Dodaj do ulubionych

Patchworkowa rodzina

14.07.14, 14:32
Witam, od kilku miesiecy nie radze sobie z wplywem matki mojego meza na nasze zycie i zupelnie nie wiem jak to ugryzc. Pokrotce: dla nas obojga to drugi zwiazek, nie mamy wspolnych dzieci, mamy za to dzieci z poprzednich zwiazkow. Moje dziecko mieszka z nami, natomiast dziecko meza jest starsze i nie chcialo z nami zamieszkac, pozostaje pod opieka babci i dziadka. To teraz nastolatka, w chwili kiedy zaczelismy ze soba byc miala 11 lat. Moja coreczka jest sporo mlodsza, ma dopiero lat 6. Corka meza nie ma kontaktu ze swoja matka od chwili urodzenia. Moje dziecko ma sporadyczny kontakt z biologicznym ojcem.

Od poczatku naszego spotykania sie, bardzo chcialam miec dobry kontakt z corka meza. Zabieralam obie dziewczynki do kina, kupowalam ciuchy, kosmetyki, ksiazki, staralam sie rozmawiac o szkole, pomagalam w odrabianiu lekcji. Moje dziecko oczywiscie kleilo sie do corki meza, bo bylo nia zafascynowane. Wiem, ze to ja czasem draznilo, staralam sie takie konflikty rozwiazywac na biezaco, bo wiem jak to jest miec mlodsze rodzenstwo, ktorego towarzystwem nie jest sie zainteresowanym.

Na poczatku jej niezamieszkanie z nami tlumaczono mi koniecznoscia dokonczenia szkoly w jej rodzinnym miescie. Nie bylam zachwycona, chcialam miec ja na miejscu, tak abysmy tworzyli jedna rodzine, ale zaakceptowalam sytuacje. Maz oczywiscie jezdzil do niej bardzo czesto, poza tym ona przyjezdzala do nas (nie tak czesto jak bym chciala). Mialam wrazenie, ze nasza rodzina trwa w rozkroku. Te czeste wyjazdy do dziecka, chociaz jak najbardziej uprawnione, kladly sie cieniem na naszej rodzinie, bo maz nie mial czasu dla mnie i dla mojego dziecka. Poza tym jego corka dorastala, a ja nie mialam z nia czestego, regularnego kontaktu. Rozmawialismy o tym, prosilam, tlumaczylam, czasem klocilam sie o to, ale sytuacja sie nie poprawiala.
W ostatnie swieta, kiedy bylam u nich jako gosc, matka meza nie wytrzymala i oskarzyla mnie o to, ze nie jestem matka dla corki meza. Bylam zszokowana, bo przeciez od dawna staralam sie zbudowac miedzy nami jakas relacje, ale osoby, ktore mogly i powinny byly mi w tym pomoc, nie chcialy tego zrobic. Uwazam, ze wine za ta sytuacje ponosi maz i jego matka. Uslyszalam jednak, ze jestem kobieta, a to kobieta powinna sie bardziej postarac, ze powinnam byla sama przyjezdzac co weekend, zeby spotykac sie z corka meza, itd. Te pretensje i zadania sa dla mnie nieuprawnione, chore. Uwazam, ze robilam co moglam, oczywiscie, ze zawsze mozna sie przyczepic, ze cos mozna bylo zrobic inaczej, lepiej, ale staralam sie, otworzylam sie na to dziecko, chcialam, zebysmy stworzyli rodzine. Co jakis czas powtarzalam, ze ta sytuacja jest chora, ze dziecko, ktore nie ma juz matki, zostaje w ten sposob pozbawione takze ojca. Teraz zostalam kozlem ofiarnym. Nie dosc, ze bedac gosciem w tamtym domu zostalam zle potraktowana, to matka meza zaczela juz otwarcie klasc do glowy mlodej, ze ja jej nie akceptuje, ze jej nie kocham, cytujac, ze 'moje serce dla niej nie krwawi'. Probowalam na ten temat rozmawiac, probowalam cos wyjasnic, rozmawialam z mezem. Matka meza nie dosc, ze sie nie opamietala, to jeszcze doprowadzila do tego, ze teraz wszyscy jestesmy skloceni.
Moja coreczka nie rozumie dlaczego nie widuje corki meza, teskni za nia. Kiedy maz jedzie do swojego dziecka, zachowujemy sie jakby udawal sie w podroz do czarnej dziury, bo on nie bardzo chce na jej temat ze mna rozmawiac. Podobno rozumie, ze sam popelnil blad, podobno mnie nie wini, ale pojawily sie takie slowa, ze moglam skierowac rozmowe na inne tory i nie dopuscic do takiego zachowania jego matki, ze moglam sama zadzwonic i wyjasnic. Pojawilo sie takze oskarzenie, ze to ja uzylam sformulowania, ze 'moje serce nie krwawi dla tego dziecka'. Nic takiego nie mialo miejsca. Po prostu powiedzialam matce meza, ze to ich winie za to, ze pomiedzy mna a mloda nie ma wiezi, kiedy otwarcie oskarzyla mnie o brak tej wiezi pomiedzy dzieckiem a mna.
Podobno mloda miala jakies uwagi na temat pobytow u nas, ale to nigdy wczesniej do mnie nie dotarlo, ale zostalo mi wykrzyczane w twarz podczas swiatecznej kolacji. Uwazam, ze mozna bylo to rozwiazywac na biezaco, kiedy te wydarzenia mialy miejsce. Ona jest nastolatka i rozumiem, ze moze sie ze mna w roznych kwestiach nie zgadzac. Gdyby powiedziano mi o tym wczesniej, moglibysmy to omowic, zmienic, pozbyc sie problemu. Jestesmy dorosli, uwazam, ze powinnismy byli o tym rozmawiac, staralabym sie dostosowac, itd.
Tesciowa podczas tej kolacji, otwarcie zarzuila mi rowniez, ze wchodze w jej kompetencje wychowawcze, bo podczas wspolengo odrabiania lekcji z mloda, powiedzialam jej, ze nie powinna wkuwac materialy na pamiec, ze wazne jest, zeby rozumiala to, czego sie uczy. Na argument, ze nauczyciel lubi, kiedy uczen wykuwa na pamiec fragmenty z ksiazki, powiedzialam, ze nie jest to godne pochwaly podejscie ze strony nauczyciela, oraz ze czasem lepiej jest dostac czworke i rozumiec material, zamiast piatki, kiedy za chwile wszystkiego sie zapomni. To, ze postulowalam, zeby mloda uczyla sie dla siebie, a nie dla taty, babci i nauczycieli, takze zostalo mi wypomniane.

Moje starania o zbudowanie wiezi otwarcie torpedowano, a teraz zarzuca mi sie, ze to ja ponosze wine za zaistniala sytuacje. Mloda obecnie mnie nie toleruje, otwarcie odmowila przyjezdzania do nas. Wczesniej spotkalismy sie jeszcze dwa razy - byla wobec mneie wroga, rzucala krzywdzace komentarze, probowala osmieszyc. Ja to rozumiem, ona jest nastolatka, z burza hormonow, ale bylo to dla mnie przykre. Podobno poczula sie odrzucona, dlatego sama mnie odrzucila, tyle ze ja jej nigdy nie odrzucilam, to sa chore insynuacje jej babki.
Moje wczesniejsze relacje z matka meza byly dobre. To energiczna, czasem zbyt wladcza kobieta, lubi panowac nad wszystkim i wszystkimi, ale nauczylam sie z tym zyc. Niektore jej uwagi mnie denerwowaly, na przyklad kiedy proponowala, zebym oddala do niej na kilka tygodni swoje dziecko, zeby je 'ustawila', ale rozumiem, ze nie ma ludzi idealnych, sama taka nie jestem. Matka meza wczesniej miala otwarty konflikt z narzeczona starszego syna, pozniej sie pogodzily i wyglada na to, ze szybko musiala znalezc 'zastepstwo'.

Nie wiem zupelnie co z tym zrobic. Ta sytuacja wplywa na nasza rodzine bardzo negatywnie. Nasz zwiazek poza tym jest bardzo szczesliwy, ale to jest kwestia, ktore nie mozemy pominac czy zapomniec. Bardzo mnie to wszystko meczy i ostatnio dochodze nawet do konkluzji, ze nie do konca wyobrazam sobie nasza wspolna przyszlosc. Moj maz nie nalezy do najbardziej wylewnych i otwartych osob, tzn. okazuje swoje uczucia, ale nie do konca potrafi o takich sprawach rozmawiac. Wczoraj poklocilam sie z mezem o to wszystko. Bardzo trudno mi z nim o tym dyskutowac, byc moze dlatego, ze matka przekonuje go do swoich racji i wklada w moje usta slowa, ktorych nie wypowiedzialam. Czuje sie teraz jakbym miala 'niewidzialnego wroga'. On jest naturalnie wsciekly, ze jego dziecko, odrzucone przez biologiczna matke, czuje sie ponownie odtracone przez zone ojca. Tyle, ze ja tego nie zrobilam, dlatego nie uwazam, ze powinnam czuc sie winna. On w sumie to rozumie, mnie nie wini, ale to tesciowa sprawuje opieke nad mloda i tym samym jestesmy podzieleni na dwie odrebne rodziny i tu koleczko sie zamyka.
Czy popelnilam gdzies blad? Co moge z tym zrobic?
Edytor zaawansowany
  • spinel1977 14.07.14, 15:18
    Wiem, ze moj post jest bardzo dlugi, ale mam nadzieje, ze ktos z Was go przeczyta i odpowie. Z gory dziekuje.
  • chalsia 14.07.14, 15:38
    Ty nic nie możesz z tym zrobić, jedynie ojciec może.
    A co on może - ano w końcu przejąć funkcję rodzica na codzień czyli sprowadzić córkę na stałe do Was.
    Jego matka to babcia a nie matka dziewczynki i praw rodzicielskich nie ma.
    --
    "Z czym się zgodziłem, napisałem. Raczej bardziej się nie zgodziłem, a minimalnie zgodziłem. Od początku rozumiem, co piszesz, tylko się z tym nie zgadzam." by Altz
  • spinel1977 14.07.14, 15:47
    Ale to dziecko ma teraz 15 lat i juz nie do konca da sie je sprowadzic gdziekolwiek bez jego wlasnej woli. Ja wrecz mam wrazenie, ze na cokolwiek juz za pozno i bardzo mnie to boli. Te kilka lat zostalo zaprzepaszczonych, a to co udalo nam sie zbudowac zostalo zniszczone przez ten caly cyrk z nastawianiem mlodej przeciwko mnie.
  • celestyna444 14.07.14, 16:00
    Jeżeli ojciec nie sprowadził do siebie córki przez 4 lata, to chyba tak jest mu wygodnie :-(
    A dlaczego nie ma w tej historii biologicznej matki dziecka, dlaczego dziecko zostało jej odebrane i jaka w tym była rola babci?
    Ja na Twoim miejscu nie siedziałabym na forum tylko wzięła męża za chabety i pojechała spakować dziecko i w te pędy zabierać do siebie, bo to ostatni dzwonek na jako takie odnowienie relacji. Są wakacje, idealny czas na zmianę szkoły!
    >Te kilka lat zostalo zaprzepaszczonych
    Bezpowrotnie. Ale kilkadziesiąt lat życia rodzinnego przed Wami...
  • spinel1977 14.07.14, 16:10
    celestyna444 napisała:

    > Jeżeli ojciec nie sprowadził do siebie córki przez 4 lata, to chyba tak jest mu
    > wygodnie :-(

    Nie jest mu 'wygodnie'. On po prostu podporzadkowal sie chyba zarzadzeniom krolowej matki. 'Mamuni', bo tak kaze sie synom do siebie zwracac, co w ustach czterdziestoparolatkow brzmi komicznie.

    > A dlaczego nie ma w tej historii biologicznej matki dziecka, dlaczego dziecko
    > zostało jej odebrane i jaka w tym była rola babci?

    Nie wiem jaka byla w tym rola babci. Matka z tego co wiem nigdy nie interesowala sie dzieckiem, po prostu je urodzila.

    > Ja na Twoim miejscu nie siedziałabym na forum tylko wzięła męża za chabety i po
    > jechała spakować dziecko i w te pędy zabierać do siebie, bo to ostatni dzwonek
    > na jako takie odnowienie relacji. Są wakacje, idealny czas na zmianę szkoły!
    > >Te kilka lat zostalo zaprzepaszczonych
    > Bezpowrotnie. Ale kilkadziesiąt lat życia rodzinnego przed Wami...

    Obawiam sie, ze to nie do mnie nalezy taka decyzja.
  • differentview 15.07.14, 07:04
    > Nie jest mu 'wygodnie'. On po prostu podporzadkowal sie chyba zarzadzeniom krol
    > owej matki. 'Mamuni', bo tak kaze sie synom do siebie zwracac, co w ustach czte
    > rdziestoparolatkow brzmi komicznie.

    a dlaczego podporzadkowal sie matce? wlasnie dlatego bo mu tak bylo wygodnie; ponosicie konsekwencje porzucenia 11 letniego dziecka- to przykre i mysle, ze jest w tym wina zarowno Twojego meza jak i Twoja; dwoje doroslych ludzi, rodzice( biologiczny ojciec i macocha) nie mogli sprzeciwic sie babce? przeciez to smieszne jest, babcia nie miala tu nic do gadania
  • chalsia 14.07.14, 16:03
    > Ale to dziecko ma teraz 15 lat i juz nie do konca da sie je sprowadzic gdziekol
    > wiek bez jego wlasnej woli.

    tak - w sytuacji, gdyby dziecko miało "wybierać" między dwojgiem rodziców posiadających prawa rodzicielskie
    a dziadkowie takich praw nie mają
    dziecko - nawet 15-toletnie - podlega władzy rodziców ZWŁASZCZA w tak zasadniczej kwestii, jak miejsce zamieszkania i nie może sobie go sobie dowolnie wybrać "bo tak woli"
    dziadkowie musieliby wystąpić - przeciw własnemu synowi - by zostać rodziną zastępczą dla wnuczki
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • spinel1977 14.07.14, 16:15
    Chalsiu, tu nie chodzi o sytuacje prawna. To jest nastolatka. Mozna ja sila sprowadzic do nas, ale co to da? Zreszta, taka decyzja nie nalezy do mnie. To sa kompetencje jej ojca. Ja nie mam wobec niej zadnych praw i nie moge decydowac ani za nia ani za niego.
    Mysle zreszta, ze tesciowa nie wahalaby sie, zeby wystapic o prawo do wychowywania wnuczki, bo przeciez w jej mniemaniu, ona ja broni przed mieszkaniem z potworem. Mysle, ze nie zawaha sie przed niczym, co jest chore, chore, chore.
  • miacasa 14.07.14, 16:24
    To dziecko niebawem dorośnie, ojciec spaprał sprawę bo to on powinien córkę wychowywać a zachował się niczym kukułka podrzucając ją swojej mamuni. Dziewczyna dorasta, pewnie jest w niej sporo żalu i gniewu, może uświadamia sobie, że nie tylko mama ją porzuciła ale tata również i tu pojawiasz się ty jako wdzięczny obiekt do przeniesienia negatywnych emocji. Kiepski układ.
  • sebalda 14.07.14, 16:45
    Rzeczywiście układ do bani. Ciężko coś doradzić, jak przywieziecie młodą siłą, ona na bank w pierwszej odpowiedniej chwili spakuje manatki i ucieknie.
    Ja na Twoim miejscu napisałabym do niej długi mail. I tam wszystko wyjaśniła, napisała, jak bardzo Ci na niej zależy, jakie to jest dla Ciebie ważne, że niestety babcia nie wszystko dobrze rozumie, że jest wobec Ciebie niesprawiedliwa, że nie ma racji, mówiąc, że Ci na dziewczynce nie zależy. Napisz to wszystko, co napisałaś, tylko mniej oskarżycielsko wobec babci dziewczynki (ale częściowo tak) i cieplej w stosunku do niej. Napisz, co w niej lubisz (coś pewnie się znajdzie), że Ci jej brakuje, jak teraz się separuje i inne miłe rzeczy. Bądź szczera. Umiesz pisać, umiesz dobrze motywować swoje zdanie, na pewno będziesz wiedziała, jak to wszytko ubrać w słowa.
    Nie czekaj na szybką reakcję, bo młoda musi jeszcze zachować dystans, twarz, ale coś powinno do niej dotrzeć. Nowy rok szkolny byłby dobrym momentem, żeby ją ściągnąć do Was. Najwyższy czas.
  • spinel1977 14.07.14, 17:20
    Sebaldo, nie wiem jak zostaloby potraktowane pisanie takiego emaila za plecami babci. Obawiam sie, ze to byloby wykorzystane jako pretekst do obsmiania mnie i zrobienia ze mnie glupka. Te nastroje tak bardzo juz sie zradykalizowaly, ze jestem tam nienawidzona. Treudno sie przebic przez taki mur nienawisci i dotrzec do nastolatki.
    Sama myslalam, ze moze najpierw nalezaloby doprowadzic do rozmowy pomiedzy nasza trojka, czyli pomiedzy doroslymi.
    Nie zadzwonie do tesciowej, bo czuje sie tak zdenerwowana i zraniona ta sytuacja, ze obawiam sie, ze moglabym nie wytrzymac i na nia nakrzyczec, i jeszcze wszystko pogorszyc. Zaczynam juz pielegnowac do niej jak najgorsze uczucia, uwierz mi. Ale moze rozmowa twarza w twarz pomoglaby cokolwiek wyjasnic?
  • spinel1977 14.07.14, 16:48
    Mozliwe, ze tak to odbiera. Maz wychowywal ja sam do trzeciego roku zycia, pozniej zamieszkal z dziadkami, poniewaz jego praca zaczela wymagac czestych wyjazdow.
    Mysle, ze jego matka przejela wtedy opieke nad dzieckiem i pomimo tego, ze glosno deklaruje, ze to on jest ojcem i to on decyduje, faktycznie utracil kontrole nad wychowywaniem wlasnego dziecka.
    Decyzja o tym, zeby pozostawic dziecko pod opieka babci chwilowo, zeby dokonczylo rok szkolny nie byla moze zla, ale pozniej nie postawil sie, kiedy babcia zaczela urabiac wnuczke, ze powinna zostac dluzej, tzn. do konca szkoly podstawowej. I tak granica zaczela byc przesuwana. A pozniej okazalo sie, ze ja jestem zla matka, bo nia nie bylam, nie weszlam w te role, choc mojego 'matkowania' nikt sobie nie zyczyl. I nastapil tak zwany klops.
  • morekac 14.07.14, 17:49
    Przypuszczam, że dziewczynka w przyszłym roku kończy gimnazjum - czy jest szansa, że da się namówić na szkołę w waszym mieście (może macie lepszą ofertę) i czasowe zamieszkanie z tatą?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 14.07.14, 17:55
    Ona nawet nie dala sie namowic na spedzenie weekendu z nami. Maz pojechal po nia te 200 km samochodem i wrocil kolejnego dnia bez niej.
    Na obrone meza musze dodac, ze on naprawde spedza z nia duzo czasu (tak wiem, ze nie tyle, ile by spoedzal, gdyby byla u nas), tyle ze to wlasciwie zawsze dzieje sie u nich w domu, pod czujnym okiem babci. Na tym cierpi tez nasz zwiazek, tzn. nie spedzamy razem tyle czasu, ile powinnismy, bo prawie kazdy wolny dzien jest spedzany w drugim domu.
    Czuje czasem, jakby to bylo cos na granicy bigamii. Mysle, ze jego matka jest zachwycona tym, ze ma syna dla siebie, i wie, ze oddanie mu dziecka, wiazaloby sie z tym, ze nie widywalaby go tak czesto, a ona uwielbia, kiedy mezczyzni kolo niej skacza, mezczyzni, tzn. maz i synowie. On i tak jest w duzej mierze odpepowiony od niej, co jest dziwne, bo ona jest niezwykle zaborcza.
  • morekac 14.07.14, 17:47
    Nie sprowadzałabym na siłę 15-latki, ze względu na nią. Rozumiem, że dotąd była właściwie wychowywana bardziej przez dziadków niż ojca, mieszka w innym mieście i przeprowadzka wiązałaby się z zerwaniem wszelkich więzi uczuciowo-towarzyskich. Tego się ludziom nie robi.
    A wątkotwórczyni powinna chyba zrobić awanturę mężowi - de facto to on porzucił dziecko, nie ona...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • zolla78 14.07.14, 17:58
    No i co, że zostaniesz obśmiana i zrobią z ciebie głupka. Twoja relacja z tym dzieckiem, które jakby nie patrzeć jest twoją pasierbicą jest chyba ważniejsza niż to, że teściowa cię obśmieje. Nad czym ty się w ogóle zastanawiasz. Albo jedziesz tam, prosisz dziewczynę na rozmowę sam na sam, jak już napisałaś to nastolatka a nie dziecko i próbujesz jej wyjaśnić i ją zapewnić, że zawsze chciałaś by z wami mieszkała itp. albo to piszesz, chociaż uważam, że tu należałoby do dziewczyny pojechać i wyjaśniasz pewne rzeczy w bezpośredniej rozmowie. W tej konkretnie sytuacji, to ostatnią rzeczą jaką powinnaś się przejmować, to jest czy teściowa cię obśmieje albo czy zrobisz coś za jej plecami.
    To mi trochę brzmi jak szukanie wymówki. I zastanów się czy z perspektywy tej dziewczyny, która nie wie o tych rzekomych twoich kłótniach z jej ojcem by zamieszkała z wami, to naprawdę w tym momencie nie wygląda jakbyś jej nie chciała w waszym życiu. A teściowa o tym wie. Jeżeli nie, to też ma jakieś podstawy do oskarżania ciebie o to, że tego dziecka nie chciałaś. Ja,wierząc tobie, wiem, że to wina twojego męża a jej ojca, ale z ich perspektywy, to może wyglądać zupełnie inaczej. A skąd ty wiesz, czy ten twój mąż nie bardzo chcąc przeciwstawić się matce, z raz czy dwa nie rzucił córce tekstu, że "wiesz, my bardzo chcemy byś z nami zamieszkała, ale .... - i tu padło coś co zwalało winę za tą sytuację z jego na ciebie, nie ruszając przy tym babci. Poza tym, sorry, ale jakoś trudno mi uwierzyć, ze dorosły facet mający wsparcie w żonie i jej zapewnienie, że chce zajmować się jego dzieckiem, nie jest w stanie postawić się matce. Tu chyba trochę musiało zadziałać jakieś jego wygodnictwo albo sama nie wiem co. I pewnie córce, nawet jak gdzieś tam w środku kołacze się jej myśl, że to nie ty jej nie chciałaś w waszym życiu, to łatwiej uwierzyć, że ty, a nie że tatuś jej nie bardzo chciał, albo nie chciał na tyle mocno by się babci nie przeciwstawić.
    Czy popełniłaś gdzieś błąd. Jeden widzę, nie powiedziałaś w którymś momencie swojemu mężowi, że jest ....., że nie chce być z własnym dzieckiem, mając do tego warunki i nie ma znaczenia czy z własnej wygody czy ze strachu przed mamusią.
  • verdana 14.07.14, 18:07
    Nie da się ukryć - Twój maż totalnie spieprzył sprawę. Porzucił własne dziecko i tyle. Gdyby naprawdę chciał sie nią zajmować, gdyby mu naprawdę zależało bardziej na dziecku niż mamuni, to bgy z dzieckiem mieszkał, wychowywał, zajmował codziennymi problemami. Najwyraźniej jednak dziecka nie chciał - niezależnie jak często do niej jeździł, córka miała świadomość, ze gdy miał wybór - wybrał Ciebie, a ją zostawił. Gdybyś była nawet święta, nie ma możliwości, aby nastolatka Cię nie znienawidziła. Bo inaczej musi uznać, że ojcu na niej nie zależy. Teściowa wykorzystuje sytuację, a moze nawet nie tyle wykorzystuje, ile wygodniej jest powiedzieć, ze macocha dziecka nie chce, niż że ojciec, własny syn dziecka nie chce - bo niestety, dokładnie tak wygląda prawda. Teściowa ma mówić wnuczce, ze ojcu na niej nie zależało?
    W tej chwili obawiam się, że nic się nie da zrobić. Twój maż okazał sie złym ojcem, a Ty jesteś niestety współodpowiedzialna - nie bardzo rozumiem jak można zaakceptować faceta, który zostawia własne dziecko i nie chce uczestniczyć w jego codziennym zyciu.
    Trudno sie dziwić, dziewczyna Was nie akceptuje, ma rację, choć Ty jesteś tu najmniej winna. Pogadaj z mężem, powinien porozmawiać z córką, przeprosić ją i systematycznie proponować przeprowadzkę. Nawet, jak nie zechce , to przynajmniej będzie wiedziała, ze jest mile widziana.
    --
  • spinel1977 14.07.14, 18:17
    Tak jak pisalam w poprzednich postach, mam nadzieje, ze napisalam to wystarczajaco jasno – propozycja zamieszkania z nami pojawiala sie kilkakrotnie, tzn. zgodnie z umowa, kiedy nadszedl czas na rozgladanie sie za szkola na miejscu, maz to zrobil, znalazl szkole, my mielismy sie przeprowadzic do wiekszego mieszkania, zeby dziewczynki mialy oddzielne sypialnie, ale pojawil sie glos babci, wspierany glosem wnuczki, ze lepiej byloby, gdyby jednak skonczyla szkole podstawowa w tamtym miejscu, czyli juz nie rok szkolny. Na poczatku byla mowa jedynie o skonczeniu roku szkolnego, na co wszyscy sie zgodzili, bo to sie wydawalo sensowne. Pozniej pojawila sie propozycja skonczenia szkoly podstawowej, a kiedy nadszedl czas wyboru gimnazjum, dziecko odmowilo przeprowadzenia sie do nas, argumentujac to tym, ze znalazly z babcia fajne gimnazjum na miejscu, a potem dodatkowo tym, ze nie chce mieszkac ze mna. Babcia podnosila na przyklad, ze moja corka jest duzo mlodsza i jej wnuczka nie bedzie nianka dla mlodszego, obcego dziecka. Nigdy ta nianka nie byla, nigdy sie moja corka nie zajmowala, ale stwierdzono, ze istnieje takie niebezpieczenstwo i, ze ja nalegam na wspolne zamieszkanie, bo szukam darmowej baby-sitter.
    Oczywiscie maz mogl sie ze mna rozwiesc i przeniesc z powrotem do matki, albo sprowadzic corke sila. Moze mogl tez bardziej nalegac. Moze mogl tupnac noga? Zaprotestowac bardziej stanowczo? Nie wiem, nie bylam przy tych rozmowach.
  • verdana 14.07.14, 18:48
    11-latce ojciec nie "proponuje" zamieszkania ze sobą, tylko ja bierze. Sam pomysł, ze może mieszkać z kim innym, prócz matki oczywiście, oznacza, ze ojcu niespecjalnie zależy. Woli mieć święty spokój niż dziecko. 11-latki nie sprowadza się siłą, bo zazwyczaj dziecko chce być z rodzicami. No, chyba, że Twój mąż był juz przedtem złym ojcem, z którym dziecko nie chce być...
    Jednej rzeczy nie rozumiesz - "sensowne" w tym wypadku oznacza to, że dla ojca nie jest zadnym problemem, by nie widzieć dziecka i by wychowywał je kto inny. Nie czuje żadnej potrzeby bycia z dzieckiem, nie czuje potrzeby, by na nie wpływać.
    To, co mówi babcia, jest tu w ogóle nie istotne w obliczu tego, że ojciec nie czuje potrzeby mieszkania z córką. Takie pytanie - czy dałabyś sie namówić, aby Twoje dziecko mieszkało z dziadkami i abyś je widziała tylko czasami, a codziennie wychowywała dziecko partnera?
    --
  • spinel1977 14.07.14, 21:51
    Zle sie wyrazilam. Oczywiste jest, ze dziecko mialo po prostu z nami zamieszkac. Potem zaczeto przesuwac ten termin.
  • incubus_0 14.07.14, 22:50
    To znaczy, że tak naprawdę nikomu nie zależało na tym, żeby dziewczynka zamieszkała z Wami.
  • 71tosia 14.07.14, 20:58
    przede wszystkim 15 latka ma pelne prawo zadecydowac z kim chce mieszkac. Mozna zlozyc propozycje przeprowadzki, ale to do niej nalezy wybor, chce byc z tata i toba czy z babcia. I nie nalezy sie dziwic ze wybierze babcie, to babcia ja wychowala, a nie ojciec, to ona pelnila role zastepczej mamy dla niej, i to z babcia jest bardziej zwiazana emocjonalnie niz z wami. Wyrywanie ja z domu, z rodziny, z kregu znajomych byloby okrutne. Trzeba pewnie zostawic sprawy tak jak sa, starajac sie by sama z wlasnej woli bywala u was tak czesto jak to jest mozliwe.
    Nie wiem czy twoje czy babci metody wychowcze sa lepsze (chociaz tak je przedstawiasz by nie bylo watpliwosci) ale to babcia wychowuje corke meza i raczej nie chce jej zrobic krzywdy? Wiec leipiej moze nie komentowac otwarcie 'bledow wychowczych' babci? Tobie tez sie nie podobalo gdy mama meza skomentowala twoje metody wychowawcze wobec twojej corki?
    ps naprawde nie bardzo cie to interesowalo co sie stalo z matka biologiczna corki meza - bardzo dziwne - troche jakby to dziecko cie nie interesowalo. Jezeli nie chcesz o tym pisac - ok to rozumiem.
  • spinel1977 14.07.14, 21:40
    Oczywiście, że wiem co dzieje się z matką biologiczna, ale to nie ma związku z tą sprawą.
    Ona mieszka z babcia, ale też tęskni za ojcem, a ten tęskni za nią. Ojciec wyprowadzil się do innego miasta, ale tak się stało po ustaleniu pewnego planu, tzn. tego ze po skończeniu roku szkolnego, zamieszkamy razem. Taki byl plan. Nic nie zostało uzgodnione poza jej plecami, bo wszyscy uczestniczylismy w tych rozmowach. Tylko dlatego tak to zostalo ustalone.
    Nikt nie chce tu być okrutny i wyrywać ja z jej środowiska. Nie wyprowadzilismy sie też, żeby skomplikowac jej życie. Wynieślismy sie tu za praca. Ona ma 15 lat, a ojciec mieszka gdzie indziej od czterech lat, trudno wiec byłoby uznać, że wychowywala ja jedynie babcia.
    I nie wiem czy mozna mowic o jej wlasnej woli, kiedy steruje nia matka meza.

    Nie zauważyłam tez, zebym krytykowala metody wychowawcze babci. Tak, zdarzylo mi się powiedzieć, że warto jest uczuć się dla siebie samej a nie dla ocen. Trudno byloby mi uznać to za ostra krytyka czyichś poglądów. To raczej problem zastepczy.
    Wcale nie twierdze, ze babcia chce jej krzywdy. Mam tylko wątpliwości czy postepujac jak postepuje, nie krzywdzi jej, bo zamiast drugiego domu i kolejnej w jej zyciu doroslej osoby, ktora chce sie o nia troszczyć, chce o nia dbac, ma to co co na, czyli uraz do kolejnej doroslej kobiety w wieku jej matki.
  • 71tosia 14.07.14, 22:04
    z tego co sama napisalas ojciec czesto wyjezdzal - wiec nawet wczesniej dziecko wychowywala babcia. Dziewczynka jest z nia zwiazana, trudno by bylo inaczej. Troche i za pozno na zmiany - dziewczynka nie jest z wami zwiazana emocjonalnie, ale i za wczesnie, ciagle woli mieszkac ze swoja rodzina - osobami ktore ja wychowaly. Pewnie za pare lat sie wyprowadzi ze swojego rodzinnego domu ale raczej nie do was, wyfrunie w swiat ;-)
    ps zalezy jak to powiedzilas o tym uczeniu sie na pamiec i dla siebie (naprawde zakladasz ze babcia - czlowiek dorosly tego nie rozumie?) , jezeli tak jak napisalas to wcale sie nie dziwie ze babcia poczula sie krytykowana w swoich metodach wychowczych. I czy chcialabys by tesciowa w ten sposob komentowala uczenie sie twojego dziecka?
  • spinel1977 14.07.14, 23:17
    Tak, wyjezdzal, dlatego babcia pomagala mu wychowywac dziecko. Mieszkala w jego domu, dlatego w chwili, kiedy zmienila sie jego sytuacja w pracy, wrocil do swojego domu, gdzie mieszkają jego rodzice.

    Co do uczenia się. Tak, chyba tego nie rozumie i nie zakładam tego. Powiedziała mi wprost, że wnuczka uczy się dla ocen, bo te sa najwazniejsze. Ja zreszta nie krytykowalam jej sposobu wychowywania dziecka. Ojciec poprosil, żebym pomogla dziecku w nauce. Podczas prob opanowania większego materialu okazalo się, że dziecko uczy się całych paragrafów na pamięć, a kiedy zapomni kilku słów, traci wątek. Powiedzialam wtedy, że gdyby uczyła się starajac się przede wszystkim zrozumieć tekst, nawet zapominając czegoś, zaliczylaby sprawdzian bez problemu. Mloda odparła jednak, że nauczyciel najwyzej premiuje takie wlasnie przepisywanie ksiazki. I tak, odpowiedzialam na to, że to musi być kiepski nauczyciel i, że powinno się uczyc dla samego siebie, dla doskonalenia siebie, a nie dla najwyzszych ocen.
    Nie rozumiem, czym miałabym się poczuć urazona, gdyby tesciowa powiedziala to mojemu dziecku.
    Moja tesciowa zaproponowala, żebym przysłała do niej na kilka tygodni własne dziecko, żeby mi je wychowała. O tym, tym mogłabym się poczuć urazona.
  • zuzi.1 14.07.14, 23:25
    Autorko nie masz najmniejszych szans na zmiane zaistnialej sytuacji. Matka Twijego meza jest toksyczna osoba o narcystycznej osobowosci. Poszukaj sobie na forum mojego watku" jak sie chronic przed narcystycznymi ludzmi". Takie osoby sa zaburzone osobowosciowi, nie wygrasz z ta narcyzka, ona i tak zrobi co bedzie chciala a z Ciebie przy okazji zrobi najgorsza osobe. Ta kobieta jest zaburzona, a wnuczke traktuje jak swoja wlasnosc, dziewczynka juz jest od b. silnie uzalezniona emocjonalnie i tego niestety nie zmienisz, ona juz jest marionetka w rekach zaburzonej babci, podobnie zreszta jak Twoj maz. Mimi, ze piszesz, ze facet sie od niej odpepowil, to nie do konca jest to prawda, taka zaburzona matka pociaga nim za sznurki jak lalka, dlatego facet nie potrafil jej sie postawic i zabrac dziecka do siebie i nigdy tego nie zrobi.
  • zuzi.1 14.07.14, 23:38
    Nie walcz z ta zaburzona kobieta o to dziecko, bo wyjdziesz z tego b. poraniona emocjonalnie. Tej kobiecie o to wlasnie chodzi, zeby Wam jako rodzinie robic problemy, zebyscie nie stanowili calosci, zeby maz musial do niej jezdzic na spotkania z dzieckiem itp. Ta nastolatka od lat przechodzi pranie mozgu ze strony narcystycznej i psychopatycznej babci. Babcia robi to wszystko dla siebie, w ten sposob zaspokaja swoje chore potrzeby emocjonalne. Ta dziewczynka juz jest emocjonalna zakladniczka w rekach babci i bedzie tak az do czasu smierci tej kobiety. Na pewno babcia nie robi jej jawnej krzywdy, ale tak manipuluje tym dzieckiem, ze jest ono kompletnie bezradne podobnie jak Ty i maz. To dziecko ma byc do konca babci dni z nia, ma zaspokajac potrzeby emocj. tej kobiety i ona jej na pewno dobrowolnie nie odda. Ile lat ma ta zaburzona babcia? I jeszcze jedno tej kobiecie zalzy na tym aby stale konfliktowac Cie z mezem, sprawia jej to ogromna satysfakcje, nie pozwol jej na to, skup sie na swoim dziecku i na mezu, nie macie oboje najmniejsze szansy na to, aby odzyskac to dziecko, z psychopatka zwyczajnie nie wygracie.
  • zuzi.1 14.07.14, 23:47
    Na Twoim miejscu dotarlabym do matki biologicznej dziewczynki i porozmawiala z nia na temat tesciowej i malzenstwa z Twoim mezem, od tej kobiety byc moze dowiesz sie rzeczy o ktorych bys nawet nie pomyslala.Osoby narcystyczne i psychopatyczne uwielbiaja niszczyc emocjonalnie drugiego czlowieka na wszelkie mozliwe sposoby, byc moze to wlasnie spotkalo ta kobiete, ze strony tej rodziny. Ta tesciowa jest osoba zaburzona i nic z nia nie ugrasz, nic jej nie wytlumaczysz, bo sie nie da, wsxystkie Twoje czyny i slowa zostana uzyte przeciwko Tobie. To jest taki troche matrix w wykonaniu zaburzonego emocjonalnie czlowieka tj. Twojej tesciowej.Przykro mi.
  • 71tosia 15.07.14, 00:04
    ta na jakiej podstwie to twierdzisz? Babcia jest toksyczna bo zgodzila sie wychowywac przez 15 lat dziecko zamiast jego rodzicow? Bo babcia bardziej czuje sie rodzicem tego dziecka niz jej biologiczni rodzice - a co w tym dziwnego skoro od 15 lat zajmuje sie wnuczka? Bo jest przywiazana do wnuczki? Bo nie widzi powodu (ja tez nie widze), dla ktorego ma dziecku przewracac cale zycie? Babcia jest egoistka bo nie kazala sie wyprowdzic do ojca i jego zony? A moze to babcia liczy sie uczuciami wnuczki?
    To musi byc jakas nowa odmiana narcyzmu, o ktorym z takim obsesyjnym uporem piszesz w kazdej dyskusji, niezaleznie czego dotyczy.
  • zuzi.1 15.07.14, 00:09
    Autorko czy maz ma rodzenstwo? Czy kiedykolwiek wsponinal o faworyzowaniu kogokolwiek z tego rodzenstwa? Poczytwaj bloga www. krzykopomic.blix.pl i zastanow sie nad tym co tam jest napisane pod katem zachowan tesciowej.
  • zuzi.1 15.07.14, 00:10
    Mialo byc www.krzykopomoc.blox.pl
  • 71tosia 15.07.14, 00:18
    czy ty wychowujac przez 15 lat dziecko oddalabys je tatusiowi i jego rodzinie bo tamci maja akurat takie zyczenie? A co z uczuciami dziecka? Nie trzeba robic psychoanalizy 'pod kontem zachowan tesciowej' by wiedziec ze wyrywajac dziecko z domu, w ktorym sie wychowalo, od babci do ktorej jest przywiazane, zrobi mu sie po prostu krzywde dziecku. Bacia o dziecko dba od 15 lat, jezeli tatus malej uwazal ze babcia nie robila tego dobrze mogl zaregowac i zmienic sytuacje wiele lat temu. Teraz to babcia jest najblizsza rodzina dzieczynki.
  • morekac 15.07.14, 00:23
    A ty się zastanów, na jakiej podstawie uznałaś teściową za psychopatkę etc...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • zuzi.1 15.07.14, 00:35
    Tatus tej dziewczynki mial prawdopodobnie niewiele do powiedzenia przy babci, jego slowo kontra slowo babci niewiele sie liczy, tak oddalabym dziecko ojcu, gdyby taka byla jego wola i zrobilabym wszystko, aby to dziecko chcialo do niego wrocic, a ta babcia robi wszystko, aby do tego nie doszlo. Dla siebie przede wszystkim to robi, tutaj dobro tego dziecka sie nie liczy, dziecko jest juz babci i nikt tego nie zmieni.
  • morekac 15.07.14, 00:56
    Miał niewiele do powiedzenia, bo tak mu było wygodniej. Wątkotwórczyni też ta sytuacja niespecjalnie przeszkadzała. Tymczasem babcia - manipulująca czy nie - jakoś musi się zmierzyć z codziennymi żalami swojej wnuczki (wystarczy, że zaczyna szlochać, że tata jej nie kocha i ogólnie ma ją w d... - co ma mówić? Potwierdzić? Być może rzeczywiście łatwiej jest zwalić winę za ten stan rzeczy na synową niż syna, chociaż to on najwięcej ma za uszami) oraz wtrącaniem się synowej do wychowywania. A bo to jedna matka twierdzi, że stopnie są najważniejsze i wkurza się, bo dziecko przyniosło czwórki zamiast piątek? Już nie mówiąc o tym, że sama uwaga o zakuwaniu, aczkolwiek zasadniczo prawdziwa, była jednak średnio taktowna i z pewnością nie usposobiła dobrze do osoby ją wypowiadającej...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • celestyna444 15.07.14, 07:19
    > ytuacja niespecjalnie przeszkadzała. Tymczasem babcia - manipulująca czy nie -
    > jakoś musi się zmierzyć z codziennymi żalami swojej wnuczki (wystarczy, że zacz
    > yna szlochać, że tata jej nie kocha i ogólnie ma ją w d... - co ma mówić? Potwi
    > erdzić?
    Nie, wystarczyłoby tylko nie blokować wszelkimi sposobami przeprowadzki dziecka do ojca.
    I, jeżeli to wnuczka nie chciała się przeprowadzić do ojca, to dlaczego babcia szuka teraz kozła ofiarnego? Coś mi się jednak wydaje, że dziecko chciało zamieszkać z ojcem a przyczyną wszystkich obecnych kłopotów jest troskliwa babunia.
    Uwagi i rady autorki o nauce w szkole jak najbardziej słuszne - dlaczego są tu krytykowane to nie wiem.
  • incubus_0 15.07.14, 07:56
    A mnie się wydaje, ze ojciec i macocha tak naprawdę wcale nie chcieli dziewczynki u siebie, gadać zawsze jest najłatwiej.
  • zuzi.1 15.07.14, 10:28
    A jak myslisz morekac dlaczego maminsynki zostaja do konca zycia przy rodzicach? Bo jest im tak wygodnie? Ze samodzielnie rezygnuja z posiadania rodziny i chodza uwiazani na postronku "mamusi"? W takich sytuacjach mamy do czynienia z mechanizmem uwiazania, uzaleznienia emocjonalnego takich ludzi od swiich zaborczych, autorytarnych i narcystycznych matek. A z uzaleznienia emocj. b. ciezko jest samemu wyjsc, jesli manipulacjami emocj.taki ktos ma prany mozg calymi latami to czesto nawet nie ma swiadomosci w jakiej sytuacji sie znajduje, efekty tego prania mozgu sa natomiast widiczne dla osob postronnych w postaci uleglosci, podporzadkowania, zachowan jak zagubione dziecko we mgle. Matki narcyzki posiadaja naturalne niewyobrazalne wrecz umiejetnosci uzalezniania manipulacjami emicj. ludzi od siebie, robia to w taki sposob, ze jest to b. skuteczne. Sa to osoby normalnie funkcjonujace w spoleczenstwie, pracujace, ale majace ogromne umiejetnosci podporzadkowywania sobie najblizszych osob, cel maja jeden, te osoby maja robic to co one sobie zycza i w taki spisib jak one sobie zycza. Z mlodszego pokolenia tez znam kilka takich osob, ale ze starszego pokolenia znam ich wiecej. Autorko, czy Twoja tesciowa wyglada b. mlodo jak na swoj wiek i ile ma lat?
  • spinel1977 15.07.14, 10:52
    Tak, wyglada bardzo mlodo, jest ladna, zadbana, szczupla kobieta. Ale co to ma do rzeczy?
  • zuzi.1 15.07.14, 11:26
    To ma do rzeczy, ze b. czesto osoby o narcystycznej osobowosci wygladaja baaaaardzo mlodo jak na swoj wiek.
  • zuzi.1 15.07.14, 11:28
    Ile lat mniej bys jej dala, nie znajac jej prawdziwego wieku?
  • spinel1977 15.07.14, 11:34
    Naprawde nie widze zwiazku, ale tesciowa wyglada bardzo dobrze, od tylu wrecz jak nastolatka. Ma bardzo ladna figure, ktorej moglaby jej pozazdroscic duzo mlodsza kobieta. Na pewno jest bardzo atrakcyjna i chetnie to pokazuje, np. noszac obcisle ubrania. Zdecydowanie wyglada na co najmniej dziesiec lat mlodsza. To zabawne, ale jej corki, bo ma takze corki, wygladaja na starsze i sa duzo mniej atrakcyjne, ale tesciowa w mlodosci byla naprawde pieknoscia.
  • ola_dom 15.07.14, 11:37
    spinel1977 napisał(a):

    > Naprawde nie widze zwiazku

    że narcyz wygląda świetnie?
    W końcu jest najważniejszy i najpiękniejszy - ważniejszy i piękniejszy od innych.
    Pierwszy raz słyszę o takim powiązaniu, ale jak najbardziej mi się zgadza.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • morekac 15.07.14, 16:44
    Spoko, gdyby nie wyglądała dobrze, można byłoby o niej napisać, że jest zaniedbanym pasztetem. Nie wiem zresztą, czy jest jakikolwiek dowiedziony związek pomiędzy wyglądem człowieka, a jego charakterem - tzn. w ludowej wyobraźni piękny=dobry, np. piękny Kopciuszek i wredne, brzydkie siostry, swojego też czasu z zapałem obmierzano głowy przeróżnych przestępców i uczonych, usiłując dowieść związku pomiędzy owymi wymiarami głowy a przeróżnymi cechami uważanymi za pożądane i nie. Genetycy z zapałem zajmujący się genami też jeszcze nie wpadli na to, że geny kodujące urodę zewnętrzną są w jakiś sposób związane z wrednym charakterem. Reasumując: nie poświęcałabym tej kwestii czasu jako nieistotnej, bo Zuzi chyba trochę dała się ponieść fantazji...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 15.07.14, 17:00
    Tak, wiem :)
  • zuzi.1 15.07.14, 00:29
    Tosia, ja Cie nie zamierzam przekonywac, wiele jest BARDZO podobnie zachowujacych sie kobiet ze starszego pokolenia, a te pidibienstwa wynikaja wlasnie z podobnych zaburzen osobowosci. Nie zauwazylas czytajac posty autorki jak czesto uzywa slowa "chore" myslisz, ze przesadza, nie sadze, dobrze pisze, ze to z czym sie spotyka w tej rodzinie jest chore. Temat znam z autopsji, podibnie jak temat przemocy i po prostu rozpoznaje juz ten ciag b. podobnych, zaburzonych zachowan. Recze Ci Tosia, ze Ciebie tez taka babcia narcyzka zrobilaby na szaro i nawet bys nie wiedziala kiedy, pisala o tym wielokrotnie sorvina, w ten sposob zaburzone osoby sa czesto b. inteligentne i piekielnie skutecznie manipuluja innymi, niby na granicy normalnosci, stosujac zlozone manipulacje.
  • celestyna444 15.07.14, 07:26
    > wiele jest BARDZO podobnie zachowujacy
    > ch sie kobiet ze starszego pokolenia, a te pidibienstwa wynikaja wlasnie z podo
    > bnych zaburzen osobowosci.
    He he he, rozejrzyj się dokładnie dookoła - jeżeli myślisz, że młodszych roczników to nie dotyczy, to bardzo się mylisz.
  • ola_dom 15.07.14, 09:27
    Abstrahując już od tego, czy dla 15-latki lepiej czy gorzej byłoby zostać teraz z babcią;
    to trudno mnie także nazwać "normalną i zdrową" kobietę -
    która dorosłym synom KAŻE tytułować się "mamunią",
    która nieprzerwanie sączy jad do głowy wnuczki o niecnej i niekochającej macosze (dla jej dobra???),
    która używa argumentów o "krwawiącym sercu" (??!!!),
    która proponuje matce, że weźmie jej dziecko na miesiąc "żeby je porządnie wychować" (???!!!)
    i tak dalej...

    no litości...!!

    A mąż autorki wątku powinien przejść poważną i potężną terapię, bo naprawdę trudno się dziwić, że nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją, skoro był wychowywany przez taką matkę...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • mruwa9 15.07.14, 02:16
    strasznie jestescie egoistyczni, bo celem jest stworzenie pozoru udanej rodziny, a byc moze jedyna osoba, ktora naprawde obchodzi los i samopoczucie owej nastolatki, jest ta rzekomo toksyczna babcia.
    Rozumiem, ze miedzy 3 a 11 rokiem zycia dziewczynki ojcec mial z nia raczej sporadyczny, niz codzienny kontakt, a babcia de facto pelnila na codzien role faktycznego opiekuna dziecka. Osoby, ktora szykowala kanapki, przytulala na dobranoc, znosila fochy i kupowala pierwsze podpaski. Bo ojciec albo byl, albo czesciej go nie bylo. A gdy byl, pelnil role goscia, a nie rodzica. Goscia, z ktorym mozna pojsc na pizze, do zoo, dostac troche dodatkowej kasy, ale ktory nie pilnowal odrobionych lekcji i terminu wizyty u dentysty.
    IMHO ojciec dal ciala jako ojciec, a na zmiany jest juz za pozno. Przeprowadzka dziewczyny do was, te 200 km, onacza wyrwanie jej z jej bezpiecznego, znanego praktycznie od urodzenia, srodowiska, kolezanek, znajomych, miejsc. Nie zaspokoi potrzeb dziewczyny, tylko zaspokoi egoizm jej ojca i macochy.
    Chcecie cos poprawic- przeprowadzcie sie blizej dziewczyny, zeby umozliwic jej czestsze i naturalniejsze kontakty z ojcem, niewymagajace dwustukilometrowych podrozy.
  • incubus_0 15.07.14, 07:53
    Dokładnie. A tak naprawdę nikt jej u ojca nie chciał. Bo gdyby chcieli, nie poddaliby się babci i zabrali dziecko.
  • spinel1977 15.07.14, 09:15
    Przede wszystkim ja nie mam prawa zabierac dziecka, bo to nie jest moje dziecko i ja nie mam wobec niej zadnych praw.
    Przeprowadzka nastapila po uzgodnieniu pewnych spraw w gronie osob zainteresowanych. W rozmowach uczestniczyla tez babcia, nikt jej nie pominal. Uwazalismy, ze mloda byla juz w takim wieku, ze tez powinna byla wiedziec co planujemy, pozwolilismy jej wyrazic wlasne zdanie, wyjasnilismy skad pomysl o przeprowadzce, itd. Dziecko bylo traktowane z szacunkiem, wiedzialo, ze ma prawo glosu, ze moze wyrazic swoje watpliwosci. Cieszylo sie z przeprowadzki do innego, wiekszego miasta. Potem ten termin zaczal byc przesuwany. Pytalam o co chodzi, mowilam mezowi, ze to zly pomysl, ze mloda powinna byc przy nas. Pomimo wszystko mowiono mi: spokojnie, niech skonczy tu szkole, gimnazjum wybierzemy juz przy nas. Kiedy nadszedl czas na to, zaczelam szukac wiekszego mieszkania. Maz sprawdzal gimnazja, wydawalo sie, ze wszystko jest w porzadku. Kiedy nadszedl czas na podejmowanie ostatecznych decyzji, nagle okazalo sie, ze dziecko nie chce z nami mieszkac, bo ja jestem zla matka. To, ze nie pozwolono mi nigdy wejsc w role matki dziewczynki, to ze tego mi nigdy nie umozliwiono, zupelnie pominieto.
  • differentview 15.07.14, 09:24
    > To, ze nie pozwolono mi nigdy wejsc w role matki dz
    > iewczynki, to ze tego mi nigdy nie umozliwiono, zupelnie pominieto.

    ale kto Ci nie pozwolil? maz? jesli wszystko rozbija sie o babcie to chyba mogliscie razem z mezem przeprowadzic powazna rozmowe( w koncu jest mowa o zyciu jego dziecka, o jego faktycznym porzuceniu przed matke i ojca) i wspolnie zadecydowac o zamieszkaniu corki u Was, trzy lata w tym wieku to bardzo duzo, wlasciwie teraz to juz troche pozamiatane bo na wszystkie traumy naklada sie wiek dojrzewania, wcale sie nie dziwie, ze ona Cie nie znosi
  • spinel1977 15.07.14, 09:34
    Pisze o tym, ze kiedy mowilam: jedzmy razem na wakacje, okazywalo sie, ze corka meza ma juz zaplanowane wakacje z kuzynami. Kiedy mowilam, niech przyjedzie na weekend, okazywalo sie, ze ma za duzo nauki i nie moze. Kiedy prosilam: niech spedzi z nami ferie, okazywalo sie, ze ona jest zmeczona i nie mozna pozwolic, zeby mlodsze dziecko przeszkadzalo jej w odpoczynku, poza tym tam mieszka w domu, tu musialaby spedzic kilka dni w mieszkaniu.
    Zawsze byl jakis powod, zeby nie spedzila czasu z nami. Jesli swieta, to tylko u babci. W ciagu tych kilku lat, tylko raz pozwolono jej spedzic swieta z nami. Jak mozna nawiazac kontakt z kims, kogo sie nie widuje?
    Mowilam o tym mezowi, klotnie o to pojawialy sie regularnie, ale zawsze bylo jakies wytlumaczenie, zawsze potrafil to wyjasnic. I tak minelo te kilka lat. Co moglam zrobic? No pewnie moglam od niego odejsc, bo przeciez nie zmusze doroslych ludzi, zeby zmienili swoje postepowanie. Moge na ten temat rozmawiac, moge prosic, tlumaczyc, ale to wszystko.
  • spinel1977 15.07.14, 09:40
    Skutecznie blokowano moje kontakty z tym dzieckiem. Maz jezdzil tam do niej. Po prostu jechal tam, wczesniej oswiadczajac mi, ze jedzie spedzic czas z corka. Byl taki poczatkowy okres, kiedy spedzal tam 3-4 dni w tygodniu, tak sobie organizowal prace. Tu pracowal, wracal sie przespac, po czym jechal do corki. Oczywiscie, kiedy moglam, staralam sie tam pojechac, dolaczyc do nich, ale to tez nie zawsze bylo mozliwe, bo przeciez ja mam tu na miejscu male dziecko, ktore albo bylo chore, albo mialo jakies dodatkowe zajecia, itd. I tak trwalismy w tym rozkroku, i nadal trwamy.
    Babcia oswiadczyla mi, ze moglam przyjezdzac co weekend i budowac wiez pod jej okiem. Uwazam, ze to bezczelnosc. To jest ukladanie mi zycia przez mamunie. Przez dlugi czas bylam slepa i tego nie widzialam, ale widze, ze ona chcialaby, zeby wszystko dzialo sie pod jej dyktando.
  • zuzi.1 15.07.14, 10:42
    Dokladnie autorko, Ty masz tanczyc tak jak Ci ta babcia zagra, z jej perspektywy jestes tylko niewygodnym pionkiem w jej grze, bo burzysz swoimi niepokornymi zachowaniami dlugoletni uklad rodzinny. Dlatego tez mozesz spodziewac sie ze strony tej zaburzonej babci wszystkiego conajgorsze, ta pani nie odda swojej dotychczasowej wladzy nad ta ridzina i nie cofni. sie przed niczyn, dla niej jestes zagrozeniem i wrogiem.
  • incubus_0 15.07.14, 11:39
    A autorka jest małym dzieckiem? Nie umie wydorośleć?
  • spinel1977 15.07.14, 11:43
    Nie rozumiem dlaczego probujesz mnie obrazic, ale nie ruszaja mnie takie bezpodstawne, glupie uwagi. Chcesz rozmawiac, prosze bardzo, ale merytorycznie, na argumenty.

    Oboje mamy dzieci, oboje mamy taka umowe, ze te dzieci maja biologicznych rodzicow, ktorzy sa nadrzedni. Moj maz nie decyduje o moim dziecku, chociaz pomaga mi w jego wychowaniu. Nie decyduje o wyjazdach, wakacjach, wizytach u ojca, leczeniu, itd., chociaz chetnie slucham jego uwag czy rad, pomimo tego, ze czasem sie z nimi nei zgadzam. Dlaczego ja mialabym decydowac o jego dziecku? Na jakiej podstawie? Ja moge jedynie przekazac mu swoje stanowisko i to robilam.
  • incubus_0 15.07.14, 12:06
    Ależ ja Cię nie chcę obrazić. Tylko zasłanianie się babcią i pretensje do niej za własny brak decyzyjności są dziecinne.
  • spinel1977 15.07.14, 12:28
    Za wlasny brak decyzyjnosci? Nie wiem o czym piszesz, bo ja wychowuje swoje dziecko i podejmuje wszelkie decyzje, jakie go dotycza.
  • misterni 17.07.14, 00:21
    incubus_0 napisała:

    Ależ ja Cię nie chcę obrazić. Tylko zasłanianie się babcią i pretensje do niej za własny brak decyzyjności są dziecinne.

    O jakiej decyzyjności mówisz? Względem dziecka, do którego nie ma się żadnych praw, ani formalnie, ani nawet umownie?


    --
    Misterni
  • incubus_0 15.07.14, 11:30
    Kto o tym decydował? Cały czas upieram się, że zawaliliście sprawę, tzn. trzeba było nie przesuwać tylko zabrać dziecko do siebie. Babci trudno się dziwić, ale, do diaska, to Twój mąż jest ojcem tej dziewczynki.
  • spinel1977 15.07.14, 11:38
    incubus_0 napisała:

    > Kto o tym decydował? Cały czas upieram się, że zawaliliście sprawę, tzn. trzeba
    > było nie przesuwać tylko zabrać dziecko do siebie. Babci trudno się dziwić, al
    > e, do diaska, to Twój mąż jest ojcem tej dziewczynki.


    Nie bylam przy tych rozmowach, po prostu przekazywano mi, ze... itd. Nie rozumiem dlaczego babci trudno sie dziwic? Podobno to maz jest ojcem, dzwoni do niego przynajmniej raz dziennie, konsultujac wychowanie corki, to chyba nie bala sie tego dziecka do nas puscic?
    Ja nie moge tego dziecka nigdzie zabrac, to byloby porwanie. Ja nie mam do niego zadnych praw, czy to tak trudno zrozumiec?
  • ola_dom 15.07.14, 11:48
    spinel1977 napisał(a):

    > Podobno to maz jest ojcem,
    > Ja nie moge tego dziecka nigdzie zabrac, to byloby porwanie. Ja nie mam do niego zadnych praw

    No właśnie. To MĄŻ jest OJCEM. I to on powinien sprawić, że jego córka będzie przy nim.
    Ty możesz się zamęczyć, a osiągniesz jedynie tyle, że zostaniesz wrogiem rodzinnym numer jeden.

    Nie Ty powinnaś chyba rozmawiać z dziewczyną, tylko jej tato! I to on powinien podjąć ostateczną decyzję. Choć nie sądzę, że będzie mu łatwo - w końcu jest synem swojej matki, zmanipulowanym przez nią od urodzenia, najwyraźniej mamunia wyprała mu mózg i osobowość bardzo skutecznie.
    To nie jest zarzut do męża, w żadnym razie. Jak słusznie napisała zuzi.1 - żyjąc w takich okolicznościach i w środowisku stworzonym przez matkę nawet nie miał okazji zorientować się, że coś w jego rodzinie jest nie tak - bo i skąd.

    Na moje oko - mąż powinien czym prędzej skorzystać z terapii. Bo sam nie ma chyba szans uświadomić sobie, co tak naprawdę mu "zrobiono".

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 15.07.14, 09:26
    mruwa9 napisała:

    > strasznie jestescie egoistyczni, bo celem jest stworzenie pozoru udanej rodziny

    Nie wiem, gdzie widzisz ten egoizm z mojej strony.

    > Rozumiem, ze miedzy 3 a 11 rokiem zycia dziewczynki ojcec mial z nia raczej spo
    > radyczny, niz codzienny kontakt, a babcia de facto pelnila na codzien role fakt
    > ycznego opiekuna dziecka. Osoby, ktora szykowala kanapki, przytulala na dobrano
    > c, znosila fochy i kupowala pierwsze podpaski. Bo ojciec albo byl, albo czescie
    > j go nie bylo. A gdy byl, pelnil role goscia, a nie rodzica. Goscia, z ktorym m
    > ozna pojsc na pizze, do zoo, dostac troche dodatkowej kasy, ale ktory nie pilno
    > wal odrobionych lekcji i terminu wizyty u dentysty.

    Ojciec przez pewien czas mial prace, ktora wymagala czestych wyjazdow w teren. Nie byl sporadycznym gosciem w domu, nie byl weekendowym rodzicem, natomiast mial taki a nie inny charakter pracy, ze potrzebna mu byla pomoc w opiece nad dzieckiem. Poniewaz jego rodzice mieszkali w jego domu, uznano, ze najlepiej bedzie, jesli sie tam na powrot sprowadzi.
    Tak niestety jest w mniejszych miastach dotknietych wysokim bezrobociem, ze nie zawsze mozna sobie wybrac prace. Nie mial alimentow, nie dostawal zadnej pomocy od panstwa (niewazne teraz dlaczego), wiec musial byc ta osoba, ktora pracowala, zeby to dziecko utrzymac.

    > Chcecie cos poprawic- przeprowadzcie sie blizej dziewczyny, zeby umozliwic jej
    > czestsze i naturalniejsze kontakty z ojcem, niewymagajace dwustukilometrowych
    > podrozy.
    Nie mozemy sie przeprowadzic gdzies blizej, bo 'gdzies blizej' nie ma pracy, mozemy co najwyzej zrezygnowac ze wszystkiego i pojsc na kase do hipermarketu, o ile taka prace bysmy dostali. Ja mam tez dziecko, za ktore jestem odpowiedzialna i ktore wiekszosc swojego zycia spedzilo tu, gdzie mieszkamy. Tez musze je utrzymywac, zapewnic mu jakas przyszlosc. Na pewno na klawiaturze komputera to wszystko wyglada o wiele prosciej, ale tak nie jest. Dyskutujemy o realnym swiecie, o realnych zmianach.
  • celestyna444 15.07.14, 07:40
    Autorka napisała:
    > Moje starania o zbudowanie wiezi otwarcie torpedowano, a teraz zarzuca mi sie,
    > ze to ja ponosze wine za zaistniala sytuacje.
    > Podobno poczula sie odrzucona
    Przecież z wpisów autorki,jak na dłoni widać, że to babcia wszelkimi sposobami chciała zostawić wnuczkę przy sobie. Teraz dziecko przejrzało na oczy, że cos je w życiu ominęło, odczuwa żal, że nie jest z rodziną ojca i pewnie miało o to pretensje do babci, więc babcia zgrabnie przekierowala te pretensje na bogu ducha winną autorkę. Wg mnie zuzi ma rację w ocenie babci.
    Wg mnie 15 lat, to jest ostatni moment aby sytuację wyprostować, i ta dziewczynka rozpaczliwie tego się domaga. Tylko nie wiem czy autorka tak naprawdę tego chce, bo teraz to będzie orka na ugorze a nie rodzinna sielanka ale chyba warto zawalczyć o dziecko.

  • incubus_0 15.07.14, 07:55
    Nieprawda. To ojciec miał decydującą rolę i gdyby naprawdę chciał, zabrałby córkę do siebie. Można sobie pisać "chcieliśmy" 'próbowaliśmy", ale tak naprawdę skończyło się na gadaniu a nie na rzeczywistych ruchach.

    Swoją drogą co za matkę ma ta biedna dziewczynka.
  • celestyna444 15.07.14, 08:39
    > Swoją drogą co za matkę ma ta biedna dziewczynka.
    Dokładnie taką samą jak ojciec: prawdopodobnie poddała się bez walki manipulacji teściowej tak jak poddał się mąż autorki.
    Zaraz pewnie usłyszymy, że miała problemy z alkoholem :-)
  • spinel1977 15.07.14, 09:08
    Wiem, ze takie rzeczy zdarzaja sie rzadziej niz w przypadku ojcow, ale matki tez czasem nie interesuja sie losem swoich dzieci, nie chca miec z nimi nic wspolnego, itd. Tu tak wlasnie jest. Nie interesuje sie, nie chce byc blisko, nie chce nic o dziecku wiedziec i nawet nie placi alimentow, co jest takim minimum przyzwoitosci, kiedy ktos tworzy nowe zycie i nie chce w ksztaltowaniu tego zycia uczestniczyc. Po prostu nie chce byc matka, nie ma instynktu macierzynskiego, nie zalezy jej.
    Wiem, bo maz przez pierwszych kilka lat zycia malej, bardzo staral sie, aby jakis kontakt zostal nawiazany. Takie proby zostaly tez podjete niedawno. Wiem co pisze, bo bylam swiadkiem. Miala poswiecic dziecku kilka dni, zamiast tego wybrala znajomych i wyjazd w gory. Spedzila z mala kilka godzin i zaraz okazalo sie, ze sie jej nudzi, a poza tym teskni za swoja sunia, ktora otwarcie nazywala 'coreczka'. Gapila sie wiec w telefon, na zdjecie swojej 'coreczki', a dziecko jej nie interesowalo. Tak sie skonczyly odwiedziny matki.
    Tesciowa otwarcie mowi bardzo zle o matce. W sumie jej sie nie dziwie, choc wolalabym, zeby mloda nie slyszala pewnych komentarzy, ale to nie ja ja wychowuje.
    Wspomnialam o tym tesciowej raz w delikatny sposob w rozmowie, wiec zna moje zdanie na ten temat, ale na tym sie skonczylo. Wiem, ze maz tez interweniowal i prosil, zeby nie wypowiadala takich uwag na temat biologicznej matki przy mlodej. To wszystko.

  • zuzi.1 15.07.14, 10:02
    Czyli dziewczynka ma za biologiczna matke osobe, ktora matka nie powinna byla zostac.Biorac pod uwage teorie o laczeniu sie ze soba w pary osob z dysfunkcjami, ojciec dziewczynki nie jest rowniez osoba "zdrowa",jest osoba nadmiernie podporzadkowana wlasnej matce, dlatego tak aktualnie wyglda sytuacja z jego corka. Temu mezczyznie potrzebna jest porzadna terapia aby potrafil zachowywac sie jak prawdziwy ojciec dziecka, jak na razie w tej rodzinie od lat karty rozklada zaburzona babcia i nic samo sie predko nie zmieni.
  • spinel1977 15.07.14, 10:14
    Trudno mowic o zwiazku. Po prostu sie ze soba przespali i wpadli. Urodzilo sie dziecko. Matka dziecka nie chciala. Ot i cala prawda.
    Nie wydaje mi sie podporzadkowany matce w innych tematach, ale w kwestii wychowania corki jej ufa. Ona sama byla samotna matka, sama wychowywala go do siodmego roku zycia. Pozniej poznala kogos, wyszla za maz, ale ojczym meza nie mial w domu nic do powiedzenia i tak jest nadal. Maz sam powiedzial mi, ze mama skutecznie blokowala proby 'ojcowania' mu. Po prostu odsunela go na boczny tor. Mieli kolejne dzieci, w ich przypadku maz mial troche wiecej wladzy rodzicielskiej, choc ta tez byla przez nia ograniczana. Dzisiaj choruje na raka, ma trudnosci z poruszaniem sie, ale biega kolo zony, robi jej herbatke, kawke. Ona tylko skinie, a on juz leci. Bo ona woli, jak ktos jej zrobi kawe, podobno taka jest lepsza.
    Maz pewno jest z nia zwiazany. Widzi jej wady, przyznaje, ze jest wladcza, itd., ale bardzo ja kocha i szanuje.
  • bmk13 15.07.14, 09:41
    Próbuję postawić się w sytuacji Twojego męża i zrozumieć, że wychowanie dziecka zostawił swojej mamie. I nie umiem. Na myśl o długiej rozłące z własnymi dzieci, o sytuacji, w której ktoś inny niż ja przejmuje permanentną opiekę i wychowanie nad nimi, boli mnie serce. Wakacje, obóz – OK, ale w Waszej rodzinie to sytuacja patologiczna. Od wychowywania są rodzice, nie dziadkowie. Jeśli te role odwracają się, to rodzice polegli na całej linii. I Tobie też się dziwię, że postawiłaś na związek z mężczyzną, który nie wychowuje własnego dziecka. A córka? Zniszczona psychika do końca życia. Mam taki sam przykład w rodzinie – córka nienawidzi swojej matki (i jednocześnie ją kocha, bo to matka). Chore.
  • spinel1977 15.07.14, 09:53
    Postawilam na zwiazek z mezczyzna, ktory jest dobrym, kochajacym mezem i ojcem. Napisalam to kilkakrotnie. Sytuacja byla taka, ze musielismy sie przeprowadzic z powodu pracy, ale dziecko mialo do nas w ciagu kilku miesiecy dolaczyc. Nie widzialam w tym nic zlego. Dziecko mialo 11 lat. Nie dziala mu sie krzywda, zostawalo na te kilka miesiecy pod opieka kochajacej babci. Nowy rok szkolny mialo rozpoczac juz w naszym miejscu zamieszkania. Ojciec czasowo jezdzil do niej na kilka dni w tygodniu. To nie bylo tez latwe dla naszego zwiazku, ale mialo byc tylko czasowe. Chodzilo o jego dziecko, wiec choc jego ciagle podroze komplikowaly takze zycie moje i mojego dziecka, wiedzialam, ze to jest tylko chwilowe, ze trzeba to wszystko zorganizowac, itd.
    A pozniej okazalo sie, ze to nie jest chwilowa sytuacja. Jestesmy malzenstwem. To jedyny ojciec, jakiego zna moje dziecko, ktore wychowuje sie przy nim od malenkosci. Uwazasz, ze spakowalabys sie w ciagu jednego dnia i tak po prostu wszystko zostawila?
  • bmk13 15.07.14, 10:18
    Ależ skąd! Pakowanie manatków i wyprowadzka to nie rozwiązanie. Nie zmienia to faktu, że Twój mąż to wygodnicka fajtłapa. Ciągle powtarzasz: "okazało się", "miało być". I co z tego wyszło? wielkie NIC. Twój mąż powinien był działać, a nie planować. "Dobrymi chęciami" to wiesz... Kompletnie bezdecyzyjny, ciapowaty gość. Sorry.
  • mozambique 15.07.14, 10:12
    jest takei powiedzenie = nie rób komuś dobrze to nie będzie ci żle!

    doskonale e oddaje twoja sytuację - chcialas za duzo , za bardzo probowalas na sile skleiic rodzine która chyab sklejenia nie chciala, chcialas byc za dobrą synową mino ze tesciowa tobą gardzi , chcialas koniecznie byc matką dla obcego calkeim dziecka ( po co wlasciwie? nie wystarczy byc zyczliwą macochą?) , tekst o krwawiacym sercu jest tak idiotyczny ze zabiłabym smiechem gdybym go usłyszala w stosunku do siebie , chcialaś wykonywac obowiazki ojca za niego ( niepotzrebnie , to jego działka) i tak dalej ,
    bylas chyba zbyt ochotna w tym wszystkim ,

    i dostałas, pardą, po pupie

    efekt jest przewidywalny = wszyscy swietnie dalej kiszą sie we wlasnym sosie a ty jestes wrogiem numer jeden calej tej rodziny , bo ktos winny byc musi

    tera juz byt póznao ale iwdac jak na dloni ze w takich sytaucjach idealny jest tzw zdrowy egoizm- tzn jestes zyczliwa , uprzejma , pomocna ( tylko gdy poproszą) , ale bronisz dobrostanu swojego i swojego dziecka !!! troche na zasadzie cudzego nie wezmę ale swojego nie dam ! bo w tej calej oppowiesci istnieje tylko - pasierbica , tesciowa i mąz

    twoja córka praktycznie nie istnieje w tej opowiesci a to o nią powinnac dbac najbardziej , o jej samopoczucie, warunki mieskzaniowe , rozwoj itp
    dobra rada od egoistki - przestan w ogole myslec o tamtej stronie rodziny - durne komentarze o krwawieniu wysmiewaj, nie merdaj do nich ogonem i nie siadaj w przyklęku przed nimi, troche menatlnie tupnij nogą i okaz swój egoizm , nie jedż nic wyjasniac a nic o nic prosic , zadne tam dyskusje o twojej "zlej"roli w tej rodzinie, żadne maile i telefony
    to wszystko ma zalatwic mąż , a jak nie załatwi to zlej to
    serio = caly czas i sily i nerwy ktore jzu przeznaczylas na psierbicę i tesciową pozytkuj na korzysc siebie i swojej córki , dla niej masz byc zadowolona, usmiechnęta, chetna do zabawy i figlów , zrelaksowana - zestresowana matka jej nie pomoze w niczym

    a tesciowej przy okazji powiedz , takze wladczym tonem , ze ma ona jeszczce jedną wnusię , przyszywaną , i moglaby sie tez w jej strone troche wychylic i wyjąc kij z dupska

    wlasciwie to mozesz zrobic porządną awanturę i troche wykrzyczec ( jak ci sie bedzie chcialo) albo wycedzic wszystkim co o nich myslisz ,
    zycie uczy ze łagodne i dobre osoby sa lekcewazone , te "rozkrzyczane histeryczki" za to są zawsze szanowane i wszyscy sie z nimi cackają jak ze zbukiem

    cieakwe dlaczego ...hmhmhm....
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • spinel1977 15.07.14, 10:48
    Nie wydaje mi sie, zebym sie narzucala ze swoim 'matkowaniem'. Nie, maz nigdy nie chcial, zebym byla matka dla mlodej, ja sie nie narzucalam. Robilam to, co uwazalam za naturalne i normalne. Sama bardzo lubie czytac, wiec kupowalam jej fajne ksiazki, zachecalam, zeby czytala, bo to rozwija, itd. Kupowalam na wyprzedazy fajny ciuszek dla swojego dziecka, to kupowalam tez cos dla niej, pamietajac o tym co lubi. Uwazalam, ze juz czas na pierwsze perfumy, kupilam jej perfumy. Chciala ze mna porozmawiac o kolegach i kolezankach z klasy, wysluchalam. Organizowalam wspolne wypady do kina, na pizze, rowerowe przejazdzki.
    Uwazam, ze to normalne, chcialam, zebysmy nawiazaly dobra, ciepla relacje. Nie staralam sie jej wychowywac. Jedynym wychowywaniem bylo na pewno gderanie, kiedy zajmowala na dwie godziny lazienke czy kiedy odmawiala jedzenia warzyw podczas obiadu. Pomagalam w nauce angielskiego. Zachecalam, zeby uczyla sie wiecej niz jest w ksiazce, bo to fajny jezyk i jego znajomosc otwiera wiele mozliwosci. Mozna przy duzej ilosci zlej woli znienawidzic mnie za to plus za uwage, ze powinna sie uczyc historii rozumiejac ciag przyczynowo-skutkowy, a nie klepiac na pamiec wszystkie dostepne w ksiazce daty, bo tak jest po prostu latwiej i sensowniej, nawet jesli nauczyciel tak nie uwaza.
    Tak, czasem pozwolilam sobie na jakies delikatne uwagi do meza, bo uwazalam, ze babcia trzyma nadmierny rygor, ze dziecko ma malo kontaktu ze swiatem zewnetrznym, ze trzeba je zachecac, zeby bylo smiale, wygadane, itd. Nie awanturowalam sie, nie kazalam niczego, niczego nie zabranialam, po prostu pytalam, czy takie krotkie jej trzymanie, nie powoduje, ze robi sie ciapowata, malo samodzielna. Kiedy babcia ja przekarmiala tlustym, malo wartosciowym jedzeniem, a dziecko zrobilo sie nagle otyle, zaalarmowalam meza, ze dzieje sie cos zlego, no bo dzialo sie cos zlego i nie chcialam, zeby mloda przez reszte swojego zycia musiala walczyc z nadwaga. Nie widze w swoim zachowaniu nic niewlasciwego.
    Moje serce dla niej nie 'krwawilo', ale lubie ja, to dziecko mojego meza, przyrodnia siostra mojego dziecka, chce, zeby byla szczesliwa, zeby jej sie w zyciu powiodlo. To chyba nic zlego?
    Zapewne, gdybym spotkala go, kiedy byla malutka, nasza relacja bylaby inna, ale i tak mialam nadzieje, ze moze byc przynajmniej fajna, ciepla, oparta na zaufaniu, szacunku i sympatii. Uwazalam, ze powinnysmy byly czesciej sie widywac, spedzac razem wiecej czasu, uwazalam, ze ona powinna byl zamieszkac z nami, kiedy to bylo oryginalnie planowane. Ale ja nie moglam sama o niczym zadecydowac. Moglam popchnac meza, przypomniec mu o tym, przekonywac go, klocic sie o to i to robilam.
    Nigdy jej nie odtracilam, nie odrzucilam, a podobno po moim wyjsciu z feralnej kolacji swiatecznej, matka meza biegala po calym domu wyjac, ze moje serce nie krwawi dla tego dziecka. Mloda poczula sie odrzucona. To jest zupelnie chore i toksyczne. Ja o tym wyciu po calym domu nic nie wiedzialam, maz powiedzial mi o tym pol roku po fakcie! Myslalam, ze nasza rozmowa, osob doroslych, pozostala pomiedzy nami, ale sie mylilam. Abstrahujac juz od tego, ze nigdy nie uzylam takiego sformulowania.
    I to jest dla mnie chore, ze zostalam oskarzona o nie bycie matka, kiedy nikt nigdy nie zachecal mnie do bycia jej matka, nikt nigdy nie formulowal takich oczekiwan, wrecz przeciwnie. To w koncu o co chodzi? Czuje sie jakby ktos robil sobie ze mnie jaja, wkrecal mnie w chora sytuacje.
  • bmk13 15.07.14, 10:58
    Bo ta sytuacja jest chora. Począwszy od wychowywania wnuczki przez babcie, na próbie zrzucenie winy na Ciebie skończywszy.
  • mozambique 15.07.14, 10:59
    wiec powtarzam to co wyzej - nie rób tego więcej , nie pytaj , nie interesuj się, nie dopytuj, nie radź,
    zdystansuj się
    tak bedzie najzdrowiej dla ciebie

    patrz - caly czas myslisz ze twoja córa ma przyrodnią siostrę ( tej siostry) i ze masz w stosunku do niej jakies obowiązki, nawet w ostatnim wpisie , 100% twej uwagi skupione jets na rdzinie męza

    a czy ktokolwiek pamieta ze córka meza tez ma przyrodnią siostrę ?

    przepraszam - dziweczynki nie są przyrodnim rodzenstwem , nie mają wspolnego rodzica
    są rodzenstwem przybranym , w swietle prawa
    i moze tez mają jakies obowiązki wzgledem niej
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • zuzi.1 15.07.14, 11:05
    Autorko zrozum Ty sie zachowujesz jak Matka Boska i jak Matka Teresa w jednej osobie, masz b. dobre serce i chcesz dobrze dla tego dziecka, co do tego nie ma zadnych watpkiwosci, ale babcia tego dziecka tego wszystkiego dla niego nie chce, ona nie zamierza tej dzuewczynki wychowywac na itwarta i samodzielna osobe bo jest zaburzona, babcia chce ja wychowac na osobe uzalezniona od niej, jej oddana, odcieta od swiata zewnetrznego, pokorna i ulegla, chce ja wychowac na taka osobe jak jej syn. Wszystko to wynika z zaburzonej narcystycznie osobowosci tej babci. Z jej perspektywy jestes jej wrogiem, bo swoimi zachowaniami i dzialaniami chcesz zniszczyc jej dzielo, i na to Ci ta kobieta nie pozwoli.
  • spinel1977 15.07.14, 11:18
    Nie mam w sobie zapedow do swietosci. Po prostu chcialam, zebysmy byli pelna, zwyczajna rodzina. O tesciowej mialam bardzo dobre zdanie, wydawalo mi sie, ze mamy ze soba bardzo dobry kontakt. Dzisiaj widze, ze dobrze bylo dopoki nie bylo miedzy nami spornych tematow czy roznicy zdan.
    Jest mi przykro, ze mloda mysli, ze ja odtracilam, ze mi na niej nie zalezy. Zastanawiam sie co moge w tej sprawie zrobic. Email czy list odpadaja. Namawiam meza, zebysmy spedzili niedlugo razem weekend, mam nadzieje, ze wtedy uda nam sie porozmawiac. To on bedzie teraz musial stanac na glowie, zeby przekonac ja do przyjazdu nad jezioro. Pozwolilam juz nawet na przyjazd kuzynow, zeby nie pojawil sie argument, ze nie moze jechac bez nich.
  • zuzi.1 15.07.14, 11:42
    A jestes pewna, ze mloda mysli, ze ja odtracilas? Imo mloda samodzielnie nie mysli, bo jest zmanipulowana, ona co najwyzej piwtarza to, co wtloczyla jej do glowy zaburzona babcia. Wszystkie Twoje dzialania wobec tej dziewczynki, nawet te najbardziej obojetne, beda odbierane jako zagrozenie dla babci. Ta kobieta walczy z Toba o wladze nad tym dzieckiem i nie zamierza Ci tej wladzy oddac.
  • spinel1977 15.07.14, 11:48
    zuzi.1 napisała:

    > A jestes pewna, ze mloda mysli, ze ja odtracilas?

    Maz mi to powiedzial podczas ostatniej klotni. Babcia biegala po moim wyjsciu po domu krzyczac, ze moje serce, itd. No i mloda wyciagnela z tego wniosek, albo jej w tym ktos pomogl. W kazdym razie podobno oswiadczyla, ze skoro moje serce dla niej nie krwawi, to ona u nas sie wiecej nie pojawi. No nie wiem, chore to niesamowicie, az glupio o tym pisac.
  • ola_dom 15.07.14, 11:53
    spinel1977 napisał(a):

    > zuzi.1 napisała:

    > > A jestes pewna, ze mloda mysli, ze ja odtracilas?

    > Maz mi to powiedzial podczas ostatniej klotni. Babcia biegala po moim wyjsciu po domu
    > krzyczac, ze moje serce, itd. No i mloda wyciagnela z tego wniosek, albo jej w tym ktos
    > pomogl. W kazdym razie podobno oswiadczyla, ze skoro moje sercedla niej nie krwawi, to ona
    > u nas sie wiecej nie pojawi. No nie wiem, chore to niesamowicie, az glupio o tym pisac.

    Młoda jest potwornie zmanipulowana, przecież nie ma co do tego wątpliwości. Poza tym - człowiek w wieku 15 lat przeważnie sam nie wie, co myśli, miota się, szarpie, itd. A co dopiero dzieciak w takiej sytuacji...

    A skoro jesteśmy już w tej "poetyce" - to może przekonać młodą, że serce jej ojca krwawi dla niej i bez niej?

    Będę się upierać jak muł, że to ojciec powinien załatwić tę sprawę.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 15.07.14, 11:57
    Maz twierdzi, ze wielokrotnie na ten temat rozmawial z babka i z corka. Mloda sie teraz zaciela, nie ma na nia sposobu. Trzeba by ja bylo stamtad zabrac sila. Do jego matki nic nie trafia, on sam to powiedzial. To klasyczny pat.
  • ola_dom 15.07.14, 12:07
    spinel1977 napisał(a):

    > Maz twierdzi, ze wielokrotnie na ten temat rozmawial z babka i z corka.

    Ale chyba nie ma już o czym rozmawiać z babką - bo wygląda na to, że to taki typ, do którego nic nie dotrze. Poza tym - to nie jest raczej rozmowa na rzeczowe argumenty, tylko na emocje. Więc nie ma większego sensu, a raczej - do niczego konstruktywnego nie doprowadzi.

    > Mloda sie teraz zaciela, nie ma na nia sposobu. Trzeba by ja bylo stamtad zabrac sila.

    Taki wiek i taka sytuacja. Ale może w końcu się "odetnie". Jak powtarzała moja koleżanka - "jak nie wiesz, jak do czegoś podejść - podejdź z miłością". W tym wypadku to chyba jedyne wyjście. Jak młoda będzie miała poczucie, że zawsze jest dla niej miejsce u ojca, że może w niego ładować z armaty, największym działem - a mimo to zawsze będzie miała w nim "bezpieczną przystań" - to pewnie z czasem sama to zauważy.
    Poza tym.... młoda jest jeszcze młoda - ale już wchodzi w wiek, kiedy zacznie mieć własne zdanie - co Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie spodoba się babci. Bo to taki typ - "każde zdanie jest dobre, o ile jest takie, jak moje!". Więc może już całkiem niedługo babcia przestanie być ukochaną i jedyną wyrocznią dla wnusi.
    A jak dziewczyna wtedy będzie miała poczucie, że ma ojca, który zawsze i bezwarunkowo na nią czeka - to może wtedy sprawy ułożą się same.
    Choć pewnie to będzie wymagać więcej czasu, niż do końca tych wakacji :(

    > Do jego matki nic nie trafia, on sam to powiedzial. To klasyczny pat.

    Ano właśnie. Więc odpuścić sobie rozmowy, szkoda nerwów i energii.


    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • sebalda 15.07.14, 12:38
    Świetny post Oli_dom. Rozmowy z babcią - kompletny bezsens. A młoda może niedługo sama zrozumie, dawanie jej miłości i deklaracji pomocy w każdej sytuacji - bardzo celne.
    Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak odrzucasz pomysł z napisaniem maila do dziewczynki? Umiesz pisać, nie przekonałaś, kilka forumek też, dlaczego nie chcesz do niej napisać? Rozmowa jest o tyle gorsza, że może szybko przejść na poziom emocji, młoda może się od razu zwinąć, uciec albo zacząć krzyczeć, że Ci nie wierzy (ma już wyprany częściowo mózg przez babcię, więc nie dziwota). Taka rozmowa ma małe szanse powodzenia przy złym nastawieniu dziewczynki. W mailu można wiele rzeczy przekazać, wyjaśnić, nikt tego nie przerwie i nie zakrzyczy.
    A w ogóle, co ryzykujesz, pisząc takiego maila, nie rozumiem takiego kategorycznego odrzucenia tej możliwości.
    Tak czy inaczej, tutaj bardziej powinien się postarać ojciec. To on powinien przekonywać młodą, że Wam zależy. Wielokrotnie, namolnie wręcz, do skutku. Tylko ja się czasami zastanawiam nad tym, czy mężowi naprawdę na tym zależy, skoro do tej pory nic nie zdziałał, nie zmienił nastawienia młodej, nie załagodził sytuacji, nie jest w stanie na nią wpłynąć, bo choć na wakacje do Was przyjechała. Albo facet jest słaby (przy takiej mamusi to nawet nie dziwi), albo mu nie zależy.
  • spinel1977 15.07.14, 13:03
    Nie moge dziecku dawac milosci, ani niczego deklarowac, jesli jest ode mnie odciete, prawda?
    Musialabym ja widywac, a na razie od ponad pol roku jej nie widuje i na razie nic nie zapowiada, zeby to sie mialo zmienic.
    Na tyle na ile znam to dziecko, email jest zlym pomyslem. Nie bede nawet mogla byc pewna czy to dotrze do niej, czy ona to przeczyta, itd. Najsensowniej byloby porozmawiac twarza w twarz, nawet jesli ona nie bedzie chciala mnie do konca wysluchac. Ja nie zamierzam nikogo oskarzac, ani sama sie tlumaczyc. Myslalam o tym bardzo dlugo i wydaje mi sie, ze zrobilam wszystko, co moglam, jako zona jej ojca zrobic. Jesli przyjedzie spedzic z nami weekend, tu musi postarac sie maz, postaram sie z nia porozmawiac sam na sam.
  • ola_dom 15.07.14, 13:14
    spinel1977 napisał(a):

    > Nie moge dziecku dawac milosci, ani niczego deklarowac, jesli jest ode mnie odciete, prawda?

    NIE TY! OJCIEC...

    > Jesli przyjedzie spedzic z nami weekend, tu musi postarac sie maz, postaram sie z nia porozmawiac
    > sam na sam.

    A może Ty lepiej na razie odpuść...? Może niech tato z nią porozmawia. Ty jesteś teraz "jej wrogiem", nie wydaje mi się, żeby taka rozmowa przyniosła TERAZ coś dobrego, emocje są rozedrgane i za bardzo napięte.
    Ty zrobiłaś już wszystko, co mogłaś - a właściwie o wiele za dużo. Teraz się raczej wycofaj i przyjmij postawę "biernej otwartości" - nie wiem, jak to lepiej nazwać.
    Niech teraz ojciec przejmie pałeczkę i działanie.
    Czy może ojciec nie chce/nie może/boi się?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • sebalda 15.07.14, 13:21
    >Może niech tato z nią porozmawia.

    Ale autorka pisze, że ojciec wiele razy rozmawiał na ten temat z córką i nic z tego nie wyszło.
    Teoretycznie rozumiem i uważam za mądre rady, żeby odpuścić temat, ale "moje serce by jednak krwawiło":))) Znaczy jeszcze bym broni nie składała, jeszcze bym próbowała dać tej dziewczynie miłość i pełną rodzinę, bo ona już wystarczająco długo była skazana na bycie poddawaną manipulacji babki, która ją zawłaszczyła.
    Tak sobie myślę, że skoro ta babcia tak dobrze się trzyma, to może taka wnuczka/córeczka ją odmładza?
  • verdana 15.07.14, 15:13
    A może nie zawłaszczyła, tylko była jedyną osobą, której na dziecku zależy?
    Bo wybaczcie, ale rodzic, któremu zależy na dziecku, nie da sie "zmanipulować", tylko po prostu dziecko zabierze do siebie. Nie 15-latkę, bo to trudniej, ale 11-latkę na pewno.
    Problem z tym, ze ojciec najwyraźniej nie uznał tego za ważną sprawę. A córką wolała mieszkać z babcią. Nie tylko dlatego, że ktoś nią manipulował, ale najwyraźniej wybrała babcię, nie ojca.
    Nie za dobrze to o ojcu świadczy. Piszecie o dziecku tak, jakby dziecko nie mogło mieć własnego rozumu i własnych preferencji. Jakby wybór pozostawania z babcią musiał byc efektem manipulacji, albo obrażenia się. Obawiam sie, że dziecko po prostu wie, ze babci na niej zależy. I nikomu poza nią.
    A babcia walczy o dziecko, bo je kocha i chce z nim być. Gdyby to była matka, nikt by sie nie dziwił - a ją wkręcono w rolę matki. .Ojcu nie zależało, nie zależy i tyle.
    --
  • rurek00 15.07.14, 13:50
    > Nie moge dziecku dawac milosci, ani niczego deklarowac, jesli jest ode mnie odc
    > iete, prawda?

    A nie możesz do niej pojechać czy zadzwonić? Jest siłą przetrzymywana w domu? Nie ma swojej komórki? Po co wszystko załatwiasz przez męża i babcię? Nie rozumiem tego. Jeśli ci zależy na tej relacji to pojedź do niej - nie musisz mieć na to pozwolenia męża - możesz do niej zadzwonić i się z nią umówić na mieście bez babci.
  • morekac 15.07.14, 17:09
    Rozumiem, że każdy nastolatek pyszczący rodzicom (którzy przecież chcą dobrze), też jest zmanipulowany, tylko nie wiadomo przez kogo. ;-)
    W tej całej sytuacji warto też zastanowić się, ile z tych fochów czy dąsów wynika z tego, że młoda dama ma lat 15 i czasem jej się uleje (i niekoniecznie mówi to, co myśli w bardziej pogodnych chwilach swego życia). Agresywne zachowania mogą zresztą wynikać ze strachu przed siłową przeprowadzką czy zmianami.
    Ta cała sytuacja wymaga zapewne spotkania w czwórkę : tata, macocha, babcia i dziewczyna. I przedyskutowania sprawy - może na spokojnie, może w nerwach (to bardziej prawdopodobne). Niemniej wątkotwórczyni powinna chyba wyartykułować jasno, wyraźnie, a przede wszystkim osobiście, że dziecko może w każdej chwili zamieszkać z nimi, jeśli tylko takie będą jej chęci bądź potrzeby (związane z nauką chociażby)...
    Niestety, Spinel też poczuła się chyba obrażona zarzutami i strzeliła focha - od kilku miesięcy nie widziała pasierbicy...


    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 15.07.14, 17:25
    OK, to napisze to jeszcze raz wyraznie. Do czasu feralnej kolacji, kiedy babci cos tam sie ulalo, stwierdzila, ze sie nie postaralam jako matka dla jej wnuczki i zarzucila mi, ze moje 'serce nie krwawi' dla niej, dziecko przyjezdzalo do nas. Ostatnio rzadziej, ale nikt nic mi nie sugerowal, nie puscil farby, ze cos nie gra. Po tym jak babcia zawodzila tam przez dluzszy czas po moim wyjsciu, ze mi nie krwawi, dziecko sie zatkalo. Postanowilo, ze to koniec, nie bedzie do nas przyjezdzac, nie chce widziec mnie ani mojego dziecka.
    Pewnie, mozna stwierdzic, ze to przez hormony, ja jednak uwazam, ze to zachowanie babci bylo bezposrednia przyczyna. Zreszta podczas tej kolacji, kiedy wyjasnilam babci, ze nie wiem o co chodzi, ze sie staralam, ze dziecko zawsze jest u nas mile widziane, babcia zawolala na dol corke meza i oswiadczyla jej: jest tak i tak, tata tworzy rodzine, ty jestes jej czescia, bedziesz tam jezdzila, bo to tez twoj dom. Dziecko skinelo glowa i powiedzialo, ze tak, bedzie jezdzilo. Potem babcia odwolala dziecko na gore i dalej kontynuowala rozmowe, i chyba to wino sprawilo, ze w pewnym momencie wczesniejsze ustalenie przestalo byc wazne, oswiadczyla, ze za malo sie staralam jako matka, ze ja jestem winna braku wiezi a nie jej syn, bo mezczyzni sa inni, a od kobiety wiecej sie wymaga, itd. I oswiadczyla mi, ze dziecko sie wiecej u nas nie pojawi. Meza przy tym nie bylo, byl z corka na gorze. Pojawily sie jeszcze jakies inne opowiesci dziwnej tresci, po czym dano mi do zrozumienia, ze audiencja sie skonczyla i wynocha. To dom meza, ale jakby zawiaduje nim mamunia, wiec wzielam swoje dziecko pod pache i zniknelam. Pomyslalam, ze mama wytrzezwieje, dojdzie do siebie i przeprosi. Figa z makiem. Okazalo sie, ze jestem od tej pory wrogiem numer jeden.
    Wobec takiego dictum, nie jezdze tam, bo nie jestem tam mile widziana i to zostalo mi wyraznie powiedziane. To dom poza miastem. Mam sie tam czaic za drzewem, zeby zobaczyc mloda? Ojciec pojechal po nia kilka weekendow pozniej (wczesniej oczywiscie tam jezdzil i za kazdym razem mialam nadzieje, ze wroci chocby z informacja, ze mamunia sie opamietala, ale nie), wrocil sam.
    Nie rozbawiaj mnie swoimi domniemywaniami na temat fochow. Nie posiadam ich.
  • mozambique 15.07.14, 11:50
    Jest mi przykro, ze mloda mysli, ze ja odtracilam, ze mi na niej nie zalezy. Zastanawiam sie co moge w tej sprawie zrobic."

    no widzisz ... widzisz .. wciaz myslisz o niej . co dla niej..., zastanawiasz sie .. jezioro ..kuzyni

    zaczyna mi byc żal twojej córki , serio

    i widze ze nie tylko maz i pasierbica sa zmanipulowani
    ty chyba najbardziej


    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • spinel1977 15.07.14, 11:53
    Moje dziecko ma sie swietnie, poza tym, ze teskni do siostry i nie rozumie, dlaczego nie mozemy do niej pojechac.
    Watek zalozylam o konkretnym problemie, wiec dlaczego mialabym tu pisac o wlasnym dziecku wiecej niz to jest konieczne?
  • mozambique 15.07.14, 12:02
    tak jak pisałam w moich wczesniejszych postach

    wygląda na to 200% twej uwagi zajmuje przybrana córka

    nawet ulropy, wyjazdy, łikendy planujesz pod nią ,
    nawet nie rozwazasz mozliwosci zdystansowania się

    nie cierpisz czasami na dyficytu uwagi otoczenia ? serio pytam , bo widac ze az dyszysz aby pasierbicy zrobic dobrze

    no ale to twoje zycie


    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • spinel1977 15.07.14, 13:16
    mozambique napisała:

    > tak jak pisałam w moich wczesniejszych postach
    >
    > wygląda na to 200% twej uwagi zajmuje przybrana córka
    >
    > nawet ulropy, wyjazdy, łikendy planujesz pod nią ,
    > nawet nie rozwazasz mozliwosci zdystansowania się
    >
    > nie cierpisz czasami na dyficytu uwagi otoczenia ? serio pytam , bo widac ze az
    > dyszysz aby pasierbicy zrobic dobrze
    >
    > no ale to twoje zycie

    To przeklamanie i proba manipulacji, szczegolnie to ostatnie zdanie.

    Moje dziecko zajmuje moja uwage, ale oczywiscie corka meza tez jest dla mnie wazna, po prostu wazna w inny sposob.
    Nigdzie nie napisalam, ze planuje cokolwiek pod corke meza, choc gdyby tak sie stalo, nie widzialabym w tym nic zlego. To dziecko jest w szczegolnej sytuacji. Moja corka ma na codzien uwage i milosc swojej matki. Jedyne co napisalam wczesniej, to ze kiedy mielismy planowac wspolne wyjazdy czy po prostu wspolne spedzanie czasu, corka meza miala juz zawsze zapelniony grafik i wygladalo to, jakby ktos sie bardzo staral, zeby zawsze istnial powod, dla ktorego nie moze do nas przyjechac.

    To 'robienie dobrze' w odniesieniu do dziecka jakos slabo brzmi.
  • zuzi.1 15.07.14, 10:54
    10/10 mozambique, autorko posluchaj tych rad, bo sa naprawde dobre, nie trac niepotrzebnie energii na sprawy, na ktore nie masz wplywu i miec nie bedziesz. Masz do czynienia z zaburzona kobieta i nie walcz z nia, bo sie poranisz.
  • sebalda 15.07.14, 10:59
    Babcia w tej opowieści jawi mi się koszmarnie, ewidentnie nastawia wnuczkę, wszystkimi manipuluje, zawłaszcza. Maż jest jej całkowicie podporządkowany, choć próbuje temu zaprzeczać, mając autonomię w innych sprawach (mniej ważnych).
    Ogólnie rady Mozambique bardzo mi się podobają, tylko mi jednak byłoby szkoda tej dziewczynki. Jeśli nie wyrwie się jej z "łap" babci, stanie się taka sama, poza tym szczęśliwa na pewno nie jest.
    Ja bym dążyła za wszelką cenę do kontaktu z nią sam na sam. Albo wirtualnego, albo osobistego. Choćby protestowała, choćby gryzła i kopała. Nie dałabym za wygraną, przedstawiłabym jej swoje racje, swoją troskę o nią, swoje pragnienie stworzenia jej normalnej rodziny. Nie rozumiem, dlaczego przejmujesz się tym, co pomyśli babcia, że kontaktujesz się z dziewczynką za jej plecami? Skoro ona jest tak źle nastawiona do Ciebie, nie musisz być wobec niej lojalna. Tej kobiety nigdy nikt nie przekona, ona jest niereformowalna, jak zresztą wszystkie osoby w tym wieku, na starość ludzie się już nie zmieniają. Ona się poświęciła, ona oddała serce wnuczce, przy okazji ją zawłaszczając, ona jest najlepsza, a zła synowa jest idealnym kozłem ofiarnym.
    Od Ciebie zależy, czy chcesz nim być, czy nie. Jeśli próby nawiązania bezpośredniego kontaktu z dziewczynką nie przyniosą efektów (które, jak pisałam wcześniej, nie nastąpią od razu, nie ma na co liczyć), wtedy pozostaje scenariusz Mozamique:)
  • zuzi.1 15.07.14, 11:15
    Ta nastoletnia dziewczynka jest po latach zycia z manipulujaca babcia tak samo bezwolna i uzalezniona od tej zaburzonej kobiety osoba jak jej ojcuec. Liczenie na to, ze to dziecko po latach takiego prania mozgu przez babcie zrozumie tlumaczenia macochy i ojca, to jest jak liczenie na cud. Po tylu latach to to dziecko, podobnie jej jej ijciec kwalifijuje sie na terapie w zakresie odkrecenia uzaleznienia emocjonalnego. Ona jest w tej chwili w babci rekach jak posluszna jej, bezwolna marionetka. To dziecko zostalo przez ta zaburzona babcie emocj. zniewolone, uzaleznione.
  • triss_merigold6 15.07.14, 13:16
    A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa się i nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.
  • spinel1977 15.07.14, 13:23
    triss_merigold6 napisała:

    > A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa się i
    > nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.

    Ja mysle, ze z kilkunastoletnim dzieckiem, jak najbardziej trzeba takie rzeczy uzgadniac. Tyle, ze to dziecko jest zmanipulowane, a za moment bedzie dorosle i tyle.
  • zuzi.1 15.07.14, 13:58
    Za moment to to dziecko bedzie dorosla narcyzka uksztaltowana swiadomie przez babcie.
  • spinel1977 15.07.14, 14:00
    Nie, na pewno nie. To naprawde fajne dziecko. Raczej niesmiale i flegmatyczne, ale ona teraz dojrzewa, przepoczwarza sie, nie wiadomo jak sie zmieni. Natomiast nie sadze, zeby wykazywala takie inklinacje w kierunku osobowosci narcystycznej.
  • ola_dom 15.07.14, 14:11
    spinel1977 napisał(a):

    > nie sadze, zeby wykazywala takie inklinacje w kierunku osobowosci narcystycznej.

    Aż tak się nie znam na narcyzach, ale nie wydaje mi się, żeby narcyz hodował sobie narcyza. Raczej hoduje lustro dla siebie i kolejne egzemplarze zapatrzone w niego z bezkrytycznym zachwytem.
    Narcyz chyba źle znosi innego narcyza w swoim otoczeniu?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • triss_merigold6 15.07.14, 14:04
    Może daruj sobie radykalne diagnozowanie? Przeświadczenie, że osobowość, zachowania,, charakter w 100% kształtują wychowujący (rodzice, dziadkowie, opiekunowie prawni) jest groźną iluzją.
  • 71tosia 15.07.14, 21:58
    masz chyba niezla obsesje, co ty masz za problem ze kazdy jest, byl lub bedzie narcyzem?
  • mruwa9 15.07.14, 13:36
    triss_merigold6 napisała:

    > A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa się i
    > nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.


    i wyrywa z korzeniami z jej bezpiecznego, znanego od urodzenia srodowiska, szkoly, przyjaciol, miejsc.Zeby utrzec zaborczej babci nosa i stworzyc pozory dobrej rodziny. Niewazne, co mysli i co czuje dziewczyna u progu pelnoletnosci. Najwazniejsze jest utarcie osa babci i najwazniejsze sa uczucia macochy, oraz jej dobre checi (ktorymi pieklo jest wybrukowane). Sama glowna zainteresowana nie ma nic do powiedzenia, kto by sie tym przejmowal.
  • spinel1977 15.07.14, 13:42
    mruwa9 napisała:

    > triss_merigold6 napisała:
    >
    > > A ojciec na to pozwolił. Z kilku-kilkunastoletnim dzieckiem nie roztrząsa
    > się i
    > > nie uzgadnia czy ma mieszkać z rodzicem tylko organizuje przeprowadzkę.
    >
    >
    > i wyrywa z korzeniami z jej bezpiecznego, znanego od urodzenia srodowiska, szko
    > ly, przyjaciol, miejsc.Zeby utrzec zaborczej babci nosa i stworzyc pozory dobr
    > ej rodziny. Niewazne, co mysli i co czuje dziewczyna u progu pelnoletnosci. Naj
    > wazniejsze jest utarcie osa babci i najwazniejsze sa uczucia macochy, oraz jej
    > dobre checi (ktorymi pieklo jest wybrukowane). Sama glowna zainteresowana nie m
    > a nic do powiedzenia, kto by sie tym przejmowal.

    Ale piszesz bzdury. Jakie braki sobie wypelniasz taka bezpodstawna zlosliwoscia?
    Nikt tego dziecka nie chce znikad wyrywac, a moje uczucia maja sie swietnie.
    Jesli ktos ma miec do mnie pretensje, to powinien sie zdecydowac czy nalezy mnie obwiniac za to, ze nie chce zeby to dziecko ze mna mieszkalo czy za to, ze chce. Widze, ze tu na forum tez wynikla jakis klopot z podjeciem decyzji z jakiego powodu mozna miec do mnie pretensje.
    Ja nie mam problemu z tym, zeby ona podjela siadoma decyzje, ze tego nie chce, w koncu ma 15 lat. Tylko chcialabym, zeby to byla jej decyzja poparta wiedza o tym, ze tu tez ma dom i, ze zawsze jest u nas a tak naprawde u siebie, mile widziana. A nie decyzja poparta saczeniem jej jadu, ze ja jestem zla i jej nie chce. To jest ta zasadnicza roznica.
  • triss_merigold6 15.07.14, 13:49
    Wcześniej była mowa o tym, że po skończeniu szkoły podstawowej dziewczynka zacznie gimnazjum w miejscu zamieszkania ojca i macochy i wtedy należało wyegzekwować przeprowadzkę bez dyskusji. Miała wtedy 12 lat, a nie 15.
  • spinel1977 15.07.14, 13:53
    Tak, to prawda, ale ja tego nie moglam wyegzekwowac. Ja tylko moglam sie sprzeciwic i to zrobilam.
  • triss_merigold6 15.07.14, 14:03
    To teraz odpuść, Twój mąż zawalił bycie ojcem, a rozgoryczenie nastolatki pogłebia fakt, że on na co dzień wychowuje nieswoje dziecko.
  • mruwa9 15.07.14, 14:16
    ale teraz ma 15 lat i juz jest posprzatane.
    Zeby takie przeprowadzki mialy sens, trzeba bylo je uskuteczniac najlepiej przed rozpoczeciem podstawowki, a nie u nastolatki u progu pelnoletnosci.
  • ola_dom 15.07.14, 14:21
    mruwa9 napisała:

    > ale teraz ma 15 lat i juz jest posprzatane.
    > Zeby takie przeprowadzki mialy sens, trzeba bylo je uskuteczniac najlepiej przed rozpoczeciem
    > podstawowki, a nie u nastolatki u progu pelnoletnosci.

    Jasne! Autorka wątku powinna była załatwić tę sprawę jeszcze zanim poznała i związała się z ojcem dziewczyny!
    A ona głupia tego nie zrobiła, no naprawdę...


    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • zuzi.1 15.07.14, 14:45
    pracownia4.wordpress.com/2008/05/12/uwieziony-w-lustrze/
    pracownia4.wordpress.com/2008/05/10/narcystyczna-rodzina/
  • zuzi.1 15.07.14, 14:52
    krzykopomoc.blox.pl/html
  • zuzi.1 15.07.14, 14:58
    forum.gazeta.pl/forum/w,898,147188669,147188669,Jak_sie_chronic_przed_narcystycznymi_ludzmi.html
  • rycerzowa 15.07.14, 14:57
    A ja ci powiem, że wasz obecny układ jest najlepszym z realnych możliwych!
    I nie staraj się go zmieniać.

    To nieprawda, że bohaterowie tego układu są jakoś specjalnie toksyczni, zaburzeni, manipulujący i zmanipulowani. Są przeciętni, bo nobody is perfect.
    Dziewczyna ma swój dom, troskliwych dziadków, ma dobry kontakt z ojcem, uczy się pewnie nienajgorzej, nie sprawia specjalnych kłopotów wychowawczych.
    Czego chcieć więcej?

    Ty byś chciała, żeby było jeszcze lepiej? Żebyście byli pełną, kochającą się rodziną, chciałabyś być przyjaciółką pasierbicy, bo masz dobrą wolę i chęci?
    Powiem ci tak - to się rzadko udaje nawet w stosunku do własnego dziecka.
    Bo takie są prawa natury.

    1. Wiek dojrzewania ma swoje prawa, to jest okres buntu i fochów, najbardziej nieracjonalnych.
    Przekonasz się za kilka lat.
    A mieszkanie pod jednym dachem z obcą, "rogatą" nastolatką, rozwaliłoby waszą rodzinę w miesiąc. Bo byś nie rozumiała, o co jej chodzi-i szukała przyczyn nie tam, gdzie trzeba.
    A tak - to macie sporą szansę na integrację, za kilka lat, jak młoda dojrzeje.

    2. Dziecko poznało cię późno, nie było niemowlęciem, miało już swoje bliskie, kochane osoby.
    Nie było szans, by pokochało ciebie. I nie pokocha.
    Kiedyś kiedyś może cię polubi, obdarzy szacunkiem, jeśli nie spieprzysz życia jej ojcu.

    3. Ona ma określony, wrodzony charakter, nie jest to spowodowane wpływem babci.
    Ty chcesz, by była "śmiała i wygadana" . Ha, ha. Jakby była śmiała i wygadana, to w wieku 15 lat brylowałaby wśród rówieśników, a nie spędzała kilku dni w tygodniu z tatusiem a reszty z babcią. Ze śmiałością i wygadaniem trzeba się urodzić.
    I powiem ci - osoby nieśmiałe i niewygadane nie znoszą, gdy ktoś mówi im, że takie są.
    Dostają wtedy białej gorączki.

    Tak samo z uczeniem się na pamięć.
    Gdyby była wystarczająco inteligentna, nie musiałaby tego robić.
    Czyli od ciebie dowiaduje się, jaka jest.
    Ale inna nie będzie.
    Tak samo nie będzie poszerzać wiedzy z angielskiego. Ona nie ma takiej potrzeby.

    Oczywiście, że ty masz rację. Ale z tej racji nic nie wynika.
    Nawet własnego dziecka nie zmusiłabyś do nauki, do książek, jeśli urodziłoby ci się takie "nienaukowe".
    Można coś wskórać, gdy dziecko maleńkie. Z nastolatką już się nie uda.

    Co ci czynić?
    Nastolatce nic nie wytłumaczysz. Pogadaj z rodzicami problemowych nastolatków, to cię uświadomią.
    Możesz okazywać dziewczynie życzliwość i troskę, poprzez zainteresowanie, tzn. zawsze pytaj męża, co u młodej, jakie sukcesy odnosi. Nie krytykuj ani jej, ani metod wychowawczych babci. Jak mąż jedzie do córki, niech zawsze zabiera coś od ciebie, choćby ciasteczka. Na urodziny zadzwoń, złóż życzenia, i tylko krótko powiedz, że w domu jej ojca też jest jej dom.

    W normalnym układzie za rok, dwa, dziewczyna przestanie spędzać tak dużo czasu z ojcem; wybierze rówieśników. Potem się usamodzielni. Wasze relacje mogą się poprawić.

    Jest takie forum "Macochy". Zaloguj się tam, opisz sytuację. Tam piszą kobiety doświadczone, na pewno ci coś sensownego doradzą.
    Ja mam wśród znajomych jedną taką rodzinę, bardzo do waszej podobną.
    Dziewczynka była znacznie młodsza, gdy zamieszkała z nową rodziną ojca (był wdowcem).
    Na początku sielanka, a potem koszmar. Dopiero gdy dziewczyna dorosła, wyprowadziła się, zmądrzałą, zrobiło się normalnie. Ale macocha - osoba wartościowa i pełna dobrych chęci - zapłaciła za to zdrowiem, i fizycznym, i psychicznym. Gdyby młoda została u babci - chyba byłoby dużo lepiej.
  • verdana 15.07.14, 15:19
    To bardzo rozsądna odpowiedź. Teraz jest jak jest - i nikt nie jest pokrzywdzony. Usiłujesz zburzyć układ, w którym wszyscy sa w miarę zadowoleni. Nie dziwie się ani babci, ani córce, ze obie obawiają sie rozstania, jedna utraty dziecka, druga domu - i stają sie agresywne i nieprzyjemne.
    Twój maż nigdy nie miał ochoty być prawdziwym ojcem "na cały etat" - po co chcesz go tym uszczęśliwić na siłę?
    Z drugiej strony córka meża została właściwie porzucona przez oboje rodziców, jest nastolatką, trudno oczekiwać, aby była przyjaźnie nastawiona do rodziny, z którą ojciec jest, zamiast z nią. I to niezależnie od tego, czy dobrze jej u babci czy nie.
    --
  • spinel1977 15.07.14, 15:38
    Przede wszystkim ja niczego nie usiluje. Wkurzajace jest to wmawianie mi zlych intencji. Tak, staram sie te biedna sierotke zniszczyc, zla macocha po prostu jestem i tyle.
    To dziecko ma 15 lat i ja uwazam, ze teraz ono ma prawo decydowac, gdzie chce mieszkac, jest we mnie natomiast niezgoda, zeby decydowalo sie na to, myslac, ze mi na niej nie zalezy. Tak trudno to zrozumiec? Pisze o tym raz po razi jakos sa osoby, ktore nadal tego nie kapuja. Nie widzisz tu roznicy? Bo ja mysle, ze jest znaczna. Inaczej jest nie przyjsc na impreze, bo ci sie nie chce i dobrze ci, gdzie jestes, a inaczej jest nie przyjsc tam, myslac, ze nie jestes zaproszona a nawet, ze ktos ma cie w glebokim powazaniu i po prostu cie tam nie chce. Proste.
    Ja zdaje sobie sprawe, ze pewnie na wiele spraw jest juz za pozno, ale chcialabym, zeby ona przynajmniej wiedziala, ze jest u nas zawsze mile widziana i, ze to tez jest jej dom.
  • spinel1977 15.07.14, 15:47
    Babcia ani wnuczka nie musza tez sie bac, ze jak w bajce o zlej macosze, ktos je na sile rozdzieli. To sa glupoty i brednie, ktore sa naprawde smieszne. Gdybysmy mieli zamiar robic cokolwiek sila, to przeciez zrobilibysmy to te kilka lat temu, a nie teraz. Poza tym wielokrotnie pisalam juz tutaj, ze wlasnie nie chcemy nic robic sila. Nigdy nie padla nawet mozliwosc takiego rozwiazania, inaczej maz rzeczywiscie sila wsadzilby corke do samochodu, kiedy ostatnio po nia pojechal. Od poczatku, nawet kiedy zaczelismy sie spotykac, dzieci byly traktowane z szacunkiem i na powaznie. Ich odbior sytuacji, ich poglad na cala sprawe, itd. Pisalam juz o tym kilkakrotnie. Oczywiscie nie uzaleznialismy naszego zwiazku od ich zgody, ale nawet na randki chodzilismy w czworke.
    Boze, co za bzdury, naprawde, skad wy to bierzecie? Moze jednak dobrze byloby sie trzymac tresci watku i moich wypowiedzi zamiast fantazjowac?
  • spinel1977 15.07.14, 16:14
    Nie chcialam, zeby mnie pokochala, ani nie chcialam jej zastepowac matki. Mialam nadzieje na ciepla, dobra relacje. Wiem doskonale jak to wyglada, bo relacje meza z moja corka tez nie sa doskonale. Ona wie, ze to nie jest jej biologiczny tata i tez uzywa tego jako argumentu, jesli akurat cos jej sie nie podoba.
    Nie wiem czy jest cos takiego jak 'okreslony, wrodzony charakter', mysle, ze ludzie rodza sie z pewnymi inklinacjami i albo mozna je oslabiac albo wzmacniac. Ja chcialam w niej wzmacniac zainteresowanie literatura.
    Ona jest typem cichym i niesmialym, a pod rygorystycznym okiem babci dziala pod dyktando. Na przyklad babcia miala taki pomysl, zeby ksiazki, ktore kupuje, dziecko czytalo na glos, a pozniej streszczalo przeczytany wczesniej tekst. Ja mysle, ze nie po to sie czyta ksiazki, bo ksiazka umozliwia ucieczke do innego swiata, a streszczanie jej na glos robi z tego kolejny obowiazek a nie przyjemnosc.
    Nigdzie tez nie napisalam, ze powiedzialam jej, ze ma byc smiala i wygadana, po prostu sugerowalam ojcu, ze moze powinna wiecej przebywac poza domem, takze wsrod rowiesnikow, ze powinno sie jej dac troche wolnosci, troche miejsca na to, zeby sie rozkrecila, usamodzielnila.
    Nie wiem co to znaczy 'wystarczajaca inteligencja'. Nie sadze tez, zeby nie byla 'wystarczajaco inteligentna'. To przecietne, normalne dziecko, troche niesmiale i malo wygadane. Co to ma do jej inteligencji? Wiem tez, ze nauczyciel najlepiej ocenial, kiedy dziecko wydukalo tresc ksiazki, stad dzieciaki tak wlasnie sie uczyly, ale to w oczywisty sposob glupie.
  • morekac 15.07.14, 17:19
    Ale wiesz lepiej od niej, co powinna, a czego nie powinna.
    Nie znam nastolatków, które w sytuacjach 'naprawiania' przytakują główkami ze zrozumieniem, przyznając rodzicom/nauczycielom rację. To wszak dyshonor.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 15.07.14, 17:30
    morekac napisała:

    > Ale wiesz lepiej od niej, co powinna, a czego nie powinna.
    > Nie znam nastolatków, które w sytuacjach 'naprawiania' przytakują główkami ze z
    > rozumieniem, przyznając rodzicom/nauczycielom rację. To wszak dyshonor.

    Jezu slodki, juz rozumiem skad sa wojny na tym swiecie. Komunikacja to podstawa, ale z niektorymi po prostu sie nie da.
    Jeden czy dwa razy przedstawilam jej swoj poglad na to czy tamto. To nie jest zbrodnia. Nie wymuszalam tego na niej, nie kazalam jej klekac na grochu, itd. Tak, po prostu w trakcie odrabiania lekcji rzucilam uwage, ze dobrze jest sie uczyc dla siebie samej a nie dla ocen. Wow, no naprawde, jak moglam? Nie oczekiwalam, ze ktos mnie bedzie za to calowal po stopach, ale tez nie oczekiwalam, ze ktos bedzie mi probowal wypruc flaki, bo cos powiedzialam, a tak charakter miala napasc babci. No naprawde, nie rozdmuchujmy takich pie... Nie z tego powodu ona nie chce do nas przyjezdzac.

  • morekac 15.07.14, 22:34
    Chyba jednak nie do końca rozumiesz, jak działa nastolatek, a zwłaszcza nastolatka niezbyt ci chętna i chyba nie darząca cię zaufaniem.
    Tak na dobrą sprawę możesz sobie darować artykułowanie nawet i niezłych rad, skoro nie ma możliwości wprowadzenia ich w życie. Ostatecznie pomagasz (czy pomagałaś) dziecku w nauce tylko od czasu do czasu , nie robiłaś tego systematycznie i stale. Nie miałaś zatem możliwości nauczenia dziecka technik wspomagających uczenie się ze zrozumieniem, za to usiłujesz podważyć jej kompetencje w uczeniu się. Szkoła ma takie, a nie inne wymagania - i jeśli dziewczyna się nie dostosuje, będzie stratna, bo przecież nie pójdziesz wykłócać się z nauczycielem, że za to czy tamto należy się jednak maksymalna ilość punktów? Moim zdaniem w takich sytuacjach lepiej przemilczeć i darować sobie takie uwagi - moja starsza córka twierdzi zresztą, że takie teksty raczej demotywują do nauki.
    Komunikacja komunikacją, a warto czasem ugryźć się w język.
    Zresztą z tego wątku wynika, że jednak komunikacja nie jest mocną stroną waszej rodziny.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 16.07.14, 09:18
    Przede wszystkim ty blednie wrzucasz wszystkie nastolatki do jednego worka i uwazasz, ze skoro masz w domu nastolatke, to na pewno wiesz lepiej. Ja jednak znam to dziecko od kilku lat, widze jak sie zachowuje, jak reaguje na rozne sytuacje. Widze jak zachowuja sie tez nastoletnie dzieci znajomych, ta dziewczynka to przy nich ideal, swieta. Ona wszystko robi pod linijke... babci. Kazdy dzien jest pod dyktando babci, wszystko jest zaplanowane co do minuty, scisle okreslony czas na nauke i zabawe, scisle okreslone sposoby nauki, godziny posilkow, itd. Nie ma przepros, nie ma miejsca na improwizacje, wszystko jest planowane przez babcie. Dziwie sie, ze rowniez chodzenie do toalety nie jest wpisane w grafik.
    Od jakiegos czasu mowilam mezowi, ze trudno jest w ogole zauwazyc u jego corki jakas osobowosc, tak jest stlamszona, posluszna.
    Moja pomoc w nauce nie byla systematyczna, ale ta uwaga na temat uczenia wyszla ode mnie w obecnosci meza i on jakos nie widzial w tym nic zlego, choc tez zalezy mu na dobrych ocenach corki. To on jest zreszta jedyna osoba kontaktujaca sie ze szkola, chodzaca na wywiadowki, spotykajaca sie z wychowawczynia, itd.
    Zreszta, gdyby tak chciec to juz rozkladac na czynniki pierwsze, opanowanie materialu poprzez zrozumienie, wcale nie wyklucza wyuczenia sie go na pamiec, gdyby ktos koniecznie chcial blysnac calymi frazami z ksiazki, a wrecz zrozumienie warunkuje zapamietanie czegos trwale.
    Nie zrobilam wiec tego, zeby temu dziecku dokuczyc i storpedowac jego kariere naukowa. Po prostu miala do opanowania wieksza partie materialu i ciagle rozbijalysmy sie o to, ze zapominala kilku slow, a to powodowalo zagubienie i niemoznosc kontynuowania. Dziecku w pamieci robila sie czarna dziura i nie bylo w stanie kontynuowac bez podpowiedzi przy pierwszym lepszym potknieciu. Powodem tego bylo wykuwanie materialu na pamiec, dlatego wyjasnilam jej i pokazalam w jaki sposob sie uczyc, takze prezentujac jej kilka przydatnych technik. Mogla z tego skorzystac, mogla o to dopytac, mogla to wreszcie wygooglowac.
    Powaznie, nie robmy z takiej pierdoly problemu, bo to jest smieszne.
    Mysle, ze wieksza krzywde robi jej przymuszanie jej do czytania ksiazek, ktore miala czytac dla siebie, dla przyjemnosci, na glos i referowanie tresci, bo moje zabiegi przynosily rezultaty. Jakis czas temu kupilam jej tak fajna ksiazke, ze nie mogla sie od niej oderwac.

    Mowimy zreszta o jednej takiej uwadze na przestrzeni kilku lat i wielu spotkan, trzeba miec naprawde bardzo duzo zlej woli, zeby sie do czegos takiego przyczepic.
    A co do bycia mi chetna... Jeszcze przy ostatnim pobycie u nas, biegala do mnie ze wszystkim, nie moglam sie od niej opedzic. Opowiadala mi o grach, o kolegach, kolezankach, opowiadala zabawne historie. Nic nie wskazywalo na to, jak to sie moze potoczyc i tak, widze w tym dzialanie babci. Mysle, ze jestem w stanie odroznic to, kiedy dziecko lgnie do mnie, a kiedy jest mi niechetne. Teraz jest mi niechetne, ale tak nie bylo. Nie twierdze, ze nasza relacja byla idealna, ale jakas byla.
  • differentview 16.07.14, 09:34
    spinel1977 napisał(a):

    > A co do bycia mi chetna... Jeszcze przy ostatnim pobycie u nas, biegala do mnie
    > ze wszystkim, nie moglam sie od niej opedzic. Opowiadala mi o grach, o kolegac
    > h, kolezankach, opowiadala zabawne historie. Nic nie wskazywalo na to, jak to s
    > ie moze potoczyc i tak, widze w tym dzialanie babci. Mysle, ze jestem w stanie
    > odroznic to, kiedy dziecko lgnie do mnie, a kiedy jest mi niechetne. Teraz jest
    > mi niechetne, ale tak nie bylo. Nie twierdze, ze nasza relacja byla idealna, a
    > le jakas byla.

    no dobrze ale zastanow sie wlasciwie czemu ma sluzyc ten watek, bo caly czas skupiasz sie na tym, ze Ty jestes niewinna i nic zrobic nie moglas; skoro tak to i teraz nic zrobic nie mozesz poza pogodzeniem sie z zaistniala sytuacja; chcialas dobrze- wyszlo zle a wine ponosi babcia; a jednak drazysz temat- wiec moze jednak masz w tym jakis swoj udzial, moze jednak bylas za malo stanowcza wobec meza kiedy zostawial corke na pastwe manipulujacej babki, moze bylo Wam jednak tak wygodniej?

  • spinel1977 16.07.14, 09:49
    Tak jak napisalam w pierwszym poscie, wiem, ze sa to dzialania babci. Watek mial sluzyc na pewno wylaniu emocji, oczyszczeniu, ale mialam tez nadzieje na rady, co w tej sytuacji zrobic.
    Wydaje mi sie, ze bylam stanowcza, grozilam nawet rozwodem, bo w pewnym momencie nie widzialam innego wyjscia. Watek zalozylam po kolejnej awanturze o to co sie ostatnio wydarzylo. Musialam sie wygadac.
    Dzisiaj, po uspokojeniu sie, mysle, ze musze zaakceptowac istniejacy stan rzeczy, bo na zmiane jest juz za pozno. Moge jedynie pozostac otwarta na corke meza. Postaram sie porozmawiac z nia na spokojnie, zaznaczyc, ze jest u nas zawsze mile widziana i to wszystko. Jest mi przykro, ze jestesmy tak poklocone, uwazam, ze w rodzinie nie ma miejsca na takie sytuacje i nerwy, ze takie rzeczy nie powinny sie dziac, ale wiem, ze rzeczywistosc bywa inna. Meczy mnie to, ze powoli rosnie we mnie nienawisc do matki meza, ale bede sobie musiala jakos z tym uczuciem poradzic.
  • differentview 16.07.14, 10:07
    spinel1977 napisał(a):


    > Wydaje mi sie, ze bylam stanowcza, grozilam nawet rozwodem, bo w pewnym momenci
    > e nie widzialam innego wyjscia. Watek zalozylam po kolejnej awanturze o to co s
    > ie ostatnio wydarzylo. Musialam sie wygadac.
    > Dzisiaj, po uspokojeniu sie, mysle, ze musze zaakceptowac istniejacy stan rzecz
    > y, bo na zmiane jest juz za pozno. Moge jedynie pozostac otwarta na corke meza.
    > Postaram sie porozmawiac z nia na spokojnie, zaznaczyc, ze jest u nas zawsze m
    > ile widziana i to wszystko. Jest mi przykro, ze jestesmy tak poklocone, uwazam,
    > ze w rodzinie nie ma miejsca na takie sytuacje i nerwy, ze takie rzeczy nie po
    > winny sie dziac, ale wiem, ze rzeczywistosc bywa inna. Meczy mnie to, ze powoli
    > rosnie we mnie nienawisc do matki meza, ale bede sobie musiala jakos z tym ucz
    > uciem poradzic.

    matka meza nie bylaby w stanie nic zrobic gdyby nie biernosc i uleglosc Twojego meza- ja uwazam, ze latwiej jest Ci sie skupiac na tesciowej i ja oskarzac o wszystko a trudniej zobaczyc w tym udzial ( biernosc) swojego meza; zagrozilas rozwodem- i co? nawet to go nie sklonilo do zmiany tej sytuacji? czyli wolalby sie rozwiesc z Toba niz sprzeciwic mamuni? jesli grozilas rozwodem to dlaczego sie nie rozwiodlas? tak dla picu grozilas? ja widze w tym wszystkim tez Twoj udzial, choc moze nie jest on kluczowy
  • ola_dom 16.07.14, 10:23
    differentview napisała:

    > matka meza nie bylaby w stanie nic zrobic gdyby nie biernosc i uleglosc Twojego meza- ja
    > uwazam, ze latwiej jest Ci sie skupiac na tesciowej i ja oskarzac o wszystko a trudniej zobaczyc
    > w tym udzial ( biernosc) swojego meza;

    Mam wrażenie, że spinel unika jakichkolwiek informacji, odpowiedzi na pytania, itp. na temat męża i jego roli w całym problemie - a także moim zdaniem to jest JEGO sprawa i problem do rozwiązania i to on powinien podjąć główne działania.
    Ale - albo mąż nie robi nic (ewentualnie niewiele), albo spinel - z przyczyn, nad którymi można się zastanawiać - nie chce nic o tym napisać.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 10:34
    Wcale nie unikam rozmowy o tym. Jak pisalam, maz byl wychowywany tylko przez matke, jest z nia silnie zwiazany. W innych sferach zycia jego matka nie ma na nasze zycie zadnego wplywu, ale w sprawie corki, byc moze dlatego, ze matka pomagala mu w jej wychowaniu, jej zdanie jest dla niego bardzo wazne. O tym tez wczesniej napisalam. Na poczatku to rozumialam, bo przeciez ona uczestniczyla w wychowaniu tego dziecka, wiec nieludzkie byloby olanie jej uczuc, jej pogladow w chwili, kiedy on sobie unormowal sytuacje zyciowa. To chyba zrozumiale?
    W pewnym momencie zauwazylam jednak, ze tesciowa nie znosi sprzeciwu, ze nie da sie z nia dyskutowac, ze niczego do siebie nie przyjmuje i ze manipuluje osobami ze swojego otoczenia. To dziecko to jedyny jej lacznik z synem. Wiadomo, ze syn przyjedzie te kilka razy w miesiacu, ze z nia codziennie rozmawia, ze liczy sie z jej zdaniem.
    Dlatego nie sadze dzisiaj, ze ona nie puszcza tego dziecka do nas, bo sie o nie boi, ale dlatego, ze ta sytuacja jest dla niej idealna. Ona ma po prostu potrzebe kontroli absolutnej.
    Maz widzi jej wady, ale faktem jest, ze jest jej bardzo wdzieczny za pomoc i caly wysilek, trud wlozony w wychowanie mlodej.
  • ola_dom 16.07.14, 10:40
    Nie piszesz nic o tym, co mąż zrobił w sprawie sprowadzenia córki do Was.
    O tym, jaka jest teściowa w stosunku do niego i mąż w stosunku do niej piszesz sporo i to jest dość jasne i jednoznaczne.
    Ale można odnieść wrażenie, że mąż nie zrobił NIC KONKRETNEGO, żeby córka z Wami zamieszkała - no może poza nieśmiałymi rozmowami z matką, która go dawno temu zdominowała, więc nawet nie ma odwagi się jej w niczym postawić i może jedynie pokornie prosić mamunię, żeby w końcu zgodziła się oddać mu córkę...
    Nie wiem, czy tak właśnie jest. Ale z tego co (nie) piszesz - takie można wysnuć wnioski.
    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 10:49
    Nie wiem dlaczego piszesz, ze nie ma odwagi w niczym sie jej postawic. To manipulacja.
    Napisalam, ze wplyw matki dotyczy jedynie kwestii zwiazanych z corka.

    Pisalam tez wyraznie, ze nie bylam swiadkiem ich rozmow. Uczestniczylam tylko w tych pierwszych rozmowach miedzy nami wszystkimi, kiedy ustalalismy co kiedy sie wydarzy. Pozniej takie rozmowy byly przeprowadzane pomiedzy nimi, dlatego nie wiem czy zadal, czy tez niesmialo prosil. Mi przekazywano tylko ustalenia, ze dziecko jednak skonczy tam podstawowke, bo... i tu nastepowalo wyjasnienie dlaczego to bedzie dla dziecka najlepsze. A potem gruchnela wiadomosc, ze dziecko nie rozpocznie u nas gimnazjum, bo... i tu znowu nastepowaly tlumaczenia. Kiedy wspomnialam o tym tesciowej, tez podawala mi te same powody. W miedzyczasie widzialam, ze maz szuka szkoly, prosi mnie o zebranie informacji na temat szkol wsrod dzieciatych znajomych, itd. Ja dwukrotnie szukalam wiekszego mieszkania, mebli dla mlodej do jej pokoju, itd. Moje dziecko tez czekalo na to az corka meza sie do nas sprowadzi.
  • ola_dom 16.07.14, 10:53
    spinel1977 napisał(a):

    > Nie wiem dlaczego piszesz, ze nie ma odwagi w niczym sie jej postawic. To manipulacja.

    Dlatego, że takie odniosłam wrażenie z cedzonych informacji na temat roli męża w sprawie. I chyba nie tylko ja je odniosłam.

    > Napisalam, ze wplyw matki dotyczy jedynie kwestii zwiazanych z corka.

    No tak, ale wątek dotyczy właśnie córki, a nie całego Waszego wspólnego życia. I o tym tutaj piszemy.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 11:06
    Dotyczy glownie kwestii zwiazanych z corka meza, wiec po prostu tego sie trzymajmy.
    Takie uogolnianie nie czyta sie jako zwiazane li i jedynie z corka meza, dlatego to doprecyzowalam i zrobie to ponownie, jesli zajdzie taka potrzeba.
  • ola_dom 16.07.14, 11:09
    spinel1977 napisał(a):

    > Dotyczy glownie kwestii zwiazanych z corka meza, wiec po prostu tego sie trzymajmy.

    Otóż to. Tylko że nadal nie wiemy, CO mąż zrobił w rzeczonej sprawie.
    Ale nie musimy wiedzieć, to w końcu nie nasza sprawa.
    Tylko nie dziw się, że się temu dziwimy...:)

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 11:15
    Powinnam mu moze zamontowac kamerke w klamrze paska od spodni? ;)

    Juz kilkakrotnie w rozmowie ucieklas sie do takich slodkich, malych manipulacji, jak ta: ' Ale nie musimy wiedzieć, to w końcu nie nasza sprawa.', rozumiem, ze to po prostu taki styl?

    Wiem tylko o tym, co mi przekazal, nie kontroluje meza, to dorosly czlowiek. Nie prowadze go przez zycie za reke, nie wymuszam na nim decyzji, szanuje jego autonomie, nawet kiedy sie z nim czasem nie zgadzam. Moge tylko sygnalizowac mu to co mi sie nie podoba, sprobowac pokazac mu inny punkt widzenia, zwrocic jego uwage na pewne sprawy, ale nie chce zeby byl moja kukielka, dlatego nie inwigilowalam go odnosnie kazdej rozmowy z matka i z corka.
  • ola_dom 16.07.14, 11:26
    spinel1977 napisał(a):

    > Powinnam mu moze zamontowac kamerke w klamrze paska od spodni? ;)

    Nie - ale teraz przynajmniej wiadomo, że nie wiesz, co mąż zrobił. I to jest jakaś konkretna informacja.

    > Juz kilkakrotnie w rozmowie ucieklas sie do takich slodkich, malych manipulacji

    :) trochę się wzruszyłam, rzadko słyszę/widzę "słodki" w odniesieniu do mnie ;).
    Ale cenną uwagą jest dla mnie, że zastosowałam manipulację. Nie wiedziałam, że to zrobiłam, będę na przyszłość uważać, bo nie mam zamiaru manipulować nikim. Nawet jakby to miało być "urocze". A może szczególnie wtedy...

    > Wiem tylko o tym, co mi przekazal, nie kontroluje meza, to dorosly czlowiek. Nie prowadze go > przez zycie za reke, nie wymuszam na nim decyzji,

    No dobra - o to właśnie chodziło. Masz prawo nie wiedzieć, co mąż robił i mówił, jest osobną osobą i tyle.
    Natomiast trudno oprzeć się wrażeniu, że zrobił za mało. I był nieskuteczny.
    Pytałaś, co Ty możesz zrobić. Myślę, że sama - samodzielnie nie możesz zrobić już nic, co by odniosło oczekiwany przez Ciebie skutek.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 11:48
    Byl zdecydowanie za malo skuteczny. Zarzeka sie, ze chcial, zeby dziecko mieszkalo z nami. Podobno rozmawial, przekonywal. Reszta to moje domysly, ale wiadomo jaki jest tego efekt, on nadal ma 2 rodziny. Wiem, ze nie pasuje mu to chocby z tego powodu, ze dzielenie zycia pomiedzy dwa domy jest naprawde trudne. Wiem tez, ze na codzien bardzo teskni za mloda.
    Mam dwa wyjscia. Zawsze moge sie rozwiesc. Opcja druga to zaakceptowanie zaistnialej sytuacji. Mloda zaraz dorosnie. Wszystko zalezy od tego co bedzie potem, gdzie bedzie chciala mieszkaci co bedzie chciala robic. Mamunia bedzie musiala sie pogodzic z tym, ze jej wplyw na kwestie dziecka zacznie zanikac.
  • ola_dom 16.07.14, 12:03
    spinel1977 napisał(a):

    > Byl zdecydowanie za malo skuteczny. Zarzeka sie, ze chcial, zeby dziecko mieszkalo z nami.
    > Podobno rozmawial, przekonywal.

    Zdaje się, że przy takim typie, jakim jest teściowa, to grubo za mało... Ale staram się go zrozumieć, bo sama mam wielki problem, żeby postawić się (skutecznie!) matce. Dlatego gdzieś po drodze wspomniałam o terapii dla męża. Bo skoro został ukształtowany przez tę właśnie matkę, to trudno mu być w jej i swojej sprawie obiektywnym i zdystansowanym. W końcu wciąż jest synem swojej mamuni...

    > Mam dwa wyjscia. Zawsze moge sie rozwiesc. Opcja druga to zaakceptowanie zaistnialej
    > sytuacji. Mloda zaraz dorosnie. Wszystko zalezy od tego co bedzie potem, gdzie bedzie chciala
    > mieszkaci co bedzie chciala robic. Mamunia bedzie musiala sie pogodzic z tym, ze jej wplyw na
    > kwestie dziecka zacznie zanikac.

    Rozwód w tej sytuacji to chyba nie jest wyjście. O ile wszystko inne poza tą (arcyważną, oczywiście) sprawą między Wami układa się dobrze.
    Bo - jak piszesz - młoda w końcu dorośnie i tutaj czas może grać na Waszą (a także córki) korzyść.

    Chociaż... przeszła mi przez głowę straszna myśl... Pisałaś, że dziewczyna jest nieśmiała i jakby "bez osobowości"... Może być takie zagrożenie, że babcia zechce ją przy sobie zatrzymać "do końca świata" - bo przecież gdzie jej będzie tak dobrze, jak u babci.... A tak naprawdę babci będzie potrzebne towarzystwo i partner, którego nie ma. A przy uległej osobowości córki, babci może być o wiele łatwiej taki manewr przeprowadzić.
    Tak się nie musi stać, ale niestety warto mieć tego świadomość i nie tracić czujności.
    Należy liczyć na to, że jednak młoda przejdzie okres buntu, jak większość nastolatków :)

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 16.07.14, 10:48
    spinel1977 napisał(a):
    > jego matka nie ma na na
    > sze zycie zadnego wplywu, ale w sprawie corki, byc moze dlatego, ze matka pomag
    > ala mu w jej wychowaniu, jej zdanie jest dla niego bardzo wazne. O tym tez wcze
    > sniej napisalam. Na poczatku to rozumialam, bo przeciez ona uczestniczyla w wyc
    > howaniu tego dziecka, wiec nieludzkie byloby olanie jej uczuc, jej pogladow w c
    > hwili, kiedy on sobie unormowal sytuacje zyciowa. To chyba zrozumiale?

    > Maz widzi jej wady, ale faktem jest, ze jest jej bardzo wdzieczny za pomoc i ca
    > ly wysilek, trud wlozony w wychowanie mlodej.

    nie, to nie jest zrozumiale; chwali sie babci, ze pomagala w wychowaniu gdy zabraklo matki ale to nie znaczy, ze nadal ma pelnic ta role gdy syn sobie ulozyl zycie; przy normalnych relacjach babcia by byla zadowolona, ze wnuczka bedzie miala substytut pelnej rodziny i macoche; Twoja tesciowa weszla w role pertnerki syna i to wyglada jakby razem mieli to dziecko; ale tym nie ma sie co zajmowac- pytanie dlaczego maz tego nie widzi? mozna jednoczesnie byc wdziecznym matce za pomoc ale tez stawiac granice i decydowac o swoim dziecku- to wcale nie znaczy, ze olewa sie uczucia babci; to znaczy zdrowa autonomia i nie uleganie emocjonalnym szantaza- Twoj maz wydaje sie nie rozrozniac tych dwoch kwestii
  • spinel1977 16.07.14, 10:59
    Nie moge przed wami bronic zachowania meza, bo zauwazcie uprzejmie, ze sama jestem na niego o to wsciekla. Zdecydowanie popelnil bledy i wszystkim nam przyjdzie zyc z konsekwencjami jego postepowania. Prosilam, tlumaczylam, kiedy to nie pomagalo – krzyczalam, klocilam sie o to, ale nikt nie zmusi doroslego czlowieka do zmiany postepowania.
    Na poczatku myslalam, ze on zna lepiej potrzeby dziecka, ze oni oboje moze wiedza lepiej. Tak to sobie tlumaczylam. Myslalam, ze moze nie byl pewien naszego zwiazku, bal sie, ze mala sie do mnie przyzwyczai, a nam nie wyjdzie? Moze bal sie, ze zmiana otoczenia zaszkodzi dziecku?
    Wiadomo, ze taki drugi zwiazek z dziecmi z poprzednich malzenstw, jest trudniejszy do utrzymania. Trudno jest pogodzic interesy wszystkich. Na horyzoncie sa tez byli partnerzy, rodzice bylych partnerow, itd. No ale nasze malzenstwo pomimo chwilowych trudnosci trwalo, umacnialo sie.
    Nie umiem wyjasnic jego postepowania, on sam nie do konca to potrafi.
  • differentview 16.07.14, 11:19
    spinel1977 napisał(a):

    > Nie moge przed wami bronic zachowania meza, bo zauwazcie uprzejmie, ze sama jes
    > tem na niego o to wsciekla. Zdecydowanie popelnil bledy i wszystkim nam przyjdz
    > ie zyc z konsekwencjami jego postepowania. Prosilam, tlumaczylam, kiedy to nie
    > pomagalo – krzyczalam, klocilam sie o to, ale nikt nie zmusi doroslego cz
    > lowieka do zmiany postepowania.

    wydaje mi sie, ze maz po prostu nie chcial wlaczyc swojej corki do Waszego ukladu rodzinnego dlatego tez na rozmowy o jej zyciu jezdzil sam a Ty bylas tylko informowana o decyzjach, stawiana przed faktem dokonanym; dlaczego tak sie dzialo? moim zdaniem wlasnie dlatego, ze jak juz pisalam maz, razem ze swoja matka i corka tworza odrebna strukture rodzinna, jakby rownolegla do Waszego malzenstwa; poniewaz jego matka pelni w niej kluczowa role, matczyna, decydencka- naturalne jest, ze nie zyczy sobie zadnej rywalki, ktora np mialaby troche inne pomysly na wychowanie wnuczki; wiec tak naprawde Twoj maz uprawia cos w stylu bigami- malzenstwo z Toba i Wasze dziecko i "malzenstwo" z matka i ich dziecko; dla Twojego meza wlaczenie corki do waszej rodziny byloby jak zdrada matki zabranie "jej" dziecka- to spowodowaloby wsciekla agresje tesciowej i pewnie dlatego piszesz, ze bylaby wowczas zdolna do wszystkiego; dlatego zeby Twoj maz potrafil podejmowac inne decyzje musialby zobaczyc ten chory uklad, w ktorym tkwi; a on tego chyba nie widzi
  • spinel1977 16.07.14, 11:22
    O widzisz, po raz pierwszy sie z zgadzam z tym co napisalas. Czy ja w ogole nie wspomnialam, ze dla mnie to jak rodzaj bigamii? Mialam to na koncu jezyka, kiedy rozpoczynalam ten watek, ale nie wiem czy w koncu to wyartykulowalam. Wlasnie tak, takie jest moje wrazenie dzisiaj, z perspektywy czasu. O tym mowilam, ze on tkwi jakby w rozkroku, a my razem z nim. Jakby mial druga rodzine, rownolegla do naszej. Czyli nie zwariowalam.
  • differentview 16.07.14, 11:47
    spinel1977 napisał(a):

    > O widzisz, po raz pierwszy sie z zgadzam z tym co napisalas.
    > wspomnialam, ze dla mnie to jak rodzaj bigamii? Mialam to na koncu jezyka, kie
    > dy rozpoczynalam ten watek, ale nie wiem czy w koncu to wyartykulowalam. Wlasni
    > e tak, takie jest moje wrazenie dzisiaj, z perspektywy czasu. O tym mowilam, ze
    > on tkwi jakby w rozkroku, a my razem z nim. Jakby mial druga rodzine, rownoleg
    > la do naszej. Czyli nie zwariowalam.

    no dobrze ale to Twoj maz tkwi w rozkroku a Twoja nienawisc focusuje sie na tesciowej, to jest bez sensu; maz jest dorosly a dorosly czlowiek potrafi postawic granice i podejmowac dojrzale, autonomiczne decyzje- Twoj maz nie chce, nie potrafi, daje sie manipulowac matce plus manipuluje Toba czyli np proby pokazania mu chorego ukladu w ktorym tkwi nazywa karaniem go i nie wspieraniem; czym byloby wspieranie wg niego? zachowanie status quo czyli pozwoleniem zeby "malzenstwo" z mamunia trwalo w najlepsze; to, ze cierpi na tym jego dziecko ma gdzies, wazniejsze jest zeby sie nie narazic mamuni- to patowa sytuacja.
  • spinel1977 16.07.14, 11:54
    Ja nie wiem czy on widzi jakies cierpienie dziecka, bo to dziecko jest jednak z kochajaca je babcia i z kuzynami (z ktorymi faktycznie jest bardzo zwiazana, tzn. sa dla niej jak rodzenstwo) i reszta rodziny za sciana. Dziecko jest zaopiekowane, nawet az zanadto zaopiekowane.
    Zdecydowanie czasem wypiera prawde dotyczaca swojej matki. Innym razem mowi, OK, widze to, ale co mam z tym zrobic? I wtedy ja jestem bezsilna, bo sytuacja teraz jest faktycznie patowa. Mlodej nie da sie i nie chcemy tego robic, przeprowadzic sila. To faktycznie bylaby dla niej teraz krzywda. Mamunia ciagle wiec ma pole do popisow. Podobno proby rozmow z matka spelzaja na niczym. Ja jestem wrogiem, to ode mnie trzeba to dziecko izolowac. Koniec kropka. I co z tym teraz zrobic?
  • differentview 16.07.14, 12:00
    spinel1977 napisał(a):

    > Zdecydowanie czasem wypiera prawde dotyczaca swojej matki. Innym razem mowi, OK
    > , widze to, ale co mam z tym zrobic? I wtedy ja jestem bezsilna, bo sytuacja te
    > raz jest faktycznie patowa. Mlodej nie da sie i nie chcemy tego robic, przeprow
    > adzic sila. To faktycznie bylaby dla niej teraz krzywda.

    no wlasnie- co ma zrobic? moze zachowac sie jak dojrzaly facet? moze rozwiesc sie z mamusia? moze tlumaczyc corce, ze to co mowi babka na Twoj temat nie jest prawda? moze zaryzykowac zlosc mamuni?
  • differentview 16.07.14, 12:05
    differentview napisała:

    > spinel1977 napisał(a):
    >
    > > Zdecydowanie czasem wypiera prawde dotyczaca swojej matki. Innym razem mo
    > wi, OK
    > > , widze to, ale co mam z tym zrobic? I wtedy ja jestem bezsilna, bo sytua
    > cja te
    > > raz jest faktycznie patowa. Mlodej nie da sie i nie chcemy tego robic, pr
    > zeprow
    > > adzic sila. To faktycznie bylaby dla niej teraz krzywda.

    dodatkowo moze np przestac poslugiwac sie retoryka mamuni o krwawiacym czy nie wystarczajaco krwawiacym sercu? moze rowniez zauwazyc fakt, ze matka pomagajac mu w wychowaniu dziecka wcale nie dokonala wielkiego poswiecenia tylko rowniez zyskala niewyobrazalne dla siebie( choc chore) korzysci- mianowicie weszla w role partnerki syna i powtornie przezywala rozkosze macierzynstwa;)))
  • ola_dom 16.07.14, 12:07
    differentview napisała:

    > no wlasnie- co ma zrobic? moze zachowac sie jak dojrzaly facet? moze rozwiesc sie z
    > mamusia? moze tlumaczyc corce, ze to co mowi babka na Twoj temat nie jest prawda? moze
    > zaryzykowac zlosc mamuni?

    ... może wysłać męża na terapię...?
    Żeby mógł dojrzeć, rozwieść się wreszcie z mamunią, zaryzykować jej złość i niezadowolenie? Walnąć pięścią w stół - jak się nie da inaczej, postawić na swoim?
    Przecież mamunia go tego wszystkiego nie nauczyła - to jak ma to umieć??? Nie każdy umie i wie takie rzeczy "z samości". Przeważnie uczą nas tego rodzice - albo właśnie nie uczą...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 12:18
    Celowo nie napisalam o tym wczesniej, a moze powinnam byla, ze mloda miala pewne klopoty z powodu roznych komplikacji okolociazowych. Jej mama nie dbala o siebie, tak wlasnie pila, palila, nie dojadala, imprezowala i robila rozne inne dziwne rzeczy. Nie wszystko zostalo zdiagnozowane od razu po urodzeniu. Dziewczynka wymagala terapii, rehabilitacji, a wiadomo jak to wyglada w NFZ. Takze decyzja o ponownym zamieszkaniu z babcia byla takze podyktowana tym, ze to dziecko wymagalo rodzica, ktory zarobi na to wszystko oraz dopilnuje wszystkich rehabilitacji, bedzie z nia cwiczyl, dopilnuje badan, wizyt, itp. W pewnym momencie maz nie byl w stanie tego wszystkiego sam udzignac. I tu babcia odegrala niebagatelna role. Maz jest jej naprawde wdzieczny, bo oni razem uratowali to dziecko i nie wiem czy dalby sobie rade bez jej pomocy. Dzisiaj mloda na pierwszy i drugi rzut oka nie rozni sie od rowiesnikow.
    Mysle, ze takze dlatego jest mu ciezko 'walnac piescia w stol'.
  • differentview 16.07.14, 12:31
    spinel1977 napisał(a):

    > Maz jest jej naprawde wdzieczny, bo oni razem uratowali to dziecko i
    > nie wiem czy dalby sobie rade bez jej pomocy. Dzisiaj mloda na pierwszy i drugi
    > rzut oka nie rozni sie od rowiesnikow.
    > Mysle, ze takze dlatego jest mu ciezko 'walnac piescia w stol'.

    no i wlasnie w tym problem, ze maz nie potrafi rozgraniczyc tych dwoch kwestii- bycie wdziecznym matce, ze pomagala mu wychowywac jego dziecko( choc to dziwne jest dla mnie bardzo i nasuwa podejrzenie, ze moze to tak mialo byc- dziecko niemalze z surogatka, ktora nawet nie chce go znac i tu pajawia sie niezastapiona mamunia, ktora razem z synuniem wychowuja "ich" dziecko) a stawianie granic matce i podjmowania wlasnych decyzji- dla meza wydaje sie to nie do pogodzenia a tu nie ma sprzecznosci; nie po to matka mu pomagala( a moze jednak) zeby teraz trzymac wszystkich w szachu z uwagi na swoje poswiecenie, prawda?
  • ola_dom 16.07.14, 12:42
    differentview napisała:

    > nie po to matka mu pomagala( a moze jednak) zeby teraz trzymac wszystkich w szachu z
    > uwagi na swoje poswiecenie, prawda?

    No tak - ja nie miałam odwagi tego napisać...
    Nie sądzę wprawdzie, żeby matka świadomie i z premedytacją wzięła wnuczkę na wychowanie - z założeniem, że potem trzeba będzie jej być wdzięcznym do końca świata;
    ale wcale niewykluczone, że - świadomie albo podświadomie - oczekuje teraz takiej wdzięczności za swoje niemałe poświęcenie. I każdy sprzeciw wobec jej zdania uważa za skrajną niewdzięczność i niegodziwość.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 16.07.14, 12:51
    ola_dom napisała:

    > No tak - ja nie miałam odwagi tego napisać...
    > Nie sądzę wprawdzie, żeby matka świadomie i z premedytacją wzięła wnuczkę na wy
    > chowanie - z założeniem, że potem trzeba będzie jej być wdzięcznym do końca świ
    > ata

    jasne, ze to nie dzieje sie swiadomie; na poziomie swiadomym synek zrobil dziecko nieodpowiedniej kobiecie wiec ona z tego ukladu zostala szybko wyrzucona, babcia przejela role matki( to nie tylko poswiecenie przeciez, to tez mnostwo gratyfikacji) i partnerki syna; zawsze miala sklonnosci do manipulucja i pojawila sie okazja zeby rozwinac skrzydla w tej sytuacji- nie powiedziala synowi- chlopie, ogarnij sie jak najszybciej, ja Ci pomoge ale to Twoja corka, poszukaj sobie fajnej kobiety i stworz jej normalny dom; raczej dawala mu przekaz- zadna kobieta nie bedzie taka dobra dla Ciebie i twojego dziecka jak ja, Twoja ukochana i sklonna do "poswiecen" mamunia;)))
  • spinel1977 16.07.14, 12:53
    Ty jestes chyba z tych podejrzliwych, co?
    Wpadl z jakas przypadkowa kobieta, to sie zdarza. Byli znajomymi i sie ze soba przespali. Ona byla bardzo seksowna kobieta, a on byl mlodym mezczyzna, ktory myslal zla czescia ciala. To takze sie zdarza. Zaszla w ciaze. Pobrali sie, bo on chcial to wszystko jakos zespolic. Juz w czasie ciazy wiadmo bylo, ze dziecko jest dla niej tylko pasozytem. Nie zalezalo jej, zeby przezylo czy zeby bylo zdrowe. Malzenstwo sie rozpadlo, a on zostal sam z niemowleciem.
  • differentview 16.07.14, 13:00
    spinel1977 napisał(a):

    > Ty jestes chyba z tych podejrzliwych, co?
    > Wpadl z jakas przypadkowa kobieta, to sie zdarza. Byli znajomymi i sie ze soba
    > przespali. Ona byla bardzo seksowna kobieta, a on byl mlodym mezczyzna, ktory m
    > yslal zla czescia ciala. To takze sie zdarza. Zaszla w ciaze. Pobrali sie, bo o
    > n chcial to wszystko jakos zespolic. Juz w czasie ciazy wiadmo bylo, ze dziecko
    > jest dla niej tylko pasozytem. Nie zalezalo jej, zeby przezylo czy zeby bylo z
    > drowe. Malzenstwo sie rozpadlo, a on zostal sam z niemowleciem.

    a Ty to wszystko wiesz od tej kobiety czy to wersja Twojego meza czy tesciowej? jesli tesciowa tak tepi Ciebie to moze podobnie tepila tamta kobiete? teraz jest zaborcza wobec wnuczki- moze wtedy zadzialal ten sam mechanizm- matka dziecka stala sie zlem wcielonym, ktorego "serce nie krwawilo" i jej role szybciutko zajela babcia
  • spinel1977 16.07.14, 13:02
    Znam byla zone meza, widze jak zyje, jak funkcjonuje i co ja interesuje.
  • spinel1977 16.07.14, 13:10
    Nie zgadzam sie z tym, ze mlodemu dziecku trzeba powtarzac, ze jego mama usilowala go zabic w czasie ciazy, itd. Tak samo jak nie ma we mnie zgody na mowienie, ze mama jest suka, bo nazywa swoja sunie 'coreczka'. Dla mnie to chore, krzywdzi raczej dziecko niz matke, dlatego zwrocilam na to mezowi uwage, wiem, ze rozmawial o tym z swoja matka. Natomiast niestety prawda jest, ze matka mlodej zasluguje na pare inwektyw.
  • ola_dom 16.07.14, 12:34
    spinel1977 napisał(a):

    > I tu babcia odegrala niebagatelna role. Maz jest jej naprawde wdzieczny, bo oni razem
    > uratowali to dziecko i nie wiem czy dalby sobie rade bez jej pomocy.
    > Mysle, ze takze dlatego jest mu ciezko 'walnac piescia w stol'.

    No tak, to z pewnością nie ułatwia sprawy :(
    Ale niestety nie zmienia także faktu, że sytuacja TERAZ wygląda inaczej, niż pewnie powinna wyglądać...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • morekac 16.07.14, 14:03
    Przecież mamunia go tego wszystkiego nie nauczyła - to jak ma to umieć???

    Bo jest dorosły i może zmienić swoje postępowanie. Dobrze, że człowiek uczy się nie tylko od własnych rodziców...
    Może na początek przestać do traktować jak biednego misia, niepełnosprawnego na umyśle. Może nie zakładać, że teściowa jest wredna i manipulująca - bo z takimi założeniami trudno jest osiągnąć jakiekolwiek porozumienie...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ola_dom 16.07.14, 14:15
    morekac napisała:

    > Bo jest dorosły i może zmienić swoje postępowanie. Dobrze, że człowiek uczy się
    > nie tylko od własnych rodziców...
    > Może na początek przestać do traktować jak biednego misia, niepełnosprawnego na
    > umyśle.

    Jasne. Ale to jest trochę tak, jak ktoś tu bardzo trafnie porównał - możesz pokazywać ślepemu coś przez dziesięć lat i przekonywać go, że to takie ładne i warto zobaczyć. Niewątpliwie warto.
    Tylko jak ślepy ma zobaczyć?
    Albo trzeba mu dać mocne okulary, albo nauczyć "widzieć" w inny sposób. Więc przydaje się terapeuta, żeby nauczyć.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • morekac 16.07.14, 15:20
    Ale po co kopać się z koniem?
    Wątkotwórczyni sama zresztą z niespotykaną ochotą wmanewrowała się w skomplikowaną sytuację i przez kilka lat nie interesowało jej to nadmiernie - jakby unikała zajęcia jakiegokolwiek stanowiska wobec tej sytuacji. Widocznie wszystkim było do tej pory z tym całkiem wygodnie - ciekawe, dlaczego teraz ma takie parcie na zmianę tej sytuacji...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ola_dom 16.07.14, 15:35
    morekac napisała:

    > Ale po co kopać się z koniem?

    Choćby dlatego, że sama liczę na to, że mój facet jeszcze trochę się z jednym koniem pokopie, a przez ten czas terapeutka nauczy mnie widzieć i dostrzegać...:)

    Czasem człowiek się zakocha. Choćby nie chciał, a rozum odradzał.
    Gdyby wszystko dało się rozwikłać na poziomie rozumu, pewnie byłoby łatwiej.
    Ale autorka wątku się zakochała, wygląda na to, że dobrze jej z tym facetem - a problem mają z tą jedną sprawą.
    No chyba nie znam związku, gdzie nie ma ani jednego ważnego problemu... A jak wskutek jednego problemu związek rozpada się bez próby rozwiązania go - no to chyba akurat wcale nie jest dobrze?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 15:37
    Och, najbardziej lubie, kiedy ktos takim tonem oswiadcza, ze wie lepiej niz ja co mysle. Malo nie oplulam monitora, masz niespotykane zdolnosci pisarskie. Moze pisanie psychologizujacych kryminalow by cie usatysfakcjonowalo? Tworzac postaci zawsze bedziesz wiedziala lepiej co mysla i nie bedziesz musiala fantazjowac na temat rzeczywistych rozmowcow.
  • zuzi.1 16.07.14, 15:48
    Ha ha ha, jestes fajnie wygadana autorko, mysle, ze ta cecha mocno imponujesz panu nidecyzyjnemu :-) czy w innych sprawach jest b. decyzyjny i konkretny, czy takie z niego lelum polelum po calosci :-)))
  • spinel1977 16.07.14, 16:05
    zuzi.1 napisała:

    > Ha ha ha, jestes fajnie wygadana autorko, mysle, ze ta cecha mocno imponujesz p
    > anu nidecyzyjnemu :-) czy w innych sprawach jest b. decyzyjny i konkretny, czy
    > takie z niego lelum polelum po calosci :-)))

    ;). To prawda, ze moj maz lubi moje wygadanie i energicznosc. Tak, w innych sprawach jest konkretny i decyzyjny. Wszelkie wazne decyzje podejmujemy zreszta razem. Nie bede udawala, ze jest idealnym mezem, ale to malzenstwo jest bardzo dobre i partnerskie. Trudne, ze wzgledu na nasza przeszlosc, ale o tym wiedzielismy juz na samym poczatku.
  • morekac 16.07.14, 20:00
    Wszyscy zmanipulowani na maksa - tatuś, dziecko itp. Czy ty masz ich wszystkich za niespełna rozumu? Dorosłego faceta i 15-latkę?
    Wiesz, co do fantazjowania na temat rozmów: to u was komunikacja odbywa się na zasadzie "on powiedział, że ona powiedziała". To jest komunikacja, tak rzekomo ważna dla ciebie? Czy głuchy telefon?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • morekac 16.07.14, 19:51
    Rozumiem, że oczywiście pani żona ma męża zapisać na terapię, przekonać do niej i pilnować, żeby chodził... Jeśli coś pójdzie nie tak, znowu będzie jej większa wina...
    Dorosły człowiek, któremu przeszkadza to czy tamto w życiu, sam potrafi to ogarnąć. Chyba że jest upośledzony na empatii, uczuciach i umyśle.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ola_dom 16.07.14, 20:20
    :D
    bierzesz czasem pod uwagę, że ludzie mogą się od Ciebie różnić? I nie być upośledzonymi?
    Czy wolisz nie przyjmować tego do świadomości?
    Jak w takim razie żyjesz w tym świecie pełnym tępych debili...???

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • morekac 16.07.14, 20:46
    To chyba ty żyjesz w takim świecie - przykro mi, ale uważam , że pewne sprawy ludzie dorośli powinni ogarniać sami, a w każdym razie powinni próbować coś z tym robić. Chyba że im z tym całkiem dobrze i nie czują potrzeby zmian. I nie uważam, że 15-letnią osobę można całkowicie zmanipulować. Wątkotwórczyni łudzi się chyba, że gdyby nie ta wstrętna babcia, to pasierbica uwielbiałaby ją , wszyscy wiedzieliby, jaką wspaniałą jest macochą, matką i żoną, mąż spędzałby z nią każdą wolną chwilę itp.
    A być może nie da się tego stanu osiągnąć. Szczerze pisząc - jeśli ta sytuacja trwa od kilku lat i nikt nie zrobił nic, żeby ją zmienić - może trzeba to tak zostawić i tyle? Co się stało takiego, że nagle trzeba coś z tym robić? Pasierbica jej nie kocha czy teściowa zaczęła ją obsmarowywać 200 km dalej?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ola_dom 16.07.14, 20:55
    Nie mogę wyjść z podziwu...
    Naprawdę.
    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 16.07.14, 10:25
    differentview napisała:
    > matka meza nie bylaby w stanie nic zrobic gdyby nie biernosc i uleglosc Twojego
    > meza- ja uwazam, ze latwiej jest Ci sie skupiac na tesciowej i ja oskarzac o w
    > szystko a trudniej zobaczyc w tym udzial ( biernosc) swojego meza;

    Niejednokrotnie o tym rozmawialismy i maz wie, ze sam popelnil bledy, tzn. nie sprzeciwil sie, kiedy mozna bylo cos jeszcze zrobic bez doprowadzania do sytuacji krytycznych. Wie, rozumie, ale dzisiaj jest juz na pewne rzeczy za pozno.

    zagrozilas rozwodem- i co? nawet to go nie sklonilo do zmiany tej sytuacji? czyli wolalby s
    > ie rozwiesc z Toba niz sprzeciwic mamuni?

    Powiedzial, ze jesli jestem w stanie zrezygnowac z dobrego, szczesliwego malzenstwa, zeby go za cos ukarac, zamiast go wspierac, to on sie na ten rozwod zgodzi, choc bardzo mnie kocha.

    > ie nie rozwiodlas? tak dla picu grozilas?

    Nie grozilam dla picu, nie jestem kolezka spod budki z piwem. Jestesmy razem od kilku lat, to jest takze moj drugi zwiazek. Moj maz jest bardzo fajnym czlowiekiem, nasze malzenstwo jest ogolnie bardzo udane. Jest kochajacy, czuly, dba o nas. Jestesmy przyjaciolmi, dobrze sie rozumiemy. To bardzo partnerski uklad, choc wiadomo, ze jak kazde malzenstwo, takze to nie jest idealne.
    Jak pisalam wczesniej, moje dziecko wychowywalo sie od malenskosci (mialo niecale 2 latka, kiedy zaczelismy ze soba byc) przy moim mezu. Jest z nim mocno zwiazane, choc tez maja swoje rozne epizody i trudniejsze okresy.
    Myslisz, ze w takiej sytuacji rozwod wiecej rozwiazuje niz komplikuje? Pewnie, moglabym sie rozwiesc niszczac wszystko i wszystkich, tylko jaki to ma sens? Oczywiscie, ze w pewnym momencie, kiedy nie moglam juz tego ogarnac, kiedy to wszystko mnie zmeczylo, powiedzialam 'dosyc', ale sa nerwy i emocje, a pozniej czlowiek musi sie zmierzyc z realnym zyciem, to nie wenezuelska telenowela.

    ja widze w tym wszystkim tez Twoj udz
    > ial, choc moze nie jest on kluczowy

    Ta. No pewnie, ty bys sobie w tej sytuacji lepiej poradzila, a ja sobie z nia poradzilam w miare moich mozliwosci.
  • differentview 16.07.14, 10:33
    spinel1977 napisał(a):

    > Niejednokrotnie o tym rozmawialismy i maz wie, ze sam popelnil bledy, tzn. nie
    > sprzeciwil sie, kiedy mozna bylo cos jeszcze zrobic bez doprowadzania do sytuac
    > ji krytycznych. Wie, rozumie, ale dzisiaj jest juz na pewne rzeczy za pozno.
    >
    > zagrozilas rozwodem- i co? nawet to go nie sklonilo do zmiany tej sytuacji? czy
    > li wolalby s
    > > ie rozwiesc z Toba niz sprzeciwic mamuni?
    >
    > Powiedzial, ze jesli jestem w stanie zrezygnowac z dobrego, szczesliwego malzen
    > stwa, zeby go za cos ukarac, zamiast go wspierac, to on sie na ten rozwod zgodz
    > i, choc bardzo mnie kocha.

    ze jak? przeciez Twoja intencja nie bylo ukaranie go tylko troska o jego corke zeby miala ojca na codzien, zebyscie stworzyli razem rodzine i zeby nie byla pod wplywem manipulujacej babki! dlaczego Twoj maz uwazal, ze Twoja troska o jego ralacje z corka jest sposobem na ukaranie go? wydaje sie, ze Twoj maz ma takie same sklonnosci do przeinaczania slow jak jego matka a Ty to tak latwo lykasz...ciekawe
  • morekac 16.07.14, 13:45
    Nie zrobilam wiec tego, zeby temu dziecku dokuczyc i storpedowac jego kariere naukowa
    A czy ja piszę, że nie miałaś dobrych chęci? Piszę , jak takie porady mogą być odbierane przez młode osoby … (Mina typu „Doskonale o tym wiem i nie musisz mi tego powtarzać” ;-) ). Ona pewnie przyzna ci rację, ale za 10 lat… W tej chwili może to po prostu odbierać jako trucie i nudne pogadanki pedagogiczne.
    Ty cały czas traktujesz ową 15-latkę jak nierozumne, zmanipulowane dzieciątko – dzieci w tym wieku to ostatnia grupa przyznająca się, że mają podobne poglądy jak opiekunowie.
    Dlaczego nie możecie jej po prostu spytać, czy się przeprowadzi czy nie? I dlaczego nie zrobiliście tego wcześniej, kiedy była zdaje się dużo lepiej do ciebie nastawiona? A teraz dziwisz się, że dziecko wściekłe, skoro wy od lat nie możecie rozwiązać sprawy.


    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 16.07.14, 14:21
    Ja jej tak nie traktuje, ja wiem, ze jest zmanipulowana, pisalam o tym juz setki razy. Szczegolnie te konajace placze o moim niekrwawiacym sercu przy dziecku jako swiadku tego dowodza. Nie przekonam cie, trduno. Ja nie moge ignorowac faktow.
    Dlatego tez nie zakladam, ze tesciowa jest wredna i manipulujaca. O nie, ja ja bardzo lubilam, obsypywalam prezentami i chwalilam sie wszystkim, ze moje dziecko ma taka fajna przyszywana babcie. No, ale na przestrzeni lat udowodnila mi, ze sie mylilam. Jestem bardzo wywazona osoba, zmiana stanowiska w kwestii zachowania tesciowej troche mi zajela, ale dzisiaj wiem na czym stoje.
    I chyba cos zgubilas w tym watku, bo to dziecko zapowiedzialo, ze nie chce mnie widziec i ze jego noga u nas nie postanie, skoro moje serce dla niego nie krwawi. To przekazal mi maz. Myslisz, ze nie chce nas nawet odwiedzic, ale sie przeprowadzi? Akurat.
    I nie zakladaj prosze, ze wiesz lepiej jak ona to odebrala, bo jest nastolatka, a ty doskonale znasz nastolatki i ich sposob myslenia ;). Rozmawialysmy na ten temat, nie byla na poczatku przekonana, ale pozniej okazalo sie, ze moj sposob sie sprawdza. Dziecko nauczylo sie materialu, nie padlo na kolana i nie dziekowalo mi za pomoc, ale nie oczekiwalam tego. Ot, zwykle odrabianie lekcji. Nie rozumiem czemu poswiecamy temu tyle czasu.
  • pade 16.07.14, 15:06
    czy Ty nie jesteś czasem perfekcjonistką?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 16.07.14, 15:17
    Zdecydowanie nie zawsze, ale czasem na pewno ;].
  • morekac 16.07.14, 15:15
    I chyba cos zgubilas w tym watku, bo to dziecko zapowiedzialo, ze nie chce mnie widziec i ze jego noga u nas nie postanie, skoro moje serce dla niego nie krwawi. To przekazal mi maz.

    Czyli de facto nie wiesz, co autorka owej egzaltowanej wypowiedzi miała na myśli. Wiesz, co ktoś powiedział, że ktoś powiedział. Istna zabawa w głuchy telefon, a komunikacja - rzekomo tak ważna - zerowa. Albo i mniej niż zerowa...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 16.07.14, 15:34
    Chyba sie zgubilam. Autorka tego tekstu to matka. Zarzucila mi, ze z mojej winy, bo sie nie staralam, np. nie przyjezdzalam do nich do weekend, nie ma pomiedzy mna a dzieckiem wiezi. Reszte rozmowy opisalam tu juz chyba kilkakrotnie. Rozmowa trwala kilka godzin, kiedy to wyluszczyla mi, ze nie zachowuje sie jak matka, w tym samym czasie zarzucajac mi, ze nie mam zadnych praw do tego dziecka i nie bede mu mowila jak ma sie uczyc, itp. Bylo tego sporo. Odpowiedzialam, ze za ten brak wiezi czy tez slaba wiez, ja winie ja i jej syna, bo ja sie staralam, ale oni tego nie ulatwiali. Odpowiedziala mi, ze to moja wina, bo ja jestem kobieta, od kobiety wymaga sie wiecej. Syna nie wini. To ja sie mialam bardziej postarac, to ja mialam stanac na glowie, pokochac to dziecko jak wlasne, itp.
    Po moim wyjsciu zaczela plakac, ze jej wnuczka zostala odrzucona przez matke, a teraz serce zony jej syna nie krwawi dla niej. Zarzucila mi, ze to ja to w trakcie rozmowy powiedzialam, ze uzylam tego sformulowania. Nic takiego nie powiedzialam. Przepraszam, czy jest tu cos czego nie rozumiesz? Zaczela latac po domu i piszczec o tym, uslyszalo to dziecko i tu dopiero rozpoczela sie jazda typu hardcore. Samo dziecko nie potrafi konkretnie wyjasnic czemu nie chce przyjechac, powtarza slowa babci. To wiem od meza, bo to on z corka na ten temat rozmawial.
    Ja nie musze sie dopytywac co dokladnie oznacza dla niej to przekrecone czy raczej pokrecone wyrazenie. Chodzilo o to, ze nie bylo we mnie 100% matki, oddanej temu dziecku. No pewnie nie bylo, ale ja to dziecko dostalam jak mialo te 10-11 lat i nikt mnie nie wspomogl w budowaniu wiezi z nim, chociazby notorycznie torpedujac moje starania o wspolne spedzanie czasu, duzej ilosci czasu.
    Z mojej strony komunikacja nie szwankuje. Maz rozmawial, przekonywal, prosil. Ostatnio w zlosci powiedzial o matce 'z glupkiem sie nie dogadasz, chocbym nie wiem jak sie staral'. Tesciowa podobno w kolko powtarza to samo, no nie krwawi mi serce, nie krwawi, czyli mi nie zalezy tak jak mi powinno zalezec. Me comprenez-vous?
  • pade 16.07.14, 16:00
    Podsumowując: zostałaś niesłusznie oskarżona oraz Twój mąż spędza sporo czasu poza domem, co Ci nie odpowiada. Przedstawiłaś mu w ten sposób sytuację, powiedziałaś, że źle się z tym czujesz i zapytałaś co on z tym zrobi?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 16.07.14, 16:10
    pade napisała:

    > Podsumowując: zostałaś niesłusznie oskarżona oraz Twój mąż spędza sporo czasu p
    > oza domem, co Ci nie odpowiada. Przedstawiłaś mu w ten sposób sytuację, powiedz
    > iałaś, że źle się z tym czujesz i zapytałaś co on z tym zrobi?


    Genialne streszczenie ;). W tej chwili nic, bo przeciez musi widywac dziecko. Po ostatniej awanturze, postara sie jednak doprowadzic do wspolnego weekendu. Zobaczymy jak to sie ulozy, jesli uda nam sie porozmawiac.
  • pade 16.07.14, 16:23
    To daj mu określony termin.
    Rozwiązanie problemu zależy tylko i wyłącznie od niego.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 16.07.14, 16:36
    Okreslony termin czego? Zmuszenia corki do przeprowadzki? Zmuszenia jej do spedzenia weekendu z nami?
  • pade 16.07.14, 16:43
    Może są jakieś inne rozwiązania, np jeden tydzień ona u was, drugi tato u córki?
    Wiesz, z jednej strony ona może uważać, że Ty jej nie chcesz, więc nie ma zamiaru do Ciebie przyjeżdżać, ale z drugiej strony może być też tak, że myśli sobie: skoro tato przyjeżdża do mnie a ja do niego nie jeżdżę, to znaczy, że macocha naprawdę mnie nie lubi... Trudno oczekiwać od nastolatki dojrzałego, racjonalnego myślenia.
    Może spróbujcie spotkać się w połowie drogi? Poszukać innych, odmiennych od ustalonych rozwiązań?
    Bo w takim pacie chyba niefajnie się żyje.
    No i skoro teściowa o matce dziewczynki niepochlebnie się wyraża, to o Tobie pewnie też...
    Nie ma na co czekać, bo sytuacja się utrwali, tylko trzeba myśleć i działać. Wakacje to fajna pora na zmiany:)
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 16.07.14, 16:50
    pade napisała:

    > Może są jakieś inne rozwiązania, np jeden tydzień ona u was, drugi tato u córki
    > ?

    No to faktycznie byloby cos na granicy bigamii. Na szczescie nie ma takich mozliwosci takze od strony zawodowej. Raczej nie wyobrazam sobie, zebym mogla sie na cos takiego zgodzic. Naprzemienna opieka nad mezem? No nie, niekoniecznie.

    Tej drugiej czesci nie zrozumialam. Nie przyjezdza do nas, bo nie chce. Ona nie chce.
    Poza tym sytuacja juz sie w pewnym sensie utwalila i zdaje sobie sprawe, ze trudno bedzie cos zmienic.
  • pade 16.07.14, 16:56
    Jaka opieka nad mężem?
    Czy Tobie chodzi o to, żeby postawić na swoim: przeprowadzka, albo weekend z Wami, i nic poza tym?
    Bigamia to już jest od dawna, bo to dziecko ma swój dom, 200km od Was. Mają się spotykać w połowie drogi? Mąż ma jeździć rzadziej? Czy wcale?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • pade 16.07.14, 16:58
    Jak często Twój mąż jeździ do córki?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 16.07.14, 17:06
    Spedzanie tygodnia u nas a kolejnego tygodnia tam, byloby jak sprawowanie nad nim naprzemiennej opieki. Dziwne, bardzo dziwne.
    Maz ma jezdzic tak czesto, jak mu serce zakrwawi i pozwoli na to praca, to jego dziecko. To nie jest dla mnie idealne, ale takie jest zycie. Chcialabym tylko, zeby mloda wiedziala, ze ja jej nie odtracam i, ze u nas tez ma dom, zeby do nas przyjezdzala, jezdzila z nami na wakacje, itd. Zdaje sobie sprawe, ze zmuszanie jej do przeprowadzki byloby bledem. Kiedy miala te 12 lat, mogl faktycznie powiedziec - przeprowadzasz sie i bez dyskusji. Na pewno byloby troche placzu i zlosci, a pozniej by sie to jakos unormowalo. Teraz na takie rozwiazania jest juz za pozno. Pisalam o tym z dwiescie razy wczesniej.
  • pade 16.07.14, 17:24
    Chodzi Ci o naprzemienną opiekę nad córką?
    Bo Ty matką męża chyba nie jesteś?

    "Pisalam o tym z dwiescie razy wczesniej."
    Czytałam, ale widzę, że nie dopuszczasz nawet myśli o tym, że mogą być jeszcze inne możliwości.
    Chciałabys, żeby to Twój mąż wytłumaczył córce, że Ty nie jestes przeciwko niej?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 16.07.14, 17:29
    Sorry, ale sie zgubilam. Jesli dobrze rozumiem, pytalas czy maz nie moglby tygodnia spedzac z corka. U nas czy u babci?
    Jakie inne mozliwosci? Jesli masz jakis pomysl, chetnie go poznam.

    Chcialabym, zebysmy mogli to jej oboje wyjasnic. On podobno to wyjasnial, ale on a nie przyjmuje jego slow, moze mi sie uda. A moze nie.
  • pade 16.07.14, 17:52
    Nie chodziło mi o tydzień tylko o weekend:) Przecież wiem, że pracujecie. Z tego, co pisałaś w wątku wynikało, że mąż każdą wolną chwilę spędza z córką. Z tego, co piszesz w odpowiedziach do mnie, wynika, ze tak nie jest. Jak często się z nią spotyka?
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • mozambique 16.07.14, 09:21
    owa cóka ma 15 lat ?
    twoj mąz a jej ojciec przyzwoicie zarabia? stac go na w miare dorgie prezenty?

    no to spoko - za rok -dwa, w gdy w grupie rówieśniczej zaczna sie liczyc markowe ciuchy, dobry sprzet lektroniczny i drogie wyjazdy córeczka sama zacznie do was pukac, chciec przyjezdzac i przymilac się i coś na tym ugrać

    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • anula36 16.07.14, 15:06
    Bylam w prawie identycznym ukladzie, ktory po 2,5 roku sie rozpadl.

    po przeczytaniu tego watku dochodze do wniosku ze powinnam sie udac z piesza pielgrzymka dziekczynna na Jasna Gore z powodu tego rozpadu.

    Ten typ syna - "meza mamuni" jest niereformowalny i naprawde identyczny, jak powielony od szablonu - czytajac o Twoim mezu spinel moglabym przysiac ze to moj eks.
  • spinel1977 16.07.14, 15:15
    Anulu, to chyba nie jest takie proste, bo moj maz, poza kwestia zwiazana z corka, nie jest zalezny od matki, ale, ale... nie zarzekam sie. Jesli okaze sie, ze mamunia nagle zyska wladze nad nim w innych kwestiach, moze bedzie trzeba podjac jakies drastyczne decyzje.
  • anula36 16.07.14, 15:50
    ale u nas byla dokladnie ta sama kwestia: ja, on, mamunia i pasierbica bez biologicznej matki i dokladnie te same zagrywki ze strony mamuni.
    Za kilka lat bylabym w tym samym miejscu w ktorym ty jestes teraz.
  • anula36 16.07.14, 15:58
    a nie dla mnie taka szarpanina.
  • spinel1977 16.07.14, 16:47
    Anulu, mysle, ze kazdy musi podjac taka decyzje dla siebie i za siebie. Ja juz doswiadczylam zlego zwiazku i wiem czym jest dobry zwiazek. Moj maz nie jest idealny, ale jest dla mnie dobrym partnerem. Bycie ojcem jest tylko jedna z rol, jakie pelnimy w zyciu. Widze jak moje kolezanki czasem szarpia sie z mezami. My mamy naprawde partnerski uklad i to jest bardzo fajne.
    Poza tym, ja takze mam dziecko z poprzedniego zwiazku, ktore rowniez potrafi dac w kosc.
  • anula36 16.07.14, 17:05
    a ja nie twierdze ze twoj maz/zwiazek jest zly.
    moja jedyna konkluzja, w zasadzie dwie , to jedna ze taki jak moj uklad zdarza sie czesciej niz by mozna przypuszczac i druga, ze ja sie do takiego zwiazku nie nadaje.
    Czytajac twoj watek zobaczylam SWOJA przyszlosc, ktorej w takim ksztalcie JA nie chcialabym doswiadczyc.
  • spinel1977 16.07.14, 17:12
    Oczywiscie masz do tego prawo i bardzo dobrze jest podejmowac takie decyzje, tzn. wiazac sie na ile to mozliwe swiadomie. Nie ukrywam, ze ta sytuacja kladzie sie cieniem na naszym zwiazku.
    Nie mozna jednak zakladac, ze wasza historia rozwinelaby sie w identyczny sposob, ale coz, no takie jest zycie.
  • 71tosia 16.07.14, 22:15
    po przeczytaniu twoich wypowiedzi mam wrazenie ze gdyby pasierbica mieszkala z babcia ale blizej was nie byloby problemu? Pewnie ci jakos zalezy na dziecku ale jeszcze bardziej na tym by maz nie tak czesto wyjezdzal z domu i to na cale weekendy.
    A co do twojego wyobrazenia o nastolatkach - coz wiekszoc mam kilkulatek tak sobie ich dorastanie wyobraza - bedzie bardziej rozumna, fajnie bedzie pogadac o babskich sprawach, bedzie sie zwierzac z problemow ty bedziesz doradzac, przyjaz z siostra etc Znam sporo nastolatek (corka ma 19 lat) i ani jednej matki ktora ma taka nastolatke ;-). Pyszczenie, bunt, negowanie praktycznie wszystkiego co mowia i robia rodzice i wszelkie inicjacje - 15 latka ma to przed soba. Jestes na to gotowa? Trudno wytrzymac nawet z biologicznycm dzieckiem, a nastolatka, ktora nie za bardzo lubi macoche i jest wyrwana z srodowiska, w ktorym dorastala to moze byc prawdziwy koszmar. Zartujac - zaproponuj pasierbicy wspolne mieszkanie jak okres dojrzewania bedzie miala za soba - moja 19 latka jest calkiem juz ogarnieta ;-)
  • spinel1977 17.07.14, 09:19
    Weekendy bez meza tez maja swoje plusy.
    Ja jestem naprawde typem osoby, ktora we wszystkim widzi pozytywy. Kiedy meza nie ma, spedzamy fajne weekendy z mloda, cieszymy sie z czasu spedzonego sam na sam, chodzimy do kina, na basen, wylegujemy sie w lozkach, pieczemy, itp. Naprawde, ja nie jestem kobieta, ktora o byle co darlaby szaty.
    A co do nastolatek, to ja naprawde doskonale wiem, ze byloby ciezko. Na pewno teraz to bylaby sytuacja super trudna, bo mysle, ze gdyby to dziecko zamieszkalo z nami wczesniej, to i nasze relacje bylyby inne. Oczywiscie teraz moge tylko domniemywac. Mozliwe, ze mloda nie bylaby u nas szczesliwa. Kto wie? Teraz mozna tylko wrozyc z fusow, juz sie tego nie dowiemy. Na pewno w tej chwili mysli, ze zabralam jej tate, ale to nieprawda.
  • pade 17.07.14, 14:08
    > Ja jestem naprawde typem osoby, ktora we wszystkim widzi pozytywy.
    Nie jest sztuką widzieć we wszystkim pozytywy. Sztuką jest widzieć rzeczy, jakimi one są.
    Kiedy uparcie odwraca się wzrok od nieprzyjemnych stron danego zjawiska, traci się coś ważnego, jakąś informację, najczęściej o sobie samym. Czegoś się unika, nie chce przezywać, jakiejś frustracji, niezaspokojonej potrzeby, nieprzyjemnej emocji.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 17.07.14, 14:16
    pade napisała:

    > Nie jest sztuką widzieć we wszystkim pozytywy. Sztuką jest widzieć rzeczy, jaki
    > mi one są.
    > Kiedy uparcie odwraca się wzrok od nieprzyjemnych stron danego zjawiska, traci
    > się coś ważnego, jakąś informację, najczęściej o sobie samym. Czegoś się unika,
    > nie chce przezywać, jakiejś frustracji, niezaspokojonej potrzeby, nieprzyjemne
    > j emocji.

    To skrot myslowy, do ktorego latwo sie przyczepic. Jestem dorosla, dojrzala osoba, ufam swoim osadom, uczuciom, emocjom. Wiem, kiedy dzieje mi sie krzywda.
    To jest moj drugi zwiazek, wchodzilismy w niego oboje z przeszloscia, dziecmi, eksami, itd. Oboje wiedzielismy, ze to bedzie od nas wymagalo takze pewnych kompromisow, negocjacji, wiedzielismy, ze nie zawsze i nie wszystko bedzie 'smooth'. Wiedzielismy, ze pojawia sie trudnosci, zdawalismy sobie sprawe, ze trudno bedzie pogodzic interesy nas wszystkich we wszystkich sytuacjach. Jestem w tym zwiazku bardzo szczesliwa, otrzymuje bardzo duzo milosci, akceptacji, czulosci. Bardzo duzo wsparcia, zrozumienia. Zdaje sobie sprawe z tego, ze niewiele osob ma okazje tego doswiadczyc. Wyszlam juz z jednego zlego zwiazku, wiem czym jest dobry zwiazek, znam i rozumiem roznice.
  • pade 17.07.14, 14:22
    Dwa razy pytałam Cię, jak często Twój mąż jeździ do córki. I dwa razy nie odpowiedziałaś.
    "Widzę same pozytywy..."
    To nie jest skrót myślowy tylko informacja dla czytającego:)

    Przede wszystkim jawisz mi się w tym wątku jako osoba niezdolna do cienia refleksji nad sobą, i nad postępowaniem swojego męża. Dlatego dziwi mnie, że kontynuujesz ten wątek.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • pade 17.07.14, 14:26
    Widać, że trudno Ci przyjąć do wiadomości, że Twój mąż jest nie tylko taki, jak go opisujesz, ale ma również inną, bardziej "mroczną" stronę.
    To może być na przykład : niepewność, niezdecydowanie, brak zaufania do własnych sądów lub nieszczerość, wygodnictwo, zakłamanie.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • spinel1977 17.07.14, 16:46
    pade napisała:

    > Dwa razy pytałam Cię, jak często Twój mąż jeździ do córki. I dwa razy nie odpow
    > iedziałaś.
    > "Widzę same pozytywy..."
    > To nie jest skrót myślowy tylko informacja dla czytającego:)
    >
    > Przede wszystkim jawisz mi się w tym wątku jako osoba niezdolna do cienia refle
    > ksji nad sobą, i nad postępowaniem swojego męża. Dlatego dziwi mnie, że kontynu
    > ujesz ten wątek.

    Maz nie ma przeciez ustalonych widzen z dzieckiem, wiec trudno mi odpowiedziec jak czesto. Jezdzi tam tak czesto, jak moze. Jezdzi na cale ferie, jezdzi, kiedy tylko ma wolne. Czasem gna tam chocby na kilka godzin, na wywiadowke, zeby pojsc z dzieckiem do lekarza, itp. Trudno byloby to podliczyc i podsumowac.
    Dla mnie bardzo czesto, dla tego dziecka na pewno nie tak czesto, jakby chcialo ojca widziec i jak czesto go potrzebuje.
  • hugu 17.07.14, 07:04
    Myślę, że nie ma sensu "rozkminianie", co komu krwawi lub nie krwawi, ma natomiast sens zadanie sobie pytania o jedną dziwną okoliczność, której nikt nie zauważył:
    Autorce zarówno mąż, jak teściowa, zabraniają podjęcia jednej z jej życiowych ról, a ona się temu podporządkowuje. Deprecjonują jej prawo do faktycznego bycia tym, kim jest, czyli macochą dziecka.

    Jesteś macochą dziecka, a więc osobą, która PIERWSZA PO OJCU ma prawo do budowania rodziny z tym dzieckiem. Jesteś macochą a ona jest pasierbicą. Macie swoją oficjalną relację, waszą własną linię wspólnego bytowania. Ale sprytnie "wymiksowano" was z tych ról i nie pozwolono ich podjąć. Zaprzeczono prawu twojemu i dziewczynki do Waszej relacji. Nie możesz nawet szczerze z nią porozmawiać, ani napisać maila, listu... - do wszystkiego potrzebna jest "pieczątka" babki i ojca, której nie chcą udzielić.

    Przestań pytać ich o pozwolenie. Oni nie pytają cię o pozwolenie na podejmowanie relacji babka-wnuczka, ojciec-córka, a Ty czemu czekasz na pozwolenie na podjęcie przez Ciebie relacji macocha-pasierbica?... Kto Ci wmówił, że Ci tego nie wolno? Uwierz, masz prawo! Jest relacja, przestrzeń, w której jesteś Ty i dziewczynka - bez udziału i kontroli osób trzecich.

    Jesteś macochą dziewczynki - masz prawo istnieć w jej życiu. Ona ma prawo znać twoje myśli, zdanie, położenie. Masz prawo z nią rozmawiać o wszystkim, a zwłaszcza o tym, co dotyczy waszej relacji. Dość cenzury i ubezwłasnowalniania! ;)

    Jesteś wygadana, dobrze piszesz - napisz do dziewczynki długiego, szczerego maila albo list - żeby mogła sobie wszystko kilkakrotnie przeczytać i "przetrawić". Nie staraj się przy tym chronić wizerunku ojca czy babki (oni zniszczyli twój wizerunek w oczach dziecka, więc nie obawiaj się pokazania prawdy z wszelkimi blaskami i cieniami, bo o prawdę tu chodzi) - bądź szczera. Możesz jej nawet pokazać ten wątek.

    Dziewczynka ma 15 lat i zasługuje na poznanie prawdy, tymczasem uczestniczy w zabawie w "głuchy telefon" zafundowanej jej przez ojca i babkę. Nie zna Cię naprawdę, nie zna twoich prawdziwych przekonań, a Ty jakoś się boisz podjęć roli, boisz się stworzyć "bezpośrednią linię"' macocha-pasierbica.

    Autorko, masz prawo szczerze przedstawić dziewczynce stan rzeczy: swoje starania o stworzenie dla Was wspólnego domu i opory w tym względzie ze trony zbyt zaborczej babci i zbyt uległego ojca. Niech wie, jak jest naprawdę. Jeśli nawet nie spowoduje to rewolucji w jej życiu, to przynajmniej będzie wiedziała, że ma/miała szansę na coś innego i wyprostujesz jej fałszywy obraz siebie w waszym rodzinnym układzie.

    Czy tak cię zastraszyli teściowa z mężem, że boisz się, wygadana, inteligentna kobieto, porozmawiać szczerze z prawie dorosłym dzieckiem?...
  • differentview 17.07.14, 07:34
    > Myślę, że nie ma sensu "rozkminianie", co komu krwawi lub nie krwawi

    no raczej;))) tym bardziej, ze z zalozenia nikomu nie krwawi tak mocno jak tesciowej;))))))

    > ma natomi
    > ast sens zadanie sobie pytania o jedną dziwną okoliczność, której nikt nie zauw
    > ażył:
    > Autorce zarówno mąż, jak teściowa, zabraniają podjęcia jednej z jej życiowych r
    > ól, a ona się temu podporządkowuje. Deprecjonują jej prawo do faktycznego bycia
    > tym, kim jest, czyli macochą dziecka.

    ja mysle, ze tak naprawde autorce( choc sie do tego nie przyznaje) ten uklad jest na reke, ze dziecko nie mieszka z nimi; owszem- meza nie ma czesciej w domu ale np. nie dochodzi do sytuacji, w ktorych maz majac pod jednym dachem dwoje dzieci- bardziej skupialby sie na corce niz na synu autorki, co jest calkiem mozliwe- stad juz tylko krok do zazdrosci o pozycje swojego dziecka; mysle, ze rodziny patchworkowe to trudny orzech do zgryzienia, rzadko to przebiega bezkolizyjnie, zawsze ktos cierpi, ktos jest poszkodowany, odsuniety, nie ma lekko

  • spinel1977 17.07.14, 09:12
    I piszesz to na podstawie czego? Wlasnych doswiadczen?
    Moj maz na codzien pracuje, kiedy wraca do domu, moja corka najczesciej juz spi, to przeciez male dziecko. Wiekszosc weekendow maz spedza natomiast ze swoja corka. Gdyby jego dziecko bylo na miejscu, pewnie mialby wiecej czasu dla nas wszystkich, ale to nie jest powod, dla ktorego chcialam, zeby z nami zamieszkala. Po prostu chcialam, zebysmy byli rodzina, to wszystko.
    On zreszta nie traktuje mojej corki, jak biologicznego dziecka i ja tego od niego nie chce. Maja dobra relacje, ale to nie jest relacja typu: jego serce krwawi dla niej, o nie. Jej serce tez na pewno nie krwawi dla niego.
  • differentview 17.07.14, 09:19
    spinel1977 napisał(a):

    > On zreszta nie traktuje mojej corki, jak biologicznego dziecka i ja tego od ni
    > ego nie chce. Maja dobra relacje, ale to nie jest relacja typu: jego serce krwa
    > wi dla niej, o nie. Jej serce tez na pewno nie krwawi dla niego.

    co to znaczy, ze nie traktuje jak biologicznego dziecka? Twoj maz nie pelni roli ojca dla Twojej corki? to znaczy, ze Wasza trojka tez nie tworzy rodziny? i naprawde daj juz spokoj z ta retoryka krwawiacych serc, myslalam, ze to tekst tesciowej ale skro tak czesto go uzywasz to znaczy, ze to i Twoja retoryka jest; kochac dziecko to znaczy po prostu je kochac, po co serce ma krwawic?;))))
  • spinel1977 17.07.14, 09:27
    Oczywiscie, ze nie pelni roli ojca, bo ona ma ojca, ktory sie z nia widuje, dzwoni do niej, itd. Jej kontakt z biologicznym ojcem nie jest idealny, ale jednak jest.
    Na pewno bardzo ja lubi, stara sie o nia dbac, stara sie uczestniczyc w jej rozwoju. Bawi sie z nia, czyta jej, wychodzi z nia na rower, gotuje jej, pierze jej rzeczy. Zajmuje sie nia i robi to z przyjemnoscia. Pomaga ja wychowywac, czasem dyscyplinuje, jesli jest taka potrzeba, ale zazwyczaj zostawia to mi, a moje stanowisko po prostu wspiera. To ja jestem jej rodzicem.
    Jesli ktos sie pomyli i nazywa go jej tata, mloda prostuje: to jest moj... i tu pada imie meza. Nigdy nie rozkladalam tego na czynniki pierwsze i nie staralam sie tego nazywac. Ich relacja jest dobra.
  • ola_dom 17.07.14, 09:35
    spinel1977 napisał(a):

    > Jesli ktos sie pomyli i nazywa go jej tata, mloda prostuje: to jest moj... i tu pada imie meza.
    > Nigdy nie rozkladalam tego na czynniki pierwsze i nie staralam sie tego nazywac. Ich relacja jest dobra.

    I całe szczęście - skoro dziecko ma już ojca, ma z nim kontakt i wie, kto jest jej tatą, to jakby nagle usilnie "promować" na tatę ojczyma - wtedy dopiero mogłoby dostać pomieszania... Dwóch tatusiów - a może któryś jest "bardziejszy"? Ale który?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • verdana 17.07.14, 09:41
    Nie ma co tu debatować, komu co krwawi. Prawda jest taka, ze ojciec nie chce mieć dziecka w domu. Gdyby chciał, to by je zabrał już dawno. Matka czy nie matka. Zazwyczaj kochającym rodzicom bez porównania bardziej zależy na dziecku, niż boją się matki.
    Druga możliwość to taka, ze mężowi zależy także na tym, by móc jak najczęściej z domu wyjeżdżać. Bo smutna prawda wygląda tak, że nie chce mieć córki u siebie, ale także nieszczególnie zalezy mu na spędzaniu z Tobą wolnego czasu. Gdyby to było dla niego priorytetem - patrz wyżej. Córka od paru lat mieszkałaby z Wami. Pora przestać patrzeć na dorosłego faceta przez pryzmat teściowej i ja obwiniać. Winien tej sytuacji jest w 100% mąż - to ostatecznie jest jego decyzja. Mógł zrobić inaczej, ale nie chciał . Myślę,z ę bez zaakceptowania tego będzie Ci trudno cokolwiek zmienić.
    I jeszcze jedno - czytam, co piszesz o 15-latce. To nie jest małe dziecko. Ty chciałabyś zająć się, ale masz wizję, że ona została zepsuta przez babcię, a Ty całkowicie ją odmienisz - od sposobu uczenia się, do samodzielnego myślenia. Nie akceptujesz dziewczyny taką, jaką jest - Ty chcesz pokazać, jak pięknie ją będziesz wychowywać na zupełnie kogo innego.
    W tej sytuacji byc może lepiej dla wszystkich, aby pozostało tak, jak jest.
    --
  • imsad 17.07.14, 09:48
    Pierwszy raz się spotykam z takim sformułowaniem.
    Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?
  • verdana 17.07.14, 09:54
    Że piszący je popełnia błędy składniowe.
    --
  • ola_dom 17.07.14, 09:56
    :D
    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • ola_dom 17.07.14, 09:59
    imsad napisała:

    > Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?

    O krwawiące serce matki - z grubsza rzecz ujmując.
    Więc jak nie krwawi - znaczy niegodna matką być.

    Boskie to jest, wczoraj już nie wytrzymałam i zaczęłam szukać w googlach hasła "krwawiące serce matki". Znalazłam jakąś rzeźbę albo inne dzieło-na-sztuki.
    Ale potem zaraz przestałam, bo za chwilę sama zaczęłabym krwawić... nie z serca, o nie!

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • differentview 17.07.14, 12:13
    ola_dom napisała:

    > imsad napisała:
    >
    > > Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?
    >
    > O krwawiące serce matki - z grubsza rzecz ujmując.
    > Więc jak nie krwawi - znaczy niegodna matką być.
    >
    > Boskie to jest, wczoraj już nie wytrzymałam i zaczęłam szukać w googlach hasła
    > "krwawiące serce matki". Znalazłam jakąś rzeźbę albo inne dzieło-na-sztuki.
    > Ale potem zaraz przestałam, bo za chwilę sama zaczęłabym krwawić... nie z serca
    > , o nie!

    to prawda, boskie:P czuje, ze ten tekst sie ode mnie nie odczepi i - krwawiace serce tesciowej, nie wystarczajace krwawiace serce macochy bedzie mi sie czesto przypominac;) az zaluje, ze nie mam wsrod bliskich kogos kto by sie taka poetyka poslugiwal;)( zartowalam, mam nadzieje, ze nigdy miec nie bede!)
  • spinel1977 17.07.14, 10:05
    Ze wypowiadajacy je jest jest egzaltowany i przekreca wyrazenia, zwroty stosowane w jezyku polskim (zdarza sie i tesciowej, i mezowi).
    Ja znam jedynie powiedzenie, ktore mowi o bijacym dla kogos sercu. Krwawiace serce kojarzy mi sie z sercem Chrystusa przebitym wlocznia, a nie jestem specjalnie religijna, oraz z tesciowa rzecz jasna, dlatego wiem, ze jej oskarzenia o tym jakobym to ja go pierwsza uzyla, sa nieprawdziwe.
  • morekac 17.07.14, 22:36
    Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?
    Obawiam się, że można to interpretować nader dowolnie...jak komu wygodniej.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • ola_dom 18.07.14, 09:56
    morekac napisała:

    > Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?

    Jak konkretnie, to chyba musiałabyś zapytać u źródła - teściowej spinel.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • mamrot3 18.07.14, 11:10
    morekac napisała:

    > Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?
    Mnie przenośnia kojarzy się nieodparcie z cierpieniem. Sugerowałabym, że babcia dziewczyny "krwawi" nad jej losem. Można stąd wyprowadzić nić zakamuflowanego szantażu.
  • ola_dom 18.07.14, 11:20
    mamrot3 napisał:

    > morekac napisała:

    > > Czy ktoś mi może wyjaśnić co ono konkretnie oznacza?
    > Mnie przenośnia kojarzy się nieodparcie z cierpieniem.

    Pewnie chodzi raczej o "krwawiące serce matki" - znaczy jak jej krwawi, to dopiero kocha, jak należy.
    Albo jeszcze o coś takiego, co kiedyś słyszałam, że jak matka nie miała pokarmu, to karmiła niemowlę własną krwią - pewnie właśnie "spopod serca". I tak powinno być, bo matka ma kochać do bólu! O!

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • morekac 18.07.14, 19:56
    Albo że aby być dobrą matką, trzeba cierpieć...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 17.07.14, 09:58
    Nieprawda jest, ze mezowi nie zalezy na spedzaniu ze mna wolnego czasu, ale zgadzam sie, ze jest winien zaistnialej sytuacji. Tyle, ze ja obwiniam takze babcie. Nie tylko ja, ale wiem, ze miala na dzialanie meza znaczny wplyw. Tlumaczylam juz dlaczego w tej kwestii jej zdanie bylo dla niego wazne. Ona go przekonala, ze temu dziecku bedzie tam lepiej, ze ona sie nim lepiej zajmie.
    Rozmawialismy o tym jeszcze wczoraj wieczorem i dzisiaj rano. Maz powiedzial mi, ze matka przekonywala go, ze przy jego typie pracy, bedzie mu trudno wychowywac dziecko. Tyle, ze w domu bylam jeszcze ja i na pewno dalabym sobie rade z obiema dziewczynkami. No, ale babcia przekonala go, ze jest bardziej kompetentna, ze zna dziecko lepiej, lepiej zna jego potrzeby, oraz ze kiedy nie bedze go w domu, jego dziecko na pewno bedzie traktowane w domu gorzej niz moje biologiczne dziecko. No, to juz cos wiecej wiem. On nie jest sklonny do wynurzen, trzeba z niego takie informacje wyciagac, ale chyba ostatnia awantura sprawila, ze bardziej sie otworzyl.

    Nie twierdze, ze corka meza zostala zepsuta przez babcie, ale prawda jest, ze w domu babci panuje zelazna dyscyplina, ktora nie zostawia wiele miejsca na samodzielne myslenie. Pisanie o probie calkowitego odmienienia dziecka jest sporym naduzyciem. Pisalam juz, ze to fajne dziecko. To, ze uwazalam, ze powinna byc ciut bardziej zachecana do samodzielnosci oraz, ze powinna uczyc sie ze zrozumieniem nie jest jeszcze proba wychowania jej na kogos zupelnie innego.
    Strasznie meczace sa te uogolnienia, wyolbrzymienia i inne naduzycia, ktore stosowane sa w rozmowach na tym forum. Moze by tak trzymac sie faktow? Inaczej rozmowa staje sie takim rzucaniem grochem o sciane.
  • mozambique 17.07.14, 10:05
    fakty są takie ze jest juz ponad 200 wpisów , dostalas masę rad ale uparcie trzymasz się swego jak pijany płotu
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • spinel1977 17.07.14, 10:08
    Rozumiem, ze uwazasz, ze powinnam teraz je sobie wydrukowac i traktowac jak wyrocznie?
    Nie, no na serio. Rozmowa byla ciekawa, na pewno zwrocilyscie moja uwage na pewne sprawy, ale bez przesady.
  • verdana 17.07.14, 10:14
    Cztery lata nie podjął żadnych działań, które pozwoliłyby mu mieć czas dla Ciebie. Innymi słowy - nieszczególnie mu na tym zależy. Dobrze mu tak, jak jest.
    Gdyby mąż KOCHAŁ to dziecko naprawdę, to nie dałby sie babci przekonać. Powiedz mi, czy ktokolwiek przekonał by Ciebie, oraz większość znanych mi rodziców, żeby nie mieszkali z dzieckiem i nie wychowywali go? Ludzie walczą przed sądem, zrywają kontakty z bliskimi, czasem łamią prawo, aby byc z dziećmi. Twojemu mężowi sie nie chciało, bo jemu nieszczególnie zależy. Albo jest kompletnym idiotą, skoro nie widzi, że drugie dziecko jakoś sie w Twojej rodzinie wychowuje. Albo - i z tym musisz sie liczyć - naprawdę uważa, że nie byłabyś dobra dla jego dziecka i boi sie Ci je powierzyć. Ja bym nad tym się zastanowiła, bo wygląda na to, że trochę racji teściowa ma - mąż nie uważa Cię za odpowiednią osobę do wychowywania jego córki, gdyby był przekonany, ze będziesz dla niej dobra, to argumenty matki by go nie przekonały. Być może własnie dlatego, ze Twoją ambicją jest wychowywanie jej zupełnie inaczej, przekonanie, zę wiesz lepiej od osoby, która wychowywała ją od 15 lat dla niej dobre. Nagła zmiana metod, nawet na lepsze, jest dla dziecka, a już na pewno nastolatka, fatalna.
    --
  • spinel1977 17.07.14, 10:28
    Moj maz dwoil sie i troil, zeby byc obecnym w obu miejscach. Jestesmy doroslymi ludzmi, nie jestesmy od siebie zalezni, ze soba sklejeni. Nie jestesmy zaborczy. Nie twierdze, ze nie chcialam czasem, zeby zostal na weekend, a on w tym czasie musial jechac do dziecka, ale absolutnie nie zdarzyla sie zadna tragedia. Ja jestem dorosla osoba, rozumiem, ze musial miec czas takze dla swojego dziecka. Nigdy nie poczulam sie z tego powodu zaniedbana. Nigdy nie uwazalam, ze musze z tym dzieckiem wspolzawodniczyc o jego uczucia. Oczywiscie to nie byla idealna sytuacja, ale nigdy nie poczulam sie dla niego niewazna czy mniej wazna.

    Mysle, ze kiedy kocha sie dziecko, chce sie dla niego jak najlepiej, nawet kiedy to najlepiej dla dziecka nie oznacza najlepiej dla nas. Corka meza traktuje swoja babcie jak matke, nawet w przedszkolu rysowala ja jako mame, dlatego czesciowo rozumiem meza.

    Nie rozumiem natomiast dlaczego uparcie stosujesz manipulacje i wmawiasz mi, ze lepiej ode mnie znasz moje ambicje. Ja nie mam zadnych ambicji w stosunku do tego dziecka. Twoje przeklamania sa zalosne. Wiekszosc twoich spekulacji to zwykle saczenie jadu.
  • annb 17.07.14, 10:32
    a wystarczyłoby żeby zabrał dziecko do was, i nie musiałby się dwoic i troić.
    Nie zawsze zgadzam się z verdaną, ale jeśli chodzi o ten watek, to podpisuję się pod każdym jej wpisem.
    Aha
    ja tutaj nie widzęmanipulacji.
    nie walcz z cudzymi opiniami
    po prostu je przemyśl



    --
    Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley
  • spinel1977 17.07.14, 10:48
    Nie walcze z cudzymi opiniami, ale z tym w jaki sposob sa formulowane. A sa formulowane w tendencyjny, manipulujacy i zaklamujacy rzeczywistosc sposob.
    Ktos juz pisal tu, ze to dziecko wyrosnie na narcyza. Odpisalam, ze to naprawde fajne dziecko, nie widze inklinacji w tym kierunku. Moze troche zbyt ciche, za bardzo stlumione, mogloby byc ciut bardziej samodzielne. Mogloby tez uczyc sie ze zrozumieniem zamiast na pamiec. To sa proby calkowitej zmiany dziecka? Ambicji, zeby wychowac je na kogos zupelnie innego? Litosci.
    Wiele rzeczy by wystarczylo. Wystarczyloby, zeby Hitler nie doszedl w Niemczech do wladzy, a moze uniknieto by drugiej wojny swiatowej. Faktem jest, ze doszedl.
    Moj maz popelnil kilka bledow, takze bardzo powazny blad – zamieszkal ze mna i z moim dzieckiem, a swoje dziecko zostawil z babcia. Tak, ja nie do konca potrafie to zrozumiec i usprawiedliwic. Wiem, ze to dziecko kocha, ze chce dla niego dobrze, ze tesknil, ale pomimo wszystko popelnil kluczowy blad. Teraz jego dziecko jest bardziej zwiazane z babcia niz z nim i przekonane, ze on je zostawil dla mnie. To wszystko zostalo juz ustalone, to zadne odkrycie.
    Pytanie, co mozna teraz z tym zrobic, tym bardziej, ze nagle babcia dziecka zaczela sie zachowywac w taki a nie inny sposob. Moze, jak sugeruja niektorzy, powinnam zajac sie soba i wlasnym dzieckiem i przebolec to co sie stalo, ale mowienie, ze wystarczyloby to czy tamto, to jakby plakanie nad rozlanym mlekiem, przeszlosci to nie zmieni.
  • anula36 17.07.14, 10:50
    teraz to juc chyba tylko mozna zostawic sprawy tak jak sa i przestac sie przejmowac. Zadnego cudu nie dokonasz.
  • differentview 17.07.14, 12:01
    >Tlumaczyla
    > m juz dlaczego w tej kwestii jej zdanie bylo dla niego wazne. Ona go przekonala
    > , ze temu dziecku bedzie tam lepiej, ze ona sie nim lepiej zajmie.
    babcia przekonala go, ze jest bardziej kompetentna,
    > ze zna dziecko lepiej, lepiej zna jego potrzeby, oraz ze kiedy nie bedze go w
    > domu, jego dziecko na pewno bedzie traktowane w domu gorzej niz moje biologiczn
    > e dziecko.

    ciekawe dlaczego maz dla sie przekonac, ze bedziesz jego corke zle traktowac??? myslalas nad tym? dlaczego nie podzielil sie z Toba obawami babci? dlaczego nie zakwestionowal przy babce, ze jej podejrzenia sa bez sensu?
  • spinel1977 17.07.14, 12:24
    Nie napisalam chyba nigdzie, ze wedlug zainteresowanych mialam je zle traktowac, tylko, ze lepiej mu bedzie u babci, ze moglabym corki meza nie traktowac na rowni z wlasnym biologicznym dzieckiem. To jest drobna aczkolwiek wazna roznica.
    Faktycznie mial wtedy taka prace, ze wychodzil z domu na 12 godzin, ale rozmawialismy o tym i zapewnialam go, ze przeciez dbalabym o jego dziecko w tym czasie. Pozniej byly jakies takie dziwne argumenty, ze moje dziecko wisialoby ciagle na jego corce, ze nie moglaby sie w spokoju uczyc, itd. Wydawalo mi sie, ze ktos mu te argumenty podsuwa. Przeciez starsze dzieci normalnie wychowuja sie z mlodszymi i niekoniecznie musza z tego powodu cierpiec niedostatek i zawalac szkole. Na koniec uslyszalam jeszcze, ze on nie chce, zeby jego dziecko bylo nianka dla mojego. To przyznaje wyprowadzilo mnie z rownowagi. Nigdy nie bylo i nigdy nikt od corki meza takich zachowan nie oczekiwal. Reasumujac, wydaje mi sie, ze nie chciano, zeby nasze dzieci byly rodzenstwem, bo jest miedzy nimi duza roznica wieku i, ze na pewno byloby to z niekorzyscia dla corki meza. Takie jest teraz moje rozumienie tych argumentow i wydaje mi sie, ze to matka mu je podsuwala.
  • differentview 17.07.14, 12:34
    spinel1977 napisał(a):
    > Reasumujac, wydaje mi sie,
    > ze nie chciano, zeby nasze dzieci byly rodzenstwem, bo jest miedzy nimi duza ro
    > znica wieku i, ze na pewno byloby to z niekorzyscia dla corki meza. Takie jest
    > teraz moje rozumienie tych argumentow i wydaje mi sie, ze to matka mu je podsuw
    > ala.

    a Ty znowu swoje- nie chciano, podsuwano- to Twoj maz nie chcial, Twoj maz uwazal, ze bedziesz traktowac jego corke gorzej, to Twoj maz uznal, ze bedziesz wykorzystywac jego corke jako nianke; Twoj maz i nikt inny, babcia mogla sobie argumentowac jak chciala ale to on podejmowal decyzje, ma wlasny rozum i zna Ciebie- nie babka; chyba, ze traktujesz meza jak bezwolny manekin bez wlasego zdania, kukielke sterowana przez tesciowa- wtedy zgoda, jako kukielka mogl tylko robic to co mu kazano
  • differentview 17.07.14, 12:37
    differentview napisała:

    > spinel1977 napisał(a):
    > > Reasumujac, wydaje mi sie,
    > > ze nie chciano, zeby nasze dzieci byly rodzenstwem, bo jest miedzy nimi d
    > uza ro
    > > znica wieku i, ze na pewno byloby to z niekorzyscia dla corki meza. Takie
    > jest
    > > teraz moje rozumienie tych argumentow i wydaje mi sie, ze to matka mu je
    > podsuw
    > > ala.

    pomijam fakt, ze bardzo latwo mozna to bylo sprawdzic- corka meza kiedy jeszcze byla mlodsza mogla zamieszkac z Wami na probe- miesiac, dwa i sama by mogla zdecydowac ale Twoj maz nie chcial dlatego, ze ze wszystkim co mu matka mowila sie zgadzal, zrozumiesz to w koncu?
  • spinel1977 17.07.14, 12:53
    Rozumiem, ze sie zgadzal i rozumiem jego obawy. Nie odczytuje tego jako kompletnego braku zaufania do mnie, a raczej jako troske o wlasne dziecko. Ja tez uwaznie obserwuje relacje mez z moim wlasnym dzieckiem. Uwazam, ze tym jest wlasnie milosc do dziecka i troska o nie. Nie ufam nikomu, nawet sobie, nawet wlasne postepowanie czesto kwestionuje i zadaje sobie pytanie, jak moge byc lepsza matka i lepiej odpowiadac na potrzeby mojego dziecka. Uwazam, ze to zrozumiale. Dlatego ja jego obawy rozumiem. Sama przeciez nie wiem, jak to by sie nam ulozylo, ale faktem jest, ze sytuacja, ktora wynikla jest byc moze gorsza, nawet gdyby to dziecko zamieszkalo u nas i nawet, gdyby mlodsza przyrodnia siostra je czasem wkurzala czy gdyby nasza relacja nie byla idealna.
  • spinel1977 17.07.14, 12:43
    Moj maz zdecydowanie te poglady przyjmowal jako wlasne, choc byly mu podsuwane. Tak uwazam. Wszystko dla dobra dziecka.
  • verdana 17.07.14, 13:39
    Czyli mąż nie miał do Ciebie zaufania, nie wierzył, ze będziesz dobra dla jego dziecka. I że dziecku z Wami będzie dobrze. Być moze to jest zasadniczy problem.
    --
  • spinel1977 17.07.14, 13:49
    Wiesz, kiedy czytam posty twoje i morekac, przypomina mi sie bajka o Krolowej Sniegu i o Kaju, ktory mial w oku szkielko.
  • verdana 17.07.14, 14:34
    Ależ przecież sama napisałaś, ze ojciec uważał, zę dziecku będzie lepiej z babcią, niż z Wami, bo jego nie ma. Innymi słowy nie chcesz dopuścić do siebie myśli, zę dla dobra dziecka mąż wybrał rozwiązanie, w którym Ty nie uczestniczysz w wychowaniu córki. Chcesz widzieć tylko intrygę babci, jakby mąż byc absolutnie niemyślącym człowiekiem i nie zastanawiał sie w ogóle sam nad losem swojego dziecka.
    --
  • morekac 17.07.14, 21:48
    Interpretacja i sprawa literatury to kwestia indywidualna...
    Ale skoro już jesteśmy przy baśniach: zawsze zastanawiało mnie, dlaczego we wszystkich baśniach ze złymi macochami tatuś bohaterki jest uważany za dobrego i królewna zawsze mu wybacza jego zaniedbania... Ale skoro ty uważasz swojego męża za dobrego ojca, to nie mam więcej pytań...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • spinel1977 17.07.14, 11:10
    hugu napisała:

    > Jesteś wygadana, dobrze piszesz - napisz do dziewczynki długiego, szczerego mai
    > la albo list - żeby mogła sobie wszystko kilkakrotnie przeczytać i "przetrawić"
    > . Nie staraj się przy tym chronić wizerunku ojca czy babki (oni zniszczyli twój
    > wizerunek w oczach dziecka, więc nie obawiaj się pokazania prawdy z wszelkimi
    > blaskami i cieniami, bo o prawdę tu chodzi) - bądź szczera. Możesz jej nawet po
    > kazać ten wątek

    Hugu, to co napisalas ma wiele sensu, ale co bym zyskala piszac do niej o babci i ojcu? To jedyne bliskie jej osoby. Nie chcialabym w zaden sposob naruszyc, pogorszyc ich relacji. To mogloby przysporzyc jej cierpienia i zrobic jej wieksza krzywde.
    Nie wiem czy moge w jakikolwiej sposob wybronic sie z tego, nie pograzajac jej ojca i babci, ale to nie byloby wlasciwe.
  • asiek25 17.07.14, 12:26
    Przeczytałam cały wątek i mam wrażenie, że cały czas skupiasz się na tym, jak kiepska jest Wasza sytuacja, jak kiepska jest babcia, jak bardzo nawalił ojciec, ale sama z siebie niewiele robisz. Chęci masz oczywiście bardzo dobre, ale działań nie chcesz podjąć żadnych. Tak jakbyś oczekiwała, że dobre relacje z dzieckiem ma Ci załatwić mąż, albo przynajmniej otworzyć Ci do nich drogę.
    Jeśli naprawdę zależy Ci na tej dziewczynce, to dlaczego sama sobie tych relacji nie poukładasz? Parę osób już Ci to sugerowało, pytało o to, ale odpowiedziałaś wymijająco. Maila wysłać nie chcesz, bo to nie jest dobry pomysł. Niby dlaczego? Bo nie przeczyta? A skąd wiesz i dlaczego z góry to zakładasz? Wolisz porozmawiać z nią osobiście, ale mąż ma Ci to dziecko przywieźć. Dlaczego sama do niej nie pojedziesz? Babcia nie wpuści Cię do domu? Nawet jeśli, zawsze możesz znaleźć sposób, aby spotkać się z dzieckiem sam na sam, to nie jest trudne.
    Mam wrażenie, że w całej tej sytuacji jesteś dość bierna. Intencje oczywiście masz dobre, ale działania wolisz wykonywać cudzymi rękami. Ojciec ma dziecko przywieźć, przekonać do zamieszkania z Wami, babcia najlepiej żeby się odsunęła, to wtedy Ty będziesz miała pole do popisu. Ale gdy inni nie postępują według Twoich oczekiwań, to żalisz się, ale nie robisz nic. I być może o to babcia miała do Ciebie pretensje, tylko nie potrafiła tego jasno wyartykułować. Bo może oczekiwano od Ciebie, że będziesz relację z dzieckiem budowała SAMA, że będziesz się bardziej angażować SAMA.
    To są oczywiście tylko moje wrażenia na podstawie całego wątku. Możesz mi oczywiście zarzucić manipulację, ale to będzie świadczyć tylko o tym, że nie umiesz przyjąć, iż ktoś ma prawo widzieć Cię inaczej, niż Ty sama siebie, mieć inny punkt widzenia. I być może tu też jest pies pogrzebany.
  • spinel1977 17.07.14, 12:37
    Tak, uwazam, ze to maz powinien mi teraz to dziecko przywiezc. Dokladnie tak uwazam. Nie pojade tam w sytuacji, jaka zostala teraz stworzona. Nie po tym, kiedy to dziecko odmowilo przyjazdu do nas, widzenia sie ze mna.
    Masz prawo uwazac, ze jestem bierna, ja uwazam, ze robilam co moglam, zeby nasze relacje ulozyc i do niedawna byly calkiem niezle.
    Na ten i inne zarzuty odpowiedzialam juz tyle razy w tym watku, ze musze cie po prostu odeslac do moich wczesniejszych wypowiedzi. Jesli cie nie przekonaly, to trudno, masz prawo miec wlasne zdanie i watpliwosci, a ja mam prawo sie z nimi nie zgadzac. Nigdzie nikomu tego prawa nie odbieralam, chodzilo tylko o jakosc dyskursu, tzn. o nie uzywanie manipulujacych stwierdzen. Do tego z kolei ja mam prawo.
  • differentview 17.07.14, 13:05
    spinel1977 napisał(a):

    > Tak, uwazam, ze to maz powinien mi teraz to dziecko przywiezc. Dokladnie tak uw
    > azam. Nie pojade tam w sytuacji, jaka zostala teraz stworzona.

    no to skoro tak uwazasz to uzgodnij z mezem zeby dziecko przywiozl i powiedz dziewczynce, ze zalezy Ci zeby mieszkala z Wami i chcialabys tego ale uszanujesz to jesli woli z babcia i tyle; bedziesz mogla powiedziec jej co czujesz do niej, ze to co mowi babcia nie jest do konca prawda. prosta sprawa; jesli maz jej mimo wszystko nie bedzie chcial przywiesc, nawet na krotkie spotkanie to znaczy, ze jest kukielka w rekach swojej mamuni i pozostaje Ci sie pogodzic, ze zyjesz z kukielka, ktora ma dziecko w wlasna mamusia i druga rodzine, do ktorej nie masz wstepu
  • spinel1977 17.07.14, 13:07
    Dokladnie to mam zamiar zrobic.
  • verdana 17.07.14, 13:42
    Innymi słowy trochę traktujesz to dziecko jak rzecz, która Ci sie nalezy - ma przyjechać, bo Ty będziesz czuła sie lepiej. Nie widzę tu cienia refleksji nad tym, że dziecko nie chce. Dziecko może nie chcieć tylko dlatego, że jest zmanipulowane. Pomysł, ze może mieć powód do głowy Ci nie przychodzi.
    --
  • spinel1977 17.07.14, 13:47
    Czy ty naprawde musisz ciagle wyciagac tak daleko idace, niesprawiedliwe wnioski? Nie, nie traktuje jej jak rzecz, po prostu, jesli mezowi uda sie ja przekonac do przyjazdu, to bedzie to dla mnie jakis sygnal, ze jest szansa powodzenia, jakiegos odkrecenia tego wszystkiego. Ona nie chce ze mna rozmawiac, maz przekazal mi, ze nie chce ze mna rozmawiac, bo moje serce dla niej nie krwawi. Powtorzyla mu slowa babci. Dlatego uwazam, ze teraz on musi przebic sie przez ten mur, a wtedy ja sprobuje porozmawiac, wyjasnic. Jesli zgodzi sie na przyjazd do mnie na dzialke, to bedzie jakis tam sygnal, ze moze nie wszystko jest stracone i w ogole warto na temat tej sytuacji rozmawiac.
    Dlaczego wszystko interpretujesz na moja niekorzysc?
  • anula36 17.07.14, 13:53
    verdana tak lubi,nie przejmuj sie.
    Poza tym wiekszosc osob oceniajacych ciebie i wysnuwajacych daleko idace wnioski nigdy nie bylo w takiej sytuacji.
  • spinel1977 17.07.14, 13:56
    O, nie, ja sie nie przejmuje, za stara jestem na to i zbyt odporna :).
  • differentview 17.07.14, 13:54
    spinel1977 napisał(a):
    Ona nie chce ze mna rozmawiac, maz przeka
    > zal mi, ze nie chce ze mna rozmawiac, bo moje serce dla niej nie krwawi. Powtor
    > zyla mu slowa babci.

    zaczynam podejrzewac, ze jestes trollem;) nie wierze, po prostu nie wierze, ze 15- latka tez mowi o krwawiacym sercu; a zapytalas meza co jej na to odpowiedzial?:))))))))
  • spinel1977 17.07.14, 14:01
    No masz prawo w to nie wierzyc, ja tez bylam zdumiona, tak samo jak bylam zdumiona, ze ktos w ogole moze takie glupoty powtarzac przy dziecku, pytalam nawet meza czy ktos z domownikow nie mogl jej powstrzymac? Podobno nie mogl.
    Maz twierdzi, ze tlumaczyl jej, ze ja ja bardzo lubie. Tyle, ze to jakby nie rozwiazuje problemu? Ona jest teraz przepelniona gorycza, ze nie jest dla mnie jak biologiczne dziecko. Tak to rozumiem. Przeciez nie moge klamac, ze jest, bo nie jest. Moze byloby inaczej, gdyby byla na miejscu, ale czy ja ja musze kochac jak wlasne, biologiczne dziecko? Czy nie wystarczy, ze ja lubie, ze chce z nia spedzac czas, chce dla niej dobrze? Bo teraz jak wytlumaczyc nastolatce, ze ja nie mialam nawet mozliwosci tak sie do niej przywiazac?
  • differentview 17.07.14, 14:06
    > Maz twierdzi, ze tlumaczyl jej, ze ja ja bardzo lubie. Tyle, ze to jakby nie ro
    > zwiazuje problemu? Ona jest teraz przepelniona gorycza, ze nie jest dla mnie ja
    > k biologiczne dziecko. Tak to rozumiem. Przeciez nie moge klamac, ze jest, bo n
    > ie jest.

    jesli jest przepelniona gorycza to znaczy, ze liczyla na to, ze jej wiez z Toba bedzie glebsza, ze zastapisz jej matke; mogla tego glosno nie artykulowac ale w glebi serca na to liczyc; wiec tym bardziej powinnas sie z nia spotkac i dac jej do zrozumienia, ze jestes otwarta na blizsza wiez tylko, ze do tej pory nie bylo okazji ja nawiazac bo nie mieszkalyscie ze soba
  • spinel1977 17.07.14, 14:11
    Nigdy nie odnioslam wrazenia, ze szuka we mnie matki, ale moze tez czegos nie zauwazylam.
  • differentview 17.07.14, 14:14
    > Nigdy nie odnioslam wrazenia, ze szuka we mnie matki, ale moze tez czegos nie z
    > auwazylam.

    a teraz kiedy mowi ojcu o rozgoryczeniu, ze jej nie kochasz to tez nie widzisz?
  • differentview 18.07.14, 09:56
    differentview napisała:

    > > Nigdy nie odnioslam wrazenia, ze szuka we mnie matki, ale moze tez czegos
    > nie z
    > > auwazylam.
    >
    > a teraz kiedy mowi ojcu o rozgoryczeniu, ze jej nie kochasz to tez nie widzisz
    > ?

    nie odpowiedzialas na pytanie a byc moze jest to kluczowe; Ty jej nie kochasz a ona na to liczyla- trudna sprawa; nic dziwnego, w koncu dziewczynka potrzebuje matki albo kgoos kto bedzie ja zastepowal; piszesz, ze maz i babcia nie stworzyli Ci warunkow zebys mogla nawiazac z nia glebsza wiez- byc moze; ale rownie mozliwe, ze nawet gdybys miala mozliwosci to wcale bys tego nie chciala lub nie potrafila; potem piszesz- jak wytlumaczyc nastolatce, ze nie traktujesz jej jak biologicznego dziecka- normalnie, mozna powiedziec, ze nie mialyscie warunkow zeby sie zblizyc ale mozna sprobowac jeszcze raz, jesli ona chce; tyle, ze mi sie wydaje, ze Ty nie chcesz otworzyc sie bardziej na nia uczuciowo a z tego moze wynikac, ze babcia tylko glosno wyartykulowala to co dziecko wczesniej odczuwalo z Twojej strony- czyli nie jest to manipulacja tylko jej autentyczne poczucie odrzucenia przez Ciebie
  • spinel1977 18.07.14, 10:28
    Wybacz, ale odpowiadanie na zarzuty w tym watku staje sie powoli praca na pelny etat.

    Nie wiem jaka jest sytuacja. Nie wiem nawet czy ona na to liczyla, albo raczej na co liczyla. Informacja biegnaca od jej opiekunow nie brzmiala: chcemy, zebys weszla w role matki. Ja takze nie zauwazylam takich sygnalow biegnacych od dziecka. Ono mialo 10-11 lat, takiemu dziecku nie matkuje sie na sile i na drugi dzien po zostaniu zona jej ojca. A juz na pewno nie robi sie tego, kiedy od lat matkuje mu babcia. Mialam sie jej zapytac czy nie chcialaby, bym byla jej mama? To nie jest komedia romantyczna. Uwazalam, ze jesli nasza relacja bedzie ciepla i bliska, to bedzie wystarczajace.
  • ola_dom 17.07.14, 13:56
    O ile pamiętam, to młoda chciała przyjechać, było ustalone, że przyjedzie, zresztą - przyjeżdżała na wizyty;
    a skończyło się, kiedy babcia zaczęła wyć o krwawiącym sercu.
    Teraz nie chce przyjechać nawet na weekend.
    No jak trzeba być zaciętym, żeby nie widzieć w tym wpływu babuni-mamuni???? Tym bardziej, że młoda powtarza tę bzdurę jak mantrę?

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • spinel1977 17.07.14, 14:05
    ola_dom napisała:

    > O ile pamiętam, to młoda chciała przyjechać, było ustalone, że przyjedzie, zres
    > ztą - przyjeżdżała na wizyty;
    > a skończyło się, kiedy babcia zaczęła wyć o krwawiącym sercu.
    > Teraz nie chce przyjechać nawet na weekend.
    > No jak trzeba być zaciętym, żeby nie widzieć w tym wpływu babuni-mamuni???? Tym
    > bardziej, że młoda powtarza tę bzdurę jak mantrę?


    No wlasnie Olu, no wlasnie. Ja tez nie rozumiem.
  • verdana 17.07.14, 14:32
    Ale nawet nie próbujesz. Jesteś tak przekonana, ze wina leży tylko po stronie babci, ze w ogóle nie zastanawiasz sie nad tym, czy nastolatka nie ma jakiejś racjonalnej przyczyny, dlaczego nie chce przyjeżdżać.
    --
  • szpil1 17.07.14, 17:33
    Verdana, 10/10.

    Spinel, a nie może byc tak, że babcia powtarza to co dziecko mówi, a dziecko zwyczajnie mówi to co czuje: jest nieakceptowana, odrzucona i niepotrzebna? Może to nie tak, że babcia manipuluje? Np. sprawa z Twoim dzieckiem: piszesz, że oskarżono Cię o próbe uczynienia z córki męża darmowej opiekunki. Piszesz też, że Twoja córka kleiła sie do starszej dziewczynki i czasem ją to drażniło. A może to "czasami" to wcale nie takie "czasami" i starsza dziewczynka rzeczywiście czuła się źle w takiej sytuacji?
    Chociaż wydaje mi się, że Ty już role rozdałaś: babcia - zła, apodyktyczna manipulantka, starsze dziecko - niby hormony, niby dorasta, ale generalnie źle wychowana i jakby była pod Twoim dachem to byłaby niemalże idealna, Twój mąż - ach, biedaczek, chce dobrze, no ale ta wredna matka... Chyba kompletnie nie dopuszczasz do siebie myśli, że mąż jest wygodnicki, a dziewczynka może Ciebie i Twojego dziecka po prostu nie lubic.
  • spinel1977 17.07.14, 17:42
    Moze i nie lubi, tylko dla mnie jak sie kogos nie lubi, to nie chce sie z nim rozmawiac, a jak pisalam jeszcze podczas ostatniego jej pobytu u nas, nie mogla sie ode mnie odkleic, opowiadala o kolegach, kolezankach, chciala sie koniecznie wszystkim podzielic, wrazeniami z nowej gry, zabawnymi historiami ze szkoly. To dla mnie nie wyglada jak brak sympatii do rozmowcy. Nie musiala ze mna rozmawiac, nie przystawialam jej rewolweru do skroni. Mysle, ze umiem rozroznic, kiedy dziecko do mnie lgnie, a kiedy mnie nie lubi.
    Nie twierdze, ze mlodej nie draznilo, kiedy moja corka do niej lgnela, ale staralam sie to stopowac jak moglam. Malemu dziecku tez trudno jest wyjasnic, ze inne, starsze dziecko, ktore ja tak zachwyca, nie jest wcale zachwycone jej towarzystwem. Ale staralismy sie oboje z mezem interweniowac, kiedy moglismy. Rozrywki tez dobieralismy raz pod jedna, raz pod druga, zeby zadna nie byla stratna.
    Zdaje sobie sprawe z tego, ze nawet, gdyby byly biologicznym rodzenstwem, to tez czasem roznica wieku jest zbyt duza, zeby ten kontakt byl swietny.
  • morekac 17.07.14, 22:43
    a dziecko zwyczajnie mówi to co czuje: jest nieakceptowana, odrzucona i niepotrzebna?

    A tak nie jest?
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • verdana 17.07.14, 14:42
    Wniosek nie jest niesprawiedliwy, tylko Ty absolutnie nie chcesz sie nad sytuacją zastanowić. Dla Ciebie jedynym "złym" jest teściowa. Przy czym nie widzisz sprzeczności w swoich twierdzeniach.
    Maż dba o dobro dziecka. Dlatego zostawił je z babcią. Mąż jest zmanipulowany przez babcię, dlatego zostawił z nia dziecko. To mąż naprawdę dba o dziecko, czy bezmyślnie słucha matki, krzywdząc dziecko?
    Mąż bardzo córkę kocha i chce mieć z nią dobry kontakt. Mąż uważa, ze córka powinna mieszkać gdzie indziej.
    Maż dba o dziecko, dziecku jest dobrze. Dziecko buntuje sie do tego stopnia, że nawet nie chce do ojca przyjechać.
    Dziecko nie chce przyjechać, bo nie chce z Tobą rozmawiać. Co przekazuje Ci Twój maż, który jakoś nie potrafi córki do Ciebie przekonać. Dlaczego? Być moze dlatego,z ę wybrał Ciebie, a nie ją i nic tego nie zmieni.
    Uważam, ze bardzo wygodnie Ci dostrzegać tylko jedną stronę medalu - złą teściową. Przy okazji nie dostrzegasz poważnego problemu, który stworzył mąż, a nie babcia, nie dostrzegasz, ze porzucił dziecko, nie dostrzegasz, że czasem warto liczyć sie ze zdaniem 15-latki, nawet jeśli jest nie do końca przemyślane, nie dostrzegasz, ze kieruję Tobą chęć naprawienia swojej roli w rodzinie, a nie jakiekolwiek dobro pasierbicy.
    --
  • spinel1977 17.07.14, 15:48
    Maz myslal o dobru dziecka, a w tej kwestii ufa swojej matce, jej osadowi sytuacji. Nie ma sensu udawac, ze dziewczynka jest bardzo zwiazana z babcia. Nie ma w tym sprzecznosci. Na pewno zadne z nich nie zrobilo tego, zeby to dziecko skrzywdzic, no ale wyszlo jak wyszlo. Nadal nie widze w tym sprzecznosci. Byc moze on nie powinien byl mnie poslubiac i po prostu mieszkac dalej ze swoja matka i z nia wychowac to dziecko. Mozliwe, ze to byla najlepsza opcja.
    Napisalam o tym jak babcia w trakcie swojej tyrady przywolala na dol dziecko i powiedziala przy mnie: bedziesz tam jezdzila. Dziecko odpowiedzialo: dobrze, bede tam jezdzila. Dlatego ja widze tu wplyw babci. Wczesniej na decyzje meza, dzisiaj na decyzje dziecka. Znam ja, wiec tak, wiem lepiej od ciebie.
    Co do reszty, to juz wczesniej napisalam, widzisz wszedzie zlo i zle checi, jakbys miala to przyslowiowe szkielko w oku, ale ja nie moge ci pomoc.
  • spinel1977 17.07.14, 16:04
    Edit: Nie ma sensu udawac, ze NIE jest zwiazana z babcia.
  • verdana 17.07.14, 16:48
    Oczywiście, że JEST. Bo została porzucona przez oboje rodziców. To jest zatem jedyna osoba, która jej została.
    Problem w tym, że nie musiała byc tak związana z babcią.
    --
  • verdana 17.07.14, 16:05
    Innymi słowy, wyszłaś za człowieka, który nie ma swojego zdania w kwestii wychowania własnego dziecka i uważa, zę jego matka jest lepszym opiekunem od niego. Dziecko nie jest związane z babcią, bo los tak chciał, tylko dlatego, że Twój mąż tak zadecydował i najwyraźniej nie starał się o bliższe kontakty z córką. Nawet "dojeżdżający" ojcowie potrafią mieć bardzo bliskie kontakty z dzieckiem. Nie, Twój maż nie chciał dziecka krzywdzić, ale nieszczególnie mu zależało, aby je wychować. Nie czarujmy się - podrzucił dziecko babci bo to jest najwygodniejsze rozwiązanie. A potem nie zabrał, bo to nadal było najwygodniejsze rozwiązanie. Nad kontaktami z dzieckiem trzeba popracować. A zostawienie jest proste.
    Innymi słowy, wyszłas za człowieka, który nie ma zdania w najważniejszej sprawie, w jakiej człowiek może ją mieć. I w dodatku pozwolił, aby babcia wychowała jego dziecko na osobę , która jest pozbawiona totalnie własnego zdania, własnego myślenia. Jesli to nie jest krzywda dla dziecka, to ja nie wiem, co może nia być.
    Krótko - zostawienie dziecka toksycznej kobiecie na wychowanie świadczy o tym, że Twój mąż zaniedbał dziecko. Więć nie ma siły - albo teściowa nie jest toksyczna, albo Twój mąż jest złym, nieodpowiedzialnym ojcem.
    --
  • spinel1977 17.07.14, 16:32
    Widze, ze jestes typem osoby, ktora leci po skrajnosciach.
    Moj maz ma z dzieckiem dobry kontakt. Na pewno byloby lepiej, gdyby mieszkal razem z dzieckiem, ale ich kontakty sa bardzo dobre.
  • verdana 17.07.14, 16:46
    Nie. Jestem typem osoby, która wyciąga logiczne wnioski.
    Twoja opowieść jest sprzeczna. Ktoś, kto zostawia dziecko, szczególnie osobie, którą oceniasz jako złego opiekuna, nie troszczy sie o dobro dziecka.
    Dobry kontakt z dzieckiem nie oznacza, ze maż zwyczajnie dziecka nie porzucił. I jakoś ten kontakt chyba sie psuje, skoro córka nie uznaje rodziny, a zatem wyborów życiowych ojca.
    Nie chcesz widzieć oczywistości - nie teściowa tu zawaliła sprawę.
    Ty też nie.
    Mąż - całkowicie.

    --
  • ola_dom 17.07.14, 17:09
    verdana napisała:

    > Twoja opowieść jest sprzeczna. Ktoś, kto zostawia dziecko, szczególnie osobie,
    > którą oceniasz jako złego opiekuna, nie troszczy sie o dobro dziecka.

    To niekoniecznie musi być takie czarno-białe.
    Moja ciotka samotnie wychowywała dwóch synów. Wszyscy byli absolutnie zachwyceni, jaką wspaniałą, czułą i troskliwą jest matką.
    Do czasu, kiedy dzieci zaczęły dorastać i mieć swoje zdanie - odmienne od zdania mamy.
    Wtedy dopiero dało się dostrzec, że dzieci są wspaniałe i kochane, dopóki są małe i podporządkowane. I dopiero wtedy udało się zobaczyć, jak toksyczną i despotyczną jest osobą.
    Bo kiedy dziecko jest małe, naprawdę tego można (u rodzica, opiekuna) nie zauważyć.
    Tym bardziej, kiedy dziecko wymaga więcej opieki - tak jak pisała o tym spinel. Dziewczynka wymagała intensywnej rehabilitacji i ciągłej opieki. Kiedy babcia się nią wtedy zajmowała, można było nie zauważyć, czy jest despotyczna, czy nie jest. Po prostu.

    Gdyby kto wiedział, co i jak będzie za 5-6-10 lat - pewnie wiele rzeczy zrobiłby inaczej. Ale to nie było tak, że facet zostawił toksycznej matce na pastwę dziecko, którego nie chciał. A trochę tak można wyczytać z tego, co piszesz.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • verdana 17.07.14, 17:35
    Można nie zauważyć u siebie, OK. Można nie zauważyć nawet u babci, zgoda.
    Jednak, gdy oddaje sie komuś innemu dziecko na wychowanie, to jest inna sprawa, niż gdy po prostu samemu sie je wychowuje.
    Dziecko wymagało rehabilitacji i opieki. Ojca przy niej nie było. Co byś powiedziała o matce, której przy dziecku nie ma? To samo? I nie mówimy o roku czy dwóch, tylko o 15 latach.
    Ojciec zostawił matce nie niemowlę, którym nie miał możliwości sie zająć, tylko 11-latkę, którą bez problemu mógł zabrać i która miałaby opiekę. Więc skoro jej nie wziął to powody mogą być dwa.
    1. Nie chciał. 2. Nie nawiązał z córką więzi.
    --
  • spinel1977 17.07.14, 17:54
    Leczenie i rehabilitacja dziecka zakonczyly sie, kiedy mialo 6-7 lat. Ojciec przy nim byl i godzil prace oraz opieke nad nim. Matka dziecka nie dolozyla do jego utrzymania czy leczenia ani grosza. Mysle, ze dal sobie z tym rade najlepiej, jak umial.
    Co do reszty, to naprawde odpowiadalam na to juz tyle razy, ze po prostu juz mi sie nie chce. Nie przekonalam cie, ale czy musze? Ja tego od siebie nie wymagam, ty tez tego od siebie nie wymagaj. Przedstawilas swoje zdanie i rozumiem, ze trudno ci sie pogodzic z tym, ze uwazam twoj osad sytuacji za skrajny i nietrafiony, ale chyba bedziesz musiala.
  • 71tosia 17.07.14, 22:24
    ja bym nie byla az tak kategoryczna. Gdy nasze dziecko ktos za nas wychowuje i to przez wiele lat, to trzeba wziac pod uwage ze dziecko sie do opiekuna przywiaze a opiekun do niego, i to opiekun bedzie traktowany przez dziecko jak najblizs