesna.
    Nie wygląda to dobrze.

    Motylku, w mojej opinii jesteś w punkcie zero.
    Jego decyzji lub ujawnienia prawdy możesz się już nie doczekać. Więc ile jeszcze będziesz trwała w zawieszeniu: do porodu, do chrztu, do pierwszej świeczki na torcie syna?
    Żyj dalej, bo masz dla kogo.
    Będzie cięzko ale fizycznie dasz sobie radę.

    A twój mąż musi sam podjąć decyje kim jest i co dalej zrobi. Ty musisz żyć niezaleznie od jego podejmowanych działań. Tak bedzie łatwiej.

    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • motylka34 11.05.14, 22:16
    Od dzisiaj jestem w punkcie zero:-( podjęłam decyzję za niego i zakonczyłam tą kilkumiesięczna farsę. I co usłyszałam? Że on tylko chciał ogarnąć długi bo został z nimi SAM! A mówiłam mu, że pracuję, biorę dodatkowe zlecenia po to żebyśmy do końca roku RAZEM spłacili zobowiązania. A on został z tym sam bo nie dałam mu kilkudziesięciu tysięcy ot tak od ręki. Tego co prawda nie powiedział, to tylko mój wniosek z tej całej sytuacji. Ręce mi opadły. I już wiem, że nie ma o co walczyć. Zażądałam żeby nie kontaktował się ze mną do czasu porodu, a jak już poukładam moje życie z dziećmi to załatwię formalności rozwodowe. I już nie martwię się jego długami, bo stały sie jego jak sie wyprowadził i zostawił mnie w tej całej sytuacji. Już jest to jego problem.
    Ciężko mi, ale przynajmniej wiem na czym stoję. A na myslenie o samotności za 3 miesiące nie będę miała czasu. Decyzję w sprawie sprzedaży mieszkania odkładam na później. Nie chcę od niego takich drogich prezentów, zarobiłam na to mieszkania to zarobię na kolejne. Życie przestało być bajką
  • iziula1 11.05.14, 22:25
    Przykro mi Motylku :(
    Co tu więcej dodać, nic.

    Rozstaliscie się a na koniec jeszcze się dowiedziałaś, że to twoja wina.
    Nie podejmuj teraz żadnych decyzji. Skup się na swoim zdrowiu, dziecku jednym i drugim.
    Jak chcesz pogadać pisz na pocztę gazety.
    Iza
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/ug37krhm83oism2f.png[/img][/url]
  • motylka34 12.05.14, 10:05
    Ja się z nim rozstalam. Do niego to nie dociera. Teraz mnie oskarża o to, że zabieram mu dziecko. Masakra
  • onmytoes 12.05.14, 11:07
    motylka34 napisał(a):

    > Ja się z nim rozstalam. Do niego to nie dociera. Teraz mnie oskarża o to, że za
    > bieram mu dziecko. Masakra

    Jak Ty sie z nim rozstalas skoro przejmujesz sie kazdym slowem ktore on powie, od miesiecy analizujesz drobiazgowo jego zachowanie, to co gada, narzekalas, ze Cie neka, choc tak naprawde nie zerwalas z nim kontaktu i czekalas ze wroci.

    Dziewczyno, zdecyduj sie o co Ci chodzi i czego chcesz, bo tak to tylko miotasz sie bez sensu.
    Jak Ty mu to dziecko odbierasz i po co w ogole wdajesz sie w takie bezsensowne dyskusje? Jak sie urodzi to przy rozwodzie sadowo mozna ustalic kontakty i tyle.
    No chyba, ze rzeczywiscie masz zamiar utrudniac mu kontakt z dzieckiem za kare, ze Cie porzucil.

    --
    ...
    Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon

    :: my ceramics ::
  • motylka34 12.05.14, 12:05
    Analizowalam po probowalam zrozumiec. A teraz potrzebuje swietego spokoju.
    Nie mam zamiaru utrudniac mu kontaktu z dzieckiem, w koncu jest ojcem. Mscic sie tez nie bede bo po co, to nie w moim stylu. Lubie wszystko konczyc bez smrodu. Tu sie nie da wiec trudno. Teraz najwazniejsza jestem ja i moje dzieci. On moze zajac sie soba i swoimi dlugami. Furtka zamknieta. I jest mi lepiej
  • onmytoes 12.05.14, 18:33
    motylka34 napisał(a):

    > Analizowalam po probowalam zrozumiec. A teraz potrzebuje swietego spokoju.
    > Nie mam zamiaru utrudniac mu kontaktu z dzieckiem, w koncu jest ojcem. Mscic si
    > e tez nie bede bo po co, to nie w moim stylu. Lubie wszystko konczyc bez smrodu
    > . Tu sie nie da wiec trudno. Teraz najwazniejsza jestem ja i moje dzieci. On mo
    > ze zajac sie soba i swoimi dlugami. Furtka zamknieta. I jest mi lepiej

    Wiesz, podczytuje ten watek juz od dluzszego czasu i w zasadzie caly czas piszesz to samo. Ze chcesz sie odciac, ze potrzebujesz spokoju, ze sie rozstajesz. A potem znow analizujesz, probujesz zrozumiec i rozbierasz wszystko na czynniki pierwsze w setnym czy dwusetnym poscie. Wciaz powtarzasz jego slowa (ze Cie kocha, ze nie odszedl tylko sie wyprowadzil)
    I tak w kolko.
    Podejrzewam, ze wktorce dobijesz 300 postow wciaz drobiazgowo analizujac zachowanie meza i jednoczesnie twierdzac, ze sie z nim rozstalas i ze skupiasz sie na sobie.
    Wybacz szczerosc, ale dla postronnego odbiorcy jest to bezsensowne miotanie sie i nakrecanie sie.
    Jesli rzeczywiscie chcesz sie skupic na sobie, przestan doglebnie analizowac kazde slowo pana meza. Wtedy moze zaznasz rzeczywistego spokoju i odciecia sie od niego.
    --
    ...
    Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon

    :: my ceramics ::
  • motylka34 12.05.14, 18:56
    Bo sie miotałam i nakręcałam z nudów i nadmiaru czasu:-) Ale już przestałam. naprawdę:-)
  • iziula1 12.05.14, 12:12
    Pisałaś sporo o rodzinie męża.
    Jak obecnie wyglądają wasze stosunki ? Czy jego rodzina jasno określiła swoje stanowisko w waszej sprawie, czy raczej czeka na rozwój sytuacji a może milczy do Ciebie a wspiera twego męża? Zastanawiam się nad rolą i wpływem jego rodziny na wasze obecne relacje.

    Poza tym mysle, że potrzebne wam mediację a conajmniej czasowy oddech od waszych sporów i kłótni. Ty się nakrecasz - wiadomo ciąża, hormony, frustracja, rozpad związku trudno zachowac spokój. On tez jakiś pobudzony, sfrustrowany, oderwany od rzeczywistości ( przykładem dla mnie jest jego kolejny pomysł na biznes wymagający kolejnego długu, kiedy ten dług obecny jest kamieniem u szyi ).
    Mnóstwo tu wzajemnych oskarżeń, złości, oczekiwań.

    Z pomoca psychologa musisz odzyskać równowage i określic swój punkt w którym jesteś, niezależna od decyzji i postępowania męża.
    Co ja bym zrobiła?
    Na pewno spróbowałabym wyciszyć się emocjonalnie nawet blokując jego numer na jakiś czas, nie odpowiadałabym na maile, ba nawet bym ich nie czytała. Dopóki nie odzyskaabym spokoju. Zajełabym się dzieckiem, zakupami, organizacją życia i tym co uspakaja i sprawia radość.
    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • agrypina6 12.05.14, 12:21
    motylka34 napisał(a):

    > Ja się z nim rozstalam. Do niego to nie dociera. Teraz mnie oskarża o to, że za
    > bieram mu dziecko. Masakra


    On Cię oskarża o wszystko. Jak zabrałaś dziecko? Sam od niego odszedł. Jak się urodzi, to przecież moze być najlepszym ojcem na świecie.
  • motylka34 12.05.14, 12:43
    Z mamą mojego M mam staly, telefoniczny kontakt. Wspiera mnie, cieszy se z wnuka, probuje tłumaczyc swojego syna. Wiem, że mnie bardzo lubi i dla niej jest to bardzo ciężka sytuacja. Probowała tez z nim rozmawiac ale konczyło sie to jego łzami i ostentacyjnym wychodzeniem z domu.
    Tak, na ta chwilę on mnie oskarża o wszystko. Wg psychologa mężczyźni w depresji najczęściej oskarżają najblizsze osoby, ale dla mnie to żadne wytłumaczenie. On twierdzi, że od dziecka i ode mnie nie odszedl tylko sie wyprowadzil. Wczoraj oznajmił, że pewnie gdyby ogarnął swoje długi to by wrócił. Tylko ile miałoby to trwać? Kilka miesięcy, rok, dwa, 10 lat... Jeżeli wyprowadzając sie potrzebował czasu to mógł to powiedzieć. Zrozumiałabym. Tym bardziej, że ja również byłam zmęczona ta całą sytuacją. I w sumie to takiej deklaracji od niego oczekiwalam, ale zawsze slyszałam odpowiedź nie wiem.
    Na ta chwilę nie odbieram telefonów, usuwam smsy bez czytania. Teraz ja musze ogarnąć swoje zycie. On swoją furtkę juz zamknął. Ja w tym okresie tez nie byłam idealna bo naciskałam, miałam/mam niesamowitą hustawke nastroju. Ale gdyby powiedział na początku to co wczoraj to pewnie wygladaloby to inaczej.
    dziecko jest nasze wspólne, chciane przez nas oboje. Nie będę ograniczac kontaktu bo rzeczywiscie może byc dobrym ojcem. Tylko nie wyobrazam sobie jak mozna budowac relacje na odległośc? Ale to juz nie mój problem i nie mój wybór. Szansę miał i nie wykorzystał.
  • iziula1 12.05.14, 12:44
    agrypina6 napisała:


    > On Cię oskarża o wszystko. Jak zabrałaś dziecko? Sam od niego odszedł. Jak się
    > urodzi, to przecież moze być najlepszym ojcem na świecie.

    Mam wrazenie że jej mąz zaklina rzeczywistość. On jej nie porzucił, on się tylko wyprowadził.
    Ona mu nie pomaga, ona nie spłaca jego długu, ona zabiera mu dziecko.....

    Jakoś nie moge uwierzyć,że ten zwiazek zaczął się sypać teraz i tak nagle. Że nie było wczesniej jakiś sygnałów, niezdrowych relacji pomiędzy małżonkami.
    Nie wierze,ze ciąża może wywołać tak destrukcyjne zachowania u dorosłego i dojrzałego faceta. A przecież Motylek, takim go widziała przed ślubem.

    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • motylka34 12.05.14, 13:07
    Moj maz nigdy nie misl latwego charakteru. Raczej lubil postawic na swoim. Nigdy jakos specjalnie z tym nie walczylam bo dityczylo to kwestii blahych, a ja lubie miec spokoj w domu. Ja mam wrazenie, ze on mnie karze za to, ze nie zaczelam dzialac w kierunku szybkiego zdobycia pieniedzy, nie sprzedalam swojego msjatku ponizej wartosci, nie pozyczylam.od swoich bogatych znajomych. To on nazywa brakiem wsparcia i pomocy z mojej strony.
    Szukal i znalazl kozla ofiarnego czyli mnie.
  • iziula1 12.05.14, 14:09
    Hmm, czyli dług wobec Ciebie i twoich bogatych znajomych jest ok i nie obciąża jego dumy i honoru ?? Natomiast dług wobec matki i niemożności wspierania dorosłej siostry już tak?

    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • motylka34 12.05.14, 14:18
    Dokladnie. On wychodzi na super meza, syna i brata w oczach swojej rodziny a ja mam dlug, ktory on oczywiscie splaci bo ma honor. Tak dla niego wyglada moj brak wsparcia, pomocy i ostatnio brak szacunku. I ten zarzut o brak szacunku przewazyl szale
  • iziula1 12.05.14, 14:37
    Wiesz, tak analizując całokształt tego co się wydarzyło do tej pory, to największy problem miałabym z wybaczeniem męzowi jego szantażu emocjonalnego jakiemu Cię poddawał by uzyskać swój cel.
    To chyba coś, co najbardziej boli. Takie próby wpłynięcia na twoje zachowanie poprzez wzbudzenie współczucia, teraz poczucia winy. Chciał uzyskac swój cel i szedł do niego dosłownie po trupach.
    Kiedyś, bardzo dawno temu byłam poddawana podobnej manipulacji, było to tak dawno ale czytając o tym co robi twój mąż, jak się zachowuję przywołało przykre wspomnienia. A ten tekst o samobójstwie :/....
    Wspólczucie, poczucie winy, oskarżenia.... powodują że wpadasz w pułapke tym łatwiej im więcej łączy cię z takim osobnikiem.
    Motylku, tu nie ma dobrej rady.
    Wiesz jakie są twoje priorytety, jesteś silna i dasz sobie rade ale teraz potrzebny ci jest czas na ochłonięcie.
    Jedyna rada to nie podejmuj absolutnie żadnych decyzji aż do uspokojenia emocji.
    jedyne decyzje niech zapadają na poziomi "co dzis na obiad".


    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/ug37krhm83oism2f.png[/img][/url]
  • motylka34 12.05.14, 15:23
    I własnie te oskarżenia, obwinianie i ignorancja najbardziej ranią. Nawet te jego zapewnienia o tym, że mnie kocha i chce ze mną byc nie sa w stanie tego zbilansować. Mam do niego żal, że nie potrafił mi powiedziec, że potrzebuje czasu. Że odrzucał moje wszelkie próby załagodzenia sytuacji. Że wiedząc o tym, że nie daje mi to spokoju, że wpływa to na mnie i na ciążę mimo wszystko dalej grał moja ofiarę, nie był skłonny do konstruktywnych rozmów. O to mam żal bo zawiódł moje uczucia i zaufanie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka