Dodaj do ulubionych

Ciąża... mąż..

19.12.14, 09:02
Witam się serdecznie.
Zastanawiałam się, czy napisać o swoim problemie tutaj czy też na jednym z for ciążowych - jednak zdecydowałam się tutaj, liczę na być może trochę bardziej chłodne spojrzenie na sprawę i poradę... Spróbuję szybko nakreślić moją sytuację.
Mam 26 lat, męża po 30stce, jesteśmy 2 lata po ślubie. Wcześniej znaliśmy się 4 lata. No i jestem w ciąży. Obecnie kończę dopiero pierwszy trymestr. To moja pierwsza ciąża. Oboje pracujemy na etacie, ja w swojej firmie już 7 lat, mam swoją pozycję, awansowałam, zarabiam nieźle. Mąż gorzej, ale generalnie nasza syt. finansowa jest spoko. Mamy swoje mieszkanie. Od jakiegoś czasu zaczęły się rozmowy na temat dziecka. Oboje chcieliśmy, ja nie byłam jednak zdecydowana czy to jest teraz ten dobry czas. Jednakże mąż namawiał mnie, abyśmy spróbowali. Że teraz jest idealnie, że nigdy w sumie nie ma dobrego czasu na dziecko. We mnie się budził instynkt macierzyński i generalnie stwierdziłam - w sumie racja. Mąż był dość zaangażowany w "starania". Ochoczo łykał specjalne witaminy dla mężczyzn, gdy ginekolog zalecił zbadanie nasienia - nie było z tym problemu, żeby wykonał to badanie (wiem, że niektorzy mężczyźni mają z tym opory). Rozmawialiśmy o ewentualnej ciaży i generalnie widać było, że mu zależy. Bach - na drugi miesiąc po odstawieniu antykoncepcji ujrzałam dwie kreski na teście ciążowym.
No i teraz zaczyna się coś, czego ja wyjaśnić nie potrafię do końca. A może po prostu jest tak jak mój mąż stwierdził - że cytuję: "mój mały mózg nieogarnia tego, o co mu chodzi".
Gdy tylko powiedziałam mu o tych dwóch kreskach. Po prostu się uśmiechnął. Ja byłam początkowo w szoku, że się udało. Na co mój mąż uraczył mnie w godzinę po tej wspaniałej wiadomości tekstem... jak dla mnie niezrozumiałym.... "nie ciesz się tak, poronisz za tydzień i będzie dół".... Mnie zamurowało.. ja wiem, że poronienia się zdarzają, nie jestem głupia, nie zaczęłam turlać się po podłodze ze szczęścia i roztaczać wizji naszej dwójki z rumianym bobaskiem ze względu na to, że zobaczyłam pozytywny wynik testu - bez przesady. Po prostu byłam szczęśliwa. A mimo to - taki tekst.... Czy to jest to, co kobieta, która się właśnie dowiedziała o tym ,że zaszła chce usłyszeć... "poronisz za tydzień, wiec się tak nie ciesz". Nie chce mówić jak wyglądał ten dzien do końca. Oczywiście awantura, mój płacz, niedowierzanie - ze jak on może. Obraziłam się, nie odzywałam. On się potem tłumaczyl, że to przecież - dla mojego dobra. Że lepiej się "pozytywnie zaskoczyć". Ale nie usłyszalam słowa przepraszam..... Stwierdzilam... po pewnym czasie - może faktycznie... bał się cieszyć. Nie wiem sama.. Może tak po prostu powiedział - niefortunnie i nietaktownie. Po pewnym czasie przeszłam z tym do porządku dziennego. Ale faktycznie.. jakiś taki strach pozostał. O ciaży nikomu nie poweidzialam... Przestalam z nim rozmawiać na temat ciąży i tak dalej. On czasem zaczynał ten temat typu: zaczynał gadać do psa naszego "jak dzidziuś się urodzi to to, to tamto".... taaa zaczął wózki przeglądać i mówić mi jak przemaluje pokój. Ja natomiast po tym wszystkim jakoś straciłąm ochotę na oglądanie ciążowych stron, zabawek ani wyposażenia. Stwierdziłam, że faktycznie - jest za wczesnie by się cieszyć.
No ale na szczęście - nie "poronilam po tygodniu".
I teraz zaczyna się clue programu. Przez wymioty "schudłam" kilogram - piszę w cudzysłowiu, bo wiem, że to co najwyżej woda ze mnie zeszła. Od początku ciąży ważę się co tydizeń i jak na razie mam cały czas wagę taką jak na początku. Staram się nie objadać i odżywiać zdrowo ale zdarza mi się zjeść coś słodkiego czy coś "niezdrowego". Jem małe porcje, ale często - bo to po prostu sprawia, że nie mam mdłości. Chodzę do pracy, jak wracam spaceruję z psem godzinę i o godz. 17 jem pierwszy ciepły posiłek. Potem, wieczorem znowu ok. godzinny spacer z psem.
Generalnie moje ciało się powoli zmienia - to nieuniknione. Powiększyły mi się piersi, zaczął powoli odznaczać się brzuszek. Ale jak na razie nikt o ciaży nie wie i nikt chyba nie podejrzewa bo po prostu jeszcze tego nie widać.
Natomiast mój mąż zaczął mieć nagle obsesje na punkcie mojej wagi i mojej figury.... Oczywiście wszystko tłumaczy to również swoją "troską" o mnie i o moje przyszłe samopoczucie po porodzie (na pewno jak urodzę swoje pierwsze dziecko to najważniejsza dla mnie będzie moja figura taaaaaaaaaaaaa). Jak zjem sobei coś o tej 17 to potem np. koło 20 zaczynam być głodna. Niewielką kolację... kanapkę... kawałek chleba - mój mąż patrzy na mnie z wielką dezaprobatą... Twierdzi, że on nie wie jak można jeść po 18stej. Że się roztyję przez to... Jak zjem kawałek czekolady - to zaczyna mi gadać, że teraz obżeram się słodyczami, a potem będę żałować i że on nie będzie "wysłuchiwać potem moich żalów". Gdzieś wyczytał czy usłyszał, że w ciąży to można przytyć maksymalnie 12 kilo i powinnam mieć to na uwadze. Że jego siostra to przytyła 19 kilo i do tej pory "został jej brzuch" i że on widzi, jak jej z tym niedobrze. Twierdzi, że nie odżywiam się odpowiednio. Po moich zakupach stwierdził, że "nakupiłam syfu" po którym się jedynie roztyję itd. Wczoraj natomiast..... wieczorem... miałam mega ochotę na małe lody. Z każdą łyżeczką braną do ust mój mąż przyglądał mi się z coraz to większą odrazą. Na koniec - stwierdził cedząc przez zęby, czy nie uważam, że coś za szybko przybieram na wadze? (jak mówię - waga ani drgnie od dnia rozpoczęcia "starań")...jak mu o tym powiedziałam.. że nie... nie uważam. Że moja waga się nie zmienia. Stwierdził, że na pewno klamię, że on widzi jakie mi się zrobiły okrągłe policzki "jak u chomika" - buahahaha teraz jak to piszę to aż mi się chce śmiać...
No i generalnie - coś we mnie pękło. Ja nie wiem.. Czy on specjalnie chce mi dowalić. Sprawić, bym się źle poczuła źle we własnym ciele? Nie iwem... żeby moja ciąża to były obsesyjne myśli na temat tego, że "stracę figurę"??? Jeszcze zebym faktycznie przez te 3 miesiace z 3 kilo przytyła. Żebym siedziala w domu na dupie na l4 i tylko się obżerała. Ale to nie ma miejsca. Nadal jestem aktywna tak jak wcześniej. On traktuje mnie tak, jakbym nagle zrobiła się jakimś monstrum. A naprawdę - tej ciąży JESZCZE nie widać.
Co będzie jak zacznie mi się powiększać brzuch, puchnąć nogi? Jak pojawią mi się rozstępy? Co jeśli faktycznie waga mi wzrośnie nawet i kurna do tych 20 kilo? Jak będę miała np. wielowodzie i będę wyglądała jak bambaryła? To co będzie wtedy, skoro już TERAZ dla niego moje zaczynące się zmieniać ciało jest aż takim problemem> Zapytałam się go oto wczoraj. Ale oczywiście - nooooooo on nie wie o co mi chodzi.....czy ze mną nie można NORMALNIE porozmawiać??? Powiedzialam mu, że w takim razie NIE - nie mam ochoty rozmawiać z nim na temat mojego ciała. Nie potrzebuje jego dobrych rad, uwag. Ma się generalnie od tego odczepić.....A dzisiaj...... dzisiaj rano był obrażony :) bo on przecież - on to wszystko mówi dla mojego dobra. Żebym nie miała depresji poporodowej :) A ja taka niewdzięczna, głupia psycholka z którą nie można porozmawiać.
Jest to dla mnie tak bardzo dziwne... ta jego przesada w związku z moją ciążą i moim wygldem. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie zwracał uwagi na moją figurę. Jakoś nigdy nie czynił mi uwag. Nie przytyłam przez te 6 lat jakos drastycznie. Zdarzało mi się schudnąć 8 kilo to wręcz prosił mnie bym "skończyła z tym odchudzaniem" bo zaczynam źle wyglądać. Nie jestem typem szczupaka. Noszę rozmiar 40. Mam 170 cm wzrostu. Wiem, że nie mam idealnej figury ale jakoś mnie to nigdy jakoś nie obchodziło. Tzn – obchodziło. W wieku 14 lat miałam powiedzmy „epizod” z anoreksją. Przy 168 cm wzrostu ważyłam 38 kilo. Ale jakoś udało mi się z tego wyjść. Z mojej choroby wyciągnęłam pewne wnioski… Które zresztą zapisałam w pamiętniku, który podczas choroby prowadziłam – wnioski były smutne. Że co z tego że schudłam. Zrobiłam to co chciałam. Ale ja nadal nie jestem szczęśliwa. Myślałąm, że chudość = szczęście. Ale nagle okazało s
Obserwuj wątek
    • nie_wiem_co_dalej Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 09:03
      Od tego czasu ? jakoś przestalam się AŻ tak przejmować swoim wyglądem. Ale jednak te demony przeszłości gdzieś tam we mnie siedzą.
      Mój mąż o tym wie? ale widocznie ? nie rozumie, albo nie chce zrozumieć. Mówiłam mu wprost. Wiesz, że w przeszłości miałam zakrzywiony obraz własnego ciała. Czemu teraz znowu mnie wpędzasz w kompleksy?
      No.. ale on to robi.. .dla mojego dobra.
      Powiem szczerze? ze nie wiem co dalej. Nie wiem z kim ja zaszłam w tę ciąże, gdzie ja miałam oczy. Zaczynam żałować i zastanawiam się po tym pierwszym trymestrze ? jak mogłam być tak głupia. I skąd nagle ta zmiana w jego zachowaniu, to zainteresowanie wg mnie niezdrowe ? moją figurą i wmawianie mi ze stałam się monstrum z polikami chomika.
      Nie potrafię cieszyć się z nim z tej ciąży. Nie wiem? mieliśmy przekazać naszym rodzinom ?radosną nowinę? w te święta. A ja nie chce .. Nie chce żeby inni zaczęli zwracać na moje zmieniające się ciało. Mam ochotę się schować gdzieś. Nie wiem co to będzie za 3 miesiące jak dostanę faktycznie ciążowy brzuch i będę widziala narastające obrzydzenie w oczach mojego męża?? Powiem szczerze, że mam ochotę wyjechać, zostawić go, na chwilę obecną nie mam ochoty widzieć go na oczy. Zastnawiam się ? czy nie będę szczęśliwsza bez niego. Bez jego uwag, docinek.
      Nie wiem sama czego oczekuję od tego forum. Nie wiem. Może faktycznie ja jestem przewrażliwona. A mój mąż to po prostu taki chłopek roztropek ? co to niby chce dobrze, ale wychodzi jak wychodzi?
      • azile.oli Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 09:48
        Po pierwsze - zrób mu awanturę, może coś trafi do jego pustej głowy. Po drugie - niech z Tobą idzie na wizytę do lekarza, któremu naświetl wcześniej sytuację. Niech uświadomi chłopu, że szkodzi nie tylko Tobie, ale też i dziecku.
        • anula36 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 09:58
          specjalnie czy nie,ale Ci dowala w przepaskudny zreszta sposob. ja bym zrobila mega awanture i uciela taki e zagrywki w zarodku,nim maz na dobre osiadzie na pozycji pewnego rodzaju jednak przemocowca, bo moze sobie na to pozwolic.
          Byc moze ma jakies nie konca uswiadomione problemy wlasne,ale czemu Ty masz obrywac za to? I wasze dziecko?
      • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 11:30
        Po pierwsze - nikła jest szansa na to, że twój mąż nie wykazywał durnych zachowań przed ciążą i to ona je nagle wywołała. Bez wątpienia wykazywał, ale pewnie ty byłaś silniejsza i nie miałaś dodatkowej dawki hormonów, która bardzo mocno działa na mózg. Powiem szczerze, że po takich tekstach, jak twojego męża, to rozpętałabym piekielną awanturę. Ba, epicką! Homer mógłby dopisać trzecią część do Iliady i Odysei ;)
        Nie skupiaj się na jego durnych gadkach. Jedz lody patrząc mu prosto w oczy. Zdajesz się być rozsądną kobietą, która nie widzi w ciąży powodu do obżerania się. A że chcesz zjeść nieco więcej, czasami masz ochotę na przekąskę czy coś słodkiego? Całkiem normalne. Twoje dziecko potrzebuje budulca, którego dostarczasz mu w pożywieniu. Nawet ten cukier z deseru jest potrzebny, bo wpływa na rozwój mózgu dziecka.
        Nie wiem dlaczego nie chcesz powiedzieć rodzicom. Sądzisz, że będą cię źle oceniać? Są z innego pokolenia, które nie miało do czynienia z anoreksją ciążową itp. akcjami. Dla nich prawdopodobnie normalne jest, że ciało kobiety się zmienia, brzuch rośnie itp. Sądzę nawet, że ich akceptacja może ci właśnie pomóc. Może też utemperują nieco twojego męża.
        powodzenia!
    • kachaa17 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 09:56
      Kurczę, z twojego opisu wyłonił się obraz człowieka, który tobą manipuluje. Mówi ci przykre rzeczy a następnie wmawia ci, że to dla twojego dobra. Szok. Dla mnie jego zachowanie jest nienormalne. Jakby chciał ci odebrać radość z tej ciąży. Tym bardziej, że wie jakie kiedyś miałaś problemy z wagą. Po prostu atakuje cię w sytuacji gdy zaszłaś w ciążę, czyli jesteś najbardziej bezbronna i w jakiś sposób zależna od niego. Trzymaj się i uważnie obserwuj jego zachowanie. A poza tym to nie odcinaj się od bliskich i mów im o jego zachowaniu, żebyś nie została z tym sama. Bo coś mi się wydaje, że on będzie się kreował na troskliwego męża i ojca.
      • nie_wiem_co_dalej Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 10:26
        Za każdym razem kiedy zaczyna swoje mądrości na temat odżywiania w ciąży reagowałam ostro, mówiąc że sobie nie życzę komentarzy na temat mojej wagi. Że za dobre rady serdecznie dziękuję. Wczoraj zrobiłam awanturę ale chyba emocje ciązowe też już mi biorą górę, bo niestety ale poryczałam się. Powiedziałam mu, że wiem, że robi to specjalnie. Bo nie jest na tyle głupi, żeby nie wiedzieć co poweidzieć ciężąrnej żeby zabolało. Wie doskonale, tylko po prostu jest podły. No powiem szczerze, że ja też czuję się po prostu manipulowana. Faktycznie ja się czuję, jakby mi radość z oczekiwania dziecka odbierał.
        Jeszcze na samym początku tej ciąży radził mi, żebym poszła do dietetyka, to dietetyk rozpisze mi odpowiednią dietę dla ciężarnych. No na początku myślałam, że to żart. W życiu nie byłam u dietetyka. Wiem jakie są zasady zdrowego odżywiania. Wiem gdzie leżą moje grzeszki. No ale na Boga - mam się zacząć odchudzać w ciąży? Wpaść w jakąś paranoję? No to usłyszałam, że "nie ma tematu, jak zwykle go nie rozumiem".

        Jest też sprawa tej jego siostry. Obecnie ma ona 2letniego syna. Nie miałam nigdy żadnych relacji z tą dziewczyną, nie kolegujemy się jako szwagierki. Ale no generalnie zawsze była osobą dbającą o wygląd. Dobre ciuchy, ułożone włosy, makijaż, paznokcie itd. Po ciąży - mój mąż stweirdził - przestała o siebie dbać. Chociaż ja tam nie wiem - jak ją odwiedzamy (mieszka ona razem z teściami) to ma wówczas wolne, jest weekend. Chodzi sobie w legginsach, bez makijazu, bluzie. Jej wybór. Nie przyjeżdzamy w gości stricte do niej tylko do rodziców męża, więc ona generalnie jest u siebie, nigdzie się nie wybiera więc skoro tak lubi to jej sprawa. A jak się np. do pracy ubiera to ja juz tego nie wiem, nie widziałam. Mówiłąm o tym mężowi., że byc moze nadinterpretuje wytykając jej brak dbania o siebie. Ale on wie lepiej. On wie, że ona się czuje nieszczęśliwa, wie ze to ją boli. I on tłumaczy, zę nie chce bym i ja byla "nieszczęśliwa'.
        • anula36 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 10:39
          teraz jest duzo wolnego miedzy siwetami a nowym rokiem- trzech kroli.
          Nie masz mozliwosci gdzies sobie na 2-3-4 dni wyjechac? do kolezanki, rodziny itp?
          A meza zostawic niech sobie przemysli czy mu sie te akcje oplacaja?
        • kachaa17 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 10:49
          Wiesz ja może trochę alergicznie reaguję na to co mówi twój mąż bo mój miał podobne zapędy. On co jest dla mnie dobre. Twój mąż wie, że ty będziesz nieszczęśliwa, wie, że szwagierka jest nieszczęśliwa. Może on niech lepiej zajmie się pilnowaniem swoich uczuć.

          No to usłyszałam, że "nie ma tematu, jak zwykle go nie rozumiem". - i jeszcze wpędza cię w poczucie winy.
    • mozambique Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 11:15
      no jak to ? maz zapewne poczytal e-mamę a tu same takie co w ciąży przytywaly najwyzej 3kg a w dzien po porodzie wchodzily w legginsy z podstawówki ??? nie wiesz ?

      oczywiscie to byl sarkazm ale calkiem mozlwie ze mąz mimo 30-tki na karku wciaz ma umysl 16latka wychowanego na pudelku albo pornolach - tam "aktorka" jest chodzącą reklamą chirurgii platycznej, kazda modleka w miesiac po porodzie występuje w pokazie Victoria Secret a celebrytki stosują w ciazy bardzo szkodliwą diete odchudzającą. Popatrz o czym pisza te fakty czy gale - ze jedna schudla 17 kg w miesiąc a druga 54 kg w 3 miesiace a Heidi KLum po 4 ciążach ma 50cm w talii ( o tym ze przy kazdym porodzie miala robioną liposukcje i plastyke brzucha mało kto wie) a po porodzie SN kazda robi korektę czesci intymnych , zeby wyglądały jak u 15-letniej dziewicy

      wzorcy urody kobiecje zwariowały - od dojrzalej kobiety wymaga sie aby wyglaałą jak 13-latka , tylko ze z takeigo gadania zwykle sie wyrasta
      może tój mąz nie wyrósł

      trzyamm kciuki za ciebei i maluszka i zycze zebys nigdy nie rozchorowala sie na tyle poważnie zeby drastycznie schudnąc, przytyc, stracic włosy albo uzywac pampersów
      bo wygląda na to mąz wtedy cie zostawi

      wiem co cujesz - ja mam 176cm wzrostu i po ciazy zostalo mi 10 kg nadwagi( nosze rozmiar 42+-pare cm ) i za chiny ludowe nie moge sie tego pozbyc . ALe po tym co pzrezyalm w ciązy to ciesze sie ze maluch zdrowy i sliczny i wszytko inne mam w ( szerokim) zadku

      --
      ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
      ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
      ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
    • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 12:24
      Manipulant i podły człowiek. I głupiec. Toksyk.
      Ciemno widzę Was związek. Nie możesz na niego liczyć.
      Powinnaś się do tego odcinać. Psychicznie i mentalnie.
      Bardzo Ci współczuję. Teraz powinnaś się cieszyć, a własnie sobie uświadomiłaś, z kim naprawdę jesteś.
      Szukaj pomocy i wsparcia u swojej rodziny.
      • sebalda Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 13:22
        Brak mi słów, żeby opisać, co myślę o zachowaniach tego człowieka, wrrrrrr. Dawno nic mnie tak nie wkurzyło. Zachodzę w głowę, czy on to robi celowo, czy jest tak głupi i rzeczywiście myśli, co mówi. Nic jednak nie zmienia faktu, że nie wolno mu tego robić, bo nawet elementarna znajomość psychologii powinna tutaj zadziałać. Nawet, gdyby tak myślał i uważał, że ma prawo w ten sposób o Ciebie "dbać" dla Twojego dobra, to informacja z Twojej strony, że to Ci sprawia przykrość i że tego nie chcesz, powinna wystarczyć.
        Ja zawsze staram się próbować przynajmniej zrozumieć mentalność faceta, ale tutaj jest to szczególnie trudne. Stawiam jednak na może nie do końca uświadamiane, ale jednak celowe działanie mające Ciebie dołować. Tylko czemu? Jest cześć facetów, którzy wzmacniają się w swojej dominującej roli przez zapłodnienie swojej kobiety. Bo w tym okresie kobieta jest szczególnie bezbronna i uzależniona od niego (w jego mniemaniu). Te działania nasilają się jeszcze po urodzeniu dziecka, bo wtedy to już w ogóle kobieta potrzebuje wsparcia i mało która odważa się na odejście. Jest to grupa mężczyzn, którzy wcześniej kryją się ze swoimi, nie bójmy się użyć tego słowa, przemocowymi zachowaniami, czekając właśnie na ten moment "osłabienia" kobiety ciążą i urodzeniem dziecka. Bo uważam, że te wszystkie uwagi mają niestety znamiona przemocy psychicznej. Staram się nie szermować tego typu ocenami, ale tutaj na kilometr mi tym pachnie:(
        Jeśli nie położysz kresu temu wszystkiemu, jeśli jasno nie postawisz granic, po porodzie może być jeszcze gorzej. A co, gdy on będzie Ci dyktował, jak masz pielęgnować i wychowywać dziecko? Wbrew Twoim poglądom i instynktowi??? Teraz jego uwagi możesz (i musisz) puszczać mimo uszu, ale co będzie, gdy urodzi się maleństwo?
        Na koniec: w żadnej z rzeczy, którą on próbuje Ci narzucić, nie ma racji. Jesteś mądrą kobietą, musisz się od tego definitywnie odciąć, a z Twoich słów przebija niestety jakaś niepewność i wątpliwości (zrozumiałe poniekąd, bo ciężko ignorować takie słowa). Nie daj się!
        • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 13:35
          Jest cześć fa
          > cetów, którzy wzmacniają się w swojej dominującej roli przez zapłodnienie swoje
          > j kobiety. Bo w tym okresie kobieta jest szczególnie bezbronna i uzależniona od
          > niego (w jego mniemaniu).

          Takie zachowania zwykle wypływają z niepewności. Facet czuje, że np. nie jest wystarczająco dobry dla kobiety, z którą jest, przez co stara się ją zdominować, by nie mogła, nie miała siły odejść. I tak, jak napisałaś, ciąża uświadamia: teraz jesteś moja! I zaczyna się odgrywać za swoją niepewność. Przy czym wszystko tak naprawdę dzieje się w jego głowie i to, czy kobieta myślała wcześniej, by np. odejść, czy też był to dla niej jak najbardziej przyszłościowy związek, nie ma w tym wypadku znaczenia. I jak widać w jego głowie to działo się od dawna, bo "łapał haki" na żonę. Jeśli wiedział, że miała problemy z odżywianiem i zaburzony obraz swojej osoby, a teraz tak to perfidnie wykorzystuje, to jak dla mnie czekał na moment, aż ona osłabnie. Taka hiena, sęp (w sensie jak najbardziej biologiczno-animalistycznym, a nie przenośnym) z niego.
    • franca_francuzeczka Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 13:40
      Jakbym o swoim mężu czytała :D
      Teraz już umiem sobie z nim radzić, ale okupiłam tą wiedzę ponad sześcioma latami utarczek słownych i różnych rozpaczliwych działań, które nie dawały żadnego rezultatu.
      Zarówno mój mąż, jak i teść mają problem z okazywaniem i wyrażaniem pozytywnych uczuć. Brak okazywanej miłości i akceptacji w dzieciństwie skutkuje tym, że sami nie potrafią okazać jej innym. Z teściem gorzej, bo oboje jego rodzice byli surowi i nieczuli w obejściu. Nawet mając dobre chęci i autentyczna chęć pomocy nie potrafią pozytywnie tego przekazać. Gdy po urodzeniu pierworodnego miałam poważne problemy z karmieniem piersią, mój mąż zamiast powiedzieć: "Martwię się, że sobie nie radzisz, ale nie wiem jak ci pomóc" mówił: "Prawdziwa matka to by wiedziała co zrobić...", co oczywiście raniło mnie bardzo.
      Obecnie wiem "jak to działa". Wiem, że za chamskim tekstem lub niestosowną uwagą najczęściej nie kryje się chęć dokuczenia, ale brak umiejętności wyrażenia tego w inny sposób. Wiem, że awantury nic nie dają oprócz poczucia krzywdy obu stron. Płacz i pokazywanie, że mnie rani, też nie odnosi oczekiwanego skutku, tylko wniosek, że histeryzuję lub przesadzam. Dobre rezultaty odnosi jednak krótki komunikat w stylu: "Nie mów do mnie tym tonem.", "Nie życzę sobie takich komentarzy.", "Twoja uwaga jest nie na miejscu." itp. Zawsze ze stoickim spokojem, krótko i pewnie. Takie ucięcie rozmowy. Jak trzeba możesz potem wyjść z pokoju, ale nie obrażaj się tylko daj sygnał, że taki kontakt Cię nie interesuje, że przekroczył granicę.

      Za uwagami twojego męża kryje się strach, całkiem normalny i powszechny wśród mężczyzn, że jego ukochana się zmienia, że utyje, spuchnie, straci kobiece kształty i już ich nie odzyska. Dziecka pragnął i planował je, ale póki co, jest ono jeszcze dla niego abstrakcją, dla niego jeszcze dziecka nie ma, ale jest ciąża jako zło konieczne na drodze do posiadania potomstwa. Traktuje twój stan jak bitwę z której należy wyjść z jak najmniejszymi stratami, więc walczy jak umie. Sytuacja poprawi się, jak na usg zobaczy poruszające się dziecko zamiast kropki, jak poczuje gdy w brzuszku ktoś kopie itd.
      A Tobie życzę dużo wytrwałości, zrozumienia i odnalezienia swoich sposobów.
      • mozambique Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 13:49
        to gdzie sie te biedaczki chowają skoro nie wiedza ze ciąża kobiety równa sie zmiana kształtów ???
        w piwnicy ? do szkoły nie chodzili i kobiet na oczy nie widzieli ?

        no biedactwa
        --
        ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
        ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
        ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
        • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 13:57
          Chyba pierwszy raz w życiu zgodzę się z Mozambique. A później są przykłady panów z pokaźną walizką przed sobą, którzy nad piwkiem pokutują, jakie to mają straaaaaszne żony, bo śmieją nie wyglądać jak modelki.
            • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:15
              Nie popadajmy w skrajności. Wiążąc się ze sobą musimy zakładać, że się zmienimy. Bo zmiana jest nieunikniona, jest wynikiem niepowstrzymywalnej entropii. Zakładanie, że np. ciąża nie zmieni kobiety, choroba nas nie zmieni, wiek itp. jest przejawem pustki. Po prostu pustki. Bo nawet nie bezmyślności. Dopiero można czuć się oszukanym, kiedy dostrzeże się,że jest się dla bliskiego człowieka jedynie przedmiotem o konkretnych parametrach.
            • danaide Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 21:02
              To durniem jest a nie, ma prawa. Przecież żona jest na całe życie (teoretycznie...), a czas w miejscu nie stoi. Trzeba wymieniać na bieżąco. Jak smartfona.

              --
              Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
          • nie_wiem_co_dalej Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:22
            Wiecie co, ja to bym jeszcze jakoś być może zrozumiała jakby on mi te teksty sadził w momencie kiedy zagryzałabym chipsy czekoladą i popijała litrową colą. Ale on twierdzi, że ja już przytyłam! Kurcze no cycki mi faktycznie urosły, ale że poliki jak u chomika? Może nie jak u chomika a jak u bulimiczki bo od miesiąca po kilka razy dziennie wymiotuję.... Dlatego ja się obawiam co będzie potem. Zresztą, teraz to i ja już zaczęłam świrować, bo rozbijam to co gadał na czynniki pierwsze.
            franca_francuzeczka ja Cię podziwiam, że potrafiłaś to co wygaduje Twój mąż jakoś sobie przetłumaczyć. Ja jakoś nie potrafię. Już mu wykładam jak krowie na rowie. Że on niby się martwi bym nie miała depresji poporodowej... jak sam mnie dołuje! sam mnie w nią wpędza. Mówiłam mu, że ja się przez niego zaczynam źle czuć we własnym ciele, a tego nie było wcześniej. Działa na chwile tylko.
            Nie miałam nigdy super figury, płaskiego brzucha itd. Moja figura nigdy nie była moim atutem a i on nie zwracał na nią praktycznie żadnej szczególnej uwagi. W sensie - nie komplementował, nie szczycił się - wiecie o co chodzi. Nie przejmowal się nią. Nie zwracał mi uwagi: ohohoho uważaj przytyjesz jak np. w wieczór zamawialiśmy dużą pizze na spółke i do tego po dwa piwa. Tym bardziej mnie szokuje to, co on postanowił teraz wyczyniać.

            A już najbardziej mnie rozwalają te teksty, że mężczyźni się boją bo ciąża... a co ja mam powiedizeć? Rzyganie, mdłości przez cały dzień, omdlenia w pociągu, po powrocie do domu jedyne co mogę zrobić to pójść spać, tak zmęczona jestem. Tak dzień w dzień przez 3 miesiące a i tak jest super, bo przecież inne mają jeszcze gorzej, prawda - różne komplikacje medyczne, konieczność leżenia plackiem itd. Dlatego nie narzekam. Noo faktycznie jemu jest ciężko. :/

            Powiem szczerze ze teraz to ja faktycznie sama nie wiem jak to nasze życie "w trójkę" będzie wyglądać.
            Co do rodziców - to nie tak, że nie chcę im powiedizeć. Powiem im - chciałam tylko żeby te kilka tygodni "zleciało" by "nie zapeszyć". Planowałam w wigilię.
            • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:36
              Może Ci się nie spodobać to co napiszę, ale był tu kiedyś wątek o próbach zmiany hierarchii przez panów w momencie kiedy kobieta jest w ciąży lub tuż po porodzie. Najkrócej mówiąc, w sposób nieuświadomiony wyczuwają słabość kobiety jak posokowce krew i próbują przesunąć granice tego, na co mogą sobie pozwolić.
              Takie umniejszanie jest formą walki o władzę w związku i nie łudź się, że partnerstwo jest dane raz na zawsze. Nie jest.
            • akniwlam Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 21:07
              Straszne są te teksty. Nie rozumiem, co trzeba mieć w głowie...
              Ale do rzeczy: czy odkąd jesteś w ciąży, całokształt jego zachowania tak właśnie wygląda? Czy to są same docinki, "wyrazy troski" i gaszenie Twojej radości? Mam na myśli - czy tak jest stale, czy to są jakieś koszmarne epizody?
              Czy masz w nim takie praktyczne wsparcie - nie wiem, coś w stylu: nie noś tego kochanie, bo ciężkie, ja to zrobię, weź ciepłą kąpiel na rozluźnienie, zrobię ci masaż? Istnieją faceci, którzy okazują ciepłe uczucia po prostu robiąc coś dla swojej kobiety, w ten sposób też przepraszają, jeśli czują, że przegięli. Może on się do takich przypadków zalicza? Oczywiście ja absolutnie takiego zachowania nie usprawiedliwiam, po to mają język, żeby mówić i to nie tylko przykre rzeczy... ale jakoś dawałoby to może nadzieję na zmiany w pozytywnym kierunku.
              Natomiast jeśli pan pozwala sobie na coraz więcej i nie daje od siebie nic pozytywnego - to sama zastanów się nad sensem tego związku, bo wyraźnie w tej chwili prowadzi on do nieciekawych konsekwencji dla Ciebie. Instynkt samozachowawczy nade wszystko. Tym bardziej, że facet, który ma takie podejście do matki swojego dziecka, może być też słabym materiałem na codziennie obecnego w życiu dziecka tatę :(
              Pozdrawiam ciepło i życzę Ci pięknych kolejnych miesięcy ciąży, niech to będzie wspaniały czas mimo rozstępów, obrzęków i mężowskich docinków. Dla Maleństwa to Ty będziesz najpiękniejsza.
          • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:09
            Sorry, nie widzę powodu, dla którego należy to znosić. Jedyny to taki, by ponękać pana syndromem Kuwady i kazać mu się codziennie ważyć, by przypadkiem nie przytył. W końcu kobieta zrzuci nadmiar kilogramów po narodzinach dziecka, a facet niczego nie urodzi :D
              • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:20
                Albo odejść, albo pracować? Ja bym nad tym nie pracowała, bo to są najbardziej elementarne cechy człowieka i jego zachowania, patrzenia na świat. Ciekawa jestem ilu facetów chciałoby pracować nad relacją z kobietą, która np. obawia się, czy po wyjściu z choroby mężczyzna będzie mógł zaspokajać ją w łóżku. W dodatku swe obawy artykułuje głośno i regularnie. Wątpię, czy znalazłby się jeden. Zrozumienie jest potrzebne, ale nawet ono ma swoje granice.
          • sebalda Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:15
            Ja staram się może rozumieć ten lęk faceta, mówi się o tym. Często jest też lęk przed tym, że dziecko będzie konkurentem w sercu żony, ale czy to wszystko usprawiedliwia takie raniące, przykre uwagi? Czy kobieta musi się na to godzić i jeszcze tłumaczyć biednego misia, który się boi, że żona straci figurę? A jak trochę straci to co? Nie będzie się już nadawała do użytku? Tutaj to jest bezpodstawne, bo dziewczyna naprawdę zachowuje sie bez zarzutu, dba o siebie. Dodatkowego smaczku sprawie dodaje jej historia epizodu anoreksji, o której on wie.
            Tekstu o utracie ciąży nic nie usprawiedliwia, moim zdaniem. Był haniebny w tych okolicznościach i nikt mnie nie przekona, że to tylko takie lekkie potknięcie gościa, które trzeba tolerować. Nie trzeba i nie wolno tolerować takich zagrań, bo będą się nasilać. Jak amen w pacierzu:(
            • franca_francuzeczka Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:25
              Piszę o tym, że moim zdaniem najpierw trzeba poznać przyczynę jego zachowania, zrozumieć mechanizm, który nim kieruje, aby móc mu przeciwdziałać. Nie znaczy to, że popieram chamskie zachowania, czy usprawiedliwiam je. Wyznaję zasadę: Jest problem, więc szukamy rozwiązania.
              Ale rozumiem, że na forum jedynym skutecznym sposobem rozwiązywania problemów małżeńskich jest rozstanie niezależnie od ich przyczyny.
                • edw-ina Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:34
                  tym razem ja się zgadzam ;) Taka powinna być kolejność - najpierw pan zaprzestaje swoich chorych tekstów, skoro słyszy, że ranią żonę, a później można zacząć szukać przyczyny. W innym wypadku jest to pochylanie się nad sprawcą.
                  • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:38
                    To nie pierwszy taki przypadek na forum, kiedy panu zaczyna odbijać w momencie kiedy kobieta jest w ciąży lub właśnie urodziła i jest chwilowo słabsza.
                    Obstawiam walkę o władzę, próbę przesunięcia granic. Autorka musi dać temu odpór w możliwie najbardziej brutalny sposób, tak żeby dotarło i podziałało.
                    • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:53
                      Nieprawda, że musi. Nie musi i nie powinna. Sama walka z takim typem bedzie dla niej niszcząca, i degenerująca. Ja degenerująca. I niestety- obstawiam- przeciwskuteczna.
                      Stanie sie zwierzęciem podobnym jemu.
                      A i tak życiowej satysfakcji przy nim nie osiągnie. Co najwyżej- jako taką poprawność jego zachowania osiąganą trzymaniem go za pysk. To jest dno, a nie życie.
                • franca_francuzeczka Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:45
                  Jeśli boli cię brzuch, a nie wiesz dlaczego, to dobrego leczenia nie wdrożysz. Nawet jak cię baaaardzo boli to może to być tylko zarówno niestrawność jak i rak trzustki. Kaliber ocenisz, jak poznasz przyczynę ;)
                  • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:48
                    Niezbyt adekwatne porównanie.
                    W sytuacji autorki, to panu coś dolega, a nie jej - pan zmienił zachowanie na nieakceptowalne więc niech sam przeanalizuje z jakiego powodu. Jestem przeciwna zdejmowaniu z mężczyzn odpowiedzialności za to co robią.
                  • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:58
                    Przyczynę to musi poznać ON SAM. I to on -sam z siebie- ON musi tego zechcieć.
                    Od takiego czowieka należy się izolować. Jak od każdego dewianta.
                    Proces terapii (jesli w ogóle takowa jest możliwa) musi on przechodzić na własny rachunek. Po zmianie profilu osobowego i psychicznego takiego człowieka można ewentualnie myśleć o ponownym związku z nim.
                  • sebalda Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 15:12
                    Franca, ja lubię polemikę, lubię zastanowić się nad odmiennym zdaniem, lubię obejrzeć coś z drugiej strony i naprawdę rzadko wydaję szybko wyroki. Wystrzegam się jak ognia ocen stanowczych i jednoznacznych, bo życie nie jest jednoznaczne. Ale tutaj naprawdę trudno starać się rozumieć tego gościa. Zostawmy może teksty o przytyciu. Czy naprawdę uważasz, że trzeba się pochylić ze zrozumieniem nad facetem, który widząc radość żony z pozytywnego wyniku tekstu ciążowego mówi, że ona za tydzień poroni, więc nie ma się co cieszyć??? Dla mnie to patologia, to brak elementarnych ludzkich uczuć. To tak niewiarygodne nieliczenie się z uczuciami bliskiej osoby, że aż brakuje słów.
                    Nie wyobrażasz sobie, jak liczne są zastępy ofiar przemocy, które latami próbowały zrozumieć swojego oprawcę. Bo miał ciężkie dzieciństwo, bo nerwowy z natury, bo ojciec pił, bo może ma schorzenia psychiczne, bo ma stresującą pracę, bo nikt go nie rozumie. Radzenie ofierze przemocy, żeby szukała przyczyny agresji partnera, jest bardzo szkodliwe. Wiem, co piszę:(
            • sebalda Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:32
              Wiesz, Franca, zaintrygowałaś mnie swoją historią. Ja znam typ ludzi (częściej mężczyzn), którzy nie potrafią wyrażać pozytywnych uczuć i okazywać ciepłych gestów. Ale najczęściej są to faceci, którzy nie potrafią okazywać ŻADNYCH uczuć. Nie nauczyli się, mieli złe wzorce z dzieciństwa. I ja w sumie nie oczekuję, że facet ma być ciepłym, kochającym, wiecznie nadskakującym misiem, który nosi żonę na rękach. Mam takiego, który to robi okresowo, z przerwami na karczemne awantury, więc wiem, że puste gesty czasami nic nie znaczą. Sama wolałabym zrówoważonego, nawet nieco chłodnego, ale przynajmniej nieawanturującego się chłopa. Ale tutaj jest inna bajka. Czy nieumiejętność wyrażania pozytywnych uczuć musi oznaczać umiejętność wyrażania ich w sposób raniący? Czy musi być tylko ta skrajnie różna forma? Jak nie umiem powiedzieć czegoś pozytywnego, to muszę powiedzieć zamiast tego coś przykrego? I jakoś dziwnie nie widać, by lansowana przez Ciebie tolerancja dla faceta i praca nad związkiem działała, skoro piszesz, że musisz (w czasie teraźniejszym) stopować takie zachowania krótkimi komunikatami. Znaczy mąż nadal bywa przykry i nie liczy się z Twoimi uczuciami? Naprawdę uważasz, że jest obowiązek znoszenia tego w nieskończoność??? Naprawdę taka jest Twoja rada dla kobiet? Moim zdaniem to jest zła rada, bo ja tak robiłam tyle lat, że w końcu było za późno na cokolwiek:( Na poprawę, ale też na odejście:(
              • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:44
                Widocznie komunikaty są zbyt mało dobitne. Gwarantuję, że każdego można wytresować, żeby się potrafił powstrzymać, kwestia metody i motywacji. Faceci, zwłaszcza z tendencjami do przemocy lub wychowywani w przemocowych klimatach, fantastycznie funkcjonują w układach hierarchicznych, trzeba im to tylko narzucić.
              • franca_francuzeczka Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 18:39
                Ja mam takiego typa raczej chłodnego, nie wyznaje miłości na klęczkach, nie niesie kwiatów co drugi dzień, nie chwali wylewnie, karczemnych awantur też nie urządza i źle znosi te urządzane przeze mnie. Raczej celnie rzuca demotywującymi uwagami. Niestety pozytywnych emocji przekazywać nie został nauczony: podziękowania, przeprosiny, wsparcie wychodzą mu zazwyczaj pokracznie albo źle, jakby ciepłe i miłe słowa z trudnością przechodziły mu przez gardło. Zawsze w pierwszym odruchu jakby musiał nakreślić pesymistyczny scenariusz. Nowa sukienka? niby ładna, ale na pewno zbiegnie się w praniu :/ awans w pracy? pewnie dołożą obowiązków za marne grosze :/ Jesteś w ciąży? Nie ciesz się za szybko, poczekamy ze 3 miesiące itd.
                Tak - bywa to przykre, ale odkąd stawiam granice jasno zdarza się coraz rzadziej. Ja też przyjmuję te uwagi inaczej od kiedy zrozumiałam dlaczego taki jest. Czy będę musiała to znosić w nieskończoność? Mam nadzieję, że nie nasili mu się z wiekiem.
                Nie uważam, że mam w domu dewianta, czy "model uszkodzony fabrycznie" jak to ktoś zgrabnie nazwał. Może jest gburowaty, ale czy jest wśród nas osoba bez wad?
            • kachaa17 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 15:00
              "Tekstu o utracie ciąży nic nie usprawiedliwia, moim zdaniem. Był haniebny w tych okolicznościach i nikt mnie nie przekona, że to tylko takie lekkie potknięcie gościa, które trzeba tolerować. Nie trzeba i nie wolno tolerować takich zagrań, bo będą się nasilać. Jak amen w pacierzu:( "

              Zgadzam się z powyższym. Tekst był okrutny. Tak jakby twój mąż chciał zmazać ci uśmiech z twarzy. Jeżeli on tego nie rozumie to raczej marne są szanse na porozumienie się.
          • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:47
            > Wiedzą, wiedzą doskonale i właśnie dlatego obawiają się.

            Mój ojciec mówił, że ludzie zakompleksieni to dramat. Że od takich wiać, ile sił w nogach. I miał rację. Szkoda życia na "naprawianie" takich.
            Potem, dalej w las, to im do kompleksów dochodzą resentymenty i potężna urazowość. Wszyscy chyba znamy zajadłego typa, gnębiącego każdą osobę czy sprawę, która porusza w nich kompleks i resentyment. Szkoda marnowac swoje życie na relacje z takimi osobami. Takie osoby powinny radzić sobie z sobą same- li i wyłącznie.
            • sebalda Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:57
              > Mój ojciec mówił, że ludzie zakompleksieni to dramat. Że od takich wiać, ile si
              > ł w nogach. I miał rację. Szkoda życia na "naprawianie" takich

              Podpisuję się obiema rączkami. Są dwie najbardziej niebezpieczne rzeczy na świecie, z których wynika najwięcej nieszczęść, wojen i zbrodni: kompleksy i fanatyzm, przy czym ten ostatni często wynika z tego pierwszego. Ostatnio znalazłam w swoich notatkach taki bardzo dobry cytat z jakiegoś forum:
              "To takie charakterystyczne dla ludzi, którzy absolutnie nic w życiu
              nie osiągnęli, nie są spełnieni, nie są usatysfakcjonowani i
              odczuwają nieustającą frustrację z powodu zerowego wpływu na
              otoczenie. W momencie gdy pojawia się dziecko, zyskują namiastkę
              władzy i odbija im palma."
              To się odnosiło do autorytarnych rodziców i ich stosunku do dziecka. Dodałabym do tego jeszcze właśnie stwierdzenie: gdy tylko poczną potomka i wydaje im się, że usidlili na dobre kobietę":(
              • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 15:02
                Dokładnie. Tacy ludzie wciagają w swoją grę. Np. tym, że komuś się zamarzy władza nad nimi. Czyli kolejnych dewianatów. Ale niestety, wciagaja także ludzi o profilach normalnych, takich którzy są nieświadomi ich skrzywienia. I wtedy jest tragedia.
      • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:36
        > Za uwagami twojego męża kryje się strach, całkiem normalny i powszechny wśród mężczyzn, że jego
        > ukochana się zmienia, że utyje, spuchnie, straci kobiece kształty i już ich nie odzyska.

        Ani powszechny ani tym bardziej NORMALNY. Nornalny chyba wśród dewiantów. I wśród nich- powszechny.

        > Traktuje twój stan jak bitwę z której należy wyjść z jak najmniejszymi stratami, więc walczy jak umie.

        Zgodzę się co do bitwy- szkoda, że nie toczy jej z własną dewiacją. To jest właśnie ten punkt- czy dewiantowi zechce sie coś zrobić z problem, którym jest on sam: dewiant. Bo niektórym się nawet chce. I wtedy związek przynajmniej rokuje.
        • sebalda Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 14:49
          > Ani powszechny ani tym bardziej NORMALNY. Nornalny chyba wśród dewiantów. I wśr
          > ód nich- powszechny.
          Ja bym dodała, że albo dewiant, albo wyjątkowo pusty i powierzchowny gość.
          Gdyby nawet przyjąć, że on się boi albo troszczy o nią w jakiś chory sposób, to jak to się ma do jego wiedzy na temat jej wcześniejszej anoreksji? To brzmi jak znęcanie się, a nie troska.
          • kachaa17 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 15:02
            "Gdyby nawet przyjąć, że on się boi albo troszczy o nią w jakiś chory sposób, to jak to się ma do jego wiedzy na temat jej wcześniejszej anoreksji? To brzmi jak znęcanie się, a nie troska. " - dokładnie, to jakiś horror. I jeszcze ubiera to w płaszczyk dobroci.
            • zuzi.1 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 15:32
              Ale kawal sk.....na z tego goscia...Ustal ostre zasady z nim, jeszcze 2 takie chamskie teksty i niech pakuje sie i wynocha. Z kims takim nie warto sie szarpac, dbaj o siebie. Ale koszmarny facet. Niestety o takich przypadkach bylo juz nie raz na tym forum... On sie zwyczajnie nad Toba zneca z wykorzystaniem wszystkich Twoich slabych stron, ktore sa mu znane. Kawal gnoja.
    • brak.polskich.liter Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 15:57
      Panu za takie akcje nalezy zrobic z d..py Jesien Sredniowiecza.
      Absolutnie nie odpuszczaj - jesli odpuscisz, to za moment nastapi kolejna proba sil i dalsze przesuniecie granic.
      Maz rzecz nabyta - zawsze mozna wymienic, jesli wykaze trwale i nienaprawialne wady fabryczne.

      Dziekuje za uwage.

      --
      "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?" Prof. Jan Hartman, filozof
      • verdana Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 16:16
        Kompletnie nie rozumiem, jak można uznać, że nad facetem tak się zachowującym trzeba "popracować" . Kobieta ma być atrakcyjna i szczupła, bo taką mąż kupił i jej obowiązkiem jest pozostać takim samym towarem, jak na początku. Można, jak najbardziej, jeśli kobieta nie uznaje się za człowieka, tylko za rzecz, kupiona przez męża. Nie polecam.
        Zachowanie faceta nie jest po prostu chamskie. Jest w nim coś niezwykle niebezpiecznego. Jeśli mogę na coś stawiać to na to, że a. on żadnego dziecka tak naprawdę nie chce i ma nadzieję, ze dziecko sie nie urodzi, b. absolutnie nie akceptuje żony w roli matki. Zwróćcie uwagę, że od pierwszej wiadomości o ciąży neguje jej zdolności do bycia matka- a to poroni, a to niewłaściwie sie odżywia. Być może on chce dziecko, ale nie chce już związku?
        I jeszcze jedno - albo facet jest bezdennie głupi, czego nie wykluczam, albo kontrolując odżywianie i sugerując, ze autorka tyje chce ją wpędzić w anoreksję, co w wypadku byłych anorektyczek trudne nie jest. Wtedy ma szansę na poronienie, albo na przejęcie dziecka od chorej matki. Oba scenariusze wydają mi się, niestety, realne.
        Tak czy inaczej, proponuję powiedzenie facetowi wprost, co sie o nim myśli - nie awanturę, tylko powiedzenie mu na zimno, że zastanawiasz sie nad zakończeniem związku, o ile się nie opamięta - i zobaczenie, jak zareaguje.
        • miacasa Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 20:00
          Dla mnie jego zachowanie też jest b. niepokojące. Nie pokuszę się o tak dokładne tezy ale to co on robi jest jakąś formą przemocy i agresji. Atakuje kobietę w wyjątkowo trudnym okresie (rany pierwszy trymestr pierwszej ciąży, mdłości, senność, niepewność...). Autorko, twój mąż nie tylko beznadziejnie się do ciebie odzywa, on mówi rzeczy szkodliwe, jego mądrości w sprawie odżywiania się kobiety ciężarnej są sprzeczne z aktualną wiedzą. Wpędzisz się w duże problemy zdrowotne jeśli nie będziesz jadła późnej kolacji (chodzi choćby o 1 kromkę ciemnego pieczywa z chudą wędliną) - w ciąży zbyt długa nocna przerwa pomiędzy posiłkami skutkuje wzrostem ketonów we krwi, to nasila mdłości i wymioty i jest szkodliwe dla dziecka i ciebie.
    • yoma Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 17:42
      Spytaj go, co chce osiągnąć przez takie teksty i takie zachowanie, i nie daj się zbyć. Może się mocno zdziwić.
      --
      Kobyła ma mały bok
      Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
    • anka_z_lasu Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 18:11
      A może 'dla dobra męża' też zacznij robić mu jakieś uwagi. Że będzie musiał teraz zacząć lepiej zarabiać albo co go tam najbardziej ubodzie.
      I nie pozwól naruszać swoich granic, jeśli trzeba zrobić karczemną awanturę bo tylko taki przekaz do pana trafi, to trudno, zrób. Ulżysz sobie zamiast kisić w sobie, poczujesz się lepiej :P
      Długofalowej strategii nie proponuję bo nie wiem czy pan generalnie jest wybrakowany czy chwilowo mu odbiło i trzeba go sprowadzić na ziemię.
      I na wszelki wypadek zabezpieczaj się ekonomicznie jak tam tylko dasz radę. To akurat rada aktualna zawsze i wszędzie.
      --
      Dobre decyzje są wynikiem doświadczenia. Doświadczenie jest wynikiem złych decyzji.
      • vilez Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 20:17
        Oczywiście, że zakres cech patologicznych dotyczy nas wszystkim- to jest po prostu pewne CONTINUUM cech, czy inaczej: skala tych cech, na której każdy z nas ma swe indywidualne miejsce. Choćby minimalne. Ale -ma.
        Jest natomiast kwestia stopnia nasilenia tych cech. i tu już wchodzi w grę patologia- jest pewne natężenie tych cech, które stanowi o wyraźnym odchyleniu od normy.
        Zatem- stopień (tego nasilenia) ma ZNACZENIE.

        Mąż autorki ma wysoki stopień. Tak wynika z jej opisu sytuacji.
    • marsylvik Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 20:35
      nie_wiem_co_dalej napisał(a):

      > Mam 26 lat, męża po 30stce, jesteśmy 2 lata po ślubie. Wcześniej znaliśmy się 4
      > lata.

      I jak oceniasz te cztery lata?

      > Rozmawialiśmy
      > o ewentualnej ciaży i generalnie widać było, że mu zależy.

      Nie widzę powodu, żeby Twojej ocenie sytuacji nie wierzyć.

      > A może po
      > prostu jest tak jak mój mąż stwierdził - że cytuję: "mój mały mózg nieogarnia t
      > ego, o co mu chodzi".

      Zabrzmiało jak wypowiedziane w silnych, złych emocjach... Kłóciliście się w tym momencie?

      > Gdy tylko powiedziałam mu o tych dwóch kreskach. Po prostu się uśmiechnął. Ja b
      > yłam początkowo w szoku, że się udało. Na co mój mąż uraczył mnie w godzinę po
      > tej wspaniałej wiadomości tekstem... jak dla mnie niezrozumiałym.... "nie ciesz
      > się tak, poronisz za tydzień i będzie dół".... Mnie zamurowało..

      Nie dziwię się. Mnie też by zamurowało. I pewnie przyszłoby mi też do głowy, że to złośliwie zabrzmiało... Masz powody sądzić, że to było powiedziane w takiej właśnie intencji?


      > Czy to jest to, co kobieta, która się właśnie
      > dowiedziała o tym ,że zaszła chce usłyszeć... "poronisz za tydzień, wiec się ta
      > k nie ciesz".

      Oczywiście, że nie. Choć fakt, że... mnie samej lekarz powiedział coś podobnego. To było za granicą, tam jest inne podejście do ciąży. Lekarz spytał najpierw, czy oczekiwane, a potem uprzedził, żeby nie wpadać w hurraoptymizm, bo w pierwszych tygodniach wiele ciąż kończy się poronieniem. W tamtym kraju nie ratują wczesnej ciąży za wszelką cenę, jak to ma miejsce w Polsce. Powiedział to delikatnie, tłumaczył się przy tym, że ma obowiązek mi to powiedzieć i że wiele kobiet wpada w depresję po poronieniu właśnie dlatego, że się za mocno nastawiły. No ale fakt, że choć powiedział niby mniej więcej to samo co Twój mąż, to raz, że nie był moim mężem, dwa, zrobił to właśnie delikatnie.

      > Oczywiście awantu
      > ra, mój płacz, niedowierzanie - ze jak on może.

      W co konkretnie niedowierzałaś?

      > On się potem tłumaczyl, że to przecież - dla mojego dobra.

      Mam wrażenie, że on nie ma zdrowych granic psychologicznych. Czuje się odpowiedzialny za Twoje uczucia, w dodatku te, które się jeszcze nawet nie pojawiły? Poczytaj o granicach psychologicznych i zastanów się, czy nie było wcześniej jakichś konfliktów albo Twojego złego samopoczucia z podobnego powodu.

      > Że lepiej się "pozytywnie zaskoczyć".

      Niektórzy tak wolą.
      Niektórym trudno sobie wyobrazić, że ktoś inny może woleć inaczej.

      > Ale nie usłyszalam słowa przepraszam..... Stwierdzilam... po
      > pewnym czasie - może faktycznie... bał się cieszyć. Nie wiem sama.. Może tak po
      > prostu powiedział - niefortunnie i nietaktownie.

      Jeśli nie jesteście w jakimś konflikcie, jeśli poza tym się między Wami układa, a zdziwiła by mnie decyzja o dziecku gdyby było inaczej, to myślę, że tak właśnie jest. Zwyczajnie brakuje mu delikatności i wyczucia, a do tego ma być może zaburzone granice, bierze na siebie niepotrzebnie odpowiedzialność za Twoje uczucia. W jednym z ostatnich wątków był artykuł o martwieniu się o kogoś, polecam i jemu i Tobie.

      > Natomiast mój mąż zaczął mieć nagle obsesje na punkcie mojej wagi i mojej figur
      > y.... Oczywiście wszystko tłumaczy to również swoją "troską" o mnie i o moje pr
      > zyszłe samopoczucie po porodzie

      Ja to potrafię zinterpretować na dwa sposoby. Może mieć zaburzone granice i rzeczywiście sądzi, że robi to dla Twojego dobra i że ma obowiązek w czasie ciąży tak właśnie o Ciebie dbać. Albo to jego własne lęki, które z jakichś powodów projektuje na Ciebie. Może boi się, że się roztyjesz, zaniedbasz, bo widział takie przykłady w otoczeniu albo się od kogoś nasłuchał. A tłumaczy je troską o Twoje dobro albo dlatego, że nie akceptuje u siebie tego lęku, albo dlatego, że sądzi że Ty tego jego lęku nie akceptujesz (po kłótni mogło mu się to wbić do głowy) i to jego "linia obrony". Jeśli to taka "obrona" to niewielki problem w sumie, bo do wyjaśnienia. Ma prawo się bać. Jeśli jego własny nieuświadomiony lęk, to się do tego nie przyzna, bo nie przyznaje się do niego sam przed sobą. Choć rozwiązanie też niby proste, w teorii... uświadomić mu, że ma prawo się bać. Ale Ty masz prawo do tego, żeby Cię nie kontrolował, nie dołował.

      > to zaczyna mi gadać, że teraz obżeram się słodyczami, a potem
      > będę żałować i że on nie będzie "wysłuchiwać potem moich żalów".

      Daj mu koniecznie do przeczytania ten artykuł, co wcześniej podlinkowałam.

      > Gdzieś wyczyta
      > ł czy usłyszał, że w ciąży to można przytyć maksymalnie 12 kilo i powinnam mieć
      > to na uwadze.

      Taką zasadę i owszem, opracowano w oparciu o dane statystyczne... Problem w tym, że statystycznie mało która kobieta karmi piersią dłużej niż 3 miesiące. Nabieranie tłuszczyku w ciąży to naturalny mechanizm zapewniający zapasy na karmienie, jeśli masz zamiar dłużej karmić, to się tymi 12 kg nie przejmuj ;)

      > Z każdą łyżeczką braną do ust mój mąż przyglądał mi się z coraz to więks
      > zą odrazą. Na koniec - stwierdził cedząc przez zęby, czy nie uważam, że coś za
      > szybko przybieram na wadze? (jak mówię - waga ani drgnie od dnia rozpoczęcia "
      > starań")...jak mu o tym powiedziałam.. że nie... nie uważam. Że moja waga się n
      > ie zmienia. Stwierdził, że na pewno klamię, że on widzi jakie mi się zrobiły ok
      > rągłe policzki "jak u chomika" - buahahaha teraz jak to piszę to aż mi się chce
      > śmiać...

      Nie, to nie troska o Twoje samopoczucie... On się boi, że utyjesz. I to boi się tak bardzo, że zachowuje się nieracjonalnie.

      > No i generalnie - coś we mnie pękło. Ja nie wiem.. Czy on specjalnie chce mi do
      > walić. Sprawić, bym się źle poczuła źle we własnym ciele? Nie iwem... żeby moja
      > ciąża to były obsesyjne myśli na temat tego, że "stracę figurę"???

      Boi się, serio. To nie są słowa wypowiadane po to, żeby Cię skrzywdzić, nie wynikają z niechęci do Ciebie, tylko po to, żeby Cię kontrolować. Jakby to było jego ciało i bałby się, że utyje, to robiłby właśnie to, do czego namawia Ciebie. Miałby nad sobą kontrolę, Ty byś tego nawet nie zauważyła, bo strach pewnie nawet by się w obsesję nie przerodził. Ale jego strach dotyczy czegoś, czego nie może kontrolować bezpośrednio, może jedynie próbować wpływac na Ciebie, próbować Ciebie kontrolować, a kiedy (słusznie!) stawiasz opór to w nim pojawia się frustracja, poczucie, że nie ma wpływu na źródło swojego lęku i w efekcie złość. Na Ciebie oczywiście ;)

      > Jeszcze zeb
      > ym faktycznie przez te 3 miesiace z 3 kilo przytyła. Żebym siedziala w domu na
      > dupie na l4 i tylko się obżerała. Ale to nie ma miejsca.

      Samo w sobie nie wzbudziłoby to w nim takiego strachu, żeby się zaczął tak zachowywać. Strach pochodzi z niego, z jego przeżyć i skojarzeń, a nie z tego, co Ty robisz albo jaka jesteś.

      > Co będzie jak zacznie mi się powiększać brzuch, puchnąć nogi? Jak pojawią mi si
      > ę rozstępy? Co jeśli faktycznie waga mi wzrośnie nawet i kurna do tych 20 kilo?
      > Jak będę miała np. wielowodzie i będę wyglądała jak bambaryła? To co będzie wt
      > edy, skoro już TERAZ dla niego moje zaczynące się zmieniać ciało jest aż takim
      > problemem

      Nie sądzę, żeby to pomogło. Straszysz go jeszcze bardziej...
      Inna sprawa, że sama dla siebie możesz to jak najbadziej przemyśleć.

      > Jest to dla mnie tak bardzo dziwne... ta jego przesada w związku z moją ciążą i
      > moim wygldem. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie zwracał uwagi na moją figur
      > ę. Jakoś nigdy nie czynił mi uwag.

      To dobrze ;) Jest nadzieja, że problem jest tylko chwilowy, że dotyczy jedynie jego lęków związanych z ciążą ;)

      Pogadaj z nim o jego lękach. Spróbuj mu się dać wygadać. Ponarzekać na szwagierkę.
      Możesz też spróbować zabrać męża do lekarza,
      • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 21:00
        To co napisałaś jest wyjątkowo szkodliwe. niezależnie od tego czy ów mąż się boi, czy jest złośliwym chamem, nie ma prawa tego mówić ciężarnej żonie.
        Ma lęki? Trudno, to moment w którym facet powinien swoje lęki ogarniać sam, wziąć na klatę zamiast obciążać kobietę.
        Ja bym wogóle nie wnikała o co mu kaman, to nieistotne. Ma przestać ją dołować, tresować i robić złośliwe uwagi.
      • koronka2012 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 22:14
        > Boi się, serio. To nie są słowa wypowiadane po to, żeby Cię skrzywdzić, nie wynikają z niechęci do > Ciebie, tylko po to, żeby Cię kontrolować.

        Boi się, ok, tylko co z tego? od tej wiedzy autorka niestety nie poczuje się lepiej, szczególnie w okresie kiedy większość kobiet bardzo potrzebuje akceptacji i troski ze strony partnera. Wychodzi na to, że tu - powinna się skupić na nim i dopieszczaniu ego męża?

        Zastanawiam sie skąd to optymistyczne założenie? że nie chce jej skrzywdzić?
        Przecież WIDZI i SŁYSZY, że ją skrzywdził, WIE że zrobił jej ogromną przykrość - i robi to dalej.
        Gość przede wszystkim nie kontroluje siebie. I to jest groźne, bo burzy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Powoduje takie myśli, jakie już teraz ma autorka - że nie wie kim jest ojciec jej dziecka.

        Mniej więcej takie uczucie towarzyszy większości rozwódek na początku - szok i niedowierzanie że spędziło się X lat życia z kimś kompletnie obcym, to burzy cały porządek świata, bo jeśli nie można dowierzać własnemu postrzeganiu - to czemu?

        W dodatku tu nie chodzi jedynie o tycie, to raczej wygląda na brak akceptacji samego faktu ciąży - póki wszystko było w fazie planowania czyli mrzonek - było ok, jak przyszło do konkretów - pan się w roli nie odnajduje, kwestia wagi jest tylko jednym z aspektów. Niestety najgorszym w świetle doświadczeń autorki.

        I mam niestety wrażenie, że ta jej anorektyczna przeszłość to jest ten słaby punkt, w który on teraz bezwzględnie wali jak w bęben. A jeśli uderza właśnie w najczulsze miejsce, to trudno nie pokusić się o podejrzenie, że robi to celowo i z premedytacją.

        Rozmowy można spróbować raz - tylko należy się do niej przygotować, może zamiast mówić - napisać list (żeby facet nie przerwał i nie zbagatelizował), wyrazić swoje odczucia i oczekiwania.
        Jeśli nie pomoże - to pozostaje terapia szokowa, choćby przeniesienie się do rodziny z komunikatem żeby mąż się zgłosił jak sobie przypomni jak należy się odnosić do żony. Solidny wstrząs to jedyna droga, żeby zaczął szanować jej granice.
        • jagus84 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 22:30
          Amen. Ja bym tak zrobiła. Straszliwe chamidło. Też jestem w ciąży, już wysokiej, bo 32 tydzien i tez sie martwię o sylwetkę, zwłaszcza że to 2 ciąża i juz wiem, ze zrzucić łatwo nie jest. Przynajmniej mi. Mam na stanie egzemplarz męża TOTALNIE niewylewnego. Ale to naprawdę TOTALNIE. Do tego stopnia, że mamy ustalone, ze ma mnie chociaż 1 raz dziennie przytulić, bo sam z siebie W ŻYCIU na to nie wpadnie. Ale nawet on nigdy nie powiedział mi komentarza na temat wagi. NA moje marudzenie słysze "Babo, jesteś W CIĄŻY. Musiałas przytyć, koniec tematu, nie zawracaj głowy". No najbardziej wspierające podejście to to nei jest, ale naprawdę mi pomaga, jak mam doła z powodu brzucha i innych takich artakcji. Po prostu zdrowy rozsądek.
            • jagus84 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 23:05
              Dość szorstkie podejście. Ale właśnie zdroworozsądkowe. A tego produktu chyba mężowi autorki bardzo brakuje. I nie rozbijajmy sie tu o to, czy nasi mężczyźni potrafią okazywac pozytywne uczucia, czy też nie. Niechyby i nie potrafili. Ale facet to ma być facet, z jajami. MA być ochroniarzem swojej kobiety. Nawet jeśli nie potrafi dziubdziać w kierunku brzuszka i rozkminiać miliarda nastrojów. A ten biedny misio jest malutkim człowieczkiem. W tym problem.
          • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 22:56
            OMG nigdy nie miałam doła z powodu brzucha ciążowego czy wagi. Obaj ojcowie moich dzieci tj eks mąż i obecny partner mieli podejście "no, jaka ma być kobieta w ciąży, jest ciąża = jest brzuch".
        • verdana Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 22:32
          Jesli facet wie, ze żona miała anoreksję i obsesyjnie pilnuje, aby w ciąży nie utyła i kontroluje, ile je, choć nie je za dużo, jest tak niewiarygodnym głupcem, ze bałabym się powierzyć mu dziecko. Ale nie sądzę, aby był az tak głupi. Dlatego też podejrzewam, że świadomie chce skrzywdzić żonę.
          • triss_merigold6 Re: Ciąża... mąż.. 19.12.14, 22:37
            Ano. Nadal obstawiam formę walki o władzę i przesuwanie granic, ale zaczynam przychylać się do teorii Verdany.
            Jesli zona nie postawi sprawy jasno teraz, to facet faktycznie lekkim twistem wpędzi ją w depresję poporodową.
            • mamameg Re: Ciąża... mąż.. 20.12.14, 23:30
              A ja obstawiam strach i niedojrzałość, jak było dziecko w planach, to owszem chciał je mieć, a jak dziecko zaczyna być czymś realnym, to się boi i wyżywa na tym kto jest najbliżej- na żonie.
    • morekac Re: Ciąża... mąż.. 20.12.14, 08:31
      To nie jest kwestia twojej ciąży i wyglądu, tylko tego, że pan mąż ma taki, a nie inny charakter. Jest z tych 'wspierających inaczej', obawiam się.
      --
      -------------------------------------------------------------
      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
      • paris-texas-warsaw Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 01:43
        Różne mogą być przyczyny zachowania Twojego męża, może Pani Agnieszka albo Sorvina Ci je jakoś nakreślą, zresztą już kilka hipotez się pojawiło. W każdym wypadku myślę, że nie trzeba się tym nakręcać. Wydaje mi się, że sama zachowujesz się nad wyraz "silnie" i wg mnie trochę nieadekwatnie do ciąży. Może jestem przewrażliwiona, ale nie wiem, czemu pisałaś, że przecież "nie siedzisz na dupie na l4", a omdlenia w czasie ciąży raczej wskazują na złe jej znoszenie i może właśnie l4 by się przydało. Podobnie jak jedzenie jednego ciepłego posiłku o 17 h nie wydaje się specjalnie dobre dla kobiety w ciąży (i dla każdego) w polską zimę. W każdym razie, żeby mieć temat jedzenia pod kontrolą ja bym przede wszystkim lekarzowi prowdzącemu ciążę powiedziała o przebytej anoreksji, żeby ten temat miał pod kontrolą,jeśli tego oczywiście już mu nie powiedziałaś. No i oczywiście gratulacje i miłego czasu ciąży:)
        • vilez Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 09:02
          > Różne mogą być przyczyny zachowania Twojego męża, może Pani Agnieszka albo Sorvina Ci je jakoś
          > nakreślą, zresztą już kilka hipotez się pojawiło.

          Znaczy - że te teorie mają ją uspokoić/? Bo jak będzie wiedziała, czemu mąż się tak zachowuje, to problem zniknie? Będzie mniej boleć, czy jak?

          > W każdym wypadku myślę, że nie trzeba się tym nakręcać.

          Grunt to wsparcie. Powiedzieć ofierze, że się nakręca... Bo mogła by tak nie przeżywać. A jest jakiś limit przeżywania?

          > Wydaje mi się, że sama zachowujesz się nad wyraz "silnie" i wg mnie trochę nieadekwatnie do ciąży.

          Jw. co to znaczy: "nad wyraz silnie"?I kKto określa, kiedy jest- adekwatnie?

          > Może jestem przewrażliwiona, ale nie wiem, czemu pisałaś, że przecież "nie siedzisz na dupie na l4",

          Wystarczyło przeczytać- napisała to jako odpowiedź męzowi, że się nie leni.

          > a omdlenia w czasie ciąży raczej wskazują na złe jej znoszenie i może właśnie l4 by się przydało.

          Omdlenia na początku ciąży o niczym złym nie świadczą, jeżeli nie są częste.

          > Podobnie jak jedzenie jednego ciepłego posiłku o 17 h nie wydaje się specjalnie dobre dla kobiety w ciąży (i dla każdego) w polską zimę.

          Też wystarczyło przeczytać. Je często, ale mało, bo nie ma wtedy mdłości. Jeden ciepły posiłek wystarczy, jeżeli tak lubi. To jest jak najbardziej racjonalna dieta na początek ciąży. mdłości w ciazy są wskaźnikiem pomyślności ciążowej, jako i utrata apetytu z tym związana. Wyrównuje się później.

          > W każdym razie, żeby mieć temat jedzenia pod kontrolą ja bym przede wszystkim
          > lekarzowi prowdzącemu ciążę powiedziała o przebytej anoreksji, żeby ten temat miał pod
          > kontrolą,jeśli tego oczywiście już mu nie powiedziałaś. No i oczywiście gratulacje i miłego
          > czasu ciąży:)

          Z tym zgoda.
          Ale cała reszta to walenie w ofiarę. Nie rozumiem, jak tak można. I projektowanie swoich wyobrażeń o stanie czyjejś ciązy i czyimś jadłospisie- kompletnie niestosowne. Trochę jak zachowanie tego męża- co to wie lepiej, co jest dla niej dobre, a ona histeryzuje. Po co to robisz? Zwłaszcza, że robisz to pod kierunkiem osoby, która ma za sobą walkę z anoreksją i jest wrażliwa na taką krytykę- w tym skłonna jest sobie przypisywać winę. Tak nie wolno!
          • marsylvik Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 09:37
            vilez napisała:

            > Znaczy - że te teorie mają ją uspokoić/? Bo jak będzie wiedziała, czemu mąż się
            > tak zachowuje, to problem zniknie? Będzie mniej boleć, czy jak?

            Nie, zrozumienie mechanizmu, czyli sedna problemu ma przede wszystkim pomóc jej się zdecydować co chce z tym robić i jak walczyć z problemem skutecznie. A nie z samymi jego objawami.

            Boleć też może dzięki temu mniej, bo często słowa drugiej osoby bolą nie dlatego, że coś zostało powiedziane, tylko dlatego, że zostały tak czy inaczej przez nas zinterpretowane. Zazwyczaj najmocniej bolą zgadywane na podstawie słów intencje drugiej osoby, szczególnie jeśli jest to bliska osoba. A te intencje często są zupełnie inne od tych, których się domyślamy.
            • vilez Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 09:56
              Zrozumienie zjawiska nie uśmierza bólu. A niestety, tak to jest tu podawane- zresztą nie tylko tu- to częsta perspektywa. W skutkach jest to straszne- uderza to w ofiary. jest to niestety ymaganiem, by "wzięły pod uwagę i tak nie cierpiały". Powiedz zgwałconej dziewczyny, że gdy zrozumie, czemu gwałciciel to zrobił (bo jest psychopatyczny, bo miał ciężkie dzieciństwo) to ją będzie mniej bolało. Albo- czemu ją mąż pobił (bo sfrustrowanty, bo zakompleksiony, bo to czy owo). To nie niweluje bólu, tak jak nie niweluje krzywdy. Czynienie falszywej korelacji między rozumieniem i ulgą, jest wymaganiem, które samo w sobie jest kolejną krzywdą dla osoby skrzywdzonej, bo to jest supozycją akceptacji dla tego, co się stało i jednocześnie brakiem akceptacji dla przeżyć i stanu ofiary.
              Ja też rozumiem, dlaczego np. system (jakiś) mnie/nas krzywdzi, ale to w niczym nie niweluje skuutków tego krzywdzenia, emocji doświadczanych i realnych skutków. I nie jest zobowiazaniem do akceptacji tego, co się dzieje.
              Rozumieć, co się dzieje, oczywiście można, ale nie powinno sie tego rozumienia traktować w korelacji ze stanem ofiary, zwłaszcza zaś -w połączeniu z jej odczuciem krzywdy.
              • sorvina Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 11:21
                Vilez - piszesz o ważnej rzeczy. Ja przez lata słyszałam, że mam "zrozumieć" rodziców. Dopiero na terapii zdałam sobie sprawę, że to było wypaczone znaczenie słowa "zrozumieć", że chodziło raczej o wyrozumiałość, tolerowanie ich zachowania - a to podejście nie pozwalało stawiać granic, przerobić własnych emocji bólu i złości i uzdrowić przeszłość.

                Masz rację, same fakty bolą. Konkretne zachowanie boli i zostawia ślady często bez względu na to czy je zrozumiemy i jak interpretujemy. Natomiast to o czym wspomniała marsylvik to druga strona medalu. Czasem nasza interpretacja danej sytuacji, tego DLACZEGO ktoś nas w jakiś sposób potraktował, jest gorsza od rzeczywistych słów i zachowań i niepotrzebnie dodaje cierpienia. Np. bardziej osobista, zakładamy, że ktoś nas nienawidzi i chce z sadyzmem zniszczyć, przeżywamy to straszliwie, a zupełnie nie chodzi o nas, jemy się odpalają jego własne wzorce i nam się obrywa, bo weszliśmy w jakąś role, coś mu uruchomiliśmy itp. Albo zachowuje się tak bo ma inteligencję, empatię i delikatność rozpędzonego walca drogowego. Wtedy zrozumienie skąd się dane zachowanie drugiej osoby bierze, pozwala nabrać dystansu. A później wpływa na podjęcie decyzji co dalej. Bo jednak inna jest sytuacja, gdy z kogoś wyszedł sadystyczny przemocowiec, który wyczuł naszą słabość i postanowił wreszcie zawalczyć o władzę. A inna gdy komuś odbiło z powodu lęków + brak wiedzy/wyczucia, natomiast nie krzywdzi nas z premedytacją. W drugim przypadku można dać szansę po warunkiem pójścia na terapię i zmiany zachowań. W pierwszy trzeba wiać i nie oglądać się za siebie. (oczywiście i przemocowiec po głębokiej terapii może się zmienić, ale są ku temu mniejsze szanse, bo jego zachowanie szkodzi bardziej innym niż jemu).

                Natomiast to wszystko dotyczy etapu PO POSTAWIENIU RADYKALNEJ GRANICY I ZABEZPIECZENIU SIĘ PRZED PRZEMOCĄ!!!! Nie zaczynamy od rozkminiania. Wpierw kategorycznie dbamy by szkodliwe dla nas zachowanie się nie powtórzyło. Zwłaszcza dla kobiety w ciąży zadbanie o siebie to priorytet! Jak nie pomaga stopniowana reakcje pt "odtenteguj się ode mnie", to wywalenie za drzwi/wyprowadzka do rodziców/znajomych, może być właściwym rozwiązaniem. A jak się Pan ogarnie i zgodzi zmienić podejście, to można rozkminiać i gadać o przyszłości.

                Jeśli się zabunkruje w "ja chcę dobrze to Ty wydziwiasz i mnie nie doceniasz" pomimo jasnego określenia: nie życzę sobie + to mnie niszczy i szkodzi dziecku + to wbrew zaleceniom lekarskim, to krzyż na drogę, bo z tego pana ani męża ani ojca dobrego nie będzie. I lepiej to zrobić, zanim pojawi się dziecko, bo potem będzie przez jakiś czas jeszcze trudniej.

                --
                Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                  • sorvina Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 13:42
                    vilez napisała:

                    > Podpisuję się pod Tobą, Sovrino.
                    > Podsumuję tylko, że mnie chodziło o połączenie "czemu cierpisz, skoro to jest
                    > objaśnialne".

                    Tak, bo to brzmi jak - ale czemu się czepiasz, przecież już wiesz, że on/ona nie potrafił/a inaczej... Ale to, czy potrafił czy nie potrafił to jego sprawa i nie ma to realnego wpływu na to co zrobił i jakiego wpływu na nas dokonał. To może pomóc wybaczyć, ale nie powinno być stosowane jako argument na to, że nic się nie stało. Bo tak to brzmi. On/ona nie chciał, nie zrobił tego specjalnie, więc NIC się nie stało, nie powinno Cię boleć. Ale jak boli to boli. I tłumienie tego nie pomaga zapomnieć. Dopiero przerobienie poczucia skrzywdzenia sprawia, że można wybrać wybaczenie, zamknięcie przeszłości za sobą. Inaczej rana cały czas się jątrzy a my tracimy umiejętność obrony własnych granic.

                    Mam wrażenie, że takie argumenty - zrozum - są serwowane przez osoby, które nie rozróżniają potępienia zachowania i wyciągania konsekwencji by się chronić, od potępienia osoby i nie potrafią rozmawiać o uczuciach. Ani przyjąć winy za coś, przyznać się do błędu (poczucie własnej wartości się kłania). Wtedy lepiej by inni "rozumieli", bo i nas tak potraktują.
                    To może być narcystyczne - nie może być rysy na wizerunku, nie chcemy tracić przywilejów np. aury doskonałego rodzica. Brak zrozumienia, że można rodziców kochać, ale stwierdzić, że rodzicami byli beznadziejnymi. Współczuć nawet parterowi w jego ułomności, ale nie życzyć sobie złego traktowania. Rozumieć, że ktoś inaczej nie potrafi, ale na pierwszym miejscu stawiać jednak własne zranione/zaniedbane uczucia i potrzeby i robić to co trzeba by o siebie zadbać. A w tym mieści się wyrażenie swojego bólu i złości (asertywne ale jednak). Postawienie granicy. Niechęć do znoszenia dalej takiego zachowania i udawania, że nic się nie stało.

                    Można i najczęściej warto dać drugiej osobie szansę, gdy dopiero do niej dotrze, że jakieś zachowanie jest dla nas krzywdzące i naprawdę chce je przepracować. Idzie na terapie/warsztaty komunikacji itp. Wiadomo, że zmiana czasem trwa. Ale to inna sytuacja niż "zrozum, że ktoś tak ma, on uważa, że wsio ok, więc toleruj to i jeszcze pomóż mu zrozumieć i się zmienić". Nikt nie musi tolerować zachowania, które przekracza jego granice. Ani terapeutyzować partnera jeszcze wbrew jego woli. Owszem, siła psychiczna i odpowiednie nastawienie pozwalają z mniejszym uszczerbkiem wyjść z przykrych sytuacji. Ale nie na tym powinien polegać związek, by robić sprawne uniki gdy nas psychicznie biją. Poza tym są takie sytuacje jak ciąża i czas po nim, gdy tej siły jest po prostu mniej i potrzeba jej na zmierzenie się ze wspaniałym, ale jednak trudnym czasem nowym doświadczeniem, a nie na znoszenie jazd partnera czy kogokolwiek innego.

                    --
                    Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                    • vilez Re: Ciąża... mąż.. 22.12.14, 12:59
                      Tak. Zgadzam się, ż część takich zachowań może być nieuświadomiona. Czy zwiazek z taką osobą ma szanse, zależy od tej osoby- czy ona sama chce nad tym wszystkim pracować. No i do wyniku tej pracy. Ale to tak jest ze wszystkim w zwiazku moim zdaniem. Najważniejsza jest dobra wola pracy na rzecz związku, a zatem- jeżeli problem leży w danej osobie, to także i praca nad sobą. jezeli takiej woli nie ma, albo jest ona niedostateczna, to związek jest bez szans.
                  • paris-texas-warsaw Re: Ciąża... mąż.. 21.12.14, 13:52
                    Znowu widzę manipulację moją wypowiedzią z pominięciem własnych opinii. Jest to autentycznie osłabiające, zdecydowanie wolę czytać wypowiedzi, które uznaję za zwyczajnie głupie, ale to już mój problem:) Zaczynam rozumieć, czemu tak łatwo dogadałaś się z rodziną, żeby jednak nie obchodzić świąt;)

                    Sama Vilez określiłaś męża Autorki jako patologię. Nie napisałaś jednak dlaczego. Jak ktoś pisze na forum z psychoterapeutą, to może oczekiwać pogłębionej odpowiedzi właśnie od eksperta w temacie. Ja natomiast nie wiem, na ile on jest tą Twoją "patologią". Zakres jest szeroki - od rodzącej się awersji do ciała ciężarnej, poprzez ortoreksję, poprzez własne ciężkie lęki po faktyczną przemoc psychiczną. To na co stawiasz w tym Twoim określeniu "patologia"?

                    Ja bym najbardziej obstawiała, że temat anoreksji kiedyś tam się pojawiał, facet się obczytał w temacie, jest trochę przewrażliwiony na tym punkcie, stąd też może zwracanie uwagi na w sumie neutralną dla niego "seksualnie" siostrę i jej wagę. Może faktycznie wystarszył się równolegle ojcostwa i tak sobie razem lęki skanalizował na "policzkach chomika",które z raczej wielką mocą "rezonują" w Autorce, a mi akurat niewydają się czymś z zakresu przemocy psychicznej. Jego niefortunne wypowiedzi o możliwym poronieniu też mogą się łączyć z tematem anoreksji. Można patrzeć na niego jak na osobę kontrolującą, ale trzeba pamiętać, że mimo, że może "wylewać dziecko z kąpielą" to jednocześnie ma jego dobrostan ma na uwadze, gdyż odwołać się chciał jednak do zewnętrznego autorytetu jakim jest dietetyk, a nie samemu prowadzić dietę, choć jego zapędy, by ciężarna jadła ostatni posiłek o 18 h świadczą raczej o małej wiedzy na temat diety ciężarnych. On bardziej może mieć w głowie, że żona miała anoreksję, a potem jak rozumiem nabierała wagi i ją zrzucała. Stąd oprócz obciążenia samą anoreksją, faktycznie może mieć obciążenia związane z metabolizmem, a sama anoreksja jakos tam podwyższa ryzyko innych zaburzeń odżywiania. Stąd uważam pomysł męża z dietetykiem za dobry.

                    Możesz Vilez uważać omdlenia w ciąży za normalne, bo w całej populacji ciężarnych występują, dla mnie to jest jednak niekorzystna sytuacja. Podobnie jak wymioty, które w populacji uznawane moga być faktycznie za czynnik ewolucyjnie chroniacy płód, ale jednostkowo mogą być np. przez psychiatrę odczytywane jako zaburzenie psychosomatyczne związane z ciążą.

                    Tak jak ja mogę krytykować opisane przez kogos zwyczaje żywieniowe, tak Ty możesz je wychwalać, jak sobie chcesz.

                    Często opisuje się anoreksję jako problem rodziny, ale zawsze zawile jest to wytłumaczone. Paweł Droździak na swojej stronie bardzo fajnie tłumaczy anoreksję jako problem rodzinny, tłumaczy czym jest jej zaleczenie i faktyczne wyleczenie, i czemu pojawia się w przełomowych momentach życia - dojrzewanie, ciąża, etc. Jak ktoś się interesuje tematem, to polecam.

                    Ps. To, że piszę, że nie trzeba się nakręcać, nie oznacza, że uważam, że ktoś się nakreca. Proponuję przykładać się do zasad wnioskowania i logiki. Akurat uważam, że zawsze dla ciężarnych są złe rady, żeby robić awantury, chyba, że tu akurat efektem byłoby podniesienie cisnienia i cukru we krwi, żeby pozbyć się omdleń;)



                    • vilez Re: Ciąża... mąż.. 22.12.14, 12:12
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Znowu widzę manipulację moją wypowiedzią z pominięciem własnych opinii.

                      Cytowanie Ciebie nei ejst manipulacją. Moje opinie były.

                      > autentycznie osłabiające, zdecydowanie wolę czytać wypowiedzi, które uznaję za
                      > zwyczajnie głupie, ale to już mój problem:)

                      Tak, Twój problem.

                      > Zaczynam rozumieć, czemu tak łatwo
                      > dogadałaś się z rodziną, żeby jednak nie obchodzić świąt;)

                      Znowu erystyka ad personam. Nie odrobiłaś lekcji.

                      > Sama Vilez określiłaś męża Autorki jako patologię. Nie napisałaś jednak dlaczeg
                      > o.

                      Rzeczy oczywistych nie uzasadniam.

                      > Jak ktoś pisze na forum z psychoterapeutą, to może oczekiwać pogłębionej odp
                      > owiedzi właśnie od eksperta w temacie.

                      Niech oczekuje. Oprócz eksperta sa tu jednak forumowicze.

                      > Ja natomiast nie wiem, na ile on jest tą
                      > Twoją "patologią".

                      Jw (patrz: rzeczy oczywiste). Plus dalsza rozmowa na forum (czyli: czytaj uważnie)

                      Zakres jest szeroki - od rodzącej się awersji do ciała cięż
                      > arnej, poprzez ortoreksję, poprzez własne ciężkie lęki po faktyczną przemoc psy
                      > chiczną. To na co stawiasz w tym Twoim określeniu "patologia"?


                      Na co stawiam, napisalam. Czytaj uważnie.

                      > Ja bym najbardziej obstawiała, że temat anoreksji kiedyś tam się pojawiał, face
                      > t się obczytał w temacie, jest trochę przewrażliwiony na tym punkcie, stąd też
                      > może zwracanie uwagi na w sumie neutralną dla niego "seksualnie" siostrę i jej
                      > wagę. Może faktycznie wystarszył się równolegle ojcostwa i tak sobie razem lęki
                      > skanalizował na "policzkach chomika",które z raczej wielką mocą "rezonują" w A
                      > utorce, a mi akurat niewydają się czymś z zakresu przemocy psychicznej. Jego ni
                      > efortunne wypowiedzi o możliwym poronieniu też mogą się łączyć z tematem anorek
                      > sji. Można patrzeć na niego jak na osobę kontrolującą, ale trzeba pamiętać, że
                      > mimo, że może "wylewać dziecko z kąpielą" to jednocześnie ma jego dobrostan ma
                      > na uwadze, gdyż odwołać się chciał jednak do zewnętrznego autorytetu jakim jest
                      > dietetyk, a nie samemu prowadzić dietę, choć jego zapędy, by ciężarna jadła os
                      > tatni posiłek o 18 h świadczą raczej o małej wiedzy na temat diety ciężarnych.
                      > On bardziej może mieć w głowie, że żona miała anoreksję, a potem jak rozumiem n
                      > abierała wagi i ją zrzucała. Stąd oprócz obciążenia samą anoreksją, faktycznie
                      > może mieć obciążenia związane z metabolizmem, a sama anoreksja jakos tam podwyż
                      > sza ryzyko innych zaburzeń odżywiania. Stąd uważam pomysł męża z dietetykiem za
                      > dobry.

                      To ma się nijak do mnie. Ja się do pomysłu z dietetykiem nie odnosiłam.

                      > Możesz Vilez uważać omdlenia w ciąży za normalne, bo w całej populacji ciężarny
                      > ch występują, dla mnie to jest jednak niekorzystna sytuacja. Podobnie jak wymio
                      > ty, które w populacji uznawane moga być faktycznie za czynnik ewolucyjnie chron
                      > iacy płód, ale jednostkowo mogą być np. przez psychiatrę odczytywane jako zabur
                      > zenie psychosomatyczne związane z ciążą.

                      Opieram się na powszechnie uznanej wiedzy. Twoja anty-wiedza mnie nie interesuje. Bylebyś nie uderzała nią w ofiarę.
                      >
                      > Tak jak ja mogę krytykować opisane przez kogos zwyczaje żywieniowe, tak Ty może
                      > sz je wychwalać, jak sobie chcesz.

                      Mogę też krytykować Ciebie. Za uderzanie w ofiarę.

                      > Często opisuje się anoreksję jako problem rodziny, ale zawsze zawile jest to w
                      > ytłumaczone. Paweł Droździak na swojej stronie bardzo fajnie tłumaczy anoreksję
                      > jako problem rodzinny, tłumaczy czym jest jej zaleczenie i faktyczne wyleczeni
                      > e, i czemu pojawia się w przełomowych momentach życia - dojrzewanie, ciąża, etc
                      > . Jak ktoś się interesuje tematem, to polecam.

                      To nie do mnie.

                      > Ps. To, że piszę, że nie trzeba się nakręcać, nie oznacza, że uważam, że ktoś s
                      > ię nakreca.

                      Supozycja pozostaje supozycją. Ta supozycja jest w roli narzędzia do uderzenia w ofiarę.

                      > Proponuję przykładać się do zasad wnioskowania i logiki.

                      Nie widzę przeciwskazań, bys się przyłożyła.

                      > Akurat uwa
                      > żam, że zawsze dla ciężarnych są złe rady, żeby robić awantury, chyba, że tu ak
                      > urat efektem byłoby podniesienie cisnienia i cukru we krwi, żeby pozbyć się omd
                      > leń;)

                      Czytaj uważnie. Albo w ogóle: czytaj. Bo ja pisałam, by się izolowała od awantur. By nie wchodziła w walkę z mężem.

                      Sumując: czytaj dyskusję, czytaj ze zrozumieniem, używaj logiki i prawidłowego wnioskowania, pisz merytorycznie i nie stosuj erystyki ad personam.
                      • paris-texas-warsaw Re: Ciąża... mąż.. 22.12.14, 16:29
                        Vilez, dzięki za zainteresowanie moimi postami. Niestety w temacie tego wątku napisałam co byłam w stanie i myślę, że chwilowo nie przeskoczę pewnego poziomu, który być może przede mną stawiasz.
                        Też Ci życzę miłego czasu świątecznego w dowolnie wybranej formule i pomyślności w nadchodzącym NR2015r., w którym pewnie jeszcze będzie możliwość podyskutowania i pogłębienia naszej miłej znajomości, choćby tylko wirtualnej:)
    • annb biologia 21.12.14, 10:15
      Popatrz na to z pozycji wręcz prymitywnej, instynktu przetrwania.
      jak się komuś zabiera jedzenie, to się go skazuje na śmierć głodową.
      Prościej się nie da. Twoje dziecko jest zagrożone, Ty jesteś zagrożona.
      Najpierw się zabezpiecz a później "rozkminiaj" czy smutne dzieciństwo miał Twój partner/czy wyolbrzymiasz czy nie/ i czy to z powodu faz księżyca a może do szkoły miał pod górkę. Ta analiza teraz jest NIEWAŻNA

      Najważniejsze jest, abyś była bezpieczna. A z tym panem ani Ty ani ciąża bezpieczna nie jest
      Prościej się nie da
      Jak byłam dzieckiem mawiało się-odmów kobiecie w ciąży, to ci myszy zjedzą.I coś w tym jest
      KObieta w ciązy powinna być specjalnie traktowana a nie gnębiona i głodzona.
      W mojej rodzinie wręcz były licytacje kto i po co żonie w ciązy w nocy po sklepach/restauracjach jeździł. Bo akurat miała ochotę. I to było bezdyskusyjne. Panowie stawali na wysokości zadania i przynosili co żona chciała zjeść.

      --
      Jest tylko jeden sukces- być w stanie spędzić życie na swój własny sposób - Christopher Morley

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka