01.08.14, 02:47
Popiszę sobie bo nie mam się do kogo odezwać a czasem trzeba gdzieś wylać żale ; )
Pokłóciłam się dziś z mężem bo mam dość bycia samotną matka. Upały i te sprawy a na stanie niespełna 2-latek i 6 latka...I babcia...
Mąż mój pracuje na zmiany. Zwykle wygląda to tak, że 2 razy chodzi na 7 i wraca o 15.30 a 3 razy idzie na 11 i wraca o 19.30. Mąż jest z gatunku "sów" więc jak idzie na 11 to śpi do 9, potem się ogarnia. Czasem wyniesie śmieci i zniesie mi wóz a potem jedzie do pracy.
Ponieważ w tym tygodniu pracował już 3 razy na 11 to liczyłam na to, że jutro będzie miał na 7. Rozmawialiśmy też o tym. W domu od kilku dni czeka komoda do skręcenia, w niedzielę wyjeżdżamy na wakacje więc i pracy związanej z przygotowaniami jest trochę więcej (głównie o prasowanie mi chodzi). No i mój mąż oświadcza mi, że ma na 11 bo zmiennik z kimś się tam umówił, itd...Wkurzyłam się dość mocno...
Tia, ja wiem, że to niby jeden dzień i, że trzeba się jakoś dogadywać...Tyle, że "koledze" i tak mąż idzie na rękę bo właściwie powinno być chyba bardziej "po równo" z tymi zmianami. I gdybym wypiła jeszcze jednego desperadosa (po ciąży i okresie karmienia piersią daje kopa ; )) to bym chyba gościowi napisała smsa i zaprosiła na skręcenie tej nieszczęsnej komody oraz zaproponowała wzięcie dzieci na rower podczas gdy ja sobie poprasuję...
Zapewne zaraz pojawią się głosy, że przesadzam ale po prostu jestem już tym wszystkim zmęczona...
Młody, choć kochany, daje w kość. Mąż pomaga mi głównie w weekendy (choć trzy soboty też pracuje...). Wtedy posprząta swoją "działkę" i ew, weźmie gdzieś dzieci. Gotowanie (tu są dość duże oczekiwania..), pranie, prasowanie i zdecydowana większość zakupów jest na mojej głowie. Mauż większość decyzji zostawia mnie bo jemu zazwyczaj "jest to obojętne". Męczące to jest. Dodatkowo wytyka mi częste zakupy (sporo kupuję online ale są to głównie ciuchy, buty dla dzieciaków w fajnych cenach - w czymś chodzić muszą...).
Siedzę w domu już 2 lata. Czasem uda mi się na godzinkę lub dwie wyskoczyć do jakiegoś sklepu... Mąż mówi, że on też nie ma czasu dla siebie i, że po pracy chce odpocząć...Ja natomiast oczekuję, że się dziećmi zajmie...Zwykle kończy się to na wspólnym spacerze. Jak powiem, żeby zmienił pieluchę to najczęściej mu to nie pasuje...Rano wstaję zawsze ja. W nocy wstawałam ja. Małż kąpie wieczorem.
Dochód swój mam - większy nawet nieco niż mężowy...więc mnie nie utrzymuje. Uważa, że siedzę sobie w domu i mówi, że by się chętnie zamienił...(Tia, to czemu problemem jest pójście z młodym na spacer czy wyciągnięcie kupy?). Zresztą, wkrótce wracam do pracy choć mąż sądzi, że pracę to mam lekką i przyjemną...
Nie chcę pisać, że jest totalnym dupkiem bo nie byłoby to zgodne z prawdą i fakt, dużo pracuje ale czy to jest fair, że muszę o wszystko prosić? O głupia pieluchę, spacer czy moje wyjście gdzieś?
Dziś w złości mi powiedział, że we wrześniu się będę martwić co z dziećmi zrobić bo on nie będzie zmian dopasowywał...i, że "kwiczeć" będę. No tak bo to tylko moje dzieci a on mi łaskę robi.....!
Poza tym facet nie potrafi kompletnie rozmawiać - od razu zaczyna się drzeć.
Takie mam życie rodzinne...
+ babcia z zaburzeniami pamięci...
Jest jeszcze moja 6-latka. Moje największe wsparcie : ) I dla niej bym chciała być lepszą matką a niestety dużo we mnie złości ostatnio na ten świat cały.
Dobranoc.
Obserwuj wątek
    • kol.3 Re: Mauż... 01.08.14, 06:32
      Nie martw się, czas pracuje na Twoją korzyść, dzieci wyrosną, staną się coraz bardziej samodzielne, pracy będzie coraz mniej.
      Na marginesie: na forum sporo jest wątków typu "mamy jedno dziecko, czas na drugie, ja bardzo chcę, bo nie wyobrażam sobie mieć jedynaka itp. ale mąż się nie pali on nie rozumie moich potrzeb, co mam zrobić... "
      A potem: posty takie jak ten, że roboty dużo, prasowanie, szafki do skręcenia, mąż jest tylko w jednej osobie a nie w dwóch, a biedna młoda mama rady nie daje, jest już wszystkim zmęczona, w ogóle to wszystko jest winą męża.
      Skoro piszesz że masz własny dochód i to większy niż zarobki męża, to zatrudnij dorywczo pomoc domową. Komodę można kupić razem z usługą skręcenia (zwyczajowo 10% zakupu).
      • manala Re: Mauż... 01.08.14, 09:02
        U nas akurat to mąż chciał mieć drugie dziecko. Ja, mając w pamięci pierwsze lata z życia córki, specjalnie się nie paliłam. Ale też szkoda mi było młodej bo w rodzinie nie ma żadnych dzieci w jej wieku. W ogóle nie ma dzieci...Chciałam, żeby miała kiedyś do kogo się odezwać...
        Narodziny syna mnie bardzo ucieszyły (zawsze chciałam mieć chłopca) ale niestety nie należy on do łatwych w obsłudze dzieci więc bywa ciężko ; )

        Komodę zamówiłam przez internet (bo nie mam jak połazić po lokalnych meblowych). Kurier to mi jej nawet wnieść nie chciał ; ). Poza tym byłaby pewnie "obraza" ze strony męża ; ), który jest przekonany, że tylko on potrafi dobrze skręcić komodę ; )

        Dochody mamy oboje ale nie są jakoś szczególnie wysokie. Ot małomiasteczkowa średnia..Nie sądzę aby mnie było stać na pomoc domową (na nianię mnie nie stać) ale też nigdy mi to do głowy nie przyszło. Staram się oganiać na bieżąco.
        Mam żal do męża o to, że tego nie docenia, że uważa iż sobie po prostu w domu z dziećmi siedzę. O to, że zamiast np. zjeść sobie coś na dowóz w pracy oczekuje codziennych obiadów. Jak kończy o tej 15 to przynajmniej mogę się opędzić jednym obiadem (dzieci i mauż) ale w innym przypadku to często 2 obiady. (Mąż nie przepada za daniami, które np. lubią dzieciaki.)
        Moja siostra ostatnio zwróciła mi uwagę, że ciągle pcham ten wózek a on idzie obok z założonymi rękami. (Jestem w sumie świeżo po operacji.) Jakoś tak właśnie niefajnie wychodzi...
        A jak się odezwę (bo nie jestem z tych co siedzą cicho) to zaraz jestem czepiającą się wariatką...
        Kurcze, chyba po prostu oczekiwałabym od męża większego zrozumienia...
        • moni_kaw Re: Mauż... 01.08.14, 09:11
          też uważam, że zatrudnienie dorywczej pomocy domowej - choćby 2 razy w miesiącu, czy raz w tygodniu na godzinkę - dwie, dużo u was może poprawić;
          aha - i tak z dystansu - niewyprasowane ciuchy czy nieskręcona komoda to naprawdę nie są problemy:) wiem że dla ciebie to ważne ale to ledwie sprawy do załatwienia...
        • martishia7 Re: Mauż... 01.08.14, 10:27
          Już po raz drugi w krótkim czasie wklejam tę anegdotę, ale jest bardzo na miejscu, polecam analizie.

          Mąż wrócił z pracy i zobaczył, jak trójka jego dzieci siedziała przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawiła się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik był zawinięty pod samą ścianę.
          Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnych drzwiach była usypana kupka z piasku.
          Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
          Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
          - Co tu się dzisiaj działo?
          Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
          - Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
          - Tak - odpowiedział z niechęcią.
          - Więc dziś tego nie zrobiłam.
      • mazda25 Re: Mauż... 01.08.14, 09:30
        Skoro maz twierdzi,ze chetnie by sie z Toba zamienil na role,to niech zostanie jeden dzien w domu ze wszystkimi Twoimi obowiazkami, opieka nad dzieckiem,praniem, prasowaniem ,sprzataniem,zakupami i obiadem. Ciekawa jestem jakby sie z tego wywiazal.Wielu mezczyzn nie zdaje sobie z tego sprawy ile opieka nad dziecmi i prace domowe pochlaniaja naszej enerii i ile zajmuja czasu.My kobiety robimy wiele rzeczy jednoczesnie. Oni tego nie potrafia. Tylko od ciebie zalezy jak potrafisz wciagnac meza w Swoje sprawy domowe-nic na sile,moze troche cierpliwosci i dyplomacji.Ogladnijcie razem" Pamietnik szalonej gospodyni" lub jakis podobny film.Wyobraz sobie,ze wszystkie mamy z tym w jakims stopniu problemy.Moze ustalcie jakis plan lub zakres obowiazkow domowych.Moze umyje okna i powiesi firany.? Albo bedzie zajmowal sie praniem. Pozwol mu samemu wybrac co chcialby robic lub za co bylby odpowiedzialny.Gdyby pewnego dnia zauwazyl,ze nie ma czystej lub wyprasowanej koszuli,to nie mialby na kogo zwalic winy za zaistnialy stan rzeczy? A poza tym moze sobie uswiadomi,ze im chetniej ci pomoze i odciazy w pracach domowych ,tym wiecej bedziecie mieli czasu tylko dla siebie.

        Naukowcy stwierdzili,ze w zwiazkach gdzie mezczyzni pomagaja w pracach domowych ,kobiety sa bardziej szczesliwe i zadowolone z zycia.
        Nie zalamuj sie.
    • mozambique Re: Mauż... 01.08.14, 10:12
      u mnie podobnie , zlobek dla malego od wrzesnia , ja juz wrocilam do pracy wiec w wakacje maz pracuje na zmiany , i sztukujemy opieką babci zeby mały byl w domu

      no cóż - takei zycie z malym dzieckiem , tez sie wkurzam ze wogole juz nie mam czasu dla siebie, mąż dla siebei, a my sami dla nas razem to już w ogóle
      on przemęczony tymi zmianami , ja z kolei po pracy zawodowej tez ciagle z dzieckiem + ogarnianie chałupy , od upału mózg sie lasuje, powoli puszczamy w trybach z nerwów

      pocieszam sie ze to tylko jeszcze miesiąc , potem bedzie łatwiej i oddychac i spać i w ogóle

      w ostatniej POlityce jat ladny artykul o sytuacji dzieciatych malzenstwa w wakacje ( czyli szkoly i swietlice zamkniete)
      nie tylko my tak mamy , wiekszosc rodzin przynajmniej w wakacje staje na rzęsach jak pogodzic pracę z dziecmi
      --
      Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
      • mamrot3 Re: Mauż... 01.08.14, 17:32
        mozambique napisała:

        > w ostatniej POlityce jat ladny artykul o sytuacji dzieciatych malzenstwa w waka
        > cje ( czyli szkoly i swietlice zamkniete)
        > nie tylko my tak mamy , wiekszosc rodzin przynajmniej w wakacje staje na rzęsac
        > h jak pogodzic pracę z dziecmi
        Zachód jest tak pragmatyczny. Ciekawe, jak tam rozwiązano problem opieki nad dziećmi w czasie wakacji? Czy też rodzice są zostawieni samym sobą?
        • hamerykanka Re: Mauż... 04.08.14, 21:25
          Nasza corka w przerwie wakacyjnej jest w przedszkolu, ktore ma wowczas zajecia dla starszych dzieci. Przedszkole dziala od 6 rano do 6 wieczorem, regula jest jedynie ze dziecko nie moze spedzic w nim >10 godzin dziennie.
          Mala jest zadowolona, ma towarzystwo, z ktorym sie bawi, nauczycielke , ktora uczy je o roznych krajach, nawet nie chce wracac do domu:))
          --
          Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
        • milamala Jak problem wakacji rozwiazuje zachod? 05.08.14, 18:10
          > Zachód jest tak pragmatyczny. Ciekawe, jak tam rozwiązano problem opieki nad dz
          > iećmi w czasie wakacji? Czy też rodzice są zostawieni samym sobą

          Ano tak: (na przykladzie Holandii)
          - wiekszosc kobiet z malymi dziecmi albo w ogole nie pracuje, albo pracuje na pol (lub mniej) etatu). Wlasciwie jedynie kobiety na wysokich stanowiskach lub o dochodowych zawodach wracaja po urodzeniu dziecka na pelny etat (a i to nawet nie wszystkie, znam pania doktor, ktora po urodzeniu dziecka pracuje na pol etatu i wcale nie jest wyjatkiem w jej srodowisku). Tak czy owak w takich rodzinach wynajecie nianki (np z Polski) nie jest finansowym problemem).
          Holenderska matka nie musi pracowac jak nie chce. Status materialny rodziny nawet jesli nie najwyzszy to pozwala na w miare godne zycie bez koniecznosci pracy kobiety obarczonej malymi dziecmi
          - holenderscy tatusiowie nowego pokolenia bardzo chetnie dziela z zonami obowiazki domowe zwlaszcza przy dzieciach
          - wakacje szkolne trwaja ok. 6,7 tygodni, wiec pozostaje jedynie 6 tygodni zagospodarowania, w tym najczesciej minimum 2 tygodnie rodzica biora wspolnie na wspolne wakacje, potem sobie sztukuje, jedno bierze jeszcze tydzien, potem drugie jeszcze tydzien, na kolejny tydzien posylaja dzieci do dziadkow (wakacyjne nocowanie wnuczkow u dziadkow to dosc powszechna praktyka) i jakos bez stresu daja rade.
          - sa tanie nianki z calego swiata, ale tez coloroczne (drogie!!!!) zlobki

          Ogolnie nie ma problemu z wakacjami dzieci, generalnie zawsze ktos jest w domu, najczesciej kobieta.
          • amb25 Re: Jak problem wakacji rozwiazuje zachod? 06.08.14, 07:27
            W Holandii kobiety siedza w domu, bo zlobek czy przedszkole jest drogie i czesto daleko od domu i bardziej oplaca sie siedziec w domu, szczegolnie jesli jest dwojka. A babcie nie zawsze garna sie do pomocy. Tak mi tlumaczyla siostra.
            Z kolei w Finlandii kobiety pracuja, nawet te majace male dzieci. Bo dziecko od ok. 9 mies. czy 1 roku moze isc do przedszkola a panstwo ma obowiazek miejsce w przedszkolu zapewnic. I czesciowo jest to wybor kobiet, bo Finki chca byc niezalene a to poczucie daje im praca i wlasny dochod. Zreszta sami mezczyzni oczekuja, ze kobieta bedzie pracowac (wiekszosc mezczyzn) i tylko czesciowo ze wzgledow finansowych a raczej z kulturowych. Babcie tutaj nie zajmuja sie wnukami (lub sporadycznie). Z kolei w malzenstwie panuje uklad partnerski (ale bez idealu :( czyli jeszcze wiekszosc obowiazkow spada na kobiete, to nie jest podzial 50/50). Ale chlopcy sa uczeni ze w domu tez trzeba cos zrobic, ze maja swoje obowiazki a nie, ze maja pomagac mamie. Poniewaz wiekszosc Finow jest oszczedna zatrudnienie niani czy pomocy domowej jest raczej niespotykane. Czasami biora panie do sprzatania, ale to tez nie jest czeste i wsrod rodzin z malymi dziecmi raczej sie nie spotyka.
            W czasie wakacji dla predszkolakow sa przedszkola, ale dla uczniow podstawowki trzeba znalezc samemu jakis oboz albo polkolonie. Czasem rodzice biora urlop na przemian albo dzieci jada do dziadkow. Jesli nic z tych rzeczy nie wypali to po prostu siedza w domu same.
    • cotti Re: Mauż... 01.08.14, 10:22
      Poproś, żeby część rzeczy w domu robił Twój mąż - skoro Ty mu gotujesz specjalne potrawy, to zrozumiałe jest, że poświęcasz swój czas.
      Więc - oddaj mu prasowanie jego rzeczy - niech sam sobie prasuje.
      To nie jest tak, że Ty jesteś cały czas w pracy (w domu) - Tobie też należy się chwila oddechu, usłyszenie swoich myśli - w tym czasie mąż może budować relacje z dziećmi. On po pracy ma chwilę - więc Tobie też się należy.
      • kol.3 Re: Mauż... 01.08.14, 10:45
        Ale z wątku nie wynika, żeby mąż nic nie robił. Poza tym jest jeszcze babcia z demencją.
        W sumie spore obciążenie dla obojga małżonków, co było do przewidzenia wcześniej.
        • sebalda Re: Mauż... 01.08.14, 11:44
          A jak miałaś operację i byłaś w szpitalu, kto się zajmował domem? Czy to był tylko zabieg ambulatoryjny?
          Nie mogłabyś wykombinować czegoś tak, żeby wyjechać samodzielnie na kilka dni, dosłownie 3-4? Niech mąż weźmie urlop i zajmie się w tym czasie domem. Żaden facet nigdy nie zrozumie, ile jest pracy w domu, jeśli nie sprawdzi tego empirycznie. Zresztą i tak się wykpi, bo zamówi pizzę, pranie zostawi w koszu do powrotu żony, sam będzie chodził w jednych szortach, więc prasować też nie będzie. Mimo wszystko zostanie w domu z dwójką dzieci i z babcią da mu może przedsmak tego, jak wygląda takie życie;)
            • manala Re: Mauż... 01.08.14, 13:05
              Babcia na szczęście jeszcze funkcjonująca samodzielnie i wymagająca jedynie okazjonalnej pomocy. Nie mieszka z nami ale bywa dość często i te wizyty często kończą się nieporozumieniami bo babcia ma własne pomysły i patenty na dzieci...Moją starszą mocno wkurza a młodemu na wszystko by pozwoliła bo się boi, że ten będzie darł koparkę. W każdym razie wtedy mam w domu 3 dzieci ; )

              Jak byłam w szpitalu poprosiliśmy teściów by przyjechali na tydzień i oni pomogli.

              Mąż kocha dzieciaki i w sumie jest chyba niezłym ojcem choć mało ma dal nich czasu. Częściowo z tytułu pracy ale częściowo też z własnego wyboru bo przecież mając na 11 można dziecko rano wziąć na spacer. Namawiałam go długo aby poszedł z córką do aquaparku (nowo otwartego) ale jakoś brakło chęci...Są wakacje. Większość czasu spędzimy w domu więc choć takie atrakcje chciałabym zapewnić dzieciom. Poszliśmy we trójkę (ja i dzieciaki) ale byłam po tym wypadzie wykończona ; )
              Wczoraj zabolało mnie to, że kolejny dzień będę z dzieciakami od rana do wieczora sama (a nastawiałam się na coś innego) i, że poniekąd jest to wybór mojego męża bo zwyczajnie potrzeby "kolegi" były ważniejsze.

              • edw-ina Re: Mauż... 01.08.14, 13:26
                Ale nic się nie odbywa bez rozmowy, umówienia się.
                Ja mam na stanie jedno roczne dziecko, pomaga mi niania, mąż, a mimo wszystko są dni, kiedy mam wszystkiego powyżej uszu. Ale odnośnie dogadania pewnych kwestii, my to załatwiliśmy tak:
                - ja wstaję do małej w nocy (jeśli się budzi), ale w dni, kiedy M pracuje w domu to on wstaje do niej rano, a ja odsypiam. Dzięki temu każde z nas jest wyspane.
                - w weekendy poza sprawami domowymi, które musimy zrobić, każde ma trochę czasu tylko dla siebie, kiedy to drugie zajmuje się dzieckiem. Jeśli M potrzebuje czasu ekstra, np. chce pojechać na mecz, pojeździć dodatkową godzinkę rowerem itp., to zabiera ze sobą dziecko. Dzięki temu wie np. jak męczące jest jednoosobowe wyjście z dzieckiem na basen lub zrobienie z nim większych zakupów.
                - jemy proste rzeczy, żeby nie marnować czasu na długie gotowanie. M wracając z pracy zwykle robi drobne codzienne zakupy.

                I przede wszystkim - raz na jakiś czas zostaje z dzieckiem na dłużej. Na cały dzień, dwa czy trzy dni. I po takim "treningu" szybko łapie skąd moje zmęczenie, czasami zniechęcenie do wszystkiego i dlaczego tak ważna jest współpraca.

                Powodzenia.
    • natka-79 Re: Mauż... 01.08.14, 15:45
      Taki sam burak, jak i mój. Ja gdy miałam zabieg w szpitalu, to dziecko przez trzy dni chodziło do przedszkola w tych samych ciuchach, podobno bieliznę jej zmieniał, ale nie wiem. Podrzucał dziecko do znajomych i rodziny a sam chodził do lasu, bo jest myśliwym. Znalazłam pracę, jak wróciłam z rozmowy kwalifikacyjnej, to zapowiedział mi, że on z chorym dzieckiem siedział w domu nie będzie, bo jego praca ważniejsza. Oj dałam mu wtedy popalić, słychać mnie było daleko. Trudni Ci coś radzić, bo facet nie rozumie, jak się można zmęczyć pilnowaniem dziecka i prowadzeniem w domu. Jak mój raz na pół roku z dzieckiem zostaje, to leży przed tv do góry brzuchem i się nudzi. Dookoła niego syf i pierdzielnik, bo dziecko robi co chce, a ja się boję potem drzwi do mieszkania otworzyć. A gdy już wrócę, to on się pyta, czego tak długo i co ja sobie wyobrażam, że on sam z dzieckiem będzie przez cały dzień? on się strasznie nudzi w domu i w ogóle koledzy już do niego dzwonili i umówić się chcieli na polowanie. Na szczęście mam pracę swoje 4 kąty i jestem w miarę niezależna i nie pozwolę, żeby mnie chłop po kątach rozstawiał. A wszystkim kobietom radzę znaleźć pracę, lepszą gorszą, ale żeby wyjść z domu do ludzi. A w pracy co raz zostać po godzinach, imieniny zrobić, wrócić na rauszu, umówić się z kimś na wieczór, a dzieci tatusiowi zostawić, poopowiadać mężowi, jacy śmieszni są koledzy w firmie, kupić trochę fajnych ciuchów, bo przecież do pracy trzeba się ogarnąć, zobaczycie, jak to działa. Może niektóre czytelniczki pamiętają, jak przed rokiem narzekałam, że mąż zapisał się do koła łowieckiego i szasta kasą, rodzinę zaniedbuje i mnie lekceważy. Od tamtej pory trochę się zmieniło. Jakimś cudem znalazłam pracę i czuję się doceniona i potrzebna, pracuję wśród facetów i jest fajnie. A męża olałam i jego humory i wiecie co? trochę się zaczął starać, jest dużo lepiej, więcej ma czasu dla nas w weekendy i nawet na kilkudniowym wyjeździe byliśmy. Niestety nadal uważa, że on jest bardziej zmęczony i ma prawo do rozrywki bo więcej zarabia. Ale ja się nie daję, jak mi się nie chce, to nie sprzątam, jak mam ochotę wyjść z domu, to wychodzę nawet bez dziecka. Nie dajcie się kobietki, życie jest tylko jedno.
      • allegra1002 Re: Mauż... 02.08.14, 07:34
        W/g mnie Twoja sytuacja rodzinno domowa jest całkiem ok.Mąż też wydaje się w porządku po za drobnymi"mankamentami".Ja bym na Twoim miejscu nie próbowała zmieniać całego sytemu ale zmienić nieco podejście do własnych obowiązków, spraw które musisz załatwić, wykonać sama.To są w sumie drobiazgi ale czasochłonne.Np. piszesz że wybieracie się na urlop i w związku z tym masz "górę" prasowania.Po co prasujesz ciuchy skoro i tak je musisz upchać w walizkach i plecakach? raczej nie będzie nieszczęścia gdy dzieci na plaży lub na łące nie będą odziane w spodenki czy bluzeczki wyprasowane na kant.Szkoda czasu i energi na prasowanie ręczników, pościeli itp.No chyba że jesteś taką pedantką co to migrene dostanie jak nie wyprasuje nawet skarpetek i majtek? ;-) . Wiadomo, 2 małych dzieci wymaga bez ustanku pracy. Zredukuj czynności które nie mają większego sensu.Można smacznie i zdrowo gotować bez kilkugodzinnego stanie przy garach.Jednorazowo można ugotować większą ilość i zamrozić a potem tylko podgrzać.Pomieszczenia nie muszą wyglądać jak z katalogu, sterylnie i wszystko pod linijkę, dzieci i tak za parę minut zrobią bałagan. Po prostu zmienić priorytety, ważniejsze jest własne dobre samopoczucie, wolny czas , przyjemna atmosfera w domu niż 4 daniowy obiad i wyprasowane skarpety.także zamiast zaprzęgać chłopa do kieratu i stawiać wymagania, zredukuj obowiązki a wolny czas wykorzystaj na przyjemniejsze sprawy albo "nicnierobienie".
        • manala Re: Mauż... 05.08.14, 08:07
          Nie mam pedanckich zapędów. Nie prasuje majtek, ręczników czy skarpetek. Pościel jedynie taka, która ewidentnie wymaga. Bałaganu i chaosu w nadmiarze nie lubię.
    • baszysta Re: Mauż... 04.08.14, 16:37
      manala dorosnij i przestan wycierac sobie buzie swoja 6 latka to niejest dla ciebie ani powiernica ani pocieszycielka

      moze jestes nia taka zachwycona bo jest z toba na zblizonym poziomie mentalnosci ale o, Autorko twoja corka caly czas sie rozwija i z pewnoscia jest to faza tylko przejsciowa...
      • manala Re: Mauż... 05.08.14, 07:41
        Ale o co ci chodzi z tym wycieraniem? Bo doprawdy nie wiem. Chyba tez zbyt dosłownie odczytujesz moje słowa. Aha, i moja 6 latka juz przewyższa mnie emocjonalnie, umysłowo i co tam jeszcze chcecie. Zadowolone? Fajnie. A dla bardziej rozgarnietych: gdzie pisze o byciu powiernica czy wyplakiwaniu się w rękaw? Mloda po prostu fajowa jest i ten fakt jest pocieszajacy bo początki tez były trudne. Poza tym dosc chętnie mi pomaga i to miałam na mysli pisząc "wsparcie". I dla jasności - pomoc dotyczy drobnych rzeczy, dostosowanych do możliwości i chęci. I sorry ale pofisiane jesteście :P
        • gabrielwings Re: Mauż... 06.08.14, 17:30
          Wybacz ale żadna normalna matka nie piszę, że moim największym wsparciem jest moja córka! Miałam matkę jak ty, bluszcz który od dziecka uważał mnie za najlepszą przyjaciółkę (sick) i powierniczkę wszystkich problemów. Myślałam, że to jest fajne i w ogóle super. Zmieniło się kiedy nagle okazało się, że jestem DDD...
          Na terapię poświęciłam prawie 5 lat mojego życia, a dalej muszę nad sobą pracować. Np. Takie głupie cipy jak ty wzbudzają we mnie ogromną agresję...
          Szkoda, ze debile mogą mieć dzieci...
          • edw-ina Re: Mauż... 06.08.14, 20:23
            Naprawdę was powaliło, że na podstawie jednego zdania wyciągacie tak daleko idące wnioski????? Może jest wsparciem, bo np. pobawi się chwilę z młodszym rodzeństwem, dzięki czemu mama może spokojnie udać się do toalety lub lubi pomagać przy porządkach. Naprawdę obraźliwe teksty na podstawie jednego zdania to ostra przesada. Rozumiem dopytanie się: co rozumiesz poprzez "moje największe wsparcie", ale inwektywy????
            Czasami warto pomyśleć, zanim wciśnie się enter.
            • gabrielwings Re: Mauż... 08.08.14, 16:10
              Co innego jest naturalna pomoc dziecka w życiu rodzinnym. Co innego jest pisanie moja 6letnia córka jest moim największym wsparciem. Zwłaszcza, że po przeczytaniu postu tej kobiety, sposobu tłumaczenia się z tego co napisała. Mam ogromną pewność, że pisze to bluszcz wijący się w około biednych dzieci...
            • gabrielwings Re: Mauż... 08.08.14, 16:08
              Nie nie jesteś ale wybacz z ust takiej głupiej baby która sama potrzebuję terapeuty bo zachowuję się jak typowy bluszcz, rady nigdy bym nie posłuchała.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka