Dodaj do ulubionych

Czy powiedziec matce o terapii?

11.04.14, 17:48
Pani doktor oraz drodzy Forumowicze, czy zechcielibyscie sie podzielic ze mna swoja opinia na w/w temat.
Za miesiac rozpoczynam dosc krotka, nowoczesna terapie zespolu stresu pourazowego w zw. z moimi przezyciami w dziecinstwie.
Dostarczycielem stresu byl moj ojciec do czasu jego smierci w wieku moich 21 lat (wiec nie bylo to tylko dziecinstwo). Ale i matka, co zreszta sobie uswiadomilam dzieki Pani Doktor i Waszym postom. Moja matka byla agresorka bierna, a na dodatek bardzo wyrozniala mlodsza siostre.
Moja matka zyje. Ma 70 lat i z powodu trudnego zycia jakie zapewnia jej moja mlodsza siostra wyglada i pewnie czuje sie na jeszcze wiecej. Jest staruszka. Mamy poprawne kontakty, ona nawet stara sie byc mila, ale we mnie siedzi to cos. Moja ciotka a jej sioistra odradza mi powiedzenie matce o terapii, ale ja nie wiem. Kiedys myslalam zeby jej powiedziec o tym co mi zrobili, ale jakos nie zebralam sie na odwage.
Kiedys byla sytuacja, ze jej powiedzialam ,ze musze konczyc rozmowe bo spiesze sie do lekarza. Padlo pytanie: a na co ty chorujesz. Wykrecilam sie wtedy ogolnym: no wiesz, w moim wieku to tak sie zaczyna, ze tu mnie strzyka tu mnie dzga i zaczyna sie latac po doktorach.
Ale mysle czy by jej nie powiedziec o terapii, nie wnikac w szczegoly tego co byla, grzecznie, bez wyrzytow, po prostu powiedziec, ze w zwiazku z trudnym dziecinstwem mam teraz duze problemy i zostalam zakwalifikowana do takiej a takiej terapii.
Moja matka sama od siebie pewnie nie zacznie wypytywac o szczegoly, wiec pewnie pozostanie z ta informacja i nic z nia sama nie zrobi.
Co zrobic? Nie chce niczego robic pochopnie. Dlatego pytam o rade.
Z gory dziekuje za odp.
Edytor zaawansowany
  • aqua48 11.04.14, 19:03
    A czego oczekujesz i na co liczysz? Że matka poprosi Cię o wybaczenie, że zrozumie, że z/robiła Ci krzywdę i powie, że więcej nie będzie? Że zacznie teraz faworyzować Ciebie, a nie siostrę?

    Czy może zdecydowałaś się na terapię aby pogodzić się wreszcie z tym, że masz matkę zupełnie inną niż chciałabyś, a to jaką osobą TY jesteś teraz, jest kompletnie niezależne od jej zdania, oceny i akceptacji? Że to raczej ona jest zależna od Ciebie na tym etapie życia..
  • verdana 11.04.14, 19:08
    Nie umiem Ci nic poradzić. Z jednej strony mama jest stara i widać, że nie masz ochoty mimo wszystko dokładać jej zmartwień. Z drugiej strony albo matka się oburzy i wścieknie - a to będzie dla Ciebie trudne do zniesienia i pewnie nie pomoże w terapii, albo przeciwnie - załamie się i Ty, zamiast zadbać o siebie, będziesz miała wyrzuty sumienia - staniesz się krzywdzicielem, zamiast ofiarą (tzn we własnej głowie, bo przecież nie w rzeczywistości). Z trzeciej strony absolutnie nie wierzę w terapię, która coś da, jeśli nic mamie nie powiesz i nadal będziesz ukrywała to, jak zostałaś skrzywdzona.
    Radzę zapytać terapeuty, co o tym sądzi. Tylko on może Ci rozsądnie coś doradzić.
    --
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 20:56
    "Z jednej strony mama jest stara i widać, że nie masz
    > ochoty mimo wszystko dokładać jej zmartwień. "

    Wyglada jakby sie starala, albo to po prostu potulne pogodzenie sie z marnym losem (jaki na jej wlasna prosbe gotuje jej moja siostra). Fakt, nie chce dokladac jej zmartwien. Boje sie, ze szybko moge pozalowac. Np. jakby sie jej cos stalo po tym jak jej powiem o terapii. Jest juz taka stara i zmeczona. Zastanawiam sie czy pragnienie "ukarania jej" nie przyprawi mnie o wyrzuty sumienia zamiast uwolnienia. Czy to nie bedzie dla mnie pulapka.

    " Z trzeciej strony absol
    > utnie nie wierzę w terapię, która coś da, jeśli nic mamie nie powiesz i nadal b
    > ędziesz ukrywała to, jak zostałaś skrzywdzona."
    Mnie tez trudno sobie to wyobrazic. Czuje, ze dzwigam worek, ktory musze z siebie zrzucic. I moge go zrzucic nie tak ot po prostu w pusta przestrzen, ale na czyjes barki.
    O tyle jest niesprawiedliwe, ze glownym "winowajaca'byl moj ojciec, a jakby przyszlo co do czego to ona zebralaby ciegi za oboje.

    Masz racje, najlepiej porozmawiac z terapeuta. Za duzo teraz mama chaostu w glowie.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 20:47
    " A czego oczekujesz i na co liczysz? Że matka poprosi Cię o wybaczenie, że zrozu
    > mie, że z/robiła Ci krzywdę i powie, że więcej nie będzie? Że zacznie teraz faw
    > oryzować Ciebie, a nie siostrę?"
    Nie licze na to, ze matka ogolnie rzecz ujmujac "sie poprawi". Nie ma o tym mowy. Czasu nie zmienie, faktow nie zmienie itp.
    Jedyne czego bym chciala, to to, zeby ona wiedziala. Ona byla bierna agresorka, potulnie i chetnie podporzadkowana mojemu ojcu, a podporzadkowanie, potulnosc, uleglosc uwazala za cnote wszelka. Przez ta potulnosc wiekszosc odbiera ja jako dobrego czlowieka. A ja znam jej inne oblicze. Ona sama tez jest przekonana, ze jest dobrym czlowiekiem i wspaniala matka. Jedyne co bym chciala to zeby wiedziala, ze tak nie jest, ze nie kazdy uwaza ja za dobrego czlowieka a swoja corke doprowadzila do terapii. Po prostu chcialabym zeby wiedziala. Niezaleznie co bedzie o tym myslec. Lacznie z tym,ze jak zwykle mnie obwini. Ale mam nadzieje, ze gdzies z tylu glowy bedzie miala w pamieci to co jej powiedzialam i nie bedzie juz taka zadowolona z siebie.
    Taki rodzaj "kary" mozna to nazwac.

    Jestem pogodzona, ze jest taka jaka jest i , ze sie nie zmieni. Nie musi mnie akceptowac. Po prostu nie musi nic wobec mnei robic. Chcialabym tylko, zeby wiedziala.
  • pade 11.04.14, 21:58
    Czyli jest w Tobie dużo gniewu, skoro chcesz mamę ukarać...
    Twoje uczucia są zrozumiałe, ale zastanów się nad odwetem. Czy sądzisz, że poczujesz ulgę gdy powiesz mamie to, co masz do powiedzenia? A może wystarczy wyrzucić to z siebie w obecności terapeuty?
    Pozbywanie się bolesnych uczuć z dzieciństwa to długi i bardzo bolesny proces. Jednorazowe wyrzucenie z siebie gniewu czy bólu nie wystarczy.
    Może być tak, że poczujesz chwilową ulgę, a potem wymiesza się ona z poczuciem winy.
    W jednej z książek polecanych w wątku o literaturze, jest rozdział o tym jak pozbyć się gniewu w stosunku do rodzica, który nie żyje. Zdaje się, że są to Toksyczni rodzice, albo Miłość to wybór, nie pamiętam już.
    Może sposób opisany w tej książce Ci podpasuje?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:12
    "> Czyli jest w Tobie dużo gniewu, skoro chcesz mamę ukarać..."

    Ano jest i nie jest on bezpodstawny, przznajmniej w mojej ocenie.

    "ale zastanów się nad odwetem. "
    Zastanawiam sie ciagle, i dlatego zwrocilam sie do Was o porade, bo juz nie forumowicze mi pomogli.

    "Czy sądzisz, że pocz
    > ujesz ulgę gdy powiesz mamie to, co masz do powiedzenia?"
    Takie wlasnie mam teraz poczucie, natomiast czy po zrealizowaniu okaze sie to prawda to tego wlasnie nie wiem.

    "A może wystarczy wyrzu
    > cić to z siebie w obecności terapeuty?"
    Teraz mam poczucie, ze nie wystarczy. Mojemu ojcu juz nic nie powiem, wiec nie ma wyboru i z tym sie pogodzilam, ale moja matka zyje i nie wiem co robic.

    "> Pozbywanie się bolesnych uczuć z dzieciństwa to długi i bardzo bolesny proces. "
    Zostalam zakwalifikowana do nowoczesnej, szybkiej i ponoc skutecznej metody jaka wymyslono parenascie lat temu dla zolnierzy ofiar wojny.

    " > Jednorazowe wyrzucenie z siebie gniewu czy bólu nie wystarczy.
    > Może być tak, że poczujesz chwilową ulgę, a potem wymiesza się ona z poczuciem
    > winy."
    Ano wlasnie, i w tym jest pies pogrzebany. Moze skonczyc sie to poczuciem winy.

  • pade 11.04.14, 22:18
    Ja nie twierdzę, że bezpodstawny, absolutnie.
    Po prostu razem z Tobą zastanawiam się, jaki to odniesie skutek.
    Zaczęłaś już tę terapię?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • pade 11.04.14, 22:20
    Przepraszam, doczytałam, że zaczynasz za miesiąc.
    Skoro to jest terapia krótkoterminowa, może poczekaj aż będziesz po?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:31
    "Skoro to jest terapia krótkoterminowa, może poczekaj aż będziesz po?
    Tez mi to lazi po glowie. Bo nie wiem co bede myslec po, zwlaszcza, ze terapia jest krotka wiec koniec nie jest jakas wyimaginowana mrzonka.
    Ale z drugiej strony to pytanie: powiedziec czy nie lazi za mna od tak dawna. Kazda rozmowa telefoniczna zaczyna sie od mysli: teraz jej powiem. A konczy sie: nastepnym razem jej powiem.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:28
    > Zaczęłaś już tę terapię?

    Wlasnie po swietach zaczne pierwsza sesje.
  • zawszekacperek 11.04.14, 21:19
    dmuchawcelatawce napisała:

    Moja matka zyje. Ma 70 lat i z powodu trudnego zycia jakie zapewnia jej moja mlodsza siostra wyglada i pewnie czuje sie na jeszcze wiecej. Jest staruszka. Mamy poprawne kontakty, ona nawet stara sie byc mila, ale we mnie siedzi to cos.

    Nie mów. Daj mamie dożyć w spokoju jej dni. Sama piszesz, że Twoja siostra funduje jej "trudne życie". Po chrześcijańsku wybacz swoim rodzicom zło, którym Ciebie w dzieciństwie i wczesnej młodości bardzo zranili. A to "coś", co w Tobie tkwi jak zadra przynajmniej wycisz refleksją, iż nikt nie jest bez winy. Mądra terapia powinna Tobie pomóc. Moim zdaniem prawo talionu (oko za oko) w relacjach z mamą nie pomoże Tobie w długofalowej perspektywie (doraźnie może tak), ale zapewniam Ciebie, że z wiekiem najdą Ciebie , jeżeli teraz wykrzyczysz mamie swoją krzywdę, refleksje, czy postąpiłaś słusznie i to dopiero może być dramat. Czego tobie z całego serca nie życzę.
    Głowa do góry dmuchawcelatawce.:)

    Kacperek

    --
    t0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRRbVVFsflAiqHjMOs5ih-3VgBfZGtn-uq2gNjKaXGjxhT_yOlwOw
  • sanciasancia 11.04.14, 22:19
    > A to "coś", co w Tobie t
    > kwi jak zadra przynajmniej wycisz refleksją, iż nikt nie jest bez winy.
    Nikt nie jest bez winy w kontekście tak wielkiej traumy, którą rodzice zafundowali dziecku, że po kilkudziesięciu latach musi odbyć terapię PTSD.
    Wstyd mi za ciebie. Tak po ludzku wstyd, że próbujesz obarczać ofiarę winą.
    --
    Loitering with content.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:35
    "sanciasancia napisała:
    > > A to "coś", co w Tobie t
    > > kwi jak zadra przynajmniej wycisz refleksją, iż nikt nie jest bez winy.
    > Nikt nie jest bez winy w kontekście tak wielkiej traumy, którą rodzice zafundow
    > ali dziecku, że po kilkudziesięciu latach musi odbyć terapię PTSD.
    > Wstyd mi za ciebie. Tak po ludzku wstyd, że próbujesz obarczać ofiarę winą."

    Oj duzo lat, zbyt duzo zajelo mi zrozumienie, ze nie ma w tym mojej winy. Okropne uczucie jak czlowiek mysli,ze zasluzyl sobie na zlo jakie go spotkalo. Zwlaszcza przezyte w dziecinstwie, gdzie nijak sobie nie mozna przypomniec czym czlowiek zasluzyl na takie traktowanie. A skoro nie mozna sobie przypomniec, to przewnie caloksztalt, wiec pewnie jestem diablem wcielonym slusznie przez rodzicow wykletym.
    Wlasciwie dzieki forum nastapil przelom w moim mysleniu.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:23
    "> Nie mów. Daj mamie dożyć w spokoju jej dni. Sama piszesz, że Twoja siostra fund
    > uje jej "trudne życie". "
    Kacperku i jak tak czasem mysle. Tego zdania jest tez siostra mojej matki. Wlasciwie to ona mi opowiada jak stara i schorowana jest teraz moja matka (ja mieszkam za granica, wiec nie moge obserowac postepow choroby matki). Ale potem nachodza mnie inne mysli typu: "ale moja matka nie dala mi szans na dziecinstwo w spokoju, dlaczego ja jej teraz mam zapewnic spokona starosc. Ona i tak jest teraz po stokroc bardziej moze sie bronic niz ja kiedy bylam dzieckiem, i bylam bezbronna, bo nic nie rozumialam a swiat ogladalam oczami pogardy i agresjii moich rodzicow. ".
    I tak wkolo mysle, raz tak, raz tak.

    "A to "coś", co w Tobie t
    > kwi jak zadra przynajmniej wycisz refleksją"
    Bardzo licze, ze wycisze terapia. i


    " Moim zdaniem prawo talionu (oko za oko) w relacjach
    > z mamą nie pomoże Tobie w długofalowej perspektywie (doraźnie może tak), ale z
    > apewniam Ciebie, że z wiekiem najdą Ciebie , jeżeli teraz wykrzyczysz mamie swo
    > ją krzywdę, refleksje, czy postąpiłaś słusznie i to dopiero może być dramat. Cz
    > ego tobie z całego serca nie życzę. "
    Kiedys myslalam, zeby jej o wszystkim powiedziec, ale nie zebralam sie na odwage, nawet listownie. Ten list nie zostal nigdy wyslany. Nie zamierzalam jej mowic niczego w szczegolach. o prostu grzecznie korzystajac z jej pytania: a na co chorujesz, powiedziec jej, ze zostalam skierowana na terapie po trudnym dziecinstwie jakiego doswiadczylam w domu rodzinnym.
    Znam moja matke i wiem, ze jesli sama nie powiem to ona nie zapyta, nie bedzie ciagl tematu. Po pierwsze nie jest nauczona rozwiazywac problemy w drodze dyskusji, po drugie i najwazniejsze nie bedzie sama drazyla ze strachu przed tym co moze uslyszec.
    Wiec najpewniej krotka acz tresciwa informacja bedaca odpowiedzia na jej pytanie: na co chorujesz bylaby wszystkim co bym jej powiedziala.


    > Głowa do góry dmuchawcelatawce.:)
  • pade 11.04.14, 22:26
    A dlaczego zrezygnowałaś z wysłania listu?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:38
    "> A dlaczego zrezygnowałaś z wysłania listu?"

    Bo tez byla we mnie watpliwosc: co bedzie jak jej powiem, jest teraz taka stara i schorowana i przez mnie jeszcze dostanie zawalu.
    Dlatego wersja lzejszego kalibru tzn. powiedziec jej krotko, tresciwie bez wdawania sie w szczegoly wydaje mi sie lagodniejsza i bezpieczniejsza dla jej stranu zdrowia i potem moich ew. wyrzutow sumienia.
  • pade 11.04.14, 22:42
    Rozumiem. A tak racjonalnie rzecz biorąc, bez emocji, co najbardziej chciałabyś zrobić?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 22:54
    "> Rozumiem. A tak racjonalnie rzecz biorąc, bez emocji, co najbardziej chciałabyś
    > zrobić?'
    Nie wiem czy potrafie bez emocji, racjonalnie, bo gdybym potrafila to bym jej juz dawno powiedziala. A jak tylko zaczynam rozmowe telefoniczna i jak zwykle pojawia sie mysl: teraz jej powiem, to zaczynam dygotac i nic jej nie mowie.

    Najbardziej bym chciala zeby wiedziala co sie dzieje ze mna teraz, z jakimi problemami musze sie borykac i ze to wlasnie oni sie do tego przyczynili. Po prostu zeby wiedziala. Zeby w jej glowie tkwila mysl, ze cos bylo nie do konca ok. I zeby ta mysl byla dla niej choc troche bolesna.
    Ale nawet jak zaprzeczy (co zapewne zrobi) bo z wczesniejszego okresu mam doswiadczenie, ze zaprzecza, to licze, ze sama mysl, ze ja ja oskarazam o takei a nie inne rzeczy nie bedzie dawac jej spokoju.
    Mam wewnetrzne przekonanie, ze jesli zloze ciezar na jej barki (niezaleznie od jej reakcji) to przynajmniej czesc ciezaru zrzuce z siebie.
  • pade 11.04.14, 23:03
    Przyszło mi do głowy, że może boisz się, że po terapii już nie będziesz chciała jej powiedzieć?
    No bo w sumie po co idziesz na terapię? Dla siebie, prawda? Nie po to, by ukarać matkę, tylko po to, by pozbyć się ciężaru, by lepiej się czuć. No to idź na tę terapie i skorzystaj. A potem zastanowisz się, co dalej.
    Chyba, że jeszcze czegoś się obawiasz?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 23:07
    > Przyszło mi do głowy, że może boisz się, że po terapii już nie będziesz chciała
    > jej powiedzieć?

    O nie, przeciwnie. Gdyby tylko terapia pomogla mi nie chciec to byloby super. Bo, chcenie niezmiernie mnie stresuje.
  • paris-texas-warsaw 11.04.14, 22:54
    Ja myślę, że zrób, jak chcesz:) To jednak, co mnie zastanawia, to to, że chcesz powiedzieć o terapii, a nie o Twoich odczuciach/złości/ocenie tego, co Cię spotkało etc. Tak jakbyś w jakiś sposób faktem terapii legitymowała Twoje odczucia. Czyli jakby nie wystarczalo Ci odwagi/siły etc. by nie odwołując się do faktu terapii powiedzieć, co Cie boli lub bolało. To mówienie o terapii troche wg mnie może być jakbys chowała się za stwierdzeniami innych - lekarzy, terapeutów, że rodzice byli źli. Albo, że byli aż tak źli, że zaprowadzilo Cie to na terapię. To tez coś jest, ale ja bym szukała dalej siły, by powiedzieć o co Ci konkretnie "chodzi", lub nie mówić, jak Ci to już będzie obojętne. Przeszłości to nie zmieni, ale myślę, że może to byc jakiś krok by "stanąć za sobą". Czasem jest tak, że ludzie patrząc na krzywdę innych, w tym dzieci, umieją powiedzieć, co myślą o ich traktowaniu, a gdy maja powiedzieć o sobie - wtedy wolą te uczucia/opinie zostawić sobie.

    Ja bym tez spojrzała na druga stronę nie jako na czlowieka, który jest tylko stary i schorowany, ale i jako na człowieka, który ma prawo do własnego ciągłego poznawania się. A taka konfrontacja z dorosłym dzieckiem złym o coś/ o wiele rzeczy z dzieciństwa na pewno jest niezłą szansą na dowiedzenie się wiele o sobie. Choć rozumiem, że nie cel rozwoju emocjonalnego/duchowego matki Ci przyświeca, to jednak i taki efekt dla niej Twoje wyznanie może mieć. Jak bym mogła wybierać, to wybieram i na łożu śmierci się "nawrócić" niż iść do piekła albo odrodzić się w postaci robaka - w zależności od karmy;)

    Tak generalnie to myślę, że jeśli człowiek myśli powiedzieć czy nie o terapii, a w zasadzie o tym co boli, to jeszcze trochę terapii przed nim;)
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 23:24
    "To jednak, co mnie zastanawia, to to, że chcesz
    > powiedzieć o terapii, a nie o Twoich odczuciach/złości/ocenie tego, co Cię spo
    > tkało etc. Tak jakbyś w jakiś sposób faktem terapii legitymowała Twoje odczucia
    > . Czyli jakby nie wystarczalo Ci odwagi/siły etc. by nie odwołując się do faktu
    > terapii powiedzieć, co Cie boli lub bolało."

    Sluszna uwaga. Nigdy nie mialam prawa do swoich uczuc, wiec ich "nie mialam". Do dzis nie ufam swoim uczuciom. Moja matka uwierzy lekarzom a nie moim uczuciom. Kiedys mi prawo do ich posiadania zabrala, to teraz nie bedzie sie nimi przejmowac. Natomiast opinia innych ja moze poruszyc. To po pierwsze, po drugie, latwiej, krocej i konkretniej jest sucho zasygnalizowac o terapii niz mowic o uczuciach.

    "A taka konfrontacja z dorosłym dzieckiem złym o coś/ o wiele rz
    > eczy z dzieciństwa na pewno jest niezłą szansą na dowiedzenie się wiele o sobie
    > . Choć rozumiem, że nie cel rozwoju emocjonalnego/duchowego matki Ci przyświeca
    > , to jednak i taki efekt dla niej Twoje wyznanie może mieć.'
    Bardzo ciekawe spojrzenie, o ktorym sama bym nie pomyslala.Cos w tym moze byc. Szanse na to, ze wplynie to na"jej rozwoj" sa minimalne, ale w rzeczy samej, konfrontacja moglaby przynajmniej jej taka szanse przed smiercia stworzyc. To brzmi jak balsam na moja dusze.

    " Tak generalnie to myślę, że jeśli człowiek myśli powiedzieć czy nie o terapii,
    > a w zasadzie o tym co boli, to jeszcze trochę terapii przed nim;)"
    Ba, zasadnicza terapia przede mna.
  • morekac 11.04.14, 23:04
    Powiedzieć zawsze zdążysz - wstrzymałabym się na razie i skonsultowała taki krok z terapeutą.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • dmuchawcelatawce 11.04.14, 23:25
    morekac napisała:

    > Powiedzieć zawsze zdążysz

    Roznie to bywa ze schorowanymi osobami w starszym wieku.
  • morekac 12.04.14, 00:06
    Zrób założenie, że jeszcze przez kilka miesięcy pociągnie, chyba że w grę wchodzi ciężka choroba. Ale wtedy nie powiedziałabym z powodów humanitarnych... A teraz nie powiedziałbym ze względu na ciebie - myślę, że reakcja może być zupełnie inna niż się spodziewasz i będzie ci jeszcze gorzej. Poczekaj chociaż do rozmowy z terapeutą
    Muszę cię też uprzedzić, że czasami te kwęczące staruszki podejrzanie długo żyją jak na ich deklaratywnie fatalny stan zdrowia. Prawdopodobnie zdążysz jej wszystko wygarnąć.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • dmuchawcelatawce 12.04.14, 00:13
    "myślę, że reakcja może być zupełni
    > e inna niż się spodziewasz i będzie ci jeszcze gorzej'
    Reakcje typu: nie uwierzy, zaprzeczy,oskarzy mnie o wszystko to sa reakcje, ktore wkalkulowalam a nawet uczynilam je wielce prawdopodobnymi z uwagi na wczesniejsze doswiadczenia (zaprzeczanie, zrzucanie na mnie winy za wszystko od dnia mojego urodzenia).
    Nie potrafie sobie wyobrazic co moze byc gorszego, chyba tylko zawal w trakcie rozmowy.
    Ale poczekam na rozmowe z terapeuta. Sama jestem ciekawa jej opinii.

    Oj znam te kweczace staruszki (choc moja matka nigdy sie nie skarzy) i faktycznie zyja dluzej niz wszyscy piekni i mlodzi dookola. Wiem, wiem, zdarze jej wszystko wygarnac ... jesli sie odwaze i uznam za rzeczywiscie potrzebne.
  • verdana 12.04.14, 15:02
    Hm, jeśli boisz sie, ze nie zdążysz, to być może o wiele gorszą opcją jest - powiesz, a matka zejdzie z tego świata w niedługim czasie, a Ty niewątpliwie resztę życia spędzisz z poczuciem winy, że ją wpędziłaś do grobu.
    Zastanawiam się nad inna opcją - czy masz partnera, który mógłby dzwoniącej matce powiedzieć "Niestety, Dmuchawca nie ma, jest na terapii, niestety ciężkie dzieciństwo spowodowało, że jej aż do teraz potrzebuje"?
    --
  • paris-texas-warsaw 12.04.14, 15:14
    Zastanawia mnie skąd tyle osób ma takie odczucia, że mówiąc o swoim postrzeganiu przeszłości można kogoś doprowadzić do zawału? To chyba nie do konca tak działa. To co najwyżej skostniałe podejście do pewnych spraw może by i kogos doprowadziło do takiego stanu, jeśli sobie zda sprawę np. ze swojego zakłamania, czy czegoś w tym stylu. To jak pisanie Pani Agnieszki, żeby nie wierzyć w swoją omnipotencję. Ja rozumiem, że można kogos doprowadzić do zawału nagle strasząc w ciemności i robiąc tego typu żarty, ale nie mówiąc o czymś, co przecież faktycznie się działo i nie jest jakąś tajemną wiedzą, a jedynie - w sumie- naszą interpretacją lub odbiorem. Ja też znam kilka osób mocno starszych i w życiu bym nie podejrzewała, że zejdą na zawał, raczej, że mają jakieś bardzo subiektywne spojrzenia na pewne sprawy - ale to nie zależy przecież od wieku. Raczej z wiekiem nawet zauważam swoiste wyluzowanie i pobłażliwość do pewnych kwestii, nawet czasem pryncypialność starszych osób wydaje mi się mniejsza niż tych w średnim wieku - w pewnym wieku wydaje mi się ogląd jednak się poszerza, a nie zawęża. Jest też większy dystans, bo więcej czasu od pewnych zdarzeń mija.

    Myślę, że tak jak wiele czasu zajęło Autorce by pewne kwestie sobie przedefiniować, tak matka nie zrozumie w mig, to co jej córka powie. To może być co najwyżej jakiś początek.
  • verdana 12.04.14, 15:39
    Ależ zazwyczaj nie można, można za to mieć wyrzuty sumienia, jeśli ta osoba będzie chodziła i labidziła, jak fatalnie sie czuje.
    A jesli jest chora i zemrze niedługo po wyznaniu - wyrzuty sumienia są naturalnym ciągiem dalszym. Racjonalne czy nie - nieważne.
    --
  • paris-texas-warsaw 12.04.14, 15:43
    A, to rozumiem. Wg mnie na wyrzuty sumienia najlepsze jest zdanie sobie sprawę, że i tak taka osoba umrze.
  • noname2002 12.04.14, 16:58
    A jesteś przekonana, że do Twojej mamy w ogóle dotrze cokolwiek z tego co chciałabyś jej tą informacją o terapii przekazać(że ona też Ciebie skrzywdziła)? Bo na ogół takie osoby totalnie wypierają to co im przeszkadza widzieć siebie jako szlachetną, skrzywdzoną ofiarę. Podejrzewam, że prędzej zacznie myśleć o Tobie jako o kimś psychicznie chorym niż weźmie na siebie odpowiedzialność za to, że Cię pozwalała krzywdzić.
  • sebalda 12.04.14, 19:55
    Ja tylko mogę powiedzieć z punktu widzenia osoby, która stosunkowo wcześnie straciła mamę. Moja mama nie była ideałem, ale jej niespodziewana śmierć pozostawiła mnie strasznie skonfundowaną. Nie zdążyłam jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham, nie zdążyłam okazać wdzięczności, za mało się o nią troszczyłam pod koniec jej życia, zajęta swoimi sprawami. Tego czasu już nigdy nie odzyskam. Ponadto w jakimś sensie mam czasami myśli, że po części przyczynialam się do przyśpieszenia jej odejścia, bo mama się poświęciła, oddała nam mieszkanie, sama przeniosła się do małej kawalerki, którą kupiliśmy (to był jej pomysł). A starych drzew się nie przesadza.
    Czemu o tym piszę? Bo jeśli zrobi się cokolwiek, co nawet bardzo pośrednio mogłoby zaszkodzić mamie będącej w złym stanie zdrowia, zamiast ulgi można poczuci straszny żal i poczucie winy. Gra nie jest warta świeczki w takim przypadku.
    Ale to wszystko jest moim bardzo subiektywnym zdaniem, moja mama nie zrobiła mi krzywdy, na pewno nie celowo, może nie wyposażyła mnie dobrze na życie, ale na pewno bardzo mnie kochała. Ja ją zresztą też.
  • dmuchawcelatawce 18.04.14, 23:52
    "sebalda napisała:

    > Czemu o tym piszę? Bo jeśli zrobi się cokolwiek, co nawet bardzo pośrednio mogł
    > oby zaszkodzić mamie będącej w złym stanie zdrowia, zamiast ulgi można poczuci
    > straszny żal i poczucie winy. "

    To prawda Sebaldo, ale Ty mowisz o kochajacej (moze niezdarnie, ale jednak) mamie. Czy to samo dotyczy mam, ktore , ze tak powiem dyplomatycznie mniej zatracily sie w swoim uczuciu do dziecka, to tego ja nie wiem.
  • dmuchawcelatawce 18.04.14, 23:48
    "noname2002 napisała:
    > A jesteś przekonana, że do Twojej mamy w ogóle dotrze cokolwiek z tego co chcia
    > łabyś jej tą informacją o terapii przekazać(że ona też Ciebie skrzywdziła)? Bo
    > na ogół takie osoby totalnie wypierają to co im przeszkadza widzieć siebie jako
    > szlachetną, skrzywdzoną ofiarę. Podejrzewam, że prędzej zacznie myśleć o Tobie
    > jako o kimś psychicznie chorym niż weźmie na siebie odpowiedzialność za to, że
    > Cię pozwalała krzywdzić."

    150% racji. Jestem przekonana, ze do niej nie dotrze. Powiem tak, przez cale zycie marzylam, wierzylam, ze moj ojciec sie zmieni. Tuz przed smiercia zachowal sie wobec mnie w taki sposob,ze mozna powiedziec doskonale podsumowal swoje marne zycie. A ja wtedy zupelnie przestalam wierzyc, ze ludzie sie zmieniaja, poprawiaja i cos do nich mzoe dotrzec, chocby w tej ostatniej chwili.
    Cudow nie ma.
    Natomiast wydaje mi sie, ze nawet jesli zaprzeczy, za zadne skarby nie uwierzy, to jakis ulamek procenta tego co jej powiem w niej zostanie i juz jej nie da spokoju.
    Chce to zrobic dla siebie. Zeby sie wyladowac. Zeby komus ten ciezar oddac. Instynktownie czuje, ze tylko na nia jako wspolsprawzynie moge go wyladowac, niezaleznie od tego co ona z tym zrobi.
  • panizalewska 13.04.14, 08:26
    ... matce co mi leży na wątrobie. Też byłam z jej powodu na terapii, dość krótkiej i udanej, dzięki Bogu :)
    Powiem tak.
    Cały czas mam żal do matki, że było jak było. Że była ślepa i głucha, że mi nie uwierzyła, jak powiedziałam, że ojciec mnie molestował. Że znosiła przez 30 lat jego wku...ający alkoholizm, broniąc tylko siebie, a nie nas, czyli dzieci. Bo - teoretycznie - była dorosła, jak za niego wychodziła (21 lat, teraz ma 55, tak dla porządku), a jednak totalnie niedojrzała, charakter ucieczkowy na swój chory sposób.

    Rozmawiałyśmy w momencie, kiedy w końcu rozstała się z ojcem, na rok. Myślałam, że trochę zmądrzała. A guzik. Potraktowała mnie jak gąbkę emocjonalną, ja się też dałam tak potraktować, bo bardzo pragnęłam w końcu emocjonalnej bliskości z własną matką. No i niby "przepraszam" padło, ale to były puste słowa, więcej usprawiedliwiania się, niż realnego zrozumienia.

    Matka wróciła do ojca. Oprócz tego, że (podobno) nie pije, był na terapii, która dała połowiczne efekty, jest takim samym dufnym i zakłamanym kretynem, jakim był do tej pory, z naprawdę niewielką zmianą na lepsze, to matce też ten rok nie dał nic do myślenia, dalej ucieka w pracę, nie rozmawiają zanadto, nie naprawiają swoich błędów, tylko uciekają dalej i mają pretensje do siebie nawzajem.

    Czy powiedzenie matce coś zmieniło? Nie. Czy jej uświadomiło, że nie jest taka idealna i "tak dobrze dzieci wychowała", jak ciągle mówi? Nie. A te stwierdzenia, rzucane co jakiś czas doprowadzają mnie do szału. Takiego cichego, w środku. Generalnie spuściła moje wywody, żale i łzy na szczaw, czyli jak zwykle.

    Także tak to najczęściej wygląda. Chwilowe "załamanie" i otrzeźwienie, chwilowe ocieplenie klimatu, a potem wracamy ślepo do starych zwyczajów, ślepoty i głuchoty.

    Z czym ja zostałam po tym wynurzeniu się matce? Z poczuciem, że i tak rodziców nie zmienię, mogę tylko nauczyć się obronić przed ich ślepotą. Że mogę nie mieć wyrzutów sumienia, kiedy już totalnie ich zlewam i nie jestem cudownie ciepła i rodzinna, nie pomagam zanadto przy robieniu świąt, zlewam wynurzenia matki o kolejnych przecenach w sklepach i jak to ja powinnam ładnie wyglądać (serio, o innych sprawach nie jest chyba w stanie rozmawiać, chyba, że to ONA ma jakiś problem, ale nie ma, bo nie lubi rozmawiać z ludźmi :P). Ojca mentalnie zlewam również, niestety trochę muszę z nim przebywać, każdy kontakt - jak się wymądrza - traktuję jego dokładnie tak, jak on kiedyś mnie - zlewam go, wytykam mu, że się nie zna, że jakieś kity i farmazony mi wciska.

    Także obrona siebie - na pierwszym miejscu. Na inne rzeczy - w kontaktach z takimi rodzicami - raczej bym nie liczyła. Szkoda trochę Twojej energii życiowej.
  • dmuchawcelatawce 18.04.14, 23:57
    '> Z czym ja zostałam po tym wynurzeniu się matce? Z poczuciem, że i tak rodziców
    > nie zmienię, mogę tylko nauczyć się obronić przed ich ślepotą. Że mogę nie mieć
    > wyrzutów sumienia, kiedy już totalnie ich zlewam i nie jestem cudownie ciepła
    > i rodzinna, nie pomagam zanadto przy robieniu świąt, zlewam wynurzenia matki o
    > kolejnych przecenach w sklepach i jak to ja powinnam ładnie wyglądać (serio, o
    > innych sprawach nie jest chyba w stanie rozmawiać, chyba, że to ONA ma jakiś pr
    > oblem, ale nie ma, bo nie lubi rozmawiać z ludźmi :"

    Mam taka swiadomosc, wiem ,ze moja matka sie nie zmieni, ze nic nie zrozumie. Bo to pociagneloby za nia takie skutki, nad ktorymi ona by nie zapanowala. Nawet gdyby byla mloda i zdrowa to by sie tych zmian nie podjela, a teraz na starosc nie ma szans. Gdyby uwierzyla, to musialaby zmienic swoje zycie. A tego nie zrobi, wiec sie nie zmieni.

    A Ty po powiedzeniu tego matce, odczulas ulge , ze sie wygadalas? Ze juz to z Ciebie wyszlo? Bo tylko na taki efekt licze. Na ulge, ze to co sie gotuje we mnie znajdzie ujscie.
  • panizalewska 29.04.14, 05:13
    Ulga była chwilowa. Tj rozryczałam się jak bober raz, potem gadałyśmy jeszcze kilka razy o ojcu, co się działo itp. I to były poniekąd najpiękniejsze chwile w moim życiu, wyczekiwane, no jak spełnienie marzeń o normalnej więzi z mamą, och i ach i w ogóle. A potem stan rzeczy wrócił do normy, mama wróciła do ojca, zamknęła się, ucieka znowu, nie chce wiele rozumieć i tym bardziej naprawiać. Teraz mam poczucie, że się trochę wygłupiłam że zostałam wykorzystana emocjonalnie po raz kolejny. Bo i co jakiś czas słyszę teksty "a ja to ... [was wychowałam tak i tak]... i proszę jakie normalne jesteście / nic się nie stało" itp itd. Także wiesz, okresowo szlag mnie trafia taki konkretny, a tak na co dzień - mam w sumie niezbyt zdrowy (chyba?) dystans i chłód emocjonalny do moich starych, ciągle ich w myślach oceniam i pogardzam w gruncie rzeczy. Nie przepadam za świętami rodzinnymi, dla mnie mogłoby ich nie być. Bo żadna miła atmosfera przez kilka dni w roku (+ zapieprz przy szykowaniu żarcia) nie zastąpi PRAWDY, szczerości, otwartości.
    Także motyw wybaczenia u mnie jest cały czas na czasie, ciężka sprawa.
  • danaide 13.04.14, 09:57
    Spójrzcie z tej strony - rodzic stary, schorowany - nie dokładać ciężarów, nie dręczyć, nie powodować zawałów.
    Za chwilę rodzic nie żyje - o zmarłych nie mówi się źle!!!

    Więc kiedy jest mój czas? Najpierw jestem dzieckiem, potem spędzam pozorną dorosłość w cudownej nieświadomości, a kiedy docieram do sedna problemu, ich czas się kończy więc...

    Znów stale powracające pytanie: co w życiu i terapii jest egozimem, a co zdrowym realizowaniem swoich praw, np. prawa do wyjścia na prostą.

    Moi rodzice tkwią w zaprzeczeniu/wyparciu. Moje chodzenie na terapię może oznaczać nie więcej nie mniej tylko to, że to ja jestem problemem, w końcu oni na terapię nie chodzą. Gdzie sens, gdzie logika?

    Pytanie do forumowiczów: czym jest powrót do wewnętrznego domu? Czym jest spotkanie z wewnętrznym dzieckiem? Jak ogarnąć swoje dzieciństwo i zamknąć te traumy, skoro jego immanentną częścią są rodzice, których tykać można na terapii, a bezpośrednio nie?

    Zresztą na jedno z tych pytań sama dam odpowiedź. Byłam kiedyś na terapii z wizualizacjami i była jedna dotycząca wewnętrznego dziecka. Zszokowało mnie, że nie byłam w stanie zwizualizować niczego związanego z domem rodzinnym. Zamiast tego doszłam do pewnej ważnej do mnie osoby, już nieżyjącej, która dawała mi to czego nie dawali mi rodzice, poczucie bezwarunkowej akceptacji i poczucie psychicznego (nie mylić z materialnym) bezpieczeństwa i oparcia.
    Czy może takie zrozumienie i interpretacja wystarczą za te wszystkie powroty i rozmowy do niczego nie prowadzące poza narastającą irytacją, bezsilnością i okopywaniem się każdej ze stron?

    --
    (...) one can't help wondering how far civilisation would have evolved if it had been entirely dependent on the popular will. - Kenneth Clark
  • dmuchawcelatawce 19.04.14, 00:02
    danaide napisała:

    "> Spójrzcie z tej strony - rodzic stary, schorowany - nie dokładać ciężarów, nie
    > dręczyć, nie powodować zawałów.
    > Za chwilę rodzic nie żyje - o zmarłych nie mówi się źle!!!
    > Więc kiedy jest mój czas? Najpierw jestem dzieckiem, potem spędzam pozorną doro
    > słość w cudownej nieświadomości, a kiedy docieram do sedna problemu, ich czas s
    > ię kończy więc... "

    Perfidne co. Tak skonstruowane, ze rodzic, zawsze jest pod ochrona. Tylko dlaczego nikt nie chroni dziecka.

    "> Znów stale powracające pytanie: co w życiu i terapii jest egozimem, a co zdrowy
    > m realizowaniem swoich praw, np. prawa do wyjścia na prostą."

    Wlasnie.

    "> Pytanie do forumowiczów: czym jest powrót do wewnętrznego domu? Czym jest spotk
    > anie z wewnętrznym dzieckiem? Jak ogarnąć swoje dzieciństwo i zamknąć te traumy
    > , skoro jego immanentną częścią są rodzice, których tykać można na terapii, a b
    > ezpośrednio nie?"

    Podpisuje sie pod pytaniem.

  • differentview 19.04.14, 07:59
    > Moi rodzice tkwią w zaprzeczeniu/wyparciu. Moje chodzenie na terapię może oznac
    > zać nie więcej nie mniej tylko to, że to ja jestem problemem, w końcu oni na te
    > rapię nie chodzą. Gdzie sens, gdzie logika?
    tak uwazaja Twoi rodzice, ze to Ty masz problem lub, ze to Ty jestes problemem ale tak naprawde dla Ciebie wazne powinno byc to co sama uwazasz, rodzice nie sa Ci potrzebni do tego, zeby jakos potwierdzac Twoje mysli czy odczucia- Ty myslisz swoje, oni swoje- z tym musisz sie pogodzic; Ty ich nie zmusisz do zmiany zdania a ich zaprzeczenie czy wyparcie nie wplywa na to, ze czujesz sie tak jak sie czujesz

    > Pytanie do forumowiczów: czym jest powrót do wewnętrznego domu? Czym jest spotk
    > anie z wewnętrznym dzieckiem? Jak ogarnąć swoje dzieciństwo i zamknąć te traumy
    > , skoro jego immanentną częścią są rodzice, których tykać można na terapii, a b
    > ezpośrednio nie?

    rodzicow do zmiany nie zmusisz ale jak najbardziej wlasna prawde mozesz spokojnie glosic i oni chcac nie chcac musza sie z tym konfrontowac; moga uznac, ze jestes nienormalna a Twoje zarzuty pod ich zdresem sa wydumane ale Ty dalej mozesz swoje zdanie miec i je glosno wypowiadac; obawy, ze rodzic dostanie zawolu jak uslyszy prawde tkwia tylko w umyslach dzieci, ktore byly do takiego myslenia tresowane od dziecka- ze za samopoczucie rodzica odpowiedzialne jest dziecko- wiec zapomnij o tym bo to zwyla manipulacja z nie realne zagrozenie
  • aqua48 19.04.14, 10:07
    differentview napisała:

    > > Pytanie do forumowiczów: czym jest powrót do wewnętrznego domu? Czym jest
    > spotkanie z wewnętrznym dzieckiem?

    Wg mnie jest zrozumieniem, że rodzice nie są nieomylni, że tak samo jak inni ludzie (obcy) mogą krzywdzić własne dziecko, zamiast je kochać, wspierać. Pogodzeniem się z tym, że można rodziców nie kochać i nie lubić, nie chcieć im pomagać kosztem własnego szczęścia i spokoju i wcale się przez to nie jest niewdzięcznym, ani złym, czy skrzywionym psychicznie człowiekiem, a często wręcz przeciwnie.
    Zrozumieniem, że nasza wartość nie zależy absolutnie od tego co ci rodzice na nasz temat wygadują i jak nas oceniają, bo ich ocena może być tylko odbiciem ich frustracji i złości, albo po prostu ich złych przeżyć za które nie jesteśmy w żaden sposób odpowiedzialni.
    Wzięciem odpowiedzialności za własne życie i własne szczęście. Pozwalaniem sobie na nagrody i dopieszczanie, robieniem sobie prezentów i przyjemności z pełnym poczuciem, że na to zasługujemy i sporą dawką zdrowego egoizmu. Bo od naszego dobrego humoru zależy atmosfera w naszym domu i szczęście naszych dzieci.
    Umiejętnością oddzielania spraw ważnych, istotnych, od nieważnych i błahych od których świat się nie zawali i mieniem w głębokim poważaniu tych ostatnich jeśli tylko kolidują z naszą wygodą i planami..

  • agnieszka_iwaszkiewicz 19.04.14, 09:58
    W tej sprawie ważna jest motywacja oraz coś co można nazwać "czynnikiem leczącym". Oraz związany z tym sposób komunikacji.
    Motywacją może być odwet ( były już w wątku takie rozważania ) lub rozmowa z mamą, w której powie jej Pani jakąś część swojego doświadczenia z nią.
    Różnica między odwetem a taką rozmowa jest taka, że w odwecie podstawą jest zemsta, zadanie komuś cierpienia, po to aby mieć poczucie, że z zrównoważyło się swoje krzywdy. W odwecie takie zrównoważenie nie daje jednak uspokojenia , przez co odwet nie spełnia swojego zadania, choć łatwo popaść w taką iluzję. I co rusz powtarzać sekwencję odwetową, ciągle nie zaznając spokoju.
    Jeśli nie to jest Pani motywacją, a raczej rozmowa o sobie, to warto powiedzieć mamie o terapii, o Pani uczuciach, o Pani świecie, w którym jednym z istotnych, aktualnych doświadczeń jest terapia i powód z jakiego Pani chce z niej korzystać. W takich momentach trzeba zadbać o komunikację i pilnować, aby to była opowieść o Pani a nie o mamie. Czyli komunikaty "ja" nawet jak Pani będzie mówić o tym co Pani przeżywała wobec mamy oraz nie dopuszczenie do tego aby mama zaczęła swoją opowieść. Na to może będzie jeszcze czas, po tym jak Pani powie. Nie w trakcie jak Pani mówi coś ważnego dla siebie.
    Wtedy można odczuć ulgę. Ale nie warto nastawiać się na idealną wersję zdarzeń po takiej rozmowie. Że mama zrozumie i się będzie od tej pory refleksyjnie i reparacyjnie nastawioną do Pani osobą. Mama może pozostać niezmieniona. Ale to nie oznacza, że taka rozmowa nie miała sensu. Sensem jej są Pani uczucia, Pani odwaga w takiej rozmowie. Niech się Pani nie nastawia na jakiś konkretny scenariusz.
    Obawy o cierpienie starszej Pani mogą być racjonalizacją aby takiej rozmowy nie przeprowadzać, ale nie z jej ale z Pani powodu. Może to jest lęk przed jej stanem w takiej rozmowie, przed jej agresją, przed swoim rozczarowaniem nią, przed jej odwetem.
    Trzeba to rozważyć. To jest właśnie ten czynnik leczący, który czasem może też wspomagać proces terapii, na której dalej można pracować z przeżyciaem zwiaznym z taką rozliczeniową rozmową.
    Można o terapii mamie nie mówić i wszystko załatwiać na sesjach terapeutycznych. Do tego oną służy. Terapia ma w sobie i część katharsis i ma też naukę jak samemu, jako dojrzała emocjonalnie osoba radzić sobie z przeszłością. taką umiejętność też trzeba posiąść. I ta umiejętność, nie ma związku z odpuszczeniem rodzicom i kolejnym poczuciem osamotnienia. To jest właśnie dotarcie do dziecięcych potrzeb i umiejętne o nie zadbanie. Pójście na terapię to jedno z takich dojrzałych działań, skierowanych dla siebie.
    Więc teraz musi sobie Pani porozważać czy mówić o swojej terapii mamie czy nie. W czym to Pani pomoże, a w czym przeszkodzi? Czy będzie aktem dojrzałej rozmowy dwóch dorosłych osób czy też rachunkiem krzywd? czy to wspomoże Pani terapię czy też jej zaszkodzi? Mimo, że to jest decyzja czasem, dzięki nieświadomemu działaniu terapii, udaje się taka spontaniczna rozmowa i daje bardzo dużo. Byle nie skażać jej dziecięcymi pragnieniami i cały czas pamiętać , ze rozmawiają dwie dorosłe kobiety. I jak coś pójdzie nie tak, zawsze jest terapia, w której warto potem poszukać oparcia i zrozumienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • differentview 20.04.14, 09:31
    > Różnica między odwetem a taką rozmowa jest taka, że w odwecie podstawą jest zem
    > sta, zadanie komuś cierpienia, po to aby mieć poczucie, że z zrównoważyło się
    > swoje krzywdy. W odwecie takie zrównoważenie nie daje jednak uspokojenia , prz
    > ez co odwet nie spełnia swojego zadania, choć łatwo popaść w taką iluzję. I c
    > o rusz powtarzać sekwencję odwetową, ciągle nie zaznając spokoju.

    moze to nie po chrzescijansku i nie poprawnie w wielka niedziele ale nie zgadzam sie, a przynajmniej moje doswiadczenia rodzinne nie potwierdzaja tego co Pani napisala; jedna z osob w mojej rodzinie przez wiele lat, kiedy bylam dzieckiem krzywdzila mnie psychicznie a ja jako dziecko bylam za slaba zeby sie temu przeciwstawic; plan zemsty dojrzewal we mnie wiele lat i gdy w koncu jako dorosla osoba go zrealizowalam( chodzilo wlasnie o werbalny odwet w sytuacji gdy czulam sie juz na tyle silna ze wscieklosc przewazyla szale nad lekiem) to poczulam kolosalna ulge; wlasnie wyrownanie rachunkow, sprowadzenie tej osoby do pozycji w jakiej ja bylam jako dziecko, uwolnienie sie od poczucia bycia ofiara; i wcale nie czuje potrzeby powtarzania tego doswiadczenia ani wracania do dawnych krzywd- po prostu wyrownalam rachunki i ta osoba stala sie dla mnie powietrzem; gdybym tego nie zrobila, mysle, ze poczucie skrzywdzenia dreczyloby mnie juz zawsze
  • agnieszka_iwaszkiewicz 20.04.14, 10:21
    To dobrze, że Pani poczuła ulgę. Pewnie dla wielu jest to dobre rozwiązanie. Pewnie też wiele zależy od stopnia uwikłania i zależności w relacji, w której zdarzyła się krzywda.
    I od jakości tej krzywdy. Oraz ostatecznie ukształtowanej osobowości ofiary.
    Chcę też podkreślić, że moja wypowiedź dla "dmuchawca dotyczyła motywacji mówienia o terapii. To nieco, nie za dużo , zmienia perspektywę moich słów. Nie wycofuję ich znaczenia i wiedzy w nich zawartej, ale też chcę zaznaczyć kontekst. Wydaje się bowiem ważny do podjęcia decyzji.
    Ale dobrze, że dała Pani inne rozwiązanie i inne doświadczenie.Też warto zwrócić na nie uwagę. Rozważyć za i przeciw. Ważne jest dla mnie świadomość, po co się coś takiego robi. Pani miała ją jasną. Może dlatego przyniosła taki rezultat. Agnieszka Iwaszkiewicz

  • differentview 20.04.14, 17:53
    > Ale dobrze, że dała Pani inne rozwiązanie i inne doświadczenie.Też warto zwróci
    > ć na nie uwagę. Rozważyć za i przeciw. Ważne jest dla mnie świadomość, po co si
    > ę coś takiego robi. Pani miała ją jasną. Może dlatego przyniosła taki rezultat

    tak, ma Pani racje, ze wazne jest by wiedziec po co sie to robi; w moim przypadku chodzilo o glosne wyartykulowanie wlasnych przezyc i spowodowanie by ta osoba na wlasnej skorzy poczula sie tak potraktowana jak ona traktowala mnie w dziecinstwie; nie zalezalo mi na kontynuowaniu relacji czy na tym by ta osoba naprawiala krzywdy; gdybym w glebi duszy na to liczyla pewnie bym przezyla rozczarowanie; jednak mysle, ze skrzywdzony czlowiek ma prawo do odwetu i nie zawsze nalezy sie wspinac na wyzyny rozumienia i wspolczucia dla "oprawcow"; corka bojaca sie powiedziec matce o terapii to dla mnie kobieta, ktora w imie zapewnienia falszywego komfortu tak zostala wytresowana przez matke by w ogole nie moc artykulowac wlasnych przezyc; Pani napisala by mowic tylko o wlasnych przezyciach i bron boze nie mowic o matce- ale wlasciwie w imie czego ta ochrona dobrego samopoczucia matki kosztem corki?
  • agnieszka_iwaszkiewicz 23.04.14, 01:56
    Nie pisałam, aby nie mówić o matce. Pisałam, aby nie dopuszczać mamy do głosu, kiedy autorka będzie ( jeśli się zdecyduje ) mówiła o sobie.
    Często bowiem się zdarza, że osoby do których kierowany jest przekaz lubią zmienić kurs rozmowy na siebie i swoje nieszczęście. Wtedy niknie z pola widzenia ofiara, a głos dostaje kat. Wydaje mi się ważne, aby osoba poszkodowana, do tego nie dopuściła, bo odwzoruje tym samym relację z przeszłości, tylko w innych dekoracjach. Agnieszka Iwaszkiewicz
  • differentview 23.04.14, 10:24

    agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

    > Nie pisałam, aby nie mówić o matce. Pisałam, aby nie dopuszczać mamy do głosu,
    > kiedy autorka będzie ( jeśli się zdecyduje ) mówiła o sobie.
    > Często bowiem się zdarza, że osoby do których kierowany jest przekaz lubią zmie
    > nić kurs rozmowy na siebie i swoje nieszczęście. Wtedy niknie z pola widzenia
    > ofiara, a głos dostaje kat. Wydaje mi się ważne, aby osoba poszkodowana, do t
    > ego nie dopuściła, bo odwzoruje tym samym relację z przeszłości, tylko w inny
    > ch dekoracjach. Agnieszka Iwaszkiewicz

    ok, przepraszam, zle zrozumialam, zmylilo mnie to, ze uwaza Pani, ze zemsta nie jest czyms slusznym i skutecznym- moim zdaniem, nie do konca, czasem warto sobie pozwolic na odwet ale cala reszte tez trzeba przepracowac zeby nie wpasc w bledne kolo emocji- na zmiane zalu i wscieklosci;
    o przejmowaniu narracji tez juz wiele bylo watkow:) mozna nawet postawic teze, ze jedna z podstawowych form przemocy rodzicow wobec dzieci jest to, ze ich narracja nie uwzglednia zupelnie narracji dziecka; kiedy dziecko jest male jest mu odebrano prawo do wyrazania wlasnych mysli i uczuc( czyli wlasnej narracji) a potem gdy juz dorosle dziecko probuje ta swoja narracje wyartykulowac staje sie smiertelnym zagrozeniem dla rodzica bo jest szansa, ze prawda dziecka wywroci poukladany i spojny obraz rzeczywistosci rodzica; stad lek doroslych ludzi, ze wypowiadajac swoja prawde po prostu zabija tych nieszczesnych rodzicow; dlatego tacy rodzice czujac, ze grunt pali im sie pod nogami odwracaja sytuacje i nagle samych siebie zaczynaja widziec jako ofiary a probujace wyrazic swoje uczucia dziecko jako przesladowce
  • paris-texas-warsaw 23.04.14, 10:50
    Bardzo ładnie to napisałaś:) Dokładnie, potem jak u górt - nie mów, bo:
    - matka umrze na zawał buahahaha,
    - będziesz żałować po jej śmierci buahahahaha
    Warto zauważyć, że takich obiekcji nikt nie ma co do męża, dziecka, sąsiada. A do rodzica bardzo często tu na forum:)
  • zuzi.1 23.04.14, 10:55
    Dokładnie, to samo chciałam napisac, że differentview świetnie to ujęła ;)
  • paris-texas-warsaw 23.04.14, 18:06
    Chciaam dla Dmuchawcy zacytować taki ustęp - same pytania z "Family Secrets" Bradshawa ilustrujący, że zastanawianie się nad kwestiami zawartymi w wątku interpretowac można jakoś jakiś krok wychodzenia z dotychczasowej "deprywacji narcystycznej" jak to pisze Bradshaw.
    W bardzo wolnym moim tłumaczeniu (s.172):
    Czy kiedy widzisz swoją matkę zmieniasz swoje zachowanie po to by ona czuła się dobrze (jak chodzenie do kościoła z nią jeśli nawet juz do kościoła nie chodzisz)? - odpowiedź twierdząca wskazuje, że twoje narcystyczne potrzeby w dziecinstwie były deprywowane.
    Czy byłeś kiedykolwiek w stanie powiedzieć swojej matce o swoich prawdziwych uczuciach? Wyrazić złość na nią? Czy jesteś w stanie powiedzieć jej w czym się z nią nie zgadzasz? Czy twoja matka kiedykolwiek faktycznie słuchała, co jej mówisz? - odpowiedź negatywna wskazuje, że twoje narcystyczne potrzeby w dziecinstwie były deprywowane.

    To mały wyryweczek, ale wg mnie pokazuje, że idziesz dobrym tropem i że jest to ważna terapeutyczna kwestia.
  • pibelle 24.04.14, 02:33
    Taka rozmowa, żeby była dobrze poprowadzona, wymaga od ofiary sporych umiejętności i wysiłku emocjonalnego. "Niedopuszczenie mamy do głosu" jest często latami nieosiągalne nawet dla osób poddających się terapii, a na początku tej drogi może okazać się zbyt kosztowne, bo te mamy często są przecież same fenomenalnie biegłe w niedopuszczaniu dzieci do głosu i przejmowaniu kontroli.
    Gdy powstaje kwestia tego rodzaju konfrontacji, zaczęłabym od ustalenia odpowiedzi na podstawowe pytania: czy ofiara jest w stanie odbyć rozmowę w taki sposób jak potrzebuje -?
    czyli na przykład nie dopuścić mamy do głosu - czy już posiadła taką umiejętność.
    Bo konfrontacja może mieć sens, ale tylko na nowych warunkach i kontrolowana przez inicjatora rozmowy.
    To ważne ustalenie - ocena swojego aktualnego stanu, możliwości, szansy na sukces itd. ponieważ od tego zależy rezultat: ulga bądź jej brak z dodatkowym ładunkiem poczucia winy.
    I druga sprawa, to cel. Czy na tym skorzysta? Albo wręcz - w jaki sposób na tym skorzysta - bo znowu: brak korzyści w zasadzie dyskwalifikuje całe przedsięwzięcie.
    Korzyści są subiektywne, ale o to chodzi.
    Korzyść może być taka, że przeciwstawia się oprawcy i chce poczuć tę moc, że ją ma i jest po jej stronie. Zdaje się to, co zrobiła Differentview.
    Taka korzyść wydaje mi się prawidłowa, bo skupia się na ofierze w pierwszym rzędzie. To co poczuje, czy w ogóle coś poczuje i zrozumie sprawca cierpienia powinno być na drugim planie nie tylko dlatego, że łatwo tu o rozczarowanie, bo u sprawcy kiepsko z czuciem, ale też dlatego, że prawidłowo jest wtedy, gdy zajmujemy się tym, co czujemy my, a nie "oni" w takich sytuacjach.
    Nie uważam, że takie rozmowy jakoś "powinny" być oszczędzające dla sprawców. Powinny być prawdziwe przede wszystkim. Tym bardziej, że w "oszczędzanie" łatwo wpaść poddając się lękowi i można tu sobie samemu zgotować pułapkę.
    Ale podjęłabym się takiego rozliczenia dobrze rozważywszy czy jestem zdolna poprowadzić całość tak, żeby uzyskać efekt o jaki mi chodzi, który z kolei też mam wcześniej przemyślany. I wtedy run, Forrest, run :)
  • differentview 24.04.14, 06:49
    > Korzyść może być taka, że przeciwstawia się oprawcy i chce poczuć tę moc, że ją
    > ma i jest po jej stronie. Zdaje się to, co zrobiła Differentview.

    o tak, udalo mi sie przejac narracje i moc byla ze mna;) ale jak teraz o tym mysle, to ja juz wczesniej emocjonalnie uniezaleznilam sie od tej osoby i pozostala tylko wscieklosc, ktora chcialam wyrazic; w sytuacji gdy chodzi o matke/ ojca moze byc o tyle trudniej, ze rzeczywiscie gdzies na dnie serca moze nadal byc wielkie pragnienie zeby ona/on cos zrozumiala i naprawila i wielka szansa, ze to sie nie stanie; wtedy z jednej strony jest duza korzysc- karty zostaly wylozone i falszywa sielanka zniszczona- obie strony maja swoja narracje ale bol moze byc jeszcze wiekszy
  • olgab4 29.04.14, 00:58
    dmuchawcelatawce, mam dokładnie ten sam problem. Mam przemożną chęć odbycia rozmowy z mamą na temat tego, co było złe, z czym wciąż się borykam wskutek wydarzeń z dzieciństwa.
    Moja terapeutka taką rozmowę odradza. Ja jednak mam dość inscenizacji w gabinecie- dają chwilową ulgę. A ja potrzebuję realnej, szczerej rozmowy. Boję się, że znów wszystko pójdzie na mnie, albo, że znów się rozryczę, jak małe dziecko. Ale czuję, że będę musiała skonfrontować matkę, bo nie spocznę...
    Niemniej, do takiej rozmowy trzeba sie dobrze przygotować, żeby nie wejśc samemu w rolę oprawcy...
    --
    "Good girls go to heaven, bad girls go to everywhere"
  • penelopa40 29.04.14, 12:41
    NIE,
    większość osób w tym wieku - po 70, 80 nie rozumie pojęć terapia, psycholog, psychoterapeuta, "jakieś bzdury nowomodne"...
    poza tym założę się ze matka założycielki wątku uważa, że niczemu nie jest winna, a córka sobie ubzdurała ...
    po trzecie czemu chcesz poinformować matkę o terapii? w jakim konkretnie celu? zastanów się czy tego chcesz i czemu tego chcesz?
    ja przeszłam psychoterapię, m.in omawiałam relacje z matką, naszej relacje wzajemne się zmieniły z powodu mojej zmiany, ale rozmowy żadnej "merytorycznej" ani konfrontacji nie było i nie informowałam jej o terapii ani przed ani w trakcie ani po jej odbyciu, doszłam do wniosku że rozmowa o moich żalach i pretensjach z 80latką przyniosłaby wszystkim więcej szkody niż pożytku....
  • 1fioletowa 14.05.14, 19:16
    Ja bym powiedziała. Ale ja nie jestem potulna i uważam, że warto powiedzieć prawdę póki matka żyje - że tak odwrócę Twoją obawę, że dostanie od tego zawału.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka