Dodaj do ulubionych

Jak polubić święta?

10.11.14, 18:14
Nie pytam właściwie o radę bo chyba w tej sytuacji nie ma rozwiązania.
Nie lubię świąt. Nie znoszę generalnie rutyny, lubię pewne rzeczy zmieniać, przestawiać, robić inaczej. Tu nie da się. Robię co muszę. Nie mówię że jest to straszna tragedia ale trochę mam dość bo zawsze jest tak samo. Moi rodzice i teściowa spędzają zawsze święta a w sumie tylko ich część z nami. Każdy z nich ma córkę z mężem i dziećmi za granicą. Moja siostra nie była tu na święta od około 18-20 lat a siostra męża id około 15. Moja czasem przyjeżdża o innych porach z rodziną a siostra męża raz na 2-3 lata ale już bez rodziny bo dzieci i mąż nie chcą. Moi rodzice odwiedzają siostrę a teściowa raz na kilka lat. Mam do sióstr żal. Po prostu żal że zostawiają nas i rodziców, że nie przyjadą raz na 3 lata nawet. My nigdzie nie wyjeżdżamy bo przecież nie zostawię teściowej samej. Zawsze to samo, rutyna.
Ma ktoś z was tak? Co o tym sądzicie patrząc z zewnątrz? Powinnam się przyzwyczaić przez 23 lata małżeństwa?
Edytor zaawansowany
  • vilez 10.11.14, 18:22
    A po co "polubiać"? Ja nie lubię, nie cenię, i w zwiazku z tym nie obchodzę. Nie musimy lubić wszystkiego. Zwłaszcza czegoś, co się wydaje rutyną, zastojem i nieprzyjemnością rodzinną.

    Nie możesz zrezygnować z obchodzenia świąt?
  • adorra0 10.11.14, 18:28
    A rozmawiałaś z siostrą i szwagierką na ten temat?
  • vilez 10.11.14, 18:42
    Z postu można wnieść, że one i ich rodziny też nie lubią- przynajmniej w wersji w Polsce. Trochę nei rozumiem żalu do kogoś, że nie chce z nami obchodzić świat- to jest stricte polskie roszczenie: zawsze mnie ono zadziwiało.
    Może rzeczywiście w tej rodzinie czas to nazwać (jeśli o to chodzi, oczywiście...).

  • zuzanna56 10.11.14, 18:57
    Ależ one kochają święta tylko ze swoimi rodzinami. Nie w Polsce a w krajach gdzie mieszkają. Jedna od 20 lat a druga od 25 lat. Nie chcą przyjeżdżać bo nie. Drogie bilety niby są.
    Siostrze napomykałam a ze szwagierką nie mam kontaktu.

    Co roku od listopada jęczę, że może gdzieś byśmy wyjechali albo zrobili coś inaczej. Bo od lat zapraszam rodziców i teściową do siebie. Nie mamy innej bliskiej rodziny. Dalszą jak najbardziej. Teściowa ma kilka sióstr w naszym mieście.

    Mąż nie zostawi mamy samej. Ona nigdzie nie pójdzie, do żadnej siostry czy kuzynki.

    Tu nie chodzi o gotowanie i sprzątanie. Tym się nie przejmuję.
    Chodzi o to że nie mogę spędzić ani jednych świąt w grudniu ani wiosną inaczej.

  • vilez 10.11.14, 19:05
    Sisotry ,maja prawa nei chciec spędzać świat w Polsce. Może im nie odpowiada formuła, może koszta (ważne), może- to byłoby przykre- kontakt z rodziną w Polsce.
    Mają prawo do tego.

    Zaproponuj mężowi spędzenie świąt po swojemu. Porozmawiaj o tym z mężem. Pytanie, czemu on bierze odpowiedzialność za to, jak spędza święta jego mama.
  • zuzanna56 10.11.14, 19:42
    Oczywiście że mają prawo, jak najbardziej. Ja im się w sumie nie dziwię :)
    Tylko że jakiś taki żal mam że nie chcą odwiedzić rodziców w tym czasie nawet raz na kilka lat. Gdyby odwiedziły albo zabrały do siebie to my byśmy mogli spędzić ten czas inaczej. Raz na kilka lat.

    Teraz temat teściowej. To prawda że mąż bierze odpowiedzialność za to jak jego mama spędza święta ( szczególnie wigilię). Jej mąż zmarł gdy miała nastoletnie dzieci, córka dość szybko zaszła w ciążę i po jakimś czasie wyjechała z kraju. Mój mąż czuje się za nią odpowiedzialny bo jest samotną wdową, nie ma przyjaciół, no jest dziwna ;). Ten temat powraca od lat. Raz zaprosiliśmy ją tylko na wigilię. Potem kolejny dzień spędziła sama a my u moich rodziców. Po prostu wiemy że nigdy nigdzie nie pójdzie. A może wie że my i tak ją zaprosimy? Nie mam z nią żadnego kontaktu, ale nie mogę jej nic zarzucić. Wiem że to dobrze świadczy o moim mężu że dba o matkę wdowę. Poza tym czasem nie spotykamy się często chociaż mieszkamy blisko - 15 minut samochodem.

    Kiedy proponuję mężowi wyjazd albo to że posiedzimy sami z dziećmi to mąż pyta: Co mam powiedzieć mamie, że sama będzie na wigilię? Ja kiedyś nie chodziłam do mojej babci, kiedy jeszcze żyła żeby teściowa nie była sama w ten dzień.
  • pade 10.11.14, 19:47
    "Kiedy proponuję mężowi wyjazd albo to że posiedzimy sami z dziećmi to mąż pyta: Co mam powiedzieć mamie, że sama będzie na wigilię?"
    To nie Twoja sprawa co odpowie, niech coś wymyśli. Ma nie tylko mamę ale i żonę.
    "Ja kiedyś nie chodziłam do mojej babci, kiedy jeszcze żyła żeby teściowa nie była sama w ten dzień"
    Brzmi, jakbyś tego żałowała...i jeśli tak, to się nie dziwię.
    Zuzanna, trochę asertywności!:)

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 20:07
    Żałuję.

    W wielu sprawach jestem asertywna. Radzę sobie w pracy jako nauczyciel. Dogadujemy się z mężem w każdej kwestii, nie ma kłótni, wyjeżdżamy sami. Ale to jest trudna sprawa.

    Cieszę się że patrzycie na to z boku 😊
  • danaide 10.11.14, 23:00
    Nie jesteś asertywna. Jesteś uległa. Nie ma kłótni, ale masz żal - bo ustępujesz.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • vilez 10.11.14, 19:55
    Czyli chodzi o to, żeby rodzenstwo Was uwolniło od mamy w czasie świat, a nie- o to, że trzeba spędzać święto z mamą, prawda? To juz trochę ianczej wygląda względem obowiązków.

    Trzeba porozmawiać z mamą o tym. Że chcecie wyjechać na czas świąt. Nie traktujcie mamy jak dziecka, któremu trzeba znaleźć opiekę (rozumiem, że nie potrzebuje konkretnej fizycznej opieki). Spotykajcie się z nią poza czasem świątecznym.
    Ale przedtem trzeba porozmawiac z mężem, bo widzę, że go trzyma formuła świateczna: że "nikt nie powinien być sam w święta". Tylko, że ta formuła wchodzi w kolizję z Twoim komfortem. Może porozmawiajcie z rodziną - tą w Polsce- żeby zaprosili mamę na wigilię? I skonfrontujcie mamę z tym zaproszeniem. Odmówi, to już jej rzecz. A może nie odmówi?
    W każdym razie nie jest ok, by chronić formułę. Formuły są dla ludzi, a nie- odwrotnie. Zmieńcie tę formułę.
  • zuzanna56 10.11.14, 20:12
    Tak. Chodzi głównie o mamę męża. Bo moi rodzice mają siebie.
    Wszyscy zdrowi.

    Teściowa ma siostry które chyba wszystkie są wdowami ale mają własne dzieci i wnuki na miejscu. Mąż pyta mnie jak mama będzie tam się czuła? Takie rozmowy były już...
  • vilez 10.11.14, 22:15
    Zadzwonić do tych sióstr, i przedstawić problem.
  • adorra0 10.11.14, 19:09
    No, dobrze, ale dlaczego siostry raz na powiedzmy 3-5 lat nie zaproszą matek w tym okresie do siebie? W ramach prezentu mogą przecież sfinansować bilety. Nie wydaje mi się też, żeby spędzanie świat raz na kilka lat poza Polską było wielką traumą dla starszych pań. Aktualny stan rzeczy jest nie w porządku wobec Was.
  • vilez 10.11.14, 19:12
    Adorro, czemu one miałyby to robić? Poważnie pytam.
  • adorra0 10.11.14, 19:15
    A dlaczego nie?
  • vilez 10.11.14, 19:27
    Bo, jak widac, nie chcą.
  • zuzanna56 10.11.14, 19:49
    Nie pytam mam czemu ich córki ich nie zapraszają na święta bo będzie im przykro. Były ze 2 razy w ciągu 20 lat. Nie sądzę aby była to kwestia finansowa.
  • vilez 10.11.14, 19:58
    Bo się przyzwyczaiły, że mama jest u Was. Bo nie chcą, by mama była u nich. Jak już pisałam, mają do tego prawo. Wy też macie prawo spędzac święta tak, jak dla Was jest dobrze. Może jednak zapytajcie ich, czy zaprosza mamę, bo Wy chcecie wyjechać?
  • zuzanna56 10.11.14, 20:16
    Raz pytałam siostrę. Wymigała się od odpowiedzi.
    Wiecie co, ja bym z chęcią została w domu bo jest mi tu dobrze :)
    I raz, chociaż raz nikogo nie zapraszała.

    Mąż nie zapyta siostry. Po prostu. Nieraz o tym rozmawialiśmy.
  • danaide 10.11.14, 19:26
    A dlaczego nie możesz?
    I jak chciałabyś je spędzić?
    Sama z mężem? Z wizytą u którejś sióstr?

    Rozumiem, że ty jęczysz mężowi, a mąż Cię olewa, zaprasza mamę więc Ty wszystko przygotujesz. Czyli jęczysz nieskutecznie.

    Móc to możesz. Tylko co w tym kierunku robisz?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • zuzanna56 10.11.14, 19:45
    Tu nie chodzi o gotowanie bo mamy coś przyniosą. Mój mąż gotuje i syn. Nie o zmęczenie chodzi.
  • danaide 10.11.14, 19:51
    A o co chodzi? Wyduś to z siebie.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • zuzanna56 10.11.14, 20:19
    O zmianę. O to aby było RAZ inaczej. A może i o to aby raz na 23 lata było po mojemu ;)
  • danaide 10.11.14, 23:02
    Rozumiem, że o zmianę, ale w jakim kierunku? Zastanów się czego chcesz, bo jak nie zrozumiesz, to będziesz się kręcić w kółko. I żałować kolejne 23 lata.

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • pade 10.11.14, 19:43
    A dlaczego teściowa nie chce pójść do sióstr lub kuzynki? Nie bo nie?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 19:51
    Dokładnie ;). Nie bo nie.
    A może gdybyśmy 20 lat temu gdzieś wyjechali ze dwa razy to by poszła?
  • pade 10.11.14, 19:55
    Pewnie tak, ale nie ma sensu gdybać.
    Widzę, że masz trudność w daniu sobie prawa do przeżywania świąt tak, jakbyś TY chciała, czyli inaczej niż dotychczas.
    Dostosowałaś się do męża i jego matki, bo to wigilia, wdowa, bo tak trzeba, wypada.
    Tylko czy warto?
    Już teraz masz tego dosyć, co będzie później? Nie będziesz w sobie tłumić żalu do męża?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 20:02
    Już tłumię :(
    Mój mąż jest naprawdę w porządku, ma wiele zalet. Ale jeśli chodzi o wigilię i mamę to tak to wygląda. Jeszcze Wielkanoc. To samo. A może przesadzam i chcę postawić na swoim? Bo może ja też kiedyś sama zostanę?

  • pade 10.11.14, 20:51
    Nie przesadzasz.
    Tylko zobacz czym obciążył Cię mąż. Czy to fair z jego strony? (wzbudzanie poczucia winy, wymaganie dostosowania się do jego matki)
    Ja bym się uparła i zażyczyła zmian, jakichkolwiek, ale niech on, czyli mąż się głowi co to ma być.
    A z Verdaną się nie zgadzam. Teściowa ma rodzinę, nie jest całkiem samotna, tylko WYBIERA wigilię u syna. Tym razem niech dokona innego wyboru.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • kk345 12.11.14, 22:34
    > Bo może ja też kiedyś sama zostanę?
    Ależ to jest bardzo dobry argument, by dwa razy w roku przełamać się i jednak puste miejsce dla niezapowiedzianego wędrowca przeznaczyć dla nielubianej teściowej. Bo już wiele tych świąt nie zostało. Bo pokazujesz dzieciom, ze rodzina jest po to, by się o siebie nawzajem troszczyć. Bo uczysz je, ze w święta nikt z rodziny nie powinien być sam. Kiedyś to było oczywiste, teraz jakoś tak się porobiło, ze trzeba być asertywnym i ta asertywnosć prędzej czy później uderza w samotnych i słabych... A lojalnosc i pójscie na kompromis jest oznaka słabości...
  • froshka66 12.11.14, 23:18
    zachodzę w głowę jaka wartość dla mnie jako dla teściowej będzie miało spędzenie kolacji wigilijnej w miejscu gdzie mnie nie lubią?
    I z okazji świąt uprzejmie to ukryją mniej lub bardziej umiejętnie na jeden wieczór w roku.
    No k... wigilia życia !!!!
  • kk345 14.11.14, 22:41
    Zakładasz, ze twoje dziecko też nie bedzie chciało cię zapraszać na święta?
  • zuzi.1 13.11.14, 10:03
    Bo to nie jest kk345 asertywnosc, tylko relatywizm moralny. Takie czasy.
  • vilez 13.11.14, 13:16
    Relatywizmem moralnym i złą wolą w rozmowie jest udawać, że się nie rozumi, o co rozmówcy chodzi. A rozmówcy nie chodzi o to, by się nie opiekować samotnymi i starszymi, tylko o to, zeby nie cedować tego głównie na święta.
  • anaiss 13.11.14, 13:04
    kk345 napisała:

    > > Bo może ja też kiedyś sama zostanę?
    > Ależ to jest bardzo dobry argument, by dwa razy w roku przełamać się i jednak p
    > uste miejsce dla niezapowiedzianego wędrowca przeznaczyć dla nielubianej teścio
    > wej. Bo już wiele tych świąt nie zostało. Bo pokazujesz dzieciom, ze rodzina je
    > st po to, by się o siebie nawzajem troszczyć. Bo uczysz je, ze w święta nikt z
    > rodziny nie powinien być sam. Kiedyś to było oczywiste, teraz jakoś tak się por
    > obiło, ze trzeba być asertywnym i ta asertywnosć prędzej czy później uderza w s
    > amotnych i słabych... A lojalnosc i pójscie na kompromis jest oznaka słabości..
    >

    Zgadzam się z tym. I myślę jeszcze, że teraz gdy mamy 30-40 lat i jesteśmy sprawni, piękni i młodzi i mamy jeszcze przyjaciół, którzy są też sprawni, piękni i młodzi to łatwo nam mówić, że jak będziemy starzy i chorzy to spędzanie świąt samemu przed telewizorem, bez najbliższej rodziny to dla nas luzik i lepiej nawet - jak tu ktoś napisał - pod mostem, niż u nielubiącej nas synowej.
  • froshka66 13.11.14, 13:37
    mam znacznie więcej niż 30-40, nie mam telewizora.
    mienie przyjaciół nie łączy się z wiekiem tylko z charakterem
    bywa, że przyjaciele nie są piękni, nawet i są starzy, ale za to może są po prostu mili i uprzejmi???
    Jak ktoś z góry zakłada, że ma taki parszywy charakter, że po 60 tylko własne dzieci z obowiązku mu zostaną, to faktycznie ma problem i lepiej je od małego tej obowiązkowości uczyć...
  • kk345 14.11.14, 22:46
    I spedzasz z tymi przyjaciółmi swięta, które w Polsce jednak, chcąc nie chcąc, sa swiętami rodzinnymi? W naszej tradycji raczej nie zaprasza sie na Wigilię znajomych, wiec czy idąc do nich na ich rodzinną Wigilię nie będziesz czuła się niechciana i nie na swoim miejscu?
  • zuzi.1 13.11.14, 15:28
    Ja tez sie zgadzam anaiss, mysle, ze ten ktos, kto napisal, ze pod mostem bedzie wolal, ' odszczeka' to co tu napisal, gdy sie faktycznie pod tym mostem znajdzie...wtedy bedzie dopiero mozna realnie powiedxiec co sie woli :-) teraz to tylko takie ' postepowe madralinstwo'.
  • froshka66 13.11.14, 15:47
    jak miałam 20 lat to mówiłam co zrobię jak będę miała 30...
    to usłyszałam
    zobaczymy za 10 lat pogadamy
    jak miałam 30 i mówiłam co zrobię jak dziecko dorośnie to usłyszałam
    zobaczymy za 10 lat pogadamy
    latka lecą ja robię swoje a świat się nic nie zmienia :)

    Słowa : zobaczysz jak będzie za x lat i pożałujesz bo będzie ci źle i jeszcze zapłaczesz
    są dość parszywe.
    Na szczęście nie mówią nic na mój temat za to sporo o ich autorze.
  • anaiss 13.11.14, 16:28
    Znam panią 70+, jeden jej syn nie żyje, synowa jej nie lubi, jej przyjaciele już poumierali, drugi syn jest poza krajem. Oczywiście można uznać, że jest samotna z własnego wyboru, bo przecież jest jakiś powód, że jej synowa nie lubi i mogła sobie znaleźć nowych przyjaciół, może młodszych, co by tak szybko jej nie umierali....
  • pade 10.11.14, 19:33
    Zuzanna, może czas uświadomić mężowi, że nie chcesz już dłużej dopasowywać się do jego mamy? Że może on wraz ze swoją siostrą poszukałby rozwiązania dla mamy a Ty w tym czasie poszukasz noclegów?
    Bardzo długo się dostosowywałaś, czas by mąż uwzględnił Twoje potrzeby.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • pade 10.11.14, 19:36
    Aha, jest jeszcze inne rozwiązanie:) Możecie wyjechać gdzieś na święta, wziąć ze sobą mamę (jeśli mąż nie znajdzie innego wyjścia) i wynająć jej osobny pokój.
    Też bym nie lubiła świąt, gdybym musiała się do kogoś dostosowywać i nie miałabym żadnego pola manewru.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 19:56
    Ja delikatnie mówiąc za teściową nie przepadam. Pogadamy sobie 3 godziny na wigilii i jest ok. Jakieś imieniny i 3 godziny - może być. Ale wyjazd nie. Ona nie jest zła, naprawdę. Nie poucza itp. Tylko jest bardzo dziwna. Dlatego nie ma przyjaciół, nie spotyka się z rodziną (rzadko) i córka nie chce jej zaprosić.

    Cieszę się że mogę się wygadać i że popatrzycie na to z innej perspektywy niż ja 😊
  • vilez 10.11.14, 19:59
    No to pozwólólcie jej być dziwną na własną odpowiedzialność. Powiadomcie, ze w tym roku macie wyjazd, i dajcie jej pole manewru. JHAk zech ce znaleźć sobie towarzystwo, to cos z tym zrobi. A jak nie, to nie.
  • pade 10.11.14, 20:53
    Pisząc o wyjeździe miałam na myśli taką sytuację, że teściowa ma swój pokój, spotykacie się na posilkach, a w międzyczasie ona zajmuje się sobą, a Wy sobą. Ale jesli nie jest to możliwe, rozumiem. I współczuję.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 21:13
    Nawet nie umiem sobie wyobrazić takiego wyjazdu w czasie świąt chociaż przeglądałam oferty 😊. W tym czasie jest bardzo drogo w stylu 5000 za 4-5 dni dla 5 osób. Na przykładna Kaszubach. To wolę jechać gdzieś latem albo w lutym na ferie. Nie wiem jak to jest bo nigdy nie byłam. Zawsze wigilia jest u mnie. Naszemamy średnio się lubią 😉. Tata nie lubi siedzieć przy stole i ucieka do książek albo do laptopa. Rozmawiamy o chorobach albo kto umarł 😉. Nie ma żadnych dzieci oprócz naszych 2 nastolatków. Wiem jak to brzmi 😉
  • pade 10.11.14, 21:29
    jessuuu, jeszcze bardziej współczuję
    a teściowa nie może zrobić wigilii u siebie? wpadniecie do niej z wałówką na 2 godzinki a potem albo do domu albo do rodziców, jak Wam się będzie chciało

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 22:15
    Myślę że może. Ona zawsze coś dobrego przygotuje. Tylko że wtedy moi rodzice będą sami. Robimy to u nas bo jest wygodniej niż 2 godziny u teściowej i 2 godziny u moich rodziców. To lepiej w jednym miejscu. U nas jest przestrzeń. Dzieci już wolą u nas :)
  • verdana 10.11.14, 19:59
    To ja będę brutalna. Na zmianę zwyczajów był czas 20, 15 , może nawet 10 lat temu. Gdybyście wtedy raz czy dwa wyjechali, teściowa poszłaby do kogo innego, albo wyjechała z Wami. Teraz jest za późno - uważam, że zostawienie teraz teściowej samej na święta, bo ma sie ochotę je spędzić inaczej, byłoby po prostu bardzo niemiłe. I nie sądzę, aby mąż sie dobrze bawił.
    Trudno, nie zawsze może byc tak, jak sie chce. Czasem musi był tak, aby nikt nie był nieszczęśliwy i to wystarczy.
    Oczywiście, gdyby teściowa chciała z Wami wyjechać, to pewnie byłoby optymalne, ale wtedy byłaby z Wami całe święta, nie tylko na Wigilię.
  • vilez 10.11.14, 20:03
    A czemu nie teraz, Verdano? Zmainy się wporowadza wtedy, kiedy coś zaczyna nie pasować w dotychczasowym układzie, a nie- na zapas. Nigdy nie przewidzisz, co warto zrobić "na przyszłość". Wtedy im to odpowiadało, teraz przestało. I tyle.
    Ja bym porozmawiał z rodziną (i tą za granica, i ta w Polsce)- pod kątem: wyjeżdżamy, i co zrobimy- WSZYSCY - z mamą. Jeśli nie da rady zostawić tego samej mamie, co byłoby najlepsze.
  • verdana 10.11.14, 20:08
    Bo nie zawsze to, że nam coś pasuje, jest argumentem wystarczającym, aby zrobić komuś przykrość. Co innego zostawić na święta stosunkowo młodą kobietę, która sobie poradzi, a co innego absolutnie samotną starsza panią, która liczy na to, że Wigilię spędzi z synem, jak co roku.
    To, że coś nagle przestało nam odpowiadać, to przepraszam bardzo, trochę za mało w tym przypadku, tym bardziej,że Zuzannie nie odpowiadało od samego początku.
    Oczywiście, z rodziną można pogadać, jak by sie zgodzili przyjechać czy wziąć mamę do siebie - to super. Jesli nie, to trudno.
  • vilez 10.11.14, 20:13
    I tak aż do śmierci teściwoej (pzrepraszam) to ciągnąć? A czy ktoś teściową pytał, czy to rzeczywiście byłaby dla niej przykrość? Bo może ona też gra w tę grę, "że trzeba"/ Aj w ogóle podejrzewam, ze wielu Polaków w to gra- zupełnie niepotrzebnie.
    A jak teściowa kiedyś się dowie, że to była dla synowej taka przykrość, to będzie ok? Albo wyczuje?
    Dlaczego traktujemy ludzi jak dzieci? Zwłaszcza starszych?
  • zuzanna56 10.11.14, 20:30
    Vilez, to samo mówię mojemu mężowi.

    Tu nie chodzi nawet o ludzi starszych. Przecież teściowa miała 50 lat kiedy już koniecznie musieliśmy być z nią na wigilię. 50 lat toż to młody wiek :)
  • zuzanna56 10.11.14, 20:21
    Tak , ja już gdzieś tu wcześniej pisałam że MOŻE gdybyśmy wyjechali ze dwa razy 20 lat temu to teściowa by się przyzwyczaiła.
  • verdana 10.11.14, 20:31
    Toż mówię, wtedy byłoby to całkowicie OK. Teraz, niestety, juz nie jest.
  • zuzanna56 10.11.14, 20:43
    Jak dawno temu byliśmy u mojej siostry na święta to moi rodzice byli z babcią a do teściowej przyjechała córka z rodziną. To było 15 lat temu 😊.
    Chyba ostatnie święta szwagierki w Polsce.

    A jak jest u was?
  • vilez 10.11.14, 21:10
    Ja Ci powiem, jak u nas było z tym odpępnianiem wigilijnym. Najpierw graliśmy w to, "bo dzieci" (moje)- i że dla dzieci, wiadomo. Potem my przestaliśmy ubierac choinkę, i zapowiedzielismy rodzinie, że nie obchodzimy świat religijnie, ale i tak były zjazdy, choc juz niereligijne. A potem zaczęliśmy "wyjeżdżać na narty"- postawilismy ich przed faktem dokonanym: mamy ochotę jechać w góry, i już. I co się oakzało? Moi rodzice odetchnęli., i spędzali ten czas sami. I dziekowali nam. Bo bez nas by się do tego nie pzrełamali. Potem, gdy moja mama już byłą sama, też czasem chceiliśmy ją do nas, czy my do niej, ale mama mówiła: "nie po to się od tego uwolniliśmy, by do tego wracać.".
    Ktos musi postawić tamę. Po prostu. Wypada na Was. Siostra i szwagierka dla siebie i swoich rodzin już postawiły. Weźcie z nich przykład.
    Naprawdę święta razem to nie jest pierwsza potrzeba. To zaledwie formuła. Formuły można zmieniać.
    Twój mąz jest problemem. Niekoniecznie- teściowa. Jesli ona jest dziwaczką (cokolwiek to znaczy), to może TYM BARDZIEJ jej się pomysł spodoba. Nie wiecie tego, dopóki ...się nie dowiecie :-)
  • zuzanna56 10.11.14, 21:19
    Dzięki za opis :).
    My religijnie akurat możemy obchodzić.
    Na nartach jeździ tylko syn.

    Twoja mama zostawała sama na wigilii?
  • verdana 10.11.14, 21:27
    I niestety, rzadko tak jest, ze ktoś chętnie spędza samotnie Wigilię. Albo przynajmniej twierdzi, że chętnie spędza ja samotnie. Bywa i tak, ale dla wielu ludzi jest to wyjątkowo przykre.
    Zostawienie obojga rodziców nie wydaje mi się zadnym problemem. Samotnej kobiety jednak tak.
  • pade 10.11.14, 21:47
    Ta "samotna" kobieta ma rodzinę Verdano, nie tylko syna.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • zuzanna56 10.11.14, 22:19
    Ma dwoje dzieci. Ma kilka sióstr i 2 kuzynki w jednym mieście. Ma też dalszą rodzinę w dalszym mieście. Tylko że rzadko ich odwiedza.
  • vilez 10.11.14, 22:01
    I uważasz, że ludzie nie są w stanie poradzić sobie z tą "przykrością"? A myslałaś kiedyś o tym, że to jest najzwyklejsze więzienie formuły?
  • verdana 10.11.14, 22:30
    Nie, myślałam o tym, że czasem bycie dobrym dla innych, przy niewielkich bądź co bądź kosztach własnych może nie być złym rozwiązaniem.
  • vilez 10.11.14, 21:59
    Tak. Ale nie obchodziła. Musiała jeszcze "zwalczyć w tym względzie swoje rodzenstwo, które oczywiście, jako że jej dzieci takie wredne... chciąło ją do siebie. Ale mam powiedziała: nie. I jakoś wszyscy przywykli.
    Spotykaliśmy się dość często bez świat.
  • miedzymorze 10.11.14, 22:13
    Starsza pani jest dorosła i jest za swoje dziwactwa i osamotnienie odpowiedzialna. Z powietrza się to nie wzielo, miała 23 lata na nawiązanie znajomości albo odnowienie kontaktów z rodzina,
    Nie chciało się, to konsekwencją tego jest samotność rowniez w święta. Maz nie ma prawa robić z autorki zakladniczki d ziwactw swojej matki. Najwyższy czas na zmiany, zanim ja cos trafi. A teściową niech sobie dorobi jakieś dziwaczne wytłumaczenie tego ze nie ma z kim spędzić świat.
    Pozdr,
    Mi
  • verdana 10.11.14, 22:29
    No, a synowa miała 23 lata na zmianę formuły. I nie zmieniła. Moze nie jest tak łatwo zmienić charakter? Moze zostawianie matki samej na święta nie jest najlepszym sposobem na szkolenie 72-latki, jak powinna w życiu postępować? Poza tym nie tylko matka tak chce spędzać święta - maż także.
  • vilez 10.11.14, 22:32
    Widocznie synowej to aż tak przedtem nie przeszkadzało. Teraz pzreszkadza. Kiedyś nadchodzi moment zmian, i nie ma co dziwować, czemu teraz, a nie wcześniej (czy później).
    Czy ktoś mówi matce, jak ma postępować? Mówi, jak ON nie chce postępować.

    Z mężem trzeba o tym rozmawiać.
  • verdana 10.11.14, 22:36
    Trudno, nie tylko teściowa ma ponieść konsekwencję swoich zachowań, synowa także. Nie zawsze musi sie robić tak, aby nam i tylko nam było fajnie. I mąż, który grzecznie zgodzi sie na zastawienie 72-latki samej na Wigilię, bo zonie sie znudziło, mnie by raczej przeraził.
  • miedzymorze 10.11.14, 22:41
    Autorka rozmawia o zmianie tylko jej prosby i uczucia są ignorowane, bo dziwactwa teściowej są ważniejsze. Wiec najwyższy czas żeby nie ustąpiła, bo jej dobre samopoczucie w święta jestbrownie wazne . a teściowej nic się nie stanie jak raz posiedzi sama, maz tez może dla odmiany poczuć się nie komfortowo, tak dla równowagi. I może dla lepszego zrozumienia zony która nie powinna być mniej ważną niz dziwactwa mamuni.
    Pozdr,
    Mi
  • verdana 10.11.14, 22:46
    Akurat chęć bycia z synem i wnukami na Wigilię to nie jest takie koszmarne dziwactwo.
    Nie, teściowej na pewno nic się nie stanie, jak spędzi Wigilię samotnie. Najwyżej będzie nieszczęśliwa.
  • zuzanna56 10.11.14, 22:55
    Pewnie że ją rozumiem. Ona marzy o spotkaniu z wnukami od córki których nie widziała od 3-4 lat. Ani na święta ani z innej okazji. Nie chcą :(
  • miedzymorze 10.11.14, 23:04
    Będzie nieszczęśliwa na własne życzenie, a nie z powodu decyzji autorki. Ma inne dzieci i to nie jest wina autorki, ze nie maja ochoty widzieć mamusi. Widocznie cos jeszcze jest na rzeczy, czyli owe dziwactwa. Maz po śmierci i ojca pewnie został zastępczym partnerem mamyw sensie psychologicznym i czuje się nadmiernie odpowiedzialny. Ale to nie może się odbywać kosztem zony.
    Pozdr
    Mi
  • zuzanna56 10.11.14, 23:00
    Mnie bardziej przeraża córka która nie spędziła z matką świąt od 15 lat. I wnuki które nie chcą jej odwiedzać. Ostatnio byli 3-4 lata temu z okazji czyjegoś ślubu i wpadli na 2 dni. A doleci się samolotem w godzinę.
  • aqua48 10.11.14, 23:10
    zuzanna56 napisała:

    > Mnie bardziej przeraża córka która nie spędziła z matką świąt od 15 lat. I wnuk
    > i które nie chcą jej odwiedzać. Ostatnio byli 3-4 lata temu z okazji czyjegoś ś
    > lubu i wpadli na 2 dni.

    Ale to jej decyzja, i sprawa między tą matką i córką, dlaczego Cię to przeraża? Wnuki zapewne nie czują się z babcia związane, nic dziwnego, że do niej nie ciągną.
  • zuzanna56 11.11.14, 00:03
    Jeśli o przerażaniu w ogóle mowa to może boję się że moja córka mnie też odrzuci. Mam nadzieję że będziemy się widywać. Na razie ona twierdzi że będziemy razem mieszkać :)
  • aqua48 11.11.14, 12:13
    zuzanna56 napisała:

    > Jeśli o przerażaniu w ogóle mowa to może boję się że moja córka mnie też odrzuc
    > i. Mam nadzieję że będziemy się widywać. Na razie ona twierdzi że będziemy raze
    > m mieszkać :)

    Dziwne. Dlaczego Twoja córka miałaby Cię odrzucać? I przede wszystkim co odebrałabyś jako odrzucenie? Fakt, że zamieszkałaby za granicą? Chęć do spędzania świąt po swojemu i bez Ciebie? Brak kontaktów? Brak serdeczności? Chęć do życia według swoich zasad?
  • zuzanna56 11.11.14, 12:40
    Na razie mam z córką bardzo dobry kontakt i wspólne plany wyjazdu do pewnego kraju i zaopiekowania się zwierzętami :)
    Tu nie chodzi ani o zamieszkanie za granicą ani o święta. Poczułabym się że źle wychowałam dziecko gdyby wyjechało i nie chciało mieć ze mną żadnego kontaktu, nawet telefonicznego raz na kilka miesięcy. Oczywiście nie zanosi się na to. Po prostu żal mi teściowej.
  • aqua48 11.11.14, 16:22
    zuzanna56 napisała:

    > Na razie mam z córką bardzo dobry kontakt
    > Poczułabym się że źle
    > wychowałam dziecko gdyby wyjechało i nie chciało mieć ze mną żadnego kontaktu,
    > Oczywiście nie zanosi się na to. Po prostu żal mi teściowej.

    Wymyślasz sobie nieistniejące problemy i sama tworzysz scenariusze które Cię przerażają? Kompletnie tego nie rozumiem. I co ma teściowa i JEJ córka do TWOJEGO kontaktu z córką?
  • zuzanna56 11.11.14, 16:57
    Nic. To o przerażeniu jest odpowiedzią na post wyżej.
  • zuzanna56 11.11.14, 17:00
    Ale w tych wszystkich postach nie mogę go teraz znaleźć.
  • aqua48 11.11.14, 17:14
    Nadal nie rozumiem skąd pojawiło się przerażenie w myślach o przyszłości kontaktów z własną córką..
  • zuzanna56 11.11.14, 17:45
    Nie wiem. Może po prostu znam kilka przykładów gdzie dzieci nie utrzymują żadnych kontaktów z rodzicami. Nawet nie w rodzinie ale wśród znajomych czy sąsiadów. Do tego widzę jak teściowa tęskni za córką i wnukami. Widzę to szczególnie na święta i jest mi jej szkoda. Nie chciałabym aby mnie to spotkało. Na razie mam dobry kontakt z dziećmi i myślę że tak zostanie. Nie chodzi mi o to że dzień w dzień mnie to przeraża ;) ale jest to przykre gdy widzę teściową albo pewną sąsiadkę z takim problemem. Wyjaśniłam?
  • zuzi.1 11.11.14, 19:48
    A czy to nie jest troche tez tak, ze boisz sie, ze jak zostawicie teraz tesciowa na swieta sama, to corka kiedys moze wziac z tej sytuacji przyklad i kiedys Ciebie tak potraktowac?
  • zuzanna56 11.11.14, 20:11
    to akurat nie ma żadnego związku, prawda?
  • zuzi.1 11.11.14, 21:18
    Odnioslam sie do tego co napisala aqua.
  • aqua48 12.11.14, 08:50
    zuzanna56 napisała:

    > znam kilka przykładów gdzie dzieci nie utrzymują żadny
    > ch kontaktów z rodzicami. Nawet nie w rodzinie ale wśród znajomych czy sąsiadów
    > . Do tego widzę jak teściowa tęskni za córką i wnukami. Widzę to szczególnie na
    > święta i jest mi jej szkoda. Nie chciałabym aby mnie to spotkało.

    A nie pomyślałaś, że jest jakaś tego stanu rzeczy przyczyna? W ostatnich WO jest ciekawy artykuł na temat zerwanych więzi. Autorka pisze, ze najczęściej decydują się na to osoby pochodzące z rodzin dysfunkcjonalnych, albo takich w których nie były, lub nie czuły się przez rodziców zauważane, faktycznie doświadczyły odrzucenia. Pewnie nie jest to wyczerpujące potraktowanie tematu, ale jednak chyba coś na rzeczy jest w związku z tym co piszesz o bardzo mocnym emocjonalnym związku teściowej z Twoim mężem.
    Przemyśl sobie tę sprawę w kontekście swoich relacji z dziećmi.
  • madi138 13.11.14, 00:13
    Wiesz ja akurar jestem tak corka... Mieszkam za granic pare ladnych lat I przez ten czas zadnych swiat nie spedzilam z rodzicami. Czemu? Po pierwsze nie mam szans na urlop w tym okresie I choc to tylko dwie godzinki samolotem to I tak robi sie z tego duza wyprawa. Do tego ceny biletow w te dni naprawde sa kosmiczne I jesli chce sie leciec cala rodzina to mozna zbankrutowac... Rodzice sa z gatunku tych co to do samolotu nie wsiada, a swieta moga spedzic tylko pod wlasna choinka ;) Pewnie, ze jest mi przykro (szczegolnie w Wigilie :) ), ale nic nie moge na to poradzic. Takze, nie oceniaj zbyt pochopnie...
    A co do stosunkow tesciowej I jej corki to chyba jednak nie twoj problem. Moze maja kiepskie relacje I ngdy nie byly sobie bliskie. Dlatego nie maja potrzeby spedzania razem swiat. Twoj maz moze jest bardziej zwiazany z matka I dlatego nie chce zostawic jej samej. To w sumie dobrze o nim swiadczy!
  • adorra0 10.11.14, 20:05
    Ile teściowa ma lat?
  • zuzanna56 10.11.14, 20:25
    72 i jest w miarę zdrowa :)
    Mój tata ma tyle samo i jest niesamowicie optymistycznym człowiekiem, ma mnóstwo zainteresowań i znajomych.
  • zuzanna56 10.11.14, 20:31
    Dziękuję wszystkim za spojrzenie z innej perspektywy 😊
  • aqua48 10.11.14, 21:11
    A nie możesz powiedzieć mężowi, że zwariujesz spędzając kolejne święta tak samo, odpowiednio wcześniej uprzedzić teściową, że w tym roku wyjeżdżacie, zaprosić ją tylko na Wigilię, podaną np o 15.30, a zaraz po niej szurnąć się gdzieś całą rodziną na dwa i pół dnia?
  • zuzanna56 10.11.14, 21:26
    Pięknie brzmi :)

    Zrobiliśmy już tak że wigilia u nas. Pierwszy dzień świąt na pół u babć. Drugi dzień świąt w domu. Dla nas to postęp od 2-3 lat ;)

    A jak to zrobić żeby w 2 dni po wspólnej wigilii spędzić w domu? Mieszkam wśród pól i lasów, pod miastem. Tu jest tak pięknie że niekoniecznie muszę zaraz wyjeżdżać. Jak powiedzieć rodzicom że nie chcemy z nimi spędzać świąt tylko iść na spacer do lasu, nad jezioro i pograć w coś z dziećmi?
  • verdana 10.11.14, 21:29
    Ależ chyba od pozostałej rodziny naprawdę nietrudno się "odczepić". Poza samotną teściową nie ma nikogo, kto byłby sam. Zwyczajnie, wyjeżdżacie po Wigilii i juz.
    Ja powiedziałam rodzicom, ze widzimy sie na Wigilię i jeden dzień chcę mieć dla siebie. A do nich idę na Nowy Rok.
  • pade 10.11.14, 21:51
    Normalnie powiedzieć: jesteśmy przepracowani, chcemy spać dwa dni, albo spędzić czas tylko z dziećmi, wpadniemy w niedzielę:) w tym roku święta są dłuugie:)
    Ja rozumiem Twoje wątpliwości, ale naprawdę masz prawo spędzić święta "po swojemu".

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • bergamotka77 11.11.14, 00:47
    Ale to smutne ze nie chcecie spedzac swiat z najblizsza rodzina...
  • zuzanna56 11.11.14, 00:53
    Ano smutne. To że nasze siostry też nie chcą spędzać świąt z rodzicami też jest smutne. Może ludzie mają jakieś powody.
  • adorra0 10.11.14, 22:16
    Zuzanno co tak naprawdę jest problemem? A może kto? Mąż?

  • zuzanna56 10.11.14, 22:32
    Może i tak. Ktoś tu wyżej napisał że problemem nie jest wcale teściowa tylko mąż. Nigdy tak nie myślałam i muszę to sobie poukładać w głowie. Rozmawiamy o tym co roku od listopada. To znaczy ostatnio już przestałam bo nie chcę się kłócić. Jego pytanie za każdym razem brzmi: co ja powiem mamie? Jak to? Sama na wigilii? W pierwszy i drugi dzień świąt już raz była sama. Przeżyła. Mąż zadzwonił, pogadał. Było ok. Nie miała nam tego za złe. Wydaje mi się że wyjazd byłby ucieczką. Niekoniecznie chcę wyjechać. Chętnie posiedzę w domu z dziećmi i mężem.

    Dzięki za wszystko :)
    Dałyście mi do myślenia.
    Chociaż pewnie za rok i dwa napiszę to samo :(

    Mąż w innych kwestiach jest wspaniałym facetem. W tej kwestii bardziej chroni mamę wdowę niż zależy mu na tym aby żona raz na jakiś czas zadecydowała. A może dlatego że w wielu kwestiach to ja decyduję ? To znaczy razem ;) bo mamy to samo zdanie ( wakacje, przeprowadzka, meble, wybór szkoły dla dzieci itp).
  • vilez 10.11.14, 22:34
    A mąż chce być z mamą w wigilię, bo lubi z nią być? Czy gdyby np. mama sama zechciała spędzić święta, dajmy na to, z siostrą, to ucieszyłoby go to?
  • verdana 10.11.14, 22:37
    Myslę, ze mąż nie chce, aby matka była w Wigilię smutna. To bardzo dziwne, ale są tacy synowie.
    No i ja widze jeszcze jedno rozwiązanie - wyjedź sama.
  • zuzanna56 10.11.14, 22:43
    Wiem że to dziwnie zabrzmi ale mąż nie ma wspólnych tematów z mamą tylko żal mu że jest sama. Została wdową w wieku w którym ja jestem teraz. Osiwiała i w wieku 48 lat zachowywała się jak staruszka. Pamiętam to jeszcze. Gdyby pojechała do siostry to pewnie że byłby szczęśliwy.

    Chyba nic więcej nie napiszę o mojej rodzinie ;)
  • zuzanna56 10.11.14, 22:44
    Verdana ale ja nie chcę nigdzie jechać. Chcę zostać w domu z dziećmi.
  • verdana 10.11.14, 22:47
    Czyli to samo, czego chce Twoja tesciowa. Być z dzieckiem.
  • verdana 10.11.14, 22:47
    To moze spróbujcie jednak rozmowy z siostrą.
  • vilez 10.11.14, 22:47
    Dobrze, że to z siebie wyrzuciłaś :-) Może jednak to coś da...
    Zmykam z termatu ;)
  • verdana 10.11.14, 22:33
    Tak, bo ja też przestaję trochę rozumieć.
    Bo dylemat z teściową jest dla mnie istotny. Nie sądzę, aby mąż bawił sie dobrze, wiedząc, ze matka jest na Wigilię sama. To, ze ma inne dzieci nie jest tu istotne, bo te inne dzieci sie odcięły. Dla matki nie jest to żadna pociecha.
    Ale Twoi rodzice są razem i w ich wypadku to jest zupełnie inna sprawa. Nie widzę problemu, mogą sie obrazić, mogą żałować, ale nie zostaną samotni na święta. A Ty także im boisz sie powiedzieć,z ę chcesz odpocząć.
  • zuzanna56 10.11.14, 22:38
    Masz rację. Boję się. Jeszcze kilka lat temu spędzali część świąt z nami ale wigilię z babcią i siostrą mamy. Obie nie żyją. Teraz zostali sami. Oczywiście to zupełnie inna sprawa. Jak pisałam, oni mają siebie i jest ok. Ale chyba przez to 20 letnie przyzwyczajenie jest mi trudno.
  • adorra0 10.11.14, 22:43
    Zuzanno , załóżmy, że mąz i teściowa przystaną na Twoją propozycję, a co z Twoimi rodzicami? W ogóle, kiedykolwiek zasugerowałaś im taką opcję?
  • zuzanna56 10.11.14, 22:47
    Ja wielu wigilii nie spędzałam z rodzicami. Bo spędzałam je z teściową. Bo inaczej byłaby sama. Rodzice byli wtedy z rodzicami mamy (już nie żyją).

    A ostatnio to nie. Nie mówiłam rodzicom.
  • verdana 10.11.14, 22:45
    OK. Ty się boisz powiedzieć rodzicom. I masz pretensje do męża, ze boi się powiedzieć swojej matce, która rzeczywiście zostałaby zupełnie sama.
    Jest Ci trudno nie tylko przez przyzwyczajenie, ale także dlatego, że chcesz mieć miłe święta, a wiesz, ze jeśli spędzisz je tak, jak chcesz, ktoś inny będzie miał święta mniej miłe. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Można natomiast na przykład wyjechać na sylwestra i Nowy Rok. Albo spędzić je w domu tak, jak lubisz najbardziej.
  • zuzanna56 10.11.14, 22:51
    Dokładnie. Jeśli ja będę raz w miała miłe święta na luzie to mój mąż będzie martwił się o mamę. Mama będzie samotna. Czyli ja zadowolona a 2 osoby niezadowolone. Dlatego od 23 lat się na to godzę. Taka prawda. Ale sama czuję że czas to zmienić.
  • miedzymorze 10.11.14, 22:56
    To po prostu to zmien. Masz prawo czuć się dobrze w święta i spędzić je tak jak chcesz, a inne os,oby niech się tym razem dostosuja. Na przykład jadąc do innego dziecka. Albo do siostry. Teściową ma inna rodzinę i nie musi być u was żeby nie być sama w święta. A jeśli jej się nie chce to nie twój problem.
    Powodzenia :)
    Pozdr,
    Mi
  • aqua48 10.11.14, 23:07
    Nie rozumiem, dlaczego nie możesz zaprosić na Wigilię tych swoich rodziców wraz z teściową a po Wigilii, wieczorem odwieźć ich do domów? I spędzić reszty świąt z mężem i dziećmi? Powiedzieć rodzinie wprost to co nam?
  • adorra0 10.11.14, 23:16
    aqua48 napisała:

    > Nie rozumiem, dlaczego nie możesz zaprosić na Wigilię tych swoich rodziców wraz
    > z teściową a po Wigilii, wieczorem odwieźć ich do domów? I spędzić reszty świą
    > t z mężem i dziećmi? Powiedzieć rodzinie wprost to co nam?
    Bo ,mimo wielkiego pragnienia spędzenia świąt w ścisłym rodzinnym gronie, boi się, ze sprawi rodzicom przykrość, ze poczują się odrzuceni, niepotrzebni, niechciani.
  • aqua48 10.11.14, 23:35
    adorra0 napisał(a):

    > > Nie rozumiem, dlaczego nie możesz Powiedzieć rodzinie wprost to co nam?

    > Bo ,mimo wielkiego pragnienia spędzenia świąt w ścisłym rodzinnym gronie, boi s
    > ię, ze sprawi rodzicom przykrość, ze poczują się odrzuceni, niepotrzebni, niech
    > ciani.

    Aha. No jest takie ryzyko. Ale jest też ryzyko, że poczują się tacy spędzając święta z zestresowaną i złą panią domu. A także że jej dzieci lubią święta z dziadkami, i dla nich święta w towarzystwie samych rodziców będą niepełne. A może i dla niej?
    Coś jednak trzeba wybrać, a jak nie spróbuje zmiany to się nie dowie co traci.
  • danaide 10.11.14, 23:18
    Ja nie rozumiem dlaczego po Wigilii czyli po wspólnym posiłku nie możesz pójść z dziećmi i mężem na spacer?

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • zuzanna56 11.11.14, 00:07
    Oczywiście że mogę ich odwieźć do domu chociaż zwykle odwożą się sami. Tak spróbuję zrobić.
  • zuzanna56 11.11.14, 00:09
    Co do spaceru to raczej już nie w wigilię tylko kolejnego dnia. Oni wychodzą zwykle około 23.00. Ale w sumie czemu nie? ;)
  • malwa200 13.11.14, 09:37
    jeżeli Cię to choć trochę pocieszy to ja święta spędzam z rodzicami, ojciec nie słyszy i nie dowidzi, męża nie mam ani partnera. co roku jest identycznie: skromnie na stole (bo brak kasy), żadnych prezentów (bo brak kasy), w telewizji pasterka, później wpada brat z bratową, którzy są ze mną skłóceni, więc staram się wychodzić od rodziców przed nimi wracam 4 kilometry piechotą bo autobusy nie chodzą a na taksówkę mnie nie stać. potem sama przez dwa dni przed telewizorem-cztery programy na krzyż. nienawidzę świąt.
  • amb25 11.11.14, 06:29
    Zabierz tesciowa i wpros sie na swieta do siostry twojej albo brata. I rutyny nie bedzie. Przynjamniej w tym roku.
    Mnie swieta wkurzaja bo zawsze to ja mialam wszystko na glowie, ale od czasu jak odwiedza nas brat meza,jest fajnie bo on lubi uczestniczyc w tych przygotowaniach i ma fajne pomysly i je realizuje.
  • zuzanna56 11.11.14, 08:28
    One nie chcą nikogo zapraszać ani na święta ani w innym czasie. Nie zwalimy im się na głowę w 4 osoby plus rodzice albo plus teściowa. Mieszkają obie za granicą. Nie w tym samym kraju. My u każdej z sióstr bywamy średnio raz na 10 lat. Nie wyobrażam sobie wymusić na kimś aby gościł mnie przez parę dni skoro wiem że tego nie chce. ( kiedyś no tak trochę powiedzmy nie wymusiliśmy ale powiedzieliśmy że chcemy przyjechać do szwagierki ma 5 dni bo będziemy w okolicy, było ok ale widać było że nie lubi goście stąd po 10 latach od tego czasu nie zwalę jej się na głowę)
  • paris-texas-warsaw 11.11.14, 14:49
    To może na kwestię ustalen światęcznych spojrzeć tak:
    1. Ustalenia robią faktycznie w Waszej rodzinie (małżeństwie) dwie osoby - pomijam dzieci, choć wiem że to uproszczenie nieuzasadnione;))- Ty i mąż.
    2, Teściowa nic nie ustala, jest tylko czynnikiem,który bierzecie pod uwagę.
    3. W sprawach dwóch osób są sytuacje, gdy:
    - dana kwestia jest dla obu osób tak samo ważna,
    - dana kwestia jest dla jednej znacznie ważniejsza.
    4. Nie negując, że dla Ciebie komfort Świąt po "swojemu" jest ważny, to z przedstawionego przykładu wydaje się, że dla męża jest to kwestia bardziej istotna. W zasadzie przy jego podejściu (nie oceniam czy dobrym czy złym, to podejście faktycznie może być jego ograniczeniem) zrobienie "po Twojemu" Świąt, czyli bez tesciowej oznaczałoby prawdopodobnie kiepski nastrój świąteczny, bo mąż byłby w tym złym nastroju.
    5. Wydaje mi się, że w układzie małżenskim w przypadku, gdy dla jednej strony dany wybór jest znaczie ważniejszy warto na to przystać. Można oczywiscie "raz ty wybierasz, raz ja", ale może to być ze stratą dla obu osób.
    Z przykładów drastycznych, ale abstrakcyjnych - mąż przystaje na układ " w tym roku wybiera sposób na Święta żona, a za rok ja". W tym roku siedzą sami jak chce żona, bo nie samotnej teściowej. Mąż to zaakceptował, teraz kolej był wyboru stylu świętowania żony. Za rok okazuje się, że ojciec żony umiera, jej matka zostaje sama, żona chce ją wziąć na Wigilię. Wtedy mąż mówi żonie, że przecież robicie "po równo", on chce posiedzieć sam z rodziną, a nie z tesciową, która wg niego jest "dziwna", zwłaszca teraz po śmierci jej męża. I wtedy jest ciężko żonie pozostać przy tym układzie, bo okazuje się, że nagle kwestia świąt jest znacznie istotiejsza dla niej niż dla męża. Męża samotność teściowej, której nie lubi może przecież zupełnie nie ruszać.

    Wg mnie to nie jest kwestia warta takiego stawiania sprawy, ale nie ze wględu na samą teściową jako taką, ale Twoje powiązanie z mężem.
  • zuzanna56 11.11.14, 17:06
    Tak. Decyduję się na te święta bo kocham męża, zależy mi na nim i nie chcę aby wybierał pomiędzy żoną a mamą. Szanuję teściową.
  • anaiss 11.11.14, 17:17
    Zgadzam się z Tobą, Paris, jestem ciekawa jak w analogicznej sytuacji zareagowałaby autorka, gdyby to jej maż nie życzył sobie obecności samotnej teściowej na wigilii. I od razu zaznaczam, że nie popieram żadnego świątecznego cierpiętnictwa, ale chyba nie chodzi o jakieś dramatyczne wyłamanie się z rutyny czy o wyjazd na święta jak podnosiła to autorka w poście założycielskim, bo przecież może sama wyjechać, jeśli chce spędzić święta inaczej niż zwykle. Trudno natomiast od męża oczekiwać - w momencie gdy ma samotną matkę - by miał taką samą potrzebę spędzania wigilii jak żona.
  • zuzanna56 11.11.14, 17:53
    Może i masz rację. A może nie. Myślisz że jak mąż ma samotną matkę to każde święta przez 30 lat muszą spędzać razem. Na razie z 23 lat były chyba 2 spędzone inaczej, z córką. Ja zostawiałam matkę, ojca, babcię i dziadka. Jeśli raz na ponad 20 lat zostawię samotną teściową ( która ma córkę, zięcia, wnuki i siostry oraz kuzynki) i spędzę święta inaczej to ja jestem ta zła? I tak tego jej nie zrobię ale pytam.
  • anaiss 11.11.14, 19:02
    Zuzanno, oczywiście, że nie jesteś zła i masz prawo, jeśli chcesz wyjechać - po prostu wyjechać, przełamać rutynę, schemat, tylko nie możesz oczekiwać, że mąż będzie chciał tego samego, że będzie chciał spędzić święta tylko z Tobą i Waszymi dziećmi. Jeśli dla Was - dla Ciebie, Twego męża i dzieci, bo myślę, że i nastolatki mają już coś do powiedzenia w tej kwestii - jest ok zostawianie teściowej samej na wigilii to ok i innym nic do tego.
  • miedzymorze 11.11.14, 19:24
    Nie jesteś zła. Jesteś totalnie zaszantażowana samotnością teściowej, która to samotność jest konsekwencją jej postępowania i nieutrzymywania kontaktów z nikim, a nie tego, że np. faktycznie wszyscy inni członkowie rodziny umarli.
    Nie masz obowiązku zawsze być z nią - wyszłaś za swojego męża. Teściowa nie jest bezwolnym tobołem, może też kogoś zaprosić na święta do siebie. Jak nie chce i w konsekwencji zostanie sama - to jest jej wybór, a nie Twoje zostawienie czy zaniedbanie.
    Odwagi trochę ;) gwiazdkę widze że oddałaś walkowerem, ale zapowiedz mężowi że wielkanoc spędzacie takjak Ty chcesz. Zresztą na wielkanoc nie ma takiego upiornego ciśnienie 'żeby nik nie byl sam w lany poniedziałek' ;)

    pozdr,
    mi
  • zuzanna56 11.11.14, 19:40
    u nas jest takie ciśnienie ;)

    Dzięki :)
  • danaide 11.11.14, 19:46
    Nie zapominaj, że komfort zabija kreatywność. Teściowa jest zawsze z Wami, bo od dawien dawna nie musiała szukać innego rozwiązania;)
    I jeszcze a propos spaceru. Nie musisz czekać do 23ciej. Wychodzicie po drugim (czy dziewiątym) daniu dla zdrowotności, deser będzie potem. Raz byłam na takim weselu, fajna opcja;) Wszyscy mogą iść, teściowa nie chce? To niech sobie odpocznie, wrócicie to pogadacie dalej;) Myślę, że to niezłe przełamanie schematu na początek!

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • zuzanna56 11.11.14, 20:10
    tak robimy ze spacerem na wielkanoc
  • pade 11.11.14, 22:02
    Danaide, nie czytałam tego wątku dzisiaj, tylko drugi, Vilez, i tam, tak jak Ty, zaproponowałam spacer zaraz po kolacji, mam nadzieję, ze nie masz mi tego za złe:)

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • danaide 11.11.14, 22:08
    No, nie wiem. Jeszcze poleć Jespera Juula i w ogóle już nie będę wiedziała co by tu jeszcze napisać ;D

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • pade 11.11.14, 22:29
    No wiesz co?! Masz takie trafne spostrzeżenia! Dziewczyno, ogarnij się:)))
    Ja tam lubię Ciebie czytać, szkoda, że nie można lajkować, miałabyś wtedy wgląd:)

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • aqua48 12.11.14, 08:57
    anaiss napisała:

    >Trudno natomiast od męża oczekiwać - w momencie gdy ma samotną matkę - by miał taką samą potrzebę spędzania wigilii jak żona.

    Ale on nie ma samotnej matki! On m matkę, która nie utrzymuje kontaktów z pozostałymi dziećmi ma rodzeństwo, ale nie zaprasza do siebie na święta i sama oczekuje ugoszczenia jej bo tak.
  • miedzymorze 12.11.14, 09:15
    >One nie chcą nikogo zapraszać ani na święta ani w innym czasie. Nie zwalimy im się na głowę w 4 >osoby plus rodzice albo plus teściowa. Mieszkają obie za granicą. Nie w tym samym kraju. My u każdej >z sióstr bywamy średnio raz na 10 lat. Nie wyobrażam sobie wymusić na kimś aby gościł mnie przez >parę dni skoro wiem że tego nie chce.
    Ale za to inni (zwłaszcza twój maż) perfekcyjnie opanowali sztuke zmuszania ciebie do goszczenia co świeta teściowej, mimo że doskonale wie, że tego nie chcesz....

    pozdr,
    mi
  • adorra0 11.11.14, 10:36
    Zuzanno, rozumiem Cie i szczerze współczuję. Fajna babka z Ciebie, mądra i z sercem na właściwym miejscu. Obawiam się , że żadne rewolucyjne posunięcia w grę nie wchodzą, wypróbuj metodę małych kroków. Napisałaś, że rodzice wychodzą około 23.00. O której macie koalcję wigilijną? Może dałoby się przesunąć ja godzinę, dwie wcześniej, jest wtedy cień nadziei, ze starsi państwo też szybciej będą się ewakuować, a Wy tym samym zyskacie więcej czasu i spokoju dla siebie. Napiszę coś jeszcze, choć po pierwsze może nie powinnam, a po drugie zostanę zakrzyczana przez forumowe wyznawczynie tezy, ze każdy ma prawo robić to co chce i nieważne po kim przejdzie się walcem, żeby tylko jemu było dobrze. Współczuję Wam, Tobie i mężowi i jest mi Was szczerze żal, bo ciężko się żyje z ludźmi, którzy reprezentują taki poziom egoizmu jak Wasze siostry. Dwie egoistki , które nawet jeżeli nie mają serca dla własnych rodziców, to mogłyby się wykazać jakimiś ludzkimi, ciepłymi odruchami wobec własnego rodzeństwa. Przecież nikt nie mówi, ze mają spędzać święta z rodzicami co roku, chodzi o gest dobrej woli raz na kilka lat. I co z tego, ze teściowa jest dziwna. Dorosły, dojrzały moze bardziej powinnam napisać, człowiek wie, ze w życiu nie wszystko jest lekkie, łatwe i przyjemne i nie z takimi problemami musi się zmagać, jak dziwna matka, teściowa i babcia przez tydzień raz na pięć lat. Obyście tylko takie problemy w życiu miały. To jest zwykłe chamstwo, zeby tak całkowicie olać własną matkę, jak zrobiła to siostra męża Zuzanny. iI święta są tu najmniejszym problemem. Zwykła ludzka przywoitość się kłania. Wobec matki i wobec brata. Wtedy Zuzanna nie założyłaby tego wątku, bo nie miałaby powodu go zakładać. Żałosne są uwagi, ze dziewczyna jest sama sobie winna, bo kieruje się empatią i szacunkiem dla uczuć rodziców. Pochwalajmy takie zachowania, jak zachowania sióstr Autorki, ciekawe dokąd ten świat zmierza?
  • froshka66 11.11.14, 10:44
    jak dobrze rozumiem dylemat jest następujący:
    z jednej strony Pani lat 72 i jej bardzo złe samopoczucie psychiczne jeżeli nie zaprosisz jej do siebie
    z drugiej strony Pani lat 45(?) i jej bardzo złe samopoczucie psychiczne jeżeli zaprosisz swoją teściową do siebie na wigilie.
    Mąż, który ma złe samopoczucie jeżeli nie zaprosi matki do siebie na wigilie.
    To wasz wspólny dom i nie można mężowi zabronić zaprosić matki
    ale jeżeli twój dyskomfort przebywania z teściową w święta jest duży, to nikt Cie nie może zmusić do bycia w jej towarzystwie.
    Myślę, że jest zupełnie przyzwoita oferta hotelowa na 2-dni dla Ciebie i miły pobyt w Spa jest rozwiązaniem.
    Wracasz zadowolona po świętach ( może narty?) , wypoczęta , robisz coś inaczej .
    Nastolatkom dać wybór ( jadą z Tobą do hotelu lub zostają w domu)
    Maz zabezpiecza wigilię mamusi w tym kulinarnie.
    tak bym właśnie zrobiła, od jednej wigilii poza domem moim zdaniem ani Tobie a ni Twojej teściowej d.. nie odpadnie. Dzieci się ucieszą z rozrywki a nie siedzenia nudnie w domu.
    Zdrowsze narty biegowe od nudnego siedzenia przy stole na fyfnascioma potrawami i gadanie o chorobach
    warto dać dobry przykład.

    Może rodzina ( tzn maż )



  • froshka66 11.11.14, 10:45
    no i ucięło mi posta. Przepraszam
    Może rodzina ( tzn maż ) tez wybierze narty?
  • zuzanna56 11.11.14, 11:26
    Raz jeszcze dziękuję wam za spojrzenie z zewnątrz :)
    Przespałam się z problemem, poczytałam wasze opinie.
    Jest tak faktycznie że mam w środku jakiś żal do siostry i szwagierki, że raz na 3-4 lata nie chcą spędzać świąt z własną matką czy to zapraszając czy przyjeżdżając do Polski. Niech będzie raz na 5 lat. Tak, wiem że są dorosłe i asertywne, że wolą spędzać święta z przyjaciółmi którzy mają dzieci w ich wieku a nie z matką, która gada o chorobach. Nic z tym żalem nie zrobię, bo wiem że skoro od 20 lat jest tak samo to co się ma zmienić? Zimą jest zimno, bilety drogie i jest mało urlopu - takie były odpowiedzi.

    Dużo mi dało to że ktoś to przeczytał i napisał co o tym myśli. Nawet jeśli niczego nie zmienię. Nie jeździmy na nartach. Jeździ syn. Planujemy wyjazd w góry w lutym na ferie, dla mnie spacerowy, mąż z córką spróbują nart. Na pewno na te święta nie wyjedziemy nigdzie i wigilię spędzimy wspólnie. Ale kolejne dwa dni myślę że inaczej :)
  • wies-baden 11.11.14, 12:19
    Twój list Zuzanno dał mi też do myślenia; nie chciałabym, aby moje dzieci w przyszłości tak reagowały na moje towarzystwo w święta. Otóż starsi państwo nie mają za grosz intuicji, albo nie chcą jej mieć, bo dobrze dla rodziny, gdy ma ona czas tylko dla siebie i swoje rytuały, nierzadko obecność innych osób zakłóca intymność świąt i sądzę, że o to ci chodziło.
  • zuzanna56 11.11.14, 12:47
    Też nie chciałabym tego :(

    Co ciekawe, w moim domu rodzinnym było tak że całe święta były zawsze z babcią i dziadkiem oraz rodziną mamy albo taty. U mojego męża wigilia tylko z rodzicami i siostrą a reszta świąt w gronie dziadków i reszty rodziny.
  • marzeka1 11.11.14, 14:39
    O matko, współczuję całej sytuacji Zuzanno, bo z jednej strony rozumiem Ciebie, ale też to, jak pokazuje to Verdana. Ale być może jak coś nas nie dotyczy, to wygląda to inaczej- bo wiesz? Jak popatrzę to od 32 lat- ojca, od 21 lat -teściów, a od 16- nie żyje moja matka- więc naprawdę święta w większości mamy, jak chcemy. A zawsze tego żałuję- i to jedna z tych rzeczy, których ludziom :zazdroszczę", chociaż jak to czytam, to wiem i widzę, ze nie jest to proste i bajkowe.
    Chociaż ostatnio i my z mężem omawiamy nasze święta- bo ostatnio przez kilka lat, my byliśmy domem na Wigilię dla rozwiedzionej szwagierki z córką, dla drugiej szwagierki, była też u mnie siostra i szwagier- ale w tym roku, po naszych chorobach tego chcemy uniknąć, chcemy raczej spędzić Wigilię we 4, ale nie chcę przygotowywać wszystkiego dla tylu osób (no bez siostry, ale oni wyjeżdżają daaaaleko za granicę na cały ten czas) - albo być tylko gośćmi u którejś ze szwagierek, ale nie chcę tego wszystkiego robić u siebie- potrzebuję spokoju.
    Zuzanno, trzymaj się :)
  • marzeka1 11.11.14, 14:40
    Aha, dodam tylko że nie dziwię się zupełnie Twojemu żalowi wobec siostry- też być taki żal miała.
  • zuzanna56 11.11.14, 14:46
    Dzięki :)
    Wiem że verdana ma trochę racji. Mimo wszystko nie zostawię teściowej samej. Nie przepadam za nią ani nie mam wspólnych tematów ale to matka mojego męża, która dobrze go wychowała. Ale na pewno zacznę od zmian w pierwszy i drugi dzień świąt.
  • anaiss 11.11.14, 17:21
    froshka66 napisała:

    > To wasz wspólny dom i nie można mężowi zabronić zaprosić matki
    > ale jeżeli twój dyskomfort przebywania z teściową w święta jest duży, to nikt C
    > ie nie może zmusić do bycia w jej towarzystwie.
    > Myślę, że jest zupełnie przyzwoita oferta hotelowa na 2-dni dla Ciebie i miły p
    > obyt w Spa jest rozwiązaniem.
    > Wracasz zadowolona po świętach ( może narty?) , wypoczęta , robisz coś inaczej
    > .
    > Nastolatkom dać wybór ( jadą z Tobą do hotelu lub zostają w domu)
    > Maz zabezpiecza wigilię mamusi w tym kulinarnie.

    otóż to. Bardzo trafnie.
  • agnieszka_iwaszkiewicz 11.11.14, 14:37
    Myślę, że są tu dwa problemy.
    Jeden dotyczy kwestii relacji międzyludzkich, rodzinnych, własnych zasad w tym zakresie, własnych przeżyć w związkach. Ten jest trudny i zdominował w rezultacie wątek.
    Drugi dotyczy rutyny, częściowo tylko być może wynikającej z relacji rodzinnych, i ten można rozwiązać różnymi sposobami, czasem mało inwazyjnymi i wchodzącymi w te podstawowe wartości o jakich mowa wyżej.
    Jeśli chodzi o ten pierwszy problem, to warto sprawdzić swoje fantazje na temat tego, co ma do powiedzenia na temat świąt sama mama/teściowa. Bo czasem są to nasze wyobrażenia o czyichś potrzebach i uczuciach, które niekoniecznie mają pokrycie w rzeczywistości. Teściowa jako osoba starsza, może też już mieć inne potrzeby w tej kwestii. Może już wiedzieć, że jesteście zwykle blisko i wie, że jesteście życzliwi i może przyjąć z chęcią Waszą chęć zmiany lub zrobienia sobie przyjemności i nie odczuć tego przeciwko sobie. Bo tego właśnie się Pani boi.
    Może w tym czeka Panią niespodzianka. Druga rzecz to nie obwiniać się za takie pragnienia i tendencje odśrodkowe. Nie muszą być one antyrodzinne czy świadczyć o niechęci do kogoś.
    Teraz kwestia rutyny.
    Odejściem od rutyny już będzie nie robienie ze świąt udręki. Masochistycznego poświęcania się. To widoczna tendencja polskich kobiet wynikająca z takiego kulturowego trendu. Można wybrać ze świąt te elementy, które są przyjemne. Dla jednych to gotowanie, dla innych ozdabianie, dla następnych kupowanie prezentów a dla jeszcze innych przyjmowanie gości. I to robić. Robić z przyjemnością dla siebie.Warto też uznać, że ma się w tym wybór. Czyli to czego właśnie Pani brakuje i czego Pani nie czuje.
    Jeśli chodzi o radę, to wigilię można spędzić razem, a potem zaraz wyjechać, skoro to dla Pani ma być odświeżeniem.
    Na pewno odważyć się. Odwaga to coś innego niż asertywność. To gotowość na zmianę i przyjęcie jej konsekwencji. Np: czyjegoś niezadowolenia i tego, ze i nam może być też nieprzyjemnie w jakiś momencie a satysfakcjonująco. Czasem może się to zmieszać , ale przyjemność przecież nie zgubi się. Agnieszka Iwaszkiewicz






  • zuzanna56 11.11.14, 14:42
    Dziękuję pani Agnieszko :)
  • anula36 12.11.14, 06:09
    a moze trzeba popracowac nad tym,zeby zobaczyc szklanke do polowy pelna? A nie tylko pograzac sie w zalu do meza, ktory nie potrafi sie pozbyc mamusi na swieta i tesciowej ktora nie potrafi zostanizowac sobie sama fajnych swiat bez Was.
    moze skoro priorytetem jest posiedzenie spokojnie w domu z dziecmi, wystarczy rodzicow spuscic po brzytwie, meza wyslac na cale swieta do tesciowej i juz.

    Masz tesciowa tylko w swieta,nie wyraza np checi zamieszkania z Wami na stale, bo jest taka samotna i niedolezna, faktycznie,albo tylko w swoich oczach., co wcale sie tak rzadko nie zdarza, warto tez o tym pamietac.
  • batka.makatka00 12.11.14, 09:35
    Ważny aspekt poruszyła Pani Agnieszka - może teściowa przyjąć z chęcią Waszą chęć zmiany lub zrobienia sobie przyjemności i nie odczuć tego przeciwko sobie. Jakkolwiek niełatwe bywa nawiązanie kontaktu na tyle szczerego by się przekonać jak to tak naprawdę jest z tym odbiorem. Nie wiem jak bezpośrednie są relacje z teściową. Zuzanna wie jak zareaguje starsza pani na spokojną rozmowę o zmianie sztampowego harmonogramu świąt. Może okazać się, że problem zniknie łatwiej niż można było się spodziewać. Gdyby jednak nie, z przyczyn różnych np. trudności w jednoznacznej ocenie nastawienia teściowej do zmian albo "zdiagnozowania" jej oporu, dobrze jest mieć opracowany plan B.
    Pojawiają się w wątku rady żeby wyjechać z domu, choćby w pojedynkę. Nie rozumiem skąd takie pomysły skoro Zuzanna podkreśla, że:
    po pierwsze - lubi być w domu i ma ochotę spędzić święta z mężem i dziećmi
    po drugie - porusza kwestię materialną takiego wyjazdu okołoświątecznego jako kwotę, eufemistycznie ujmując - lekko przesadzoną.
    Problem u Zuzanny, według mnie, polega nie na przygotowaniach do świąt i nie na niechęci do teściowej a raczej na powtarzalności schematu i nudzie.
    U mnie też tak bywało. Poradziliśmy sobie wprowadzając nowe elementy. Zaczęliśmy zapraszać dodatkowo inne osoby (na wigilię także), rodzinę, przyjaciół, sympatie dzieci. To wprowadza świeżą atmosferę i nie da się już rozmawiać (jak pisze Zuzanna) wyłącznie o chorobach. Dla mniej wprawionych -można sobie przygotować garść tematów, które zainteresują obecnych.
    Poza tym wprowadziliśmy dodatkowe urozmaicenia w postaci wspólnych zabaw czy gier. Niech to będą kalambury, skrable, oglądanie zdjęć czy poker, wszystko jedno, byle większość, a najlepiej wszyscy mieli z tego uciechę. Na początku budziło to lekkie zdziwienie ale wystarczyła uwaga, że czas świąt ma być przecież czasem radości więc o to staramy się właśnie zadbać.
    Teraz w czasie świąt mamy niezłą radochę i do następnych jest co wspominać.
    Może u Ciebie Zuzanno też zadziała?
  • anula36 12.11.14, 09:40
    Problem u Zuzanny, według mnie, polega nie na przygotowaniach do świąt i nie na niechęci do teściowej a raczej na powtarzalności schematu i nudzie.

    A mnie sie wydaje ze pies jest porzebany nieco glebiej, bo jezeli ktos ma fajne ciekawe zycie generalnie,raczej nie rozpacza z powodu 3 nudnych dni w roku.
  • batka.makatka00 12.11.14, 11:06
    Jeśli mam fajne, ciekawe życie to zapobiegam trzem nudnym, wolnym od pracy i szkoły dniom, choćby to miały być tylko 3 dni w roku.
  • anula36 12.11.14, 11:08
    odsylajac starsze pokolenie do lamusa zeby nie przeszkadzalo?
  • adorra0 12.11.14, 11:12
    Jest to myślenie bardzo krótkowzroczne, ale wydaje mi się Zuzanna jest tego świadoma.
  • batka.makatka00 12.11.14, 11:20
    Dlaczego odsyłać? Raczej wydostać się stamtąd razem ze wszystkimi pokoleniami. Życia - czy to starości czy młodości za nikogo nie przeżyję. Pomagać mogę i to robię ale wędkę chcę dawać a nie rybę.
  • anula36 12.11.14, 11:28
    Zuzanna sie nie chce wydostac, chce zostac w domu z mezem i dziecmi i wszystko byloby super gdyby nie ci cholerni, namolni staruszkowie ktorzy nie chca uwolnic od swego towarzystwa znudzonego nimi potomstwa;)
    Masz racje - za nikogo sie zycia nie przezyje.
    Czekam w takim razie na Zuzanny raport poswiateczny.
  • miedzymorze 12.11.14, 12:38
    Staruszkowie sa odpowiedzialni za swoje skopane kontakty z drugimi dziećmi oraz z innymi dorosłymi członkami rodziny, (że o braku przyjaciół nie wspomnę) z którymi mogliby spędzić udane, rodzinne święta.
    I nie jest w porządku dowalanie Zuzannie za to, że chce czegoś innego niz staruszkowie, którzy_mają inne opcje_ ale wygodniej im zerować na formule 'bo mamusia nie może być sama w święta' niż wykonać prace i np naprawić relację z innymi członkami rodziny, w tym własnymi dziećmi.
    pozdr,
    mi
  • miedzymorze 12.11.14, 12:41
    Nie, do innych członków tej samej rodziny. Nie obciążonych zaszczytem goszczenia rodziców od kilkunastu lat.
    pozdr,
    mi
  • anula36 12.11.14, 13:01
    stety czy niestety reszta rodziny ma na drugie imie "asertywnosc":)
  • celestyna444 12.11.14, 10:33
    Rozumiem, że Ty, Zuzanno, jak już Twój mąż odumrze, nie bedziesz się narzucała ze swoja obecnością na Wigilii swoim dorosłym dzieciom. Ewentualnie, tak jak radzi Twojej tesciowej większość forumek, spędzisz ten bardzo rodzinny czas, albo samotnie albo gdzieś kątem u obcych ludzi: taki masz plan na swoja starość? Czy jednak będzie Ci miło spedzić ostatnie Wigilie swojego życia ze swoimi dziećmi i wnukami?(nawet, gdy będziesz widziała bardzo niechetną minę swojej cierpiacej w milczeniu synowej...) Masz jakis plan na stare lata, Zuzanno, czy raczej myslisz, że Ciebie starośc ominie a jeżeli nie, to wszyscy bliscy bedą zachwyceni możliwością goszczenia starej-Ciebie przy światecznym stole... i żadna synowa lub zięć nie bedą chcieli w stosunku do Ciebie przełamywać schematów???
  • batka.makatka00 12.11.14, 11:12
    Mam rozumieć, że starość nierozerwalnie łączysz z dziećmi i wnukami ewentualnie mniej lub bardziej niechętną synową ;) ?
    Nie zgadzam się na takie diktum. Więzi rodzinne to nie tylko kolacja wigilijna. A tendencjom układów sandwiczowych jestem przeciwna chociaż mam przyjemność w takim uczestniczyć ale podkreślę - przyjemność!
  • celestyna444 12.11.14, 11:23
    U Zuzanny, więź z teściową, to tylko Wigilia i Wielkanoc a i to jeszcze dla Zuzanny za wiele i kombinuje jak to odebrać starszej pani.
    > Mam rozumieć, że starość nierozerwalnie łączysz z dziećmi i wnukami ewentualnie
    > mniej lub bardziej niechętną synową ;) ?
    Ja już nie :-) moja ematkowa synowa już przełamała "sztampę" Świąt BN. Różnica jest taka, że ja jeszcze nie stoję nad grobem i na dodatek mam wybór a teściowa z wątku wyboru nie ma...
  • vilez 12.11.14, 10:14
    W pełni zgadzam się z Panią Ekspert.

    Obok założyłam wątek, w którym sproblematyzowałam kwestie przełamywania rutyny (formuł, modeli, schematów...). O tym, jak formuły potrafią przejąć sedno (nie tylko świętowania), ale także- relacji międzyludzkich.
    W Polsce BN stało się swoistym tabu- bardzo silnie wdrukowało się w społeczną w mentalność, zaczęło "pracować" na wiele dodatkowych frontów. Np. stało się "wyznacznikiem" relacji rodzinnych - i przy okazji skutecznym więzieniem dla tych, którzy chcieliby widzieć BN w sposób bardziej uwolniony (tu: zmiana schematu). Stało się też celem samym w sobie- "zawija" wszystko "do siebie"- pochłania różne normalne (w innych okolicznościach) aspekty życia rodzinnego (satysfakcja, swoboda, szczerość...).
    Takie coś jest trudne do rozbrojenia. To jest piętrowe uwikłanie. Przykład rodziny Zuzanny to "znakomicie" ilustruje. Zuzannie "nie wolno" przeżywać BN POZA tymi szczególnymi rodzinnymi aspektami."Musi" się poświęcić, mimo znacznego dyskomfortu, być może także- życiowego ozgoryczenia. Mąż "nie porozmawiać" z siostrą (dlaczego?), nie złamanie schematu (dlaczego?)- wszyscy widzą sytuację jako "z góry" zamkniętą (kto ją zamyka?). I jednocześnie "z góry" określającą role w rodzinie (kto i co je określa?), ba- stanowiącą JEDYNĄ skalę relacji rodzinnych (dlaczego- jedyną?).

    To jest coś niesamowitego- i stopień zamknięcia tego schematu, i siła oraz zakres jego "rażenia", ale- przede wszystkim (dla mnie): stopień bezrefleksyjnego podejścia do tego wszystkiego od strony społecznej i indywidualnej.
    Tutaj- w tej konkretnej sytuacji- deponentem KONKRETNEJ zmiany jest jedna osoba: MĄŻ. I jednocześnie tu właśnie jest ściana. Ale ta ściana ma swoje uwarunkowania społeczne. Tabu BN. Bez zrozumienia tego poziomu niewiele się zmieni. Tabu działa (m.in) właśnie tak, by UNIEWIDOCZNIAĆ problem, jaki tabu sobą stanowi. To coś jak ślepa plamka na oku- trzeba dokonać sporego wysiłku, by zrozumieć, że ona działa, choć jej nie widzimy. Da się. Tylko trzeba CHCIEĆ to zrozumieć. Ale od czego to "chcieć " zależy- na to już nie ma jednej odpowiedzi.

    Problemem głównym wcale nie są święta, ale samotność teściowej. Całoroczna. Życiowa. Szukanie rozwiązania głównie od strony "świąt" jest nieporozumieniem- takie myślenie "pochłonie:" główny problem (tu: samotnośc teściowej).

    Problemem "świąt" jest zmiana formuły- dyspozycje indywidualne poszczególnych osób do dokonania tej zmiany (o tym pisze Pani Ekspert).

    Zatem- problemy są dwa. One, owszem, się w pewnym punkcie zbiegają, ale zasadniczo to są RÓŻNE problemy. A mamy (na przykładzie rodziny Z.) możliwość zobaczyć, jak pierwszy jest pochłaniany przez drugi, skutecznie go unieczynniając.

    Sądzę, że takich nieszczęśliwych sytaucji w Polsce jest więcej. To nie jednostkowy przypadek. To jest, sądzę, społeczny problem. Stabuizowany.

  • vilez 12.11.14, 10:29
    Errata:

    Mąż "nie może porozmawiać" z siostrą (dlaczego?), nie może złamać schematu (dlaczego?)- wszyscy widzą sytuację jako "z góry" zamkniętą (kto ją zamyka?).
  • celestyna444 12.11.14, 10:45
    Problemy są cztery.
    Trzeci, prozaiczny to taki, że Zuzanna po prostu nie cierpi swojej tesciowej i stad wszystkie jej problemy okołoswiąteczne.
    Czwarty to Twoja złość, ze ludzie nie chcą żyć tak jak Ty, tylko chcą obchodzić różne święta po swojemu, czyli w gronie rodzinnym i maja gdzieś przełamywanie schematów.
    Jest jeszcze piąty problem: dlaczego przełamałaś schemat, gdy Twoje dzieci były juz duże? Zuzanna robi to samo. Czyli dziadek, babcia i święta są do przyjęcia gdy dzieci są małe potem już trzeba z tego zrezygnować?
  • vilez 12.11.14, 11:27
    Ad 3. Każdy ma prawo nie cierpieć kogos tam. Choć to akurat spore słowo. Nie masz materii do tego, by tu orzekać, czy ktoś kogoś cierpi/nie cierpi. Daczego nieodpowiedzialnie orzekasz takie rzeczy?

    Ad 4. Gdzie widzisz złość? Optowanie za wielością formuł to złość? Bo własnie zobaczyłam Twoją nieskrywaną złość na to, że ktos może optowac za tą wielością. W czym Ci ta wielość przeszkadza? Łamie tabu, co? Zmusza do myślenia? A myślenie prowadzi do podważenia "oczywistości"? A może nawet stawia przed wymaganiami?

    Ad 5. Hm... znowu wypowiadasz sie o czymś, o czym nie masz pojęcia. Jedno moje dziecko było "duże" (względnie), drugie "małe"- ba- bardzo małe (niewzględnie, miało pół roczku). Wraca pytanie z ad 3- dlaczego zakładasz nieodpowiedzialnie takie rzeczy? Bo chciałaś kopnąć, ale kopnęłaś niecelnie, przy okazji trywialnie obnażając swój zamiar.

    Pomyśl, co Cię w tym wszystkim tak bardzo boli, że nawet neutralny opis tak w Ciebie uderza.
  • pade 12.11.14, 11:36
    Też tego nie rozumiem...Przecież Ty nikomu niczego nie narzucasz, tylko otwierasz oczy, zmieniasz perspektywę, pokazujesz brak logiki. Ale nie u kogoś konkretnego tylko uogólniając.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • adorra0 12.11.14, 11:39
    Naprawdę , Pade?
  • pade 12.11.14, 11:44
    Nie widzę tego, co Ty widzisz Adorro, naprawdę. Nie mam pojęcia o co się pokłóciłyście. Może zabolało Cię to, że Vilez Cię zacytowała? I zmusiła do tłumaczeń w ten sposób? Nie wiem, gdybam.
    Mnie się tez ten zacytowany fragment nie podoba, bo sformułowania: forumowe wyznawczynie czy przejechać po kimś walcem nie są pozbawione ładunku emocjonalnego. I zastanawiałam się nawet czy należę do tych wyznawczyń czy nie?:)
    Ale nie chcę się kłócić Adorra, jestem zmęczona, mam przed sobą egzamin, więc jeśli się ze mną nie zgadzasz to po prostu pozostańmy przy swoim zdaniu, ok?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • adorra0 12.11.14, 11:56
    Jeżeli wyznaje się jakieś poglądy to chyba można użyć określenia , że się jest wyznawczynią, prawda?
  • pade 12.11.14, 12:33
    Czyli Ty też jesteś forumową wyznawczynią?:)

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • adorra0 12.11.14, 12:49
    Dokładnie tak::-) Jednak nie jestem "forumową wyznawczynią tezy, ze każdy ma prawo robić to co chce i nieważne po kim przejdzie się walcem, żeby tylko jemu było dobrze". Jestem forumową wyznawczynią opinii, ze "Dorosły, dojrzały moze bardziej powinnam napisać, człowiek wie, ze w życiu nie wszystko jest lekkie, łatwe i przyjemne i nie z takimi problemami musi się zmagać", tudzież zwykle ludzkiej przyzwoitości.
  • miedzymorze 12.11.14, 13:01
    No to w myśl twojego wyznania:
    1.dorosła, dojrzała teściowa, wie że narzucanie się non-stop tylko synowi, co jest łatwe lekkie i przyjemne, powinna mierzyć się z problemem spędzenia świąt w inny sposób.

    2. dorosły dojrzały mąż, wiedząc, że jego żona źle się czuje z narzuconą co święta obecnością jego mamy, co jest dla niego rozwiązaniem łatwym lekkim i przyjemnym, powinen zmierzyć się z problemem spędzenia świąt tylko z żoną i swoimi dziećmi.

    Czemu oni nie mogą, a synowa musi ?

    pozdr,
    mi
  • adorra0 12.11.14, 13:03
    A gdzie ja napisałam, ze synowa musi?
  • adorra0 12.11.14, 13:19
    I jeszcze jedno - zauważ, że życie nie jest czarno białe, a każda z osób tego trojkąta ma jakiś problem do przepracowania. A są jeszcze nastoletnie dzieci, które też mają swoją własną wizję świąt.
  • miedzymorze 12.11.14, 13:28
    Przecież cały czas to zauważam. I piszę.
    Mąż ignoruje od lat potrzeby żony w kwestii spędzenia świąt tak jak ONA chce.
    Teściowa udająca dzikuskę i unikająca kontaktów wymagających od niej wysiłku, ale bezczelnie i z łatwością wpraszająca się do syna na święta.

    A odpowiedzi o powinnościach wobec innych i nie robieniu tylko łatwych rzeczy koncentrują się na synowej. Która nie ma żadnych wygórowanych i z kosmosu wziętych żądań, ale chciałaby raz spędzić święta po swojemu. Nie po mężowemu, nie po teściowemu.

    pozdr,
    mi


    ps. O dzieciach nic nie wiemy, więc o nich nie piszę.
  • adorra0 12.11.14, 13:34
    Przepraszam, że ośmielę się zwrócić uwagę, ale ja nic takiego nie napisałam. Natomiast, owszem, uważam i będę tak uważać czy to się komuś podoba czy nie, że nic by się nie stało gdyby siostry raz na kilka lat zaprosiły rodziców do siebie.
  • pade 12.11.14, 13:18
    A tę pierwszą tezę kto wysnuł? I kto się pod nią podpisał?

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • adorra0 12.11.14, 13:24
    Vilez napisała, ze każdy ma prawo spędzać święta jak chce, ale było kilka innych forumek, które odpowiadały w tym duchu.
  • pade 12.11.14, 13:33
    "Vilez napisała, ze każdy ma prawo spędzać święta jak chce,"

    To samo napisała Celestyna, ja i wiele innych.
    Nie wiem na czym polega ten "duch", ale nikt nie napisał, że: każdy ma prawo robić to co chce i nieważne po kim przejdzie się walcem, żeby tylko jemu było dobrze.
    To są Twoje wnioski.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • adorra0 12.11.14, 13:36
    To ciekawe dlaczego zaprotestowala Verdana skoro nie taki był wniosek z waszych wypowiedzi. No Celestyny to Ty w to nie mieszaj, ona akurat należy do drugiej frakcji, która nie wypina się na babcie staruszki.
  • pade 12.11.14, 13:46
    Celestyna napisała cytuję: Ja chcę do końca życia obchodzić święta tak jak lubię.
    Nie wiem co Ty mi sugerujesz i chyba nie chcę wiedzieć.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • celestyna444 12.11.14, 14:00
    Manipulujesz koleżanko pade, słowa wyrwane z kontekstu nie mają pierwotnej wartosci.
  • adorra0 12.11.14, 14:09
    Ja Ci nic nie sugeruję, ja odnoszę się tylko i wyłącznie do Twoich rad w tym wątku.
  • vilez 12.11.14, 15:34
    Widzisz, Pade, tu jest z góry określone,"kto do jakiej frakcji należy". Są dwie frakcje i szlus. Zła, i dobra-wiadomo, no i wiadomo, kto jest w złej, a kto w dobrej. Nic to, że fakty temu przeczą, jak pokazałaś wyżej. Skoro pokazałaś, to znaczy, że manipulujesz. Słowem: jak fakty świadczą inaczej, tym gorzej dla faktów.

    Mnie jeszcze w tym wszystkim zastanwia ta konieczność wskazania "winnego". Ktoś musi być winny, i już. Jak nie Zuzanna, to siostry. A jak nie one, to np. ja (lub "forumowe wyznawczenie"), bo o tym rozmawiamy, czyli "frakcja". A jak wiadomo, od analizowania mózg się lasuje, zdrowe to nie jest, zdrowe jest znaleźć winnego i rzucić w niego kamieniem.

    Najgorsze jest tutajj dociążenie Zuzany. Która TYLKO (zaledwie) zwierzyła się z ciężaru psychicznego odczuwanego w związku z zaistniałą sytuacją. I która zdecydowała, że będzie z teściową w te święta (i pewnie każde inne). Ale- i tak winna. Winna odczuwania złożonych uczuć. Nie wolno czegoś takiego odczuwać. Nie wolno się z tego zwierzać.
    To jest dopiero straszne.

    Najbardziej bolą ce
  • pade 12.11.14, 19:59
    Nie pozostaje mi nic innego, jak się podpisać.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • celestyna444 12.11.14, 12:06
    Dlaczego sądzisz, że ktoś, kto kultywuje tradycję, lub po prostu lubi spedzać święta w szerszym, rodzinnym gronie, to ma zamkniete oczy? Dlaczego uważasz, że ludziom na siłę trzeba otwierać oczy wg własnego widzi mi się? Każdy ma prawo żyć po swojemu. Jeden lubi łamac się opłatkiem z matką i ojcem a drugi lubi łamać się opłatkiem z obcymi ludźmi na wyjeździe w górach. Uważasz, że ten pierwszy ma zamknięte oczy i jak je otworzy to też popędzi wgóry bratać się z obcymi? Bo tak jest bardzo nowocześnie, przełamujemy świateczne tabu i zmusza nas to do myslenia? OJP -jak to młodzi mówią - co za pokrętne teorie.
  • pade 12.11.14, 12:11
    Dlaczego sądzisz, że ktoś, kto kultywuje tradycję, lub po prostu lubi spedzać święta w szerszym, rodzinnym gronie, to ma zamkniete oczy?
    Nikt tego nie napisał.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • celestyna444 12.11.14, 12:13
    Ty napisałaś: "Przecież Ty nikomu niczego nie narzucasz, tylko otwierasz oczy, zmieniasz perspektywę, pokazujesz brak logiki" coś źle zrozumiałam?
  • pade 12.11.14, 12:32
    Tak, otwieranie oczu to inaczej pokazywanie różnych aspektów a nie tylko jednego.
    Ty zwróciłaś uwagę tylko na jeden aspekt.

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • celestyna444 12.11.14, 12:59
    Uważasz, że ludzie w XXI wieku są tak nierozgarnięci, że nie wiedzą, że wolne dni 25 i 26 grudnia można spędzić na różne sposoby a nie tylko świętując rodzinnie BN ????
    Bo to, że tak uważa vilez, to wiem: napisała wyraźnie o ludzkiej bezrefleksyjności w tym temacie. cyt: "ale- przede wszystkim (dla mnie): stopień bezrefleksyjnego podejścia do tego wszystkiego od strony społecznej i indywidualnej." Skad takie wnioski to naprawdę nie wiem, ponieważ z tego wynika jasno, że jak nie obchodzę świąt, to jestem madrą, myślacą kobieta a jak święta lubię i obchodzę, to jestem bezrefleksyjnym tłukiem, tkwiacym mentalnie w Średniowieczu.
    To jest śmieszne, skończmy ten temat, bo trudno dyskutować z obszernymi fragmentami jakiegoś pseudoporadnika, przepisanego przez vilez w tym i w obocznym wątku. Przyznam się szczerze, że te górnolotne frazesy przeleciałam tylko wzrokiem, bo mi się po pierwszym, odechciało czytać. Ciekawam, czy ktoś przeczytał wszystkie posty o tym schematołamaniu i oczywiscie o niewątpliwej wyższosci schematołamania nad świętami Bożego Narodzenia.
  • pade 12.11.14, 13:28
    Szczęka mi opadła:D
    W życiu bym na takie wnioski nie wpadła...Dziewczyny, to jest tylko dyskusja!!!
    Nikt nikogo do niczego nie zmusza.


    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • adorra0 12.11.14, 13:38
    Wiesz, Pade, zlekceważyć innych można niekoniecznie używając tylko słów forumowe wyznawczynie i przejechać walcem.
  • celestyna444 12.11.14, 13:46
    Pade już dwa razy "przejechała walcem " po mnie w innych wątkach - przyzwyczajam się powoli do "światowych" metod :-)
  • pade 12.11.14, 13:51
    Robisz dokładnie to samo. Ale nie odpowiem na prowokację.
    Miłego dnia:)

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • celestyna444 12.11.14, 13:41
    > Szczęka mi opadła:D
    Tak łatwo można Ciebie zszokować?
    > W życiu bym na takie wnioski nie wpadła...Dziewczyny, to jest tylko dyskusja!!!
    > Nikt nikogo do niczego nie zmusza.

    Naprawdę, to tylko dyskusja??? A ja, głupia, myślałam, że od tego co tu uradzimy, zależy moje dalsze życie :-) :-) :-)
  • froshka66 12.11.14, 15:45
    Celestyno,
    agresywnie piszesz. szkoda.
  • celestyna444 12.11.14, 16:00
    Wiem, już zauważyłam, że wszystkie forumki, które nie są za tym, aby seniorzy lądowali na swięta w śmietnikach w ramach rozpirzania bezrefleksyjnego mitu rodzinnych swiąt, są niesamowicie agresywne.
    Jaki to smutny ale i pouczający wątek...
  • froshka66 12.11.14, 16:22
    ?Erystyka? napisana została przez niemieckiego filozofa Artura Schopenhauera około
    1830 roku. Chociaż od jej powstania minęło ponad sto siedemdziesiąt lat, książka ta
    nie straciła na aktualności. Autor opisał w niej trzydzieści osiem forteli stosowanych w dyskusjach przez ludzi, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić swoją rację,
    bez względu na słuszność ich argumentów

    Sposób 1.
    ? polega na uogólnieniu. Należy rozszerzać argumentację przeciwnika poza założone przez niego lub
    naturalne granice, dokonywać jej bardzo ogólnej interpretacji, przerysowywać i wyjaskrawiać, akceptując
    zarazem w bardzo poszerzonym i rozmytym sensie. Natomiast swoją wypowiedź utrzymać w precyzyjnych
    ramach, w wąskim i określonym znaczeniu.

  • celestyna444 12.11.14, 16:56
    Hehehehe "Dajcie mi człowieka, a paragraf się zawsze znajdzie"
  • froshka66 12.11.14, 17:03
    niestety to co piszesz wcale nie jest śmieszna.
    Nadal nie piszesz merytorycznie i nieskutecznie odwracasz uwagę od sedna sprawy.
    Przykre.
  • celestyna444 12.11.14, 17:17
    Ależ wszystko, łącznie z internetową diagnozą moich lęków i poziomu agresji, zostało juz w tym wątku powiedziane. Nie będę się licytować znajomoscią erystyki ( tak w nawiasie, to moglaś się bardziej postarać i lepiej dopasować "punkt" do mojej wypowiedzi, sama znalazłam co najmniej trzy punkty bardziej odpowiednie!) bo uważam to za bzdurę a tu na forum służy to tylko dziwnej manipulacji. Dla mnie w tym wątku EOT
  • froshka66 12.11.14, 17:21
    strasznie się przestraszyłam, kiedy tak wypunktowałaś moja niewiedzę i pędzę w strachu aby uszanować twój rozkaz EOT.
    Powieszę sie jutro...
  • vilez 12.11.14, 15:49
    > z tego wynika jasno, że jak nie obchodzę świąt, to jestem madrą, myślacą kobieta a jak > święta lubię i obchodzę, to jestem bezrefleksyjnym tłukiem, tkwiacym mentalnie w > Średniowieczu.

    W żadnym razie nie wynika. "stopień bezrefleksyjnego podejścia do tego wszystkiego od strony społecznej i indywidualnej." dotyczył nie Twojej formuły obchodzenia świat tylko bezrefleksyjności dotyczącej działania pewnych mechanizmów.

    > Ciekawam, czy ktoś przeczytał wszystkie posty o tym schematołamaniu i oczywiscie o
    > niewątpliwej wyższosci schematołamania nad świętami Bożego Narodzenia.

    Tak, są. Masz i w tym i tamtym wątku odniesienia rozmówczyń do moich refleksji- a bez czytania trudno się odnosić. Ty, jak się przyznajesz, ich nie przeczytałaś (przeleciałaś wzrokiem). Trzeba było tak od razu. Tylko, w takim razie, co krytykujesz, skoro nie wiesz, co konkretnie napisałam. Ciekawe, prawda? Rozumiem, że to jest Twoje totalnie NIE powiedziane perspektywie łamania tabu (opisałam to, gdybyś była jednak ciekawa). "Najzabawniejsze" (w myśl zasady i straszno i smieszno) jest to, że nawet nie wiesz, iz swoimi wpisami ilustrujesz to, co wcześniej opisałam (musiałabyś przeczytać, by wiedzieć).
  • celestyna444 12.11.14, 16:01
    Niezmiernie się cieszę, że bylam przydatna.
  • vilez 12.11.14, 16:40
    Tak. Ale mogłabyś jednak uczestniczyć w rozmowie na innych warunkach, i to TYLKO OD CIEBIE zależy.
  • vilez 12.11.14, 12:56
    Dla mnie to, co się w obu watkach dzieje, jest o tyle jasne, że są to są reakcje na próbę dekonstrukcji tabu (trochę w tym siedzę i obserwuję to od strony mechanizmów). To jest kwestia zasadniczej zgody lub nie na "tknięcie" tego tabu. Jesli ta zgoda jest, np. u Ciebie, to całe ujęcie staje się jasne- nie oznacza to oczywiście zgody na wszystkie konstatacje, które padną, mówię w ogóle o próbie rozbioru zjawiska. A gdy tej zgody nie ma, to następuje zwarcie szeregów i stosowanie wszelkich metod "odparcia wroga" - od "zamykania rozmowy" po wykorzystanie chwytów ad personam (Zuzia w wątku obok, Celestyna tutaj). W sumie to zasługuje na osobny wątek- co się dzieje w rozmowie w takich okolicznościach tematycznych.

    Bardzo staram się takie problemy wyprowadzać na poziom ogólny, by nie dotykać pojedynczych przypadków, co do których nie mamy: 1. pełnej wiedzy, 2. życzenia osób ich dotyczących, by w tym grzebać, 3. w miarę możliwości uciekać od pola osobistego, które jest zarzewiem dla ataków personalnych (trudniej jest zaatakować personalnie koncepcję, czyli samą rozmowę merytoryczną) . Dlatego pierwotnie opuściłam ten wątek i przeniosłam problem na poziom ogólniejszy. Jak widać, i to jest "niedobre". A to dlatego, że nieakceptowalna jest fundamentalna linia: nienaruszania tabu.

    Może dopowiem jeszcze co do tego, co powiedziała Adorra (cytat wyjściowy w moim watku) Kłopoty mi się zarysowały, gdy Adorra w wątku Zuzanny odpowiedziała pytaniem na pytanie ( to pokazuje, że nie ma nastawienia konstruktywnego w rozmowie). To jest ta linia drzewka:
    A. - No, dobrze, ale dlaczego siostry raz na powiedzmy 3-5 lat nie zaproszą matek w tym okresie do siebie? W ramach prezentu mogą przecież sfinansować bilety. Nie wydaje mi się też, żeby spędzanie świat raz na kilka lat poza Polską było wielką traumą dla starszych pań. Aktualny stan rzeczy jest nie w porządku wobec Was.
    V. - Adorro, czemu one miałyby to robić? Poważnie pytam.
    A. - A dlaczego nie?
    V. - Bo, jak widac, nie chcą.

    Rozmowa była w tym stała się zamknięta. Moje pytanie w coś w Adorze uderzyło, ale nie potrafiła/nie chciała ująć tego w słowa. Dlaczego? Bo to, moim zdaniem, była brama do odemknięcia tabu. W każdym razie coś w tym było dla niej groźnego.
    I dlatego nie zdziwiło mnie, gdy Adorra uderzyła bezpośrednio i nieczysto w te osoby, które ośmieliły się mieć inny pogląd na sprawę, niż ona. Zdziwł mnei natomiast zakres tego uderzenia ("zostanę zakrzyczana"), siła odium ("forumowe wyznawczynie") i sama liczba mnoga (skoro to rzekomo tylko o mnie chodzi). Bardzo to było silne, co zauważyłam nie tylko ja. Chciałam o tym podyskutować - dlaczego ludzie- w zderzeniu z problemem- tak reagują. Że to część pewnego procesu, mianowicie: reakcji na próbę dekonstrukcji tabu. Także i na to wówczas Adorra reagowała agresją. Gdy zapytałam o tę agresję, dostałąm odpowiedź, że "jedyna jej agresję wzbudził mój post". Gdy zapytałam, który, znowu nie było odpowiedzi. Dalej zostałam nazwana głupią... Nie ma odpowiedzi na pytanie: skąd taka agresja, które posty uważa za agresywne, ale samemu się uderza agresywnie- to są dość klasyczne symptomy tego właśnie mechanizmu.
    Nie ma innej metody, niż rozbrajać te meachanizmy w rozmowie. Kiedyś w końcu dotrze, przynajmniej do niektórych.
  • adorra0 12.11.14, 13:02
    Vilez sama sobie przeczysz - podobo nie chcesz dotykać osób, o których nie masz pełnej wiedzy? O mnie masz? A znowu się mnie czepiasz. Każdy kto ma zdanie inny niż Ty jest agresywny, zlośliwyi z całą pewnością coś w niego uderzyło. Słyszałaś o teorii cienia bądź lustra?
  • vilez 12.11.14, 16:14
    To było w trybie odpowiedzi do Pade. Napisała, ze nie rozumie naszego konfliktu. To jej opisałam.
    Twoja agresja jest faktyczna., nie- urojona. Zwróciło na nią uwagę kilka osób, nie tylko ja.
    Tak, że pomyśl, co z tą teorią cenia- kogo w tej sytuacji dotyka.

    Mogłabyś się po prostu przyznać, ze przesadziłaś. Zwłaszcza, że CI podpowiedziałam furtkę wyjścia- pozapersonalnego: mechanizmy. Gdybyś była bardziej otwarta, skorzystałabyś. Bo widzisz, nie jest problemem przesadzić czy popełnić błąd, to jest ludzkie, każdy z nas to czyni od czasu do czasu. Problemem jest w to dalej brnąć. Szkoda.
  • adorra0 12.11.14, 16:43
    No i wreszcie stało się jasne o co toczyłaś boje w dwóch wątkach, żebym posypała głowę popiołem, biła się w pierś i przyznała ci rację. Dlatego ciągle uważałaś, ze nie odpowiedziałam Ci w tamtym wątku. Żałosna jesteś.
  • vilez 12.11.14, 16:49
    Alez ja to pisąłam od poczatku, tylko Ty umykałaś od tych pytań. Mianowicie, żebyś napisała, dlaczego aż taka agresja i czy widzisz, co tu się dzieje w szerszej perspektywie. Miałaś wszystko w poście startowym. Którego "nie przeczytałaś". Ale się oburzyłaś, że "się ośmielam".
  • celestyna444 12.11.14, 13:19
    Vilez, przełamałaś u siebie tabu. Nie jest Tobie z tym dobrze, że tak walczysz o kolejne dusze? Źle się czujesz, bo jesteś inna niż pozostali? Chcesz koniecznie, zeby było Was więcej i na siłę teraz wszystkim wciskasz konieczność naruszenia tabu? Ja lubię swoje zasady, lubię żyć wg nich, dlaczego tak rozpaczliwie chcesz udowodnić, że jak naruszę powtarzalność i tradycję, to będę szczęślwsza? Twój przykład pokazuje, że nie będę. Ja nie chcę Ciebie na nic nawracać, nie wpycham Ciebie spowrotem na stare tory. Dlaczego Ty usiłujesz naprawić świat? Ja chcę do końca życia obchodzić święta tak jak lubię. Ty rób sobie co tam lubisz robić ale nie wmawiaj mi, że to jakaś dekonstrukcja tabu i, że coś ma do mnie dotrzeć, bo jest odwrotnie: to do Ciebie jeszcze nie dotarła miałkość sytuacji w jakiej się znalazłaś. Dla mnie to Ty reagujesz nieadekwatnie do sytuacji. Spodziewałaś się, że wszyscy padniemy tu z wrażenia po Twoich wpisach i zadeklarujemy, że przestawimy całą Polskę na nowe tory? A tu zonk - jakie to mechanizmy u Ciebie zadziałały?
  • ada1214 12.11.14, 13:42
    Celestyna, w Twoich slowach wyraznie dzwoni niepewnosc boje sie ze przyjda panowie w czarnych plaszczach i zmusza mnie do porzucenia tradycji. To, ze Vilez ma takie lub inne zdanie nie musi miec na Ciebie zadnego wplywu, a Ty juz niejako boisz sie, ze krzyzacy wpadna do Twojego domu. Swoja droga to tez ciekawy temat, to drzenie i niepewnosc posiadania pogladow. NIe boj sie, Twoje osobiste poglady to cos, czego nie musisz nikomu oddawac ani zmieniac. Zamiast walczyc z wiejacym wiatrem lepiej zapuscic korzenie.
  • celestyna444 12.11.14, 13:56
    Tak, drżę, ze strachu, że przyjdzie do mnie vilez w realu i zburzy mój uporzadkowany świat.
    Coś się Tobie pomyliło z tą chwiejnoscią poglądów! Moje są przez całe życie jednakowe i niezmienne, to vilez jak chorągiewka na wietrze raz obchodzi swięta, to znowu nie obchodzi, bo jej się światopogląd zmienił... nie pomylilas osób co do tej chwiejności?
  • ada1214 12.11.14, 14:12
    Nic mi sie nie pomylilo. Brzmisz jakbys sie bala ze jak wiecej osob przejmie niechec do swiat, to bedziesz sie musiala dostosowac, bo zabraknie Ci sily by obstawac przy swoich ulubionych tradycjach wbrew innym.


    chcialabys utrzymac to co lubisz:
    Ja lubię swoje zasady, lubię żyć wg nich
    Ja chcę do końca życia obchodzić święta tak jak lubię.


    ale boisz sie o to, zeby trendy sie nie zmienily:
    walczysz o kolejne dusze?
    Chcesz koniecznie, zeby było Was więcej
    Spodziewałaś się, że wszyscy (...)przestawimy całą Polskę na nowe tory?


    Jakies zupelnie odjechane obawy i leki. Mowie Ci, zamiast zzymac sie na wiatr zmian, lepiej zapuscic wlasne korzenie.


  • celestyna444 12.11.14, 14:26
    No jak mam zapuscić korzenie, jak jestem cała rozdygotana, bo przez Ciebie i vilez, to ja teraz nie wiem czy będę mogła jeszcze chociaż raz zobaczyć Kevina :-(
    a święta tuż tuż...
  • vilez 12.11.14, 14:54
    Ado, zilustrowałam to pewnym obrazem (niżej) :-)
    (Szkoda, że tu nie ma opcji wklejania grafik)
  • vilez 12.11.14, 15:39
    > to vilez jak chorągiewka na wietrze raz obchodzi swięta, to znowu nie obchodzi, bo jej się światopogląd zmienił...

    O, nie wiedziałam, że rozwój jest chwiejnością. Człowiek nie krowa, ma prawo do rozwoju (zresztą krowa też, tylko o tym nie mówi w ludzkim języku).

    Przychylam sie do tego, co pisze Ada. Prezentujesz lękliwą i obronną (w związku z tym lękiem) postawę.

  • verdana 12.11.14, 15:50
    Dekonstrukcja tabu to nie jest zostawienie na święta samej starszej pani, która chce je spędzić z rodzina, naprawdę. To są bardzo eleganckie słowa, ale nic sie pod nimi - w odniesieniu do tej konkretnej sytuacji nie kryje, poza zrobieniem tego, na co sie ma ochotę.
  • froshka66 12.11.14, 16:00
    Tabu to jest zrobienie tego czego nie chce starsza pani za cenę jej przykrości.
    Dla mnie moja przykrość ( gdybym taka miała podczas przebywania z kimś) jest tak samo ważna , jak przykrość tej osoby kiedy jest beze mnie. Póki nie ma "drugiego dna" staram się wypośrodkować - raz tobie przykrość - i ja mam przyjemność - bez ciebie, drugi raz mnie jest przykro i jesteśmy razem...

  • vilez 12.11.14, 16:16
    "Zostawienie starszej pani na święta" jest zaledwie elementem pewnej (hipotetycznej) konstrukcji. Są alternatywne konstukcje. Łamanie tabu dotyczy tego, że wychodzimy poza jedną (jedynie słuszną) konstrukcję.
  • ada1214 12.11.14, 16:23
    verdana napisała:

    > Dekonstrukcja tabu to nie jest zostawienie na święta samej starszej pani, która
    > chce je spędzić z rodzina, naprawdę.

    Ja to poniekad rozumiem: zlekcewazenie przez bliskie osoby w dniu ktory jest tak emocjonalny jest przykre. Jak w tym roku maz zapomnial o rocznicy slubu, to wpadlam w histerie, nie taka na pokaz, tylko autentycznie bylam doglebnie zraniona. Mysle ze to podobny mechanizm.

    Ale ja tez widze druga strone medalu: prosze, przyjmijcie do wiadomosci, ze sa osoby, ktore cierpia, tak, to nie jest ubarwianie, otoz sa osoby ktore cierpia, gdy musza robic cos wbrew sobie po to tylko by wpisac sie w konwencje. Ja od zawsze chodze wlasnymi drogami, dusze sie gdy pojawiaja sie sytuacje gdzie trzeba sie zachowywac wedlug okreslonego wzorca. Bywaly sytuacje, gdzie uczestnictwo w narzuconych konwenansach przyplacalam spazmami- konczylo sie na zazywaniu benzodiazepin, zeby sie uspokoic. Wiem, ze jestem skrajnym przypadkiem i chyba niewiele osob ma tak jak ja, ale wystarczy nawet cwierc tejze cechy charakteru, by przymusowe uczestnictwo w tradycjach bylo droga przez meke. I co wtedy? OK, moge sie poswiecic raz, czy dwa, ale nie stale. Nie chce skonczyc w psychiatryku. Naprawde uwierzcie mi, nie przesadzam, jest dokladnie tak jak pisze.
  • vilez 12.11.14, 16:37
    Tak, tutaj nie ma jednej strony "pokrzywdzonej". Można z dużym stopniem prawdopodobienstwa przypuścić, ze teściowa- jak na razie- nie czuje się opuszczona przez syna i Zuzannę (zakładam). Możemy ptrzypuścić, ze BYĆ MOŻE dozna ona przykrości, gdyby została sama w święta. A cierpienie Zuzanny jest realne, ono już istnieje.
    Nie można lekcewazyć emocji i odczuć Zuzanny. A rozwiązania szukac trzeba ptymalnego dla wszystkich, a nie- z góry skazującego Zuzannę na poświecenie się. To jest nie ok.

    Wyjśc moze być kilka, i były one już tu podane (nie wiem, czy jest sens się powtarzać, ale powtórzę): porozmawiaźc z siostrami bardziej poważnie (od strony ciężaru sytuacji), pomóc tesciowej w uporaniu się z samotnością (uaktywnienie jej), porozmawiać z dalszą rodziną, wreszcie; zmienić formułę WSPÓLNEGO spędzania świąt (wspolnego, czyli razem z teściową), tak by Zuzanna nie odczuwała tej dojmującej rutyny: inaczej ustawic wigilię, zrobić ją w restauracji (nie wiem, czy są restauracje organizujące takie coś), skrócić, zaplanować jakis koncert, wydarzenie dodatkowe, zrobić dzień wcześniej albo do południa, zaprosić kogos do teściowej i tam zrobić jakies dwugodzinne spotkanie...

    W każdym razie- cierpienie Zuzanny JUŻ istnieje, i złe jest lekceważyć je, czy z góry zamykać to w rozwiązaniu: 'tak musi być". Otóż, nic "nie musi być" z klucza. Trzeba się starać, by nie było tego "musi być".
  • verdana 12.11.14, 17:51
    Nie nadużywajmy słowa "cierpienie". Zuzanna chciałaby spędzić święta inaczej, bez teściowej. Z teściową święta nie są tak przyjemne, jak mogłyby być. Nazywanie tego cierpieniem jest przesadą, to przykrość, ew. niespełnione marzenie. Bywa, nie ma co rozdzierać szat. Jak zaczniemy wszystko nazywać cierpieniem, to a. dewaluujemy pojęcie, b. mistyfikujemy sytuację, przedstawiając ja w taki sposób, aby same słownictwo stawiało oceniającego po właściwej stronie.
    Lekceważeniem emocji jest powiedzenie "Nie zawracaj głowy, święta to święta, spędza sie je z rodziną, marudzisz, jesteś egoistką i zachciewa ci sie bzdur". To jest lekceważenie. Współczucie, ze ktoś nie może zrealizować pragnienie nie jest zadnym lekceważeniem uczuć. To kolejna manipulacja słowem.
    Oczywiście, że da sie w pewnym stopniu zmienić formułę spędzania świąt. Ale też do pewnego stopnia, bo sama Autorka przyznaje, ze na przykład wyjazdu - ani wspólnie, ani samotnie sobie nie wyobraża. I to jest OK, jak najbardziej. Natomiast zmiana typu "nie zapraszam teściowej" - jedyna tak naprawdę pożądana, raczej nie przejdzie, niestety.
  • froshka66 12.11.14, 17:54
    Natomiast zmiana typu "nie zapraszam teściowej" - jedyna tak naprawdę pożądana, raczej nie przejdzie, niestety.
    Dlaczego? Czy według Ciebie podobnie jak wytłumaczyła mi to Adorra, kontakty towarzyskie w święta to OBOWIAZEK?
  • verdana 12.11.14, 17:59
    Zajęcie się samotną matką w Wigilię jest dla mnie obowiązkiem. Zostawienie osoby, która chce z synem spędzić Wigilię, jest życzliwa, niczego złego nie zrobiła tylko dlatego, że wolimy być bez niej jest możliwe, ale nie jest możliwe jednocześnie zostać przyzwoitym człowiekiem. Co kto woli.
  • froshka66 12.11.14, 18:05
    Jak to moja babcia mówiła: każdy sadzi według siebie..
    Jak sobie pomyśle, ze mój syn i moja przyszła synowa z obowiązku mieliby mnie zaprosić na wigilie, to wole sama po mostem...
  • vilez 12.11.14, 18:16
    Ja też. A najbardziej wolałabym zwyczajnie porozmawiać o tym, co kto czuje. Ale Verdana już tu napisała, że nie wierzy w szczerą rozmowę w tym względzie (wigilijnym), zakwestionowała także szczerość moich rozmów z moimi rodzicami odbytymi w tych tematach.
    J
  • froshka66 12.11.14, 18:22
    Kazdy sadzi według siebie:
    Gdyby na moje stwierdzenie: "dzieci, słyszałam , że macie propozycje wyjazdu na Hawaje, to ja zostanę a wy jedźcie i bawcie się dobrze"
    moja córka verdana powiedziałaby:
    "ach mamo , wiem lepiej , że będzie ci smutno i raczej zostaniemy z tobą"
    najpewniej spędziła by te święta na urazówce, bo choć nie pochwalam bicia dzieci to ten jedne raz zrobiłabym wyjątek.
    Skoro ja coś mówię to oczekuje ELEMENTARNEGO szacunku do moich słów, a nie traktowanie mnie jak półdebila i podważanie moich decyzji.
    i to jeszcze przez własne dziecko
  • andalus 14.11.14, 08:19
    tutaj nie padła propozycja ze strony teściowej, więc nie dywagujmy o elementarnym szacunku dla słów. Matka za rok może już nie żyć, zostawienie jej samej w wigilię, to po prostu brak przyzwoitości, zwykłej ludzkiej życzliwości w imię własnych potrzeb ( 2 dni w roku, bo pozostałe spędza jak chce.Moim zdaniem jeśli chce to w jakiś sposób pożenić, niech wigilię spędzi z matką a w drugi dzień świąt wyjadą gdzie tam chcę. Po śmierci teściowej będzie mieć jeszcze kilkadziesiąt wigilii.
  • vilez 12.11.14, 18:18
    > Zostawienie osoby, która chce z synem spędzić Wigilię

    Tego własnie nie wiesz. Nie wiem, czy ta mama byłaby zadowolona, gdyby wiedziała, na jakich wariunkach się to "niepozostawienie samej" odbywa. I dlaczego nie można z nią jak z dorosłym człowiek porozmawiać.
  • miedzymorze 12.11.14, 23:44
    Jak dla ciebie jest obowiazkiem to się zajmuj swoja matka. Jest jak najbardziej możliwe bycie przyzwoitym zmeczonym rutyna człowiekiem który chce zeby raz uszanowano jego potrzebę spędzenia świat jak jak lubi. Przyzwoity maz powinien o to juz dawno zadbać a przyzwoitą tesciowa powinna to zrozumieć i rozejrzec się za inna opcja. Ale im wygodniej jest tak jak jest, wiec pewnie prędzej czy później będzie mega awantura.
    Pozdr,
    Mi
  • kk345 14.11.14, 22:54
    miedzymorze napisała:

    > Jak dla ciebie jest obowiazkiem to się zajmuj swoja matka

    Ależ dokładnie to robi maż zuzanny- w święta zajmuje się własną matką. Tu trudno o kompromis, bo zeby zuzanna była szczęsliwa, on musi zrezygnować z tego zajmowania się...
  • vilez 12.11.14, 18:12
    Nie podoba mi się umniejszanie tego, co czuje Zuzanna. Ja odczułam, że to ją mocno boli. I nad tym bólem trzeba się pochylić. Sama próbujesz zdeprecjonwać w słowach to, co się dzieje z Zuzanną. Zuzanna przez to, co się "ustaliło" nie spędza wigilii ze swymi rodzicami, nie może w święta zwyczajnie psychicznie odpocząć (a chciałaby), ma żal do rodzeństwa, do męża (?), nie może się wyrwać z zaklętego koła (wigilijny dzień świstaka), co jest wystarczająco dokuczliwe.

    Obowiązek można przeformułować. Wykonawczo. I przecież o tym rozmawiamy. O tej możliwości. Podpowiedzi rozwiązań padło już kilka. No i sama sytaucja rpozmowy na forum się posunęła napreód, wiemy więcej, niz na początku rozmowy. Nie musisz więc odwoływać się do tego, co było na początku, bo wtedy nie znaliśmy decyzji samej Zuzanny oraz szczegółów sytuacji. To jest właśnie manipulacja, jeśli już wplatasz w to manipulacje. Bo ja je widzę także w umniejszaniu cierpienia Zuzanny.
    Naprawdę, możesz obstawać przy etycznym wymogu spędzenia tego czasu z mamą (dyskusyjne, ale przyjmijmy) bez umniejszania tego, co się dzieje z samą Zuzanną.
  • ada1214 12.11.14, 18:39
    verdana napisała:

    > Nie nadużywajmy słowa "cierpienie". Zuzanna chciałaby spędzić święta inaczej, b
    > ez teściowej. Z teściową święta nie są tak przyjemne, jak mogłyby być. Nazywani
    > e tego cierpieniem jest przesadą

    Zuzanna jakos sobie jeszcze radzi, ale jesli piszac o naduzywaniu slowa cierpienie, odnosilas sie rowniez do mojego wpisu, to powiem, ze jestem rozczarowana (ale nie zaskoczona) takiem lekcewazeniem. Co bys poradzila, gdyby to nie Zuzanna, a ja miala problem z samotna tesciowa? Jesli bys wiedziala, ze po wieczorze spedzonym z tesciowa bede potrzebowala zazywac silne leki zeby sie uspokoic oraz moje dziecko nie bedzie mialo matki przez kilka dni, bo bede dochodzic do siebie, czy nadal byc obstawala, ze mam sie poswiecac w taki sposob? Dlaczego cierpeinie tesciowej ma wieksza wage niz moje? Bo jest starsza i jej niewiele zostalo? Ale jest na to kontrargument: jak ona cierpi, to cierpi tylko ona, a ja ja sie wylacze z zycia na kilka dni, to moje dziecko nie ma matki.
    Pisze chyba jednak sobe a muzom, bo prawdopodobnie argument, ktory sie pojawi jest ten, ze starszej matki sie nie zostawia w wigilie. Krecenie w kolko, w tym punkcie bylismy juz z 10 razy.
  • miedzymorze 12.11.14, 19:11
    Zacznij od siebie i przestań wyolbrzymiać cierpienie niezaproszonej teściowej, która od lat nie dba o utrzymywanie kontaktów z bliską rodziną (jej siostry, te w liczbie mnogiej) i z corką (w liczbie pojedynczej). Nagle raz nie spędzi świąt tak jak lubi u syna, to żadna przykrośc, co najwyżej niedogodność -ot bywa, takie jest życie, nie zawsze jest tak jak sie lubi. Jak się unika innych i nie dba o kontakty to trzeba wziąć na klatę samotność, a nie narzucać się w kółko bez umiaru synowi(i jego żonie i dzieciom) z całkiem sporej rodziny.

    pozdr,
    mi
  • ada1214 12.11.14, 19:21
    miedzymorze napisała:

    > Zacznij od siebie i przestań wyolbrzymiać cierpienie niezaproszonej teściowej,
    > która od lat nie dba o utrzymywanie kontaktów z bliską rodziną (jej siostry, t
    > e w liczbie mnogiej

    zaraz, zaraz, to ta tesciowa ma siostry? Na miejscu? jakos mi to umknelo. Nieno, to przeciez zmienia postac rzeczy. To ja juz naprawde nie rozumiem, o co ten dramat. Okazywanie goscinnosci to nie jest obowiazek tylko synowych. Tesciowa moglaby na przyklad zaprosic siostry lub jedna siostre do siebie- co stoi na przeszkodzie?
  • miedzymorze 12.11.14, 19:37
    Zuzanna napomyka tu i ówdzie o siostrach i kuzynace które tesciowa raz na kilka lat zaprasza na kawę, ale do nich nie pójdzie bo nie.jeśli znowu rozmnozylam siostry to przepraszam;), istotne informacje pojawiają się w obu wątkach...
    Pozdr,m
    Mi
  • miedzymorze 12.11.14, 19:53
    Ha, znalazlam. Ten wątek, ustawienie w zwykle drzewko, piaty od gory wpis:'teściowa ma kilka sióstr w naszym miescie'
    Pozdr,
    Mi
  • rycerzowa 12.11.14, 20:28
    miedzymorze napisała:

    > Ha, znalazlam. Ten wątek, ustawienie w zwykle drzewko, piaty od gory wpis:'teśc
    > iowa ma kilka sióstr w naszym miescie'
    > Pozdr,
    > Mi

    Ale w wigilię te siostry pójdą do swoich dzieci i wnuków.
    Ona ma się wpychać do obcych ludzi, mając własnego syna, synową, własne wnuki?
    Z siostrami, kuzynkami, przyjaciółmi, można się spotykać cały rok.
    Wigilia jest dla zstępnych i wstępnych. Taką mamy tradycję, taki schemat.
    Ktoś, kto w wigilię jest sam, traktowany jest jako osoba samotna, niepotrzebna, niekochana, odrzucona, więc wstydzi się.
    Przynajmniej na razie tak jest.
  • vilez 12.11.14, 22:03
    A my rozważamy, czy da się jednak ów schemat przełamać. Choć trochę.
  • danaide 13.11.14, 02:50
    Ktoś pisał - nie wiem, może w jakimś wątku-krzaku - o rozmowach. Kto z kim powinien porozmawiać.
    I zabrakło mi jednej rozmowy: Zuzanny z teściową.
    Być może każda z nich siedzi w swoim schemacie, wie że ta druga jest w schemacie, nie wie na czym dokładnie wygląda schemat tej drugiej, więc na wszelki wypadek obie tkwią w wypadkowej będącej tzw. tradycyjną polską Wigilią.
    Może gdyby Zuzanna - jako ta zdecydowanie nieasertywna, ale jednak mniej dziwna ;) - spróbowała porozmawiać z teściową o swoich odczuciach (forumowe: pragnę jakiejś zmiany!) - a nie jak od ponad 20 lat o przepisach, pierogach, cenie łańcuchów choinkowych i gwarancji na lampki - to może coś by ruszyło? Jak słyszę godz. 23:00 to sama mam gęsią skórkę. Ten Kevin to leci o 20:00 w Wigilię? Może okaże się, że teściowa chętnie włączyłaby w Wigilię film, a Zuzanna poszła w las, albo Zuzanna walnęła się do łóżka, a teściowa poszła w las?
    PS Nie, w Wigilię chyba leci czasem "To właśnie miłość! (Love Actually)"! Nie przepuściłabym!!!
    PS2 Tak naprawdę to będzie moje Boże Narodzenie nr 2, gdzie plan minimum to malutka choinka, prezenty dla córeczki i makowiec plus szczegółowy plan filmów na wszystkich dostępnych nam kanałach z opcją placu zabaw w przerwie miedzy emisjami;)

    --
    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
  • miedzymorze 12.11.14, 22:19
    Nie wiadomo, czy w ogole maja rodziny, wiec nie ma co gdybac. Poza tym siostry to nie obcy ludzie, nie musi się spychać, może kogoś zaprosić. Wigilia nie ma żadnej określonej prawniczym zargonem listy gości, żadnej takiej tradycji ze nie ma, bo wykluczaloby to z automatu bliskich przyjaciol i dalekich krewnych. To jest wlasnie bezrefleksyjna sztanca która służy tylko do walenia po głowie tych co myślą inaczej. A osoby ktore spedzaja wigilię same są traktowane jako gorsze przez dziarskich operatorów jedynych slusznych wizji.
    Pozdr,
    Mi
  • rycerzowa 12.11.14, 23:18
    miedzymorze napisała:
    > Wigilia nie ma ż> adnej określonej prawniczym zargonem listy gości, żadnej takiej tradycji ze nie
    > ma, bo wykluczaloby to z automatu bliskich przyjaciol i dalekich krewnych.

    To jest niepisane prawo, zwyczaj, tradycja, utarty schemat listy gości - zaprasza się dziadków, pradziadków, dzieci, wnuki, prawnuki, oraz samotnych dalszych krewnych, samotnych przyjaciół. W określonym okresie życia zaprasza się rodzeństwo.
    Potem rodzeństwo wchodzi w swój schemat.

    Ja nie zaproszę na wigilię brata z bratową, chociaż bardzo lubię ich towarzystwo, gdyż oni spędzają święta z przodkami bratowej, a także z moimi bratankami i ich dziećmi.
    Nie zaproszę też przyjaciół, choć mamy ich wielu, gdyż każdy w te dni jest ze swymi dziećmi i swoimi wnukami. Spotkamy się w Sylwestra.

    > A osoby ktore spedzaja wigilię same są traktowane jako gorsz
    > e przez dziarskich operatorów jedynych slusznych wizji.

    Czy gorsze?
    Jeśli zasłużyły sobie na odrzucenie przez rodzinę, przez dzieci, to masz rację, myśli się o nich jako o gorszych, jako o patologii, gdyż są patologią.
    Ale jeśli niektórym tak się po prostu życie ułożyło, że są samotni w święta, to się im zwyczajnie współczuje. Wtedy dzwoni się do nich, dłużej rozmawia. (Przy stole jest tylko jedno miejsce "dla wędrowca").

    Te zwyczaje, tradycje, to nie tylko polska specjalność, w krajach skandynawskich jest podobnie.
  • froshka66 12.11.14, 23:24
    "To jest niepisane prawo, zwyczaj, tradycja, utarty schemat listy gości - zaprasza się dziadków, pradziadków, dzieci, wnuki, prawnuki, oraz samotnych dalszych krewnych, samotnych przyjaciół. W określonym okresie życia zaprasza się rodzeństwo.
    Potem rodzeństwo wchodzi w swój schemat. "

    Szariat? czy jakoś tak?
    Za złamanie niepisanego prawa zwyczajowe ukamienowanie czy wystarczy obrabianie d... przez rodzinę do najbliższych świat?
  • rycerzowa 13.11.14, 00:05
    froshka66 napisała:

    >
    > Szariat? czy jakoś tak?
    > Za złamanie niepisanego prawa zwyczajowe ukamienowanie czy wystarczy obrabianie
    > d... przez rodzinę do najbliższych świat?

    Froshka, nie rozumiesz pojęcia zwyczaj, tradycja, niepisane prawo.
    To jest opis tego, jak jest, a nie jak powinno być!
    Nie piszę, że to jest słuszne, a to nie, tylko piszę, jak to funkcjonuje.
    Za zaproszenie przyjaciół na wigilię nikt mnie nie ukamienuje, tylko nikt z nich zwyczajnie nie przyjdzie, bo każdy pójdzie do swoich. Czaisz?


    Te wszystkie niepisane prawa składają się na kulturę danego społeczeństwa, która oczywiście się zmienia, bo to naturalny proces, ale jak na razie ciągle trwają debaty, do których dziadków najpierw pojechać, kto zaprosi samotną ciotkę a kto teściową.

    Niepisane prawa, tradycja, może bywają upierdliwe, ale ułatwiają funkcjonowanie, bo wiadomo, jak trzeba się w danej sytuacji zachować.
    Umożliwiają także łamanie tabu tym, którzy lubią łamać utarte zwyczaje.
    Żeby być niekonwencjonalnym, muszą istnieć konwenanse.
  • froshka66 13.11.14, 00:33
    "Za zaproszenie przyjaciół na wigilię nikt mnie nie ukamienuje, tylko nikt z nich zwyczajnie nie przyjdzie, bo każdy pójdzie do swoich. Czaisz? "

    czaje.. jak rodzina nie będzie chciała z tobą spędzać świąt to będziesz sama, bo nie masz takich przyjaciół z którymi możesz spędzić wigilie.
    To kijowo.

    na konwenanse mam wylane , takoż samo na ich łamanie.
    Święta są dla mnie czasem świątecznym i lubię się weselić z ludźmi.
    Staram się otaczać ludźmi, którzy mnie lubią i ja ich. Dbam na co dzień o te relacje i mam nadzieje, ze do późnej starości będę takie osoby miała dookoła siebie. Nie tylko w wigilie.
    Nie bardzo dowierzam, że te wszystkie nielubiane teściowe i antypatyczne mamusie tak płaczą ze szczęścia i okazują swoje zadowolenie z zajebistej wigilii, która przygotowała synowa.
    Podejrzewam, że siedzą odęte i nijak się to nie ma do robienia im przyjemności, tylko jest to spełnianiem "schematycznego" obowiązku.: "jestem dobra synowa / córka bo się poświeciłam" oraz "mam satysfakcje bo mnie musieli ugościć bo mi się to należy."
    ja pierniczę, ale rodzinne uczucia... może nawet lepiej, że nie mam potrzeby realizowania tego obowiązku.

    Dla mnie wspólne święta są naturalna konsekwencja sympatycznych relacji w rodzinie / wśród przyjaciół i okazja do spotkania, szczególnie jeżeli się długo nie widzieliśmy.
    W żadnej mierze nie jest to proteza zwykłych dobrych kontaktów , parszywa hipokryzja:
    "Twojej gęby cały rok mogę nie oglądać, i cie nie lubię ale w wigilie przemówię ludzkim głosem i będziemy udawać, że jesteśmy taaaaaką zajebista rodzina!"
  • vilez 13.11.14, 16:43
    > Te wszystkie niepisane prawa składają się na kulturę danego
    > społeczeństwa, która oczywiście się zmienia

    I my własnie rozmawiamy o tej zmianie. O jej mozliwości.

    Btw- zmieniający wnoszą sporo do kultury.
  • miedzymorze 13.11.14, 00:23
    rycerzowa napisała:

    > To jest niepisane prawo, zwyczaj, tradycja, utarty schemat listy gości
    > - zaprasza się dziadków, pradziadków, dzieci, wnuki, prawnuki, oraz samotny
    > ch
    dalszych krewnych, samotnych przyjaciół. W określonym okresie życ
    > ia zaprasza się rodzeństwo.
    > Potem rodzeństwo wchodzi w swój schemat.

    A jak nie wejdzie to co ? wypad z rodziny ? A jak wejdzie w związek jednopłciowy z partnerem którego rodzice pogonią kijami bo nie pasuje im do schematu ?
    Czaisz jak bardzo okrutne jest to co piszesz ? czy tylko bezrefleksyjnie powielasz schemat ?

    > Jeśli zasłużyły sobie na odrzucenie przez rodzinę, przez dzieci, to masz rację,
    > myśli się o nich jako o gorszych, jako o patologii, gdyż są patologią.

    Och, jak gładko Ci to przyszło. Więc po jaką cholerę autorka ma zapraszać i znosić obecność patologicznej teściowej ?

    > Ale jeśli niektórym tak się po prostu życie ułożyło, że są samotni w święta, to
    > się im zwyczajnie współczuje. Wtedy dzwoni się do nich, dłużej rozmawia. (Przy
    > stole jest tylko jedno miejsce "dla wędrowca").
    Ale zaprosić wędrowca np z nieślubnym dzieckiem schemat nie pozwala, co za pech :>

    BTW, puste miejsce jest dla wszystkich zmarłych, jest przedchrześcijańskie i zostało przeinaczone, jak wiele zresztą zwyczajów

    pozdr,
    mi
  • froshka66 12.11.14, 23:01
    Wigilia jest dla zstępnych i wstępnych. Taką mamy tradycję, taki schemat.
    Ktoś, kto w wigilię jest sam, traktowany jest jako osoba samotna, niepotrzebna, niekochana, odrzucona, więc wstydzi się.
    Przynajmniej na razie tak jest.


    Jak jest? Tak jest!!!
    Osoby z poza schematu wystąp!!! Do rozstrzelania!
  • kk345 14.11.14, 22:57
    Te ciepłe świeta wywołują w tobie sporo agresji...
  • verdana 15.11.14, 13:59
    Oczywiście, nikt nikogo nie ukamieniuje, jak nie zaprosi się teściowej na Wigilię i bedzie spędzała ją sama w domu. Ale kulturze, gdzie przyjęte jest, ze na Wigilię jest sie z kimś, że osoby spędzające ją same nie są same, a samotne prawdopodobieństwo, że starsza pani będzie bardzo szczęśliwa są , ze tak powiem, minimalne. Niezależnie od teoretycznych wynurzeń o przemianach kulturowych, tabu i szczerych rozmowach. Zazwyczaj rodzina mniej-więcej sie orientuje, czy matka chce spędzać Wigilię z dziećmi, czy narzeka, ze daleko, ze tramwaje nie chodzą, że dla niej to juz męczące.
    Szczera rozmowa? Cóż, nie wierzę, absolutnie nie wierzę w szczerą rozmowę w tym wypadku, gdyż szczerość tu polegałaby na powiedzeniu "Droga mamo, nie chcę z tobą spędzać świąt". Wszystko inne jest zwyczajnie nieprawdą. A powiedzenie tego jest okrucieństwem.
  • vilez 15.11.14, 14:51
    Verdano,
    przecież doszłyśmy do wnisoku, że w tym roku jest juz za póżno. I ja napisąłam pod jakimi warunkami takie coś wydaje się mozliwe (zaopiekowanei się całoroczne mamą, nawiązanei kontakltu, bez którego swobodna rozmowa oczywiście nie będzie możliwe. Dalej- rozmowa z rodzenstwem ew. dalszą rodziną). Nie ma powodu tkwic w punkcie: brutalne cięcie.
  • vilez 15.11.14, 14:52
    Ps. Pardon, otwierałam od najnowszego, i myslałam, że to do mnie...
  • celestyna444 12.11.14, 11:57
    >Daczego ni
    > eodpowiedzialnie orzekasz takie rzeczy?
    Niech zgadnę? Zuzanna sama napisała o tym, że za bardzo nie przepada za teściową, nie ma z nią żadnych wspólnych tematów do rozmów i nie chce jej gościc nawet dwa razy w roku?

    > W czym Ci ta wielość przeszkadza? Łamie tabu, co? Zmusza do myślenia? A myśleni
    > e prowadzi do podważenia "oczywistości"? A może nawet stawia przed wymaganiami?
    Napisałam to w Twoim wątku: uważam, ze działasz na pół gwizdka, przelamałaś schemat połowicznie. Idź do pracy w Swięta, bo Ciebie święta nie dotyczą. Wynajdujesz jakieś teorie i ubierasz je w wyszukane słowa. Nie rozumiesz, że ludzie nie muszą nic łamać? Chcesz za nich łamac na siłę, jednocześnie pokrętnie udowadniając, że tak musi być. Nie musi. Nie widzę wyższości Twojego spędzania czasu nad spędzaniem czasu w szerszym, rodzinnym gronie. Nie zabraniam Tobie, to Ty chcesz przekonać innych do swoich teorii.
    Ad 5 Napisałaś to sama, że jak dzieci były małe, to obchodziliście święta, dopiero później zrezygnowaliście.
    Nikogo nie kopałam, tak sobie piszę co mi się nasuwa po przeczytaniu wątku. Reagujesz nadmiarowo, nic we mnie nie uderza, bo jak napisałam w innym poscie, jestem juz po przełamaniu schematu Świąt, przez synową oczywiście :-) i wyobraź sobie, że żyję i mam się dobrze i tylko mam nadzieję, że nie będzie próby kolejnego przełamania, czyli przywrócenia świątecznego status quo ante ( bo cos się chyba na to zanosi ;-) )
    PS Co Ty tak nerwowo reagujesz? Widzę, że łamanie schematów wyraźnie nie służy stabilności emocjonalnej.
  • vilez 12.11.14, 14:33
    > Niech zgadnę? Zuzanna sama napisała o tym, że za bardzo nie przepada za teściow
    > ą, nie ma z nią żadnych wspólnych tematów do rozmów

    Nie zgadłaś. Między "nie przepada" a "nie cierpi" jest spora różnica semantyczna. Z tego, co Zuzanna pisze, przebija duża doza szacunku i zrozumienia dla teściowej. Nie bardzo więc widzę pole do orzekania tego "niecierpienia". A jednak z jakiegoś powodu to robisz. Lepiej już nie zgaduj, tylko przemyśl to uczciwie.

    > Idź do pracy w Swięta, bo Ciebie święta nie dotyczą.

    Jakby ci to powiedzieć... nie bardzo mam jak "iść się do pracy w święta", bo moja placówka w święta jest zamknięta. Mam ją otworzyć na siłę? Obawiam się, że nie da rady. Ale zawsze możesz zbierać podpisy pod wnioskiem o przymusowe roboty dla nieobchodzących święta na czas tychże świąt.

    > Wynajdujesz jakieś teorie i ubierasz je w wyszukane słowa.

    To jest piękne :-) Brzydcy ludzi od teorii i wyszukanych słów...Sapere aude. A mogli nie wymyślać. Niniejszym przydzielam sobie medal z pyry ... sapere auso.

    > Nie rozumiesz, że ludzie nie muszą nic łamać?

    To jest jeszcze piekniejsze :D Skąd wiesz, że nie muszą? Badałaś to? Czy masz wokół siebie wyłacznie takich, co "nie muszą"?
    Bo ja np. wiem, że jedni muszą, a inni nie muszą.A jeszcze inni chcieliby, ale się boją. I że generalnie bez tego łamania nie byłoby rozwoju. Progres w oŋóle polega na przełamywaniu dochyczasowych schematów. Nie wiedziałaś tego? Kolejna dawka uspokojenia dla Ciebie: Ty też na tym skorzystasz.
    I pytanie nadal aktualne: co Cię boli, gdy ktoś przełamuje schematy, "wymyśla teorie i używa wyszukanych słów". Odpowiesz?

    > Napisałaś to sama, że jak dzieci były małe, to obchodziliście święta, dop
    > iero później zrezygnowaliście.

    No tak, dokładnie tak było. Starszy miał lat 61/2 roku, młodszy był maleńki, gdy się "odbyły" ostatnie święta u nas. Tylko, co to ma mieć do "wykorzystywaniu dziadków"? A w jakim wieku dzieci można łamać schematy bez "wykorzystywania dziadków"? Jest jakaś znacząca cezura?

    > Chcesz za nich łamac na siłę

    Gdzie widzisz łamanie na siłę? I jeszcze: za nich?Znaczy się: łamię za Zuzannę?

    > Nikogo nie kopałam, tak sobie piszę co mi się nasuwa po przeczytaniu wątku

    Czyli nawet nie wiesz, że kopnęłaś personalnie. Bywa. To patrz niżej: erystyka, pkt 32

    > jestem juz po przełamaniu schematu Świąt, przez synową oczywiście :-) i wyobraź so
    > bie, że żyję i mam się dobrze

    To bardzo dobrze, że masz się dobrze, to teraz pozwól innym uporać się z ich problemami (Zuzanna) i pozwól jeszcze innym na mówienie o tym (mnie). Starczy miejsca dla wszystkich. Tylko nie kop.

    > PS Co Ty tak nerwowo reagujesz? Widzę, że łamanie schematów wyraźnie nie służy stabilności emocjonalnej.

    To jest własnie klasyka: Erystyka, pkt 7 i 32
    Musisz tak, czy nie potrafisz inaczej?

    Twój post jest wprost: poglądowy.
    I kojarzy mi się z pewnym obrazkiem: Arthur Devis (1712–1787)/ Sztuczne Fiołki, temat: dwóch panów i rodzina z dziećmi.
    Panowie: Dzień dobry, jesteśmy sąsiadami z naprzeciwka...Właśnie...
    ... wzięliśmy ślub i przyszliśmy...
    ...zniszczyć państwa szczęśliwą rodzinę
    .
    :-)


  • ada1214 12.11.14, 13:30
    > Problemem głównym wcale nie są święta, ale samotność teściowej. Całoroczna. Życ
    > iowa. Szukanie rozwiązania głównie od strony "świąt" jest nieporozumieniem- tak
    > ie myślenie "pochłonie:" główny problem (tu: samotnośc teściowej).


    W punkt.
    W takich ukladach jak wlasnie opisalas, odbebnienie swiat z tesiowa ma sluzyc zagluszeniu wlasnego sumienia. Zobaczcie wszyscy jaka jestem dobra synowa: w kazda wigilie tesciowa jest zapraszana do nas. Nie ma sie do czego przyczepic i ja moge sie dobrze czuc majac poczucie dobrze spelnionego obowiazku. Nawet w tym drugim watku ktos to mimochodem wyluszczyl: potraktuj to poswiecenie wigilijne jak inwestycje w swoje dobre samopoczucie (wybaczcie nie chce mi sie szukac dokladnie kto i gdzie)
  • adorra0 12.11.14, 13:43
    Może zamiast uogólniać trzymajmy się zasadniczego tematu. Autorka ograniczyła się do tematu świąt i w tylko tym temacie chciała poznać nasze zdanie. Gdyby była zainteresowana pogłębioną analizą swojego związku, relacji z teściową to nie trzymałaby się tak bardzo tematu. Poza tym , co ciągle wszystkim umyka, Autorka ma też problem z własnym rodzicami i pozostawieniem ich samych w Wigilię.
  • vilez 12.11.14, 16:26
    Tyle, że to jest konkretna PODPOWIEDŻ w celu rozwiązania problemu. Jesli teściowa nie będzie czuła się osamotniona ze strony dzieci, nie odbierze (być może) zmiany formuły spędzania świat jako opuszczenie/wykluczenie.
  • edw-ina 12.11.14, 13:10
    Zaznaczę na wstępie, że nie przeczytałam wszystkich opinii w wątku oraz, że nie odniosę się do kwestii sióstr i ich ewentualnego udziału w świętach. Napiszę Ci coś innego, co mam nadzieję, podsunie ci pewien pomysł.
    Oboje z mężem nie znosiliśmy świąt. Jedna sprawa, że nie jesteśmy religijni i ten ich aspekt jest nam obojętny, ale ważniejsze była ta, że wpojono nam, iż święta to męcząca i raczej pozbawiona radości uroczystość. Właśnie dlatego, że wszystko ma być tak, a nie inaczej: trzeba wysprzątać dom, zrobić wielkie zakupy, wtedy i wtedy ubrać choinkę i wiele, wiele innych. I przy okazji pierwszych wspólnych świąt zaczęliśmy o tym rozmawiać i choć nie potrafiliśmy się tak kategorycznie i bez wahania pozbyć naleciałości z wielu lat, powoli stworzyliśmy sobie rytuał własnych świąt. Np. co roku wybieramy się po specjalną, nową ozdobę choinkową. Wybieramy ją razem, szukamy czegoś ciekawego. Ale zawsze tylko po jedną. I tak z roku na rok mamy więcej takich "specjalnych" ozdób i związanych z nimi wspomnień. Niezależnie od pogody idziemy na targi bożonarodzeniowe i nieodzownego grzańca. Zrobiliśmy tak nawet, kiedy byłam w ciąży, a grzańca tylko wąchałam :) W wigilijny poranek, zamiast biegać ze ścierkami, gotować i sprzątać, jedziemy do restauracji na śniadanie. Itp. itd. To jest nasz mało inwazyjny sposób na przełamanie rutyny świąt. Dzięki niemu naprawdę polubiliśmy ten okres i nie budzi już złych skojarzeń. Spróbuj razem z mężem znaleźć takie własne przełamania schematu. Możesz się posłużyć naszymi pomysłami, możesz stworzyć własne. Bo dzięki sprawianiu sobie takich małych przyjemności ta rutyna nie jest tak wszechogarniająca.
    Powodzenia!
  • pade 12.11.14, 13:23
    Świetne pomysły! sama zgapię:)

    --
    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
    nasze spojrzenie na nie.”
    (Epiktet)
  • edw-ina 12.11.14, 13:30
    Bardzo proszę :)
  • vilez 12.11.14, 14:39
    Tak :-) My w podobny sposób "obchodziliśmy z sąsiadami "Wszystkich świętych" (niereligijnie)- wieczornym grzańcem na dwie rodziny, pijąc "pamięć" ukochanych zmarłych. Cudowne lata, bardzo mi tych sasiadów brakuje (mieszkamy już daleko od siebie).
  • froshka66 12.11.14, 15:56
    A.- No, dobrze, ale dlaczego siostry raz na powiedzmy 3-5 lat nie zaproszą matek w tym okresie do siebie? W ramach prezentu mogą przecież sfinansować bilety. Nie wydaje mi się też, żeby spędzanie świat raz na kilka lat poza Polską było wielką traumą dla starszych pań. Aktualny stan rzeczy jest nie w porządku wobec Was.
    V. - Adorro, czemu one miałyby to robić? Poważnie pytam.
    A. - A dlaczego nie
    ?
    V. - Bo, jak widac, nie chcą.


    Pytanie A dlaczego nie? powoduje tylko jedno, tego co zadaje pytanie sprowadza do roli tłumaczącego się oraz odsuwa od odpowiedzi na postawione pytanie. I nie ma innej roli dla tego zapytania.

    Pytanie jednak pozostaje czemu one miałyby to robić?
    I odpowiedz na nie jest właśnie TABU rozmowy
    Bo SIĘ TAK NALEŻY… bo mają/ma taki obowiązek, bo gdyby były dobre to by tak robiły.
    Tylko , że napisanie tych odpowiedzi bardzo obnaża ich żałosność.
    Bo jedynym sensownym powodem żeby gdziekolwiek prywatnie kogokolwiek zaprosić – to jest: chcieć tego. Innych powodów nie ma. A jak ktoś tego nie chce to nie maja żadnego powodu, aby to robić. Żadnego. A ponieważ ( domniemuję!) ze jakby chciała/y to by zaprosiły - wiec myślę, ze nie chce/ą .
    I już i innego powodu nie ma - ale ten jest wystarczający.

  • vilez 12.11.14, 16:22
    Tak, dokładnie tak, dziękuję Ci. Dlatego ten dialog uznałam za kluczowy. Z powodu tego odsunięcia i z powodu tego, że odpowiedź jest jedna: "bo nie chcą".
    A powodów tego "nie chcenia" może być wiele.
    Ja zaś chciałam posłuchac od Adorny, dlaczego ona uważa, że "powinny chcieć".
  • adorra0 12.11.14, 16:39
    Vilez, po co ja mam cokolwiek pisać skoro ty i tak to na swój chory sposób zinterpretujesz, wyszydzisz tak, zeby pasowało do Twojego obrazka.
  • froshka66 12.11.14, 16:49
    może mi coś umknęło, ale chętnie bym przeczytała, dlaczego siostra/ siostry maja chcieć?
    Nie "co by im szkodziło"... To nie jest pytanie aby w odpowiedzi się tłumaczyć, "dlaczego nie" to pytanie o Twoje zdanie :
    Dlaczego miałyby chcieć?
  • adorra0 12.11.14, 17:11
    Dobrze, Froshko, odpowiem Ci
    ponieważ uważam, że człowiek nie jest samotną wyspą. Po coś zakładamy rodziny prawda? I czy nam się to podoba czy nie obok praw mamy też w ramach tej podstawowej komórki społecznej obowiązki. I w tym duchu wychowuję moje dzieci, ze jesteśmy rodziną i musimy sobie pomagać. To "musimy "dotyczy właśnie obowiązków, bo z reguły z przyjemnościami większość ludzi nie ma problemu. My też nie. Dodam, ze moje dzieci są nastolatkami, więc mamy nastolatków pewnie wiedzą o czym mówię ("a muszę?", "dlaczego ja" itd).
    A co do samych sióstr z wątku - bo uważam, ze to jest niesprawiedliwe wobec Zuzanny i jej męża i pisałam o tym w tym wybiórczo cytowanym poście. A ponieważ znam z forum Zuzannę od lat, znam jej wpisy , wiem, że jest mądrą, wyważoną babką to na fali sympatii do niej pojawiła się złośc na siostry, bo gdyby dokonały innych wyborów Zuzanna nie miałaby problemu. Z drugiej strony zgadzam się z kimś kto napisał , że rodzeństwo nie ponosi odpowiedzialności za swoje wybory.
  • froshka66 12.11.14, 17:17
    W dużym skrócie chciałam potwierdzić, czy dobrze zrozumiałam.
    Chodzi o to , że jako rodzina ( maż Zuzanny i jego rodzeństwo) maja jednakowe obowiązki wobec swojej matki ( towarzystwo w święta). Ponieważ siostry się nie wywiązują, to całość obowiązków spada na męża Zuzanny i stad jej problem.
    Dobrze rozumiem?
  • froshka66 12.11.14, 17:25
    przeczytałam co napisałam i nie widzę w tym tyle "chęci do dialogu" ile chciała zawrzeć... ale to co pisałam było jak najbardziej "dialogowe". Dziękuję ci za odpowiedz
  • adorra0 12.11.14, 17:29
    W dużym skrocie tak. Oczywiście, jest jeszcze kwestia tych wyborów, o których wspomniałam i nie można odpowiedzialnością za te doknane przez Zuzannę obarczać sióstr, ale....nie zmienia to faktu, że Zuzanna czuje żal do rodzeństwa i ja ją rozumiem. I, oczywiście, zgadzam się, że te święta to tylko czubek góry lodowej (wiem, przesadzam), ale w poście założycielskim Zuzannę interesowała tylko i wyłacznie opinia w tym temacie. Nawet nie rady tylko nasze, forumek, zdanie. I, dlatego uważa, nie fair jest robienie psychicznej wiwisekcji na jej rodzinie wbrew jej woli. Ja nie zagłębiam się w historię tej rodziny, bo my jej nie znamy, nie wiemy czy rodzice - jedni i drudzy zasłużyli sobie na takie traktowanie, ja odnoszę się do tu i teraz Zuzanny.
  • adorra0 12.11.14, 17:33
    Zapomniałam napisać o jeszcze jednej sprawie - nie wydaje mi się, zeby święta były dobrym momentem na robienie rewolucji w życiu wielu osób bez uprzedniego przygotowania.Dlatego podobało mi się o co napisała Vilez o zadbaniu o relacje w ciągu roku i stopniowe przygotowanie do "świątecznej rozłąki".
  • froshka66 12.11.14, 17:48
    OK rozumiem.
    Dla mnie obowiązki rodzinne - jak sama nazwa wskazuje, są to rzeczy, które musimy robić czy chcemy czy nie i nie dyskutuję jak bardzo mi się to nie podoba ( np opieka lub finansowa pomoc nad osoba niepełnosprawna, dbanie osobiste lub wynajęcie opieki dla chorego itp. )
    Święta i kontakty towarzyskie NIE są dla mnie obowiązkiem ale musza wynikać z potrzeby serca. Z CHCENIA. Dlatego też kontaktów towarzyskich nie zaliczam do obowiązków i jako takich wypełniać nie muszę. Mogę jak chcę.
    Gdyby wątek założony przez Zuzannę brzmiał mniej więcej tak :
    ?Teściowa jest niedołężna i chora. Wymaga opieki. Mąż ile może opiekuje się nią i ja tez , ale ma jeszcze rodzeństwo a oni palcem nie kiwną , nawet się nie dołożą na opiekunkę , żeby nas odciążyć, a my nie mamy pieniędzy na opiekunkę. Jestem wykończona i zła na nich.?
    To nasze zdania były by pewnie dokładnie jednakowe.
    Ale w moim świecie ten wątek jest o czymś co wykracza poza kategorię obowiązku. Dlatego uważam, że nawet wychodzenie naprzeciw potrzebom innych ma jasna granice : moje DOBRE życie i samopoczucie.
    Dlatego tez rozumiem Twoje zdanie i mam odmienne.
    Zgadzam się oczywiście, że takie zmiany lepiej wprowadzać powoli ? tj przykładowo odwiedzić mamusie 3 razy w grudniu i odpuścić sobie w Wigilie?
  • adorra0 12.11.14, 18:01
    Z tym wprowadzaniem zmian - ktoś to bardzo łądnie opisał, myślę, że Vilez, tylko nie wiem w którym watku, a teraz nie mogę znaleźć.
  • aqua48 12.11.14, 17:42
    adorra0 napisał(a):

    >Zuzanna czuje żal do rodzeństwa i ja ją
    > rozumiem.

    A ja nie rozumiem. Żal może moim zdaniem czuć jedynie do siebie - że wmanewrowała się w sytuację, która jej ciąży, a wszelkie sposoby wyjścia z tego klinczu uważa za niewłaściwe. Nie powinna wtrącać się do kontaktów (lub ich braku) teściowej z jej córkami, czuć się za nie odpowiedzialna, lub narzucać rodzeństwu męża swojego sposobu spędzania świąt. Zasada jest taka w odniesieniu do dorosłych osób, których zachowanie nam nie odpowiada - nie próbujemy ich zmieniać, zmianę możemy zrobić jedynie my sami w naszym postepowaniu...
  • adorra0 12.11.14, 18:06
    Aqua, masz rację, ale zauważ, że sytuacja ciągnie się ponad 20 lat i Zuzanna też pewnie była wtedy inną osobą i w oparciu o tamtą siebie "popełniła" wybory, które teraz trudno jej odkręcić. Jessuu, ja nie chcę , po prostu, nie chcę, analizować osoby Zuzanny. I tak jak napisałam - z pozycji rozumu zgadzam się, ze rodzeństwo nie ponosi odpowiedzialności, z pozycji serca rozumiem Zuzannę.
  • froshka66 12.11.14, 18:12
    Absolutnie rozumiem Zuzannę, skoro ona uważa, że zapewnienie towarzystwa dla teściowej w święta to obowiązek, to powinien być rozłożony równo po dzieciach i ma zupełnie uzasadniony żal, że siostry dały w długą a ona z mężem jest sama.
    Kluczowe jest stwierdzenie, ze to jest obowiązek.
    Gdy zacznie myśleć, że jest to wyłącznie ich dobra wola, to problem w naturalny sposób zniknie.
  • aqua48 12.11.14, 18:21
    adorra0 napisał(a):

    > Aqua, masz rację, ale zauważ, że sytuacja ciągnie się ponad 20 lat i Zuzanna te
    > ż pewnie była wtedy inną osobą i w oparciu o tamtą siebie "popełniła" wybory,
    > które teraz trudno jej odkręcić. z pozycji serca rozumiem Zuzannę.

    A ja właśnie nie. Życie się zmienia, zmieniają się sytuacje i zmiany powinny dotyczyć również wyborów czy rozwiązań, zwłaszcza kiedy te ostatnie są powodem stresu i stają się obciążeniem.

  • adorra0 12.11.14, 18:29
    I znów masz rację... tylko - zmiany wymagają wyjścia ze strefy komfortu, a to zwykle, przynajmniej na początku, bywa okupione stresem i poczuciem winy, zwłaszcza jeżeli ktoś z najbliższego otoczenia jest im niechętny, w tym wypadku, mąż. Moim zdaniem, Zuzanna, nie jest gotowa do "zapłacenia" ceny za zmiany, z różnych, znanych tylko jej powodów. O ile kojarzę to już o tym pisałyśmy w pierwszej setce;-)
  • froshka66 12.11.14, 18:31
    Moim zdaniem, Zuzanna, nie jest gotowa do "zapłacenia" ceny za zmiany, z różnych, znanych tylko jej powodów.

    No tak to w życiu jest.
    Nic za darmo.
  • vilez 12.11.14, 17:49
    Widzę kilka problemów.
    Po pierwsze, problem na linii rodzeństwo- mama może mieć swoje przyczyny, których tutaj nie znamy. Ktoś już podawał niedawny artykuł w WO na temat tego, dlaczego dzieci "schładzają" kontakty z rodzicami (do odcięcia włącznie). To nie musi być powód egoizmu tych dzieci. To są z reguły dramaty. I ja bym była bardzo ostrożna w wymaganiu od dzieci "obowiązku" jako przewalczającego te problemy.
    Po drugie, Zuzanna pisała, że tam jest podnoszona kwestia kosztów oraz tego, ze wnuki nei chcą spędzać świąt w tej formule. Musimy brac pod uwagę, że w innym kraku niz Polska, są inne model (z reguły mniej rodzinne, niż polski), i że te wnuki mogą być bardziej umiejscowione w tamtym modelu, niż polski. I trudno od matki dzieci wymagać, by wnuki się dostowały do babci. Można próbować o tym rozmawiać, ale wymuszać- nie.
    Po trzecie, może ta zagraniczna rodzina zyje wpzrekonaniu, ze w Poslce pod tym względme wszystko jest ok. W sensie, że to, iż Zuzanna z mężem spędzają święta z teściową, jest ok dla wszystkich. dlatego sądzę, ze romowa powinna się odbyć, i to rozmowa wnikliwa, od strony: "potrzebujemy pomocy, bo nie dajemy rady".
    Po czwarte, ten modle- jestesmy sami w wigilię, jest dla sióstr naprawdę optymalny. I sądza one, ze to ejst dla Was zrozumiałe, ergo: nie jest problemem, bo dla nich by nie było. Ergo: nie rozumiecie się, bo nie macie tego przegadanego.
    Po piąte, może jest tak, ze siostry uważają, iz całoroczna suma kontaktów z mamą jest odpowiednia. I że to jest anjwazniejsze w tym bilansie. A nie, że akurat wigilia jest tu najwazniejsza. To przełamanie w kierunku "odciążenia" wigilii obd bycia ważnym punktem odniesiena, naprawdę się na tzw. zachodzie dokonało i tamta rodzina może tkwic w poczuciu, że wszystko jest ok. Lub: wzgledme tego ok.

    Nie wiemy, jak jest. Może jest jeszcze inaczej. Bez dokłądnego rozpoznania sytucji, czyli bez gruntownej rozmowy z siotrami na ten temat problemu się nie rozwiąże. Być może najwazniejszy problem w tym wszystkim to właśnie problem komunikacji. I dlatego zmartwił mnei mąż Zuzanny, który powiedział, że z siostrą rozmawiał nie będzie.

    Tu według mnie brakuje rozmowy wszystkich z wszystkimi: Zuzanny z mężem, męża i Zuzanny z siostrami, męża z jego matką.
  • aqua48 12.11.14, 18:27
    vilez napisała:

    > Po pierwsze, problem na linii rodzeństwo- mama może mieć swoje przyczyny, który
    > ch tutaj nie znamy. Ktoś już podawał niedawny artykuł w WO na temat tego, dlacz
    > ego dzieci "schładzają" kontakty z rodzicami (do odcięcia włącznie). To nie mus
    > i być powód egoizmu tych dzieci. To są z reguły dramaty. I ja bym była bardzo o
    > strożna w wymaganiu od dzieci "obowiązku" jako przewalczającego te problemy.

    >zmartwił mnei mąż Zuzanny, który powiedział, że z siostrą rozma
    > wiał nie będzie.

    > Tu według mnie brakuje rozmowy wszystkich z wszystkimi: Zuzanny z mężem, męża i
    > Zuzanny z siostrami, męża z jego matką.

    Tak ja widzę całą sytuację podobnie (to ja pisałam o artykule w WO). Zuzanna cierpi, mąż się zafiksował na swojej (!) wizji dobrego syna. Jego siostry nie przyjeżdżają wcale, a o tym co na ten temat sadzi matka nie wiemy nic, bo nikt jej zapewne nie pytał.
  • vilez 12.11.14, 16:51
    Jak na razie, to Ty wyszydzasz. Też mnie ciekawi, dlaczego to czynisz. Nie możesz po prostu przestać?
  • vilez 12.11.14, 16:53
    Ps. Mam propozycję. Po prostu wróćmy do tego punktu rozmowy. Ok?
  • aqua48 12.11.14, 17:15
    Jedno mam przemyślenie po przeczytaniu tego wątku (nie w całości!) - jak bardzo problematyczne stało się spędzanie świąt. Tradycyjny sposób trzydniowego biesiadowania w domach z rodziną bliższą i dalszą lubianą mniej i jeszcze mniej robi się coraz mniej aktualny, ale rezygnacja z niego powoduje traumę, wyrzuty sumienia, niepewność czy dobrze się postępuje idąc za swymi chęciami. Czy święta to dobry czas na poświęcanie się i kto tak na prawdę do tego poświecenia jest zobowiązany moralnie. Na kim spoczywa odpowiedzialność za zmianę tego schematu i czy można ją zrobić bezkolizyjnie, czy trzeba nakłaniać osoby, które już takiej zmiany dokonały do powrotu w utarte tory? Czy zasklepiać się w niechęci i zagryzać zęby, czy członek rodziny ma prawo od schematu uciec?
    Zastanawiam się też, bo moja własna rodzina z dorosłymi synami, mającymi swoje życie i plany, oraz pomału swoje rodziny zaczyna się zmieniać. I sposób oraz konfiguracja spędzania świąt musi za tymi zmianami postępować. Ja zawsze starałam się nie ulegać naciskom w postaci urządzania mi świąt według cudzej wizji "bo wszyscy". I wiem już, że nie będę robić żadnych nacisków na moje własne dzieci w tej sytuacji. Ani czuć się przez nie opuszczona. Ani zmuszać do jedzenia trzech wieczerzy wigilijnych, żeby wszystkich zadowolić... Bardzo pouczający wątek..
  • ada1214 12.11.14, 17:29
    aqua48 napisała:

    > Tradycyjny sposób trzydniowego biesi
    > adowania w domach z rodziną bliższą i dalszą lubianą mniej i jeszcze mniej robi
    > się coraz mniej aktualny

    swiat sie zmienia w galopujacym tempie, czy to sie komu podoba czy nie. TA galopada i stres w duzej mierze wplywa na zmiane nawykow- ludzie sa tak zabiegani, ze nie wiedza co poprzedniego dnia jedli na kolacje, ze zapominaja odstawic dziecko do przedszkola ergo ono umiera w samochodowym ukropie, ze zapominaja ile dokladnie maja lat (ja sie wczoraj na tym zlapalam, glupio zabrzmi ale musialam liczyc) . Trudno w tym obledzie znalezc czas czy checi na celebrowanie ceremonialnych posiadowek. Jak czlowiek doczolga sie do tej odrobiny wolnego w czasie swiat to chcialby po prostu odpoczac i za przeproszeniem, wyproznic sie chociaz raz bez pospiechu.
  • adorra0 12.11.14, 17:19
    Ok. Vilez , ufam w szczerość Twoich intencji. Powyżej odpowiedziałam na to pytanie, choć dużo mnie to kosztowało i boję się , że za chwilę będę tego żałować. Wiesz , Vilez, co jest najlepsze, albo najgorsze? że ja się z Tobą w większości tego co piszesz o tych formułach zgadzam i pewnie nie zareagowałabym tak emocjonalnie gdybyś odpowiedziała pod moim postem. Tak jak pisałam , tego się spodziewałam - myslę, ale dopiero teraz, że z powodu tej samej rozmowy, którą zacytowałaś, bo wiedzialam, ze nie odpuścisz.
  • vilez 12.11.14, 17:31
    Cieszę się, że ufasz :-)

    > gdybyś odpowiedziała pod moim postem

    Ale ja naprawdę nie wiem, o który post Ci chodzi. Gdy zapytałam, nie odpowiedziałaś. Pokaż proszę teraz, bo naprawdę nie wiem.
  • adorra0 12.11.14, 17:36
    Zostawmy to Vilez. Przyznaję - szlag mnie trafił kiedy przeczytałam jak cytujesz mnie w swoim poście założycielskim. Tak, jestem osobą bardzo emocjonalną. Przepraszam Cię, ze sprawiłam Ci przykrość. Z pewnością wyciągnę z tych wątków wnioski.
  • vilez 12.11.14, 17:50
    Dobrze, zostawmy. I ja Cię przepraszam, bo wiem, że Cię uraziłam.
  • molly_wither 12.11.14, 18:17
    Ktos dokladnie Ceibie okreslil - jeste ulegla, nie asertywna. A moze boisz sie meza?
    Moja matka w tym roku spedzi samotnie swieta,nawet wigilie, nie ma tu NIKOGO.
    Lece do jedynego syna, bo tez masz dosc obchodzenia swiat w taki sam nudny sposob od lat. Nie jest mi lekko z ta decyzja,ale taka podjelam, bo tak ulozylo sie zycie. Na szczescie mam matke, ktora nie ma nic przeciwko, i ktora tez do nikogo nie pojdzie, nawet jesli dostanie zaproszenie. Nie sadze wiec,ze Twoja tesciowa mialaby cos przecikwo,abyscie raz zostawili ja sama w swieta. Mysle,ze tu bardziej chodzi o Twojego meza....
    --
    Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim.
  • rycerzowa 12.11.14, 18:24
    zuzanna56 napisała:

    > znam kilka przykładów gdzie dzieci nie utrzymują żadny
    > ch kontaktów z rodzicami. Nawet nie w rodzinie ale wśród znajomych czy sąsiadów
    > . Do tego widzę jak teściowa tęskni za córką i wnukami. Widzę to szczególnie na
    > święta i jest mi jej szkoda. Nie chciałabym aby mnie to spotkało. Na razie mam
    > dobry kontakt z dziećmi i myślę że tak zostanie.


    A dlaczego tak myślisz?
    Na jakiej podstawie sądzisz, że tak zostanie?
    A co, jeśli małżonkowie twoich dzieci będą mieć ochotę na spędzanie czasu, szczególnie świątecznego, zupełnie bez ciebie?
    Gdy twoje dzieci będą miały okazję we własnym domu zaobserwować, że niezaproszenie babci na święta nie jest niczym strasznym, nie będą się ze swoimi "połówkami" użerać o miejsce dla ciebie przy wigilijnym stole.
    Przygotuj się na samotne święta w przyszłości, na wypoczynek, wyspanie się, spacery po lesie.
    Przecież chyba nie chcesz być klinem, wbijanym w związki ukochanych dzieci?

    Moim zdaniem, tak jest właśnie w przypadku tych "zagranicznych" sióstr.
    Oddalenie, brak kontaktów przez pierwsze lata, spowodowały rozluźnienie więzi z córkami, a z zięciami, wnukami, tych więzi zwyczajnie nie nawiązano. Oni nie widzą powodu, by zapraszać kogoś obcego na święta. Tradycje, rodzinne obowiązki, zostały w Starym Kraju, ich nie dotyczą.
    Przynajmniej oni tak uważają.

  • froshka66 12.11.14, 18:29
    cytat:

    Obserwując znajome pary, widzę, jak często ograniczają się wyłącznie do przebywania we własnym towarzystwie, rezygnują ze spotkań z przyjaciółmi, chcą spędzać czas tylko razem. Czasem pojawiają się dzieci i wtedy pochłaniają do reszty. Bo rodzina jest najważniejsza - argumentują. I pewnego dnia zostajemy sami. Druga połowa odchodzi. Dzieci dorastają. O przyjaciół nie dbaliśmy, więc już ich nie ma.

    Wyolbrzymiam? Nie wiem, być może. Ale myślę, że warto się nad tym zastanowić. Można też zrobić prosty test - zobaczyć, jak żyją nasi rodzice. Tak na co dzień. Mają siebie? Mają was? Mają przyjaciół?

    Cały tekst: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16844630,Rodzina_jest_najwazniejsza_.html#ixzz3IsOp8j2n
  • ada1214 12.11.14, 21:40
    Mam takie reflesje, jesli kogos zainteresuje (hehe).
    Cale zycie mam pod gorke, poniewaz podazajac za wewnetrznym glosem zyje po swojemu; przeciwstawiajac sie regulom, tradycjom i rytom, nie na pokaz ale dlatego, ze zyjac zgodnie z tlumem bylabym bardzo nieszczesliwa. Nie chce byc nieszczesliwa.

    Ten watek pokazuje mi jednak, ze w najblizszej przyszlosci nie ma szans na to, zeby ludzie przestali sie mnie czepiac, i pozwolili mi zyc jak chce. To znaczy ja zyje jak chce, ale byloby przyjemniej, gdyby np. nie probowano mi wmawiac, ze powinnam sie leczyc, bo nie obchodze swiat. Byloby przyjemnej, gdyby nie bylo tej agresji ktora zawsze sie pojawia, gdy ktos odstaje od ogolu. Byloby przyjemniej, gdyby ludzie przestali sie obrazac, ze zyje po swojemu zamiast spelniac ich oczekiwania. Och jakze byloby przyjemniej.

    Nie moglam przy urodzinach wybrac kraju i tym samym panujacych tu tradycji, tak wiec w ieku dzieciecym i mlodzienczym uczestniczylam w wielu obrzedach, ktore dla mnie sa niczym innym jak farsa, ale bedac dorosla, nie chce brac juz w tym udzialu. Tymczasem okazuje sie, ze uwolnienie sie od sieci rytow jest tylko troche mniej trudne niz porzucenie islamu. Tamtym grozi smierc, jak to cudownie, ze mnie smierc za porzucenie tradycji nie spotkala, powinnam sie cieszyc. No ciesze sie, naprawde...
  • vilez 12.11.14, 23:00
    To jest coś takiego, jak z homoseksualistami- że mają siedzieć w chałupie i broń boże mówic o swoich prawach, bo to jest oczywiście wraża propaganda.

    Ja się z tym już nauczyłam żyć. Robię swoje- dla siebie, dla rodziny, z tym nie ma problemu. I analizuję- to nie tylko dla siebie, i mówię o tym, co analizuję. Tyle mogę zrobić. Bo mam świadomość, że to nie dotyczy tylko przełamywania formuł świątecznych. To dotyczy przecież wielu zjawisk.

    No i ja miałam szczęście, że mój dom rodzinny był jaki był. I kolejne moje szczęście- że mój mąż podziela moje myślenie, a nawet je wyprzedza. Wsparcie domu rodzinnego i w partnerze to jest coś, czego nie można przecenić. Wiesz, jaka to była ulga, gdy się okazało, że ten ktoś również nie obchodzi świąt (jakichkolwiek), imienin, urodzin, nie wytwarza tych wszystkich ceremonii, zewnętrzności? Widzisz, że twoje patrzenie nie jest jakąś tam fanaberią (bo i to człowiek chwilami podejrzewa), ale zwyczajnym prawem, wyborem, gustem, sposbem życia. Że jedni ludzie potrzebują ceremonii, inni- nie, i Ty jesteś wśród tych drugich, i nie jest to nic dziwnego. Po prostu. Czy to tak trudno zrozumieć? Jak widać, niektórym bardzo trudno.
    Tylko, jak sobie mają radzić osoby, które takie wsparcia nie mają, im jest dużo trudniej.

    Na szczęście coś się zmienia. Mój syn chodzi na imprezę z okazji "ateistycznej wigilii"- z kolegami, którzy sie urywają od wigilijnego stołu ze sporą ulgą ;) W większych miastach zaczynają działać "kluby" wigilijne- ludzie wychodzą "w miasto"....jest szansa ;)
    I tak pewnie będzie w ogóle w odniesieniu do różnych "tradycji"- zaczną "pracować". Idzie ku lepszemu :-)

  • differentview 12.11.14, 22:06
    zuzanna, zrob sobie eksperyment myslowy i wyobraz sobie, ze tesciowa jest chora, wymaga stalej opieki i musi zamieszkac u Was na stale bo maz nie wyobraza sobie oddac mamy do domu opieki; wyobraz sobie jak wygladaloby wtedy twoje zycie, 365 dni w roku; teraz wroc do rzeczywistosci i pomysl jakie to cudowne, ze z tesciowa spedzisz dwa dni:)
    wszyscy robia wielkie halo w zwiazku z tymi swietami a to przeciez jedna jarska kolacja, sniadanie i obiad- o co tu kruszyc kopie??? jak chcesz odmiany to wez sobie jeszcze trzy dni urlopu i spedz je w sposob szalony i lamiacy rutyne; w czym problem?